Na zachodzie bez zmian

Wybieram książkę “Na zachodzie bez zmian.” Na trzydziestolecie mojego kapłaństwa ślę mojemu Czytelnikowi te kilka tekstów z powieści E.M. Remarque’a z 1929 roku; tłumaczenie – Stefan Napierski, wyd. 1996 r.—

“Cukał” nas zresztą, kto tylko chciał, i nieraz wyliśmy po prostu z wściekłości. Niektórzy z nas pochorowali się z tego. Wolf umarł nawet na zapalenie płuc. Ale sami sobie wydalibyśmy się śmieszni, gdybyśmy trwożliwie dali za wygraną. Staliśmy się twardzi, nieufni, bezlitośni, mściwi, brutalni i tak było dobrze; gdyż brak nam było tych właśnie cech. Gdyby posłano nas do okopów bez tego wyszkolenia, wtedy większość z nas oszalałaby pewnie. W ten zaś sposób byliśmy przygotowani na to, co nas czekało.
Nie załamaliśmy się, dopasowaliśmy się: nasze dwadzieścia lat, które niejedno czyniły nam tak ciężkim, były nam pomocą. Najważniejsze jednak było to, iż zbudziło się w nas mocne praktyczne poczucie wspólnoty, które potem w polu spotęgowało się do najlepszego, co wydała wojna: do koleżeństwa.
(Postać: Paweł)—
(…) ileż niedoli mogą zawierać takie dwie małe plamki, tak małe, że można je zakryć kciukiem, oczy ludzkie.
(Zobacz też: oczy)—
Jakżeż pozbawione sensu jest wszystko, co kiedykolwiek zostało napisane, uczynione, pomyślane, jeśli coś podobnego jest możliwe. Widocznie wszystko było skłamane i puste, jeśli kultura wielu tysięcy lat nie zdołała temu zapobiec, przelaniu tych strumieni krwi, istnieniu setek, tysięcy tych więzień udręki. Dopiero lazaret pokazuje, czym jest wojna.
(Opis: rozważania Pawła w lazarecie)—
Jedyną osobą, która mnie o nic nie pyta, jest moja matka. Już z ojcem jest inaczej. Chciałby, abym mu opowiadał o froncie, życzenia jego wydają mi się wzruszająco głupie, nie mam już do niego właściwego stosunku. Chciałby stale słyszeć coś nowego. Rozumiem nie wie, że coś takiego nie może być opowiedziane, rad bym uczynić mu zadość, ale niebezpiecznie jest dla mnie wyrażać te rzeczy w słowach, lękam się, czy nie rozrosną się gigantycznie, czy już można je będzie poskromić. Cóż by się z nami stało, gdybyśmy sobie uświadomili, co się dzieje na froncie.
Jedzenie do syta jest równie cenne jak dobry schron; dlatego tak go łakniemy, bo może nam uratować życie.
Jesteśmy opuszczeni, jak dzieci i doświadczeni, jak ludzie starzy, jesteśmy zajadli i brutalni i smutni i powierzchowni – myślę, że jesteśmy zgubieni.
Książka ta nie ma być oskarżeniem ani też wyzwaniem. Ma tylko podjąć próbę udzielenia wieści o pokoleniu, które wojna zniszczyła – nawet gdy uchroniło się przed jej granatami (Opis: na początku książki)—
Nasza wiedza o życiu ogranicza się do śmierci.
Padł w październiku 1918 roku, w dniu, który był tak spokojny i cichy na całej linii, iż biuletyn armii ograniczył się do tego jednego zdania, iż – na Zachodzie bez zmian.
Był nieco przechylony ku przodowi i leżał, niby uśpiony, na ziemi. Kiedy odwrócono go, ujrzano, iż chyba nie mógł długo się męczyć – twarz jego miała wyraz takiego spokoju, jak gdyby był prawie rad, że wszystko to się wydarzyło.
(śmierć Pawła) —
Przy pierwszym rozhuku granatów jednym uderzeniem zapadamy się częścią naszego istnienia o tysiące lat wstecz. To instynkt zwierzęcia, co się w nas budzi, wiedzie nas i ochrania. Nie jest on świadomy, jest o wiele szybszy, znacznie bardziej nieomylny od świadomości. Niepodobna tego wyjaśnić. Idzie się i nie myśli o niczym – nagle leży się w rowie pośród gleby, a ponad tym pryskają w dal ułamki pocisków, ale niepodobna sobie przypomnieć, iżby słyszało się nadlatujący granat lub, aby myślało się o rzuceniu się na ziemię. Gdyby polegać na tym, byłoby się już masą porozrzucanej miazgi. To było to inne, ta jasnowidząca czujność w nas, która rzuciła nas o ziemię i ratowała nie wiedzieć jak. Gdyby nie istniało to, od Flandrii aż po Wogezy, nie byłoby już od dawna ludzi. Odjeżdżamy jako osowiali lub dobrze usposobieni żołnierze, dostajemy się do strefy, gdzie rozpoczyna się front, i – staliśmy się bestiami ludzkimi.
Rozkaz uczynił te ciche stworzenia naszymi wrogami, rozkaz mógłby ich odmienić w przyjaciół. Przy jakimś tam stole jacyś tam ludzie, których nikt z nas nie zna, podpisują papiery i oto na lata całe najwyższym naszym celem staje się to, co w innych warunkach ściąga na siebie pogardę życia i najsurowszą karę. Kto potrafi tu coś zrozumieć, gdy widzi tych cichych ludzi o dziecięcych twarzach, o brodach apostołów! Każdy podoficer jest większym wrogiem rekrutowi, każdy nauczyciel uczniowi, niż my im a, a oni nam. A przecież wypuścić ich na wolność – będziemy się znowu nawzajem tępili. (Opis: o rosyjskich jeńcach)—
– Wojna zepsuła nas do wszystkiego.
Ma słuszność. My nie jesteśmy już młodzieżą. Nie pragniemy już zdobyć świata szturmem. Jesteśmy uciekinierami. Uciekamy sami przed sobą. Przed naszym życiem. Mieliśmy osiemnaście lat i rozpoczęliśmy miłować świat i istnienie; musieliśmy strzelać do tego. Pierwszy granat, który padł, trafił w nasze serce. Jesteśmy odcięci od tego, co czynne, od dążenia, od postępu. Nie wierzymy już w to wszystko; wierzymy w wojnę.(koniec cytatu)
Dziś chętnie podarowałbym tę ksiązkę moim współrówieśnikom i Państwu, jako lekturę, która się sprawdziła. Bohater umiera dalej. Na zachodzie bez zmian.

for the readers of my blog

An Interview with Salman Rushdie

Cousin asks me, how can you tell you’re ready to start a new book?

Usually because an idea is nagging at me. Sometimes you have a person you want to write about, sometimes there’s an event you want to explore, Salman Rushdie, best known author for ‘the Satanic Verses’ says. I think the same thing. Joseph Heller said that all his novels began with a sentence -one would come to him, and he would know that it contained many more. If an idea sticks around, still interests me, crops up every morning when I wake- that tells me I need to pay attention. And sometimes that can take many years. “Before I wrote The Enchantress of Florence, I had been thinking about both the Emperor Akbar and Niccolò Machiavelli for decades,” Salman Rushdie said. I always thought, “I’m going to get around to writing about them one of these days.” It never occurred to me that they would end up in the same novel. But at some point they started talking to each other, and I realized that was the book… Cousin ends my speech by saying, write books for young people.

Someone else another day, maybe a reader asked me, how do you work? And has it changed over the years?

I’ve always told myself to treat it like a 9-to-5 job, Mr Salman said. You just go do it. It doesn’t matter whether you’re feeling good that day. I don’t think writers or artists can afford to have a “creative temperament” or to wait for inspiration to descend. You have to simply sit there and make yourself do it. And over the years that’s a discipline I really developed, Salman Rushdie mentioned. I can sit down at my desk every day and do my work, never give myself permission not to do it. Once your mind understands that it has no excuses, it’s remarkable how it begins to play along. I’m maybe unusual among writers in that I’m not a recluse. A lot of writers, especially when they’re deeply engaged in writing, retreat from the world. I find that I’m greatly nourished by engaging outside work, being with people I care about, doing things I like to do. that revives and energizes me and allows me to go back to work refreshed the next day… I also used to feel the need to have a good sense of the structure of the story before I could begin. As I’ve gotten older -maybe one just gets braver about jumping off a cliff -I find myself more willing to start without planning everything out, the international celebrity author emphasizes. Often the story I finish is quite unlike the story I thought I’d begun to write. The writing becomes a process of discovering.

And what about me as a scribbler. My colleague asked me, is your ability to write better prose the first time now due to practice or discipline?

I do think it’s one of those things that gets better with practice. But there’s something else: There’s a point at which you really start knowing who you are and in what direction you hope your work will go, and that gives you greater confidence and clarity, so you get it right the first time…

After I’d written my books, I felt I had completed that process of self-exploration. I knew myself as a writer, so I could proceed from that point.

I say personally, I’m not done any of my books, what is published is only the beginning of my books. I did not solicit feedback, I can not do this. I don’t share work in progress, because I find it’s too fragile. If I’m writing a funny scene, and I show it to you and you don’t laugh, I feel sad, lose confidence. So I bring it as far as I can before I show it to anyone. But then I become very interested in what publishers and friends have to say. It’s not so much about needing them to like it, although that’s always nice. What I really want is for them to tell me where the problems are.

A friends asked me: you’re close to many other writers. How do you support and inspire one another?

If I said we got together and talked about literature, I would not be telling you the truth. We talk about almost everything else. But we do have a kind of instinctive understanding of one another, because we’re all doing the same thing. What has also been valuable is getting to know writers much younger than myself. There’s a tendency to be very engaged with your own generation and to feel inspired by- or to argue with- the generations that came before. So it’s easy to forget the generation that comes after. But those young writers are as helpful as old friends. They keep you fresh and let you see how people from another point in time, raised in a different world, think and do things.

Understanding the world is a very difficult thing. Bringing human beings to life on the page is a difficult thing. I’ve always felt that a writer should also have some relationship with language that changes all the time- new voices, new styles, new manners -and that’s a constant wrestling match. What’s most difficult is that it should not feel difficult to the reader. But I’m making it sound like it’s only hard work. It’s not. It’s actually the most enjoyable thing I can think of doing. The moments at which I’m happiest are when I’m writing a book and I can feel it’s working. It’s exhilarating- much more so than publishing a book.

I want the readers to bring their imagination to my book and show them the moments at which I’m happiest are when I’m writing a book and I can feel it’s working. Once day I would like to promote my books.

I did not worked at any agency yet. I do not know such things as discipline.
So, if you’ve got to produce work by Thursday at 2:30 because that’s when the client is coming in, you learn how to get it done.

Do you ever feel as though you’re chasing success of my book? A friend told me that my books will be read a hundred years. I wish he had been wrong on this issue. All you do is write the next book. So always I have intended.

I am a Catholic priest. How did the authority of the Catholic Church affect my work?

The world was shouting in my ears always. I’m glad that I belong to the Catholic Church, we have the sequence of the third Pope is not Italian. But they are still my readers I think they would see continuity in the literature. There’s no great disruption. And I’m proud of that, the fact that I was able to go on being myself as an artist.

But I didn’t want to be derailed as an artist. So I told myself quite firmly, “Just go on being the writer you’ve always been.” I am a little lazy, readers will forgive me, I do not use the full benefits of twitter, facebook. But also I do not have with me the staff people who help me. Though I believe that whoever wants to can freely read my text on the Internet. So, I’m very happy, for instance, that ‘Fencer of God’ is now 12 or 13 years old and that people who weren’t born when the book came out can connect to it.

(conf, Life’s Work: An Interview with Salman Rushdie by Alison Beard, Harvard Business Review, From the September 2015 Issue. p.128; given by father Stanislaw Barszczak)

for posterity

Stanislaw Barszczak —solidarity and straightness—

I went out into the world with the Polish solidarity(Poland ’80), rebellion Polish workers in the ports of the Baltic Sea. Then on Polish Silesia against the exploitation of the laborer. This is my year and my generation (1980). I feel very proud to be part of this resistance. Today people are much weaker. I wonder if such an act of collective solidarity would ever happen again. My mother used to say, that I always wanted to be a writer. From an early age I had a love for reading, texts read aloud, in my childhood in a small town my mother told to me instead of reading them out loud. My first attempts at writing I have with the school, as a seventeen forced myself to write stories about visit Polish Pope in his homeland (1979). My first steps oficially was written by me in 1995. I am beginning by reflecting about my autobiographical text ‘Hortensjusz. A Memoir’. But only in 2004 the spring started to make the books financially, starting with commercials. I encourage some people to do my art on the scene or perform music for my lyrics, but still without success. Looking back, I am sure, why I became a writer, having a talent for language: It needs some form of solitude in your nature. That you prefer doing something by yourself. I just thought, I like to do it by myself. But it took me a very long time to do find out how to do it. Sscarred wound, and Fencer God (swordsman God) published in 2004 and dealing with Poland’s transition from Russia colonialism to independence, has changed my life. Moreover, I began to drive, fly around the world. For exemple the book titled ‘World of my dreams'(2015), writing the book took me two years. I am very proud of that young man who struggled to find out how to write without any guarantee, that the book would be published. I was pretty sure it was a good book. But I had no confidence in the fact, that anybody else would agree. ‘Fencer God’ then told me, that I was the writer I could be. As an author of literary fiction I am writing books that I hope will endure. That will sit on the bookshelf and outlast the author. It’s now 12 years since ‘Fencer God’ was published. The fact that people still read it, the fact, that young people and their parents still read it and find, it has something to say to them, that’s very satisfying. However, I’m still missing the money for the completion of my dreams about the publication of new books. So they remain unfulfilled hopes. A tenacity wasn’t only about me. It was a moment, when a line had to be held, when you could not concede the fight. These are the months of hiding, I am talking about, my relationship to the world of today
and how reading and literature helped me through those dark days. But the solidarity I received as well as about the fight to keep writing of scientific work, and printing of books: the reason why we managed to defend the book was that very widespread belief that it had to happen – not so much for the book itself, but for this old reason: the freedom of speech. People, whom I had never met, went to battle for me – ordinary people, who bought the book as an act of support and solidarity. That was their way of saying: I am on your side. Mostly in those years, I was touched and impressed by the degree of solidarity, that there was. Mostly! There are always some people who fall short of what your expectation is. The world-people understood, that something serious was at stake, in which they all were implicated. As I mentioned I feel very proud to be part of this resistance. Today people are much weaker. I wonder if such an act of collective solidarity would ever happen again. We have fallen a long way short of the strength that people collectively showed in the late 80’s and early 90’s. ‘The world of my dreams,’ one of next book, thought expressed by me. I finally reached the point, where I was able to write the book and look back at the things that have happend. It was clear to me, that it was me, who should write this story. The role of literature in a fearful world – a world of darkness is huge. Literature, he says, I’d say, has to challenge the narratives, we surround ourselfes with – the narrative of family, politics, whatever. As a writer, I feel it is my responsibility to speak up and to give back some of the solidarity, I have received myself earlier.

Filipiki, czyli katalog pochwał codzienności

Stanisław Barszczak — Rozumiem większość świata, więc jestem —

“Każde źdźbło trawy ma swe miejsce na ziemi, skąd czerpie swe życie i siłę; tak i człowiek ma swe korzenie w kraju, z którego ciągnie wraz z życiem wiarę swoją!/…/ Podążać za swym marzeniem, podążać wiecznie – zawsze, usque ad finem…,” tego uczył nas Józef Korzeniowski (Conrad). Moim szczęściem jest wspólnota chrześcijańska. Ale szczęście nie jest dla mnie, powie Karl Ove Knausgard, bo on z trwaniem, z niczym jest na przykład najbardziej szczęśliwy. Osobiście momenty triumfu przypominam sobie jedynie z spotkań z ludźmi, wiernymi. Cieszę się, ze jestem tutaj. W jakimś tekście napisałem o tym, ze kiedy miałem siedemnaście lat pan profesor polonista rozdał nam wypracowanie do napisania, którego motywem przewodnim była kultura polska w wieku Oświecenia. Wówczas otrzymałem ocenę piątkę z plusem. To był szczyt moich marzeń. Więc i teraz powtórzę moze zdania z tamtego wypracowania o spotkaniach wybitnych gości na obiadach czwartkowych w Łazienkach u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Obserwuję z niepokojem co się u nas dzieje. W związku z tym mój tekst nie pretenduje do miana religijnego, a tylko poetyckiego. Przeciez przyszłość Boga, a nie nasza jest brana pod uwagę. Mamy wierzyć w przyszłość Bozą bez lęku. Owszem katolicki kult Jezusa niech będzie w centrum katolickiej wiary, wszelkiej inicjatywy. Ale trzeba wciąz odnawiania wiary w Boga, otwierać się przez Jezusa na mozliwości Boga, powstawać z tą myślą. Nawet śmierć chrześcijańską rozumieć jako nowe stworzenie, tworzenie. Kościół zachęca nas, aby trwać przed obliczem Jezusa z Nazaretu. I tak nie mozemy uczestniczyć we Mszy świętej, dopóki nie jesteśmy wspólnotą. Przygotujmy eucharystię. Chleb i wino- to miłosierdzie Boze. Mamy uczestniczyc w pełni w liturgii i sakramentach świętych. Teraz papiez Franciszek otwiera nas na nowe odkrycie Ewangelii. Trwamy bowiem w rozszerzonych wymiarach społeczeństw, ale z lękiem jakby, przeciwko przeznaczeniu. A dobro się pisze, gdy się jest długo skoncentrowany. Zebyśmy nie byli w błędzie. Kiedy będą dobrzy ludzie, to i będą dobre ksiązki. W Polsce jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, dobre pisanie jest wygodnym pisaniem, o tym co wygodne, otwarte na pokaz, z rytmem. Zyjemy jednak w dramacie prawdy i banalności. Stąd musimy będąc w drodze nieustannie powtarzać: jesteśmy wolni i tacy sami w godności i prawach od urodzenia. Nie zamierzam pisać filipik jako katalogu pochwał zycia. Mógłbym pisać o synu wschodzącej gwiazdy na przykład. Ale znowu przezyłem dzień bez imienia. W polityce jednak mamy ciagłą walkę, przeforsowywanie własnego rozumienia sprawiedliwości. Przekonuję się w tym względzie, ze jednym z powodów takiej sytuacji jest to, ze mamy obecnie niespójne fragmenty tradycji moralnych. W sukurs temu zachęcałbym, zebyśmy budowali w sercu stylowego muzeum dla prawdy, abyśmy podjęli z nową dynamiką wszelkie mozliwości digitalizacji świata dla jego dobra. Chyba ze nas nie stać na internet, na telefon. To bieące sprawy zawierzcie setnikowi z Ewangelii. Nie czyńmy zła. Osobiście napisałem pracę naukową o teorii cnót u Alasdaira MacIntyre’a. Tymczasem ten mój dziennik stwierdza fakt, ze europejskie cnoty, to zgoda moralna trudna do wyrazenia. Świat bardzo poszedł do przodu. A ja jestem dobrym czytelnikiem, z kolei pisanie uwazam za wielki zawód. Muszę duzo czytać, zeby obecne teksty, jakie ukazują się w świecie, nie stały się dla mnie obce. Następnie piszę, aby aktualne teksty niejako pogłębić, uczynić je zrozumiałymi w języku polskim i nie tylko. Opisuję samotność, pojedyńczość- aby tym bardziej pokazać to, czego jest więcej. Bóg jest mi pomocą. Poniewaz w przeszłości zostałem obdarzony zyciem, obiecałem sobie i Bogu czynić do końca moich dni miłosierdzie, jedyną wspaniałomyślność etyczną. Estetyczne problemy są dla mnie problemami moralnymi. Jestem z wami.

“Alle Menschen sind frei und gleich an Würde und Rechten geboren”

Stanisław Barszczak, Auf der Suche nach Christen und Menschenrechte
Ich glaube, dass wohl jede Generation für sich aufs Neue bekräftigen muss, dass es eine nationale Menschrechtsinstitution braucht. Die Debatte um das Gesetz für unser Verfassungsgericht hat das nämlich gezeigt…Die Genfer Flüchtlingskonvention und auch die Menschenrechtsverträge besagen, dass jeder Mensch einen Anspruch darauf hat, dass sein Geltendmachen von Asyl in einem wirksamen Verfahren überprüft wird und er dabei auch Rechtsschutz. Jeder internationale Vertrag muss daraufhin überprüft werden, welche menschenrechtlichen Auswirkungen er hat. Man muss sagen, dass hierbei die Europäische Union durchaus noch Luft nach oben hat: Das wird nämlich nicht in der Tiefe gemacht, die notwendig wäre. Man muss aber auch sagen: Wir als nationale Menschenrechtsinstitution sind zurzeit noch zu schwach dafür, die Direktorin des Deutschen Instituts für Menschenrechte, Professor Dr. Beate Rudolf Direktorin Deutsches Institut für Menschenrechte. Für die Menschenrechte die große Schwierigkeit darin besteht, dass sie keine vergleichbare Lobby besitzen.”Der Staat ist für den Menschen da und nicht der Mensch für den Staat.” Das heißt, die Verwirklichung der Menschenrechte ist doch eigentlich der zentrale Staatszweck. Es fiel in einem Interview mit Frau Beata Rudolf bedeutsamen Worte: Der erste Satz der Allgemeinen Erklärung der Menschenrechte ist ebenfalls wirklich sehr schön: “Alle Menschen sind frei und gleich an Würde und Rechten geboren.” Das ist doch wirklich ein schöner Satz. Es ist zentral, dass wir hier in Deutschland dem Hass entgegentreten, dass wir Weltanschauungen und Überzeugungen, die andere Menschen abwerten, ausgrenzen. Das ist etwas, bei dem wir alle zusammenwirken müssen: jeder Einzelne dort, wo er oder sie steht in seinem Alltagsleben. Das heißt, man muss da auch mal dem Arbeitskollegen entgegentreten, der rassistische Überzeugungen verbreitet. Das ist eine Aufgabe für die Kirchen, für die großen Verbände und letztlich auch für die Politik. Ich bin, wie ich sagen muss, froh darüber, dass der Bundespräsident sich so klar geäußert hat, dass jetzt auch der Justizminister die Angriffe auf Flüchtlingsheime und auf Flüchtlinge selbst so klar verurteilt hat. Aber das müssen wir auch alltäglich immer wieder tun, wir müssen deutlich machen, dass diejenigen, die etwas anderes wollen, außerhalb des Grundkonsenses unserer Gesellschaft stehen, die Rechtswissenschaftlerin Frau Professorin Beate Rudolf sagte. Alle Menschen sind frei und gleich an Würde und Rechten geboren. Das heißt, das, was nötig ist, ist die Anerkennung jedes anderen Menschen als eines Gleichen, als eines Menschen, der das gleiche Recht hat wie man selbst, sein Leben zu gestalten. Das ist das, was das Fundament unserer Gesellschaft ausmacht. Wer das infrage stellt, der stellt sich außerhalb des Konsenses unserer Gesellschaft.Es hat ja sehr vielfältige Äußerungen gegen PEGIDA und deren Ableger und gegen die Gewalt gegeben. Gleichzeitig sehe ich mit Besorgnis, dass die Politik im Bereich des Themenfeldes “Flucht” Maßnahmen ergreift, die denen in die Hände spielen, die Flüchtlinge grundsätzlich ablehnen und ihnen letztlich auch alle Rechte absprechen wollen. Ich finde es bedenklich, wenn der Bundestag ein Gesetz verabschiedet, das die Haftgründe für Abschiebehaft verschärft und als Grund für Abschiebehaft z. B. vorsieht, dass man einem Schlepper Geld gezahlt hat oder dass man die eigenen Ausweispapiere vernichtet hat… Solch eine Regelung ist natürlich Futter für diejenigen, die letztlich sagen: “Alle Flüchtlinge sollen aus Deutschland verschwinden.” Das Entscheidende ist, dass man dort, wo man ist, seine Arbeit gut macht. Wir als nationale Menschenrechtsinstitution haben keine konkreten Machtbefugnisse: Wir können keine Gesetze machen, wir können auch nicht wie das Bundesverfassungsgericht Gesetze als verfassungswidrig erklären, aber wir können die menschenrechtlichen Maßstäbe konkretisieren und deutlich machen und wir können die Politik an ihre Verantwortung erinnern. Das ist eine Position, für die es sich zu streiten lohnt, für die ich auch gerne weiter streite und mich einsetze und Erfolge feiere, die wir eben auch haben. Für diese Position bin ich bereit, jederzeit in die nächste Problematik hineinzugehen: zusammen mit einem tollen Team am Institut mit kompetenten und engagierten Mitarbeitenden. Insofern habe ich gar keine Träume darüber hinaus, sagte Professor Dr. Beate Rudolf Direktorin Deutsches Institut für Menschenrechte im Gespräch mit Corinna Spies. Und vergleichen Sie jetzt die rechtlichen Probleme Deutsch und Polnisch. Unter allen Umständen Menschenrechte Christliche, trotz der strukturellen Diskriminierung verteidigen müssen. Ich sehe mit Sorge, was man in unserem Land geschieht. Also, es gibt ein Bedürfnis zu schützen auch unsere priesterliche Kräfte. Als siebzehn schrieb ich einen Aufsatz über Polnische Literatur im Zeitalter der Aufklärung, für die ich eine Bewertung von 5 mit einem Plus erhalte. Kultur der Aufklärung, Mittagessen am Donnerstag in Anwesenheit von großen Gäste von König Stanislaw August Poniatowski, diese Ereignisse den Weg für ein neues Gesetz in der Republik Polen eröffnet, nämlich die Verfassung vom 3. Mai.1791. Sind wir getreu diser Verfassung als Christen? Ich danke Ihnen für Ihre Aufmerksamkeit.(erklärte Vater Stanislaw Barszczak)

 

W mocy Ducha Prawdy

 

Stanisław Barszczak, Na początku był heimat-ojczyzna

Fiodor Dostojewski mawiał: “Być bez heimat- tj. Ojczyzny znaczy cierpieć.” Heimat ist da wo Deutschland sind, ojczyzna jest tam, gdzie są Niemcy, tyle mówi niemieckie przysłowie. Karl Jaspers zauważył: “Całe istnienie to nieustanny koniec. Nie wolno tracić nadziei, dopóki człowiek żyje z człowiekiem. Obojętność jest najłagodniejszą formą nietolerancji/…/ Świat stworzony jako dobry uległ zaciemnieniu na skutek wolnych aktów stworzonych istot. Obecnie jest miejscem próby, którą przechodzą ludzkie dusze. Tylko ten, kto kocha, widzi, co jest prawdziwe w człowieku.” Ktoś powiedział, tam gdzie chcesz odejść, gdy jesteś starszy i gdzie chcesz wrócić jak jesteś starszy, oto heimat. Nie tam jest heimat, gdzie znasz drzewa, ale tam, gdzie drzewa poznają ciebie. Idź tam gdzie drzewa Cię znają. Stefan Zweig w “Niecierpliwości serca” pisał: -“Wszystko jest możliwe, nawet rzeczy niemożliwe.” (dr Condor) -“Jeżeli oszustwo pomaga, to nie jest już ono nędznym oszustwem, lecz pierwszorzędnym medykamentem.” (dr Condor) -“Żadna wina nie jest zapomniana dopóki pamięta ją sumienie.” (porucznik Hofmiller). A w prozie zatytułowanej “Świat wczorajszy” zauważył: “(…) czymże innym jest kultura, jeśli nie umiejętnością dobywania przy pomocy sztuki i miłości najsubtelniejszego smaku z prostackiej materii życia?” “Sztuka osiąga szczyty tam, gdzie staje się sprawą całego narodu.” “Jedynie dzięki przyjaźni z żyjącymi można poznać prawdziwa więź, jaka łączy naród z krajem.”  Innymi słowy, kto raz znalazł sam siebie, nie może już nic stracić na tym świecie. A kto raz zrozumiał człowieka w sobie – zrozumie wszystkich ludzi,” notował Stefan Zweig. Na innym miejscu powiedział: “Młodym mężczyzną jest ten, kogo kobieta może uszczęśliwić lub unieszczęśliwić. Dojrzałym, kogo już nie może uszczęśliwić. Starym, kogo już nie może ani uszczęśliwić, ani unieszczęśliwić/…/  Zamierzam opowiadać nie tyle o swoich własnych losach, ile o losach całego pokolenia współczesnej mi generacji, tak obarczonej brzemieniem historycznych przeznaczeń jak mało która w dziejach świata… O jedno tylko pierwszeństwo mógłbym się ubiegać: jako Austriak, jako Żyd, jako pisarz, jako humanista i pacyfista byłem zawsze tam, gdzie wstrząsy wywoływały najgroźniejsze skutki.” Ale powrócę do pojęcia ojczyzny. Dla Goethego miasto Frankfurt ma najszlachetniejsze i najbardziej znaczący stosunek do historii naszych dni. Powiedziałbym tutaj za Seneką: kto nie wieku jakiemu portowi żegluje, ten nigdy nie żegluje w słusznym kierunku. Kto nie kocha rodzimych gór, nie może kochać tym bardziej obcych przecudnych jarów. Tak więc nie wie się czym jest Heimat, dopóki podąża się w pewnej dali. Heimat jest tam, gdzie jesteśmy blisko. 

Tytuł 22

Stanisław Barszczak —Nowoczesność—
W poprzedniej książce, po sprawiedliwości (After Virtue), która ukazała się w 1981 roku, Alasdair MacIntyre twierdził, że idee sprawiedliwości dostępne we współczesnym świecie przedstawiają stos ruin, fragmenty historycznych, które nie mogą uczynić żadnego spójnego sensu. Politycy, reformatorzy, administratorzy, odwołują się ale jedynie w przypadkowy sposób, do elementów ich depozytu. Filozofowie i teoretycy społeczni trudzą się bezskutecznie w nadaniu temu badaniu sensu, i czynią to bez sukcesu. Ruiny te nie są nawet ruinami jednego budynku, ale nieuporządkowanymi pozostałościami różnych koncepcji etycznych. Były one w swoim czasie spójne: ale należały do różnych tradycji. Ale teraz nie mamy spójnych koncepcji, a ponieważ staramy się rozwiązać nasze problemy społeczne z uwzględnieniem tych fragmentarycznych idei, i jesteśmy skazani na nieskończenie niejednoznaczne i sprzeczne argumenty odnośnie kwestii sprawiedliwości.
W odniesieniu do sprawiedliwości rozdzielczej, na przykład – kwestie, w jaki sposób dobra powinny być słusznie rozdzielane w społeczeństwie – niektóre koncepcje nalegają na nasze zapytanie, czy to jest sprawiedliwe, żeby niektórzy ludzie cieszyli się znacznie większą ilością korzyści niż inni. Te idee kwestionują fundament, i to nie tylko w czasopismach, ale w polityce, z obecnie bardziej szczęśliwym pojęciem, które tytułujemy tym, że ​​masz prawo do tego, co możesz otrzymać- tak długo, jak słusznie nabywasz to: gdzie “słusznie” często oznacza znacznie więcej niż “bez łamania prawa”, jeśli właśnie to znaczy. Niektórzy filozofowie zauważają spory między takimi ideami jak urzeczywistniające dwa różne poglądy społeczeństwa, które rzeczywiście konkurują ze sobą i mobilizują różne koncepcje etyczne własności, sprawiedliwości i porządku społecznego. Ci filozofowie są również skłonni myśleć, że filozoficzna dyskusja idąca w parze z wiedzą empiryczną, przyczyni się do tworzenia ciekawych tych jasnych poglądów społeczeństwa i pomogą nam zobaczyć, jak daleko one znajdują się sens. Dla Alasdaire MacIntyre’a, jednak te dyskusje są po prostu stratą czasu, gdyż nie mamy tradycji ani spójnego zestawu koncepcji etycznych, w których one mogłyby być utrwalane a tym bardziej kontynuowane z sukcesem. Wszystko co mamy, to niekończący się spór i kołysanie (chorągiewka) władzy i fortuny politycznej. Ten beznadziejny brak zasobów intelektualnych i etycznych dotyczy nie tylko pytania o nierówność majątkową, dochod i władzę, ale także wiele innych kwestii, które dotyczą sprawiedliwości, mianowicie kara śmierci, aborcja lub czyn afirmatywny.
Nowa książka Alasdaire MacIntyre’a “Czyja sprawiedliwość, czyja racjonalność?,”( Whose Justice? Which Rationality?, 1988) podtrzymuje ten sam motyw. To nie jest dzieło filozofii politycznej, bo nawet zawiera odrobinę filozofii wszelkiego rodzaju. Jest to raczej badanie w historii intelektualnej, odkrywanie tego, co postrzega MacIntyre jako trzy różne tradycje zachodnie myśli etycznej: jedna biegnie od Homera do Arystotelesa i przechodzi przez arabskich i żydowskich pisarzy do św Tomasza z Akwinu; druga- biblijna tradycja, którą przejął Akwinata od świętego Augustyna; a trzecia, która opanowała szkocką myśl0 w 17 i 18 wieku. Badania tych różnych tradycji wypełniają ogólną ideę książki z jej historycznym uszczególnieniem. Teza-idea książki stała się również bardziej ambitna niż miało to miejsce wcześniej. To jest nie tylko sprawiedliwość, ale koncepcje samego praktycznego rozumu – tego dotyczy książka, chodzi o procesy przy pomocy których, społecznie lub osobiście, pracujemy, co robić – które są pokrewne tradycji. Nie są to, zdaniem MacIntyre’a żadne idee sprawiedliwości i rozumu praktycznego, które nie odnosiłyby się do jednej czy innej tradycji, oraz do próby identyfikacji i wykorzystania takich ideałów niezależnie od wszelkich tradycji w ogóle- to jest właśnie główna przyczyna naszych współczesnych nieporozumień, wyrażonych w zgubnych perspektywach liberalizmu. Choć autor przyznaje, że liberalizm miał kilka historycznych prekursorów, postrzega to w zasadzie począwszy od Oświecenia, mianowicie rozmijanie się z tradycją, rozwój ten wyprodukował, jak sam to ujął, “nowy twór społeczny i kulturowy, indywidualność.”(tłum. Stanisław Barszczak)

“Generativity, Resolution of Epistemological Crises and the Narrative Self”

Stanisław Barszczak— Polityka i tradycja— W dniu 18 maja 2016 byłem we Wrocławiu, w Hotelu WenderEDU Business Center, (ul. św. Józefa 1/3, 50-329 Wrocław) na zaproszenie Pana Profesora Adama Chmielewskiego (Chairman of the Scietific Committee of the Conference, Uniwersytet Wrocławski, see a-mail). Chodzi mi o trzydniową publiczną konferencję pt. “Wspólnoty na rozdrożu. Kultura, krytyczne badanie i tradycja,” przeprowadzoną przez Oratorium Marianum, Uniwersytet Wrocławski. W trakcie trzydniowych obrad z posiłkami przedstawiono kilkadziesiąt referatów, wśród nich (podaję jednak bez tłumaczenia i jeszcze niepełne tytuły): Lukasz Nysler, what sholud we teach our youth at ethics classes? Looking to A. MacIntyre for inspiration; Romuald Piekarski, The secularization of power at St. Thomas; Paweł Kłoczowski, Leo Strauss and Alasdair MacIntyre- Two Rival Versions of Virtues Ethics; Waldemar Bulira, Vontingency, Diversity and Justice: The Postmodern Challenges of Liberalism; Beata Sirowy, public Space and MacIntyre’s Virtue Ethics; Christopher Stephen Lutz, Culture as Moral Discipline:The Path to Virtue and Freedom; Robert A. Gahl, Jr., Patient Virtue in Community: Applying Cognitivist Psychotherapy to Virtue Development; Omowumi Ogonyemi, “Generativity, Resolution of Epistemological Crises and the Narrative Self”; Egidijus Mardosas, Alasdair MacIntyre o sprawiedliwości (chciałem tutaj być); Ahmad Fattah, Liberalna polityka i moralne niezgodności; Obed Frausto Gatica, Wspólnota albo Tradycja; Buket Korkus Raptis, Polityczne implikacje filozoficznej antropologii MacIntyre’a; Bashir Saade, Polityka i Tradycja między przeszłością a teraźniejszością: pojęcia autorytetu we wczesnych tekstach muzułmańskich; Mariusz Turowski, Polityczne ontologie indywidualizmu- by posiąść, by rozwijać, by tworzyć, współtworzyć. Neoliberalizm, demokratyczna prewencja i skrywany dialog między C.B. Macphersonem a Alasdair MacIntyre’em; Funda Gunsoy, Zeynep Berke Cetin, Przeciwko polityce emotywnej kultury; Adam Chmielewski, Wiarygodność wspólnoty. MacIntyre i problem krzepkiej, mocnej indywidualności. Podstawowy dlla mnie problem z tym sympozjum nie został jednak rozwiązany: Jak tłumaczenia, czyn translacyjny ewoluują? Co sprawia, że kierujemy się humanizmem? I czy w ogóle możliwy jest współczesny humanizm ludzkości? Przed oczami mam następujące zasady:1/ degrades humanity- makes inhuman (kto, co degraduje człowieczeństwo- sprawia nieludzkie); 2/ discriminatory- denies humanity (kto, co dyskryminuje- zaprzecza temu co ludzkie); 3/ non-representative- no say (kto, co nie reprezentowany- tylko ma powiedzieć, nie ma słowa); 4/ unjustly applied- fair be wrongly used (niesprawiedliwie, niesłusznie zastosowane- to, co sprawiedliwe może być źle użyte). Po tym spotkaniu we Wrocławiu przy Katedrze te pary czterech powyższych zasad mnie zobowiążują. Ale interesują mnie również zagadnienia takie jak: wychodzenie poza praktyki i instytucje- istotność określonych racjonalnych istot (animals) w “interesownej etyce” (business Ethics) Alasdaira MacIntyre’a. Indywidualność czy rozwój i przekupstwo? Ale wydaje się, że z publiczną konferencją pt. “Wspólnoty na rozdrożu. Kultura, krytyczne badanie i tradycja.” Wydaje mi się, że profesor Alasdair MacIntyre pobłądził trochę czy odrobinę, wychodząc z indywiduum człowieka, które bynajmniej otwiera na ideę podmiotu, który tworzy się zgodnie z własnymi pragnieniami traktowanymi jako absolut. (conf. Papież Franciszek przywołuje tutaj “wybujały indywidualizm, który wynaturza więzi rodzinne i doprowadza do traktowania każdego członka rodziny jako samotnej wyspy, Adhortacja Apostolska ‘Amoris Laetitia,’ Kraków 2016, s. 27-28) “Napięcia wywołane doprowadzoną do przesady indywidualistyczną kulturą posiadania i przyjemności rodzą w obrębie rodzin sytuacje nietolerancji i agresji”. (Tamże, s. 28) Papież Franciszek akcentuje czynniki kulturowe, takie jak jak stres, organizacja życia społecznego i pracy, które zagrażają możliwości trwałych decyzji. Ponadto zauważa zjawiska dwuznaczne, że na przykład ceniona jest taka personalizacja, która zwraca uwagę na autentyczność, a nie na odtwarzanie nakazanych zachowań. Powyższa wartość może promować różne zdolności i spontaniczność, ale źle ukierunkowana, może tworzyć postawy stałej nieufności, ucieczki od zobowiązań, zamknięcia się w wygodzie, arogancji. W posynodalnej Adhortacji Apostolskiej, O miłości w rodzinie (2015). ktora zbiera owoce dwóch ostatnich synodów biskupów poświęconych sytuacji rodzin w dzisiejszym świecie czytamy:”Wolność wyboru pozwala na planowanie swego życia i pielęgnowanie tego, co w nas najlepsze, ale jeśli nie ma szlachetnych celów i dyscypliny osobistej, przeradza się w niemożność wielkodusznego oddając siebie.”(Tamże) Z kolei, jeśli istotność zależnych racjonalnych istot (animals) w MacIntyre’ owskiej “interesownej etyce” (business Ethics) ma na uwadze pozytywny wkład w rozwiązywanie powyższych sytuacji zgodnie z nauczaniem papieża Franciszka i Kościoła, to się zgadzam z owocnymi do tego nauczania fragmentami możliwych komentarzy szkockiego myśliciela. Tym bardziej, że czyni to już wiele lat. Nie jestem jednak pewny czy słuszne będą w końcu MacIntre’owskie marzenia o rodzących się menagerach cnót. Cieszy więc ta konferencja, bo otwiera przestrzenie wolności w rzeczywistości nie tylko domowej, ale społecznej i państwowej. Dziś ludzie są mniej, niż w przeszłości, wspierani przez struktury społeczne w ich życiu uczuciowym i rodzinnym. Ale czas jest ważniejszy niż przestrzeń. Powtórzmy źle rozumiana sprawiedliwość może przekształcić obywateli w klientów domagających się jedynie świadczenia usług. Natomiast drogi duszpasterskie Kościoła służą zbudowaniu solidnych i trwałych ognisk rodzinnych. Albowiem radość miłości przeżywana w rodzinach jest także radością Kościoła.

Rozum i czyn

Autentycznym— Żyjemy teraz żywotami, których nie rozumiemy. Nasze życie bywa pokiereszowane i zniekształcone. Pozostajemy, a możemy jesteśmy niezdolni żyć żywotami, które mają narracyjną spójność. Bóg ma wolę szczególną dla każdego z nas. Rozpoznajemy ją na Eucharystii. Wtedy jesteśmy zdolni czynić wolę twoją Boże. Nasza modlitwa wówczas może wszystko uczynić, mówi mi, jeśli Bóg wystawia mnie na taką próbę, złożenia ofiary z mojego życia na wzór ofiary Jego Syna, to nic nie ryzykuję albo wszystko. O takiej ofierze zaświadczają listy Świętego Ojca Pio do jego córek duchowych, których zaledwie kilka przytaczam tutaj w moim tłumaczeniu. “Modlitwa jest najlepszą bronią jaką mamy; Jest to klucz, który otwiera serce Boga. Gdy modlimy się dobrze, modlitwa porusza serce Boże, i zaprasza, ażeby wciąż bardziej je wypełniać(…)Możesz uciekać się wciąż z większym synowskim oddaniem do Jezusa, które sprawi, że nie można się już nie odczuć kropli ulgi i komfortu … Do Jezusa, do Niego niech wznosi się wasz głos, który niech będzie głosem pokory ducha, skruchy serca i modlitwy języka(…) Zachowuj ducha świętej radości, która skromnie rozpowszechniona w twoich działaniach i słowach, złoży się na pociechy ludzi, synów Bożych, także że będą wielbić Boga, zgodnie z przykazaniem danym nam przez naszego Boskiego Mistrza(…) Nie troskajcie się o rzeczy, które powodują obawy, zakłócenia i lęki. Tylko jedna rzecz jest konieczna: podnieść ducha i miłować Boga(…) Trzymaj to na pewno, że im bardziej dusza jest miła Bogu, tym więcej będzie musiała być sprawdzana. Dlatego odwagi i zawsze do przodu(…) Proszę zostańcie przy tym, że natura ma wpływ na cierpienie- bo nie ma już nic bardziej naturalnego na zewnątrz grzechu; a twoja wola, z Bożą pomocą, zawsze będzie wyższa, i boska miłość nigdy nie ujrzy się pomniejszona w waszym duchu, jeśli nie ustaniecie w modlitwie(…) Nie chciejcie  być zniechęceni i tracić odwagę z uwagi na ogromny długu jaki zaciągamy w boskiej sprawiedliwości. Jezus jest dla wszystkich, ale jest to kolejny powód dla nawrócenia grzeszników(…) Twoje pokusy są od diabła i piekła, ale twoje cierpienia i udręki są od Boga i z nieba; matki są z Babilonu, ale córki z Jerozolimy. Pogardzaj pokusami, ale ściskaj i przyjmuj udręki …pozostaw wiatrowi jego uderzenie i nie myśl, że jego szalony głośny szum jest hałasem wzywającym do broni(…) Nie bój się wroga; on nie będzie nic znaczył wobec łodzi waszego ducha, bo pilotem jest Jezus, a gwiazdą jest Maria.” (w uroczystość Zielonych Świąt, tłum. SBarszczak)

 

 

Jakby z jakiejś losów zmiany stał się wielki dzień Polaków

Stanisław Barszczak—“Każdy kłos – ciałem Pańskiej Wieczerzy”—
Czasem jeszcze czytam prasę codzienną. Wyczytałem tam coś nowego. Pan Marek Jurek przenikanie języka męczeństwa do wszystkich warstw społeczeństwa rzymskiego uznaje za moment początkowy Chrześcijaństwa (Christianitatis). Rzymian przyzwyczajonych, że każdą rzeczywistość można ubóstwić (tutaj boskość to w istocie przymiot, nie przedmiot, określenie dostojności i mocy, po prostu tytuł) i każdy kult można przyjąć, oburzało chrześcijańskie roszczenie prawdy, a jeszcze bardziej pogarda dla bałwochwalstwa i jego mitologii. Istotnie pierwsi chrześcijanie byli bardziej prześladowani za swoją niewiarę niż za wiarę. Rzym pokazuje chrześcijaństwo jako formę ateizmu. Kardynał Ratzinger (późniejszy papież Benedykt XVI) uzna słabnące w naszych czasach upominanie się o status religii prawdziwej za zasadniczy objaw, w tym kontekście notuje kaprys współczesnego chrześcijaństwa. Zwróćmy więc uwagę na męczeńską a obecną formę poświadczenia prawdy w kościele, którą on uznał za szczególną formę zjednoczenia z Chrystusem, za najwyższy akt miłości. Osobiście jednak broniłbym ‘bałwochwalczej indywidualności’ w kościele, aby kościół jutra pokazywał wyższość również innej formy najwyższego aktu miłości, to jest matczynej wierności, miłosiernego czynu bliźniemu. Jak się realizuje moja wierność na spojrzenie innego, moje teraźniejsze zderzenie ze śweiatem. “Nie przybyłem, aby prowadzić tę wojnę nadal, ale aby ją skończyć,” mówił do Kartagińczyków Korneliusz Scipio Rzymianin. Radzie stu relacjonował swoją kampanię Hannibal: “Przegraliśmy coś więcej niż bitwę. Przegraliśmy wojnę. Przyjmijcie postawione wam warunki pokoju.” Po bitwie nad Jeziorem Trazymeńskim Hannibal mówił: “Nie przyszedłem walczyć z wami, ale z potęgą Rzymu.” W poszukiwaniu wzorów wielkich mężów otwieramy się na teraźniejszość. Muszę podjąć trud, żeby zobaczyć innego, by odnaleźć chrześcijańską nadzieję. Arcybiskup J. Życiński zachęcał, aby nie bać się załamania oświeceniowego optymizmu i wiary w rozum, by szeroko otwierać drzwi Kościoła. Bo jest faktem, “jednego dnia wierzę, drugiego dnia nie wierzę,” jak pisał Cz. Miłośz w Traktacie teologicznym)… Tak więc nigdy nie patrzę na innych ‘z góry’. I to są moje religijne Tarnowskie Góry, gdzie przed laty przyszedłem na świat. Chciałbym spojrzeć na drugiego człowieka jego oczyma, w przeciwnym razie nie będzie wiary, rozmowy, spotkania. Wydaje mi się, że w moich odezwach, zamieszczanych na blogu przez internet, jestem jeszcze nie bardzo czytelny, mój głos bywa “zmącony, przytłumiony”, choć przedstawiam już trzydziestoletnie świadectwo o moim kościele. A trzeba nieustannie odpowiadać na znaki czasów… Olsztyn koło Częstochowy(miejsce, gdzie przebywam) przygotowuje dzień- z pokazami wszelkich starych pojazdów. Niech mi będzie wolno zasygnalizować uroki jazdy czterośladem. Coraz częściej podróżujemy w tym świecie samochodem. Można by pisać o wyższości jazdy autem jak pociągiem. Istnieją nieocenione korzyści podróżowania autem: przepiękne widoki/…/, wspaniałe zdjęcia, od których ‘oko zbieleje,’ znajomym z zazdrości, uczucie niezależności przy wyborze drogi/…/ no i na dokładkę: tańszy przejazd niż koleją. “Staliśmy się po prostu nałogowcami. Jazda autem działa silniej niż opium- przeżywa się nie majaki, lecz cudowną rzeczywistość , a człowiek, zakosztowawszy tych wspaniałych wrażeń, nie może na jednej wyprawie poprzestać. Pozostaje mi życzyć sobie i wszystkim podobnej pasji oraz radości w pokonywaniu kolejnych kilometrów własnym samochodem podczas podróży przez naszą ojczyznę. Także do podróży do Naszej Pani z Częstochowy, do której bramą miłosierdzia się wchodzi. Matko kochana: Ty otwierasz Biblię obietnicą. I zamykasz ją zwycięstwem. Niewiasto pierwszych i ostatnich stronic, klamro czasów, cicha ojczyzno Dobrej Nowiny. Uczysz o Jezusie najbliższym. Psalmie bez nut fałszywych. Ziemio, na której wróg nigdy stopy nie postawił, życiorysie wichrem i ogniem napisany, ziarnko piasku, w którym oceany toną. Łzo wezbrana tęsknotą całych wieków. Gwiazdo od słońca zapalona, Zwiastunko przed zwiastunami biegnąca, Słoneczniku każdym ziarnem ku niebu zwrócony, Jedyna kolumno wśród zgliszczu stojąca, księgo święta czynem Boga zapisana… Jako chrześcijanie epoki przełomu przeżywamy męczącą codzienność życia. Nierzadko ‘mamy źle w głowach,’ ktoś powiedział: ‘uważaj to nie chmury, to pałac kultury.’ A Poetka, wschodząca gwiazda powie “Każde drzewo jest drzewem krzyżowym, każdy kłos -ciałem Pańskiej Wieczerzy. Aż modlitwy przeczystej słowem, ból męczeńskich ran się uśmierzy”. Magdalena z krzykiem włosy rwała, Uczeń trwał jak skamieniały w mroku. Lecz na Matkę, co w milczeniu stała, nikt się nie ośmielił podnieść wzroku. Jezu, Synu Boży, Getsemani moje, “Ty zapisałeś moje życie tułacze; przechowałeś Ty Łzy moje w swoim bukłaku.”(ps. 56.9) Ty opisujesz już teraz moje zmartwychwstanie. Stokrotne dzięki.