coś na beatyfikację

Stanisław Barszczak, Chrześcijaństwo a bliskość

W dobie obecnej na nowo przeżywamy problem zrodzenia człowieka w ogóle, ale także wielki dramat śmierci, „niemożliwości wszelkiej możliwości”, ponieważ ona ustanawia pytanie odnośnie płodności(życia), zatem wystawienia na wolę obcą. Zapominamy o istocie spraw. Nowoczesny człowiek wie wszystko (sait tout). Zrodzenie pozostaje wpisane w synowskość, biegnące przez szlak ojca. I jest to wielki dramat myśli współczesnej. Nadto ostatecznie społeczeństwo świata obcowało na powrót ze śmiercią, i to właśnie jako nie tej, którą pieścili nasi romantycy, mianowicie walki o ideę mesjańskości Polski, jako Mesjasza Ludów. Ludzie nie chcą czytać dzisiaj, mamy azyl ignorancji, powszechne upraszczanie…duch bez litery, tekst bez ojca (zob. Platon, Phedra). W katastrofie pod Smoleńskiem pasażerowie tragicznego lotu do końca nie wiedzieli, że zginą w imię nowoczesnej jedności ludzkości. Wszak najbardziej lubiana mama nie ma nawet drugiej strony ulicy…Powtarza się Smoleńsk niejako z 1505 roku, z bitwą pod Orszą, Smoleńsk z 1633-34 roku, kiedy parliśmy na wschód. Ale dzisiaj jeszcze raz przekonujemy się, że nie mamy początku(had any beginning), musimy beatyfikować skatowanego przez policję ks. Jerzego Popiełuszko. Poza tym doskwiera nam powietrze i woda. Powiedzie się czy nie? A przecież wydaje mi się, że zdanie Jacobiego, iż człowiek rodzi się w wierze nieustannie zachowuje ważność. Emmamuel Levinas mówił o człowieczym „byciu u siebie”, o tym że życie jest z góry wychodzeniem z autoafirmacji, ze stanu wyzbycia. Odbywa się to jednak jako „zamieszkiwanie”. W ten sposób okazuje się, że byt jest pierwotnie „złem”(mal d’etre). W związku z tym na przykład izraelski filozof Leibowitz nieubłaganie obstawał przy realizacji woli Innego. Levinasowi możemy przypisać wręcz stwierdzenie, iż podmiot nie jest pierwotnie udzielony, udzielający się. Co więcej, że wola ludzka nie jest bezgraniczna, jest osadzona w fundamentalnym związku, który Levinas określa relacją do bytu, faktem że jestem. I tak jesteśmy wszyscy rodzeni w świecie materialnego mówienia. Ale oto gwałtowność języka w ujęciu Levinasa staje się zrozumiała: każdy dyskurs, wszelka mowa są zarażone przemocą. Jako Polacy jesteśmy frontalnie jednak za pewnym sensem jutra. I tak z jednej strony opinie nie mogą przetrwać, gdy nie ma szansy, by walczyć o nie. Z drugiej strony zdajemy sobie powiedzenie, iż człowiek żyje nie tylko jego osobowym życiem, jako indywiduum, ale także, świadomie albo nieświadomie, życiem jego epoki i jego współczesnych. Posiadamy zatem już wiedzę, że człowiek umiera, ale to jest więcej sprawa jego przeżyciowa, nie umiera sam od siebie. Nadto jest miłość, a nie rozum, która jest mocniejsza jak śmierć. Wreszcie powiedzmy to: trzeba uniwersalizacji, tj. skruchy i pokory, pokazać ludziom drogę.

Albowiem moja wolność nie jest ostatnim słowem, nie jestem samotny- powiedział Levinas. Dzisiaj dokonuje się erozja Absolutu pod ostrzałami historii racjonalnej (Trudna wolność, s.296). Mamy w dalszym ciągu olbrzymią dysproporcję między ja, które jest godne nienawiści, jak powiedziałby B.Pascal (haissable), a ja –wypadkową mojej ingerencji w życie społeczne. Niechęć tego ostatniego, oddalenie ja w obliczu mojego ja znienawidzonego. I tak dziecko nie jest mamą, nie pragnie być mamą. Ale to się potem zmienia, przychodzi życie…Dziewczynka, chłopiec stają się mamą. Levinas powiedział tedy, braterstwo uprzedza wspólnotę. Bliźni jest bratem. Braterstwo niejako poprzedza i przekracza, przewyższa ideę wspólnoty. Myśliciel postawił braterstwo naprzeciw kategorii logiki, ontologii(filozofii?), a nawet chyba przede wszystkim naprzeciw biologii gatunku. „Wy nie rozumiecie braterstwa, inaczej jak tylko deklarując nie-biologię. Kain nie jest bratem Abla. Prawdziwe braterstwo musi się fundować po skandalu tego morderstwa”(Inaczej niż być, s.138,247). W tym kontekście myśliciel występuje przeciw dotychczasowemu chrześcijaństwu, gdy mówi, że braterstwo ludzkie implikuje z jednej strony wspólnotę ojca. Albowiem być bratem, to mieć tego samego ojca. Jak tu zrozumieć frakcje ludzkie, rozproszenie się w narody? Człowiek nie jest drugim człowiekiem, lecz jego bliźnim, którego spotyka z relacją bliskości, w której jeden i drugi pozostają oddzieleni, absolutni. W ten sposób wspólnota ludzka nie jest logiką, lecz implikuje ona słowo, które jest bliskością; oto ona łączy dwóch interlokutorów bez zmieszania. A słowo odsyła do ojcostwa. Być czymś, to co wspólne oznacza pokrewieństwo.

Leave a comment