opowiadanie o kasynie w Warszawie, cz.3

Stanisław Barszczak—Pani Janina—“Złodzieje!” zawołała i aż klasnęła w dłonie.” Urzędnik zgodził się przyjść, gdy spostrzegł, że był proszony przez starszą pani, która była zbyt niedołężną, by mogła chodzić. Aleksandrze, powiedz mu, że możemy w łatwy sposób udać się do kogoś innego, gdy będą dalej robić trudności. Ale ostatecznie odebrałem dwanaście tysięcy dolarów w złocie, wziąłem też sprawozdanie finansowe i zaniosłem Pani. “Dobrze, dobrze,” powiedziała, “nie jestem księgową. Pospieszmy się, pospiesz się.” I machnęła papierami .”Teraz nie postawię ani na to przeklętej zero, i równie przeklęte czerwone, mruknąłem do siebie, gdy wszedłem do kasyna. Tym razem zrobiłem wszystko co mogłem, by przekonać staruszkę do udziałów jak najmniejszych. Ale ona była tak niecierpliwa, że choć w pierwszej chwili zgodziła się zrobić jak sugerowałem, to jednak nic nie mogło jej powstrzymać od dalszej gry, gdy raz już zaczęła. “Zobacz co zdobyliśmy, z pewnością warto było naszego czasu, znowu mogliśmy wygrać kolejne cztery tysiące… Ach, to była twoja wina, wszystko twoja wina.” Czułem się bardzo zgaszonym, gdy oglądałem ją grającą zawzięcie dalej, ale postanowiłem trzymać język za zębami, i nie dawać jej więcej porad. Nagle w kasynie ujrzałem księcia. Pojawił się w naszym towarzystwie niedawno i od razu jako nietuzinkowy człowiek, który nosił historyczne nazwisko Barberini lub coś w tym rodzaju. Chodził zasypany pierścieniami i diamentami. Zauważyłem, że od pewnego czasu Sonia też z nim flirtowała. Oczywiście generał, który stał przy naszym stole mógł wypłynąć na taką sytuację. Ale Sonia zdawała się nie patrzeć w jego stronę, choć starał się przyciągnąć ją jakąś miejską powiastką. Nagle książę coś szepnął Pani do ucha. “Pokaż mi, co powinnam zrobić,” zaripostowała głośno Pani. Książę po francusku oświadczył, że takie a takie szanse ją czekają, zaczął nawet wykonywać obliczenia liczb. Wszystko to było skierowane do mnie jako tłumacza. Książę palcem wskazywał tu i tam. W końcu chwycił ołówek i zaczął liczyć kwoty na papierze, dopóki nie wyczerpał cierpliwości Pani. “Precz z tobą!” przerwała. Ale zaraz zgodnie z jego instrukcjami postawiła tysiąc dolarów na nieparzyste numery w pierwszej dwudziestce i drugie dziesięć na niektóre grupy numerów od dwunastu do osiemnastu lat i od osiemnastu do dwudziestu czterech . Postawiona suma wyniosła dwa tysiące dolarów. Koło obracało się. “Zero!” zawołał krupier… Straciliśmy wszystko. -“Głupi!” zawołała staruszka, z pewnym wyrzutem zwracając się do księcia. „Do domu,” krzyknęła Pani i zaraz opuściliśmy kasyno. Zanim dotarliśmy do hotelu Pani obdzieliła nas jeszcze odpowietrzającymi okrzykami: “Jaka ja głupia jestem! Stara a głupia! Gdy przybyliśmy do hotelu Pani prosiła na herbatę, a następnie kazała się pakować. „Ryszardzie, czy wszystko zapakowane?”, zostawiamy to miasto. „Masz pobrać z banku piętnaście tysięcy dolarów i weź rachunek za hotel.” „Mój Boże! “powiedział tylko i splunął na ręce, prawdopodobnie aby pokazać, że jest gotów służyć jej najlepiej jak może. “Następny pociąg odjeżdża o 09:30, Madame”, rzekł jakby od niechcenia.
“Czy to już czas odjeżdżać?”, zawyrokował książę. Tak więc wszyscy już się zebrali, starając się odwieść babcię od jej zamiarów. Tylko Ryszard była nieobecny. “Precz z wami, łobuzy!” zawyrokowała. I słowa podparła śmiechem. „To nie wasze pieniądze, które zostały zmarnowane, ale moje własne”. Nagle skierowała się do Sonii: „Czy to prawda, że książę żeni się z Francuzką – to aktorka czy nawet kukła jeszcze gorsza, powiedz mi, czy to prawda? ” “Nie wiem na pewno odparła Sonia, ale ” –„Nie trzeba mówić nic więcej,” przerwała energicznie Pani. „Mój dom na prowincji, jak wiesz, jest wystarczająco duży, przyjedźcie Soniu na jakiś tydzień, możecie zająć całe piętro, jeśli Ci się tak podoba. Dzisiaj zmarnowałam piętnaście tysięcy dolarów w tą cholerną ruletkę. A przecież pięć lat temu obiecałam mieszkańcom Warszawy zbudować na przedmieściach kościół murowany. Zatem sprawa się odwlecze.”-“A co z wyjazdem do sanatorium Pani? Przerwała ten monolog Sonia. „Ty i twoje wody! Nie złość mnie, Soniu. –„Jestem bardzo, bardzo wdzięczna za schronienie, które Pani tak łaskawie zaproponował mi. To być może jest realne, że przyjadę i będę z Panią żyć na prowincji. Ale jeszcze nie podjęła decyzji.”W każdym razie, nie mogłabym opuścić młodszego brata i siostry, ponieważ gdybym ich opuściła, to będą porzuceni.” „Proszę, zostaw mnie. Good-bye, “zakończyła rozmowę Pani. “Pozwól mi być z Tobą trochę dłużej”, mówiła Sonia. “Nie. Nie zawracaj mi głowy, już wszystko mnie męczy.”Następnie gdy Sonia próbowała pocałować babcię, staruszka najpierw wycofała się, a potem sama pocałowała dziewczynę w policzek.
Wózek z Panią był już blisko mnie. „Weź te pięćset dolarów dla siebie, i nie słuchaj o publicznych skandalach z moim udziałem,” usłyszałem tylko.” “Dziękuję pokornie, proszę pani.” „Chodź, chodź, zawołała babcia tak energicznie, że nie śmiałem już odmawiać przyjęcia pieniędzy dalej.”
Potem wstąpiłem do mojego pokoju i położyłem się na łóżku. Całą godzinę musiałem leżeć w ten sposób, z moją głową opartą na ręku. Tak więc potrzebowałam czasu dla siebie. Nagle wpadłem na pomysł poszukiwania Krzysztofa. I oto rozległo się pukanie do drzwi, gdy je otworzyłem zobaczyłem za drzwiami cichego tym razem Ryszarda. “Szanowny Panie, powiedział, moja pani pyta o ciebie”. “Rzeczywiście? Pociąg odjeżdża za trzy godziny. Niech pan nie zwleka.” Pobiegłem na dół. Pani była teraz wyprowadzana z jej pokoju na korytarz. W ręce trzymała zwój banknotów i papierów wartościowych. Kiedy mnie zobaczyła zawołała: “Aleksandrze, musisz być teraz przy mnie.” Był z nami Łukasz. Pamiętam spacerowaliśmy w kierunku dworca. Pani dziwnie rozmarzona wspomniała jakiś ogród i kwiaty, które nie można było zobaczyć tutaj, i świeże powietrze i jabłonie w kwiatach. Obok wielkiego super-marketu mijaliśmy mój mały sklep jakby z innej epoki, w którym ujrzałem kiedyś siebie jakby w domu- a to jest tylko rezultat ostatnich przebudowań w stolicy, dzięki którym niedawno znów zajaśniała Warszawa. Sklep ten był kwadratowy, z przednimi szybami w małych okienkach. Przychodziłem tu nieraz. W dzień drzwi sklepu pozostawały zamknięte, a wieczorem pozostawały dyskretnie, jakby podejrzanie uchylone. Okno zawierało fotografie mniej lub bardziej rozebranych tancerek; nieokreślone pakiety opakowań po lekach, zamknięte żółte koperty papierowe, bardzo cienkie i oznaczone czarne postacie, ale też na uformowanych wzgórzu żołnierzy napoleońskich, kilka numerów dawnych francuskich publikacji, jaki komiks zawieszony w suchym powietrzu, obskurną niebieską miskę z porcelany, szkatułkę z czarnego drewna, butelkę atramentu i pieczątki, kilka książek, tytuły nie bardzo porywały, choć nawiązywały do historii, kilka najwyraźniej starych kopii gazet, źle wydrukowanych. Dwa strumienie neonowe tliły się wewnątrz tych szyb… Ale oto rozmarzyłem się w tym dłuższym pochodzie ku ulicy Marszałkowskiej i z powrotem na dworzec. Następnie pamiętam tylko, jak Pani siedziała już w pociągu, usłyszałem jeszcze te słowa: “Przyślij mi list. Dzięki za bezinteresowną pomoc”, powiedziała na pożegnanie…Tego samego wieczoru Ryszard zatelefonował do mnie skarżąc się, że dwóch mężczyzn wypełniło swoje kieszenie pieniędzmi Pani i uciekli. Myśleliśmy, że to Polacy, ale to nie prawda. Godzinę później jak się pożegnaliśmy tym razem dwóch chłystków, którzy przedtem zostali wydaleni z kasyna, dokonali ponownego pojawienia się przy staruszce w pociągu i odnowili swoje oferty usług. Odłożyłem słuchawkę jakiś ciężki, szybko zasnąłem. Następnego dnia rano miałem iść do – czy raczej szukać Pana Krzysztofa. Na śniadaniu byłem tak podekscytowany, jak byłem na posiłku trzy dni temu … Przypomniałem sobie po chwili, jak z wieczora siadywałem pod lipami w swoim ogródku i zabierałem się do czytania książek na głos jakbym czytał tylko mnie i mojej matce. Co się stało ze mną nie wiem, ale przed obiadem powiedziałem Sonii o mojej stracie, z którą spacerowaliśmy po parku. Następnie wróciłem do kasyna. Na początku straciłem całe dwieście dolarów, co wywarło na mnie olbrzymie wrażenie z wielką prędkością. Potem postawiłem taką samą kwotę jeszcze raz i wygrałem, i tak jakieś dwa lub trzy razy. W pewnym momencie miałem w rękach – zebrało się w ciągu pięciu minut – około cztery tysiące dolarów. To oczywiście był właściwy moment dla mnie żeby odejść, ale pojawiły się we mnie dziwne uczucie, wręcz z wyzwaniem losu , z chęcią czynienia mu ciosu w policzek. Potem wstałem od stołu, czując pewne oszołomienie… z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że muszę wygrać, bo od tego zależało całe moje życie. “Rouge!” woła krupier. I wziąłem długi oddech i gorące dreszcze rozeszły się po całym ciele. I została wypłacona moja wygrana w wysokości cztery tysiące dolarów. Ale po jakim ś czasie przyszedł czas, że zacząłem przegrywać, pamiętam potem, postawiłem na chybił trafił, bez jakiegokolwiek rachunku. “Quatre!” woła krupier. Jeszcze raz, byłem w posiadaniu sześciu tysięcy dolarów! Krupierzy spojrzeli wokół, wymienili kilka słów, przypadkowe osoby mruknęły wyczekująco. Do stołu podszedł mężczyzna zupełnie czarny na twarzy. Moje obliczenia mieszały się teraz z upływającym czasem. Pamiętam tylko, jak we śnie, wygrałem w jednej rundzie szesnaście tysięcy, następnie w trzech rundach straciłem dwanaście tysięcy, a pozostałe cztery tysiące nieprzytomnie przekazałem na “Passe” . Ale wreszcie wkroczył do akcji ten czarny, cztery razy z rzędu wygrał… Potem nagle krupier poinformował mnie, że on złożył większą ofertę, bank nie był w stanie zrealizować naszych żądań, nadto krupier ogłosić zamknięcie ruletki w nocy. W związku z powyższym, złapałem mój stos złota, umieściłem go do kieszeni i, chwytając mój plik banknotów, i przeniosłem się do sąsiedniego salonu, gdzie gra w ruletkę trwała nadal. Tłum szedł za mną, zrobiono mi miejsce przy stole, po czym przystąpiłem do akcji, jak dotychczas – to znaczy wyrywkowo i bez obliczania. Co mnie uratowało od z ruiny nie wiem. Oczywiście były momenty, kiedy fragmentaryczne rozrachunki przebiegały przez mój mózg. Moje brwi były wilgotne od potu, a ręce drżały. Również Rosjanie stanęli przy mnie. Nagle powstał wokół mnie głośny huk rozmowy i śmiech: “Brawo, brawo!” Była powszechna radość, a niektórzy nawet klaskali w dłonie. Zarobiłem trzydzieści tysięcy dolarów i znowu obwieszczono zamykanie banku na noc! “Odejdź teraz, odejść teraz,” ktoś szepnął do mnie z prawej strony. Miałem niejasną przyjemność zgarnięcia banknotów, koncentrując się na stosie przed sobą. Ale, jak zawsze, los zawiał mi w plecy. Nagle usłyszałem okrzyki potwierdzające fakt, że czerwony kolor wygrywał po raz czternasty! “Monsieur gagne cent mille dolar!” krupier zawołał obok mnie. Obudziłem się na zmysły. Co? Wygrałem sto tysięcy? Ale już ludzie zaczęli opuszczać kasyno. Przechodząc przez salony osoby uśmiechały się do mnie. Kilka rąk podniosło się w moim kierunku. I wtedy pojawiła się ona, Sonia, jakaś niespokojna. Nic nie pamiętam, co ona powiedziała do mnie, dlaczego ją opuściłem… Nagle tylko ujrzałem ją jeszcze raz przy światłach hotelu. Tak, dzięki Bogu, dotarłem do domu! Wsunąłem się do mojego pokoju. Sonia siedziała na kanapie, z zapaloną świecą i splecionymi rękami…Dokładnie pamiętam, że tego wieczora również mój książę stracił w ruletkę ogromne kwoty i potem pewnego pięknego poranka zniknął, z koniem, powozem, jak również z nie zapłaconym rachunkiem za hotel. Tego samego wieczoru Sonia została zmuszona do stawienia się w Casino. Agnieszka krzyczała na cały hotel, a nawet rozdarła sobie sukienkę z tego powodu. Przez wyjazdem rozdał hotelowym gościom pachnące gwoździe wyprodukowane w jego kraju. Podobno widziano któregoś wieczoru, jak książę z narzeczoną szli w parze, ręka w rękę do Kasyna – panienka chichotała głośny i zgodnie ze swoimi przyzwyczajeniami pokazywała dziwną ekspansywność w swych manierach. A co Krzysztofem. Na początek nie powiodło mi się w moich poszukiwaniach. Ani w swoim pokoju, ani w ani w Casino Park nie mogłem go znaleźć. Jednak około piątej ujrzałem go pieszo zdążającego od dworca kolejowego do hotelu. Wydawało się, że był w wielkim pośpiechu i bardzo zajęty, choć na jego twarzy nie mogłem rozpoznać rzeczywistych śladów troski lub zaburzeń. Z życzliwym „Ach!” powędrowaliśmy do swych pokojów. Następnie, około siódmej, zostałem wysłany przez generała. Znalazłem go w jego gabinecie, najwyraźniej przygotowywał się do wyjścia ponownie, jego kapelusz i laska leżały na kanapie. Gdy wszedłem stał na środku pokoju – nogi szeroko rozstawione, a głowę miał pochyloną w dół. Ponadto wydawało mi się, że mówi do siebie. Poprzednio kiedykolwiek gdy widział mnie w drzwiach natychmiast podbiegał do mnie, teraz też podszedł do mnie ale w taki sposób, że mimo woli cofnąłem się o krok chcą opuścić pokój, po czym chwycił mnie za obie ręce i przyciągając mnie do kanapy, zmusił mnie bym usiadł na krześle naprzeciw niego. Potem, nie puszczając moich rąk, zawołał drżącymi wargami i z blaskiem łzy na jego na rzęsach: “Och, Aleksandrze ratuj mnie, ratuj mnie!” Przez długi czas nie mogłem zrozumieć, co miał na myśli, choć nie przestawał mówić i mówić, i ciągle powtarzał sobie: “Zmiłuj się, zmiłuj się!” W końcu jednak pojąłem, że spodziewał się czegoś w rodzaju rady. Błagał mnie na kolanach, aby poszedł po jego dziewczynę i prosił ją, by wróciła do niego i przyjęła go w małżeństwie. „Idę zapłacić rachunek za hotel, powiedział. “I co zrobisz potem?” zagadnąłem. Spojrzał na mnie niewyraźnie, ale było jasne, że nie zrozumiał – być może nawet nie słyszał mojego pytania… Dzisiaj już dwa lata od tamtych dni, i wciąż zachowuję wiarę w siebie i mam nadzieję na świetlaną przyszłość nieugaszony. Zaledwie dwa lata, ale jestem w gorszej sytuacji od żebraka. Problem w tym, że przez jeden obrót koła ruletki wszystko dla mnie zmieniło się. Kim jestem? Dla nich wszystkich! Jestem zero – nic. Czym będę jutro? Przed chwilą usłyszałem jednak słowa Krzysztofa: „możesz powstać z martwych i zacząć nowe życie. Możesz odkryć w sobie człowieka, jeśli tylko moja męskość nie stanie się zupełnie rozbita. Krzysztof spojrzał na jakieś kleksy na papierze, stale przewracając strony książki. “Ona kochała cię. I mogę powiedzieć, żeś stracił…”. –„Ale mam przeczucie, że już nigdy nie może być inaczej. Mam dwadzieścia dolarów w ręce. Gdybym umiał grać ostrożnie na początku – Ale nie, nie! Na pewno nie jestem taki głupi, jak? Ale dlaczego nie mogę w końcu powstać z martwych? Muszę wymagać od siebie, a mój los może być zmieniony w całości. Tak, mój charakter jest słaby. Ale co, jeśli moje już serce nie do mnie należy,” powiedziałem Krzysztofowi najspokojniej jak tylko mogłem. I pocieszyłem się, jutro wszystko będzie skończone!

s’éloigner de printemps la nature humaine c’est une notre erreur

Stanislas Barszczak— Mon autre église—
“/…/lo contemplaba con la antipatía…en la Torre de Londres escuchaba las campanadas que marcaban las medias horas y las horas; aquí, las espesas paredes no dejaban llegar al interior de la prisión …Acaso la mirada del sheriff, más cargada que nunca del disgusto que le inspiraba, se debía a que le habían conmutado la pena…Iba caminando por el largo pasillo de ladrillos rojos ennegrecidos por la suciedad, entre las puertas metálicas de las celdas y unos muros descoloridos en los que cada veinte o veinticinco pasos había una alta ventana enrejada por la que alcanzaba a divisar un pedacito de cielo grisáceo…Quien lo esperaba allí no era su abogado…Por qué maître Gavan Duffy, en vez de venir en persona, mandaba a uno de sus pasantes?….Sobre el pedido de indulto, todavía -murmuró, con sequedad, haciendo una mueca que lo desencajaba aún más…A Roger le molestaba la presencia del sheriff…Esa idea le oprimía el pecho y dificultaba su respiración…”… »« Cette pensée a asservi la poitrine, est entravée par son souffle … «Je note l’utilisation du passé imperfait tendue dans ce texte contemporain sur un prisonnier en captivité Roger. Je ne veux pas critiquer ce style, et même le recommander à nos prédicateurs. Mais cela montre à quel point notre monde s’éloigne de printemps la nature humaine – n’a tout simplement pas atteindre les sommets de la sainteté de l’homme. Je suis condamné à utiliser n’est que ce temps dans mon écriture de la condition humaine actuelle. Il vise à construire ici en différentes couleurs, différentes caractéristiques du régime, des fragments de vie qui ne peuvent pas être ensemble. La littérature est plus de richesse, enseigne un moyen de vous-même. Décrivant, par exemple, la ville de ma jeunesse, Czestochowa, car il m’a fait un peu comme je le suis. C’est mon but, mon origine, ma position entre la durée de la Société. Margaret Thatcher disait: “La société. Qu’est-ce que c’est? Il ya seulement des individus.“ S’ouvrir à la communauté j’ai commencé à partir de la vision des individus, de construire une communauté de demain. Je veux marcher derrière elle avec tout l’humour de mon caractère, qui, dans mes texts j’ai l’intention de montrer de plus en plus. Et aujourd’hui, l’ouest aimé de l’Europe valide la force. Quels conseils à la violence? Il marchait vers vous un homme nouveau. Il attendait beaucoup, il pouvait a fair tous. Et nous sommes des êtres humains de chair et de sang, la création miraculeuse de Dieu. Depuis lors avec moi aussi, c’est le Christ. Par conséquent, ne condamne personne, mais nous essayons de vous donner tout un panorama impressionnant de notre monde. Personnellement, je garde encore mon authenticité. Je veux sauver l’honneur de notre civilisation de l’amour. Je tiens à vous remercier d’être venus ici. Nous avons un intérêt commun, une licence de faire une base réaliste pour notre vie chrétienne. Nous avons cristalliser la croyance chrétienne de l’avenir, se poursuivent entre les obligations et les dettes. Une distinction importante pour nous ici: forêt sacrée est différente de toutes les racines conservatrices des arbres dont nous avons imposé la civilisation de la consommation et le populisme. Ceci est mon conservatisme dans l’église, où je reste comme adversaire d’aujourd’hui des ridicules et étrangers solutions de la théologie sociale. C’est je crois que notre position. Compte tenu de la grande tragédie du monde de la violence, le totalitarisme, et nous reconnaissons que nous croyons fermement à une meilleure église. Nous pouvons construire l’avenir de l’homme. Comment empêcher les jeunes? C’est au prix de l’église d’ouverture, de la réforme, la présence, montrant l’insuffisance d’une grande partie du christianisme dans notre ère, une vigilance de Paul sur la pureté de la foi, l’espérance et l’amour. Ceci est mon autre église.

lektury na maturę

—Mój Inny Kościół—
“/…/lo contemplaba con la antipatía…en la Torre de Londres escuchaba las campanadas que marcaban las medias horas y las horas; aquí, las espesas paredes no dejaban llegar al interior de la prisión …Acaso la mirada del sheriff, más cargada que nunca del disgusto que le inspiraba, se debía a que le habían conmutado la pena…Iba caminando por el largo pasillo de ladrillos rojos ennegrecidos por la suciedad, entre las puertas metálicas de las celdas y unos muros descoloridos en los que cada veinte o veinticinco pasos había una alta ventana enrejada por la que alcanzaba a divisar un pedacito de cielo grisáceo…Quien lo esperaba allí no era su abogado…Por qué maître Gavan Duffy, en vez de venir en persona, mandaba a uno de sus pasantes?….Sobre el pedido de indulto, todavía -murmuró, con sequedad, haciendo una mueca que lo desencajaba aún más…A Roger le molestaba la presencia del sheriff…Esa idea le oprimía el pecho y dificultaba su respiración…”„Ta myśl zniewoliła jego pierś, przez to utrudniła jego oddech…” Zwracam uwagę na używanie czasu przeszłego niedokonanego w tym współczesnym tekście o jeńcu Rogerze. Nie chcę ganić tego stylu, a nawet poleciłbym go naszym kaznodziejom. Ale to tylko pokazuje jak nasz świat odchodzi od charakteru ludzkiej wiosny – po prostu nie dosięga wyżyn człowieczej świętości. Jestem skazany na użycie nie dokonanego czasu w mym pisaniu obecnego ludzkiego losu. Zamierzyłem oprzeć się tutaj na różnych kolorach, różnych cechach uzgodnień, fragmentach życia, które nie mogą być razem. Literatura jest większym bogactwem, uczy być niejako samemu. Opisuję przykładowo miasto mojej młodości, Częstochowę, ponieważ ono uczyniło mnie trochę takim, jakim jestem. To jest mój cel, mój autentyk, moje stanowisko trwania wśród Społeczeństwa. Margaret Thatcher mawiała: „Społeczeństwo. Co to jest? Istnieją tylko jednostki”. Otwierając się na społeczność zacząłem jakby od widzenia jednostek, by budować wspólnotę jutra. Chcę kroczyć za nią z całym humorem mojego charakteru, który w mych tekstach zamierzam pokazać lepiej i więcej . I oto dzisiaj uwielbiany zachód legimityzuje, uprawomocnia siłę. Jaka rada na przemoc? Szedł ku wam nowy człowiek. Oczekiwał wiele, mógł wszystko. A my jesteśmy ludźmi z krwi i kości, cudownym stworzeniem Boga. Odtąd ze mną jest Chrystus. Nie potępiamy zatem nikogo, lecz próbujemy dać całą, okazałą panoramę naszemu światu. Osobiście jeszcze trzymam moją autentyczność. Chcę ratować honor naszej cywilizacji miłości. Chcę wam podziękować za przyjście tutaj. Mamy wspólny interes, licencję na zrobienie realistycznych podstaw naszego chrześcijańskiego życia. Mamy skrystalizować postawę chrześcijańską jutra, trwać pomiędzy zobowiązaniami i długami. Istotne rozróżnienie dla nas tutaj: święta puszcza jest różna od wszelkich konserwatywnych korzeni narzuconych nam drzew cywilizacji konsumizmu i populizmu. To jest mój konserwatyzm w kościele, w którym trwam jako opozycjonista dzisiejszych śmieszności i obcych mi rozwiązań teologii społecznej. Taka jest wierzę nasza pozycja. Wobec wielkiej tragedii przemocy świata, totalitaryzmów rozpoznajemy i wierzymy mocno w lepszy kościół. Możemy budować przyszłość człowieka. Jak zatrzymać młodzie? Tylko za cenę kościoła jawności, reform, obecności, pokazywania mocno niedoskonałości systemu chrześcijaństwa naszej ery, jednej Pawłowej czujności nad czystością wiary, nadziei, miłości. To jest mój inny Kościół.

Warszawa dwieście lat po upadku Rzeczypospolitej, cz.2

Stanisław Barszczak—Pani Janina—
Była godzina jedenasta, i wydawało się, że wycieczka (w którym część partii kierowała się w stronę pociągu wywożącego gości do kasyna, a inne do jazdy na koniu w towarzystwie jednego lub dwóch obcych znajomych) była już definitywne zaplanowana. Generał był obecny, a także Agnieszka, dzieci, pielęgniarka Pani, panienka Sonia (przebrana amazonka), jej matka, młody książę. W sam środek tej grupy przekazano Panią w fotelu, i ustawiono ją na trzy kroki od generała. Wielkie nieba! Nigdy nie zapomnę spektaklu, który tam zapanował! Pani zatrzymała się w środku słowa, generał upuszczając szczęki wpatrywał się ciężko w staruszkę – jego oczy wychodziły ze swych orbit, generał był nią urzeczony, jakby właśnie zobaczył bazyliszka. W zamian za to Pani patrzyła na niego w milczeniu nie ruszając się z miejsca, ale zdradzał ją jej wygląd, miała wyzwanie triumfu i śmieszności w oczach. Na dziesięć sekund nie odrywali oczu od siebie, wśród głębokiej ciszy zebranych. Niezwykły wygląd tej jedynej pary uzewnętrznił się jakąś najcichszą jutrzenką na twarzy Łukasza. Jeśli chodzi o panienkę Sonię, to ona patrzyła wściekle na Panią, z podniesionymi brwiami i otwartymi ustami. Podczas gdy książę, jako niemiecki uczony rozważał tableau w głębokim zdumieniu. Agnieszka też była zdumiona i zaskoczona. Obecnie jednak odwróciła się blada jak ściana z zaczerwienieniem na skroniach. Zaprawdę przyjazd Pani wydawał się być katastrofą dla wszystkich! Z mojej strony, stałem patrząc to na Panią, to na przedstawicieli jej renomowanej firmy i z powrotem, podczas gdy pan Krzysztof, jak zwykle, pozostawał w cieniu i patrzył spokojnie. “Cóż, jestem tutaj odpowiadając niejako na wszystkie telegramy,” Pani przerwała pewną ciszę. “Co? Nie spodziewaliśmy się mnie?” “Antonina Vassilievna. O najdroższa matko, ty na ziemi, to ty!?” Pomruk nieszczęśliwego wydarzenia ogólnie przygasł, gdy Pani zdawała się być o krok od udaru mózgu. “Jak na ziemi, jak, co? wykrzyknęła. “Ja po prostu wsiadłam do pociągu i przyjechałam tutaj. Takie jest przeznaczenie kolei, dowozić wszędzie swych klientów. „Och, wiem, wszystkie te telegramy, te wysyłki. Musiały kosztować pokaźną sumę. Ja myślę, że telegramy wysyłane z zagranicy nie wysyła się za nic. Cóż, wzięłam buty na obcasie.” „To wielki cud widzieć was tutaj Pani. Co za niespodzianka!” wyrzekł książę. “A kto to jest?” mówiła Pani, zwracając się do panienki. Sonia, z jej pejczem w ręku, zrobiła wrażenie na staruszce. „To jest przyjaciółka Agnieszki, amazonka. Ona także jest zakwaterowana w hotelu,” zaripostował Łukasz. “Czy ona jest dobra firma?” „Ja nie rozumiem pytania,” odrzekł. “To znaczy, czy nie jest nudna? Czy mówi po francusku?”. “Bonjour, madame”, odpowiedziała Sonia. Następnie Pani zwróciła się nagle do Generała, i kontynuowała: “Mam wziąć moje mieszkanie tutaj, więc zamierzam być twoim sąsiadem. Czy cieszysz się czy nie?” “Moja droga matko, uwierz mi, kiedy mówię, że jestem szczerze zachwycony,” zwrócił się do niej Generał, który teraz, do pewnego stopnia, odzyskał zmysły, i mógł rozmawiać z płynnością, jedyną grawitacją i pewnym efektem. “Jesteśmy tak przerażeni i zdenerwowani informacjami o twojej niedyspozycji. Mieliśmy te beznadziejne telegramy o Tobie!’ ”Bujda, bujda!” nagle przerwała Pani. “Na pewno w twoim wieku, a w obecnym stanie zdrowia, jest to tak niespodziewane, że nasze zdziwienie jest co najmniej zrozumiałe. Ponieważ widzimy cię zdrową, cieszę się, myślę, jak wszyscy,” powiedział to godnie, choć z pewnym, ugodowym uśmieszkiem. “Dosyć! Wszystko to czcza gadanina. Mówisz bzdury. Wiem dobrze, jak spędzić czas… Jak odbyłam podróż, pytasz?
„Co ty tutaj robisz, Aleksandrze? ” “A jak się masz, babciu?” odpowiedziałem, zbliżywszy się do staruszki. -Nie byłam w stanie opuścić łóżka. Wtedy moi lekarze niemieccy odbyli kolejne konsultacje, i powiedzieli mi, że jeśli pojadę za granicę, „do wód”, niedyspozycja ostatecznie przemija. “Dlaczego nie?” pomyślałam sobie. Więc przygotowałam sobie rzeczy, a następnego dnia udałam się w podróż… Zamierzam skontrolować wszystkie nieruchomości i moje akcje, nadto zagrać w ruletkę. Powiem więcej. Nie potrzeba żadnych zewnętrznych kontroli moich finansów. Moje wydatki nie przekraczają moich dochodów. Wolno mi zagrać, tylko tyle. Tak więc chcę przyjść i zobaczyć na własne oczy czym jest ruletka… W tej chwili Helena, niańka, zbliżyła się do staruszki z dziećmi generała. “Nie, ja nie chcę ich widzieć,” powiedziała Pani. „Nie lubię ich, gdy całuję dzieci, ich nosy są zawsze mokre. Jak się masz, Heleno?” “Bardzo dobrze, dziękuję, proszę pani, odparł niańka. “A jak jaśnie pani? Mam uczucie, że Pani kocha dzieci!” “To proste dusze – Ale kim są ci inni goście?” Staruszka pokazała palcem w dal. Na przykład, kim jest ten stary szelma w okularach?” “Książę Leopold, Sonia szepnęła Pani. -“Co do pana Krzysztofa, widziałam go już, i widzę, że jest tu znowu. Jak to zrobił?” Pan Krzysztof skłonił się w milczeniu …”Czy nic nie masz do powiedzenia? Powiedz coś, na miłość boską!”-„Naprawdę miło mi widzieć Panią w takim dobrym stanie zdrowia.” „Chodź tu “, dodała pod adresem Krzysztofa. “Postaram się nie zanudzać zbyt wiele. Krzysztof patrzył z zadowoleniem na otrzymanie zaproszenia. „Jesteś bardzo przystojny. Dlaczego nie ożeniłeś się?”-„Ta stara pogrążyła się w dzieciństwie”, Łukasz szepnął mi do ucha. „Aleksandrze, czy możesz usłużyć mi?” „Będę miał olbrzymią przyjemność eskortowania Pani.” Łukasz skomentował to z urzekającym uśmiechem.” „Muszę wejść teraz do mojego pokoju, podnieś mnie….” Znowu Pani była podnoszona w górę. Stos niepotrzebnych kufrów przyczyniał się do zwiększenia jej prestiżu, a jej krzesło na rolkach, jej ostry dźwięk i głos, jej ekscentryczne pytania, cała jej postać – w pozycji pionowej i majestatycznej, tylko wzmacniał jeszcze ogólny podziw dla niej. Skończyły się pytania recepcjonistów. Znaleźli się w pokoju Generała urządzonym z przepychem. Generał stał gotów na nieoczekiwane pytania. Pani przemówiła do zebranych w języku francuskim, choć jej wymowa języka była tak zła, że czasami musiałem ją tłumaczyć. W końcu Pani zobaczyła swój apartament. „Miejsce jest zbyt luksusowe, jak dla starej kobiety,” tylko rzekła.
O wyznaczonej godzinie ruszyliśmy do kasyna w triumfie wspólnotowej jedności. Bez straty czasu Pani wydała rozkaz, że powinna być niesiona przez kilka pięter, sama zresztą o stołeczku zeszła kilka stopni po schodach. Chwaliła niektóre apartamenty, a co do innych pozostała obojętną. W końcu dotarliśmy do salonu gier … Wejście Pani „w paszczę lwa” nie zrobiło jednak głębokiego wrażenia na publiczności. „Ten świat wydaje mi się jeszcze niemądry, gdzie się skierować, stoły ustawione we wszystkich kierunkach,” pomyślał Aleksander. Wokół stołów zebranych było od 150 do 200 graczy, licytacje odbywały się w kilku rzędach. Były wolne miejsca, nie tak jak ongiś bywało. Pani zajęła miejsce dla większych ułatwień w kwestii kalkulacji i wytyczania gier. Pani wyrażała co raz większą ciekawość grą. W końcu pragnęła jeszcze bliżej przyjrzeć się grze. Ktoś ustąpił i znalazł lepsze miejsce dla starszej pani w samym centrum jednej z tabel, a obok głównego krupiera. Zawieźliśmy ją tam na krześle. Niektórzy z obecnych, którzy nie grali, ale tylko patrzyli na stoły, wysunęli się do przodu w kierunku stołu, aby obejrzeć staruszkę w gronie graczy. Staruszka dobrze po siedemdziesiątce, która, choć nie może chodzić, chciała grać, to nie było codziennym zjawiskiem. Ja też wciśnięty do przodu w kierunku stołu trwałem przy Pani, natomiast Agnieszka i Łukasz pozostali gdzieś w tłumie, Sonia i inni pozostali ukryci wśród widzów. Na początku staruszka tylko oglądała graczy, następnie półgłosem, z pytaniami o ostrych złamaniach zdawała się lepiej rozróżniać kto jest kim. Szczególne światło łaski rzucił w jej kierunku bardzo młody człowiek z drżącymi rękami, który wygrał aż 40.000 dolarów, które leżały przed nim na stole w postaci stosu złota i banknotów.

Pani obserwowała go przez kilka minut. “Idź i powiedz mu,” nagle zawołała mnie i zaczęła szturchać mnie w łokieć – idź i powiedz mu, aby podjął pieniądze i poszedł do domu. “Gdzie jest Ryszard?” mówiła dalej. “Wyślij po Ryszarda” krzyczała do młodego człowieka, dopóki ten nie skierował się w jej kierunku i szepnął jej do ucha, że nie wolno było krzyczeć, ani nawet głośno mówić, ponieważ to prowadzi do zakłóceń w obliczeniach graczy. “Jakie to prowokujące!” odparła. Co za dureń jest człowiek!” Pani trwała tak długo patrząc na młodą kobietę. “Ta kobieta nie traci”, powiedziała. “Dla kogo ma ona miejsce? Znasz ją? Kim ona jest?” … “Ona jest, jak sądzę, Francuzka, odparłem. Przychodzi codziennie na godzinę po obiedzie, z jakimś systemem stawia zawsze dużo monet i wygrywa jeden, dwa lub trzy tysiące dolarów dziennie, ale nie więcej, po czym odchodzi . “Ah, widzę, że ona ma buty wypolerowane,” odrzekła Pani. Teraz, wyjaśnij mi znaczenie każdej rundy w grze, i sposób, w jaki należy podnosić stawki. Próbowałem wyjaśnić jej znaczenie wszystkich kombinacji – w “czerwone i czarne”, w „nic nie daję i pas;” wreszcie różne wartości w systemie liczb. Pani słuchała uważnie, robiła notatki, zadawała pytania, była bardzo zadowolona. “Ale co to jest zero,” spytała. Zero jest to, co bank ma dla siebie. Jeżeli koło zatrzymuje się na tym poziomie, wszystko co leży na stole, staje się absolutną własnością banku. “Bzdura! Ryszard, Ryszardzie, chodź tu, a ja dam ci trochę pieniędzy.” Staruszka wyjęła z kieszeni mocno splecioną torebkę i wydobyła z niej dolary. “Idź i postaw na zero”. “Ale, proszę pani, zero przed momentem pokazało się,” zaprotestował Aleksander. Może pojawić się jeszcze raz, ale trzeba trochę odczekać i wtedy można mieć większe szanse.” “Bzdura! Stawiaj,, proszę”. “Wybacz Pani, ale zero może nie pojawić się ponownie powiedzmy przez większą noc. Często zdarza się tak.” “Bzdura, bzdura! Kto się boi wilka, nigdy nie powinien wchodzić do lasu… Co? Straciliśmy? Następny udział ponownie.” Pani ledwo mogła pozostać w pozycji siedzącej na krześle, nie mogła już dłużej usiedzieć w miejscu, a nawet uderzyła w stół pięścią gdy krupier zawołał: “Trzydzieści sześć”, zamiast upragnionego zero. “Kiedy to przeklęte zero pojawi się w końcu? Nie mogę oddychać, dopóki to widzę. Uważam, że ten piekielny krupier celowo wstrzymuje się przed kolejnymi obróceniami ruletki. Piłeczka poszła, skacze na całym obwodzie aż zaczęła osiadać na wycięciach. Tymczasem Pani siedziała jak skamieniała jednak, z ręką kurczowo zaciśniętą.” Zero ! “wola krupier. ” No nie! Widzisz, widzisz! Zawołał starsza Pani, jak odwróciła się do mnie, nie wiedziałem skąd na moich ustach pojawił się uśmiech. “Powiedziałam wam, tak! To sam Pan Bóg, który zaproponował mi udział. Teraz, ile powinnam otrzymać? Dlaczego nie płacą mi? Piotr! Sonia! Gdzie oni są? Co się stało z naszym przyjęciem ? Ryszard, Ryszard! ”
Obecnie, proszę pani, szepnąłem, Ryszard jest na zewnątrz, odmówili przyjęcia go do tych pomieszczeń… ”Popatrz! Zostaną wypłacone pieniądze. Módl się żeby wydali je.” Krupierzy przysunęli stos składający się z pakietu ciężkich monet, zamkniętych w niebieskim papierze, a zawierających pięćdziesiąt studolarowych banknotów, wraz z pakietem zawierającym kolejne dwadzieścia. Podałem całość staruszce. “le jeu faites, Panowie! Le jeu faites, Panowie! Rien ne va plus “, głosił krupier, gdy po raz kolejny zwrócił się do zawodników o stawki, i przygotowywał do obracania kołem. „Spóźnimy się, Pani była w idealnej gorączce, pośpiesz się! “Ona wychodziła niemal z siebie, i szturchnęła mnie tak mocno, jak tylko mogła.” Po co nam udziały, Madame?” „Na zero, na zero! Znów na zero! Ile mamy? Siedemdziesiąt studolarowców? “Nie będziemy za nimi tęsknić, więc weźmy udział dwudziestu sztuk na raz.” “Chwilę, Madame. Czasami zero nie włącza się przez dwieście rund z rzędu. Zapewniam Panią, że może stracić cały swój kapitał.” “Jesteś w błędzie, mówię ci doskonale wiem co robię!” Staruszka trzęsła się z podniecenia. “Jednak przepisy nie pozwalają na tyle, żeby postawić na zero tyle w tym czasie.” “Jak, nie pozwalają” „Zaprawdę, jest pan w błędzie proszę pana?” O i szturchnęła krupiera, który siedział na jej lewej stronie. „Combien zero Douze Douze,” krupier pośpiesznie tłumaczył stawki. “Oui, Madame”, był uprzejmy odpowiedzieć krupier. “Żaden z udziałów nie może przekraczać cztery tysiące dolarów. Takie istnieją rozporządzenia.” “Le jeu est fait!” kontynuował swoją rolę krupier. Koło obracało się, i zatrzymało się na „trzydzieści”. „Straciliśmy! Znowu, znowu, znowu! Stawka jeszcze raz!” krzyknęła pani. Nie opierając się jej, a tylko wzruszając ramionami, umieściłem dwanaście studolarowych bankotów na stole. Koło obracało się niedaleko, a pani aż się zatrzęsła.” Nieustannie absolutna pewność wygranej świeciła na jej twarzy, patrzyła zupełnie przekonana, że zero miało być wywołane ponownie. W końcu piłeczka spadła w jedno z zagłębień. “Zero!” zawołał krupier … “Ach!” krzyczała starsza pani, zwracając się do mnie w triumfie … Ja sam byłem w sercu hazardzistą. Dlatego w tym momencie stałem się mocno świadomy faktu, że moje ręce i kolana drżały, i że krew biła w moim mózgu. Oczywiście to rzadka okazja – okazja że zero zjawiało się nie rzadziej niż trzy razy w ciągu kilkunastu rund, jednak w takim przypadku nie było nic tak bardzo zaskakującego, zważywszy, że tylko trzy dni temu, ja sam byłem świadkiem tego, jak „zero” stawiło się trzy razy z rzędu, tak że jeden z graczy twierdził nawet, że przez kilka następnych dni zero nie pojawi się z pewnością! Z Panią było jednak tak jak z kimś, kto zdobył bardzo dużą sumę, obserwowała rozliczenie się z wielką uwagą i szacunkiem, ponieważ miała szczęście, to musi otrzymać nie mniej niż czterdzieści tysięcy dolarów. Z tych dwadzieścia za „nieparzyste” zostały wypłacone jej w złocie, a resztę w banknotach. Tym razem staruszka nie wzywała po Ryszarda, bo była zbyt zajęta. Choć nie na zewnątrz miały miejsce inne wydarzenia, ona była zupełnie spokojna, choć wewnętrznie drżała od stóp do głów. Była zupełnie zaabsorbowana w grze, wybuchnęła: “Aleksandrze, niech krupier tylko powie o banknotach, które mogą być stawiane w jednym czasie? Cóż, weź te cztery tysiące i postaw je na czerwone”. Sprzeciwić się jej było niemożnością. Po raz kolejny koło obracało się. “Rouge!” ogłosił krupier … „Znowu osiem tysięcy. Daj mi je”, dowodziła Pani, a udział pozostałych czterech tysięcy niech będzie na czerwonym ponownie.” “Rouge!” ogłosił krupier … Pani trąciła mnie znowu … Teraz, gdy babcia właśnie wykonała zadziwiający wyczyn w ruletkę, i jej osobowość stała się tak jasna, wszystko co było przedtem wydawało się na zawsze stracone. Ale dlaczego babcia była teraz taka wesoła, jak dziecko, które nie przestaje się nigdy bawić. “Aleksandrze, zaczęła, jedziemy do hotelu.”
Znalazłem Madame w hotelu, na werandzie, nieco spóźniony, bo nie byłem w stanie opanować się do godziny czwartej. “Unieś mnie,” zawołała… Pani była zniecierpliwiona. Bez wątpienia ruletka pomieszała jej myśli, stwierdziłem, wydawała się być obojętna na wszystko. Ogólnie rzecz biorąc wydawała się bardzo wzburzona. Na przykład, poprosiła mnie bez pytania o opisanie jej oglądanych obiektów na trasie, nie pamiętała nic z wyjątkiem sytuacji, gdy jeden powóz minął nas i podniósł tuman kurzu. Nawet podniosła rękę na chwilę, i zapytała: “Co to było ? ” Ale już nie usłyszała mojej odpowiedzi. Również, gdy zwróciłem jej uwagę na fakt, że kasztelan i kasztelanowa chodzą do kasyna, ona tylko popatrzyła na mnie w roztargniony sposób i powiedziała z całkowitą obojętnością: “Ach!” Po czym zwróciła się ostro do Ryszarda i Sonii, którzy już byli za nami w słowach: „Wracamy z powrotem do kasyna!
W kasynie zajęła dawne miejsce obok krupiera. Stało się to tak: Jak tylko dotarliśmy Pani kazała mi podjąć udział dwanaście tysięcy dolarów z rzędu na zero. Raz, dwa, trzy razy tak zrobiłem, ale zero nigdy nie pojawiało się. “Postaw ponownie”, mówi staruszka niecierpliwie dotykając mojego łokcia. “Jak wiele razy straciliśmy spytała i obnażyła swe zęby w emocjach.” Straciliśmy 140 tysięcy dolarów, odparłem. “Powiadam pani, że zero nie może ukazać się aż do zmroku”. “Nieważne”, przerwała. “Stawiam na zero, a także udział na Rouge.” Pojawiło się czerwone, ale zero nie. „Mamy tylko nasz tysiąc z powrotem. “Ale widzisz, widzisz szepnęła staruszka. “Możemy teraz odzyskać niemal wszystko, co postawiliśmy. Spróbuj ponownie osiągnąć zero. Zrób to przez kolejne dziesięć razy, a następnie opuść rundę”. W piątej rundzie jednak Pani była zmęczona systemami. “Do diabła z tym zero!,wykrzyknęła. Stawiamy cztery tysiące na czerwony.” „Ale proszę pani, to za duże ryzyko!, zaprotestowałem. Załóżmy, że czerwone nie powinno wrócić.” Pani aż uderzyła mnie z emocji. Koło obracało się, a ona siedziała wyprostowana, dumna i ze spokojną miną, jakby miała najmniej wątpliwości co do wygranej. “Zero,” zawołał krupier. Na pierwszy rzut staruszka nie rozumiała sytuacji, ale, jak tylko zobaczyła krupiera dostarczającego jej cztery tysiące dolarów, wraz ze wszystkim, co leżało na stole, uznała że zero, na które tak długo oczekiwaliśmy i na które straciliśmy prawie dwieście tysięcy dolarów, ono ponowne pojawi się niespodziewanie. “Widzisz, widzisz,” szepnęła staruszka. Teraz mamy odzyskać niemal wszystko, co postawiliśmy. Ale zero się nie pojawiało. Biedna pani wpadła w szał, gestykulując w kierunku krupierów i przeklinając ich. Za to niektórzy ludzie w naszym otoczeniu rzeczywiście wybuchali śmiechem. “I pomyśleć, że to przeklęte zero powinno pojawił się TERAZ!” szlochała. “Przeklęte, przeklęte zero! I to wszystko twoja wina”, dodała. “To ty, który przekonałeś mnie do zaprzestania stawianie na nie.” “Ale proszę pani, ja tylko wyjaśniałem całą grę dla Pani. Jak mam odpowiedzieć na każde nieszczęście, które może wystąpić tutaj?” “Ty i twoje nieszczęście!” szepnęła groźnie. “Idź precz od razu!” „Do widzenia Pani,” powiedziałem i zwróciłem się do odejścia. “Nie, zaczekaj. Gdzie idziesz? Dlaczego mnie zostawiłeś? Głupcze! No, no … tu zostać. Jaka byłam głupia. Powiedz mi, co powinnam zrobić.” “Nie mogę nic doradzić. Niech Pani zagra na własną odpowiedzialność.” „Bardzo dobrze. Stawiam inne cztery tysiące na czerwone.” Ale, szepnąłem. “Nieważne, nie spocznę dopóki aż wygram z powrotem moje straty.” I postawiliśmy, i przegraliśmy… “Bzdura! Jestem zdecydowana odzyskać moje straty. Zabierz mnie stąd, i wezwij tych głupców.”
Wyszliśmy z kasyna. “Szybko, szybko!” dowodziła pani. “Pokaż mi drogę do najbliższego zmiennika pieniędzy. Czy to daleko?” “Kilka kroków, Madame”. Na zewnątrz ujrzeliśmy twarze z całej naszej partii: generała, panienkę Sonię. Tylko Ryszard i pan Krzysztof byli nieobecni. “Dobrze, dobrze, dobrze!” Zawołała pani. “Ale nie mamy czasu się zatrzymać. Czego chcesz? Nie mogę z tobą rozmawiać tutaj. Rzuciłem kilka słów w kierunku generała: “Straciła poranną wygraną, szepnąłem”, a także dwanaście tysięcy dolarów jej oszczędności. W chwili obecnej mamy zamiar zmienić trochę obligacji.” Generał tupnął nogą ze złością i pospieszył przekazać smutne nowiny całej grupie. Tymczasem trzymałem się staruszki. “Zatrzymaj ją, generał szepnął w konsternacji. “Lepiej ty się zatrzymaj…” “Moja dobra Matko,” powiedział szeptem, kiedy podszedł do niej. “Moja dobra Matko, jego głos zaczął się trząść, chcę wynająć powóz i udać się na wieczorną zabawę.” “Precz z wami i twoimi poglądami! Pani powiedziała gniewnie, machając przy tym rękoma.” Znalazłem się w kantorku, zmieniałem papiery wartościowe, podczas gdy babcia pozostała na zewnątrz, na ganku, a reszta czekała jeszcze dalej nieco, z wątpliwościami co do ich najlepszego sposobu działania. W końcu staruszka odwróciła się do nich z diabelską miną i odeszła w kierunku kasyna. Proces wymiany związany był z skomplikowanymi obliczeniami, które zmusiły mnie koniecznie do powrotu do babci po instrukcje.cdn.

Warszawa dwieście lat po upadku Rzeczypospolitej, cz.1

Stanisław Barszczak—Pani Janina—
Kasyna znajdują się na całym świecie i oferują specjalny rodzaj zabawy i emocji. Przed wyjściem na wieczorne zabawy powinniśmy mieć podstawową wiedzę… We współczesnym języku angielskim kasyno, to obiekt, który mieści niektóre rodzaje działalności hazardowej. Niedawno byłem w mieście Las Vegas, które jest stolicą gier hazardowych Ameryki. Ruletka w Las Vegas jest jedną z najłatwiejszych gier. Są tam stoły do gry, wszystko co musimy zrobić to posunąć trochę piłeczkę, aż spadnie na wybrany numer gniazda. Są też tam nasze popularne gry komputerowe. Przestrzegając kilku podstawowych strategii możemy wygrać kilka dolarów. Powiedzmy sobie szczerze, nie będziemy bogaci w tę grę, w dłuższej perspektywie stracimy pieniądze. Ale możemy bawić się jednak. Jest to prosty sposób na dobrą zabawę i trochę wolnego alkoholu. Nie ma systemu, który działa na ruletkę, nie kupujmy książek. Jeśli czujemy potrzebę gry, to możemy tam coś wygrać. Kiedy będziecie Państwo w Las Vegas zachęcam, byście odwiedzili także sklepy w Caesar Palace, Ceasers Wynn Las Vegas. Zobaczycie Wielki Kanał z sklepami w Venetian Las Vegas, sprawmy sobie przejażdżkę gondolą. Będziemy pod wrażeniem łukowatych korytarzy i krętych kanałów. Odwiedźmy ponad 140 sklepów Desert Passage w Aladdin Las Vegas, sieć restauracji oferujących kasyna i zakupy. Via Bellagio jest inną kolekcją markowych sklepów. Przestrzeń jest tutaj oparta na wspaniałej współpracy wysokich pułapów szkła i jasnego marmuru polerowanego. Jeśli jesteście Państwo fanami magów i pokazów sztuczek magicznych Las Vegas jest waszą Mekką. Jest mnóstwo utalentowanych artystów tutaj, tylko czy jesteśmy gotowi, aby być zaślepionymi i mile zaskoczonymi… Dostępne gry: Kasyno 101, Ruletka Blackjack, Sloty Craps, Video Poker itd. Jak grać w ruletkę? Cel ruletki jest ano taki, wybrać zwycięskie liczby, które pojawią się na kole ruletki. Można również postawić kombinacje cyfr lub wybrać kolor, czy też jest parzyste lub nieparzyste. To nie jest tak proste jak się wydaje. Istnieją dwa różne koła ruletki. Europejskie koło posiada 37 gniazd o numerach 0-36. Dom krawędzi wynosi 2,63. Amerykańskie koła ma 38 numerów, ponieważ dodał podwójne zero (00). Dodatkowa liczba zwiększa przewagę kasyna do 5,26 proc. Układy gry w ruletkę pochodzą z Francji. Współcześny układ, który odnajdujemy w kasynie sięga 1842 roku. Ruletka posiada dwa układy, zakłady, obszary. Wewnątrz obszaru zakład zawiera poszczególne numery na planszy. Poza obszarem zakład ma pola do kolumn, czerwone / czarny i parzyste / nieparzyste i różne grup numerów. Liczby w środku ułożone są w 12 rzędach po trzy numery, tworząc trzy pionowe kolumny. 0 i 00 są na górze kolumny. W ramach zakupów musimy wykupić specjalne chipy na ruletkę, kiedy siadamy do gry. Aby uniknąć sporów, każdy gracz otrzymuje inny kolor żetonu. Każdy na stole do ruletki ma minimalne i maksymalne stawki. Nie można połączyć wewnątrz i na zewnątrz zakładów. Jeśli Minimalna stawka jest pięć dolarów trzeba postawić 5 dolarów od wewnątrz i 5 dolarów na zewnątrz. Nie można postawić $ 3 wewnątrz i $ 2 na zewnątrz. Istnieje kilka wewnątrz zakładów, które możesz zrobić. Można postawić kilka prosto lub przekraczają granicę między numerami, aby wybrać kombinację cyfr. Wypłaty są następujące. Straight Up to zakład na pojedynczy numer. Opłaca 35 do 1. Split Bet jest zakład na dwa numery i płaci 17 do 1. Jak można tak postawić poprzez umieszczenie żetonu więc okrakiem linię pomiędzy dwoma numerami. zakłady Street lub zakład linii i płaci 11 do 1. Jak można tak postawić poprzez umieszczenie żetonu na pionowej linii oddzielającej obszary na zewnątrz i wewnątrz zakładów. Układ straddles pierwszy numer w szeregu, zakład Corner Quad płaci 8 do 1. Można umieścić układ scalony tak, żeby dotykał w czterech narożnikach cyfry, które są zakładami. Zakład Koszyk jest pięć zakładów numer zero – i numery podwójne zero-1-2-3, za która płacą 6 do 1. Na koła podwójne zero ma dom brzegowyi 7,89 procent . Double Street to zakład na sześć numerów i płaci 5 do 1. Należy umieścić żeton na linii oddzielającej zewnątrz i wewnątrz obszaru głównej trajektorii , ale niech to będzie również straddles powyżej lub poniżej. Outside Bets zakłady to jedne z zakładów w polach wokół numerów. Black Red parzystych i nieparzystych są nawet pieniądze zakłady. Umieścić swoje żetony w polach na planszy. Dziesiątki zakład dokonuje na 12 numerów kolejnych. Umieścić swój zakład w polach oznaczonych 1-12, 13-24 lub 25-36. Te zakłady zapłacić 2 do 1. Jeśli zero lub podwójne zero pojawia się stracić. zakłady kolumn są również 12 numer zakładów. Zamiast 12 kolejnych numerów polegają na numery w jednym z trzech kolumn pionowych i są w pola w dolnej części układu. Te zakłady zapłacić 2 do 1, jak również. Dealerzy są zobowiązani do prowadzenia koła, które porusza się cały czas, nawet między obrotami. Oni podkręcają piłkę w kierunku przeciwnym do kierunku koła. To powoduje, że piłka jest zdolna do skakania i ma spin przed lądowaniem na liczby. Dystrybutorskie znaki wskazują zwycięską liczbę za pomocą markera. Nie mamy uprawnień, aby postawić zakład na następny spin, bo dealer usuwa znacznik z poprzedniego numeru wygranej. Upewnijmy się, aby go podnieść, przed położeniem swoich żetonów. Wskazówki dla gracza ruletki mają wysoki brzeg domu, ale jeśli gramy przy pełnym stole będziemy mogli dostać tylko około 30 obrotów na godzinę, które spowalnia czas. Nasze pieniądze są narażone na dom brzegowy. Zwiększa go również czas kompletowania wyników. Jeśli numer na który chcemy postawić jest już zajęty, nie martwy się. Dopuszczalny jest stos żetonów w górnej części innych układów. Jest to kolejny powód, dla którego każdy gracz ma swój własny kolor żetonów. Mamy prawo do zakładów jak krupier obraca piłkę. Sprzedawca powie też, kiedy przestać. Piłkę spowalnia sprzedawca machając ręką nad stołem, wtedy zawołać “No more bets”. Niektórzy ludzie twierdzą, że istnieje pewien system przeciwpożarowy na wygraną w ruletkę. Prawda jest taka, nie istnieje system, który zmieni dom. Nie trać pieniędzy kupując system dla ruletki.
1
Piszę o tym tylko, by ulżyć sumieniu. Wyznaję, że spodobała mi się atmosfera kasyna. Przy powtórnym podejściu zdecydowałem się nawet zagrać, ale od początku byłem przekonany, że czynię to w imieniu kogoś innego. W rzeczywistości, prawie zdenerwowany wszedłem do pokoju gier z gniewnym uczuciem w moim sercu. Na pierwszy rzut oka scena z ruletką irytowała mnie. Oczywiście, w trakcie sezonu, trochę szaleniec lub inny ktoś jeszcze może pojawić się tutaj – generalnie Amerykanin, może Anglik albo mieszkaniec Azji południowo-wschodniej – i (jak to miało miejsce w czasie, kiedy piszę) wygrać lub stracić dużo; ale w odniesieniu do reszty tłumu, to jest gra tylko dla drobnych dolarów, i rzadko ma wiele postaci bogactwa na pokładzie. Jeżeli przy obecnej okazji, wszedłem do gry w tym pokoju (po raz pierwszy w moim życiu), to minęło kilka chwil, zanim zdążyłem się ostatecznie zdecydować, by grać. Z jednej strony tłum ściskających mnie. Gdybym grał dla siebie, myślę, że powinienem od razu zostawić to i nigdy nie podejmować gry w ogóle, ale czułem jak moje serce zaczyna bić, choć zwykle było normalne i z zimną krwią. Ponadto wiedziałem, dawno temu o tym zdecydowałem, że nigdy nie powinienem uciekać się do niektórych radykalnych zmian, jakie miały czy mają miejsce w moim losie … Poruszanie tych spraw tutaj wydawało mi się nie w porządku. Nie mówię też o głodnych, niespokojnych ludziach, którzy na setki tłoczyli się w salonie gier, widać było ich wszędzie wokół stołów do gier. Bo w chęci zwycięstwa szybko i wygrania wiele nie widzę nic brudnego … Niewielkie czy obfite zyski nie stoją na tych samych zasadach. Nie, to wszystko jest kwestią proporcji. Co może wydawać się niewielką sumą dla Romka, to może się wydawać dużą sumę dla mnie … Ale sam fakt, że byłem pełen silnego pragnienia, aby wygrać, co było spowodowane hazardem jedynego wzmocnienia, pomimo towarzyszącej mi nędzy, zawierało coś intymnego, coś sympatycznego, na moich oczach, bo to jest zawsze przyjemne, aby zobaczyć mężczyzn rezygnujących z ceremonii, a zachowujących się naturalnie, w rozpiętym nastroju… Ale dlaczego mam tak oszukiwać samego siebie? Widziałem, że cała sprawa była próżna i nierozumnego prowadzenia, a co na pierwszy rzut oka wydawało mi się najbrzydszą funkcją w tym tłumie graczy ruletki, to był mianowicie ich szacunek do zawodu – powaga, a nawet pokora, z którymi stanęli wokół stoły do gry. Co więcej zawsze należy wyciągnąć ostre rozróżnienie między grą, która jest złego gatunku i grą, której dopuszcza się uczciwy człowiek. W rzeczywistości istnieją dwa rodzaje gier – a mianowicie gra pana i gra ludu – gra dla zysku i gra w stadzie. Tutaj, jak już wspomniano, rysuję ostre rozróżnienia. Oto w rzeczywistości tłum bawił się w sposób nieuczciwy. Krupierzy, którzy siedzieli na dwóch końcach byli nie tylko do oglądania stawek, ale również do obliczenia gry – ogromna ilość pracy dla dwóch mężczyzn! Jeśli chodzi o tłum, to byli głównie Amerykanie. Jednak nie poczyniłem większych notatek na temat gry w ruletkę, gdyż byłem święcie przekonany, że ja sam powinienem od razu zacząć grać. Zauważyłem też, że nic nie było bardziej rozpowszechnione w salonie gier jak do innego rękę wyciągnąć i pobierać wygraną.
Nazywam się Aleksander. Nagle dowiedziałem się o niej, ona nie powiedziała mi nic na temat hazardu. W rzeczywistości przedtem ona celowo unikała mnie, jej stary sposób obchodzenia mnie nie zmienił się: ten sam pogodny chłód, z którym mnie traktowała, chłód który mieszał się nadto z przyprawami pogardy i niechęci. Krótko mówiąc, mogłem ją słyszeć bez trudu, nie dało się ukryć jej niechęci do mnie. Widziałem wyraźnie, przebywała ze mną dla jakiegoś celu, który miała na widoku. Między nami stosunki w dużym stopniu były niezrozumiałe, biorąc pod uwagę jej ogólną dumę i powściągliwość. Choć wiedziała, że byłem szaleńczo w niej zakochany, to pozwalała mi do siebie mówić z pewną nonszalancją, nigdy nie było rozmowy z pełną szczerością. W jej pogardzie dla mnie nie było poprawek. Choć wiedziała, że byłem świadomy pewnych okoliczności w swym życiu, czegoś co być może pewnego dnia mogło spowodować jej kłopoty, to ona do mnie mówiła o swych sprawach, była szczera w każdym przypadku. Ale, zaiste, nie byłem wart jej czasu i uczuć. Przez ostatnie trzy tygodnie nie miałem wiadomości o jej zamiarze podjęcia gry w ruletkę. Nagle chciała nawet, żebym grał w jej imieniu, bo gra nie przystoi jej osobie, i z tonu jej słowa zorientowałem się, że nosiła coś w głowie poza zwykłym pragnieniem wygrania pieniędzy. To prawda, że niewolnictwo, w którym trzymała mnie dały mi uprawnienia do pewnej bezpośredniości. I o tej jedynej przygodzie mego życia pragnę wam teraz opowiedzieć.

Na najwyższej kondygnacji hotelu Mariott, a nie w Kamienicy „pod blachą”, na werandzie, siedziała Pani Janina, która liczyła sobie siedemdziesiąty piąty rok życia. Ale to nie była zwyczajna Babcia, nazywała się Antonina Vassilievna Tereszewska . Jakkolwiek najczęściej rezygnowaliśmy z miana nazywać ją Babcią, lecz mówiliśmy o niej po prostu Pani. Była bogatą ziemianką i wielką damą Warszawy. I jej obecność tutaj była powszechnym zaskoczeniem. Tak wiele telegramów było wysłanych zwiastujących jej złą godzinę, ale ona była z tych, którzy umierają, ale nie umierają – i teraz we własnej osobie zstąpiła do nas tak nagle, jak śnieg może spaść z nieba! Choć nie była w stanie chodzić, przybyła na podnoszonym wysoko fotelu (to jej rodzaj transportu w ciągu ostatnich pięciu lat), jako energiczna, agresywna wręcz, zadowolona z siebie, w pozycji pionowej, głośno władcza i obraźliwa, jak zawsze. W rzeczywistości wyglądała dokładnie tak, jak w jednym poprzednim przypadku, gdy widziałem ją od mojego wejścia do domu generała. Oczywiście stanąłem skamieniały ze zdumienia. Zauważyła mnie na sto kroków! Nawet gdy była prowadzona na krześle poznała mnie i nazwała mnie po imieniu i nazwisku (co, jak zwykle, po zapoznaniu się raz, pamiętała wieki później). “I to jest kobieta, której życzono, aby znalazła się w grobie przed dokonaniem się jej woli!” Pomyślałem sobie. “Ale ona nas przeżyje, i każdego innego w hotelu. Boże! Co się stało z nami?” Następnie ona odwróciła się do mnie: “Mój dobry panie, sędziwa kobieta, ale głos mam donośny, co stoisz tak i wybałuszasz oczy? Nie można przyjść i powiedzieć, jak się pani ma? Czy jesteś zbyt dumny, aby uścisnąć dłoń? Czy nie poznajesz mnie? Tutaj Ryszard! zawołała do starego sługi, który ubrany w surdut i kamizelkę białą, miał łysą, czerwoną głowę (był szambelanem, który zawsze towarzyszył jej w podróży). “Pomyśl! Aleksander nie rozpoznaje mnie! Pochowano mnie na dobre!” Zachęcony do dyskusji zacząłem: Tak, tak, słyszałem całą historię. Jestem bardzo rad. ” “Wybacz mi, Antonino Vassilievno, odparłem z humorem gdy odzyskałem przytomność, nie mam powodów życzyć pani źle. Jestem raczej zdziwiony tymi telegramami o śmierci pani.” „Czy byłeś na spacerze? ” „Tak. I właśnie idę do kasyna.” Tak? Cóż, tutaj jest nieźle, ciągnęła jak patrzyłem na nią. “Miejsce wydaje się wygodne, a wszystkie drzewa tutejsze bardzo mi się podobają. Czy Twoi ludzie w domu? Czy oni przestrzegają konwenansów i zachowują pozory? Takie rzeczy zawsze dają jeden dźwięk. „Pójdę ich poszukać. Powiedz mi najbliższą drogę do swoich pokoi. Czy podoba Ci się, że tu jesteś?” “Tak, dziękuję, Antonino Vassilievna.” “A ty, Ryszard, idź i powiedz, że nasze apartamenty muszą być ładnie urządzone. Tak, proszę. Czy mój bagaż został już dostarczony.” „Kto jest z tobą? ” dodała od siebie. “Pan Krzysztof, odparłem …” A kto to jest pan Krzysztof? ” “A kolega i mój bardzo dobry przyjaciel, jak również znajomość generała”. … “Oh, znajomy generała “. …” Oh, Anglik? Popatrzyła na mnie bez otwierania ust. Jak wszyscy Anglicy. Teraz weź mnie na górę, bezpośrednio do swoich pokoi. Gdzie są mieszkania?”
Pani była noszona w fotelu przez woźnych, właśnie poprzedzały ją wielkie schody. Przesuwaliśmy się skutecznie do przodu, hotelowi goście w końcu przestali patrzeć na nasz orszak. Hotel Mariott jest uznawany jest za najlepszy, najdroższy i najbardziej arystokratyczny, ale na każdym kroku na klatce schodowej lub na korytarzach napotykaliśmy ważnie wyglądających Anglików – więcej niż jeden z nich pospieszył na dół zapytać właściciela hotelu o naszą Babcię, wracali z tą samą odpowiedzią – a mianowicie, że starsza pani jest wpływową, polską cudzoziemką, hrabianką. A Babcia – podnosiła się wysoko w swoim fotelu. Na każdego człowieka, którego poznała rzucała ona dociekliwe oko. Była tęgiej sylwetki, ale i wysokiego wzrostu. Nadto zachowywała w fotelu bardzo prostą sylwetkę, ona nigdy nie przechyliła się do tyłu na krześle. Ponadto cechowała ją duża głowa szara, miała jak powiedziałem żywe, władcze spojrzenie, wybierała trudne drogi. Była sławna zatem z wyglądu i gestów, które wyraźnie były dzikie. Mimo że osiągnęła sędziwy wiek, jej twarz była jeszcze świeża, a jej zęby nie były zepsute. Ubrana była w czarną suknię z jedwabiu pod którą miała koronkową bluzeczkę białą. “Ona interesuje mnie ogromnie, szepnął pan Krzysztof, gdy szedł po mojej stronie. Tymczasem zastanawiałem się nad tym, że prawdopodobnie starsza pani wiedziała o telegramach, a nawet o romansie Agnieszki i Łukasza. Mój Boże, jaką słabą istotą jest człowiek! Nasze apartamenty znajdowały się na trzecim piętrze. Nie pukając do drzwi, ani nie ogłaszając nawet w inny sposób naszej obecności, rzuciłem się, by otworzyć drzwi, kiedy Pani była niesiona na swym fotelu w triumfie. Oczom ukazał się przedziwny obraz, montażu studium generalnego. cdn

something for readers of “the Voice of Padre Pio”

Prete Stanislao Barszczak—Dietro la soglia del terzo millennio —

Oggi, sacerdote cappuccino nella sua omelia ha detto: “sincerita e una virtu”. Un giorno indietro nel tempo per superare gli esami finali di Szczecin, mia zia mi ha detto, vestito di bianco, abito bianco, camicia, ecc, perché la maggior parte del bianco… Ci dovrebbe stare dalla verità, creare clima migliore, una migliore atmosfera per la preghiera rivolta verso le future generazioni di cristiani. Ho letto con grande acquisizione appello, l’incentivo Padre cappuccino Mariano di Vita in “La Voce di Padre Pio” (2 febbraio 2011) a comparire dei adoratori di Padre Pio il 1 ° maggio di quest’anno a Piazza San Pietro per la Messa durante la quale il Santo Padre Benedetto XVI farà la beatificazione del suo predecessore sul trono del Pietro nostro amato Giovanni Paolo II. L’ho incluso qui nella sua interezza: „La nostra gioia è grande. Gioiamo insieme a tutta la Chiesa perché il Papa che abbiamo seguito e amato per quasi 27 anni della nostra vita il prossimo primo maggio sarà proclamato beato. Ma noi, frati minori cappuccini, abbiamo tanti motivi in più per lodare il Signore, che ha voluto glorificare anche su questa terra il suo Vicario che ha traghettato il popolo santo di Dio oltre la soglia del terzo millennio. A parte il legame personale che si creò nel lontano 1948 tra il giovane sacerdote Karol Wojtyla e Padre Pio, consolidatosi poi con le varie richieste di intercessione che il vescovo di Cracovia indirizzò al nostro santo Confratello, ci sentiamo particolarmente vicini al futuro Beato perché è stato determinante per ristabilire la verità. Sotto il suo pontificato, infatti, il 20 marzo 1983 si è potuto aprire il processo cognizionale diocesano per la beatificazione di Padre Pio, che prima era rimasto bloccato dalla mancanza dei necessari “nulla osta”. Vigeva ancora l’antico divieto di recarsi a San Giovanni Rotondo in pellegrinaggio, inoltre, quando il 23 maggio 1987 quel «vescovo vestito di bianco» si è inginocchiato sulla tomba del Frate di Pietrelcina, sostando in commossa e silenziosa preghiera con la mano poggiata sul monolite di granito azzurro del labrador che indicava il luogo della sepoltura. Da quel momento il numero dei pellegrinaggi è cresciuto in maniera esponenziale. È stato Giovanni Paolo II a sollecitare l’accelerazione del processo, pur pretendendo che oggi carta fosse studiata bene per non lasciare neppure l’ombra delle accuse sulla santità del Cappuccino stigmatizzato. È stato lui a beatificarlo nel 1999 e a canonizzarlo nel 2002. E, proprio in quest’ultima circostanza, ha riservato a noi frati cappuccini e a tutti i devoti di Padre Pio due piacevolissime sorprese: ha stabilito che la memoria liturgica del nuovo Santo fosse inserita nel calendario della Chiesa con il grado di «obbligatoria» e ha accettato di comporre una preghiera per san Pio da Pietrelcina, recitata al termine dell’omelia, accogliendo una richiesta rivoltagli in tal senso dall’allora ministro della nostra Provincia religiosa, fr. Paolo Maria Cuvino. Dobbiamo sempre alla paterna benevolenza di Giovanni Paolo II la concessione dell’indulgenza plenaria per i pellegrini che visitano la chiesetta antica del nostro convento di San Giovanni Rotondo. E sarebbe stato certamente lieto di consacrare lui, personalmente, il primo luglio 2004, la nuova grande chiesa che abbiamo realizzato per accogliere i tantissimi pellegrini, intitolata a San Pio da Pietrelcina. Le sue ormai precaria condizioni di salute non glielo hanno permesso, però ha voluto comunque farci pervenire un segno significativo della sua vicinanza, donandoci un ostensorio. Per tutte queste ragioni noi saremo presenti in Piazza San Pietro il primo maggio prossimo. Ma saremo felici di esserci anche per attingere, ancora una volta, alla fonte dei suoi insegnamenti e del suo esempio, per lasciarci guidare ancora da lui che, nella lettera apostolica Novo millennio ineunte, ha ricordato a tutti la vocazione universale alla santità. Quella santità che per Giovanni Paolo II e Padre Pio è già un traguardo raggiunto e che per noi è una meta verso cui camminare seguendo le loro orme.”La settimana scorsa, è morto improvvisamente in Roma vescovo polacco ordinario di Lublino in Polonia. Fr. Mons. Giuseppe Maria Zycinski è stato ordinato sacerdote nella Cattedrale di Czestochowa nel 1972. L’ho conosciuto al tempo degli studi teologici e filosofici a Cracovia, dove era professore di filosofia, nel nostro seminario. Ora prego per il riposo della sua anima, e vi chiedo anche di pregare per le sue intenzioni. Dietro la soglia del terzo millennio. Hai una grande preghiera da parte nostra, siamo in grado di preparare completamente per la beatificazione di un Papa polacco. Poi l’oceano di amore per la grazia cielo favoloso può apparire a noi, gli Odysei contemporanei, in un viaggio verso il blu Itaca. Dal mio paese va alla beatificazione del nostro Santo Padre, una grande folla di pellegrini.Sono stato due volte a voi. Cordiali saluti per l’intero staff della “Voce di Padre Pio”, che ho visitato diversi anni fa. Bisogno di pregare molto. Di cuore benedico voi e ai vostri lettori. sacerdote Stanislao

something to young reader, part 2

II
On the outskirts of the town was an old overgrown garden, the garden was an old house he lived in the house of Johnny. He was nine years old and lived there alone. The house was always open, not just the garden, but also the whispers coming from a huge distance – as if someone slams the door sometimes, inscrutable goodness someone who constantly feel the melody in the land of eternal desire of men. He no longer had a mother and father or not, and it’s obviously very good, because there was nobody to tell him when to go to bed, especially when he great fun, and anyone could give him reprimand when he was eating unhealthy, this means too fast goodies. Once I had a father he did not know. Of course I also had a mother, but it was so long ago that Johnny could not remember her at all. His mother died when Johnny was tiny, he was lying in the cradle and screamed so that no one could get close to him. Johnny was sure his mother was in heaven, watching him now through the viewfinder of the sky, and Johnny often waving his hand to her and exclaimed: “Do not worry about me, and so I attain and come up to the summit life.” Johnny has not forgotten his father, a forester who was a professor and one day bought a large forest. My father finished his work at the Academy. Johnny yet with not awaking mind, he began but to open up to the fullness of life. And then suddenly was honored to be in the house of his father. Johnny was absolutely sure that my father, who suddenly disappeared from his life once he comes back. He never would have believed that he died on the bend in the road, he was sure he was going until it got off to an island inhabited by cannibals. I thought, Leopold became king of all cannibal and walked with a golden crown on his head all day. “My dad is a cannibal king, that’s for sure, not every child has a father.” Johnny said with satisfaction. “And as soon as he disappeared suddenly, so fast my dad built himself a boat, and in the end will come after me, and I will cannibal-Prince. Hey-ho, is not this exciting? Johnny was most proud of his uncle, the captain of the navy. Uncle bought an old house in the garden many years ago. He thought he would live there with Johnny when he grew old and could not sail the seas for more. And then something had to happen annoying that “fell” into the ocean and disappeared. Johnny was waiting for him, coming from one of the walks to the nearby pier, Johnny turned straight home, “the Lion”. That was the name of the house. He stood there, ready and waiting for him. One fine summer’s evening he said goodbye to all seafarers on board uncle. They all loved Johnny, and he them. “So long no see, boys,” he said and kissed each of them in the forehead. “Do not worry about me. And so I come to the summit.” Took only two things from the ship: the cat was a gift from his uncle and a small suitcase full of gold jewelry. The sailors stood on deck and watched as long as you can see it. “Unusual baby,” said one of the sailors, when Jack dismissed for a longer distance. He walked straight ahead, paying no attention to anybody, cat Protazy on his shoulder and a suitcase in his hand .. Seaman was right. Johnny was truly a remarkable child. The most astonishing It was narrated about him that he was very good. He was also very sociable, that the world was not a single police officer as sympathetic as he is. Once I wanted to have a horse on the property. There was neither mother nor father. Even the horse was already on his street, he went after him. But the whisper was announced after friends and Johnny immediately got rid of the pet. But because I have always longed for the animals, bought at the market once a nightingale, and now here he was. When Johnny wanted to drink morning coffee, a nightingale was just with him in the garden. In addition to Villa Portiuncula was another garden and another house. In this house lived a father and mother and two charming children, a boy and a girl. The boy’s name was Jack, a little girl Eve. They were good, well behaved and obedient. Jack never thought about biting your nails, and did exactly what his mother had instructed him to do. Eve never dispirit when something did not get what she liked most, I always look nice and humble in her cotton dress, ironed well, indeed very thought that it is not dirty. Jack and Eve enjoyed in the garden, but they lacked the new forms of entertainment. While Johnny sailed the ocean with their father, they often “hung” on the fence and said to myself, “Is not it silly that no one ever comes in this house. Someone should live there, someone with the children.” Have a nice summer evening, when Johnny first time exceeded the threshold of Villa Portiuncula, Jack and Eve were not at home. They went to visit his grandmother and had been with her a week, and so do not think that someone could move in next door. On the first day after returning home once again stood at the gate, looking across the street, and even then did not know that their neighbor actually was so close. As they stand, wondering what they should do to make something exciting could happen, or whether that day would be one of those boring days when you cannot think of anything. Just the gate of Villa Portiuncula entered, and Johnny came from inside. He was a most unusual boy, what Jack and Eve had never seen. Johnny just walked in and did the morning calisthenics. A look like this: short hair, his nose was the shape of a very small potato, with the characteristic freckles. It must be admitted that the mouth under this nose was very broad, with strong white teeth. He was dressed quite unusual. Stage outfit was blue, but not enough blue cloth, Jack he still had on him a small red patches sewn here and there. On the long legs wearing thin socks, one brown and one black and one pair of black shoes that were exactly twice as long as his feet. These shoes of his uncle bought him in South America, so that Jack had them a little shaky, but it had never refused to wear any other. But the thing that Jack and Eve opened the eyes of the broadest of all, the cat was black and white, which are sat was a strange boy on the shoulder. Johnny walked down the street with one foot on the sidewalk, and the other in the gutter. Jack and Eve watched him as long as you can see it. After a moment he stopped, and now he went back. That’s because he did not want to go home. When he got to the gate Eve and Jack stop breath. The children looked at each other in silence. In the end Jack said. “Why go backwards?” “Why go backwards?” Johnny said evasively. “Is not this a free country?” Can a person cannot perform a walk in any way she wants? “That’s it, I will tell you that in Egypt all the walking in this way and no one thinks it is something strange.” “How do you know?” Jack asked. “I’ve never been in Egypt, whether it’s true.” “I’ve never been in Egypt. Indeed, but this one can be sure. I’ve been around the world and seen a lot weirder things than those in the type of people walking to the back. When Johnny is put on the road could not stand Eve-” It’s ugly lie ” “says Eve, who eventually gathered up the courage.” Yes, it’s very bad to lie, “said Johnny somehow sad.” But forget it now and then. As you might expect a young child, whose mother is an angel and his father is the king of the island and the cannibals, who swam in the ocean of life, how can you expect them to always tell the truth? And for that matter, he said, and his whole face glowed with freckles, let me say that in Congo there is not one person who speaks the truth. They lie all day. They start at seven in the morning and lie until sunset. So if I have to lie now and then, one must try to forgive and remember that it is only because I was in Congo, a little too long. We can be friends, or maybe they are, what? “” Oh, sure, “said Jack and suddenly realized that this day was not to be one of those boring days.” By the way, why do not you come and have breakfast with me?” Johnny said. “Why not?” Jack said. “But first I must introduce you my cat,” Johnny replied. This is mister Protazy. Then everybody went through the gate of the dodo villas, along the gravel road that was bordered with old trees. Already completed a climb to the villa where the children saw on the porch of a big dog who ate something out of the bowl after the soup. “Why do you have a dog on the porch? Jack said that he knew all the big dogs live in a shack. “This is my Gerwazy, well, he likes food, he does not like the living room.” Johnny said reflectively. Jack and Eve pat Gervazy, then they entered home. There was a kitchen, living room and bedroom. It seemed as though Johnny forgot to do right in your living room for a week. Jack and Eve looked around carefully, because maybe a cannibal king tut Leopold sits in the corner. I’ve never seen a cannibal king in all his life. Dad or Mom could not see there. “Do you live here alone?”- Eve said with some anxiety “Of course not!” Johnny said. “Gerwazy and Protazy live here. ” ” Yes, but I mean you do not have no father no mother here? ” ” But who can say when you go to bed at night, things like that?” Eve asked adding the courage .”I say to myself first in a nice and friendly manner , and then, if I do not want anything, I say to myself even more violently, you go to bed, you have to lie in bed.” Jack and Eve thought it was a good way. But they went into the kitchen, and they called Johnny, and now we’re going to make pancakes, but now we bake cakes. Then Johnny took three eggs and threw them into the air. One fell on my head and spilled so that the yolk was on his eyes, but the protein skillfully grabbed the bowl. “Yolk is good for the hair,” Johnny said, wiping his eyes. “Wait and See, they start to grow so quickly. In fact, in Brazil all the people walking around with eggs in their hair. And there are no bald people. Only once was a man completely bald, and when he showed up on the street was a riot that the police called. Johnny began to beat the batter so hard that it got out of the wall. In Finally, he poured the rest into the pan, which was on the stove. When the potato cake was brown on one side Johnny threw him halfway to the ceiling to the other side, then grabbed it back into the pan. And when he was finished he threw it straight at the plate, which was on the table. “Eat!” Johnny cried to Jack. “Eat before it gets cold!” A Jack and Eve ate and thought it was a very good cake. And so it was indeed. Then Johnny invited them into the living room. There was only one piece of furniture. It was a big chest with many small drawers, the only family altar . Johnny had opened the drawer and showed Jack and Eve all the treasures they hold there. They were magnificent birds’ eggs, strange shells and stones, quite small squares, beautiful mirror silver, necklaces and many other things that Johnny and his dad bought in their travels around the world. Johnny gave each of his new comrades a gift or a toy as a souvenir. Jack got a shiny dagger with ivory and mother of pearl and Eve and a handle, a small box with a lid decorated with pink conch. In the box was a ring with green stone. “It seems to me that it’s time to go home,” he finally said Johnny, “But you come back here tomorrow. Because if you do not come back home, you will not be able to get back to me at all, and would be a shame.” Jack and Eve agreed to such termination of their visit. Protazy knocked something out of drawers issued under the porch. They went to the house, next to Gervazy, who is now devouring a bone on the outside of the gate Portiuncula villa, crossed the street to the house across the street. The sun has become greater in the afternoon sky.
III
Johnny home alone. He lay down to sleep late in his “office.” Suddenly it seems to him that he is a wanderer and is awaiting an audience with King Leopold, which does not want to miss. At the last light of the emerald lake situated near the city, it looked like a sea of molten gold. Voyager was guided in this way just like the sunset- going this route as it were stuck alone along the shore of the lake – and could be completely convinced that coming to the throne of the monarch so fabulously wealthy that it can afford to part of his treasure was poured into the bottom of this gigantic earth to dazzle and amaze guests. And so it was a big lake of gold, that it must have been only a drop drawn from the sea more fortunate fortune-the traveler’s imagination could not even begin to comprehend the size of the mother-basin. There were no guards on the golden shore. Here was a king so noble, that access to all his subjects, and even strangers and visitors to the place of tourists, was open, that they could reach for a liquid reward from the king of the lake. He could be a prince among men, the real Priest John, whose lost kingdom of poetry include the impossible miracles. But perhaps the fountain of eternal youth lay within the city walls – perhaps even the legendary doors to paradise on Earth were somewhere close at hand. But the sun went below the horizon, the gold had disappeared under the water, and go missing. Since then, the cicada and the leeches will keep the lake, until the return of daylight. Until then, water itself will be just like a treasure, a gift the thirsty traveler gratefully accepted. Stranger rode in a bullock-cart, he sat on a comfortable cushion, but he became like God, holding the handrail and grating carriage. The cart was far from smooth, two-wheeled cart, drop off and jerking to the rhythm of hooves of animals, open to all the vagaries of the road under his wheels. A man standing can easily fall and break his neck. Nevertheless, stood alone, looking careless and senseless. The driver has long since given up shouting at him, at first taking the foreigner for a fool who wanted to die on the way- if it did, any man in this country would not be sorry! But the driver quickly gave way to a slight contempt for admiration. Man may indeed be a fool, you can You can even go as far to say to say that he was very stupid, but he had a pretty face and like a fool, that he wore inappropriate clothing – a coat of colored leather, and in such heat! – And his balance was immaculate, so you can be surprised. Veal effort moves forward, the wheels of the car struck with holes and stones, but hardly rocking the figure standing on a trolley was full of charm. Stupid, coachman thought, maybe not at all stupid. Maybe that counts, it may not be a stranger. When a passenger came down out of the car to pick up a drink in a cup, it does so with aristocratic dignity. Furman said at the time, frowning: “I do not know why I treat you so well. Perhaps you are a fake.” Another drank deeply from the gourd. Water flowed from the edge of the mouth and hung on the chin. “Who am I?” – As if to himself, said the traveler, with the help of their own language- ” I’m a man of mystery, which only the imperial ears can hear.” A man in a bullock-cart was relieved: the guy stupid than anything. There was no need to treat him with respect. “Keep the secret,” he said. “Secrets are for children, and spies.” The stranger got down from the cart outside the caravanserai at the next stop, where all journeys ended and began. He was tall and carried a travel bag. “And for sorcerers,” he told the driver of the bullock-cart. “And for lovers and kings.”
In the caravanserai all was uproar and hum. The animals were well cared for, horses, camels, oxen, donkeys, goats, while others, untamed animals ran wild: screechy monkeys, dogs that were not domestic animals, human pets, screaming parrots exploded like green fireworks in the sky. Blacksmiths were at work, and carpenters, all four sides of the square-grip great men planned their journeys, stocking up on groceries, candles, oil, soap, and ropes. In the turbans and red shirts, coolies were running constantly here and there with bundles of improbable size and weight on their heads. There was a big load and unload goods. Bed for the night had to be cheap, wooden structure covered with spikes and beds with ropes, horsehair mattresses, standing in the military are ranked on the roof one-story buildings surrounded by a huge courtyard. Bed, where a person can lie down and look at the sky and imagine God. In the west, you could hear the murmur of the war veterans. Army was not allowed to enter the palace area, but had to stop here, at the foot of the king of the hill. An unemployed army, which had recently returned home after the battles had to be treated with caution. Strangers thought of ancient Rome. The emperor did not trust the soldiers, with the exception of the Praetorian Guard. The traveler knew that the issue of trust, truth, will this one, which will have to answer convincingly. If you do not want to die quickly. Not far from the caravanserai was a tower studded with elephant tusks defining the way to the palace gates. All elephants belonged to the emperor, and the tower confirmed the killing fangs only its power. Beware! Tower said. Fold in the area of the sovereign, the king elephant. The traveler asked himself questions about safety, and could not answer, but he trusted in his own beauty and strength. In addition to the tower elephant tusks, stood there with a complex machinery of a great aqueduct, which supplied the water palace on the hill. The passenger was a man of many mysteries, but only one was suitable for the king. The road to the city walls stood fast on top of the hill where he stood, he saw the size of the place where I came. Apparently it was one of the largest cities in the world, bigger, it seemed to him the eye of Florence or Venice, even Rome, bigger than the city alone had ever seen. Dense neighborhoods huddled outside the walls, the minarets muezzins cries in the distance I could see the light of large estates. Fires began to burn at dusk, as a warning. From the black bowl of the sky came the answering fires of the stars. As if the earth and the sky was pr preparation, like a seasoned troops into battle, he thought. As if their encampments and took a peaceful night of waiting for a war that was to come. And in all these niches streets and homes in all of these powerful, beyond them, on the plains, there was not one man who could hear his name, nor one who would easily believe the story that he had to say. And he just say that traveled the whole world to just be there. He walked with long strides and attracted many curious glances, on account of his yellow hair, and their growth. His long, dirty yellow hair streaming down around his face like golden emerald waters of the lake. The road sloped upward teeth next to the tower toward the gate of the stone on which two elephants in relief standing opposite each other. Through this gate, which was open, the sounds of people gambling, eating, drinking, carousing. There were soldiers on duty at the gate. It was a public place, meeting place, shopping and leisure. Men were hurrying for travelers, motivated by hunger and thirst. On both sides of the road were inns, cafes and hawker stalls of all kinds. Here is the eternal business of buying and what to buy. Fabrics, dishes, ornaments, weapons, rum. The main bazaar was located outside the city. A city-dwellers avoid this place, which was for ignorant newcomers who did not know the real price of things. Here was a market for thieves, fraudsters market, humiliation, and contempt. But not quite alone and unwanted, in any case, to walk around the exterior wall to a larger, fairer bazaar. The needs of weary travelers are urgent and simple. Live chickens, noisy with fear, hung upside down with legs flapped linked together, in anticipation of the pot. For vegetarians there were other, more sophisticated cooking vegetables, it was clear pots, pans, etc. There he could hear the voices of women strangely fragrant, single spreading in the wind. It was too late to find the emperor today, in each case. The traveler had money in his pocket and did not spare a penny when traveling. Headed straight for the goal. Traveled a long way, even by plane and helicopter. Now, only the most coveted comfortable bed, and finally a bit of oblivion, an escape from himself. Later, when his desires are satisfied, he slept in a hostel, fragrant, snoring heavily, and when he came to sleep to dream. He had a dream in seven languages: Italian, Spanish, Arabic, Persian, Russian, English and Portuguese. He took over languages like scurvy, fever. Once he fell asleep half the world started babbling in his brain, and the wonderful stories of travelers. In this half-world every day brought fresh spell. Sam teller of tales, was escorted out of his door by stories of miraculous, especially through the history of secrecy, which could determine his fortune and happiness, or crossed his life in the heaven.

something to young reader

Stanislaw Barszczak — — Johnny’s jewel box
Since we wanted to present here a history written for children then we could start it simply, Johnny was born. Now I understand you want to know more about him. Therefore, we intend to say that, just arm yourselves with patience … It was once in Bedzin, in the land of Zagłębie, a boy named Johnny, who had two pets, a cat named Protazy and a dog called Gerwazy, it meant that every time he exclaimed: “Protazy!” the cat was already on his shoulder, and when he cried “Gerwazy!” put the dog at his feet and wagged his tail. Cat while catching a mouse he was a dancer amid the best dancers, he was able to do it with subtlety and grace, and waltz, and polka, and mazurka, and at the same time it rotated around its own axis of the most beautiful as he could. Gerwazy, a chocolate labrador dog, gentle and friendly, though sometimes a bit excitable and nervous, absolutely could not dance, because, as they say, he had four legs left, but covers this clumsiness a gift, namely possession of perfect pitch, so he could sing by imitating the storm, howl of the most popular melodies of songs everyday, and never go out of tune. The Protazy and the Gerwazy with time they were overrated than any other domestic Johnny pets and become irreplaceable companions his life. One day, when he was nine years old, the circus came to town. Circus with Lech Gross and his animals were counted among the most famous in the country of Johnny. So Johnny was at first bitterly disappointed when his father Richard Budnik told him he would not be going for the show, because the circus is “bad for animals.” Passed his days of glory. Lioness had tooth decay and was blind, tiger and elephants were hungry always as the rest menagerie. The circus was just miserable. Animals Lech are afraid as he whip shot, moreover, he was a man who quickly fell into a rage and rarely laughed. When he put his head with a cigar in the mouth of a lion, it was always very scared… Richard was walking home from school with Johnny, dressed as usual, in one of his colorful shirt and a Panama hat crumpled, he listened to Johnny’s story about an overseas country from South America. Johnny has forgotten some of the geographic names, remembered for but who was the first president of the far country, he pronounced his name on the lessons of history with a strange reverence. There was a lesson for sports section during the game he hit the side of the head with a hockey stick. But he scored two goals in the match and defeated his opponent. So, Johnny had pros and cons of the passing day. It was not so bad. Passed over the bridge on the river where the water rustled, he saw the river was of the color of mud. He was already close to home. He looked again at the Cockatoo falling in their cages and sad dromedaries blocking traffic along the street, mixed feelings become part of the young and noble heart of Johnny. A pirate with the band on hard black eyes and beard barbaric tormented the animal. Johnny shouted with a loud voice: “Let hell devour your tent.” It happened that, when Johnny yelled here for some inexplicable accident stopped all sounds of the universe, at the same time horse-drawn carts stopped honking, scooters overtake pedestrians, the birds ceased to croak trees, once in the magical silence the voice of Johnny heard so clearly, like a pistol shot, that his words had filled the sky, and maybe even found their way into the house of some invisible deity reigning over the world. But after some time the world began to throw missiles normal again, and the circus if they moved a few streets away. Johnny and Richard returned to their home for dinner. That night, however, shown on the TV news that the animals in the circus Lech Gross unanimously refused to comply with their program. In a crowded tent, and to the amazement of clowns dressed and civilians, including customers, the animals revolted against their master in an unprecedented act of disobedience. Lech whip shot, when suddenly he saw that all the animals begin to walk quietly and slowly around him, with measured steps, as if to serve in the army, approached him from all sides, until they formed a circle full of rage and fury, dainty Lech knelt down and he begged to spare his life. The crowd began to throw fruit and pillows, and more difficult items, stones, for example, walnuts, and telephones. Animals were divided up and Lech turned and fled from the arena. It was incredible. The second case took place late at night. The noise started about midnight, the noise, as if crackling of autumn leaves enkindling Johnny woking. When helooked through his bedroom window, he saw a big tent on fire by the river Przemsza. Burned with a storage room, and it was not an illusion. The curses Johnny immediately began to work. The third remarkable phenomenon occurred the next morning. Protazy and Gerwazy appeared in the doorway to the room Johnny. He wondered exactly how they might found there. Protazy immediately jumped on the shoulder of Johnny, and Gerwazy began to ‘sing’ a tune. Unfortunately, this night other animals have escaped into the wild field, for this occasion Protazy brought Johnny mouse, nocturnal prey and Gerwazy tasty bone. Suddenly appeared at the door Richard, who said-“I’ve never been able to do everything so well, like you have done it. He was extremely happy. Finally you reached the age at which people in our family to cross the border invincible when they enter the magical the world. The biggest adventures of Johnny ranked among ‘war’ in the school playground, where his gang led to a famous victory over the Imperial Army of Francis Joseph. They beat rivals by winning days daring air attack involving paper aircraft laden with carbide. It was extremely satisfying to watch the opponent jumps pond to assuage widespread itching. Jacek, elder brother of Johnny learned very early brother thirst for real adventure, preferably with incredible creatures, traveling to other planets (or at least the satellites). The brothers rarely quarreled. Difference in age of eighteen years has proved to be a good place to dump most of the problems that sometimes arise between the brothers, all these little irritations that make we do pranks. This is the fill shoes with a sweet, sticky glue, are calling for the girl, and then pretend it’s just really unfortunate slip of the tongue. So none of this has happened. Johnny’s older brother learned many useful things, he knew the rules kickboxing and and playing cricket…Johnny for a moment became sentimental. In the hospital the maternity ward Sonia received a newborn son, hugged him gently in his arms, and peppered with unreasonable questions. “Who would have thought?” Where you from, orphan? How did you get here? “What do you say? What is your name? Who are you’ll grow like? What will you do?” Richard was fifty years old when he was born Johnny. He only said-” gave birth to a man who could turn back time in itself to follow a new way, and make us young again. ” Sonia, who bravely Johnny replaced the mother knew what she was saying. As Johnny grew up, his parents seemed to be younger. When Johnny stood up for the first time, for example, his parents, not sit. When he began to crawl, they jumped up and down like excited rabbits. When he walked, jumped for joy, and when he spoke for the first time “no”, you’d think that it flooded the entire legendary torrent of words that went with Richard paragraph. The Magical World was however hidden for thousands of years, the bridge guarded by a mysterious past human generations. So everyone in Będzin was fully aware that there is a magical world existing parallel to our own, and his expression was white and black magic, dreams, nightmares, stories, lies, dragons, fairies, blue-bearded uncles, black Volga, mechanical birds, mind-reading, the treasures buried in the cemeteries, music, literature, hopes, fears, the gift of eternal life, the angel of death, angel of love, breaks, joking, good ideas, rotten thoughts, happy-happy ending; in fact, almost everything there was no interest. Johnny grew up left handed and often seemed to him that the rest of the world working in the wrong place, not him. Door handles are turned the wrong way, like bolts, guitars were strung upside down, and scripts, which in most languages are written awkwardly from left to right, except one, which was strangely not to master. Potter’s wheels rotating perversely, they better to move in, if they were racing in the opposite direction, and as far as thinner and more sense, the whole world if the sun rose in the west and occurred in the east. When I dream about life in this empty time Johnny was sometimes sad. His brother Jacek was the right hand like everyone else, so everything came to him easily, which does not seem fair. Sonia Johnny once said in a low voice – “You are a child of many gifts, and maybe you’re right to believe that the left is a right way of life, and the rest of us do not feel right, so be it. So go left on any ways, but not whining, not to stay behind. ” Johnny seemed that he could sit on the throne, to change sex or become God. And when he drew and painted, the father of a sailor’s stories, for example, he did so in a singular way. Birds sketched from memory, he remembered everything that happened before, some time swimming in the river or the country lost childhood, or a place where no one lived there, and came into the world a wonderful, phantasmagoric ruler, made a colorful life singing arias like Sonia. In mathematics and chemistry, unfortunately, was not so hot. Richard is not in failed to present their research to the chemistry of concentrated sulfuric acid. Fortunately, Johnny lived in an age in which almost infinite number of parallel realities began to be sold as a toy. As everyone knows, she joined the community of imagination in cyberspace, electro-clubs, which adopted the identity, for example, that intergalactic penguin comes from a member of The Beatles, and later it is not entirely invented, is to fly in space, wear their hair the color of sex. As every Johnny possess a wide range of pocket-sized alternative reality field and spent most of his free time to leave the world of their own to enter the vast, colorful, musical boxes, at the center of the universe, in which death temporary, all too many mistakes become permanent, and life was this: you can win something, or to sign up, or simply it is wonderfully clear, since such a right, bricks or any other law, for example, eat mushrooms, or storage, or pass through a waterfall-law by magic, and can save many lives, how your skills and luck it will help you. The peace Johnny, near a small television was his most precious, the most magical box that offered all the richest, most complex trips to space, and various other times, multi-zone and temporary life of death: his new bear. And as Johnny in the school playground turned into slayer Imperial Highness the Army, the commander of Air Force aircraft, paper, so now Johnny went far beyond the world of mathematics and chemistry, in the Gaza Bear, Grand Master of the Game. Sonya, look, how his hands move on the console,” said Richard. “In these worlds of left-handedness does not bother him, he is almost ambidextrous. “Recently, however, the hands of Richard, who has assigned specific names have been slowed. He walked more slowly (although I never went fast), eat more slowly (although he never ate more), and It was most disturbing, that he had been speaking something slowly (always spoke very quickly). Was slower smile, and sometimes, I noticed it Johnny, it seemed that he thought Richard actually slows down his head. Even the stories that he told appeared to move more slowly than before, and it was bad. “To help him,” Johnny wondered. But before he could solve the problem, something terrible happened to a starry night. One month and one day after arrival of Gervazy and Protazy Budnik home, the sky over the city Będzin, and the river Przemsza was wonderfully full of stars, so brilliant, with the stars, as if too real, that on the waters of the river people looked their sole doubles, against their will, with a strange smile on their faces. As if by magic, a thick strip of galaxies is rubbed with a clear sky that night, reminding everyone the way things were in the old days, before people Before the polluted air postpone the sky from view. Due to the smog is so rarely seen in the Milky Way, now that people walked from house to house to tell their neighbors to come out into the street and looked up. Shed the people from their homes and stood with his chin in the air, as if the whole neighborhood was asking … Johnny had compassion, he began to think about this idea. The stars seemed to dance up there, stirring up within a large and complex design like a woman at a wedding dressed in their ornaments, women, pristine white and green and red diamonds, emeralds and rubies, brilliant women dancing in the sky, from the captivating view of the fire stones on the arms and necks. The bizarre dance of the stars was reflected in the streets, people came out of the drums and went, as if someone had a significant birthday. Richard sat on the porch and looked, and nobody, not even Johnny could not pull him out of the city. “I feel heavy,” he said. “My legs are like sacks of coal, and the arms feel like logs. It must be that gravity somehow grew in my vicinity, I am pressed to the ground.” Big sky show lasted until late at night, and though gone, it seemed to be the harbinger of something good, since the beginning of time surprisingly well .. Maybe it really was a kind of farewell, the last word, because it was night, after which Richard Budnik, the legendary storyteller of Będzin, fell asleep with a smile on your face with a banana in hand and gleam of his brow, and did not wake up the next morning. Then things went worse. Johnny slept in his bed at night, too shocked and unhappy to sleep. And the tears rolled down his cheek. Then Protazy was on the bed and lay motionless Gerwazy on the mattress on the floor. Johnny was conscious. The night sky outside the window was not already clear, but weak and low, as if he frowned eyebrows, and a thunder storm was heard in the distance, like the voice of an evil giant. Then he heard the beating of Johnny and the wings close to the and jumped out of bed and ran to the window to look at the sky. There were seven vultures like a battalion of fire, dressed as European nobility in old paintings, or as circus clown. They were ugly, smelly. Johnny started to shake, though the night was warm. Is this true? The Curse of the head of the burnt circus has to go to a curse on the father? Sudden appearance in his life of Gervazy and Protazy could not bury the only breaches after loss his father. It was depressing. Dragging his feet, Johnny went back to his room. Through the window we could see the sky, which was beginning to brighten. Dawn has always lifted people up, but Johnny could not think of anything to be cheerful. He walked to the window to draw the curtain, at least to be able to relax while lying in the dark, and then saw amazing things. A man wearing a colorful shirt and a Panama hat ruined simply dropping into the house. At one point a man threw back his head and looked straight in the eyes of Johnny. It was Richard Budnik! It was his father standing there, saying nothing, but looking awake! But if Richard was a window on the field, who was asleep in bed? And if Richard was asleep in his bed, how can they be out? Scarcely had grabbed his head, which swirled now with him, and his brain, he had no idea what to think of a rose on his bed, but had started to run. But then Johnny chased by Gervazy and Protazy, he ran as fast as he could, where his father was already waiting for him. He runs down the stairs barefoot, stumbled slightly, took a step in the right, he felt a strange dizziness, briefly regained his balance, only to see it the only creature on the door. It was wonderful, Johnny thought. Richard Budnik woke up and somehow he started to continue the walk. Everything was in order.(to be continued)

coś dla młodych, cz.2

stanisław Barszczak—Skarbczyk Johnny’ego—
II
Na skraju miasta był stary ogród zarośnięty, w ogrodzie był stary dom, w domu mieszkał Johnny. Miał dziewięć lat i żył tam sam. Dom był otwarty zawsze, nie tylko na ogród, ale także na szepty pochodzące z ogromnej odległości – jakby kogoś, kto czasem trzaska drzwiami, kogoś o niezgłębionej dobroci, kto nieustannie czuje się w krainie melodii odwiecznych pragnień człowieczych. Nie miał już matki i ojca też nie, i to oczywiście bardzo dobrze, bo nie było nikogo, żeby powiedzieć mu kiedy ma iść do łóżka, szczególnie gdy świetnie się bawił, i nikogo, kto mógłby dać mu lanie, kiedy obżerał się niezdrowo karmelami. Pewnego razu miał ojca, którego wcale nie znał. Oczywiście, że miał też matkę, ale to było tak dawno, że Johnny nie pamiętał jej w ogóle. Jego matka zmarła, kiedy Johnny był malutki, leżał w kołysce i krzyczał, tak że nikt nie mógł do niego się zbliżyć. Johnny był pewny, że jego matka była w niebie, obserwuje go teraz przez wizjer z nieba, a Johnny często ręką macha do niej i woła: “Nie martw się o mnie. I tak wejdę aż na szczyt”. Johnny nie zapomniał swego ojca, który był profesorem leśnikiem, a który pewnego dnia zakupił wielki las. Ojciec skończył pracę w Akademii. Johnny jeszcze z nieprzebudzonym rozumkiem zaczął wówczas otwierać się na pełnię życia. Aż nagle dostąpił zaszczytu bycia w domu swego ojca. Johnny był absolutnie pewny, że ojciec, który nagle zniknął z jego życia kiedyś wróci. On nigdy by nie uwierzył, że zginął na zakręcie drogi, był pewny, że jechał, aż wysiadł na wyspie, zamieszkanej przez kanibali. I myślał, stał się królem Leopoldem wszystkich ludożerców i chodził ze złotą koroną na głowie cały dzień. “Mój tata jest kanibalem króla, to pewne nie każde dziecko ma takiego ojca.” Johnny mówił z satysfakcją. “I tak szybko, jak nagle zniknął, tak szybko mój tata wybudował sobie łódź, i w końcu przyjdzie po mnie, i będę kanibalem-księciem. Hej-ho, czy to nie jest ekscytujące? Johnny był najbardziej dumny z wujka, kapitana marynarki. Wujek kupił stary dom w ogrodzie wiele lat temu. Myślał, że będzie żył tam z Johnny, gdy się zestarzał i nie mógł żeglować po morzu dłużej. A potem coś irytującego musiało się wydarzyć, że „wpadł” do oceanu i przepadł. Johnny czekał na niego, wracając z jednej z przechadzek na pobliskie molo, Johnny skręcił prosto do domu „pod Lwem”. Tak się nazywał ten dom. Stał tam gotowy i czekał na niego. Jednego pięknego letniego wieczoru powiedział do widzenia wszystkim marynarzom na statku wujka. Oni wszyscy uwielbiali Johnny’ego, a on ich. “Tak długo, chłopcy”, powiedział i pocałował każdego z nich w czoło. “Nie martwcie się o mnie. I tak wejdę na szczyt.” Dwie rzeczy wziął tylko ze statku: kota, był prezentem od jego wujka i małą walizkę pełna złotych klejnotów. Marynarze stanęli na pokładzie i patrzyli tak długo, jak mogli go widzieć. „Niezwykłe dziecko”, powiedział jeden z żeglarzy, gdy Jasiek oddalił się już na pewien dystans. Szedł prosto przed siebie nie zwracając uwagi na nikogo, z Panem Protazym na swym ramieniu i z walizką w ręku.. Marynarz miał rację. Johnny był rzeczywiście niezwykłym dzieckiem. Najbardziej zadziwiającą rzeczą opowiadaną o nim było to, że był bardzo dobry. Był także bardzo towarzyski, że na całym świecie nie było ani jednego policjanta tak sympatycznego, jak on. Kiedyś zapragnął mieć konika na własność. Nie było już ani matki, ani ojca. Nawet miał konika już na swojej ulicy, jeździł po niego sam. Ale szeptem rozeszła się wieść po znajomych i Johnny od razu pozbył się pupila. Za to ponieważ zawsze tęsknił za zwierzętami, kupił raz na targu słowika, a teraz tu był. Kiedy Johnny chciał pić po południu kawę, słowik po prostu był z nim w ogrodzie. Obok Villi Porcjunkula był inny ogród i inny dom. W tym domu mieszkał ojciec i matka i dwójka uroczych dzieci, chłopiec i dziewczynka. Chłopiec miał na imię Jasiek a dziewczynka Ewa. Były dobre, dobrze wychowane i posłuszne. Jasiek nigdy nie myślał o gryzieniu paznokci, i robił dokładnie to, co jego matka poleciła mu zrobić. Ewa nigdy się nie nadąsała, gdy nie dostała czegoś co najbardziej lubiła, zawsze wyglądała ładnie i skromnie w jej sukieneczce bawełnianej dobrze wyprasowanej, zresztą bardzo uważała, żeby ją nie zabrudzić. Jasiek i Ewa bawili się w ogrodzie, ale brakowało im nowych form do zabawy. Podczas gdy Johnny żeglował za ocean z ojcem, oni często „wisieli” na płocie i mówili do siebie, “Czy to nie głupie, że nikt nigdy nie chodzi w tym domu. Ktoś powinien żyć tam, ktoś z dziećmi.” W ten miły, letni wieczór, kiedy Johnny po raz pierwszy przekroczył próg Villi Porcjunkula, Jaśka i Ewy nie było w domu. Oni poszli odwiedzić babcię i zostali u niej tydzień, i tak nie pomyśleli, że ktoś mógłby przenieść się do domu obok. W pierwszym dniu po powrocie do domu znowu stanęli przy bramie, patrząc przez ulicę, i nawet wtedy nie wiedzieli, że faktycznie ich sąsiad był tak blisko. Tak jak oni stoisz, zastanawiając się, co powinni zrobić, żeby coś ekscytującego mogło się wydarzyć, czy też miałby być ten dzień jednym z tych nudnych dni, gdy nie można myśleć o niczym. I właśnie odtworzyła się brama Villi Porcjunkula, z której wyszedł on. Był najbardziej niezwykłym chłopcem, jakiego Jasiek i Ewa nigdy jeszcze nie widzieli. Johnny właśnie spacerował i czynił poranną gimnastykę. A wyglądał tak: włosy krótkie, jego nos był na kształt ziemniaka bardzo mały, z charakterystycznymi piegami. Trzeba przyznać, że usta na podstawie niniejszego nosa były bardzo szerokie, z mocnymi białymi zębami. Ubrany był dość niezwykle. Wdzianko było niebieskie, ale nie wystarczyło niebieskiej tkaniny, Jasiek miał jeszcze na nim małe czerwone łaty naszyte tu i tam. Na długich nogach nosił cienkie długie skarpety, jedną brązową, a drugą czarną, a na nich parę czarnych butów, które były dokładnie dwa razy tak długie, jak jego stopy. Te buty jego wujek kupił mu w Ameryce Południowej tak, że Jasiek miał je trochę na wyrost, a mimo to nigdy nie chciał nosić żadnych innych. Jednak rzeczą, na którą Jasiek i Ewa otworzyli oczy najszerzej ze wszystkich, był kot czarno-biały, który siedział był dziwnie na ramieniu chłopca. Johnny chodził po ulicy z jedną nogą na chodniku, a drugą w rynsztoku. Jasiek i Ewa oglądali go tak długo jak mogli go zobaczyć. Po chwili się zatrzymał, i teraz szedł do tyłu. To dlatego, że nie chciał wracać do domu. Gdy dotarł do bramy Jasiek i Ewa wstrzymali oddech. Dzieci patrzyły na siebie w milczeniu. W końcu Jasiek powiedział. “Dlaczego idziesz do tyłu?” “Dlaczego chodzę do tyłu?” mówił wymijająco Johnny. “Czy nie jest to wolny kraj? Czy osoba nie może wykonywać spacer w jakikolwiek sposób ona chce? O to chodzi, powiem wam, że w Egipcie wszyscy spacerują w ten sposób i nikt nie myśli, że to jest czymś dziwnym.” “Skąd wiesz?” zapytał Jasiek. “Nigdy nie byłem w Egipcie, czy to prawda.” “Nigdy nie byłem w Egipcie. Rzeczywiście, ale to jedno możesz być pewien. Byłem na całym świecie i widziałem wiele dziwniejszych rzeczy od tych w rodzaju ludzi chodzących do tyłu. Gdy Johnny się położył na jezdni Ewa nie wytrzymała- “To brzydko kłamać”, mówi Ewa, która w końcu zebrała się na odwagę.”Tak, to bardzo niedobrze kłamać, powiedział Johnny jakoś smutno. “Ale zapomnij o tym teraz i potem. Jak można się spodziewać małego dziecka, którego matka jest aniołem a ojcem jest król wyspy i kanibali, którzy pływał po oceanie przez całe życie, jak można oczekiwać, żeby mówił prawdę zawsze? I o to chodzi, mówił dalej, a cała jego twarz zajaśniała piegami, pozwól mi powiedzieć, że w Kongo nie ma jednej osoby, która mówi prawdę. Leżą cały dzień. Zaczynają o godzinie siódmej rano i leżą aż do zachodu słońca. Więc jeśli mam się położyć teraz i potem, trzeba starać się wybaczyć i pamiętać, że to tylko dlatego, że przebywałem w Kongo trochę za długo. Możemy być przyjaciółmi, a może już nimi jesteśmy, co? ” “Och, na pewno”, powiedział Jasiek i nagle zdał sobie sprawę, że ten dzień nie miał być jednym z tych, nudnych dni. “Przy okazji, dlaczego nie możecie przyjść i zjeść śniadanie ze mną?” zapytał Johnny. “Dlaczego nie?” powiedział Jasiek. “Ale najpierw muszę przedstawić wam Protazego, powiedział Johnny. Następnie wszyscy udali się przez bramę dodo willi, wzdłuż żwirowej drogi, która graniczyła ze starymi omszałymi drzewami. Już odbyli wspinaczkę do willi, gdy dzieci zobaczyły na ganku wielkiego psa, który zajadał coś z miski po zupie. “Dlaczego masz takiego psa na werandzie? zapytał Jasiek, który wiedział, że wszystkie wielkie psy mieszkają w budzie. “To mój Gerwazy, dobrze, powiedział w zamyśleniu Johnny, on lubi kuchnię, on nie lubi salonu.” Jasiek i Ewa poklepali Gerwazego, a następnie weszli do domu. Była tam kuchnia, salon i sypialnia. Wyglądało tak, jakby Johnny zapomniał zrobić porządku w salonie od tygodnia. Jasiek i Ewa rozejrzeli się ostrożnie, bo może król kanibali Leopold siedzi tut gdzieś w kącie. Nigdy nie widzieli króla kanibali w całym swym życiu. Nie było widać taty, ani mamy. Ewa powiedziała z niepokojem: “Czy tu mieszkasz sam?” “Oczywiście, że nie!” powiedział Johnny. “Protazy i Gerwazy tutaj żyją.” “Tak, ale mam na myśli nie masz mamy ani taty tutaj?” “Ale kto mówi, kiedy masz iść do łóżka w nocy, takie rzeczy?” zapytała Ewa. “Mówię sobie, powiedział Johnny, najpierw w miły sposób i przyjazny, a następnie, jeśli nie mam na nic ochoty, mówię sobie jeszcze bardziej gwałtownie.” Jasiek i Ewa pomyśleli, że to dobry sposób. Tymczasem weszli do kuchni, i zawołali Johnny, teraz mamy zamiar zrobić placki, teraz będziemy piec placki. Następnie Johnny wziął trzy jajka i rzucił je w powietrzu. Jeden upadł na głowę i rozlało się tak, że żółtko znalazło się na jego oczach, ale białko złapał umiejętnie do miski.”Żółtko jest dobre dla włosów”, powiedział Johnny, wycierając oczy. “Poczekaj i zobacz, zaczynają rosnąć tak szybko. W rzeczywistości, w Brazylii wszyscy ludzie chodzą z jajami w ich włosach. I nie ma tam łysych osób. Tylko raz był człowiek zupełnie łysy, a kiedy pokazał się na ulicy był taki bunt, że policja wezwano. Johnny zaczął bić ciasto tak mocno, że dostało się na ścianę. W końcu wylał resztę na patelnię, która stała na piecu. Gdy placek ziemniaczany był brązowy z jednej strony Johnny przerzucił go w połowie drogi do sufitu na drugą stronę, a następnie złapał go na patelnię ponownie. A gdy był gotowy rzucił go prosto na talerz, który stał na stole. “Jedz!” zawołał do Jaśka. “Jedz zanim wystygnie!” A Jasiek i Ewa jedli i myśleli, że to bardzo dobry placek. I tak było rzeczywiście. Potem Johnny zaprosił ich do salonu. Był tam tylko jeden mebel. To była wielka komoda z wielu małych szuflad, jedyny ołtarzyk rodzinny. Johnny miał otwarte szuflady i pokazał Jaśkowi i Ewie wszystkie skarby jakie tam trzymał. Były wspaniałe jaja ptasie, dziwne muszle i kamienie, dość małe kwadraciki, piękne lustra srebrne, naszyjniki i wiele innych rzeczy, które Johnny i jego tata kupili w ich podróży dookoła świata. Johnny dał każdemu z jego nowych towarzyszy jakiś prezent czy zabawkę, jako upominek. Jasiek dostał błyszczący sztylet z kości słoniowej a Ewa macicę perłową i uchwyt, małe pudełko z pokrywą ozdobione różową muszlą. W pudełku był pierścionek z zielonym kamieniem. “Wydaje mi się, że już czas wracać do domu”, powiedział w końcu Johnny, “Ale możecie wrócić tutaj jutro. Bo jeśli nie wrócicie do domu, to nie będziecie mogli wrócić do mnie w ogóle, i będzie wstyd”. Jasiek i Ewa przystali na takie zakończenie ich wizyty. Pankracy strącił coś z komody wystawionej pod ganek. Poszli więc do domu, obok Gerwazego, który teraz pożerał kość, na zewnątrz przez bramę willi Porcjunkula, przeszli przez jezdnię do domu naprzeciwko. Słońce stało się większe na popołudniowym niebie.

III
Johnny sam w domu. Położył się późno spać w swoim „gabinecie”. Naraz zdaje mu się, że jest wędrowcem i oczekuje na audiencję u króla Leopolda, której nie chciałby przegapić. Przy ostatnim świetle dnia szmaragdowe jezioro leżące w pobliżu miasta, wyglądało jak morze stopionego złota. Podróżnik kierował się tą drogą właśnie tak o zachodzie słońca –jadąc tą drogą niejako samotnie przebijał się wzdłuż brzegu jeziora – a mógł być święcie przekonany, że zbliża się do tronu monarchy tak bajecznie bogatego, iż ten mógł pozwolić żeby część jego skarbu wylano do tego gigantycznego dołu w ziemi, by olśnić i zadziwić gości. I tak duże było to jezioro złota, iż to musiała być tylko kropla wyciągnięta z morza większej fortuny szczęście- wyobraźnia podróżnika nie była w stanie choćby zacząć pojmować tego rozmiaru matki-akwenu. Nie było tam strażników na złotym brzegu. Oto był król taki szlachetny, że dostęp dla wszystkich swoich poddanych, a nawet obcych i odwiedzających to miejsce turystów, był otwarty, że oni mogli sięgać po ciekłą nagrodę z królewskiego jeziora. Mógł być księciem wśród ludzi, prawdziwy ksiądz Jan, którego zaginione królestwa poezji zawierały niemożliwe cuda. Być może jednak fontanna wiecznej młodości leżała w obrębie murów miejskich – być może nawet legendarne drzwi do raju na Ziemi znajdowały się tu gdzieś pod ręką. Ale słońce przeszło poniżej horyzontu, złoto zniknęło pod powierzchnią wody, i się zgubiło. Odtąd cykady i pijawki będą strzec jeziora, aż do powrotu światła dziennego. Do tego czasu, sama woda będzie tylko niczym skarb, dar przez spragnionego podróżnika przyjęty z wdzięcznością. Obcy jechał na wozie, który ciągnęło ciele, on nie siedział na wygodnej poduszce, lecz stał jak Bóg, trzymając się poręczy i kratownicy wózka. Cielęcy wóz był daleki od gładkich, dwukołowych wózków, podrzucał i szarpał w rytmie kopyt zwierząt, otwierał na wszelkie kaprysy drogi pod jego kołami. Człowiek stojąc może łatwo spaść i złamać kark. Niemniej jednak stał samotnie, patrząc niedbale i bezsensownie. Kierowca już dawno zrezygnował krzycząc na niego, za pierwszym razem biorąc cudzoziemca za głupca, który chciał umrzeć na drodze- gdyby to zrobił, żadnemu człowiekowi w tym kraju nie byłoby przykro! Szybko jednak kierowcy pogarda ustąpiła nieznacznemu podziwowi. Człowiek może rzeczywiście być głupi, można się nawet posunąć do stwierdzenia, żeby powiedzieć, że on był mocno głupi, ale miał za ładną twarz i jak na głupca, to nosił nieodpowiednie ubranie – płaszcz z kolorowej skóry, w takim upale! – zatem jego bilans był nieskazitelny, czemu można się dziwić. Cielęcy trud posuwa do przodu, koła wozu uderzały o dziury i kamienie, ale ledwo kołysząca się postać stojąca na wózku była pełna wdzięku. Głupi, furman myśli, a może w ogóle nie głupi. Może się liczy, może nie jest taki obcy. Kiedy pasażer zszedł z wozu, by odebrać napój w kubku, to czyni to z arystokratyczną godnością. Furman powiedział wówczas marszcząc brwi: “Nie wiem, dlaczego traktują cię tak dobrze. Pewnie ty jakiś fałszywy “. Inny pił głęboko z tykwy. Woda spływała z krawędzi ust i wisiała na brodzie. “Kim jestem?”- powiedział jakby do siebie podróżny, z pomocą własnego języka- “Jestem człowiekiem z tajemnicą, którą tylko cesarskie uszy mogą usłyszeć.” Furman poczuł ulgę: facet głupi nad wszystko. Nie było potrzeby, aby traktować go z szacunkiem. “Zachowuj tajemnicę,” powiedział. “Tajemnice są dla dzieci i szpiegów”. Obcy wysiadł z wozu przy kolejnym postoju, gdzie wszystkie przejazdy kończyły się i zaczynały. Był wysoki i niósł torbę podróżną. “I dla czarownic”, powiedział furmanowi cielęcego wozu. “I dla amantów. I królów.” W karawan-seraju był gwar i szum. Zwierzęta były zadbane, konie, wielbłądy, woły, osły, kozy, podczas gdy inne, nieposkromione zwierzęta dziczały: skrzekliwe małpy, psy, że nie były zwierzętami domowymi, pupilami człowieka, papugi wrzeszczące eksplodowały jak zielone fajerwerki na niebie. Kowale byli w pracy i cieśle, we wszystkich czterech stronach placu-majdanu wielcy panowie planują swoje podróże, zaopatrując się w artykuły spożywcze, świece, olej, mydło, i liny. W turbanach i czerwonych koszulach kulisi biegali nieustannie tu i tam z tobołkami nieprawdopodobnych rozmiarów i ciężarem na głowach. Miał miejsce wielki załadunek i rozładunek towarów. Łóżka na noc miały być tanie, drewnianej konstrukcji łóżka pokryte kolcami i linami, materace z włosia końskiego, stały w wojskowym uszeregowaniu na dachu jednopiętrowych budynków otoczonych ogromnym dziedzińcem. Łóżka, gdzie człowiek może leżeć i patrzeć w niebo i wyobrazić sobie Boga. Na zachodzie słychać było szemrania weteranów wojny. Armii nie wolno było wejść do strefy pałaców, ale musiała zatrzymać się tutaj, u stóp królewskiego wzgórza. Bezrobotna armia, która niedawno powróciła do domu po bitwach, miała być traktowana z pewną ostrożnością. Obcy pomyślał o starożytnym Rzymie. Cesarz nie ufał żołnierzom, z wyjątkiem jego straży pretoriańskiej. Podróżnik wiedział, że kwestia zaufania, prawdy, będzie tą jedną, na którą będzie musiał odpowiedzieć w sposób przekonywujący. Jeśli nie chciał szybko umrzeć. Nie daleko od karawan-seraju stała wieża wysadzane kłami słonia wytyczająca drogę do bramy pałacu. Wszystkie słonie należały do cesarza, a wybicie kłami wieży potwierdzało tylko jego moc. Strzeż się! wieża mówiła. Wchodzisz w strefę suwerennego, słoniowego króla. Podróżny zadawał sobie pytania odnośnie bezpieczeństwa, i nie mógł sobie odpowiedzieć, ale ufał w swoją piękność i własne siły. Oprócz wieży z słoniowymi kłami, stał tam wielki o skomplikowanej maszynerii wodociąg, który zaopatrywał w wodę pałac na wzgórzu. Podróżny był człowiekiem wielu tajemnic, ale tylko jedna była odpowiednia dla króla. Droga do murów miejskich wznosiła się szybko na szczyt wzgórza, gdy stał, to widział wielkość miejsca do którego przybył. Najwyraźniej był to jedno z większych miast na świecie, większe, zdawało mu na oko od Florencji lub Wenecji, nawet Rzymu, większe od miasta jakie samotnie kiedykolwiek widział. Gęste dzielnice skulone poza murami, wołania muezzinów z minaretów, w oddali widać było światła wielkich majątków. Ognie zaczęły się palić o zmierzchu, jako ostrzeżenia. Od kloszowo- czarnego nieba nadeszła odpowiedź od zapalonych gwiazd. Jakby ziemia i niebo było przygotowanie, niczym zaprawione wojska do walki, pomyślał. Jakby ich obozowiska zajęły spokojną noc i czekały na wojnę dnia, który miał nadejść. I we wszystkich tych wnękach ulic i we wszystkich tych domach możnych, poza nimi, na równinach, nie było ani jednego człowieka, który usłyszałby swoje nazwisko, ani jednego, który by łatwo uwierzył w opowieści, jakie on miał do powiedzenia. A miał to tylko powiedzieć, że przemierzył cały świat, aby tu tylko być. Chodził długimi krokami i przyciągnął wiele ciekawskich spojrzeń, ze względu na jego żółte włosy, jak i na swój wzrost. Jego długie i brudne żółte włosy spływały wokół jego twarzy jak złote wody szmaragdowego jeziora. Droga nachylona ku górze obok wieży zębów w kierunku bramy z kamienia, na którym dwa słonie w płaskorzeźbie stały naprzeciw siebie. Przez tę bramę, która była otwarta, dochodziły odgłosy ludzkich gier hazardowych, jedzenie, picie, hulanki. Nie było żołnierzy pełniących służbę na bramie. Było to miejsce publiczne, miejsce spotkań, zakupów i przyjemności. Mężczyźni śpieszyli za podróżnym, powodowani głodem i pragnieniem. Po obu stronach drogi były zajazdy, kawiarnie, stragany i straganiarze wszelkiego rodzaju. Tutaj jest wiecznym biznes kupna i jest co kupić. Tkaniny, naczynia, bombki, broń, rum. Główny bazar znajdował się poza miastem. A mieszkańcy miast unikali tego miejsca, które było dla nieświadomych przybyszów, którzy nie znali rzeczywistej ceny rzeczy. Tutaj był rynek złodziei oszustów rynku, poniżenia, pogardy. Ale nie dość samotny i niechciany, w każdym przypadku, by chodzić dookoła ścian zewnętrznych do większego, bardziej sprawiedliwego bazaru. Potrzeby zmęczonych podróżnych są pilne i proste. Żywe kurczaki, hałaśliwe ze strachu, wisiały do góry nogami, trzepotały z nogami związanymi razem, w oczekiwaniu na garnek. Dla wegetarianina były inne, bardziej wyszukane gotowania, warzywa, widać było garnki, rondle itd. Tam też było słychać głosy kobiet dziwnie pachnących, samotnie rozchodzących się na wietrze. Było za późno, aby szukać dzisiaj cesarza, w każdym przypadku. Podróżnik miał pieniądze w kieszeni i nie szczędził grosza podczas podróży. Kierował się prosto do celu. Przemierzył bardzo długą drogę, także samolotem i helikopterem. Teraz pożądał tylko najbardziej wygodnego łóżka, a na końcu nieco zapomnienia, ucieczkę od siebie. Później, kiedy jego pragnienia zostały spełnione, spał w pachnącym hostelu, chrapał mocno, a gdy przyszła bezsenność zaczął marzyć. Miał sen w siedmiu językach: włoskim, hiszpańskim, arabskim, perskim, rosyjskim, angielskim i portugalskim. Przejął języki jak szkorbut, gorączkę. Gdy tylko zasnął połowa świata rozpoczęła gaworzenie w jego mózgu, i opowiadania cudownych podróżnych. W tym pół -świecie każdy dzień przynosił świeże zaklęcia. Sam bajarz, został był odprowadzony obecnie od swych drzwi przez historie cudowne, a szczególnie przez historię tajemnicy, która mogła ustalić jego majątek i szczęście albo przekreślić jego życie w niebie.

coś dla młodych, cz.1

Stanisław Barszczak—Skarbczyk Johnny’ego—
I
Ponieważ mamy przedstawić tutaj historię pisaną z myślą o dzieciach starszych, to moglibyśmy ją zacząć tak po prostu: urodził się Johnny. Teraz jak rozumiem chcecie wiedzieć o nim więcej. Zatem opowiemy wam o nim, tylko uzbrójcie się w cierpliwość… Był kiedyś, w mieście Będzin, w ziemi Zagłębiowskiej, chłopiec o imieniu Johnny, który miał dwa zwierzęta, kota o imieniu Protazy i psa o imieniu Gerwazy, co oznaczało, że za każdym razem jak zawołał: “Protazy!” kot był już na jego ramieniu, a kiedy krzyknął “Gerwazy!” pies kładł się u jego stóp i machał ogonem. Kot kiedy miał złapać mysz był tancerzem nad tancerzami, był w stanie wykonać z subtelnością i wdziękiem i walca, i polkę, i mazura, a przy tym obracał się wokół własnej osi najpiękniej jak tylko mógł. Gerwazy, pies czekoladowy Labrador, łagodny i przyjazny, choć czasem nieco pobudliwy i nerwowy, absolutnie nie mógł tańczyć, bo, jak to się mówi, miał cztery nogi w lewo, ale zakrywał swoją niezdarność jedynym darem, mianowicie posiadł doskonały słuch, więc mógł śpiewać naśladując burzę, wyć melodie z najpopularniejszych piosenek codziennych, i nigdy nie wychodził z rytmu. I Protazy i Gerwazy z czasem znaczyli więcej od wszelkich innych pupilów domowych Johnny’ego i stali się niezastąpionymi towarzyszami jego życia. Pewnego dnia, kiedy miał dziewięć lat, cyrk przyjechał do miasta. Cyrk z Lechem Grossem i jego zwierzętami zaliczano do najbardziej znanych w kraju Johnny’ego. Więc Johnny był wpierw gorzko rozczarowany, gdy jego ojciec Ryszard Budnik powiedział mu, że nie wybiera się na show, ponieważ ten cyrk jest “niedobrzy dla zwierząt”. Przeminęły dni jego chwały. Lwica miała próchnicę i była ślepa, tygrys i słonie były głodne jak i reszta menażerii. Cyrk był po prostu nieszczęśliwy. Zwierzęta tak boją się jak Lech strzela z bata, zresztą Lech był człowiekiem, który szybko wpadał w gniew a rzadko się śmiał. Kiedy włożył głowę z cygarem w paszczę lwicy, ta była zawsze mocno przestraszona.
Ryszard szedł do domu z Johnny ze szkoły, ubrany, jak zwykle, w jedną z jego kolorowych koszul i pomięty kapelusz panama, słuchał opowieści Johnny’ego o jakimś zamorskim kraju z Ameryki Południowej. Johnny zapomniał niektóre geograficzne nazwy, pamiętał za to, kto był pierwszym prezydentem tego dalekiego kraju, jego imię wymawiał na lekcji historii z dziwnym pietyzmem. Na lekcji sekcji sportowej uderzył się podczas gry z boku w głowę kijem hokejowym. Ale strzelił dwa gole w meczu i pokonał swojego przeciwnika. Johnny liczył plusy i minusy mijającego dnia. Nie był taki zły. Przechodził przez most pod którym szeleściła rzeka z wodą w kolorze błota, która płynęła przez miasto nie daleko od ich domu. Spojrzał raz jeszcze na spadające kakadu w ich klatkach i smutne dromadery tarasujące ruch wzdłuż ulicy, mieszane uczucia zagościły w młodym i szlachetnym sercu Johnny’ego. Jakiś pirat z opaską na trudnych czarnych oczach i barbarzyńskiej brodzie znęcał się nad zwierzęciem. Johnny krzyknął na cały głos: “Niech piekło pochłonie twój namiot. Tak się stało, że w momencie, gdy Johnny krzyknął oto przez jakiś niewytłumaczalny przypadek ustały wszelkie dźwięki wszechświata, w tym samym czasie samochody przestały trąbić, skutery wymijać przechodniów, ptaki przestały skrzeczeć na drzewach, naraz w tej magicznej ciszy głos Johnny’ego rozległ się tak jasno, jak strzał z pistoletu, że słowa jego napełniły niebo, a może nawet znalazły drogę do domu jakiegoś niewidzialnego bóstwa panującego nad światem. Ale po jakimś czasie świat zaczął wyrzucać zwykłe rakiety na nowo, a cyrk jakby przeniósł się o kilka ulic dalej. Johnny i Ryszard wrócili do domu na kolację. Tej nocy podano jednak w telewizyjnych wiadomościach, że zwierzęta w cyrku Lecha Grossa jednogłośnie odmówiły wykonania ich programu. W zatłoczonym namiocie i ku zdziwieniu przebranych klownów i cywilów, także klientów, zwierzęta zbuntowały się przeciwko swemu panu w bezprecedensowy akcie nieposłuszeństwa. Lech strzelał batem, gdy nagle zobaczył, że wszystkie zwierzęta zaczynają chodzić spokojnie i powoli koło niego, miarowym krokiem, jak gdyby służyły w wojsku, zbliżały się do niego ze wszystkich stron, dopóki nie stworzyły kręgu pełnego wściekłości i furii, filigranowy Lech upadł na kolana i żebrał o darowanie życia. Publiczność zaczęła rzucać owoce i poduszki, a następnie trudniejsze przedmioty, kamienie, na przykład, orzechy włoskie i telefony. Zwierzęta rozstąpiły się i Lech odwrócił się i uciekł z areny.
Było to coś niesamowitego. Druga sprawa miała miejsce późną noca. Hałas rozpoczął się około północy, hałas i trzask jakby liści jesienią obudził Johnny’ego. Kiedy wyjrzał przez okno jego sypialni zobaczył, że wielki namiot płonie nad rzeką Wisłą. Paliły się pomieszczenia gospodarcze, a to nie było złudzenie. Od razu zaczęły pracować przekleństwa Johnny’ego. Trzecie zadziwiające zjawisko miało miejsce następnego dnia rano. I Protazy i Gerwazy pojawili się we drzwiach do pokoju Johnny’ego. On zastanawiał się dokładnie w jaki sposób znalazły one tam drogę. Protazy skoczył od razu Johnny’emu na ramię, a Gerwazy zaczął ‘śpiewać’ jakąś melodię. Inne zwierzęta tej nocy uciekły na wolność, za to Protazy przyniósł Johnny’emu mysz, nocny łup, Gerwazy smaczną kość. Naraz pojawił się w drzwiach Ryszard, który powiedział- ” Nigdy nie byłem w stanie zrobić wszystkiego tak dobrze, jak ty to uczyniłeś. Ogromnie mnie to cieszy. I wreszcie osiągnąłeś wiek, w którym ludzie w naszej rodzinie przekraczają niepokonalną granicę, kiedy wchodzą w magiczny świat.”
Do największych przygód Johnny zaliczał ‘wojnę’ placu zabaw w szkole, w której jego gang doprowadził do słynnego zwycięstwa nad Cesarską Armią Franciszka Józefa. Pokonali rywali wygrywając dzień śmiałym atakiem lotniczym z udziałem samolotów z papieru obładowanych karbidem. To był niezwykle satysfakcjonujące oglądać skoki przeciwnika do stawu, aby uśmierzyć powszechne swędzenie ciała. Jacek, brat starszy Johnny’ego poznał bardzo wcześnie pragnienia brata odnośnie prawdziwej przygody, najlepiej z udziałem nieprawdopodobnej istoty, podróży na inne planety (lub przynajmniej satelity). Bracia rzadko się kłócili. Różnica wieku osiemnastu lat okazała się być dobrym miejscem do zrzutu większości problemów, które czasami pojawiają się między braćmi, wszystkich tych małych podrażnień, które sprawiają, że czynimy psikusy. Oto wypełniamy buty z słodkim, lepkim klejem, dzwonimy do dziewczyny, a potem udajemy, że to tylko naprawdę niefortunne przejęzyczenie. Więc nic z tego się nie stało. Starszy brat Johnny’ego uczył się wielu przydatnych rzeczy, znał zasady kickboxingu i gry w krykieta. Johnny przez moment stał się sentymentalny. W szpitalnym oddziale położniczym Sonia, jego matka odebrała nowo narodzonego syna, tuliła go delikatnie w ramiona, i zasypywała nieuzasadnionymi pytania. “Kto by pomyślał? Skąd pochodzisz, sieroto? Jak się tu dostałeś? Co masz do powiedzenia? Jakie jest twoje imię? Kim będziesz jak urośniesz? Co będziesz robił?” Ryszard miał pięćdziesiąt lat, gdy się urodził Johnny. Powiedział tylko- „Wydałaś na świat człowieka, który może cofnąć czas w sobie, aby płynął w nowy sposób, a nas uczynić ponownie młodymi.” Sonia, która dzielnie zastępowała Johnny’emu matkę wiedziała, co ona mówi. Jak Johnny dorastał, jego rodzice zdawali się być młodsi. Kiedy Johnny wyprostował się po raz pierwszy, na przykład, jego rodzice nie usiedzieli. Kiedy zaczął się czołgać, oni podskakiwali w górę i w dół, jak podekscytowane króliki. Kiedy szedł, skakali z radości, a gdy wymówił pierwszy raz ”no!”, można by pomyśleć, że zasypali je całym legendarnym potokiem słów, które wychodziły z ust Ryszarda.
Magiczny Świat był jakkolwiek ukryty od tysięcy lat, strzeżony przez most zagadkowy przeszłych ludzkich generacji. Tak więc każdy w Będzinie był w pełni świadomy, że istnieje magiczny świat istniejący równolegle do naszego, a jego wyrazem była biała i czarna magii, sny, koszmary senne, historie, kłamstwa, smoki, wróżki, niebiesko-brodaci wujkowie, czarne wołgi, mechaniczne czytania w myślach ptaków, skarby zakopane na cmentarzach, muzyka, literatura piękna, nadzieje, lęki, dar życia wiecznego, anioł śmierci, anioł miłości, przerwy, żarty, dobre pomysły, zgniłe myśli, szczęśliwe zakończenia-happy endy, w rzeczywistości niemal wszystko, co istniało bez żadnych odsetek. Johnny dorastał leworęczny i często wydawało mu się, że to reszta świata pracowała w złym miejscu, nie on. Klamki obracały się w zły sposób, podobnie śruby, gitary były nanizane do góry nogami, i skrypty, które w większości języków zostały napisane niezręcznie od lewej do prawej, z wyjątkiem jednego, który był dziwnie nie do opanowania. Koła garncarskie obracały się przewrotnie, wirowałyby lepiej, gdyby wirowały w przeciwnym kierunku, a o ile cieńszy i bardziej sensowny byłby cały świat, gdyby słońce wzeszło na zachodzie i zachodziło na wschodzie. Kiedy marzył o życiu w tym pustym wymiarze Johnny’emu było czasami smutno. Jego brat Jacek był prawą ręką tak jak wszyscy, a więc wszystko przychodziło mu łatwiej, co nie wydaje się sprawiedliwe. Sonia powiedziała kiedyś Johnny’emu niskim głosem -“Jesteś dzieckiem wiele darów, a może i masz rację, aby sądzić, że lewica to odpowiedni sposób realizacji życia, a reszta z nas nie jest w porządku, niech tak będzie. Zatem idź w lewo na wszelkie sposoby, ale nie marudź, nie pozostawaj w tyle “. Johnny’emu zdawało się, że mógłby zasiadać na tronie, zmienić płeć lub stać się Bogiem. A gdy rysował i malował, ojca marynarskie historie na przykład, czynił to w sposób jedyny. Szkicował ptaki z pamięci, pamiętał wszystko, co zdarzyło się wcześniej, jakąś kąpiel w rzece czasu lub kraj utracone dzieciństwo, lub miejsce gdzie nikt nie mieszkał, a przyszedł tam na świat wspaniały, fantasmagoryczny władca, tworzył kolorowe życie niczym arie śpiewającej Sonii. W matematyce i chemii, niestety, nie było tak gorąco. Ryszardowi nie udało się przedstawić własnych badań z chemii nad stężonym kwasem siarkowym. Na szczęście i Johnny żył w epoce, w której prawie nieskończona liczba równoległych rzeczywistości zaczęła być sprzedawana jako zabawki. Jak każdy wiedział, że dołączył do społeczności wyobraźni w cyberprzestrzeni, electro-klubów, których przyjął tożsamość, na przykład, że międzygalaktyczny pingwin pochodzi od członka The Beatles, a nie jest później zupełnie wymyślony, ma latać w kosmosie, nosić włosy sex kolor. Jak każdy Johnny posiadł szeroki asortyment kieszonkowy alternatywnej rzeczywistości pola i spędził większość swojego wolnego czasu na opuszczaniu własnego świata, aby wejść do rozległych, barwnych, muzycznych pól, w środku wszechświata, w których śmierć czasowych, aż zbyt wielu błędów stała się trwała, a życie było takie: coś można wygrać, lub zapisać się na, lub po prostu to jest cudownie oczywiste, ponieważ takie jest prawo, produkować cegły lub inne prawo , na przykład jeść grzyby , lub przechodzić przez prawo wodospad- przez magię, a może zachować wiele istnień, na ile twoje umiejętności i szczęście na to ci pozwoli.
W pokoju Johnny’ego, w pobliżu małego telewizora stało jego najcenniejsze, najbardziej magiczne pudełko, które oferowało wszystkim najbogatsze, najbardziej skomplikowane podróże do innych przestrzeni i różnych czasów, do strefy multi-życia i tymczasowej śmierci: jego nowy Miś. I tak jak Johnny na boisku szkolnym zamieniał się w pogromcę Cesarskiej Wysokości Armii, w dowódcę Sił Powietrznych samolotów papierowych, tak teraz Johnny wyszedł daleko poza świat matematyki i chemii, w Strefie Misia, Wielkiego Mistrza Gry. Soniu, popatrz, jak jego ręce przesuwają się na konsoli,” powiedział Ryszard. “W tych światach leworęczność nie przeszkadza mu, jest on prawie oburęczny.” Ostatnio jednak ręce Ryszarda, którym przydzielił swoiste nazwy zostały spowolnione. Chodził wolniej (choć nigdy nie chodził szybko), jadł wolniej (choć nigdy nie jadł więcej), a najbardziej niepokojące to to, że mówił wolniej (zawsze mówił bardzo szybko). Był wolniejszy uśmiech, a czasem, sam Johnny to zauważył, wydawało się, że myśli Ryszarda faktycznie spowalnia jego głowa. Nawet historie, które opowiadał zdawały się poruszać wolniej niż kiedyś, i to było złe. “Jak mu pomóc”, zastanawiał się Johnny. Ale zanim zdążył rozwiązać problem, coś strasznego stało się pewnej gwiaździstej nocy. Jeden miesiąc i jeden dzień po przybyciu Protazego i Gerwazego do domu Budnika, niebo nad miastem Będzin, nad rzeką Przemszą było cudownie pełne gwiazd, tak genialne, z gwiazdami, jakby nazbyt realne, że na wodach rzeki ludzie oglądali swoich jedynych sobowtórów, wbrew ich woli, z dziwnym uśmiechem na ich obliczach. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki gruby pas galaktyki się przetarł z jasnego nieba tej nocy, przypominając wszystkim, w jaki sposób rzeczy były w dawnych czasach, przed ludźmi. Zanim zanieczyszczone powietrze odsunęło niebo z pola widzenia. Ze względu na smog tak rzadko widziało się Drogę Mleczną w mieście, że teraz ludzie chodzili od domu do domu, aby powiadomić sąsiadów, by wyszli na ulicę i spojrzeli w górę. Wylewali się ludzie ze swoich domów i stawali z brodą w powietrzu, jak gdyby cała okolica była prośbą… Johnny wzruszył się głęboko, zaczął myśleć o tej idei. Gwiazdy wydawały się tańczyć tam na górze, mieszając się w obrębie wielkiego i skomplikowanego wzoru jak kobiety na weselu ubrane w ich ozdoby, kobiety nieskazitelnie białe i zielone i czerwone z brylantami, szmaragdami i rubinami, genialne kobiety tańczące na niebie, zniewalające od widoku ich ognistych kamieni na rękach i szyjach. Przedziwny taniec gwiazd znalazł odzwierciedlenie na ulicach miasta, ludzie wyszli z bębnami i szli, jak gdyby to ktoś znaczny miał urodziny. Ryszard usiadł na ganku i patrzył, i nikt, nawet Johnny nie mógł go wyciągnąć na miasto. “Czuję się ciężki,” powiedział. “Moje nogi są niczym worki z węglem, a ramiona czuję jak kłody. Musi być, że grawitacja jakoś wzrosła w moim pobliżu, bo jestem przyciskany do ziemi.” Wielkie show nieba trwało do późnej nocy i choć przeminęło, to zdawało się być zapowiedzią czegoś dobrego, od początku czasu nadspodziewanie dobrego.. Może to rzeczywiście było swego rodzaju pożegnanie, ostatnie słowo, bo to była noc, po której Ryszard Budnik, legendarny gawędziarz z Będzina, zasnął z uśmiechem na twarzy, z bananem w ręku i błyskiem jego czoła, a nie obudzil się następnego dnia rano. Potem sprawy potoczyły się gorzej. Johnny spał w swoim łóżku w nocy, zbyt wstrząśnięty i nieszczęśliwy by zasnąć. I łzy spływały mu po policzku. Potem Protazy był na łóżku i Gerwazy leżał nieruchomo na sienniku na podłodze. Johnny był przytomny. Nocne niebo za oknem nie było już jasne, ale słabe i niskie, jak gdyby marszczyło brwi, a grzmot burzy rozległ się w oddali, jak głos złego giganta. Następnie Johnny usłyszał bicie skrzydeł blisko i wyskoczył z łóżka i pobiegł do okna, by popatrzeć w niebo. Było siedem sępów niczym batalion ogniowy, ubranych tak jak europejska szlachta na starych obrazach, czy jak cyrkowi trefnisie. Były brzydkie, śmierdzące. Johnny zaczął się trząść, choć noc była ciepła. Czy to prawda? Klątwa na szefa spalonego cyrku ma przejść w klątwę na ojca? Nagłe pojawienie się w jego życiu Protazego i Gerwazego nie mogło zasypać jedynej wyrwy po stracie ojca. To było przygnębiające. Powłócząc nogami, Johnny poszedł z powrotem do swego pokoju. Przez okno widać było niebo, które zaczynało się rozjaśniać. Brzask zawsze podnosił ludzi w górę, ale Johnny nie mógł myśleć o niczym, być wesoły. Podszedł do okna, aby zasunąć kotary, żeby móc przynajmniej leżąc w ciemności odpocząć, i wtedy ujrzał niezwykłe rzeczy. Człowiek ubrany w kolorową koszulę i zniszczony kapelusz panama po prostu zaglądał do domu. W pewnym momencie człowiek odrzucił do tyłu głowę i spojrzał Johnny’emu prosto w oczy. To był Ryszard Budnik! To był jego ojciec, stojąc tam, nic nie mówiąc, ale patrząc na jawie! Ale jeśli Ryszard był za oknem na zagonie, to kto spał w łóżku? A jeśli Ryszard spał w jego łóżku, to jak może być na zewnątrz? Ledwie chwycił się się za głowę, która wirowała teraz z nim, i jego mózg, nie miał pojęcia, co myśleć, podniósł się na posłaniu, jednak nie rozpoczął biegu. Ale potem ścigany przez Protazego i Gerwazego Johnny pobiegł tak szybko, jak mógł, gdzie jego ojciec na niego już czekał. Biegnie po schodach w dół boso, potknął się lekko, zrobił krok w prawo, odczuł dziwny zawrót głowy, na chwilę odzyskał równowagę, by tylko zobaczyć to jedyne stworzenie przez drzwi. To było cudowne, Johnny myśli. Ryszard Budnik ocknął się i jakoś zaczął kontynuować spacer. Wszystko było w porządku.cdn