W poszukiwaniu Nautilusa

Stanisław Barszczak—Pochodnie nad Atlantykiem— (kazanie)

Gromadzenie wybranych
Jestem literatem. Waldemar ordynat Michorowski, z powieści Heleny Mniszkówny z 1909 roku pt. „Trędowata”, poznaje guwernantkę kuzynki, pannę Stefanię Rudecką. Zakochuje się w niej z wzajemnością. Ponieważ jest człowiekiem nowoczesnym, nieuznającym klasowych uprzedzeń, zamierza się z nią ożenić. Jednak intryga niedoszłej narzeczonej ordynata sprawia, że do ślubu nigdy nie dochodzi. Wyczerpana fizycznie, a przede wszystkim psychicznie Stefcia zapada na śmiertelną chorobę. Nie spełniają się marzenia kochanków. Powieść Blaise Cendrarsa pt. „Morawagin” pokazuje sytuację inną. Lekarz psychiatra uwalnia niebezpiecznego szaleńca z zamkniętego zakładu w Szwajcarii, by uciec z nim do Rosji ogarniętej gorączką rewolucji lat 1904-1908. Amerykański pisarz Saul Bellow w „Ravelstein” ukazuje błyskotliwego profesora filozofii politycznej Abe Ravelsteina na jednym z uniwersytetów Środkowego Zachodu. Wielu swoich studentów wprowadził w świat wielkiej polityki i interesów. Portugalski laureat nagrody Nobla José Saramago w powieści „Podwojenie” opisuje pewnego mężczyznę, rozwodnika i nauczyciela historii, który jest znudzony życiem. Akcja innej jego powieści („Kamienna tratwa”) zdominowana jest jednym wydarzeniem: pewnego dnia Półwysep Iberyjski oddziela się od reszty Europy i zaczyna dryfować w nieznanym kierunku po oceanie. Z kolei „Grona gniewu”- to powieść społeczna i jednocześnie największe dzieło amerykańskiego pisarza Johna Steinbecka, które przyniosło autorowi sławę i nagrodę Pulitzera (1940). Zaliczane jest do kanonu XX wieku. Akcja powieści rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w czasie wielkiego kryzysu. Na przykładzie zwykłej, farmerskiej rodziny pokazany jest obraz ekonomicznej klęski setek tysięcy mieszkańców południowych stanów i exodusu zrujnowanych ludzi do krainy mlekiem i miodem płynącej – Kalifornii. Jednakże to, co zastają u celu podróży nie pokrywa się z ich wyobrażeniami. Ewangelia na tę niedzielę znajduje się w określonym czasie wspinania się Jezusa ku Jerozolimie. Siedzi na Górze Oliwnej naprzeciwko świątyni, niektórzy uczniowie podziwiają taką budowę: “mistrzu, spójrz: co za skały, jaka konstrukcja! Odpowiedź Jezusa jest najbardziej rozbrajająca: “wszystko zostanie zniszczone.” I pytają: “Kiedy to się stanie? Z wypowiedzi Jezusa czytamy dziś tylko przedostatnią część, tylko, odnośnie tego co się stanie po przyjściu Syna Człowieczego, to oczekiwanie musi trzymać apostołów w czujności. Można pozostać zafascynowany wydarzeniami końca czasów. W czasach starożytnych, ciała niebieskie, gwiazdy były ubóstwione i uznano je za byty duchowe, którym trzeba oddawać kult. Przez nie próbowano odczytać przyszłość i odkryć losy ludzi. Chociaż dzisiaj nie mamy tych samych przekonań, wielu nam współczesnych ludzi pozostają zniewoleni przez Astrologię i horoskopy. W literaturze żydowskiej, przy narodzinach ery chrześcijańskiej temat zachwiania się i poruszania się gwiazd, wschodzących na sztywnym niebie, jest częścią gatunku literackiego znanego jako Apokalipsa. On ustanawia klasyczny styl scen objawienia, występów, teofanii Boga wśród ludzi, jak w przypadku sądu czynionego przez Boga. Marc ponownie używa tych tradycyjnych obrazów, by wywołać końcową interwencję Boga na naszym świecie. Te wstrząsy są wymienione przez proroka Izajasza, Rozdział 13 i rozdział 34. Jeszcze Marek odwraca tę wibrację firmamentu na przyjście Boga, która ma za cel gromadzenie wybranych.

Orędzie nadziei
Biorąc to pod uwagę, najlepiej jest czytać te teksty jako przesłanie nadziei i zachęcać tych, którzy mają wiarę w bliskość Syna Człowieczego. Muszą zachowywać się dobrze w próbach i pozostawać czujnymi. To pojawienie się zbiegnie się z ich ostatecznym zbawieniem, “z Wielką chwałą”. Marek nie mówi nic o zgnieceniu zła czy też sądzie nad światem i ludźmi. To jest napomnienie i pocieszenie, które charakteryzują jego nauczanie. “On jest u naszych drzwi.” Porównanie do drzewa figowego tutaj jest znakiem. Drzewo figowe rzuca swe liście w zimie i daje nowy znak życia późno. Dopiero kiedy sok idzie do gałęzi, które stają się nieobojętne i liście zaczynają się pojawiać, wiemy, że zima się skończyła i sezon ciepły znajduje się w pobliżu. To jest puenta przypowieści. Tak jak pojawienie się młodych pędów obwieszcza rychłe nadejście lata, tak i niektóre rzeczy ogłoszą rychłe nadejście immanentnego , wszędobylskiego Syna Człowieczego. Pozostaje do ustalenia, jakie te rzeczy są. To są katastrofy wymienione w wierszach, które poprzedzają tekst tej niedzieli (marka 13 14 do 23) i które ogłaszają to, szczególnie katastrofę, która uderzy w świątynię. Te katastrofy (calamite) odnoszą się do uczniów, którzy słyszą tę wypowiedź Jezusa. Katastrofa dotyczy jutra, straszliwego losu Pasji (z) Golgoty, gdzie samo niebo zachmurzy się (Mk 15 33). Katastrofa spadnie na Jerozolimę zarządzaną przez jej wrogów kilka lat później. Ona spadnie na uczniów, kiedy będą prześladowali.” To pokolenie nie minie, jak to wszystko dziać się zacznie. “(Mk 1330) Słowa, które następują są rozciągnięte na czas i historię: “niebo i ziemia przeminą”, ale “Chrystus jest jeden, on był wczoraj, dziś jest i przybędzie wkrótce, on był po prostu”. (List do Hebrajczyków 1. 8) Ktoś powiedziałby: bardzo interesujące to… Rzeczywiście nowy wiek zmienił sens rzeczy, faktów… Kolumny gazet z lat sześćdziesiątych straszyły swych czytelników, lub powstrzymywały przed czymś… W ogóle szczegóły są za głośne dla fikcji. Ale powiem coś tak: oto pamiętam z lat chłopięcych jak raz przy pulpicie ołtarzowym dostałem razy od przyjaciela, bo właśnie zamierzyłem przewertować Biblię na co dzień, wyszukując komentarza liturgicznego do Mszy świętej. A w ten sposób z każdorazowego czytelnika tej książki on „zrobił mi wroga”. Następnie stałem się w ten sposób „wrogiem hostii i wina”, gdy wspólnie z kolegami „podbieraliśmy” komunikanty. Widzicie teraz że poszedłem za modą ostatnich lat. Zacząłem co prawda jeszcze bardzo „na dziko”, ale wizytować obce kraje, spotykać się z ludźmi. Tak oto wysiadam w Abidjanie z autobusu (Wybrzeże Kości Słoniowej) a właściwie musiałem wysiąść o jeden przystanek wcześniej, bo tam kończył kierowca ostatecznie swoją pracę, następnie idę ruchliwą arterią miasta, pełno ludzi, a ja ich nie zauważam… Potem układam reportaż z mojej podróży, piszę jednak-wydaje mi się- tylko absolutnie… bez życia… Widzisz bracie. Wiesz co, opowiem ci coś: Ja mam cały czas wakacje. Mimo, że jestem bardzo zapracowany pisząc kolejne teksty, to jednak znajduję czas na wakacje wszędzie. Pół roku temu złożyłem na przykład hołd Katalonii leżącej blisko Pirenejów. I wychodzę z założenia, że wakacje powinni być czerwone jak krew, kolorowe, stąd –widzisz- jeżdżę po świecie! Myślę już też, że coś tam się nauczyłem o życiu ludów, i wiem, że wały dowcipu są najpierw ostrymi strzałami. Ostatnio miałem okazję obejrzeć film o świętym Sebastianie, jak wiemy, był przekłuty strzałami z łuku.

Patron trudnych czasów
Sebastian –to brytyjski filmowy dramat historyczny w reżyserii Paula Humfressa i Dereka Jarmana z 1976 r. Nakręcony w całości w języku łacińskim. Tłumacz Jack Welch przełożył angielski tekst koszarowego żargonu scenopisu na klasyczną łacinę. Film był do początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia jedynym filmem nakręconym z dialogami po łacinie. Jako jedyny film brytyjski był w Wielkiej Brytanii wyświetlany z napisami. Fabuła jest homoseksualną interpretacją legendy o św. Sebastianie. O życiu Sebastiana dostarcza informacji „Opis męczeństwa” nieznanego autora z roku 354 roku oraz komentarz św. Ambrożego do Psalmu 118. Według tych źródeł, ojciec Sebastiana pochodził z rodziny urzędniczej w Narbonne (hist. Narbona w Galii), matka – z Mediolanu. Dzięki starannemu wychowaniu i stanowisku ojca, Sebastian został przywódcą gwardii cesarza Marka Aurelego Probusa (panującego 276-282). Według św. Ambrożego Sebastian miał być dowódcą przybocznej straży Dioklecjana (panującego 284-305). Jako tancerz na jednej z uczt na dworze cesarskim poderżnął gardło na o czach cesarza innemu tancerzowi. Za karę następnie razem z innymi gwardzistami został zesłany do garnizonu daleko od Rzymu. Nie mieli tam co robić. Zabawiali się nawzajem wymyślając różne gry, a to popychając skarabeuszy, a to goniąc świnie, a to oddając się wzajemnie seksualnym rozkoszom. Na filmie pokazano z detalami ludzkie genitalia, poubierano gwardzistów cesarskich w skórę, buty z rzemieniami. A przy tym wybrano przedziwną pustynną scenerię zachęcającą do cielesnej lubieżności. I tak żołnierze spostrzegli się w momencie, że Sebastian stroni od takich uciech. A jeden z nich Justus radzi mu: -„nawróć się”. Sebastian odpowiedział mu wówczas: -„nie rozumiesz. Ja kocham go”. Albowiem Jezus był jego wiernym przyjacielem. Za wyznawanie nauki Chrystusa został przywiązany do słupa (drzewa) i przeszyty strzałami. Nie było już tego w filmie, ale skądinąd wiemy, iż Sebastian nie zginął tymczasem jednak. Kobieta, która postanowiła go pochować, zauważyła oznaki życia i doprowadziła go do zdrowia. Gdy Sebastian wyzdrowiał, poszedł bezpośrednio do cesarza i zarzucił mu barbarzyństwo w stosunku do chrześcijan. Cesarz w przypływie gniewu kazał go ukamienować, żeby mieć pewność, iż tym razem Sebastian na pewno zginie. Prawdopodobnie nastąpiło to w 287 roku.

Ku pełni człowieczeństwa
A teraz chciałbym sięgnąć do biografii francuskiego powieściopisarza Honoriusza Balzaca -śmiem twierdzić- „musiał zabić wcześniej kogoś”, by tak pisać jak pisał… A pisał pięknie. “Ojciec Goriot”, jedna z najsłynniejszych książek Balzaca, to przejmująca opowieść o bezgranicznej ojcowskiej miłości i przenikliwe studium ludzkich charakterów. “Goriot stawiał córki w rzędzie aniołów, oczywiście o całe niebo wyżej niż siebie: kochał w nich – biedny człowiek! – nawet zło, które mu czyniły.” Inna powieść „Eugenia Grandet”- doskonałe studium psychologiczne i obyczajowe z początku XIX wieku. Mistrzowsko skonstruowana opowieść o tryumfie pieniądza i wyrafinowanych praw interesu nad światem istot wrażliwych i dobrych, których subtelnym wcieleniem jest główna bohaterka utworu. „Kiedy kobieta kocha, przebacza wszystko, nawet zbrodnie; kiedy nie kocha, nie przebacza niczego, nawet cnót.” „Trzeba wszystko ważyć, aby wszystko zdobyć.” „ Kto chce się wznieść nad poziom, winien się przygotować na walkę, nie cofać się przed żadną trudnością..” I my rozwijamy życie zbyt szybko albo zbyt wolno. Ludzkość wydaje mi się jest obrazem, i to prześlicznym, ale za tym odsuwanym obrazem są jeszcze oczy zainteresowanego czymś skądinąd człowieka, którego też trzeba by wysłuchać… Bohaterowie tej sceny są nadzy i prawdziwi, “Człowiek, (którego widzicie na obrazie), który był właścicielem tego gospodarstwa,” miał hobby samoloty latające, i miał mały samolot dla siebie. Nigdy nie lubił hodowli, więc wydostał się z niego i stał się instruktorem-oblatywaczem. Jest wciąż żywy. W doskonałym zdrowiu i jednym z najprzystojniejszym mężczyzn, jakich kiedykolwiek poznałem. Przeszedł na emeryturę z instrukcji lotniczej, gdy miał siedemdziesiąt pięć lat. W przeciągu może trzech miesięcy od przejścia na emeryturę on udał się w podróż, ale złapał jakąś dziwną chorobę, którą otrzymujecie od nietoperzy w jaskiniach.” W znanym krajobrazie (przedstawionym na obrazie), każdy dom domaga się zapytania i odpowiedzi na pytanie “co tutaj się stało?” Górnik jest merem we własnym domu, urodzony na pobliskiej ziemi Śląskiej mam prawo burmistrzować u siebie. Więc mówię wam, musimy być genialni, to dlatego tak mozolnie jeszcze tworzymy postęp… Bo geniusz skrapia swoje dzieła własnymi łzami. Jak powiedziałem już wam, każda noc powinna mieć swoje menu. Cnoty, panie stypendysto nie da się dzielić na kawałki: albo jest, albo jej nie ma. Wierzę, że jesteśmy cnotliwi. Więc nie przegraliśmy. Jestem wdzięczny wam tutaj za „idealność formy, oszczędność środków i celów” w tworzeniu nowego duszpasterstwa. A przed nami człowiek, nauczmy się go kochać, ceńmy świt kolejnego poranka. A człowiek dochodzi do czegoś jedynie pod żelazną ręką konieczności. Odtąd czuć, kochać, cierpieć, poświęcać się niech będzie zawsze treścią życia naszego. Odważniej sięgajmy do realiów dzisiejszych, a z pewnością pokłonimy się sprawiedliwości jutra. Zresztą społeczeństwo polskie już wcześniej miało być historykiem, a ja miałem być tylko sekretarzem. Więc i teraz chciałbym poinformować moich Drogich Czytelników o kilku wydarzeniach w Europie, które miały miejsce tutaj na przestrzeni ostatnich sześciuset lat.

Inne znaki czasów
Niepodległość Portugalii została obroniona w Aljubarrota 14 VIII 1385. Portugalczycy wybrali pole bitwy oczekując na nieprzyjaciela. Ustawili się na wrzosowisku w połowie drogi, którą w dwóch formacjach mieli przejeżdżać Kastylijczycy. Stali na niewielkim płaskowyżu, osłonięci palisadą i wilczymi dołami. To wzgórze, na którym stanęli po bokach dość stromo opadało na dół w stronę dwóch rzek. Jak potwierdziły to badania archeologiczne Portugalczycy wyrzucili przed piechotą małe kotwy, które wbijając się w kopyta końskie ranić miały konie, które zrzucały jeźdźców. Z tyłu stały odwody osobiście dowodzone przez Jana z Avis. Taktyka ta była znana w szczególności Anglikom prowadzącym wojnę stuletnią z Francuzami. Naprzód stał konetabl z rozwieszoną chorągwią i dwoma giermkami po bokach. Za nim ariergarda portugalska- sześćset włóczni. Na lewym skrzydle dowodzonym przez Mema Rodriquesa i Rui Mendesa de Vasconcelos prowadzono dwieście włóczni pod wielkim zielonym sztandarem. Skrzydło to nazywano skrzydłem “zalotników” (“Ala dos namorados)” z powodu młodego wieku portugalskich rycerzy, którzy je tworzyli. Na prawym skrzydle dowodzonym przez Antao Vasquesa oprócz Portugalczyków ustawieni byli cudzoziemcy, wśród nich Jean de Monferrara, Martin Paul, czy Bernardo Solla. Wspomagali ich na tym skrzydle angielscy łucznicy w liczbie stu. Nazywano ich skrzydłem “wiciokrzewu”. Ale i Polska ma chlubne tradycje polskiego oręża. W 1648 roku rozpoczęło się powstanie Chmielnickiego. Największy bunt w dziejach Rzeczpospolitej. Wojska Kozackie szyły od zwycięstwa do zwycięstwa (Żółte Wody, Korsuń, Piławce). I choć umowa zborowska (1649) zapewniła chwilowy spokój to jednak w 1651 walki rozpoczęły się na nowo. Jan Kazimierz wyruszył przeciwko wojskom Chmielnickiego. Przewaga był po stronie Kozaków i Tatarów. Wystawili oni do walki ponad 100 000 tysięcy żołnierzy. Siły królewskie liczyły natomiast 27000 armii koronnej i 30000 pospolitego ruszenia. Polskie siły zostały dodatkowo osłabione buntem chłopskim w rodzinnej Polsce co spowodowało, iż część oddziałów musiało powrócić do kraju. Jan Kazimierz zdołał narzucić miejsce walki na wybranym przez siebie miejscu (nieopodal miejscowości Beresteczko). Dawno nie widziano tak wielkich oddziałów naprzeciw siebie. Stało bowiem naprzeciw siebie 157 000 ludzi! Mieli oni teraz stoczyć długą, bo trzydniową krwawą bitwę. W czasie jej trwania ukazała się w pełni sztuka wojenna uprawiana w Polsce. Pierwszy dzień był raczej wstępną walką – kawaleryjską zagrywką. Drugi był krwawy i morderczy. Trzeci dzień bitwy (30 czerwca) był najważniejszy. Oto bowiem Jeremi Wiśniowiecki prowadził jazdę lewego skrzydła do szalonego ataku. Sam książę był bez zbroi, z szabla w ręku, cwałował on na czele jazdy pancernej. Tymczasem prawe skrzydło działało z rozwagą. Nie dało się ono wciągnąć w zasadzkę tak jak skrzydło lewe. W centrum zaś Jan Kazimierz przeżywał swój wielki dzień. Luźny, według zachodnich prawideł ustawiony szyk szwadronowy prąc naprzód otwierał jednak pole dla ognia piechoty i dział. Tego Tatarzy nie wytrzymali. Straciwszy brata, chan Islam Girej uciekł, podobno wlokąc ze sobą Chmielnickiego, którego kazał przywiązać do konia. Poszły w rozsypkę mocno wykrwawione siły kozackie i tatarskie. Jednak pośród całego tego zamieszania Kozacy zdołali stworzyć tabor. 7 lipca nastąpiło dokończenie batalii beresteckiej. Część wojska kozackiego ogarnął popłoch, żołnierze królewscy uderzyli ze wszystkich stron. Bitwa zmieniła się w rzeź. Nie okazywano litości a Kozacy o nią nie prosili. Sukces wojsk Rzeczpospolitej był bezsporny. Tak oto zakończyła się największa bitwa XVII w. (żródło: http://szymbid.webpark.pl/beresteczko.html)

Trwałość słowa Bożego
Wyrażany w Biblii pomysł, że niebo i ziemia znikną, to jest punkt wspólny dla wszystkich Apokaliptycznych tekstów cywilizacji ludzkiej. On jest wymieniony tutaj przez Chrystusa, aby podkreślić nieodwołalną trwałość Słowa boskiego, które jest słowem Jezusa. Ono chce być pewnością, która wyróżnia nadzieję od tego, co byłoby delikatną, płytką nadzieją. Chrześcijańska nadzieja znajduje tę pewność nie w próżnych obliczeniach, które pozwoliłyby przewidywać przyszłość począwszy od wydarzeń historycznych lub zjawisk przyrody. Wystarczy posłuchać dyskusji na temat prawdopodobieństwa rozwoju, ewolucji planety Ziemi, począwszy od stwierdzeń naszego ograniczonego czasu. Nadzieja chrześcijańska znajduje swoje korzenie i swoją rację bycia w suwerennym słowie, wymawianym z Boskim autorytetem, władzą. Ale w tym samym czasie Jezus afirmuje niewiedzę ścisłego momentu, kiedy będzie miało miejsce to, co on zapowiada. Nikt nie zna dnia ani godziny. Jest to tajemnica Boga, to tajemnica ojca. Sam Syn mianowicie nie poszukuje tutaj korzyści. Uczniowie więc tracą czas chcąc ustalić datę jakąś. Do naszych dni tylu naiwnych tworzą iluzję z przepowiedni Nostradamusa… Więcej, jak wezwanie do rozpoznania znaków czasów, Chrystus ostrzega nas do czujności aktywnej, bez zniechęcania się w obliczu cierpienia i prześladowania. Mamy pozostać wiernymi nauczaniu Syna Człowieczego, który przyjdzie pewnego dnia, by, zebrać jego wybranych. To pewne, że Pan zmartwychwstały przybędzie po każdego z nas i ta pewność musi trzymać nas w nadziei. Sam Jezus został skierowany ku śmierci, która mu została przygotowana i bez innej pewności niż pewność wiary i nadzieja, (którą pokładał) w jego ojcu. On nie szuka upewnienia się w wiedzy o tym, co go czeka. Uczniowie również podejmują odwagę: oni mogą po prostu wierzyć jego słowu. “Trawa więdnie, kwiat zanika, ale słowo naszego Boga pozostaje zawsze.” (Izajasza 25,4) I teraz przez pośrednictwo Matki Bolesnej jeszcze raz zawierzmy siebie Jezusowi. W każdej Eucharystii mówimy także: “Już w tym życiu będziemy mieli nadzieję na szczęście, które obiecujesz.” Cieszmy się obecnością Boga, aby radość nasza była pełna, doskonała. Biblia obwieszcza tę jedyną prawdę: „Syn Człowieczy jest blisko, jest przy waszych drzwiach.” „Chwała Ci, który nie żyłeś. Chwała Ci, który jesteś żywy! Nasz Zbawicielu i nasze Boże: Przyjdź Panie Jezu!”

Zabierz mnie na koniec świata!

Stanisław Barszczak, Moje powroty do Polski,

Jestem niemożliwie zakochanym… Państwo wiedzą już o tym. Ale kaprys mój się spełnił, zaproszony zostałem na waszą uroczystość. Ja uważam, że przez trzy kwadranse nie będziecie samotni. Inaczej mówiąc życie jest krótkie albo długie, ważne w jaki sposób je przeżywamy… To może jestem głęboko niezadowolony, ale ludziom wolno się opisać. Oto ja jestem kolosem, stąd muszę być dorosłym i zawrzeć to moje uniwersum w ziarenku nieskończonego miłosierdzia Boga. Ufność, pewność, przeświadczenie, mamy Jezusa, ale go nie posiadamy, a tylko patrzymy na ten sam ogień… Słuchaj Izraelu, z pokorą, ze zrozumieniem, z pragnieniem wprowadzenia słów Boga w życie. Jedyny Bóg , miłość Boga: będziesz miłował Boga z całego serca swego, z całej duszy… Nasze moce są odpowiedzią na tę miłość Boga. Bóg pierwszy ukochał nas. Czy biją dwa serca w twojej piersi? Z sercem podzielonym poprzez choroby, słabości idźmy do Boga. Mamy bowiem pewność, że Bóg kocha, nie porzuca nas, zawsze obecny, powinniśmy zrozumieć to słowo najlepszego ojca. Ewangelia mówi, że jedyny skarb, skała, to jest nasz Bóg… Odpowiadamy Bogu. Bo jesteśmy powołani, ale wewnątrz nas jesteśmy chorzy, mamy nasze interesy. Bóg kocha szczególnie grzesznika, i te osoby, które są w drodze. Jeśli jeden mnie kocha, będzie zachowywał moje słowa. Bóg kocha, bo jest ojcem. I kocha nas jak synów wybranych. Głupia rzecz, nasze interesy. Jezus dał się dla nas, ukazał się Ojcu Pio płaczący. Mamy odpowiadać całym sercem na jego ofiarę. To przykazanie Pana. Mam przed oczami straszną scenę, niewinną… Kościół zniszczony obecnie bardziej niż kiedykolwiek… Przez nasze ‘ja’, propagandę sukcesu, że człowiek może zrobić, co chce. A tym samym tworzymy świat niemożliwy. Rozszerzanie moralnej wyobraźni, to dawno już rozgłaszał prezydent B. Obama, rozwijając moralność amerykańskiego raju na ziemi. Mamy uznać przeciwnika, gdy jesteśmy z nim jeszcze w drodze, znaczy mamy znać go, a nie drogą okrężną obchodzić go. Ojcze nieskończonej miłości przyjmij naszą modlitwę… Łączy nas miłość Jezusa Chrystusa, która objawiła się w pełni w Miłosierdziu Bożym. Ks. Bp. już powiedział: “Każdy z nas póki żyje ma jakieś sprawy, które z Panem Bogiem powinien załatwić. I dzisiaj jest taka wyjątkowa okazja związana z wielkimi obietnicami Bożymi. Cieszę się ogromnie, że wspólnie razem możemy to nawiedzenie Jezusa Miłosiernego wśród was tą Mszą Świętą rozpocząć”… To, co tutaj przedstawiłem, i jak uczestniczyłem w tym misterium męki, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa Pana- to jest ‘moje’ po drugiej strony rzeczy. (jenseit der Liebe). Przedstawiłem wam mój przypadek… Modlę się, by wszystko to nie poszło na marne… mam na myśli nowy jeden system, policzalność żywota ludzi, zdolność nasza, ideologia wiary, trzy źródła miłości o których pisała święta Faustyna. By iść za swoimi marzeniami, musimy znać dwa języki: społeczny i wewnętrzny… młody człowieku, moja mama przeżyła wojny, jakich świat nie widział. Nabożeństwo miłosierdzia z wnętrzności moich, mawiała święta siostra Faustyna Kowalska. “Ty sam zechciałeś ukazać się św. Faustynie jako miłosierny Zbawiciel, który idzie ku nam z darem błogosławieństwa i rozlewa na nas zdroje łask. Dziś wspólnie wpatrujemy się w ten święty wizerunek. Widzimy, że kierujesz swoje kroki ku nam, że przynosisz nam dary, których potrzebujemy i oczekujesz od nas przede wszystkim zaufania. Chcemy Ci to zaufanie ofiarować. Witamy Cię słowami, które płyną z głębi serca: Jezu ufam Tobie” “Pragniemy, miłosierny Jezu, aby święty czas nawiedzenia, który rozpoczynamy w naszej wspólnocie parafialnej, był czasem radosnego otwarcia serc dla Ciebie”. „Przybywasz do nas, Panie, w świętym obrazie Twojego Miłosierdzia, aby obficie udzielić nam łask ze skarbca Miłosierdzia Twego. Zanurz nas w promieniach Twojej łaski i błogosław nam, rozpal w nas ogień miłości miłosiernej, która odnowi nasze serca i odnowi duchowe oblicze całej naszej wspólnoty parafialnej. Dopomóż nam Panie, aby nasze serca kształtowały się na wzór miłosiernego serca Twego, byśmy byli bardziej wrażliwi na potrzeby, cierpienia i samotność drugiego człowieka” „Okazując nam swoje miłosierdzie pozwalasz byśmy i my byli miłosierni dzieląc się tym, co sami darmo otrzymaliśmy. Są jednak i tacy, którzy mimo zaproszenia nie korzystają z łaski, jaką ofiarujesz im w swym błogosławieństwie. Dlatego kierujesz do nich następujące słowa zachęty „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. W jaki sposób? Właśnie błogosławiąc trud i znój dnia powszedniego”… „Witam Cię oddając cześć Twoim świętym relikwiom błogosławiony Janie Pawle II, Apostole Bożego Miłosierdzia. Żyjesz w naszych sercach, więc mów do nas, jak mówiłeś w latach Twojego wielkiego pontyfikatu, a zwłaszcza w czasie Twoich pielgrzymek do Ojczyzny. Podnoś na duchu, wskazuj na prawdziwe wartości, upominaj gdy błądzimy, wzywaj do przemiany naszych serc, szacunku dla życia, powrotu do Boga, do odnowy duchowej i przebudzenia naszej Ojczyzny”… Stałem bynajmniej tutaj z wami. I to możecie nie wiedzieć, jestem proletariackim skrybą, a moje pamiętniki napisane zostały takie złe. Chrześcijanie, katolicy jeszcze nigdy nie czytali czegoś napisanego w ten sposób. Nie wiem czy mam zachęcać do lektury. Pisarz nie powinien być podmiotem, (subject only), ale obserwatorem świata, bo wiem że nie przystał na separację z światem. Wolność nie jest absolutem, jest walką (war). To życie nie jest walką, ale za to kompanią, kongregacją, jak trupa teatralna. Wydaje mi się, że przed laty mieliśmy więcej opcji, motywacji, emisariuszy prawdy. Po napisaniu książek pozwólcie mi mówić. Byłem bardzo zły na początku, ale teraz dzień jest otwarty. Dzięki Bogu, że spotkałem bardzo inteligentnych ludzi w mym życiu. Moje pisanie jest materiałem składającym się romantycznej opowieści, która obejmuje znacznie więcej, niż tylko ojczysty dom. I dlatego była dla mnie przez te wszystkie lata także nie jednostronnym zatrudnieniem, ale to stało się w istocie dla mnie lustrzane odbiciem życia. To również nie było tak, że już przed 25 laty miałbym świadomość od początku, jak Całość powinienem raz skończyć. Nie, to po prostu powstawało z tego stałego dialogu z duszpasterskimi możliwościami, a także z własną biografią tak, że to stało się jednym z życiem wypełnionym pracą. Kiedy odkryłem tę drugą stronę życia, to obecnie tworzone Piękno w sobie? Skłonność do artyzmu była ze mną bardzo wcześnie. W domu matki, jeszcze w wieku trzydziestu kilku lat bardzo dużo hodowałem zwierzyńca i malowałem obrazy. Następnie zacząłem chodzić do ludzi, podróżować, jeszcze pod natchnieniem matki, która miała żyłkę artystyczną, nie bała się pracy, była bardzo towarzyska, a artyzm widziała nawet w swym ubiorze. Odczułem we mnie bardzo wcześnie szczególne wrażenie poszukiwawcze. Nigdy nie wiedziałem dokładnie, gdzie powinienem iść. Wkrótce poczułem, że gospodarstwo nie jest moją drogą. Bo do tego po prostu mój talent nie wystarcza. Stało się, pamiętam raz Boże Narodzenie ale już w drugim domu na ulicy Związku Orła Białego, przyszedł koniec roku i znalazłem schronienie w domu Matki tutaj, w Ząbkowicach. Spojrzałem na moje zwykle posprzątane pokoje, mama jeszcze nie przyszła. Za to podczas gdy ja próbowałem się z moimi myślami przyszła zamieć. A po chwili przyszedł do mnie święty Mikołaj. … Widzicie, już zobaczyłem się tak blisko świętego Mikołaja, że mógłbym umrzeć nawet teraz… A on przemówił do mnie: ‘Wierz w to, co ci twoje serce mówi’. Stąd wszystko to, co ja teraz chciałbym, czego pragnąłbym- to jest to właśnie, żeby Boże Narodzenie przyszło raz jeszcze do mnie, do każdego z nas. To mogłoby być właśnie tak, jak to opisywał Chris van Allsburg. „Ujrzałem raz jeszcze moje serce w domu, wspominam każde okno, chodnik, zobaczyłem się tak blisko Ciebie mamo, że mógłbym umrzeć nawet już… Wylatuję na jakąś gwiazdę, próbuję w końcu uwierzyć, że nawet gdy on jest daleko, to znajdzie mnie właśnie w to Boże Narodzenie. Zgaduję, że choć święty Mikołaj jest bardzo zajęty, jeszcze nigdy nie mógł mnie objąć, to jednak myślę o nim ciepło, szczególnie kiedy Boże Narodzenie przychodzi do mnie. To jest najlepszy czas roku, kiedy każdy przychodzi do siebie. Z wszystkimi jest radosne Boże Narodzenie, trudno być wówczas samemu, z przyjaciółmi ubieramy choinkę, z tymi którzy nas otaczają. Jest tak zabawnie, kiedy Boże Narodzenie przychodzi do mnie. Prezenty milusińskich zawinięte w czerwień i zieleń, więc przywołuję w pamięci wszystkie rzeczy, które słyszałem w tym czasie, a które nigdy nie widziałem. Nikt nie śpi w tę noc Wigilii, wypatrując z nadzieją świętego Mikołaja na jego drodze. Kiedy dzwoneczki przy saniach świętego Mikołaja dzwonią, nasłuchuję wszystkiego wokół. Także jak anioły, zwiastuny dobra, śpiewają, słucham ich choć nigdy nie słyszę dźwięku. Jednak wszystkie sny dziecięce raz utracone teraz będą jakby odnalezione. I oto ujrzałem raz jeszcze moje serce w domu, a po ostatniej pielgrzymce przypominam sobie każde okno, panelowy choćby chodnik.” Kiedy przybyliśmy do Ząbkowic, miałem trzy lata-jak myślę- a ponieważ dobrze nam tu było, dlatego długo tu mieszkałem i potem dłużej jeszcze powracałem tutaj. Obecnie nie żyję już podobnie jakby wiecznie. Pamiętam potem, to było w Boże Narodzenie roku 1995, nie było zimy, ale spadł śnieg. Za oknem biała kurzawa, zacząłem pisać tę historię. Szukałem przede wszystkim siebie i moich własnych korzeni. Zadawałem sobie pytanie, jak to się stało, że ten syn ubogiej pracownicy Huty Szkła Gospodarczego z Ząbkowic teraz w końcu zechciał stać się księdzem? A nawet wydaje mi się, że to właśnie Ząbkowskie Huty Szkła sprawiały, że pewnego dnia nie wywieźli nas z mamą stąd w siną dal. A raczej sami wyjeżdżaliśmy z mamą na wieś za Kraków lub pod Przemyśl. Pokusiłem się więc pisać coś od siebie. Nie spadło na mnie mianowicie żadne szczęście i dlatego w pisaniu chciałem podjąć to, jak ja do kapłaństwa, ale także jak do wszystkich tych i innych błędów w moim życiu przyszedłem. Następnie w tej historii poszedłem trochę dalej: chciałem moje życie tak dobrze, jak to tylko jest możliwe zatrzymać i dokładnie zbadać. Zacząłem więc badać historię moich rodziców, wujków i ciotek, przyjaciół. Pan Budniak, to był ten człowiek „Solidarności”, który do żony powiedział: “Matka, dawaj co masz, Stasiu z Mamą przyszedł”, on sam potem już nie przyszedł. W Niższym Seminarium w Częstochowie śp. Ks. Prałat Grzegorz Ślęzak na czwartym roku, to pamiętam, powierzył mi funkcję przywitania Matki Boże w kopii Cudownego Obrazu z Jasnej Góry. Pomyślał i tak zrobił. „Wiem, kto może to zrobić!- z pewnością powiedział- „Znam go, on może to”. .A inni ludzie mówili: “Nie może” “Nie!” Ale on zwyciężyć może. Tak, muszę powiedzieć, że To miało dość dużo niekłamanego szczęścia i zbiegu okoliczności, skoro wreszcie siedzieć tu z wami dziś może. A to szczęście, którego ja kiedyś użyłem, nie idzie na żadną skórzaną bydlęcą oprawę. Po maturze chciałem studiować w Krakowie, dużo słyszałem o Seminarium pod Wawelem. Wydawało mi się zawsze, że akademicki sposób bycia jest najszybszym sposobem do nabycia praktyki. I tak wylądowałem w Krakowie. Nie czułem się tam sam czy spóźniony w rozwoju. Za to czułem, że należę do nowej generacji papieża Wojtyły. Widzicie lepiej teraz, napisałem swoją historię, ale już wówczas czyniłem także długie spacery na autostradę, żeby szybko jechać do Częstochowy i pokazać moje teksty profesorom w Seminarium na ulicy św. Barbary. Oni przyjmowali moje pierwsze elaboraty najczęściej bez słowa, albo kwitowali stwierdzeniem, „Stasiu, nie mam czasu”. Pamiętam, jak po skreśleniu nowej kartki nagle śnieg zelżał. Jak się cieszyłem, jak chciałem to wszystko mamie powiedzieć, o tym że miałem nawet kilkadziesiąt stron maszynopisu.(patrz Hortensjusz). Co prawda manuskrypt przeleżał siedem lat w archiwach, ale przyznaję, iż jeszcze opatrywałem dom Matki w Ząbkowicach, a oto mój tekst w końcu pewnej wiosny ukazał się w Częstochowskim wydawnictwie. Oto są wyzwania katolickiego pisarza, eksploruję więc obiecaną ziemię dla wierzących. Nie tylko podejmuję coś, lecz robię…. Zaangażowanie w Częstochowie ma do czynienia z tym, że dobrze bynajmniej wszędzie i pojawia się przeszłość. Chciałbym być Polakiem na ten czas, co jest szalenie trudnym wyborem, bo dobry zawód, rodzinę, miałem krótko bynajmniej. I nie przestaję przemieniać teraz na sztukę życia w podróżach, a serce się łamie gdy mówimy ‘do widzenia’, a właściwie gdy żegnamy na zawsze kolejne z krajów, przeze mnie odwiedzanych. Pragnąłbym śpiewać o Polsce w tym „elektronicznym wieku” (age). Przed dwustu laty Rousseau, Wolter, Monteskiusz, Diderot nazywali rzeczy po imieniu, kiedy powiadali, że „realny wróg jest kościół, nie państwo.” I dziś nie ma wolnej mowy, kultura obrażania wzrasta. Pisarze niedawno jeszcze byli czasem zażenowani egzystencją czarnej dziewczyny jako bytu szkaradnego (ugly), ‘czarna która wraca do Afryki’. Opisywali raczej charaktery przewyższające kobiety, a te ostatnie uciemiężone kokietowali, uwodzili. A przecież kobiety niosą z sobą siłę, moc. Odmawiam przywilejów dla białych. Literatura to jest ciężkie miejsce (hard place), pisząc ją nie reprezentuję grupy… Przedstawiam wam moje powroty do Polski, zawsze tu wrócę. Chciałbym opisywać wam mniej, a bardziej czytelnie. Właśnie pisanie to jest niebezpieczeństwo, które mogę kontrolować. Dom, pomoc innym, wspieranie ich, to dobre samopoczucie, dodawanie otuchy. Tak to widziałbym. Chciałbym kończyć to, do czego jestem przymuszany. Nie jestem bohaterem moich opowieści, bo ja nigdy nie przestanę wracać do Polski, chociaż zacząłem własną historię (own story). Paulo Coelho stwierdził, że nic nie można cofnąć, że nie przypadków, ale trzeba kochać, nawet kiedy przegraliśmy… Nie robię kariery, nie stoję na scenie. Pięknym być, to być zakochanym… w tym sensie byłem lepszym już. I nie sądziłem, że kiedyś będę w tak atrakcyjnych okolicach, jak ‘moje Ząbkowice’. Ojczyzno, ty jesteś jak zdrowie, ile cię trzeba cenić ten się dowie, kto cię stracił. Dziś ja już tęsknię po tobie”. Ale ty dalej nie przestajesz być dumna, więc niech tutaj z każdego zbocza rozbrzmiewa wolność… Ojczyzna bez przeciwieństwa, oto miałem życie najukochańszego dziecka, miałem radość uwielbiającej mnie matki, immer unter Weg, jak trzymała mnie na kolanach, miałem Wojtyłów, Tischnerów, coś skończyło się… Choć mówię jeszcze zawsze własnym głosem. To jest teraz moje życie dla innych i dla żadnego! Ojczyzna to nie jest przeszły dzień, miniony (vergangen Tag). To jest otwarty dzień. Chcielibyśmy mądre cienie rzucać na urodzajną ziemię łaski w dziejach człowieka. Poczyniliśmy narodowy egzamin sumienia, a to nieprzyjemna aktualizacja. Ale jestem winny… Co więcej stajemy się gwiazdami, obok nas toczy się instrumentalizowanie życiowej biografii, oceniam to inaczej, że to są manipulacyjne tendencje na dobru Polski, mojej ojczyzny. Madonna Najświętsza patrzy na nas, możemy znów powiedzieć jesteśmy chrześcijanami. Ale dobra świadomość jest żadna, a żadna świadomość, to każdy z nas osobiście. Bronię więc przed banalizowaniem wstydu, Auschwitz, mówią, to wstyd, żadnej sekundy uspokojenia, to ma dziś kochany człowiek. Z tą wiedzą, świadomością, podejmijmy w pełni nasze uczestnictwo w zbawianiu ludzi.

“Ach, das ist Mist, was du da spielst”

Stanisław Barszczak, “Sie hat eigentlich recht!”

Als wir mit meiner Mutter nach Ząbkowice kamen (1964), war Ich das eigentlich nur für drei Jahre gedacht, aber wir sind dann doch geblieben, und seitdem lebe ich hier. Vorhandene Glashütten in Ząbkowice beigetragen, dass wir dort mit meiner Mutter leben könnten, das man uns nicht einmal von dort aus mit meiner Mutter nahm irgendwo weit weg. Ich bin aber Bewohner von Częstochowa, weil ich mein ganzes Leben hier habe: meinen Beruf, priesterliche Familie usw., es ist alles hier in Częstochowa. Denn in Częstochowa ist berühmt auf der ganzen Welt das Bild einer schwarzen Königin von meiner Heimat, hier werden jeden Tag Wunder geschiehen. Ich bin aber doch ein bisschen zerrissen und ich habe immer noch ein sehr emotionales Verhältnis zu meine Heimat. Ich empfinde es als ein ganz wunderbares Land- und als ein ganz schreckliches Land zugleich. Letztlich das Polen hat z. B. etwas, was ich wirklich bewundere. Da können Leute etwas falsch machen und dann übernehmen sie die Verantwortung dafür, indem sie dafür bezahlen, ins Gefängnis gehen usw. Und wenn sie wieder herauskommen, können sie weitermachen und sind nicht für ihr Leben stigmatisiert, wie das bei uns manchmal der Fall ist. Es stellt sich heraus, dass Manches ist dort auch klarer. Wenn man z. B. 1960 aus Osten nach Westen wegging, dann ist man nicht wiedergekommen. Und deswegen haben die Leute zueinander gesagt: “Es war wunderbar mit dir! Du kannst jederzeit wiederkommen! Du bist willkommen!” Aber man wusste, dass sie meistens gar nicht wiederkommen können. Das ist eine ganz andere Art des Umgangs miteinander: Man ist schneller dran an den Menschen und eben auch schneller wieder weg. So wir sich in Ząbkowice fühlten, zum Beispiel wie in Kalifornien fühlten sich Menschen hundert Jahre zuvor. Heute ist die Beschleunigung der Zivilisation. Nur von Zeit zu Zeit noch fahre ich nach Ząbkowice, alte Freunde und bekannte zu treffen. So, als der „ältere Bruder“ von vier wachsenden Kindern meiner Freunde, Familie Kwieciński, auf die Welt zu kommen, habe ich Reifung zu den Pflichten dieses Geschwisters aus der Nähe gesehen, ist ja wohl auch etwas Eigenes: Wie war das, dieses Gefühl, ein Nesthäkchen zu sehen? Bartek ist der jüngste. Man meint ja bei einem Nesthäkchen immer: Der ist absolut aufgehoben, der wird immer gehutscht, geschaukelt und die größeren Geschwister passen auf ihn auf usw. Aber ich hatte immerhin in ihrer Heimat einen großen Vorteil: Ich war nie allein! Es war immer jemand da für mich. Und man hat auch auf mich aufgepasst. Aber wie Kinder eben so sind im Umgang miteinander: Das geht schon rau zu und da muss man schon schauen, wo man bleibt. Es gab auch Momente, in denen ich als„ältere Bruder“ von außerhalb der Familie nicht mit dabei sein durfte, und das war dann blöd. Aber insgesamt hat das sicherlich mein Leben geprägt, denn ich bin gewohnt, ein Freund von ihrer Familie zu sein. Wenn meine Mutter war, haben wir die Familie Kwieciński, Familie Budniak auch wie solange der jüngster ihrer Familie, sehr oft besucht. Und nun bin ich aber in der Kirche von Częstochowa, in der ‚Heimat der Marianer in Allenstein‘ (in Olsztyn) sehr oft nicht mehr der Jüngste, sondern der Älteste, und da wachsen einem dann andere Aufgaben zu. Denn die Jüngeren – die aus meiner Sicht Kinder sind, was natürlich nicht stimmt, weil das bereits erwachsene Leute sind, weil das mit 50 Jahren wirklich keine Kinder mehr sind – schauen auf zu einem und da muss man dann schon ein bisschen aufpassen. Ich kann also diese Position des Jüngsten nicht mehr weiter durchziehen. Denn diese Position ist bzw. wäre ja sehr angenehm, weil man dabei immer ein bisschen verantwortungsfrei ist. Solche Situation in seiner Heimat zeigt in einem Interview Walter Sittler deutscher Schauspieler auch. Jemand war immer gut mit mir. So eine Großfamilie funktioniert ja nach eigenen Regeln. Wenn jeder seine Aggressionen ausleben würde, dann ginge es gar nicht. Das heißt, man lernt in einer Großfamilie schon auch, die Dinge manchmal ein bisschen unter den Teppich zu kehren. Denn eine Familie ist nur so stark wie ihr schwächstes Glied, und wenn da der Schwache auch noch gedrückt wird, dann fällt das ganze Ding auseinander, er sagte. Es gibt Leute, die wissen viel mehr als ich und da bin ich doch gut beraten, von denen zu lernen. Das war für mich gar nicht so wild, denn als Kind geht man halt dorthin, wohin auch die Eltern und die größeren Geschwister gehen. Und sie sind wirklich eine sehr starke Gemeinschaft. Obwohl sie vor Jahren in Ząbkowice aus der Ferne kamen. Weißrussland ist ihre Heimat, obwohl sie nicht mehr sehr oft dort ist. Sie besuchen dort ihre Geschwister, dann bereits in Polen, aber sie wohnen dort schon ewig nicht mehr. Dennoch ist das ganz klar ihre Heimat. Ich selbst habe das nicht. Die Politik, religiöse Zeitgeschehen in Polen… Wir haben in der Familie darüber fast überhaupt nicht gesprochen. Ich habe auch von meiner Mutter nur wenig darüber erfahren können, denn das mochte sie nicht so. Sie hat nur immer wieder gesagt: “Wer es nicht erlebt hat, kann nicht viel darüber sagen.” Mein Vater starb, als ich 17 Jahre alt war: Damals war ich noch nicht in der Lage gewesen, mit ihm zu reden. Ich sah ihn nur einmal in meinem Leben. Ich habe mich aber in meiner Schulzeit von mir aus ganz intensiv mit dieser Zeit befasst. In Polen war es die Zeit des Kommunismus. Ich weiß, was mein Vater meine Mutter gemacht hat, und er bleibt auch immer mein Vater – denn anders geht es ja gar nicht. Aber ich verherrliche das nicht, ich verdamme es nicht, sondern ich schaue es mir an und frage, was die Lehren daraus sind: Wie ist es möglich, dass er als promovierter Forstwirtschaftlehrer so an dieser Ideologie gehangen hat? Was hat ihn dazu gebracht? Ich habe seine Geschichte näher verfolgt und weiß, dass dass die ganze Familie Chodzicki in Warschau war und später nach Krakau gekommen ist, also aus der Warschauer Wirtschaftskrise. Ich werde nicht um ihn zu verteidigen, bevor das Recht jedes Kindes auf Leben. Er las viel zu und hatte überhaupt eine große Affinität zur Schweizer Geisteswissenschaft – wie sie übrigens viele deutschstämmige Schweizer haben. Das war bei ihm fast schon eine naive Verherrlichung. Wenn man das alles zusammenzählt, dann weiß man, dass man als junger Mann so einer Ideologie möglicherweise verfallen kann. Er war ja auch wirklich sehr jung damals. Ich selbst nehme jedenfalls für mich nicht in Anspruch, dass ich dem entgangen wäre. Ich weiß nicht, was passiert wäre, wenn ich in seiner Position gewesen wäre. Denn es ist schon verführerisch, ein ganz klares System zu haben, nachdem man denken kann, das einem sagt, was richtig und was falsch ist, das auch so ein bisschen männlich ist usw. Damals wussten das auch viele, aber sie haben es nicht sagen können und nichts dagegen machen können. Auch daraus kommt ein Teil meines ‘politischen Engagements’, weil ich finde, dass man als Bürger, wenn man kann, eigentlich die Pflicht hat, sich einzusetzen. Das ist Teil der Demokratie, das ist lebendige Demokratie, wie Walter Sittler gesprochen hatte. Nun beschreibe ich mein Leben für alle und keine. Ich begann ernsthaft zu schreiben, vielleicht sogar nur in der Schublade für die Nachwelt. Diese Strukturen auch mal in der Wirklichkeit zu sehen und nicht nur auf dem Papier, das ist mein Traum. Nun, ich weiß nicht so genau, was mir in die Wiege gelegt worden war. Aber wann habe ich denn diese andere Seite, dieses Schöngeistige in mich entdeckt? Das Engagement in Częstochowa hat damit zu tun, dass da doch irgendwann die Vergangenheit hochkommt. Ich habe also keine Verpflichtung, etwas zu nehmen und die weniger zu tun. Schlagen da zwei Herzen in Ihrer Brust? Meine Mutter hat einmal zu mir etwas gesagt, was mich sehr beeindruckt hat. Das war damals, als ich vom Kloster Klosters der Barmherzigen Brüder im Viertel Kazimierz. weggehen wollte, weil mir die Situation in Krakau nicht mehr gefallen hat und ich die Möglichkeit hatte, reisen zu tun. Die Kollegen waren damals noch ‚klein‘, sehr weit weg von mir und ich wollte also jetzt freiberuflich in der Kirche arbeiten. Sie sagte mir: ‘Das schaffen wir schon!’ Das hat mir den letzten Kick gegeben, sodass ich mir sagen konnte: ‘Stimmt, das schaffen wir schon!’ Denn wie hätte ich im Jahr 1992 wissen sollen, was zehn Jahre später passiert? Das kann man nicht wissen. Entweder man traut sich oder man traut sich nicht. Aber man muss eben immer wieder versuchen, Türen aufzumachen. Mein Schreiben- Das ist ‘ein romanartiger Stoff’, bei dem es um vieles geht, nicht nur um Heimat. Und deswegen war das für mich in all diesen Jahren auch durchaus keine einseitige Beschäftigung, sondern das war für mich wirklich ein Spiegelbild des Lebens. Es war auch nicht so, dass ich vor 25 Jahren zu Beginn bereits gewusst hätte, wie das Ganze mal enden soll. Nein, das ist einfach aus diesem permanenten Dialog mit den professionellen Möglichkeiten und auch der eigenen Biographie entstanden, sodass das also identisch geworden ist mit einem mit Arbeit erfüllten Leben. Ich hätte auch nicht gedacht, dass das so hart ist, aber auch das ist eben eine gute Erfahrung. Sonst habe ich in meinem sozialen Leben und in meinem Arbeitsleben wie gesagt wahnsinnig viel Glück gehabt. Ganz dasselbe sagt der Herr Walter Sittler. Das Schreiben, hätte ich auch nicht gedacht, dass das so hart ist, aber auch das ist eben eine gute Erfahrung. Sonst habe ich in meinem sozialen Leben und in meinem Arbeitsleben wie gesagt wahnsinnig viel Glück gehabt. Auf diese Weise scheint es mir, durch das Schreiben, wie ich ständig auf dem Schoß der Mutter säße, obwohl das Haus nicht mehr ich lief weg, indessen ich entfloh.

a jakie jest wasze prawo

Stanisław Barszczak, Jak zamarynowałem Polskę,

Nadszedł czas, by różność, wielość (diversity) dojrzała. Więc najpierw pytam się o moje miejsce na ziemi. Czym jest ojczyzna dla mnie? Ojczyzna gdzie mieszkasz, gdzie się urodziłem, ale to jeszcze nie niemoc starcza. To jeszcze nie długi proces dojrzewania do wybrania konkretnych wartości, to raczej budynki (szkoła), przyjaciele. To „Bóg niech Cię błogosławi”, przekazanie dziecka pod opiekę niańki… Stało się, że pewnego dnia znalazłem się w Częstochowskim Niższym Seminarium Duchownym, na ulicy Piotrkowskiej. w moim czwartym roku nauki poczułem się tutaj naprawdę komfortowo w pozycji ucznia, i bardzo się cieszę, że w tym czasie zrobiłem ten wielki krok w stronę człowieka i kościoła powszechnego. Odczułem większą odpowiedzialność za uczniów i za siebie, wówczas także gdy co jakiś czas profesor języka rosyjskiego „jeździł długopisem” po zeszycie i zakreślał na czerwono nieznaczne błędy w stylu i ortografii. To chyba tam poczęła się moja ojczyzna. Potem gdy już byłem księdzem na Parafii kiedyś wyszedłem po lekcjach ze szkoły, dokoła mówią: „bomba w szkole”, czy to jest ojczyzna? Czy gąbka, którą znalazłem w mojej szkolnej teczce, symbolizuje wiązkę wartości pod hasłem ojczyzna? W końcu zapytuję samego siebie: czy człowiek stworzony został, by być smutny zawsze? To nie jest ojczyzna. Przywołuję teraz inne wrażenia z pamięci? Olbrzymi samolot zauważony przez ludzi blisko nad ziemią, sceny z początku wojny… Podczas mojego seminarium w Krakowie z mojej izdebki na trzecim piętrze przez okienko w dachu słyszałem , jak z prawej strony przechodzili ludzie w manifestacji antykomunistycznej. A dzielnica Stradom otworzyła się na przyjęcie olbrzymiego pochodu, z naprzeciwka szli zomowcy, by tę manifestację rozgonić. Ojczyzna to zbiorowy obowiązek, uczyli mnie w szkole. Czasami zastanawiam się bardziej: czy ojczyzna to nie jest wybór kolorów, a może to obraz kuźni, w której kuje się żelazo póki gorące… Ojczyzna w grze cieni i świateł. Kiedy odkryłem tę drugą stronę życia, to obecnie tworzone Piękno w sobie? Skłonność do artyzmu była ze mną bardzo wcześnie. W domu matki, w wieku 35, 36, 37 lat bardzo dużo hodowałem zwierzyńca i malowałem obrazy. Następnie zacząłem chodzić do ludzi, podróżować, jeszcze pod natchnieniem matki, która miała żyłkę artystyczną, nie bała się pracy, była bardzo towarzyska, a artyzm widziała nawet w swym ubiorze. Odczułem we mnie bardzo wcześnie szczególne wrażenie poszukiwawcze. Nigdy nie wiedziałem dokładnie, gdzie powinienem iść. Wkrótce poczułem, że gospodarstwo nie jest moją drogą. Bo do tego po prostu mój talent nie wystarcza. Pewnego dnia przekonałem się także, że mój talent nie wystarcza do malarstwa, bo jest brak niezbędnych pieniędzy na narzędzia malarskie, wrzucam kolejny dzień do pospolitego kosza, coś innego mnie pasjonuje tym czasem. Po maturze chciałem studiować w Krakowie, dużo słyszałem o Seminarium pod Wawelem. Wydawało mi się zawsze, że akademicki sposób bycia jest najszybszym sposobem do nabycia praktyki. I tak wylądowałem w Krakowie. Nie czułem się tam sam czy spóźniony w rozwoju. Za to czułem, że należę do nowej generacji papieża Polaka, która nie była obciążona ideologią marksistowską, nawet głosem ulicy. Ale bynajmniej nieustannie niosłem marzenie, które nigdy nie umiałem zrealizować do końca- idąc za głosem mojego profesora polonisty chciałem po prostu pisać, jeszcze raz pisać. Moje pisanie jest materiałem składającym się romantycznej opowieści, która obejmuje znacznie więcej, niż tylko ojczysty dom. I dlatego była dla mnie przez te wszystkie lata także nie jednostronnym zatrudnieniem, ale to stało się w istocie dla mnie lustrzane odbiciem życia. To również nie było tak, że już przed 25 laty miałbym świadomość od początku, jak Całość powinienem raz skończyć. Nie, to po prostu powstawało z tego stałego dialogu z duszpasterskimi możliwościami, a także z własną biografią tak, że to stało się jednym z życiem wypełnionym pracą. Ale pamiętam dobrze, to było Boże Narodzenie, przyszedł koniec roku i znalazłem wymarzone schronienie w domu Matki w Ząbkowicach. Spojrzałem na moje zwykle posprzątane pokoje, mama jeszcze nie przyszła. Za to podczas gdy ja próbowałem się z moimi myślami przyszła zamieć. To było w roku 1995, nie było zimy, ale spadł śnieg. Za oknem biała kurzawa, zacząłem pisać tę historię. Szukałem przede wszystkim siebie i moich własnych korzeni. Zadawałem sobie pytanie, jak to się stało, że ten syn ubogiej pracownicy Huty Szkła Gospodarczego z Ząbkowic teraz w końcu zechciał stać się księdzem? Nie spadło na mnie mianowicie żadne szczęście i dlatego chciałem podjąć to, jak ja do kapłaństwa, ale także jak do wszystkich tych i innych błędów w moim życiu przyszedłem. Następnie w tej historii poszedłem trochę dalej: chciałem moje życie tak dobrze, jak to tylko jest możliwe zatrzymać i dokładnie zbadać. Zacząłem więc badać historię moich rodziców, wujków i ciotek, przyjaciół. Pan Budniak, to był ten człowiek „Solidarności”, który do żony powiedział: “Matka, dawaj co masz, Stasiu z Mamą przyszedł”, on sam potem już nie przyszedł. To były historie i obrazy z mojego dzieciństwa. Oczywiście jest to tylko jedna strona medalu. Kiedy pozostawało się z takim światem, to miało się dobry grunt, który nie trzeba byłoby nigdy tak naprawdę poprawiać: tak piękny, ukryty, zarazem tak bezpieczny, jaki tylko może się ukazać, który bynajmniej posiada konfliktogenną przestrzeń Rodziny. Ale stamtąd właśnie miałem i ten impuls przejścia do wolności, z tego ustawionego tradycyjne świata, w prywatny świat wolności: i to miał być materiał na kolejny felieton! Nie mógłbym nigdy pozostać na tym, co już napisałem. Istotnie tak sam od siebie nie stworzyłbym kolejnych tekstów. Napisałem tę historię, a czyniłem także długie spacery na autostradę, żeby szybko jechać do Częstochowy i pokazać moje teksty profesorom w Seminarium na ulicy św. Barbary. Oni przyjmowali moje pierwsze elaboraty najczęściej bez słowa, albo kwitowali stwierdzeniem, „Stasiu, nie mam czasu”. Potem śnieg zelżał. Ale ja już miałem kilkadziesiąt stron maszynopisu.(patrz Hortensjusz). Manuskrypt przeleżał siedem lat, jeszcze nie opuściłem domu Matki w Ząbkowicach, jak mój tekst pewnej wiosny ukazał się w Częstochowskim wydawnictwie. Dzisiaj wciąż piszę nonfiction, i są to raczej pamiętniki. Zasadniczo nie przywiązałem się do bohaterów moich tekstów, ogromnie żałuję, że szacunek jakim ich darzę jest niezauważalny. A przecież powstaje dystans, kiedy opisuje się Osobę. Krok następny jest, gdy ta Osoba w swojej fizycznej Obecności staje się inna, mi podobna. To byłoby bardzo ważne wreszcie tego dokonać. Są jednak teksty w moim pisaniu, jak choćby „Odyseja Henryka”, „Kuzyn latającego Eskadronu”, dojrzalsze i artystycznie głębsze, wciąż tanie, a przy tym o większej jakości i skali artyzmu. Jakkolwiek nie byłem wpierw samotnikiem, ale świat tak mnie urządził, że nie reprezentuję sobą widzialnego obrazu świętości, ktoś powie: „nikogo nie słuchasz”, bardzo biedny. Byłbym zachwycony, gdyby było nas więcej. Era w której przyszło mi żyć za to otworzyła mnie jednak na inne, może jeszcze piękniejsze wartości, których nie chciałbym zapoznać. W końcu zacząłem myśleć o sobie. Otworzyła mi się strona Internetu… Nigdy nie usłyszałem od nikogo o krytyku literackim Marcelu Reich-Ranickim, badaczu literatury, który za sobą ma warszawskie getto, kilkadziesiąt napisanych książek o literaturze. Z pewnym wysiłkiem słuchałem jego wynurzeń, o jego ziemskiej sławie. On zaprzecza istnieniu Boga. A przecież Bóg istnieje, spotkałem go. Mój Boże, jestem za słaby żebym mógł więcej dobra zrobić, nie nadążam za codziennością, a przede mną rozciąga się olbrzymia tęcza, której nie byłem wstanie podziwiać do końca. Czy mogę poprzeć prace innych, tak choć jeszcze niemrawo. Kochani Czytelnicy, widzicie, Celtowie nigdy nie byli pokonani (wurden nie ubervaltigt)- to Indianie Europy, ostatni przedstawiciele sprawiedliwości Europy. Moim zadaniem jest wierność tej sprawiedliwości, ostatecznie poszukiwanie żółtej linii życia. Miłość przedstawiają teraz jako dziką i nieokiełznaną raczej, podczas gdy miłość może być najpiękniejszym bohaterstwem, to także chciałbym wam udowodnić. Niektórzy mówią: przeciwieństwem Boga jest miłość. Potrzebujemy miłości… Powinniśmy uszanować w sobie wielkie prawo realizacji życia zgodnie z matczyną prawdą o chrześcijańskiej wielkości człowieka i prawie Bożym. Prawo jest bliskie każdego człowieka… Możemy kochać, mamy (jeszcze) prawo miłować, ale jest nierzadko już wyrwa, która oddziela nas od jądra jasności: to jest pomniejszanie czyjegoś autorytetu, czynienie osobowości człowieka nieczytelną i niewyraźną. Przez lata przebywam na przymusowej emigracji duszy, pozostaje mi codzienna Msza święta i brewiarz, sporadyczny tylko kontakt z ludźmi mojej epoki. I dlatego obawiam się, że jeśli coś napisałem, to może to być złe.(wrong).. Tym samym stworzyłem, czy teraz już razem tworzymy jakie fakty, ale jako skomplikowane… Boję się o to, czy jestem dobry, myślę że Pan W. Havel podobne miał wątpliwości, gdy pisał swe teksty w więzieniu. Współczesny pisarz wielkich Indii Sir Salman Rushdie, który ucieka cywilizacji Europy- w tym miejscu powiedziałbym, żebyśmy kontynuowali kulturę Celtów i tworzyli Indie Europy- w jednym z wywiadów powiedział, a mówił o powołaniu pisarskim: ”zacząłem pisać, bo chciałem uniknąć bycia pisarzem”… Fatwa rzucona na mnie przez władze Chomeiniego, skazanie na śmierć, nie chodziło o sprzeniewierzenie się islamowi, lecz to był problem „pragnienie ówczesnej władzy”, widzi mi się, „desire”(z języka angielskiego) rządów Chomeiniego. Nienawidziłem ich- mówił Rushdie-, bo nie chciałem być szalony. Każdy chciałby być kochany, nieść z sobą wartości powszechne. W związku z tym nie wystarczy motywacja, by być pisarzem. Zasadą, którą wcielam w życiu jest wolność. Ale na przykład stanowisko amerykańskie w kwestii wyrażania opinii jest takie: nie możesz zdecydować, co jest złe, co dobre. Brytyjska pozycja jest odmienna: należy zdecydować, zasady muszą być określone. Tutaj mogłem się chwalić, że na przestrzeni czterdziestu lat poruszyłem całą kulturę, „zakonserwowałem w occie” moją ojczyznę. Mamy wolność, pojawia się kwestia, mianowicie czy to jest polityczna wolność, czy narcystyczna wolność. Czy obecne kwitnięcie, czy ono jest dobre dla Polski. Jestem bardzo upartą osobą (obstinate), i to jest bardzo destrukcyjne dla mnie. Bo pojawiają się nadmierne niebezpieczeństwa. Ale uważam, że ludzie mają podobnie trudne sytuacje. Więc piszę, by chronić ludzi od dystrakcji. Wiedźcie, że ja nie jestem zupełnie szalony. Mam świadomość, że gdy mówimy mocno, to obrażamy ludzi. Powiem nawet mocniej, że gdybym się mylił w mym powołaniu pisarskim, to wolałbym ucichnąć. Może widzicie ze mną inną teraz bolesną sprawę. Mowa ojczysta ma być jak miłowanie, piękna i czysta. I jako taka ma być broniona. Niestety mowa współczesna nie jest „czysta”. Nie wiemy gdzie jest złoty środek przekazu myśli, uczuć, prawdy.. Co więcej, żeby określić granice tolerancji, trzeba by zlikwidować społeczeństwo terrorystów. Dla społeczeństwa dzisiaj pozytywnym momentem mojej samotności jest odwaga społeczna, indywidualności współczesnego świata. Wielu ludzi, którzy otrzymali moje teksty (patrz inne strony blogu) twierdzą, że one są okay, ale nie na teraz. To jest bardzo ważne dla nas, żeby opowiadać o sobie, przechodzimy ewolucję, a historia jest różna (different). Ktoś powie: możesz napisać historię tylko wówczas, gdy my możemy ją opowiedzieć (we can tell it). Moje kolejne zadanie w pisaniu polega na tym, że chciałbym skończyć z inkwizycją. Muzułmanie mówią teraz, że islam jest tak doskonały jak to co boskie. (as perfect as divine). Ale przecież prorok był jedynie prorokiem, nie znał sensu słowa divine, nie miał sensu tego, co boskie, tak jak my to dziś rozumiemy. Powtórzmy, nie wiemy którzy święci, św. Teresa z Avila, św. Franciszek z Asyżu czy św. Faustyna Kowalska z głoszeniem Boskiego Miłosierdzia są pierwszymi prorokami trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Po prostu znaleźliśmy te głosy jako bardziej cenne jak inne. A i obecne rozważania, nie są to błyskotliwe analizy, bo wciąż jestem zniewolony, przez swój umysł i opinię innych. Gdzie jest polski protest przeciwko temu? Nie posiadam środowiska, którego mógłbym się trzymać bez reszty, mój kościół jest chrześcijański, dzięki Bogu, ale właśnie dopiero pisanie przydało mi ostatniej granicy zachowania wierności hołubionej prawdzie. To jest moja modlitwa codzienna zanoszona do Boga i do ludzi. W naszych czasach nie dopuszcza się sprawiedliwego Jezusa do głosu. Przeciwnicy pytają: gdzie był Bóg, gdy otwarto obóz w Oświęcimiu? A przecież Bóg jest bardziej ważny jak miłość. Sir Salman Rushdie powiedział kiedyś: książka jest ważniejsza od życia. Komentatorka jego myśli ujęła to w sposób następujący: pisarz nie może być, przy otaczających go zewsząd słabościach, umarły myślą „unthought”. Dlatego składam mu hołd, bo to właśnie jest permanentny dar pisarza dla świata.

Jak poznawałem Warszawę

Stanisław Barszczak, „Błogosławię cię, polski rycerzu”(nie od razu Warszawę zbudowali)–

W tym właśnie miejscu, na wysokim wzgórzu Starego Miasta, młyn krzepkiego Maćka rozweselał swym terkotem zakątek warszawskiej krainy. Budowla zbudowana została wysoko na skale, zachowywała przeto deski nowe. Ale zanim Maciek stanął na szczycie pobliskiego wzgórza minęło trzydzieści jemu tylko znanych lat. Jego poprzedni młyn, była to budowla sklecona z gipsu i drzewa, i wydawała się stara jak świat. Podmywały ją do połowy wody prawobrzeżnej Wisły, rozlewające się na dalekim horyzoncie w przejrzysty basen. Spiętrzona śluzem woda spadała tutaj z wysokości kilku metrów na młyńskie koło, które obracało się z trzeszczeniem przypominającym asmatyczny kaszel starej wiernej służącej. Maciek łatał starowinę czymś się dało, klepką beczkową, zardzewiałym żelastwem, cynkiem, ołowiem. A koło, którego profil wyglądał coraz dziwaczniej, obracało się jakby weselsze w swym pióropuszu z zielska i mchu. Gdy radzono młynarzowi, by się przeniósł bliżej Wisły, potrząsał głową mówiąc, że nowe koło byłoby bardziej leniwe i nie znałoby się tak dobrze na robocie, jak to na Wiśle. Gdy woda spadała na nie srebrzystym strumieniem okrywało się perłami, a z pod tej mieniącej się tęczowo szaty przedzierał jego cudaczny szkielet. Część młyna zanurzona w Wiśle wyglądała niby arka pierwotna osiadła na mieliźnie. Więcej niż połowa domostwa zbudowana była na palach, woda podchodziła pod samą podłogę, w dziurach dobrze znanych w całej okolicy łowiono węgorze i ogromne raki. Poniżej wodospadu toń miała przejrzystość zwierciadła. A gdy nie mąciła jej spadająca z koła piana widać było ławice wielkich ryb, powolne w ruchach, niby eskadra. Tym razem dał za wygraną, bo po ostatnich potopach usadowił się z swym młynem na wysokiej skale. Teraz nie koło, lecz skrzydła nowego młyna zaczęły rozdzielać powietrze na mazowieckiej górze, gnane przez polski wiatr. Z jasnego orzecha młyn sięgał nieba, unosił się wysoko nad tutejszą doliną, zaświadczając mocno, że ostatnimi czasy duch ludzki bardzo uleciał ku górze, a jego radości nie ma końca. Maciek pokochał lewobrzeżną Wisłę i miasto, które oficjalne od dwóch stuleci nazywano Warszawą. Legendarna etymologia wywodzi nazwę od imion rybaka Warsa i jego żony Sawy. Jego Warszawa leży w środkowym biegu Wisły, na Nizinie Środkowomazowieckiej, w odległości około 350 km od Karpat i Morza Bałtyckiego. Pierwszymi osadami powstałymi na terenie miasta były m.in. Bródno (IX/X wiek) Kamion (XI wiek), Jazdów (XII/XIII wiek). Po zdobyciu i zniszczeniu Jazdowa przez wojska Mendoga, przed 1294, książę płocki Bolesław II mazowiecki założył nową osadę Warszowa. Będąca ważnym ośrodkiem handlu i rybołówstwa osada na początku XIV stulecia została jedną z siedzib książąt mazowieckich, zaś od 1413 roku stolicą Mazowsza. Wcześniej, około 1300 roku lokowano Stare Miasto, na które Maciek spogląda codziennie z swojego młyna… W obszernej komnacie o łukowym sklepieniu stoi człowiek w sile wieku i na zboże spoziera, a źrenice w tego twarzy, ogromne, czarne, jarzyły się, jak pochodnie gorejące, a taką miały moc i potęgę te oczy, że, gdyś w nie spojrzał, zdawało ci się, iż na wielkoluda spozierasz, i mimowiednie budziły się w tobie lęk, podziw i uszanowanie dla tej niepozornej, a jednak imponującej postaci. „Jakże to miło w wieczór zimowy w cieple zacisznej siedzieć alkowy; w piecu się ogień dopala właśnie, w ciemnej czeluści mignie, to zgaśnie, sypie iskierki czerwone, złote, w sercach nieznaną budzi tęsknotę za czymś minionym, za czymś dalekim, za dawnym światem, za dawnym wiekiem. Zimową nocą w alkowie młynarza o świetle słonecznym rzecz się poczyna, coś serce młynarza ściska: Powiedz nam, dziadziu o… o Warszawie! Pochylił dziaduś głowę zmęczoną, ale mu w oczach iskry zapłoną, strudzone serce mocniej kołata. Bo swej młodości przypomniał lata: Jak to w ulicach starej Warszawy gonił za widmem rycerskiej sławy, jak każda cegła, każdy głaz w murze wskrzeszały przeszłość w złocie, w purpurze. Na szarej Wiśle, na mętnej fali piosnka syreny ulata wdali, W zapadłych w ziemię lochach zwaliska gad ślepiami błyska, męczeńska Praga krwią się zalała, w królewskim zamku łka Dama Biała… A nad główkami dzieciaków grona Cudowny Chrystus wznosi ramiona… Dali mu jacyś malcy myśl do gawędy: Starej Warszawy stare legendy… Stoi młynarz w młynie na wiślanej skale, z okna izby na Wisłę spogląda, widać szarą wstęgę naszej Wisły, z okien jego izdebki podniebnej, to słoneczne blaski na niej błysły, to ją księżyc opromienia srebrny. „Niechby raczej zabiły go kule, niż ma szarpać poniewierka taka; nad Bosforem, w dalekim Stambule, w utrapieniu płynęły dni wojaka.” Wciąż nie przestaje marzyć o potędze tej krainy, wspomina podróże. „Aż się język w ustach onieśmiela!.. Dzień po dzionku, przez kraje, przez obce, dzielny rumak, jak burza, przelata; aż graniczne widnieją już kopce i znajomy, rodzinny kąt świata. Twarz tu słońca, jak nigdzie, świetlana, kwiaty pachną, że tylko je zbierać! To ojczyzna! to Polska kochana! Gdzie żyć miło i miło umierać!”…W roku 1526 Mazowsze wraz z Warszawą wcielono do Korony Królestwa Polskiego Trzy lata później obrano Warszawę jako miejsce zwołań sejmu walnego (w roku 1569 odbyły się tu pierwsze obrady), zaś w 1573 roku miała tu miejsce pierwsza wolna elekcja nowego króla. W tym samym roku miała tu miejsce konfederacja warszawska w sprawie uprawomocnienia tolerancji religijnej w Rzeczypospolitej. Warszawa stała się ważnym łącznikiem między głównymi centrami politycznymi Polski i Litwy Krakowem i Wilnem, co było jednym z powodów przeniesienia rezydencji królewskiej w 1596, co uczynił Zygmunt III Waza. Odtąd Warszawa stała się ważnym centrum politycznym, gospodarczym i kulturalnym, przyjaznym dla szlachty, magnaterii i duchowieństwa. Nastąpiła urbanizacja miasta, przebudowano dawny zamek na wielką rezydencję królewską, przed którą postawiono kolumnę z figurą Zygmunta III Wazy. Okres prosperity przerwała wojna polsko-szwedzka 1655–1658, po czym zniszczone miasto odbudowano, co więcej w okresie panowania Jana III Sobieskiego, Warszawa stała się ważnym centrum artystycznym na skalę europejską w dobie baroku (wzniesiono m.in. pałac w Wilanowie, rezydencje i kościoły proj. Tylmana van Gameren). Pomimo kryzysu, chaosu i zniszczeń spowodowanych przez wojnę północną oraz klęsk elementarnych i kryzysu politycznego (konfederacja, wojna o sukcesję) Warszawa w okresie panowania Sasów przeżywała dalszy rozkwit, przede wszystkim kulturalny i artystyczny. Przebudowano zamek, wzniesiono m.in. Oś Saską, liczne kościoły i rezydencje w duchu późnego baroku i rokoka. Mimo bardzo trudnej sytuacji politycznej kraju, za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego zwołano w Warszawie Sejm Czteroletni (1788-1792) zaś 3 maja 1791 uchwalono konstytucję Rzeczypospolitej. Oprócz tych osiągnięć politycznych, stolica przeżyła duży progres kulturalno-naukowy. W 1740 roku Stanisław Konarski założył Collegium Nobilium. Siedem lat później, bracia biskupi Józef Andrzej i Andrzej Stanisław Załuscy otworzyli dla publiczności bibliotekę, która była jednym z największych księgozbiorów w Europie. W 1767 roku powstał tu Teatr Narodowy. W 1767 roku założono Szkołę Rycerską a w 1773 powołano Komisję Edukacji Narodowej. Spośród wzniesionych wówczas klasycystycznych budowli wyróżnia się Pałac Na Wyspie. Skala progresu była na tyle wielka, iż Warszawę nazywano Paryżem Wschodu… „Od Rynku w stronę ‘Piekiełka’ zdążał ponury, choć jaskrawy orszak. Przodem szła straż miejska z halabardami, za nimi ‘bracia pokutnicy’ w długich ciemnych opończach, z twarzami osłoniętymi rodzajem maski sukiennej, w której wycięto jedynie otwory na oczy; dalej dostojnie stąpał imćpan pisarz miejski ze zwojem pergaminu w ręku, za panem pisarzem asysta z urzędników sądowych złożona, wreszcie dwie główne osoby pochodu: skazaniec, niemłody już, brodaty mężczyzna w nędznej odzieży, ze związanymi w tyle rękoma, i kat, olbrzymi, rozrosły drągal, cały w czerwieni, z potężnym błyszczącym mieczem i z dwoma butlami, czyli pachołkami. Po bokach, z przodu i z tyłu orszaku cisnęło się mrowie nieprzeliczone warszawskiego pospólstwa, uliczników, urwisów i wszelakiej hałastry, ciekawej okropnego widowiska. Już pochód stanął na placyku, Piekiełkiem zwanym, gdzie pośrodku, na czarnym suknie, widniał pieniek, miejsce stracenia; już pan pisarz miejski odczytał nosowym głosem wyrok: krawczyk wędrowny, oskarżony o zabójstwo swego towarzysza podróży, na gardle ma być ukaran i mieczem ścięty; już skazaniec klęknął przy pieńku i głowę na nim położył, a kat mieczem straszliwym błysnął pod słońce, gdy nagle… gdy nagle imćpan Pan Piotr z mistrzem Pawłem przedarł się przez stłoczone tłumy gawiedzi i tubalnym basem zakrzyknął: Stójcie! Stójcie!” „Na Rynku wrzask i harmider. Tłum w barwnych ubiorach krąży dokoła Ratusza, który dumnie wznosi się pośrodku placu. W Ratuszu na dole kramnice bogate, dostanie w nich, czego dusza zapragnie. Tu sklepy ormiańskie z tkaninami tureckimi, haftowanymi złotem i srebrem, z dywanami perskimi i indyjskimi szalami; tam Szkot suknem i płótnem zamorskim handluje; ówdzie poważny Turek z długą brodą i z cybuchem w ustach zasiadł za ladą, na której figi, daktyle, rodzynki, bakalie przeróżne stosami się piętrzą, aż ślinka idzie, a jeszcze gdzie indziej Niemiec, czy Holender zabawki ma takie, łątki, czyli lalki, koniki, pieski, piłki, że aż oczy bolą patrzeć i chciałoby się mieć to wszystko na własność. Maciuś i Halszka przewijają się wśród ludzkiej gromady zręcznie i szybko, jak dwa piskorze; sami nie wiedzą, na co spojrzeć. I to wabi, i to nęci. Wszędzie jest tyle piękności, że można by rok chyba cały po Rynku wędrować i jeszcze by się wszystkiego nie zobaczyło. Aż ci tu nagle zahuczy bębenek, zaświszczy piszczałka, talerze blaszane zadźwięczą. Co to takiego? A to Cygan, czarnokudły, ciemny na gębie, uczonego niedźwiedzia na łańcuchu prowadzi. Cóż to za niedźwiedź! Boże miły! Wszystko umie, wszystko rozumie. Gada ci Cygan do niego jakimsiś łamanym językiem, z kiepska po węgiersku, a ten robi, co mu każą, ani się na myśli…” Po upadku Rzeczypospolitej Szlacheckiej w wyniku klęski insurekcji kościuszkowskiej (u jego schyłku miała miejsce rzeź ludności praskiej przez wojska rosyjskie) oraz III rozbioru w 1795 roku, Warszawę wcielono do Królestwa Prus. Oswobodzona przez wojska Napoleona w 1806 roku, stała się siedzibą Księstwa Warszawskiego. Podczas kongresu wiedeńskiego w 1815 roku obrano Warszawę jako stolicę Królestwa Kongresowego zależnego od cara rosyjskiego. W tym okresie powstały Aleje Jerozolimskie. W architekturze i sztuce dominował klasycyzm. Wzniesiono m.in. Teatr Wielki, Pałac Staszica i Belwewder. W 1816 roku, dekretem cara Aleksandra I, powołany został Uniwersytet Warszawski z 5 wydziałami – teologii, prawa, medycyny, filozofii, nauki i sztuk pięknych. W mieście działały organizacje patriotyczne (m.in. Związek Wolnych Polaków, Towarzystwo Patriotyczne) i konspiracja przeciw zaborcy, który częstokroć łamał konstytucję. Patriotyczne środowiska warszawskie przygotowały powstania narodowowyzwoleńcze: 29 listopada 1830 wybuchło powstanie listopadowe. W czasie powstania listopadowego 1830 Warszawa była siedzibą władz powstańczych (Rząd Tymczasowy). W 1831 wokół Warszawy miały miejsce nierozstrzygnięte i zwycięskie przez powstańców bitwy (m.in. pod Olszynką Grochowską, Wawrem, Białołęką) jednakże (m.in. po ataku na Wolę) powstanie zostało stłumione przez Rosjan wspartych posiłkami z Prus… W chwilach wypoczynku od mielenia zboża Maciek schodził z młyna ku Rynkowi Nowego Miasta. Lokowane w roku 1408 Nowe Miasto zachowało późnogotycką farę NMP (XV-XVI wiek) wraz z wolnostojącą dzwonnicą. Pozostałe kościoły Nowego Miasta wzniesiono w stylu barokowym. Kościół Świętego Jacka (Dominikanów) posiada XVII wieczne prezbiterium o formach gotyckich. Wewnątrz zachował się częściowo wystój barokowy (m.in. kaplica Kotowskich proj. Tylmana z Gameren, zespół rzeźb, w tym Ecce Homo Antoniego Osińskiego). Przy Rynku Nowego Miasta kościół i klasztor sakramentek proj. Tylmana z Gameren (w kościele zachował się nagrobek Marii Karoliny z Sobieskich). Kościół Franciszkanów (proj. Karol Bay, Jakub Fontana i inni) zachował XVIII ołtarze z XVII-wiecznymi obrazami. Z dawnych rezydencji magnackich zachowały się barokowe pałace Raczyńskich z 1786 roku (proj. Jan Chrystian Kamsetzer), Sapiehów z 1731-1736 roku (proj. Jan Zygmunt Deybel) oraz klasycystyczny pałac Sierakowskiego (proj. Jakub Kubicki). Z zabudowy mieszkalnej m.in. kamienice przy ul. Freta. Maciek przechodził zatem obok kościoła św. Kazimierza i klasztoru Sakramentek, następnie ulicą Kanonią zbliżał się ku centralnie usytuowanemu rynkowi Starego Miasta. W jego obrębie znajduje się barokowy dawny kościół Jezuitów, z najwyższą na Starówce wieżą. Ponadto dawny kościół Augustianów pw. Św. Marcina, ale przede wszystkim gotycka fara staromiejska i kolegiata Świętego Jana Chrzciciela, w której wpatrywał się w późnogotycki krucyfiks z początku XVI wieku, nawiedzał kaplicę Baryczków. W końcu podchodził pod Zamek Królewski, potem długo medytował o hołdzie cara Wasyla IV Szujskiego przed Zygmuntem III Wazą na sejmie warszawskim. I dzisiaj istnieje jednak w stolicy Mazowsza wiele cennych budynków, jak Pałac w Wilanowie, kościół Wizytek i kościół pokarmelicki pw. Wniebowzięcia NMP przy Krakowskim Przedmieściu , Zamek Królewski i plac Zamkowy. Zamek Królewski, będący wcześniej jedną z głównych rezydencji książąt mazowieckich, dzieła m.in. Matteo Castellego, następnie Joachima Jaucha, Gaetana Chiaveriego, Carla Friedricha Pöppelmanna, Dominika Merliniego. Zachował się bogaty wystrój sal (m.in. Balowa, Audiencjalna, Tronowa, Marmurowa) z XVIII wieku, w tym liczne dzieła sztuki związane z dworem króla Stanisława Augusta (m.in. zespół wedut Canaletta, poczet królów Polski Marcella Bacciarellego, ponadto obrazy Rembrandta Uczony przy pulpicie i Dziewczyna w kapeluszu). Od strony południowej do Zamku przylega barokowy pałac pod Blachą, dzieło Jakuba Fontany budowane do 1730 roku. Przed zamkiem wznosi się Kolumna Zygmunta III Wazy, postawiona w 1644 roku (Clemente Molli, Augustyn Locci, i Constantino Tencalla). „Za tą kolumną, we mgły tęczowe ubrana,
Stoi trójca świecących wież Świętego Jana; dalej ciemna ulica, a z niej jakieś szare wygląda w perspektywie sinej M i a s t o S t a r e. A dalej jeszcze we mgle, która tam się mroczy, szkła okien – jak zielone Kilińskiego oczy, czasami uderzone płomieniem latarni…” W obrębie placu zachowały się kamienice z XVI-XVIII wieku m.in. zespół czterech kamienic pod np. 1/13, Mansjonaria i kilka innych. Maciek chciał być wszędzie, bywał też na koncertach wielkiego Fryderyka Chopina. I ty wybierz się na spacer śladami wielkiego kompozytora i najsłynniejszego Warszawiaka. Będąc w Warszawie nie możesz tego pominąć. Magicznym dopełnieniem miejskiej zabudowy są przepiękne parki i ogrody. Spędź w Warszawie kilka dni i poznaj niepowtarzalną atmosferę miasta. Innego letniego dnia Maciek wchodził na trakt Królewski, który rozpoczyna się od placu Zamkowego, biegnie ulicami Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, Alejami Ujazdowskimi i prowadzi do rezydencji królewskich na Łazienkach i na Wilanowie. Głównym zabytkiem historycznego Ujazdowa jest barokowy zamek Ujazdowski wzniesiony w roku 1624 przez Matteo Castelliego na miejscu starszej rezydencji książecej. Obecnie siedziba Centrum Sztuki Współczesnej. Nieopodal na Agrykoli pomnik Jana III Sobieskiego dłuta Franciszka Pincka z 1788 roku. Łazienki Królewskie założone zostały w drugiej połowie w XVIII wieku z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Całe założenie było zrealizowane przez architektów królewskich: Dominika Merliniego i Jana Chrystiana Kamsetzera, kolejne zabudowania w pierwszej tercji XIX wieku zaprojektował Jakub Kubicki. Centrum założenia tworzy Pałac Na Wyspie, z zachowanym niemal kompletnie wystrojem wnętrz (m.in. Sala balowa, Gabinet Króla, Galeria Obrazów). Dekorację malarską i rzeźbiarską wykonał m.in. Marcello Bacciarelli i Jan Bogumił Plersch. Klasycystyczny wystrój wnętrz i wyposażenie zachował również Pałac Myślewicki (m.in. Sypialnia i Sala Jadalna) i Biały Domek (m.in. Pokój Bawialny, Sala Jadalna). W Starej Pomarańczarni mieści się Galeria Rzeźby Polskiej. Ponadto na terenie Łazienek znajdują się m.in. Stara i Nowa Kordegarda, Podchorążówka, Teatr na Wyspie, Ermitaż. Maciek pewnego dnia nawet podziwiając prześliczne kamienice magnackie, podszedł pod Belweder. Z XIX-wiecznej zabudowy Łazienek wyróżnia się Belweder zbudowany w latach 1818-1822, proj. Jakuba Kubickiego. Bo tak oczarowany był historią ojczystej ziemi, zajęcie warszawskiego arsenału przez powstańców podczas powstania listopadowego było dla niego czymś jeszcze bardzo żywym… Maciek stoi w swojej młynarskiej alkowie na wiślanym wzgórzu. „Mocarzu, (Rycerzu) jak Bóg silny, jak szatan złośliwy, gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże, gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże – Warszawa jedna twojej mocy się urąga…” Maciek zdaje się teraz patrzeć na każdego z nas, coś ważnego chciałby powiedzieć: A Nowe Miasto warszawskie otoczone było wielkimi moczarami i gęstymi zaroślami, w których nierzadko ukrywał się zwierz dziki, tak, że zdarzało się nieraz, iż mroźną zimą głodne wilki przybiegały na rynek nowomiejski i wyły po nocach przed jatkami rzeźników. „W czas takiej to właśnie zimy długotrwałej, w wieczór zawieruchą śnieżną dmący, do jednej z gospód, w pobliżu kościoła Panny Marii, przywlókł się stary, obdarty, skulony z zimna, dziad. Rozejrzał się po izbie obszernej, o gościnę pokornie poprosił, że to — powiada — nie ma się gdzie schronić, a głodny jest taki, iż nogi go już nosić nie zdołają. Choć żebrakowi źle jakoś z oczu patrzało, miłosierni gospodarstwo nie odmówili mu przytułku. Jeść dali, pić dali i na ciepłym przypiecku przespać się pozwolili. Wlazł ci dziadyga za piec, postękał, pokwękał i po krótkiej chwili zasnął widocznie, bo jął chrapać, aż grzmiało. A że to noc już na świat boży zapadła, tedy i gospodarstwo, pobożnie odmówiwszy pacierze, do snu się ułożyli, a też i dziewczyna służebna, gdy statki zmyła i podłogę zamiotła, wlazła pod pierzynę do swojego łóżka i już, już sen jej padał na oczy, gdy, nagle a niespodziewanie, coś ją tknęło, coś jakby zaszeptało: „Nie śpij, dziewucho, czuwaj…” Przelękła się dziewczynina, ale nic, czuwa, jak jej ten głos wewnętrzny rozkazał. Modli się po cichutku, w sobie, i czeka, co to z tego będzie. Jakoż tak było w istocie. Dziad to, przybłęda, na czworakach idzie cichuteńko, podszedł do stołu, podniósł się, świeczkę zapalił, postawił na stole i rozejrzał się wokoło. Więc lezie pomaleńku, wprost ku łóżku dziewczyny służebnej. Uniósł pierzynę z jej głowy, przygląda się, a dziewucha dech zataiła w sobie, ani drgnie. Coś się zbójowi w niej nie spodobało, coś widać, psi syn, zauważył takiego, że niedowierza; schylił się, nasłuchuje, czy równo oddycha: równo. Stanął przy nogach łóżka i nuż bose stopy służącej przypiekać oną świeczką z trupiego łoju. Przypieka, aż skóra skwierczy, aż bąble wyskakują. Dziewucha, jak nieżywa; ani się ruszy. A ta dziewczyna taką siłę miała i taką wytrzymałość, iż ową mękę śmiało przeniosła, że to niby i jej życie i jej gospodarstwa poczciwych od udawania, jako śpi, zależało. Uspokoił się zbójca, stawia świeczkę na nowo na stole, a sam drzwi cicho, cichutko otwiera i myk na dwór, po swoich kamratów. Ale już dziewczyna zerwała się z łóżka, do furty się dowlokła i żelaznym drągiem ją zawarła. Jeszcze nie zdążyła wysunąć się z sieni, aż ci tu pięciu zbójów za drzwiami staje i chce furtę otworzyć. Ale! gadaj mu tam! Otwieraj, kiedy zamknięte! A wyłamywać furtę bali się, bo kościół blisko i hałas mógłby kto ze służby kościelnej usłyszeć! — Ano, niema co gadać po próżnicy! Na nic dziś cała robota. Chodźmy do lasu! Ale dziewusze przy okazji odpłacim! Poszli. A służąca wstała, świeczkę czarodziejską zgasiła, zażegła łuczywo, zbudziła gospodarstwo i opowiedziała im rzecz całą.” Nie od razu Warszawę zbudowano. I ja… „kiedy noc zapada… by wszystko wyrównać i zatrzeć, dopadam do okna w ciemności i patrzę… żarłocznie patrzę… i kradnę zgaszoną Warszawę, szumy i gwizdy dalekie, zarysy domów i ulic, kikuty wieżyc kalekie… Kradnę sylwetkę Ratusza, u stóp mam plac Teatralny… I śpiewam: „Mam, tak samo jak ty, miasto moje a w nim: najpiękniejszy mój świat, najpiękniejsze dni, zostawiłem tam, kolorowe sny. Kiedyś zatrzymam czas i na skrzydłach jak ptak będę leciał co sił tam, gdzie moje sny, i warszawskie kolorowe dni. Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt już dziś wyruszaj ze mną tam zobaczysz jak, przywita pięknie nas Warszawski dzień.”„Warszawski wiatr na Starówce i Mariensztacie, Warszawski wiatr wy się w nim jak ja zakochacie, jemu równego nie ma na Freta i Bema i jak szeroka ziemia pędzi warszawski wiatr…” Czytelniku wybredny, który śnisz o Troi i chciałbyś widzieć wszystko na miarę Homera! Spójrz, tam znikomy człowiek w Warszawie drugi raz dziś na ulicy stoi, i grosz w czapkę zbiera… A kiedy ma dość zapasu na jutro, a może i więcej…żegna milczące miasto, magicznie podnosi ręce…zamyka oczy i szepce: – Warszawo… odezwij się… czekam. Kocham maszerujący twój lud roboczy. „Pędzisz niepowstrzymana w tętniącym galopie wichrem dziejów swych gnana i przyszłości sławą! Pędzisz i nas porywasz, na dziw Europie strzelista, wytężona stolico, Warszawo!” Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje. To kocham to miasto, zmęczone jak ja. W moich snach wciąż Warszawa pełna ulic, placów, drzew. Rzadko słyszysz tu brawa Częściej to drwiący śmiech. „Warszawa da się lubić, Warszawa da się lubić, tu szczęście można znaleźć, tutaj serce można zgubić.” „Warszawo, Warszawo, ty czerwienny grodzie! Obrano cię niegdyś królową w narodzie. Nie obrano ciebie dla twojej urody, jeno dla tej Wisły, dla tej Białej Wody…Jeno dla tej starej mazowieckiej ziemi, co cię kołysała szumami leśnymi…” Więc jeśli i ty poznać chcesz zabawy, serce niewiast, świat ochoczy, gładkie słówka, piękne oczy: to jedź, bracie, do Warszawy. (W tej historii oparłem się na tekstach o Warszawie m.in. Artura Oppmana, autor)

Tytuł 40

A sermon delivered in the Parish of the Heart of Christ the Savior in Athens,

Introduction: The very same Jesus came today to you. And gives us a great satisfaction, makes a perfect amends for us. First, Jesus spoke to us: “come to me all who are weary and burdened, and I will give you rest.” How do we come to him? Just blessing a daily toil and a drudgery of ours. But we don’t manage to open internally for the words of Jesus to be understood fully. In the history of chosen Peoples when the high priest used to enter to “the most holy place in the temple” and celebrated sacrifice, it was made a perfect amends for the sin of people, of the people and his home. And we do not even confess the sins, not being able to the grace, not having the life of Christ in us. Because we do not accept the living bread in the sacrament of the Holy Eucharist. Fortunately it happened, here we are … Make Jesus, would I be able to recognize you as a God of love, as the extremity of the most beautiful world. The prayers were attended and to be heard must be humility, submission to the will of God in the service and obedience. Let us apologize the father in heaven, let us cleanse our hearts from our smallness and infidelity. Jesus never sinned. He knows what we need before God the Father interceding for us in our name. He came not to be served, but to serve and give his life for mankind. Let us go to Jesus, even before “divine grace and mercy” defeat human weakness. Now Jesus, you come to us in me, one of the stewards of the great mysteries of salvation, to liberally give us the graces from the Treasury of Thy Mercy. We cannot express gratitude for the goodness of Jesus for us sinners. Come to us, o Lord, on the holy image of your mercy. Immerse us in your grace and bless us, inflame in us the fire of merciful love that renew our hearts and renew spiritual face of our entire parish community.

Dear parishioners! Pastor Casimir me already presented, as the author of thirteen books from Czestochowa, Poland. And he well made it. But first of all let us read this passage from the Prophet Isaiah that we have in today’s liturgy … Three reading this Sunday ((29th Sunday in ordinary time year B) lead us toward the heart of the mystery of salvation. We often, however, we are afraid of words like: sacrifice, atonement, justification, sin, ransom. And yet they bring us to the understanding of our salvation. The Lord Jesus from today’s Gospel spoke to the Apostles about the service as the most important feature in the Kingdom of heaven. St. John and St. James aroused the envy of the other Apostles, because they wanted for themselves the first places in the Kingdom of Christ. Jesus said: “the Cup that I drink, you’ll drink, and baptism, which I accept, you also will accept.” Indeed, these texts are partly incomprehensible, if we place them in the context of the era that we live. But we understand them better, in all their richness, as we seek their origins in the old testament, i.e.. in the “progressive Revelation”, which God gives himself through events and prophets, until the implementation of their fullness in Jesus Christ, who came to share our weaknesses. Little children! How you know the answer to the questions that I you ask, then raise your hands up … What does it mean to be holy, who is in heaven, do you know of some Saints, to whom you pray? Who is holy, what is the most important echoes of Holiness: the saint because: “that he loves the Lord God!” Text from Isaiah, too short it may be pulled from the fourth song, “the servant of Yahweh” opens each year, the order of the passion, Breviary prayer on Good Friday. Servant implements by his life vocation of the chosen people. He received The Spirit Of God. By him the Lord contains Alliance with his people. By him up his light in the eyes of the Nations. In it God finds his praise (glory). Servant, he faces those who have ears but do not hear, do not understand the God’s words, which are addressed to them. It is impossible to break him in persecution, he is close of this who “excuses me” (the third song of the servant of Yahweh), “as a lamb gives up a lead on fertile pastures.” Lamb recalls of another lamb, that in the days of the liberation of the people of God in Egypt was killed, and his blood of the people of God scratched the jambs their homes. This victim destroy the sins of many people (plethora). In the New Testament “ The Servant of Jahweh’s songs” are quoted very often, their contents are numerous. Let us see for example the Canticle of Simeon: “Now, Master, you may let your servant go in peace, according to your word, for my eyes have seen your salvation, which you prepared in sight of all the peoples, a light for revelation to the Gentiles, and glory for your people Israel.”(Lk 2, 29-32). John the Baptist proclaimed the conversion of people with the words: “One mightier than I is coming after me. I am not worthy to stoop and loosen the thongs of his sandals. I have baptized you with water; he will baptize you with the holy Spirit.” (Mk 1,7) There was an Ethiopian eunuch, a court official of the Candace,* that is, the queen of the Ethiopians, in charge of her entire treasury, who had come to Jerusalem to worship, and was returning home. Seated in his chariot, he was reading the prophet Isaiah. The Spirit said to Philip, “Go and join up with that chariot.” Philip ran up and heard him reading Isaiah the prophet. This was the scripture passage he was reading: “Like a sheep he was led to the slaughter, and as a lamb before its shearer is silent, so he opened not his mouth. In (his) humiliation justice was denied him. Who will tell of his posterity? For his life is taken from the earth.”(Acts 8,32-33) “Though harshly treated, he submitted and did not open his mouth; Like a lamb led to slaughter or a sheep silent before shearers, he did not open his mouth. Seized and condemned, he was taken away. Who would have thought any more of his destiny? For he was cut off from the land of the living, struck for the sins of his people.”(Is 53,7-8) In the light of these poems the suffering, the death of the Messiah, here are the sources of salvation. First Jesus’ explanation of these words we have on the road to Emmaus: “Oh, how foolish you are! How slow of heart to believe all that the prophets spoke! Was it not necessary that the Messiah should suffer these things and enter into his glory?”(Lk 24, 25-26) Here appears the righteous persecuted, making good with fidelity and perseverance. The verses of the songs of the servant of Yahweh show a man “Offering his life in sacrifice making justice”. But Jewish victims were tasked to only keep the sinner’s communion with “Holy” God. Servant of Jehovah capable of restoration of all men in righteousness. It was about the righteousness of life with God. After Pentecost, these words will help apostles believe in the risen one, grasp the richness of the most fruitful of his life and his sacrifice. His death was not ordinary. She is the expression and implementation of the “will of the Lord.” Jesus “atoned for the end.” After Jesus’ death, the veil of the tabernacle was not meaningless. The high priest on the Jews was a sign of God’s presence among his people. He cleaned once a year the most holy place, which had been destroyed through the sins of the people. The high priest offers a lamb for his own sin and his home. We are here in Athens, in this beautiful temple, surrounded by the most beautiful monuments of the human civilization. And I guess after a walk on the Acropolis, we can better understand the sacrifices made here to the goddess divine Atena and other gods. And in today’s second reading is talking about the high priest of the new Covenant, it is the Jesus. The image of the high priest is fulfilled in Jesus Christ, his sacrifice as excellent expiation. God saves his people in Israel’s history. But God does not fit to pay for what happens right now, or what someone else now occurs. Jesus’ salvation is still the creation of a new, creating free and absolute. So let us consider all the biblical context here. God the Father triggers and supports those who have fallen under a subject to some form of evil. Jesus fills deliverance, redemption, which is a constant concern of God the Father, with regard to the whole person, that is non-permanent in his fidelity in some way. Jesus did not repays anyone. He gives his life a ransom for many, free and absolutely. Jesus reverses the dynamics of sin. We have here only free obedience of Jesus to the Father in heaven. I will tell you that in my youth, I not really prayed to my daddy in heaven, not talked to God the Father, as did Jesus. Dear the believers in this temple now, for Jesus is not necessary that he there was, as I was among you today, in some way. He is always. To daily life does not create many situations in which we get lost, that was not necessary Jesus “your presence”, for overcoming our weaknesses. Precisely because we have to pray constantly to Jesus and his Father who is in heaven, and it is not allowed to rest. When we are making our hearts hard we cannot listen to the spirit of Christ. Little children, we can get to the altar now, kneel down on the knees before the Tabernacle and say: “I love you Lord Jesus. Lord Jesus I trust in You “. If we confess to the Lord Jesus Christ in all our things? Let we again repeat it: “I love you, Lord Jesus”. So, at the end our pilgrimage we were worthy to raise to the Kingdom of God as a star that shines always. Amen.

Polska Misja Katolicka w Europie

Stanisław Barszczak, Kazanie wygłoszone w Parafii Serca Chrystusa Zbawiciela w Atenach,

Wstęp: Bardzo sam Jezus przyszedł dziś do Was. I przedstawia nam zadośćuczynienie doskonałe. Najpierw Jezus mówił to zawsze: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja Was pokrzepię.” W jaki sposób mamy przyjść? Właśnie błogosławiąc trud i znój dnia powszedniego. A my nawet nie zdążamy się otworzyć na jego słowa, by być zrozumiani w pełni. W historii Ludy Wybranego kiedy Arcykapłan wchodził do „miejsca świętych” i sprawował ofiarę, chodziło o zadośćuczynienie za grzech osoby, ludu i swojego domu. A my nawet nie wyznajemy grzechów, nie będąc w stanie łaski, nie mając życia Chrystusa w nas. Bo nie przyjmujemy żywego chleba w sakramencie świętej eucharystii. Wreszcie stało się, jesteśmy tutaj… Spraw Jezu, bym Cię mógł rozpoznać jako Boga miłości, jako ekstremalność świata innego. Żeby modlitwy zostały wysłuchane musi być pokora, uległość woli Boga w służbie i posłuszeństwie. Przepraszajmy Ojca w niebie, oczyśćmy nasze serca od naszych małości i niewierności. Jezus nigdy nie zgrzeszył. Wie czego nam potrzeba, zanim Bóg Ojciec wstawia się za nami w nasze imię! Przyszedł nie żeby służono mu, ale żeby służyć. Idźmy do Jezusa, zanim jeszcze „boska łaska i miłosierdzie” pokonają ludzką słabość. Oto teraz jeszcze Jezu przybywasz do nas we mnie, jednym z szafarzy wielkich tajemnic zbawienia, by obficie udzielić nam łask ze skarbca Miłosierdzia Twego. Nie potrafimy wyrazić swej wdzięczności za okazaną dobroć dla nas grzeszników. Przybywasz do nas, Panie, w świętym obrazie Twego Miłosierdzia. Zanurz nas w promieniach Twojej łaski i błogosław nam, rozpal w nas ogień miłości miłosiernej, która odnowi nasze serca i odnowi duchowe oblicze całej naszej wspólnoty parafialnej.

Kazanie: Kochani parafianie! Ksiądz Proboszcz Kazimierz mnie już przedstawił, jako autora trzynastu książek z Częstochowy w dalekiej Polsce. I dobrze uczynił. Ale teraz przeczytajmy przede wszystkim ten fragment z proroka Izajasza, który mamy w dzisiejszej liturgii… Trzy czytania tej niedzieli ((29 Niedziela Zwykła Rok B) prowadzą nas ku sercu tajemnicy zbawienia. My często jednak boimy się takich słów jak: ofiara, zadośćuczynienie, usprawiedliwienie, grzech, wykupienie nas. A przecież one przybliżają nas do zrozumienia zbawienia. Istotnie są częściowo niezrozumiałe, jeśli umieszczamy je w kontekście epoki, którą żyjemy. Ale zrozumiemy je lepiej , w całym ich bogactwie, w miarę jak będziemy szukać ich początków w Starym Testamencie, tzn. w „postępującym Objawieniu”, które Bóg daje o sobie poprzez zdarzenia i proroków, aż do realizacji ich w pełni w Jezusie Chrystusie, który przyszedł dzielić nasze słabości. Kochane dzieci! Jak będzie znały odpowiedź na pytania, które wam zadam, to podnieście ręce w górę, o tak… Co to znaczy być świętym, kto jest w niebie, czy znacie jakichś świętych, do których się modlicie? kto jest święty, najważniejsza c echa świętości: mianowicie święty dlatego: „że kocha Pana Boga!” Tekst z Izajasza, zbyt krótki być może, wyciągnięty z czwartej pieśni „Sługi Jahwe” otwiera każdego roku porządek Pasji, modlitwy brewiarzowe w Wielki Piątek. Sługa realizuje przez swe życie powołanie Ludu Wybranego. Otrzymał Ducha Boga. Przez niego Pan zawiera Przymierze (alians) ze swym ludem. Przez niego zabłyśnie jego światło w oczach narodów. W nim Bóg znajdzie swoją chwałę (gloria). Sługa stoi naprzeciw tych, którzy mają uszy, lecz nie słyszą, nie rozumieją słów, które są skierowane do nich. On nie złamie się w prześladowaniu, jest bliski tego, który „usprawiedliwia mnie”(trzecia pieśń Sługi Jahwe), „jak baranek daje się prowadzić na żyzne pastwiska.” Baranek przywołuje tego, który w dniach wyzwolenia Ludu Boga w Egipcie był zabijany, a jego krwią Lud Boga znaczył odrzwia swych domów. Ofiara zadość uczynna zastępowała, gładziła grzechy wielu ludzi (łac.multum). W Nowym Testamencie pieśni Sługi Jahwe są wręcz powielekroć przytaczane, ich treści są liczne. Wspomnijmy Kantyk Symeona: ”Teraz o Władco pozwól słudze twemu odejść w pokoju, bo moje oczy ujrzały zbawienie świata”. Jan Chrzciciel obwieszczał nawrócenie ludzi słowami: „Oto Baranek Boży…” Nawet eunuch królowej Kandaki był ochrzczony po lekturze pieśni Sługi Jahwe. W świetle tych poematów cierpienie, śmierć Mesjasza, oto są źródła zbawienia. Pierwsze Jezusowe wyjaśnienie tych słów mamy na drodze do Emaus: „Czy nie wiedzieliście, że Mesjasz musiał cierpieć, żeby wejść do chwały…” Oto pojawia się Sprawiedliwy prześladowany i czyniący dobro z wiernością i wytrwałością. Wersety pieśni Sługi Jahwe pokazują „Ofiarującego swoje życie w ofierze ekspiacyjnej, zadość uczynnej”. Ale ofiary żydowskie miały za zadanie tylko utrzymać komunię grzesznika z „świętym” Bogiem. Sługa Jahwe zdolny do restaurowania wszystkich ludzi w sprawiedliwości. Chodziło o sprawiedliwość życia z Bogiem. Po Pięćdziesiątnicy te słowa pomogą uczniom uwierzyć w Zmartwychwstałego, pojąć bogactwo najowocniejsze jego życia i jego ofiary. Jego śmierć nie była zwyczajna. Ona jest wyrażeniem i realizacją „woli Pana”. Jezus „zadośćuczynił do końca”. Po śmierci Jezusa zasłona przybytku nie miała racji bytu. Arcykapłan u Żydów był znakiem obecności Boga pośród swojego ludu, on oczyszczał raz w roku miejsce najświętsze, które zbezcześciły grzechy ludu. Arcykapłan ofiaruje baranka za jego własny grzech i jego domu. W dzisiejszym drugim czytaniu jest mowa o Arcykapłanie Nowego Przymierza, to jest o samym Jezusie. Wizerunek arcykapłana jest spełniony w Jezusie Chrystusie, w jego ofierze jako ekspiacji doskonałej. Bóg ratuje swój lud w historii Izraela. Ale Bóg nie umiałby opłacić za to, co się wydarza właśnie teraz, ani co komuś teraz wydarza. Jezusowe zbawienie jest kreacją nową, stwarzanie gratisowym i absolutnym. Tak więc weźmy pod uwagę cały kontekst biblijny. Bóg Ojciec wyzwala i wspiera tych, którzy upadli u podlegają jakiejś formie zła. Jezus wypełnia wybawienie, odkupienie, które jest stałą troską Boga Ojca, odnośnie całego człowieka, niestałego w swej wierności w jakiś tam sposób. Jezus nie odpłaca komukolwiek. On daje swe życie na okup za wielu, gratisowo i absolutnie. Jezus odwraca dynamikę grzechu.. Mamy tutaj jedyne bo wolne posłuszeństwo Ojcu w niebie. Ja powiem wam, że w młodości nie bardzo modliłem się do Tatusia w niebie, nie rozmawiałem z Bogiem Ojcem, jak to czynił Jezus. Kochani, dla Jezusa nie jest konieczne żeby zaistniał, jak ja pośród was dzisiaj, w jakiś sposób. On jest zawsze. Żeby życie codzienne nie tworzyło wiele sytuacji, w których się gubimy, żeby nie była konieczna „Twoja obecność” taka czy inna, Jezu, dla przezwyciężania naszych słabości, trzeba modlitwy nieustannej zanoszonej do Jezusa i jego Ojca, który jest w niebie. Kochane dzieci, podejdziemy do ołtarza, przyklęknijmy przy tabernakulum i powiedzmy: „Kocham Cię Panie Jezu. Panie Jezu ufam Ci”. Czy wyznajemy Pana Jezusa Chrystusa we wszystkich rzeczach? Powtórzmy, „kocham Cię Panie Jezu”. Byśmy przy końcu naszej pielgrzymki byli godni podniesienia do królestwa Boga jako gwiazda, która świeci zawsze. Amen.

Sztuczność życia

Stanisław Barszczak, Tak było lepiej- na marginesie lektury tekstów Paulo Coelho i Rudyarda Kiplinga,

Mama była wolna, bo miłość wyzwala. Razu pewnego zagadnąłem ją o najpiękniejszy dzień w jej życiu, odrzekła- prymicja. Osobiście powiedziałbym, że i ja podczas mojej prymicji, dnia pierwszej Mszy świętej w Ząbkowskim kościele, miałem świadomość, że przeżywam coś niezapomnianego – jedną z tych magicznych chwil, które jesteśmy w stanie zrozumieć dopiero wtedy, gdy już miną, a raczej gdy przychodzą potem chwile naszej jedynej kontemplacji. Powiem tutaj wręcz, w miłości do mamy odkryłem miłość do wszystkich stworzeń. Ale następnie nieuniknione, które otarło się o życie innych ludzkich istot na tej ziemi, tak stało się też i w moim życiu. Wówczas jed¬ni się podnoszą, inni dają za wygraną, ’ale każdy z nas poczuł kiedyś dotyk skrzydeł tragedii’. Kiedy zabijał to, co kochał… Ja również jeszcze w tej epoce skazany jestem na pomniejszanie miłości… Choć czasem wydaje mi się, że epoka nasza wydała człowieka nie mniej wartościowego od czasów Rzymian. I ten człowiek jakkolwiek ma wątpliwości, a mimo to kroczy dalej swoją drogą. I ten człowiek umiera sobie na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu… A przed tobą ‘jeden z nas’, którego cieszy myśl o nazywaniu go człowiekiem, który w obliczu całości jego życia ma nieznośną przewagę nieprzyjaciela, i jest już w połowie drogi do drzwi przeznaczenia, który widział Bombaj i pozostaje pełen refleksji nad przemijaniem, ale i szczęściem ludzi. ‘Dla mnie to Matka Miast, gdyż urodziłem się za jej bramą, między palmami a morzem, gdzie parowce z krańca świata czekają… Wysłane w dal, nasze floty nikną za horyzontem; na wydmie i przylądku dogasa ogień: cały nasz wczorajszy przepych jest tym, czym Niniwa i Tyr!’ Chciałbym odnieść się do tego, co jest. Znalazłem się w Bombaju, gdzie niejako z całym światem mojej mamy pewnego dnia się urodziłem, pośród widoków i zapachów, które sprawiły, że przypomniałem sobie obrazy z rozmów z mamą, choć ich znaczeń nie znałem. Inni urodzeni w Indiach chłopcy powiedzieli mi, że oni także mieli takie doznania. Jeszcze nocna podróż koleją do Ujjain, gdzie szkoła łączyła wszelki świat ludzkich wartości, katolickich i świeckich, zwłaszcza socrealistycznych wartości mojego dzieciństwa w dalekiej Polsce. Potem lata spędzone w Ząbkowicach jakby odeszły i chyba nigdy już nie powróciły z równą siłą. Jak Indie są pełne kolorów, zapachów, zajść, tak Polska jest pełna miłości (full of love), wierzę gorąco. To jest nasze skrzyżowanie tutaj. Krótko się cieszyłem bliskością matki. Następnie postawiłem sprawę jasno i maczałem palce w kilku kombinacjach codzienności, wysłano mnie potem na trzecie piętro. Starzec czuł obecność mojej głowy w pokoju. Uderzyła mnie aranżacja jego wnętrza… w starym domu piękne wnętrze. Nie jestem sędzią narodów. A teraz jakbym tracił grunt pod nogami i na jedną chwilę przenoszę się w inny wymiar… Najwięcej wspominam mój pierwszy dom w Ząbkowicach na ulicy Gospodarczej, wyjścia mamy rankiem w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia do pracy w pobliskiej hucie- i tego obrazu nigdy nie zapomnę: codziennie w zadymione, oleiste powietrze z małych i dużych domów Ząbkowic wybiegali na ulicę wystraszeni ludzie, nie mający czasu, by się odświeżyć. O tej wczesnej porze, w chłodnym brzasku, szli ku wysokim kominom hut, do ceglanych klatek fabryk, które oczekując ich oświetlały im drogę kwadratami okien. Rankiem spotykały się tutaj okrzyki, szorstkie i zachrypnięte głosy robotnicze, twarde pomruki pojazdów. Wieczorem, kiedy słońce zachodziło i na szybach domów ciężko błyszczały jego czerwone promienie, fabryki wyrzucały ludzi z ich ceglanych hal, jak spaliny, żużel i znów ulicami miasteczka rozprzestrzeniały się ogorzałe twarze ludzi, którzy roznosili lepki zapach oleju maszynowego, widać było lśniące zęby głodnych robotników. Teraz w ich głosach brzmiały ożywienie a nawet radość, bo zakończyła się dziś robocza katorga, a w domu czekał ich już posiłek i wypoczynek. Odchodził kolejny dzień roboczego życia, oto człowiek poczynił krok do grobu, ale widział bliską rozkosz spełnienia, cieszył się chwilą wypoczynku, radością czarnej tawerny i był zadowolony. Dziś gdy patrzę na ceglane a poczerniałe kominy nieistniejących hut, nieustannie przywołuję obraz, który przechowuję w mojej pamięci, jednakże bynajmniej nieretuszowany obraz ekonomicznej klęski tysięcy tutejszych mieszkańców i exodusu zrujnowanych ludzi, który zarazem staje się rekwizytem peletonu ideałów nowej generacji, do zupełnie nowej krainy mlekiem i miodem płynącej. Szczęść im Boże. Czas, który spędziłem w Ząbkowicach szybko minął. Ale mógłbym jeszcze wspomnieć o moich ówczesnych przesłuchaniach. Jeśli przesłuchuje się siedmio- czy ośmiolatka na temat rzeczy, które robił w danym dniu (zwłaszcza gdy chce iść spać) będzie skutecznie zaprzeczał sam sobie. Jeśli każde takie zaprzeczenie uznane zostaje za kłamstwo i wypominane w porze śniadania, życie nie jest proste. Widziałem już znęcanie się, ale to była zaplanowana tortura – także w zakresie religii i nauki. Jednak dzięki temu nauczyłem się zważać na kłamstwa, których wkrótce musiałem używać, a to, jak sądzę, jest podstawą literackiego wysiłku. Wiele, wiele razy moja ukochana Ciotka, która towarzyszy mi od pierwszych lat mojego życia, samym tylko wzrokiem zdaje się mnie pytać, dlaczego nigdy nikomu nie powiedziałem, jak byłem traktowany w jej domu. Ciotka pozostała pierwszą panią i prawdziwą miłością mojego życia. Dzieci mówią niewiele więcej niż zwierzęta, gdyż akceptują to, co je spotyka jako odwiecznie ustanowione. Ponadto, źle traktowane dzieci mają wyraźną wizję tego, co może je spotkać w przypadku, gdy wyjawią sekrety domu-więzienia, nim go opuszczą. Ale jej domowe ognisko było nierzadko rajem, który zaiste mnie ocalił. A co było potem? Podróże do Przemyśla. Moje dwa tygodnie wakacji w Hucisku Nienadowskim były czystą przyjemnością – każda godzina jak ze złota. Zaczęło się w upale i niewygodzie, koleją i drogami. Skończyło się w chłodzie wieczora w sypialni po drugiej stronie korytarzyka, który prowadził do kuchni, a następnego ranka – a pozostało ich jeszcze trzynaście! – wczesną filiżanką herbaty, towarzystwem Wujka, który chodził z włączonym radiem, i wspólnymi spacerami za krowami w ogrodzie. Był również wolny czas spędzany na zabawach, na wsłuchiwaniu się w mądre rozmowy mamy z ciotką Kaśką… Potem po studiach i pracy na parafiach wróciłem do Częstochowy. Tymczasem znalazłem sobie mieszkanie niedaleko Dworca kolejowego Częstochowa Osobowa, w miejsce które dzięki swoim zwyczajom i mieszkańcom było miejscem prostym i żywiołowym. Mój pokój był niewielki, czysty i przeciętnie utrzymany, ale siedząc przy biurku mogłem patrzeć przez dwa okna na podwórko i sąsiednią kamienicę po drugiej stronie wąskiego przejścia, i prawie widziałem scenę: słychać było pociągi na stacji, a pod oknami przepływała fala kolejnych przechodniów. Mieszkanie urządziłem skromnie, meble i sprzęty przybyły z domu mamy w Ząbkowicach. Kupiłem piecyk „Marcinek”, z pierwszej ręki w pobliskim domu handlowym „Puchatek”, który zamontowałem w kącie. Znalazłem pokaźne otwory w cienkiej ścianie, by pomieścić jego ośmiocalową blaszaną rurę (dlaczego nie spłonąłem w łóżku w czasie zimy, do dziś nie rozumiem). Byłem przy tym niezwykle i samolubnie zadowolony. Moja pracownia na ulicy Katedralnej miała pięć na cztery metry, a od grudnia do kwietnia śnieg leżał równo z parapetem. Tak się złożyło, że napisałem tam książkę pt. „Przyjaciel kocha w każdym czasie” i skreśliłem pierwszy artykuł z Emanuela Levinasa w języku angielskim. Pamiętam, że w domu mamy w Ząbkowicach (‘moim drugim domu’), można było podziwiać budzącą się wiosnę, a szczególnie nadchodzącą jesień. Mały zasadzony przeze mnie kasztan nagle zaczerwienił się krwiście na tle ciemnozielonych gruszy. Następnego ranka odpowiedź nadeszła z ogrodu sąsiada, gdzie rosła kalina. Po trzech dniach ogród jak okiem sięgnąć stał w ogniu, a murawa wybrukowana była purpurą i złotem leżących tutaj liści. Mokry wiatr zadął i zniszczył wszystkie mundury tej okazałej armii. Jabłonki, czekające w odwodzie, zgięły się pod swymi matowymi, zbrązowiałymi pancerzami i stały zesztywniałe do ostatniego zdmuchniętego liścia, dopóty nie zostało nic prócz samych przycienionych konarów. Wtedy zajrzeć można było do najskrytszej głębi ogrodu. Tutaj była babcia Hela, która przyjechała z Konopisk, gdzie pracowałem jako ksiądz. Z czasów pobytu w Konopiskach jeszcze pamiętam moją świeżą buzię wiecznego studenta, ale także ubogą postać gosposi księdza Proboszcza, która nosiła chodaki, miała kubrak i wełniany szalik. Kiedy babcia Hela pojawiała się w domu mamy w Ząbkowicach, to w ciepłe popołudnia, przed pójściem spać, opowiadała ona mi różne baśnie i nuciła niezapomniane polskie piosenki. Dzisiaj jeszcze niepewnie tłumaczę te jej idiomy, w których z mamą myśleliśmy i śniliśmy… Niedawno wreszcie odbyło się rygorozum nad moją książką. Mówiłem już to nie raz, wydaje mi się bardzo często, że wszyscy jesteśmy uwięzieni w czasie na statku, który płynie po jeziorze Genezaret, przez porywacza cieni… Tu jest cały wszechświat. I ten najsprawiedliwszy z ludzi, Bóg-człowiek, Jezus Chrystus. On nas wyzwala z wszelkich więzów. A umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. ‘Właśnie przeczytałem, że nie żyję. Nie zapomnijcie, proszę, usunąć mnie z listy prenumeratorów.’ Potem przyszło lato, to wtedy wychowywały mnie szczury. Nadeszło lato o masie kwitnących rzeczy. Ciężkie słoneczniki zwisały nad ogrodzeniami; Iris okręcał się i brązowiał na krawędziach daleko od ich purpurowego serca; uszy kukurydzy z ich delikatnymi włosami wiatr przechylał do ich łodyg. I chłopcy. Piękni chłopcy zajęli krajobraz jak klejnoty, swymi krzykami rozdzielali powietrze w polu i pogrubiali rzekę swymi świecąco mokrymi plecami. A ślady po ich krokach zostawiały gdziekolwiek zapach dymu… ‘Ale nigdy nie wolno nam rezygnować z poszukiwania Miłości. Ten, kto przestaje szukać, przegrywa życie. Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej. Pamiętaj, że wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi ja-kiś ślad. Dlatego miej świadomość tego, co robisz. Widzisz, nie jest źle się czasem zadurzyć. To dobra zabawa, urozmaicenie, przypływ adrenaliny. Miłość natomiast to coś zupełnie innego. Za miłość warto zapłacić każdą cenę i nie należy jej rozmieniać na drobne. Miłość nie daje i nigdy nie dawała szczęścia. Wręcz przeciwnie, zawsze jest niepokojem, polem bitwy, ciągiem bezsennych nocy, podczas których zadajemy sobie mnóstwo pytań, dręczą nas wątpliwości. Na prawdziwą miłość składa się ekstaza i udręka. Nie mów nic. Kocha się za nic.‘ Nie istnieje żaden powód do miłości. Miłość nie jest niczym, co trzeba zdobyć, by odzyskać miłość ukochanej… Nie jestem ciałem, w którym mieszka dusza. Jestem duszą, która ma widzialną część zwaną ciałem. Zwycięzca jest sam to wierny portret współczesnego świata, w którym blichtr, próżność i zakłamanie, wyparły prawdziwe wartości, w którym ten człowiek w pogoni za złudnym szczęściem w świetle jupiterów zatracił poczucie dobra i zła, zagubił siebie. A kochać – to utracić panowanie nad sobą.’ Wiesz Jezu, kocham Cię, bo cały wszechświat sprzyjał mi w tym, bym mógł Cię poznać. Już znam Cię teraz i przekonuję się, że są w życiu chwile, w których trzeba podjąć ryzyko i dać się ponieść szaleństwu. A trzeba mi wiedzieć, że mi czegoś brakuje ważnego. Mam zasłużyć na twoją miłość. Oto przecież nikt nie może tracić z oczu tego, czego pragnie. ‘Nawet kiedy przychodzą chwile, gdy zdaje się, że świat i inni są silniejsi. Sekret tkwi w tym, by się nie poddać. Człowiek narodził się, by zdradzać swój los.’ Dzisiaj ty sam Jezu jakby mówisz do mnie od wewnątrz: stań z losem twarzą w twarz, zareaguj, nie rezygnuj! Czasem próżność lub pycha każą nam wierzyć, że wszystko od nas zależy. Na karkołomnej ścieżce, którą prowadzi nas Bóg, Eliasz prorok z biblii ujrzy widmo wojny, śmierć i zgliszcza, utraci wiarę i pokłóci się z Bogiem. Ale odkryje, że każda tragedia, która wtargnęła znienacka w życie człowieka, nie jest wcale karą, a jedynie wyzwaniem, próbą, której każdy musi stawić czoło… Wiedz zatem, że kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć. Dzisiaj jeszcze są ludzie, którzy nie wierzą w skarby. Bo też nigdy nie dostrzegamy skarbów, które mamy przed oczyma. Idź wówczas na szczyt. ‘Ze szczytu można dojrzeć jak wszystko jest małe. Tutaj nasze zwycięstwa i smutki przestają być ważne. To co zdobyliśmy i co straciliśmy zostaje w dole. Źródła biją kaskadami z naszych ziemskich gór. I ze szczytu góry widzisz jak wielki jest świat i jak szeroki horyzont. Przekonujesz się tam, że przeznaczenie człowieka często nie ma nic wspólnego z tym, w co się wierzy lub czego obawia, że wszystko, co się zdarza ma swój sens. I tylko jedno może unicestwić marzenie – strach przed porażką. Pielęgnuj swoje marzenia. Trzymaj się swoich ideałów. Maszeruj śmiało według muzyki, którą tylko ty słyszysz. Wielkie biografie powstają z ruchu do przodu, a nie oglądania się do tyłu.’ W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.

Mehr Öffentlichkeit als Verschweigen

Stanisław Barszczak, Zwischen der höchsten Zeit meiner generation und tiefen Sinn des Lebens (einige Fragmente des Interviews, II)

Diese Diversifikation konnte den Niedergang der Industrie zwar nicht verhindern, aber
zumindest abfedern. Die Bevölkerungszahl ging zurück: Zählte man 1971 noch 543.868 Einwohner, so waren es 2001 nur noch 422.302. In den 1950ern und 1960ern wurden alte, überbevölkerte Viertel großflächig abgerissen und durch Hochhaussiedlungen ersetzt. Diese wiederum werden seit den späten 80ern zu einem Großteil wieder abgerissen. Mittlerweile
steigt die Einwohnerzahl der City of Manchester wieder an. Alleine im
Stadtzentrum hat sich die Einwohnerzahl von 2.000 auf mehr als 12.000 erhöht.
Dies wird als großer Erfolg im Zuge der Regenerierung der Innenstadt gewertet.
Im Jahr 2015 rechnet man in der Innenstadt wieder mit einer Einwohnerzahl von
mehr als 20.000. Vor 1974 gehörte das Ballungsgebiet um Manchester zu den
Grafschaften Cheshire and Lancashire, daneben existierten zahlreiche eigenständige County
Boroughs
. Das Gebiet wurde informell „SELNEC“ genannt (South East

Lancashire North East Cheshire). 1974 erfolgte die Einführung einer
übergeordneten Verwaltungseinheit namens Greater Manchester, die den Status eines Metropolitan County erhielt. 1986 wurde der Rat und die Verwaltung der Grafschaft abgeschafft. Am 15. Juni 1996 um 11:20 Uhr explodierten 1500 kg Sprengstoff im Zentrum Manchesters. Die IRA hatte diese Bombe in einem Lieferwagen in der Corporation Street nahe der Einkaufsstraße Market Street platziert. Dies war die größte IRA-Bombe, die jemals in England detoniert war.
Es gab zwar keine Toten, jedoch 206 Verletzte. Dem Anschlag ging eine Warnung
nur gut eine Stunde vor der Zündung voraus, die Schlimmeres verhinderte. Der
Anschlag zerstörte 50.000 m² Einkaufsfläche und 25.000 m² Bürofläche. Seit dem
Anschlag wurde die gesamte Umgebung komplett renoviert, was das Stadtbild
allgemein verbesserte. Ein Briefkasten außerhalb Marks
& Spencer
in der Corporation Street überstand den Anschlag beinahe

unversehrt und wurde mit einer kleinen Gedenktafel versehen. Als Folge der
Wiederaufbaumaßnahmen und einer günstigen Wirtschaftsentwicklung hat die
gesamte Innenstadt Manchesters in den letzten 10 Jahren einen bedeutenden
Aufschwung erfahren. Das Stadtbild wird heutzutage durch Kaufhäuser der
gehobenen Klasse sowie Luxuswohnungen und futuristische Architektur mitgeprägt.
Manchester erhielt 2003 von der EU den Preis für den besten Strukturwandel einer europäischen
Großstadt. Manchester bewarb sich erfolglos für die Durchführung der Olympischen Sommerspiele 1996 sowie der Olympischen Sommerspiele 2000.
Stattdessen fanden in der Stadt die Commonwealth Games 2002 statt. Das
Stadtbild wird von Gebäuden aus unterschiedlichen Stilepochen von der Viktorianischen Architektur bis zur Moderne geprägt. Außerhalb des Stadtzentrums sind Fabriken der Baumwollindustrie erhalten geblieben, die heute als Wohnungen oder Büros genutzt werden. Charakteristisch für Manchester ist die häufige Verwendung von rotem Backstein als
Baustoff. Sehenswerte Gebäude sind die gotische Kathedrale von Manchester
(erbaut 1421 im Perpendikular-Stil; Turm 1876 wiederaufgebaut),
die Getreidebörse (Corn Exchange, erbaut 1897, heute das
Einkaufszentrum The Triangle) und das neugotische Rathaus von Manchester, das
1877 von Alfred Waterhouse entworfen wurde. Das 1844
erbaute Empfangsgebäude des Bahnhofs Liverpool Road ist älteste
erhaltene der Welt. Seit den 1960er Jahren entstanden in der Stadt mehrere
große Hochhäuser, die eine neue Stadtsilhouette entstehen ließen. Das höchste
Gebäude ist der 2006 gebaute Beetham Tower, der ein Hotel, Restaurants und
Wohnungen beherbergt. Im Frühjahr 2008 begann der Bau des Piccadilly Tower, der
bei Fertigstellung das höchste britische Gebäude außerhalb von London sein
wird. Manchester besitzt zwei Sinfonieorchester, das Hallé
Orchestra
und das BBC Philharmonic Orchestra. Die Stadt

ist mit dem Royal Northern College of Music und der freien Musikschule Chetham’s
School of Music ein Zentrum der musikalischen Lehre in Nordengland. Die
Hauptspielorte für sinfonische Musik sind die Free Trade Hall und die Bridgewater
Hall, ein 1996 eröffnetes Gebäude, das dem Grafen von Bridgewater gewidmet ist.
Im Manchester Opera House und Palace Theatre werden regelmäßig Opern,
Ballett, Konzerte, Kabarett und Musicals aufgeführt. Weitere wichtige Theaterhäuser sind das Royal Exchange Theatre, Library Theatre und das Lowry Centre. Manchester ist die Heimat und Gründungsort vieler bekannter Musikgruppen und Sänger. Das Museum
of Science and Industry
beschäftigt sich mit der industriellen

Vergangenheit Manchesters und zeigt eine Sammlung von Lokomotiven, Industriemaschinen
und Flugzeugen. Im Museum of Transport werden historische Busse und Straßenbahnen gezeigt. Das 1880 eröffnete Manchester Museum beheimatet eine naturhistorische und ägyptologische Sammlung. Das von Daniel Libeskind entworfene Imperial War Museum North zeigt eine
militärhistorische Sammlung und ist mit einer Fußgängerbrücke mit dem
Stadtzentrum verbunden. Wichtige Kunstmuseen sind die Manchester Art Gallery,
mit einer Sammlung von europäischer Malerei und insbesondere Präraffaelitischer
Malerei
, und die Whitworth Art Gallery mit dem Schwerpunkt auf moderne

Kunst. Weitere Museen sind das Cornerhouse (ein Kulturzentrum mit
Ausstellungsräumen, Kinosäle für Independent-Filme und einem Café in einem ehemaligen
Kaufhaus), das Kultur- und Ausstellungszentrum Urbis (momentan
geschlossen; Wiedereröffnung in 2012), die Manchester Costume Gallery at Platt
Fields Park, das People’s History Museum, das Fußballmuseum im Old
Trafford
-Stadium und das Jüdische Museum. Dem Maler L. S. Lowry ist das Lowry Centre gewidmet, ein Kulturzentrum mit Theatern und Kunstgalerien, das von Michael
Wilford
errichtet wurde. Die größten Einkaufsstraßen sind die Market Street,

die King Street und Deansgate. In der New Cathedral Street und am Exchange
Square sind zahlreiche Das chinesische Viertel, die drittgrößte Chinatown
Großbritanniens, liegt im Osten der Innenstadt mit asiatischen Geschäften und
Restaurants. Manchester ist bekannt für die beiden Fußballvereine,
die in der Englischen Premier League spielen: Manchester
City
und Manchester United. Das Stadion von Manchester

United, das Old Trafford, liegt in Trafford, das
verwaltungstechnisch zu Stretford gehört. Im Jahre 2002 fanden die Commonwealth Games im neu erbauten City-of-Manchester-Stadion, seit 2003
Heimstadion von Manchester City. Das B of the Bang vor dem Stadion, eine 56
Meter hohe Skulptur in Form eines explodierenden Feuerwerkskörpers, erinnert an
die zehntägige Sportveranstaltung. Durch die Errichtung des Aquatics Centers
für die Commonwealth Games besitzt Manchester nun auch eine Schwimmhalle für
internationale Sportveranstaltungen. Das Manchester Velodrome ist das Zentrum
des britischen Bahnradsports. In Manchester sind zwei Universitäten
ansässig, die Universität Manchester (The University of
Manchester) und die Manchester Metropolitan University
(MMU). Letztere war bis 1992 eine technische Hochschule. Bis zur Fusion mit der
Victoria University of Manchester im Jahr 2004 zur Universität Manchester war
die University of Manchester Institute of Science and Technology (UMIST) die
dritte Universität Manchesters. Der Universität Manchester ist eine
eigenständige Wirtschaftshochschule (Manchester Business School) angegliedert,
die auf Finanzwirtschaft und Doktorandenprogramme spezialisiert ist und ihr
Programm auch in Singapur, Hongkong, Dubai und Jamaika anbietet. Die Hochschule
belegte im Jahr 2006 im Financial-Times-Ranking den 22. Platz im weltweiten
Master-of-Business-Administration-Vergleich. Der Ableger des Royal College of Music in London ist das Royal Northern College of Music in Manchester. Das Manchester City College
ist eine weitere Weiterbildungstätte in der Stadt. Auch in der benachbarten
Stadt Salford befindet sich eine Universität, die University of Salford.
Ebenfalls in Greater Manchester befindet sich die University of Bolton. Der Flughafen Manchester ist nach London-Heathrow und Gatwick der drittgrößte Flughafen des Vereinigten Königreiches.(News zu Manchester, dass habe ich aus dem Internet). Ich war in der Kirche der göttlichen
Barmherzigkeit und traf auch mit Polonia in Manchester. Und jetzt was ich
direkt nach einer Fahrt zu den britischen Inseln denken. Mehr Öffentlichkeit
als Verschweigen, mehr Öffentlichkeit in dem Sinne, dass das gesichert ist, was
der Bürger wissen muss, um sich in dieser schwierigen, heterogenen
Gesellschaft, in der er lebt, zurecht finden zu können. Ich sage das, weil ich
das immer auch für gefährdet halte. Ich gebe zu, der Titel ist schwierig. Wenn
ich noch einmal darüber nachdenken könnte, würde ich diesen Titel vielleicht
mit etwas mehr Fragezeichen versehen. Das heißt, mehr Beteiligung, mehr
Partizipation?- So kann man sagen, weil ohne Öffentlichkeit keine Demokratie
existieren kann, denn Demokratie ist ein Ungetüm an Zuständigkeiten und wird
erst durch kritische Öffentlichkeit transparent. Die Öffentlichkeit ist der
Anfang der ganzen Veranstaltung. -Aber kommen wir zurück zu Ihrem Leben. Nach
dem Abitur haben Sie sich entschlossen Theologie zu studieren. Literatur und
Philosophie, ja. -Warum diese Kombination? Theologie, weil ich glaubte, ich
müsste das tun, auch um meine Mutter zu beruhigen. Denn schnell mein Vater war am
Anfang meines Lebens verschwunden.-Was wollten Sie werden? Sportler,
Sportkommentator, Gärtner? -Eigentlich wollte ich gar nichts werden! Ich dachte
mir, Theologie hat es in der Schule nicht gegeben – ich bin nicht gerne zur
Schule gegangen –, und das ist etwas Neues. Und das Neue ist damit schon aus
sich heraus attraktiv. Wie auch immer, ich besuchte, ich lief (sic!) täglich in
die Kirche. Literatur, dann Philosophie war etwas, das sozusagen auf dem Weg
meiner persönlichen Entwicklung lag. Man musste in dieser Zeit einfach
Philosophie studieren. Ich hatte das Glück, Priester Prof. Joseph Tischner zu
begegnen. Er war ganz und gar verrückt und sehr sympathisch. Der wandte sich an
mich, da ich jemand anderem in Krakau spektakulär zur Sicherung seiner Existenz
anwaltlich verhelfen konnte. Er war ein wunderbarer Mann, man konnte sehr offen
und gut mit ihm reden und viel von ihm lernen. Während der Ferien war ich eines
Postboten. Auf diese Weise habe ich dann diesen Job in meiner referendarlosen
Zeit gemacht und ein bisschen Geld verdient. Das, was ich damals gelernt habe,
hat mich mein Leben lang begleitet. Ich bin mit der Vertiefung dieser Erfahrung
immer noch beschäftigt. -Zunächst einmal war ich glücklich, dass ich als der
Priester einen Job hatte.  Dann hatte ich die immer häufigere Kontakte mit Częstochowa. Ich hatte auch eine Träume, es waren befreundeten Priester da, die versorgt werden mussten. Aber um Ihrer Frage nicht auszuweichen: Ich bemerkte sehr bald den besonderen Charme des
Rundfunks “Fiat”. Es waren weniger die Programme, es war mehr die kreative
Ausstrahlung des Unternehmens Rundfunk. Das hat mich fasziniert und diese
Faszination, die kann ich heute noch in mir spüren. – Sie spüren die
Faszination heute noch. Gibt es diese Faszination noch gegenüber dem heutigen
Rundfunk? – Es gibt sie mehr in der Erinnerung.-Woran liegt das? Das liegt
daran, dass ich mich – vielleicht auch durch mein Alter – mehr an die
Vergangenheit gebunden sehe als an die Gegenwart. Aber ich will auch nicht
verschweigen: Ich habe nur mehr wenige Bindungen, die mehr persönlicher Art
sind, wie zum Beispiel meine Freundschaft mit Dr Zdzisław Wójcik, dem heutigen
Intendanten des “Fiat” Rundfunks, den ich über viele Stationen begleiten konnte,
als ich noch jungen Intendant war. -Wie stürmisch waren da die Zeiten? Sie
haben ein paar sehr große Sprünge gemacht, die ich voller Interesse jetzt
selber versuche nachzuvollziehen. Ich kann nur sagen, ich hätte zu einigen
Stationen doch möglicherweise noch das eine oder andere mitzuteilen, aber ich
beherrsche mich und bleibe auf Ihren Pfaden und will gleich noch sagen: Ich
glaube, ich bin ein mittelmäßig guter Diplomat. Was möchte ich hier noch sagen.
Kultur sei ein wildes Tier und keine Hauskatze. Man hat den
Eindruck, dass Kultur im öffentlich-rechtlichen Rundfunk – das wird oft
geschrieben, ich vertrete diese These nicht unbedingt – oft zugunsten des
Marktes gezähmt sei. Sind Sie im Blick auf das Bildungsgebot, auf den
Kulturauftrag der Sender ein Optimist oder eher ein Pessimist? Ich bin
Pessimist, aber mit der Hoffnung, dass man durch standhaftes Eintreten für die
Sache auch immer wieder mehr als nur rettendes Terrain für die Kultur erkämpfen
kann – ich denke jetzt einmal an Ihre Funktion und Verantwortung hier im “Fiat”
Rundfunk und auch analog an die der Kollegen, die ich kenne: Dann wird man
dafür auch Publikum finden. Ich glaube nämlich nicht
daran, dass die Kultur etwas ist wie der ästhetische Überschuss der
Leistungsgesellschaft ist. Die Kultur ist vielmehr der Humus, aus dem wir alle
leben. Man muss sie gut aufbereiten.(Fortsetzung folgt)

Tytuł 41

Stanisław Barszczak, Zwischen der höchsten Zeit meiner generation und tiefen Sinn des Lebens (einige Fragmente des Interviews)

Sie waren über viele Jahre ein Bewohner von Dabrowa Górnicza, bevor Sie in Częstochowa Ihren Job – wie man heute sagt – begonnen haben. Wovon haben Sie sich jetzt am schwersten getrennt? -Abschied mit den Menschen in meiner Stadt Ząbkowice, heute Unterteilung von
Dabrowa Górnicza, und die Trennung aus herumlaufen “zu Hause”, war so
radikal, weil sie mehr oder weniger unvermittelt von mir inszeniert worden war,
sodass ich in eine Betrachtung der Art, was mir am wichtigsten oder am liebsten
gewesen war, so schnell gar nicht eintreten konnte. Aber ich war sehr glücklich
darüber, mit dem Seminarhaus, wie es heißt, also mit den Mitarbeitern der
Kirche nach langen Jahren des Zwistes und der Probleme in einer so guten und
wunderbaren Kommunikation zu sein. Das war für mich ein Geschenk am Schluss. Wie Sie wissen eines Tages wurde transportiert mich in Olsztyn. Meine Skeptiker im Haus dachten, “Mein
Gott, jetzt kommt da so ein Bürokrat und Technokrat” – wie es auch zum
Ausdruck gebracht worden ist – hat sich das dann gewandelt. Man merkte, dass
ich wusste, was man unter Kulturgeschichte versteht, und dass ich auch einiges
gelesen hatte. Und die einige sogar Priester merkten, dass ich mich nicht mit
ihnen abstimmte. So wechselten dann die Fronten. -Ich frage Sie jetzt zu Beginn
des Gesprächs: Was ist Ihnen in Ihrer Arbeit als Priester eigentlich am wenigsten
gelungen? Ich darf zur Dauer noch ergänzen: Sie waren von 1986 bis 1995 der
Vikar in der Pfarrei – Darüber muss ich nachdenken. Jeder weiß um seine
Defizite. Aber über meine Defizite in dieser Zeit könnte ich präzise und genau
und auf den Punkt eigentlich keine Auskünfte geben. Ich sage mal etwas vermessen:
Es ist mir so ziemlich alles gelungen. Ich habe allerdings dabei auch Strecken durchmessen müssen, bei denen ich mir Feindschaften eingehandelt habe. Wenn ich auf den Punkt antworten soll, würde ich sagen, dass ich mir Feindschaften und Gegnerschaften sehr extremen Ausmaßes
eingehandelt habe; das ist vielleicht das, was mir nicht gelungen ist. Aber
dann begann ich ernsthaft zu schreiben. Das Schreiben, dieser Beruf wuchs mir
zu. Ich habe ihn natürlich nie angestrebt, aber er kam durch eine Verkettung
von Umständen dann auf mich zu. Ich habe ihn sehr geliebt und war sehr mit ihm
verbunden und habe mich im Rahmen der Möglichkeiten für alles, was mir
aufgetragen worden war, eingesetzt. Deswegen war das doch sehr mein Leben. Ich
muss gleichzeitig aber auch eingestehen, dass das Privatleben mit meiner
Familie, mit zwei Meine Cousine, dabei zu kurz gekommen ist. Und Mom, , jedoch
durchaus verständlich diese neue Situation in meinem Leben. Ob und wieweit die
Familie darunter gelitten hat, kann ich sehr schwer beantworten; das ist ein
Feld emotionaler Verknüpfungen, auf das Sie anspielen. Ob man überhaupt in
meiner Familie darunter gelitten hat, weiß ich gar nicht. Zum Teil waren sie
mit dem, was ich machte, auch einverstanden. Ich habe kein Doppelleben geführt,
sondern man konnte an diesem Leben teilnehmen und war damit im Prinzip ganz
zufrieden. Meine Kritik an mir selber ist nicht in erster Linie das Echo oder
die Spiegelung von Unzufriedenheiten meiner Familie mit mir, sondern das ist
meine eigene Einsicht… Vor kurzem war ich in Manchester, England. Manchester
ist eine Stadt im Nordwesten von England. Manchester hat eine Bevölkerung von 503.100
Einwohnern und konkurriert mit Birmingham um den Rang der zweitwichtigsten Stadt
Großbritanniens (‘UK’s Second City’). Manchester liegt im Zentrum des Metropolitan County Greater Manchester, einer der größten Agglomerationen in England mit 2,6 Mio. Einwohnern (2006). Die Einwohner Manchesters werden „Mancunians“ oder verkürzt „Mancs“ genannt. Vor der Invasion Großbritanniens durch die Römer lag das heutige Stadtgebiet im Territorium
des keltischen Stammes der Briganten Gnaeus Iulius Agricola ließ 79 n. Chr. am Zusammenfluss
des Irwell und des Medlock ein Kastell errichten. Es wurde Mamucium genannt,
das lateinische Wort für „brustförmiger Hügel“. Der Wortteil chester erinnert
an die römische Zeit und bedeutet Lager (castrum). Nachdem die Römer im Jahr
407 Großbritannien verlassen hatten, war die Gegend lange Zeit unbewohnt, bis
im 7. Jahrhundert die Angelsachsen sich niederließen. Sie gründeten ein Dorf
mit dem Namen Mameceaster, woraus sich dann Manchester entwickelte. Die Ruinen
der römischen Befestigung waren bis zum 18. Jahrhundert sichtbar und wurden
beim Bau einer Haupteisenbahnlinie endgültig beseitigt. Ein Nachbau des
römischen Kastells wurde im Stadtteil Castlefield errichtet. Das kleine Dorf
Manchester stieg im 13. Jahrhundert zu einer Marktsiedlung auf und erhielt im
Jahre 1222 das Recht, Jahrmärkte durchzuführen. Im Jahr 1301 folgte das Recht auf
Selbstverwaltung. Im 14. Jahrhundert ließen sich Einwanderer aus Flandern nieder
und begründeten die Tradition der Wollverarbeitung und Leinenherstellung. Dank
dieser Gewerbezweige war Manchester im 16. Jahrhundert ein florierender
Marktort geworden. Die Stadtkirche, seit 1847 die Kathedrale der Diözese Manchester, wurde
zwischen 1421 und 1506 erbaut. Das Wachstum erhielt um 1620 einen weiteren
Schub durch die Einführung der Baumwollweberei. Als 1642 der Englische Bürgerkrieg ausbrach, stand Manchester auf der Seite des Parlaments. Die Stadt wehrte sich erfolgreich
gegen eine Belagerung der königlichen Truppen, obwohl sie keine Stadtmauern
besaß. Als die Royalisten nach 1660 wieder an die Macht gelangten, verlor
Manchester sämtliche Sitze im Parlament und war fast zweihundert Jahre lang
nicht mehr vertreten. Trotz des verlorenen politischen Einflusses nahm die
wirtschaftliche Bedeutung der Stadt weiter zu. Manchester spielte eine
Schlüsselrolle während der Zeit der Industriellen Revolution. Die zahlreichen
Bäche, die in den Pennines nördlich und östlich der Stadt entsprangen, waren
ideal für die Errichtung von Baumwollspinnereien, die durch Wasserkraft
angetrieben wurden. Die Stadt profitierte außerdem von der Nähe zum Hafen in Liverpool. Nach
der Erfindung der Dampfmaschine waren die Baumwollspinnereien nicht mehr
länger auf die Wasserkraft angewiesen und in der Folge entstanden noch größere
Betriebe in der Stadt selbst sowie in den umliegenden Dörfern und Städten.
Viele Bewohner ländlicher Gegenden zogen auf der Suche nach Arbeit nach
Manchester. Innerhalb weniger Jahrzehnte stieg die Bevölkerungszahl um ein
Vielfaches an und Manchester wurde zum wichtigsten industriellen Zentrum der
Welt. Die Eröffnung des Bridgewater-Kanals, einem NarrowboatKanal,
der von den Kohlegruben des Duke of Bridgewater in Worsley bis nach Manchester
führte, stellte einen Verkehrsweg zur Verfügung, der für den sicheren und
preiswerten Transport von Kohle für die Dampfmaschinen und die Haushaltungen in
Manchester einerseits und andererseits für den Abtransport von Fabrikgütern aus
Manchester sorgen konnte. Das ungebremste Bevölkerungswachstum brachte die
Stadt an die Grenzen der Belastbarkeit. Die meisten Arbeiter wurden zu
Hungerlöhnen angestellt und mussten in erbärmlichen Zuständen leben. So kam es
1797 als Folge einer Rezession in der Textilindustrie zu Aufständen und Plünderungen. Die fehlende Vertretung im Parlament hatte zur Folge, dass die Bevölkerung radikalen politischen Ideen gegenüber sehr aufgeschlossen war. 1819 kam es zum Peterloo-Massaker,
zwei Jahre später erschien erstmals der Manchester Guardian. Nach der Parlamentsreform von 1832 durfte die Stadt wieder Abgeordnete ins Unterhaus entsenden. Manchester blieb ein bedeutendes Zentrum für radikale politische Ideen. Von 1842 bis 1844 und erneut von 1850 bis 1870 lebte hier der deutsche Journalist und Schriftsteller Friedrich
Engels
und schrieb sein einflussreiches Buch „Die Lage der arbeitenden
Klasse in England
“. 1839 gründete Richard Cobden die Anti-Corn Law League für Freihandel und zur Abschaffung von Zöllen (besonders Zölle auf importiertes Getreide). 1846 gelang die Abschaffung der Corn Laws. Cobden wurde damit zur Symbolfigur des Manchesterliberalismus. Zahlreiche Kultur- und Bildungsinstitutionen wurden gegründet, so z. B. die Manchester Literary and Philosophical Society (1781), die Portico Library (1803), die Royal Manchester

Institution (1823), die heutige University of Manchester Institute of Science
and Technology (1824) und die Victoria University of Manchester (1851). 1847
entstand die Diözese Manchester der Church of England. 1853 wurde Manchester offiziell eine Stadt. Die blühende Textilindustrie führte zu einer Expansion der Stadt und zur Bildung eines
breiten Vorortgürtels. Vor allem der Bau von Eisenbahnen und Kanälen trug zum
Wachstum bei. 1829 baute George Stephenson die erste Eisenbahn von Liverpool
nach Manchester (Liverpool and Manchester Railway). Der Ausbruch des Amerikanischen Bürgerkriegs im Jahr 1861 hatte eine sofortige Verknappung der Baumwolle zur Folge, was die Textilindustrie in eine tiefe Krise stürzte. Um die Abhängigkeit vom Hafen von Liverpool zu verringern, wurden zahlreiche Kanäle gebaut, allen voran der 1894 eröffnete Manchester Ship Canal. Dadurch wurde Manchester zur drittgrößten Hafenstadt Großbritanniens, trotz der Entfernung von 64 Kilometern zum Meer. Offiziell nahm Queen Victoria die Freigabe des
Bauwerks für den Schiffsverkehr am 21. Mai 1894 vor, doch war die künstliche
Wasserstraße schon ab dem 1. Januar in Betrieb. Zu Beginn des 20. Jahrhunderts
veränderte sich die Wirtschaftsstruktur der Stadt. 1910 wurde Trafford Park eröffnet, die
erste eigens zu diesem Zweck geschaffene Industriezone der Welt. Hier siedelten
sich u. a. Ford und Westinghouse an. 1931 wurde die höchste Bevölkerungszahl von 766.311 Einwohnern erreicht. Die Weltwirtschaftskrise traf die Stadt hart, die
Textilindustrie sank fast zur Bedeutungslosigkeit herab. Während des Zweiten
Weltkriegs
wurden in Manchester die Avro-Flugzeuge gebaut, weshalb die Stadt

immer wieder Ziel von Luftangriffen war. Aufgrund dessen ist in der Stadt nur
noch wenig alte Bausubstanz anzutreffen und die Stadt ist größtenteils modern
im Stil der Nachkriegsjahre geprägt. Nach dem Krieg übernahm Manchester erneut
eine Führungsrolle, diesmal in der Informatik. Der „Vater“ der modernen Computer, Alan Turing,
lehrte an der Universität Manchester. 1948 entstand aus seinen Ideen die Small-Scale Experimental Machine, der erste auf der Von-Neumann-Architektur basierende Computer.
1949 folgte der Manchester Mark I, woraus sich der Ferranti
Star
entwickelte, einer der ersten kommerziellen Computer. Das Filmstudio Mancunian Films nahm 1947 den Betrieb auf und wurde 1954 von der BBC übernommen. Im gleichen Jahr

wurde auch Granada TV gegründet, eine der Hauptstützen von ITV, die u. a. die
seit Jahrzehnten laufende Seifenoper Coronation Street produziert.