Piękniejszej Polsce, autor

Stanislaw Barszczak, Piękniejszej Polsce

 

Wprowadzenie

 

Przedstawiam tutaj jakby film o ojczyźnie, której nigdy nie posiedliśmy w pełni do końca. Chciałbym udzielić wam najpiękniejszego odpustu, jaki mógłby stać sie udziałem każdego z nas. A to jedynie w tym celu, ażeby pomóc wam w osiąganiu wiecznego szczęścia.Tak jak Europa może być Ziemią Obiecaną dla Afryki, tak tą wreszcie szczególną Ziemią Obiecaną dla całego świata, cywilizacji trzeciego tysiąclecia, może okazać się Polska, moja ojczyzna. Faworyzuje się pokój w świecie. To dobrze. Polska przez to dossier ma bardzo wielką odpowiedzialność… Jak Europa obecnie „musi mieć” Iran, bo usiłuje mieć dostęp do jego surowców naturalnych, tak Polska mogłaby szanować jej placówki za granicą, te ostatnie trybunały sprawiedliwości dla Ziem między Odrą a Bugiem. Żyjemy w świecie, który ewoluuje od materializmu w kierunku nowego globalnego a duchowego pojęcia. A przed nami nowe technologie dla ludzkości…Trzeba cudownego rozpoznania dziejów, i to w każdej epoce dziejów. Trzeba odkryć sens naszego narodzenia, skąd przybywamy, barwę-deseń globalną, jaką ludzkość próbuje teraz  realizować. Planeta musi przede wszystkim żyć transformacją duchową, nie tylko począwszy od perspektywy ziemskiej, ale także począwszy od perspektywy po-życiu. Strach był wielkim wrogiem ludzi podczas jej długiej i umęczonej historii. Zrozumieć strach, to jakby spotkać pięćdziesięciolatka. W Turynie ujrzałem cudownie jasno twarz świętego Jana Bosco, która zarysowała się w moim duchu. Trzeba słuchać w istocie naszego przewodnika wewnętrznego i naszego przewodnika boskiego. Otworzyć się na prawdziwe Boże Narodzenie, a to znaczy wybrać, podjąć proces uświęcenia siebie! Na końcu dopuścić do głosu znak z nieba, poczuć podejmowaną przez naszą grupę refleksję! Mieszkamy w ciele. Każdy organ funkcjonuje z maksymalną skutecznością! Trzeba zrozumieć różne etapy procesu (np. bólu itp). Ale też wystawić się na autorytety, przyjąć kulturę cywilizacji technicznej… Skądinąd lekarze też muszą zejść do wieży z kości słoniowej, otworzyć sie na wizje ich pacjentów, aby ukazać się bardziej uważni na ich intuicje.

 

A ja chciałbym być jednym z was. I tak na przykład podczas mojej wizyty w Turynie jeszcze raz rozpoznałem jakiś znak na mojej kapłańskiej drodze, jakby zakręt na drodze do Boga. Masz uczynić coś dobrego w życiu, jakieś dzieło, które cię wręcz przerasta… W tym miejscu powiem wam coś, co może niejednego Czytelnika zaboli od wewnatrz: my Polacy nie mamy pamięci, nie szanujemy świętości… Przed kilku laty dowiedziałem się, że po 144 latach w 2008 roku Polacy defitywnie zrezygnowali z ubiegania się o szczególną własność dla naszego narodu, mianowicie Hotelu Lambert w Paryżu, jakby odseperowali się od tego pomnika-pamiątki. Tym samym, świat moich marzeń jakby ugrzązł w gruzach kultury zniszczenia i samozagłady. Wyobraźcie sobie, że ostatnio obejrzałem dostępny tylko od strony pobrzeża Sekwany Hotel Lambert, który znajduje się na wyspie świętego Ludwika w Paryżu. Hotel Lambert symbolizował dla mojej ojczyzny, powstały w 1831 roku monarchistyczny obóz konserwatywno-liberalny działający na emigracji po powstaniu listopadowym, który skupiał głównie bogate kręgi społeczeństwa Wielkiej Emigracji. Hotel Lambert był polskim centrum politycznym, kulturowym i społecznym- największym poza granicami kraju. Ale był też miejscem zabaw i przyjęć służących promowaniu sprawy polskiej w Europie. Na obrazach-zdjęciach osobiście widziałem bawialny namiot, rozpięty na frontonie hotelu od strony Sekwany. Jakież musiały to być bale… Gościł Mickiewicza, George Sand, Zygmunta Krasińskiego, Balzaca, Berlioza, Liszta, de Lamartine’a i Delacroix. To w Hotelu Lambert biedny Norwid podobno dostawał litr wina, którego potrzebował. Następnie mit tego miejsca inspirował działalność polityczną Jerzego Giedroycia, gdy zaczynał tworzyć ”Kulturę”, a Józef Czapski szukał śladów polskich oficerów pomordowanych w Katyniu. To tu Chopin skomponował dużą część swoich polonezów. Paryski Hotel Lambert (z jego Salą Heraklesa), który częściowo spłonął w środowym pożarze (9 lipiec 2013), dla Polaków jest symbolem patriotyzmu i walki o wolność, a dla Paryżan jednym z najcenniejszych zabytków w mieście. W latach 70. XX wieku pałac został sprzedany Rothschildom, mieszkała w nim też Michele Morgan. Ale na jego los największy wpływ ma dziś to, czym jest dla szejka z Kataru, który jest teraz jego właścicielem. Polska Hotelu nie chciała. Były „przepychanki dyplomatyczne…” Jak do tego doszło? Ja o tym nie wiem. Jeszcze jeden znak-Symbol wolności mojej generacji, tym razem jest w rękach skądinąd inteligentnego szejka z Kataru.

 

I

 

Hotel Lambert, 9 IX 1855 r.

 

Hotel Lambert, to szczególny skrawek polskości, w przypływie uczuć powiedziałbym nawet, że stanowi on ostatni trybunał naszej sprawiedliwości dziejowej. Salon, w którym bywali Chopin, Mickiewicz i Norwid, siedziba popowstaniowego sztabu politycznego, architektoniczne arcydzieło – tym wszystkim był Hotel Lambert. W tym przyczółku polskości bywał Adam Mickiewicz, polski wieszcz narodowy. Książę Adam Jerzy Czartoryski, działając energicznie na płaszczyżnie polityki wschodniej Hotelu Lambert, pozyskał znaczną część emigracji polskiej. Osobą mającą duży autorytet i uznanie w kręgach emigracyjnych, był niewątpliwie Adam Mickiewicz. W dniu 11 VI 1855r., podczas audiencji u cesarza Napoleona III, lider obozu monarchistyczno- liberalnego wystąpił z propozycją powierzenia A. Mickiewiczowi misji naukowej o charakterze historyczno-literacko statystycznym…W dniu 9 IX 1855 r. książę Adam Jerzy Czartoryski wydał na cześć poety uroczysty obiad pożegnalny w Hotelu Lambert, natomiast 11 IX 1855 roku wydano śniadanie w Sali luksusowej restauracji Mesain de la Tour d’Argent. Zaraz potem Mickiewicz wypływa z Marsylii do Konstantynopola. Misja Wschodnia Mickiewicza rozpoczynała nowy jakościowy etap w jego emigracyjnym epizodzie. W podróży towarzyszył mu młody książę Władysław Czartoryski, o którym będzie jeszcze pisać, Henryk Służalski i osobisty sekretarz poety Armand Levy. Celem jego misji było doprowadzeni do zawarcia consensusu politycznego między rywalizującymi ze sobą dowódcami polskich pułków w Turcji: Sadykiem Paszą i Władysławem Zamojskim. Dyplomacja Hotelu Lambert wiązała z tą misją określone nadzieje, licząc na autorytet Mickiewicza jako mediatora w tak delikatnej sprawie. Nie wszystkim podobało się zbliżenie polityczne poety z Hotelem Lambert, wielokrotnie też dawali temu wyraz w swoich dysputach polemicznych. Adam Mickiewicz zmarł w Konstantynopolu 26 listopada 1855 roku. 21 I 1856 r. odbyły się uroczystości pogrzebowe w kościele św. Madlen w Paryżu, a następnie w kościele parafialnym w Montmorency. Uczestniczyli w nich licznie emigranci. W pogrzebie brali udział także pracownicy Biblioteki Arsenału, w której Mickiewicz pracował.  Na cmentarzu w Montmorency byli także studenci z College de France, gdzie Mickiewicz w swoich wykładach po raz pierwszy mówił o narodach bałkańskich.

-(Adam Mickiewicz dostojnie w czasie obiadu) Dzisiaj jest mój dzień, chciałbym być z wami zawsze!

 

Słuchaliśmy uważnie poruszanych lekkich kwestii: odnośnie wizualizacji drogi życia, że trzeba widzieć całe życie jakby na kolejnych fotografiach. Żadnego znaku od Adama, jakkolwiek powtarzałem mu szeptem wersety jego „Świtezianki.” A goście jakby tego nie zauważali. W końcu pochylił się ku mnie on, teraz już bardzo przyjaźnie… Osobiście przez moment znalazłem się jakby na ścieżce górskiej, widać było trzy kaskady w dolinie…właśnie kelner wnosił nowe danie do salonu, przez kolejną chwilę wspomniałem tę twarz, którą spotkałem już w moim dzieciństwie. Bo to on ukazał się teraz na mojej ścieżynie w dolinie… Chyba to dzięki niemu znalazłem JĄ, ostatnią ścieżynę mojego życia. W trakcie posiłku słyszałem pojedyńcze słowa, których znaczenia ostatecznego mogłem się tylko domyślać: przezwyciężenie strachu, ćwiczyć pamięć, otworzyć się na wiedzę, budzić się na nadzieję, pokonać piekło wewnetrzne, przebaczać, czyli „sprzedawać odpusty” łaski życia, pamiętać na przyszłość, zachowac wizję całosci. Ale obiad szybko się skończył… On wyszedł po chwili, i ostatni bal na fotografiach obejrzał. W ten sposób tutaj cząstkę swej duszy zostawiał. Choc przemyśliwałem, że sztuką poetycką nagle nam opisze niewymienialność uczuć ostatnią, ostatniej miłości i serca w relacjach osób. Ale zaraz wspomniałem na słowa wieszcza: „Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy, i noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy...Wiedzę możemy zdobywać od innych, ale mądrości musimy nauczyć się sami...”„/…/ Ojczyzna pole życia Słowu Bożemu na ziemi… Podobna jest Rzeczpospolita którą założyć macie do lasu, który sieje gospodarz. Jeśli gospodarz zasieje nasienie dobre, na ziemi dobréj, może być pewny, iż się drzewa urodzą; i niéma potrzeby myśléć o formie drzew, i lękać się, aby się dęby nie urodziły z kolcami, a jodły z liściami. Zasiéwajcie więc miłość Ojczyzny i duch poświęcenia się, a bądźcie pewni, iż wyrośnie Rzeczpospolita wielka i piękna.”(por. A. Mickiewicz, Xięgi pielgrzymstwa polskiego, akapit 19). Julek Słowacki powiedziałby pewnie teraz: wszystko przez Ducha stworzone, „nie czas żałować róż, gdy płoną lasy…Boże, zdejm z me­go ser­ca jaskółczy niepokój, daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj…Miej­cie nadzieję, bo nadzieja przej­dzie z was do przyszłych po­koleń i ożywi je.”

 

II

 

Pałacowa Kaplica, Noc sylwestrowa 1858

 

Jesteśmy w pałacowej kaplicy w Hôtelu Lambert, gdzie trzy lata potem urodził się książę August Czartoryski i został tam ochrzczony. Ukochany syn Władysława Czartoryskiego, następcy Adama Jerzego Czartoryskiego, polskiego męża Stanu. Jest noc Sylwestrowa roku 1858. Wybuchy petard rozjaśniają bryłę okazałego budynku Hôtelu Lambert, który pochodzi z I połowy XVII w. Do rodziny Czartoryskich należał od 1843, kiedy kupił go książę Adam Jerzy Czartoryski. To jest piękny pałacyk, usytuowany w sercu Paryża, na brzegu wyspy Świętego Ludwika w IV dzielnicy. Ta okazała Rezydencja pełniła nie tylko funkcję domu mieszkalnego, ale stała się bardzo ważnym centrum życia emigracyjnego po powstaniu listopadowym. Od nazwy siedziby księcia Adama Czartoryskiego nazwę wziął obóz działający na emigracji od 1831 roku. Gościł wiele polskich znakomitości takich jak: Fryderyk ChopinJuliusz KossakJuliusz Słowacki i Adam Mickiewicz. W okresie swojej świetności był nawet traktowany jako nieoficjalne przedstawicielstwo dyplomatyczne Polski. W czasie powstania styczniowego pełnił funkcję ministerstwa spraw zagranicznych władz powstańczych. W okresie wojny francusko-pruskiej i komuny paryskiej hôtel Lambert znalazł się w centrum walk i zamieniony został przez komunardów w rodzaj twierdzy.

 

Kim był wspomniany mąż Stanu? Adam Jerzy Czartoryski książę herbu własnego, ps. „Toulouzan” (ur. 14 stycznia 1770 w Warszawie, zm. 15 lipca 1861 w Montfermeil). Były najpierw ministrem spraw zagranicznych Imperium Rosyjskiego w latach 1804-1806, następnie wiceprezesem Rządu Tymczasowego Królestwa Polskiego w 1815 roku. Wreszcie senator-wojewoda Królestwa Polskiego (1815), prezes Rządu Narodowego Królestwa Polskiego(1831), prezes Senatu, pisarz, poeta, mecenas sztuki i kultury, odznaczony Orderem Orła Białego (w 1815)… Był także mecenasem literatury i sztuki. Był jednym ze współtwórców założonego w 1832 Towarzystwa Literackiego, a od 1853 jego dożywotnim prezesem. Współtworzył także Stowarzyszenie Pomocy Naukowej oraz Bibliotekę Polską w Paryżu. 25 lutego 1832 w czasie swojego pobytu w Wielkiej Brytanii powołał Literary Association of the Friends of Poland, stowarzyszenie mobilizujące brytyjską opinię publiczną wokół sprawy polskiej[10]. W 1833 osiadł w Paryżu, kupując w 1843 Hôtel Lambert. Stanął na czele stronnictwa konserwatywnego Hôtel Lambert. Popierał antyrosyjską politykę państw europejskich, a także ruchy rewolucyjne i narodowe, upatrując w nich możliwość odbudowy Polski. W 1839 wiązał nadzieje dla sprawy polskiej z wybuchem konfliktu międzynarodowego o Belgię. Umieszczał oficerów i żołnierzy Polaków w armiach hiszpańskiej i portugalskiej, by przygotowywać kadry przyszłego wojska polskiego. Pragnął związać sprawę polską z antyrosyjskim powstaniem górali Szamila. W 1839 upadł projekt ogłoszenia księcia Adama królem Polski na emigracji.

Dnia 12 lipca 1841 roku kieruje Odezwę do ziomków. „Polska nie odżałowaną poniosła stratę…” Jest to wezwanie do składek na wzniesienie pomnika J. U. Niemcewicza i odlanie jego popiersia. Nietuzinkowe były jego wystąpienia publiczne. (zob.jego Mowy… od roku 1838-1847, wyd. ze wstępem T. A. Olizarowski, Paryż 1847; tenże, Żywot Juliana Ursyna Niemcewicza, Paryż 1860, rękopisy (kopie z odręcznymi poprawkami autora) w Bibliotece Czartoryskich: Archiwum Domowe, sygn.: Ew. XVII 703-706, Ew XV/1850).

 

Książę miał syna Władysława Czartoryskiego (ur. 3 lipca 1828 w Warszawie). Był to wybitny działacz polityczny na emigracji, emisariusz dyplomatyczny Rządu Narodowego przy rządach FrancjiAngliiWłochSzwecji i Turcji. Założyciel Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Prezes Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, członek honorowy Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Po śmierci ojca faktyczny przywódca ugrupowania Hôtel Lambert. Syn Adama Jerzego Czartoryskiego oraz Anny Zofii Sapiehy. Herbu Pogoń Litewska, pan na Klewaniu i Żukowie. 1 marca 1855 ożenił się z Marią Amparo Muñoz (17 listopada 1834 – 19 sierpnia 1864), córką królowej Hiszpanii – Marii Krystyny Burbon i jej drugiego męża – księcia Rianzareza. Ślub miał miejsce w Malmaison, koło Paryża. Para ta była rodzicami Franciszka Augusta, późniejszego błogosławionego. 15 stycznia 1872 ożenił się ponownie. Zmarł 23 czerwca 1894 w Boulogne-sur-Seine).

 

W dniu 25 sierpnia 1855 roku młody artysta Juliusz Kossak poślubił Zofię Gałczyńską. Ślub miał miejsce w kościele w Grochowach i wkrótce potem młode małżeństwo wyjechało do Paryża, gdzie przez pięć lat Kossak samodzielnie studiował zbiory muzealne. W Paryżu, w noc sylwestrową 1856/1857 przyszli na świat bliźniacy Wojciech i Tadeusz, jego synowie. Rok później na swiat przyjdzie trzeci jego syn, Stefan. Ojcem chrzestnym najstarszego Wojciecha został przyjaciel malarza, znany batalista francuski, Horacy Vernet. Już od Bożego Narodzenia 1858, następnie świętego Sylwestra, Hotel Lambert ustawicznie przyjmował gości. A pod jego murami rozstawiony był olbrzymi namiot (od strony Sekwany), bo w tych dniach „polskim” balom, także pod pałacem nie było końca. Na tych balach jest i pani Kossak ze swymi dziećmi, pan Juliusz Kossak, ich ojciec. Piękna jest Kaplica w Hotelu Lambert, w chórku obok Prezbiterium siedzą dwie kobiety, księżna Maria Amparo Muñoz, córka królowej Hiszpanii Marii Krystyny Burbon, matka Gucia, oraz Zofia Gałczyńska-Kossak, matka trzech synów Juliusza Kossaka, a które całym sercem świętują nowy dzień, przyjmując uroczystym wzrokiem każdego nowego gościa, który pojawia się w pałacowej kaplicy. A goście nie wierzą, że kobiety patrzą na nich całym ciałem, a więc także jego poszczególnymi częściami…Ale oto w kaplicy Hotelu Lambert odbywają się chrzciny małego Augusta. Widać dostojnych gości: m.in. Zygmunt Krasinski, kompozytor Hector Berlioz, z Weimaru przyjechał Ferenc Liszt. Po skończonej ceremonii goście przechodzą do Galeri Heraklesa. Tu i ówdzie mogliśmy podsłuchać ich rozmów.

-(Eugeniusz Delacroix) „Kobiety kochałem do szaleństwa, ale wolność ceniłem sobie bardziej.”

-(Alphonse de Lamartine) Wiesz, „brak ci tyl­ko jed­nej is­to­ty, a cały świat jest bezludny.”

-(Hector Berlioz)”Jestem crescendem Beethovena.

-(Zygmunt Krasiński)”Co­kol­wiek będzie, co­kol­wiek się sta­nie, Jed­no wiem tyl­ko: spra­wied­li­wość będzie, Jed­no wiem tyl­ko: Pol­ska zmartwychwstanie… Po­kojem myśli i po­wagą ciała dzieją się wiel­kie czyny.”

-(Ferenc Liszt) „Madame, patrzę, czy pani rosną w skrzydła, bo wygląda pani jak anioł,”(po chwili)

„Ten poczciwy Balzac uważa, że mężczyzna jest naprawdę kompletny dopiero z siedmioma kobietami. Oto ich wyliczenie: kobieta od spraw ogniska domowego, kobieta z sercem, rozumem, szalona, kapryśna, znienawidzona i wreszcie ta, na którą się czeka i której się szuka, a nigdy, nigdy nie posiada. Widzisz, że jestem jeszcze zasmucająco niekompletny.”

-(George Sand) „Ko­biet nie można zro­zumieć – trze­ba je kochać… Nie przy­pisu­je się praw­dzi­wych win tym, których się kocha.”

-(Zygmunt Krasinski)„Ja­ko księżyc na niebie, tak dzieje na­rodów na ziemi wzras­tają, by maleć.”

„Zgińcie, me pieśni – wstańcie, Czy­ny moje!”

Mecz Juve-Atalanta

 

 Stanisław Barszczak— Piemonckim szlakiem—

Wybrałem się ostatnio do Turynu, jakby w poszukiwaniu świętego a nowego Graala. Turyn to niespełna milionowe miasto, będące najważniejszym ośrodkiem gospodarczo-kulturalnym na północnym zachodzie Włoch. Na świecie Turyn słynie przede wszystkim z  obecnego tu gigantycznego koncernu Fiata i wywołującego wiele sporów Całunu Turyńskiego. Przy bliższym poznaniu miasto zachwyca niezwykłą elegancją, barokową architekturą, świetnie zachowanym historycznym centrum. Jest tu wiele prestiżowych kawiarni i restauracji, zacisznych parków i zachwycających miejskich placów. Przed oczami staje mi pomnik Cavoura z 1861 roku, kobieta u jego stóp. O tym wybitnym ministrze  czytałem przed 37 laty w jakim starawym podręczniku do historii, pamiętam jak zrobił na mnie wówczas olbrzymie wrażenie. Turyn był stolicą Królestwa Sardynii w przeszłości, widać to jeszcze po ozdobnych kamienicach. I pomyśleć: ileż tu energii i niespożytych sił zalanych lawą kwietyzmu w końcu- jak odczarować zaczarowanych w tych budowlach geniuszów poprzednich generacji. Najczęściej umierają młodo. Do Parku Valentyno zaszedłem zaraz na początku mojej wizyty w Turynie. W pobliskim pałacu obecnie mieści się jeden z wydziałów Turyńskiego Uniwersytetu. A przy rzece nieopodal wchodzimy w krainę baśni, mieści się tam wioska średniowieczna-skansen, z bajecznym zamkiem z sprzed wieków. Na ścianach renesansowe graffiti, nogawki spodni artystów z XV, XVI stulecia, w odmiennych a jasnych kolorach, jest tu kościółek z św. Krzysztofem niosącym Jezusa, fontanna, drukarnia średniowieczna, albergo-schronisko, bo wtedy podróżowało się dużo więcej, i to pieszo… Odwiedzających miasto zachwyca architektoniczna przestrzeń, idziemy placem Vittorio Veneto, a naprzeciw-po drugiej stronie rzeki- mamy Bazylikę Matki Bożej (Madre di Dio). Innego dnia szedłem obok trójkąta bermudzkiego w Turynie, tj. obok Pałacu Sprawiedliwości, spoglądałem wysoko na stojącego na pomniku króla Wiktora Emmanuela. W mieście kiedyś było dużo bram, a teraz są ich ślady, i tak chodziłem koło Bramy Porta Palatena z czasów rzymskich(z jęz. łac. Taurensis, Trianensis, Tauranorum). Turyn to przede wszystkim przepiękne miasto, jakkolwiek banalnie może to zabrzmieć. Eleganckie kwartały kamienic, wybrukowane zabytkową kostką place, cudowne kościoły, majestatyczne muzea i zamki. Pomiędzy zadbaną i przepięknie zaprojektowaną zabudową prowadzą nas liczne aleje, deptaki i szerokie ulice, po których jeżdżą – tak rzadko spotykane we Włoszech – tramwaje. Jak przystało na północne regiony Włoch, w oczy rzuca się dobrze zadbana zieleń miejska. Zdecydowanie nie jest to miasto na jeden dzień, a co najmniej na weekend. Na początku warto poznać dokładnie całe centrum. Miło jest usiąść przy kawiarnianym stoliku na jednym z miejskich placów i w spokoju wypić kawę przyglądając się miejskiemu życiu. Z kolei wieczorem eleganckie neony w stylu artdeco zapraszają do jednego z barów w centrum na kieliszek Martini lub Camparisoda. To lokalne przysmaki. W centrum Turynu, w katedrze św. Jana Chrzciciela przechowywany jest Całun Turyński. To słynne lniane płótno, którym – według wiernych Kościoła – owinięto ciało Jezusa Chrystusa. Z uwagi na to katedra pw. św. Jana Chrzciciela, a konkretnie kaplica Świętego Całunu (la cappella della Sacra Sindone) jest celem pielgrzymek z całego świata. Sceptycy twierdzą, że jest to falsyfikat z XIII wieku. Przeprowadzone w 1988 roku badania za pomocą węgla promieniotwórczego potwierdzają tę opinię, jednak wielu ekspertów zakwestionowało poprawność tej metody badań. Całun podobno został sprowadzony z Jerozolimy na Cypr, a następnie do Francji. Stamtąd miał trafić do domu sabaudzkiego w 1453 roku. Całun po raz pierwszy wystawiono w katedrze w 1964 roku. Wówczas był na ustach całego świata. Obecnie pokazywany jest sporadycznie. Mamy teraz przygotowania do wystawienia Całunu w dniach 19 kwiecień-24 czerwiec 2015. Bez względu na to, czy jest to falsyfikat, do dziś nie wyjaśniono skąd na płótnie wziął się zarys ukrzyżowanego mężczyzny z ranami na ciele, które odpowiadają śladom pozostawionym przez koronę cierniową. Turyn kojarzony jest w świecie jako ojczyzna włoskiej motoryzacji. Jeśli zostajemy w Turynie na dłużej, to punktem obowiązkowym powinno być Muzeum Motoryzacji (Museo dell’automobile) znajdujące się w nowoczesnym i pięknym gmachu przy Corso Unita d’Italia 40. We wnętrzach muzeum możemy podziwiać zarówno dawne samochody konstruowane jeszcze na indywidualne zamówienie, jak i nowe modele produkowane seryjnie przez włoskie koncerny. Przed odwiedzeniem muzeum na stronie museoauto.it… Turyn promuje się jako miasto czekolady. Nic dziwnego – przemysł cukierniczy odegrał ważną rolę w rozwoju gospodarczym miasta, a ponad 40 proc. całego przemysłu cukierniczego Włoch zlokalizowane jest w Piemoncie. Włodarze przygotowali nawet specjalny choco pass, który uprawnia do wycieczki po mieście wraz z przewodnikiem. Przewodnik pokazuje turystom najważniejsze kawiarnie, cukiernie i sklepy z prawdziwymi czekoladowymi przysmakami, wyrabianymi według tradycyjnych receptur. Oczywiście przewodnik nie ogranicza się tylko do słodkości, ale też korzystając z okazji opowiada historię miasta, pokazuje najważniejsze budynki i zabytki oraz wspomina o znanych mieszkańcach… Co roku w lutym organizowana jest Festa del Cioccolata, czyli święto czekolady. Przez około dwa tygodnie na Piazza Vittorio Veneto wszystkie liczące się firmy cukiernicze z Turynu i bliskich okolic wystawiają swoje stoiska z tradycyjnymi wyrobami. Z kolei na środku placu znajduje się coś w rodzaju fabryki czekolady, gdzie na oczach przechodniów przygotowywane są wyroby z czekolady: torty, pralinki, desery i tradycyjne tabliczki różnego rodzaju czekolad. Najbardziej uwielbianą czekoladą w Turynie jest Gianduia. Śródmieście Turynu ma zwartą zabudową, dzięki czemu łatwo je zwiedzać pieszo. Miasto jest bardzo przyjazne turystom, główne kierunki zwiedzania są dobrze oznakowane, a ulice czyste i bezpieczne. W centrum w stosunkowo bliskiej odległości od siebie podziwiać możemy liczne brukowane place, kościoły, pałace, ulice ze słynnymi butikami i kawiarniami. A oto kilka zabytków: Piazza San Carlo – główny plac w Turynie, na którym dominują długie arkady z eleganckimi sklepami i kawiarniami. Plac położony jest w zachodniej części miasta i różni się pod względem architektonicznym od innych tego typu placów w Turynie. Nazywany jest bijącym sercem Piemontu; Bazylika de Superga – kościół usytuowany jest na wzgórzu Monte dei Cappuccini (660 m n. p. m.). Bazylika wybudowana została jako dziękczynienie Matce Boskiej za odniesione zwycięstwo króla Wiktora Amadeusza II nad armiami hiszpańską i francuską w 1700 roku. Głównym architektem bazyliki był Filippo Juvarra. Bazylikę wieńczy 75-metrowa kopuła, otoczona dzwonnicami o wysokości 60 m. Legenda głosi, że król wspiął się na górę by ocenić siły wroga, wtedy też przyrzekł, że jeśli odniesie zwycięstwo to na wzgórzu wybuduje bazylikę. Na górę dojechać można zabytkową linią tramwajową z XIX wieku. Kolejka może zabrać jednorazowo 210 osób, pokonując dystans ponad 3 km; Palazzo Dell’Academia delle Scienze – pałac z XVIII wieku projektu Guariniego, znajdujący się przy Piazza San Carlo. Wewnątrz mieści się Museo Egizio – jedno z największych na świecie muzeów starożytnego Egiptu. Jego zbiory porównywalne są tylko z muzeami w Londynie i Kairze. Muzeum swoje eksponaty zawdzięcza członkom domu sabaudzkiego. W 1824 roku kupili oni kolekcję Bernarda Drovettiego urodzonego w Piemoncie. W okresie wojen napoleońskich był francuskim konsulem w Egipcie. Zbiory te wzbogacono późniejszymi znaleziskami; Piazza Castello – kolejny ważny plac w mieście, przy którym mieści się Palazzo Madama (pierwotnie istniały tu rzymskie fortyfikacje, a później średniowieczna forteca) i Palazzo Carignano; Palazzo Reale (Pałac Królewski) – dawna rezydencja dynastii sabaudzkiej w latach 1646 – 1865. Godne odwiedzenia są bogato zdobione komnaty królewskie i malowniczy ogród. Królewska zbrojownia jest jednym z najważniejszych na świecie zbiorów broni i pamiątek wojennych. Pałac szczególnie efektownie prezentuje się nocą; Galeria Sabauda – mieści zbiory zgromadzone przez dom sabaudzki od XV wieku. Zbiory te zostały ofiarowane państwu po zjednoczeniu Włoch w 1860 roku. Wśród wielu dzieł są obrazy Rembrandta, Mantegna, Belliniego czy Tintorettiego; Palazzo Carignano – tu w 1820 roku urodził się pierwszy włoski król Wiktor Emanuel II. Pałac wyróżnia nietypowa wygięta ceglana fasada, zaprojektowana przez Guariniego. Tuż po zjednoczeniu Włoch, przez trzy lata pałac był siedzibą pierwszego włoskiego parlamentu. Obecnie w 27 salach mieści się tutaj Museo Nazionale del Risorgimento, poświęcone zjednoczeniu Włoch w XIX wieku. Katedra św. Jana – wł. Duomo di San Giovanni – budowę katedry w 1491 roku rozpoczęli toskańscy architekci. Obecnie to jedyna w mieście większa budowla renesansowa; Museo Nazionale del Ciemna – muzeum kinematografii włoskiej. Z muzeum można wyjechać na specjalną platformę widokową, skąd rozpościera się malowniczy widok na Alpy i Nizinę Padeńską. Miasto w przeszłości było stolicą Taurynów – plemienia pochodzenia celtyckiego. Około I wieku p.n.e. miasto stało się niezbyt ważną rzymską placówką wojskową. Znaczenie Turynu wzrosło dopiero 1574 roku, gdy książęta baudzcy z dynastii francusko-włoskiej założyli w mieście dwór królewski. Dzięki obecnemu tu dworowi i dwóm wybitnym architektom (Guarino Guarini i Filippo Juvaz) Turyn stał się miastem modelowym pod względem architektury budynków, ulic i placów. Od 1578 roku w katedrze turyńskiej przechowywany jest Całun Turyński, jedna z najważniejszych relikwii chrześcijaństwa. W XIX wieku to właśnie w Turynie był najsilniejszy ruch działający na rzecz zjednoczenia Włoch. Członkowie tzw. Domu sabaudzkiego zostali pierwszymi królami Włoch, a miasto na kilka lat stało się nową stolicą Włoch. W 1870 roku stolicę przeniesiono do Rzymu. Od drugiej połowy XIX wieku w mieście widoczny jest boom demograficzny, związany z rozwojem przemysłu. Nowy rozdział w historii miasta rozpoczął się w 1899 roku, kiedy w Turynie został założony koncern Fiat. Po II wojnie światowej życie miasta skupiało się głównie wokół Fiata. Dziś rodzina właścicieli fabryki należy do najbardziej wpływowych we Włoszech.  Nowe fabryki przyciągnęły do miasta wielu robotników, głównie z południa Włoch, dla których w latach pięćdziesiątych XX wieku zbudowano duże, nowe przedmieścia. Poza fabrykami Fiata powstały liczne firmy kooperujące, dostarczające podzespoły i materiały eksploatacyjne do samochodów. Dziś poza koncernem Fiat (zrzeszającym takie marki jak Fiat, Lancia, Alfa Romeo, Ferrari, Maserati, Jeep, Dodge, Chrysler, czy Iveco) w Turynie swoje siedziby mają inne znane firmy: Pininfarina, Bertone, Sparco, Italdesign, Ghia, Fioravanti, Stola, Intesa Sanpaolo (największy bank we Włoszech), Superga, Invicta, Lavazza, Martini&Rossi, RobediKappa, czy Caffarel… W Turynie byłem na ulicy Archivescovado 12, by przekazać Monsignore Cesare Nosiglia, Arcybiskupowi Turynu, moją książeczkę „Le moulin de l’oubli.”(wyszedł po mnie Ksiądz Kapelan). Ale przede wszystkim Byłem u Ojców Salezjanów (Via Maria Ausiliatrice 32) i Księży Saletynów. Przebywałem też na modlitwie w Bazylice Matki Bożej Pocieszenia (Maria di Consolata), w tym miejscu w XI stuleciu niewidomy o imieniu Briancon ujrzał Matkę Bożą. W sąsiedztwie Wieży Gobetti wystawiali sztuki L. Pirandella. Teatr Astra na ul. Rosolino Pilo 6 wystawiał Romeo i Julię w reżyserii P. Roberta Talarczyka, w innym Teatrze na obrzeżach miastach Cassanova. A na stadionie Juventusu w przeddzień mojego wyjazdu z Turynu odbył się mecz Juventus Turyn-Atalanta Bergamo (2:1). Pewnego „turyńskiego” dnia poddałem się refleksji: mamo, jak nas Turyn wykorzystał przez te lata. Wszędzie odremontowane pięknie pałace, wyrównana kostka brukowa, nowe połączenia komunikacyjne, piękne place, skwery (może tylko Park Valentano na rzeką Po nie zmienił się od przeszło dwustu laty). W dniu 19 lutego byłem w Mole Antonelliana, Wieży-wizytówki Turynu, w której znajduje muzeum kinematografii. Obejrzałem fragmenty filmów z I Wojny Światowej (transport broni przez różne naturalne przeszkody), w głównej Sali Wieży pokazywano film nakręcony jakby w oparciu o powieści L.N. Tołstoja, wspaniały olbrzymi bal, z tańcami. W tym miejscu powiedziałbym tak: nasz Pałac Kultury i Nauki w Warszawie oferuje więcej przestrzeni do zagospodarowania, jak ta dwustuletnia prawie Wieża, która pod pancernym dachem z lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia (po katakliźmie huraganowym z 1948 roku), kryje li tylko jakby olbrzymi młyn-wiatrak: wieża jest na kilku stalowych a otwartych kondygnacjach olbrzymim zapleczem wystawowym- tym samym jakby wewnątrz ‘pusta’. Ktoś swobodnie mógłby w środku czynić pokazy z wahadłem, aby dowieść kulistości ziemi, itp. A poza tym, gdyby ktoś uparł się, to łatwo mógłby wysadzić ją w powietrze, chyba też nikt by po niej nie płakał. Wydaje się więc: Turyn nie dba o pamięć dla tego miejsca…Ale i w takich warunkach, jakbym ujrzał nową kobietę ze słowami na ustach: „ja się nie zmieniam nigdy;”„Ty mówisz bez siły zła, a ja żyję z ciebie.” Piemont raczy nas Turynie pięćdziesięcioma odcieniami siwizny, szarości. W czasie moich odwiedzin w Piemońcie Prezydent elekt Mattarella otworzył bogactwa Kwirynału dla turystów, odtąd można obejrzeć arrasy medycejskie w Sali Corazzieri na Kwirynale. Na świecie odchodził w wieku 88 laty Ryszard Meryman, pisarz i dziennikarz, który przeprowadził ostatni wywiad z Marilyn Monroe.Ale muszę być odważnym- już przemyśliwałem to nie raz- ba, nawet pisać o zniesieniu celibatu, choć nie jest po temu godzina, godzina zniesienia celibatu. W tej epoce nie podnosi się takich aktów odwagii. Nie jestem jedynym winnym w naszej epoce takiej sytuacji. Ale nie będzie postępu wydaje się w całym kościele, przy niewystarczającej ilości kapłanów. Ani nie będzie postępowych kapłanów, którzy mogliby wybrać wolno- przecież nikt ich nie obliguje żenić się- aby służyć Bogu jeszcze lepiej w odmiennym stanie, wówczas będą służyli Bogu jakby podwójnie. „Nie wierzę,” żeby Bogu przynosiło się większą chwałę przez to, że służy mu się żonaty lub też nie, chrzescijanie są nad wyraz, dosyć dojrzali do tego kroku. Pytałem osobiście i wiem, że większa część zainteresowanych przyjęłaby zmianę za dobry stopień… Nie będzie postępowych też niewiast, ponieważ „nie wierzę,” żeby człowiek mógł być lepszy jak kapłan, w kształtowaniu rodziny i życiu we wzajemnym zrozumieniu i miłości. Z drugiej strony kościół jeszcze nie wybrał przeprosin historii, „inaczej jak przez zabójcę (assassino)…” Pierwszy tragiczny hymn odnośnie wolności myśliciela i wyrażania się- to spalenie Giordano Bruno. Tak więc kapłan jest najlepszy do postępu, najbardziej postępowy kapłan- musi się taki znaleźć! Dzisiaj powinno być raz dobrze to przedstawione, mianowicie przypomnienie Giordano Bruno, który przewidział nieskończone światy.

Na progu Wielkiego Postu nie można milczeć. Niech wiara nasza zamieni się w czyn wdzięczności Bogu za historię zbawienia ludzi.

Ein Leuchtturmwärter aus Kroatien (Fortsetzung folgt)

Sušec, ist ein Land, das sehr lang ist, – es gibt hier kein Geschäft, keine Straße, kein Hafen, nichts. Aber der Leuchtturm ist über 100 Meter sichtbar, und die nahe gelegenen Hügel sieht beeindruckend, erhebt sich wie eine Kathedrale an der Küste von der Klippe gebaut. Jemand würde sagen, es ist ein Platz für Kinder ist, und es ist auf der Insel … ist es das Gefühl von einer Wohnung in der Mitte des Meeres, auf der Suche nach neuem Land. Supermarkt ist weit weg. Hier können Sie Brot backen, Butter machen, kann Ihr Rhythmus in der Familie gefunden werden kann, wie es in einem hohen suspendierten Bergen der Welt. Dieser Ort ist vor allem für seine Leidenschaft für das Spiel wie im Orchester bekannt- vor allem für das Spiel an der Trompete. Und in der Zeit der Regen hier, gibt es keine Angst vor nassen Hosen, ganz normale Leben, das von Anfragen und Dank aus … Für mich viele Tage außerhalb von meinem kleinen Zimmer verbracht. Ich fuhr auf der ganzen Welt, und ging durch Tausende von Meilen, Europa hat keine Geheimnisse für mich. Aber auch jetzt weiß ich nicht, was Sie beschreiben, oder einen Roman über das Schicksal eines jungen Mädchens, wie Maria Stuart-neue Queen of Scots, oder andere Geschichte. Ich wollte mit dem Schreiben beginnen, aber wir besonders gerne über das, was draußen los von mir, nicht so sehr in mir zu schreiben.

my legacy for the next generation

Stanislaw Barszczak… The people in mercy and love meet…

Charity bears on the faith. This is my legacy for the next generation. I honestly think I’m happy with my heartfelt and gold Christians load in my life. Then as the Holy Father came to me one day, I do not know… Mom, she would know it … But I would like to keep it, that way as it was before. I would like to continue to be a priest, celebrate Mass and the confessional sit. We have to say goodbye to traditionalism, but not with the catholic church tradition itself. The Church should be unify and simplify, so that the people in the church in mercy and love meet. We Poles like sadness of course we do. For us Chopin, hotch-potch, and from the time to time a national insurrection. We are martyrologists, we are sad nation, I sometimes think. On the Titanic unsinkable ship hit some huge disparity, the difference of levels: illustrate the luxury of the first and the oppressive narrowness of the third class… I want to have inside me the meaning of life for others, and subsequently a sense of longing for the literature, a fresh life today, some freshness. Though, I also go to Europe, even to the whole world, because it is the lack of jobs for me in Poland already, I’ve said many times that. So, we just do our job- that’s our current image. By that means we have lost the sharp character… So, I search for God and for faith inside me, I try to develop the relationship: I – God. If I sum up my story, it is simple- I kept my faith, but I was loosing all the time… I am a man that lost his life before making a success thank to my determination. I swam through the whole sea on one breath. I swam for 30 years, without changing the course.  I have a lot of respect for patience (my real nature- conversations with me) was a result of the fact that I was more interested in other things than a literature. After the hint record most of the people could have thought that this book is just the famous author’s temporary. Let me remind you that we made our debut as artists who are far over forty years old. I spent over a year knocking at the doors of various record labels in Poland with material ready for the print book. All of the people threw us out saying-“what the hell is that, why do you write such depressive songs? No one wants to listen to such dark and sad music!” But I am a very stubborn man and if I want something and you kick me out through the door, I will come to get it through the window. It’s has me fun. Although I claim that now it is time for me to make serious decisions and a leap into the future- I somehow managed to survive and I am on the right way now.  I closed certain issues and I am getting ready to create a new book. First of all I have to say that was God- he protected me. My book is a attempt to play a delicate accord that will help people find a shade of sensitivity inside me. That was the idea of those who interviewed me for the book. For now, I feel I am doing well I succeeded in my struggle with all that was before. It cost a lot of stress, and a lot of pain. The whole book was a continuous process of pushing myself into the corner not pressing with questions. The book which is also a kind of personal confession, this was also a very hard time for me. I thought that I would go mad… As regard the book, my only goal is to make the reader see what can happen, how life path can run. You will find there stories that will make you laugh to tears. For I saw something beautiful on the world. So, you can also do like this. Handling your every need… I will sing the praises of the catholic church and the pope in my songs-lyrics. Now I’m writing a song about my indulgences for the whole world. There is a prayer, like this: “My Lord and my God;” you can get 7 years and 7 quadraguesimes of the indulgence for it (cf. Passionist Congregation, latin- quadraguesima, 15 minutes). My indulgences, this is my view of the world, to the beginning of the third millennium. Now I impart to you the most beautiful indulgence that could be getting the participation of each of us. And it is only in order to help you achieve eternal success. For now the Europe it can be the Promised Land for Africa, even for the rest, for the whole world it can be one now. And the Poland finally can be this particular Promised Land for the world of the third millennium, Poland my homeland. I already mentioned this as I flew around the world on a mission to reconcile people, in order to exhibit their brotherhood. Again, I was recently in Italy, in Rome. Then we will tell you that it is worth to view gallery Paris La Fayette, yet unpublished recent history, go esplanade next to the Hotel de Ville, look in shop windows on the Boulevard Haussmann. I last watched available only from the coast of the River Seine “Hotel Lambert,” which is located on the island of the saint Louis in Paris. Hotel Lambert symbolized for my country, formed in 1831 monarchist conservative-liberal camp operating in exile after the November Uprising, focused mainly rich circles of society Great Emigration. Hotel Lambert was a Polish Centre- political, cultural and social – the largest outside the country. But it was also a place of fun and parties to promote the Polish case in Europe. In the paintings I saw the tent, stretched on the front of the hotel, from the site of the Seine. Hotel Lambert hosted Mickiewicz, George Sand, Sigmund Krasinski, Balzac, Berlioz, Liszt, de Lamartine and Delacroix. It is here that a large part of Chopin composed his polonaises. The Paris Hotel Lambert (and his wonderful Hall of Hercules, I wanted this room to admire), which partially burned in a fire Wednesday (10 July 2013), for the Poles is a symbol of patriotism and the struggle for freedom, and for Parisians one of the most important monuments in the city. But on his fate what it is today the Sheikh of Qatar the greatest influence has, who is now the owner of his. A few years ago Poland did not want the hotel. But me Yes, I like that, so now I looked at it closely. There is one more sign-symbol of freedom of my generation, who is in the hands of the sheikh of Qatar this time… One day (2015, January) I was at the airport in Porto, Portugal. My current happy life is to give a hand the boy-altar of the church in Porto like. Oh, how beautiful is the airport in Porto. I began to admire the architecture of the interior of the terminal. How many of these joints wonderfulrods, iron wires, various ‘exit’ from the pipes, as if someone is always looking at me here from the various sides. The construction of giant pipes bonds, and with them assembled thousands of smaller steel bars, in my opinion, very beauty impending thus space. As the construction of the Eiffel tower, so here thousands of reinforcements and steel, I would say, embellishments of the marble slab. The gray-black floor of the squares, “sliding” stores-warehouses, offices, agencies, beautiful chandeliers hanging here with thin, iron bars. The marble floor of Porto airport, it “bounces” the enormity of steel joints. An extremely some superhuman machinery. It’s worth seeing. And also I saw the efforts of these people in the terminals, any difficulties associated with travel haven’t become redundant for them- preparing lightweight luggage, travel planning process. At the airport building parts only rarely bend at right angles. In many places their binding was reduced only to necessary and loosely intersecting rods at different angles, arcs. It surprises us with such a solution space: oval steel frames finishing of the airport space. We find here a sort of hang gliders hiding under a four-storey steel parts of a huge hangar, which is some heavenly retinue of flying needed steel parts like, that is here presented against the background of an intermittent in light white or silver. And it seems, finally, that existed here an “unnecessary luxury,” here’s some bats hung in the hangar space; as if nothing existed here with each other, your match for it in this space are countless “communicating vessels,” as if on any small rod was suspended the entire structure. Through the window you can see cut steel bars, which did not reach the roof of the airport. This arrangement of steel bars in my memory recalls the ambitious Parisian building, Eiffel tower- because these modern terminals, it seems, they are built according to architectural plans drawn by Eiffel students. These are structures here that are designed in the centuries. Apparently as I know, the two-storey bridge of the Joan I over the river in Porto, it is designed by Eiffel student also. So, you have to see this beautiful bridge that connects the two high banks of the Douro River now, in order the people in our time in mercy and love meet, I assert.

Je tiens à remercier du fond du coeur tous ceux, qui veillent soigneusement sur ce havre de paix.

Ein Leuchtturmwärter aus Kroatien

Ich konnte meinen Text mit dem Titel haben: “Auf der anderen Seite der Idylle.” So, die grundlegende Fragen geklärt werden müssen. Bei meinem letzten Besuch in Ottobeuren, bezauberte mich von Bayer, der deutschen Provinz Stil in einem magischen Reich der Natur. Ich fühlte mich wie ein Land, gerade aus dem Roman von Thomas Mann. Schneewand gibt überall, das in meiner Heimat manchmal fehlt. Nun der weiße Wald erinnert an einen anderen Wald, der unter Naturschutz ist bereits 800 Jahre, unser Wald in Bialowieza. Vor ein paar Tagen war ich ein Benediktinerkloster Ottobeuren. Schöne und denkmalgeschützten diese bayerische Gebäude, noch schöner örtlichen Tempel. Dies ist ein besonderer Ort, der zu dieser Zeit in weiß angekleidet, als ob für mich, bringt mich nun zu glauben, die Europäer des neunzehnten Jahrhunderts reisen. Sie gingen dorthin, um ihre Gesundheit in Sanatorien, sowie Baden-Baden, Salsomaggiore Terme zu retten. Aber jetzt werde ich anders beginnen. In Kroatien, vor hundertfünfzig Jahren, der Leuchtturm wurde mit dem gleichen Eisen gebaut. Die erste derartige Leuchtturm wurde im Jahre 1818 gebaut. Leuchtturm “Sušac” wurde im Jahre 1878 im südwestlichen Teil der Insel mit dem gleichen Namen gebaut. Kann um 23 nautische Meilen von der Insel Hvar und 13 Meilen westlich von der Insel Lastovo erreichen. Susac Insel hat eine Fläche von 6 km. Leuchtturm Sušac präsentiert eine Strandpromenade sehr beeindruckend. Blick auf den Leuchtturm in der Ferne, er steht auf dem hohen Ufer, wie besonderen meteorologischen Forschungsstation, und das einzige Bild, das ich im Auge behalten von der örtlichen meteorologischen Station auf der Straße von Louis Waryński in Zabkowice, das Land meiner Kindheit; sowie andere besonderen Platz in meiner Kindheit –wie “Strom” von Ząbkowice, abgelegenen Ort in der Nähe des Waldes, auf das wir mit meinen Freunden wanderten in den Ferien, um ein Bad zu nehmen. In ‘Sušac’ können Sie einen Eimer in den Brunnen tauchen, wie jetzt Alice dies macht. Der Gastwirt an diesem Ort ist Herr Ivan K. (Host mit diesem Namen lebt dort in unsere Tage, und wahrscheinlich vergib mir meine Erwähnung seiner Familie hier, Fortsetzung folgt)

Moja Europa

Stanisław Barszczak, Latarnik z Chorwacji

Mój tekst mógłby nosić tytuł „Po drugiej stronie idylli.” Albowiem trzeba rozjaśnienia spraw podstawowych. Kiedy ostatnio zawitałem w Ottobeuren, oczarował mnie ten niemiecki land Bayer królestwem stylu w czarodziejskiej naturze. Uczułem się jak w krainie rodem z powiesci Mannowskich- a dookoła ściany śniegu, którego tak brakuje teraz w mojej ojczyźnie. Tam las na nas czeka, niczym osiemset lat już chroniona nasza puszcza w Białowieży. Podobno Książę(Herzog) potrzebuje tylko klucza, do klasztoru Benedyktynów osobiście wszedłem po znajomości. Piękna, monumentalna budowla, jeszcze piękniejsza ta bawarska świątynia. Ale jak powiedziałem, to nie są włoskie Dolomity, gdzie wałęsamy się od ucieczki do ucieczki, choć jest to miejsce szczególne, które ubrane w tym czasie w biały puch, jakby dla mnie, przywołuje mi teraz na myśl dziewiętnastowieczne podróże  Europejczyków do sanatoriów, „do wód”, do Baden-Baden, Salsomaggiore Terme itp. Ale nie o tym chciałem wam pisać. I nie zamierzałem też zapowiadać  kataklizmów, zarazy (ebola), pożarów- jak ten w Troi i innych miastach i centrach wschodniej przestrzeni Morza Śródziemnego 1200 lat przed Chrystusem. Za to powiem, Polska jest mi najcenniejsza, bo to nawet nie poczęstunek kawą i ciastkiem w pociągu Intercity z Poznania do Kutna gratis, ale obraz z architektonicznym łukiem rzymskim w pośrodku, za którym szerzy się „epokowy” pożar. Tamten rzymski pożar przypomina mi nasze współczesne biedy i błędy. Ale rozpocznę inaczej. W Chorwacji przed stu pięćdziesięciu laty, w 1876 roku, zbudowano latarnię z samego żelaza. Pierwszą taką latarnię zbudowano w 1818 roku. Latarnia ‘Susec’ prezentuje się nad brzegiem morza bardzo okazale, tutaj od dwu stuleci wiatru jakby się już nie bali. Podglądamy latarnię z pewnej perspektywy, stoi na wysokim brzegu jakby osobliwa stacja badawczo- meteorologiczna, a której jedyny obraz zachowałem w pamięci dzięki lokalnej stacji meteorologicznej z ulicy Ludwika Waryńskiego w Ząbkowicach, krainie mojego dzieciństwa; a także jako inne osobliwe miejsce z mojego dzieciństwa -niczym Ząbkowicka „struga”, ku której wędrowaliśmy z kolegami w czasie wakacji, by się wykąpać. W ‘Susec’ można zanurzyć wiadro w studni, jak to czyni teraz Alicja. A gospodarzem w tym miejscu jest P. Iwan Kwinta, skądinąd stolarz samouk. Susec, to kraina, która ciągnie się kilometrami- nie ma tutaj żadnego sklepu, żadnej ulicy, żadnego portu, nic. Za to latarnia widoczna jest na 100 metrów, a z pobliskich wzgórz prezentuje się okazale, wznosi się jak katedra zbudowana na wybrzeżu klifowym. Ktoś powiedział, to jest przestrzeń dziecięca, i to na wyspie… Urlop tutaj, to jest uczucie mieszkania w pośrodku morza, w poszukiwaniu nowej ziemi. Supermarket jest daleko. Tutaj można upiec chleb, robić masło, swój rytm można  znaleźć w tej rodzinie, jak w jakiś wysoko zawieszonych górach świata. To miejsce jest przede wszystkim znane z pasji gry na trąbce. A w czas słoty tutaj nie istnieje żaden strach przed mokrymi spodniami, ot zwyczajne życie, które składa się z próśb i podziękowań… Za mną wiele dni spędzonych poza moją izdebką, przebyłem tysiące kilometrów, Europa nie ma dla tajemnic. Ale nawet teraz nie wiem co mam wam opisać, czy pisać powieść o przeznaczeniu młodej dziewczyny, jakby nowej Marii Stuart- królowej Szkocji, uwięzionej i torturowanej podczas dyktatury w Argentynie. Miałem ochotę zacząć pisać, lecz szczególnie nie od siebie. Pisać opowieść byłoby sposobem wyzwolenia się od mojej historii. W mym podróżach ku współczesnemu światu udało mi się jak sądzę spotkać świadków niekłamanych wydarzeń, więc zacząłem wreszcie mówić nie od siebie… Wybaczenie innemu człowiekowi  przechodzi przez przebaczenie sobie, przez odczucie bólu innego, a nie przez negację człowieczeństwa innego. Jak przeżyć w oderwaniu od wolności? Chciałbym wbudować się w przebaczenie raczej aniżeli w zemstę. I to jest moje wyzwanie życie, to być znaczy szczęśliwym w teraźniejszości. Trzeba przestać robić bzdury, a podjąć swój lot. Polska jest moim kokonem, przyjeżdżam tutaj aby zaczerpnąć u źródła, czuję się bardzo protegowany, mogę być sobą. Ale mówić o sobie jest zadaniem emocjonalnym bardzo silnym- i chciałbym być na wakacjach od samego siebie. A trzeba zrozumieć to szybko teraz, ludzie są niecierpliwi. Trzeba ulecieć, podnieść się na własnych skrzydłach. W świecie można studiować teologię nie będąc katolikiem, żydem czy muzułmaninem. Jest rezurekcja, wniebowstąpienie, cuda. W Berlinie ludzie chodzą do kościoła, w którym modlą się wyznawcy tych trzech religii razem. Bo dla mnie Jezus jest więcej jak chrześcijaninem, to być „human,” człowiekiem. W moim doświadczeniu rzeczy jest pełno takich, o których nie mogę powiedzieć. Pisać, to sposób mówienia rzeczy w rękawiczkach, ponieważ świat nie jest gotowy przyjąć to, co ja mam do powiedzenia. Przejść przez filtr opowieści, to pozwoliło mi uczynić refleksję o rzeczach o których myślałem będąc „na uwięzi.” Mój tekst, to hyper kod o nas samych. Te opisane rzeczy- to wolność przede wszystkim. Moja matka umarła, gdy byłem jeńcem Europy, ale ona jest często ze mną teraz. Nawet teraz przyświeca mi jej latarnia wolności, jakkolwiek mama umarła. To obecne teraz życie uczynione jest z kontaktów z światem duchowym i niewidzialnym. Wszyscy przeżyliśmy w momencie naszego życia doświadczenie, które pozwala na punkt zapytania. To co jest nadzwyczajne w życiu realizuje się w dialogu. To nudne byś silnym, nawet bajecznym, wierzę że trzeba czynić drogę przejrzystą, tam i z powrotem. Trzeba dawać się, obdarzać się luksusem bycia małym. Wolność to iść naprzeciw wyzwaniu przeznaczenia czy też uczynienia, tworzenia się. Może znacie grę Sudoku, to jest magię kwadratu, z którym wykonujemy setki operacji. Powiem wam Kochani, jestem magikiem- a wy mi zaufajcie! W najnowszą podróż po Europie zabrałem dużo ciepła mojego serca, ale czuję się takim latarnikiem bynajmniej z Chorwacji, którego marzenia krążą jeszcze w małym świecie, choć jakkolwiek najczystrzej a ludzkiej fantazji. W dziewiętnastym stuleciu kolej żelazna nie tyle zabierała wolność, co sięgała doń, wchodziła na salony ostatniej wolności. W domu nie osiągamy żadnego pośpiechu, dążenia i przyspieszenia. Więc pojechałem, by w drodze ludzi spotkać. Albowiem świat staje się teraz gościnny „na podróże.” Mój pociąg, powiedziałbym, mój pulman jest moim zamkiem, tam czuję się u siebie. My train is my castle. A podróżując w drodze bynajmniej nie tylko do samego siebie, sięgam bo teraźniejsze bogactwo ludzkiego życia i je wam przedkładam. W pociągu, pulmanie-busie, przestrzeń zamyka się przez widok z okna. I jestem otwarty na mnogość refleksji. Przywołam teraz jedną z nich. W dzieciństwie „wyrzucano mnie” z hałasem i trzaskiem w okresie wakacji nad morze, do Niechorza (miejscowość koło Trzebiatowa), chyba w poszukiwaniu dla mnie przyszłego mojego przeznaczenia, czy też w poszukiwaniu najlepszego dla mnie owocnego zmieszania Północnego miejsca w mym życiu. W tym czasie zajmowałem trzecie miejsce w dzienniku szkolnym. Nadszedł rok 1974, Monachium. W Niechorzu obejrzeliśmy razem transmitowany przez polską telewizję pamiętny mecz  i to oberwanie chmury podczas walki Polski z Niemcami, gdy sięgaliśmy po bardzo szczęśliwe, jak się później okazało, trzecie miejsce drużyny na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej. Jeszcze nigdy nie bylismy wyżej notowani w dziejach Piłkarskich Mistrzostw Świata. To Północne miejsce w przyszłości okazało się dla mnie zbawienną krainą wielkiej wolności, której tyle wydaje mi się jeszcze zawdzięczę. Pólnocne przysłowie mówi, nie mamy żadnej herbaty (keine Tee), musimy umrzeć! Kraina przestronna, co się zowie szeroka i twarda (mięsista, z krwi i kości). Moja kraina wielkiej wolności zaczęła się w Niechorzu, powiem nawet to- już wtedy nie byłem w stanie udać się na niedzielne nabożeństwo, choć tak bardzo tego pragnąłem. To była inna epoka. System socjalistyczny w mojej ojczyźnie usiłował wychowywać mnie i moich rówieśników z daleka od mojego rzymskiego, katolickiego kościoła. W perspektywie tej Północnej wolności znajduje się sklep spożywczy  P. Guntera Janssena, przytulny bar z pólnocną ceremonią picia herbaty. Wydaje mi się, że już w Niechorzu bywałem na plaży, jak w jakimś istniejącym opodal po dziś dzień barze herbacianym… A więc będziemy odtąd mówić o krainie wolności, która jeszcze przed nami… Pod koniec stycznia 2015 roku odwiedziłem portugalskie Porto. I znowu uczułem się, tym razem jak w Kijowie, tak jak nie było łatwego dostępu do rzeki Dniestru,  tak i w Porto do rzeki Douro przedzierałem wąskimi uliczkami starówki. Piękna szeroka rzeka z zawieszonymi nad nią sześcioma żelaznymi mostami. Tam w Porto przekonałem się, nie tyle po spotkaniu s Księdzem Arcybiskupem w jego okazałej Rezydencji, ale naocznie, jak wiele mam twarzy. Czytamy w Objawieniu św. Jana Apostoła: „Patrzyłem i oto ujrzałem bramę(franc. la porte), która otwiera się w niebie. Pierwszy głos…” Niczym dziesiąte proroctwo chciałbym zachęcić was teraz, Kochani moi Czytelnicy, do obrony podstawowym praw ludzkich dziejów. Chciałbym, żeby historia trzech minionych stuleci była odmienna. Pragnąłbym, żeby historia posuwała się do przodu innym torem, ażebym mógł w taki czy inny sposób zmienić przeszłość. W Objawieniu św. Jana jest mowa o ubranych w białe szaty. W przeszłości biali kolonizowali wiele ziem poprzez przemoc i wyzysk. Tę przeszłość można zmienić, a człowiek czarny może wyrazić się wreszcie poprzez swoją twarz… Tak więc w mym przeznaczeniu skierowałem się na północ. A przed oczami mam teraz jeszcze inny obraz, oto ludzie Afryki stoją na brzegu Morza Śródziemnego i wyciągają ręce ku Europie, jako Ziemi Obiecanej. Jak oni, tak i ja popatrzyłem jeszcze raz na północ, stanąłem na brzegu uskoku skalnego, a raj u mych stóp. I pomyślałem, osobiście przed laty urodziłem się przecież w Tarnowskich Górach, na Śląsku, a teraz muszę zejść w dół, przejść Morze Śródziemne, by w końcu zmienić Europę, tę ziemię w mleko i miód bogatą, wejść śmiało do ostatniej Ziemi Obiecanej, przypisanej tej generacji, moim ludziom. Z gór muszę zejść w doliny, i myślę, że moje pokolenie ze mną. Muszę wybrać się na rekolekcje w góry. To bardzo smutne, że zaginęła tam moja koleżanka, którą z pomocą Bacy mogłem wreszcie odnaleźć. Bo przecież tam spotkałem Bacę przy motelu w restauracji, który mi radził iść w dolinę, by tam moją koleżankę szukać. I tam ją znalazłem. Bo to nie ja „ją zabiłem.”(por. Raskolnikow)A kraina była piękna, jodły, smreki, szum rzeki, bajeczny pawilon z „wodami.” Po nocy w namiocie rano przy wschodzie słońca w dolinie ujrzałem strumyk, jeziorko, kruka. I to było bardzo piękne. Jak mój pobyt ostatni w Catanii na Sycylii, celebry w katedrze u świętej Agaty czy nieco wcześniej udział we Mszy świętej narodów (ekumenicznej) w Katedrze Notre Dame w Paryżu. I powiem wam na koniec, w Paryżu teraz krzyczą, jest odwaga gestów, „świętoszek” przeobraża się w białego, na szczęście jest jeszcze „czysty.” A teatry proponują zmiany miejsc i funkcji aktorów po wielekroć. Aktorzy jakby grali swe role nawet przy braku publiki. Ale my nie zatrzymujemy się teraz na cudownych ich aktorskich rolach, ale na tym, jak bywają oni widziani w świecie i jak zmieniają się w czasie… A przy okazji powiem wam, zaszedłem w styczniu do ogrodu Luksemburgskiego. A więc w czasie kiedy Pan Prezydent mówi: „chcę dokończyć cele strategiczne…” i  ubiegać się o reelekcję. Zapraszam was teraz tam i ja na wiosenną skądinąd przechadzkę.(fin)

trzydziestolatkom i nie tylko

Wprowadzenie

Celem niniejszej pracy jest obszerne przybliżenie polskiemu Czytelnikowi filozoficznych przemyśleń Emanuela Levinasa i Alisdiare’a MacIntyre’a. Ich nauczanie porusza wiele kwestii społecznych, także olbrzymiego zniewolenia współczesnego podmiotu, które widzimy choćby w teorii intersubiektywności Emmanuel Levinasa. W tej ostatniej obserwujemy identyfikację jaźni ze sobą, która nie stanowi tautologii (por.E. Lévinas, Totalität und Unendlichkeit, 1993, 41; zob.J. G. Fichte, Grundlage der gesamtenWissenschaftslehre (1794), 1988, Erster Teil, § 1, S. 18: “Ja jest koniecznie tożsamością podmiotu, i przedmiotu: przedmiot-podmiot, nie ma po prostu dalszej mediacji”), czy też tożsamości w formie samoświadomości jako dialektycznego przeciwieństwa względem innego. Myśliciel swoją teorię opiera na fenomenologii Edmunda Husserla, jest świadomy tego, że w naszych czasach poza schematem podmiot-przedmiot ustala się sposób istnienia Ja (des Ich) jako intencjonalność świadomości (por. E. Lévinas, De Dieu qui vient à l’idée, 1992, 226.). Ta ostatnia idea intencjonalności świadomości wyraża fenomenologiczne poznanie, według którego myślenie jest żadnym zdarzeniem, a jedynie falą i ciągłym ruchem. Co więcej w oparciu o intencjonalność otrzymujemy identyfikację także wszystkich innych, którzy są nie-Ja, a jednocześnie zawiązuje się jedyne w myśli i percepcji przypisanie wszystkiego, wchłonięcie w Jaźń (por. E. Lévinas, Die Spur des Anderen. Untersuchungen zur Phänomenologie und Sozialphilosophie, 1992, S.189). Później bynajmniej podczas okupacji hitlerowskiej nastąpiło pogłębienie tej refleksji. W efekcie rozważania Emanuela Levinasa przyjęły postać szczególnego otwarcia na inność. W nowej epoce dziejów istota człowieka nie jest już w wolności, ale w pewnego rodzaju skrępowaniu. Levinas był przekonany, że teraz trzeba podjąć „niewybaczalność egzystencji czystej.”(E. Levinas, Totalité et infini (TI), Kluwer Academic, 2009, s. 29) Być prawdziwie sobą samym, to podjąć świadomość skrępowania pierwotnie nieuchronnego, to akceptacja tego związania, następnie wyjście z anonimowej egzystencji ku zaistnieniu. W cywilizacyjnym, istotnie rewolucyjnym rozumieniu istoty człowieka, odnajdujemy miejsce dla narodzin nowego pojęcia cnoty i odpowiedzialności. Z podjęciem tematu nieskończoności i otwarciem się na inność, Levinas zauważył, że ta ostatnia jest możliwa „począwszy ze mną”, zaczynając ode mnie. (E. Levinas, Totalité et infini (TI), Kluwer Academic, 2009, s. 29) I tak przykładowo pragnienie, kiedyś jedynej autorealizacji człowieka(por. I. Kant), teraz jest pragnieniem Innego. Myśliciel akcentuje kwestię, że relacja między Tym samym i Innym nie anuluje separacji, ona potwierdza się w transcendencji (tamże, s.54) I właśnie z ‘postawą’ następuje zdrada woli, pozytywne wyłanianie się bliźniego, wreszcie zaczyna się też jedyna ‘Mowa’ i wystawienie się na innego. Inność jest teraz tematem centralnym naszej kultury, ona porusza całe społeczeństwo. I właśnie myśl Levinasa zmusza do powtórzenia naszej kultury. To nie jest demograficzne zagadnienie czy też ekonomiczny program. Ale to jest kulturowe złamanie. Bo przede wszystkim musimy widzieć subiektywnie i obiektywnie każdego człowieka. A on ukazuje się jako fenomen poprzez swoją twarz. Ta ostatnia jest odsłaniana raczej dyskursywnie, jak wizualnie; twarz nakazuje mi i wzywa do odpowiedzi. Jakkolwiek człowiek broni się jeszcze przed definitywnym wyjaśnieniem twarzy nieustannie. Kulturowy przełom polega zatem na ustawieniu priorytetów: na pierwszym miejscu jest nasze życie, wspólnota. Jeżeli jesteśmy wierzącymi, to powinniśmy z naszej chrześcijańskiej wiary czerpać odwagę życia. Nie mamy wyjścia, ale mamy codziennie otwierać się na nadzieję. Oto jestem innego zdania, zatem jest oczekiwanie, tęsknota, fascynacja twarzą człowieczą, twarz jest nie do pogwałcenia- co jest niewiarygodnie piękne właśnie. Najpiękniejsze przedstawienie człowieka jest w Betlejemskim żłobie. Bóg bez nas nie istnieje, w pośrodku ludzkości zrodzony. Stąd podejmujemy chęć życia, więcej wytrzymałość, odtąd jesteśmy długodystansowcami. W każdym dziecku przyszłość możliwości życia mamy widzieć. Kiedyś umrzemy z radości więc. To jest zaproszenie od dzieciny z Betlejem, przez to dziecko jesteśmy obdarzeni. I tę tęsknotę ma nieść nasze społeczeństwo. To największy dar dla naszego kontynentu, dla naszego społeczeństwa. Atmosfera przyjaźni, nadziei, daru. Abyśmy stali się lepszymi. Nie czynić kompromisów. Ukazał się Bóg w swej niekoniecznej fantazji. Nadzieja jest mocna, możemy zdumionymi oczami widzieć to. Zadanie dla nas, rozjaśnianie Betlejemskich rządów nad światem. Gwarantem takiego „jasnego Rządzenia” jest Jezus z Nazaretu. Jak elektryczne napięcie. Bóg chce z człowiekiem mówić. Zatem –stawać się człowiekiem, to nie jest program panowania, władzy, ale program nauczania, największe posłanie wszystkich czasów. Możemy doświadczyć na naszej drodze mocy z wysoka więc. To jest to kulturalne złamanie, przełom w ludzkich dziejach świata, a o którym nie przestawali mówić najpierw Emmanuel Levinas, a teraz Alisdair MacIntyre…cdn

Bożego Narodzenia czas

Słowo z okazji Święta Bożego Narodzenia. Wiele Szanowne Czytelniczki, moi Czytelnicy! Kochani, z całego serca pozdrawiam Was, szczególnie chorych…Na zakończenie Kazania na Górze otwieramy się na nasz Dom-Europę. Mamy za soba koniec tego roku, który za nami, kiedy może obdzielaliśmy wierszami, byliśmy w Domu, który nazwaliśmy Europą… Ale gdy patrzymy wstecz na ruinę naszą: grupy różnych interesów, fanatycy przewodzą naszym społeczeństwom, uciekinierzy z Syrii, siłowe reakcje, dramaty. Te sprawy potrzebują impulsów na przyszłość. W obliczu tego widzimy radykalność, rewolucyjność Betlejemskiej Nocy. Bóg jest człowiekiem, ojcem wszystkich ludzi. Widzimy pararelne linie tej nocy, która w księdze Rodzaju nazywana była jeszcze ciemnością. Boże Narodzenie, to nie sentymentalne spotkanie, ale misja, posłanie skierowane przez nas ku wszystkim ludziom dobrej woli. Wobec otwartego, liberalnego społeczeństwa ewangelia jest przyszłości potencjałem. To jest konieczna, rzeczywista rewolucyjność. Każdy musi mieć korzenie. Każdy człowiek jest Bogiem. Ale ten respekt musi mieć korzenie. Obraz żywego Boga. Trzeba znać podstawy, fundamenty wiary, to klucz do naszego otwartego społeczeństwa. Bóg przez Jezusa z każdym się związał. Widzimy nasze społeczeństwo w dobrobycie. Ale istnie wielki niepokój: uciekinierzy z placu wojny, podnoszone dyskusje. A napisać artykuł, uczynić ważny wkład w dziejącą rzeczywistość. Odsłaniać decydujące podstawy miłości bliźniego. Jezus Chrystus jest niewidzialnym Bogiem, brat wszystkich ludzi. I teraz Bóg wprowadza porządek w ten świat, sens, światło, w ten chaos świata. Co teraz oznacza życie? Świat jest nie tylko przemocą, egoizmem, nie chodzi tylko o ekonomiczne interesy, ale o głęboki fundament całego świata. Jezus wprowadza sens do całego stworzenia. To są konsekwencje prawdy, potrzebujemy ludzi, którzy mają przekonania. Gdy wybierano Franciszka, byliśmy zaskoczeni. Ale ten papież jest inspirowany cudownie przez Świętego Ducha, zwołuje Synod, obwieszcza Dobrą Nowinę po świecie, co też w osobowym życiu się ukazuje. A w Strasbourgu mówił do naukowych autorytetów o kompetentnej Europie, referencyjny punkt jego mowy odnosił się do apelu: co trzeba uczynić, aby ludzie stali się dobrymi. Stać się większymi, w naszych parafiach, Archidiecezji, wynosić godność wszystkich ludzi, w ich płci, rasie i narodowości. Krok za krokiem odnawiać ruinę, która przed nami, wielu ludzi otworzyć na taką misję. Patrzymy na naszą ruinę, musimy podnosić na nowo nasze budowle wiary. Oto samotni uczciwie zapraszają nas na Święta. My nie jesteśmy sami, wiemy jak mamy zdążać do ojczyzny w niebie. Europa jest chrześcijańska w zamierzeniu. W kościele wiemy, że życia nie można kupić, cudowny dar, życie jest darem dla każdego. Koniec życia nie jest w naszych rękach. Wołam za moją duszą- poeta notuje- bo widzę kamień… staję się Stanisławem Barańczakiem… Ale ty jesteś tutaj! Modlitwa za Dom nasz, to jest nasza misja, odnawianie… trzeba przylgnąć nam do głębokiego odnośnie prawdy Betlejemskiej Nocy. Potrzebujemy tego światła, aby się orientować w życiu, musimy otwierać perspektywy, aby polityką poruszać. Szacunek dla każdego człowieka, jego godność, to zasadnicza misja nasza, budować mosty. Jesteśmy bogami, widzimy fascynujące możliwości życia, każdy chce być indywidualny, czyli szczęśliwy, a to znaczy być szczęśliwymi w różnych spełnionych identycznościach. Jezus dopuszcza, pozwala…! Misja Betlejemskiej Nocy, to nie jest moralny przymus, ale radość, radosna wieść o tym, jak bardzo stajemy się szczęśliwymi. Misja Betlejemskiej Nocy otwiera perspektywy na jasną orientację w w naszym myśleniu i czynie. Nie rozwiązuje problemów politycznych, ale otwiera na fascynujące możliwości życia, które musimy rozpoznać- i trzeba je umiejętnie przyjąć. Bóg powołuje zawsze, potrzebujemy zawsze odwagi i ufności, tego życzę Wam wszystkim na nowy rok. ksiądz Stanisław Barszczak

“Les plus élevés des choses que je suis élu”, par Stanislas Barszczak

Dramatis personae: le pape Pie V; Jan Kostka, le Père de Stanislas; depuis 1564. Castellan de Zakroczym; Margarita de Kryski de Drobin, mère de Stanislaus; Jean Bilinski, maître de Stanislas; Albert, frère de la mère qui est devenu célèbre pour le compte des messages du roi de Pologne à Rome, à l’empereur Ferdinand et au roi Philippe II d’Espagne; Stanislaw, frère de la mère, gouverneur de Mazovia Province; Peter, évêque de Chelm; Père Francis Antonio à Vienne; Francisco de Borja y Aragón, jésuite générale; Père Pierre Canisius, au collège à Dylingen; Paul, Wojciech, Nicholas- frères de Stanislas; Anna, la sœur qui a épousé Mr. Radzimowski; Jadwiga, se est mariée Mr. Warymski; Ernest, un ami Stanislas à Vienne; Matthieu Michon, semé des troubles au collège dans Dylingen; Luthérienne, Christophe Wachenschwarz, est souvent citée comme son autre nom Kinderberg; Stanislaw Warszewicki- compagnon dans le noviciat, chroniqueur de Stanislaus; étudiants, enseignants, nobles de Zakroczym… Préface Région de Mazowsze qui se distingue parmi les districts de Pologne-Lituanie un attachement particulier à la foi catholique. C’ était le seul quartier où il n’y avait pas protestants. Famille Kostka était au XVIe siècle, le noyau du catholicisme de la République de Pologne-Lituanie. La famille royale vivait à Plock …Mes réflexions à ce drame ce ne sont pas les souvenirs d’un créateur de la littérature érotique, clandestine. il n’y a pas d’informations sur des bévues, faux pas de jeune Stanislas ici, vous dire honnêtement. Se dévoyer et penser qu’ils sont deux étapes de la nature opposée. Stanislas se déplace dans un monde défini, de la jeunesse il a gardé sa vie sous contrôle. A la recherche d’un miracle pas de tels crimes à l’extérieur qui n’ont pas honoré le couvert de la vertu. Un poète qui se souvient une histoire de l’Europe a écrit: “Mais la miséricorde est supérieure à la puissance du sceptre, sa trône est dans le cœur des rois, est un signe visible de Dieu lui-même. Et peut devenir la puissance terrestre divine, quand la justice va décorer pitié.” Ainsi, Soeur, Frère, écouter de la musique composée pour la vie de Stanislaus maintenant, jeune maître de Zakroczym. “Plus grande gloire a moins à supprimer.” Je Je présente ces quelques phrases pour vous. Tout ce que je ai, deviendra ouvert à vos besoins et vos objectifs, vous ne seriez pas seul. Je écris sur Stanislas, Dieu l’a créé, il doit être considéré comme un homme, comme un d’entre nous. (à suiv

Sztuka o świętym Stanisławie Kostce, autor Stanisław Barszczak

Sztuka pt. Z buntownikiem za pan brat, autor: Stanisław Barszczak, część trzecia i ostatnia—-
Droga była trudna i uciążliwa. Trójce śmiałków towarzyszyły w drodze poczty klasztorne, miejskie, sądowe, kupieckie. Z Sigmaringen skierowali się na południe. W Dornbirn natknęli się na hodowlę baranów. Za Bürglen, gdy zbójcy stali na drodze ktoś odważny zabrał ich do swojego Coupe, które miało zamknięte nadwozie z jedną ławką. Lasy Wilhelma Tella okazały się przychylne dla Stanisława. Przez Chur powędrowali ku Varese. Tam wybrali drogę na Mediolan, aby zobaczyć słynną już mediolańską katedrę. Na miejscu obecnej katedry znajdowała się wczesnochrześcijańska katedra Santa Maria Maggiore i nieco większa bazylika rzymska wyświęcona później na kościół św. Tekli. Obie budowle pochodziły z wieku IV, były wielokrotnie burzone i ze zmianami odbudowywane. Budowę obecnej świątyni rozpoczął w 1386 książę Gian Galeazzo Visconti. Nieskończona katedra została wyświęcona ostatnio przez kardynała i arcybiskupa Mediolanu Karola Boromeusza (1572). W przewadze uderza gotycki styl budowli. Stanisław zapragnął ujrzeć nadto Ostatnią Wieczerzę – malowidło ścienne Leonarda da Vinci, wykonane w refektarzu klasztoru przy Santa Maria delle Grazie w Mediolanie przedstawiające Ostatnią Wieczerzę Jezusa z apostołami. Malowidło powstało na zamówienie księcia Mediolanu Ludovico Sforzy. Z Mediolanu udali się dalej na południe przez Piacenzę. Tam byli przed pięknym ratuszem – Palazzo del Comune – zwanym “Il Gotico”. To najeżony blankami palac w stylu lombardzkiego gotyku, który należy do kondotiera Alessandro Farnese i jego syna Ranuccio, władców miasta. Następnie obejrzeli sklepienie il Duomo we Florencji. W Sienie widzieli jej romańską katedrę; w końcu pielgrzymi przybyli do Rzymu… Tak więc droga skończyła się szczęśliwie dla całej trójki, którą umieszczono w nowicjacie przy kościele św. Andrzeja. Stanisław wnet zwrócił na siebie uwagę pokorą i pobożnością oraz umysłem. Jego modlitwa sprawiła, że przełożeni zakonu pozwolili młodzieńcowi wiosną 1568 r. złożyć śluby zakonne. Był to najszczęśliwszy dzień w życiu Stanisława. Ale po kolei… W Rzymie zaczęło się wszystko bardzo niewinnie. W Jezuickim nowicjacie znaleźli się wszyscy trzej wędrowcy dnia 28 października 1567 roku. Rządzi Kościołem Pius V. Na skutek listu polecającego, jaki generał otrzymał od św. Piotra Kanizjusza, Stanisław został przyjęty do nowicjatu, który znajdował się przy kościele św. Andrzeja. Było z nim wtedy około 40 nowicjuszów, w tym czterech Polaków. Rozkład zajęć nowicjatu był prosty: modlitwy, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i kościelnego. Stanisław rozpoczął nowicjat pełen szczęścia, że nareszcie spełniły się jego marzenia. Przecież już w Wiedniu jego maksymą było: “Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć”. Teraz jego hasłem było: “Początkiem, środkiem i końcem rządź łaskawie, Chryste”.
A jednak nie było dane zaznać Stanisławowi spokoju nawet tutaj. Na wiadomość, że Stanisław znajduje się w nowicjacie rzymskim, ojciec postanowił za wszelką cenę wydobyć go stamtąd. Wykorzystał w tym celu wszystkie możliwości. Do Stanisława wysłał list, pełen wymówek i gróźb. Za poradą przełożonych św. Stanisław odpisał ojcu, że powinien raczej dziękować Bogu, że wybrał jego syna na swoją służbę. W lutym 1568 roku Stanisław przeniósł się z kolegium Jezuitów (dom profesów), gdzie mieszkał przełożony generalny zakonu, do domu św. Andrzeja na Kwirynale, gdzie przebywał do śmierci.
Jak powiedziałem w pierwszych miesiącach 1568 roku św. Stanisław złożył śluby zakonne. Osiągnął więc cel. Teraz nic go już zgoła nie wiązało z ziemią. Dnia 1 sierpnia 1568 roku św. Piotr Kanizjusz miał konferencję do nowicjuszów. Prowincjał niemiecki pouczał, że tak należy spędzić każdy miesiąc, jakby był ostatni. W czasie pauzy św. Stanisław odezwał się: “Dla wszystkich ta nauka męża Świętego jest przestrogą i zachętą, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu”.
Koledzy zlekceważyli te słowa. I tak jeszcze dnia 5 sierpnia jeden z ojców, znany teolog, zabrał Stanisława do Bazyliki Matki Bożej Większej na doroczny odpust. Gdy byli w drodze, zapytał Stanisława niespodziewanie:
-“A czy ty naprawdę i szczerze kochasz Matkę Najświętszą?”
-Stanisław odparł bez wahania: “Ojcze, wszak ci to Matka moja!”.
Za kilka dni miało przypaść święto Matki Bożej Wniebowzięcia. Stanisław z zapałem opowiadał swoim kolegom, jak pięknie muszą ten dzień obchodzić w niebie aniołowie i święci. A potem dodał: “Jestem pewien, że będę mógł w najbliższych dniach osobiście przypatrzeć się tym uroczystościom i w nich uczestniczyć”. W prostocie serca w uroczystość św. Wawrzyńca (10 VIII) pisze list do Matki Bożej i chowa go na swojej piersi. Przyjmując tego dnia Komunię świętą, prosi św. Wawrzyńca, aby uprosił mu u Boga łaskę śmierci w święto Wniebowzięcia. Prośba została wysłuchana. Wieczorem tegoż dnia poczuł się bardzo źle. 13 sierpnia gorączka nagle wzrasta. Przenoszą go do infirmerii. 14 sierpnia męczą Stanisława mdłości. Wystąpił zimny pot i dreszcze, z ust popłynęła krew. Była późna noc, kiedy zaopatrzono go na drogę do wieczności. Prosił, aby go położono na ziemi. Prośbę jego spełniono. Przepraszał wszystkich. Kiedy mu dano do ręki różaniec, ucałował go i wyszeptał: “To jest własność Najświętszej Matki”. Zapytany, czy nie ma jakiegoś niepokoju, odparł: że nie, bo ma ufność w miłosierdziu Bożym i zgadza się najzupełniej z wolą Bożą. Nagle w pewnej chwili, jak zeznał świadek naoczny, o. Warszewicki, kiedy Stanisław modlił się, twarz jego zajaśniała tajemniczym blaskiem. Kiedy ktoś się doń zbliżył, by go zapytać, czy czegoś nie potrzebuje, odparł, że widzi Matkę Bożą z orszakiem świętych dziewic, które po niego przychodzą. Po północy 15 sierpnia 1568 roku przeszedł do wieczności. To była uroczystość Wniebowzięcia Matki Boskiej. Kiedy podano mu obrazek Matki Bożej, a on nie zareagował uśmiechem, wtedy się przekonano, że już w niebie cieszy się oglądaniem Najświętszej Maryi Panny.
Wieść o pięknej śmierci polskiego młodzieniaszka lotem błyskawicy rozeszła się po Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu zwłoki młodzieńca przystrojono kwiatami, a ciało włożono do drewnianej trumny, co również w tamtych czasach w zakonie było rzadkim wyjątkiem. Na obrzędy pogrzebowe przybył do Rzymu brat Paweł.
Wtem ukazał się Paweł w berecie nacinanym i zdobionym strusim piórem, w bufiastych, niebieskich pludrach i sajanie, który miał szeroki, kwadratowy dekolt zdobiony pasami haftu, wykonany z czarnego jedwabiu ‘alla moresca’ i szerokie, bufiaste rękawy ujęte w połowie ramienia i w dolnej części przedramienia szerokimi pasami. Szeroki dekolt odsłaniał marszczony przód i rękawy bawełnianej koszuli… Pamiętam że ktoś przed Bazyliką świętego Piotra wiele pytań zadawał mojemu bratu odnośnie zasług Stanisława.
-(Paweł) “Rodzice chcieli, abyśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali się żadnym rozkoszom. Co więcej, postępowali z nami twardo i ostro, napędzali nas zawsze – sami i przez domowników – do wszelkiej pobożności, skromności i uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł się na nas skarżyć o rzecz najmniejszą. Wszystkim tak jak rodzicom wolno nas było napominać, wszystkich jak panów czciliśmy.”
(Rzymska cela Stanisława- kaplica w Kościele Świętego Andrzeja na Kwirynale)
Także rzymską celę Stanisława zamieniono na kaplicę. Pewnie tutaj za sto lat będzie stała jakaś piękna rzeźba, która przedstawi Stanisława w chwili śmierci, z obrazkiem Matki Bożej w dłoniach… Ale już teraz gromadzą się tutaj Polacy na Mszy świętej…”Módlmy się o to, ażebyśmy umieli być pasterzami tej (polskiej) młodzieży; ażebyśmy umieli ją rozumieć, żebyśmy umieli jej słuchać tak do głębi, według tego, co się odzywa z samego dna duszy. I żebyśmy umieli – tak ją słuchając, tak ją rozumiejąc – prowadzić ją, wskazywać drogę…”(słowa papieża)
Niewiele pozostało pamiątek po Stanisławie w Polsce. W Rostkowie, miejscu urodzenia, już niedługo nie będzie śladu po dworze jego rodziców. Wierzę jednak, że w Rozstkowie stanie piękny kościół. Osobiście już bardzo dużo zawdzięczam Stanisławowi. Pierwszy z żywotów Stanisława napisał jego współnowicjusz o. Stanisław Warszewicki. Więc ja nie jestem pierwszy, który wam o życiu Stanisława opowiadam. W rok po zejściu Stanisława do tego samego nowicjatu Jezuitów w Rzymie wstąpił Piotr Skarga, współczesny kaznodzieja.

(Epilog- notatki następnych generacji)
Gdy otwarto trumnę Stanisława po latach, znaleziono Jego ciało nietknięte rozkładem. W 1605 r. papież Paweł V zezwolił na zawieszenie obrazu Stanisława w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie. Papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, a samego aktu kanonizacji dokonał jego następca Benedykt XIII w 1726 r. 200 lat później w 1926 r. sprowadzono do Polski część relikwii Świętego. W uroczystościach wziął udział sam prezydent państwa Ignacy Mościcki. Relikwia głowy św. Stanisława znajduje się w Nowicjacie Jezuitów w Gorheim. Ciało spoczywa w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie. Wielu polskich pielgrzymów po złożeniu hołdu Namiestnikowi Chrystusa udaje się do tego kościoła, by pokłonić się szczątkom polskiego świętego.
W tym czasie Pius V w Rzymie zdecydowanie wspierał katolików we Francji w walce z hugenotami. Był to czas “nocy świętego Bartłomieja” i awansu hugenotów. Zawarto traktat pokojowy, zapewniający hugenotom wolność religijną. Pius V był także inicjatorem Świętej Ligi przeciwko Turcji i krótko przed śmiercią świętował sukces – flota Ligi złożona z okrętów weneckich i hiszpańskich 7 października 1571 odniosła pod Lepanto zwycięstwo nad siłami sułtana Selima II. Z wdzięczności Maryi, ustanowił dzień 7 października, świętem Matki Boskiej Różańcowej. To był dzień “Matki Boskiej Zwycięskiej”.
(fin)