Tytuł 22

Stanisław Barszczak —Nowoczesność—
W poprzedniej książce, po sprawiedliwości (After Virtue), która ukazała się w 1981 roku, Alasdair MacIntyre twierdził, że idee sprawiedliwości dostępne we współczesnym świecie przedstawiają stos ruin, fragmenty historycznych, które nie mogą uczynić żadnego spójnego sensu. Politycy, reformatorzy, administratorzy, odwołują się ale jedynie w przypadkowy sposób, do elementów ich depozytu. Filozofowie i teoretycy społeczni trudzą się bezskutecznie w nadaniu temu badaniu sensu, i czynią to bez sukcesu. Ruiny te nie są nawet ruinami jednego budynku, ale nieuporządkowanymi pozostałościami różnych koncepcji etycznych. Były one w swoim czasie spójne: ale należały do różnych tradycji. Ale teraz nie mamy spójnych koncepcji, a ponieważ staramy się rozwiązać nasze problemy społeczne z uwzględnieniem tych fragmentarycznych idei, i jesteśmy skazani na nieskończenie niejednoznaczne i sprzeczne argumenty odnośnie kwestii sprawiedliwości.
W odniesieniu do sprawiedliwości rozdzielczej, na przykład – kwestie, w jaki sposób dobra powinny być słusznie rozdzielane w społeczeństwie – niektóre koncepcje nalegają na nasze zapytanie, czy to jest sprawiedliwe, żeby niektórzy ludzie cieszyli się znacznie większą ilością korzyści niż inni. Te idee kwestionują fundament, i to nie tylko w czasopismach, ale w polityce, z obecnie bardziej szczęśliwym pojęciem, które tytułujemy tym, że ​​masz prawo do tego, co możesz otrzymać- tak długo, jak słusznie nabywasz to: gdzie “słusznie” często oznacza znacznie więcej niż “bez łamania prawa”, jeśli właśnie to znaczy. Niektórzy filozofowie zauważają spory między takimi ideami jak urzeczywistniające dwa różne poglądy społeczeństwa, które rzeczywiście konkurują ze sobą i mobilizują różne koncepcje etyczne własności, sprawiedliwości i porządku społecznego. Ci filozofowie są również skłonni myśleć, że filozoficzna dyskusja idąca w parze z wiedzą empiryczną, przyczyni się do tworzenia ciekawych tych jasnych poglądów społeczeństwa i pomogą nam zobaczyć, jak daleko one znajdują się sens. Dla Alasdaire MacIntyre’a, jednak te dyskusje są po prostu stratą czasu, gdyż nie mamy tradycji ani spójnego zestawu koncepcji etycznych, w których one mogłyby być utrwalane a tym bardziej kontynuowane z sukcesem. Wszystko co mamy, to niekończący się spór i kołysanie (chorągiewka) władzy i fortuny politycznej. Ten beznadziejny brak zasobów intelektualnych i etycznych dotyczy nie tylko pytania o nierówność majątkową, dochod i władzę, ale także wiele innych kwestii, które dotyczą sprawiedliwości, mianowicie kara śmierci, aborcja lub czyn afirmatywny.
Nowa książka Alasdaire MacIntyre’a “Czyja sprawiedliwość, czyja racjonalność?,”( Whose Justice? Which Rationality?, 1988) podtrzymuje ten sam motyw. To nie jest dzieło filozofii politycznej, bo nawet zawiera odrobinę filozofii wszelkiego rodzaju. Jest to raczej badanie w historii intelektualnej, odkrywanie tego, co postrzega MacIntyre jako trzy różne tradycje zachodnie myśli etycznej: jedna biegnie od Homera do Arystotelesa i przechodzi przez arabskich i żydowskich pisarzy do św Tomasza z Akwinu; druga- biblijna tradycja, którą przejął Akwinata od świętego Augustyna; a trzecia, która opanowała szkocką myśl0 w 17 i 18 wieku. Badania tych różnych tradycji wypełniają ogólną ideę książki z jej historycznym uszczególnieniem. Teza-idea książki stała się również bardziej ambitna niż miało to miejsce wcześniej. To jest nie tylko sprawiedliwość, ale koncepcje samego praktycznego rozumu – tego dotyczy książka, chodzi o procesy przy pomocy których, społecznie lub osobiście, pracujemy, co robić – które są pokrewne tradycji. Nie są to, zdaniem MacIntyre’a żadne idee sprawiedliwości i rozumu praktycznego, które nie odnosiłyby się do jednej czy innej tradycji, oraz do próby identyfikacji i wykorzystania takich ideałów niezależnie od wszelkich tradycji w ogóle- to jest właśnie główna przyczyna naszych współczesnych nieporozumień, wyrażonych w zgubnych perspektywach liberalizmu. Choć autor przyznaje, że liberalizm miał kilka historycznych prekursorów, postrzega to w zasadzie począwszy od Oświecenia, mianowicie rozmijanie się z tradycją, rozwój ten wyprodukował, jak sam to ujął, “nowy twór społeczny i kulturowy, indywidualność.”(tłum. Stanisław Barszczak)

“Generativity, Resolution of Epistemological Crises and the Narrative Self”

Stanisław Barszczak— Polityka i tradycja— W dniu 18 maja 2016 byłem we Wrocławiu, w Hotelu WenderEDU Business Center, (ul. św. Józefa 1/3, 50-329 Wrocław) na zaproszenie Pana Profesora Adama Chmielewskiego (Chairman of the Scietific Committee of the Conference, Uniwersytet Wrocławski, see a-mail). Chodzi mi o trzydniową publiczną konferencję pt. “Wspólnoty na rozdrożu. Kultura, krytyczne badanie i tradycja,” przeprowadzoną przez Oratorium Marianum, Uniwersytet Wrocławski. W trakcie trzydniowych obrad z posiłkami przedstawiono kilkadziesiąt referatów, wśród nich (podaję jednak bez tłumaczenia i jeszcze niepełne tytuły): Lukasz Nysler, what sholud we teach our youth at ethics classes? Looking to A. MacIntyre for inspiration; Romuald Piekarski, The secularization of power at St. Thomas; Paweł Kłoczowski, Leo Strauss and Alasdair MacIntyre- Two Rival Versions of Virtues Ethics; Waldemar Bulira, Vontingency, Diversity and Justice: The Postmodern Challenges of Liberalism; Beata Sirowy, public Space and MacIntyre’s Virtue Ethics; Christopher Stephen Lutz, Culture as Moral Discipline:The Path to Virtue and Freedom; Robert A. Gahl, Jr., Patient Virtue in Community: Applying Cognitivist Psychotherapy to Virtue Development; Omowumi Ogonyemi, “Generativity, Resolution of Epistemological Crises and the Narrative Self”; Egidijus Mardosas, Alasdair MacIntyre o sprawiedliwości (chciałem tutaj być); Ahmad Fattah, Liberalna polityka i moralne niezgodności; Obed Frausto Gatica, Wspólnota albo Tradycja; Buket Korkus Raptis, Polityczne implikacje filozoficznej antropologii MacIntyre’a; Bashir Saade, Polityka i Tradycja między przeszłością a teraźniejszością: pojęcia autorytetu we wczesnych tekstach muzułmańskich; Mariusz Turowski, Polityczne ontologie indywidualizmu- by posiąść, by rozwijać, by tworzyć, współtworzyć. Neoliberalizm, demokratyczna prewencja i skrywany dialog między C.B. Macphersonem a Alasdair MacIntyre’em; Funda Gunsoy, Zeynep Berke Cetin, Przeciwko polityce emotywnej kultury; Adam Chmielewski, Wiarygodność wspólnoty. MacIntyre i problem krzepkiej, mocnej indywidualności. Podstawowy dlla mnie problem z tym sympozjum nie został jednak rozwiązany: Jak tłumaczenia, czyn translacyjny ewoluują? Co sprawia, że kierujemy się humanizmem? I czy w ogóle możliwy jest współczesny humanizm ludzkości? Przed oczami mam następujące zasady:1/ degrades humanity- makes inhuman (kto, co degraduje człowieczeństwo- sprawia nieludzkie); 2/ discriminatory- denies humanity (kto, co dyskryminuje- zaprzecza temu co ludzkie); 3/ non-representative- no say (kto, co nie reprezentowany- tylko ma powiedzieć, nie ma słowa); 4/ unjustly applied- fair be wrongly used (niesprawiedliwie, niesłusznie zastosowane- to, co sprawiedliwe może być źle użyte). Po tym spotkaniu we Wrocławiu przy Katedrze te pary czterech powyższych zasad mnie zobowiążują. Ale interesują mnie również zagadnienia takie jak: wychodzenie poza praktyki i instytucje- istotność określonych racjonalnych istot (animals) w “interesownej etyce” (business Ethics) Alasdaira MacIntyre’a. Indywidualność czy rozwój i przekupstwo? Ale wydaje się, że z publiczną konferencją pt. “Wspólnoty na rozdrożu. Kultura, krytyczne badanie i tradycja.” Wydaje mi się, że profesor Alasdair MacIntyre pobłądził trochę czy odrobinę, wychodząc z indywiduum człowieka, które bynajmniej otwiera na ideę podmiotu, który tworzy się zgodnie z własnymi pragnieniami traktowanymi jako absolut. (conf. Papież Franciszek przywołuje tutaj “wybujały indywidualizm, który wynaturza więzi rodzinne i doprowadza do traktowania każdego członka rodziny jako samotnej wyspy, Adhortacja Apostolska ‘Amoris Laetitia,’ Kraków 2016, s. 27-28) “Napięcia wywołane doprowadzoną do przesady indywidualistyczną kulturą posiadania i przyjemności rodzą w obrębie rodzin sytuacje nietolerancji i agresji”. (Tamże, s. 28) Papież Franciszek akcentuje czynniki kulturowe, takie jak jak stres, organizacja życia społecznego i pracy, które zagrażają możliwości trwałych decyzji. Ponadto zauważa zjawiska dwuznaczne, że na przykład ceniona jest taka personalizacja, która zwraca uwagę na autentyczność, a nie na odtwarzanie nakazanych zachowań. Powyższa wartość może promować różne zdolności i spontaniczność, ale źle ukierunkowana, może tworzyć postawy stałej nieufności, ucieczki od zobowiązań, zamknięcia się w wygodzie, arogancji. W posynodalnej Adhortacji Apostolskiej, O miłości w rodzinie (2015). ktora zbiera owoce dwóch ostatnich synodów biskupów poświęconych sytuacji rodzin w dzisiejszym świecie czytamy:”Wolność wyboru pozwala na planowanie swego życia i pielęgnowanie tego, co w nas najlepsze, ale jeśli nie ma szlachetnych celów i dyscypliny osobistej, przeradza się w niemożność wielkodusznego oddając siebie.”(Tamże) Z kolei, jeśli istotność zależnych racjonalnych istot (animals) w MacIntyre’ owskiej “interesownej etyce” (business Ethics) ma na uwadze pozytywny wkład w rozwiązywanie powyższych sytuacji zgodnie z nauczaniem papieża Franciszka i Kościoła, to się zgadzam z owocnymi do tego nauczania fragmentami możliwych komentarzy szkockiego myśliciela. Tym bardziej, że czyni to już wiele lat. Nie jestem jednak pewny czy słuszne będą w końcu MacIntre’owskie marzenia o rodzących się menagerach cnót. Cieszy więc ta konferencja, bo otwiera przestrzenie wolności w rzeczywistości nie tylko domowej, ale społecznej i państwowej. Dziś ludzie są mniej, niż w przeszłości, wspierani przez struktury społeczne w ich życiu uczuciowym i rodzinnym. Ale czas jest ważniejszy niż przestrzeń. Powtórzmy źle rozumiana sprawiedliwość może przekształcić obywateli w klientów domagających się jedynie świadczenia usług. Natomiast drogi duszpasterskie Kościoła służą zbudowaniu solidnych i trwałych ognisk rodzinnych. Albowiem radość miłości przeżywana w rodzinach jest także radością Kościoła.

Rozum i czyn

Autentycznym— Żyjemy teraz żywotami, których nie rozumiemy. Nasze życie bywa pokiereszowane i zniekształcone. Pozostajemy, a możemy jesteśmy niezdolni żyć żywotami, które mają narracyjną spójność. Bóg ma wolę szczególną dla każdego z nas. Rozpoznajemy ją na Eucharystii. Wtedy jesteśmy zdolni czynić wolę twoją Boże. Nasza modlitwa wówczas może wszystko uczynić, mówi mi, jeśli Bóg wystawia mnie na taką próbę, złożenia ofiary z mojego życia na wzór ofiary Jego Syna, to nic nie ryzykuję albo wszystko. O takiej ofierze zaświadczają listy Świętego Ojca Pio do jego córek duchowych, których zaledwie kilka przytaczam tutaj w moim tłumaczeniu. “Modlitwa jest najlepszą bronią jaką mamy; Jest to klucz, który otwiera serce Boga. Gdy modlimy się dobrze, modlitwa porusza serce Boże, i zaprasza, ażeby wciąż bardziej je wypełniać(…)Możesz uciekać się wciąż z większym synowskim oddaniem do Jezusa, które sprawi, że nie można się już nie odczuć kropli ulgi i komfortu … Do Jezusa, do Niego niech wznosi się wasz głos, który niech będzie głosem pokory ducha, skruchy serca i modlitwy języka(…) Zachowuj ducha świętej radości, która skromnie rozpowszechniona w twoich działaniach i słowach, złoży się na pociechy ludzi, synów Bożych, także że będą wielbić Boga, zgodnie z przykazaniem danym nam przez naszego Boskiego Mistrza(…) Nie troskajcie się o rzeczy, które powodują obawy, zakłócenia i lęki. Tylko jedna rzecz jest konieczna: podnieść ducha i miłować Boga(…) Trzymaj to na pewno, że im bardziej dusza jest miła Bogu, tym więcej będzie musiała być sprawdzana. Dlatego odwagi i zawsze do przodu(…) Proszę zostańcie przy tym, że natura ma wpływ na cierpienie- bo nie ma już nic bardziej naturalnego na zewnątrz grzechu; a twoja wola, z Bożą pomocą, zawsze będzie wyższa, i boska miłość nigdy nie ujrzy się pomniejszona w waszym duchu, jeśli nie ustaniecie w modlitwie(…) Nie chciejcie  być zniechęceni i tracić odwagę z uwagi na ogromny długu jaki zaciągamy w boskiej sprawiedliwości. Jezus jest dla wszystkich, ale jest to kolejny powód dla nawrócenia grzeszników(…) Twoje pokusy są od diabła i piekła, ale twoje cierpienia i udręki są od Boga i z nieba; matki są z Babilonu, ale córki z Jerozolimy. Pogardzaj pokusami, ale ściskaj i przyjmuj udręki …pozostaw wiatrowi jego uderzenie i nie myśl, że jego szalony głośny szum jest hałasem wzywającym do broni(…) Nie bój się wroga; on nie będzie nic znaczył wobec łodzi waszego ducha, bo pilotem jest Jezus, a gwiazdą jest Maria.” (w uroczystość Zielonych Świąt, tłum. SBarszczak)

 

 

Jakby z jakiejś losów zmiany stał się wielki dzień Polaków

Stanisław Barszczak—“Każdy kłos – ciałem Pańskiej Wieczerzy”—
Czasem jeszcze czytam prasę codzienną. Wyczytałem tam coś nowego. Pan Marek Jurek przenikanie języka męczeństwa do wszystkich warstw społeczeństwa rzymskiego uznaje za moment początkowy Chrześcijaństwa (Christianitatis). Rzymian przyzwyczajonych, że każdą rzeczywistość można ubóstwić (tutaj boskość to w istocie przymiot, nie przedmiot, określenie dostojności i mocy, po prostu tytuł) i każdy kult można przyjąć, oburzało chrześcijańskie roszczenie prawdy, a jeszcze bardziej pogarda dla bałwochwalstwa i jego mitologii. Istotnie pierwsi chrześcijanie byli bardziej prześladowani za swoją niewiarę niż za wiarę. Rzym pokazuje chrześcijaństwo jako formę ateizmu. Kardynał Ratzinger (późniejszy papież Benedykt XVI) uzna słabnące w naszych czasach upominanie się o status religii prawdziwej za zasadniczy objaw, w tym kontekście notuje kaprys współczesnego chrześcijaństwa. Zwróćmy więc uwagę na męczeńską a obecną formę poświadczenia prawdy w kościele, którą on uznał za szczególną formę zjednoczenia z Chrystusem, za najwyższy akt miłości. Osobiście jednak broniłbym ‘bałwochwalczej indywidualności’ w kościele, aby kościół jutra pokazywał wyższość również innej formy najwyższego aktu miłości, to jest matczynej wierności, miłosiernego czynu bliźniemu. Jak się realizuje moja wierność na spojrzenie innego, moje teraźniejsze zderzenie ze śweiatem. “Nie przybyłem, aby prowadzić tę wojnę nadal, ale aby ją skończyć,” mówił do Kartagińczyków Korneliusz Scipio Rzymianin. Radzie stu relacjonował swoją kampanię Hannibal: “Przegraliśmy coś więcej niż bitwę. Przegraliśmy wojnę. Przyjmijcie postawione wam warunki pokoju.” Po bitwie nad Jeziorem Trazymeńskim Hannibal mówił: “Nie przyszedłem walczyć z wami, ale z potęgą Rzymu.” W poszukiwaniu wzorów wielkich mężów otwieramy się na teraźniejszość. Muszę podjąć trud, żeby zobaczyć innego, by odnaleźć chrześcijańską nadzieję. Arcybiskup J. Życiński zachęcał, aby nie bać się załamania oświeceniowego optymizmu i wiary w rozum, by szeroko otwierać drzwi Kościoła. Bo jest faktem, “jednego dnia wierzę, drugiego dnia nie wierzę,” jak pisał Cz. Miłośz w Traktacie teologicznym)… Tak więc nigdy nie patrzę na innych ‘z góry’. I to są moje religijne Tarnowskie Góry, gdzie przed laty przyszedłem na świat. Chciałbym spojrzeć na drugiego człowieka jego oczyma, w przeciwnym razie nie będzie wiary, rozmowy, spotkania. Wydaje mi się, że w moich odezwach, zamieszczanych na blogu przez internet, jestem jeszcze nie bardzo czytelny, mój głos bywa “zmącony, przytłumiony”, choć przedstawiam już trzydziestoletnie świadectwo o moim kościele. A trzeba nieustannie odpowiadać na znaki czasów… Olsztyn koło Częstochowy(miejsce, gdzie przebywam) przygotowuje dzień- z pokazami wszelkich starych pojazdów. Niech mi będzie wolno zasygnalizować uroki jazdy czterośladem. Coraz częściej podróżujemy w tym świecie samochodem. Można by pisać o wyższości jazdy autem jak pociągiem. Istnieją nieocenione korzyści podróżowania autem: przepiękne widoki/…/, wspaniałe zdjęcia, od których ‘oko zbieleje,’ znajomym z zazdrości, uczucie niezależności przy wyborze drogi/…/ no i na dokładkę: tańszy przejazd niż koleją. “Staliśmy się po prostu nałogowcami. Jazda autem działa silniej niż opium- przeżywa się nie majaki, lecz cudowną rzeczywistość , a człowiek, zakosztowawszy tych wspaniałych wrażeń, nie może na jednej wyprawie poprzestać. Pozostaje mi życzyć sobie i wszystkim podobnej pasji oraz radości w pokonywaniu kolejnych kilometrów własnym samochodem podczas podróży przez naszą ojczyznę. Także do podróży do Naszej Pani z Częstochowy, do której bramą miłosierdzia się wchodzi. Matko kochana: Ty otwierasz Biblię obietnicą. I zamykasz ją zwycięstwem. Niewiasto pierwszych i ostatnich stronic, klamro czasów, cicha ojczyzno Dobrej Nowiny. Uczysz o Jezusie najbliższym. Psalmie bez nut fałszywych. Ziemio, na której wróg nigdy stopy nie postawił, życiorysie wichrem i ogniem napisany, ziarnko piasku, w którym oceany toną. Łzo wezbrana tęsknotą całych wieków. Gwiazdo od słońca zapalona, Zwiastunko przed zwiastunami biegnąca, Słoneczniku każdym ziarnem ku niebu zwrócony, Jedyna kolumno wśród zgliszczu stojąca, księgo święta czynem Boga zapisana… Jako chrześcijanie epoki przełomu przeżywamy męczącą codzienność życia. Nierzadko ‘mamy źle w głowach,’ ktoś powiedział: ‘uważaj to nie chmury, to pałac kultury.’ A Poetka, wschodząca gwiazda powie “Każde drzewo jest drzewem krzyżowym, każdy kłos -ciałem Pańskiej Wieczerzy. Aż modlitwy przeczystej słowem, ból męczeńskich ran się uśmierzy”. Magdalena z krzykiem włosy rwała, Uczeń trwał jak skamieniały w mroku. Lecz na Matkę, co w milczeniu stała, nikt się nie ośmielił podnieść wzroku. Jezu, Synu Boży, Getsemani moje, “Ty zapisałeś moje życie tułacze; przechowałeś Ty Łzy moje w swoim bukłaku.”(ps. 56.9) Ty opisujesz już teraz moje zmartwychwstanie. Stokrotne dzięki.

Bracia walczą po dwóch stronach barykady

Stanisław Barszczak—Ballada o dumnym rycerzu—

(jest to epilog albo część druga mojej opowieści z przed siedemnastu laty o tym samym tytule, wiadomości o rycerzach zaczerpnąłem przez internet, podkr. autora)

Na stromy urwisku mocno wychodzącym ku morzu w Nazare (zachodnia Portugalia), ludzie pokazują na skale kopyta końskie. Powiadają, że dawno temu jeden z rycerzy broniących Jerozolimy, podróżował tędy ze swoją drużyną, uciekając przed Maurami. Ślad pozostał do dzisiaj: pośrodku łańcucha na środkowym szczycie osady jest wyrwa, piętnaście metrów kwadratowych. Sczyt ten nazywa się Łysoń, bo kiedy patrzy się tam od strony miasteczka, wyrwa wygląda jak koń w pełnym galopie. Ale prawdę mówiąc wierzchołek wzniesienia przypomina raczej starczy profil… Mieszkańcem tej osady był rycerz- krzyżowiec, który był przybyszem z obcych krain. A Sura była jego córką, miała mały kramik w wiosce, zresztą nie miała wielkich pragnień, a chciała być tylko małą rybką. Zajęła się w końcu płaskorzeźbą w stylu regionalnym. Osada cieszyła się własną kopalnią. U wejścia do sztolni stoi kapliczka w niewielkim kwadratowym ogrodzeniu…Rycerstwo jako stan ukształtowało się w epoce średniowiecza. Była to elitarna warstwa społeczeństwa feudalnego , która wytworzyła swoisty styl życia, etykę i ceremoniał. Rycerz średniowieczny, by zyskać miano idealnego musiał spełniać mnóstwo warunków. Nie wzywał pomocy w walce, aby nie okazywać słabości. Wolał zginąć niż pokazać swoje słabości. Zawsze dotrzymywał słowa. Cechami, które najbardziej cenię u rycerzy to: oddanie wybrance serca oraz nienaganne postępowanie… Rycerstwo średniowieczne walczyło konno, najczęściej jako ciężka kawaleria. W razie potrzeby rycerze mogli też walczyć jako kawaleria lekka, a nawet piechota. Broń zaczepną stanowił miecz, włócznia (kopia), topór oraz sztylet zwany mizerykordią Broń ochronną stanowiła tarcza, hełm i zbroja…Pierwotnie rycerze nie przyjmowali święceń, godzili się żyć jak zakonnicy (składali śluby czystości i ubóstwa). Ich głównym zadaniem była nie tylko modlitwa czy kontemplacja, lecz również walka w obronie wiary i ideałów przyjętych w regule zakonnej. Pierwsze zakony rycerskie powstawały na fali krucjat (w Królestwie Jerozolimskim) i pielgrzymek do Ziemi Świętej w XI i XII w. Niektóre zakony rycerskie utworzyły własne państwa – Zakon krzyżacki w Prusach i Ziemi Świętej, Zakon Maltański na Rodos i MalcieLazaryci w Akce. Obecnie joannici, lazaryci i bożogrobcy są zakonami elitarnymi, przyjmującymi prawie wyłącznie osoby o szlacheckim rodowodzie, i koncentrującymi swoje działania na prowadzeniu szpitali oraz działalności charytatywnej. Zakon krzyżacki dziś jest zakonem czysto religijnym, mniszym, pozbawionym prerogatyw rycerskich. Ale powszechnie rycerze  przepełnieni byli wiarą w ideały chrześcijańskiej moralności…W połowie XI wieku grupa włoskich kupców z Amalii założyła w Jerozolimie klasztor Matki Boskiej Łacińskiej. Przy nim zaś utworzono szpital i hospicjum dla pielgrzymów oraz kupców, przybywających z Europy. Ta skromna fundacja łacinników całkowicie zmieniła swój charakter po utworzeniu Królestwa Jerozolimskiego. Bractwo szpitalne, początkowo zależne od klasztoru Matki Boskiej Łacińskiej, szybko się usamodzielniło. Za rządów Gerarda, który stał na czele bractwa w okresie pierwszej krucjaty, przekształciło się ono w nową organizacją religijną, z własnymi zasadami życia i odrębnymi zadaniami. Nowe bractwo przyjęło nazwą Szpitala św. Jana Chrzciciela. Już za rządów Gerarda (zm. ok. 1119/1120) szpitalowi św. Jana w Jerozolimie podlegało kilka hospicjów i szpitali w Syrii. Margat (arab. قلعة المرقب, Kalat al-Markab) – XII-wieczny zamek w Syrii położony w odległości 2 km od brzegu morskiego przy dawnej drodze między Trypolisem i Latakią. Zbudowany po I wyprawie krzyżowej. Od 1170 roku własność Reynalda II Mazoir. Od 1186 roku zamek był własnością joannitów, którzy go rozbudowali. W 1188 roku zamek obronił się przed wojskami Saladyna. W zamku mieścił się szpital prowadzony przez joannitów. Pod zamkiem rozciągało się miasto połączone z zamkiem murami obronnymi. Na terenie zamieszkanego przez chrześcijan miasta powstał ufortyfikowany pałac biskupa. Po upadku Jerozolimy zamek Margat stał się główną siedzibą zakonu, aż do poddania warowni mameluckiemu sułtanowi Egiptu Kalawunowi, który obległ zamek w 1285 roku. W następstwie poddania twierdzy władze zakonu joannitów podjęły decyzje o przeniesieniu się do Akki. Zamek w późniejszym okresie aż do 1884 roku był stolicą miejscowego dystryktu. Jest to też miejscowość w dystrykcie Banijas muhafazy Tartus…Ruch krucjatowy Zakonu Szpitalników zakończył się więc wraz z upadkiem Malty 13 maja 1798 roku. Suwerenny Rycerski Zakon św. Jana z Jerozolimy, z Rodos i z Malty istniał nadal jednak jako zupełnie inna instytucja…Z innym zakonem, mianowicie Templariuszy związane zostały losy Cypru. Wydaje się, że wówczas dumność rycerzy średniowiecznych sięgnęła szczytów ludzkich ideałów. Stąd przytoczę tutaj pewną historię z tamtej epoki. Jest wiosna 1191 roku, czas trzeciej krucjaty, burza zapędziła do południowych brzegów wyspy, niedaleko Limassol, trzy okręty z floty, które przewoziły do Syrii krzyżowców angielskich. Na pokładzie jednego z tych okrętów znajdowała się Berengaria z Nawarry, narzeczona wodza angielskich krzyżowców, króla Ryszarda Lwie Serce, oraz jego siostra, królowa Joanna Sycylijska. Izaak uwięził ludzi Ryszarda, zajął okręty Anglików, kiedy zaś dowiedział się, że na pokładzie znajdują się dwie znakomite damy, zatrzymał je, aby wziąć za nie duży okup. Tydzień minął, król Ryszard odszukał zagubione podczas burzy okręty. Przybył pod Limassol z resztą floty i głównymi siłami angielskimi. Wiadomość o niegościnnym postępowaniu i wrogich zamiarach Izaaka oburzyła króla angielskiego. Dumny Ryszard domagał się zadośćuczynienia za zniewagę dam i odszkodowania za zajęte okręty. Cały incydent był zresztą dla niego znakomita okazją do wyciśnięcia z Greków złota. Rokowania w sprawie odszkodowania zostały przerwane przez Izaaka, który uciekł w głąb wyspy, do Nikozji. Tymczasem w Limassol odbyły się uroczyste zaślubiny Ryszarda z Berengarią. Obecny był przy tym król Jerozolimy Gwido z Lusignan i grupa jego stronników, między nimi kilku dostojników zakonu templariuszy. Przybyli z Palestyny goście wyjaśnili Ryszardowi strategiczne znaczenie Cypru dla całego wybrzeża syryjskiego; uświadomili mu też niebezpieczeństwo zbyt  bliskich kontaktów Izaaka z sułtanem Saladynem…Król angielski postanowił więc zdobyć wyspę. Nie było to zbyt  trudne, bo ludności Cypru obojętny był los samozwańczego cesarza. Izaak wprawdzie próbował się bronić. Zaatakował wszystkimi swoimi siłami militarnymi Anglików, ale przegrał. Po krótkiej obronie w jednym z zamków musiał się poddać i został wzięty do niewoli. Do końca maja 1191 roku cała wyspa znajdowała się w rękach króla Ryszarda Lwie Serce. Łacinnikami obsadzono wszystkie zamki i ważniejsze punkty strategiczne na wyspie…Podbój Cypru przyniósł królowi Anglii ogromne łupy. Izaak zgromadził w czasie swoich despotycznych rządów duże zasoby kruszców, kosztowności i wszelakich bogactw, które teraz zagarnął zwycięski Ryszard. Ponadto mieszkańcy wyspy bogatymi podarkami starali się pozyskać łaski nowego pana. Ale Ryszard, który już miał swoje królestwo, na Wschodzie był tylko awanturniczym krzyżowcem łakomym na łupy i nie myślał o stałym pobycie na Cyprze. Sprzedał więc wyspę templariuszom za ogromną sumę 100 000 złotych bizantów, z czego 40 000 zakon wypłacił natychmiast. Templariusze stali się zatem panami wyspy,.. Tyle legenda i fakty. Pewnie o jednym z  rycerzy wspomnianej epoki opowiada wspomniana przeze mnie legenda o rycerzy z Nazare, który wierzył swej ludzkiej misji do końca. A wiara czyni cuda.

Chorych w ciężkim stanie układano żywcem w stosy na zimnym betonie bunkra

Stanisław Barszczak—Bitwa o Grunwald—-

Pewność siebie jest różna od prawdy, jako przekonania- świadectwo nie jest pewnością siebie. Drodzy moi Czytelnicy, zawsze będziemy przyjaciółmi, powtórzę tu- a z Siostrą Faustyną, jej osobowością, jakbyśmy nagle zostali pociągnięci jeszcze w bliskość serca Jezusa. W tych dniach przeczytałem świadectwo życia: gdy zobaczyłem, jak wygląda papież po postrzale, pomyślałem bezwiednie, że śpiące bezwiedne cienie, nie mające siły podążać zgodnie ze swoim przeznaczeniem za naturalnym biegiem rzeczy, nie budzą dobrych myśli. I tak w dzisiejszych czasach poranna utopia staje się rzeczywistością popołudnia. A poprzez ten tekst zapraszam na wspólną naukę chodzenia… po górach. Musiałem w życiu nauczyć się chodzić po szczytach gór, nad przepaścią, gdzie pozostaje jedynie ufność w niezgłębione miłosierdzie Boga, której uczyła i uczy mnie Siostra Faustyna. Żyję ukryty w świetle krwi i wody, która wytrysnęła z rany Serca Jezusa, w promieniach tej krwi i tej wody (tamże) Przybliżając się do Jezusa, takiego jakim ujrzała go Siostra Faustyna, pewnego dnia przekonałem się, że Jezus stawał się dla mnie kimś bliższym i droższym. Skoro Chrystus tak cierpiał, to mój doktorat jest niczym wobec jego męki. „Córko, rozważaj często cierpienie moje.”

Chrześcijanin ma uznać prymat Boga, czyli rozeznawać i pełnić jego wolę. Czy myślicie, że starzeję się, ze dostałem szmergla, bo ‘byłem w psychiatryku.’ Nic z tych rzeczy. Będąc zamknięty tam pacjent może leczyć się m.in. z zespołu przewlekłego stresu (Astenia progressiva gravis). Chodzi o KZ-Syndrom. Kiedyś choroba krwi uratowała pana Władysława Bartoszewskiego (pamiętam go jeszcze z moich lat seminaryjnych) , przed śmiercią w Auschwitz (1941-04-08). Stąd mówił on później: ”Skoro za wszystko jest kara śmierci. To chcę mieć pewność, że poniosę śmierć za dobrą sprawę. A za nim umrę, coś jeszcze zrobię.” Tak więc nauczyłem się w końcu odczytywać znaki czasów. Na pochodach pierwszomajowych maszerowali przedstawiciele różnych hut Warszawy. Ale teraz idzie wierna młodzież. Wspominała pani Maria Dąbrowska: „ Wczoraj przewodniczyłam Sekcji Prozy. Ale niespodzianka czekała gdzie indziej. Odprowadzała mnie Danuta Bieńkowska do taksówki koło pałacu Staszica. Dwu chuliganów wdrapywało się na pomnik Kopernika z flaszką. Chcieli ja tam rozbić. Ale to jeszcze nie to. Otóż z kościoła – szła fala ludzi, gęsta, zbita, niekończąca się. Dużo dzieci, młodzieży, kobiet- wszyscy z zapalonymi świecami. W pierwszej chwili tak byłam zmęczona, nie mogłam sobie przypomnieć , jaka to pora roku- Post, Wszystkich świętych? Okazało się, że Gromniczna. Nigdy- tylko w Toledo na procesji różańcowej- nie widziałam  tak wielkich tłumów ze świecami, obrazkami. Szli, szli, szli, bez końca. O czymś takim przed wojną się nie śniło… Co dalej, co z tej młodzieży,  tych dzieci?…Było po ósmej wieczór. Dokąd ta rzeka wpadnie… (M. Dąbrowska, Dzienniki; por. ks. M. Bernyś, Potęga nadziei. Opowieść o cierpieniu człowieka i miłosierdzia Boga, Warszawa 2016, s. 45). Wydaje mi się, że na samotności udało mi się nagle zostać pociągnięty w bliskość serca Jezusa, by podjąć walkę o własne życie, o godzinie trzeciej po południu rozmawialiśmy z Jezusem, odmawiając Koronkę do Miłosierdzia NSPJ. Tutaj w szpitalu odczułem potrzebę większego dystansu do codzienności, jak i potrzebę chronienia własnej psychiki i emocji. Dawanie siebie bez reszty, to jest sens naszego chrześcijańskiego życia. A kiedy spojrzałem na Jezusa przyszła mi na myśl sentencja jakby z dzienniczka siostry Faustyny: ja sam dałem sercu twojemu udział w moim cierpieniu. Jezus dał mi odczuć, że ja też mam prawo widzieć siebie w tym obrazie jego siebie samego. To tak, jak matka, która zostawiła mi tyle dobra i dała mi kapitał duchowy na całe życie. Serce uderzało mi trochę szybciej.

Edwin Hubble w 1929 roku, patrząc tylko w swój teleskop, zaobserwował coś, co zmieniło świat. Zobaczył, że światło wyemitowane przez odległe galaktyki jest  bardziej czerwone, kiedy odległość między galaktyką a Ziemią jest większa. Światło staje się bardziej czerwone, gdy  gwiazda oddala się od Ziemi, i bardziej niebieskie, gdy gwiazda jest bliżej.  Nazywamy to zjawisko przesunięciem ku czerwieni. Pokazuje ono, że odległe galaktyki oddalają się od Ziemi z szybkością proporcjonalną do odległości od naszej planety. Odkrycie to przyczyniło się do powstania teorii Wielkiego Wybuchu- poglądu mówiącego, że jeśli cofnęlibyśmy rozszerzający się wszechświat, wszystko wróciłoby do punktu startowego. Przytaczając tę teorię stwierdzamy, że chodzi o akt stworzenia nie tylko całej materii i energii we wszechświecie, ale też samej czasoprzestrzeni. Co uzasadnia argument kosmologiczny- nie tylko cała materia i energia, lecz także przestrzeń i czas same w sobie zaczęły istnieć w początkowej kosmologicznej osobliwości. „Sądzę, że to bardzo małe prawdopodobne, aby taki porządek powstał z chaosu,” jakkolwiek Stefan Hawking pisze o możliwości spontanicznego powstania wszechświata bez potrzeby Boga… że dopiero w kolejnym stuleciu może powstać pełny argument za Bogiem z kosmosu. Świat może po prostu być! Funkcja Boga- to wspieranie świata; a ludzie- stworzeni na jego obraz.

Już przytaczałem tutaj ‘model zabawkowy’ wszechświata w wydaniu Księdza Hellera, która zauważył fakt, że nawet gdyby była jego teoria wadliwa z fizycznego punktu widzenia, to zdołalibyśmy wykazać jej niesprzeczność matematyczną. Równania naszej teorii są logicznie spójne, co oznacza, że wynikające z nich wnioski metafizyczne i filozoficzne należy traktować serio. W tzw. erze Plancka istnieje wszechświat, ale nie istnieje czas. Następstwo zdarzeń jest możliwe tylko, gdy działa czas (por. D. Hume). Ale  przy sytuacjach dynamicznych pojawiają się sytuacje nowe, które określamy jako modele zabawkowe. Nie należy ulegać tutaj błędom i pomyłce. Także nasz kosmologiczny dialog powinien być oparty na gościnności użyczanej przez język. Ktoś bynajmniej ocenia nas mówiąc: „zrobić coś w imię większego dobra.”(prof. T. Gadacz). Ale nie należy przy tym tkwić Ksiądz J. Tischner mawiał o tym, że nie trafiamy w standardy etyczne, wsparte wstydem i przyzwoitością, że w tej kwestii ‘kopiemy’ zawsze za daleko albo za blisko , a „skarb leży obok.”

A przecież Bóg nie umarł (God’s not dead), taki tytuł nosi książka pana Rice Brooksa- jakkolwiek osoba w moim wieku powinna oszczędzać oczy, bo gdy Bóg ją wezwie, z pewnością chciałaby go wyraźnie zobaczyć, ja coś na ten temat chciałbym jeszcze powiedzieć.-w której przedstawia m.in. problem fizyków: najwyższe źródło pochodzenia i prawa natury polegałoby na precyzyjnym dostrajaniu wszechświata. Zasada antropiczna została wprowadzona z myślą o ludziach- traktuje o tym, że wszechświat został stworzony, aby mogło pojawić się świadome życie.  Jak w hotelu wszystko we wszechświecie już jest dla nas przygotowane. Kontynuując tę antropiczną ideę sięgnąłem po biblię. I czytam ewangelię świętego Łukasza. o demonach. Biblijna Maria Magdalena nie była święta, skoro dopiero z czasem została uzdrowiona z  siedmiu demonów. Kiedy przebywałem w szpitalu mogłem pomyśleć również o uzdrowieniu chrześcijańskim z demonów mojej codzienności. Wydaje mi się, że nawet Piłat wreszcie został nawrócony na wiarę chrześcijańską (jeden z szczytów górskich koło Luzerny nosi tytuł ‘Pilatus’) A uzdrowienia w wieku technicznym potrzebuje każdy pacjent, szczególnie cierpiący na zaburzenia psychiczne. Nauka medyczna obwieszcza, że istnieje tzw. zespół pourazowy (PTSD), w ciągu życia każdy człowiek może ‘zapaść’ na taką chorobę, a którą możemy leczyć m.in. ‘włączaniem’ podświadomości, a więc także sytuacji  życiowych pojawiających się między słyszeniem i rozumieniem bieżącej codzienności. Bynajmniej jednak wydaje mi się, że w szpitalu dla psychicznie chorych ‘są’ ludzie przede wszystkim młodzi, szczególnie ci, którzy nie mogli rozwinąć skrzydeł. Jeden z pacjentów mówił do kapłana, który wchodził do jego sali z komunią świętą: „Proszę mnie nie niepokoić swoimi wizytami i tu nie przychodzić, bo to mnie drażni.” Kapłan spuścił głowę i wyszedł bez słowa. Cdn.

w poszukiwaniu Atlantydy

Stanisław Barszczak—Bitwa o Grunwald—(cz.2)

Prawdopodobnie mój dziadek był znakomitym hodowcą o pasji ogrodniczej. Prowadził wzorowo majątki. W Polsce, na polskim Mazowszu, zaczynał od zerwa. Na Czerniakowie założył  najnowocześniejsze w kraju gospodarstwo. Miał szklarnie i pieczarkarnie, hodował pomidory, karczochy, szparagi.  W pewnym momencie uprawiał 200 ha. Przyjmował młodych Żydów do pracy na roli. Chociaż miał nad sobą niemieckiego nadzorcę i obowiązek przekazywania Niemcom kontyngentów. Na wiosnę 1945 dziadek rozpoczął od nowa, kiedy stacjonowała tu Armia Czerwona, oficerowie mieszkali we dworze, żołnierze w ziemiankach nad jeziorem… Nie lubię relacji międzyludzkich, w których byłbym do czegoś zmuszany.  Nie chcę, aby mną komenderowano, i nie mam aspiracji, aby kierować innymi. Pisanie jest polem, na którym staram się przekazać dalej przeświadczenie o wartości sensownej swobody. Moje teksty mogą, mam nadzieję, pomagać innym w budowaniu ich sfery wolności. Jakkolwiek ‘poszedłem’ na teologię, to żyłem we własnym świecie  i starałem się otwierać na fundamenty niepodległe komunistycznej frazeologii. W obliczu kolegów przedstawiałem księżycową osobowość, z darem błyskawicznej hojności ducha. W tej mierze nie byłem Gombrowiczem na polu literackim. Ten ostatni pokazywał taki sposób dyskusji , który jawił się jako konfliktowy, agresywny, zapowiadał stwarzanie dobra funkcjonującego, podlegającego  normom prawnym społeczeństwa obywatelskiego.  Polacy są romantyczni , tym bardziej powinniśmy popatrzeć na naszą geopolityczną i społeczną sytuację z różnych stron- a ta sytuacja  jest dla nas  najbardziej pomyślna od stuleci. Zauważmy to- budowaliśmy latyfundia na wschodzie, a nie potrafiliśmy obronić swojej państwowości i zbudować polskich miast, każde kolejne powstanie ograniczało resztki szkolnictwa, uczniom nie wolno  było mówić po polsku. Zatem ostatnie dwadzieścia pięć lat, to nasz triumf, od czterystu  lat Polska nie była w takiej sytuacji, żeby tak naprawdę  nie być zagrożona.

Ale znowu ‘skręcamy w kierunku’ polityki. Po wieku demokracji nastąpić może – wiek chaosu! Obyczaje to nie prawo : o ile instytucje demokratyczne można stworzyć tylko, o tyle obyczaje demokratyczne czy inaczej- kultura demokratyczna- wymagają wielu doświadczeń i silnej tradycji demokratycznej. P. Marcin Król pisze: ‘trzeba ufać, że natura ludzka jest w sprzyjających warunkach ulepszana.’ (Gazeta Wyborcza, 2-3 kwietnia 2016, s.33) Prawdziwa demokratyczna bezinteresowność polega na roztropnym pojmowaniu własnego interesu demokratycznego. To nie paradoks. Im więcej bezinteresowności powszechnej w demokracji, tym lepiej rozwiązywane są problemy obywatelskie.’(tamże)  Planować można tylko zmiany sprawdzalne. W tym wszystkim należałoby by zachować wrażliwość na cierpienie innego człowieka. I tak mój ostatni pobyt  ‘w domu Wariatkowiczów’ (w domu Umarłych powiedziałby z pewnością Fiodor Dostojewski, na ul. PCK, Częstochowa), jakkolwiek był próbą skreślania mojego życia przez innego człowieka. Pewnego dnia pomyślałem, w czasie wojny mój wujek nie uchronił się  przed deportacją do III Rzeszy, zatem ja nie uchroniłem się przed losem. A ponieważ jestem religijny sięgnąłem do Dzienniczka Siostry Faustyna Kowalskiej, która wyznaje: Ranimy Niepokalane Serce Pana Jezusa niedowierzaniem dobroci Boga; z postawą nieufności bezpośrednio łączy się  z wątpieniem, że Bóg jest dobry: ’O  dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga…’ (Święta Siostra Faustyna Kowalska, Dzienniczek duszy 281) Tak więc chciałbym to z mocą powtórzyć: żyjemy w najbardziej sprzyjającym okresie historii Polski od kilkuset lat. Przychodzi Ocalenie (zob. poemat Cz. Miłosza pod tym samym tytułem), które uczy nas odpowiedzi na pytanie kim jest człowiek i jakie są jego granice. A teraz chodzi o stosunek nasz do pamięci. Stąd marzy mi się skreślenie opowieści o tajemnej osobowość i, o zmianie i wierności, o uczeniu się, czyli poznawaniu i oswajaniu nowego świata- i o roli tradycji w tym procesie.  Opowieść o budowaniu siebie, o oddziaływaniu na innych i o porozumieniu z innymi, opowieść o prawie pamięci, namiętności wolności i poszukiwanie sensu.  W szpitalu codziennie przyjmowałem Komunię świętą, z rąk kapelana-zakonnika. I jakby ‘mniej cierpiałem.’ Siostra Faustyna napisała: „ Dziś w czasie Mszy świętej widziałam Pana Jezusa Cierpiącego, jakby konał na krzyżu- który mi rzekł: ‘Córko moja, rozważaj często cierpienia moje, które dla ciebie poniosłem, a nic ci się wielkim nie wyda, co ty cierpisz dla mnie. Najwięcej mi się podobasz, kiedy rozważasz moją bolesną mękę; łącz swoje małe cierpienia z moją bolesną męką, aby miały wartość nieskończoną przed moim majestatem.”(Dz. 1512) „Każdą duszę bronię  w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie tę koronkę albo przy konającym inni odmówią- jednak odpustu tego samego dostępują. Kiedy przy konającym odmawiają koronkę, uśmierza  się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę, i poruszają się wnętrzności miłosierdzia mojego, dla bolesnej męki Syna mojego.”(Dz. 811) cdn.

w poszukiwaniu Atlantydy cz.1

Stanisław Barszczak—Bitwa o Grunwald—-

W kościele nie ustrzegłem się tego, co zbyteczne a co zatruwa organizm od wewnątrz. Ale do rzeczy. Ubożejemy w tym czasie, kiedy kościół nie jest matką a tatusiem Bogiem.  Dzisiaj mamy 30 kwiecień 2016 rok, a ja otrzymałem przed momentem pismo datowane z dnia 29 lutego br. następującej treści. W zarządzeniu Arcybiskupim  czytamy, że „(…)w celu zapobieżenia wszelkim nieprawidłowościom i dla dobra Księdza, z dniem dzisiejszym i aż do odwołania, nakładam na Księdza następujące ograniczeni: – Zakaz opuszczania Archidiecezji Częstochowskiej; -Zakaz samodzielnego publicznego sprawowania Eucharystii; -Zakaz sprawowania Sakramentu Pokuty i Pojednania.” Przytaczam te słowa już po moim internowaniu w dniach 11 marzec-28 kwiecień 2016 w Szpitalu Tysiąclecia w Częstochowie. Wnioskuję stąd, że w dniach 29 luty-11 marzec br. byłem śledzony, w końcu ujrzałem gest: ‘pan pójdzie z nami’, po czym zakajdankowany, wsadzony w oczach Dyrekcji Świętej Puszczy (ośrodek katolicki w Olsztynie koło Częstochowy)  do ‘suki’ i zawieziony na Odział Psychiatryczny w Częstochowie, czterech policjantów i pani ‘komendant’. Kiedyś przed laty nasz Profesor Polonista mawiał: żebyście choć raz znaleźli się w życiu ‘w Domu Wariatkowiczów’. Bo „dziwny jest ten świat, kiedy człowiekiem gardzi człowiek.” A wuj ci to mówi. Zresztą marzenie  p. Polonisty się spełniło. Nie zapomnę nigdy tam rozwiązywanych krzyżówek w pięć minut. Co do wydarzenia teraźniejszego, nie używałbym słowa tutaj ‘zamach’- a zbieg realiów życia, spotkania z światem zewnętrznym choćby teraz po ‘zaaresztowaniu, to wszystko jednak na to wskazuje-co więcej mówię to  innym księżom ku przestrodze bynajmniej tylko, by „mierzyli siły na zamiary” i oddawali się pod jurysdykcję swoich przełożonych we wszystkim. Święty ksiądz Jerzy Popiełuszko zginął w podobnej sytuacji. Osobiście w moich duszpasterskich poczynaniach zawsze kierowałem się przede wszystkim dobrem mojego Kościoła. A teraz zamknęli mnie. Ważne doświadczenie . Bogate poznawczo. Najokropniejsze dla mnie było spojrzeć w samego siebie. Poznałem siebie. Myślę  że w naszej epoce można tak jasno wyrażać swe uczucia. Forujemy epokę  jawności w innej przestrzeni choćby od tej, w której stwierdzamy, że w XIX stuleciu, w tamtym stuleciu po prostu miejsca na Polskę nie było. Koniec i basta. A moje podróżowanie po świecie zaświadcza o porównywaniu  z czymś co naoczne, nie mieszczące się w stereotypach. A wszystko zaczęło się już bardzo dawno, w Ząbkowicach mojego dzieciństwa, tam usłyszałem kiedyś głos „Wolnej Europy”. Następnie  rozpocząłem wędrówkę  śladami, którymi zdąża Kościół, i byłem dość zachłannym czytelnikiem jego nauki.  A po tym czasie nadszedł czas „Solidarności,” Ojczyzny-Matki, wiernej krzyżowi i ewangelii.. Jakkolwiek w pamięci Polaków pozostał z mijających lat wizerunek ojczyzny wyznaczany strzałami, tak myślę. Pewnie dlatego też w moich wypisach, macie tutaj nieco takiego uczucia, jakby się wracało z dalekiej podróży do domu.

Jesteśmy więc społeczeństwem trwale religijnym i tradycjonalistycznym.  Towarzyszy tej sytuacji kompozycja poprawiających się wskaźników ekonomicznych i rosnące poczucie alienacji, wyobcowania, brak wpływu na rzeczywistość polityczną i społeczną. Niski poziom zaufania. Naczytałem się w gazetach- Polacy mają wyraźnie dość ideologii neoliberalnej, choć wcale nie chcą socjalizmu, tylko modelu kapitalizmu, który daje szansę wszystkim czerpać owoce z ciężkiej pracy.  Polskie społeczeństwo po 1989 roku nie tylko zmieniło ustrój z socjalistycznego na kapitalistyczny, ale także samo uległo głębokiej przemianie. I tak mamy 40 procent Polaków, tzw. Rolników (pod koniec socjalizmu 23 proc. To najlepiej pokazuje, jak wielka transformacja musiała się dokonać  na polskiej wsi, która w znikomym już tylko stopniu żyje z rolnictwa. Wzrosło natomiast zatrudnienie w zawodach tzw. klasy kreatywnej. „Trwa prekaryzacja społeczna,” przejmujemy prace w różnych formach. W rezultacie tych wszystkich przemian polskie społeczeństwo posypało się na fragmenty… Kultura przestała być systemem stabilizującym strukturę społeczną, stała się federacją subkultur nieuznających niczyjej dominacji. Subkultury te coraz trudniej się miedzy sobą komunikują. Stad powróciło widmo próżni socjologicznej (jeśli chodzi o rodzinę, zdrowie, pracę, bo doskonałym czasem na próby organizowania rzeczywistości za pomocą projektów zdolnych wzbudzić,  przez odwołanie do podstawowych emocji, potrzebę wspólnoty przejmującej  mechanizmy polityczne.  W ten sposób powstały nowe przestrzenie do rozmowy w kwestiach odnoszących się do tworzenia ludzkiego uniwersum w otaczającym nas świecie, o których chciałbym informować świat współczesny. Nie wolno utracić mechanizmów samoobrony przekonań, jak mniemam. Zawsze możecie liczyć na siebie . Osobiście mam za sobą wspaniałe role, chcę zainteresować naszymi sprawami świat. A skoro mam zaproszenia to jadę. A przy tym Ksiądz Józef Heller mówi- „Gdyby nie matematyka, świata by nie było. Bóg jest matematyka.” Profesor Heller przedstawia ‘model zabawkowy’ świata, służący do testowania pewnych koncepcji. Opowiadał o tym Polityce: „czeka nas jeszcze olbrzymia praca polegająca  na rozwinięciu bardzo skomplikowanych metod matematycznych. Ale już teraz  praca nad nazwą teorii dostarcza wielkiej radości metafizycznej.” Ale już z Księdzem Profesorem „wierzę , żeby rozumieć.”

Prawdopodobnie mój dziadek był znakomitym…cdn

eppure muove

List do młodych (przed Światowym Dniem Młodych, Cracovia 26-31.07. 2016)—

Kochani Przyjaciele. Pozwólcie mi powiedzieć to, czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników… Może to wiecie, ale wszystko zaczyna mnie przerastać. W dzieciństwie byłem kamieniem… Zbyt mnie straszyli i teraz niczym już przestraszyć nie są w stanie. Ja nie chcę wiele: Ciebie i zieleń… Z nikim nie piłem bruderszaftu, a wszyscy mówicie mi ty. Tobie towarzyszył wówczas Hans Christian Andersen, który powiedział kiedyś: wiedziałem jak najskuteczniej znęcać się nad sobą… Widzicie, nie mam najmilszych doświadczeń dla Was… ale też i nie odpoczywam, a modlę się z Wami o nasz wspólny dom. Każdy dzień jest kawałkiem historii, nikt nie jest w stanie opowiedzieć jej do końca. Jako kapłan pocieszam się nieustannie: w naszym życiu nigdy niczego „nie kradliśmy,” zawsze robi się to w życiu innych…I Zawsze mam przed oczyma interes mojego kościoła, tudzież sentencję Kamila Baczyńskiego: „Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało wielkie sprawy głupią miłością.” Zaraz też otwieram się na nadzieję. Bo to prawda, że wielkość słów nigdy nie wspina się na poziom wymagany przez wielkość chwili. Powiedział ktoś: kiedy bardzo czegoś pragniemy, mądre ciało okazuje nam litość, samo udaje, że zaspokaja pragnienia, sny są tym samym. Wydaje mi się, że nie pragniecie oderwać się od Europy. Przybędziecie z dalekich końców świata do królewskiego miasta Krakowa na spotkanie z Papieżem Franciszkiem. Jakkolwiek moglibyśmy zastanawiać się nad tym, na ile Rzeczpospolita Polska scalona była kulturowo zawsze, gospodarczo i politycznie ze Starym Kontynentem, i jak wpłynie to na mieszkańców, ich życie i historie w przyszłości. Nikt nie słucha małych narodów, nie jest to mania prześladowcza, lecz historyczna oczywistość, zauważmy. Nie przepadamy za Rosją, a przecież Rosji też wiele zawdzięczamy. Tchórz jest Polak, powiedzieliby mi obcokrajowcy, którzy w Polsce mają się teraz dobrze. Polacy boją się ośmiornicy… Ale tchórzostwo jest gorsze niż ośmiornica, ośmiornica zarówno kurczy, jak i wyciąga macki, tchórzostwo tylko je kurczy. W tych rozważaniach nie kieruje mną „Instynkt mas.” Przez cierpienie budzimy duszę ze snu, ale cierpienie nie uczy z kolei, co wybrać… Na przykład, ci co Mieli do wyboru wojnę albo hańbę…, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak… Każdy ma taki świat jaki widzą jego oczy. Być może w świecie ślepców wszystko będzie wreszcie prawdziwe (…), Ludzie zaczną wreszcie być sobą, ponieważ nikt nie będzie się im przyglądał. Przecież nawet Chrystus faworyzował Piotra i rozpieszczał Jana, choć apostołów było dwunastu. Pewnego dnia okaże się, że Judasz zdradził, gdyż czuł się opuszczony, odczuł tę sytuację Jose Saramago. Szczerość jest trudniejsza. Zaraz powiedzmy to: kłamiesz już poprzez samo stawianie pytań, skoro znasz na nie odpowiedź… Człowiek nigdy nie jest świadom wszystkich konsekwencji swoich czynów. Chcielibyśmy, żeby człowiek był jeszcze bardziej inteligentny, już więcej… nie słodził kawy. W tej sytuacji ponieważ psychiatra zadaje mnóstwo kosztownych pytań…wolę archeologa, która nieustannie kocha się w tym co starsze, choć posługuje się narzędziami z jego epoki. Modlić się zacząłem na serio przed kapłańską trzydziestką, i to przy grze hazardowej. Skądinąd ktoś woła, osiągnę coś, kiedy sam zechcę. Nie chciejmy kościoła łatwego, za to chciejmy kościoła, który zmieni świat. Sukces nigdy nie jest ostateczny, liczy się tylko odwaga. Wtedy jesteście lepsi od samego siebie…Nie należy przesadzać z demokracją, nie chciałbym podróżować statkiem, którego kurs byłby określany głosowaniem załogi (kucharz i chłopiec okrętowy mieliby takie samo prawo głosu jak kapitan i sternik), zauważył William Faulkner. Młodzi przyjaciele, musicie wstać i… musicie upaść- aby osiągnąć szczęście. W tej sytuacji trzeba zachować umiar.” Nadmiar smutku się śmieje…a nadmiar radości płacze. Servire modum. Nie chciałem tego powiedzieć, bo to prawda mówiona w złej wierze, ale należy umieć przenieść miłość w ręce przez całe życie. Zatem wybieram Ciebie! Jak też takie warunki, jakie mam. Jestem optymistą, bo to wszystkim przydatne. W tej epoce już nikt nie dzieli biedy równo! Pocieszam się. Zarazem jestem przekonany, że umrzeć za religię jest łatwiej, niż absolutnie nią żyć… Papież Emeryt Benedykt przedstawia w książkach wyraz zmęczenia ideowego i duchowego Europy. Nowa epoka sprawiła, że –zdaje się- mniej kocham kościół jak wygodne i komfortowe życie. Bo ktoś może zabił Jezusa mego w kościele jutra. Największym niebezpieczeństwem dla większości z nas nie jest to, ze mierzymy za wysoko i nie osiągamy celu, ale to, że mierzymy za nisko i cel osiągamy- ten problem poruszał już Michelangelo. Coraggio, młodzi przyjaciele. Ze świata tego każdy ma tyle, ile sam sobie weźmie, z Bożą pomocą. I to znaczy czuwam…A na krótką metę po śmierci nikt jeszcze nie wygrał z stworzonym życiem. Miłość to głupota robiona we dwoje, z taką myślą wyszedł Napoleon. Ale wy  nie jesteście głupcami, Bogu dzięki. Wielkim nieszczęściem, wielką biedą naszego czasu nie jest to…, że istnieją bezbożni, lecz że są przeciętni chrześcijanie, akcentował tę sprawę Georges Bernanos. Możemy zapalić tysiąc świec, a czas palenia się świecy nie skróci się. Więc rozpalajmy święcę młodych. Chodzi o mądre życie w chwili obecnej. Szczęście jest drogą…Strumień zawsze wygrywa ze skałą. Jak? Przez wytrwałość…Więc w Zakopanem pokłoniłem się w tym miesiącu nawet strumieniowi w dolinie Białego. A ponieważ naszymi myślami tworzymy świat, chciałbym z Wami budować znaki dla pokoleń jutra. Największym ślepcem jest ten, kto nie chce przejrzeć. Boimy się o kościół jutra. Na temat inkwizycji w kościele katolickim Jose Saramago napisał: „ma oczy szeroko otwarte, zamiast wagi gałązkę oliwną, a ponadto jej miecz jest ostry w sytuacjach, gdy tamten (miecz sprawiedliwości) okazuje się tępy i poszczerbiony. Można by pomyśleć, że gałązka jest oznaką pokoju, wszelako jest oczywiste, że to po prostu podpałka przyszłego stosu.” Chaos jest jeszcze nieodgadnionym porządkiem. Stworzyliśmy życie, zauważył Stefan Hawking, wszystko, co musimy zrobić, to upewnić się, że wciąż rozmawiamy… przyczyny występują przed skutkami zawsze. Nie ma skróconych dróg do szczęścia, więc pytaj siebie choćby o to, co możesz zrobić z tym, co masz. A należałoby wybrać światowy dzień młodych za swój program życia. Wtedy albo odnajdziemy drogę naszą, albo ją zbudujemy. Potrzeba znać port swego przeznaczenia, a miłość jest w zasięgu każdej dłoni… Największą chorobą naszych czasów nie jest…trąd czy gruźlica, lecz raczej doświadczenie tego, że się jest niechcianym, niekochanym, mawiała Matka Teresa z Kalkuty. Nie mówić już: znów odeszłaś ode mnie…Kochać kogoś, to odkryć cud niedostrzegalny dla innych. Ja jeszcze osobiście myślę kiedy wszystko jest na miejscu, ale cud ujrzałem nie raz. Łatwo jest podjąć spokojną, rozsądną decyzję…z wieczora, ktoś zauważył to, co innego zaś wprowadzić ją w czyn w jasnym blasku dnia. Jestem szczerze przekonany, że przechwyciłem tutaj wiele myśli przeznaczonych przez niebo komuś innemu. Nie będziemy w Polsce w pełni świadomi naszego wydarzenia. Ja osobiście pozostanę  z su­mieniem, ono odsłania świado­mość, że is­tnieje w człowieku try­bunat wewnętrzny, który opowiada się za Ojcem w niebie, który przydaje możliwości. A Jezus, syn takiego Ojca daje argumenty za jednością z nim. Zaś Duch święty będzie mówił przez nas.  Kto w takiego Ojca- Tatusia wierzy, nie umrze, ale będzie miał życie wieczne. To modlitwa sprawi, że będziemy mieli oczy różne (diversi). Jak niezbędny jest nam duch braterstwa w tych dniach, w poszukiwaniu Bożych przeznaczeń. Jeśli mnie nie wierzycie, to wierzcie Bogu samemu. Ach, będą się działy wielkie rzeczy, jak wierzę. Jak za czasów Mojżesza. Ten ostatni, chytry mąż, wyprowadził Lud Wybrany z domu niewoli do Ziemi Obiecanej, nie uwierzył Bogu do końca, więc będzie zniszczony aż do śmierci. Nie wejdzie do Ziemi Obiecanej, obejrzał ją z Góry Nebo jedynie. Ale my sprawmy, żeby bynajmniej nasza modlitwa i świadectwo poruszyła ludzi, uczyniła z nas na nowo Lud Boży.