zwycięstwo

Stanisław Barszczak; Wybiliśmy się na prawdziwe marzenia—-
Mamy połowę maja 1944 roku. Polscy żołnierze walczą o wzgórze Monte Cassino. I tak jak siła łańcucha zależy od najsłabszego ogniwa, podobnie to wzgórze stanowi jedyny punkt na drodze do podboju Rzymu w czasie II Wojny Światowej. Zasłynął w tej walce II Korpus Polski pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Atak rozpoczął się o godz. 1:00 12 maja wsparty ostrzałem artyleryjskim przed północą poprzedniego dnia. Żołnierze atakowali w zaminowanym, niemal nieosłoniętym terenie, pod niemieckim ostrzałem prowadzonym z bunkrów, stanowisk artylerii i moździerzy, których nie była w stanie zniszczyć ponad godzinna nawała ogniowa z 1060 dział. Do natarcia na pobliskie wzgórza ruszył 2. batalion ppłk. Tytusa Brzoski z 3 DSK. Na prawym skrzydle wchodził w “Gardziel”, z zadaniem zdobycia Massa Albaneta, 1 bat. ppłk. Raczkowskiego wzmocniony czołgami, działami samobieżnymi i saperami. Oba bataliony wyposażone były w granatniki i piaty dla rozbijania bunkrów. Nieprzyjaciel próbował kontratakować z rejonu San Lucia i Castellone batalionami spadochroniarzy, ale wszystkie te uderzenia zostały odparte. Najdłużej walczył 2. bat. 3 DSK. Dla wzmocnienia podciągnięta została kompania kpt. Radwańskiego z 3. bat., ale sytuacja była nadal ciężka. Do 8:30 polegli dowódcy obu czołowych kompanii i dowódca rzutu obronnego mjr Rawicz-Rojek, a dowódca batalionu ppłk Brzosko był ciężko kontuzjowany. W południe na jednym ze wzgórz było już tylko 17 żołnierzy i 1 oficer. Resztę w miarę możności ściągano w tył, by obsadzić przynajmniej pozycje wyjściowe. Straty 3 DSK w dniu 12 maja wyniosły 700 ludzi, zarówno z 1. jak i 2. batalionu. W sukurs szły bataliony 13. i 15. z 5 Brygady Wileńskiej płk. Kurka z 5 KDP generała Sulika, oba wzmocnione przez saperów i miotacze ognia. Żołnierze bardzo dotkliwie odczuwali ostrzał artyleryjski w kamienistym terenie. Siły nacierających topniały coraz szybciej. Kompanie lewoskrzydłowego 15. batalionu zostały poderwane o 3:30 przez mjr. Gnatowskiego do ataku na strategiczne wzgórze, ale pod silnym ogniem zaległy. Prawoskrzydłowy 13. batalion ppłk. Kamińskiego bardzo ucierpiał od bocznego ognia z “San Angelo”. Po opanowaniu szczytu kompanie ruszyły ku “San Angelo”, ale po 200 metrach dotarły do głębokiej rozpadliny, która była pełna pułapek minowych i gniazd karabinów maszynowych. W obliczu całkowitej zagłady dowódca nakazał odwrót w pobliże, gdzie 14. batalion trzymał stanowiska wyjściowe. Przez następne cztery dni artyleria bez przerwy ostrzeliwała pozycje nieprzyjaciela. Nie próżnowało też lotnictwo. Nic też dziwnego, że drugi atak (rozpoczęty późnym wieczorem 16 maja) wreszcie przyniósł przełom na polskim odcinku. Tymczasem francuski Korpus Ekspedycyjny dokonał znacznych postępów na zachód od Doliny Liri i zmusił Niemców do odwrotu na Linię Hitlera. Niemiecka 1. Dywizja Spadochronowa po całodobowych walkach otrzymała rozkaz wycofania się. Polacy przechwycili meldunek niemiecki o wycofaniu się z klasztoru. Nakazano artylerii ostrzeliwać drogi odwrotu nieprzyjaciela. W nocy 17/18 maja 1944 Niemcy całkowicie opuścili klasztor, obawiając się okrążenia przez wojska alianckie z powodu przełamania ich linii obrony na zachód od Doliny Liri. Nad ranem zobaczono na ruinach klasztoru białą flagę. Wysłano patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich, pod dowództwem ppor. Kazimierza Gurbiela, który wkroczył do ruin klasztoru, zajmując, zupełnie już opuszczone, obiekty. Wziął do niewoli ok. 20 rannych żołnierzy niemieckich i zatknął na murach najpierw proporzec 12 Pułku Ułanów, a następnie polską flagę…
Musimy zawsze celebrować i nigdy nie powinniśmy zapominać o tym, co Bóg uczynił dla nas. Musimy nieustannie radość włoskiego zwycięstwa przemieniać na większe szczęście innych ludzi, ich nieszczęścia i tragedie rozjaśniać choćby południowym słońcem zawsze włoskiego Maja. Mieliśmy następnie polski październik 1956 roku, grudzień 1970, sierpień 1980, czerwiec 1989. W świecie był 11 wrzesień 2001. Ponieważ Monte Cassino powtórzyło się nie raz w dniach kolejnych generacji, trzeba tym bardziej stać przy wierności najbardziej nawet skrywanym ideałom ludzkiego życia. Zgodnie z jego wolą Generał Władysław Anders spoczął ze swymi żołnierzami na Monte Cassino. A jego żołnierze chyba nadal nie przestają na tym szczycie dziwić się sobie: gdy ja wycofałem się, zobaczyłem dziwne spojrzenie na twarzy kolegi, spojrzenie, które zamieniło się w uśmiech, a potem w śmiech. Po wyszukaniu czegoś, co miałem do powiedzenia, a co w rezultacie wydawało mi się trwało jak gdyby godziny, on wreszcie wziął mnie za rękę i powiedział: cóż, myślę, że jesteśmy dzisiaj szczęśliwi. Dla nas obu spełniają się życzenia.

coś na beatyfikację, 2

stanisław Barszczak, Chrześcijaństwo a bliskość
Słychać głosy, że kościół wciąż separuje od bliskości takiej. Co więcej osobiście mogę wyznać: ja nie staję się bratem, bliźnim, jeszcze nie. Być bratem, to właśnie posiadać tego samego ojca. Otóż nie miałem ojca, bo mnie zostawił z mamą, ale miałem ojca, bo należę do łańcucha tradycji uniwersalnej. Zatem dopiero (pewna) obcość wolnym mnie uczyniła. W odniesieniu chrześcijańskim synowskim nie ma relacji ojcowskiej, wciąż nie mamy szansy bycia uniwersalnością, oderwanego od wszelkiego partykularyzmu, który zaprezentuje się w chrześcijaństwie jako dyskurs Syna. W ten sposób- jak mówi Levinas- w chrześcijaństwie następuje skrywanie synów Noego (synów uniwersalnych z Talmudu). Trzeba więc powrócić do bycia synem-bratem i do „tajemnicy osobowości”, to jest do wyboru. Przede wszystkim jak opisuje Levinasa podmiot. Jest wolny i zdolny do przyjęcia objawienia (libre et créé). Jest wolny bez bycia causa sui, pomimo siebie (malgré lui). Przeciwnie do tego, co afirmuje „filozofia zachodnia-okcydentalna”, podmiot nie jest u początku ja(oddalonego). Dla niej podmiot był początkiem, inicjatywą, wolnością, obecny. Podmiot jest tutaj synem bez ojca lub synem, który jest jego własnym ojcem. I tę filozofię odnajduje na nowo chrystianizm. Przeciwko tej asymilacji oponuje Levinas, gdy mówi, że człowiek jest obcy swemu początkowi, nie jest mu nigdy współczesny, i że ta obcość czyni go wolnym w zupełnie innym sensie od powyższego. W tym sensie alergią konstytutywną filozofii jest krytykowanie objawienia na rzecz rozumu, choć objawienie pochodzi z samego rozumu właśnie!

Syn jest wolny, ponieważ on jest unikatem, jedyny i wybrany. Być wybranym(élu), to po pierwsze być odpowiedzialnym bez mocy wymigania się (etre responsable sans pouvoir se dérober); po drugie, to odpowiedzialność, która poprzedza wszelką (całą) decyzję, jako odpowiedź na wymaganie,(responsabilité pour mon frere, qui précede toute décision, élection comme exigence). Wybór jest relacją unikalną, do ojca, który mnie pozbawia ciężaru tej odpowiedzialności. W przeciwieństwie do podmiotu okcydentalnego podmiot stworzony sytuuje się na drodze ojca! Levinas tym samym mówi: słowa na przestrzeni historii zagubiły swój głęboki sens. Kiedyś były to słowa unikalne(jedyne), choćby przed Babilonem. Babel stanowi jakby ostatni epizod uniwersalności. „Co to jest Europa? To Biblia i Grecy/…/Człowiek jest Europą i Biblią, a całą resztę może się tłumaczyć przez nie/…/ Wszyscy ludzie są z Izraela.”
Na Synaju rozgrywa się wszelka inna scena: „Wykonamy i będziemy rozumieć”, mówi zgromadzonych 600 tysięcy Hebrajczyków, tam gdzie Zachód(Okcydental) chce rozumieć przed działaniem. Mamy totalne odwrócenie perspektywy: tutaj wolność myśli jest niesiona poprzez przyjęcie albo odbiór, albo wreszcie „wcześniejsze przyzwolenie na wolność i na jej brak.” Ten sposób życia Levinas zakreśla w praktyce egzystencjalnej jako „gatunek nieodpowiedzialności w obliczu Wszystkiego.” Dwuznaczność fundamentalna Europy zasadza się na byciu bez (trwania) w bycie. Jej związek z chrześcijaństwem, religią „pokusą kuszenia” jest jawny i istotny. A właśnie biblia jest jedynie i tylko ona kulturalna! Gest poprzez który Izrael akceptuje Torę „polega, pisze Levinas, na przezwyciężeniu pokusy zła unikając pokusy kuszenia” Przyjęcie Objawienia otwiera subiektywność w kierunku absolutu. Cywilizacja europejska gubi tutaj jej istotowość, by się zniżyć do szeregu pośredniego, środkowego. Levinas proponuje Adama, jako trzeciego w obliczu Zachodu i Talmudu, jako obcego… Judaizm odrzuca dialektykę grecką. Nie zamierza opierać się na prawie naturalnym, ale chce wypełniać przykazania.

Wszystko, co możemy powiedzieć o etyce, zawsze będzie nonsensem. Możemy na etykę jedynie wskazać, zwrócić na nią uwagę, bądź, jak Kierkegaard, mówić o niej używając „mowy pośredniej”. Jedynie czego nie mogę, mówi Levinas, to dzielić z drugim człowiekiem mojego istnienia. I dlatego właśnie pytanie o byt jest nierozwiązywalne — musimy pozostać w stanie wątpienia. Istotny jest przy tym motyw narodzin, w którym Levinas widzi prawdziwy dostęp do etyki, w sensie czegoś odwiecznego, niepamiętnego, jak u Kirkegaarda: „akt istnienia uprzedza sam siebie”. „Chodzi o to- powiada Levinas- by to wydarzenie narodzin ująć w zjawiska, które poprzedzają refleksję”. (por. Levinas, Emmanuel: Istniejący i istnienie, tłum. J. Margański, Kraków: Homini SC, 2006.) I tak pierwsze znaczenie bytu – jako ethos uprzedzające jeszcze ontologię – ma charakter etyczny. Nietzsche opracował w swojej „Genealogii moralności” tezę, iż każda moralność zawiera niemoralną tajemnicę. Z etyką Emmanuela Levinasa trzeba to powiedzieć bardzo mocno: etyka musi być precyzyjna i święta. I tak na przykład trzeba przyznać swoim przyjaciołom możliwość nierozumienia. Relacja, która od początku nie charakteryzuje się rozsądkiem, ale zranieniem, jest także od początku relacją etyczną. Domaga się ona i wymaga etyki. Nie wymaga jednak ona etyki w postaci uzasadnienia ogólnych norm, przeciw którym Nietzsche skierował głównie swoje pisma polemiczne, ale etyki w relacji inter-indywidualnej. Jest ona, w perspektywie znaków, etyką użycia znaków.” Levinasowi chodzi właśnie o uprzedniość etyki, według której (formuła Alaina Finkielkrauta) człowiek jest społeczny, zanim staje się rozumny. Nie chodzi przy tym o wyjście z filozofii greckiej, ale o ustanowienie tragicznej w skutkach (i trzeba powiedzieć: beznadziejnej) dialektyki dobra i zła poprzez myśl przemierza, jakiego dokonał Mojżesz na górze Synaj między człowiekiem a Bogiem, a z którego dopiero wynika, że nie chodzi (jak Nietzsche uważał) o niemoralną tajemnicę moralności, ale raczej o moralną tajemnicę niemoralności. I to jest właśnie, co Levinas nazywa etyką. Tym samym Levinas zaprzecza utartym „konceptom” dialogu, według których „ja” zwraca się – symetrycznie — do „ty”. Budzimy się, powiedział niegdyś Schelling, przez wymuszoną refleksję. Levinas mógłby rzec: słowo jest narażone przez wymuszoną odpowiedź. ‘Słowo’ jest przed dyscyplinami logiki i retoryki, a więc „poza dobrem i złem”; i to jest właśnie, co Levinas (w opozycji do genealogii moralności Nietzschego) określa jako etykę, mianowicie jako „twarz”, jako „stworzenie mówiące, które mówi przed językiem” i jako „wyrażenie przed słowami”. W ten sposób „słowo” w swojej ekstremalnej podatności na zranienie i najwyższej władzy działania jest właściwym centrum historyczności. W ten sposób poznanie, „iż wyższe historyczne życie -jak wszelkie życie- jest wiadomością, komunikacją o Innym i z Innym, którego władza pokrywa naszą niemoc”, staje się dojrzałe i wolne. Wydaje się, iż rozwiązaną kwestią jest już dzisiaj pytanie czy Inny jest „wybawcą czy prześladowcą.”

Musimy zatem odnaleźć jedność ludzkości przedbabilońskiej poza planem negacji transcendencji. Dziś wszystko zależy od mocy, od mojego wysiłku istnienia(conatus)- większe ryby jedzą mniejsze, i są jakby mężniejsze, ponieważ to jest właśnie ich naturalne prawo. Chrześcijaństwo czyni obecnie pokusę bycia bez bohatera, życia niejako poza bohaterem chrześcijańskim. A przecież ja nie mogę ograniczyć odpowiedzialności za Innego, względem którego jestem twarzą-w-twarz! Co więcej ta odpowiedzialność jest poza moją kontrolą, jest odpowiedzialnością poza historią i zrozumieniem. Tedy musimy odczuwać wszelką pasywność naszą względem całego otoczenia. Mamy mówić w języku bliźniego, ponieważ mamy tutaj odpowiedzialność przed wolnością; zanim jestem wolny, odpowiedzialny przed Innym. Co prawda wpierw muszę być niezbędny, konieczny względem sprawiedliwości samej. Myśliciel jedność spontanicznej swobody pracy i jej krytykę, gdzie wolność jest w stanie angażować się, a zatem poprzedzać, tę jedność pracy nazywa stworzeniem. Cud stworzenia nie polega tylko na tworzeniu ex nihilo, ale prowadzi do uznania, że pewne istoty są zdolne do przyjęcia Objawienia, aby dowiedzieć się, że one są stworzone dla nich samych.(Całość i nieskończoność, oprawa miękka , 1990, s.88) Mamy słuchać Biblii, być nagabywani przez ten święty tekst (sollicitation). Z kolei Objawienie można przyjąć jako odsłanianie Biblii (dévoilement) albo jako Słowo (Parole, ss. 56, 59 a 62 et 100 a 102, w. E. Lévinas, Totalité et infini [1961], rééd. Le Livre de Poche, 1990). Tym samym nasza stwórczość chrześcijańska może zdążać w kierunku jedynego przymierza z tekstem Biblii, odkrywania ostatniej a moralnej tajemnicy wszelkiej niemoralności, wychodzeniem od „bycia u siebie” przez dekonstrukcję odkładającej się interioryczności scharakteryzowanej przez wraźliwość i wzruszenie, poprzez nadzwyczajną otwartość charakterów, ku jedynej przygodzie człowieczej wiary.

Summary
Levinas’philosophy has been called ethics. If ethics means rationalist self-legislation and freedom (deontology), the calculation of happiness (utilitarianism), or the cultivation of virtues (virtue ethics), then Levinas’s philosophy is not an ethics. Levinas claimed, in 1961, that he was developing a “first philosophy.” This first philosophy is neither traditional logic nor metaphysics, however. It is an interpretive, phenomenological description of the rise and repetition of the face-to-face encounter, or the intersubjective relation at its precognitive core; viz., being called by another and responding to that other. If precognitive experience, that is, human sensibility, can be characterized conceptually, then it must be described in what is most characteristic to it: a continuum of sensibility and affectivity, in other words, sentience and emotion in their interconnection. This entry will focus on Levinas’s philosophy, rather than his Talmudic lessons (see the bibliography) and his essays on Judaism (notably, Difficult Freedom: Essays on Judaism, 1963). Levinas’s philosophical project can be called constructivist. He proposes phenomenological description and a hermeneutics of lived experience in the world. He lays bare levels of experience described neither by Husserl nor by Heidegger. These layers of experience concern the encounter with the world, with the human other, and a reconstruction of a layered interiority characterized by sensibility and affectivity.

coś na beatyfikację

Stanisław Barszczak, Chrześcijaństwo a bliskość

W dobie obecnej na nowo przeżywamy problem zrodzenia człowieka w ogóle, ale także wielki dramat śmierci, „niemożliwości wszelkiej możliwości”, ponieważ ona ustanawia pytanie odnośnie płodności(życia), zatem wystawienia na wolę obcą. Zapominamy o istocie spraw. Nowoczesny człowiek wie wszystko (sait tout). Zrodzenie pozostaje wpisane w synowskość, biegnące przez szlak ojca. I jest to wielki dramat myśli współczesnej. Nadto ostatecznie społeczeństwo świata obcowało na powrót ze śmiercią, i to właśnie jako nie tej, którą pieścili nasi romantycy, mianowicie walki o ideę mesjańskości Polski, jako Mesjasza Ludów. Ludzie nie chcą czytać dzisiaj, mamy azyl ignorancji, powszechne upraszczanie…duch bez litery, tekst bez ojca (zob. Platon, Phedra). W katastrofie pod Smoleńskiem pasażerowie tragicznego lotu do końca nie wiedzieli, że zginą w imię nowoczesnej jedności ludzkości. Wszak najbardziej lubiana mama nie ma nawet drugiej strony ulicy…Powtarza się Smoleńsk niejako z 1505 roku, z bitwą pod Orszą, Smoleńsk z 1633-34 roku, kiedy parliśmy na wschód. Ale dzisiaj jeszcze raz przekonujemy się, że nie mamy początku(had any beginning), musimy beatyfikować skatowanego przez policję ks. Jerzego Popiełuszko. Poza tym doskwiera nam powietrze i woda. Powiedzie się czy nie? A przecież wydaje mi się, że zdanie Jacobiego, iż człowiek rodzi się w wierze nieustannie zachowuje ważność. Emmamuel Levinas mówił o człowieczym „byciu u siebie”, o tym że życie jest z góry wychodzeniem z autoafirmacji, ze stanu wyzbycia. Odbywa się to jednak jako „zamieszkiwanie”. W ten sposób okazuje się, że byt jest pierwotnie „złem”(mal d’etre). W związku z tym na przykład izraelski filozof Leibowitz nieubłaganie obstawał przy realizacji woli Innego. Levinasowi możemy przypisać wręcz stwierdzenie, iż podmiot nie jest pierwotnie udzielony, udzielający się. Co więcej, że wola ludzka nie jest bezgraniczna, jest osadzona w fundamentalnym związku, który Levinas określa relacją do bytu, faktem że jestem. I tak jesteśmy wszyscy rodzeni w świecie materialnego mówienia. Ale oto gwałtowność języka w ujęciu Levinasa staje się zrozumiała: każdy dyskurs, wszelka mowa są zarażone przemocą. Jako Polacy jesteśmy frontalnie jednak za pewnym sensem jutra. I tak z jednej strony opinie nie mogą przetrwać, gdy nie ma szansy, by walczyć o nie. Z drugiej strony zdajemy sobie powiedzenie, iż człowiek żyje nie tylko jego osobowym życiem, jako indywiduum, ale także, świadomie albo nieświadomie, życiem jego epoki i jego współczesnych. Posiadamy zatem już wiedzę, że człowiek umiera, ale to jest więcej sprawa jego przeżyciowa, nie umiera sam od siebie. Nadto jest miłość, a nie rozum, która jest mocniejsza jak śmierć. Wreszcie powiedzmy to: trzeba uniwersalizacji, tj. skruchy i pokory, pokazać ludziom drogę.

Albowiem moja wolność nie jest ostatnim słowem, nie jestem samotny- powiedział Levinas. Dzisiaj dokonuje się erozja Absolutu pod ostrzałami historii racjonalnej (Trudna wolność, s.296). Mamy w dalszym ciągu olbrzymią dysproporcję między ja, które jest godne nienawiści, jak powiedziałby B.Pascal (haissable), a ja –wypadkową mojej ingerencji w życie społeczne. Niechęć tego ostatniego, oddalenie ja w obliczu mojego ja znienawidzonego. I tak dziecko nie jest mamą, nie pragnie być mamą. Ale to się potem zmienia, przychodzi życie…Dziewczynka, chłopiec stają się mamą. Levinas powiedział tedy, braterstwo uprzedza wspólnotę. Bliźni jest bratem. Braterstwo niejako poprzedza i przekracza, przewyższa ideę wspólnoty. Myśliciel postawił braterstwo naprzeciw kategorii logiki, ontologii(filozofii?), a nawet chyba przede wszystkim naprzeciw biologii gatunku. „Wy nie rozumiecie braterstwa, inaczej jak tylko deklarując nie-biologię. Kain nie jest bratem Abla. Prawdziwe braterstwo musi się fundować po skandalu tego morderstwa”(Inaczej niż być, s.138,247). W tym kontekście myśliciel występuje przeciw dotychczasowemu chrześcijaństwu, gdy mówi, że braterstwo ludzkie implikuje z jednej strony wspólnotę ojca. Albowiem być bratem, to mieć tego samego ojca. Jak tu zrozumieć frakcje ludzkie, rozproszenie się w narody? Człowiek nie jest drugim człowiekiem, lecz jego bliźnim, którego spotyka z relacją bliskości, w której jeden i drugi pozostają oddzieleni, absolutni. W ten sposób wspólnota ludzka nie jest logiką, lecz implikuje ona słowo, które jest bliskością; oto ona łączy dwóch interlokutorów bez zmieszania. A słowo odsyła do ojcostwa. Być czymś, to co wspólne oznacza pokrewieństwo.

Boże Ciało

Ci męczennicy polscy, którzy do końca nie wiedzieli, że zginą pod Smoleńskiem, dorzucają do martyrologium, do księgi

zwycięzców, taką stronę, która relacjonuje wydarzenia zarazem złowrogie jak i wspaniałe, taką stronę godną połączenia się z

takimi chwalebnymi opowiadaniami martyrologicznymi całego świata, o których my sami ludzie nowocześni, z naszą odrobiną

(notre peu de foi) wiary, pomyśleliśmy, że a nigdy nie znajdziemy porównywalnej kontynuacji. Któż mógł przypuszczać, na

przykład że bulwersujące wykorzystania męczenników z Scillium (poatrz starożytna Kartagina, “Massa Candida”, przypomniane

przez św Augustyna i Mądrość męczenników Egiptu, będą złączone w naszych czasach przez historie nie mniej heroiczne i nie

mniej chwalebne. Kto mógł przewidzieć, że do tych wielkich męczenników i wyznawców, dorzucimy pewnego dnia te nazwiska,

które są nam drogie: polską parę prezydencką i dziewięćdziesiąt cztery osoby towarzyszące? I to jest sprawiedliwe, by

wspomnieć również tych należących do innej wiary, którzy ponieśli śmierć w lesie katyńskim. Nowi męczennicy katyńscy

wyznaczają początki nowej ery. Nie w tym sensie, że ona (nowa epoka) orientuje się w kierunku prześladowań i konfliktu, ale

że ona skłania się do odrodzenia i regeneracji religijnej i politycznej.
Rzeczywiście, Polska, raz jeszcze jest zroszona krwią męczenników, pierwszych jakby nowego życia -Spodobało się Bogu, żeby

byli ostatnimi, chociaż ich holokaust jest tak szlachetny i cenny; ich ofiara jest tak szczytna i tak cenna! – Polska wolna

i stająca się niezależna, jest jakby na nowo zrodzona. Okrucieństwo, złośliwość rzeczy martwych, które zmiażdżyło tych

męczenników jest tak straszne i tak bogate, że ofiaruje motywy determinujące i zamanifestowania o formacji moralnej ludu

nowego; stanowi jasne i zdecydowane powody moralne utworzenie nowych ludzi. Nowa duchowa tradycja musi afirmować się i

dochodzić sama, żeby została przekazana, żeby przekazała się ludziom przyszłości. Ona musi wyrażać się symbolami, które

trzeba przenieść dalej. Od sposobu życia prostego i naiwnego, gdzie nie brakowało wartości ludzkich godnych uwagi, lecz

które były deazawuowane i osłabiane przez niewolnictwo, w którym to życie przebiegało, trzeba przejść- cHODZI TERAZ O

PRZEJŚCIE DO warunku politycznego, do stanu, który aspiruje do wyrażeń najbardziej wysokich ducha ludzkiego i wyższych form

życia społecznego.

opowieść 85

Stanisław Barszczak—-Cień nadziei—-

Kilka dni przed śmiercią pani Morgan, więcej przez skrupuły jak ze względu na powinność matczyną, chciała poradzić się także i doktora Szczepankiewicza w wypadku choroby swego syna Wiktora, który oślepł przed rokiem…Doktor Szczepankiewicz zdobył niedawno w wyniku konkursu stanowisko dyrektora kliniki okulistycznej w miasteczku, ale czy to w uznaniu swych zasług, nazbyt szlachetny charakter, czy też z racji na łysinę jego wysuniętą ku przodowi nie potrafił pozyskać większej sympatii. Doktor Szczepankiewicz wiedział o tym, co więcej, jak gdyby cieszył się tym faktem. Stąd uczniom i pacjentom zadawał dziwne i przenikliwe pytania, które mroziły i wyprowadzały z równowagi; nazbyt jasno dawał do zrozumienia, jakie wyrobił sobie zapatrywanie na życie-otóż wszystko to sprawiało, że obcowanie z nim na dłuższy czas stawało się nie do zniesienia. Przyszedł wreszcie dzień oględzin syna, badał długo, nie słuchając na pozór tego, co mówiła do niego zaniepokojona matka. Ale z początku nie uważał za wskazane wyrazić matce tych spostrzeżeń, nie chcąc wzbudzić w niej od pierwszej chwili cienia nadziei…Ukrywając wielkie zainteresowanie tym rodzajem jaskry, który odbiegał od już poznanych…wyraził tylko chęć powrotu tutaj po jakimś czasie…W tym czasie został niekłamanym wodzirejem na całe miasteczko, i wszyscy go bardzo, ale to bardzo pokochali.

Pani Morgan ubrała jakiś fartuch i pobiegła otworzyć drzwi…W drzwiach stała pani Bożenka, która teraz spojrzała na uśmiechniętą matkę. Nie znane dotąd uczucie było tak silne, że nie mogła przestąpić progu mieszkania. Po zamienieniu paru słów wyszły razem w wiadomym sobie kierunku. Wiktor był przy tym, obecnie przygładził na czole bujną jasną czuprynę i oddał się przedziwnej refleksji. Te wszystkie nowe meble, wybrane przez młodą wciąż miłość, kto wie, z jaką miłością rozmieszczone w odświętnym nastroju w tym domu- ileż zamykały obietnic, przysięg, wiary nieludzkiej? Jakiś powiew, coś dziwnego wpadło niespodziewanie przez okno, aby gwałtownie podniecić w nim wszystkie uczucia, aby poruszyć pulsowanie życia w tych wszystkich nowych sprzętach, którym właśnie chciał odmówić życia, pozostawiając je tam w nienaruszonym stanie, żeby razem z nim mogły czuwać nad rozwianym snem o szczęściu…
Czas rodzinnego szczęścia mijał. Wyasfaltowana, ruchliwa ulica, tętniąca mało miasteczkowym życiem, w pobliżu domu pani Morgan roiło się od ludzi. Doktor podjechał fiatem najbliżej jak można. Po długiej chwili oczekiwania wśród schodzących się ludzi zjawiła się czarno ubrana pani Bożenka…Ona przychodziła tutaj przy każdej nadarzającej się okazji.
-katarakta w tak młodym wieku?- zaczęła w końcu.
-dlaczego nie?- kiedy doktor to mówił zdawało się, iż miał uśmiech bardziej w spojrzeniu niż na ustach…
Tego dnia doktor i pacjent nie widzieli się wcale. Minęły trzy miesiące: doktor Szczepankiewicz nie został wezwany…Pomyślał lekarz, on zostanie ślepy nawet wobec śmierci. Czas na mnie. Także w tej innej ciemności, zimniejszej i bardziej mrocznej, i matka Wiktora odeszła cicho, pozostawiając go samego. Choć Wiktor wciąż nie przestał czuć jej obecności, odkrywając nadto jedyną wierność matczynego serca.

Mijały lata. Wiktor był w szkołach. Miał niezwykłych nauczycieli, którzy poznawszy jego ambicję formowali go na długą drogę życia. Pierwszy raz świat się upomniał o Wiktora kiedy ten przeszedł do trzeciej klasy liceum. W czasie następnych lat dowiedział się, że każdy ma siebie, jak Wieluń kolegiatę, Częstochowa katedrę, Ząbkowice kominy po byłych tam hutach szkła. Poznawał nowych kolegów. Wiesiu podniósł twarz z bródką w szpic, która z powodu ustawicznego targania wyglądała raczej jak haczyk. Zenek naśladując rżenie konia kończył swoją frazę słowami: ‘próbuję rysować, ale nie odnajduję cię już w tych rysach twarzy. Po prostu rozpacz!’ ‘No właśnie!’-odparł Lonia stojąc na baczność i przy zdejmowaniu kapelusza odsłaniając gęste zrośnięte brwi i oczy zanadto zbliżone do nosa. Janusz instynktownie dotknął swoich wąsów. ‘Dajże spokój! Nie drażnij mnie!’-wybuchnął po chwili, wzruszając ze złością ramionami i kierując się do wyjścia. Kiedy przychodziła pełnia lata Wiktor stawał jedynym odruchem serca przy swej matce…

Po naukach wrócił do siebie, do swojego miasteczka. A oto nagle niezwykłej słodyczy głos wdziera się w jego życie. On jeszcze nie jest pewien swej odpowiedzi: ‘niech mnie pani nie opuszcza!’ Ponieważ w nim rośnie tymczasem śmiech tamtej, która żyła w nim…W Lidzi jest jakaś głucha męka i współczucie. A jej głos nie płynie już z jej własnych ust, tylko z tych, które on sobie wyobraził. Lidia czuła, że wobec zimnej, zjadliwej pewności tego człowieka nie wystarczyło jedynie wyniosłe zachowanie się. Zrozumiała okropne podejrzenie doktora Szczepankiewicza i postanowiła uparcie bronić swej godności. Ten ostatni zajęty wieszaniem płaszczy, już jej nie słuchał…
-Pan doktor nadal twierdzi, że mógłby uleczyć- nie dawała za wygraną Lidia.
Zadrżała usłyszawszy otwierające się drzwi. Po rozmowie z doktorem Wiktor okazywał się być nieco pewniejszy niż zwykle. Lidia instynktownie pobiegła na korytarz…Niestety każde słowo doktora stawało się teraz dla niej wyrokiem śmierci…Będzie operacja… Potem w szalonym niepokoju czekała przez dwa dni na wynik operacji…Lidia stanęła w kaplicy Czarnej Pani w Częstochowie. Uderzyło ją mocniejsze światło bijące z tego miejsca. Postanowiła zapomnieć Wiktora usprawiedliwiając się amnezją…

Skończył się czas rekonwalescencji. Pierwszy raz Wiktor jechał pociągiem. Ktoś z pasażerów zdawał się głośno myśleć: Bądźże cicho! Właśnie Wiktor wykonywał epokowe co chwila obroty w lewo i prawo. Nigdy tyle rzeczy nie widział naraz, choć zdawało mu się, że tej trasy poznawać nie musiał. I oto miał wrażenie, że wkracza, że wdziera się w nieznany świat. Oto tyle ludzi umierało nie widząc niczego innego ponad to, co on mógł teraz podziwiać: pola, lasy, osiedla ludzkie. Chciał jechać jeszcze dalej, wyobraźnia jego zaczęła właśnie nad tym pracować, żeby utrwalić co jest. A na zewnątrz świta jutrzenka, nowy dzień opromieniony złotymi promieniami słońca. Wiktor inny jednak zdąża w nieznane. Choć zdaje się modlić jeszcze uzdrowiony cudem: Czy tyle wiary na marne, nadaremnie? Czy jeszcze raz ma rządzić takie marnotrawstwo, ‘obchodzenie’ Pana Jezusa, jego przykazań, opluwszy go pierwej…
Kochanego Czytelnika informuję, że autor pomieszał tutaj nieco fakty, chcąc być przede wszystkim świadkiem miłości człowieczej. Co do mieszkania Wiktora, to jego nowy lokator, pan K., który się wprowadził do niego zaniedługo pomarł.

Zeit Preis

Stanislaw Barszczak — Ein Mann mit einer Chance auf Rettung—

Das ist schwer zu sagen etwas Neues. Auf den Mauern einer Stadt eine Bekanntmachung mit der

Inschrift lesen konnte: “Beerdigung der Pfarrei am folgenden Sonntag.” Dann am Sonntag in

der Kirche erschienen weitere zahlreiche treue Gemeindemitglieder. Der Pfarrer ermutigt

Ihnen, dass jeder kam zu dem Heiligtum, wo es war ein dunkler Sarg. Aber jeder kann aus der

Sakristei der Kirche zu erhalten und gehen Sie zurück. Lieber alle Gläubigen, meine eigene

strahlendes Licht hat sich an mich, freut passiert, am meisten. Sie kennen wahrscheinlich

die Legende von der vierten König, der eine Pilgerfahrt durch sein ganzes Leben zu Christus

zu tun hat. Als er schließlich auf Golgatha in den Abend seines Lebens zu sein scheinte,

fiel er in Ohnmacht. Es schien ihm, daß der Retter der Welt hatte dankbar die Entbehrungen

und Opfer seines Lebens angenomen. Jesus sagte zu ihm, obwohl: “Ich schuf dich.” Als einer

der heutigen traurigen Zeichen der Zeit eine sozialen Kaltschnäuzigkeit sich verkündet.
Jemand fragte mich einmal, was ist das letzte Gericht. Lieber. Eine Frau ging nach dem Tod

von einem solchen Gericht. Wenn die Warteschlange bewegte sich langsam nach vorne, um es dem

Richter wies darauf hin und sagte Ihnen: du, dass alle meine Hemden gebügeltete, aber nun

teile meine Freude. Lieber Sie haben zu beobachten. Und dies ist unsere Hölle. Eine

Gemeindemitglied, sie einmal fragte mir, warum nicht der Priester verteidigt nicht jetzt.

Liebste, aber wir brauchen Hilfe, Vertrauen. Es gibt eine Anfrage für die Adler, die

Betreuung benötigt. Guardian des jungen Adler war auf dem Dach seines Hauses, aber dies

würde nicht wegfliegen. Dann er nahm es auf einem hohen Berg, aber er hat nicht abgewichten.
Eines tages am Ende von Mai er entwickelte Flügeln und flog davon. Lassen Sie uns mit den

verstreuten Körnern nicht zufrieden. Breiteten sie die Flügel, damit sich zu entwickeln.

Mit diesem Evangelium heute, mit der Rede von Jesus beim Letzten Abendmahl, sind wir weiter

gehen, es man kann den Ausgangspunkt der Meditation sein. “Ich habe die Welt überwunden”,

Christus sagte. Dieses Geheimnis ist unendlich, weil das trinitarischen Beziehungen hat. Es

ist eine Beziehung zu Gott dem Vater, Sohn und Heiliger Geist. Wir sind hier die

Ähnlichkeiten und tiefe Konvergenz zu entdecken. Christus jedem Menschen die Herrlichkeit

gibt. Du bist treu als Gläubigen die Gnade, die du empfangen habe, die Sie erhalten haben.

Wir wissen doch den Himmel. Aber jeder hat in Gemeinschaft mit seinem Bruder, Schwester zu

leben. Wir entdecken Gottes Schicksal für jeden von uns, die Helligkeit in den Augen von

Gott zu sehen, Gott nimmt unsere Versprechen ernst und er wird niemals ablehnen, aber

weigere ich mich. Ich will gar nichts, wir haben nicht geben dem Gott, was nichts kostet

uns. Gott arbeitet mit dem Team mehr als mit einem Landstreicher. Dies ist mein Spiegelbild

für heute für Sie. Heute wir erleben eine große Freude, vierundzwanzig Jahrestag der unserer

PriesterWeihen…

Cena czasu

Stanisław Barszczak—Człowiek z szansą zbawienia

Jest trudno powiedzieć tutaj coś nowego. Na murach pewnego miasta widniał napis: “pogrzeb parafii w najbliższą niedzielę”.

Tedy w niedzielę pojawili się w kościele liczniej wierni parafianie. Ks. Proboszcz zachęcił, by każdy podszedł do

prezbiterium, gdzie znajdowała się ciemna trumna, potem każdy mógł wyjść przez zakrystię z kościoła i wrócić tutaj z

powrotem. Kiedy wierni podeszli bliżej, to obejrzeli w lustrze umieszczonym na dnie trumny własne oblicza. Kochani,

świecenie sprawia mi radość. Każdy chyba zna legendę o czwartym królu, który pielgrzymował przez całe swe życie do

Chrystusa. Gdy znalazł się w końcu na Golgocie pod wieczór swego życia upadł zemdlony. Wydawało mu się też, że Zbawiciel z

wdzięcznością przyjął trudy i ofiarę jego życia. Oto Chrystus jakby powiedział: “stworzyłem właśnie ciebie”. Jako jeden z

dzisiejszych smutnych znaków czasu wymienia się znieczulicę społeczną. Ktoś mnie zapytał kiedyś, co to jest sąd ostateczny.

Kochani. Pewna niewiasta poszła po śmierci na taki sąd. Kiedy przesuwała się w kolejce powoli do przodu sędzia ją zauważył

i rzekł: ty, która prasowałaś wszystkie moje koszule dziel się moją radością. Ale trzeba czuwać kochani. I to jest nasze

piekło. Woła parafianka, czemu ksiądz się nie bronił. Kochani, ale potrzebujemy pomocy, ufności. Istnieje podanie o orle,

który potrzebował opieki. Opiekun wyniósł młodego orła na dach jego domu, ale ten nie chciał odfrunąć. Potem na górę

wysoką, też nie odfrunął. W końcu pewnego majowego dnia rozwinął skrzydła i poleciał daleko. Nie dajmy się nigdy zadowolić

rzucanymi ziarnami. Rozwińmy skrzydła.

Z tą Ewangelia dzisiaj, z mową Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy zdążamy dalej, ona może być punktem wyjścia

medytacji…”Jam zwyciężył świat”-powie Chrystus. Ta tajemnica jest nieskonczona, bo trynitarna, relacja Boga Ojca, Syna i

Ducha świętego i ich oddziaływanie na nas. Mamy odkryć głębokie zbieżności. Chrystus daje każdemu chwałę, czy jestes wierny

łasce, którą otrzymałeś…jeszcze poznamy niebo..każdy musi życ w komunii z bratem, siostrą. Mamy odkryógć przeznaczenie

boskie każdego z nas, widziec jasność w oczach boga…Bóg bierze nasze obietnice poważnie…Bóg nigdy nie odrzuca, to ja

moge odrzucać…nie chce nic, nie musimy dawać Bogu, co nic nie kosztuje; Bóg wspołpracuje z teamem bardziej jak z

obieżyswiatem…to jest moja rozwaga na dzis dla was.

Dzisiaj przeżywamy ogromną radość, dwadzieścia cztery lata w kapłaństwie Chrystusa Pana. Wczoraj cieszyliśmy się, jak głosi

matka kosciół z definitywnego, powiedziałbym z ostatecznego uwielbienia Chrystusa. Jestesmy chrzescijanami nie przez to, co

mówię,ale przez to co czynię. kościół uwielbił Chrystusa. Możemy zastanawiać się tutaj nad kwestią, co to jest niebo…
Chrystus zdawał sobie sprawę z trudności przedstawienia nieba, stąd mówił obrazami …rzeczywistość niewypowiedziana w

naszym jezyku. wśrod symboli nieba mamy zatem obraz uczty, miasta, czystego serca, życie w czyjejś obecności, zażyłą

wspólnotę z Bogiem, więzy uczuciowe nie zostają zerwane, lecz bedą uświęcone i przemienione, radość z piękna dzieł Bożych,

ze zwyciestwa prawdy i miłości, radość z otrzymanej nagrody..różne stopnie szczęścia w niebie, ale wszystkich czeka nas

pełnia szczęścia na miarę uzdolnień…
jesteśmy synami Boga a nie Hebrajczycy, trzeba tworzyc schronienia, szkoły chrześcijańskie…Chrystus chciał

współpracowników…i oto tak narodziła się odpowiedzialność, mieć nadzieję, oto zadania każdego z nas, nie rwolucja, ale

milość…w raju będziemy wypoczęci, świeży, chłodni, co więcej nie pytać, zobaczymy radość razem…

W liście do Biskupów opublikowanym niedawno w Tygodniku Powszechnym Hans Kung pisze:
“Działajcie w sposób kolegialny. Po gorących debatach i przy oporze członków Kurii, Sobór Watykański II wydał dekret o

kolegialności papieża i biskupów. Uczynił to w poczuciu naśladowania Kolegium Apostołów, w którym Piotr nie działał sam,

ale wspierali go inni Apostołowie. W okresie posoborowym zarówno papież, jak i Kuria zaczęli ignorować znaczenie tego

dekretu…Bezwarunkowe posłuszeństwo jest należne jedynie samemu Bogu. Chociaż w trakcie konsekracji biskupiej składacie

publiczną przysięgę bezwarunkowego posłuszeństwa papieżowi, wiecie, że żadnemu ludzkiemu autorytetowi nie przynależy

bezwzględne posłuszeństwo; jedynie Bóg ma do niego prawo. Z tego powodu nie powinniście czuć się ograniczeni ślubem

posłuszeństwa papieżowi, kiedy trzeba jasno mówić o obecnym kryzysie dotykającym Kościół, diecezję czy państwo. Waszym

wzorem powinien być apostoł Paweł, który miał odwagę przeciwstawić się Piotrowi: „otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to

zasłużył”
Szukajcie rozwiązań lokalnych. Domagajcie się Soboru. Kościół jest dotknięty głębokim kryzysem, dlatego moja prośba do was,

czcigodni biskupi, brzmi: skorzystajcie z kolegialnego autorytetu, który został ponownie dowartościowany przez ostatni

Sobór. W tej naglącej sytuacji oczy świata są zwrócone na was. Niezliczona rzesza osób utraciła zaufanie do Kościoła

katolickiego. Jedynie przez otwarte i szczere zmierzenie się z problemami i konsekwentne domaganie się potrzebnych reform

będzie możliwe odzyskanie utraconego zaufania. Z całym szacunkiem wzywam was do wzięcia na siebie odpowiedzialności – razem

z innymi biskupami tak dalece, jak to jest możliwe, ale także w pojedynkę, jeśli będzie to konieczne – w duchu apostolskiej

„nieustraszoności” (Dz 4, 29-31). Dajcie swoim wiernym znaki nadziei i zachęty, a naszemu Kościołowi perspektywę na

przyszłość.

Z serdecznymi pozdrowieniami we wspólnocie chrześcijańskiej wiary,

Parafrazując tekst V. Hugo z 1862 roku: “/…/Jak długo trzy problemy, degradacja człowieka przez biedę, ruina kobiety

przez głód, i skarłowacenie przez fizyczną i duchową noc, nie są jeszcze rozwiązanie, tak długo w pewnych regionach,

społeczne zamartwienie będzie możliwe; w innych słowach…jak długo ignorancja i bieda pozostają na ziemi, tekst podobny

nie może być bezcelowy.”

jestem rzecznikiem nie rewolucji, lecz miłości. Uczeni w prawie mówili Chrystusowi:”Wierzymy że od Boga wyszedłeś.” Oni

byli o tym przekonani, ale nie każdy zdolny jest oddać życie za swoje przekonania. Nie byli jeszcze do tego apostołowie.

Lecz odmienną, wręcz bohaterską postawę zajmują już wkrótce potem umocnieni przez Ducha świętego. Teraz przyczyną

rozproszenia, a może i jego konsekwencją jest zobojętnienie. I właśnie człowiek z pasją zawsze ma szansę dojścia do prawdy.

Znany pisarz, Hans Magnus Enzensberger w dzisiejszym wywiadzie opublikowanym na łamach “The Observer Magazine” przypomina

czasy Nazizmu, gdy mówi:
“Zawsze nie byłem w stanie być dobrym towarzyszem. Nie mogę stać w kolejce. To nie w moim charakterze. To może być wadą,

ale na to nie poradzę…”Patrzac wstecz na jego wczesne wiersze teraz, Enzensberger przyznaje, że dźwięk “ostry”. “A kiedy

masz 18 lub 19, nie można stonowac żołądka do ciszy. Bezpośrednio po wojnie, nie było dla nas priorytetem: musieliśmy

pozbyć się drani. I to było bardzo uciążliwe, ponieważ nie można zmienić całej populacji. Pięćdziesiąt procent było

zwolenników Hitlera, 35% oportunistów i kilka innych, ale on nie zgadzał się na to. Trzeba było tych wszystkich profesorów,

sędziów oraz szefów policji, którzy byli starymi nazistami, trzeba było się ich pozbyć, i niektóre akty przemocy były

konieczne, aby wyczyścić bałagan.” Przez kilka lat potem pracował w dziale urządzeń sanitarnych.

Co zrobić w okresie klęski(defeat z ang.). Przytaczając słowa Hansa Kunga powiemy: Nie zachowujcie milczenia: milcząc w

obliczu tak wielu poważnych nadużyć zaciągacie winę. Kiedy macie wrażenie, że pewne przepisy, dyrektywy i kryteria oceny są

niewłaściwe, powinniście mówić o tym publicznie. Wysyłajcie do Rzymu nie oznaki waszego oddania, ale wezwania do

potrzebnych reform. Przygotujcie projekty reform…

Możesz dawać bez miłowania, ale nigdy nie możesz kochać bez gromadzenia dobrych uczynków. Wielkie czyny miłości są

dokonywane przez tych, które habitualnie są spełniane małymi aktami dobroci. My ułaskawiamy do tego stopnia, jak kochamy.

Miłość to świadomość, że nawet wtedy, gdy jesteś sam, nigdy nie będziesz naprawdę sam. I wielką radość życia jest

przekonanie, że jesteśmy kochani. Ulubieni dla siebie. A nawet kochani pomimo nas samych …

Europa jest najlepszym miejscem na świecie. Ale to nie urząd lub instytucja: to naprawdę coś, realna rzecz. Ma znaczenie

bogatsze niż ujednolicona przyszłość języka traktatów. Przez chwilę, jest wściekłym młodym człowiekiem ponownie. Europa

jest wielkim osiągnięciem, ale oni ingerują tutaj. Oni, tj. szarlatani współcześni wygłupiają się z czymś, a nie ma żadnego

powodu ku temu. Jest to zbyteczne. To jest anty-europejskie, żeby antagonizować ludzi bez żadnego powodu.. Konstytucyjnie

rzecz biorąc, jest to powracanie do wolności, którą już zdobyliśmy. A ty musisz oglądać tych ludzi…Oczywiście to jest

taktyczny problem, która pojawia się, kiedy mówisz co myślisz. To nie jest miło mieć złych ludzi, którzy cię dopingują.

Właśnie nie możesz się uzależniać od nikogo. Ponieważ czasem nawet dranie mogą mieć rację.

Mamy wypelnic identyfikacje codzienne. Jakie jest nasze chrześcijaństwo. Z każdą Mszą świętą czynimy wieczną ofiarę, Jezus

nie przestaje byc obecny, teraz Pan Jezus. Bóg chce żeby jego imię doznawało czci, jako rozpoznawane i uświęcone.
Ale wciąż nam brakuje ludzi prawych. Zatem bierzmy udział w ofierze Chrystusa, czcijmy go modlitwą do wypełnienia

wieków.daje się, że nie wierzymy w swoje kompetencje, my współczesna oligarchia kościoła. Co będzie przez następne lata?

ato starszy cywilny reprezentant narodu wołam: przeżyliśmy ostatniej wiosny katastrofę pod Smoleńskiem z Prezydentem

Ojczyzny na pokładzie samolotu; żadnych gwałtów, terroryzmów. Właśnie nie możesz uzależniać się od nikogo poza Chrystusem.

Ponieważ czasem nawet dranie mogą mieć rację.

poezja 86

Ostatni tramwaj—

Pomimo naszej codziennej radości
obowiązków i bliskości
naraz uderza nas cisza tej soboty,
która jest, jak zjawa kwietniowa.
Jeszcze nie przyszła noc majowa,
niestety już trzeba nam ranek żegnać,
spowity ofiarą 96 pasażerów samolotu
tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010.

Kiedyś nad Smoleńskiem zastał nas Stańczyk
z obrazu Matejki, ale teraz
Pod Smoleńskiem obudziliśmy się sami,
by nucić pieśń o bohaterach narodowych
nową pieśń o ołowianych żołnierzykach
którzy wybrali się w podróż daleko
tym ostatnim tramwajem długo
wytęsknionej wiosny.

Piosenka o papierowym żołnierzyku,
pułkowniku polskiej armii,
który tuła się po świecie,
tym razen zamieniła się w dialog o odwiecznej
miłości Izoldy i Tristana.

Ziemia nam kręci się dalej
Modlimy się wręcz nowym wciąż,
Panie ofiaruj każdemu z nas,
‘czego mu w życiu brak –
mędrcowi darować głowę racz,
tchórzowi dać konia chciej,
sypnij grosz szczęściarzowi…
I mnie w opiece swej miej,’
I przecież wszyscy wierzymy w Ciebie,
nie wiedząc, co niesie los.

Panie zielonooki, mój Boże spraw –
dopóki nam ziemia toczy się,
zdumiona obrotem spraw,
dopóki czasu i pyłu jest
czego wystarcza jej –
daj każdemu jeszcze po trochu nadziei
I mnie w opiece swej miej.

‘Na kartkę blask od świecy padł,
o zmroku przypływała wena’
i oto stał się cały świat
miasteczkiem Pana Lema.
‘I myśl mi się po głowie plącze,
która odkrywcza jest szalenie,
że w sumie jedno, co nas łączy,
to jest dziecięce pochodzenie.’

Za nami nowe polskie Termopile,
szwoleżerowie Somosierry
ale również żołnierze rozbitej armii
Napoliona wracający z pod Moskwy.
Nic piękniejszego nad nową unoszącą się
legendę o tych, którzy bynajmniej
nie byli nigdy dziećmi…

время выборов , 5

Я не настолько хороший писатель, отвечая на письма, а также в письменной форме о том или ином есть. Я старомодный парень. Мне нужно время, чтобы напечатать конкретный текст, а затем смотреть на него, несут изменения и почесать в затылке. Но я начал писать в Ченстохове, Ченстохова на неделю, который был в городе таблоиды. Я написал три или четыре истории для него, что еще не помню. Слава Богу, я смогла вспомнить имя издателя газеты. Он был супер, и я был “студентом” в области второй год я вести домашнее хозяйств в Зомбковицах, после второго возвращения домой, романтики царили в то время в моем доме. Есть мнение обо мне важно для меня? “- Спросите Вы. Всегда считалcя, что некролог o смерти мотери поднял мои зарплаты. Так же кто-то просто сказал: “Пожалуйста, насколько хорошый Станислав Barszczak, но почему я не слышал егo “. Сейчас настало время президентских выборов, новой весны народов в землях Полан Балтийского моря. Я хотел бы перенecти нашу страну во время президентских выборов в страну справедливости, смoтреть более совершенной политики любимой родины, посмотреть интересные телевизионные программы, открыть для себя окончательную ответственность нашей прессе. Желаю всем вам, и избирателoм, и кандидатoм к эту престижною положеню в нашей стране, многo Божьегo благословения на ваши длинные лета…fin

время выборов, 4

Внезапного ускорения культурной (см. мире технологий), а затем создал различия в распределении богатства, эксплуатации человеческого потенциала, культуры разных стран, накладываются друг на друга, но, к сожалению, вкривь и вкось. Это несовместимо с переводом. Тогда абоненту было прощаться. Подобные включения мысли напомнил мне, что я был там с президентом. Так что теперь я могу забрать некоторое представление об этом заседании. Идея проста. Просвещение 200 лет назад уже оккупированны с этой проблемой. Напомним кантовской изобретений. Бог не может быть доказана. Вы также не можете доказать, что больше не существует. Вы не можете доказать что-либо, потому что даже тот или иной – и это то, что он доказал. Это предложение было для него: если вы не знаете, если есть Бог, то мы не можем полагаться на Бога, а прячутся за когда речь заходит о наших собственных руководство к действию, когда дело доходит до вопроса о том, что вы хотите. Другими словами: Если да, то вы должны думать за себя. Я не настолько хороший писатель, отвечая на письма, а также в письменной форме о том или ином есть. Я старомодный парень. Мне нужно время, чтобы напечатать конкретный текст, а затем смотреть на него, несут изменения и почесать в затылке…