Coś o szkole

Stanisław Barszczak—Ten to miał szkołę—
A mogło być tak. Florencka Sala przesłuchań tryskała świątecznym blaskiem. Śledczy florenckiej rady Dziesięciu miał na sobie obcisły, jedwabny trykot i bluzę w ciemnogranatowym, prawie czarnym kolorze. Ale oto Machiavelli podniósł się z miejsca, witając członków Signorii. Miał na sobie kubrak z perłowoszarego atłasu- błyszcząca biała koszula mimo upału wyglądała nienagannie. – Są jeszcze inni wrogowie i basta. Ale Niccolo Machiavelli wiedział o kogo chodzi. Nie był szczególnie lubiany ze względu na skłonność do grubiaństwa i obraźliwych uwag, co jakże mocno kontrastowało z naturalną elegancją i uprzejmością papieża. Tak czy inaczej był nietuzinkowym wrogiem. Wydaje mi się, że Niccolo uczęszczał do znamienitej szkoły… Co do mnie to w szkole bywało tak, że to co pani mówiła, z tego nic do mnie nie docierało. Owszem wolałem patrzeć na ptaki i wiewiórki, które skakały po lipie za oknem. W moim dzieciństwie byłem najnormalniejszym z wszystkich rówieśników. Stroniłem od wykolejeńców. Ale uważam, zresztą chyba po to tylko wymyślono ten zakład, żebyśmy się innym nie pętali między nogami. Kiedyś zaczepił mnie jakiś młokos i warknął, pokazując palec wskazujący, że jeszcze się ze mną “porachuje”. Ale nie miałem cykora. Wieczorem jego rodzice skarżyli się mojej mamie, mówili wręcz, że jak jeszcze raz podniosę rękę na ich syna to skontaktują się z kim trzeba, żeby mnie “zamknięto.” Ale ja nigdy nie byłem wariatem. A na urodziny otrzymałem dwie pary skarpet, czekoladę, ciastka-wafle, kawę, książkę i nową koszulę. Z drugiej strony wolałem patrzeć na ich córkę. Ma na sobie białą sukienkę, różowy kwiatek we włosach. Zaplotła swe włosy w warkocz i ukryła pod kosmetykami różowość cery, wyglądała młodo i niewinnie. I właśnie po tym się zorientowałem, że chyba ‘wdepnąłem w gówno’. Jeszcze jak byłem nastolatkiem i coś przeskrobałem mama mówiła: Stasiu, musisz być grzeczny, bo cię zamkną w zakładzie. Ja na to nie mrużę oczami, jakby chciał wypatrzeć hen daleko wschodzącą gwiazdę, czy też obejrzeć życie na księżycu albo co… ‘Poeci’, których spotkałem w mym życiu nie byli żadnymi “zasranymi zrzędami.” Przyszedł piękny czas, ja z utęsknieniem wczytywałem się w wojnę Cezara z Gallami. Cezar musiał zdobyć władzę tu na ziemi, gdyż inaczej jego głowa zostanie zatknięta na ostrzu włóczni na murach Rzymu. Chciał mieć żonę i dzieci, powinien więc być silny i bogaty, żeby się wydźwignąć ponad ludzkie stado. Żeby to osiągnąć, będzie musiał popełnić czyny, za które Bóg jego ojca każe mu odpokutować. Jaki jest sens wiary w takiego Boga… Śmierć była dla innych, nie dla niego… Pewnie już wiecie, że zakochałem się w Rzymie. Ten Rzym pamięta całe epoki. Przełom stuleci, renesans ludzkości, Aleksander VI Borgia był ubrany formalnie, lecz skromnie- jak papież, który rozdziela łaski, nie będąc ich beneficjentem. Miał na sobie prostą, białą szatę, obszytą czerwonym jedwabiem, na głowie zaś cienką, lnianą mitrę. Jego sekretarz był typowym skrybą. Miał sflaczałą twarz, cechującą człowieka, który nigdy nie polował ani nie nosił zbroi, i oczy zezowate od czytania. Był tak chudy, że wypełniał sobą jedynie małą część krzesła. I tu w pałacach watykańskich Giulia miała rzec papieżowi: “Czy kochana Świątobliwość zechce podnieść moje włosy?’ Co by się stało, gdyby Bóg obiecał nam niebo tu, na ziemi, i uczynił je łatwo osiągalnym? -rzekł Aleksander VI. To co łatwo osiągalne, jest bez znaczenia… Bez wszystkich tych przeszkód, nazywanych nieszczęściami, wcale byśmy się nie radowali z dotarcia do nieba. Syn Aleksandra VI Cezar wkraczał do Rzymu w aureolo zdobywcy. Jako rodzeństwo często rozmawiali ze sobą:-(Aleksander VI z Cezarem) Z tobą nawzajem jesteśmy związani, to wiedz jesteśmy rodziną… Bo jeśli uszanujemy ten związek, nikt nigdy nas nie zwycięży- nauczymy się siebie ochraniać i czuć. -(Cezar z Lukrecją) W tej chwili to jest twój wybór. Nie możesz wybrać tego, którego poślubisz, ale możesz wybrać swego pierwszego mężczyznę. Oboje musimy być tym, czym chce nas widzieć ojciec święty, choć ja wolałbym zostać żołnierzem nie kardynałem. Pewnego dnia Rzym uroczyście witał powrót innego syna papieża, Juana Borgii. Syn papieża jechał ulicami na gniadej klaczy, okrytej złotogłowiem, trzymając w ręku lejce ozdobione drogimi kamieniami. Miał na sobie brązowy kaftan z najlepszego aksamitu i wysadzaną szmaragdami pelerynę. Ciemne oczy Juana patrzyły władczo, na ustach gościł butny uśmiech bohatera pełnego nadchodzących zwycięstw… Ale niedługo potem Juan posłuchał ojca, wyjechał z miasta na ognistym czarnym rumaku. I słuch o nim zaginał. Aleksander VI po śmierci Juana tylko szepcze: -Tak wiem, Ojcze w niebiosach… twój syn też został zamęczony… To wieczne miasto zna wielkie historie. W Rzymie i ja jako trubadur zostałem wreszcie wysłuchany przez papieża Polaka. Ale tylko w ogrodzie Piero spotkał się z Lukrecją, przekazując list od papieża, przynosząc Lukrecji wiadomość, że czynności rozwodowe zostały zakończone, i że została zawarta nowa umowa społeczna. Krużgankami otaczającymi dziedziniec pałacowy weszli do ogrodu, zasiedli na kamiennej ławeczce w ogrodzie, pełnym zapachu drzew pomarańczowych. Tej wiosny Lago di Argento wyglądało szczególnie uroczo. A Cezar Borgia i Lukrecja spacerowali wzdłuż morza brzegu… Podczas wesela z Alfonsem (może z Ferdynandem z Neapolu) Lukrecja wydała mu się piękniejsza niż kiedykolwiek. W szacie ślubnej koloru czerwonego wina, ozdobionej klejnotami, obszytej czarnym aksamitem, ze sznurem pereł na szyi wyglądała jak królowa. Ale stawała się coraz bardziej obojętna dla Cezara, czego on nie mógł znieść. Rankiem Cezar był ożywiony, w nastroju radosnego oczekiwania. Na przyjęciu w zamku Cezar wystąpił jeszcze bardziej okazale. Wszyscy zbrojni byli ubrani na czarno. Kardynałowie, których czerwone i purpurowe szaty efektownie kontrastowały z jego czarną zbroją. W tej epoce dziejów Cezar zawitał również do Awinionu. W miejscu gdzie się znajdowali Cezar i jego kolejna wybranka Rosetta ściany pokryte były dębowymi kasetonami, wykładanymi żółtym jedwabiem. A dziedziniec pałacu papieży nieziemski. Już wcześniej Cezara witał Król Ludwik przystrojony w brokatowe szaty, wyszywane złotymi pszczołami, wjechał do Mediolanu z Cezarem. Wewnątrz pałacu pokoje ozdobione były jedwabnymi draperiami i gobelinami. Wreszcie Cezar przybył do Awinionu. Na czarnej atłasowej koszuli miał biały kubrak, wyszywany perłami i rubinami. Jechał na jabłkowitym ogarze; siodło, uzda i pasy strzemion nabite były złotymi ćwiekami. Poprzedzało go dwudziestu odzianych w szkarłatne stroje trębaczy, jadących na białych koniach. Za Cezarem postępował oddział kawalerii w papieskich barwach: złota i szkarłatu. Za kawalerią szło trzydziestu lokajów, a jeszcze dalej zastęp adiutantów, giermków, wszyscy w olśniewających ubiorach. Na końcu parady szli muzykanci, niedźwiedzie, siedemdziesiąt mułów, dźwigających dary dla króla i dworu. I ja tam byłem…

Gdy jesteś tu znika strach, bo jesteś tu- wszystko uda się

Stanisław Barszczak —Listonosz dzwoni dwa razy—

(na kanwie bestsellera Romain Sardou, Nikt mu się nie wymknie)

Wstęp
Viktoria znalazła miejsce dla wynajętego samochodu w samym końcu wyasfaltowanego parkingu. Przełknęła z trudem ślinę i wsunąwszy rękę do kieszeni żakietu, zaczęła się bawić kluczykami od samochodu. Był poniedziałek, o dziewiątej rano Viktoria uczestniczyła w spotkaniu zespołu w Waszyngtonie, które odbyło się dwa piętra pod ziemią w oświetlonej jarzeniówkami. W sali bez okien David Sharp, szef Wydziału do Sprawa Uprowadzeń Dzieci i Zabójstw Seryjnych, siedział u szczytu długiego prostokątnego stołu konferencyjnego, mając po swojej lewej ręce Viktorię, a po prawej twarze innych agentów. Zamordowana została lokalna działaczka społeczna. Na ciele ofiary znajdują się ślady, które wskazują na mord rytualny. Sprawą zajmuje się prokuratur z San Francisco Timothy Calagan. Pomaga mu Viktoria Soloviov. W rzeczy samej okazało się bowiem, że mieszkańcy miasteczka skrywają tajemnicę. Ale Viktoria polubiła swoja sprawę. Nadal wierzę, że znajdę miłość, mawiała do siebie. A ze swoich porażek postanowiła wyciągnąć wnioski. W swoim życiu trzymała w dłoniach wiele bukietów kwiatów. Sama dostała kwiaty od mężczyzny jedynie dwa razy. Bukiet numer jeden (pomarańczowe frezje), był prezentem na osiemnaście lat od jej pewnego poważnego chłopaka. A drugim (zachwyczające peonie) obdarował ją Piotr, z którym planowała spędzić życie. Niestety, rozstali się kilka lat temu. On powiedział tylko cztery straszne słowa: „Nie pasujemy do siebie.” Jest styczeń. Obliczyłam, że od września byłam na czterdziestu dwóch randkach. Przeczytałam sobie o nich na progu Nowego Roku i zamierzam wyciągać wnioski. Napisałam w internecie: „Niektórzy mężczyźni tylko bawią się kobietami. Oszuści, żonaci, popaprańcy.” Wychodzi na to, że jest coraz więcej atrakcyjnych, sympatycznych samotnych kobiet. Ubywa za to mężczyzn, gotowych na poważne zobowiązania. Albo ich po prostu nie spotykam! A ja? Olśniło mnie. Jestem zbyt ufna. Zawsze zakładam, że spotkam kogoś uczciwego, dobrego, miłego. To błąd. Powinnam być mniej naiwna. Pozwalałam wiele razy, aby to mężczyźni zadawali mi pytanie i decydowali o tym, gdzie i kiedy się spotkamy! Błąd. Ja też powinnam ich odpytywać, powinnam wymagać podstawowych informacji o sobie. A więc mam piękny bukiet. Ale w życiu tak się nie da: iść na randkę i od razu znaleźć tam miłość. Oczekuję zbyt wiele. Skończyłam z tym. Teraz zaczynam żyć, a nie analizować. Miłość to nie praca naukowa. Wczoraj moja szefowa wyjechała na pokazy florystyczne. Robię szaloną rzecz. Zamykam kwiaciarnię już godzinę wcześniej, bo idę na dyskotekę- a muszę się jeszcze wyszykować. Już nie oczekuję, że znajdę dziś miłość życia, tylko chcę się zwyczajnie dobrze bawić. Ale jedno się na pewno nie zmieni. Nie przestanę czekać na prawdziwe uczucie.
-(Viktoria zwracając się Mike’a) Ktoś musiał tego dokonać. Okropna rzecz. Śmierci w bezpiecznej kopalni. Jest faktem, że górnicy pracują w obrębie wulkanicznego krateru, który wypełnia się niebieskimi płomieniami, które powstają w kontekście oparów siarki z tlenem. I że w ttej historii pojawiają się też ludzkie dramaty. W pobliżu wewnętrznego, turkusowego jeziora, w bardzo trudnych warunkach pracują górnicy, którzy zbierają siarkę. Mężczyźni za głodową stawkę noszą codziennie na plecach ładunki nawet do 100 kilogramów. Kobieta nie może dać im więcej ponad serdeczność życia w domu. W pobliżu krateru ogromne agregaty warcały i parowały niczym wywietrzniki metra, wiatr szarpał fluorescencyjną żółtą taśmę, .. Nisko nad ziemią wisiał helikopter, obmacując reflektorami masyw lasu-kosodrzewiny. Nikt nie przewidział tąpnięcia. A opis mordercy, który to uczynił, a który zawarty w twoim artykule jest tak odrażający i niepochlebny, że pod pewnymi względami podbudowuje hipotezę, iż telefoniczny rozmówca to morderca. Tylko telefoniczny rozmówca mógł tak ostro zareagować: „skompromitowałeś się… zniesławiłeś się.”
Viktoria była na szczęście osobą systematyczną, nie miała więc żadnych trudności z odszukaniem jej samochodu na parkingu. Po tym roboczym spotkaniu skierowała się bezpośrednio do swojego hotelu. A Mike pomknął na południe w kierunku wybrzeża. Minął kampus Uniwersytetu, potem wziął skręt na pełnym gazie z Bulwaru i już był pół przecznicy od domu, w sercu dzielnicy, otoczonych murami posiadłości, na zamieszkanie których Karen nie byłoby stać nigdy. Przed domem baldachim fikusowców i dębów skutecznie rozjaśniało już światło księżyca. Stała tam również samotna latarnia na rogu posesji, która oblewała trawnik przytłumionym żółtawym blaskiem. Mike znalazł się szybko w środku pokoju z telewizorem. Mrużąc oczy odczytywał logo kanałów: euro-sport i inne. Mike po raz pierwszy od dwóch miesięcy odwiedzał dom. Niedzielne popołudnia miał zwykle spokojne. Ale nie dzisiaj. Od chwili kiedy gazeta ukazała się z jego artykułem, telefon nie przestawał dzwonić.
-Założyli mi podsłuch w telefonie, czy tak? Jeszcze przed spaniem nie przestawał pytać Mike. Ktoś na dodatek zadzwonił teraz do drzwi. W piątek wieczorem Karen wracała do domu powietrzną kolejką dojazdową kusującą wzdłuż sześćpasmowego parkingu, jakim stawała się w godzinach szczytu autostrada. Karen zamyśliła się: czemu nie można mieć na własność gwiazd, nie ma wesela, nie ma ludzi…a z smutku najdłużej żyje pamięć. Pomyślała o Johnie- gdy nuciła sobie: nie szukaj mnie w Argentynie.Tory biegły piętnaście metrów ponad poziomem gruntu estakadą wspartą na betonowych słupach. Siedząca przy oknie Karen patrzyła z góry na kable linii energetycznych, wierzchołki drzew i kryte dachówką dachy domów podmiejskiego osiedla, które jeszcze nie tak dawno uchodziło za ciche i spokojne. To czas nas goni, więc nie spóźnijmy się, westchnęła. Widziała najbliższą stację, każdy pociąg ruszał, to ją bardzo interesowało, ale gdy zauważyła na peronie strażnika z pistoletem u boku i wzdrygnęła się . Domy zamienione w fortece. Uzbrojeni strażnicy na stacjach. Przedziały pełne samotnych podróżnych nie odzywających się do siebie i skrzętnie unikających kontaktu wzrokowego z kimkolwiek. Przypomniało jej się tamto lato osiemdziesiątego któregoś roku, kiedy bawiąc w Europie pojechali z Mikem pociągiem Eurocity do Berlina. W środku nocy pociąg zatrzymał się. Kilka osób wysiadło, o wiele więcej wsiadło. Wysiadła na końcu i ruszyła przez odkryty peron ku schodom ruchomym, którymi strumień pasażerów zjeżdżał na przebiegającą kilkanaście metrów niżej ulicę… O czwartej po południu zaszła w aurze ogromna zmiana, z nad zatoki San Francisco napłynął tuman gęstej, przenikliwie zimnej mgły, redukując widoczność na Union Square do około dwóch przecznic. Wiktoria szybko znalazła się w domu.
II
Przestępca zostawił swojej „ostatnie proroctwo” w samochodzie Karen, stąd Karen pozostawała zaniepokojona, o czym Mike nie chciał wiedzieć.
-Karen, nie bierz mnie pod włos twierdząc, że dzisiejsza wybitna proza jutro będzie w kuble na śmieci. Mój tekst nie odejdzie w niepamięć, bo moje ‘wypociny’ są już w Internecie.
Karen namacała okulary leżące na nocnym stoliczku, i szybko, ale bez przesady- bo nie chciała nadal niepokoić męża- zsunęła się z łóżka. Wybiegła na ganek i kiedy schylała się po gazetę, wiatr podwiał jej bieliznę powyżej halki. Mimo swej nagości stała na ganku ogłuszona nagłówkiem „seryjny morderca uderza znowu.”
W salonie paliło się światło i Mike widział jak na dłoni wszystko, z Karen jego małżonką włącznie. Siedziała teraz w niebieskim sweterku i szortach na sofie, wyciągnięte nogi wspierała na ławie. Czytała wertowała czasopisma, bo sobie mówiła człowiek jest zadziwiający, ale arcydziełem nie jest. A Mike widział w Karen jego sekretarkę. Brenda przyszła do „Tribune” przed dziewięciu laty. Ona i Mike byli jeszcze wtedy stanu wolnego. Szybko wpadli sobie w oko. Po próbnym okresie wspólnych lunchów przyszedł czas na wspólne kolacje, a potem trzy noce w tygodniu w mieszkaniu Mike’a. To właśnie w łóżku z Brendą Mike zdradził jej, że „Tribune” musi zwolnić niekompetentnego zastępcę wydawcy. Z kolei ona w łóżku powtórzyła tę wiadomość zastępcy wydawcy. I teraz postaw szanowny Czytelniku na dynamiczność, indywidualność w trzecim tysiącleciu… Nie jest bezpiecznie wycofywać się z gry, nie dowiedziawszy się, przeciwko komu się gra, ale z drugiej strony kontynuowane przez sekretarkę spotkania z Mike’em byłyby delikatnie mówiąc niewłaściwe. Życie nasze ma dwa dzieciństwa, ale nie ma dwóch wiosen, to juz ktoś powiedział. To nie do wiary, z jak przymkniętymi oczyma, przytępionymi uszami i senną myślą idziemy przez życie. Ale trzeba podążać za swem marzeniem, podążać wiecznie – zawsze, usque ad finem.
Mike obudził się punktualnie o siódmej trzydzieści rano. Leżał na wznak wpatrzony w łopatki obracającego się nad łóżkiem wentylatora i zastanawiał się, dlaczego ilekroć nie musi wcześnie wstawać, wewnętrzny zegar biologiczny budzi go z precyzją godną odliczania przed startem statku kosmicznego. A teraz już pędził nadbrzeżną Bayshore Drive w stronę skupiska nagich masztów sterczących niczym zimowy las nad przystanią jachtową Coconut Grove. Przed kondominium Yacht Harbor był kilka minut po piętnastej. Wyskoczył z samochodu i pognał do wind, by wjechać na dwudzieste piętro, na którym mieszkał John, jego współpracownik. Ale go nie zastał w domu. W kwestii notorycznych zabójstw liczył na jego fachowe wsparcie. Granatowy mercedes skręcał w ślad za nim z Bayshore Drive. Serce zabiło mu mocniej. Kamienne mury po obu stronach odcinały drogę ucieczki. Stanał na wychodzącym na zatokę Biscane balkonie nadbudówki, Mike rozkoszował się lutowym chłodnym rześkim porankiem. W końcu zaintrygowany niską temperaturą wciągnął szorty i koszulę, wzuł sportowe obuwie i wybrał się na przebieżkę. Biegł asfaltową alejką na północ wzdłuż Biayshore Drive, ruchliwej, trzypasmowej ulicy przecinającej Coconut Grove, i naśladującej z grubsza nieregularny kształt linii brzegowej…. Armada zakotwiczonych jachtów…
-Wsiadaj- warknął John
-Dlaczego mnie cholera gonisz- wysapał Mike i wsunął się na fotel pasażera i zatrzasnął drzwiczki. i skierował na swoją spoconą twarz wszystkie dysze nawiewu z deski rozdzielczej. John zjechał gwałtownie na pobocze i ostro zahamował. Samochód zakołysał się na nierównościach i zatrzymał. Na skroni Johna pulsowały dwie purpurowe żyłki, patrzył z uśmiechem, jak Mike wysiada z wozu na wysypane żwirem pobocze.
Mike zwracał uwagę na stadka białych czapli, na kilka krytych falistą blachą szałasów. Na to poczucie zagubienia porządku świata. To stanowiło niewątpliwie jeden z uroków dla turystów podróżujących bez określonego celu. Ściany były tu gołe. Kraty. Zamiast okiennic w oknach więzienie. Mike dostrzegał kątem oka więźniów w mijanych celach. Jeden miał długie dresy. Inny nagi od pasa w górę, pokryty był tatułażami, jeszcze inny miał ręce jak konary drzewa. Odnosił wrażenie, że przystępuje do więziennego bractwa, a ci ludzie nie mogą się już doczekać ceremonii inicjacyjnej… Chciał ścigać ludzi nie za to, że łamią prawo, lecz za to, łamią i uchodzi im to płazem.

III
Telefoniczna rozmowa z Mike’em zasiała w Viktorii ziarenko niepokoju. Wspomniał na dodatek o jego młodości. Był wtedy dwudziestoletnim studentem na wiosennych feriach…
Po drugiej stronie słuchawki w tym samym czasie Karen chciała wyrazić coś najbardziej rozsądnego. -Kocham cię. Zamrugała powiekami, trochę zaskoczona. Uśmiechnęli się do siebie, po czym Mike odpukał w niemalowane i ruszył do drzwi.
Viktoria wyszła spod prysznica i narzuciła na siebie biały hotelowy szlafrok frotte. Mokre włosy owinęła w ręcznik kąpielowy. Była zbyt zajęta, żeby zadzwonić do któregoś ze swoich stałych znajomych i umówić się na kolację, zamówiła była posiłek do pokoju. W tym sam czasie przeglądała protokół autopsji ze sprawy… Skonsumowała już połowę bogatej w proteiny sałatki groszkowej, kiedy dotarło do niej, że przenosi jedzenie do ust czytając kolejny tekst z gazety. Zaterkotał telefon na nocnym stoliku Poderwała się do pozycji siedzącej… W ustach miała sucho, serce waliło jak młotem. Budzik wskazywał 4.27. Telefon stał w zasięgu ręki na nocnej szafce, ale miała już na koncie tyle fałszywych alarów, że policja kampusu zaczęła ją nazywać małą dziewczynką, która boi się wilka. Odetchnęła głęboko, odrzuciła koc i zsunęła się z łóżka, Miała na sobie bawełnianą koszulę nocną sięgającą do pół uda, a na nogach małe skarpety. Stawiając ostrożnie kroki wyszła na korytarz w długi, mroczny tunel wyłożony zielonym, wytłaczanym chodnikiem. W ciemnościach zaćwierkał trzy razy ścienny zegar z kukułką. Przełknęła z trudem ślinę, uspokajając nerwy. Dorośnij wreszcie, pomyślała. Przestań bać się wilka. Pomimo włączonego ogrzewania chłód przenikał do szpiku kości. Przez otwarte drzwi wpadła do środka fala zacinającego deszczu. Wciągnęła powietrze do środka w płuca, żeby krzyknąć, i w tym momencie czyjaś dłoń, zakryła jej usta, a mocny ciężar pchnął od tyłu na kolana, a potem na brzuch. Nie mogła oddychać ani z go z siebie zrzucić.
Przyszedł następny dzień. Viktoria znalazła Mike’a w domu. Mike biedził się jeszcze nad swoim artykułem do niedzielnego wydania gazety. – Mam nadzieję, ze do poniedziałku pan skończy – mruknęła sprzątaczka, wsypując jego śmieci do wielkiego pojemnika na kółkach. Zaraz potem z Viktorią znaleźli się nad zatoką San Francisco. Mike’owi ciarki przeszły po plecach na myśl, że ten facet śledzi Viktorię i zna miejsce jego pobytu. Dlatego jeszcze w domu od razu poinformował o tym nowym incydencie telefonicznie prokuratura z San Francisco Timothy Calagana. To sprawa życia i śmierci! Proszę mnie nie lekceważyć! W słuchawce trzasnęło.. Jednak bezprzewodowy telefon działał tylko w obrębie mieszkania… Ale istotnie ktoś w San Francisco sieje zamęt społęczny, niepokoi nawet policję, zaatakował Viktorię Soloviov. Po lunchu Viktoria wracała autostradą wijącą się najbliżej morza. Potrzebowała czasu dla siebie. Otwórzmy się na bezpieczeństwo otoczenia, mawiała kiedyindziej. Ocean, jakby był zbyt wielki, zbyt potężny na pospolite cnoty, nie zna ani współczucia, ani wiary, ani prawa, ani pamięci. Wiktoria przeżywała te uczucia teraz jedno za drugim. To co poprzedniej nocy przeżywała, chciała o tym jak najszybciej zapomnieć. Ale w morskiej scenerii czas zdawał się jej darem bogów, danym po to, aby go użyła maksymalnie dla dobra swej psyche… Port morski tonął w słońcu.Viktoria z Mike’em z pokładu staku są zapatrzeni w sylwetkę miasta rysującą się na tle wielkiego portu po drugiej stronie zatoki. Śródmieście miasta rozrosło się znacznie w porównaniu z tym, co pamiętała z wczesnego dzieciństwa. Wieża… Viktoria zatrzymała wzrok na imponującym gmachu redakcji nad samym brzegiem. Następnie wzrokiem odprowadzała ludzi spacerujących po wielkiej promenadzie…Aż statek poszedł z szybkością dziesięciu węzłów.

IV
Viktoria wyszła wcześnie z domu córki. W pokoiku były zdjęcia, figurki, fragmenty ozdób w jaskrawych kolorach, wszystko bez wyjątku inspirowane kulturą amerykańskich Indian z czasów ich świetności. Niemożliwie kiczowate. Pod ścianami regały z masą książek. Były tez różowe poduszki, lalki, plakaty z aktorami. Normalny pokój zwykłej nastolatki…Chciała w ten sposób jakby zapomnieć o sprawie kopalnii. Miała jednak polecenie pewnych odwiedzin. Viktoria znała drogę więc prowadziła samochód automatycznie, zerkając od czasu do czasu na sfalowane połyskujące w słońcu wody zatoki. Na bezlistne lasy i brązowe sfalowane pola. Wybrała się sama do Tymothy’ego Calagan, Zatopiona w myślach, kochała się w rozpamiętywaniu owych emocjonujących chwil przedświtu pod jego domem. Pięć minut później wjeżdżała już do spokojnego miasteczka, zabudowanego starymi, pochodzącymi z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych domami w farmerskim stylu. Większość zmodernizowana niedawno przez młodszych lokatorów, miała nowe dachówki i pomalowana była na jasne pastelowe kolory. Nieliczne domy, zapewne zamieszkiwane wciąż przez pierwszych właścicieli, wyróżniały się firankami w oknach i fikuśnymi pajacami na trawnikach. Viktoria znalazła ulicę i numer domu. Przejrzała się w lusterku. Straszny przypadek zapyziałej samochodowej gęby, ale trudno. Wróciła kawałek chodnikiem i jeszcze raz sprawdziła adres. Nacisnęła dzwonek i czekała, obmyślając plan, jak ukarać przestępcę. cdn.

Bracia walczą po dwóch stronach barykady

Stanisław Barszczak—Ballada o dumnym rycerzu—

(jest to epilog albo część druga mojej opowieści z przed siedemnastu laty o tym samym tytule, wiadomości o rycerzach zaczerpnąłem przez internet, podkr. autora)

Na stromy urwisku mocno wychodzącym ku morzu w Nazare (zachodnia Portugalia), ludzie pokazują na skale kopyta końskie. Powiadają, że dawno temu jeden z rycerzy broniących Jerozolimy, podróżował tędy ze swoją drużyną, uciekając przed Maurami. Ślad pozostał do dzisiaj: pośrodku łańcucha na środkowym szczycie osady jest wyrwa, piętnaście metrów kwadratowych. Sczyt ten nazywa się Łysoń, bo kiedy patrzy się tam od strony miasteczka, wyrwa wygląda jak koń w pełnym galopie. Ale prawdę mówiąc wierzchołek wzniesienia przypomina raczej starczy profil… Mieszkańcem tej osady był rycerz- krzyżowiec, który był przybyszem z obcych krain. A Sura była jego córką, miała mały kramik w wiosce, zresztą nie miała wielkich pragnień, a chciała być tylko małą rybką. Zajęła się w końcu płaskorzeźbą w stylu regionalnym. Osada cieszyła się własną kopalnią. U wejścia do sztolni stoi kapliczka w niewielkim kwadratowym ogrodzeniu…Rycerstwo jako stan ukształtowało się w epoce średniowiecza. Była to elitarna warstwa społeczeństwa feudalnego , która wytworzyła swoisty styl życia, etykę i ceremoniał. Rycerz średniowieczny, by zyskać miano idealnego musiał spełniać mnóstwo warunków. Nie wzywał pomocy w walce, aby nie okazywać słabości. Wolał zginąć niż pokazać swoje słabości. Zawsze dotrzymywał słowa. Cechami, które najbardziej cenię u rycerzy to: oddanie wybrance serca oraz nienaganne postępowanie… Rycerstwo średniowieczne walczyło konno, najczęściej jako ciężka kawaleria. W razie potrzeby rycerze mogli też walczyć jako kawaleria lekka, a nawet piechota. Broń zaczepną stanowił miecz, włócznia (kopia), topór oraz sztylet zwany mizerykordią Broń ochronną stanowiła tarcza, hełm i zbroja…Pierwotnie rycerze nie przyjmowali święceń, godzili się żyć jak zakonnicy (składali śluby czystości i ubóstwa). Ich głównym zadaniem była nie tylko modlitwa czy kontemplacja, lecz również walka w obronie wiary i ideałów przyjętych w regule zakonnej. Pierwsze zakony rycerskie powstawały na fali krucjat (w Królestwie Jerozolimskim) i pielgrzymek do Ziemi Świętej w XI i XII w. Niektóre zakony rycerskie utworzyły własne państwa – Zakon krzyżacki w Prusach i Ziemi Świętej, Zakon Maltański na Rodos i MalcieLazaryci w Akce. Obecnie joannici, lazaryci i bożogrobcy są zakonami elitarnymi, przyjmującymi prawie wyłącznie osoby o szlacheckim rodowodzie, i koncentrującymi swoje działania na prowadzeniu szpitali oraz działalności charytatywnej. Zakon krzyżacki dziś jest zakonem czysto religijnym, mniszym, pozbawionym prerogatyw rycerskich. Ale powszechnie rycerze  przepełnieni byli wiarą w ideały chrześcijańskiej moralności…W połowie XI wieku grupa włoskich kupców z Amalii założyła w Jerozolimie klasztor Matki Boskiej Łacińskiej. Przy nim zaś utworzono szpital i hospicjum dla pielgrzymów oraz kupców, przybywających z Europy. Ta skromna fundacja łacinników całkowicie zmieniła swój charakter po utworzeniu Królestwa Jerozolimskiego. Bractwo szpitalne, początkowo zależne od klasztoru Matki Boskiej Łacińskiej, szybko się usamodzielniło. Za rządów Gerarda, który stał na czele bractwa w okresie pierwszej krucjaty, przekształciło się ono w nową organizacją religijną, z własnymi zasadami życia i odrębnymi zadaniami. Nowe bractwo przyjęło nazwą Szpitala św. Jana Chrzciciela. Już za rządów Gerarda (zm. ok. 1119/1120) szpitalowi św. Jana w Jerozolimie podlegało kilka hospicjów i szpitali w Syrii. Margat (arab. قلعة المرقب, Kalat al-Markab) – XII-wieczny zamek w Syrii położony w odległości 2 km od brzegu morskiego przy dawnej drodze między Trypolisem i Latakią. Zbudowany po I wyprawie krzyżowej. Od 1170 roku własność Reynalda II Mazoir. Od 1186 roku zamek był własnością joannitów, którzy go rozbudowali. W 1188 roku zamek obronił się przed wojskami Saladyna. W zamku mieścił się szpital prowadzony przez joannitów. Pod zamkiem rozciągało się miasto połączone z zamkiem murami obronnymi. Na terenie zamieszkanego przez chrześcijan miasta powstał ufortyfikowany pałac biskupa. Po upadku Jerozolimy zamek Margat stał się główną siedzibą zakonu, aż do poddania warowni mameluckiemu sułtanowi Egiptu Kalawunowi, który obległ zamek w 1285 roku. W następstwie poddania twierdzy władze zakonu joannitów podjęły decyzje o przeniesieniu się do Akki. Zamek w późniejszym okresie aż do 1884 roku był stolicą miejscowego dystryktu. Jest to też miejscowość w dystrykcie Banijas muhafazy Tartus…Ruch krucjatowy Zakonu Szpitalników zakończył się więc wraz z upadkiem Malty 13 maja 1798 roku. Suwerenny Rycerski Zakon św. Jana z Jerozolimy, z Rodos i z Malty istniał nadal jednak jako zupełnie inna instytucja…Z innym zakonem, mianowicie Templariuszy związane zostały losy Cypru. Wydaje się, że wówczas dumność rycerzy średniowiecznych sięgnęła szczytów ludzkich ideałów. Stąd przytoczę tutaj pewną historię z tamtej epoki. Jest wiosna 1191 roku, czas trzeciej krucjaty, burza zapędziła do południowych brzegów wyspy, niedaleko Limassol, trzy okręty z floty, które przewoziły do Syrii krzyżowców angielskich. Na pokładzie jednego z tych okrętów znajdowała się Berengaria z Nawarry, narzeczona wodza angielskich krzyżowców, króla Ryszarda Lwie Serce, oraz jego siostra, królowa Joanna Sycylijska. Izaak uwięził ludzi Ryszarda, zajął okręty Anglików, kiedy zaś dowiedział się, że na pokładzie znajdują się dwie znakomite damy, zatrzymał je, aby wziąć za nie duży okup. Tydzień minął, król Ryszard odszukał zagubione podczas burzy okręty. Przybył pod Limassol z resztą floty i głównymi siłami angielskimi. Wiadomość o niegościnnym postępowaniu i wrogich zamiarach Izaaka oburzyła króla angielskiego. Dumny Ryszard domagał się zadośćuczynienia za zniewagę dam i odszkodowania za zajęte okręty. Cały incydent był zresztą dla niego znakomita okazją do wyciśnięcia z Greków złota. Rokowania w sprawie odszkodowania zostały przerwane przez Izaaka, który uciekł w głąb wyspy, do Nikozji. Tymczasem w Limassol odbyły się uroczyste zaślubiny Ryszarda z Berengarią. Obecny był przy tym król Jerozolimy Gwido z Lusignan i grupa jego stronników, między nimi kilku dostojników zakonu templariuszy. Przybyli z Palestyny goście wyjaśnili Ryszardowi strategiczne znaczenie Cypru dla całego wybrzeża syryjskiego; uświadomili mu też niebezpieczeństwo zbyt  bliskich kontaktów Izaaka z sułtanem Saladynem…Król angielski postanowił więc zdobyć wyspę. Nie było to zbyt  trudne, bo ludności Cypru obojętny był los samozwańczego cesarza. Izaak wprawdzie próbował się bronić. Zaatakował wszystkimi swoimi siłami militarnymi Anglików, ale przegrał. Po krótkiej obronie w jednym z zamków musiał się poddać i został wzięty do niewoli. Do końca maja 1191 roku cała wyspa znajdowała się w rękach króla Ryszarda Lwie Serce. Łacinnikami obsadzono wszystkie zamki i ważniejsze punkty strategiczne na wyspie…Podbój Cypru przyniósł królowi Anglii ogromne łupy. Izaak zgromadził w czasie swoich despotycznych rządów duże zasoby kruszców, kosztowności i wszelakich bogactw, które teraz zagarnął zwycięski Ryszard. Ponadto mieszkańcy wyspy bogatymi podarkami starali się pozyskać łaski nowego pana. Ale Ryszard, który już miał swoje królestwo, na Wschodzie był tylko awanturniczym krzyżowcem łakomym na łupy i nie myślał o stałym pobycie na Cyprze. Sprzedał więc wyspę templariuszom za ogromną sumę 100 000 złotych bizantów, z czego 40 000 zakon wypłacił natychmiast. Templariusze stali się zatem panami wyspy,.. Tyle legenda i fakty. Pewnie o jednym z  rycerzy wspomnianej epoki opowiada wspomniana przeze mnie legenda o rycerzy z Nazare, który wierzył swej ludzkiej misji do końca. A wiara czyni cuda.

Chorych w ciężkim stanie układano żywcem w stosy na zimnym betonie bunkra

Stanisław Barszczak—Bitwa o Grunwald—-

Pewność siebie jest różna od prawdy, jako przekonania- świadectwo nie jest pewnością siebie. Drodzy moi Czytelnicy, zawsze będziemy przyjaciółmi, powtórzę tu- a z Siostrą Faustyną, jej osobowością, jakbyśmy nagle zostali pociągnięci jeszcze w bliskość serca Jezusa. W tych dniach przeczytałem świadectwo życia: gdy zobaczyłem, jak wygląda papież po postrzale, pomyślałem bezwiednie, że śpiące bezwiedne cienie, nie mające siły podążać zgodnie ze swoim przeznaczeniem za naturalnym biegiem rzeczy, nie budzą dobrych myśli. I tak w dzisiejszych czasach poranna utopia staje się rzeczywistością popołudnia. A poprzez ten tekst zapraszam na wspólną naukę chodzenia… po górach. Musiałem w życiu nauczyć się chodzić po szczytach gór, nad przepaścią, gdzie pozostaje jedynie ufność w niezgłębione miłosierdzie Boga, której uczyła i uczy mnie Siostra Faustyna. Żyję ukryty w świetle krwi i wody, która wytrysnęła z rany Serca Jezusa, w promieniach tej krwi i tej wody (tamże) Przybliżając się do Jezusa, takiego jakim ujrzała go Siostra Faustyna, pewnego dnia przekonałem się, że Jezus stawał się dla mnie kimś bliższym i droższym. Skoro Chrystus tak cierpiał, to mój doktorat jest niczym wobec jego męki. „Córko, rozważaj często cierpienie moje.”

Chrześcijanin ma uznać prymat Boga, czyli rozeznawać i pełnić jego wolę. Czy myślicie, że starzeję się, ze dostałem szmergla, bo ‘byłem w psychiatryku.’ Nic z tych rzeczy. Będąc zamknięty tam pacjent może leczyć się m.in. z zespołu przewlekłego stresu (Astenia progressiva gravis). Chodzi o KZ-Syndrom. Kiedyś choroba krwi uratowała pana Władysława Bartoszewskiego (pamiętam go jeszcze z moich lat seminaryjnych) , przed śmiercią w Auschwitz (1941-04-08). Stąd mówił on później: ”Skoro za wszystko jest kara śmierci. To chcę mieć pewność, że poniosę śmierć za dobrą sprawę. A za nim umrę, coś jeszcze zrobię.” Tak więc nauczyłem się w końcu odczytywać znaki czasów. Na pochodach pierwszomajowych maszerowali przedstawiciele różnych hut Warszawy. Ale teraz idzie wierna młodzież. Wspominała pani Maria Dąbrowska: „ Wczoraj przewodniczyłam Sekcji Prozy. Ale niespodzianka czekała gdzie indziej. Odprowadzała mnie Danuta Bieńkowska do taksówki koło pałacu Staszica. Dwu chuliganów wdrapywało się na pomnik Kopernika z flaszką. Chcieli ja tam rozbić. Ale to jeszcze nie to. Otóż z kościoła – szła fala ludzi, gęsta, zbita, niekończąca się. Dużo dzieci, młodzieży, kobiet- wszyscy z zapalonymi świecami. W pierwszej chwili tak byłam zmęczona, nie mogłam sobie przypomnieć , jaka to pora roku- Post, Wszystkich świętych? Okazało się, że Gromniczna. Nigdy- tylko w Toledo na procesji różańcowej- nie widziałam  tak wielkich tłumów ze świecami, obrazkami. Szli, szli, szli, bez końca. O czymś takim przed wojną się nie śniło… Co dalej, co z tej młodzieży,  tych dzieci?…Było po ósmej wieczór. Dokąd ta rzeka wpadnie… (M. Dąbrowska, Dzienniki; por. ks. M. Bernyś, Potęga nadziei. Opowieść o cierpieniu człowieka i miłosierdzia Boga, Warszawa 2016, s. 45). Wydaje mi się, że na samotności udało mi się nagle zostać pociągnięty w bliskość serca Jezusa, by podjąć walkę o własne życie, o godzinie trzeciej po południu rozmawialiśmy z Jezusem, odmawiając Koronkę do Miłosierdzia NSPJ. Tutaj w szpitalu odczułem potrzebę większego dystansu do codzienności, jak i potrzebę chronienia własnej psychiki i emocji. Dawanie siebie bez reszty, to jest sens naszego chrześcijańskiego życia. A kiedy spojrzałem na Jezusa przyszła mi na myśl sentencja jakby z dzienniczka siostry Faustyny: ja sam dałem sercu twojemu udział w moim cierpieniu. Jezus dał mi odczuć, że ja też mam prawo widzieć siebie w tym obrazie jego siebie samego. To tak, jak matka, która zostawiła mi tyle dobra i dała mi kapitał duchowy na całe życie. Serce uderzało mi trochę szybciej.

Edwin Hubble w 1929 roku, patrząc tylko w swój teleskop, zaobserwował coś, co zmieniło świat. Zobaczył, że światło wyemitowane przez odległe galaktyki jest  bardziej czerwone, kiedy odległość między galaktyką a Ziemią jest większa. Światło staje się bardziej czerwone, gdy  gwiazda oddala się od Ziemi, i bardziej niebieskie, gdy gwiazda jest bliżej.  Nazywamy to zjawisko przesunięciem ku czerwieni. Pokazuje ono, że odległe galaktyki oddalają się od Ziemi z szybkością proporcjonalną do odległości od naszej planety. Odkrycie to przyczyniło się do powstania teorii Wielkiego Wybuchu- poglądu mówiącego, że jeśli cofnęlibyśmy rozszerzający się wszechświat, wszystko wróciłoby do punktu startowego. Przytaczając tę teorię stwierdzamy, że chodzi o akt stworzenia nie tylko całej materii i energii we wszechświecie, ale też samej czasoprzestrzeni. Co uzasadnia argument kosmologiczny- nie tylko cała materia i energia, lecz także przestrzeń i czas same w sobie zaczęły istnieć w początkowej kosmologicznej osobliwości. „Sądzę, że to bardzo małe prawdopodobne, aby taki porządek powstał z chaosu,” jakkolwiek Stefan Hawking pisze o możliwości spontanicznego powstania wszechświata bez potrzeby Boga… że dopiero w kolejnym stuleciu może powstać pełny argument za Bogiem z kosmosu. Świat może po prostu być! Funkcja Boga- to wspieranie świata; a ludzie- stworzeni na jego obraz.

Już przytaczałem tutaj ‘model zabawkowy’ wszechświata w wydaniu Księdza Hellera, która zauważył fakt, że nawet gdyby była jego teoria wadliwa z fizycznego punktu widzenia, to zdołalibyśmy wykazać jej niesprzeczność matematyczną. Równania naszej teorii są logicznie spójne, co oznacza, że wynikające z nich wnioski metafizyczne i filozoficzne należy traktować serio. W tzw. erze Plancka istnieje wszechświat, ale nie istnieje czas. Następstwo zdarzeń jest możliwe tylko, gdy działa czas (por. D. Hume). Ale  przy sytuacjach dynamicznych pojawiają się sytuacje nowe, które określamy jako modele zabawkowe. Nie należy ulegać tutaj błędom i pomyłce. Także nasz kosmologiczny dialog powinien być oparty na gościnności użyczanej przez język. Ktoś bynajmniej ocenia nas mówiąc: „zrobić coś w imię większego dobra.”(prof. T. Gadacz). Ale nie należy przy tym tkwić Ksiądz J. Tischner mawiał o tym, że nie trafiamy w standardy etyczne, wsparte wstydem i przyzwoitością, że w tej kwestii ‘kopiemy’ zawsze za daleko albo za blisko , a „skarb leży obok.”

A przecież Bóg nie umarł (God’s not dead), taki tytuł nosi książka pana Rice Brooksa- jakkolwiek osoba w moim wieku powinna oszczędzać oczy, bo gdy Bóg ją wezwie, z pewnością chciałaby go wyraźnie zobaczyć, ja coś na ten temat chciałbym jeszcze powiedzieć.-w której przedstawia m.in. problem fizyków: najwyższe źródło pochodzenia i prawa natury polegałoby na precyzyjnym dostrajaniu wszechświata. Zasada antropiczna została wprowadzona z myślą o ludziach- traktuje o tym, że wszechświat został stworzony, aby mogło pojawić się świadome życie.  Jak w hotelu wszystko we wszechświecie już jest dla nas przygotowane. Kontynuując tę antropiczną ideę sięgnąłem po biblię. I czytam ewangelię świętego Łukasza. o demonach. Biblijna Maria Magdalena nie była święta, skoro dopiero z czasem została uzdrowiona z  siedmiu demonów. Kiedy przebywałem w szpitalu mogłem pomyśleć również o uzdrowieniu chrześcijańskim z demonów mojej codzienności. Wydaje mi się, że nawet Piłat wreszcie został nawrócony na wiarę chrześcijańską (jeden z szczytów górskich koło Luzerny nosi tytuł ‘Pilatus’) A uzdrowienia w wieku technicznym potrzebuje każdy pacjent, szczególnie cierpiący na zaburzenia psychiczne. Nauka medyczna obwieszcza, że istnieje tzw. zespół pourazowy (PTSD), w ciągu życia każdy człowiek może ‘zapaść’ na taką chorobę, a którą możemy leczyć m.in. ‘włączaniem’ podświadomości, a więc także sytuacji  życiowych pojawiających się między słyszeniem i rozumieniem bieżącej codzienności. Bynajmniej jednak wydaje mi się, że w szpitalu dla psychicznie chorych ‘są’ ludzie przede wszystkim młodzi, szczególnie ci, którzy nie mogli rozwinąć skrzydeł. Jeden z pacjentów mówił do kapłana, który wchodził do jego sali z komunią świętą: „Proszę mnie nie niepokoić swoimi wizytami i tu nie przychodzić, bo to mnie drażni.” Kapłan spuścił głowę i wyszedł bez słowa. Cdn.

w poszukiwaniu Atlantydy

Stanisław Barszczak—Bitwa o Grunwald—(cz.2)

Prawdopodobnie mój dziadek był znakomitym hodowcą o pasji ogrodniczej. Prowadził wzorowo majątki. W Polsce, na polskim Mazowszu, zaczynał od zerwa. Na Czerniakowie założył  najnowocześniejsze w kraju gospodarstwo. Miał szklarnie i pieczarkarnie, hodował pomidory, karczochy, szparagi.  W pewnym momencie uprawiał 200 ha. Przyjmował młodych Żydów do pracy na roli. Chociaż miał nad sobą niemieckiego nadzorcę i obowiązek przekazywania Niemcom kontyngentów. Na wiosnę 1945 dziadek rozpoczął od nowa, kiedy stacjonowała tu Armia Czerwona, oficerowie mieszkali we dworze, żołnierze w ziemiankach nad jeziorem… Nie lubię relacji międzyludzkich, w których byłbym do czegoś zmuszany.  Nie chcę, aby mną komenderowano, i nie mam aspiracji, aby kierować innymi. Pisanie jest polem, na którym staram się przekazać dalej przeświadczenie o wartości sensownej swobody. Moje teksty mogą, mam nadzieję, pomagać innym w budowaniu ich sfery wolności. Jakkolwiek ‘poszedłem’ na teologię, to żyłem we własnym świecie  i starałem się otwierać na fundamenty niepodległe komunistycznej frazeologii. W obliczu kolegów przedstawiałem księżycową osobowość, z darem błyskawicznej hojności ducha. W tej mierze nie byłem Gombrowiczem na polu literackim. Ten ostatni pokazywał taki sposób dyskusji , który jawił się jako konfliktowy, agresywny, zapowiadał stwarzanie dobra funkcjonującego, podlegającego  normom prawnym społeczeństwa obywatelskiego.  Polacy są romantyczni , tym bardziej powinniśmy popatrzeć na naszą geopolityczną i społeczną sytuację z różnych stron- a ta sytuacja  jest dla nas  najbardziej pomyślna od stuleci. Zauważmy to- budowaliśmy latyfundia na wschodzie, a nie potrafiliśmy obronić swojej państwowości i zbudować polskich miast, każde kolejne powstanie ograniczało resztki szkolnictwa, uczniom nie wolno  było mówić po polsku. Zatem ostatnie dwadzieścia pięć lat, to nasz triumf, od czterystu  lat Polska nie była w takiej sytuacji, żeby tak naprawdę  nie być zagrożona.

Ale znowu ‘skręcamy w kierunku’ polityki. Po wieku demokracji nastąpić może – wiek chaosu! Obyczaje to nie prawo : o ile instytucje demokratyczne można stworzyć tylko, o tyle obyczaje demokratyczne czy inaczej- kultura demokratyczna- wymagają wielu doświadczeń i silnej tradycji demokratycznej. P. Marcin Król pisze: ‘trzeba ufać, że natura ludzka jest w sprzyjających warunkach ulepszana.’ (Gazeta Wyborcza, 2-3 kwietnia 2016, s.33) Prawdziwa demokratyczna bezinteresowność polega na roztropnym pojmowaniu własnego interesu demokratycznego. To nie paradoks. Im więcej bezinteresowności powszechnej w demokracji, tym lepiej rozwiązywane są problemy obywatelskie.’(tamże)  Planować można tylko zmiany sprawdzalne. W tym wszystkim należałoby by zachować wrażliwość na cierpienie innego człowieka. I tak mój ostatni pobyt  ‘w domu Wariatkowiczów’ (w domu Umarłych powiedziałby z pewnością Fiodor Dostojewski, na ul. PCK, Częstochowa), jakkolwiek był próbą skreślania mojego życia przez innego człowieka. Pewnego dnia pomyślałem, w czasie wojny mój wujek nie uchronił się  przed deportacją do III Rzeszy, zatem ja nie uchroniłem się przed losem. A ponieważ jestem religijny sięgnąłem do Dzienniczka Siostry Faustyna Kowalskiej, która wyznaje: Ranimy Niepokalane Serce Pana Jezusa niedowierzaniem dobroci Boga; z postawą nieufności bezpośrednio łączy się  z wątpieniem, że Bóg jest dobry: ’O  dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga…’ (Święta Siostra Faustyna Kowalska, Dzienniczek duszy 281) Tak więc chciałbym to z mocą powtórzyć: żyjemy w najbardziej sprzyjającym okresie historii Polski od kilkuset lat. Przychodzi Ocalenie (zob. poemat Cz. Miłosza pod tym samym tytułem), które uczy nas odpowiedzi na pytanie kim jest człowiek i jakie są jego granice. A teraz chodzi o stosunek nasz do pamięci. Stąd marzy mi się skreślenie opowieści o tajemnej osobowość i, o zmianie i wierności, o uczeniu się, czyli poznawaniu i oswajaniu nowego świata- i o roli tradycji w tym procesie.  Opowieść o budowaniu siebie, o oddziaływaniu na innych i o porozumieniu z innymi, opowieść o prawie pamięci, namiętności wolności i poszukiwanie sensu.  W szpitalu codziennie przyjmowałem Komunię świętą, z rąk kapelana-zakonnika. I jakby ‘mniej cierpiałem.’ Siostra Faustyna napisała: „ Dziś w czasie Mszy świętej widziałam Pana Jezusa Cierpiącego, jakby konał na krzyżu- który mi rzekł: ‘Córko moja, rozważaj często cierpienia moje, które dla ciebie poniosłem, a nic ci się wielkim nie wyda, co ty cierpisz dla mnie. Najwięcej mi się podobasz, kiedy rozważasz moją bolesną mękę; łącz swoje małe cierpienia z moją bolesną męką, aby miały wartość nieskończoną przed moim majestatem.”(Dz. 1512) „Każdą duszę bronię  w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie tę koronkę albo przy konającym inni odmówią- jednak odpustu tego samego dostępują. Kiedy przy konającym odmawiają koronkę, uśmierza  się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę, i poruszają się wnętrzności miłosierdzia mojego, dla bolesnej męki Syna mojego.”(Dz. 811) cdn.

w poszukiwaniu Atlantydy cz.1

Stanisław Barszczak—Bitwa o Grunwald—-

W kościele nie ustrzegłem się tego, co zbyteczne a co zatruwa organizm od wewnątrz. Ale do rzeczy. Ubożejemy w tym czasie, kiedy kościół nie jest matką a tatusiem Bogiem.  Dzisiaj mamy 30 kwiecień 2016 rok, a ja otrzymałem przed momentem pismo datowane z dnia 29 lutego br. następującej treści. W zarządzeniu Arcybiskupim  czytamy, że „(…)w celu zapobieżenia wszelkim nieprawidłowościom i dla dobra Księdza, z dniem dzisiejszym i aż do odwołania, nakładam na Księdza następujące ograniczeni: – Zakaz opuszczania Archidiecezji Częstochowskiej; -Zakaz samodzielnego publicznego sprawowania Eucharystii; -Zakaz sprawowania Sakramentu Pokuty i Pojednania.” Przytaczam te słowa już po moim internowaniu w dniach 11 marzec-28 kwiecień 2016 w Szpitalu Tysiąclecia w Częstochowie. Wnioskuję stąd, że w dniach 29 luty-11 marzec br. byłem śledzony, w końcu ujrzałem gest: ‘pan pójdzie z nami’, po czym zakajdankowany, wsadzony w oczach Dyrekcji Świętej Puszczy (ośrodek katolicki w Olsztynie koło Częstochowy)  do ‘suki’ i zawieziony na Odział Psychiatryczny w Częstochowie, czterech policjantów i pani ‘komendant’. Kiedyś przed laty nasz Profesor Polonista mawiał: żebyście choć raz znaleźli się w życiu ‘w Domu Wariatkowiczów’. Bo „dziwny jest ten świat, kiedy człowiekiem gardzi człowiek.” A wuj ci to mówi. Zresztą marzenie  p. Polonisty się spełniło. Nie zapomnę nigdy tam rozwiązywanych krzyżówek w pięć minut. Co do wydarzenia teraźniejszego, nie używałbym słowa tutaj ‘zamach’- a zbieg realiów życia, spotkania z światem zewnętrznym choćby teraz po ‘zaaresztowaniu, to wszystko jednak na to wskazuje-co więcej mówię to  innym księżom ku przestrodze bynajmniej tylko, by „mierzyli siły na zamiary” i oddawali się pod jurysdykcję swoich przełożonych we wszystkim. Święty ksiądz Jerzy Popiełuszko zginął w podobnej sytuacji. Osobiście w moich duszpasterskich poczynaniach zawsze kierowałem się przede wszystkim dobrem mojego Kościoła. A teraz zamknęli mnie. Ważne doświadczenie . Bogate poznawczo. Najokropniejsze dla mnie było spojrzeć w samego siebie. Poznałem siebie. Myślę  że w naszej epoce można tak jasno wyrażać swe uczucia. Forujemy epokę  jawności w innej przestrzeni choćby od tej, w której stwierdzamy, że w XIX stuleciu, w tamtym stuleciu po prostu miejsca na Polskę nie było. Koniec i basta. A moje podróżowanie po świecie zaświadcza o porównywaniu  z czymś co naoczne, nie mieszczące się w stereotypach. A wszystko zaczęło się już bardzo dawno, w Ząbkowicach mojego dzieciństwa, tam usłyszałem kiedyś głos „Wolnej Europy”. Następnie  rozpocząłem wędrówkę  śladami, którymi zdąża Kościół, i byłem dość zachłannym czytelnikiem jego nauki.  A po tym czasie nadszedł czas „Solidarności,” Ojczyzny-Matki, wiernej krzyżowi i ewangelii.. Jakkolwiek w pamięci Polaków pozostał z mijających lat wizerunek ojczyzny wyznaczany strzałami, tak myślę. Pewnie dlatego też w moich wypisach, macie tutaj nieco takiego uczucia, jakby się wracało z dalekiej podróży do domu.

Jesteśmy więc społeczeństwem trwale religijnym i tradycjonalistycznym.  Towarzyszy tej sytuacji kompozycja poprawiających się wskaźników ekonomicznych i rosnące poczucie alienacji, wyobcowania, brak wpływu na rzeczywistość polityczną i społeczną. Niski poziom zaufania. Naczytałem się w gazetach- Polacy mają wyraźnie dość ideologii neoliberalnej, choć wcale nie chcą socjalizmu, tylko modelu kapitalizmu, który daje szansę wszystkim czerpać owoce z ciężkiej pracy.  Polskie społeczeństwo po 1989 roku nie tylko zmieniło ustrój z socjalistycznego na kapitalistyczny, ale także samo uległo głębokiej przemianie. I tak mamy 40 procent Polaków, tzw. Rolników (pod koniec socjalizmu 23 proc. To najlepiej pokazuje, jak wielka transformacja musiała się dokonać  na polskiej wsi, która w znikomym już tylko stopniu żyje z rolnictwa. Wzrosło natomiast zatrudnienie w zawodach tzw. klasy kreatywnej. „Trwa prekaryzacja społeczna,” przejmujemy prace w różnych formach. W rezultacie tych wszystkich przemian polskie społeczeństwo posypało się na fragmenty… Kultura przestała być systemem stabilizującym strukturę społeczną, stała się federacją subkultur nieuznających niczyjej dominacji. Subkultury te coraz trudniej się miedzy sobą komunikują. Stad powróciło widmo próżni socjologicznej (jeśli chodzi o rodzinę, zdrowie, pracę, bo doskonałym czasem na próby organizowania rzeczywistości za pomocą projektów zdolnych wzbudzić,  przez odwołanie do podstawowych emocji, potrzebę wspólnoty przejmującej  mechanizmy polityczne.  W ten sposób powstały nowe przestrzenie do rozmowy w kwestiach odnoszących się do tworzenia ludzkiego uniwersum w otaczającym nas świecie, o których chciałbym informować świat współczesny. Nie wolno utracić mechanizmów samoobrony przekonań, jak mniemam. Zawsze możecie liczyć na siebie . Osobiście mam za sobą wspaniałe role, chcę zainteresować naszymi sprawami świat. A skoro mam zaproszenia to jadę. A przy tym Ksiądz Józef Heller mówi- „Gdyby nie matematyka, świata by nie było. Bóg jest matematyka.” Profesor Heller przedstawia ‘model zabawkowy’ świata, służący do testowania pewnych koncepcji. Opowiadał o tym Polityce: „czeka nas jeszcze olbrzymia praca polegająca  na rozwinięciu bardzo skomplikowanych metod matematycznych. Ale już teraz  praca nad nazwą teorii dostarcza wielkiej radości metafizycznej.” Ale już z Księdzem Profesorem „wierzę , żeby rozumieć.”

Prawdopodobnie mój dziadek był znakomitym…cdn

eppure muove

List do młodych (przed Światowym Dniem Młodych, Cracovia 26-31.07. 2016)—

Kochani Przyjaciele. Pozwólcie mi powiedzieć to, czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników… Może to wiecie, ale wszystko zaczyna mnie przerastać. W dzieciństwie byłem kamieniem… Zbyt mnie straszyli i teraz niczym już przestraszyć nie są w stanie. Ja nie chcę wiele: Ciebie i zieleń… Z nikim nie piłem bruderszaftu, a wszyscy mówicie mi ty. Tobie towarzyszył wówczas Hans Christian Andersen, który powiedział kiedyś: wiedziałem jak najskuteczniej znęcać się nad sobą… Widzicie, nie mam najmilszych doświadczeń dla Was… ale też i nie odpoczywam, a modlę się z Wami o nasz wspólny dom. Każdy dzień jest kawałkiem historii, nikt nie jest w stanie opowiedzieć jej do końca. Jako kapłan pocieszam się nieustannie: w naszym życiu nigdy niczego „nie kradliśmy,” zawsze robi się to w życiu innych…I Zawsze mam przed oczyma interes mojego kościoła, tudzież sentencję Kamila Baczyńskiego: „Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało wielkie sprawy głupią miłością.” Zaraz też otwieram się na nadzieję. Bo to prawda, że wielkość słów nigdy nie wspina się na poziom wymagany przez wielkość chwili. Powiedział ktoś: kiedy bardzo czegoś pragniemy, mądre ciało okazuje nam litość, samo udaje, że zaspokaja pragnienia, sny są tym samym. Wydaje mi się, że nie pragniecie oderwać się od Europy. Przybędziecie z dalekich końców świata do królewskiego miasta Krakowa na spotkanie z Papieżem Franciszkiem. Jakkolwiek moglibyśmy zastanawiać się nad tym, na ile Rzeczpospolita Polska scalona była kulturowo zawsze, gospodarczo i politycznie ze Starym Kontynentem, i jak wpłynie to na mieszkańców, ich życie i historie w przyszłości. Nikt nie słucha małych narodów, nie jest to mania prześladowcza, lecz historyczna oczywistość, zauważmy. Nie przepadamy za Rosją, a przecież Rosji też wiele zawdzięczamy. Tchórz jest Polak, powiedzieliby mi obcokrajowcy, którzy w Polsce mają się teraz dobrze. Polacy boją się ośmiornicy… Ale tchórzostwo jest gorsze niż ośmiornica, ośmiornica zarówno kurczy, jak i wyciąga macki, tchórzostwo tylko je kurczy. W tych rozważaniach nie kieruje mną „Instynkt mas.” Przez cierpienie budzimy duszę ze snu, ale cierpienie nie uczy z kolei, co wybrać… Na przykład, ci co Mieli do wyboru wojnę albo hańbę…, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak… Każdy ma taki świat jaki widzą jego oczy. Być może w świecie ślepców wszystko będzie wreszcie prawdziwe (…), Ludzie zaczną wreszcie być sobą, ponieważ nikt nie będzie się im przyglądał. Przecież nawet Chrystus faworyzował Piotra i rozpieszczał Jana, choć apostołów było dwunastu. Pewnego dnia okaże się, że Judasz zdradził, gdyż czuł się opuszczony, odczuł tę sytuację Jose Saramago. Szczerość jest trudniejsza. Zaraz powiedzmy to: kłamiesz już poprzez samo stawianie pytań, skoro znasz na nie odpowiedź… Człowiek nigdy nie jest świadom wszystkich konsekwencji swoich czynów. Chcielibyśmy, żeby człowiek był jeszcze bardziej inteligentny, już więcej… nie słodził kawy. W tej sytuacji ponieważ psychiatra zadaje mnóstwo kosztownych pytań…wolę archeologa, która nieustannie kocha się w tym co starsze, choć posługuje się narzędziami z jego epoki. Modlić się zacząłem na serio przed kapłańską trzydziestką, i to przy grze hazardowej. Skądinąd ktoś woła, osiągnę coś, kiedy sam zechcę. Nie chciejmy kościoła łatwego, za to chciejmy kościoła, który zmieni świat. Sukces nigdy nie jest ostateczny, liczy się tylko odwaga. Wtedy jesteście lepsi od samego siebie…Nie należy przesadzać z demokracją, nie chciałbym podróżować statkiem, którego kurs byłby określany głosowaniem załogi (kucharz i chłopiec okrętowy mieliby takie samo prawo głosu jak kapitan i sternik), zauważył William Faulkner. Młodzi przyjaciele, musicie wstać i… musicie upaść- aby osiągnąć szczęście. W tej sytuacji trzeba zachować umiar.” Nadmiar smutku się śmieje…a nadmiar radości płacze. Servire modum. Nie chciałem tego powiedzieć, bo to prawda mówiona w złej wierze, ale należy umieć przenieść miłość w ręce przez całe życie. Zatem wybieram Ciebie! Jak też takie warunki, jakie mam. Jestem optymistą, bo to wszystkim przydatne. W tej epoce już nikt nie dzieli biedy równo! Pocieszam się. Zarazem jestem przekonany, że umrzeć za religię jest łatwiej, niż absolutnie nią żyć… Papież Emeryt Benedykt przedstawia w książkach wyraz zmęczenia ideowego i duchowego Europy. Nowa epoka sprawiła, że –zdaje się- mniej kocham kościół jak wygodne i komfortowe życie. Bo ktoś może zabił Jezusa mego w kościele jutra. Największym niebezpieczeństwem dla większości z nas nie jest to, ze mierzymy za wysoko i nie osiągamy celu, ale to, że mierzymy za nisko i cel osiągamy- ten problem poruszał już Michelangelo. Coraggio, młodzi przyjaciele. Ze świata tego każdy ma tyle, ile sam sobie weźmie, z Bożą pomocą. I to znaczy czuwam…A na krótką metę po śmierci nikt jeszcze nie wygrał z stworzonym życiem. Miłość to głupota robiona we dwoje, z taką myślą wyszedł Napoleon. Ale wy  nie jesteście głupcami, Bogu dzięki. Wielkim nieszczęściem, wielką biedą naszego czasu nie jest to…, że istnieją bezbożni, lecz że są przeciętni chrześcijanie, akcentował tę sprawę Georges Bernanos. Możemy zapalić tysiąc świec, a czas palenia się świecy nie skróci się. Więc rozpalajmy święcę młodych. Chodzi o mądre życie w chwili obecnej. Szczęście jest drogą…Strumień zawsze wygrywa ze skałą. Jak? Przez wytrwałość…Więc w Zakopanem pokłoniłem się w tym miesiącu nawet strumieniowi w dolinie Białego. A ponieważ naszymi myślami tworzymy świat, chciałbym z Wami budować znaki dla pokoleń jutra. Największym ślepcem jest ten, kto nie chce przejrzeć. Boimy się o kościół jutra. Na temat inkwizycji w kościele katolickim Jose Saramago napisał: „ma oczy szeroko otwarte, zamiast wagi gałązkę oliwną, a ponadto jej miecz jest ostry w sytuacjach, gdy tamten (miecz sprawiedliwości) okazuje się tępy i poszczerbiony. Można by pomyśleć, że gałązka jest oznaką pokoju, wszelako jest oczywiste, że to po prostu podpałka przyszłego stosu.” Chaos jest jeszcze nieodgadnionym porządkiem. Stworzyliśmy życie, zauważył Stefan Hawking, wszystko, co musimy zrobić, to upewnić się, że wciąż rozmawiamy… przyczyny występują przed skutkami zawsze. Nie ma skróconych dróg do szczęścia, więc pytaj siebie choćby o to, co możesz zrobić z tym, co masz. A należałoby wybrać światowy dzień młodych za swój program życia. Wtedy albo odnajdziemy drogę naszą, albo ją zbudujemy. Potrzeba znać port swego przeznaczenia, a miłość jest w zasięgu każdej dłoni… Największą chorobą naszych czasów nie jest…trąd czy gruźlica, lecz raczej doświadczenie tego, że się jest niechcianym, niekochanym, mawiała Matka Teresa z Kalkuty. Nie mówić już: znów odeszłaś ode mnie…Kochać kogoś, to odkryć cud niedostrzegalny dla innych. Ja jeszcze osobiście myślę kiedy wszystko jest na miejscu, ale cud ujrzałem nie raz. Łatwo jest podjąć spokojną, rozsądną decyzję…z wieczora, ktoś zauważył to, co innego zaś wprowadzić ją w czyn w jasnym blasku dnia. Jestem szczerze przekonany, że przechwyciłem tutaj wiele myśli przeznaczonych przez niebo komuś innemu. Nie będziemy w Polsce w pełni świadomi naszego wydarzenia. Ja osobiście pozostanę  z su­mieniem, ono odsłania świado­mość, że is­tnieje w człowieku try­bunat wewnętrzny, który opowiada się za Ojcem w niebie, który przydaje możliwości. A Jezus, syn takiego Ojca daje argumenty za jednością z nim. Zaś Duch święty będzie mówił przez nas.  Kto w takiego Ojca- Tatusia wierzy, nie umrze, ale będzie miał życie wieczne. To modlitwa sprawi, że będziemy mieli oczy różne (diversi). Jak niezbędny jest nam duch braterstwa w tych dniach, w poszukiwaniu Bożych przeznaczeń. Jeśli mnie nie wierzycie, to wierzcie Bogu samemu. Ach, będą się działy wielkie rzeczy, jak wierzę. Jak za czasów Mojżesza. Ten ostatni, chytry mąż, wyprowadził Lud Wybrany z domu niewoli do Ziemi Obiecanej, nie uwierzył Bogu do końca, więc będzie zniszczony aż do śmierci. Nie wejdzie do Ziemi Obiecanej, obejrzał ją z Góry Nebo jedynie. Ale my sprawmy, żeby bynajmniej nasza modlitwa i świadectwo poruszyła ludzi, uczyniła z nas na nowo Lud Boży.

the Temple Mount

God used me to this single mission. I found myself for the fourth time in Jerusalem. I walked around the Temple Mount, on the same on which one Jesus entered. Love makes free. So, human rights are mine, I believe. This is my voice from my country now, from the city of Zakopane, close to Polish Tatra mountains. I would like to unite this one to the voice of Jerusalem of our time. The violence happens in Palestine, on the side of the Jewish, Israeli and Muslim gathered there. The state of Israel bears the greatest responsibility for status quo in the holy land, I ponder. So, as the shot I cry to the nations and theirs leaders. Let’s us protect even one given to us life , first of all on the Temple Mount here. Make invironment for peace, respect human rights. Ethnic cleansy is important for living there. I mean, we should not look at the world from a quite evil perspective of the state Israel and agressors of today. Let’s open up each other, in all pains of Christ, faithfully for aspirations of the groups there. And live will win. And we can do that. Amen (father stanislaw Barszczak)

The Contemporary Meaning of Virtue Ethics

 

 

Stanislaw Barszczak

The Contemporary Meaning of Virtue Ethics, a study of Alisdair MacIntyre’s philosophy

Introduction

The Philosophical task by the contemporary thinker Alisdaire MacIntyre is to try to express the concepts embedded in the practices of our lives in order to help us live morally worthy lives. Though we should at least try to do it. The professionalization of philosophy into a technical field- what might be called the academic captivity of philosophy- reflects the compartmentalization of the advanced capitalistic social orders that produce our culture of experts, those strange creatures of authority in modernity.

The philosopher insists, we say the question: “ ‘What am I to do?’ if I can answer the prior question ‘Of what story or stories do I find myself a part?” (see, Alasdair MacIntyreAfter Virtue: A Study in Moral Theory, Third Edition). Aristotle and Jesus say they are essential to fulfilling the pre-existing telos of man as man. Alisdair MacIntyre further states: “but the concept of a person is that of a character abstracted from a history.” The Philosopher saw the problem here: “would certainly not have admired Jesus Christ and he would have been horrified by St Paul- does.” In a slightly different context he cites the example: “Charles II once invited the members of the Royal Society to explain to him why a dead fish weighs more than the same fish alive; a number of subtle explanations were offered to him. He then pointed out that it does not.” So, Alisdaire MacIntyre even says: “we are never more (and sometimes less) than the co-authors of our own narratives.”

Alisdair MacInytre also calls for a recognition of the other lives, the histories, and the traditions in which our stories are embedded. The thinker, of course, aims to influence not only how historians write history, but also how individuals live lives of virtue. The author of that essay, he is missing his mode of thought, his controversial assumptions and assertions.

 

  1. Personality philosopher

Alisdair MacIntyre is a key figure in the recent surge of interest in virtue ethics, which identifies the central question of morality as having to do with the habits and knowledge concerning how to live a good life. His approach seeks to demonstrate that good judgment emanates from good character. Being a good person is not about seeking to follow formal rules. In elaborating this approach, MacIntyre understands himself to be reworking the Aristotelian idea of an ethical teleology.( see, https://en.wikipedia.org/wiki/Alasdair_MacIntyre)

The thinker emphasises the importance of moral goods defined in respect to a community engaged in a ‘practice’-which he calls ‘internal goods’ or ‘goods of excellence’- rather than focusing on practice-independent obligation of a moral agent (deontological ethics) or the consequences of a particular act (utilitarianism). Alisdair MacIntyre has argued that Thomas Aquinas‘ synthesis of Augustinianism with Aristotelianism is more insightful than modern moral theories by focusing upon the telos (‘end’, or completion) of a social practice and of a human life, within the context of which the morality of acts may be evaluated. His seminal work in the area of virtue ethics can be found in his 1981 book, “After Virtue.”

The philosopher intends the idea of virtue to supplement, rather than replace, moral rules. Indeed, he describes certain moral rules as ‘exceptionless’ or unconditional. MacIntyre considers his work to be outside “virtue ethics” due to his affirmation of virtues as embedded in specific, historically grounded, social practices.(see, Alisdair MacIntyre, “On having survived the academic moral philosophy of the twentieth century”, lecture of March 2009)

Politically, MacIntyre’s  ethics informs a defence of the Aristotelian ‘goods of excellence’ internal to practices against the modern pursuit of ‘external goods’, such as money, power, and status, that are characteristic of rule-based, utilitarianWeberian modern institutions. Informed by MacIntyre’s critique, Aristotelianism loses its sense of elitist complacency; moral excellence ceases to be part of a particular, historical practice in ancient Greece and becomes a universal quality of those who understand that good judgment emanates from good character. Though, it has been argued that MacIntyre’s thought is unable to provide a coherent and effective model for a justifiable and politically stable political order, due to its neglect of political theology.( Thaddeus J. Kozinski (2010). The political problem of religious pluralism: And why philosophers can’t solve it. Lexington Books. p. 13. ISBN 978-0-7391-4168-7. Retrieved 18 April 2013)

MacIntyre converted to Roman Catholicism in the early 1980s, and now does his work against the background of what he calls an “Augustinian Thomist approach to moral philosophy.”(David Solomon, “Lecture 9: After Virtue”, International Catholic University: Twentieth-century ethics) In an interview with “Prospect,” MacIntyre explains that his conversion to Catholicism occurred in his fifties as a “result of being convinced of Thomism while attempting to disabuse his students of its authenticity.”(see, http://www.prospectmagazine.co.uk/2010/10/ alasdair-macintyre-on-money/) Also, in his book “Whose Justice, Which Rationality?” there is a section towards the end that is perhaps autobiographical when he explains how one is chosen by a tradition and may reflect his own conversion to Roman Catholicism.( see, Alisdair MacIntyre, Whose Justice, Which Rationality? 1988, 393-395) 

Fuller accounts of MacIntyre’s view of the relationship between philosophy and religion in general and Thomism and Catholicism in particular can be found in his essays “Philosophy recalled to its tasks” and “Truth as a good” (both found in the collection The Tasks of Philosophy) as well as in the survey of the Catholic philosophical tradition he gives in God, Philosophy and Universities.( see, Alisdair Macityre, The Tasks of Philosophy: Selected Essays, Vol. 1 (Cambridge: Cambridge University Press, 2006); God, Philosophy and Universities (Plymouth, UK: Rowman & Littlefield Publishers, 2009)

Alisdair MacIntyre objects to the Enlightenment abstraction of man out of community and out of history. In “After Virtue,” he also criticizes the rejection of meta-narratives and the fragmentation of the individual he views as the problematic postmodern response to the shortcomings of Enlightenment liberalism. In his fifteenth chapter, “The Virtues, the Unity of a Human Life, and the Concept of a Tradition,” MacIntyre argues that man is “a story-telling animal.” All life is a unified narrative embedded in serval other narratives…MacIntyre argues that because of the inevitable fact of death, every life is a story long before someone posthumously turns it into one. MacIntyre’s belief in life as an historical narrative embedded within myriad historical narratives should prompt historians to examine how we write about the past, not just whether to use narrative form, but what it means if stories are “lived before they are told,” and how to capture the embedded nature of one story within other stories (Alasdair MacIntyre, After Virtue, University of Notre Dame Press, 1981, 212)

 

2.The life as a unified narrative

An imposing presence in contemporary moral philosophy, AlasdairMacIntyre is perhaps best known for his radical hostility towards modernity and the liberalism he regards as its specific intellectualand political embodiment. So, there are popular statement today, for example: life, however, is not a play. Nor is this life a joke, or if it is, it is the kind without a punchline. Life rambles. In contrast, Alisdair MacIntyre argues that life is indeed a play– each life, specifically, a play in genre of tragedy, because each life ends in death. MacIntyre associates the idea that life rambles with the postmodern fracturing of society and of the individual, which he finds destructive to the concept of virtue.Virtue, writes MacIntyre, requires a “concept of a self whose unity resides in the unity of a narrative which links birth to life to death as narrative beginning to middle to end.”(see, Alasdair MacIntyre, After Virtue, University of Notre Dame Press, 1981, 204) “The unity of a human life becomes invisible to us,” he explains, “when a sharp separation is made . . . between the individual and the roles that he or she plays.”(Ibid.) In other words, postmodern society fragments human life: “work is divided from leisure, private life from public, the corporate from the personal . . . childhood and old age have been wrenched away from the rest of human life and made over into distinct realms.”(Ibid.) The fractured individual then begins to speak of the virtues of a good banker, the virtues of a good student, or the virtues of a good artist, and the meaning of virtue devolves from the Aristotelian concept of excellence of character as a whole to mere skill or talent. To restore the Aristotelian concept of virtue, MacIntyre wants to restore the idea of life as a unified narrative. The unity of life is a fiction imposed and invented after death, never lived as reality. MacIntyre insists that stories are “lived before they are told.” Narrative is not the work of poets, dramatists and novelists reflecting upon events which had no narrative order before one was imposed by the singer or the writer; narrative form is neither disguise nor decoration,” he declares.

MacIntyre also uses the example of a recipe to argue that actions require not only narrative but also context to become intelligible. ” The instructions to break eggs, add flour, or mix in a bowl, however, are intelligible only if put in a sequence that tells the “story” of how to make a cake. In addition to a narrative sequence, the actions prescribed in a cook book also require a context to make any sense.  So, MacIntyre moves to the importance of context in the unified narrative of a human life. In the Enlightenment framework of the abstract individual, as well as in a postmodern “age of fracture,” MacIntyre believes, human life is often striped from its context, or else contexts become meaningless, playful, ironic, and interchangeable.

Against the spirit of his time, therefore, MacIntyre insists on the unity of human life and the importance of understanding each life as embedded in several contexts. “The narrative of any one life is part of an interlocking set of narratives,” he argues, adding that “the story of my life is always embedded in the story of those communities from which I derive my identity.” ( MacIntyre, 218, 221)“I am born with a past,” MacIntyre affirms, “and to try to cut myself from that past in the individualist mode, is to deform my present relationships. The possession of an historical identity and the possession of a social identity coincide.”( MacIntyre, 221)Some of these interlocking, embedded narratives constitute a “setting,” which MacIntyre defines as an “institution,” “practice,” or “milieu of some other human kind.” “A setting has a history,” he writes, “a history in which the histories of individual agents not only are, but have be, situated.” “Without the setting and its change through time,” warns MacIntyre, “the history of the individual agent and his changes though time will be unintelligible.”     (MacIntyre, 206-207)

MacIntyre’s criticize of western modern moral philosophy provide a mirror in which are reflected the problems we will face in building a new system of morality. In the way about how to build a new system of morality and how to deal with our tradition, Polish scholars need to learn from MacIntyre’s insights. 

 

  1. Subversive arbitrariness

Alisdaire MacIntyre, he is of the opinion that  the present is intelligible only as a commentary upon and response to the past in which the past, if necessary and if possible, is corrected and transcended… But/…/ “We enter upon a stage which we did not design and we find ourselves part of an action that was not of our making. Each of us being a main character in his own drama plays subordinate parts in the dramas of others, and each drama constrains the others. In my drama, perhaps, I am Hamlet or Iago or at least the swineherd who may yet become a prince, but to you I am only A Gentleman or at best Second Murderer, while you are my Polonius or my Gravedigger, but your own hero. Each of our dramas exerts constraints on each other’s, making the whole different from the parts, but still dramatic.” 

“Whenever those immersed in the bureaucratic culture of the age try to think their way through to the moral foundations of what they are and what they do, they will discover suppressed Nietzschean premises. And consequently it is possible to predict with confidence that in the apparently quite unlikely contexts of bureaucratically managed modern societies there will periodically emerge social movements informed by just that kind of prophetic irrationalism of which Nietzsche’s thought is the ancestor. Indeed just because and insofar as contemporary Marxism is Weberian in substance we can expect prophetic  irrationalisms  of the left as well as of the Right.” Consequently he thinks: “unless there is a telos which transcends the limited goods of practices by constituting the good of a whole human life, the good of a human life conceived as a unity, it will both be the case that a certain subversive arbitrariness will invade the moral life and that we shall be unable to specify the context of certain virtues adequately.” 

“If my account of our moral condition is correct, we ought also to conclude that for some time now we too have reached that turning point. What matters at this stage is the construction of local forms of community within which civility and the intellectual and moral life can be sustained through the new dark ages which are already upon us.” 

“Modern systematic politics, whether liberal, conservative, radical or socialist, simply has to be rejected from a standpoint that owes genuine allegiance to the tradition of the virtues; for modern politics itself expresses in its institutional forms a systematic rejection of that tradition.” 

“It is yet another of Nietzsche’s merits that he joins to his critique of Enlightenment moralities a sense of their failure to address adequately, let alone to answer the question: what sort of person am I to become? This is in a way an inescapable question in that an answer to it is given in practice in each human life. But for characteristically modern moralities it is a question to be approached only by indirection. The primary question from their standpoint has concerned rules: what rules ought we to follow?” 

Can we know the universe is essentially mysterious…So, “contemporary moral argument is rationally interminable, because all moral, indeed all evaluative, argument is and always must be rationally interminable. Contemporary moral disagreements of a certain kind cannot be resolved, because no moral disagreements of that kind in any age, past, present or future, can be resolved,” MacIntyre has ever said. 

So, although MacIntyre had emphasized moral relativity, this did not mean that he was a moral relativist. The author compared MacIntyre’s and Hare’s approaches to the problem of moral relativism, arguing that MacIntyre’s virtue ethics could not and Hare’s metaethics could solve the problem of moral relativism. 

  1. Virtue in the Middle Ages

Let’s therefore outside the mystery, look for patterns of moral from the past. Our technological era accepts the thesis: “At the foundation of moral thinking lie beliefs in statements the truth of which no further reason can be given.”  “Indeed from an Aristotelian point of view a modern liberal political society can appear only as a collection of citizens of nowhere who have banded together for their common protection.” “In a society where there is no longer a shared conception of the community’s good as specified by the good for man, there can no longer either be any very substantial concept of what it is to contribute more or less to the achievement of that good. Hence notions of desert and of honor become detached from the context in which they were originally at home. Honor becomes nothing more than a badge of aristocratic status, and status itself, tied as it is now so securely to property, has very little to do with desert.” 

Scottish thinker noted that “the medieval world then is one in which not only is the scheme of the virtues enlarged beyond an Aristotelian perspective, but above all in which the connection between the distinctively narrative element in human life and the character of the vices comes to the forefront of consciousness and not only in biblical terms.” 

 “There is no way to understand the character of the taboo rules, except as a survival from some previous more elaborate cultural background. We know also and as a consequence that any theory which makes the taboo rules … intelligible just as they are without any reference to their history is necessarily a false theory… why should we think about [the theories of] analytic moral philosophers such as Moore, Ross, Prichard, Stevenson, Hare and the rest in any different way? … Why should we think about our modern use of good, right and obligatory in any different way from that in which we think about late eighteenth-century Polynesian uses of taboo?” 

“Moral judgments are linguistic survivals from the practices of classical theism which have lost the context provided by these practices.” Macintyre also said just this sentence: “Modern systematic politics, whether liberal, conservative, radical or socialist, simply has to be rejected from a standpoint that owes genuine allegiance to the tradition of the virtues; for modern politics itself expresses in its institutional forms a systematic rejection of that tradition.” 

Some philosophers believe, history has became fragmented, tradition fractured, past culture and community life destroyed by modernity. Returning to the traditional virtues cannot solve our present problems, and reconstructing the life of virtue ethics is pointless. What is important in the reconstruction of moral philosophy is the conflict between individualism and moral consensus. To solve this problem we need to look to Marx’s practical philosophy. The study of MacIntyre’s political philosophy has been mainly concerned with communitarianism, even talk about the thoughts of the philosopher as a kind of small communitarianism.The philosophers also believe, they argued that the way out of the dilemmas of contemporary moral philosophy which MacIntyre had suggested was neither modern nor postmodern, but premodern. Large noteworthy MacIntyre’s thought, his critique of emotivism, modernity, the Enlightenment Project, and modern moral enquiry. 

So, we want to keep moral place to the present day. „Things standing thus unknown, shall live behind me! If thou didst ever hold me in thy heart; absent thee from felicity awhile, and in this harsh world draw thy breath in pain, to tell my story.”(see, W. Shakespeare, Hamlet, dying, to Horatio, Hamlet Act V, scene II)

 

  1. The greatest happiness of the smallest number

In the last chapter of “Whose Justice? Which Rationality?,” that those who think they must think for themselves will need to undergo a transformation amounting to a conversion if they are to understand “that it is only by participation in a rational practice- based community that one becomes rational. Thus, in this context, note that the attempted professionalization of serious and systematic thinking has had a disastrous effect upon our culture, Alisdair MacIntyre notes.  But “to have understood the polymorphous character of pleasure and happiness is of course to have rendered those concepts useless for utilitarian purposes; if the prospect of his or her own future pleasure or happiness cannot for reasons which I have suggested provide criteria for solving the problems of action in the case of each individual, it follows that the notion of the greatest happiness of the greatest number is a notion without any clear content at all. It is indeed a pseudo-concept available for a variety of ideological uses, but no more than that.” (see, Alasdair MacIntyreAfter Virtue: A Study in Moral Theory, Third Edition)

The importance of MacIntyre’s argument about intelligible action is suggested by the problems he must confront to sustain his case. For example, he has had to deal often and critically with issues surrounding the mind-body distinction, as well as those who assume that a strong distinction must be drawn between facts and values (the assumed impossibility to move logically from an is to an ought). 

MacIntyre’s most concentrated statement of his understanding of action is in “The Intelligibility of Action,” an article written in 1986. Here he argues that essential to our learning to act is that we learn to behave in a way that others can construe our actions as intelligible. In other words, the intelligibility of an action depends on the narrative continuities in an agent’s life. Yet the ability to narrate my life depends on having narratives available that make my peculiar life fit within narratives of a community that direct me toward an end that is not of my own making. The intelligibility of my life, therefore, depends on the stock of descriptions at a particular time, place, and culture. I am, at best, no more than a co-author of my life.

Crucial for MacIntyre is the historical fact that one tradition of inquiry can put another tradition into an epistemological crisis (for his account of such crises, see the chapter in ‘The Tasks of Philosophy’ entitled “Epistemological Crisis and Dramatic Narrative”). Advocates of one tradition learn how to think in terms of another tradition”- and then they learn to identify the unresolved issues characteristic of the other tradition. Through such acts of the imagination, adherents of a tradition “may be able to conclude that it is only from the standpoint of their tradition that the difficulties of that rival tradition can be understood and overcome.”

Alisdair MacIntyre’s critique of liberalism relies crucially on a distinctivemoral particularism, for which morality and rationality are fundamentally tradition-constituted. In light of this, some have detected in his work a moral relativism, radically in tension with his endorsement of a Thomist universalism. I dispute this reading, arguing instead that MacIntyre is a consistent universalist who pays due attention to the moral-epistemic importance of traditions. Analysing his teleological understanding of rational enquiry, I argue that this approach shows how it is possible, dialectically, to reconcile the particularity of our starting-points with the assertion of universal truths.

That MacIntyre is intent on a division between philosophy and theology, a division I think unknown to Thomas Aquinas, confirms his claim that he works within the conditions of modernity. When we begin by asking what makes an action intelligible, we cannot avoid God- at least if MacIntyre is right. Like Thomas Aquinas, MacIntyre thinks every human being has a natural desire for happiness “which is achieved only in union with God, integral to which is a recognition of God as the truth and of all truth as from God, so that the progress through truths to the truth is itself one part of the ascent of mind and heart to God.” 

Finally the author is shocked by some of the statements made by the Scottish philosopher, The author is shocked by some of the statements made by the Scottish philosopher, especially MacIntyre’s Account of Rationality and the Theory of Destiny of MacIntyre’s Moral Philosophy. Though he would like to portray MacIntyre’s method in moral philosophy primarily as a new historical analysis, but also as a wise outline of a moral for our times.

 

Conclusion

Alisdair MacIntyre objects to the Enlightenment abstraction of man out of community and out of history. Author of an essay is profoundly interested in MacIntyre’s thought, which addresses the following issues: traditional narrative, restatement and arguments on Virtue Ethics. However I have objections about the possibility of virtue ethics in contemporary society. Author discusses the possibility of virtue ethics in contemporary society. Though, he also interprets MacIntyre’s understanding of the self as constituted by its relationship to community, and he discusses MacIntyre’s conception of the self in term of narrative, arguing that the self is not only the subject of narrative, but also the object of narrative. One has to emphasize more strongly in contemporary philosophy, the relationship between MacIntyre’s moral philosophy and the situation of Western morality, and to reconstruct Virtue Ethics with the method of teleology, author notes: Personally, after reading the writings of MacIntyre, author also noted, the thinker justifies his extraordinary proposition that without actual evils to overcome the virtuous life would be imposible.(Difficulties in Christian Belief by Alasdair C. MacIntyre; Religious Belief by C. B. Martin; see, The Philosophical Review, Vol. 71, No. 1, 1962, pp. 111-114). So, what MacIntyre offers, he contends, is a moral universalism that avoids the pitfalls of its liberal counterpart, and invites an important meta-theoretical shift with respect to the scope for toleration and social critique and toleration in contemporary pluralist society. So, this extraordinary philosopher, in order to rescue of human being in the technological era,, he insists on the responsibility of local communities. The flourishing of the virtues requires and in turn sustains a certain kind of community, necessarily a small-scale community, within which the goods of various practices are ordered, so that, as far as possible, regard for each finds its due place with the lives of each individual, or each household, and in the life of the community at large. MacIntyre prompts us to consider not only how we write history, but also how our own lives and intellectual development is embedded in the lives of others. Recognizing this, we might live out our tragedies with grace and virtue, and it is possible to achieve. Scottish thinker teaches also us how to look at Jesus as the Lord of history and of our Savior.