Mein Tagebuch,

—(in der vorherigen Text in polnischer stürzte sich einem Fehler, am Ende des Textes anstelle der Wort “Schuhe” sollte das Wort “Sein” zu sein. Entschuldigen Sie mich, Aurtor)—

“Geschichte der Herz Taube.” Das Buch ist zur Veröffentlichung in Frankfurt vorbereitet.Der Autor Buch Stanislaw Barszczak, geboren 1961 in Tarnowskie Gory, Polen. Ein begnadeter Priester aus Polen. Auch er hat es sich zur Aufgabe gemacht ein Buch über seinen bisherigen Karriere-Weg zu schreiben… “Ich denke, also spiele ich”. Am Ende des Buches finden Sie der Danksagung. Ein Dankesschön an Monsignore Ryszard Grzesik von Olsztyn, weil er mir immer ein guter Freund war. Und weil er, wenn er erst einmal zu reden anfängt, nicht mehr aufhören kann. Und das ist die Entdeckung des Jahrhunderts. An meine Muter Stefani, nach ihrem Tod, die nur noch von Stanislaw sprach, aber das ist schon in Ordnung: Sie ist die Entdeckung meines Lebens. An Cesare Wosinski (Ich habe ihn vor zwanzig Jahren in der Hochschule für Fremdsprachen kennen zu lenen, die dann auf der Straße Zwirki and Wigury in Czestochowa war) für das von Herzen kommende Vorwort, das er an einem Spieltag gegengelesen hat. Er hatte die Weltmeisterschaft im Kopf, aber ein klein bischen auch uns. An Hubert Bruder von der Kongregation der Brüder des Heiligen Gabriel, der alles gelesen hat. Sie ist der Barszczak der Freundschaft. An Stanislaw Kotyl (der Freund aus der Kindheit der jetzt ist der Pfarrer der Pfarrei in Radomsko, Polen), der seinen Teil zu der Erzählung über die gemeinsamen Streiche beigetragen hat. An Tadeusz und Leokadia Kwiecinski für all die Zeit, die sie mir gewidmet haben. Sie sind meine Nationalmannschaft. An Frau Katarina. Ich weiß ja, dass es da oben eine Bibliothek geben muss, was wäre das ansonsten für ein Paradies? Vor allem an Monsignore Ireneusz Kajdas (der als Pastor an heiligen Joseph in der Stadt meiner Kindheit von Dabrowa Gornicza funktioniert), der mir tiefe Einblicke in Stanislaws Persönlichkeit vernittelte. An Monsignore Dariusz Nowak, weil er daran geglaubt hat. An Monsignore Wojciech Drobiec, der ist kämpferisch Priester Gitarristen in Czestochowa ist. Weil immer so getan haben, als sähen er mich nicht, wenn ich wieder mal außertourlich in die geheimen Kammern eindrang. Und natürlich an alle Freunde aus die Pfarrkirche des Heiligen Geistes in Ząbkowice und der Erzdiözese Tschenstochau, Polen. Sie sind natürlich gesetzt, wenn es um einen Platz im Aufgebot geht. Immer und jederzeit. Ich besuchte ich in meinem Leben weltweit 50 Ländern. Das ist so ein neues Buch, das ich Ihnen vorgestellt habe. Das Buch ist ein Spiegelbild meiner Persönlichkeit – sehr verschlossen. Ich erzähle offen aus meinem Leben und nehme den Leser mit hinter die Kulissen der großen Institution der katholischen Kirche. Allerdings etwas kurz gefasst und schnell erzählt. Jedoch fand ich es höchst interessant zu lesen, denke ich. Und man so Verschiedene Perspektiven zu den jeweiligen Ereignissen bekommt der Autor erlebt hat. Ich wollte das Lesen diese Buches Sie persönliches Zeugnis ermutigte und Ihnen viel Freude gegeben habe.Wenn ich es tat, hat dieses Buch ihre Aufgabe erfüllt.

 

Mowa jest srebrem

Stanislaw Barszczak, Schizofrenia Boga,

W tym kraju nic nie istnieje, tylko niezrozumienia… Polakiem być jest trudno. Ale ponieważ Czytelnik i tak jest Panem mojego tekstu, to od razu przywołam sentencję pisarza:„Papież nie może kłamać, ale pisarz musi kłamać.” Chciałbym się zobowiązać w pewien sposób wobec was również odnośnie moich kłamstw literackich, powołując się na ich metafizykę. Peter Esterhazy, węgierski pisarz napisał między innymi książkę pt.“Kobieta“(„Eine Frau“). 95 rozdziałów węgierskiej pornografii, tak nie powiedziałbym. Esterhazy pisze bardzo męskie książki, porusza materialne tematy. Przedstawia paradoksalne systemy miłości: jak kocham Cię, to Cię nienawidzę; jak Cię nienawidzę, to Cię kocham.“ Ale o spermie pisał raz. Ta książka jest coraz bogatsza. Z rozdziału dwudziestego weźmy zdanie: ta kobieta, “ona nienawidzi mnie,” z rozdziału dwudziestego pierwszego natomiast zdanie: ta kobieta, “ona mnie kocha…obserwuję jej ciało.” Esterhazy w książce buduje pewną koncepcję cierpienia opartą na obopólnych kompromisach.  Jako chrześcijanin zauważę, że już Jezus proponuje nam taką inną mądrość od tej, która zapisana była nawet dziesiątki lat przed erą chrześcijańską. Kochać to znaczy powstawać, codziennie służyć braciom. Czynić tę miłość Jezusową większą jak małą- jest moim zadaniem. Kiedy Cię spotkałem? Jezus zapytuje mnie. I odpowiada: wówczas, kiedy przyjąłem biednego, porzuconego, wdowę.

Współczesne czarowania bogactwem i pięknem świata, straszenie uchodźcami, „odciąganie bydła pędzącego ku przepaści,“ to wręcz skłania do nowej refleksji na temat bytu. Filozoficzna  immanencja odsłania jedność bytu, powiedziałbym, który jest przeciw wojnie. Osobiście jestem raczej pewny, że obecność transcendencji w naszym życiu, we wszelkiej postaci, realizuje się przez mowę. Co chciałbym przez to powiedzieć. To, że bliźni oczekuje naszej pomocy. A my nie rozumiemy obopólnych relacji. Zamierzam więc otwierać na relację z bytem.. Wydaje się, że relacja z bytem (bo mówię już zawsze do bytu) poprzedza wszelką ontologię. Zamierzam otworzyć nas na metafizykę ludzkiej egzystencji. Wolność jest posłuszeństwem światłu, to zauważył sam M. Heidegger. Ale byt jest przed byciem stwierdza E. Levinas. Bóg jest, nie trzeba go szukać, choć mamy tylko ideę… bytu transcendentnego, Emmanuel Levinas pisał. Jest faktem, że Bóg w naszej epoce jest bardzo odległy od swej idei nieskończoności! Nie powiedziałbym, że przeżywa ziemską schizofrenię. To błąd, który wdarł się w tekst autora. Obserwatorzy życia idą wciąż dalej. Współcześnie Reinhold Messner, austriacki himalaista, który wszedł na wszystkie ‚ośmiotysięczniki,’a w swych rodzinnych stronach otworzył muzeum z eksponatami ze swych górskich wspinaczek, himalaista stwierdza, że również ludzkie Dasein (jego istota) jest bardzo drogie w tej epoce dziejów. Takie wnioski zachęcają do podjęcia bliższej refleksji metafizycznej, w rezultacie której Opętanie nie jest jedną z ciężkich chorób cywilizacji technicznej, ale swoistym Pragnieniem, które otwiera podwoje do wzorczych a wzajemnych relacji z Bogiem i człowiekiem.

Zawsze ulubionym schematem relacji metafizycznej była relacja teoretyczna. Wiedza albo teoria odsłania relację z bytem, w której byt poznający pozwala ukazać się bytowi poznawanemu, respektując jego inność i w żaden sposób nie odciskając na nim piętna tej poznawczej teorii. W tym sensie pragnienie metafizyczne byłoby istotą teorii. Ale teoria oznacza też inteligencję- logos bytu- to znaczy taki sposób ujmowania poznawanego bytu, że jego inność  już nie tyle zniweczona, co zaprzepaszczona, zatem porzucona. Tutaj proces poznania utożsamia się z wolnością bytu poznającego, który nie znajduje nic, co, będąc inne w stosunku do niego, mogłoby go ograniczać. W tym stadium Toż-Samy oznacza tego, który nie przyjmuje inności, ale zadawala się swoim obrazem rzeczywistości. Byt poznawany można pozbawić jego inności tylko wtedy, gdy ujmuje się go za pośrednictwem trzeciego terminu- terminu neutralnego- który sam nie jest bytem (Emmanuel Levinas, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności. Przełożyła  Wydawnictwo Naukowe WPN 2012, s.30)  W nim to miałby się amortyzować szok spotkania Toż-Samego z Innym. Za niezbędny, wydaje się, trzeci termin można uznać myślane pojęcie. Pojedyńczy byt abdykuje wtedy przed ogólnością myślenia. Trzeci termin to jakby wrażenie, w którym zlewają się obiektywna jakość i subiektywne doznanie. Może objawiać się jako bycie odróżnione od bytu: bycie, które co prawda nie jest (nie ma charakteru bytu), ale przecież odpowiada dziełu istoczenia bytu, i to nie jest nic. Pozbawione gęstości bytu, bycie jest światłem, w którym byty stają się zrozumiałe (Tamże)

Teorii jako zrozumiałości bytów odpowiada ogólna nazwa ontologii. Ontologia, sprowadzając Inne do Tego-Samego, jest pochwałą wolności jako utożsamiania się Toż-samego, który nie daje się wyobcować przez Inne. W tym miejscu teoria wkracza na drogę, która rezygnuje z metafizycznego Pragnienia. Intencja krytyczna musi prowadzić poza teorię i poza ontologię: krytyka nie sprowadza Innego do Toż-Samego jak ontologia, ale kwestionuje Toż-Samość w jej działaniu. Zakwestionowanie Toż-Samego- niemożliwe w jego egoistycznej spontaniczności- dokonuje się dzięki Innemu. I wówczas wkraczamy na teren etyki. Metafizyka, transcendencja, przyjęcie Innego przez Toż-Samego, przyjęcie innego człowieka przeze mnie, wydarza się konkretnie jako zakwestionowanie mojej tożsamości przez Innego, to znaczy jako etyka, która spełnia krytyczną istotę wiedzy. I tak, jak krytyka poprzedza dogmatyzm, tak metafizyka poprzedza ontologię (Tamże, s. 32) Spójrzmy w tym kontekście problemu ontologicznego na Berkelejowski idealizm. George Berkeley (ur. 1685), myśliciel i biskup w jednej osobie odkrył, że same jakości przedmiotów są ujęciem tych przedmiotów przez Ja: uznając, że jakości, które najbardziej oddalają nas od rzeczy, są w istocie przeżyciem, usunął dystans dzielący podmiot od przedmiotu. Fakt, że przeżycie jest tożsame samo ze sobą, okazał się tożsamością myślenia i bytu. Dzieło inteligencji polega właśnie na ustalaniu takiej tożsamości. Dlatego Berkeley powiązał wszystkie jakości zmysłowe z przeżyciem wrażeniowym (Tamże, s. 33). W tym miejscu powiedziałbym: jeśli myślenie jest piękne, to i byt jest piękny, i wszystko co nas otacza. A przeżywamy brzydotę, bo sami jesteśmy ‚brzydcy’. „Esse est percipi“(istniec znaczy być postrzeganym). A trzeba nam przejść ponad zmysłową, ponad nawet tę miarę jakości odczuć i wrażeń.

Współczesna mediacja fenomenologiczna stosuje inną metodę, w której „ontologiczny imperializm“(formuła E. Levinasa) staje się jeszcze bardziej widoczny. Prawda dotycząca bytu zakłada uprzednie otwarcie się bycia. Zrozumiałość bytu nie polega na naszej z nim koincydencji, ale na nie-koincydencji. Byt jest zrozumiały o tyle, o ile myśl go transcenduje, odnosząc go do horyzontu, w którym się ukazuje. I to jest fenomenologia. Od Husserla cała fenomenologia promuje ideę horyzontu, który odgrywa w niej podobną rolę, jak pojęcie w idealiźmie klasycznym… Ale my idziemy dalej. Podporządkowując relacji z byciem wszelką relację z bytem, Heideggerowska ontologia utwierdza prymat wolności nad etyką. Teraz wolność rodzi się z posłuszeństwa wobec bycia: to nie człowiek posiada wolność, to wolność posiada człowieka Nie jest w stanie powiedzieć czy współczesny kościół, który odrzucił klucz do rzeczywistości, a poszedł za tradycją historyczną, nie przyjmuje tej dialektyki. Ale dialektyka, która godzi w pojęciu prawdy wolność i posłuszeństwo, zakłada prymat Tego Samego, któremu hołdowała cała zachodnia filozofia. Otóż relacja z byciem rozgrywająca się jako ontologia polega na neutralizowaniu bytu po to, by go pojąć, by go uchwycić. Nie jest zatem relacją z innym jako takim, lecz redukcją Innego do Tego Samego. Tutaj wolność oznacza wytrwać przeciwko temu, co inne, wbrew wszelkiej relacji z Innym.

Artykuł ten próbuje dostrzec- jak pisał Levinas- niealergiczną relację z Innym w mowie, w Pragnieniu, które sprawia, że w obliczu Innego i ‚na przekór zdrowemu rozsądkowi’ władza- z istoty dla Innego zabójcza- przekształca się w niemożność zabójstwa, w poszanowanie Innego, w sprawiedliwość i dobroć. Ta relacja nie jest przedfilozoficzna, bo nie gwałci Ja, a jest (Ja) mu narzucana ponad wszelką możliwą przemocą. Na tej linii refleksji konsekwentnie zdążamy także do odsłonięcia relacji z bytem nieskończenie odległym- tzn. przewyższającym swoją ideę. Stoi on zawsze przed nami, nie pytamy o niego, pytamy go. Jeżeli ontologia- rozumienie, pojmowanie bycia- jest niemożliwa, dzieje się tak nie dlatego, że wszelka definicja bycia zakłada już jego poznanie. Na przekór Heideggerowi rozumienie bycia w ogóle nie może zapanować nad relacją z innym człowiekiem. Nie mogę oderwać się od obcowania z Innym, nawet jeśli rozważam bycie bytu, którym on jest. „Mówienie do Innego“- ta relacja z innym człowiekiem jak rozmówcą, ta relacja z bytem- poprzedza wszelką ontologię. Jest relacją w byciu. Ontologia zakłada metafizykę. Parafrazując tę refleksję przywołam sentencję Karla Rahnera, który mówił, że kościół będzie mistyczny, albo go wcale nie będzie.

Idziemy dalej odsłaniając bogactwo relacji w jej nowym wyrazie. Albowiem ta relacja Toż-Samego z Innym, w której transcendencja nie rozcina zakładanych przez relację więzi, ale też owe więzi nie łączą Toż-Samego i Innego w Całość, została kiedyś uchwycona w Kartezjańskiej sytuacji, kiedy to „ja myślę“ utrzymuje z Nieskończonością, której w żaden sposób nie może w sobie zawrzeć i od której jest oddzielone, relację zwaną „ideą Nieskończoności“. Owszem, według Kartezjusza również rzeczy oraz pojęcia matematyczne i moralne są w nas obecne poprzez idee, od których się różnią. Ale idea Nieskończoności ma tę wyjątkową właściwość, że jej ideatum- jak pisał E. Levinas- przewyższa jej ideę, podczas gdy w przypdku rzeczy możliwa jest zupełna koincydencja ich rzeczywistości ‚obiektywnej’ i ‚formalnej’.Wszystkie idee poza ideą Nieskończoności mogłyby ostatecznie być naszym własnym wytworem. Transcendencja Nieskończoności w stosunku do Ja, które jest od niej odseperowane i które o niej myśli, stanowi miarę jej nieskończoności, Levinas pisał (Tamże, s. 39). Nieskończoność jest tym, co absolutnie inne. Byt transcendentny jest jedynym ideatum, którego możemy mieć tylko ideę; jest od swej idei nieskończenie odległy (to znaczy zewnętrzny), ponieważ jest nieskończony. O tym, że w myśli obecna jest idea, której ideatum przewyższa zdolność myślenia, świadczy nie tylko teoria intelektu czynnego u Arystotelesa, ale też filozofia Platona. Ten ostatni głosi wartość boskiego szaleństwa, duszy uskrzydlonej, choć szaleństwo nie ma tu wcale charakteru irracjonalnego. Czwarty stopień szaleństwa to sam rozum wznoszący się ku ideom, meślenie w njwyższym sensie. Opętanie przez boga- entuzjazm- nie jest posiadaniem rozumu, lecz kresem samotnego, wewnętrznego myślenia, ale też początkiem doświadczenia nowości i noumenu- jest już Pragnieniem…

Trzeba by opisać złożoną strukturę niezrównanej relacji, którą wyznacza idea Nieskończonego. Nie wystarczy odróżnić ją formalnie od przedmiotowości. Kartezjańska idea Nieskończoności oznacza relację z bytem, który zachowuje całkowitą zewnętrzność w stosunku do tego, kto ją myśli. Oznacza kontakt z niedotykalnym, kontakt, który nie narusza integralności tego, czego dotykamy. Absolutna zewnętrzność zewnętrznego bytu nie zatraca się ukazując, ale uwalnia się, „wyabsolutnia się“-Levinas pisał- z relacji, w której się uobecnia. Nieskończone w skończonym, spełniające się przez ideę Nieskończoności, wydarza się jako Pragnienie. Nie jako pragnienie, które można ukoić obejmując w posiadanie upragniony byt, ale jako Pragnienie Nieskończoności, którego Upragnione nigdy nie zaspokaja, a tylko pobudza. Według E. Levinasa pragnienie doskonale bezinteresowne jest dobrocią. Tutaj Upragnione zatrzymuje ‚negatywność’ Ja. poruszającą się w obrębie Tego Samego, zatrzymuje władzę i panowanie. W ten sposób urzeczywistnia się pozytywnie gotowość ofiarowania Innemu świata, który posiadam. Moje zwrócenie się ku Innemu, tylko wtedy może utracić właściwą spojrzeniu zachłanność, gdy zamienia się w szczodrość. Ta relacja ponad rzeczami jest relacją mowy. Emmanuel Levinas pisał: „Twarzą nazywamy sposób, w jaki Inny ukazuje się, przewyższając ideę Innego we mnie.“(Tamże, s.42) Twarz nie przejawia się przez jakości, ale się wyraża. Stosunek z Innym, Rozmowa, jej przyjęcie to również uczenie się. Przychodzi z zewnątrz i przynosi mi więcej, niż sam zawieram. W bezpośredniości rozmowy bez przezmocy urzeczywistnia się epifania twarzy. Pojęcie twarzy prowadzi do pojęcia wcześniejszego od naszej inicjatywy i naszej władzy. Oznacza filozoficzną uprzedniość buty w stosunku do bycia i zewnętrzność, która nie sprowadza się, jak u Platona, do wewnętrzności wspomnienia, a mimo to nie narusza przyjmującego ją Ja. W takim kontekście analiza idei Nieskończoności, choć docieramy do niej tylko wychodząc od Ja, wyporowadza poza subiektywność, co jest naszym celem w kontaktach z bliźnim naszej epoki. Nowoczesna ontologia głosi, że z bytem jako takim nigdy nie obcujemy bezpośrednio. Ale bezpośredniość pozostaje imperatywem mowy. Dotyk jest już tematyzacją i odniesieniem do horyzontu. Bezpośrednie jest tylko spotkanie twarzą w twarz. Historia nie jest uprzywilejowanym poziomem, na którym odsłania się byt pozbawiony partkularnych stanowisk, będących skazą refleksji. Rzekoma integracja z Innym jest okrucieństwem i niesprawiedliwością, bo ona tutaj nic nie wie o Innym. Historię uprawia się dzięki występowaniu w niej dziur. A kiedy człowiek naprawdę podchodzi do człowieka, Emmanule Levinas pisał, on wyrywa się z historii.    

(artykuł napisany został w oparciu o bogactwo tekstów Emmanuela Levinasa, podkr.autora)

 

Tytuł 24

Stanislaw Barszczak, The Cross way everytime—

I do like this beautiful ceremony crowning of the Mother of God in the Archdiocese of ours in Praszka. German Praschkau a town in Poland, located in the Opole province, in the district Olesno, Praszka in the municipality, which is the seat of the river Prosna. The first mention of the settlement come from the 1260 municipal rights in 1392. In the fifteenth century. The city’s population were engaged in smelting iron ore. The first two centuries of the city’s existence involves a high degree of economic development, among others thanks to its location on the border with Silesia. The fall of the city occurs as a result of wars in the seventeenth and eighteenth centuries. After the Second Partition of Poland city was under Prussian rule, in the years 1807-1815 the Duchy of Warsaw, and since 1815 together with the land Wieluń in the Polish Kingdom. In the seven years after the fall of the January Uprising in 1870, Praszka lost its charter. Regained it in 1919. After World War I, during which it was occupied by the German Empire, then after the Second World War within the limits of the Second Republic of Poland. Here is a place for many years now the Poles pilgrimage to the Virgin of Kalwaria of Trust. Father Stanislaw Gasiński -the guardian shrine is also a priest of the Archdiocese of Czestochowa like me. Born on 19 September 1959. Skawina,  obtained a matriculation certificate in Secondary School, in Krakow May 31, 1978. He was ordained in the Cathedral of Czestochowa, 10 June 1984 year. The Custodian of the Sanctuary Father Stanislaus I personally met at the seminary in 1982, when along with him I studied theology and dealt the same room, and I met a very zealous candidate for the priesthood. Professor Dr.  priest, activist later, he worked in various parishes of the diocese, he has also established partnerships with parishes Pollau in Austria and Mutterstadt in Germany. Therefore, he frequently, regularly travel abroad for the pastoral purpose. His efforts and largely involving its own funds, was founded Sanctuary of the Blessed Virgin Mary of Kalwaria in Praszka by a decree of the Archbishop of Częstochowa in 11 October 2002. On September 13, 2004. in Praszka was lifted religious ceremony – the erection and dedication of Calvary under the leadership of the Archbishop of Czestochowa – Mons. Archbishop Stanislaw Nowak. During the general audience, held on 18 March 2015. St. Peter’s Square. Peter’s in the Vatican, Archbishop Waclaw Depo, Metropolitan of Czestochowa, asked Pope Francis to bless the crown and the blessing of the further process to the coronation of the Virgin of Kalwaria of Trust in Praszka. The Holy Father put his hands on the crown, said a prayer and sign of the cross blessed them, as well as members of the delegation arrived. Also he embraced the blessing of the Archdiocese of Czestochowa with its own Pastor and Parish of the Holy Family in Praszka, in which the Passion-Marian sanctuary of the miraculous image of the Virgin of Kalwaria of Trust. Monsignore Stanislaw Gasiński, custodian of the Shrine in Praszka, gave thank for the blessings and the gift of crowns and submitted to the Holy Father as a gift stole with the image of the Virgin of Kalwaria of Trust. This act was somehow complement the words that on 19 August 2002 in Kalwaria Zebrzydowska John Paul II said: “May Our Lady of Calvary reigns also in Praszka”. And here arose Calvary way, as in Kalwaria Zebrzydowska near Krakow in front of four hundred years ago. The coronation of the image now takes place in Praszka on 12 September 2015. The land is beautiful nearby town of Wielun, at which dropped the first bombs of World War II. And now here we started some new great task, with the help of Mother of God. The Coronation of Our Lady in Praszka, I apologize for the comparison, this Oscar is not for me, not even for you, but for the mother of God, who fights for the happiness of every person, not just one of Czestochowa, also from the west border of the Republic, against enemies from outside, but also against refugees from the spirit of Jesus’ mission. We say this is a man living without God. I do not. From Auschwitz, I would say, the whole world is guilty, we are too. Recently I was at the Franciscan Fathers in Nessebar and Bourgas, in Bulgaria, and by news media I heard from “wanderer peoples” of Asia, Greece, who make pilgrimages to Germany of today as the land of promise in the Europe. Refugees from Syria, Iraq, Muslims, are they wanderers, whom we do not wish in Europe? We manifest for or against them, we want to help them, physically and spiritually, that’s good. Because we always just more aware of the situation in the present world. We feel so guilty for them. At this point, I would lean over our life, however reluctantly mention of the Auschwitz concentration camp from World War II in the center of Europe. However, it would not be to blame, this camp in Auschwitz because blame can indulge arguments. In Auschwitz, says Martin Walser, we had to deal with Schade- damage, which is impossible to get rid of her, strange trauma of the past. And Auschwitz is not a matter of Satan, Satan, the beast, but ‘Deutsche Organisation’. Auschwitz is not an exercise duty in the NSDAP. So, we also are guilty. It’s terrible, of Auschwitz, no day without a past. Every day has his stress, Martin Walser, German contemporary writer hard that had remarked. A life is a bump in a happy tone, find him. The church will be, said Karl Rahner, either mystical or it will not. We must pray, rely on Jesus, who wants only to serve every man, also through suffering. And recently I listen to Buddha was more capable of God Reinhold Messner, Austrian Himalaya climber had told that. Reinhold Messner opened a beautiful museum in his land, with props from around the world, from Tibet also. Thus, our generations he purposed to reveal his identity and identification of him with the mountains. Let’s ask, what is my identity now? My identity, I would say, approaching by no means so much to the identity of Yaroslav Hasek, but… the level of the sea. In Budapest there is a sign on the church tower – in 1838 and from there reached the water of the Danube river. Germany and Hungary were flooded, under water was a church in Budapest. Today I would say that the identity of the man is often as the identity of the fish, that float to the top of the river. I’m almost sure that, Peter Esterhazy, Hungarian writer had spoken. Personally I would say that the twentieth century and the beginning of the twenty-first century we also found under water, but our consciousness, I will say more identity-it can be equated with the ‘identity’ of fish, Pisces, that came ashore the high Danube river. However R. Messner still remarked: Today ”Dasein’’, human being, is more expensive than ever. And in my homeland centuries before was the deluge. First we had the flood, which came to us from the distant past, the Baltic Sea came untill the mountains Tatry, then we had a deluge of Sweden, the Swedish soldiers were occupied our lands in the seventeenth century, then we were under the bondage of communism of the Soviet Union Soviet, recently spilled over the river Oder, there was like secular deluge. I ponder we are still in the water, which reaches high above the Palace of Culture and Science in Warsaw. And the water goes  to the spire of the Palace of Culture and Science in Warsaw. We are guilty. What the behavior of the people in such a situation is, the answer to this question I also put himself. In my interest to write from the perspective of a man, who drenching with a flood that holding on to the top of the church tower. The key was rejected for such identity with the church, and preserved the traditions of historical means, I suppose. Though I will go forward to be a tangible sign of the wisdom of every person. To finish my essay words of the Gospel: ” And Jesus went out, with his disciples, into the little towns round Caesarea Philippi; and on the way he put a question to his disciples, saying, Who do men say that I am?  And they made answer, John the Baptist; and others, Elijah; but others, One of the prophets. And he said to them, But who do you say I am? Peter said in answer, You are the Christ. And he put them under orders not to say this of him to anyone. And teaching them, he said that the Son of man would have to undergo much, and be hated by those in authority, and the chief priests, and the scribes, and be put to death, and after three days come back from the dead. And he said this openly. And Peter took him, and was protesting. But he, turning about, and seeing his disciples, said sharply to Peter, Get out of my way, Satan: for your mind is not on the things of God, but on the things of men. And turning to the mass of people with his disciples, he said to them, If any man has the desire to come after me, let him give up all other desires, and take up his cross and come after me. Whoever has a desire to keep his life, will have it taken from him; and whoever gives up his life because of me and the good news, will keep it.”(see, Mk 8, 27-35) Sapienti sat.

Rekolekcje w Arce Noego

Stanislaw Barszczak, Krzyż terazniejszości,
Mi podoba sie ta piekna ceremonia ukoronowania Matki Bozej w naszej Archidiecezji. Szczegolnie dlatego, ze koronacja Matki Bozej w Praszce, to Oskar nie dla mnie, a dla matki, co broni kazdego czlowieka, nie tylko Czestochowy, takze granicy Rzeczypospolitej od zachodu, przed wrogami z zewnatrz, ale takze przed uciekinierami od ducha Jezusowej misji. Powiemy, taki jest czlowiek zyjacy bez Boga… Nie. Od Auschwitz caly swiat jest winny, my tez. Ostatnio bawiac u OO. Franciszkanow w Nessebar i Burgas przez srodki masowego przekazu uslyszalem od „wedrowce ludow” z Azji, ktorzy pielgrzymuja do Niemczech, jako do Ziemi Obiecanej w naszej Europie. Uciekinierzy z Syrii, Iraku, czy to muzulmanie, ktorych nie pragniemy w Europie. Nie. Manifestujemy za lub przeciw nim, pragniemy im pomoc, i fizycznie i duchowo, to dobrze. Bo to my, tylko bardziej swiadomi sytuacji w obecnym swiecie. Czujemy sie wiec winni za nich. Jakkolwiek nie bylaby to wina, ta z obozu w Auschwitz- bo wine mozna poddac argumentom. W Auschwitz, mowi Martin Walser, mielismy do czynienia z Schade- szkoda, ktorej nie sposob sie pozbyc, jej odsunac, przedziwna trauma z przeszlosci. I Auschwitz to nie sprawa szatana, szatan, bestia, ale to ‘Deutsche Organisation’. Auschwitz to nie cwiczenie obowiazku w NSDAP. Jestesmy winni. To straszne, od Auschwitz żaden dzien bez przeszlosci. Każdy dzien ma powiem stres bezzycia. A zycie to uderzyc w szczesliwy ton. Kosciol bedzie, powiedzial Karl Rahner, bedzie mistyczny, albo go wcale nie bedzie. Trzeba modlitwy, zdac sie na Jezusa, ktory chce tylko sluzyc kazdemu czlowiekowi, takze przez cierpienie. A ostatnio slucham: Buddha byl zdolniejszy od Boga powiedzial nam Reinhold Messner- austriacki himalaista. Co za porownanie? Pan Messner otworzyl piekne muzeum w swych stronach, z rekwizytami z calego swiata, z Tybetu takze. Tym samym zamierzył ukazac naszym generacjom jego identycznosc i utozsamienie sie z gorami. A jaka jest moja identycznosc? Moja identycznosc teraz zbliza sie bynajmniej nie tyle do identycznosci Jaroslawa Haska, lecz poziomu Morza. W Budapeszcie jest znak na wiezy kosciola – w 1838 roku az tam siegała woda. Niemcy i Wegry byly zalane.
Dzisiaj powiedziałbym, że poziom czlowieka to byl poziom Ryb, ktore wypłyneły na wierzch, wypoczywały przy brzegu morza, ktore miało pod soba kosciol z wieza. Jestem prawie pewny-powiedzial Piotr Esterhasy-pisarz wegierski. Osobiscie powiedzialbym, ze wiek XX i poczatek XXI stulecia zastal nas pod woda, ale nasza swiadomosc, powiem wiecej- identycznosc moze byc zrownana z ‘ídentycznoscia’ Ryb, ktore wyszly na brzeg wysokiego morza. Jakkolwiek zauwazyl R. Messner: Dzisiaj Dasein jest drozsze-chodzi o osobe. I moja ojczyzne jeszcze przed wiekami zalal potop, najpierw ’neandertalski’, nastepnie szwecki, i radziecki, ostatnio świecki. A woda siega iglicy Palacu Kultury i Nauki w Warszawie. Jesteśmy winni. Jak zachowamy sie jako ludzie w takiej sytuacji, odpowiedz na to pytanie stawiam i sobie. W moim interesie jest pisac z perspektywy moze czlowieka zalanego potopem, ktory trzyma sie wiezy kosciola . To nic ze odrzucono klucz dla takiej identycznosci z kosciolem, a zachowano tradycje historyczna bynajmniej. Ide nieraz jeszcze naprzod, aby byc czytelnym znakiem wielkosci kazdego czlowieka. Na zakonczenie mojego eseju slowa Ewangelii: „A Jezus udał się ze swymi uczniami do wiosek Cezarei Filipowej i w drodze zaczął pytać swych uczniów, mówiąc do nich: „Jak ludzie mówią, kim jestem?” Oni mu rzekli: „Janem Chrzcicielem, a inni: Eliaszem, jeszcze inni: jednym z proroków”. I zadał im pytanie: „A wy jak mówicie, kim jestem?” Piotr, odpowiadając, rzekł do niego: „Tyś jest Chrystus”. Wtedy stanowczo im przykazał, aby nikomu o nim nie mówili. Zaczął ich też nauczać, że Syn Człowieczy musi znieść wiele cierpień i być odrzucony przez starszych oraz naczelnych kapłanów i uczonych w piśmie, i zostać zabity, a w trzy dni później powstać z martwych. Oświadczył to całkiem otwarcie. Ale Piotr wziął go na bok i zaczął go ganić. On zaś, odwróciwszy się i spojrzawszy na swych uczniów, zganił Piotra i powiedział: „Zejdź mi z oczu, Szatanie, gdyż nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku”. A przywoławszy do siebie tłum wraz ze swymi uczniami, rzekł do nich: „Jeżeli ktoś chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie swój pal męki, i stale mnie naśladuje. Bo kto by chciał wybawić swą duszę, ten ją straci, ale kto by stracił swą duszę ze względu na mnie i na dobrą nowinę, ten ją wybawi.”(Mr 8, 27-35) Sapienti sat.

Stanislaw Barszczak, Tajemnica Emily (III)

cd.

IV

Willa Doria Pamphilj w Rzymie.

Alessandro wrócił z jego podróży włoskiej do Rawenny. Z Kard. Aldobrandinim mieli się spotkać jeszcze raz w pałacu Doria Pamphilj w Rzymie. To jest wspaniały pałac, posiada 100 pokoi.

Kard. Aldobrandini wyszedł z gabinetu i poczuł pragnienie, coś mówił do siebie.

-Gdybym był kilka lat młodszym… Boże, jak mi nie dasz wody, to Cię znać nie chcę, popatrz że jestem obrabowany, ktoś wykradł mi obraz. Kuba, czemu stoisz a nie idziesz po wodę? Kuba wyczuł, że kardynał był zmęczony, zaraz poprosił o protokolarny pocałunek pierścienia. Znał powołanie kardynała.

Słoneczny gabinet Kard. Aldobrandiego, na spotkanie przybył Kard. Aleksandro, który w stosunku do Kard. Aldobrandiego zachowywał zawsze pewną słabość, ale między obydwoma nie było najmniejszego zbliżenia. Kard. Aldobrandini teraz reprezentuje dumę  urzędu, ale za służbą podaje kawę w porcelanie z Fanza mówiąc.

-Czy Wasza Eminencja pamięta Polskę. Przez moich finansowych współpracowników ze Śląska otrzymałem informację, że w roku 1589 w będzińskiej parafii św. Trójcy, przy okazji paktów będzińsko-bytowskich o zrzeczenie się roszczeń Maksymiliana Habsburga do tronu polskiego gościł kardynał Hipolit Aldobrandini, późniejszy papież Klemens VIII. Podano tam kawę, która przez dłuższy czas była uważana za napój pogański, którego nie powinni pić chrześcijanie, ponieważ daje nienaturalne pobudzenie. Widzisz Eminencjo dopiero Klemens VIII, który jako nuncjusz apostolski odwiedził Polskę, Klemens wypędził szatana z kawy, dokonał konsekracji „pogańskiego napoju.” To była ta mała błahostka, która jako zwycięska karta w tej grze mogła coś udowodnić.

Aleksandro był przekonany co do tego, że Klemens VIII jakkolwiek wrażliwy, to jednak już nie ruszyłby palcem, aby Aldobrandiniego ratować. I Aldobrandini udowodnił z zimną krwią, ze stoickim spokojem, że on był poinformowany o wszystkim dobrze, ale o samym Alessandro nie został poinformowany. Obydwaj, i papież i kardynał mieli tajemnice. Ale już po chwili zaczął nowy dyskurs Alessandro.

-Urzędy, które Eminencja sprawuje zachowują znaczne procenty od dochodów, dobrze to wiecie. Przerażające, ale niewinni właściwie nikogo nie obchodzą. Kiedy się czyta o morderstwie, nikogo nie napawa grozą obraz, powiedzmy, wątłej staruszki w sklepiku tytoniowym, która się odwraca po tytoń dla młodego bandyty, a ten ją napada, bije, dopóki nie zatłucze na śmierć. Nikt się nie przejmuje jej przerażeniem, jej bólem ani tą ostatnią litościwą chwilą utraty świadomości. Nikt nie odczuwa męki ofiary – każdy współczuje jedynie mordercy, bo przecież jest taki młody… Dlaczego miałby uniknąć egzekucji? W tym kraju zabijało się wilki. Nie próbowaliśmy uczyć wilka mieszkać z jagnięciem – skutek, sądzę, byłby wątpliwy.

-Deportację, ją widzę jako słuszną karę, zauważył Kardynał Aldobrandini.

-Jedyną nadzieję upatruję w wyroku skazującym takie indywiduum na przymusową służbę dla dobra całego społeczeństwa, Alessandro uparcie kontynuował zaczętą myśl. Przestępca mógłby, na przykład, wybierać między kubkiem cykuty a poddaniem się eksperymentom medycznym. Niemniej podkreślam, liczą się tylko niewinni: ci, którzy żyją tutaj i teraz, uczciwie i nieustraszenie stawiając czoło światu, ci, których trzeba chronić przed krzywdą. Jedynie oni są ważni.

Nazajutrz po odjeździe Alessandro doszło do zatargu między kard. Pietro Aldobrandinim a papieskim legatem w Romanii kardynałem Bonifacio Caetani.

V

Jest luty 1606 roku, Alessandro udał się na audiencje do Klemensa VIII. Pogodny krajobraz, rozmowa ma miejsce w alei lipowej w Watykanie.

-Jakie Eminencja przynosi wieści?

-Kard. Aldobrandini na pewien czas udaje się na dwór księcia Sabaudii Karola Emanuela.

Po chwili Aleksandro wyjmuje kartkę i czyta fragment jego listu do Emily Rodriguez:(…) Mam przed oczami historie miłości księdza katolickiego do dziewczęcia oddanego mu na wychowanie. Jest to niezwykła opowieść o zakazanej miłości. Ksiądz Ralph de Bricassart staje przed poważnym wyborem: zrezygnować z kapłaństwa dla Meggie czy też zdobywać coraz wyższe stanowiska w hierarchii kościoła. Podjęcie decyzji staje się jeszcze trudniejsze, ponieważ dziewczyna odwzajemnia jego uczucie a on tak bardzo chciał poświęcić swoje życie Bogu. Wielce Czcigodna Pani Emily: Nie mógłbym Pani kochać tak moc­no, gdy­bym nie kochał bar­dziej grę organową. Życie jest jak sta­tek – to znaczy, wnętrze stat­ku. Ma wo­doszczel­ne ko­mory. Człowiek wy­nurza się z jed­nej, za­myka, ryg­lu­je drzwi i znaj­du­je się już w następnej. Tak więc trzeba nam z fali przyjaznej korzystać,  inaczej okręt nasz zatonie… Nie było mnie przy Pani wiosną… Chwila róży spełnia się nie krócej niż chwila cisu. Adieu.

Alessandro pragnął się z Emily spotkać w Bonifacio na Korsyce. Teresa di Gallusa, Emily wchodzi na statek, który popłynie do Bonifacio na Korsyce. Bo tam mieli się spotkać. Taki obraz nosi ze sobą.

-Eminencja widzi, niespodziewanie Klemens VIII znajduje nowe słowa odpowiedzi, moje źródło to jest wiara. Miłość Jezusa niech będzie gwiazdą, która prowadzi Cię do Niego. Jezus da tobie odwagę byś zniósł trudy z zasługą. Musimy wiedzieć, że Jezus nas kocha, i to miłością ogromną! Teraz miłość, to nie uczucie, choćby na odległość, lecz walka! To nie Bóg przyczyną katastrof, ale my sami! Musimy nieskończone oczekiwania spełniać…Służba jedności, nowa możliwość myślenia, działania, możliwości modlitwy, czy to widzi Eminencja. Rzeczywista prawda przez moc Ducha! I ja ulegam tajemnicy władzy!

W takt Fadów portugalskich zasypiam, by zerwać sen, coś na kształt wizji, koncertu w Wenecji, wielka artystka, łaźnia publiczna, mało zarysowane postaci; powstaje jakiś prorok, jakby szwoleżerowie w różowych, amarantowych strojach, kirasjerzy z hełmami, metalowymi czubami, kozacy w płaszczach. To dla nas Chrystus cierpiał, pokazał nam drogę, abyśmy szli po śladach. Przez jego cierpienia jesteśmy uzdrowieni, zbawieni. Święta Teresa powiedziała: Nawet gdyby nie było nieba, ani piekła, kochałabym Cię dla twoich ran Jezu, bo miłość jaką mam dla Ciebie nie potrzebowała nadziei. Widzisz Eminencjo, mój Bóg mi to powiedział. Więc kocham Cię mój Boże i moje jedyne pragnienie… Niech rośnie moja miłość pod szyldem wiary. Ścieżki Pana są nie odgadnione, to wie Eminencja tak dobrze jak ja.

VI

Olsztyn koło Częstochowy, Polska

Sebastian właśnie powrócił z jego podróży włoskiej przez Kraków do Olsztyna. I został poproszony o zrobienie scenografii dla przedstawienia-jednoaktówki na królewskim zamku Olsztyn. W zamku znajduje się teatrzyk. Zawsze otrzymałby mniejszą notę od barokowych teatrow z XVIII wieku, choćby prześlicznego Cuvilliés Theatre, dawniej Residenz Theater w Monachium, który znany jest jako najważniejszy teatr rokoko w Niemczech, w tej części Europy. Ale dla naszej opowieści to miejsce szczególne spotkania sztuki i historii, która na zamku Olsztyn była wciąż żywa.

Podczas prób zwierza się jedna z artystek.

-Nigdy nie radziłam sobie z grami; nie potrafię i już się nie nauczę przemawiać; tak łatwo poddaję się sugestiom, że dopiero w samotności uzmysławiam sobie, co naprawdę myślę albo co powinnam zrobić. Nie umiem rysować; nie umiem malować; nie umiem modelować ani rzeźbić; nie umiem się śpieszyć bez wpadania w popłoch; nie umiem jasno się wypowiadać – o wiele lepiej wyłożę rzecz na piśmie. Upieram się przy zasadach, ale przy niczym więcej. Wiem, że jutro jest wtorek, lecz jeśli ktoś czterokrotnie powtórzy, że środa, po czwartym razie uznam ten fakt ze wszelkimi konsekwencjami.

Zabiera głos Szymon, jeden z olsztyñskich statystów dla jednoaktówki.

-Czy wiecie, że podczas oblężenia przez wojska Maksymiliana Habsburga zamek olsztyński chociaż nie został zdobyty , jednak na skutek ostrzału artyleryjskiego mocno ucierpiał. Naprawa dachów i odbudowa uszkodzonych murów wymagały natychmiastowej pracy. Joachim Ocieski pod koniec swojego starostwa w Olsztynie co mógł, to zrobił aby przywrócić zdolność obronną zamku. Wojska Maksymiliana zniszczyły natomiast sam Olsztyn. Zamoyski uprzedził Maksymiliana i obsadził Kraków wiernym sobie i nowemu królowi wojskiem, a także dał rozkaz staroście Karlińskiemu, aby umocnił mury obronne zamku Olsztyn, który był poważną twierdzą nadgraniczną. Zamoyski liczył się z tym, że Maksymilian może zechce ją zdobyć. Wojsko Maksymiliana po nieudanej próbie zdobycia Krakowa, wspomagane przez polskich zwolenników arcyksięcia ze Stanisławem Stadnickim, ruszyło na północ na Siewierz i Krzepice i w połowie grudnia 1587 roku stanęło pod murami zamku w Olsztynie. Załoga liczyła wówczas 80 żołnierzy. Karliński zaopatrzył zamek w broń i żywność oraz wzmocnił załogę forteczną przez pobór okolicznej szlachty. Gdy wojsko Maksymiliana dowodzone przez M.E. Lichtensteina przypuściło szturm, zostało odparte przez załogę zamku, podobnie jak kolejne ataki. Oddziały niemieckich landsknechtów i rajtarów nie były w stanie przełamać oporu załogi fortecznej, aby wedrzeć się do zamku. Maksymilian zamierzał już zwinąć oblężenie i odejść z wojskiem spod zamku, ale zmienił zamiar, kiedy Stadnicki, uderzył na dwór Karlińskiego w Karlinie, spalił go i złupił oraz porwał jego 6-letniego syna. “Diabeł łańcucki” zasugerował dowódcy wojsk Maksymiliana, aby dziecka Karlińskiego użyć jako tarczy ochronnej podczas szturmu na twierdzę. Tak też się stało. Jednak kiedy Niemcy prowadząc piastunkę z dzieckiem na przedzie oddziału, zbliżyli się do bramy zamkowej, Karliński chwycił zapał armatni i zawołał “Zanim stałem się ojcem, wpierw byłem synem ojczyzny”, i odpalił działo. Dziecko zginęło na miejscu. Wszystkie działa z murów zamkowych dały ognia kładąc trupem żołnierzy Maksymiliana. Po tym wydarzeniu Niemcy dali za wygraną, w pośpiechu zwinęli oblężenie twierdzy odeszli. Kasper Karliński po olsztyńskiej tragedii już nigdy nie odzyskał zdrowia.

Gdy hetman Zamoyski, po zwycięstwie pod Byczyną 24 stycznia 1588 roku, w której wziął do niewoli Maksymiliana obchodził uroczystość zwycięstwa w Krakowie, wezwał Karlińskiego aby przybył do stolicy po odbiór nagrody, ten jednak nie był wstanie odbyć tej podróży. Podziękował więc Zamoyskiemu , tłumacząc, że wiek i stan zdrowia nie pozwalają mu przybyć do Krakowa. Udał się natomiast do Częstochowy na Jasna Górę, by w modlitwie szukać ukojenia. Tradycja mówi, że ostatnie lata życia Karliński spędził na Jasnej Górze i tam wkrótce pomarł.  A o jego bohaterstwie piszą m.in. Fredro, Syrokomla, Władysław Bełza i inni (informacje zaczerpniete przez internet, podkr. autora opowiesci).

Noc ściele się nad osada pod Olsztynskim zamkiem. Tym razem światła lamp przygasły z racji na burzliwą pogodę.  Huragan wieje jakby prosto z pieca i niesie ciężki, słodkawy aromat, jak gdyby wchłonął wonie wszystkich strząśniętych po drodze kwiatów – bzów i dzikich róż, szałwi i ohydnych bieluni, heliotropów i krzewów kreozytowych; jakby owionął je wszystkie swoim rozpalonym oddechem i przeniósł wprost do ukrytej przed światem doliny-wąwozu. Naturalnie kwiatów nie brakuje i w samym wąwozie. Można by wręcz powiedzieć, że przedzamcze jest zadziwiająco zielonw. Niektóre rośliny przywiał tu z daleka właśnie ten palący wicher, inne zakiełkowały z odchodów wędrujących tędy dzikich sarenek; jeszcze inne rozpleniły się z ogrodów pałacu marzeń, który niezagrożony włada tym skrawkiem Polski. Te ostatnie to obce kwiaty, orchidee i lotosy, nie przycinane i nie podlewane odkąd ogrodnicy, którzy się nimi opiekowali, odeszli, zostawiając zielone zakątki (niegdyś tak przez nich cenione) na pastwę natury. Z niewiadomych powodów wszystkie rosnące tu kwiaty mają w sobie jakąś gorycz. Nawet wygłodniałe sarny, polne wiewiórki, przepłoszone ze swoich odwiecznych terenów przez turystów odwiedzających fabrykę snów, nie zabawiają tu dłużej u stop zamku. Owszem, spacerują po skalnych grzbietach, zapuszczają się w dół stromych zboczy, a ciekawość – zwłaszcza wśród młodszych osobników – sprawia, że przeskakują spróchniałe płoty i walące się ściany i docierają do sekretnych zakamarków ogrodu, ale nigdy nie zostają tam zbyt długo.  Może nie chodzi tylko o to, że płatki kwiatów i liście drzew gorzko smakują. Może wokół zapuszczonych łąk słychać w powietrzu zbyt wiele szeptów, których dźwięk płoszy zwierzęta. Może za dużo obcych istot ociera się o ich drżące ciała, gdy przemierzają zarośnięte ścieżki. Może pasąc się na zdziczałych trawnikach podnoszą wzrok, dostrzegają w stojącym przed nimi posągu cień życia i, przerażone swoją omyłką, rzucają się do ucieczki. A może czasem wcale się nie mylą.  Ta ziemia u stóp zamku, wydaje się, jest za pan brat z ewentualnościami, które mogą nigdy się nie ziścić. Najwyraźniej czuje się to w taką noc jak ta, kiedy wonny wiatr wzdycha nad pustynią, a mieszkające w dolinie dusze tęsknią za tym, o czym śniły, że do nich należy – albo za tym, o czym śniły, że śnią. Ich głosy są tak ulotne, że ludzkie ucho nie byłoby w stanie ich wychwycić, nawet gdyby był w dolinie ktoś, kto nasłuchuje – a to się zdarza od wielkich dzwonów tylko. Chociaż nie, to nie jest do końca prawda. Od czasu do czasu trafia się jakiś nieustępliwy człowiek, któremu udaje się znaleźć drogę do tej doliny luksusu i łez- może to być turysta, a nawet cała rodzina turystów, która uprze się zbadać to, co nieznane, leżące w bok od wytyczonej w przewodniku trasy. Będą szukać miłosnego gniazdka słynnego amanta, liczyć na przelotne spotkanie z gwiazdą, która niczego nieświadoma wyjdzie z psem na spacer. 
Bywa i tak, że ktoś zakrada się do stop góry zamkowej celowo, wiedziony niejasnymi wzmiankami w historii w literaturze. Ci nieliczni goście są ostrożni; można by nawet powiedzieć, że żywią coś w rodzaju nabożnej czci do tego miejsca. Wszyscy jednak, bez względu na to, jak przybyli, opuszczają podzamcze tak samo: w pośpiechu, oglądając się nerwowo przez ramię. Nawet najwięksi prostacy, którzy twierdzą, że nie ma w nich ani krzty duchowości, uciekają zaniepokojeni tym, co wyczuwają w powietrzu. Przekonują się, że ich szósty zmysł jest znacznie bardziej wyczulony niż sądzili. Dopiero kiedy wymkną się natrętnym cieniom murów i padnie na nich blask neonów na Olsztynskim Rynku Zachodzącego Słońca, wycierają lepkie od potu dłonie i zachodzą w głowę, czego się wystraszyli w tak niewinnie wyglądającym miejscu. 

– Pańska żona miała już dość zwiedzania zamku, panie Profesorze? – zapytał ojciec Kazimierz widząc, że drugiego dnia przystojny, smutny mężczyzna w średnim wieku przyszedł sam. 
– Ta pani nie jest moją żoną – odparł Profesor– Ach tak… – Współczujący ton zdradzał, że mnich nie pozostał bynajmniej obojętny na wdzięki Heleny. – Żałuje pan tego, prawda? 
– Owszem – przyznał nieco skrępowany Profesor. 
– To bardzo piękna kobieta. 
Mówiąc, mnich obserwował twarz Profesora, ale ten nie miał ochoty na dłuższą spowiedź. 
– Jestem jej menedżerem – wyjaśnił. – Poza tym nic nas nie łączy. 
Jednakże ojciec Kazimierz łatwo nie rezygnował. 
– Po tym, jak wczoraj państwo poszliście, – mówił, a ojczysty język polski zaznaczał się delikatnie w jego angielskim – jeden z braci stwierdził, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką widział w życiu… Cielesną kobietą, naturalnie – dodał po chwili wahania. 
– Nawiasem mówiąc: ma na imię Helena – powiedział Profesor. 
– Wiem o tym, wiem – przytaknął pospiesznie braciszek, przeczesując palcami splątaną, siwiejącą brodę. Zerknął z ukosa na Profesora. 
Trudno byłoby o większy kontrast niż stanowili ci dwaj: krągły Kazimierz o zaczerwienionej twarzy, w przykurzonym brunatnym habicie, i szczupły, elegancki Profesor w jasnym płóciennym kontuszu. 
– Jest gwiazdą teatralną, tak? 
– Widział ojciec któraś z jej ról? 
Kazimierz skrzywił się, odsłaniając garnitur zaniedbanych zębów. 
– Nie, skądże. Nie oglądam takich rzeczy. W każdym razie niezbyt często. Ale w Olsztynie jest taki mały teatr i niektórzy młodsi braciszkowie bywają w nim dość regularnie. Oczywiście uwielbiają artystki. I jest jeszcze taka… jak to się mówi? Przeurocza kobieta? 

– Następnym razem wybiorę się z którymś z braci, żeby ją zobaczyć. 
– Tak się zastanawiam… Czy ojciec zdaje sobie sprawę, jakiego rodzaju kobiety gra Helena?

Helena była urocza, wiodła wygodne i pogodne życie, mieszkając z ojcem w Indiach. Jednak pewnego dnia została wysłana do rodzinnego Londynu, aby tam uczyć się na pensji. Szybko zyskała sympatię szkolnych koleżanek i nauczycielek. Nic nie zapowiadało jednak zmiany, która dokonała się pewnego październikowego popołudnia, gdy miała lat siedemnaście. Okazało się, ze ukochany ojciec Heleny nie żyje i od tej pory dziewczynka nie ma już ani rodziców, ani środków do życia. Ale nie przestała marzyc, wykazując umiejętności radzenia sobie z trudnymi życiowymi sytuacjami wybornie.

Tej niedzieli odwiedziła ją mama, znalazły się w gospodzie św. Gerwazego, zagrała chłopkę. Z  czasem odsłania się mrożący krew w żyłach portret mściwej, niezamężnej chłopki, która pod maską dobroci ukrywa poczucie krzywdy, zawiść i niechęć, pragnąc za wszelką cenę zniszczyć rodzinę, a zwłaszcza szczęście młodej, pełnej temperamentu dziewczyny. Z początku cel jej wydaje się bliski; jednak dzięki kilku rozważnym decyzjom matrymonialnym i finansowym rodzina odzyskuje majątek, a ona sama zgorzkniała i rozczarowana, zapada na zdrowiu i umiera.

Profesor Jan- wysłany do krakowskiego uniwersytetu, by studiować agronomię, miast tego zakochuje się w angielskiej literaturze i wsiąka w akademickie życie, tak odmienne od dotychczasowej jałowości. Jednak to tylko chwilowy uśmiech losu. Z biegiem lat i on doświadcza szeregu rozczarowań: małżeństwo z „odpowiednią” familią odgradza go od własnych rodziców, jego kariera staje się dokuczliwa, żona i córka oddalają się od niego, a doświadczenie ożywczej miłości kończy się groźbą skandalu. Zagłębiający się w sobie profesor stopniowo odkrywa stoicki spokój przodków i konfrontuje się z konieczną samotnością.

Przed Kopernikiem człowiek naprawdę wierzył, że tu, na ziemi, mieszka w samym centrum boskiego wszechświata, a wszystkie małe światełka na niebie wiszą tam jedynie dla jego przyjemności i rozrywki i po to, żeby mu rozświetlać ciemności. Kopernik udowodnił, że nasza planeta nie jest ośrodkiem niczego, ale jest tylko jedną z wielu bryłek z kamienia i pyłu poruszającą się w przestrzeni i trzymaną w niewoli przez ogromną kulę ognia wielokrotnie od niej większą. Był to potworny cios dla naszego ja.

– To wódka? – słabym głosem zapytała Helena…
– Na litość boską, queen Emily– zachrypiał Profesor– czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

W czasie swej świetności zamek składał się z 5 zasadniczych części: dwu przedzamczy oraz zamku dolnego, środkowego i górnego. Po pd-wsch stronie wzgórza znajdował się wjazd, który prowadził przez most zwodzony oraz bramę, umieszczoną w wieży, połączoną z murami obronnymi. Dalej znajdowało się pierwsze, wydłużone podzamcze z zabudowaniami gospodarczymi. Od zamku dolnego oddzielone ono było murem z bramą. W zamku dolnym stały budynki gospodarcze oraz dom mieszkalny zwany Kamieńcem. Kolejna brama prowadziła do zamku średniego, usytuowanego u podnóża okrągłej wieży. Ta część z zamkiem górnym połączona była mostem zwodzonym nad sofą i bramą w murze przy wieży. Umieszczono tutaj kuchnie i trzy tzw. pokoje królewskie (sypialnia, jadalnia i sala sądowa).

Charakterystycznym elementem miejsca jest gotycka baszta (donżon) z II połowy XIII wieku o wysokości 35 m, w dolnej części okrągła, w górnej ośmiokątna, z kamienia, a w XV w nadbudowana z cegły. Służyła jako więzienie, zmarł w niej śmiercią głodową Maćko Borkowic – wojewoda poznański z rozkazu Kazimierza Wielkiego. Drugie podzamcze znajdowało się w części pd-zach, z kwadratową basztą obserwacyjną zw. Sołtysią. Cały zamek otoczony był murem obronnym.

Warownia olsztyńska jest przykładem gotyckiej budowli zamkowej (typu wyżynnego), w jej konstrukcję włączono wapienne ostańce oraz krasowe groty, co pozwala ją zaliczyć do grupy zamków jaskiniowych.

Na zamku znajdowała się kaplica, ale też teatr. Na scenie zamkowej  nie mogło występować więcej niż trzech aktorów. Przybywali z daleka i tworzyli tu wizje polskiej arkadii, idealnej krainy, w której panuje ład spokój i radość, zawyrokował Kazimierz.

(fin)

Stanislaw Barszczak, Tajemnica Emily (II)

cd. 

Tę opowieść przerwał nagle kardynał Alessandro.

– Wasza Świątobliwość w latach 1588 –1589 odbył podróż do Polski, gdzie jako legat papieski prowadził mediacje pomiędzy królem Zygmuntem III Wazą, a domem Habsburgów. Ma też inne zasługi dla Polski, m.in. przyjął koncepcję utworzenia Kościoła unickiego w Polsce jakkolwiek jeszcze nie zaakceptowaną przez synod (akceptacja nastąpiła w Brześciu nad Bugiem w październiku 1596, popdkr. Autora). Nie mówiąc o zasługach dla Kościoła powszechnego.

Już w pierwszym roku swego pontyfikatu opublikował poprawioną wersję Pisma św. zwaną edycją klementyńską, wydał rozszerzony Indeks ksiąg zakazanych, poprawiony ceremoniarz  – pontyfikał, brewiarz i mszał rzymski.

W 1593 r. nastąpił podział zakonu Karmelitów na gałąź reformowaną oraz Karmelitów tzw. obserwy (trzewiczkowych). Wasza Świątobliwość urządza krypty w bazylice św. Piotra, buduje ołtarz papieski, kończy budowę apartamentów papieskich. Jubileuszowy rok 1600 rozpoczął się od otwarcia „Wrót Świętych” Porta Santa w Bazylice św. Piotra 31 grudnia 1599 r.

 

-Eminencjo, mamy jeszcze problem do rozwiązania, jakby od niechcenia zabrał głos Klemens VIII.

Aleksandro nie wiedział, co Pontifex mógł trzymać w zanadrzu. W ostatnich dwudziestu latach służył kilku papieżom, a ostatnio oddał głos na przyjaciela. Podobała mu się wrażliwość Papieża. Chciał mu służyć jak mógł najlepiej. Aleksandro gdy był zaproszony w gości, to był najlepszą gwarancją dla doskonałego Menu. Ale teraz było za wcześnie, by usta otworzyć. Jaką sytuacje oceniał święty Ojciec?

-Dzisiaj rano otrzymałem list, kontynuował Klemens VIII. Mój bratanek jest w konflikcie z kard. Kamillo Borghese i jego siostrzeńcem Scipione Caffarelli-Borghese.  Przed dziewięciu już laty mianowałem go kardynałem i powierzyłem funkcję superintendenta generalnego Stolicy Apostolskiej. Jest gubernatorem Fermo i kardynałem-protektorem Sabaudii oraz moim legatem wobec króla Francji Henryka IV (m.in. w 1601 wynegocjował pokój między Francją a księstwem Sabaudii). W 1602 został mianowany wielkim penitencjariuszem (zrezygnował w 1605). Od grudnia 1599 sprawuje niezwykle dochodowy urząd kamerlinga Świętego Kościoła Rzymskiego. W tym roku konsekrowałem go na arcybiskupa Rawenny. Pozycję kardynała, jak widzi Eminencja, wykorzystał do zgromadzenia znacznego bogactwa, za które zakupił Palazzo Doria-Pamphilj i wybudował Villa Aldobrandini. Jego roczne dochody w roku 1600 wzrosły już do 130 tysięcy skudów. Pojedziesz do Rawenny.

Było lepiej czekać z oceną sytuacji. To była dyplomatyczna katastrofa. Kardynał nagle poczuł się zmęczony. A Papież zaraz to zauważył i próbował nadać spotkaniu pozory zwyczajności.

-Koniec XV wieku to czasy lokalnej anarchii, niekończących się wojen i bezprecedensowej deprawacji. Włoscy książęta kierują się mottem “exitus acta probat” – cel uświęca środki. Jego autor Niccolo Machiavelli znał osobiście Cezarego Borgię, zachwycał się nim i uczynił bohaterem “Księcia”. W tym amoralnym świecie kwitnie jednak na niespotykana dotąd skalę nauka i sztuka. Leonardo da Vinci pracuje dla Cezarego, doradza mu przy ulepszaniu twierdz. Znajdując szczodrych mecenasów, tworzą w tym czasie Michał Anioł, Rafael, Botticelli. Na uniwersytety zjeżdżają łaknące wiedzy młode umysły z całej Europy. W sercu światowego porządku jest Watykan, który pełni funkcję sędziego w konfliktach pomiędzy świeckimi królestwami i cesarstwami. W Watykanie rządzi Rodrigo Borgia, człowiek którego imię stało się synonimem okrucieństwa i którego panowanie pozostało w pamięci potomnych jako jeden z najsmutniejszych rozdziałów historii Kościoła katolickiego. W bezpardonowej walce o władzę wykorzystywał czwórkę swoich dzieci: pierworodnego Juana, rozdartego miedzy wiarą, której sam nie wybierał i swoją ponurą i porywczą naturą Cezara, pełną ideałów Lukrecję i Goffreda, niewinne dziecko, dorastające na łonie rodziny pustoszonej konfliktami. Kataloński kardynał dochodzi do władzy, stara się założyć dynastię, aby panować nad światem. W tym celu musiał nieustannie udaremniać spiski kolegów kardynałów i świeckich władców, a także prowadzić sprytną grę, by powstrzymać rywalizację pomiędzy braćmi, grożącą rozbiciem rodziny. Historia rodu Borgiów to opowieść o intrygach i władzy, przemocy i zbrodni, pożądaniu i kazirodztwie, polityce i religii, zdradzie i odkupieniu. To historia urzekająca, pouczająca i bardzo współczesna. 

Nagle Klemens VIII pozdrowił Kardynała skąpym „Wasza Eminencja,” ale Alessandro nie zareagował. Był on jednym z najbardziej wpływowych ludzi w rzymskiej Kurii i najbliższym przyjacielem ostatniego papieża. Od marca 1589 roku kierował pracami Kancelarii Apostolskiej. Był także kardynałem protektorem wielu zakonów w Kurii. Po śmierci Przyjaciela Sykstusa V uczestniczył w czterech kolejnych konklawe w latach 1590-92. Ale już myślał o długiej drodze, która przed nim stawała otworem. Kardynał był gdzie indziej, podenerwowany faktem, że najbliższy bankiet odbędzie się bez niego, i nie przestawi gościom swoich zdolności kulinarnych. Pogrążony w myślach kardynał pozwolił kierować się bez słowa. Myślał o cudownym kraju za górami poza Rzymem, o wzniesionej tam przez siebie budowli, którą miał zostawić, a którą z pomocą sławnego Mistrza z północy Italii urządził przepysznie, z altanami i parkiem. Jeden z jego ziomków pobudował fontanny, kaskady, przecudną grotę w skale.

-W fontannie krystalicznej wody pozwoliłeś mi widzieć nagle oczy, które bez końca szukam. Panie, mój ukochany Boże, Aleksandro przez chwilę mówił wierszem, następnie rozpoczął jakby nowy rozdział pewnej historii, umiłowany Ojcze święty, twoja prawdziwa droga do Boga onieśmiela mnie, bo jest przepiękna…A ja jestem bardziej biedny jak osoba.

Klemens VIII podniósł swe brązowe oczy w górę.

– Panie na niebie wysoko, kardynał Aldobrandini, co za zuchwałość ?

– Drogi Pana są niezbadane, Wasza Świątobliwości.

Papież uczynił pauzę i kontynuował najpierw jakby mówiąc do siebie: -Jednakże wysłucha Pan wysoko, jak wierzę, głosu skromnego sługi i tym razem.

Takie bezpośrednie pytanie nie zaskoczyło Alessandro. Czekał na nie od pół godziny. Zatem uśmiechnął się przyjaźnie i spojrzał rozmówcy w oczy.  –Widzi Wasza Świątobliwość, właściwie nie trzeba szczególnie się denerwować. Wiara przenosi czasem góry. 

-Drogi Pana są nie wyjawione, Wasza Świątobliwość wie to tak dobrze jak ja.

-To jest misja Waszej Eminencji, kogoś wybrać, którego darzycie absolutnym zaufaniem, żeby on wszedł bezpośrednio na salony Kard. Aldobrandiego.

-Ale jak brzmi oficjalny zarzut? A stał się niecierpliwy.

-Herezja, powątpiewając w to papież wyrzucił z siebie. W Brugii zawartość heretyckiego katechizmu pozwolił opublikować, rozdając nasze pieniądze.

Teraz Alessandro oniemiał z wrażenia. Oskarżenie wydawało mu się szalone. Najwyższa duchowość Rawenny oskarżony o herezję?

-Czy mogę Waszą Świątobliwość zapytać, czego ode mnie oczekuje? Alessandro zapytał rozdrażniony.

-Chcemy, żeby Eminencja pojechał do Rawenny i żeby o rozwoju zjawiska poinformował.

Alessandro pozostał niewzruszony. Klemens w tym czasie sprawdzał paznokieć u palca, albowiem do manicure papież przykładał szczególną uwagę.

-Nie chcemy interweniować bezpośrednio. Wasza Misja, Kardynale Alessandro, zapewnia absolutną dyskrecję. Podróżujecie pod pseudonimem. Przekażemy Eminencji List dla króla.

Alessandro zwątpił.

-Wasza Świątobliwość mówił o podwójnej misji.

Klemens VIII nie odpowiedział zaraz. Spojrzenie swe skierował na dół, bawiąc się przy tym pierścieniem.

-Eminencjo, powiedział Pontifex, druga część  jest delikatniejsza od pierwszej. Ponieważ kardynał ucieka z Rawenny, chcemy wiedzieć, czy Aldobrandini przebywa w bezpiecznym miejscu. Proszę zasięgnąć o tym informacji.

Teraz zrozumiał pośpiech Papieża, zrozumiał swą misję. Papież poczuł się zagrożony w swej osobowości.

-Znajdziecie drogę, żeby spotkać się z kardynałem Aldobrandinim.

Klemens VIII pisał coś na papierze tylko w tym celu, aby wręczyć to kardynałowi.

-To jest zdanie, nauczcie się go na pamięć i spalcie papier.

Alessandro wierzył, że rozmowa ma się ku końcowi, i czekał na znak, by mógł odejść. Ale Papież nie był jeszcze gotowy. Po tylu latach dyplomacji Klemens VIII był szczwany jak lis. Alessandro czekał na dalsze wskazówki. Podróż do Rawenny to jest długa podróż. Ale nie można było sprzeciwiać się temu papieżowi.

-Czy Wasza Świątobliwość może mi zaufać, tymi słowy skończył rozpoczęte przez Ojca świętego jedno z końcowych zdań tej audiencji.

III

Rawenna, Boże Narodzenie 1605.

Rawenna to miasto i gmina w północnych Włoszech w regionie Emilia-Romania, stolica prowincji Rawenna. Miasto leży na równinie u zbiegu rzek Ronco i Montone, w odległości 10 km od Morza Adriatyckiego, z którym połączone jest kanałem.  Wielka kariera Rawenny rozpoczęła się w początkach V w. W 402 r. cesarz Flawiusz Honoriusz przeniósł się do niej ze swoim dworem z zagrożonego przez Wizygotów Mediolanu. Aż do zdetronizowania ostatniego cesarza zachodniorzymskiego przez Odoakra w 476 r., Rawenna była miastem rezydencjalnym cesarzy zachodniorzymskich. W426 r. cesarz Walentynian III wydał tzw. konstytucję raweńską, znaczącą dla ujednolicenia i późniejszej kodyfikacji prawa rzymskiego. W 438 r. Rawenna została podniesiona do rangi stolicy arcybiskupiej. Jej arcybiskupi przez całe średniowiecze odgrywali ważną rolę, zachowując niemal książęce znaczenie. Od 476 do 493 r. była stolicą pierwszego na półwyspie apenińskim “barbarzyńskiego” państwa Odoakra. W czasie trzyletniego oblężenia (od 490) przez Ostrogotów uległa znacznym zniszczeniom. Zwycięski Teodoryk uczynił ją stolicą swego królestwa, obejmującego całą Italię. W 540 r. miasto zdobył bizantyjski wódz Belizariusz, biorąc jednocześnie do niewoli króla Witigesa. Rozległe jeszcze posiadłości bizantyjskie w Italii zostały zorganizowane, wraz z Sycylią, w Egzarchat Rawenny (565). Przez następne 200 lat Rawenna była stolicą zmniejszającego się ciągle władztwa bizantyjskiego we Włoszech. Około 751 r. Rawenna została zdobyta przez Longobardów, a w 754 r. odebrana im przez interweniującego po stronie papieża Stefana III króla Franków Pepina III. Pepin w 765r. przyłączył miasto do Państwa Kościelnego, w którym z przerwami pozostawało do 1859 r. Rawenna była ważnym ośrodkiem, w którym przetrwały tradycje rzymskie, przyczyniając się do tzw. odrodzenia karolińskiego na przełomie VIII i IX w. Powstające w monarchiiKarola Wielkiego budowle wzorowane były na raweńskich, np. słynna kaplica pałacowa w Akwizgranie wzorowana na bazylice San Vitale.

Od IX wieku działała w Rawennie słynna szkoła prawnicza, podtrzymująca i upowszechniająca znajomość prawa rzymskiego. Na jej bazie powstało na przełomie XI i XII w.studium, które może ubiegać się z uniwersytetem bolońskim o miano pierwszego uniwersytetu. W połowie XII w. miasto uzyskało krótkotrwałą samodzielność. Od XIII w.najbardziej znaczącym w Rawennie był ród da Polenta, pod władzą którego, po przeniesieniu siedziby papieskiej do Awinionu (1308) i w okresie wielkiej schizmy zachodniej na przełomie XIV i XV w., uzyskała faktyczną niezależność. Gościem Guido Novello da Polenta był w ostatnich latach życia Dante, który tu kończył Boską Komedię i zmarł w 1321 r. W latach 14491509 miasto należało do Wenecji. W czasie wojen włoskich dostało się na jakiś czas (15121526) pod panowanie Francji po bitwie pod Rawenną, jednej z pierwszych bitew, w których decydującą rolę odegrała artyleria, przegranej przez Ligę Świętą. Po wypędzeniu Francuzów, Rawenna z powrotem trafiła do Państwa Kościelnego.

Zanim bez smutku pozostawiał za sobą Florencję, Alessandro rozkazał wieść się Kutschą dalej. Był już w Chrystusowych latach, poczuł się nieco stłumiony, by kontynuować służbę dla Stolicy świętej przez połowę Italii. Między uderzeniami Kutschy o kamienną drogę zamyślił się, przypomniał mu się jedyny gest z sprzed lat, jak za obraz Emily wetknął świeży goździk. Alessandro nie był żadnym szczególnie serdecznym człowiekiem, co więcej nikt nie brał mu to za złe. Rozrzewnił się pytając się sam siebie, czy będzie kiedykolwiek okazja spotkać tę serdeczną przyjaciółkę z Madrytu, Emily Rodriguez, tę najpokorniejszą, jak mu się zdawała, z istot ludzkich, jaką tylko spotkał w życiu. To była trauma z jego wczesnego dzieciństwa, jego paniczny strach przed nagłym krzykiem. Ale udana podróż, widok miasta, szybko oderwała go od poprzednich myśli.

Wysiadł w Rawennie, pożegnał się serdecznie z Ojcem Ramirezem i poszedł w swoją stronę. Na wynajętej stancji bardzo szybko zmęczył się tłumaczeniem.  Ściany mają uszy, pomyślał. Zaraz potem nagle przez głowę przeszła mu śmiała myśl. Ostatnio zażywał tłustej kuchni hiszpańskiej, marzył więc o świeżym Ravioli, dobrze przyrządzonej paście Bolognese i dobrym winie. Wyszedł na kolację. Alessandro chciał jeszcze przedtem swoja misję spełnić. On musiał spotkać się jeszcze z kardynałów oponentem, Pietro Aldobrandinim. Audiencja, której mu udzielił Klemens VIII przed kilkoma dniami, dla kardynała mogła być wypełnieniem oficjalnej etykiety, aby mu przekazać serdeczne pozdrowienia  od Ojca świętego a także jego duchowe błogosławieństwo, ale stała się też dobrą okazją, by mu powiedzieć, do szybkiego zobaczenia.

Rawenna 1605, plac przed Bazyliką świętego Ursiana. Święta, prószy śnieżek, początek XVI stulecia. Trwa loteria, rozłożono ok. 10 tysięcy książek i innych eksponatów, są rozdawane losy (ok. tysiąc losów). -Proszę mi dać 10 losów, wyciągnę zaledwie kilka książek, bo niektóre losy są puste, słychać kupców.

Po placu przed katedrą spacerują dostojnicy kościoła. Aleksandro zdobywa się na odwagę i mówi.

-Byłem księdzem, dlatego może nie byłem zawsze w stanie dobrze sprzedać moich książek. Sprzedawać książki korzystnie dla autora, to była przedtem sprawa pierwszorzędnych bukinistów i antykwariuszów. Ale oni postawili na czarnego konia chyba za późno. Jak wiecie jeździłem nieco po szerokim świecie, a ostatnio zostałem zachęcony do podróży do Rawenny. Dlaczego zgodziłem się na tę misję? Sam nie wiem. Ale prawdopodobnie w tym celu, aby uwierzyć, że i was może narodzić się Bóg, by ten mój Bóg, do którego zanoszę modły codziennie, by On pokochał innych, w rzeczy samej- aby pozwolić, by Bóg pokochał innych przeze mnie. Bo zawsze wtedy, jak wierzę, jest Boże Narodzenie. Bo zawsze ilekroć wyciągam do brata ręce, to jest Boże Narodzenie. A pojechałem nawet, żeby słuchać, zamilknąć przed sobą, wtedy jak wierzę przychodzi Boże Narodzenie. W słonecznym Madrycie mogłem rozpoznać w pokorze, jak bardzo znikome są moje możliwości i jak wielka jest moja słabość, gdy jest gorąco, wierzę jest Boże Narodzenie. I oto chodzi, żebyśmy żyli Bożym Narodzeniem.

Kardynał Aleksandro z Kardynałem Aldobrandini weszli do pracowni malarskiej w kamienicy na piętrze… Tutaj wszędzie towarzyszy nam pokój i radość, czułość ogromna. W pracowni widać wrze praca, porozrzucane sztalugi, farby. Z tylu pomieszczenie dla drukowania książek.

-Zatem Mistrzu Rubenie, powiedział kardynał Aldobrandini bardzo przychylnie, pokażcie dzieło? Ruben podszedł do sztalugi, milcząco studiował obraz i sprawdzał każdy detal. Na koniec wykrzywił twarz, co kardynał zinterpretował jako uznanie i podziw. Nadzwyczajne prowadzenie pędzla. Subtelna ręka. Czy malarz jest Hiszpanem? Obraz „gra w szachy” namalowany przez artystkę z Sardynii (Emily Rodriguez z Sorso) zaintrygował go. Kupuję (jest aluzja do słynnego obrazu „gra w szachy” Sofonisby Anguisola). A z obrazu wyleciał suchy goździk, z płatka wysunął się napis, Emily z Sorso.

Kard. Alessandro wspomniał jego spotkanie z Emily na dworze króla Filipa II w Madrycie z sprzed lat. To był świetny pomysł kupienia obrazu przez Kard. Aldobrandiego. A i Aleksandro mógł osiągnąć cel, i nie musiał osobiście spotykać się z Kardynałem Aldobrandinim. To było ryzykowne przedsięwzięcie, ale kto nie walczy, ten nie zwycięża. Przyjechał do Rawenny, Kard. Aldobrandini jeszcze raz zawyrokował, kupiłem ten obraz i nieoczekiwanie podniósł oczy w górę. I jakby z radości zaklął do siebie. Nie trzeba było robić dobrej miny do złej gry. Alessandro odczuł pewną ulgę przy nowym właścicielu obrazu.

-Gdybym był kilka lat młodszym, pokusiłbym się malować, Aleksandro odezwał się naraz po sfinalizowaniu transakcji.

Słońce stało już głęboko i ochłodziło się nieco. Dostojnicy kościoła rozstali się szybko. Kardynał Pietro Aldobrandini naraz został na sam z obrazem, pomyślał o rozmowie z kardynałem Alessandro i stale się niepokoił. Przez długi moment nie wierzył, żeby Klemens VIII był tak szalony, żeby wciągać w tajemnice Aleksandro…cdn.

Wypadki tutaj opisane stanowią licentia poetica autora

Stanislaw Barszczak, Tajemnica Emily 

(Ku pocieszeniu cnoty polskiej) 

 

Wstęp

A przecież wciąż „nie można widzieć damy”(Carlo Goldoni)

 Jest rok Panski 1592. Rzeczpospolita Polska siega od morza do morza, od Bałtyku po Morze Czarne. W dniu 31 majaKrakowie odbył się ślub Zygmunta III Wazy i Anny Habsburżanki oraz jej koronacja na królową Polski. 7 września19 października – sejm inkwizycyjny, na którym Jan Zamoyski postawił zarzuty wobec króla Zygmunta III Wazy. A na swiecie 30 stycznia wybór Hipolita Aldobrandiniego na papieża, który przyjął imię Klemens VIII. 13 lutego umiera Jacopo Bassano, włoski malarz renesansowy (ur. 1515). 13 września – Michel de Montaigne, francuski pisarz i filozof (ur. 1533). 17 listopada umarl Jan III Wazakról Szwecji, ojciec Zygmunta III Wazy (ur. 1537). Zaledwie piec lat przedtem 18 sierpnia 1587 roku  Saul Wahl rzekomo wybrany na króla Polski. 19 sierpnia miala miejsce elekcja Zygmunta III Wazy na władcę Rzeczypospolitej. 22 sierpnia – drugie koło elekcyjne królem Polski obrało Maksymiliana Habsburga – Rzeczpospolita miała zatem dwóch monarchów, nieuznanych zresztą przez szlachtę litewską; obaj podpisali pacta conventa, lecz zwolennicy wybranego trzy dni wcześniej Zygmunta Wazy jako pierwsi opanowali ówczesną stolicę Kraków7 października Zygmunt III Waza zaprzysiągł w katedrze oliwskiej warunki stawiane mu przez szlachtę. W dniach 14 października29 listopada –trwa oblężenie Krakowa przez wojska Maksymiliana Habsburga. 24 listopada – generalny szturm na Kraków wojsk Maksymiliana Habsburga został odparty. 29 listopada – wojska Maksymiliana Habsburga zostały pobite i odrzucone od murów miejskich Krakowa. 27 grudnia – w Krakowie odbyła się koronacja Zygmunta III Wazy na króla Polski. Tak wiec dzięki zabiegom Anny Jagiellonki i hetmana Jana Zamoyskiego królem został wybrany Zygmunt , syn króla szwedzkiego Jana Wazy i Katarzyny Jagiellonki, siostry Zygmunta Augusta. Zygmunt III, z Bożej łaski król Polski, wielki książę litewskiruskipruskimazowieckiżmudzkiinflancki, a także dziedziczny król SzwedówGotów i Wenedów, bedzie milosciwie panowal w Rzypospolitej obojga Narodow do 3o kwietnia 1632 roku. A wiec bardzo dlugo, bo czterdziesci laty. A zaczela sie ta droga krolewska zgola w bardzo trudnych warunkach, to panowanie wydarzeniami z grudnia 1587 roku, obrona zamku Olsztyn. Zamoyski uprzedził Maksymiliana i obsadził Kraków wiernym sobie i nowemu królowi wojskiem, a także dał rozkaz staroscie Karlińskiemu, aby umocnił mury obronne zamku Olsztyn, który był poważną twierdzą nadgraniczną. Zamoyski liczył się z tym, że Maksymilian może zechce ją zdobyć. Nikt nie przypuszczał, że heroiczna obrona zamku Rzeczypospolitej przeciw najeźdzcy urośnie do rangi symbolu. Sceneria obrony olsztyńskiego a królewskiego zamku stała się bowiem symbolem najwyższych wartości patriotycznych, i dlatego towarzyszyć będzie nam odtąd wszędzie, również jako idealne tło do rozważań na temat nowej Rzeczypospolitej, pielęgnowanej i rozwijającej się w następnych generacjach Polaków.

I

Sorso, 1615 rok- Jedyna Ponderoza czyli kraina szczęścia w północnej Sardynii. Młody malarz Sebastian podejmuje się podróży z Krakowa do Sardo na Sardynii. Piętnaście lat przed tym wydarzeniem papież Klemens znalazł się w Rzymie w wielkich tarapatach. Posiadł błyskotliwe informacje, które nigdy nie mogły wpaść, pod żadnym powodem, w ręce Wielkiego Inkwizytora. Klemens VIII poznał już osobiście artystkę swojej epoki Emily Rodriguez, i to jej jako tajemniczej emisariuszce zlecił zadanie: dla papieża namaluje Pani obraz… Ale za tym posłaniem skrywała się niebezpieczna misja.

Emily długo wyczekiwała na malarza w porcie w Castel Aragonese (obecnie Castelsardo), obawiała się, że z braku wody statek nie zatrzyma się w porcie… Ale wreszcie statek zawija w porcie. Co więcej Emily otrzymuje informacje, że na statku znajduje się jej autoportret, który namalowała przed dwudziestu laty w Hiszpanii. Nie zamienili ani jednego słowa, od czasu kiedy wzajemnie się sobie przedstawili. Sebastian od razu jakby przypadkiem złożył czujne i interesowne spojrzenie na ręce sędziwej Emily, które wyściskał w jedyny sposób- w ten sposób, wydawało się, chciał przekazać wszelki a nieodwzajemniony szacunek dla jej życia. Następował rozładunek statku, kiedy Sebastian wciąż obserwował ją jakby ukradkiem, ażeby nikt nie zauważył jego naturalnych, przyrodzonych skłonności. Stawało się to jego drugą naturą, Sebastian składał tę postawę na barki choroby zawodowej. Bo od kiedy malował stopniowo przyzwyczajał się do tego, że ludzi i rzeczy, które wzbudzały jego uwagę, obserwował ze zdwojoną uwagą, i to do najmniejszego szczegółu. Ręce Emily były niepozorne, drobniutkie, nie pasowały nazbyt do tego ciała. Były powykrzywiane od artrozy, kostki uwidaczniały się na skórze, także białe żyłki. Sebastian tylko na moment stracił na fantazji, zaraz jednak zaczął na nowo wyobrażać sobie, jakoby te żyłki stanowiły małe rzeczki i wysepki, które łączyły się ze starszymi. Sebastian nie mógł teraz oderwać się niejako od tych rąk, które niczym bliźniaki stanowiły  nieustannie szczególną podnietę dla tej starszej pani. Ta gestykulacja rak przy mówieniu była inna od typowej gestykulacji innych części jej ciała.  Już przedtem podobało mu się to, że ręce i twarz starszych ludzi były w takie wzorki najczęściej ubrane, ale jeszcze nigdy nie oglądał na ich rękach takich wysepek. Sprawiały one olbrzymie wrażenie. Emily poruszała się zawsze  odważnie, a jej jakby umyślne gesty wydawały się bardzo przemyślanymi. Emily wydawała się być świadomą siły wyrazy jej gestów, tak że ta świadomość koloryzowała jakby całe jej usposobienie. Jako dziewczyna zaznała już solidnego wychowania, z czasem musiała poznać inne tajniki życia artysty. Emily była zawsze elegancko ubrana i nad wyraz wrażliwa. Osobowość i rodowód Emily zafascynowały młodego malarza.

To była długa i męcząca podróż z Krakowa do Sorso na Sardynii, z Castelgenuese jeszcze kuczą kilkadziesiąt kilometrów. Pewne zmęczenie można było zauważyć także u Emily, skądinąd bardzo skromnej kobiety, która pozostawała legendą odchodzącej epoki. Jest dzień jak Sebastian przybył do Sardo. Właśnie rozkoszował się miejscem. Willa Emily to staroświecka, zaciszna willa w Sardo, urządzona w uroczym tradycyjnym prowansalskim stylu.. Jeszcze pełna uroku, choć już widocznie dotknięta zębem czasu… Przyjazna obsługa mówiąca tylko po hiszpańsku…właścicielka serwująca wyśmienite tradycyjne prowansalskie potrawy.

Już jako osiemnastoletnia dziewczyna Emily została sierotą. Piękną Emily przyjęło na wychowanie bezdzietne, starzejące się małżeństwo. Emily pracuje w modnym kurorcie. Interesuje się nią 40-letni Eric bogaty właściciel małego statku. Dziewczyna niewiele sobie robi z jego propozycji luksusowego życia. Podkochuje się natomiast w męskim i silnym Michele, który wraz z rodziną prowadzi warsztaty okrętowe. Wkrótce Emily przekonuje się, że Michel nie traktuje jej poważnie. I teraz Emily ma co opowiadać swoim gościom. Święta Bożego Narodzenia zawsze spędzałem wraz z matką w Pastelgenuese (dzisiaj Castelsardo); dla każdego dziecka były to święta nie do zapomnienia! Tutaj nie brakowało niczego! (…) Świąteczna biesiada nabierała iście gargantuicznych wymiarów. Ja sama zdawałam się wtedy wątłym, na pozór delikatnym dzieckiem; faktycznie jednak byłam bardzo krzepka i wiecznie głodna! Zupę grzybową spożywano bez specjalnego zapału, ale zaraz potem pojawiał się pieczony i gotowany indyk. Następnie podawano placek z bakaliami, bitą śmietanę i innego rodzaju desery. I po tym wszystkim wcale nie czuliśmy się źle ani nie byliśmy chorzy. Jakież to cudowne mieć piętnaście lat i być łakomczuchem! A był to doprawdy zachwycający dzień, począwszy od pięknego słonecznego poranka, poprzez wizytę w kościele, śpiewanie pieśni o Jezusie rodzącym się w Betlejem, świąteczny obiad, podarunki i przystrajanie każdego zakątka domu!

Emily podsłuchała tylko ostatnią część rozmowy przy śniadaniu. Dlaczego Sebastian wspomniał Ojca świętego Klemensa VIII. Drogi Pana są niezgłębione. Widać powołanie Sebastiana realizowało ostatni szczebel jej życiowej misji… Śniadanie przeciągało się. Był specjalny gość na śniadaniu. To kapitan statku pływającego pod banderą Stolicy świętej. Kapitan Mariusz wspomina siebie jako młodego żołnierza w czasie wojny i miłość do pięknej baletnicy, którą pragnął poślubić. Spotkali się właśnie na moście uciekając przed wścibskimi ludźmi. Spędzili razem godzinę i gorąco się pokochali. Lucjan wyruszył na wojnę, a Miriam miała na niego zaczekać. Wiadomość o śmierci ukochanego na froncie pogrążyła ją w rozpaczy, upadła moralnie oferując swe wdzięki mężczyznom. Jak ze złego snu, okazało się, że Lucjan nie zginął, odnalazł Miriam i zabrał do posiadłości za miastem, aby przedstawić rodzinie jako narzeczoną… Kapitan sam nauczył się czytać, pisać i poznał szereg dzieł Bacona i Montaigne’a. Nie słyszał swojego ojca nigdy. Dla Sebastiana od momentu dostania się na statek życia, rozpoczął się prawdziwy sprawdzian wytrzymałości zarówno fizycznej jak i psychicznej. Stało się dla niego jasne, że będzie musiał stawić czoła swoim słabościom i nauczyć się trudnej sztuki rzemiosła żeglarskiego. Zrozumiał także, że nie może na nikim polegać, bo od tej chwili tylko od niego zaczęło zależeć to jak potoczą się jego dalsze losy. Stał się panem swojego przeznaczenia. Gdy miałem 12 lat, kapitan wspominał serdecznie, moja matka przychodziła po mnie do kościoła. Nikt mnie nie przymuszał do gry na organach, organista był wyrozumiały- nie mogłem mieć pojęcia o jakiejkolwiek grze w tak młodym wieku. Z czasem minął strach przed kijem, nabyłem wprawy w tej trudnej sztuce, jaką jest samodzielność. Stała się ona moją pasją, a być może nawet sposobem na przyszłe życie. W sztormowych wręcz potem codziennych warunkach, wiedziałem, że jestem zdany tylko i wyłącznie na siebie. Nie liczyło się nic innego- tylko moje umiejętności. Czułem się wolny. Nie poprzestałem oczywiście na samej praktyce. Do głowy musiałem wbić sobie mnóstwo teorii. Co ciekawsze, uczenie się tajników codziennego żeglowania wpatrując się w ludzkie dusze, sprawiało mi autentyczną satysfakcję. W kolejnych latach odwiedziłem kilka portów z pięknymi portami. Wtedy przemyśliwałem o moim żeglowaniu duchowym po świecie ludzkich aspiracji i marzeń. Kierowanie statkiem to także praca, ciężka, ale dająca wiele radości. Jakże cieszy widok lśniącego statku na wodzie. Wiem, że od mojej dokładności, przestrzegania zasad i reguł, ale też inwencji, trzeźwej oceny rzeczywistości i świeżości pomysłów, zależy moje bezpieczeństwo. Gdy nadchodzi wieczór, często zamykam oczy i myślę o przyszłości – mglistej, odległej, ale być może realnej. Zwyczajnie – marzy mi się rejs dookoła świata. Chyba znalazłem swoje miejsce w świecie, zrozumiałem swoją istotę i myślę, że powoli staję się panem swojego przeznaczenia.
Człowiek jest zagadką, zaś jego natura jest bardzo złożona. O prymat walczą w niej ustawicznie między innymi wielkie idee oraz zasady przeciwko żądzom i namiętnościom. Szala zwycięstwa w tej walce przechyla się na różne strony zaskakując nie tylko wszystkich obserwujących te zmagania, ale również same igrzysko walki: pojedynczego człowieka. Świat się zmienia bardzo dynamicznie i niestety, co trzeba ze smutkiem stwierdzić, ludzie sami nigdy nie “dorosną” do sytuacji. Kiedy jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności, kiedy wytwory naszych umysłów, podejmują za nas decyzję, kiedy one zaczynają naprawdę myśleć, zanika u nas możliwość swobodnego myślenia. Jesteśmy skażeni przekonaniem o wyższości pieniądza nad autentycznymi wartościami. Powoli pieniądz staje się wyznacznikiem wartości wszystkiego, nawet myślenia. Jedyną “nieskażoną”, sferą pozostają uczucia. Każda epoka niesie ze sobą mniejszy lub większy postęp, któremu starają się podołać ludzie. Często wyraża się to gonitwą w sensie pozytywnym za wiedzą, za osiągnięciem wyższego rozumienia, przez co człowiek staje się lepszy Ale istnieją również aspekty negatywne takie jak: podążanie za coraz to nowszymi zdobyczami techniki, które chce się mieć, za dobrami materialnymi, które stają się nieodzowne dla niektórych i tak konieczne, że giną wartościowe strony życia. Zdarzają się jednak indywidualności, którzy kroczą nieszablonowymi drogami, aby się spełnić. Mam nadzieję, że i ja będę się do nich zaliczał, kontynuował swa myśl Mariusz kapitan…

Ale potem minęły jeszcze dni, następnie tygodnie. Pewnego jesiennego dnia współmieszkańcy willi Emily przekonali się, że obraz, autoportret zniknął z jej willi bez śladu.

II

Watykan, czewiec 1604 rok.

Jedenaście lat wcześniej ma miejsce spotkanie Papieża Klemensa VIII i kardynała wicekanclerza Kościoła Alessandro Peretti de Montalto. Ippolito Aldobrandini sześćdziesięcioletni mężczyzna rządzi Kościołem, syn adwokata florenckiego. Pius V mianował go adwokatem w konsystorzu i audytorem w Świętej Rocie. W 1580 r. przyjaźniąc się z Filipem Neri (później uznanym świętym) i oratorianinem Cesare Borondy (1538-1607) przyjął święcenia kapłańskie. Papież Sykstus V 15 maja 1585 r. mianował go notariuszem kierownikiem departamentu zajmującym się nominacjami zastrzeżonymi dla Stolicy Apostolskiej, a następnie kardynałem-prezbiterem kościoła S. Pancratio i wielkim penitencjariuszem. Rozpoczął się już dwunasty rok jego rządów. Do Watykanu przybyli kardynałowie-protektorzy. Począwszy od 1492 Stolica Apostolska zaczęła ponownie uznawać kardynałów-protektorów monarchii katolickich. W ciągu następnych 30-40 lat wszystkie znaczące państwa katolickie zyskały swoich protektorów w Kurii Rzymskiej. W Rzymie w czas pięknej wiosny spotkali się z Ojcem Świętym Ottavio Paravicini, Protektor Rzeszy Niemieckiej, Francisco de Avila, Protektor Kastylii, Odoardo Farnese, Protektor Aragonii, Ascanio Colonna, Protektor Wicekrólestwa Neapolu i Flandrii; Francois de Joyeuse, Protektor Królestwa Francji, Alessandro Peretti de Montalto, z łaski króla Polski Zygmunta III Wazy, Protektor Królestwa Polski. To był wczesny ranek. Słonce akurat wzeszło. Aleksandro, dwudziesto-czteroletni kardynał był wielkim przyjacielem dobrego jedzenia. Stąd miał wrogów. Ale i Ojciec święty szukał stronników pośród przyjaciół. Klemens VIII był mu przychylny i w 1592 ponownie powierzył legację bolońską. Aleksandro był jednym z jego głównych doradców, razem z kardynałami Salviati i Pierbenedetti stał na czele Consulty. teraz Nie był kapłanem ani biskupem. Kardynałem został mając zaledwie czternaście lat. Aleksandro Peretti był patronem sztuk. Po 1587 roku sfinansował ukończenie Villa Lante w Viterbo, z jej bogatymi ogrodami oraz frekami. Słynął także z działalności charytatywnej. Teraz znajdował się w swej willi. Przede wszystkim pragnął ugasić głód. Właśnie odszedł od stołu z paterą pełną owoców, bo na zewnątrz czekała na niego kucza z  widocznymi na jej drzwiach watykańskimi insygniami i sześcioma gwardzistami na koniach. Alessandro nie wiedział z jakiego powodu wezwał go papież. Czy to nowości w dyplomatycznych relacjach z Francją. Akurat wrócił z dyplomatycznych wojaży poza Italię… Podróż trwała zaledwie godzinę. Nie był pierwszy raz w takiej sytuacji. Kucza zatrzymała się przed budowlą w ogrodach watykańskich. Przeszli labiryntem uliczek, które prowadziły do prywatnych pomieszczeń władcy Kościoła…

Jeszcze kilka przejść, Kardynał opuścił zakrystię wychodząc tylnymi drzwiami i skierował się na powrót w stronę rezydencji arcybiskupiej, zapragnął wejść drzwiami, które prowadziły bezpośrednio do komnat papieskich.

W momencie Kardynał odczuł jaki ciężar na jego duszy leżał. Gdy znalazł się już w gabinecie pierwszy przemówił papież:

-Bona Sforza d’Aragona, królowa Polski, ma juz piękny pomnik w kościele św. Mikołaja w Bari.

-To była energiczna kobieta, heroina z berłem w garści, której przypięto łatkę wrednej i żądnej sławy trucicielki.  Bona owszem wzbudzała emocje i kontrowersje, ale dzięki temu zapadła w pamięć i dala do myślenia. Trudno nie zastanowić się nad motywami jej politycznych decyzji, zaborczą miłością do syna czy tęsknotą za rodzinnymi stronami, jakże odmiennymi kulturowo i klimatycznie od Polski. 

Bona Sforza była podejrzana o zatrucie książąt mazowieckich  Stanisława i Janusza. Obdarzona była nieprzeciętną inteligencją, była dumna i bezwzględna wobec możnych, broniła biednych i słabych przed uciskiem. Była skryta, skłonna do obrażania się, łatwo ulegała chorobliwym wybuchom gniewu. W oczach nienawidzącej jej opozycji, w wyniku nieprzychylnej jej propagandy habsburskiej stała się symbolem zła, gubiącego Polskę. Bona Sforza zaszczepiła na gruncie polskim intrygi i przekupstwo, sprzedawała urzędy świeckie i wyższe godności duchowne. Historiografia katolicka uważa, że rozstrój wewnętrzny państwa, spowodowany przez królową wzmacniał opozycję przeciwko Kościołowi katolickiemu. Była mecenasem kulturalnym młodzieży polskiej, wysyłając chętnych na studia zagraniczne (było to tym bardziej cenne, że Akademia Krakowska przeżywała wówczas regres). Dzięki niej również na polskie stoły trafiło wiele nieznanych wcześniej warzyw, tzw. włoszczyznapomidorykalafiorkarczochyfasola szparagowa, brokułykapustamarchewsałata czy szpinak. Również dzięki niej w Polsce pojawiły się makarony włoskie i przyprawy korzenne, które królowa uwielbiała. Wraz z przybyciem Bony wzrosło też spożycie wina, które stopniowo wypierało miody pitne.

Królowa Bona nie była lubiana, bo też żadna królowa wcześniej nie wtrącała się do polityki tak otwarcie. Przez kronikarzy nazywana chciwą, podstępną i żądną władzy, zrobiła jednak wiele dobrego dla Polski. Zagospodarowała wielkie połacie nieużytków, zaludniała pustki, budowała mosty, młyny, tartaki. Rozbudowywała miasta nadane jej jako „Oprawa Polskich Królowych”. Budowała twierdze warowne, np. Bar. Rozbudowała miasta Mazowsza, gdzie osiadła pod koniec życia. Królowa Bona często mawiała: „U was dukaty leżą na gościńcach, schylić się jeno, ażeby je zebrać. Nikt nie chce? Tym lepiej dla mnie”. Wyjeżdżając z Polski pozostawiła po sobie doskonale zagospodarowane dobra królewskie, przynoszące ogromne dochody. Jej syn, a później i inni królowie nie potrafili utrzymać tego stanu i większość tych dóbr rozdali magnatom, aby kupić ich lojalność. Jak na ironię postąpiono w myśl ulubionej maksymy Bony: „Przekupstwo nie zostało wymyślone dla przyjaciół”…cdn.

Meminerimus opera Dei (nie wygłoszone kazanie) 25

Stanislaw Barszczak, Pamietajmy dziela Boze—

Wszyscy sa bracmi i siostrami.W moich piecdziesieciu czterech latach zachowalem to uniwersalne przeslanie ewangelii. Ale w naszej epoce pragniemy byc indywidualistami coraz bardziej. W zwiazku z tym musimy wiedziec, my nie ubieramy sie w czlowieka, ale jestesmy powolani,  istota nasza zostala objawiona. Potrzebujemy misji, ale jeszcze wiecej milosci… byc bracmi, tolerancyjni- to jest nazyt malo. Dzis juz wiemy, ze z przemoca nic nie rozwiazemy. Mlody czlowiek z ewangelii zapytuje: gdzie jest moje szczescie? To pytanie do mlodych. Chodzi o doswiadczenie milosci, wspolnoty. Jestem po cudownych wakacjach, pomimo deszczu, wspaniala Brugia (Belgia). Niderlandzka Brugge, francuskie Bruges– miasto w północno-zachodniej Belgii, ośrodek administracyjny prowincji Flandria Zachodnia. Z powodu obfitości kanałów w historycznej części miasta nazywane jest flamandzką Wenecja. Powierzchnia: 138,4 km². Liczba mieszkańców: 117 224 (2006) Ważny port śródlądowy dostępny dla statków morskich, połączony kanałami z Ostendą i Zeebrugge nad Morzem Północnym oraz zGandawą. Duży ośrodek przemysłu: koksownia, nowoczesna stalownia, fabryka wagonów i maszyn rolniczych, tradycyjny wyrób koronek i dywanów, odzieżowy i spożywczy, zakłady radiowo-telewizyjne. Węzeł kolejowy i drogowy, połączenie autostradą z Ostendą i Brukselą. Główny ośrodek turystyczny. Pierwsze fortyfikacje powstały po podboju przez Juliusza Cezara plemienia Menapii w I wieku przed Chrystusem, które miały chronić wybrzeże przed piratami. Frankowie przejęli ten obszar od starożytnych Rzymian około IV wieku. W IX wieku wikingowie najechali te ziemie zmuszając Baldwina Ihrabiego Flandrii do wzmocnienia fortyfikacji. Wkrótce wznowiono handel z Anglią i Skandynawią. Mniej więcej w tym okresie pojawiły się monety z nazwą Bryggia – które może mieć te same pochodzenie jak norweskie Bryggen. Brugia otrzymała prawa miejskie 27 lipca 1128 roku. Wtedy też zbudowane zostały nowe mury i kanały. Od mniej więcej roku 1050 stopniowe zamulanie spowodowało iż miasto utraciło bezpośredni dostęp do morza. Odzyskało go dzięki sztormowi w 1134 roku, który stworzył naturalny kanał w Zwin. Już na początku XIII wieku Brugia brała udział w targach suknem. Dzięki kontaktom z Anglią, importowano do Flandrii normandzkie zboże i gaskońskie wino. Hanzeatyckie statki cumowały na nabrzeżu, które musiało zostać rozbudowane. W 1277 roku, pierwsza flota handlowa z Genui zawinęła do Brugii, dzięki czemu miasto stało się głównym miastem handlującym z terenami położonymi wokół Morza Śródziemnego. To wydarzenie otworzyło drogę do handlu przyprawami z Lewantem i rozwoju bankowości w Brugii. W 1309 roku otwarto zajazd Huis ter Beurze, który stał się pierwszą giełdą i najbardziej rozwiniętym rynkiem pieniężnym w Niderlandach w XIV wieku. W mieście funkcjonował rozwinięty rynek, system bankowości i usług handlowych. Okres największej świetności średniowiecznej Brugii przypadł na lata 1280-1390. W odniesieniu do tego okresu flandryjskie miasto jest określane mianem jednej z “kolebek europejskiego kapitalizmu”. W 1302 mieszkańcy Brugii dołączyli do hrabiego Flandrii i walczyli przeciwko Francuzom. Zakończeniem tego powstania była bitwa pod Courtrai, stoczona w pobliżu Kortrijku 11 lipca. Pomniki Jana Breydela i Pietera de Coninca, przywódców powstania, stoją ciągle na rynku miasta. W XV wieku Filip III Dobryksiążę Burgundii ustanowił w Brugii, Brukseli i Lille swoje dwory, co przyciągnęło wielu artystów, bankierów i innych wybitne osobistości z całej Europy. Nowa szkoła flamandzka, prezentująca techniki malowania olejem, zyskała światową sławę. Pierwsza angielska książka była wydrukowana w Brugii przez Williama Caxtona. Również w tym czasie Edward IV i Ryszard III przebywali tu na wygnaniu. W tym okresie miasto liczyło około 40 tysięcy mieszkańców. Od około 1500 roku kanał Zwin, który był źródłem potęgi miasta, zaczął się zamulać. Niedługo miasto straciło znaczenie handlowe na rzecz Antwerpii. W XVII wieku koronkarstwo upadło i podjęto wiele wysiłków by przywrócić dawną świetność miasta. Port został zmodernizowany, zbudowano nowe połączenie z morzem, ale i to niewiele pomogło. Brugia nadal ubożała i traciła na znaczeniu. George Rodenbach nazwał miasto Bruges-la-Morte, co oznacza Martwe Bruges. W drugiej połowie XIX wieku Brugia stała się miastem turystycznym, przyciągającym bogatych brytyjskich i francuskich turystów. W drugiej połowie XX wieku miasto zaczęło odzyskiwać dawną sławę. Port Zeebrugge, pierwotnie zbudowany przez Niemców dla ich U-Bootów podczas I wojny światowej, został powiększony w latach 70. i 80. Nastąpił boom turystyczny i w 2002 roku Brugia została wybrana Europejską Stolicą Kultury. Brugia jest kolebką malarstwa flamandzkiego. Działali w niej wybitni malarze i miniaturzyści. Największy rozkwit szkoły brugijskiej miał miejsce w XV wieku. W 1430 roku osiedlił się tutaj, ożenił i mieszkał aż do śmierci malarz Jan van Eyck. Pracowali tu także tacy artyści jak Petrus CristusHugo van der GoesHans Memling (Relikwiarz św. Urszuli w Szpitalu św. Jana) czy Gerard David. Brugijskie iluminatorstwo rozwinęło się za sprawą Vrelanta i Liédeta, a zasłynęło dzięki rodzinie Bening. W XVI wieku środowisko artystyczne Brugii ubożeje. W XVII wieku pojawia się tu jeszcze wielki talent – Jacob van Oost. Brugia ma dziś duże znaczenie ze względu na duże zbiory sztuki dawnej. W 1930 roku zostało otworzone muzeum Groeninge. Historyczne centrum Brugii znajduje się od 2000 roku na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Brugia stanowi wyjątkowy przykład średniowiecznej zabudowy, która zachowała swoją historyczną strukturę, rozwijającą się przez stulecia, gdzie pierwotna zabudowa gotycka jest częścią tożsamości miasta. Jako jedna z handlowych i kulturalnych stolic Europy rozwinęła Brugia kontakty kulturalne z różnymi częściami świata. Brugia była też miejscem powstania szkoły malarskiej prymitywistów flamandzkich. Stanowiła centrum mecenatu i rozwoju malarstwa średniowiecznego dzięki działalności takich artystów jak Hans Memling i Jan van Eyck. Dzielnice Markt i Burg w pierwotnym układzie. katedra Św. Salwatora (St.-Salvatorskathedraal) z XII w. (wielokrotnie przebudowywana m.in.w XVXVI i XIX). Szpital Św. Jana ufundowany w 1188 r. Bazylika Świętej Krwi (Heilig-Bloed Basiliek) z XII wieku, posiada fiolkę z krwią Chrystusa. Mialem szczescie podawac ja wiernym na zakonczenie kazdego nabozenstwa w Bazylice. Na rynku (Grote Markt) – hale targowe (XIIIXIV i 1561-66) oraz wieża (beffroiXIIIXVXIX w.) z carillonem składający się z 47 dzwonów. Provinciaal Hof – dawna siedziba Rady Flandrii Zachodniej, przebudowana w stylu neogotyckim w latach 1887-1921. kościół Najświętszej Marii Panny z XIIIXVI w. (w środku rzeźba Michała Anioła Madonna z Dzieciątkiem) ze 122 metrową wieżą kościelną. Gotycki ratusz z bogato rzeźbioną fasadą (XIVXV). Renesansowa kancelaria miejska (1535-37). Kościół Św. Walpurgii (Sint-Walburgakerk) (1619-41). Liczne muzea m.in. Groeninge, Brugse Vrije i Hansa Memlinga. Ratusz (Stadhuis) z XIV wieku. Beginaż (Begijnhof Ten Wijngaerde) z 1245 roku. Makieta miasta przywoluje slawny dla mieszkancow Brugii rok 1435, to wtedy maluje Brugie Jan van Eyck, a budowle miasta przyciagaja gosci tutaj z najdalszych zakatkow Europy.

Hamburg z jego  ‘weneckim’ portem. Hamburg (pełna nazwa: Freie und Hansestadt Hamburg – Wolne i Hanzeatyckie Miasto Hamburg, łac. Hammonia; dolnoniem.Hamborg– miasto w północnych Niemczech na prawach kraju związkowego niedaleko ujścia Łaby do Morza Północnego. Wolne miasto i zarazem niemiecki kraj związkowy o pow. 755 km², ludność 1,74 mln – drugie po Berlinie. Największy port morski kraju (75 mln ton przeładunku), wielki ośrodek przemysłowy (statki, elektrotechnika, przetwórstwo ropy, przemysł spożywczy) i finansowy. W 2011 roku miasto to otrzymało tytuł Europejskiej Stolicy Czystości. Pierwsza osada na terenie dzisiejszego Hamburga pochodzi z IV wieku p.n.e. Od IV do VI w. n.e. tereny te zostały zasiedlane przezSasów. W 810 cesarz Karol Wielki wybudował kościół, żeby nawracać pogańskich dotąd Sasów. Dla obrony tego kościoła został zbudowany gród warowny, który nazwano w 858 Hammaburg. W 845 roku miasto zdobyli i spalili Duńczycy. W 983 Hamburg został zdobyty i spalony przez Obodrytów pod wodzą Mściwoja. W XII wieku Łaba zdobywała coraz to większe znaczenie. Handel w regionie północnoeuropejskim szybko się rozwijał, w roku 1189 z rąk cesarza Fryderyka I Barbarossy Hamburg uzyskał przywilej pobierania ceł nad Łabą i wtedy właśnie zdobył status Wolnego Miasta Rzeszy (niem. Kaiserlich freye Reichsstadt). W średniowieczu Hamburg stał się najważniejszym portem hanzeatyckim na Morzu Północnym i służył jako punkt przeładunkowy rozmaitych towarów, m.in. futerzbożasuknaśledzi i drewna. Jednak najbardziej popularnym towarem eksportowym Hamburga było piwo. Od 1356 corocznie w mieście jest organizowana uczta z okazji dnia św. Macieja – 24 lutego. W średniowieczu dzień ten był uznawany za początek wiosny, a więc okazję do świętowania. W Hamburgu podejmowano wtedy ważne decyzje polityczne, m.in. wybierano burmistrza. Mieszkańcy Hamburga chwalą się, że to najstarsza regularnie wydawana uczta na świecie. Rozwój miasta przyspiesza tempa w 1558 roku, po otwarciu giełdy hamburskiej będącą pierwszą taką placówką w krajach niemieckojęzycznych. Podczas okresu reformacji życie ewangelików skupiało się w kościele Bugenhagena, proces reformacji przebiegał w Hamburgu bardzo spokojnie, w XVII wieku większość mieszkańców stanowią ewangelicy do których należało większość kościołów. W 1619 Hamburg był największym miastem na ziemiach niemieckich. W roku 1678 rozpoczyna działanie opera będąca jedną z pierwszych w Europie. Kulturalny rozkwit miasta nastąpił jednak dopiero w XVIII wieku między innymi za sprawą założenia Hamburskiego Teatru Narodowego (1767). Ciemnym okresem w historii miasta stała się epidemia dżumy przetaczająca się przez Europę w 1713 która to również dotknęła Hamburg.cdn.

“La relation avec l’ autre est une relation avec un Mystere”

Stanislaw Barszczak, Representation and truth- the course of our recognition in neighbor according Emmanuel Levinas

Introduction

A month ago I attended a meeting of philosophers in Toulouse, France. In the summary-commentary on the International Colloquium we read: While studying the works of Emmanuel Levinas, the reader’s attention is frequently caught by the importance of the reflexion about alterity as that which goes beyond visibility, plasticity and materiality. To aim at giving a new account of his texts, taking as a starting point the question of representation could therefore seem paradoxical. Representation appears to be frequently put aside by Levinas himself or even disapproved of, as though it was destined to be overcome by a more fundamental reflexion and was no more than a mere phase without inner value. Is there in Levinas a rejection of form as if form could not occur except as a degradation of what goes beyond form? If that is the case what then is to be done not only with art but with science as well? We are thus, on the one hand, grappling with what can be represented but incurs the risk of reducing alterity to a conceptual determination, and, on the other hand, what cannot be described and strikes intentional conscience in spite of intentional conscience itself. Considering that Levinas is neither a spiritualist nor an obscurant, his relation to form could allow us to comprehend anew his main thesis within the complex relation that aesthetics and epistemology establish in his work. The relation subjectivity entertains with what precedes it and what surpasses it, its relation with what is under it, on this side [en-deça], and its beyond [au-delà] raises the question of a significant limit between formalisation and openness towards the other. In the context of this symposium and starting from Levinas’s thought we propose to open a debate between the possibility of a radical renouncement of our conditions down here, in the place [dans le lieu], the uncondition of the non-place [non-lieu], and the beyond which escapes all representation. Is representation always a degradation of difference? Can we do without representation in our relation to the world? If representation is at the center of our existence, could it not, as a consequence, drag us into idolatry ? We would like this conference to be open to everyone: scholars, young academics / researchers as well as students and everyone interested in the question of representation. This international colloquium entitled “Representation and Otherness. Aesthetics and Epistemology from Emmanuel Levinas,” Toulouse 7-9 July 2015, it wanted to be open to everyone: professionals, young researchers but also students and listeners interested in the question of representation. The author of this study intends to support the thesis, tips and answers presented in this test. My text is in fact the necessity biased. Do not respond to all issues and problems of the international philosophical colloquium. It’s just a comment to this event, does not pretend to summarize the entire test, but the author believes the reader will find here new issues in the works of Levinas. In addition but to the main Levinas’s work “Totality and Infinity”, in this regard, it is especially very constructive work “Reality and its name”, in which Levinas criticizes destruction (demolition) of the representation, he analyzes strategy of the exposure for the presence of neighbor, firmly describes modality, doom-nakedness of the human situation of today.

  1. Recognition in the representation

The substantive “presence” is rarely used by Levinas. It ‘s was by other than him in the context of the first translations of Heidegger. Dasein was then translated by the presence, in particular in the partial translation of Being and Time by Rudolph Bohm and Alphonsus Waelhens. We find a trace of it in Jaspers, Gabriel Marcel or in the first writings of Paul Ricoeur. For Levinas, it is the existent, which, for example in “From the existence to the existent,” takes the place of presence. With “present” and “representation”, the presence plays a role which, by comparison, to appreciate what it is the representation for Levinas, in counterpoint to that he develop in “Totality and Infinity” and in “The reality and its shadow.”

The ambiguity between being and the thetic consciousness by Emmanuel Levinas is sought here explicitly. “The being is the ‘thematizable’ par excellence, proposable and thetic.” Why use a Husserlian concept to talk about the issue of being? The Levinas’s strategy is subtle: a) He does not say as was the case of Heidegger ones when the concept of truth related to worry for the accuracy, correction and vision, the process of unveiling (Aletheia) loses his privilege. On the contrary: the realm of being itself had its origin in a contemplation, in a vision. It is the ‘same’ that “will engage the subject of representation”;       b) intentionality plays a decisive role in the thinking of Levinas, since it accomplishes, beyond-famous report to the noesis-Noeme, thought as a paradox: while endorsing the primacy of the subject-object correlation, it finally to show its closing, that is to say its proper submission to the game of being. Intentionality carries the countless horizons of its implications and is thinking it is infinitely more ‘things’ than ‘object’ that is its purpose or where it fixed. That is why it causes the destruction of the representation; c) for intentionality can break its submission to the game of being, that is to say the diving of the mythical destiny is continually inside of the essence, we must disenchant phenomenology itself. The “reduction” in the sense levinasien will be the synonym of this disenchantment (Marchelo Fabri). She’ll wake up the subject from his effacement  by the presence, but paradoxaly, she will plunge this same subject in a “life that makes sense”, that is to say, she will teach him the true meaning of the representation that is not ontological but ethical ones.

Let’s start with the representation. „What is Now is not the present. What we are show now, it has already disappeared when it is shown,” Georg Wilhelm Friedrich Hegel wrote that once day. In the representation we are facing, which in German means: Vorstellung. The present can not be “represented” because there is not an abstraction from now. What this is indeed the present, always articulated to the past and the future, protention or retention? It is the time of the origin, originating gushing (in German Usprung). This primordial bond opens a place of presence. With him, it’s time that unites and separates rather than is speaking, Hegel said. “Neither the place where I am present nor the present or I have a place, wrote Henri Maldiney, are places to rent for the spectacle of the universe.” (MaldineyHenri (2012): Regard, parole, espace. Vol. établi par Christian Chaput. -. ParisCerf, p.333). Emmanuel Levinas not seek to deny deformalize the Hegelian abstraction of now to find an original present every time again. But he finds himself quite in the position of being, that is “present to” somebody, or something like an address, or a solicitation. Be present, that is enunciate his presence as “Here I am.” This is the immediate ethical way: be present, that is by presenting answer. Is there Levinas has provided a critique of representation from the original present? Is there even was a discredit of representation, a suspicion in respect of him? These questions will accompany us here. Does this present time only le temps de l’origine that the damage to his neighbor is … However, we borders, hence should not be kidnapped present time. Here springs up again Lévinas’s “Me Voici”. I am indebted to the neighbor, he anticipates me his fate, and I am I’m a lesser, a small opening new perspectives in the world only. Representation manifests modality of the offering, that of becoming of the free thoughts is, for speculative intellectual authorities. But ‘the same’ representation has exposed a different modality, the gift of self. And it must be taken and assigned, because it is already the sense of immanence, we find one in the thought of Levinas.

This primacy of the same was Socrates’s teaching: to receive nothing of the Other but what is in me, as though from all eternity I was in possession of what comes to me from the outside- to receive nothing, or to be free, Emmanuel Levinas has written in “Totality and Infinity.” ( I quote in my article the work of E. Levinas, Totalite et Infini, for English translating Alphonso Lingis, Totality and Infinity, DUQUESNE UNIVERSITY PRESS PITTSBURGH, PENNSYLVANIA 2011, see p.43) In subordinating every relation with existents to the relation with Being the Heideggerian ontology affirms the primacy of freedom over ethics. But we are interested in the first line of ethics. Levinas draws attention of ours to the representation, and what about representation the thinker writes:”Representation is pure spontaneity, though prior to all activity/…/Representation is a pure present. The positing of a pure present without even tangential ties with time is the marvel of representation. It is a void of time, interpreted as eternity. ” (Totality and Infinity translated Alphonso Lingis, p. 125) The total freedom of the same in representation has a positive condition in the other that is not something represented, but is the Other/…/ in representation the I precisely loses its opposition to its object; the opposition fades, bringing out the identity of the I despite the multiplicity of its objects, that is, precisely the unalterable character of the I/…/To represent is not only to render present “anew”; it is to reduce to the present an actual perception which flows on. To represent is not to reduce a past fact to an actual image but to reduce to the instantaneousness of thought everything that seems independent of it; it is in this that representation is constitutive. ”(there, p. 126-127)

“The representation does not, certainly, the original report with the being. However, it is privileged; precisely as the opportunity to recall the separation of the same(du Moi),” Levinas wrote. (Emmanuel Levinas, Totalité et infini, Den Haag: Martinus Nijhoff, 1961, Livre de poche; TI 1961/1974, I evokes here the first copies of this great work, I will henceforth quoted him as TI 39-40)” Total freedom of the same in the representation has a positive condition in the Other who is not a represented, but the Other. “(TI 132) “Representation is conditioned. Its transcendental pretension is constantly belied by the life that is already implanted in the being representation claims to constitute,(There, p.169) We have defined representation as a determination of the other by the same, without the same being determined by the other…To represent to oneself that from which I live would be equivalent to remaining exterior to the elements in which I am steeped. But if I cannot quit the space in which I am steeped, with a dwelling I can but approach these elements, possess things. I can indeed recollect myself in the midst of my life, which is life from. . . the recollection which draws me out of submergence, is not a simple echo of possession. We may not see in it the counterpart of presence to things, as though the possession of things, as a presence to them, dialec-tically contained the withdrawal from them. This withdrawal implies a new event; I must have been in relation with something I do not live from. This event is the relation with the Other who welcomes me in the Home, the discreet presence of the Feminine, Levinas wrote”(There, p. 170)

“The representation is conditioned. His transcendental pretention is constantly dementia by the life of already implanted in the claims to be the representation form. But the representation pretend afterwards (in niewczasie) substitute a reality in this life, to constitute the same reality. One must be able to account for the separation, conditioning constituent accomplished by representation…”(TI 183) Be present, that is enunciate her presence as “Here I am.” This is the immediate ethical way: be present, that is by presenting answer. Is there Levinas has provided a critique of representation from the original present? Is there even was a discredit of representation, a suspicion in respect of him? We do not know yet. Note on total freedom of the same (du Meme) on the representation. „La relation metaphysique (avec l’alterite d’autrui) ne saurait etre a proprement parler une representation, car l’Autre s’y dissoudrait dans le Meme, Levinas wrote”(TI, Den Haag: Martinus Nijhoff, 1961, Livre de poche, 27) The face-to-face with others, that is to say the interlocutory report to other that speaks to me and I talk to him, it differs from representational report to other to him I speak about. The interlocutory report to other contains two kinds of speech: 1 / the word addressed from another to me, and 2 / the word addressed from me to another.

For Levinas responsibility that is the imposible indifference imposible towards one’s neighbor (Totalite et infini, p. 219) The Other is given me as well as his speech. Understand speech of other starting of the representation of other. We have to hear the word of other starting of the reception of other as such. The Other who speaks to me does not deny to himself, but he makes me sense of his speech-discourse, he asks me to understand himself otherwise I understand my part, on my own. The face-to-face with other is incompatible with the representation of other, to the extent when these two reports can not coexist simultaneously on the same time. But there is “the opposition between representation and otherness of other according Levinas. The face-to-face with other is ‘irreducible to the representation of other’ (TI 224) as the “determination of the Other by the Same” (TI 184) “The representation derives its freedom from the world that nourishes her, from the relationship essentially moral- to the Other. Morality is not added to the concerns of the self(du moi), in order to subordinate or to judge- morality makes it in question, she has a distance to the self, the self itself “(TI 186) we ask here: does the present time is only as an initial time, “le temps de l’origine” ( an expression in French by Levinas), this time isn’t like a damage to the neighbor?  We begin by recalling that the presence and representation derived their sense of their relation to the present. Being oneself, with others, among things are trios existential (after Sein und Zeit). Levinas’ expression to be present for the other, that existential detaches from the other two, he reunite the self and the present, not the verb tense, but the total availability, the primary response, the call. Be present, for Levinas, it’s always answer: “Here I am” (I’m here). So, we need notice the richness over time “asymmetric relationships” with neighbor (the concept of Levinas). When man truly approaches the Other, he is uprooted from history. This is a great thing.

  1. Recognize yourself

Being is based on making proposals. With the suspended, sensitive we open horizons of the relationship before subjectivity. Our aim is, however, reveals the truth in representation. With the lack of time we skip here Levinas analysis of its important work “About the escape” and “From the existance to the existent.” What else in his principal work Levinas writes about it: “Critique does not reduce the other to the same as does ontology, but calls into question the exercise of the same. A calling into question of the same- which cannot occur within the egoist spontaneity of the same—is brought about by the other. We name this calling into question of my spontaneity by the presence of the Other ethics. The strangeness of the Other, his irreducibility to the I, to my thoughts and my possessions, is precisely accomplished as a calling into question of my spontaneity, as ethics. Metaphysics, transcendence, the welcoming of the other by the same, of the Other by me, is concretely produced as the calling into question of the same by the other, that is, as the ethics that accomplishes the critical essence of knowledge. And as critique precedes dogmatism, metaphysics precedes ontology.”( Totality and Infinity, Duquesne University Press Pittsburgh, Pennsyvania 2011, p.43)

What it means to be yourself, what Levinas writes about it: “To be I is, over and beyond any individuation that can be derived from a system of references, to have identity as one’s content. The I is not a being that always remains the same, but is the being whose existing consists in identifying itself, in recovering its identity throughout all that happens to it. It is the primal identity, the primordial work of identification. The I is identical in its very alterations. It represents them to itself and thinks them. The universal identity in which the heterogenous can be embraced has the ossature of a subject, of the first person.”( I quote in my article the work of E. Levinas, Totalite et Infini, for English translating Alphonso Lingis, Totality and Infinity, 36)

Taking into account the comments from the first paragraph, am I free, or whether I belong to representation, whether I am in myself encompasses both of these categories and enrich them? When man truly approaches the Other, he even is uprooted from history. We expand the boundaries of the representation here. So, Levinas writes: “The representation constitutes certainly not the original report with the being. However, it is privileged; precisely as the opportunity to recall the separation of the same “(TI 39-40)” The metaphysical relationship (with the otherness of other) can not be properly telling a representation, because the Other, he would dissolve there as in the Same “(TI, The Hague: Martinus Nijhoff, 1961. Hardback, 27).

 “The Other, the significant- he manifests in speech when speaking from the world and not from his part, he manifests by offering the world, the thematizing this world. Thematisation manifests the Other, because the proposal that poses and offers the world, does not float in the air, but it promises an answer to the one who receives this proposal and that goes to the Other, since he receives in its proposal, the possibility of querying “(TI 98)

But “the Other is neither initially nor ultimately what we grasp or what we do our theme. But the truth is neither the view nor in enter – modes of enjoyment, sensitivity and possession. She is in the absolute transcendence where the absolute exteriority is present to put in a movement, which is to take over and to decipher, at any time, the same signs that she issued.”(TI 187)

Following the Second World War we have to ask whether the concept of responsibility still makes sense and usually has a meaning once again the existence and reality of the basis of morality. So the notion of responsibility become the term-key of a general thought of otherness where the analysis of the Other occupies the largest square. To be responsible is to first consider the other, that is to say, what we must to keep attention on the Other, even before of being responsible for his actions. The sense of absolute intersubjectivity reclame new philosophical approach by Levinas. The admiration of Levinas on Husserl has always been very high, but the error of Husserl (as Levinas says) is to think the other think too partially, without trying to grasp adequately making it the specificity and the condemnation; so, there is the idea that it is possible to understand the other as an alter ego. The thesis that Levinas opposes Husserl, it is that of the existence of an infinite, a Transcendence, or an Other irreducible to any thought of the Same (Meme). The infinitely Other, that is what is not reducible to the totality. The category of otherness do not belong to the same genus of the other categories: it is not a difference in the sense that an individual is different from another. “The relationship with the other is a relationship with a Mystery.” (Le Temps and the other (1948), Paris PUF 1994, p. 63)

We do not stop at all here for the elements of the intersubjectivity according Levinas. Recall: (anxiety, desire of escape, the naussee, grief, jouissence, the insomnia, there- il y a). We leave these issues open to others. The otherness of other for understanding the Levinasian responsibility, it fully expressed in the description of the face of the other. “The manner in its present the Other exceed the idea of the other in me, we call it, in fact, face.” (E.Levinas, Totality and Infinity, p.21) Face is not ability of ability (Visage c’est non pouvoir de pouvoir, p. 211.216) Levinas thinks: The charity is imposible without love (Entre nous, p. 131). Because I’m always here, thinker finally directs us towards his prophetic thoughts toward the concept of substitution.(see, Autrement qu’etre ou au-dela de l’ essence, p.12) Other is the only being that I can want to kill (Totality and Infinity, p. 216,217). I exist as responsible for the faults of others (“j’éxiste comme responsable des fautes d’ autrui”). “The interrogative space is initially asymmetrical” (De l’ existence a l’ existant (1947) Paris, Vrin, 1988, p.175, 163) So, let’s start yourself recognize at all – this is a task for us. From otherness we should move towards the only responsibility for brother.  My single election takes this responsibility, to a measure of mother of God, which keeps on hands the dying her son. It may come from the nudity of the Pieta Michal Aniol from the Basilica of saint Peter in Rome, which of very far exceeds the plastic form of the reality of some time. Pieta externally constituted by the interior always, absence even form. What it is my only bond, it is a native obligation of ours (A l’heure des nations, Paris, Edition de Minuit 1988, p.128). We have to do everything, lest neighbor lived; so, I was not deaf to this appeal. (ibid, p.219)

  1. Mutual recognition

In  “Totality and Infinity”we read: “Calling into question of the same—which cannot occur within the egoist spontaneity of the same- is brought about by the other.”(see, E.Levinas, Calosc i nieskonczonosc. Esej o zewnetrznosci, translating Malgorzata Kowalska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, s. 31) So, one day of Emmanuel Levinas the author looked into the Bible, and there we read: Generated, not created. woman and man God created them. “So what I wanted, Lord, does not exist … The two sexes shall die, each of its rating.” (Alfred de Vigny, The wrath of Samson). But that world thought of God is, on the bible I find it. Later I came to the thought that this projection of wisdom of creation under the influence of God’s spirit is. We have to be the sons of God, Beings eminently free (see, Hans Uhr von Balthazar). E. Levinas located in the heart of his reflection the phenomenological concept of the responsibility which means the primacy of the Other in the call that he addresses me: the ethics is not based on a subjectivity that ensures itself; it is the recognition of a originally debt vis-à-vis the other. Far from being the first initiative of same ‘me’, speech is a response which raises in circle of the existence of the other.

Modern authors underline Levinas’ transition from the ethics to the language of responsibility. We have to understand speech of other. Levinas opens the horizon of sense and language – “say is joining others (Otherwise, p. 80) We have to hear the word of other, not receive the others as such. Others who speak to me, he gives me a sense of his speech, which asks me to hear otherwise I understand my part. At the colloquium was talking about the redefinition of the concept of representation from different trios Elements of representation: the “enjoyment”, “home” and “speech”, about the critical essence of representation which “goes beyond its origin” (TI 81) to question the self-same s’ accomplished by the questioning of the Same by the Other. Someone say about the linguistic fight, of a criticism of something, which is a representation. Presented there the redefinition of the concept of truth from these trios aspects of representation. The truth is in 1 / speech of others that challenges my part of understanding and thematizes the “given”; 2 / in the word of me (“pretension”) to justify to others. Now the responsibility is “impossible indifference” towards one’s neighbor (see, Totalite et infini, p. 219)  In this context, the question was about the need to save the representation in order to disenchant her for the neighbor. Levinas directs toward invisibility, individuality, rapprochement not personal, unsubjekt and objekt at the same time. Let’s try shine for one’s neighbor (resplendir, very beautiful word in the dictionary Levinas). In such a situation, we would see only a fully positive challenge by Lévinas: “Me Voici.” Representation manifests modality in an offering, that is, of becoming free of thoughts, speculative intellectual authorities. But the same representation has exposed a different modality, the gift of self. And it must be taken and assigned, because it is already the sense of immanence, we find that in thought of Levinas.

Summary:

Intentionality carries the countless horizons of its implications. Intentionality according Emmanuel Levinas can break its submission to the game of being, that is to say the diving of the mythical destiny is continually inside of the essence. So, we must as well disenchant phenomenology as ethics itself.  Pralogical participation leads to the secularization of being, it suggests a fracture of totality, but in return logical connections presupposes above all the world thematisation. The conflict with the world is representation. Levinas is faithful to an abstraction … more aesthetic image of things. So, to help rebuild the social bond, their structure and the anchoring in the situation of the world, that is a work of the author and his suggestion for the people of our generation. Levinas’ expression “to be present” for the other, that existential detaches from the other two, he reunite the self and the present, not the verb tense, but the total availability, the primary response, the call of neigbor. Be present, for Levinas, it’s always answer: “Here I am” (I’m here). So, we need notice the richness over time “asymmetric relationships” with the others.

Na uwielbienie Odkupiciela

Modlitwa na wakacje—Skierowalem sie jeszcze raz do Paryza, aby wyrazac stolice mojej krainy serca. W czasie filozoficznych posiedzen moglem otworzyc biblie, w ktorem znalazlem tekst wyznaczony na najbliższa niedzielę. Z Ewangelii według św. Marka. „Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: “Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.” (Mk 6, 30-34) Trzeba nam kaplanow na miare swietego Szymona z Lipnicy, rozmodlonych i pelnych pasterskiej milosci.” Serce mojego Jezusa, zbaw mnie. Serce nojego Stwórcy, wydoskonalaj mnie. Serce mojego Zbawcy, uwolnij mnie. Serce mojego Sedziego, wybaczaj mi. Serce mojego Ojca, rzadz mna. Serce mojej Oblubienicy, kochaj mnie. Serce mojego Mistrza, poruszaj mnie. Serce mojego króla, wloz mi korone. Serce mojego dobroczyncy, wzbogacaj mnie. Serce mojego pasterza, strzez mnie. Serce mojego przyjaciela, piescij mnie. Serce Jezusa umierajacego na krzyzu, módl sie za mnie. Serce Jezusa, pozdrawiam Cie we wszystkich twoich etapach, momentach. Ofiaruj sie mi. Amen” (Malgorzata-Maria Alacoque) Nieskonczenie czysty Boze! Splendor chwaly Ojca, niech ten dzien przejdzie w radosci (sw. Ambrozy). Zebym nie zgubil Jezusa posród radosci i sukcesow swiata, wsrod splendorow tego stulecia, żebym Cie ustrzegl z troska, niech postapie na mojej drodze (route). Teraz ja ofiaruje sie mocy Boga, zeby ona mnie prowadzila. Chrystus (jest) przede mna, za mna. O Boze odwrocic sie od Ciebie, to jest upasc! Ja czuje, ze do Ciebie trzeba mi powrocic. Bylem martwy dla siebie samego, choc nie zylem bez zycia we mnie. Az wreszcie w Tobie ozylem. Spraw Ojcze, zebym Cie poznal. Prawdo, swiatlosci mojego ciala. Zebym Cie szukal, na ile tylko moge… Jestem grzesznikiem, ale jestes Tym, ktory przebacza! Jestem słabym wobec pokus, ale jestes wspolczujacy, litosciwy. Jestem w ciemnosciach błedu, ale Ty jestes Swiatłem Wybaczenia! O Ty, Boze zyczliwy, przychylny, przebacz moje grzechy, czyn akord z Twoich darów dla mnie, badz pobłazliwy w obliczu moich wad, badz mi a nawet cieniem, zanurz mnie w fontannie Twojej cierpliwosci, uzdrów mnie z wszelkiego cierpienia i choroby. Powiem oczysc mnie i uzgodnij mnie dla uswiecenia. Pozwól mi uczestniczyc w wylaniu Twojej Swietosci, azeby moj klopot i moj smutek rozproszyl sie, zniknal na zawsze. Niech jedyna beznadzieja oraz brak nadziei zamienia sie w radosc i zaufanie, niech odwaga zastapi niepokoj. Po prawdzie, Ty jestes Tym, ktory przebacza, Wspólczujacym. Ty jestes wspanialomyslny, najukochanszy. Bylem martwy dla siebie samego. Ale w tobie ozyłem!  Zebym Cie poznał. Prawdo, swiatłosci mojego ciała (sw. Augustyn). Spraw Ojcze, żebym Cie szukał, na ile tylko moge. O Panie, Ojcze bardzo dobry,  Boże wszystkomogacy! Panie dobroci! Stworzyles ludzkosc z tej samej substancji. Zcementuj serca razem. Twoje rece uczyniły mnie. Rankiem wznosze moje oczy do Ciebie. Uwolnij mnie z kary i niemocy, przygnebienia, apatii, tesknoty. Ofiarujemy Ci swiat  jakim jestesmy. Ty królowales kiedy nie bylo jeszcze gór, az ludzie zapragneli mowic jezykiem bogów. Panie milosci, nie idz tak szybko. Jasnosc zawsze blyszczaca. Boze rodzacy sie, Boże Dziecino, Boże umierajacy dla naszej slabosci, zbaw nas. Kieruj nas na scieżyne prosta. Wspieraj uwage mojego ducha. Prowadz mnie, słodkie swiatlo, uprzedzaj mnie i pomagaj mi. Trójco nadistotna! Wieczni triumwirzy niebios! Pozwól mi strzec mnie, wpatrywac sie w Ciebie! Objales mnie na Ostatniej Wieczerzy, Janowa generacje. Synu Boga żywego. Twoje imie, jak ono blyszczy pod moim dachem. Spiewam glosem lwa twoja chwale. Dusza medytuje w ogrodzie twej slawy. Ty jestes spiewem cudownym, jeszcze nie zaczałem, a Ty juz byłes… O Ty z poza wszystkiego, trzymaj mnie. Zabierz mnie. Otwórz mi usta. Jestem biedny w moim bogactwie. Jakkolwiek bylbys unikatowy, jestes Panem mojego zbawienia. Jestes piekny Boze, badz uwazny na moja modlitwe. Dobry Jezu, z racji na rany twe, glebie milosierdzia i zaslug… Chryste, z uwarunkowania boskiego za mnies cierpial, aby pokazac mi droge, abysmy szli po sladach. Przez Jezusowe cierpienia jestesmy uzdrowieni. „Nawet gdyby nie bylo nieba ani piekla, kochalbym Cie dla twoich ran, Jezu.” Milosc, jaka mam dla Ciebie nie potrzebowala nadziei (sw. Teresa z Avila)  O krzyzu, czułosci ogromna. Jestes drzewem zycia, zdazamy pod twoj ołtarz, po schodach łaski. Jezu „ukrzyzuj mnie tak, na ile Ci sie to podoba.”(sw. Bernardeta Soubirus). Wspomnij mnie, strzez mnie Jezu. Niech krzyz bedzie zywy we mnie. Zebym zył w protekcji mojego Boga. Bo jestem bardziej biedny jak osoba. Niech rosnie moja milosc pod szyldem wiary w umeczonego Boga. Zyje u stop krucifixum, wszystko niech bedzie w Tobie, Jezu. Znalazłem sie u zrodła, przydaj Ojcze w chwilach kiedy jestesmy pochłonieci codziennoscia- dobrego trawienia. Nasz Ojcze niebieski, nasza prawdziwa sciezyno do nieba… Niech całe chrzescijanstwo zakwitnie łaska. Mój Boze, kontynuuj pracę, Panie nasz Boze. Otwórz usta grzeszników; naucz, rzadz naszym zyciem. O wspaniały Boze, ucz nas rozpoznac wszem droge, odnow w mojej piersi ducha prawego, konsoliduj niepewnosci mojego rozumienia rzeczy. Zebysmy strzezeni byli przez twojego ducha dobrego, zebysmy byli godni wypelnic twoje przykazania, przypominac nieustannie chwalebna obecnosc, ktora sonduje czyny ludzkie, bysmy nie wpadli w zasadzki przyjemnosci skorumpowanego tego swiata. W fontannie krystalicznej wody pozwoliles mi widziec nagle oczy, ktore odtad bez konca szukam. Panie Boże, mój ukochany! Pierwsze skutki laski już adoruję. Przydaj nam sily pragnienia uzywania bogactw przyszlych. Ty jestes blogoslawiony i chwalony przez obecnosc we wszystkich swoich swietych z wiekow, na wieki wieków . Jeszcze raz zabierz mnie na koniec swiata. Podaruj mi dzien, by przezyc to co najwazniejsze dla zycia. Ojcze, Tobie sie oddaję, wreszcie przez przyczyne Maryi. O suwerenna matko Boga, swiatynio Trójcy, w Tobie wszak jednosc czlowieczenstwa i boskosci. Amen. (ksiadz stanislaw Barszczak)