Modlił się koło Kościoła

Stanisław Barszczak—Tu wszystko jest prawdą—

Niemożność przeżycia samego siebie wiąże się z tajemnicą osobowości.
Dlaczego katolik ma występować z powodu dzieciństwa (enfance), przeciwko temu, co wzbogacało nasze emocje i uczucia!
Byłem dzieckiem w więzach. O tych i innych tematach mówię w tym eseju. „Nie umiem sprawić, aby lekcja ta była przyjemna, jeżeli bowiem jest prawdziwa, to wszyscy znajdujemy się w tak katastrofalnym stanie, że na to schorzenie nie ma już żadnych radykalnych, zdolnych je odwrócić środków”. Kamienie wołać będą. Ulica z bruku. Pewnego dnia byłem z mamą, ale jej nie poznałem, zachowywała się jakby była inną osobą. Nie winię ją za tę postawę, uważam, iż ta godzina, to wypadkowa moich błędnych postaw w życiu uczuciowych z mamą, a także zbytnia troska przyjaciół mamy o jej swobodę. Ograniczenie pojmujemy abstrakcję. Chciałbym zrywać wszelkie maski i otwierać nieustannie na głębokie pokłady ludzkiego człowieczeństwa, zanieś dalekim dniom,
dumny kamień, podźwignięcie się heroicznej Polski, mojej ojczyzny.
Żeby była przyszłej (generacji) w pamięci. Wierzycie we wróżbę, znak? Znacie historię Moby Dicka? ‘Rachel’ uratowała sierotę!
Kiedyś matka uginała się pod cię ciężarem odpowiedzialności za życie wieczne swojego dziecka. Powiedziałbym tutaj, iż mam w sobie piękną przeszłość mojego kościoła nietkniętą, noszę nieustannie odpowiedzialność za mój kościół. Wspomniany Franciszek Mauriac pisał:” Istota nieskończona nie jest na naszą miarę/…/ aby się wybić, zawsze byłem gotów wykorzystać wszystko, nawet łaskę.” Chciałbym, byśmy wspólnie wykrywali i wyjaśniali utajony sens tego, cośmy spostrzegli w kościele naszym jako dzieci, dzisiaj nie tyle wybierać, czy te już być zmuszani do wyboru, lecz byśmy odnaleźli w pamięci żywy las mądrości naszego kościoła i naszej epoki…
Dzieciństwo nasze wydaje nam się mgławicą, której tkliwym, promiennym ośrodkiem jest matka. Dzieciństwo jest istotą życia, bo daje nam do niego klucz. Jest przedłużeniem tych wszystkich nieznanych przeznaczeń, którymi jest oplątany i które mają się w nim dopełnić. Gdybyśmy się zdecydowali opisać nasze życie, każde z tych przeznaczeń winno być wyodrębnione i przestudiowane oddzielnie, i to nie tyle od zewnątrz, co od strony wewnętrznej. Daleki a raczej popychany do dziedzictwa wiejskiego, spędzam wakacje w dzieciństwie u wujka w Przemyskiem. Śpijcie spokojnie! Nie będę opowiadał o sobie, żeby się nie skazać na opowiadanie o was. Nadmienię tylko, że próbowałem dać świadectwo o moim dzieciństwie już w kilkunastu tekstach, np. w Hortensjuszu i Historii żółtej ciżemki. Drogi Czytelnik mógłby je odnaleźć. Osobiście nie potrzebowałem żadnych wydarzeń historycznych do rezygnacji z rzeczywistości. Pragnąłem tę rzeczywistość (przed-Solidarnościową), jaką znałem, zmienić i stworzyć na nowo.
Moje najdawniejsze wspomnienie zachowałem z okresu, gdy miałem trzy lata. Ponieważ ojca nie pamiętałem, nie żył z mamą, ta ostatnia opowiadała mi potem, jakie to ciężkie warunki miała, by mnie wychować, dlatego wówczas mogłem wybrać innych rodziców. Stało się inaczej, zostałem przy matce.
Ale Ząbkowice, to miasteczko wiąże się tez z moją teraźniejszością. Stanowi składnik mojego dzisiejszego ja.. W Ząbkowicach odznaczony pisarz zajmuje więcej miejsca niż młodzieniec, który niegdyś na tej samej ławce przed wysokim frontonem Szkoły im. Feliksa Dzierżyńskiego w piękny czerwcowy dzień spoglądał przez ciemniejszą szybkę ku skrywanemu przez księżyc Słońcu. To prawda, nie można spoglądać w twarz ani słońcu, ani śmierci- ani samemu sobie. Tu w Ząbkowicach przecież maszerowali chłopcy, robotnicy szli do gospody.

Ale zaledwie minąłem autostradę i skręciłem na drogę do Ząbkowic, znajduję się w świecie zupełnie odmiennym, który był niegdyś moim światem, ale nim już nie jest. Dziś kiedy przechodzę tędy zaledwie sporadycznie jest tutaj ktoś obecny. Zapuszczam się wtedy w gąszcz zaczarowanego lasu. Czy grożą mi w nim jakieś niebezpieczeństwa? Skąd to mona wiedzieć? Ten las mnie nie zna i ja go nie znam.
Kiedy zdobywam się na odwagę dalszej jeszcze wyprawy, na Sikorkę, i wchodzę do odmiennie ‘urządzonego’ już dziś parku, w którym spędzałem uczniowskie wakacje, nie odczuwam lęku, że spadnie na mnie jakieś przekleństwo. Wiele parkowych sosen już dawno umarło, a pozostałe przy życiu nadal wymierają.. Ale te, które jeszcze żyją, znają mnie dobrze. Pod drugiej stronie kościoła, bliżej miejsca, gdzie stał Dom Rodziny Nanuś, ostał się kasztan, który adorowany przez nas w dzieciństwie pamięta jeszcze ciepło mojej dłoni, moich warg, moich policzków z czasów, pamiętasz „kryłem się w twoim cieniu i opłakiwałem cichutko miłość bezpowrotnie utraconą…” Chciałbym jeszcze dziś chodzić koło niego, by po wielekroć móc wyczuć pod palcami jego tkaninę z kwiatów i kory.
Rozmyślam o tym, że gdybym spróbował odnaleźć miejsca, gdzie jako młody chłopiec zanosiłem nie tylko koty na stawy, ale gdzie w oczekiwaniu powrotu mamy z fabryki, spędzaliśmy długie godziny, to nie zdołałbym ich wszystkich rozpoznać. Prawdopodobnie młode sosny pną się bezładnie w górę tam, gdzie czcigodne dęby, które przyglądały się może niegdyś wędrówkom stad moich pasterzy, osłaniały cieniem nasz szałas.
Jak się cieszyłem, że dom nasz w Ząbkowicach zaopatrzony był w przylegające do jego czterech kątów pomieszczenia na suszenie bielizny. Każdy lokator posiadał klucz do swego strychu. To był inny świat… Pewnego poranka odwiedziły nas dwie bardzo urodziwe młode panny z krainy dzieciństwa mojej mamy, także jej brat. Panny te, przybyły z ojczyzny Jowisza i jak gdyby przynależąc do jego dworu, będąc z jednego o nim mitu, opowiadały mi pierwsze światowe opowieści, które wysłuchiwałem, jakby zaczarowane czy też zaczerpnięte spoza mojego podwórka- bardzo to przeżyłem, i żyję nadal swymi snami sprzed laty. W świecie, gdzie niemal zupełnie zatarła się granica między dobrem a złem, brat mamy, ‘biedaczyna’ z Huciska, posiadł większą niż ktokolwiek spośród nas wiedzę o tym, co nie tyle jest grzechem, lecz złem.

Pozwalam tu sobie na pewne rzeczy bez skrupułów. W Ząbkowicach żył tam chłopiec o oczach modro dziecięcych, jak w upalne południe lipca nieba błękit. Potrzebował wiekuistego domu nieustannie, był on i matka. Nigdy nie oswoiłem się z nieszczęściem, że nie znałem mego ojca. Mama, tutaj Opatrzność odwdzięczyła mi się po wielekroć, kochała świat i była zawsze ze mną, więc odziedziczyłem tę miłość. Osobiście przyznam, że w szkole pomimo utartej powszechnie opinii i pokazywaniem przez Wychowawczynię na mnie, jako na wzór ucznia,
nie byłem dobrym uczniem- reprezentowałem niezdolność do życia z dala od tego, co kochałem. I tak na przykład służyłem do Mszy świętych na trzech nabożeństwach w niedziele, nie uświadamiając sobie nigdy do końca miłości Mszy świętej z czasu pierwszej komunii. Jak powiedziałem gdzieś, w dzieciństwie zdarzało się, że uwielbiana matka spędzała czas zajęta pracą w fabryce, a mnie oddawała na kolonie. Straszne tygodnie. Bardzo tęskniłem za mamą. Ona odwdzięczała mi się ciągle przynosząc z Huty Szkła Gospodarczego piękne szkło dekoracyjne i codziennego użytku. Jakby kształtowała także w ten sposób mój talent wykrywania niedostępnych i wiecznych motywów naszych poczynań. W szkle zaczarowane były, jak wierzę, stany naszych uczuć i sumień. Stąd i dziś zakochany jestem w pięknie. I dziś widzę Polskę wielką, również pod okiem barbarzyńców… Poza tym był „łagodny” kapłan w Ząbkowicach, powszechnie uznany za świętego Ksiądz Proboszcz E. Liszka. To tutaj także odbywałem wieczne „wakacje”, w lecie z kolegami przedzieraliśmy się przez nasz las „na strugę”, do „zaczarowanego źródła”, w kierunku „Basiuli”. To była wędrówka serca, które w dążeniu do Boga obrało najdłuższą drogę. Poeta ujrzy tu, czego inni nie dostrzegają: samotność, milczenie, „nieporównywalna czystość lazuru” długi czas nie pozwalają mu sięgnąć w zaświaty. Nie było wówczas przypadkowości. Dzisiaj ja, niczym biedny szejk mogę zatracić poczucie zasadniczej prawdy, że w każdym z nas istnieje coś, co nie jest tematem twórczości artystycznej i nie zostało nam dane jako przedmiot eksploatacji. Nadto o miasteczku, w którym spędziliśmy dzieciństwo i wiek młodzieńczy, nie powinniśmy wydawać sądu, ponieważ jest z nami zawsze, stanowimy z nim jedną całość, nosimy je w sobie. Historia Ząbkowic (obecnie dzielnicy Dąbrowy Górniczej) jest historią mego ciała i mojej duszy.

Zdaję sobie jednak sprawę, że smutek mego dzieciństwa nie polegał na złudzeniu, lecz wiązał się z głębokim poczuciem mojej słabości. Tak wiec „znów słońca blask wyprzedziłem, nim objął wzgórza dalekie.” Nie mogłem wówczas przewidzieć, że będę w pewnej mierze obdarzony zdolnościami literackimi, i że staną się one później łodzią ratunkową, która mnie przygarnie.

Coraz częściej ujawniam najsmutniejsze ze swych postępków, nie wątpię, że odwagą pozyskam niekiedy rozmówców. A nawet będą chwalili tę odwagę, pokorę; znajdą tysiące powodów, by udzielić mi rozgrzeszenia… A teraz jeszcze śladami dziecka jakim byłem, pójdę dalej nieco, przez betonowy korytarz Niższego Seminarium w Częstochowie, gdzie igrałem z maleńkimi wzorcami przyszłych namiętności. Nie zapomnę nigdy naszego rozsłonecznionego okna na antresoli klatki schodowej, przez które wpadała południowa jasność mocnego słońca. Teraz tam wybudowano piękny budynek z aulą i salą gimnastyczną, przylegający do starego gmachu. Spotykam jeszcze na korytarzach moich profesorów. Jakkolwiek tam śpiewaliśmy sobie, nigdy nie usłyszałem pieśni, którą jak rozumiem, żyły poprzednie generacje: „O mój Jezu, niebiańskiego uniesienia, zechciej użyczyć mi płomienia.”
Dzisiaj tam uczniowie dostają ‘zera’. Ale tam również wręczają nagrody, ja muszę pogodzić się ze smutnym faktem: nigdy nie wezmę udziału w podobnym święcie. Ale to Seminarium (Katolickie Liceum Ogólnokształcące) pozostanie własnym moim skarbem, i nikt mi go nie odbierze. Tam był Syjon, Syjon! Naród wybrany, święta ziemia, w którą bezwiednie głęboko zapuściłem korzenie. Kochał nas w wieku niewinności, znając wszystkie przyszłe występki.

Pewnego dnia zapragnąłem odpowiedzieć na apel naszego polonisty.
Chciałem pisać o nieśmiertelnych. Wszak twarze kilku naszych kolegów trawił płomień. Ileż poetów i powieściopisarzy odkryłem wówczas w miejskim sklepie księgarza. Moje życie odtąd, to historia drogi pod prąd. Usiłuję brnąć pod prąd zabagnionej egzystencji, by dojść do jej czystego źródła.

Bywałem następnie kapelanem w Krakowie u Ojców Bonifratrów, sławnych ‘Szpitalników’ i Aptekarzy w mojej ojczyźnie. Utrzymuję wciąż z nimi bardzo dobre stosunki. Po latach przybywam do nich, jak Ulisses do rodzinnej Itaki. Tam bowiem zacząłem pojmować czym jest Polska, moja ojczyzna. Tutaj trzymałem się mocno w siodle, stąd przedsiębrałem moją pierwszą podróż ‘na zaproszenie’ do Salzburga w Austrii, nie przestawałem też modlić się: „O mój Boże, jeżeli muszę zapłacić za to szczęście, niechaj ceną nie będzie życie ukochanych!…”
Kontynuowałem cudowną znajomość z księdzem Profesorem Józefem Tischnerem. Do końca mojego życia nie zapomnę jego dwóch lekcji: jedną przeżywałem na jego Seminarium z filozofii człowieka, a drugą- w trakcie jego wtorkowego wykładu dla wszystkich w Collegium Novum w pięknym Krakowie. Po jego śmierci, następnie po śmierci Papieża Wojtyły, a szczególnie po zaśnięciu na wieki Matki, to w Polsce, mojej ojczyźnie, kształtowała się nieudolnie osobowość istoty pozbawionej przyjaźni, miłości, kierownictwa czy jakiejkolwiek rady. Tutaj nabieramy niewłaściwych nawyków, które musimy zachować aż do końca. Nie przeczę, że dziś jeszcze moje wnętrze jest puste czasami, jak kościół w Bordeaux, pomimo moich licznych odwiedzin współczesnego świata. Ale to właśnie w Ząbkowicach, miasteczku dzieciństwa, ktoś przewidywał moje życie, tutaj pozostaje zaklętym kierownictwo i przewidywanie moich „wewnętrznych Ząbkowic”. Bo tu się wszystko zaczęło. Tu gospodarka ojczyzny „gwałciła” prowincję przed laty, w puszczy przylegającej do Ząbkowic wybudowano Hutę Katowice- to obraz z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Ale te strony nie mają nawet teraz surowego oblicza, mimo prowadzonych tam robót kanalizacyjnych.
Bez salonów byliśmy zdani na faryzeizm prowincji.

Pozwalam sobie na pewne rzeczy bez skrupułów. Nie wątpię, że wielkość narodu jest przemijająca. Potrzebuję wiekuistego domu nieustannie. Nigdy nie oswoiłem
się z nieszczęściem, że nie znałem mego ojca. Ale za to Mama kochała świat i była zawsze ze mną, a ja odziedziczyłem tę miłość.

Chciałbym uderzyć we właściwą nutę. Marzę więc, byście odnaleźli swego Boga. Od 30 roku życia jakbym się cofnął w mojej biografii.
Moje nowe wspomnienia zachowałem z okresu 1993-1999. Sala bilardowa, kawiarnia, piwiarnia towarzyszą mi w nowych opowiastkach o Ząbkowicach. Pojawiają się jednak nowe refleksje. Z moich skromnych prób wysunięcia się do przodu nic nie pozostało, wszyscy mnie wyprzedzają.
Skazany na ciągłe uczestniczenie we Mszy świętej w charakterze nacjonalisty, zapragnąłem widzieć Rzym, gdzie mieszkał papież. I tak zaczęła się w moim życiu nowa przygoda, podróże zagraniczne do Polaków, rozsianych po całym świecie. Jakkolwiek nie doszedłem do tego w Koloseum, by ucałować krzyż.
Odwiedziłem kiedyś Edynburg w Szkocji. Dzisiaj nikt nie powie, że Szkocja, to dżungla z potężnymi dzikimi bestiami. Ale ja osobiście spacerowałem tam, choć jeszcze bez namiętności jutra.
Dzisiaj jestem pełen namiętności, tulę się do ciebie matko w niebie w uścisku już pełnym namiętności. Mama mimo jej samotności zawsze delikatnie zamykała drzwi. Mniemam, że teraz w niebie nie przestaje to czynić.
W Tuluzie we Francji odkrywałem skrywany gdzieindziej szacunek dla siebie. Na antypodach wpatrywałem się w Szerokie bulwary Buenos Aires. Odkrywałem kolejne teraźniejsze miejsca zbawienia mej duszy, pewnego dnia ujrzałem więc Marrakesz w Maroku. Otóż na wszystkich targowiskach świata, (także Elmaja Achna) już poszukiwałem postawy i doktryn: tu każda arogancka mina, tam subtelny uśmiech, a każda odmienność ciała lub ducha, przyprawiona aromatami muzułmańskiej Afryki, budziły i teraz w moim sercu wzruszenie.
Nawiedziłem Indie- tam wychudłem… , co więcej nieustannie toczę jeszcze walkę z własnym sercem.
Odwiedziłem ostatnio Gruzję z dostępnym morzem Czarnym. Bo to tam toczy się obecnie realna walka między dobrem a złem. Leciałem z zdaniem zaczerpniętym skądinąd: „A ty, który zostałeś mi odebrany, ale nie przez wojnę, ty umarłeś w czasach, gdy nikogo nie skazywano na śmierć za ukończenie lat dwudziestu. Twoja śmierć nie zburzyła świata, w którym przebywam. I jeszcze dzisiaj na gliniastej ścieżce zachował się ślad twoich sandałów.”(F. Mauriac) Matki głos, ona towarzyszy mi po dziś dzień, nawet obecnie podczas spacerów nad Morzem Czarnym. Wpatrując się w czarny piasek i lekko kołyszące się fale morskie wspomniałem na pewną katechezę sprzed lat, gdy miałem katechezę dla młodzieży o niewieście, którą przyprowadzili do Jezusa. Ta kobieta zaznała jego miłosierdzia. Pan Jezus szczęśliwie nas dzieli. „Choćby twoje grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją.” Choćby były tak liczne jak ziarnka piasku zostaną Ci wybaczone. I przed nami jeszcze jedno wspaniałe spojrzenie na czarne ziarnka piasku nad morzem. Dokoła szumiało Morze Czarne. Zaraz powstałem, by iść dalej.
Odwiedziłem w Kutaisi dom Księży Kacpra Bertoniego … założyciela Zgromadzenia Najświętszych Stygmatów Pana Naszego Jezusa Chrystusa.. Podczas mojej podróży zawitałem w Gelati, miejscowości rzeczywiście z gliniastą ścieżką prowadzącą do klasztoru na górze, w którym są groby pierwszych królów Gruzji z XII stulecia. Strzały na Majdanie w Kijowie zabiły wszystko, co kochałem. Losy oddzieliły nas. Bogate życie indywidualne zdławione, pozbawione wyrazu i możliwości rozwoju. Może tutaj przesadziłem w ocenie rzeczywistości naszego świata. Ale pokazała się biblijna otchłań- bo my egoistyczni. Ale mamy być świadomi siebie- to prawdziwe chrześcijaństwo.. Ale wszelka miłość (jest)- gdy ona pozostaje z wielkim szczęściem nie rozdzielnie złączona.
Mark Twain napisał: trzeba odejść od tradycyjnej wiary i rozdać nową, która by przysposabiała ku rozwojowi współczesnej cywilizacji.
Duchowe skostnienia religii niepotrzebne człowiekowi. Albowiem religijna praktyka przypomina akcje „niegramotnego konowała”.
U Marka Twaina w krytyce religii jest i krytyka społeczna i krytyka społeczeństwa, taki jest ‘istinnyj zawiet’- testament wewnętrzny pisarza. Krytyka powinna obrócić się przeciw wszelkiej monarchii, refleksja Twaina jest wszelką zapowiedzią rewolucji przeciw Cerkwi i Gospodarstwu-Państwu. Zachęciłbym do przejęcia się tymi wskazaniami Twaina współczesnych duchownych. Kościół musi się odnawiać nieustannie. Trzeba mu odnowy, równie spotkań w gronie fachowców, aby nie uronić nic z łaski losu współczesnej epoki. „Być kochanym, to zadawać ból,” napisał Franciszek Mauriac. Jeśli nie podejmiemy wyzwań naszej epoki, to sytuacja kościoła, jego liturgii, wreszcie ‘umowa społeczna’ obróci się przeciwko nam. Historia Ząbkowic jest historią mego ciała i mojej duszy. Niech wiec Kościół Katolicki mojej ojczyzny będzie piękny, niech dalej służy temu, co nie przemija.

dark alleys

Stanislaw Barszczak, ‘Rachel’ rescued orphan!..I came back with a new pastoral journey. I was now in Georgia. Because that there is currently pending a real battle between good and evil. I visited Makhinjauri, Batumi, Gelati, Kutaisi was home Priests Casper Bertoni, founder of the Congregation of the Sacred Stigmata of Our Lord Jesus Christ .. I admired modern Parliament building, a beautiful airport, streets with cobblestones there. ‘The stones will cry out!’ Only to a certain extent we conceive abstraction. One day I was with my mother, but I did not recognize her, she acted like she was a different person. I do not blame her for this attitude, I believe that this time, it had been the result of the erroneous attitudes of my emotional life according to mother, as well as excessive care of friends they worried for her freedom of today. They call me Luc one day… But Luc’s mother was born in a small village in Bielarus. At the age of eighty-six she still remembered vividly the day in 1960 that she left her village and set off for Poland as a immigrant: ”I remember it clearly. The whole village turned out to wave us goodbye and we were all sitting in the cart with our little bundles on our laps and our shawls around our shoulders. I was excited a little bit, but mostly rather miserable and frightened. As the cart got to the end of the village street I could see the group of villagers who were waving us goodbye was getting smaller and smaller, but I kept my eyes fixed on my mother in the front of that little group. I didn’t take my eyes off her… Then, just before the cart turned the corner and I lost sight of them, I saw my mother faint and fall to the ground crying and weeping, and I saw the rest of the group bend over her to pick her up, and I tried to get out of the cart and run back to her and stay with her. But the others with me in the cart stopped me and held onto me. And the cart turned the corner. And I was weeping and struggling and they were holding me. And I never saw my mother again.” Little Luke goes way further, looking for signs. I would like but to break all the masks now and constantly open to deep layers of the human humanity. Mark Twain: you have to move away from the traditional belief and distribute new, which would be suitable for the development of modern civilization. Spiritual ossification of religion unnecessary for man. Religious practice resembles actions of an uneducated gay, he said. In Mark Twain’s criticism of religion, and criticism of society, that is the ‘istinnyj zawiet’- testament inner of the writer; criticism it should turn against all monarchies. Twain’s reflection is any harbinger of a revolution against the Church and the State. I would encourage to take up these Twain figures through the contemporary clergy. The Church must constantly renew. Church needs renewal, the meetings with professionals in order not to miss anything with the grace of the fate of the modern era as well. “To be loved is to cause pain,” wrote Francis Mauriac. If you do not take the challenges of our time, the situation of the church, its liturgy, and finally the ‘social contract’ will turn against us. Any love-when she is with great happiness not separately united. Once the mother bowed under the weight of responsibility for the eternal life of his child. I would say here that I have before my eyes an untouched past my church, I wear constantly responsibility for my church. Why be Catholic is because of childhood, enfance-against what they enriched our emotions and feelings! That Mauriac wrote: “The essence of the Infinite is not our measure / … / to stand out, I was always ready to use everything, even grace.” I wish we jointly detected and explained latent sense of what we have noticed in our church as children, and today do not enough to choose or have to be forced to choose, but let we found in the memory of vivid forest of the wisdom of our church and one of our time.

Atutowe karty

Bordeaux w biografii Franciszka Mauriaca (teksty w tłum. S. Barszczak)

“Ja, jak twoje miasto kochane, wylewałem (je) całe jeszcze w kołysce. Ty miasto, nosisz teraz wszędzie z sobą materię twoich książek. Ty dzięki mnie się uśmiechasz, jeśli pyta się ciebie o to: “czy ma Pan już temat do nowej powieści?” A masz w tej kwestii tylko mnie samego i siebie zmieszanych, nazbyt zawstydzonych, nadto to, co jest niewyczerpane: twoje książki, które wybuchają wciąż, odrywają się w związku z tym, jak słońca od mętnej mgławicy.”
(F. Mauriac, Bordeaux i czas dorastania)

“Bordeaux to moje dzieciństwo i część dorastania, które zostały oderwane ode mnie, skamieniałe.” (F. Mauriac, Początki życia).

86, rue du Pas-Saint-Georges. Miejsce urodzenia Franciszka Mauriaca, gdzie mieszkał aż do śmierci ojca, która nastąpiła, gdy miał zaledwie dwadzieścia miesięcy. 7, rue Duffour-Dubergier. Młoda wdowa z pięciorgiem dzieci znalazła schronienie na trzecim piętrze, u swej matki. “To tam urodziłem się do świadomego życia.” (Nowe wspomnienia wewnętrzne)

“Byliśmy obcy tej rasie kupców, armatorów, których szlachetne hotele i piwnice są dumą bruku nabrzeża Chartrons”. (Początki życia)

“Na targach na placu les Quinconces w październiki i marcu, cieniste altany przenosiliśmy nad wejście, gdzie było wypisane jedyne, a maleńkie imię kobiety.”(Bordeaux i czas dorastania)

“Dziecko (w moich powieściach) realizowało piękny obraz spotkań, na szerokich, śliskich, a chroniących przed deszczem, chodnikach deTourny.”

“Ogród publiczny, w którym dzieciom wydawało się, teraz umierającym z pragnienia, za tymi wysokimi słonecznymi ogrodzeniami, że kończy się samo- konsumpcja ostatniej zieloności świata.” (Pustynia miłości).

“Jeden z twoich młodych przyjaciół w Paryżu(przedstawiam osobliwy pomnik w Bordeaux), teraz siwiejący i sławny, przybędzie między dwoma pociągami na inaugurację i przeczyta dyskurs pod parasolem o tym, że zobaczymy poruszenie trzech sekund na ekranie Pathé-Journal. Potem mały zespół rozproszył się, pozostaną wróble, które skrywają twój posąg niczym z białych łez, i dzieci, dla których będziesz tylko “celem” ich zabaw w chowanego. “(Bordeaux i czas dorastania)

Le Voltigeur – Chartrons – Grand Parc – Bordeaux, les Quinconces, des allées deTourny, perły architektury Bordolańskiej, rzeka Garonne, piękna klasyczna kompozycja budynków Bordeaux, ta oaza dzieciństwa, obcy ktoś oczekuje, że ja to wszystko opiszę. Nie sposób. F. Mauriac notuje:
“Statek katedry wznosi się ponad dachami, z których jeden mieści moje budzące się dopiero życie.”
“Szczęście, które dziecko tam zaznało, jakoś próbowało, być może było tym- niczym szczęście owada, który chodzi po ziemi, a którego napawa lękiem bycie widocznym.”

Portrety i anegdoty

Sacha Guitry przeprowadza wywiad z Georges Clemenceau, francuskim mężem stanu (fragmenty książki S. Guitry pt. Cinquante ans d’occupations, Presses de la Cite , Manchecourt 1993) tłum. z franc. Stanisław Barszczak

I
Wpierw nim go poznałem, już go kochałem. To Mirabeau i Monet, którzy sprawili, ze go pokochałem- lecz dopiero jego przeciwnicy związali mnie z nim na zawsze…
Zadzwoniłem był do niego tym razem o drugiej po południu, żeby umówić się z nim na spotkanie. A on odpowiedział mi, że czekałby na mnie choćby cały dzień, że mogę przybywać do niego o każdej godzinie. Chciałem poradzić się go w kwestii Historii Francji, którą pisałem dla Teatru Pigalle.
Szambelan wpuścił mnie do biura Clemenceau, to jest do jego ponurego pokoiku, trzy na cztery metry, którego okno wychodzi na mały ogródek. Mnóstwo książek w tym pokoiku dokoła, na ścianach liczne fotografie, są posągi greckie. Jego biurko jest w kształcie podkowy. Nie ma fotelu, jest krzesło, ale są trzy wygodne fotele, które oczekują przyszłych gości. Jedyny obraz: Don Quichotte i Sancho Pansa autorstwa Daumiera.
Wchodzi, serdeczny, nawet życzliwy, nadzwyczaj swobodny. Nosi obcy mały kapelusz i sławne szare rękawiczki, które nie zostawia nigdy. Jego cera jest bardzo żółta, ale to nie jest cera kogoś, kto jest chory. Ma wygląd trochę wschodni. Zresztą jego wąsy i włosy nie są jeszcze białe, Mówię ‘jeszcze’ jak gdyby on mógł się jeszcze postarzeć. Sprawia wrażenie bynajmniej kogoś, kto już się nie zestarzeje, podobny raczej do mumii, jak do starca. Choć ma osiemdziesiąt sześć lat.
On mówi mi zaraz od drzwi:
-Bardzo mi przykro, bardzo żałuję, że nie mogłem pójść zobaczyć sztuki Mariette. Swoją drogą, nic nie słyszę z daleka. Słyszę jeszcze dobrze muzykę, ale słowa w teatrze, te nie dochodzą do mnie wyraźnie.
Ja wtedy opowiadam mu o dwu kawałkach mojej sztuki, które go dotyczą. Pierwszy i ostatni. O pierwszym, wygląda na to, że on nie bardzo dobrze rozumie, co starałem się tutaj osiągnąć, ale jak tylko opowiadam mu drugi tekst, on w mig rozumie pierwszy, i teraz oba aprobuje. Mówi mi, że jest bardzo rozpieszczany. Mówi mi o tym krótko i tak przyjemnie, ze mam wrażenie, iż to jest prawda.
Potem zabieramy się do obmawiania długo Moneta i jego książki, która dopiero co się ukazała w wydawnictwie Nimfy. On mówi wybornie o Monecie, podobnie jak mówił o Mirabeau, z wielkim szacunkiem-bez żadnego przymilania się.
Clemenceau wie bardzo dobrze, że może się być najbliższym przyjacielem Moneta bez znajomości jego myśli. Ale należało brać to jak było, należało liczyć się z wiedzą, z jaką ten was kochał. A to, co należało się odrzucić w poznawaniu, to była opinia, jaką miał o was. Bo są rzeczy, o których Monet nigdy nie mówił. I tak, jak on nigdy nie rozpowiadał o nich nikomu, tak jednak przywiązywał ogromną wagę do tej opinii i dokładał starań, aby ta ostania zasługiwała na jego szacunek.
Rozmowa w pewnej chwili nie kleiła się, pytam go o wielkie daty jego życia. On mi mówi nagle o wojnie. Oto te właśnie godziny, wydają mi się, że one zatarły wszystkie inne. Mówi o Zawieszeniu Broni.
-Gdzie Pan znajdował się w momencie otrzymania informacji, że Niemcy domagają się zawieszenia broni?
-W moim biurze, w ministerstwie Wojny.
-Jak Pan to przyjął? Ustnie?
-Nie, przez depeszę.
-Co Pan mówił?
-Nic.
-Co Pan zrobił?
Patrzy na mnie. Waha się- po czym robi mi honor jedynego zaufania:
-Włożyłem moją głowę w ręce… o tak… i zapłakałem.
I pewnie zapłakałby raz jeszcze, ale jakaś myśl gwałtowana przewierci teraz jego usposobienie. I wychodzi na dziesięć minut… Następnie mówi znów o tamtych dniach. Poczym się uspokaja. Podejmuje to raz jeszcze.
-Mówił Pan o datach… dobrze! Niech Pan wie, że istnieje historyczne spotkanie, którego nigdy nie zapomnę: to dzień w którym zdecydowawszy o jedności rozkazu przyszedłem, by znaleźć Petaina z Fochem. Petain był godny podziwu ..
On mi powiedział: ” Zrobię wszystko, co chcesz , ale pozwól mi stać na czele korpusu wojska, żebym mógł przynajmniej umrzeć dla mojego kraju.”
Chwilę później , bez żadnego przejścia , powiedział mi o jego obrzydzeniu odnośnie tego, co się stało z Ligą Narodów. I krzyczy coś…
Czy możecie sobie wyobrazić, że Clemenceau wolał, żeby prowadził tę kwestię Stresemann, zaś on nie pragnął tej sytuacji wspierać!

II
O kolejnym spotkaniu marzyłem długo wcześniej. Rozmawialiśmy jeszcze raz o tych samych rzeczach: o wojnie, o Monet i mojej sztuce. Ma niesamowitą uprzejmość i pragnienie zainteresowania się tym, co tu już staram się opisać; będąc dobrej wiary, podjąłem możliwość domagania się kilku wyjaśnień odnośnie jego wizyty w Dzień Zawieszenia Broni u Moneta. Właśnie na tym spotkaniu, na tej scenie, zamierzam zakończyć Historię Francji.
Monet powiedział mi coś , ale chciałem usłyszeć to z jego ust.
Powiedział mi :
– Oh ! to proste, to było tak. Przyszedłem do Moneta . On był w trakcie pracy naturalnie . Od czasu do czasu robiłem w jego pracowni unik do przodu, i nic nie mówiąc nikomu, chciałem spędzić godzinę ot tak, u niego właśnie … bez gadania o wojnie. Poszedłem tam, aby odpocząć . Rozmawiałem z nim na temat jego malarstwa . Mówił o swoich kwiatach . Ale tego dnia, kiedy wołałem do niego z daleka , on zrozumiał z mojego głosu, że coś się stało. Nie mówiąc do mnie dzień dobry, powiedział mi: ” Co ? ” A ja krzyknąłem do niego : ” To koniec ! ” I padliśmy sobie w ramiona.
– A potem ?
– To wszystko. Cóż … hm …kilka słów . Pamiętam , że powiedziałem mu , że jestem bardzo zadowolony, że on jest francuzem !
-A czy to nie było w tym momencie właśnie, gdy Pan krzyczał do siebie śmiejąc się : ” Co będziemy teraz robić? ”
-Ach ! Tak, to prawda … i wiecie co mi odpowiedział ?
– Nie .
-Odpowiedział mi: „ Cóż, będzie musiał zająć się natychmiast pomnikiem Cezanne’a.”
Odtworzyłem tę scenę , dokładnie, słowo w słowo, w mojej sztuce , i pewnie dlatego niektórzy krytycy wypytywują się potem, jaka idea mogła mi towarzyszyć przy pisaniu dialogu tak mało prawdopodobnego!
Zapytałem go chwilę później, których z królów Francji ma ulubionych. Odpowiedział mi:
– żadnego.
– Nawet Henryka IV ?
-Ten jeszcze mniej od innych. Wszystkie nasze kłopoty pochodzą od niego.
Jeśli on by się wtedy nie nawrócił, to byłaby we Francji zawsze mniejszość protestancka, która stale przywracałaby równowagę.
I zapytałem go nagle czy nigdy nie był w swym życiu monarchistą. Aż podskoczył:
– Monarchistą ! Monarchistą ! Nie, jaki pomysł pytania się czy jestem monarchistą !
Skoczył jeszcze raz , ale nie brałem mu to za złe. Gdybym nie był pewny jego uczuć do mnie, nie pozwoliłbym sobie zadać mu zadać tego barokowego pytania. To zostało podjęte jako wesoła wściekłość, zresztą rozkoszna- i śmiał się powtarzając słowo “monarchistą , monarchistą!”
Ale nagle przestał się śmiać , uderzył ręką o biurko , spojrzał mi w twarz , (powiedział) niskim głosem :
-Nie, mówi mi, nigdy nim nie byłem … ale gdybym miał być, to właśnie teraz nim byłbym !
Potem dał mi fotografię, którą odłożył był właśnie dla mnie. Powiedział mi, że została zrobiona w czasie, gdy był ranny przez Cottina, który starał się go zabić na początku 1918 roku, wystrzeliwując w jego plecy trzy kule z rewolweru. Rozmawialiśmy o tym . Zapytałem go, czy widział go dzień po zamachu. On mi odpowiedział :
-Nie, ale widziałem go dzień przed zamachem. Tak ,dzień wcześniej, zauważyłem go . Czekał na mnie przed drzwiami i zauważyłem , że miał śmieszną minę . Został skazany na śmierć , a ja sprawiłem złagodzenie jego kary do dziesięciu lat więzienia . I naprawdę nie mogłem zrobić więcej . To nigdy nie było korzystne. Jego matka przychodziła do mnie i błagała mnie o uczynienie jej łaski wylewając łzy, pod pretekstem, że Cottin miał siostrę , która kochała go nad życie! Odpowiadałem jej, ze ja również miałem siostrę, która kochała mnie bardzo. Od tego czasu ona mogła przyjść, aby mnie zobaczyć, za to on nigdy nie przyszedł .
Dodał :
– Poza tym, on nie był w pełni odpowiedzialny, uczyniliśmy taki o nim sąd.
Dodał ponadto :
I to był Pan Rene Renoult, który mu przebaczył ! Pan Rene Renoult który zajął moje miejsce w Senacie … i który przebaczył mu , nawet nie informując mnie o tym , od kiedy był ministrem ! I właśnie wczoraj Pan Renoult uczynił mi wzmiankę, że byłby szczęśliwy widząc mnie, bo on mnie lubi . Powiedziałem mu, żeby on w związku z tym wyciszył się.
Clemenceau zechciał prosić mnie, żebym przybył zobaczyć się z nim wkrótce- ponieważ istnieje legenda o nim, jakoby kochał przedstawianie go jako gbura domu , a czasem nawet gorzej . Ale ci, których on honorował przyjaźnią, nie powinni przegapić żadnej okazji , aby powiedzieć, jak ten grubiański człowiek był uprzejmy, i ile wkładał troski w rodzenie pozytywnego o nim sądu, i na ile on był rozsądny .
Kiedy już się podniosłem, powiedział mi o swoim pięknym obrazie Daumiera.
– To jest dar, który dał mi mój personel w dniu Zawieszenia Broni. Przekazuję go do Luwru.
– Jest godny podziwu.
– Godny podziwu, tak … niech Pan spojrzy na ten młyn, jak się zdaje, on nie ma skrzydeł?… A właśnie! On je ma… tylko czy Pan wie dlaczego ich nie widzimy?… Ponieważ one się kręcą, wirują dokoła, są w trakcie obracania się!

III

Kiedy dowiedziałem się z gazet , że jest trochę lepiej , że wszelkie niebezpieczeństwo wydawało się zażegnane, poszedłem podjąć o nim nowiny. Szambelan ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, mówi mi, ze on przed chwilą wyszedł, by ostrzec Prezydenta, którym byłem ja. Poczyniłem mu uwagę, że nie przyszedłem z zamiarem bycia przyjętym, ale skoro on nalegał, to ośmieliłem się tak zrobić. Chwilę później Clemenceau przyjął mnie w swojej sypialni . Był ubrany , obuty , w rękawiczkach, i miał dziwny kapelusz na głowie . Siedząc w dużym fotelu przysłoniętym pokrowcem , wydawał się senny . Ale jak tylko usłyszał , że jestem, otworzył oczy i uścisnął mi dłoń . Nie zmienił się wcale, od czasu kiedy go widziałem . Jego oddech , jednak że, wydał mi się bardzo krótki. (ciąg dalszy nastąpi)

Neue Geschichte

Stanisław Barszczak, Ein Mann der ewigen Wahrheit

Einige wollen das Dorfleben zurückkehren. “Ich kann nicht verstehen, wie man Gott in einem Priesterseminar finden soll,” Paulo Coelho sagt. Ich lebe hier und jetzt. Ich bin das Ergebnis von allem, was geschehen ist oder geschehen wird, aber ich lebe hier und jetzt. Einen Weg wählen hieß andere Wege aufgeben. Leben bedeutet ständiges Risiko, und wer das nicht akzeptiert, wird die Herausforderungen des Lebens niemals meistern können. Es ist gut, etwas Langsames zu tun, bevor man im Leben eine wichtige Entscheidung trifft. “Gib mir ein Jahr, Herrgott, an den ich nicht glaube, und ich werde fertig mit allem. Wir manchmal sagen, “Gib mir ein Jahr, Herrgott, an den ich nicht glaube, und ich werde fertig mit allem.” Also, wenn jemand seinen Weg gefunden hat, darf er keine Angst haben. Er muss auch den Mut aufbringen, Fehler zu machen. Wir sind nicht das, was die Leute von uns erwarten, oder so wie sie sich uns wünschen. Wir sind, wer wir zu sein beschlossen haben. Den anderen die Schuld zu geben ist immer einfach. Aber nur wer glücklich ist, kann Glück verbreiten. Wenn du etwas ganz fest willst, dann wird das Universum darauf hinwirken, dass du erreichen kannst. „Erst die Möglichkeit, einen Traum zu verwirklichen, macht unser Leben lebenswert.“ Deine Zeit wird kommen, aber du weißt nicht, wann – daher lebe so intensiv wie möglich. Wer liebt, muss sich verlieren und sich wiederfinden können. Und es gilt bei allem, jeden Augenblick so auszukosten, als wäre es der letzte.

In Złoczów lebt der fromme Pole Czesław Przygodzki mit seiner Frau Danuta und seinen Kindern Johannes, Paul und Sophia. Czesław vermittelt den Knaben der christlichen Gemeinde die Kenntnis der Bibel. Noch war Krieg in der Welt. Da wird ihm ein viertes Kind geboren, Mirosław, ein krankes, schwächliches Wesen. Die beiden älteren Söhne müssen zum Militär. Während es Paul nichts ausmacht, dem russischen Militär zu dienen, flüchtet Johannes über die Grenze nach Österreich, dann nach Italien, was die gesamten Ersparnisse der Familie aufzehrt. Schließlich gelingt Johannes die Flucht nach Amerika. Als er Fuß gefasst und etwas Geld gespart hat, benachrichtigt er seine Eltern, dass er sie und seine Geschwister nach Amerika holen will. Doch Paul will beim Militär bleiben und Mirosław darf nicht mit, denn Kranken ist die Einreise in die Vereinigten Staaten verboten. Schweren Herzens lässt Czesław Przygodzki Mirosław zurück und reist mit der restlichen Familie in die Neue Welt. Und die Stadt Złoczów, die in Polen lag, gefiel mir sehr: eine wunderschöne, alte Residenzstadt. Von dort aus haben Sie dann den Weg in den Süden Amerikass gefunden. Und Sie fühlen sich offenbar immer noch in beiden Teilen ein Stück weit beheimatet. Zunächst einmal wollten Sie, als Sohn eines Schmieds, Lehrer werden. Aufgewachsen sind Sie in einer Großfamilie, in der es im Alltag offenbar ziemlich glücklich zuging …Wie gesagt, er wollte zunächst Lehrer werden. Warum ist es dazu nicht gekommen?
Es fiel mir sehr schwer, persönlich zu schreiben. Ich traf aber die heilige Familie in meinem Heimatland Polen. Ich fühlte mich dann einfach verpflichtet, Zeugnis hier abzulegen.

I

(Büro mit einem großen Raum, dekoriert zeitgenössischen italienischen Stil
-Gegend von Neapel)

Czesław Przygodzki einmal wollte, als Sohn eines Schmieds und geboren im Jahr 1917, Lehrer werden. Er hat über viele Jahre hinweg durchaus hinreißende, freizügige Zeiten in Polen erlebt. Aufgrund einer zwingend notwendigen Knieoperation musste ich dann doch einen Bluttest machen lassen. Er ist aus Angst vor dem möglichen Resultat fast gestorben. Aber das Resultat war dann negativ, was er kaum glauben konnte. Das war wie eine Neugeburt und verbunden mit einer schamlosen Freude. Es begann ein neues Leben für sich. Das ist schon eine merkwürdige Sache. Seine Sprache ist die polnische, sagt der Held unserer Geschichte. Seine Kultur ist die europeische. Die ursprünglich polnischstämmige Familie Czesław lebte bereits 200 Jahre lang in Polen. Polen liegt östlich von Russland in Europa. Czesław aber wuchs bei seiner Mutter in Italien auf. Seinen Vater lernte er erst als Achtjähriger kennen, denn der arbeitete als Professor in Schwizerland. Als er mit der Mutter zusammen den Vater besuchen fuhr, fing er an zu reisen und schreiben. Seither gehören reisen und schreiben für ihn unmittelbar zusammen. Davon zeugen die Bücher, die er bislang geschrieben hat.

Aber die Söhne von Czeslaw gestern haben gerade aus dem Krieg zurückgekehrt. Und nun begann sie zu reden, als sie im Schutz der Nacht, den Bereich durch den Krieg abgedeckt zu Hause gingen. Sie wanderten. Es war Nacht. Den Mond ahnten sie hinter milchigem Gewölk. Der Frühling schien aus dem Wald einherzuwehn. Paul und Johannes gingen schnell auf einem schmalen Weg. Sie hörten das zarte Knistern der dünnen, spröden Eishülle unter ihren Stiefeln. Ihre weißen, rundlichen Bündel trugen sie geschultert an Stöcken. Einige Male versuchte Johannes ein Gespräch mit seinem Bruder anzufangen. Paul antwortete nicht. Er schämte sich, weil er getrunken hatte und hingefallen war wie ein Bauer. An den Stellen, an denen der Pfad so schmal war, daß beide Brüder nicht nebeneinandergehen konnten, ließ Paul dem jüngern den Vortritt. Am liebsten hätte er Johannes vor sich hergehen lassen. Wo der Weg wieder breiter wurde, verlangsamte er den Schritt in der Hoffnung, Johannes würde weitergehen, ohne auf den Bruder zu warten. Aber es war, als fürchtete der jüngere, den älteren zu verlieren. Seitdem er gesehen hatte, daß Paul betrunken sein konnte, traute er ihm nicht mehr, zweifelte er an des älteren Vernunft, fühlte er sich für den älteren verantwortlich. Paul erriet, was sein Bruder empfand. Ein großer, törichter Zorn kochte in seinem Herzen. Lächerlich ist Johannes, dachte Paul. Wie ein Gespenst ist er dünn, den Stock kann er nicht einmal halten, jedesmal schultert er ihn wieder, das Bündel wird noch in den Dreck fallen. Bei der Vorstellung, daß Johannes weißes Bündel vom glatten Stock in den schwarzen Dreck der Straße fallen könnte, lachte Paul laut auf. ‘Was lachst du?’ fragte Johannes ‘Über dich!’ antwortete Jonas. ‘Ich hätte mehr Recht, über dich zu lachen’, sagte Johannes. Wieder schwiegen sie. Schwarz wuchs ihnen der Tannenwald entgegen. Aus ihm, nicht aus ihnen selbst, schien die Schweigsamkeit zu kommen.

Von Zeit zu Zeit erhob sich ein Wind aus willkürlicher Himmelsrichtung, ein heimatloser Windstoß. Ein Weidenbusch regte sich im Schlaf, Zweige knackten dürr, die Wolken liefen hell über den Himmel. ‘Jetzt sind wir doch Soldaten!« sagte auf einmal Johannes. ‘Ganz richtig’, sagte Paul, ‘was waren wir denn sonst? Wir haben keinen Beruf. Sollen wir Lehrer werden wie unser Vater? ‘Besser als Soldat sein!’ sagte Johannes. ‘Ich könnte ein Kaufmann werden und in die Welt gehen!’ ‘Die Soldaten sind auch Welt, und ich kann kein Kaufmann sein’, meinte Paul. -Du bist betrunken!« »Ich bin nüchtern wie du. Ich kann trinken und nüchtern sein. Ich kann ein Soldat sein und die Welt sehn. Ich möchte ein Bauer sein. Das sag’ ich dir – und ich bin nicht betrunken … Johannes zuckte mit den Schultern. Sie gingen weiter. Gegen Morgen hörten sie die Hähne krähn aus entfernten Gehöften. ‘Das wird Neapel sein’, sagte Johannes. ‘Nein, es ist Afragola!’ sagte Paul. ‘Meinetwegen Afragola’, sagte Johannes. Eine Fuhre klapperte und rasselte hinter der nächsten Biegung des Weges. Der Morgen war fahl, wie die Nacht gewesen war. Kein Unterschied zwischen Mond und Sonne. Kleine Schnee fing an zu fallen, weicher, warmer Schnee. Raben flogen auf und krächzten.
-‘Sieh, die Vögel’, sagte Johannes; nur als Vorwand, um den Bruder zu versöhnen.
-‘Raben sind das!’ sagte Paul. ‘Vögel!’ ahmte er höhnisch nach.
-‘Meinetwegen!’ sagte Johannes, ‘Raben!’
Es war wirklich Afragola. Noch eine Stunde, sie kamen nach Neapel. Noch drei Stunden, und sie waren zu Haus.
Es schneite dichter und weicher, je weiter der Tag fortschritt, als käme der Schnee von der ansteigenden Sonne. Nach einigen Minuten war das ganze Land weiß. Auch die einzelnen Weiden am Weg und die verstreuten Birkengruppen zwischen den Feldern weiß, weiß, weiß. Nur die zwei jungen, schreitenden Polen waren schwarz. Je dichter es schneite, desto schneller gingen sie. Bauern, die ihnen entgegenkamen, gingen ganz langsam, mit eingeknickten Knien, sie wurden weiß, auf ihren breiten Schultern lag der Schnee wie auf dicken Ästen, schwer und leicht zugleich, vertraut mit dem Schnee, gingen sie in ihm einher wie in einer Heimat. Manchmal blieben sie stehn und sahen sich nach den zwei schwarzen Männern um wie nach ungewohnten Erscheinungen, obwohl ihnen der Anblick von Polen nicht fremd war. Atemlos langten die Brüder zu Hause an, schon fing es an zu dämmern. Sie hörten von weitem den Singsang der lernenden Kinder. Er kam ihnen entgegen, ein Mutterlaut, ein Vaterwort, ihre ganze Kindheit trug er ihnen entgegen. Beide Brüder nahmen also mit den gleichen Regungen die Melodie auf, die ihnen durch den Schnee entgegenwehte, während sie sich dem väterlichen Hause näherten. In gleichem Rhythmus schlugen ihre Herzen. Die Tür flog vor ihnen auf, durchs Fenster hatte sie ihre Mutter Danuta schon lange kommen sehn.
-‘Wir sind genommen!’ sagte Paul ohne Gruß.
-‘Sie sehen ein wenig schlechter,’ bemerkte Johannes.
– Es waren viele Mädchen in meinem Leben. Aber immer noch nicht das Gesicht verpassen. Nicht möglich, für alle Frauen zu besitzen, aber man muss vor bemühen müssen. Ihre Mutter kümmert sich immer über mich. Vielleicht brauchten die Frauen die Männer nötiger als die Männer die Frauen.

II

(Kinderzimmer, “Spielhaus” an der einen Junior. Unsere neue Kindermöbel-Konzept ist groß auf super cool, kleine Versionen der Erwachsenenmöbel und Accessoires, perfekt für Kinder geeignet, hervorragende Leistungsverhältnis, ich erinnere mich nicht, warum- perfekt für kleine Prinzen und Prinzessinnen Es ist die Art von Zeug sie möchten, sie können dieses Zimmer gehabt zu haben, während sie heranwachsen)

Czesławs ältere Söhne waren gesund, kein Fehler konnte an ihrem Körper entdeckt werden, und sie mußten anfangen, sich zu plagen, zu fasten und Kaffee zu trinken und auf eine vorübergehende Herzschwäche zu hoffen, obwohl der Krieg gegen England schon beendet war. Und also begannen ihre Plagen. Sie aßen nicht, sie schliefen nicht, sie torkelten schwach und zitternd durch Tage und Nächte. Ihre Augen waren gerötet und geschwollen, ihre Hälse mager und ihre Köpfe schwer. Danuta, seine Frau, liebte sie wieder. Für die älteren Söhne zu beten, pilgerte sie noch einmal zum Friedhof. Diesmal betete sie um eine Krankheit für Johannes und Sophia , wie sie früher um die Gesundheit Mirosławs gefleht hatte.

Jetzt die Jungen sind in der Kindheit in Złoczew erwähnt. Sie sitzen da in den Raum nicht, die Brüder nicht sehen können, aber wir sehen jetzt mehr Bilder Familie. Zu dieser Zeit, die Jungen waren sie auf dem Altar in der Kirche.
-‘Wollten Sie schon immer ein Leithammel, Stand-up-Comedian auf dem Altar sein?’
-‘Ich erinnere mich, dass meine Familie total gegen meine Entscheidung, ein Komiker am Altar sein, da sie nicht glaube,warum. Es war eine respektable Arbeit. Ich hatte mir vorgenommen . Während dieser Zeit wurde ich von der Freiheit, der Solidarität meiner Nation fasziniert und wollte ich der Herstellung von dieser Kust es zu meistern,’ antwortete Johannes dem Rektor des Priesterseminars in Lwiw.

Ihre Mutter ging indessen zum Fuhrmann Piotr und fragte ihn, ob er sie in der nächsten Zeit umsonst nach Lwiw mitnehmen könnte. Er saß auf der blanken Ofenbank, ohne sich zu rühren, die Füße in graugelben Säcken, mit Stricken umwickelt, und er duftete nach selbstgebrautem Schnaps. Es war der gefährliche Geruch der Bauern, der Vorbote unbegreiflicher Leidenschaften und der Begleiter der Pogromstimmungen.
-Eine schöne echte Sommernacht! Es war die erste Woche im Monat ab. Die Christen versammelten sich nach dem Abendgebet, um Jesus und geladene Gäste bei der Hochzeit zu Kana zu begrüßen, und weil die Nacht angenehm war und ein Labsal nach dem heißen Tage, folgten sie ihren gläubigen Herzen williger als gewöhnlich und dem Gebot Gottes, über dem sich der Himmel weiter und umfangreicher wölbte als über den engen Gassen des Städtchens. Die Sonne ist untergegangen. Der Wind kommt von Westen, am Horizont schichten sich violette Wolken. Alle Sternen des Himmels standen da, nah und lebendig, als hätten sie Sophia vor dem Haus erwartet. Ihre klare golden Pracht enthielt die Pracht der großen freien Welt, kleine Spiegelchen Waren się, in denen sich der Glanz Amerikas spiegelte.

Eine Mutter und Mirosław sahen sie plöztlich. Hastig nahmen sie Abschied, ihre Wege trennten sich. Nicht weit von den Zloczover Verwandten Czesław Przygodzkis lebte Jerzy, ein Mann ohne Alter, ohne Familie, ohne Freunde, flink und vielbeschäftigt und mit den Behörden vertraut. Seine Hilfe zu erreichen, bemühte sich Danuta. Vor der Sitzung Czeslaw sie war eine sehr schöne junge Frau, die mir dann erzählte, dass ihr Sohn mit neun Jahren an Leukämie gestorben sei. Und jetzt sie blieb nicht bei Mirosław auch. Lange Jahre, Tag und Nacht, Stunde und Stunde hatte sie auf das verheißene Wunder gewartet. Die Toten im Jenseits halfen nicht, der Arzt half nicht, Gott wollte nich helfen. Nacht war in ihrem Herzen, Kummer in jeder Freude gewesen, seit Mirosław Geburt. Alle Feste waren Qualen gewesen und alle Feiertage Trauertage. Es gab keinen Frühling mehr und keinen Sommer. Winter hien Alle Jahreszeiten. Die Hoffnung allein wollte nicht sterben. Jetzt sie trat ans Fenster, sah hinein, versuchte aus den Mienen der Eltern zu erkennen, was sie sprechen mochten. Sie erkannte nichts. Sie löste die eisernen Haken von dem Holz der aufgeklappten Läden und schloß die beiden Flügel, wie einen Schrank. Sie dachte an einen Sarg. Sie begrub die Eltern in dem kleinen Häuschen. Sie fühlte keine Wehmut. Die Eltern waren begraben. Die Welt war weit und lebendig. Stepan, Iwan lebten. Amerika lebte, jenseits des großen Wassers, mit all seine hohen Häusern und mit Millionen Männern. Denn Deborah sitzt, als ob nichts geschehen wäre, ruhig auf dem Sessel. Ihre Augen sind trocken und leer wie zwei dunkle Stückchen Glas. Tausend Gedanken schwankten durch ihre Hirne.

-‘Wenn du ein vernünftiger Mensch wärst’, sagte einmal sie zu Czesław, ‘so würdest du morgen nach Rom fahren und den Papst um Rat fragen.’
-‘Laß mich in Ruh’, ich kann nich länger mit dir reden.’ Und Czesław vertiefte sich in ein frommes Buch.

III

(Hafen von Neapel, 1966 Jahr. Danuta und Czesław beginnen ihre Reise mit dem Schiff über das Mittelmeer, den Atlantik nach Buenos Aires.. In diesem Augenblick erdröhnten die Sirenen. Die Maschinen begannen zu poltern. Und die Luft und das Schiff und die Menschen erzitterten. Nur der Himmel blieb still und blau, blau und still)

Es war noch früh, als sie das Schiff erreichten. Man erlaubte ihnen, ein paar Blicke in die Speisesäle der ersten und zweiten Klasse zu werfen, ehe man sie ins Zwischendeck hineinschob. Czesław Przygodzki rührte sich nicht. Er stand auf der höchsten Stufe einer schmalen, eisernen Leiter, im Rücken den Hafen, das Land, den Kontinent, die Heimat, die Vergangenheit. Zu seiner Linken strahlte die Sonne. Blau war der Himmel. Weiß war das Schiff. Grün war das Wasser. Jemand kam und befahl Czesław, die Treppe zu verlassen. Er warf einen flüchtigen Blick auf das Meer und trank Trost aus der Unendlichkeit des bewegten Wassers. Ewig war es. Czesław erkannte, daß Gott selbst es geschaffen hatte. »Amicus« hieß das Schiff, auf dem Czesław stand. Es war ein großes Schiff. Aber mit dem Leviathan verglichen und mit dem Meer, dem Himmel und der Weisheit des Ewigen, war es ein winziges Schiff. Nein, Czesław fühlte keine Angst.

Es war dann ein heller und heißer Tag, Czesław begann, an eine Heimkehr zu denken. Er zündete eine Kerze an, löschte die Lampe aus und sagte: “Geh schlafen, Danuta! Ich bleibe heute wach.” Er holte aus dem Koffer sein altes Gebetbuch, heimisch war es in seiner Hand. Mit den Füßen schlug er den Takt zu den Versen der Psalmen. Sein Herz jubelte, Und sein Körper mußte tanzen. Neunundfünfzig Jahren kannte er Danuta. Die Sorgen verließen ihn, der Tod näherte sich ihm. Sein Auge war schwach. Der Rücken krümmte sich, und die Hände zitterten. Der Schlaf war leicht, und die Nacht war lang. Die Zufriedenheit trug er wie ein fremdes geborgtes Kleid. Sein Sohn übersiedelte in die Gegend der Reichen, Czesław blieb in seiner Gasse, in seiner Wohnung, bei den blauen Petroleumlampen, in der Nachbarschaft der Armen, der Katzen und der Mäuse. Er war fromm, gottesfürchtig und gewöhnlich, ein ganz alltäglicher Mann. Wenige beachteten ihn. Manche bemerkten ihn gar nicht. Ein paar alte Freunde besuchte er tagsüber. Einmal in der Woche kamen seine drei Kinder, sein Enkel. Er hatte ihnen gar nichts zu sagen. Sie erzählten Geschichten aus dem Theater, aus der Gesellschaft und aus der Politik. Er glaubte seinen Kindern aufs Wort, daß Amerika das Land Gottes war, Buenos Aires die Stadt der Wunder und Spanish die schönste Sprache. Die Amerikaner waren gesund, die Amrikaner schön, der Sport wichtig, die Zeit kostbar, die Armut ein Laster , der Reichtum ein Versdienst, die Tugend der halbe Erfolg, der Glaube an sich selbst ein ganzer, der Tanz hygienisch, die Zukunft sehen wie Propheten, im ewigen Frieden leben. Die Welt wird sehr schön sein… Er hatte nur eine Hoffnung noch: Mirosław zu sehn.

Buenos Aires ist die Hauptstadt und Primatstadt, also das politische, kulturelle, kommerzielle und industrielle Zentrum Argentiniens. Die Stadt liegt am Río de la Plata, einer trichterförmigen Mündung der Flüsse Río Paraná und Río Uruguay in denAtlantik, an der Ostküste des südamerikanischen Kontinents durchschnittlich 25 Meter über dem Meeresspiegel. Der Konquistador Juan Díaz de Solís entdeckte 1516 den Río de la Plata, seine Expedition wurde aber durch einen Indianerangriff in der Nähe des heutigen Tigre zu einem blutigen Ende gebracht, bei dem Solís auch selbst umkam. Buenos Aires wurde am 2. Februar 1536 von Pedro de Mendoza mit dem Namen Puerto de Nuestra Señora Santa María del Buen Ayre („Hafen unserer lieben Frau der Heiligen Maria der guten Luft“) gegründet. 1776 wurde Buenos Aires schließlich zur Hauptstadt des Vizekönigreichs des Río de la Plata, das aus dem Vizekönigreich Peru ausgegliedert kurde. Am 25. Mai 1810 vertrieben bewaffnete Bürger der Stadt Buenos Aires den Vizekönig Baltasar Hidalgo de Cisneros y la Torre. Am 9. Juli 1816 erklärte der Kongress von Tucumán formell die Unabhängigkeit der Vereinigten Provinzen des Río de la Plata. 1829 übernahm der Föderalist Juan Manuel de Rosas als Gouverneur die Herrschaft über Buenos Aires. Im März 1835 wurde er abermals zum Gouverneur und Generalkapitän gewählt. Mit dem Sturz Rosas öffnete sich die Stadt für Einwanderer aus Europa. 1880 wurde die Stadt Buenos Aires unter Julio Argentino Roca von der gleichlautenden Provinz abgetrennt und gleichzeitig zur Hauptstadt Argentiniens erklärt. 1890 war Buenos Aires die größte und wichtigste Stadt in Lateinamerika. Um die Jahrhundertwende betrug die Einwohnerzahl nahezu eine Million. 1913 wurde unter der Avenida de Mayo die erste U-Bahn-Strecke eröffnet. Die U-Bahn von Buenos Aires blieb die erste und einzige in Lateinamerika bis zur Eröffnung der U-Bahn von Mexiko-Stadt im Jahre 1969. Die Stadt ist dynamisch und progressiv, ohne dabei ihre Tradition und Geschichte zu verleugnen. Sie ist ausgerichtet auf Europa. Viele der Portenos, wie die Einwohner der Stadt genannt werden, sind sich durchaus bewusst, dass ihre Wurzeln in Europa liegen. Hier lebte Miroslaw, er schrieb Briefe an die Familie von Neapel standing.

IV

(San Martin Coronado, Argentinien)

-Da sagte Paul: ‘Nächste Woche fahre ich nach San Franzisko. Auf der Rückkehr spielen wir noch zehn Tage in Chicago. Ich denke, Vater, daß wir in vier Wochen nach Europa fahren können!’
– ‘Gott segne sie!’ sagte Czesław.

(City Hall in San Francisco)

Der Stadtrat empfängt ihn, aber Paul hat von einer Lesung davor ein Heiserkeitsproblem. Route wird bestimmt, wenn wir gehen. Paul erhob sich. ‘Nicht, Zauberer, deine Stimme’, sprach die Paul’s Freundin von der Seite hoch. ‘Laß nur, Paul, die Pflicht will’s.’ Katia stand mit dem Gemahl auf: ‘Dann tu’s. Ist schon recht, alter Recke.’ Die Stille war vollkommen. Rauh, leise hub die Stimme an, doch ihre Diktion war makellos: ‘Ich danke. Ich danke für die Aufmerksamkeit, die mir durch diese Stadt zuteil wird. Und wir hoffen, morgigentags bei leidlich wiederhergestelltem Organe zu sein. Ich danke spröde, doch das Herz ist dabei. Schreiten wir voran durch die sinnreich erwähnten Wirrnisse, kühn, immer das Ziel vor Augen, das dieser mein Shakespeare benannte: Freiheit und Bildung. Es gibt nichts anderes. Zwischen allerlei Decor interessiert nichts anderes wahrhaft. Wer mit von der Partei sein mag: Willkommen! Wer Feind ist, Besinnungsloser, so denn, wir bleiben auf der Hut und lassen von der Zähmung aller Bestien nicht ab, des Dummen, des Fahrlässigen, des, ja, Ferkelhaften im Feinde der Wohlfahrt.’ Das Sprechen fiel schwer. ‘Gut denn, ich wurde über alles Maß gelobt. Das soll nicht sein, das ist menschlich nur zu willkommen. Größe. Meine Damen, meine Herren, ach, welcher Dunst. Ich habe mich nie für einen großen Mann gehalten. Ich habe mein Leben verbracht im Aufblick zur Größe und zum Meisterhaften, und ich habe dabei aus Liebe und Bewunderung gelernt … Aus dem Aufblick ist zuweilen ein gewisser Einblick geworden, und so ist ins Werk eine Anspielung auf Größe eingedrungen. Ich denke sehr nüchtern über meine Verdienste.’ Der Applaus, sagte Herr Johannes Pleschinski, war lautstark und anhaltend.

Sie kehrten ins Hotel zurück. Czesław ging ins Zimmer seines Sohnes. Er war müde. ‘Leg dich auf das Sofa, schlaf ein wenig’, sagte der Sohn. ‘In zwei Stunden bin ich wieder hier!’ Czesław legte sich gehorsam. Er wußte, wohin sein Sohn ging. Zur Schwester ging er. Er war ein wunderbarer Mensch. Der Sohn ging. Der Vater blieb auf dem Sofa, die Photographie legte er sachte neben sich. Sein müdes Auge schweifte durchs Zimmer zum Fenster. Von seinem tiefgelagerten Sofa aus konnte er einen vielgezackten, wolkenlosen Ausschnitt des Himmels sehn. Er nahm noch einmal das Bild vor. Er stand auf, schob einen Sessel an das Sofa, stellte das Bild auf den Sessel und legte sich wieder hin. Während sie sich langsam schlossen, nahmen seine Augen die ganze blaue Heiterkeit des Himmels in den Schlaf hinüber und die Gesichter der neuen Kinder. Neben ihnen tauchten aus dem braunen Hintergrund des Porträts Paul und Sophia auf. Czesław schlief ein. Und er ruhte aus von der Schwere des Glücks und der Größe der Wunder.

Epilog

Lange Jahre hatte er wie sie alle seine Tage gelebt, von wenigen beachtet, von manchen gar nicht bemerkt. Eines Tages ward er ausgezeichnet in einer fürchterlichen Weise. Es gab keinen mehr, der ihn nicht kannte. Den größten Teil des Tages hielt er sich in der Gasse auf. Czesław blieb allein im Laden. Er versperrte sorgfältig die Tür von innen, räumte das Schaufenster aus, begann sich auszuziehen. Jeden seiner Schritte begleitete das Lied. Länger wurden die Tage. Die Morgen enthielten schon so viel Helligkeit, daß sie sogar durch den geschlossenen Rolladen in das fensterlose Hinterzimmer Przygodzkis einbrechen konnten. Im April erwachte die Gasse eine gute Stunde früher.
-‘Willst du wissen, wohin wir fahren, Vater?’ fragte der Sohn. ‘Nein!’ antwortete Mendel. ‘Ich will nichts wissen! Wohin du fährst, ist es gut.’

Und sie gelangten in eine Welt, wo der weiche Sand gelb war, das weite Meer blau und alle Häuser weiß. Auf der Terrasse vor einem dieser Häuser, an einem kleinen, weißen Tischchen, saß Czesław Przygodzki. Er schlürfte einen goldbraunen Tee. Auf seinen gebeugten Rücken schien die erste warme Sonne dieses Jahres. Die Amseln hüpften dicht an ihn heran. Ihre Schwestern flöteten indessen vor der Terrasse. Die Wellen des Meeres plätscherten mit sanftem, regelmäßigem Schlag an den Strand. Am blaßblauen Himmel standen ein paar weiße Wölkchen.
‘Mensch sein bedeutet, Zweifel zu haben und dennoch seinen Weg fortzusetzen.’ Wissen wir bereits, mehr Arbeit für die Generationen von morgen getan werden muss, Czesław begann zu denken… Im Moment erwähnt er, wie vor kurzem sie mit Danuta in den Bus verloren sind und dann wie in der großen amerikanischen Welt fanden sie wieder… So grüßte Czesław Przygodzki die ganze Welt.. Czeslaw ist ja neben dem unsäglichen Staatspräsident und Anderen wohl doch der berühmteste Polnische des 20. Jahrhunderts – auch wenn man länger nachforscht, ich denke. Denn: Wer lebte länger? An ihn zu erinnern, an seinen Humanismus, an seine Bürgertugenden, an seine köstliches Leben ist doch ein großes Vergnügen. Und seine Botschaft “Freiheit und Bildung” sind zeitlos und gehören, wie ich meine, immer wieder ins Gedächtnis zurückgerufen. Lasst uns leben länger.

(schriftlich diese Geschichte hat sich zu einer großen Hilfe der Text von Joseph Roth, Autor)

Barszczak’s unyielding tenacity combined with genuine sympathy is his driving force

Stanislaw Barszczak, Journey for a smile

I made a new way to travel. Shooting at a slum and around whole world, I went to Dubai now. I’ve been in Dubai, where you may buy luxe beach for less. Summer might be hot and sticky, but it has good points too. You may like cut-price access to the world-class beach and spa facilities of the gorgeous Monte Carlo Beach club in Saadijat, Abu Dhabi. I think my plans allow Emiratis and different nationalities to mix. I met the polish people there. This country is 43 year old. So, the excitement is growing. The adrenaline is pumping. The anticipation is immense. There’s something new and big about to happen. The new home of UAE (Dubai) football. ’Introducing the Hazza Bin Zayed Stadium. Uniting up to 30.000 football fans, this stadium is the heart and the heartbeat of Al Ain. Joins us, test your football skills, engage in exciting games or simply try out some healthy food. Thirteen centuries ago, the salukis inspired the Bedouins to such poetry they called it a wind drinker, gazelle hound, daughter if the tent and desert eye. Today camel and horses racing keeps the event of Dubai alive. Following the successful lounch of Dubai Shopping Festival 2014, you’re invited to celebrate and enjoyed shopping at its best with extended timings at the leading mulls of the city. Come join us in making this an unforgettable experience. ‘One of the most fascinating challenges is to ensure sustainable energy for future generations,’ R. Bronson said. I also have been in Bangkok now. There are many high-street brands retail in the many shopping passages. A I walk back to the hotel, I stop for a street-side kebab to complete the town experience. I was celebrating the holy mass in the church of the Holy Reedemer. After the Mass in Thailand nightmares of the tsunami (26 december 2004) a survivor tells me the horror of what she went through destroyed her quality of life for many years, until hypnotherapy helped her come to terms with it. Protest-ravaged Thailand imposes emergency rule now, several days after my visit in Bangkok. Move follows weeks of rallies that have paralyzed parts of Bangkok. Thailand yesterday declared a 60-day state of emergency in Bangkok and surrounding areas to tackle mass street protests aimed at overthrowing the government. Thai anti-government protests leader Suthep Thaugsuban is greeted by supporters as he leads a mass march. An anti-government protester wears Buddist amulets during a rally in Bangkok.
‘The hands that feed.’ In Afghanistan thousands of women, many of them widows, are too poor to feed their families and starving women and children are fed by volunteers. Women- they don’t have a voice. Queues build up every day- groups of women in blue burkas and young children. One of these women was 33 when her husband died because they couldn’t afford medical treatment. Penniless, and with children to raise, she vowed to build a hospital for the needy. In New Delhi is called off a dramatic street protest now. “It is people’s victory” – I read in a magazine. Russia warned the situation in Ukraine was spiraling out of Central after a second night of violent clashes between pro-EU protesters and security forces in the centre of Kiev. The standoff between Ukrainian protesters and authorities took tension to a new high after two months of rallies. The financial police in the southern city of Salerno said Monsignor Nunzio Scarano’s accouts had been used to transfer millions of euros in fictitions donations from off shore companies. Suicide blast in Beirut ahead of Syria talks. EU troops to help quell unrest in Central African Republic. So, I believe journey to Asia is the most significant thing that I have done in my fifties years. And I felt now you should have a second time to find it also in my texts of today. I wasn’t attempting to change anybody’s life with the journey. Sometimes what seems distant is closer than you think, though but I saw that last time. Then I found it, brave enough to try something new? Want to experience something amazing? All you need is to open your mind to new journeys. It’s wonderful to see so many people’s attitudes changing around you. I think one of the biggest accomplishment of the journey is it encourages us to publicly debate issues that otherwise we don’t discuss, that we’re very uncomfortable talking about publicly. I would say now, Mom was naïve, yet manipulative, innocent yet ambitious, cunning and smart, she ensured me get a good education. In my youth I set out to change the world but later decided to leave it as it is. We will have to choose wisely, for one way leads to ennui and the other to world-weariness. The Nobel Prize must be set aside not for the man who adds to the sum of our knowledge or makes our lives easier, but to the one, who diminishes our understanding and forces us to work for a few more generations at making life easier, somebody says. And that should give us something to do. Add a beautiful twist to your story. And this help me improve my acting skills now. When you’re doing what you love, there is no need for a holiday. So, be a blushing beauty in the hottest spring colour. -Trust that goes beyond generations. How wonderful it is when you have someone by your side. Allaying your fears. Helping you keep away your worries. Encouraging you to realize your dreams. A pillar of strength in good times and bad. With you, when you are young. And old. Someone you really trust. At our organization we have endeavoured to be just such a support to millions of people across the coming. For more than five decades. Winning recognition. But the true reward that we cherish is the implicit trust placed on us by all of you and we will make all efforts to live up to your expectations in the years to come. I think my text is interesting for you and some of my tips are valuable. I totally agree with me that it is absolutely vital to have a clear goal and that a vision for my business should be very defined. There are key to success. I would like be a stunning man with a sharp mind. So, I thought people who make something or write gratitude journals are happier than those who don’t, so I also wish you, buy a nice book and each day list three or 10 things you’re grateful for in your own life. But we return to an essence of my text. What motivates me, however, is knowing that my work helps to get the right place and at the right time. Though I thirst for cross functional working, writing more and more in different manner is a big part of my role to help meet common goals drives me forward every day. First of all it’s my passion for a best image of the catholic church that drives me. It’s lonely where I am but it’s incredibly satisfying. The past 9 years have been tough and the only thing that has stood by me has been my work. So, I put wear my blinkers and go to work. Last month alone I have had four huge hits (Argentina, Geneva, Morroco, India) and remaining one of the busiest priest, and I have no plans to take a break. What more can you ask for? I’m on an emotional high. I am now more confident in my skin and not afraid to express my emotions. My local church in Czestochowa, Poland, keeps me grounded. Because our priesthood education and life system it demands obedience at all- we are allowing it to become a form of enslavement. In the issue of depression being ignored because of social taboos? So, the Archbishop of mine is most honest critic. But I am striving to make this world a better place. Let my eyes take my breath away! When I were shooting season one, I hadn’t even planned season two. In the beginning there was Asia in my plan, then south America. But I’ve been first in Argentina, then in Singapore, all only in two last months. In the way I’ve been in Marrakesh, Morroco. So, once day after seeing photos of the snow-capped mountain range and dramatic glacier, I too wanted to visit valley d’Ourica. Travelling with luxury adventure company seemed like the perfect compromise; by day we could choose from several exciting hikes, before returning to dine and sleep at hostel. In other words, we could explore the wild beauty of Morroco, without sacrificing any of our comforts.

India

Why did you get involved with India? By my friend from Mumbai. God is watching everything. I wanted to have good intentions. When it comes to strategic decisions in the catholic church, it pays to have a proven partner with global and local strength. Father Sebastian, whatever my global or local needs, he can help me bridge the gap between promise and performance, I think. As one of the most awarded airlines in the world, Jet Airlines, is ready to take your senses further to travel to India. Telecommunications giant in India is Airtel, it is said to might be your sponsor on journey to Asia, but it doesn’t.
On the other side, when I arrived in India I had no idea I’d be doing what I am now, running the catholic church. I realize as I get older that it doesn’t mean you are weak or unprofessional if you allow yourself to be touched or moved by something. I thought you have two ears and one mouth, and you have to use them in that order. I travel with prayer on my trips abroad. My long-term plan is to just be the best father I can be. Though, charity, after all, begins at home. With a population of more than a billion, and millions of tourist flocking to visit each year, escaping the crowds in India might seem like an impossible task. Luckily, the sheer size of this fascinating country with its bewilderingly diverse range of cultures, languages and climate variations means that it’s a lot easier than might think. From the snow-capped Himalayas in the north, to south India’s historical temples, hill stations and backwaters. You may visit India with Golden Chariot train, travelling boat aboard, stay on the Royal Boat, to set a romantic dinner on the special celebration table on Terrace inset, Nomad in the jungle, horse trek to the heart of rural India, trekking high into the surrounding snow-capped mountains, with jungle safaris to see leopard, bears; what more could you want? But my journey held up a mirror to some of the ills plaguing Indian society, it also portrayed amazing stories of perseverance: of a young woman, who was gang-raped at the age of 16 and left for dead, but survived to set up an organization that helps stop trafficking of women; of a street-side vegetable vendor who lost her husband because there were no doctors to help in her village but who put all her savings into building a hospital treating people free of cost; of a couple who were so devastated by the sights they witnessed in the aftermath of the earthquake that they decided to take in 56 children and look after them as their own in their house. Once day I was watching television, a woman from Modena Madhya Pradesh, her face deeply scarred, recalled how she was savagely bitten by her husband after she gave birth to a girl child against his wishes. A second image now, schoolchildren in a village in northern India whispered how they were forced by teachers to clean the school’s toilets and sit apart from other children only because they belong to a lower caste. Third image, a widow revealed how her husband was murdered for the crime of falling in love her and marrying against her family’ wishes. Another example, the government in northern Indian states such as Rajasthan and Haryana promptly initiated measures to curb female foeticide, coming down hard on illegal scamming centres that were encouraging female foeticide and shutting several down. Clearly, there had never been anything quite like this on Indian television and more than 90 million people across the country stayed awake way past 11 in the night bring to their living rooms not just harrowing and heartrending tales but also stories of hope, fortitude and human resilience. So, the media are the way the world is going. I saw Indian Prime Minister Manmohan Singh on this manner. For we have no money only through television we are recognized our dignity now, and we sponsor every big event today. Though, every I knew earlier thought I’d made a wrong decision to give money to travel abroad. 75 per cent of my life is church abroad. That’s why I know that it works. I love getting the chance to interact with the audience. For this reason I tell you this story. So very early in my priesthood career, around the early 80s (the years of 1980-1989), I decided I would not do anything that I was not happy doing. Dear time, why are you always in a hurry? Although known for my penchant travelling style of life I always look for plots that excite me, which touch me. This journey has been exciting and extremely emotional for me. It’s also journey of discovery. I feel I’ve understood the people of the countries that I visited better now. I am always amazed by the passion and commitment that ordinary people covered in the making Difference stories have towards a cause and how this results in them leading extraordinary lives. Only difference between people- there are blind, naked, I suppose. And it is powerful. Then, for example a British woman who leaves the comfort of her home to work in HIV/Aids-ravaged Zambia. I read about Mrs Pat Atkinson, who makes a difference. During her 40 visits over the past 23 years Pat Has helped hundreds of abandon women and orphans have a better quality of life. I would say now, God, give us liberty of conscience, of speaking, health. Sin- is transgression of the law. ‘I came on earth no peace,’ Jesus said. So, Mr Krishnam was a top chef in a five-star hotel, but gave it all up to feed the poor living on the streets of India. And so on, once day I’ve been in Calcutta now, in the house of the Sisters of Charity. There are 170 sisters there, two sisters of them are from my country. The Sisters of Charity have as their patron, Mother Teresa, a laureate of the Peace Nobel Prize, whom tomb is there. Mother Teresa, who was called the saint of gutters, died of a heart attack on September 5 1997 at the headquarters of the Missionaries of Charity in Kolkata, India. She was 87. She devoted her life to work among the poorest in the slums of Calcutta. The Sisters of Charity, thanks to them and their charity, children among countless others, can have a normal childhood and dream of a good life. Dear Reader, you also may do like this, I thought now. Do up your ceiling in bedrooms in a way that reflects your personality, memories and hobbies. If you’re a fan of Mother Teresa a collect posters of her gifts, for example, place them artistically on your ceiling for a update. You can do the same with your favourite holiday photos. And an another thing yet. The village without doors in India. Even modern houses have no doors in Shani Shingnapur. So, Rani, with her mother Uma at their house, she says, a genial spirit protect them. On average around 4,000 tourists visit the village every day. I make a living only because of them, she says. Villages go about their daily business free of worry. In Kerala (South India) I participated in an annual festival (Epiphany season) and with the Reverend Archbishop Soosa Pakiam, of Trivandrum celebrating the holy Mass on the beach for 100,000 people. Travel earns so much than miles. In this heartless world, on these days, you‘ve been my selfless friend. I feel very happy, proud and humbled that the holy mass in Trivandrum is such a success of my spiritual life. If there’s one thing I’d suggest all visitors to India should do, it would be to go on their temples. A traditional Indian spread, food, drink, is enjoyed for its rich and spicy flavours. My friend of India, Father Sebastian, doesn’t say about it from his home in Mumbai, but in his text sent to me from Munich, fresh from the success of his scientific achievements. I’m watching a photo of his from his visit in Cracow last year now.

Land of contrasts

Let me take you on a magical tour of Singapore. To the nearby or riverside pier, you may take the ferry to the different museums. Singapore glow with the flow. There was travel on the art trail in Singapore Marina Bay Sands, with its lotus-shoped ArtSerenic Museum, and spectacular hotel offers entertainment, culture, shopping and dining options galore. It’s no longer just business, shopping and eating that has tourists pouring into glittering Singapore. Its art and culture have opened the door to a whole new market, somebody says. Singapore skyline reflects the modern financial hub it is, but it’s not all glitz and glamour; the imposing The National Museum of Singapore has a history dating back to 1849. Mention Singapore and what often comes to mind is business; it’s fastest-growing wealth-management hubs and a leading financial centre. Singapore but is easy to get around with great public transport and it’s pedestrian friendly-it’s the sort of place you can wander and not mind when you get lost. Is there so much to see, you have to start somewhere, and a good place to choose is the ArtScienceMuseum at Marina Bay Sands. With 21 gallery spaces over 50,000 square feet, there is room for permanent as well as international travelling exhibitions (for example Mumy The secrets of Tomb). The day I visited, I was lucky enough to see ice skating children, is an interactive tour there, the parents and their children can take part in activities designed especially for them by the museum, including short films and animation. As they’re exploring the world of fairy tales. Then you may visit other hills of Singapore(Dempsey hill and so on), the colonial bungalows house cafés, bars and restaurants. A great place to continue two of the great pleasures- is the area around Arab Street and Haji Lane, the city’s Arab Quarter. I also will see Ali Better stadium there with swimming pool. You can’t go to Singapore and not visit a hawker centre. These are the food courts where stalls sell so many dishes you won’t know where to start: North Indian creamy curry, Chinese dim sum or flesh head curry, Malay nasi padang (spicy meat, poultry and vegetable dishes with rice) Nonya cuisine, which has a delicate balance of chillies. The Gardens of Singapore. Perfect calm landscaped into for heart of bustling country. I take a stroll through serenity. Endless tranquility there. So, I have established good working relations with so many countries in (support) of culture, art and theatre. -Broadway (I don’t see) this happening in every country; it’ that this consciousness, this support, is seen in every country. I like the story of theatre, told through spectacular dence moves, lively theatre and superb music, created history as the longest-running American musical in Broadway. So, with a hreat view of Marina Bay skyline and a fresh mango juice I was happy to sit and watch the world go by. So, if you want to be fit, I need to be happy with myself. Mrs Rhonda Byrde writes about Singapore now. Books are like friends, they teach us we’re not alone. So, dear Reader, you may enjoy this book from start to finish and I’d recommend it to all children who like a laugh. So, everybody deserves beautiful skin. I invite you to Poland now. Mountain regions with pure air, the coastlines of the Baltic Seas and a comfortable, temperate climate together play a key part in tourist’s recovery. What’s your idea of how to spend a perfect Tuesday, somebody asked me. -To have a roast dinner in England castle with all my friends. I miss that I am in Czestochowa. It’s a ritual you don’t even think about … you’re dammed it. People who don’t talk very much terrify me.-What’s your motto when times get tough? -I don’t really have one. When I’m stressing out, I just let myself stress for a bit, then try to hang out with some friends. It is always good to not take things too seriously. Hard work, remembering to have fun, and understanding it can all… away tomorrow is all that it takes.

odwieczna piesn

Stanislaw Barszczak, Pozwol mi nie byc (Let me not be)

A przed nam zawsze jeszcze niespelniona kraina mlodosci. Mialem przed laty szczescie jezdzic na oazy, do Dzianisza, Bukowiny Tatrzanskiej i Zakopanego. To byl ruch mlodziezowy, ktorego nigdy nie zapomne. Wspominam czasami te piesni, ktore nam wowczas towarzyszyly. ‘Kiedy w jasną, spokojną, cichą noc, Spoglądam na niebo pełne gwiazd, Wtedy myślę, czy życie to ma sens, I wołam do Ciebie, Ojcze nasz. Kiedy w życiu tak pełnym rozczarowań, Przez grzechu kamienie potknę się: Kiedy spokój utonie w fali knowań, Każdym drżeniem mej duszy szukam Cię. Życie ludzi przebiega krętą drogą,
Hen w górze cel mej wędrówki tkwi, I choć czasem sił braknie moim nogom, To ja dojdę, dojdę, gdy zaufam Ci.’ Piesn skierowana do Boga wypelniona wdziecznoscia za podarowane nam przez niego zycie. Tresc piesni jest gleboko zakorzeniona w zyciu czlowieczym, znalazlem jej echo na przyklad w historii Schanichari, slynnej potem Rhudali. Ta historia nosi tytul ‘Bharati’. Historia Schanichari jest bliska mentalnosci i religijnosci wiernych w dalekiej Kerali, krainie skadinad najbardziej chrzescijanskiej we wspolczesnych Indiach, polski Slask. Najpierw jak zwykle w arabskiej historii bywa slyszymy brzydkie tresci. – Przekleta wiedzmo. Twoje serce nie zazna spokoju nawet w piekle.. –Pozwol jej byc, wycisza te sytuacje przyjaciel Schanichari. Jest tutaj mowa o Schanichari., ktora wychowuje samotnie, z pomoca.. palacu, syna Budhue. Bynajmniej nieszczesliwa Schanichari w odpowiedzi na wolanie przeznaczenia wyspiewuje przepiekne prawdy jej losu. ‘Moje serce bije z lekiem. Wicher wszystko rozdmuchal, jak teraz to znajde. Znikomy jest cien, ktory ocienial I zakryl teraz moja droge-sciezyne. O czasie- idz wolniej! W mojej wiosce zrodziles to wszystko, co bezdobme, O czasie- idz wolniej! Bo tak daleko jest moja wioska, gdzie moja milosc jest!’ Budhua, jej syn, odziedziczyl jej matki wedrujace drogi -Idz powoli, Schanichari chcialaby mu powiedziec. W tej historii sa takze piekne rozmowy Schanichari z ‘ksieciem z bajki’, Hukumem, Panemi i wladca pobliskiego palace, darczynca wioski. Ten ostatni kieruje pod adresem Schanichari sowa:’Nie stoj, podejdz, A ty ‘urodzona w sobote’(to mowa o Schanichari), jestes jak ksiezyc, ktory tak mocno pokochalem- Jest w tej historii sklepikarz, ktory na kobiece riposty (‘cwaniaku, w tym sklepiku mie przestajesz sie ukrywac przede swiatem!’) odpowiada specyficznym humorem i ruchem wachlarza. Sa tutaj przyjaciolki Schanichari, ktore mowia jej: -wyslij Budhue do palacu Hukuma…Uderza mnie w tej historii odwieczna prawda o pocieszaniu sie dwoch kobiet, Schanichari i Bhikni. Skadinad nasza osma stacja, chrzescijanskiej drogi krzyzowej Jezusa staje mi sie w ten sposob jeszcze blizsza. -Wiesz Bhikni- Schanichari zwraca sie do swej przyjaciolki- moje zawodne serce mowi mi wiecej… Czy i ty chcesz odejsc! Pozostan na zawsze! Ale odczuj moc i uczyn nowa sciezke! Zostan na zawsze! Kalia, twoja wierna druga polowa, przyszy maz, przyjdzie z pewnoscia do ciebie! -Jest tu Ramatavar, narzeczony, Bhavadraty mowi Schanichari, Bhikni, pokaz mu wioske! Przed oczami mam teraz inna scene. Mumgri-sklepikarz, siedzi z przyjacielem przed sklepikiem, do ktorego podchodza kobiety proszac o wynagrodzenie za ich codzienna prace. I tak oto mamy tutaj naszyjniki, klipsy, wisiorki, woalki, dywany, trzoda, wachlarze, turbany, sklepik. Ale za nimi ukrywa sie prawdziwe zycie Keralskiej krainy, ktorej szczescia nie moga przeslonic Piesni nieszczesliwej Schanichari! Pieklo jest tam, gdzie ‘jestes’ . Budhua, jej syn, jaksama spiewa, odziedziczyl jej matki wedrujace drogi -W mojej wiosce zrodziles to wszystko, co bezdobme,. A teraz moje serce bije z lekiem. Wiatr wszystko rozdmuchal, jak ja teraz to znajde. Znikomy jest cien, ktory zacienil moja sciezyne, droge. O czasie- idz wolniej! O czasie- idz wolniej! Bo tak daleko jest moja wioska, gdzie moja milosc jest!’-“Pozwol mi nie byc!” Ta historia konczy sie smierciaBhikni, przyjaciolki Schanichari. Nieobecnosc bliskich bierze gore nad obecnoscia ziemskiego zycia. A Schanichari na spotkanie z losem nie przestaje jednak dalej wychodzic, ale tymrazem czyni to juz samotnie.

Śladami Napoleona- ‘Rekolekcje’ w Bonifacio

Prêtre Stanislas Barszczak,
le Pasteur d’Israel, mon peuple
(Notre Seigneur Jésus Christ Roi de l’Univers, Solennité du Seigneur, homélie prononcée à Bonifacio dimanche dernier dans l’Année de l’Eglise universelle, le 24 Novembre 2013)
Les lectures de cette fete son apparemment disparetes, les unes par rapport aux autres. Il est question de la royauté de David. « Tu seras le pasteur d’Israel, mon peuple. »( 2Sam 5.1 a3). Le Prophete Elie fut un des premiers prophetes de l’Ancien Testament a s’opposer au message des faux prophetes de son epoque. Ceux qui font ce que est mal, ne peuvent supporter ceux qui font ce qui est juste (sacrifice d’Abel et de Cain). Passer de la relation d’un enfant a celle d’ un adulte envers son pere. La lecture de la lettre aux Colossiens explicite le mystere de la réconciliation dans le Christ. Tous les etres trouvent leur unité dans le Fils, icone du Dieu éternel apparue dans le temps. Ces quelques versets sont l’un des sommets de la révélation ou la pensée de Paul converge avec la pensée de saint Jean dans la prologue de son Evangile. « Le Verbe était la lumiere qui éclaire tout homme (saint Jean)- Tout est créé par lui et pour lui /…/ Il est l’icone du Dieu invisible(saint Paul) ». La réconciliation entre Dieu et les hommes est obtenue au prix d’un arrachement. La paix est acquise par le sang de la croix et c’est ainsi que « dans le Christ toute chose a son accomplissement total ». Cette réconciliation ne fait pas disparaitre le privilege du Peuple elu puisque nous en partageons l’héritage. « N’allez pas croire que je sois venu abolir la Loi et le Prophetes, je ne suis pas venu abolir, mais accomplir »(Matthieu 5.17) l’Evangile d’aujourd’hui nous relate ce qui entoure le moment unique de notre salus, « la paix par le sang de la croix. » La liturgie nous revele ainsi : l’oeuvre souveraine du Christ, c’est la reconciliation, comme David reconcilia les tribus du Peuple de Dieu. C’est l’ouverture du Royaume a tous ceux qui, d’une maniere ou d’une autre, recoivent la grace du Christ meme s’ils n’en savent pas que cette grace repose sur eux. Une telle situation nous avons en ce moment à la croix du Christ sur le Calvaire. L’Amour Tout Puissant, Roi de l’univers (Lc 23,35-43) Deux logiques s’affrontent au pied de la Croix. La première est celle de l’orgueilleux qui croit tout savoir et pouvoir juger de tout. Fier de son indépendance d’esprit, du pouvoir de sa position sociale, qu’il soit « chef » du Peuple ou « soldat », il reproche à Jésus de ne pas partager sa logique qui, à l’évidence, est la seule valable en ce monde… « Les chefs ricanaient »… « L’orgueil est leur collier, la violence, l’habit qui les couvre… Ils ricanent, ils prônent le mal, de très haut, ils prônent la force » (Ps 73(72)) car ils comprennent tout en terme de « pouvoir » et donc de « force »… Pour eux, si Jésus a soi-disant accompli des miracles, « sauvé » telle ou telle personne, il le devrait à sa propre force, à la mise enœuvre d’un pouvoir qui serait le sien… « Une force sortait de lui » (Lc 6,19)… S’il est vraiment si fort que cela, qu’il agisse donc pour lui-même, c’est le moment ou jamais ! Ils verront alors de leurs propres yeux et ils ne pourront que croire en l’évidence… « Si tu es le Messie de Dieu, l’Elu », si la force du Dieu Tout Puissant est avec toi, « sauve-toi toi-même ! » Mais non, à l’évidence, il est là, crucifié, « à bout de force » (Ps 6,3) Et des milliers d’années sans relâche, la cohérente présence réelle de la croix du Christ. L’Amour Tout Puissant, Roi de l’univers (Lc 23,35-43). Apres l’arrestation de Jean Baptiste (le blame de Jean à Hérode), Jesus partit pour la Galilée proclamer l’Evangile de Dieu ; il disait : « Les temps sont accomplis : le Regne de Dieu est tout proche. Convertissez-vous et croyez a l’Evangile ». Marc parl de l’Evangile de Dieu ». C’est Dieu qui a le pouvoir de sauver le monde, et non les empereurs. Il s’agit ici de la parole de Dieu, qui est parole en acte ; elle fait advenir reelement ce que les empereurs ne font qu’affirmer sans avoir la capacité de le realiser. Car entre ici en action le veritable Seigneur du monde : le Dieu vivant. Le message central de l’Evangile, c’est que le Royaume de Dieu est proche, piteux, pauvre. Les images de ce royaume : semence, grain de moutarde, la seignerie de Dieu c’est la perle.
A notre epoque la realisation du ce Royaume , il est a l’interieur de l’histoire, il est énorme et rapide développement de la technologie. Donc ce que l’on constate surtout, c’est que Dieu a disparu et que l’homme est seul a agir. La presence de Dieu dans son faire et dans son etre, ce point exige une decision et comment, par voir de consequence, il mene a la croix et a la resurrection. Ouvrir pour l’espace qui permet qui garantit la dignité de l’homme procedant de ls dignité de Dieu. Mais la Puissance qui se déployait en Jésus ne venait pas de lui, mais de son Père… Lui il est « doux et humble de cœur », il est « le Serviteur » du Père (Mt 11,20 ; Ac 3,13.26 ; 4,27.30). Il ne peut « rien faire de lui-même, sinon ce qu’il voit faire au Père, car le Père aime le Fils et lui montre tout ce qu’il fait » (Jn 5,19-20)… On dit parfois : Dieu peut tout ! Non, Dieu ne peut pas tout, Dieu ne peut que ce que peut l’Amour( Bóg może robić to, co jest miłością). Car il n’est qu’Amour » (P. François Varillon, « Joie de croire, joie de vivre »). Et l’Amour Tout Puissant est respect infini de l’autre… Il ne fait rien sans son consentement : « Que veux-tu que je fasse pour toi ? » demande un jour Jésus à un aveugle. « Rabbouni, que je recouvre la vue ! « lui répondit-il, « et aussitôt, il recouvra la vue » (Mc 10,46-52). Dieu ne fera jamais en effet le meilleur pour nous sans notre consentement… « Je me tiens à la porte et je frappe ; si quelqu’un entend ma voix et ouvre la porte, j’entrerai » (Ap 3,20)… Ici, les cœurs des chefs du Peuple, des soldats et de l’un des malfaiteurs resteront fermés. Et pourtant, Jésus leur a déjà manifesté la Toute Puissance de l’Amour en leur pardonnant (Lc 23,34). Le bon larron, aussitôt il a été accueilli par l’Amour Tout Puissant, par la Miséricorde sans limite : « Aujourd’hui, avec moi, tu seras dans le paradis ». A sa mort Jesus, demasque la violence et le mal cachés sous la parure de l’ordre et de la vertu et y reponde par l’amour et la pardon. Le mal a perdu son pouvoir.
Dans la troisième lettre de saint Jean Gaius fait partie d’une comminauté dont le responsable, Diotrephe, refuse l’autorité de Jean. Celui-ci ne cesse de démigrer Jean, regente la comminauté, séme la division, refuse de recevoir les chretiens de passage et menace d’exclusion ceux qui les accueillent malgré ses interdictions. Jean peut compter sur Gaius… Ces gens justifient leur vie immorale renient le Christ. Donc, l’homme doit s’enraciner dans ce qui est profondement humain, et dans le terrau de l’Evangile, tendre les bras vers ses freres et ses seurs, s’ouvrir a ce qui vient de Dieu. Comme l’arbre doit developper ses racines, etendre ses branches et s’ouvrir a la lumiere. L’ecrit (la bible) est destiné a soutenir ses lecteurs dans les épreuves qu’ils vivent depuis que l’Histoire est entrée dans sa phase ultime avec la résurrection de Jésus. En un temps à la maison de ma mere, a toujours été la bible, nous avions une Bible illustrée, qui a été stocké dans des dessins en noir et blanc de Gustave Doré. Aujourd’hui, nous nous souvenons encore de ces scènes de la Bible: Jésus Prechant dans la synagogue (Jésus avec six Pharisiens, assis parmi eux avec le doigt indiquant de la main droite, levée vers le haut), ensuite la Transfiguration sur le Mont Thabor, Le pharisien et le collecteur d’impôts, l’Ascension (Jésus en haut, tout en blanc), Élie nourri par un ange, Moïse descendant du Sinaï, Gethsémani (Jésus n’est pas un ange), Jésus enseigne à partir d’un bateau, Isaïe sur un rocher, Création de la lumière par le Dieu créateur. Mon esprit était toujours avec Jésus, les prophètes et messagers. Alors je maintenant pense, mon heure est venue, alors je suis allé en Corse. Je crois que mon séjour à Bonifacio, c’est une pêche miraculeuse. Haute Bonifacio, une bourgade sur la colline élevé, la côte rocheuse. Bonifacio, le village était réputé dans le Moyen Age pour ses nombreux temples et pur ses fetes religieuses. La comminauté chrétienne recoit ici des louanges pour sa perséverence dans la foi. Construire sur le rocher, c’est peut-etre aussi choisir de facon téméraire meme un endroit tel que cette avancée rocheuse pres de Bonifacio en Corse. Celui qui a foi en la parole de Jesus est comme le batisseur qui construit sa maison sur de solides fondations. Il ne sera pas ébranlé par les difficulté qu’il ne manquera pas de rencontrer.(Le nouveau Testament, commenté et illustré, 2000 Edition du Signe-Bibli’O, imprimé en Italie, p. 15). Nous avons le pape de l’Argentine, le Francois, nous avons besoin de vivre notre foi dans le monde entier en communion avec l’Eglise universelle. Nous devons être ensemble! C’est un symbole qui a été de plus en plus devant mes yeux depuis quarante ans, à savoir la solidarité polonaise en 1980! Maintenant, je crois que le moment est venu, je suis allé à l’Argentine.
Mais l’agitation n’a pas prévalu tout au long de la ville de Bonifacio ( il n’y avait pas de sourires, dommage). Il y a quelques-uns d’ entre nous dans l’eglise de Saint-Erasme dans cette charmante montee de la Montée Rastelli. Mais je me console avec le fait que Jéricho dans le temps de Jésus a déjà « été démoli ». En attendant, je vous envoie quelques images merveilleuses de mon Bonifacio, que je sois sous le charme de leur passé. Mais quand je suis à Bonifacio, est d’abord un regard sur les peintures de Giotto di Bondone (1337), Le Baiser de Judas (beau visage esquissé), Jesus à laver des pieds des apotres(j’aime les detailles avec deux hommes similaires qui regardent sur Jésus, Simon et un autre disciple a pied sec, à la dernière Cène). « Qu’ils soient un pour que le monde croie, que tu m’as emvoyé. » Je maintenant vois l’imagination Passage de la Mer Rouge par Bartoldo di Fredi (vers 1330-1410). Ici tout est en mouvement, dans la distance que vous pouvez voir les pêcheurs en dépit de toute la tragédie des Egyptiens. Je me souviens dans mon esprit, mon autre séjour au musée aujourd’hui, voici Angers- la ville de la France, mais pour un artiste c’est la Jerusalem Nouvelle (fin du XIV siecle). Ensuite je regards aussi par El Greco (1614), la Pentecote. Je me souviens d’une image Velazsqueza, intitulé Paul. Apôtre des Gentils, a ses mains cachées, lui en nous montrant seulement cinq doigts de la main gauche. Je me souviens encore de l’image qui n’est que le tympan du portail de la cathédrale de Chartres, qui a été intitulé «La gloire». Christ dans la gloire. Jésus est assis sur le trône, et les deux côtés sont confrontés ange, lion, taureau et l’aigle, habillé en armure, les patrons des quatre évangélistes. Évangélistes, si pour nous ils sont déjà vieux? Seul Luc raconte l’histoire de l’ascension du Christ, donc l’apôtre Pierre explique que Jésus a été exalté à la droite du Père. Alors, moi, je voudrais concilier toutes les personnes du monde entier. Et maintenat je regards le Manuscrit du X siecle representant la Femme vetue de soleil attaquée par le dragon a sept tetes. Femmes délivrées par le Christ. La fillete va savoir l’âge d’enfanter, mais perd vie,en le rendant, Jésus lui donne la possibilité d’être femme. Les Femmes au tombeau sont les premières a accueillir dans la foi l’annonce de la Résurrection. Je suis maintenant dans les yeux du tableau de Giovanni Romaneli (mort 1662), intitulé Les Saintes Femmes au tombeau. Derriere les femmes, Jésus soi-meme apparaissant à Marie-Madeleine. Devant mes yeux l’image de Giovanni Tiepolo (1804) Le Christ et la femme adultere. Jésus lui renouvelle son pardon. Je regards pour un moment Rembrandt-Pèlerins d’Emmaüs (le troisième pèlerinage, il doit etre serveur, donnant quelque chose assis à la table). Est-Pilate est né encore dir en 1961 ? J’ai maintenant devant mes yeux l’image de l’église (la peinture) de Saint-Gervais à Paris, Jésus chez Marthe et Marie. Jésus est assis du milieu d’elles, a le doigt exposée vers le haut. La presence de femme dans l’entourage de Jesus était tres choquante pour ses contemporains. Luc mentionne les femme expressément de meme qu’il veille a ne pas les oublier dans ses récit : a celui du Samaritain succéde celui de Marie qui écoute aux pieds de Jesus (Luc 10, 29-42), a celui des bergers, la parabole de la femme qui perd et retrouve une piece d’argent (Luc 15,1-10). Les femmes jouent un role important aupres de Jesus qu’elles accompagnant fidelment.
Encore une fois, je le regarde, Bonifacio, la perle de la foi de cosmos. Montée Rastello, Montée Saint-Roch, le Bastion de l’Etendard (maintenant fermé au public), Carotola-pistes descendent vers la baie, Le Goulet-de l’autre côté de la baie, Crète also des Montagnes De l’autre côté de la baie ETROITE. Porte de Gènes, Portes de France, Place Castelleto, Eglise St Dominique, St Erasme Saint-François Saint-Croix, l’église centrale la Marie Majeure, Saint-Antoine. Rues: rue Doria, les deux empereurs (Charles V et Napoléon), rue Archivolto, du Palais, Scamaroni, le cardinal Zigliara (maison paroissial), Place de Napoléon; escaliers taillés dans la roche, avec une banque haut du village de descendre rapidement vers la mer (les escaliers du Roi d’Aragon). De l’endroit où je prie maintenant, je vois mes amis dans la détresse. Je quitte ce lieu privilégié pour les rejoindre. Voici le Gethsemané. Les priere instantes de Jesus montrent qu’il n’est pas un surhomme insensible a la douleur. En cette heure d’épreuves Jesus demande a trois de ses disciples de rester éveillés et de prier avec lui. Mais ils n’y a parviennent pas. Nous recevrons le même salaire : la communion avec Dieu. On peut ici participer à l’avenement du Royaume de Dieu. Tout homme est aimé de Dieu, construire un monde fait d’amour, de justice et de paix. Dieu fait de nous des vivant, même au- dela de la mort.
Et voila ce récit d’Evangile d’aujourd’hui montre déjà que l’oeuvre de Jesus est universelle, elle s’adresse aussi aux non-Juifs, non seulment aux citoyens de Rome. Pour les pechers du lac de Galilée, c’est une expérience quotidienne : dans leurs fillet se prennent des bons piossons et d’autres immangeables, qu’il faut rejeter. Le mal a été vaincu, dit Jesus mais cette victoire ne sera manifestée qu’a la fin des temps.. Il faut adopter la maniere de faire de Dieu. L’attitude bienveillante de Jesus. Je voudrais temoigner comme un prophete promis pour la fin des temps. Car j’étais un de gens de peu de foi. Il faut de foi inebranlable comme du celle de Bartimée.(Mk 10,48) Sélon la loi de l’Ancien Testament, les lépreux étaient impurs, interdits de culte et bannis de la société. Seul un pretre pouvait juger de la guérison et autoriser le retour dans la comminauté… Jesus comme le Messie, le Sauveur attendu pour la fin des temps. Le plus grand dans le Royaume de Dieu est celui qui accepte d’etre vulnerable et qui soit qu’il a besoin des autres pour vivre. Le pardon est le don pardessus tout. Quand on aime, on donne sans compter. C’est ce que Dieu fait. Voila pourquoi il n’y a pas de comptabilité en matiere de pardon. Celui qui a fait l’experience d’avoire été pardonné par Dieu ne fait que rendre a son frere, du fond du coeur, ce qu’il a lui-meme recu. Jesus ne parle pas ici de justice sociale. Servir : Jesus est un homme libre. Il ne cherche ni le pouvoir ni la consideration. Il se fait serviteur des hommes, se donnant jusqu’au bout par amour. C’est a cette liberté-la et a ce sens du service que Jesus nous convie, même lorsque nous occupons un poste a responsabilité. Ce qui plait a Dieu, c’est que la justice et l’amour soient vecue pour tous. Les tourments qui surviendront (catastrophes) sont plutot le signe de la naissance d’un nouveau monde. Les douleurs sont celles d’un enfantement dont nous avons a être les témoins et les artisant. Le Christ a vaincu le mal et un jour sa victoire sera manifesté pour le monde entier. Comme le bourgeon. Le seul bon et fidele serviteur de Dieu est celui qui prend soin de ceux qui lui ont été confies. Etre chretien signifié être responsable de son prochain. Faire avencer la cause de Dieu. Le rapport que nous entretenons avec les malhereux, y compris dans les gestes les plus simples et quotidiens, est dêcisif dans notre vie. Là Se fait la rencontre de Dieu. C’est en nous faisant le prochain des plus petits parmi les hommes que nous serons reconnus par le Christ comme ses freres et ses seurs.
Aujourd’hui toutes les stations via dolorosa se trouvent dans la vielle ville. Personellment j’ai mon mot déjà semé partout en Roumanie et dans le monde entier, comme j’ai en parlé . Les hommes planifient et essaint de garantir leur avenir en constituant des réserves. A quoi bon entasser s’ils perdent les sens de l’accueil, du partage et de la solidarité ? L’un des deux malfaiteurs reconnait l’innocence de Jesus et proclame sa foi en lui. Jesus lui offre plus qu’il ne demande : il jouira de la communion avec Dieu dès sa mort. Selon certaines traditions juives, le paradis est le lien où les justes défunts attendent la résurrection (Le nouveau Testament, commenté et illustré, 2000 Edition du Signe-Bibli’O, p.189).
Le bon pasteur Jesus. « Notre coeur est sans repos jusqu’a ce qu’il se repose en toi. » Pretre de Turin, Jean Bosco a consacré sa vie a la jeunesse populaire de cette ville. Dans une lettre a ses confrere a écrit : « Si nous voulons nous montrer les amis du vrai bien de nos éleves et les emmener a faire leur devoir, nous ne devons jamais oublier que nous representons les parents de cette chere jeunesse qui fut toujours le tendre sujet de mes occupations de mes études, de mon ministere sacerdotal… » « Il est toujours plus facile de s’irriter que de participer, de menacer un enfant, que de la persuader ! Je vous recommende la charité. Pas d’agitations dans nos coeur, pas de mépris dans nos regards, pas d’injures sur nos lévres. Ayons de la compassion pour le present, de l’esperence pour l’avenir. » Gloire a Dieu qui donne avec générosité . Votre générosité ne pourvoit pas seulement aux besoins de vos freres, elle est encore source d’action de grace envers Dieu. Le Seigneur, inspire-nous l’amour qui nous fera chercher le salut de nos freres en ne servequint que toi seul. Notre role ? Veiller a ce que l’Eglise locale reste toujours fidele a l’Evangile. Tres tot j’ai su que ma vie serait liée au service des autres. J’aurais pu etre commentateur sportif au un jardinier, mais une petite voix c’est fait entendre dans mon coeur. J’ai parlé avec des pretres et j’ai compris que c’était celle de Jesus. C’est Jesus m’a appelé et confié comme un grand sac a dos rempli de l’amour de Dieu. Il est sur mes épaules et chaque jour, je partage son contenu avec tous ceux que je rencontre. A la messe, mon sac a dos prend la forme de l’étole qui montre aux hommes toute la tendresse, la misericorde, le pardon que Dieu offre aux hommes par les mains des pretres. Jesus nous invite a lui rester fidele, a lui faire confiance tout au long de notre vie et que toutes nos actions et nos choix soient vecus dans un esprit généreux. Le Seigneur est mon berger : rien ne saurait me manquer.
Nous sommes loin de notre bonheur. Viendra le jour ou Dieu enverra son fils Jesus, le vrai berger qui donnera sa vie pour que tous les hommes vivent pres de lui dans l’unité. Nous croyons que, par sa mort et et sa resurrection, Jesus est venu nous délivrer des puissance du mal et de la mort mais nous ne vivons pas encore plainement cette realité . Viendra le jour, a la fin des temps, ou le Christ, Roi de l’univers, nous rassemblera dans le royaume de son Pere pour y vivre dans la paix edt la joie éternelle. « Le veritable amour, solide, durable, est celui qui cherche le bonheur des autres en meme temps que son propre bonheur. » J’avais mis mon esperance en l’Eternel, et il s’est penché vers moi, il a écouté mes cris. Il m’a retiré de la fosse de destruction et établi mes pieds sur le rocher. Haute Bonifacio sur une colline au-dessus de la mer, la citadelle, le fort sur une haute colline, le témoin du passage des touristes de l’été. Entouré du curé et des femmes des lieux je suis parti avec vous jusqu’au sommet de Bonifacio, pour y celebrer la messe et benir le village de Bonifacio, en nom du Saint Francois en Corse. Cette village permet de voir l’ensemble des hautes collines de l’autre côté de la baie étroite, le port de plaisance et des goulets de Corse Sud et d’etre vues d’elles. Un rappel du regard du Christ sur l’humanité. Le fort donc au fort symbole avec qui on aime tutoyer cieux et horizons de Corse. Le fort ou on aime donner de soi pour converser avec Dieu san doute. Car ici l’intensité de l’effort et la beauté du site sont récompenses par eux memes. C’est ne pas sans raison que les Corse aiment a parsemer leur collines des chapelles, de croix, de calvaires, maniere de montrer a quoi puisent leurs racines. Des lieux comme ca, ca aide a la priere meme si le message de Dieu est partout. On a l’impression de se rapprocher du Ciel. Je suis d’allers un adept de ce genre de pelerinage. Ce genre d’evenements, ce genre de lieu et d’installation de croix et de marques de devotion signent bien les racines chretiennes de la Corse. Des hommes sont passés par la et ils ont cherché du sens, une direction. Ici, on a obligation de prendre de l’attitude. En corps certes mais aussit en esprit. Comme les Polonais (curé de la paroisse Père Richard Slowikowski et moi-meme Ulysse du nord), nous voudrons de vous donner a tous un panorama impressionant de notre monde. Personellement je garde encore mon authenticité. Je voudrais sauver l’honneur de notre civilisation de l’amour. Je tiens a vous remercier d’etre venue ici. Mais nous avons un interet commun aussi, plaine vie chrétienne. Nous croyons fermement a une meilleure eglise catholique. Maintenant nous pouvons construire l’avenir de l’homme ensemble, par aussi la participation a la liturgie. Comment empecher les jeunes ? C’est au prix de l’église de la foi nouvelle. Voila, je voudrais apporter ma foi aux confins de la terre. Donc, je maintenant voudrais etre au chaque coin de votre, notre paroisse. Je vous souhaite tout, de l’amour donnée et recu. « Aujourd’hui, avec moi, tu seras dans le paradis ». Que Jésus Christ soit loué. Ainsi soit-il. Amen.

“śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”

Stanisław Barszczak, W drodze do serca raju!
Miejsca, które produkują zapomnienie(Vergessen), to są lotniska. Ale tym razem bardzo prędko z międzynarodowego lotniska we Frankfurcie, znalazłem się w centrum miasta, a to za sprawą dobrze rozwiniętej tutaj linii tramwajowej. Pozwólcie, że jeszcze raz zawitamy na tegorocznych targach książki we Frankfurcie nad Menem. Pierwszorzędnym sprawcą tej opowiastki jest wybitny, niemiecki pisarz Martin Walser. Bardzo się ucieszyłem, gdy zobaczyłem znaną mi z telewizji postać Pana po osiemdziesiątce, wywiad z nim tak szybko minął, w pewnym momencie odważyłem się podłożyć mu moją najnowszą książeczkę w języku francuskim pt. „Młyn niepamięci”. Pan Walser tylko spojrzał na tytuł i zaraz zostawił mi na stronie tytułowej swój duży autograf. Kiedy już odchodził po złożeniu autografów, nie wytrzymałem i podszedłem do niego, by przedstawić się osobiście i zaprosić wielkiego pisarza do Polski. Poczułem na policzku ciepło jego dłoni. A w tym czasie odbywał się już inny wywiad z ludźmi pióra. Ja jednak poddałem się wspomnieniom, chodziła ze mną jakaś melodia, której artystyczny wyraz nie osiągnął wydaje mi się jeszcze szczytu. Osobiście kocham nie za bardzo skomplikowaną muzykę, ale z pewnością uwielbiam nad wyraz moje przedmuzykalne oczytanie. A za mną wielkie lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, grandiose Jahre, lata seminaryjne, lata początku nowego tysiąclecia, globalizacja współczesnego świata z papieżem z Argentyny. Wróćmy znowu do wielkiego Pisarza. Dzięki Internetowi po jakimś czasie wreszcie pobiegłem myślą w rodzinne strony wielkiego mentora współczesnej literatury, jakby po orzechy szczęścia. Oto przede mną już miejscowość rozłożona nad Jeziorem Bodeńskim, mająca właśnie w swej nazwie słowo orzech, Nußdorf bei Überlingen. To tam mieszka trzydzieści lat niemiecki pisarz, nad jeziorem, ten współczesny piórem wędrowiec. Pan Martin Walser powiedział kiedyś, parafrazuję jego słowa: jest się tutaj trzydzieści lat, więc nareszcie trzeba budować tutaj mój dom. Martin Walser Autor, filozof, Prowokator- i widzę go teraz w Überlingen jak przechadza się nad brzegiem Jeziora Bodeńskiego. Starszy Pan, z gęstym brwiami, szukający oparcia. On sam obwieszcza dokoła, iż mniej zważa na liczbę przeżytych lat (86), szczególnie tak długo, jak długo jeszcze może pisać. “Pisanie jest sztuką życia czy też sposobem na życie/…/ uważam, że pisząc wszystko jakby wydarzyło się prędzej i wcześniej,”napisał. „Pisanie znaczy dla mnie, powiedzieć coś tak pięknego, czym ono samo nie jest,” powiedziałby niemiecki pisarz. A więc już wiemy: Martin (Johannes) Walser (ur. 1927) jest autorem powieści, sztuk teatralnych, scenariuszy i słuchowisk radiowych, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli niemieckiej literatury powojennej. Był w Niemczech Zachodnich członkiem Grupy 47, skupiającej lewicowych intelektualistów (wraz z Günterem Grassem i Heinrichem Böllem), uczestniczy regularnie w debatach publicznych i politycznych. W 1998 r. wywołał skandal, mówiąc publicznie o „instrumentalizacji Holokaustu”. Jest laureatem wielu niemieckich i międzynarodowych nagród literackich. Urodził się w rodzinie restauratora znad Jeziora Bodeńskiego. W latach 1943-1945 służył w Wehrmachcie. W 1946 dokończył naukę w szkole średniej i zdał maturę. W latach 1946-1951 studiował literaturoznawstwo, historię i filozofię na uniwersytetach w Regensburgu i Tybindze. Następnie w latach 1951-1957 pracował w telewizji i radiu (Süddeutscher Rundfunk) w Stuttgarcie. Odbywał podróże służbowe do Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski i Czechosłowacji. Debiutował słuchowiskami radiowymi i opowiadaniami. Od 1957 mieszka nad Jeziorem Bodeńskim i zajmuje się wyłącznie pisarstwem. W tymże roku za powieść „Małżeństwa w Philippsburgu” otrzymał nagrodę im. Hermanna Hessego. W przebiegu dalszej kariery literackiej otrzymał wiele nagród i odznaczeń, także państwowych. W 70. rocznicę urodzin wydawnictwo Suhrkamp wydało specjalną edycję dzieł zebranych Martina Walsera. W 1998 niemieccy wydawcy wybrali Walsera na „Autora roku”. Po publicznych wypowiedziach Walsera pod koniec lat 90. XX wieku, a szczególnie po opublikowaniu książki „Śmierć krytyka” niektórzy krytycy, publicyści i działacze żydowscy w Niemczech zaczęli zarzucać pisarzowi antysemityzm. Twórczość Martina Walsera to przede wszystkim zaangażowane społecznie i politycznie utwory obyczajowe, opisujące życie w powojennych Niemczech i wypowiadające się otwarcie przeciw próbom odrodzenia faszyzmu. Twórczość Walsera nie jest zapisem pewnej choroby, ani próbą wyjścia z niej – choroby toczącej nieledwie całą literaturę nowoczesną, na wskroś melancholijną…. Pan Martin Walser z nad Jeziora Bodeńskiego odważnie prezentuje swoje poglądy również polityczne. W roku 1998 pisarz Martin Walser w słynnym wystąpieniu w kościele św. Pawła we Frankfurcie nad Menem domagał się, aby uwolnić się od ciężaru historii. “Najgorszy efekt kapitalizmu jest taki, oto uważa się, że wszystko, co można zapłacić, należy się jednemu…” Chyba powiedział tak komentując powiedzenie przypisywane Józefowi W. Stalinowi: „Gdy jeden umiera- to klęska, jeśli milion- to jedynie statystyka.” Dzisiaj często mówi: Jedyną receptą na wyjście z kryzysu jest, jako uzupełnienie wspólnej waluty, unia fiskalna, przyznaje niemiecki pisarz. Ale nie wolno zapominać, że prawdziwa Europa była zawsze wspólnotą doświadczeń i wzajemnego szacunku dla różnic kulturowych (por. 28 sierpnia 2012, Frankfurter Allgemeine Zeitung, Frankfurt). Ważniejsze dzieła: Małżeństwa w Philippsburgu (Ehen in Philipsburg, 1957, wyd. polskie 1966); Półmetek (Halbzeit, 1960, wyd. polskie 1978); Eiche und Angora (1961, sztuka teatralna); Jednorożec (Das Einhorn, 1966, wyd. polskie 1971); Opis formy (Beschreibung einer Form, Franz Kafka, 1961, wyd. polskie 1972); Der Sturz (1973); Spłoszony koń (Ein fliehendes Pferd 1978); Seelenarbeit (1979); Dom pod Łabędziem (Das Schwanenhaus, 1980, wyd. polskie 1987; Brandung (1985); Die Verteidigung der Kindheit (1991); Bez wzajemności(Ohne einander 1993); Finks Krieg (1996); Tryskająca fontanna (Ein springender Brunnen , 1998); Śmierć krytyka (Tod eines Kritikers, 2002, wyd. polskie 2002), Życie i pisanie (zbiór Dzienników z lat 1963-74, 2008), Moje odskoki (Mein Jenseits, 2010), Matczyny syn (Muttersohn, 2011), Moja podróż życia (Meine Lebensreisen, 2011), Inscenizacja (Inszenierung, 2013). W powieściach, nowelach i dziennikach obwieszcza nieugięte zakłamanie świata. Debiutancka powieść Martina Walsera “Małżeństwa w Filipsburgu”, która ukazała się w 1957 roku była jego pierwszym wielkim sukcesem i wyniosła go jako wielką nadzieją nowej literatury niemieckiej. Powieść analizuje sieci relacji w Philipsburgu w latach 1950, ich satyryczny obraz, dwuznaczne standardy postaw ludzi w społeczeństwie. Walser stał się bacznym obserwatorem i krytykiem społecznym bieżących wydarzeń. “Bez wzajemności”, to powieść o niemożości wzajemnego porozumienia między ludźmi we współczesnym świecie. Jej bohaterowie, stanowiący czteroosobową rodzinę, żyją obok siebie, niewiele o sobie nawzajem wiedząc. Każda osoba przeżywa własne dramaty, których najbliżsi nie chcą i nie mogą zrozumieć, ponieważ za bardzo są zajęci własnym życiem, własną karierą i analizowaniem własnego ja. Dogłębna analiza postaci, jaką po mistrzowsku przeprowadza Walser, pokazuje, jak żałosna jest egzystencja jednostki, która nie umie odnaleźć zrozumienia w otoczeniu, a także sama nie stara się zrozumieć swoich najbliższych, co prowadzi do wyizolowania i duchowej samotności. ”Śmierć krytyka”. Znakomita, demaskatorska powieść o przemyśle literackim i niejawnych mechanizmach jego funkcjonowania, przez część niemieckiej opini publicznej uznana za antysemicki pamflet na Marcela Reicha Ranickiego. Pisarz Hans Lach jest podejrzany o zamordowanie Andre Ehrl Koniga, gwiazdora krytyki literackiej, który w programie Godzina rozmowy wyśmiewał jedno z jego dzieł i tego samego wieczoru zniknął bez śladu. Komisarz Wedekind wierzy w winę pisarza, jednak przyjaciel podejrzanego i znawca Hermetyzmu Michael Landolf stara się na własną rękę wyjaśnić okoliczności zniknięcia krytyka. Nowela pt. Spłoszony koń. Tematem “Spłoszonego konia” jest problem, który szczególnie ostro występuje w społeczeństwach zachodniego świata. Jest to kryzys, jaki dopada mężczyzn po czterdziestce, wtłoczonych w karby konkurencji, która wkracza we wszystkie, najbardziej nawet intymne dziedziny życia. Ale co pozostało mi z tych lektur i obrazu uczciwego Mentora literatury. Dyskusja to doskonały sposób, by przekonać samego siebie o słuszności tego, co się mówi, napisał kiedyś Paulo Coelho w „Pielgrzymie” (s.122 (Pielgrzym). Istnieją na świecie rzeczy, o które nie trzeba pytać – by nie uciec od własnego przeznaczenia. „Nigdy nie osiągnie tego, co zamierzyła, jeżeli nie będzie umiała wyrazić tego co myśli” (Jedenaście minut, s.44). „Na tym świecie liczy się tylko MIŁOŚĆ” (tamże, s.139). „Kiedy ktoś czegoś pragnie, musi jasno określić powód tego pragnienia” (s.285 Ratunek miłości). Trzeba „dać rozkosz kobiecie”… „Nie istnieje miłość bez wolności. I na odwrót. Tylko ten, kto czuje się wolny, kocha bezgranicznie. A ten, kto kocha bezgranicznie, czuje się wolny” (tamże, s. 88). Człowiek zakochany uprawia miłość bez przerwy, nawet wtedy gdy tego nie robi. To nie ma nic wspólnego z “jedenastoma minutami*” (tamże, s. 149) „Uprawianie miłości to coś więcej niż spotkanie dwojga ludzi. To “uścisk płci” “(s. 157). Przecież “Wszystko, co jest w zgodzie z naszą naturą i naszymi najskrytszymi pragnieniami jest dla nas normalne nawet jeżeli jest wynaturzeniem w oczach Boga.” (s. 211) „Gdyby Ewa nie skosztowała jabłka, cóż ciekawego zdarzyłoby się przez miliony lat?” (“Nic”). Tak więc zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los. „Miłość zmienia, miłość uzdrawia. Czasem jednak tworzy śmiertelne zasadzki i niszczy osobę, która postanowiła się poświęcić. Cóż to za skomplikowane uczucie, które tak naprawdę jest jedynym powodem, dla którego żyjemy, walczymy, staramy się być lepsi?” (Być otwartym na miłość, s.276). Wielki Paulo z Brazylii napisał kiedyś: „Ilekroć człowiek z czystym sercem podąży drogą wiary, zawsze uda mu się połączyć z Bogiem, czynić cuda. Ale sama wiara nie wystarcza, trzeba jeszcze dokonać wyboru (…) Bóg jest jeden choć ma tysiące imion. Trzeba jednak wybrać jedno z nich, by móc Go przywołać. Błagam Cię, byś chociaż Ty zrozumiał moją miłość, bo tylko to naprawdę posiadam, tylko to będę mogła zabrać ze sobą do innego świata. I spraw, by moja miłość pozostała odważna, czysta, wiecznie żywa, pomimo wszystkich otchłani i pułapek tego świata. Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć.” (s. 60 Alchemik). W Pielgrzymie zachęca nas do pracy: Dobrej walki! Mieć zawsze czas! Ale wróćmy do słonecznego dzisiaj Überlingen-Nußdorf. Pasterze, marynarze czy kupcy znają zawsze takie miasto, w którym żyje ktoś, kto sprawia, że pewnego dnia zapominają o urokach beztroskiego wędrowania po świecie. I ja wpatruję się teraz w karykaturę i groteskowy Pomnik w Überlingen-Nußdorf, w fontannę jeźdźca z Jeziora Bodeńskiego. To przecież Pan Martin Walser na koniu. Ale powiem tutaj za P. Coelho: ”Nikt nikogo nie traci, bo nikt nikogo nie może mieć na własność. I to jest najważniejsze przesłanie miłości – mieć najważniejszą osobę na świecie, ale jej nie posiadać”. Odpędźmy zatem Innego, poprzez słuchania swojego serca, stańmy się ludźmi, których zachwyca tajemnica życia, którzy dostrzegają cuda i czerpią radość z tego co robią. Ponieważ nikt nie wie, w jaki sposób powinien przeżyć własne życie. A potem nadchodzi taka chwila, kiedy tracimy całkowicie panowanie nad naszym życiem i zaczyna nim rządzić los. W tym tkwi największe kłamstwo świata. Panie Martinie, jestem taki jak Pan – widzę świat nie takim jaki jest, lecz takim jakim chciałbym go widzieć. „Miłość nie pyta o nic, bo kiedy zaczynamy się nad nią zastanawiać, ogarnia nas przerażenie, niewypowiedziany lęk, którego nie sposób nazwać słowami. Może jest to obawa bycia wzgardzonym, odrzuconym, obawa, że pryśnie czar? Może wydaje się to śmieszne, ale właśnie tak się dzieje. Dlatego nie należy stawiać pytań, lecz działać. Trzeba wystawiać się na ryzyko. Miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało Miłość jest zawsze nowa. I bez względu na to, czy w życiu kochamy raz, dwa, czy dziesięć razy zawsze stajemy w obliczu nieznanego. Miłość może nas pogrążyć w ogniu piekieł, albo zabrać do bram raju – ale zawsze gdzieś nas prowadzi. I czas się z tym pogodzić, albowiem jest ona treścią naszego istnienia. Miłości trzeba szukać wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni, tygodni smutku i rozczarowań. Bowiem kiedy wyruszymy na poszukiwanie miłości – ona zawsze wyjdzie nam na przeciw. I nas wybawi. Miłość odkrywa się kochając. A jakie jest największe kłamstwo świata? – To mianowicie, że nadchodzi taka chwila, kiedy tracimy całkowicie panowanie nad naszym życiem i zaczyna nim rządzić los. W tym tkwi największe kłamstwo świata,”powiedział Paulo Coelho… „Każdy z nas we wczesnej młodości wie dobrze jaka jest jego Własna Legenda. W tym okresie życia wszystko jest jasne, wszystko jest możliwe, ludzie nie boją się ani pragnień ani marzeń o tym, co chcieliby w życiu osiągnąć. Jednak w miarę upływu czasu jakaś tajemnicza siła stara się dowieść za wszelką cenę, że spełnienie Własnej Legendy jest niemożliwe.”* Aby uwierzyć w drugiego człowieka, należy najpierw uwierzyć w siebie. Żyć w harmonii ze światem widzialnym i niewidzialnym. Odnaleźć prawdziwe oblicze Boga. . . Ale czy miłość jest w stanie uchronić przed samotnością? Nie zapominajmy, że “Bóg ukrył piekło w samym sercu raju,” powtarzam to zdanie za Paulo Coelho. „Bóg ukrył piękno w samym sercu raju, abyśmy nieustannie pozostali czujni, i w radosnym stanie łaski nie zapomnieli o potrzebie rygoru. Nie trzeba przenosić gór, żeby dać dowody jaj wiary.”Pan Martin na koniu! Ktoś narodzony, aby wzrosło piekło!? (serce raju!). Każda ziemska istota, cokolwiek by czyniła odgrywa zawsze główną role w dziejach świata. Oczywiście nic o tym nie wiedząc. Taki mógłby być mój komentarz do moich sztuk o papieżach. Wciąż widzicie nie przestaję wpatrywać się w wielkiego Pisarza, w pamięci niosę słowa P. Coelho: „Skoncentruj się jedynie na chwilach, w których osiągałeś to, czego pragnąłeś!” Panie Walserze, nigdy Pana nie ukłułem nawet słowem. Znalazłem pana numer telefonu przez Internet. Pan zdaje się mówić najwyraźniej jak tylko można, zajmując ukochane miejsce na ławce w Nußdorf bei Überlingen: „Pozostanę tu przy tobie, dopóki przychodzić będziesz na brzeg tej rzeki. A gdy pójdziesz spać, ułożę się do snu u drzwi twojego pokoju. A kiedy odjedziesz, podążę twoim śladem. Aż powiesz mi: Zostaw mnie!, a wtedy odejdę. Ale do końca moich dni nie przestanę Cię kochać.” „Kocham, ponieważ ty jesteś,” Paulo Coelho w „Piątej górze” powiedział: „Czasami próżność lub pycha każą nam wierzyć, że wszystko od nas zależy.” A w innej powieści („Zahir”) znalazłem ciekawą myśl, parafrazuję: znikamy z ziemi, bo daliśmy się przekonać, że to dla nas lepsze. A przecież są rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. Ale serca ludzkie są właśnie takie, obawiają się sięgnąć po swoje najwyższe marzenia. Bynajmniej żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia. Więc powiedz sobie także: Żebym był zawsze coś wart! Drogę wytacza się idąc… Kto kocha, musi umieć się zgubić i odnaleźć… Trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód. Wie Pan, Panie Martinie Walserze, nigdy nie przestanę Pana znać, jak Polskę, moją ojczyznę, którą teraz ujrzałem nad Jeziorem Bodeńskim. Stąd więc ślę apel porwany zaraz nad polskie Tatry. Kochany Czytelniku: „Skoncentruj się jedynie na chwilach, w których osiągałeś to, czego pragnąłeś!”
(w ułożeniu tej opowiastki dużo zawdzięczam tekstom Paulo Coelho, który ma być honorowym gościem przyszłorocznych Targów Książki we Frankfurcie nad Menem, autor)

Piękne miasto Kolonia

Stanisław Barszczak, Budować wspaniałość jutra,—–
Widzenie i piękno nie mają powiem ostatniego wizerunku. Nie wierzę w laurki za darmo, bo rządzi prawo w Polsce. Nie wierzę, żeby filozofia czysta, jak pisał Emmanuel Levinas, mogła być czysta bez pójścia ku problemowi społecznemu. To w jego tekstach czytamy: „Ten sam pozostaje nie-w-obojętności do Innego, to znaczy z jednej strony nie narzuca mu się, ale też i nie pozostaje bez identyczności z nim, w prostej spontaniczności, w której obcość przyszłego nie opisuje się bezpośrednio w jego odniesieniu do teraźniejszości, w której zamierzył przebywać, w której miałby niejako opłacać z góry też pewną protekcję.” Konsekwencją takich analiz jest stwierdzenie końcowe E. Levinasa: „Bo moją egzystencję nie mogę dzielić z innymi.”I wówczas właśnie uspołecznianie się jest sposobem wyjścia z bytu. W związku z tą refleksją tytuł nowego mojego artykułu mógłby brzmieć: Ten sam i Transcendencja (il medesimo e trascendenza). Ale dość filozofii. Otóż nasze wnętrze nie powinno być martwe. I właśnie Pan, chrześcijanie nazywają go Bogiem, on nigdy nie opuszcza. Mamy wznosić się w modlitwie do Stwórcy (z jęz. włoskiego salire). To czyniąc odwiedziłem teraz Kolonię w sąsiadujących z moją ojczyzną Niemczech. Czwartym największym miastem w Niemczech, a zarazem jednym z najważniejszych ośrodków kultu religijnego jest właśnie Kolonia. Położona jest nad Renem na Zachodzie Niemiec. Jej powierzchnia wynosi ponad 400 kilometrów kwadratowych, a ludność przekracza liczbę miliona mieszkańców. Ładne miasto z Pięknymi budowlami jak np. most dla zakochanych, na którym zawiesza się kłódki z imionami zakochanych, nieopodal mostu na Renie piękna budowa Gotycka której nie zapomnę do końca życia. Ogromna Katedra św. Piotra i NMP pięknie prezentuje się oświetlona nocą. Most Hohenzollernów o długości 689 m, w głębi oszałamiająca po dziś dzień katedra. Kolonia to jedno z najstarszych miast w Europie, promuje się jako najlepsze miasto na zakupy w Niemczech, kusi licznymi kafejkami, piwiarniami. Jest tu wiele do zobaczenia, ale absolutnie pierwszym obowiązkowym punktem wycieczki powinna być właśnie katedra. Albowiem w centrum miasta wznosi się największa gotycka świątynia na północ od Alp, większa od paryskiej Notre Dame. Ma 144 m długości, 7914 m kw. powierzchni i dwie 157-metrowe wieże. Kölner Dom jest wizytówką miasta, jej symbolem i siedzibą arcybiskupstwa kolońskiego. Budynek znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Jest trzecią co do wielkości gotycką katedrą na świecie, po katedrach w Sewilli i Mediolanie. W środku znajduje się wyjątkowo cenne średniowieczne prezbiterium oraz inne zbiory sztuki średniowiecznej, w tym relikwiarz Trzech Króli, Krucyfiks Gerona czy Ołtarz Trzech Króli. W Kolonii mieszka ponad milion osób. Kolonia uważana jest za jedno z najstarszych niemieckich miast. Została założona w czasach imperium rzymskiego w 50 roku n.e. Ale nie tylko przeszłość jest tu ciekawa. Młodzi ludzie pewnie wiedzą, że Kolonia jest centrum medialnym Niemiec. To stad nadaję VIVA i MTV. Miasto słynie z bogatych zbiorów muzealnych. Jest tu naprawdę w czym wybierać: Wallraf-Richartz-Museum, Museum Schnütgen, Muzeum Ludwig, Agfa-Photo-Historama, Kolońskie Muzeum Miasta, Muzeum Czekolady, Muzeum Diecezjalne, Muzeum Karnawału, Muzeum Käthe Kollwitz, Muzeum Sztuki Użytkowej, Muzeum Sztuki Wschodnioazjatyckiej, Muzeum Perfum w Domu Farina, Narodowe Muzeum Sportu i Olimpiady oraz Skarbiec Katedralny. Osobiście najbardziej podoba mi się Muzeum Sportu, które mogłem zwiedzić w ostatni wtorek. Kolonia słynie nadto z karnawału. W Kolonii obchodzi się go naprawdę wyjątkowo. Zaczyna się on już 11 listopada o godzinie 11:11 (jedenastka jest symbolem grzechu i rozpusty) dźwiękiem werbli. To wtedy w niemieckiej Nadrenii rozpoczyna się piąta pora roku, pełna festynów, balów i zabawy. Najlepsza zabawa trwa w ostatnim tygodniu przed Wielkim Postem. Wtedy całe miasto żyje 24 godziny na dobę i zabawa nie ma końca. W tłusty czwartek – Weiberfastnacht w Nadrenii i Westfalii przebrane w kolorowe stroje kobiety obcinają mężczyzną krawaty. W różany poniedziałek (Rosenmontag) – ostatni poniedziałek przed Wielkim Postem możemy podziwiać wspaniałe parady z muzyką pełne przebierańców rzucających słodkościami w otaczający ich tłum. Najważniejszymi elementami karnawału w Kolonii są dziwaczne przebranie (obowiązkowe!), wibrująca muzyka, roztańczony tłum, luz i przepyszne niemieckie piwo. Znajdziemy tu aż 24 browary, najwięcej na świecie! A do tego wszystkie produkują jedyne w swoim rodzaju piwo kölsch. Oprócz karnawału ciekawą imprezą jest Köln Lichter, odbywający się w wakacje. Większość Kolończyków spotyka się wtedy nad Renem by podziwiać pokazy sztucznych ogni. Z Kolonią kojarzy się też woda kolońska… i słusznie! Woda kolońska (Eau de Cologne), czyli alkoholowy roztwór substancji z płatków kwiatowych, została wyprodukowana po raz pierwszy właśnie w Kolonii. Dokonał tego w XVIII wieku Włoch, Johann Maria Farina. Dla uczczenia pamięci twórcy wody kolońskiej na wieży ratusza miejskiego umieszczono jego figurę. Najmilszym prezentem z podroży do Kolonii będzie z pewnością butelka perfum Eau de Cologne Farina, produkowanych według oryginalnej receptury przez ósme już pokolenie rodu Farina. To wspaniałe miasto zostało zbombardowane w ciągu II wojny aż 262 razy, co jest pewnego rodzaju rekordem. Najdłuższy nalot trwał 75 minut wzięło w nim udział aż 1046 bombowców. Trudno się dziwić, więc że po wojnie odbudowa trwała prawie do końca XX wieku. Godny zapamiętania jest też herb Koloni, na którym znajdują się trzy korony i jedenaście płomieni. Korony symbolizują trzech króli, którzy spoczywają w katedrze w owym mieście. Płomienie nawiązują do mordu jedenastu tysięcy dziewic i Świętej Urszuli przez Hunów w IV wieku za przyjęcie Chrześcijaństwa. Kolonia obfitowała kiedyś w piękne i liczne tutaj kościoły. I dzisiaj szczyci się kilkunastoma zabytkami. Zabytków w Koloni jest mnóstwo jest tam aż osiem zespołów Kościołów Romańskich, pięć Kościołów Gotyckich, a także cztery Neogotyckie. Tak można powiedzieć, że jest to miasto silnej wiary. W tym mieście znajduje się największa hala sportowa w Niemczech gdzie odbywają się najważniejsze sportowe rozgrywki. Do najważniejszych zabytków zaliczymy: Katedra Św. Piotra i Najświętszej Marii Panny – to największy i najważniejszy kościół w Kolonii. Historia tej świątyni sięga 313 roku. Oto zespół kościołów romańskich: Kościół Św. Pantaleona – kościół ten jest jedną z 12 wielkich bazylik romańskich w Kolonii (początki świątyni sięgają VI wieku); Świętej Urszuli (St. Ursula) – z gotyckim prezbiterium i miejscem pochówku patronki kościoła. W skład kościoła wchodzi także Złota Komnata, w której znajdują liczne relikwiarze Jedenastu Tysięcy Dziewic m.in. hermowe z XIV-XVI w.; Świętego Andrzeja (St. Andreas) – z licznymi gotyckimi rzeźbami m.in. figurą św. Krzysztofa ok. 1490; Świętego Kuniberta (St. Kunibert) – z zespołem romańskich witraży (ok. 1226), oraz malowideł ściennych przedstawiające m.in. Ukrzyżowanie; Świętego Seweryna (St. Severin) – zawiera wewnątrz m.in. bizantyński medalion z XI w. z wizerunkiem św. Seweryna, gotyckie stalle, rzeźby m.in. figura Madonny z Dzieciątkiem z 1280; Świętego Pantaleona (St. Pantaleon) – wewnątrz gotycka przegroda chórowa, romańska kamienna głowa Chrystusa, nagrobek cesarzowej Teofano, żony Ottona II; Najświętszej Panny Marii na Kapitolu (St. Maria im Kapitol) – romański z licznymi dziełami sztuki m.in. drewniane drzwi romańskie, nagrobek Plektrudisy z 1180 r., kamienna figura Madonny z Dzieciątkiem z 1200, gotycki krucyfiks mistyczny z ok. 1305 r.; Najświętszej Marii Panny na Lyskirchen (St. Maria in Lyskirchen) – wewnątrz zachował się niemal kompletny cykl malowideł z ok. 1250; ponadto tzw. Madonna Żeglarzy z XIV w.; Świętego Marcina (Groß St. Martin) – zbudowany na planie treflowym z masywną wieżą wschodnią, licznymi dziełami rzeźby gotyckiej z XIV-XVI w.; Świętego Gereona (St. Gereon) – zbudowany na zrębie rzymskiej budowli centralnej, z oktagonalnym korpusem nawowym, cennym zespołem malowideł ściennych, cyklem gobelinów z XVI w., dziełami rzeźby m.in. tryptyk z XV w. Odbudowany po 1945 r.; Świętych Apostołów (St. Aposteln) – zbudowany na planie treflowym z masywną wieżą zachodnią w której wisi dzwon dedykowany Janowi Pawłowi II. Wewnątrz m.in. rzeźby Czternastu Wspomożycieli z XVI w.; Świętej Cecylii (St. Cäcilien), obecnie Muzeum Alexandra Schnütgena (Museum Schnütgen). Kościoły gotyckie: Opactwo Deutz, kościół św. Piotra (St. Peter), kościół Franciszkanów (Minoritenkirche),
kościół Antonianów, kościół Kartuzów. Inne zabytkowe świątynie:barokowy kościół Jezuitów,
neogotycki kościół Świętego Maurycego (St Mauritius), neogotycki kościół Świętej Agnieszki (St. Agnes), neogotycki kościół Najświętszego Serca Jezusowego (Herz-Jesu-Kirche), Kościół Antonitów -jest to pierwszy kościół ewangelicki w mieście. Świątynia wzniesiona została w drugiej połowie XIV wieku. Neogotycka synagoga. Z muzeów miasta wymieńmy: Wallraf-Richartz-Museum & Fondation Corboud; Muzeum Czekolady – placówka założona w 1993 roku, przez ówczesnego szefa firmy Stollwerck -Hansa Imhoffa; Muzeum Ludwiga – muzeum założone zostało w latach 70-tych minionego stulecia, na gruncie kolekcji podarowanej przez Irenę i Piotra Ludwików; Muzeum Schnütgena – to słynne kolońskie muzeum sztuki sakralnej znajduje się w kościele Św. Cecylii. Mówiąc o historii miasta nie można pominąć faktu, że jest to jedno z największych miast przemysłowych w Niemczech. To właśnie tutaj głównie powstają podziwiane na całym świecie samochody marki Ford, najlepsze silniki, wagony kolejowe, kosmetyki, elektronika. W Kolonii jak wszędzie na świecie są moi Rodacy. W niedzielę Polacy gromadzą się przy Kościele św. Pawła. (Polska Misja Katolicka,Vorgebirgstr. 8/ An der Pauluskirche, 50677 Köln, tel.: 0221 99 22 313). Duszpasterstwo PMK w Kolonii prowadzą księża Chrystusowcy. Jak dojechać: U-Bahn: linia 15 lub 16, przystanek: Ulrepforte. Polskiej wspólnocie przewodzi Ksiądz Proboszcz, ks. Stefan Ochalski SChr. do którego skierowałem list następującej treści: „/…/wybieram się z podróżą duszapasterską do Kolonii. W niedzielę chciałbym uczestniczyć we Mszy świętej o godz.18-tej i modlić się z wami. Jeśli będę mógł, to we wtorek o godz. 18.30 pokazałbym się przy St. Cosmas und Damian, Regenboldstr. 4, 50765 Köln-Weiler. Dojazd do tego kościółka: BUS: linia 125 przystanek Wezelostrasse, BUS: linia 126 przystanek Weilerweg. Z dworca głównego pociągiem S11 należy dojechać do stacji Köln Chorweiler S-Bahn i przesiąść się na linię 125 lub 126. Kolonia to jedno z najważniejszych historycznych i współczesnych ośrodków kultu religijnego w Europie (np. gościło Papieża Benedykta XVI w czasie Światowych Dni Młodzieży w 2005 roku). Co zobaczyć ponadto? Spacerując po Starym Mieście będziemy mogli podziwiać kolorowe, zadbane kamienice i cieszyć swe oko niemieckim ładem i porządkiem. Zachwyca również bardzo trafne i subtelne połączenie nowoczesności i zabytkami. Z trafieniem na Stare Miasto i do katedry nie będziemy mieli żadnego problemu – budowla mocno wybija się na tle innych zabudowań. W ogóle poruszanie się po Kolonii nie jest zbyt trudne, gdyż miasto może pochwalić się świetnie rozwiniętą linią metra, nowoczesnymi autobusami i tzw. szybkimi tramwajami, które łączą Kolonię z sąsiednimi miastami. Ach przypomniało mi się, to wiedzcie, że pewnego dnia spacerowałem po Starym Mieście, na Gürzenichstrasse przeczytałem 10 zasad dobrego obywatela Kolonii, a wśród nich(parafrazuję): nie martw się, zawsze będzie lepiej; czyń odwrotnie, spodziewaj się zawsze odwrotnego wyniku swych czynów. Tutaj chciałbym jeszcze wspomnieć, że Kolonia jak wiele miast w średniowieczu otoczona była murem, wewnątrz mieszkańcy, jak mniemam, czuli się bezpieczni. Ja podczas mojej bytności w Kolonii zamieszkałem w Hostel for Backpackers, Marzellenstrasse 44-56, Altstadt. Niech mi będzie wolno podzielić się z wami, drodzy Czytelnicy, moimi wrażeniami z Muzeum Sportu rozlokowanym przy Renie. To tam mogłem przeczytać słowa Pierre’a de Coubertina: „Niemcy odgrzebali to, co jeszcze przed starożytną Olimpią zaistniało było, dlaczego Francja nie powinna by tę starą Świetność odrestaurować?(moje tłum.)” A Polska wspaniałość dawną swej historii czy nie powinna pokazać ziemi całej? Wydaje mi się, że obrazem tej wiary współczesnych Polaków może być kolońska katedra.
Idę jak najdalej, oto zdjęcie jakiegoś gimnastyka na poręczach, z podpisem: „tak daleko sięga moja droga”(a unosił się w pozycji leżącej nad kozłem). Theodor Heuss zostawił nam takie słowa: „Nie istnieje żadne proletariacko-marksistowskie podciągnięcie ciała na drążku i żadne mieszczańsko-kapitalistyczne stanie na rękach- bo tego można dokonać, albo nie można (man kann’s oder man kann’s nich).” Sobie i wam życzę optymizmu teraz, byśmy nigdy nie wpatrywali się na tego czy innego wydarzenia gorzki koniec.