Geschichte

Treffen mit der Kultur von Indien,

Wir haben uns in Lódź während des philosophischen Symposiums kennen gelernt. Vielleicht ist das ganz charakteristisch für mich: Er war der Einzige aus der Indien,
der damals dort in Lódź war. Dann wäre ich eine Briefe, aber es scheint einer von uns sein, er lebt in Bristol, Rom oder Barcelona, und er kennt Europa. Vor kurzem traf ich einen Hindus, in Barcelona. Die Leute nannten ihn über die Geschichte meines Landes.Die übrigen in dieser Gruppe waren damals alle aus Polen. Sie beharkten ihn permanent, sie setzen ihm zu und sagten z. B.: “Wie kann man
denn nur in Polen leben, in diesem furchtbaren Regime?” Mich ärgerte das, denn ich fand, dass man sich diesen Mann doch erst einmal ansehen sollte. Man sollte ihn reden und erzählen lassen, was er so alles erlebt hat und was er macht. Ich habe mich also im Grunde genommen aus  Trotz gegen diese westeuropeische
Überheblichkeit ihm gegenüber mit ihm befreundet. Das heißt, ich wollte ihn
zum Czestochowa einladen. Da er aber arm war, er hatte nämlich kein Geld, hat er das nicht akzeptiert. Er sagte: “Nein, ich lasse mich von Ihnen nicht einladen!” Damals siezten wir uns noch. Ich meinte dann zu ihm: “Wie wäre es denn, wenn wir am Wisłaeufer in Krakau ein Picknick machen würden? Wenn wir uns dort irgendwie unter diese berühmte Brücke setzen? Eine Flasche Wein werden Sie doch akzeptieren und Käse und Brot ist ja nicht so teuer.” Mit anderen Worten, wir haben uns damals befreundet. Über Jahrzehnte hin war das dann eine ganz, ganz wichtige Verbindung. Hätten Sie sich vorstellen können, in Polen zu leben? Nein, keine Sekunde. Das wäre für mich ja auch völlig unmöglich gewesen. Ein Mensch meiner Denkungsart ist ja bereits unter konventionellen Verhältnissen schlecht dran.

Wywiad na wystawie radiowej

Nawiedzone domostwo,  

Niezależnie od godziny kiedy wstałaś drzwi były zamknięte. A oni przechodzili z pokoju do pokoju, ręka pod rękę, wychodząc tutaj, zamykając tam, i byłeś pewny, że to — nawiedzona para. “Tutaj
zostawiliśmy to,” powiedziała. A on dodał, “Chyba tutaj jest ta rzecz!”- “Pewnie na górze,” powiedziała od niechcenia. “Może w ogrodzie,” szepnął. “Cicho,” jeszcze powiedzieli, “obudzimy ich…” Ale to nie było tak, że ty obudziłeś nas. Oh nie, „to oni krążą za tym, odsłaniają kurtynę,” można by tak powiedzieć i tak odczytać to z jednej lub z drugiej strony. “Teraz znaleźli to,” to jedno jest pewne, i zatrzymują ołówek na marginesie. A następnie zmęczeni  czytaniem,  mogą podnieść się i patrzą na siebie, oto dom jest opuszczony, drzwi pozostają otwarte, tylko gołębie grzywacze obracają się z zadowoleniem,  szum młócenia dochodzi z gospodarstwa. “Ale
w jakim celu tu przyszłam? Co chciałam znaleźć?” Moje dłonie były puste. “Prawdopodobnie to tam na górze?” Pełno tu jabłek. A potem w dół ponownie, ogród wciąż ten sam jak dawniej, tylko
książka jakby zasnęła w trawie.

Ale oni znaleźli to w warsztacie. Nie tak, żeby można było oglądać ich kiedykolwiek. A okienne parapety były zajęte przez jabłka, ich liście świeciły zielenią za szybą. Kiedy oni chodzili po warsztacie, tylko jabłka zwracały do nich swą żółtą stronę. A potem (były) jeszcze przez moment, gdy już drzwi zostały otwarte, porozrzucane po podłodze, zawieszone na ścianach, niejako ostatnie imię ludzi u pułapu, –coś tak jakby? A moje dłonie były puste. Cień pleśni wystawał z spod dywanu; najgłębszą ciszę gołąb grzywacz przerywał wdzięcznym gruchaniem. “Ratuj, ratuj,
ratuj,” tym słowem zdawało się pulsować cicho życie domu. “Skarb pochowany; ten pokój, to jedyne pomieszczenie…, ” puls po prostu ustał. Czy to był pochowany skarb?

Chwilę później rozlało się światło. Będzie zaraz w ogrodzie? A drzewa zwracały się ciemnością
do wędrującej wiązki słonecznego promienia. Tak pięknie, tak osobliwie, pierwszorzędnie
zatopione poniżej powierzchni wiązki promienia, jaki przeszukiwałam, zawsze palącego za szkłem. To szkło było jak śmierć; śmierć była między nami, która przybyła kiedyś do kobiety, setki lat temu, pozostawiając dom, zamykając okna; pokoje pozostawały przyciemnione. On (światło) porzucił to, opuścił ją, wybrał się na północ, poszedł na wschód, zobaczył gwiazdy na południowym niebie; szukał domu, znalazł go niżej jak na dole. “Ratuj, ratuj, ratuj,” tym słowem
zdawało się pulsować wesoło życie domu. “Twój skarb.”

Wiatr ryczy się aleją. Drzewa narzucają się, pochylają się tu i tam. Światło księżyca odbija się i rozlewa się drgającym promieniem w deszczu. A prosto z okna pada wiązka światła zapalonej lampy. Świeca pali się nieugięta i wciąż jeszcze. Wędrowanie poprzez dom, otwieranie okien, poszeptywanie nie wyrywając nas ze snu, nawiedzona para szuka swej radości.

“Tu spaliśmy,” ona mówi. I dodaje, “Pocałunki bez numerku.” “Wstawanie rankiem–” “Srebro
między drzewami–” “Na górze–” “W ogrodzie–” “Podczas letnich kanikuł–” “W ośnieżonej zimie –” Przemierzanie drzwi  zamykanych na odległość, delikatnie stukając w nie, to niczym pulsacyjne wybijanie serca.  

Bliżej podchodzą, zatrzymując się przy drzwiach wejściowych. Wiatr wpada, kropelki deszczu osrebrzają szyby. Nasze oczy pociemniały, nie słyszymy żadnych kroków obok nas; widzimy, że żadna dama nie rozwija jej zaczarowanego płaszcza. Jej ręce osłaniają latarnię. “Spójrz,” on wzdycha. “Dźwięk ustaje z uśpienia. Miłość na ich wargach.”

Zatrzymując się, trzymając swą srebrną lampę nad nami, długo oni spoglądają głęboko. Długo pozostają jakby w zawieszeniu. Wiatr uderza mocno; płomień zatrzymuje się nieznacznie. Dzikie promienie księżyca krzyżują zarazem podłogę jak i ścianę; i spotykają poplamione, pochylone twarze; studiują je; te twarze, które badają podkładanych do snu i ich ukrytą radość.

„Ratuj, ratuj, ratuj,” serce domu bije dumnie. “Tyle lat–” on wzdycha. “A ty znalazłaś mnie ponownie.” “Tutaj,” ona wyszepta , “śpiąc; podczas lektury w ogrodzie; śmiejąc się, zbierając nadmiar jabłek. Tutaj porzuciliśmy nasz skarb–” Zatrzymując, światło wzniesionych powiek moich oczu.” „Ratuj, ratuj, ratuj,” serce domu bije dziko. Przebudzając się, krzyczę, „Czy to jest twój pochowany skarb? Światło w sercu.” 

( Virginia Woolf, A Haunted House, tłumaczył Stanisław Barszczak)

For you

Stanisław Barszczak, The case of Mr Philip,

Mrs. Thérèse, the new history teacher, goes to a car to campus, opens before her alley of the equal trees, spring road. Before her there were the beautiful town houses, when the lady dressed on top in the special clothing with the inscription ‘crossing for school children’, she keeps
her to be able to go through the road children from school; Mrs. Thérèse is calling, just a boy with brown eyes looked at her. As the woman is experiencing all the more, she seems to have doubt in providing situational nudity of hers, since she goes as soon as the next station. The boys beat near schools, to one sailed blood by a nose. Mrs. Thérèse has a meeting to the sheriff in the town, the Mr Philip. God left that moment to her … this is a joke, existence … it can be.
Lighthouse brightens the Interior of the café. -“Play for  me” – Mrs. Thérèse recalls to Mr Philip,
and adds, yet this is no role. After several minutes of music Francis Schubert Mr Philip is going to give comment to that situation. -Independence deforms us. If I believe I though do this actually. Once my father claimed to be the seventh abstraction, and the mother of mine eventually, she was firmly on the ground. The latter now glows an example without the properties, and the father, I am awfully sorry, I can’t remember. Such is my own. And again I am starting
to religion. It seems that every culture is dangerous … “Should reduce the religious relationships,” says Martin Walser. Everything good ends quickly. In the hotel room, Mr. Philip remembers Thérèse at night … on the floor close the bed is stored two sentence ‘beautiful aurora’ in the shape of a curve, a play light of the Lighthouse located behind the window obscured it now. So much glad may he consider of the happiness shaken out of sleep. He dreams. Everything has a history, State, Church, and society. Warsaw is in Poland, and
Constantinople remains Turkish. He thought about death. By death we are a different story lines, which represent other people. But making the history remains today a very important! Especially after the abuses in question celibacy of priests and clerics and the exploitation of the children and young girls in the far East countries. We can’t all be on the shoulders of the new, though rising in its third millennium of existence of the Catholic Church. Salman Rushdie, the most illustrious contemporary writer from India, want to stop killing the citizens of his country by Muslim killers. We wanted to enter the law in our community, he said, because the world is easy now. And who is sentenced to death, this is a second chance for him. Many people perceive me as
a political person, not an artist, continued the question issued fatwa the writer. In his ridicule to an instance in the school, Mr. Philip desired to attach some from music, because it is the most eloqwent language, he noted also, and I am looking for the absolute location for our choices today. For me such place of today embodies the thalamus on the floor, probably a relic of
movement of the earth beneath the saint Mark’s Basilica in Venice. Why do I have this and is not something else in the hands? The Publisher calls up just on a signal of mine: -could be something to give, say, “the journal” ? (vom Tagebuch). Mr. Philip surrendered the dreams. I don’t want to say what I know, but as I am! Mr Philip opened the next number subscription the magazine.
Mr Marcin Choduń, already a long time editor of the weekly “Tygodnik powszechny”, he has carried out for ten hours of interview to the priest Marc Poryzała, an inspector from the ladies on the Polish motorway, and he gave this word in writing of Kraków (cf. No. 17/2012). A dumb measure taken, though the Prêtre the drug medykament taking, he takes the car through the
whole of Poland, bearing an inscription: www.thesins, then he would talking to the girls “tirówki”. “The majority has the eyes of provocative, demonic, destructive”, though not the eye of the head of. Afraid that they are being leading meetings, though there is discussion of bad spirit – Mr Philip
plunged in your mind- that is not enough, even so elegant and the Christian move. Mr Philip was talking about women and the strangeness of the world. The priest, but where is it? A Christian should seek the truth, when you do not have the love of God present in his heart-make sure the evil. On that occasion I wouldn’t think of the day when the Earth has become a paradise. I welcome this, as a simultaneous action, carnival on courtyard in the day, and entertainment
in a beautifully lit the Palace in the evening; or as an advertisement in “Le Figaro” of the murders in the theatre on the street Morgue, as with the writer E.A. Poe. Actor take the mask, assumes it on face … this is like poisoning of those were buried alive … shall replace the identity of the
dead… We love you, le prêtre Marc, and for what I say, for lighten our identity, for these talks made like awakening, dream, premonition, steps the stairs, browsing in the mirrors in the Hall of the theater. Someone said: where I am, the truth is there! Previously the absolute location of the theatre were: attic, scaffolding, the cellar, the cave, now a … highway. We have a very
dangerous situation, we are wrong, Mr. Philip thought. Happened once in Poland, in Częstochowa, the feast of the Virgin Mary, the Queen of the Polish Crown Republic. And we are historians and economists at the Clear mountain of Jasna Góra at time, when normal men our age are playing golf. Though in the historical refectory aren’t the stylish, modern mirrors yet, but ultimately our Abbey takes a new epoch, the Basilica is the winner already new age. It appeared the
inspector from the West, and man city fights to the Viking of tomorrow. It seems, however, that a new sad man (Smętek) alone shouting it, that and the will wants otherwise. Not like this! Mr Philip looked on next. Who made the Polish custom of the feast minor? I want to first say, in January nobody wanted it! ‘Liberum veto’ prevailed! To the reader from the West Europe already I am explaining, that the liberum veto, there is in the Polish history the nurturing legitimate right of every Member of the legislative authorities should lose his voice, or one vote resolve, dissolve the Parliament. But let’s go back to the current situation. We have the new authorities, other masks, in January we chose, we are a new situation that we had chosen, we have made the big plaster on the pink, Polish house. We were afraid the feelings of joy, though for many
years someone from our nation ruled the world. It was a wild time, madly time, because we were buried Christ in our hearts. We’re doing evil, ‘Liberum veto of today’, this decision it was a very bad! A life do not force the winner today … But how would I know this? I became haunted, I was waiting. For I amresponsible now to look for the truth (seek truth), I build a contact with the
sky continuously newly, the man of tomorrow needs it. A Christian should seek the truth, when you do not have the love of God present in his heart- we make sure the evil, we are weak. Mr. Stephen Hawking is advertising the grand design of the universe now: “no God, no purpose”. Once Albert Einstein said about the harmony of the world, “the elegant universe”, he had spoken
that too weak is the human mind that would have been rejected the illuminated figure
of the biblical Jesus. Today the Church of mine has opted for immortality. It is true that my plan is to live forever, but our 80 years is not enough? World in our time says of the equivalence of many worlds, also in space, of an anticipating the conquest of the planet Mars for the years 2030, such that other propaganda success, which appears to be as unfair abuse! Afraid of extending this argument, Mr Philip returned to life suddenly. And so we will be calling only for the necessary amendments to the going towards us the image of the world from the past; following the direction where there will be no rights, light; where will the light diode array detection “λήδα”, underestimating a freedom of speech. His time Carl Gustav Jung invited to penetrate a world
from the inside (world within “). Mr. Philip has finished reading the evening period to a sentence in the book: I am presenting the best option of humanity. And he became strong only in the belief that he begins the morning after his occurrence in school sentence: I was very happy here. These words were still like of the  mechanical movie, then Mr Philip had had the sweet dreams.

Moja Częstochowa

Stanisław Barszczak, Przypadek pana Filipa,

Pani Teresa, nowa nauczycielka historii, jedzie sobie samochodem do miasteczka,
otwiera się przed nią równa, wiosenna droga. Kiedy wyrosły przed nią piękne posesje, zaraz na pierwszym skrzyżowaniu pani z znakiem „uwaga dzieci” zatrzymuje ją, by przepuścić „szkolniaków” przez drogę… ona dzwoni, właśnie pewien chłopiec o brązowych oczach spojrzał w jej stronę. Jako kobieta przeżywa wszystko bardziej; zdaje się musi o swojej nagości powątpiewać, skoro jedzie zaraz dalej. Koło szkoły bili się chłopcy, jednemu wypłynęła krew nosem. Pani Teresa ma spotkanie z miasteczkowym ‘szeryfem’, panem Filipem. Bóg zostawił tę chwilę dla niej… to jest żart, egzystencja… to może. Latarnia oświeca wnętrze kawiarni… -„graj dla mnie”- przypomina pan Filipowi pani Teresa, i dodaje, przecież to jest żadna rola. Pan Filip po kilku minutach muzyki Frańciszka Szuberta zbiera się na pewien sytuacyjny komentarz. -Niezależność deformuje. Bo ja jeśli wierzę, to rzeczywiście. Kiedyś mój ojciec bujał w obłokach, a matka realnie stąpała po ziemi. Ta ostatnia dziś świeci przykładem bez właściwości, a
ojca nie pamiętam. Takie jest moje odczucie- Zaczyna się religia na nowo. Wydaje się, że każda kultura jest niebezpieczna… Powinno się redukować religijne relacje, jak mówi Martin Walser. Wszystko, co dobre szybko się kończy. W hotelowym pokoju pan Filip przypomina sobie Teresę w nocy… na posadzce przy łóżku były zapisane dwa słowa ‘piękna aurora’ w kształcie łuku, przesłaniała je teraz gra światła latarni znajdującej się za oknem. Dlatego cieszy się, że może porozmyślać wybity ze snu. -Wszystko ma historię, państwo, kościół, społeczeństwo. Warszawa jest w Polsce, a Konstantynopol pozostaje turecki. Umieramy, pomyślał pan Filip. A przez śmierć stajemy się inną
historią, jaką opowiadają też inni ludzie… Ale robienie historii pozostaje dzisiaj
bardzo ważne! Zwłaszcza po nadużyciach w kwestii celibatu duchownych i wykorzystywaniu małolatów… Nie możemy wszystkiego składać na barki nowego, bo wchodzącego w swe trzecie tysiąclecie istnienia Kościoła katolickiego. Salman Rushdie,
najsławniejszy pisarz współczesny rodem z Indii, chce zatrzymać zabijanie
obywateli jego kraju przez muzułmańskich zabójców… chcieliśmy wprowadzić prawo
(law) w naszą społeczność, mówił… ponieważ świat jest łatwy teraz… A kto jest
skazany na śmierć, ten ma drugą szansę. Wielu ludzi postrzega mnie jako
polityczną osobę, nie artystę, kontynuował swą wypowiedź obłożony fatwą pisarz…
W swej śmieszności do wystąpienia w szkole pan Filip zapragnął załączyć
bynajmniej muzykę. Muzyka jest najbardziej elokwentnym językiem, zauważył też,
a ja poszukuję absolutnego miejsca dla naszych wyborów dzisiejszych; dla mnie
takie miejsce reprezentuje specyficzne wybrzuszenie z wilgoci z pewnością, na
posadzce w Bazylice św. Marka w Wenecji… Dlaczego mam to, a nie coś innego
akurat w ręce? Wydawca zadzwonił przed chwilą na jego sygnał: -można by coś
wydać, powiedzmy „Z dziennika” (vom Tagebuch). Pan Filip poddał się marzeniom.
Nie chcę powiedzieć co wiem, ale jak jestem! Otworzył mu się kolejny numer
zaprenumerowanego czasopisma. Pan Marcin Choduń, redaktor „Tygodnika
Powszechnego”, już dawno przeprowadził dziesięciogodzinny wywiad z księdzem
Markiem Poryzałą, inspektorem od pań na autostradzie, i dał temu wyraz w piśmie
krakowskim (por. nr 17/2012). Jakiś głupi środek zażywa kapłan i jedzie w Polskę, z „tirówkami” rozmawia, kiedy one nawet nie nadążają za samochodem. „Większość ma oczy prowokujące demoniczne, niszczycielskie”, choć nie zapłakane oko mistrza. Obawiam się, że to jest schadzka, zamyślił się pan Filip, że to za mało tak eleganckie a chrześcijańskie posunięcie. Miał na myśli kobiety i obcość świata. Ksiądz, ale dokąd jedzie on? Chrześcijanin powinien szukać prawdy, kiedy nie ma się miłości Boga obecnej w jego sercu- czyni się zło. I nie przychodzi dzień, kiedy ziemia jeszcze stałaby rajem. Odbieram to jako jednoczesną akcję na podwórzu, festyn , zarazem bal w pałacu; albo też jako
anons w „Le figaro” o zabójstwie w teatrze na ulicy Morgue, rodem z E. A.
Poe’go. Aktor w maskę przebiera się na twarzy… toczy się zatruwanie żywcem
pogrzebanych… realizuje się zamianę tożsamości… Kochamy tak, księże Marku, a za
co powiem, za rozjaśnianie tożsamości naszych, za te rozmowy realizowane niczym
przebudzenie, sen, przeczucie, kroki na schodach, przeglądanie się w lustrach w
sali teatru. Ktoś powiedział: gdzie ja jestem, tam prawda! Poprzednio absolutnym miejscem teatru były: poddasze, rusztowanie, obecnie… autostrada. Mamy bardzo niebezpieczną sytuację, jesteśmy w błędzie (wrong) nierzadko, pomyślał pan Filip. Zdarzyło się raz w Polsce. W Częstochowie uroczystość Matki Boskiej, Królowej Polskiej Korony. A my mamy zjazd historyków i ekonomistów pod Jasną Górą, gdy normalni mężczyźni w naszym wieku grają w golfa. Co prawda w historycznym refektarzu nie zamontowano stylowych luster, pełnych moderny; choć ostatecznie naszą Bazylikę zajmuje epoka nowa. Za to pojawił się inspektor z zachodu, i człowiek miejski walczy z wikingami jutra; wydaje się jednak, że wykrzykuje samotnie o tym, że wola chce inaczej. Nie podoba mi się to! Kto wymienił ten obyczaj polskiego świętowania na drobne? Chcę najpierw powiedzieć, w styczniu nikt nie chciał tak! Zwyciężyło liberum veto! Czytelnikowi z zachodu Europy już objaśniam, że liberum veto, to pieszczone w polskiej historii legalne prawo każdego członka Sejmu do przegrania swego głosu, tudzież do rozwiązania jednym
głosem Parlamentu. Ale wróćmy do obecnej sytuacji. Mamy władze nowe, inne
maski, w styczniu wybraliśmy jak wybraliśmy, poczyniliśmy wielki tynk na różowym
domu polskim. Bo lękaliśmy się uczucia radości, iż ktoś z naszego rodu rządził
światem. To był szałowy, dziki czas, bo pochowaliśmy Chrystusa w sercach naszych.
Robimy zło… liberum veto- ta decyzja- to było bardzo złe! życie nie zwycięża
dziś… Ale jak ja mogłem to wiedzieć? Stałem się straszny, czekałem. Ponieważ jestem odpowiedzialny szukać prawdy (seek truth), buduję kontakt z niebem nieustannie na nowo, potrzebuje mnie człowiek jutra. Chrześcijanin powinien szukać prawdy, kiedy nie ma się miłości Boga obecnej w jego sercu- czyni się zło, jesteśmy słabi. Pan Stephen Hawking obwieszcza wielki projekt wszechświata-universum: „żaden Bóg, żadne przeznaczenie”. Albert Einstein mówił o harmonii świata, o „eleganckim wszechświecie-uniwersum”, że zbyt słaby jest umysł ludzki by odrzucił rysunek świetlny biblijnego Jezusa. Mój Kościół postawił na nieśmiertelność; jest prawdą, że mój plan jest żyć na zawsze, ale czy nasze 80 lat nie jest za mało? Szerzy się w naszym czasie paralelność światów, przewidywanie podboju planety Mars na lata 2030, taka czy inna propaganda
sukcesu, która jawi się jako nieuczciwe nadużycie! Obawiam się o rozszerzanie
tego argumentu, to stwierdzenie ożywiło nagle pana Filipa. I tak będziemy wołać
tylko o konieczne poprawki do idącego ku nam obrazu światu z przeszłości; zdążać w kierunku, gdzie nie będzie żadnych praw, światła; gdzie będzie oświetlenie diodowe „ledy”, zlekceważymy wolność mowy. Swego czasu Carl Gustaw Jung zachęcał do penetrowania świata od wewnątrz (world within). Pan Filip zakończył lekturę wieczorną na zdaniu w książce: przedstawiam najlepszą opcję ludzkości. Po czym utwierdził się tylko w przekonaniu, że rozpocznie nazajutrz swoje wystąpienie w szkole zdaniem: byłem bardzo chętnie tutaj… Ale film mu się urwał, i zasnął.

święto Matki,

Stanisław Barszczak, Polski codziennik,

Wielce szanowny Panie Prezydeńcie Rzeczypospolitej, Czcigodni Księża Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi, wszyscy Czciciele Maryi, Królowej Polskiej Korony,

Zdarzyło się raz w Polsce. W Częstochowie uroczystość Matki Boskiej, Królowej Polskiej Korony. A my mamy zjazd historyków i ekonomistów pod Jasną Górą, gdy normalni mężczyźni w naszym wieku grają w golfa. Co prawda w historycznym refektarzu nie zamontowano stylowych luster, pełnych moderny; choć ostatecznie naszą Bazylikę zajmuje epoka nowa. Za to pojawił się inspektor z zachodu, a człowiek miejski walczy z wikingami jutra; wydaje się jednak, że wykrzykuje samotnie o tym, że wola chce inaczej. Nie podoba mi się to! Kto wymienił ten obyczaj polskiego świętowania na drobne? Chcę najpierw powiedzieć, w styczniu nikt nie chciał tak! Zwyciężyło liberum veto! Mamy władze nowe, inne maski, wybraliśmy jak wybraliśmy, poczyniliśmy wielki tynk na różowym domu polskim. Bo lękaliśmy się uczucia radości, iż ktoś z naszego rodu rządził światem. To był szalowy, dziki czas, bo pochowaliśmy Chrystusa w sercach naszych. Ale dużo się nauczyłem. Bo ta wolność, podarowany nam przedział życia, jest bardzo ważny. Wychowany w seminarium, z wydawanym miesięcznikiem „Opinie”, odpowiednikiem japońskiego ”Seibo no Kishi”, na ulicy Bernardyńskiej pod
Wawelem, obecnie puszczam w świat książki ‘szpiegowskie’ o Polsce, ojczyźnie mojej. I mnie dopada paraliż wartości obecnych na tej ziemi, wsłuchiwanie się w napięte struny przeżyć rówieśników. Co można powiedzieć: idźmy przez ten trudny czas razem. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Krieg der Welten

Stanisław Barszczak, Mein Vaterland, für dich werden es nicht in Armut leben, nicht bereuen und sterben

Meine Mutter kam nach Schlesien und mit dem sicheren Instinkt eines künstlerischen Menschen – denn sie hatte wirklich viel Künstlerisches in sich – landete sie im Fabrik in Ząbkowice. Und mein Vater, ich habe ihn ja nicht so richtig kennengelernt – ich habe ihn erst später ein wenig kennengelernt und das meiste von ihm weiß ich nur aus Erzählungen – war halt Krakauländer. Er konnte angeblich die Studenten lehrnen: Ich habe das leider selbst nie erleben dürfen. Meine Mutter ist meinem Vater zwar davongelaufen, aber sie hat ihr Leben lang hinter ihm hergeweint. Meine Mutter habe ich als Kind eigentlich nur traurig erlebt, obwohl sie von Natur aus sehr fröhlich war. Sie war mit mir sehr stolz, mich selbst auf die Gefahr des Verlustes des Lebens verteidigen. Ein Tag Mama verteidigte mich gegen unser Nachbar, Herr Stanislav Gęgotek, der in der Woche gewaltige Lehrer der Polnischen Sprache für mich war. In der Kindheit habe ich mich manchmal auf dem Klo eingesperrt, damit ich Mom nicht immer angeguckt habe. Ich habe dann davor gesessen und gewartet, bis sie rauskam. Mama hatte Freunde von der Arbeit, die oft uns zu Hause besucht haben. Und dann habe ich mir lauter Schnacken und Schnurren ausgedacht, um sie zum Lachen zu bringen. Das ist eigentlich der Grund auch, der mich, wie ich glaube, zur Priestertum gebracht hat. Ich wollte von klein an, als man mich fragte, was ich später werden wolle, nichts anderes werden. Ich habe also schon als kleines Kind angeblich immer geantwortet: “Entweder werde ich Priester oder Sportler!” Was mehr, kochen kann ich bis heute sehr gut. Das alles hätte ich ja ohnehin nicht gekonnt, wenn meine Mutter nicht bei mir gelebt hätte. Ich habe dann nämlich meine Mutter zu mir geholt.  Und ansonsten musste ich einfach Geld verdienen. Ich machte also das Alles, um die traurige Mutter wieder heiter zu machen. Und nun, dank meiner Mutter schreibe ich etwas mehr und bessere, also dank seiner Anwesenheit mich dann an. Auf diese Weise fand ich, um für sich und andere um mich herum zu arbeiten. Lassen Sie andere meine Lebensfreude jetzt ableiten. Na ja, eines Tages schrieb ich an einem Buch über diese Dreierbeziehung zwischen “meine Großmutter”, Mutter und die Tante. In meinem Buch hat Frau Helena achtzig Jahre, als meine Mutter, aber Tante Lucy, als Mutter der Taufe ist sechzig, und ich war die vierzig Jahre alt. Ich will keine Memoiren schreiben, sondern ich will meiner Großmutter, Frau Helena,,ein bisschen was von meiner Kindheit, von der Kindheit ihrer “Kostek” und von ihrer eigenen Kindheit erzählen. Ich möchte schreiben keine Tagebücher, aber über meine Kindheit und meine Mutter und die Mutter der Taufe. Da geht es nicht um diese Dreierbeziehung. Es geht einfach nur um die Kindheit dieser drei verschiedenen Generationen. Ich hatte z. B. überhaupt keine Erinnerung an bestimmte Sachen. Ich selbst kann mich jedoch zurückerinnern bis zu meinem vierten Lebensjahr. Ich kann bis heute z. B. Gerüche aus dieser Zeit identifizieren, ich habe noch Bilder oder Geschehnisse im Kopf aus dieser Zeit. Mutter jedoch nicht. Das finde ich schade. Auch meine Mutter hat mir immer so schmerzhaften Fall von ihrer Kindheit in der Nähe von Przemyśl erzählt. Als ich zu ihr gesagt habe, dass sie das doch mal aufschreiben sollte, hat sie das aber nicht gemacht. Sie hat immer behauptet, sie wäre im früheren Leben wohl in den großen Garten frohe Mädchen in der Sonne gewesen. Aber vielleicht war sie im früheren Leben auch eine Hirterin Rinder, das wäre auch möglich. Ich habe mir jedenfalls gedacht, dass es doch sehr schade ist, wenn das alles in Vergessenheit gerät. Es geht in meinem Buch also um dreimal Kindheit also. Als Priester zu arbeiten, war dann wirklich eine sehr gute Möglichkeit dafür. Aber ohne meine Mutter hätte ich das nicht geschafft. Sie war bei uns im Haus und hat das Kind gesittet und hat es mir beinahe weg-gesittet, weil das wirklich eine sehr innige Verbindung zwischen Frau Helena und meiner Mutter war. Wenn ein Kind so intensive Erlebnisse hat wie ich und so viel mittragen muss in Bezug auf die Mutter und wenn auch noch der Vater nicht da ist, dann wird so ein Kind oft sehr sensibel und nimmt vieles sehr intensiv auf. War das vielleicht der Unterschied zwischen uns dreien? Ich weiß es nicht. Vater jedenfalls hat sich sehr mit sich selbst beschäftigt. Er hat früh angefangen auch an der Universität zu lehrnen. Und da konnte man Kanonen daneben abschießen, er ließ sich durch nichts stören: Da war er ganz und gar konzentriert. Ich habe him nur einmal in diesem Leben gesehen. Ich selbst habe hingegen immer auf meine Mutter aufpassen müssen. Wenn wir z. B. über die Straße gegangen sind, dann musste ich aufpassen, dass sie am Tag des Lebens nicht unters Auto gerät. Alle Ihre Sinne mussten also wach sein. Sie war alles von ihnen beschäftigt, aber nicht nur. Tragen Sie einen Sohn bis zum Ende des Lebens. In einem bestimmten Zeitraum Mom war so auf sie konzentriert, und sie halt so schrecklich traurig war. Aber sie hat, und da kommt wieder die Hirterin Rinder durch, nicht den ersten Schritt gemacht auf den Vater zu. Sie erwartete, dass er das macht. Wir gingen damals nach Pniaki, weil er immer so gerne dorthin zum Urlaub gefahren ist. Wir waren dort in der Hoffnung, dass er mal vorbei kommt, aber er kam nicht. Nun glaube ich, das war diese Sache mit dem Stolz und einem tiefen Glauben an die menschliche Gerechtigkeit. Und so ist sie ausgerissen von zu Hause und nach Ząbkowice (Schlesien) gegangen… Als ich null Jahre alt war, ist sie meinem Vater davongelaufen, weil er sie betrogen hatte… In meiner Kindheit war jedoch der Junge, der viel spricht und versteht, was er sagt. Aber die Sprache alleine kann mein Lust am Spielen für das wohl der Menschen ja nicht erklären. Wie ist diese Lust für den verschiedennen Sprachen entstanden? In mir hatte Mutter ein Sohn, der wirklich jeden Dialekt nicht nur aufschnappte, sondern nach einiger Zeit auch sprechen konnte. Sobald ich aber irgendeinen
Dialekt so aufgeschnappt hatte, dass ich ihn auch zu Hause praktiziert habe, sind wir umgezogen. Auf diese Weise sind wir viel umgezogen. Ich habe also einen Teil meiner Kindheit in Ząbkowice verbracht. Von dort aus wollte ich dann zunächst einmal auf der Priester nach Krakau gehen. Weil wir nicht wussten, wohin, sind wir anschließend wieder zurück ins Schwabenland nach Ząbkowice. Ich fand den Namen dieser Stadt damals so schön: “Ząbkowice!” Ich habe also einen Teil meiner Kindheit in Ząbkowice verbracht, einen Teil von der Dąbrowa Górnicza heute, und später dann waren wir von meinem 35. bis zu meinem 44. Lebensjahr in Schlesien. Ich lebte dann 21 Jahre lang in Ząbkowice und heute lebe ich schon wieder 10 Jahre in Olsztyn. Und jetzt möchte ich die Zeit sinnvoll verbringen. Ich kontinuierlich polnischer Geschichte und seine Bewohner lehrne mich. Nun Ich lese viel, ich Suche nach interessanten Filmen. Und habe ich die ersten Schlussfolgerungen. In der Geschichte von Polen die Praxis ist sehr wichtig. Wenn Prinz Mieszko im 10. Jahrhundert die Taufe des Heiligen Geistes erhielt und wurde Christliche Menschen- vor ihm regierte auf dieser Erde Fürsten: Popiel, Ziemowit, Leszek, Ziemomysł- nun wir leben “im Land von des Jesu Christa.” Jetzt ist des Vaters immer mit seiner Frau und seinem Sohn hier.
Bitte sehen Sie auch der Fürst Popiel, er lief aus Getreide, weil die Maus zur Kornkammer kam. Heute Polen “Lechia” bleibt eine Einheit, das ist Gut. Es wird der Monat Juli wieder, betrachte ich die Erde als Belle’s magical, als das Haus der menschlichen Werte. Ich möchte Gerechtigkeit befassen: wie die größte macht den Vorteil dem, dass es die wenigsten kann. Daher musste ich an den Rat über die internen Einsamkeit zu geben. Und jetzt bin ich als Vater Junipero, zuerst aus den Ländern des Mittelmeers in Norden kam, fand er die neue Brüder. Ihre Vernunft und Gedächtnis überschattet waren. Aber die braun Hand wies dieses Land als erfasst hin, und daher gesehen. Und ich hatte den höchsten Protest. Aber sehe ich jetzt im Land von des Smętek  Apathie wieder. Lange schon vor langer Zeit hier  Maus von des Fürstes Popiel  aß, und es war eine Strafe für Entzug des Lebens seiner Rieter. In dieser Zeit  gab es vermutlich grosse Verbrechen. In der Tat diese Verbrechen spektakuläre waren. Unsere Verbrechen scheinen mehr versteckt werden. Daher noch einmal in der Geschichte von Polen traurig ist. Im Westen, wie die größere Angelegenheit geht. Polnische Smętek wieder zum Meer fahren muss- und es gibt keine Kiru auf seinem Schiff, nur Herr Jerome Sie zu seinem Board lädt. Und der Mast in der Sonne Mutter Gesicht umreißt Mutter von des Überlebender, verloren Mannes, neben den Banner von James Szela vollständig in Kammer geschoben. Nacht Stadt dauerhaft, wo gibt es Leuchtturm, noch Schnee, Lawinen in den Bergen, die hohe Winde, um zu erhöhen, Sie hören die Glocke von heilegen Joseph aus der Kirche und des verloren Mannes Mutter leise Schritte rechts neben, die Zeichen, dass deine Hand dieser Nacht Reise verzieh alles. Dies ist zwar keine Reise zu den Planeten Venus, noch auf Enceladus, ein Mond des Planeten Saturn. Es gibt viele Welten und ein All, das sich beständig ausweitet, sagt der renommierte amerikanische Physiker Brian Greene. Das Universum hat es schwer. Zum einen hat es eine Zeit lang gebraucht, um überhaupt so genannt zu werden. Zum anderen wird das Universum immer größer – und zwar in doppelter Hinsicht. Unsere Milchstraße nicht das Ganze ausmacht, sondern nur eine von vielen – von tatsächlich sehr vielen und riesigen – Galaxien ist, die sich im Kosmos tummeln und ihre Spiralen drehen. Diese Galaxien wiederum entfernen sich mit rasender Geschwindigkeit voneinander, was das Universum als physikalischen Gegenstand größer werden lässt – wie einen Luftballon, den jemand aufbläst. Das Universum kann alles Mögliche sein, nur nicht unbeweglich. So, das Konzept einer kosmischen Aufblähung – einer Inflation – war auf der einen Seite physikalisch notwendig, Greene sagt, um zahlreiche Beobachtungen von zahlreichen Astronomen und anderen Wissenschaftlern erklären zu können. Tatsächlich besteht die Welt – oder der Kosmos – der Physik zufolge aus einer riesigen Sammlung von Parallelwelten. “Raum, Zeit, Materie und Energie verfügen über ein Verhaltensrepertoire, das weit über unsere Alltagserfahrungen hinausgeht”, stellt der Autor gleich zu Beginn fest – was auch nicht anders zu erwarten ist, wenn die Möglichkeit aufscheint, dass “unser Universum nicht das einzige” ist. Was ist mehr vielleicht ist das Universum auch ganz anders. Und gibt es mehrere Arten von Paralleluniversen. Das Universum könnte zum Beispiel mehr Dimensionen haben als die drei räumlichen und die eine zeitliche, die der gesunde Menschenverstand erfassen kann. Tatsächlich haben mathematisch
angelegte Theorien der physikalischen Wirklichkeit mit der Möglichkeit von mehr als drei Raumdimensionen gespielt. Bekannt geworden ist in jüngster Zeit die als Stringtheorie bezeichnete Konstruktion, die mit neun solcher Raumdimensionen arbeitet und dies ungeheuer erfolgreich tut, wobei es ihr erstaunlicherweise gelungen ist, der Quantentheorie der winzigen Atome die Gravitationstheorie des gigantischen Kosmos einzuverleiben. Die zentrale Einheit dieser neuen Theorie heißt deswegen “String” – also “Saite” –, weil sie in den elementaren Gegenständen der Physik wie den Elektronen keine punktförmigen Teilchen, sondern “winzige, fadenähnliche, schwingende Filamente” sieht, die auf unterschiedliche Art und Weise vibrieren können. So, Atome sind dynamische Formen. Aber es ist sich ganz sicher: “Nur durch die rationaleBeschäftigung mit Theorien … haben wir die Chance, die ganze Wirklichkeit zum Vorschein zu bringen,“ Greene sagte. (Brian Greene: Die verborgene Wirklichkeit. Paralleluniversen und die Gesetze des Kosmos. Aus dem Englischen von Sebastian Vogel. Siedler, München). Doch gebe ich Notizen für dem Begleiter: “dem auf diese Weise nicht nur unter der Asche der Toten eine Flamme der Herrlichkeit von der Pole leuchtete, sondern aber fast zwischen den Zeichen des Tierkreises unsterblichen Ruhm Polnisch baute.” Ich bin schlechte Interesse zu verteidigen, es erschien. “Da ich werde keine Macht bekommen, ich werde dieser Welt nicht lösen ein. Und Ruhm mich misste, ni noch die Tiara Krone haben ich werde.” Obwohl ich das Seil des Ziel erkenne. “O, die Liebe zum Vaterland, sie fühlen nur gute Köpfe. Für Sie  Geschmack des Giftes sie schmecken würden, für Sie ungesunde referenzielle. Du lehrnst Nichtigkeit durch glorreichen Narben, du hälst im Auge unser wahres; aber wie wir können dir helfen, aber wie dazu ermutigen, werden es nicht in Armut leben, nicht bereuen und sterben.”

 

 

 

 

 

Słowo na nadzielę

Stanisław Barszczak, „Lechia” pozostaje jednością,

Znów lipiec, ale ja będę żyć zaczarowany, nocny stróż ludzkich wartości. Chcę siać sprawiedliwość: taką, co największy przynosi pożytek temu, który najmniej może. W związku z tym musiałem dawać sobie radę z wewnętrzną samotnością. A teraz jestem jak ojciec Junipero,
co przywędrował na północ z krajów Morza Śródziemnego, znalazł czerwonoskórych braci. Rozum ich i pamięć były przyćmione, a ręka brunatna wskazywała- to kraj zdobyty, a więc widziany. I miałem najwyższy protest w Rydze, ale teraz w kraju Smętka na powrót apatia i beznadzieja. Dawno, dawno temu tutaj króla Popiela myszy zjadły, a była to kara za pozbawienie życia jego bliskich wojów. Nie były to zapewne zbrodnie takie, jak nasze. Żyjemy już w kraju Jezu Chrysta. Tamte zbrodnie spektakularne wręcz były, ale nasze czynione poza wtorkiem każdego dnia po kryjomu. Chrystus stuka do naszych drzwi. Ale nasze czyny jednak smętnie jeszcze
raz w dziejach. Na zachodzie, tam pali się jeszcze robota. Nie jeden jak Smętek znowu musi płynąć za morza- a nie ma kiru na jego okręcie, tylko pan Hieronim bez ustanku zdumiony dniem zaprasza serdecznie na jego pokład. A na maszcie słońce obrysowuje twarz matki pokoleniowego rozbitka, obok sztandar  Jakuba Szeli wetknięty w szalupę. Noc spowija miasto, gdzie niegdzie błyski latarni, jeszcze śnieg, lawiny w górach, wichury się podnoszą dokoła, słychać dzwon św. Józefa z kościółka i ciche kroki twoje matko tuż obok, znak że przebaczyła twa ręka tej nocnej eskapadzie.  Jeszcze wpisuję się w notes towarzysza: „temu, który  nie tylko wśród popiołów zmarłych wzniecił jakby iskrę chwały Polaków, lecz niemal między znaki zodiaku wzniósł
nieśmiertelna sławę Polski.”Chyba niedobrej broniłem sprawy i buntowałem się: „więc
nie dostanę potęgi, nie uratuję  świata. I sława mnie ominie, ni tiary ani korony.” Choć mam widzialny sznur przeznaczenia. „Święta miłości kochanej ojczyzny, czują cię tylko umysły poczciwe. Dla ciebie zjadłe smakują trucizny, dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe. Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny, gnieździsz w umyśle rozkosze prawdziwe; byle cię można
wspomóc, byle wspierać, nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.”

Kto ty jesteś…

Stanisław
Barszczak, Chłopiec i gazda,

Otóż żyła sobie kiedyś osobliwa para, ona prosta, uboga pasterka, on myśliwy i wiarus leśnej
gęstwiny- jednocześnie głos epoki, jakich wielu. Wierzyli mocno w Boga i na swój sposób, tak jak potrafili, gorąco Go miłowali swoimi czystymi sercami. Ta zażyłość trwała przez lata. Przerwał ją jednak nieznajomy przybysz – góral -który zasiał ziarnko niepewności w ich myślach i sercach. Uczenie wyłożył im, że Bóg – najwyższy Stwórca -nie może patrzeć na profanację Jego wielkości przez codzienność życia. Ojciec się zawziął, i teraz idąc nocą przez las, trzyma w ramionach chorego syna. Dziecko trawione przez gorączkę dostrzega wśród ciemnych drzew postać górala. „Tam, ojcze, on, góral, daje znak. Ma płaszcz, koronę i biały tren.” Ojciec stara się uspokoić dziecko, tłumacząc mu zjawisko mgłą osiadłą między gałęziami. Nagle odzywa się tajemnicza postać i zaczyna wołać cierpiące dziecko. „Pójdź chłopcze, w las, w ten głuchy las! Wesoło będzie płynąć czas.” Ojciec niczym wytrawny piechur leśny oczywiście znajduje kolejne wyjaśnienie-on tak musi Cię wołać, bo jest gazdą. Wtem nadjeżdża powóz konny gościńcem. A konie nagle stanęły jak wryte, nie chcą iść dalej ani na krok. Furman podnosi lejce, zostawia swe konie, schodzi z powozu i idzie w gęsty las. Bo stamtąd usłyszał glos… Kiedy znalazł się daleko w lesie widzi człowieka przywiązanego do uschłego drzewa. Więc rozwiązuje go i każe mu iść wolno. A ten odchodząc sobie podśpiewuje, kaftan poprawia, kierpcami zawija; jego śpiew pokazuje rozdarcie między żalem do Pana, że nie dał mu możliwości rozwijania swojego talentu w bardziej sprzyjających warunkach, a przepełnieniem wdzięcznością za szczodre dary życia i umiejętność mowy. Potem zachowuje się jak daleki przybysz, którego rabusie okradli i zostawili w kniei; wreszcie daje się rozpoznać jako przedtem ukazujący się gazda, który po wielu trudach w końcu powrócił do swoich bliskich, jak biedny tułacz, który dobiega po latach do przystani swego
szczęścia i powraca do domu. Wita się więc ze swymi przyjaciółmi, z „kochanymi górami” z „drogą rzeką”. Mówi, że był daleko, gdzieś we wrzaskliwym mieście, wśród gwaru ludzi, którzy mieli odmienne priorytety i wartości, w świecie bezpłodnych myśli, wśród głuchych serc. „I w końcu, po wielu wyrzeczeniach, po długich nocach udało mi się powrócić.” Uporczywa tęsknota przywiodła go w te umiłowane strony. Rozgląda się…, bo ukochał przyrodę ponad wszystko, tajemniczy świat natury. W szczególność umiłował zaś tatrzańskie góry, ich groźne piękno,
majestatyczność, niczym niezmącony spokój. Uwolniony gazda dołącza do ojca z dzieckiem, a furman jedzie dalej. Przed ich oczyma ubogi grajek, który klęka niedaleko małej, przydrożnej kapliczki i nieustannie gra na swoich ulubionych skrzypkach. Gazda mówi teraz o ciszy gór,
jest ona „rozmiłowana, roztęskniona”, ona kroczy, by zamknąć „w swe ramiona” całe Tatry. Cisza zalega Giewont, Świnicę, Hawrań, zatapia je w krwawym złocie, w promieniach zachodzącego słońca. „Tak ma dusza przemierza przepaście, skały, bór; wszędzie zostawia swój ślad, jej wpływ jest potężny, pozostawia wszystko w niemym zamyśleniu, w jakieś dziwnej tęsknocie.” W takiej ciszy najłatwiej zatopić się w rozmyślaniach, jest ona potrzebna, by zatrzymać się przez chwilę,
pomedytować, uporządkować własne myśli i serce. Wtem słońce skrywa się za wierzchołkami smreków i sosen, jest godzina trzecia po południu. Gazda ukazuje „zlęknioną” ciszę, która „owiana mgłami różowymi” nasłuchuje głosów ziemi. Widzi ciemnosmreczyńskie zwaliska skał, a więc jest to górski, tatrzański krajobraz; dalej niebieskie, pawiookie stawy. Spoziera na promienie słoneczne, które zmieniają barwę ich włosów, gdy nagle krople pażdziernikowego deszczu nawilżają liście drzew. Powoli zbliża się noc, góry zaczynają tonąć w nastroju powolnego zachodu słońca. Staje się chłodno. Nasza trójca widzi na tle połonin wielką twarz pięknej królowej gór, białą jak śnieg, zmarzniętą na lód. Ona coś chce powiedzieć i patrzy w stronę dziecka i jego towarzyszy. Ale dziecko nie idzie w jej stronę, tylko mówi: „Pani, twych wdzięków nie trzeba mi wcale.” Powiedziawszy te słowa dziecko spoglądało jakoś inaczej na świat, następnie odbiegało za ojca i gazdę, w jakąś jasną, tęczową dal- skąd już nigdy nie powróciło.

Wieczór wieczystej woli

Stanisław Barszczak, Chrystus chce, żebym był szczęśliwy,

Biblia, świadectwo wiary i naszych czynów poza wiarą. Bardzo ważne jest czterdzieści dni przebywania Chrystusa po zmartwychwstaniu i ukazywaniu się apostołom, sześć objawień: Marii Magdalenie, dwóm uczniom zdążającym do Emaus, apostołom w Wieczerniku, św. Tomaszowi, apostołom nad jeziorem Tyberiadzkim, wniebowstąpienie. Ale wierzyliśmy, powiedziałbym teraz o nas jako następcach uczniów Chrystusa z przed dwóch tysięcy laty, wierzyliśmy w czasach Chrystusa. Bóg tylko pomógł odczytać nam znaki czasów. I dzisiaj, to nie jest historia, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Chrystusa, ale to olbrzymia moc Chrystusa, to prawda naszego życia. Dzisiaj ludzie mają obsesję na tle historii, ale Chrystus i jego świadectwo, to coś więcej, to ewangelia. Kiedyś opiekun duchowy św. Teresy Wielkiej powiedział jej: „Musisz sam wkroczyć na tę trudną drogę…” Była piękną, pełną wdzięku niezwykłą kobietą o ponadprzeciętnej inteligencji. Zdawała sobie sprawę ze swej urody i doceniała ją. Potrafiła się ubrać, nawet jako zakonnica nosiła habit z niezrównaną elegancją. Urok osobisty i wesołość czyniły z niej centrum każdego towarzystwa. Teresa z Avila była niezwykłą świętą. Wielka mistyczka i reformatorka życia zakonnego rzuciła wyzwanie chrześcijaństwu w czasach Inkwizycji. Jej wizje wzbudzały skrajne reakcje. Zwolennicy widzieli w niej wybrankę Boga, wrogowie zaś uznawali za głodną rozgłosu oszustkę. Teresa całe swe życie poświęciła reformie zakonu Karmelitanek, stając czasem w opozycji nawet do samego papieża. Podczas choroby zrozumiała straszny strach grzechu i nieodłączną naturę grzechu pierworodnego(original sin)… „Panie pozwól mi albo cierpieć, albo umrzeć!”Miała też wizje piekła, rzucona w zamkową pieczarę. Zachód rzekomo stwierdza: jeżeli jest potępienie, to piekło jest puste! Ponieważ już dwa tysiące lat mamy dobre zamiary, nie możemy powstać, a i ja jestem wciąż niemożliwy dla siebie i innych, trzeba mi poszukiwać ratunku w pokorze serca i ubogaceniu mej duszy. Ktoś powiedział, że nie ma apokatastazy, powszechnego zbawienia. Ale jak pamiętam św. Jan od krzyża pisze(parafrazuję): „Tam gdzie nie ma miłości, tam uczyń ją, a ona powróci do ciebie.” Święta Teresa Wielka miała wizje Jezusa w kształcie cielesnym, choć niewidzialnym. Jezus podał jej prawą rękę i powiedział jej: „odtąd
jesteś dla mnie jak żona, i twój honor jest jak mój, a mój honor, jak twój.” „Sama miłość nadaje wartość wszystkim rzeczom”. Dusza złożona z wielu pomieszczeń, jak twierdza… podróżuje
przez mieszkania duszy przez swe życia, aż do siódmego mieszkania, czyli zamieszkania z Bogiem. Pewnego razu ujrzała Serafina.„Zobaczyłam w ręce serafina długi miecz ze złota, z jego końca wydawał się wychodzić ogień. Ukazał się mi się w czasie przeszywający me serce i moje wnętrzności.; kiedy mnie tak przeszywał, to z moich wnętrzności wychodził ogień z wielką miłością Boga. Ból był tak duży, że to uczyniło mi jęk; i wciąż jeszcze to przeszywanie było słodyczą takiego nadmiernego bólu, którego nie chciałabym nigdy usunąć…” Po takim wprowadzeniu w życie duchowe powtórzmy za świętą Teresą: sam jedynie Bóg wystarczy; modlitwa, to jak nawadnianie ogrodu… nie pozwól, żeby coś ci przeszkadzało, żeby się lękał… Matko najpiękniejszej miłości- dzisiaj raz jeszcze mnie uratowałaś od zanurzenia w nieprawości, że poczułeś się szczęśliwy.

2012- koniec świata…

Stanisław Barszczak, „Pożegnanie Atlantis” (z okazji Świętego Wojciecha)

Ktoś powiedział, że wśród wierzących panuje nadmierna dyskrecja w mówieniu o nadziei na życie wieczne i w ogóle o Chrystusie. Jego zdaniem życie Europejczyków jest systematycznie pozbawiane wymiaru eschatologicznego, nadziei na życie wieczne, a więc każdej nadziei. Dlatego syndromem naszych czasów jest nieznośny krzyż bezsensu, który bardzo uwiera nie tylko podczas ostatecznych doświadczeń egzystencjalnych ale dzień po dniu obezwładnia duchową sferę człowieka. Noszą wizerunki Chrystusa na szyi, ale go nie rozpoznają. Ale i wtedy również nowa nadzieja istnieje dla nich każdego dnia w improwizacji życia, ponieważ jest ktoś, który nie traktuje ich jako powierzchownych. Dzisiaj Kościół zachęca do postawy biblijnej, żebyśmy zorganizowali konkursy biblijne, poznali głębiej Biblię. Przypomina mi się tutaj pewna anegdota z życia Sorena Kierkegaarda. Kiedyś duński teolog i filozof zilustrował postawę biblijnych uczonych w Piśmie taką opowiastką: Pewien Europejczyk wyjechał na Daleki Wschód i zakochał się po uszy w pięknej Chince. Wróciwszy do domu, czekał z utęsknieniem na jakiś list od ukochanej. Po
jakimś czasie przyszedł rzeczywiście wyczekiwany list – pisany chińszczyzną. Nic z tego nie rozumiał, ale wiedział, że jest to znak odwzajemnionej miłości. Poświadczył mu to zresztą tłumacz przysięgły. Pośrednictwo trzeciej osoby nie było jednak najwygodniejszym rozwiązaniem, więc zaczął sam studiować język chiński. Miłość pchała go do szybkiego postępu w nauce. I w istocie już po paru latach mógł swobodnie odczytywać chińskie znaki. Ale nasz Europejczyk tak się
rozmiłował w tym egzotycznym języku, że wkrótce został profesorem i docentem na katedrze literatury chińskiej. Niestety, w tym czasie zdążył zapomnieć o zasadniczej przyczynie nauki owego obcego języka. No cóż? Zakochał się w literze, a zapomniał o sercu; oddał się nauczaniu, a przestał być tym, który kocha… Jednak daje się zauważyć przykładu pewniejszego sensu- choć ludzie myślą dalej, że tak musi być jak jest.  Niedawno napisałem tekst opowieść o królu Enzo więzionym 23 lata w pałacu w Bolonii, której pierwszy akt umieściłem w Palermo. Najmilsi, świat jest coraz gorszy. Drogie czasopismo jak też filmoteka obecnej ery zapowiadają „koniec świata” na 21 grudnia 2012 roku. Może tylko kilka obrazków z najnowszej wersji pełnoekranowej, hollywoodowskiej produkcji z trikami najnowszej techniki pt. “2012”. Kalifornia przeżywa trzęsienie ziemi, prezydent Willson z Nowego Jorku śle apele o solidarność i zaufanie do rządu. Anulowano olimpiadę w Londynie. Przechyla się Bazylika świętego Piotra w Rzymie na zgromadzonych na gorącej modlitwie wyznawców Chrystusa. Jednak jakiś astrofizyk z Indii przewidział ten  kataklizm już przed trzema laty, więc zbudowano trzy arki przymierza dla cywilizacji ludzi i tam będzie można schronić się w chwili ostatniego zagrożenia. Pewna rodzina z Los Angeles, ojciec dwojga dzieci zapoznaje się z prognozami hinduskiego astrofizyka,  więc kieruje się instynktem ostatniego przetrwania nowych minut uciekającego czasu. Ratunek przychodzi zawsze w ostatniej sekundzie, samolot omal nie zapadł się pod rozchodzącą się i pękającą ziemią. Zahaczyli o wieżę Eiffel. Ale nawet wówczas jednak jest czas na refleksję: byliśmy z matką bardzo szczęśliwi, chłopiec bardzo polubił przyjaciela rodziny Gordona i teraz wyraźnie mówi o tym swemu ojcu.”Nie mów tak. Mów mi tato!” Pamiętasz jak Kate się urodziła, a ty zostałeś jej starszym bratem? Wreszcie cudem uszli z życiem. A oto ich słowa i ludzi, świadków zdarzeń w tej dobie. Nie mamy wątpliwości, musimy uratować to co się da… nie mam się czego obawiać. Ale najpierw pada giełda, potem gospodarka… samolot po nas nie przyleciał, żegnaj przyjacielu. W dniu kiedy przestaniemy o siebie walczyć, stracimy resztki człowieczeństwa. Pędzimy na północną ścianę Everestu; nie będą mieli czym oddychać.  Cały świat się przesunął o 2533 metry, biegun ziemski przesunął się o 23%, biegun południowy w Wisconsin jest teraz. A po trzęsieniu ziemi w Kalifornii glob ziemski ogrzało się do nieskończoności, powstają tsunami i największa fala uderzy na rozbitków zgromadzonych w Chinach, wysoka na 1,5 km. Wierzę w Polskę, w jej trzeźwy sąd nad tym światem, jak w owe trzy filmowe, a ratunkowe arki naszego człowieczeństwa, ale również w szczęśliwe „Pożegnanie Atlantis”, czyli w górę Ararat, ostatni ratunek dla skrajnego, dziejowego zastraszenia. Że będziemy słyszeć tylko własny oddech daleko wcześniej, jak na łodzi ratunkowej. Daleko wcześniej przed chwilą, kiedy kontynent afrykański się podniósł, a dach świata zatrzymał się na górach w RPA, i zielona połowa Ziemi została ocalona. Że każdy będzie szczęśliwy czynić co, na co go stać i co potrafi; że lekarstwem na sens istnienia w czasie stanie się wierne trwanie jednocześnie przy słabej kracie ludzkiej solidarności, jak i mocne oddanie się modlitwie za ludzkość . Tej wierności uczy nas pierwszy męczennik Polski… Znam inny przykład. Dwa stare młyny wodne od wieków mełły mąkę. Miały swoich wiernych klientów, z których żyły i przez których wchodziły w kontakt z otoczeniem. Ale oto z biegiem czasu klienci zaczęli „topnieć”, bo w okolicy powstały młyny elektryczne, które swą pracę wykonywały szybciej, taniej i lepiej. Powstało więc poważne zagrożenie dla starych młynów wodnych. Oba młyny zareagowały odmiennie na zaistniałą sytuację. Pierwszy został całkowicie przebudowany: wstawiono elektryczne silniki i nowoczesne maszyny: zrobiono wszystko, aby dalej mógł wypełniać swe zadanie. Drugi pozostał jak był, ale nie mielono już w nim mąki: teraz stał się tylko atrakcyjnym obiektem turystycznym, gdzie za opłatą można było oglądać starą technikę. I tak oba młyny zostały uratowane, oba przynoszą zysk: z tym, że
pierwszy pozostał wierny swemu celowi, drugi go zdradził. Który zrobił lepiej? – oto jest pytanie… Może i ja zdradziłem sługę, mojego Chrystusa? Pouczająca jest ta scena z Małego Księcia, w której Mały Książę przechodząc przez pustynię, spotkał nagle samotny kwiat… nędzny kwiat o trzech płatkach. Dzień dobry – powiedział Mały Książę. Dzień dobry – odrzekł kwiat. Gdzie są ludzie – zapytał Mały Książę. Kwiat widział kiedyś przechodzącą karawanę, więc odpowiedział:
Ludzie? Jak sądzę, istnieje sześciu czy siedmiu ludzi. Widziałem ich przed laty. Lecz nie wiadomo, gdzie można ich odnaleźć. Wiatr nimi miota. Nie mają korzeni – to jest bardzo niedobrze dla nich. Opowiadano mi czy też ujrzałem to w telewizji, że pewna prosta kobieta, w okropnych męczarniach umierająca na raka, zalewała się łzami, żegnając się z najbliższymi. Dla rodziny zgromadzonej przy łóżku chorej, oczywiste było, że to łzy żalu i rozpaczy człowieka żegnającego
się z bliskimi i z życiem. Zaszokowała ich ostatnimi słowami -“jestem taka szczęśliwa, taka szczęśliwa, że już na zawsze będę ze Swoim Ukochanym Jezusem”. Postawa wspomnianej wyżej kobiety to świadectwo, że krzyż jest rzeczywistą bramą do Chrystusa i każdy, kto go miłuje, choćby i umarł, żyć będzie. . . Bo krzyż to nie unicestwiające narzędzie bezsensownych tortur, ale
wehikuł miłości, który dostarcza nas prosto w ramiona Ukochanego Zbawiciela. Każdy kto to rozumie, pojmuje też, że wiecznością się nie straszy, ale wiecznością się pociesza. Św. Wojciech biskup i męczennik, patron tych dni, początkowo był biskupem Pragi, później wstąpił do
klasztoru benedyktyńskiego w Rzymie. Po ponownej nieudanej bytności w Pradze, rozdartej waśniami i sporami o tron, św. Wojciech udaje się do Polski, na dwór Króla Bolesława Chrobrego i z jego pomocą wyrusza głosić Ewangelię pogańskim Jadźwingom i Prusom. W czasie tej misyjnej pracy ginie męczeńską śmiercią, 23 kwietnia 997 roku. Ciało Wojciecha, wykupione od pogan złożone zostało w Gnieźnie, które stało się siedzibą pierwszej, polskiej metropolii. Św. Wojciech „na pewno wiedział”, co go czeka w niebezpiecznej podróży misyjnej. Jest patronem naszego narodu, tym którego krew męczeńska stała się posiewem wiary w początkach chrześcijaństwa na ziemiach słowiańskich Jest świadkiem wiary, jej zwiastunem i głosicielem, niosącym Chrystusa “po najdalsze krańce ziemi”. „Nie umiłował swojego życia i umiał je poświęcić innym, Chrystusowi,” Kościołowi, ewangelizacji. Bez pracy i poświęcenia takich ludzi niemożliwym by była chrystianizacja, rozwój Kościoła nie tylko w tych odległych czasach ale i współcześnie (kilka tysięcy misjonarzy pracujących w krajach misyjnych zginęło w ciągu ostatnich lat). Ta praca
-wydawać by się mogło- niepozorna i nieefektowna przynosi jednak owoce. Nie byłoby polskiego chrześcijaństwa, bez ludzi takich właśnie, jak św. Wojciech, św. Stanisław, benedyktyńscy bracia misjonarze. Nie byłoby w ogóle chrześcijaństwa bez krwi pierwszych męczenników. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Czy jesteśmy świadomi i tego, że my także jesteśmy misjonarzami dla naszych bliskich, dla naszych znajomych, dla tych, którzy być może poprzez nasze, dobre życie znajdą drogę do Boga? Święty Wojciech potrzebuje naszej moralności, korzeni nas wszystkich, nasze wiary, nadziei i miłości, i tego z czego wyrośliśmy, wierności, poprzez nasze dzieje więc teraz jest z krwi i kości Polakiem. Trzeba mu pomóc apostołować w końcu pośród współczesnych Jadźwingów i Prusów. Kiedyś pokłócili się zakonnicy o skarpetki w sandałach, czy mają je nosić na
nabożeństwa w kaplicy. Najmilsi, zacznijmy nie od nóg, lecz od głowy i posłuszeństwa
przełożonym… Którejś nocy pewien człowiek miał sen, że wędruje plażą wzdłuż brzegu z Chrystusem. Niebo błyskało scenami z jego życia. Przy każdej scenie zauważał na piasku plaży ślady stóp swoich i Chrystusa. Po ostatniej scenie, która rozbłysła przed nim spojrzał na ślady stóp i zauważyła, że w najtrudniejszych momentach jego życia były tylko jedne ślady stóp na piasku. „Panie, powiedziałeś, ze będziesz że mną zawsze o ile będę szedł za Tobą. Ale w
najtrudniejszych i najbardziej kłopotliwych momentach mojego życia są tylko jedne ślady stóp. Dlaczego właśnie wtedy mnie puściłeś, kiedy najbardziej Cię potrzebowałem ?” – zapytał Chrystusa. Pan odpowiedział : „Człowieku, kocham cię i nigdy cię nie opuściłem. W momentach twoich prób i cierpienia, tam gdzie widziałeś tylko jedne ślady stóp na piasku, to było właśnie wtedy kiedy niosłem cię na rękach.” Matka Teresa z Kalkuty uczy nas: Ludzie są nieracjonalni, nielogiczni, egocentryczni. nieważne – KOCHAJ ICH. Jeśli czynisz dobro przypiszą Ci ukryte, egoistyczne cele, nieważne – CZYŃ DOBRO Jeśli będziesz realizować swoje  cele, spotkasz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów nieważne – REALIZUJ JE Dobro, które uczyniłeś, zostanie zapomniane, nieważne- CZYŃ DOBRO; uczciwość i szczerość, uczynią Cię bezbronnym, nieważne – BĄDŹ SZCZERY i UCZCIWY;  to, co budowałeś przez lata, może być zniszczone w jednej chwili, nieważne – BUDUJ; jeśli pomożesz ludziom, będą urażeni, nieważne – POMAGAJ IM; jeśli służąc światu dasz z siebie wszystko, potraktują Cię kopniakiem, nieważne – DAWAJ Z SIEBIE WSZYSTKO. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.