Prawdziwe Nabożeństwo do Matki Bożej 46

Stanisław Barszczak, Imieniny Matki Bożej,

Świętujemy dzisiaj jeszcze nie dożynki, dzień dziękczynienia za tegoroczne zbiory, lecz imieniny Matki Bożej, zatem nie obchodzimy byle jakiego święta. To święto kieruje nas wprost do Jezusa, syna Maryi i jego przypowieści. Właśnie ta strona ewangelii jest bardzo klarowna, Jezus pyta apostołów: czy i wy chcecie odejść? (volete andarvene) Święty Piotr powiedział: „Do kogo pójdziemy, ty masz słowa życia wiecznego”. Hebrajczycy otrzymali przykazania Boga: „Komu chcecie służyć (chi volete service?). Msza święta jest podporządkowana Chrystusowi. Tyle
interwencji zbawczych. Bóg zaprasza nas do współdziałania. Skądinąd znamy reakcję apostołów, wielu pomrukiwało. Bez wiary nie możemy pojąć osoby Jezusa, ani akceptować chleba życia. Zadanie dla nas: zostać z Chrystusem, by rosła nasza wiara. Bóg zaprasza również i nas. Wiele osób ma wątpliwości, i powątpiewa w sens pośrednictwa. Na weselu w Kanie byli również słudzy, w jednej chwili nastąpił brak wina. „Zróbcie wszystko cokolwiek syn mój wam powie”. Bóg
wyzwala, apeluje o spójność słów i czynów. Wiedza, wiadomości, kronika o idolach, zagrażają naszej wierze. Trzeba się posilić chlebem eucharystycznym. Bo my zabijamy grzechy, idziemy na łatwiznę. A trzeba wręcz współczucia dla bliźnich, współdziałania z nim nawet w małym. To nie są warunki Boga. Święty Ojciec Pio uczynił z Mszy świętej centrum swojej egzystencji. Nie powinniśmy jednak żyć oczekując na kopniaka, lecz spojrzeć na Boga, jako gospodarza na
weselu w Kanie i w naszym życiu. Prymas kard. Stefan Wyszyński nazywał chrześcijan dziećmi największej miłości, w końcu matczynej. O jakie dostojeństwo dzieci Bożych! Tylko Bóg wypełni głód miłości wiecznej. I chociaż może to być trudne, to jednak trzeba jedynej miłości do Chrystusa i do kościoła, również wzajemnej miłości. Będziemy zaproszeni na bankiet wieczny,
ale wpierw musimy się do tego przygotować. Zachęcam do wyboru jasnego, Boga troistego, również matki Boga, do szlachetnej odpowiedzi, wzbudźmy skruchę przed mądrością Boga, otwórzmy się na Ducha świętego, byśmy zrozumieli do końca misję Chrystusa i jego kościół. I może to kosztować wiele… Grzegorz był bratem św. Bazylegośw. Piotra z Sebasty i św. Makryny Młodszej. Tradycja rodzinna (ojciec był rektorem szkoły) ukierunkowała go w czasie dzieciństwa na drogę nauki, a także głębokiego życia religijnego (obydwoje rodzice zostali wpisani do katalogu świętych). Po śmierci żony, za namową swego brata przyjął święcenia kapłańskie i poświęcił się życiu ascetycznemu. Wszechstronnie wykształcony Grzegorz stał się jednym z najwybitniejszych teologów tamtych czasów. Pozostawił po sobie bardzo bogatą spuściznę pisarską, na którą złożyły się rozprawy teologiczne zwalczające błędy arianizmu, komentarze do
Pisma św., dzieła ascetyczne oraz wiele kazań i listów. Wstąpił do klasztoru nad Morzem Czarnym. W roku 371 (według innych źródeł w 372) został powołany na biskupa Nyssy (dziś Nevşehir) w Kapadocji. Początki jego urzędowania nie były łatwe, bowiem, jak mówił o tym św. Bazyli, Grzegorz był zbyt pobłażliwy i łatwowierny, a przy tym pozbawiony taktu. W
późniejszym okresie na dwa lata został odsunięty od urzędu pod fałszywym zarzutem sprzeniewierzenia majątku Kościoła. W roku 380 został wybrany metropolitą Sebasty. Uczestniczył w soborze w Konstantynopolu (381), gdzie bronił nicejskiego wyznania wiary, przeciw arianom. Miał być tam głównym autorem projektu nowego, ogłoszonego przez ten Sobór nicejsko-konstantynopolitańskiego wyznania wiary, który uzupełnieniu do Nicejskiego
symbolu wiary
definiował boską naturę Ducha Świętego. Nazywano go
“kolumną Kościoła” i “Filarem Ortodoksji”. Dla potomnych pozostał w pamięci jako człowiek otwarty i miłujący pokój, współczujący biednym i chorym. Walczącego z herezją Arian hierarchę z powodu ich intryg
pozbawiono katedry i skazano na wygnanie. Dopiero po ośmiu latach zrehabilitował go cesarz
Gracjan
. Do naszych czasów zachowały się kazania i traktaty napisane
przez św. Grzegorza w obronie nauki ortodoksyjnej od herezji arian i macedonian. 379 – 394 r. – O stworzeniu człowieka (De opificio homini); przeł. Marta Przyszychowska, WAM Źródła Myśli Teologicznej 39, Kraków 2006, s. 152; SCh 6, wyd.Jean-Jacques Courtiau /1944/. Wielka Katecheza,
przeł. Wojciech Kania, [w:] Grzegorz z Nyssy, Wybór pism, Warszawa 1974 ATK PSP 14,
s. 128-183; tekst grecki: Sources chrétiennes (SCh) 453, (oprac. Raymond Winling). 370 r. – O dziewictwie, SCh 119, wyd. M. Aubineau /1966/. Inne dzieła: Komentarz do Pieśni nad Pieśniami (In Canticum Canticorum Homiliae; Homilie do Błogosławieństw. M.
Przyszychowska (przekład, wstęp i przypisy). Kraków: WAM, 2005, s. 101; Homilie do Eklezjastesa. M. Przyszychowska (przekład, wstęp i przypisy). Kraków: WAM, 2009, s. 106; O chrzcie Chrystusa (In baptismum Christi; O tych, którzy odkładają przyjęcie chrztu (De iis qui baptismum differunt; Przeciwko przeznaczeniu; 379-381 r. – Życie Makryny, SCh 178, wyd. P. Marval /1971/; 379 – 383 r. – Przeciw Eunomiuszowi; cz.1, Sources chrétiennes 521; 391 –
394 r. – Żywot Mojżesza (Vita Moisis, PG 44, 361nn; Sources chrétiennes 1, /3 wyd. 2000/. Czyńmy w pełni naszą doskonałość, bazując na przykazaniach Boga Ojca, jego Syna Jezusa Chrystusa i jego Matki Maryi, której osobliwym czcicielem był Ludwik Maria Grignion de Montfort (ur. 31 stycznia 1673 w Montfort-sur-Meu we Francji, zm. 28 kwietnia 1716 w Saint-Laurent-sur-Sèvre). (Informacje o św. Grzegorzu z Nyssy i św. Ludwiku Marii Grignion de Montfort zaczerpnąłem z Internetu, autor ). Święty Ludwik jest francuskim duchownym i świętym katolickim, pisarzem religijnym epoki baroku. Urodził się w miejscowości Montfort-sur-Meu w rodzinie mieszczańskiej. W wieku 19 lat wstąpił w Paryżu do zgromadzenia św. Sulpicjusza, gdzie kończy seminarium duchowne. Święcenia kapłańskie otrzymał 5 czerwca 1700. W centrum swej duchowości osobistej i apostolskiej Ludwik Grignion postawił kult Najświętszej Maryi Panny i wierność przyrzeczeniom chrztu świętego. Aby dać temu wyraz przybrał jako drugie imię “Maria”, a do swego nazwiska dodał “Montfort”, od nazwy parafii, w której był ochrzczony. W 1706
rozpoczął za poradą i przyzwoleniem papieża Klemensa XI pracę misjonarsko-apostolską wśród ludności zachodniej Francji na terenach Bretanii i Wandei. Przed dwoma laty mogłem z bliska podziwiać owoce jego pracy misjonarskiej w Saint-Laurent-sur-Sevre. Św. Ludwik pełnił również posługę kapelana wśród chorych i bezdomnych Szpitala Miejskiego w Poitiers. Pod koniec swojego życia, w 1713 roku, napisał Regułę Księży Misjonarzy z Towarzystwa Maryi (zwane też czasem “Zgromadzeniem Świętego Ducha”) dla, jak sam to określał: “ubożuchnego Towarzystwa dobrych kapłanów, którzy pod sztandarem Najświętszej Maryi Panny ruszyliby, aby nauczać katechizmu ubogich po wsiach i zachęcać grzeszników do nabożeństwa do Maryi”. Rozpoczął także organizowanie kongregacji żeńskiej – Cór Mądrości, których współzałożycielką i pierwszą Przełożoną Generalną była Błogosławiona Marie-Louis Trichet. Ludwik Grignion de Montfort
uważany jest za pioniera pobożności maryjnej i mariologii, której wyrazem jest jego najbardziej znane dzieło Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, gdzie rozwija koncepcję niewolnictwa duchowego jako dobrowolnego i ufnego poddania Maryi oraz pisze on m.in.: „Prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest święte, to znaczy prowadzi duszę do unikania grzechu i do naśladowania cnót Najświętszej Maryi Panny, zwłaszcza Jej głębokiej pokory, żywej wiary, ślepego posłuszeństwa, nieustającej modlitwy, wszechstronnego umartwienia, Boskiej czystości, Jej głębokiego miłosierdzia, Jej heroicznej cierpliwości, Jej anielskiej słodyczy i iście Boskiej mądrości. Oto dziesięć głównych cnót Najświętszej Maryi Panny”. Do koncepcji tej nawiązał Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II, czerpiąc z
dzieła Ludwika hasło “Totus Tuus” jako swą dewizę biskupią i później papieską. Za jego spadkobierców uważają się Bracia Świętego Gabriela. A teraz chciałbym przytoczyć kilka większych fragmentów z tego nabożeństwa, celem zbliżenia się do Maryi i zbawienia wiecznego. 1. Przez Najświętszą Maryję Pannę przyszedł Jezus Chrystus na świat, przez Nią też chce On panować w świecie. 2. Maryja wiodła życie ukryte; toteż Duch Św. i Kościół zwą Ją “Alma
Mater”(matką żywicielką, przypisy autora), Matką ukrytą i tajemniczą. Pokora Jej była tak głęboka, że nie miało dla Niej większego powabu, jak wieść życie ukryte przed samą sobą i przed wszelkim stworzeniem, a znaną była jedynie u Boga. 3. Bóg wysłuchał próśb, które zanosiła Doń o życie ukryte, ubogie i pełne upokorzeń, i w dobroci Swej zasłonił przed wzrokiem ludzkim Jej poczęcie i urodzenie, tajemnice Jej życia, Jej zmartwychwstanie i wniebowzięcie. Właśni
rodzice nie znali Jej dobrze; a Aniołowie pytali często jedni drugich: Kimże jest Ona?(Pieśń 3, 6). Albowiem Najwyższy ukrył Ją przed nimi; a jeśli czasem odsłaniał im rąbek tajemnicy, to tym większe dziwy przed nimi ukrywał. 4. Bóg Ojciec zgodził się na to, by za życia nie zdziałała żadnego rozgłośnego cudu, choć dał Jej władzę po temu. Bóg Syn zgodził się no to, aby
nie wypowiedziała się prawie wcale, choć Ją wzbogacił mądrością Swoją. Bóg Duch Św. sprawił, mimo że Maryja była wierną Jego Oblubienicą, że Apostołowie i Ewangeliści mówią o Niej bardzo mało, tyle tylko, ile koniecznie było trzeba, by świat poznał Jezusa Chrystusa. Maryja jest najdoskonalszym arcydziełem Najwyższego, jest arcydziełem, którego znajomość i posiadanie Bóg zastrzegł Sobie Samemu. (św. Bernardyn, Srm 52, art.1). 37. Z powyższego jasno wynika, że Maryja wielką otrzymała od Boga władzę nad duszami wybranymi. Inaczej nie mogłaby Ona w nich czynić sobie mieszkania, co Jej Bóg Ojciec nakazał, nie mogłaby ich kształtować, karmić i jako matka rodzić do życia wiecznego, nie mogłaby uważać ich za swe dziedzictwo, nie
mogłaby kształtować ich w Jezusie Chrystusie, ani Jezusa Chrystusa w nich, nie mogłaby zapuścić w ich sercu korzeni cnót i być nierozłączną towarzyszką Ducha Św. we wszystkich dziełach łaski; nie mogłaby więc czynić tego wszystkiego, gdyby nie miała prawa i władzy nad duszami mocą osobliwej łaski Najwyższego, który daje Jej władzę nad Swym Jedynym i przyrodzonym Synem, dał Jej także władzę nad Swymi dziećmi przybranymi, nie tylko co do ciała, co by niewiele
znaczyło, ale także co do duszy. 38. Jak Jezus jest w natury Swej i przez Odkupienie Królem nieba i ziemi, tak Maryja jest przez łaskę Królową. Królestwo Jezusa Chrystusa istnieje
głównie w sercu lub we wnętrzu człowieka, wedle słów Pisma Św. Królestwo Boże w was jest (Łk 17, 21), dlatego Królestwo Najświętszej Dziewicy rozwija się głównie we wnętrzu człowieka, tzn. w jego duszy, i dlatego otrzymuje Ona wraz ze Swym Synem więcej chwały w duszach niż
we wszystkich stworzeniach widzialnych. Stąd ze świętymi zwać Ją możemy: “Królową Wszystkich Serc.” 61. Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, musi być ostatecznym celem wszystkich naszych nabożeństw; inaczej byłoby ono błędne i złudne. Jezus Chrystus jet Alfa i Omega, początek i koniec wszystkiego. Pracujemy tylko, jak mówił Apostoł, by
wszelkiego człowieka doskonałym uczynić w Jezusie Chrystusie, gdyż tylko w Nim
mieszka wszystka zupełność Bóstwa i wszelka pełność łaski, cnoty i doskonałości; gdyż tylko w Nim otrzymaliśmy pełnię błogosławieństwa duchowego, gdyż On jest naszym jedynym Mistrzem, który ma nas nauczać, jedynym Panem, od którego zależymy, jedyną Głową, z którą mamy być połączeni, jedynym Wzorem, któremu mamy się upodobnić, naszym jedynym Lekarzem, który ma nas uleczyć, jedynym Pasterzem, który ma nas żywić, jedyną Drogą, która ma nas prowadzić,
jedyną Prawdą, której musimy wierzyć, jedynym Życiem, które ma nas ożywiać; jednym słowem, jest dla nas wszystkim we wszystkim. Albowiem nie dano pod niebem innego imienia, w którym mielibyśmy być zbawieni, Bóg nie położył innego fundamentu dla naszego zbawienia, dla naszej doskonałości i naszej chwały, niż Jezusa Chrystusa. Wszelki gmach, który by nie spoczywał na tej opoce, stoi na lotnym piasku i wcześniej lub później runie niechybnie. Wszelki wierny, który
nie trwa w Nim jak latorośl z winnym szczepem, odpadnie, uschnie i wart będzie, by go w ogień wrzucono. Poza Nim wszystko jest bezdrożem, kłamstwem, nieprawością, śmiercią i potępieniem. Jeśli natomiast jesteśmy w Jezusie Chrystusie i Jezus Chrystus w nas, nie potrzebujemy obawiać się potępienia. Ani Aniołowie w Niebie, ani ludzie na ziemi, ani szatani w piekle, ani jakiekolwiek
inne stworzenie nie może nam szkodzić, bo nie może nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Jezusie Chrystusie. Przez Niego, z Nim i w Nim możemy wszystko: możemy oddać Bogu Ojcu w jedności Ducha Św. wszelką cześć i chwałę, (Kanon Mszy Św.), możemy stać się doskonałymi, a dla bliźniego naszego dobrą wonnością Chrystusową na żywot wieczny.(Por. 2 Kor 2, 15-16).  

 

Przesłanie do pensjonariuszy

Stanisław Barszczak, Wakacje i pokój

Zostawiłem was być może na jakiś moment, ale wyobraźcie sobie, że znalazłem się jakby w wielkiej posiadłości mego wuja, zamknięty przed laty i zaniedbany tajemniczy ogród, obecnie
prezentuje się niczym najpiękniejsza oaza radości i szczęścia na pustyni codziennej powierzchowności i niewiary, ostatnie Las Vegas w polskiej scenerii. Jeszcze tylko brak okazałego kasyna, choć jest wielka nadzieja, że odremontowana wąskotorówka, którą przed czterdziestu laty przyjechałem z Trzebiatowa do Niechorza, za rok będzie funkcjonować normalnie. Kilkakrotnie zdobywałem się na odwagę, by tutaj jeszcze raz zawitać; a wydawało mi się już, że żyję całe wieki, tak więc mój umysł nie był używany dawno, w głowie mi wirowało, i oto nagle byłem oszołomiony dzisiejszym pomniejszeniem obszaru natury w tym zakątku polskiej ziemi, nad polskim Bałtykiem. Zawsze chciałem wiedzieć więcej. Dzisiaj mijałem na spacerze jakichś turystów Niemców, dyskutowali o czymś podniesionymi głosami, zdawało mi się, że wraz ze swoją kompanią nieustannie tropią córkę angielskiego pułkownika porwaną przez Maguę z plemienia Huronów. Niechorze to jedna z najbardziej atrakcyjnych miejscowości położona nad Morzem Bałtyckim oraz nad jeziorem Liwia Łuża. Niechorze graniczy a w zasadzie łączy się z miejscowością Pogorzelica, te dwie miejscowości tworzą bardzo jedyne miejsce na relaks. Niechorze składa się z dwóch części: zachodniej, starszej położonej przy klifowym brzegu
oraz nowszej, na obszarach bardziej równinnych i przylegających do jeziora. W zachodniej części miejscowości znajduje się latarnia morska zbudowana w 1866 r. Światło z tej latarni dzięki specjalnej żarówce 1000W można dojrzeć z odległości ponad 20 mil morskich. Latarnię można
zwiedzać codziennie w godzinach od 10:00 do 18:00. Około 300 m od plaży, częściowo w Niechorzu, częściowo już w Pogorzelicy, leży jezioro Liwia Łuża. Jezioro Liwia Łuża, połączone z morzem poprzez Liwkę – kanał będący naturalną granicą między Niechorzem a Pogorzelicą – to akwen o powierzchni 220 ha. Liwia – Łuża położone jest 10 cm. nad poziomem morza i należy do najgłębszych w Polsce zbiorników przybrzeżnych. Jezioro jest naturalnym siedliskiem ptactwa
wodnego i stanowi ścisły rezerwat ornitologiczny. Niechorze i Pogorzelca to typowe miejscowości turystyczne z licznymi atrakcjami takimi jak: przepiękna szeroka złocista plaża, żywiczne lasy sosnowo – brzozowe, latarnia morska, kolejka wąskotorowa, którą możemy kursować na trasie Gryfice-Trzebiatów. “Ciuchcia – RetroExpres” jeszcze niedawno wyjeżdżała rano z Gryfic i przez
cały dzień kursowała przez miejscowości: Trzęsacz, Rewal, Niechorze i Pogorzelicę. Stare wagony i zabytkowy parowóz o romantycznym imieniu “PARYS” sprawiały, że czuliśmy się jak w przeszłości. Ciuchcia jeździła od czerwca do września kilka razy dziennie, a zabytkowy parowóz Parys jeździł w każdą Niedzielę. Po sezonie cały tabor można było zobaczyć w Muzeum Kolei
Wąskotorowych w Gryficach. Gdy mielibyśmy więcej czasu zachęcam do odwiedzenia kościółka albo restauracji Villa del Mar w Niechorzu nad samym morzem i zjedzenia ryby lub wycieczki plażą, by pójść w stronę Rewala. W pobliskim Trzęsaczu, przed laty pisałem już o nim,
najbardziej znanym obiektem godnym polecenia są ruiny kościoła z XIII wieku. Po osunięciu się murów przed stu laty, na szczycie kilkudziesięciometrowej wydmy dzisiaj widać tylko południową
ścianę kościółka. Kościółek znajdował się kiedyś 200 metrów od morza. Specjaliści przewidują, że mimo prac zabezpieczających za kilka lat znikną ostatnie ślady jego istnienia. Będąc w Trzęsaczu warto też zajrzeć do XIX-wiecznego pałacu położonego po drugiej stronie drogi. Szczególnie malowniczy jest otaczający go park, założony ponad 200 lat temu. W Niechorzu organizowane są również przeróżne imprezy rozrywkowo-sportowe i to nie tylko w sezonie letnim, szczególnie na ulicy Bursztynowej-promenadzie i wizytówce miasta. Żal jednak, że nie ma już tutaj wielkich bloków mieszkalnych z czasów socrealizmu, w których wypoczywały na wakacjach dzieci z różnych polskich kopalnii na Śląskiu, a nawet dzieci niemieckie. Ostał się z tamtych czasów tylko “Koral”. Dzisiaj Niechorze to również przystań rybacka, zatem możemy liczyć na świeżą rybkę w wielu smażalniach. Bywałem w tej miejscowości w latach 1971-76, bo nieistniejąca już dzisiaj Huta Szkła Gospodarczego z Ząbkowic wydzierżawiała tam wówczas w czasie wakacji budynek Szkoły Podstawowej przy ulicy Szczecińskiej (obecnie Przedszkole). Dzisiaj naprzeciwko stoi pensjonat “Piotruś Pan”. Przed laty graliśmy na boisku przy szkole w piłkę, dzisiaj jest tutaj boisko prywatne. W szkole patrzyłem na seriale i mecze w piłkę nożną z Niemczech w 1974 roku,  W Niechorzu był wówczas rynek z kinem „Muszelka”, którego przedłużeniem jest plac przy obecnej ulicy Pomorskiej. Dzisiaj place te wizualnie pomniejszono przez „nowoczesną” zabudowę. Ale w Niechorzu dalej wierzą w jednego boga, jest kościółek św. Stanisława Szczepanowskiego, kilkadziesiąt metrów od plaży, poza tą świątynią katolicką nie ma kościółków innych wyznań. To owszem jest kaplica Sióstr Służebniczek, (przed laty teren Domu Sióstr był ogródkiem za siatką, który mijaliśmy w drodze na rynek), do której wszedłem jak poza czerwone mury Sarepty, prosząc o nocne schronienie. Brat Ireneusz sprawiał wrażenie inteligentnego, a Siostra Przełożona, Siostra Elżbieta, w wąskim korytarzu jakby mówiła do mnie, jak Jezebel do proroka Eliasza: nasi bogowie mieszkają na piątej górze od wieków i mamy błogosławieństwo, jak możecie wierzyć w jednego boga? Ja znów jednak wierzę, że to miejsce może znaleźć nowego reportera, który historię swą mógłby ująć w formę ot chociażby opowieści swojej jako angielskiego lekarza okrętowego i rozbitka w Krainie Liliputów. Mogłaby to być również pełna ciepła historia Agaty, nastolatki wychowanej w domu dla sierot, która niespodziewanie otrzymuje
szansę na rozpoczęcie lepszego życia. Dzięki dobroci anonimowego opiekuna Agata trafia do college’u, gdzie ma rozwijać swój talent literacki, a swoje postępy w nauce oraz przygody opisuje następnie w listach do tajemniczego dobroczyńcy. Wydaje mi się, że nagle jakby znalazłem się na tarasie, skąpany w słonecznym świetle, a kolory wokół wydały mi się tak zachwycająco czyste i łagodne, że przestałem odczuwać jakikolwiek pośpiech, jakby wskazówki zegarów nagle się
zatrzymały. Usłyszałem dźwięk zamykanych za plecami drzwi… Poczułem olbrzymią życzliwość przechodzącej Siostry, stąd moja opowieść mogłaby przybrać obraz także historii o kobiecie, która pokonała kulturowe przeszkody, stając się wielką postacią świata islamu czy Bóg wie czego, wreszcie ostatniej elegii o tym kolorowym raju, w którym żyjemy, nie zdając sobie sprawy z naszego szczęścia. Niewiele znam miejsc tak silnie grających na pozytywnych emocjach. Tutaj widzi się jedyne szczęście ludzkości, które za sąsiada ma jednak Pogorzelicę, uzdrowisko
inne- miejsce ‘będące poza kanałem’, wodą słodką, rzeką, przedzielającą jakby dwa oblicza ludzkiego szczęścia, mianowicie szczęścia jedności naturalnej człowieka wewnętrznego, zarazem ‘szczęścia natury’, obejmującego kataklizmy i nieszczęścia planety. Tym samym pomiędzy Niechorzem i Pogorzelicą istnieje rzeka-miejsce, które nie może  złączyć się z morzem, oto
słodkie wody tutejszego płytkiego jeziora Liwia Łuża nie sięgają morza, brakuje im na plaży zaledwie kilka metrów. Ale przez to uchroniono nas jakby przed statnimi chwilami naszej planety. Ostatni ludzie – krwiożercze bestie, piekło apokalipsy. Ostatnie ślady naszej cywilizacji – puszka coca-coli i strzępy starych gazet. Ten obraz jest tutaj niewidoczny. W przyszłości, która może
zdarzyć się jutro lub za tysiąc lat, nastąpić mógłby straszliwy kataklizm, który zniszczyłby naszą cywilizację i większość życia na Ziemi. Wszędzie zgliszcza i ciemność. Kamienie pękają od mrozu. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko bandy zdziczałych kanibali. Na tle martwego pejzażu dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę.
Przed nimi pełna niebezpieczeństw droga w nieznane, wokół nich – świat umarłej nadziei, rozpaczy, strachu, ale w nich – wciąż tląca się miłość… Nigdy jeszcze niespełnioną miłość tej ziemi reprezentuje także boginii morza Bałtyckiego. W Niechorzu znajduje się również Muzeum Rybołówstwa Morskiego, które zwiedzałem za sześć złotych. Zmiany jakie postępowały w Polsce, w wyniku nowej sytuacji społeczno – ekonomicznej po roku 1989, pobudziły do działania oraz wymusiły zastąpienie dotychczasowych źródeł utrzymania i wyjście naprzeciw dynamicznie
rozwijającej się gałęzi gospodarki – turystyce. Możliwości jakie stwarzała obsługa ruchu turystycznego i coraz liczniej odwiedzający wybrzeże wczasowicze, zachęciły do tworzenia nowych miejsc noclegowych oraz obiektów, które zapewniałyby zaplecze kulturalne w sezonowo ożywiających się miejscowościach nadmorskich. Myśl o utworzenia morskiego muzeum w Niechorzu – niewielkiej miejscowości wypoczynkowej na Wybrzeżu Trzebiatowskim, narodziła się w sercu byłego rybaka łodziowego Henryka Gmyrka, który wokół projektu zgromadził grono
pasjonatów i orędowników utworzenia rybackiej ekspozycji. Pomysł aby odwiedzający wybrzeże turyści mogli zapoznać się z charakterem dawnej osady rybackiej oraz z odchodzącym do przeszłości etosem rybaka łodziowego był czynnikiem sprawczym jaki towarzyszył od początku pomysłodawcy. Przy pomocy i życzliwości administracji Urzędu Gminy w Rewalu z sekretarz gminy p. Elżbietą Łonyszyn udało się wyremontować niewielki, poniemiecki budynek z lat
20 tych, przy ul. Marchlewskiego 66 we wschodniej części Niechorza. W roku 2002
rozpoczęto starania aby wyremontować dawny „Klub FWP” i przenieść tam muzeum –
co stało się w lipcu 2003 roku. Od tej pory trwa nowy rozdział historii Muzeum
Rybołówstwa Morskiego. Podaję informacje za www.muzeum.rewal.pl  W historii muzeum eksponowano łodzie, sprzęt do wyciągania połowów, okazy ryb, miniatury sieci, sprzęt zabezpieczający żeglugę, dawne narzędzia do odłowu wypożyczane ze zbiorów szczecińskich a
pochodzące z Europy i Afryki. Gabloty wypełniają obiecnie dokumenty, zdjęcia pierwszych rybaków z Niechorza oraz fotografie tutejszych osad – sprzęt, domostwa, łodzie. „Prezentowane na wystawie przedmioty ukazują specyfikę zawodu rybaka, posługującego się w swojej pracy określonymi narzędziami i sprzętem pomocniczym. Odnajdziemy tu modele sieci, kosze do transportu ryb, żelazne kotwice, ościenie kowalskiej roboty, więcierze, typowy sadz do przechowywania ryb (miejscowa nazwa „kibel”) oraz przedmioty codziennego użytku. Zebrane w
trakcie tworzenia muzeum zabytki stanowią interesujący wycinek kultury pomorskiej, kształtowanej przez określone warunki przyrodniczo-geograficzne”. ‘W tym roku, przy muzeum w Niechorzu, po raz dziesiąty zabrzmiały szanty. Po raz dziesiąty rybacy przygotowali potrawy z ryb, w tym ze śledzia. Bohaterem numer jeden był śledź. Żyje sobie gdzieś w Bałtyku, śledź przez lud bałtycki zwany, pląsa sobie w słonej wodzie i wiosną jest zakochany… Wędrował ulicami
Niechorza niesiony przez czterech artystów na długich drążkach. Pojawiał się w dziesiątkach potraw. Turyści ustawili się w długą kolejkę by zmierzyć się z trzystoma litrami(!) zupy rybnej, przygotowanej przez restaurację Sabat. Tradycyjnie odbywał się konkurs kulinarny, tradcyjnie teren przy muzeum zajeli artyści, plastycy, rzeźbiarze. Długi szereg namiotów zajęły produkty regionalne. Między drzewami ulokował się średniowieczny maszop prezentujący pradawne techniki połowu ryb oraz wędzenie w jamach.’ Niechorze niesie z sobą obietnicę pocieszenia, ucieczki do lepszego świata, ostatniego pokoju, słońca ci nie zabraknie. Wieczorem, a właściwie późnym popołudniem, na obiedzie u Sióstr Służebniczek, już bardzo się rozwinąłem z gadką, chciałem coś powiedzieć, i powiedziałem to mocno, że i ja zmieniałem bieg historii najnowszej, ja szary obywatel krainy Polan, choć świat usiłuje jeszcze temu zaprzeczać! I że teraz nadal
żyję z pragnieniem ostatniej przemiany losu, dla tej dziś kolorowej krainy, choć równocześnie biję się w piersi- nie uratowałem łaski czy sprawiedliwości ostatniej dla najnowszej historii ludzkości. A my znowu musimy żyć dalej, nie pragnąc… Stąd czasem nie wierzę w szczęście, ale my musimy kochać, wierzyć na wieki. Każdy musi mnie znać, bo jest życie- nie wystarczy żebym znał tylko siebie, moje życie musi być ‘odbite’ w innych żywotach. Mamy swoją wolność, a jeśli nic nie
pozostanie poza śmiercią? Nasz świat jest podzielony na dwa światy: dobry i zły. Co zostanie: popiół i diament… Ale już wierzę, wszystko będzie dobrze. A ty bracie, bądź pewny, że życie po wakacjach w Niechorzu nie będzie grą, ty jesteś odpowiedzialny za wszystko, nawet gdy historia potoczyła się w przeciwnym kierunku, do naszego osobistego szczęścia i do ludzkiego rozumu.

Mickiewicz starb in Istanbul

Istanbul eine unvergessliche Stadt,

Nach einem Schriftenwechsel mit Vater Dariusz Wiśniewski OFM Conv ging ich zu Istanbul. Anfang August, die schönen Ferien 2012 ist. Istanbul ist die einzige Stadt, die auf zwei
Kontinenten liegt. Hier findet man eine Mischung aus Ost und West mit einer
reichhaltigen Geschichte, die bis ins Jahr 3000 v. Chr. zurückreicht. Seit
ihren Anfängen wird die Stadt als Handelsumschlag benutzt und ist seit
byzantinischer Zeit als Welthandelszentrum bekannt. Istanbul liegt auf 7
Hügeln, mit einer Hälfte in Europa und der anderen Hälfte in Asien. Der
Bosporus trennt die Stadt. Istanbul ist ein Paradies für Shopper. Heutzutage
werden keine Sklaven mehr verkauft, dafür türkischer Schmuck, Teppiche und
Gewürze. Es ist eine sehr lebendige Stadt und obwohl es nicht mehr die
Hauptstadt ist, hat Istanbul doch noch eine große Bedeutung. Viele Orte zeugen
von der langen Geschichte Istanbuls. Man findet eine Vielzahl von Museen,
Monumenten, Moscheen und Palästen. Kunstliebhaber werden von den vielen
Galerien begeistert sein. Es gibt eine schier unendliche Bandbreite an
Restaurants von traditionellen Kebabs und Mezze über Chinesisch und
amerikanische Take-Aways. Unterkünfte sind über die ganze Stadt verteilt. Man
findet Hotels jeder Preisklasse und in der Nebensaison von Oktober bis März
gibt es tolle Angebote. Geschäftsreisende wohnen meist um den Taksim Square im
Geschäftsviertel und die Luxushotels liegen im historischen Sultanahmet Bezirk.
Egal wo man übernachtet, man bekommt immer ausgezeichneten Service, denn die
Leute sind sehr freundlich und hilfsbereit. Aus dem Zentrum des mehr als
tausend Jahre währenden Byzantinischen Reichs, Konstantinopel, wurde Istanbul,
die Hauptstadt des Ottomanischen Reichs für nahezu 500 Jahre. In der Stadt
spiegeln sich die Kulturen Europas und Asiens wieder und ergeben eine
einzigartige Atmosphäre. Ein Spaziergang innerhalb der Stadtmauern rund um
Sultanahmet führt an Moscheen, Museen und dem Großen Bazar vorbei und bildet
einen Rundgang sowohl durch die Geschichte als auch durch das heutige, tägliche
Leben.Das moderne Istanbul liegt auf der anderen Seite der Galata-Brücke in
Beyoglu, in Taksim und den nördlichen Vororten, mit einer Vielzahl guter
Restaurants und Einkaufsmöglichkeiten.Die asiatischen Viertel Istanbuls haben
sich gegen den Tourismus etwas abgegrenzt und so ihren traditionellen Charakter
bewahrt. Die Wasserstraßen spielen im Leben der Stadt eine große Rolle und auf
dem Bosporus, dem Goldenen Horn und dem Marmarameer herrscht reger
Bootsverkehr. Entlang der Ufer gibt es kleine Cafés, in denen man ein Glas Tee
genießen kann und einen herrlichen Blick über die Stadt hat. Istanbul wird
nicht umsonst als die schönste und beeindruckende Stadt der Türkei bezeichnet.
Der individuelle Stil und die unnachahmliche Atmosphäre machen einen Besuch in
dieser Stadt unvergesslich. Viele der alten Bauwerke sind heute noch gut erhalten
und bieten Einblicke in längst vergangene Zeit. Die Stadt ist erfüllt mit einem
emsigen scheinbar nie endenden Treiben und verschiedenen orientalischen
Gewürzen. Orientalische Musik und die einzigartige Silhouette vervollkommnen
den Eindruck aus 1001 Nacht. Istanbul vereint Gegenwart mit Vergangenheit und
Moderne mit Traditionen. Verschiedene Paläste, Museen, Kirchen, Moscheen und
Basare aus verschiedenen Epochen erwarten Besucher. Ein weiterer Höhepunkt ist
die wunderschöne Landschaft, die die Stadt umgibt. Der Bosporus bei
Sonnenuntergang lässt erahnen warum diese Stadt es schafft, bereits seit
Jahrtausenden Menschen zu faszinieren. Diverse Feinschmeckerlokale und
Restaurants weihen in die Geheimnisse der landestypischen Gerichte ein.
Versteckte Tavernen ermöglichen das Kennenlernen des Lebens von Einheimischen.
20 verschiedene Theater, mehrere Museen, eine Oper und unzählige Kinos bieten
ein breites kulturelles Angebot. Die größten Diskotheken von ganz Europa, Bars
und diverse Clubs ermöglichen ein Ausklingen des Abends oder der Nacht. Die Anreise             von Deutschland nach Istanbul geschieht in der Regel mit dem Flugzeug. Linienmaschinen       und auch fast alle Chartermaschinen landen inzwischen in Istanbul. In Istanbul gibt es zwei große … Hotels Istanbul hat in allen Kategorien und Preislagen ein riesiges Angebot an         Hotels zu bieten. Wer also nur eine vernünftige Unterkunft für seinen Trip nach Istanbul      sucht, der hat die Qual der Wahl. Alles über Istanbul Istanbul ist einfach atemberaubend.     Keine andere Stadt befindet sich auf zwei Kontinenten. Auf der einen Seite der europäische     und auf der anderen Seite der asiatische Einfluß. Dies macht Istanbul …  Der byzantinische    Dom Hagia Sophia gilt als ein Wunderwerk der Architektur und wurde 536 nach Christus errichtet. Der Sultanpalast Topkapi besitzt mehrere Schatzkammern, ein Bereich in denen       sich der Harem aufhielt und über einen inneren sowie äußeren Palast. Die Blaue Moschee      wurde im Jahre 1616 errichtet und ist weltberühmt. Dies sind nur wenige der unzähligen         und geschichtsträchtigen Sehenswürdigkeiten. In Istambul die Bedeutung der Brücke ist eindeutig. Sie verbindet zwei Mächte. Asien und Europa. Diese Verbindung wurde durch die    Fatih-Sultan-Mehmet-Brücke oder aber auch 2. Bospurus-Brücke genannt, erweitert und verstärkt. Dadurch wird das Band zwischen Asien und Europa noch enger und die Zusammengehörigkeit wird deutlich spürbar. Auch die zweite Bospurus-Brücke ist als Hängebrücke gebaut worden und wurde der Ersten nachgebaut. So sollte der Verkehr besser
fließen, was sicherlich bei der Masse an Fahrzeugen nicht verkehrt ist. Istambul-
die Vorzeige-Stadt der Türkei. Istanbul ist die Anlaufstelle Nummer eins, wenn
es um Finanzen, Medien, den Handel oder aber auch um die Kultur in der Türkei
geht. Es ist die bevölkerungsreichste Stadt in der ganzen Türkei und nicht
zuletzt deshalb auch das Zentrum und Herzstück. Das Stadtgebiet bietet so viele
unzählige Sehenswürdigkeiten, Bräuche, Traditionen und verwinkelte Gassen, die
man einfach nicht verpassen sollte. Dazu gehören beispielsweise die Hagia
Sophia oder auch der Leanderturm. Nicht zu vergessen die unzähligen Basare, die
in Istanbul schon fast berühmt sind und nicht aus der Stadt wegzudenken wären.
Sie sind überall zu finden und nicht nur auf eine Region der Stadt begrenzt.
Für das leibliche Wohl ist natürlich ebenfalls gesorgt, denn die türkischen
Spezialitäten bestehen sicherlich nicht nur aus Döner und Kebab, sondern bieten
eine Vielzahl von Gerichten und Rezepten, die mit den verschiedensten Gewürzen
versehen werden und so einen ganz eigenen Geschmack entwickeln können.
Interessante Beispiele bieten auch Pide, Köfte oder die verschiedenen Fromen
der Linsensuppe. Die Speisen in Istanbul sind schon eine Reise wert, denn sie
erfreuen den Gaumen auf eine ganz neue Art und Weise. Istanbul wurde sogar zur
Europäischen Kulturhauptstadt 2010 gewählt. Dies zeugt davon, dass in dieser
Stadt sehr viel zu sehen und zu bestaunen ist. Musik und Theater halten hier
genauso Einzug, wie die unzähligen Museen, die einem beim äußeren Anblick schon
verzaubern werden. Neben den vielen Bauwerken und dem islamischen Einschlag
gibt es aber noch sehr viel mehr zu entdecken. Residenzen und auch Moscheen wie
die Sultan-Ahmed-Moschee zeigen sich von ihrer schönsten Seite und nehmen einen
mit auf eine Reise, die man sicherlich nie vergessen wird. Aber dennoch ist es
das Flair, dass Istanbul ausstrahlt und jeden Tag aufs Neue mitbringt und die
Leute begeistert. Touristen sowie auch Einwohner erfreuen sich jeden Tag an den
türkischen Bauwerken, den unzähligen Sehenswürdigkeiten und auch an ganz
alltäglichen Dingen. Für den Urlauber heißt dies in dieser Stadt ein absolutes
Wohlgefühl auf ganzer Linie. Denkmäler,, Straßen und Plätze, Brücken und
Naturlandschaften genauso aber auch Kirchen und Gebäude schleichen sich in das
Herz der Touristen und sorgen dafür, dass diese jedes Jahr wieder kommen und
sich am schönen Anblick und an den vielen Sehenswürdigkeiten erfreuen. Urlaub
in Istanbul ist aufregend, abenteuerlich und auch sehr vielseitig, sodass hier
sicherlich niemals Langweile aufkommen wird. Die Sehenswürdigkeiten in Istanbul
bringen einen ganz eigenen Charme mit. Vor allem die zahlreichen Theater,
Opernhäuser und Konzerthäuser sind für Istanbul ein Aushängeschild und bietet
sehr schöne und gute Aufführungen, die jeden Touristen und auch jeden Bürger
begeistern werden. Zu den bekanntesten Häusern gehört das Show Center Türker
İnanoğlu Maslak in Maslak. Es wurde im November 2005 eröffnet und bietet daher
auch sehr moderne Aspekte, die auch junge Leute ansprechen, und begeistern. Das
Haldun Taner Theaterhaus steht jedoch diesem in Nichts nach und liegt direkt am
Marmarameer. Der Besuch einer Moschee sollte dazu gehören. Wer seine Ohren nicht mit diesen Klängen verwöhnen möchte, kann seine anderen Sinne in den Museen einsetzen. Zu den
bekanntesten Museen gehören der Topkapı-Palast, die Chora-Kirche, das
Archäologische Museum, die Hagia Sophia, das Museum für türkische und
islamische Kunst, das Museum Istanbul Modern und der Dolmabahçe-Palast. Wer
dies alles besichtigt hat, braucht sicherlich auch Erholung für die Sinne.
Diese kann jeder in den unzähligen Moscheen finden, die sich in ganz Istanbul
befinden. Es gibt hier sehr kleine oder aber auch sehr große und imposante
Moscheen, die beeindrucken und dafür sorgen, dass man sich auch als Tourist
darin wohlfühlen und zur Ruhe kommen kann. Jedoch müssen die Hausregeln strikt
beachtet werden. Der Taksim-Platz ist der verkehrsreichste Platz in ganz
Istanbul und zeigt einen kleinen Einblick darauf, wie es denn jeden Tag in
Istanbul auf den Straßen abläuft und welche Verhältnisse dort herrschen.
Ruhiger wird es auf den Brücken. Diese sind zwar auch meist befahren, dennoch
gehören sie zu den Sehenswürdigkeiten und sind schön anzusehen. Darunter die
zwei Hängebrücken von Bosporus. Diese sollte in jedem Fall besichtigt werden.
Istanbul ist alles in allem eine Reise wert. Egal, was besichtigt wird oder für
welche Gegend man sich dort entscheidet, es gibt sehr viel zu entdecken und zu
erleben und es ist ein unvergessliches Flair, das einen in seinen Bann ziehen
wird. Die Bospurus-Brücke besteht eigentlich aus zwei Brücken. Die erste Brücke
wurde schon 1973 eröffnet und sie verbindet den asiatischen Teil mit dem
europäischen Teil von Istanbul. Konstruiert wurde die Brücke als Hängebrücke
und hat eine Länge von 1.510 Meter von einem Ufer zum Nächsten. Wer über die
Brücke fährt, der ist ungefähr 64 Meter über dem Meeresspiegel und kann dort
auch die wunderbare Aussicht genießen. Dies aber nicht am Steuer, denn das kann
zu einem Unfall führen. Insgesamt dauerte es drei Jahre, bis aus den Plänen der
ersten Bospurus-Brücke endlich auch eine Brücke entstand, die befahren werden
konnte. Die Fahrbahn selbst hat sechs Spuren, zwei Notspuren und einen Fußweg.
Dies allein ist schon beeindruckend, da die Bospurus-Brücke natürlich dadurch
auch eine gewisse Breite mitbringt, die nicht zu unterschätzen ist. Das
Interessante an der ganzen Sache ist, dass die Fahrtrichtung der Hauptspuren
nicht festgelegt wird. Dies hängt von der Tageszeit, dem Verkehrsfluss und auch
vom Wochentag ab. Dies regelt einfach und schnell den Verkehr zwischen Asien
und Europa. Denn die Arbeitskräfte, die im anderen Land arbeiten, passieren
sehr häufig diese Brücke. Für Fußgänger ist die Brücke jedoch inzwischen
gesperrt worden, da es zu viele Selbsttötungssprünge gab. Zudem ist die Bospurus-Brücke
inzwischen mautpflichtig. Dies ändert aber nichts an der Masse der
Überquerungen. Es sind ca. 180.000 Fahrzeuge, die täglich über die Brücke
fahren. Was möchte ich immer daran denken, Pilgerfahrt, Treffen mit Polonia, die
Wallfahrt  zu Istanbul zu halten? In erster Linie meinem Fuß über dem Meer, das Bild von der ewigen Urlaub der glücklichsten Osmanen.

(Informationen über das Istanbul nahm aus dem Internet)

Pobyt w Stambule

Stanisław Barszczak, Tydzień w Stambule – między Wschodem a Zachodem.

Ponad 16 milionów ludzi żyje obecnie w tej tętniącej życiem metropolii, między Azją a Europą.  Spędź ekscytujące dni nad Bosforem, upojony w zgiełkiem metropolii, zdominowanej przez młodych ludzi. Obojętnie czy interesujesz się kulturą, jesteś entuzjastą sportu, rekreacji lub po prostu uzależniony od wakacji. Przeżyjesz wszystko entuzjastycznie za jednym razem. Relaks, doświadczenie i przygoda. Poddaj się rozkoszom luksusowego hotelu i zrelaksuj się na kilometrowych nadmorskich groblach. Podziwiaj symbiozę między tradycją, a nowoczesnością miasta. Tutaj znajdziesz spektakularną architekturę. Można także odwiedzić targ przypraw i zanurzyć się w orientalnych zapachach i aromatach. Bądź gościem na kolacji w obozie ‘Beduinów’
– przenieś się do świata 1001 nocy. Upajaj się tradycyjną, arabską atmosferą hotelu z widokiem na Bosfor. Odpręż się w pobliskim parku, połóż się wygodnie pod parasolem i delektuj się dostępem do morza. Miasto Konstantynopol zostało zbudowane 660 lat p.n.e. przez doryckich osadników pochodzących z Grecji pod nazwą Bizancjum. 11 maja 330 n.e., cesarz rzymski Konstantyn I Wielki wybrał je na swoją siedzibę, gruntownie przebudował miasto i zmienił jego nazwę na Nova Roma, czyli Nowy Rzym. W późnej starożytności, miasto również pretendowało do
rangi Nowego Rzymu”.  Miasto było nieprzerwanie stolicą Cesarstwa Wschodniorzymskiego, oprócz podboju czwartej krucjaty, aż do podboju osmańskiego w 1453 roku. Po śmierci cesarza
Konstantyna, miasto zostało oficjalnie przemianowane na Konstantynopol i pod tą nazwą widniało jako stolica Cesarstwa Wschodniorzymskiego. Od 1930 roku oficjalna nazwa miasta to Stambuł. Alternatywna nazwa, która była już używana w czasach Imperium Seldżuckiego i Osmańskiego. Jako prototyp imperialnego miasta jest od 4 wieku metropolią. A oto przebieg podróży mojej do Stambułu. Przyjazd. Zaplanowany lot do lotniska Atatürk w Stambule. Po zakwaterowaniu się w hotelu zaraz następnego dnia poszedłem na Stare Miasto, tam zobaczysz starożytny Hipodrom z egipskimi obeliskami, fontanną cesarza Wilhelma II i Wężową Kolumną oraz meczet Sułtana Ahmeda – Błękitny Meczet. Następnie zwiedzisz muzeum Hagia Sofia. Kolejnego dnia i ty zobaczysz Pałac Topkapi z ponad 100.000 eksponatów i Wielki Bazaar, który został zbudowany w 15 wieku po zdobyciu Konstantynopolu przez Turków. Po południu przejazd przez most nad
Bosforem do azjatyckiej części miasta do punktu widokowego, z którego można podziwiać wspaniałe widoki Stambułu. Innego dnia będzie Cię nęcił Rejs po Bosforze. Zobaczysz Meczet Rüstema Paszy, warty zobaczenia ze względu na bezcenne 16-sto wieczne płytki fajansowe, a następnie Bazar Egipski zlokalizowany w pobliżu Złotego Rogu z wszystkimi orientalnymi przyprawami. Istnieje tu również możliwość zakupu biżuterii i wyrobów skórzanych w specjalistycznych sklepach. Następnie rejs statkiem po Bosforze wzdłuż pięknych pałaców i rezydencji aż do ujścia do Morza Czarnego. Rejs po Bosforu da Ci szanse poczucia piękna i harmonii dwóch kontynentów Stambułu. Czas pędzi i pędzi, uciekają kolejne dni. Wiele z Was
pyta czemu wybrałem tym razem Istambuł i jak tu się żyje, więc pomyślałam, że dzień
po powrocie z podróży, może być fajną okazją do wyjaśnienia tego i owego. Spakowałem
najważniejsze drobiazgi i po kilku miesiącach przygotowań wyjechałem… Wiedziałem, że jako cudzoziemiec nie dostanę tu łatwo pracy i będę spędzać większość czasu na beztroskim nicnierobieniu i o ile może to się wydawać cudne i kuszące na początku, uwierzcie, że po krótkim czasie zacząłem dostawać kota w domu… Okazało się, że wcale nie tak łatwo było zająć mi się czymś konkretnym, gdy dni nie miały żadnego rytmu. Z drugiej strony Istambuł, zachwycałem się nim na każdym kroku, cieszyłem się morzem, inną architekturą, kolorami, smakami,
mieszanką starego i nowego, bazarami, nowymi miejscami.. miasto i jego rytm, możliwości, energia, ciągle motywowały mnie i zachwycały. Zacząłem poznawać nowe osoby, wyprawiać się na spacery po okolicy, uczyć nowych słówek, smakować inne jedzenie i próbować wpasowywać się w otoczenie, pojawiły się nowe plany i marzenia. Lato, słońce, wakacje piękne miejsca dały mi kopa energii i zastrzyk pozytywnego myślenia. To super uczucie cieszyć się słońcem… Cieszyłem się ciepłem, krystaliczną wodą, spędzałem czas na lenistwie, objadałem się owocami i rozkoszowałem letnią opalenizną…. Choć jedzenie też jest nudne- ser za słony, ceny niektórych rzeczy z kosmosu… Ale spędzam dzień, który ładuje moje kości pozytywną energią. Tak jest, gdy przypadkiem wchodzę na uliczkę, w której nie sposób się zakochać. Gdy poznaję nowe osoby, które wspierają mnie, pokazują możliwości, popychają do działania, opierniczają jak trzeba. Gdy odkrywam ”swoje” miejsca, kawiarnię z pięknym widokiem, mały sklepik czy piekarnię w której
małe bułeczki smakują jak najprawdziwsze croissanty… Gdy dni wypełnione są pracą, pomysłami, projektami a wieczorem szykuję kolejne drobiazgi do pokazania ich na blogu, który stał się moją pasją i bardzo często najlepszym poprawiaczem humoru. Kochani, Istambuł jest miastem kontrastów. Przed oczami morze i daleki horyzont, a za plecami miasto zbudowane tak gęsto, że wygląda jak ogromne puzzle. Dzielnice biedy u podnóża nowoczesnych apartamentowców. Panie z zasłoniętymi głowami w opiętych ciuchach niczym zdjętych z Burdy. Ogromne kary
za pracę bez pozwolenia i przymykanie oczu na afiszujące się sklepiki z pirackimi filmami. Bardzo szybko wypracowałem sobie swoje małe sposoby na to miasto, umiem łatwo ignorować durne spojrzenia, na wiele rzeczy nie zwracam uwagi i przymykam oczy. Znalazłem swój rytm dnia, a nie narzekam, że mam ich za dużo. Nauczyłam się być sam ze sobą. Dużo rzeczy zmieniło się na plus. Po tygodniu nie wiem czy Istambuł to nowe moje miejsce na ziemi. Ale nauczyłem się tu cieszyć chwilą. Świadomość tego, że nie pomyślałem ani przez moment o tym miejscu w
kategorii, iż przybyłem tutaj ”na zawsze” zdjął ciężar, który jednak czuć było w powietrzu. Zwiedzałem, poznawałem nowe zakątki miasta, spacerowałem. Czas pokaże, co z tej podróży zostanie, jaki wieczysty diament. Na razie układam w piękne zdania moje bieżące myśli i daję Istambułowi więcej czasu, wierzę, że jeszcze mnie czymś zaskoczy i, że za rogiem czekają możliwości, które uda mi się złapać. Osobiście mogę powiedzieć, ci Turcy, jacy oni są szczęśliwi. Wszędzie ruch, także turystyczny, na placu św. Heleny przed Hagia Sofia  ustawiają się wycieczki z Europy i nie tylko, raz nawet złapałem wycieczkę Polaków. Jak powiedziałem w Stambule trudno
poruszać się po mieście inaczej niż tramwajem albo metrem, wieczne korki uniemożliwiają
sprawne poruszanie się, hotel Byzas był dobrze położony (ok 5 min spacerem), blisko przystanku tramwaju, który może zawieźć i do metra i na stare miasto i do nowej części miasta, hotel przeciętny, położony w sercu handlowego miejsca, gdzie Rosjanie przyjeżdżają kupować tony ubrań, a Francuzi lubią zjeść śniadanie. Mój hotel znajduje się przy drodze, którą wytyczyli jeszcze Rzymianie. Ulica Cadirga Limani charakteryzuje się wręcz budowlami zakopiańskimi, kto z kogo ściągnął styl budowy… W dniu 7 sierpnia byłem w domu, który zbudowano po pożarze w 1870 roku domu z drzewa, w którym zmarł nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz (26 listopad 1855), na ulicy Tatli Badem. To uliczka, która znajduje się niedaleko metra Taksim. Idąc Avenue znak informuje nas: Muzeum A. Mickiewicza(Muzesi), tą ulicą skręcamy w prawo, schodzimy w dół, czwartą przecznicą skręcamy znów w prawo, by na pierwszym skrzyżowaniu uliczek
skręcić w lewo. To na końcu ulicy Tatli Badem znajduje się trzykondygnacyjna kamieniczka. O dziwo, zastaliśmy jakiegoś pana, który tu nas wpuścił. W tej dzielnicy gdyby nie ubogie budynki mieszkalne, to można by sądzić, że jesteśmy na przedmieściach San Francisco, takie różnice
wzniesień… Mickiewicz przybył do Istambułu 22 września 1855 roku. W marcu tego roku zmarła mu żona Celina. Po dwóch miesiącach pobytu wśród polskich żołnierzy w Burgas wieszcz wrócił do Istambułu, od razu poczuł słabość, jak pisze w listach do przyjaciół. Istotnie nie miał łatwego życia, na wychowaniu sześcioro dzieci, ostatnie skończyło zaledwie pięć lat. Z książek wydanych za życia poety „Bay Tadeusz” wydaje się, że został najlepiej wydany. Mickiewicz bardzo mocno
angażował się w sprawę polską, odzyskania niepodległości. W dniu 16 kwietnia 1848 roku przemawiał do Polaków zgromadzonych przed balkonem hotelu San Marco we Florencji, zachęcając ich do walki o słuszną sprawę. W Stambule zachęcam do zwiedzenia wieży Leandra, wielkiego bazaru z XV wieku, Pałacu Topkapi (24 sułtanów mieszkało ze swoją rodziną w tym pałacu, a 12 w Pałacu Dolmabahce), z pięknymi Pawilonami, Biblioteką z 1740 roku, tarasem z widokiem na Bosfor, przestrzenią. Znalazłem się w dormitorium, w Sali obrad „Han Ordy”, w skarbcu. Nadto warto wejść do Meczetu Sulejmana Wspaniałego (koniec XVI wieku, w przepięknym pomarańczowym kolorze), także do Meczetu Sułtana Ahmeda (początek wieku XVII, został sułtanem gdy miał lat czternaście i rządził 14 lat, od pięknego błękitu meczet nosi nazwę błękitnego). Jeśli kochani macie czas i pieniądze lećcie samolotem z Istambułu do Izmiru, by odwiedzić Domek Matki Bożej w Efezie. Opisanie wszystkich zabytków w Turcji zajęłoby wiele
tomów i dlatego wymieniam tylko niektóre z nich: Yarebatan Saraj w Istambule; Muzeum
Aya Sofia w Trabzon; Klasztor w Sumelu; Twierdza Van Kalesi; Skalny zamek Kale
w Uchisaru; Podziemne miasto Derinkuyu; Muzeum Mevlany w Konyi; Pamukkale i Hierapolis.
Ojciec Dr Dariusz Wiśniewski napisał do mnie kilka słów: „Księże Stanisławie, jestem w Polsce na urlopie i stąd ta zwłoka. Zapraszam 12.08 do kościoła św. Antoniego na 10.30. Pozdrawiam. Dariusz Wisniewski. Azatli Sok. No: 1 34453 Büyükdere – Istanbul, Turkey; tel. 0090 212 2421817; mob. 0090 5375437758; wdariusz@hotmail.com ; http://duszpasterstwowstambule.pl  Więc wybrałem się dwukrotnie do wspólnoty polskiej w Stambule, która w każdą niedzielę gromadzi się w podziemnym kościele przepięknej katolickiej świątyni w Istambule, św. Antoniego,
İstiklal Cd 173, Tomtom Mh., 34440 Beyoğlu/Istanbul, Turcja. W niedzielę w dniu 12 sierpnia 2012 roku sprawowaliśmy dla Polaków o godz. 10.30 Mszę świętą z Ojcem Dariuszem i Księdzem Robertem. Na stronie Polonii w Stambule czytamy: „Od wieków polskim emigrantom opuszczającym ojczyznę ze względów politycznych, ekonomicznych lub rodzinnych towarzyszą duszpasterze. Zakładają placówki misyjne w ośrodkach polonijnych, aby otaczać duchową opieką rodaków i pomagać im w integracji z nowym środowiskiem. Swą posługę spełniają także w kraju nad Bosforem/…/Ogromne zasługi dla zachowania ciągłości polskiego duszpasterstwa położył przybyły w 1988 r. do Stambułu brat Atanazy Sulik. Jako delegat generalny Zakonu Ojców Franciszkanów zabiegał usilnie u przełożonych o zapewnienie stałej działalności pastoralnej wśród stambulskiej Polonii. Dzięki jego staraniom od 1988 r. Msza św. po polsku odprawiana jest ponownie przy kościele św. Antoniego. Od 2007 r. piekę nad wspólnotą katolicką złożoną głównie z pracowników polskich i międzynarodowych korporacji, rodzin mieszanych, studentów i licznych turystów sprawuje o. Dariusz Wiśniewski.” Most Galata w Stambule schodziłem po wielekroć, choćby po to, by napić się herbaty. Ulica Istiklal, w którą pięknie wkomponowany jest kościół świętego Antoniego, to wizytówka nowoczesnego Istambułu, piękne kamienice, handlowe pasaże. W pobliżu trafiłem do Muzeum Niewinności, kamieniczki ufundowanej dla turystów przez laureata Nagrody Nobla Turka Orhana Pamuka. Jednego dnia płynąłem promem na Azjatycką stronę miasta, do Kadikoj, bardzo schludnie, piękne kamieniczki, tramwaj z jednym wagonikiem. Nie zastałem jednak Księży z Francji, którzy tam pracują. W końcu chciałbym wam powiedzieć, że wieczorami szedłem nad morze, by zakosztować wspomnień z dzieciństwa. Tutaj na betonowych falochronach rozstawiane są codziennie stoliki, można się napić herbaty, zjeść owoce, jest plac zabaw dla dzieci, także inne atrakcje, włącznie z wędkowaniem i kąpielą w morzu. W sąsiadujących z morzem uliczkach kelnerzy czekają na gości, po drodze spotykam jakichś
bezdomnych ludzi. Jest hałas, dokoła toczy się życie, właściciele kutrów kuszą
rejsem po morzu. A mimo to bardzo wesoło i pogodnie mijał kolejny dzień, czego
i wam życzę. Zachęcam też do obejrzenia filmu pt. “Istambul. Moje marzenie” w reżyserii Ferenca Toroka. Będziemy wewnętrznie z pewnością bogatsi.

Gebet, Eucharistie, Liebe zur Schwarzen Madonna-die Geschichte unserer Zeit

Stanisław Barszczak, Freiheit erscheint auf der Piste,

Einführung

Dies ist mein Traum, eine Bedingungen für das menschliche Leben zu
geben. Für den Mann ist nicht unbedingt die Voraussetzungen für die Begründung,
noch Rechtfertigung ihrer Existenz haben, was ich im Moment sagen würde. Es
scheint mir, sollte ich zum ersten Mal in der Geschichte des Menschen einen
bestimmten Zertifikats geben. Menschliche Menschen liegt in der Verantwortung
der Person, die Gott nicht abbrechen kann. In diesem Zusammenhang die
klassischen Opposition zwischen Sein und nichts widergerufen ist, weil sie
überhaupt nicht der Totalität, Vollständigkeit der Realität erklärt. Und einige
sogar mit Leidenschaft zu zertifizieren und basieren auf dem
“Gesicht” Liebe, die offensichtlicher ethischen Beziehungen und offensichtlicheren
Spur von des Absolutes wird. Ein Raport mit einem Mann, in dem die Berührung
mit dem göttlichen wird, keine Art spirituelle der Freundschaft ist, sondern
die Art der Freundschaft, die in “Überzeugenden Ökonomie”(Ecomics
just) für die jeder Mann erlebt und manifestiert wird, und für die jeder Mensch
(noch “könnte nur”) voll verantwortlich sein kann. In diesem
Zusammenhang ich möchte heute sagen, über die Eröffnung der individuellen
Subjektivität, für Andersheit des Subjekts, d. h. für  den Möglichkeiten des Subjekts, und auf die göttliche Bestätigung der Materialität, was ethisch in dem Person wird, am Anfang davon die
Einrichtung der notwendigen und effektiven Bedingung für die Eröffnung am
Absolut, für Gott niederliegt zu. Dies ist eine Wiederherstellen Einrichtung
der “Ethik” auf Metaphysik, die auf die Garantien, Gewährleistung der
Überlegenheit des Gutes, d.h. der Ethik höheren als Sein ist; einer Anpassung,
Erneuerung des Vorrangs des Gesetzes des Gedächtnisses, diesmal als einen
ethischen Akt. Mit anderen Worten sind wir auf die Horchung mehr der Andersheit
des Menschen, d.h. auf die Möglichkeiten des Menschen ganz entschieden, dessen
Passivität als Denker von Morgen wir immer reagieren möchten. Die Beziehung,
die als der Nächste ist, was ich als “Gemeinsame ” gebe hier, ihren Anfang
in den Vorrang des Gutes hat. Wohlbefinden ist immer früher, das Gut erwartet
uns, gegen uns. Solche Wohlbefinden, das Gut und eine Überzeugung auf die
Beziehung mit der bloßen Andersheit, Fähigkeiten der Menschen, verwende ich die
hässliche Worte, menschlichen Potenz, ein Bild von uns setzt aus, als
diejenigen, die wir in einer Beziehung mit dem Nächste (“with Love”),
durch sein Gut sind. Jede Erfahrung der selbstlosen Liebe, die in Richtung des
Nächsten geleitet wird, die Verknüpfung zwischen der Beziehung und das Gut
zeigt. Es gibt eine gute für den Nächsten,(“for Love”), die ich in
der Beziehung der selbstlosen, voller Hingabe würde. Der Höhepunkt dieses
Verhältnisses ist irgendwie die Heilige Messe. Die Bewegung von einzelnen
“Geschenk” als ein guter Nachbar, wie den Gut des Nächsten ist. Hier
ist die Logik des Geschenks diesen Erzählung, die Logik der Biographie von
etwas Leben. Hier ist über etwas ich träumte, mit das ich um zur Streichung
dieser Geschichte saß. Zustand, Sie für diese Geschichte warten. In der Tat
möchte ich Ihre Erwartungen zu erfüllen. Während einige Weise Protest gegen
Freiheit schlecht verstanden geben. Um weiter mehr über die Größe der biblischen
Weisheit zu erklären, und über Gerechtigkeit des biblischen Glaubens lernen,
der bekannten Metapher verwenden. Sie können heute wie pro die Zeiten von Noah
an Bord des Schiffes, der Jesus Arche, und aus den destruktiven Gewässern
unserer Sünde zu speichern. Jesus ist den Rettungsschwimmer, der mit einem
starken Hand die gefährdeten Leute speichert. Jesus die Menschen sicher haltet,
die die Katastrophe zu vermeiden wollen. Ich meine wir sind nicht in der Lage,
das so groß Schiff zu bauen, das bietet uns auf eine sicheren Richtung vom Ort wo ist der Sturm, und die Wellen sind. Die Arche, die symbolisiert die Erlösung am Kreuz erreicht wurde, und die
Jesus Auferstehung, dies das Werk von Jesus ist.”Denn aus Gnade seid ihr
gerettet worden durch den Glauben, und das nich aus euch: Gottes Gabe ist es,
nicht aud den Werken, auf dass sich nicht jemand rühme.”(Eph. 2,8-9) Freiheit
erscheint auf der Piste, sie erscheint am Meer, an den Hängen der Berge, an dem
Tal, an den Wiesen, in den oberen Rand der Berge. Was wir tun können ist nur
seine Einladung und seine Fähigkeiten als einen Konstruktor und der Kapitän des
Schiffes vertrauen. Unsere Aufgabe wird sein, um die Einhaltung seiner Tat der
Empfehlungen von ihm weiter erklären, wir nicht über Bord gingen, glücklicherweise
wir mit Jesus und seiner Arche zum Bestimmungshafen als unseres Ziel können zu
erreichen… “Niemand zündet ein Licht an und setzt es in einem Winkel, auch nicht
unter einen Scheffel, sondern auf den Leuchter, auf dass, werhineingeht, den
Schein sehe,” Jesus sagte. Ich lese seit gestern einen Roman von Franz Kafka,
ausgestellt im Jahre 1925. fürJoseph K. kommt eines Tages zwei Männer zu, die
ihn deklarieren verhaftet werden, “auch wenn er nicht alles falsch
begangen”. “Prozess” ist eine Metapher der Welt ohne die Seele,
in der Autorität und Büros über das Leben und Schicksal des Menschen
entscheiden. Jemand sagte, ist mit dem Schreiben in der ersten Person nichtig.
Es scheint mir, dass im Falle von schreiben, dies über eine bemerkenswerte
Person, und es so unterschiedlich von allen anderen, in der wir  jemanden gesehen haben, der trug den Namen Papst Johannes Paul II, das einzige Zeugnis über ihn lesbar, nur auf der Grundlage solchen Stiles der Erzählung ausgewählt werden kann. Da ich am meisten an Karol Wojtyła, durch Schreiben, genauso von sich selbst, aber noch anders als die Schöpfung selbst. In diesem Zusammenhang solche Gefühle wie Liebe, sei es die Liebe der Mutter, die zwei Paare,
Liebe-Berufung, glaube ich es nicht so viel als Romantiker, sondern wild,
gefährlich, wie der Fall in der Geschichte der Menschen. Warum schreibe ich
dies alles? Was diese langen und etwas intime, diese Religionen beduten? Zu
diesem Zeitpunkt könnten Sie überrascht sein, wenn Sie viel die Parteien eine
nach der anderen gedrehen warden sei. Also wo möchten Sie gehen, jetzt Sie
aufgefordert werden, dorthin zu gehen. Es ist wahr, dass ich werfe im Diskurs
der Straße der Stiel des Lebens zu nehmen, und beenden Sie allzu oft sogar bereitwillig,
dass ich gebe auf dem Weg der Bescheidenen oben. Ich bin einen Eindruck machen,
dass ich etwas mit einem Leben verschwende, obwohl vielleicht dies nicht den
Eindruck einer Art, bin ich wirklich verloren. Aber es ist einen Weg, der von
Ihnen erfordert, und Sie das “Zentrum” des Lebens suchen können. “Geh wo
Sie deines Herz um zu tragen, hier ist mein Vorschlag für Sie. Ich möchte Ihnen
eine Geschichte erzählen, der Anwalt-Geschichte der starken und den meisten
menschlichen, in Form eines langen Briefes, als das Protokoll des jungen
Helden, das an die Jugendlichen Töchter von Onkel gesendet wird. Dies ist ein
Brief von Liebe, während zur gleichen Zeit friedliches, aber leidenschaftliches
Geständnis eines offenen Herzens über internen, menschlichen Leben, das schließlich
in Form des Schreibens die Bedeutung von der eigenen Erfahrung und der eigenen
Identität findet. Unter diesen Gefühlen beim Erstellen dieser Geschichte wird
uns auch einen Neid, die Schönheit, der Treue zu begleiten, und auch der
anderen Emotionen hier nicht fehlt… Sie dachten über das Leben, das Sie selbst
haben. Die einzige Reise dies in dir, obwohl nicht die letzte ist. (Es wird
fortgesetzt) 

Libertà appare sulle piste

Stanisław Barszczak, Freiheit erscheint auf der Piste,

Dies ist mein Traum, eine Bedingungen für das menschliche Leben zu geben. Für den Mann ist nicht unbedingt die Voraussetzungen für die Begründung, noch Rechtfertigung ihrer Existenz haben, was ich im Moment sagen würde. Es scheint mir, sollte ich zum ersten Mal in der
Geschichte des Menschen einen bestimmten Zertifikats geben. Menschliche Menschen liegt in der Verantwortung der Person, die Gott nicht abbrechen kann. In diesem Zusammenhang die klassischen Opposition zwischen Sein und nichts widergerufen ist, weil sie überhaupt nicht der Totalität, Vollständigkeit der Realität erklärt. Und einige sogar mit Leidenschaft zu zertifizieren und basieren auf dem “Gesicht” Liebe, die offensichtlicher ethischen Beziehungen und offensichtlicheren Spur von des Absolutes wird. Ein Raport mit einem Mann, in dem die Berührung mit dem göttlichen wird, keine Art spirituelle der Freundschaft ist, sondern
die Art der Freundschaft, die in “Überzeugenden Ökonomie”(Ecomics just) für die jeder Mann erlebt und manifestiert wird, und für die jeder Mensch (noch “könnte nur”) voll verantwortlich sein kann. In diesem Zusammenhang ich möchte heute sagen, über die Eröffnung der individuellen Subjektivität, für Andersheit des Subjekts, d. h. für  den Möglichkeiten des Subjekts, und auf die göttliche Bestätigung der Materialität, was ethisch in dem Person wird, am Anfang davon die Einrichtung der notwendigen und effektiven Bedingung für die Eröffnung am
Absolut, für Gott niederliegt zu. Dies ist eine Wiederherstellen Einrichtung der “Ethik” auf Metaphysik, die auf die Garantien, Gewährleistung der Überlegenheit des Gutes, d.h. der Ethik höheren als Sein ist; einer Anpassung, Erneuerung des Vorrangs des Gesetzes des Gedächtnisses, diesmal als einen ethischen Akt. Mit anderen Worten sind wir auf die Horchung mehr der Andersheit des Menschen, d.h. auf die Möglichkeiten des Menschen ganz entschieden, dessen Passivität als Denker von Morgen wir immer reagieren möchten. Die Beziehung, die als der Nächste ist, was ich als “Gemeinsame ” gebe hier, ihren Anfang in den Vorrang des
Gutes hat. Wohlbefinden ist immer früher, das Gut erwartet uns, gegen uns. Solche
Wohlbefinden, das Gut und eine Überzeugung auf die Beziehung mit der bloßen Andersheit, Fähigkeiten der Menschen, verwende ich die hässliche Worte, menschlichen Potenz, ein Bild von uns setzt aus, als diejenigen, die wir in einer Beziehung mit dem Nächste (“with Love”), durch sein Gut sind. Jede Erfahrung der selbstlosen Liebe, die in Richtung des Nächsten geleitet wird, die Verknüpfung zwischen der Beziehung und das Gut zeigt. Es gibt eine gute für den Nächsten,(“for Love”), die ich in der Beziehung der selbstlosen, voller Hingabe würde. Der Höhepunkt dieses Verhältnisses ist irgendwie die Heilige Messe. Die Bewegung von einzelnen “Geschenk” als ein guter Nachbar, wie den Gut des Nächsten ist. Hier ist die Logik des Geschenks diesen Erzählung, die Logik der Biographie von etwas Leben. Hier ist über etwas ich träumte, mit das ich um zur Streichung dieser Geschichte saß. Zustand, Sie für diese Geschichte warten. In der Tat möchte ich Ihre Erwartungen zu erfüllen. Während einige Weise Protest gegen Freiheit schlecht verstanden geben. Um weiter mehr über die Größe der biblischen Weisheit zu erklären, und über Gerechtigkeit des biblischen Glaubens lernen, der bekannten Metapher verwenden. Sie können heute wie pro die Zeiten von Noah an Bord des Schiffes, der Jesus Arche, und aus den destruktiven Gewässern unserer Sünde zu speichern. Jesus ist den Rettungsschwimmer, der mit einem starken Hand die gefährdeten Leute speichert. Jesus die Menschen sicher haltet, die die Katastrophe zu vermeiden wollen. Ich meine wir sind nicht in der Lage, das so groß Schiff zu bauen, das bietet uns  auf eine sicheren Richtung vom Ort wo ist der Sturm, und die Wellen sind. Die Arche, die symbolisiert die Erlösung am Kreuz erreicht wurde, und die Jesus Auferstehung, dies das Werk von Jesus ist.”Denn aus Gnade seid ihr gerettet worden durch den Glauben, und das nich aus euch: Gottes Gabe ist es, nicht aud den Werken, auf dass sich nicht jemand rühme.”(Eph. 2,8-9) Freiheit erscheint auf der Piste, sie erscheint am Meer, an den Hängen
der Berge, an dem Tal, an den Wiesen, in den oberen Rand der Berge. Was wir tun können ist nur seine Einladung und seine Fähigkeiten als einen Konstruktor und der Kapitän des Schiffes vertrauen. Unsere Aufgabe wird sein, um die Einhaltung seiner Tat der Empfehlungen von ihm weiter erklären, wir nicht über Bord gingen, glücklicherweise wir mit Jesus und seiner Arche zum Bestimmungshafen als unseres Ziel können zu erreichen.

(Dies ist meine nächste Kurzgeschichte… es wird fortgesetzt)

die Barmherzige Brüder

Stanisław Barszczak, Offen sein für die Not der Menschen,

Ich entschied mich für die Berufung zum Priestertum. Was hab mich damals an diesen Berufen gereizt? Ich glaube, dass das der direkte Kontakt mit den Menschen war – und auch eine gewisse Neigung, nämlich die Liebe zur Literatur, zur Tradition, zur Kultur. Denn das Theater ist auch ein Teil der Literatur, der Kultur und der Tradition eines jeden Volkes. In der Abiturprüfung (es war in Stettin im Jahr 1980)  bin mich über Jan Kochanowski “Die Abfertigung der griechischen Gesandten” (Odprawa posłów greckich) geprüft worden. Jan Kochanowski war einer der bedeutendsten polnischen Dichter des 16. Jahrhunderts. Kochanowski lebte als Dichter zur Zeit der polnischen Renaissance. Er hat sich in nahezu allen Gattungen betätigt und sein sprachschöpferisches Können und klassische Perfektion haben der polnischen Sprache neue
Dimensionen eröffnet. Er war mit Pierre de Ronsard bekannt und hatte, ähnlich wie Nikolaus
Kopernikus
, lange in Italien
 studiert. Neben zahlreichen Gedichten zählen auch die Geschichtchen(Fraszki), kurze Verserzählungen, (Satiren) zu seinen unsterblichen Leistungen. Er schrieb
hier erotische Verse auf Latein. 1574 ließ er sich auf dem von seinem Vater geerbten Gut in Czarnolas nieder. Kochanowski führte in Czarnolas das beschauliche Leben eines Landbesitzers, war aber auch politisch aktiv tätig. Im November 1575 setzte er sich im Sejm in Warschau für die Kandidatur von Kaiser Maximilian II. als König von Polen ein. Das vielleicht berühmteste Werk vo
Kochanowski sind die sogenannten “Trauerverse” (Treny 1579), welche nach dem Tod seiner Tochter Ursula zu deren Andenken und Totentrauer entstanden sind. 1583 verfasste er das Poem  „die Reise nach Moskau“(Jazda do Moskwy), welches er dem polnisch-litauischem Hetman Krzysztof Radziwiłł Piorun gewidmet hat, worin er dessen ruhmreichen Russlandfeldzug (1579-1582) unter König Stefan Batory beschreibt. Kochanowski starb völlig unerwartet am 22. August 1584 in Lublin. Er wurde in der Nähe von Czarnolas, in Zwoleń (Land von Radom),
beerdigt. Kochanowskis besonders an Horaz orientiertes poetische Werk wirkte
vor allem über seine Rezeption bei Mathias Casimir Sarbiewski, einem der bedeutendsten
neulateinischen Dichter des Barock, wieder auf die europäische Dichtung zurück… Die polnische Nation noch ein sehr junger Nationalstaat. 123 Jahre lang war Polen davor aufgeteilt. Mit welcher Idee von Ihrer Heimat bin ich damals als junger Gymnasiast aufgewachsen? Es waren damals
schon gewisse Ausrichtungen in der Erziehung der jungen Generation bemerkbar.
Die Ausrichtung bezog sich auf Heimatliebe, Vaterlandsliebe, Bindung an diesen neuen Staat, an diese neue Republik. Es herrschte selbstverständlich auch viel Optimismus: wie immer nach einer Geburt. Diese optimistische Zeit hielt aber sehr lange, denn es konnte in dieser Volksrepublik Polen nur eine Generation erzogen werden. Ich bin eines der Mitglieder dieser Generation ebenso wie der weltbekannte ein polnischer Politologe, Historiker, Politiker und Journalist Radoslaw Sikorski, der Zwei Jahre nach mir geboren wurde. In dieser Zeit des freien Polens Pole Papst Karol Wojtyla es auch nur geschafft, Polen bis zur Uni zu kommen…  Welche Bedeutung hatte denn damals die deutsche Kultur für mich? Im damaligen polnischen Schulsystem durfte man auf dem Gymnasium eine Fremdsprache wählen. Die verschiedenen Sprachen waren damals noch nicht so verbreitet wie heute, denn heute kann man selbstverständlich Englisch, Spanisch, Italienisch usw. lernen. Damals konnte man nur entweder Russisch oder Französisch lernen. Nur
hatte ich 33 Jahre, die ich begann ernsthaft über das Erlernen der deutschen Sprache denken. Warum deutsche, weil das mehr mit praktischen Dingen verbunden war. Als ich in der Heimat der Mutter war, meine Mutter hat für Deutsch als meine Fremdsprache entschieden- wäre es besser fließend Deutsch verstehen, sagte sie mir einmal. Ich habe also in meiner Priesterische Zeitraum Deutsch gelernt. Die deutsche Kultur und die deutsche Literatur waren für mich natürlich die
große, die hohe Kultur. Es war jedenfalls so, dass ich die deutsche Literatur damals sehr interessant fand. Büchner, Schiller, Goethe, Hölderlin und besonders Heine waren für mich wichtige Namen und Begriffe. Auf dem Gebiet der Prosa mochte ich vor allem die “Buddenbrooks” von Thomas Mann. Denn solche gutbürgerlichen Romane habe ich z. B. auch in der polnischen Literatur sehr gerne gelesen. Mich hat das Traditionsbewusste und der Blick zurück, wie es in
der Vergangenheit war, immer sehr interessiert. Daraus resultierte dann auch später mein Interesse für die Geschichte: Wie sah das Leben der Generationen, der Menschen, der Völker, der Staaten früher aus und wie hat es sich entwickelt? Später, als ich reifer war, interessierten mich dann natürlich auch die menschliche Natur und die Regeln dieses Spiels. Daraus resultierte
möglicherweise auch meine heutige Beschäftigung mit gesellschaftlichen Lebens, der
Arbeit als Priester. Blick auf die Geschichte des 20. Jahrhunderts. Die Deutschen haben sich dann jedoch überhaupt nicht als Kulturvolk gezeigt: Wir haben Polen überfallen. Als Hitler in Warschau seine Siegesparade abhalten wollte, mussten zuerst einmal die Barrikaden beiseite geräumt werden. Ein junger Mann, der dabei auch mit gefangen worden ist, hat sich daraufhin sein
Hemd aufgerissen und gesagt: “Schaut mein Marienbild an! Ich bin ein Katholik und kein Jude!” Es waren in dem Moment tief beschämt und gingen mit, ohne etwas zu sagen. Stellt sich hier die Frage, wozu Menschen unter Druck fähig sind? Es gab zwar noch kein Fernsehen, aber es gab den Hörfunk und die Zeitungen und das Kino. Natürlich, ich war nicht ganz dumm, aber meine Vorstellungskraft reichte auf diesem Gebiet doch nicht aus…Professor Władysław Bartoszewski
erwähnt vor kurzem:” Als die deutschen Truppen als Besatzungsmacht nach Warschau kamen, war meine Mutter, die 1897 geboren war und als junges Mädchen die ersten deutschen Truppen in Warschau zwischen 1915 und 1918 erlebt hatte, der Meinung, dass uns keine besondere Gefahr drohen würde, weil Deutschland doch ein Rechtsstaat sei. So naiv war sie.” Denn ich  habe die Zeit des Kommunismus in Heimat in Erinnerung. Wie habe ich diese Zeit überstanden? Sehr gut. Ich wurde also in dem Sinne zum ersten Mal in meinem Leben in die neuen sozialen Bedingungen sehr respektiert. Als eine sehr junge war meine Unterstützung immer die Mutter. Einige Einschränkungen und Verpflichtungen, so etwas erträgt natürlich jeder Mensch
schlecht. Und wenn dieser Mensch erst 18 Jahre alt ist, dann erträgt er so etwas nur mit dem tiefen Gefühl des Widerstandes. Als ich aus den Pfarreien entlassen worden bin, war ich zwar mit meinen 31 Jahren immer noch ein sehr junger Mann, aber mein Bewusstsein, meine Sachkenntnis sozusagen und mein Bild des Geschehens waren ganz anders als meine Umgebung geworden. Meine Mutter das alles bekannt war, sie war kein naiv Frau. Ich hatte selbstverständlich Angst: Ich hatte viel Angst sogar. Aber ich war der Meinung, dass man helfen
muss, wenn es brennt…Ohne tiefe philosophische Überlegung habe ich damals als aktiver junger Mann etwas getan. Ich habe es gemacht, weil ich bereits sehr viel wusste, weil ich das alles ja schon gesehen hatte. Viele Menschen rings um mich herum wussten hingegen nicht, was alles passieren konnte. Ich dagegen hatte schon gesehen, wie unschuldige Leute tot geprügelt worden sind. Ich habe also gedacht, dass man diese Menschen retten muss, dass man ihnen helfen muss. Es wurde in der frühen Kindheit meiner Status von der Familie Wartak veröffentlicht.
Mutter sehr schwierige elterliche Bedingungen hatte. Lucy Wartak, meine Tante, Sie war der jünger als meine Mutter und eine bekannte Hausfrau, während ich ein Niemand war und doch mitwirken konnte. Ich war ständiger Gast in das Haus von der Tante und Onkel. Das hatte für mich schon einige Bedeutung, denn ich war natürlich auch so ein bisschen ein ambitionierter junger Mensch, der sich bestätigen wollte, der etwas Gutes tun wollte, der eine gewisse menschliche Anerkennung finden wollte. Bei jedem Menschen, der so etwas macht, finden sich immer die unterschiedlichsten Motivationen: nicht nur die edelsten. Nein, da gibt es auch einfachere Gründe, warum man meint, etwas bewegen zu müssen. Ich habe dabei also
auch mitgemacht. In meiner Zeit  möchte ich die Diener aller werden. Jemand sagte: “Leben um jeden Preis lohnt sich nicht. Leben um jeden Preis ist eine Schande.” Wir waren in unserem
Land zutiefst davon überzeugt, dass Krieg Polen mit Deutschland von 1939 ungerecht
ist, dass die Nazis diesen Krieg angefangen haben, sagte Professor Bartoszewski. Es war nicht unbedingt so, dass alle Deutschen uns unterdrücken wollten, aber die führende Schicht der deutschen Politiker hat das alles veranlasst, angekurbelt, und politisch, psychologisch und propagandistisch angeheizt…Gut, wir hatten mit den Preußen schwere historische Probleme gehabt: Sie wollten uns im 19. Jahrhundert germanisieren, sie wollten uns z. B. damals im so genannten Kulturkampf unsere katholische Religion wegnehmen… Polen war damals nicht so
groß, denn ohne Juden, ohne die Ukraine, ohne die deutsche Minderheit waren wir zu der Zeit an der Weichsel, an der Warthe und am Bug nur ungefähr 23 Millionen Menschen. Die Mehrheit dieser Polen war jedenfalls dagegen: Ob alle aktiv dagegen waren, ist eine andere Sache. Es waren jedenfalls mehrere Millionen Polen aktiv dagegen. Als der Krieg 1945 zu Ende war, konnte sich Polen nicht als Sieger fühlen, wie Sie einmal gesagt haben, denn die Sowjetunion hatte sich sofort ihren Zugriff auf Polen gesichert. Die westlichen Großmächte haben das damals akzeptiert.
Hat das auch damit zu tun, dass Polen heute einen besonderen Anspruch darauf hat, in diese europäische Gemeinschaft integriert zu werden? Natürlich, denn das ist ja ganz logisch, weil wir doch recht alleine geblieben sind… Nach der Einführung des so genannten Kriegsrechts in Polen im Dezember 1981 viele Menschen für seine Ansichten, Überzeugungen ins Gefängnis gingen. Das war oft eine richtige Tragödie für sie, weil sie ja soziale Verpflichtungen hatten, weil sie Familien und Kinder hatten. “Ich dagegen war alleine, Professor Bartoszewski sagte, Ich stand nicht unter dem Druck irgendeiner Verpflichtung… Ich war ein junger Mann, der wegen der Überzeugung unterdrückt wurde, dass er richtig handelt. Dieses Wissen hat mir sehr wohl Kraft gegeben… Auf diese Weise habe ich auch schon Anfang der neunziger Jahre meine erste Reise nach Österreich dann Belgien, Italien, Frankreich unternommen: mit weit gehenden Folgen bis
heute. Ich habe seitdem hier viele Bekannte und Freunde gewonnen. Diese Reisen waren für mich möglich, weil bei uns in Polen das Tauwetter war. Ich hab mir jedoch die Frage, ob ich genügend Mut habe, nie gestellt… Damals war ich auch in Krakau. gelegentlich klopfte ich an Türen des Klosters der Barmherzigen Brüder im Viertel Kazimierz. Der Vater Prior von sehr geehrter Hubert Matusiewicz OH nahm mich freundlicherweise. Ich bin ihm sehr dankbar für die durchdachte Tat. Barmherzige Brüder: Offen sein für die Not der Menschen. „Die Grundsätze dieses Übereinkommens sind/…/ die volle und wirksame Teilhabe an der Gesellschaft und Einbeziehung in die Gesellschaft.“ „Das Herz befehle“ – dieses Leitmotiv unseres
Ordensstifters Johannes von Gott gilt auch heute noch für uns Barmherzige Brüder: Neben den drei klassischen Gelübden – ehelose Keuschheit, Armut und Gehorsam – legen wir als viertes das Gelübde der Hospitalität ab. Hospitalität lässt sich mit „Gastfreundschaft“ übersetzen: Wir
wollen offen sein für die Bedürfnisse und Sorgen der Menschen und uns insbesondere
für die Rechte der Menschen einsetzen, die krank, behindert, alt oder benachteiligt
sind. Ich freue mich über Ihr Interesse an den Barmherzigen Brüdern. „Partizipation“im
Leben der Barmherzigen Brüder dieser Ordensprovinz wurde von den Zeiten ein. Ich
habe also Wege gesucht, an die Menschen mit gleicher Gesinnung heranzukommen: an
die Erfahreneren, an die Klügeren, an die Älteren. Ich habe diese Wege dann auch Gott sei Dank gefunden. Ich war also nicht ganz allein. Und es weiß natürlich auch jeder, dass es viel leichter ist, wenn man so etwas in einer Gruppe machen kann als ganz alleine… Es ist immer nur eine Minderheit, die so etwas macht… Die letzten Dreiundzwanzig Jahre  der unseren Beziehung sind ebenfalls das Ergebnis dieses langen Weges und dieser Erfahrungen… Wie hat das Ihr Kirchebild
geprägt oder verändert? Ich muss sagen, dass ich dabei aufs Neue viel Glück gehabt habe. Erstens muss ich hier einmal ein Liebesbekenntnis loswerden: Ich liebe  Barmherzigen Brüder. Ich habe überall gute Bekannte und Freunde: Es wäre falsch, wenn ich das verneinen würde…
Aber meine besten Erfahrungen habe ich doch in Krakau gemacht. Die Beziehungen mit den
ehemaligen Brüder pflege ich bis heute. Ich sende ihnen meine Texte. Das ist in Beispiel dafür, welche große Rolle damals diese menschlichen Beziehungen gespielt haben und immer noch spielen… Nun zu meinem Deutschlandbild. Ich war kein Neuling, denn ich habe schon vorher viel über Deutschland gewusst, ich bin ja auch davor schon mehrmals in Deutschland gewesen. In Polen habe ich auch täglich deutsch gelesen: deutsche Zeitungen, deutsche Bücher. Ich habe in Polen z. B. fast regelmäßig die “Frankfurter Allgemeine Zeitung” gelesen ebenso wie die “Welt” und gelegentlich auch die “Süddeutsche Zeitung”. Sogar den “Spiegel” habe ich gelesen
genauso wie intellektuelle und literarische Monatsschriften. Ich habe z. B. in Frankfurt am Main und Leipzig keine riesigen Unterschiede im Vergleich zu einer polnischen Kleinstadt gesehen. Ich fühlte mich also durchaus zu Hause. Ich habe diese Familien ausfindig gemacht, einige von ihnen besucht und mit ihnen dann auch gesprochen. Wir haben dabei immer sofort eine gemeinsame Sprache gefunden. In diesem Sinne waren also meine Erfahrungen in Deutschland keine typischen Erfahrungen eines Ausländers: Ich habe nur mit Deutschen noch zu kurz zusammengearbeitet, und ich war auch kein Emigrant, kein Flüchtling. Dies war also eine korrekte Beziehung unter Menschen. Ich habe auch viel und gerne gearbeitet. Ich habe dabei auch gespürt, dass ich akzeptiert werde. Das Polenbild in Deutschland war jahrelang geprägt
von der Aussiedlerproblematik. Aber positive Dinge in diesen Angelegenheiten vorhanden sind, diese Schuldaufrechnungen… Im Grunde genommen nützt ein Beitritt Polens vor allem den Deutschen, denn wir sind dann der Pufferstaat im Osten und nicht mehr die Deutschen. Meine Mutter wurde immer sehr unzufrieden. Sie war wie jede gute Frau der Meinung, dass ihr Sohn überlastet ist und dass er seine Ruhe genießen und z. B. Bücher schreiben sollte. Aber es lohnt sich, anständig zu sein.

Myślenie według wartości

Stanisław Barszczak, Wolność rozbrzmiewa na zboczach,

Kochana Stasiu,

Po śmierci ojca zacząłem poważnie myśleć o kapłaństwie. W październiku
1942 roku kiedy jeszcze trwała wojna, zapukałem do drzwi pałacu arcybiskupiego
w Krakowie i zapytałem czy mógłbym studiować kapłaństwo. Więcej niż ośmiu
tysięcy mężczyzn i chłopców uwięziono po 6 sierpnia 1944, natomiast ja uciekłem
do pałacu arcybiskupiego, gdzie pozostałem dopóki Niemcy nie odeszli. Wkrótce
potem zaczął kursy w tajnym podziemnym seminarium powołanym do życia przez
arcybiskupa Krakowa, Adama Stefana Kardynała Sapiehę. W nocy 17 stycznia 1945 Niemcy
uciekli z miasta, i studenci zajęli ruiny seminarium. Nigdy nie zapomnę zebrań
w Pałacu Arcybiskupim, członkowie gildii w Sali wieczornej, łączyła nas
przyjaźń, innych ród, wszystkich obecność dostojnego gospodarza, jego oddanie
sprawie Kościoła Powszechnego. Nie było konkurującego z nim salonu podczas
okupacji. Ten miał takie poglądy, drugi inne… Ile tkliwości dla mnie miały
krakowskie dziewczęta, wybierały mi lektury. To takie polskie. Po ukończeniu
studiów w seminarium w Krakowie, zostałem wyświęcony na kapłana w
Uroczystość  Wszystkich świętych, w dniu 1 listopada 1946, przez arcybiskupa Krakowa, kardynała Sapiehę. To był Ojciec nas wszystkich. Modlę się, żebym mógł pójść w jego ślady. Miarą naszej dobroci jest nie to, co czynimy dla innych, ale co tworzymy razem i do kogo wyciągamy dłoń. Przez następne lata studiowałem teologię w Rzymie. Z Niegowici, pierwszej
parafii, pamiętam niewiele, może pierwszy pocałunek, jaki złożyłem na łonie
polskiej ziemi, reszta wrażeń tonie w magmie…. Echa wojny w ruinach
zamordowanych miast. 4 Lipca 1958, po dziesięciu latach pracy naukowej i
duszpasterskiej w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, byłem na kajakach z moją
„Rodzinką” (młodzieżą z Kleparza) w regionie jezior mazurskich, kiedy papież
Pius XII mianował mnie biskupem pomocniczym Krakowa. Tak więc zostałem
następnie wezwany do Warszawy, by spotkać się z prymasem Polski, Stefanem
Kardynałem Wyszyńskim, który poinformował mnie o tej nominacji. Drugie konklawe
1978 roku rozpoczęło się 14 października, dziesięć dni po pogrzebie papieża
Jana Pawła I, na którego zagłosowałem przed 43 dniami. Konklawe podzieliło się
między dwóch silnych kandydatów do papiestwa: Giuseppe Cardinal Siri,
konserwatywnego arcybiskupa Genui i liberalnego arcybiskupa Florencji,
kardynała Giovanniego Benelli, bliskiego przyjaciela Jana Pawła II. Zwolennicy
Benelliego byli pewni, że będzie on wybrany, w początku głosowania, Benelli zwyciężał z dziewięcioma głosami. Jednakże oboje mieli wystarczającą opozycję, tak że żaden liczył na ostatnie pierwszeństwo. Franz König Kardynał, arcybiskup Wiednia zasugerował jego
kolegom elektorom kompromisowego kandydata, mnie skromnego, polskiego
kardynała. Wygrałem w ósmym głosowaniu w drugim dniu naszego spotkania, z 99
głosami na 111 elektorów uczestniczących w konklawe… Podczas mojej posługi w
kościele powszechnym niczym odwieczny marzyciel trwałem przy nauce Apostołów i
wielkiej tradycji Kościoła Katolickiego, przejmując od poprzednich generacji
jasność myśli i wyrazu, tłumy ludzi, odziedziczone marzenia… Byłem już biskupem
w Krakowie, gdy sprawowaliśmy Mszę świętą wspólnie z ks. Profesorem Stanisławem
Nagim. Zdaje się, że dar przemowy mam po Demostenesie, oświadczył jeszcze w
zakrystii. Rzeczywiście kazanie okazało się ciekawe. Chrystus, to on, który
powiedział mi… Nie byłem prorokiem, a tylko wolarzem, pasterzem wołów. „Ta
deklaracja proroka Amosa, możemy ją podjąć zwłaszcza, kiedy Bóg stawia nas
przed sytuacją , na którą nie jesteśmy przygotowani. Teksty tej niedzieli mogą
nas w ten oto sposób oświecać.   Święty Paweł mówi tę samą rzecz o powołaniu chrześcijan w liście do Efezjan. I, w Ewangelii, Chrystus precyzuje modalności, tonacje tej misji, gdy rozsyła
Dwunastu, odłączając ich od ich uwarunkowania socjalnego, żeby mogli wypełnić
pierwszą misję. Łaska jaką Bóg nam daje jest wyborem Boga a nie wynikiem
naszych własnych decyzji. W Betel pracownicy na rzecz sanktuarium byli w
liczbie wystarczającej i prowadzili ich sprawę według zwyczajów rytualnych. I
mogło być kwestii pozwolenia Amosowi tam na sukces w jego życiu. „Wykonuj swój
zawód proroka zresztą- mianuje go Amazjasz. Za naszych dni jak we wszelkiej
epoce istnieje pokusa funkcjonowania czynności religijnych. Służba ołtarza i
świątyni była zaręczana przez lewitów, na zasadzie sukcesji rodzinnej. Amos nie
krytykuje tej instytucji, która pochodzi od Mojżesza. On sytuuje i precyzuje
tylko swoje ‘jak’ odnośnie swojego powołania: „nie byłem prorokiem, ani synem
proroka.” „Przycinał sykomory”. To dopiero Pan wprowadził go i nadał mu misję.
Amazjasz nakazuje mu opuścić królestwo plemion północnych i połączyć się z
krajem Judy. Amos odpowiada mu przywołując uniwersalność swojej misji. „To on,
który powiedział mi, by kroczyć dla mojego ludu Izraela.” Czyli do wspólnoty
dwunastu plemion, a nie do jednego… Pan wprowadził ich… Istnieją za naszych dni
mężczyźni i niewiasty Boga, których Pan wprowadził, którzy powrócili i
kontynuowali ich codzienne troski. Są w parafiach, w seminariach, w konwentach
na drogach świata To Chrystus zaakceptował pierwszy ich drogę wyznaczoną przez
swego ojca i który zaangażował się od śmierci do zmartwychwstania… Trzeba nam
podjąć to w nieprzewidywalności Boga, która nigdy nie jest arbitralna,
samowolna. Bo człowiek jest darem otrzymanym od niego, Boga. I naprzeciw
naszego chodzenia po omacku, naszych błędó mamy obowiązek wypełnienia tego, co
Bóg żąda… O rekapitulacji świata w Chrystusie powiedział: Bóg wybrał nas przed
stworzeniem świata…, byśmy byli bez zarzutu, nienaganni… to tajemnica ojca,
padre także… Kolejne czytanie domaga się stopniowego dojrzewania, matury
poprzez medytację wielkości Boga, która przekracza totalną wielkość, przez moc
wobec nas, przez energię jego mocy zrealizowanych w Chrystusie.(Efezjan 4,19)
Człowiek jest dla siebie nadzieją i piekłem zarazem. „Bóg napełnił nas mądrością
i inteligencją… Obwieszczał w kazaniu gratisowość, wspaniałomyślność tego
wyboru… Nadwyżka trosk oddziela od zjednoczenia istotnego. „Będziesz mógł
zwyciężyć twoje życie czyniąc twój zawód proroka.” Nawrócenie jest także
konieczne… Posiadanie realności naznaczenia jest dla celu wypełnienia,
zrealizowania daru szczególnego, jaki Bóg zrobił dla nas. Wolarz, rybak,
celnik, robiący namioty. „Otwórzcie wasze serce na jego światło…” Historia
świętych, to historia odkrywania Boga, który jest w nas, jego obecności(presance)
działającej w nas, gdzie wyraża się prawdziwa symfonia darów…Te dary są różne,
tak że żaden święty nie wyczerpuje pełni Chrystusa. W pewien sposób i ja jestem
wolarzem, nacinaczem sykomory. A jednak Bóg potrzebował świętego, który będzie
wszędzie świadkiem innego świata. Jestem pierwszym, który polityką się
interesuję… nie mam żadnego urlopu… choć posiadam wewnętrzne zdolności. Bez
pomocy Boga nic nie możemy uczynić… żyć według nauczania ewangelii… ta realność
eucharystii… ta pielgrzymka wasza tutaj, kochane dzieci, i wy wychowawcy-
miejcie pragnienie spotkania Boga, dlatego powinniśmy pogłębić sens
naszego  spotkania tutaj… aby być apostołem Chrystusa, żyć w cudownej zgodności Chrystusa, z naszym obwieszczaniem Boga, nie szukać egoizmu, przekazać wiarę z cierpliwością. To
nie ja , ale Pan powołał mnie, bym zaświadczał z radością o misji Chrystusa,
iść z Chrystusem (camminare con Christo)…niech przyjdzie Jezus Chrystus, i
matka Boża. Co za cud tutaj, przenieść go w nasze życie… Bądźcie solą ziemi i
światłem świata. I ja tak zakończę to moje słowo. Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus.

Kochana Jasiu,

Pamiętam mój pierwszy pobyt w Castel Gandolfo, nawet lazurowe wybrzeże
przybierało barwy brunatnej… szedłem wąskimi uliczkami miasteczka, dachy z
łupku, choć nie raz można było zobaczyć żałosną bryzę popołudnia. Duża prosta
aleja, idę na pobliską stację z Edytą, pytam w czym mógłbym jej pomóc, modlitwą
na pierwszym miejscu- mówię- niczym z bronią w ręku… nikt nie wie o mojej
szarży… jestem młodym księdzem. -Jesteś teraz częścią mnie, który reprezentuję
sobą najbardziej wstydliwe łono, lepiej o mnie zadbaj, zawyrokowałem. -Niektórzy
przez całe życie szukają chwili, którą Ty przeżyłaś, powiedziałem. -Jak się
czujesz? -Jakbym miała żyć wiecznie. -Wczoraj zrozumiałam, że muszę żyć, jest
tyle rzeczy o których nie wiem… Mogłabym się w Tobie zakochać, wiem żebyś mi
nie powiedział… mówiła coraz pewniej Edyta… Na koniec-zdziwiłem się- podarowała
mi różaniec. Nie znałem nazwiska tej kobiety, żadnych sztukaterii na klatce
schodowej, wszystko już zniknęło… być może zobaczyłem to wszystko za późno… na
schodach nie spotkałem nigdy nikogo nowego. Po pół roku zaprosiłem ją na
kolację… Edyta poznała mężczyznę. -Robiłem co mogłem, żeby bronić was przed
okropnościami świata, pozwól mu żyć własnym życiem. -Jeszcze kogoś zabijesz
tymi szpilkami, powiedziałem zaraz mimochodem. -Kiedy żona mówi do męża:
‘kocham cię,’ to mówi to z najwyższego poziomu społeczności. -Czy wyszłabyś za
niego, gdybyś wiedziała, że wam pożycie nie wyjdzie? -Oczywiście… -Motywacją
jest Jezus… musimy znaleźć racjonalne racje, znajdujemy się nieraz za wysoko,
mamy zniżyć się do społeczności… Pytałaś o Pana Mieczysława. Reżyser Mieczysław
Kotlarczyk prowadził najpierw jednoosobową firmę adwokacką w bajecznie
usytuowanym miasteczku. Jakoś tam poznaliśmy się. W ten piękny letni wieczór
dom przybrał odświętny wygląd, współgrało z tą godziną jaskrawe słońce, kurz na
drodze… Pan Mieczysław skręcił traktorem do chaty, następnie ukłonił się telegrafistce
i pokłusował na schody. Wszyscy wiedzieli w okolicy, iż tego dnia mają odbyć
się ich zaręczyny… zadanie bojowe zostało postawione; był tak przystojny…
wszystkim kobietom w promieniu trzech mil promieniowały oczy. Spotykali się nad
Skawą i jej mokradłami, rzeka chłód czerpała z listowia, pod którymi toczy się
milami, wszelakiego rodzaju zdroje gwarzą wśród drzew; czujesz podziemne
jeziora … by rozlać się  kryształową krynicą; nie zagłuszysz natury, biją kaskady; rosną trawy nad wyraz wybujałe; olbrzymie kasztany rzucają tu mroczny cień… ogród naturalny, korony drzew były kolosalnymi klombami… w tym właśnie miejscu stał kiedyś młyn, który pan Mieczysław widział we wszystkim co w swym życiu zamierzył, łatał starowinę czym się da. -Po
zaręczynach pojedziecie na defiladę niepodległościową, stwierdziłem tylko, byłem
jeszcze dostatecznie młody, aby to zrobić … -Ale pod pancerzem duszno- kusił
Józek-popatrzymy tylko. Kiedy chodził w mundurze wojskowym był nie zbyt dobrym
żołnierzem. A i teraz głównym jego zajęciem w mojej obecności było rzucanie
papierowymi kulami do kosza na śmieci. Chyba do czasu. Bo teraz musi stawić
czoła zmowie milczenia, rasowym uprzedzeniom i skorumpowanej policji. Ostatnio
nawet zaproszony był do nas na Tyniecką. Zamek zgrzyta inaczej dziś. Podobno
wywodzi się z francuskich hrabiów. Przed laty studiował historię, wierzył w
mądrość innych pokoleń.-Skończyłem wiek XVIII, zawyrokował poniesionym głosem,
gdy mnie ujrzał. Straciłem zaraz cały jad, jestem wolny, znam powinności swoje
u Boga. -Masz wielkie serce, powiedział do mnie. Pewnego jesiennego dnia
zażartowałem do niego, że mam nadzieję zatrudnić się w Watykanie… -„To pański
interes, wszyscy łajdacy kłamią. A ja zawsze znajduję rybę, choć ogłuchłem
podczas okupacji od kuli.” Pan Mieczysław głosił akademickie, ale też bardzo
praktyczne doktryny, opowiadał nieśpiesznie: ”Słowo – dar. Słowo, materiał
ostatecznego, najwyższego i najdoskonalszego rzędu. Materiał przede wszystkim
syntetyczny, zdolny wyrazić to wszystko, co wyrazić może wszelki inny materiał
artystyczny; zdolny wywołać mianowicie wizję zarówno linii, jak kształtu,
zarówno barwy, jak dźwięku.(…) I dlatego artyzm słowa, a nie gestu czy
mimiki, uznajemy za najwyższą wartość i za istotę sztuki aktorskiej, za jej
rdzeń i duszę, a aktora nade wszystko za wypowiadacza tekstu – Słowa.” Kiedy
wpatrywałem się w jego postać w moim umyśle rodziły się pytania bardzo socjalne
w rodzaju: co jest najistotniejsze dla naszej ludowej demokracji?  Jak filozofia, słowo, może znaleźć prawdę, tak musimy znaleźć egzystencję Boga… musimy zrobić ekspertów, nie jest łatwo
pokonać te bariery, które mamy… Ale możemy stworzyć dobre społeczeństwo. Zostań
z Bogiem.

Kochana Stasiu,

Cieszyłem się ogromnie na spotkanie z rodakami w mojej ojczyźnie w
pierwszej dekadzie czerwca 1979 roku. Kiedy jechałem otwartym samochodem przez
Aleję Panny Marii mogłem odczytać poszczególne napisy: Ojciec Święty, polski
papież Jan Paweł II, zamierza odwiedzić Częstochowę, 4 – 6 czerwiec 1979,
będzie się modlił oraz przemówi do wiernych w klasztorze na Jasnej Górze. Już
pierwszego dnia mojej pierwszej pielgrzymki do Polski byłem zmęczony nieco,
podczas krótkiej sjesty stanął mi przed oczami obraz z młodości. Lolek pamięta…
Odeszłaś daleko, lecz ja pamiętam , jak dziś, twoje słowa mamo, i nie tylko
takie słowa: -Zrobiłeś mały błąd w szóstym ćwiczeniu… -Mówisz, że już
przejechaliśmy dolinę, mama to powiedziawszy spojrzała na swe ręce. Ponieważ w
tym dniu byłem w Wadowicach, obudziłem się wcześniej niż zwykle. Nie mogłem
spać, na jawie zobaczyłem dwa oblicza miłosierdzia: mamy i brata. Dana mi była
druga szansa  niczym powieść o tym jak dorastamy, jak porzucamy ideały młodości w imię czegoś lepszego i o tym jak wiele „drugich szans” dostajemy w życiu… zdaje się stałem w słonecznej cukierni. Słoneczko przez okno już wdarło się do mieszkania. To był jeden z
tych dni, w których wszystko nam się udaje. Ale historia spłatała mi figla. Był
dzień 26 października 2006 roku. Po wojnie obronnej, w której brał udział naród
cały, Niemcy zajęli obszar Wadowic i miasto zostało zaanektowane przez
nazistowskie Niemcy. Ale moje serce na widok obcych mundurów napełnione było
radością. W pewnym momencie promienie słoneczne zatrzymały się na mojej twarzy.
A za oknem usłyszałem pisk opon, bo zatrzymał się właśnie samochód z generałem,
otoczony przez tajemnych agentów gestapo. Generał hitlerowski musiał wyjść na
jakąś platformę, bo dało się słyszeć przez megafony jego stentorowy głos.
Nadleciało kilka bombowców od strony Śląska, które nie zrobiły większej krzywdy
centralnej zabudowie miasta. Gdzieś w połowie drogi z Warszawy do Krakowa
autostrada przepoławia sławione wszędzie w świecie przez Panią z Jasnej Góry,
tysiącletnie prawie miasto Częstochowę. Jasna Góra odzwierciedlała dla mnie
zawsze biblijną górę Syjon. To moja matka. Tam na Jasnej Górze zawsze modliłem się        rzewnie i gorąco. Widzisz Stasiu, teraz piszę dla mojego czasu i z moim czasem,                        a Pan z nieba czyni dobro! Wiesz, w mych podróżach po świecie, to nawet byłem w San Francisco, był czas przedświąteczny, ubieraliśmy żłóbek z Panem Jezusem.
Zamyśliłem się nad dobrem w człowieku i powiedziałem sobie, trzeba czynić dobro…
Za klasztorem jasnogórskim parking nagle skręca w dolinę popiołów, oczom
brakuje jakby twarzy, idą ludzie z niewidocznym nosem, oczy blade i wyblakłe,
medytują od dawna nad tym wysypiskiem. Wyobraź sobie w Częstochowie -wiele
rzeczy się tu łączy- by wykazać, że Aleja Najświętszej Marii Panny jest jednym
z klejnotów czasów przychodzących do nas i świecących, jak migająca gwiazda w
historii Częstochowy. Czym jest Częstochowa? Tylko Bóg i archeologowie znają
odpowiedź na to pytanie, ale w każdym przypadku Aleja jest z pewnością
starożytnym reliktem i kamieniem szlachetnym jej historii. Jak mogło do tego
dojść, i skąd kamienno-chodnikowa powierzchnia prowadząca bezpośrednio do
historycznej Jasnej Góry Zwycięstwa. Aleja z Ratuszem, z placami M. Nowotki i
W. Biegańskiego, z jej księgarniami. Ściany Bazyliki Jasnogórskiej ozdobione
wielokolorowymi arabeskami, teraz pokruszonymi, wydzielającymi silny odór od
zastrzyków dawnych i nowszych czasów, powonień, które obecnie stały się
przyprawami i zabiegami o dzisiaj i jutro. Jakkolwiek Aleja z Jasną Górą
stanowi serce miasta, ożywa bez izolacji od wszystkich pobliskich aktywności,
to jednak zachwyca odrębnym i osobistym życiem. Fundamentalnie i zasadniczo jej
korzenie wciąż jeszcze wsysają się w życie miasta jako całość, to jednak w tym
samym czasie, Aleja zachowuje liczbę sekretów świata teraz już przeszłego.
Słońce zaczęło wstawać i Aleja u swego początku utonęła w brązowych odcieniach
blasku. Ciemność była zupełnie większa, ponieważ ukazała się jako pewne
uzupełnienia między trzema ścianami placu przy kościele św. Zygmunta,
nierównomiernie wzrosła nad Aleją. Jeden z boków Alei składał się z sklepu,
kawiarni i piekarni, drugi- z innego sklepu i biura banku. Od strony klasztoru
Jasnogórskiego Aleja kończy się promenadą H. Sienkiewicza, tak jak jej
starożytna chwała, dwoma sąsiadującymi ze sobą parkami, każdy o trzech bramach.
Szumy dziennego życia zdawały się być wyciszone teraz, te wieczorne dopiero
zaczęły być słyszane, i owe poszeptywania w rodzaju: “Dobry wieczór,
wszystkim.” “Proszę wejść; to jest czas bycia razem.””Obudź się, wujku Jurku i zamknij swój sklep!” “Jurek, zmień wodę w wazonach!” “Podłóż do pieca, Jerzy!” “Ten haszysz rani moją
pierś.” “Jeśli już ucierpieliśmy na skutek terroru tytoniu to jednak wynikało tylko z naszych własnych niegodziwości!”Dziś rządzą pielgrzymi w Alei Panny Marii. I dzisiaj przeżyłem bardzo interesujący dzień, słońce już chyliło ku zachodowi, i tak jak przed laty złota jesień polska podarowała mi dwa czerwone liście, które zleciały na parapet okna, tak teraz na parapecie okna usiadły dwa białe gołąbki. Przyznam, że podróżując po świecie poznałem i wchodziłem w
interesy z najróżniejszymi ludźmi, bardzo często bezbarwnymi, a czasem wręcz
odrażającymi. Stawiałem namioty nawet na Alasce. Przychodziłem z mocą świętego
Ducha, by powiedzieć o Chrystusie, który nie wyrażał siebie, lecz sprawę Ojca
Boga. To oni rozpisywali się o mnie w gazetach: nie jest biedny, ale chce się
wzbogacić, udając człowieka interesu. Jest na tyle sprytny, że kiedy przybywa
do miasta N. w celu zakupu “martwych dusz rewizyjnych”, czyli wiernych, którzy umarli od czasu ostatniego spisu rewizyjnego, a za których urzędnicy państwowi zmuszeni są ciągle płacić podatki – wzbudza ogólną sympatię, zainteresowanie ludzi oraz zaufanie bankierów. Kiedy jednak w mieście wychodzą na jaw plotki na temat planów Wojtyły porwania brata pierwszego sekretarza,
wtedy wszyscy poznają jego prawdziwe oblicze i cel zakupu czerwcowych
“martwych dusz”.  “A ty barbarzyńco, Bonaparte przeklęty” … Już jako papież byłem w Afryce,
kroczyłem śladami Stasia i Nel. Dzięki Bogu nie było przelewu krwi w tych
miejscach najczęściej, w których głosiłem Chrystusa. Zawędrowałem nawet tam,
gdzie słychać było tylko szum fal i krakanie wron na drzewach- co wywoływało
przestrach, była to jedyna pociecha, jakiej doznaliśmy w tej dolinie. W czasie
podróży do Indii poznaję ciemnoskórą Parvathi, urodzoną na Cejlonie kobietę, o
której losach zadecydowała przepowiednia. Gdy kapłan oznamia, że nowonarodzona
dziewczynka stanie się w przyszłości niezwykłą pięknością i znajdzie bogatego
męża, jej ojciec, ubogi i ponad wszelką miarę leniwy wieśniak, dostrzega we
wróżbie okazję do wzbogacenia się. W oczekiwaniu na cudowną przyszłość izoluje
Parvathi i odprawia kolejnych zalotników. Wreszcie, kiedy w wiosce zjawia się
wysłannik mieszkającego w Malajach bogacza, mężczyzna oszukuje go i doprowadza
do zawarcia związku małżeńskiego… Szesnastoletnia, marząca o miłości,
dziewczyna opuszcza dom i ukochaną matkę. Trafia do wspaniałej posiadłości,
oszałamiającego pałacu graniczącego z morzem i dżunglą. Rozczarowany, żyjący
wspomnieniami mąż nie jest w stanie obdarzyć uczuciem młodziutkiej połowicy,
Parvathi znajduje jednak bratnią duszę w Mai – cejlońskiej kucharce, szamance i
uzdrowicielce. To dzięki jej ciepłu i zrozumieniu, dziewczyna znosi cierpliwie
swój los, by nieoczekiwanie, w wojennym zamęcie, poznać wreszcie, czym jest
prawdziwa miłość. I o tym wszystkim mi powiedziała. Bądź zdrowa.

Kochana Jasiu,

Uwielbiałem Święta Bożego Narodzenia. Zgromadziliśmy się w Watykanie na
polskiej wigilii. Ktoś przekładał moje słowa na angielski. -Z początku
pomyliłam się- dopiero gdy siadał dostrzegłam jego piękno, tak o mnie mówiła
pani Wanda. Wszyscyśmy się zatrzymali, chciałem aprobaty dla swej opowieści,
anegdoty… wszyscy docenili moją światową świeżość, co wywołało niekorzystne dla
narratora wrażenie, jąłem śmiać się nieprzerwanie… Następnie zaintonowałem: 1.
Oj maluśki, maluśki, maluśki, kieby rękawicka, Alboli tyz jakoby, jakoby
kawałecek smycka. Ref.: Śpiewajmy i grajmy Mu, Dzieciątku małemu. 2. Cy nie
lepiej by tobie, by Tobie siedzieć było w niebie, Wsak Twój Tatuś kochany,
kochany nie wyganiał Ciebie. Ref.: Śpiewajmy… 3. Tam wciornaska wygoda,
wygoda, a tu bieda wsędzie, Ta Ci teraz dokuca, dokuca, ta i potem będzie. Ref.:
Śpiewajmy…4. Tam Ty miałeś pościółkę, pościółkę i mietkie piernatki, Tu na to
Twej nie stanie, nie stanie ubozuchnej Matki. Ref.: Śpiewajmy… 5. Tam
kukiołki jadałeś, jadałeś z carnuską i miodem, Tu się tylko zasilać, zasilać
musis samym głodem. Ref.: Śpiewajmy… 6. Tam pijałeś ceć jakie, ceć jakie
słodkie małmazyje, Tu się Twoja gębusia, gębusia łez gorskich napije. Ref.:
Śpiewajmy… 7. Tam Ci zawse słuzyły, słuzyły prześlicne janioły, A tu lezys
sam jeden, sam jeden jako palec goły. Ref.: Śpiewajmy… 8. Hej, co się więc
takiego, takiego Tobie, Panie stało, Ześ się na ten kiepski świat, kiepski
świat przychodzić zachciało. Ref.: Śpiewajmy…. Tutaj przytoczę Ci fragment
mojego pamiętnika. Piątek, 9 listopada, cierpię na amnezję, drzwi do sypialni
zamknąłem ,w pokoju pstryknie wyłącznik światła,  nie mam wspomnień… pokazuję sobie język do lustra. W szpitalu ze mną jest pułkownik, leży z drugiej strony Sali, do
którego przychodziła codziennie kobieta, która gdy przyszła po raz ostatni on
skonał na jej ręku. Ona jeszcze wtedy powiedziała do niego coś w rodzaju: „Synu,
bądź dobrej otuchy i chodź za mną!” Obserwowałem przedpokój- bezduszne światło
…budziłem się o godzinę wcześniej… pułkownik, on i jego okręt stanowili jedną
duszę… obliczali szansę spotkania z potworem… jeżeli to jest najlepszy z
światów, to jaki będzie ten najlepszy, kiedyś nawet powiedział. „-Oddziałowa
wsunęła mi tonę żelastwa- siedzę na krześle i tylko słyszę, że prowadzą nowego”…
A pewnego dnia zdobył się przede mną na następujące zdania: „Pszczoła żyje
trzydzieści dni, a człowiek po milion razy umiera…” Umiera się na wiele
sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze
strachu… Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej.
Kiedy świat zacieśnia się do rozmiarów pułapki, śmierć zdaje się być jedynym
ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Moja żona
postanawia umrzeć bez wyraźnego powodu, bez żalu i bez patosu. Może dlatego, że
gdy szukała łatwych rozwiązań, jej życie stało się mdłe, jak potrawa bez
przypraw, pozbawione ziarna szaleństwa. A gdzie szukać szaleństwa, jeśli nie w
domu szpitalnym, pośród tych, którzy obdarzeni nim zostali w nadmiarze? Teraz
ona uczy się na nowo życia, poznaje siebie samą, zmartwychwstaje. Już chce żyć
inaczej…-Pora na terapię, jest to forma obłędu, różnego od utraty kontroli,
zawyrokowała Oddziałowa. -rzuciłem mu do portek małą myszkę i umarł ze strachu,
pułkownik krzyknął. -Nic mu nie dolega, kontynuowała Oddziałowa. Gdy ona wyszła
pułkownik mówił jakby do siebie: – Marsjanie zaatakowali ziemię, powiedział
cicho niespodzianie. (Pułkownik trzyma rozkrzyżowane ręce, następnie  jedną rękę podnosi do góry) -Bracie! powiedz mi, coś ty za wielka osoba? „Jam nie osoba, jam się dawno w krzyż zamienił. Ja byłem krzyżem w Chrystusa męce, Do mnie zmarłego przybili; A jam go zamiast
ćwieków unosił za ręce, Jak małe dziecię, gdy kwili. Jestem krzyżem; gdy papież
daje krzyża drzewo, Nie wierzcie! ja mam nogi, rękę prawą, lewą, Nic ze mnie
nie ubyło, niech kto części liczy. (Smutnie mówi) Boże! odwróć ode mnie ten
kielich goryczy.” Tu przerwał, lecz tylko na chwilę: „Ciszej mów! nieba sufit
lazurowy Trzymając na tej dłoni, zasłaniam świat cały. Niebo, słońce, księżyc
biały, Chcą upaść ludziom na głowy; Lecz ja stoję pod nieba nachylonym stropem,
Znużony, tęskny, bezsenny. Módlcie się do mnie, jam zbawca codzienny, Zasłaniam
ludy przed nieba potopem… Spijcie, ludzie! dobrej nocy!” (Przez moment
odpoczywa). „/…/Ty chciałeś zabić widmo, poświęcić się za nic. O! złota rybko w
kryształowej bani, Tłucz się o twarde brzegi niewidzianych granic; Mały
kryształ powietrza, w którym pluszczesz skrzelą, Jest wszystkim, a świat cały
nicości topielą. Myślę. Cierpię.” (W tym miejscu zdobyłem się na odwagę i
mówię:) -Nie myśl. -Nie mogę, powie. „Szatanie! Przyszedłeś tu zabijać duszy
mojej duszę; Ostatni skarb wydzierasz, własne przekonanie; Ostatni promień
gasisz. Niechaj Bóg litościwy wyrwie z twej paszczęki.”(por. J. Słowacki,
Kordian) Wyłączyłem światło, choć przyszło mi na myśl jeszcze jedno zdanie z
Biblii: „Błogosławiony, kto umie oprzeć się pokusie.” Mijają dni, miesiące.
Teraz muszę skończyć tę historię. „Koniec, kropka, bomba, kto nie skończył, ten
trąba.” Oczywiście stoimy osobiście rozczarowani, gdy widzimy, że zamknięta
kurtyna wszystkie tematy na nowo jeszcze raz może otworzyć! To może właśnie to
dobro, które po nas zostaje. Dziś jest mój pogrzeb. A jak się to stało? Chodziłem
po górach, przeziębiłem się i dostałem zapalenia płuc. (Przepraszam, że w moich
tekstach jest dużo niekonsekwencji, ale to jest rezultat poszukiwania języka
komunikacji z czytelnikiem. Jak powiedziałem wszystkie opisane tu przypadki czy
zdarzenia, choć oparte na faktach, są jedynie wymysłem autora, S.B.)

łaska powołania

Stanisław Barszczak, Wolność rozbrzmiewa na zboczach,

 I

Nazwali mnie Karol…. Urodziłem się z ciekawości, świat mi się bardzo podobał. Ponieważ możliwości człowieka są niewyczerpane, jeszcze dziś świat robi na mnie wrażenie. I to wtedy, kiedy prezydent uderza w pozytywny ton, gdy mówi o zapewnieniu ludziom pracy, o gwarancji ochrony przed brakiem siły na rynku gospodarczym i skutkami obecnego kryzysu. Ale również gdy matkę Ziemię nawiedzają kataklizmy. W czasie niebezpiecznych pogróżek, w świecie intryg… kiedy ludzie zastąpili emocje strachem, gdy twoi synowie tato nie mają imion, gdy matka postanowiła umrzeć, oto pijak jakiś niepewnie idzie brzegiem jeziora, a w rezultacie „stanu nieważkości” tonie w jeziorze, z słowami na ustach: „już nie chcę żadnej miłości”. Gdyby wszyscy zrealizowali marzenie, byłoby tu pusto… Pewnego razu w naszych czasach było trzęsienie ziemi: ale tym razem było mocniejsze niż kiedykolwiek, od czasu wymyślenia skali Richtera
umożliwiającej nam zmierzenie apokaliptycznych ostrzeżeń. Przechylił się szelf kontynentalny. Te wstrząsy powodowały często powodzie; trzęsienie ziemi, ten kolos, spowodował odwrócenie prawideł, ocean wycofał się niczym ogromny  oddech natury. Ukazał się najbardziej
tajemniczy poziom naszego świata: uformowane morze, zniszczone statki, fasady
domów, kandelabry bawialni, ubikacje, pirackie klatki,  ekran telewizora, poczty mailowe, kadłub
statku powietrznego, armata, marmurowe tułowia, karabin, metalowy pancerz
autobusu turystycznego, źródło chrzcielne, automatyczna zmywarka, komputer,
owinięte miecze, skamieniałe monety. Dziwne spojrzenie galopowało pośród tych
rzeczy; ludność, która uciekła z ich zatopionych domów na marynarskie wzgórza,
spadła w otchłań. Gdzie tylko na lądzie czy w dole zdarzył się jakiś wypadek,
on bardzo ich trapił, i nastała naga cisza. Ślina morza błyszczała nad tymi
obiektami; i potem czas już nie szedł, nigdy; istnieją w dole (materialności),
istotności przeszłości i teraźniejszości , które nie znajdują już chronologicznego porządku, wszystko jest jedno, wszystko jest niczym – lub też wszystko jest na raz pochłonięte, niczym czyjaś własność… Albo wszystko jest ojczyzną… Ojczyzno, ty jesteś jak zdrowie, nie żal dla Ciebie żyć, nie żal i umierać. Tyś dumna, święta, więc niech z każdego zbocza tej ziemi rozbrzmiewa
wolność… Modlę się teraz, by wszystko to, krzyż codzienności i twórcze trwanie,
nie poszły na marne.

Kochana Stasiu!

Jestem w pociągu… siedzą ze mną inni pasażerowie. Pan Heniek opowiada w nim historię swoich licznych, często burzliwych związków z kobietami; w większości są to przelotne przygody,
w których trudno doszukać się jakiejkolwiek romantyczności. Jego język jest
niewybredny, czasem rynsztokowy. Wierzę jednak mu, bo w jego opowieści jest i
wrażliwość, i uczucie. Jestem bardzo szczęśliwy, a co może za tym iść chciałbym
służyć ludziom najlepiej, jak tylko potrafię. Ty wiesz, nie sądziłem, że kiedyś
będę w tak atrakcyjnych okolicach. Wadowice. „Moje oczy już objęły słoneczne
wzgórze, biegnąc daleko wprzód od drogi, jaką zacząłem. Jesteśmy pochwyceni
przez coś, co nie można chwycić; To ma swoje wewnętrzne światło, nawet z
dystansu- i zmienia nas, nawet gdy nie sięgamy tego czegoś istotnego, na coś
jeszcze, w czym mocny sens tego czym już zawsze jesteśmy; kiedy gest odwraca
nas ku czemuś, co odpowiada naszej własnej fali… a co czujemy jak przejście
wichru po naszych twarzach. (R.M Rilke, 1924) Nie tak dawno było sobie
miasteczko, każdy znał swoje miejsce, a jeśli się zapomniał, to mu wskazywali
właściwe miejsce. W czasach głodu, podczas światowego kryzysu gospodarczego z
1929 roku, dochowali wierności tradycji… Pamiętam Tata miał mnie zapisać na
trzecie kolonie w moim życiu, następnie pierwszy dzień szkoły- październik, 17.
Jako nastolatek miałem ciężkiego fioła na tle sportowych gier zespołowych.
Wówczas oglądałem majowych kolarzy, mecze piłki nożnej z udziałem kadry K.
Górskiego. Z czasem spędzałem długie godziny na lekturze książek. A ty miałaś
trzydzieści siedem lat, niewiernego męża i dorastającą córkę oraz syna…
dwadzieścia cztery lata temu wygrałaś wielki konkurs, czy na przekór
wszystkiemu postanowiłaś upomnieć się o nagrodę z przeszłości. Wyruszasz do
Wadowic, by wreszcie, po ćwierćwieczu, zobaczyć się z papieżem…. Czy ponowne
spotkanie zmieni cokolwiek w pozbawionym miłości życiu? „Święty Marcin pije
wino, wodę pozostawia młynom”…. Wojtek, wasz tata, już był w niebie. I oto nawet
nie spostrzegliśmy się, a już byliśmy u celu podróży… Wadowice, pamiętam radowałaś
się tą chwilą. Ale o tym opowiem Ci w następnym liście.

Kochana Jasiu,

Chciałbym Ci opowiedzieć o naszym spotkaniu w Wadowicach. Bo wiesz, Wadowice
to nie tylko to, co wczoraj, ale to z sprzed lat trzydziestu, mam obraz miasta
w pamięci, który chciałbym przywołać. Żeby na nowo rozpoznać te rzeczy, jak na
przykład obecność Żydów, wojska w mieście, trzeba by rozpoznać właśnie inny akt
rzeczy, podać dokładną genezę narodzin kultury mieszczańskiej w Drugiej
Rzeczypospolitej, solidarności uczyć i przekonań. Nie dysponuję wystarczającym
czasem, by tego dokonać. Kochana Jasiu. Teraz wiem, że jeden kraj jest
nam pisany… nie próbuj się nade mną litować… Jeden żołnierz powiedział raz:
zbojkotujmy moralność! Ale jeśli zamkniesz drzwi, noc będzie trwała wiecznie.
Widzisz, dziś akt rzeczy jest brutalny, czy tego uczył nas papież? Zacząłem skokami pisać swoje życie dla innych… mając siedemnaście po raz pierwszy wybrałem się w podróż do Warszawy, tam i z powrotem. Potem były inne „wstrząsy” w mym życiu, a i emocji nie brakowało… Może dlatego teraz te podróże po świecie, które jak mniemam są kontynuacją tamtego pierwszego
początku… Ziemia nazwana Wadowice. To tam, a potem w Krakowie, mieszkałem z
tatą. Raz któraś z dziewcząt zagadnęła mnie w drodze do szkoły: -hej
cześć, -moja siostra nie może skakać, ma chorą nogę, ma wojenną rentę. Nic nie
odpowiedziałem, -Moja mama mówi, że nie masz taty, -Mam, tylko go nie znam
(odpowiedziałem natrętnie). Po drugiej wojnie światowej powracałem do Wadowic jak do Monterey czy Coqueville. Miałem za sobą pierwsze lektury książkowe. Czy po
śmierci mamy straciłem dom? „Nie, tylko sposób na przemieszczanie się z
miejsca na miejsce.” Pamiętam był piękny pogrzeb, a wówczas bardzo mocno
zabrzmiały słowa zaczerpnięte z biblii: błogosławiony, kto umie oprzeć się
pokusie… wielkości, potem to słowo przydawałem do cytatu po wielekroć. Kiedyś namalowałem Cię Jasiu. A ty jakbyś powiedziała wówczas do mnie: -odmłodziłeś mnie (na obrazie), dyplomata z ciebie. Jedliśmy śniadanie w restauracji… co za dziura… Krzysiu był taki młody… Nagle
nastąpiło oberwanie chmury. Leje jak jasna cholera, znajdujemy jakąś taryfę…
pędzimy do plebańskiego domu. W domu Matki przy Wadowickiej farze nie robiliśmy
z Adamem modeli ptaków, a tym bardziej ptaków fruwających, a szkoda. Raz
siedzimy w kinie vis a vis szklanej gabloty, w której znajduje się gigantycznej
wielkości pstrąg, jak się wydaje – wypchany. Co chwila podchodzi do nas nowy
„właściciel ryby” opisując w jaki sposób dokonał tego „wielkiego połowu”. W
końcu barman dementuje wszystkie te historie przyznając, że to on dokonał tego
dzieła. Ktoś przypadkowo strąca gablotę i wtedy okazuje się… że pstrąg był z
gipsu. Innym razem usiedliśmy pod wierzbami…. Przystąpiliśmy do drugiego
śniadania… ale oto naruszyliśmy prawo własności- bo siedzieliśmy w karoserii
samochodu na ogrodach sąsiada. Ale kiedy z daleka już słyszymy krzyki sąsiadki,
zaraz bierzemy nogi za pas i biegniemy do plebańskiego domu. Ksiądz Zacher
bardzo nas polubił. Opowiadaliśmy mu o naszych marzeniach teatralnych,
dziewczęta chichotały. Ale gdzie będziemy w tym samym czasie w przyszłości, nie
było mowy o tym w naszym dzieciństwie. „Po maturze chodziliśmy na kremówki”. Cukiernia
znajdowała się tuż za kościołem… Pamiętam pewnego razu, iż ekspedientka mówiła
do nas od drzwi: -Coście za jedni. -My w sprawie ciastkarni… Częstując się
ciastkiem Kasper mówi: rewelacja, ale nie moje ulubione… To jest dramatyczne w
naszym życiu, że potrzebujemy rozrywki… Potem przyszło lato. Lato stopniowo
pęczniało od kwitnących rzeczy. Ciężkie słoneczniki wypłakiwały się nad
ogrodzeniami; Iris nęcił lokami i brązowiał po krawędziach daleko od ich
purpurowego serca; uszy kukurydzy nachylały na wietrze ich delikatne włosy do
swych łodyg. A chłopcy. Piękni, piękni chłopcy, którzy kropkowali krajobraz jak
klejnoty, rozdzielali powietrze swymi krzykami po polach i zapełniali teraz boki
Skawy z ich świecącymi mokradłami. Nawet ich ślady wydawały za nimi zapach
dymu. To było tego lata, lata ich dwunastych narodzin, lata pięknych czarnych
chłopców, którzy stali się niecierpliwi, zastraszeni i otyli- wszystkim tym w
tym samym czasie. Mietek i ja wbijaliśmy słupy w łożysko Skawy. W tym rtęciowym nastroju w
lipcu wędrowaliśmy boso po dnie rzeki wyczekując intrygi. Postanowiliśmy udać
się w dół rzeki gdzie chłopcy czasami pływali. Mama czekała na ganku, gdy
pobiegłem do domu, do ubikacji. Następnie schodami przeszła kuchnię, gdzie
Hania siedziała z dwoma przyjaciółkami, Marysią i Walerką. Dwie kobiety
zażywały świeżego powietrza przy otwartych oknach, patrzyły na Hanię wyjmującą
z pieca jakieś ciasto, wszystkie rozmawiały swobodnie o tym i tamtym, i kręciły
się wokół, kiedy ja na powrót przeszedłem do problemów dzieci mego wieku… Świat
obiektywny mienił się różnymi kolorami tęczy. Co wielkie w kobiecie, to leży w
jej mentalności… oto ja jestem kolosem, wielkim, stąd muszę być dorosłym… Stałem
się gorliwym czytelnikiem „Prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Dziewicy
Maryi” św. Ludwika Grignon de Monfort, oddałem się w niewolę Maryi, przyjąłem
jej duchowe macierzyństwo. Pięknym być, to być zakochanym… w tym sensie stałem
się lepszym. Święty Ojciec Rafał Kalinowski, czciciel Maryi Dziewicy, umarł piętnastego
listopada 1907 r., w klasztorze w Wadowicach, który założył i którego był wtedy
przeorem, stąd jego śladami zapragnąłem podążać,  powiedziałem sobie wówczas, nie robię kariery, nie stoję na scenie … Już w tym czasie bez wysiłku słuchałem radia, bardzo
dobrze rozumiałem piękne audycje polskiego radia, potem nadeszły straszne dni
wojny. Pamiętam rozmowę z tatą przez telefon o przeprowadzce na „Tyniecką” do
Krakowa, w ostatniej chwili odkładałem słuchawkę, serce biło jak ociężałe… Tata
umarł zaraz po wojnie, nie był to niemiecki granat… Po wojnie nie przestałem
słyszeć radia, spiker zawieszał na chwilę głos, następnie mówił: tu „Wolna
EUROPA”. Były to radosne momenty dnia, gdy miłość i honor były cenniejsze niż
życie… Raz miałem wypadek w Krakowie. A było to tak. Wracałem z pracy w
Zakładzie Solvay. Byłem po bogatej lekturze duchowej. Nasłuchałem się też wielu
rzeczy w pracy. -Kiedy zamkniecie kamieniołom, mamy kłopot… W tym dniu poznałem co to jest dyscyplina, kiedy na teren zakładu weszli żołnierze. Wstawiłem się za szeregowcem. -Podam cię do raportu. -Nie trzeba, to tylko żołnierska sprzeczka! -Jeśli nie wierzysz w to, co robimy, nie
bierz w tym udziału. Możesz nosisz ideały białych, ale zawsze pozostaniesz
tylko czarnuchem, znęcał się nad szeregowcem sierżant. -Bez wątpienia jest Pan
porządnym żołnierzem, ale traktujecie ich za ostro, zacząłem… -To pana znajomy?
-Razem dorastaliśmy, odpowiedziałem. -Niech jeszcze trochę dorośnie, perorował
sierżant. Nie rozumiem tych ludzi, uczucia przyjaźni, nie chcę żeby cierpieli z
powodu mojej słabości…- „Słabość jest źródłem wszelkiego zła w świecie,
powoduje tragizm u wszystkich zaangażowanych/…/ Chciałbym pracować za trzech
ludzi, którzy nie martwią się o nic, nawet poza sobą; i nie czynią starania o
panowanie nad światem… wówczas uczyniłbym coś z pewnością naprawdę wielkiego.” Naprzód
chłopcy, mówiłem sobie, rozłączamy się tedy na zawsze- powiedziałem zaś Adamowi…
Pewnego dnia, a było to jeszcze podczas wojny z Niemcami, w celu zasięgnięcia
artystycznych informacji, wybrałem się do koleżanki ze studiów. Kamienica była
okazała. Ale ja nie znałem nazwiska tej kobiety, nie było żadnych sztukaterii
na klatce schodowej, wszystko już zniknęło… być może zobaczyłem to wszystko za
późno… na schodach nie spotkałem nigdy nikogo nowego. Wysłano mnie na trzecie
piętro. Kiedy otwarła mi drzwi tylko usłyszałem: -Wczoraj zrozumiałam, że muszę
żyć, jest tyle rzeczy o których nie wiem… Mogłabym się w Tobie zakochać, wiem
żebyś mi nie powiedział! Chyba dwukrotnie poruszyłem temat opowieści miłosnej
na naszym wczorajszym spotkaniu. Niejedna pani już mówi wstrząśnięta konkretnie
do żywego, że to nie przysługuje mi przedstawiać. Zupełnie nie wiem, ale Pani-
zwróciłem się bezpośrednio do pani Danuty stojącej w drzwiach- uważa miłość za
coś obraźliwie obscenicznego, ponieważ literatura światowa rozprawiła się z tym
tematem tylko raz, a dobrze. Ja nie chciałbym tego czynić, uważać tak mocno na
nieistotę rzeczy. Co działo się potem z panią Danutą długo nie wiedziałem,
zresztą wcale za nią nie tęskniłem. Zastosowałem jeden lek, w który wierzę, tj.
świadomość życia… W Krakowie jak wiesz zamieszkali z nami państwo
Kotlarczykowie. Mietek teraz żonaty stał się moim teatralnym mentorem. Był czas
wojny. Powiem ci tak: „Trwają poszukiwania zaginionego skarbu Napoleona. Spisek
zawiązany w celu przejęcia niewyobrażalnego światowego bogactwa, zaczyna
przybierać niepokojące rozmiary. Tylko jeden człowiek może powstrzymać tę
niebezpieczną grę. Były agent Departamentu Sprawiedliwości ma jednak dużo do
stracenia. Czy jest gotów postawić wszystko na jedną kartę?” Etap wewnętrzny
bohatera musi płynąć wąską rzeką narracji dramaturga. “Początki tego
teatru wiążą się z moim mieszkaniem,(Tyniecka 10) do którego Kotlarczyk wraz z
żoną Zofią wprowadził się po przedarciu się z Wadowic do Generalnej
Guberni.(…) Był to teatr bardzo prosty. Strona dekoracyjna i widowiskowa była
zredukowana do minimum, natomiast wszystko koncentrowało się na recytowaniu
poetyckiego tekstu”. Teatr Rapsodyczny utworzyło 22 sierpnia 1941 r. katolickie podziemne ugrupowanie polityczne “Unia”, jako przejaw oporu myśli i ducha wobec okupanta. Kierownictwo teatru powierzono mojemu teatralnemu mentorowi Mieczysławowi Kotlarczykowi. Pierwsza premiera, “Król-Duch” Słowackiego, odbyła się 1 listopada 1941 r. Następne to: “Beniowski”
i “Samuel Zborowski” Słowackiego, “Hymny” Kasprowicza, “Godzina” Wyspiańskiego, “Portret artysty” Norwida, “Pan Tadeusz” Mickiewicza. Cdn. (wszystkie wypadki opisane w tej
historii są ‘nieprawdziwe’S.B.)

łaska powołania 47

Stanisław Barszczak, Wolność rozbrzmiewa na zboczach,

 I

Nazwali mnie Karol…. Urodziłem się z ciekawości, świat mi się bardzo podobał. Ponieważ możliwości człowieka są niewyczerpane, jeszcze dziś świat robi na mnie wrażenie. I to wtedy, kiedy prezydent uderza w pozytywny ton, gdy mówi o zapewnieniu ludziom pracy, o gwarancji ochrony przed brakiem siły na rynku gospodarczym i skutkami obecnego kryzysu. Ale również gdy matkę Ziemię nawiedzają kataklizmy. W czasie niebezpiecznych pogróżek, w świecie intryg… kiedy ludzie zastąpili emocje strachem, gdy twoi synowie tato nie mają imion, gdy matka postanowiła umrzeć, oto pijak jakiś niepewnie idzie brzegiem jeziora, a w rezultacie „stanu nieważkości” tonie w jeziorze, z słowami na ustach: „już nie chcę żadnej miłości”. Gdyby wszyscy zrealizowali marzenie, byłoby tu pusto… Pewnego razu w naszych czasach było trzęsienie ziemi: ale tym razem było mocniejsze niż kiedykolwiek, od czasu wymyślenia skali Richtera
umożliwiającej nam zmierzenie apokaliptycznych ostrzeżeń. Przechylił się szelf kontynentalny. Te wstrząsy powodowały często powodzie; trzęsienie ziemi, ten kolos, spowodował odwrócenie prawideł, ocean wycofał się niczym ogromny  oddech natury. Ukazał się najbardziej
tajemniczy poziom naszego świata: uformowane morze, zniszczone statki, fasady
domów, kandelabry bawialni, ubikacje, pirackie klatki,  ekran telewizora, poczty mailowe, kadłub
statku powietrznego, armata, marmurowe tułowia, karabin, metalowy pancerz
autobusu turystycznego, źródło chrzcielne, automatyczna zmywarka, komputer,
owinięte miecze, skamieniałe monety. Dziwne spojrzenie galopowało pośród tych
rzeczy; ludność, która uciekła z ich zatopionych domów na marynarskie wzgórza,
spadła w otchłań. Gdzie tylko na lądzie czy w dole zdarzył się jakiś wypadek,
on bardzo ich trapił, i nastała naga cisza. Ślina morza błyszczała nad tymi
obiektami; i potem czas już nie szedł, nigdy; istnieją w dole (materialności),
istotności przeszłości i teraźniejszości , które nie znajdują już chronologicznego porządku, wszystko jest jedno, wszystko jest niczym – lub też wszystko jest na raz pochłonięte, niczym czyjaś własność… Albo wszystko jest ojczyzną… Ojczyzno, ty jesteś jak zdrowie, nie żal dla Ciebie żyć, nie żal i umierać. Tyś dumna, święta, więc niech z każdego zbocza tej ziemi rozbrzmiewa
wolność… Modlę się teraz, by wszystko to, krzyż codzienności i twórcze trwanie,
nie poszły na marne.

Kochana Stasiu!

Jestem w pociągu… siedzą ze mną inni pasażerowie. Pan Heniek opowiada w nim historię swoich licznych, często burzliwych związków z kobietami; w większości są to przelotne przygody,
w których trudno doszukać się jakiejkolwiek romantyczności. Jego język jest
niewybredny, czasem rynsztokowy. Wierzę jednak mu, bo w jego opowieści jest i
wrażliwość, i uczucie. Jestem bardzo szczęśliwy, a co może za tym iść chciałbym
służyć ludziom najlepiej, jak tylko potrafię. Ty wiesz, nie sądziłem, że kiedyś
będę w tak atrakcyjnych okolicach. Wadowice. „Moje oczy już objęły słoneczne
wzgórze, biegnąc daleko wprzód od drogi, jaką zacząłem. Jesteśmy pochwyceni
przez coś, co nie można chwycić; To ma swoje wewnętrzne światło, nawet z
dystansu- i zmienia nas, nawet gdy nie sięgamy tego czegoś istotnego, na coś
jeszcze, w czym mocny sens tego czym już zawsze jesteśmy; kiedy gest odwraca
nas ku czemuś, co odpowiada naszej własnej fali… a co czujemy jak przejście
wichru po naszych twarzach. (R.M Rilke, 1924) Nie tak dawno było sobie
miasteczko, każdy znał swoje miejsce, a jeśli się zapomniał, to mu wskazywali
właściwe miejsce. W czasach głodu, podczas światowego kryzysu gospodarczego z
1929 roku, dochowali wierności tradycji… Pamiętam Tata miał mnie zapisać na
trzecie kolonie w moim życiu, następnie pierwszy dzień szkoły- październik, 17.
Jako nastolatek miałem ciężkiego fioła na tle sportowych gier zespołowych.
Wówczas oglądałem majowych kolarzy, mecze piłki nożnej z udziałem kadry K.
Górskiego. Z czasem spędzałem długie godziny na lekturze książek. A ty miałaś
trzydzieści siedem lat, niewiernego męża i dorastającą córkę oraz syna…
dwadzieścia cztery lata temu wygrałaś wielki konkurs, czy na przekór
wszystkiemu postanowiłaś upomnieć się o nagrodę z przeszłości. Wyruszasz do
Wadowic, by wreszcie, po ćwierćwieczu, zobaczyć się z papieżem…. Czy ponowne
spotkanie zmieni cokolwiek w pozbawionym miłości życiu? „Święty Marcin pije
wino, wodę pozostawia młynom”…. Wojtek, wasz tata, już był w niebie. I oto nawet
nie spostrzegliśmy się, a już byliśmy u celu podróży… Wadowice, pamiętam radowałaś
się tą chwilą. Ale o tym opowiem Ci w następnym liście.

Kochana Jasiu,

Chciałbym Ci opowiedzieć o naszym spotkaniu w Wadowicach. Bo wiesz, Wadowice
to nie tylko to, co wczoraj, ale to z sprzed lat trzydziestu, mam obraz miasta
w pamięci, który chciałbym przywołać. Żeby na nowo rozpoznać te rzeczy, jak na
przykład obecność Żydów, wojska w mieście, trzeba by rozpoznać właśnie inny akt
rzeczy, podać dokładną genezę narodzin kultury mieszczańskiej w Drugiej
Rzeczypospolitej, solidarności uczyć i przekonań. Nie dysponuję wystarczającym
czasem, by tego dokonać. Kochana Jasiu. Teraz wiem, że jeden kraj jest
nam pisany… nie próbuj się nade mną litować… Jeden żołnierz powiedział raz:
zbojkotujmy moralność! Ale jeśli zamkniesz drzwi, noc będzie trwała wiecznie.
Widzisz, dziś akt rzeczy jest brutalny, czy tego uczył nas papież? Zacząłem skokami pisać swoje życie dla innych… mając siedemnaście po raz pierwszy wybrałem się w podróż do Warszawy, tam i z powrotem. Potem były inne „wstrząsy” w mym życiu, a i emocji nie brakowało… Może dlatego teraz te podróże po świecie, które jak mniemam są kontynuacją tamtego pierwszego
początku… Ziemia nazwana Wadowice. To tam, a potem w Krakowie, mieszkałem z
tatą. Raz któraś z dziewcząt zagadnęła mnie w drodze do szkoły: -hej
cześć, -moja siostra nie może skakać, ma chorą nogę, ma wojenną rentę. Nic nie
odpowiedziałem, -Moja mama mówi, że nie masz taty, -Mam, tylko go nie znam
(odpowiedziałem natrętnie). Po drugiej wojnie światowej powracałem do Wadowic jak do Monterey czy Coqueville. Miałem za sobą pierwsze lektury książkowe. Czy po
śmierci mamy straciłem dom? „Nie, tylko sposób na przemieszczanie się z
miejsca na miejsce.” Pamiętam był piękny pogrzeb, a wówczas bardzo mocno
zabrzmiały słowa zaczerpnięte z biblii: błogosławiony, kto umie oprzeć się
pokusie… wielkości, potem to słowo przydawałem do cytatu po wielekroć. Kiedyś namalowałem Cię Jasiu. A ty jakbyś powiedziała wówczas do mnie: -odmłodziłeś mnie (na obrazie), dyplomata z ciebie. Jedliśmy śniadanie w restauracji… co za dziura… Krzysiu był taki młody… Nagle
nastąpiło oberwanie chmury. Leje jak jasna cholera, znajdujemy jakąś taryfę…
pędzimy do plebańskiego domu. W domu Matki przy Wadowickiej farze nie robiliśmy
z Adamem modeli ptaków, a tym bardziej ptaków fruwających, a szkoda. Raz
siedzimy w kinie vis a vis szklanej gabloty, w której znajduje się gigantycznej
wielkości pstrąg, jak się wydaje – wypchany. Co chwila podchodzi do nas nowy
„właściciel ryby” opisując w jaki sposób dokonał tego „wielkiego połowu”. W
końcu barman dementuje wszystkie te historie przyznając, że to on dokonał tego
dzieła. Ktoś przypadkowo strąca gablotę i wtedy okazuje się… że pstrąg był z
gipsu. Innym razem usiedliśmy pod wierzbami…. Przystąpiliśmy do drugiego
śniadania… ale oto naruszyliśmy prawo własności- bo siedzieliśmy w karoserii
samochodu na ogrodach sąsiada. Ale kiedy z daleka już słyszymy krzyki sąsiadki,
zaraz bierzemy nogi za pas i biegniemy do plebańskiego domu. Ksiądz Zacher
bardzo nas polubił. Opowiadaliśmy mu o naszych marzeniach teatralnych,
dziewczęta chichotały. Ale gdzie będziemy w tym samym czasie w przyszłości, nie
było mowy o tym w naszym dzieciństwie. „Po maturze chodziliśmy na kremówki”. Cukiernia
znajdowała się tuż za kościołem… Pamiętam pewnego razu, iż ekspedientka mówiła
do nas od drzwi: -Coście za jedni. -My w sprawie ciastkarni… Częstując się
ciastkiem Kasper mówi: rewelacja, ale nie moje ulubione… To jest dramatyczne w
naszym życiu, że potrzebujemy rozrywki… Potem przyszło lato. Lato stopniowo
pęczniało od kwitnących rzeczy. Ciężkie słoneczniki wypłakiwały się nad
ogrodzeniami; Iris nęcił lokami i brązowiał po krawędziach daleko od ich
purpurowego serca; uszy kukurydzy nachylały na wietrze ich delikatne włosy do
swych łodyg. A chłopcy. Piękni, piękni chłopcy, którzy kropkowali krajobraz jak
klejnoty, rozdzielali powietrze swymi krzykami po polach i zapełniali teraz boki
Skawy z ich świecącymi mokradłami. Nawet ich ślady wydawały za nimi zapach
dymu. To było tego lata, lata ich dwunastych narodzin, lata pięknych czarnych
chłopców, którzy stali się niecierpliwi, zastraszeni i otyli- wszystkim tym w
tym samym czasie. Mietek i ja wbijaliśmy słupy w łożysko Skawy. W tym rtęciowym nastroju w
lipcu wędrowaliśmy boso po dnie rzeki wyczekując intrygi. Postanowiliśmy udać
się w dół rzeki gdzie chłopcy czasami pływali. Mama czekała na ganku, gdy
pobiegłem do domu, do ubikacji. Następnie schodami przeszła kuchnię, gdzie
Hania siedziała z dwoma przyjaciółkami, Marysią i Walerką. Dwie kobiety
zażywały świeżego powietrza przy otwartych oknach, patrzyły na Hanię wyjmującą
z pieca jakieś ciasto, wszystkie rozmawiały swobodnie o tym i tamtym, i kręciły
się wokół, kiedy ja na powrót przeszedłem do problemów dzieci mego wieku… Świat
obiektywny mienił się różnymi kolorami tęczy. Co wielkie w kobiecie, to leży w
jej mentalności… oto ja jestem kolosem, wielkim, stąd muszę być dorosłym… Stałem
się gorliwym czytelnikiem „Prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Dziewicy
Maryi” św. Ludwika Grignon de Monfort, oddałem się w niewolę Maryi, przyjąłem
jej duchowe macierzyństwo. Pięknym być, to być zakochanym… w tym sensie stałem
się lepszym. Święty Ojciec Rafał Kalinowski, czciciel Maryi Dziewicy, umarł piętnastego
listopada 1907 r., w klasztorze w Wadowicach, który założył i którego był wtedy
przeorem, stąd jego śladami zapragnąłem podążać,  powiedziałem sobie wówczas, nie robię kariery, nie stoję na scenie … Już w tym czasie bez wysiłku słuchałem radia, bardzo
dobrze rozumiałem piękne audycje polskiego radia, potem nadeszły straszne dni
wojny. Pamiętam rozmowę z tatą przez telefon o przeprowadzce na „Tyniecką” do
Krakowa, w ostatniej chwili odkładałem słuchawkę, serce biło jak ociężałe… Tata
umarł zaraz po wojnie, nie był to niemiecki granat… Po wojnie nie przestałem
słyszeć radia, spiker zawieszał na chwilę głos, następnie mówił: tu „Wolna
EUROPA”. Były to radosne momenty dnia, gdy miłość i honor były cenniejsze niż
życie… Raz miałem wypadek w Krakowie. A było to tak. Wracałem z pracy w
Zakładzie Solvay. Byłem po bogatej lekturze duchowej. Nasłuchałem się też wielu
rzeczy w pracy. -Kiedy zamkniecie kamieniołom, mamy kłopot… W tym dniu poznałem co to jest dyscyplina, kiedy na teren zakładu weszli żołnierze. Wstawiłem się za szeregowcem. -Podam cię do raportu. -Nie trzeba, to tylko żołnierska sprzeczka! -Jeśli nie wierzysz w to, co robimy, nie
bierz w tym udziału. Możesz nosisz ideały białych, ale zawsze pozostaniesz
tylko czarnuchem, znęcał się nad szeregowcem sierżant. -Bez wątpienia jest Pan
porządnym żołnierzem, ale traktujecie ich za ostro, zacząłem… -To pana znajomy?
-Razem dorastaliśmy, odpowiedziałem. -Niech jeszcze trochę dorośnie, perorował
sierżant. Nie rozumiem tych ludzi, uczucia przyjaźni, nie chcę żeby cierpieli z
powodu mojej słabości…- „Słabość jest źródłem wszelkiego zła w świecie,
powoduje tragizm u wszystkich zaangażowanych/…/ Chciałbym pracować za trzech
ludzi, którzy nie martwią się o nic, nawet poza sobą; i nie czynią starania o
panowanie nad światem… wówczas uczyniłbym coś z pewnością naprawdę wielkiego.” Naprzód
chłopcy, mówiłem sobie, rozłączamy się tedy na zawsze- powiedziałem zaś Adamowi…
Pewnego dnia, a było to jeszcze podczas wojny z Niemcami, w celu zasięgnięcia
artystycznych informacji, wybrałem się do koleżanki ze studiów. Kamienica była
okazała. Ale ja nie znałem nazwiska tej kobiety, nie było żadnych sztukaterii
na klatce schodowej, wszystko już zniknęło… być może zobaczyłem to wszystko za
późno… na schodach nie spotkałem nigdy nikogo nowego. Wysłano mnie na trzecie
piętro. Kiedy otwarła mi drzwi tylko usłyszałem: -Wczoraj zrozumiałam, że muszę
żyć, jest tyle rzeczy o których nie wiem… Mogłabym się w Tobie zakochać, wiem
żebyś mi nie powiedział! Chyba dwukrotnie poruszyłem temat opowieści miłosnej
na naszym wczorajszym spotkaniu. Niejedna pani już mówi wstrząśnięta konkretnie
do żywego, że to nie przysługuje mi przedstawiać. Zupełnie nie wiem, ale Pani-
zwróciłem się bezpośrednio do pani Danuty stojącej w drzwiach- uważa miłość za
coś obraźliwie obscenicznego, ponieważ literatura światowa rozprawiła się z tym
tematem tylko raz, a dobrze. Ja nie chciałbym tego czynić, uważać tak mocno na
nieistotę rzeczy. Co działo się potem z panią Danutą długo nie wiedziałem,
zresztą wcale za nią nie tęskniłem. Zastosowałem jeden lek, w który wierzę, tj.
świadomość życia… W Krakowie jak wiesz zamieszkali z nami państwo
Kotlarczykowie. Mietek teraz żonaty stał się moim teatralnym mentorem. Był czas
wojny. Powiem ci tak: „Trwają poszukiwania zaginionego skarbu Napoleona. Spisek
zawiązany w celu przejęcia niewyobrażalnego światowego bogactwa, zaczyna
przybierać niepokojące rozmiary. Tylko jeden człowiek może powstrzymać tę
niebezpieczną grę. Były agent Departamentu Sprawiedliwości ma jednak dużo do
stracenia. Czy jest gotów postawić wszystko na jedną kartę?” Etap wewnętrzny
bohatera musi płynąć wąską rzeką narracji dramaturga. “Początki tego
teatru wiążą się z moim mieszkaniem,(Tyniecka 10) do którego Kotlarczyk wraz z
żoną Zofią wprowadził się po przedarciu się z Wadowic do Generalnej
Guberni.(…) Był to teatr bardzo prosty. Strona dekoracyjna i widowiskowa była
zredukowana do minimum, natomiast wszystko koncentrowało się na recytowaniu
poetyckiego tekstu”. Teatr Rapsodyczny utworzyło 22 sierpnia 1941 r. katolickie podziemne ugrupowanie polityczne “Unia”, jako przejaw oporu myśli i ducha wobec okupanta. Kierownictwo teatru powierzono mojemu teatralnemu mentorowi Mieczysławowi Kotlarczykowi. Pierwsza premiera, “Król-Duch” Słowackiego, odbyła się 1 listopada 1941 r. Następne to: “Beniowski”
i “Samuel Zborowski” Słowackiego, “Hymny” Kasprowicza, “Godzina” Wyspiańskiego, “Portret artysty” Norwida, “Pan Tadeusz” Mickiewicza. Cdn. (wszystkie wypadki opisane w tej
historii są ‘nieprawdziwe’S.B.)