Stanisław Barszczak, W drodze do serca raju!
Miejsca, które produkują zapomnienie(Vergessen), to są lotniska. Ale tym razem bardzo prędko z międzynarodowego lotniska we Frankfurcie, znalazłem się w centrum miasta, a to za sprawą dobrze rozwiniętej tutaj linii tramwajowej. Pozwólcie, że jeszcze raz zawitamy na tegorocznych targach książki we Frankfurcie nad Menem. Pierwszorzędnym sprawcą tej opowiastki jest wybitny, niemiecki pisarz Martin Walser. Bardzo się ucieszyłem, gdy zobaczyłem znaną mi z telewizji postać Pana po osiemdziesiątce, wywiad z nim tak szybko minął, w pewnym momencie odważyłem się podłożyć mu moją najnowszą książeczkę w języku francuskim pt. „Młyn niepamięci”. Pan Walser tylko spojrzał na tytuł i zaraz zostawił mi na stronie tytułowej swój duży autograf. Kiedy już odchodził po złożeniu autografów, nie wytrzymałem i podszedłem do niego, by przedstawić się osobiście i zaprosić wielkiego pisarza do Polski. Poczułem na policzku ciepło jego dłoni. A w tym czasie odbywał się już inny wywiad z ludźmi pióra. Ja jednak poddałem się wspomnieniom, chodziła ze mną jakaś melodia, której artystyczny wyraz nie osiągnął wydaje mi się jeszcze szczytu. Osobiście kocham nie za bardzo skomplikowaną muzykę, ale z pewnością uwielbiam nad wyraz moje przedmuzykalne oczytanie. A za mną wielkie lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, grandiose Jahre, lata seminaryjne, lata początku nowego tysiąclecia, globalizacja współczesnego świata z papieżem z Argentyny. Wróćmy znowu do wielkiego Pisarza. Dzięki Internetowi po jakimś czasie wreszcie pobiegłem myślą w rodzinne strony wielkiego mentora współczesnej literatury, jakby po orzechy szczęścia. Oto przede mną już miejscowość rozłożona nad Jeziorem Bodeńskim, mająca właśnie w swej nazwie słowo orzech, Nußdorf bei Überlingen. To tam mieszka trzydzieści lat niemiecki pisarz, nad jeziorem, ten współczesny piórem wędrowiec. Pan Martin Walser powiedział kiedyś, parafrazuję jego słowa: jest się tutaj trzydzieści lat, więc nareszcie trzeba budować tutaj mój dom. Martin Walser Autor, filozof, Prowokator- i widzę go teraz w Überlingen jak przechadza się nad brzegiem Jeziora Bodeńskiego. Starszy Pan, z gęstym brwiami, szukający oparcia. On sam obwieszcza dokoła, iż mniej zważa na liczbę przeżytych lat (86), szczególnie tak długo, jak długo jeszcze może pisać. “Pisanie jest sztuką życia czy też sposobem na życie/…/ uważam, że pisząc wszystko jakby wydarzyło się prędzej i wcześniej,”napisał. „Pisanie znaczy dla mnie, powiedzieć coś tak pięknego, czym ono samo nie jest,” powiedziałby niemiecki pisarz. A więc już wiemy: Martin (Johannes) Walser (ur. 1927) jest autorem powieści, sztuk teatralnych, scenariuszy i słuchowisk radiowych, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli niemieckiej literatury powojennej. Był w Niemczech Zachodnich członkiem Grupy 47, skupiającej lewicowych intelektualistów (wraz z Günterem Grassem i Heinrichem Böllem), uczestniczy regularnie w debatach publicznych i politycznych. W 1998 r. wywołał skandal, mówiąc publicznie o „instrumentalizacji Holokaustu”. Jest laureatem wielu niemieckich i międzynarodowych nagród literackich. Urodził się w rodzinie restauratora znad Jeziora Bodeńskiego. W latach 1943-1945 służył w Wehrmachcie. W 1946 dokończył naukę w szkole średniej i zdał maturę. W latach 1946-1951 studiował literaturoznawstwo, historię i filozofię na uniwersytetach w Regensburgu i Tybindze. Następnie w latach 1951-1957 pracował w telewizji i radiu (Süddeutscher Rundfunk) w Stuttgarcie. Odbywał podróże służbowe do Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski i Czechosłowacji. Debiutował słuchowiskami radiowymi i opowiadaniami. Od 1957 mieszka nad Jeziorem Bodeńskim i zajmuje się wyłącznie pisarstwem. W tymże roku za powieść „Małżeństwa w Philippsburgu” otrzymał nagrodę im. Hermanna Hessego. W przebiegu dalszej kariery literackiej otrzymał wiele nagród i odznaczeń, także państwowych. W 70. rocznicę urodzin wydawnictwo Suhrkamp wydało specjalną edycję dzieł zebranych Martina Walsera. W 1998 niemieccy wydawcy wybrali Walsera na „Autora roku”. Po publicznych wypowiedziach Walsera pod koniec lat 90. XX wieku, a szczególnie po opublikowaniu książki „Śmierć krytyka” niektórzy krytycy, publicyści i działacze żydowscy w Niemczech zaczęli zarzucać pisarzowi antysemityzm. Twórczość Martina Walsera to przede wszystkim zaangażowane społecznie i politycznie utwory obyczajowe, opisujące życie w powojennych Niemczech i wypowiadające się otwarcie przeciw próbom odrodzenia faszyzmu. Twórczość Walsera nie jest zapisem pewnej choroby, ani próbą wyjścia z niej – choroby toczącej nieledwie całą literaturę nowoczesną, na wskroś melancholijną…. Pan Martin Walser z nad Jeziora Bodeńskiego odważnie prezentuje swoje poglądy również polityczne. W roku 1998 pisarz Martin Walser w słynnym wystąpieniu w kościele św. Pawła we Frankfurcie nad Menem domagał się, aby uwolnić się od ciężaru historii. “Najgorszy efekt kapitalizmu jest taki, oto uważa się, że wszystko, co można zapłacić, należy się jednemu…” Chyba powiedział tak komentując powiedzenie przypisywane Józefowi W. Stalinowi: „Gdy jeden umiera- to klęska, jeśli milion- to jedynie statystyka.” Dzisiaj często mówi: Jedyną receptą na wyjście z kryzysu jest, jako uzupełnienie wspólnej waluty, unia fiskalna, przyznaje niemiecki pisarz. Ale nie wolno zapominać, że prawdziwa Europa była zawsze wspólnotą doświadczeń i wzajemnego szacunku dla różnic kulturowych (por. 28 sierpnia 2012, Frankfurter Allgemeine Zeitung, Frankfurt). Ważniejsze dzieła: Małżeństwa w Philippsburgu (Ehen in Philipsburg, 1957, wyd. polskie 1966); Półmetek (Halbzeit, 1960, wyd. polskie 1978); Eiche und Angora (1961, sztuka teatralna); Jednorożec (Das Einhorn, 1966, wyd. polskie 1971); Opis formy (Beschreibung einer Form, Franz Kafka, 1961, wyd. polskie 1972); Der Sturz (1973); Spłoszony koń (Ein fliehendes Pferd 1978); Seelenarbeit (1979); Dom pod Łabędziem (Das Schwanenhaus, 1980, wyd. polskie 1987; Brandung (1985); Die Verteidigung der Kindheit (1991); Bez wzajemności(Ohne einander 1993); Finks Krieg (1996); Tryskająca fontanna (Ein springender Brunnen , 1998); Śmierć krytyka (Tod eines Kritikers, 2002, wyd. polskie 2002), Życie i pisanie (zbiór Dzienników z lat 1963-74, 2008), Moje odskoki (Mein Jenseits, 2010), Matczyny syn (Muttersohn, 2011), Moja podróż życia (Meine Lebensreisen, 2011), Inscenizacja (Inszenierung, 2013). W powieściach, nowelach i dziennikach obwieszcza nieugięte zakłamanie świata. Debiutancka powieść Martina Walsera “Małżeństwa w Filipsburgu”, która ukazała się w 1957 roku była jego pierwszym wielkim sukcesem i wyniosła go jako wielką nadzieją nowej literatury niemieckiej. Powieść analizuje sieci relacji w Philipsburgu w latach 1950, ich satyryczny obraz, dwuznaczne standardy postaw ludzi w społeczeństwie. Walser stał się bacznym obserwatorem i krytykiem społecznym bieżących wydarzeń. “Bez wzajemności”, to powieść o niemożości wzajemnego porozumienia między ludźmi we współczesnym świecie. Jej bohaterowie, stanowiący czteroosobową rodzinę, żyją obok siebie, niewiele o sobie nawzajem wiedząc. Każda osoba przeżywa własne dramaty, których najbliżsi nie chcą i nie mogą zrozumieć, ponieważ za bardzo są zajęci własnym życiem, własną karierą i analizowaniem własnego ja. Dogłębna analiza postaci, jaką po mistrzowsku przeprowadza Walser, pokazuje, jak żałosna jest egzystencja jednostki, która nie umie odnaleźć zrozumienia w otoczeniu, a także sama nie stara się zrozumieć swoich najbliższych, co prowadzi do wyizolowania i duchowej samotności. ”Śmierć krytyka”. Znakomita, demaskatorska powieść o przemyśle literackim i niejawnych mechanizmach jego funkcjonowania, przez część niemieckiej opini publicznej uznana za antysemicki pamflet na Marcela Reicha Ranickiego. Pisarz Hans Lach jest podejrzany o zamordowanie Andre Ehrl Koniga, gwiazdora krytyki literackiej, który w programie Godzina rozmowy wyśmiewał jedno z jego dzieł i tego samego wieczoru zniknął bez śladu. Komisarz Wedekind wierzy w winę pisarza, jednak przyjaciel podejrzanego i znawca Hermetyzmu Michael Landolf stara się na własną rękę wyjaśnić okoliczności zniknięcia krytyka. Nowela pt. Spłoszony koń. Tematem “Spłoszonego konia” jest problem, który szczególnie ostro występuje w społeczeństwach zachodniego świata. Jest to kryzys, jaki dopada mężczyzn po czterdziestce, wtłoczonych w karby konkurencji, która wkracza we wszystkie, najbardziej nawet intymne dziedziny życia. Ale co pozostało mi z tych lektur i obrazu uczciwego Mentora literatury. Dyskusja to doskonały sposób, by przekonać samego siebie o słuszności tego, co się mówi, napisał kiedyś Paulo Coelho w „Pielgrzymie” (s.122 (Pielgrzym). Istnieją na świecie rzeczy, o które nie trzeba pytać – by nie uciec od własnego przeznaczenia. „Nigdy nie osiągnie tego, co zamierzyła, jeżeli nie będzie umiała wyrazić tego co myśli” (Jedenaście minut, s.44). „Na tym świecie liczy się tylko MIŁOŚĆ” (tamże, s.139). „Kiedy ktoś czegoś pragnie, musi jasno określić powód tego pragnienia” (s.285 Ratunek miłości). Trzeba „dać rozkosz kobiecie”… „Nie istnieje miłość bez wolności. I na odwrót. Tylko ten, kto czuje się wolny, kocha bezgranicznie. A ten, kto kocha bezgranicznie, czuje się wolny” (tamże, s. 88). Człowiek zakochany uprawia miłość bez przerwy, nawet wtedy gdy tego nie robi. To nie ma nic wspólnego z “jedenastoma minutami*” (tamże, s. 149) „Uprawianie miłości to coś więcej niż spotkanie dwojga ludzi. To “uścisk płci” “(s. 157). Przecież “Wszystko, co jest w zgodzie z naszą naturą i naszymi najskrytszymi pragnieniami jest dla nas normalne nawet jeżeli jest wynaturzeniem w oczach Boga.” (s. 211) „Gdyby Ewa nie skosztowała jabłka, cóż ciekawego zdarzyłoby się przez miliony lat?” (“Nic”). Tak więc zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los. „Miłość zmienia, miłość uzdrawia. Czasem jednak tworzy śmiertelne zasadzki i niszczy osobę, która postanowiła się poświęcić. Cóż to za skomplikowane uczucie, które tak naprawdę jest jedynym powodem, dla którego żyjemy, walczymy, staramy się być lepsi?” (Być otwartym na miłość, s.276). Wielki Paulo z Brazylii napisał kiedyś: „Ilekroć człowiek z czystym sercem podąży drogą wiary, zawsze uda mu się połączyć z Bogiem, czynić cuda. Ale sama wiara nie wystarcza, trzeba jeszcze dokonać wyboru (…) Bóg jest jeden choć ma tysiące imion. Trzeba jednak wybrać jedno z nich, by móc Go przywołać. Błagam Cię, byś chociaż Ty zrozumiał moją miłość, bo tylko to naprawdę posiadam, tylko to będę mogła zabrać ze sobą do innego świata. I spraw, by moja miłość pozostała odważna, czysta, wiecznie żywa, pomimo wszystkich otchłani i pułapek tego świata. Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć.” (s. 60 Alchemik). W Pielgrzymie zachęca nas do pracy: Dobrej walki! Mieć zawsze czas! Ale wróćmy do słonecznego dzisiaj Überlingen-Nußdorf. Pasterze, marynarze czy kupcy znają zawsze takie miasto, w którym żyje ktoś, kto sprawia, że pewnego dnia zapominają o urokach beztroskiego wędrowania po świecie. I ja wpatruję się teraz w karykaturę i groteskowy Pomnik w Überlingen-Nußdorf, w fontannę jeźdźca z Jeziora Bodeńskiego. To przecież Pan Martin Walser na koniu. Ale powiem tutaj za P. Coelho: ”Nikt nikogo nie traci, bo nikt nikogo nie może mieć na własność. I to jest najważniejsze przesłanie miłości – mieć najważniejszą osobę na świecie, ale jej nie posiadać”. Odpędźmy zatem Innego, poprzez słuchania swojego serca, stańmy się ludźmi, których zachwyca tajemnica życia, którzy dostrzegają cuda i czerpią radość z tego co robią. Ponieważ nikt nie wie, w jaki sposób powinien przeżyć własne życie. A potem nadchodzi taka chwila, kiedy tracimy całkowicie panowanie nad naszym życiem i zaczyna nim rządzić los. W tym tkwi największe kłamstwo świata. Panie Martinie, jestem taki jak Pan – widzę świat nie takim jaki jest, lecz takim jakim chciałbym go widzieć. „Miłość nie pyta o nic, bo kiedy zaczynamy się nad nią zastanawiać, ogarnia nas przerażenie, niewypowiedziany lęk, którego nie sposób nazwać słowami. Może jest to obawa bycia wzgardzonym, odrzuconym, obawa, że pryśnie czar? Może wydaje się to śmieszne, ale właśnie tak się dzieje. Dlatego nie należy stawiać pytań, lecz działać. Trzeba wystawiać się na ryzyko. Miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało Miłość jest zawsze nowa. I bez względu na to, czy w życiu kochamy raz, dwa, czy dziesięć razy zawsze stajemy w obliczu nieznanego. Miłość może nas pogrążyć w ogniu piekieł, albo zabrać do bram raju – ale zawsze gdzieś nas prowadzi. I czas się z tym pogodzić, albowiem jest ona treścią naszego istnienia. Miłości trzeba szukać wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni, tygodni smutku i rozczarowań. Bowiem kiedy wyruszymy na poszukiwanie miłości – ona zawsze wyjdzie nam na przeciw. I nas wybawi. Miłość odkrywa się kochając. A jakie jest największe kłamstwo świata? – To mianowicie, że nadchodzi taka chwila, kiedy tracimy całkowicie panowanie nad naszym życiem i zaczyna nim rządzić los. W tym tkwi największe kłamstwo świata,”powiedział Paulo Coelho… „Każdy z nas we wczesnej młodości wie dobrze jaka jest jego Własna Legenda. W tym okresie życia wszystko jest jasne, wszystko jest możliwe, ludzie nie boją się ani pragnień ani marzeń o tym, co chcieliby w życiu osiągnąć. Jednak w miarę upływu czasu jakaś tajemnicza siła stara się dowieść za wszelką cenę, że spełnienie Własnej Legendy jest niemożliwe.”* Aby uwierzyć w drugiego człowieka, należy najpierw uwierzyć w siebie. Żyć w harmonii ze światem widzialnym i niewidzialnym. Odnaleźć prawdziwe oblicze Boga. . . Ale czy miłość jest w stanie uchronić przed samotnością? Nie zapominajmy, że “Bóg ukrył piekło w samym sercu raju,” powtarzam to zdanie za Paulo Coelho. „Bóg ukrył piękno w samym sercu raju, abyśmy nieustannie pozostali czujni, i w radosnym stanie łaski nie zapomnieli o potrzebie rygoru. Nie trzeba przenosić gór, żeby dać dowody jaj wiary.”Pan Martin na koniu! Ktoś narodzony, aby wzrosło piekło!? (serce raju!). Każda ziemska istota, cokolwiek by czyniła odgrywa zawsze główną role w dziejach świata. Oczywiście nic o tym nie wiedząc. Taki mógłby być mój komentarz do moich sztuk o papieżach. Wciąż widzicie nie przestaję wpatrywać się w wielkiego Pisarza, w pamięci niosę słowa P. Coelho: „Skoncentruj się jedynie na chwilach, w których osiągałeś to, czego pragnąłeś!” Panie Walserze, nigdy Pana nie ukłułem nawet słowem. Znalazłem pana numer telefonu przez Internet. Pan zdaje się mówić najwyraźniej jak tylko można, zajmując ukochane miejsce na ławce w Nußdorf bei Überlingen: „Pozostanę tu przy tobie, dopóki przychodzić będziesz na brzeg tej rzeki. A gdy pójdziesz spać, ułożę się do snu u drzwi twojego pokoju. A kiedy odjedziesz, podążę twoim śladem. Aż powiesz mi: Zostaw mnie!, a wtedy odejdę. Ale do końca moich dni nie przestanę Cię kochać.” „Kocham, ponieważ ty jesteś,” Paulo Coelho w „Piątej górze” powiedział: „Czasami próżność lub pycha każą nam wierzyć, że wszystko od nas zależy.” A w innej powieści („Zahir”) znalazłem ciekawą myśl, parafrazuję: znikamy z ziemi, bo daliśmy się przekonać, że to dla nas lepsze. A przecież są rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. Ale serca ludzkie są właśnie takie, obawiają się sięgnąć po swoje najwyższe marzenia. Bynajmniej żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia. Więc powiedz sobie także: Żebym był zawsze coś wart! Drogę wytacza się idąc… Kto kocha, musi umieć się zgubić i odnaleźć… Trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód. Wie Pan, Panie Martinie Walserze, nigdy nie przestanę Pana znać, jak Polskę, moją ojczyznę, którą teraz ujrzałem nad Jeziorem Bodeńskim. Stąd więc ślę apel porwany zaraz nad polskie Tatry. Kochany Czytelniku: „Skoncentruj się jedynie na chwilach, w których osiągałeś to, czego pragnąłeś!”
(w ułożeniu tej opowiastki dużo zawdzięczam tekstom Paulo Coelho, który ma być honorowym gościem przyszłorocznych Targów Książki we Frankfurcie nad Menem, autor)
Category: CV
Piękne miasto Kolonia
Stanisław Barszczak, Budować wspaniałość jutra,—–
Widzenie i piękno nie mają powiem ostatniego wizerunku. Nie wierzę w laurki za darmo, bo rządzi prawo w Polsce. Nie wierzę, żeby filozofia czysta, jak pisał Emmanuel Levinas, mogła być czysta bez pójścia ku problemowi społecznemu. To w jego tekstach czytamy: „Ten sam pozostaje nie-w-obojętności do Innego, to znaczy z jednej strony nie narzuca mu się, ale też i nie pozostaje bez identyczności z nim, w prostej spontaniczności, w której obcość przyszłego nie opisuje się bezpośrednio w jego odniesieniu do teraźniejszości, w której zamierzył przebywać, w której miałby niejako opłacać z góry też pewną protekcję.” Konsekwencją takich analiz jest stwierdzenie końcowe E. Levinasa: „Bo moją egzystencję nie mogę dzielić z innymi.”I wówczas właśnie uspołecznianie się jest sposobem wyjścia z bytu. W związku z tą refleksją tytuł nowego mojego artykułu mógłby brzmieć: Ten sam i Transcendencja (il medesimo e trascendenza). Ale dość filozofii. Otóż nasze wnętrze nie powinno być martwe. I właśnie Pan, chrześcijanie nazywają go Bogiem, on nigdy nie opuszcza. Mamy wznosić się w modlitwie do Stwórcy (z jęz. włoskiego salire). To czyniąc odwiedziłem teraz Kolonię w sąsiadujących z moją ojczyzną Niemczech. Czwartym największym miastem w Niemczech, a zarazem jednym z najważniejszych ośrodków kultu religijnego jest właśnie Kolonia. Położona jest nad Renem na Zachodzie Niemiec. Jej powierzchnia wynosi ponad 400 kilometrów kwadratowych, a ludność przekracza liczbę miliona mieszkańców. Ładne miasto z Pięknymi budowlami jak np. most dla zakochanych, na którym zawiesza się kłódki z imionami zakochanych, nieopodal mostu na Renie piękna budowa Gotycka której nie zapomnę do końca życia. Ogromna Katedra św. Piotra i NMP pięknie prezentuje się oświetlona nocą. Most Hohenzollernów o długości 689 m, w głębi oszałamiająca po dziś dzień katedra. Kolonia to jedno z najstarszych miast w Europie, promuje się jako najlepsze miasto na zakupy w Niemczech, kusi licznymi kafejkami, piwiarniami. Jest tu wiele do zobaczenia, ale absolutnie pierwszym obowiązkowym punktem wycieczki powinna być właśnie katedra. Albowiem w centrum miasta wznosi się największa gotycka świątynia na północ od Alp, większa od paryskiej Notre Dame. Ma 144 m długości, 7914 m kw. powierzchni i dwie 157-metrowe wieże. Kölner Dom jest wizytówką miasta, jej symbolem i siedzibą arcybiskupstwa kolońskiego. Budynek znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Jest trzecią co do wielkości gotycką katedrą na świecie, po katedrach w Sewilli i Mediolanie. W środku znajduje się wyjątkowo cenne średniowieczne prezbiterium oraz inne zbiory sztuki średniowiecznej, w tym relikwiarz Trzech Króli, Krucyfiks Gerona czy Ołtarz Trzech Króli. W Kolonii mieszka ponad milion osób. Kolonia uważana jest za jedno z najstarszych niemieckich miast. Została założona w czasach imperium rzymskiego w 50 roku n.e. Ale nie tylko przeszłość jest tu ciekawa. Młodzi ludzie pewnie wiedzą, że Kolonia jest centrum medialnym Niemiec. To stad nadaję VIVA i MTV. Miasto słynie z bogatych zbiorów muzealnych. Jest tu naprawdę w czym wybierać: Wallraf-Richartz-Museum, Museum Schnütgen, Muzeum Ludwig, Agfa-Photo-Historama, Kolońskie Muzeum Miasta, Muzeum Czekolady, Muzeum Diecezjalne, Muzeum Karnawału, Muzeum Käthe Kollwitz, Muzeum Sztuki Użytkowej, Muzeum Sztuki Wschodnioazjatyckiej, Muzeum Perfum w Domu Farina, Narodowe Muzeum Sportu i Olimpiady oraz Skarbiec Katedralny. Osobiście najbardziej podoba mi się Muzeum Sportu, które mogłem zwiedzić w ostatni wtorek. Kolonia słynie nadto z karnawału. W Kolonii obchodzi się go naprawdę wyjątkowo. Zaczyna się on już 11 listopada o godzinie 11:11 (jedenastka jest symbolem grzechu i rozpusty) dźwiękiem werbli. To wtedy w niemieckiej Nadrenii rozpoczyna się piąta pora roku, pełna festynów, balów i zabawy. Najlepsza zabawa trwa w ostatnim tygodniu przed Wielkim Postem. Wtedy całe miasto żyje 24 godziny na dobę i zabawa nie ma końca. W tłusty czwartek – Weiberfastnacht w Nadrenii i Westfalii przebrane w kolorowe stroje kobiety obcinają mężczyzną krawaty. W różany poniedziałek (Rosenmontag) – ostatni poniedziałek przed Wielkim Postem możemy podziwiać wspaniałe parady z muzyką pełne przebierańców rzucających słodkościami w otaczający ich tłum. Najważniejszymi elementami karnawału w Kolonii są dziwaczne przebranie (obowiązkowe!), wibrująca muzyka, roztańczony tłum, luz i przepyszne niemieckie piwo. Znajdziemy tu aż 24 browary, najwięcej na świecie! A do tego wszystkie produkują jedyne w swoim rodzaju piwo kölsch. Oprócz karnawału ciekawą imprezą jest Köln Lichter, odbywający się w wakacje. Większość Kolończyków spotyka się wtedy nad Renem by podziwiać pokazy sztucznych ogni. Z Kolonią kojarzy się też woda kolońska… i słusznie! Woda kolońska (Eau de Cologne), czyli alkoholowy roztwór substancji z płatków kwiatowych, została wyprodukowana po raz pierwszy właśnie w Kolonii. Dokonał tego w XVIII wieku Włoch, Johann Maria Farina. Dla uczczenia pamięci twórcy wody kolońskiej na wieży ratusza miejskiego umieszczono jego figurę. Najmilszym prezentem z podroży do Kolonii będzie z pewnością butelka perfum Eau de Cologne Farina, produkowanych według oryginalnej receptury przez ósme już pokolenie rodu Farina. To wspaniałe miasto zostało zbombardowane w ciągu II wojny aż 262 razy, co jest pewnego rodzaju rekordem. Najdłuższy nalot trwał 75 minut wzięło w nim udział aż 1046 bombowców. Trudno się dziwić, więc że po wojnie odbudowa trwała prawie do końca XX wieku. Godny zapamiętania jest też herb Koloni, na którym znajdują się trzy korony i jedenaście płomieni. Korony symbolizują trzech króli, którzy spoczywają w katedrze w owym mieście. Płomienie nawiązują do mordu jedenastu tysięcy dziewic i Świętej Urszuli przez Hunów w IV wieku za przyjęcie Chrześcijaństwa. Kolonia obfitowała kiedyś w piękne i liczne tutaj kościoły. I dzisiaj szczyci się kilkunastoma zabytkami. Zabytków w Koloni jest mnóstwo jest tam aż osiem zespołów Kościołów Romańskich, pięć Kościołów Gotyckich, a także cztery Neogotyckie. Tak można powiedzieć, że jest to miasto silnej wiary. W tym mieście znajduje się największa hala sportowa w Niemczech gdzie odbywają się najważniejsze sportowe rozgrywki. Do najważniejszych zabytków zaliczymy: Katedra Św. Piotra i Najświętszej Marii Panny – to największy i najważniejszy kościół w Kolonii. Historia tej świątyni sięga 313 roku. Oto zespół kościołów romańskich: Kościół Św. Pantaleona – kościół ten jest jedną z 12 wielkich bazylik romańskich w Kolonii (początki świątyni sięgają VI wieku); Świętej Urszuli (St. Ursula) – z gotyckim prezbiterium i miejscem pochówku patronki kościoła. W skład kościoła wchodzi także Złota Komnata, w której znajdują liczne relikwiarze Jedenastu Tysięcy Dziewic m.in. hermowe z XIV-XVI w.; Świętego Andrzeja (St. Andreas) – z licznymi gotyckimi rzeźbami m.in. figurą św. Krzysztofa ok. 1490; Świętego Kuniberta (St. Kunibert) – z zespołem romańskich witraży (ok. 1226), oraz malowideł ściennych przedstawiające m.in. Ukrzyżowanie; Świętego Seweryna (St. Severin) – zawiera wewnątrz m.in. bizantyński medalion z XI w. z wizerunkiem św. Seweryna, gotyckie stalle, rzeźby m.in. figura Madonny z Dzieciątkiem z 1280; Świętego Pantaleona (St. Pantaleon) – wewnątrz gotycka przegroda chórowa, romańska kamienna głowa Chrystusa, nagrobek cesarzowej Teofano, żony Ottona II; Najświętszej Panny Marii na Kapitolu (St. Maria im Kapitol) – romański z licznymi dziełami sztuki m.in. drewniane drzwi romańskie, nagrobek Plektrudisy z 1180 r., kamienna figura Madonny z Dzieciątkiem z 1200, gotycki krucyfiks mistyczny z ok. 1305 r.; Najświętszej Marii Panny na Lyskirchen (St. Maria in Lyskirchen) – wewnątrz zachował się niemal kompletny cykl malowideł z ok. 1250; ponadto tzw. Madonna Żeglarzy z XIV w.; Świętego Marcina (Groß St. Martin) – zbudowany na planie treflowym z masywną wieżą wschodnią, licznymi dziełami rzeźby gotyckiej z XIV-XVI w.; Świętego Gereona (St. Gereon) – zbudowany na zrębie rzymskiej budowli centralnej, z oktagonalnym korpusem nawowym, cennym zespołem malowideł ściennych, cyklem gobelinów z XVI w., dziełami rzeźby m.in. tryptyk z XV w. Odbudowany po 1945 r.; Świętych Apostołów (St. Aposteln) – zbudowany na planie treflowym z masywną wieżą zachodnią w której wisi dzwon dedykowany Janowi Pawłowi II. Wewnątrz m.in. rzeźby Czternastu Wspomożycieli z XVI w.; Świętej Cecylii (St. Cäcilien), obecnie Muzeum Alexandra Schnütgena (Museum Schnütgen). Kościoły gotyckie: Opactwo Deutz, kościół św. Piotra (St. Peter), kościół Franciszkanów (Minoritenkirche),
kościół Antonianów, kościół Kartuzów. Inne zabytkowe świątynie:barokowy kościół Jezuitów,
neogotycki kościół Świętego Maurycego (St Mauritius), neogotycki kościół Świętej Agnieszki (St. Agnes), neogotycki kościół Najświętszego Serca Jezusowego (Herz-Jesu-Kirche), Kościół Antonitów -jest to pierwszy kościół ewangelicki w mieście. Świątynia wzniesiona została w drugiej połowie XIV wieku. Neogotycka synagoga. Z muzeów miasta wymieńmy: Wallraf-Richartz-Museum & Fondation Corboud; Muzeum Czekolady – placówka założona w 1993 roku, przez ówczesnego szefa firmy Stollwerck -Hansa Imhoffa; Muzeum Ludwiga – muzeum założone zostało w latach 70-tych minionego stulecia, na gruncie kolekcji podarowanej przez Irenę i Piotra Ludwików; Muzeum Schnütgena – to słynne kolońskie muzeum sztuki sakralnej znajduje się w kościele Św. Cecylii. Mówiąc o historii miasta nie można pominąć faktu, że jest to jedno z największych miast przemysłowych w Niemczech. To właśnie tutaj głównie powstają podziwiane na całym świecie samochody marki Ford, najlepsze silniki, wagony kolejowe, kosmetyki, elektronika. W Kolonii jak wszędzie na świecie są moi Rodacy. W niedzielę Polacy gromadzą się przy Kościele św. Pawła. (Polska Misja Katolicka,Vorgebirgstr. 8/ An der Pauluskirche, 50677 Köln, tel.: 0221 99 22 313). Duszpasterstwo PMK w Kolonii prowadzą księża Chrystusowcy. Jak dojechać: U-Bahn: linia 15 lub 16, przystanek: Ulrepforte. Polskiej wspólnocie przewodzi Ksiądz Proboszcz, ks. Stefan Ochalski SChr. do którego skierowałem list następującej treści: „/…/wybieram się z podróżą duszapasterską do Kolonii. W niedzielę chciałbym uczestniczyć we Mszy świętej o godz.18-tej i modlić się z wami. Jeśli będę mógł, to we wtorek o godz. 18.30 pokazałbym się przy St. Cosmas und Damian, Regenboldstr. 4, 50765 Köln-Weiler. Dojazd do tego kościółka: BUS: linia 125 przystanek Wezelostrasse, BUS: linia 126 przystanek Weilerweg. Z dworca głównego pociągiem S11 należy dojechać do stacji Köln Chorweiler S-Bahn i przesiąść się na linię 125 lub 126. Kolonia to jedno z najważniejszych historycznych i współczesnych ośrodków kultu religijnego w Europie (np. gościło Papieża Benedykta XVI w czasie Światowych Dni Młodzieży w 2005 roku). Co zobaczyć ponadto? Spacerując po Starym Mieście będziemy mogli podziwiać kolorowe, zadbane kamienice i cieszyć swe oko niemieckim ładem i porządkiem. Zachwyca również bardzo trafne i subtelne połączenie nowoczesności i zabytkami. Z trafieniem na Stare Miasto i do katedry nie będziemy mieli żadnego problemu – budowla mocno wybija się na tle innych zabudowań. W ogóle poruszanie się po Kolonii nie jest zbyt trudne, gdyż miasto może pochwalić się świetnie rozwiniętą linią metra, nowoczesnymi autobusami i tzw. szybkimi tramwajami, które łączą Kolonię z sąsiednimi miastami. Ach przypomniało mi się, to wiedzcie, że pewnego dnia spacerowałem po Starym Mieście, na Gürzenichstrasse przeczytałem 10 zasad dobrego obywatela Kolonii, a wśród nich(parafrazuję): nie martw się, zawsze będzie lepiej; czyń odwrotnie, spodziewaj się zawsze odwrotnego wyniku swych czynów. Tutaj chciałbym jeszcze wspomnieć, że Kolonia jak wiele miast w średniowieczu otoczona była murem, wewnątrz mieszkańcy, jak mniemam, czuli się bezpieczni. Ja podczas mojej bytności w Kolonii zamieszkałem w Hostel for Backpackers, Marzellenstrasse 44-56, Altstadt. Niech mi będzie wolno podzielić się z wami, drodzy Czytelnicy, moimi wrażeniami z Muzeum Sportu rozlokowanym przy Renie. To tam mogłem przeczytać słowa Pierre’a de Coubertina: „Niemcy odgrzebali to, co jeszcze przed starożytną Olimpią zaistniało było, dlaczego Francja nie powinna by tę starą Świetność odrestaurować?(moje tłum.)” A Polska wspaniałość dawną swej historii czy nie powinna pokazać ziemi całej? Wydaje mi się, że obrazem tej wiary współczesnych Polaków może być kolońska katedra.
Idę jak najdalej, oto zdjęcie jakiegoś gimnastyka na poręczach, z podpisem: „tak daleko sięga moja droga”(a unosił się w pozycji leżącej nad kozłem). Theodor Heuss zostawił nam takie słowa: „Nie istnieje żadne proletariacko-marksistowskie podciągnięcie ciała na drążku i żadne mieszczańsko-kapitalistyczne stanie na rękach- bo tego można dokonać, albo nie można (man kann’s oder man kann’s nich).” Sobie i wam życzę optymizmu teraz, byśmy nigdy nie wpatrywali się na tego czy innego wydarzenia gorzki koniec.
esej o moralności
Stanisław Barszczak, Schyłek moralności granic
Książka „Dziedzictwo cnoty”(1982) Alasdair MacIntyre’a daje początek nowemu sposobowi myślenia w etyce, a raczej stanowi próbę odnowienia Arystotelesowskiej etyki… W 1988 roku ukazała się racjonalność?”(Alasdair MacIntyre, Whose Justice? Which Rationality?, University of Notre Dame następna bardzo ważna książka tego szkockiego myśliciela pt. „Czyja sprawiedliwość? Jaka Press., 1988). Co mnie w tej refleksji filozoficznej, którą teraz dla siebie odszukałem, najwięcej interesuje? Przede wszystkim sytuacja moralna, którą A. MacIntyre nazywa etyką cnót- i właśnie o tej ostatniej traktuje niniejszy tekst.
I Teoria moralna MacIntyre’a
Alasdair MacIntyre kładzie nacisk na narrację osoby, którą jednostka realizuje przez całe jej życie, będąc wierna sobie i epoce, w której przyszło jej działać, czyniąc wnętrze i zewnętrze swojej osoby zupełną jednością. Realizująca się w ten sposób „moralność osobowa”, zdaniem MacIntyre’a, powinna być konstruowana przede wszystkim w terminach życia. Myśliciel zauważa, że jaźń ludzka, mająca charakter narracyjny, może się tworzyć tylko w ramach jakiejś tradycji, tradycji szczepu, ludu, narodu, państwa, cywilizacji. Tradycja jest stwarzana przez praktyki. Albowiem tożsamość ludzka wyraża się w praktyce. Czy jest praktyka? Przez „praktykę” mamy na myśli wszelką spójną i złożoną formę społecznie ustanowionej, kooperatywnej działalności ludzkiej, poprzez którą dobra wewnętrzne wobec tej działalności są realizowane w procesie dążenia do realizacji wzorców doskonałości. Te ostatnie stają się charakterystyczne dla tej formy działalności i które po części ją definiują: dzięki tak pojętej działalności praktycznej ludzka zdolność do osiągania doskonałości oraz ludzkie pojęcie celów i dóbr ulegają systematycznemu poszerzeniu (A. MacIntyre, Dziedzictwo cnoty. Studium z teorii moralności, tłum. Adam Chmielewski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1996, s.338). Praktyka, a przez to cnota, jest możliwa tylko w ramach określonej wspólnoty, jest to relacja dwustronna, gdyż również to właśnie cnoty utrzymują wspólnotę w istnieniu. Cnoty powstają tylko w ramach jakiejś wspólnoty i tradycji. Tradycje zaś zmieniają się: jedne wypierają drugie, a wraz z nimi zmienia się koncepcja moralności. Zmiana tradycji następuje, gdy zaczynają się nawarstwiać trudności i niekonsekwencje. Każda tradycja doświadcza od czasu do czasu wewnętrznych sprzeczności i napięć, każda z nich wypracowuje więc swoje własne mechanizmy radzenia sobie z takimi problemami. I tak należy, w ramach każdej tradycji, zarejestrować niespójności zachodzące między własnymi centralnymi tezami konkurencyjnych tradycji, sformułować kontrowersje (zarzuty względem własnej teorii) wysuwane przez rywala we własnych terminach (charakterystycznych dla poszczególnych tradycji) i dokonać wyjaśnienia podstaw ich odrzucenia. Jak twierdzi MacIntyre, tradycja zwycięża swych rywali wtedy, gdy może ich włączyć do swojej narracji. Narracyjną osobowość jednostka realizuje przez całe jej życie, w kooperacyjnej działalności ludzkiej. Musimy wiedzieć, że bez cnót wszelka praktyka nie oparłaby się „korumpującemu wpływowi instytucji”, ze swej istoty nastawionych tylko na osiąganie dóbr zewnętrznych. Tak więc te cztery pojęcia: cnoty, narracyjnej osobowości, praktyki oraz tradycji są ze sobą powiązane, stanowiąc osnowę koncepcji teorii moralnej MacIntyre’a.
Powiedzieliśmy, że cnoty powstają tylko w ramach jakiejś wspólnoty i tradycji. Ale czym są cnoty? Cnoty należy rozumieć jako skłonności, które podtrzymują istnienie praktyk i-kooperacji, umożliwiają nam uzyskiwanie dóbr wytwarzanych w tych praktykach, oraz które pozwalają nam zarazem wytrwać w tego rodzaju poszukiwaniach, pomagając nam przezwyciężyć krzywdy, pokusy i zakłócenia, i które przynoszą nam coraz szerszą samowiedzę i coraz szerszą wiedzę o dobru (por. Stanisław Gałkowski, Cnoty i relatywizm. Alisdaira MacIntyre’a próba przekroczenia relatywizmu, tamże, s.391). Cnoty są więc istotą procesu, w którym jednostka odnosi siebie i swoje życie wobec różnych praktyk-kooperacji, konstytuujących kontekst jej życia. Wydaje mi się, że dzisiaj za bardzo opieramy się na praktykach, jako formach kooperacji, banalizując sprawdzone przez stulecia teorie moralne.
MacIntyre konsekwentnie przeciwstawia więc etyce współczesnej etykę antyczną, przede wszystkim Arystotelesa. O sile i zdolności przetrwania tej tradycji decyduje przede wszystkim etyka cnót będąca jej istotnym składnikiem. Dla Arystotelesa życie dobre, to życie zgodne z cnotą, gdzie cnota jest rozumiana na podłożu teleologicznej koncepcji bytu ludzkiego. Koncepcji, zgodnie z którą człowiek ma swoją specyficzną naturę i właściwe dla niego cele. Dzięki odwołaniu się do naturalnych celów można przeprowadzić rozróżnienie między tym, jacy aktualnie jesteśmy a tym, jacy powinniśmy być. Umożliwia to również moralną ocenę poszczególnych czynów jako prowadzących do celu lub od niego odwodzących. Dzięki temu etyka cnót może uniezależnić dobro od woli jednostkowej i poddać je wewnętrznej racjonalności. Charakterystyczne dla etyki współczesnej odrzucenie teleologii spowodowało, że nasze zasady postępowania zdegenerowały się w niekoherentne i pozbawione podstaw. Koncepcja dobra człowieka zawsze miała istotny wymiar społeczny. Społeczeństwo stanowi naturalne granice, poza które indywidualna zdolność „samokreacji” nie może wyjść. Tymczasem we współczesnym świecie jesteśmy, zdaniem MacIntyre’a, nie tylko podmiotami swoich własnych wyborów, ale również całkowicie wyizolowanymi wyborcami, nie ma więc dłużej możliwości, by zrozumieć na czym polega nasze dobro. Prowadzi to ostatecznie do bycia determinowanym przez społeczeństwo i okoliczności, w jakich przyszło nam żyć. MacIntyre odrzuca liberalną koncepcją jaźni uważając, że implikuje ona, iż wartości są determinowane przez indywidualne wybory, co uniemożliwia satysfakcjonujące odróżnienie tego, jacy jesteśmy, od tego, jacy powinniśmy być. A bez tego rozróżnienia niemożliwy jest ani indywidualny rozwój, ani jakieś trwałe reguły życia społecznego.
II Wyższość ‘etyki cnót’ nad innymi teoriami moralnymi
Cnota jest zatem podstawą trwałości wszelkich praktyk jako form ludzkiej współpracy, tak rozumiane praktyki tworzą tradycje, a wspólnoty ludzkie a przede wszystkim jaźń ludzka może się tworzyć tylko w ramach jakiejś tradycji. Wszystko to razem powoduje, że etyka cnót była w stanie przetrwać i rozwijać się w najróżniejszych kontekstach społecznych, kulturowych i historycznych. A ponieważ współcześnie najważniejszą odmianą „arystotelesowskiego schematu pojęciowego” jest tomizm, to on właśnie jest tą preferowaną przez MacIntyre’a etyką mającą wyraźną wyższość nad swoimi konkurentami. Tomizm w ujęciu MacIntyre’a to zwycięstwo filozofii nierelatywistycznej. Otóż pragmatyczna argumentacja służy MacIntyre’owi w pierwszym rzędzie do wykazania wyższości etyki cnót nad innymi teoriami moralnymi. Cnoty wprawdzie można traktować jako mające wartość użyteczną, bo prowadzącą do uzyskania i utrwalenia dóbr zewnętrznych (zwracał na to uwagę już Arystoteles), ale jednocześnie cecha, by być uznana za cnotę, musi ułatwiać realizowanie dóbr nie tylko zewnętrznych, ale przede wszystkim wewnętrznych, a dobra te mają charakter autonomiczny i są niezależne od indywidualnych decyzji podmiotu działającego. Rozumowanie mające na celu uzasadnienie nierelatywnej etyki, odwołujące się do argumentacji pragmatycznej może (choć moim zdaniem bynajmniej nie musi) być wewnętrznie sprzeczne, lecz rozumowanie odwołujące się do kryteriów obiektywnych będzie nieprzekonywujące dla tych, których ma przekonać. Jest tutaj pewien paradoks. Tomizm kształtuje umysł człowieka w takiej formie, że każe mu szukać przyczyn aż do pierwszej praprzyczyny. Pragmatyczne uzasadnienie etyki cnót jest wewnętrznie sprzeczne. Nie można uzasadniać obiektywnej etyki odwołując się do argumentów, których założeniem jest, że takowa nie istnieje. MacIntyre dobrze rozumie, że „wymogi” cnót są autonomiczne, że cnoty jako cnoty uprawiać można jedynie ze względu na nie same, a zatem wszelka namowa do ich praktykowania ze względu na coś innego niż one same jest niekonsekwencją. Tomizm w Polsce w wydaniu MacIntyre’a tym samym nie za bardzo może się przyjąć. Choć tomizm ma wiele zalet , i przynajmniej od stu dwudziestu lat jest przedmiotem studiów szczególnie teologicznych. Charakterystyczne jest to, że polska myśl tomistyczna nie wydała na przykład żadnej krytyki marksizmu. A zaletą tomizmu był przede wszystkim odziedziczony po Arystotelesie zdrowy rozsądek, na którym w swych analizach oparł się Alisdair MacIntyre. Ta pozytywna właściwość tomizmu owocowała jednak niepokojącą gotowością do kompromisu. Tomiści ciągle usiłowali budować mosty, nawet tam, gdzie drugiego brzegu nie było. Jeszcze się może okazać, że mosty współczesnych tomistycznych komentatorów MacIntyre’a wiszą w powietrzu.
Stara tomistyczna anegdota brzmi: jak się zna, to się kocha. Tymczasem każdy mąż wie, że jest dokładnie na odwrót. Kocha się, a dopiero potem się poznaje. I bardzo często, kiedy się poznaje, to się przestaje kochać. Taki układ eliminuje rzeczywistość czasu, dziejowość, przecież czym innym jest teza wypowiedziana dwieście lat przed Chrystusem, a czym innym podobna teza wypowiedziana dwieście lat po Chrystusie… Ginie rozwój prawdy poprzez tradycję…. Tomizm, ta fascynująca metafizyka świata, bytu, rzeczy, imponująca konstrukcja przypadłości, przyczyn, skutków, form, materii- w ostatecznym rozrachunku była jednak nieludzka, bo gubiła konkretnego człowieka, jego nadzieje, radość, śmiech, tę cudowność życia, także nieprzewidywalność! Gdzie łaska, która nie jest ani cudem, ani regułą. Chmielewski twierdzi wręcz, że „teoria praktyk, tradycji i cnót prowadzi do historycystycznego rozwiązania problemu relatywizmu, które […] nie daje się pogodzić z tomizmem” Chmielewski (por.A. Chmielewski, Niewspółmierność, nieprzekładalność, konflikt. Relatywizm we współczesnej filozofii analitycznej, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1997, s.301). Genetyczne cechy tomizmu przerastają jakby trzon samej teorii. A przecież istnieją inne szkoły obserwacji świata ludzi i zwierząt. I tak fenomenologia każe zatrzymać się nad tym, co dane, i opisywać to aż do znudzenia, więc patrzymy na każdą sprawę ze wszystkich stron. I tak zaczyna się w pewnym momencie rozumieć rzeczy w ich jednostkowej istocie. Jak coś jest oświetlone to, co jest Husserl. Jakim światłem one świecą, czego trzeba, by zabłysnęły ku nam swym światłem… oto jest stół. Miałem poczucie nieautentyczności świata, który mnie otaczał. Gry pozorów, kłamstwa, udawania, tchórzostwa. Nic nie mówiło się naprawdę, więc ja chciałem mówić naprawdę. Bo wchodząc w dialog musisz wnieść swoją twarz. Więc wnosisz coś z siebie, twoja jednostkowość i niepowtarzalność skrywa się za ściankami kryształu naszego człowieczeństwa. I wiesz, że można opisywać świat i wyjaśniać go, nie formułując żadnych postulatów praktycznych. I tak odczytywanie MacIntyre’a ma dla mnie, jako księdza, nie tylko korzenie duszpasterskie, ale też konkretny wyraz. I tak powołuję się tutaj na jedyne spotkanie z tomizmem polskiego księdza Józefa Tischnera, który zanotował także, że prowadził swoisty wyścig z czasem, że nosił w sobie uraz-traumę, jakąś jemu tylko znaną ranę. To wszystko tworzyło szczególną perspektywę życiową. Potrzebował znaleźć język, który pozwoli mu zaakceptować jego sytuację. Naturalnie żadną miarą nie mógł to być język uporządkowanego świata tomizmu. Mój świat był zupełnie nie uporządkowany. Ja się w tomizmie nie mieściłem, napisał. Ale teraz po nowych lekturach jakbym już umiał zaakceptować mój status pariasa, rolę człowieka, który od trzydziestu lat chciałby się sprzedać z własnymi przekonaniami. Była to dość długa i bolesna absencja. A dziś jestem już znanym… (por. wspomnienia ks. J. Tischnera z książki Między Panem a Plebanem, Kraków 1995). W związku z tym wyznaniem wydaje mi się, że Ksiądz Tischner jednakże zostawił za sobą manichejczyka bez własnego zdania, a jego homo sovieticus jakby nie ostał się w naszych czasach renesansu wiary. I może lepiej, że tak się stało.
Ksiądz Józef Tischner powiedział również gdzieś , że świadomość wdowy to jest właściwa świadomość chrześcijańska- bo chrześcijanin nie daje wiele! A co mnie w tej refleksji filozoficznej w ujęciu A. MacIntyre’a urzekło? Mianowicie poszukiwanie języka, który pozwoli mi zrozumieć moją własną sytuację w świecie. Dzięki tej refleksji lepiej potrafię siebie w swojej sytuacji zaakceptować, przestałem własne położenie odczuwać jako niezwykłą ofiarę. Jakkolwiek zawsze miałem własny język wypowiedzi, to jednak z moją kulturą filozoficzną zupełnie nie tak dawno otwarłem się na struktury języka etyki i prawo moralności. Tym samym mi jest łatwiej opisywać mniejszą solidarność dzisiaj, bo mniej wrażliwości, emocji, odpowiedzi na moc, wyroki władzy. Dzisiaj jaśniej zauważam tutaj autonomię wszelkiej osoby, zadanie społeczeństwa, granice moralności. Przywołam tutaj jako ksiądz problem obecności Chrystusa w Eucharystii, którą pokazywano, jako obecność szklanki. Zamiast szukać zakorzenienia w historii, próbowano moralność nie raz znaleźć w pseudonaukowych dywagacjach. Oto wszystko sobie jeszcze wyjaśnimy… Tomizm, ta fascynująca metafizyka świata, bytu, rzeczy, imponująca konstrukcja przypadłości, przyczyn, skutków, form, materii- w ostatecznym rozrachunku była jednak nieludzka, bo gubiła konkretnego człowieka, jego nadzieje, radość, śmiech, tę cudowność życia, także nieprzewidywalność! Gdzie łaska, która nie jest ani cudem, ani regułą. Pamiętam jeszcze, jak pewnego dnia nad polskie wybrzeże zawitała Solidarność. Wtedy poczułem dumę, że jestem Polakiem… Ksiądz Tischner pisał w tamtym czasie esej o wiązaniu nadziei! „Żadne społeczeństwo nie może trwać w nastroju kompletnej beznadziejności… Ja w to nie wierzyłem.” Styl pracy… Obrona religii jako doświadczenia ludzkiego. Kto ma się nie lękać owego ustroju, którego wszyscy się boją- ten potrzebuje transcendencji , musi posiadać wewnętrzny świat, który da mu siłę. Czułem potrzebę uporządkowania świata, a bez transcendencji trudno było tego dokonać. To była pokora wobec wartości- nie wobec sytuacji. Teksty Tomasza z Akwinu nie są dla ludzi przekonywujące, należało powiedzieć o nadziei, trzeba było sięgnąć do G. Marcela, napisał ksiądz Tischner. Żeby pytać o sens lub jakiś bezsens, należało zgłębić Heideggera i Sartre’a. Wydawało mi się, że nasza wiedza o człowieku jest inna niż to, co znajdujemy w tomizmie. Już widziałem jaskrawy konflikt między doświadczeniem konkretnego człowieka a tomistycznymi schematami. Tomasz fascynował katolików poszukujących spójności między wiarą i wiedzą. Tymczasem tomiści zamiast integrować dorobek innych i włączać go do chrześcijaństwa, zajęli się wyrzucaniem. Paradoksalnie właśnie tomizm-filozofia wielkiej syntezy- stał się legitymacją swego rodzaju intelektualnej inkwizycji w kościele. Zniknął- głęboki w tomistycznym chrześcijaństwie- wymiar syntezy, a na jego miejscu pojawiła się eliminacja. Ale to nie był przypadek. Taki los tomizmu był wpisany w ducha dzieł samego Tomasza… Na to fałszywe przekonanie nałożyły się braki w rozumieniu człowieka, w filozofii historii, w idei dziejowości. Święty Augustyn zaczął rozwijać tę problematykę , ale tomizm zupełnie ją wyeliminował. (A. Michnik, Józef Tischner, Jacek Żakowski, między Panem a Plebanem, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 1995, s. 200). Ja nie śnię, ja nie omijam prawdy…, bo nie twierdzę, że tomizm nie miał zalet… Ale ów Tomaszowy zdrowy rozsądek- stąd niepokojąca ta gotowość do kompromisu… Zauważam na marginesie Tomasza nową jeszcze myśl, otóż jest charakterystyczne , że i teoria MacIntyre’a nie ma krytyki. A trzeba zbierać sprzymierzeńców…
III Historyzmowi i relatywizmowi ‘nie’
Szkocki filozof, Alisdair MacIntyre w pracy „Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?” sprzeciwia się historyzmowi i relatywizmowi. MacIntyre zrobił to, co dla wielu było niewybaczalnym grzechem, gdy twierdził, że projekt myśli europejskiej okresu Oświecenia był pomyłką. Filozof kładzie nacisk na znaczenie historii. Jednym z powodów czytania MacIntyre jest to, że jego praca jest niezwykle wpływowa, nawet wśród tych, którzy nie zgadzają się z jego pozycją. Innym powodem poczytności jego tekstów byłoby zainteresowanie tematami, które omawia: historia, polityka, etyka, religia, epistemologia, filozofia w ogóle, i relacje między nimi. I tak filozof bardzo mocno sprzeciwił się wielu aspektom modernizmu i liberalizmu. Jednym z najważniejszych aspektów modernizmu, którym zainteresowali się myśliciele słowiańscy jest polityczny liberalizm. Tutaj rodzi się problem: jakie aspekty myśli liberalnej mogą być przejęte, a jakie aspekty muszą być odrzucone, by okazały się ostatecznie racjami religijnymi. Książka, która początkowo wywołała wielką burzę kontrowersji było Dziedzictwo cnoty (Alisdair MacIntyre, Dziedzictwo cnoty : studium z teorii moralności, Tłum. Adam Chmielewski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1996; por. Alisdair MacIntyre, After Virtue: A Study in Moral Theory, 2nd edition, Notre Dame: University of Notre Dame Press, 1984). Aby zrozumieć prawdziwe znaczenie Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, trzeba zrozumieć coś z wcześniejszej pracy. Dziedzictwo cnoty(1982) zaczyna się niepokojącą sugestią, że moralny dyskurs Zachodu stracił swoje znaczenie, że służy jako przebranie dla wyrażenia preferencji, próbuje zdobyć władzę, emocje i postawy, ale to przestało mieć jakikolwiek związek z tym, co jest naprawdę dobre i co słuszne. MacIntyre atakuje odpowiedzialność samą, obwinia ją właśnie za upadek zachodniej etyki podczas epoki Oświecenia. Większa część książki usiłuje krytykować różne aspekty myśli Oświecenia na podstawie poglądów autorów: Hume, Kant, utylitaryzmu, emotywistów, i współczesnej liberalnej filozofii politycznej, w szczególności opracowań Johna Rawlsa (por. John Rawls, Theory of Justice, Cambridge: Harvard University Press, 1971). MacIntyre widzi tylko dwa sposoby, aby wyjść poza błędy modernizmu i liberalizmu: albo musimy przyjąć nietzscheański nihilizm, albo musimy powrócić do arystotelesowskiej etyki.
Arystotelesowska alternatywa nie jest prostym powrotem do greckich lub średniowiecznych systemów myśli. Oświeceniu krytyki scholastyki bardzo odpowiadały, zwrot współczesny musi łączyć zreformowany arystotelizm zgodny z nowoczesną nauką. Oznacza to, że telos lub kres człowieka nie może być rozumiany jako określony przez biologię, należy zgłębiać go raczej poprzez refleksję nad historią i ludzkimi praktykami i tradycjami, które zmieniały się, ewoluowały na przestrzeni dziejów. Większa część Dziedzictwa cnoty jest komentarzem MacIntyre’a do arystotelizmu , filozof przedstawia historycznie jego rozwój aż po „teorię cnót”. Podobnie jak Nietzscheańska krytyka arogancji Oświecenia MacIntyre przyznaje, że nie ma absolutnego punktu odniesienia, z którego możemy dojść do absolutnych prawd moralnych. Każdy z nas musi zobaczyć świat z własnej pozycji w historii i społeczeństwie. Jest to wstęp, który doprowadził wielu krytyków autora Dziedzictwa cnoty do oskarżania go o relatywizm czy też historyzm. I to zostało napisane w dużej mierze w odpowiedzi na tę krytyczną pracę, Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?. W przeciwieństwie do Nietzscheanistów albo też genealogów MacIntyre odnosi się tutaj nie tylko do trzech rywalizujących ze sobą wersji moralnego poszukiwania: Encyklopedia, Genealogia i Tradycja (Notre Dame. University of Notre Dame Press, 1990), ale także do tzw. post-modernistów.
MacIntyre nie akceptuje twierdzenia, że ponieważ jesteśmy zobowiązani do naszych ograniczonych perspektyw, uwarunkowanych historią i pozycją społeczną, to tym samym jesteśmy pozbawieni pewności i prawdy absolutnej. Filozof raczej jest zdania, że człowiek posiada zdolność rozumienia konkurencyjnych perspektyw, nawet jeśli one nie mogą być przetłumaczone, idiom jednej nie przetłumaczalny na idiom drugiej. Na podstawie takiego rozumienia, racjonalna ocena i osąd mogą być sprawowane, przy uwzględnieniu mocnych i słabych stron konkurencyjnych światopoglądów i ideologii. MacIntyre rozszerza tę dyskusję w Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność? poza etyką, która była przedmiotem jego uwagi w Dziedzictwie cnoty, pokazując „prawdziwe zasady racjonalności”, filozof wprowadza spostrzeżenia oparte na jego etycznym myśleniu, a które są przenoszone na epistemologię. Istnieją dwa główne tematy opracowane w Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?: po pierwsze, jest to kontynuacja krytyki liberalizmu znajdującej się w Dziedzictwie cnoty, połączonej z afirmacją religijnej perspektywy, a po drugie, jest to odrzucenie relatywizmu złączonego z wyakcentowaniem znaczenia historycznych rozważań dla rozstrzygnięcia sporów między tradycjami. Kiedy dwie tradycje myślenia są tak różne, że to, co jest uważane za samo-oczywiste czy też oczywiste w jednej tradycji, a co uważa się za wątpliwe lub niezrozumiałe w innej, to wówczas we wszelkim zapytywaniu, niezbywalne prawo do zaistnienia roszczą sobie owe prawdziwe zasady rozumu. We współczesnej myśli zachodniej za zasady rozumu często uważa się te, które okazały się niezbędne dla nauk przyrodniczych i matematyki . Jeśli chce się ocenić, czy ta oto wizja racjonalności jest prawidłowa czy tamta, na przykład, bo znalazła się w pracach muzułmańskich filozofów, to musimy być bardzo ostrożni, aby uniknąć stawiania kwestii odnośnie użycia prawdziwych zasad, w ocenie tychże, z tej racji że są przedmiotem sporu . Relatywiści uznali takie kontrowersje za nierozwiązywalne. Twierdzą, że tkwimy wewnątrz naszych własnych światopoglądów, nie mogąc wypowiadać sądów na żaden z nich. MacIntyre rozróżnia dwie formy relatywizmu, które określa jako relatywista i perspektywista. Relatywista twierdzi, że nie może być żadnej racjonalności jako takiej, ale tylko racjonalność w stosunku do standardów jakiejś konkretnej tradycji. Perspektywista zaś twierdzi, że centralne przekonania- wiary tradycji, nie należy uważać za prawdziwe lub fałszywe, ale tylko jako dostarczające różne , uzupełniające się perspektywy dla przewidywalnych realiów, o którym one mówią do nas. MacIntyre twierdzi, że zarówno relatywista jak perspektywista są w błędzie, ponieważ nie uznają absolutnie ponadczasowego charakteru prawdy, i chcą zastąpić prawdę przez coś, co często nazywane jest uzasadnioną stwierdzalnością tylko. Zamiast prawdy, oni utrzymują, że najlepsze to, co możemy osiągnąć, to prawo lub nakaz dochodzenia różnych stwierdzeń w różnych okolicznościach.
Zdaniem MacIntyre’a rozwiązanie tego problemu odnośnie tego, jak dotrzeć do prawdy absolutnej z historycznie ograniczonej pozycji polega na tym, że uwaga samej historii może ujawnić wyższość jednej tradycji nad drugą, właśnie przy poszanowaniu przedstawianej kwestii. Aby przejść przez kryzys epistemologiczny z powodzeniem upoważnia się zwolenników tradycji badawczej do pisania na nowo swej historii w sposób bardziej wnikliwy, żeby taka historia jakiejś jednej tradycji zapewniała nie tylko sposób identyfikowania ciągłości, na mocy której ta tradycja badawcza przetrwała i rozwijała się jako jedna i ta sama tradycja, ale także- identyfikowanie dokładniej tej struktury uzasadnienia, która podtrzymuje jakiekolwiek roszczenia do prawdy dokonywane wewnątrz niej, roszczenia, które są już bardziej, i są inne, niż roszczenia do uzasadnienia, zagwarantowania pewności (ang. warranted assertibility, por. Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność? s. 169). Albowiem pojęcie uzasadnionego poręczania, zagwarantowania pewności, zawsze ma zastosowanie tylko w pewnym określonym czasie i miejscu przy poszanowaniu standardów panujących przy jakimś szczególnym scenariuszu w rozwoju tradycji badawczej, tym samym stwierdzanie, że to i to jest zawsze uzasadniająco zapewnieniem, bynajmniej, musi przywoływać implicite albo explicite wyraźne odniesienia do takich właśnie czasów i takich miejsc. A pojęcie prawdy jest jednak ponadczasowe. (A. MacIntyre, Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, s. 363 ).
IV Przyznać wyższość obcej kultury
Alasdair MacIntyre twierdzi, że od kiedy tradycja może nie wynikać z epistemologicznego kryzysu podcinającego jej własne standardy, relatywista jest w błędzie, jeśli uważa, że każda tradycja musi się obronić. MacIntyre twierdzi ponadto, że istnieją przypadki spotkania kultur, w których z pewnego stanowiska należy przyznać wyższość obcej kultury, ponieważ to wyjaśnia, dlaczego doszło do kryzysu a taka czy inna kultura nie poniosła cierpień z tych samych defektów obecnych w ich własnej kulturze. To właśnie w ten sposób mieszkańcy Rzymu mogli przyjąć chrześcijaństwo, a ludzie z Iranu islam. Już wtedy wszyscy ludzie ujrzeli, że ich własne tradycje osiągnęły punkt kryzysowy, punkt, w którym dalsze postępy mogą być dokonywane jedynie przez przyjęcie, adopcję nowej religii.
MacIntyre twierdzi również, że stanowisko relatywistyczne jest bliskie samozagłady. Relatywista usiłuje pokazać jego stanowisko z neutralnego gruntu, na którym różne tradycje mogą być porównywane i prawda może tam być obwieszczana w stosunku do każdego z nich. Ale to jest także roszczenie do prawdy absolutnej, jak każde inne. Argument ten i inne podobne do niego, które można znaleźć w pracy Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność? wywołały wnikliwą krytykę. Dzisiaj antyczne już pytanie “po której stronie stoisz?” domaga się racjonalnej oceny, jakkolwiek wiele innych faktorów należy wziąć pod uwagę, takie jak: różne standardy racjonalności i moralności, postawienie akcentu na znaczenie historii, konfrontacja z europejskim modernizmem!
W tradycji intelektualnej, można zauważyć, że istnieją inne niewspółmierne tradycje, a decydujemy, że relatywizm najlepiej je wyjaśnia. Relatywizm głosi, nie ma absolutnej prawdy! Liberalizm- proklamuje neutralność między wszystkimi ideologiami! MacIntyre uznaje stanowisko Johna Haldane przyznając, że rozważania w Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność? przeciwko relatywizmowi, potrzebują jednak zmiany i przeniesienia akcentów. Jednocześnie wskazuje on, że w każdej większej tradycji intelektualnej, różne roszczenia odnośnie moralności i racjonalności są przedstawiane jako absolutnie prawdziwe. A przecież nie istnieje absolutne stanowisko, z którego możemy następnie dochodzić do absolutnych praw moralnych. Nie można wychodzić też z neutralnego gruntu, bo to jest nieustannie odwołanie do absolutnej prawdy bardziej jak każde inne. Współczesna krytyka MacIntyre’a może iść po linii penetrowania krytycyzmu. Otóż my też nie powinniśmy być neutralni! A idąc za Akwinatą my wybieramy jakkolwiek pewną, to jednak swoistą drogę autorealizacji, którą wcale nie muszą podążać inne kultury. MacIntyre podkreśla, że epistemologiczny kryzys ma miejsce kiedy różne tradycje z różnymi językami konfrontują siebie. Po jakiej linii ma iść współczesna krytyka relatywizmu? Z relatywizmem nie może być żadnego intelektualnego postępu, ponieważ nie ma próby dokonania rozstrzygnięcia sporu między teoretycznymi stanowiskami, a bez tej próby osiągnięcia bardziej rozumowej pozycji, w której prawda i fałsz mogą być rozdzielone, tradycje nie mogą rozwijać się racjonalnie, nie mogą też utrzymać roszczeń ich uprzednie prawdy. Muszą być poszukiwane przy różnych standardach racjonalności i moralności wspólne standardy! Muszę wyjaśnić wystarczająco błędy przeciwników, wzbogacając także własne pojęciowe źródła!
Spójrzmy więc jeszcze raz na obecny, ewidentny moment pękania historii. Ocena rzeczywistości moralnej, swoista umowa społeczna, sama musi rozpocząć się wewnątrz specyficznej tradycji. W średniowieczu ludzie nie mogli uwierzyć w Boga. W dobie jedynego wzrostu wiary naszej epoki krytyka MacIntyre’a może iść również od strony współczesnego woluntaryzmu. Krytyka MacIntyre’a od strony współczesnego woluntaryzmu. Władzą duszy, której dobro jest naturalnym przedmiotem, jest wola. Dążenie do dobra jest jej naturą. W przypadku innych władz człowieka, kierowanie ich ku dobru jest zadaniem cnót. Wola ma to dążenie sama z siebie i nie potrzebuje pomocy ze strony osobnej sprawności, cnoty. Jednak w odniesieniu do dobra, które przekracza zakres mocy woli (proportio potentiae) , cnota jest jej niezbędna. Takim dobrem przewyższającym jej zdolności jest Dobro, którym jest Bóg. Trzeba określić dokładnie gdzie, i w jakich poszanowaniach, w każdej z rywalizujących tradycji, leży prawda! Bo dzisiaj ludzie wybierają moralność bardzo różnie. Oto byt rozumny nie musi podlegać cnocie, nie musi brać pod uwagę cnotę! Fantazja o uniwersalnych standardach rozumu, dla których wszystkie racjonalne byty muszą podporządkować się cnocie bytu racjonalnego, została porzucona. Co mamy jeszcze przeciw MacIntyrowi: o trwałości liberalizmu stanowić będzie to, iż wytwarza on i odwołuje się do określonych praktyk oraz postaw społecznych i obywatelskich, a więc będzie on trwały, o ile będzie nawiązywał właśnie do jakiejś formy etyki cnót. I tak pomimo faktu, że władza jest niechciana, i zachowuje ona obowiązki, MacIntyre mówi, że jakkolwiek na władzę, na nich nie można liczyć, na tę władzę, i do nich nie iść, to jednak trzeba wybierać dobrze i mądrze. Zasady schematu moralnego Arystotelesa mają charakter trwały, stąd do nich jakoś będziemy jednak wracać, budując nowe społeczeństwo. MacIntyre nie wyprowadzał studentów z jego autentyczności nawracając się na katolicyzm. Tutaj byt rozumny może się cofnąć po raz pierwszy, jak też uznać triumfalizm bólu i cierpienia… Mnie się wydaje, że w tym eseju byłem wyrazicielem pewnych nastrojów. Poszukiwałem ideału światowej rewolucji o naszej moralności. Z własnego polskiego podwórka, prymas Stefan kard. Wyszyński- nie budując żadnej teorii- stworzył praktykę politycznego funkcjonowania Kościoła w warunkach komunistycznej dyktatury. Etyka cnót realizuje się tylko w ramach jakiejś tradycji. Pozostaję nieustannie w kościele katolickim, aczkolwiek trzeba wybierać dobrze i mądrze.
Obejrzałem Targi Książki
Stanisław Barszczak, Gniazdo moje kochane!…
Tym razem byłem na Targach Książki we Frankfurcie nad Menem. Miasto leży po obu stronach rzeki Men u stóp gór Taunus. Frankfurt jest największym miastem Hesji, lecz stolicą kraju związkowego jest Wiesbaden. Frankfurt leży w obszarze 5,8 milionowegoregionu metropolitalnego Ren-Men. Nie zatrzymywałem uwagi na zabudowie śródmiejskiej w większości zastąpionej średnią i nieciekawą architekturą rodem z lat 60 – 70 tych. Za to od statków na Menie widać budynki w drugim szeregu, wieże kościołów, Katedry św. Bartłomieja, poza tym oczywiście zespół wieżowców, które nie są najbardziej nowoczesne, a mimo to wprawiają w zachwyt. Ogólnie samo Frankfurckie City robi bardzo pozytywne wrażenie, bo jest odpowiednio skondensowane tworząc ciekawy skyline. Frankfurt nad Menem jest jednym z największych miast w Niemczech i ich największym ośrodkiem finansowym. Widać to już po panoramie miasta, która na skalę europejską jest jedną z nielicznych tak “wysokich”. Popularnie nazywamy Frankfurt „Manhattanem Europy”, gdyż wieżowce tego miasta, należą do najwyższych w Europie. Leży w w samym centrum Europy, dolecieć samolotem można tu z każdego zakątka świata. Nad centrum miasta góruje Commerzbank Tower. Każdego przybysza przyciąga, szczególnie idąc od strony mostu Unternmainbrücke, słynna „Skyline” z licznymi drapaczami chmur, które stanowią siedziby krajowych i międzynarodowych banków. Frankfurt otrzymał status wiodącego centrum finansowego i umiejscowiono tu siedzibę Europejskiego Banku Centralnego. Z tego też powodu miasto bywa nazywane żartobliwie „Bankfrut” (bank i owoc). Wrażenie robi potężny budynek Main Tower, wspinający się na wysokość 240 metrów, najwyższy biurowiec w Europie, zarazem jedyny drapacz chmur z platformą obserwacyjną dla zwiedzających. Z tej wysokości rozpościera się wspaniały widok na całe miasto, łącznie z odległym lotniskiem, na którym, co minutę startują i lądują samoloty z całego świata. Między wieżowcem z napisem ‘Nürnberg’ a jeszcze innymi skydraperami tak oto ‘fanalizuje się’ miasto. A przede mną kolejne wieże, teraz Deutsche Banku, Europejski Bank Rozwoju, następnie Frankfurter Hof – najsłynniejszy hotel w mieście, wdeptuję na maleńki rynek z kościółkiem św. Mikołaja. Z rynku udaję się po raz kolejny nad rzekę aby podziwiać skyline. Podaję kolejno nazwę Budynków, Wysokość strukturalną, Liczbę pięter, Rok budowy: 1.Commerzbank Tower298,7 m561997 2.Messeturm257 m631990 3.Westendstraße 1208 m531993 4.Main Tower200 m551999, Tower 185204 m552011 6.Trianon186 m451993 7OpernTurm169 m442010 8.Silver Tower166 m321978 9.Plaza Büro Tower159 m471976 10.Deutsche Bank I155 m401984Deutsche Bank II155 m38198412.Skyper154 m382004 13.Eurotower148 m391977 14.City-Hochhaus142 m421974 15.Frankfurter Büro Center142 m401980 16.Gallileo136 m382003 17.Pollux130 m341997 18.Garden Towers127 m251976 19.City Tower127 m251976 20.Messe Torhaus117 m301984 21.AfE-Turm116 m381972. Będąc we Frankfurcie nie powinno się omijać muzeów(ok. 30) i parków: Park Grüneburg , Park Lohrberg , Park Taunusanlage , Park Bockenheimer Anlage, Park Nizza, w pobliżu Menu, którego geneza się XVIII stulecia i daru rodziny Guaita dla Frankfurtu, gdzie rosną afrykańskie palmy, z przeuroczą aleją platanów. Wart zwiedzenia jest najstarsza historycznie dzielnica Sachsenhausen, która kontrastuje z pozostałymi dzielnicami bardzo intensywnym życiem nocnym. Romantyczne domki z pruską elewacją przywołują sielankową atmosferę i uczucie cofnięcia się w czasie.. Frankfurt odwiedza co roku 3 miliony turystów. Ich zainteresowaniem cieszą się głównie pasaż handlowy „My Zeil” , Goethestrasse ( europejskie butiki), Ratusz i stare miasto, Stara Opera, ale przede wszystkim – co oczywiste – urocza dzielnica Sachsenhausen. Po południu znowu idę Szweizer Strasse i mostem Unternmainbrücke w kierunku miasta, patrzę na jego wieżowce, różnie ustawione klocki dziecięce, przechodzę Neue Mainzer Strasse- niczym liliput u stóp olbrzyma. Po wielekroć przechodziłem od katedry centrum miasta w kierunku Buchmesse, przez plac Willi Brandta, Mainzer Landstrasse, Taunusstrasse, Kaiserstrasse, Müchener Strasse, Gutleute Strasse, Weserstrasse, na HauptWache pod kościół św. Katarzyny. W pewnym momencie na statku żeglującym po Menie zauważam flagę i herb Hesji, które są praktycznie identyczne jak polskie! Jako metropolia Frankfurt słynie z międzynarodowych targów, siedziby Banku Europejskiego a przede wszystkim olbrzymiego portu lotniczego, ósmego na świecie pod względem wielkości. Z lotniska można,w ciągu 10 minut, wygodnie dojechać koleją podmiejską do centrum miasta. Główny dworzec kolejowy o szklanym zadaszeniu z 23 peronami, przez który przewija się codziennie średnio 500 tysięcy podróżujących różnymi regionalnymi i międzynarodowymi pociągami. Pierwsze wzmianki o powstaniu Frankfurtu sięgają 793 roku. Oficjalne dokumenty wspominają o hrabim Bischof von Toledo, który pisał : „in loco celebri, qui dicitur Franconofurd” czyli znanemu miejscu nadaję imię „Franconofurd”. Frankfurt, pomimo iż nigdy nie stanowił siedziby biskupstwa niemieckiego, od 1356 roku w tej katedrze, której koncelebrowałem trzykrotnie Msze święte – Frankfurter Dom, wybierano niemieckich królów, a 200 lat później na wzgórzu Römer koronowano cesarzy. Wtedy już Römerberg stanowiły trzy drewniane domy miejscowych kupców przybyłych z Włoch, które w 1405 roku miasto odkupiło i przekształciło w ratusz. Dlatego też nazwano te trzy domy Römer, na pamitkę włoskich kupców. Charakterystyczny zarys trzy szczytowego budynku jest dziś symbolem miasta i siedzibą władz miejskich. Tuż obok zabytkowy kościół ” Paulskirche” – kościół św. Piotra, postrzegany do dnia dzisiejszego jako kolebka niemieckiej demokracji. W 1848 roku ukonstytuowało się tu Niemieckie Zgromadzenie Narodowe. W Paulskirche celebruje się obecnie ważne uroczystości narodowe i międzynarodowe. Frankfurt jest i był centrum handlowym Europy i świata. Dzięki dogodnym połączeniom komunikacyjnym, przybywa tu rocznie coraz więcej handlowców i biznesmenów z całego świata, niż do jakiegokolwiek innego miasta niemieckiego. Warto też wspomnieć, że pierwsze międzynarodowe targi w tym mieście odbyły się już XII wieku, wraz z przybyciem osadnictw żydowskich do Niemiec. Do najważniejszych imprez targowych zaliczają się: Auto-Mechanika i Międzynarodowy Salon Samochodowy i EuroMolD, Międzynarodowe Targi Książki. I właśnie te ostatnie targi skupiły moją uwagę. Miałem już po raz trzeci zaproszenie na to wielkie święto książek. W dniach 09-13 października w jedenastu halach-hangarach, a także na korytarzach tej wielkiej frankfurckiej inwestycji targi zgromadziły tysiące fanów książek, wydawców, krytyków literackich, podróżników i pisarzy. Poznawałem ludzi, których przedtem obejrzałem w telewizji, otrzymałem autograf Martina Walsera, zapraszałem go do mojej ojczyzny, okazał zainteresowanie. W jego wypowiedzi na Buchmesse ten wybitny pisarz zwrócił moją uwagę na taką sprawę: Anna Karenina, pozostawia miłość Wrońskiego, Siostra Czechowa natomiast nie mogła odsunąć miłości na bok, pozostaje w przyjaźni. Pisarz pokazuje pewną słabość naszych relacji, szczególnie relacji pisarz-czytelnik. „My musimy jako pisarze pisać dla publiczności i ją czarować. Tołstoj i Czechow pisali „pod publiczkę”. Jak odpowiedziałbym pisarzowi, nie że mi się nic nie chce, bo widzę złote mosty, ale że trzeba nam nieustannie budować mosty jedynej przyjaźni, której wzór przekazał nam Jezus. Podobnie sądził już Józef von Eichendorf. I wręczyłbym medal „temu, który odważyłby się być mądrym”. W ten sposób otwiera się przed nami kariera koniecznego szczęścia ludzi. Jezus jest więc mi także ostatnią deską ratunku. Bo on zawsze pragnął mojego szczęścia, i obdarza mnie nim tak dalece- jakkolwiek zbawił mnie przez cierpienie- ażebym mógł obdarzać glob ziemski nieprzerwanie światłem z wysoka… Frankfurt to największe, ponad pół milionowe miasto w Hessji, 30% ludności stanowią obcokrajowcy, żyje tu ponad 180 różnych narodowości. Jest piątym co do wielkości miastem Niemiec. Szczyci się opinią bogato rozbudowanego centrum kulturalnego i architektonicznego. Pod koniec II wojny światowej miasto było w 70% zniszczone wskutek alianckich nalotów. Ale już w pierwszych powojennych latach zostało odbudowane, historyczne budowle odzyskały swój dawny blask. Wiele budynków zaprojektowanych przez słynnych zagranicznych architektów to prawdziwe perły architektury, np. Muzeum Sztuki Współczesnej, które kształtem przypomina kawałek tortu, Niemieckie Muzeum Architektury, czy Muzeum Komunikacji. Największe skupisko muzeów, jakich w całym mieście jest ponad 30, zostało usytuowane po dwóch stronach Menu. Znaczący symbol kultury stanowi też odbudowany ze zgliszcz wojennych piękny gmach Starej Opery (Alte Oper). Niewątpliwą atrakcją dla zwiedzających jest dom Goethego, w którym urodził się von Goethe. Od 1997 roku dom funkcjonuje jako muzeum jego imienia. Podobno Goethe chętnie spacerował z tego domu nad Men, i ja pospacerowałem pobrzeżem rzeki, widać niewiele statków przyholowanych do brzegu, małą przystań dla związku kajakowego z przed stu laty. Na Menie jest dużo mostów, za to mało drewnianych domków, brak miejsca na kąpielisko. Taki a nie inny architektoniczny zlepek zabudowy jest realizowany od początku XIX stulecia. Zamyśliłem się, z pewnością były tutaj inne plany zagospodarowani przybrzeża Menu, lepsze i złe. Pomysły na tarasy ugrzęzły w dyskusjach władz. Projekty rozbudowy ma każde miasto. Chyba też nie brakuje wytrwałości… Ale co tu dużo szukać- powiedzmy coś o własnym podwórku. Tak jak każda wioska rybacka ma plac z dostępem do morza, tak Częstochowa powinna mieć nad obecną trasą szybkiego ruchu, z Warszawy do Katowic, jakiś taras widokowy, powiedzmy stalową nadbudowę, na który wjeżdżałyby pulmany z pielgrzymami i turystami, by ci ostatni mogli zobaczyć urokliwy widok na złotą górą Jasnogórską, ujrzeli jedyne piękno naszego miasta. Wybudowanie kolejki-metra (na wzór Chicagowski), zdaniem moim, to zbyt mały dar dla Pani, co Jasnej broni Częstochowy. Szczęść Boże w planach urbanistycznych miasta na przyszłość. Swoją drogą powiem tak: Bóg nigdy nie opuszcza mu wiernych, a matka i nasza Pani Częstochowska w jednej osobie tym bardziej, stąd winniśmy jej ostatnią wdzięczność. Powinno się czynić bardziej widoczną tę „główkę” Częstochowy. Powszechnie sądzi się, że „przemysł duchowy” zwykle broni się sam. Jednakże dla szarego mieszkańca miasta powinno się realizować również głowę, obwodnica, nie scentralizowanie, ale fuzja Radomia i Częstochowy mogłaby w tym pomóc. Od strony Aniołowa Częstochowa nie ma żadnej głowy, a także żadnego oblicza. Jedziemy z Warszawy i dostrzegamy jedynie stacje benzynowe i supermarkety. Brakuje miastu właściwego miejskiego frontonu. I tak już jest. Częstochowa obecnie przy nowej fali migracji ludzi za granicę, za chlebem, w przedsięwzięciach wstrzymuje oddech. Poszukuje się przestrzeni dla obwodnicy, bo przez miasto dziennie przemieszczają się setki ciężarówek, które jeżdżą po całej Europie. Mniemam, że realizacja inwestycji nie latami na długi bank rośnie… Możemy poczynić teraz spojrzenie wolne na zamierzenia władz i optymistycznie sądzić, że przy dalszych inicjatywach gospodarczych, do płuc z świeżym powietrzem zapakujemy odważniejszą przyjemność budowlaną… A teraz jeszcze inna refleksja… Frankfurt to jest więcej jak portu kamienie, dachy, okna, tapety, ulice, mosty i latarnie. Przechodzę między wieżowcami, trzeba tam widzieć stojącego na postumencie Schillera, jak powiedziałem wracałem z Mühlberg głównym mostem, spojrzałem w stronę miasta, w górę na wyrastający gąszcz nowoczesnych wieżowców mojej generacji. Ale Frankfurt to nie jest jakiś zakład fabryczny z cegły czy z kamienia, czy żydowski cmentarz, z nazwiskami umarłych na skutek rozpętania drugiej wojny światowej, także na polskiej ziemi. To nie wytyczone linie kolejowe, trasy szybkiego ruchu. Frankfurt to nawet nie gwizd syren statków, podniesionych wysoko dźwigów, takich czy nowych przedsięwzięć jego mieszkańców. To nie Pater Steffen czy Johannes, ks. Jan czy ks. Waldemar, czy ta wielka grupa Polaków zebranych na Mszy niedzielnej. I też nie Targi Książkowe- Buchmesse, bary, muzyka taneczna- bo to jest nieskończenie więcej. To jest nasza wola, by być. Nie gdzieindziej i gdziekolwiek, ale być właśnie tutaj. Bo to my tworzymy historię, obdzielamy innych dobrocią, a bez nas wstyd. Jesteśmy jak nagła ulewa, jak przemieszczanie się chmur, pragniemy tu zostać, zostać. Ze wzgórza na Mühlbergu obejmuję jednym spojrzeniem wysoki Frankfurt za Menem. Jesteśmy teraz tu, by nasze domy bogate szczęściem budować. Tutaj realizuje się obecnie nasza tęsknota za przygodą książkową, by żeglować, przemieszczać się, chory i mały- z powodu braku domu, małej ojczyzny, po naszej małej, błękitnej przestrzeni, pośród z rzadka tylko szaroczerwonych dachów. Frankfurt, miasto: kamienny las, zaczarowane kamienice, spacer śpiewającym rytmem miasta przy nabrzeżu. Tu ty sam kroki zmarłych słyszysz, czasem nawet nocą. Miasto-‘pierwotniak’, z kominów, szkła, tęsknot, parków, nieżywymi oczami spozierające na nasz świat, śmiało w światło słoneczne kolejnego dnia, srebne, olejna flota wpatrzona w blask księżyca lampami jutra. Miasto-ojczyzna, niebo, powrót do domu, ukochane miejsce między niebem i piekłem, między rzeką i górą, między łąką a płycizną, między stawem i prądem. Anioł między przebudzeniem a zaśnięciem, między nieboskłonem i wichrem. Ojczyzna- gniazdo moje kochane! Widzę je w każdej aglomeracji miejskiej, na wiejskiej murawie, w budzeniu się zieleni na wiosnę, do lata, we wszystkich porywach ducha ludzi. W naszej epoce nie znajduję ojczyzny bynajmniej, jakkolwiek usiłuję wesprzeć tę kochaną krainę osobistego szczęścia innych i moją, między innymi przez poszukiwanie jej ‘paciorków’ w całym świecie początku trzeciego tysiąclecia. Tym samym chciałbym opisywać miejsca najwcześniej przeze mnie odrzucone, może nawet nie z mojej winy. Z nieobecnością tych miejsc bowiem oddala się jedyna decyzja ludzkości, mianowicie odżegnania się od bezmyślności, nonszalancji, opieszałości. Bo znów bierze górę myślenie lekkomyślne. Marzy mi się, byśmy stworzyli generację ludzi myślących. To będzie właśnie „ojczyzna moja”, nasze obopólne zwycięstwo. Przechodząc hale na Targach Książki, widząc niezliczone serie wydawnictw, także epokową dygitalizację świata, ja osobiście zostałem sam pod wrażeniem myślenia nie tyle wg wartości (aluzja do książki Księdza Tischnera), ile podług epoki. Tak nasza wola zakreśla ojczyzna-matkę. Tedy chciałbym uderzyć w słuszny ton, odtwarzać przed Czytelnikiem adekwatny rozwój moralności ludzkiej. Osobiście chciałbym pisać strofy nie tyle dla przegranych, może ja jestem pośród nich, ale dla moich zwycięzców, dla ojczyzny, dla której nie żal żyć i nie żal umierać.
Seid mutig. Der letzte Teil der Geschichte des heiligen Mönch Pater Pio
Stanisław Barszczak, Wie Padre Pio heilte die siebenjährigen Gemma di Giorgi (Entschuldigung für mein Deutsch)
Die bedeutendste Heilung aus medizinischer Sicht, vollbrachte Pater Pio an der siebenjährigen Gemma di Giorgi, die vollkommen blind und ohne Netzhaut (in den Augen) geboren wurde. Es ist so als hätte man eine Kamera, aber keinen Film drin. Doch Pater Pio vollbrachte dieses Wunder, als er der siebenjährigen nach ihrer ersten Kommunion, mit dem Daumen ein Kreuz über die Augen zeichnete. Seit diesem Augenblick konnte Gemma klar und deutlich sehen, bis zum heutigen Tage. Sie hält, nun schon im fortgeschrittenen Alter, Vorträge über Pater Pio und bezeugt ihre Heilung. Das Wunder ist, dass sie noch immer keine Netzhaut hat und trotzdem sehen kann. Die Ärzte haben keine Erklärung dafür. Im Jahre 1947 wurde Gemma, die ohne Pupillen geboren wurde, in die Stadt San Giovanni Rotondo von seiner Großmutter gebracht. Während einer Reise nach Padre Pio, hat ein kleines Mädchen Sehbehinderung wiedererlangt. Gemma Großmutter, aber nicht in der Heilung des Kindes zu glauben. Gemma trat das Bekenntnis zu Padre Pio, aber vergessen, ihn um die Gnade der Heilung bitten. Oma so bat Padre Pio ist, dass Gott die Sicht des Kindes wiederhergestellt hat. Laut Aussage gemacht Gemma Großmutter, sagte Padre Pio: “Lassen Sie das Kind nicht weinen, und auch Sie, wissen Sie, er sieht”. Das Mädchen wieder ihrem Anblick. Augenärzte, die zuvor das Kind studiert haben, waren sie nicht in der Lage zu bestimmen, wie sie geheilt wurde. Viele Leute glauben, dass Padre Pio die Fähigkeit, mit Guardian Angels, durch die Gnade und Heilung zuteil kommunizieren mussten. Padre Pio geglaubt, dass die Liebe Gottes zu trennen von Leiden ist, und dass unter Berücksichtigung aller Leiden, weil der Geist Gottes ist der Weg zur Einheit mit Ihm zu erreichen. Er spürte, dass seine Seele in einem chaotischen Labyrinth verloren, stürzte sich in insgesamt Leere, als ob es in den tiefsten Tiefen der Hölle waren. Aber er sagte auch: “Nach meinem Tode, kann ich mehr Gutes tun. Meine eigentliche Mission wird nach meinem Tod beginnen “. Sie müssen unsere Beziehung zu Gott ( Recuperare nostra relazione con Dio ) zu erneuern. Im Herzen von Jesus, Gott zu sehen, dann wird das Herz offen und mitfühlend. Während meiner Pilgerreise nach San Giovanni Rotondo (Flugzeug, über Warschau nach Bari, dann Pulman nach Manfredonia , San Giovanni Rotondo , Rücken -Bari und Foggia) , besuchte ich den Gründer der Apostel von Jesus Gekreuzigten (Apostoli di Gesu Crocifisso), Vater Domenico Labelarte , Via Sant‘Ignazio 11). Mit der Freundlichkeit der Vater General Eugene Lorek , und vor allem die Großzügigkeit einer der Priester der Kongregation, der Vater Joseph, zur Freude von Schwester Mary Xavier und den anderen Schwestern ( Apostel von Jesus Gekreuzigten ), mehrmals in ihrem Haus in San Giovanni Rotondo die heilige Messe feierte. Vater Labelarte Pater Pio persönlich getroffen . Daher meine Treffen mit ihm, ich denke, dass es der Vorsehung- Gott wird uns retten. Welt entschließt dies zu tun, es ist natürlich ein besserer Wert . Wir für unseren Teil , desto mehr müssen die Leidenschaft , das Modell haben wir in der Biographie eines gewöhnlichen Mönch wie Pater Pio. Was mehr ist, sollten Sie eine vollständige, klare , schönes Bild von der interessanten Mann, und so bald wie möglich nach seinem Tod der Erde. Da die Geschichte in dieser Hinsicht kommt, kann es sogar verzerren die Biographie eines heiligen Mannes . Und jetzt das Schönste, was Ich mag zu unterbreiten würde . Soweit ich weiß, Padre Pio Menschen treffen überall , vor allem in den Beichtstuhl , das steht in der Kirche auf der linken Seite , als Zeuge dieser Ereignisse , Padre Pio Gläubige feierten in den Tempel , auch in den Gängen des Klosters. Aber es scheint mir, dass so schön war seine Begegnung in der Halle , die nun den Namen des heiligen Franziskus trägt . Letzteres lehnte Blick auf uns, gehen die in dem Licht und der Glashalle auf der ersten Etage . Ich glaube, dass in den sechziger Jahren des letzten Jahrhunderts, Padre Pio, es wurde eingeführt, aus seiner Zelle Nr. 5, um Freunde aus seiner umfangreichen Korrespondenz gerecht zu werden, sowie prominente Persönlichkeiten der damaligen Zeit. Was für eine Atmosphäre dieser Treffen … Denn ohne einen schönen Tod sieht sich um … Und es könnte nur so sein. Dies ist der erste April 1960 . Kapuziner des Heiligen bringen Schutz für die Hall des heiligen Franciskus . Dort warten treue Gruppe von Gästen . Jetzt ich bin begeistert , ich bin auch unter Berücksichtigung der Satz so unsere Prediger , ” intern reifen, um das Beispiel der Jungfrau Maria zu werden.” Nach einer Weile , ausgewählt Teilnehmer dieses Treffens Appell , es erinnert mich an festlichen Akademie Schule. Und könnte das so sein, was dann passiert stattfinden, so dass.
– ( Religiöse Bruder ) Manchmal habe ich dich verlassen wollen. Bevor du mich ansiehst , ich nehme uns, wo ist die Zeit, wo die Blumen, Obstgarten, wo die Feder geht , manchmal erstaunt mich schlafen trotzig. Morgen ist nicht signifikant, kann es kommen Morgengrauen , und vielleicht die Welt wird verschwinden. Bevor Sie nach oben schauen, es können alle verschwinden . Ich werde uns nehmen, wo ist die Zeit und nicht zu ändern , das Schicksal der Straße , Sie haben , eine gefälschte Juwel gab , so wollte er eine glückliche Weise Zeit-Karte des Lebens im Herzen von dir, vergeblich Sie es nennen , du bist wie ein junger Vogel, Sie gehen allein, immer allein, weil deine Stimme …
– ( Prinzessin von Ungarn) Es ist eine Welt , wo es keine mir , ich dort war , trocknete die Sonne die Tränen , so fürchte dich nicht , vertraue mir.
– ( Pater Pio reagiert sofort) Bevor die Sonne untergeht wieder , ich vermisse dich , es schmilzt, sanft zu Ihren Füßen.
– ( Paulo) Nicht ablehnen mir, ich gewinnen und verlieren , sagte es nicht , und ich weiß nicht, aber nicht sagen. Und ich wollte nicht gehen wieder die Worte. Ich habe Zeit für den Gang der Ereignisse.
– (Junge) Spielen und singen , denn spielen und singen , ist es Ihren Anruf.
Es ist besser, in der Zeit zu gehen. Alles wäre anders , ich weiß, die Nächte sind immer lang , und der Tag – Dauerschallpegel – kaum jemand versteht , wo rauschende Menge von der Leute. Wenn die Liebe etwas bedeutet , muss es Sie wissen lassen . So, verschwinden Warschau, so Aufwachen ist ein Traum , ich weiß, jemand sagt mir, dieses Ding, und ich will weg von hier. Wenn Sie auch hier waren , ich weiß. Das Leben ist nicht lustig , ich weiß, ist nicht so schwierig und seltsam, wenn du hier wärst Ich weiß! ( polnischer Singer Paul Kukis )
– ( Pietro) Ich auf der Straße stehen , entfesselt jeder anstrengenden mich denken , ich in die Wolken steigen , wie viel den Zustand , ich mich aufmache zu den Wolken , ich möchte nur sagen , ich werde dein sein !
– ( Eine Gruppe von Pilgern ) Sonnenstrahl um uns herum gefunden , wusste heißen Sommer – Gesang VOX daß umarmt mich . Vor Ihnen dann werde ich mich auf meinen Händen , wir haben nur einander , wir haben große Macht , und man weiß Gott sandte Briefe , ungeschriebenen Worten, wir sind hier, Decke, der Fußboden hier . Manchmal vergesse ich , dass wir haben nur einander.
– ( Jemand anderes ) Traum , der Traum , kann ich sehen, ein seltsames , meine breite Phantasie. Das ist mein Gefühl – bessere Nachtruhe ! ( Beginnt mit sich Gäste ) Dann achte ich auf ausgewählte Gäste des frommen Publikum. Ich schaute auf die Padre Pio.
Pater Pio, ein Märtyrer des Beichtstuhls, besaß die göttlichen Gaben der Seelenschau. Das spürten vor allem viele Gläubige, wenn sie bei ihm im Beichtstuhl knieten. Eine Dame um die Vierzig kniete einmal als Letzte an der Kommunionbank. P. Pio herrschte sie streng an: “Weg, weg mit Dir!” Weinend und totenbleich verließ sie die Kirche. Warum wohl wurde sie vor aller Augen von ihm weggeschickt? Sie selber wusste es; sie erzählte, sie habe bei einem anderen Pater gebeichtet und sogar des Öfteren ihren Ehebruch bekannt – dies jedoch ohne Reue und ohne den Vorsatz, von ihrem Jugendfreund zu lassen. Dieser Pater freilich konnte ihr nicht in die Seele schauen und musste so ihren Worten und Vortäuschungen glauben. Pater Pio aber hatte sie sofort durchschaut und ihr diesen heilsamen Schock versetzt. Tagelang rang sie nun mit sich, bis sie den Entschluss fasste, ein neues Leben zu beginnen. Nach einer reuigen Beichte kniete sie wieder bei Pater Pio an der Kommunionbank und empfing aus seiner Hand dankbar den Heiland. Eine große Sünderin, die ihr Kind ertränkt hatte, rief Pater Pio alle ihre Sünden, bis in die kleinsten Einzelheiten ins Gedächtnis auf, außer dieser einen. Der Pater wollte, dass sie eingestand, aber die Frau schwieg. Schließlich sagte er ihr: „ Schau dort in den Teich!“. Sie war überrascht und nach einem heftigen Kampf mit sich selbst, bekannte sie. „ Jetzt kann ich dir die Lossprechung geben“ sagte Pater Pio. Ein junger Mann wurde ebenso von Pater Pio vorerst von der Kommunionbank verwiesen. Er legte dabei die hl. Hostie in den Kelch zurück und verwarnte ihn: “Du hast zuerst die Beichte nötig! Weg, weg!” Im Jahre 1958 verschwand ein junger Mann aus Bozen plötzlich spurlos. Die verzweifelten Eltern beteten Tag und Nacht um die Hilfe des Himmels. Aber der Sohn tauchte trotz polizeilicher Suche nicht mehr auf. Nach fünf Tagen sah die Mutter im Traum einen alten Kapuzinerpater, der zu ihr sagte: “Dein Sohn lebt. Geh auf das Feld hinaus, dort befindet sich Dein Sohn. Er ist in großer Not. Sofort stand die Frau auf und ging mir ihrem Mann das Feld ab. In einer Mulde vernahmen sie klägliche Geräusche. Bei näherem Hinsehen fanden sie dort ihren völlig entkräfteten Sohn. Er war überfallen, gefesselt und liegengelassen worden. Zum Dank für die Rettung machte die Familie eine Wallfahrt zum Berg des Hl. Erzengels Michael im Gargano. Dort hörten sie, dass nur wenige Kilometer entfernt, ein heilig mäßiger Kapuzinermönch, eben Pater Pio lebe. Sie fuhren zu ihm hin. Und als sie dort waren und Pater Pio sahen, erkannte die Mutter darin jenen Mönch wieder, der ihr im Traum erschienen war. Ein Mann aus Süditalien war ein bekannter Atheist. Er war in der kommunistischen Partei und bekämpfte die katholische Kirche, wo er nur konnte. Seine Frau war Katholikin, aber ihr Mann verbot ihr zur Kirche zu gehen. 1950 wurde dieser Mann schwer krank, er hatte 2 Tumore, im Gehirn und hinter dem rechten Ohr. Die Ärzte gaben ihm kaum Überlebenschancen. Das erste Mal in seinem Leben betete er und bat Gott um Hilfe. Er sollte operiert werden. Nachts im Traum erschien ihm Pater Pio und tröstete ihn. Er berührte seinen Kopf und sagte ihm, er solle sich keine Sorgen machen, er würde wieder gesund werden. Bei der nächsten medizinischen Untersuchung, waren die Ärzte sehr erstaunt, dass der Krebs verschwunden war. Er wurde ein gottesfürchtiger Mann und fuhr zu Pater Pio, um sich bei ihm zu bedanken. Doch Pater Pio heilte nicht nur zu Lebzeiten, auch nach seinem Tode konnte er tausenden von Menschen helfen. Heiliger Pater Pio nie aufgehört, in der Halle des Heiligen Franciskus zu beten. „Wir sind dankbar“… Und jetzt will er nicht uns zu haben, um sich zu verabschieden. Gewöhnlich aus dem Fenster von der Chor der Kirche Pater Pio Angelus mit den Gläubigen weigerte. 1 O mein Jesus, du hast gesagt: ” Wahrlich, ich sage euch : Bittet, und ihr werdet empfangen , suchen und ihr werdet finden , klopft und es wird euch aufgetan werden ” , hören Sie mir , weil ich klopfen , ich suche und bitten um die Gnade … Vater unser … Gegrüßet seist du, Maria, voll der Gnade… Ehre sei dem Vater … Süßes Herz Jesu, in dir , hoffe ich. 2 O mein Jesus , du hast gesagt: ” Wahrlich, ich sage euch , was ihr den Vater bittet in meinem Namen , wird er Ihnen ” auf mich hören , ebenso wie den Vater im Namen Deiner Gnade … Vater unser … Gegrüßet seist du, Maria, voll der Gnade … Ehre sei dem Vater … Süßes Herz Jesu, in dir , hoffe ich. 3 O mein Jesus , du hast gesagt: ” Wahrlich, ich sage euch , Himmel und Erde werden vergehen , aber meine Worte werden nicht vergehen ” , hör mir zu, wie deine Worte ermutigt , um die Gnade bitten … Vater unser … Gegrüßet seist du, Maria, voll der Gnade … Ehre sei dem Vater … Süßes Herz Jesu, in dir , hoffe ich. O süße Herz Jesu, für Sie nur eine Sache unmöglich ist : nicht zu Mitleid mit den Betroffenen, so zeigen Sie Ihre erbarme dich unser , elende Sünder und gewähre uns die Gnade, die wir Sie bitten , durch den schmerzhaften und Unbefleckten Herzens Mariens , Ihre und unsere zärtliche Mutter . Amen . Gegrüßet seist du, Maria, voll der Gnade, o Königin, Mutter der Barmherzigkeit … Heiliger Joseph , Ziehvater von Jesus Christus, beten Sie für uns . Gegrüßet seist du, Maria, voll der Gnade… Sei gegrüßt, o Königin, Mutter der Barmherzigkeit … „Der Tag hat sich geneigt und es wird schon Nacht im Leben der Welt. Die Flut des Bösen breitet sich immer mehr aus und beherrscht das Feld. Die Menschheit rast immer schneller dem Abgrund zu, der die Seelen der kleinen Zahl Guter und Glaubensstarker bestürzt und sie In tiefe Trauer und Trostlosigkeit versenkt. Ein Hilferuf und tiefe Bitternis steigt auf aus dem schmerzerfüllten Herzen der Kirche, des Stellvertreters Christi und seiner Getreuen. Sammelt euch noch einmal um mich. Hört auf den Schrei meines beschwörenden Wortes! Ihr Seelen, die ihr im Glauben noch standhaft seid, hebt euer Friedensbanner, euer Liebesbanner, euer Glaubensbanner für Christus und mit Christus empor, um eure persönlichen Rechte nach den vom Allerhöchsten bestimmten und in der Lehre der Kirche enthaltenen Grundsätzen zu verteidigen. Mobilisiert euer Heer gegen den Strom des Bösen! Euer Pater Pio wird euch beistehen.” Ich bete für alle und segne alle. Euer Pater PIO. Ich grüße auch Ihre Lieben und Freunde. Gott segne Sie! Dieses unvergessliche Treffen endet für immer. Pater Pio starb 23. September 1968 im Alter von 81 Jahren und wurde in der Krypta der Kirche Maria delle Grazie begraben . 2. Mai 1999 wurde er seliggesprochen , und am 16. Juni 2002 von Papst Johannes Paul II. heilig gesprochen. In der Nacht vom 2. bis 3. März 2008 wurden seine sterblichen Überreste exhumiert und einer Erhaltungstherapie wurden der Öffentlichkeit ausgesetzt . Das Gesicht des Verstorbenen wurde mit einer Maske abgedeckt Wachs , hergestellt von einer Firma, die Skulpturen des berühmten Museum Madame Tussauds erstellt . Am 3. März 2008 wurde 40 Jahre nach dem Tod von Pater Pio Leiche aus der Gruft exhumiert . Anweisung der Kirche bekräftigt, dass der Körper in ” guter Form ” war . Erzbischof Domenico D’ Ambrosio, päpstlicher Legat zum Schrein in San Giovanni Rotondo , bestätigte den Bericht und sagte, dass ” der Körper gut erhalten ist .” Er betonte auch, in einer Erklärung , dass “die Stigmata nicht sichtbar sind. ” . 24. Juli 2008 , Kardinal José Saraiva Martins , Präfekt der Kongregation für die Selig-und Heiligsprechung , im Heiligtum Unserer Lieben Frau von Grace in San Giovanni Rotondo Messe für 15 000 Gläubige für das Fest des Pater Pio Körper Ausgabe an die Öffentlichkeit gesammelt gefeiert. Die Leiche wurde in einem Kristall Grab in der Krypta des Klosters gelegt . Pater Pio trägt seine Kapuziner Gewohnheit und stahlen aus weißer Seide , mit Kristallen und Goldfäden bestickt. In den Händen von einem großen Holzkreuz . Umziehen auf den Körper von Pater Pio schauen war bis zu 800 000 . Am 21. Juni 2009 kommt der Papst Benedikt als Pilger nach san Giovanni Rotondo. Folgen Sie mir dreimal Wanderung auf den Spuren des heiligen Mönch von Pietrelcina. Die Stadt ging ich weit und breit, viale Padre Pio, viale Cappuccini, santa Lucia, piazza Europa, corso Roma, via Foggia, monte sant‘ Angelo, via Sant‘ Onufro, via Pirigiano, Commune di San Giovanni Rotondo, corso Regina Margherita, via Cocle. Auf einem Hügel in der Nähe des San Giovanni Rotondo ist gebaut einzigartige Statue von Pater Pio . Ich war dort , und sogar in den ältesten Teil der Stadt, wo sie stehen dicht beieinander Kirchen : St. Leonard St. Ursula , Heiliger. Catherine St. James , Heiliger. Anne, Peter und Paulus. Ihre Bauten dieser Teil des Dorfes erinnert an Träume nur eine enge Kirchtürme , Nachbarn , Mühle, Haus Bildhauermeister , die Legende von den Normannen in Italien, Grundschule . Auf der Straße traf sicherlich viele der heutigen Schulleiter, Bibliothekare, Priester, eine Gruppe von Polen. Auf den Weg von San Giovanni Rotondo , in den frühen Morgenstunden , begleitet mich , um den markierten Laternen Nacht zu beruhigen, bin ich schon glücklich. Und Sie … Pater Pio braucht auch euch , seid mutig.
Die Wundmalen Padre Pio
Stanislaw Barszczak, Fortsetzung der Geschichte von meiner Reise nach San Giovanni Rotondo,
Mit dem Moment, als ich ging durch San Giovanni Rotondo, nach oben und unten. Und jetzt kurz vor seiner internen Wahlen im Leben von Padre Pio. Francesco Forgione war das achte Kind von Grazio Forgione, einem Bauern, und Maria Giuseppa di Nunzio. Am 6. Juli 1902 bewarb er sich als Postulant bei den Kapuzinern in San Giovanni. Nach der Schulzeit trat er am 22. Januar 1903 als Novize in den Kapuzinerorden ein und erhielt den Ordensnamen Pio (der Fromme). Zu dieser Zeit war Bruder Pio bereits an Tuberkulose erkrankt. Nach den zeitlichen Gelübden am 22. Januar 1904 begann Bruder Pio mit dem Studium, legte am 27. Januar 1907 die ewigen Gelübde ab und wurde am 10. August 1910 zum Priester geweiht. Anschließend war er Kaplan des Priesters von Pietrelcina und wurde im November 1915 als Sanitäter zum Militärdienst einberufen. Wegen seines schlechten Gesundheitszustandes musste er den Dienst oft durch Genesungsurlaube unterbrechen. Schließlich wurde er für dienstuntauglich erklärt. Nach Aufenthalten in verschiedenen Klöstern kam Bruder Pio 1916 in das Kapuzinerkloster von San Giovanni Rotondo, in dem er bis zu seinem Tod lebte. Am 10. September 1910 trat eine Stigmatisation in Form von Hautrötungen auf, was von manchen auf sein intensives Erleben der Leiden Christi zurückgeführt wird, von anderen auf seinen Umgang mit ätzenden Substanzen.. Ab 20. September 1918 wurden Wunden, an Brust, Händen und Füßen sichtbar. Die Stigmata führten zu wiederholten, kirchlich angeordneten medizinischen Untersuchungen. Um die Wunden an den Händen zu verbergen, trug Pater Pio meist fingerlose Handschuhe.Trotz großer – auch kirchlicher – Zweifel an der Echtheit der Stigmata reisten zunehmend Pilger nach San Giovanni Rotondo zu den Heiligen Messen Pater Pios und suchten ihn als Beichtvater auf. Zeitweise verboten die Oberen, dass er sich in der Öffentlichkeit zeigte. Der italienische Historiker Sergio Luzzatto zitiertJohannes XXIII., dem zufolge Pio „intime und unanständige Beziehungen mit den Frauen, die seine Prätorianergarde bilden“, unterhalten haben soll. Luzzatto behauptet des Weiteren, dass Pio um 1920 offen die im Aufwind begriffene faschistische Bewegung unterstützt habe und sich damals „um Padre Pio herum einklerikal-faschistisches Gemisch herausgebildet“ habe. Nach Luzzatto sind die Wunden Pater Pios auf den gezielten Einsatz von Karbolsäure (Phenol) zurückzuführen und damit ohne übernatürliche Verursachung erklärbar. Luzzatto fand Apothekenbestellungen Pios, nach denen dieser in größeren Mengen das Nervengift Veratrin orderte, dessen Einnahme eine Unempfindlichkeit gegen Wundschmerzen zur Folge hat. Nachdem entsprechende Veröffentlichungen in Italien Aufsehen erregt hatten, erklärte der Kapuzinerorden im September 2007, Pio sei in seinem Konvent auch für medizinische Dienste zuständig gewesen und habe das Antiseptikum Phenol zur Desinfektion von Spritzen benutzt. Seit 1940 betätigte sich Pater Pio als Heiler und sprach Prophezeiungen aus. So wird ihm nachgesagt, dem jungen Priester Karol Wojtyła 1947 sowohl die Wahl zum Oberhaupt der katholischen Kirche als auch das Attentat von 1981 vorausgesagt zu haben. Es wird auch berichtet, dass er die Gabe der Bilokation gehabt habe. Ebenfalls 1940 begann Pater Pio, Spenden für ein Krankenhaus zu sammeln. 1956 schließlich wurde die Casa Sollievo della Sofferenza in San Giovanni Rotondo eröffnet, die damals zu den größten und modernsten Kliniken Süditaliens zählte. Als er 1968 mit 81 Jahren starb, sollen über 100.000 Menschen an seinem Begräbnis teilgenommen haben. Nach langjähriger Skepsis und auch Sanktionen seitens der katholischen Kirche wurde das Wirken Pater Pios von Papst Paul VI. schließlich 1971 positiv gewürdigt. 1997 erklärte ihn der Heilige Stuhl zum „Ehrwürdigen Diener Gottes“, am 2. Mai 1999 wurde Pater Pio seliggesprochen. Der Petersplatz war zu klein, um alle Gläubigen aufzunehmen, die der Feier beiwohnen wollten. Die Heiligsprechung folgte am 16. Juni 2002. Der Gedenktag Pater Pios ist der 23. September. Im Sommer 2004 wurde nach mehrjähriger Bauzeit die neue Großkirche San Pio da Pietrelcina des Architekten Renzo Piano neben dem Grab des Paters in San Giovanni Rotondo geweiht, da die bisherige Kirche zu klein geworden war. Die Kommerzialisierung der Gestalt von Pater Pio in San Giovanni Rotondo wurde auch in Kirchenkreisen scharf kritisiert: Alessandro Maggiolini, seinerzeit Bischof von Como, sprach sich am Tag vor der Kanonisierung Pater Pios gegen die florierenden Geschäfte aus, die sich in Verbindung mit diesem Geistlichen entwickelt hatten. „Jesus Christus vertrieb die Händler aus dem Tempel, aber ich muss jetzt feststellen, dass sie zurückgekehrt sind“, sagte er in einem Interview mit der italienischen Tageszeitung La Repubblica. Anfang März 2008 wurde der Leichnam Pater Pios exhumiert. Die sterblichen Überreste wurden nach einer Untersuchung in der Krypta der Klosterkirche Santa Maria delle Grazie für einige Monate zur Verehrung in einen gläsernen Reliquienschrein gelegt. Der örtliche Erzbischof Domenico D’Ambrosio sagte nach der Exhumierung, bei der Sargöffnung sei sogleich der Bart des Heiligen erkennbar gewesen. Der obere Teil des Schädels sei teilweise skelettiert, das Kinn war jedoch einwandfrei erhalten und der Rest des Körpers in gutem Zustand. „Wenn Pater Pio gestattet, würde ich sagen, seine Hände sahen aus wie frisch manikürt.“ Seit dem 19. April 2010 befinden sich die Reliquien in der Unterkirche der neuen Wallfahrtsbasilika. Das Gesicht Pater Pios wird von einer Silikonmaske verdeckt, die auch die buschigen Augenbrauen und den Bart nachbildet. Der Heiligen Pater Pio die Wundmale trug und viele Wunder vollbrachte. Er liebte den Nächsten bis zur Vollendung, indem er mehr als fünfzig Jahre lang unzähligen Menschen, die um seinen Dienst baten und seinen Beichtstuhl aufsuchten, durch Rat und Trost beistand. Es war fast eine Belagerung. Sie suchten ihn in der Kirche, in der Sakristei und im Kloster auf. Und er schenkte sich allen, indem er Glauben weckte, Gnaden austeilte und Erleuchtung brachte. Er sah vor allem in den Armen, Leidenden und Kranken das Bild Christi und schenkte ihnen besondere Aufmerksamkeit und Zuwendung. Schon während seines Lebens stand er im Ruf der Heiligkeit, die seinen Tugenden, seinem Gebetseifer, dem Opfergeist und der Ganzhingabe für das Heil der Menschen zuzuschreiben war. In Deutschland ist Pater Pio noch nicht so bekannt, in Italien kennt ihn aber fast jedes Kind. Dort gilt er als einer der populärsten Heiligen. Es geschieht im Chor des Klosters Santa Maria delle Grazie in San Giovanni Rotondo. Wir schreiben den 20. September 1918, Freitag vor dem Fest des Heiligen Matthäus. Pater Pio befindet sich allein in der Kirche, betet inbrünstig und blickt auf das Kreuz. Plötzlich hat er hat eine Vision: Eine mysteriöse Gestalt, ans Kreuz geschlagen, erschreckt ihn. “Ich wäre gestorben, wenn der Herr nicht eingegriffen hätte, um mein Herz zu stützen, das mir aus der Brust zu springen schien”, so Pater Pio selbst darüber. Als sich die Erscheinung auflöst, bemerkt er, dass seine Hände, seine Füße und seine Seite durchbohrt sind und Blut heraussickert. Ein Mönch findet den Stigmatisierten im Chor ausgestreckt auf dem Boden liegend. Man bringt ihn in seine Zelle. Die Oberen werden verständigt.Für Pater Pio beginnt eine schwere Zeit. In einem Brief, den er vier Wochen nach dem Ereignis an seinen Beichtvater, Pater Benedetto von San Marco in Lamis schreibt, berichtet er: “Stell Dir die Qual vor, die ich dabei erlitt und die ich andauernd empfinde, fast alle Tage. Die Wunde am Herzen blutet ständig, besonders von Donnerstagabend bis Samstag”. Er bittet Gott, diese Zeichen von ihm zu nehmen, doch die Wundmale Christi bleiben ihm zeit Lebens. Zu den Schmerzen um die Wunden kommen die zahllosen kirchlich angeordneten medizinischen Untersuchungen und viele Verleumdungen, er sei ein Schwindler, ein Hysteriker. Der Orden möchte die Geschehnisse geheim halten. Doch die Nachricht von dem Pater mit den Wundmalen Christi verbreitet sich in Windeseile. Schon wenige Wochen später strömen erste Pilger nach San Giovanni Rotondo, um den “heiligen Pater” zu sehen. Ein Pilgerstrom der ständig wächst und bis heute nicht mehr abgebrochen ist. Pater Pio selbst schreibt an seinen Seelenführer Pater Agostini im August 1913: „Ich nahm gerade unseren Buben am Abend des 5. die Beichte ab, als ich ganz plötzlich von einem extremen Schrecken beim Erblicken einer Himmlischen Persönlichkeit erfüllt wurde, die sich mir vor meinem geistigen Auge präsentierte. Sie hielt in der Hand eine Art Werkzeug, ähnlich einer sehr langen Eisenlanze mit einer gut geschliffenen Spitze, und es schien, als ob aus jener Spitze Feuer strömte. Dies alles zu sehen und die genannte Persönlichkeit zu beobachten, wie sie mit aller Heftigkeit das besagte Werkzeug in die Seele schleuderte, war alles nur eines! Mühsam stieß ich einen Klagelaut aus, ich fühlte mich sterben! Ich sagte zum Jungen, er solle sich zurückziehen, da ich mich nicht wohl fühlte und keine Kraft hatte, fortzufahren. Dieses Martyrium dauerte ohne Unterbrechung bis zum Morgen des siebten Tages. Was ich in dieser so trauervollen Periode litt, weiß ich nicht zu sagen! Sogar die Eingeweide sah ich, wie sie herausgerissen und hinter diesem Werkzeug hergezogen wurden, und alles wurde zu Eisen und zu Feuer getragen! Seit jenem Tage bin ich zu Tode verletzt. Im innersten meiner Seele fühle ich eine Wunde, die immer offen ist und mich fortwährend quält. Ist dies nicht eine neue Strafe, die mir von der Göttlichen Gerechtigkeit verhängt wurde? Beurteilt Ihr selbst, wie viel Wahrheit in diesem enthalten ist, und ob ich nicht alle Gründe habe, zu befürchten, in einem extremen Kummer zu sein. Ich küsse Euch mit tiefstem Respekt die Hand, erbittend die Heilige Segnung, ich wiederhole mich, Euer Sohn Bruder Pio.” (fortgesetzt werden)
heiliger Pater Pio braucht Sie
Stanislaw Barszczak, Momente der Unendlichkeit,
Am 4. September 2013, die ist am vergangenen Mittwoch, nicht Dienstag als ich geplant hatte, kam ich nach vielen Strapazen nach San Giovanni Rotondo. San Giovanni Rotondo ist eine Stadt in der Provinz Foggia im italienischen Apulien mit 27.506 Einwohnern (Stand 31. Dezember 2012). Sie liegt relativ zentral im Gargano, dem nördlichen Vorgebirge Apuliens. Wenn man die Form des Landes Italien als Stiefel erkennt, so wird der Gargano als Sporn bezeichnet. Nicht nur der Pilgerweg ist bekannt. Berühmte Namen fanden auch Verwendung bei der Vergebung der Straßennamen wie Viale Aldo Moro oder Via Kennedy. Mit der Via Foggia beginnt auch die Landstraße, die nach Manfredonia an derAdriaküste (rund 15 km Luftlinie) führt. San Giovanni Rotondo liegt 567 m über NN. Nach dem mexikanischen Guadalupe und der „ewigen Stadt“ Rom ist San Giovanni Rotondo der drittmeist besuchte Wallfahrtsort der Welt. Bis zu sieben Millionen Pilger reisen jährlich dorthin. Zahlreiche Hotels und Gastronomiebetriebe kümmern sich um die Pilger. Wallfahrer, Geschichtsinteressierte und Wanderer kommen in San Giovanni Rotondo voll auf ihre Kosten. Zu sehen gibt es viele historische Bauten. Die Stadt zu erkunden wird sicherlich mehr als einen Tag benötigen. Die wichtigsten Sehenswürdigkeiten sind die Michaelsgrotte und die Kirche Santa Maria delle Grazie. Durch San Giovanni Rotondo führt die Staatsstraße von San Severo nach Monte Sant’Angelo, die seit dem 6. Jahrhundert von zahlreichen Pilgern benutzt wird, um zur Michaelsgrotte, wo der Erzengel Michael erschienen sein soll, zu pilgern. Der Name der Stadt stammt der Sage nach daher, dass die Langobarden eine Statue des Heiligen Giovanni Battista (Johannes des Täufers), ihres Schutzpatrons, an einem runden Tempel, der sich an Stelle der heutigen Stadt befand, aufstellten. Wahrscheinlicher ist allerdings die Errichtung eines Baptisteriums, in der frühen Zeit oftmals Rundbauten, unter dem Patrozinium des Täufers. Einer der bekanntesten Bürger von San Giovanni Rotondo war der vielverehrte und mittlerweile heiliggesprochene Padre Pio. Immer noch pilgern täglich zahlreiche Gläubige zur Krypta der Kirche Santa Maria delle Grazie, um an seinem Grabmal zu beten und die Zelle zu besichtigen, in der er wohnte. 2004 wurde die große Wallfahrtsbasilika San Pio da Pietrelcina fertiggestellt, Sie ist ein riesiger muschelförmiger Bau in der Mitte des Gargano in Apulien, Provinz Foggia. Dieser wurde 1991–2004 errichtet. Seit dem 19. April 2010 San Giovanni Rotondo ist sie die Ruhestätte des am 16. Juni 2002 heilig gesprochenen Padre Pio (1887–1968), Kapuzinerpater, Priester und Beichtvater, der im Kloster Santa Maria delle Grazie in San Giovanni Rotondo von 1916 bis zu seinem Tode lebte. 1999 wurde Pater Pio von Johannes Paul II. selig-, 2002heiliggesprochen. Er ist einer der populärsten Heiligen Italiens. Sein Leichnam ist in der Unterkirche in einem Glassarg zur Verehrung ausgestellt. Die Wallfahrtskirche bietet Platz für 6.500 Menschen, auf dem Vorplatz können sich bis zu 30.000 Menschen versammeln. Die Kirche ist nach dem Petersdom in Rom die zweitgrößte Kirche Europas. Klima in San Giovanni Rotondo ist sehr günstig, wie er selbst der Vater pio gefunden. Es ist der 20. September 1918, Freitag vor dem Fest des Heiligen Matthäus. Pater Pio befindet sich allein in der Kirche, betet inbrünstig und blickt auf das Kreuz. Plötzlich hat er eine Vision: Feurige Lichtstrahlen durchbohren sein Herz, seine Hände und Füße. “Ich wäre gestorben, wenn der Herr nicht eingegriffen hätte, um mein Herz zu stützen, das mir aus der Brust zu springen schien”, so Pater Pio selbst darüber. Als sich die Erscheinung auflöst, bemerkt er, dass seine Hände, seine Füße und seine Seite durchbohrt sind und Blut heraussickert. Er bittet Gott, diese Zeichen von ihm zu nehmen, doch die Wundmale Christi bleiben ihm zeitlebens. Die Stigmata führten zu zahllosen, kirchlich angeordneten medizinischen Untersuchungen. Zu den Wundschmerzen kommen viele Verleumdungen, er sei ein Schwindler. Der Orden möchte die Geschehnisse geheim halten, doch die Nachricht von dem Pater mit den Wundmalen verbreitet sich in Windeseile. Erste Pilger kommen nach San Giovanni Rotondo, um den „heiligen Pater” zu sehen. Der Pilgerstrom wächst ständig und ist bis heute nicht abgebrochen! Die rezente Geschichte der Stadt von San Giovanni Rotondo stimmt mit der Geschichte des Kapuzinerklosters und- wie ich schon gesagt habe- das Ankommen des Hl Pio von Pietelcina überein. Der hl Pio von Pietrelcina kam hier am 28. Juli 1916 an und lebte in diesem Kloster bis am Tag seines Todes am 23. September 1968.
Die Stadt von San Giovanni Rotondo wurde im 1095 auf den Ruinen einer antiken Siedlung des IV Jahrhundert v. C. gegründet. Von dieser Siedlung sind noch einige Gräber und ein rundformiges Taufbecken sichtbar (deshalb heisst die Stadt „Rotondo“ = rund). Das Taufbecken war am Anfang der Verehrung des Janus, der zweigesichtige Gott, gewidmet und später dem Hl Johannes der Täufer geweiht. Apulien wurde schon seit fast immer (3. Jahrhundert v.Chr.) von vielen Kulturen bevölkert, die zahlreiche Spuren ihrer Präsenz hinterlassen haben. Nach den antiken Völkern der Messapier und Daunien waren es die Griechen, Römer, Byzantiner, Normannen, Schwaben, Franzosen und Spanier, die dieses Gebiet mit Städten und Monumenten schmückten. Besichtigt man die Region vom Norden bis zum Süden in einer virtuellen Reise, trifft man zuerst auf die Provinz Foggia mit dem Vorgebirge des Gargano: längs einer atemberaubenden Küste wechseln sich bezaubernde Fischerdörfer, heute an den Tourismus angepasst, ab wie Vieste und Peschici. Der Gargano verbirgt in seinem Inneren bekannte Schätze: Monte Sant’ Angelo, ein altes Zentrum, das im 5. Jahrhundert, um den Kult des Erzengel Michaels, entstanden ist. Unglaublich gutes Essen in San Giovanni Rotondo. Der Service ist absolut freundlich und unterhaltsam, man konnte sich gut verständigen. Das Essen war geschmaklich erster Klasse und sehr liebevoll angerichtet, richtig schön fürs Auge. Das Ambiente ist typisch italienisch, ein kleines urig eingerichtetes Lokal, welches sich in einer kleinen Nebenstrasse der Altstadt von San Giovanni Rotondo befindet. Der Altstadt hat eine wunderschöne, warme Atmosphäre. (fortgesetzt warden)
Spotkać się z świętym Ojcem Pio
Stanisław Barszczak, Święty Ojciec Pio potrzebuje Cię (cz.2)
Ojciec Pio był oskarżany o wykroczenia przeciwko wszystkim ślubom zakonnym: ubóstwu, czystości i posłuszeństwu . Przeciwko Ojcu Pio prowadzone były liczne dochodzenia . Plan polegający na tym, by przenieść go do innego klasztoru, został wycofany z obawy lokalnych zamieszek. Kolejny plan, tej samej treści, został wstrzymany, gdy zamieszki niemal stały się faktem . W latach 1924 – 1931, Stolica Apostolska wydawała różne oświadczenia, w których zaprzeczała, że wydarzenia z życia Ojca Pio miały swoje źródło w Bogu . Był nawet czas, gdy Ojcu Pio zabroniono publicznego wykonywania posługi kapłańskiej, słuchania spowiedzi i odprawiania Mszy świętej . Od roku 1933 zdarzenia zaczęły zmieniać swój bieg. Papież Pius XI rozkazał Stolicy Apostolskiej zdjąć z Ojca Pio zakaz publicznego odprawiania Mszy świętej. Papież tak uzasadnił swoją decyzję: „Nie byłem źle nastawiony do Ojca Pio, lecz byłem źle poinformowany” . W roku 1934, Pius XI zezwolił Ojcu Pio na słuchanie spowiedzi. Ojciec Pio dostał również pozwolenie na nauczanie, pomimo że nigdy nie odebrano mu do tego uprawnień . Papież Pius XII, który został wybrany na papieża w roku 1939, zachęcał wiernych do odwiedzania Ojca Pio. Według ostatnio napisanej książki, papież Jan XXIII (1958-1963) najwidoczniej nie opowiadał się za poglądem swych poprzedników. W roku 1960 napisał on o “ogromnym oszustwie” Ojca Pio . Jego następca,papież Paweł VI, jednakże, w połowie lat sześćdziesiątych, zdecydowanie oddalił wszystkie oskarżenia przeciwko Ojcu Pio . W roku 1947 Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II, odwiedził Ojca Pio i wyspowiadał się u niego. W roku 1999 ukazała się książka Ojciec Pio: Cudotwórca. W jednym z rozdziałów opisana jest historia Gemmy de Giorgi, sycylijskiej dziewczynki, której ślepota miała być uleczona dzięki wstawiennictwu Ojca Pio . W roku 1947 Gemma, która urodziła się bez źrenic .Została zabrana do San Giovanni Rotondo przez swoją babcię . Podczas podróży do Ojca Pio mała dziewczynka odzyskała częściowo wzrok . Babcia Gemmy nie uwierzyła jednak w uzdrowienie dziecka . Gemma przystąpiła do spowiedzi u Ojca Pio, lecz zapomniała poprosić go o łaskę uzdrowienia. Babcia zaczęła więc błagać Ojca Pio o to, by wyprosił u Boga przywrócenie wzroku dziecku. Zgodnie z tym, co zeznała babcia Gemmy, Ojciec Pio odpowiedział: „Niech dziecko nie płacze i ty też, przecież wiesz, że widzi”.Dziewczynka rzeczywiście odzyskała wzrok. Okuliści, którzy wcześniej badali dziecko, nie byli w stanie ustalić, w jaki sposób została uleczona .Wiele osób wierzy, że Ojciec Pio posiadał umiejętność porozumiewania się z Aniołami Stróżami, przez których udzielał łask i uzdrowień . Ojciec Pio wierzył, że miłość Boga była nierozerwalnie związana z cierpieniem i że przyjmowanie wszystkich cierpień ze względu na Boga jest drogą duszy do osiągnięcia jedności z Nim . Czuł, że jego dusza jest zagubiona w chaotycznym labiryncie i pogrążona w całkowitej pustce, jak gdyby był w najgłębszej otchłani piekła. Ale także mawiał: „Po mojej śmierci będę mógł czynić więcej dobra. Moja prawdziwa misja zacznie się dopiero po mojej śmierci”. W roku 1982 Stolica Apostolska zezwoliła arcybiskupowi Manfredonii otworzyć dochodzenie ustalające, czy Ojca Pio należy uznawać za świętego. To dochodzenie trwało przez siedem lat i w roku 1990 Ojciec Pio został ogłoszony Sługą Bożym. Było to pierwszym krokiem do kanonizacji. Począwszy od roku 1990 Kongregacja do Spraw Kanonizacyjnych debatowała, jak heroiczne było życie Ojca Pio. W roku 1997 papież Jan Paweł II ogłosił go czcigodnym Sługą Bożym. Następnie dyskutowano o jego wpływie na życie innych, w tym o uzdrowieniu Włoszki Consiglii de Martino. To uzdrowienie miało się dokonać dzięki modlitwie wstawienniczej Ojca Pio. W 1999 roku, za radą Kongregacji Nauki Wiary, Jan Paweł II ogłosił Ojca Pio błogosławionym. W dalszym toku rozważań nad cnotami Ojca Pio, jego zdolności do czynienia dobra, nawet po śmierci i o uzdrowieniach przypisywanych jego wstawiennictwu, Kongregacja Nauki Wiary uznała, że zasługuje on na miano świętego. 16 czerwca 2002 roku, papież Jan Paweł II ogłosił Ojca Pio świętym. W uroczystości kanonizacyjnej wzięło udział 300 000 osób. Święty Ojciec Pio stał się jednym z najpopularniejszych świętych Kościoła katolickiego. Na całym świecie jest już ponad 3000 „Grup Modlitewnych Ojca Pio”, w których zrzeszonych jest 3 miliony członków. Istnieje wiele parafii pod jego wezwaniem. Lewitację określić można jako fenomen w którym osoba unosi się nad ziemię i zawisa w powietrzu. Z pewnością Pan Bóg obdarowuje tą zdolnością niektórych świętych Kościoła Katolickiego. Na przykład Św. Józef z Copertino był znany z tej zdolności, i miał ją też Ojciec Pio z Pietrelciny. Wielu naocznych świadków widziało Ojca Pio unoszącego się nad ziemią. A oto kilka przykładów z apostołowania świętego Ojca. Przykłady podaję za Internetem. W Bari (we Włoszech) podczas drugiej wojny światowej zainstalowała się kwatera naczelnego dowództwa amerykańskiego lotnictwa. Powiadają, że wielu amerykańskich lotników uratował Ojciec Pio podczas wojny. Nawet głównodowodzący generał był świadkiem pewnego zadziwiającego epizodu. Pewnego dnia generał chciał osobiście poprowadzić eskadrę bombowców w celu zniszczenia niemieckiego składu zaopatrzenia wojskowego w San Giovanni Rotondo. Generał opowiadał: ?Gdy samoloty były już blisko celu, piloci ujrzeli na niebie postać zakonnika z uniesionymi rękami. Bomby zwolniły się same i spadły w lasach. Samoloty, również same i bez interwencji pilotów, zawróciły do bazy. Wszyscy się dziwili kim był ten mnich, zdolny do rozkazywania maszynom. Ktoś powiedział generałowi, że żyje mnich w San Giovanni Rotondo który potrafi czynić cuda. Generał postanowił go odszukać zaraz po wyzwoleniu i dowiedzieć się czy jest to ten sam mnich którego wówczas widzieli w powietrzu. Już po wojnie pojechał generał z grupą swoich pilotów do tego zakonu kapucynów. Przy wejściu generał napotkał grupę zakonników, i od razu rozpoznał wśród nich tego który powstrzymał jego samoloty: był to właśnie Ojciec Pio. Ojciec Pio podszedł do niego i spytał: ?Czy to ty jesteś tym, który chciał nas wszystkich pozabijać?? Generał, którego uspokoiły słowa i wygląd Ojca, uklęknął przed nim. Jak zwykle, Ojciec Pio mówił w dialekcie benewentyńskim, lecz generał był przekonany że mnich mówi po angielsku to była jeszcze jedna niezwykła zdolność Ojca Pio. Generał, który był protestantem, zaprzyjaźnił się z Ojcem Pio i przeszedł na wiarę katolicką. Oto opowieść Ojca Ascanio: Kościół był wypełniony ludźmi. Czekaliśmy na Ojca Pio który miał przyjść spowiadać grzeszników. Wszyscy spoglądali na drzwi przez które miał wejść Ojciec Pio. Drzwi się jednak nie otworzyły, a natomiast zobaczyłem nagle Ojca Pio idącego ponad głowami ludźmi w stronę konfesjonału. Gdy zbliżył się do konfesjonału nagle zniknął. Po kilku minutach zaczął tam przyjmować spowiedników. Nic nie mówiłem, myśląc że mi się przywidziało, lecz gdy się z nim spotkałem, zapytałem: Ojcze Pio, jak Ci się udało chodzić nad głowami ludzi? A On żartobliwie odpowiedział: Zapewniam Cię, moje dziecko, jest to tak jak chodzenie po ziemi…Pewien pan z Foggii we Włoszech w wozu i złamał obydwie nogi. Lekarze nie byli w stanie mu pomóc. Po spowiedzi Ojciec Pio powiedział mu: Wstań i idź! Wyrzuć te laski. Mężczyzna posłuchał go i ku zdumieniu obecnych tam ludzi zaczął chodzić samodzielnie. Pewien pan opowiada: Moje lewe kolano było spuchnięte i czułem silny ból w tej części nogi. Lekarz powiedział że to poważna sprawa i przepisał długą serię zastrzyków. Zanim rozpocząłem kurację chciałem zobaczyć Ojca Pio. Po spowiedzi powiedziałem mu o moim kolanie i poprosiłem o modlitwę. Gdy wyjeżdżałem z San Giovanni Rotondo tego popołudnia nie czułem już bólu. Zacząłem przyglądać się kolanu i nie mogłem znaleźć opuchlizny. Obie nogi funkcjonowały znakomicie, więc pobiegłem do Ojca Pio by mu podziękować. Powiedział: „Nie dziękuj mnie, lecz Bogu!, i dodał z uśmiechem: Poradź swojemu lekarzowi, żeby sam wziął te zastrzyki”. Kochani moi Czytelnicy. Trzeba odnawiać naszą relację z Bogiem (recuperare nostra relazione con Dio). W sercu Jezusa widzieć Boga, wówczas serce będzie otwarte i miłosierne. Podczas mojej pielgrzymki do San Giovanni Rotondo (samolotem, via Warszawa-Bari, następnie pulmanem do Manfredonii, San Giovanni Rotondo, z powrotem zaś Foggia-Bari), mogłem odwiedzić Założyciela Apostołów Jezusa Ukrzyżowanego, Ojca Domenico Labelarte, viale Sant Ignazio 11). Korzystając z życzliwości Ojca Generała Eugeniusza Lorka, a przede wszystkim z ofiarności Ojca Józefa kilkakrotnie w ich Domu w San Giovanni Rotondo sprawowałem Msze święte, ku uciesze Siostry Marii Ksawery i innych Sióstr (Apostołki Jezusa Ukrzyżowanego). Ojciec Labelarte osobiście poznał świętego Ojca Pio. Stąd moje spotkania z nim uważam za opatrznościowe. Ale to Bóg nas zbawi. Świat oczywiście wybiera takie czy lepsze wartości. Z naszej strony tym bardziej trzeba pasji, której wzór mamy w biografii zwykłego Zakonnika. Co więcej, należy poczynić pełny, klarowny, piękny obraz interesującego nas człowieka, i to jak najszybciej po jego śmierci ziemskiej. Bo historia zrobi swoje w tej mierze, może wręcz zniekształcić biografię świętego człowieka.
A teraz rzecz najpiękniejsza, którą chciałbym wam przedłożyć. O ile wiem, Ojciec Pio spotykał ludzi wszędzie, przede wszystkim w konfesjonale, który stoi w kościele na lewo, jako świadek tamtych wydarzeń, Ojciec Pio obchodził wiernych w świątyni, na korytarzach klasztoru. Ale wydaje mi się, że równie pięknie były jego spotkania w Sali, która nosi miano świętego Frańciszka. Ten ostatni pochylony patrzy na nas, którzy wchodzimy do tej jasnej i przeszklonej Sali na piętrze. Uważam, że w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia Ojciec Pio był tam podprowadzany ze swojej celi nr 5, by spotkać przyjaciół z jego bogatej korespondencji, ale także wybitne osobistości z tamtego czasu. Co za atmosfera tych spotkań… Bo bez piękna śmierć zagląda dokoła… A mogło to być właśnie tak. Jest pierwszy kwietnia 19.. Bracia Kapucyni z ochroną wprowadzają świętego do Sali św. Frańciszka. Tam czeka ich wierna grupa gości. Jestem podekscytowany, ja również, rozważam więc zdanie naszego kaznodziei, „dojrzewać wewnętrznie, by stać się na wzór Najświętszej Maryi Panny”. Po chwili zabierają głos zebrani, przypomina mi to odświętną akademię szkolną.
– (Brat zakonny) Czasem nachodzi mnie chęć zostawić Cię, zanim obejrzysz mnie, zabiorę nas, tam gdzie jest czas, gdzie kwitnie sad, gdzie wiosna trwa, czasem zadziwia mnie sen niepokorny. Jutro nie znaczny nic, może nadejdzie świt, a może zniknie świat. Zanim obejrzysz się może to zniknąć wszystko. Zabiorę nas, tam gdzie jest czas, i już nic nie zmieni się, los Cię w drogę wziął, fałszywy klejnot dał, tak chciał, szczęśliwej drogi czas, mapę życia w sercu masz, nadaremnie wzywasz go, jesteś jak młody ptak, idziesz sam, wiecznie sam, bo twój głos…
-(Księżna z Węgier) Istnieje świat, gdzie nie ma mnie, byłam tam, słońce suszy łzy, więc nie bój się, zaufaj mi.
-(Ojciec Pio) Nim zajdzie słońce znów, będę tęsknił za tobą, topnieję u twych stóp.
-(Paulo) Nie odrzucaj mnie, który wygrywam i przegrywam, nie powiedziałeś tego, a ja nie cofam słów, zdążyj za biegiem wydarzeń…
-(chłopiec) graj i śpiewaj, bo granie i śpiewanie, to twoje powołanie.
Lepiej jechać w czas. Wszystko byłoby inne, ja wiem, noce są zawsze długie, a za dnia ciągły szum- mało kto rozumie- gdzie gna tłum. Jeśli miłość coś znaczy, to musi dać znać, zniknie Warszawa, tak jawa to sen, ja to wiem, ktoś mi mówi, to sprawa, a ja chcę uciec stąd. Gdybyś tu była, ja wiem. Życie to nie zabawa, ja to wiem, nie tak trudne i dziwne, gdybyś tu była ja wiem! (śpiewa P.Kukis)
-(Pietro) Staję na drodze, spuszczam ze smyczy każdą męczącą mnie myśl, unoszę się do chmur, jak bardzo zmieniam stan, unoszę się do chmur, powiedz tylko chcę, będę twój!
-(grupka pielgrzymów) Znalazłem promień wokół nas, dzień gorącego lata- śpiewa VOX- wiedziałem, że przygarniesz mnie. Przed tobą wtedy stanę sam na rękach, mamy tylko siebie, mamy wielką moc, i jeden Bóg to wie, wysłane listy, nienapisane słowa, jesteśmy tu sufitem, tu podłogą. Czasem sobie zapominam to, mamy tylko siebie.
-(ktoś inny) Marzenie, sen, nie mogę widzieć, dziwna, moja szeroka wyobraźnia. Takie jest moje odczucie- lepszy sen! (rozpoczyna się przedstawianie gości)
Następnie zwracam uwagę na wybranych gości tej pobożnej audiencji. Grazia byłą 29-cio letnią chłopką niewidomą od urodzenia. Chodziła do kościoła w klasztorze aby spotykać Ojca Pio. Pewnego razu Ojciec Pio zapytał ją czy chciałaby widzieć. Oczywiście, odpowiedziała, ale nie za cenę czyjejś szkody.? Wyzdrowiejesz!? powiedział Ojciec Pio, i wysłał ją do Bari, gdzie mieszkał świetny okulista, będący mężem znajomej Ojca Pio. Niestety, lekarz po zbadaniu oczu pacjentki powiedział swojej żonie: Nie ma szans na wyleczenie tej dziewczyny! Ojciec Pio może wyleczy ją jakimś cudem, ale muszę wysłać ją z niczym. Żona jego jednak uparcie prosiła: Jeżeli Ojciec Pio przysłał ją do ciebie spróbuj przynajmniej zoperować jej jedno oko. Lekarz uległ i zoperował obydwoje oczu. Operacja okazała się sukcesem, Grazia przejrzała! Gdy wróciła do San Giovanni Rotondo pobiegła do klasztoru i uklęknęła przed Ojcem Pio. Zakonnik rozkazał jej wstać, ona zaś powiedziała pobłogosław mnie Ojcze. Pio pobłogosławił ją, lecz ona ciągle nie wstawała. Gdy była niewidoma, Ojciec Pio błogosławił ją znakiem krzyża kreślonym na czole, więc Ojciec Pio powiedział: Jakże mam cię błogosławić? Wiadrem wody wylanym na głowę? Pewna kobieta wcześniej opowiadała: W 1947 roku miałam 38 lat i chorowałam na raka jelita. Nowotwór został rozpoznany na prześwietleniu i lekarze zdecydowani byli na operację. Zanim poszłam do szpitala chciałam odwiedzić San Giovanni Rotondo by spotkać się z Ojcem Pio. Mój mąż, córka i jej przyjaciółka zabrali mnie do niego. Pragnęłam się wyspowiadać i porozmawiać z Ojcem Pio o swojej chorobie, lecz okazało się to niemożliwe. Mąż powiedział o moim problemie jednemu z zakonników. Ten był tak poruszony, że obiecał przekazać wszystko Ojcu Pio. Wkrótce powiedziano mi abym udała się do korytarza, którym będzie przechodził Ojciec Pio. Przeszedł on przez tłum ludzi, ale jego uwaga skupiona była na mnie. Zapytał dlaczego jestem tak zdenerwowana i powiedział że chirurg, którego wybrałam postąpi słusznie w moim przypadku. Potem dodał mi otuchy i obiecał że będzie się modlić za mnie. Byłam niezmiernie zaskoczona. Nie znał on mojego chirurga i nikt nie mówił mu z kim rozmawiać o mojej sprawie. Ojciec Pio zachowywał się jednak jakby dobrze znał zarówno mnie jak i mojego lekarza. Lekarz, który nie wierzył w Boga, skoro tylko wyciął mi wyrostek robaczkowy nie znajdując śladów nowotworu wyraźnie widocznego na wcześniejszych zdjęciach rentgenowskich, zaraz po mojej operacji powiesił krzyże w każdym pomieszczeniu szpitala. Dalsze badania nie wykazywały śladów raka. Po krótkiej rekonwalescencji powróciłam do San Giovanni Rotondo by znów zobaczyć Ojca Pio. Świątobliwy zakonnik przechodził właśnie do zakrystii, gdy nagle zatrzymał się i uśmiechnął do mnie mówiąc: Któżby się spodziewał? Znów tu jesteś! i podał mi rękę, którą ucałowałam z oddaniem. Inna kobieta mówiła: Byłam w ciąży w 1952 roku i wszystko wyglądało normalnie do połogu, kiedy zaczęły się problemy. Mój syn urodził się z komplikacjami, a ja potrzebowałam transfuzji. W pośpiechu pracownicy szpitala podali mi niewłaściwą krew. Mam grupę zero, lecz dano mi grupę A. Konsekwencje były bardzo poważne: Silna gorączka, konwulsje i przewężenie dróg oddechowych. Zawołano nawet księdza by dał mi ostatnie namaszczenie i komunię musiał podać mi z wodą bo nie byłam w stanie już przełykać. Gdy moja rodzina odprowadzała księdza przez chwilę zostałam sama. Ukazał mi się wtedy Ojciec Pio ze stygmatami na dłoniach. Powiedział: ?Jestem Ojciec Pio, nie umrzesz! Powiedzmy teraz razem ?Ojcze nasz? a w przyszłości przyjedź do San Giovanni Rotondo by się ze mną spotkać?. Kilka minut wcześniej byłam na pograniczu śmierci a w rezultacie tego objawienia wstałam z łóżka. Gdy moi bliscy wrócili zastali mnie pogrążoną w modlitwie. Poprosiłam ich żebyśmy pomodlili się razem i powiedziałam im o swojej wizji. Zaczęliśmy się modlić i czułam się coraz lepiej. Wszyscy lekarze uświadomili sobie że miał tam miejsce cud. Po kilku miesiącach pojechałam do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu Pio. Spotkałam się z nim i podał mi dłoń do ucałowania. Gdy dziękowałam mu poczułam aromat, z którego słynął. Powiedział: Otrzymałaś cud w darze lecz nie dziękuj mnie. Święte Serce Jezusa posłało mnie bym cię uratował ponieważ poświęciłaś się Mu w modlitwie i uczestniczyłaś w dziewięciu mszach pierwszopiątkowych. Pewna pani opowiedziała: W roku 1953 przeszłam medyczne testy i prześwietlenia w związku z bólami w brzuchu. Okazało się, że sytuacja jest poważna i konieczna jest natychmiastowa operacja. Przyjaciółka, której zwierzyłam się z moich problemów, poradziła mi aby napisać list do Ojca Pio z prośbą o modlitwę i pomoc. Gdy tak zrobiłam, otrzymałam odpowiedź, w której Ojciec Pio pisał aby ze spokojem iść do szpitala, i że będzie się za mnie modlił. W szpitalu, tuż przed planowaną operacją, powtórzono testy i prześwietlenia. Jakież było zdziwienie tych samych lekarzy, gdy stwierdzili u mnie nieobecność uprzednio diagnozowanej poważnej choroby. Przez czterdzieści lat ciągle dziękuję Ojcu Pio za okazaną mi pomoc. Wiem że on nigdy nie odmawia swej cudownej pomocy nikomu kto o nią poprosi. W 1954 roku mój ojciec, pracownik kolei, zachorował na dziwną chorobę bezwładności nóg. Miał wtedy 47 lat. Wielu lekarzy próbowało mu pomóc bez skutku i po dwóch latach wyglądało, że będzie zmuszony pójść na rentę. Ponieważ czuł się coraz gorzej, mój wuj zasugerował odwiedziny w San Giovanni Rotondo, gdzie mieszkał zakonnik obdarzony przez Boga wieloma darami. Z pomocą wujka ojciec mój dotarł po wielu trudach do San Giovanni Rotondo. Tam zauważył go Ojciec Pio i zawołał ?Dajcie podejść temu kolejarzowi!? chociaż skądże Ojciec Pio miał wiedzieć cokolwiek o moim ojcu. Tak czy owak, spotkali się i rozmawiali przez kilka minut. Później Ojciec Pio położył dłoń na ramieniu mego ojca pocieszając go z uśmiechem. Po rozmowie ojciec zorientował się że został uzdrowiony. Wziąwszy kule by wyjść zdał sobie sprawę, że ich nie potrzebuje, wujek szedł za nim w kompletnym zaskoczeniu. Wybrałem się do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu Pio za wyzdrowienie. Byłem pewny, że to on mnie uzdrowił. Gdy dotarłem do klasztoru znów poczułem ból, był tak silny, że zemdlałem! Dwóch ludzi przeniosło mnie pod konfesjonał Ojca Pio. Gdy go zobaczyłem powiedziałem ?Mam pięcioro dzieci i jestem bardzo chory, ratuj mnie ojcze, ratuj moje życie.? On odpowiedział ? ?Nie jestem Bogiem czy Jezusem Chrystusem, jestem zwykłym zakonnikiem, nie lepszym niż inni zakonnicy, może nawet gorszym. Nie czynię cudów!? Ja nadal rozpaczałem: ?Proszę ojcze, ratuj mnie.? Ojciec Pio zwrócił oczy ku niebu i zobaczyłem że jego usta poruszają się w modlitwie. W tym momencie poczułem ten sam zapach fiołków co w szpitalu. Ojciec Pio powiedział: „Idź do domu i módl się! Ja też się za ciebie pomodlę! Wyzdrowiejesz!” Wróciłem do domu, powie mężczyzna- ból zniknął na zawsze. Jeden mężczyzna powiedział, w 1950 r. moją teściową zabrano do szpitala na operację. Miała nowotwór lewej piersi. Koniecznym było również zoperowanie jej prawej piersi kilka miesięcy później, z powodu licznych komórek rakowych w jej organizmie. Lekarze oświadczyli, że nie będzie mogła żyć dłużej niż 4 miesiące. W Mediolanie ktoś powiedział nam o Ojcu Pio i jego cudach. Natychmiast pojechałem do San Giovanni Rotondo i czekałem na moją kolej spowiedzi. Poprosiłem Ojca Pio o pomoc dla mojej teściowej i jej uzdrowienie. On westchnął dwa razy głęboko i powiedział: “Musimy się modlić, każdy musi się modlić. Ona wyzdrowieje!” I tak się stało! Moja teściowa wyzdrowiała po operacji i pojechała do San Giovanni Rotondo, aby osobiście podziękować Ojcu Pio. On uśmiechając się powiedział: “Idź w pokoju moja córko! Idź w pokoju!” Matka mojej żony żyła jeszcze przez 19 lat, a nie 4 miesiące, jak oświadczyli wcześniej lekarze. Wszyscy razem dziękujemy Ojcu Pio od wielu lat… Oto opowieść o człowieku pracującym na kolei w Toskanii, który umarł w 1983 r. mając 70 lat. Powiedział: “Jestem żyjącym wyzwaniem dla nauki!” W 1945 r. mieszkał niedaleko Sieny. Miał żonę i syna. Dozorował instalacje elektryczne na kolei. Wczesnym rankiem, 21 maja, jadąc do pracy na motocyklu uległ wypadkowi zderzając się z ciężarówką. Zabrano go do szpitala i lekarze stwierdzili pęknięcie czaszki, pękniecie błony bębenkowej w lewym uchu, kilka złamanych żeber oraz pięć złamań lewej nogi. W kilka dni po wypadku lekarze wciąż nie byli pewni, czy będzie żył. Okres rekonwalescencji przebiegał dobrze, ale z jego nogą wciąż były kłopoty. Lekarze nie potrafili jej wyleczyć. Był zabierany od jednego szpitala do drugiego w celu ustalenia dobrej terapii. Trafił do Szpitala Ortopedycznego w Sienie, gdzie leczono go przez jeden rok. Potem pojechał do Szpitala Rizzoli w Bolonii. Po kilku operacjach poprawił się stan jego kości udowej, ale ogólnie, z powodu jeszcze innych problemów, jego noga była zupełnie sztywna. Doktorzy powiedzieli, że miał włókniste zesztywnienie w stawie w lewej nodze i nie byli w stanie jej wyleczyć. Ponadto rany pooperacyjne również się nie goiły. Podejmowano kilka prób zespolenia nogi, ale niestety bez sukcesu. W tej sytuacji lekarze ze Szpitala Ortopedycznego w Sienie zdecydowali wypróbować jeszcze jeden sposób. Postanowili zespolić nogę, pod znieczuleniem, przy użyciu urządzenia Zuppinger’a. Niestety ta ostatnia próba, zakończyła się również bez sukcesu…i na dodatek ponownie została złamana jego kość udowa. Także przez kolejne 2 miesiące musiał leżeć w gipsie. Na początku 1948 r. został wypisany ze szpitala w Sienie jako przypadek nieuleczalny. Liczył się z faktem, że może mieć sztywną nogę do końca życia. Jednak w wieku 35 lat nie chciał się poddawać. Zdecydował się spotkać z innymi lekarzami, z ciągłą nadzieją na wyzdrowienie. Za wszelką cenę chciał uniknąć kolejnej operacji. Był bardzo zmęczony i smutny z powodu złego stanu zdrowia, nie gojących się ran. W chwilach desperacji nie chciał nikogo widzieć, nie chciał dłużej żyć. Całą złość wyładowywał na żonie, która go wspierała. Używał kul przy chodzeniu, nie był jednak w stanie przejść kilku metrów. W końcu obie nogi mu zesztywniały i pokryły się bolącymi ranami. Często usiłował zrobić coś samodzielnie, ale z reguły mu się to nie udawało. Płakał, przeklinał, bluźnił Bogu i ludziom. Jego żona była wierząca, on niestety nie. Kiedy chodziła do kościoła, nie był z tego zadowolony. W wielkiej złości ją obraził i doprowadził do płaczu. Pewnego razu przybył do jego parafii jeden zakonnik z wykładami. Ten dowiedział się o tym człowieku i jego stanie zdrowia. Zakonnik chciał się spotkać z nim i jego żoną dla dodania otuchy. Po spotkaniu powiedział jeszcze żonie: “Dlaczego nie zabierzesz męża do San Giovanni Rotondo, do Ojca Pio, do Zakonnika, który czyni cuda?”. Kiedy żona powtórzyła mu słowa kapłana, człowiek ten zaczął się ironicznie śmiać i znieważać Ojca Pio. Żona nie chciała stracić tej szansy i zdecydowała się pisać listy do Ojca Pio, jednak nie dostawała odpowiedzi. Potem zaczęła nakłaniać chorego męża, aby spełnił jej prośbę i udał się do San Giovanni Rotondo. Kondycja męża była coraz gorsza, uświadomił sobie, że jego życie zbliża się do końca. Zdecydował się pojechać. Podróż pociągiem była bardzo ciężka. Kiedy wchodził do wagonu, czuł okropny ból nogi. Pierwszy przystanek był w Rzymie, następny w Foggii. W celu dotarcia do San Giovanni Rotondo, należało wsiąść do autobusu w Foggii, który odjeżdżał wczesnym rankiem. Małżonkowie zdecydowali się spędzić noc w hotelu. Kiedy mężczyzna męcząc się szedł przez dworzec, w pewnym momencie upadł…Zorientowano się, że on również był pracownikiem kolei i zaproponowano mu nocleg w jednym z pokoi na dworcu. On wraz z rodziną przyjął tą propozycję. Wczesnym rankiem następnego dnia razem z żoną i synem wsiedli do autobusu jadącego do San Giovanni Rotondo. Autobus zatrzymał się 2 kilometry od niewielkiego kościółka. W tamtym czasie drogi nie były asfaltowane. Mężczyzna nie wiedział, jak mógł bez problemu dojść do tego kościółka. Jak tylko tam dotarł usiadł trochę wyczerpany. Nigdy przedtem nie widział fotografii Ojca Pio, nie mógł zatem go rozpoznać. W kościele było wielu zakonników. W pewnym momencie zobaczył jednego, który był najbliżej i spowiadał pewną kobietę. Zasłona ukrywająca księdza była odsłonięta. Zakonnik patrzył w dół, a jego ręce były ukryte w rękawach habitu. Kiedy podniósł rękę, by pobłogosławić kobietę, mężczyzna zobaczył, że ten ksiądz nosił szczególne rękawiczki, które odsłaniały tylko place. W tym momencie Ojciec Pio dostrzegł mężczyznę i popatrzył na niego przez kilka sekund. Pod wpływem tego spojrzenia, ciało mężczyzny zaczęło się trząść, jak przy nagłym porażeniu prądem. W kilka minut później Ojciec Pio zakończył spowiedź i wyszedł z konfesjonału. Jeszcze tego samego dnia, po południu o godz. 4 mężczyzna wraz z rodziną ponownie wrócił do kościoła. Syn wprowadził go, kiedy Ojciec Pio spowiadał. Mężczyzna musiał chwilę poczekać na swoją kolej. Kiedy zbliżył się do konfesjonału i zaczął mówić, Ojciec Pio przerwał mu i sam przytoczył jego życie, powiedział o jego zachowaniach i trudnym charakterze. Mężczyzna był pod całkowitym wpływem słów Zakonnika i zapomniał o swojej nodze i problemach. Kiedy Ojciec Pio podniósł rękę do błogosławieństwa, mężczyzna poczuł ten sam wstrząs, jaki czuł również parę godzin wcześniej. Bez zwracania uwagi na chore kolano, uklęknął i przeżegnał się. Później wstał, wziął kule w ręce i odszedł od konfesjonału bez problemu. Jego żona zwróciła uwagę na odmienioną twarz męża. Powiedziała: “Jaką masz piękną twarz”. Zatrzymali się chwilę i pomodlili razem. Dopiero, kiedy wychodzili z kościoła żona zauważyła w pełni co się stało, powiedziała: “Józefie, ty chodzisz!” Mężczyzna się zatrzymał i zauważył, że kule trzyma w rękach i nie musi się nimi podpierać. To była prawda, mógł normalnie chodzić o własnych siłach i bez bólu, a jego syn powiedział: “Tatusiu…ty nawet klęczałeś przed Ojcem Pio!”. Mężczyzna mógł w pełni się poruszać bez problemu i bólu. Zobaczył swoje nogi, z których poznikały rany. Widział jedynie suche blizny. Był uzdrowiony. Zaczął bardzo płakać. Jego droga do domu, była wyrazem głębokiej radości bowiem, gdziekolwiek się zatrzymał, wszędzie opowiadał o swoim cudownym uzdrowieniu. Udał się również do Szpitala Ortopedycznego w Sienie na wizytę. Lekarze byli wstrząśnięci. Nie mogli uwierzyć, że człowiek ten tak dobrze funkcjonuje, i że zaczął pracować. Ponadto, prześwietlenie wykazało, że kondycja nogi jest taka, jak przed uzdrowieniem, czyli z medycznego punktu widzenia, nie mógłby dalej chodzić. Włókniste zesztywnienie stawu dalej występowało i teoretycznie mógłby mieć problemy z poruszaniem się, a jednak chodził zupełnie normalnie. Jego przypadek był pokazywany na konferencji medycznej w Rzymie. Odwiedzali go liczni naukowcy z całego świata. Każdy z nich był bardzo zdumiony i zadziwiony tym, co widział. Siostra Pagani powiedziała: “Planowałam podróż, aby zobaczyć Ojca Pio ponownie lecz przed wyjazdem chciałam odwiedzić Brata Giancarlo. Był to ksiądz z mojego miasta, który był w szpitalu z powodu raka płuc. Pacjent prosił mnie, aby go rekomendować zakonnikowi: “Wspomnij Ojcu o mojej chorobie.” Kiedy przybyłam do St. Giovanni Rotondo, wraz z innymi osobami, pozwolono mi stanąć w korytarzu klasztoru. Ojciec Pio przechodził korytarzem. Byłam pochłonięta swoimi myślami, gdy przybył Ojciec Pio. Podał mi rękę, którą mogłam pocałować, rozmawiałam z nim przez chwilę. Ojciec powiedział: “Czy są jeszcze inne rzeczy, o których chciałabyś mi powiedzieć?” Byłam zdziwiona tym pytaniem, lecz natychmiast powiedziałam: “Ojcze! Nasz ksiądz jest chory na raka. On czeka na kilka słów od ciebie.” Ojciec Pio odpowiedział: “Cóż, jeśli Bóg żąda od niego śmierci, to czego on chce? “Ojcze on chce wyzdrowieć.” Święty pozostał kilka minut w ciszy a potem powiedział: “W porządku, to nie jest problem… Kiedy wracałam do domu dowiedziałam się, że Brat Giancarlo opuścił szpital. Pojechałam do niego i wyjaśniłam mu co usłyszałam od Ojca Pio. Święty Ojciec Pio nie przestawał się modlić się w Sali św. Frańciszka: Jesteśmy wdzięczni: Zwykle z okna Ojciec Pio odmawiał z wiernymi Anioł Pański, ale teraz nie może się z nami rozstać. 1. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: “Zaprawdę powiadam wam: proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone”, wysłuchaj mnie, gdyż pukam, szukam i proszę o łaskę… Ojcze nasz… Zdrowaś… Chwała Ojcu… Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję. 2. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: “Zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię Moje, da wam”, wysłuchaj mnie, gdyż proszę Ojca w imię Twoje o łaskę… Ojcze nasz… Zdrowaś… Chwała Ojcu… Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję. 3. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: “Zaprawdę powiadam wam: niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”, wysłuchaj mnie, gdyż zachęcony Twoimi słowami proszę o łaskę… Ojcze nasz… Zdrowaś… Chwała Ojcu… Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję. O słodkie Serce Jezusa, dla Ciebie tylko jedno jest niemożliwe: nie mieć litości dla strapionych; dlatego okaż litość nad nami, biednymi grzesznikami i udziel nam łaski, o którą Cię prosimy przez bolesne i Niepokalane Serce Maryi, Twojej i naszej czułej Matki. Amen. Witaj, Królowo, Matko Miłosierdzia… Święty Józefie, Ojcze przybrany Jezusa Chrystusa, módl się za nami. Witaj Królowo Matko Miłosierdzia… Pozdrawiam przez Was także waszych bliskich i przyjaciół. Szczęść Boże! (kończy się niezapomniane spotkanie) Św. Ojciec Pio Zakonnik zmarł 23 września 1968 roku w wieku 81 lat i został pochowany w krypcie kościoła Matki Bożej Łaskawej. 2 maja 1999 został beatyfikowany, a 16 czerwca 2002 roku kanonizowany przez papieża Jana Pawła II. W nocy z 2 na 3 marca 2008 roku jego zwłoki zostały ekshumowane i po poddaniu zabiegom konserwacyjnym zostały wystawione na widok publiczny. Twarz zmarłego została pokryta woskową maską, wykonaną przez firmę, która tworzy rzeźby dla słynnego Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud. 3 marca 2008 roku, 40 lat po śmieci Ojca Pio, jego ciało zostało ekshumowane z krypty. Oświadczenie Kościoła stwierdza, że ciało było w „dobrej kondycji”. Arcybiskup Domenico D’Ambrosio, legat papieski w sanktuarium w San Giovanni Rotondo, potwierdził to doniesienie mówiąc, że „ciało jest dobrze zachowane”. Zaznaczył również w komunikacie, że „stygmaty nie były widoczne”. . 24 lipca 2008 roku kardynał José Saraiva Martins, prefekt Kongregacji do Spraw Kanonizacji, odprawił w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo Mszę świętą dla 15 000 wiernych zgromadzonych na uroczystość wystawienia ciała Ojca Pio na widok publiczny. Ciało zostało wystawione w kryształowym grobie w krypcie w klasztorze . Ojciec Pio ubrany jest w swój kapucyński habit i stułę z białego jedwabiu, wyszywaną kryształami i złotą nicią. W dłoniach ma duży drewniany krzyż. Chętnych do obejrzenia ciała Ojca Pio było aż 800 000. Za mną trzekrotne wędrowanie po śladach świętego Zakonnika z Pietrelciny. Miasteczko przeszedłem obecnie wzdłuż i wszerz. Na wzgórzu niedaleko San Giovanni Rotondo zostanie zbudowany wyjątkowy posąg Ojca Pio. I tam byłem, a nawet w najstarszej części miasteczka, gdzie stoją blisko siebie kościółki: św. Leonarda, św. Urszuli, św. Katarzyny, św. Jakuba, św. Anny. Zabudową swą ta część miasteczka przywołuje na pamięć sny o jedynej bliskości kościoła, wież, sąsiadów, młynu, domu kapitana, rzeźbiarza, legendy o Normanach we Włoszech, Szkoły Powszechnej. Odjeżdżam z San Giovanni Rotondo wcześnie rano, towarzyszy mi spokój rozjaśnianej lampionami nocy, Jestem szczęśliwy. Jak wy. A ty… Święty Ojciec Pio potrzebuje Ciebie, bądż odważny. (fin)
wszystko, co ludzkie mnie interesuje
Stanisław Barszczak, Święty Ojciec Pio potrzebuje Cię,
W dniu 4 września 2013 roku, to jest w ubiegłą środę, a nie we wtorek, jak to sobie planowałem, dotarłem po wielu trudach do San Giovanni Rotondo, które znane jest jako miejscowość i gmina we Włoszech, w regionie Apulia, w prowincji Foggia. Według danych na rok 2004 gminę zamieszkuje 26 078 osób, 100,7 os./km². San Giovanni Rotondo to miejsce życia św. Pio z Pietrelciny. Miasteczko samo leży w łańcuchu gór na południowej stronie Gargano około 500 m n.p.m. u podnóża góry Castellano. Jego topograficzne położenie podobne do szwajcarskiego krajobrazu, piękną i czarującą panoramą urzekło mnie właśnie teraz, kiedy przybyłem tu po raz trzeci. Ku północy, góry pokryte zielenią drzew, krzewów i aromatycznych ziół, tworzą cudowne tło dla miasta, które leży na łagodnym zrębie. Na linii horyzontu od wschodu do zachodu rozciągają się pobliskie góry; na południe prawie jednolite wzniesienie niższych wzgórz. Z centrum miasta natomiast, gdzie wzgórze stopniowo wznosi się ku wyższej części, na zboczu góry, podobno rozciąga się szeroka panorama ku równinom Tavoliere i Murgi w Bari, ku górom Vulture i tym w Irpina i Molise. Z pobliskiego placu Ojców Kapucynów cieszy mnie wspaniały widok Zatoki Manfredońskiej i Adriatyku. San Giovanni Rotondo, tak niewielka i mało znana miejscowość, zasłyneła dopiero wtedy, gdy przybył tu stygmatyk i mistyk św. Ojciec Pio, który przez ponad 50 lat żył tutaj i działał. Jeszcze za jego życia San Giovanni Rotondo stało sie tętniącym życiem centrum pielgrzymkowym, a po jego smierci ruch pielgrzymkowy znacznie wzrósł. Dziś rocznie odwiedza je ok. 7 milionów osób. Ojciec Pio urodził sie w Pietrelcinie, niedaleko Benevento 25 maja 1887 roku. W 1903 roku wstapił do zakonu Kapucynów, a w 1910 roku został wyświęcony na księdza. 20 wrzesnia 1918 roku podczas modlitwy na chórze kościelnym pojawiły sie po raz pierwszy stygmaty na jego dłoniach, stopach i boku. Na polecenie przełożonych i papieża Ojciec Pio był wielokrotnie poddawany badaniom lekarskim, które wykluczyły próbę samookaleczenia, oraz ingerencje osób trzecich. Kapucyn najwiekszą popularność zyskał wśród ludzi, którzy przybywali do San Giovanni Rotondo celem wyspowiadania się u niego. Rocznie zakonnik dostawał kilka tysięcy listów z prośbami o modlitwę i wstawiennictwo. Pio z Pietrelciny, właściwie Francesco Forgione, prezbiter i włoski kapucyn (OFMCap),stygmatyk i święty Kościoła katolickiego, syn Grazio Mario Forgione (1860–1946) i Marii Giuseppa de Nunzio Forgione (1859–1929), urodził się 25 maja 1887 roku w Petrelcinie. Pietrelcina była rolniczym miastem w południowych Włoszech w regionie Kampania .Jego rodzice pracowali jako chłopi. Został ochrzczony w pobliskiej kaplicy świętej Anny, która stoi przy murach zamku. W tej samej kaplicy służył później jako ministrant. Miał on starszego brata, Michele, i trzy młodsze siostry, Felicitę, Pellegrinę i Grazię. Grazia została późniejbrygidką. Klasztor Kapucynów, w którym żył i pracował Brat z Pietrelciny pozostaje nieco oddalony od zabudowań. W klasztorze znajduje się cela nr 5, którą Brat zajmował od chwili przybycia do S. Giovanni Rotondo do roku 1968. Jest w niej łóżko, Krucyfiks, skrzynia na bieliznę, szafka nocna, biurko, dwa krzesła i przymocowana do ściany półka z książkami. Mogłem ją oglądać zza szyby wmontowanej w otwór w jednej z ścian celi. Naprzeciw usytuowana jest mała kapliczka z figurą Maryi Dziewicy umieszczoną w niszy; w kaplicy tej Ojciec Pio odprawiał mszę w okresie odosobnienia od 11 czerwca 1931 r. do 15 lipca 1933 r.; msza trwała około trzech godzin. Budowę klasztoru rozpoczęto w 1538 r. dzięki staraniom mieszkańców i na ich koszt oraz za zgodą arcybiskupa Siponto, kardynała Jana Marii z Monte S. Sabino, późniejszego papieża Juliusza III. Teren wraz z wiejskim domem i studnią został przekazany w darze przez Orazio Antonio Landiego. W 1540 r., bracia objęli jego posiadanie dając świadectwo Bogu świętobliwym życiem i otrzymując w zamian Jego opiekę. 1540 rok, początek budowy kościoła. 1 lutego 1575r. zatrzymał się tam Camillo De Lellis, który po długiej rozmowie z ojcem Angelo, przełożonym klasztoru, postanowił zmienić swe życie. 1811 rok, klasztor zostaje zamknięty po raz pierwszy, 1818 rok, ponowne otwarcie klasztoru. 1867 rok, na początku roku zamknięty jest znowu. 1867, 20 października: klasztor, kościół, teren, meble i sprzęt przejęte zostają przez Gminę San Giovanni Rotondo do celów przewidzianych art. 20 ustawy o sekularyzacji z dn. 7 lipca 1866 roku. Do roku 1908 klasztor funkcjonuje jako przytułek dla ubogich. 1904 rok, ojciec prowincjał Pio z Benevento czyni wielokrotne starania u władz gminy o odzyskanie klasztoru. 1909 rok, ojciec prowincjał Benedykt z San Marco in Lamis odzyskuje klasztor i na początku września bracia ponownie obejmują jego posiadanie. 1916 rok, 28 lipca, przybywa Ojciec Pio z Pietrelciny. Od tego momentu dzieje klasztoru będą splatać się z postacią błogosławionego Ojca. Obok kościoła klasztornego w 1959 roku stanął nowy kościół. Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej. Składa się na nie stary kościółek i nowa bazylika. Oba obiekty poświęcone są Matce Bożej Łaskawej. Pomiędzy klasztorem a nowym sanktuarium wznosi się Kościół Najświętszej Panny Anielskiej. Zbudowany w 1540 r. z miejscowego kamienia z Montenero i uszkodzony podczas trzęsienia ziemi w roku 1629. 5 lipca 1676 rok: niezwykle uroczyście konsekrowany i oddany opiece Matki Bożej Łaskawej. Posiada zgrabną lunetę, w której przedstawiona jest Madonna z Dzieciątkiem, św. Franciszek i św. Michał Archanioł. Po bokach drzwi znajdują się dwie płyty położone przez władze gminy San Giovanni Rotondo dla upamiętnienia dwóch dat: pięćdziesięciolecia kapłaństwa Ojca Pio (10 sierpnia 1910 r. – 10 sierpnia 1960 r.) oraz pięćdziesięciu lat jego pobytu w San Giovanni Rotondo (1916 – 1966). Wewnątrz należy zwrócić uwagę na ołtarz św. Franciszka, przy którym Ojciec Pio odprawiał Mszę św. w latach 1945 – 1959. Nowa bazylika: wzniesiona wg projektu architekta Giuseppe Gentile z Boiano (Campobasso). Obok małego kościółka, który nie był już w stanie pomieścić ogromnej ilości pielgrzymów napływających do S. Giovanni Rotondo, zostało wzniesione nowe sanktuarium. 2 lipca 1956: początek budowy. 1 lipca 1959: uroczyste poświęcenie przez biskupa Foggi, Paolo Cartę. 2 lipca 1959: kardynał Federico Tedeschini dokonuje koronacji obrazu Matki Bożej Łaskawej. Trzynawowa; na końcu nawy środkowej, na ścianie apsydy widoczna jest imponująca mozaika, przedstawiająca Matkę Bożą Łaskawą, zrealizowana według projektu prof. Bediniego przez watykańską szkołę mozaiki. Na ołtarzach naw bocznych umieszczonych jest osiem mozaik, wykonanych w watykańskiej szkole wg projektów prof. Antonio Achilliego i ojca Ugolino z Belluno (tylko mozaika przedstawiająca Matkę Boską Różańcową). Po wyjściu z sanktuarium, z lewej strony można wejść na Via Crucis. Prace nad budową tej obszernej Drogi Krzyżowej rozpoczęły się w maju 1968 r., niedługo przed śmiercią Ojca Pio. Jednak największym dziełem Ojca Pio była budowa potężnego szpitala dla ubogich, nazwanego “Dom ulgi w cierpieniu”, który po szesnastu latach zabiegów Ojca Pio został otwarty w 1956 roku. W 1925 roku Ojciec Pio zapragnął takiego domu, gdyż chciał, aby mieszkańcy S. Giovanni Rotondo mogli leczyć chorych we własnym szpitalu. Dzięki hojnym datkom udało mu się przekształcić były klasztor w mały Szpital Miejski św. Franciszka, o dwóch salach z odpowiednim wyposażeniem i dwudziestoma łóżkami. W 1938 roku trzęsienie ziemi powaliło budynek. Wówczas Ojciec Pio wpadł na pomysł, aby wybudować klinikę blisko klasztoru. Budowę rozpoczęto w maju 1947 r.; z całego świata napływały ofiary na budowę kliniki, która została otwarta 5 maja 1956 roku. Ojciec Pio nazwał ją Domem Ulgi w Cierpieniu i jest ona najbardziej wymownym świadectwem jego dzieła. Barbara Ward, brytyjska dziennikarka akredytowana we Włoszech i osoba zajmująca się dziełami humanitarnymi, odegrała ważną rolę w uzyskaniu dotacji dla tego projektu, w wysokości 325 000 dolarów, z Administracji Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy. W roku 1957 papież Pius XII zwolnił Ojca Pio ze ślubu ubóstwa po to, by mógł on szczegółowo nadzorować swój projekt. Przeciwnicy Ojca Pio wykorzystywali to wydarzenie, jako broni służącej do ataku na jego osobę, oskarżając go o sprzeniewierzanie funduszy .
Obecnie Dom Ulgi w Cierpieniu stał się prawdziwym ośrodkiem szpitalnym: liczba łóżek od początkowych dwudziestu wzrosła do prawie tysiąca dwustu. Pewnego wrześniowego dnia wchodzę do klasztoru, tym razem od strony bazyliki. Stara część klasztorna, gdzie znajduje się muzeum, a w nim cela Ojca Pio, -otwarta jest w godz. 5.30-19.00. Kościół czynny jest od 8.00 do 19.00. Bazylika-do godziny 20-tej. Dom Ulgi w Cierpieniu również dostępny jest do zwiedzania, o czym się nie dowiedziałem. Powiedzmy coś o młodości świętego Ojca. Kiedy wyjawił swój zamiar rodzicom, odbyli oni podroż do miasta Morcone oddalonego 21 km od Pietrelciny, gdzie znajdował się klasztor kapucynów, by przekonać się, czy ich syn nadaje się do tego zgromadzenia. Zakonnicy poinformowali ich tam, że bardzo chętnie przyjmą go do swego klasztoru, jednak musi on zdobyć wymagane wykształcenie. Jego ojciec udał się więc do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu pracy, tak by mógł opłacić prywatną edukację swego syna . W tym czasie, 27 września 1899 roku, Ojciec Pio otrzymał sakrament bierzmowania . Odbywając prywatną naukę, zdobył wymagane wykształcenie. 6 stycznia 1903 roku, w wieku 15 lat, rozpoczął nowicjat w Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów w Morcone. 22 stycznia złożył śluby zakonne, otrzymał habit franciszkański i przyjął imię brata Pio, na cześć świętego Piusa V, patrona Pietrelciny. Zapragną kapłaństwa. Aby rozpocząć sześcioletnie studia w seminarium, pojechał do klasztoru świętego Franciszka z Asyżu .Trzy lata później, 27 stycznia 1907 roku, złożył uroczyste śluby zakonne. W roku 1910 w katedrze w Benewencie Ojciec Pio został wyświęcony na kapłana przez arcybiskupa Paolo Schinosi. Cztery dni później odprawił pierwszą Mszę świętą w kościele parafialnym Matki Bożej Anielskiej. W krótkim czasie stan jego zdrowia uległ tak dużemu pogorszeniu, że stanął na granicy śmierci, więc pozwolono mu pozostać z rodziną do początku 1916 roku . Zachował jednak habit kapucyński. 4 września 1916 roku Ojciec Pio wrócił do zdrowia i został przeniesiony do klasztoru kapucynów Matki Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo. W klasztorze wraz z nim służyło siedmiu zakonników. Pozostał już w San Giovanni Rotondo do końca swego życia (nie licząc okresu służby wojskowej, ok. pięć miesięcy). W czasie I wojny światowej czterech braci z klasztoru w San Giovanni Rotondo zostało wezwanych do służby wojskowej . W tym czasie Ojciec Pio był nauczycielem w seminarium i przewodnikiem duchowym . Gdy jeszcze jeden z zakonników został powołany do wojska, Ojcu Pio została powierzona odpowiedzialność za cały klasztor. Z powodu poważnych kłopotów zdrowotnych wrócił do San Giovanni Rotondo. Został tam przydzielony do parafii Matki Bożej Anielskiej w Petrelcinie . Posługując w parafii, stawał się coraz bardziej znany dzięki cudom, których dokonywał. Jego przełożeni, widząc to, przenieśli go ponownie do klasztoru w San Giovanni Rotondo, znanego ośrodka kapucyńskiego . Ojciec Pio został tam przewodnikiem duchowym prowadzącym wielu ludzi. Uważał ich za swoje córki i synów. Jako przewodnik duchowy wskazywał na pięć zasad wzrostu duchowego: cotygodniową spowiedź, codzienne przyjmowanie Komunii Świętej, Lectio Divina, medytację i rachunek sumienia . Porównywał cotygodniową spowiedź do cotygodniowego sprzątania pokoju. Zalecał, aby dwa razy dziennie odbywać medytację i robić rachunek sumienia: raz rano – jako przygotowanie, by zmierzyć się z trudnościami dnia i raz wieczorem – jako spojrzenie w świetle łaski na przeżyty dzień. Na pytanie, jak praktycznie stosować wiedzę teologiczną, często odpowiadał swym znanym powiedzeniem: „Módl się, wierz i nie martw się”. Nauczał wiernych, by we wszystkim rozpoznawali Boga i pragnęli ponad wszystko pełnić wolę Bożą . Według dziennika ojca Augustyna da San Marco, jego kierownika duchowego, Ojciec Pio, jako młody człowiek, cierpiał na wiele chorób. W wieku sześciu lat chorował na poważne zapalenie żołądka, co przez długi czas trzymało go unieruchomionym w łóżku. Gdy miał 10 lat, zachorował na dur brzuszny. Po osiągnięciu 17. roku życia nagle rozchorował się, skarżąc się na brak apetytu, bezsenność, wyczerpanie, omdlenia i straszne migreny.
W czerwcu 1905 roku, stan zdrowia Ojca Pio był tak zły, że jego przełożeni zdecydowali się wysłać go do klasztoru w górach, w nadziei, że górskie powietrze dobrze mu zrobi. Stało się jednak odwrotnie i lekarze imając się ostatniej deski ratunku, wysłali go do rodzinnego miasta, pod opiekę najbliższej rodziny. Stan zdrowia Ojca Pio jednak do końca życia systematycznie się pogarszał. Ojciec Pio przez całe życie cierpiał na astmatyczne zapalenie oskrzeli. Miał również duże kamienie nerkowe powodujące częste bóle w brzuchu. Chorował również na przewlekle zapalenie żołądka, które przekształciło się później w owrzodzenie. Miał również stany zapalne oczu, nosa, ucha i gardła, które ostatecznie spowodowały nieżyt nosa i przewlekłe zapalenie ucha środkowego. W roku 1925, 5 października, Ojciec Pio został zoperowany z powodu przepuklin pachwinowych. Niedługo po tej operacji na szyi utworzyła mu się duża torbiel, która musiała zostać usunięta chirurgicznie. Kolejna operacja była potrzebna, by usunąć złośliwego guza ucha. Po tej operacji Ojciec Pio był poddawany leczeniu radiologicznemu, które zakończyło się najprawdopodobniej pełnym powodzeniem po zaledwie dwóch zabiegach . W roku 1956 Ojciec Pio zachorował na wysiękowe zapalenie opłucnej. Diagnoza została potwierdzona przez profesora Cataldo Cassano, który osobiście pobrał płyn surowiczy z jego ciała. Ojciec Pio przez cztery kolejne miesiące pozostał unieruchomiony w łóżku. Ojciec Pio cierpiał dużo na zapalenie stawów.
W latach sześćdziesiątych stan zdrowia Ojca Pio zaczął się pogarszać. Pomimo to kontynuował on swoje dzieła duchowe. Papież Paweł VI dał mu specjalne zezwolenie na odprawianie Mszy trydenckiej z powodu zaawansowanego wieku, w którym się znajdował i pogarszającego się stanu zdrowia . 21 września 1968 roku, dzień po 50 rocznicy otrzymania stygmatów, Ojciec Pio czuł się bardzo zmęczony . Następnego dnia, 22 września, miał odprawiać Mszę świętą. Czuł się jednak słaby i bał się, że może być zbyt chory, by ją ukończyć. Podczas celebrowania Mszy świętej Ojciec Pio wyglądał na bardzo wycieńczonego. Po jej zakończeniu był tak wyczerpany, że niemal upadł, schodząc po małych stopniach. Aby dojść do celi, potrzebował pomocy wielu współbraci kapucynów. Była to ostatnia Msza święta celebrowana przez Ojca Pio. Wczesnym rankiem, 23 września 1968 roku, Ojciec Pio ostatni raz przystąpił do spowiedzi i odnowił śluby franciszkańskie Jak zwykle miał w ręku Różaniec, jednakże nie miał już siły, by wymawiać na głos Pozdrowienia Anielskie . Do końca powtarzał słowa “Gesù, Maria” (Jezus, Maryja). Około godziny 2:30, powiedział: „Widzę dwie matki” (swoją matkę i Maryję) . O 2:30, w swojej celi w San Giovanni Rotondo, oddał ducha Bogu , wypowiadając ostatnim tchnieniem, „Maryja” . Jego ciało zostało pochowane 26 września w krypcie w kościele Matki Bożej Łaskawej. Na jego mszy pogrzebowej obecnych było 100 000 ludzi. Często słyszano jak mówił: „Po mojej śmierci będę mógł czynić więcej dobra. Moja prawdziwa misja zacznie się dopiero po mojej śmierci” . W sprawozdaniu osób, które towarzyszyły Ojcu Pio podczas konania, czytamy, że po śmierci stygmaty całkowicie zniknęły, nie pozostawiając nawet blizn . Ojciec Pio wierzył, że miłość Boga była nierozerwalnie związana z cierpieniem i że przyjmowanie wszystkich cierpień ze względu na Boga jest drogą duszy do osiągnięcia jedności z Nim. Czuł, że jego dusza jest zagubiona w chaotycznym labiryncie i pogrążona w całkowitej pustce, jak gdyby był w najgłębszej otchłani piekła. W tym czasie jego cierpień duchowych jego zwolennicy wierzyli, że Ojciec Pio był atakowany, zarówno fizycznie jak i duchowo, przez diabła . Diabeł ukazywał mu się, jako „anioł światłości”, by go zwieść oraz wielokrotnie niszczył jego korespondencję z przewodnikami duchowymi. Ojciec Augustyn da San Marco, przewodnik duchowy Ojca Pio, potwierdził to mówiąc: “Diabeł pojawiał mu się jako młode kobiety, krzyż, młody przyjaciel zakonników, ojciec duchowny, prowincjał zakonu kapucynów, papież Pius X, Anioł Stróż, święty Franciszek z Asyżu i jako Matka Boska” . W jednym ze swych listów Ojciec Pio pisze do ojca Augustyna: “Minęły dwadzieścia dwa dni odkąd Jezus pozwolił diabłu wyładowywać jego złość na mnie. Mój ojcze, całe moje ciało jest posiniaczone od bicia, które do czasu obecnego otrzymałem od naszych wrogów. Kilka razy zerwali nawet ze mnie koszulę, tak by bić mnie po nagim ciele” . Ksiądz Gabriele Amorth, egzorcysta watykański, oświadczył w wywiadzie, że Ojciec Pio był w stanie rozróżnić pomiędzy prawdziwymi objawieniami Jezusa, Maryi i świętych, a iluzjami tworzonymi przez diabła. Ojciec Pio uważnie analizował stan swego umysłu i uczuć, które odczuwał podczas objawień. W jednym ze swych listów, Ojciec Pio pisze również, że w czasie procesów o oszustwo był cierpliwy dzięki głębokiej wierze w to, że Jezus, Maryja, jego Anioł Stróż, święty Józef i święty Franciszek byli zawsze przy nim i pomagali mu . Na podstawie korespondencji Ojca Pio dowiadujemy się, że już na początku kapłaństwa doświadczał on mniej widzialnych stygmatów . Święty Jan od Krzyża w następujący sposób opisuje zjawisko stygmatyzacji: “Dusza rozpalona miłością Boga, która jest wewnętrznie przekłuwana przez Serafina, który przebija ją rozgrzanym do czerwoności prętem. To pozostawia rany na duszy powodujące, że cierpi ona z nadmiaru miłości Bożej”. W roku 1911, Ojciec Pio napisał list do ojca Benedetto z San Marco in Lamis, swego doradcy duchowego, w którym opisuje, czego od roku doświadcza: “Ostatniej nocy stało się coś, czego nie potrafię ani wyjaśnić, ani zrozumieć. W połowie mych dłoni pojawiły się czerwone znaki o wielkości grosza. Towarzyszył mi przy tym ostry ból w środku czerwonych znaków. Ból był bardziej odczuwalny w środku lewej dłoni. Był tak wielki, że jeszcze go czuję. Pod stopami również czuję ból” . W roku 1915, ojciec Augustyn da San Marco, bliski przyjaciel Ojca Pio, napisał do niego list, zadając szczegółowe pytania dotyczące jego stygmatów. Pytał, kiedy pierwszy raz otrzymał wizje, czy otrzymał stygmaty, czy czuł cierpienia towarzyszące Jezusowi Chrystusowi podczas Jego męki, czy doświadcza cierpienia powodowanego koroną cierniową i biczowaniem. Ojciec Pio odpowiedział, że otrzymywał dary wizji już od swojego nowicjatu (od 1903 do 1904 roku). Napisał również, że otrzymał stygmaty, lecz był tak przerażony tym zjawiskiem, ze błagał Pana, aby mu je zabrał. Chciał on nadal cierpieć z miłości do Jezusa, lecz prosił o zabranie widzialnych ran, gdyż w tym czasie uważał je za nieopisane upokorzenie . Widoczne rany zniknęły, lecz pojawiły się znowu we wrześniu 1918 roku . Ojciec Pio napisał, że ból w miejscu po ranach pozostał i był bardziej odczuwalny w określonych dniach i okolicznościach. Napisał ponadto, że dołączyły do tego cierpienia powodowanego koroną cierniową i biczowaniem. Nie był w stanie jednoznacznie wskazać częstotliwości tych przeżyć, ale powiedział, że towarzyszyły mu one co najmniej raz na tydzień, przez kilka lat .Te doświadczenia spowodowały pogorszenie się stanu zdrowia Ojca Pio, dlatego też dostał pozwolenie na pobyt w domu. W tym czasie, nie będąc w klasztorze, kontynuował swoje życie religijne, ucząc w szkole i codziennie odprawiając Mszę świętą. W dniu 27 lipca 1918 roku Ojciec Pio złożył samego siebie w ofierze za zakończenie wojny. Pomiędzy 5 a 7 sierpnia otrzymał on wizję, w której ukazał mu się Chrystus i przebił mu bok . W wyniku tego doświadczenia Ojciec Pio otrzymał fizyczną ranę na boku. Doświadczenie tego typu nosi nazwę stygmatyzacji lub przebicia serca. Wskazuje ono na jedność miłości z Bogiem. Następstwem stygmatyzacji był nowy, siedmiotygodniowy, okres duchowych cierpień Ojca Pio. Jeden z braci kapucynów tak opisuje ten okres: “W tym czasie jego wygląd znacznie się postarzał. Wyglądał tak jakby był martwy. Ciągle płakał i wzdychał, mówiąc, że Bóg go opuścił” . W swym liście do ojca Benedetto, z dnia 21 sierpnia 1918 roku, Ojciec Pio opisuje swe doświadczenia podczas stygmatyzacji: “Wieczorem 5 sierpnia, kiedy słuchałem spowiedzi chłopców, zostałem nagle zaskoczony widokiem niebiańskiej osoby, którą zobaczyłem oczami duszy. Miał w swej ręce rodzaj broni, jakby bardzo długi i ostro zaostrzony stalowy miecz emitujący płomienie ognia. W chwili, gdy to wszystko dotarło do mnie, dostrzegłem, że ta osoba z całą swą mocą ciska broń w moją duszę. Płakałem z trudnością i czułem, że umieram. Poprosiłem chłopca przystępującego do spowiedzi, by odszedł, ponieważ poczułem się chory i nie miałem siły, by dalej spowiadać. Ta agonia trwała nieprzerwanie aż do ranka 7 sierpnia. Nie mogę powiedzieć ci, jak bardzo cierpiałem przez ten okres męki. Nawet moje wnętrzności zostały rozszarpane przez broń. W tym dniu zostałem śmiertelnie ranny. W głębi swej duszy czuję ranę, która jest zawsze otwarta i która sprawia mi nieustanny ból”. Zapis z 20 września 1918 roku stwierdza, że bóle stygmatyzacji ustały i że Ojciec Pio był w “głębokim pokoju” . W tym samym dniu, Ojciec Pio modlił się w kościelnym chórze w kościele Matki Bożej Łaskawej. Ta sama Istota, która ukazała mu się i dokonała na jego duszy stygmatyzacji, i która uważana jest za Ukrzyżowanego Chrystusa, pojawiła się znowu i Ojciec Pio kolejny raz doświadczył stygmatyzacji . Po tym jak stygmatyzacja dokonała się, Ojciec Pio otrzymał widoczne stygmaty, pięć ran Chrystusa. Tym razem jednak stygmaty zostały na jego ciele przez następne 50 lat jego życia, aż do śmierci . W swym liście do ojca Benedetto z San Marco in Lamis, z dnia 22 października 1918 roku, Ojciec Pio tak opisuje doświadczenie otrzymania tych stygmatów: “Rankiem 20 dnia ostatniego miesiąca, w chórze, po tym jak odprawiłem Mszę świętą, uległem drzemce podobnej do słodkiego snu. […] Zobaczyłem przed sobą tajemniczą osobę, podobną do tej, którą widziałem wieczorem 5 sierpnia. Jedyną różnicą było to, że z jej dłoni, nóg i boku kapała krew. Ten widok przeraził mnie i poczułem, że ta chwila jest nie do opisania. Myślałem, że umrę, jeżeli Pan nie zainterweniuje i nie wzmocni mojego serca, które było blisko pęknięcia. Wizja zniknęła i zdałem sobie sprawę z tego, że moje ręce, nogi i bok ociekały krwią. Wyobraź sobie agonię, jaką przeszedłem i przechodzę praktycznie codziennie. Serce nieustannie krwawi, zwłaszcza od czwartkowego wieczoru do soboty. Drogi ojcze, umieram z bólu, z powodu ran i z wynikającego z tego wstydu, który czuję głęboko w mojej duszy. Boję się, że wykrwawię się na śmierć, jeżeli Pan nie wysłucha mojego szczerego błagania i nie uwolni mnie z tego stanu. Czy Jezus, który jest dobry, udzieli mi tej łaski? Czy On przynajmniej uwolni mnie ze wstydu spowodowanego przez te zewnętrzne znaki? Będę wznosił swe modlitwy i nie przestanę Go błagać, póki w Swym miłosierdziu nie zabierze go, nie ran, ani cierpienia, co jest niemożliwym, ponieważ chcę być zjednoczony z bólem, lecz te zewnętrzne znaki, które powodują mi tak wielki wstyd i upokorzenie nie do zniesienia” . Według Padre Pio Foundation w roku 1968, w momencie śmierci Ojca Pio, jego stygmaty zniknęły, nie pozostawiając blizn. Został opublikowany raport, w którym lekarze, którzy badali ciało Ojca Pio po jego śmierci, ustalili, że jest ono całkowicie pozbawione krwi . Historyk Sergio Luzzatto i inni, zarówno wierzący, jak i niewierzący, oskarżali Ojca Pio o fałszowanie stygmatów. Teoria Luzzatto mówi, że Ojciec Pio używał fenolu, by samookaleczać się. Ta teoria jest oparta na dokumencie znalezionym w Watykańskich archiwach – zeznaniu Marii De Vito, aptekarki z San Giovanni Rotondo, od której Ojciec Pio wziął 4 gramy fenolu . Podobno brał fenol też dla chłopców, którzy chorowali na hiszpankę. Mimo że Ojciec Pio chciał cierpieć w ukryciu, na początku 1919 roku wiadomość o zakonniku, który otrzymał stygmaty, zaczęła się szerzyć w świecie świeckim. Jego rany były badane przez wielu ludzi, w tym i lekarzy .Dla ludzi, którzy starali się odbudować życie po I wojnie światowej, Ojciec Pio stał się symbolem nadziei . Osoby, które żyły blisko niego, twierdzą, że po stygmatyzacji otrzymał wiele darów duchowych. Wśród nich wymieniają dar uleczania chorych, bilokację, lewitację, dar proroctwa, dar czynienia cudów, zdolność do abstynencji od snu i pokarmów (w jednej z relacji, czytamy, że ojciec Augustyn da San Marco zaobserwował przypadek, gdy Ojciec Pio był w stanie żywić się jedynie samą Eucharystią przez 21 dni), zdolność do czytania w ludzkich sercach, dar mówienia w nieznanych mu językach, dar nawracania i zapach perfum lub kwiatów wydobywający się z ran po stygmatach . Oskarżyciele Ojca Pio przedstawiali przeciwko niemu kilka zarzutów. Oskarżali go o chorobę umysłowa, niemoralne podejście do kobiet, niewłaściwe wykorzystanie funduszy oraz o oszustwo – twierdzili, że stygmaty były wykonywane fenolem, po to tylko, by zyskać sławę. Stawiali również zarzuty, że woń świętości Ojca Pio, unosząca się dookoła niego, to rezultat samowydzielającej się wody kolońskiej . Agostino Gemelli, zakonnik, lekarz i psycholog, założyciel Uniwersytetu Katolickiego Najświętszego Serca Jezusa w Mediolanie, wnioskował, że Ojciec Pio był „ignorantem i samookaleczającym się psychopatą, który wykorzystuje ludzką łatwowierność” . W roku 1923 zakazano mu uczyć nastoletnich chłopców w szkole przyległej do klasztoru, ponieważ był oskarżany o to, że jest „szkodliwym Sokratesem, który może podburzać delikatne dusze chłopców” . Miałem możność teraz obejrzenia cel klasztornych o numerach 5, 27 i 28, czytelni i Sali św. Frańciszka. W celi nr 5 widać skromny stolik, fotel, lekkie krzesło, klęczniczek. Jest podobno książeczka z życiem św. Genowefy, której historię w dzieciństwie opowiadała mi moja mama. W czytelni z kolei przekonałem się, że Ojciec Pio był koneserem książek, znalazłem „De bello Galico” Cezara, gramatykę grecką, anonse „post mortem” wybitnych osobistości jego czasu. Na korytarzach widnieją zdjęcia Ojca Pio z jego przyjaciółmi, lekarzami, modystką, wydawcą, filozofem itp. Ojciec Pio sprawował Mszę św. Posługując się ciężkim kielichem, podczas nabożeństw korzystał z lekkiej monstrancji (ostrarium). cdn
ora è mia
Stanislao Barszczak , la mia vocazione ,
Cari amici,
Mi dispiace stile. Sono nato terzo nel mese di gennaio 1961. Si conosce già questo evento insostituibile . E ora, guardatevi intorno, sedersi in profondità sulla sedia. Questa rivelazione ha nulla a mio lettore che è molto commovente, mi rendo conto, ma si potrebbe concordare che, per me questa è una data valida. Quando sono venuto nel mondo: ero molto rosso. Mia madre mi guardò con orrore, e lei sembrava triste, e mio padre, che era lontano da casa, probabilmente nulla in quel momento non ha detto, ma camminava pensie roso, e se qualcosa che avrebbe detto, in questo senso: – E ‘un mostro , ma non fa nulla, abbiamo lo stesso amarlo bene. Devo ricordare brevemente qual era la situazione di mio padre in quel momento. Nato nei pressi della capitale Varsavia , ha fatto i suoi studi forestali. Dopo la seconda guerra mondiale, ha vissuto a Cracovia, dove ha insegnato presso l’Università di Agraria. I miei primi ricordi sulla vita del padre, sono dal 1970. Avevo nove anni. Ho impostato nella casa di sua proprietà, che ho poi appreso che era il luogo di Pniaki, vicino alla città polacca di una bella tradizione della processione cattolica di Nostra Signora del Calvario di Nicolo Zebrzydowski ( Kalwaria Zebrzydowska ), in cui mio padre spesso trascorso l’estate nella stagione estiva. A quel tempo, mia madre stava attraversando un divorzio e custodia, cura del bambino era stata affidata a lui. Così ho vissuto con essa, o più precisamente, con lei in una piccola città della Silesia allora giustamente intitolato Ząbkowice Będzińskie. Quasi ogni Domenica, abbiamo pranzato, io e mia madre, con i nostri amici e conoscenti in questa città. Mia madre mi ha portato lì a mezzogiorno, ed era mia madre che mi ha portato indietro di cinque ore per i miei sogni di felicità. Beh, un pomeriggio il Signor Ladislao, il proprietario di casa nostra, nei pressi della chiesa locale, mi ha visto qualche tempo fa . Ma ora torno l’estate di 1970 anni. Una Domenica, ricordo con sorprendente precisione, è successo questo. Eravamo arrivati, io e mia madre, dato che già pochi minuti con la governante di mio padre nella cucina di casa , quando lui entrò nella corte . Io lo vedo esattamente quel giorno, lui portava senza barba o baffi . Guardò a lungo entrambi . E non mi prende per mano . Tornato a Cracovia per la sua ultima stagione di inverno ed era orribilmente crudele quello che ha fatto , ovviamente , da quando mia madre rimase sola con me in tutti questi anni . Ma non chiedetemi di rimpiangere essere stato durante questo periodo più amato , coccolato , amato nessun altro bambino può non era ! In questo momento ho iniziato a cavallo in vacanza sul mare polacco, vicino Trzebiatów, la colonia chiamata Niechorze . Che cosa era successo a Ząbkowice Będzińskie mentre il treno ci ha portato fino al mare ? I miei ricordi sono vaghi in questo senso , e so solo quello che mi hanno detto più tardi, ma io non dimenticherò mai mia madre alle frontiere mi ha avvolto in una coperta e sono scivolato sotto il sedile dove ho trascorso terrorizzato di soffocare quarti d’ora . Se mi ha chiesto a che ora risale la mia vocazione al sacerdozio , direi che all’età di cinque ero già convinto che un giorno avrei fatto la stessa cosa di un parroco . Non ho potuto indovinare che cosa fosse una professione , naturalmente , e non dovrei conoscere il significato esatto della parola ” commercio ” , ma senza dubbio il mio prete era una cosa passionante e m ‘ molto incuriosito . Lui mi ha fatto fare un po ‘di riduzione del suo sacerdozio e costumi mi amava, gli piaceva vestirsi quando l’eccentrico. Mi ricordo come se fosse ieri , mi prendo uno sgabello vicino all’altare della casa , e dovrei fare un sermone per mia madre . In ogni caso si è sempre incentrato sulla Chiesa . Così ho avuto un atteggiamento di preghiera in anticipo. Indossando uno di questi costumi quotate , nulla sembrava strano che improvvisamente aprire la porta della nostra camera assegnando ad un aria fresca semplicemente terribile momento. Il mio sogno era quello di provocare una risata di sorpresa. A questo proposito , non ho cambiato molto . Le persone che frequentano queste apparizioni risero con mia madre e spesso gridarono : – ‘Che cosa si può guardare’ ! L’idea che ho guardato come mia madre mi aveva colpito , e il mio desiderio di essere più simile a lui che mi ha portato naturalmente al desiderio di fare la stessa cosa, fare lo stesso come lei ha fatto, ad imitarlo. Ma cosa stava facendo? Ho guardato in diretta con stupore . Lei era come sempre più vecchia di altre persone, mi vergognavo di lei. Aveva più di altri? Era più, è sempre stato una ventina d’anni più di altri, è stato così intelligente. Era piuttosto un uomo maturo e sto solo realizzando il pensiero . Ma lei ha avuto modo così prezioso in esso? Serenità . Si alzò presto per andare a lavorare . Ha subito iniziato un armadietto della cucina , ha pranzato in dodici minuti ed è andato apidement in fabbrica. Aveva paura di essere in ritardo – ma sapevo che stava andando a lavorare . Quando è venuta pomeriggio , avrebbe a volte dire : – Va bene , sono felice . Penso che funzionerà molto bene . Beh, abbiamo cenato spesso camminare insieme , io e mia madre , nella mensa della fabbrica . Ha parlato a cena , alcuni dei suoi amici che sapevo benissimo che avevo visto spesso a casa e di tanto in tanto , mi ha dato mirtilli e mirtilli nella foresta . Ma lei ha parlato in un modo strano per me . Erano particolarmente pomeriggio , mia madre ha cenato ancora più veloce del solito . Era nervosa , ma non triste . Il gestore dell’impianto ha detto che è sempre buono , ma i suoi deputati sui quartieri , non sempre , si dirà qualcosa al suo capo o il nostro vicino di casa : “Signore , sei un gentiluomo , io sono solo un cittadino comune , ma non mi fermerò a dire che ogni uomo che insulta una donna è un vigliacco ! “- per il momento ero più tranquillo. In questo modo ha funzionato per me molto rilassante. Un giorno a letto , lei ha ditto: ‘Stasiu , come il mio cuore batte ! Io non riuscivo a capire che doveva riprendere il suo ruolo , non riuscivo a capire che davanti di questa donna, oggi cosi felice, che è venuto a baciarmi nei momenti di felicità materna, davanti a lei ha aperto così le più belle carriere di persona santa , ma come ho amato lei, come l’ho trovato bellissimo , come lei mi piaceva come un uomo maturo che era mia madre . Lei voleva che io sia di Domenica in chiesa sempre . Volevo essere fedele a mia madre per sempre , nonostante il fatto che la vita continua il suo corso . A mia madre dormiva , una volta le ho chiesto : – ‘Dove è la mamma di notte’? Mia madre disse: -‘Io lavorerò per guadagnare monete’- E con mia grande sorpresa , mia madre ha detto , Stasiu tuo padre camminava troppo , e non sempre nel suo ufficio , non credo sia una coincidenza che il suo nome era Chodzicki . E mi sono addormentato con l’idea, mi sono addormentato a letto con una vista di poter guadagnare monete, a piedi da casa a casa durante le vacanze di Natale , e sono cresciuto, sono diventato un giovane uomo, con l’idea che la parola era sinonimo della parola piedi al lavoro . E io non ho mai cambiato questa valutazione. Vi auguro una forte fede in Cristo, la redenzione finale, abbiamo raggiunto la salvezza.