Stanisaw Barszczak, Fragmenty z udanego, choć nie przeprowadzonego
jeszcze wywiadu dla „Życia parafii“,cd.
Na południe od centrum miasta znajduje się Manchester Airport (tam lądowaliśmy), które obsługuje loty do ponad 200 miejsc w Europie, Ameryce Północnej, Karaibach, Afryce, Azji i na Środkowym Wschodzie. Lata tu 90 linii lotniczych z trzech terminali. W 2006 roku przez lotnisko przewinęło się 22 miliony pasażerów co czyni je jednym z najbardziej ruchliwych w UK. W centrum miasta znajdują się dwie stacje kolejowe Victoria Station i Manchester
Piccadilly. W 1992 roku otworzono Metrolink, nazywany tu “lekkim systemem
kolejowym” a w Polsce odpowiadałby on raczej pojęciu tramwaj, który jeździ do trzech
dzielnic Manchesteru: Eccles, Altrincham i Bury. Po mieście jeździ wiele
autobusów głównie obsługiwanych przez firmę Stagecoach, ale na
wydzielonych trasach jeżdzą też autobusy First, Arriva i Finglands. Obwodnica w
Manchesterze to M60, którą jednak można dostać się do miasta. Łączy się ona z
M56 w strone lotniska i Chester, M61 do Bolton, Preston, M62 do Liverpool, na zachód i do Leeds na wschód, M66 do Bury i M67, która powinna prowadzić do Sheffield, ale nigdy nie została dokończona. Wewnętrzna droga główna to A57 znana jako Mancunian Way, która biegnie na południe od centrum miasta. Jedną z atrakcji miasta jest także system kanałów, który obejmuje Kanał Manchester, Bury i Bolton, Kanał Rochdale, Manchester Ship Canal wpływający do
morza, Kanał Bridgewater, Kanał Ashton oraz Kanał Leigh łączący się z Kanałem
Leeds Liverpool. Są one używane głównie w celach rekreacyjnych, jednak w
przystani w Castlefield można zaobserwować barki mieszkalne dla miłośnikow tego
stylu życia. Opisując Manchester nie sposób nie wspomnieć o charakterystycznych
dzielnicach miasta, które wyróżniają go spośród wielu innych. Także w pobliżu
Lloyd street mieści się tu wiele popularnych klubów zlokalizowanych w
odnowionych magazynach z okresu rewolucji przemysłowej tuż nad sławnymi
kanałami. W Chinatown ozdobiona imponującym łukiem chińskim, gdzie miesci się
mnóstwo chińskich restauracji, bufetów i knajp, na ulicach można usłyszeć
rozmowy w języku chińskim a w połowie lutego hucznie obchodzi się tu początek
nowego roku według chińskiego kalendarza. Wśród tłumów odwiedzających można
zauważyć chińskie smoki, które rytualnie wstępują do każdej ze zlokalizowanych
tu restauracji aby swoim tradycyjnym tańcem zagwarantować im szczęście w
interesach. W całym centrum miasta znajdują się lampiony a na głównych placach
odbywają się pokazy sztuk walki, wystawy sztuki chińskiej i festiwale. Dźwięki
orientalnej muzyki unoszą się nad miastem, które o północy rozbłyskuje światłem
z setek ogni sztucznych przygotowanych specjalnie na tą okazję… Organizacje
Polonijne w Manchester Parafia Miłosierdzia Bożego, Manchester, 196 Lloyd
Street North, Manchester, M14 4QB, www.parafiamanchester.org.uk,
Koło Polskie w Manchester, 433 Cheetham Hill Road, Manchester, M8 OPS, www.polish-club.co.uk. Podobnie jak w wielu innych większych miastach w Anglii, Menchester ma duże
koła widokowe w Exchange Square, z którego można oglądać widoki z wysoka. Można
wybrać się tez na spacer do „Corner to Urbis” by podziwiać wspaniale widoki nie
ponosząc dodatkowych kosztów. Manchester oferuje wszystko to co można chcieć od
miasta. Świetne miejsca na zakupy, dobre noclegi oraz wiele interesujących
miejsc do odwiedzenia, takich jak muzea, wystawy i galerie sztuki,
zakwaterowanie, dobre zaplecze rekreacyjne i restauracje. Manchester jest
doskonałym miejscem udane na zakupy. W „Arndale Shopping Centre” w tamtejszym
centrum handlowym jest ponad 240 różnych sklepów, a w centrum miasta jest ich
dużo więcej. „The Triangle” oferuje największe doświadczenie projektowania i
wyrobu biżuterii. Dla fanów futbolu Manchester jest siedziba dwóch wielkich
klubów piłkarskich : Mechester Unitet i Manchester City. Wybierz się do muzeum
i do „Old Trafford Stadium”. Spacerowałem po Albert Square, Katedra w
Manchesterze. W mieście możemy zobaczyć: Dworzec kolejowy Victoria Station,
Katedrę zbudowaną w XV wieku w stylu gotyckim, Teatr Contact na kampusie University of
Manchester przy Oxford Road w Manchesterze, Szpital okulistyczny –
recepcja, zabytkowy szpital z XV-XVII wieku, gotycki ratusz (wewnątrz byłem),
budynki w stylu georgiańskim z XVIII wieku (St John Street), budynki w stylu
wiktoriańskim (Barton Square) Athenaeum, Royal Theatre i Free Trade Hall z XIX wieku (Peter
Street), Museum of Science and Industry (np. lokomotywy), Gallery of English
Costume, Greater Manchester Police Museum, Imperial War Museum
North Manchester, Jewish Museum, Manchester, Museum, Pankhurst Centre , People’s
History Museum (odwiedziłem to muzeum), Urbis Beetham Tower najwyższy wieżowiec w mieście…Jaki jest dzisiaj mój plan dla –powiedzmy-„dwóch tysięcy bezrobotrnych“?: powinniśmy nie zgadzać się na manipulacje ludźmi, i kierowanie ich emocjami, ale stwarzać warunki lepszej informacji, czynić życie łatwym, żeby ludzie osiągnęli ich cele
(goal). Joseph Brotherton, brytyjski polityk, w kwestii zmniejszenia czasu
pracy dla “małolatów” w przędzalniach w XIX stuleciu, powiedział: ”Przy obecnym
systemie każdy człowiek, który trochę orientuje się w tej sprawie wie, że praca
(labour) jest to zbyt dużo dla dzieci. Nie zawaham się w
deklaracji jednoznacznie, że praca (labour), to jest zbyt dużo dla dzieci, by
mogły ją nieść…” George Loveless kiedyś powiedział: “Jeśli naruszyliśmy
jakieś prawo to nie zostało to zrobione celowo, nie chodziło nam o zranienie
żadnej opinii tłumu, żadnego charakteru, osoby, nie chodziło nam nawet o
dobrobyt. Spotkalismy się, to powiem mocno, aby zachować siebie, nasze żony i
dzieci od ostatniej(utter) degradacji i głodu.” I dzisiaj jesteśmy przybijani
do krzyża codzienności. Trudności życia i pracy mojej mamy, która pracowała w
hucie po osiem godzin dziennie i więcej pozostają , stają się adwokatami jej
poglądów dzisiaj, jakby jeszcze bardziej wołają o sprawiedliwość rozwiązań.
Uważam to jeszcze za zbyt ryzykowne, żeby obywatel w tym trudnym, heterogennym
społeczeństwie początku trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa mógł się prawnie
odnaleźć. Więcej publicznej otwartości, więcej opinii publicznej jako warunku
ukrywania i przemilczania, więcej otwartości w sensie poręczenia prawnego w kwestii, co
obywatel musi wiedzieć, żeby w tym trudnym, heterogenicznym społeczeństwie, w
którym żyje, mógł prawnie się odnaleźć. Mówię to, bo zawsze myślę o tym, że to
jednak jest ryzykowne. Dla tego, co tu przedkładam, zaproponowałem zatem trudny tytuł.
Gdybym nawet mógł jeszcze raz przemyśleć go, chciałbym być może przepowiadać,
zarazem przedkładać ten tytuł, z większą ilością znaków zapytania, innymi słowy
z większym wkładem, większym udziałem i uczestnictwem? Można tak powiedzieć, że
demokracja nie istnieje bez otwartości publicznej, bez opinii publicznej, że
demokracja jest potworem na obowiązki i staje się jawna i po raz pierwszy przejrzysty
dzięki krytycznej otwartości. Opinia publiczna jest początkiem wszelkiego
wydarzenia.- Wnoszę z księdza książek, że zaplecze władzy politycznej nigdy nie
było dość straszne, nigdy dość sympatyczne. Wzmiankował ksiądz w swoich esejach
o pojęciu społecznej umowy na wzór „Umowy społecznej” J.J.Rousseau (por. mój
tekst „Konstytucja czystej subiektywności” z 2002 roku).- Wie Pani, bardzo
polubiłem kiedyś postać Sir Winstona Leonarda Spencera-Churchilla, i jego
mocne przemówienia w parlamentach świata oraz do narodu angielskiego, jak
choćby to zdanie: ”Od Szczecina przy Morzu Bałtyckim, aż do Triestu nad
Adriatykiem, przez kontynent spuszczono żelazną kurtynę.” Ale Churchill
zmarł, gdy miałem 4 lata. Jako uczeń gimnazjum, następnie Seminarium w
Krakowie, poznałem pewne osobistości naszego życia. Wcześnie w telewizji
śpiewał Mieczysław Fogg, którego piosenki o wojennej Warszawie bardzo
pokochałem. I dzisiaj z moim mizernym głosem śpiewałbym je godzinami. W
Krakowie przeszedł obok mnie na ulicy Aleksander Krawczuk, w Filharmonii
ujrzałem Jerzego Bińczyckiego, na uczelni przyjmowaliśmy Jerzego Stuhra,
Władysława Bartoszewskiego, Zdzisława Ryna, Marka Skwarnickiego. Czy literatura
w ujęciu tego ostatniego była dla nas ważna? Właściwie nie. Podczas wakacji na
tzw. Oazach słyszałem dużo o ks. Frańciszku Blachnickim. Niewiele mówiło się o
Blachnickim. Jego duch i jego Idea kształcenia młodych ludzi, która przez niego
samego została mocno sformułowana, weszła naturalnie na uczelnię… Ale
profesorowie więcej niż uczeń poczuli się z nią związani i jej pomysłodawcą.
Ale ja nie mogę sobie przypomnieć, żebyśmy na jakichś naszych wykładach byli
przejęci Blachnickim. -Czy tę kwestię podnosił ksiądz już wówczas, czy stawiał
na pierwszym miejscu?- Oczywiście nie. Byłem na to jeszcze nieprzygotowany. Po
Seminarium zdecydowałem się studiować filozofię dalej u Księdza Józefa Tischnera, a równocześnie pasjonowałem się literaturą, jeszcze od czasów gimnazjalnych i „mojego” profesora polonisty.-Dlaczego taka kombinacja?- Literatura, ponieważ wierzyłem, że musiałem to robić, aby uspokoić moją mamę. Albowiem ojciec zniknął z mojego życia u zarania mojego dzieciństwa.
–Kim chciałem być? Listonoszem? Komentatorem sportowym? Inżynierem-elektronikiem?
Nigdy wówczas nie pomyślałem, żeby kiedyś stać się Radcą prawnym, teraz żałuję.
Niechętnie chodziłem do szkoły. A jeśli to jest coś nowego, to przecież coś
atrakcyjnego. Filozofia, to było coś, co można tak mówić, co leżało na drodze
mojego osobistego rozwoju. Musiało się w tym czasie po prostu studiować
filozofię. Miałem szczęście poznać księdza Tischnera. Był cudownym człowiekiem,
można było z nim bardzo otwarcie i dobrze mówić i dużo się u niego nauczyć.
Choć zawsze jeszcze wtedy czułem palpitacje serca przez wyrażeniem swojej
opinii o czymś, na jakiś temat. To co się wtedy uczyłem, towarzyszyło mi długo
przez moje życie. A i teraz nieustannie jestem jeszcze zajęty pogłębianiem tego
doświadczenia. Przez kolejne lata spotykaliśmy się z księdzem Profesorem Janem
Związkiem, u którego pisałem pracę magisterską. Myślę, że mówienie o przyjaźni,
byłoby zarozumiałością. Ale, że jest to człowiek, do którego mam wielki
szacunek i który później zawsze bywał w Seminarium. Mam wszelkie powody, by
mówić zawsze pozytywnie i ciepło o nim. A kto to jest ks. Zdzisław Wójcik? On
był zawsze bardzo szalony i bardzo sympatyczny. Siedzieliśmy długo i często w
domu radia „Fiat” w Częstochowie, poruszałem różne tematy, w miejscu gdzie przed trzydziestu trzema laty była łąka, i pewnego czerwcowego poranka lądował helikopter z prymasem Stefanem
kardynałem Wyszyńskim i Dostojnym Gościem, papieżem z rodu Polaków, Janem
Pawłem II. Byłem raz nawet tutaj szczęśliwy, że miałem pracę i mogłem przez
radio przedstawiać moje impresje z różnych podróży po świecie. Ale teraz to
minęło, choć fascynacja tym radiem trwa nadal. Miałem następnie marzenia
zaprzyjaźnić się z wieloma kapłanami.-Mamy inne jeszcze sporo etapów do
rozpoznania. Jak Pani wie, przeniosłem się do Olsztyna. Jak burzliwe były to
czasy? Poczyniliśmy pewne skoki w moim życiu, których pełniejszy interes teraz
chciałbym zrozumieć. Trzeba by o nich coś powiedzieć, ale znam się i powiem
tylko, że do tych czasów miałem zawsze wielki szacunek. Myślę, że jestem
umiarkowanie dobrym dyplomatą. Ale są kontrasty i te kontrasty rozszczepiają
się jaśniej w dziedzinie duszpasterstwa. Podobnie jak w innych dziedzinach.
Były silne konflikty, plusy i minusy. Walczyłem o słuszną sprawę zawsze, jestem
bardzo za spełnioną harmonią, ale z drugiej strony w obliczu niektórych kwestii
nie można przejść bez sporów. Inne dywany są zasadniczo przeznaczone każdemu.-
A przeciw czemu ksiądz protestuje? Odpowiem tak, nie uczyniłem w moim życiu
wielkich przyjaźni, a szkoda. Kultura jest dzikim zwierzęciem, a żadnym kotem
domowym. Można odnieść wrażenie że kultura w służbie Telewizyjnego Uniwersytetu
–nowy pomysł ze strony mojego Kościoła-przyczyni się o zwiększenia świadomości
naszych ludzkich problemów i ich rozwiązań. Ale jestem pesymistą w kwestii
walki o kulturę współczesną Polaków, jakkolwiek patrzę z nadzieją w jutro. Ja
nie wierzę mianowicie w to, że kultura jest coś takiego jak estetyczny Dochód
merytokracji. Kultura jest raczej, jak ktoś to powiedział, próchnicą, z której
wszyscy żyjemy. Należy ją dobrze przygotować. Konieczne jest ugruntowanie
przeciwko tym, którzy wierzą, że może być karmiona przede wszystkim innymi, lżejszymi,
sportowymi obszarami. Jest to błąd. Kończę wreszcie te refleksje dzisiejsze. A
w szóstym dniu stworzył Bóg Manchester, jeszcze dziś słyszę te słowa po mojej
podróży do Manchesteru. Przez setki już lat trwa tam walka o zdrowie, pokój i
wolność, czego i wam kochani Czytelnicy życzę.