Jeszcze o mojej “Tajemnicy Emily”

Jestem Wam potrzebny, należę do Was jak płonący dom przynależy do ognia- mowa Klemensa VIII po konklawe, 30 stycznia 1592 roku- licentia poetica    2015-12-15 11:16; autor Stanisław Barszczak  (fragment skończonej przeze mnie opowieści Pt. Tajemnica Emily)

Kochani moi. Pozwólcie mi powiedzieć. Nie zamierzam mówić głupstw. Przyszliście tutaj grupkami, te zielone pasy na placu świadczą bynajmniej, że jesteście bardzo szaleni, ale nie mam tego za złe. To prawda, nie pragnę miłości, choć stęskniłem się za byciem kochanym. Można by rzec o mnie teraz, ze skomponowałem bukiety z cudzych kwiatów, od siebie dodając jedynie wstążki, które je związały. Przywykliście patrzeć z tego placu czasem jakby na skrępowaną postać pokonanego ‘potwora,’ czy też ‘stwora’ na wolności. Nie będzie tak tym razem. Wiecie, nikt nie jest wolny od kłopotów na tym świecie. Mamy dwa oblicza duszy czasem: ciemna i jasna. Zachęciłbym, żebyśmy wspólnie odkryli te jasną. A dowiemy się o sobie samym ciut więcej, choć może będziemy i tego żałować- jakkolwiek za późno. Stąd, z Watykanu, wyruszam tedy zaopatrzony w pewne moralne zasady; wierzcie mi nigdy nie byłem w stanie pełnej świadomości odnośnie tego jak będę sobie z nimi poczynał. W tym czasie chciałbym zdążyć rzucić nadzwyczaj głębokie, ufne spojrzenie na Chrystusa przy Was, równocześnie zamierzyłem zaraz uklęknąć do stóp setnika z ewangelii… Poczyńmy sobie uwagę tutaj: nie jesteśmy kolonistami bynajmniej, to jednak zdobywcami na ziemi matce, nasza siła wypływa wciąż jedynie z słabości innych, a nie z ich mocy. Widzicie więc, nie jestem typowym przedstawicielem kapłańskiego powołania. A bardziej marynarzem, a jeszcze więcej wędrowcem bez osiadłego życia. W mojej ziemskiej przygodzie przez parę sekund doznałem uczucia nawet, jakbym się wybierał do środka ziemi. Kochani, już żyjecie w nowej epoce, tym moim dniem, i jakbyście wszystkiego już zaznali… Zabierzcie stąd dobro i zło, i wypełnijcie je dobrymi czynami. A od dzisiaj należycie do siebie. Kochani. To pięknie spojrzeć na ten plac. Kwasy i słodycze trzymajcie w tajemnicy. Widzicie, nie możecie stworzyć małego robaczka, a kujecie sobie bogów tuzinami. To wiedzcie, pracujemy nad wypchaniem naszej pamięci wiadomościami i pozostawiamy w zaniedbaniu wykształcenie sumienia i rozumienie świata. A imperium zbudowane orężem potrzebuje oręża, by się utrzymać przy życiu. Ja najmocniej wierzę w to, o czym wiem najmniej. Nie śmierć mnie niepokoi, ale umieranie. Skądinąd wiem o tym, że kto nauczył się umierać, oduczył się służyć. Mam dużo rzeczy najdroższych, za sobą powaby cielesne. Ale kto przemierzy piękniejsza drogę? Jeszcze nikt nie trafił w dziesiątkę z szarym życiem. Umiejcie obmyślić i poprowadzić swoje życie z Chrystusem. Historia Kościoła nie jest nudna, uważam bynajmniej, że nie jesteśmy szczęśliwi. Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, wówczas nie ma  wolności. Wolność to prawo czynienia wszystkiego, czego ustawy nie zabraniają. Jakkolwiek sam nie wyrzekłem się swych błędów, to jednak lekceważę nikczemność doradców i słabość dobrych. Zresztą raz jesteśmy zbyt starzy, innym razem nazbyt młodzi, chciałbym te lukę zapełnić. Nie ma wolności dla mnie, gdy nie ma dobra, które umożliwia korzystanie z innych dóbr. Pojechałem do Antalii, bo jestem przekonany, ze anioły nie pogardzają ludźmi w tym stopniu, co ludzie sami sobą. Uczmy się sobie podobać. Wybrałem się do Afryki, bo w życiu każdego były i są chwile obłąkania. Zasady nie wystarczą, potrzebne jest świadome przekonanie co do jawności i kosmicznej otwartości przestrzeni dla człowieka. Od razu się przyznam wam, nigdy nie byłem nieludzki. I dalej stąd z wami będę rozmawiał a setnika słuchał nieustannie. Jeśli filozofuję teraz, to wiedzcie gotuję się do śmierci, wiec pozwólcie mi sobie pofilozofować(śmiech na placu). Usiądźcie dobrze. Jesteście piękni. Nie masz nic równie pięknego i godnego, jak dobrze i należycie spełniać swą rolę człowieka. Najdziksza ze wszystkich chorób, to gardzić naszą własną istotą. Macie być godnymi ludźmi. Posiadamy prawdę i dobro jedynie częściowo i pomieszane ze złem i fałszem. Trzeba pilnie nauczyć dzieci dobra… Musimy pomagać kobietom w tym ich własnym a pięknym świecie, żeby blask słońca nigdy nawet nie mógł stać się narzędziem kłamstwa; żeby troszcząc się o podobne sprawy, o pospolite wypadki dziejące się na powierzchni, nie rozwiewała się nam rzeczywistość sama. Zróbmy więc, żeby nie rozleciał się świat kobiet przed zachodem słońca. Widać grupę Polaków. Pozdrawiam Będzin i Olkusz. Roma locuta causa finita. Wreszcie pozdrawiam Rzymian, w czasie tej ulewy przemokliście bardzo, nie zapominam o chromych na ich łożach. Ale nie przeciągam, a obiecuję modlitwę nieustanną za nasz wspólny dom zanoszoną do Boga. Pozdrawiam przedstawicieli wszystkich stanów, nawet tych głupawych mężów i ich ślepą żonę. Pozdrawiam niewiasty z ulicy. Tam jest dom, gdzie jestem zawsze rozumiany. To wiedźcie na pewno. Może wyobraźnią nie otworzyłem się w pełni na wasze światy. I może nieraz zaś przez wolność ludziom staje się obojętna prawda. Ale żaden dzień jeszcze się nie skończył. Z Chrystusem i jego matką mówię wszystkim, do roboty, szczęść Boże. Amen.

story about young Jusus

Stanislaw Barszczak— Jesus son of Joseph — (story about young man, son of carpenter)Let me say, at the beginning my first contact to the another human being was wrong, I think. I tried to disappear. I never looked into the eyes, always gazing at the floor. I couldn’t be approached. And wouldn’t talk to anyone. I wasn’t able to establish any kind of rapport with other people, probably because I was alone for such a long time. Dad worked heavily in joiner’s workshop. I was a bit terrified, but I had such good memories of my stay on stage that I decided to give it a try. So, I’ve overcome myself. And now, now I’ve learned to trust, to build relations. I’m an example for everyone, all boys want to be like I. So, in Nazareth I’ve heard everything I had expected to hear. I wanted to present to the listeners something that I myself am convinced to. All went according to plan, and because of this I’m satisfied. I attended every concert, most of them I listened to in full, because I wanted to present to the listeners something that I myself am convinced to. Has it happened during those years that an artist became famous in Galilee because of the feast festival? Judas Iscariota and the others is an example of such an artist. He’s extremely original, and talented musician. I’m very satisfied because of the fact that we didn’t count on the commercial success of the festival, but it happened anyway. It’s a very pleasant side effect. Coming here for the weekend, or even half a day really is the highest form of recognition. We’re still polishing the logistics, promotion, and we’re also working on broadening the audience. My main goal is the constant evolution of my sermons…My travel help a lot, obviously. My first contact with fauces, with this instrument was at a late stage, when I was 12. However, my father also was a public man, he would often take me to his rehearsals at the garrison. There were beautiful voices there. I still believe this to be one of the defining moments of me becoming a musician. I still remember their particular scent…But I was my own decision. I started very late, aware that that chariot was already leaving the platform of the street. But I think I’m living proof of the fact that enough hard work and faith can help in catching that chariot on way fastly. I would practice 17 years, ten hours a day. My spine is a painful memory of that time. I’m afraid. But I do not regret that decision…In youth I’ve heard a lot of my country. As can be seen, history does not always repeat itself, at least for the time being. Who would have thought several months ago that in the face of the migrant crisis Judea would be the first to extend a helping hand to refugees? Judea became open for them, if once has proved it! A country that has never fought for salvation of the world until this time and that suppressed even its own people imposing the tight constriction of the Roman Empire on them today grows up to be the only reasonable voice of conscience in the self-contained Empire. Its openness will probably end soon too because the inhabitants of Judea do not have endless patience for their authorities. The problem us that other countries do not really feel like being this promised land for the poor and oppressed. Galilee, my country has become home to people of so many cultures in the recent years that we did not even notice it. They have worked here and lived with us for years, and we are more than willing to take advantage of their work. So, do Galilee have lost something because of that? I represent a generation that has grown up in the new Galilee already. I do not remember food ration coupons, long queues or empty shelves on jewish bazaar, but I do know the history of Roman Empire well. So, who can understand refugees and economic migrants better than our neighbours if not us…? We do not understand them even though we should because our memory is defective… You see the fact that we appealed for and accepted others help in hard times. Where is our solidarity? But now about other that else. My beloved, now the only effective cure for hurry: expeditions of my papers. As you probably have noticed if you follow my spiritual achievement just a bit, for the past 20 years I have been constantly changing. It’s hard to pigeonhole me within one ecclesiastical genre. It something I can’t change, I can’t change my voice… But as I still have mentioned my sermons story is about a man in the context if the universe. I would say here, there’s a grace and the faith man, but live community has great power and there’s always the frenzy! It keeps you going. Sadness is undoubtedly an important part of our development. Betania village. It was my first visit there. I went to get to know those people, witness how it all looked like, feel the atmosphere. Before that I had been in the eternal city of Jerusalem, as you know which to be as I am…It’s a very picturesque place. I can’t imagine living anywhere outside Jerusalem and definitely not within the next 30 years. I love my country. I not perfect, as any other country, but for me Jerusalem is people. I don’t know if I would fit in a different mentality, a completely different culture, a different set of rules. I have my family and friends here. I like coming back here after my tours. There is a kind of freedom to all here that most Romans wouldn’t understand, and that is not entirely familiar to them. There are bound to material things, everyone’s got a house, a family, and they take care of it. To see people, to be pilgrim with them here, it’s perfect inspiration to create sermon for them. And that’s how my tour is going to look like. The entire meeting to them will be a crazy wedding, but also beautiful ballads, and revenge. Someone betrayed, someone married the wrong person, not the one they had promised to marry, she killed him, blood and tears everywhere… We are all sports fans in Galilee and Judea. We say that the tension reaches its height when the Nazaranian team appears at the arena. We watch their every move with bated breath waiting for them to win. We believe the competitors are in top form, on which they kept working hard before the competition. There was a second Cesar of our Empire for that reason in Jerusalem already. Then, the great philosopher of our time on his deathbed, when he did not speak, but still was able to write. I have the Talmud paper, that one lay on his coffin on the day of his funeral. He was holding a paper between legs. Ovidius’ poem. He always new how to get what he wanted. Then, volunteers from John came up, with our guide Peter, and with James. They were carrying bags full of trash. A lot less than four years before. We took a fish, and it was an honor that they invited me to it although I hadn’t collected anything. I thought that I want in reality it wasn’t about the trash, nor reaching the top of Jordan river, but about allowing those several kids to enter another phase in life. Maybe insignificant, but still binding. It’s hard to be a teacher. Then, what had happened in my youth else? Then, I have learned other people. I first Judas when I was a young boy. I gave him my songs that he was to sing. I think that it was this kind of a moment in our lives that we needed each other very much without even knowing it. He also loves life as it is, without pretense. Judas was undergoing personal life and musical changes, he was looking for new ways to express himself. He was able to combine their creativity with his own. What I needed was this kind of a producer. He, on the other hand, needed an artist with whom he could record a good idea and show everyone his talent to produce. And it worked. We both achieved tremendous success. We also became friends. I liked him very much, his family, kids. I felt at home with them. I was grateful to him that I could count on his kindness, and knowledge in the complicated world of show business, where no rules apply. Judas tries to make family the most important element of his life. It makes him more open, willing to work, and creative. It makes him ready for new challenges. He is not driven by sadness and sorrow, but harmony and love in life. (Continuation of this blogstory will follow soon, autor)

Bożymi śladami wędrówka

 

Stanisław Barszczak —Siejba szczęśli­wych żniw–

Dzisiaj ty­leż jest ka­tas­trof co i ludzi, ktoś zauważył smutno. Osobiście pokazuję więc tutaj włas­ny upór w pragnieniu odbijania jak najwięcej kosmosu w sobie. Mając jedną chwilę jeszcze powiem wam, bu­dowałem na piasku i zwa­liło się. Bu­dowałem na skale i zwa­liło się. Te­raz bu­dując zacznę od pięknego komina, który wystawiłem w życiu jeszcze zanim zacząłem wznosić moją budowlę. Zaraz ktoś mi mówi: „przez dro­gi cier­pkie, da­lekie i gorzkie po coś tu do nas przyszedł, boże czy człowieku? Każdy z nas jest Ody­sem, co wra­ca do swej Itaki. Wiecie, że niena­widzę, nie cier­pię, nie znoszę kłam­stwa, nie dla­tego, abym był bar­dziej pra­wy od reszty ludzi, ale po pros­tu dla­tego, że kłam­stwo mnie prze­raża, nasz Joseph Conrad Korzeniowski mocno to pisał. Mama wierzyła we mnie zawsze. „Gdy­by wszys­tko prze­padło, a on je­den po­zos­tał, to i ja is­tniałabym na­dal. Ale gdy­by wszys­tko zos­tało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie ob­cy i straszny, nie miałabym z nim po pros­tu nic wspólnego.” Stąd tak bar­dzo chciałbym zbliżyć się do sa­mego siebie, od­rzu­cić wszys­tko to, co mnie dzieli od sedna! Tutaj nie sen jest naj­gor­szy, naj­gor­sze jest przebudzenie… Ja­kież to męczące ciągle być sobą! Wręcz niedopuszczalne! Ale nie jest obo­wiązkiem otocze­nia po­magać mi tylko, ale ja mam obo­wiązek troszcze­nia się o świat, o człowieka. Przed kilkoma dniami przemierzałem tramwajem i nie tylko most średni na Renie w Bazylei. Przemyśliwałem wówczas: Być jak płynąca rzeka. Ktoś powiedział, że to jest najśmie­szniej­sze w ludziach? Zaw­sze myślą na od­wrót: spie­szy im się do do­rosłości, a po­tem wzdychają za ut­ra­conym dzieciństwem. Tracą zdro­wie by zdo­być pieniądze, po­tem tracą pieniądze by odzys­kać zdro­wie. […] Żyją jak­by nig­dy nie mieli um­rzeć, a umierają, jak­by nig­dy nie żyli.” Piękna historią może poszczycić się Bazylea miasto nad Renem. Ale tam­te cza­sy miały dog­ma­ty, my ma­my tyl­ko mniema­nia… a ni­mi nie można bu­dować katedr. Suk­ces po­lega na tym, by iść od po­rażki do po­rażki nie tracąc entuzjazmu, powiedziałbym. Jest rzeczą niewątpli­wie dobrą, że świat zna tyl­ko piękne dzieło, nie zaś je­go pobudki, to zauważył T.Mann. Właści­wie świat sta­je się obojętny, jeżeli człowiek nie ma dość sił, aby wyb­rać so­bie coś praw­dzi­wego i iść za tym do końca. Ktoś zauważył, je­dynie w snach, w poez­ji, w za­bawie, z rzad­ka pochy­lamy się nad tym, czym by­liśmy, za­nim sta­liśmy się tym, czym ewen­tual­nie te­raz jesteśmy. Nie mogę być sobą, kiedy tkwią we mnie dwie dusze, kontynuuje uparcie Orhan Pamuk. A ja już nie wiem, ale wydaje mi się, że kiedy ktoś umiera, uni­ces­twieniu ule­ga jakaś cząstka kos­mo­su. Więc „trze­ba kochać, to co jest nam naj­bliższe. To, cze­go można dot­knąć ręką. Tak kochają psy,”  stwierdził to J.M.Coetzee. Bez przyszłości te­raźniej­szość sta­je się bez znacze­nia, to tak, jak­by jej nie było. Miłość między ludźmi na­leży siać jak złote zboże. Z dzieciństwem zdradzałem matkę…choć blask jej ob­licza zaw­stydziłby gwiazdy. Ona kochała mnie na­dal, bo chyba po raz pier­wszy w życiu poz­nała, co to wolność. Nikt by nie pa­miętał o dob­rym Sa­mary­tani­nie, gdy­by miał tyl­ko dob­re in­tencje. By przejść do his­to­rii, mu­siał mieć też pieniądze… Cza­sami na­wet ka­mienie płakały w og­ro­dzie naszym wspólnych niespełnionych obietnic. A ja mówiłem jej wówczas prawdę, ale w formie nie do przyjęcia…A ona „do no­wych za­dań w każdej chwi­li gotowa. Jeżeli mu­si pocze­kać, poczeka. Mówią że śle­pa. Ślepa? Ma bys­tre oczy snajpera i śmiało pat­rzy w przyszłość- ona jedna,” skreśliła jakby właśnie o niej to zdanie W. Szymborska. Od dzieciństwa wiedziałem co znajduje się za kurtyną… A teraz trze­ba spłacić dług z te­go ta­jem­ne­go de­pozy­tu cu­dow­nych chwil. -Nie jes­tem w to­bie za­kocha­na, synu, ani ty we mnie. Ale pot­rze­buję ciebie, tak jak ty mnie pot­rze­bujesz. Pot­rze­bujesz mnie te­raz, w tej chwi­li, bo jes­teś zroz­paczo­ny i trze­ba ci pchnięcia, mawiała kiedy poszedłem do szkół. Ale to był taki czas. Wyobraźcie sobie, będąc chłopakiem zapomniałem grzebienia raz, i ktoś to zauważył. Odpowiadam mu teraz: jeśli ludzie będą zwra­cać uwagę tyl­ko na wygląd, nig­dy nie na­biorą sza­cun­ku do umysłu. Chciałbym zatem mówić mamie nieustannie: „Gdy­byś kiedy we śnie poczuła, że oczy mo­je już nie pat­rzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał.” Aby stać się lepszym, nie mu­sisz cze­kać na lep­szy świat. A żyć możesz tyl­ko dzięki te­mu, za co mógłbyś umrzeć. Zważmy zysk i stratę, zakładając, że Bóg jest – jeśli wyg­rasz, zys­ku­jesz wszys­tko; jeśli przeg­rasz, nie tra­cisz nic, mówił jak wiesz B. Pascal. Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego, że własna. Kocham ją. Czynię to dla własnej wolności, dla której należy wycierpieć wszystko. Każdy niesie świętość równą świętości innych. Musimy uprawiać własny ogród. Cnota nie daje szczęścia, ale uczy, jak z niego korzystać, gdy się je ma. Pascal mówił: „Nikt nie jest tak szczęśliwy, jak prawdziwy chrześcijanin. Nie wiem, kto mnie wydał na świat, czym jest świat, czym jestem ja sam, żyję w okropnej niewiedzy wszystkich rzeczy. Widzę przerażające przestrzenie wszechświata, które mnie obejmują, i widzę, że jestem przywiązany do jakiegoś skrawka tej przestrzeni, nie wiedząc dlaczego właśnie do tego, a nie do innego, ani dlaczego ta odrobina czasu, która mi jest dana do życia, jest mi przeznaczona w tym, a nie w innym punkcie wieczności. Nie widzę nic prócz nieskończoności, które mnie zewsząd obejmują, jestem wśród nich jak atom, jak cień trwający tylko bezpowrotną chwilę. Wszystko, co wiem, to tylko, że niebawem muszę umrzeć, a znam najmniej śmierć, której nie zdołam uniknąć.” Bądź przy mnie blisko, bo tyl­ko wtedy nie jest mi zimno- Lu­bisz mnie – ciągnęła mama da­lej – z po­wodu, o którym ci już mówiłam: przełamałam twoją sa­mot­ność, przechwy­ciłam cię tuż przed wro­tami piekła i znów obudziłam. Ale chcę więcej od ciebie, o wiele więcej. Chcę cię w so­bie rozkochać…Wyob­raź mnie so­bie; nie zais­tnieję, jeśli mnie so­bie nie wyobrazisz…Czy masz ali­bi na ok­res, w którym nic nie zrobiłeś? Lecz nikt nie może tra­cić z oczu te­go, cze­go prag­nie. Na­wet kiedy przychodzą chwi­le, gdy zda­je się, że świat i in­ni są sil­niej­si. Sek­ret tkwi w tym, by się nie poddać. ”Chrześci­jaństwo, jak do­tychczas, było naj­większym nie­szczęściem ludzkości. Os­tatni Chrześci­janin umarł na krzyżu.” Ideał sięgnął bruku. Mówili nam nadto, że to jest naj­gor­sze kiedy ta­jem­ni­ca po­zos­ta­je nie wy­jawiona nie z bra­ku słuchacza, lecz z bra­ku zrozumienia…Czy wszys­tko po­zos­ta­nie tak sa­mo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki od­wykną od do­tyku moich rąk, czy suk­nie za­pomną o za­pachu mo­jego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, z Panią H. Poświatowską jakby powtarzała to w kółko. „Szczęście? –to co dzień dos­tać je­den uśmiech i zwrócić je­den wiersz,” synu… Ja nie chcę wiele: ciebie i zieleń…Chodzi­liśmy nie szu­kając się, ale wiedząc, że chodzi­my po to, żeby się znaleźć. Kocham ziemię pod twymi sto­pami i po­wiet­rze nad twoją głową, jakby wciąż ona to powtarzała- i każda rzecz, której do­tykasz, i każde słowo, ja­kie wy­powiadasz, kocham to, jak wygląda, i każdy twój uczy­nek, i ciebie samego. Da­no ci życie, które jest tyl­ko opo­wieścią; ale to już two­ja spra­wa, jak ty ją opo­wiesz i czy um­rzesz pełen dni.” Pielęgnuj swo­je marze­nia. Trzy­maj się swoich ideałów. Masze­ruj śmiało według mu­zyki, którą tyl­ko ty słyszysz – mówiła. A ja kochałem ją tak bar­dzo i od daw­na, że nie mogłem już pojąć żad­ne­go in­ne­go cier­pienia, które nie zaczy­nałoby się od niej.„By­liśmy ta­cy jak Wy – a Wy upo­dab­niacie się do nas-” mówicie- wszys­cy stop­niowo tra­cimy ro­zum, sta­jemy się opęta­ni przez demony. . Ale przecież „żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch po­dob­nych nocy, dwóch tych sa­mych pocałunków, dwóch jed­na­kich spoj­rzeń w oczy.” Człowiek nie żyje wyłącznie swoim życiem oso­bis­tym, ja­ko jed­nos­tka, ale, świado­mie lub nieświado­mie, również życiem swo­jej epo­ki i swo­jego pokolenia. „Żyje­my w cza­sach, w których tyl­ko głupców trak­tu­je się poważnie.” „Jes­teś dla te­go pros­te­go, wy­god­ne­go dzi­siej­sze­go świata, za­dowa­lające­go się by­le czym, za bar­dzo wy­magający i za głod­ny, on cię wyp­lu­wa, masz dla niego o je­den wy­miar za dużo.” Fi­lozo­fia uczy mnie jeszcze dziel­nie zno­sić nie­szczęścia naszych sąsiadów. Widzicie, nie można być przy­jacielem dla ko­gokol­wiek, nie będąc przy­jacielem dla siebie, zauważyła Eleonora Roosevelt. Cier­pi­my na próżno. Przyjąć dob­ro­wol­nie cier­pienie za dru­giego człowieka to coś więcej niż tyl­ko cier­pieć. Na taką de­cyzję mogą się zdo­być tyl­ko ludzie wewnętrznie wolni. Ma­luje się tyl­ko po to, aby oszu­kać oczy. Był czas że malowałem obrazy…oszukiwałem oczy. Żeby odejść od siebie też trze­ba się tez spotkać…Więc spotykaliśmy się z matką. A ona potem jakby mówiła: „trud­no opi­sać zmianę, jaką wniosłeś w me życie. Jeśli te­raz żyję, przed­tem byłam jak mar­twa, choć jak ka­mień nic so­bie z te­go nie ro­biłam, trwając w miej­scu zgod­nie ze zwyczajem…Me ser­ce pod twą stopą, pok­rewne kamieniom.” Wreszcie nadszedł  czas, teraz przyglądam się sobie, z łez ocieram cudze oczy, cho­ciaż moich nie otarto. Jest praw­dzi­wa miłość. Nie uciekaj! Trud­no jest jed­nocześnie do­godzić ludziom i prawdzie. Nadto wol­ność wy­maga, żeby był ura­towa­ny człowiek obok mnie. Kochany Czytelniku. Bądź przy mnie blisko, bo tyl­ko wtedy nie jest mi zimno.

 

Polak nigdy się nie podda

Stanisław Barszczak—Świadomość bycia kochanym—

Zamierzałem jechać na kilka dni w góry, gdzie jeszcze nie ma mojej chaty. Ale udało się, znalazłem się nagle w Bazylei. I oto spotkania z nowoczesną sztuką i architekturą. Liczne muzea. Odpoczynek przy fontannie autorstwa Tinguely. Teraz tylko w niecałe 2 godziny od Krakowa możemy stać się częścią tego bogactwa – nie tylko w ścisłym tego słowa znaczeniu. Bo prawdziwe bogactwo Bazylei to jego artystyczna część, ale przede wszystkim niepowtarzalny klimat, którego ze świecą szukać w innym mieście. Bazylea jest miastem, w którym przeplata się nowoczesność z tradycją. Tutaj powstał najstarszy uniwersytet w Szwajcarii. Tutaj też drukowano pierwsze książki i wybudowano pierwszy teatr muzyczny. Ale nie tylko sztuka i kultura tworzą niepowtarzalny charakter miasta położonego w zakolu Renu na styku trzech państw: Szwajcarii, Niemiec i Francji. To miasto targów i kongresów, badań naukowych i międzynarodowego handlu. Na targu unosi się zapach korzennych pierników – lokalnej specjalności. Uroczyście udekorowane okna wystawowe w uliczkach starego miasta zapraszają do spacerów, a w wodach Renu odbijają się kolorowe światełka girlandów. Karnawał w Bazylei z Morgestraich jest wyjątkowym wydarzeniem w całym kraju. Atrakcyjne położenie na styku trzech krajów – Szwajcarii, Francji i Niemiec sprawia, że jest piękna. Stare Miasto z ratuszem, targiem i katedrą jest jednym z najlepiej zachowanych w Europie. Tutaj znajduje się największy ogród zoologiczny w Szwajcarii – oaza w sercu miasta. Warto zobaczyć katedrę. Zabytek romańsko-gotyckiej architektury jest równocześnie pulsującym centrum artystycznego miasta. Kościół św. Antoniego. Pierwszy w Szwajcarii betonowy kościół jest pionierskim dziełem profesora architektury Karla Mosera. Muzeum Sztuki Współczesnej. Perfekcyjna integracja nowych elementów z zachowanymi starymi murami. Kunsthalle. Od 1972 roku przedstawia ponadczasowe, awangardowe dzieła. Muzeum Architektury. Zmieniające się prezentacje szwajcarskiej i międzynarodowej architektury. Messeturm. Wieża targowa z wysokością 105 m jest najwyższym zamieszkałym budynkiem w Szwajcarii. Elegancka architektura z przezroczystymi fasadami przedstawia otwartą na świat Bazyleę. Augusta Raurica, August (12 km od Bazylei). Archeologiczne wykopaliska z ponad 20 atrakcjami. Wśród nich najlepiej zachowany antyczny amfiteatr na północ od Alp. Jednym z ulubionych kierunków wielbicieli sztuki z całego świata jest Art Basel, czyli najbardziej prestiżowe, międzynarodowe targi sztuki. 250 uważnie wybranych, najlepszych galerii z Europy, Ameryki, Azji i Australii przedstawia najwyższej jakości dzieła sztuki współczesnej. Na wystawie znajdują się obrazy, rzeźby, instalacje, fotografie, grafiki, video i sztuka multimedialna, a także prace ponad 1000 artystów. Reprezentowane są wszystkie słynne nazwiska, od współczesnych mistrzów, jak Picasso, Miró, Klee, Warhol i Beuys po najmłodsze pokolenie. Lądując na lotnisku Bazylea-Miluza-Fryburg znajdziemy się na terytorium francuskim. W momencie możemy przenieść się do Niemiec albo do Szwajcarii. Poznawanie Bazylei wypada zacząć od ratusza. Prezentuje się iście „na bogato” dzięki ozdobnej, czerwonej fasadzie, której daleko do taniego kiczu. Nic dziwnego skoro budując go w latach 1504-14 na cześć przystąpienia Bazylei do Konfederacji Szwajcarskiej (1501 r.) wydano na niego fortunę. Pewnie gdyby nie zdobiący fasadę dokładny zegar wielu turystów straciłoby poczucie czasu wpatrując się w Rathaus. A trzeba jeszcze znaleźć czas na to, by zapuścić się do środka. Mimo tego, że ratusz wciąż stanowi miejsce obrad rady miasta, jest otwarty dla zwiedzających. Tutaj trzeba już wziąć ze sobą zegarek (niekoniecznie szwajcarski), bo arkadowe wejścia, malowidła, bogate wykończenia, baśniowe budowle itd. mogą pochłonąć cały dzień. Ratusz znajduje się przy Marktplatz, gdzie od wieków rozkładają się stragany pełne smakołyków – głównie poruszających nozdrza turystów serów. Nie trzeba być ich miłośnikiem, by przechadzając się obok kramów ciekła nam ślinka. Na rogu, gdzie Marktplatz łączy się z Sattelgasse, znajduje się punkt startowy pięciu zabytkowych tras. Każda nazwana jest imieniem innego, historycznego obywatela miasta. Pierwsza z nich, półgodzinna, to „Erasmus walk” – renesansowa ścieżka krokiem Erazma z Rotterdamu, filozofa i religijnego reformatora. Możemy podążać również śladami humanisty Thomasa Plattera, XIX-wiecznego historyka kultury Jakuba Burckhardta, ojca nowożytnej medycyny Paracelsusa czy niemieckiego malarza, rysownika i grafika Hansa Holbeina. Doskonałe oznakowanie każdej ze ścieżek nie pozwoli się zgubić. Nawet jeśli pójdziemy samodzielnie zaplanowaną trasą, z powodzeniem zrealizujemy plan – Bazylea jest niewielka i przejrzysta, wszędzie jest blisko. W mieście znajdziemy aurę spokoju. Jedną z nich znajdziemy przy Barfüsserplatz, który pełnym blaskiem świeci głównie w okolicach Bożego Narodzenia. A wszystko to dzięki kolorowym straganom, z których dobiega do nas zapach przypraw korzenych i czekolady. Nie tylko miłośnicy trunków powinni spróbować tutaj Glühwein. Smak grzańca zapadnie nam w pamięci – jest tak intensywny, że rozgrzeje największego zmarzlucha. Barfüsserplatz to obowiązkowy punkt w planie zwiedzania nie tylko w grudniu. Przez cały rok jest tu przyjemnie gwarno ze względu na pchle targi. Jednak przecież nie tylko zakupami żyje turysta – najistotniejszym elementem placu jest gotycki kościół, a w nim Muzeum Historyczne Bazylei. Stąd warto przejść na Münsterplatz na wysokim brzegu Renu. W zimie wystarczy podążać wdłuż straganów – świąteczny kiermasz rozciąga się bowiem od Barfüsserplatz do placu katedralnego. Przez Münsterplatz przebija się aura spokoju. Wpływ na niepowtarzany klimat mają barokowe kamieniczki i domy rzemieślników. Ciekawa jestem czy młodzi uczniowie wyłaniający się z głębi placu zdają sobie sprawę w jak niepowtarzalnym miejscu znajduje się ich szkoła czy gimnazjum. Romańsko-gotycka katedra, o której już wspomniałem, która zwraca na siebie uwagę głównie ze względu na dwie smukłe wieże (św. Jerzego i św. Marcina) zwieńczone ażurowymi elementami oraz dach mieniący się barwnymi płytkami, stanowi jedną z głównych atrakcji Bazylei. Wyróżnia się na tle panoramy, gdy spoglądamy na stare miasto od strony Renu. Gdy zapuścimy się do środka, pochłonie nas klimatyczny nastrój – nieco przygaszone światło i wyraziste witraże mogą odciągnąć nasz wzrok od ciekawych szczegółow. Na przykład – każde krzesło posiada inny wzór. Wszystko dlatego, że niegdyś miały przypisanych właścicieli, którzy wykupowali miejsca. Dzisiaj protestancka katedra stanowi dobro wspólne mieszkańców. Będąc w środku nie zapomnijmy „odwiedzić” lewej nawy kościoła, gdzie znajduje się miejsce spoczynku Erazma z Rotterdamu. Z tego właśnie powodu katedra stanowi główny punkt ścieżki katolickiego filozofa („Erasmus walk”), który w połowie XVI wieku, ze względu na wczesny okres reformacji, mógł jeszcze zostać pochowany w protestanckim kościele. Na lewo od wyjścia z katedry, za rogiem, wita nas Ren, a nad nim imponujące widoki – zarówno w dzień, jak i w nocy, niezależnie od pory roku. Miłośnicy wodnych i słonecznych kąpieli świetnie odnajdą się tutaj latem – Bazylea zaprasza wówczas na plażę z wydzieloną… częścią basenową. Przez cały rok można przepłynąć promem na drugi brzeg do wspomnianej już Małej Bazylei – Kleinbasel. Ta część miasta uznawana była niegdyś za tę plebejską, znacznie gorszą. Dowodem na to jest znajdujący się Starej Bazylei XV-wieczny gargulec Lällekönig, który… pokazuje język „gorszej” części. To symbol pogardy bogatych bazylejczyków wobec plebsu mieszkającego po drugiej stronie rzeki. Mijając paskudnego, ale na swój sposób urokliwego Lällekönig szybko można przejść na Marktplatz, potem na Freie Strasse (znaną ulicę handlową) i wreszcie na plac Teatralny, którego z pewnością nie ominiemy, gdy wybierzemy 45-minutowy plan zwiedzania Jacoba Burckhardta. Jak powiedziałem nie ma osoby, która chociaż na chwilę nie zatrzymałaby się przy fotannie – instalacji Tinguelego, szwajcarskiego rzeźbiarza i malarza. Obracające się wokół własnej osi fikuśne figurki ni to ludzkie, ni to zwierzęce hipnotyzują turystów, szczególnie zimą, gdy rozpościerające się strumienie wody zamarzają tworząc niezwykle lodowe wzory i kształty. Zresztą w Bazylei znajduje się niejedna fontanna – każda śmiało może pomóc zaspokoić pragnienie. Woda, nie tylko z wodotrysków, ale także z tradycyjnych kranów, w całej Bazylei jest zdatna do picia, Przy wspomnianej już Freie Strasse znajduje się oryginalna fontanna, z której 1 stycznia tuż przed południem… wypływa orzeźwiające wino musujące. Ten wodotrysk, podobnie jak wiele innych punktów w Bazylei, ozdobiony jest trzema bazyliszkami. Smok z ogonem węża i głową koguta stanowi przecież symbol miasta. Widnieje np. w herbie Bazylei. Do dzisiaj nie wiadomo na pewno czy to z racji swojej nazwy: „der Basilisk”. Podążając śladami Thomasa Plattera („Thomas Platter walk”) zobaczymy m.in. Zaułek Krawców (Schneidergasse) w dawnej dzielnicy rzemieślniczej, XIV-wieczną bramę miejską Spalentor (uznawaną za jedną z najpiękniejszych bram w kraju) czy uniwersytet z 1460 roku (najstarsza szkoła wyższa w Szwajcarii) wraz z relaksującym ogrodem botanicznym. Równie interesujący „Paracelsus walk”, m.in. z kościołem św. Marcina czy dawnym więzieniem Lohnhof kończy się zgodnie z profesją bazylejskiego lekarza Muzeum Historii Farmaceutyki. Na długiej, bo półtoragodzinnej ścieżce Hansa Holbeina odwiedzimy inne muzeum – Muzeum Sztuk Pięknych (Kunstmuseum). Miejsce to nie bez powodu znajduje się akurat na tym szlaku – to tutaj znajdziemy największą na świecie kolekcję Holbeinów. Z pewnością jednak nie te dzieła przyciągają tutaj najwięcej turystów, nawet tych którzy wobec sztuki wykazują się dużą ignorancją. To właśnie w Kunstmuseum możemy zobaczyć prace Pablo Picasso. (obecnie muzeum jest w remoncie do kwietnia 2016 roku). Aby jeszcze bardziej nasycić się sztuką, tym razem z dala od miasta, należałoby odwiedzić muzeum przy Fundacji Beleyerów (Fondation Beleyer). Budynek odbijający w swoich licznych szybach mnóstwo kolorów otoczony jest ogrodem, który nawet zimową porą ma niepowtarzalny urok. W środku znajdziemy znowu obrazy Picassa, ale też Wassily Kandinsky’ego czy Marka Rothki. A jeśli na swojej liście rzeczy, które musicie zrobić w życiu znajduje się zobaczenie prac Andy’iego Warhola w oryginale, to muzeum przy Fundacji Beleyerów pozwoli Wam spełnić marzenia.(Mamy mnóstwo informacji o Bazylei na stronach internetowych, podkr. autora eseju). W ciągu tych trzech dni mojej wizyty w Bazylei uczestniczyłem też we Mszy świętej niedzielnej w kościele Wszystkich świętych i spotkałem się z Polakami. To bardzo piękne- móc rozmawiać wszędzie z moimi Rodakami, również o moich książkach. Czy mam charyzmę do pisania? Trudne pisanie, mówią o moim pisaniu. To spróbujcie to napisać, zaraz odpowiadam. Na te czasy coś skreślić, mam pisać ja, który nie miałem żadnej zdolności. Niewiasty wolą rozmowy na telefon, ale tylko rozmowa wolna, bezpośrednia, jest dobrą rozmową. Należałoby zmienić systemy, podjąć użyteczne systemy. Chciałbym być człowiekiem z humorem i dać szczęście Polakom, pisać w imieniu Polski historie polskie, a nie tyle opowieści. Pisać nie z egzotyki, ale z bliska, znaleźć ton, napisać „lokomotywę” dla dzieci. Nadto urzeczywistniać możliwości, w stylu Hemingwaya, Bernanosa, przywoływać konsekwentnie tylko moje motywy. Powiedzieć na przykład o tym, jak człowiek staje się alkoholikiem. Jeśli miałbym napisać coś o Janie Pawle II, to zatytułowałbym te zdania: „Być albo nie być”; ponieważ Papież Wojtyła miał wiele hamletowskich posunięć w jego życiu. I pewnie byłaby to rozmowa dwóch intelektualistów. A cała historia skończyłaby się na nalotach wojennych meserszmitów. A wojna jest i będzie zbrodnią. Życie nie powinno skończyć się wojną. Nie ma nic większego nadto, co człowiek robi. Więc chciałbym pokazać małe i banalne problemy. Bo wydaje mi się czasami, że jedziemy w tym samym pociągu, ale w „falsche Koupe”, w złym przedziale. Ennea Sylvio Piccolomini(przyszły papież Pius II) po wizycie w Bazylei zamieścił w swych pismach z lat 1433-34 znamienne słowa o tym, że Bazylea jest sławna nie z okolicznych łańcuchów gór i wielkich gmachów, ale że po obu stronach Renu roztaczają się istne piękności. W tym czasie obradował w Bazylei Sobór Powszechny, który wybrał antypapieża. Nie powiem, że w ciągu najbliższych czterech lat powinien mieć miejsce ostatni Sobór, powiedzmy w Krakowie z racji na eklezjalny charakter tego miasta, i wybrać antypapieża- bo to nierealne. Ale ponieważ jestem skończony, idę za tym co realne nieustannie. Stwierdzam więc, reformy muszą być prowadzone w kościele zawsze. Spalentor, jedyna w swym rodzaju brama miasta, prezentuje się cudownie w naszej epoce, bardzo godnie zaświadcza o pięćsetletniej wolnej Bazylei. Spacerowałem po Bazylei nie sam, ale z innym (mit Anderer), przemieszczałem się z jednego końca miasta na drugi przeurokliwym tramwajem. Prześliczne stare miasto z katedrą o dwóch wieżach, świętego Jerzego i świętego Marcina z sprzed 500 laty. Tutaj przekonałem się jeszcze bardziej, że życie nie jest przygodą, ale czuwaniem. Jakkolwiek umieramy podobnie. A tylko detale, to znaczy to, jak żyliśmy, jak umieraliśmy, one odróżniają jednego człowieka od drugiego. O tym zamierzyłem Wam pisać. To gdzieś wyczuwam wewnątrz mojej obecnej świadomości, a już nie tyle odwieczną polską tęsknotę za prymitywizmem. Chciałbym być pisząc nie tyle bogatym, co niezależny, nauczyć Was wędkować, łowić piękne ryby. E. Hemingway pisał, iż świat łamie każdego, ale tylko niektórzy są mocni w złamanych miejscach. Tak, jestem z dawien dawna niszczony, ale nie pokonany. Nie chodzimy na wycieczki z nikim, którego nie kochamy. To prawda, ale i tak śpimy jeszcze, powiedziałby mądry Hemingway, to dobrze, bo z przebudzeniem na powrót upadamy. Więc lepiej że śpimy jeszcze, również w kościele; jednak w moim odczuciu nadszedł czas, ażeby spanie zamienić na snami spowite życie. Wydaje mi się, że wówczas świat byłby jeszcze piękniejszy. Ponieważ wydaje się nie istnieje szczęśliwy koniec dla dwóch osób kochających się szczerze nawzajem, toteż przynajmniej wsłuchujmy się w siebie. Odwaga jest łaską pod presją. „W modernistycznym społeczeństwie nie istnieje nic słodkiego i urokliwego w twoim umieraniu. Bo umierasz jak pies, i dla żadnej racji.” Osobiście więc zachęcałbym do czuwania z dobrem. W moim pisaniu chciałbym wynieść najpiękniejszą kobietę, pisać dla szczęśliwego końca, ażeby rozumieć nas i być zrozumianym. Pisał w przepięknych lirykach Bertold Brecht: mój syn pyta mnie: „czy muszę uczyć się matematyki? Co za pytanie, przecież dwie pajdy chleba stanowią więcej jak kęs tego, który kończysz. Czy muszę uczyć się języka francuskiego, syn mnie pyta. Co za pytanie, popatrz na tego Państwa upadek. Czy muszę uczyć się historii? Co za pytanie, odpowiem synowi. Ucz się trzymać twoją głowę na ziemi, a może przeżyjesz. Tak ucz się matematyki, powiem mu, ucz się francuskiego, ucz się twojej historii!” A w innym wierszu pt. Ojczyzna zapisał: „Niech inni mówią o jej wstydzie, ja mówię o moim własnym. Twój najnędzniejszy z twoich synów leży rozbity… Bo jego głód był wielki… A twoi inni synowie podnieśli ręce przeciwko niemu. I tak jest zawsze, tak jest notorycznie…Oni przeciw ich bratu defilują przed tobą, śmieją się Ci w twarz, to jest znane, powtarza się… W twoim domu kłamstwa wyją na potęgę. A prawda musi być cicha. Czy tak jest?…Dlaczego kaci i oprawcy chwalą Cię wszędzie, a prześladowani oskarżają Cię? Oto system został wymyślony w twoim domu. Każdy widzi Cię skrywaną zakazami, krwią najlepszych synów. Ale też zdarza się, chwyta za nóż, jakby zaraz tu miało dość do rozboju… O Germania, matko, ty rzecz lęku, twoi synowie napełniają Cię radością, gdy ty siedzisz pośród ludów.”(cytaty są swobodnym tłumaczeniem liryków B. Brechta, podkr. autora eseju) I ja chciałbym być przyjazny ludziom, to moje pierwsze spojrzenie z porannego okna… Zaraz też biorę zadowolenie moje z siedzenia w kościele… „Spal mnie… czy nie mówiłem prawdy?” Tedy, nie pragnę pisać Cię Ojczyzno, pełnią pragnień, ale wskrzeszać zapomnienie, i to co mym życiu jeszcze nie byłem w stanie uczynić. Coraz więcej w cywilizacji ludzkiej tyranii. A Bertold Brecht mówił: „Wyznam to, nie ma nadziei. Ślepe rozmowy o uciekaniu. Widzę to. A kiedy błędy się zestarzeją, jakieś nic przy was usiądzie- jako ostatni towarzysz…Napisz mi, czego Ci brak? Może Ci brak mojego ramienia? Czy to co robisz jest dobre? O czym myślisz, napisz mi. Jestem ty, może jesteś głodny- ale ja nie mam nic, żeby Cię posilić. Jestem tym tylko, co miałbym, mógłbym Ci zapomnieć…(Zapominam Ci wiele, jestem wyrozumiały) Chciałbym kroczyć z tym, którego kocham, nie pragnę liczyć ile co kosztuje, ani myśleć, czy to jest dobre. Nie chcę wiedzieć, czy on mnie kocha. Chcę z nim iść, bo go kocham.” Kochani Czytelnicy, bądźcie zdrowi.

a prayer of the sentenced to death

Stanislaw Barszczak, I swim in a pool of inspiration (a prayer of the sentenced to death)

I live in the Republic of Poland, where thinkers are considered to be of little value. My new book “Telling with a man” has just been published. An author I love comes out a new book.  As an author, how does it feel? I’m more excited than my readers. Every time I finish a novel I read it over, thinking, “Could I have written this some other way? Maybe I should have done this differently here, or maybe there…” The only time I didn’t feel that way was with my youth. What made I decide on this genre? I wanted to try it. If you’re a musician, your life experiences are reflected in your music, and of you’re lyricist, then they’re reflected in your lyrics. I’m a essayist, and I had to find some outlet for some of the events that have occurred in recent years that have truly made me feel very uncomfortable. Yesterday I still was in Kuwait, Istambul i Vienna airport. I’ve visited 55th country of my life. In November 2015 I went to Kuwait to see the Rewerend Monsignore in Apostolic Nunciature at Yarmouk. But I saw „the first May” on the Kuwait City (in the beginning of the month of May each year the great feast of the workers was, there were beautiful manifestation of the peace on the entire world, this scene as a place was declined in the world of PostSovjetUnion), lovely weather was, I found the scene of my joyful childhood there. A teraz przystępuje do napisania wstępu-komentarza do mojej książki w języku niemieckim. But the “Republic of my childhood” in the book isn’t Poland, it’s entirely fictional. To make sure that nobody would try and make any such comparison. Did I have fun writing this book? I really did, but I always have a lot of fun when I’m writing. Then, in the book, I used the sunset of the sun as a metaphor, for example. I care deeply about environmental issues. I here think we’ve caused a great deal of damage to nature and that she’ll seek her revenge against us. That’s why I chose this or another metaphor. At the same, people living in a dictatorship live in the shivering cold, even if they’re on the sun. I wanted to convey this sense of existing on a cold, chilling, unnatural landscape. Which part of the book affected me the most when I wrote it? First of all, I should tell you that there’s only one allusion in the entire book, and it is intentional. Writing it was such a deeply emotional experience I felt as if I were living through it. It’s a funeral scene, and to capture that funerary atmosphere I drew on the way I felt when I attended Mom’s funeral. Remembering and commemorating her in this way was very moving. There is a tale of my author there titled “Napoleon’s playing”. I think the most difficult one in terms of plot was this tale one, because I was writing the story of someone who was gay. Obviously in my childhood I had friends who are gay, but I wasn’t quite sure how I could portray their world. But the more I got to know them, the more I realized they’re really no different in the way they experience relationships. There’s love, and jealousy, and passion. I live in the country, in which a writing for this land the biggest passion of mine is and will be always. When I started out, I had no idea what I was going to write, but there’s this thing I experience when I start writing, it’s as if I connect to a different channel, from where information flows and ends up as words at my fingertips, carrying me away, autorka z Turcji, Ayse Kulin said. I never have trouble finding inspiration, I swim in a pool of inspiration. What are my travel habits? I travel a lot. The book is also telling about my journey to the world. Of course, there are places in the world I haven’t seen yet, but I’ve been to Ivory Coast, Argentina (South America, yes), Brazil (south Brazil, but I haven’t been to, although perhaps I’ve neglected Central Amazonia), Australia, Singapore, India, where my friend used to live, and all the European countries, and I’ve lived in the Republic of Poland. I’ve been to both the east and west coasts of the United States, but  I’ve never been to RPA and I would really love to go. I can safely say that there’s no corner of Poland. Which country, city or place has affected me the most? Chicago has influenced me a lot. I felt like I belonged there. I saw a people, they were very poor but also proud and honourable. Once day I went to the „arystocracy.” But the people poor, they reminded me of the Bosnians, because the Bosnians have also suffered a lot as a people. They came out of a terrible war with their heads held high. Czeslaw Milosz’s  Nobel Prize opened the door for a lot polish writers. It’s great for the parents to be there, also for children to be taken to book fairs and to be exposed to lots of books there. All the international trends are here as well, and you can find a book by a Polish writer on whatever subject you’re looking for. I think being a writer in Poland is a wonderful, varied affair. My colleagues are riding to the hospital now, I continue my journey to the world. I couldn’t believe how well the therapy had worked. There is like a breathing. This way I breath better, it’s says a lot about me. When I learn to breath on the situation of the world, that one I would like be with, I learn to consciously achieve a clarity of mind and accept everything that life throws at me. Such a breathing increases the level  of oxygen in the blood, strengthens the immune system and improves mental health. We become aware of a plurality, foregoing the ‘you’ and ‘I’. People start to understand that everything is a reflection of themselves.  They stop blaming others and undergo a true transformation. They take over the reins of their own lives. And they eat seafood as well as raw food now. Will following a raw food diet provide us with all the protein, calcium and iron we need. Today what are we gonna do tonight? After three nights in Oslo, for example, we came to the conclusion that this particular European city is not big on the dance-until-morning scene… You see. I was watching television and a film titled „Passchendale”(2015). It’s only the better world will save us. In Europa with the pope Francis we are happy now, but if we are better at the same time? “After the war I will love you more and more, I will love you always, for ever more and more,” the singer had sung. North France, I Word War. The German crucified Dawid, and his brother is taking him to his “Canadian”army back. Symbol of defending freedom, rescue to the world in which we live on the other sides of the nations. Once day I begun my life in the war, I would say. In these difficult times I had a pony, sometimes Zenon’s pony, this one’s of my friend who was a painter. But the third month of the war is beginning. It’s rainy here…Where is a rescue to a man of today? A prayer. There is no speech in my country. I was brought up in the religion house. But my sentiment is often offended now. Weakly will. In the informating age there is enormal difference between capability to do something and doing that. You should live! Though, my journey to Kuwait was a heroic act. There is given choice in my country of freedom which is a apt now. But as a promising storyteller I do not have enough money. On growing up catholic I am keeping silent, sentenced on the  civilization death, to put me to real death. I’m writing of the democracy and sentiments yet. Idea of a crowd in my writing subject is very strong. But I expose my identification personal through the opposition only. Violent intimidating, thread speech now. Freedom is ‘invisible,’ John Kennedy said. Free speech but must exist. My dear Readers. „Kill a man,” the sacred text mentioned. Objecting offence. Personally I speak on any space only, but not to the citizens of the whole world, and my country. Weakness of the free speech now. Position must be, free speech, Salman Rushdie said. Though such a situation may be completely illogical and unpredictable.

 

 

 

Architektom wiary

 

Stanisław Barszczak, Legenda i prawda

VIII w. – na Islandię (zwaną wówczas Thule) przybywają mnisi irlandzcy. A ja tylko na tydzień zawitałem na tej pięknej wyspie, tutaj w kościołach na mszach polskich można spotkać piętnaście tysięcy Polaków. 874 -Ingólfur Arnarson zakłada pierwszą osadę – dzisiejszy Reykjavik.874-930 -Powstawanie osiedli wzdłuż wybrzeży wyspy.930 – Powstanie Althingu w Thingvellir, najstarszego na świecie działającego parlamentu.981 – Odkrycie i kolonizacja Grenlandii przez Eirikura (Eryka Rudego), ojca Leifura Eirikssona.1000 – Islandczyk Leifur Eiriksson (Leif Szczęsliwy) jako pierwszy Europejczyk stawia stopę w Ameryce . Islandia, na drodze pokojowej przyjmuje chrześcijaństwo decyzją Althingu. Ok. 1022 – Traktat między Althingiem i królem Norwegii Ólafurem Haraldssonem, dotyczący praw Islandczyków w Norwegii i Norwegów w Islandii.1056 – Ísleifur Gissurarson, pierwszy islandzki biskup w Skálholt.1104 – największa erupcja wulkanu Hekla, duże straty.1106 – Ufundowanie biskupstwa w Hólar dla północnej Islandii (p. biskup: Jón Ögmundsson).1117-1118 – Spisane zostają prawa Althingu (dotychczas przekazywane były ustnie).1133 – Pierwszy klasztor ufundowany w Þingeyri (fiordy zachodnie). Klasztory stają się centrami literatury i nauczania. Ari Þorgilsson pisze Íslendingabók. 1178-1241 – Snorii Sturluson, poeta, polityk i historyk, autor Heimskringla, historii Królów Norwegii. XIII w. – Złoty Wiek pisania sag.1200-1262 – Wiek Sturlungów – wojna domowa między rodami o władzę na Islandii.1208 – Bitwa pod Víðines, Kolbeinn Tumason umiera na rękach biskupa Guðmundura Aragona.1238 – Bitwa pod Örlygsstaðir (w obronie Kościoła).1241 – Zamordowany zostaje Snorri Sturluson.1244 – Największa w historii Islandii bitwa morska w zatoce Húnaflói (Flóabardagi – bitwa zatokowa).1262 – Przyłączenie Islandii pod koronę norweską.1280 – Nowy kodeks Jónsbók przedstawiony przez króla, przyjęty przez Althing.1300 – Wybuch wulkanu Hekla.1357 – Pierwszy islandzki biskup z mianowania papieża.1361 – Lokalny namiestnik Smiður Andrésson i sześciu jego ludzi zamordowanych w Grund za brutalne pobieranie podatków.1362 – Erupcja wulkanu pod lodowcem Örafajökull niszczy Litlahéra.1375 – tzw. porozumienie ze Skálholt.1380 – Islandia, wraz z Norwegią, włączona zostaje pod koronę duńską.XV w. – Angielski Wiek, silne związki między Islandią i Anglią. Anglicy regularnie żeglują doIslandii łowić ryby i handlować.1402-1404 – Epidemia tzw. czarnej śmierci (czarnej ospy).1412 –  Angielscy rybacy zaczynają zapuszczać się na islandzkie wody.1419 – Islandczycy żądają od duńskiego króla wolności handlu.1433 – Biskup ze Skálholt Jón Gerreksson zostaje utopiony w rzece Brúará.1467 – Naczelnik dworu Björn Þorleifsson zamordowany przez Anglików w Rif k. Ólafsviku.1494-1495 – Tzw. Druga Epidemia.1501 – Angielscy kupcy plądrują Bessastaðir.1513 – Leiðarhólmsskrá – porozumienie z królem ograniczające wpływy kościoła.1530 – Wprowadzenie drukarstwa na Islandii przez biskupa Jóna Arasona z Hólar.1536-1550 – Reformacja na wyspie.1539 – pierwszy protestancki biskup w Skálholt.1540 – Wydanie po islandzku Nowego Testamentu. Zasłyszałem w Reykjavik, że kto zna język islandzki, to może czytać płynnie tysiącletnie teksty. 1550 – Ostatni katolicki biskup Jón Arason podstępnie zamordowany przez protestantów w Hólar.1559 – Angielscy osadnicy zmuszeni do opuszczenia archipelagu Vestmannaeyjar.1584 – Wydanie po islandzku Biblii przez Guðbrandura Þorlákssona z Hólar (Guðbrandsbiblía).1602 – Wprowadzenie duńskiego monopolu handlowego.1625 – pierwsza osoba spalona na stosie za uprawianie czarów.1627 – Muzułmańscy piraci najeżdżają Islandię, łącznie porywają to Turcji kilkuset Islandczyków.1662 – Król Danii ogłasza się absolutnym władcą Islandii.1666 – Hallgrímur Pétursson (1614-1674) komponuje słynne Psalmy Pasyjne.1703 – pierwszy publiczny spis ludności.1707 – Epidemia dżumy, umiera czwarta część ludności wyspy.1720 – Manuscrypty Árniego Magnússona zostają wywiezione do Danii. 1760 – Islandia zaczyna eksportować soloną rybę (do Hiszpanii).1783 – Katastrofalny wybuch wulkanu Laki, lawa pokryła 565 km2 powierzchni i powoduje głód.1786 – Reykjavik stolicą Islandii (liczył wówczas około 200 mieszkańców).1787 – Zniesienie  monopolu handlowego, ale prawo do handlu na Islandii dalej limitowane przez Danię.1800 – Zamknięcie Althingu przez władze duńskie. 1801 – Połączenie biskupstw w Skálholt i Hólar i utworzenie nowego w Reykjaviku.1807-1845 – Jónas Hallgrimsson, poeta romantyczny i patriota.1809 – Duński awanturnik Jorgen Jorgensen ogłosił się dyktatorem Islandii.1811-1879 – Jón  Sigurðsson, przywódca walki o niepodległość, bohater narodowy Islandii.1814 – Układ Kiloński – Islandia staje się prowincją duńską.1841 – Jón  Sigurðsson publikuje pierwszą część rocznika Ný félagsrit.1843 – Zgoda na ponowne otwarcie Althingu jako organu doradczego, bez uprawnień ustawodawczych (wybory odbyły się dwa lata później)- Otwarcie gimnazjum (Menntaskólinn) w Reykjaviku.1848-1849 – Wiosna Ludów dociera na Wyspę.1851 – Zbiera się publiczne zgromadzenie (Þjóðfundurinn) żądające praw od Danii.1855 – Przywrócenie wolnego handlu i wprowadzenie pełnej wolności prasy.1859 – Język duński i islandzki w pełni uprawnione w oficjalnej dokumentacji urzędowej.1863 – Utworzenie  Muzeum Narodowego w Reykjaviku.1871 – Duński parlament uchwala dla Islandii nowe prawa (Stöðulögin).1872 – Wprowadzenie nowożytnego samorządu lokalnego na wsi islandzkiej.1873 – Islandia otrzymuje samodzielne znaczki pocztowe.1874 – Ogłoszenie nowej konstytucji (5 czerwca), Islandię odwiedza król Danii. W całym kraju Islandczycy świętują 1000-lecie państwa. Powstanie Wyższej Szkoły Medycznej w Reykjaviku. Sveinbjörn  Sveinbjörnsson komponuje islandzki hymn narodowy (do słów Matthiasa Jochumssona).1875 – Pierwsza sesja Althingu z możliwością stanowienia praw- Wybuch wulkanu Kasja.1876 – Islandczycy otrzymują odrębną jednostkę monetarną.1877 – Wprowadzenie nowoczesnego podziału na okręgi wyborcze.1880 – Utworzenie Islandzkiego Towarzystwa Archeologicznego.1881 – Początki islandzkiego ruchu spółdzielczego. W Reykjaviku powstaje Wyższa Szkoła Morska.1882 – Kobiety uzyskują prawo wyborcze do samorządu lokalnego.1885 – Utworzenie Narodowego Banku Islandii. Otwarcie Państwowej Galerii Obrazów w Reykjaviku.1897 – Pierwszy stały teatr w Reykjaviku (Towarzystwo Teatralne). Powstanie Towarzystwa Dramatycznego. Utworzenie konserwatywnej Partii Niezależności.1887-1889 – Język islandzki ostatecznie uznany za obowiązujący na Wyspie. 1889 – Utworzenie Centralnego Archiwum Narodowego. Początki związków zawodowych. Utworzenie Islandzkiego Towarzystwa Nauk Przyrodniczych.1901 – Ustanowienie przez Danię dla Islandii oficjalnej 3-milowej strefy połowów ryb.1902-1998 –  Halldór Laxness, najwybitniejszy pisarz islandzki, laureat Nagrody Nobla.1904 –Minister do spraw islandzkich rozpoczyna urzędowanie w Reykjaviku. Zniesienie funkcji duńskiego gubernatora. Wprowadzenie pierwszych trawlerów w rybołówstwie.1905 – Utworzenie w Reykjaviku Wyższej Szkoły Handlowej.1906 – Wprowadzenie bezpośredniej komunikacji telegraficznej i telefonicznej z Europą, podwodny kabel telegraficzny ze Szkocji do Islandii.1907 – Wprowadzenie powszechnego obowiązku szkolnego. Powstają: Stowarzyszenie Walki o Prawa dla Kobiet i Ogólnoislandzki Związek Towarzystw Sportowych.1908 – Utworzenie samodzielnego wydziału prawnego w Reykjaviku.1911 – Utworzenie Uniwersytetu w Reykjaviku (17 czerwca).1912 – Początki ruchu skautowego na Islandii.1913 – Islandczycy uzyskują własną, odrębną flagę narodową.1914 – Powstaje Islandzka Kampania Żeglugowa.1915 – Uzyskanie przez kobiety pełnych praw wyborczych.1916 – Powstanie Partii Postępowej i Socjaldemokratycznej.1917 – Powstanie odrębnej islandzkiej Izby Handlowej.1918 – Islandia proklamuje się suwerennym państwem w unii personalnej z Danią (1 grudnia).1920 – Wprowadzenie nowej konstytucji. Ustanowienie Sądu Najwyższego.1924 – Podpisanie pierwszej polsko-islandzkiej umowy, Traktatu Nawigacyjnego i Handlowego.1929 – Powstaje konserwatywna Partia Niepodległości.1930 – Powstanie Komunistycznej Partii Islandii. Nadawanie rozpoczyna państwowe radio (Ríkisútvarpið). 1939 – Wraz z rozpoczęciem okupacji Danii przez III Rzeszę powstaje nieoficjalny rząd Sveinna Björnssona, późniejszego pierwszego prezydenta Islandii.1940 – Rząd islandzki przejmuje oficjalnie funkcje króla duńskiego. Okupacja Islandii przez siły brytyjskie.1941 – Lądowanie wojsk amerykańskich na Islandii (7-8 lipca) zastępując brytyjskie.1943 – Althing podejmuje decyzję o zerwaniu więzów politycznych z Danią.1944 – Referendum w sprawie przyszłego ustroju politycznego (20-23 maja). Nowa konstytucja (16 czerwca). Proklamowanie niezależnej Republiki Islandii (17 czerwca).1945 – Pierwszy międzynarodowy lot islandzkich linii lotniczych.1946 – Nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Polską. Pierwszym prezydentem zostaje wybrany Sveinn Björnsson (do 1952 r.) “Porozumienie z Keflaviku”. Protesty przeciwko amerykańskiej bazie w Keflavik. Częściowa ewakuacja wojsk amerykańskich. Przyjęcie Islandii do ONZ.1948 – Islandia członkiem – założycielem OEEC (później OECD). Przystąpienie Islandii do Planu Marshalla.1949 – Islandia przystępuje do NATO. Pierwsza powojenna polsko-islandzka umowa handlowa.1950 – Przyjęcie Islandii do Rady Europy.1951 – Amerykańsko – islandzki układ o obronie, rozbudowa bazy w Keflaviku.1952 – Prezydentem zostaje Ásgeir Ásgeirsson (do 1968 r.) Islandia członkiem – założycielem Rady Nordyckiej. Ustanowienie 4-milowej strefy połowów.1955 – Halldór Laxness otrzymuje literacką Nagrodę Nobla.1956 – Powstanie Frontu Ludowego. Decyzja Althingu o wycofaniu wojsk amerykańskich.1957 – W Reykjaviku powstaje Stowarzyszenie Kulturalne Islandia-Polska
1958 – Wprowadzenie 12-milowej strefy połowów (I wojna dorszowa).1959 – W Warszawie powstaje Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Islandzkiej.1960 – Powstaje antyamerykańska Organizacja Przeciwników Okupacji.1961 – Układ z Wielką Brytanią i RFN w sprawie połowu ryb.1962 – Podwodny kabel telefoniczny z Islandii do Kanady.1963 – Erupcja wulkanu w oceanie na południu Islandii tworzy nową wyspę Surtsey.1966 – Nadawanie rozpoczyna telewizja islandzka.1968 – Powstaje Związek Ludowy Prezydentem wybrany zostaje Kristián Eldjárn (do 1980 r.) Islandia przystępuje do GATT. Wielki kryzys w rybołówstwie.1970 – Islandia przystępuje do EFTA. Inauguracja Międzynarodowego Festiwalu Sztuki (biennale).1971 – Zwrot przez Danię części bezcennych manuskryptów.1972 – Wprowadzenie 50-milowej strefy połowów (II wojna dorszowa). Umowa wolnego handlu z EWG (później UE).1973 – Katastrofalny wybuch wulkanu Helgafell na archipelagu Vestmannaeyjar.1974 – Althing żąda ostatecznego wycofania wojsk amerykańskich.1975 – Wprowadzenie 200-milowej strefy połowów (III wojna dorszowa).1976 – Zerwanie stosunków dyplomatycznych z Wielką Brytanią. Czerwiec – porozumienie z Wielką Brytanią, zakończenie wojen dorszowych.1980 – Prezydentem zostaje Pani Vigdis Finnbogadóttir (ponownie w 1984, 1988, 1992 r.) Naziemna stacja satelitarna rozpoczyna pracę koło Reykjaviku.1989 – Wizyta papieża Jana Pawła II.1991 – Nowy  premier – David Oddsson.1994 – Islandia wchodzi do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA/EOG).1996 – Prezydentem zostaje Ólafur Ragnar Grimmson.1998 – W Reykjaviku powstaje Towarzystwo Przyjaźni Islandzko – Polskiej (VIP).1999 – Pierwsza w historii wizyta w Polsce Prezydenta Islandii, Ólafura Ragnara Grimssona (10-13 marca).2000 – Reykjavik – Europejskim Miastem Kultury Roku 2000. Wybuch wulkanu Hekla (luty – marzec). Rewizyta Prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego w Islandii (11-12 maja).2007 – Ostatni amerykańscy żołnierze opuszczają wyspę po 55 latach obecności. Jestem w Islandii…Matko, pokazałaś mi i dal, i wyż, i więcej niż pojąć mogę, pokazałaś mi goździk, i laskę i jezdnię. Co to jest szczęście, jest jak głaskanie jedwabne ręki, wszelaki promień miłości. św. Augustyn samemu to skwitował tak: Liebe ist alles! A na filmie o św. Augustynie jego syn Adeodatus nieustannie wypłakuje tę miłość. Czekać aż słońca światło biel kwietnych drzew przysłoni, przykrócać i popuszczać rumakom swoim wodze, smakować każdy krok swój po białej twardej drodze, jak kryształ szklanej kuli, czuć dnie we wnętrzu dłoni. Na witrażu nie jest miłość prawdziwa, a namalowana. Tak rzekła na witrażu Iseult do Tristana W Tuluzie kościół jest prześliczny, piękny. Ale miłość przemawia czasem też krzyżem. I do mnie przemówił przed laty czarny krzyż, jeszcze chodziłem z matką. Rydwany rzymskie z brązu na dworze cesarskim, już myślę, że to jest znak, iż Bóg krąży wokoło jak mała pszczoła i woła tak, jak nikt nie woła… sumiennie i uczciwie. Druty, rury na budynkach na Malcie- to są moje mapy odlotu. Uderzę w Was słowem teraz może- bo mam perspektywy zakłamane.Zjeździłem świat, widziałem węże nienawiści. A tyle razy jeszcze upadam, ponieważ nierzadko patrzę w górę tylko. Nasz Grunwald z XV stulecia wielkie zwycięstwo ducha,tutaj za morzami na północy, w tym umundurowaniu, daleko wyśpiewuje teraz naszą mądrą wiedzę podmorskich prądów wieczny śpiew, powiedziałbym zaraz, ale i tak tylko zmarłe a polskie pojezierze zachowa gorącej stopy naszej ślad. Nie miałem ja kotary na moich przedstawieniach w Korzonku, na pierwszej placówce mojej przed laty. Wydaje się, musiałem przyjechać tutaj gdzie zaszło słońce nagle… ale nawet teraz smuga rozjaśnionych promieni słońca nam powie, że jest nieskończoność. „Na bladych okien wodniste zasłony  upadnie siny wieczór w czarną noc zmieniony.” Jeszcze zamieszkałem w hotelu, tam okno z piwnicy przy ziemi samej zwiastuje nasz wojny czas. Przez wiele lat nie wiedziałem jak stąpać po ziemi. Ale w tym czasie Polska moich dni wyrastała tak wysoko jak drzewo, może jeszcze nie jak grusze w wujaszkowym sadzie, ale bardzo wysoko. I rozpierzchliśmy się my Polacy po globie ziemskich wokoło. Ja w Reykjaviku schodzę do piwnicy jeszcze czasem. Ale zaraz też „wziąłem się na spacer,” w przerwie widzę, jak nad wodą przepływają obłoki- jesienne łabędzie nad zatoką, i jest ślicznie w te listopadowe dni 2015 roku, jasny słoneczny dzień przygotowuje mi noc czarną brzemienna w marzenia. Byłem w Reykjaviku gdzie mijają się wieszcze. Nie ma tu zbożnych grzyw polskich, łanów zboża, wiatr jakoś im nie pomaga… „Przychodzę tutaj znowu, by zobaczyć jeszcze, czy mnie ten zmarły obraz bardzo wzruszać będzie. Bez smutku i bez żalu oglądam kamienie na wierzchu „runią” porosłe. Idę ścieżkami, jedną następnie drugą stroną autostrad pełnych ruchu, więc nie zasypiam. Ale tu woda pachnie mi rezedą. A właśnie w ojczyźnie, w Polsce pozostawiłem zetlawy dawno grób matki, tutaj papież zaczyna rozmowę nową z światem zazwyczaj, i tutaj zawsze jest mi pięknie wspomnieć o tym. Boże, Boże, jak tu pięknie, jak zielono, jak daleko…na cmentarzu (tylko tutaj)niepotrzebnych rzeczy trochę, rosną osty i badyle, kaliny i konwalie… za miedzą grusze w górę wyśmigłe w kątku świata, tam stał dom, który chylił się do końca, a tam dąb schnął od wierzchołka, ogród w las się zamienił, a woda w szuwary. Gdzie dawniej staw szeroki, dziś wilgotna łąka, każdy kąt teraz cichszy, obcy, bardzie szary…To jest twój dzień, mówię jeszcze czasem sobie.  Jesteś szczęśliwy, to znaczy mądry Polak- ale pracuje za miedzą. Czy zatem lepszy? Wybitny filozof współczesny Adorno powiedział (parafrazuję jego słowa):moralność to nie jest to, że jest się w domu, nie realizuje się w domu… Macie zwycięzcę, powiedziałem Rodakom zgromadzonym w katedrze w Reykjaviku. A chciałem mówić tak: Biblia mówi o tym, skąd jesteśmy, że Bóg ma dla nas wspaniały plan zbawienia. Życie jest krótkie (short). Żyjmy mądrze, zakładając codzienną lekturę biblii nie zapominajmy o stwarzaniu innej księgi życia, maturalnej księgi chrześcijanina. Spójrzmy wokoło, bo to mogą być nasi przyjaciele. A kto z kim przestaje takim się staje. Umiłowany nasz Ojciec święty, Papież Karol Wojtyła mógł więcej uczynić dla Polski…Niestety nie dane mu było znać księgę natury do końca. A przed nami Boże Narodzenie- dać jednej osobie szczęście! Bóg ma plan, Zachować obietnice Boga! Bóg pragnie Cię kochać! Święty Arcybiskup Mediolanu, Ambroży, zwrócił się do Augustyna bardzo osobiście, szukasz prawdy, ale właściwie to Prawda, wieczne światło, szuka Cię, a tą Prawdą jest Jezus Chrystus. Przed miesiącem byłem na Bałkanach, w Czarnogórze, w Serbii, Bośni i Hercegowinie. Ja Polak, jak bym chciał wyakcentować nasze słowiańskie więzy w ten właśnie sposób. A nasza słowiańskość nie znaczy nie cierpieć, a właśnie polega na tym, że nie możemy być u szczytu ziemskiego szczęścia. Stąd powinniśmy rozumieć i otwierać się na słowiańskość naszego, narodowego powołania nieustannie. Jak? Żyć ciągłym stwarzaniem wolności. W tym roku literacką nagrodę Nobla otrzymuje Swietłana Aleksejewicz, z Białorusi naszej. Laureatka stwierdza: „Posłuchajcie jak my pisaliśmy o obozach…”. Strasznie podnoszona tragedia, odpowiem. „Dlaczego nasze cierpienie nie może być zamienione w wolność? Dlaczego słowiańska świadomość zawsze przeważa? Dlaczego wymieniamy naszą wolność na korzyści materialne, na strach, jak to czyniliśmy wcześniej? Nie akceptuję roli sędziego, nie jestem zimnym kronikarzem. Moje serce jest zawsze tam. Jak długo możemy wędrować tą drogą horroru…Pisząc tragiczne rzeczy nie napawam ludzi strachem.”I tak weszliśmy w epokę współczesną. Salman Rushdie zauważy: jako ludzie „nie wiemy,” co w trawie piszczy. A jesteśmy dziećmi w kwestii praw ludzkich. Biblia mówi: Na początku Bóg stworzył niebo, ziemię, człowieka. Ale Bóg w tej epoce dziejów postawił nam pytanie-odpowiedź. Nie macie początku, a ja jak Ojciec już nie śmiem stale od nowa zaczynać tej samej przygody. Odwagi, idźcie dalej. Powiedziałbym, trzeba wyjść do ludzi, kochać ich i być z nimi. Porzucam biblię dla księgi natury. Rushdie o patriotyzmie powiedziałby, że to nie jest tylko zakorzenienie w domu, ale i wychodzenie w świat szeroki (leaving-pozostawienie, życie).Trzeba przekroczyć nawet najpiękniejsze legendy, a pisać księgę natury, w której zostaną zawarte inne niezbywalne wartości ludzkości. Jestem apodyktyczny czasem, ale otwieram się dla was na ojcostwo świata, bo w ten sposób tylko mogę trafić na ścieżkę sprawiedliwości. Czyńcie sobie ziemię poddaną. I to zamierzam uczynić. W przeszłości byłem może bardzie uprzywilejowany, ale zawsze jako Polak, tak i teraz w Islandii miałem szczęście w nieszczęściu. W trudnościach zdawałem się na muzykę, nie miałem żadnej sekretarki, może nieprzyjaciół, na szczęście. To już wiem, że żaden dzień dłużej nie trwa. Amerykanie, oni mieli legendy, na dzikim zachodzie rodziły się one na pniu. Żołnierze- bohaterowie. A pewnego dnia przekonałem się, że i ja nie jestem murzynem, nie przeczytałem nic z wybitnych książek J.Updike’a, nie sięgnąłem po „Afrykańczyka” le Clezio. Muszę być skromniejszym, również w pisaniu o tym, powiedziałem sobie. We wczesnych pismach zachowałem z polityki mojego dzieciństwa. Teraz wiele z tych cech zostawiłem za sobą, idę naprzód, otwarty na cywilizację ludzką początku trzeciego tysiąclecia. Wydaje mi się, że nie posiadamy wciąż wprawy odnośnie narodzin dla życia nie do pobicia, i nie brak nam również tremy przy umieraniu. Sztuka umierania jest nieustannie w najwyższej cenie. Bardzo cenię biblię, na niej się wychowałem, osobiście chciałbym jednak mieć możliwość tworzenia księgi opozycyjnej dla biblii, Koranu i innych świętych ksiąg. Przy współczesnej profanacji zła, a teraz wręcz wulgaryzacji zła chciałbym pisać moment dłużej! Musisz się zmienić ktoś powie. Pracuję każdego dnia, mam już pięćdziesiąt cztery lata, robię moje marzenie. Jakkolwiek akceptuję chrześcijański system wartości. Papież Franciszek przemawia do mnie. A ja w moim codziennym treningu robię najlepsze, również jako aktor świata. I czasem, jestem raczej pewny, że piszę niebezpiecznie, bo napisałem coś z uczuciem. Moje słońce zaświeciło nad samym widnokręgiem, zachodzi długo, moje drzewa pozostają zielone szczególnie na wierzchu. Czy Bóg nas już opuścił? Nie, moja partia to jest partia miejscowa, a każda generacja musi stwarzać miejsce dla wolności. Wielość językowa to wyzwanie, poszukiwaniu korzeni człowieczeństwa. Chciałbym, muszę podjąć nową identyczność, być blisko realności świata. Choć nie jestem na najwyższym szczeblu moich emocji. Nie jestem wynikiem wczesnych lat, wspinania się po drzewach, jakkolwiek akceptuję to.. Bo przed nami nieustannie inna pewność. Owszem idylla Ząbkowic moich trwa, tam posnąłem. Choć nie byłem menagerem, nie nadążałem za powagą życia. A przenosiłem w sobie z moim kościołem poczucie winy za teraźniejszość. Pragnąłbym jak św. Krzysztof przenieść Jezusa w nową generację ludzkości. To jest moje pierwszorzędne zadanie. Dlaczego tak? Bo żyję z dwóch rzeczy, mianowicie z samozaparcia na drodze do ludzkiego szczęścia i z wdzięczności, szczególnie tym, którzy mi pomogli osiągnąć sukces. Jestem głodny większych rzeczy. Choć może uczę się różnie, nierzadko z przeznaczeniem do mniejszego zła, w plastycznym pokoju. Mój kochany kościół, monopolizuje władzę, moc stwórczą chrześcijańską. Religie mówią o tym, skąd jesteśmy, że na początku Bóg stworzył człowieka, ale to jest błąd (wrong).To nie jest prawda, twierdzi Salman Rushdie. Jakkolwiek w tym szczególnym momencie ludzkości pozostajemy dziećmi nomadycznych religii, to jednak również dziećmi praw ludzkich. Skoro dzieci, to trzeba rodziców. A dzieci odchodzą od rodziców. My też odchodzimy w tej epoce dziecinady praw ludzkich nierzadko od Boga. Dlaczego, bo jesteśmy przeciwko szczęśliwości ludzi. W Syrii milion dzieci teraz głoduje, ludzie są bez dachu nad głową. Pozostawiamy bogów, wędrujemy, taki inteligentny naród jak Polacy migrujemy za morza. Bo my „nie wiemy” skąd jesteśmy. Potrzebujemy Boga. Polska w tej epoce jest największa w dziejach. Choć nie posiadamy trzykondygnacyjnychautostrad i nie ma przynajmniej po dwa muzea w każdej dzielnicy naszych miast, jak to jest w Tokio, na przykład. Co tutaj przeważa, czasem legenda a czasem prawda. Niech Bóg Was prowadzi, kochani moi Czytelnicy. Szczęść Boże.

(esej jest moim wymysłem twórczym, jest kilka tutaj odnośników z J. Iwaszkiewicza, a więcej  informacji o Islandii zaczerpniętych przez Internet, podkr. autora tekstu)

Wybory parlamentarne w Polsce

 

Stanisław Barszczak—A trzeba dać pokój, który leczy—

Wybrałem się po raz trzeci do Frankfurtu nad Menem na jesienne targi książki. Targi Książki we Frankfurcie nad Menem(w tym roku 14-18 październik), to największa impreza księgarska na świecie. Mogą się także poszczycić mocnym historycznym fundamentem, gdyż odbywają się nieopodal miejsca, gdzie w XV w. Johannes Gutenberg wynalazł druk. W 2014 Targi zgromadziły ponad 7 tysięcy wystawców z ponad 100 krajów. A liczba odwiedzających sięgnęła niemal 270 000. W tym roku na odwiedzających czeka równie wiele atrakcji, jak rok temu. A gościem honorowym Targów będzie Indonezja. Ale targi książki mają już swój specyficzny urok. Przepiękne pawilony, przeszklone hale, tysiące stanowisk, w pośrodku tych pięknych hal znajduje się park zieleni, który w tych dniach zamienia się w odpustowy ruch świateł, smakołyków. W sama niedzielę zasiadłem miedzy halą czwarta i piątą, tutaj tradycyjnie odbywa się spotkanie admiratorów programu „Das blaue Sofa”. Poprzednim razem wysłuchałem wywiadu z Panią Ulla Hahn, a tym razem z Panem z Syrii, który się nazywa Rafik Schami. Mówi się o nas, że mamy pech, bo znaleźliśmy się w sferze wpływów Niemców i Rosji. Syria ma podobną sytuację geopolityczną, o czym nie omieszkał wspomnieć lider współczesnych pisarzy niemieckich jakkolwiek pochodzenia syryjskiego. Wywiad był arcyciekawy. Za oknami lecą liście, złota jesień. Tutaj rozkołysany tłum wędruje od hali do hali, aby ujrzeć rzeczywistość Europy i świata, a przede wszystkim żeby sobie spojrzeć spokojnie i nader przyjaźnie w błękitne oczy zapoznanej uczciwości i moralności zwykłego człowieka, posiedzieć wręcz przy kawie, pogawędzić rodzinnie i w wybranych kręgach, aby znaleźć coś dla ducha i ciała, nierzadko bardzo cennego. Uważam, że dlatego właśnie targi książki odwiedzają setki tysiące ludzi. To współczesna panorama życia i odwiecznych marzeń człowieczych, nasza najnowsza wizytówka oddalającej się od nas Europy. We Frankfurcie obdarzono człowieka głosem. Dać głos człowiekowi, to znaczy dać pokój, który leczy… W tych dniach październikowych we Frankfurcie miałem szczęście widzieć się z Panem Dr. Prinz von Hohenzollern, moim Wydawcą w Niemczech (Verleger). To ambitne Wydawnicto Frankfurter Verlagsgruppe Aktiengesellschaft, ma siedzibę we Frankfurcie na ulicy Grosser Hirschgraben 15. Pan Przewodniczący Pisarzy Frankfurckiej Verlagsgruppe AG zupełnie niedawno otrzymał list od jednej z kobiet, której proza ukazała się w formie książki, a w którym wdzięczna autorka napisała: ”Pan wyzwala człowieka, takiego jak ja, z jego niemoty. Pan daje mu głos. A to znaczy pokój. Pokój, który leczy. Pokój, który rany życia kuruje. Pragnę wspomnieć tutaj to, w czym Pan ma swój udział, w czym pośredniczy, mianowicie to jak wiele Pan w moich oczach dla człowieka z racji jego pracy czyni.” A tych, którzy są niemi (stumm) obdarzyć głosem, czy w tym niedostatku nie leży przyczyna akuratna wielkich problemów teraźniejszości? Uchodźcom, których przyjmujemy jedynie jako bezkształtną część ‘rosnącego prądu’- ich właśnie obdarzać głosem, tych wręcz zapomnieć to nic, pestka, ale pozyskać ich i wydobyć na światło dzienne, to już dużo, zauważył Pan Przewodniczący Dr. Prinz von Hohenzollern. W epoce rosnącej przemocy usuwać podobną przeszkodę – to jest nasze zadanie. Pan Przewodniczący jakby nawiązał do epoki Rewolucji Francuskiej, kiedy do Konwentu Narodowego z Lyonu przychodziły monity na przeciwników ówczesnych władz z adnotacją: „z litości, z miłości do ludzkości stali się upierdliwi.” Rozwiązaniem sytuacji były gilotyny w tamtych czasach. Ale tak zwalczane były nie mylne sądy, ale ludzie, którzy ich bronili. Wydaje się, że najlepszą bronią dla obrony uchodźców, w kwestii poszanowania praw ludzkich wreszcie, będzie ratowanie za wszelką cenę pokoju, który leczy. W poszukiwaniu takiego pokoju wyruszałem z ‘duszą na ramieniu’ na trzydniowy mój wojaż na Maltę. Malta to państwo obejmujące archipelag pięciu wysp położonych w środkowej części Morza Śródziemnego, na południe od Sycylii, na wschód od Tunezji i na północ od Libii. Jest to jedno z najmniejszych państw na świecie, a zarazem jeden z krajów o największej gęstości zaludnienia. Stolica: Valletta, która zajmuje półwysep w pośrodku oblewających ją wód morskich zatok. I tak dzieje się od wieków. Powierzchnia: 316 km2 .Liczba mieszkańców: 425 384 (2014 r.). Język urzędowy: maltański, angielski. Ustrój polityczny: republika parlamentarna. W UE od: 1 maja 2004 r. Liczba posłów w Parlamencie Europejskim: 6. Waluta: Euro. Członek strefy euro od 1 stycznia 2008 r. Czy należy do strefy Schengen? Tak. Malta jest członkiem strefy Schengen od 21 grudnia 2007 r. Przewodnictwo w Radzie: Malta będzie po raz pierwszy sprawować rotacyjne  przewodnictwo w Radzie UE w 2017 r. Oprócz głębokiego katolicyzmu łączą ją z Polską biało-czerwone barwy narodowe, tyle że umieszczone pionowo. Symbolem Malty jest czerwony ośmiokątny krzyż. Symbolizujący osiem boskich błogosławieństw. Czerwony krzyż to spadek po prawie 300-letniej obecności zakonu rycerskiego św. Jana zwanymi później od miejsca swojej siedziby Kawalerami Maltańskimi. Oczywiście rodzi to nieprzyjemne skojarzenia z zakonem rycerskim, który z kolei przybrał za swój symbol czarny krzyż i osiadł w znacznie chłodniejszym klimacie (na marginesie nadal istniejący i mający swoją siedzibę w Wiedniu). Maltańczycy inaczej zresztą niż Polacy kojarzą swój zakon, który uczynił dla tej wyspy bardzo wiele dobrych i pożytecznych rzeczy. To dzięki działalności kawalerów zakonu św. Jana do dziś krzyż maltański jest kojarzony z niesieniem pomocy na morzu. Dzieje apostolskie głoszą, iż święty Paweł rozbił swój statek u wybrzeży Malty. Chyba tylko na Malcie można wysłuchać mszy św. w rzymsko-katolickim kościele po… arabsku! No, może to lekkie uproszczenie, ale maltański jest językiem semickim i składa się w około 60% z arabskiego, reszta to mieszanina włoskiego, angielskiego i francuskiego. Drugim językiem oficjalnym jest angielski. Malta praktycznie nie uprawia swoich warzyw ani owoców, nawet drzewa oliwne zostały wycięte podczas panowania królowej Viktorii, na szczęście pozostały winnice…Położenie Malty zawsze wpływało na jej historię, dzieli ona bowiem akwen morski na część wschodnią i zachodnią, trzymając straż nad przesmykiem między Sycylią a Tunezją. Malta znana od dawna jako starożytna Melita, co oznaczało: schronienie dla okrętów. Zasiedlona została już w epoce kamiennej, a o jej bogatej przeszłości świadczą zachowane do dziś zabytki kulturowe z okresu paleolitu, neolitu i brązu. Około 1400 r. p.n.e. skolonizowana przez Fenicjan przez kolejne wieki przechodziła pod panowanie Greków, Kartagińczyków, Rzymian, Wandalów i Ostrogotów. Od 533 r. znalazła się pod panowaniem Bizancjum, następnie Arabów (870 r.) a od 1091 r. – Normanów. W 1530 roku zawładnęli nią rycerze zakonu joannitów (zwani później kawalerami maltańskimi), a w 1800 r. została podbita przez Napoleona. W 1800 r. przeszła w ręce Anglików, którzy rządzili nią do 1964 r. Po II wojnie światowej Malta otrzymała autonomię wewnętrzną, w 1964 r. proklamowała niepodległość w ramach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, by w 1974 r. stać się samodzielną republiką. Od 1979 r. na Malcie działała brytyjska baza wojskowa stanowiąca w owym czasie podstawę maltańskiej gospodarki – dostarczała połowę wpływów na wyspie i zatrudniała ok. 25% ludności cywilnej…Maltańczycy stołują się przeważnie w domu, restauracje utrzymywane są głównie przez przybyszów. Plaże – przeważnie kamieniste, uwaga na stopy (ostre krawędzie skał, jeżowców lub małż) i głowę (śliskie powierzchnie mogą spowodować łatwe potknięcie się). Malta ma też swoje perełki tj. plaże piaszczyste np. Golden Bay (gdzie piasek jest podobny do Bałtyckiego, tyle że ma złoty odcień). Tego typu plaże polecamy szczególnie kiedy są na morzu dość duże fale.  Muzyka – ludowe pieśni są bardzo zbliżone do sycylijskich melodii, ale oprócz cd nie da się takiej oryginalnej muzyki posłuchać. W knajpkach przeważnie słychać europejskie i amerykańskie popowe przeboje z ostatnich kilku lat. Na Malcie znajdują się bezcenne zabytki, kościół św. Pawła i inne. Odnośnie architektury budynków Polak może zostać zadziwionym poprzez aranżację tzw. wszelkiego rodzaju mediów. Rury kanalizacyjne wystają na zewnątrz elewacji. Dlatego zawsze wiadomo czy sąsiad nie cierpi na obstrukcje, a ściany są przyozdobione pajęczynami przewodów. Warte uwagi są zabudowane balkony, piękna boazeria. Dziwne mogą się również wydać umywalki z dwoma kranami, z jednego płynie gorący ukrop a z drugiego przeraźliwie zimna woda. Elektryczność – Brytyjczycy pozostawili też tutaj swój typ gniazdka sieciowego, do polskich wtyczek trzeba specjalnego konwertera. Ciekawostki – Malta była scenografią do kilku znanych filmów. Kręcone były tutaj m.in. Gladiator oraz U-571…Właśnie wróciłem z Malty. Otoczenie wspaniałe!! Fantastyczna bryza i wszystkie barwy błękitu nieba i morza; Morze Śródziemne jest niesamowite ! można w nim siedzieć, pływać, nurkować i szaleć cały dzień i całą noc ! A Blue Grotto i Comino to absolutna bajka…Miasta nocą Sliema, Valletta, Bugibba; tłumy turystów z całego świata, światła, muzyka… Wszyscy piją świetne miejscowe piwo Cisk. Morze wzywało i tylko ono pozwalało cieszyć się wypoczynkiem. Msze święte, ‘pompa,’ w kościele świętego Grzegorza Wielkiego, spotkania z księdzem Wiktorem, rozmowy z Emilem, spacery do portu, pozostawiły pewien niedosyt. Muszę tam wrócić!!  Kochani moi Czytelnicy, w powyborczej ‘pisowskiej’ atmosferze serdecznie Was pozdrawiam. (informacje o Malcie zaczerpnąłem przez Internet, autor)

szlakiem „Bałkańskich skarbów”

Stanisław Barszczak— Pogodnie kontemplować nadzieję—

W Polsce jesień już czeka za progiem, więc pora od niej uciec. Za kilka dni kierunek Bałkany! Tak sobie zaplanowaliśmy, co najmniej Bośnia i Hercegowina, Serbia i Czarnogóra, a jak się dobrze ułoży także Albania i Chorwacja. Bośnia i Hercegowina to kraj wciąż nieodkryty przez turystów. Ciągnie się za nią widmo niebezpieczeństw i wojny. Polacy odwiedzają głównie sanktuarium w Medjugorje i Mostar podczas jednodniowego wypadu na objazdowych wycieczkach po Bałkanach lub samej Chorwacji. „Kraj w kształcie serca”, jak Bośnia i Hercegowina promuje się w świecie, skrywa wielu wspaniałych atrakcji. Jest być może jednym z najbardziej niedocenianych miejsc w Europie. Kraj zamieszkują trzy narody: Chorwaci, Serbowie i przede wszystkim Boszniacy. Ci ostatni są muzułmanami żyjącymi tam od setek lat. Od 40 lat stanowią już oddzielny, oficjalnie figurujący w konstytucji naród (pierwszy raz umieścił ich tam rządzący niegdyś Jugosławią marszałek Josip Broz Tito w 1974 r.). Wszystkie te narody łączy historia, która znalazła swój tragiczny finał w czasie wojny lat 1992-95. Dzisiaj, prawie 20 lat po zakończeniu walk i czystek etnicznych, tragedia znów zagościła w ich życiu. Wspólnie stanowią części składowe najbiedniejszego społeczeństwa w Europie, które z każdym rokiem jeszcze bardziej biednieje. Z Sarajewa do Mostaru przez długi czas jedziemy autokarem wzdłuż rzeki Neretwy. Między miejscowościami Jablanica i Mostar, na odcinku 10 kilometrów, wody rzeki wydrążyły wspaniały, głęboki kanion. Otaczają go masywy górskie Čvrsnica i Prenja. Na ścianach kanionu widoczne są ukośnie ułożone warstwy geologiczne. Ze skał wypływają liczne strumienie. Spadają one z dużej wysokości do koryta rzeki i tworzą różnej wielkości i kształtów wodospady i kaskady. Kolor wody jest fantastyczny. Ponad nią w kilku miejscach wznoszą się oryginalne mosty. Na rzece prowadzona jest hodowla pstrągów w specjalnie pobudowanych „korytach”. Przy drodze wiodącej wzdłuż kanionu urządzono kilka punktów widokowych. Doliną Neretwy biegnie też linia kolejowa na trasie Sarajewo- Ploče. Widok Mostaru z mostem nad Neretwą (rzeka która płynie przez Bośnię i Hercegowinę oraz Chorwację. Uchodzi do Adriatyku. Między miejscowościami Jablanica i Konjic, Neretwa tworzy przełom, a następnie okrąża masyw Prenj), to chyba najbardziej rozpoznawalne zdjęcie z Bośni i Hercegowiny. Piękna, prześliczna jest ta rzeka raz płynąca majestatycznie ku łagodnym brzegom, to znów głębokim kanionem. W Mostarze nad nią malownicze domki, kopuły meczetów i rozpięty nad wodą kamienny łuk. Stary Most, wpisany na listę Unesco, to rekonstrukcja mostu zniszczonego w 1993 roku, który spinał brzegi od ponad 400 lat (2004). Blisko 30-metrowej długości pojedynczy łuk wznosi się na wysokość ponad 20 metrów nad poziom wody – często można tu spotkać miejscowych chłopców skaczących w toń Neretwy. Mostar to jednak nie tylko most – to również labirynt wąskich uliczek starego miasta ze sklepikami i kafejkami, meczety Cejvan Cehaj i Koski Mehmed Paša, mauretański budynek Gimnazjum Mostar oraz ślady smutnej, wojennej przeszłości. Jajce to miasto w środkowej części Bośni i Hercegowiny słynące zarówno z ważnych zabytków, jak i pięknej przyrody. Powstało w XIV w. i stanowiło siedzibę bośniackich królów – jako ostatnie poddało się Osmanom. Pozostały tu elementy systemu obronnego, twierdza, stare cerkwie i kilka meczetów. Miasto skrywa też katakumby i świątynię Mitry – Boga Słońca z IV w.! W listopadzie 1943 r. podpisano tu AVNOJ – deklarację o wstąpieniu BiH do Jugosławii (w mieście jest muzeum AVNOJ). Najpiękniejszym widokiem w Jajce jest 20-metrowy wodospad w centrum miasta w miejscu, w którym pliva wpada do Vrbasu. Następnie wjeżdżamy do Sarajewa. Miasto w otoczeniu gór, to jedna z najpiękniejszych i najprzyjemniejszych stolic europejskich. 400-tysięczne miasto jest położone w malowniczej dolinie rzeki Miljacki i otoczone wysokimi górami. Niestety, taka lokalizacja umożliwiała serbskim wojskom ostrzał miasta ze wzgórz podczas wojny, a snajperom polowanie na mieszkańców. Dziś Sarajewo to niezwykle urokliwe, tętniące życiem kafejek, klubów i galerii miasto. Pełne jest również zabytków z wielu okresów i kultur: meczetów, cerkwi, pałaców. Najwięcej turystów przyciąga Baščaršija-XVwieczne stare miasto. Znajduje się tutaj mnóstwo sklepików, kawiarni, restauracji z wyśmienitym burkiem i zabytków, z których najważniejszy to meczet Gazi Husrev-bega i powiązane z nim budynki (medresa, Morića Han, harem, etc.). Najbardziej charakterystycznym obiektem jest fontanna Sebilj – miejsce spotkań i fotografowania stadek gołębi. W Sarajewie koniecznie zobaczyć trzeba również katedrę, obiekty zimowej olimpiady 1984 r., źródła rzeki Bosny oraz Muzeum Tunelu – przejście pod lotniskiem, które było jedynym „oknem na świat” podczas oblężenia miasta. Ale nie chciałbym wspominać tamtych trudnych lat Sarajewa z czasów wojny 1992-1995, kiedy Serbowie przybyli tutaj, by bronić bośniackich Serbów. O tym poczytacie w innych źródłach… Powiedzmy tutaj, że położone niedaleko Sarajewa Visoko było w średniowieczu ważnym ośrodkiem bośniackiego królestwa. Później oczywiście dostało się pod panowanie Turków i Austro-Węgrów. Prawdziwą sławę zyskało jednak dopiero w 2005 r., kiedy bośniacki biznesmen i archeolog Semir Osmanagić wysunął tezę, że górujący nad miastem stożek Visočica i sąsiednie wzgórza, skrywają najstarsze na świecie piramidy, wykonane ludzką ręką. Do dziś nie zostało to naukowo potwierdzone – spór i badania trwają.. Bośnia i Hercegowina ma dostęp do Morza Adriatyckiego na zaledwie 24 km odcinku wybrzeża. Znajduje się tam tylko jeden kurort -Neum. Nocowaliśmy w Pensjonacie Villa Matić. Plaże są piaszczyste. Można skorzystać z atrakcji, takich jak nurkowanie czy parasailing. Sutjeska to najpiękniejszy park narodowy Bośni i Hercegowiny. To dziki, górski region z najwyższym szczytem kraju -Maglić, 2386 m n.p.m przy granicy z Czarnogórą, pięknym kanionem rzeki Sutjeska i bogactwem zwierzyny. Park słynie również z „doliny bohaterów – pomnika upamiętniającego zwycięstwo partyzantów Broz Tity nad Niemcami podczas II wojny światowej. Višegrad położony przy wschodniej granicy kraju to jedno z najbardziej doświadczonych przez wojnę miast w Bośni i Hercegowinie. Oprócz ciężkich walk i ostrzału doszło tutaj w 1992 r. do masowych mordów znanych jako „masakry višegradzkie”, w których zginęło ponad 1000 osób (mówi się nawet o 3000). W świecie miasto znane jest zwłaszcza z XVI-wiecznego, kamiennego mostu Mehmeda Pašy Sokolovića. 11 łuków rozpiętych na 180 metrach nad rzeką Driną rozsławił pisarz Ivo Andrić w powieści „Most na Drinie” jako symbolu trwałości i łączności między Zachodem a Wschodem oraz Bośnią i Serbią. Może kilka słów tutaj o tej ksiązce. „Most na Drinie” Ivo Andricia to książka opisująca historię Wiszegradu nad Driną, na przestrzeni około 300 lat. Książka ta jest pokazem doskonałego kunsztu autora który prostym i lekkim językiem, wolnym od wyolbrzymionego patosu, obrazuje historię Bośni na przykładzie owego miasta. Obrazuje zmiany w krajobrazie i społeczeństwie na przestrzeni tych 300 lat. Dodatkowym atutem tej książki jest jej optymizm, choć opisuje również i okresy wielkich tragedii to jednak nie ma tu wielkiej dramaturgii tych momentów. Optymizm ten można już poczuć od pierwszych stron. Opis każdego bohatera pozwala poznać różnice w mentalności wszystkich społeczności mieszkających w Wiszegradzie. Książka ta jest obrazem życia takim jakie ono…Most łączy, spina, pozwala przechodzić z jednej na drugą stronę. Niby jak każdy most. Gdy jest to budowla w tyglu tyluż kultur i religii, miejsce to ma znaczenie nie tylko dla urbanistyki, jest też symboliczne, ale i polityczne. Świetna metafora, narracja najwyższej próby, język wzbogacony o oryginalne nazewnictwo. Bardzo konsekwentne dzieło, przemyślane w każdym detalu i dobrze napisane. Zupełnie niezła historia Serbii na przestrzeni kilkuset lat przelana na kilkaset stron druku w formie fikcji literackiej. Coś jak w filmie „Underground” Kusturicy z taką różnicą, że sięga dalej i głębiej. Powieść jest o tyle ciekawa, że nie opisuje dziejów bohatera, lub bohaterów, a dzieje miasta i to dzieje na przestrzeni kilku wieków. Jest to zaleta jak i wada jednocześnie. Z jednej strony daje interesujące wrażenie o tym jak pokolenia ludzi żyją i formują rzeczywistość w danym czasie, a po latach umierają i świat pędzi dalej często nie pamiętając o tamtych, o tym co wtedy miało znaczenie, o tym co się działo i dlaczego, a tytułowy most stoi niewzruszenie mimo wszystkiego co miało na nim miejsce. Ciekawie śledzimy wydarzenia historyczne mające do czynienia z polityką, religią, odkryciami, rozwojem technologii. Z drugiej jednak strony przez tę formę literacką książka była dla mnie ciężka do przejścia, gdyż losy żadnego z wielu wielu bohaterów nie wydawały się bardziej istotne. Zresztą były one wszystkie traktowane bardzo powierzchownie. Postaci w „Moście” sprawiały wrażenie nieważnych na dłuższą metę, nie dało się z nimi zbytnio identyfikować, poczuć jakąś empatię, zainteresować się. Wydaje się, że książka pomoże zgłębić daleką mi jak dotąd kulturę bałkańską, osmańską. Ivo Andrić pisał: „A za każdym razem, gdy mamy wrażenie, że się nam na coś tam „otworzyły” oczy, to zazwyczaj znaczy, że zamknęliśmy je na tysiąc innych rzeczy.” „Najgorszą i najtragiczniejszą ze wszystkich słabości ludzkich jest niewątpliwie kompletny brak umiejętności przewidywania, będący w rażącej sprzeczności z tyloma talentami, zdolnościami i wiadomościami człowieka/…/ przeznaczenie człowieka na ziemi polega na walce z zepsuciem, zniszczeniem i śmiercią…,” Ivo Andric napisał w „Moście na Drinie.” Ale już jedziemy dalej. Medjugorje to najczęściej odwiedzane miejsce w BiH przez wycieczki z Polski. Znajduje się tu jedno z najważniejszych katolickich sanktuariów w Europie. Tutaj, w czerwcu 1981 r. Matka Boska miała objawić się szóstce dzieci. Wierni z całego kontynentu pielgrzymują do figury Maryi stojącej na wzgórzu w miejscu objawień. W centrum miasteczka znajduje się kościół oraz liczne sklepy z dewocjonaliami. Przesłanie od Boga czy szatańskie dzieło? Zdania na temat Medjugorie są podzielone. Ale liczba pielgrzymów jadących do tej miejscowości w Bośni i Hercegowinie ciągle rośnie. Był 24 czerwca 1981 r. Kilkoro dzieci z małej miejscowości w Bośni i Hercegowinie stwierdziło, że wieczorem u podnóża góry Crnica zwanego Podbrdo widziało Matkę Bożą. I tak do tej pory szóstka, dorosłych już, ludzi utrzymuje, że spotyka się i rozmawia z Maryją. Połowa z nich ma widzenia codziennie, pozostała trójka raz na jakiś czas, jednak zawsze w miejscach, w których przebywają. Dlaczego padło na Ivana, Vicke, Mariję, Mirjanę, Ivankę, Jakova oraz dlaczego właśnie w medjugorskiej parafii? „Matka Boża powiedziała, że Bóg pozwolił jej wybrać. I wybrała właśnie nas” – mówi jeden z „widzących”. Niepokoi mnie w Medjugorie ta pewność widzących, że jest to objawienie końca czasów – mówił dziennikarz – Wiemy z Pisma Świętego, że nikt prócz Boga nie zna daty końca. Skąd ta wiedza u Maryi? – pyta. Właśnie końca świata dotyczy większość orędzi Matki Bożej z Medjugorie, które przekazuje „widzącym”. Przestrzega w swych słowach całą ludzkość przed ostatecznym przyjściem jej Syna. Zachęca m.in. do postu i modlitwy, szczególnie za kapłanów, oraz czytania Pisma Świętego i przystępowania do Sakramentów. Wzywa również do pokoju na świecie. Zatem mimo że treść domniemanych orędzi nie jest sprzeczna z nauką Watykanu, sceptycyzm co do prawdziwości objawień jest w Kościele wciąż znaczący. Objawienia wciąż trwają. Jak w większości przypadków, gdy mowa o prywatnych objawieniach, Stolica Apostolska nigdy nie przesądziła o prawdziwości objawień przed ich zakończeniem. W Medjugorie jestem po raz wtóry, tym razem nie byliśmy w Srebrenicy. Najmroczniejszą stroną turystyki i odwiedzin w Bośni i Hercegowinie jest wizyta w Srebrenicy. Niewielkie miasteczko na wschodzie kraju doświadczyło jednej z najstraszniejszych masakr we współczesnych dziejach. Uznawana jest za „największe ludobójstwo w Europie od czasu II wojny światowej”. Od 12 lipca do 16 lipca 1995 r. serbskie wojska i formacje paramilitarne wymordowały ok. 8000 muzułmanów przy biernej postawie sił ONZ. W mieście znajduje się pamiątkowy cmentarz ofiar masakry. Z Medjugorie kierujemy się na południe, widoki po drodze są niesamowite. Góry schodzące do morza, kolor wody, wyspy i półwyspy – bajka. Pomijając nawet sam Dubrownik, natura na południu Dalmacji jest bardzo interesująca. Dojeżdżając do Dubrownika, widzieliśmy na powierzchni morza dość równo porozstawiane boje. Domyśliliśmy się, iż to hodowle małży. Później, w mieście postanowiliśmy ich spróbować, licząc na świeże dostawy. Były wyśmienite! Niektórzy twierdzą, że Dubrownik to najpiękniejsze miasto na świecie. Może to lekka przesada, ale z pewnością to bardzo ładne miasto i trzeba je, a szczególnie ufortyfikowaną starówkę należy zobaczyć.W VII w. na wyspie Laus łacińscy uchodźcy z pobliskiego Epidaurum założyli osadę Ragusa. Wkrótce u podnóża wzgórza Srd, Słowianie założyli swoja osadę. W XII w. Ragusa i Dubrava zostały połączone. Zasypano kanał dzielący wyspę od brzegu, który przebiegał w miejscu obecnie głównej ulicy- Placa (inaczej Stradun). Od momentu powstania Ragusa znajdowała się w obszarze wpływów Cesarstwa Bizantyjskiego. Po okresie krucjat Ragusa znalazła się w latach 1205 – 1358 pod panowaniem Wenecji, a od 1358 r. weszła w skład królestwa Węgiersko-Chorwackiego. Od XIV w. aż do 1808 r. Ragusa choć płaciła daniny, była politycznie niezależna, rządzona przez arystokrację, szczyt jej potęgi przypadał na XV-XVI w. Jej obszar obejmował mały fragment południowej Dalmacji od Neum do Prevlaki, z półwyspem Pelješac oraz wyspami Lastovo i Mljet. Republika Ragusy poważnie rywalizowała w regionie z Republiką Wenecką i ostała się nawałnicy Imperium Ottomańskiego. Ragusa miała jak na tamte czasy świetnie rozwinięty handel i nowoczesne prawodawstwo. Idee wolnościowe przyciągały do Ragusy uchodźców z innych krajów, np. Żydów z Hiszpanii i Portugalii. Wraz z upadkiem żeglugi śródziemnomorskiej i republika zaczęła podupadać. Z rokiem 1667 miało miejsce katastrofalne trzęsienie ziemi. Zginęło 5000 osób, zrównanych z ziemią zostało wiele domów. W 1699 r. Republika sprzedała Turkom dwa fragmenty swego terytorium by odgrodzić się od wojsk weneckich. Ma to odbicie w dzisiejszym przebiegu granic Chorwacji, jako że ten kawałek ziemi obecnie należy do Bośni i Hercegowiny, dając jej maleńki dostęp do Adriatyku…W 1806 r. wkroczył do Republiki Napoleon, potem podczas Kongresu Wiedeńskiego (1815) Ragusa stała się częścią Austro-Węgier, do 1918 r. Po upadku Habsburgów, Ragusa została włączona do Królestwo Słoweńców, Chorwatów i Serbów (później Królestwo Jugosławii), a nazwę miasta zmieniono na Dubrovnik. We wczesnych latach 1970tych stare miasto w Dubrowniku zostało zdemilitaryzowane, by nigdy nie stało się ofiarą wojny. W 1979 r. starówka Dubrownika została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie przeszkodziło to wojskom Jugosłowiańskiej Armii (Serbowie i Czarnogórcy) zbombardować Dubrownik z okalających wzgórz, powietrza i z morza w 1991-1992 r. Jak wspomniałem Starówka zamknięta murami obronnymi jest mniej więcej na pół „przecięta” głównąulicą – Placa (Stradun). Łączy ona zachodnią bramę Pile z przejściem do portu przy placu Luža, obok wieży zegarowej. Jako ulica reprezentacyjna, jest zawsze pełna ludzi. Stały przy niej piękne pałace bogatej arystokracji, ale w dużej części zniszczyło je trzęsienie ziemi. Obecnie dużo tu sklepów i restauracji. Na boki odchodzą wąskie uliczki, niektóre dość malownicze. W nich także można znaleźć sporo restauracji i kafejek. Jedzenie tu nie jest gorsze niż przy głównej ulicy, a bardzo często jest tańsze. Problem w Dubrowniku z restauracjami jest taki, że prawie przed każdą stoi ktoś kto nagania klientów do środka. Po chwili staje się to irytujące. Przypomina Daleki Wschód. Widać konkurencja jest ogromna. Przy bramie Pile znajduje się Wielka Fontanna Onufrego. Jest częścią XV w. wodociągów, do których wodę doprowadzano z odległego o 12 km źródła. Ze ścian fontanny wypływa woda rurkami wokół okrągłej struktury z dachem w kształcie kopuły z otworem. Woda jest zdatna do picia, piliśmy – jest smaczna. Naprzeciw fontanny, po drugiej stronie ulicy stoją: mały Kościół Zbawiciela (crkva sv. Spasa), który przetrwał trzęsienie ziemi oraz obok większy kościół i klasztor Franciszkanów, w którego części urządzono muzeum klasztorne (po raz pierwszy obejrzałem tam nogi świętego Błażeja, jedna z jego rąk znajduje się obecnie w Paryżu).Na drugim końcu ulicy, przy placu Luža znajduje się kilka wartych uwagi budynków: na wprost wieża zegarowa (obok Mała Fontanna Onufrego), z lewej Pałac Sponza, z prawej kościół św. Błażeja. Bardziej w prawo, przy Pred Dvorom stoi Pałac Wielkiej Rady i Pałac Rektorów (oficjalnych reprezentantów republiki), a w głębi katedra. Pałac Sponza to piękny przykład oryginalnej architektury sprzed trzęsienia ziemi, jako że pałac je przetrwał. W przeciwieństwie do niego katedra Wniebowzięcia NMP wzbudza mieszane uczucia. Sama bryła jest interesująca, ale z zewnątrz wygląda na nieco zaniedbaną. Na prawo od katedry i w głąb starówki znajduje się kościół św. Ignacego. Jego ogromną bryłę najłatwiej można podziwiać z murów miejskich (odwiedziłem tutaj moich znajomych). Idąc od katedry na lewo, trafimy do drugiego przejścia do starego portu, zamkniętego z prawej strony twierdzą św. Jana. Do twierdzy można dojść idąc ulicą na wprost od katedry. Ze starego portu odpływają małe statki do Cavtat i na Lokrum. Cały port pełen jest restauracji i barów. Idąc z portu do bramy Ploče ulicą świętego Dominika, mijamy kilka małych kościołów oraz klasztor i kościół Dominikanów – to kolejny ważny zabytek Dubrownika. Kompleks klasztorny mieści muzeum. Praktycznie całe stare miasto, domy, ulice i mury wykonano z kamienia. Mury okalające od XIV w. miasto mają 2 km długości. Dzięki kolejnym przebudowom, od strony lądu mierzą do 25 m wysokości i 4 do 6 m grubości, natomiast są cieńsze od strony morza, tu wspomaga je wysokie urwisko. Przez lata skutecznie chroniły miasto, a obecnie dają szansę turystom zobaczyć je z góry, a to wspaniały widok. Wejście na mury jest płatne 30 kn dzieci i młodzież (5-18 lat), 90 kn dorośli. Bilety po zakupie zachowajcie do kontroli.  Zdarza się, że przy innym wejściu na mury, obsługa będzie chciała je ponownie sprawdzić! Główne wejścia znajdują w pobliżu bram Ploče i Pile. Przejście murów zajmuje około godziny, ale jeśli chcecie spokojnie popatrzeć, porobić zdjęcia – zarezerwujcie 1,5 do 2 godz. Istotne to jest, ponieważ na pół godziny przed zamknięciem murów dla zwiedzających bileterzy mogą Was już nie wpuścić. Z drugiej strony najciekawszy czas na wejście na mury to ranek lub popołudnie, kiedy słońce jest niżej i ładnie oświetla dachy. Wówczas także nie jest może aż tak gorąco… Wybierzcie sobie kierunek zwiedzania zgodny, lub przeciwny do wskazówek zegara, ale weźcie pod uwagę aby najlepsze słońce było kiedy będziecie na odcinku północnym. Stamtąd starówka wygląda chyba najciekawiej. Ładnie komponuje się w tle wyspa Lokrum. Najwyższym punktem murów (i starego miasta) jest górny poziom baszty Minčeta (XV-XVI w.) znajdującej się w północnym zakątku murów. Widok na dachy starówki i na Dubrownik z okolicami bywa niezapomniany. Dwa elementy fortyfikacji znajdują się poza murami starówki. To fort Revelin z XVI w. zbudowany przy bramie Ploče, w celu jej obrony. Drugi to fort Lovrijenac (XIV-XVI w.) zbudowany na wysokiej (37 m) wbijającej się w morze skale nieopodal bramy Pile. Na skalistej wyspie Lokum nieopodal portu w Dubrowniku, znajdują się ruiny klasztoru benedyktyńskiego oraz Fort Royal z epoki Napoleońskiej. Z wyspą związane jest kilka legend. Jedna z nich głosi, że niedaleko wyspy rozbił się okręt wracający z wyprawy krzyżowej. Na statku był król angielski Ryszard Lwie Serce , który szczęśliwie uratowała się i został wyrzucony na brzeg Lokrum. W podzięce za uratowane życie postanowił wybudować na wyspie kościół. Nie dotrzymał jednak obietnicy. Dubrowniczanie przekonali króla żeby wzniósł świątynię w sercu Dubrownika. Tak się stało. Kościół był pierwowzorem dzisiejszej Katedry Wniebowzięcia NMP. Nad wyspą wisi klątwa. Wiadomo, że od dawna bo już od 1023 roku wyspę zamieszkiwali Benedyktyni, sprowadzając na wsypę egzotyczne rośliny. Trzęsienie ziemi z 1667 roku poważnie uszkodziło klasztor. W 1798 roku na polecenie papieża Piusa VI klasztor został opuszczony. A 1806 roku wojska napoleońskie wybudowały tu Fort Royal. Napoleon znany był z wrogości do benedyktynów i kazał mnichom opuścić wyspę zaraz po zajęciu Dubrownika. Legenda głosi, że ostatni benedyktyni wytrwali tutaj trzy noce, a następnie sam przeor gdy opuszczał wyspę przeklinał to miejsce, mówiąc , że każdy kto spędzi na niej noc stanie się nieszczęśliwy. W późniejszych latach wyspa przeszła w ręce Maksymiliana Habsburga, który wzniósł tu pałac na ruinach klasztoru i założył park z egzotyczną roślinnością. Arcyksiążę objął tron jako cesarz Meksyku. W 1867 roku został zamordowany przez swoich poddanych. Wyspa przeszła w ręce jego bratanka Rudolfa, który popełnił samobójstwo. Obecnie wyspa jest nie zamieszkała, mało kto decyduje się na spędzenie tam nocy… Ale już jedziemy dalej. A przed nami wysokie góry, gęste lasy i plaże z kojącym widokiem na morze i jeszcze jedno Państwo na mapie naszego ‘wędrowania’ po Bałkanach. Czarnogóra leży w Europie Południowej na Wybrzeżu Morza Adriatyckiego. Graniczy z Serbią, Kosowem, Chorwacją, Bośnią i Hercegowiną oraz Albanią. to niewielkie państwo, to nie tylko Podgorica czy oblegany Kotor. Najciekawsze miasta, atrakcje, warto zobaczyć w Czarnogórze: m.in. Kotor (oraz cały fiord kotorski, Perast), Sveti Stefan, Virpazar, Budva, Petrovac, Stary Bar, Herceg Novi, Stary Ulcinj, Cetinje, Park Narodowy Lovćen, Kanion rzeki Tary, Jezioro Piva i tama na Pivie, Jezioro Szkodarské, Wyspa Św.Nikoli, Góry Durmitor. Cztery noce i dni ‘bawimy’ w Sutomore, skąd podejmujemy wycieczki fakultatywne, m.in. do gaju oliwnego Państwa Pericič, nie pamiętam dobrze nazwiska. Czarnogóra to bardzo młode państwo. Powstało 3 czerwca 2006 roku po odłączeniu się od Serbii. Jest bardzo atrakcyjnym, a przede wszystkim nie do końca odkrytym regionem, jest ponad 20 razy mniejsza od Polski. Liczba atrakcji, która zmieściła się na tak małej powierzchni, jest doprawdy imponująca. Jest tu i morze, są i góry, a także – rezerwaty przyrody z unikatową florą oraz tysiącletnie starówki. Pewnego dnia jedziemy nad zatokę Kotorską, która wcina się głęboko w ląd, dzieląc się na cztery zalewy, Kotorski, Hercegnowski, Tiwatski i Risański. Nad jej turkusową tonią piętrzą się góry, na których zbudowano dawniej twierdze i umocnienia. Najciekawszą miejscowością, usytuowaną na wybrzeżu Zatoki Kotorskiej jest Kotor…Tym, co już na pierwszy rzut oka zawraca uwagę, są walory obronne miasta. Powierzchnia starego Kotoru tworzy trójkąt, którego krańce wyznaczają od północy rzeka Skurda, od południowego zachodu Zatoka Kotorska a od wschodu góra z usytuowaną na niej twierdzą Sveti Iwan. Wyjątkowo okazale twierdza prezentuje się nocą, gdy jest oświetlona i są dobrze widoczne pnące się po skłonie góry rzędy umocnień. Na szczyt wiodą kręte kamieniste drużki, wijące się między ruinami i roślinnością. Pośród nich stoi mały średniowieczny kościółek poświęcony Matce Bożej. Warto włożyć trochę wysiłku, by wejść na szczyt, z którego rozpościera się fantastyczny widok na miasto i zatokę. Od strony morza i rzeki Skurdy miasto otoczone jest pasem murów obronnych wyposażonych w trzy bramy. Niezwykle malowniczo wyglądają umocnienia od strony północnej. Płynąca tędy wzdłuż murów obronnych Skurda przybiera w promieniach słońca turkusową barwę. Nad rzeką biegnie most, połączony z XVI-wieczną bramą. Podobna brama znajduje się po południowej stronie miasta, połączona z mostem biegnącym nad niewielką rzeczką Gurdič. Najbardziej okazała jest Brama Morska, która wiedzie do miasta od strony mariny. W jej sklepionej części wmurowany jest średniowieczny relief przedstawiający Matkę Bożą z Dzieciątkiem, adorowaną przez św. Bernarda i św. Tripuna, który jest patronem Kotoru. Za bramą rozciąga się reprezentacyjny plac Kotoru Trg Oktobarske revolucije. Tutaj znajduje się ratusz, wieża zegarowa i pałac Rektorów. Przedzierając się przez gęstwinę wąskich i krętych uliczek starego oglądaliśmy liczne średniowieczne cerkwie i kościoły. Najwspanialszą tutejszą świątynią jest katedra św. Tripuna. Obecną katedrę zbudowano w XII w. na miejscu starszej, istniejącej tu już na początku IX w. świątyni pod tym samym wezwaniem. Na przestrzeni wieków katedrę poddano przebudowom, które nadały jej renesansowo-barokowy wygląd. Odbudowa katedry, która nastąpiła po trzęsieniu ziemi z 1979 r. przywróciła jej pierwotny romański styl. Najciekawszym elementem wystroju wnętrza jest cyborium, znajdujące się w absydzie, wykonane w XIV w. przez mistrza Wita Kotoranina. Cztery kolumny z czerwonego marmuru podtrzymują piętrowy baldachim zwieńczony figurką anioła. Dekoracja rzeźbiarska przedstawia sceny z życia św. Tryfona. Prócz Kotoru i Dubrownika nic więcej osobiście nie zobaczyłem –widzę, że dużo straciłem. Ale już zabieram się w dalszą podróż, by obejrzeć Jezioro Szkoderskie które jest największym jeziorem na Półwyspie Bałkańskim. Jego powierzchnia w 2/3 leży w Czarnogórze, a 1/3 w Albanii. Znajduje się zaledwie 7 km od morza i zajmuje powierzchnię nawet do 550 km2. Jezioro ma zróżnicowany kształt, pełen meandrów, zatoczek okalających piętrzące się wzgórza. Unosząca się nad taflą mgiełka dopełnia magiczny klimat tego miejsca. W północnej i wschodniej części Czarnogóry wznoszą się wysokie, często przekraczające 2000 m n.p.m.masywy Gór Dynarskich.Poprzecinane są one głębokimi kanionami,których głębokość przekracza niekiedy 1000 m. Największe kaniony tworzą rzeki Moraca, Piva i Tara. Jedziemy w pobliżu doliny i klasztoru Moracza, musicie zobaczyć piękny kanion rzeki Moracz. Mówią małe jest piękne. Czarnogóra – mały kraj ale z wielkimi kanionami. A przed nami już najdłuższa rzeka Czarnogóry – Tara – ma 158 kilometrów. Mała, ale zawzięta – słynie z tego, że wyżłobiła największy kanion w Europie i jak twierdzą Czarnogórcy, drugi co do głębokości na świecie (po Kanionie Kolorado). Wymiary kanionu Tary to: 1250 metrów (głębokość) – 80 km (długość). Z takimi warunkami można śmiało robić karierę. Na przykład jako europejskie centrum raftingowe. Na tle jasnoczerwonych skał konstrukcja mostu wydaje się niezwykle delikatna (podtrzymuje go pięć ażurowych przęseł). W najwyższym punkcie wznosi się na wysokości 172 metrów. Z tej perspektywy wody Tary mają jasnozielony lub seledynowy kolor. Budowa mostu trwała od 1937 do 1940 roku. W 1942 roku wysadzono go, aby zagrodzić drogę zbliżającym się faszystom. Konstrukcję odbudowano dopiero po wojnie, w 1946 roku. To jedyny most rzeczny na ponad czterdziestokilometrowym odcinku między Mojkovacem a Djurdjevića Tara – na tym obszarze ściany kanionu są zupełnie pionowe. Proponują nam zjazd na linie nad kanionem Tary. Tutaj kręcili film „Działa z Navarony” i inne. A przed nami ostatni etap „Bałkańskich skarbów”. Serbia – państwo w południowej Europie, powstałe po rozpadzie federacji Serbii i Czarnogóry. Stolicą jest Belgrad. Serbia graniczy z Węgrami na północy, Rumunią i Bułgarią na wschodzie, Macedonią i Albanią na południu oraz z Czarnogórą, Chorwacją i Bośnią i Hercegowiną na zachodzie. Belgrad to jedno z najstarszych miast Europy, stolica Serbii. Belgrad jest pięknie położony u ujścia Sawy do Dunaju. Największa atrakcja Belgradu to twierdza Kalemegdan, na którą składa się nie tylko zamek, ale też cerkwie, łaźnie tureckie, muzułmańskie grobowce, pomniki, fontanny i park. Mogłem obejrzeć w obrębie fortecy Kalenbergdag wystawę pt. Poljske. Tutaj Polska zjawiła mi się jako Państwo szlachetne i bardzo tolerancyjne. Sama forteca ukształtowaniem terenu przypomniała mi polską Cytadelę w Poznaniu. Ale tutaj działa się wielka historia z sprzed tysięcy lat, są groby tutaj Bałkańskich władców, również pochodzenia osmańskiego. Chciałbym wspomnieć tylko niektórych. Stefan Duszan, panujący w latach 1331-1355, który w wyniku wojny z Bułgarami i Bizancjum opanował MacedonięAlbanięEpir i Tesalię. 1346 koronował się w Skopie na cara Serbów i Romejów (Greków). Utworzone przez niego potężne państwo serbskie rozpadło się na szereg księstw, co ułatwiło penetrację Półwyspu Bałkańskiego przez Turków Osmańskich. W 1389 roku na Kosowym Polu została stoczona jedna z najbardziej przełomowych w historii Europy bitew. Turcy wtargnęli do Europy 37 lat przed nią, po dwóch latach zaczęli organizować najazdy na Półwysep Bałkański, a po śmierci cara Stefana Dušana rozpoczęli podbój ziem serbskich. Książę Lazar I, który zjednoczył większość ziem serbskich – od Kosowa po Mačvę – zawarł militarne sojusze z sąsiadami i przygotował się do decydującego starcia. W dniu świętego Wita, patrona Serbii, 15 czerwca 1389 roku, 25 tysięcy żołnierzy serbsko-bośniackich starło się z 40 tysiącami Turków dowodzonych przez sułtana Murada I. Bitwa drogo kosztowała obie strony – zarówno pokonanych Serbów, jak i wykrwawionych w zaciętej walce Turków. Zginęli obaj przywódcy. Książę Lazar został pojmany i stracony, a sułtan Murad poległ prawdopodobnie z ręki serbskiego rycerza Miloša Obilicia, któremu udało się wtargnąć do tureckiego obozu. Bitwa na Kosowym Polu, która doprowadziła do upadku Serbii, a w dalszej perspektywie umożliwiła Turkom podbój całych Bałkan, do dziś jest nieodzowną częścią serbskiej świadomości narodowej… A w Polsce zima już czeka za progiem, gdy wróciliśmy do ojczyzny, poprószyło śniegiem. Ale jeszcze spacerujemy ulicą Skaderską. Magiczne, choć mocno turystyczne miejsce. Ulica knajp z muzyką na żywo, a do tego kramy z antykami. Świetne miejsce na pierwszy czy ostatni wieczór w Belradzie. W samym centrum, a jednak bez zgiełku wielkiego miasta. Z okien autokaru widzimy rezydencję Josifa Broz Tito, sportową arenę BANKArena. Lubię poplątać się krętymi i niekiedy stromymi uliczkami, by popatrzeć teraz na Dunaj. Wspomniałem tutaj już może o naszym słowiańskim rodowodzie. Tam się to wszystko zaczęło. Z walką z potęgą Osmańską, przypomnę wiek XIV-ty. Były wreszcie powstania serbskie. Pierwsze powstanie serbskie wybuchło 1804 w paszałyku belgradzkim; powstańcom pod wodzą Jerzego Czarnego udało się 1806 wyzwolić Belgrad; z Serbii zostali wypędzeni tureccy urzędnicy, ziemię rozdzielono między chłopów serbskich, powstały organa władzy państwowej (m.in. 1807 Rada Rządząca); rosyjsko-turecki pokój w Bukareszcie 1812 zobowiązywał Turcję do udzielenia autonomii paszałykowi belgradzkiemu; wbrew temu postanowieniu Turcy 1813 zajęli Serbię i przywrócili stan sprzed powstania; doprowadziło to 1815 do wybuchu drugiego powstania serbskie z Miłoszem Obrenowiciem na czele; po krótkotrwałych walkach, dzięki talentom dyplomatycznym Obrenowicia i poparciu Rosji, Serbia uzyskała faktyczną autonomię; potwierdziła ją konwencja akermańska 1826 między Rosją i Turcją oraz traktat adrianopolski 1829. Chciałbym w tym miejscu przywołać Wykłady z Collège de France Adama Mickiewicza, które zostały wydane z notatek słuchaczy jako „Cours de la litterature slave” (w całości w 1849). W I i II Kursie Mickiewicz omawiał literaturę polską, rosyjską, czeską i serbską w kontekście historii i kultury tych narodów, odkrywając ją dla intelektualistów zachodnich. W Kursie III przedstawiał – często polemicznie – literaturę mu współczesną. W Kursie IV powrócił do historiozofii mesjanicznej. Przedstawił tu własną wizję życia filozoficznego i religijnego Słowian. Wskazując na kryzys życia duchowego Europy zachodniej zdominowanej przez wąski racjonalizm, widział przeciwwagę w głębi duchowej Słowian, którzy przechowują „prawdy żywe” i zdolni są poprowadzić ludzkość do odrodzenia moralnego. Teraz jednak misja mesjaniczna została rozciągnięta na cały świat słowiański, a także na Francję, której przypadł tytuł „narodu czynu”. Działanie przez uczucie, wiarę- to jest natomiast zadanie Polaków. W roku 1894 Tomáš Garrigue Masaryk dokonuje ciekawego porównania trzech słowiańskich idei narodowych – czeskiej, reprezentowanej przez Kollára , polskiej Mickiewicza oraz rosyjskiej Kirejewskiego. Jego zdaniem, wspólną cechą trzech słowiańskich myślicieli, jest postawienie filozoficznego pytania o charakter narodu jako wspólnoty, sposobu jego ideowej organizacji oraz określenia miejsca i roli, do jakiej w wyniku losów historycznych dany naród jest niejako predestynowany. W perspektywie filozoficznej pytanie to – jego zdaniem – rozciąga się w rzeczywistości nie tylko na konkretne trzy narody słowiańskie, lecz na całą ludzkość.„Zgodność i różnice zdań trzech apostołów słowiańskiej i wszechludzkiej miłości odpowiada bytowi narodowemu i sytuacji w danym czasie. Cel jest taki sam, ale różnią się środki. Czech wierzy w naukę i filozofię, Polak i Rosjanin w wiarę; ale każdy w inną i wyłącznie w swój kościół. Czech oczekuje zbawienia ze strony spokojnej i wytrwałej pracy, Rosjanin by mu wtórował, lecz Polak trzyma się miecza. Czech radzi się własnego rozumu i radzi Rosjaninowi, by rozum ten słuchał serca, Polak apeluje tylko do serca.” O ile Kollár twierdzi, że rozwój ludzkości związany jest nierozłącznie z rozumem, z rozwojem ludzkiej wiedzy, pracą na pożytek całego społeczeństwa i wiarą w myśl mędrców (Kollár wskazuje tu wybitnych myślicieli i naukowców słowiańskich, m. in. Dobrovskiego, Kopitara, Šafaříka, Gaja, Pogodina, Chomiakowa), zbawicielem ludzkości zaś będzie Słowianin, o tyle Mickiewicz stoi na stanowisku zgoła odmiennym, wzywając, by oddać się geniuszowi wielkiego męża – Napoleona, iść śladem walczącego narodu polskiego, panować mocą swego uczucia („Miej serce i patrzaj w serce!”), którego czystości broni kościół katolicki. Zbawicielem ludzkości stanie się, według Mickiewicza, Polak z Francuzem…Nie oczekujcie zbawienia ze strony uczonych, lecz od własnego czynu – „Napoleon, ecce homo!” (Mickiewicz). „Nie przemocą, tylko spokojem, nie mieczem, tylko pługiem, nie krwią, tylko pracą, nie śmiercią, tylko życiem dla życia – to jest odpowiedź geniuszu czeskiego, to właśnie jest sens naszych dziejów i spuścizna naszych przodków.” Masaryk zarzuca Mickiewiczowi oczywisty brak wiedzy historycznej, zupełny brak rozumienia sytuacji politycznej ziem czeskich, podkreślając, iż pod koniec wieku XIX nawet sami Polacy ideę mickiewiczowską porzucili, chętniej przyznając rację Krasińskiemu. Przeciwko Mickiewiczowi wysuwa Masaryk argument ad hominem: „Czyż sam Mickiewicz nie stał się profesorem? Czyż uniesienie nie wcisnęło mu do ręki pióra zamiast miecza „Mickiewicz nie wierzy w Chrystusa, lecz w Wielkiego Inkwizytora – w tym tkwi jego tragiczny błąd. Od Chrystusa doszedł do Towiańskiego,” zauważył Tomáša Garrigue Masaryk. Mamy inną tutaj jeszcze kwestię, mianowicie cierpiętnictwa Słowian. Dotyczy to szczególnie tych narodów, których dzieje obfitują w wielkie tragedie, wieki zależności od swoich sąsiadów, narody poszkodowane przez historię. Jeżeli spojrzymy szerzej na mapę dzisiejszej Europy, mając świadomość zmian, jakie ta mapa przeżyła na przestrzeni wieków, przeżywa nawet dziś, to z pewnością nie pomylimy się twierdząc, iż dotyczy to właściwie wszystkich narodów słowiańskich. Stąd też nie należy się dziwić pasji, z jaką wielbią one swych Wieszczów, czy bohaterów narodowych, nawet, gdy z punktu widzenia najbliższych sąsiadów byli oni zwyczajnymi rzezimieszkami. Nie zmieni to jednak faktu istnienia owych narodowych panteonów, odmiennych opowieści o tym, co było i co minęło, zdawałoby się bezpowrotnie. Użyłam tu zwrotu „zdawałoby się” celowo, jedna rzecz jest bowiem wspólna wszystkim narodowym wersjom tej samej w gruncie rzeczy opowieści – dla każdego narodu chwała czasów minionych trwa nadal, nie mija, nie podlega zaprzeczeniu. Podlega ona w naturalny sposób dyskusji, próbie ewaluacji, nigdy jednak dewaluacji. Przed tym chroni ją bowiem duma, a poza tym zwykła narodowa konieczność istnienia „złotego wieku”, bez którego ciągłość istnienia konkretnego narodu mogłaby ulec podważeniu; a na to żaden istniejący i „poważny” naród nie może sobie pozwolić… Zaprezentowałem Czytelnikowi mało w Polsce znane poglądy Tomáša Garrigue Masaryka i jego spojrzenie na „Kurs literatur słowiańskich”. Uwagi Masaryka dowodzą kilku zasadniczych rzeczy. Przede wszystkim oczywistej różnicy poglądów obydwu myślicieli (o ile Mickiewicza uznajemy za romantyka, o tyle Masaryka traktować należy jako pozytywistę). Zauważmy tylko deprecjonowanie wartości europejskiej cywilizacji- antyokcydentalizm wykładów. Okres romantyzmu, nie tylko za sprawą polityki i historii, lecz przede wszystkim za sprawą czołowych reprezentantów epoki, Lelewela, Mochnackiego, i bodaj jak nikogo innego, biorąc pod uwagę siłę oddziaływania – Mickiewicza, sprawił, że dla polskiej kultury podstawowym zagrożeniem staje się obcość zewnętrzna (Rosja, Austria, Niemcy, ogólnie Wschód i Zachód) i wewnętrzna (czyli etniczna). Podsumujmy wysuwaną kwestię, w okresach szczególnych dla narodów idee i poglądy głoszone przez ich duchowych przywódców mają niezwykłą siłę oddziaływania. Szczególne okresy własnej historii nigdy nie zostaną zapomniane przez narody. „Kurs literatur słowiańskich” jest dziełem niezwykle polemicznym, bogatym w różnorodne idee, poglądy, konteksty. Jest bez wątpienia dziełem otwartym, o czym świadczą różnorodne możliwości jego interpretacji. Wszystko to potwierdza jego szczególną pozycję w ‘metatekście’ polskiej literatury… Na koniec chciałbym przywołać współczesne sztuki wizjonerskie artystów z nad Wisły, z Gdańska teatr Szekspirowski, z Krakowa teatr Cricot. One również odsłaniają jakoś współczesny obraz Polski, nie mówiąc już o zasługach Obywatelskiego Ruchu ‘Solidarność’ z 1980 roku. „Może ja jestem kopnięty, ale wy wszyscy – też!” Spośród wielu wypowiedzi Tadeusza Kantora wybrałem te, które najlepiej przybliżają osobowość wszechstronnego artysty. Wolność istnieje w nas, o wolność musimy walczyć sami ze sobą, w naszym najintymniejszym wnętrzu, w samotności i w cierpieniu.”„Ostatecznym celem człowieka jest wolność, uwolnienie się od wszelkich konfliktów nie leżących w sferze psychiki ludzkiej – konfliktów nieludzkich. Sztuka jest terenem, na którym realizuje się przyszła wolność człowieka.”(”Z notatnika”, 1955)„Dzieci wszystkich krajów na całej ziemi jednakowo malują: ta sama wyobraźnia, ta sama ekspresja, ta sama wolność.”(”Z notatnika”, 1947).„Teatr był ciągle terenem zacofanym w porównaniu z malarstwem. Wciąż myśleliśmy o zrealizowaniu na gruncie teatru postulatu awangardy tej miary i radykalizmu, jakie już się zarysowały w malarstwie. Byłem przez wiele lat profesjonalnym scenografem w teatrach oficjalnych, znałem więc przyczyny upadku sztuki teatru, które polegały przede wszystkim na jego konwencjonalnej strukturze. Artystyczny konformizm teatru na całym świecie był nieporównywalnie większy niż w malarstwie. Zapomniano tam o wszystkich osiągnięciach teatru radykalnego w przeszłości. Postanowiliśmy założyć teatr wolny, bez instytucjonalnej struktury, tworzący atmosferę i płaszczyznę dla twórczości.”„Pojęcie emigracji było sprzeczne z moją naturą buntu, protestu, z potrzebą istnienia muru, o który mógłbym bić głową, co oznacza zawsze dla mnie twórczość/… Sztuka jest zjawiskiem najgłębiej emocjonalnym, istniejącym na granicy nieznanego, działa w głębokich warstwach podświadomości społecznej; i dlatego jej rola jest kapitalna. Jej radykalizm łączy się nierozerwalnie z wszelakim postępem.”(”Z notatnika”, 1967).„Wszystko, co tworzyłem dotychczas, miało zawsze cechę wyznania. Wyznania stawały się coraz bardziej osobiste. Wyznania, aby ocalić przed zapomnieniem. Wyznania swoich nostalgii, tęsknoty za powrotem do lat dzieciństwa, aby ocalić ten szczęśliwy czas klasy szkolnej. Później, aby ocalić swój pokój dzieciństwa, swój rodzinny dom. Aby go utrwalić w wielką i duchową historię naszej kultury. A potem to ciągłe pragnienie czy marzenie i wołanie, by twórczość była wolna, podległa tylko mnie, moim słabościom, szaleństwom, chorobom, moim klęskom, mojej samotności…”(Krzysztof Miklaszewski, „Spotkania z Tadeuszem Kantorem”, Kraków 1992). Kantor pisał o sobie. „Najwięcej wątpliwości ma się zawsze w stosunku do siebie. Artysta absolutnie siebie nie widzi. Ja nie widzę tej swojej linii i ciągłości, o której zresztą ciągle mówię. Staram się ją stwarzać, nawet bronić, ale ciągle nie wiem, czy to nie jest mistyfikacja.”(Wiesław Borowski, „Tadeusz Kantor”)„U mnie emocja jest szalenie ważna…”. „Wielkie indywidualności nie określają siebie, ale świat.”(”Z notatnika”, 1963). „Rok 1971 lub 72. Nad morzem. W małej mieścinie. Prawie wieś. Jedna ulica. Małe biedne parterowe domki. I jeden chyba najbiedniejszy: szkoła. Było lato i wakacje. Szkoła była pusta i opuszczona. Miała tylko jedną klasę. Można ją było oglądać przez zakurzone szyby dwu małych nędznych okien, umieszczonych nisko tuż nad trotuarem. Robiło to wrażenie, że szkoła się zapadła poniżej poziomu ulicy. Przylepiłem twarz do szyb. Bardzo długo zaglądałem w głąb ciemną i zmąconą mojej pamięci. Byłem znowu małym chłopcem, siedziałem w biednej wiejskiej klasie w ławce pokaleczonej kozikami, poplamionymi atramentem palcami śliniąc kartki elementarza, deski podłogi miały od ciągłego szorowania głęboko wytarte słoje, bose nogi wiejskich chłopaków jakoś z tą podłogą dobrze korespondowały. Bielone ściany, tynk odpadający dołem, na ścianie czarny krzyż. Dziś wiem, że tam przy tym oknie stało się coś ważnego. Dokonałem pewnego odkrycia. Jakoś niezwykle jaskrawo uzmysłowiłem sobie istnienie wspomnienia. […]” (”Tadeusz Kantor – Umarła Klasa”, Sopot 2004). „W tym świecie zapomnianego dzieciństwa, daremnie przywoływanego wspomnienia, czystej imaginacji – tam, w miejscu najbiedniejszym możemy odnaleźć utracony mit Ewangelii, który jest dla mnie Czystą Poezją, i utracony stan wzruszenia. „To nieprawda, że artysta jest bohaterem i zdobywcą nieustraszonym, jak nas poucza konwencjonalna legenda. Wierzcie mi, to człowiek biedny i bezbronność jest jego udziałem, wybrał bowiem swoje miejsce naprzeciw lęku. W pełni świadomy. To w świadomości rodzi się lęk. Stoję przed Wami w lęku, oskarżony, sędziowie surowi, lecz sprawiedliwi. […] Stoję przed Wami, sądzony i oskarżony. Trzeba mi się usprawiedliwić, szukać dowodów, nie wiem: mojej niewinności czy mojej winy. Stoję przed Wami, jak dawniej… stałem w ławce… w klasie szkolnej… i mówię: Ja zapomniałem, ja wiedziałem, wiedziałem na pewno, zapewniam Was, Panie i Panowie.” (”Mały manifest”, 1978, w: Jan Kłossowicz, „Tadeusz Kantor”, Warszawa 1991).„Artysta jest zajęty tylko swoją sprawą.”„Jak mówi poeta? Exegi monumentum… Co jest dla mnie ważne w całości działania, w momencie, gdy zdałem sobie sprawę, że się starzeję? Zostaw po sobie ślad, wspomnienie, coś, co nie byłoby natychmiast zapomniane i wymazane na tym świecie, który bardzo szybko pozbywa się wszystkiego…” Widzicie teraz, spacerowałęm pod murami Dubrownika, Kotoru, Belgradu. Mur- to możliwość twórczości zawsze! Chciałbym kiedyś napisać sztukę! Bo Sztuka nie ocali świata ( o czym marzyłem z Dostojewskim zawsze), ale właśnie jednostkę. Przejmuję tutaj coś z myśli Kantora… Kantor pisał: „Do teatru nie wchodzi się bezkarnie.” „Musi się raz w końcu zerwać w teatrze z estetyzowaniem. Teatr jest terenem, gdzie prawa sztuki ścierają się z przypadkowością życia i z tego wynikają najsilniejsze konflikty.”(Maurizio Buscarino, „Kantor. Cyrk śmierci”). W czasie studiów ja rozwiązywałem wtedy najtrudniejsze i najbardziej palące problemy artystyczne. Oczywiście, ryzykowałem. […] Mieliśmy dużo odwagi i mało wyobraźni.”„Tworząc Cricot 2, nie chodziło mi zresztą o teatr, o stałą scenę z repertuarem i pozycją w strukturze życia teatralnego. Chodziło mi o pobudzenie pewnej ilości ludzi do wspólnego działania, o prowokowanie wydarzeń na pograniczu sztuki i realności. Uważam, że właśnie prawa zapożyczone z ekonomiki, które rządzą wszystkimi teatrami – takie, jak pojęcie sezonu, repertuaru, który jest produkcją, przedsiębiorstwa i uregulowanych operacji gospodarowania elementem czasu – doprowadziły sztukę teatru do upadku.”(Wiesław Borowski, „Tadeusz Kantor”). „Sztuka jest przeciwko wszelkiej władzy. Sztuka pretenduje do władzy, bo sztuka mogłaby sprawować władzę. Jedynie ona. […] jedynie artyści mogliby sprawować władzę państwową, ponieważ są bezinteresowni. Jeżeli mają interes, to jest to interes czysto formalny, który prowadzi do pewnego ładu w danym kierunku, ale nie zmusza w sensie moralnym […].”Rezygnuję z oceniania realności wedle życiowych kryteriów, stwarzając jednocześnie nowe kryteria, formalne.”„Uczynić publicznym, co w życiu indywiduum było najskrytsze, co zawiera w sobie wartość najwyższą, co dla ‘świata’ wydaje się śmiesznością, czymś małym, ‘biedą’. Sztuka tę ‘biedę’ wydobywa na światło dzienne. Niech rośnie i niech rządzi. To jest rola sztuki.”Aktor nie kształtuje swojej roli, nie stwarza postaci, nie naśladuje jej, jest przede wszystkim sobą – aktorem z całą tą fascynującą sferą własnych predyspozycji i przeznaczeń. Nie jest naturalny, ‘angażuje się’ w swoją rolę całkowicie, aby gdy uzna to za stosowne – porzucić ją i zmieszać się z ową ciągle obecną, swobodnie płynącą materią sceniczną. Ta sfera wolnego aktorstwa powinna być głęboko ludzka.” „Nniezbędnym warunkiem udziału w pracach zespołu Cricot 2 jest wewnętrzne przekonanie, że wykształcenie i rozwijanie stanu artystycznego i psychicznych predyspozycji twórczości spontanicznej jest integralną częścią twórczości, a w pracy zespołowej obowiązkiem! […]”„[…] Pierwszym warunkiem partycypowania w pracach zespołu jest zrozumienie roli systemu bezinteresownej i spontanicznej pracy, i wewnętrzna, odpowiedzialna akceptacja jego zasad! Celem i istotą systemu bezinteresownej i spontanicznej pracy jest wewnętrzna potrzeba wyrażania artystycznego, która w działalności Teatru Cricot 2 pomnożona jest o świadomość i ambicję zmieniania oblicza teatru i sztuki. W takim kontekście: zaangażowanie aktora odnosi się nie tylko do własnej roli, lecz do całości spektaklu, do wszystkich planów, całego ‘terytorium’ teatru. Stosunek aktora typu: ‘o resztę niech się martwi garderobiana, inspicjent, krawiec lub reżyser’, jest obrzydliwym zwyczajem przyjętym w teatrach– przedsiębiorstwach. W teatrze artystycznym nie ma podziału pracy i odpowiedzialności!” „Nigdy nie miałem zamiaru tworzyć szkoły teatralnej, ponieważ uważam, że dzieło sztuki jest unikalne i nie może być przykładem dla innych dzieł sztuki. Tak mówił Kantor. Nigdy nie miałem zamiaru ratować sztuki czy teatru. W przedstawieniu „Wielopole-Wielopole” miejscem akcji jest „Pokoik Wyobraźni”, w którym nakładają się na siebie różne obrazy z życia rodziny, wspomnienia wojenne i sceny nawiązujące do męki Chrystusa. W przestrzeń pokoju, w którym znajdowały się zwyczajne meble, jak łóżko czy szafa, wdzierają się krzyże, wdzierają się rekruci – prosto z wojny…Kochany Czytelnik pozwoli na uczynienie zakończenia dla mego tekstu. Słowianie przybyli nad Wisłę i Odrę zapewne dopiero ok. roku 550 nowej ery. To najbardziej liczna etnicznie i językowo indoeuropejska grupa ludnościowa w Europie, zamieszkująca środkową, wschodnią i południowo-wschodnią część kontynentu. Od kultu Peruna, odpędzania złych duchów, ta grupa pewnego dnia skierowała się ku pośmiertnej krainie szczęścia „Nawia”. Był to znak ich szczególnej wiary w dusze nieśmiertelne. I my w tej epoce dziejów możemy zrobić coś razem, ‘bezkarnie’ zaczerpnąć coś z Bałkańskich skarbów, zanieść prochy Wieszczów pod polskie ‘strzechy’ i uratować słowiańską nadzieję.

(informacje statystyczne zaczerpnąłem przez Internet, a kieruję do Was te kilka słów po najnowszej podróży szlakiem „Bałkańskich skarbów”, autor)

 

Architektom wiary 23

 

Stanisław Barszczak,— Stać będzie Kościół cały—

Stać będzie Kościół cały, to jest moje marzenie budować Kościół ze stali, powiedziałbym wręcz, to święta rzecz, o której chciałbym Wam teraz, Kochani Czytelnicy, opowiedzieć- jakkolwiek podszedłem pod mój kościół za blisko i nie jestem nazbyt obiektywny w rzucaniu o nim sądów, uważam. Kościół nie jest zbudowany z kamieni li tylko, a w naszych czasach jakkolwiek przedstawia budowlę ze stali, to wymaga nieustannej opieki ze strony ludzi wierzących. Skądinąd boimy się stali w kościele, bo nam to się źle kojarzy- mianowicie ze Stalinem z Rosji Radzieckiej, który ma na sumieniu miliony ludzi. Ale ze stali właśnie stoi kolońska katedra, najwyższa katolicka świątynia na świecie, najważniejszy kościół Niemiec, przez dziesięć lat najwyższy budynek świata, jeden z najbardziej znanych przykładów gotyku, główny obiekt inspiracji twórców neogotyku, którą też już miałem przyjemność ujrzeć z bliska. To katedra św. Piotra i Najświętszej Marii Panny w Kolonii. Nie sposób jej nie zauważyć. Potężne, ponad 157-metrowej wysokości wieże widać z daleka. A najlepszy widok jest z drugiej strony Renu. I wcale nie psuje go potężny kolejowy Most Hohenzollernów, też zresztą zabytkowy. Już w 313 roku, gdy cesarz Konstantyn ogłosił wolność religijną, powstało biskupstwo kolońskie. Gdy Teodozjusz ogłosił chrześcijaństwo jedyną dozwoloną religią, chrześcijanie przerobili ją na katedrę. W 818 roku, za cesarza Ludwika Pobożnego zaczęto wznoszenie archikatedry (arcybiskupstwo powstało w 785 roku) romańskiej. Budowa trwała do 870 roku. Świątynia miała dwoje patronów; lewy chór poświęcono św. Piotrowi, a prawy Najświętszej Marii Pannie. I tak zostało do dziś. W 1164 arcybiskup Rainald z Dassel przywiózł do Kolonii zagrabione w Mediolanie naturalnej wielkości (1,6 m) orzechowy posąg Madonny (Madonna Mediolańska) oraz relikwie Trzech Króli. Budowę odpowiednio reprezentacyjnego relikwiarza zlecono jednemu z najwybitniejszych ówczesnych złotników, Mikołajowi z Verdun. Budowę zaczął w 1181 roku, a zakończyli jego uczniowie prawie czterdzieści lat później. Relikwiarz stanął w katedrze. A że w ciągu kilku lat Kolonia stała się obok Rzymu, Santiago de Compostela i Ziemi Świętej, jednym z najważniejszych centrów pielgrzymkowych, tym bardziej, że w innym kościele, św. Urszuli, były relikwie św. Urszuli i towarzyszących jej 11 tysięcy dziewic (faktycznie było ich jedenaście). Relikwie te są w herbie miasta: trzy korony symbolizują trzech Króli a jedenaście płomieni – dziewice od św. Urszuli. Szybko romańska świątynia zrobiła się więc za mała. W 1225 zdecydowano o budowie nowej, znacznie większej katedry. Jej budowę zaczęto w 1248 roku. Kolonia nosiła wówczas obok Rzymu, Konstantynopola i Jerozolimy przydomek święta, była współzałożycielką Hanzy, a arcybiskup Kolonii został jednym z elektorów Rzeszy wybierających cesarza. A tymczasem jej katedra była mizerna w porównaniu z monumentalnymi świątyniami w Moguncji, Wormacji, Spirze czy Trewirze. Katedra miała więc nie tylko pomieścić licznych pielgrzymów, ale i świadczyć o potędze miasta, najbogatszego i największego w cesarstwie. Styl romański, w którym były wbudowane wyżej wymienione katedry nie wchodził w grę. Tym sposobem nie można budować nad Renem. Tu króluje lekki i strzelisty gotyk, od kilkudziesięciu lat dominujący we Francji, Anglii, Niderlandach i Włoszech. Katedra kolońska jest wzorowana na budowanych właśnie francuskich katedrach, w Paryżu, Rouen czy Amiens. Kamień węgielny położył w 1248 arcybiskup Konrad von Hochstaden. Pierwszym budowniczym katedry był Gerhard von Rile, mistrz- geniusz, którego nie przestanę podziwiać nigdy. Świątynię wznoszono z trachytu, skały wulkanicznej sprowadzanej Renem z nieodległych gór Siebengebirge (Siedmiogórze) koło Bonn. Budowa ruszyła z kopyta, ale gdy poprzedniczkę budowano pół wieku, katedrę w Spirze wznoszono przez 31 lat, o tyle w Kolonii budowa samego prezbiterium trwała 74 lata. XIV wiek to czas intensywnej budowy. Ale o ile w stylu romańskim kładło się kamień na kamieniu, o tyle w gotyckim ów kamień musiał być specjalnie obrabiany i rzeźbiony. Bo styl gotycki nie toleruje płaskich powierzchni. Przypory, wimpergi, czołganki, maswerki, pinakle, potężne, bogato zdobione okna niemalże od ziemi do stropu i wiele innych elementów wręcz przytłaczało mnogością i precyzja wykonania. To znacznie wydłużało czas budowy i podrażało koszty; od samych muratorów musiało być więcej rzeźbiarzy przygotowujących poszczególne elementy. W 1410 roku południową wieżę podciągnięto do drugiego piętra, w kolejnych latach zawieszono dzwony. Ale pod koniec wieku szybkość zaczęła gwałtownie spadać, by około 1510 roku wstrzymać budowę z powodu braku pieniędzy. Przez ponad trzysta lat katedra w niczym nie przypominała dzisiejszej. Strzeliste prezbiterium, potem pustka w miejscu nie zbudowanych naw i wieże nie sięgające nawet do wysokości prezbiterium. Po Niemczech zaczęło krążyć powiedzenie, że prędzej będzie koniec świata niż kolońska katedra będzie gotowa. XIX-wieczny romantyzm przyniósł modę na gotyk. Architekt Georg Moller i historyk sztuki Sulpiz Boisserée, odnaleźli w 1814 i 1816 roku w Darmstadt i Paryżu oryginalne plany. Ten drugi wraz z katolickim publicystą Josephem Görresem rzucili hasło dokończenia kolońskiej katedry. Zaraz przyłączył się do nich polityk i historyk sztuki August Reichensperger. A w 1842 roku król pruski (Kolonia należała wówczas do Prus) Fryderyk Wilhelm IV wmurował kamień węgielny pod dalszą budowę. Ruszyła zbiórka pieniędzy, ale głównym donatorem było rosnące w potęgę Królestwo Pruskie. Georg Moller i historyk sztuki Sulpiz Boisserée stali się pasjonatami wznoszenia tej szczególnej budowli w epoce żelaza. Powiedzielibyśmy, że idea sama przerosła ich oczekiwania. Ale los bywa okrutny dla geniuszów. W 1880 roku, już za czasów cesarza zjednoczonych Niemiec Wilhelma I, budowę ukończono, po ponad sześciu wiekach od rozpoczęcia. Katedra w Kolonii o stalowej konstrukcji, z wieżami 157,38 m od razu została najwyższą budowlą świata, dystansując ukończoną cztery lata wcześniej katedrę (także gotycką) w Rouen. Kolonia niedługo cieszyła się tytułami. W 1884 roku najwyższą budowlą został obelisk Waszyngtona (169,29 m) w Waszyngtonie a w 1890 roku najwyższym budynkiem okrzyknięto katedrę w Ulm (161,53 m). Podczas ostatniej wojny cała Kolonia została zrównana z ziemią przez alianckie bombowce. Dosłownie. Ocalał tylko jeden budynek: katedra. Uszkodzony dach i część sklepień, liczne ślady po pociskach i odłamkach bomb to jedyne uszkodzenia. Szybko je zresztą naprawiono (informacje o katedrze zaczerpnąłem przez Internet, podkr. autora tekstu). Po wojnie przyszło coś gorszego; kwaśne deszcze przeżarły kamień. Żarły tak dziesiątki lat, Kolonia leży wszak na skraju zagłębia Ruhry a w centrum Europejskiego Banana, najbardziej uprzemysłowionego obszaru ciągnącego się do Genui poprzez Frankfurt, Kolonię, Antwerpię i Londyn po Liverpool. Cały okres powojenny katedra była odnawiana. Rusztowania praktycznie z niej nie znikały. W 1996 roku kolońska katedra została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Gdy w 2004 roku rozeszły się pogłoski o budowie w pobliżu dwóch drapaczy chmur, katedra została natychmiast wpisana na listę obiektów zagrożonych, choć jedyne, co jej groziło, to zmiana widoku panoramy miasta. Już po śmierci mojej matki w 2006 roku władze miasta odstąpiły od pomysłu i katedra została skreślona z czerwonej listy. 24-tonowy Gruby Piotrek (Dicke Pitter), czyli Dzwon św. Piotra (St. Petersglocke) to największy na świecie bijący dzwon. Co prawda birmański Mingun waży aż 90 ton, ale nie dzwoni. A ten dzwoni… Tak więc w Kolonii, jak wspomniałem przed chwilą, przypadek sprawił, ze znaleziono w latach 1814-16 plany katedry, które pamiętały czasy pierwszego budowniczego tej katedry mistrza Gerharda. Zaczęto z rozmachem kontynuowanie wznoszenia katedry. A że była to epoka stali, mamy kolej żelazną, wieże Eiffle’a z tych czasów, to sklepienie katedry doczekało się konstrukcji ze stali. Podobno fundamenty katedry sięgają bardzo głęboko pod ziemię (10 metrów i więcej). Spójrzmy na tę budowlę obejmując swym wejrzeniem stalowe konstrukcje sąsiadująch z katedrą budowli, Głównego Dworca Kolejowego i żelaznego mostu Hohenzollernów. Wielkość konstrukcji stalowych przytłacza jakby, zarazem uświadamia nam ilość stali wmontowaną w kolońską katedrę. Jakie to wszystko musi być mocne.  Podczas II wojny światowej tej budowli nie potrafiły zniszczyć bomby. I taki musi być dzisiaj kościół. Ze stali, z planów przeszłości, z kosmicznych pasji, zacięć pierwszych jego mistrzów. Zamek Neuschwanstein Ludwika II w Bawarii, według jego słów, miał być zwierciadłem duszy. Budynek powstawał od 1869 roku jako wyidealizowany średniowieczny zamek rycerski dla króla bawarskiego Ludwika II Wittelsbacha.  Niech Kościół będzie zwierciadłem epoki, w której przyszło nam żyć. A to znaczy powinniśmy wyakcentowywać stwarzane przez najnowszą historię nowe proporcje dla naszych duchowych zamierzeń przyszłości, widzieć je dla następnych pokoleń, stać się prorokami panoramy jutra we własnej ojczyźnie chrześcijańskiego ducha. Kościół będzie mistyczny albo go wcale nie będzie, powiedział teolog Karl Rahner. Ludwik Bawarski był królem bez mocy i tronu. Odszedł. Ale genialność jego myśli kontynuują następne generacje. Kochani, trzeba nam kościoła ze stali albo nawet złożonego z kosmicznego pyłu. Wtedy się ostanie wszelkim zasadzkom nieprzyjaciół. Jak Stanisław- to imię powinien przyjąć następny papież, jeśli pragniemy kościół ocalić od zalewu świeckości i budowli z szarego kamienia słabej codzienności. O tym i innych sprawach naszego ducha przemyśliwałem w czasie mojej teraźniejszej podróży do Tokio w dalekiej Japonii, kiedy podziwiałem budowlę cesarską w centrum metropolii czy podchodziłem pod Pałac Akasaka, następnie kiedy spotykałem wspólnotę kościelną przy kościele św. Józefa, wreszcie  kiedy mogłem uczestniczyć we Mszy świętej niedzielnej w kaplicy Ojców Franciszkanów na Roppongi… Trzeba widzieć te nowe proporcje w kościele współczesnym wyraźnie, ”mierzyć siły na zamiary, nie zamiar według sił,” powiedziałby wieszcz Polaków A. Mickiewicz. Jak widzicie przeżywamy czas trzech papieży „obcokrajowców-przybyszów” (Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek). Nadto podziwiamy ich wspaniałe podróże do świata. Oni wznoszą budowlę Kościoła na tysiąclecia. Kontynuowanie ich dzieła, obejmowanie modlitwą współczesnego Kościoła, to jakby ratowanie planów wspaniałych witraży z XIII katedry w Kolonii, wpisywanie Kościoła współczesnego w rysujące się nowe proporcje świata początku trzeciego tysiąclecia, tak aby wszystko miało bardzo głęboki sens. Katedra w Kolonii znajduje się w idealnej proporcji do pobliskiego wzgórza za Renem, ta sama wysokość. Czy umiemy nasz Kościół wkomponowywać w horyzont świata współczesnego? Postawiliśmy na ratowanie zabytków, czy też z Niemcami ratujemy konstrukcje kościoła z sprzed 600 lat. Kościół ze stali w Kolonii jest pod stałą ochroną Niemców, odwiedza go codziennie prawie 16,5 tysiąca wiernych turystów. To jakby teraźniejszy Kościół, który wymaga stałej aktywnej ochrony ze strony ludzi wierzących. Tutaj zarysowuje się zadanie dla nas, mianowicie przy współczesnych „trzech muszkieterach, geniuszach myśli i ducha” stawiajmy genialne budowle, zarysowujmy idealne proporcje dla kościoła przyszłości- choć może nawet mielibyśmy ich nie ujrzeć na własne oczy za naszego życia. Zarazem odkrywajmy bogactwo tych proporcji dla następców, z pewnością tak samo jeśli nie mądrzejszych generacji, dla artystów głębokiego ducha i o zahartowanym sercu, dla nowych ludzi czynu, pióra i myśli.

 

 

 

Kościół będzie stał zawsze

 

 

Stanisław Barszczak, Pamiętamy!

Uchodźcy mają prawo do przyjęcia- ale nie istnieje żadne prawo na wybór kraju, który im się oferuje na przyszłość jako ojczyznę. Europa nie jest jedyną opcją dla tych, którzy teraz Syrię albo inne kraje musieli zostawić, ponieważ ich życie tam jest zagrożone.. Nowo zamykane centralne stanowiska, które miały być stanowiskami do nabrania m.in. handlowego rozpędu, same nie powinny być we Włoszech  czy Grecji  budowane . One  są tak samo konieczne w Turcji czy Tunezji. Tak samo Libia powinna wziąć to pod uwagę, skoro tam sytuacja się uspokoiła. Potrzebujemy generalnego zrozumienia podstawowych zasad praw wszystkich uchodźców, ich status włącznie z wyjaśnieniem, że te prawa mają ważność tylko na czas trwania konieczności, potrzeby w ich ojczyźnie. Zauważmy obecną sytuację uchodźców z innej strony. Oni przemieszczają się statkami. Budowanie takich na nowo zdolności sprawia, w tych czasach kryzysu, że nędza obecna natychmiastowy cel znajduje w… Morzu Śródziemnym. To może dobrze. Ale czy podejmuje się obecnie skuteczny postęp przeciwko opóźnieniom, na przykład z powodu wleczenia się spraw sądowych. Jest dla mnie jasne, że wspólna inteligencja naszych Służb ‘Sprawiedliwości’ nie powoduje bynajmniej, żeby czyny karalne szybciej znajdowały koniec. Globalna ofensywa informacji, zalew informacji wręcz, który na wszystkich kontynentach każdemu daje podstawy, szanse i ryzyka, one uprzytamniają nam fakt, że te podwaliny informacyjne zachowują ważność teraz jako podjęte razem z reklamami odnośnie azylu i migracji. Cieszy nas skądinąd fakt stosownego, umiarkowanego przedstawiania uchodźców i migrantów z wyraźną otwartością na ich sprawy. Przekonujemy się jednakże, że pod przykrywką aktualnego humanitarnego ‘Wyzwania’ brakuje jakby jednego. Bo to wyzwanie trzeba finalizować z korzyścią dla obu stron, a mianowicie: czy w krajach, które przyjmują uchodźców, i które przybywającym oferują perspektywę, a także w krajach, które następnie powołują się na stratę ich obywateli, czy później przekazanie pieniędzy rodzinom uchodźców odbywa się sprawiedliwie, czy uchodźcy i odpowiednie instytucje tych krajów są w stanie tych spraw dopilnować. Bo to się obecnie jeszcze nie udało nikomu. Tworzy się także nowa definicja reklamy azylowej i migranta, w związku z czym musimy skoncentrować naszą energię i kompetencję na znalezieniu konstruktywnych rozwiązań w tej kwestii. W kontekście ‘ukraińskich, politycznych’ debat w Nowym Jorku, m.in. nad następstwami zmiany klimatu zauważmy, że z odkładaniem przedstawionych wyżej spraw na tzw. ‘długą ławę’ ryzykujemy, że w przyszłości całe kontynenty będą wybierać ucieczkę, jako najskuteczniejszą broń w walce z lękiem o swoją przyszłość.