Kochaj i czyń, co chciałbyś

Stanisław Barszczak, Komunitarystyczne rozwiązanie relatywizmu,
===
Na zewnątrz jestem bynajmniej postrzegany jako niezależny, nie mogę więc jakby w pełni prawidłowo funkcjonować. Poczyniłem zatem te uwagi o filozofii Alasdaira MacIntyre’a, aby oczyścić przedpole dla moich poglądów moralnych. Na wstępie powiem tylko: Polska mogłaby stać się moralnym wychowawcą bieżących wspólnot świata… Ale sama historia nowoczesnego państwa jest oczywiście elementem historii moralnej (obawiam się, iż podobnie jest z samą historią Kościoła, który dzisiaj zabrnął w ślepy zaułek, i nie potrafi poza otwarciem na dary z przeszłości, otworzyć się na nadzieje społecznego jutra). Nadto śmiem twierdzić, iż każdy z nas marzy, by czynić dobrze, kierować się cnotą. Max Scheller w tekście „O rehabilitacji cnoty” (zob. Znak 471(8) 1994) obstawał przy takim określaniu cnoty: „dobroć i piękno cnoty leży nie w działaniu dla innych, lecz przede wszystkim w samym szlachetnym charakterze i istocie duszy”. Współcześnie Alisdair MacIntyre, szkocki myśliciel, pisze o trzech koncepcjach cnoty(Tamże):
1/ cnota jako cecha umożliwiająca jednostce wypełnienie jej roli społecznej (Homer)
2/ cnota jako cecha umożliwiająca jednostce dążenie do osiągania typowo ludzkiego telos, naturalnego czy nadnaturalnego (Arystoteles, Nowy Testament i św. Tomasz), oraz
3/ cnota jako cecha użyteczna w osiąganiu sukcesu na ziemi i w niebie (Franklin) Czy możemy uznać te trzy różne, rywalizujące teorie cnoty za jedną i tę samą? Czy też może są one trzema różnymi teoriami trzech różnych rzeczy?
Każda z tych teorii domaga się dla siebie teoretycznej i instytucjonalnej hegemonii.
MacIntyre usiłuje wydobyć spośród tych rywalizujących i odmiennych twierdzeń wydobyć wspólne im centralne pojęcie cnót, a to w tym celu, aby zbudować jakąś bardziej przekonującą teorię niż te dotychczasowe. A oto cechy takiego pojęcia cnoty przedstawione przez Alisdaira MacIntyre’a:
1/akceptacja określonych teorii dotyczących pewnych cech życia społecznego
2/ rozjaśnianie trzech stadiów w rozwoju logicznym pojęcia cnoty (Tamże, s.37)
-pierwsze stadium wymaga teorii praktyki
-drugie- narracyjnego porządku indywidualnego życia ludzkiego
-trzecie stadium, zakłada teorię tradycji moralnej. Ale jaka jest natura cnót? Powiemy tutaj o:
-teorii cnót (cnota- jako nabyta cecha historyczna)
-co to jest praktyka (praktyki nie mogą przetrwać bez związków, dobra wewnętrzne i zewnętrzne)
-o autorytecie dóbr wewnętrznych i zewnętrznych oraz wzorów (Cechą dóbr zewnętrznych jest to, że gdy zostaną uzyskane, zawsze pozostają własnością jakiejś jednostki, przedmioty rywalizacji, zwycięzcy, przegrani)
-pokora (czy słucham)
-uniwersalność cnót (s.43)
-respektowanie cnót(Tamże)
-ku prawdziwej wspólnocie (stosunek do cnót obywatelskich; doskonalenie się)

Odmawiam jeszcze sobie samemu doświadczenia, tj. osiągania dóbr wewnętrznych…A musimy przypomnieć sobie naszą czystość dziecięcą! Zatem ad rem. Cnota jest nabytą ludzką cechą, której przestrzeganie i posiadanie umożliwia nam osiąganie dóbr wewnętrznych wobec praktyk, cechą, której brak skutecznie uniemożliwia nam osiąganie tych dóbr. (Tamże)
Cnoty są przestrzegane i kultywowane także poza określonymi praktykami. A co to jest praktyka?
To jest wszelka spójna i złożona forma społecznie ustanowionej, kooperatywnej działalności ludzkiej, poprzez którą dobra wewnętrzne wobec tej działalności są realizowane w procesie dążenia do uzyskania tych standardów doskonałości, które są właściwe i które po części definiują tę formę działalności, i mają taki rezultat, że ludzka zdolność do osiągania doskonałości oraz ludzkie pojęcie celów i dóbr ulegają systematycznemu poszerzeniu.(s.38) Układanie cegieł nie jest praktyką, ale jest nią architektura…
Jaki jest zakres praktyk?
W grze w szachy umiejętności praktyczne, osiąganie wyobraźni strategicznej i woli walki… Istnieją dwa rodzaje dóbr możliwych do uzyskania dzięki grze w szachy: dobra ‘zewnętrzne’ takie, jak cukierki, prestiż, status i pieniądze; oraz dobra wewnętrzne wobec praktyki szachów, które nie można uzyskać inaczej jak tylko poprzez grę w szachy- definiowalne przez pojęcia szachowe i przez uczestnictwo (z doświadczeniem). Prawosławna Ikona z czasem przedstawia życie ja malującego. Każda praktyka obejmuje wzorce doskonałości i posłuszeństwa zasadom, jak również wzorce osiągania dóbr. Wkroczyć do danej praktyki oznacza uznać autorytet tych wzorców oraz to, że niedoskonałość moich starań będzie osądzana według tych wzorców. Oznacza to podporządkowanie własnych postaw, wyborów, preferencji i upodobań wzorcom, które tymczasowo i tylko do pewnego stopnia definiują praktykę. Jak wspomniałem, praktyki mają oczywiście historię, wszystkie gry, nauki i sztuki mają historię. Jednak nie możemy być wtajemniczeni w praktykę, nie akceptując autorytetu najlepszych wzorców dotychczas osiągniętych. Jeżeli zaczynając słuchać muzyki nie przyjmuję do wiadomości swojej własnej nieumiejętności wydawania poprawnego osądu, nigdy nie nauczę się słuchać, cóż dopiero mówić o docenieniu ostatnich kwartetów Bartoka.”(Tamże)
Dobra wewnętrzne istotnie są wynikiem dążenia do wyróżnienia się, bycia najlepszym, ale charakteryzują się tym, że ich osiągnięcie jest dobrem dla całej wspólnoty biorącej udział w tej praktyce.(por. Alisdair MacIntyre, After Virtue, Notce Dame University Press, Notce Dame, Indiana, Secondo editio, 1984; por. Alisdair MacIntyre, Natura cnoty, w: Znak 471(8) 1994,s. 41)
Własnością pojęcia praktyki w zarysowanym przeze mnie sensie jest to, że dobra z nią związane można zdobyć wyłącznie drogą podporządkowywania siebie samych danej praktyce poprzez określony stosunek do innych uczestników tej praktyki.
Najczęściej się oszukujemy! Wierzymy w Boga, a nie wierzymy w siebie samych. A możemy uczyć się rozpoznawać, co się komu należy; ale musimy być stale gotowi na wszelkie niezbędne ryzyko, jakiego praktyka może od nas wymagać, musimy także uważnie słuchać tego, co się do nas mówi o naszych niedoskonałościach i reagować z tą samą uwagą na fakty. Innymi słowy musimy akceptować cnoty sprawiedliwości, męstwa i uczciwości jako konieczne składniki każdej praktyki wraz z dobrami wewnętrznymi i wzorcami doskonałości. Nie akceptując ich, dajemy do zrozumienia, że jesteśmy gotowi posuwać się do oszustwa jak dziecko z mojego przykładu, które było skłonne do oszukiwania w początkach swej gry w szachy.
Każda praktyka wymaga pewnego rodzaju związku zachodzącego pomiędzy uczestniczącymi w niej ludźmi. Dla uściślenia tych związków istnieją wzorce prawdomówności, sprawiedliwości i odwagi. Te wzorce są autentycznymi doskonałościami, są cnotami, w świetle których musimy pojmować siebie i innych, bez względu na nasz prywatny punkt widzenia lub kodeks moralny naszego społeczeństwa.
Sprawiedliwość wymaga, abyśmy traktowali innych odpowiednio do ich zasług lub zalet, według jednolitych i bezosobowych wzorców…
Męstwo uznajemy za cnotę, ponieważ troska i zainteresowanie dla innych ludzi, wspólnot i racji, tak ważne dla praktyk, wymagają takiej cnoty.
Ku tym samym dobrom każe nam się kierować, ale MacIntyre nie mówi o dobru. (to dobrze czy źle- nie jestem w stanie wyrazić logicznego wniosku z jego twierdzeń)
Alisdair MacIntyre pisze: „Ale ludzie podli i małoduszni z konieczności polegają na cnotach innych, gdy idzie o praktykę, w którą wkraczają, aby się rozwijać, oraz odmawiają sobie samym doświadczenia, jakim jest osiąganie dóbr wewnętrznych, które mogą przynosić satysfakcję nawet nie bardzo dobrym szachistom i skrzypkom” (Tamże).
Praktykę wyróżnia sposób, w jaki koncepcje pewnych dóbr i celów, którym umiejętności techniczne mają służyć, ulegają transformacji i wzbogaceniu za pomocą urządzeń rozszerzających ludzkie władze oraz dzięki trosce o dobra wewnętrzne, które są cechami definicyjnymi każdej poszczególnej praktyki lub rodzajów praktyk. Praktyki nigdy nie mają celów lub celów przyjętych raz na zawsze… każda praktyka ma swoją historię, która jest czymś więcej i czymś innym niż tylko historią doskonalenia określonych umiejętności technicznych.
Aby wkroczyć w strukturę praktyki, należy stać się stroną w stosunku wobec obecnych jej uczestników…także poprzednich, zwłaszcza tych, których osiągnięcia rozszerzyły zasięg praktyki do jej obecnego stanu… Zatem staję wobec osiągnięcia, a tym samym a fortiori wobec autorytetu tradycji, i stąd pobieram nauki. Warunkiem koniecznym tego procesu uczenia się z przeszłości i stosunku z przeszłością, którego praktyka jest ucieleśnieniem, są cnoty spraw., męstwa i prawdomówności.
Praktyki nie są umiejętnościami praktycznymi…ani instytucjami, które zajmują się z konieczności tym, co nazwaliśmy dobrami zewnętrznymi (zdobywaniem pieniędzy i innych dóbr materialnych). Instytucje są uhierarchizowane według władzy i statusu i dokonują dystrybucji nagród. Nie mogą postępować inaczej, jeżeli chcą utrzymać swoje istnienie oraz istnienie praktyk, których są nosicielami. Żadna praktyka nie przetrwa zbyt długo bez podtrzymującej ją instytucji… Instytucje i praktyki stanowią jeden porządek przyczynowy, w którym ideały i kreatywność praktyki zawsze są podatne na zaborcze wpływy instytucji, a kooperatywna troska o wspólne dobra jest podatna na rywalizację z ich strony. Oczywista w tym kontekście jest zasadnicza funkcja cnót (cnoty są zasadnicze!). Bez nich, bez sprawiedliwości, męstwa i prawdomówności, praktyki nie oparłyby się korupcyjnemu wpływowi instytucji.
Samo przestrzeganie cnót wymaga wysoce określonego stosunku do kwestii społecznych i politycznych; uczymy się bowiem przestrzegać cnót zawsze w określonej wspólnocie wraz z jej określonymi instytucjonalnymi formami.
Rządy i prawo są i powinny być neutralne wobec konkurencyjnych pojęć, takich jak dobre życie ludzkie… nie może być funkcją rządu wszczepianie jakiegoś poglądu moralnego.

===
Czy moje tutaj poczynione uwagi są prawomocne, nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Bo zaraz pojawiają się inne dylematy filozofii A. MacIntyre’a! -Złożone tej filozofii związki pomiędzy cnotami i praktykami, albowiem nie potrafimy napisać prawdziwej historii praktyk i instytucji bez wprowadzania tutaj zarazem historii cnót i występków.
-Przy całej integralności praktyki konieczność przestrzegania cnót przynajmniej przez pewne jednostki… Idąc za Tomaszem Jeffersonem powiedziałbym, iż współczesny kościół sądzi, że cnoty mogą się rozwijać tylko w społeczeństwie drobnych farmerów wiary. MacIntyre nie kieruje się socjologią Adama Fergusona, która dąży do odsłonięcia empirycznych, przyczynowych związków pomiędzy cnotami, praktykami i instytucjami. Twierdzi, że w kontekście praktyk pozbawionych cnót możliwa jest jedynie świadomość dóbr zewnętrznych, ale nie dóbr wewnętrznych wobec określonej praktyki.
Cnoty zatem stają w różnych relacjach do dóbr zewnętrznych i wewnętrznych. Posiadanie cnót- a nie tylko ich pozorów czy namiastek- jest konieczne, aby osiągnąć dobra wewnętrzne; ale posiadanie cnót może równie dobrze uniemożliwiać nam osiąganie dóbr zewnętrznych, które są dobrami autentycznymi… Wydaje się, że Cnoty jednak zawsze są potencjalnymi przeszkodami w drodze do realizacji ambicji zdobywania bogactwa, sławy czy władzy- a to z racji na próby jednak kultywowania prawdomówności, sprawiedliwości i odwagi. Piszę na ten temat włączając się w dyskusję na temat obrony cnót wobec współczesnego zagrożenia zacierania pojęcia cnoty, wręcz zupełnego wymazywania go, przy podtrzymywaniu licznych pozorów tylko cnót pośród społeczeństw naszego świata… Chciałbym przejść teraz do problemu relatywizmu oraz możliwości jego przezwyciężenia w filozofii współczesnej, który stanowi sedno tego eseju. Najpierw przywołajmy Platońską jaskinię, oto poznanie ludzkie jest procesem przypominania informacji, widzimy odbicia przyrody zewnętrznej na ścianach jaskini, w której się znajdujemy. W tym kontekście powiem, iż Adam Chmielewski zauważył pewne braki w analizach filozoficznych MacIntyre’a odnośnie tematu iście Platońskiego: że gdybyśmy wszyscy przypomnieli sobie wiedzę o naszym poznaniu w doskonały sposób, to wszyscy mielibyśmy dokładnie takie samo przekonanie na każdy możliwy temat (zob. A. Chmielewski, Wspólnota, narracja i tradycja. Uwagi o filozofii Alisdaira MacIntyre’a, w: Znak 471, 1994, 47-61). Otóż istnieje złudzenie-pisał Alisdair MacIntre- jako jedna z fundamentalnych cech kosmopolitycznej współczesności, zarazem przekonanie, „wszystkie zjawiska kulturowe muszą być potencjalnie przejrzyste dla ludzkiego rozumienia, że wszystkie teksty muszą być przekładalne na język, w którym wielbiciele (adherents) współczesności przemawiają do siebie wzajemnie”(Alisdair MacIntyre, Liberalizm przekształcony w tradycję, w: Whose Justice? Chich Rationality?, University of Notce Dame Press, Notce Dame (Indiana) 1988, s. 327).
Pojawia się zaraz tutaj osobliwa refleksja moralna, że w dziedzinie filozofii moralnej i społecznej (a ta nas tutaj najwięcej interesuje), jedynym warunkiem zachowania racjonalności instytucji społecznej jest akceptacja jakiejś formy relatywizmu, która zaoferuje środki podtrzymujące zaistnienie społecznej wielorakości i różnorodności. Postępując za tą myślą Alisdair MacIntyre zwraca w tym kontekście uwagę, że dążenie do zbudowania porządku społecznego, w którym „jednostki mogłyby znaleźć ochronę przed niestałością i partykularyzmem (odmiennych) tradycji za pomocą odwołania się do norm autentycznie powszechnych i niezależnych od jakichkolwiek tradycji,” stało się także projektem współczesnego, liberalnego, indywidualistycznego społeczeństwa- nową cechą tej z kolei tradycji jest niekonkluzywność debat, która przekształciła się z czasem w swego rodzaju cnotę. (Alisdair MacIntyre, Liberalizm…, op.cit., s.335).Tak więc cnota cnocie nierówna.
Główną intencją doktryny komunitaryzmu reprezentowanego przez Alisdaira MacIntyre. Świadomie występującego przeciwko indywidualizmowi, jest zwrócenie uwagi na konieczność badania zasad i prawidłowości kształtowania ludzkiej natury przez wspólnoty, w których ludzkie jednostki uczestniczą i do których każdy z konieczności należy.
Albowiem z licznych tekstów liberałów współczesnych wyłania się obraz ludzkiej istoty, jak gdyby była ona wolna w swym wyborze wspólnoty, w której spędza życie, jak gdyby miała całkowitą i nieograniczoną wolność podawania w wątpliwość tego, co wybrała, i dokonywania dowolnego innego racjonalnego wyboru. I tak Richard Roty przedstawiał neutralnie zdefiniowane istoty ludzkie, które mają swobodę samorealizacji, tworzenia samych siebie przez tworzenie swojego języka. Człowiek dla Rorty’ego to owo wyśnione w pismach Nietzschego „wyjątkowe śmiertelne stworzenie, które w procesie mówienia o sobie, własnymi słowami, wykreowało samo siebie. Mówiąc ściślej, stworzyło tę część siebie, która naprawdę się liczy: własny umysł Stworzyć własny umysł to znaczy stworzyć własny język i nie zezwolić na to, aby mój umysł został stworzony przez język, który pozostawiły po sobie inne ludzkie stworzenia.”(Richard Rorty, Contingency, Irony and Solidarity, Cambridge University Press, Cambridge-New York- New Rochelle-Melbourne-Sidney 1989, s. 27). Rorty stwarzając siebie, chyba podobnie jak świadek jego epoki- Jan Paweł II, nie umiał bynajmniej rozwinąć w pełni filozoficznych analiz w kwestii równoczesności ludzkich biografii, ich równouprawnienia do własnego głosu i nowych wyborów. Ten ostatni za to będzie święty, jak mi się zdaje, jest to także konsekwencja pojawienia się w dziejach ludzkich przypadkowej, acz MacIntyreowskiej cnoty sprawiedliwości, która realizuje się także jako dialektyczne oddziaływanie pomiędzy jednostką i określoną wspólnotą, tutaj wspólnotą Kościoła Katolickiego. Albowiem także moja przeszłość jest dla mnie poznawczo dostępna dzięki temu, że zostaje ujęta w narrację, w której moja jaźń jest fragmentem tej pewnej całości.
Istotę komunitaryzmu stanowi stwierdzenie, że historia tradycji danej wspólnoty jest narracją jej wewnętrznego dialogu i rozgrywającego się w jej ramach, ożywiającego ją konfliktu. Alisdair MacIntyre pisze: „Żywa tradycja jest (…) historycznie istniejącym, społecznie ucieleśnionym sporem, sporem(…) dotyczącym dóbr konstytuujących tę tradycję.”(Alisdair MacIntyre, After Virtue, Notce Dame University Press, Notce Dame, Indiana, Secondo editio, 1984, s.222). Człowiek jest kształtowany przez wspólnotę, do której należy… nie można pomyśleć sobie jednostki ludzkiej poza jakąkolwiek wspólnotą. W innej książce myśliciel pisze: „Nie ma innego sposobu bycia zaangażowanym w formułowanie, rozwijanie, racjonalne uzasadnianie i krytykę opisów praktyki racjonalności i sprawiedliwości poza określoną tradycją, w konwersacji, współpracy oraz konflikcie pomiędzy tymi, którzy zamieszkują tę samą tradycję. Nie ma płaszczyzny, żadnego obszaru badawczego, jakiegoś sposobu uczestnictwa w praktyce rozwijania, oceny i akceptacji czy odrzucania racjonalnych argumentów z wyjątkiem tego, który oferuje pewna określona wspólnota.” (Alisdair MacIntyre, Whose Justice? Which Rationality?, op.cit.,s. 350)
Zdaniem MacIntyre’a tym, co żywi i podtrzymuje w istnieniu różnorakie tradycje, ucieleśniające je wspólnoty, oraz tym, co im zagraża i co jest dla nich czynnikiem dezintegrującym, jest stosunek owych wspólnot i składających się na nie jednostek do cnót obywatelskich (virtues). Kultywowanie uznanych przez wspólnotę cnót, teraz przez jednostki, podtrzymuje istnienie tradycji, która jest konstytuowana i odróżnialna od innych tradycji poprzez określone praktyki społeczne zachęcające do kultywowania tych właśnie cnót. I odwrotnie, jednostka zyskuje3 status obywatela wspólnoty, gdy zostaje zaszczepiona w niej zdolność uczestnictwa w pewien określony, właściwy i akceptowany dla danej tradycji sposób w praktykach uprawnianych przez tę oto wspólnotę. Możemy powiedzieć tutaj o niezbędności praktyk dla istnienia wspólnoty jako takiej, a także o wspólnotowym nakazie kultywacji określonych cnót obywatelskich.
Współcześnie podnosi się ideę niewspółmierności wartości. Jeżeli wolność nie ma uprzywilejowanego statusu, jeżeli jest wartością jedną z wielu. Liberalizm pragnie bronić wolności osobistych za pomocą odwołania się do relatywistycznego przekonania, że wszystkie wartości są jedynie relatywne, że nikt nie ma prawa kategorycznie potępiać niczyjego postępowania ani myślenia. To albo zakłada tolerancję, którą uniwersalistyczny przeciwnik kwestionuje albo też zaprzecza sam sobie przyznając, że istnieją ludzie z którymi porozumienie jest niemożliwe. Wobec tej sytuacji liberalizm jest skazany na petitio principi albo na contradictio. Alisdair MacIntyre odpowiada: „Kwestia odkrycia tego, co jest nieprzekładalne, jest w rzeczywistości sprawą dwóch etapów; na pierwszym z nich zyskujemy znajomość drugiego języka jako drugiego pierwszego języka, a dopiero na drugim etapie uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy zdolni przełożyć na pierwszy tego, co teraz potrafimy powiedzieć w naszym nowym drugim pierwszym języku…”(Alisdair MacIntyre, Tradition and Translation, w: Whose Justice? Which Rationality?, op.cit.,s.387) Tak więc ktoś spełniający warunek możliwości pełnego uczestnictwa w praktykach konstytuujących odrębne wspólnoty rozumie i w pełni ocenia faktyczną i konkretną niewspółmierność pomiędzy dwoma opanowanymi przez siebie językami…Tutaj tradycyjna idea racjonalności traci swój urok i sens… Konsekwencją komunitarystycznego spojrzenia na racjonalność człowieka jest radykalne sformułowanie relatywizmu, że racjonalność jako taka nie jest w ogóle możliwa. „Akceptacja czegokolwiek lub wyprowadzenie jakiegoś wniosku może być racjonalne względem standardów pewnej racjonalności, ale nie może być racjonalne samo w sobie/…/ Każdy zbiór standardów, każda tradycja ucieleśniająca zespół standardów ma równie wiele, i równie mało, praw do tego, aby zabiegać o naszą akceptację, jak każda inna.”( Tamże, s. 352)
Akcentując fakt niewspółmierności, relatywistycznego zamknięcia w oddzielnych schematach pojęciowych, więzach tradycji i granicach wspólnot, Alisdair MacIntyre zachęca bynajmniej do przekroczenia tych ograniczeń. Myśliciel podkreśla tutaj słowo: musimy… I tak nowy schemat konceptualny, jeżeli ma położyć kres kryzysowi epistemologicznemu, musi dostarczyć rozwiązań, musi dostarczyć wyjaśnienia tego, co spowodowało, że dana tradycja pozostawała bezpłodna, nieadekwatna; zarazem te pierwsze zadania muszą być wykonane w sposób ujawniający ciągłość nowej pojęciowej i teoretycznej struktury…”(zob. A. Chmielewski, art.cyt.,s.60; Alisdair MacIntyre, Tradition and translation, art.cyt., s.362)
W perspektywie komunitaryzmu zauważamy, że to, co racjonalne, okazuje się historycznym wynikiem procesu rozwoju pewnej konkretnej tradycji i nie może sobie rościć prawa do powszechnej obowiązywalności czy też uniwersalności. Ze stanowiska filozofii analitycznej pojawi się tutaj podstawowa nierozstrzygalność. Natomiast przedstawione komunitarystyczne rozwiązanie problemu relatywizmu otwiera na rozmowę pomiędzy narracjami, która nie kończy się procesem samoświadomości ducha absolutnego Heglowskiego. Jest to rozmowa pomiędzy narracjami zdającymi sobie nawzajem sprawę z toczących się ich własnych dziejów. I w tym wymiarze jakby możliwe okazuje się przekraczanie wzajemnych niezgodności i niewspółmierności.

Na szczycie wieży obojętności żyć

Stanisław Barszczak—Eine magische Quelle —

Hier ist alles wahr. Überleben selbst nicht möglich ist, es in unserer Natur innewohnenden Unfähigkeit, das Überleben selbst wird mit dem Geheimnis der Persönlichkeit verbunden. Warum katholische Mann ist gegen seiner Kindheit, gegen das, was wird die unsere Emotionen und Gefühle bereichert ! Die Steine werden schreien. Straße mit Kopfsteinpflaster. Ich ein Kind war in der Knechtschaft. Über diese und andere Themen, die ich schreibe diesen Essay. Mit einigen Einschränkungen begreifen wir Abstraktion. Ich möchte all die Masken brechen und Sie ständig offen in den tiefen Schichten des menschlichen Menschheit, zu den fernen Tagen stolzen Stein zu nehmen, und erheben die heroische, Polnische, meine Heimat. Dass sie war für die nächsten Generationen in Erinnerung. Glauben Sie, in der Weissagung, die Zeichen? Sie kennen die Geschichte von Moby Dick? ‘Rachel’ gerettet Waise! Sobald die Mutter verbeugte sich unter der Last der Verantwortung für das ewige Leben seines Kindes. Ich würde hier sagen, dass ich ein ziemlich unberührt Vergangenheit meiner Kirche habe, Was trage ich es ständig die Verantwortung für meine Kirche und seine Zukunft. Francis Mauriac schrieb: “Das Wesen der Unendlichkeit ist nicht unser Maß / … / Zu stehen, war ich immer bereit, alles, auch die Gnade zu verwenden:” Ich wünschte, wir gemeinsam, so dass wir zusammen erkennen und zu erklären könnten, die latente Sinn dessen, was wir in unserer Kirche als Kinder bemerkt hatten. Und nicht genug, um zu wählen, oder sie gezwungen werden zu wählen, aber wir in der Erinnerung der lebend Wald Weisheit unserer Kirche und unserer Zeit gefunden haben. Unsere Kindheit scheint uns wie Nebel, dessen liebevolle, strahlende Zentrum der Mutter. Die Kindheit ist die Essenz des Lebens, denn sie gibt uns die Schlüssel dazu. Es ist eine Erweiterung von all unbekannten Schicksale, welches ein Mensch verstrickt ist und die in ihm vollständig sind. Wenn wir uns entschieden, unser Leben beschreiben, jeder dieser Zuweisungen sollten isoliert und untersucht werden getrennt, und nicht so sehr von außen, was von innen. Weit eher in den ländlichen Erbes geschoben, verbringe ich die Sommer meiner Kindheit mit meinem Onkel in Przemysl. Ruhig schlafen! Ich werde nicht über mich reden, um nicht auf einer Geschichte über Sie zu verurteilen. Nur noch kurz erwähnen, dass ich versuchte Zeugnis über meine Kindheit bereits in mehreren Texten, wie “Hortensius” und “Eine Geschichte des gelben Schuhes” zu geben. Lieber Leser könnte sie zu finden. Persönlich habe ich keine historischen Ereignisse benötigen die Realität zu verlassen. Ich wollte diese Realität (pre-Solidarität), wie ich wusste sie, ändern und neu zu erstellen.
Meine früheste Erinnerung, die ich gehalten habe, das heißt als ich drei Jahre alt war. Da der Vater ich nicht erinnernte, er nicht mit meiner Mutter zu leben; sie sagte mir später, dass war es schwierig, Bedingungen zu mir bringen, dann könnte ich andere Eltern gewählt haben. Es kam anders, ich war die Mutter. Aber Ząbkowice ist einst die Stadt meiner Träume, nun diese Stadt ist auch mit meinem jetzigen verbunden. Ist eine Komponente von meinem jetzigen Ich .. In Ząbkowice jetzt Zeit-Schriftsteller mit einem Grad mehr Raum einnimmt als ein junger Mann, der saß einmal auf der gleichen Bank vor einer High School Giebel deren Schutzpatron Felix Dserschinski war, und beobachtete er einen schönen Juni-Tag durch das dunleren Glas in Richtung der Mond hinter der Sonne versteckt. Es ist wahr, man kann nicht in die Augen sehen oder die Sonne noch Tod-oder sich selbst. Dann wissen sie, hier in Ząbkowice marschieren nach Jungs aus der Schule, in den Gärten trafen sich die Mädchen, gingen die Arbeiter in den Gasthof. Aber gerade, nur hinter der Autobahn nach links und drehte ich sich auf die Straße nach Ząbkowice, finde ich mich in einer ganz anderen Welt, die einst meine Welt war, aber es ist nicht mehr. Heute, wo ich pass auf diese Weise nur selten ist jemand hier anwesend. Ich gehe tiefer in den Wald, dann habe ich in das Dickicht des Zauberwald zu wagen. Hast du mich im Wald keine Gefahr drohen? Wie können Sie das wissen? Dieser Wald kennt mich nicht und ich kenne ihn nicht.
Wenn ich gewinne den Mut, noch weiter Expedition in die Sikorka Siedlung unternehme, und ich gehe zu “mehr wie ein Kind dekoriert” den Park heute, in dem ich verbrachte meine Semesterferien, nicht das Gefühl der Angst sei, dass es auf mich einige Fluch fallen könne. Viele Park Kiefern sind längst gestorben, und die Überlebenden weiter zu sterben .. Aber die, die noch am Leben sind, sie kennen mich gut. Auf der anderen Seite der Kirche, näher an, wo er stand unser Haus, steht Kastanienbaum, der von uns angebetet als Kind erinnert sich an die Wärme meiner Hände, meine Lippen, meine Wangen mit der Zeit. Wenn Sie sich erinnern, mutige Kastanienbaum: habe ich einmal in deinem Schatten versteckt und habe ich still geweint über die verlorene Liebe für immer. Ich möchte heute an ihm vorbei zu gehen, oft in der Lage unter den Fingern der Stoff mit Blumen und Rinde fühlen. Ich nachdenke, wenn ich versuchte, ein Ort, an dem als Junge trug ich die Katze, ging ich auf die Gelenke Zeit und Ort bestimmen zu finden, sich an einem dritten Ort treffen; aber wo wir warten auf die Rückkehr aus der Fabrik meiner Mutter, es lange Stunden waren kurz, es ist diese Orte, konnte ich nicht erkennen sie alle. Wahrscheinlich schon die jungen Kiefern steigen bis in Unordnung dort, wo die ehrwürdigen Eichen, die einmal unsere Migrationen beobachteten können, die schützten den Schatten unserer Hütte aus Blättern und Zweigen in der Nähe der lokalen Bunker. Wie sind froh, dass unser Haus in Ząbkowice in den vier Ecken seines Raumes zum Trocknen von Wäsche haften bestückt. Jeder Mieter hatte einen Schlüssel zu seinem Dachboden. Dort es war meine andere Welt, die nie ganz erfüllt… Eines Morgens wurden wir von zwei sehr schön jungen Mädchen mit ihrem Vater aus dem Land der Kindheit meiner Mutter besucht. Diese Mädchen, ich würde sagen, kamen aus ihrer Jupiter Heimat, als wenn in Jupiter Hof gehört, als einer der Mythos, die erste Welt Geschichten waren, die ich hörte, die Außerdem außerhalb von meinem Hinterhof waren. Ich bin es sehr erfahren genommen und jetzt bewege ich mich schon meine Träume vor der Jahren weiterhin.
In einer Welt, wo es fast keine Grenze zwischen Gut und Böse, Bruder Mutter, er erinnerte mich immer anderPoverellovon Assisi, der Mann aus Hucisko Nienadowskie. Er besaß mehr als jeder von uns wissen, was ist nicht so sehr eine Sünde, aber das Böse. Ich lasse mich hier auf einige Dinge, ohne Skrupel. Es war ein Junge, er lebte mit Mutter in Ząbkowice, mit blauen Augen, als in der Hitze des Mittags Juli Himmelblau. Er brauchte konstante ewige Heimat.Ich habe noch nie mit dem Unglück, das ich meinen Vater wusste nie assimiliert. Mom im Gegenteil, hierProvidence belohnte mich oft, sie liebte die Welt und war immer bei mir, so dass ich diese Liebe geerbt. Persönlich, ich gebe zu, dass in der Schule trotz allgemein geriebener Meinungen und trotzzeigt mirals ModellTutor, die Lehrer zeigt für mich, als ein Musterschüler, war ich kein guter Schüler- ich vertrete die Unfähigkeit zu leben, weg von dem, was ich liebte. Und so zum Beispiel diente die Messe an drei Gottesdienste am Sonntag, nicht ahnend nie wieder, was ganz Liebe zur Heilige Messe ist, diese Liebe wird irgendwann während der ersten Kommunion erleben. Wie gesagt irgendwo, passiert die Mutter verbrachte ihre Zeit damit beschäftigt in der Fabrik, und sie ein Kind in den Kolonien frönte, so, ich war weit weg von Mama zu einem Urlaub dazu verurteilt, angebetet zu warden. Es war oft Wochen der Qual. Viel Ich vermisste meine Mutter. Aber sie brachte ein anderes Mal aus der Wirtschafts Glashütte schönen dekorativen Glas des täglichen Gebrauches. Als ob Mom auch auf diese Weise gebildete mein Talent von der unzugänglichen und ewigen Motive unseres Handelns zu erkennen und gut zu entwickeln. Es wurde Glas verzaubert, glaube ich, dass heißt unsere Gefühle und Gewissen. Daher bin ich heute in der Liebe mit Schönheit. Und heute sehe ich ein großes Polen, auch unter der Aufsicht der Barbaren … Außerdem es war dann “mild” Priester in Ząbkowice, der wird weithin als der Heilige Vater Pastor E. Liszka angesehen. Es ist hier, wie ich trug das ewige “Urlaub” im Sommer mit seinen Freunden gingen wir durch unsere Wälder “auf Strom”, die “verzaubern Quellen”, in den hölzernen Palast von der “Basiula”. Es war eine Reise des Herzens, das in der Suche nach Gott hat den längsten Weg. Der Dichter hier sieht, was andere nicht können: Einsamkeit, “der unvergleichlichen Reinheit des blauen Himmels”, diese Wunder lange Zeit nicht erlauben ihm das Jenseits zu erreichen. Es gab dort keine Zufälligkeit. Heute kann ich, wie der arme Scheich, ein Gefühl der fundamentale Wahrheit zu verlieren, dass jeder von uns es gibt etwas, das nicht das Thema der künstlerischen Art ist und nicht als Objekt der Ausbeutung gegeben werden konnte. Darüber hinaus ist eine kleine Stadt, wo wir verbrachten Kindheit und Jugend, wir sollten uns nicht von dem Gericht zu denken, wie es ist immer bei uns, wir sind aus einem Stück mit ihm, tragen sie in sich. Zabkowice Geschichte (heute Dąbrowa Górnicza Bezirk) ist die Geschichte von meinem Körper und meiner Seele. Ich bin mir bewusst, jedoch, dass die Trauer meiner Kindheit nicht auf Illusion sich verließ, wurde aber mit einem tiefen Gefühl von meiner Schwäche verbunden. So “wieder einmal die Sonne Blendung ich erwartet hatte, nahm er die Hügel weit.” Ich konnte nicht voraussehen dann, dass ich zum Teil ausgestattet mit literarischen Fähigkeiten, und dass sie später ein Rettungsboot, das mich zu nehmen. So “ich noch einmal vorgewarnt Blendung, bevor er weit nahm die Hügel.” Ich konnte nicht voraussehen, daß dann würde ich in gewissem Maße mit literarischen Fähigkeiten gesegnet sei, und dass sie wird später ein Rettungsboot, das mich nehmen werden. Mehr zeigen oft die traurigsten meiner Taten, kein Zweifel, dass ich gewinne Mut manchmal Anrufer. Und auch sie lobten den Mut, Demut, werden sie Tausende von Gründen zu mir Absolution erteilen zu finden. Und nun die Spuren dieses Kindes auf ein bisschen gehen, durch die konkrete Korridor Kleines Seminars in Tschenstochau, wo das Kind mit winzigen Muster der Zukunft Leidenschaften spielte. Ich werde nie vergessen, unsere sonnenbeschienenen Fenster auf dem Mezzanine-Treppe, durch das Mittag eine Helligkeit der starken Sonne stürzte. Es war aber ein schönes Gebäude mit Aula und Turnhalle, neben dem alten Gebäude errichtet. Sehen auch in den Gängen meiner Professoren. Obwohl es mich zu singen, habe ich nie gehört, das Lied, das, wie ich es verstehe, aus der Ferne früheren Generationen zu erkennen. ” O mein Jesus, das himmlische Wonne sich herablassen, mir Sie die Flamme leihen lassen.” Derzeit erhalten die Schüler im Klassenzimmer Einschätzung auf “Null”. Heute Auszeichnungen Hand dort geben, habe ich, sich mit der traurigen Tatsache: ich komme Teil noch nie in einem ähnlichen Fest statt. Aber dieses Seminar (katholische High School) wird meine eigenen Schatz zu bleiben, und niemand wird mich leugnen. Es war, Zion, Zion! Das auserwählte Volk, Heiliges Land, in dem unwissentlich ich tiefe Wurzeln gesetzt habe. Diese Zion Berg,Top, er uns geliebt im Zeitalter der Unschuld, künftig alle Übertretungen zu wissen. Eines Tages wollte ich auf den Aufruf polnischen Lehrers reagieren. Ich wollte über Unsterblichen zu schreiben. Schließlich waren die Gesichter von mehreren unserer Kollegen von den Flammen verzehrt. Dann wie viele Dichter und Schriftsteller entdeckte ich im Shop des Buchhändlers in der Stadt. Mein Leben von nun an ist die Geschichte von der Art und Weise gegen den Strom. Ich versuche, in sumpfigen heutige Existenz zu waten, um seiner reinen Quelle zu erreichen. Ich habe dann als Kaplan in Krakau in der Väter der Barmherzigen Brüder, berühmt ‘Johanniter’ und Apotheker in meiner Heimat gewesen. Noch mit ihnen zu halten eine sehr gute Beziehung. Nach Jahren bin ich um Sie, wie Odysseus in seine Heimat Ithaka gekommen. Es began dort ich zu begreifen, was Polen, meine Heimat ist. Hier hielt ich fest im Sattel, daher unternahm ich meine erste Reise “auf die Einladung” nach Salzburg in Österreich, nicht zu stoppen auch beten: “O mein Gott, wenn ich für dieses Glück zu bezahlen, lassen Sie, es werde den Preis ein Leben von der meiner engsten Verwandten, der Mutter, nicht zu haben!” Ich setzte die wunderbare Erkenntnis von Prof. Józef Tischner Priester. Bis zum Ende meines Lebens werde ich nicht vergessen, seine zwei Lektionen: eine in seinem Seminar über die Philosophie der Mensch erlebt, und die zweite in-Dienstag während seiner Vorlesung für die ganze Collegium Novum in der schönen Stadt Krakau. Nach seinem Tod , dann der Tod von Papst Wojtyla ( seine Familie waren Wadowice ), insbesondere nach dem Einschlafen für immer meiner Mutter, in Polen, meine Heimat , bildete eine Persönlichkeit von mich selbst. Das war nur eine elende Kreatur von einem Christian, ohne Freundschaft, Liebe oder eine Geschäftsführung. Hier sind wir die falschen Gewohnheiten, die wir brauchen, um bis zum Ende zu halten. Ich bestreite nicht , dass auch heute noch, ist mein Innere leer manchmal , wie eine Kirche in Bordeaux, trotz meiner zahlreichen Besuche in der modernen Welt. Aber gerade in Ząbkowice, einer kleinen Stadt der Kindheit, jemand sah mein Leben, hier bleibt verzauberten Management und Vorfreude auf meine “innere Zabkowice “. Weil hier alles begann . Hier ist Wirtschaft Heimat die Provinz von Jahren ” vergewaltigte ” , im Wald neben Ząbkowice Huta Katowice gebaut ist, ein Bild aus den siebziger Jahren des letzten Jahrhunderts. Aber diese Seiten haben nicht einmal jetzt eine grobe Gesicht, trotz der Kläranlage dort durchgeführt . Keine Salons der Stadt manchmal gaben, waren wir gezwungen auf Provinz eine Pharisäertum beginnen. Ich erlaube mir , bestimmte Dinge ohne Skrupel . Ich bezweifle nicht , dass die Größe der Nation ist vergänglich . Ich brauche ewige Heimat. Wie ich gesagt habe, ich habe noch nie gezähmt
von Unglück, das wusste ich nicht meinen Vaters . Aber diese Mutter die Welt geliebt und war immer bei mir, und ich erbte diese Liebe.
Ich möchte den richtigen Ton getroffen. Ich träume ja, würden Sie Gott gefunden zu haben. Ab dem Alter von 30 zog ich zurück in meiner Biographie, ich denke. Meine neue Erinnerungen gehalten aus dem Zeitraum 1993-1999 . Billardzimmer , ein Café , ein Pub begleiten mich in der neuen Geschichten von Zabkowice . Es sind jedoch neue Überlegungen. In meiner bescheidenen Versuche, nach vorne ausgeworfen nichts mehr, alles vor mir sind. Für die kontinuierliche Teilnahme an der Messe als Nationalist bestimmt , wollte ich nach Rom, wo der Papst lebte fahren. Und so begann mein Leben in ein neues Abenteuer, Reisen ins Ausland für die Polen der ganzen Welt. Doch es kam nicht zum Kolosseum, das Kreuz zu küssen. Einmal besuchte ich Edinburgh in Schottland. Heute wird niemand sagen, dass Schottland mächtigen Dschungel von wilden Tieren ist. Und ich persönlich ging dort, auch ohne die Leidenschaften von morgen. Heute bin ich voller Leidenschaften, schmiege sich mit meiner Mutter im Himmel schon im Griff einer Leidenschaf. Mom trotz ihrer Einsamkeit, sie immer sanft die Tür geschlossen hatte. Ich nehme an, dass jetzt im Himmel sie hört nicht auf, so ähnlich zu tun. Der Toulouse, Frankreich, Ich entdeckte es anderswo gepflegte Selbstachtung. An den Antipoden starrte ich auf die breiten Boulevards von Buenos Aires. Ich entdeckte noch ein Geschenk Ort der Erlösung meiner Seele, eines Tages sah ich Marrakesch in Marokko. Nun, in allen Märkten der Welt (einschließlich Elmaja Achna ) schon ich gesucht habe Haltungen und Lehren von der modernen Welt: hier jeden arroganten Gesicht, gibt es ein feines Lächeln, und jeden Unterschied im Körper oder Geist, gewürzt den Aromen von muslimischen Afrika, schon jetzt in meinem Herzen Emotion geweckt hatten. Ich besuchte Indien, wo ich auf der Suche nach Einheit Generationen Gewicht verloren habe. Was mehr ich ständig führe den Kampf mit dem Herzen auch. Kürzlich besuchte ich Georgia mit verfügbaren Schwarzen Meer. Denn, dass es derzeit bis zu einer echten Schlacht zwischen Gut und Böse. Ich flog von Erben denken anders : “Und Du, der mir genommen wurden, aber nicht wegen des Krieges; Du starb zu einer Zeit, wenn niemand zum Tode berurteilten worden ist, der Abschluss 20 Jahre gestorben ist . Dein Tod hat die Welt nicht zerstört, in der ich lebe. Und noch heute auf lehmigen Pfad eine Spur von Ihrer Sandalen beibehalten ist.” (vergl. F. Mauriac ). So, Mutters Stimme begleitet mir bis heute, auch jetzt bei Spaziergängen am Schwarzen Meer. Sie starren auf den schwarzen Sand und sanft wiegenden Wellen, Ich erinnerte mich an einigen Katechese von vor Jahren, wenn ich Katechese für junge Menschen über die Frau, es sie zu Jesus gebracht hat. Und Jesus zeigte Barmherzigkeit und Gnade für die Frau. Der Herr Jesus trennt uns glücklich. Wir lesen in der Bibel: “Wenn eure Sünden wie Scharlach sind…, sollen sie weiß werden wie der Schnee;wenn sie rot sind wie Karmesin, sollen sie [weiß] wie Wolle werden.”(Referenzen: Jer 31,3-4; Jes 1,18)
Mit ewiger Liebe habe ich dich geliebt, darum habe ich dich zu mir gezogen aus lauter Gnade. Ich will dich wieder aufbauen, ja, du wirst augebaut dastehen… Keiner Waffe, die gegen dich geschmiedet wird, sol les gelingen…Wenn sie so zahlreich wie der Sand, so wird euch vergeben warden, spricht der Herr… Und wir tun noch einen atemberaubenden Blick auf den schwarzen Sandkörner am Meer. Und das Schwarze Meer wieder gebraust ist. Sobald ich stieg Spazierengang weiter zu machen. Denn Ich besuchte Kutaisi Haus Priester Casper Bertoni, er ist ein Ordensgemeinschaft Gründer der heiligen Wundmale des Herrn Jesus Christus .. Während meiner Reise besuchte ich in Gelati Siedlung, einem Dorf wirklich mit einem lehmigen Weg zum Kloster an der Spitze, wo die Gräber der ersten Könige des zwölften Jahrhunderts Georgia sich befinden… So, glaube ich, Schüsse auf dem Maidan in Kiew getötet alles, was ich liebte. Das Schicksal hat uns getrennt . Reiche einzelnen Leben erstickt, ausdruckslos und ohne Chancen ist. Vielleicht übertrieb ich hier in der Beurteilung der Realität unserer Welt. Aber ich zeigte sich biblisch – Abgrund , weil wir egoistisch sind. Aber wir müssen voneinander wissen – dass das wahre Christentum zu sein .. Aber jede Liebe (ist), – wenn sie mit großem Glück nicht separat vereint ist. Mark Twain schrieb, Ich zitiere seine Worte frei : Sie müssen aus dem traditionellen Glauben weg und zu verteilen neu, die auf die Entwicklung der modernen Zivilisation geführt würde.
Spiritual Verknöcherung der Religion überflüssig dem Menschen. Die religiöse Praxis Aktien unfähigen, inkompetent Stümpers errinert.In Kritik der Religion Mark Twain nimmt Gesellschaftskritik und Kritik an der Gesellschaft , das ist die ‘ istinnyj zawiet’ – sein letztes Wort, Testament Innen Schriftsteller. Kritik sollte gegen alle Monarchien zu drehen. So, die Twain Reflexion als jede Vorbote einer Revolution gegen die Kirche und Regierung ist . Ich würde die Herausforderungen von Mark Twain besonders von der Geistlichkeit zu fördern, namentlich dies von des zeitgenössischen Klerus zu nehmen und zu ermutigen. Die Kirche muss sich ständig erneuern. Kirche braucht Erneuerung, Treffen mit Profis , um nicht alles mit der Gnade des Schicksals der Neuzeit zu verpassen. “Um geliebt zu werden, um Schmerzen zu verursachen “, schrieb Francis Mauriac. Wenn wir die Herausforderungen unserer Zeit nicht nehmen , es wird die Situation der Kirche, ihre Liturgie , und schließlich die “Sozialvertrag ” gegen uns wenden. Zabkowice Geschichte ist die Geschichte von meinem Körper und meiner Seele.. Kirche ist ein Gottes Ort. Lassen Sie die katholische Kirche meines Landes wird schön sein, lassen sie dient als gute weiterhin, was nicht weggeht .

Modlił się koło Kościoła

Stanisław Barszczak—Tu wszystko jest prawdą—

Niemożność przeżycia samego siebie wiąże się z tajemnicą osobowości.
Dlaczego katolik ma występować z powodu dzieciństwa (enfance), przeciwko temu, co wzbogacało nasze emocje i uczucia!
Byłem dzieckiem w więzach. O tych i innych tematach mówię w tym eseju. „Nie umiem sprawić, aby lekcja ta była przyjemna, jeżeli bowiem jest prawdziwa, to wszyscy znajdujemy się w tak katastrofalnym stanie, że na to schorzenie nie ma już żadnych radykalnych, zdolnych je odwrócić środków”. Kamienie wołać będą. Ulica z bruku. Pewnego dnia byłem z mamą, ale jej nie poznałem, zachowywała się jakby była inną osobą. Nie winię ją za tę postawę, uważam, iż ta godzina, to wypadkowa moich błędnych postaw w życiu uczuciowych z mamą, a także zbytnia troska przyjaciół mamy o jej swobodę. Ograniczenie pojmujemy abstrakcję. Chciałbym zrywać wszelkie maski i otwierać nieustannie na głębokie pokłady ludzkiego człowieczeństwa, zanieś dalekim dniom,
dumny kamień, podźwignięcie się heroicznej Polski, mojej ojczyzny.
Żeby była przyszłej (generacji) w pamięci. Wierzycie we wróżbę, znak? Znacie historię Moby Dicka? ‘Rachel’ uratowała sierotę!
Kiedyś matka uginała się pod cię ciężarem odpowiedzialności za życie wieczne swojego dziecka. Powiedziałbym tutaj, iż mam w sobie piękną przeszłość mojego kościoła nietkniętą, noszę nieustannie odpowiedzialność za mój kościół. Wspomniany Franciszek Mauriac pisał:” Istota nieskończona nie jest na naszą miarę/…/ aby się wybić, zawsze byłem gotów wykorzystać wszystko, nawet łaskę.” Chciałbym, byśmy wspólnie wykrywali i wyjaśniali utajony sens tego, cośmy spostrzegli w kościele naszym jako dzieci, dzisiaj nie tyle wybierać, czy te już być zmuszani do wyboru, lecz byśmy odnaleźli w pamięci żywy las mądrości naszego kościoła i naszej epoki…
Dzieciństwo nasze wydaje nam się mgławicą, której tkliwym, promiennym ośrodkiem jest matka. Dzieciństwo jest istotą życia, bo daje nam do niego klucz. Jest przedłużeniem tych wszystkich nieznanych przeznaczeń, którymi jest oplątany i które mają się w nim dopełnić. Gdybyśmy się zdecydowali opisać nasze życie, każde z tych przeznaczeń winno być wyodrębnione i przestudiowane oddzielnie, i to nie tyle od zewnątrz, co od strony wewnętrznej. Daleki a raczej popychany do dziedzictwa wiejskiego, spędzam wakacje w dzieciństwie u wujka w Przemyskiem. Śpijcie spokojnie! Nie będę opowiadał o sobie, żeby się nie skazać na opowiadanie o was. Nadmienię tylko, że próbowałem dać świadectwo o moim dzieciństwie już w kilkunastu tekstach, np. w Hortensjuszu i Historii żółtej ciżemki. Drogi Czytelnik mógłby je odnaleźć. Osobiście nie potrzebowałem żadnych wydarzeń historycznych do rezygnacji z rzeczywistości. Pragnąłem tę rzeczywistość (przed-Solidarnościową), jaką znałem, zmienić i stworzyć na nowo.
Moje najdawniejsze wspomnienie zachowałem z okresu, gdy miałem trzy lata. Ponieważ ojca nie pamiętałem, nie żył z mamą, ta ostatnia opowiadała mi potem, jakie to ciężkie warunki miała, by mnie wychować, dlatego wówczas mogłem wybrać innych rodziców. Stało się inaczej, zostałem przy matce.
Ale Ząbkowice, to miasteczko wiąże się tez z moją teraźniejszością. Stanowi składnik mojego dzisiejszego ja.. W Ząbkowicach odznaczony pisarz zajmuje więcej miejsca niż młodzieniec, który niegdyś na tej samej ławce przed wysokim frontonem Szkoły im. Feliksa Dzierżyńskiego w piękny czerwcowy dzień spoglądał przez ciemniejszą szybkę ku skrywanemu przez księżyc Słońcu. To prawda, nie można spoglądać w twarz ani słońcu, ani śmierci- ani samemu sobie. Tu w Ząbkowicach przecież maszerowali chłopcy, robotnicy szli do gospody.

Ale zaledwie minąłem autostradę i skręciłem na drogę do Ząbkowic, znajduję się w świecie zupełnie odmiennym, który był niegdyś moim światem, ale nim już nie jest. Dziś kiedy przechodzę tędy zaledwie sporadycznie jest tutaj ktoś obecny. Zapuszczam się wtedy w gąszcz zaczarowanego lasu. Czy grożą mi w nim jakieś niebezpieczeństwa? Skąd to mona wiedzieć? Ten las mnie nie zna i ja go nie znam.
Kiedy zdobywam się na odwagę dalszej jeszcze wyprawy, na Sikorkę, i wchodzę do odmiennie ‘urządzonego’ już dziś parku, w którym spędzałem uczniowskie wakacje, nie odczuwam lęku, że spadnie na mnie jakieś przekleństwo. Wiele parkowych sosen już dawno umarło, a pozostałe przy życiu nadal wymierają.. Ale te, które jeszcze żyją, znają mnie dobrze. Pod drugiej stronie kościoła, bliżej miejsca, gdzie stał Dom Rodziny Nanuś, ostał się kasztan, który adorowany przez nas w dzieciństwie pamięta jeszcze ciepło mojej dłoni, moich warg, moich policzków z czasów, pamiętasz „kryłem się w twoim cieniu i opłakiwałem cichutko miłość bezpowrotnie utraconą…” Chciałbym jeszcze dziś chodzić koło niego, by po wielekroć móc wyczuć pod palcami jego tkaninę z kwiatów i kory.
Rozmyślam o tym, że gdybym spróbował odnaleźć miejsca, gdzie jako młody chłopiec zanosiłem nie tylko koty na stawy, ale gdzie w oczekiwaniu powrotu mamy z fabryki, spędzaliśmy długie godziny, to nie zdołałbym ich wszystkich rozpoznać. Prawdopodobnie młode sosny pną się bezładnie w górę tam, gdzie czcigodne dęby, które przyglądały się może niegdyś wędrówkom stad moich pasterzy, osłaniały cieniem nasz szałas.
Jak się cieszyłem, że dom nasz w Ząbkowicach zaopatrzony był w przylegające do jego czterech kątów pomieszczenia na suszenie bielizny. Każdy lokator posiadał klucz do swego strychu. To był inny świat… Pewnego poranka odwiedziły nas dwie bardzo urodziwe młode panny z krainy dzieciństwa mojej mamy, także jej brat. Panny te, przybyły z ojczyzny Jowisza i jak gdyby przynależąc do jego dworu, będąc z jednego o nim mitu, opowiadały mi pierwsze światowe opowieści, które wysłuchiwałem, jakby zaczarowane czy też zaczerpnięte spoza mojego podwórka- bardzo to przeżyłem, i żyję nadal swymi snami sprzed laty. W świecie, gdzie niemal zupełnie zatarła się granica między dobrem a złem, brat mamy, ‘biedaczyna’ z Huciska, posiadł większą niż ktokolwiek spośród nas wiedzę o tym, co nie tyle jest grzechem, lecz złem.

Pozwalam tu sobie na pewne rzeczy bez skrupułów. W Ząbkowicach żył tam chłopiec o oczach modro dziecięcych, jak w upalne południe lipca nieba błękit. Potrzebował wiekuistego domu nieustannie, był on i matka. Nigdy nie oswoiłem się z nieszczęściem, że nie znałem mego ojca. Mama, tutaj Opatrzność odwdzięczyła mi się po wielekroć, kochała świat i była zawsze ze mną, więc odziedziczyłem tę miłość. Osobiście przyznam, że w szkole pomimo utartej powszechnie opinii i pokazywaniem przez Wychowawczynię na mnie, jako na wzór ucznia,
nie byłem dobrym uczniem- reprezentowałem niezdolność do życia z dala od tego, co kochałem. I tak na przykład służyłem do Mszy świętych na trzech nabożeństwach w niedziele, nie uświadamiając sobie nigdy do końca miłości Mszy świętej z czasu pierwszej komunii. Jak powiedziałem gdzieś, w dzieciństwie zdarzało się, że uwielbiana matka spędzała czas zajęta pracą w fabryce, a mnie oddawała na kolonie. Straszne tygodnie. Bardzo tęskniłem za mamą. Ona odwdzięczała mi się ciągle przynosząc z Huty Szkła Gospodarczego piękne szkło dekoracyjne i codziennego użytku. Jakby kształtowała także w ten sposób mój talent wykrywania niedostępnych i wiecznych motywów naszych poczynań. W szkle zaczarowane były, jak wierzę, stany naszych uczuć i sumień. Stąd i dziś zakochany jestem w pięknie. I dziś widzę Polskę wielką, również pod okiem barbarzyńców… Poza tym był „łagodny” kapłan w Ząbkowicach, powszechnie uznany za świętego Ksiądz Proboszcz E. Liszka. To tutaj także odbywałem wieczne „wakacje”, w lecie z kolegami przedzieraliśmy się przez nasz las „na strugę”, do „zaczarowanego źródła”, w kierunku „Basiuli”. To była wędrówka serca, które w dążeniu do Boga obrało najdłuższą drogę. Poeta ujrzy tu, czego inni nie dostrzegają: samotność, milczenie, „nieporównywalna czystość lazuru” długi czas nie pozwalają mu sięgnąć w zaświaty. Nie było wówczas przypadkowości. Dzisiaj ja, niczym biedny szejk mogę zatracić poczucie zasadniczej prawdy, że w każdym z nas istnieje coś, co nie jest tematem twórczości artystycznej i nie zostało nam dane jako przedmiot eksploatacji. Nadto o miasteczku, w którym spędziliśmy dzieciństwo i wiek młodzieńczy, nie powinniśmy wydawać sądu, ponieważ jest z nami zawsze, stanowimy z nim jedną całość, nosimy je w sobie. Historia Ząbkowic (obecnie dzielnicy Dąbrowy Górniczej) jest historią mego ciała i mojej duszy.

Zdaję sobie jednak sprawę, że smutek mego dzieciństwa nie polegał na złudzeniu, lecz wiązał się z głębokim poczuciem mojej słabości. Tak wiec „znów słońca blask wyprzedziłem, nim objął wzgórza dalekie.” Nie mogłem wówczas przewidzieć, że będę w pewnej mierze obdarzony zdolnościami literackimi, i że staną się one później łodzią ratunkową, która mnie przygarnie.

Coraz częściej ujawniam najsmutniejsze ze swych postępków, nie wątpię, że odwagą pozyskam niekiedy rozmówców. A nawet będą chwalili tę odwagę, pokorę; znajdą tysiące powodów, by udzielić mi rozgrzeszenia… A teraz jeszcze śladami dziecka jakim byłem, pójdę dalej nieco, przez betonowy korytarz Niższego Seminarium w Częstochowie, gdzie igrałem z maleńkimi wzorcami przyszłych namiętności. Nie zapomnę nigdy naszego rozsłonecznionego okna na antresoli klatki schodowej, przez które wpadała południowa jasność mocnego słońca. Teraz tam wybudowano piękny budynek z aulą i salą gimnastyczną, przylegający do starego gmachu. Spotykam jeszcze na korytarzach moich profesorów. Jakkolwiek tam śpiewaliśmy sobie, nigdy nie usłyszałem pieśni, którą jak rozumiem, żyły poprzednie generacje: „O mój Jezu, niebiańskiego uniesienia, zechciej użyczyć mi płomienia.”
Dzisiaj tam uczniowie dostają ‘zera’. Ale tam również wręczają nagrody, ja muszę pogodzić się ze smutnym faktem: nigdy nie wezmę udziału w podobnym święcie. Ale to Seminarium (Katolickie Liceum Ogólnokształcące) pozostanie własnym moim skarbem, i nikt mi go nie odbierze. Tam był Syjon, Syjon! Naród wybrany, święta ziemia, w którą bezwiednie głęboko zapuściłem korzenie. Kochał nas w wieku niewinności, znając wszystkie przyszłe występki.

Pewnego dnia zapragnąłem odpowiedzieć na apel naszego polonisty.
Chciałem pisać o nieśmiertelnych. Wszak twarze kilku naszych kolegów trawił płomień. Ileż poetów i powieściopisarzy odkryłem wówczas w miejskim sklepie księgarza. Moje życie odtąd, to historia drogi pod prąd. Usiłuję brnąć pod prąd zabagnionej egzystencji, by dojść do jej czystego źródła.

Bywałem następnie kapelanem w Krakowie u Ojców Bonifratrów, sławnych ‘Szpitalników’ i Aptekarzy w mojej ojczyźnie. Utrzymuję wciąż z nimi bardzo dobre stosunki. Po latach przybywam do nich, jak Ulisses do rodzinnej Itaki. Tam bowiem zacząłem pojmować czym jest Polska, moja ojczyzna. Tutaj trzymałem się mocno w siodle, stąd przedsiębrałem moją pierwszą podróż ‘na zaproszenie’ do Salzburga w Austrii, nie przestawałem też modlić się: „O mój Boże, jeżeli muszę zapłacić za to szczęście, niechaj ceną nie będzie życie ukochanych!…”
Kontynuowałem cudowną znajomość z księdzem Profesorem Józefem Tischnerem. Do końca mojego życia nie zapomnę jego dwóch lekcji: jedną przeżywałem na jego Seminarium z filozofii człowieka, a drugą- w trakcie jego wtorkowego wykładu dla wszystkich w Collegium Novum w pięknym Krakowie. Po jego śmierci, następnie po śmierci Papieża Wojtyły, a szczególnie po zaśnięciu na wieki Matki, to w Polsce, mojej ojczyźnie, kształtowała się nieudolnie osobowość istoty pozbawionej przyjaźni, miłości, kierownictwa czy jakiejkolwiek rady. Tutaj nabieramy niewłaściwych nawyków, które musimy zachować aż do końca. Nie przeczę, że dziś jeszcze moje wnętrze jest puste czasami, jak kościół w Bordeaux, pomimo moich licznych odwiedzin współczesnego świata. Ale to właśnie w Ząbkowicach, miasteczku dzieciństwa, ktoś przewidywał moje życie, tutaj pozostaje zaklętym kierownictwo i przewidywanie moich „wewnętrznych Ząbkowic”. Bo tu się wszystko zaczęło. Tu gospodarka ojczyzny „gwałciła” prowincję przed laty, w puszczy przylegającej do Ząbkowic wybudowano Hutę Katowice- to obraz z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Ale te strony nie mają nawet teraz surowego oblicza, mimo prowadzonych tam robót kanalizacyjnych.
Bez salonów byliśmy zdani na faryzeizm prowincji.

Pozwalam sobie na pewne rzeczy bez skrupułów. Nie wątpię, że wielkość narodu jest przemijająca. Potrzebuję wiekuistego domu nieustannie. Nigdy nie oswoiłem
się z nieszczęściem, że nie znałem mego ojca. Ale za to Mama kochała świat i była zawsze ze mną, a ja odziedziczyłem tę miłość.

Chciałbym uderzyć we właściwą nutę. Marzę więc, byście odnaleźli swego Boga. Od 30 roku życia jakbym się cofnął w mojej biografii.
Moje nowe wspomnienia zachowałem z okresu 1993-1999. Sala bilardowa, kawiarnia, piwiarnia towarzyszą mi w nowych opowiastkach o Ząbkowicach. Pojawiają się jednak nowe refleksje. Z moich skromnych prób wysunięcia się do przodu nic nie pozostało, wszyscy mnie wyprzedzają.
Skazany na ciągłe uczestniczenie we Mszy świętej w charakterze nacjonalisty, zapragnąłem widzieć Rzym, gdzie mieszkał papież. I tak zaczęła się w moim życiu nowa przygoda, podróże zagraniczne do Polaków, rozsianych po całym świecie. Jakkolwiek nie doszedłem do tego w Koloseum, by ucałować krzyż.
Odwiedziłem kiedyś Edynburg w Szkocji. Dzisiaj nikt nie powie, że Szkocja, to dżungla z potężnymi dzikimi bestiami. Ale ja osobiście spacerowałem tam, choć jeszcze bez namiętności jutra.
Dzisiaj jestem pełen namiętności, tulę się do ciebie matko w niebie w uścisku już pełnym namiętności. Mama mimo jej samotności zawsze delikatnie zamykała drzwi. Mniemam, że teraz w niebie nie przestaje to czynić.
W Tuluzie we Francji odkrywałem skrywany gdzieindziej szacunek dla siebie. Na antypodach wpatrywałem się w Szerokie bulwary Buenos Aires. Odkrywałem kolejne teraźniejsze miejsca zbawienia mej duszy, pewnego dnia ujrzałem więc Marrakesz w Maroku. Otóż na wszystkich targowiskach świata, (także Elmaja Achna) już poszukiwałem postawy i doktryn: tu każda arogancka mina, tam subtelny uśmiech, a każda odmienność ciała lub ducha, przyprawiona aromatami muzułmańskiej Afryki, budziły i teraz w moim sercu wzruszenie.
Nawiedziłem Indie- tam wychudłem… , co więcej nieustannie toczę jeszcze walkę z własnym sercem.
Odwiedziłem ostatnio Gruzję z dostępnym morzem Czarnym. Bo to tam toczy się obecnie realna walka między dobrem a złem. Leciałem z zdaniem zaczerpniętym skądinąd: „A ty, który zostałeś mi odebrany, ale nie przez wojnę, ty umarłeś w czasach, gdy nikogo nie skazywano na śmierć za ukończenie lat dwudziestu. Twoja śmierć nie zburzyła świata, w którym przebywam. I jeszcze dzisiaj na gliniastej ścieżce zachował się ślad twoich sandałów.”(F. Mauriac) Matki głos, ona towarzyszy mi po dziś dzień, nawet obecnie podczas spacerów nad Morzem Czarnym. Wpatrując się w czarny piasek i lekko kołyszące się fale morskie wspomniałem na pewną katechezę sprzed lat, gdy miałem katechezę dla młodzieży o niewieście, którą przyprowadzili do Jezusa. Ta kobieta zaznała jego miłosierdzia. Pan Jezus szczęśliwie nas dzieli. „Choćby twoje grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją.” Choćby były tak liczne jak ziarnka piasku zostaną Ci wybaczone. I przed nami jeszcze jedno wspaniałe spojrzenie na czarne ziarnka piasku nad morzem. Dokoła szumiało Morze Czarne. Zaraz powstałem, by iść dalej.
Odwiedziłem w Kutaisi dom Księży Kacpra Bertoniego … założyciela Zgromadzenia Najświętszych Stygmatów Pana Naszego Jezusa Chrystusa.. Podczas mojej podróży zawitałem w Gelati, miejscowości rzeczywiście z gliniastą ścieżką prowadzącą do klasztoru na górze, w którym są groby pierwszych królów Gruzji z XII stulecia. Strzały na Majdanie w Kijowie zabiły wszystko, co kochałem. Losy oddzieliły nas. Bogate życie indywidualne zdławione, pozbawione wyrazu i możliwości rozwoju. Może tutaj przesadziłem w ocenie rzeczywistości naszego świata. Ale pokazała się biblijna otchłań- bo my egoistyczni. Ale mamy być świadomi siebie- to prawdziwe chrześcijaństwo.. Ale wszelka miłość (jest)- gdy ona pozostaje z wielkim szczęściem nie rozdzielnie złączona.
Mark Twain napisał: trzeba odejść od tradycyjnej wiary i rozdać nową, która by przysposabiała ku rozwojowi współczesnej cywilizacji.
Duchowe skostnienia religii niepotrzebne człowiekowi. Albowiem religijna praktyka przypomina akcje „niegramotnego konowała”.
U Marka Twaina w krytyce religii jest i krytyka społeczna i krytyka społeczeństwa, taki jest ‘istinnyj zawiet’- testament wewnętrzny pisarza. Krytyka powinna obrócić się przeciw wszelkiej monarchii, refleksja Twaina jest wszelką zapowiedzią rewolucji przeciw Cerkwi i Gospodarstwu-Państwu. Zachęciłbym do przejęcia się tymi wskazaniami Twaina współczesnych duchownych. Kościół musi się odnawiać nieustannie. Trzeba mu odnowy, równie spotkań w gronie fachowców, aby nie uronić nic z łaski losu współczesnej epoki. „Być kochanym, to zadawać ból,” napisał Franciszek Mauriac. Jeśli nie podejmiemy wyzwań naszej epoki, to sytuacja kościoła, jego liturgii, wreszcie ‘umowa społeczna’ obróci się przeciwko nam. Historia Ząbkowic jest historią mego ciała i mojej duszy. Niech wiec Kościół Katolicki mojej ojczyzny będzie piękny, niech dalej służy temu, co nie przemija.

dark alleys

Stanislaw Barszczak, ‘Rachel’ rescued orphan!..I came back with a new pastoral journey. I was now in Georgia. Because that there is currently pending a real battle between good and evil. I visited Makhinjauri, Batumi, Gelati, Kutaisi was home Priests Casper Bertoni, founder of the Congregation of the Sacred Stigmata of Our Lord Jesus Christ .. I admired modern Parliament building, a beautiful airport, streets with cobblestones there. ‘The stones will cry out!’ Only to a certain extent we conceive abstraction. One day I was with my mother, but I did not recognize her, she acted like she was a different person. I do not blame her for this attitude, I believe that this time, it had been the result of the erroneous attitudes of my emotional life according to mother, as well as excessive care of friends they worried for her freedom of today. They call me Luc one day… But Luc’s mother was born in a small village in Bielarus. At the age of eighty-six she still remembered vividly the day in 1960 that she left her village and set off for Poland as a immigrant: ”I remember it clearly. The whole village turned out to wave us goodbye and we were all sitting in the cart with our little bundles on our laps and our shawls around our shoulders. I was excited a little bit, but mostly rather miserable and frightened. As the cart got to the end of the village street I could see the group of villagers who were waving us goodbye was getting smaller and smaller, but I kept my eyes fixed on my mother in the front of that little group. I didn’t take my eyes off her… Then, just before the cart turned the corner and I lost sight of them, I saw my mother faint and fall to the ground crying and weeping, and I saw the rest of the group bend over her to pick her up, and I tried to get out of the cart and run back to her and stay with her. But the others with me in the cart stopped me and held onto me. And the cart turned the corner. And I was weeping and struggling and they were holding me. And I never saw my mother again.” Little Luke goes way further, looking for signs. I would like but to break all the masks now and constantly open to deep layers of the human humanity. Mark Twain: you have to move away from the traditional belief and distribute new, which would be suitable for the development of modern civilization. Spiritual ossification of religion unnecessary for man. Religious practice resembles actions of an uneducated gay, he said. In Mark Twain’s criticism of religion, and criticism of society, that is the ‘istinnyj zawiet’- testament inner of the writer; criticism it should turn against all monarchies. Twain’s reflection is any harbinger of a revolution against the Church and the State. I would encourage to take up these Twain figures through the contemporary clergy. The Church must constantly renew. Church needs renewal, the meetings with professionals in order not to miss anything with the grace of the fate of the modern era as well. “To be loved is to cause pain,” wrote Francis Mauriac. If you do not take the challenges of our time, the situation of the church, its liturgy, and finally the ‘social contract’ will turn against us. Any love-when she is with great happiness not separately united. Once the mother bowed under the weight of responsibility for the eternal life of his child. I would say here that I have before my eyes an untouched past my church, I wear constantly responsibility for my church. Why be Catholic is because of childhood, enfance-against what they enriched our emotions and feelings! That Mauriac wrote: “The essence of the Infinite is not our measure / … / to stand out, I was always ready to use everything, even grace.” I wish we jointly detected and explained latent sense of what we have noticed in our church as children, and today do not enough to choose or have to be forced to choose, but let we found in the memory of vivid forest of the wisdom of our church and one of our time.

Atutowe karty

Bordeaux w biografii Franciszka Mauriaca (teksty w tłum. S. Barszczak)

“Ja, jak twoje miasto kochane, wylewałem (je) całe jeszcze w kołysce. Ty miasto, nosisz teraz wszędzie z sobą materię twoich książek. Ty dzięki mnie się uśmiechasz, jeśli pyta się ciebie o to: “czy ma Pan już temat do nowej powieści?” A masz w tej kwestii tylko mnie samego i siebie zmieszanych, nazbyt zawstydzonych, nadto to, co jest niewyczerpane: twoje książki, które wybuchają wciąż, odrywają się w związku z tym, jak słońca od mętnej mgławicy.”
(F. Mauriac, Bordeaux i czas dorastania)

“Bordeaux to moje dzieciństwo i część dorastania, które zostały oderwane ode mnie, skamieniałe.” (F. Mauriac, Początki życia).

86, rue du Pas-Saint-Georges. Miejsce urodzenia Franciszka Mauriaca, gdzie mieszkał aż do śmierci ojca, która nastąpiła, gdy miał zaledwie dwadzieścia miesięcy. 7, rue Duffour-Dubergier. Młoda wdowa z pięciorgiem dzieci znalazła schronienie na trzecim piętrze, u swej matki. “To tam urodziłem się do świadomego życia.” (Nowe wspomnienia wewnętrzne)

“Byliśmy obcy tej rasie kupców, armatorów, których szlachetne hotele i piwnice są dumą bruku nabrzeża Chartrons”. (Początki życia)

“Na targach na placu les Quinconces w październiki i marcu, cieniste altany przenosiliśmy nad wejście, gdzie było wypisane jedyne, a maleńkie imię kobiety.”(Bordeaux i czas dorastania)

“Dziecko (w moich powieściach) realizowało piękny obraz spotkań, na szerokich, śliskich, a chroniących przed deszczem, chodnikach deTourny.”

“Ogród publiczny, w którym dzieciom wydawało się, teraz umierającym z pragnienia, za tymi wysokimi słonecznymi ogrodzeniami, że kończy się samo- konsumpcja ostatniej zieloności świata.” (Pustynia miłości).

“Jeden z twoich młodych przyjaciół w Paryżu(przedstawiam osobliwy pomnik w Bordeaux), teraz siwiejący i sławny, przybędzie między dwoma pociągami na inaugurację i przeczyta dyskurs pod parasolem o tym, że zobaczymy poruszenie trzech sekund na ekranie Pathé-Journal. Potem mały zespół rozproszył się, pozostaną wróble, które skrywają twój posąg niczym z białych łez, i dzieci, dla których będziesz tylko “celem” ich zabaw w chowanego. “(Bordeaux i czas dorastania)

Le Voltigeur – Chartrons – Grand Parc – Bordeaux, les Quinconces, des allées deTourny, perły architektury Bordolańskiej, rzeka Garonne, piękna klasyczna kompozycja budynków Bordeaux, ta oaza dzieciństwa, obcy ktoś oczekuje, że ja to wszystko opiszę. Nie sposób. F. Mauriac notuje:
“Statek katedry wznosi się ponad dachami, z których jeden mieści moje budzące się dopiero życie.”
“Szczęście, które dziecko tam zaznało, jakoś próbowało, być może było tym- niczym szczęście owada, który chodzi po ziemi, a którego napawa lękiem bycie widocznym.”

Portrety i anegdoty

Sacha Guitry przeprowadza wywiad z Georges Clemenceau, francuskim mężem stanu (fragmenty książki S. Guitry pt. Cinquante ans d’occupations, Presses de la Cite , Manchecourt 1993) tłum. z franc. Stanisław Barszczak

I
Wpierw nim go poznałem, już go kochałem. To Mirabeau i Monet, którzy sprawili, ze go pokochałem- lecz dopiero jego przeciwnicy związali mnie z nim na zawsze…
Zadzwoniłem był do niego tym razem o drugiej po południu, żeby umówić się z nim na spotkanie. A on odpowiedział mi, że czekałby na mnie choćby cały dzień, że mogę przybywać do niego o każdej godzinie. Chciałem poradzić się go w kwestii Historii Francji, którą pisałem dla Teatru Pigalle.
Szambelan wpuścił mnie do biura Clemenceau, to jest do jego ponurego pokoiku, trzy na cztery metry, którego okno wychodzi na mały ogródek. Mnóstwo książek w tym pokoiku dokoła, na ścianach liczne fotografie, są posągi greckie. Jego biurko jest w kształcie podkowy. Nie ma fotelu, jest krzesło, ale są trzy wygodne fotele, które oczekują przyszłych gości. Jedyny obraz: Don Quichotte i Sancho Pansa autorstwa Daumiera.
Wchodzi, serdeczny, nawet życzliwy, nadzwyczaj swobodny. Nosi obcy mały kapelusz i sławne szare rękawiczki, które nie zostawia nigdy. Jego cera jest bardzo żółta, ale to nie jest cera kogoś, kto jest chory. Ma wygląd trochę wschodni. Zresztą jego wąsy i włosy nie są jeszcze białe, Mówię ‘jeszcze’ jak gdyby on mógł się jeszcze postarzeć. Sprawia wrażenie bynajmniej kogoś, kto już się nie zestarzeje, podobny raczej do mumii, jak do starca. Choć ma osiemdziesiąt sześć lat.
On mówi mi zaraz od drzwi:
-Bardzo mi przykro, bardzo żałuję, że nie mogłem pójść zobaczyć sztuki Mariette. Swoją drogą, nic nie słyszę z daleka. Słyszę jeszcze dobrze muzykę, ale słowa w teatrze, te nie dochodzą do mnie wyraźnie.
Ja wtedy opowiadam mu o dwu kawałkach mojej sztuki, które go dotyczą. Pierwszy i ostatni. O pierwszym, wygląda na to, że on nie bardzo dobrze rozumie, co starałem się tutaj osiągnąć, ale jak tylko opowiadam mu drugi tekst, on w mig rozumie pierwszy, i teraz oba aprobuje. Mówi mi, że jest bardzo rozpieszczany. Mówi mi o tym krótko i tak przyjemnie, ze mam wrażenie, iż to jest prawda.
Potem zabieramy się do obmawiania długo Moneta i jego książki, która dopiero co się ukazała w wydawnictwie Nimfy. On mówi wybornie o Monecie, podobnie jak mówił o Mirabeau, z wielkim szacunkiem-bez żadnego przymilania się.
Clemenceau wie bardzo dobrze, że może się być najbliższym przyjacielem Moneta bez znajomości jego myśli. Ale należało brać to jak było, należało liczyć się z wiedzą, z jaką ten was kochał. A to, co należało się odrzucić w poznawaniu, to była opinia, jaką miał o was. Bo są rzeczy, o których Monet nigdy nie mówił. I tak, jak on nigdy nie rozpowiadał o nich nikomu, tak jednak przywiązywał ogromną wagę do tej opinii i dokładał starań, aby ta ostania zasługiwała na jego szacunek.
Rozmowa w pewnej chwili nie kleiła się, pytam go o wielkie daty jego życia. On mi mówi nagle o wojnie. Oto te właśnie godziny, wydają mi się, że one zatarły wszystkie inne. Mówi o Zawieszeniu Broni.
-Gdzie Pan znajdował się w momencie otrzymania informacji, że Niemcy domagają się zawieszenia broni?
-W moim biurze, w ministerstwie Wojny.
-Jak Pan to przyjął? Ustnie?
-Nie, przez depeszę.
-Co Pan mówił?
-Nic.
-Co Pan zrobił?
Patrzy na mnie. Waha się- po czym robi mi honor jedynego zaufania:
-Włożyłem moją głowę w ręce… o tak… i zapłakałem.
I pewnie zapłakałby raz jeszcze, ale jakaś myśl gwałtowana przewierci teraz jego usposobienie. I wychodzi na dziesięć minut… Następnie mówi znów o tamtych dniach. Poczym się uspokaja. Podejmuje to raz jeszcze.
-Mówił Pan o datach… dobrze! Niech Pan wie, że istnieje historyczne spotkanie, którego nigdy nie zapomnę: to dzień w którym zdecydowawszy o jedności rozkazu przyszedłem, by znaleźć Petaina z Fochem. Petain był godny podziwu ..
On mi powiedział: ” Zrobię wszystko, co chcesz , ale pozwól mi stać na czele korpusu wojska, żebym mógł przynajmniej umrzeć dla mojego kraju.”
Chwilę później , bez żadnego przejścia , powiedział mi o jego obrzydzeniu odnośnie tego, co się stało z Ligą Narodów. I krzyczy coś…
Czy możecie sobie wyobrazić, że Clemenceau wolał, żeby prowadził tę kwestię Stresemann, zaś on nie pragnął tej sytuacji wspierać!

II
O kolejnym spotkaniu marzyłem długo wcześniej. Rozmawialiśmy jeszcze raz o tych samych rzeczach: o wojnie, o Monet i mojej sztuce. Ma niesamowitą uprzejmość i pragnienie zainteresowania się tym, co tu już staram się opisać; będąc dobrej wiary, podjąłem możliwość domagania się kilku wyjaśnień odnośnie jego wizyty w Dzień Zawieszenia Broni u Moneta. Właśnie na tym spotkaniu, na tej scenie, zamierzam zakończyć Historię Francji.
Monet powiedział mi coś , ale chciałem usłyszeć to z jego ust.
Powiedział mi :
– Oh ! to proste, to było tak. Przyszedłem do Moneta . On był w trakcie pracy naturalnie . Od czasu do czasu robiłem w jego pracowni unik do przodu, i nic nie mówiąc nikomu, chciałem spędzić godzinę ot tak, u niego właśnie … bez gadania o wojnie. Poszedłem tam, aby odpocząć . Rozmawiałem z nim na temat jego malarstwa . Mówił o swoich kwiatach . Ale tego dnia, kiedy wołałem do niego z daleka , on zrozumiał z mojego głosu, że coś się stało. Nie mówiąc do mnie dzień dobry, powiedział mi: ” Co ? ” A ja krzyknąłem do niego : ” To koniec ! ” I padliśmy sobie w ramiona.
– A potem ?
– To wszystko. Cóż … hm …kilka słów . Pamiętam , że powiedziałem mu , że jestem bardzo zadowolony, że on jest francuzem !
-A czy to nie było w tym momencie właśnie, gdy Pan krzyczał do siebie śmiejąc się : ” Co będziemy teraz robić? ”
-Ach ! Tak, to prawda … i wiecie co mi odpowiedział ?
– Nie .
-Odpowiedział mi: „ Cóż, będzie musiał zająć się natychmiast pomnikiem Cezanne’a.”
Odtworzyłem tę scenę , dokładnie, słowo w słowo, w mojej sztuce , i pewnie dlatego niektórzy krytycy wypytywują się potem, jaka idea mogła mi towarzyszyć przy pisaniu dialogu tak mało prawdopodobnego!
Zapytałem go chwilę później, których z królów Francji ma ulubionych. Odpowiedział mi:
– żadnego.
– Nawet Henryka IV ?
-Ten jeszcze mniej od innych. Wszystkie nasze kłopoty pochodzą od niego.
Jeśli on by się wtedy nie nawrócił, to byłaby we Francji zawsze mniejszość protestancka, która stale przywracałaby równowagę.
I zapytałem go nagle czy nigdy nie był w swym życiu monarchistą. Aż podskoczył:
– Monarchistą ! Monarchistą ! Nie, jaki pomysł pytania się czy jestem monarchistą !
Skoczył jeszcze raz , ale nie brałem mu to za złe. Gdybym nie był pewny jego uczuć do mnie, nie pozwoliłbym sobie zadać mu zadać tego barokowego pytania. To zostało podjęte jako wesoła wściekłość, zresztą rozkoszna- i śmiał się powtarzając słowo “monarchistą , monarchistą!”
Ale nagle przestał się śmiać , uderzył ręką o biurko , spojrzał mi w twarz , (powiedział) niskim głosem :
-Nie, mówi mi, nigdy nim nie byłem … ale gdybym miał być, to właśnie teraz nim byłbym !
Potem dał mi fotografię, którą odłożył był właśnie dla mnie. Powiedział mi, że została zrobiona w czasie, gdy był ranny przez Cottina, który starał się go zabić na początku 1918 roku, wystrzeliwując w jego plecy trzy kule z rewolweru. Rozmawialiśmy o tym . Zapytałem go, czy widział go dzień po zamachu. On mi odpowiedział :
-Nie, ale widziałem go dzień przed zamachem. Tak ,dzień wcześniej, zauważyłem go . Czekał na mnie przed drzwiami i zauważyłem , że miał śmieszną minę . Został skazany na śmierć , a ja sprawiłem złagodzenie jego kary do dziesięciu lat więzienia . I naprawdę nie mogłem zrobić więcej . To nigdy nie było korzystne. Jego matka przychodziła do mnie i błagała mnie o uczynienie jej łaski wylewając łzy, pod pretekstem, że Cottin miał siostrę , która kochała go nad życie! Odpowiadałem jej, ze ja również miałem siostrę, która kochała mnie bardzo. Od tego czasu ona mogła przyjść, aby mnie zobaczyć, za to on nigdy nie przyszedł .
Dodał :
– Poza tym, on nie był w pełni odpowiedzialny, uczyniliśmy taki o nim sąd.
Dodał ponadto :
I to był Pan Rene Renoult, który mu przebaczył ! Pan Rene Renoult który zajął moje miejsce w Senacie … i który przebaczył mu , nawet nie informując mnie o tym , od kiedy był ministrem ! I właśnie wczoraj Pan Renoult uczynił mi wzmiankę, że byłby szczęśliwy widząc mnie, bo on mnie lubi . Powiedziałem mu, żeby on w związku z tym wyciszył się.
Clemenceau zechciał prosić mnie, żebym przybył zobaczyć się z nim wkrótce- ponieważ istnieje legenda o nim, jakoby kochał przedstawianie go jako gbura domu , a czasem nawet gorzej . Ale ci, których on honorował przyjaźnią, nie powinni przegapić żadnej okazji , aby powiedzieć, jak ten grubiański człowiek był uprzejmy, i ile wkładał troski w rodzenie pozytywnego o nim sądu, i na ile on był rozsądny .
Kiedy już się podniosłem, powiedział mi o swoim pięknym obrazie Daumiera.
– To jest dar, który dał mi mój personel w dniu Zawieszenia Broni. Przekazuję go do Luwru.
– Jest godny podziwu.
– Godny podziwu, tak … niech Pan spojrzy na ten młyn, jak się zdaje, on nie ma skrzydeł?… A właśnie! On je ma… tylko czy Pan wie dlaczego ich nie widzimy?… Ponieważ one się kręcą, wirują dokoła, są w trakcie obracania się!

III

Kiedy dowiedziałem się z gazet , że jest trochę lepiej , że wszelkie niebezpieczeństwo wydawało się zażegnane, poszedłem podjąć o nim nowiny. Szambelan ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, mówi mi, ze on przed chwilą wyszedł, by ostrzec Prezydenta, którym byłem ja. Poczyniłem mu uwagę, że nie przyszedłem z zamiarem bycia przyjętym, ale skoro on nalegał, to ośmieliłem się tak zrobić. Chwilę później Clemenceau przyjął mnie w swojej sypialni . Był ubrany , obuty , w rękawiczkach, i miał dziwny kapelusz na głowie . Siedząc w dużym fotelu przysłoniętym pokrowcem , wydawał się senny . Ale jak tylko usłyszał , że jestem, otworzył oczy i uścisnął mi dłoń . Nie zmienił się wcale, od czasu kiedy go widziałem . Jego oddech , jednak że, wydał mi się bardzo krótki. (ciąg dalszy nastąpi)

Neue Geschichte

Stanisław Barszczak, Ein Mann der ewigen Wahrheit

Einige wollen das Dorfleben zurückkehren. “Ich kann nicht verstehen, wie man Gott in einem Priesterseminar finden soll,” Paulo Coelho sagt. Ich lebe hier und jetzt. Ich bin das Ergebnis von allem, was geschehen ist oder geschehen wird, aber ich lebe hier und jetzt. Einen Weg wählen hieß andere Wege aufgeben. Leben bedeutet ständiges Risiko, und wer das nicht akzeptiert, wird die Herausforderungen des Lebens niemals meistern können. Es ist gut, etwas Langsames zu tun, bevor man im Leben eine wichtige Entscheidung trifft. “Gib mir ein Jahr, Herrgott, an den ich nicht glaube, und ich werde fertig mit allem. Wir manchmal sagen, “Gib mir ein Jahr, Herrgott, an den ich nicht glaube, und ich werde fertig mit allem.” Also, wenn jemand seinen Weg gefunden hat, darf er keine Angst haben. Er muss auch den Mut aufbringen, Fehler zu machen. Wir sind nicht das, was die Leute von uns erwarten, oder so wie sie sich uns wünschen. Wir sind, wer wir zu sein beschlossen haben. Den anderen die Schuld zu geben ist immer einfach. Aber nur wer glücklich ist, kann Glück verbreiten. Wenn du etwas ganz fest willst, dann wird das Universum darauf hinwirken, dass du erreichen kannst. „Erst die Möglichkeit, einen Traum zu verwirklichen, macht unser Leben lebenswert.“ Deine Zeit wird kommen, aber du weißt nicht, wann – daher lebe so intensiv wie möglich. Wer liebt, muss sich verlieren und sich wiederfinden können. Und es gilt bei allem, jeden Augenblick so auszukosten, als wäre es der letzte.

In Złoczów lebt der fromme Pole Czesław Przygodzki mit seiner Frau Danuta und seinen Kindern Johannes, Paul und Sophia. Czesław vermittelt den Knaben der christlichen Gemeinde die Kenntnis der Bibel. Noch war Krieg in der Welt. Da wird ihm ein viertes Kind geboren, Mirosław, ein krankes, schwächliches Wesen. Die beiden älteren Söhne müssen zum Militär. Während es Paul nichts ausmacht, dem russischen Militär zu dienen, flüchtet Johannes über die Grenze nach Österreich, dann nach Italien, was die gesamten Ersparnisse der Familie aufzehrt. Schließlich gelingt Johannes die Flucht nach Amerika. Als er Fuß gefasst und etwas Geld gespart hat, benachrichtigt er seine Eltern, dass er sie und seine Geschwister nach Amerika holen will. Doch Paul will beim Militär bleiben und Mirosław darf nicht mit, denn Kranken ist die Einreise in die Vereinigten Staaten verboten. Schweren Herzens lässt Czesław Przygodzki Mirosław zurück und reist mit der restlichen Familie in die Neue Welt. Und die Stadt Złoczów, die in Polen lag, gefiel mir sehr: eine wunderschöne, alte Residenzstadt. Von dort aus haben Sie dann den Weg in den Süden Amerikass gefunden. Und Sie fühlen sich offenbar immer noch in beiden Teilen ein Stück weit beheimatet. Zunächst einmal wollten Sie, als Sohn eines Schmieds, Lehrer werden. Aufgewachsen sind Sie in einer Großfamilie, in der es im Alltag offenbar ziemlich glücklich zuging …Wie gesagt, er wollte zunächst Lehrer werden. Warum ist es dazu nicht gekommen?
Es fiel mir sehr schwer, persönlich zu schreiben. Ich traf aber die heilige Familie in meinem Heimatland Polen. Ich fühlte mich dann einfach verpflichtet, Zeugnis hier abzulegen.

I

(Büro mit einem großen Raum, dekoriert zeitgenössischen italienischen Stil
-Gegend von Neapel)

Czesław Przygodzki einmal wollte, als Sohn eines Schmieds und geboren im Jahr 1917, Lehrer werden. Er hat über viele Jahre hinweg durchaus hinreißende, freizügige Zeiten in Polen erlebt. Aufgrund einer zwingend notwendigen Knieoperation musste ich dann doch einen Bluttest machen lassen. Er ist aus Angst vor dem möglichen Resultat fast gestorben. Aber das Resultat war dann negativ, was er kaum glauben konnte. Das war wie eine Neugeburt und verbunden mit einer schamlosen Freude. Es begann ein neues Leben für sich. Das ist schon eine merkwürdige Sache. Seine Sprache ist die polnische, sagt der Held unserer Geschichte. Seine Kultur ist die europeische. Die ursprünglich polnischstämmige Familie Czesław lebte bereits 200 Jahre lang in Polen. Polen liegt östlich von Russland in Europa. Czesław aber wuchs bei seiner Mutter in Italien auf. Seinen Vater lernte er erst als Achtjähriger kennen, denn der arbeitete als Professor in Schwizerland. Als er mit der Mutter zusammen den Vater besuchen fuhr, fing er an zu reisen und schreiben. Seither gehören reisen und schreiben für ihn unmittelbar zusammen. Davon zeugen die Bücher, die er bislang geschrieben hat.

Aber die Söhne von Czeslaw gestern haben gerade aus dem Krieg zurückgekehrt. Und nun begann sie zu reden, als sie im Schutz der Nacht, den Bereich durch den Krieg abgedeckt zu Hause gingen. Sie wanderten. Es war Nacht. Den Mond ahnten sie hinter milchigem Gewölk. Der Frühling schien aus dem Wald einherzuwehn. Paul und Johannes gingen schnell auf einem schmalen Weg. Sie hörten das zarte Knistern der dünnen, spröden Eishülle unter ihren Stiefeln. Ihre weißen, rundlichen Bündel trugen sie geschultert an Stöcken. Einige Male versuchte Johannes ein Gespräch mit seinem Bruder anzufangen. Paul antwortete nicht. Er schämte sich, weil er getrunken hatte und hingefallen war wie ein Bauer. An den Stellen, an denen der Pfad so schmal war, daß beide Brüder nicht nebeneinandergehen konnten, ließ Paul dem jüngern den Vortritt. Am liebsten hätte er Johannes vor sich hergehen lassen. Wo der Weg wieder breiter wurde, verlangsamte er den Schritt in der Hoffnung, Johannes würde weitergehen, ohne auf den Bruder zu warten. Aber es war, als fürchtete der jüngere, den älteren zu verlieren. Seitdem er gesehen hatte, daß Paul betrunken sein konnte, traute er ihm nicht mehr, zweifelte er an des älteren Vernunft, fühlte er sich für den älteren verantwortlich. Paul erriet, was sein Bruder empfand. Ein großer, törichter Zorn kochte in seinem Herzen. Lächerlich ist Johannes, dachte Paul. Wie ein Gespenst ist er dünn, den Stock kann er nicht einmal halten, jedesmal schultert er ihn wieder, das Bündel wird noch in den Dreck fallen. Bei der Vorstellung, daß Johannes weißes Bündel vom glatten Stock in den schwarzen Dreck der Straße fallen könnte, lachte Paul laut auf. ‘Was lachst du?’ fragte Johannes ‘Über dich!’ antwortete Jonas. ‘Ich hätte mehr Recht, über dich zu lachen’, sagte Johannes. Wieder schwiegen sie. Schwarz wuchs ihnen der Tannenwald entgegen. Aus ihm, nicht aus ihnen selbst, schien die Schweigsamkeit zu kommen.

Von Zeit zu Zeit erhob sich ein Wind aus willkürlicher Himmelsrichtung, ein heimatloser Windstoß. Ein Weidenbusch regte sich im Schlaf, Zweige knackten dürr, die Wolken liefen hell über den Himmel. ‘Jetzt sind wir doch Soldaten!« sagte auf einmal Johannes. ‘Ganz richtig’, sagte Paul, ‘was waren wir denn sonst? Wir haben keinen Beruf. Sollen wir Lehrer werden wie unser Vater? ‘Besser als Soldat sein!’ sagte Johannes. ‘Ich könnte ein Kaufmann werden und in die Welt gehen!’ ‘Die Soldaten sind auch Welt, und ich kann kein Kaufmann sein’, meinte Paul. -Du bist betrunken!« »Ich bin nüchtern wie du. Ich kann trinken und nüchtern sein. Ich kann ein Soldat sein und die Welt sehn. Ich möchte ein Bauer sein. Das sag’ ich dir – und ich bin nicht betrunken … Johannes zuckte mit den Schultern. Sie gingen weiter. Gegen Morgen hörten sie die Hähne krähn aus entfernten Gehöften. ‘Das wird Neapel sein’, sagte Johannes. ‘Nein, es ist Afragola!’ sagte Paul. ‘Meinetwegen Afragola’, sagte Johannes. Eine Fuhre klapperte und rasselte hinter der nächsten Biegung des Weges. Der Morgen war fahl, wie die Nacht gewesen war. Kein Unterschied zwischen Mond und Sonne. Kleine Schnee fing an zu fallen, weicher, warmer Schnee. Raben flogen auf und krächzten.
-‘Sieh, die Vögel’, sagte Johannes; nur als Vorwand, um den Bruder zu versöhnen.
-‘Raben sind das!’ sagte Paul. ‘Vögel!’ ahmte er höhnisch nach.
-‘Meinetwegen!’ sagte Johannes, ‘Raben!’
Es war wirklich Afragola. Noch eine Stunde, sie kamen nach Neapel. Noch drei Stunden, und sie waren zu Haus.
Es schneite dichter und weicher, je weiter der Tag fortschritt, als käme der Schnee von der ansteigenden Sonne. Nach einigen Minuten war das ganze Land weiß. Auch die einzelnen Weiden am Weg und die verstreuten Birkengruppen zwischen den Feldern weiß, weiß, weiß. Nur die zwei jungen, schreitenden Polen waren schwarz. Je dichter es schneite, desto schneller gingen sie. Bauern, die ihnen entgegenkamen, gingen ganz langsam, mit eingeknickten Knien, sie wurden weiß, auf ihren breiten Schultern lag der Schnee wie auf dicken Ästen, schwer und leicht zugleich, vertraut mit dem Schnee, gingen sie in ihm einher wie in einer Heimat. Manchmal blieben sie stehn und sahen sich nach den zwei schwarzen Männern um wie nach ungewohnten Erscheinungen, obwohl ihnen der Anblick von Polen nicht fremd war. Atemlos langten die Brüder zu Hause an, schon fing es an zu dämmern. Sie hörten von weitem den Singsang der lernenden Kinder. Er kam ihnen entgegen, ein Mutterlaut, ein Vaterwort, ihre ganze Kindheit trug er ihnen entgegen. Beide Brüder nahmen also mit den gleichen Regungen die Melodie auf, die ihnen durch den Schnee entgegenwehte, während sie sich dem väterlichen Hause näherten. In gleichem Rhythmus schlugen ihre Herzen. Die Tür flog vor ihnen auf, durchs Fenster hatte sie ihre Mutter Danuta schon lange kommen sehn.
-‘Wir sind genommen!’ sagte Paul ohne Gruß.
-‘Sie sehen ein wenig schlechter,’ bemerkte Johannes.
– Es waren viele Mädchen in meinem Leben. Aber immer noch nicht das Gesicht verpassen. Nicht möglich, für alle Frauen zu besitzen, aber man muss vor bemühen müssen. Ihre Mutter kümmert sich immer über mich. Vielleicht brauchten die Frauen die Männer nötiger als die Männer die Frauen.

II

(Kinderzimmer, “Spielhaus” an der einen Junior. Unsere neue Kindermöbel-Konzept ist groß auf super cool, kleine Versionen der Erwachsenenmöbel und Accessoires, perfekt für Kinder geeignet, hervorragende Leistungsverhältnis, ich erinnere mich nicht, warum- perfekt für kleine Prinzen und Prinzessinnen Es ist die Art von Zeug sie möchten, sie können dieses Zimmer gehabt zu haben, während sie heranwachsen)

Czesławs ältere Söhne waren gesund, kein Fehler konnte an ihrem Körper entdeckt werden, und sie mußten anfangen, sich zu plagen, zu fasten und Kaffee zu trinken und auf eine vorübergehende Herzschwäche zu hoffen, obwohl der Krieg gegen England schon beendet war. Und also begannen ihre Plagen. Sie aßen nicht, sie schliefen nicht, sie torkelten schwach und zitternd durch Tage und Nächte. Ihre Augen waren gerötet und geschwollen, ihre Hälse mager und ihre Köpfe schwer. Danuta, seine Frau, liebte sie wieder. Für die älteren Söhne zu beten, pilgerte sie noch einmal zum Friedhof. Diesmal betete sie um eine Krankheit für Johannes und Sophia , wie sie früher um die Gesundheit Mirosławs gefleht hatte.

Jetzt die Jungen sind in der Kindheit in Złoczew erwähnt. Sie sitzen da in den Raum nicht, die Brüder nicht sehen können, aber wir sehen jetzt mehr Bilder Familie. Zu dieser Zeit, die Jungen waren sie auf dem Altar in der Kirche.
-‘Wollten Sie schon immer ein Leithammel, Stand-up-Comedian auf dem Altar sein?’
-‘Ich erinnere mich, dass meine Familie total gegen meine Entscheidung, ein Komiker am Altar sein, da sie nicht glaube,warum. Es war eine respektable Arbeit. Ich hatte mir vorgenommen . Während dieser Zeit wurde ich von der Freiheit, der Solidarität meiner Nation fasziniert und wollte ich der Herstellung von dieser Kust es zu meistern,’ antwortete Johannes dem Rektor des Priesterseminars in Lwiw.

Ihre Mutter ging indessen zum Fuhrmann Piotr und fragte ihn, ob er sie in der nächsten Zeit umsonst nach Lwiw mitnehmen könnte. Er saß auf der blanken Ofenbank, ohne sich zu rühren, die Füße in graugelben Säcken, mit Stricken umwickelt, und er duftete nach selbstgebrautem Schnaps. Es war der gefährliche Geruch der Bauern, der Vorbote unbegreiflicher Leidenschaften und der Begleiter der Pogromstimmungen.
-Eine schöne echte Sommernacht! Es war die erste Woche im Monat ab. Die Christen versammelten sich nach dem Abendgebet, um Jesus und geladene Gäste bei der Hochzeit zu Kana zu begrüßen, und weil die Nacht angenehm war und ein Labsal nach dem heißen Tage, folgten sie ihren gläubigen Herzen williger als gewöhnlich und dem Gebot Gottes, über dem sich der Himmel weiter und umfangreicher wölbte als über den engen Gassen des Städtchens. Die Sonne ist untergegangen. Der Wind kommt von Westen, am Horizont schichten sich violette Wolken. Alle Sternen des Himmels standen da, nah und lebendig, als hätten sie Sophia vor dem Haus erwartet. Ihre klare golden Pracht enthielt die Pracht der großen freien Welt, kleine Spiegelchen Waren się, in denen sich der Glanz Amerikas spiegelte.

Eine Mutter und Mirosław sahen sie plöztlich. Hastig nahmen sie Abschied, ihre Wege trennten sich. Nicht weit von den Zloczover Verwandten Czesław Przygodzkis lebte Jerzy, ein Mann ohne Alter, ohne Familie, ohne Freunde, flink und vielbeschäftigt und mit den Behörden vertraut. Seine Hilfe zu erreichen, bemühte sich Danuta. Vor der Sitzung Czeslaw sie war eine sehr schöne junge Frau, die mir dann erzählte, dass ihr Sohn mit neun Jahren an Leukämie gestorben sei. Und jetzt sie blieb nicht bei Mirosław auch. Lange Jahre, Tag und Nacht, Stunde und Stunde hatte sie auf das verheißene Wunder gewartet. Die Toten im Jenseits halfen nicht, der Arzt half nicht, Gott wollte nich helfen. Nacht war in ihrem Herzen, Kummer in jeder Freude gewesen, seit Mirosław Geburt. Alle Feste waren Qualen gewesen und alle Feiertage Trauertage. Es gab keinen Frühling mehr und keinen Sommer. Winter hien Alle Jahreszeiten. Die Hoffnung allein wollte nicht sterben. Jetzt sie trat ans Fenster, sah hinein, versuchte aus den Mienen der Eltern zu erkennen, was sie sprechen mochten. Sie erkannte nichts. Sie löste die eisernen Haken von dem Holz der aufgeklappten Läden und schloß die beiden Flügel, wie einen Schrank. Sie dachte an einen Sarg. Sie begrub die Eltern in dem kleinen Häuschen. Sie fühlte keine Wehmut. Die Eltern waren begraben. Die Welt war weit und lebendig. Stepan, Iwan lebten. Amerika lebte, jenseits des großen Wassers, mit all seine hohen Häusern und mit Millionen Männern. Denn Deborah sitzt, als ob nichts geschehen wäre, ruhig auf dem Sessel. Ihre Augen sind trocken und leer wie zwei dunkle Stückchen Glas. Tausend Gedanken schwankten durch ihre Hirne.

-‘Wenn du ein vernünftiger Mensch wärst’, sagte einmal sie zu Czesław, ‘so würdest du morgen nach Rom fahren und den Papst um Rat fragen.’
-‘Laß mich in Ruh’, ich kann nich länger mit dir reden.’ Und Czesław vertiefte sich in ein frommes Buch.

III

(Hafen von Neapel, 1966 Jahr. Danuta und Czesław beginnen ihre Reise mit dem Schiff über das Mittelmeer, den Atlantik nach Buenos Aires.. In diesem Augenblick erdröhnten die Sirenen. Die Maschinen begannen zu poltern. Und die Luft und das Schiff und die Menschen erzitterten. Nur der Himmel blieb still und blau, blau und still)

Es war noch früh, als sie das Schiff erreichten. Man erlaubte ihnen, ein paar Blicke in die Speisesäle der ersten und zweiten Klasse zu werfen, ehe man sie ins Zwischendeck hineinschob. Czesław Przygodzki rührte sich nicht. Er stand auf der höchsten Stufe einer schmalen, eisernen Leiter, im Rücken den Hafen, das Land, den Kontinent, die Heimat, die Vergangenheit. Zu seiner Linken strahlte die Sonne. Blau war der Himmel. Weiß war das Schiff. Grün war das Wasser. Jemand kam und befahl Czesław, die Treppe zu verlassen. Er warf einen flüchtigen Blick auf das Meer und trank Trost aus der Unendlichkeit des bewegten Wassers. Ewig war es. Czesław erkannte, daß Gott selbst es geschaffen hatte. »Amicus« hieß das Schiff, auf dem Czesław stand. Es war ein großes Schiff. Aber mit dem Leviathan verglichen und mit dem Meer, dem Himmel und der Weisheit des Ewigen, war es ein winziges Schiff. Nein, Czesław fühlte keine Angst.

Es war dann ein heller und heißer Tag, Czesław begann, an eine Heimkehr zu denken. Er zündete eine Kerze an, löschte die Lampe aus und sagte: “Geh schlafen, Danuta! Ich bleibe heute wach.” Er holte aus dem Koffer sein altes Gebetbuch, heimisch war es in seiner Hand. Mit den Füßen schlug er den Takt zu den Versen der Psalmen. Sein Herz jubelte, Und sein Körper mußte tanzen. Neunundfünfzig Jahren kannte er Danuta. Die Sorgen verließen ihn, der Tod näherte sich ihm. Sein Auge war schwach. Der Rücken krümmte sich, und die Hände zitterten. Der Schlaf war leicht, und die Nacht war lang. Die Zufriedenheit trug er wie ein fremdes geborgtes Kleid. Sein Sohn übersiedelte in die Gegend der Reichen, Czesław blieb in seiner Gasse, in seiner Wohnung, bei den blauen Petroleumlampen, in der Nachbarschaft der Armen, der Katzen und der Mäuse. Er war fromm, gottesfürchtig und gewöhnlich, ein ganz alltäglicher Mann. Wenige beachteten ihn. Manche bemerkten ihn gar nicht. Ein paar alte Freunde besuchte er tagsüber. Einmal in der Woche kamen seine drei Kinder, sein Enkel. Er hatte ihnen gar nichts zu sagen. Sie erzählten Geschichten aus dem Theater, aus der Gesellschaft und aus der Politik. Er glaubte seinen Kindern aufs Wort, daß Amerika das Land Gottes war, Buenos Aires die Stadt der Wunder und Spanish die schönste Sprache. Die Amerikaner waren gesund, die Amrikaner schön, der Sport wichtig, die Zeit kostbar, die Armut ein Laster , der Reichtum ein Versdienst, die Tugend der halbe Erfolg, der Glaube an sich selbst ein ganzer, der Tanz hygienisch, die Zukunft sehen wie Propheten, im ewigen Frieden leben. Die Welt wird sehr schön sein… Er hatte nur eine Hoffnung noch: Mirosław zu sehn.

Buenos Aires ist die Hauptstadt und Primatstadt, also das politische, kulturelle, kommerzielle und industrielle Zentrum Argentiniens. Die Stadt liegt am Río de la Plata, einer trichterförmigen Mündung der Flüsse Río Paraná und Río Uruguay in denAtlantik, an der Ostküste des südamerikanischen Kontinents durchschnittlich 25 Meter über dem Meeresspiegel. Der Konquistador Juan Díaz de Solís entdeckte 1516 den Río de la Plata, seine Expedition wurde aber durch einen Indianerangriff in der Nähe des heutigen Tigre zu einem blutigen Ende gebracht, bei dem Solís auch selbst umkam. Buenos Aires wurde am 2. Februar 1536 von Pedro de Mendoza mit dem Namen Puerto de Nuestra Señora Santa María del Buen Ayre („Hafen unserer lieben Frau der Heiligen Maria der guten Luft“) gegründet. 1776 wurde Buenos Aires schließlich zur Hauptstadt des Vizekönigreichs des Río de la Plata, das aus dem Vizekönigreich Peru ausgegliedert kurde. Am 25. Mai 1810 vertrieben bewaffnete Bürger der Stadt Buenos Aires den Vizekönig Baltasar Hidalgo de Cisneros y la Torre. Am 9. Juli 1816 erklärte der Kongress von Tucumán formell die Unabhängigkeit der Vereinigten Provinzen des Río de la Plata. 1829 übernahm der Föderalist Juan Manuel de Rosas als Gouverneur die Herrschaft über Buenos Aires. Im März 1835 wurde er abermals zum Gouverneur und Generalkapitän gewählt. Mit dem Sturz Rosas öffnete sich die Stadt für Einwanderer aus Europa. 1880 wurde die Stadt Buenos Aires unter Julio Argentino Roca von der gleichlautenden Provinz abgetrennt und gleichzeitig zur Hauptstadt Argentiniens erklärt. 1890 war Buenos Aires die größte und wichtigste Stadt in Lateinamerika. Um die Jahrhundertwende betrug die Einwohnerzahl nahezu eine Million. 1913 wurde unter der Avenida de Mayo die erste U-Bahn-Strecke eröffnet. Die U-Bahn von Buenos Aires blieb die erste und einzige in Lateinamerika bis zur Eröffnung der U-Bahn von Mexiko-Stadt im Jahre 1969. Die Stadt ist dynamisch und progressiv, ohne dabei ihre Tradition und Geschichte zu verleugnen. Sie ist ausgerichtet auf Europa. Viele der Portenos, wie die Einwohner der Stadt genannt werden, sind sich durchaus bewusst, dass ihre Wurzeln in Europa liegen. Hier lebte Miroslaw, er schrieb Briefe an die Familie von Neapel standing.

IV

(San Martin Coronado, Argentinien)

-Da sagte Paul: ‘Nächste Woche fahre ich nach San Franzisko. Auf der Rückkehr spielen wir noch zehn Tage in Chicago. Ich denke, Vater, daß wir in vier Wochen nach Europa fahren können!’
– ‘Gott segne sie!’ sagte Czesław.

(City Hall in San Francisco)

Der Stadtrat empfängt ihn, aber Paul hat von einer Lesung davor ein Heiserkeitsproblem. Route wird bestimmt, wenn wir gehen. Paul erhob sich. ‘Nicht, Zauberer, deine Stimme’, sprach die Paul’s Freundin von der Seite hoch. ‘Laß nur, Paul, die Pflicht will’s.’ Katia stand mit dem Gemahl auf: ‘Dann tu’s. Ist schon recht, alter Recke.’ Die Stille war vollkommen. Rauh, leise hub die Stimme an, doch ihre Diktion war makellos: ‘Ich danke. Ich danke für die Aufmerksamkeit, die mir durch diese Stadt zuteil wird. Und wir hoffen, morgigentags bei leidlich wiederhergestelltem Organe zu sein. Ich danke spröde, doch das Herz ist dabei. Schreiten wir voran durch die sinnreich erwähnten Wirrnisse, kühn, immer das Ziel vor Augen, das dieser mein Shakespeare benannte: Freiheit und Bildung. Es gibt nichts anderes. Zwischen allerlei Decor interessiert nichts anderes wahrhaft. Wer mit von der Partei sein mag: Willkommen! Wer Feind ist, Besinnungsloser, so denn, wir bleiben auf der Hut und lassen von der Zähmung aller Bestien nicht ab, des Dummen, des Fahrlässigen, des, ja, Ferkelhaften im Feinde der Wohlfahrt.’ Das Sprechen fiel schwer. ‘Gut denn, ich wurde über alles Maß gelobt. Das soll nicht sein, das ist menschlich nur zu willkommen. Größe. Meine Damen, meine Herren, ach, welcher Dunst. Ich habe mich nie für einen großen Mann gehalten. Ich habe mein Leben verbracht im Aufblick zur Größe und zum Meisterhaften, und ich habe dabei aus Liebe und Bewunderung gelernt … Aus dem Aufblick ist zuweilen ein gewisser Einblick geworden, und so ist ins Werk eine Anspielung auf Größe eingedrungen. Ich denke sehr nüchtern über meine Verdienste.’ Der Applaus, sagte Herr Johannes Pleschinski, war lautstark und anhaltend.

Sie kehrten ins Hotel zurück. Czesław ging ins Zimmer seines Sohnes. Er war müde. ‘Leg dich auf das Sofa, schlaf ein wenig’, sagte der Sohn. ‘In zwei Stunden bin ich wieder hier!’ Czesław legte sich gehorsam. Er wußte, wohin sein Sohn ging. Zur Schwester ging er. Er war ein wunderbarer Mensch. Der Sohn ging. Der Vater blieb auf dem Sofa, die Photographie legte er sachte neben sich. Sein müdes Auge schweifte durchs Zimmer zum Fenster. Von seinem tiefgelagerten Sofa aus konnte er einen vielgezackten, wolkenlosen Ausschnitt des Himmels sehn. Er nahm noch einmal das Bild vor. Er stand auf, schob einen Sessel an das Sofa, stellte das Bild auf den Sessel und legte sich wieder hin. Während sie sich langsam schlossen, nahmen seine Augen die ganze blaue Heiterkeit des Himmels in den Schlaf hinüber und die Gesichter der neuen Kinder. Neben ihnen tauchten aus dem braunen Hintergrund des Porträts Paul und Sophia auf. Czesław schlief ein. Und er ruhte aus von der Schwere des Glücks und der Größe der Wunder.

Epilog

Lange Jahre hatte er wie sie alle seine Tage gelebt, von wenigen beachtet, von manchen gar nicht bemerkt. Eines Tages ward er ausgezeichnet in einer fürchterlichen Weise. Es gab keinen mehr, der ihn nicht kannte. Den größten Teil des Tages hielt er sich in der Gasse auf. Czesław blieb allein im Laden. Er versperrte sorgfältig die Tür von innen, räumte das Schaufenster aus, begann sich auszuziehen. Jeden seiner Schritte begleitete das Lied. Länger wurden die Tage. Die Morgen enthielten schon so viel Helligkeit, daß sie sogar durch den geschlossenen Rolladen in das fensterlose Hinterzimmer Przygodzkis einbrechen konnten. Im April erwachte die Gasse eine gute Stunde früher.
-‘Willst du wissen, wohin wir fahren, Vater?’ fragte der Sohn. ‘Nein!’ antwortete Mendel. ‘Ich will nichts wissen! Wohin du fährst, ist es gut.’

Und sie gelangten in eine Welt, wo der weiche Sand gelb war, das weite Meer blau und alle Häuser weiß. Auf der Terrasse vor einem dieser Häuser, an einem kleinen, weißen Tischchen, saß Czesław Przygodzki. Er schlürfte einen goldbraunen Tee. Auf seinen gebeugten Rücken schien die erste warme Sonne dieses Jahres. Die Amseln hüpften dicht an ihn heran. Ihre Schwestern flöteten indessen vor der Terrasse. Die Wellen des Meeres plätscherten mit sanftem, regelmäßigem Schlag an den Strand. Am blaßblauen Himmel standen ein paar weiße Wölkchen.
‘Mensch sein bedeutet, Zweifel zu haben und dennoch seinen Weg fortzusetzen.’ Wissen wir bereits, mehr Arbeit für die Generationen von morgen getan werden muss, Czesław begann zu denken… Im Moment erwähnt er, wie vor kurzem sie mit Danuta in den Bus verloren sind und dann wie in der großen amerikanischen Welt fanden sie wieder… So grüßte Czesław Przygodzki die ganze Welt.. Czeslaw ist ja neben dem unsäglichen Staatspräsident und Anderen wohl doch der berühmteste Polnische des 20. Jahrhunderts – auch wenn man länger nachforscht, ich denke. Denn: Wer lebte länger? An ihn zu erinnern, an seinen Humanismus, an seine Bürgertugenden, an seine köstliches Leben ist doch ein großes Vergnügen. Und seine Botschaft “Freiheit und Bildung” sind zeitlos und gehören, wie ich meine, immer wieder ins Gedächtnis zurückgerufen. Lasst uns leben länger.

(schriftlich diese Geschichte hat sich zu einer großen Hilfe der Text von Joseph Roth, Autor)

Barszczak’s unyielding tenacity combined with genuine sympathy is his driving force

Stanislaw Barszczak, Journey for a smile

I made a new way to travel. Shooting at a slum and around whole world, I went to Dubai now. I’ve been in Dubai, where you may buy luxe beach for less. Summer might be hot and sticky, but it has good points too. You may like cut-price access to the world-class beach and spa facilities of the gorgeous Monte Carlo Beach club in Saadijat, Abu Dhabi. I think my plans allow Emiratis and different nationalities to mix. I met the polish people there. This country is 43 year old. So, the excitement is growing. The adrenaline is pumping. The anticipation is immense. There’s something new and big about to happen. The new home of UAE (Dubai) football. ’Introducing the Hazza Bin Zayed Stadium. Uniting up to 30.000 football fans, this stadium is the heart and the heartbeat of Al Ain. Joins us, test your football skills, engage in exciting games or simply try out some healthy food. Thirteen centuries ago, the salukis inspired the Bedouins to such poetry they called it a wind drinker, gazelle hound, daughter if the tent and desert eye. Today camel and horses racing keeps the event of Dubai alive. Following the successful lounch of Dubai Shopping Festival 2014, you’re invited to celebrate and enjoyed shopping at its best with extended timings at the leading mulls of the city. Come join us in making this an unforgettable experience. ‘One of the most fascinating challenges is to ensure sustainable energy for future generations,’ R. Bronson said. I also have been in Bangkok now. There are many high-street brands retail in the many shopping passages. A I walk back to the hotel, I stop for a street-side kebab to complete the town experience. I was celebrating the holy mass in the church of the Holy Reedemer. After the Mass in Thailand nightmares of the tsunami (26 december 2004) a survivor tells me the horror of what she went through destroyed her quality of life for many years, until hypnotherapy helped her come to terms with it. Protest-ravaged Thailand imposes emergency rule now, several days after my visit in Bangkok. Move follows weeks of rallies that have paralyzed parts of Bangkok. Thailand yesterday declared a 60-day state of emergency in Bangkok and surrounding areas to tackle mass street protests aimed at overthrowing the government. Thai anti-government protests leader Suthep Thaugsuban is greeted by supporters as he leads a mass march. An anti-government protester wears Buddist amulets during a rally in Bangkok.
‘The hands that feed.’ In Afghanistan thousands of women, many of them widows, are too poor to feed their families and starving women and children are fed by volunteers. Women- they don’t have a voice. Queues build up every day- groups of women in blue burkas and young children. One of these women was 33 when her husband died because they couldn’t afford medical treatment. Penniless, and with children to raise, she vowed to build a hospital for the needy. In New Delhi is called off a dramatic street protest now. “It is people’s victory” – I read in a magazine. Russia warned the situation in Ukraine was spiraling out of Central after a second night of violent clashes between pro-EU protesters and security forces in the centre of Kiev. The standoff between Ukrainian protesters and authorities took tension to a new high after two months of rallies. The financial police in the southern city of Salerno said Monsignor Nunzio Scarano’s accouts had been used to transfer millions of euros in fictitions donations from off shore companies. Suicide blast in Beirut ahead of Syria talks. EU troops to help quell unrest in Central African Republic. So, I believe journey to Asia is the most significant thing that I have done in my fifties years. And I felt now you should have a second time to find it also in my texts of today. I wasn’t attempting to change anybody’s life with the journey. Sometimes what seems distant is closer than you think, though but I saw that last time. Then I found it, brave enough to try something new? Want to experience something amazing? All you need is to open your mind to new journeys. It’s wonderful to see so many people’s attitudes changing around you. I think one of the biggest accomplishment of the journey is it encourages us to publicly debate issues that otherwise we don’t discuss, that we’re very uncomfortable talking about publicly. I would say now, Mom was naïve, yet manipulative, innocent yet ambitious, cunning and smart, she ensured me get a good education. In my youth I set out to change the world but later decided to leave it as it is. We will have to choose wisely, for one way leads to ennui and the other to world-weariness. The Nobel Prize must be set aside not for the man who adds to the sum of our knowledge or makes our lives easier, but to the one, who diminishes our understanding and forces us to work for a few more generations at making life easier, somebody says. And that should give us something to do. Add a beautiful twist to your story. And this help me improve my acting skills now. When you’re doing what you love, there is no need for a holiday. So, be a blushing beauty in the hottest spring colour. -Trust that goes beyond generations. How wonderful it is when you have someone by your side. Allaying your fears. Helping you keep away your worries. Encouraging you to realize your dreams. A pillar of strength in good times and bad. With you, when you are young. And old. Someone you really trust. At our organization we have endeavoured to be just such a support to millions of people across the coming. For more than five decades. Winning recognition. But the true reward that we cherish is the implicit trust placed on us by all of you and we will make all efforts to live up to your expectations in the years to come. I think my text is interesting for you and some of my tips are valuable. I totally agree with me that it is absolutely vital to have a clear goal and that a vision for my business should be very defined. There are key to success. I would like be a stunning man with a sharp mind. So, I thought people who make something or write gratitude journals are happier than those who don’t, so I also wish you, buy a nice book and each day list three or 10 things you’re grateful for in your own life. But we return to an essence of my text. What motivates me, however, is knowing that my work helps to get the right place and at the right time. Though I thirst for cross functional working, writing more and more in different manner is a big part of my role to help meet common goals drives me forward every day. First of all it’s my passion for a best image of the catholic church that drives me. It’s lonely where I am but it’s incredibly satisfying. The past 9 years have been tough and the only thing that has stood by me has been my work. So, I put wear my blinkers and go to work. Last month alone I have had four huge hits (Argentina, Geneva, Morroco, India) and remaining one of the busiest priest, and I have no plans to take a break. What more can you ask for? I’m on an emotional high. I am now more confident in my skin and not afraid to express my emotions. My local church in Czestochowa, Poland, keeps me grounded. Because our priesthood education and life system it demands obedience at all- we are allowing it to become a form of enslavement. In the issue of depression being ignored because of social taboos? So, the Archbishop of mine is most honest critic. But I am striving to make this world a better place. Let my eyes take my breath away! When I were shooting season one, I hadn’t even planned season two. In the beginning there was Asia in my plan, then south America. But I’ve been first in Argentina, then in Singapore, all only in two last months. In the way I’ve been in Marrakesh, Morroco. So, once day after seeing photos of the snow-capped mountain range and dramatic glacier, I too wanted to visit valley d’Ourica. Travelling with luxury adventure company seemed like the perfect compromise; by day we could choose from several exciting hikes, before returning to dine and sleep at hostel. In other words, we could explore the wild beauty of Morroco, without sacrificing any of our comforts.

India

Why did you get involved with India? By my friend from Mumbai. God is watching everything. I wanted to have good intentions. When it comes to strategic decisions in the catholic church, it pays to have a proven partner with global and local strength. Father Sebastian, whatever my global or local needs, he can help me bridge the gap between promise and performance, I think. As one of the most awarded airlines in the world, Jet Airlines, is ready to take your senses further to travel to India. Telecommunications giant in India is Airtel, it is said to might be your sponsor on journey to Asia, but it doesn’t.
On the other side, when I arrived in India I had no idea I’d be doing what I am now, running the catholic church. I realize as I get older that it doesn’t mean you are weak or unprofessional if you allow yourself to be touched or moved by something. I thought you have two ears and one mouth, and you have to use them in that order. I travel with prayer on my trips abroad. My long-term plan is to just be the best father I can be. Though, charity, after all, begins at home. With a population of more than a billion, and millions of tourist flocking to visit each year, escaping the crowds in India might seem like an impossible task. Luckily, the sheer size of this fascinating country with its bewilderingly diverse range of cultures, languages and climate variations means that it’s a lot easier than might think. From the snow-capped Himalayas in the north, to south India’s historical temples, hill stations and backwaters. You may visit India with Golden Chariot train, travelling boat aboard, stay on the Royal Boat, to set a romantic dinner on the special celebration table on Terrace inset, Nomad in the jungle, horse trek to the heart of rural India, trekking high into the surrounding snow-capped mountains, with jungle safaris to see leopard, bears; what more could you want? But my journey held up a mirror to some of the ills plaguing Indian society, it also portrayed amazing stories of perseverance: of a young woman, who was gang-raped at the age of 16 and left for dead, but survived to set up an organization that helps stop trafficking of women; of a street-side vegetable vendor who lost her husband because there were no doctors to help in her village but who put all her savings into building a hospital treating people free of cost; of a couple who were so devastated by the sights they witnessed in the aftermath of the earthquake that they decided to take in 56 children and look after them as their own in their house. Once day I was watching television, a woman from Modena Madhya Pradesh, her face deeply scarred, recalled how she was savagely bitten by her husband after she gave birth to a girl child against his wishes. A second image now, schoolchildren in a village in northern India whispered how they were forced by teachers to clean the school’s toilets and sit apart from other children only because they belong to a lower caste. Third image, a widow revealed how her husband was murdered for the crime of falling in love her and marrying against her family’ wishes. Another example, the government in northern Indian states such as Rajasthan and Haryana promptly initiated measures to curb female foeticide, coming down hard on illegal scamming centres that were encouraging female foeticide and shutting several down. Clearly, there had never been anything quite like this on Indian television and more than 90 million people across the country stayed awake way past 11 in the night bring to their living rooms not just harrowing and heartrending tales but also stories of hope, fortitude and human resilience. So, the media are the way the world is going. I saw Indian Prime Minister Manmohan Singh on this manner. For we have no money only through television we are recognized our dignity now, and we sponsor every big event today. Though, every I knew earlier thought I’d made a wrong decision to give money to travel abroad. 75 per cent of my life is church abroad. That’s why I know that it works. I love getting the chance to interact with the audience. For this reason I tell you this story. So very early in my priesthood career, around the early 80s (the years of 1980-1989), I decided I would not do anything that I was not happy doing. Dear time, why are you always in a hurry? Although known for my penchant travelling style of life I always look for plots that excite me, which touch me. This journey has been exciting and extremely emotional for me. It’s also journey of discovery. I feel I’ve understood the people of the countries that I visited better now. I am always amazed by the passion and commitment that ordinary people covered in the making Difference stories have towards a cause and how this results in them leading extraordinary lives. Only difference between people- there are blind, naked, I suppose. And it is powerful. Then, for example a British woman who leaves the comfort of her home to work in HIV/Aids-ravaged Zambia. I read about Mrs Pat Atkinson, who makes a difference. During her 40 visits over the past 23 years Pat Has helped hundreds of abandon women and orphans have a better quality of life. I would say now, God, give us liberty of conscience, of speaking, health. Sin- is transgression of the law. ‘I came on earth no peace,’ Jesus said. So, Mr Krishnam was a top chef in a five-star hotel, but gave it all up to feed the poor living on the streets of India. And so on, once day I’ve been in Calcutta now, in the house of the Sisters of Charity. There are 170 sisters there, two sisters of them are from my country. The Sisters of Charity have as their patron, Mother Teresa, a laureate of the Peace Nobel Prize, whom tomb is there. Mother Teresa, who was called the saint of gutters, died of a heart attack on September 5 1997 at the headquarters of the Missionaries of Charity in Kolkata, India. She was 87. She devoted her life to work among the poorest in the slums of Calcutta. The Sisters of Charity, thanks to them and their charity, children among countless others, can have a normal childhood and dream of a good life. Dear Reader, you also may do like this, I thought now. Do up your ceiling in bedrooms in a way that reflects your personality, memories and hobbies. If you’re a fan of Mother Teresa a collect posters of her gifts, for example, place them artistically on your ceiling for a update. You can do the same with your favourite holiday photos. And an another thing yet. The village without doors in India. Even modern houses have no doors in Shani Shingnapur. So, Rani, with her mother Uma at their house, she says, a genial spirit protect them. On average around 4,000 tourists visit the village every day. I make a living only because of them, she says. Villages go about their daily business free of worry. In Kerala (South India) I participated in an annual festival (Epiphany season) and with the Reverend Archbishop Soosa Pakiam, of Trivandrum celebrating the holy Mass on the beach for 100,000 people. Travel earns so much than miles. In this heartless world, on these days, you‘ve been my selfless friend. I feel very happy, proud and humbled that the holy mass in Trivandrum is such a success of my spiritual life. If there’s one thing I’d suggest all visitors to India should do, it would be to go on their temples. A traditional Indian spread, food, drink, is enjoyed for its rich and spicy flavours. My friend of India, Father Sebastian, doesn’t say about it from his home in Mumbai, but in his text sent to me from Munich, fresh from the success of his scientific achievements. I’m watching a photo of his from his visit in Cracow last year now.

Land of contrasts

Let me take you on a magical tour of Singapore. To the nearby or riverside pier, you may take the ferry to the different museums. Singapore glow with the flow. There was travel on the art trail in Singapore Marina Bay Sands, with its lotus-shoped ArtSerenic Museum, and spectacular hotel offers entertainment, culture, shopping and dining options galore. It’s no longer just business, shopping and eating that has tourists pouring into glittering Singapore. Its art and culture have opened the door to a whole new market, somebody says. Singapore skyline reflects the modern financial hub it is, but it’s not all glitz and glamour; the imposing The National Museum of Singapore has a history dating back to 1849. Mention Singapore and what often comes to mind is business; it’s fastest-growing wealth-management hubs and a leading financial centre. Singapore but is easy to get around with great public transport and it’s pedestrian friendly-it’s the sort of place you can wander and not mind when you get lost. Is there so much to see, you have to start somewhere, and a good place to choose is the ArtScienceMuseum at Marina Bay Sands. With 21 gallery spaces over 50,000 square feet, there is room for permanent as well as international travelling exhibitions (for example Mumy The secrets of Tomb). The day I visited, I was lucky enough to see ice skating children, is an interactive tour there, the parents and their children can take part in activities designed especially for them by the museum, including short films and animation. As they’re exploring the world of fairy tales. Then you may visit other hills of Singapore(Dempsey hill and so on), the colonial bungalows house cafés, bars and restaurants. A great place to continue two of the great pleasures- is the area around Arab Street and Haji Lane, the city’s Arab Quarter. I also will see Ali Better stadium there with swimming pool. You can’t go to Singapore and not visit a hawker centre. These are the food courts where stalls sell so many dishes you won’t know where to start: North Indian creamy curry, Chinese dim sum or flesh head curry, Malay nasi padang (spicy meat, poultry and vegetable dishes with rice) Nonya cuisine, which has a delicate balance of chillies. The Gardens of Singapore. Perfect calm landscaped into for heart of bustling country. I take a stroll through serenity. Endless tranquility there. So, I have established good working relations with so many countries in (support) of culture, art and theatre. -Broadway (I don’t see) this happening in every country; it’ that this consciousness, this support, is seen in every country. I like the story of theatre, told through spectacular dence moves, lively theatre and superb music, created history as the longest-running American musical in Broadway. So, with a hreat view of Marina Bay skyline and a fresh mango juice I was happy to sit and watch the world go by. So, if you want to be fit, I need to be happy with myself. Mrs Rhonda Byrde writes about Singapore now. Books are like friends, they teach us we’re not alone. So, dear Reader, you may enjoy this book from start to finish and I’d recommend it to all children who like a laugh. So, everybody deserves beautiful skin. I invite you to Poland now. Mountain regions with pure air, the coastlines of the Baltic Seas and a comfortable, temperate climate together play a key part in tourist’s recovery. What’s your idea of how to spend a perfect Tuesday, somebody asked me. -To have a roast dinner in England castle with all my friends. I miss that I am in Czestochowa. It’s a ritual you don’t even think about … you’re dammed it. People who don’t talk very much terrify me.-What’s your motto when times get tough? -I don’t really have one. When I’m stressing out, I just let myself stress for a bit, then try to hang out with some friends. It is always good to not take things too seriously. Hard work, remembering to have fun, and understanding it can all… away tomorrow is all that it takes.

odwieczna piesn

Stanislaw Barszczak, Pozwol mi nie byc (Let me not be)

A przed nam zawsze jeszcze niespelniona kraina mlodosci. Mialem przed laty szczescie jezdzic na oazy, do Dzianisza, Bukowiny Tatrzanskiej i Zakopanego. To byl ruch mlodziezowy, ktorego nigdy nie zapomne. Wspominam czasami te piesni, ktore nam wowczas towarzyszyly. ‘Kiedy w jasną, spokojną, cichą noc, Spoglądam na niebo pełne gwiazd, Wtedy myślę, czy życie to ma sens, I wołam do Ciebie, Ojcze nasz. Kiedy w życiu tak pełnym rozczarowań, Przez grzechu kamienie potknę się: Kiedy spokój utonie w fali knowań, Każdym drżeniem mej duszy szukam Cię. Życie ludzi przebiega krętą drogą,
Hen w górze cel mej wędrówki tkwi, I choć czasem sił braknie moim nogom, To ja dojdę, dojdę, gdy zaufam Ci.’ Piesn skierowana do Boga wypelniona wdziecznoscia za podarowane nam przez niego zycie. Tresc piesni jest gleboko zakorzeniona w zyciu czlowieczym, znalazlem jej echo na przyklad w historii Schanichari, slynnej potem Rhudali. Ta historia nosi tytul ‘Bharati’. Historia Schanichari jest bliska mentalnosci i religijnosci wiernych w dalekiej Kerali, krainie skadinad najbardziej chrzescijanskiej we wspolczesnych Indiach, polski Slask. Najpierw jak zwykle w arabskiej historii bywa slyszymy brzydkie tresci. – Przekleta wiedzmo. Twoje serce nie zazna spokoju nawet w piekle.. –Pozwol jej byc, wycisza te sytuacje przyjaciel Schanichari. Jest tutaj mowa o Schanichari., ktora wychowuje samotnie, z pomoca.. palacu, syna Budhue. Bynajmniej nieszczesliwa Schanichari w odpowiedzi na wolanie przeznaczenia wyspiewuje przepiekne prawdy jej losu. ‘Moje serce bije z lekiem. Wicher wszystko rozdmuchal, jak teraz to znajde. Znikomy jest cien, ktory ocienial I zakryl teraz moja droge-sciezyne. O czasie- idz wolniej! W mojej wiosce zrodziles to wszystko, co bezdobme, O czasie- idz wolniej! Bo tak daleko jest moja wioska, gdzie moja milosc jest!’ Budhua, jej syn, odziedziczyl jej matki wedrujace drogi -Idz powoli, Schanichari chcialaby mu powiedziec. W tej historii sa takze piekne rozmowy Schanichari z ‘ksieciem z bajki’, Hukumem, Panemi i wladca pobliskiego palace, darczynca wioski. Ten ostatni kieruje pod adresem Schanichari sowa:’Nie stoj, podejdz, A ty ‘urodzona w sobote’(to mowa o Schanichari), jestes jak ksiezyc, ktory tak mocno pokochalem- Jest w tej historii sklepikarz, ktory na kobiece riposty (‘cwaniaku, w tym sklepiku mie przestajesz sie ukrywac przede swiatem!’) odpowiada specyficznym humorem i ruchem wachlarza. Sa tutaj przyjaciolki Schanichari, ktore mowia jej: -wyslij Budhue do palacu Hukuma…Uderza mnie w tej historii odwieczna prawda o pocieszaniu sie dwoch kobiet, Schanichari i Bhikni. Skadinad nasza osma stacja, chrzescijanskiej drogi krzyzowej Jezusa staje mi sie w ten sposob jeszcze blizsza. -Wiesz Bhikni- Schanichari zwraca sie do swej przyjaciolki- moje zawodne serce mowi mi wiecej… Czy i ty chcesz odejsc! Pozostan na zawsze! Ale odczuj moc i uczyn nowa sciezke! Zostan na zawsze! Kalia, twoja wierna druga polowa, przyszy maz, przyjdzie z pewnoscia do ciebie! -Jest tu Ramatavar, narzeczony, Bhavadraty mowi Schanichari, Bhikni, pokaz mu wioske! Przed oczami mam teraz inna scene. Mumgri-sklepikarz, siedzi z przyjacielem przed sklepikiem, do ktorego podchodza kobiety proszac o wynagrodzenie za ich codzienna prace. I tak oto mamy tutaj naszyjniki, klipsy, wisiorki, woalki, dywany, trzoda, wachlarze, turbany, sklepik. Ale za nimi ukrywa sie prawdziwe zycie Keralskiej krainy, ktorej szczescia nie moga przeslonic Piesni nieszczesliwej Schanichari! Pieklo jest tam, gdzie ‘jestes’ . Budhua, jej syn, jaksama spiewa, odziedziczyl jej matki wedrujace drogi -W mojej wiosce zrodziles to wszystko, co bezdobme,. A teraz moje serce bije z lekiem. Wiatr wszystko rozdmuchal, jak ja teraz to znajde. Znikomy jest cien, ktory zacienil moja sciezyne, droge. O czasie- idz wolniej! O czasie- idz wolniej! Bo tak daleko jest moja wioska, gdzie moja milosc jest!’-“Pozwol mi nie byc!” Ta historia konczy sie smierciaBhikni, przyjaciolki Schanichari. Nieobecnosc bliskich bierze gore nad obecnoscia ziemskiego zycia. A Schanichari na spotkanie z losem nie przestaje jednak dalej wychodzic, ale tymrazem czyni to juz samotnie.

Śladami Napoleona- ‘Rekolekcje’ w Bonifacio

Prêtre Stanislas Barszczak,
le Pasteur d’Israel, mon peuple
(Notre Seigneur Jésus Christ Roi de l’Univers, Solennité du Seigneur, homélie prononcée à Bonifacio dimanche dernier dans l’Année de l’Eglise universelle, le 24 Novembre 2013)
Les lectures de cette fete son apparemment disparetes, les unes par rapport aux autres. Il est question de la royauté de David. « Tu seras le pasteur d’Israel, mon peuple. »( 2Sam 5.1 a3). Le Prophete Elie fut un des premiers prophetes de l’Ancien Testament a s’opposer au message des faux prophetes de son epoque. Ceux qui font ce que est mal, ne peuvent supporter ceux qui font ce qui est juste (sacrifice d’Abel et de Cain). Passer de la relation d’un enfant a celle d’ un adulte envers son pere. La lecture de la lettre aux Colossiens explicite le mystere de la réconciliation dans le Christ. Tous les etres trouvent leur unité dans le Fils, icone du Dieu éternel apparue dans le temps. Ces quelques versets sont l’un des sommets de la révélation ou la pensée de Paul converge avec la pensée de saint Jean dans la prologue de son Evangile. « Le Verbe était la lumiere qui éclaire tout homme (saint Jean)- Tout est créé par lui et pour lui /…/ Il est l’icone du Dieu invisible(saint Paul) ». La réconciliation entre Dieu et les hommes est obtenue au prix d’un arrachement. La paix est acquise par le sang de la croix et c’est ainsi que « dans le Christ toute chose a son accomplissement total ». Cette réconciliation ne fait pas disparaitre le privilege du Peuple elu puisque nous en partageons l’héritage. « N’allez pas croire que je sois venu abolir la Loi et le Prophetes, je ne suis pas venu abolir, mais accomplir »(Matthieu 5.17) l’Evangile d’aujourd’hui nous relate ce qui entoure le moment unique de notre salus, « la paix par le sang de la croix. » La liturgie nous revele ainsi : l’oeuvre souveraine du Christ, c’est la reconciliation, comme David reconcilia les tribus du Peuple de Dieu. C’est l’ouverture du Royaume a tous ceux qui, d’une maniere ou d’une autre, recoivent la grace du Christ meme s’ils n’en savent pas que cette grace repose sur eux. Une telle situation nous avons en ce moment à la croix du Christ sur le Calvaire. L’Amour Tout Puissant, Roi de l’univers (Lc 23,35-43) Deux logiques s’affrontent au pied de la Croix. La première est celle de l’orgueilleux qui croit tout savoir et pouvoir juger de tout. Fier de son indépendance d’esprit, du pouvoir de sa position sociale, qu’il soit « chef » du Peuple ou « soldat », il reproche à Jésus de ne pas partager sa logique qui, à l’évidence, est la seule valable en ce monde… « Les chefs ricanaient »… « L’orgueil est leur collier, la violence, l’habit qui les couvre… Ils ricanent, ils prônent le mal, de très haut, ils prônent la force » (Ps 73(72)) car ils comprennent tout en terme de « pouvoir » et donc de « force »… Pour eux, si Jésus a soi-disant accompli des miracles, « sauvé » telle ou telle personne, il le devrait à sa propre force, à la mise enœuvre d’un pouvoir qui serait le sien… « Une force sortait de lui » (Lc 6,19)… S’il est vraiment si fort que cela, qu’il agisse donc pour lui-même, c’est le moment ou jamais ! Ils verront alors de leurs propres yeux et ils ne pourront que croire en l’évidence… « Si tu es le Messie de Dieu, l’Elu », si la force du Dieu Tout Puissant est avec toi, « sauve-toi toi-même ! » Mais non, à l’évidence, il est là, crucifié, « à bout de force » (Ps 6,3) Et des milliers d’années sans relâche, la cohérente présence réelle de la croix du Christ. L’Amour Tout Puissant, Roi de l’univers (Lc 23,35-43). Apres l’arrestation de Jean Baptiste (le blame de Jean à Hérode), Jesus partit pour la Galilée proclamer l’Evangile de Dieu ; il disait : « Les temps sont accomplis : le Regne de Dieu est tout proche. Convertissez-vous et croyez a l’Evangile ». Marc parl de l’Evangile de Dieu ». C’est Dieu qui a le pouvoir de sauver le monde, et non les empereurs. Il s’agit ici de la parole de Dieu, qui est parole en acte ; elle fait advenir reelement ce que les empereurs ne font qu’affirmer sans avoir la capacité de le realiser. Car entre ici en action le veritable Seigneur du monde : le Dieu vivant. Le message central de l’Evangile, c’est que le Royaume de Dieu est proche, piteux, pauvre. Les images de ce royaume : semence, grain de moutarde, la seignerie de Dieu c’est la perle.
A notre epoque la realisation du ce Royaume , il est a l’interieur de l’histoire, il est énorme et rapide développement de la technologie. Donc ce que l’on constate surtout, c’est que Dieu a disparu et que l’homme est seul a agir. La presence de Dieu dans son faire et dans son etre, ce point exige une decision et comment, par voir de consequence, il mene a la croix et a la resurrection. Ouvrir pour l’espace qui permet qui garantit la dignité de l’homme procedant de ls dignité de Dieu. Mais la Puissance qui se déployait en Jésus ne venait pas de lui, mais de son Père… Lui il est « doux et humble de cœur », il est « le Serviteur » du Père (Mt 11,20 ; Ac 3,13.26 ; 4,27.30). Il ne peut « rien faire de lui-même, sinon ce qu’il voit faire au Père, car le Père aime le Fils et lui montre tout ce qu’il fait » (Jn 5,19-20)… On dit parfois : Dieu peut tout ! Non, Dieu ne peut pas tout, Dieu ne peut que ce que peut l’Amour( Bóg może robić to, co jest miłością). Car il n’est qu’Amour » (P. François Varillon, « Joie de croire, joie de vivre »). Et l’Amour Tout Puissant est respect infini de l’autre… Il ne fait rien sans son consentement : « Que veux-tu que je fasse pour toi ? » demande un jour Jésus à un aveugle. « Rabbouni, que je recouvre la vue ! « lui répondit-il, « et aussitôt, il recouvra la vue » (Mc 10,46-52). Dieu ne fera jamais en effet le meilleur pour nous sans notre consentement… « Je me tiens à la porte et je frappe ; si quelqu’un entend ma voix et ouvre la porte, j’entrerai » (Ap 3,20)… Ici, les cœurs des chefs du Peuple, des soldats et de l’un des malfaiteurs resteront fermés. Et pourtant, Jésus leur a déjà manifesté la Toute Puissance de l’Amour en leur pardonnant (Lc 23,34). Le bon larron, aussitôt il a été accueilli par l’Amour Tout Puissant, par la Miséricorde sans limite : « Aujourd’hui, avec moi, tu seras dans le paradis ». A sa mort Jesus, demasque la violence et le mal cachés sous la parure de l’ordre et de la vertu et y reponde par l’amour et la pardon. Le mal a perdu son pouvoir.
Dans la troisième lettre de saint Jean Gaius fait partie d’une comminauté dont le responsable, Diotrephe, refuse l’autorité de Jean. Celui-ci ne cesse de démigrer Jean, regente la comminauté, séme la division, refuse de recevoir les chretiens de passage et menace d’exclusion ceux qui les accueillent malgré ses interdictions. Jean peut compter sur Gaius… Ces gens justifient leur vie immorale renient le Christ. Donc, l’homme doit s’enraciner dans ce qui est profondement humain, et dans le terrau de l’Evangile, tendre les bras vers ses freres et ses seurs, s’ouvrir a ce qui vient de Dieu. Comme l’arbre doit developper ses racines, etendre ses branches et s’ouvrir a la lumiere. L’ecrit (la bible) est destiné a soutenir ses lecteurs dans les épreuves qu’ils vivent depuis que l’Histoire est entrée dans sa phase ultime avec la résurrection de Jésus. En un temps à la maison de ma mere, a toujours été la bible, nous avions une Bible illustrée, qui a été stocké dans des dessins en noir et blanc de Gustave Doré. Aujourd’hui, nous nous souvenons encore de ces scènes de la Bible: Jésus Prechant dans la synagogue (Jésus avec six Pharisiens, assis parmi eux avec le doigt indiquant de la main droite, levée vers le haut), ensuite la Transfiguration sur le Mont Thabor, Le pharisien et le collecteur d’impôts, l’Ascension (Jésus en haut, tout en blanc), Élie nourri par un ange, Moïse descendant du Sinaï, Gethsémani (Jésus n’est pas un ange), Jésus enseigne à partir d’un bateau, Isaïe sur un rocher, Création de la lumière par le Dieu créateur. Mon esprit était toujours avec Jésus, les prophètes et messagers. Alors je maintenant pense, mon heure est venue, alors je suis allé en Corse. Je crois que mon séjour à Bonifacio, c’est une pêche miraculeuse. Haute Bonifacio, une bourgade sur la colline élevé, la côte rocheuse. Bonifacio, le village était réputé dans le Moyen Age pour ses nombreux temples et pur ses fetes religieuses. La comminauté chrétienne recoit ici des louanges pour sa perséverence dans la foi. Construire sur le rocher, c’est peut-etre aussi choisir de facon téméraire meme un endroit tel que cette avancée rocheuse pres de Bonifacio en Corse. Celui qui a foi en la parole de Jesus est comme le batisseur qui construit sa maison sur de solides fondations. Il ne sera pas ébranlé par les difficulté qu’il ne manquera pas de rencontrer.(Le nouveau Testament, commenté et illustré, 2000 Edition du Signe-Bibli’O, imprimé en Italie, p. 15). Nous avons le pape de l’Argentine, le Francois, nous avons besoin de vivre notre foi dans le monde entier en communion avec l’Eglise universelle. Nous devons être ensemble! C’est un symbole qui a été de plus en plus devant mes yeux depuis quarante ans, à savoir la solidarité polonaise en 1980! Maintenant, je crois que le moment est venu, je suis allé à l’Argentine.
Mais l’agitation n’a pas prévalu tout au long de la ville de Bonifacio ( il n’y avait pas de sourires, dommage). Il y a quelques-uns d’ entre nous dans l’eglise de Saint-Erasme dans cette charmante montee de la Montée Rastelli. Mais je me console avec le fait que Jéricho dans le temps de Jésus a déjà « été démoli ». En attendant, je vous envoie quelques images merveilleuses de mon Bonifacio, que je sois sous le charme de leur passé. Mais quand je suis à Bonifacio, est d’abord un regard sur les peintures de Giotto di Bondone (1337), Le Baiser de Judas (beau visage esquissé), Jesus à laver des pieds des apotres(j’aime les detailles avec deux hommes similaires qui regardent sur Jésus, Simon et un autre disciple a pied sec, à la dernière Cène). « Qu’ils soient un pour que le monde croie, que tu m’as emvoyé. » Je maintenant vois l’imagination Passage de la Mer Rouge par Bartoldo di Fredi (vers 1330-1410). Ici tout est en mouvement, dans la distance que vous pouvez voir les pêcheurs en dépit de toute la tragédie des Egyptiens. Je me souviens dans mon esprit, mon autre séjour au musée aujourd’hui, voici Angers- la ville de la France, mais pour un artiste c’est la Jerusalem Nouvelle (fin du XIV siecle). Ensuite je regards aussi par El Greco (1614), la Pentecote. Je me souviens d’une image Velazsqueza, intitulé Paul. Apôtre des Gentils, a ses mains cachées, lui en nous montrant seulement cinq doigts de la main gauche. Je me souviens encore de l’image qui n’est que le tympan du portail de la cathédrale de Chartres, qui a été intitulé «La gloire». Christ dans la gloire. Jésus est assis sur le trône, et les deux côtés sont confrontés ange, lion, taureau et l’aigle, habillé en armure, les patrons des quatre évangélistes. Évangélistes, si pour nous ils sont déjà vieux? Seul Luc raconte l’histoire de l’ascension du Christ, donc l’apôtre Pierre explique que Jésus a été exalté à la droite du Père. Alors, moi, je voudrais concilier toutes les personnes du monde entier. Et maintenat je regards le Manuscrit du X siecle representant la Femme vetue de soleil attaquée par le dragon a sept tetes. Femmes délivrées par le Christ. La fillete va savoir l’âge d’enfanter, mais perd vie,en le rendant, Jésus lui donne la possibilité d’être femme. Les Femmes au tombeau sont les premières a accueillir dans la foi l’annonce de la Résurrection. Je suis maintenant dans les yeux du tableau de Giovanni Romaneli (mort 1662), intitulé Les Saintes Femmes au tombeau. Derriere les femmes, Jésus soi-meme apparaissant à Marie-Madeleine. Devant mes yeux l’image de Giovanni Tiepolo (1804) Le Christ et la femme adultere. Jésus lui renouvelle son pardon. Je regards pour un moment Rembrandt-Pèlerins d’Emmaüs (le troisième pèlerinage, il doit etre serveur, donnant quelque chose assis à la table). Est-Pilate est né encore dir en 1961 ? J’ai maintenant devant mes yeux l’image de l’église (la peinture) de Saint-Gervais à Paris, Jésus chez Marthe et Marie. Jésus est assis du milieu d’elles, a le doigt exposée vers le haut. La presence de femme dans l’entourage de Jesus était tres choquante pour ses contemporains. Luc mentionne les femme expressément de meme qu’il veille a ne pas les oublier dans ses récit : a celui du Samaritain succéde celui de Marie qui écoute aux pieds de Jesus (Luc 10, 29-42), a celui des bergers, la parabole de la femme qui perd et retrouve une piece d’argent (Luc 15,1-10). Les femmes jouent un role important aupres de Jesus qu’elles accompagnant fidelment.
Encore une fois, je le regarde, Bonifacio, la perle de la foi de cosmos. Montée Rastello, Montée Saint-Roch, le Bastion de l’Etendard (maintenant fermé au public), Carotola-pistes descendent vers la baie, Le Goulet-de l’autre côté de la baie, Crète also des Montagnes De l’autre côté de la baie ETROITE. Porte de Gènes, Portes de France, Place Castelleto, Eglise St Dominique, St Erasme Saint-François Saint-Croix, l’église centrale la Marie Majeure, Saint-Antoine. Rues: rue Doria, les deux empereurs (Charles V et Napoléon), rue Archivolto, du Palais, Scamaroni, le cardinal Zigliara (maison paroissial), Place de Napoléon; escaliers taillés dans la roche, avec une banque haut du village de descendre rapidement vers la mer (les escaliers du Roi d’Aragon). De l’endroit où je prie maintenant, je vois mes amis dans la détresse. Je quitte ce lieu privilégié pour les rejoindre. Voici le Gethsemané. Les priere instantes de Jesus montrent qu’il n’est pas un surhomme insensible a la douleur. En cette heure d’épreuves Jesus demande a trois de ses disciples de rester éveillés et de prier avec lui. Mais ils n’y a parviennent pas. Nous recevrons le même salaire : la communion avec Dieu. On peut ici participer à l’avenement du Royaume de Dieu. Tout homme est aimé de Dieu, construire un monde fait d’amour, de justice et de paix. Dieu fait de nous des vivant, même au- dela de la mort.
Et voila ce récit d’Evangile d’aujourd’hui montre déjà que l’oeuvre de Jesus est universelle, elle s’adresse aussi aux non-Juifs, non seulment aux citoyens de Rome. Pour les pechers du lac de Galilée, c’est une expérience quotidienne : dans leurs fillet se prennent des bons piossons et d’autres immangeables, qu’il faut rejeter. Le mal a été vaincu, dit Jesus mais cette victoire ne sera manifestée qu’a la fin des temps.. Il faut adopter la maniere de faire de Dieu. L’attitude bienveillante de Jesus. Je voudrais temoigner comme un prophete promis pour la fin des temps. Car j’étais un de gens de peu de foi. Il faut de foi inebranlable comme du celle de Bartimée.(Mk 10,48) Sélon la loi de l’Ancien Testament, les lépreux étaient impurs, interdits de culte et bannis de la société. Seul un pretre pouvait juger de la guérison et autoriser le retour dans la comminauté… Jesus comme le Messie, le Sauveur attendu pour la fin des temps. Le plus grand dans le Royaume de Dieu est celui qui accepte d’etre vulnerable et qui soit qu’il a besoin des autres pour vivre. Le pardon est le don pardessus tout. Quand on aime, on donne sans compter. C’est ce que Dieu fait. Voila pourquoi il n’y a pas de comptabilité en matiere de pardon. Celui qui a fait l’experience d’avoire été pardonné par Dieu ne fait que rendre a son frere, du fond du coeur, ce qu’il a lui-meme recu. Jesus ne parle pas ici de justice sociale. Servir : Jesus est un homme libre. Il ne cherche ni le pouvoir ni la consideration. Il se fait serviteur des hommes, se donnant jusqu’au bout par amour. C’est a cette liberté-la et a ce sens du service que Jesus nous convie, même lorsque nous occupons un poste a responsabilité. Ce qui plait a Dieu, c’est que la justice et l’amour soient vecue pour tous. Les tourments qui surviendront (catastrophes) sont plutot le signe de la naissance d’un nouveau monde. Les douleurs sont celles d’un enfantement dont nous avons a être les témoins et les artisant. Le Christ a vaincu le mal et un jour sa victoire sera manifesté pour le monde entier. Comme le bourgeon. Le seul bon et fidele serviteur de Dieu est celui qui prend soin de ceux qui lui ont été confies. Etre chretien signifié être responsable de son prochain. Faire avencer la cause de Dieu. Le rapport que nous entretenons avec les malhereux, y compris dans les gestes les plus simples et quotidiens, est dêcisif dans notre vie. Là Se fait la rencontre de Dieu. C’est en nous faisant le prochain des plus petits parmi les hommes que nous serons reconnus par le Christ comme ses freres et ses seurs.
Aujourd’hui toutes les stations via dolorosa se trouvent dans la vielle ville. Personellment j’ai mon mot déjà semé partout en Roumanie et dans le monde entier, comme j’ai en parlé . Les hommes planifient et essaint de garantir leur avenir en constituant des réserves. A quoi bon entasser s’ils perdent les sens de l’accueil, du partage et de la solidarité ? L’un des deux malfaiteurs reconnait l’innocence de Jesus et proclame sa foi en lui. Jesus lui offre plus qu’il ne demande : il jouira de la communion avec Dieu dès sa mort. Selon certaines traditions juives, le paradis est le lien où les justes défunts attendent la résurrection (Le nouveau Testament, commenté et illustré, 2000 Edition du Signe-Bibli’O, p.189).
Le bon pasteur Jesus. « Notre coeur est sans repos jusqu’a ce qu’il se repose en toi. » Pretre de Turin, Jean Bosco a consacré sa vie a la jeunesse populaire de cette ville. Dans une lettre a ses confrere a écrit : « Si nous voulons nous montrer les amis du vrai bien de nos éleves et les emmener a faire leur devoir, nous ne devons jamais oublier que nous representons les parents de cette chere jeunesse qui fut toujours le tendre sujet de mes occupations de mes études, de mon ministere sacerdotal… » « Il est toujours plus facile de s’irriter que de participer, de menacer un enfant, que de la persuader ! Je vous recommende la charité. Pas d’agitations dans nos coeur, pas de mépris dans nos regards, pas d’injures sur nos lévres. Ayons de la compassion pour le present, de l’esperence pour l’avenir. » Gloire a Dieu qui donne avec générosité . Votre générosité ne pourvoit pas seulement aux besoins de vos freres, elle est encore source d’action de grace envers Dieu. Le Seigneur, inspire-nous l’amour qui nous fera chercher le salut de nos freres en ne servequint que toi seul. Notre role ? Veiller a ce que l’Eglise locale reste toujours fidele a l’Evangile. Tres tot j’ai su que ma vie serait liée au service des autres. J’aurais pu etre commentateur sportif au un jardinier, mais une petite voix c’est fait entendre dans mon coeur. J’ai parlé avec des pretres et j’ai compris que c’était celle de Jesus. C’est Jesus m’a appelé et confié comme un grand sac a dos rempli de l’amour de Dieu. Il est sur mes épaules et chaque jour, je partage son contenu avec tous ceux que je rencontre. A la messe, mon sac a dos prend la forme de l’étole qui montre aux hommes toute la tendresse, la misericorde, le pardon que Dieu offre aux hommes par les mains des pretres. Jesus nous invite a lui rester fidele, a lui faire confiance tout au long de notre vie et que toutes nos actions et nos choix soient vecus dans un esprit généreux. Le Seigneur est mon berger : rien ne saurait me manquer.
Nous sommes loin de notre bonheur. Viendra le jour ou Dieu enverra son fils Jesus, le vrai berger qui donnera sa vie pour que tous les hommes vivent pres de lui dans l’unité. Nous croyons que, par sa mort et et sa resurrection, Jesus est venu nous délivrer des puissance du mal et de la mort mais nous ne vivons pas encore plainement cette realité . Viendra le jour, a la fin des temps, ou le Christ, Roi de l’univers, nous rassemblera dans le royaume de son Pere pour y vivre dans la paix edt la joie éternelle. « Le veritable amour, solide, durable, est celui qui cherche le bonheur des autres en meme temps que son propre bonheur. » J’avais mis mon esperance en l’Eternel, et il s’est penché vers moi, il a écouté mes cris. Il m’a retiré de la fosse de destruction et établi mes pieds sur le rocher. Haute Bonifacio sur une colline au-dessus de la mer, la citadelle, le fort sur une haute colline, le témoin du passage des touristes de l’été. Entouré du curé et des femmes des lieux je suis parti avec vous jusqu’au sommet de Bonifacio, pour y celebrer la messe et benir le village de Bonifacio, en nom du Saint Francois en Corse. Cette village permet de voir l’ensemble des hautes collines de l’autre côté de la baie étroite, le port de plaisance et des goulets de Corse Sud et d’etre vues d’elles. Un rappel du regard du Christ sur l’humanité. Le fort donc au fort symbole avec qui on aime tutoyer cieux et horizons de Corse. Le fort ou on aime donner de soi pour converser avec Dieu san doute. Car ici l’intensité de l’effort et la beauté du site sont récompenses par eux memes. C’est ne pas sans raison que les Corse aiment a parsemer leur collines des chapelles, de croix, de calvaires, maniere de montrer a quoi puisent leurs racines. Des lieux comme ca, ca aide a la priere meme si le message de Dieu est partout. On a l’impression de se rapprocher du Ciel. Je suis d’allers un adept de ce genre de pelerinage. Ce genre d’evenements, ce genre de lieu et d’installation de croix et de marques de devotion signent bien les racines chretiennes de la Corse. Des hommes sont passés par la et ils ont cherché du sens, une direction. Ici, on a obligation de prendre de l’attitude. En corps certes mais aussit en esprit. Comme les Polonais (curé de la paroisse Père Richard Slowikowski et moi-meme Ulysse du nord), nous voudrons de vous donner a tous un panorama impressionant de notre monde. Personellement je garde encore mon authenticité. Je voudrais sauver l’honneur de notre civilisation de l’amour. Je tiens a vous remercier d’etre venue ici. Mais nous avons un interet commun aussi, plaine vie chrétienne. Nous croyons fermement a une meilleure eglise catholique. Maintenant nous pouvons construire l’avenir de l’homme ensemble, par aussi la participation a la liturgie. Comment empecher les jeunes ? C’est au prix de l’église de la foi nouvelle. Voila, je voudrais apporter ma foi aux confins de la terre. Donc, je maintenant voudrais etre au chaque coin de votre, notre paroisse. Je vous souhaite tout, de l’amour donnée et recu. « Aujourd’hui, avec moi, tu seras dans le paradis ». Que Jésus Christ soit loué. Ainsi soit-il. Amen.