Więcej otwartości! Wspomnienia

Stanisaw Barszczak, Fragmenty z udanego, choć nie przeprowadzonego
jeszcze wywiadu dla „Życia parafii“,cd.

Na południe od centrum miasta znajduje się Manchester Airport (tam lądowaliśmy), które obsługuje loty do ponad 200 miejsc w Europie, Ameryce Północnej, Karaibach, Afryce, Azji i na Środkowym Wschodzie. Lata tu 90 linii lotniczych z trzech terminali. W 2006 roku przez lotnisko przewinęło się 22 miliony pasażerów co czyni je jednym z najbardziej ruchliwych w UK. W centrum miasta znajdują się dwie stacje kolejowe Victoria Station i Manchester
Piccadilly. W 1992 roku otworzono Metrolink, nazywany tu “lekkim systemem
kolejowym” a w Polsce odpowiadałby on raczej pojęciu tramwaj, który jeździ do trzech
dzielnic Manchesteru: Eccles, Altrincham i Bury. Po mieście jeździ wiele
autobusów głównie obsługiwanych przez firmę Stagecoach, ale na
wydzielonych trasach jeżdzą też autobusy First, Arriva i Finglands. Obwodnica w
Manchesterze to M60, którą jednak można dostać się do miasta. Łączy się ona z
M56 w strone lotniska i Chester, M61 do Bolton, Preston, M62 do Liverpool, na zachód i do Leeds na wschód, M66 do Bury i M67, która powinna prowadzić do Sheffield, ale nigdy nie została dokończona. Wewnętrzna droga główna to A57 znana jako Mancunian Way, która biegnie na południe od centrum miasta. Jedną z atrakcji miasta jest także system kanałów, który obejmuje Kanał Manchester, Bury i Bolton, Kanał Rochdale, Manchester Ship Canal wpływający do
morza, Kanał Bridgewater, Kanał Ashton oraz Kanał Leigh łączący się z Kanałem
Leeds Liverpool. Są one używane głównie w celach rekreacyjnych, jednak w
przystani w Castlefield można zaobserwować barki mieszkalne dla miłośnikow tego
stylu życia. Opisując Manchester nie sposób nie wspomnieć o charakterystycznych
dzielnicach miasta, które wyróżniają go spośród wielu innych. Także w pobliżu
Lloyd street mieści się tu wiele popularnych klubów zlokalizowanych w
odnowionych magazynach z okresu rewolucji przemysłowej tuż nad sławnymi
kanałami. W Chinatown ozdobiona imponującym łukiem chińskim, gdzie miesci się
mnóstwo chińskich restauracji, bufetów i knajp, na ulicach można usłyszeć
rozmowy w języku chińskim a w połowie lutego hucznie obchodzi się tu początek
nowego roku według chińskiego kalendarza. Wśród tłumów odwiedzających można
zauważyć chińskie smoki, które rytualnie wstępują do każdej ze zlokalizowanych
tu restauracji aby swoim tradycyjnym tańcem zagwarantować im szczęście w
interesach. W całym centrum miasta znajdują się lampiony a na głównych placach
odbywają się pokazy sztuk walki, wystawy sztuki chińskiej i festiwale. Dźwięki
orientalnej muzyki unoszą się nad miastem, które o północy rozbłyskuje światłem
z setek ogni sztucznych przygotowanych specjalnie na tą okazję… Organizacje
Polonijne w Manchester Parafia Miłosierdzia Bożego, Manchester, 196 Lloyd
Street North, Manchester, M14 4QB, www.parafiamanchester.org.uk,
Koło Polskie w Manchester, 433 Cheetham Hill Road, Manchester, M8 OPS, www.polish-club.co.uk. Podobnie jak w wielu innych większych miastach w Anglii, Menchester ma duże
koła widokowe w Exchange Square, z którego można oglądać widoki z wysoka. Można
wybrać się tez na spacer do „Corner to Urbis” by podziwiać wspaniale widoki nie
ponosząc dodatkowych kosztów. Manchester oferuje wszystko to co można chcieć od
miasta. Świetne miejsca na zakupy, dobre noclegi oraz wiele interesujących
miejsc do odwiedzenia, takich jak muzea, wystawy i galerie sztuki,
zakwaterowanie, dobre zaplecze rekreacyjne i restauracje. Manchester jest
doskonałym miejscem udane na zakupy. W „Arndale Shopping Centre” w tamtejszym
centrum handlowym jest ponad 240 różnych sklepów, a w centrum miasta jest ich
dużo więcej. „The Triangle” oferuje największe doświadczenie projektowania i
wyrobu biżuterii. Dla fanów futbolu Manchester jest siedziba dwóch wielkich
klubów piłkarskich : Mechester Unitet i Manchester City. Wybierz się do muzeum
i do „Old Trafford Stadium”. Spacerowałem po Albert Square, Katedra w
Manchesterze. W mieście możemy zobaczyć: Dworzec kolejowy Victoria Station,
Katedrę zbudowaną w XV wieku w stylu gotyckim, Teatr Contact na kampusie University of
Manchester
przy Oxford Road w Manchesterze, Szpital okulistyczny –

recepcja, zabytkowy szpital z XV-XVII wieku, gotycki ratusz (wewnątrz byłem),
budynki w stylu georgiańskim z XVIII wieku (St John Street), budynki w stylu
wiktoriańskim (Barton Square) Athenaeum, Royal Theatre i Free Trade Hall z XIX wieku (Peter
Street), Museum of Science and Industry (np. lokomotywy), Gallery of English
Costume, Greater Manchester Police Museum, Imperial War Museum
North
 Manchester, Jewish Museum, Manchester, Museum, Pankhurst Centre , People’s
History Museum
(odwiedziłem to muzeum),
Urbis Beetham Tower najwyższy wieżowiec w mieście…Jaki jest dzisiaj mój plan dla –powiedzmy-„dwóch tysięcy bezrobotrnych“?: powinniśmy nie zgadzać się na manipulacje ludźmi, i kierowanie ich emocjami, ale stwarzać warunki lepszej informacji, czynić życie łatwym, żeby ludzie osiągnęli ich cele
(goal). Joseph Brotherton, brytyjski polityk, w kwestii zmniejszenia czasu
pracy dla “małolatów” w przędzalniach w XIX stuleciu, powiedział: ”Przy obecnym
systemie każdy człowiek, który trochę orientuje się w tej sprawie wie, że praca
(labour) jest to zbyt dużo dla dzieci. Nie zawaham się w
deklaracji jednoznacznie, że praca (labour), to jest zbyt dużo dla dzieci, by
mogły ją nieść…” George Loveless kiedyś powiedział: “Jeśli naruszyliśmy
jakieś prawo to nie zostało to zrobione celowo, nie chodziło nam o zranienie
żadnej opinii tłumu, żadnego charakteru, osoby, nie chodziło nam nawet o
dobrobyt. Spotkalismy się, to powiem mocno, aby zachować siebie, nasze żony i
dzieci od ostatniej(utter) degradacji i głodu.” I dzisiaj jesteśmy przybijani
do krzyża codzienności. Trudności życia i pracy mojej mamy, która pracowała w
hucie po osiem godzin dziennie i więcej pozostają , stają się adwokatami jej
poglądów dzisiaj, jakby jeszcze bardziej wołają o sprawiedliwość rozwiązań.
Uważam to jeszcze za zbyt ryzykowne, żeby obywatel w tym trudnym, heterogennym
społeczeństwie początku trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa mógł się prawnie
odnaleźć. Więcej publicznej otwartości, więcej opinii publicznej jako warunku
ukrywania i przemilczania, więcej otwartości w sensie poręczenia prawnego w kwestii, co
obywatel musi wiedzieć, żeby w tym trudnym, heterogenicznym społeczeństwie, w
którym żyje, mógł prawnie się odnaleźć. Mówię to, bo zawsze myślę o tym, że to
jednak jest ryzykowne. Dla tego, co tu przedkładam, zaproponowałem zatem trudny tytuł.
Gdybym nawet mógł jeszcze raz przemyśleć go, chciałbym być może przepowiadać,
zarazem przedkładać ten tytuł, z większą ilością znaków zapytania, innymi słowy
z większym wkładem, większym udziałem i uczestnictwem? Można tak powiedzieć, że
demokracja nie istnieje bez otwartości publicznej, bez opinii publicznej, że
demokracja jest potworem na obowiązki i staje się jawna i po raz pierwszy przejrzysty
dzięki krytycznej otwartości. Opinia publiczna jest początkiem wszelkiego
wydarzenia.- Wnoszę z księdza książek, że zaplecze władzy politycznej nigdy nie
było dość straszne, nigdy dość sympatyczne. Wzmiankował ksiądz w swoich esejach
o pojęciu społecznej umowy na wzór „Umowy społecznej” J.J.Rousseau (por. mój
tekst „Konstytucja czystej subiektywności” z 2002 roku).- Wie Pani, bardzo
polubiłem kiedyś postać Sir Winstona Leonarda Spencera-Churchilla, i jego
mocne przemówienia w parlamentach świata oraz do narodu angielskiego, jak
choćby to zdanie: ”Od Szczecina przy Morzu Bałtyckim, aż do Triestu nad
Adriatykiem, przez kontynent spuszczono żelazną kurtynę.” Ale Churchill
zmarł, gdy miałem 4 lata. Jako uczeń gimnazjum, następnie Seminarium w
Krakowie, poznałem pewne osobistości naszego życia. Wcześnie w telewizji
śpiewał Mieczysław Fogg, którego piosenki o wojennej Warszawie bardzo
pokochałem. I dzisiaj z moim mizernym głosem śpiewałbym je godzinami. W
Krakowie przeszedł obok mnie na ulicy Aleksander Krawczuk, w Filharmonii
ujrzałem Jerzego Bińczyckiego, na uczelni przyjmowaliśmy Jerzego Stuhra,
Władysława Bartoszewskiego, Zdzisława Ryna, Marka Skwarnickiego. Czy literatura
w ujęciu tego ostatniego była dla nas ważna? Właściwie nie. Podczas wakacji na
tzw. Oazach słyszałem dużo o ks. Frańciszku Blachnickim. Niewiele mówiło się o
Blachnickim. Jego duch i jego Idea kształcenia młodych ludzi, która przez niego
samego została mocno sformułowana, weszła naturalnie na uczelnię… Ale
profesorowie więcej niż uczeń poczuli się z nią związani i jej pomysłodawcą.
Ale ja nie mogę sobie przypomnieć, żebyśmy na jakichś naszych wykładach byli
przejęci Blachnickim. -Czy tę kwestię podnosił ksiądz już wówczas, czy stawiał
na pierwszym miejscu?- Oczywiście nie. Byłem na to jeszcze nieprzygotowany. Po
Seminarium zdecydowałem się studiować filozofię dalej u Księdza Józefa Tischnera, a równocześnie pasjonowałem się literaturą, jeszcze od czasów gimnazjalnych i „mojego” profesora polonisty.-Dlaczego taka kombinacja?- Literatura, ponieważ wierzyłem, że musiałem to robić, aby uspokoić moją mamę. Albowiem ojciec zniknął z mojego życia u zarania mojego dzieciństwa.
–Kim chciałem być? Listonoszem? Komentatorem sportowym? Inżynierem-elektronikiem?
Nigdy wówczas nie pomyślałem, żeby kiedyś stać się Radcą prawnym, teraz żałuję.
Niechętnie chodziłem do szkoły. A jeśli to jest coś nowego, to przecież coś
atrakcyjnego. Filozofia, to było coś, co można tak mówić, co leżało na drodze
mojego osobistego rozwoju. Musiało się w tym czasie po prostu studiować
filozofię. Miałem szczęście poznać księdza Tischnera. Był cudownym człowiekiem,
można było z nim bardzo otwarcie i dobrze mówić i dużo się u niego nauczyć.
Choć zawsze jeszcze wtedy czułem palpitacje serca przez wyrażeniem swojej
opinii o czymś, na jakiś temat. To co się wtedy uczyłem, towarzyszyło mi długo
przez moje życie. A i teraz nieustannie jestem jeszcze zajęty pogłębianiem tego
doświadczenia. Przez kolejne lata spotykaliśmy się z księdzem Profesorem Janem
Związkiem, u którego pisałem pracę magisterską. Myślę, że mówienie o przyjaźni,
byłoby zarozumiałością. Ale, że jest to człowiek, do którego mam wielki
szacunek i który później zawsze bywał w Seminarium. Mam wszelkie powody, by
mówić zawsze pozytywnie i ciepło o nim. A kto to jest ks. Zdzisław Wójcik? On
był zawsze bardzo szalony i bardzo sympatyczny. Siedzieliśmy długo i często w
domu radia „Fiat” w Częstochowie, poruszałem różne tematy, w miejscu gdzie przed trzydziestu trzema laty była łąka, i pewnego czerwcowego poranka lądował helikopter z prymasem Stefanem
kardynałem Wyszyńskim i Dostojnym Gościem, papieżem z rodu Polaków, Janem
Pawłem II. Byłem raz nawet tutaj szczęśliwy, że miałem pracę i mogłem przez
radio przedstawiać moje impresje z różnych podróży po świecie. Ale teraz to
minęło, choć fascynacja tym radiem trwa nadal. Miałem następnie marzenia
zaprzyjaźnić się z wieloma kapłanami.-Mamy inne jeszcze sporo etapów do
rozpoznania. Jak Pani wie, przeniosłem się do Olsztyna. Jak burzliwe były to
czasy? Poczyniliśmy pewne skoki w moim życiu, których pełniejszy interes teraz
chciałbym zrozumieć. Trzeba by o nich coś powiedzieć, ale znam się i powiem
tylko, że do tych czasów miałem zawsze wielki szacunek. Myślę, że jestem
umiarkowanie dobrym dyplomatą. Ale są kontrasty i te kontrasty rozszczepiają
się jaśniej w dziedzinie duszpasterstwa. Podobnie jak w innych dziedzinach.
Były silne konflikty, plusy i minusy. Walczyłem o słuszną sprawę zawsze, jestem
bardzo za spełnioną harmonią, ale z drugiej strony w obliczu niektórych kwestii
nie można przejść bez sporów. Inne dywany są zasadniczo przeznaczone każdemu.-
A przeciw czemu ksiądz protestuje? Odpowiem tak, nie uczyniłem w moim życiu
wielkich przyjaźni, a szkoda. Kultura jest dzikim zwierzęciem, a żadnym kotem
domowym. Można odnieść wrażenie że kultura w służbie Telewizyjnego Uniwersytetu
–nowy pomysł ze strony mojego Kościoła-przyczyni się o zwiększenia świadomości
naszych ludzkich problemów i ich rozwiązań. Ale jestem pesymistą w kwestii
walki o kulturę współczesną Polaków, jakkolwiek patrzę z nadzieją w jutro. Ja
nie wierzę mianowicie w to, że kultura jest coś takiego jak estetyczny Dochód
merytokracji. Kultura jest raczej, jak ktoś to powiedział, próchnicą, z której
wszyscy żyjemy. Należy ją dobrze przygotować. Konieczne jest ugruntowanie
przeciwko tym, którzy wierzą, że może być karmiona przede wszystkim innymi, lżejszymi,
sportowymi obszarami. Jest to błąd. Kończę wreszcie te refleksje dzisiejsze. A
w szóstym dniu stworzył Bóg Manchester, jeszcze dziś słyszę te słowa po mojej
podróży do Manchesteru. Przez setki już lat trwa tam walka o zdrowie, pokój i
wolność, czego i wam kochani Czytelnicy życzę.

Więcej otwartości! Wspomnienia 42

Stanisław Barszczak, Fragmenty z udanego, choć nie przeprowadzonego jeszcze wywiadu dla
„Życia parafii“(cd.)

Z tego względu często słyszy się, że jest to drugie co do wielkości miasto w Anglii lecz prawda jest nieco inna. Samo miasto centralne liczy tylko 452 tysięcy mieszkańców ale już jako aglomeracja miejska (konurbacja) Greater Manchester ma ich aż 2.240.230. Stawia ją to na trzecim miejscu w Anglii, zaraz po aglomeracjach miejskich Londynu i Birmingham. Funkcjonuje tu jeszcze jeden termin, strefa miejska (urban zone) gdzie Greater Manchester dumnie zajmuje
drugie miejsce w UK, jako największa strefa miejska, i czternaste w Europie jako najbardziej zaludnione strefa miejska. Granice GM wyznaczają: od północy hrabstwo Lancashire,
od poludnia i poludniowego zachodu hrabstwo Cheshire, od poludniowego
wschodu Derbyshire, na zachód to Meyerside na północny wschód to West Yorkshire.
Obszar, który zajmuje Greater Manchester to 1.276 km2. Nazwa Manchester wywodzi się od starorzymskiego Mamucium (mamm – pierś) i anglo-saksońskiego ceaster – miasto.
Manchester został założony przez Rzymian, którzy w latach siedemdziesiątych naszej ery wybudowali fort Mamucium u zbiegu ulic prowadzących do Chester, Yorku, Buxton, Ribchester i Melandry.  Ruiny tego obiektu do dziś można oglądać w Castlefield w centrum Manchesteru. Panowanie Rzymian w tej okolicy zakończyło się w V wieku a w 1066 miał miejsce podbój Mamucium przez Normandów. Około XIV wieku do miasta przybyli Flemiszowie, którzy
zbudowali tu podstawy przemysłu włókienniczego. Podczas rewolucji przemysłowej w XIX wieku Manchester stał się głównym ośrodkiem przemysłu włókienniczego, nazywany był nawet Cottonopolis lub Warehouse City – Miasto Magazyn. Był to zaledwie początek kariery tego miasta.
Wraz z rozwojem włókiennictwa zaczęto produkować maszyny dla wszelkiego rodzaju
przemysłu oraz różnego rodzaju substancje chemiczne przydatne w wytwórnictwie.
Zaczęto otwierać firmy ubezpieczeniowe i banki aby wesprzeć rozwijający się tu
handel i przepływ gotówki. Zbudowano pierwszą koleję międzymiastową łączącą
Manchester z Liverpool i rozbudowano system kanałów aby umożliwić firmom
transportowym dostawy do wciąż rozrastającego się miasta. W Trafford Park
została otworzona pierwsza na świecie posiadłość przemysłowa. Do 1835
Manchester stał się pierwszym i największym na świecie miastem przemysłowym. Jednocześnie
to tutaj wzrastały myśli i ruchy społeczne tego okresu. Friedrich Engels
spędził tu większość swego życia a obserwacje jakie prowadził stały się
podstawą do napisania słynnego dzieła “Warunki pracy klasy robotniczej w Anglii w 1844″. Zakładano pierwsze związki zawodowe, formowała się brytyjska Labour Party i ruch sufrażystek. Manchester stał się ośrodkiem nowe myśli, nowych grup i klas społecznych, nowych rozwiązań przemysłowych, grup religijnych i form organizacji pracy. Powstało wtedy powiedzenie: “Co Manchester robi dziś, reszta świata robi jutro”. Jednak obydwie wojny światowe bardzo spowolniły proces rozwoju miasta a w 1968 roku zamknięto handel wymienny bawełną na której
opierał się funkcjonujący tu przemysł. Następnie na skutek reform Margaret
Tatcher cała produkcja i handel przeniosły się za granice. Z obliczeń wynika,
że w latach 1961 – 1983 w Manchesterze utracono 150 tysięcy miejsc pracy w
przemyśle. Proces odnowy miasta i ponowne inwestycje w jego rozwój zaczęły się
w latach 80-tych poprzez zbudowanie Metrolink, MEN Arena, Salford Quays i Bridgewater Concert Hall. W 1996 roku miały miejsce zamachy bombowe zorganizowane przez IRA, które
zniszczyły Manchester na sumę 50 milionów funtów. Jednak rekompensaty wypłacone
przez rząd brytyjski na odbudowę miasta i handlu sięgnęły 400 milionów funtów
co wraz z reklamą miasta jako gospodarza XVII Commonwealth Games przyczyniło
się do wzrostu atrakcyjności i zapoczątkowało jego odnowę. Powstało Printworks
i Manchester Arndale Centre, czyli największe centrum zakupowe w UK
oraz Trafford Centre, największy kompleks zakupowy w Europie z ponad 10
tysiącami miejsc parkingowych, który cały czas się rozbudowuje. Odnawiano
stare budynki i przekształcano je w nowoczesne apartamenty. W 2006 roku
ukończona została Beetham Tower, najwyższy budynek poza Londynem, którego
pierwsze 23 piętra to Hilton Hotel uwieńczony barem widokowym (sky bar) na cały
Manchester a następne 24 piętra to luksusowe apartamenty. W styczniu 2007
został ogłoszony kolejny wielki projekt mający na celu podniesienie profilu
miasta – Superkasyno, ale wskutek politycznych zagrywek te plany jak na razie
nie zostały wprowadzone w życie. Dziś Manchester przez wielu jest uważany za
drugie miasto Anglii. Twierdzi tak międzynarodowa prasa, brytyjska opinia
publiczna i członkowie rządu. Pod uwagę bierze się kulturowe i historyczne
osiągnięcia oraz rozbudowę i modernizację miasta… Wbrew temu czego moglibyśmy
się spodziewać po przemysłowym i nastawionym na zysk Manchesterze w latach 80
tych nastąpił tu prawdziwy rozkwit muzyki niezależnej (Indie). Powstały znane grupy takie jak The Smiths, Joy Division, New Order, Happy Mondays a później Oasis i The
Stone Roses. Grupy te stały się znane jako wywodzące się z kręgu Madchester
zorientowane wokół zburzonego niedawno klubu The Hacienda. Być może dlatego w
Manchesterze znajduje się największa w Europie sala koncertowa Manchester
Evening News Arena
, która może pomieścić około 21 tysięcy
osób. Inne
sławne sale to Manchester Apollo i Manchester Academy gdzie regularnie odbywają się koncerty
największych gwiazd muzyki światowej jak na przykład Enrique Iglesias, Spice
Girls, Take That, Alicia Keys, Kylie Minogue czy Celine Dion. W mieście
znajduje się również Opera House (byłem prawie w hallu), Dancehouse Theathre
Palace Theatre, szereg kin komercyjnych i niezależnych. Odbywają się festiwale filmowe,
przeglądy teatralne i kinowe. Jeśli chodzi o architekturę to jednym z
najbardziej rozpoznawalnych budynków, a jednocześnie najwyższym w mieście jest
Beetham Tower, gdzie mieści się Hilton Hotel, sky bar i apartamenty. Bogata
historia miasta w czasach rewolucji przemysłowej zostawiła po sobie ślad w
postaci wiktoriańskich budynków z czerwonej cegły, które dominują w nowoczesnym
krajobrazie. Jedną z najsławniejszych rzeźb Manchester jest B of the Bang,
czyli B jak Bum przed miasteczkiem sportowym Sportcity wybudowanym z okazji
Commonwealth Games w 2002 roku. Rzeźba ta jest jedną z najwyższych w UK i
mierzy 56 metrów. Jej nazwa pochodzi od słów sprintera Linforda Christie, który
stwierdził że zaczyna swój wyścig nie na odgłos wystrzału z pistoletu ale już
na pierwszą jego literę, czyli B jak Bum. Swoją siedzibę ma tu jedna z
najsławniejszych drużyn piłkarskich na świecie Manchester United, której
sportowe gwiazdy takie jak Wayne Rooney i Cristiano Ronaldo oraz
charyzmatyczny i niezwykle skuteczny menadżer Alex Fergusson są znane prawie każdemu w
i poza granicami UK. Manchester oprócz tego posiada jeszcze jedną drużynę Manchester
City
, która również spisuje się bardzo dobrze w
tabelach ligowych. Stadion MU na Old
Trafford jest największym w UK i może pomieścić 76 tysięcy widzów a stadion MC
mieści 48 tysięcy. Siedziby obydwu drużyn są udostępnione zwiedzającym,
których tu nie brakuje. W 2002 roku Manchester był gospodarzem Commonwealth
Games i w związku z tym wybudowano szereg obiektów sportowych w mieście,
między innymi Sportcity, Manchester Aquatics Centre i inne. W mieście
znajdują się dwa duże uniwersytety: Manchester Metropolitan University
i University of Manchester. Ten drugi stał się największym w UK po
tym jak połączone zostały dwa ośrodki edukacyjne: UMIST i Victoria University
of Manchester w 2004 roku. Jego częścią jest również Manchester Business School,
która jako pierwsza w UK utworzyła kursy MBA w 1965 roku. Oprócz tego w
Manchesterze znajduje się także znana szkoła muzyczna Royal
Northern College of Music
, uniwersytety w Salford
 i Bolton oraz szereg college’y
(MANCAT, City College, North Area Colleg), które oferują bogaty wybór zajęć. Na
Oxford Street obijałem się o setki przechodzących tam studentów. Manchester od
zawsze był pionierem osiągnięć przemysłowych i ekonomicznych i w XXI wieku
bynajmniej nie zwalnia tempa. Usługi profesjonalne i finansowe, media i
kultura, komunikacja i manufaktura to dziś główne obszary działalności
ekonomicznej. W jednym z największych ośrodków finansowych w Europie
zatrudnionych jest więcej niż 15 tysięcy osób i znajduje się tu ponad 60
instytucji bankowych. Jest to również jeden z największych ośrodków handlowych,
którego przychody znajdują się na czwartym miejscu w UK. Nic więc dziwnego, że
miasto zostało uznane w 2007 roku za najlepsze miejsce do rozpoczęcia
działalności biznesowej. Na poszukujących pracy czeka tu wiele agencji
pośrednictwa pracy, które skupiają się w centrum miasta ale i nie tylko.
Informacje o nich można znaleźć na stronach www.localrecruit.co.uk
lub www.agencycentral.co.uk.

Tytuł 43

Stanisław Barszczak, Fragmenty z udanego, choć nie przeprowadzonego jeszcze wywiadu dla
„Życia parafii“

Widziałem ostatnio mieszkańców Ząbkowic, na Mszy świętej w niedzielę…Byłem przez wiele lat
mieszkańcem tej osady, obecnie dzielnicy Dąbrowy Górniczej, zanim odwieziono
mnie do Olsztyna koło Częstochowy. Z czym było mi najtrudniej się rozstać?
Rozstanie z Ząbkowicami nastapiło dwa lata później, i było radykalne, ponieważ przeze
mnie osobiście było zainscenizowane, tym bardziej, że wymiana wartości szczególnie
duchowych i artystycznych, to jest to co jest optymalnie najlepsze w relacjach ludzkich,
i co mnie najbardziej interesuje, to tak szybko nie odbywa się. Ale nieustannie
jestem bardzo szczęśliwy, pozostając niejako w domu, bo z mieszkańcami Ząkowic
utrzymujemy bardzo dobre stosunki. To dla mnie prezent ostatecznie. –Co nie
dotyczy „politycznych” partnerów, Arcybiskupa, księży w Częstochowie? Moi
przyjaciele „domowi’ myśleli: Mój Boże, teraz przychodzi do „świętej puszczy” w
Olsztynie “biurokrata i technokrata”, a w rzeczy samej zmieniły się
fronty po stronie przyjaciół i przeciwników.- Co mi się najmniej udało tutaj?
Jeśli chodzi o tę kwestię, to muszę pomyśleć. Każdy wie o swoich deficytach czy
brakach, nie mogę aczkolwiek nawet dzisiaj dać dokładnych informacji na ten
temat, za to powiem raz coś arogancko… Prawie wszystko mi się udało. Zakończyła się separacja wreszcie od codziennych kontaktów kapłańskich. Cierpiałem bardzo z tego powodu w
 przeszłości. Po wyjściu z przymusowego leczenia w mojej młodości
kapłańskiej, gdy odbiłem się od dna, następnie po odejściu Mamy, napisałem
jednak wiele książek, nadto odwiedziłem dwadzieścia pięć krajów z misją
jednania ludzi mojej epoki, co uważam za mój sukces. W tym czasie przeżywałem
wzmocnienie charakterologiczne. Były spotkania w Domu Rekolekcyjnym z
przyjaciółmi, z księżmi. I kiedy powinienem odpowiedzieć na to pytanie,
chciałbym powiedzieć, że tak jak moi przeciwnicy używali różnych środków, to
jednak jest tym, co mi się nie udało. Choć przeciwnicy moi, którzy byli wówczas
w kościele, skierowali mnie czy też doprowadzali mnie do tych skrajności, że
osobiście również chciałem ekstremalnie zmieniać środki do celu, posłużyć się
wielką skalą środków, to jednak mi się nie udało. Zabrakło w mym przypadku
funduszy, otwartości, dojrzałości. To było słabością moją tych lat. -Kiedy
żyłeś w tym czasie? Jak już powiedziałem, jak Pani wie, zacząłem pisać na
poważnie przed siedemnastu laty. Pisarstwo, twórczość literacka… Powiedziałbym
nawet, że nigdy do pisania naturalnie nie dążyłem… Ale profesja ta rosła ze mną
i pokochałem ją i była odtąd ze mną bardzo związana. Mimo różnych kwestii…
doszło wreszcie także już do krótkiego życia z rodziną Bożą w nasze
Archidiecezji. I użyłem części możliwości do wszystkiego, co było przeze mnie
niesione. Przecież to było bardzo moje życie. Muszę w tym samym czasie również
przyznać, że prywatne życie z moją rodziną, z dwójką kuzynek, choć krótkie, to ma miejsce
stale, jest takie a nie inne. Nigdy nie prowadziłem podwójnego kapłańskiego
życia, choć kradłem chwile na latanie i pisanie dla lepszej Polski. A krytyka
mojego kościoła- to nie jest w pierwszej linii echo, zwierciadło niezadowolenia
pracowników kościoła, lecz to jest mój własny pogląd…Pedro Calderon de la Barca powiedział: Czy może być większa zbrodnia jak narodziny człowieka? Bardzo mocne słowa, bo żeby człowiek mógł się narodzić trzeba olbrzymiego wysiłku macierzyństwa, nakładu ostatniego wychowania nowej
generacji, ulepszyć zachowania ludzi. Jesteśmy ludźmi (human beings), stąd trudne problemy pojawiają się w życiu jednostek i społecznym… Ostatnio miałem szczęście być w kościele Miłosierdzia Bożego w Manchesterze, Anglia. Manchester to drugie po Londynie najbardziej
znane miasto w Anglii.(informacje o mieście zaczerpnąłem z Internetu) Prawie
każdy słyszał o słynnej drużynie piłkarskiej Manchester United i jej sławnych
graczach. Stąd kiedy nazwa Manchester obija się o nasze uszy coś zaczyna świtać
nam w głowach… A cóż jeszcze można powiedzieć o słynnym mieście Manchester. Manchester to miasto centralne większego geograficznie obszaru zwanego Greater Manchester na który składają się miasta Manchester, Stockport, Trafford, Salford, Wigan, Oldham, Rochdale, Bolton, Bury
i Tameside. cdn.

Tytuł 44

Stanislaw Barszczak, Mausoleum of Queen Louise-Marie,

A month ago in the beautiful autumn time I visited an Ostend in Belgium. Ostend (Dutch: Oostende, French: Ostende) is a municipality located in Flanders, one of the three regions of Belgium, and in the Flemish province of West Flanders. Oostende, now a major
Belgian city of about 90.000 people, was nothing more than a small village
built on an island (called Testerep) between the North Sea and a beach lake.
Although small, the village rose to the status of ‘city’ around 1265 when the
inhabitants were allowed to hold a market and to build a market hall. The major
source of income for the inhabitants was, of course, fishing. The North Sea
coastline has always been rather unstable and in 1395 the inhabitants decided
to build a new Oostende behind large dikes and further away from the always
threatening sea. The strategic position on the North Sea coast had major
advantages for Oostende as a harbor but also proved to be a source of trouble.
The city was frequently taken, destroyed and rampaged by conquering armies.
After their independence from the Spanish Empire, the Dutch had preserved some
strongholds in the Southern Netherlands, such as the cities of Nieuwpoort and
Oostende. Between 1601 and 1604 the Spanish army succeeded in taking Oostende
from the ‘Geuzen-Protestant Dutch seperationists’. After this era Oostende
turned into a quiet harbor of some importance. In 1722 the Dutch closed off the
entrance to the harbor of Antwerp. Therefore, Oostende rose in importance
because the city provided an alternative entrance to the sea. The Southern
Netherlands (now Belgium) had became part of the Austrian Empire. The Austrian
Emperor Charles VI granted the city the trade monopoly with Africa and the
Far-East. The ‘Oostendse Compagnie’ (the Ostend trade society) was allowed to
found colonies overseas. However, in 1727 the ‘Oostendse Compagnie’ was forced
to stop its activities because of Dutch and British pressure. Holland and
Britain would not allow competitors on the international trade level. But
nations regarded international trade as their privilege. In later times the
harbor of Oostende continued to expand because the harbor dock, as well as the
traffic connections with the hinterland, were improved. In 1838 a railway
connection with Brussels was constructed. Oostende became a transit harbor to
England in 1846 when the first Ferryboat sailed to Dover. Very important for
the image of the city was the attention it started to receive from the Belgian kings
Leopold I and Leopold II. Both liked to spent their vacations in Oostende.
Important monuments and villas were built to please the Royal Family. The rest
of aristocratic Belgium followed and soon Oostende became known as “The
Queen of the Belgian sea-side resorts”. Oostende has always been called ‘The
Queen of the Belgian Sea-side resorts’, mainly because of the city’s connection
with the Belgian Royal Family. The first king Leopold I, owned a house in
Oostende (Langestraat 69 ). It was here that his wife, Belgium’s first Queen
Louise-Marie d’Orleans died in 1850 at the age of 38. Today is the museum of
hers here, that I’ve visited with great pleasure. The museum tells you Ostend’s
fascinating life story and also casts light on its future. A host of objects,
posters, documents and multimedia applications reveal the secrets behind the
development of the city, its tourism, fishing industry and shipping. Discover
the Ostend of former times and the most famous resident of the premises,
Louise-Marie, the first Belgian queen. She shows a strong presence, and even
has her say. Not accessible to wheelchair users. The former royal villa, built
by Leopold II but renovated after W.W.II by the architect Dugardijn, now
harbors a luxurious hotel. Not far from here is the equestrian statue of
Leopold II. In the church of St. Peter and St. Paul stands the mausoleum of
Queen Louise-Marie, wife of King Leopold I. Belgium’s first queen led a short
and unhappy life. At the age of twenty she had to marry Leopold of Saxonia
Coburg who had accepted to be the first king of the newly created Belgian
State. This over-romantic woman dearly loved her lying and cheating husband.
Very often the Belgian press,as well as the Belgian population, who were
angered by the amorous scandals of Leopold took the side of the sad and lonely
queen. She died in Oostende in October 1850. Her white marble mausoleum was made
in 1859 by K. Fraikin. It was, however, King Leopold II who gave Oostende its
royal character. He had several villas built as from 1874. He liked Oostende so
much that he regularly met with criticism on his neglecting the capital
Brussels. Also, rumor quickly spread that Leopold II, who had numerous
mistresses, preferred to be away from his wife in Brussels and spend more time
in Oostende for his frequent amorous escapades. He rewarded the hospitality of
the city with the construction of some magnificent monuments. Later Belgian
kings tended to stay away from Oostende. Leopold III preferred Knokke and his
successor, King Boudewijn, preferred to spend his holidays in Spain, the home
country of his wife Queen Fabiola. At the extreme Western side of the Sea
Promenade King Leopold II had a 390m long gallery constructed in 1906. This
beautiful promenade with its white columns in Belle-Epoque style goes from the
Royal Villa to the Wellington horse-racing tracks. The elegant gallery with its
Toscan columns was built by the French architect Charles Girault. At the end of
the gallery is a small but beautiful pavilion. It is known as the ‘Venetian
Gallery’. Other places and names remind us of the connection between Oostende
and the Royal Family. In front of the St. Peter and St. Paul’s church is a statue
for King Albert I and his wife Queen Elisabeth. Both monarchs symbolize the resistance
and the endurance of the Belgian people during the First World War. Furthermore,
there are numerous streets and parks in the city that have received the name of
one of the members of the Royal Family : Leopold II Avenue, Maria Hendrika
Park, Elisabeth Avenue, Throne street, Albert I Promenade, Queen Astrid Avenue,
Leopold III Avenue, Queen’s Avenue, Princess Stephanie Square, Marie José
Square, and so on….When like a visitor arrive in Oostende from the railway
station my attention is immediately captured by the twin towers of the Saint
Peter and Saint Paul’s church. This neo-gothic church, built in 1904-1905, was
designed by architect Delacenserie. The use of sandstone sets it apart from
other churches in the Province of West-Flanders that are mostly entirely built
with bricks. Inside the church is the mausoleum for Belgium’s first queen
Louise-Marie who died in Oostende in 1850. The stained-glass windows show the
portraits of different Belgian Kings. Before the trip to Ostend contacted a
priest Pastor this beautiful temple, who wrote to me:  ”Révérend Père, Vendredy le 21 septembre ik ya un enterrement à 10.00 u. Je vais être au secrétariat, Dekenijstraat 10 à
11.00 u. Vous-êtes le bien-venu. Cordialement, Antoon Wullepit.” In the
Basilica, I attended the mass burial with his participation. Next to the church
is an older tower (the ‘Peperbusse’) a remainder of the former church from the
18th century that stood here before it was destroyed by fire in 1896.The first
stone of the tower itself was laid on July the 20th 1478. The tower now houses
a small museum… In Oostende I stayed in a humble hotel “Ambassador”
near the beach. But one of the entrance gates to Oostende is the railway station. This building in
eclectic style with Baroque elements was constructed in 1910-1913. Next to the
statue of King Leopold II rises the ‘Thermae Palace Hotel’, which was always
the most prestigious hotel in Oostende.The hotel, together with the 390 m long
gallery is one of the most impressive and elegant constructions of the Belgian
coast. As befits a city with a past heavily depending on fishermen, Oostende
has a monument for the sailors and fishermen who died at sea. The monument
represents a sailor who is standing on a column while holding out against the
wind from across the sea.A bit further up the Albert I promenade stands the by Savings Sidekick” href=”http://www.trabel.com/oostende/oostende-monuments.htm”>Casino of Oostende, one of the largest casinos in Europe. It was built in 1953 according to plans
designed by architect Stijnen. Since more than 150 years it has been one of the
attraction poles for visitors of the city. The present building is the fourth
Casino to occupy this spot. Above the entrance is a sculpture by Oscar Jespers,
‘The four elements’. The games room is decorated with frescoes by the famous
Belgian painter Paul Delvaux. Oostende is planning a complete renovation of the
casino. Another option exists: building a complete by Savings Sidekick” href=”http://www.trabel.com/oostende/oostende-monuments.htm”>new casino complex on an
artificial island in front of the beach… Fishing used to be the main source of
income for the inhabitants of Oostende. In the Middle-Ages the early city was
mainly a settlement for fishermen. Not so long ago, 1 out of 4 families lived
from fishing…Still today, fish is omnipresent in Oostende. Of course, there are
the numerous restaurants were delicious fish preparations are served. For the
visitor a stroll alongside the ‘Visserskaai’ is really a must. When coming from
the railway station in the direction of the beach, one can first of all see the
fisher-boats that wait here before their next trip begins. There is a large
fisher harbor in Oostende. The most important part is the ‘Fish-mine’, a large
fish market, where early in the morning the fresh North-Sea fish is sold to the
fish retailers. They sell the fish on to the restaurants all over Belgium. The
Oostende fishermen fish on the North Sea, as far as the waters around Iceland. Just
off the main road are numerous fish stands where the hungry visitor can find
every possible fish preparation (mussels, crab meat, young herring
-‘maatjesharing’ – and others) to eat while continuing his stroll alongside the
quay until the beach. Almost halfway to the beach is a smaller fish market –
the ‘Vistrap’- where larger specimen can be bought (mainly sole, plaice,
shrimps). Walking the streets and watched the market stalls and exhibition shop:
some typical Belgian fish dishes are: ‘Sole à l’Ostendaise’ (sole with a white
wine sauce and shrimps), ‘Tomate Crevette’ (a tomato filled with shrimps), ‘Paling
in ‘t groen’ (eel in green sauce prepared with parsil, spinach and other green
herbs)…The harbor of Oostende is not the largest one in Belgium (the ports of
Antwerp and Zeebrugge are the most important ones). Although medium-sized, the
Oostende harbor is multi-faceted. Across the bridge at the end of the boulevard
‘De Smet-De Naeyer’ lies the main harbor area. The entrance, when one comes
from the sea, is marked by a lighthouse called ‘Lange Nelle’. This is where the
Oostende freight harbor is being expanded. There is a new sealock that can
allow ships with a tonnage of 10.000 tons to enter the harbor. From here access
can be given to the canal ‘Oostende-Plassendale’ which allows the connection
with the hinterland. A little more inward lies the fisher harbor with its large
fish-market ‘de Vismijn’. A bit further is the ‘Spuikom’, a large but quite
undeep dock that is mainly used for watersports. All year through, numerous
little sailing boats and windsurfers can be seen here. More towards the center
of the city, the smaller ‘Yacht’-harbor can be visited. Over the smaller boats
towers the splendid ‘Mercator’, once the ship that the Belgian Navy used (until
1960) for the training and instruction of its sailors. Oostende is well known
to the British. It has been since the middle of the 19th century one of the
main ferry harbors to Britain. For a long time the Belgian RMT exploited a ferry-line
between Oostende and Dover. Since a few years this ferry-line has been taken
over by British companies (such as Hover Speed Fast Ferries). There are
different possibilities to cross the English channel (e.g. by ferry or by the
faster catamarans). A special attractions for the British coming to the
continent has always been the Duty by Savings Sidekick” href=”http://www.trabel.com/oostende/oostende-harbor.htm”>Free shop on board of
the ships). At the moment the rates are quite cheap because of the increasing
competition with the Channel Tunnel…What attractions await tourist in Ostend: THE JAMES ENSOR HOUSE. Vlaanderenstraat 27 – 8400 Oostende.
I visited this Museum for a symbolic 1 euro since it was almost 5 pm. Open
during the Easter holidays and from by Savings Sidekick” href=”http://www.trabel.com/oostende/oostende-museums.htm”>June till September from
10 am till 12 am and from 2 pm till 5 pm. Also open in the weekends of the
Christmas holiday season. This museum does not contain any works by James
Ensor. However, it is the house where he spent most of his productive years.
Ensor inherited the house from his uncle who had a shell shop there. After a
restoration in the 1960’s the house was opened to the public. On the ground
floor the shell shop has been reconstructed. On the first floor there is a
documentation center and the second floor is occupied by the lounge workshop of
James Ensor himself. Reproductions of Ensor’s paintings can be seen here. THE PROVINCIAL MUSEUM OF MODERN ART. Romestraat 11 – 8400 Oostende. After
their independence from the Spanish Empire, the Dutch had preserved some
strongholds in the Southern Netherlands, such as the cities of Nieuwpoort and Ostend.
The success of the Dutch, English and French East India Companies led
the merchants and shipowners of Ostend to desire to establish direct commercial
relations with the Indies. These reports were to leave such a lasting
impression in the Republic, that ‘Ostend’ became one of the most well known
feats of arms in the penultimate stages of the struggle for freedom from Spain.
Ostend was recaptured from Holland after a three-years’ siege which claimed the
attention of all Europe, and a truce of twelve years (1609-21) made with the
United Provinces was employed to the greatest advantage. Between 1728 and 1731
a small number of illegal expeditions was organized under borrowed flags, but
the very last ships sailing for the company were the two
“permission-vessels” that left in 1732 and were a concession made in
the second treaty of Vienna. The small Ostend shipyards at first were not able
to produce vessels of that size and so the Ostenders were obliged to look for
their ships abroad. Now this thousand-year-old city of 70,000 residents is a
popular beach resort with Belgians, who flock to Ostend
for sun, surfing, sailing, and the Kursaal (Casino). The Ostend historical museum’s
exhibits include mockups of an old fisherman’s home and pub. Oostende does not
lack other tourist attractions. A city at the sea is, by definition, already an
attraction in itself. However, on less bright days (to describe the Belgian
weather mildly) there are quite some tourist attractions that can make a day in
Oostende certainly worth its while. In the Yacht-Harbor lies the Mercator Ship. This ship is a floating museum that is always ready to sail out on an expedition. The Mercator was the ship that was used by the Belgian Navy for the instruction of the military sailors and
navy-men. This three-master was built in 1931, cost 3 million Belgian Francs
and weighs 778 tons. It was used by the Belgian Navy until 1960. Since 1961 it
serves as a museum. The Mercator took part in several exotic expeditions, most of
them from scientific nature (e.g. to the Easter Islands, the Marquise Islands,
Iceland and the by Savings Sidekick” href=”http://www.trabel.com/oostende/oostende-tourist.htm”>North Pole area ) In 1936 the ship brought back to Belgium the remains of Father Damian, a Belgian priest who had dedicated his life to the plight of the lepers in Molokai,
Hawaii, where he had died. The Mercator can be visited all through the year
(Please first check out the opening times, which tend to vary). Outside of
Oostende, alongside the beach between Oostende and Middelkerke is the ‘Raversijde
Domain’. This is the domain where Prince Karel, brother of King Leopold III and
regent of Belgium in the aftermath of W.W.II, spent a large part of his life.
It consists of a large group of dunes. Because of the fact that ‘Raversijde’
remained untouched by the tourist phenomenon it has now become a very valuable
natural reserve. The main attraction, however, is the so-called ‘Atlantikwall’.
This is an impressive complex of tunnels and bunkers built by the German troops
in both the First and the Second World War. In both wars the German forces had
occupied the Belgian coast and this construction of bunkers and trenches was
meant to defend their position against enemies coming from across the sea. At
Raversijde, one can also visit the archeological site of the medieval fishermen
village from the 13th and 15th century. Another war memorial is the ‘Vindictive’.
From the bridge at the end of the ‘De Smet-De Naeyer’ Avenue the front part of
a war ship can be seen. This is all that remains from the English war ship ‘The
Vindictive’. This ship was taken into the Oostende Harbor by the English
sailors and then brought to sink to close off the entrance. In this way the
Germans occupants could no longer use the harbor. The ‘Fort Napoleon’ in
Oostende is the only still completely intact Napoleonic fortress left in
Europe. The ‘Fort’ stands in the dunes north of the city center. In 1810
Napoleon Bonaparte, then Emperor of France, had it constructed during the
French occupation of Belgium. Five hundred Spanish prisoners of war had to
build it together with bricklayers from the Oostende area. The fort was
finished by September the 26th 1812 . A total of 8.800.000 bricks were used for
a construction space of 8.772 m³. The Fort Napoleon could house a garrison of
260 soldiers. It was defended by 46 canon-guns. In the Second World War, it was
used as barracks for the German officers, later it became a playground for the
local schools. It now serves as a training ground for climbers. So, it wasn’t
the best of weather at this time, that happens in Belgium, so I was wondering
what to do. After google, I decided on the Atlantic Wall at domein Raversijde,
near Oostende. Though I’ve passed this site only in my imaginery like a hundred
times, but never imagined what lies between and under the dunes, overlooking
the sea. They have created a very nice path through the remakns (although
‘remains’ doesn’t quite do it justice), bringing you passed bunkers, canons,
sleeping quarters… Very fascinating to see everything as it has been during
WW2. The beauty of this land is picked up, and never forget.

“trwam”

Stanisław Barszczak, Śladami moich marzeń

Oglądając “Ojca chrzestnego” wpadam na pomysł odwiedzin miejsc, w których miała początek włoska mafia. A że przy tym będzie można zobaczyć jeszcze bardzo wiele innych znamienitych miejsc, więc pomysł italiański należało w trybie pilnym zrealizować. Włochy to kraj położony nad basenem Morza Śródziemnego o powierzchni 301,3 tysięcy km2. Liczba ludności- około 58 milionów osób, a zagęszczenie na km2 – 192 osoby. Stolicą Włoch jest Rzym. W geografii Włoch wyróżnia się kilka charakterystycznych krain podzielonych na mniejsze. Są to: terytorium Alp włoskich,Nizina Padańska, Półwysep Apeniński, oraz wyspy – Sycylia i Sardynia. Z racji na moje zainteresowania historią Sardynii, napisaniem „Odysei Henryka”, marzyłem długo jechać wpierw na Sardynię. Jest to wyspa w której morfologii zaznaczają się góry z płaskowyżami które na południowym zachodzie rozdziela nizina Campidano. Najstarsze zabytki to nauragi. Są to budowle powstałe w megalicie, i jest ich aż 6000. Znaleźć tu można również wiele pozostałości po Fenicjanach, Kartagińczykach, Rzymianach, Bizantyjczykach i w końcu Arabach. Na szczycie La Marmara (północno-zachodnia część wyspy) znajduje się Grota Neptuna wykuta w skale, gdzie przybywa wiele wycieczek turystycznych. Sardynia posiada oryginalne elementy folklorystyczne które są prezentowane na festiwalach w Sassami, Nuoro i Cagliari. Kilamt śródziemnomorski,lata upalne i suche.Średnia temperatura+25C,ale w lipcu i sierpniu dobrze powyżej 30C.W lecie dochodzą suche wiatry znad Sahary zwane sirocco.W II połowie września pojawiają się deszcze,jeszcze przelotne. Jeżeli występuje burza to gwałtowna i zaraz świeci słońce.Na Sycylii występuje popołudniowa sjesta.Bez rezerwacji lepiej tu nie przyjeżdżać w II połowie sierpnia,kiedy praktycznie wszyscy Włosi ruszają na urlop,w tym na Sycylii. Ale ostatecznie z racji na moją przyjaźń z Apostołami Jezusa Ukrzyżowanego (Dom Zgromadzenia jest w Częstochowie), Zgromadzeniem, założonym przez żyjącego jeszcze o. Domenico Labellarte, zawarcie osobistych przyjaźni z obecnym Ojcem Generałem, Mgr Eugeniuszem Lorkiem, Ks. Józefem z „Przeprośnej Górki”, podjąłem to ryzyko odwiedzenia ich Domu w Sciacca. Apostołowie Jezusa Ukrzyżowanego kroczą śladami Ojca Pio. Wzorem o. Pio „Przyjechaliśmy na Jasną Górę, żeby podziękować Matce Bożej za ten dar wspólnego spotkania i żeby Matka Boża miała nas dalej w swojej opiece. Jest naszą szczególną Patronką i należy także do duchowości naszego zgromadzenia” – powiada o. Józef Zderkiewicz ze zgromadzenia „Apostołów Jezusa Ukrzyżowanego”. Zadaniem Instytutu jest formowanie osób miłujących modlitwę i ofiarę. Apostołowie starają się przekazywać tę miłość do modlitwy i cierpienia wszystkim tym, do których są posłani, a szczególnie osobom doświadczonym cierpieniem tak, aby mogły one ofiarować je Bogu, wspierając kapłanów w ich pracy apostolskiej. Instytut jest jednym z Dzieł „… w służbie Bożego miłosierdzia”, zapoczątkowanych i pobłogosławionych przez św. o. Pio. Ich zadaniem jest podtrzymywanie ducha jedności między ludźmi, niesienie ulgi cierpiącym, udzielanie pomocy ludziom w potrzebie. „Nasze Zgromadzenie powstało w dniu śmierci o. Pio 23 września 1968 r. – mówi generał o. Giovanni Claudio – Nasz ojciec założyciel, syn duchowy Ojca Pio – o. Domenico Labellarte modlił się przy trumnie O. Pio w dniu jego śmierci. Teraz mamy w Apostolstwie około 60 członków: kapłanów, braci i innych stowarzyszonych. Mamy pięć wspólnot we Włoszech, jedną na Filipinach, jedną w centrum Afryki i w Polsce. Wiele świeckich ludzi współpracuje z naszym dziełem nie tylko we Włoszech i w Polsce, ale i w Niemczech i innych krajach”. „Zgromadzenie charakteryzuje się umiłowaniem modlitwy, krzyża, wskazywaniem ludziom, że przy głębokiej wierze, przy pomocy Ducha Św. każde cierpienie możemy ukazać i przeżyć jako Dar Boży – podkreśla ks. Lorek – Bo jak św. Paweł powiedział, nie jest tylko łaską w Boga wierzyć, ale dla niego cierpieć. Tylko ludzie często nie umieją cierpieć i wpadają w rozpacz. Ile razy Pan Jezus przychodził do Ojca Pio i prosił go o łzy, prosił go o cierpienie jako te skarby, drogie perły, za które można kupić zbawienie”. Wcześniej byłem już dwukrotnie w San Giovanni Rotondo – sanktuarium św. ojca Pio. Ojciec Pio sławę zyskał wśród pielgrzymów, którzy przybywali do tego miasta celem uzyskania sakramentu spowiedzi za jego pośrednictwem. Pochowany w 1968 w krypcie kościoła Matki Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo. 3 Marca 2008 roku, 40 lat po śmieci Ojca Pio, jego ciało zostało ekshumowane z krypty. Oświadczenie Kościoła stwierdza, że ciało było w „dobrej kondycji”. 24 lipca 2008 roku wystawiono ciała Ojca Pio na widok publiczny. Ciało zostało wystawione w kryształowym grobie w krypcie w klasztoru. Byliśmy tam jeszcze przed ta datą, więc tego nie widzieliśmy. Poza tym były już godziny popołudniowe- sanktuarium było zamknięte. Za to można było podziwiać „biznes” związany z kultem świętego. Skąd my to znamy? W czasie pobytu w Sciacca mogłem włączyć się w ich codzienną modlitwę brewiarzową, celebrowałem Msze święte w kościele Sacro Cuore. Sycylia jest wyspą oddzieloną od stałego lądu przez wąską Cieśninę Mesyńską, i jest przedłużeniem Apeninów. Powierzchnia wsypy złożona jest z gór i wyżyn. Turystyka rozwinęła się głównie w dwóch miastach Sycylijskich, Palermo i Syrakuzach. Palermo jest stolicą regionu sycylijskiego. Jego położenie obejmuje zatokę Palermo i górę Pellegrini. Turyści szczególnie chętnie odwiedzają Palazzo di Normani ze znajdującą się wewnątrz kaplicą Cappellana Palatyna. Cenne zabytki świeckie na Sycylii to ruiny obwarowań rzymskich i nekropolia punicka oraz pałace np. Chiaromonte czy Sclafani. Wśród najbardziej cennych pod względem turystycznym kościołów wymienia się La Martorana albo San Castaldo. Często odwiedzane są zbiory muzeum archeologicznego oraz ogród botaniczny. Syrakuzy – miasto na południowym-wschodzie Sycylii, położone nad M. Jońskim. Jednak najstarsza część Syrakuzy położona jest na niewielkiej przyległej do Sycylii wysepce o nazwie Ortygia, która z lądem stałym łączy się poprzez most. Najstarsze zasługujące na uwagę zabytki to doryckie świątynie Zeusa a w zasadzie ich ruiny, wraz ze świątyniami i Apolla, ruiny teatru greckiego, amfiteatru rzymskiego, pozostałości obwarowań miejskich oraz ruiny twierdzy Euryelosa. Ciekawostką przykuwającą uwagę jest grota zwana Uchem Dionizosa w której panuje niezwykła akustyka. Wśród zabytków architektury sakralnej uwagę zwraca kościół św. Łucji, św. Mikołaja, św. Piotra i św. Tomasza. Innymi miastami słynącymi z zabytków architektonicznych rzymskich i greckich są: Agrigento, Katania, Taormina, Regesta i Selinuncia. Niezwykle popularne są sycylijskie kąpieliska, np. Gela, Erice, Aci Trezza, Taormina i Sciacca. Na Wyspach Liberyjskich rozwinęła się turystyka o charakterze wypoczynkowym, również na pobliskich Egadach i wyspie Ustica. Szczególną popularnością cieszą się wycieczki na Etnę która jest najwyższym europejskim czynnym wulkanem. Ale wracam do Sciacca. Sciacca:otoczone jest plantacjami winorośli, Linia Ryanair z Krakowa do Trapani na zachodzie Sycylii – to jest to. Bilet 450 PLN w obie strony. Sciacca – miejscowość i gmina we Włoszech, w regionie Sycylia, w prowincji Agrigento. Według danych na styczeń 2010 gminę zamieszkiwały 41 023 osoby przy gęstości zaludnienia 214,8 os./1 km². Dojazd do Sciacca z lotniska Trapani wieczorem jest utrudniony. Miasto leży ok. 70 km na zachód od Agrygentu. Ale w dzień dojedziemy tutaj Autobusem (linia Lumia) ok. 2 godz., bilet powrotny 9,5 euro, rozkład jazdy: http://www.autolineelumia.it Sciacca słynie z łagodnego klimatu i leczniczych wód. Od starożytności. Grecy nazywali ją Thermae Selinuntinae, Arabowie – Xiacca (woda). Warto wybrać się do Nuovo Stabilmento delle Terme – spa w stylu secesji. Do wyboru są tu ciepłe kąpiele w wodzie siarkowej i okłady z błota. Po odnowie biologicznej nabierzemy sił na dalsze karnawałowe szaleństwa. Jeśli mamy samochód, wpadnijmy do Stuffe di San Calogero na czubku wznoszącej się na północ od miasta Monte Cronio (czynne do godziny 13). W podziemnych grotach wdycha się buchające z wnętrza ziemi opary o temperaturze 38 stopni C, działające kojąco na górne drogi oddechowe. Miał tu swoją pustelnię św. Calogero, który zawędrował na Sycylię w VI w., by krzewić wiarę chrześcijańską. Czynił cuda, wspierał ubogich i rozmawiał ze zwierzętami. Jego erem (podwójna grota również wypełniona ciepłymi oparami) znajduje się pod bazyliką jego wezwania wznoszącą się na samym szczycie góry. Można się położyć w rozpadlinie skalnej, w której spał św. Calogero.Tutejsze groty otaczano czcią i wykorzystywano dla celów leczniczych już od neolitu, a po starożytnych Grekach zostały liczne ex vota. “Przypadek Sciacca”, to była świecka, krwawa walka, która przeciwstawiła sobie rodzinę Luna (z Katalonii) i rodzinę Perollo (Normanowie) w konflikcie odnoszącym się do tajemnicy miłości Jana Perollo do Małgorzaty (potężna Rodzina Peralta), a która poślubiła Don Artale Luna ale tylko z powodu interesów politycznych i gospodarczych. Ostatecznie “przypadek Sciacca” osiągnął szczyt w czynnej napaści zwolenników Zygmunta Luny na Jakuba Perollo, doszło do morderstwa Jakuba i większości jego sprzymierzeńców. Po hiszpańskiej dominacji nastał potem okres panowania dynastii Burbonów. W dniu 13 Maja 1860 do Sciacca przyszła wiadomość o lądowaniu tysięcy oddziałów Garibaldiego w Marsala, to było ważne wydarzenie w mieście i wielu młodych ludzi, mieszkańców Sciacca przyszło z pomocą Garibaldiemu, w rezultacie skończyło się panowanie okupanta, upadła dynastia Burbonów i ogłoszono Królestwo Włoch. Główny plac w Sciacca to plac nazywany: Piazza Angelo Scandaliato, kiedyś znany powszechnie jako plac świętego Dominika. Bo tutaj znajduje się kościół o tej samej nazwie.(1500 r.) Plac znajduje się w centrum miejscowości naprzeciwko Pałacu Magistratu Miasta, byłego kolegium Jezuitów. Pobliskie kamienne schody zaświadczają o wielkiej historii miasta. Spacerując po górnym Sciacca możemy wejść także do miejskiego ogrodu. Idąc w stronę Term miejskich, w kierunku morza, nagle otwiera się przed nami wspaniały widok na port i morze Śródziemne, w dniach odpływu i przy bezchmurnej pogodzie, można nawet ujrzeć na horyzoncie włoską wyspę Pantelleria. Przypadek Małgorzaty wcześniej przedstawia historia Julii, jakby rodem z Szekspira, która żyła tutaj na początku XII wieku. Miasto w przeszłości otoczone było murem, stąd mamy tutaj bramy, np. Porta Muzeum Francesco Scaglione znajduje się przy placu Piazza Don Minzoni. Zachęcałbym w tym miejscu do sięgnięcia do tekstów innego wybitnego mieszkańca Sciacca Józefa Maurizio Licaty. Prześliczne pałace Steripinto i św. Jakuba, pałac Perollo rozlokowały się w pobliżu Corso Emmanuele i via di Giuseppe Licata. Do najstarszych kościołów miasta zaliczymy kościół del Carmine, kościół św Katarzyny, kościół delle Giummare, Kościół matkę ufundowany przez hrabinę Julię Normankę w XII wieku (dzisiaj Bazylika Madonny Ratującej). Z czasów budowy zamku Rodzina Luna pochodzi kościół „Czyściec”, który swoją nazwę otrzymał po Konfraternii „Czyściec” z czasów średniowiecza. Trzy zamki stały w mieście, zamek księcia Luna, Rodziny Perollo, zamek rzeźbiarza Filipa Bentivegny. Dzisiaj możemy zwiedzać ich ruiny. Zapraszam na spacer po tym miejscami zaniedbanym, ale bardzo uroczym i kolorowym miasteczku: schody się mi bardzo podobały, a znalazłem je gdzieś przypadkiem włócząc się po starej dzielnicy portowej. Z jednej strony jakieś zardzewiałe wraki statków, a z drugiej odwracasz się i tu takie coś. Dalej jest sklepik, gdzie można kupić pyszne sery ,pizzę. No a przede wszystkim brak tu totalnej komercji i eksluziwu, jaki panuje na innych bazarach świata. Czas na pierwszą, prawdziwie włoską pizzę. Wcześniej spaceruję po molo. Na początek skromny targ rybny (i nie tylko rybny). Ta południowa improwizacja targowa podoba się nam. Te kraby to malutkie, to sie chrupie w calosci ale osmiornica, niczego sobie… Pieczona lub marynowana… slinka leci. Wałęsanie się po starych zakątkach Bari było niezmiernie przyjemne, dostarczyło wielu wrażeń, pozwalało chłonąć ten charakterystyczny włoski klimat. Duże to, robi wrażenie… wypada na tle tego czegoś fotografować się. Zrobiłem jakieś krótkie filmiki tylko. Sciacca słynie z karnawału, który rozpoczyna przybycie do miasta króla karnawału – Peppe Nappy, postaci rodem z commedii dell’arte. Wielki łakomczuch i nienasycony żarłok, ale zdolny do wykonywania niespodzianych salt i akrobatycznych tańców jak nikt inny nadaje się do przewodzenia harcom i rozpuście. Oficjalnie wybrano go na symbol karnawału w Sciacce w latach 50. XX w., detronizując dotychczasowego króla – słomianą kukłę zwaną Nannu. Choć tradycyjnie Peppe Nappa ubrany jest na niebiesko, tu nosi zielony strój. Przybywa z morza na pokładzie rybackiego kutra. Na nabrzeżu oczekują go inne karnawałowe postacie, przebierańcy, mieszkańcy i turyści. Rozradowany korowód wiedzie go na rynek – Piazza Angelo Scandiliato – gdzie odbywa się uroczysta prezentacja protagonistów karnawału i koncert najpiękniejszych jego hymnów. Odtąd radosne i skoczne piosenki z tekstami w lokalnym dialekcie będzie słychać nieustannie i wszędzie, bo wraz z przekazaniem przez burmistrza kluczy miejskich Peppe Nappie rozpoczyna się czas tańców, pląsów i zabawy. Dniami i nocami miasto wzdłuż i wszerz przemierzają pochody karnawałowych wozów otoczonych kolorowymi przebierańcami i roztańczonymi grupami folklorystycznymi (są nawet tancerki brazylijskie, niczym w Rio). Dumnie paradują nieodzowni we włoskich uroczystościach sbandieratori, którzy w historycznych strojach do dźwięku werbli wyrzucają pod niebo wirujące sztandary, by potem złapać je zręcznie, nim dotkną ziemi. Codziennie odbywają się koncerty, przedstawienia teatrzyków, występy kabaretów, a także gwiazd sceny i szklanego ekranu. Zabawy dla dzieci prowadzą postacie z filmów Disneya. Odbywa się też minimaraton pieszy przebierańców o Puchar Peppe Nappy, zjazd miłośników motorów Vespa, a także liczne imprezy towarzyszące – konferencje dotyczące regionu, wernisaże lokalnych artystów, prezentacje książek o miejscowych tradycjach. Ale za karnawałowe rozpasanie przyjdzie Peppe Nappie słono zapłacić. Gdy tylko w ostatki złoży oficjalnie burmistrzowi klucze miasta, zostanie wraz ze swym wozem spalony na rynku na znak oczyszczenia. Wróci ład i porządek, a ludzie będą musieli odpokutować karnawałowe szaleństwa Wielkim Postem. Na południu Sycylii nawet zimą nieustannie świeci słońce, temperatura od 15 do 18 stopni, a kiedy wieje scirocco – nawet 25. Kiedy trafiłam tu w zeszłym roku, karnawał był jeszcze gorętszy niż zwykle, gdyż wyjątkowo przesunięto go na maj. Tegoroczna – już 111. edycja – odbędzie się tradycyjnie między tłustym czwartkiem a ostatkami, czyli od 3 do 8 marca. W Polsce już po Bożym Narodzeniu rzucamy się w wir karnawałowej zabawy, we Włoszech carnevale to tylko ostatnie pięć dni przed Wielkim Postem. Pochodzenie nazwy jedna z teorii wywodzi od “carnem levare” , czyli znosić mięso, co ma związek z rychłym zakazem jego spożywania w Wielkim Poście. Do karnawałowych tradycji w Sciacce należy raczenie się tłustymi kiełbasami i mięsiwem rozdawanymi przez uczestników paradnych pochodów (codzienna dieta mieszkańców oparta była na rybach i owocach morza). Wszędzie tłoczą się kolejki do kramików, gdzie sprzedaje się salsiccie (pieczone białe kiełbaski), stufato (duszona wołowina) czy tradycyjne sycylijskie słodkości, jak torrone (nugat z całych migdałów i orzechów laskowych zalanych w miodzie lub masie białkowej) i cannoli (grube rurki z ciasta podobnego do faworków, wypełnionego ricottą z kandyzowanymi owocami i kropelkami czekolady). I tak najczęściej z początkiem marca każdego roku zabawa trwa tutaj w najlepsze i nikt nie myśli o smutnym końcu, jaki spotka króla karnawału. Stroma i kręta droga prowadzi na Piazza S. Friscia (tu również zatrzymują się autobusy), gdzie ukazuje mi się długa linia karnawałowych pojazdów. Monumentalne wozy zdobione kolosalnymi kolorowymi postaciami robią imponujące wrażenie. To one właśnie są główną atrakcją karnawału i z nich Sciacca słynie w całych Włoszech, a nawet w świecie. Wokół wozów krążą zaciekawieni gapie. To świetna okazja, żeby przyjrzeć się wozom dokładnie ze wszystkich stron. Każdy ma swój temat, melodię i scenariusz, prezentowany podczas wieczoru inaugurującego. Każdy opatrzony jest podpisem w miejscowym dialekcie, ale łatwo można domyśleć się ich treści, np. “Casanova”, “La bella vita”, “Na grzbiecie fali”, lecz nie brakuje też zakorzenionej w tradycji tego karnawału satyry polityczno-społecznej w postaci “Zakochanego sułtana”. Kochani, Julia, której skała jest w Sciacca pewnie jeszcze długo będzie mi się śnić po nocach. Ale już teraz chciałem się z wami podzielić moimi jedynymi wrażeniami z Sycylii.

imieniny

Stanisław Barszczak, Rozjaśnianie tematu świadomości,

To koniecznie trzeba powiedzieć. Niech mi księża pozwolą mówić… Temat szczęścia i przychylności w naszych czasach jest na powrót ontologią… platonicznym wręcz,  oczekiwaniem odpowiedzi bez rezultatu,  inni nas jeszcze, lub znowu nie słyszą! A wychodzimy w refleksji dziś od Innego (por. refleksję na temat Innego w wydaniu E. Levinasa). Co począć, by z powrotem połączyć wspólnotę każdą z ontologią szczęścia człowieka. W sukurs przychodzi nam Arystoteles. Przychylność Arystotelesa to odpowiedzialność, przebudzenie, czujność w realności- nasza
odpowiedzialność w stosunku z (bliźnim), ona nie jest przedmiotem imperatywu. Jest ustrukturalizowana według postawy: „le pardon”. Życzę „le pardon”, to jest jedynej cnoty przebaczania, na drodze rozpoznawania naszej ‘skończonej moralności’. Bo nasza przychylność dla świata uobecnia się tym razem jako dar, roszczenie, które powinno nas satysfakcjonować. Jako chrześcijanie żyjemy w darze. Dar Ducha świętego kiedyś przekazany Apostołom, w chwili chrztu świętego uczynił z nas świadków Chrystusa zmartwychwstałego. Ale nawet poganie nie są
wyłączeni z misji Chrystusa, choć Jezus zachęca ich, żeby pozostali dyskretni. I potem mamy wyznanie setnika: „Człowiek ten był synem Boga”. Eksklamacja tłumu, który szedł za Jezusem jakkolwiek lojalna do wyznania setnika, to jednak nie zasłoniła dalej ani ich wstydu ani ich przesądów. Ta wiara jest wiarą z sprzed Dnia Zielonych Świątek, wiara przed Pięćdziesiątnicą, choć jest już partycypacją w darze, jaki Bóg uczynił wpierw swojemu ludowi. A od Boga mamy
czas najbardziej możliwy do nawrócenia. Bóg nie przyśpiesza… Chrystus, spójrzmy, zabiera głuchoniemego na bok. Bo temu, który otrzymuje coś, trzeba wolnego przejścia. To są gesty ludzkie Boga. Chrystus, Mesjasz, ta misja nie upokarza, choć przekracza niejako Lud Wybrany, bo to Jezus jest Zbawcą. I to On otwiera na czas konieczny: „Ujrzycie niebo otwarte.” A przymierze Boga nigdy nie zostało złamane. Bogu wystarczy mały znak dla uzdrowienia, żebyśmy tylko
znaleźli się „we własnym przejściu”. Trzeba czasu i wolności dla człowieka. A przez zapośredniczenie naszego ciała ukazuje nam naszą godność adoptowanych synów. Przez sakramenty Kościoła nasza odpowiedź na wejście Pana, Ducha i Życia nabiera znaczenia duchowego i ożywczego w łasce, staje się odpowiedzią ludzką i cielesna. Przemija postać tego świata. Jak powiedziałem, Nasza przychylność, jedyna życzliwość dla świata, uobecnia się jako dar, roszczenie, które powinno nas satysfakcjonować. Z Arystotelesem mówimy tutaj o założeniu, fundamencie naszej czujności (eveil, franc.). Arystoteles nazywa czujność, to przebudzenie
(naszą realną czujność) „praxis”. Nikt nie jest doskonale czujny. Na co dzień równamy przebaczanie z usprawiedliwianiem naszej nieuwagi. Pozwalamy tym samym innemu (a l’autre) nie dochowywać obietnicy, polegającej  na tym, by być rozumnym. Stąd słowo to wielkie „le pardon moral” przychodzi dziś jeszcze właśnie od innego (de l’autre). Tytuł jednej z moich książek przetłumaczyłem na wiele języków, jako „Jeszcze inny i on”(Yet another man and He). Jeszcze inny, to my, przypadkowa wspólnota ludzi początku trzeciego tysiąclecia; a On- człowiek przedstawiający się tutaj w trzeciej osobie zaimka osobowego, to szczęście mojego pokolenia, prawda o nas samych. W związku z tym Paul Ricoeur mówił nawet o okiełznaniu Ja (moi
enchevetree), zarazem jakby pytał: jaka jest każdego zdolność własna do pamięci? Aczkolwiek mamy nieustannie dominację pamięci popularnej- a to, co do zapamiętania w społeczności jest bardziej próżne. Identyczność wartości, instytucji ludzkich, człowieka, to dla Paula Ricoeura opowieść złożona (recit complex). Le recit (z franc.)–jako opowieść, to także środek ratowania
wszystkiego, co ziemskie, co mogłoby być wypowiedziane, a jeszcze nie zostało
wypowiedziane… Bo dziś mamy instrumentalizację polityczną pamięci… Dzisiaj mamy
bliskość daleką od realnej, choćby nawet ona była dziś Towiańską (por. poglądy T. Towiańskiego, Mesjanizm), nie jest w pełni realna. To porządek bliskości brat-siostra, który jest porządkiem bliskości mniej realnym. Przeżywamy w naszej dobie straszny wzrost mniej realnego życia, świata. Ta bliskość najbardziej realna, to obecność Naszej Matki na Jasnej Górze. Przyprowadziła
nas tutaj Matka Boska Częstochowska, ludzi młodych i starszych. Mamy niezależną
siłę, źródło łaski. Ale nie omówiliśmy jeszcze naszych Dostojnych Solenizantach, składając życzenia imieninowe naszym Czcigodnym Księżom Arcybiskupom niech mi będzie wolno powiedzieć to, co myślałem ostatnim czasem. Czcigodny Ksiądz Arcybiskup przed rokiem pisał: „Już papież Pius XII jednoznacznie stwierdził, że zapłodnienie pozaustrojowe trzeba uznać za zło
moralne i bezwzględnie odrzucić.” Wzywam do szczytnej odpowiedzialności poprzez kapłańską adopcję i rodzicielstwo zastępcze, bo chodzimy obok siebie anonimowi. Bierzmy siebie pod bary… Co nie znaczy, że mamy mieć sześć dzieci na naszych plebaniach, my jesteśmy jedynymi dziećmi Boga. Konsumpcyjny tryb życia usuwa tradycyjne wartości. Apeluję o wysiłki w rozwijaniu dialogu z każdym. Żebyśmy w naszej pracy duszpasterskiej byli zawsze przygotowani, żebyśmy byli w stanie łaski zawsze. A przed nami Nowy Ksiądz Arcybiskup. Nie wierzę w żadne jego słowo. Bo to co mówi, to jest typowe dla licznych biskupów. Życzę mu, by mowa jego była jego ojczyzną. Ksiądz Arcybiskup jest lokalnym bohaterem, miał nieskończone szczęście, bo udało mu się rozpocząć „częstochowski metropolitat”. W bardzo smutny sposób prowadzi Archidiecezję, uważam. Na miłość Boską, w Częstochowie widać tylko wielką King Konga wolność. Jest przemilczanie gorącego zaproszenia do współpracy w czasach wręcz siedemdziesięcioletnich budzików. Przed trzema dniami powiedział: „Krzyż jest pierwszą literą alfabetu Miłości, którą odczytujemy przez Serce Bolejącej Matki, danej nam z wysokości krzyża.” Interesuje mnie narracja tekstu. To nie jest rzeczywiście opisane, to nie jest mocna mowa. Amerykanizmy mnie nie interesują, trzeba mówić o Jasnej Górze, bo nawet nie „Niedziela” jest najważniejsza. Wczorajsze „rzadko mocna mowa”, i stwierdzenie „żadnej obrony ze strony Kościoła” – dla szczęścia ludzi naszej epoki, nadto niewyniesienie stąd żadnej tajemnicy, to jest „smutny
metropolitat”. Ale wreszcie chciałbym złożyć Naszym Dostojnym Solenizantom najserdeczniejsze życzenia zdrowia, błogosławieństwa Bożego, a na każdy dzień opieki Naszej Pani Jasnogórskiej, Najlepszej Matki. Wszystkim zebranym dziękuję za uwagę.

Tytuł 45

Stanislaw Barszczak, As you can see,

In preparation for the meeting with Polonia in the church of St. John in Stockholm, I wrote a note to the Swedish Museum of National Antiquities (Narvavagen 13), my desire followed them. Visiting the Museum struck me these questions, which I am presenting yourself here and you and
which you can read on the walls of the Interior of the Museum. I would like to briefly respond to these questions, so here to answer them:

1/ Who do you live with? I would like to meet with people always open, fair, that trigger in me the reserve the last altruism, Christians…

2/ What controls your life? Commandments of love for man and God…

3/ How large is your world? In the childhood the world by me it was defined the boundaries of my town with, then- by the friendships of youth, finally- by seeking the wealth of the soul, but most- by a spring of our civilization, which has reached only platonic spring yet, and far more as in a work of Christ, appeared in the March northwards of the chosen people  by the desert to the
promised land, then before two hundred years in the history of the Grand Army
of Napoleon…

4/ How is your world organized? As a priest I live in a small flat on the first floor in the home of our Archdiocese, in Olsztyn near Częstochowa, Poland, where I have a desk, whose space but not fully I am using, though I sit on the side of the laptop, I read and I write articles about the civilisation of ours. One looks at me my mother from the photo, sometimes only I hear a satellite television program. Very recently I travel Europe. When someone will invite me to watch
Polish TV I would be very happy.

5/ What lies beyond the horizon? It seems to me that behind my horizon, and still the outside visible world, is the most beautiful village of the world (see: village of the Birka)

6/Where does the border between at home and away from home lie? This delicate line border,
is to create perfect conditions for human education, early awakening him to the
world of human values, respect to human choices.

7/ What does your world look like? The world is the best of the all possible worlds. I like
order and cleanliness, my world is colorful, I love the proximity of things and
people.

8/ Do you think about what it can look like in the future? The world will be similar to our always beautiful, I believe that people will find solutions for the most difficult cases.

9/ Is it your responsibility? The responsibility of mine is still very small, so I
started from the reflection on the following problem:  there is yet another man, he is constantly here yet, while their elections forced and constrained still are. Next to him there
is he, the world of him is the sole happiness of mankind. Yet another and he –I
would like to try to resolve a somewhat this relationship.

10/ In the Museum of innocence by Orhan Pamuk in Instanbul
and also in a Museum in Stockholm, Sweden, are exhibited different item
everyday. The designers of the exhibition ask: Whose are all these objects, how
the objects sorted here do this affect history?

In the transit area of the Museum the are traces of journeys and meetings between people. In the gates you will found artefacts that illustrate the different questions we wish to illuminate. The travel brochures that are to be found in a museum contain more narratives and interpulsations.
Today Poland is a result of multitudes of journeys and meetings. The designers
of the exhibition hope that we will be insipred to wonder over our own views of
the world, life of today, other people and ourselves.

11/ What is a family? What does a person become an adult? Tthe family is the happiness of mankind, but should not harm other human relationships.

 12/ What should we use history for? I said we should use history of smart, with a vision of
our vocation. 

13/ Can history provide a perspective on today? Today very strong perspective provides history. You can see it in motion of the pilgrimages of the Christians and in  the contemporary work migration.

14/ Who has power over history? Rich, strong, people of the reason.

15/ Who is it that decides what you do? Is it God, market forces, family or you yourself? Unless the values that I took from the mother up, then the Christian values, but also the weakness of the human.

16/ Is that how you wanted it to be?  What are you prepared to sacrifice to get what
you want? I would lose even of the personal happiness, but it need
to be someone he is appreciated that.

17/ Who decides what is normal and what is different? In Poland still Catholicism, so let’s be the Christians.

Wishing all my readers a health.

trzy twarze

Stanisław Barszczak, Etyka bytu,

Przesłanie Emmanuela Levinasa jest bardzo ważne. Ludzki podmiot jest podzielony między coraz więcej i coraz mniej. Tutaj zmysłowość stanowi świat materialny i realność całą podmiotu. Levinas powiedziałby: dzisiaj Europa bez mowy (sans le Dire), natomiast w bojaźni jedynej trwa dalej. Trzeba podjąć możliwość objęcia wszystkich i wszystkiego, co jest przeciw tej myśli: oto mam nadzieję (spes mea- moja nadzieja). A odpowiadam bliźniemu, moim życiem, jeszcze przed ukazaniem się czegoś w ogóle. Twarz, to nie jest forma plastyczna, ale porządek (l’ordre) w służbie twarzy, czyli odpowiedzialność bycia bliźnim, to znaczy za jego lekceważenie, zaprzeczanie, poniżanie- bo on wspiera się na mnie. W tradycji żydowskiej kiedy rabbi mówił o ochronie biednych, to zawsze mówił: trzeba ich chronić, by zbawić ludzkość przed potępieniem (de la damnation). Nie umiem powiedzieć, co Sartre wie, ale istnieje w mojej koncepcji, Levinas mówił,  afirmacja Dobra u zarania życia, podstawowa. Myśliciel stawia na humanizm człowieka. Afirmując to, co ludzkie (l’humain), afirmuję to, że nie jesteśmy doskonali. Levinas przypomina nam podstawową asymetrię, jaka pojawia się między ludźmi. Ponieważ jestem przede wszystkim obligowany bliźnim, to jest jak choroba, czyli niepokój, troska o niego. Dlatego fenomenologię Husserla powiększył Levinas o parametr „other”; odtąd noeza, czysty akt świadomości został wzbogacony o ten parametr „other”, czyli inny człowiek.  Ale relacja „other” jest najważniejsza. Jestem odpowiedzialny za bliźniego, to znaczy według Levinasa: jestem otage, zakładnikiem wręcz bliźniego, ekspiacją . Podobnie musimy otworzyć się na jedyne, a najmocniejsze światło, niekoniecznie je właśnie widzieć, lecz postrzegać je w naszym życiu. Jestem odpowiedzialny, by być bliźnim, to znaczy  by świecić jasno, mamy być reflektorem o najwyższej jasności, a właściwie stanąć w takiej jasności. Przesłanie twarzy ludzkiej (commande de visage, zamówienie twarzy) nazywa myśliciel słowem Boga (parole de Dieu). Zakładamy rodzaj odpowiedzialności być bliźnim, ktoś powiedział, żeby poznać świat trzeba najpierw poznać sąsiada. I tak jest w przypadku myśli E. Levinasa. Ale chodzi najpierw o zafundowanie pierwszeństwa relacji humanizmu. Jestem odpowiedzialny być bliźnim, jeszcze przed spotkaniem go. Według Levinasa Dobro musi być absolutne. Martin Heidegger mówił: tylko Bóg może zbawić nas, Hindusi to wręcz głoszą codziennym życiem. Wyobraźmy sobie, Levinas wyzwala nawet od Boga: gdy mówi, że jestem dobrem- nie w sensie ustępowania miejsca – mówi jestem Dobrem, i tylko w tym sensie, ale nie w sensie kreacji świata. Owszem Levinas zachęca do jedynego mesjanizmu, nawet nie słowiańskiego, mianowicie naszego zindywidualizowania osobowego. Levinasowi chodzi o coś bardzo ważnego, o ‘desinteresement de l’homme’, czyli budowanie bezinteresowności. Jestem otage dla innego, czyli zakładnikiem w obliczu bliźniego- przed służeniem wszelkim, bo „czynię dla niego świat”. Przez moją bogatą osobowość otwieram się jakby na Boga w pełni, ale nie ma jednego poziomu w filozofii, a tym bardziej w świecie. Podmiot jest cielesną krwią, to zmysłowość bez podmiotu. Zmysłowość, to jest otwartość ciała na świat. Trwam w świecie w obliczu innego człowieka. Następuje spotkanie w czasie. Czas, to nasz sposób opisania się w bycie. W moim życiu bardzo dawno spotkałem go, pamiętam mocno tę scenę z mojego życia, oto chłopiec gra w piłkę „w nas”, może nawet dwóch. Spotkanie to kieruje nas w stronę Boga. Baruch Spinoza mówił, że Bóg to wszystko, co istnieje. Z kolei Levinas twierdzi: Bóg, to całość możliwości ludzkich. Zatem mamy mieć historię, czas pozwalania na coś. Ponieważ istnieją różne poziomy egzystencji, warto wręcz zakładać się odnośnie egzystencji Boga. Jedynie Bóg może nas zbawić. Odpowiedzialność być bliźnim, to spotkanie Ja, które jeszcze śpi we mnie, spotkanie mnie samego przez innego, w obliczu innego, to brak życia, to spotkanie czegoś, czego brak w nas, to spotkanie w innym (dans l’autre). Mamy zachować w drugim okno otwarte na ten pozytywny brak. Bezpośredniość w XIX stuleciu była „złem koniecznym”. I właśnie kiedyś bezpośredni czas również zamienił się dzisiaj w czas koniecznego nawrócenia. Trzeba być jasny, mieć relację z bezpośredniością, otworzyć się na jedyne akrobacje i intuicje współczesnego świata. Ktoś zarzucił Levinasowi, że degraduje historię. Levinas odpowiada „nie”, bo ja mówię o racjonalności historii. Zło w biblii, to była właśnie możliwość sama… A Bóg nigdy nie ma dosyć. Od Henryka Bergsona w sposób jedyny mówi się o kreacji, stwarzaniu, trwaniu. Levinas wyciąga kwestię ludzką, mianowicie l’humain, odsłania jedyny humanizm ludzki. Dla Kartezjusza czas był stale zagrożony dominacją Cogito. U Bergsona Ja zostało „szczęśliwe” oddzielone od Boga. Ale prawdziwa kreacja, tworzenie, realizuje się dopiero u Levinasa. Podczas gdy dla Bergsona czas jest trwaniem, to u Levinasa czas jest zewnętrznością. Stąd Levinasowska diakonia. Oto świat ludzki (l’humain) jest najbardziej prawdziwy z wszelkich światów. I Bergson i Levinas wprowadzają parametr subiektywności, która u Levinasa jest niezależna, mamy tutaj pojęcie separacji z Bogiem, nie z światem. Dobro jest teraz poza bytem. Levinas powiedziałby, dałem wam niezależność, macie szkołę dobrą, pełne wykształcenie, idźcie do ludzi. Ja Cogito Kartezjusza „przepełnia” wydaje się, onieśmiela wręcz, wypełnia, i tak jest aż po Husserla. Levinas jakby rozładowuje nas. Mamy nie tyle naładować akumulator, ale rozładować go, mamy kredyt ufności, pragnienie, możemy być bliźnim wreszcie. Ta charakteryzacja prowadzi do jedynego zaangażowania ludzkiego, i tak czynić. Jan Wahl mówił o konieczności działania ze strony człowieka. Władysław Jankelevitch o konieczności działania „z boku”. Levinas ukierunkowuje to działanie. Radykalna odpowiedzialność za bliźniego, to znaczy być bliźnim. Jedność Ja (l’unicite du moi), zarazem brutalność złamania go, otwiera na jedyność, singularność osoby, partycypację ludzi. Nie zamieniamy miejsc, jesteśmy indywidualnościami. Ta
świadomość nieskończonych możliwości, jednocześnie powinności, zachęca nas, by być wiernymi, nawet przez niewierności. To jest moja powiem dzisiaj możliwość etycznego działania człowieka. Rozumienie bytu jest pewnie samą możliwością bycia Dasein, konkretnego bytu, mówił Martin Heidegger. I my możemy przystępować do odsłaniania prawdy bytu poprzez analizę egzystencji człowieka. Widzicie, nadto codziennie sprawuję Mszę świętą, czyli ukonkretniam te myśli. Jestem lampą dla moich kroków. Jesteśmy na pustyni, ale idziemy do raju. Powinniśmy zatem strzec słowa Boga, słowa prawdy, pierwszej prymicji stworzenia, postępować za Jezusem, bo on mówi: ja jestem prawdą, ja jestem życiem. Mamy dostosować nasze myśli, słowa, interesy, inne wszystkie realności do słów Boga, być uważni, stać się apostołami, uwewnętrznić nasze życie. Bóg jest Duchem. Także akt zewnętrzny jest ważny. Powinniśmy nawrócić serca. Zacząć od biednych, nie ‘pomniejszać’ nikogo. Kultura dzisiaj, to maska zewnętrzna. Dobrze. Ta pielgrzymka dzisiaj… kiedy przychodzicie tutaj, do matki, macie zmienić samego siebie, te fałszywe ideologie dzisiaj. Mamy pokarm (nutrimento) w Eucharystii. Ryt zewnętrzny, sakramenty są po to, by otrzymać siłę(forza), by upodobnić się do Jezusa, zmienić siebie, a w ten sposób obraz współczesnego świata.

Did we perhaps deserve better?

Stanislaw Barszczak, The long-awaited day,

Day work from Wadowice lies the city of Częstochowa. One day our beloved Professor Mr. Joseph Mikolajtis gave us an assignment. “ Holy Father, the Polish Pope John Paul II, is going to visit Częstochowa this Monday, to pray and speak on the Monastery of Jasna Góra. I want all of you to go hear our holy Father. And I want you to write an essay about the experience and about
what you think of Pope Charles Wojtyla’s speech.” Monday? There was no way I could miss it, Robert thought. However, I had read the literature on seminary’s library of second floor. Still on Saturday of a recent week he met a Mother at Ząbkowice. There was no way he couldn’t tell his mother that he would try to see the Pope Wojtyla. At this time almost every month he got a seeing with mother. And now is the only opportunity the meeting occurs. The pope Pole comes
to his homeland. He went to his country from Rome now. His absence was everywhere, stinging everything, giving the furnishings primary colors, sharp outlines to the corners of rooms and gold light to the dust collecting on table tops. When he was there he pulled everything toward himself. Robert was impressed under his enormous duty. Not only his eyes and all his senses but
also inanimate things seemed to exist because of him, backdrops to his presence. Ever that he had gone, these things, so long subdued by his presence, were glamorized in his wake. And now Mother was the one who told him the truth. But she was wrong. It’s just as well he left. Soon Robert would have torn the flesh from his face just to see if he was right about the gold and nobody would have understood that kind of curiosity. the Poles feared about the Pope. The
people, they would have believed that Robert wanted to hurt him just like the little boy who fell down the steps and broke his leg and the people think he pushed him just because he looked at it. First of all, were the first rumors, in this way an antisemitism, fatatism…But new people want to learn more than the old people did. Robert remembers he had full naturally curly black hairs. There was a long-awaited day off; it’s expected time to arrive. Yet it’s still fresh in his memory.  Robert’s Mother  every now and then she looked around for tangible evidence of his having ever been there. Where were the butterflies? the blueberries? the whistling reed? She could find nothing, for he had left nothing but his stunning absence. An absence so decorative, so ornate, it was difficult for her to understand how she had ever endured, without falling dead or being consumed, his magnificent presence. The mirror by the door was not a mirror by the door, it was an altar where he stood for only a moment to put on his cap before going out. The red rocking chair was a rocking of his own hips as he sat in the kitchen. Still, there was nothing of his- his own- that she could find. It was as if she were afraid she had hallucinated him and needed
proof to the contrary. Then one day, burrowing in a dresser drawer, she found what she had been looking for: proof that he had been there, his identity card. It contained just what she needed for verification — his vital statistics: Robert C.. Born 1961, height 171, weight 83, eyes brown, hair black, color black. Oh yes, skin white. Thought. the winner is alone! Robert awakened up in
advance that day. He never didn’t begin new day in one’s life so well-rested. With every passing day there was a splendor sun. It was one of those days when everything goes well. He had even heard that the people of city Częstochowa would have been afraid they wouldn’t be able to find room for all the guests. There was an epochal and a happy occasion, unique, one of a kind, I could tell I might have watched the Polish Pope without any problem. However today it’s
seems to Robert as if he didn’t go to the faithful people inside there. That Tuesday he took some paper and sat down to write about how he had seen the Pope. His open car, trailing flowing streamers. The fields adjoin seminary’s garden enclosed with wire netting. There is the place, the spot where it happened. “Stand back from a wire netting, please!” The shouts of people who
are taking appropriate care of the Pope resounded in the street near a cathedral. Suddenly a moving point of bright light out of the northwest which, seemed to integrate more and more. “It’s flying from the northwest;” “there would be for a moment.” On June 4, 1979 at 9, 45 hour as the faithful we welcome holy Father warmly with open arms. Robert’s eyes were on the cardinal Wyszyński, primate of Poland, who became the long with the ‘papal’ helicopter. An aircraft vehicle with a distinguished guest landed up here. “He’d stick at sidewalk with Cardinal Wyszyński in the direction of black mercedes;” a seminarist shouted. “There is primate of Poland Stephan Cardinal Wyszyński;” a grandma sitting on the lawn she sighed. “You see, Pope is just being appeared on the open car;” a man with the index finger pointed at him, who was sitting on a roof of house in the corner of a streets of Armia Ludowa and Mielczarski. ”Oh, the people are blocking a view;” a cameraman has rebuked somebody for that. “Pope is now on “Alley of the most holy virgin Mary;” in the centre of city, a crowd had shouted, who went to Sanctuary of Jasna Góra. The crowd scattered in all directions. Robert heart has been filled with joy. It was most interesting. Then he reached the square in front of convent. The Pope’s car had entered the arena of the thick walls of the Monastery up. One car full of secret service agents went ahead and two cars followed close behind. The agents were brave men with guns to protect the Pope. There had never been anything like it before. It was the Pope. It was him. The pope in the white gown welcomed all the believers, the confessors hands of the top with. We cheered. A band played. Seagulls circled overhead as if they too knew it was the Pope. It’s seemed there were skywriting airplanes too. They wrote words in the sky like “Prosperity is just around the corner.” The Pope stood up in his car, and just as he did the clouds parted and the light from the sun fell across his face. Then the cars stopped and our great Pope, surrounded by secret service agents, walked to the speaker’s platform close to altar. As he stood behind the microphone a bird flew down from the sky and landed on the speaker’s platform near him. The Pope waved to the bird and laughed and we all laughed with him. Then he began to speak and the people listened. Robert’s mother only heard the pope’s words, and the pronouncement sent her flying up from the monastery-altar on the walls of the high. In bewilderment, she stood at the tree, aware of a sting in her eye. Robert’s call floated up and into the gallery, pulling her away from dark thoughts back into the bright, hot daylight.  He couldn’t quite hear the speech because was sitting too near a group of faithful who had made a lot of noise, but he thought he would have heard him told the problems in Poland about were not serious, it also at home everything would going to be all right, we shouldn’t
worry, all we had to do was to believe on Christian Poland in the future and an intercession of the holy Mary from Jasna Góra. There would be enough jobs for everybody. Before considering humanity, I have to be a neighbor…There would be enough dentists with enough teeth to pull, enough fires and enough firemen to put them out. Mills and factories would open again. Our friends in America would pay their debts. Soon we would all sleep peacefully, our stomachs and our hearts full. God and our great country would surround us with love and protect us from evil, from the socialists, awaken us from our national nightmare, forever…The Pope listened to the applause, waved, then went back to his car, got in, and was driven off followed by carloads of secret service agents as the sun began to sink, the afternoon turning into evening, red and gold and wonderful. Here we come to the heart of the matter: he has never left Poland – never left the houses, streets and neighbourhoods of his childhood. Although the Pope has lived in other districts of the world from time to time, sixty years on he find himself back in Poland where his mother first held him in her arms to show him the world, and we always would have seen and heard John Paul II since. During the Polish Pope’s speeches Robert has been shivering with the
purpose of Polish People’s Republic. Though, he realized it was as if he has been sailing under the Polish flag in luminous future. They’d met each other with mother until Wednesday, till June 6, 1979 after lunch. There was a red-letter day. He wrote down in the pocketbook, mother rose to greet him; she wanted that her wishes were granted. “I long for a waiting you would have stand shoulder to shoulder in the presence of a pope or bishop,” his mother said. Robert felt a
heart – rending crying. He seemed to be telling the truth to himself; that he would be firmly convinced of being in a future such the most holy Father. Until the tenth business day of the month following the month in which the Polish Pope had visited his country he went with mother to Przemyśl. He bought Slowacki’s “Mindowe” and Lessing’s “Soldier’s lot”. On July 15, 1979 they’ve been in Sanctuary of Jodłówka. Those were the days. Now it’s all over. I turned in my essay on the next Monday. On Tuesday Professor Mikolajtis faced the class. “I’ve read all your essays about our distinguished Pope’s visit to Częstochowa. I was there. Some of you, I noticed, could not attend for one reason or another. For those of you who could not attend, I would like to read this essay written by one of you.” I’ve heard one’s maiden name of me. The class was terribly silent. I was the most unpopular member of the class by far. It was like a knife slicing through all their hearts. “This is very creative,” said Mr. Professor Mikolajtis, and he began to read Robert’s essay. The words sounded good to me. Everybody was listening. My words filled
the room, from blackboard to blackboard, they hit the ceiling and bounced off, they covered Professor Mikolajtis’s shoes and piled up on the floor. Some of the prettiest buddies in the class began to sneak glances at me. All the tough colleagues were pissed. Their essays hadn’t been worth shit. Robert drank in my words like a thirsty man, and even began to believe them. Robert saw Johnny sitting there he’d punched him in the arm. Robert stretched out his legs and
leaned back. All too soon it was over. “Upon this grand note,” Professor Mikolajtis said, “I hereby dismiss the class…” They got up and began packing out. “Not you, Robert,” Professor Mikolajtis said. I sat in my chair and Professor stood there looking at me. Then he said, “Robert, were you there?” He sat there trying to think of an answer. I couldn’t. I said, “But I was there.” He smiled.
“That makes it all the more remarkable.” “Yes, dear Mr. Professor,” Robert mentioned. “You can leave, Robert.” He got up and walked out. He began his long walk home. So, that’s what they wanted to: lies. Beautiful lies. That’s what they needed. Dear Reader, you imagine, the people were fools. It was going to be easy for him. He looked around. Johnny and his buddy this day were not following him. So, things were looking up. Then there were the holiday. During his seminary duty he only met one student at seminary that he liked, the Rector. He wanted
to be a writer. ” He is going to learn everything there is to learn about writing.” “Sounds like work,” I said. “I’m going to do it.” Johnny was powerfully built, with big shoulders and arms. “I had a childhood disease,” he told me. “I had to lay in bed one time for a year squeezing two tennis balls, one in each hand. Just from doing that, I got to be like this.” He had a job as a messenger boy at night and was putting himself through our seminary. “How’d you get your job?” “I’m only interested in writing.” We were sitting in an alcove overlooking the lawn. Two colleagues were staring at us. Then one of them spoke. -“Hey,” he asked us, -“do you mind if I ask you something?” -“Go ahead.” -“Well, you used to be a sissy in grammar school, I remember
you. And now you’re a tough colleague. What happened?” We hopped down from the alcove. Classes were over. Johnny wanted to put his books in his locker. He handed me five or six sheets of paper. “Here read this. It’s a short story.” We walked down to my locker. “These are different
people,” he said suddenly. He began writing on a piece of paper. -“Listen, Robert, what do these people do?” -“Drink,” Robert said. Robert put the slip into his pocket…That night after dinner I read Johnny’s short story. It was good and he was jealous. It was about riding his bike at night
and then delivering a telegram to a beautiful woman. The writing was objective and clear, there was a gentle decency about it. After that mother had gotten him at a typewriter and he had tried some short stories. Not that that was so bad but the stories seemed to beg, they didn’t have their own vitality. His stories were darker than Johnny’s, stranger, but they didn’t work. Well, one or two of them had worked, it seemed to him, but it was more or less as if they had fallen into place instead of being guided there. Johnny was clearly better, Robert told this later. Maybe I’d try painting, he said. Why were we born in this particular corner of the world, on this particular date, once day Robert asked himself. Mostly he is disinclined to complain: I’ve accepted the city into
which I was born in the same way I’ve accepted my body and my gender, even though I still ask myself, naively, whether I might have been better off had I been born once day a pope. But this is Robert’s fate, fate of yours. Thefamilies into which we were born, these countries and cities to which the lottery of life has assigned us, they expect love from us, so, we do love them, from the
bottom of our hearts, but did we perhaps deserve better? Robert mother’s sorrowful voice comes back to him, ‘Why don’t you go outside for a while, why don’t you try a change of scene, do some travelling …?’ The whole day Robert had waited until his mother was asleep. Time is up this story. Lucy was the only woman at that time in his life. There was his girl. He had just passed a maturity’s exam. Once when his colleagues and Robert were introduced his girl, she had looked right at us and smiled. The colleagues were all young, and puffed at rolled cigarettes. Though, in hers room it’s fallen into conversation. -“Robert told us about you,” said Johnny. “You’re a writer.” -“I’ve got a typewriter,” Robert answered to that. -“You gonna write about us?” asked John. -Yes, I said solemny. Robert always mentions the year of his eighteenth birth henceforth, still sees those days as the dream. In that mercury mood in July this year, Robert and his Mother wandered about the bottom barefoot looking for the last road in the vicinity of the shrine of Our Lady of Consolation, which is located in Jodłówka – Region Podkarpackie, in the South Eastern part of Poland,. There was written a story that also appears on the table in that Sanctuary. So, they decided to go down by Gateway church. Mother waited on the porch while Robert ran into the rectory to go to the toilet. Then they had given the honor of mother of God, came to the altar between two rose windows in presbyterium, had made the vows and just came out. On the way up the stairs, Robert passed the cemetery of a juicy grass, where Mother sat with two friends. The two women were fanning themselves and watching Mother put down some dough, all
talking casually about one thing and another, and had gotten around, when Robert passed by, to the problems of child rearing.- “They a pain.” “Yeh. Wish they’d listened to mamma.” Mother smiled and said, -“Can’t help loving your own child. No matter what they do.” -“Well, Kate
grown now and I can’t say love is exactly what I feel.” -“Sure you do. You love her, like I love Robert. I just don’t like her. That’s the difference.” -“Guess so. Likin’ them is another thing.” -“Sure. We do love the people. But the different people they are, you know …” 

(there is the first tale of my own that I has been written in June, 1979 titled “I do not like of
Monday”; in the operative content coincides with that of the prior years, the heroes of my story
were colleagues from Seminary. However, you should not combine the facts and names of persons still living, author)

Prawdziwe Nabożeństwo do Matki Bożej

stanisław Barszczak, Imieniny Matki Bożej,(cz.2)

62. Jeśli więc głosimy doskonałe nabożeństwo do Najśw. Dziewicy, to tylko w tym celu, by nabożeństwo nasze do Jezusa Chrystusa stało się gruntowniejsze i doskonalsze, oraz by podać łatwy i pewny środek do znalezienia Chrystusa. Gdyby nabożeństwo do Najśw. Dziewicy oddalało nas od Jezusa Chrystusa, to trzeba by je odrzucić jako złudzenie szatańskie. Tymczasem
rzecz ma się przeciwnie… Nabożeństwo to jest konieczne, ale tylko na to, by Jezusa Chrystusa całkowicie znaleźć, ukochać Go i wiernie Mu służyć. 81.par.2. By się wyzuć z siebie samego, trzeba codziennie zamierać sobie samemu, tzn. trzeba dzierżyć na wodzy władze duszy i zmysły
ciała, trzeba patrzeć, jakoby się nic nie widziało, słyszeć jakoby się nic nie słyszało, posługiwać się rzeczami tego świata, jakoby się ich nie używało (Por.1Kor). Św. Paweł nazywa to codziennym umieraniem: quoditie morior. (Por.1Kor 15, 31). Jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię
nieobumrze, samo zostaje. (J 12, 24-25). Jeśli nie zemrzemy sami sobie i jeśli najświętsze nasze praktyki religijne nie doprowadzą nas do tej śmierci tak koniecznej a zarazem tak życiodawczej, nie przyniesiemy owocu pożytecznego; nasze nabożeństwa będą bezużyteczne, a wszystkie nasze dobre uczynki będą skażone miłością własną i samowolą. I dlatego Pan Bóg brzydzić się będzie
największymi naszymi ofiarami i najlepszymi uczynkami, a w chwili śmierci z próżnymi staniemy rękoma, tzn. bez cnót i zasług i nie będzie w nas ani iskry czystej miłości. Bo miłość taką posiadają tylko dusze obumarłe sobie, których życie ukryte jest z Jezusem Chrystusem w Bogu. (Por. Kol 3, 3). 82. par.3. Spośród wszystkich nabożeństw do Matki Najświętszej trzeba wyszukać to, które najprędzej nas doprowadzi do obumarcia sobie, bo to będzie najlepsze i najbardziej nas uświęci. Trzeba bowiem pamiętać, że nie wszystko co się święci jest złotem, że nie wszystko, co słodkie, jest miodem, że nie wszystko co jest łatwe i co większa część ludzi
wykonywa, najwięcej uświęca. Podobnie jak w łonie natury istnieją tajemnice, dzięki którym w krótkim czasie z małym nakładem kosztów i bez trudu dokonywać można pewnych naturalnych czynności, tak i w porządku łaski są tajemnice, dzięki którym w krótkim czasie radośnie i łatwo spełniać można dzieła nadnaturalne, pozbyć się miłości własnej, napełnić się Bogiem i stać się
doskonałym. Nabożeństwo, o które obecnie chodzi, jest jedną z tych tajemnic łaski, nieznaną wielkiej częsci chrześcijan, znaną jedynie niewielkiej liczbie spośród pobożnych, a praktykowaną i wykonywaną przez jeszcze mniejszą ich liczbę. 105. Przechodzimy do krótkiego przedstawienia
prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Dziewicy, które powinno być: 1 – wewnętrzne,
2 – czułe, 3 – święte, 4 – stałe, 5 – bezinteresowne. 106. Prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy jest wewnętrzne, tzn. płynie z umysłu i serca, pochodzi z głębokiego
szacunku do Najświętszej Dziewicy, z wielkiego wyobrażenia o Jej wielkości, i z miłości ku Niej. 107. Jest ono czułe, tzn. pełne zaufania do Najśw. Maryi Panny, zaufania dziecka do najlepszej matki. Nabożeństwo to sprawia, że dusza ucieka się do Niej we wszystkich potrzebach ciała i duszy z wielką prostotą, z zaufaniem i czułością, że błaga tę dobrą Matkę o pomoc zawsze,
wszędzie i w każdej potrzebie: w wątpliwościach o światło, na bezdrożach o wskazanie właściwej drogi, w pokusach o pomoc, w słabościach o siłę, w upadkach o poddźwignięcie, w zniechęceniu o otuchę, w skrupułach o radę, w krzyżach, pracach i przeciwnościach życia o pociechę. Słowem we wszystkich dolegliwościach ciała i duszy jest Maryja ich zwykłą ucieczką i to bez obawy,
by się dobrej tej Matce zbytnio nie narzucać lub się Jezusowi nie narażać. 108. Prawdziwe nabożeństwo jest święte, tzn. prowadzi duszę do unikania grzechu i do naśladowania cnót Najśw. Maryi Panny, zwłaszcza Jej głębokiej pokory, żywej wiary, ślepego posłuszeństwa, nieustającej modlitwy, wszechstronnego umartwienia, boskiej czystości, Jej gorącego miłosierdzia, Jej
heroicznej cierpliwości, Jej anielskiej słodyczy, i iście boskiej mądrości. Oto dziesięć głównych cnót Najśw. Maryi Panny. 109. Prawdziwe nabożeństwo do Najśw. Maryi Panny jest stałe. Utwierdza ono duszę w dobrem i sprawia, że człowiek dla błahych powodów nie opuszcza praktyk religijnych. Czyni ono duszę odważną wobec świata i jego zasad, mężną w zwalczaniu ciała i
jego namiętności, oraz szatana i jego pokus. Stąd pochodzi, że człowiek, który Najśw. Maryi Pannie rzeczywiście służy, nie jest zmienny, zgryźliwy, niespokojny lub bojaźliwy. Nie znaczy to, jakoby dusza taka niekiedy nie upadła lub nie zmieniała czasem swych praktyk religijnych; lecz kiedy upadnie, wnet się podnosi, wyciągając ręce do swej dobrej Matki; a jeśli ją nawet nawiedzi
oschłość, dla której nie znajduje pociechy w nabożeństwie, nie popada w rozterkę, gdyż żyje z wiary w Jezusa i Maryję, a nie z uczuć cielesnych. 110. Prawdziwe nabożeństwo jest bezinteresowne, tzn. sprawia, że dusza nie szuka siebie, lecz tylko Boga w Matce Najświętszej.
Prawdziwy czciciel Maryi nie służy tej dostojnej Królowej dla jakiejś korzyści lub zysku, ani dla własnego dobra doczesnego lub wiecznego, cielesnego lub duchowego, lecz jedynie dlatego, że warto Jej służyć, a przez Nią Bogu, nie kocha Maryi dlatego, że Ona wyświadcza mu dobrodziejstwa lub się od Niej dóbr jakichś spodziewa, ale dlatego, że jest godna miłości. I dlatego kocha Ją i Jej służy tak samo w zmartwieniach i w oschłości, jak w czasie wesela duszy i
żarliwego nabożeństwa; kocha Ją tak samo na Kalwarii, jak na godach w Kanie Galilejskiej. Jakże miły i drogi w oczach Boga i Najśw. Panny jest ten, kto nie szuka siebie w usługach jakie Jej oddaje! Niestety jak rzadko duszę taką spotykamy! I dlatego właśnie chwyciłem za pióro by spisać to, czego przez długie lata nauczałem publicznie i prywatnie. 120. Ponieważ cała nasza doskonałość polega na tym, by upodobnić się Panu Jezusowi, zjednoczyć się z Nim i Jemu się poświęcić, przeto najdoskonalszym nabożeństwem jest bezsprzecznie to, które czyni nas najwięcej podobnymi Jezusowi, najściślej z Nim jednoczy i poświęca nas Jemu wyłącznie. A
że Najśw. Maryja Panna ze wszystkich stworzeń najwięcej podobna jest Panu Jezusowi, stąd wynika, że nabożeństwo do Najśw. Maryi Panny spośród wszystkich nabożeństw duszę naszą najwięcej jednoczy z Panem Jezusem i sprawia, że staje się Jemu najbardziej podobna. Im więcej dusza poświęcona jest Maryi, tym bliższa jest Panu Jezusowi. I dlatego doskonałe poświęcenie się Panu Jezusowi nie jest niczym innym, jak doskonałym i całkowitym poświęceniem się Najśw.
Dziewicy. I takie właśnie jest nabożeństwo, które głoszę i które w istocie swej jest tylko doskonałym odnowieniem ślubów i przyrzeczeń Chrztu św. 121. Wspomniane nabożeństwo polega na zupełnym oddaniu się Najświętszej Dziewicy, by przez Nią należeć całkowicie do Pana Jezusa. (św. Jan Damasceński). Trzeba Jej oddać: 1) nasze ciało ze wszystkimi jego zmysłami i członkami; 2) naszą duszę ze wszystkimi jej władzami; 3) nasze dobra zewnętrzne, tzn. majątek,
który obecnie posiadamy, jak i ten, który w przyszłości posiądziemy; 4) nasze dobra wewnętrzne i duchowe, tzn. nasze zasługi, cnoty, dobre uczynki, zarówno dawne jak teraźniejsze i przyszłe; słowem, wszystko, co posiadamy w porządku natury i łaski, oraz wszystko, co w przyszłości posiąść możemy w porządku natury, łaski i chwały. A to wszystko oddajemy Maryi bez wszelkich zastrzeżeń, nie rezerwując dla siebie choćby jednego szeląga, jednego włosa lub najmniejszego uczynku. Tę naszą ofiarę czynimy na całą wieczność, nie żądając, ani spodziewając się w zamian żadnej innej nagrody, prócz zaszczytu należenia do Pana Jezusa przez Maryję i w Maryi, chociażby ta Miłościwa Pani nie była taka, jaka rzeczywiście jest, tzn. nie była najszczodrobliwsza i najwdzięczniejsza spośród istot stworzonych. 183. Wspaniały przykład wszystkich prawd dotyczących Najśw. Dziewicy oraz Jej dzieci i sług, podaje nam Duch Święty w Piśmie Św.,
mianowicie w historii Jakuba, (Rodz 37), który otrzymał błogosławieństwo ojca Izaaka dzięki zabiegom i staraniom swej matki Rebeki. 212. Maryja, zgromadziwszy łaski dla Swoich dzieci i wiernych sług, po otrzymaniu dla nich błogosławieństwa Ojca Niebieskiego, w zjednoczeniu z Jezusem Chrystusem, zabezpiecza ich w Jezusie i Jezusa w nich. Trwa przy nich, stale czuwa nad nimi, z obawy, aby nie utracili łask u Boga i nie wpadli w szpony swych wrogów. “Zachowuje świętych w całej ich pełni” (św. Bonawentura, por. 174),pomaga im przetrwać do końca. To jest
najwłaściwsze wyjaśnienie historii Jakuba i Ezawa, historii z zamierzchłych czasów o wybranym i potępionym, historii tak nieznanej i tak pełnej tajemnic. 213 – 225. Mój ukochany bracie, o ile będziesz wierny praktykom zewnętrznym i wewnętrznym tego nabożeństwa, to następujące efekty będzie widać w twojej duszy: 1. Poznanie i wzgarda samego siebie – Za pomocą światła, którego ci udzieli Duch Św. przez Swą wierną Oblubienicę Maryję, poznasz swoją złą naturę,
swe zepsucie i niezdolność do wszystkiego co dobre, a dzięki temu poznaniu będziesz sobą gardził, będziesz tylko ze wstrętem myślał o sobie. Będziesz na siebie patrzył jako na ślimaka, który brudzi wszystko swoją śliną, lub jak na ropuchę, która wszystko zatruwa swą trucizną, lub jako na złośliwego węża, który tylko czyha na to, by kogo oszukać. Wtedy to pokorna Maryja pozwoli ci brać udział w Swej pokorze i sprawi, że będziesz sobą gardził, że nie będziesz
nikogo lekceważył, że będziesz kochał poniżenie. 2. Uczestnictwo w wierze Maryi – Najświętsza Dziewica pozwoli ci również uczestniczyć w Swej wierze, która za Jej ziemskiego życia większą była niż wiara wszystkich Patriarchów, Proroków, Apostołów i wszystkich Świętych. 3. Łaska czystej miłości – Matka pięknej miłości (Ekli 24, 24) oswobodzi twe serce z wszelkiego niepokoju sumienia i z wszelkiej niewolniczej obawy. Ona serce twe otworzy i rozszerzy, tak, że
będziesz biegał po drodze przykazań(Por. Ps 118, 32) Jej Syna ze świętą swobodą dzieci Bożych. Ona wprowadzi do twego serca czystą miłość, której skarb Ona jedna posiada. Odtąd w postępowaniu twym kierować się będziesz już nie obawą, lecz czystą miłością ku Bogu, który Sam jest Miłością. 4. Wielka ufność w Bogu i w Maryi – Najświętsza Dziewica napełni cię
wielką ufnością w Boga i w Siebie samą, bo nie będziesz już zbliżał się do Jezusa sam, lecz zawsze przez tę dobrą Matkę. Również, ponieważ ofiarowałeś Jej wszystkie swe zasługi, łaski i zadośćuczynienia, by nimi rozporządzała wedle Swej woli, dlatego udzieli ci Ona Swych cnót, przywdzieje cię Swoimi zasługami, tak, że z ufnością możesz powiedzieć Bogu: “Oto Maryja, Twa służebnica, nich mi się stanie według słowa Twego. Oto ja służebnica Pańska, niech mi się
stanie według słowa twego. (Łk 1,38) 5. Zjednoczenie się z duszą i duchem Maryi – Jeśli tylko będziesz wierny praktykom tego nabożeństwa, to dusza Najświętszej Dziewicy zjednoczy się z
duszą twoją, by wielbić Pana. Jej duch, ducha twego ogarnie, by radować się w
Bogu, Swym Zbawicielu. “Niech dusza Maryi będzie w każdej duszy by wielbić Pana, niech duch Maryi będzie w każdej duszy, by cieszyć się w Bogu.” (św. Ambroży). 6. Przeobrażenie dusz w Maryi na obraz Jezusa Chrystusa– Jeśli to Drzewo Życia jakim jest Maryja starannie pielęgnować
będziemy w duszy naszej, to przyniesie ono owoc w swoim czasie, a owocem tego
nie jest nic innego, jak Jezus Chrystus. 227. Ci którzy chcą poświęcić się temu szczególnemu
nabożeństwu… – powinni przynajmniej przez dwanaście dni pracować nad tym, by się wyzbyć ducha tego świata, będącego przeciwnikiem ducha Jezusa Chrystusa; dalej powinni poświęcić ze trzy tygodnie, by się napełnić Jezusem Chrystusem przez Najświętszą Dziewicę. Oto porządek jakiego winni się trzymać. 228. W pierwszym tygodniu ofiarują w duchu pokory wszystkie swe modlitwy i dobre uczynki z prośbą o poznanie samych siebie i o żal za grzechy. W tym celu mogą, jeśli zechcą, rozmyślać nad tym, co powiedziałem wyżej o grzesznym podłożu ludzkiej natury, uważając przez ten tydzień samych siebie za pełzające robactwo, za węże, za kozły. Można by też
rozwazać następujące trzy myśli św. Bernarda: Rozważaj, czym byłeś – nasieniem zepsutym;
czym jesteś – naczyniem pełnym błota; czym będziesz – pastwą robaków. Będą prosili Pana Naszego i Ducha Św., by ich oświecił. W tym celu mogą odmawiać będą Akty Strzeliste: Panie, abym przejrzał! (Łk 18, 41); Spraw bym poznał samego siebie! (św. Augustyn), czy Przyjdź Duchu Św..” wraz z litanią do Ducha Św. i będą się uciekali do Najświętszej Dziewicy z prośbą o tą wielką łaskę, mającą być podstawą wszystkich innych łask. W tej intencji odmawiać będą codziennie hymn “Ave Maris Stella” i litanię Loretańską do Najświętszej Maryi Panny. 229. W czasie drugiego tygodnia starać się będą we wszystkicj swych modlitwach i uczynkach o to, by poznawać Najświętszą Dziewicę. O poznanie to prosić będą Ducha Świętego. Jako czytanie i rozmyślanie służyć im może to co w niniejszej książeczce powiedzieliśmy o Najświętszej Pannie.
Podobnie jak w pierwszym tygodniu mogą od mawiać w tej intencji litanię do Ducha Św., Ave Maris Stella, dodatkowo codziennie Różaniec Św. 230. Trzeci tydzień poświęcą poznaniu Jezusa Chrystusa. W tym czasie mogą czytać i rozmyślać to, co o tym powiedzieliśmy; mogą odmawiać
modlitwę św. Augustyna (par.66) i powtarzać z tym świętym ustawicznie: “Novum te: Panie, sprawa abym cię poznał!” Panie spraw, abym widział, kim jesteś!” Również odmawiać mogą litanię do Ducha Św. i Ave Maris Stella oraz litanię do Imienia Jezus. 231. Pod koniec trzeciego tygodnia wyspowiadają się i komunikować się będą w intencji oddania się Jezusowi Chrystusowi jako niewolnicy z miłości przez ręce Maryi. Po Komunii Św. zaś złożą Akt Ofiarowania się. Uprzednio powinni własnoręcznie przepisać tekst Aktu Ofiarowania się, mogą się też posłużyć przygotowaną uprzednio kopią. Na dokumencie złożą podpis i datę. 232. Byłoby rzeczą wskazaną by dnia tego złożyli Jezusowi Chrystusowi i Jego Najświętszej Matce jakąś daninę jako pokutę za swe przeszłe niewierności, oraz by przez to zaznaczyć swą zależność od panowania Jezusa i Maryi. Daninę tę może stanowić post, jakieś umartwienie lub jałmużna. Wystarcza rzecz najdrobniejsza, byle z dobrego serca, bo Jezus patrzy tylko na dobrą wolę. 233. Przynajmniej raz do roku, tego samego dnia, powinni wznawiać Akt Ofiarowania się, spełniając te same ćwiczenia przez trzy tygodnie. Zbawienną jest rzeczą odnawiać je co miesiąc, a nawet codziennie tymi
słowami: “Tuus totus ego sum, et omia mea tua sunt”.  “Jestem cały Twój, O Jezu, i wszystko co moje należy do Ciebie, przez Maryję, Twoją Niepokalaną Matkę.”Przedstawiłem te fragmenty Traktatu, by Państwu uświadomić, jak bardzo jest aktualny w naszym życiu chrześcijańskim. Tak więc w dniu imienin Matki Bożej Częstochowskiej jeszcze raz powtórzmy tę jedyną prawdę: Maryja prowadzi nas do Jezusa, a przez Jezusa kieruje nas do Kościoła.