Rosja w majowej tęczy

 

Stanisław Barszczak—Guliwera podróży ciąg dalszy—

Powracam myślą do mojego wojażu do Rosji w blaskach nowej wiosny. I przyszedł mi na myśl wiersz Stefana George pt. „Wojna”, który spróbowałem przetłumaczyć dla mojego Czytelnika: „Nie jest po to, by ją świętować, jeno zachodami słońca bez godności..Oto stwórczej ręki ucieka arbitralny wyścig, bezkształtny od ołowiu i cyny,  prętów i rur. Śmiała się wojna ponuro, gdy błędne a odważne rozmowy przeszłością brzmiały, gdy z otwartymi rękami i raz w życiu brata upadającego na ziemię widziałem, Który w kleszczach haniebnej i zaskorupiałej ziemi żył jeszcze, pożerał ją jak robactwo..Nie istnieje już stary Bóg tej rzezi. Zły przez światową gorączkę do końca w niej się pienił. Święci są tylko sokami strumienia, które jako jeszcze wolne skazy tryskają – to cały strumień.“ W tym kontekście mój poprzedni tekst o wizycie przed miesiącem w Moskwie pozostaje dziwnie żywy, chyba ze względu na powrót marzeniami także do Sankt Petersburga, który nawiedziłem przed czterema laty. Starannie monitorowany hotel „Kosmos”, w którym miałem się zatrzymać w czasie pobytu w Moskwie, ostatecznie wymieniłem na mały hotelik na Małej Ordynce w pobliżu „Galerii Trietiakowskiej”. Znalazłem się w miejscu, w którym na kole o średnicy osiemset metrów stoi dwanaście przepięknych cerkwi. Osobiście jako kapłan mogłem sprawować uroczyste Msze święte w katedrze Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, na Małej Gruzińskiej w centrum stolicy Rosji. Jako ‘skazany na wolność’ z bliska obejrzałem cerkwie Kremla, maszerowałem po Placu Czerwonym, rozmawiałem z mym przyjacielem, tym samym miałem przewagę psychiczną nad codziennością. Starannie monitorowany hotel „Kosmos”, w którym miałem się zatrzymać w czasie pobytu w Moskwie, ostatecznie wymieniłem na mały hotelik na Małej Ordynce w pobliżu „Galerii Trietiakowskiej”. Miałem też wystarczająco prestiżu, by uzyskać rozmowę z panią przewodnik w Soborze Uspieńskim. Chcę powiedzieć, że mój najbardziej doskonale uformowany reportaż z tej kolejnej podróży Guliwera trzeciego tysiąclecia, nie będzie w pełni udany, ponieważ pozostaje komiksem, który jest historią spisywaną pod pantoflem współczesnej ekonomii; zatem będzie idyllą nieudaną, rozpaczliwie sfrustrowanego wędrowca-pielgrzyma, który może być kameleonem-szczęśliwym Panem- ale tylko gdy przyjmie inną tożsamość. Powinienem objąć moje teraźniejsze wspomnienia jakąś chronologią, ale wtedy nie odzwierciedlałyby walki i różnych interesów mojej generacji. Z braku propozycji przywoływałem już w innym felietonie Maksyma Gorkiego, jako pisarza, którego teraz zapragnąłem wskrzeszać z martwych. Nasz „człowiek z wielu części”, który widział jasno społeczność z sprzed stu laty, który również podkreśla znaczenie zrozumienia samych siebie. Kiedy obejrzałem jego sztukę w teatrze, to wydawało mi się, że i jemu podobnie jak to było w przypadku Guliwera z sprzed lat trzystu, początkowo niezwykle brak i jemu autorefleksji i samoświadomości. Nie wspomina on swoich emocji, namiętności, marzeń, aspiracji, nie okazuje zainteresowania w opisywaniu własnej psychologii dla nas. W związku z powyższym, może wydają się nam jego dialogi nieraz denerwująco puste, choć jest prawdopodobne, że ich osobista pustka jest częścią ogólnego znaczenia jego tekstów, jako zakamuflowanego stanu nienawiści do siebie. Rozwodząc się nad Gorkim i jego myślą, można by zatem powiedzieć, że samowiedza ma swoje granice, tak jak ostatecznie wiedza teoretyczna, i że jeśli spojrzymy na siebie zbyt ściśle i skrupulatnie, to od razu widzimy, że nie bylibyśmy w stanie prowadzić życia szczęśliwego. Gorki za Jonatanem Swiftem sugeruje, że kondycja ludzka w ogóle jest brudniejsza i niższa, jak moglibyśmy w to wierzyć. Gulliver nieustannie przebiera się w całej  jego podróży lub jest zmuszony do przyjęcia niektórych części rodzimej odzieży. Jego podróż do nowych krain jest zatem podróżą w nowych ubraniach. Gdy Don Pedro podczas czwartej podróży  zaoferuje mu nowe ubranie, Gulliver gwałtownie odmawia, preferując dzikie skóry zwierzęce. Czujemy jakby, że Gulliver nie mógłby nigdy w pełni zintegrować się ze społeczeństwem europejskim . Stan nagości może przywoływać sytuację Guliwera jako nieistniejącego, gdy tylko czuje się poza ukojeniem z racji na okrycie ubraniem. Czyżby w chwilach okrywania się powracała ku nam jakby nieintencjonalna świadomość, jak w chwilach anestezji pacjenta. Tutaj pozwolę sobie jeszcze na jedyny komentarz…W dobie komputerów i internetu chcemy zrozumieć bliźniego… Ja napisałem przed trzema laty książkę pt. „Bliźni i on. Filozofia podmiotu Paula Ricoeura i Emmanuela Levinasa” (Częstochowa 2008). Dzisiaj powiedziałbym „Wspólnota i on”. Filozofowie akcentują teraz wielką sprawę cywilizacyjnej komunikacji: rozumienie opiera się znowu na otwarciu bytu, ale, jak twierdzą, i z naszej strony musi być ostatnie skierowanie się na bliźniego, otwarcie ku innemu. Inny nie jest pierwszym przedmiotem zrozumienia, ale bardzo ważnym. Relacja z bliźnim przekracza granice zrozumienia, bo inny jest cudem(concept). Tym samym opieramy się w relacji z nim na pomocy pojęcia. Filozofię współczesnego myśliciela Emmanuela Levinasa, przedstawia się w oparciu o szczególne pojęcie, mianowicie jako rozumienie cierpienia jako fundamentu etyki międzyludzkiej, jako rozumienie podstawowej, konstytucjonalnej bezużyteczności cierpienia, jego istoty- cierpienia  “za nic”(sic!) Na końcu drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa człowiecze stanowisko pośród istot żywych jest już inne… Tym więcej, zrozumieć osobę to już „mówić z nim”, rozpocząć z nim rozmowę. I właśnie język ukazuje się jako warunek świadomej realizacji życiowej szansy. Levinas operuje w tym celu specyficznym językiem przekazu jego myśli. Kiedy Levinas pisze, że „twarzą w twarz pozostaje sytuacją ostateczną” [Emmanuel Levinas, Całość i Nieskończoność, 81], to wówczas on nie odnosi się jedynie do pierwszeństwa etyki w relacji z bliźnim, ale także do tworzenia, fundowania czegoś jeszcze najbardziej ważnego, do fundacji w ogóle. Odpowiadając „oto jestem tutaj” (dla Levinasa jest ważnym nawet to albo przede wszystkim, że jestem akurat w tym pokoju: ”me voici”) wówczas odpowiadam na roszczenie, które mnie wzywa, zobowiązuje mnie. Zatem jestem przewidujący. Dzisiaj mówi się o przebudzeniu na innego, o początkach bliźniego (między objawieniem a etyką), o metafizyce miłości u Levinasa(o płci i transcendencji), nie tyle o problemie, co o argumencie Innego (np. o rozumie poza rozumem w myśli K. Bartha i E. Levinasa), od Innego do totalności Innego-Bliźniego. W książce pt.”Między nami: szkice o myśleniu o innym” [E. Levinas, Entre nous, essais sur le penser-a-l’atre, ISBN : 2246443512. Grasset. 1991] Levinas przechodzi od jednego do innego, istotne rozdziały noszą tytuł: Transcendencja i czas; Prawa człowieka i wolna wola,  Wyjątkowość. Jaka może być odpowiedzialność nasza wobec bliźniego w tej sytuacji: jestem przed nim, służę mu- aż po zastąpienie mnie samego przez niego. Jest to jakaś bez wątpienia ostatnia tajemnica towarzyskości [Emmanuel Levinas, Bad Conscience and the Inexorable,” in Face to Face with Levinas, ed. Richard A. Cohen (Albany: State University of New York Press, 1986), 39]. Myśliciel stwierdzi, że w ten sposób także urzędy państwowe, takie jak sądy i inne instytucje, wywodzą swoją władzę od naszej odpowiedzialności za innych, od problemu ludzkości w nas. Najważniejsze, co chcę podkreślić w tym eseju, to jest życiowa rola podmiotowości w konkretnej pokojowej sytuacji. To w kontekście naszej pojedynczej odpowiedzialności za Innego, który poddaje naszą wolność w wątpliwość, odradza się człowieka jedyna godność. Odkrywam przed bliźnim duszę. Jak powiedziałby Spinoza, chodzi o przedstawienie cielesne bliźniemu. A  to znaczy, że powinienem zbliżać się do niego także jak do wybranej góry, mam w różny sposób ratować jego życiową wspinaczkę. Altruizm ma przyszłość. (Tym samym albo w związku z tym powiedziałbym teraz także jako ksiądz, że  ochrona „kościoła mojego” jest szczęśliwą wspinaczką już drugiego stopnia, a może nawet trzeciego szczebla.) Czytelniku kochany, kłaniam Ci się oczekując na pozdrowienie majowe odwzajemnione, a zbawienne.

Leave a comment