Chorwackie lamentacje c.d.

Niedawno w Rzymie „kłoniłem się” Tytusa chwale, jak inni przed wiekami. Teraz też nieustannie jakieś dziewczę zdaje się przedstawiać mi pewne sceny ze swych snów. Ona wczuwa się w swoją rolę, gdy mówi do mnie: widzę, że niby stoję w polu, a dokoła żyto, takie wysokie, dojrzałe, jak złote!… I jest niby ze mną rudy piesek, a zły talki, że nie wiem — wciąż mnie chce ugryźć. I trzymam niby w ręku sierp, nie taki zwyczajny sierp, ale całkiem jak prawdziwy miesiąc, kiedy tak wygląda jak sierp. I tym miesiącem mam to właśnie żyto zżąć na czysto. Ale bardzo mnie upał zmorzył i miesiąc mnie oślepia, i lenistwo mnie ogarnęło; a dokoła kwitną bławatki, takie duże! I wszystkie zwróciły do mnie główki. I myślą sobie: narwę tych bławatków; Wasia obiecał przyjść, to sobie najpierw wianek uplotę; żąć jeszcze zdążę. Zaczynam rwać bławatki, a one mi w palcach topnieją, że rób, co chcesz. I nie mogę sobie wianka uwić. A tu słyszę — że ktoś do mnie idzie, jest już blisko i woła: „Łusza! Łusza!…” Ach, myślę sobie, masz ci los — nie zdążyłam! Wszystko jedno, włożę na głowę ten miesiączek zamiast bławatków. Nakładam miesiączek, jakby to był kokosznik, i tak zaraz zabłysłam, całe pole dokoła pojaśniało. Patrzę, a po samych czubkach kłosów sumie do mnie prędziutko, ale nie Wasia, tylko sam Pan Jezus! I dlaczego poznałam, że to Pan Jezus, tego nie powiem — wcale go takim nie malują — ale na pewno On! Bez brody, wysoki, młody, cały w bieli, tylko pas ma złoty — i rączkę do mnie wyciąga… „Nie bój się, powiada, oblubienico moja strojna, pójdź za mną; będziesz u mnie w królestwie niebieskim korowody prowadzić i pieśni rajskie śpiewać.” Ja od rączki Jego oderwać się nie mogę! — a mój piesek zaraz mnie łap za nogi… Ale my zaczęliśmy wzbijać się w górę! On naprzód… Skrzydła Jego po całym niebie się rozpostarły, długie jak u czajki — a ja za Nim! I piesek musiał mnie puścić. Wtedy dopiero zrozumiałam, że ten piesek — to moja choroba i że w królestwie niebieskim już dla niej miejsca nie będzie. Łukeria zamilkła na chwilę. — A raz miałam jeszcze taki sen — zaczęła znowu — a może to było widzenie — sama już nie wiem. Zdaje mi się, że jestem niby w tej chruścianej budzie i przychodzą do mnie moi rodzice — nieboszczyk ojciec z nieboszczką matką — i kłaniają mi się nisko, ale nic nie mówią, i pytam się ich: „Dlaczego mi się, ojcze i matko, kłaniacie?” — „A dlatego, powiadają, bo przez to, że się na tym świecie tak męczysz, to nie tylko swojej duszyczce ulżyłaś, ale i z nas duży ciężar zdjęłaś. Nam też na tamtym świecie jest teraz lepiej. Swoje grzechy pokonałaś, a teraz nasze zwyciężasz.” I jak to powiedzieli rodzice, znów mi się pokłonili — i już ich nie widzę; tylko ściany widzę. Zachodziłam potem w głowę, co to takiego ze mną było. Nawet o tym na spowiedzi powiedziałam. Ale nasz pop tak miarkuje, że to nie było widzenie, bo widzenia miewają tylko osoby duchowne. — A raz to znów tak mi się śniło — ciągnęła dalej Łukeria. — Widzę siebie, jak siedzę niby to przy gościńcu, pod wierzbą, trzymam kostur ostrugany, sakwa na plecach, głowa chustką owiązana — prawdziwa pątniczka! I mam gdzieś iść daleko, daleko, na pielgrzymkę. I wciąż przechodzą koło mnie pątnicy; idą powoli, jakby niechętnie, wszyscy w tę samą stronę; twarze mają ponure i jeden do drugiego bardzo podobny. I widzę: kręci się pomiędzy nimi, uwija jakaś kobieta, o głowę od nich wszystkich wyższa, i suknia na niej jakaś osobliwa, jakby nie nasza, nie rosyjska. I twarz także osobliwa, wychudła, surowa. I wszyscy jakby od niej stronią; a ona jak się obróci — i prosto na mnie. Stanęła i patrzy; a oczy ma, jak u sokoła, żółte, wielkie i jasne-jaśniuteńkie. I pytam się jej: „Ktoś ty?” A ona mi powiada: „Jestem śmierć twoja.” Ja zamiast się przestraszyć, to na odwrót — cieszę się tak, że nie wiem, przeżegnałam się! I mówi mi ta kobieta, ta moja śmierć: „Żal mi cię, Łukerio — ale zabrać cię z sobą nie mogę. Żegnaj!” Boże! jak mi się zrobiło smutno!… „Weź mnie, powiadam, moja najmilsza, moja złocista, weź mnie!” I śmierć moja się do mnie odwróciła i zaczęła coś mamrotać. Pomiarkowałam, że wyznacza i moją godzinę, ale tak jakoś niezrozumiale, niewyraźnie… Po Pietrowkach, niby… z tym się obudziłam. Takie to miewam dziwne sny! (przypowieści zaczerpnąłem z I.Turgieniewa).
Bracie kochany! Życie ludzkie stało się tą duszą słabą, która drży w każdym płomiennym bukiecie otaczającej natury…W mym życiu miałem już jasne godziny…ściany nieprzeźroczyste a z książkami…siedzieliśmy na szczycie…Teraz w naszym ogrodzie szczęścia, wyspie, lato zamieszkało… Kochana siostro z pielgrzymki, gdy rozmyślam nad twoją dobrocią, jak morze, tak głęboką w swojej prostocie, na kolanach przed tobą się korzę…Tak późno przywlokłem się był do cię!…Wędrowałem tak długo, tak długo kurzawą dróg życia i szarugą, do słodyczy twojego spojrzenia, do rąk twych, wyciągniętych ku mnie przez oddalenie. Miałem w sobie tyle rdzy zapiekłej, co wytrawiała we mnie, jak jad zaciekły, wszelki ślad wiary . Ale byłem tak ciężki, taki strudzony, niedowierzaniem byłem tak stary!…Tak osmucony, tak zniechęcony, Błędną włóczęgą na wszystkie strony! Byłem niegodzien tego srodze, by złote ślady stóp twych błysnęły na mej drodze, że jeszcze niemal we łzach, dotąd się boję…1 tak pokorny wobec szczęścia stoję! Jak wiek naiwny — sercem ci w dłonie kładł , rozkwitły kwiat!…Nasze dusze rozumiały się nie przez spojrzenia, a przez wiarę…nasze serca słoneczne…Tłum zawsze miłość z miłością rozwodzi,… Za nami łaskawa wiosna — pierwiosnkowa, zasiewająca bez i róże, rozśpiewała nam głosy, wyzłociła słowa i całych zatopiła w przeczystym lazurze. Szczebiot liści z wiatru szelestem, szept róż, jak pajęczyna słaby, osypują się w koło dobrotliwym gestem, rzucając w dusze nasze złote swe sylaby. Lecz sic we wnętrzu swym zamyka. To co najlepsze w nas, przed majem w słowie nazbyt jest materii, teraz serce słów unika -słodki, milczący poryw jest najwyższym rajem…O bądźmy, jak dwie morzem lecące rybitwy, dwie do siebie modlące się modlitwy! Niech nam ust naszych pocałowanie symbolem życia się stanie…Teraz my przeżywamy to lata święto…Ale już kiedyś miałem wirydarz wewnętrzny…jeszcze mam głośny hałas cykad schnących na powietrzu…Ciągną sznurem drzewa osędziałe, wlokąc z sobą wielkie, sine cienie. Wiek zbliżał się dzień za dniem, krok za krokiem i na jasne miłości naszej skronie położył chłodne dłonie i przygasłym popatrzył na nią wzrokiem. Nasz ogród, jeszcze lipcową przymięty spiekotą, stracił dziś dużo ze swych szałów i czerwieni. Szorstkie, zawistne słońce kręgiem twardych cieni zaczyna już obwodzić swe złoto. Ale jak zawsze pyszne te róże miesięczne!…Zdąża lato w płaszczu… mów mi ty słowa. Z każdym dniem słodsze, z każdym dniem prawdziwsze…

Spoglądam na domki kanału przy Krapanj. Chyba ten dom, pełen dusz naszych od progu do sklepień, miewa latem tak piękne południowe cisze, i takie dnie wybrane przesłodkich pokrzepień, że zatrzymuję zegar, gdzie się czas kołysze, aby zatrzymać życie…Nic nie szeleśnie wtedy, nie pluśnie, nie skłóci…Chwila jest taka nasza, że lot, co nas muśnie, słyszy mego i twego tylko serca bicie, które na siebie nagły uścisk rzuci… Okno otwarte. W miłości naszej mieszka wszelka wiara! Jakąś głęboką w sobie myśl mają drobnostki: O lubię ja tę zaświecań godzinę!…Dużo w tym milczeń, a żadnych wymuszeń —„wiesz?… w zardzewiałej znalazł się szufladzie…bilet z przed laty”!., zbladłego ołówka…Dawno przebrzmiałe, zapomniane słówka wskrzeszają nagle w duszy zapadły świat wzruszeń! Ręce lampę naszego szczęścia wypuściły….Pragnienia moje były, jak kłujące osty, które wiatr do złych z sobą nagina zahaczeń, serce ognia i lodu przechodzące chłosty, uschłe i stwardniale nie znało przebaczeń…

Pani mego serca, Maryjo! A!e tyś z niezmiernego miłości ogniska dobyła dla mnie słowo, o mocach bezcennych! Ja wciąż byłem w twych oczach tym samym mocarzem- Ja, który tak przed światem i sobą zmalałem….Kwiat mi rzucałaś w okno, chodząc wirydarzem, twa wiara w wyzdrowienie była kordiałem, Tyżeś mi przynosiła w fałdach swej sukienki rzeźwy wicher streszczony, jak jagody w trunkach —Wszystkie wonie wieczoru, i rosę jutrzenki i słońce w przejmujących twoich pocałunkach!…Bzy dlatego rosną pod murem i przy furcie, aby się o nas otrzeć choć w przechodzie, kiedy, milczący, błądzimy po ogrodzie…Tak z ludem drzew i kwiatów, my nowe Adamy, wspaniałe nasze lato przeżywamy —szczerzy i prości, jak białe kryształy i jak świat cały w słońcu zgubieni miłości, śmiało na żar swe dusze i ciała wystawiamy, by je poprzeszywały na wskroś słońca strzały,…Jeszcze mam mszał-gigantyczny piedestał…na miłości twojej wezgłowie…w sercu zdyszanym, w płonącej głowie, rytm ci przynoszę, którym serce świata tętni!… pragnę przycisnąć ci do serca usta me spalone, by ucałować w nim swe niebo…Gdyby twe ręce pewne, a kochające…— Dzień po dniu, godzina po godzinie nie wlewały mi były przez długie miesiące heroizmu cichego, który w tobie płynie!…Gdy staw w wichrowej jest rozterce, albo go słońce do dna pali, młode, czerwone w nim serce drga z rytmem fali!… Życie świata, jak woda przez pęknięcia glazur, uczyło się w nas błogo, aby nas rozszerzyć .. I porwał nas szalony wicher egzaltacji: Szept modłów i ślubowań — krzyki inwokacji i silna, jak śmierć, potrzeba bogów i nieba! ..Lecz róże wyglądają tak świeżo, róże się silą żyć po śmierci!…Pięknego lata złote łodzie, co pomknęły pijane przestworem…Ich rzesza po powierzchni śliskiej huśta się w miejscu, jak zaklęta,… Jedna za drugą przeszły słoneczne czeredy! Moje Godziny Jasne: ranka i południa…Słońca, kwiatów i pieśni wzięły wszystkie schedy, szły drogą, której żaden kamyk nie utrudnia… W Chorwacji jest natomiast dużo kamyków, ale też przeuroczych brzegowych kanałów. Teraz jeszcze nie przestają radować mnie wyspy Adriatyku!

Matko z Medjugoria, wśród gwałtów skrytych w tajnię nocną Ty nie skarżysz się nigdy — ty wierzysz niezłomnie, że to nie może zginąć, co kocha ogromnie. A cykady na wyspie Krapanj tylko zaświadczały o tym, gdy długo konały tam na drzewach…Imię twe Maryjo, co ma spiżu ton i dźwięk głęboki!… O Słońce olbrzymie, byłem na wyspie twojej czcicielem potęgi,…wzdychałem do Cię , Maryjo…Prawdopodobnie Józef Conrad był odważniejszy w swych bojach z światem, ja zwiedzam i przedstawiam jakby mniejsze nasze krainy…Ale czy z mego życia nie wycisnąłbym jakiegoś sensu, okowity mojego żywota?…Myślę, że przedstawione tutaj świadectwo spełnia odrobinę tego sensu…Ale co dobre szybko się kończy. Na wybrzeżu kilku ludzi patrzyło na oddalającą się łódź; byli to nasi przyjaciele z Chorwacji, szare kamienne domy widniały o jakie sto jardów na nabrzeżu. Zasiedliśmy znów w autokarze i skierowaliśmy się tym razem ku krainom północy, ku znajomym polom nad Wisłą.

Chorwackie lamentacje c.d. 118

Wydaje się, że jedyne zamierzenia są spełniane w błogosławionym, ciepłym, myślnym oparze. Poza czasem spędzanym na wyspie Kapranj, wyznaczono nam jeden dzień na pielgrzymkę do Matki Bożej z Medugorie. W dniu 25 sierpnia pojechaliśmy do tego miasteczka w Serbii i Hercegowinie. To tam w roku 1981 Matka Boża objawiła się dzieciom, teraz nadal jeszcze im się objawia, już jako dorosłym tamtejszym parafianom. Jeszcze w 1983 roku w Medjugorie stał tylko kościół OO.Frańciszkanów. Dzisiaj powstało tu całe miasto. Późnym wieczorem przepływaliśmy na powrót kanał w Sibeniku. Wyspa oczarowuje nas słońcem i nowym życie. Co robimy nazajutrz? Pobyt na Kapranij okraszamy wieczornymi adoracjami, których kulminacyjnym momentem jest Montfortańskie błogosławieństwo w imię świętego Ducha. Wszyscy uczestnicy rekolekcji na Kapranij podchodzą w prezbiterium do ojca Michała, księdza ze Zgromadzenia Braci Gabrielistów, z modlitwą w sercu, by uzyskać łaskę o którą się modlili. To sprawia, że ty możesz krzyczeć, a lepiej jeszcze, wpadasz w charyzmatyczny trans, kładziesz się na posadzce, niejako złączony, złączona z Trójcą Przenajświętszą. Zatem kiedy stanąłem z końcem września 2009 roku na wyspie Kapranij w Chorwacji to i ja zdawałem egzamin z mego chrześcijaństwa. Po pierwsze mogłem poznać rodziny chorwackie, rodzinę z dziewięciorgiem dzieci i inne. Cała rodzina pana Tomislava była na tych rekolekcjach. Ola, nasza tłumaczka z języka chorwackiego na co dzień jest zaangażowana w zadanie obrony jej pozycji w życiu…to jest bardzo godne szacunku zadanie. Wyszła za Chorwata, teraz samo ofiarowująca się miłość Oli jest dużo jaśniejsza.
W tym czasie wieczornych adoracji nasze panie miały widzenia: maszerowało jakieś wojsko, jakiś mroczny krajobraz, któraś z pań zobaczyła wówczas krzyż, który nazajutrz znalazła w ogrodzie. A ja modliłem się tylko, żeby wiara nas uleczonych stawała się pełną- bo bez tego nie będzie żadnego cudu. Pragnę teraz podzielić się z wami moralnym odkryciem tej pielgrzymki. Oto jest możliwe kochać Boga wciąż nieoczekiwanie i jakby nieświadomie. Przed Niebem jestem niczym. Wobec człowieka czarniejszego nie posiadam więcej lub mniej determinacji…świat sam kroczy, by odpłacić mi za wizytę na ziemi- a inne znaki są Sataniczne. Ktoś powiedział, że mężczyzna żyjący sam z Chińczykiem na wyspie stara się ukryć jakieś posiadanie, cechę czy właściwość podobną diabelskiej. Ale nie ja, który nieustannie jestem jeszcze sobą. Nie chcę obecnie być ironicznym narratorem, który kontroluje emocje czytelników…Pragnę tylko odsłaniać jedynie siłę charakterów naszych chrześcijańskich, już nie tyle przedstawiać jakąś argumentację. Z chwilą jak nie osiągnąłeś zadowolenia-radzi pisarz- kultywuj tę formę zadowolenia, która jest nazywana litością…Albowiem wszelki czyn wiąże się z krzywdzeniem. Oto dlaczego ten świat jest złem ponad całością. Coś mnie zezłościło. Chyba już nigdy nie pokarzę nikomu małego palca…Inteligentna obserwacja faktów jest najlepszą drogą oszukiwania czasu, który został nam podarowany, czy chcemy tego czy nie…Otóż przez szaleństwo porusza się świat. Widoczne nielogiczne przechylenie ku czynowi w sprawach postępu, przyniosło nam dzisiaj technikę jako wielki rozkrok w stronę tych różnych regionów życia. Matka Boża z Medjugorie, Królowa pokoju, jej statua na tutejszym wzgórzu, z kamieniami sterczącymi ponad ziemię na tej nowej Golgocie ! Ona zdaje się mówić do Ciebie: powinieneś spróbować mnie pokochać! Była ludzkim bytem, który był uważnym, który poważano zawsze. Oto mamy wiarę w Jezusa. Jest wiara w mężczyznę jej przeznaczenia i w Niebo, które go zesłało, by tak cudownie skrzyżował jej drogę…A przed nami owa pełnia wiary…Dlatego obstaję już zawsze przy tej chwilowej, a tak udanej wierze, życząc wszystkim, by byli co najmniej świadkami zwycięskiego chrześcijaństwa, jego ostatnimi partnerami.
Przebywamy autokarem z grupą charyzmatyczną pod opieką brata Genaro ze Zgromadzenia Braci Gabrielistów kolejne kilometry pielgrzymki. Nad nami czara olśniewającego nieba przelewająca się iskrzącym błękitem. Ruszyliśmy poza Polskę na południe, ku serbskim polom i popękanym wzgórzom Dalmacji. Znany powszechnie wydawca przewodników turystycznych „Lonely Planet“ ogłosił Chorwację najpopularniejszym miejscem na świecie w roku 2005. Chorwacja zajęła pierwsze miejsce, a za nią znalazły Chiny, Argentyna, USA, Włochy i Costa Rica. Światowej sławy renomowany wydawca przewodników turystycznych, biletów i atlasów „Michelin“, umieścił mapę Chorwacji na pierwszej stronie najnowszego wydania atlasu Europy opublikowanego pod koniec marca 2005 r. USTOA (Stowarzyszenie Touroperatorów Ameryki) w roku 2006 wybrało Dubrownik jako gospodarza tegorocznej konferencji. 17-tego lipca 2005 roku „New York Times“ opublikował obszerny reportaż o Chorwacji pt. „W Chorwacji powstaje nowa riwiera“. Według badań przeprowadzonych przez Europejski Instytut Turystyki (ETI), latem 2005 roku Chorwacja była najchętniej wybieranym przez niemieckich turystów miejscem wśród ofert „last minute, Magazyn National Geographic Adventure w roku 2006 ogłosił Chorwację najbardziej pożądanym „Gorącym miejscem przygody“. Dzisiejszy Zagrzeb wyrósł z dwóch średniowiecznych osad rozwijających się przez całe wieki na dwóch sąsiadujących ze sobą wzgórzach. Historia Zagrzebia – ta utrwalona na piśmie – sięga 1094 roku, kiedy założono tu biskupstwo. Zagrzebski uniwersytet, założony w XVII wieku, jest jednym z najstarszych w Europie. Zagrzebskie sceny teatralne i koncertowe oferują bogaty repertuar, występuje na nich, obok najlepszych chorwackich, również wielu znanych artystów z całego świata. Bogactwo życia kulturalnego ma też swój wyraz w licznych przedstawieniach teatralnych, operach i operetkach, koncertach muzyki nowoczesnej, klasycznej i jazzowych oraz w całym szeregu festiwali. Ulice Zagrzebia są – szczególnie w lecie – sceną imprez i performance-ów, które dodatkowo ożywiają i uatrakcyjniają miasto. Już od ponad trzydziestu lat miasto jest gospodarzem Międzynarodowych Targów Kwiatów „Floraart”. Zagrzeb jest też członkiem licznych europejskich stowarzyszeń, wśród których najważniejszymi są: FECT – Federation of European Cities Tourist Offices (Federacja Biur Turystycznych Miast Europejskich, http://www.visiteuropeancities.com) i „Art Cities in Europe” (Miasta Sztuki Europy). Noclegi w hotelach w Zagrzebiu oraz bilety wstępu na koncerty i do teatrów można rezerwować pod adresem „Art Cities in Europe”. Po jednodniowym wypoczynku w Zagrzebiu udajemy się w stronę Adriatyku. Autokar wywozi nas za Szybenik. Ocenia się, że wyspę Krapanj w regionie Sibenik nazwali Grecy z racji na tutejszy muł, na którym ludzie tej mieściny mieli już winnice. Inna legenda mówi, że w czasie wysokich przypływów, kiedy morze zalewało im piwnice, wyspa była zupełnie pod wodą. Kiedy morze się znów cofnęło, brzegi wyspy pozostawały w błocie. Stąd jej nazwa. Zanim ludzie zaczęli zasiedlać wyspę, Krapanj była pokryta zielonymi drzewostanami, według starych dokumentów, uważano ją jako chlubę regionu. Należała do Kościoła w mieście Sibenik, a następnie została sprzedana Tomowi Jurić, arystokracie z tego miasta. On rozpoczął budowę kaplicy na wyspie (dzisiaj można widzieć ruiny tej kaplicy na wyspie). Budowę kaplicy zaczął w 1436 roku po otrzymaniu aprobaty papieża Eugeniusza IV. Zgodnie z jego testamentem Toma Jurić przekazał wyspę franciszkańskim mnichom. Jego pięciu synów spotkali się z Franciszkańskimi mnichami 5 grudnia 1446 roku, by przedyskutować los wyspy. Uzgodniono, że czasowa budowa i pastwisko na wyspie nie należy przydzielać, i że ziemi nie należy sprzedawać ani nadawać nikomu. Obecny Kościół Świętego Krzyża na wyspie Krapanj został poświęcony w 1523 roku. Honor wyspy został uratowany. Zasiedlanie wyspy Krapanj zaczęło się z inwazją Turków, kiedy ludzie byli zmuszeni poszukiwać ucieczki w wolniejsze regiony. Już w 1500 roku, były tutaj małe wiejskie domy, około dwieście (według Krsto Stosić) Od kiedy osiedlali oni się tutaj na wyspie bez źródła wody pitnej, bez pastwisk czy też roli uprawnej, wszyscy oni potrzebowali prowadzić normalne życie, nowi przybysze kierowali się ku morzu, aby zapewnić sobie przeżycie. Kapranj ze swą kategorycznie spłaszczoną powierzchnią jest najniższą i najmniejszą wyspą na Morzu Adriatyckim, tylko 400 metrów od lądu, oddzieloną od osiedla Brodarica szerokim kanałem. Codziennie prom łączy wyspę z lądem. Wysokość wyspy nie przekracza metra dwudziestu pięciu centymetrów ponad poziom morza. W latach sześćdziesiątych była najbardziej gęsto zaludnioną wyspą na Adriatyku, ponad 1500 mieszkańców. Wyspa Krapanj pokrywa obszar 36 km2. Nie jest łatwo przeżyć na tak małej wyspie, ponieważ uprawne parcele są tutaj bardzo rzadkie, teren jest niewidocznie a grubo spleciony z suchymi ścianami, które tworzą małego wymiaru ogrody. Istnieje na wyspie tradycja gąbki zbieranej i reprodukowanej tutaj przez stulecia. Gąbka Morza Adriatyckiego jest cenna z racji na jej jakość i piękno. Jeśli Państwo chcecie spędzić pełne spokoju i cichości wakacje, wyspa Krapanj jest doskonałym wyborem dla was. Jej żwirowe plaże są stosowane dla dzieci i gdy wynajęliście łódkę możecie eksplorować sąsiednie zatoczki i plaże.
Mieliśmy czas z bratem Genaro, by pospacerować dokoła wyspy. Niczym dwaj Anglicy, którzy wyskoczyli na brzeg nieznany. Turyści tak byli tępi czy też zdziwieni, że nie pozdrowili nas nawet. Jakaś niewiasta w czerni odpowiedziała na słowo brata- profesora języka hiszpańskiego w Akademii Polonijnej w Częstochowie, dopiero w naszej drodze powrotnej ze spaceru. Wejście do winiarni przypominało dziurę wybitą w kamiennym murze. Wioska była ukryta w zagłębieniu terenu, więc miejsce to zdawało się największą pustką na świecie, miejscem przeklętym, smutnym i jałowym… Pagórek wznoszący się stromo za czerwonymi dachami miasteczka przyciska uroczą ulicę do obmurowania, które broni mieszkańców przed morzem. Za obmurowaniem wije się na całe mile rozległym i foremnym zakolem jałowy brzeg pokryty grubym żwirem, z osadą Brodarica ciemniejącą po drugiej stronie wody, willami wśród grupy drzew; je, gdzie się kończy ląd. Zbocze jest zielone i przewiązane białą drogą. Idąc tędy w górę, wchodzi się do szerokiej i płytkiej doliny, rozległego, zielonego jaru z pastwiskami i żywopłotami, które stapiają się w zamykającej widok perspektywie o tonie purpurowym i falujących liniach. Teraz pragnę pokazać wam raz jeszcze tę kaplicę z XV stulecia. Po wyjściu z tutejszych dwóch cmentarzy kierujemy się z bratem Genaro ku środkowi wyspy. Zaraz uderza nas po lewo zapuszczona budowla z kamienia bez dachu. Musiał to być skromny gmach o niskim sklepieniu. Teraz już pozostaje opuszczony bardzo, z wejrzeniem niebios do jego środka. Ta kaplica, gdzieśmy weszli, ja i brat Genaro świeci dziś pustką. A przecież w jej posępnym cieniu ludzie swoje łzy nieśli. Wspomniałem na całe dziedzictwo mego obecnego wychowania i dwóch tysiącletniej chrześcijańskiej kultury. W ostatnim blasku słońca kona Boża Męka. Głowę wtedy schyliłeś ze smutkiem i drżeniem jak statek, który tonie. Nasze myśli oddalone nagle z klasztoru wtargnęły tutaj w smutek i milczenie, odgłosy niezliczone. To nic że czerw niewidoczny mnie uśmierca! Ja z tobą widziałem tę długo pozostawioną na łożu cierpienia kaplicę Boga. Chrześcijanie tutaj mieszkali kiedyś, w tym opuszczonym kościółku. Z kaplicy tej nic by się wynieść nie dało, bo nic w nim nie było; brak mu było nawet tak niezbędnych rzeczy jak bramy, drzwi i okien. Za to ta kaplica była doskonale zaopatrzona w świeże powietrze i światło słoneczne. Dach nad budynkami zapadł się od dawna, a z pogniłych i popróchniałych schodów, pował i podłóg, już i śladu nawet nie pozostało. Wszystkie kąty kaplicy porastały bujnym zielskiem i trawą, a w zagłębieniach murów gnieździła się wilgoć, pod spróchniałymi deskami biegają salamandry. W kaplicy, gdzieśmy weszli, nie ma ołtarza, jest tylko puste miejsce jak smutne serce, nikt nie klęka przed Bożym synem cieśli. Pienia wieczorne, w których wspomnienia misterium średniowiecznego żyły, na ciche, opuszczone zakrystie, rozłożone symetrycznie po obu stronach prezbiterium, swoje skrzydła złożyły. Jakby bez muzykanta samo się rozlało muzyczne morze wzruszeń, duch wzbił się nad niewidzialne organy, to obszerne ciało opuszczone przez duszę. Jak gdyby już nie było tej ręki, co dyszy, oddychającej ręki, która przed chwilą jeszcze dobywała z klawiszy utajone w nich dźwięki. Zaledwie tknięte palcem, a z milczącej grudy wytrysły jak ze skały i lejąc się strumieniem przez mosiężne tuby, jak las się rozszumiały. Majestatyczną ciszą organy milczały pod niebiańskim tym razem sklepieniem, jak gdyby się niebiosa i ziemia zwierzały nieskończonym westchnieniem. Głosem organów mówi ta myśl, której wątek snuje się w gwiazdach, kwiatach. Głos jedyny, co tutaj szepcze nam początek nieskończoności świata. Kaplica tak pełna westchnień i świat pełen wrażeń poddają się senności. Znów nie ma tu i ówdzie cicho palącej się przed ołtarzem lampki, gwiazdki ciemności. Jeszcze tylko szept jakiś, szmer różańca w dłoniach i jakby ktoś zapłakał z głębi pięciu stuleci, tak jak w lesie, co na noc sennie znieruchomiał, ale na powrót nie ma ostatniego przelotu ptaka. Niestety, jeszcze chwila, myśli się rozbiegą i pod sklepieniem ciemnym coś wielkiego, świętego, coś niepojętego stanie się czymś daremnym. W rozwalonej kaplicy tu przed niewidocznym ołtarzem, zarosłym mchem i kwiatami polnymi, na ogromnej płycie kamiennej, zaczęliśmy modlić się gorąco, dziękując Bogu za szczęśliwie odbytą podróż i błagając go o pomoc i opiekę w przyszłości. Ktoś mądry powiedział ci może: – Jakże długo wahałeś się, zanim się stałeś dojrzały. Matka musiała umrzeć, nie mogła doczekać się dnia radości, przyjaciel ginie w tej swojej Rosji, już przed trzema laty był tak żółty, że nadawał się na śmietnik, a ja, widzisz sam, jak jest ze mną. Po to przecież masz oczy. “Już nie oglądaj się za siebie. Po cóż oglądać się w swym kątku? Leże gwiaździste i morze czyste masz aż do dnia początku.” Oto ta kapliczka wskazała drogę mi…by zdążyć do nieba.

Chorwackie lamentacje

Stanisław Barszczak- Czas zwycięskiego chrześcijaństwa

Piszę nie bo muszę, lecz że poszukuję prawdy ostatniej, jedynej pamięci o życiowej ufności. Prawdopodobnie przenikliwość mego umysłu, działająca jak żrący płyn, niszczy skrywaną ambicję. Otóż inteligencja moja należy do typu naukowych; badawcza z nawyku, odznacza się tą nienasyconą ciekawością, która wierzy, iż każda tajemnica kryje w sobie cząstkę ogólnej prawdy. Jako chrześcijanin pragnę poznać Pana mego serca i duszy. Znać Boga z kolei, to zmuszać się, by być blisko niego…Żeby znać Boga trzeba wiedzieć bardzo dużo…Jesteśmy naznaczeni, mianowani do żalu i skruchy…Bez bohaterów moglibyśmy być szczerzy i wyraźnymi ludźmi, lecz nie poznalibyśmy, jak daleko możemy iść…Mówią, że słowo ma dwa sensy…My mamy przypominać słowo Boga, mamy nie tyle wzruszać, mamy nie zbaczać od słowa Boga, ale należy trzymać się jego, a nie swego ja…Tym bardziej, że przechodzimy w życiu najczęściej od stabilności do niepewności. Tym razem wybraliśmy się do Chorwacji, to ludzi mieszkających nad Adriatykiem. Jest to kronika ich żywotów, ich ambicji i ich losów, przeznaczeń. Prawdopodobnie na początku był chaos, mnóstwo ludzi…potem wybrał Bóg jednego człowieka Adama i dał mu matkę żyjących-Ewę…Mamy powracać do Pana Boga…jakby przedstawiać świat oczami dziecka. To dziecię bowiem poznajemy słabo, niszczy go walka…Raz jeszcze w naszym życiu prorok ma przynieść zbawienie wszystkim- a nie przebóstwienie! Oto miłosierdzie i miłość Boga stale wzrasta-Bóg nas coraz bardziej kocha…Tym więcej mamy przywracać moc na ziemi, moc słowa Boga…Jezu, który czyniłeś dobrze do końca, wypełniałeś ciszę ludzką bądź przy nas. Mamy dopełnić oznaczenia nas przez Boga. Jest to asygnowanie Boga każdego z nas do jedynego zadania, w którym nikt nas nie może zastąpić. Dlatego pragnę ufać! Mamy wspaniały czas, czas zwycięstwa, zarazem nie wynagrodzonej, nie odwzajemnionej miłości…Czy teraz w życiu nie ma tak samo jakiegoś ześrodkowanego zapomnienia, osowiałej ciemności, tym samym czegoś szlachetnego, heroicznego, pięknego, choć niezrozumiałego? W czerwcu, gdy w stanie Missisipi zapanował upał postanowiłem jeszcze nieco inaczej spędzić to lato. Przenosiłem się do różnych przyjaciół, choć głównie mieszkałem w „The Cottage”, domku należącym do „Centrum duchowości” Archidiecezji Częstochowskiej w Olsztynie. Miała tam też przyjechać grupa przyjaciół, także rozpoznawany od niedawna mój wydawca, choć nie wiązałem większej nadziei z jego obecnością. To było miejsce niby znajdujące się na szlaku turystycznym, z ruinami zamku niedaleko, ale jakby istniejące poza czasem i jeszcze senne miasteczko. Młodsi spośród letników byli niczym postaci wzięte z nienapisanej powieści Johna Le Carre: zamożni młodzi mężczyźni w eleganckich ubraniach, często absolwenci Częstochowskich szkół, zalecający się do piękności w kolorowych sukienkach. Odbywały się tam przyjęcia w kawiarniach, dużo czasu spędzano pod zamkiem, gdzie do atrakcji należało wspinanie się po skałkach i oglądanie historycznych pojedynków szlacheckich. To tutaj w ostatni dzień roku wystrzeliwano olbrzymią ilość petard i świetlnych rakiet. Także przyjaciele z którymi przeżywałem rekolekcje chorwackie, pochodzili głównie z socjety częstochowskiej, wydaje mi, że mogłem tylko czuć się w ich towarzystwie gorszy i onieśmielony. To właśnie z nim zabrałem się w sierpniową podróż do Chorwacji i do Medjugorie. Okazją do zawitania u Matki Bożej była rewizyta polskich rodzin chrześcijańskich w Chorwacji. Kiedy stanąłem z końcem września 2009 roku na wyspie Kapranij w Chorwacji, w pełnym słońcu, mogłem ujrzeć obraz współczesnego naszego chrześcijaństwa. Oto nierzadko nasze przekonania aktualnie są odkupiane przez nasze pasje. A chyba każdy pasjonuje się sportem. Już wybił zegar na wieży klasztoru na Kapranj pierwszą po południu, jesteśmy w skromnej jadalni i spożywamy nie wyszukany posiłek. W tym klasztorze nie ma specjalnych przeszklonych wykuszów, naszych dawnych alkow, owszem jest bardzo skromny arkadowy dziedziniec, sala wystawowa z cennymi obrazami. Po obiedzie nie poszliśmy zwiedzać drugą stronę wyspy, lecz wybraliśmy się po koronce do Bożego miłosierdzia nad morze. Strasznie, ale to strasznie cykady z brzegu wtórowały naszej niemej morskiej kąpieli. Widocznie tu zawsze jest odpust z kramami czy straganami, choć pośród harmonogramu codziennych zajęć i morskiej atrakcji jego nie widzieliśmy. Pamiętam był piątek, dzień św. Augustyna, po oporach rannych słoneczko teraz jaśniało nie zagrożone na najczystszym nieboskłonie. Koło piątej po południu mieliśmy rozegrać mecz w siatkę, rodziny z Polski kontra rodziny chorwackie. Przyłączyłem się do grupy polskiej w stroju najodpowiedniejszym jaki tylko mogłem skompletować ad hoc. Na krześle sędziowskim zasiadł brat Genaro. Był zawsze, jest i teraz podczas meczu. Postura jego zdradzała go. Częstochowski profesor języka hiszpańskiego umie się znaleźć w każdej sytuacji, Polak nie jest mu obcy. Średniego wzrostu, z głową Woltera, chodzi w luźnej, swobodnej garderobie. Nieco się spóźnił, mogłem dostrzec tylko, że zmienił koszulkę, powszechnie znaną białą koszulkę z napisem „Niedziela” zamienił na trochę inną, która licowała z wyczynami obecnej chwili. Jego genialny język polski schronił się teraz za idealną gestykulacją rąk. Z powodu znikomości podarowanego czasu odbyły się trzy sety, ostatni nieco okrojony. To była dla mnie niespodzianka, Polska wygrała 2:1. Zostałem zauważony na boisku. Gdy szliśmy na kolację widziałem jeszcze blaski słoneczne, które przebijały się przez gąszcz sosen, choć zdawałem sobie sprawę, że to słoneczko już jest zmęczone i odchodzi po nagrodę za tak mi bliski teraz Adriatyk. W południe słoneczko tym bardziej przygrzewało naszym rekolekcyjnym bojom, jakby błogosławiło wszystkim naszym poczynaniom. Teraz mówiło do widzenia, oddawało się wieczornej urodzie skoku na inne podwórko, znalazło wilgotną ziemię jakby mile dalej. Jego letnia droga na niebie dobiega końca. Ale my jeszcze na wieczornej adoracji nie mogliśmy zapomnieć miliardowego ciepła, jakie jest rozsyłane po najdalsze zakątki ludzkiego globu.
Kim jest brat Genaro- przełożony Braci Gabrielistów w Częstochowie, dzięki któremu mogłem nawiedzić półwysep bałkański. Pochodzi z miasteczka Leon w Hiszpanii. Sugeruję, że on jest teraz jakby z innej planety, pojawia się przede mną jakby za mgłą. Jego skóra opalona po dopiero co zrealizowanej pielgrzymce pieszej do Naszej Pani Jasnogórskiej. Chyba jego charakter jest przyciemniony zarówno od środka jak i na brzegach, a tajemnicza szkatułka jego geniuszu zawiera raczej opar jak klejnot. Często jednak zachodziłem drogę bratu Genaro, bardzo na miejscu i ułożonemu, zabierał mnie na spacery po plaży przy świetle księżyca. Ale jego wysiłki uśmierzenia jakiś tam kompleksów, nie robiły na mnie wrażenia. Jego sposób ubierania się – białe spodnie, koszulka polo z reklamą pisma katolickiego „Niedziela”, głowa bez czapki- mało kontrastował ze strojem osób z wyższej klasy średniej, którzy nosili jasne koszule, wygodne spodnie i sportowe półbuty. Mieliśmy już Chrześcijaństwo wstrętne L.N.Tołstoja, które bazowało nie tyle na postępie duchowym człowieka, co na jedynych jego emocjach, odsłaniało wrodzone niejako piękno każdego człowieka z jego udanymi przywarami. Z kolei Józef Conrad Korzeniowski mawiał, że jeśli ktoś kiedykolwiek walczył z duszą, to ma mnie już za mężczyznę. Pisarz ujrzał niepojętą, niepoczętą tajemnicę duszy, która nie zaznała umiaru, wiary, czy lęku, ani nawet ślepej walki z sobą. I właśnie J. Conrad osiąga w powieści to, co można nazwać zbawczą wiarą, jego bohater trwa w tej wierze, nawet gdy to czyni za cenę swego życia. Heyst nie jest niewierny, on tylko myśli, że jest takim. Heyst, bohater Conrada bynajmniej nie posiada siebie samego, nigdy nie jest wrogi czy pogardliwy…nie jestem łotrem, zbójem. Inny jego bohater- Kurtz umiera, bo nie może stać, znieść swego własnego towarzystwa. Heyst preferuje, woli (uwielbia) własne towarzystwo i konsekwentnie przypisuje wszystkie swe nieszczęścia zadawaniu się z światem. Bohater Conradowskiego „Zwycięstwa” z trudem osiągnął samowiedzę, a mianowicie przez pewność śmierci, przez czyn grzeszny, przez raj wyspy. Samowiedza Heysta jest w odkupieńczym stanie… Heyst jest sceptykiem, niezdolnym opierać się pokusie jego chrześcijańskich impulsów. I oto Heyst poczuł nagle litość dla tych bytów eksploatowanych, które pozostają bez nadziei, pozbawionych zarówno krzywdy jak i łaski. Heyst- mężczyzna nie jest bardziej oczekiwany od anioła…On to mówi: nikt mnie nie wysłał, akurat wydarzyłem się. Heyst-ojciec nie jest systematyczny, za to jest “niszczycielem wszelkich systemów, nadziej, wiar”.

Miejsce dla Innego

The place for an Other

Mr G. Chesterton said: “The old mystics spoke of an existence without end or a happiness without end, with a deliberate defiance, as they might have spoken of a bird without wings or a sea without water. And in this they were right philosophically, far more right than the world would now admit because all things grow more paradoxical as we approach the central truth. But for all human imaginative or artistic purposes nothing worse could be said of a work of beauty than that it is infinite; for to be infinite is to be shapeless, and to be shapeless is to be something more than mis-shapen.”
We know a sentence of R. Rorty: “Why did you turn away from religion? Was it because of the emphasis on humility? Yeah, partially that and partly I just couldn’t believe that God had actually been incarnated in one person” (Interview Joshua Knobe with You, first published in The Dualist, 2, 1995, pp.56-71). I know a little texts of Emmanuel Lévinas and Paul Ricoeur about our relations with other persons. In his later works, Emmanuel Lévinas in fact distinguishes the ego (cfr. in French language le moi) from the self (cfr. in French- le soi). The ego for Lévinas is the site of consciousness, the site of thematization, order, knowledge. The self, on the other hand, refers to the ethical structure of subjectivity. Now, for Levinas this “self” is not something we can assume and become. It is not a matter of becoming an ethical self. He consistently holds that this is a self with no identity, a self that is exiled, uprooted, with no homeland. But there are moments in human experience in which the ego is “driven back” or “driven beyond” the ego. This non-assumable movement is what Levinas calls “recurrence”. The ego finds itself troubled or interrupted by a fundamental responsibility for the other. Once again, this interruption is not for Levinas something we can hold onto and affirm as a state of mind. It is a pre-theoretical experience in which I find myself responsible for the other person prior to any act of the will. I find myself always already “substituted” for the Other, “obsessed” by the Other, in a “hostage” situation without having chosen it. For Levinas, subjectivity is constituted by the fact that I find myself responsible not only for the person in front of me, but for all people and even their deeds as well! As for conscience, Levinas rejects the idea of a Socratic daimon or a call of conscience. After all, such a “voice” comes from within the self. For Levinas, the call to responsibility can only originate from the Face of the Other. It is interesting to note that the French term conscience, which Levinas uses often, can be translated as either “consciousness” or “conscience”. This perhaps suggests that conscience is not primordial enough if we are to locate the origin of ethical subjectivity; it operates at the level of consciousness. I’m not too familiar with Buber, but your reference to the form of unity with the other; Emmanuel Levinas wants to preserve the absolute difference between Same and Other. Moreover, Levinas often criticizes Buber’s I-Thou relationship as symmetrical. He reads Buber as maintaining that the self and the other are thous for each other. On Levinas’s account, I am responsible for the other, but the Other’s responsibility is his business, not mine. The self for Emmanuel Levinas is not a construction, although he will constantly modify his account of selfhood over the course of forty years. For Levinas in the the 1940s, the self is described as the relationship with existence. In On Escape (1935) and in From Existence to Existents, Emmanuel Levinas complains that traditional philosophy has focused too much on the relationship with the world and has neglected the self’s relation to itself. On Levinas’s account, the self is dual. To exist is to be a particular thing, but also to be in a suffocating relationship with the brutal fact of existence. As Elisabeth Louise Thomas would put it, selfhood is mixture of anonymity and particularity. The brutual fact of existence weighs down on the subject and reveals itself as the imperative to act, to begin, to take up being in a certain way. This act of “taking up Being” Levinas calls “hypostasis”, which is a term that names the event in which pure being turns into an existent, an individual. Subjectivity, with its essential duality, is for Levinas active. This “activity”, though, is not a struggle for survival or a concern for the future or one’s death, but roots the subject in the very instant in which an act of being or effort occurs. The self is not a construction. Rather, it is the brutal fact that I have to exist and that this commitment to existence reveals itself as a suffocating burden, awakening the need for escape. Now, the relationship with the Other in From Existence to Existents does present itself as an escape from the brutal fact of existence.

When Paul Ricoeur distinguishes human time both from inner and from cosmic time, what he wants to do is call our attention to the time of human action and suffering. Only in and through the act of telling a story can this time acquire a figure and, in so doing, be preserved from oblivion as ‘time passes by’. Story telling makes it be that there is someone who can be referred to when we ask: ‘Who has done this?’, ‘Who has behaved in this way?’, or ‘To whom did such a thing happen?’ This comes down to asserting that an individual or collective entity can only be identified along with and through the act of composing what we call a narrative, be it of the fictive or the historical kind. As Paul Ricoeur states in a condensed formula: ‘the story relates the Whom of the action’. Or, as he also puts it: ‘the identity of this whom is no other than his narrative identity’. The notion of ‘a narrative identity’ allows one to think through the question of ‘personal identity’ in a new way, taking into full account the temporal dimension (the temporality) of a being who, by existing with others in the horizon of a common world, is led to transform him (her)self in the course of a life history, that is, who is what he or she is only in the course of becoming himself or herself. This notion also makes it possible for Paul Ricoeur to distinguish two dimensions: identity as sameness (Latin: idem); and identity as selfhood (Latin: ipse). The thesis I hope to develop here in outline is the following: Oneself as an Other shows that selfhood cannot be reduced to a form of narrative identity. And this, because the question of selfhood exceeds that of narrative identity… It is precisely this excess that brings to the fore the ethical dimension of the self, thereby inviting the question: how selfhood is associated with narrative identity, without being absorbed into it. Only on this basis is it possible to do justice to the ethical patterns embodied in the very act of telling a story. To put it otherwise: When we tell a story we inevitably prefer a certain course of action to others, we value one character and devalue another. The axiological neutrality of narrative is not equivalent to ethical neutrality.

We have to bear in mind that, for Paul Ricoeur, a ‘philosophy of selfhood’ is needed to replace the philosophy of the ego, the advantage being that the refusal of the latter makes it possible to dispense with the claim of a transcendental egology to furnish an epistemological foundation for philosophy. In opposition to an ego that, in a specific act of reflection, removes itself from the world, the self recognises itself as having been given over to itself, thereby at the same time acknowledging, as fundamental to its very being, its essential passivity. In sum, the self understands itself by being open to otherness and affected by it. It follows that, in its own apprehension of selfhood, the self feels itself vulnerable, exposed to others and to those actions of the other by which it is affected, and this whether the actions in question are its own or those done by others. This amounts to saying that this kind of self-apprehension encompasses a temporal experience which schematises itself as a life history. Thus, narrative identity presents itself as the essential structure of human identity and so of human self-understanding. Paul Ricoeur also holds narrative identity responsible for mediating between the two poles of personal identity, the pole of sameness (idem), referred to by what we call character, a set of innate or acquired attitudes and capacities, and the pole of selfhood (ipse), including trustworthiness and faithfulness to oneself, despite all the deviation and transformations which mark the path of life… The latter polarity is the key to what Ricoeur names his ‘philosophy of selfhood’, where narrative identity ensures a mediation between the two poles (character and selfhood). Character can be the object of a narrative thanks to a narrative identity through which it is referred to the temporal becoming of a particular existence. However, it is only when we return the pole of selfhood that the ethical dimension of a person (its personal identity) can be fully revealed.

By remaining true to oneself (with regard to which the crucial experience is that of keeping one’s word), the identity of the self emerges in response to the continuous changes which occur in the course of a life, and this in the form of a relation to an other which is constitutive of one very own self. The dialectical relationship involved in being true to oneself also makes it possible for the self to be true to others. As Ricoeur puts it: ‘to be faithful to oneself is for a person to behave in such a way that an other person can rely upon him or her’. My self-engagement in keeping my word makes it possible for another to trust me, which at the same time assures me of my own internal consistency, of my own identity. The result is not some sort of sticking to oneself by dint of stiffness or inflexibility but rather what is meant by being reliable, responsible. So, for Ricoeur, ethics has its place within a philosophy of selfhood. The corollary of this is the impossibility of reducing ethics to the question of moral obligation, as in a Kantian horizon, where the subject (viewed exclusively from a transcendental point of view) subjects himself to the categorial imperative as the form through which the moral law presents itself to him. Beyond the universality of the moral law, there is the aspiration for a true and good life. Because this could seen as something of a paradox, what now has to be done is to complete the Kantian ethics with an ethics drawn from Aristotle. But what does this call for a true life, placed under the sign of the Good and heard within oneself, actually consist in? Ricoeur answers: ‘I am called to live well with and for the other within righteous (fair) institutions’. This formulation lets us see how each one of us is responsible for developing his own answer to the injunction to lead a good life, a life oriented toward the Good. It is the diversity of our personal answers to this call that explains the variety of those narratives by means of which our life experiences get told. Through them we are confronted with the crises of identity that have affected the self in the past and that can even lead to a loss of self. Some of these crises may be analysed as permanent, as in cases where the self is diluted ‘for ever’.(The Man without Qualities) . But the self can also be presented in a multitude of facets. An approach of the coherence of a life in Oneself as an Other concentrates on the question of the intrinsic constitution of the self, excludes neither the experience of love nor the relationship established between the self (ipse ) and God. Only through just a genuine dissolution and destitution of the ego could the self be fully restored to itself by God, acknowledge itself as being a creature among the other creatures of this very same God. ‘Do unto others as you would have them do unto you’ (Lk 6.31). For, by starting out from action, the latter inevitably privileges the ethical dimension of selfhood at the expense of the affective and the mystical.

Paul Ricoeur taking as his point of departure, human action (which is itself never ethically neutral), Ricoeur’s hermeneutics of the self not only led him to a conception of narrative identity as forming an essential part of self-understanding but also to a recognition of the relation of the self to an other, a relation intrinsic to the very constitution of the self . On the third part of my book I describe the Self in possession of me. That self needs be on the best possible of the realization ourselves. There is here a problem not only what a state we are in but also a problem of being in the state indeed. I am interesting in the liberty of a person but before all I love the truth of our life. My Self may have of me but it depends on many reasons. Life is often messy, things don’t fit together as they should, we often don’t get what we want. There are the questions: Where does our need for love come from, and does it ever disappear? Or are we condemned, or blessed, to fall in love again and again and again? But by going out unflinchingly in front of us the philosophy of today is able indeed, without a trace of sentimentality or condescension, to reassure us – and to show us perhaps what life is really like. What natural right does not recognize is the place of struggle in the conquest of equality and justice, the role of negative conduct in the motivation leading to struggle: lack of consideration, humiliation, disdain, to say nothing of violence in all its physical and psychological forms. The struggle for recognition is pursued on several levels. It begins on the level of affective relations tied to the transmission of life, to sexuality, and to descendents. This struggle for recognition is pursued on the juridical plane of the rights of civil society, centered on the ideas of liberty, justice, and solidarity. Rights cannot be claimed on my behalf unless they are recognized in the same way for others. This extension of individual capacities belonging to legal persons concerns not only the enumeration of their civic rights but widens the sphere of application to new categories of individuals and powers previously scorned. This extension is the occasion for conflicts stemming from exclusions due to social inequalities but also those arising from forms of discrimination inherited from the past that still afflict various minorities. Disdain and humiliation, however, infect the social bond at a level that surpasses rights; this concerns social esteem directed to personal value and to the capacity to pursue happiness in accordance with one’s own conception of the good life. This struggle for esteem occurs in the context of different spheres of life: at work, the struggle to prevail, to protect one’s rank in the hierarchy of authority; at home, relations of neighborhood and proximity, together with all the many encounters that make up daily life. It is always personal capacities that demand to be recognized by others. The question then arises whether the social bond is constituted only in the struggle for recognition or whether there is not also at the origin a sort of good will tied to the resemblance of one person to another in the great human family.(end)

Curriculum vitae

Sehr geehrte Herr Herausgeber,

 

Mein Name ist Barszczak. Mein Vorname Stanisław. Ich komme aus Polen. Ich bin 03. Januar 1961 in Tarnowskie Góry geboren. Mein Vater war ein Professor in Kraków, meine Mutter war Hausfrau. Ich habe die Grundschule in Ząbkowice Będzińskie besucht, von 1968 bis 1976, habe ich ins Gymnasium von Abschluß in Częstochowa gewohnt, von 1976 bis 1980 (zwei Reifeprüfungen), danach machte ich eine Theologie, von 1980 bis 1986. in Częstochowa. Im Jahr 1986 bin ich ein Priester geworden. In diesem Handwerk habe ich in den Kirchengemeinden an Konopiska, Dąbrowa Górnicza, Rząśnia, Sosnowiec, Kraków, Blachownia, Radomsko, Bogdanów und an Częstochowa gearbeitet. In Jahr 2005 meine Mutherr ist gestorben. Ich wohne an Olsztyn in der nahe von Częstochowa, in einer kleinen Wohnung für den Priester auf der Strasse der Heilige Wildnis 6. Ich bin ein Priester durch Handwerk. Es ist mein laufender Aufenthalt. Ich mag Fußball. Wenn ich mich erinnere an, war ich sehr fröhliches Kind. 1989 ist ein Jahr in dem  ein ganze Europa wurde frei geworden. Während dieses Jahres sind alle Grenzen offen. Heute untersuche ich die Philosophie. Ich komme aus einem Dorf. Mit uns fast hat jeder sein eigenes Haus mit dem Garten, und jeder weiß noch jeden. Ich habe meine Kindheit in einer Stadt ausgegeben, habe ich in Ząbkowice gewohnt im Ende von Katowitz. Ich habe immer den Kontakt an meinen Nachbarn und Freunden. Danach bin ich in der rauhen Stadt Częstochowa gewachsen. Ich stelle die Atmosphere hier und ich bin sehr zufrieden de menschlichen hoffen, einen besseren Pelz des Lebens zu finden für ihre Familien. Ich habe die Gymnasiumschlußfolgerung (1980). Ich habe meine theologische Studie über die Jahre 1986. geschlossen. Ich habe gut Computerkenntnise. Ich bin an den Sprachen interessiert. Ich bin französisch Pelzinteressant. Jetzt arbeite ich an Częstochowa als Professor. Ich kann auf jedem Luxus ohne alle mutmaßlichen Statutsymbole machen: Kleidung an der Methode, teurem Kraftfahrzeug und so weiter. Ist es das ich befestige die besondere Bedeutung im Leben? Gute Bildung, ist es der Schlüssel am Erfolg. So kann man alles erreichen; ohne Bildung kann nicht. Der Reichtum und die Zufriedenheit sind im Leben sehr wichtig. Der Sinn des Lebens nach meiner Ansicht besteht, die von ihm viele Freunde um mich hat, der mich umfasst. Aber das selbe Leben ist der Sinn. Was bedeutet ein Glück? Um enthalten zu werden und Elastizität an andere wie Art mit mir, wie ich bin. Ich bin sehr glücklich, meinem Land zu dienen. Ich lasse viel träumen, dass ich verwirklichen müssen könnte. Ich bin sicher, dass ein Tag ich es schaffen werde. Ich glaube in Gott. Ich bin mit Begeisterung mehr mit der Welt, aber ich sehe aufmerksam in der Zukunft. Wenn ich nicht arbeiten dürfte, dann bin ich alle zu besuchenden Länder geworden. Immer mußte ich demokratisch von allen zu beschließenden Sachen. Nachdem Abitur ich nicht gewußt habe, ob ich zu Seminarium oder zur anderen Universität gehen müßte. Ich wollte groß sein. Da ich sechzehn Jahr gewesen werde, habe ich zwei Möglichkeiten gehabt. Ich könnte bekannt sein oder unbekannt, der ein oder andere. Aber ich habe über die Priesterschaft entschieden. Ich erinnere mich von meiner Kindheit daran, dass ich war ein großer Sportler. Ich erinnere mich, ich habe Kommentator den Sportkampf sein gehabt. Selbe habe ich mich beschlossen, ich werde wahrscheinlich ein Präsident von Olimpik Spiele werden. Ehrlich gesagt habe ich viele Angebote des Sports von Arbeitspelz gehabt. Manchmal denke ich, dass vielleicht gut es zu diesem Zeitpunkt zu heiraten und das mich ein guter Mann für die Christen sein werde.

Ich habe sieben Bücher geschrieben unter denTiteln:  “Der Fechter von Gott”, die Ansammlung der Versuche aus der Philosophie (Częstochowa 2004); danach “Die vernarbte Wunde”, die Dramen und die Erzählungen; “Die Blumen der Freiheit, das Studium des Gedankes des Priesters von Joseph Tischner”, das ich im Mai 19. 2005 veröffentlicht hatte (2005(550). Der Titel eines Buches ist “Ein Freund mag innen jedesmal”, dass ich Januar 11.2006 veröffentlicht hatte. In lezten Jahren wurden die Bücher “Der Weg des Kreuzes”, meine Predikten nach Heiligen Vater Pio (2006),”Der wunderschöne Monat Mai”, die Ansammlung der Erzählungen aus meiner Kindheit und der meiner Übersetzungen einer Arbeiten aus der Literatur der Welt(2008) und « Der Anderer und er-selbst. Die Philosophie des Subjektes von Paul Ricoeur und Emmanuel Levinas » erschienen(2008).  Ich werde als Priester an Częstochowa eingesetzt, aber ich suche eine Position, die mir eine große Herausforderung und mehr anbieten wird. Ich kenne einen Satz von R. Rorty: “warum haben Sie weit weg von der Religion gedreht? War sie in Anbetracht emphase auf der Demut? Ouais, zum Teil das und zum Teil ich (soeben) könnte nicht glauben, dass Gott wirklich bei einer Person verkörpert worden sei “(Unterredung in Dualist zuerst veröffentlichtes Joshua Knobe mit Ihnen 2,.1995 pp.56-71). Aber ich wollte die Pflicht der Freiheit in meinem christlichen Leben durchführen. Ich bin tief betrübt, den das mir so sehr lange Zeit genommen hat, um mein Wort hinsichtlich einer Art meines Lebens heute hinsichtlich meiner christlichen Wachsamkeit auszudrücken. Ich war immer anvertrauenden von der Kirche, dem Papst, meinem Erzbischof, der eines Tages fragte ich , ob Sie mir ein Stück des Ratschlags hinsichtlich der Zukunft zeitgenössischer Philosophie geben könnten. Ich habe gedacht, um einen schnellen Vermerk zu schreiben, um zu fragen, ob Sie mir eine kleine Gunst machen könnten. Ich will die Fülle Informationen aus der Philosophie haben. Ich hoffe von Ihren Nachrichten zu haben bald. Was mein personal Qualität bin ich Magister vom Theologie (1986). Ich habe einen Diplomierten der Philosophie (1991). Ich bin ein Doktorant aus der zeitgenössischen Philosophie. Ich bin auch an der Bequemlichkeit in verschiedenen Sprachen: englisches, französisches, russich, italienisches, deutsches und lateinisches. Ich habe eine funktionierende Kenntnis von Ihnen. Ich vorziehe es zu arbeiten, ich bin guter Wille zu flogen. Ich bin von den 47 alten Jahren. Ich mache einen Professor an der Universität von Katowice und suche ich die Teilzeitautoren. Ich habe eine vorhergehende Erfahrung in der Übersetzung der verschiedenen Texten. Da Sie meine Biographie sehen werden, habe ich eine gewisse Erfahrung, mit Studenten zu arbeiten. Ich habe letzten Jahren mit Studenten in Częstochowa gearbeitet. Mein Responsabilität schlossen Vereinbarungsausflüge an den lokalen interessanten Stellen der Kultur ein. Ich habe wirklich die Arbeit geschätzt und möchte an kräftig einer anderen Möglichkeit, zum Beispiel vom Anfang des neuen Jahres zu arbeiten. Mein Zeitvertreib umfasst Hochwassermißerfolge, Bücher zu lesen. Ich warte mit Interesse Ihrer Nachrichten zu haben. Ich würde die Gelegenheit meine Erzählungen “Ein Lied über einen stolzen Ritter”, “Ein Vetter des fliegenden Eskadron” über dem Papst Klemens XII aus der XVIII Jahrhundert,und die andere Texte zu veröffentlichen. Ich würde auch auf sie im Fernsehen hören. Bitte Ihnen mich das tun helfen. Ich möchte der Redaktion “eine Romane” schenken. Bitte die Lieder in Gang bringen. Das kostete mich große Überwindung. Bitte beten Sie für meine Familie und für mich um Kraft und Stärke, den Tod der Mutter zu überwinden und nicht daran zu verzweifeln. Vergelt’s Gott für das Gebet.

 

 

Ihr Freund

Priester Stanislas Barszczak

Strasse heilige Wildnis 6

42-256 Olsztyn, Polen

Email: cassiacum@poczta.fm

 

Rispettabile Signore Redattore

 

Io vengo dalla Polonia. Ho visitato la scuola elementare in Ząbkowice Będzińskie, 1968 – 1976. Ho frequentato la scuola secondare in Częstochowa, 1976 – 1980. Io ho la licenza liceale. In seguito ho fatto una teologia, 1980 – 1986. In Częstochowa sono diventato un sacerdote nel anno 1986. Io fui nelle parrocchie seguente: in Konopiska, Dąbrowa Górnicza, Rząśnia, Sosnowiec, Kraków, Blachownia, Radomsko, Bogdanów ed in Częstochowa. La mia madre ha morto 2005. Adesso lavoro in Częstochowa come lo scrittore.

Per quanto riguarda la mia capacita personale, sono un magister di theologie (1986) e un licentiate dalla filosofia (1991). Io voglio essere nel prossimo anno secondo dottorato in scienze filosofiche. Sono fluente nelle lingue differenti: inglese, francese, russich, italien, tedesco e latin.I hanno una conoscenza di funzionamento, io preferiscono funzionare, io sono compiacenza a travell. Sono 48 anni. L’anno scorso ho lavorato con gli allievi in Częstochowa. I miei responsibilita hanno incluso le escursioni d’organizzazione ai posti interessanti locali di cultura. 

Sto scrivendo per fare domanda per serie di ingranaggi di posizione “I fiori della liberta”(“Chabry del wolności”) del mio autore, che avevo pubblicato maggio su 19, 2005(550 libri). Così io ho scritto sette libri: “La ferita rimarginata”(2004), “Lo schermitore di Dio”(2004), seguente un libro “Amico ama tutto il tempo”, che avevo pubblicato il 11 gennaio 2006. Seguente vengono i libri: “Il cammino della croce”, “Il mese superbo maggio” ; “Prossimo e lui. La filosofia di Paul Ricoeur e Emmanuele Levinas”(2008)

Io desidero realizzare il dovere della libertà nella mia vita cristiana. Sono spiacente che lo ha preso così lungamente per esprimere oggi la mia parola circa un senso della mia vita, circa la mia vigilanza cristiana. Io constantemente prego per i christiani e  sacerdoti.

Ho pensato per scrivere una nota rapida per chiedere se poteste farli un piccolo favore. Desidero esaudire vel rilasciare miei narrazioni in Italia.  Spero forse sarà possibile. Sopra tutto il racconto  “Una canzone circa un cavaliere fiero” è per voi e per altri sacerdoti.

Ecco e mio indirizzo: Sacerdote Stanislao Barszczak

                      la strada Święta Puszcza 6

                      (Santa Selva 6)

                      42-256 Olsztyn

                      (vicino di Częstochowa)

                      E-mail: cassiacum@poczta.pl

                      (Casa per i sacerdoti)

Saluto cordialmente sacerdote Stanislao,Polonia

Curriculum vitae 122

PT.

Most Reverend Mr Redactor,

 

My name is Barszczak. My first name Stanisław. I come from Poland. I am born on 03 January 1961 in Tarnowskie Góry. My father was a professor in Kraków, my mother housewife. My father died in Kalwaria Zebrzydowska in 1978 year. After my birth my mother settled near Sosnowiec. She brought me up on her own.  I attended  primary school in Ząbkowice Będzińskie from 1968 to 1976. I went on the secondary school in Częstochowa from 1976 to 1980, where I succeeded and I pass an exam. In that time there was a law against us and I have to obtain the company of the teacher in order to succeed a examination on the national school in Stettin. In the years 1980-1986 I made a theology in Kraków. I graduated from the Seminary. At the and of that period of my life I became a  priest in the cathedral of Częstochowa on 18 May 1986. At that time I also worked in  parishes in Konopiska, Dąbrowa Górnicza, Rząśnia, Sosnowiec, Kraków, Blachownia, Radomsko, Bogdanów and in Częstochowa. My mother died 2005. I live now in a house of our Archdiocese in Olsztyn on the road  “święta puszcza 6”. That is my current stay. I like the foot-ball. If I remember, I was very merry child. 1989 the way into the West of Europe is free, this year all borders are open. Now from time to time I study philosophy in a small dwelling in the Centre of Częstochowa. I am interested in English language. As I mentioned I come from a village. With us nearly everyone has its own house with garden, and everyone knows still everyone. I spent my childhood in a little town titled Ząbkowice close of Katowice. I have always contact to my neighbours and friends. It is truth I grew up in the city of Częstochowa. I like the atmosphere of that town with the mountain of Jasna Góra where is a national sactuary of Our Black Lady Virgin Mary Mother of God. The bildings do not put me to trouble. The human beings hope there to find a better life for their Families. I know good a computer. I am interested in languages. Now I work in Częstochowa as a professor. I’ m very happy to serve my country . I have many dreams, which I might have to realize. I am sure that I will create it a daily. I believe in God. I am enthusiastically more with the world, but I see in the future. If I did not have to work, then I became all countries to visit. I would become sport moderator. I think we may all things democratically to decide. After the maturity examination I did not know whether I should go to the Seminary or to the other university. Always I wanted to be great. As I sixteen, I had two possibilities. I could be famed or unostentatious either. But I decided on the priesthood. I remember from my childhood I was a large sportsman on. I had commentated the sport fight. I decided, probably I will become chairmen of the Olympic Games. Honestly saying had I many offers of the work in sport. Sometimes I think that it perhaps better to marry at that time and than I will be a good man for the Christians. I’ve been studying contemporary philosophy. I earned the degree of Bachelor of Arts in philosophy. In the year 2006 I went to the University of Silesia in Katowice. I’m going to do my PhD in philosophy. I wrote the book on philosophy. All my books are entitled: “The scarred wound”; “The fencer of God”(2004). I am writing to apply for a position “The corn-flowers of the freedom”, the book of my author, which I had published on  May 19, 2005(550 books). I am currently employed as a priest in Częstochowa, but I am seeking a position which will offer a great challenge and more. So I wrote five books. The next was a book “The Friend loves always”, which I had published on January 11, 2006; next “The cross and its way”(2006); “The Wonderful Month of May”(2008); “One others and he. The philosophy of Paul Ricoeur and Emmanuel Levinas”(2008); “Petra and the holy Land”; “A look-in from my window”(2009); “Fullfil the silence”(2009)

 

As for my qualifying certificates am I a magister of theologie (1986) and a licentiate from the philosophie (1991). I am fluent in different languages: english, french, russich, italian, german and latin. I prefer to work, I am willingness to travell. I am a 48 year old. I am currenly doing a teacher at college and looking for part-time the interesting people. I have a previous experience in computer. I am looking for a Personal Menager. I feel I would be well qualified to work as well as a guide. As you will see my biography, I have some experience of working with students. Last year I worked with students in Częstochowa. My responsibilitties included an arranging excursions to local interesting places of culture. I really enjoyed the work and would like to hale another apportunity of working from the beginning the new year. In addition my hobbies include plaing chess and reading books. I am available for interview. I look forward to hearing from you. If I mentioned about my books I wrote lot of tales. One from them is titled: “A lay of the proud knight”. There is in Karak, now in Jordania. I visited this city one year ago. In the year 1187 in Jerusalem was the king Baldwin IV. The soldiers carried him in a special seat on poles, because he was a lepper. One day he bent down at the place where Christ’s body was laid after he died on the Cross. In that day the Christians won the battle with the Muslims. But the days that followed they had to withdraw from Karak. In the city Karak is a great castle from the Middle Ages. During the battle between Christian soldiers and Muslims soldiers those lasts they threw people whose heads were encased in wooden cages off the castle walls from the height of 300 metres into a gorge. In my tale I wanted to express my admiration for Jesus. I want this tale and its translation as well to reflect Saint Francis’s of Assisi optimism and grace, because Saint Francis leads us to the joyful and polite faith. He always was and it’s a pleasure to go to Jesus with him. His external life, his deeds reflected his internal life. As I mentioned I wanted to perform the liberty’s duty in my Christian life. I would like to send You some texts to the magazine of you (The place for an Other), also the tale “A song about a proud knight”, “A Cousin of the flying Escadron” or “Chine vase” and go on. I thought to write a note about if you could do me a small favour. I want to visit your country with you. I am available for interview in the magazine. I want also to be in the program of the television. I look forward to hearing from you.

Yours faithfully

pr. Stanley Barszczak

This is my personal address:

Priest mgr lic. Stanisław Barszczak

Street Katedralna 16/20 ; 42-200 Częstochowa (a stable stay)

Or Street saint wilderness 6; 42-256 Olsztyn near Częstochowa

Tel. (034) 324-50-98; 669-945-423;

Centre of Meeting and Dialogue of the Young People, Poland

Mail personal: s.barszczak@wp.pl

 

PT. 

Chèr Redacteur en chef,

 

Mon nom est Barszczak. Mon prénom Stanislas.  Je viens de la Pologne. Je suis né à la Pologne, le troisième janvier 1961 an à Tarnowskie Góry. Mon père était un professeur à  Cracovie, ma mère- une servitrice chez lui et ensuite une travaillère dans la fabrique du verre dans la petite ville Ząbkowice Będzińskie, dans la serre. C’est aujourd’hui Dąbrowa Górnicza. La-bas j’ai frequenté à l’école primaire de 1968 à 1976. Puis « j’ai dévoré » toute la science au lycée de terminale à Częstochowa, de 1976 à 1980. Après j’ai fait une théologie, de 1980 à 1986. A Częstochowa je suis devenu un prêtre 1986. Dans ce métier j’ai travaillé aux paroisses à Konopiska, Dąbrowa Górnicza, Rząśnia, Sosnowiec, Cracovie, Blachownia, Radomsko, Bogdanów et bien sur à Częstochowa. Ma mère est morte 2005. J’abite maintenant dans une maison pour des prêtres à Olsztyn près de Częstochowa dans la route région sauvage 6. C’est mon séjour courant. Ma ma adresse stable est un logement à Częstochowa dans la route 16/20 de Katedralna. J’aime le sport, j’étais enfant très joyeux. 1989 année est devenu très importante pour moi vie. Pendant cette année toutes les frontières européennes sont ouvertes. Maintenant j’étudie la philosophie. Comme j’ai déjà parlé j’habite à Częstochowa, dans un petit logement dans le centre de la ville. Je suis francais intéressé de fourrure. J’aime beacoup d’un village. Ici chacun homme a sa propre maison avec le jardin, et chacun sait tous de chacun. J’ai passé mon enfance à Ząbkowice aux environs de Katowice. J’ai eu là toujours le contact à mes voisins et mes amis. J’ai grandi dans la grande ville à Częstochowa. Ici je me satisfais l’embience de la montagne claire de la Sainte Vierge Marie.  J’ai fait là la conclusion de lycée (1980). Et ensuite j’ai fermé ma étude théologique sur les années 1986. J’aime bien le computer. Je suis intéressé par les langues. Maintenant je travaille à Częstochowa et à Olsztyn près de Częstochowa en tant que le prêtre et professeur. Je suis très heureux de servir mon pays. J’ai les rêves beaucoup, que je pourrais devoir réaliser. Je suis sûr que un jour je le créerai. Je crois en Dieu. Je suis avec enthousiasme pour le monde entier, mais je vois serieusement dans l’avenir. Si je ne devais pas travailler, alors je visiterais tous les pays de la terre. Toujours je devais de toutes les choses démocratiquement à décider. Après l’abitur je n’ait pas su si je devrais aller au Seminaire ou à l’autre université. J’ai voulu être grand. Comme je suis seizieme, j’ai eu deux possibilités. Je pourrais être connu ou unconnu, l’un ou l’autre. Mais j’ai décidé du sacerdoce. Donc je me rappelle aussi de mon enfance que j’étais en ligne un grand sportif. Je me souviens, j’ai eu commentater le combat de sport. Bien sur même si je devais me décider, je deviendrai probablement un président des Jeux d’Olimpic. Dire honnêtement j’ai eu beaucoup bonneur travailler pour le sport de fourrure. Parfois je pense que ce peut-être meilleur de se marier à ce moment-là et que moi serai à cette manniere un bon homme pour les chrétiens. J’ai écris beaucoup de livres : La plaie cicatrisée, L’éscrimeur de Dieu, Les bleuets de la liberté. L’épreuve de la pensée du prêtre Józef Tischner, Le vrai ami aime tout le temps, Le chemin de la croix, Le superbe mois mai, Mon prochain et lui. La philosophie de la sujet de Paul Ricoeur et Emmanuel Lévinas. Les bluets de la liberte(“Chabry de wolności”) sont pour moi très importants, que j’avais édité en mai 19, 2005(550 exemplaires). Je suis actuellement employé en tant que prêtre a Częstochowa, mais je cherche une position qui me offrira un grand défi. « Le vrai ami aime tout le temps » j’avais édités janvier 11, 2006. Ensuite « Le superbe mois mai »(2008), «Un autrui et lui. La philosophie de Paul Ricoeur et Emmanuel Levinas » (2008).  Mais j’ai voulu effectuer le devoir de la liberté dans ma vie chrétienne. Je suis désolé que cela m’ait pris tellement longtemps pour exprimer mon mot au sujet d’une manière de ma vie aujourd’hui, au sujet de ma vigilance chrétienne. J’étais toujours confiant de mon Eglise, le pape et mon Archèvêque, à qui je me demandais si vous pourriez me donner un morceau de conseil au sujet de futur de philosophie contemporaine. J’ai pensé pour écrire une note rapide pour demander si vous pourriez me faire une petite faveur. J’espère recevoir des nouvelles de vous au sujet des rencontres polonaises à Paris. Peut-être ce sera possible. J’espère avoir de vos nouvelles bientôt. Quant à ma qualification personnelle, je suis un magister du theologie (1986). J’ai un diplômé du philosophie (1991). Je suis doctorant de la philosophie de la philosophie contemporaine. Je suis à l’aise dans différentes langues : anglais, français, russe, italien, allemand et latin. J’ai une connaissance fonctionnante, je préfèrent passer le temps avec les gens. Je suis de la bonne volonté au travail. Je suis des 48 ans vieux. Je suis en trait de faire un professeur à l’Université de Katowice et je recherche les amis professionels. Aux mes responsibilités ont inclus des excursions d’arrangement aux endroits intéressants locaux de la culture. Je trouve bien chaque travail et je voudrais obtenir un autre possibilité de travailler du commencement de la nouvelle annee. Par exemple, je vais avoir des propositions des articles. Je vous pris mettre moi au courant de cette possibilité d’écrire chez Vous. Mes passe-temps incluent la lecture des livres de la philosophie et de la literature contemporaine. J’attends avec intérêt d’avoir de vos nouvelles. Le conte “une chanson d’un chevalier fier” est pour vous. 

Votre devoué

prêtre Stanislas Barszczak

Rue św. Puszcza 6

42-256 Olsztyn k/Częstochowy

Centre du Rencontre et Dialogue de la Jeunesse, Pologne