początki chrześcijaństwa

Stanisław Barszczak, Młyn niepamięci
(co zostało tutaj opisane pochodzi z wyobraźni autora tekstu)

Zamiast wstępu,
Na najwyżej położonym placu Marsylii w dzielnicy Panier można obejrzeć resztki dwóch młynów, które poruszane przez tutejsze wiatry, przyczyniały się do dobrobytu mieszkańców miasta. I ja tam byłem… Symbolika młynu świadczy o bogactwie ludzkiego ducha, uważam że będzie optymalnym wyrażeniem na treści, które tutaj chciałbym wam przekazać. Marsylia (fr. Marseille, wł. Marsiglia), miasto w południowej Francji, drugie co do wielkości w kraju i trzeci zespół miejski. Liczba ludności :860 tys. Aglomeracja : 1,5 mln. Powierzchnia : 240,62 km². Położona jest w regionie Prowansja-Alpy- Wybrzeże Lazurowe, w departamencie Delta Rodanu, którego jest stolicą. W Marsylii działa polski konsulat honorowy. Marsylia jest dużym ośrodkiem przemysłowym i handlowym. Tworzy z miastami Fos i Berre Okręg Przemysłowy Marsylii. Miasto jest jednym z głównych ośrodków przemysłu hutniczego we Francji. Rozwinięty jest również przemysł stoczniowy, lotniczy, rafineryjny, petrochemiczny, włókienniczy i spożywczy. Znaczną część gospodarki miasta stanowi turystyka. Marsylia to ważny węzeł drogowy, kolejowy i lotniczy. Znajduje się tu międzynarodowy port lotniczy Aeroport de Marseille Provence. W Marsylii istnieją dwie linie metra. Marsylia jest drugim pod względem wielkości portem Europy. Marsylia jest jednym z najchętniej odwiedzanych miast przez turystów wybierających się do Francji. Jednym z powodów jest właśnie jego bogata historia, która wynosi ponad 2500 lat. W samym mieście widać duże wpływy kultury z południa Europy i Afryki. Miasto zostało bowiem założone przez Greków i spełniało podobną rolę do tej obecnej – czyli portu wymiany handlowej. Marsylia została założona ok. 600 p.n.e. przez Greków z Fokai i początkowo nosiła nazwę Massalia. Była pierwszym greckim polis w Europie Zachodniej. W 49 p.n.e. została zdobyta przez Juliusza Cezara, a w 476 przez Wizygotów, następnie przez Burgundów i Ostrogotów. Od VI wiekunależała do państwa Franków. Za panowania Karola Wielkiego stała się głównym średniowiecznym frankońskim portem handlowym. W 879 roku została podporządkowana królestwu Arelat, a w X wieku Prowansji. W średniowieczu miała status wolnego miasta. W 1481 roku została zajęta przez Francuzów. Podczas II wojny światowej została zbombardowana i znaczna jej część uległa zniszczeniu. Port jest najważniejszym miejscem w Marsylii. Góruje nad nim Bazylika Notre-Damme-de-la-Garde. W 1347 r. tutaj po raz pierwszy pojawiła się zaraza „czarnej śmierci” rozprzestrzeniając się w Europie Zachodniej. W 1423 r. Marsylię splądrowali Aragończycy. Najbardziej tragiczna w dziejach była jednak zaraza przywieziona w 1720 r. z Syrii, w wyniku której zmarła połowa mieszkańców Marsylii. W czasie wojny znacznie zniszczona. Pod koniec XX w. stała się jednym z najważniejszych miast, w których osiedlali się emigranci z Afryki Północnej, zmieniając oblicze narodowościowe Marsylii. Jednym z najpiękniejszych obiektów sakralnych w Marsylii jest Bazylika Notre-Damme-de-la-Gardewybudowana w drugiej połowie XIX wieku. Jest to bardzo bogato zdobiony obiekt, pokryty warstwami kolorowych marmurów, z licznymi malowidłami ściennymi oraz witrażami. Towarzyszy mu dzwonnica z 9-metrową złoconą statuą Matki Boskiej. Zainteresowanie budzi też opactwo San Victor wraz z zabytkowymi kryptami. Z bardziej nowoczesnych obiektów przyciąga uwagę blok mieszkalny Cité Radieuse, budzący spore kontrowersje. Zwiedzanie muzeów najlepiej jest rozpocząć od wizyty w Muzeum Historii Marsylii, które mieści się na parterze centrum handlowego Centre- Bourse. Muzeum to przedstawia historię miasta za pomocą zgromadzonych różnorodnych dokumentów, przedmiotów, które zostały znalezione podczas wykopalisk oraz makiet dawnej Marsylii. W Muzeum Historii Marsylii można zobaczyć także część przypadkowo odkrytego wraku rzymskiego statku handlowego z III wieku, dzięki temu można zobaczyć, jak przed wiekami budowano statki zdolne do żeglugi po Morzu Śródziemnym. Tuż obok muzeum znajduje się Ogród Ruin (Jardin des Vestiges), w którym znajdują się pozostałości portu z I oraz IV wieku odkryte podczas wykopalisk. Marseille oferuje wspaniałą lokalizację w wyjątkowej okolicy, pomiędzy morzem, na wzgórzach i Calanques. Te naturalne granice, morska na zachodzie i lądowa na wzgórzach otaczających, przyczyniły się do powstania oryginalnych miejsc i krajobrazów. Połowa powierzchni miasta składa się z naturalnych przestrzeni, z ponad 400 hektarów parków i ogrodów. Niektóre bardzo stare, jak Jardin de la Colline Puget, pierwszy publiczny ogród stworzony w Marsylii w 1801 roku, inne archeologiczne, jak Jardin des Vestiges ze śladami antycznego portu, jeszcze inne w malowniczej okolicy z widokiem na morze, jak Parc Valmer. Jest tu też zielony zakątek na krótką chwilę odpoczynku, taki jak Parc Longchamp lub otaczające miasto naturalne tereny, takie jak Parc Pastre. Marsylskie parki i ogrody są bardzo zróżnicowane, podobnie jak samo miasto. Marsylia uważana jest powszechnie za wrota do Morza Śródziemnego, dlatego najważniejszym miejscem w mieście jest port. Obowiązkowym miejscem, które trzeba odwiedzić są okolice Starego Portu, funkcjonującego tu juz od 2600 lat. Niewiele jest na świecie miejsc o tak starej historii. Port nazywany Joilettedziś już nie pełni funkcji przeładunkowej, a został jedynie przystanią i bazą wypadową dla kutrów rybackich, ale jest to zabytkowy obiekt strzeżony przez dwa forty: Fort św. Mikołaja i Fort św. Jana. Niezwykle barwna i interesująca jest również stara dzielnica portowa, pełna tawern, barów i restauracji serwujących lokalne morskie przysmaki. Ze starego portu można tez popłynąć promem na wyspę If. Ta skalista wysepka położona jest w odległości 3,5 km od portu w Marsylii. W jej centrum znajduje się zamek z XVII wieku. Château d’If – bo taką nosi on nazwę, powstał właściwie sto lat wcześniej, ale umocnienia XVII-wieczne zadecydowały o jego przeznaczeniu. Zamek przez długie lata pełnił funkcję niedopstępnego więzienia, rozsławionego przez powieść “Hrabia Monte Christo” – A. Dumasa. Więzienie służyło głównie więźniom politycznym i religijnym. Prawie żaden z nich nie opuścił murów zamku. Pośród największych „atrakcji turystycznych” Marsylii można wymienić: Kościół St. Victor. Opactwo Saint-Victor jest jednym z najstarszych miejsc kultu chrześcijańskiego nie tylko we Francji, ale i w całej Europie. Powstało ono na ruinach wcześniejszych świętych miejsc, przede wszystkim nekropolii starożytnych Greków i Rzymian. Dziś można tam zwiedzać krypty z piątego wieku naszej ery, z czasów kiedy chrześcijanie zaczęli w starych katakumbach grzebać swoich męczenników. Starą tradycją związaną z opactwem Saint-Victor jest msza święta i procesja do krypty Czarnej Madonny, wzdłuż Rue Sainte, po doroczne błogosławieństwo arcybiskupa Marsylii…. Bazylika Notre-Dame z lat 1853-1864. Bazylika Notre – Dame – ta neobizantyjska bazylika położona jest na ponad 160 metrowym wzgórzu La Garde. Niegdyś stanowiła punkt odniesienia dla statków wpływających do Starego Portu. Obecny budynek wzniesiony został w latach 1853 – 1864 w miejscu starej kaplicy. Inicjatorem budowy był zakon oblatów, a projektantem budowy Jacques – Henri Esperandieu. Bazylika ma 60 metrów wysokości i zwieńczona jest kopułą, na której wznosi się jedenastometrowa figura Madonny z Dzieciątkiem autorstwa Eugène’a Lequesne’a i Charlesa Christofle’a. Zarówno wygląd zewnętrzny jak i wewnętrzny budynku zachwyca i robi ogromne wrażenie na turystach. Mimo to wśród znawców architektury nie znalazł uznania. Marsylczycy często porównują Bazylikę Notre – Dame z lokomotywą, dając tym samym wyraz niezadowolenia z wyglądu świątyni… W tej Bazylice poznałem Ojca Magnan i Ojca Michel, bardzo ją pokochałem. Marsylia ma Starą katedrę La Major z XII wieku, oraz Nową katedrę La Mayor z lat 1852-1893. Marsylska katedra Najświętszej Marii Panny, zwana też Wielką Katedrą, została ufundowana w IV wieku naszej ery, rozbudowana w XI wieku, a obecny kształt zyskała podczas przebudowy na modłę romantyczną w XIX wieku, pod okiem znanych architektów Léona Vaudoyera i Henri-Jacquesa Espérandieu. Pod ich okiem katedra zyskała zdobienia w stylu rzymsko-bizantyjskim. Część katedry, w tym prezbiterium i ołtarz przetrwały w znacznie starszych, średniowiecznych formach, dzięki ówczesnym protestom lokalnej społeczności. Obecnie jest jedną z pereł marsylskiej architektury i sztuki malarskiej, jako że jej wnętrze zdobią piękne freski…. Fort św. Jana w starym porcie z XVII wieku… Ratusz XVII wieku, Muzeum Historii Marsylii znajdujące się w przepięknej, monumentalnej budowli, tzw. Bursie… Ponadto na turystyczną atrakcyjność miasta wpływ ma również to, że hymn Francji to po prostu Marsylianka. W maju 2009 Rada Unii Europejskiej wybrała Marsylię jako jedną (obok słowackich Koszyc) z Europejskich Stolic Kultury na 2013 rok. Ale moim zdaniem bardzo charakterystyczną atrakcją miasta pozostaje „La vieille charite”. To jeden z najpiękniejszych i najbardziej reprezentatywnych zabytków starej Marsylii. Został zaprojektowany przez braci Puget. W centralnej części znajduje się barokowa kaplica, do której prowadzi dziedziniec z arkadami. Pierwotnie został on zbudowany jako przytułek dla ubogich, obecnie znajduje się tam muzeum archeologiczne oraz galeria sztuki afrykańskiej i azjatyckiej. Sąsiednie pomieszczenia zajmują księgarnia i kawiarnia. W słoneczne dni rojno tam od turystów. Nic dziwnego, miejsce to przyciąga swoim urokiem zwiedzających ze wszystkich stron świata. Marsylia znana jest z wielu filmów fabularnych, w których przeważnie tematyka krąży wokół porachunków gangsterskich, szpiegostwa i francuskiej mafii, stąd miasto zyskało miano “francuskiego Chicago”. Szczególnie w starej portowej dzielnicy trzeba uważać na kieszonkowców i rozboje. Warto zrezygnować dla własnego bezpieczeństwa z nocnych spacerów w tych rejonach. W samym mieście lepiej pilnować portfela, albo po prostu nie nosić przy sobie większej gotówki. Poza tymi negatywami Marsylia kojarzy się też z bohaterstwem, a zwłaszcza znamienna jest Marsylianka, czyli pieśń wojenna towarzysząca batalionowi marsylskiemu w okresie rewolucji francuskiej. Każdy wie, że mieszkańcy Marsylii doceniają proste rzeczy. To prawda, że natura jest niezwykle dla nich przyjazna. Po pierwsze, środowisko naturalne: idealny klimat, tuż obok morze i jego aromatyczne bogactwo pod ręką .Marsylczycy wiedzą, jak tworzyć mieszanke smaków lądowych i morskich i w ten sposób promują produkty regionie. Podstawowymi daniami kuchni marsylskiej są proste potrawy, składające się ze świeżych produktów (pomidory, cukinie, bakłażany, papryka słodka, koper, itp.), oraz szeroki wybór ryb. Ich kunszt wyraża się przez sposób połączenia wszystkich tych składników oraz aromatycznych ziół i przypraw: czosnek, tymianek, rozmaryn, cząber, bazylia, szczypiorek, itp.nie zapominając oliwy z oliwek. Klasyczne specjały, to nie-do-missed “bouillabaisse” (zupa rybna), aioli (prowansalski majonez czosnkowy), pieds et paquets (świńskie nóżki), tapenade (oliwa z kąpieli), Pistou (pesto) zupy i wiele innych potraw… Podczas mojego pobytu w Marsylii pewnego dnia wybrałem się do pobliskiego Avinionu, którego sława sięga XIV wieku, a związana jest z historią papiestwa… Odważyłem się tam pojechać, dopiero teraz po 21 latach moich podróży do współczesnego świata, tak po prostu, i tak zaczyna się ta nowa historia, której jeszcze nie znam końca. Jaka jest geneza „Niewoli Aviniońskiej Kościoła”? Papież Benedykt XI (1303-1304) w 1304 roku opuścił Rzym w obliczu niepokojów społecznych wywołanych przez ród Colonnów i przeniósł się do Perugii, gdzie wkrótce zmarł. Konklawe zebrało się więc w tym mieście. Kolegium kardynalskie było podzielone na frakcję francuską i włoską, trwało 11 miesięcy. W końcu wybrany został kandydat Francuzów: Klemens V (1305-1314). Ten wybór zapoczątkował tzw. niewolę awiniońską papieży (1309-1377). Nastąpiło w tym okresie głębokie uzależnienie papiestwa od królów francuskich. “Niewola” była wynikiem dążności państw do wyzwolenia się spod zwierzchności Kościoła, proces ten nasilał się od XIII stulecia. Problem tkwił w stosunku pomiędzy władzą świecką a duchową i ich wzajemnych kompetencjach. Bezpośrednią natomiast przyczyną awiniońskiej niewoli papieży stał się zatarg pomiędzy dwoma politykami o silnych charakterach: królem Francji – Filipem IV Pięknym (1285-1314) a papieżem Bonifacym VIII (1294-1303). Konflikt o pieniądze przekształcił się w zasadniczy spór o władzę świecką papieża nad królami. Król Filip IV obłożył podatkiem dobra kościelne we Francji (początek 1296 roku), na rzecz prowadzonej przez niego wojny z Anglią. Krok ten wywołał protest papieża, który w bulli “Clericis laicos” z 24 lutego 1296 roku pod karą ekskomuniki zakazywał władcom świeckim opodatkowywania Kościoła, a duchowieństwu zabraniał płacenia jakichkolwiek danin bez uprzedniej zgody papieża. Na pretensje papiestwa Filip IV odpowiedział represjami fiskalnymi – 17 sierpnia 1296 roku wprowadził zakaz m.in. wywozu kruszców poza granice Francji, co wstrzymało płynące z tego kraju do Rzymu różnego typu opłaty i daniny na rzecz Kurii rzymskiej. 31 lipca 1297 roku w obliczu trudności wewnętrznych w Państwie Kościelnym, jak i sukcesów wojsk francuskich we Flandrii Bonifacy VIII ogłosił pojednawczą encyklikę “Esti de statu”, w której przyznał Francji w razie nagłej potrzeby prawo opodatkowania kleru bez ubiegania się o uprzednią zgodę Rzymu. Jednak po sukcesie wprowadzonego przez siebie pierwszego roku jubileuszowego (1300), z którym wiązał się wzrost prestiżu papieża, jak i zasobność kasy Państwa Kościelnego, konflikt ponownie zaostrzył się, ponieważ Bonifacy VIII powrócił do poglądów zawartych w bulli z 1296 roku. Na takie stanowisko papieża nałożyła się klęska militarna armii francuskiej we Flandrii i ponowna potrzeba podreperowania budżetu Francji z kiesy Kościoła. Równocześnie w państwach włoskich i w samej Kurii rzymskiej wzrastała potężna opozycja antypapieska, na czele której stał wydziedziczony przez Bonifacego ród Colonnów. W tej sytuacji nastąpił gwałtowny upadek autorytetu papieża w Rzymie. Kanclerz króla francuskiego Wilhelm de Nogaret wykorzystując wraz z Colonnami sytuację uwięzili papieża w Anagnii 7 września 1303 roku (tu uciekł z Rzymu Bonifacy VIII). Papież Bonifacy VIII po uwolnieniu przez poddanych w przeciągu miesiąca zmarł. Od tego pontyfikatu papiestwo zaczęło tracić coraz bardziej wpływy i uznanie. Papieskie roszczenie do pełni władzy skończyło się wielkim niepowodzeniem, które jeszcze bardziej uwidoczniło się w trakcie kolejnych pontyfikatów. Następca Bonifacego, Benedykt XI częściowo załagodził spór. Papież Klemens V, uległy Filipowi, wobec zaostrzających się w Państwie Kościelnym i w państwach włoskich antyfeudalnych ruchów społecznych (1303-1307), postanowił tymczasowo przebywać u swojego wasala, władcy Neapolu i osiadł w roku 1309 w Awinionie, by uniknąć jednak bezpośredniego nacisku ze strony króla Francji. Pałac Papieży w Avinionie, to wielki pałac gotycki, rezydencja najwyższych rangą pośredników Boga na ziemi, wybudowany w XIV wieku. To przede wszystkim budowle-zamierzenia dwóch papieży, Benedykta XII i Klemensa VI. Z Pałacu Biskupiego, który zajmował Jan XXII(zm. 1334), postawionym na skale des Doms, pozostaje tylko plan. Prace przy “Starym Pałacu” Benedykta XII rozpoczęły się w 1335 roku budową przed Pałacem lochu, “wieży aniołów”, która osłaniała odtąd apartamenty prywatne papieża i stanowiła rzeczywistą rękojmię-szaniec dla tej wczesnej budowli, z czasem najważniejszym szańcem pałaców papieży stała się wielka kaplica Klemensa VI, równoległa do katedry Notre-Dame des Doms, znajdującej się nieopodal już od XII wieku. Od 1338 do 1342, zostały wyburzane i przebudowane różne skrzydła dawnego pałacu biskupiego, wokół klasztoru wystawiono dwie potężne wieże, dając Pałacowi wygląd surowej i potężnej twierdzy. Po wybudowaniu w 1342 roku Wieży „de la garde-robe”, Klemens VI rozpoczął w 1344 “Nowe Dzieło” przez budowę wielkiej sali dla publiczności, nad Wielką Kaplicą. Wybudowanie skrzydła „wielkich dygnitarzy”, na tle kwadratu, pozwoliła określić nieokreślony a olbrzymi dziedziniec, „Cour d’honneur”. Troska o obronę stała się mniej widoczna, elewacje są bardziej eleganckie. Wewnątrz, skrzyżowania głowicy obfitują i umożliwiają pojawienie się pięknych rzeźbionych dekoracji. Od 1343 Matteo Giovanetti, rodem z Viterbo, kieruje ważnymi ekipami malarzy z całej Europy, których prace zostały uwiecznione przez wyjątkowe freski w pałacach. Klemens VI, po udekorowaniu wieży „de la garde-robe”(pokoju jelenia-chambre du Cerf), zlecił mu udekorowanie starego pałacu: kaplicy św. Martiala i św. Jana. W 1352 Matteo Giovanetti rozpoczął dekoracje Wielkiej Sali dla Publiczności, audiencyjnej. Zachowane freski okazują się unikalne i świadczą o wysokiej jakości artystycznej pierwszej szkoły w Avignon. Po odejściu papieży, miasto – Państwo Avignon i HrabstwoVenaissin pozostały własnością Stolicy Apostolskiej i Pałac służył jako rezydencja legatów, a następnie włoskich wice-legatów, aż do zjednoczenia tych terytoriów z Francją w 1791 roku, podczas rewolucji francuskiej. Zrabowany w tych niespokojnych czasach, następnie służył jako koszary do 1906 roku. Obecnie jest miejscem spotkań gości i turystów z całego świata. Wchodzimy na teren pałaców przez dziedziniec honorowy, do Sali Jezusa, tutaj zapoznajemy się z historią papiestwa w XIV wieku. Następnie zwiedzamy Salę konsystorza, Refektarz (Grand Tinel), apartamenty prywatne papieży z dekoracjami ściennymi, nieoszacowanymi freskami, klauzurę papieża Benedykta XII, pokój boczny, Kaplice świętego Martiala i świętego Jana, obecnie w remoncie, pokój papieża, pokój pod jeleniem-gabinet Klemensa VI, taras zewnętrzny, loggia, wielkie schody, Wielką Kaplicę, Salę dla Audiencji, przyjęć dyplomatów. Teraz własność miasta Avignon Pałac Papieży jest jednym z najczęściej odwiedzanych zabytków we Francji. W Avinionie można zwiedzać m.in. także: Most św. Benezety z XII wieku, Mały Pałac, pałac Arcybiskupów, Pustelnię du Val de Benediction, Monastyr ufundowany w XIV wieku przez Papieża Innocentego VI, który uczynił darowiznę z swych ziem i swojego pałacu na pustelnie, trzy klauzury, swój kościół, swój refektarz (Tinel), swe cele, ogrody. W Monastyrze znajduje się grobowiec papieża, freski Mateusza Giovanettiego. Poza tym w mieście znajduje się Opactwo św. Andrzeja, benedyktyńskie z X wieku, Wieża Filipa IV Pięknego, Fort św. Andrzeja, doskonały przykład architektury wojskowej średniowiecznej, był zbudowany przez Jana II Dobrego w XIV wieku, chronił granic Królestwa Francji. (Ciąg dalszy nastąpi, informacje o Marsylii i Avinionie znalazłem w Internecie, autor)

to my friends

Stanislaw Barszczak, My struggling days,

Everything must restart the service, even “the soul of the Lord”, regardless of whether it’s a slave, whether it’s a nobleman, burgher. Kidnapped young I personally learned the use of the French language around twenty. During my studies I used to go out in the morning, come back for dinner, and disappear in the evening, and so went to my current life. But it is unlikely the merit of mine but my ambition, that I liked, in turn, Italians, then Germans. With English I’m always fair. Consequently, I have been even in Ireland, Cork. I met the youth of a dormitory. Kathy, Ruth and Tommy learn in an elite boarding school, an idyllic location in the heart of the English province. Teachers put a particular emphasis on artistic and all kinds of creativity. What distinguishes this school from others is the fact that none of the students do not go on family holidays. Life in Cork is a seemingly normal: refer to youthful friendships, first love and sexual contact, there is a conflict between students and teachers. Gradually, as a result of accidental allusions, it reveals a grim yet frightening mystery. Do you love that will connect Kathy and Tommy just to change fate, which from the beginning was written for them?

I am not able to match the love teenagers, young men, to be obedient to Jesus, because in the latter the case with regard to the right of the heart was. What is our loyalty to Christ? We are a congregation of the Church. In today’s Sunday, the third Easter Sunday, we have the richest word of the Gospel. Jesus is the light, he sees each of us. Now before us the testimony of the Pope Francis. It’s not about exchanging sets of ring painted, with new sites only. The new Pope, who is realizing the priesthood of the free service. But the transfer order Christ’s words was addressed to all Christians. We still all over again the Royal priesthood of Christ from our baptism. By no means we are those who killed Jesus Christ. But Jesus is risen! However, there are people who know the shame of sin and follow false teachers. And Jesus says: “come on, follow me”. Negate your own selfishness! My beloved! We are not equal, but the Saints! Each of us is looking to fill the heart of Jesus. Start with the first church. Family. All they had in common. What mystery, what light!

Today talking about the unlawful giving birth to someone, the avanguard of what could constitute Europe, operating on human values. Does this mean that it is better to “someone not born”? Moreover, it is said, we the Member States there was taking place, but let’s create a Europe of the United Nations. Does that mean contemporary let’s look for the Don Kichots, who say: how much the world is suffering because of my laziness? But it comes to light the story of my deeds! And “you have to help me!” In my opinion, it’s the fact that they die the fierce people, geniuses. The people are afraid of hell. Such attitude we shorten our links with young people. And young people are looking at us. Burns and dome of the rock mosque Al-Aqsa-on the rubble of their Jewish extremists want to build the third Temple of Jerusalem. Upheaval in Egypt, changes the layout in the forces of Islam. Muslims around the world move on a holy war. Under the green flag of the Prophet unite Egyptians, Iranians and Syrians Ridge assault. In front of the abrams and zulfiqars there are merkavs. Armageddon Is Approaching. “Where is the reason, we’ve lost the knowledge, where is the knowledge we have lost information.”
Jean-Paul Sartre said: “hell is other people”. One day wrote I a book whose Polish title “Neighbor and he” is. In free translation into English it means: “Yet another and he”. Classical philosophy bypass, in which the freedom of the otherness of Other, it forgives us our existence, so there was no denying yourself. Such philosophy do not recognized the otherness of another in a dialogue through which another man, he triggers us. Turn your attention on time there. Well, time is of the essence and the display of a being. If the time is to show the ambiguity of being and otherwise than being, you think its arrowing not as a being, but as Saying. Time as a Saying now. Subjectivity is transformed into a meaning, in speaking or in infinity. “The importance of being preceded the being”, Emmanuel Levinas said. The importance of speaking is not the advertising nature and beings. Responsibility for another may not start from my commitment, my decision was taken outside my freedom … The present begins in my freedom, but this is not the freedom to choose the good that chose me, before I chose them.

Nobody is good on a voluntary basis. My whole intimacy is established contrary to-my-will as being the other. Contrary to me yourself, for another-here’s the meaning and appropriate sense of being oneself (soi-meme), meaning “self”-the object that does not derive from any denominator-the mere fact of finding myself at the moment, when you lose. Infinity expresses the positivity of the responsibility … Infinity gives me orders. The debt increases as it is repaid. Responsibility for Another- before any freedom, less than my freedom, earlier to the present time and submitting, he is the passivity more passive than passivity. This responsibility is any opening to Another without the will of that opening, he is the opening without moderation, expression, speaking as Saying. It appears extreme sensitivity to the suffering. The suffering I see here as a promise of starting anew once adopted the attitude of service, abandon what is opposed to another, maintaining a clean conscience, thus being heard by another. For Another I do a little, “enough”, which it turns out to be a lot of. St. Paul about this the Christian attitude he wrote: “I no longer live, but Christ lives in me.” Suffer, it’s more than being for only the closeness of another. You see, we’re close now (see, proximity) not on the basis of the being.

On the other hand, we need the power of the seniors. Hence I would like to praise the Russian spirit in the history of the Poland country. They say some very openly, “Gott ist tot” (R. Menasse). God is dead-as power, social phenomenon. And yet, on the phone are we talking with the devil and God? It seems to me that if as Christians we are a last royal priesthood. This awareness should be a priest, also a faithful, we must to open up to eco-social Christianity. Be resourceful or an innovative entrepreneur. Today just as it had been in the Roman Empire, the property becomes preferred. What me, as a “weaker” I do in this situation? I’d like to keep my sovereignty, which is an irreversible condition in our inquisitive layouts and relationships. You need to show these processes reveal a diagnosis, the structure of the speech show in all difficult situations, some interesting deals. Show you how and whether it works? The Eucharist to nourish Christian. You have to give the primacy of God in our lives. Even “little” give, give more. The gift of a great is a Eucharistic priest, who is celebrating the holy mass, if he did so on the last day of his life. On the Holy Mass to reject from yourself what offends Christ. A week that passes it has been charged, I would say, for a large memory of tragedy of ours(the third anniversary of the Polish crash near Smolensk), and we did a smaller heart. This means that the public already is not properly shaped (in german, richtig), intelligence does not goes with the words in the distorted imagination pole.

I entered the Church with twenty some years. And today I have no twenty-five years of a new priest. I became part of the social product of Catholicism, the time after World War II. Especially in the Valley of Sosnowiec we gave ourselves these questions: How can people work their own vital standard achieved in order to be happy, happy with his life. How the people can the capacity in an organized social work to attend? How a social economic market to build? Organized labor is also the basis for the Catholic Church. Years ago I felt related to the working people of my village. I liked a guy, then I became a priest in the community also. Together with other people I did the first experience in working together. And it had to be on my own, just a human solidarity, when I went to a seminar. The priest had a personality then. How can it be beautiful, it had been evoked in sermons of the priest. But that solidarity, I don’t find attractive today. Theology and philosophy, then there were two phenomenas, which did me the greatest impression. Then came the pastoral practice of education in parishes, in which I worked.

And now me, like fooling yourself. For these 27 years of priestly life by experience of the “fresh days” were kind of broken. My thinking is now carried out in the community, and legally, increasingly for stand alone. My life is the fortunes of Old Shatterhand, as known to the readers of the novels of Charles May, bearing the name Kara Ben Nemzi. My full pace and dangers of adventure played out now on the vast areas of the Middle East; from the Sahara by Arabia, Persia, until the borders of Turkey. Evading the checks, I’m flying to America or Africa. In the terminals, I am still despicable, I sit quietly, If I was not. You see, though I’m not a programmer, I’m not retired unemployed yet. And I’m not getting any support from ecclesiastical authorities. A great example of a cardinal Karol Wojtyla, his religious commitment, and political interest of the Prof. Józef Tischner, they remained unrealized. And yet, we are all on the shoulders of Wojtyla. Economic capacity we now have amazing. The free market has no ears or eyes to human dignity. But I’m sometimes also against democracy, because it promotes human beings at the expense of the whole person. Today solidarity in society, environmental sensitivity, does not come from yourself. We have twenty first century now. The economy shall be only placed against gender equality and environmental protection. Globalization has still a lot of question marks. Let this collection of impressions will result in a deeper reflection on our passing and inner transformation. And by the way I ask you about the latest understanding of the motives of life on the threshold of the third millennium.

We have special invitation of Jesus here. In today’s Gospel Jesus appears to the Apostles after his resurrection after the third time. The Apostles resigned fate, no master close to them, all of a sudden we find them by fishing. Fishing, number 153, which is unusual, extraordinary, it’s a sign of the Blessed Sacrament, symbolizes the kind of distribution, prevalence of the spirit of life. Apostolic letters emphasize donated to us: “you have to listen to more of God as men.” Not so long ago I watched a movie titled “World without end “. In this film, which takes us back to the 14th century, we are as young characters, who sometimes take the responsible functions in the English community of Kingsbridge. An ambitious and very sympathetic Merthin is an architect. But Caris does not want Merthin, she planted with witchcraft, she is in danger of a noose. Before the last disaster it rescues her the collapse of the gallows of wood bridge. World without end, it is the case only. Today we heard also the text taken from the Apocalypse of St. John: “Do not be afraid. I am the first and the last, I’m alive. I was dead, but here I am living after all. And I have the keys of death.” There is an announcement of the presence of the Lord in our history and the history of time, Jesus, King of the ages. So, this definitive Covenant with Jesus is the true meaning of history. Because it Jesus gives life, he is now famous, walking on the Lake, he shows up to the Apostles in the joy of Easter. He asks for a way, he demands of the road. “Courage, I am conquered the world!” Lamb that was slain. Agnus immolatus. We are in the Holy Mass, we are thus visibly for loyalty to Christ. We confess our faith in the divine presence of Jesus shown in living Bread. My Lord, the whole authority is yours. Beware of me, humbly I would like to serve your mission. Amen.

moją powinnością jest głosić radość Zmartwychwstałego

Stanisław Barszczak, Moje porywanie dni,

Wszystko musi ponawiać swoją służbę, nawet „Pańska dusza”, niezależnie od tego, czy to niewolnik, czy to szlachcic, czy mieszczanin. Porwany za młodu osobiście nauczyłem się używać języka francuskiego koło dwudziestki. W czasie moich studiów zwykłem wychodzić rano, wracać na obiad, a znikać wieczorem, i tak toczyło się moje ówczesne życie. Ale to zasługa raczej nie moja a mojej ambicji, że polubiłem z kolei Włochów, następnie Niemców. Z Anglikami jestem zawsze fair. W związku z tym bywałem nawet w Irlandii, Cork. Poznałem młodzież z internatu. Kathy, Ruth i Tommy uczą się w elitarnej szkole z internatem , idyllicznym miejscu w sercu angielskiej prowincji. Nauczyciele kładą tu szczególny nacisk na twórczość artystyczną i wszelkiego rodzaju kreatywność. Tym, co odróżnia tę szkołę od innych jest fakt, że żaden z uczniów nie wyjeżdża na ferie do rodziny. Życie w Corku toczy się pozornie normalnym trybem: nawiązują się młodzieńcze przyjaźnie, pierwsze miłości i kontakty seksualne, dochodzi do konfliktów między uczniami a nauczycielami. Stopniowo, w wyniku przypadkowych napomknień i aluzji, odsłania się ponura, zarazem przerażająca tajemnica… Czy miłość, która połączy Kathy i Tommy’ego wystarczy, by odmienić los, który od początku był im pisany?

Ale racje posłuszeństwa Jezusowi, to są racje serca. Jezus może zrobić więcej. Jaka jest nasza lojalność Chrystusowi? Jesteśmy zgromadzeniem kościoła. W dzisiejszą niedzielę, trzecią Wielkanocną, mamy najobfitsze słowo ewangelii. Jezus jest światłem, widzi każdego. A przed nami świadectwo papieża Franciszka. Tu nie chodzi o wymianę kompletów stołowych na malowane, o nowe serwisy tylko. To nowy papież, który wypełnia kapłaństwo służebne. Ale polecenie oznajmiania słowa Chrystusa zostało skierowane do wszystkich chrześcijan. Odsłaniamy kapłaństwo królewskie Chrystusa od naszego chrztu. Bynajmniej jesteśmy tymi, którzy zabili Jezusa Chrystusa. Ale Jezus zmartwychwstał! Są jednak ludzie, którzy poznają wstyd grzechu, a idą za fałszywymi nauczycielami. A Jezus mówi: „chodź za mną”. Zanegować własny egoizm! Moi kochani! Nie jesteśmy równi, ale święci! Każdy z nas poszukuje wypełnienia serca Jezusem. Zacząć z pierwszym kościołem. Rodzina. Wszystko mieli wspólne. Jaka tajemnica, jakie światło!

Dzisiaj mówi się o bezprawnym zrodzeniu, o awangardzie, jaką mogłaby stanowić Europa, operująca na wartościach ludzkich. Czy to znaczy, że lepiej żeby „ktoś się nie urodził”? Co więcej mówi się, mamy państwa nacjonalne, lecz stwórzmy Europę narodów zjednoczonych. Czy to znaczy, odszukajmy współczesnych Don Kichotów, którzy mówią: jak bardzo świat cierpi z powodu mojego lenistwa? Ale przecież wyjdzie na jaw historia moich czynów! Ale „musicie mi pomóc”! W moim odczuciu piekło, to fakt, że umierają nieujarzmieni, geniusze. Boją się ludzie piekła, a taką postawą skracamy nasze związki z młodymi ludźmi. A młodzi patrzą na nas. W istocie rzeczy piekło podobno polega na tym, że umierają nazbyt szybko nieujarzmieni geniusze. Płonie Kopuła na Skale i meczet Al-Aksa – na ich zgliszczach żydowscy ekstremiści chcą zbudować Trzecią Świątynię Jerozolimską. Przewrót w Egipcie zmienia układ sił w krajach islamu. Muzułmanie całego świata ruszają na świętą wojnę. Pod zieloną flagą Proroka jednoczą się pancerne zagony Egipcjan, Syryjczyków i Irańczyków. Naprzeciw abramsów i zulfikarów stają merkavy. Nadciąga Armagedon. Sartre mówił: piekło to inni. Ja napisałem książkę, której polski tytuł „Bliźni i on” w wolnym tłumaczeniu przetłumaczyłem na język angielski: „Jeszcze inny i on”.
Klasyczna filozofia pomijała wolność, w której sama inność innego wybacza nam nasze istnienie, więc nie było negowania siebie. Nie doceniała inności innego w dialogu, poprzez który inny nas wyzwala. Zwracam tam waszą uwagę na czas. Otóż czas jest istotą i ukazywaniem się istoty. Jeśli czas ma pokazać dwuznaczność bycia i inaczej niż być, to należy pomyśleć jego temporalizację nie jako istotę, ale jako Mówienie. Podmiotowość zamienia się w znaczenie, w mówienie lub w słowo nieskończoności. „Znaczenie poprzedza istotę”, napisał Emmanuel Levinas. Znaczenie Mówienia nie polega na anonsowaniu istoty i bytów. Odpowiedzialność za innego nie może zaczynać się od mojego zaangażowania, od mojej decyzji, pochodzi spoza mojej wolności… Teraźniejszość zaczyna się w mojej wolności, ale to nie Wolność wybiera Dobro, które wybrało mnie, zanim ja je wybrałem.

Nikt nie jest dobry dobrowolnie… Cała moja intymność ustanowiona zostaje wbrew-mojej-woli jako bycie za-innego. Wbrew mnie samemu, za innego-oto właściwe znaczenie i sens bycia sobą samym (soi-meme), sens zaimka „siebie” -biernika, który nie pochodzi od żadnego mianownika-sam fakt odnajdywania siebie w chwili, kiedy się siebie traci. Nieskończoność wyraża pozytywność odpowiedzialności… Nieskończoność mi rozkazuje. Dług wzrasta w miarę, jak jest spłacany. Odpowiedzialność za Innego-w swojej uprzedniości wobec mojej wolności, w swojej uprzedniości wobec teraźniejszości i przedstawienia- jest biernością-pasywnością, bardziej pasywną niż jakakolwiek bierność, otwarciem się na Innego bez woli takiego otwarcia, otwarciem się bez umiaru, ekspresją, Mówieniem. Pojawia się skrajna wrażliwość aż po cierpienie. Cierpienie rozumiem tutaj jako obietnicę rozpoczynania na nowo już raz przyjętej postawy służby, porzucenia tego, co się sprzeciwia Innemu, zachowania czystego sumienia, tym samym bycia słyszanym przez Innego. W obliczu Innego czynię „mało”, co w rezultacie okazuje się czynieniem bardzo dużo. Św. Paweł, o tej chrześcijańskiej postawie napisał: „już nie ja żyję, lecz żyje we Chrystus.” Cierpieć, to przekraczać bycie, dla jedynej bliskości Innego. Widzicie, nie rozważamy teraz bliskości na podstawie bycia.

Z drugiej strony potrzebujemy mocy starszych. Stąd chciałbym w Polsce wychwalać wręcz rosyjską historię ducha. A mówią niektórzy bardzo otwarcie „Gott ist tot”(R. Menasse). Bóg umarł- jako moc, socjalny fenomen. A przecież przez telefon rozmawiam nie z diabłem a z Bogiem. Wydaje mi się, że skoro jako chrześcijanie jesteśmy królewskim kapłaństwem, to zmienić świadomość kapłana należy, także wiernego parafianina, otworzyć się na eko-socjalne chrześcijaństwo. Bądź innowacyjny, przedsiębiorcą. Dzisiaj podobnie jak to miało miejsce w Cesarstwie Rzymskim własność, majątek staje się uprzywilejowany. Co ja „słabszy” mogę w tej sytuacji zrobić? Chciałbym zachować moją suwerenność czasu, który jest warunkiem nieodwracalnym w naszych wszędobylskich układach i relacjach. Trzeba te procesy pokazać, odsłonić diagnozy, struktury mowy pokazać we wszystkich trudnych sytuacjach, ciekawe oferty przedstawić. Pokazać jak i czy to funkcjonuje? Eucharystia posila (nutrie) chrześcijanina. Trzeba dać Bogu prymat w naszym życiu. Nawet „mało” dać, to dać więcej. Dar wielki, kapłan eucharystyczny, który odprawia Mszę św. jakby w ostatnim dniu swego życia. Na Mszy świętej odrzucić od siebie to, co obraża Jezusa. Tydzień, który mija został obciążony, powiedziałbym, już za dużą pamięcią tragedii (trzecia rocznica katastrofy pod Smoleńskiem), a mniejszym sercem. Znaczy to, że społeczeństwo już nie jest poprawnie kształtowane (nich richtig), inteligencja nie trafia z wyrazami w zniekształconą wyobraźnię Polaka. Wchodziłem w kościół mając dwadzieścia kilka lat. A dzisiaj już nie mam dwudziestu pięciu lat neoprezbitera.

Staję się częścią produktu socjalnego katolicyzmu, czasu po II Wojnie Światowej. Zwłaszcza w Zagłębiu stawialiśmy sobie następujące pytania: jak ludzie mogą własną pracą życiowy standard osiągnąć, żeby być szczęśliwym, zadowolonym z życia. Jak najlepiej ludzie mogą w zorganizowanej społecznej pracy uczestniczyć? Jak powinno się budować się budować społeczny rynek gospodarczy? Zorganizowana praca znajduje też podstawę w kościele katolickim. Przed laty czułem się związany z ludem pracującym mojej miejscowości. Stawałem się mężczyzną, następnie księdzem we wspólnocie. Razem z innymi ludźmi w Zagłębiu poczyniłem pierwsze doświadczenia w kwestii wspólnej pracy. I to miałem na celu, właśnie ludzką solidarność, gdy wstępowałem do Seminarium. Kapłan miał osobowość. Jak może być pięknie, to przywoływał w kazaniach kapłan. Ale tamtą solidarność, nie uważam dzisiaj atrakcyjną. Teologia i filozofia, to były dwa fenomeny, które na mnie robiły największe wrażenie. Następnie przyszła pedagogiczna praktyka duszpasterska w parafiach, w których pracowałem.

A teraz jakby oszukuję siebie. Bo te 27 lat kapłańskiego życia przez doświadczenia świeżych dni zostały jakby złamane. Moje myślenie nie jest teraz prowadzone we wspólnocie i legalnie, coraz bardziej za to samodzielne. Moje życie to kolejne losy Old Shatterhanda, postaci znanej czytelnikom z powieści Karola Maya, noszącej nazwisko Kara Ben Nemzi. Moje pełne tempa i niebezpieczeństw przygody rozgrywają się teraz na rozległych terenach Bliskiego Wschodu; począwszy od Sahary przez Arabię, Persję, aż do granic Turcji. Wymykam się z pod kontroli, lecę do Ameryki lub do Afryki. W terminalach jestem najpodlejszy, siedzę cicho, jakby mnie w ogóle nie było. Widzicie, jakkolwiek nie jestem programistą na emeryturze, to także nie jestem bezrobotnym. A nie otrzymuję należnego poparcia ze strony władz kościelnych. Wielki przykład Kard. Karola Wojtyły, jego religijne zaangażowanie, interes polityczny ks. Prof. Józefa Tischnera, pozostały jednak niezrealizowane. A przecież stoimy wszyscy na barkach Wojtyły. Zdolności gospodarcze mamy teraz zadziwiające. Wolny rynek nie ma uszu, ani oczu na ludzką godność. Ale jestem czasem również przeciw demokracji, bo promuje human beings, humanizm, kosztem całej osoby. Dzisiaj solidarność w społeczeństwie, środowiskowa wrażliwość, nie przychodzi już od siebie. Mamy dwudzieste pierwsze stulecie. Gospodarka plasuje się jedynie przed równością płci i przed ochroną środowiska. Globalizacja ma jeszcze dużo znaków zapytania.
Niech ten zbiór impresji zaowocuje głębszą refleksją nad naszym przemijaniem i wewnętrzną przemianą. A swoją drogą proszę was o ostatnie zrozumienie motywów życia na progu trzeciego tysiąclecia.

Mamy specjalne tutaj zaproszenie Jezusa. W dzisiejszej ewangelii Jezus ukazuje się Apostołom po swoim zmartwychwstaniu już po raz trzeci. Apostołowie pogodzeni z losem, brak Mistrza, nagle znajdujemy ich przy łowieniu ryb. Połów ryb, w liczbie 153, który jest niezwykły, nadzwyczajny, to znak Najświętszego Sakramentu, symbolizuje niejako dystrybucję, rozpowszechnienie życia Ducha. Listy apostolskie akcentują podarowany nam czas: „Trzeba słuchać bardziej Boga jak ludzi.” Nie tak dawno obejrzałem film pt.„Świat bez końca”. W tym filmie, którego akcja przenosi nas do XIV stulecia, mamy młodych bohaterów, którzy z czasem przejmują odpowiedzialne funkcje w społeczności angielskiego miasteczka Kingsbridge . Ambitny i bardzo sympatyczny Merthin zostaje architektem. Ale Caris nie chce Merthina, posądzona o czary, grozi jej stryczek. Przed ostatnią klęską ratuje ją zawalenie się z szubienicą tutejszego mostu z drewna. Świat bez końca skazany jest na przypadek. Dzisiaj słyszeliśmy także tekst wyjęty z „Apokalipsy św. Jana”: „Nie bójcie się. Ja jestem pierwszy i ostatni, jestem żywym. Byłem umarłym, ale oto jestem żywym po wszystkie wieki. I przywłaszczam sobie klucze śmierci.”To zapowiedź obecności w naszych dziejach Pana historii i czasu, Jezusa, króla wieków. Tak więc, to przymierze definitywne z Jezusem jest prawdziwym sensem historii. Bo to Jezus daje życie, dzisiaj już sławny, kroczy po jeziorze, pokazuje się apostołom w wielkanocnej radości. Pyta niejako o drogę, domaga się drogi. „Odwagi, jam zwyciężył świat!” Baranek zabity. Agnus immolatus. Jesteśmy na Mszy świętej, opowiadamy się zatem widzialnie za lojalnością wobec Chrystusa. Wyznajemy naszą wiarę w boską obecność Jezusa zamanifestowaną w żywym Chlebie. Mój Panie, cały autorytet jest twój. Strzeż mnie, pokornie chciałbym służyć twojej misji. Amen.

Kapłanom i artystom

Stanisław Barszczak, Powołani do wolności (List otwarty do Kapłanów)

W ewangelii Jezusa, a bardziej jeszcze w listach Pawłowych jest mowa o Galatach: „o nierozumni Galaci, co was urzekło!” Kochani bracia w kapłaństwie. Wybaczcie mi ten ton. Zaraz zapytam was jak rozumiecie pierwszeństwo? Bynajmniej bywa, że jestem przeciw demokracji, bo ona promuje human being, zaniżając wartość malkontentów obecnego świata. Chciałbym wam jednak opowiedzieć kiedyś do końca, historię chrześcijaństwa, i to nie tak ludzi, jak chrześcijańskiego ducha służby osobie. Ponieważ Chrystus jest miłością na zawsze, stąd jest miłosierdziem (misericordia) dla nas na wieki. Więc jaka powinna być w nas radość chrześcijańska! Tedy nie przestaję wędrować po kontynentach świata. Do Valldemossy na Majorce dotarliśmy przed samym południem. Jest tu kilka kawiarenek, galerii i restauracji, po wiosce spacerują przeważnie Niemcy. W całej miejscowości panowała specyficzna, senna atmosfera, tak różna od zamieszania typowego dla El Arenal czy Palmy, leżących nad morzem. Fryderyk Chopin i George Sand poznali się 5 listopada 1836 roku w Paryżu. Wkrótce zaczął się ich romantyczny związek, trwający prawie 10 lat. Francuska powieściopisarka miała dwoje dzieci – trzynastoletniego Maurice’a i dziewięcioletnią Solange. Z Casimirem Dudevantem była rozwiedziona. Pani Bożena Schmid-Adamczyk, kustosz Muzeum F.Chopina i G.Sand w Valldemossie pięknie opisuje południowe przygody tej pary. W roku 1838 pisarka zaprosiła w tę podróż Chopina, mając nadzieję, że południowy klimat polepszy stan zdrowia artysty. Można przypuszczać, że kochankowie szukali również spokojnego miejsca, aby oddalić się od środowiska paryskiego i oddać się spokojnie pracy twórczej. Początek podróży odbyli oddzielnie. Z kompozytorem, który wyjechał z Paryża 27 października spotkali się 31 października 1838 roku w Perpignan, w pobliżu granicy francusko-hiszpańskiej. Następnego dnia po przyjeździe do Perpignan para artystów udała się statkiem „Le Phénicien” z Port-Vendres do Barcelony. W Barcelonie zatrzymali się na pięć dni w hotelu „Cuatro Naciones”. Czas wypełniali zwiedzaniem miasta, min. katedry Santa Maria del Mar, jak również ruin domu Inkwizycji. 7 listopada wyruszyli z Barcelony statkiem „El Mallorquin” w dalszą podróż do Palma de Mallorca, dokąd dopłynęli 8 listopada. Pierwszy pobyt w Palmie miał miejsce w dniach 8-14 listopada 1838. W Palmie podróżni natychmiast natknęli się na problemy związane ze znalezieniem mieszkania: informacje przyjaciół z Paryża, zapewniające o gościnności mieszkańców Majorki, okazały się zupełnie niezgodne z rzeczywistością. Udało im się znaleźć wyłącznie dwa bardzo niewygodne pokoiki w oberży przy Calle de la Marina. „Mieszkanie składało się z czterech kompletnie nagich ścian, bez drzwi i okien – opisywała w „Zimie na Majorce” (Un hiver à Majorque) George Sand. „Większość mieszczańskich domów nie posiada szyb w oknach; i kiedy ktoś zechce sprawić sobie taki luksus, bardzo wskazany zimą, musi zamówić ramy. Każdy lokator podczas przeprowadzki (a prawie nikt się nie przeprowadza) zabiera ze sobą okna, zamki, a nawet zawiasy” (Sand 2006, s. 46). Podczas pobytu w Palmie zwiedzili m.in katedrę. Pomimo niesprzyjających okoliczności Chopin napisał do swojego przyjaciela Juliana Fontany 15 listopada 1838: „Niebo jak turkus, morze jak lazur; góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie. W dzień słońce, wszyscy letnio chodzą, i gorąco; w nocy gitary i śpiewy po całych godzinach” (Sydow 1955, t. 1, s. 327). Trudne warunki mieszkaniowe spotęgowane hałasem pracujących w pobliżu handlarzy zmusiły jednak artystów do szukania innego lokum. Przyjęli więc propozycję wynajęcia umeblowanej willi „Son Vent” (Dom wiatru) w Establiments, oddalonym od Palmy 4 kilometry. 15 listopada 1838 roku George Sand i Fryderyk Chopin wynajęli malowniczo położoną u stóp gór willę „Son Vent” w Establiments, należącą do bogatego mieszczanina o nazwisku Gómez. 21 listopada 1838 roku, Chopin, którego fortepian zaginął podczas podróży na Majorkę, pisał do Camille Pleyela: „Marzę o muzyce, lecz nie gram – bo tu nie ma fortepianów… jest to dziki kraj pod tym względem.” (Sydow 1955, t. 1, s. 329). Spokojne życie w „Son Vent” trwało trzy tygodnie, do pierwszych dni grudnia, kiedy to nagle spadł ulewny deszcz i spowodował, że ściany namokły wodą. W willi zrobiło się zimno i wilgotno. „Z drzew opadły wszystkie kwiaty, a deszcz dostawał się do naszych źle zamkniętych pokoi” – pisała George Sand w „Zimie na Majorce” (Sand 2006, s. 57).
Stan zdrowia Chopina pogarszał się z każdym dniem i trzeba było wzywać lekarzy. Chopin napisał w liście do Juliana Fontany z 3 XII 1838: „Chorowałem przez te ostatnie dwa tygodnie jak pies: zaziębiłem się mimo 18 stopni ciepła, róż, pomarańcz, palm i fig” (Sydow 1955, t. 1, s. 330). Tymczasem Gómez, właściciel „Son Vent”, podburzany przez okolicznych mieszkańców obawiających się choroby zakaźnej, zmusił Chopina i jego towarzyszkę do opuszczenia willi. Tak więc 9 grudnia 1838 roku artyści udali się z powrotem do Palmy. Drugi pobyt w Palmie , to 10 – 14 grudnia 1838. W Palmie Chopin i George Sand skorzystali z zaproszenia Pierre’a-Hippolite’a Flury, konsula francuskiego, niezwykle życzliwego dla swoich ziomków, i zatrzymali się w jego domu Illeta d’en Moragues, który dziś już nie istnieje. Wkrótce dowiedzieli się o innej możliwości zamieszkania: tajemnicza para, pragnąca opuścić wyspę, wynajęła im za niewielką sumę dwie cele w klasztorze kartuzów w Valldemossie. W klasztorze kartuzów w Valldemossie przebywali od 15 grudnia 1838 do 11 lutego 1839. 15 grudnia 1838 roku Chopin, George Sand i jej dzieci wraz z pokojówką Amelią przyjechali do Valldemossy. Zamieszkali w celach opuszczonego klasztoru kartuzów. Na każdą celę składały się trzy pomieszczenia, które – jak pisała George Sand w „Zimie na Majorce” – „były przestronne, elegancko sklepione i dobrze wywietrzone dzięki ażurowym rozetom o różnorodnych, bardzo ładnych wzorach. Oddzielone były od klasztoru mrocznym korytarzem, zamykanym potężnymi dębowymi drzwiami… Od południa wszystkie trzy izby wychodziły na ogródek, którego powierzchnia odpowiadała wielkości całej celi, oddzielony od sąsiednich działek murem na dziesięć stóp i wspierała się na solidnie zbudowanym tarasie nad małym gajem pomarańczy położonym na występie wzniesienia. Niższy taras porastała winorośl, kolejny migdałowce i palmy…” (Sand 2006, s. 147). Prymitywne umeblowanie celi, z którego do dziś zachowało się gotyckie krzesło przyniesione im przez zakrystianina, dopełniało złej jakości pianino majorkańskie. Na instrumencie tym kompozytor, podczas pobytu w klasztorze, skomponował jedno z najsławniejszych swoich dzieł. Zamówiony w Paryżu fortepian firmy Pleyel dotarł do niego dopiero trzy tygodnie przed wyjazdem z Majorki. Sroga zima na przełomie 1838 i 1839 roku z mgłami, burzami i zimnem zmuszała oboje artystów do pozostawania wewnątrz opustoszałego, osobliwego klasztoru, rozbrzmiewającego wyciem lodowatego wiatru w ponurych korytarzach. Stwarzało to niezwykłą i mroczną atmosferę, łagodzoną rzadkimi słonecznymi dniami, które pozwalały artystom na podziwianie niezwykłego pejzażu Valldemossy. Chopin również nie był obojętny na piękny i surowy krajobraz Valldemossy, ani na szczególną atmosferę klasztoru. Jednak do zmęczenia i pogłębiającej się złymi warunkami mieszkaniowymi choroby doszło jeszcze uczucie samotności, związane zarówno z brakiem kontaktu z mieszkańcami Majorki, jak również ze zbyt dużym kontrastem pomiędzy bezpiecznym dotychczasowym światowym życiem, jakie prowadził w Paryżu, a surowymi warunkami bytowymi w Valldemossie. Pisał o tym w liście do Juliana Fontany z 28 XII 1838: „między skałami i morzem opuszczony, ogromny klasztor kartuzów, gdzie w jednej celi […] możesz sobie mnie wystawić nieufryzowanego, bez białych rękawiczek, bladego jak zawsze. Cela ma formę trumny wysokiej, sklepienie ogromne, zakurzone, okno małe, przed oknem pomarańcze, palmy, cyprysy; naprzeciw okna moje łóżko na pasach […] Bach, moje bazgroły i nie moje szpargały… cicho… można krzyczeć … jeszcze cicho. Słowem, piszę Ci z dziwnego miejsca” (Sydow 1955, t. 1, s. 332). Okoliczności towarzyszące pobytowi na Majorce miały z pewnością wielki wpływ na dzieła, które Chopin tam skomponował. Pomimo miłości, jaką go obdarzała George Sand i pomimo egzotycznego piękna Majorki, Chopin przechodził długie okresy zwątpienia i depresji, związane z chorobą i jej nieuleczalnym charakterem, którego był świadomy. Ten stan pogłębiał jeszcze brak wiadomości z Polski, obawa o bliskich i tęsknota za krajem, tym bardziej, że był to okres wigilii. Do tego dochodziła niechęć mieszkańców Majorki do romantycznej, lecz niepraktykującej pary kochanków zamieszkujących klasztor. Ludność Majorki ze szczególną wrogością traktowała Chopina, obawiając się jego choroby jak dżumy. Ponura i sroga atmosfera opuszczonego klasztoru wpłynęła na jego głęboko romantyczną duszę: wszystko to znalazło swój wyraz w jego kompozycjach. Nasilająca się choroba Chopina, a także depresyjny stan ducha kompozytora, zadecydowały o przyspieszeniu wyjazdu z klasztoru. 11 lutego 1839 roku Chopin i George Sand z dziećmi opuścili Valldemossę. 14 lutego 1839 roku, po dwudniowym pobycie w Palmie, para artystów udała się w podróż powrotną do Francji. Wypłynęli statkiem „El Mallorquin” do Barcelony, a stamtąd, 22 lutego, parowcem francuskim „Le Phénicien” do Marsylii. Ich pobyt w tym mieście trwał od 24 lutego do 23 maja (z wyjątkiem okresu od 3 do 18 maja, kiedy odbyli wraz z dziecmi wycieczkę do Genui). Zatrzymali się najpierw przez dwa dni u doktora François Cauvière’a przy rue de Rome 21, potem w hotelu „La Darse” przy rue de la Darse, którego właścicielem był Joseph Marliani, a od 1 kwietnia w hotelu „Beauvau” przy rue Beauvau 4. Chopin nadal czuł się trochę źle, chociaż, według George Sand, podróż zniósł bardzo dobrze. W Marsylii pozostawał pod opieką lekarza, François Cauvière’a. 23 maja opuścili Marsylię udając się statkiem do Arles, a stamtąd powozem przez Pont-Saint-Esprit, Saint-Etienne, Montbrison, Clermont i Aubusson do Nohant, dokąd dotarli 1 czerwca 1839 roku. Trudno ułożyć pełną i ostateczną listę kompozycji, napisanych przez Chopina na Majorce, gdyż wiele z nich rozpoczął jeszcze przed podróżą na wyspę, część skomponował na wyspie, a jeszcze inne rozpoczął na Majorce, lecz dokończył później. W okresie między październikiem 1838 roku a lutym 1839 roku, pomimo problemów ze zdrowiem, Chopin stworzył Preludia op.28, a przynajmniej ich większą część, z pewnością zaś nr 2 a-moll, nr 10 cis-moll, nr 21 B-dur, nr 1 C-dur, nr 4 e-moll i nr 15 Des-dur. Ponadto do utworów powstałych na Majorce należą: Polonez c-moll op. 40, Mazurek e-moll op. 41 nr 2, Scherzo cis-moll op. 39 (szkice), Nokturn g-moll op. 37 nr 1 (rozpoczęty w Paryżu), Tarantella op. 43 (szkic), Sonata b-moll op. 35 (oprócz marsza żałobnego, skomponowanego wcześniej), Ballada F-dur op. 38 (rozpoczęta w 1836), Polonez A-dur op. 40 nr 1 (poprawki). Klasztor w Valldemossie jest miejscem, w którym Chopin żył, chorował, kochał, pracował, upojony piękną naturą, miejscem, w którym został po nim wyjątkowy ślad obecny do dzisiaj. I ja tam byłem, w restauracji pastę jadłem, a wszystko co widziałem wam tu opisałem. (por. Bożena Schmid-Adamczyk, Podróż romantyczna George Sand i Fryderyka Chopina). Palma de Mallorca – stolica i największe miasto Balearów oraz wyspy Majorka. Miasto jest jednym z największych ośrodków turystycznych świata, a jego lotnisko jednym z najruchliwszych w Europie. To zabytkowe miasto ma liczne walory turystyczne, w tym katedrę (budowaną w latach1230 – 1600). Inna zabytkowa budowla Palau de l’Almudaina (Pałac de l’Almudaina) jest mieszanką stylów aragońskich i arabskich. Palma de Mallorca jest również znana z życia nocnego i olbrzymiej ilości klubów, barów, restauracji i dyskotek. Podczas mojego pobytu zwiedzałem Stare Miasto. Przechodziłem na pieszo do parku przed katedrą, by zwiedzić wiele zabytków. Wiele kawiarni zaprasza na posiłek. Znalazłem się przed muzeum sztuk wyzwolonych, a przede mną naprzeciwko jawi się fronton Katedry La Seu. Z zewnątrz wyglądająca jak monumentalny zamek z potężną liczba wież budowla to miejsce wyjątkowe. Ulokowany na wzgórzu tuż za rogatkami hiszpańskiej Palmy (stolicy Majorki) zabytek to słynna katedra La Seu. Wzniesiona w gotyckim stylu świątynia powstała w miejscu, w którym jeszcze w 1229 roku stał meczet. Według lokalnych podań podczas rejsu Jakuba I na Majorkę rozpętała się straszna burza. W lęku przed szalejącym żywiołem poprzysiągł on, że jeżeli przeżyje, zbuduje ogromny kościół na cześć Matki Boskiej. Przeżył i słowa dotrzymał. Budowę rozpoczęto na początku 1230 roku. Proces trwał ponad 400 lat. Katedra jest potężna. Charakteryzuje się powierzchnią 6,6 tysięcy metrów kwadratowych. Świątynia ma 121 metrów długości, 55 metrów wysokości i 44 wysokości. Nawa główna jest ozdobiona przepiękną rozetą nad ołtarzem o powierzchni 90 metrów kwadratowych i średnicy 12 metrów. Składa się z 1236 kawałków kolorowego szkła. To prawdopodobnie największa rozeta na świecie. Nawa ta jest tylko o 1 metr niższa niż w katedrze mediolańskiej. Witrażowych rozet jest w katedrze w sumie aż siedem. Sporo tych liczb, ale tylko w ten sposób można na piśmie za pomocą słowa przekazać przepych, bogactwo i gigantyzm tego obiektu. Okolica katedry przypomina atmosferą i układem uliczek arabską medinę. Labirynt wąskich uliczek na tyłach katedry to centrum tutejszej starówki. Po tych uliczkach można spacerować długimi godzinami, podziwiając renesansowe rezydencje i barokowe czy gotyckie kościoły. Fascynujące miejsce. W 1851 roku Majorkę nawiedziło trzęsienie ziemi w którym ucierpiała także katedra. (podaję za informacjami internetowymi) Szybko naprawiono zniszczenia .Efekt prac jest wspaniały. Wewnątrz świątyni znajduje się wspaniały żyrandol w kształcie korony cierniowej. To pomysł nikogo innego, jak Atonio Gaudiego. Także dziełem tego jest ceramiczna mozaika w prezbiterium, balustrady przed ołtarzem i oplatające kolumny kandelabry z kutego żelaza. Warto zobaczyć to na własne oczy. Jak już wspomniano w zakładce „Charakterystyka ogólna”, u podnóża katedry usytuowany jest park. Pełno w nim palm, kwiatów a także… rzeźb autorstwa współczesnych artystów. Castell de Bellver to jeden z najładniejszych i najciekawszych gotyckich zamków w Europie. Budowla znajduje się w odległości około 3 km na południowy zachód od stolicy wyspy. Sama nazwa bellver oznacza ładny widok i została nadana nie bez przyczyny. Zamek położony jest na zalesionym wzgórzu przy wejściu do portu, skąd roztacza się bardzo ładna panorama Palmy…. W Palma Majorka zwiedziłem także zamek Bellver. Budowla dotrwała do czasów współczesnych w praktycznie nienaruszonym stanie. Została wzniesiona w XIV wieku, w latach 1300-1314 z rozkazu Jakuba II, króla Majorki. Zamek miał strzec dostępu do zatoki i miasta, zwłaszcza strony zachodniej, która była do tej pory słabo zabezpieczona. Służył również jako rezydencja królewska. Za panowania Jakuba II Majorka przeżywała lata świetności. Rozwijał się handel, przemysł i rolnictwo. W Palmie rozpoczęto również budowę, w miejscu gdzie kiedyś wznosił się meczet. W tym czasie co zamek powstał również klasztor Sant Francesco. Od 1717 roku Castell de Bellver pełnił funkcję więzienia wojskowego. W latach 1802 i 1808, w jednym z pierwszych pokoi na parterze był więziony Gaspar Melchor de Jovellanos, hiszpański polityk, ekonomista, przedstawiciel oświecenia. W więzieniu przebywało również wielu francuskich oficerów i żołnierzy, pokonanych w bitwie pod Bailén w 1808 roku. Później zamek pełnił funkcję mennicy. W 1931 roku został przekształcony w Muzeum Historii Miasta. Zamek uważany jest za architektoniczną perłę Majorki. Budowla ma kształt koła, co zadecydowało o jej oryginalności. Całość otoczona jest fosą. Z grubego muru wyrastają trzy półokrągłe wieże, a czwarta, znacznie większa stoi w odległości siedmiu metrów od głównego korpusu zamku. Budynek położony jest wokół centralnego dziedzińca. Dziedziniec wewnętrzny otoczony jest przez krużganki, składające się z dwóch kondygnacji. Na parterze łuki są zaokrąglone, a górna kondygnacja, gdzie łuki są ostre, pokryta jest sklepieniami żebrowymi w stylu gotyckim. W Castell de Bellver znajduje się muzeum, które w niedziele i święta jest nieczynne. Poza tym godziny zwiedzania są takie same jak całego zamku. W muzeum można zobaczyć znaleziska archeologiczne i rzymskie rzeźby, zgromadzone przez kardynała Antonia Despuiga. Wychodząc z zamku można przejść przez park miejski Palmy. Z kolei nieco dalej w stronę Palma Nova znajduje się Castell de Bendinat, wzniesiony w XIII wieku. Obiekt jest niestety niedostępny dla zwiedzających, gdyż znajduje się tam centrum konferencyjne. Warto się za to wybrać do Cala Major, gdzie mieści się Fundació Pilar i Joan Miró. Można tam zobaczyć pracownię i kolekcję dzieł znanego katalońskiego surrealisty Joana Miró. Artysta mieszkał tam od 1956 roku aż do śmierci… Nie tak dawno miałem szczęście być także na Cyprze. Cypr (Republika Cypryjska) – państwo położone na wyspie Cypr leżącej we wschodniej części Morza Śródziemnego u wybrzeży Turcji, Syrii iLibanu. Od 1 maja 2004 roku jest członkiem Unii Europejskiej. Zamieszkałem na krótko w Pafos. Udałem się najpierw na miejsce tzw. „groby królów”. Tutaj do szóstego wieku po Chrystusie nie królowie, ale arystokracja miasta urządziła sobie cmentarz, groby były wykute w tutejszych skałach. Wspaniała przeszłość Cypru związana jest z kultem bogini Afrodyty. Wyłoniła się ona z morskiej piany właśnie tu, w okolicy Pafos, w cudnym miejscu Petra tou Romiou, z którego nazwą wiąże się kolejna legenda. Pewnego pięknego słonecznego dnia pojechaliśmy do Larnaka. To trzecie pod względem wielkości miasto na Cyprze, ważny ośrodek turystyczny i port. I tutaj „wszystko kwitnie” w tym czasie. W sercu nowoczesnej Larnaki znajdują się pochodzące z XII w. p.n.e. pozostałości starożytnego państwa-miasta Kition. Jest tutaj przepiękny kościół świętego Łazarza. Ale jeszcze będąc w Pafos mogłem z balkonu podziwiać w różnych kolorach rozciągający się aż po horyzont czysty błękit Śródziemnego Morza. A nawet sobie coś zanotowałem wówczas, dla Was. Był czas Wielkanocny, powszechnego zakwitnięcia, drzew, krzewów, kwiatów, i to w najróżnorodniejszych kolorach. Jezus wszedł do wieczernika, aby wypełnić apostołów radością. Jezus jest z nami na zawsze. Jezus pokazał rany. Jaka nauka płynie z tej sceny Wieczernika. Nie jesteśmy samotni. Jesteśmy victoriosi, stajemy się własnymi zwycięzcami, to Jezus sam nas zbawia. A to, co tutaj wypisuję, to jest mój list do współczesnych Galatów. Byliśmy raz w Galata, wiosce znajdującej się w centrum Cypru, z cudownie zachowanymi malowidłami w ubożuchnym kościółku. Jezus zmartwychwstały, św. Helena, św. Konstantyn, św. Jerzy na koniu, darczyńca z rodziną. Oryginalne malowidła na ścianach mają już pięćset lat. Świat tych malunków nie docenia, a skierował się w stronę daru oczywistych prawd trzeciego tysiąclecia. Tym samym jakby zostawił niezwykle cenną cząstkę przepowiadania Dobrej Nowiny, mianowicie wierność świadectwu bohaterów epok, który już odeszły, tak sądzę, tak myślę. Chrystus raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych. Poniósł śmierć na ciele, ale został powołany do życia przez Ducha. Mógłbym tutaj powiedzieć, że Jezus zmartwychwstał, bo i myśmy spali, byliśmy żołnierzami tylko, jednego bolało kolano, inny „miał oko na Maroko”, inny uciekał przed światłem Chrystusa, inni byli na skale codzienności, ktoś leciał ze skały, ktoś inny jeszcze wielbił Boga pod tą samą skałą w postawie oranta. Blisko Chrystusa znaleźli się ludzie ubrani w amarantowe mundury. Czy w przeciwnym razie, gdyby nie było tych ludzi, to Chrystus by nie zmartwychwstał? To są dywagacje marudera, a nie człowieka wierzącego. W tych dniach męki i zmartwychwstania Mistrza z Nazaretu, towarzyszy nam również jedyny świadek misji Chrystusa, święty Paweł, który opieczętował to świadectwo Boga przelaniem własnej krwi. Mówił o sobie: jestem ‘więźniem Pana’ (niem. sein Gefangener ich bin) Nawet gdyby anioł z nieba głosił wam ewangelię, że jest inaczej, nie ta jak ja to wam przedstawiam, niech będzie przeklęty (der się verflucht, por. Gal. 1,8). Najpierw prowadził mnie Pan po morzach świata, wreszcie byłem na tak wielu kontynentach, na tak wielu miejscach, przy Piotrze byłem nie 15 dni, lecz lata całe, bo oto bywałem w Bielsku Białej u mojego przyjaciela po wielekroć. Przez pontyfikat naszego rodaka w Rzymie miałem ramię prawe świeżości ewangelii. Zawitałem do Olsztyna w końcu. Bóg wie, że nie kłamię. Bywałem niechcianym przed obliczem chrześcijańskich wspólnot. Po czternastu latach znowu udałem się z Barnabą do Jerozolimy, i wziąłem Tytusa, pisał Paweł. A ja po 21 latach od czasu moich święceń kapłańskich pojechałem do Ziemi Świętej, następnie na Cypr (na który podobnie jak Paweł też nie wziąłem Tytusa). Nikomu nie nakładałem kajdan. Barnaba był słuszną ręką Pawła. „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa. Owocem ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy. Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc.” (por. Gal. 5,22) W Antiochii przeciwstawiłem się Piotrowi, napisał Apostoł Narodów. Przez wiarę w Chrystusa, a nie przez prace Prawa (Werke des Gesetzes) człowiek może być usprawiedliwiony. Umarłem przez prawo, jestem z Chrystusem ukrzyżowany… „O nierozumni Galaci. Poganie was uprzedzili…” Ale Chrystus wybawił nas od ucieczki prawa. Nie ma już Żyda, Greka, niewolnika, mężczyzny, kobiety. Jesteśmy jednym w Chrystusie Jezusie. Niech więc będzie jedna religia. Tak długo jak ziemi dziedzicem jest dziecko, tak długo między dzieckiem i sługą nie ma różnicy. Bo oto Pan jest ponad dzieckiem i sługą. I do czasu Ojciec był n ad nami. Ale teraz wypełnił się czas. Duch Syna przemawia do dziecka, ‘Abba Ojcze’. Nie jesteśmy już sługami, ale dziećmi, dziedzicami Boga. „Powiedzcie mi wy, którzy chcecie żyć pod Prawem, czy Prawa tego nie rozumiecie? Przecież napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej – na skutek obietnicy.” Z dwóch synów Abrahama jesteśmy dziećmi wolnej kobiety (Gal. 4,21). Proszę was, żebyście nie byli ciężarem… W Pafos podchodzę do okna, wychodzę na balkon, by spisywać moje teraźniejsze odczucia i emocje, naprzeciw mam obraz: za hotelami rozciąga się piękny widok Morza Śródziemnego, aż po najdalszy horyzont… Ja „najzaciętszy osioł”- nie tylko surowy, ale i sprawiedliwy, bardziej zmęczony miłością, jak bitwą jakąś, teraźniejszy ‘paragon’. Zawędrowałem na krańce świata, a jeszcze nie koniec drogi. Odwiedzam zagubione w ciągu dnia głębokiego sklepy cynamonowe. Wydaje się, że ludzie w przyszłości będą żyli z Bogiem. Bóg umarł za człowieka- co było nieprawdopodobne! Wybraliśmy Chrystusa w obecności Boga Ojca… Bóg namaścił Boga… A my mamy chlubić się za Chrystusa, nieść wszystkim radość, radość i jeszcze raz radość. ‘Pan mój i Bóg mój’, powie „niewierny” Tomasz w osiem dni po ukazaniu się Apostołom z ranami na całym ciele Zmartwychwstałego Pana. Serce lęka się imienia Boga, jak też ofiary przebłagalnej za grzechy. Przygniotły mnie własne winy, ale Boże mój nie zwlekaj z pomocą. Jeszcze czasem od smutku słabnie moje oko, moje życie upływa wśród jęku. Ale ufam Bogu. Choć już towarzyszy mi olbrzymi posąg błogosławionego Jana Pawła II w ślicznym ołtarzu z kościoła świętego Michała na Majorce, a bardziej jeszcze piękny krzyż kamienny pośród uliczek Valldemossy i Palma Majorka. Jeśli papież Benedykt zrezygnował z przewodzenia Kościołowi pod przymusem, to miłość jest słabsza- a miała być tak mocna, że nic jej nie pokona… Przy krzyżu Chrystusa stała do końca matka Boga, pocieszycielka strapionych. Boże postawiłeś me stopy na miejscu przestronnym i nie oddałeś w ręce nieprzyjaciół… Chciałbym mój lud napełnić chwałą Boga i wielkich artystów teraźniejszego świata, szczególnie moją ojczyznę wysławianiem mocy Boga. Przeze mnie okaż się wielki Boże, czyń znów cuda. Wsław swą rękę i zgromadź wszystkie pokolenia, by zmyć teraźniejsze bajoro błota… Boże, ty mnie posłałeś, nie odbierajcie moim ustom słowa prawdy. Boże o twoich rozkazach chciałbym mówić wobec kultur, nie będę się tego wstydził. Boże, sprawiedliwości Twej nie kryłem w głębi serca, głosiłem Twoją wierność i pomoc, nie taiłem swej łaski przed wielkim zgromadzeniem. Nie odmawiaj mi swego miłosierdzia, niech łaska Twoja i wierność zawsze mnie strzegą (ostatnie zdania zaczerpnąłem z kapłańskiego brewiarza). A teraz jeszcze raz zwracam się do Was, Bracia Kapłani. Pośród nas nie ma już obrzezanych i nieobrzezanych, jesteśmy jednym w Chrystusie. Po co nam podbój teraźniejszego świata, aż po Argentynę w Ameryce Południowej. Trzeba natomiast pokory, pokory, pokory. Popłynęliśmy okrętem nowej nadziei za teraźniejszym światem, przed miesiącem na Majorkę chwilowej uciechy. A wystarczy tylko jedno: wyznać swoje zupełne a partnerskie zawierzenie Chrystusowi. Albowiem Bóg umarł dla człowieka i nie przestaje codziennie każdego z nas zbawiać. Spójrzmy ku Chrystusowi razem, ożywieni jego przykładem zanieśmy jego orędzie o miłości wszędzie, pod strzechy naszych domostw do ludzkich serc. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Refleksje dla wymagających

Stanisław Barszczak, To jeszcze nie koniec!

Tomasz Mann napisał: „Nie ma nic osobliwszego, drażliwszego niż stosunek ludzi, którzy znają się tylko oczyma, którzy co dzień, ba, co godzina się spotykają, obserwują się i przy tym przez przymus zwyczaju czy własne widzimisię zmuszeni są zachowywać obojętną obcość bez pozdrowienia i słowa. Unosi się między nimi niepokój i przewrażliwiona ciekawość, histeria niezaspokojonej, nienaturalnie tłumionej potrzeby poznania się i kontaktu, a również rodzaj sztywnego szacunku. Gdyż człowiek kocha i szanuje człowieka, dopóki nie może go osądzić, i tęsknota jest wynikiem niedostatecznej znajomości”. Współczesny pisarz Joey Goebel napisał: „Przejąłem wolność, jaką daje nam księżyc w pełni. Mam ustawione wszystkie sygnalizatory uliczne na kolor zielony. Zrobiłem kilka rozmów telefonicznych, aby upewnić się, że możesz się uśmiechnąć. Zarezerwowałem przestrzeń pod naszymi stopami. Mam już wszystko dla Ciebie, więc dlaczego nie idziesz ze mną? ” Jak mamy otwierać się na bliźnich. Ryszard Wagner nie był rewolucjonistą politycznym, ale rewolucjonistą sztuki… Poszukajmy przykładów innych. W „lekcji niemieckiego” Sigfried Lenz przedstawił głównego bohatera Siggiego, który pisze o swoim dzieciństwie, stojącym pod znakiem „obowiązku”. Jego ojciec, Jens Ole Jepsen, był posterunkowym policji w niemieckiej wiosce Rugbüll na północy kraju. W 1943 otrzymał on polecenie od nazistowskiego kierownictwa, by nałożyć zakaz malowania na ekspresjonistę Max Ludwiga Nansena, nadto by dopilnować, aby ów zakaz był rygorystycznie przestrzegany. Mimo, iż Jespen był zaprzyjaźniony z malarzem od czasów dzieciństwa, a ten uratował mu nawet życie, posterunkowy nie ma żadnych wątpliwości co do natury jego zadania i skrupulatnie wykonuje swoje obowiązki. Kiedy próbuje namówić swojego dziesięcioletniego syna by ten szpiegował Nansena, chłopak stoi przed sporym dylematem moralnym, jako iż pracowania malarza jest jego drugim domem. Ostatecznie postanawia on sprzeciwić się ojcu i pomaga Nansenowi ukryć malowidła. Ojciec Siggiego, w odróżnieniu od jego żony, jest nie tyle pochłonięty ideologią narodowego socjalizmu, co „fanatyczną koniecznością wykonywania swoich obowiązków”. Kto nas wyzwoli, powiedzmy, od „fanatycznej konieczności wykonywania swoich obowiązków”… Bo czy tylko to się liczy w człowieczej biografii? W tym miejscu tymczasem chciałbym przybliżyć wam problem filozoficzny, podjąć Krytykę ontologii Heideggera przez E. Levinasa. Intencja krytyczna musi prowadzić poza teorię i poza ontologię: krytyka nie sprowadza Innego do Tożsamego jak ontologia, ale kwestionuje Toś-Samość w jej działaniu. Zakwestionowanie Toż-Samego – niemożliwe w jego egoistycznej spontaniczności- dokonuje się dzięki Innemu.(cytaty podaję za dziełem E. Levinasa, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, s. 31) Relacja z byciem rozgrywająca się jako ontologia polega na neutralizowaniu bytu po to, by go pojąć, by go uchwycić. Nie jest zatem relacją z innym jako takim, lecz redukcją Innego do Tego Samego. Podporządkowując relacji z byciem wszelką relację z bytem, Heideggerowska ontologia potwierdza prymat wolności nad etyką. Tu wolność rodzi się z posłuszeństwa wobec bycia: to nie człowiek posiada wolność, to wolność posiada człowieka. Ta dialektya godząca w pojęciu prawdy wolność i posłuszeństwo, zakłada prymat Tego Samego, któremu hołdowała kiedyś cała zachodnia filozofia… Lewinas pisze: „Fundamentalny charakter ontologii Heideggera nie polega na truizmie: ‘aby zrozumieć byt, trzeba najpierw zrozumieć bycie bytu’. Orzekając prymat bycia nad bytem, wypowiadamy się już na temat istoty filozofii, podporządkowując relację z kimś, kto jest bytem (relacja etyczna), relacji z byciem bytu, które, ponieważ jest bezosobowe, pozwala uchwycić i opanować byt (relacja wiedzy), to znaczy podporządkowuje sprawiedliwość wolności. Jeżeli wolność oznacza sposób pozostawania tożsamym w obliczu innego, to wiedza wyraża ostateczny sens wolności. Jest ona przeciwieństwem sprawiedliwości, bo sprawiedliwość zawiera zobowiązania w stosunku do bytu, który nie chce się nam oddać.” (por. s.34) Ta sprawiedliwość zawiera zobowiązania w stosunku do innego człowieka, pojętego jako byt tylko właśnie. Jeżeli ontologia Heideggerowska- rozumienie, pojmowanie bycia- jest niemożliwa, dzieje się tak nie dlatego, że wszelka definicja bycia zakłada już jego poznanie, lecz dlatego, że rozumienie bycia w ogóle nie może zapanować nad relacją z innym człowiekiem.(s. 37) Innymi słowy, powiedzmy, Heidegger pracuje w oparciu o niemożliwe zasady. Przeciwstawiamy się więc Heideggerowi, który stosunek z innym człowiekiem podporządkowuje ontologii… Z kolei przyjmując Kartezjańskie cogito –„myślę, więc jestem”- mieliśmy na uwadze „czyste doświadczenie teraźniejszości”. To przebudzenie się egzystencji przychodzi jednak od Innego. Przed Cogito egzystencja, jak pisał Levinas, śni siebie, jakby była dla siebie obca. Budzi się, kiedy zaczyna podejrzewać, że śni. Wątpienie każe jej szukać pewności. Ale ta podejrzliwość, ta wątpiąca świadomość, zakłada ideę Doskonałości/…/ U Kartezjusza Cogito opiera się na Innym, który jest Bogiem i który wszczepił w moją duszę ideę Nieskończoności, który mnie tej idei nauczył. Jak pisze Levinas dalej: tylko inny człowiek wymya się tematyzacji. Przyjęcie Innego jest „wstydem, jaki wolność odczuwa z powodu siebie samej”.(s.89) Podmiot poznając się lub przedstawiając sobie siebie, rozciąga swoją tożsamość na wszystko, co w nim samym tej tożsamości się sprzeciwia. Levinas mówi tutaj o imperializmie Toż-Samego, który jest całą istotą wolności. Ale bezwstydna wolność sklada broń przed Innym człowiekiem. Stosunek z Innym „nie przekształca sięm, jak stosunek poznawczy, w używanie i w posiadanie, w wolność. Inny narzuca się jako wymóg przewyższający wolność, a zatem bardziej źródłowy niż wszystko, co dzieje się we mnie.”(s.90) Zabicie Innego staje się moralną niemożliwością, Inny wyznacza koniec mojej władzy- nie mogę posiadać nad nim władzy, ponieważ absolutnie przewyższa każdą ideę, jaką mogę mieć na jego temat. Żeby nie poprzestać na arbitralnej wolności, a zarazem nie zakopać jej na dobre w Neutralnym, Levinas ujmuje Ja jako byt ateistyczny i stworzony, nie podejmuje się jednak pobożnej próby utrzymania spirytualizmu Boga osobowego, za to ustala z nami warunek „ mowy”, albowiem mówienie zakłada możliwość zrywania i rozpoczynania.(s.91) Powiedzmy tutaj, że Levinasowski Bóg, to nieskończony Inny. A ruch Dobra, to ruch tego, co przewyższa byt (s.350) Ostatecznym sensem wiedzy nie jest istnienie dla siebie, lecz zakwestionowanie siebie, powrót poza i przed siebie w obecności Innego. Istota rozumu polega na tym, by go zakwestionować i zaprosić do sprawiedliwości. (tamże) Cud stworzenia polega nie tylko na tym, że jest tworzeniem ex nihil, ale również na tym, pisze Levinas, że oznacza byt zdolny do przyjęcia objawienia, byt, który może dowiedzieć się, że jest stworzony i zakwestionować siebie. W tym kontekście Inny nie porusza nas jako ten, którego trzeba pokonać, ogarnąć, podporządkować, ale jako niezależny od nas, ten, który w sposób absolutny wylania się spoza każdej relacji, jaka możemy z nim utrzymywać. Taki sposób przyjmowania bytu odkrywamy w sprawiedliwości (niesprawiedliwości), a taże w rozmowie, będącej z istoty nauczaniem. Akcentuję w tym miejscu Pojęcie prawdy jako otwarcie na możliwość nieskończoności… uprzywilejowanie wielości, mnogości (pluralite) my spadkobiercami kultury. To w relacji do osoby jedynej następuje oczyszczanie subiektywności… każde spotkanie jest uczeniem się… Bliźni otwarty na zranienie. Opis kondycji ludziej- Abraham przedstawia się synom Heta w celu kupienia jasini Makpela w Hebronie. Abraham jest obcy na ziemi, w ich kraju. Przyjąć cierpienie bliźniego, to przyjąć jego ciało, również czy wręcz jego skórę… (por. cierpiący sługa Jahwe u proroka Izajasza). Przyjęcie innego człowiea- chodzi tutaj o jednoczesność aktywności i bierności- sytuuję relację z Innym poza dychotomiami z świata rzeczy. Sprawiedliwość nie jest wcale odpowiedzią- to Inny może powiedzieć tak… Wyszliśmy od oporu, jaki byty stawiają totalizacji –od wielości bez całości, od niemożliwości ich pogodzenia w Tym Samym.(s.353) Tytuł książki Levinasa Totalność i nieskończoność. Esej o zewnętrzności. Zewnętrzność jako istota bytu oznacza opór społecznej wielości wobec logiki, która tę wielość totalizuje. Stosunek między skończonością i nieskończonością nie polega na rozpuszczaniu się bytu skończonego w nieskończonym, lecz na pozostawaniu we własnym bycie. Twierdząc, że byt jest zewnętrznością, postrzegamy nieskończoność jako Pragnienie nieskończoności, a tym samym rozumiemy, że wydarzanie się nieskończoności wymaga separacji, powstania absolutnie arbitralnego Ja, czyli Źródła.(s.350) Separacja Levinasa- ta przygoda jaką otwiera separacja, jest absolutnie nowa w porównaniu z monotonną szczęśliwością Jednego i z jego sławną wolnością, która neguje lub pochłania Innego, aby niczego już nie spotykać. Dobro ponad Bytem i ponad szczęśliwością Jednego- oto co ściśle znaczy pojęcie Stworzenia, które nie jest ani negacją, ani ograniczeniem, ani emanacją Jednego. Zewnętrzność nie jest negacją, lecz cudem.(s.351) Levinasowski podmiot żyje w nieskończonym czasie płodzenia (Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, s.370) Sytuacja, w której Ja staje wobec prawdy, umieszczając swoją subiektywną moralność w nieskończonym czasie płodzenia… konkretyzuje się w cudzie rodzenia. Kwestionując swoją wolność staję i trwam w sytuacji, w której nie jestem sam, w której jestem sądzony. (s.367) Niezastępowalna jedyność Ja, które utrzymuje się wbrew państwu, realizuje się dzięki płodzeniu.(s.362) Podmiotowość nie jest protestem przeciwko całości obiektywnej totalizacji. Płodzenie i otwierane przez nie perspektywy potwierdzają ontologiczny charakter separacji. Płodzenie jednak nie spaja również fragmentów rozbitej całości w subiektywną historię. Otwiera czas nieskończony i nieciągły. Wyzwala podmiot z jego faktyczności, sytuując go ponad możliwościami, które zakłada i poza które nie wychodzi faktyczność; zmywa z podmiotu ostatni ślad fatalizmu, pozwalając mu stać się kimś innym. Sfera Erosa zachowuje fundamentalne wymogi podmiotowości- ale możliwość stania się innym sprawia, że Ja jest lotne, pozbawione egoistycznego ciężaru.(s.362) Istnienie bytu oddzielonego, który pragnie zewnętrzności(bytu) nie polega już na trosce o bycie, ale polega na wzbudzaniu pragnienia. Istnienie, egzystencja, ma sens w innym wymiarze niż trwanie całości. Może wychodzić poza byt. W przeciwieństwie do tradycji Spinozjańskiej takie przekroczenie śmierci dokonuje się nie w uniwersalizacji myślenia, ale w pluralistycznej relacji, w dobroci bycia dla Innego, w sprawiedliwości. Powiedzmy to raz jeszcze, to w relacji z Innym byt przekracza siebie. (s. 363) Sprawiedliwość polega na przywróceniu możliwości ekspresji, w której osoba, porzucając relacje wzajemności, ukazuje się jako jedyna, wyjątkowa. Sprawiedliwość to prawo głosu. Chyba właśnie tutaj otwiera się perspektywa religii.(s.358) Sytuować neutralność bycia ponad bytem… to właśnie wyznawać materializm. (s.359) To raczej Pragnienie niż potrzeba rządzi działaniem. (s.359) I tego pragnienia łaski bycia z Innym wam wszystki kochani czytelnicy życzę.

No właśnie

Stanisław Barszczak, Walka chrześcijanina,

Ani się spostrzegliśmy, a już świętego Józefa, 19 marca 2013 roku. Dzisiaj nie, dzisiaj jest prosta ewangelia, mamy tutaj bardzo proste słowa anioła skierowane pod adresem Józefa: „non tenere Maria prendere…”, nie bój się wziąć do siebie twej małżonki. Józef, patron robotników, cieśli, którego obecność dzisiaj w dziejach zbawienia święty Tomasz Akwinata uzasadniał jego humanizmem, staje się wielkim mistykiem współczesności. Czyni wolę Boga, maksimum dobra. A my mamy dać małą kontrybucję tylko, mały datek nasz chrześcijański, żyć według łaski Boga. Ma to być zawsze powołanie miłości, pełne entuzjazmu.

Jestem sumą moich książek, ostatnia mieści w sobie poprzednie. Chciałbym pisać fikcję, która objawiłaby mnie totalnie, tym samym spojrzeć zarówno na światło jak i na cienie naszych cywilizacji. Teraz zaprzyjaźniam się z moimi tekstami, by były dla Was, kochani czytelnicy. Opisuję psychologiczny stan ludzi w pewnym mieście, ziemię, która do wielkiego obszarnika należy. Moje doświadczenie Boga jest bardzo zachodnie. Kościół tymczasem nie będzie europejski. Chodzi mi o przekształcanie tego, co się nam przydarza… Nie byłem na początku szczęśliwy w pisaniu, nie miałem duszy na początku

Orhan Pamuk mówił w Sztokholmie:”literatura potrzebuje najbardziej opowiadać i przeszukiwać,znaczy badać podstawowe lęki ludzkości, bycia na zewnątrz, nieliczenia na nic, uczucia niegodności, kolektywne upokorzenia, poniżenia, zranienia, lekceważenia, krzywdy, wrażliwości, wyobraźniowe obrazy, narodową dumę, inflację.” Albowiem one dotykają ciemności we mnie i czasem popełniamy głupoty, z racji na teraźniejsze poniżenia i nasze progi wrażliwości, żebyśmy nie ulegli autosatysfakcji.

Niektórzy mówią: Afryka nie ma przyszłości. Z konklawe wyszedł zwycięzcą Frańciszek, papież z Ameryki Południowej. Który stwierdził, że przybył do wiecznego miasta już nie tyle z daleka, jak mówił Jan Paweł II, ale z końca świata (dal fine del mondo). Prawie połowa chrześcijan(ok. 500 mln.) mówi językiem hiszpańskim. Więc może to dobrze, że z innego kontynentu pochodzi ten Papież, który ‘przejmuje’ świat, a który jednak nie może powiedzieć, że Europa umiera. Pracowałem bardzo ciężko żeby przybywać do Rzymu jako do centrum świata. A teraz tę pozycję utraciłem. Powracają koła jakiejś historii.

Wszystkie rzeczy, które opowiedziała mi mama były historiami o rzeczach, które były okay. Ale jest żal, który nie może być wypowiedziany. Martwe krzesła i martwe stoły przeminęły. Dzisiaj wszyscy zwyciężają, Papież, kardynałowie, zaproszeni goście. I widzę tych chrześcijan zgromadzonych na placu świętego Piotra, reagujących radośnie na słowa Papieża Frańciszka. Ale mam przed oczami także tych złych ludzi, którzy od dzisiaj już nie będą niewolnikami świata. Zaczęło się życie, które już jutro przychodzi.
Jakaś dziewczyna opowiada: mam chłopaka, wariuję z nim aż do rana. A nawet gdy go nie ma czuję jego ramiona wokół mnie. A nawet wtedy kiedy zbaczam z mojej drogi i zamykam moje oczy, on i wtedy by mnie znalazł.

W tym miejscu przychodzi mi na myśl walkę Jeana Valjeana z książki Wiktora Hugo pt. Nędznicy (cytaty z książki ośmieliłem się przetłumaczyć na język ojczysty). „Dlaczego pozwoliłem temu człowiekowi dotykać mojej duszy i dotykać mojej miłości. Potraktował mnie jak żaden inny człowiek. Zaufał mi trwale. Nazwał bratem. Moje życie teraz zanosi do Boga wysoko. Czy możliwe są takie rzeczy? Czy mogą być? Przecież znienawidziłem ten świat. A świat zawsze mnie nienawidził. Rób swoje, oko za oko! Obróć twoje serce w kamień! Bo to jest ale wszystko, dla czego żyłem i czego zaznałem.”
Dzisiaj przywołuję także również walkę Javerta: „Oto moje myśli uleciały. Czy ten człowiek może być wierzącym? Czy powinny jego zbrodnie być zawieszone? Bo ja teraz muszę wątpić, ja który nigdy nie wątpiłem przez tyle lat? Moje serce jest kamienne, choć czasem jeszcze zadygocze. Świat, który poznałem odszedł na zawsze w cień. Niezależnie od tego czy on jest z nieba czy z piekła. Czy on wie, że jakkolwiek obdarzył mnie moim życiem dzisiejszym, to przecież mnie zabił?”

Ktoś mógłby z Fantyną dzisiaj powiedzieć: „Wymarzyłam sobie sen w czasie, który minął, kiedy nadzieja była wysoko i godne było życie. Marzyłam, że miłość nigdy nie umrze. Marzyłam, że Bóg przebaczy. Z kolei byłam młoda i pełna bojaźni i sny były ubrane, zużyły się i stały się puste. Nie ma okupu, jaki można by teraz zapłacić. Żadnej pieśni, niesmacznego wina. A tygrysy przychodzą w nocy, z ich głosami jak grzmot, i zamieniają twoją nadzieję w nierealną, a twoje sny w styd.”

Osobiście dzisiaj nie słyszę o nagrodzie, o jakiejś zapłacie. A szkoda. Owszem ludzie są z nami, bo oni muszą się piąć ku światłu. Ponieważ niegodziwość ziemi jest płomieniem, blaskiem, który nigdy nie umiera. Nawet najciemniejsza noc skończy się i znowu wzejdzie słońce. Chrześcijanie będą żyli ale w wolności, w ogrodzie Pana, chodzić za lemieszem (techniki), odrzucą miecz (i ten podarowany przez okupantów w Gdańsku Henrykowi Sucharskiemu). Łańcuch będzie rozkuty i wszyscy będą mieli ich nagrodę-zapłatę.”

W modlitwie dziękczynnej zanoszonej do Boga w dniu inauguracji pontyfikatu przez każdego chrześcijanina znalazły się z pewnością te słowa Papieża Frańciszka: „Nie bójcie się dobra!” Przywołam tutaj słowa Wiktora Hugo o jedynym darze Biskupa:” To prawo, takie jest prawo. Ale mój przyjacielu odszedłeś zbyt wcześnie, z pewnością coś uśpiło twój umysł (Biskup daje Valjeanowi dwa srebne lichtarze). Zapomniałeś, że już wtedy dałem ci je ale także, czy więc zostawisz to co najlepsze za sobą? Zapamiętaj to mój bracie. Zobacz w tym jakiś wyższy plan. Musisz użyć tego cennego srebra, by stać się uczciwym człowiekiem. Przez świadectwo męczenników, przez Mękę i krew, Bóg wyniósł cię z ciemności. Otóż kupiłem teraz twoją duszę dla Boga.”

Miałem dzisiaj prawo to powiedzieć, bo za ścianą ojczyzny nieprzyjaciel osobistych słabości. I Papież Frańciszek zanosił modły do Boga i zdaje się mówił do nas dzisiaj i to może: chodż za mną, gdzie łańcuchy nigdy nie zwiąrzą cię. Przebacz ale i moje winy popełniane w transie… i zabierz mnie do twojej chwały. Weź mnie za rękę i prowadź mnie do zbawienia. Weź moją miłość, ponieważ miłość jest odwieczna. Wszak prawda dzisiaj raz jeszcze została wypowiedziana. Kochać inną osobę to widzieć oblicze Boga, dać innym nowego ducha.

Tytuł 36

Stanisław Barszczak, Maszerować ku przyszłości,

Rok temu było nas jeszcze siedemdziesięciu jeden, a teraz zostało czterdziestu trzech. Iść przez życie nie czyniąc hałasu, to nie jest jeszcze najważniejsze przykazanie w życiu, które mam przed sobą… “Marzenie o czymś nieprawdopodobnym ma swoją nazwę. Nazywamy je nadzieją.” Zaczynam argumentować za ludzkim światem, który oglądam intuicją. I od razu chciałbym wyznać, że długo chodziłem z głową w chmurach i miałem przedtem wątpliwości bez liku, ale teraz jestem konserwatystą; stąd to co dokoła mnie się dzieje zamieniam w ‘zbrodnie’… Powtórzę tutaj mój slogan. Otóż zabiliśmy jeszcze raz Abla.. Kto jest obecnie Kainem, tego nie wiem.. Bez wolności obrażania się nie istnieje wolność wyrażania swych racji. Świat nie jest zdolny już do samokrytyki, może jeszcze Europa. Zatem wymyślam w ciszy własnego pokoju to, czego nic i nikt nie mógłby łatwo zniszczyć. A ponieważ pragnąłbym być z tymi, których kocham, to wydaje mi się, że czy nie jestem już zawsze z nimi… Pozostaje dalej otwartym, a więc nieco frywolnym skrybą, bo takimi czynię też moich kochanych czytelników. Stąd opisuję raczej to, czego nie ma, jak to co się wydarza każdego dnia. Moja świadomość jest miarą uczciwości mojego ja, dlatego słucham jej uważnie i staram się nią rozradować wszystko dokoła. Chciałbym być blisko kogoś kogo kocham i mieć kogoś, kto czuje to samo w sobie, pozwalam światu żyć tak, jak wybiera i pozwalam sobie żyć w oparciu o własne mądre wybory. Nadto wciąż przecież uczę się z naszych stopni błądzenia o tym, kim jestem. Tak więc, znajdźcie w tym co tutaj skreślam moją ideę-lekarstwo na nasze cywilizacje. Przez poprzednie osiem lat robiłem bilans mojego kapłańskiego życia, w efekcie doszło do wyciągania wniosków. „Szczęście jest czymś, co przychodzi pod wieloma postaciami, któż więc je może rozpoznać? A jednak chętnie bym wziął go trochę pod każdą postacią i zapłacił, co by żądano. Chciałbym już widzieć tę łunę świateł – myślał. Za wielu rzeczy chcę. Ale tego właśnie chcę w tej chwili… Cóż można począć w takim świecie? Jak nie zwątpić, jak nie upaść na duchu, gdy wszystko jest zamknięte na głucho, zamurowane nad swoim sensem, i wszędzie tylko stukasz w cegłę, jak w ścianę więzienia?” Dużo jeździłem za granicę, bo musiałem w przyszłość inwestować. W ogóle podróże dają mi siły, jakich sobie życzyłem. “Kochać to chcieć przemierzyć cały świat we dwoje, po to, by nie było miejsca na ziemi wolnego od wspólnych wspomnień.” W listach do kochanej żony mąż z wojennego oddalenia napisał: nienawidzę ich za to, że nie dali nam wyboru, a jestem za pokojem tak bardzo, że chciałbym umrzeć za pokój… Pociąg przywodzi mi na myśl miejsca, które nigdy nie odwiedzę… Wizyta duszpasterska za granicą, to funkcjonuje w moim życiu bardzo dobrze. To pomaga urodzić się. A nieurodzony może stać się złym katolikiem. Przed podróżą do Irlandii w ostatniej chwili poznałem księdza Piotra, który zgodził się na to, bym przewodniczył Mszy świętej niedzielnej w kościele OO. Augustianów w Corku. Mówiłem o miłosiernym Ojcu. Pożegnali mnie Ojcowie Augustianie. Przygotowując się do liturgii spacerowałem głównymi arteriami tego portowego miasta, Grand Parade, zaszedłem do prześlicznej katedry świętego Finbara. Przy Western Road znajduje się fort Elzbiety. Cork ma ogromną tradycją przemysłu masłowego z XIX stulecia, cieszy się dzisiaj otwartym dla zwiedzających muzeum masła. W mieście można odwiedzić nie tylko restauracje i bary, ale także Miejską Galerię Sztuki im. Crawforda; Ratusz; most Patryka; Wieżę Shandon z 8 dzwonami. A to ciekawe Obecnie każdy zwiedzający może zagrać na nich dowolną melodię. Zegar wieży kościoła Shandon waży ponad 2,5 tony i ma 4,2 metry średnicy. Ze względu na źle dobrane parametry drewna, wskazania zegara różnią się między jego poszczególnymi tarczami. Sa takie same tylko o pełnych godzinach. Z tego powodu mieszkańcy Cork nadali mu przydomek “Czterolicy Kłamca”; Żydowską synagogę wybudowaną w 1881 roku; wspomniany już przeze mnie Elizabeth Fort zbudowany u schyłku XVI w. i służył armii do obrony miasta; Collins Barracks – wojskowe koszary mieszczące sie w północnej części Cork, przy Old Youghal Road; Muzeum Masła (Butter Museum). A to ciekawe w okresie od 200 do 1800 roku masło w Irlandii pakowano w specjalne pojemniki, które zakopywano następnie w bagnach torfowych, dzięki właściwościom konserwującym bagien, masło wyprodukowane latem można było przechowywać do późniejszego okresu. (na shandon street). Pewnego dnia powędrowałem ku Strawbery Hill, wzgórzu znajdującym się po drugiej stronie rzeki Lee, przelewającej się to tu i tam przez miasto, na którym znajduje się muzeum- dawne więzienie, osławione Cork City Gaol. Wszelkie produkty spożywcze znajdziecie na English Market. Stosunkowo niedawno byłem w Trondheim, w Norwegii. Spotkałem Księdza Alberta (Kanonika Regularnego) w parafii świętego Olafa, serdeczna parafia. Podczas krótkich odwiedzin podziwiałem najczęściej z zewnątrz Trondheim Kunstmuseum (TrondheimMuseum of Art), Muzeum sztuki sakralnej (Bispegata 7b) , Trondheim Kunstmuseum – Gråmølna (Innherredsv 20), Trondhjems Sjøfartsmuseum, Muzeum morskie (podobne odwiedziłem już w Stavanger (Fjord gate 6), Sverresborg Trøndelag Folkemuseum – Muzeum Historii Kultury, Telemuseet- Norweskie Muzeum Telekomunikacji w Trondheim, piękną katedrę Nidaros, Zachęcam do wejścia na wieżę Tyholttårnet. Tym razem pospacerowałem Munkegata, Thomas Angelsgata, PrincessGata. Firmą przewozową obsługującą zbiorowy transport publiczny do Lotniska i z powrotem są Fly-Bussen. 30 km od Trondheim w Stjørdal, znajduje się jedno z największych lotnisk w Norwegii, które także miałem już szczęście odwiedzić. W mieście działa wiele klubów sportowych, ale najsławniejszym z nich jest Rosenborg Trondheim. Wielokrotnie wygrywał mistrzostwo norweskiej ekstraklasy, oraz występował w Lidze Mistrzów. Klub rozgrywa mecze na obiekcie Lerkendal Stadion. W Trondheim mieści się także Granåsen – skocznia narciarska, która była areną wielu zawodów m.in. Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym w 1997roku, oraz Pucharu Świata w narciarstwie klasycznym w 2004 roku. Na skoczni rozgrywane są także zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Amazon Grimstad FK – klub piłkarski kobiet. W mieście znajduje się także pole golfowe z osiemnastoma dołkami. Z terenów “Bymarka” rozpościera się widok na całe miasto i pobliski fiord. Akcja wielu wydarzeń cyklu powieściowego „Oko Jelenia” Andrzeja Pilipiuka rozgrywa się w Nidaros. Pierwsza powieść Victora Hugo, “Han z Islandii”, w dużej mierze rozgrywa się właśnie w Trondheim… Wyjazdy i ich owoce- to nie równało się w moim przypadku ani raz, z kryzysem w kościele moim partykularnym. Nawet odwiedziny w Gdańsku podczas idów marcowych 2013 roku. Ponadto chciałbym mieć dobre doświadczenia z naszymi inwestorami finansowymi, z wydawcami… Z tej perspektywy zapytuję siebie: Kto to jest katolik? Otóż musi się nieść radość do postaci z którymi się spotykam. W tek kwestii zarysowane warunki w Polsce są trudne. Katolik dzisiaj- musi być jeszcze wpływowy, mieć inicjatywę, tak jak to bywało 40, 30, 20 lat temu. Z własnego podwórka wygląda to tak: wciąż robię co innego, i to jest zasługa mamy. A mój stres nie polega na tym, że za dużo pracy było, lecz głównie na tym, że musiało się jej głowę, kręgosłup stale wciąż w innym kącie stawiać, żeby mogła być młoda. Osobiście modlę się nieustannie więcej, i to robią także nowi klerycy, są aktywni, rozśpiewani i rozmodleni. Polska ostatnio, jak to bywało przedtem w Niemczech, stała się zdominowana przez mieszczaństwo. I może to dobrze, ale niech ono wolnością pooddycha. Każda kraina ma swoją tradycję, swoją własną strukturę, do której należy się dostosować i ją podjąć. Nie mamy co prawda dziko rosnącego, niekontrolowanego kapitalizmu, choć mamy jeszcze za mało rynku, ożywiania go. I w kościele pojawia się cała nadregulacja, ograniczona płynność prawa. Dzisiejsze koncerny i firmy powstają z tzw. Garażowych przedsiębiorstw. Ludzie przejmują swój los we własne ręce. Ludzie ujrzeli, że to nie jest wolna wola, ale konieczność. Powstaje tym samym konkurencja, w rezultacie możliwość nawet utraty stanowiska pracy. Załoga huty, personel zakładu z dyrekcją podejmują siłę prowadzenia przedsiębiorstwa. W związku z tym powstają wielkie przedsiębiorstwa. Ludzie oczekują wyraźnej struktury z taryfami i prawami. Ku takiemu społeczeństwo początku trzeciego tysiąclecia zdąża papież z innego kontynentu (Argentyna). I nasze społeczeństwo polskie trzeba na nowo pozycjonować. Przemysłowa codzienność staje się inna jak w przeszłości: to nie jest już żadna masowa produkcja, lecz to są indywidualne produkty, które jest przykrajane do określonych zapotrzebowań klientów. W dynamicznym współczesnym świecie, który jest pełen niespodzianek, niech każdy dzień będzie inny, nieustannie zatem podejmujmy nowe zadania, niech nasi młodzi ludzie idą jak najwcześniej do zawodu. “Człowiek jest tylko raz młody. Później musi już szukać sobie innej wymówki.” A mostu nie można samemu przejść… W Niemczech wydaje się sześć razy więcej pieniędzy na socjalne potrzeby, jak na wykształcenie. Myślę że w mojej ojczyźnie jest podobnie. Mam odczucie, że przynajmniej na kontynencie europejskim jest dalej rozszerzana powszechna słabość i błędność myślenia. A potrzeba parafie brać we własne ręce. Wierzę, nauczyłem się tego przez te wszystkie lata, jak obchodzić lęk i strach w tym względzie. Wiem, że odrobina lęku i niepewność przynależą do ludzkiego życia, szczególnie kiedy robi się coś nowego. Nie posiada się tutaj ostatniej pewności. Przyzwyczaiłem się do tego, i mogę żyć z tym zupełnie dobrze, pewnego dnia też pragnie się zarabiać pieniądze, to jest moja przedsiębiorca odpowiedzialność, i przedsiębiorcza odpowiedzialność społeczna, arena życia i życzenie serca. Wierzę, że to jest najważniejsze, żeby człowiek to czynił, w czym znajduje przyjemność, czym jest zainteresowany, do czego jest się przekonany. „Czułam się bardzo samotna przy nich wszystkich… Świat łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania. Ale takich, co nie dają się złamać, świat zabija… – Potem będziemy oboje jak jedno leśne zwierzę, tak blisko siebie, że ani ty, ani ja nie potrafimy rozróżnić, które jest które. Nie czujesz, że moje serce jest twoim sercem? – Tak. Nie ma żadnej różnicy. – Dotknij mnie. Ja jestem tobą, ty jesteś mną i każde z nas jest całe drugim. I kocham cię, och, tak cię kocham! Czyż nie jesteśmy naprawdę jednym? Nie czujesz tego? – Czuję – odpowiedział. – Napr…” “Nigdy się nie zrażać – oto tajemnica mojego sukcesu.” „Nienawidził niesprawiedliwości tak samo jak okrucieństwa, leżał więc ogarnięty pasją, która go zaślepiła, aż gniew stopniowo przycichł, czerwono-czarna, oślepiająca, mordercza furia odeszła i w końcu poczuł, że umysł jego jest tak spokojny, pusty, trzeźwy i chłodny, jak mężczyzna po stosunku z kobietą, której nie kocha… Kocham cię tak, jak kocham wszystko o cośmy walczyli. Kocham cię tak, jak kocham wolność i godność, i prawo każdego człowieka do pracy i do tego, żeby nie być głodnym. Kocham cię tak jak Madryt, któregośmy bronili , i jak moich kolegów, którzy zginęli. A zginęło ich wielu. Wielu. Wielu. Nawet nie domyślasz się jak wielu. Ale kocham cię tak, jak to, co kocham najbardziej na świecie, i jeszcze więc.. Wiedzieli, że jednemu z nich nie może zdarzyć się nic, co by się nie zdarzyło drugiemu, że nie może się zdarzyć nic więcej niż to; że to jest i wszystko, i zawsze – to, co było, jest i kiedykolwiek będzie. Mieli to, czego mieli nie mieć. Mieli to teraz, i przedtem, i zawsze, i teraz, teraz, teraz. Och, teraz, teraz, teraz, jedyne teraz, nade wszystko teraz, i nie ma innego teraz niż t, i ono jest…” Jestem po pięćdziesiątce, i nauczyłem się milczeć… Ernest Hemingway komentował podarowane nam życie: Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny… Może całe moje życie przeżyłem w ciągu trzech dni? – pomyślał. – Jeżeli tak, to szkoda, że nie spędziliśmy inaczej tej ostatniej nocy. Ale ostatnie noce nigdy nie są udane. Nic, co ostatnie, nie jest udane… Posłuchaj. Tego ludzie nie mogą robić razem. Każdy musi przez to przejść sam. Opis: mówi Marii o śmierci. Nigdy niczego sobie nie wmawiaj na temat miłości. Po prostu większość ludzi nie ma szczęścia tego przeżyć. Sam jeszcze nigdy tego nie miałeś, a teraz masz. To, co masz z Marią- obojętne, czy będzie trwało przez dziś i kawałek jutra, czy przez całe długie życie- jest najważniejszą sprawą, jaka może się zdarzyć człowiekowi. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą twierdzili, że to nie istnieje, ponieważ sami nie mogą tego zaznać. Ale ja ci powiadam, że to jest prawdziwe, że to już masz i że spotkało cię wielkie szczęście, nawet gdyby ci jutro przyszło umrzeć. Umieranie jest straszne tylko wtedy, kiedy trwa długo i jest tak bolesne, że upokarza człowieka. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie… Te¬raz nie po¬ra myśleć o tym, cze¬go ci brak… Le¬piej po¬myśl, co możesz zro¬bić z tym, co masz. Człowiek nie jest stworzo¬ny do klęski. Je¬dynie ci kochan¬ko-wie mogą o so¬bie za¬pom¬nieć, którzy niedos¬ta¬tecznie się kocha¬li, by się znienawidzić. Z mamą nie dane nam było się znienawidzić (podkreśl. autora eseju) Miłość jest naj¬wyższym sen¬sem istnienia. Życie każde¬go człowieka kończy się w ten sam sposób. Tyl¬ko to, jak kto żył, i sposób, w ja¬ki umarł, odróżniają go od innych. Nie można uciec od sa¬mego siebie prze¬nosząc się z miej¬sca na miejsce. Ze wszys¬tkich zwierząt je¬den człowiek umie się śmiać, choć on właśnie ma naj¬mniej powodów. We¬sołość jest rodza¬jem odwagi. Ja ta¬ki sta¬ry, co będzie żył aż do śmierci… Wiem, że cza¬sami gu-bimy coś bez¬powrot¬nie, to się zdarza. Pa¬mięta¬my, że mieliśmy to kiedyś i już. Ty¬le, że to, co zgu¬biliśmy, by¬wa wszys¬tkim, cośmy mieli. W wal¬kach byków nie ma bi¬tew nie rozstrzygniętych. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Na czas Wielkiego Postu życzę wszystkim ludziom dobrej woli łaski spokojnej podróży do Pana. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Tytuł 37

Ein Besuch in sonnigen Rom (2)
Es kann sein, gesehen in diesen Tagen die berühmten Bilder von P. Breughel, darunter „Turm Babel” (Brueghel. Meraviglie Dell Fiamminga dal 18 Dezember 2012 al Giugno 2, 2013, Chiostro del Bramante). Im Theater von Rom diesmal sehen Sie den “Glöckner von Notre Dame”, von V. Hugo (Teatro Vascello Via Giacinto Carini 78) und “Schule für Frauen” von Johannes Molière (Agrigento). In Rom habe ich noch viele andere Denkmäler und Museen nicht beobachtet. Aber bemerkenswert ist die Tatsache, dass Napoleons Mutter in Rom auf dem venezianischen Platz lebte und sie etwa fünfzehn Jahre von des berühmten Bewohner von Korsika überlebte. Sie starb im Jahre 1836. Wenige Jahre vor seinem Tod mit dem Geld die Touristen zur ihr Kammer wurden irregeführt, und Sie sie sehen können. So, nach meinem zehnten Besuch in der ewigen Stadt zu mir diese Idee, diese Handvoll Reflexion kommt, und möchte ich Sie, Liebe Leserinnen und Leser, mit diesen Gedanken mit Ihnen teilen. Das Wort Gottes ist immer lebendig und wirksam. Wir müssen das Licht der Fastenzeit nehmen, und Beginn einer neuen Wege, unsere Art der Konvertierung, Liebe, und Demut zu erleuchten. Sie müssen nicht die Kirche zu instrumentalisiert. Zeigen wir in der christlichen Zertifikat des Herrn, wie der Mond (in diesen Tagen in seiner voll), reflektiert das Sonnenlicht, so dass wir das Licht Gottes für andere reflektieren können, im Wege der christlichen Lebens-Zertifikat zu tun. Dazu haben wir zwei Spalten der Kirche: Demut und Buße. Sehr geehrte Leserinnen und Leser, ein Weg der Fastenzeit unser Weg sein sollte. Während meiner Pilgerreise nach Rom 2013 Väter von San Giovanni Rotondo, sehr veehrte Vater Sardu, Vater Labarde, Vater Rocchetti in Predigten seien in der Nähe das wahre Bild Gottes. Ihre Arbeit könnte durch TV Padre Pio festhalten werden. Als ich in der Fernsehsendung “Padre Pio” drehte, heute war ich immer unangenehm überrascht eine kleine Anzahl von Gläubigen im Tempel Väter Väter während der Heiligen Messe am Morgen. Und dann schlug ich meine Brust, weil ich meine Gelegenheit wieder gestern, Christliche Zeugnisse übergeben verloren hatte, nur wenige gut ich getan habe. Kann ein Mensch anders werden, ein neues Leben anfangen? Was geschehen ist, hat unser Leben geprägt. Nur von dieser gewordenen Wirklichkeit aus können wir neu anfangen. Können wir es? Die Botschaft Jesu ist gute Nachricht: Umkehr ist möglich. Und sie notwendig. Das ist uns gesagt, heute. Ein Anfang wäre es schon, wenn wir uns entschließen würden, um die Gnade des Anfangens zu beten. Das 3. Kapitel des Buches Exodus ist ein grundlegender Text der Bibel. Hier beginnt ein neuer Abschnitt in der Geschichte Gottes mit den Menschen. Mose wird zum Befreier Israels und zum Mittler des Gottesbundes berufen. Gott, derselbe Gott, der zu Abraham, Isaak und Jakob gesprochen hat, gibt jetzt seinen Namen „Jahwe“ gleichsam als Unterpfand für die ganze weitere Geschichte. Jahwe bedeutet: der wirkliche, wahrhaftig anwesende Gott; der Gott, den man nennen und rufen kann. Wir haben unsere christliche Zertifikat als Moses starke zu tun. Die ausgehende Papst Benedikt XVI ein Bild der biblischen Job-Mission für mich ist, als er in das Kloster tritt bei, als jemand, der für jemanden eine Buße nimmt auf sich. Was hat den Job getan? Er verstand, dass er mit Ihren Worten Gottes selbst zu verletzen. Also brach er die alte Beschwerde. Er wurde bewusst, dass die Torheit, über Gerechtigkeit in Bezug auf Belohnungen und Strafen zu denken war. Wegen Ihren eigenen Worten, und in den Staub und Asche gedemütigt wurde. Umkehr des Auftrags resultiert nicht aus der Tatsache, dass er plötzlich in seine moralische Schuld geglaubt habe. Er war nur so unschuldig am Anfang und am Ende des Buches. Seine Gegner sind falsch. Job hat etwas gegen die Gerechtigkeit nicht getan. Er entdeckte jedoch noch eine andere Dimension der Göttlichkeit, als ob Gott, sehen das Leid seiner Diener, er ging durch eine Transformation. Gott hat mit dem Satan eine Wette gemacht. Aber Gott übertrug dies auf ihr Mann aus dem Land Uz. Also Gott den Ruf gefolgt wurde, antwortete er dem Menschen aus Uz als Gott des Treffen und der Gott der Geschichte. Vor Gott –Elohim, nach dem Prinzip der einfachen Arbeit der Vergeltung tat. Es zeigte, dass Gott die Messe derjenige der Auszeichnung war. Wenn Sie nicht die Auszeichnungen erhalten haben, es bedeutet nur eins: Er war nicht ganz richtig. Nun diejenigen, die Jahwe zu dienen der Wohlstand, Glück, Erfüllung verabschieden müssen, mit dem Leben versöhnen. Neues Denken über die Qualität der Justiz und Gott, dies es erscheint mit dem Judentum. In der jüdische religiöse, Mann liegt außerhalb der Ordnung der Natur. Wir haben jetzt einen anderen Gottes Namen entdeckt. Nun Gott in der Wirbelwind dem Menschen erscheint, trägt den Namen Jahwe. Schließlich die Natur des Menschen Schicksal gleichgültig ist. Aber es gibt die Beziehung auf der Grundlage des Bundes zwischen Gott und Mensch nicht weiter. Nur Gott Jahwe beteiligt sich an den Leiden seines Helden. Hier haben wir eine Gewissheit des Glaubens (Emunah), dass Job kostenlos treu geblieben habe. Und Gott über das neue Gesicht, er alles nicht hat. Am Anfang der Geschichte Israels stehen die großen Machterweise Gottes: Befreiung aus Ägypten, Rettung am Schilfmeer, Füihrung durch die Wüste. Im Manna und im Wasser aus dem Felsen erkennen wir Hinweise auf die Sakramente, die mächtigen Zeichen der Gnade Gottes im Neuen Bund. Aber weder Taufe noch Eucharistie können uns das Heil garantieren; das Handeln Gottes fordert unsere Antwort heraus, die Antwort des Glaubens und der täglichen Bewährung. Das Leben des Volkes mit Mose in der Wüste wurde uns zur Warnung aufgeschrieben. Die Zeit der Gnade ist Zeit der Geduld Gottes; für den Menschen Zeit der Besinnung und Umkehr. Die Verzögerung des Gerichts ist kein Grund zur Sorglosigkeit. Wie im Evangelium, so fehlt es auch heute nicht an Zeitereignissen, die uns aufschrecken und warnen. Am Tag der Ernte wird es offenbar, was aus unserem Leben geworden ist.’ Ihr alle werdet genauso umkommen, wenn ihr euch nicht bekehrt’. Und es ist gemäß dem Evangelium, das ich habe herunterzuspielen, dass mein Nachbar. er größer war . Es ist Christlich. Wenn wir jemand Vater fragen, jedoch ist dies eine schlechte Sache. Der natürliche Vater darf nicht mit geistiger Vater als solche behandelt werden. Der Vater des Körpers geborene physischen Kinder. Aber der geistiger Vater- durch seine geistigen Töchter und Söhne geboren ist, er nicht geborene die Kinder. Christliche Zeugnis, wir angeben müssen einen Diener, wir müssen verringern, schmälern, es ist eine besondere Bevorzugung. Kein Zufall, scheint so es, dass Henryk Sienkiewicz in seinem Werk “Wo gehst du hin”, neben dem heiligen Peter als “kleiner” ein Junge Christian namens Nazarius festlegte. Geschichte der Kirche und Weltgeschichte hier in Rom, sie treffen, aber in sehr abgelegenen Gebieten. Während die großartige Nachricht öffnen Sie noch einmal auf diese Bilder aus der Bibel, nämlich auf die Weltgeschichte und die Geschichte des untreuen treu Gottes. Das Symbol ist eigentlich ein Weinberg, Garten. Wir müssen die Liebe Gottes suchen. In der Bibel das Wort der Mißtrauensantrag für die Arbeiter im Weinberg, aber es auch Wörter der Ankündigung der Tröstung gibt. Die Welt geht verfielen. Und Gott wird nicht aufhören zu Fragen: “wo ist dein Bruder?” Wir sind nicht die Schirmherren des Weingartens, sondern nur die Administratoren der göttlichen Realität. Barmherzig, mild und großzügige Herzen sein. Heute die Idee, dass wir die Moral der Welt im Sturm verlieren kann? Ich sage Ihnen, ich Kirche immer geliebt habe. Obwohl dies nicht für das Vertrauen und die aufmerksamen Sensorik im Zeugnis des menschlichen Lebens geht weiter. Aber der Herr ist groß. Und wir sind zur Einsatzzeit. Wer Gott ist? Nun, sind wir in ihm mit guten Taten. Und was ist unsere Fähigkeit, das Herz zu öffnen? Lieben, sind wir bereits hier zur Ewigkeit. Sehen Sie mein Herr, ich gebe dir meinen Fall (mia causa). Es geht um das Verhalten eines demütigen Herzens tiefsten Ablagerungen von reinem Herzen. Es ist unser Stolz von Gott geht uns weg. “Gebt, so wird euch gegeben. Ein voll, gedrückt, gerüttelt und überfließend Maß wird man in euren Schoß geben; denn eben mit dem Maß, mit dem ihr messet, wird man euch wieder messen.”(Luk 6,38). Wir sind ein Beispiel der Herde, beten wir für die Bischöfe, Kardinäle. “So kommt denn und laßt uns miteinander rechten, spricht der HERR. Wenn eure Sünde gleich blutrot ist, soll sie doch schneeweiß werden; und wenn sie gleich ist wie Scharlach, soll sie doch wie Wolle werden.”(Jes 1.18) Unsere Sünden können sie weiß wie Schnee werden. Das erinnert uns an die Zeit der Fastenzeit. Benedikt XVI. während einer Angelus jeden Sonntag sagte, dass Gott die Kirche nicht verlassen, sondern ihn im Gebet lässt. Als der Papst Benedikt XVI das Publikum mit den Gläubigen in St. Peter’s Square am 27. Februar 2013 tat, ich auch mit dem Heiligen Vater betete. Der Benedikt XVI sprach dass er lässt nicht das Kreuz der Verpflichtung zur, sondern akzeptiert das Kreuz in neuer Form. Als ich schon gesagt habe, wir müssen stark sein wie Moses. Von mir ausgewählt, bevor die vierzig Tage ein Woche Aufenthalt in der ewigen Stadt, am Tag des Heiligen Romanus endete. Der Papst erhielt donnernden Applauz in Rom. Wenn zu diesem Zeitpunkt habe ich etwas Neues gelernt. Ich denke schon-du musst die Liebe der Welt zeigen, wie der Herr Gott ist groß und wie er die Welt beherrscht. Auf dem Weg zum Flughafen Ciampino fuhren wir von San Pietro zum Bahnhof Termini, kurzfristig des Kaisers Domitian. Cotral Bus Termini geht in Richtung der antiken Via Appia. “Herr, wo gehst du hin”(…)Ich werde nach Rom… ” Auf dem Weg zurück in meine Heimat zum ersten Mal hörte ich den italienischen Ansagerin im Flugzeug, wenn sie sprach sich reimen. Es scheint mir, dass in diesen paar Sätzen hier, dass ist das Bild der modernen Welt und Geschichte der Kirche vorgestellt worden.

Tytuł 38

Vater Sttanislaw Barszczak, Ein Besuch in sonnigen Rom,

Dies ist meine zehnte Pilgerfahrt in die ewige Stadt. (Juni 1996, März 2000, Juli 2003, Mai April 2005, September 2006, 2008, Juni 2010, November 2011, Juni 2012). Roma von hinten zu lesen ist Amor, Rom ist die Stadt der Liebe. Ist die Fastenzeit 2013 Jahr. Es endet eine Phase des Weges von der modernen Kirche. Es scheint, dass der Ort unserer Städte und Siedlungen auftauchen, als sie zum Scheitern verurteilt wären, in Ketten der Weltlichkeit, der heutigen Welt. Sie müssen der Herr Gott in all dies zeigen. Und auch wir sollten im Voraus zu anderen Zivilisationen zu verteidigen. In der heutigen Welt, in der Tat, es ist den Bedarf an Expertise, eine neue Art des Lernens über Gott. Die römisch-katholische Kirche, meine Kirche, sie sagte in diesen Tagen den amtierenden Gouverneur auf der Erde, der Heilige Vater Benedikt XVI Abschied, und nur zur gleichen Zeit bereitet sich bereits auf einem neuen Konklave einen neuen wählen. Dieses Mal ging ich durch die Länge und Breite von Rom, das ist meine Art jetzt für Sie auch. Unbedingt, wie üblich, wünschte ich, konnte ich sehen eine Person des Heiligen Vaters. Und diesmal, ich schrieb der Erzbischof James Harvey im Hinblick auf die Erlangung einer Audienz des Papstes Vater. Aber die Ereignisse der Welt manchmal überwältigen die Realität. Hier die bekannten mir Erzbischof, er wurde zum Kardinal gewählt bereits, und jetzt er siedelt in der Basilika von Heiligen Paulus hinter den Mauern. Nach dem Treffen mit Kardinal James Harvey ging ich in Richtung der ewigen Stadt zurück, den alten Straßen (vielleicht hier es fand das letzte Treffen der zwei Apostel, heiligen Petrus und heiligen Paulus) in der Nähe der römischen Pyramide von Ostiense, Zeugen der Geschichte des Christentums. Danach wanderte ich in die Stadt von der Stadtmauer in Rom, ich wende an der Circo Massimo (das größte antike Stadion konnte 250 Tausend Personen Platz haben). Heute ist hier eine riesige Fläche zur Planung Flächennutzung. Von Circo Massimo vor dem Forum Romanum der wichtigste Ort für die Bürger von Rom, ging ich in Richtung der Rindfleisch-Markt in Antiquitäten, in der Nähe der Campidoglio, in der Straße, wo er für den zukünftigen Mission heiligen Maximilian Kolbe vorbereitete. Noch vor 10 Jahren hatte ich die Trastevere vor mir hin, dieses Viertel der Stadt, wo das polnische Haus war eröffnet “Corda Cordi“ auf der Strasse von Vincenzo Monti. Und jetzt, wenn ich in Rom bin, ich bin herzlich eingeladen zur polnischen Heimat “Sursum Corda” auf der Straße im Herzen der Stadt, die Cornelia Viertel, von Heinrich Osso nahe dem Krankenhaus San Feliciano. Die Zeiten ändern sich und wir ändern in ihnen. Versucht, mit der Realität gleichzusetzen. Aber wenn es uns darum, das ist eine andere Sache. Ich möchte hier vielen Dank für die Gastfreundschaft und Freundlichkeit der Stammgäste auf der Strasse Botteghe Oscure, und die polnischen Schwestern von Nazareth aus der Strasse Nikolai Machiavelli, in erster Linie die Superior und Hüter des polnischen Hauses Via Cassia-1200 sagen, in dem ich, dieses Mal für eine lange Woche leben könnte, heilige Messe zu halten, sagen Predigt, zu dieser Zeit, zum Zeitpunkt eines erfolgreichen Meilensteins des Pontifikats von den Heiligen Vater Benedikt XVI war. Ein paar Mal hatte ich die Gelegenheit und gehen auf die Stadt und in Richtung Piazza Manzini, instinktiv ging ich in Richtung im Herzen der Stadt, der Vatikan und dann die Piazza Venezia, zur Verlängerung mit welchen Gebäuden des antiken Roms sogar länger, dauern. Einmal den Roman Forum Unreinheit nach seiner linken Hand mir Marcellus Theater, ich schaute auf das Theater, es machen seinen Ruinen noch einen Eindruck von etwas sehr schönes auch heute. Das Theater wurde soll der Archetyp für die Konstruktion noch etwas mehr großartig, 80 Jahre nach Christi Geburt das berühmte Kolosseum. Einige der die Steinblöcke, die zum Aufbau des Theaters der majestätischsten Versprechung Travertin Struktur des antiken Roms. Ich werde in Richtung Piazza Venezia mit dem Kolosseum der ehemaligen berühmten Imperial auf der linken Seite, Durchlauf von Trajan Bäder, von Caracalla, und nachdem ein angespannte Recht ein Tempel in das Forum Romanum von Maxentius , dann Schmuckverschlüsse und vor mir ist immer noch das Symbol Roms, dem Kolosseum, mit einem Kreuz in der Mitte ich sah. Dieses Mal ging ich durch das Forum Romanum herum, gehen nicht dafür, ich sah genau triumphale Bögen des Titus, Septimius, Konstantin, und sogar des Bogens über die Verlängerung der Strecke der Kaiser. Diesmal kamen an der spanischen Treppe und dem Trevi-Brunnen (es funktioniert den ersten Jahrzehnten des achtzehnten Jahrhunderts), ging ich zu dem Quirinalspalast und dann ging ich nach der Straße del Corso in Richtung Piazza del Popolo, um den schönen Tempel der Mutter Gottes aus dem 13. Jh. zu sehen. Ich hörte von auf dem Capitol Hill, die Basilika della Pace, unsere Madonna della Pace, die gleichzeitig eine titular Basilika von polnischen Kardinal S. Hozjusz war. Es kann sein, gesehen in diesen Tagen die berühmten Bilder von P. Breughel (es geht’s weiter)

Kto papieżem

Stanisław Barszczak, Wizyta w słonecznym Rzymie,

To moja dziesiąta pielgrzymka do wiecznego miasta. (czerwiec 1996, marzec 2000, lipiec 2003, kwiecień 2005, wrzesień 2006, maj 2008, czerwiec 2010, listopad 2011, czerwiec 2012). Roma czytana od tyłu znaczy Amor, Rzym to jest miasto miłości. Jest okres Wielkiego Postu, koniec jakiejś drogi współczesnego Kościoła. Kościół Katolicki, mój kościół żegnał się w tych dniach z urzędującym Namiestnikiem na ziemi, Ojcem świętym, Benedyktem XVI, a już przygotowuje się do nowego konklawe, by wybrać nowego papieża wobec ustępującego papieża z Niemczech. Tym razem przeszedłem wzdłuż i wszerz Rzym, taka jest moja droga teraz dla was… Koniecznie jak zwykle pragnąłem ujrzeć osobiście Ojca świętego. I tym razem napisałem do Ks. Arcybiskupa Jamesa Harveya w kwestii uzyskania audiencji u Papieża. Ale wypadki świata przerastają niekiedy rzeczywistość. Oto znany mi Ksiądz Arcybiskup został Kardynałem i zamieszkał w obrębie Bazyliki św. Pawła za Murami. Z spotkania z Kardynałem James Harveyem przy Bazylice św. Pawła za Murami zawróciłem ku wiecznemu miastu, zdążąm dawną drogą Ostiense (być może tutaj miało miejsce ostatnie spotkanie dwóch Apostołów Narodów, świętego Piotra i świętego Pawła) koło Rzymskiej Piramidy, świadku dwutysięcznej historii Chrześcijaństwa, wchodzę do miasta od strony murów miejskich w Ostiense, skierowuję się w stronę Circo Massimo (ten największy stadion starożytności mógł pomieścić 250 tysięcy ludzi). Dziś jest tutaj olbrzymi teren jeszcze do zagospodarowania. Za Circo Massimo przed Forum Romanum, miejscem najważniejszym dla obywateli Rzymu, skręcam w lewo, w stronę rynku wołowego starożytności, idę w pobliżu Campidoglio, ulicą przy której przygotowywał się do przyszłej pracy misyjnej święty Maksymilian Kolbe. Jeszcze jakieś 10 lat temu miałem przed sobą Travestere, tę dzielnicę miasta, gdzie otwarto Dom Polski „Corda Cordi” na ulicy Vincenzo Monti, a teraz gdy jestem w Rzymie, to najczęściej witam w Domu Polskim „Sursum corda” przy ulicy Enrico Osso w dzielnicy miasta Cornelia, koło szpitala San Feliciano. Czasy się zmieniają i my zmieniamy się w nich. Staramy się zrównać z rzeczywistością. Ale czy to nam wychodzi, to inna rzecz. Tutaj chciałbym podziękować za gościnę i życzliwość stałych bywalców z Polski przy ulicy Botteghe Oscure, siostrom Nazaretankom z ulicy N. Machiavelli, przede wszystkim przełożonym i opiekunom Domu Polskiego przy ulicy Via Cassia 1200, w którym mogłem zamieszkać tym razem przez długi tydzień, sprawować Msze święte, powiedzieć kazanie, w czasie wieńczącym udany pontyfikat Ojca świętego Benedykta XVI. Kilka razy miałem okazję wyjść na miasto, a nawet pospacerować dłużej, w kierunku placu Manzini, instynktownie ‘rzucałem się’ w kierunku serca miasta, Watykanu, a następnie placu Weneckiego, na przedłużeniu którego wznoszą się budowle antycznego Rzymu. Gdy już obszedłem Forum Romanum po lewej ręce ukazał mi się Teatr Marcellusa, jego ruiny jeszcze teraz robią wrażenie czegoś bardzo pięknego. Ten teatr miał być prawzorem dla zbudowania jeszcze czegoś bardziej okazałego, w 80 roku po narodzeniu Chrystusa słynnego Koloseum. Niektóre bloki kamienne użytego do budowy teatru trawertynu do żywego zapowiadają najbardziej majestatyczną budowlę antycznego Rzymu. Idę z placu Weneckiego w kierunku Koloseum dawnym traktem cesarskim, po lewej mijam termy Trajana, Karakalli, a po prawej spiętą klamrami Świątynię Maksencjusza przy Forum Romanum, a przede mną wciąż symbol Rzymu, Koloseum, z krzyżem pośrodku. Tym razem przeszedłem Forum Romanum dookoła, nie wchodząc doń, obejrzałem łuki tryumfalne Tytusa, Septimiusza, Konstantyna, a nawet na łuk znajdujący się na przedłużeniu traktu cesarzy. I tym razem zawitałem na placu przy schodach hiszpańskich i fontannie di Trevi (to dzieła pierwszych dekad osiemnastego stulecia), wszedłem na Kwirynał, a potem ulicą del Corso szedłem ku placu del Popolo, by obejrzeć piękne świątyni Matki Bożej z XIII stulecia. Na Kapitolu zaszedłem do Bazyliki della Pace, Matki Bożej Pokoju, która w pewnym czasie była tytularną Bazyliką kardynała S. Hozjusza. To w jej obrębie można obejrzeć w tych dniach słynne obrazy P. Breughla, pośród nich ‘wieżę Babel’(Brueghel. Meraviglie dell’Arte Fiamminga dal 18 dicembre 2012 al 2 giugno 2013, Chiostro del Bramante). W teatrach Rzymu tym razem można zobaczyć „Dzwonnika z Notre Dame” W. Hugo(Teatro Vascello Via Giacinto Carini 78) i „Szkołę żon” Moliera (Agrigento). W Rzymie jeszcze nie obejrzałem innych wielu zabytków i muzeów. Ale na uwagę zasługuje fakt, że matka Napoleona zamieszkała w Rzymie przy placu Weneckim i o piętnaście lat przeżyła słynnego Korsykanina. Zmarła w 1836 roku. Na kilka lat przed śmiercią za pieniądze wpuszczano do niej turystów, by ją mogli zobaczyć… Widzicie, po kolejnej mojej wizycie w wiecznym mieście ciśnie mi się na myśl ta garść refleksji, którymi chciałbym was kochani czytelnicy obdarzyć. Słowo Boga jest zawsze żywe i skuteczne. Mamy wziąć światło Wielkiego Postu, by oświecić początek nowej drogi, naszej drogi nawrócenia, miłości, pokory. Nie należy instrumentalizować kościoła. Mamy w swym chrześcijańskim świadectwie pokazać Pana, jak księżyc (w tych dniach w swej pełni), odbija światło słoneczne, tak my mamy odbijać światło Boga dla innych, czynić w ten sposób świadectwo chrześcijańskiego życia. Do pomocy mamy dwie kolumny kościoła: pokorę, nawrócenie. Droga Wielkopostna, to ma być nasza droga. W czasie mojej pielgrzymki do Rzymu 2013 w San Giovanni Rotondo ojcowie Sardu, Labarde, Rocchetti w kazaniach przybliżali prawdziwy obraz Boga. Mogłem ich dzieło śledzić poprzez telewizję Padre Pio. Kiedy włączyłem program telewizji „Padre Pio”, to rano byłem zawsze niemile zaskakiwany małą ilością wiernych w świątyni na Mszy świętej. I biłem się wówczas w piersi, że może to przeze mnie tak odmieniła się sytuacja- bo ja wczoraj straciłem znowu okazję do przekazania chrześcijańskiego świadectwa, mało uczyniłem dobrego. A właśnie zgodnie z Ewangelią ja mam się umniejszać, żeby to on był większy, mój bliźni. To jest droga chrześcijanina. Gdy zwracamy się do kogoś Ojcze, to jednak jest złe określenie. Ojciec cielesny nie może być zrównany z ojcem duchowym. Ojciec cielesny ‘rodzi dzieci’. Ale Ojciec duchowy- jego rodzą właśnie córki i synowie, on nie rodzi dzieci. Chrześcijańskie świadectwo, trzeba wskazywać na sługę, umniejszać się- to jest szczególna łaska. Nie przypadkiem wydaje się, Henryk Sienkiewicz u boku świętego Piotra postawił Nazariusza, jako „mniejszego” chrześcijanina. Historia kościoła i historia świata tutaj w Rzymie spotykają, choć w bardzo odległych przestrzeniach. W czasie Wielkiego Postu jeszcze raz otwieramy się na te obrazy z Biblii, mianowicie na historię świata niewiernego i historię Boga wiernego. Symbolem tych rzeczywistości jest winnica, ogród. Mamy patrzeć na miłość Boga. W Biblii są słowa przygany wobec robotników w winnicy, ale są też słowa, zapowiedź pocieszenia. Świat idzie w ruinę. A Bóg nie przestaje pytać: ‘gdzie jest twój brat?’ Nie jesteśmy patronami winnicy, ale tylko administratorami Bożej rzeczywistości… Bądźcie miłosierni, łagodnego i szczodrego serca. Dziś moralność przegrywa, jaką ideą możemy zawojować świat? Ja powiem wam, zawsze kochałem kościół. Choć ten nie poszedł za ufnością a za wsłuchiwaniem się w świadectwo ludzkiego życia. Ale Pan jest wielki. A my jesteśmy powołani do misji życia. Kim jest Bóg. Otóż stajemy się w nim, przez świadectwo dobrych uczynków. A jaka jest nasza zdolność otwarcia serca? Kochani, już tutaj przygotowujemy sobie wieczność(eternita). Widzisz Panie, oddaję ci moją sprawę (mia causa). Chodzi o zachowanie pokornego serca, najgłębszych pokładów czystego serca. To nasza pycha oddala nas od Boga. ‘Dawajcie, a będzie wam dane, miarą dobrą natłoczoną wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam taką miarą, jaką wy mierzycie.’ Mamy być przykładem owczarni, mamy modlić się za biskupów, kardynałów. Święty Ojciec Pio mówił, choćby wasze grzechy były aż sklerowaciałe, to jeśli będziecie czynić pokutę, one jak śnieg staną się białe… Nasze grzechy mogą stać się białe jak śnieg. O tym przypomina nam czas Wielkiego Postu. Benedykt XVI w czasie jednego Angelus w którąś niedzielę mówił, że Bóg nie zostawił kościoła, ale zostawia go na modlitwie. Gdy podczas ostatniej audiencji papieża Benedykta z wiernymi na placu świętego Piotra w dniu 27 lutego 2013 roku modliliśmy się z Ojcem świętym, on mówił o tym, że nie schodzi z krzyża obowiązków, ale przyjmie ten krzyż w nowej formie… I my mamy być mocni jak Mojżesz. Wybrany przeze mnie przed czterdziestu dniami tydzień pobytu w wiecznym mieście skończył się w dniu świętego Romana. Czy nauczyłem się w blaskach fleszy i wiwatów na cześć ustępującego papieża czegoś nowego.. Myślę, że tak- trzeba światu miłości, pokazać jak Pan jest wielki i rządzi sprawiedliwie światem… W drodze na lotnisko Ciampino jechaliśmy od stacji San Pietro do stacji Termini koło term Domicjana… A z Termini autokarem Cotral wywieziono nas w kierunku antycznej Via Appia. ‘Dokąd Panie podążasz?(…) Idę do Rzymu…’ W drodze powrotnej do ojczyzny po raz pierwszy usłyszałem spikerkę włoską w samolocie, gdy mówiła do rymu. Wydaje mi się, że w tych kilka zdaniach, które tutaj wam skreśliłem przedstawia się obraz współczesnego świata i historia kościoła.