Wybór poezji cz.3

Elegia o ziemi rodzinnej
Gdzie jesteście białe damy, zielone ogrody?
„W kraju czarów jest moja wieża Eiffla.
Tu nikt nikogo nie zmusza.
Każdy ma z własnej woli patrzeć
w znak i ten sam znak dawać.”
Tam powrócę, będę chodził,
będę wspominał wakacje,
żeby błądząc samotnie
poczuć się bliższym siebie.
Tutaj zbierałem jagody, a uczucia
Sączyły się przez skórę.
Tutaj też odchodziły gwiazdy,
Co mi tak przyświecały.
Tutaj przebiegłem sto zaułków,
jakieś mnie licho gnało.
W marcu 1992 roku miałem wsiąść na okręt
i puścić się w daleką drogę.
Była więc w tym jakaś poetyczność-
a uciec z domu inaczej,
jak przez śmierć-nie można.
W moim kraju romantycznym został staw,
Brzegiem stawu tataraki jasne pną się w górę
Ku falistej ścieżce- gdzie dwa cienie,
Oczy niewygasłe dotąd biegną,
By spotkać się jeszcze, dwa cienie dotąd myślą,
Że miłość trwa wiecznie.
Po drodze nowogródzkiej pójdę,
będę łowił te błahe wspomnienia,
które odkładałem przezornie na przyszłość.
I powrócę. I odjadę, a każdy mnie powrót oddali,
Bo nie umiem kochać tej ziemi,
Bez której umarłbym z żalu.
Idzie wieczór. I fiołki rumieńców toną w stawie-
A dwa cienie wśród ciemnych kaczeńców
Dotąd szepcą dobranoc na zawsze.
Wracam nocą nad staw nasłuchując
Czy woda nie pluszcze i czy dawnych
Nie spotkam kochanków.
Lecz tam cicho, woda milczy
Wierna cieniom i pierwszej miłości

Gdybym miał niebios wyszywana szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach;
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach. (Yeats)

Żeglując do Bizancjum
Bóg mnie opuścił – nie wiem czemu…
Źle Mu w niebiosach! Wiem, że źle Mu…
Ojciec mój tak swą śmierć przeoczył,
Że idąc do dom – w grób się stoczył.
Siostra umarła z łez i z głodu,
A wszyscy mówią: “Bez powodu!”
A brat mój tak się z bólem ścierał,
Żem nasłuchiwał, gdy umierał…
Kochanka moja teraz ginie,
Żem ją pokochał w złej godzinie.
A ja – nim miasto w mroku zaśnie –
Idę ulicą, idę właśnie… (B. Leśmian)

Anioł
Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch
Sięgający piersiami skoszonego siana?
Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,
A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana…
Włos jego – hartowana w niekochaniu miedź!
Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem!
Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,
Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem…
Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,
Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi…
I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,
Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi.
Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on
Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił
I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon,
A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił…
Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park,
Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą –
W twych wargach szukam jego przemilczanych warg
I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?…

Dwa krzyże stały nad mą mogiłą –
Ale trzeciego krzyża – nie było…
Gdym zdobył wieniec szczęścia i chwały –
Dwie mnie dziewczyny umiłowały.
Jedna mówiła, że bólem kocha…
Weselem – druga, bo więcej płocha.
Jedna weselem, a druga bólem…
Każda mię swoim przezwała królem!
Bo nie znalazły w chwili omdlenia
Pieszczotliwszego dla mnie imienia!…
Lecz mimo pieszczot ciągłej zamieci,
Ja – niestrudzony – śniłem o trzeciej!…
O tej. co biegnąc z wiosny zaraniem,
Pieści – pieszczotą, kocha – kochaniem!
Nie drży, nie blednie – smętna lub płocha,
Lecz płomienieje, kiedy pokocha!…
Od snów tych serce pękło na dwoje,
Więc pochowałem to serce moje!
I postawiłem dwa złote krzyże –
Dwa cienie padły na traw pobliże!
Dwa złote cienie, dwie złote smugi:
Jeden – dla jednej, drugi – dla drugiej…
Patrzyłem na nie na wpół przytomnie,
A wicher z niebem rozmawiał o mnie!
I powiadało niebo wichrowi,
Że grób mój snem się wokół różowi…
A wicher głośniej powiadał niebu,
Żem bogatszego spragnion pogrzebu!..
Dwa krzyże stały nad mą mogiłą,
Ale trzeciego krzyża nie było…
Nadal jednak kocham tak wiele. Pocieszam się wciąż,
że nie wszystko-Że wiele spraw zostawiłem, do których nie wrócę,
Bo innym blaskiem jaśnieje już słońce.
Magowie
Był krzyż, wszelki ludzki mozół. Rodzice z Jezuskiem
„tracą grunt pod nogami”; To ostateczne osiągnięcie,
przewidywane i przyjęte, rzuca z konieczności
szczególne światło, owiewa szczególnym duchem
całe nasze postępowanie. Mamy trzech magów,
ze Wschodu gdzie ich tron, którzy nie chcą ryzykować
dla jakiegoś „innego świata” żadnego z konkretnie
posiadanych dóbr- chyba była bolesna ucieczka
poza sfery widzialnego świata. A my jak byśmy wiedzieli
jakim prawem gnani przyszli do Betlejemu,
choć dziś nikt tego nie sprawdzi.
Co przynieśli, też w szczegółach nie wiadomo. Obaczyli trzy
gwiazdy a poszli za najjaśniejszą. I przebyli szmat drogi
łącząc się z liliją. A teraz po nich ślad maleńki
i tylko fama idzie przez dzieje. Wielcy magowie
powędrowali do progu życia.

O matce
A nie zaśpiewam więcej nigdy piosenki o ‘powołaniu’,
Odeszłaś mamo, zimna była wiosna,
Ani śladu po bitwie, ani śladu po makach.
„Tak mało wiesz o synu chodząca wśród gromnic
Tyle że spajam głazy rymów
Tyle że nie mogę zapomnieć płomienia dymu
Jak nikt inny jesteś pośród ludzi
Mówić cóż mówić drżeć z niemocy słów
Żebyś młoda i piękna w uśmiech mogła wrócić znów.”
Chcesz mi oszczędzić kilka lat złudzenia; ty wiesz,
że doczekam i sam poznam bez słów zaklęć i płaczu
szorstką powierzchnię i dno słowa.
Matusiu, już teraz niejeden rok uchodzi od dłoni,
która zaczęła spisywać historię życia,
dwojaką siłą czekania i kochania.
Dzięki ci za ciszę, w której nawet szeptem
pomyśleć nie wolno źle o życia bojach.
Żyję jeszcze w różnych czasach, jak owad w bursztynie,
Już teraz nie rzucam na ścianę cienia, cały w jaskini,
Jak w bursztynie nieruchomy-
Pocieszam się, że wiem, co mi jest dane, a co odjęte na zawsze.

Ku Betlejem

Za smugami karawan
chodziła jasna nowina-
Powiła Panna Syna.
Śpiewali Mu ochoczo,
Skakały pastusze melodie.
Cherubiny krągłą ziemię chylili nad Małym-
Nie śpi Dziecię, glob ziemski rączkami otula,
W czas pierwszego kazania nóżkami ku górom wywija-
Nie rezygnuje ze swych bamboszy,
Podnosi główkę i nóżki zarazem,
składa się w ostatnią kołyskę szczęścia.

Przy stajence

Z szeptu mój opłatek, przyjdą nagłe gwiazdy,
Matka pełna uśmiechu i chemii
dłonie zamyślała w balii
co wieczór…
a nad dłońmi tymi
trzej królowie spóźnieni płakali.
Woda nie była zwykła. Ze źródeł,
gdzie kadzidło rośnie i mirra,
palma także.
Przychodziły do niej z pustyni lwy płowe
gasić czerwone języki,
po głosie ich, po tęsknocie ich – człowiek
zjawiał się śpiewny i zwykły.
Na sianie szemrzącym, na szmerze
obok róży i bydła (On) leżał.
Trzej królowie chłostali zwierzęta,
ramionami ku gwieździe śpiewali,
zamyśliła dłonie matka uśmiechnięta,
wonne płótno (chyba zbyt pośpiesznie kołysała w balii)

Joseph Karl Benedikt Freiherr von Eichendorff: Modlitwa
Boże, żaliwie chciałbym się modlić,
ale oto pozostają obrazy ziemi
zawsze między tobą i mną,
a ja duszę muszę z świtem, brzaskiem,
trwogą, jak w otchłani widzieć,
Mocny Boże, lękam się ciebie!
Ach! Znów z tej racji łamię łańcuchy!
By wszystkich ludzi ocalić,
Zaszedłeś w gorzką śmierć.
Błądząc przy drzwiach Piekła,
Ach! jak szybko bywam stracony,
czyż nie ulżysz w mojej potrzebie! (tłum. Ks. S. Barszczak)

Wybór poezji cz.2

Nie można spotkać anioła (z Rilkego)

Któż, gdybym krzyknął, usłyszałby mnie z zastępów anielskich?
Zostanie nam może jakieś drzewo na stoku,
byśmy je co dzień oglądali na nowo;
zostanie wczorajsza droga i krnąbrna wierność przyzwyczajenia,
któremu spodobało się u nas, i tak zostało, i nie odeszło.
O, i noc, noc, gdy wicher pełen przestworów niszczy nam twarz…
Czułość, ten jedyny kształt paproci opisać-to jest zabić.
W mojej erze paprocie są nazbyt olbrzymie, więc
poprawiam Rilkego, gdy mówię: już można opisywać czułość!
Albowiem nam na wietrze drżeć i znów w popioły dmuchać,
szukać próżnych słów i wlec za sobą cień poległych.
Zdradzi nas wszechświat, twoja wielkość zbyt ogromna.
Zerwał się wiatr pod szyderstwami Akwilonów…
Piszę testament: ogniowi zapisuję myśl, ziemi ciało,
powietrzu-słowa i ręce; wodzie-płatki śniegu…
niech powraca wiernie czystą rosą cierpliwie krusząc twardą glebę-
nie powrócę do źródła spokoju…
wciąż rośnie mój las Ardeński-zdradzona wiara pustych schronów…
syn niepodobny do marzeń-zdradziłem cię mamo!
Mnie spalał niepokój z daleka od twoich oczu przebitych ślepą miłością…
tylko czy teraz łatwiej unieść samotność; czuję się panteista w sercu rzeczy.
A przed nami kłopoty małego stwórcy-
i nie zapomnę chwili kiedy rozdarłem skórę ręki o szybę….
Marzę, by lekkich waszych snów nie tłoczyły kamienie…
Nawet wówczas, gdy noc pustoszy świat na nowo…
Nikomu nie przekażesz wiedzy; twój tylko słuch jest i twój dotyk;
na nowo musi każdy stworzyć swą nieskończoność i początek…
i doznać dłonią bardzo śmiałą obcego świata ust i oczu…
nie ręką lecz promieni pękiem pozdrowisz ziemię już wygasłą.
O świcie wypłynąłem, już nigdy nie powrócę…
w dzwonie powietrza moje schronienie;
będę po łąkach nieść się tego świata.
Zacząłem marnować czas, choć jeszcze przecie mam stołek,
Wierność rzeczy, która otwiera nam oczy…
Więc niech podaruję zimowym sadom pęki spojrzeń.
A jakie są moje predylekcje, sfera działalności poety:
rzeczywistość, uparty dialog człowieka
z otaczającą go rzeczywistością konkretną,
z tym stołkiem, z tym bliźnim, z tą porą dnia,
kultywowanie zanikającej umiejętności kontemplacji,
budowanie wartości, ustalanie ich hierarchii,
tzn. świadomy, moralny ich wybór z wszystkimi życiowymi
i artystycznymi konsekwencjami.
Słowo jest oknem otwartym na rzeczywistość.
Towarzyszą mi trzej królowie, ametystowa dal
Syn marnotrawny, on pragnie wszystko porzucać
i coś miał sowicie, odtrącać od niechcenia,
pragnie umierać w końcu gdzieś, nie wiedząc czemu….
Ogrojec oliwny, albowiem ani cię w sobie, w swojej duszy, mam,
ani cię widzę w innych, ani tam-w kamieniu tym-znajduję.
Jestem sam poeta, jego maską, której barw ubywa.
Mam już obcą ziemię, innych braci…
Tak dłonie ich się płoszą nad powierzchnią chlebów;
ku niemu lecą ze wszech stron, łopocąc przerażone-
zanim pierzchną, znalazłszy miejsce wyjścia.
Ale On jest w każdym miejscu…
Sąsiad nieznany, dla którego ustępuję…
wciąż dolata melodia skrzypiec…
Wreszcie światu na strwon matki wydało mnie łono,
a wszystko to mam samotnie:
ostatni-jak na wodzie ślad…
owocom, sadowym świadkom zwiastowania,
daj im ze dwa dni gorętsze, do dojrzałości nakłoń
i ześlij słodycz ostatnią w ciężkie wina wnętrze…
przede mną czasu tęsknota, trwoga, twarz…
Bóg -nikt go nie widzi tak, więc
Gwiazda-na sam się nieba wspięła wierzch…
Teraz krajobraz jest wagą, powagą i wiecznością
Potęga coraz większa…

Nie umiem chodzić po świecie.
Ach, kiedyż się rozewrze różowa książka czarów,
kiedy się spełni słowo i sny się ucieleśnią?
Dyszą stalowe płuca ludów.
Sto krajów czeka na mnie.
W karciarni świata wszyscy chcą być najpierwsi,
a nieznany Bóg ich kocha.
Czemuż się mnie nie uda być jednym z wielu widzów
w genialnym tym teatrze,
mały jestem-nie mogę być wszędzie.

W górach
Spadają ożywione siklawy rynnami nagich granitów,
wszędzie mnożą się głosy i uszy, co je słyszą;
księżyc jak upiór lata-
i świat przepłynął po mnie; pojęcia zgasły we mnie, pierzchły słowa;
szklana krawędź świata.

Moje przedpołudnie
Brakło wysiłku miłości
Wiarą malutką zapachniało
Liczyłem minuty ciszy
Coś przewertowałem
Nawet siliłem się na pismo
A tu wszystko po staremu
Bóg szepcze nie marudź
Nie ustawaj w poszukiwaniu
Ostatniego skarbu w niebie.

Moje południe
Wciąż z bliska wpatruję się w Ciebie Boże żywy
Choć nastają coraz to nowe cywilizacyjne dale
Bo kocham umierać w darze za innych
Nie przestaję tęsknić za pewnością ostatnią
Bycia najzdolniejszym z mego pokolenia
Co poza oszukaństwem słabości mojej
Potrafi wspiąć się wysoko w przestrzeniach życia
Nie przestaję pragnąć wręcz, abym dał
Wymarzony obraz niebiańskiego pawilonu
Odkrywanego stale anielskiego piękna.

Moje popołudnie
Przerabiam to, co sobie przygotowałem
Sięgam po raz wtóry do Świętego z Asyżu
Ile to już razy czuję te słowa miłości
Których ciało wciąż nie poskładało
Czytam o uwięzieniu Frańciszka
O zawistnym Ojcu z jego komórką dla syna
Wnet przychodzi wieczór styczniowy
Jeszcze tylko na jutro pozbieranie trochę
Codzienności i lekcja niemieckiego
Trzeba by coś zachować dla Boga
skryć dla niego może smarzonych garniec
borówek z dzieciństwa i wianuszek
moich odwiecznych chęci do dobrego.

Witam w nowym dniu

Zmiarkowałem, że dawno nie byłem na grobie matki
Więc czmychnąłem z rana na dzień szeroki
Nawiedziłem wpierw znajomych z Sikorki
Po czym wykonałem dwie rundy po Ząbkowicach
Za stroikiem i zniczami, wreszcie kupiłem
I położyłem na grobie tej jedynej
Potem zbawiłem popołudnie całe na wizytach
Wiśniewskich, Tylickich i Markowskich.
Nic się nie zmieniło, tylko po domku moim ani śladu
Zostały trzy jabłonki, drzwi od kaplicy i trochę złomu
Czy aby dobrze wybrałem.

Wiosna
Dyszą oazy radosne w ogrodach
Ziemia się rozczuliła
Czarodziejstwa wzięła moc.
Brylantowa radość nieba,
Roześmiane oczka bzów
Natchnień zorza, uczuć morza
Razem z wiosną zdążają już.
Tak się wszystko rozpłynęło
W światłokręgu różnych barw.

Mój twórczy szloch się zbudził
Okrągłym drżeniem pragnień.
Półdziecinne, półnaiwne miłujące serce drży,
Słowa proste, słowa dziwne, milion wrażeń mknie
Coraz cieplej, coraz jaśniej, nasza łódka płynie w dal
W fantastycznych rojeń świat

Ach, melodyjna cichość nieba
Wieczór jak oczu przymknięcie trwa
Dwie gwiazdy w konstelacji
Wielkiej Niedźwiedzicy są blisko.
Noc-poetka oceniła romantyczność moich skarg,
Całowała struny lutni, całowała struny warg.

Niech nasze dusze się rozszeleszczą
Tyle szczęścia, tyle złota, diament, perły, róże, bzy
Nie chce wierzyć tęsknota, że to ona, że to ty.
„Ludzie weźmijcie serca, na place je wynieście
I niech je porwie życie jak wicher kapelusze”.

Wybór poezji 117

Stanisław Barszczak- Ja Koloseum (parafraza poematu E.A. Poe’ego)
Ja antycznego Rzymu! Bogaty relikwiarz
Podniosłej kontemplacji przekazanej Czasowi
Przez pochowane stulecia przepychu i mocy!
Ja długością, długością- po tak wielu dniach
Wyczerpującej pielgrzymki i palącego pragnienia,
(Pragnienia za wiosnami wiedzy, nauki, która jest we mnie)
I ty Poeto pochylasz się, zmieniony i spokorniały człowiek,
Pośród mych cieni i tak wypijasz od wewnątrz
Twoją prawdziwą duszą moją wspaniałość, mój mrok, i chwałę!
Rozległość! i Wiek! i Pamięci Dawnego!
Ciszę! i Spustoszenie! Jako też niejasną Noc!
Czujesz mnie teraz: czujesz w mojej sile!
O szychty(wyrażenia) bardziej pewne jak kiedykolwiek
Żydowskiego króla, uczącego w ogrodach Getsemanii!
O uroki bardziej skuteczne jak nagłe Chaldei,
A kiedykolwiek schodzące ze spokojnych gwiazd!
Tutaj, gdzie bohater poległ, (teraz) kolumna upada!
Tutaj, gdzie naśladujący (leniwie) orzeł wpatrywał się w złoto,
Czuwanie o północy sprawuje (teraz) ciemny nietoperz!
Tutaj, gdzie tamy Rzymu ich złocistym włosem
Falowały na wietrze, teraz faluje trzcina i oset!
Tutaj, gdzie w złotym tronie rozwalał się monarcha,
Ślizgając się niczym widmo w swym marmurowym domu,
Oświetlony słabym światłem rogatego księżyca,
niczym szybka i cicha jaszczurka kamieni!
Ale stańcie! te mury- te porosłe bluszczem arkady-
Te ruchome cokoły-te smutne i poczerniałe trzony kolumn-
Te nieuchwytne, nieokreślone belkowania-te pokruszone fryzy-
Te zgruchotane, zniszczone gzymsy- rudero, ruino-
Czy te kamienie, które pozostają mną! Czy te szare kamienie-
Czy one nie pochodzą wszystkie-wszystkie
Z osławionej i kolosalnej lewicy
Poprzez żrące Godziny Przeznaczenia i twoje mój Poe?
„Nie wszystkie- echa odpowiadają tobie- nie wszystkie!
Prorockie i głośne dźwięki, wstają z nas na wieki,
I z wszystkich Ruin, na mądrość,
Jako melodia zanoszona od Memnona ku Słońcu.
Rządzimy sercami najmężniejszych mężczyzn -panujemy
Z despotyczną władzą nad wszelkimi olbrzymimi umysłami.
Nie jesteśmy jacyś bezsilni- my blade kamienie.
Nie wszystka nasza moc odeszła- i nie wszystka nasza sława-
Nie wszystka magia naszego wzniosłego odnawiania się-
Nie wszystek cud, który nas otacza-
Nie wszelkie tajemnice, które są w nas złożone-
Nie wszelkie pamięci, które wiszą i przylegają wokół nas jak część garderoby,
Ubierając nas w suknię stale bardziej aniżeli chwała.”

Clemens Brentano: W dniu przed wieczerzą

Co czynię, co myślę,
Wszystko, co ze mną się dzieje
Panie! Prowadzę według twego oka
Co na moją drogę patrzy.

Wiosna
Wiosną trzeba się słodkimi spojrzeniami
Zachwycać i oczarowywać,
Latem owocami i mirtami
ugaszczać, na nowo opasywać.
Jesienią, powinieneś uczyć się prowadzenia domu,
Odczuwać brak, pragnąć,
A ty zimo ucz mnie umierać,
gnicia, by (w końcu) odziedziczyć wiosnę.(koniec)

Tak daleko jak świat,
Tak olbrzymi sens,
Tak moc obczyzny trzyma on objętą,
Tak moc ojczyzny jest mu wygraną.

S.Barszczak- Prymicja

Chodzi za mną jak wiedza o czujności,
Wciąż jeszcze pragnę szczęścia
I szukam przyjaźni…
Chcę „z wiarą wieków podjąć czyn”,
Otwieram się nadal na mojego anioła…

Więc przemieniam ciszę na piękno
I zgadzam się na jedyne odejście,
Bo serce to nie wszystko, Panie,
Rusz mnie, by po prostu kochać,
Przyjmij losu gdybanie.

ks. Stanisław Barszczak – Ojczyzna
Sięga Krymu, po Inflanty…
Jest ojczyzna dziećmi zdążającymi na lekcje geografii,
Z nadrzecznymi wierzbami, skrywanym jeziorem,
Z ludźmi pełnymi wyrozumiałości dla grzechów dzieciństwa…
Widzę ją z lotu sokoła i codziennie przechodzę.
Ona nie daje się porwać białemu wielorybowi świata,
Już mówi choć niewiele i zaczyna śpiewać pieśń o miłości:
Od opróżniania siebie z bytu, przez wysłowienie-
Wreszcie teraz chce nucić siebie, pozwolić być!
Czyż nie jest litością, współczuciem, przebaczeniem i bliskością?
Jutro prawdopodobnie wyeksponuje to, co piękne i konieczne…
I jeśli stanie się podatna i uległa wszystkiemu,
Zakwitnie okazale pozbawiona swego bytu.

Pieśń o potędze

Zebrały się nocą unijne flagi:
„flaga fladze dodaje odwagi, no, no, nie bądź taka zmartwiona
Nie pomogą i moce piekła, jam ciebie, tyś mnie urzekła,
Nie zmogą cię bombą ni złotem,
I nigdy nie będziesz biała, i nigdy nie będziesz czerwona.”
Ale zebrały się raz jeszcze tym razem w dzień jasny
Na szumną naradę o mądrości i wytrwałości,
Prawią głośno trzy pierwsze flagi
Nic po nas, rządzi więc jaśniejsza jak zorza spalona,
odsłonięta na kiju biało-czerwona…
Czy mamy się poddać w zaraniu niemocy
I tak tożsamość naszą ratować-zaczęły się podnosić-
Nie, nie, trzeba jej zwycięską ciszę obudzić
Dosyć już Termopil, nawet warszawskich Powstań,
A trzeba pokazać nowy wszelki cud
Spojrzeć w sierpniowe słońce Europy,
Po poważnych obradach flagi wybrały
Jednakoż ową, która nie była w sali rano,
spośród siebie najczarniejszą,
by jasność powszechnego jutra
nieustannie wchłaniała

Dzień

Dzień, w którym będziemy starzy, Ale my rzekniemy, zabierz mnie na koniec świata, jesteś piękniejszy niż niebo i morze. A przed nami obraz nasz rodem z Hellady i Rzymu, który nie jest obrazem człowieka. Otwiera się przed nami przedmiot nadziei- Mesjasz czy też zbawienie…

Dzień, w którym wyznam, że potrzebuję historii i otworzy się przed nami rzeczywistość postsekularna społeczeństwa obywatelskiego. Ale my wołamy o konieczne zmiany…

Dzień, odległy, z jednym jeszcze marzeniem, dzisiaj opiszę bardziej samą naturę, jak człowieka. Ale ponieważ zbawienie przychodzi od Innego, trzeba mi przyjąć preferencje Innego, powierzyć swe życie w ręce Innego, skrywającego się za jednym z pasm gór, który je tak bardzo kocha…

Dzień, w którym będziemy się śmiali z naszych minionych obietnic, w którym śmiech będzie częścią w dyskursie, w jakim zwracamy się do siebie, ale ktoś nam przypomni, oto pełnia czasu, więc trzeba wyjść, trzeba nam zacząć od realizowania piękna naszego życia…

Dzień, dzień opatrzony w słońce lub słotny poranek i tego dnia tam pomyślę o innej
Wartości i w moim sercu twoje cierpienie będzie nową ignorancją, wielbioną szramą, użytecznym doświadczeniem, odsuniętą przeszłością, zabliźnioną szramą na mojej obolałej skórze…

Dzień, w którym nie będziemy już ci sami i zamarzymy o innych żywotach, które nie są naszymi. Tym bardziej wówczas stwierdzimy, iż żadna śmierć nie może przyjść bez zmartwychwstania…

Dzień, którego kolor, zapach, odcinanie, krój czyni mnie obojętnym, ponieważ one są nosicielami negacji i akceptacji. Niech nie będzie to dzień zbrodni, lecz ostatniej rezurekcji.
(pomysł zaczerpnąłem od Samuela Coelho)

Wiara
Tam gdzie życie jest najmilsze gnają mnie zmysły,
Tam, gdzie ludzie mówią do siebie w sentencjach,
Tam, gdzie wiosna jest wiosną nadal chodzę,
Jakby odwrócony od najpiękniejszej wieczności-
A trzeba mi tylko jedynego świadectwa…
Jeszcze wciąż skrywam świadomość skargi,
Jeszcze nieustannie wychodzę na dziecinną redutę,
Chronioną chyba tylko przez matusi słowo-
Redutę prawdy, wolności, szczęścia i radości.
A przecież to co było już nie powróci,
Choć tą samą twarzą pokazuję mą redutę dzieciom.
Niech jednak powinność i ostatni wybór życia
Nastąpi najpóźniej- niech trwa najdłużej serdeczna pieśń
O nieśmiertelnej wierze każdego przeznaczenia.

Pamięci V.Hugo

Jestem oprawcą, olbrzymem,
z drugiej strony świata słońcem wychodzącym,
świat to niewiedza o mnie.
Bracie napij się…
Na śmiertelnych spadła noc:
mamy tyranów, bo sami nimi jesteśmy.
Ale zostanie on,
jasność oblicza sędziego,
złoty sierp na polu gwiazd.
Mówiłem ci to przez chmury,
Mówiłem ci to przez drzewo morza
Przez każdą falę, przez ptaki w płatkach kwiatów
Przez kamienie hałasu
Przez boskie ręce
Przez oko, które stawa się brązowym obliczem, pejzażem
I słońcem, które sprawia, że pejzaż odmienia się niebem kolorów
Przez noc skrywaną zasłoną
Przez szyfr ulic
Przez otwarte okno na odsłonięty fronton
Mówiłem do ciebie przez te myśli, przez te słowa
Albowiem wszelka delikatność, wszelka ufność przeżywają
(Paul Eluard, tłum.ks.S.Barszczak)

Rapsodia a la Edith Piaf

Niczego nie żałuję, bo dziś moje życie, moje radości zaczynają się z tym chłopcem;
mało mnie obchodzi czy ty mnie kochasz;
Przede mną moja miłość, ona jest zawsze;
ponieważ kochasz mnie prawdziwie- jest miłość i już!
(Gdy odeszłaś, została miłość, bo kochałem już sam nawet kawałek drewna)
Ponieważ mój duch słabnie, umrę także.
Ale będziemy mieli dla nas wieczność,
w błękicie wszelkiego ogromu- w niebie więcej problemów.
Wierz bynajmniej do końca! –bo my się kochamy bez końca.
Ja pewnego dnia rozpoznam brew miłości-
Bóg więc zjednoczy tych, którzy się kochają.
(nawet gdy przy nas trwałoby ustępstwo)

Mam cały solfeż o jedynym powietrzu miłości;
Na świecie jednak, co drugi nie jest szczęśliwy
I ja niejako nie służę miłości, choć pozostaje zmartwienie-
czy żylibyśmy dla niczego?
Ale jeden cały właśnie raz służy miłości!
Dlatego uśmiechnij się Milordzie bardziej od tego wzoru,
albowiem jeszcze przecina Milordzie los, dom Tadeusza;
On mówi słowa wszystkich dni.
Przymykam więc oczy na to,
że czuję we mnie moje serce, które się tuczy
I mam ochotę wrzeszczeć, bo akordeonista nie wróci-
Zatrzymajcie muzykę, ja chcę garsona!

Une chanson d’un chevalier fier- /S.Barszczak,(2004), Zabliźniona rana, Częstochowa, s. 175-180/cz.5

Il y avait en haut quelque chose. Le jour comme les Chrétiens nous sommes allés pour Jésus et d’ici nous lui appartenons exactement. Et pourquoi nous constamment, peut-être pas encore avec nos sentiments, parce que nous n’avons pas fait étions capables, mais avec les sentiments de Saint Thomas d’Aquino, nous sommes satisfaits des mots : qui est égal à Dieu! En même temps nous mendions Jésus et nous l’acceptons de nouveau. Vous êtes le bon berger, vous êtes du vrai pain. O le Pasteur de prime, panis vere. Nourrissez-nous et prenez garde de nous, menez-nous aux cadeaux éternels dans le terrain des vies. Ouvrez nos âmes pour une contemplation d’une possibilité qui est pining après, a grand besoin d’un coeur désireux d’une joie et d’une paix. L’Eucharistie sainte-il est grand le mistere de la foi, qui passe à travers nos intellects, il nous force à la docilité la plus entière pour le mot de Dieu. Mais il y a personne comme Ne se marie il pourrait être un soutien et un quide dans cette attitude. Dans l’Évangile selon John nous lisons. Et le troi- sième jour là était un mariage dans Cana de Galilee; et la mère de Jésus était là. Et tant on a appe- lé Jésus, que ses disciples, au mariage. Et quand ils ont voulu du vin, la mère de Jésus lui a dit, Ils n’ont aucun vin. Jésus lui a dit, la Femme, qu’est-ce qui a je pour faire avec vous ?Le mien l’heure n’est pas encore venue. Sa mère a dit aux domestiques, qu’est-ce que il vous a dit, faites-le.
verte

Les notes :

* faire une comparaison : Z. Kossak, un roi de lèpre, Pozna n 1948).

** L’Émir – un titre des dignitaires, des princes et de certains les règles sur l’arabe et les terrains de Musulman ?

*** Si vous vous approchez de Karak de la Route nationale de Rois ancienne à l’est, ou de la Mer Morte à l’ouest, la silhouette frappante de cette ville fortifiée et de château vous fera immédiatement comprendre pourquoi les destins de rois et de nations ont été décidés ici pour les millénaires.
Le château s’étend sur la partie du sud du plateau. C’est un exemple remarquable d’architecture de Croisé, une mixture de designs européens, Byzantins et arabes. Ses murs sont strenghthened avec les tours de projection rectangles, la longue pierre a sauté les galeries sont prises seulement par les fentes étroites et le fait de contenir des douves profondes de l’ouest qui isole complètement le site.

La construction du château de Croisé a commencé au cours des années 1140, sous Paganus, le maître d’hôtel de Roi Fulk. Les Croisés l’ont appelé Crac des Moabites. Paganus était aussi le seigneur d’Oultrejordain (Transjordan) et de Kerak est devenu le centre de son pouvoir, en remplaçant le plus faible château de Montréal au sud. À cause de sa position à l’est du Fleuve de Jordanie, Kerak était capable de contrôler des bergers de Bédouin aussi bien que les trajets commerciaux de Damas à l’Egypte et Mecca. Ses successeurs, son neveu Maurice et Philip de Milly, ont ajouté des tours et ont protégé les côtés nord et sud avec deux fossés rock coupés profonds (le fossé du sud servant aussi d’une citerne). Le Croisé le plus remarquable la caractéristique architecturale survivante est le mur nord, dans lequel sont construits les halls voûtés immenses sur deux niveaux. Ceux-ci ont été utilisés pour les quartiers et stables, mais servis aussi une galerie de bagarre donnant sur l’approche de château et pour l’abri contre les missiles des moteurs de siège.

Une citadelle de Croisé ancienne, Karak s’assoit à 900 m au-dessus du niveau marin et est à l’intérieur des murs de la vieille ville. Karak ment au sud d’Amman, Jordanie sur la Route nationale du Roi. Karak ordonne une vue magnifique de la Mer-mort (des Mortes Mer). La ville est aujourd’hui à la maison à environ 170,000 personnes et continue à se vanter un certain nombre de bâtiments d’Ottomane du 19ème siècle restitués, restaurants, les endroits pour rester, et d’autres de ce genre Mais c’est sans doute le Château de Karak qui domine. La ville est construite sur un plateau triangulaire, avec le château à son bout étroit du sud. Le château est environ 220 m de long, 125 m de large à la fin nord et 40 m de large à la fin du sud où une vallée étroite approfondie par un fossé le sépare de la colline contiguë et beaucoup plus haute? une fois la position d’artillerie préférée de Saladin. Partout dans le château, la maçonnerie de Croisé sombre et grossièrement en forme d’est facile de discerner des blocs finement faits à la main de calcaire plus clair et plus mol utilisé dans le travail arabe dernier.

Pendant que le château que nous voyons aujourd’hui essentiellement date du 12ème siècle. Le vol de temps de paix de Reynald d’une grande caravane dans 1177 a provoqué le châtiment rapide de Saladin, qui a attaqué le royaume de Croisé ? mettant fin dans l’échec de l’armée de Croisé à la Bataille de Hattin. Saladin a épargné la plupart des captifs sauf Reynald, qu’il s’est exécuté. Les détenteurs de Karak ont insisté pour obtenir huit mois dans un siège prolongé avant le fait d’abandonner aux Musulmans qui, avec clémence, leur ont permis de marcher libres. Dans 1176 Raynald de Chatillon a gagné la possession de Kerak après Stephanie se mariant de Milly, la veuve de Humphrey III de Toron (et la belle-fille de Humphrey II). De Kerak, Raynald a contrarié les caravanes commerciales et a même essayé une attaque sur Mecca lui-même. Dans 1184 Saladin a assiégé le château en réponse aux attaques de Raynald. Le siège est survenu pendant le mariage de Humphrey IV de Toron et Isabella de Jérusalem et Saladin, après quelques négociations et avec une intention chevaleresque, a accepté de ne pas viser leur chambre pendant que ses machines de siège ont attaqué le reste du château. Le siège a été finalement soulagé par le Roi Baldwin IV. Après la Bataille de Hattin dans 1187, Saladin, la règle de la Syrie et de l’Egypte, a réagi rapidement. Il a pris la ville de Karak par la force, l’a incendié et presque dirigait pour prendre le château d’assaut aussi. Il a assiégé Kerak de nouveau et l’a finalement capturé dans 1189. Pendant le siège on a dit que les détenteurs aient été forcés à vendre aux femmes et les enfants dans l’esclavage pour les aliments (on dit aussi que ce soit arrivé au siège de Montréal).

Dans ap J.-C. 1263, la règle Mamluk, Baybars, a élargi et a construit une tour sur le coin nord-ouest. Dans ap J.-C. 1840, le Pacha d’Ibrahim de l’Egypte a capturé le château et a détruit une grande partie de ses fortifications. De nouveau dans les mains Musulmanes, Karak est devenu la capitale d’un district couvrant la plupart de la Jordanie, en jouant un rôle central dans la politique de L’est du Milieu depuis les deux siècles prochains. Pour peu de temps, Karak est même devenu la capitale du royaume de Mameluk entier quand le Sultan Nasir Ahmad est devenu las de luttes pour le pouvoir à Caire. Effectivement, il a pris huit sièges séparés avant son frère et successeur comme-Salih Ismail a pris la forteresse et a rendu les insignes royaux. C’était pendant ces sièges que Karak avait l’honneur douteux d’être la première cible de l’artillerie moderne dans le Moyen-Orient, comme-Salih Ismail profitant des canons et de la poudre à canon. Sous l’Ayyubids et tôt les sultans de Mameluk, le château a été considérablement rénové et les fortifications de la ville ne renforcées avec les tours massives, mais apparemment aucune porte ? l’approche à la ville était par les passages souterrains avec les entrées toujours visibles aujourd’hui.

Aux temps derniers, la ville plus fréquemment que pas est devenue un refuge pour les rebelles, pendant que le château a été utilisé comme l’endroit se rassemblant de conseils de tribu. L’administration turque ferme a été faite respecter après 1894 et le palais Mameluk à l’intérieur du château a été utilisé comme une prison. La Grande Révolte arabe a distribué le dernier coup à la règle turque, qui a fini en 1918. Dans la cour de justice plus basse du château, il y a le Musée Archéologique Karak, qui a été nouvellement ouvert en 2004 après le travail de rénovation. Il présente l’histoire locale et l’archéologie de région Karak – le terrain de Moab-de la période préhistorique à l’ère Islamique. L’histoire du Croisé et des Musulmans au château Karak et à la ville est présentée en détail.

Une chanson d’un chevalier fier- /S.Barszczak,(2004), Zabliźniona rana, Częstochowa, s. 175-180/cz.4

Ils ont été très de près pendant que là a été lancé des armes à feu. Les gens qui sont dans la conversation de bras grande avec un discours étrange, méprisant. Ils dénigrent et subitement il était savent. Pour une moelle du Prophète! Il n’y a pas les lions, il y a les Francs! Ils abattent comprimé sans défense les pèlerins, frappent avec les lances, piétinent le renversé, ils poussent à cheval dans le milieu de la foule, ils coupent les chameaux, pour que personne ne puisse sauver une fuite, personne ne pouvait fuir pour la vie. Les femmes lancent les paquets, ils hurlent de la terreur. Les agresseurs arrachent leurs voiles des visages. Ils arrachent du scholders des mères les très petits bébés. D’un commencement là quitte la vérité d’un petit être, ils sont éteignent avec implacable leur vie innocente. Au début un émir est muet d’une horreur, maintenant il brûle avec une colère et lance sur le premier d’une jupe un agresseur, son exemple est en haut et l’action. Mais il y a ses efforts vains. Car le jour meurt en mourant dans les yeux d’émir, il reste toujours conscient (il est impressionnant).

Toute la vie il était désireux (assoiffé) pour savoir les Francs et maintenant il les savait finalement. Là est debout tout près un commandant de l’armée dont lui est consacré. Cette armée assaillie des pèlerins sans défense. Dans sans doute un commandant en chef, au-dessus de lui une bannière et sur le buanner la croix. Même si j’ai eu la force anough pour apporter la croix par cela signifie, il n’y avait jamais à ce moment et ici. La croix qui crache par les gens de guerre, aussi a la barbe de gens – en même temps l’émir l’a confirmé – O, la Mère! Ma Mère, tel là est votre foi ?
Il a regardé avec un mépris, avec un regret arrogant immense. Il a vu qu’un homme tombait dans le centre de lui. – pardonnent au frère! – le vieil homme se répète obstinément donc il ne pouvait dû dire rien d’autre. Il est tout en larmes qui font fiasco de l’homme (expiré) pour décéder. L’émir tombé sous une vie s’est réveillé un peu, il dit quelque chose lui-même : j’ai eu la mère
un chrétien. Elle m’a dit, que, sa foi est le meilleur. Elle a menti, n’était pas ? ? il a fait pensent et après qu’un moment parle de Nouveau oui, elle a dit la vérité de votre vie difficile. Le frère, la vérité, mais pourquoi sont vous un tel abominable ? Les vieilles répétitions d’homme : O le frère, je ne sais pas pourquoi. Parce que pour une foi c’est indifférent. Wilhelm, archbischop de Pneu crie avec un désespoir : où sont les gens, où est Dieu ? Il est revenu à Jérusalem et maintenant il peut parler, ordonner, faire qu’il fait. Mais l’émir a le chevalier pris déjà été dans le royaume de ciel et malgré une déclaration de la guerre par Aladin, maintenant il n’ira pas faire l’a entendu.

IV

Sur Jérusalem il y a une église d’une tombe sainte pour toujours. Maintenant ils rencontrent ici des Juifs, des Musulmans et un chrétien. Nous sommes les domestiques de Dieu. Dieu qui garde chacun promet. Mais j’espérerai constamment et louerai encore vous de plus en plus. (Ps. 71,14). Je louerai vous, O le Seigneur mon Dieu, avec tout mon coeur : et je glorifierai votre nom pour toujours plus. (Ps. 86,12). Et il y aura des signes au soleil et dans la lune et dans les étoiles; et sur la détresse de terre de nations, avec la perplexité; la mer et le rugissement de signes. Les coeurs d’hommes en les ratant pour la peur et pour soigner ces choses qui viennent sur la terre : car les pouvoirs de ciel seront tremblés. Et vont ensuite faire ils voir le Fils d’homme entrant dans un nuage avec le pouvoir et la grande gloire. Et quand ces choses commencent à venir pour passer, ensuite lever les yeux et soulever vos têtes; pour votre remboursement qui est proche (Luc 21:25-28). On nous a envoyé Jésus. La résurrection de Christ a fracassé toutes les notions de comment Dieu pourrait travailler parmi nous. Saint Paul a dit à l’Efesians : maintenant donc vous n’êtes plus d’étrangers et étrangers, mais fellowcitizens avec les saints et de la maison de Dieu; Et sont construits sur la fondation des apôtres et des prophètes, Jesus Christ lui-même étant la pierre de coin principale; Dans qui tout le bâtiment appropriément encadré ensemble growed à un temple saint dans le Seigneur : dans qui vous êtes aussi construisent ensemble pour une habitation de Dieu par l’Esprit. O louent le SEIGNEUR, tout vous les nations : louez lui, tout vous les gens. Car sa gentillesse charitable est grande vers nous : et la vérité du SEIGNEUR a enduré pour toujours. Vous aimerez le Seigneur, attendrez le Seigneur. Vous aimerez votre voisin (prochain) comme vous-même. Le Seigneur est tout ce que nous avons besoin. Ma paix je vous laisse (pars).

L’église indiquait pour Christ dans un secret son souffrir, il révèle votre propre mistery. Si à un jour de Pentecost par une offre du Saint Esprit une église est née et est goving aux voies du monde, donc un moment décisif pour sa création est certainement une constitution de l’Eucharistie sainte dans la Pièce de dîner. Dans ce cadeau Jesus Christ a transmettent à une église une présentation perpétuelle du mistery de la croix. L’église catholique avait reçu l’Eucharistie par Christ son Seigneur pas seulement comme un de lo de choses, mais comme le plus grand cadeau, parce que ce cadeau est un cadeau de lui, de la propre personne dans son humilité sainte, ainsi aussi le cadeau de votre acte d’un salut. Ce sacrifice a à cette qualité son sens perpétuel pour un salut de l’humanité que Jésus le prend et est revenu font son Père seulement après alors il nous quittait un centre y a tenu compte d’une participation, afin de nous y avions été présents. Un Cathechism d’une église catholique dit : une victime de Christ et d’un sacrifice d’Eucharistic est le même sacrifice (1367). Saint Jean répétitions de Chrisostom : nous sacrifions constamment le même agneau, pas un aujourd’hui et d’autre demain, mais toujours le même un (agneau). Pour cette raison le sacrifice est toujours le même. Aussi maintenant nous faisons une offre qui a été sacrifiée et qu’il retirera ne jamais pas.

L’Eucharistie sainte par son union intime avec le sacrifice de Golghota est le sacrifice dans le sens complet, il est aussi un cadeau pour le Père. Le saint Ambrose nous rappelle : si Christ est votre aujourd’hui, donc il ressuscite d’entre les morts pour vous chaque jour. Et Saint Paul fait allusion à l’effet d’union de la participation dans une celebration d’Eucharistic, il a dit : tous prennent du même pain (1 Mon Dieu 10:17). Dans l’Eucharistie sainte est né l’union du pouvoir du corps de Christ par un cadeau de Christ et de son Esprit. Cette union que nous recevons dans une Communion Eucharistic maintenant il est abundancing des désirs ardents de l’union de frères avec une grande abondance. Il est de la pénétration pour Vivre nous allons au royaume de ciel. Nous ne savons jamais qu’un jour apportera, ou bon ou malade. Le plan de notre Père céleste se déplie sauf notre conscience. Le nôtre est une promenade de foi, pas vue. Donc nous devons pour marcher par la foi, pas par la vue. Pour cette raison un service des prêtres montre que l’Eucharistie sainte avait fait la fête avec eux est un cadeau qui est excédé à coup sûr (avec une certitude) une autorité de l’assemblage. Le saint Augustin a dit : Jesus Christ notre Seigneur a consacré dans votre autel un mystère de la paix et de l’union. Le cadeau innombrable d’Eucharistie est fini aussi une forme architecturale du coeur humain du Moyen Âge (mûr).

Une chanson d’un chevalier fier- /S.Barszczak,(2004), Zabliźniona rana, Częstochowa, s. 175-180/cz.3

Un espace se remplit par Dieu fait un bruit horrible. Là tremble pour la peur un coeur humain, là meurent peu à peu le droit raison. Pour qu’osez-vous un homme infâme ? Quel est votre désespoir et votre douleur ? Baldwin se lève et crie : Christ, Christ a souffert sur un pouvoir. Vous êtes seuls. O Dieu, qui a tremblé et a une peur. Vous saviez la détresse des gens. Vous avez souffert innocent. Vous avez placé haut une humilité, vous avez donné la santé au sorrowfuls. Mais se lèvera : non jusqu’à d’un firmament, de la profondeur propre tourmentent le coeur viendra en naviguant la voix, maintenant interrible la détonation de la terreur braillée, il y a la voix ne près des gens. Subitement un roi a entendu quelque chose comme une réponse. Pourquoi pleurez-vous ? Là montera dans le pouvoir qui est la truie dans la faiblesse. Ce qui est gâté montera umblemished à l’aide de mon amour et de l’alliance avec moi. Il y a mes mots qui ne décéder jamais, bien que les mondes aient été tombés. Vous ressusciterez d’entre les morts, je vous le donnerai. Il fait est une plus grande merveille de que vous mendiez ? Sont vous négociant avec moi de certains les moments pauvres de la vie. Ne faites pas vous pleurent mais vous vous réjouissez, vous ressusciterez d’entre les morts.

Là ont été fondés un roi de la lèpre dans la tombe du Seigneur. Il était avec la présence d’esprit, mais il a eu dans les yeux une paix manquante d’expérience dans les jours vieux. Un soleil a été caché lui-même, il a été réprimé dans les tourbillons du fait de voir quelque part. Les couleurs en jachère du désert ont été exclues, ils ont été décéder, est devenu froid et cadavérique d’eux. Les pèlerins ont pris des dispositions au sommeil sur la terre, ils ont l’étroitesse est resté la bête, pour la raison de la chaleur, c’était chaud ici depuis que les nuits étaient un très frais. Parmi d’eux nous sommes reconnaissent encore une fois un Émir, que le domestique ont enveloppent dans les couvertures chaudes triples, maintenant il était seul avec sa bonne volonté et ses pensées. On lui a menti, il a regardé un firmament profond du ciel, qui ont été tissés avec les étoiles et maintenant il a attendu un rêve lentement abordé. Il a été supposé de nouveau. Combien de chevaliers est porté ce terrain ? Des chevaliers considérables de première classe et du plus réputé j’ai déjà entendu de Raimond III, qui est un très prudent, au conseil il a la première voix. Alors Wilhelm a appelé le longsword, il arrivera se marient à une soeur du roi et après la mort du roi il régnera. Ensuite Reynald, qui ressemblent à un Arabe, mais pas comme un chrétien.

Et ma mère, qui était elle de la correction ? Quel était votre nom ? Quel était le nom de vos parents ? Peut-être parmi votre famille elle est restée son mari, les fils et – peut être – qu’entre votre origine vit dans ce château ? Comme bon avait été venu dans ce château pour retirer une paume et dire : le Frère, nous avons dans mes veines un sang commun. Il y a une providence avait été mis moi dans l’orbite des influences deux les royaumes : les Arabes et les Francs, mais il voit constamment ses visages sur les sites tous les deux. Bien qu’il ne comprenne pas des mots que Christ est conquièrent. La grande pitié qu’il reste ne jamais pas pour aujourd’hui. Le prophète Isaiah a dit : mais votre les iniquités se sont séparées entre vous et votre Dieu et vos péchés vous ont caché son visage, qu’il n’entendra pas. (Isaiah 59:2). Ce matin il a lu la Bible. Si est déjà parti le temps qui s’attendait par Dieu John a obtenu une inspiration intérieure au commencement son acte. Comme il est écrit dans le livre des mots d’Esaias le prophète, en disant, la voix d’un cri dans la région sauvage, vous préparer la voie du Seigneur, faites ses sentiers directement. Chaque vallée sera remplie et chaque montagne et colline seront apportés bas; et le tordu sera fait directement et les voies rugueuses seront rendues lisse. (Luk 3:4-5).

Le sang d’un Latin est de moitié un courant d’air aux Francs d’eux il a tellement été hearding et ceux il ne sait tout à fait rien. Pourquoi il a la Mlle tant de fois qu’une opportunité juste a présentées lui-même pour les savoir ? Pour la raison d’une peur qu’ils ne pas s’est révélé être un noble ces mots d’eux elle lui a dit sa mère, comme je suppose. Ma Mère était improbable à d’autre une femme rien. Elle était fière, sage, était eu une influence tous qui étaient le contact avec elle. Maintes fois elle m’a dit : qu’y pensez-vous, mon fils, est-ce que c’est le meilleur signe à cause de moins de votre foi de mine’s, là faites-vous mal une femme ? Ayez-moi un coup d’oeil et dira, mon âme n’est pas égale votre ? Dans la vérité (en réalité) elle a été une âme non égale de mine’s et d’un plus haut que beaucoup d’hommes. Son âme était chevaleresque et brave. Mais un troupeau des femmes encombre les bagages qui était fait trébucher derrière la notre caravane a certainement eu n’importe quelle âme. Comme je suppose – l’émir était dans deux esprits – le Prophète n’a pas fait d’erreurs. Il n’y a pas dans le monde le plus beau mot aussi un frère. Il est plus doux qu’un nom d’un amant, un bébé, son son est nobler comme un or. Comment merveilleux changé (a fait attention à) le monde si tous les gens grêlaient dans un tel nom. Tous les gens qui louent le Seigneur et ils désirent son royaume sur la terre il y a les frères. Bien qu’il ait décidé en ce moment, si un maître de ce château ne pouvait pas avoir un commun (le même) le sang avec moi, je lui entrerai demain et je le dirai : le frère, dites-moi de votre foi. Donc je ferai – il a voulu dire – et depuis un moment il s’est endormi.

III

Le jour suivant là est venu de nouveau. Dans la chaleur rouge (le rougeoiement) du soleil, sous le nuage de la poudre élevée avec le hoofs des chevaux, ils sont partis auparavant si les tours de Karak ** ont été apparues de plus en plus plus proches. On a entendu l’émir beaucoup de rapports de cette citadelle de Croisé ancienne. Al Karak a été habité depuis au moins l’Âge de fer et était une ville importante pour le Moabites (qui l’a appelé Qir de Moab) et le Nabateans. Dans la Bible on l’appelle Qer Harreseth et les Romains l’ont conquis du Nabateans dans 105. Pendant la Période dernière de Hellénisme, Al Karak est devenu une ville importante comme était connu comme Kharkha. Sous l’Empire Byzantin c’était un évêché- l’entretien a beaucoup vénéré l’Église de Nazareth-et restés essentiellement chrétien conformément à la règle arabe. Karak a été une forteresse depuis les temps bibliques. La Bible s’entend comment le Roi de l’Israël et ses alliés de Judah et d’Edom a ravagé Moab et a assiégé son roi Mesha dans la forteresse de Kir Heres, comme Karak était alors connu. Il y a siècles plus tard, il a pris les Croisés environ vingt ans pour ériger leur château vaste. Une fois fini dans 1161, c’est devenu la résidence du seigneur de Transjordan, d’ici là le plus important chef du royaume de Croisé, riche en produisent et taxent des revenus. Après le fait de résister à plusieurs sièges dans les premiers 1170, Karak est venu conformément à la règle de Reynald de Chatillon, un seigneur qui est devenu connu pour son insouciance et barbarie. En cassant tous les traités, il a commencé à piller des caravanes marchandes et des pèlerins Mecca-reliés, a attaqué la même patrie d’Islam ? le Hijaz ? et a attaqué des ports arabes sur la Mer Rouge, en menaçant même Mecca lui-même.

Une chanson d’un chevalier fier- /S.Barszczak,(2004), Zabliźniona rana, Częstochowa, s. 175-180/ cz2.

Un célèbre aux temps devant un bon-rien conseil et un vin acide d’une saison avait été d’accord comme les instruments juridiques ici de cette immuabilité naturelle.

À Jérusalem un sultan qui était l’extrémité touchée avec une attaque “d’un bandit de grand chemin”, du seigneur de Chatillon et d’une mort du vieil éducateur, il a ordonné pour élever un haugh dans le près d’un palais sept fois, il a ordonné de lui montrer sur l’ouest.
– Une déloyauté est suffisamment, qui fera! – il a crié – je en faisant ma volonté dans le royaume du Giaurs! Il y a une gloire d’un sultan Saladin qu’il a un pouvoir su tel que n’importe quel sultan avant un sultan Harun-al Rashin n’a possédé jamais et pas n’importe où, au moment de ce sultan là a été persisté une alliance cordiale ce dernier avec Chante joyeusement le grand. S’il pour détruire le royaume de Jérusalem, il avait été fait cela certainement. Bien qu’il soit un païen mais il est aussi un homme humain et les Chrétiens favorables. Il garde une paix mais les barons l’irritent sans cesse. Maintenant immédiatement cela avait été la trompette ?jihad?, une guerre sainte avec l’unfaithfuls, il y avait importez les régiments.

Une situation dans le royaume de Jérusalem comme à jamais ce jour était été la hasardeuse, très dangereuse. Un roi se lève du lit, il a été plein d’une lèpre et il dit :
– Mouvement contre Saladin. Je veux l’arbre saint d’une Croix sera avec nous.
Là a été fait l’aspect d’une grande armée. D’où a apparu l’armée de Baldwin IV ? Voyez ils ont été déplacés par la prière, a avant tout obtenu les bourgeois faits du bruit aux murs. Exactement ils ont été imités une excursion des “citoyens” de la ville , quand toute l’attention du fait d’assiéger avait été procédée dans cette direction, l’armée avec le roi et avec un arbre saint est parti invisiblement du château avec une porte sud. Les frères Lasarins s’installent soigneusement s’assoient le roi sur une selle, ils avaient bounden lui de moitié avec les ceintures à une révérence de selle, foots impuissant aux étriers, les étriers ont été limités sous un estomac d’une baie de cheval.
Le roi bouge encore une fois avec le bras, une épée qu’il soulève toujours en haut. Il se retourne à un évêque qui se conserve à un arbre saint. Mais un homme réservé, léger, vieux regarde aujourd’hui sans une peur. Il étreint une sainteté avec les mains. Un relique est très lourd, il apporte un arbre saint sur les ceintures.

Cette scène a un sens bon et très important, un sens d’une omnipotence unique. C’est l’attestation d’une suprématie de l’esprit, peut-être quelque chose encore un et plus. Un Roi regarde fixement les yeux dans un arbre saint qui est porté un remboursement du monde. À la présence du Musulmans fâché voient la chaque fois petite et grand, près et loin. Les deux pôles dans une forme du trans-là sont un signe avec un pouvoir immense – l’Émir est convaincu de, de cela – qui fera pour l’exposer avec une paume et un signe dans le jeton de lui ils sont disparus le mights d’un enfer. Il apporte près d’un ciel, il enlève un enfer, à partir du début du monde des gens il est un pressentiment ou un souvenir de cette croix de Golgota. Si un tel pouvoir a un signe, une notion, ainsi comment le sort du pouvoir est caché dans l’arbre saint; l’arbre dans quel était accrochent un remboursement des gens ? Il est vrai que tous dans la nature ont été bénits ma parole, la bête dans près du crèche (le berceau) de Noël, les pierres par une déposition de Jésus dans une tombe. Mais cet arbre a été plus honoré parmi eux. Il était a volé en bas le sang de notre Seigneur et sa sueur morte. Il le portait jusqu’à la dernière haleine. Ils ont étreint avec leurs paumes de Jean, sa mère et Marie de Magdala. Il a été contenu immédiatement plus de pouvoir de Dieu que jamais d’autre chose dans le monde.

II

Il y avait en haut le pire. Le royaume de Jérusalem est devenu. Il a survécu sa vieillesse. L’émir est parti lui-même perdu. Une foi des Chrétiens était été apparemment tout aussi impuissante et incomplète l’un que l’autre la foi des gens – il a remarqué. La croix s’est sentie en bas et Dieu n’a pas encouragé (n’a pas fait a pris) lui. Il y a toujours n’importe quel désir et n’importe quelle connaissance pour n’explorer rien. Il fait devait prévoir, est-ce que c’est possible ? En même temps un sultan de conquérant conjectures : le prophète Jésus exige trop effectivement. Il demande du sacrifice entier (la victime), du consacrant complet nous-même-mêmes à Dieu. Il est cupide des âmes et ceux il a ordonné pour changer selon sa volonté. Ce n’est pas facile satisfont (le satisfont). Malgré cela le Prophète Mahomet est victorieux contre (conquiert) le prophète Jésus. Il a pitié de lui. Un sultan soupire lourdement du regret (le chagrin), de l’inquiétude spirituelle (le désaccord) mais constamment il gémit comme un lion de la satisfaction inachevée. Il regarde une obscurité fixement comme s’il a été attendu un signe. Il se sent plus misérable comme un chacal, le plus pauvre homme comme un mendiant se promenant – maintenant ce sultan de conquérant que le grand mendie pour un signe de Dieu.

Au contraire un roi Baldwing ne fait pas de sens le roi, ne fait pas les sens se sont aussi appelés pour estimer, ne fait pas d’estimations une dimension de l’échec et de son sens. Il sent simplement un pauvre garçon qui tirait dans un cercle terrible des aventures malgré une volonté. Il se plaint et accuse comme l’Emploi qui a été est devenu la personnification immortelle de la fortune innocente des gens. Pourquoi est mort je pas de l’utérus ? pourquoi je n’ai pas renoncé au spectre quand je suis venu de l’abdomen ? Donc sont j’ai rendu pour posséder des mois de vanité et les nuits fastidieuses me sont nommées. Mes jours sont plus rapides que la navette d’un tisserand et sont passés sans espoir. Maintenant mes jours sont plus rapides qu’un poste : ils fuient loin, ils ne voient aucun bien. Ils sont décéder comme les navires rapides : comme l’aigle que hasteth à la proie. Ne sont pas mes jours peu ? cessez alors et laissez-moi seul, que je peux prendre le confort un peu. O Dieu, souvenez-vous que ma vie est le vent : le mien l’oeil n’ira faire plus voir bon; laissez-moi seul; car mes jours sont la vanité. La vue de ses jours est déterminée, le nombre de ses mois sont avec vous, vous avez nommé ses limites qu’il ne peut pas passer. Pourquoi est clair donné à un homme à qui la voie est cachée et autour de que Dieu hath plantait une haie ? O le Seigneur, faites-vous-moi créer pour détruire maintenant. Et pour cette raison prends-je ma chair dans mes dents et installe ma vie le mienne la main ? Avez-vous envoyé en bas une souffrance sur sa force ? Comme un esclave j’ai soif d’une ombre et d’un néant. Mes vêtements m’ont une aversion. Pour ceux les mots d’Emploi – un homme là est une réponse de l’espace se remplissent par Dieu. Il braille comme une grande coquille. Il coule dans un accident des signes invisibles. L’accord, vous submergez l’orphelin et vous creusez une mine pour votre ami.

Une chanson d’un chevalier fier- /S.Barszczak,(2004), Zabliźniona rana, Częstochowa, s. 175-180/

Le prêtre Stanislas Barszczak est un auteur d’une histoire :

Le lai d’un chevalier fier

Pas loin ici j’ai un voisin, ce qui du coeur tombe déjà aux morceaux,
C’est plus vieux que moi avec une mort et il dort sur les vipères a été fondé votre tête
(Boleslaw Lesman)

Dans le livre vivant de coeur un-subi, écrivez-vous les mots d’une telle substance (les contenus) pour toujours : comme un minerai dans le feu trouve votre épousseté le pouvoir (nettoyé), donc l’homme dans la douleur
(John Kasprowicz)

Le point à moi gens, aux grands démons de nombre, ce qui avait ainsi dormi dans la folie de l’étendue, avait ainsi abandonné et avait dissimulé partout, partout avait si été tous les bâtards de laurier, si fiers de vos mauvais garçons anciens et l’ordre du sujet de Don Kichots
(Adolf Nowaczynski)

I

Moab est un pays dans le désert * à l’ouest s’étend la Mer Morte a entouré la couronne des collines. La terre sèche de la pierre retent inanimée sous le sabot, pas n’importe où la trace du vert. Des crevasses ressortent fanés, les tiges amères. Le soleil brûle avec le feu vivant, donc les courriers chauds chauds non supportable le corps. Une poussière entre de force dans la bouche, dans les yeux, un air frissonne de très chaud. Un jour long traîne lentement. Les chevaux font descendre leurs têtes parce que comme les phénomènes étonnants trompent les cavaliers à cheval. Dans l’air rouillé de la chaleur apparaît une municipalité, se réduire près de la pierre. Il y a les palais blancs, une verte de l’herbe, une profondeur de la mer de saphir. Il scintille, les séducteurs, tremble dans la grande anxiété des pèlerins. Dans l’éloignement sur la roche faisant saillie met une personne de la femme de Sort de la pierre. La mère de Moab était trop curieuse, sur les rouleaux immobiles denses de la mer. Dans les domaines comme ceux confirme la vérité plus que d’un moment à l’autre chaque fois que que Dieu n’aime pas d’inspection dans la question votre. Un paysage est sévère, dangereux et défavorable des affaires méticuleuses bruyantes des gens. Tous que là est arrivé sur cette terre, il laisse un vestige permanent depuis une éternité. La vie ici une tribu des géants Emims a fait les ravins excentriques, a découpé les montagnes soudaines. Importé de l’Assyrie landes une conviction en Baal Peor, une idole lugubre désireuse du sang des gens, a coloré les collines avec un raid aérien rouillé rouge, donc ils font semblant de sembler qu’un raccord ait coagulé la lave.
Jadis il y a n’importe quels géants, avait oublié un nom d’idole, mais les montagnes des leurs l’augmentation était été montée lugubre au-dessus d’une personne de la pierre, un vent est mouving une poudre rouge-brunâtre qui avait éparpillé les yeux des personnes de la caravane. Ainsi même les tours du château de frontière que mis. derrière des collines bien que levé récemment étaient été en prenant une image dans ce pays unique une chose cultivée dans la terre qui va ne jamais pas détruire, persiste pour toujours et jamais.

En passant à travers ce terrain peut-il penser autre chose derrière Dieu ? Un désert est un élément et chaque élément est inspiré par Dieu. Vous n’avez rien ici sans Lui – la réflexion semblable fait un emir* se sentir gêné. Les domestiques accomplissent derrière lui binded riche en haut les animaux mais un vieil émir vont à pied comme tous les pèlerins. Il est submergé en pensant et il ne se sent pas de l’épuisement. Un corps s’évanouit loin du labeur mais maintenant une âme préfère une clarté. Que bien que, qu’est-ce qui le fait les moyens comme une errance ? Mon temps est déjà réalisent, tout est fini. Gratuitement comme une disposition de la grâce du monde visible, tentez une vue de belles images illusoires avaient été apparues dans un tremblement de l’oreille sous le soleil. C’était apparu les taillis ombragés, les fontaines, les toits et les tours comme si une ville orthographiée qui était été prise une fois dans un air par les spectres. Le vieil émir cherchait ceux avec indifférence. Là allait à peu près l’émir une longue foule infinie des pèlerins et des femmes. Il a perçu sous un turban blanc ils ont rêvé de quelque chose dans vos esprits mais ils n’ont porté rien, ils n’ont pas été le fardeau de chose. Ils apportent les mêmes vêtements rouges-brunâtres noirs, les visages sont la couverture. Était ce pèlerinage n’a pas fait a levé leurs coeurs ? C’est vrai, bien qu’ils aient été présentés, mais eux dans cela comme si n’a pas fait a pris part. Les femmes ne pouvaient pas entrer à l’intérieur du temple, ils n’ont pas d’âme, ils ne s’appellent pas pour estimer. Le Prophète ne leur a pas aussi refusé de la discrimination de mal de bon. Ils ne comprennent pas leurs actes mieux qu’un âne ou un chameau et le plus moins qu’un cheval. Coup d’oeil d’émir sur les tours brûlées du soleil avec un sentiment difficile pour exprimer. Un demi-sang de latin le tire dans les Francs d’eux il tel a entendu, mais qu’il ne connaît pas tout à fait. Là tire pas d’aujourd’hui. Une vie entière il a été désiré dans un secret de s’approcher à eux. Il a fait le cela-mai être autrefois maintenant il était été vieux suffisamment, il se tient debout préparé au départ, mais – il est perdu dans les pensées – peut-être il n’aura jamais de possibilité son désir déjà pour réaliser. Un moment il a fait sûr il a fait tous ce qui a été nécessaire. Subitement il s’est dit : pas tous, probablement à ce même jour j’ai abondé dans le courage mais je ne pouvais pas fournir chacun veut.

Une année 1179 était finie. Cette année a été vue les luttes obstinées entre un empereur Friderick Barbelé-rouge et un duc Henrik le Lion, entre un Calice d’antipape et pape Alessandro, parmi le Roms et le Longobards, entre un anglais de roi et un français de roi. Mais cette année il n’a été changé rien dans un mode quotidien de vie dans dehors – o château de-voie de Lusinians. Comme l’automne dernier et sur l’automne passé et plus sur le dix automne passé comme dans une cour il y était eu la réputation une boue collante épaisse qui sera un passage seulement sur de hautes chaussures ou des bottes de bois. Les vaches vont à une nappe aquifère avait divisent une boue dans l’aqual les champs étroits. Un gardien de troupeau Blazej tire de l’eau de bien avec une grue de grincement terrifie. Les choucas sont déplacés autour avec un cri au-dessus des tours. Dans un appartement des domestiques sous un misérable la lumière d’un feu les filles ont spined, tout un lancer-moulin était se remplissent du fait de chanter du jour. Dans un grand hall un vieux maître avait été un petit somme il est resté à une chaise d’osier devant une cheminée. Les chiens ont été placés par lui. Cette année rien n’a le changement ici. Il n’y avait pas est venu n’importe quelles nouvelles et il n’était pas mus d’habitude locale à partir des années. Comme dans les jours vieux ici Dieu était Dieu, un seigneur de seigneur, un domestique de domestique. Un célèbre aux temps

Lekcja patriotyzmu cd.

Sędzia K. to niewysoki mężczyzna pięćdziesięciu pięciu lat, o włosach krótkich i siwiejących wąsach jeszcze czarnych, z oczyma raczej spokojnymi niż żywymi. Solidnie zbudowany, jak każdy góral, na głowie nosi duży pilśniowy kapelusz, szeroki pas z tradycyjnymi klamrami na brzuchu, kurtkę bez rękawów na ramionach, bufiaste spodnie wpuszczone w wysokie skórzane buty-Teraz zdaje mi się, że to on pokazał mi się w naszym autokarze-Olsztyńska wioska miała lekarza, a jej mieszkańcy wierzyli ciągle w siły nadprzyrodzone…Właściciel kawiarni żyd imieniem Jonasz, dzielny człowiek około sześćdziesiątki, o fizjonomii ujmującej, z czarnymi oczyma, zakrzywionym nosem, wydatnymi wargami, o prostych włosach i z tradycyjną brodą. Uniżony i uprzejmy, pożyczał chętnie temu i owemu niewielkie sumy, nie domagając się zastawu ani nie zdzierając zbytnich procentów…Kawiarnia „Oliwier”- taką nosiła nazwę-zajmowała jeden z rogów terasy przecinającej główną ulicę Żwirki i Wigury, naprzeciw drukarni. Było to stare gmaszysko, na poły z drewna, na poły z kamienia, połatane w wielu miejscach, lecz zdobne bogato w zieleń i o bardzo kuszącym wyglądzie. Kawiarnia była parterowa- a przeszklone drzwi prowadziły na taras. Z tarasu wchodziło się najpierw do dużej sali, zastawionej stołami przeznaczonymi dla kielichów i taboretami dla pijących, z dębowym kredensem stoczonym przez korniki, w którym błyszczały talerze, dzbany i butelczyny, oraz z poczerniałym drewnianym bufetem, za którym Jonasz czekał na zamówienia swych klientów…Nie dziwmy się, że po zdarzeniu z dymem wydobywającym się z baszty, po zdarzeniu z głosem słyszanym w kawiarni „Oliwier”, cała ludność była przerażona. Cyganie zaklinali się, że opuszczą te strony…

Młody leśniczy Wacław miał na sobie strój podróżny: czapkę ozdobioną szerokim daszkiem, kurtkę ściśniętą pasem z kordelasem w pochwie, bufiaste spodnie, podkute buty, ładownicę na biodrach, długą fuzję na ramieniu…Również doktor Malina uznał, że musi uzbroić się w stary karabin, który wprawdzie trzy razy na pięć strzałów nie wypalał. Niósł także siekierkę do torowania sobie przejścia przez gęste zarośla. Głowę okrytą miał szerokim kapeluszem, jaki noszą wieśniacy, opięty podróżnym płaszczem, w wysokich butach z grubymi podkówkami…Frańciszek był zbyt biegły w swym zawodzie, żeby się zgubić w lesie, nawet w terenach mu nie znanych. Mógł być godnym rywalem Skórzanej Pończochy lub Chingachgooka z krainy Coopera. Niewątpliwie przebycie tej strefy drzew mogło sprawiać trudności. Powyginane i powykręcane wiązy, buki, klony, które często nazywa się „rzekomymi platanami”, ogromne dęby panoszące się aż do poziomu brzóz, sosny i świerki dominujące na wyższych grzbietach na lewo od przełęczy-były to wspaniałe drzewa o potężnych pniach, gałęziach napęcznianych świeżymi sokami, o grubym listowiu, splątanym ze sobą i tworzącym zasłonę z zieleni, przez którą nie mogły się przedostać promienie słoneczne…przełęcz od dwudziestu lat oddana w panowanie roślinności…Zamiast pokrzywionych, poskręcanych, zwichrowanych drzew wznosiły się strzeliste kolumny pni…drzewa tworzyły jedynie skromnych rozmiarów osobne kępy…Dookoła murów, na płaskowyżu nie królowała pustka i cisza. Resztki dziennego światła pozwalały objąć wzrokiem całość fortecy majaczącej niewyraźnie w wieczornym zmroku. Ktoś pokazywał się powyżej balustrady muru i na górnej platformie baszty, także na okrągłym tarasie pierwszego piętra…Oczywiście najrozsądniej będzie poczekać do świtu i działać w pełnym świetle dnia.

Cieńki rogalik księżyca, wąski jak srebrny sierp, zniknął był tuż po tym, jak zaszło słońce…doktor dostrzegł nagle, że leśniczy zupełnie spokojnie wyciąga z torby kawał zimnej pieczeni, a przedtem już pociągnął niezły łyk ze swej manierki. Gęsie udko i pajda chleba, zakrojone rakiją, były w sam raz przydatne, żeby nabrać sił…Nieszczęsny doktor siedział wyprostowany i słuchał odgłosów rozchodzących się po powierzchni wysokich płaskowyżów, niepokojących szmerów zawierających jednocześnie szelest, jęk i skargę…Następnie ze środkowej baszty wytrysnęło światło, ostre światło, które wyrzucało błyski o przenikliwej jaskrawości Jakiż ogień wytwarzał tak potężne światło, którego promienie rozchodziły się po rozległych połaciach płaskowyżu…W obronnym murze między bastionami nie można było dostrzec żadnego wyłomu, żadnego obsunięcia, żadnego uskoku, który pozwoliłby wejść do wewnątrz…Franciszek z Wacławem, obaj puścili się dnem doliny. Najprzód musieli przebyć gmatwaninę drzew, przez którą nie biegła żadna ścieżka. Ziemia była tu dość głęboko wydrążona, gdyż w okresie deszczów strumyk wylewał kilkakrotnie, a nadmiar wód płynął rwącymi strumieniami i tereny te zmieniał w trzęsawisko. Całej godziny potrzebowali, by osiągnąć drogę do przełęczy….Posuwanie się dalej wśród ogromnych głazów, którymi najeżony był płaskowyż, stawało się niemożliwością i trzeba się było od niej oddalić…Mimo to Frańciszek brnął dalej, wspinając się na olbrzymie głazy zagradzające mu przejście, czołgając się między skałami, kalecząc ręce o osty i zarośla. Forteca nie była zrujnowana… wewnątrz domu kilka pięknych izb bardzo czystych; oddzielnie te, w których się jada, oddzielnie te, w których się sypia. Wszędzie kolorowo malowane meble, stoły, łóżka, ławy i taborety, kredensy, gdzie błyszczą garnki i talerze; z odsłoniętych belek sufitu zwisają dzbany ozdobione szlaczkami i sztuki materiałów o żywych barwach; ciężkie kufry, okryte pokrowcami i pikowanymi kapami, służą jako skrzynie na ubrania i jako szafy; a na białych ścianach barwnie ustrojone portrety polskich patriotów…Osłonięte solidnymi murami budynki starej feudalnej fortecy pozostały nienaruszone i mogły jeszcze pomieścić niemały garnizon…Szerokie, łukowato sklepione sale, głębokie piwnice, liczne korytarze, promenady o nawierzchniach z tłucznia ginące pod wyrośniętymi pnączami ostrokrzewów, podziemne nisze, gdzie nie dociera nigdy światło dnia, schody ukryte w grubych murach, kazamaty o wąskich otworach strzelniczych, środkowa baszta z pomieszczeniami nadającymi się do zamieszkania, zwieńczona ząbkowaną platformą; a między różnorakimi konstrukcjami wałów obronnych-nie kończące się korytarze, kapryśnie poplątane, wznoszące się aż po tarasy bastionów i schodzące do wnętrza podziemi…kaplica i bastiony bezpośrednio połączone z basztą- Zresztą także nasz bakałarz Mikołaj nie przestał prowadzić dalej w autokarze swych lekcji na podstawie legend transylwańskich. Wydaje się więc, że jeszcze długo młoda generacja wioski Olsztyn będzie wierzyć, że goście z tamtego świata nawiedzają ruiny zamku…

Kolejnego dnia wieczorem jesteśmy w Krakowie…Pięknie oświetlona dawna stolica Polski, z neonami nad sklepami, z historią kościoła Mariackiego, z hołdem Pruskim w 1525 roku. Wawel z grobami polskich wieszczów, błonia… Znaleźliśmy się na cmentarzu Rakowickim. Zdaje się, że po pogrzebie jakiś człowiek pojawił się tutaj. Z nieprzytomnym wzrokiem, z pochyloną głową, wargami zaciśniętymi, jakby były już opieczętowane przez śmierć, długo oglądał miejsce, gdzie została pogrzebana Stella. Wydawał się nadsłuchiwać, jak gdyby głos wielkiej artystki Heleny M. miał się wydobyć po raz ostatni z tego grobu. Za cmentarzem mknie pociąg w bezkresną dal. On w tej chwili jakby powiedział do siebie:„Non omnis moriar.” Autor tych wspomnień trwa przy nim- zatem pozostaje przekonany, iż nie jesteśmy ostatecznie skazani na wolność, ale z pewnością jesteśmy tu, by głosić odwieczną religijność ludzkości.

Lekcja patriotyzmu

Stanisław Barszczak- Lekcja patriotyzmu

To, co najlepsze jest stracone w dobrym a nawet w bardzo dobrym tłumaczeniu. Dlatego nadal nieustannie pragnę przedstawiać wam krainę między Odrą i Bugiem, moją ojczyznę, w rodzimej szacie. Poszukując idealnej przestrzeni kontaktu między nami wybrałem się w podróż po Polsce. Wszystkie klasyczne rodzaje są teraz śmieszne w ich ścisłej czystości. A to, co pozostaje podobno jest zasługą poetów. Idźmy więc za poetami, bo podobno nawet sumienie może nas zdradzić. Zdaje mi się, że w tej podróży, którą odtąd podejmuję nieustannie, zawsze będę miał piętnaście lat i przemieszczał się stale w harcerskim umundurowaniu. Usiadłem w autokarze przy oknie z prawej strony, bliżej kierowcy w czapce i rozglądam się wokoło. Zaczynamy naszą podróż w Szczecinie na zachodzie Polski. Tu jest zamek Książąt Pomorskich. Piękny widok na rzekę Odrę i linię tramwajową do centrum miasta z Bramą Portową. Słońce mocno teraz operuje. Miasto ma wiele skrzyżowań, ale też i zieleńców. Moje refleksje przerywają sąsiedzi, dwie pary, które informują mnie o nazwach kolejnych ulic. Mówią: -Przynajmniej w sztukach ludzie działają, jakby mieli rację…choć wtedy nie mają inteligencji…kochasz mnie ze względu na mój umysł. Jedna rzecz w czasie…To jedno, co jest przeciw prawu, to to, że to właśnie jest złe…bzdury, głupstwa…to nie jest miła rzecz do zrobienia…to jest rozwój w kierunku bardzo złego nawyku- Druga para: – Małżeństwo jest podejrzeniem……szaleństwo biegnie przez naszą rodzinę…praktycznie galopuje…w jednej minucie możesz wyjść za mnie za mąż , a w drugiej wyrzucić z domu-Wjeżdżamy do Poznania. Zwiedzamy starówkę. Następnie dosiada się przy mnie z prawej strony pan w kapeluszu. Gdy znaleźliśmy się w Łodzi wspomniał o tutejszej Ziemi Obiecanej, która oczekiwała na robotników w XIX wieku. -Gdybym go nie zastrzelił, to nie umarłby na zapalenie płuc…mieliśmy ciepłego trupa w naszych rękach- W końcu przedstawia się, że lubi grywać na gitarze. Przypomniał mi jakąś dawną, polską melodię. Po czym zaripostowałem. –Mam co wspominać o czasie mojej młodości. -Wchodziłem pod stół, potem lałem w pełni lata, ponieważ nie miałem nigdy prawa…Chcę znów wrócić do hallu, długiego korytarza ciągnącego się przez środek mego domu…Pamiętam wciąż, jak z chłopakami atakowaliśmy bunkry pobudowane wokół naszego miasteczka. Potem jednak nie mogłem doczekać się na ucieczkę z tego domu- Gdy wspominałem dawne przyjaźnie założyłem napowrót czapkę.- Ktoś z tyłu dorzuca:- i wiara może być nikczemnością- Wiara w supernaturalne źródło zła nie jest konieczna, ludzie sami są zupełnie zdolni do każdej niegodziwości, nikczemności. Wszystkie ambicje są prawe z wyjątkiem tych, które wspinają się ku górze na nędzach albo łatwowiernościach ludzkości- Teraz siedzę przy oknie z lewej strony. Przejeżdża samochód za naszym oknem. Piękna kraina Zajęczańska. Słychać jeszcze:- Lepiej, żebyście poszły do łóżka…Dzisiaj jestem śpiący, zrobimy to jutro…Ja chcę się zmierzyć w tym czasie z absolutnym nieistnieniem…Myślałam, że Marta i Ja miałyśmy prawo do małych sekretów…Miał pan rację, on nie był bardzo wybielony…Jest trzynaście ciał w piwnicy, a jeszcze setki ciał na strychu…Wyglądasz jak ktoś, kogo mogłem zobaczyć w dżungli…To są dwie najdroższe, najsłodsze, najlepsze, panie w podeszłym wieku, jakie kiedykolwiek wędrowały przez ziemię…wyszły z tego świata, są jak ściśnięte liście róży- Nie jestem zupełnie osobiście dzisiaj i chyba troszkę za późno, by rozdzielić naszą przyjaźń. Kochani, już jesteśmy w Kaplicy Cudownego obrazu na Jasnej Górze. Gdy wsiadamy do autokaru usłyszałem:- Miałem dwie najmilsze ciotunie w świecie i najmilszego siostrzeńca…nigdy nie marzyłyśmy o pace…-ktoś referuje czytaną książkę- sztuka miała charakter w sobie, wspaniale, dziękuję panie gentelmenie, spocznij- Ulga i absolutnie nic do dodania. – Po chwili pan z miną nachmurzoną zapowiada nędzny widok rzeczywistości z czternastego wieku, mianowicie zwiedzanie ruin zamku. Do moich uszu doszła mnie teraz następująca refleksja: -Potem moja młodość została zdradzona…Więc podjąłem tę historię ludzi, już nie objawienia!…, „nie chcesz obejść losu świata”. Co ja mogę teraz? Mogę pokazać drogę sprawiedliwości…Uspokajam kunktatorów i guzdrałów…sąd ostateczny jest historią świata…on musi odejść, bo jest winny…rodzimy się z różnymi sumieniami, a potem je wygładzamy, uspokajamy…poszukujemy emocji, a nie pejzaży…Zająłem się rzeczami historycznymi…Więc obwieszczam i daję teraz jakby nowe przestrogi dla Polski…nie będziemy wolni, bo wolniejsi to mniej religijni…Mówimy, jeszcze wszystko może się zdarzyć na świecie. Albowiem to, co każdy człowiek może zdradzić jest jego sumieniem. Przed nami próba ostatnia nie zaznania śmierci, dopóki nie ujrzymy królestwa Boga przychodzącego w mocy. Przyznam tutaj, miałem ambicję nie tylko iść dalej, poza granicę, gdzie był wszelki człowiek kiedykolwiek przedtem, a nawet iść tak daleko jak to dla człowieka jest możliwe. Zdarzyło się, że przyglądałem się uciszonemu kolosowi na najwyższym maszcie mego okrętu, bo tak szeroko sięga dwór Neptuna teraźniejszości. I oto przekonałem się, że wiara w supernaturalne źródło zła nie jest konieczna, ludzie sami są wystarczająco zdolni do każdej nikczemności. I oto spojrzałem na naukę chrześcijańską o transfiguracji Boga. Przede wszystkim dzieje się ona w uprzywilejowanych miejscach, jakimi są góry. Góra Synaj Mojżesza, góra Horeb Eliasza, góra Tabor Piotra, Jakuba i Jana. Poznajemy Boga osobiście, ta prawda dotyczy namiotu poszczególnego człowieka. Co za piękno podobnego zdarzenia? Tym bardziej mamy obwieszczać piękno misji Boga. Poznaliśmy go. Mamy umrzeć za grzech świata. Misją Boga jest głoszenie miłosierdzia. To wielka łaska, że nie jesteśmy w stanie wyzwolić się z blasku tych chwil przeżywanych z Bogiem. Zatem mamy poznać po głosie Pana naszej ery wszędzie i być heroldami tamtych, niewidocznych czasem a górnych zdarzeń…Grzech nas kontroluje, czyni z nas cuda. Potrzebujemy reflektorów dla naszych dusz…Mamy wierzyć w żywego Boga, a nie w znaki ziemskie czy nawet ludzkie…Bóg zawsze wierzymy, iż był, bo dobrze na świecie. Dlatego należy nie wstawać, głosić miłosierdzie, być pokorny. Znać głos Pana, to być heroldami Boga. Jesteśmy na uprzywilejowanym miejscu.- A przed nami scena umiejscowiona w regionie częstochowskim, w krainie Kaspra Karlińskiego, w ruchomym, zmieniającym się czasie…Zwiedzamy ruchomą szopkę pana Wiewióra. A ja nieustannie prowadzę dialog-monolog z podróżnymi sąsiadami.- Każdy dobry człowiek stopniowo staje się bogiem. Stać się bogiem i kształtować siebie samego, to wyrażenia, które są synonimiczne…Kościół mówi do mnie zawsze-tak!…Kościele, powiedz raz nie! Otóż niestety wolność Kartezjusza jest ograniczona. Człowiekowi nie jest dane nie stworzyć, gdyż Błąd i Zło są niebytem…Tworzenie nie jest zdeterminowane. Tworzenie jest wolnością. Wolność Boga jest tworzeniem…Wolność jest fundamentem prawdy, a surowa konieczność objawiająca się w porządku prawd opiera się na absolutnej przypadkowości twórczej wolnej woli. I dalej „Jego doskonałość nie skłania go do wybierania tego, co najlepsze, natomiast właśnie to, co on wybrał, na mocy jego wyboru jest absolutnie dobre…Wyobraźnia jest władzą poznawczą niezwykle dwuznaczną. Z pewnością potęguje ona moce zmysłowe, sensoryczne ludzkiego poznania, uzupełnia też czysto pojęciowe funkcjonowanie intelektu. Od zmysłów władzę wyobraźni różni przede wszystkim to, że wykracza ona poza dane dostarczone przez świat zewnętrzny; od intelektu różni ją natomiast to, że operuje ona na materiale zmysłowym, a nie czysto konceptualnym. Na tym też polega siła, ale i słabość wyobraźni. Ta siła skrywa się w zdolności do przekraczania tego, co dane, tego, co tu i teraz. Jej słabość wynika natomiast z nadmiarowości, nadproduktywności, z tego właśnie, że ma ona moc tworzenia tego, czego aktualnie nie ma…Interesuje mnie duch abstrakcji, duch uogólnienia, moc wyobraźni, tj. umiejętności wiązania uogólnień intelektu ze zmysłową materią widzenia. Niestety my nadal zadawalamy się półśrodkiem, nie docieramy do prawdy! Nie da się zdefiniować człowieka począwszy od niego samego…Ponieważ nie chcemy być sami, i nie jesteśmy sami, trzeba relacji, jeden za innego…Z racji granic życia mamy różne formy relacji do siebie, do bliźniego, do społeczności…nie słyszeliśmy, a już to lub tamto czynimy…podmiotowość zakotwiczona poza świadomością…bliskość wystawia mnie na innego…Przede wszystkim mamy życie i historię pokonywania namiętności…W tym wieku każdy jeszcze wierzy i twierdzi…Teraz każdy z nas jakby był przewodnikiem po tej maryjnej, wznoszącej się nieustannie ku górze krainie. Wspomnijmy tutaj tylko kilka faktów. –„Baca Jan uchodził za bardzo zręcznego w strzyży i biegłego w leczeniu zwierzęcych chorób, takich jak pleśniawka, wzdęcia, kołowacizna, motylica, łzawica, bębnica, ospa, kulawka, wszawica i wiele jeszcze innych. Jeszcze go teraz wspominam, gdy spoglądam na kolejny zamek na wzgórzu.-Stara forteco! Stara forteco! Próżno się puszysz na swych podwalinach! Jeszcze trzy lata i przestaniesz istnieć, ponieważ twemu bukowi zostały tylko trzy gałęzie…” Ale nawet gdyby zamek Olsztyński był lepiej konserwowany, niż wskazuje na to jego wygląd, zaraźliwa trwoga zdwojona przesądami chroni go nie gorzej, niż mogłyby to uczynić jego smoki, kolubryny i inne machiny artyleryjskie…Król Z. urodzony w zamku obserwował od najmłodszych lat, jak wymiera jego ród…zostawiwszy mocno już zrujnowany zamek pod opieką kilku starych sług, pewnego dnia zniknął…