łaska powołania

Stanisław Barszczak, Wolność rozbrzmiewa na zboczach,

 I

Nazwali mnie Karol…. Urodziłem się z ciekawości, świat mi się bardzo podobał. Ponieważ możliwości człowieka są niewyczerpane, jeszcze dziś świat robi na mnie wrażenie. I to wtedy, kiedy prezydent uderza w pozytywny ton, gdy mówi o zapewnieniu ludziom pracy, o gwarancji ochrony przed brakiem siły na rynku gospodarczym i skutkami obecnego kryzysu. Ale również gdy matkę Ziemię nawiedzają kataklizmy. W czasie niebezpiecznych pogróżek, w świecie intryg… kiedy ludzie zastąpili emocje strachem, gdy twoi synowie tato nie mają imion, gdy matka postanowiła umrzeć, oto pijak jakiś niepewnie idzie brzegiem jeziora, a w rezultacie „stanu nieważkości” tonie w jeziorze, z słowami na ustach: „już nie chcę żadnej miłości”. Gdyby wszyscy zrealizowali marzenie, byłoby tu pusto… Pewnego razu w naszych czasach było trzęsienie ziemi: ale tym razem było mocniejsze niż kiedykolwiek, od czasu wymyślenia skali Richtera
umożliwiającej nam zmierzenie apokaliptycznych ostrzeżeń. Przechylił się szelf kontynentalny. Te wstrząsy powodowały często powodzie; trzęsienie ziemi, ten kolos, spowodował odwrócenie prawideł, ocean wycofał się niczym ogromny  oddech natury. Ukazał się najbardziej
tajemniczy poziom naszego świata: uformowane morze, zniszczone statki, fasady
domów, kandelabry bawialni, ubikacje, pirackie klatki,  ekran telewizora, poczty mailowe, kadłub
statku powietrznego, armata, marmurowe tułowia, karabin, metalowy pancerz
autobusu turystycznego, źródło chrzcielne, automatyczna zmywarka, komputer,
owinięte miecze, skamieniałe monety. Dziwne spojrzenie galopowało pośród tych
rzeczy; ludność, która uciekła z ich zatopionych domów na marynarskie wzgórza,
spadła w otchłań. Gdzie tylko na lądzie czy w dole zdarzył się jakiś wypadek,
on bardzo ich trapił, i nastała naga cisza. Ślina morza błyszczała nad tymi
obiektami; i potem czas już nie szedł, nigdy; istnieją w dole (materialności),
istotności przeszłości i teraźniejszości , które nie znajdują już chronologicznego porządku, wszystko jest jedno, wszystko jest niczym – lub też wszystko jest na raz pochłonięte, niczym czyjaś własność… Albo wszystko jest ojczyzną… Ojczyzno, ty jesteś jak zdrowie, nie żal dla Ciebie żyć, nie żal i umierać. Tyś dumna, święta, więc niech z każdego zbocza tej ziemi rozbrzmiewa
wolność… Modlę się teraz, by wszystko to, krzyż codzienności i twórcze trwanie,
nie poszły na marne.

Kochana Stasiu!

Jestem w pociągu… siedzą ze mną inni pasażerowie. Pan Heniek opowiada w nim historię swoich licznych, często burzliwych związków z kobietami; w większości są to przelotne przygody,
w których trudno doszukać się jakiejkolwiek romantyczności. Jego język jest
niewybredny, czasem rynsztokowy. Wierzę jednak mu, bo w jego opowieści jest i
wrażliwość, i uczucie. Jestem bardzo szczęśliwy, a co może za tym iść chciałbym
służyć ludziom najlepiej, jak tylko potrafię. Ty wiesz, nie sądziłem, że kiedyś
będę w tak atrakcyjnych okolicach. Wadowice. „Moje oczy już objęły słoneczne
wzgórze, biegnąc daleko wprzód od drogi, jaką zacząłem. Jesteśmy pochwyceni
przez coś, co nie można chwycić; To ma swoje wewnętrzne światło, nawet z
dystansu- i zmienia nas, nawet gdy nie sięgamy tego czegoś istotnego, na coś
jeszcze, w czym mocny sens tego czym już zawsze jesteśmy; kiedy gest odwraca
nas ku czemuś, co odpowiada naszej własnej fali… a co czujemy jak przejście
wichru po naszych twarzach. (R.M Rilke, 1924) Nie tak dawno było sobie
miasteczko, każdy znał swoje miejsce, a jeśli się zapomniał, to mu wskazywali
właściwe miejsce. W czasach głodu, podczas światowego kryzysu gospodarczego z
1929 roku, dochowali wierności tradycji… Pamiętam Tata miał mnie zapisać na
trzecie kolonie w moim życiu, następnie pierwszy dzień szkoły- październik, 17.
Jako nastolatek miałem ciężkiego fioła na tle sportowych gier zespołowych.
Wówczas oglądałem majowych kolarzy, mecze piłki nożnej z udziałem kadry K.
Górskiego. Z czasem spędzałem długie godziny na lekturze książek. A ty miałaś
trzydzieści siedem lat, niewiernego męża i dorastającą córkę oraz syna…
dwadzieścia cztery lata temu wygrałaś wielki konkurs, czy na przekór
wszystkiemu postanowiłaś upomnieć się o nagrodę z przeszłości. Wyruszasz do
Wadowic, by wreszcie, po ćwierćwieczu, zobaczyć się z papieżem…. Czy ponowne
spotkanie zmieni cokolwiek w pozbawionym miłości życiu? „Święty Marcin pije
wino, wodę pozostawia młynom”…. Wojtek, wasz tata, już był w niebie. I oto nawet
nie spostrzegliśmy się, a już byliśmy u celu podróży… Wadowice, pamiętam radowałaś
się tą chwilą. Ale o tym opowiem Ci w następnym liście.

Kochana Jasiu,

Chciałbym Ci opowiedzieć o naszym spotkaniu w Wadowicach. Bo wiesz, Wadowice
to nie tylko to, co wczoraj, ale to z sprzed lat trzydziestu, mam obraz miasta
w pamięci, który chciałbym przywołać. Żeby na nowo rozpoznać te rzeczy, jak na
przykład obecność Żydów, wojska w mieście, trzeba by rozpoznać właśnie inny akt
rzeczy, podać dokładną genezę narodzin kultury mieszczańskiej w Drugiej
Rzeczypospolitej, solidarności uczyć i przekonań. Nie dysponuję wystarczającym
czasem, by tego dokonać. Kochana Jasiu. Teraz wiem, że jeden kraj jest
nam pisany… nie próbuj się nade mną litować… Jeden żołnierz powiedział raz:
zbojkotujmy moralność! Ale jeśli zamkniesz drzwi, noc będzie trwała wiecznie.
Widzisz, dziś akt rzeczy jest brutalny, czy tego uczył nas papież? Zacząłem skokami pisać swoje życie dla innych… mając siedemnaście po raz pierwszy wybrałem się w podróż do Warszawy, tam i z powrotem. Potem były inne „wstrząsy” w mym życiu, a i emocji nie brakowało… Może dlatego teraz te podróże po świecie, które jak mniemam są kontynuacją tamtego pierwszego
początku… Ziemia nazwana Wadowice. To tam, a potem w Krakowie, mieszkałem z
tatą. Raz któraś z dziewcząt zagadnęła mnie w drodze do szkoły: -hej
cześć, -moja siostra nie może skakać, ma chorą nogę, ma wojenną rentę. Nic nie
odpowiedziałem, -Moja mama mówi, że nie masz taty, -Mam, tylko go nie znam
(odpowiedziałem natrętnie). Po drugiej wojnie światowej powracałem do Wadowic jak do Monterey czy Coqueville. Miałem za sobą pierwsze lektury książkowe. Czy po
śmierci mamy straciłem dom? „Nie, tylko sposób na przemieszczanie się z
miejsca na miejsce.” Pamiętam był piękny pogrzeb, a wówczas bardzo mocno
zabrzmiały słowa zaczerpnięte z biblii: błogosławiony, kto umie oprzeć się
pokusie… wielkości, potem to słowo przydawałem do cytatu po wielekroć. Kiedyś namalowałem Cię Jasiu. A ty jakbyś powiedziała wówczas do mnie: -odmłodziłeś mnie (na obrazie), dyplomata z ciebie. Jedliśmy śniadanie w restauracji… co za dziura… Krzysiu był taki młody… Nagle
nastąpiło oberwanie chmury. Leje jak jasna cholera, znajdujemy jakąś taryfę…
pędzimy do plebańskiego domu. W domu Matki przy Wadowickiej farze nie robiliśmy
z Adamem modeli ptaków, a tym bardziej ptaków fruwających, a szkoda. Raz
siedzimy w kinie vis a vis szklanej gabloty, w której znajduje się gigantycznej
wielkości pstrąg, jak się wydaje – wypchany. Co chwila podchodzi do nas nowy
„właściciel ryby” opisując w jaki sposób dokonał tego „wielkiego połowu”. W
końcu barman dementuje wszystkie te historie przyznając, że to on dokonał tego
dzieła. Ktoś przypadkowo strąca gablotę i wtedy okazuje się… że pstrąg był z
gipsu. Innym razem usiedliśmy pod wierzbami…. Przystąpiliśmy do drugiego
śniadania… ale oto naruszyliśmy prawo własności- bo siedzieliśmy w karoserii
samochodu na ogrodach sąsiada. Ale kiedy z daleka już słyszymy krzyki sąsiadki,
zaraz bierzemy nogi za pas i biegniemy do plebańskiego domu. Ksiądz Zacher
bardzo nas polubił. Opowiadaliśmy mu o naszych marzeniach teatralnych,
dziewczęta chichotały. Ale gdzie będziemy w tym samym czasie w przyszłości, nie
było mowy o tym w naszym dzieciństwie. „Po maturze chodziliśmy na kremówki”. Cukiernia
znajdowała się tuż za kościołem… Pamiętam pewnego razu, iż ekspedientka mówiła
do nas od drzwi: -Coście za jedni. -My w sprawie ciastkarni… Częstując się
ciastkiem Kasper mówi: rewelacja, ale nie moje ulubione… To jest dramatyczne w
naszym życiu, że potrzebujemy rozrywki… Potem przyszło lato. Lato stopniowo
pęczniało od kwitnących rzeczy. Ciężkie słoneczniki wypłakiwały się nad
ogrodzeniami; Iris nęcił lokami i brązowiał po krawędziach daleko od ich
purpurowego serca; uszy kukurydzy nachylały na wietrze ich delikatne włosy do
swych łodyg. A chłopcy. Piękni, piękni chłopcy, którzy kropkowali krajobraz jak
klejnoty, rozdzielali powietrze swymi krzykami po polach i zapełniali teraz boki
Skawy z ich świecącymi mokradłami. Nawet ich ślady wydawały za nimi zapach
dymu. To było tego lata, lata ich dwunastych narodzin, lata pięknych czarnych
chłopców, którzy stali się niecierpliwi, zastraszeni i otyli- wszystkim tym w
tym samym czasie. Mietek i ja wbijaliśmy słupy w łożysko Skawy. W tym rtęciowym nastroju w
lipcu wędrowaliśmy boso po dnie rzeki wyczekując intrygi. Postanowiliśmy udać
się w dół rzeki gdzie chłopcy czasami pływali. Mama czekała na ganku, gdy
pobiegłem do domu, do ubikacji. Następnie schodami przeszła kuchnię, gdzie
Hania siedziała z dwoma przyjaciółkami, Marysią i Walerką. Dwie kobiety
zażywały świeżego powietrza przy otwartych oknach, patrzyły na Hanię wyjmującą
z pieca jakieś ciasto, wszystkie rozmawiały swobodnie o tym i tamtym, i kręciły
się wokół, kiedy ja na powrót przeszedłem do problemów dzieci mego wieku… Świat
obiektywny mienił się różnymi kolorami tęczy. Co wielkie w kobiecie, to leży w
jej mentalności… oto ja jestem kolosem, wielkim, stąd muszę być dorosłym… Stałem
się gorliwym czytelnikiem „Prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Dziewicy
Maryi” św. Ludwika Grignon de Monfort, oddałem się w niewolę Maryi, przyjąłem
jej duchowe macierzyństwo. Pięknym być, to być zakochanym… w tym sensie stałem
się lepszym. Święty Ojciec Rafał Kalinowski, czciciel Maryi Dziewicy, umarł piętnastego
listopada 1907 r., w klasztorze w Wadowicach, który założył i którego był wtedy
przeorem, stąd jego śladami zapragnąłem podążać,  powiedziałem sobie wówczas, nie robię kariery, nie stoję na scenie … Już w tym czasie bez wysiłku słuchałem radia, bardzo
dobrze rozumiałem piękne audycje polskiego radia, potem nadeszły straszne dni
wojny. Pamiętam rozmowę z tatą przez telefon o przeprowadzce na „Tyniecką” do
Krakowa, w ostatniej chwili odkładałem słuchawkę, serce biło jak ociężałe… Tata
umarł zaraz po wojnie, nie był to niemiecki granat… Po wojnie nie przestałem
słyszeć radia, spiker zawieszał na chwilę głos, następnie mówił: tu „Wolna
EUROPA”. Były to radosne momenty dnia, gdy miłość i honor były cenniejsze niż
życie… Raz miałem wypadek w Krakowie. A było to tak. Wracałem z pracy w
Zakładzie Solvay. Byłem po bogatej lekturze duchowej. Nasłuchałem się też wielu
rzeczy w pracy. -Kiedy zamkniecie kamieniołom, mamy kłopot… W tym dniu poznałem co to jest dyscyplina, kiedy na teren zakładu weszli żołnierze. Wstawiłem się za szeregowcem. -Podam cię do raportu. -Nie trzeba, to tylko żołnierska sprzeczka! -Jeśli nie wierzysz w to, co robimy, nie
bierz w tym udziału. Możesz nosisz ideały białych, ale zawsze pozostaniesz
tylko czarnuchem, znęcał się nad szeregowcem sierżant. -Bez wątpienia jest Pan
porządnym żołnierzem, ale traktujecie ich za ostro, zacząłem… -To pana znajomy?
-Razem dorastaliśmy, odpowiedziałem. -Niech jeszcze trochę dorośnie, perorował
sierżant. Nie rozumiem tych ludzi, uczucia przyjaźni, nie chcę żeby cierpieli z
powodu mojej słabości…- „Słabość jest źródłem wszelkiego zła w świecie,
powoduje tragizm u wszystkich zaangażowanych/…/ Chciałbym pracować za trzech
ludzi, którzy nie martwią się o nic, nawet poza sobą; i nie czynią starania o
panowanie nad światem… wówczas uczyniłbym coś z pewnością naprawdę wielkiego.” Naprzód
chłopcy, mówiłem sobie, rozłączamy się tedy na zawsze- powiedziałem zaś Adamowi…
Pewnego dnia, a było to jeszcze podczas wojny z Niemcami, w celu zasięgnięcia
artystycznych informacji, wybrałem się do koleżanki ze studiów. Kamienica była
okazała. Ale ja nie znałem nazwiska tej kobiety, nie było żadnych sztukaterii
na klatce schodowej, wszystko już zniknęło… być może zobaczyłem to wszystko za
późno… na schodach nie spotkałem nigdy nikogo nowego. Wysłano mnie na trzecie
piętro. Kiedy otwarła mi drzwi tylko usłyszałem: -Wczoraj zrozumiałam, że muszę
żyć, jest tyle rzeczy o których nie wiem… Mogłabym się w Tobie zakochać, wiem
żebyś mi nie powiedział! Chyba dwukrotnie poruszyłem temat opowieści miłosnej
na naszym wczorajszym spotkaniu. Niejedna pani już mówi wstrząśnięta konkretnie
do żywego, że to nie przysługuje mi przedstawiać. Zupełnie nie wiem, ale Pani-
zwróciłem się bezpośrednio do pani Danuty stojącej w drzwiach- uważa miłość za
coś obraźliwie obscenicznego, ponieważ literatura światowa rozprawiła się z tym
tematem tylko raz, a dobrze. Ja nie chciałbym tego czynić, uważać tak mocno na
nieistotę rzeczy. Co działo się potem z panią Danutą długo nie wiedziałem,
zresztą wcale za nią nie tęskniłem. Zastosowałem jeden lek, w który wierzę, tj.
świadomość życia… W Krakowie jak wiesz zamieszkali z nami państwo
Kotlarczykowie. Mietek teraz żonaty stał się moim teatralnym mentorem. Był czas
wojny. Powiem ci tak: „Trwają poszukiwania zaginionego skarbu Napoleona. Spisek
zawiązany w celu przejęcia niewyobrażalnego światowego bogactwa, zaczyna
przybierać niepokojące rozmiary. Tylko jeden człowiek może powstrzymać tę
niebezpieczną grę. Były agent Departamentu Sprawiedliwości ma jednak dużo do
stracenia. Czy jest gotów postawić wszystko na jedną kartę?” Etap wewnętrzny
bohatera musi płynąć wąską rzeką narracji dramaturga. “Początki tego
teatru wiążą się z moim mieszkaniem,(Tyniecka 10) do którego Kotlarczyk wraz z
żoną Zofią wprowadził się po przedarciu się z Wadowic do Generalnej
Guberni.(…) Był to teatr bardzo prosty. Strona dekoracyjna i widowiskowa była
zredukowana do minimum, natomiast wszystko koncentrowało się na recytowaniu
poetyckiego tekstu”. Teatr Rapsodyczny utworzyło 22 sierpnia 1941 r. katolickie podziemne ugrupowanie polityczne “Unia”, jako przejaw oporu myśli i ducha wobec okupanta. Kierownictwo teatru powierzono mojemu teatralnemu mentorowi Mieczysławowi Kotlarczykowi. Pierwsza premiera, “Król-Duch” Słowackiego, odbyła się 1 listopada 1941 r. Następne to: “Beniowski”
i “Samuel Zborowski” Słowackiego, “Hymny” Kasprowicza, “Godzina” Wyspiańskiego, “Portret artysty” Norwida, “Pan Tadeusz” Mickiewicza. Cdn. (wszystkie wypadki opisane w tej
historii są ‘nieprawdziwe’S.B.)

łaska powołania 47

Stanisław Barszczak, Wolność rozbrzmiewa na zboczach,

 I

Nazwali mnie Karol…. Urodziłem się z ciekawości, świat mi się bardzo podobał. Ponieważ możliwości człowieka są niewyczerpane, jeszcze dziś świat robi na mnie wrażenie. I to wtedy, kiedy prezydent uderza w pozytywny ton, gdy mówi o zapewnieniu ludziom pracy, o gwarancji ochrony przed brakiem siły na rynku gospodarczym i skutkami obecnego kryzysu. Ale również gdy matkę Ziemię nawiedzają kataklizmy. W czasie niebezpiecznych pogróżek, w świecie intryg… kiedy ludzie zastąpili emocje strachem, gdy twoi synowie tato nie mają imion, gdy matka postanowiła umrzeć, oto pijak jakiś niepewnie idzie brzegiem jeziora, a w rezultacie „stanu nieważkości” tonie w jeziorze, z słowami na ustach: „już nie chcę żadnej miłości”. Gdyby wszyscy zrealizowali marzenie, byłoby tu pusto… Pewnego razu w naszych czasach było trzęsienie ziemi: ale tym razem było mocniejsze niż kiedykolwiek, od czasu wymyślenia skali Richtera
umożliwiającej nam zmierzenie apokaliptycznych ostrzeżeń. Przechylił się szelf kontynentalny. Te wstrząsy powodowały często powodzie; trzęsienie ziemi, ten kolos, spowodował odwrócenie prawideł, ocean wycofał się niczym ogromny  oddech natury. Ukazał się najbardziej
tajemniczy poziom naszego świata: uformowane morze, zniszczone statki, fasady
domów, kandelabry bawialni, ubikacje, pirackie klatki,  ekran telewizora, poczty mailowe, kadłub
statku powietrznego, armata, marmurowe tułowia, karabin, metalowy pancerz
autobusu turystycznego, źródło chrzcielne, automatyczna zmywarka, komputer,
owinięte miecze, skamieniałe monety. Dziwne spojrzenie galopowało pośród tych
rzeczy; ludność, która uciekła z ich zatopionych domów na marynarskie wzgórza,
spadła w otchłań. Gdzie tylko na lądzie czy w dole zdarzył się jakiś wypadek,
on bardzo ich trapił, i nastała naga cisza. Ślina morza błyszczała nad tymi
obiektami; i potem czas już nie szedł, nigdy; istnieją w dole (materialności),
istotności przeszłości i teraźniejszości , które nie znajdują już chronologicznego porządku, wszystko jest jedno, wszystko jest niczym – lub też wszystko jest na raz pochłonięte, niczym czyjaś własność… Albo wszystko jest ojczyzną… Ojczyzno, ty jesteś jak zdrowie, nie żal dla Ciebie żyć, nie żal i umierać. Tyś dumna, święta, więc niech z każdego zbocza tej ziemi rozbrzmiewa
wolność… Modlę się teraz, by wszystko to, krzyż codzienności i twórcze trwanie,
nie poszły na marne.

Kochana Stasiu!

Jestem w pociągu… siedzą ze mną inni pasażerowie. Pan Heniek opowiada w nim historię swoich licznych, często burzliwych związków z kobietami; w większości są to przelotne przygody,
w których trudno doszukać się jakiejkolwiek romantyczności. Jego język jest
niewybredny, czasem rynsztokowy. Wierzę jednak mu, bo w jego opowieści jest i
wrażliwość, i uczucie. Jestem bardzo szczęśliwy, a co może za tym iść chciałbym
służyć ludziom najlepiej, jak tylko potrafię. Ty wiesz, nie sądziłem, że kiedyś
będę w tak atrakcyjnych okolicach. Wadowice. „Moje oczy już objęły słoneczne
wzgórze, biegnąc daleko wprzód od drogi, jaką zacząłem. Jesteśmy pochwyceni
przez coś, co nie można chwycić; To ma swoje wewnętrzne światło, nawet z
dystansu- i zmienia nas, nawet gdy nie sięgamy tego czegoś istotnego, na coś
jeszcze, w czym mocny sens tego czym już zawsze jesteśmy; kiedy gest odwraca
nas ku czemuś, co odpowiada naszej własnej fali… a co czujemy jak przejście
wichru po naszych twarzach. (R.M Rilke, 1924) Nie tak dawno było sobie
miasteczko, każdy znał swoje miejsce, a jeśli się zapomniał, to mu wskazywali
właściwe miejsce. W czasach głodu, podczas światowego kryzysu gospodarczego z
1929 roku, dochowali wierności tradycji… Pamiętam Tata miał mnie zapisać na
trzecie kolonie w moim życiu, następnie pierwszy dzień szkoły- październik, 17.
Jako nastolatek miałem ciężkiego fioła na tle sportowych gier zespołowych.
Wówczas oglądałem majowych kolarzy, mecze piłki nożnej z udziałem kadry K.
Górskiego. Z czasem spędzałem długie godziny na lekturze książek. A ty miałaś
trzydzieści siedem lat, niewiernego męża i dorastającą córkę oraz syna…
dwadzieścia cztery lata temu wygrałaś wielki konkurs, czy na przekór
wszystkiemu postanowiłaś upomnieć się o nagrodę z przeszłości. Wyruszasz do
Wadowic, by wreszcie, po ćwierćwieczu, zobaczyć się z papieżem…. Czy ponowne
spotkanie zmieni cokolwiek w pozbawionym miłości życiu? „Święty Marcin pije
wino, wodę pozostawia młynom”…. Wojtek, wasz tata, już był w niebie. I oto nawet
nie spostrzegliśmy się, a już byliśmy u celu podróży… Wadowice, pamiętam radowałaś
się tą chwilą. Ale o tym opowiem Ci w następnym liście.

Kochana Jasiu,

Chciałbym Ci opowiedzieć o naszym spotkaniu w Wadowicach. Bo wiesz, Wadowice
to nie tylko to, co wczoraj, ale to z sprzed lat trzydziestu, mam obraz miasta
w pamięci, który chciałbym przywołać. Żeby na nowo rozpoznać te rzeczy, jak na
przykład obecność Żydów, wojska w mieście, trzeba by rozpoznać właśnie inny akt
rzeczy, podać dokładną genezę narodzin kultury mieszczańskiej w Drugiej
Rzeczypospolitej, solidarności uczyć i przekonań. Nie dysponuję wystarczającym
czasem, by tego dokonać. Kochana Jasiu. Teraz wiem, że jeden kraj jest
nam pisany… nie próbuj się nade mną litować… Jeden żołnierz powiedział raz:
zbojkotujmy moralność! Ale jeśli zamkniesz drzwi, noc będzie trwała wiecznie.
Widzisz, dziś akt rzeczy jest brutalny, czy tego uczył nas papież? Zacząłem skokami pisać swoje życie dla innych… mając siedemnaście po raz pierwszy wybrałem się w podróż do Warszawy, tam i z powrotem. Potem były inne „wstrząsy” w mym życiu, a i emocji nie brakowało… Może dlatego teraz te podróże po świecie, które jak mniemam są kontynuacją tamtego pierwszego
początku… Ziemia nazwana Wadowice. To tam, a potem w Krakowie, mieszkałem z
tatą. Raz któraś z dziewcząt zagadnęła mnie w drodze do szkoły: -hej
cześć, -moja siostra nie może skakać, ma chorą nogę, ma wojenną rentę. Nic nie
odpowiedziałem, -Moja mama mówi, że nie masz taty, -Mam, tylko go nie znam
(odpowiedziałem natrętnie). Po drugiej wojnie światowej powracałem do Wadowic jak do Monterey czy Coqueville. Miałem za sobą pierwsze lektury książkowe. Czy po
śmierci mamy straciłem dom? „Nie, tylko sposób na przemieszczanie się z
miejsca na miejsce.” Pamiętam był piękny pogrzeb, a wówczas bardzo mocno
zabrzmiały słowa zaczerpnięte z biblii: błogosławiony, kto umie oprzeć się
pokusie… wielkości, potem to słowo przydawałem do cytatu po wielekroć. Kiedyś namalowałem Cię Jasiu. A ty jakbyś powiedziała wówczas do mnie: -odmłodziłeś mnie (na obrazie), dyplomata z ciebie. Jedliśmy śniadanie w restauracji… co za dziura… Krzysiu był taki młody… Nagle
nastąpiło oberwanie chmury. Leje jak jasna cholera, znajdujemy jakąś taryfę…
pędzimy do plebańskiego domu. W domu Matki przy Wadowickiej farze nie robiliśmy
z Adamem modeli ptaków, a tym bardziej ptaków fruwających, a szkoda. Raz
siedzimy w kinie vis a vis szklanej gabloty, w której znajduje się gigantycznej
wielkości pstrąg, jak się wydaje – wypchany. Co chwila podchodzi do nas nowy
„właściciel ryby” opisując w jaki sposób dokonał tego „wielkiego połowu”. W
końcu barman dementuje wszystkie te historie przyznając, że to on dokonał tego
dzieła. Ktoś przypadkowo strąca gablotę i wtedy okazuje się… że pstrąg był z
gipsu. Innym razem usiedliśmy pod wierzbami…. Przystąpiliśmy do drugiego
śniadania… ale oto naruszyliśmy prawo własności- bo siedzieliśmy w karoserii
samochodu na ogrodach sąsiada. Ale kiedy z daleka już słyszymy krzyki sąsiadki,
zaraz bierzemy nogi za pas i biegniemy do plebańskiego domu. Ksiądz Zacher
bardzo nas polubił. Opowiadaliśmy mu o naszych marzeniach teatralnych,
dziewczęta chichotały. Ale gdzie będziemy w tym samym czasie w przyszłości, nie
było mowy o tym w naszym dzieciństwie. „Po maturze chodziliśmy na kremówki”. Cukiernia
znajdowała się tuż za kościołem… Pamiętam pewnego razu, iż ekspedientka mówiła
do nas od drzwi: -Coście za jedni. -My w sprawie ciastkarni… Częstując się
ciastkiem Kasper mówi: rewelacja, ale nie moje ulubione… To jest dramatyczne w
naszym życiu, że potrzebujemy rozrywki… Potem przyszło lato. Lato stopniowo
pęczniało od kwitnących rzeczy. Ciężkie słoneczniki wypłakiwały się nad
ogrodzeniami; Iris nęcił lokami i brązowiał po krawędziach daleko od ich
purpurowego serca; uszy kukurydzy nachylały na wietrze ich delikatne włosy do
swych łodyg. A chłopcy. Piękni, piękni chłopcy, którzy kropkowali krajobraz jak
klejnoty, rozdzielali powietrze swymi krzykami po polach i zapełniali teraz boki
Skawy z ich świecącymi mokradłami. Nawet ich ślady wydawały za nimi zapach
dymu. To było tego lata, lata ich dwunastych narodzin, lata pięknych czarnych
chłopców, którzy stali się niecierpliwi, zastraszeni i otyli- wszystkim tym w
tym samym czasie. Mietek i ja wbijaliśmy słupy w łożysko Skawy. W tym rtęciowym nastroju w
lipcu wędrowaliśmy boso po dnie rzeki wyczekując intrygi. Postanowiliśmy udać
się w dół rzeki gdzie chłopcy czasami pływali. Mama czekała na ganku, gdy
pobiegłem do domu, do ubikacji. Następnie schodami przeszła kuchnię, gdzie
Hania siedziała z dwoma przyjaciółkami, Marysią i Walerką. Dwie kobiety
zażywały świeżego powietrza przy otwartych oknach, patrzyły na Hanię wyjmującą
z pieca jakieś ciasto, wszystkie rozmawiały swobodnie o tym i tamtym, i kręciły
się wokół, kiedy ja na powrót przeszedłem do problemów dzieci mego wieku… Świat
obiektywny mienił się różnymi kolorami tęczy. Co wielkie w kobiecie, to leży w
jej mentalności… oto ja jestem kolosem, wielkim, stąd muszę być dorosłym… Stałem
się gorliwym czytelnikiem „Prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Dziewicy
Maryi” św. Ludwika Grignon de Monfort, oddałem się w niewolę Maryi, przyjąłem
jej duchowe macierzyństwo. Pięknym być, to być zakochanym… w tym sensie stałem
się lepszym. Święty Ojciec Rafał Kalinowski, czciciel Maryi Dziewicy, umarł piętnastego
listopada 1907 r., w klasztorze w Wadowicach, który założył i którego był wtedy
przeorem, stąd jego śladami zapragnąłem podążać,  powiedziałem sobie wówczas, nie robię kariery, nie stoję na scenie … Już w tym czasie bez wysiłku słuchałem radia, bardzo
dobrze rozumiałem piękne audycje polskiego radia, potem nadeszły straszne dni
wojny. Pamiętam rozmowę z tatą przez telefon o przeprowadzce na „Tyniecką” do
Krakowa, w ostatniej chwili odkładałem słuchawkę, serce biło jak ociężałe… Tata
umarł zaraz po wojnie, nie był to niemiecki granat… Po wojnie nie przestałem
słyszeć radia, spiker zawieszał na chwilę głos, następnie mówił: tu „Wolna
EUROPA”. Były to radosne momenty dnia, gdy miłość i honor były cenniejsze niż
życie… Raz miałem wypadek w Krakowie. A było to tak. Wracałem z pracy w
Zakładzie Solvay. Byłem po bogatej lekturze duchowej. Nasłuchałem się też wielu
rzeczy w pracy. -Kiedy zamkniecie kamieniołom, mamy kłopot… W tym dniu poznałem co to jest dyscyplina, kiedy na teren zakładu weszli żołnierze. Wstawiłem się za szeregowcem. -Podam cię do raportu. -Nie trzeba, to tylko żołnierska sprzeczka! -Jeśli nie wierzysz w to, co robimy, nie
bierz w tym udziału. Możesz nosisz ideały białych, ale zawsze pozostaniesz
tylko czarnuchem, znęcał się nad szeregowcem sierżant. -Bez wątpienia jest Pan
porządnym żołnierzem, ale traktujecie ich za ostro, zacząłem… -To pana znajomy?
-Razem dorastaliśmy, odpowiedziałem. -Niech jeszcze trochę dorośnie, perorował
sierżant. Nie rozumiem tych ludzi, uczucia przyjaźni, nie chcę żeby cierpieli z
powodu mojej słabości…- „Słabość jest źródłem wszelkiego zła w świecie,
powoduje tragizm u wszystkich zaangażowanych/…/ Chciałbym pracować za trzech
ludzi, którzy nie martwią się o nic, nawet poza sobą; i nie czynią starania o
panowanie nad światem… wówczas uczyniłbym coś z pewnością naprawdę wielkiego.” Naprzód
chłopcy, mówiłem sobie, rozłączamy się tedy na zawsze- powiedziałem zaś Adamowi…
Pewnego dnia, a było to jeszcze podczas wojny z Niemcami, w celu zasięgnięcia
artystycznych informacji, wybrałem się do koleżanki ze studiów. Kamienica była
okazała. Ale ja nie znałem nazwiska tej kobiety, nie było żadnych sztukaterii
na klatce schodowej, wszystko już zniknęło… być może zobaczyłem to wszystko za
późno… na schodach nie spotkałem nigdy nikogo nowego. Wysłano mnie na trzecie
piętro. Kiedy otwarła mi drzwi tylko usłyszałem: -Wczoraj zrozumiałam, że muszę
żyć, jest tyle rzeczy o których nie wiem… Mogłabym się w Tobie zakochać, wiem
żebyś mi nie powiedział! Chyba dwukrotnie poruszyłem temat opowieści miłosnej
na naszym wczorajszym spotkaniu. Niejedna pani już mówi wstrząśnięta konkretnie
do żywego, że to nie przysługuje mi przedstawiać. Zupełnie nie wiem, ale Pani-
zwróciłem się bezpośrednio do pani Danuty stojącej w drzwiach- uważa miłość za
coś obraźliwie obscenicznego, ponieważ literatura światowa rozprawiła się z tym
tematem tylko raz, a dobrze. Ja nie chciałbym tego czynić, uważać tak mocno na
nieistotę rzeczy. Co działo się potem z panią Danutą długo nie wiedziałem,
zresztą wcale za nią nie tęskniłem. Zastosowałem jeden lek, w który wierzę, tj.
świadomość życia… W Krakowie jak wiesz zamieszkali z nami państwo
Kotlarczykowie. Mietek teraz żonaty stał się moim teatralnym mentorem. Był czas
wojny. Powiem ci tak: „Trwają poszukiwania zaginionego skarbu Napoleona. Spisek
zawiązany w celu przejęcia niewyobrażalnego światowego bogactwa, zaczyna
przybierać niepokojące rozmiary. Tylko jeden człowiek może powstrzymać tę
niebezpieczną grę. Były agent Departamentu Sprawiedliwości ma jednak dużo do
stracenia. Czy jest gotów postawić wszystko na jedną kartę?” Etap wewnętrzny
bohatera musi płynąć wąską rzeką narracji dramaturga. “Początki tego
teatru wiążą się z moim mieszkaniem,(Tyniecka 10) do którego Kotlarczyk wraz z
żoną Zofią wprowadził się po przedarciu się z Wadowic do Generalnej
Guberni.(…) Był to teatr bardzo prosty. Strona dekoracyjna i widowiskowa była
zredukowana do minimum, natomiast wszystko koncentrowało się na recytowaniu
poetyckiego tekstu”. Teatr Rapsodyczny utworzyło 22 sierpnia 1941 r. katolickie podziemne ugrupowanie polityczne “Unia”, jako przejaw oporu myśli i ducha wobec okupanta. Kierownictwo teatru powierzono mojemu teatralnemu mentorowi Mieczysławowi Kotlarczykowi. Pierwsza premiera, “Król-Duch” Słowackiego, odbyła się 1 listopada 1941 r. Następne to: “Beniowski”
i “Samuel Zborowski” Słowackiego, “Hymny” Kasprowicza, “Godzina” Wyspiańskiego, “Portret artysty” Norwida, “Pan Tadeusz” Mickiewicza. Cdn. (wszystkie wypadki opisane w tej
historii są ‘nieprawdziwe’S.B.)

Jeszcze nowa opowieść

Stanisław Barszczak, Wolność rozbrzmiewa na zboczach

Wstęp

Dać warunki biografii ludzi. Albowiem człowiek nie posiada warunków na usprawiedliwienie, o czym za moment. Wydaje mi się najpierw, żem winien wobec historii znaku pewnego świadectwa.
Odpowiedzialność osobowa człowieka wobec człowieka jest taka, że Bóg nie może jej anulować. W związku z tym odwołujemy klasyczną opozycję między bytem i niczym, która nie wyjaśnia totalności, zupełności realności. A niektórzy zaświadczają wręcz z pasją i opierają się na „twarzy” właśnie bliźniego, która staje się sworzniem relacji etycznej i bardziej oczywistym śladem Absolutu. Raport z człowiekiem w którym realizuje się kontakt z boskością nie jest rodzajem przyjaźni duchowej, ale rodzajem przyjaźni, która manifestuje się, której się doświadcza i którą
się realizuje w „ ekonomii sprawiedliwej”, za którą każdy człowiek jest (jeszcze tylko „może być”) w pełni odpowiedzialny. W tym kontekście powiedzielibyśmy dzisiaj o otwarciu podmiotowości indywidualnej na alteryczność, tj. inność podmiotową, czyli na możliwości podmiotu, i na afirmację istotnej etyczności samej osoby, której początki ustanawiają warunek konieczny i skuteczny dla otwarcia się na Absolut, na Boga. Jest to ponowne ustanawianie „etyki” na metafizyce, które polega na poręczeniu wyższości Dobra, tj. etyki, nad bytem, rewaloryzacji  prymatu aktu pamięci, tym razem jako aktu „etycznego”. Innymi słowy otwieramy się bardzo mocno na nadsłuchiwanie inności, tj. możliwości ludzi, odpowiadając zawsze na ich pasywność, jako myślicieli jutra. Relacja, którą określam jako „za bliźniego” znajduje właśnie swój początek w
prymacie Dobra. W uprzedniości Dobra i pozwoleniu na relację z innością, możliwościami, użyję brzydkiego słowa, potencjalnościami ludzkimi, odsłaniamy obraz nas samych, jako tych którzy jesteśmy w relacji „za bliźniego”  właśnie poprzez jego dobro. Każde doświadczenie miłości ofiarniczej, wystawionej na bliźniego zaświadcza o tym związku między relacją i Dobrem. Istnieje dobro „za bliźniego”, które ja pragnę w relacji ofiarniczej. Apogeum tej relacji stanowi w jakiś sposób Msza święta. Ruch każdego „daru” jest  dobrem bliźniego. I oto logika daru tej opowieści, logika biografii pewnego żywota. Oto marzenie, z którym zasiadłem do skreślenia tej opowieści. Państwo czekali na tę historię. Istotnie chciałbym wypełnić wasze oczekiwania. Zarazem
w pewien sposób zaprotestować przeciw źle rozumianej wolności. By najogólniej wyjaśnić wspaniałość orędzia biblijnego nauki o usprawiedliwieniu posłużmy się naprzód znaną metaforą. Oto już dzisiaj można, jak za czasów Noego wsiąść na pokład Jezusowego okrętu, Jezusowej arki i uratować się od niszczących wód naszego grzechu. Jezus jest ratownikiem, który silną ręką
chwyta tonących. Jezus transportuje bezpiecznie ludzi pragnących uniknąć katastrofy. Już teraz możesz wsiąść na Nową Arkę, arkę Jezusa! My nie jesteśmy w stanie zbudować tak wielkiego statku, który zapewni nam bezpieczny rejs z miejsca, gdzie szaleje burza, piętrzą się fale i huczą zabójcze wiry. Arka, symbolizująca tutaj zbawienie dokonane na krzyżu i w zmartwychwstaniu, jest dziełem Jezusa, łaskawym dziełem – „łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar, nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.” (Ef 2:8; por. Rz 3:24). To, co my możemy zrobić, to tylko skorzystać z Jego zaproszenia i zaufać Jego umiejętnościom jako konstruktora i kapitana tego okrętu. Naszym dalszym zadaniem, będzie stosowanie się do Jego zaleceń, przestrzeganie podanych przez Niego zasad, byśmy nie wypadli za burtę, byśmy szczęśliwie
dotarli Jego arką do portu przeznaczenia… „Nikt nie zapala światła pod korcem, ale stawia na świeczniku,” Jezus powiedział. A ja od wczoraj czytam powieść Franza Kafki, wydaną w 1925 roku. Pewnego dnia do Józefa K. przychodzi dwóch mężczyzn, którzy oświadczają mu, że zostaje aresztowany, “mimo iż nic złego nie popełnił”. “Proces” jest metaforą bezdusznego świata, w którym władza i urzędy decydują o życiu i losach człowieka. Ktoś powiedział, ze pisanie w pierwszej osobie jest nieważne… Wydaje mi się, iż w przypadku pisania o tak wybitnej postaci, i to tak odmiennie od całej reszty, a w której ujrzeliśmy kogoś, kto nosił imię papież Jan Paweł II, jedyne świadectwo o nim będzie czytelne jedynie w oparciu o wybrany przed chwilą styl narracji. Bo ja najwięcej zbliżyłem się do Karola Wojtyły przez pisanie,  właśnie jako pewny siebie, choć jeszcze różny od kreacji siebie. W tym aspekcie takie uczucie jak miłość, czy to będzie miłość macierzyńska, oblubieńcza, miłość- powołanie, oceniam ją zawsze nie tyle jako romantyczną, co dziką, niebezpieczną, niczym przypadek w historii ludzi. Dlaczego piszę to wszystko? Co oznaczają te długie i nieco intymne wyznania? W tym momencie możesz być zaskoczony, gdy
dmuchając będziesz kartkować strony jedną po drugiej. O to gdzie chcesz iść, teraz będziesz poproszony, by tam iść. Jest prawdą, że w dyskursie odchodzę od drogi podejmowania trzonu życia i często, nawet chętnie schodzę na ścieżkę odczuć pokornych. Sprawiam wrażenie, że coś z życia tracę, choć być może to nie jest wrażenie w rodzaju, iż jestem naprawdę stracony. Ale to jest droga, która wymaga, żebyś i ty ją szukał, owego „centrum”. ” Idź, gdzie cię serce poniesie, oto moja propozycja dla Ciebie, opowiadam historię mocną i najbardziej ludzką w formie długiego listu, oznaczonego jako dziennik bohatera do młodych, dalekich bratanic. Jest to list miłości, jednocześnie w tym samym czasie spokojne, ale namiętne wyznanie otwartego serca o życiu wewnętrznym, które w geście pisania znajduje wreszcie sens własnego doświadczenia i własnej tożsamości. Spośród uczuć podczas tworzenia tej opowieści będą towarzyszyć nam i zazdrość, i piękna wierność zarazem, myślę iż nie brak tutaj soczystych emocji. Zawsze jednak na
pierwszym miejsce odsłaniam miłość, która polega nierzadko na tym: dwie samotności, które spotykamy, popierać i kłaniać się im nawzajem. Wydaje mi się, iż cel życia jest być pokonanym przez coraz większe rzeczy. Osobiście zamieszkuję moje życie w szerokich kołach, które rozciągają się na cały świat. Ale chciałbym być z tymi, którzy znają sekret rzeczy czy też znają go jeszcze sami. Tutaj praca oczu uczyniona została. Teraz przejdź i wykonaj pracę serca na obrazach uwięzionych w tobie. Pozwól wydarzyć się wszystkiemu w tobie, pięknu i lękowi,
to dokładnie realizuj w życiu, bo żadne uczucie nie jest finalne. Pozwól życiu wydarzyć się. Uwierz mi, życie ma zawsze rację. Myśl… o życiu, które prowadzisz w sobie. Jedyna podróż jest ta wewnątrz. Ktoś powiedział, iż w wierze, miłości… nic nie jest święte. Kiedy dłuto uderza w kamień powstaje pieśń. Ledwie więc skończyłem ten krótki wstęp życzę Wam, Czytającym me słowa i wiernym Czytelnikom udanej lektury. Ale już relacjonuję Ci o rzeczach, których nigdy nie było.

homilia

Stanisław Barszczak, Dzisiaj mamy przykład „widzącego” proroka (XV Niedziela Zwykła)

W nienajlepszej epoce                                                                                                                                                                                                            
W 15 Niedzielę roku B powraca w pierwszym czytaniu motyw proroka. Jest to szczególny i bardzo charakterystyczny przypadek. Oto bowiem powołany przez Boga prorok Amos, z Judy, z Tekoa, zostaje posłany przez Boga do sanktuarium królestwa północnego, czyli Izraela. Tam ma prorokować wzywając do nawrócenia wszystkich mających władzę: przywódców duchownych i świeckich. To oczywiście nie podoba się tamtejszym władcom, a w szczególności
przedstawicielom sanktuarium w Betel. W ich imieniu przemawia do Amosa kapłan Amazjasz (po 782 roku p.n.e): „Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą” (Am 7,12nn). Amazjasz skierował do Amosa mocne słowa. Są to słowa sformułowane bardzo autorytatywnie i wzywają proroka do wycofania się z ziemi, do której Bóg go posłał. Kapłan Amazjasz zwraca się do proroka Amosa tytułem „widzący”. Nasz wieszcz narodowy Juliusz Słowacki włożył w usta Kordiana następujące słowa: „Szekspirze! duchu! zbudowałeś górę, większą od góry, którą Bóg postawił. Boś ty ślepemu o przepaści prawił, z nieskończonością zbliżyłeś twór ziemi. Wolałbym ciemną mieć na oczach chmurę, i patrzeć na świat oczyma twojemi.”(Akt II)

To on, który powiedział mi

Amos stwierdził tylko: nie byłem prorokiem, a tylko wolarzem, pasterzem wołów. „Tę deklarację proroka Amosa, możemy ją podjąć zwłaszcza, kiedy Bóg stawia nas przed sytuacją , na którą nie jesteśmy przygotowani. Teksty tej niedzieli mogą nas w ten oto sposób oświecać.   Święty Paweł mówi tę samą rzecz o powołaniu chrześcijan w liście do Efezjan. I w Ewangelii, Chrystus precyzuje modalności, tonacje tej misji, gdy rozsyła Dwunastu, odłączając ich od ich uwarunkowania socjalnego, żeby mogli wypełnić pierwszą misję. Łaska jaką Bóg nam daje jest
wyborem Boga a nie wynikiem naszych własnych decyzji. W Betel pracownicy na rzecz sanktuarium byli w liczbie wystarczającej i prowadzili ich sprawę według zwyczajów rytualnych. I mogło być kwestii pozwolenia Amosowi tam na sukces w jego życiu. „Wykonuj swój zawód proroka zresztą- mianuje go Amazjasz. Za naszych dni jak we wszelkiej epoce istnieje pokusa funkcjonowania czynności religijnych. Służba ołtarza i świątyni była zaręczana przez lewitów, na zasadzie sukcesji rodzinnej. Amos nie krytykuje tej instytucji, która pochodzi od Mojżesza. On
sytuuje i precyzuje tylko swoje ‘jak’ odnośnie swojego powołania: „nie byłem prorokiem, ani synem proroka.” „Przycinał sykomory”. To dopiero Pan wprowadził go i nadał mu misję. Amazjasz nakazuje mu opuścić królestwo plemion północnych i połączyć się z krajem Judy. Amos odpowiada mu przywołując uniwersalność swojej misji. „To on, który powiedział mi, by kroczyć dla mojego ludu Izraela.” Czyli do wspólnoty dwunastu plemion, a nie do jednego.

Pan wprowadził ich

Istnieją za naszych dni mężczyźni i niewiasty Boga, których Pan wprowadził, którzy powrócili i
kontynuowali ich codzienne troski. Są w parafiach, w seminariach, w konwentach na drogach świata To Chrystus zaakceptował pierwszy ich drogę wyznaczoną przez swego ojca i który zaangażował się od śmierci do zmartwychwstania… Trzeba nam podjąć to w nieprzewidywalności Boga, która nigdy nie jest arbitralna, samowolna. Bo człowiek jest darem otrzymanym od niego, Boga. I naprzeciw naszego chodzenia po omacku, naszych błędó mamy obowiązek wypełnienia tego, co Bóg żąda.

Rekapitualacja w Chrystusie

Bóg wybrał nas przed stworzeniem świata…, byśmy byli bez zarzutu, nienaganni… to tajemnica ojca, padre także… Kolejne czytanie domaga się stopniowego dojrzewania, matury poprzez medytację wielkości Boga, która przekracza totalną wielkość, przez moc wobec nas, przez energię jego mocy zrealizowanych w Chrystusie.(Efezjan 4,19) Człowiek jest dla siebie nadzieją i piekłem zarazem. „Bóg napełnił nas mądrością i inteligencją…

Gratisowość, wspaniałomyślność tego wyboru

Nadwyżka trosk oddziela od zjednoczenia istotnego. „Będziesz mógł zwyciężyć twoje życie czyniąc twój zawód proroka.” Nawrócenie jest także konieczne… Posiadanie realności naznaczenia
jest dla celu wypełnienia, zrealizowania daru szczególnego, jaki Bóg zrobił dla nas. Wolarz, rybak, celnik, robiący namioty. „Otwórzcie wasze serce na jego światło…” Historia świętych, to historia odkrywania Boga, który jest w nas, jego obecności(presence) działającej w nas, gdzie wyraża się prawdziwa symfonia darów… Te dary są różne, tak że żaden święty nie wyczerpuje pełni Chrystusa. W pewien sposób i ja jestem wolarzem, nacinaczem sykomory. A jednak Bóg
potrzebował świętego, który będzie wszędzie świadkiem innego świata. Jestem pierwszym, który zaszedłem do szkoły, pierwszym, który zdobyłem zawód, pierwszym, który polityką się interesuję… nie mam żadnego urlopu… choć posiadam wewnętrzne usposobienia. Ale bez pomocy Boga nic nie możemy uczynić… żyć według nauczania ewangelii… Spójrzcie na dary naszej epoki, miejsca w którym się znajdujemy, na tę realność eucharystii!… Ta pielgrzymka wasza tutaj, kochane dzieci, i wy wychowawcy- to wielka komunia przeznaczenia każdego z nas. Miejcie pragnienie spotkania Boga, co więcej powinniśmy pogłębić sens naszego  spotkania tutaj…, aby być apostołem Chrystusa, żyć w cudownej zgodności Chrystusa, z naszym obwieszczaniem Boga, nie szukać egoizmu, a przekazywać wiarę z cierpliwością. To nie ja , ale Pan powołał mnie, bym zaświadczał z radością o misji Chrystusa, mamy iść z Chrystusem (caminare con Christo)…niech przyjdzie Jezus Chrystus, i Matka Boża. Co za cud tutaj, przenieść go w nasze życie… Bądźcie solą ziemi i światłem świata.

Hier in Europa könne man sich auf mehr Informationen stützen

Stanisław Barszczak, “Man kann nicht aus Angst vor dem Kommenden das Jetzige akzeptieren”

Eine kürzlich erschienene Buch: Samar Yazbek: “Schrei nach Freiheit. Bericht aus dem Inneren der syrischen Revolution.” Rezensiert von Lamya Kaddor. Samar Yazbek ist eine Frau, die sich früh für den Kampf entschieden hat. Mit 16 verließ sie ihren Ehemann, weil er sie schlug, und jetzt mit Anfang 40 verließ sie ihr Heimatland Syrien, weil sie ein ehrliches Buch geschrieben hat. An Brisanz gewinnt ihre Geschichte, wenn man weiß, dass sie der alawitischen Religionsgemeinschaft angehört, also derjenigen der Familie Assad, die seit mehr als 40 Jahren eisern an der Macht ist. In Syrien war das bislang eine gut Ausgangsbedingung, um mehr
Freiheiten und mehr Privilegien als andere zu erlangen. Aber die bekannte Moderatorin und Filmemacherin machte sich auf den Weg, die Wahrheit zu erfahren. Und brachte sich damit in Lebensgefahr. Bereits zu Beginn der Aufstände in Syrien am 15. März 2011 fasste sie den Beschluss, auf die Straße zu gehen, und das Beobachtete und Erlebte in einem Tagebuch niederzuschreiben. Sie spricht mit Demonstranten, aber auch Polizisten und Militärs, und sie lässt aus der Haft entlassene Dissidenten zu Wort kommen. 100 Tage der syrischen Revolution sind auf diese Weise festgehalten worden. Das Buch “Schrei nach Freiheit” liest sich so klar wie ein nüchterner Tatsachenbericht, und trotzdem geht er unter die Haut. Unterstützt wird Samar Yazbek von dem bekannten Schriftsteller Rafik Schami, der in Deutschland im Exil lebt und kein
Blatt vor den Mund nimmt. In einem Vorwort kritisiert er das Regime so scharf, wie es selten aus dem Mund eines Syrers zu hören ist. Denn es war schon immer gefährlich, die Mächtigen in Damaskus beim Namen zu nennen – nicht nur im Lande selbst, auch im Ausland. “Baschar
al-Assad lügt, wenn er Reformen verspricht, nicht aus Spaß, sondern weil er nicht anders kann. Der erste Schritt der Reform hieße nämlich: die Auflösung aller fünfzehn Geheimdienste, Freilassung aller fast 100.000 politischen Gefangenen und Bestrafung der Mörder von über 4.000 unschuldigen Menschen. Solange das nicht geschieht, ist es absurd, über die Erhöhung der Gehälter und die Verbesserung der Krankenversicherung zu reden. Aber die Auflösung der
Geheimdienste würde den Sturz des Regimes bedeuten.” Mit dieser Einschätzung dürfte Rafik Schami richtig liegen – das bestätigt auch Samar Yazbek. Die Kämpfe, die sich Oppositionelle, Revolutionäre, Schlägertrupps, Polizisten, Soldaten und sonstige Regierungsanhänger und Regimeprofiteure liefern, gleichen vielerorts bereits einem Bürgerkrieg. Es ist schon jetzt
nicht mehr klar, wer genau gegen wen kämpft. Klar ist nur, dass alle zuvorderst ihre eigenen Interessen verfolgen. Samar Yazbek schildert Entwicklung und Zustand des Bürgerkriegs in akribischer Manier. Da sie aber dem Regime auf die Finger schauen will, wird sie von ihm zur “Verräterin” gestempelt, verfolgt, festgenommen und letztlich für vogelfrei erklärt. Ihr Name landet auf einer Todesliste. Sie hält fest, was sie für wichtig hält und was sie schon
lange beschäftigt. Ihre Worte sind einfach und zugleich fantasievoll, obschon sie Situationen beschreiben, die lebensbedrohlich, grausam oder unheimlich sind:  “Heute ist der ‘Freitag der Würde’. In den syrischen Städten gehen die Menschen auf die Straßen. Mehr als zweihunderttausend Demonstranten tragen in Deraa ihre Toten zu Grabe. Die Menschen aus den Dörfern im Umland von Deraa marschieren in Massen zum südlich gelegenen Friedhof. Fünfzehn Menschen werden getötet. In der Stadt Homs drei Tote, in Latakia Tote und Verwundete, in der
Hauptstadt Damaskus im Midan-Viertel demonstrieren die Menschen.” Wie sie hier die Anfänge der Revolution schildert, so kommt sie immer wieder der Chronisten-Pflicht der Journalistin nach. “Politische Konzentrate” nennt Rafik Schami ihre aufschlussreichen Erlebnisberichte. Dabei belässt es die mutige Frau allerdings nicht:”Ich fürchte den Tod nicht mehr! Wir atmen den Tod. In aller Ruhe erwarte ich ihn, rauchend und Kaffee trinkend. Ich denke darüber nach, dass ich dem Scharfschützen auf dem Dach ins Auge blicken kann. Ohne mit der Wimper zu zucken, starre ich ihn an. Ich gehe auf die Straßen und schaue zu den Dächern der Gebäude hinauf. Ganz gemütlich bewege ich mich vorwärts. Ich gehe die Bürgersteige entlang und überquere einen der Plätze, ich überlege, wo der Scharfschütze jetzt stecken könnte. Ich denke darüber nach, einen Roman über einen Heckenschützen zu schreiben, der eine Frau beobachtet, die ganz ruhig
durch die Straße läuft. Ich stelle sie mir als zwei einsame Helden in einer Geisterstadt vor.” “Baschar al-Assad und seine Familie haben mein Volk getötet, verhaftet, zu Vertriebenen und zu Flüchtlingen in Lagern im Ausland gemacht. Was kann ein Verbrecher seinem Volk mehr antun?” Und dagegen wehren sich die Syrer – aus eigenem Antrieb. Der Protest werde nicht aus dem Ausland gesteuert. Da ist sich Samar Yazbek ganz sicher. (vergl. Samar Yazbek: Schrei nach Freiheit. Bericht aus dem Inneren der syrischen Revolution. Mit einem Vorwort von Rafik Schami Nagel & Kimche Verlag, Februar 2012)… Ich bin sehr glücklich in Polen, in diesem Land, keine Krieg ist hier, sondern unseren Helden sterben, ich fühle mich ihre Stimme sein. Aber Freiheit, dies sind die Generationen, denke ich…Jemand sagte mir, schrieb ich über die NS-Zeit… Das lebe ich hier in Deutschland seit mehreren generationen… Siehe diese Dynamik der Schwäche (Schwasche), während in Syrien, alles dreht sich um Adjektive….Westenwelle sind sehr wichtig…Gegen Vergnügen in Richtung die Demokratie.gehen müssen .. Vor dreißig Jahren die Welt hat sich entschieden für Demokratie, können Sie es unterstützen!…Wie wollen Sie
Momentum für Freiheit, skąd kampf für Freiheit… Arbeiten Sie von innen des menschlichen Herzes. Kardinal Reinhard Marx im Interview gesagt hatte: Wie Philosophie die Wahrheit finden kann, so müssen wir den Lebensstandard des Gottes, seinen Existenz finden. Anlehnung an
die Worte von Kardinal, hörte ich seinen Vortrag in Englisch auf. Wir müssen Experten
machen, ist nicht diese Hindernisse überwinden, aber wir können eine gute Gesellschaft zu schaffen. Tut mir leid, dass an meinen Texten viele Ungereimtheiten, aber dies das Ergebnis ist der Suche nach eine Sprache der Kommunikation mit einen Leser. Aber wir stellen uns die Frage, was ist am wichtigsten für unsere Demokratie? Eine andere Frage erste meiner Generation. Bereits bin ich nicht ohne Verschulden… Was ist die Antwort der Kirche über die
Geschlechts-Missbrauch-Priester, ich möchte Ihnen zu verstärken für das Evangelium,
das ist mein Ziel. Ich möchte sagen, dies ist nicht meine Kirche, dies ist deine Kirche, nehmen wir die große Tradition der Kirche vorgesehenen bereits auf den ersten Seiten der Bibel, um die Kirche (Für Verbesserung der Kirche) zu verbessern. Das ist unsere Aufgabe. Er war ein großer Fehler… Fett ‘Skandal’ und Herausforderung der Solidarität- wie wir in Bezug auf Ethik-Regeln und nicht auf Lösungen…… Wir möchten noch die Kirche immer schön sehen wollten, wir haben
eine normative Vorstellungen für alle… Sozialwissenschaftlichen Kirche: begannen wir mit Liebe, aber Sie werden Leben, Sie leben haben! Wir präsentieren die “neue Punkt” der Sozialen Wissenschaft der Kirche… und ja, wir haben eine neue Dynamik. Wie können wir echte Optionen, müssen Sie die erste Seite der Bibel betrachten. Jeder für Gerechtigkeit leben muss(vergl.Verantwortung -ähnlich wie Gott sein… mehr geben, die Enzyklika macht es nicht… Wir haben die Beziehung Rechtschaffenheit zu funktionierende Institutionen (gegen die Finanzkrise)
wenden sollen. Solidarität, das ist der Gerechtigkeit, und Konstruktion,… Wir sind nicht nur “Gesellschaftsvertrag”, aber wir leben mit den Geschenken der Anderer… mit einer neuen Diskussion über die Kriterien des Wachstums des Menschen sein. Wir berücksichtigen die soziologische Verfahren, “Neue humanistische Sensibelität”, menschliche Natur ergriffen werden
in allen Dimensionen, schrieb über diese Johannes Paul II (auch in Centesimus Annus). Benedikt XVI dies betont. Wir sehen neue Beziehungen zwischen Markt, Staat und Gesellschaft (Markt, Staat, Socjety), müssen Sie darüber nachdenken. Der Staat eine prominente Rolle nicht seit kurzem Zeit gespielt hat, und hatte er keine Kontakt mit der Öffentlichkeit. Das Verhältnis von Staat und Gesellschaft zu verbessern, sollten wir nicht vergessen, was Aristotle sagt: “gute
Kraft ohne Staat kann nicht erreicht werden.” In der Wahl und die Entscheidungen der Stadt sehen wir beispielsweise ein Element der Vorrechte, Privilegien, die von den Stadträten geleitet werden soll. Und hier ist nun Demokratie unsere Leben untermauert. Und was macht den Staat auf diese neue Ebene? Das Konzept eines globalen Zustandes, ist hier noch extreme, dies ist Monster. Johannes XXIII über diese gelehrt war. Wir müssen politische Wegweisungen. Markt und
Wettbewerb (Wettbewerb)-dies sind die Rahmenbedingungen für unsere Zivilisation. Wenn die Frau zu ihrem Mann sagt: ‘ich liebe dich,’ was sagt sie ist die höchste Ebene der Gemeinschaft… Wir Markt verfassen müssen. Kapitalismus in Deutschland ist nicht positiv. Die Kirche einen Weg (Weg) finden kann, “gemeinsame Sprache” sprechen wir müssen. Teil der globalen Gemeinschaft sein, aber hier ist nicht genug zu tun, noch zu weniger zivilen Handlungen.( z. B. Austausch von Personal und Institutionen), heute mehr Interdisziplinarität nehmen kann. In diesem pluralistischen Gesellschaft einen neuen Dialog von heute suchen müssen. Die Soziallehre der Kirche: Es ist nicht nur so, wir haben das Recht, aber die Verpflichtungen… Die Zukunft der Kirche ist nicht in unseren Händen, Gott sei Dank! Wir müssen intensiver und breiter denken. Die Welt ist für uns zu schmal, enge…. müssen wire es erweitern… Wir haben integrieren… Wir haben die Politik der Stadt berücksichtigen… Unsere Motivation ist Jesus… Wir müssen vernünftige Gründe finden, jetzt wir sind zu hoch, wir  eine Verzerrung unten herab machen
sollen. Zniżyć der Gemeinschaft, Europa ist die ‘Komunion Bestimmungsort’. Da dies der nächste
sein wird, was der Herrgott weiß. 

Rehabilitacja pacjenta

Stanisław Barszczak, Odwrotna strona miłości

W nazwisku moim można wyczytać germańskie pochodzenie: Józef Heine. Stałem się emerytowanym polonistą, o którym może nie raz słyszeliście, z laseczką, przygarbiony nieco, jeszcze teraz od czasu do czasu możecie mnie ujrzeć jako posiwiałego schludnie ubranego pana na ulicy Janikowskiego. 15 czerwca 2011 roku Oddział Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza z Częstochowy uczcił 20. Rocznicę mojej śmierci, jako znakomitego częstochowskiego polonisty i działacza, niezwykłego człowieka, świetnego mówcę, popularyzatora twórczości Słowackiego. Żyłem w trudnych czasach- między wojnami, w tym wielki kryzys końca lat dwudziestych ubiegłego stulecia, II wojna światowa, tajne nauczanie, powstanie warszawskie, potem socjalizm… Mój entuzjazm i zapał zdawały się unieważniać okoliczności zewnętrzne. Żyłem według słów „Pieśni filaretów”: „Mierz siłę na zamiary, Nie zamiar podług sił.” Widzicie, moją biografią można by obdzielić kilka osób. Najpierw studia w Krakowie: prawo, filologia polska, pedagogika i etnografia. Na polonistyce jako student Józefa Kallenbacha zaangażowałem się w sprowadzenie prochów Juliusza Słowackiego na Wawel w 1927 roku. Brałem udział w delegacjach
do marszałka Józefa Piłsudskiego oraz ówczesnego Prezydenta RP, a następnie w imieniu studentów witałem prochy wieszcza-poety u bram Krakowa. Po studiach kilka lat pracowałem jako nauczyciel w gimnazjach w Rydzynie oraz Krakowie, gdzie przygotowałem operę uczniowską „Ku świtom”, którą wystawiono w Teatrze Bagatela przy współudziale uczniów ze szkoły muzycznej. 2 czerwca 1931 roku przybyłem do Częstochowy i zamieszkałem na ulicy Braci Domagalskich. Z III Aleji bramą możecie wyjść dokładnie na mój wieżowiec, który łatwo rozpoznawalny oczekuje was zaraz po lewej stronie. Tutaj podjąłem pracę w Gimnazjum im.
Romualda Traugutta, gdzie pracowałem do 31 sierpnia 1951. Wychowankowie z wielką czułością wciąż wspominają mnie jako popularnego „Mikołaja”. W 1934 przyczyniłem się on do powstania Osiedla Gimnazjalnego w Olsztynie. W Częstochowie organizowałem „Wieczory Poezji Współczesnej”, przygotowałem też adaptację „Pani Twardowskiej”, montaż „Żywot mówiony Juliusza Słowackiego” oraz „Pana Geldhaba” Aleksandra Fredry. Równie aktywnie działałem poza szkołą. Nie ustawałem w pracy naukowej-prowadziłem badania nad pobytem Zygmunta
Krasińskiego w ziemi częstochowskiej, odnalazłem kilka rękopisów i nieznane listy poety, sztambuch Elizy Branickiej Album Trzech Wieszczów, opublikowałem listy Narcyzy Żmichowskiej i Zofii Węgierskiej, byłem także zbieraczem rękopisów, listów Mickiewicza, Ryszarda Berwińskiego czy Józefa Ignacego Kraszewskiego. Zaangażowany byłem także w życie kulturalne miasta.
Współpracowałem z czasopismami „Tor”, „Drugi tor” oraz „Czasopismem Literackim”. Współorganizowałem spotkania kabaretowe, wieczory literacko-artystyczne w Teatrze Kameralnym oraz coroczny Karnawał Uliczny. Publikowałem w „Ruchu Literackim”, w kolejnych numerach „Ziemi Częstochowskiej”, a od 1932 r. zajmowałem się krytyka teatralną na łamach „Słowa Częstochowskiego”, współpracując z ówczesnym dyrektorem Teatru Kameralnego, Iwo
Gallem. W 1959 roku zostałem wicedyrektorem Muzeum Częstochowskiego, obejmując
kierownictwo działu etnografii, a także opublikowałem książki: Dzieje literackie Częstochowy (1974-75) oraz Historia literatury ziemi częstochowskiej (1982)… Po odejściu z II Liceum Ogólnokształcącego zostałem kierownikiem działu programowego Technikum Górnictwa Rud Żelaza (1951-1959), a w 1960 Senat Politechniki Częstochowskiej powołał mnie do prowadzenia lektoratu z historii nauki. Coraz silniej stymulowałem częstochowską inteligencją. Jedną z form było powołanie do życia 24 listopada 1956 roku Oddziału Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Byłem przewodniczącym Oddziału do 1986 roku. Chciałem, by Oddział upowszechniał literaturę oraz wpływał na poprawę kontaktu czytelników z dziełem literackim,
dlatego organizowałem wiele wystaw i sesji naukowych, na które zapraszałem profesorów wiodących ośrodków naukowych oraz znanych ludzi kultury z całej Polski… Towarzystwo posiadało własne wydawnictwo ciągłe- „Komunikaty Naukowe” lub „Prace Naukowe”. Jako profesor zamarzyłem także o humanistycznej szkole wyższej w Częstochowie, w naszym mieście, a nawet o uniwersytecie. To były początki Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Osobiście dbałem również o rozwój naukowy swoich współpracowników. Zorganizowałem nieformalne Studium Doktoranckie, skupione wokół profesorów-przyjaciół. Nauczycielstwo traktowałem jako powołanie, obowiązek wobec Ojczyzny i młodego pokolenia. Przekazywałem uczniom wiedzę, przygotowywałem ich do samokształcenia, ale przede wszystkim własnym przykładem propagowałem aktywną postawę życiową. Niemal do końca pisałem „Pamiętniki życia”. Zmarłem jako profesor -jak to się pięknie mówi- 15 czerwca 1991 roku. Tak już wiecie odszedłem „na zasłużony odpoczynek”, choć nie zastrzeliłem ani Arcybiskupa, ani nie sprowadziłem Papieża do Polski.  „Ludzie nie umierają,
robią kaput”, mówili mi potem Niemcy. Byłem częstochowianinem z wyboru- urodziłem się w Łodzi, studiowałem w Krakowie, ale w naszym mieście zapuściłem korzenie. Marzyłem, by właśnie to miasto stało się ważnym ośrodkiem kulturalnym i naukowym, i pracowałem nad tym
każdego dnia. Ktoś powiedział, jesteś naiwny, tedy zacząłem pisać „Tagebuch”, dziennik ludu. Otóż jeszcze nie istnieje człowiek, który to by odtworzył -„zrodził”- te wszystkie wydarzenia z epoki, które ja wam tutaj przedstawiłem, po swojemu opisał i przekazał obiektywnie potomnym. Długo nawet czekałem kogoś z gitarą, by do mnie przyszedł i te moje emocje, „zadania polskie szkolne”, swą grą wyśpiewał. A niezależność deformuje. Wydało mi się ostatnio, że nawet w pięknym imieniu, w każdym głosie, czy tonie, czuje się zależność naszą od matki, nawet syna,
czasem od ojca. Dlatego to „pośmiertne” spotkanie z wami „przez blog”, sprawia mi ogromną radość, zachęca do konkretności w pisaniu. Nawet odebrałem kilka listów z zagranicy w kwestii poprawienia szaty graficznej blogu, zatem powiedziałem przyjacielowi, byśmy w najbliższym czasie przeredagowali mój blog, tym samym uratowali myślenie życzeniowe. Pośród odbiorców moich tekstów są czytelnicy, ale też przeciwnicy, figury naszej ery i inni. A niekonsekwencji na blogu wiele. Czy jestem absurdalny, chyba nie? Na przykład na łamach blogu nigdy nie
omawiałem książki, która mi się nie podobała. Owszem, może poruszyłem tematy trudne, zdeptania, obrazy uczuć ludzkich… A teraz moja ostatnia różnica: czy miałem odwagę w życiu? Z pewnością tak, ale poza łaską z nieba nikomu jej nie zawdzięczałem, nawet mamie; choć, to co świadome w moim życiu otrzymało jak widzicie z mojej biografii pełną legitymizację. Przyznam, że należało mieć wiele samozaparcia, żeby coś zrobić; to przeobrażało się od czasu do czasu jednak w chwilowe niezrozumienie. A trzeba mi było iść na „inny brzeg”, czytamy w biblii: ”przeprawmy się na drugi brzeg”. Osobiście w tej mierze nie wyobrażałem sobie mało czynów dokonać, ale zapragnąłem obrazów pod wspólnym tytułem: chcieć rzeczy wielkich,
realizowanych, choćby z najśmieszniejszą miną.  Dzisiaj jakby Bóg zostawił nie tylko mnie, Bóg
dzwoni do mieszkania każdego z nas. „O czym marzył Pan, Pani tej nocy,” zapytał? Przez lata nie chciałem nic innego, jak ton wierszy Mickiewicza czy Gałczyńskiego usłyszeć. Bo niektórzy piszą liryki, które nie są lirykami. Pewnego dnia jednak sobie powiedziałem, kochaj wszystkie osoby, które mają szczęście stać przy tobie. Kto kocha czyni wszystko dla dobra swych dzieci. Przeznaczeniem Częstochowy jest pokazać wielkość wiary w obliczu niewiary- bo wiara jest
poznaniem… Korzystając z okazji, ostatnio ktoś od was zakręcił do mnie, drogim mieszkańcom miasta Częstochowy życzę wszystkich łask z Jasnej Góry, pokoju i dobroci. Gra mediów współczesnych podsuwa różne nam myśli pod rozważenie: dla mnie ważne jednak nie miejsce, które tutaj chronimy i okupujemy; ale frekwencja ludzka, zdolność wiary boskiej… móc wierzyć, kochać -to jest moja druga strona życia, moje słowo prawdziwe… naprzeciw także stwierdzeniu, że wiara człowieka redukuje religijne poznanie… Spójrzmy wokół: poprzednia generacja, jak ja to oceniłem wczoraj, napisała coś wielkiego, wielkimi słowami jedyne hasło, mianowicie „Solidarność” – i to tak wysoką polszczyzną, której nie możemy ogarnąć. Skądinąd i ja w tej
dobie mogę powiedzieć nie to, co wiem, ale czym jestem, i chciałbym to czynić z artyzmem, z odtworzeniem ostatniego rzemiosła pisarczyka. Bo co to jest mowa- to powiedzieć coś tak pięknie, o tym co „nie jest”.  Móc wierzyć i być muzykalny, o te dary dla mieszkańców Częstochowy proszę Matkę Boga, Naszą Czarną Madonnę z Częstochowy nieustannie, chyba z nieba, tak sobie myślę. Częstochowa jest w moich oczach więcej, jak „Pan Tadeusz”, i to też chciałem tutaj wam powiedzieć.

Briefe des Lebens

Stanisław Barszczak, Persistenz und Effizienz bei der Aktion,

 

Ich einmal hatte Lehrer der polnischen Sprache. Er traf mich im
Gymnasium von Tschenstochau ein richtig. Am 15. Juni 2011 Zweig der literarischen
Gesellschaft von Adam-Mickiewicz-Institut aus Częstochowa feierte den 20.
Jahrestag des Todes des illustren Lehrers von Joseph Mikołajtis, ungewöhnlichen
Mann, ein großer Sprecher, renommierten Professor. Joseph Mikołajtis lebte in
schwierigen Zeiten-die Zwischenkriegszeit (einschließlich die große Wirtschaftskrise),
dem zweiten Weltkrieg, die geheime Lehre, den Aufstand, dann Sozialismus, aber
seine Begeisterung und Leidenschaft schien, äußere Umstände abzubrechen. Er
lebte durch die Worte “Lieder von der Filareten”: ” Messen Sie
die Stärke der Absichten, keine Maßnahme, die die Absicht zu zwingen.” Seine
Biographie ein paar Leute geben warden kann. Er studierte Rechtswissenschaften
an der Universität. Erste Studien in Krakau:  Pädagogik, Polnische Philologie, Ethnographie.
Während die polnische Sprachstudien in Krakau als Schüler von Joseph Kallenbach
habe er in eine Rückführung der sterblichen Überreste, der Aschen von Juliusz
Słowacki für das Schloss ‘Wawel’ in Krakau in 1927 engagiert. Daher er beteiligte
sich einer Delegation an den Präsidenten von Piłsudski, der Spitzen der
damaligen Behörde der Republik von Polen, und dann im Namen der Studenten die
Aschen von Dichter vor den Toren von Krakau in das Vaterland gewählt wurde.
Nach dem Studium mehrere Jahre arbeitete er als Lehrer an verschiedenen Schulen
in Krakau, wo er die Oper “Die Morgendämmerungen” vorbereitete, die im Theater
Bagatela in Verbindung mit SchülerInnen und Schülern und mit Musikschule
ausgestellt wurde. Am  2. Juni 1931
Mikołajtis kam nach Tschenstochau und fand Arbeit in einer Mittelschule,
Gymnasium von Romuald Traugutta, wo er bis 31. August 1951 arbeitete. Studenten
mit großer Sensibilität den beliebten “Nikolaus” noch erwähnen. 1934
trug er zur Schaffung des Vororts von Gymnasium in Olsztyn, wo ich jetzt lebe.
In Tschenstochau habe er “Abende der zeitgenössischen Poesie”
organisiert, er auch hat ein Lied der “Mrs. Twardowska”, Montage der
Dichtung “Das Leben von Juliusz Slowacki dem Wort ausgedrückt” und die
Kunst “Herr Geldhab” von Aleksander Fredro vorbereitet. Ebenso er hat
außerhalb der Schule sozial getan. Weiterhin als eine wissenschaftliche Arbeit geleitete
er Forschung auf den Aufenthalt von Sigismund Krasinski in der Erde von
Tschenstochau, er fand mehrere Handschriften und die unbekannte Briefe des
Dichters, darüber hinaus “Das Album drei Dichter” von der Eliza Branicka;
veröffentlichte er die Biefe von der Narcyza Żmichowska und der Sophia von
Ungarn, er war auch Sammler von Briefen, Manuskripten, Schriften (Buchstaben von
Adam Mickiewicz, Józef Ignacy Kraszewski, Richard Berwiński. Er war auch das
kulturelle Leben der Stadt beteiligt. Er kooperierte mit dem Schriften
“Tor”, “Drugi Tor” und “Czasopismo literackie”. Er hat “Die
Kabarett Treffen” gemeinsam mit anderen organisiert, literarische-künstlerische
Abende im “KammerTheater”, und der jährliche Karneval-Straße. Er hat in der “Ruch
literacki”, in aufeinander folgenden Zahlen von der “Ziemia Częstochowska”
veröffentlicht, und seit 1932 war er den Kritik des Theaters in “Słowo
Częstochowskie”, in Zusammenarbeit mit dem damaligen Direktor des Theaters
von Tschenstochau, Herr Iwo Gall. 1959, er war stellvertretender Direktor des
Museums, darunter die Verwaltung des Geschäftsbereichs Ethnographie von Tschenstochau
und er veröffentlichte auch die Bücher:”Literarische Geschichte von Tschenstochau”
(1974-75) und “Die Geschichte der Literatur über die Erde von Tschenstochau” (1982)…
Nach Verlassen der II Schule von Romuald Traugutt er war Leiter der Abteilung
für Programmierung, der Fachschule für Bergbau-Eisenerz (1951 – 1959), und 1960
der Senat der Höhere Fachschule ernannte ihn die Lektorat mit der Geschichte
der Wissenschaft in Tschenstochau durchzuführen. Er ständig fördert die
Intelligenz in unserer Stadt. Eine der Formen war die Berufung zum Leben am 24.
November 1956, den Zweig der literarischen Gesellschaften von  Adam Mickiewicz. Bis 1986 Jahr war er
Präsident diesen Zweiges. Er wollte sich dort Literatur verzweigen, der
Verbesserung der Kontakt der Leser mit dem Werk der Fiktion, und er organisierte
viele Ausstellungen und wissenschaftlichen Sitzungen, auf den er hat die
Professoren der führenden wissenschaftlichen Zentren und bekannte Menschen aus
der gesamten polnischen Kultur eingeladen. Die Gesellschaft hatte ihre eigenen feste
Verlag Haus – Komunikaty Naukowe” oder „Prace Naukowe”. Professor von der Humanistische Schule in Częstochowa und sogar auch über
die Fachhochschule träumte. Dies waren die Anfänge der Höheren Schule von der
Pädagogik. Professor Mikołajtis berücksichtigte auch die wissenschaftlichen
Entwicklungen ihrer Mitarbeiter. Er organisierte eine informelle Studie
Doktorarbeit, die unter der Obhut von Prof. George Starnawski gemacht waren. Er
hat Lernung als Berufung behandelt, als die Verpflichtung zum Vaterland und der
jüngeren Generation auch zu sehen. Er präsentierte den Studenten den Wissen, für
Selbstentwicklung ihnen zu bereiten, in erster Linie eigene Beispiel der
aktiven Lebensgefühl geförderte. Fast am Ende schrieb er “Memoiren des
Lebens”. Professor starb am 15. Juni 1991. Joseph Mikołajtis war Einwohner
der Stadt von Tschenstochau aud der Wahl. Er wurde in Łódź geboren, er
studierte in Krakau, aber er hat hier in Tschenstochau die Wurzeln gespielt. Er
träumte, dass diese Stadt ein wichtiges Zentrum der kulturellen und
wissenschaftlichen war, und er arbeitete zu diesem an jedem Tag… Das war die erste
Annäherung an die Bücher, wenn ich kam in einem “Kloster”(untere Seminar in
Tschenstochau), wo man als Schüler nach der Schule entweder in der Kirche beten
oder in die Bibliothek gehen konnte. Ich bin in die Bibliothek gegangen. Da
habe ich auf der obersten Etage der Schule so schöne Bücher entdeckt: Bücher,
die man aufschlagen kann und bei denen einem Ozeane entgegenkommen. Solche
Bücher hatten wir in der Familie nicht. Wir hatten ein paar Gedichtbände, die
Bibel, wie in jedem Haushalt. Mich hat allein schon der Geruch dieser Bücher
betört, als ich diese Bücher aufgeschlagen hatte, war es um mich geschehen. Ich
war von diesem Tag an süchtig. Und Sie können einen Süchtigen natürlich nicht
fragen, warum er da noch weitergemacht hat. Ich habe darin einen Genuß
gefunden, und das entfremdete mich noch mehr von des Beruf-Technik, von diesem
harten Beruf, der Ihnen überhaupt keine Möglichkeit läßt zu lesen. Und da ich
in der Schule nicht schlecht war, hat meine Mutter gesagt, solange du in der Schule
weiterkommst, mußt du nicht in die Technische Schule kommen. Daher hatte ich
eine andere Beziehung zur Schule, die Schule war meine Rettung. Ich durfte als
Kind wunderbare Bücher anfassen, sehr teure Bücher sogar. Die Hauptsache war,
sie nicht zu beschädigen. Und da ist diese Liebesbeziehung zu alten Büchern
entstanden… Vierzehn Jahre alt war ich. Vor dem Spiel in Fußball Polen-Niederlande, Ich
ging mit Kollegen zu spielen und ich meine Hand brach. Ich wurde krank und erst
im letzten Augenblick gerettet, als ich ins Krankenhaus kam. Aber Sie fragen mit
Recht nach diesem Punkt, nach diesem Knackpunkt. Es war dieser Zauber, die eine Erzählung auf mich ausgeübt hat. Das war noch daheim auf dem Hof und vor der Zeit im “Kloster”. Ich habe diesen Zauber bis heute nicht vergessen, ich trage das in mir, man sitzt da und hört nur
Worte, keinerlei Bauchtanz, keinerlei Feuerschlucker oder so etwas Ähnliches.
Statt dessen sitzt da nur ein Mensch, ganz bescheiden mit seinem Teeglas, und
erzählt eine Geschichte. Und auf einmal fühlte ich mit diesen Figuren, litt mit
ihnen und entschwand mit ihnen. Ob das eine Flucht vor der Wirklichkeit ist?
Ich würde ohne große Hemmung sagen, ja. “Literatur ist in irgend einer Art immer eine Flucht, eine unmittelbare Flucht vor der Wirklichkeit.” Aber, und jetzt kommt das große Aber, wenn das gute Literatur ist, werden Sie bei dieser Flucht so gut ausgerüstet, daß sie besser gewappnet zur Wirklichkeit zurückkehren. Sie sind fähiger als vorher, dem Leben zu begegnen. Gute Literatur entführt uns also nicht total aus der Wirklichkeit, sondern das ist eine vorübergehende
Flucht, eine Reise in die Gegenwelt, in die sogenannte literarische Welt, um
dann mit Weisheiten zurückzukommen, die diese Geschichten gelehrt haben. Das
wäre für mich ein Vorbild, und das war auch so… Jetzt möchte ich sagen wie
stark war die Bindung meiner Familie an die christliche Religion? Wie habe ich
das als Kind erlebt? Sehr, sehr stark. Wir dürfen nicht vergessen, daß Jesus
selbst aramäisch gesprochen hat und daß das damals die Volkssprache war. Heute Polen
gilt diese Tradition. Die Römer beherrschten den Orient, die Amtssprache war
Griechisch, nicht Latein, und die Leute auf der Straße sprachen aramäisch. Die
Aramäer herrschten über das ganze heutige Syrien, zum Beimspiel, bis hinunter
nach Israel. Später wurden sie besiegt, und sie blieben in kleinen Gruppen
zusammen als Aramäer in den Bergen, wo sie sich schützen konnten. Im Orient
Christ zu sein bedeutet nicht nur, eine Religion zu haben, das ist ein kulturelles
Merkmal. Ich war zum zweiten Mal vor einem Monat in Jerusalem. Die Religion ist
bei Christien in Jerusalem eine Sache der kulturellen Zugehörigkeit und bezieht
sich nicht nur auf die Ausübung eines bestimmten Rituals am Sonntag oder am
Freitag bei den Moslems oder am Samstag bei den Juden. Sie ist lebensbestimmend
– sie essen anderes, sie feiern anders, sie gehen miteinander anders um. Durch
den Frieden zwischen den Religionen, durch den großen historischen Kompromiß,
der diesen Frieden gestiftet hat zwischen einzelnen Konfessionen, wuchs die Religion
zu einer bestimmenden Kraft des Lebens. Unabhängig davon, ob der Einzelne nun
sehr religiös war oder nicht, lebte er nach einem bestimmten Ritual, nach einem
bestimmten Sittengemälde, das sich als Gemälde von dem einer anderen Gruppe,
eines Nachbarn unterschied… Die Welt ist nicht in der Lage der Autokritik zu erlassen,
noch einmal schon nur Europa ist da. Deutschland liebt jetzt in Jean-Jacques
Rousseau. In seinem einzigartigen Dialogbuch Rousseau richtet über
Jean-Jacques Rousseau entfaltet seine bekannte Unterscheidung zwischen der »Selbstliebe« als der guten und natürlichen Liebe zu sich selbst und der »Eigenliebe«, bei der jemand auf
perverse Weise sich selbst vor anderen den Vorzug gibt und alles daransetzt,
jedes Hindernis bei der Erfüllung seiner Wünsche zu beseitigen…Um den angeblich kapitalistischen Egoismus auszutreiben, müssen wir uns gar
nicht auf irgendeine überlegene Moral oder eine ökologische Ethik berufen.
Gegen die perverse fanatische Hingabe des Kapitalisten genügt es, ein gerüttelt
Maß an egoistischen und utilitaristischen Motiven ins Feld zu führen. Oder mit
Rousseau gesagt: Es genügt, sich wieder der natürlichen Selbstliebe hinzugeben… Michel
Houellebecq, sehr bekannte Schriftsteller, er hat in seinem Buch “Karte
und Gebiet” geschrieben: Jed hatte fast keine Erinnerungen mehr an seine Mutter, und ihr Selbstmord war kein Thema, das er im Verlauf seines Aufenthalts in der Villa in Le Raincy
anschneiden konnte; er wusste, dass er zu warten hatte, bis sein Vater von sich
aus darüber sprach – und wusste zugleich, dass es vermutlich nie dazu kommen und
sein Vater dieses Thema, so wie alle anderen Themen, bis zum Schluss meiden
würde. (Vergleichen S. 39) Der Autor der “Elementarteilchen” trug einen gestreiften,
grauen Schlafanzug, in dem er beinahe einem Sträfling aus einer Fernsehserie
glich; sein Haar war zerzaust und schmutzig, das Gesicht vom Alkohol gerötet,
und er stank ein bisschen. […] Houellebecq hatte seit Jeds letztem Besuch einen
Bauch angesetzt, aber sein Hals und seine Arme waren noch immer so mager wie
zuvor; er glich einer alten, kranken Schildkröte. (S. 158) Sie versinken,
scheinen sich noch einen Augenblick lang zu sträuben, ehe sie von sich
überlagernden Pflanzenschichten erstickt werden. Dann wird alles ruhig, und
zurück bleiben nur sich im Wind wiegende Gräser. Die Vegetation trägt den
endgültigen Sieg davon. (S. 415) … Wir sind gegen die wachsende Jahreszeit im Leben, möchte ich, waren wir kreativ. Padre Pio litt darunter, dass es jeden Moment näher an Herrn war!
So, Atiq Rahimi der ander Schrifsteller von heute, in seinem Buch “Verflucht
sei Dostojewski” gegen Fiodor Dostojewski schreibt: “Dostojewski, ja, er war es! Mit seinem Verbrechen und Strafe hat er mich niedergeschmettert, paralysiert. Er hat mir untersagt, dem Schicksal seines Helden Raskolnikow zu folgen: eine zweite Frau – eine unschuldige
diesmal – zu töten, das Geld und die Schmuckstücke einzustecken, die mich an
die Tat erinnert hätten … von Gewissensbissen heimgesucht zu werden, in einem
Abgrund der Schuld zu versinken, im Zuchthaus zu enden … Na und? Das wäre
jedenfalls besser, als wegzulaufen wie ein Vollidiot, wie ein Trottel von einem
Verbrecher. Mit Blut an den Händen, aber leeren Taschen. Wie absurd! Verflucht
sei Dostojewski!” Autor schreibt: “Die Stadt draußen ist eine einzige
Feuersglut. Alles wogt in der Hitze: der Berg, die Häuser, die Steine, die
Bäume, die Sonne … Alles zittert vor Angst. Außer Rassul. Er ist leicht,
besänftigt. Als wäre er der letzte Mensch auf Erden, läuft er durch die
Straßen, ohne einem einzigen Blick zu begegnen, eine einzige Seele zu
liebkosen, ein einziges Wort zu hören. Er hat Lust hinauszuschreien, er sei der
letzte Mensch, alle anderen seien Tote, seien für ihn Tote, hat Lust
loszurennen, zu lachen …, bis er auf der Larzanak- Brücke angekommen ist. Die
Explosion einer Granate nicht weit von ihr erschüttert die Brücke. Aber Rassul rührt
sich nicht. Er wirft sich nicht zu Boden. Er steht da, als wollte er die
Schützen ermuntern, die Granaten auf ihn zu werfen. Los, schießt! Hier bin ich.
Und ich bleibe hier stehen, vor euch. Euch Tauben, Blinden, Stummen! Der Staub
legt sich über den Fluss, die Brücke, den Körper, den Blick, die Stimme. (S.
187 f.)” Die knappe Sprache, die fast ohne Adverbien und Adjektive
auskommt, spiegelt die überreizten Sinne des Protagonisten und die aufgeheizte
Atmosphäre der Umgebung. Als Atiq Rahimi 2008 den Prix Goncourt für seinen
Roman “Stein der Geduld” erhielt, sagte er, Afghanistan symbolisiere
für ihn den Terror der Welt, und solange das so sei, werde er darüber
schreiben. Er hat noch viel zu tun. Ich möchte Częstochowa nie ein Symbol für
Terror und Angst in der Zukunft war. Sondern ein Symbol für Glück und Freude unter der Obhut von unserer schwarzen Frau aus der klaren Spitze.

wstańmy

 Stanisław Barszczak, Kryształ w promieniach wschodzącego słońca (II),

Innym razem w wyobraźni powracam do mojej wizyty wJerozolimie przed miesiącem. Leje jak jasna cholera, znajdujemy jakąś taryfę. Przysiadają się piękne dziewczęta. Zapewne są różnej narodowości, ale mają ogromne ambicje. To panorama epoki elżbietańskiej, niestety również pełnej stereotypów i konwenansów. Chcą iść w ślady Waris, która urodziła się w Somalii, w plemieniu nomadów. Wychowywała się pośród kóz, bydła i wielbłądów, w otoczeniu dzikiej przyrody. W wieku pięciu lat przeżyła obrzezanie – rytuał, który doprowadził do śmierci jej siostrę i dwie kuzynki, w wieku sześciu – została zgwałcona. Jako trzynastolatka miała być wydana za mąż za starca, ale – zdesperowana – uciekła z domu. Jej wielka wędrówka przez pustynię do Mogadiszu, a następnie Londynu, skończyła się w Nowym Yorku. W wieku 18 lat rozpoczęła
karierę modelki, występując obok Naomi Campbell i Claudii Schiffer. Od wielu lat walczy przeciwko okaleczaniu kobiet, za co została wyróżniona tytułem ambasadora Narodów Zjednoczonych. Swą historię, o której długo z nikim nie mogła rozmawiać, opowiada w autobiografii “Kwiat pustyni”. Isabel Archer (z Wybrzeża Kości Słoniowej) jest młodą, fascynującą i niezwykle inteligentną osobą. W życiu najbardziej ceni sobie wolność i niezależność. Po
otrzymaniu pokaźnego spadku decyduje się na podróż na Stary Kontynent. W Europie natychmiast zostaje otoczona przez grono wielbicieli, ale ona stara się realizować swój własny plan życiowy. Nieświadoma toczącej się wokół niej intrygi, decyduje się na związek z Gilbertem Osmondem. Małżeństwo okazuje się fatalną pomyłką, od której nie ma ucieczki. (por. Henry James). Dziewica? Święta? Męczennica? Wariatka? Kim jest Atena? Sierotą porzuconą przez Cygankę w Transylwanii. Dzieckiem zabranym do Bejrutu przez rodziców adopcyjnych.
Urzędniczką londyńskiego banku. Wziętą agentką nieruchomości w Dubaju. Kapłanką
z Portobello Road. O Atenie opowiadają osoby, które ją znały. Wśród nich jest dziennikarz badający mity o wampirach, aktorka teatralna, której Atena uwiodła narzeczonego, ksiądz, który ochrzcił jej syna, przybrana matka, były mąż i inni. Wspomnienia te – po jej zniknięciu w tajemniczych okolicznościach – spisuje zakochany w Atenie mężczyzna, który pragnie uchwycić prawdę o niej.(por.P. Coelho) Zaręczyła się, gdy miała sześć lat. Kiedy miała dziewięć lat, wyszła za mąż. Gdy skończyła dziewiętnaście, została wdową…W drodze do Jerozolimy chyba
spotykam także samotną amerykańską pisarkę, która od dwudziestu pięciu lat pisze przy biurku, które odziedziczyła po młodym poecie, uprowadzonym przez tajną policję Pinocheta. Pewnego dnia pojawia się dziewczyna, która podaje się za córkę poety i żąda zwrotu mebla, wywracając życie pisarki do góry nogami. Tymczasem w Londynie pewien mężczyzna odkrywa straszną tajemnicę swojej żony, z którą przeżył niemal pięćdziesiąt lat, a antykwariusz z Jerozolimy powoli
rekonstruuje gabinet ojca, splądrowany przez hitlerowców w Budapeszcie w 1944 r. Te trzy historie skupiają się wokół nadzwyczajnego biurka, które staje się symbolem tego wszystkiego, co zginęło w chaosie świata – dzieci, rodziców, innych ludzi, cywilizacji. Piękny, tajemniczy, porywający tekst. Uderzająco wyraziste i autentyczne głosy bohaterów fascynująco opowiadają o życiu, widzianym ich oczami. Nikt nie zapala światła pod korcem, ale stawia na świeczniku… Podczas mojej pielgrzymki do grobu naszego Pana, w najbliższym czasie nie zdołałem spotkać się z panią M., przyrzekałem że nie przekroczę ustalonych przez nią zasad… przyrzekłem jej być we wszystkim uległy… Ale nie mogłem się powstrzymać, by nie przemówić do niej od tak długiego czasu… I myślę, że także dlatego musiałem przed chwilą zatelefonować do mojej matki Chrzestnej. Zawsze mam nowe odczucia w związku z tym. Kiedy w niewielkim miasteczku koło Houston  na południu USA pojawia się tajemnicza młoda kobieta, mieszkańcy zadają sobie pytanie, co skłoniło ją do rozpoczęcia życia w tym odizolowanym miejscu. Piękna, ale zamknięta w sobie Katie, pracuje w lokalnej restauracji i wyraźnie unika nawiązywania nowych znajomości. Udaje się jej zachować dystans do momentu, w którym poznaje Alexa, właściciela sklepu i
owdowiałego ojca dwójki dzieci. Wbrew sobie, Katie coraz bardziej angażuje się w życie rodziny. Ale nawet najczystsze uczucie nie odmieni jej przeszłości. Kobieta miała dobry powód, by zmienić tożsamość i uciec z Warszawy. Pogrzebała całe swoje dawne życie, by uciec przez brutalem, który zamienił jej życie w piekło. Teraz musi zdecydować, czy żyć dalej samotnie pod fałszywym imieniem, czy podjąć ryzyko i walczyć o własne szczęście. To pierwsze pozwoli jej zapomnieć przeszłość i zapewni bezpieczeństwo. To drugie da jej nadzieję na zbudowanie przyszłości… Słyszałem w głosie naganę, udałem się do kościoła,  przenikliwy chłód, byłem skazany na
nieubłaganą rozłąkę… a przede mną widziałem tylko pola…, i pewnego przechodnia. Przez krótką chwilę byłem pewien, że nieznajomy rozpłynie się w powietrzu, jeśli ruszę w jego stronę. Tak też zrobiłem, lecz pozostał równie rzeczywisty i namacalny jak przed chwilą. Usunął się z drogi, przepuszczając mnie. Nagle znalazłem się na tarasie, skąpany w słonecznym świetle, a kolory wokół wydały mi się tak zachwycająco czyste i łagodne, że przestałem odczuwać jakikolwiek
pośpiech, jakby wskazówki zegarów nagle się zatrzymały. Usłyszałem dźwięk zamykanych za plecami drzwi i spojrzałem na stojącego tuż obok nieznajomego. – Nie odzywaj się do mnie – powiedziałem gniewnie. – Nie wiem, kim jesteś, czego chcesz ani skąd się tutaj wziąłeś. – Sam mnie wezwałeś – powiedział spokojnym, miłym głosem. – Już ci się to zdarzało, lecz twoje wezwanie nigdy wcześniej nie było tak rozpaczliwe jak teraz… Od wczoraj czytam powieść Franza Kafki, wydana w 1925 roku. Pewnego dnia do Józefa K. przychodzi dwóch mężczyzn, którzy
oświadczają mu, że zostaje aresztowany, “mimo iż nic złego nie popełnił”. “Proces” jest metaforą bezdusznego świata, w którym władza i urzędy decydują o życiu i losach człowieka. Spójrzmy na cywilizację XX stulecia ludzkości. Hiroszima – dzień 6 sierpnia 1945 roku. W piękny słoneczny
poranek na niebie pojawiają się trzy potężne bombowce B-29. W mieście nie włączono nawet syren alarmowych. Ostatnie sekundy życia dla tysięcy ludzi biegły nieubłaganie. Świadomość i wczesna pora nie nastrajały do rozmowy. Tylko on był na miejscu… rozpoczął odliczanie… Ustabilizowane życie Grace Lawson rozpada się w jednej chwili, gdy na świeżo wywołanym zdjęciu rodzinnym rozpoznaje swojego męża. Fotografia wygląda na zrobioną przed laty. Przedstawia także inne osoby, twarz jednej z nich jest przekreślona. Jack zaprzecza, by
miał coś wspólnego ze zdjęciem. Krótko potem wychodzi z domu i znika, zabierając tajemniczą odbitkę. Grace rozpoczyna poszukiwania męża, który, jak się okazuje, został porwany. Ktoś grozi jej dzieciom. Grace nie wie, komu może zaufać – wydaje się, że wszyscy jej znajomi i przyjaciele mają coś do ukrycia. Próbuje dotrzeć do prawdy. Trop prowadzi do tragicznych wydarzeń sprzed wielu lat, gdy cudem uszła z życiem ze strzelaniny, jaka wybuchła na koncercie rockowym… Kiedy byłem na Starym Mieście w Jerozolimie wspomniałem mój pobyt w Bombaju przed trzema laty. I tę jedną scenę: wyplute bagaże na lotnisku znajdowały już swych właścicieli. Nie widzę wytartych balasek, w balustradzie brakujących poprzeczek, za to skromny kantorek urzędników lotniska. Niestety mój bagaż gdzieś się zawieruszył. Dopiero po chwili nerwowych zapisków w notesie
strażników, mogłem widzieć znów mój bagaż… Kiedy myślisz o podobnych historiach,
co więcej i o szczęśliwych ich zakończeniach pomyśl o odwadze. Jak wiele potrzeba odwagi, by zajrzeć w głąb siebie? Jak mocno trzeba uwierzyć, by rozum i serce mogły się pojednać? Jak odróżnić prawdziwą miłość od zauroczenia? W poszukiwaniu swojego anioła wyruszamy w podróż po pustyni nierzadko. Droga okazuje się wyboista i usiana kolejnymi, coraz trudniejszymi pytaniami. Chciałbym, żebym w tym artykule wynosił opowieść o potrzebie zaakceptowania własnych słabości, pojednania się z przeszłością, o poznawaniu swoich zalet i umiejętności przyjmowania szczęścia bez poczucia winy. Opowieść o przemianie, którą każdy z nas musi przejść, żeby zrobić krok do przodu.  Bardzo chętnie sięgam do biblii w moim życiu. Jest tam scena w domu Jaira. „Ludzie domu” Jaira  są dzielnymi ludźmi. Z dyskrecją, idą naprzeciw ojca i przepowiadają mu bez zwlekania śmierć jego córeczki. Dlaczego niepokoić jeszcze tego, od którego oczekiwaliby jeszcze uzdrowienia, nieużytecznego gestu ponieważ śmierć dokonała swego dzieła? To nie jest brak wiary. Przecież mogliby już sobie przedstawić przez jedną chwilę możliwość rezurekcji, zmartwychwstania. „Po co jeszcze niepokoić Mistrza?” Jezus zrozumiał, przynosi pewność… Znajdujemy zatem śmieszne, by on mógł tylko potwierdzić: „Ona dobrze śpi.”
Zatem on był nieobecny przy przyjęciu ostatniego tchnienia dziecka. Co jeszcze, zaprasza nas do życia w perspektywie wiary, mimo wszystkich realności, które okazują się dla nas ostatecznie straconymi. „Wierz tylko.” Jair przybył i znalazł Jezusa ufającego w swą uzdrowieńczą moc. On jest zaproszony do przejścia tej prostej ufności w geście, na miarę tej ufności. On jest zaproszony, by żyć wiarą w osobę samego Jezusa. Mamy w pamięci inny obraz z biblii. Jezus powiedział: ”Kto mnie dotknął?” Kobieta, która to uczyniła, zreflektowała to daleko wcześniej, w
sobie samej (Mk 5,28) i decyduje się, przy okazji przejścia Mistrza, by dotknąć tej rzeczy materialnej, którą on posiada, szaty wierzchniej. Reakcja Jezusa, on nie jest zaskoczony i nie czyni jej wyrzutu. Lecz nie możemy dotykać się go bezwiednie. On wie w tym sam czasie, że jest tym, który chce się dać w relacji osobowej, ponieważ wszelkie słowo czy cały bezpośredni gest, musi oznaczać przeżytą wymianę między  nami a nim. W całej prawdzie. Kontakt przez wiarę jest innego porządku jak kontakt utrzymany przy pomocy prostych gestów ludzkich. Dla Jezusa nie jesteśmy osobami anonimowymi, które zginęły w tłumie. On wyczuwa każdy z naszych apeli, nawet te, które nie wyrażamy mu otwarcie. On wie, zna je, ponieważ on jest siłą żywą Boga. Jezus oczekuje od każdego z nas tej wiary, wiary która przenosi góry, wiary która idzie poza śmierć. Grzesznik nigdy nie jest umarły przed Bogiem, może zawsze na nowo ożyć, ponieważ  łaska boska jest zawsze gotowa, by przywrócić mu boskie życie. „Bóg nie cieszy się z śmierci istot
żywych… stworzył człowieka do niespożytej, niezniszczalnej egzystencji. Uczynił z niego obraz tego, co jest w nim samym.”(Księga Mądrości, rozdz.13) Bóg jest Życiem. On kieruje do nas tyle razy ile trzeba to słowo: „Wstańcie, chodźmy”. Ale konieczne jest utrzymanie milczenia po uzdrowieniu córeczki Jaira, ponieważ taka rezurekcja, zmartwychwstanie mogłaby być widziana jako znak mesjański oczywisty i prowokować zbyt wcześnie niedojrzałą agitację. Jezus zatem przenosi uwagę widzów na dziewczynkę, która być głodna po chorobliwym zasłabnięciu, które doprowadziło do śmierci.”Dajcie jej jeść.” Pokarm, posiłek są w ten sposób znakiem radości podzielanej wiary przed pełną witalnością ludzkiej istoty, która zaświadcza, że życie jest silniejsze jak śmierć. A więc mamy wstać i chodzić…I oto minął rok, a ty Adamie „nawet nie ponumerowałeś sobie tych chłopców… twoi synowie nie mają imion… już nie chcę żadnej miłości,” apeluje do nas laureat Nagrody Nobla. Mocne słowa:  Zabić i być bez winy- oto nasza cywilizacja!  Mówi się, ludzie i historia nie zmieniają się! Wydaje mi się bardzo często, że wszyscy jesteśmy uwięzieni w czasie na statku, który płynie po jeziorze Genezaret, przez jakiegoś porywacza cieni… Że tu jest cały wszechświat. Jest również i ten najsprawiedliwszy z ludzi, Bóg-człowiek,
Jezus Chrystus. On nas wyzwala z wszelkich więzów. Mamy wstać i chodzić, bo Jezus pragnie tego. Tym samym mamy być świadkami prawdy, zdolni do zaświadczenia o tym, co jest prawdą. Jesteśmy prawdziwymi. Mamy być niezmordowanymi zwiastunami dobrej nowiny, bez końca…

 

 

 

 

 

 

 

Przypadkowość zdarzeń

Stanisław Barszczak, Kryształ w promieniach wschodzącego słońca

Jedna osoba prosiła mnie osobiście, bym napisał coś dla młodzieży. Był ranek, wspólne pastwisko, na gościńcu pełno było kurzu. Siedzę w skromnym domu, w samo południe zakrywam
dłonią prześwietlony przez mocne promienie słoneczne podarowany mi kryształ, tym samym cieszę się bliskością matki. Dzisiaj kończę ten artykuł o duchowej podróży człowieka zniewolonego chęcią zemsty osadzona w świecie początku trzeciego tysiąclecia. Urodzony w bogatym żydowskim domu, Juda Ben Hur zostaje surowo ukarany, po tym jak fragment dachówki z jego domu przypadkowo spada na rzymskiego prokuratora. Zdradzony przez przyjaciela zostaje skazany na niewolę. Jego późniejsze losy splatają się z żyjącym w tych czasach Jezusem Chrystusem. I nadeszła chwila, która mogła zmienić  historię świata!  Szedł dalej ulegając
tajemnej w nim władzy… Czasem próżność lub pycha każą nam wierzyć, że wszystko od nas zależy. Ale kiedy spada na nas nieszczęście, zawsze myślimy, że na nie nie zasłużyliśmy, że los jest niesprawiedliwy, że wpadliśmy w pułapkę. Prorok Eljasz w IX wieku przed naszą erą opuszcza z rozkazu Jahwe ojczysty Izrael i chroni się przed prześladowaniami Jezabel w sąsiedniej Fenicji, gdzie od niemal trzech stuleci panuje pokój i dobrobyt. Na karkołomnej ścieżce, którą prowadzi
go Bóg, Eljasz ujrzy widmo wojny, śmierć i zgliszcza, utraci wiarę i pokłóci się z Bogiem. Ale i odkryje, że każda tragedia, która wtargnęła znienacka w życie człowieka, nie jest wcale karą, a jedynie wyzwaniem, próbą, której każdy musi stawić czoła… “Niebezpieczne związki” Choderlosa de Laclos, to jedna z najlepszych książek epoki libertynizmu we Francji. Napisana przez
człowieka znającego się na rzeczy. Uczestnika, autora, aranżera i głównego intryganta takich historii jak opisane w książce. Forma książki – listy, listy, listy – ukrywa całą jej drapieżność i okrucieństwo. Banalizuje zbrodnie i zdradę. Z dramatycznej opowieści czyni błahostkę towarzyską, anegdotkę do opowiadania przy kominku. Tymczasem jest to jedna z najniebezpieczniejszych książek, jakie napisano. Niebezpieczna właśnie przez swą pozorną niewinność, elegancję i w szczególny sposób przedstawioną tolerancję dla opisywanej w niej
historii. Historii nieprawdopodobnej obłudy, podłości, zdrady i bezwzględności. I to wszystko w wyższych sferach, w rękawiczkach, koronkach, wśród złoceń i porcelany. Dzisiaj w telewizji mówi się o partii seksualnej w Kopenhadze, „jestem dumna z tej partii” – mówi pani premier!?  Z drugiej strony: Kto mógł porwać syna  Jacka Coldrena, znanego golfisty, który z ogromną przewagą prowadzi w mistrzowstwach USA? Podejrzenia padają ostatnio na jego dawnego asystenta, Lloyda Rennarta. Szybko okazuje się, że Rennart pół roku wcześniej popełnił samobójstwo, nie mógł, zatem zorganizować porwania. A może Chad je sfingował? Myron Bolitar
podejmuje się odnaleźć chłopca – po raz pierwszy bez swojego niezawodnego przyjaciela Wina, który z niewiadomych powodów odmawia udziału w śledztwie… Przez całe swoje długie, pracowite lata, wypełnione działalnością duszpasterską i literacką udowodniam, że wiara w siebie może czynić cuda. Pisząc ten artykuł miałem jasno wytyczony cel – pragnąłem pomóc ludziom odnaleźć sens życia. Sprawić, by dane im było spędzić je godnie i szczęśliwie. I radzę jak przestać się
zamartwiać, co robić, by ludzie nas po prostu lubili i szanowali, jak uwierzyć w sens swego działania i dopuszczać do siebie wyłącznie dobre myśli. Wydaje się, że bez względu na tempo życia trzeba mieć nad nim kontrolę i odnajdywać jego dobre strony, oto moc pozytywnego myślenia. Gdy powracam do moich Ząbkowic, czy zawsze teraz do Olsztyna, tym samym jakbym wracał do Monterey J. Stenbecka i Coqueville E. Zoli. Harriete Becheer Stowe napisała przed laty „Chatę wuja Toma”. Powieść przyczyniła się do uwypuklenia problemu niewolnictwa w Stanach
Zjednoczonych, który był jedną z głównych przyczyn wybuchu wojny secesyjnej.
Abraham Lincoln, kiedy spotkał Harriete Becheer Stowe, podobno powiedział: „To jest ta mała starsza Pani, która rozpoczęła tę nową wielką wojnę!? Podziwiam współczesnych pisarzy. Potyczki słowne, maskarada, dezinformacja oraz paradoks… Dzięki analitycznemu umysłowi bohatera i logicznemu dochodzeniu do rozszyfrowania zagadki, możemy zobaczyć, jak rozwiązuje się sprawy kryminalne w starym, ale nietrącącym myszką, stylu. Pisarze współcześni lubują się w
kryminałach: Listopad 1999 roku, szwedzka prowincja i dwa zagadkowe morderstwa,
które wstrząsnęły okolicą. Czy te zbrodnie coś łączy? Herbert Molin, emerytowany oficer policji, mieszka samotnie na odludziu, cierpi na stany lękowe i bezsenność. Od zmierzchu do świtu układa puzzle lub tańczy z wykonaną na zamówienie lalką. Podobnie autor artykułu adoptował przed laty pajaca, rodem z zagranicznych darów. Było to niestety podczas wojny polskiego rządu z solidarnością. Oby wszystko dobre spłynęło na niego i na jego dzień urodzin… Mam dla was inną historię: Krysia budzi się pewnego dnia w jakimś bardzo małym, bardzo ciemnym i bardzo zimnym miejscu. Spętana od stóp do głów. W celi? Pogrzebana żywcem? Kto chce ją zgładzić albo przynajmniej usunąć z drogi i dlaczego? Krysia zaczyna powoli … odtwarzać wcześniejsze wydarzenia. Razem z porucznikiem Ryszardem odwiozła niedawno odkryte szczątki zaginionej spadkobierczyni wielkiej fortuny do prosektorium w Olkuszu. Ni stąd ni zowąd oskarżono ją o błąd w trakcie sekcji i tym samym utrudnianie śledztwa. Ktoś wykonał obciążający telefon. Osoba, która mogła coś na ten temat powiedzieć ginie niedługo potem. Tymczasem w Dąbrowie Górniczej policja odkrywa w lesie zwłoki kolejnej starszej kobiety, a potem jeszcze jednej. Oto pracownik z laboratorium kryminalistycznego sabotuje jego działalność. Ale jej się to nie przydarzyło. Tak mogłaby przebiegać akcja mojej kolejnej książki… Ktoś zabija, bo nie zna ludzi… ale tutaj facet dokładnie wiedział, kogo chce zastrzelić. Albo nieco inna wersja tej opowieści.
Zwłoki pięknej młodej dziewczyny przywiezionej do prosektorium nie zdradzają żadnych widocznych urazów ani śladów przemocy. Lekarka sądowa Katie Novak przypuszcza, że kobieta mogła przedawkować narkotyki. Numer telefonu zapisany na opakowaniu zapałek w zaciśniętej dłoni zmarłej prowadzi do prezesa firmy farmaceutycznej Cygnus, która zaprzecza, by miał coś wspólnego z denatką. Tymczasem w tym samym rejonie Olkusza zostaje odnalezione ciało innej kobiety, a w szpitalu umiera kolejna ofiara przedawkowania. Zabił je eksperymentalny narkotyk wytwarzany przez Cygnus? Katie nabiera przekonania, iż tajemnicze śmierci mogą być dziełem
seryjnego mordercy, prawdopodobnie wpływowego obywatela miasta. Kiedy jej dom nie
uchroni się przed zawaleniem w wyniku trzęsienia ziemi uświadamia sobie, że jest na właściwym tropie, a zabójca znajduje się bliżej, niż mogłaby przypuszczać… W pamięci mam już historię na kolejną książkę. Mamy twoją żonę. Możesz ją dostać z powrotem za dwa miliony gotówką. Skąd zwykły ogrodnik Michał Rączko weźmie taką sumę? Tego dowie się później, w trakcie kolejnej rozmowy. Na potwierdzenie ultimatum na oczach Michała snajper zabija przypadkowego
przechodnia. Aby odzyskać swoją żonę, Michał gotów jest zrobić wszystko. Czy również popełnić morderstwo? Na razie musi wykonywać polecenia porywaczy i nie informować policji. Proste? Bardzo. Ale do czego doprowadzi go ślepe posłuszeństwo? To droga donikąd. Mężczyzna decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce… Nie zawsze udaje się zachować tak zimną krew. Najczęściej musi przyjść pomoc z nieba. Mam dla was inną historię. Do autora komiksów Roberta Kleczko
wreszcie uśmiechnęło się szczęście – udało mu się podpisać we Frankfurcie nad Menem lukratywny kontrakt wydawniczy. Wracając ze spotkania, jest świadkiem dziwnego zdarzenia. Kupująca lody kobieta i dwie nastolatki wpadają w krwiożerczy szał. Szybko okazuje się, że nie tylko one. Ulice zapełniają się bełkoczącymi ludźmi, przechodnie bez powodu rzucają się na siebie, z nieba spadają samoloty. Robert z przerażeniem obserwuje, że szaleństwo ogarnia tych,
którzy używali telefonów komórkowych. Chaos błyskawicznie ogarnia kraj. Nie minie wiele godzin, by z cywilizacji, jaką znamy, pozostała ruina. Gdzieś poza Frankfurtem znajdują się żona i syn Roberta. Piesza wędrówka do nich to prawdziwy koszmar. Jedynym bezpiecznym miejscem jest centrum Mainz, obszar znajdujący się poza zasięgiem telefonii komórkowej. Ostatnia enklawa ludzkości, czy przemyślnie skonstruowana pułapka? Obecnie ubieram się u Wojtka Warskiego, zachowuję oczy drapieżnego ptaka, mściwe jak u orła… Mieszkam w Olsztynie koło Częstochowy. Oczekuję z niepokojem rygorozum nad moją książką o filozofii Emmanuela Levinasa, które
ma doprowadzić do otwarcia przewodu doktorskiego odnośnie znajomości przeze mnie myśli filozoficznej tego wielkiego współczesnego myśliciela. Równolegle prowadzone są tutaj prace w pobliżu olsztyńskiego rynku… odkryto stary cmentarz, z którego zebrane kości zostaną z końcem tego roku uroczyście złożone na miejscowym cmentarzu. Przedzierając się przez rozkopany obecnie olsztyński rynek obmyślam inną dla was historię. Kryminał „retro” z błyskotliwą intrygą i zarysowanym tłem epoki. Rok 1877. Trwa wojna rosyjsko-turecka. Wiktoria Suworow,
emancypantka, która myśli i postępuje jak współczesne kobiety, przedziera się przez kraj na spotkanie z narzeczonym Pietią. W dramatycznych okolicznościach poznaje zmierzającego w tych samym kierunku Eryka Fiodorina. Gdy na Pietię pada podejrzenie o współpracę z wrogiem, Wiktoria postanawia go ratować. Pomaga jej Fiodorin, który poszukuje tajemniczego tureckiego szpiega. Od czasu do czasu odwiedzam pobliską Częstochowę i seminarium. A popołudniu skreślam historię o niepokornym akolicie powieszonego Odkupiciela. W Seminarium nie ma miejsca na litość i miłosierdzie. Ci, którzy trafiają do kamiennego labiryntu sal, mają tylko jedno
zadanie: walczyć aż do śmierci o jedynie słuszną wiarę. Tomasz Cichy ma piętnaście albo szesnaście lat – nie pamięta. Nie pamięta również tego, jak nazywał się, nim trafił w ręce „okrutnych” braci. Niezwykle utalentowany, zarówno czarujący, jak i zdolny do niebywałego okrucieństwa, w chwili słabości pozwala sobie na nieodpowiedzialny czyn. W odruchu litości zabija pastwiącego się nad młodą kobietą „odkupiciela”, podpisując na siebie wyrok śmierci. Tomasz
musi uciekać przed karzącą ręką powieszonego Odkupiciela i jego fanatycznych wyznawców. Wraz z ocaloną dziewczyną i przyjaciółmi, Henrykiem i Antonim, opuszcza seminarium, by stawić czoła rzeczywistości poza jego murami. Niełatwy charakter, porywczość i budzące niepokój zdolności nie ułatwią mu ukrycia się pomiędzy normalnymi ludźmi… Przyjaciele zobaczyli drzwi, które tam należały do rzadkości… Z seminarium usunięto drzwi, które skrywają tajemnice i sprzyjają diabłu… Ale oni odkryli nieznane drzwi… Antoni kilkakrotnie popchnął drzwi,
były zamknięte… wszystkim trzem chłopcom oczy lśniły z podniecenia… Jeszcze chwila i już byli poza seminarium. Moja historia opowiada także o dalszych losach tych przyjaciół. Antoni ma zbliżony charakter do Tomasza, jest wrażliwy, odrzucony, trochę niepoczytalny buntownik. Za to Henryk jest uroczy, kochany, lubiany przez wszystkich. Historia przedstawia walkę o akceptację i
zrozumienie. Opisuje potrzebę ojcowskiej miłości i prawdziwie złą kobietę. Realistyczna
saga rodziny Kwietniów, alegoryczna przypowieść o walce dobra i zła w człowieku, nowoczesna wersja biblijnego mitu o Kainie i Ablu. Książka początkowo miała być opowieścią o dziejach rodziny autora. Przy innej okazji chciałem napisać artykuł pt. „Listy starego diabła do młodego”. Zacząłbym tak: Drogi Sofoklesie –jesteś wielki i niezastąpiony… A przed tobą staje człowiek, który w obliczu całości jego życia ma nieznośną przewagę nieprzyjaciela, i jest już w
połowie drogi do drzwi przeznaczenia… Co mu radzisz?… Tydzień temu byłem po raz kolejny w Rzymie. Podaję wam pewne wspomnienie. Dzień drogi od Rzymu skryty u podnóży Apenininów znajduje się szmat ziemi, lago di argento… Rodrigo dostał tę ziemię od swego stryja papieża Klemensa… magiczne miejsce pełne odgłosów natury i kolorów lasów; powierzchnia jezior była srebrzysto szara. Upalne Dni o barwie cytryny. O świcie i ponownie o zmierzchu Rodrigo był oczarowany… dzieci pływały dla wytchnienia, bujna roślinność. Rodrigo przechadzał się  tymczasem po cytrusowych gajach ze złotym różańcem w dłoni… Obecnie w telewizji widzicie Państwo kibiców, broniący zaciekle pewnych sportowych taktyk. Jednak nie przejmujemy się tym, a ja osobiście obmyślam najnowszy bestseller. Niezwykle subtelna opowieść o nocy poślubnej u
progu rewolucji seksualnej. O tym, ile w życiu znaczą niewypowiedziane słowa i nieuczynione gesty. Czerwiec 2012 roku. Para nowożeńców przybywa do hoteliku napołudniowym wybrzeżu Wybrzeża Kości Słoniowej, aby spędzić tam noc poślubną.Florence, córka biznesmena i filozofki, jest utalentowaną skrzypaczką marzącą o założeniu własnego kwartetu smyczkowego. Dariusz to zdolny absolwent historii,interesujący się wpływem wielkich ludzi na kształt dziejów. Oboje z niepokojemmyślą o chwili, gdy skonsumują swoje małżeństwo – ona boi się fizycznego
zbliżenia, on obawia się, że nie sprosta czekającemu go zadaniu. Niemożnośćpokonania barier, nieumiejętność rozmowy o wspólnych problemach. Przywołuję wpamięci obraz współczesnego pisarza. Maria, młoda dziewczyna z brazylijskiej prowincji, wyrusza w daleką podróż. Jednak świat jest inny, niż sobie wyobrażała. Gorzkie doświadczenia sprawiają, że zostaje prostytutką. Decyduje się na życie bez miłości i wpada w pułapkę, z której wybawić może właśnie
miłość. „Jedenaście minut” Paulo Coelho to współczesna baśń dla dorosłych,przypowieść o seksie, miłości i przeznaczeniu, które sprawia, że kręte ścieżkinaszego losu mogą nieoczekiwanie poprowadzić nas ku szczęściu, choć dawnoprzestaliśmy w nie wierzyć…

 

Weitere Geschichten

Stanisław Barszczak, Wie zum Papst gewählt werden (III),

Wie ich bereits erwähnt habe am 7. Juli 1974 um 17:47 Uhr wurde die bundesdeutsche Nationalmannschaft zum zweiten Mal nach 1954 Fußball-Weltmeister. Die Endrunde der 5. Fußball-Weltmeisterschaft wurde vom 16. Juni bis zum 4. Juli 1954 in der Schweiz ausgetragen. Es traten auch 16 Nationalmannschaften zunächst in Gruppen- und danach in Ausscheidungsspielen gegeneinander an. Außenseiter Deutschland gewann das Turnier nach einem 3:2-Sieg über die favorisierten Ungarn im Finale von Bern und wurde damit zum ersten Mal Fußball-Weltmeister. Für die Menschen in Deutschland erhielt das „Wunder von Bern“, wie der Sieg genannt wurde, Symbolkraft als ein Zeichen des Aufbruchs nach dem verlorenen Weltkrieg und den Entbehrungen der Nachkriegszeit. Im Spiel um den dritten Platz besiegte Österreich den Weltmeister von 1950 Uruguay mit 3:1. Torschützenkönig des Turniers wurde mit elf Treffern der kopfballstarke ungarische Stürmer Sándor Kocsis. Die Fußballweltmeisterschaft 1954 war die erste, die auch offiziell die Bezeichnung Fußball-Weltmeisterschaft trug. Sie wurde in sechs verschiedenen Schweizer Städten ausgetragen. Insgesamt rund 890.000 Besucher verfolgten die 26 Begegnungen des zweieinhalbwöchigen Turniers in den Stadien. Darüber hinaus sahen die erstmals live übertragenen Spiele, die den höchsten Toreschnitt aller Meisterschaften hatten, mehrere Millionen Menschen vor den Fernsehgeräten. Im später als Wunder von Bern bezeichneten Endspiel um die Fußball-Weltmeisterschaft am 4. Juli 1954 standen sich Turnierfavorit Ungarn und der ungesetzte Außenseiter Deutschland gegenüber. Bei strömendem Regen begann das Spiel wie erwartet. Obwohl durch eine Verletzung geschwächt, brachte
Ferenc Puskás die Ungarn schon in der sechsten Minute nach einem abgeprallten Kocsis-Schuss in Führung. Zwei Minuten später erhöhte Czibor nach einem schlechten Rückpass von Werner Kohlmeyer auf 2:0, ehe Max Morlock in der 11. Minute verkürzte. Die deutschen Angriffsbemühungen ebbten nicht ab und so erzielte Helmut Rahn nach Eckball von Fritz Walter und einem Fehler des ungarischen Torhüters Grosics in der 18. Minute den Ausgleich. Im Anschluss übernahmen die Ungarn wieder das Spiel, so dass eine Angriffswelle nach der nächsten auf das deutsche Tor lief. Auch in der zweiten Halbzeit änderte sich das Bild kaum. Der Favorit Ungarn kam ein ums andere Mal gefährlich vor das deutsche Tor. Hidegkuti traf
nur den Pfosten, Kocsis die Querlatte, Kohlmeyer rettete auf der Linie und der deutsche Torhüter Toni Turek zeigte einige überragende Paraden. Sechs Minuten vor Ende der regulären Spielzeit nahm Flügelstürmer Helmut Rahn eine halbherzig abgewehrte Flanke auf, zog vom Strafraumeck ab und überwand Grocsis mit einem Flachschuss zum 3:2 für Deutschland. Kurz darauf wurde ein zweiter Treffer von Puskás wegen Abseitsstellung nicht anerkannt. Mit Konzentration und letzter Kraft brachte die deutsche Mannschaft die knappe Führung über die Zeit. Als der englische
Schiedsrichter William Ling abpfiff, hatte die ungarische Mannschaft das erste Spiel seit 1950 verloren und mit ihm die so sicher geglaubte Weltmeisterschaft. Der WM-Titel ist der bisher einzige, bei dem ein Weltmeister im Laufe des Turniers nur gegen Mannschaften des
eigenen Kontinents spielte. Die von Adolf „Adi“ Dassler entwickelten Fußballschuhe
mit Schraubstollen sollen den Deutschen einen Vorteil verschafft haben. Während die durch den Dauerregen aufgeweichten Schuhe der Ungarn ihr Gewicht auf bis zu 1,5 Kilogramm verdoppelt hätten, brachten es die deutschen Schuhe auf lediglich 700 Gramm. Und zudem hätten die schlanken, hohen Nylonstollen, im Gegensatz zu den genagelten Lederstollen der Ungarn,
einen viel besseren Stand geboten und keinen Schmutz gesammelt… Mit dem Schlusspfiff des Finales am 4. Juli 1954 wurde Deutschland (BRD) erstmals Fußball-Weltmeister. Zum Kader der von Sepp Herberger betreuten deutschen Mannschaft gehörten insgesamt 22 Spieler, von denen 18 das Turnier bestritten. Während der WM kamen folgende Spieler zum Einsatz: Torwart: Toni Turek, Heinrich Kwiatkowski. Abwehr: Fritz Laband, Werner Kohlmeyer, Hans Bauer, Josef Posipal, Werner Liebrich. Mittelfeld: Horst Eckel, Karl Mai, Paul Mebus, Max Morlock, Fritz Walter. Angriff: Helmut Rahn, Bernhard Klodt, Ottmar Walter, Richard Herrmann, Alfred Pfaff, Hans Schäfer. Am Morgen des 5. Juli brach die Mannschaft im roten Sondertriebwagen mit der
Aufschrift „Fußball-Weltmeister 1954“ in Spiez auf, und fuhr über Schaffhausen, Singen und Konstanz am Bodensee entlang zunächst bis Lindau. Schon unterwegs wurden die Weltmeister
gefeiert, der Zug musste immer wieder für Gratulationen anhalten. Am nächsten Tag ging es von Lindau durchs Allgäu nach München. Fast jeder Ort mit Bahnhof am Rande der Strecke bereitete der Mannschaft einen besonderen Empfang. Allerdings gingen die sorgfältig vorbereiteten Choreographien und Reden zumeist im Jubel der Massen unter. Insgesamt über eine Million Menschen empfingen die DFB-Elf an jenem Dienstag an der Strecke und feierten die Mannschaft. Die für 16 Uhr geplante Ankunft in München verschob sich bis in den Abend. Dort nahm
Oberbürgermeister Thomas Wimmer die deutsche Mannschaft in Empfang. Am Abend fand eine großen Feier im Löwenbräukeller statt. Auch in den Tagen danach wurden die Weltmeister in ihren Heimatstädten gefeiert. Ich habe die Informationen aus dem Internet, tut mir leid für das
Zusammentreffen von Datumsangaben und Namen. Ursprünglich der Zweck des Liedes
die Präsentation bestimmter Tatsachen war nicht, die sicherlich mit den Änderungen im Menschen zugeordnet waren, wenn die Jugend ständig kümmert sich nicht in ein bewusst und reifen Leben gehen. Es besteht kein Zweifel, dass angesichts der größten Versuch der ganze Generation Maniuś ganz bewusst war, wie unbedeutend sein eigenes leben ist, die nicht jedem bekannt sind. Mein Ziel war es kein Vergleich. Dieser Gedanke kam mir nicht zur Kopf. Maniuś seine Gültigkeit spürte, sondern in einem ganz anderen Maßstab, als den kleinen Tropfen gegen die bitter
Ungeheuerlichkeit Gorzkiemu des Ozeans. Das nächste Mal begann er Kurzgeschichte zu schreiben über Emily, weil er den Charme der Zeit sich ergab. Emily hat nur vierzehn Jahre, wenn der angebliche Onkel zu ihrem Vater erschießt, mehmen von ihm nicht nur Leben, sondern auch das Pferd und die tausend Dollar. Emily verläst das Hause der Familie, er suche nach Gerechtigkeit angesichts des Todes von Vater ermordet wurde, Vater. Mit Hilfe von Robert, Schuhmacher-Dorf, er geht oben auf dem Gebiet Tschenstochau einen Mörder zu suchen. Dies hat zu einer der Stimmen der Literatur, das wahre Korn der Jugend von morgen zu zeigen. Inzwischen wird Maniuś das fernsehengerät enthalten, weil es wird die Fußball-Abend, Fußballspiel Polen-Russland.Wie wichtig sind 2012 Fußball-Europameisterschaft, die in
Ukraine und Polen stattfinden? (Es wird fortgesetzt)