Mistrz kontrowersji

Rudiger Safranski (ur. 1945), szwajcarski pisarz i filozof, w ksiązce „Nietzsche. Biografia myśli „przedstawia najbardziej kontrowersyjną postać europejskiej myśli filozoficznej przełomu XIX i XX wieku. Autor śledzi proces myślenia Nietzschego i jego ścisły związek z codziennym życiem. „Schopenhauer. Dzikie czasy filozofii”, kolejna książka Rüdigera Safranskiego łączy zalety klasycznej biografii i oryginalnego wprowadzenia w myśl Schopenhauera, jej narodziny i rozwój. Autor kreśli w niej portret człowieka i filozofa pełnego sprzeciwu. Ten płodny niemiecki autor filozoficznych i literackich biografii i monografii podejmuje w innej pracy pt. „Zło. Dramat wolności” śmiały zamiar opisania zła jako neodłącznego atrybutu wolności. W tym obszernym historyczno-filozoficznym eseju autor szkicuje węzłowe momenty pojmowania zła – od pradawnych mitów poprzez między innymi starożytnych, Augustyna czy idealizm niemiecki po Hitlera i egzystencjalizm. Doświadczenie zła nie daje się bezpośrednio uchwycić, jest proteuszowe, rozmywa się w pozamoralne kategorie jak interes, służba idei czy inne wytłumaczenia czynów uchodzących za złe. Wytłumaczenie – z definicji niewytłumaczalnego – czystego zła nie jest zamiarem Rudigera Safranskiego. Zamierza on się „przedrzeć” przez gąszcz rozmaitych doświadczeń i możliwie z bliska je oświetlić. Nie pisze jednak historii naturalnej zła, a związawszy zło z wolnością jako jej konsekwencję, nadaje mu głębszy, spekulatywny sens. W kazdej chwili wybierać muszę. Wybrałem przed laty Boga, ale czy dobrze zrobiłem, powstaje retoryczne pytanie. Wpierw jeszcze o Bogu, bo to jemu słuzę. W Bibliotece siedzieli ksiądz Montanelli i Artur:
„-Ojcze, wiesz dobrze, że ci ufam! Istnieją jednak rzeczy, o których mówić nie można z nikim. Ja…miałem wrażenie, że nikt mi pomóc nie zdoła…ani nawet ty, ani matka; muszę otrzymać odpowiedź wprost od Boga. Widzisz przecie, że chodzi tu o całe moje życie, o duszę. Montanelli odwrócił się i wlepił oczy w osłonięte cieniem gałęzie magnolii. Zmierzch wieczorny był już teraz tak gęsty, że twarz księdza miała wyraz upiorny, niby oblicze czarnego ducha wśród czarniejszych jeszcze gałęzi.
 
– A potem? – spytał powoli.
 
– A potem…ona umarła. Wiesz, że ostatnie trzy noce czuwałem przy niej…Urwał i zamilkł na chwilę, lecz Montanelli siedział bez ruchu, nie przerywając milczenia.
 
– Przez całe dwa dni przed pogrzebem – począł znów Artur głosem znacznie cichszym – nie mogłem myśleć o niczym. A potem…po pogrzebie zachorowałem. Pamiętasz, ojcze, że nie mogłem pójść do spowiedzi.
 
– Tak, pamiętam. – Otóż w nocy wstałem i poszedłem do pokoju matki. Był zupełnie pusty i tylko wielki krucyfiks stał w alkowie. Przyszło mi na myśl, że może teraz Bóg mi pomoże. Ukląkłem i czekałem…całą noc. A rano, gdy oprzytomniałem…Ojcze, to się na nic nie zda…ja tego wytłumaczyć nie potrafię. Nie potrafię ci powiedzieć, co widziałem…sam dobrze nie wiem. Ale to wiem, że Bóg mi odpowiedział i nie śmiem być mu nieposłuszny. Chwilę siedzieli w mroku milcząc. Następnie Montanelli odwrócił się i położył rękę na ramieniu Artura. (…)”
(zob. Ethel Lilian Voynich, Szerszeń) Po tym przykładzie raz jeszcze powracam do Rudigera Safranskiego i jego mysli: „Tajemnicze jest to, do czego ma się dystans(…) Tylko ten, kto potrafi nad sobą panować, uczy się szacunku wobec samego siebie (…) Trzeba uzyskać władzę nad swoim własnym życiem.” Niech te kilka zdań jednak nie skończą dyskusji nad obecnym chrześcijańskim losem człowieczym.

 

W cieniu Częstochowy Olsztyńska legedna

Stanisław Barszczak— tego dnia śni mi się Polska dumna i piękna jak nigdy—

W tym tygodniu powróciłem do „Siódmego krzyża.” Akcja tej powieści Anny Seghers toczy się w Niemczech jesienią roku 1936. Główny bohater, Georg Heisler, wraz z sześcioma innymi więźniami ucieka z obozu koncentracyjnego Westhofen. Komendant obozu przysięga, że w ciągu tygodnia zbiegowie zostaną złapani, postawieni pod krzyżami z drewna i poddani torturom. Mijają dnie, pod sześcioma krzyżami tkwią odnalezieni więźniowie, lecz siódmy krzyż, ten przeznaczony dla Georga, wciąż stoi pusty…To dramatyczna, bardzo dobrze skomponowana, a zarazem pięknie napisana powieść o przeżyciach mężczyzny, który ucieka przed pościgiem i szuka pomocy u dawnych znajomych i u przygodnie spotkanych ludzi. A oto przewodnie mysli tej pięknej ksiązki.”Są rzeczy na świecie, które można zmienić. I takie których zmienić nie można. (…) Ty nie umiesz nic znieść. A teraz są takie rzeczy, które musi się wytrzymać. One i tak miną. – Każdy robi tak, jak go matka nauczyła. – W każdej chwili gotów jest umrzeć tak, jak wprawdzie nie zawsze żył ale zawsze pragnął żyć: odważnie i spokojnie. – Każdy człowiek, przed którym wyłania się groźba nieszczęścia, sięga do żelaznych rezerw, które w nim tkwią. Dla jednego tą żelazną rezerwą może być jego idea, dla drugiego wiara, trzeci myśli wyłącznie o swej rodzinie. Niektórzy nie mają nic. Nie mają żadnej żelaznej rezerwy i jest w nich pustka. Zewnętrzne życie ze wszystkimi swymi okropnościami może wedrzeć się do ich wnętrza i wypełnić je po brzegi. – Jeśli człowiek skazany jest na czekanie, na prawdziwe czekanie, które ma zdecydować o życiu lub śmierci, o którym nie wie się z góry, jaki obrót weźmie i jak długo potrwa, godziny czy dnie, wówczas człowiek ucieka się do najdziwniejszych środków, aby zwalczyć czas. Stara się chwytać minuty i zabijać je, wznosi przeciw czasowi rodzaj tamy, ciągle usiłuje zatykać szpary w tej tamie, nawet wtedy, gdy czas przewala się już nad nią. – Jeśli człowiek słabnie z bicia i choruje z bezsenności, wtedy traci bystrość umysłu. Wówczas najprzebieglejszy staje się otępiały i głupi.” Chciałbym w mym życiu ukazać nasze konflikty wewnętrzne: choć teraz nie pragniemy mówić o walce sumienia z lękiem, wahaniu: pomóc – nie pomóc? Niektórzy pomogliby, ale boją się… tortur dzisiaj, kary… Przykładem takiego zastraszonego człowieka jest stary tapeciarz, który martwi się, że Georg Heisler zapuka do jego drzwi:”- Żeby tylko nie przyszedł. Jeśli przyjdzie, jesteśmy tak czy owak zgubieni. – Dlaczego tak czy owak, ojcze? – Że też ty tego nie pojmujesz. Wyobraź sobie, przychodzi, daję mu znak, ostrzeżenie, co się stanie wtedy ze mną, z nami? A teraz wyobraź sobie, przychodzi, widzę, jak nadchodzi, ale nie daję mu żadnego znaku. Nie jest przecież moim synem, jest mi obcy, gorzej niż obcy. Więc nie daję mu żadnego znaku i wtedy łapią go. Czy tak można?” Takie i inne refleksje towarzyszą mojemu obecnemu zyciu, szczególnie kiedy spaceruję lub podróżuję rowerem po Olsztyńskim rynku… „Kiedy po raz pierwszy prowadziła mnie po Kazimierzu moja duża piękna przyjaciółka, nie rozglądałam się po widokach, pochłonięta dziwnością samej drogi. Dziwność polegała na tym, że – skoro tylko opuściłyśmy Rynek – drogi właściwie już wcale nie było. Szło się bez niczyjego sprzeciwu podwórkami, między ścianą a ścianą, po kładkach, śmietnikach, tu przez strumień, ówdzie pod ruchomą żerdzią płota, bruzdą, polem, sadem, cudzą zagrodą. Przyjaciółka odsuwała dzieci, kozy, unosiła w górę lub przydeptywała druty kolczaste, czarowała psy. Ludzie wyglądali zza niziutkich okien, odprostowywali grzbiety i patrzyli obojętnie, jak idziemy pośrodku ich życia, “pisała o Sandomierzu Maria Kuncewiczowa. Dla mnie Olsztyn, to Kazimierz Marii Kuncewiczowej, miasteczko sportowców i artystów… „Miasteczko czarowne, bo się poczęło z miłości. Z miłości króla do ubogiej Żydóweczki, Estery. Miasteczko magiczne, bo każdy, kto w nim choć trochę pomieszka, zaczyna czuć w sobie królewską żądzę tworzenia. – Ach, malować! ach, pisać! ach, kochać… – wzdychają młodzi i starzy, patrząc w nocy na ruiny zamku prześwietlone księżycem.” „Księżyc, wydźwignąwszy się z brzeziny, był z początku ciężki i gorący, rozjarzył pół nieba, w twarze ział czerwonym blaskiem(…) Przestaliśmy troszczyć się oń, zagapieni w księżycowy pożar.”

helle Karte polnische Geschichte für immer

Stanisław Barszczak—Polen ist stolz Einsiedler Mönch heiliger Paul heute—

Wie kurz das Leben ist, merken die meisten Menschen erst, wenn es zu spät ist. Was bleibt? Worauf es wirklich ankommt. Es geht hier nicht um berühmte Tote, um Politiker, Sänger, Nobelpreisträger, deren Nachrufe überall in den Medien zu lesen sind. Es geht um Nachrufe auf normale Menschen, die mit 98 oder schon mit 18 gestorben sind, die Bombenhagel oder nicht einmal den Mauerfall erlebt haben, die in Moskau, Danzig oder Anatolien geboren wurden. Nachrufe-Schreiber: Das ist ein Job, der zum Nachdenken über Leben und Tod anregt, ein Job, der den Autor selbst verändern kann. Vor 21 Jahren habe ich mit den Nachrufen angefangen. Darin reflektiere ich als der studierte Philosoph auf leicht lesbare Weise über das, was uns im Leben wichtig sein sollte, ich flaniere durch mein eigenes Denken, webt Ausschnitte aus Nachrufen ein und stelle ich dem Leser viele Fragen: Mit wem möchten Sie die letzte Stunde Ihres Lebens verbringen? Welche Erinnerungen sollen Ihre Liebsten von Ihnen bewahren? Wen haben Sie heute glücklich gemacht? Denn was ein Nachrufe-Autor täglich erfährt, das verdrängen die meisten anderen Menschen: „Wie kurz das Leben ist, fällt den meisten erst viel zu spät auf“, schreibt Gregor Eisenhauer. Und manchem fällt auch erst nach dem Tod eines Familienmitglieds oder Ehemanns auf, wie wenig sie eigentlich über ihn wissen. Jeder Autor gibt seinem Text einen eigenen Ton. „Da ist eine eigene literarische Gattung entstanden“, findet Eisenhauer. „Das größte Tabu ist der Alkoholismus“, hat Tatjana Wulfert festgestellt. Ich werde über all die Sinn- und Lebensfragen sprechen, die aus der häufigen Konfrontation mit dem Tod und der Trauer erwachsen. Ich wachse in der Nähe von Tschenstochau, der Charme dieses Ortes trage immer in meinem Herzen als Pole und Katholik. In Czestochowa steigt Jasna Góra (deutsch: Klarenberg oder Heller Berg, lateinisch: Clarus Mons) der ist einer der bedeutendsten Wallfahrtsorte der römisch-katholischen Kirche inmitten der Stadt Częstochowa (Tschenstochau) in der Woiwodschaft Schlesien. Hier befindet sich im Paulinerkloster mit der wundertätigen Ikone der Schwarzen Madonna von Tschenstochau (der sogenannten Königin Polens) das größte Marienheiligtum Mitteleuropas, das zugleich das wertvollste Nationalheiligtum der Polen. Paulus von Theben (geborene angeblich 228; und gestorbene angeblich 341) ist ein christlicher Heiliger und nach der Legende erster ägyptischer Einsiedler und Wüstenvater, daher auch Heiliger Paulus der erste Einsiedler genannt. Sein Festtag ist der 10. (katholisch) bzw. der 15. Januar (orthodox). Er ist Schutzheiliger der Korb- und Mattenflechter. In der Kloster lebt eine Gemeinschaft von rund 70 Mönchen – von Menschen unterschiedlichen Alters, verschiedener Herkunft und mit je eigenen Begabungen. Die Aufgaben und Dienste, die die Mönche für Kloster und Welt wahrnehmen, dienen nach der Weisung des heiligen Benedikt dem einen Ziel: „dass in allem Gott verherrlicht werde.“ Aber vor allem erkennen sie die Herrschaft seines Gründers. Der katholische Gedenktag des Heiligen ist der 10. Januar. Manche Anhänger der Bauernregeln glauben folgende Wetterregeln:”Ist der Paulustag gelinde, gibt’s im Frühjahr raue Winde. An Paulus Einsiedel Sonnenschein, bringt viel Korn und wenig Wein.” Biographen informieren: Paulus wurde angeblich im Jahr 228 als Sohn wohlhabender christlicher Eltern in Ägypten geboren und ging nach dem Tod der Eltern und Erbstreitigkeiten mit seinem Bruder während der Christenverfolgungen unter Decius (249/50) als erster christlicher Einsiedler und Anachoret in die ägyptische Wüste. Dort lebte er jahrzehntelang alleine, von einer Quelle, einer Palme und einem Raben, der ihm täglich ein halbes Brot brachte, versorgt. Als er 113 Jahre alt war, wurde er kurz vor seinem Tod von dem damals 90-jährigen Antonius (Antonius der Große, 251–356) aufgesucht, dem in einer Vision die Existenz dieses benachbarten älteren Einsiedlers offenbart wurde, der ihm auf dem Weg in die Wüste vorausging. Nach dem Tod des Paulus habe Antonius mit Hilfe zweier Löwen ein Grab für den heiligen Paulus ausgehoben. Leben von heiligen Paul der Einsiedler und der Jasna Gora in Czestochowa, das letzte Stück der polnischen Geschichte für immer ist.

movies that I recommend to you

 

Letters from Colonel Marlowe—

‘The Horse Soldiers’ is a 1959 drama film set in Mississippi during the American Civil War.
The film was loosely based on Harold Sinclair’s 1956 novel of the same name. So, in April 1863, Colonel Benjamin Grierson led 1700 Illinois and Iowa soldiers from LaGrange, Tennessee to Baton Rouge, Louisiana, through several hundred miles of enemy territory, destroying Confederate railroad and supply lines between Newton’s Station and Vicksburg, Mississippi. The mission was part of the Union Army’s successful Vicksburg campaign to gain control over boat traffic on the Mississippi River, culminating in the Battle of Vicksburg. Grierson’s destruction of Confederate-controlled rail links and supplies played an important role in disrupting Confederate General John C. Pemberton’s strategies and troop deployments. Union General William Tecumseh Sherman reportedly described Grierson’s daring mission as “the most brilliant of the war”.
A Union cavalry brigade led by Colonel John Marlowe (John Wayne)—a railroad engineer in civilian life—is sent on a raid behind Confederate lines to destroy a railroad and supply depot at Newton Station. Major Henry Kendall (William Holden), a regimental surgeon who is torn between duty and the horror of war, is constantly at odds with Marlowe.
While the unit rests at Greenbriar Plantation, Miss Hannah Hunter (Constance Towers), the plantation’s mistress, and her slave, Lukey (Althea Gibson) eavesdrop on a staff meeting as Marlowe discusses his battle strategy. To protect the secrecy of the mission, Marlowe is forced to take the two women with him. Initially hostile to her Yankee captor, Miss Hunter gradually warms to him. In addition to Kendall and Miss Hunter, Marlowe also must contend with Col. Phil Secord (Willis Bouchey), who continually second-guesses Marlowe’s orders and command decisions.
Several battles ensue, including a fire fight during which Lukey is killed, and a skirmish with boy cadets from a local military school (based on the actual Battle of New Market). After destroying the crucial supply line, and with Confederate forces in pursuit, the brigade reaches a bridge that must be stormed in order to access the Union lines. Marlowe’s men rig it with explosive charges, and Marlowe bids Hannah farewell. Kendall chooses to remain behind with some badly wounded men- knowing he will be captured with them- rather than leave them, defenseless, to the mercy of the Confederates. Marlowe, though wounded, lights the fuse and leads his troops across the bridge before it is destroyed, halting the Confederate advance. Their mission accomplished, he and his brigade continue on toward Baton Rouge.

And here are some quotes from this story: “They’ll catch up to you and cut you to pieces, you nameless, fatherless scum. I just wish I could be there to see it.”
Colonel John Marlowe: If it happens, Miss Hunter, you will be. —
Major Kendall: Look here, colonel, I didn’t ask to be assigned to this mission—
Col. John Marlowe: You’ve read the whole book, haven’t you? —
Col. John Marlowe: Kirby, you tangle with me, I’ll have your hide.
Sgt. Maj. Kirby: You’re welcome to that too sir, if it’s in the line of duty. —
Now come off it Colonel, even you were born.—
Col. John Marlowe: How many men does it take to look after one lone female?
Union Soldier: We was respectful, real respectful, Colonel.
Soldier: You told us it was all right as long as we could see the top of her head.—
Gen. Ulysses S. Grant: Have you thought about how you’re going to get back?
Col. John Marlowe: Have you, sir?
Gen. Ulysses S. Grant: Well, I guess I asked for that. I just hate to think of you spending the rest of the war in Andersonville; it’s a hell-hole. —
Dunker, Yankee Soldier Amputee: Hey, lookee here, the sun, it comes up in th’ east every time, don’t it? Cpl. Wilkie: It do in Missouri.
Dunker, Yankee Soldier Amputee: Well, then if that’s th’ east, we ain’t headed north, we’re goin’ south. —” End quotations. To meet another time, my pleasure.

Another movie I recommend, you say bad, based on quotations from movie “Pearl Harbor.”(2001) Pearl Harbor is a classic tale of romance set during a war that complicates everything. It all starts when childhood friends Rafe and Danny become Army Air Corps pilots and meet Evelyn, a Navy nurse. Rafe falls head over heels and next thing you know Evelyn and Rafe are hooking up. Then Rafe volunteers to go fight in Britain and Evelyn and Danny get transferred to Pearl Harbor. While Rafe is off fighting everything gets completely whack and next thing you know everybody is in the middle of an air raid we now know as “Pearl Harbor.”
“(…) Admiral Yamamoto: I fear all we have done is to awaken a sleeping giant. —
Everybody knows about Pearl Harbor. The thing that really fascinated me is that through this tragedy there was this amazing American heroism.
Michael Bay—
Pearl Harbor was the defining event in my life. It shaped who I am, and all of my hang-ups and my drives, I think, stem from that. David Suzuki—
After the bombing of Pearl Harbor, December 7, 1941, the United States would enter, in a formal way, what had been up to that date strictly a European conflict. Marcus Garvey’s prophecy about the European scramble to maintain dominance over the whole world was now a reality. John Henrik Clarke—
The parallels between 9/11 and Pearl Harbor are striking. In each instance there were warning signs before the attack, and in each instance our government failed to connect the dots. Diane Watson—

The lesson of Pearl Harbor ought never to be forgotten, and of course the motto that came from that, 69 years ago, the war which my dad fought, was ‘Remember Pearl Harbor, never again.’ We need to keep that to mind.—
I think history is continuous. It doesn’t begin or end on Pearl Harbor Day or the day Lyndon Johnson withdraws from the presidency or on 9/11. You have to learn from the past but not be imprisoned by it. You need to take counsel of history but never be imprisoned by it. Richard Holbrooke—

My father pulled into Pearl Harbor four days after the bombing, and he said, everything was still burning. He said they never told the public how bad it was. It was really bad. John Lasseter—
Today, war of necessity is used by critics of military action to describe unavoidable response to an attack like that on Pearl Harbor that led to our prompt, official declaration of war, while they characterize as unwise wars of choice the wars in Korea, Vietnam and the current war in Iraq.” William Safire—

End quotations, to see with my reader another time, my pleasure. (essay by Stanislaw Barszczak)

Na zachodzie bez zmian

Wybieram książkę “Na zachodzie bez zmian.” Na trzydziestolecie mojego kapłaństwa ślę mojemu Czytelnikowi te kilka tekstów z powieści E.M. Remarque’a z 1929 roku; tłumaczenie – Stefan Napierski, wyd. 1996 r.—

“Cukał” nas zresztą, kto tylko chciał, i nieraz wyliśmy po prostu z wściekłości. Niektórzy z nas pochorowali się z tego. Wolf umarł nawet na zapalenie płuc. Ale sami sobie wydalibyśmy się śmieszni, gdybyśmy trwożliwie dali za wygraną. Staliśmy się twardzi, nieufni, bezlitośni, mściwi, brutalni i tak było dobrze; gdyż brak nam było tych właśnie cech. Gdyby posłano nas do okopów bez tego wyszkolenia, wtedy większość z nas oszalałaby pewnie. W ten zaś sposób byliśmy przygotowani na to, co nas czekało.
Nie załamaliśmy się, dopasowaliśmy się: nasze dwadzieścia lat, które niejedno czyniły nam tak ciężkim, były nam pomocą. Najważniejsze jednak było to, iż zbudziło się w nas mocne praktyczne poczucie wspólnoty, które potem w polu spotęgowało się do najlepszego, co wydała wojna: do koleżeństwa.
(Postać: Paweł)—
(…) ileż niedoli mogą zawierać takie dwie małe plamki, tak małe, że można je zakryć kciukiem, oczy ludzkie.
(Zobacz też: oczy)—
Jakżeż pozbawione sensu jest wszystko, co kiedykolwiek zostało napisane, uczynione, pomyślane, jeśli coś podobnego jest możliwe. Widocznie wszystko było skłamane i puste, jeśli kultura wielu tysięcy lat nie zdołała temu zapobiec, przelaniu tych strumieni krwi, istnieniu setek, tysięcy tych więzień udręki. Dopiero lazaret pokazuje, czym jest wojna.
(Opis: rozważania Pawła w lazarecie)—
Jedyną osobą, która mnie o nic nie pyta, jest moja matka. Już z ojcem jest inaczej. Chciałby, abym mu opowiadał o froncie, życzenia jego wydają mi się wzruszająco głupie, nie mam już do niego właściwego stosunku. Chciałby stale słyszeć coś nowego. Rozumiem nie wie, że coś takiego nie może być opowiedziane, rad bym uczynić mu zadość, ale niebezpiecznie jest dla mnie wyrażać te rzeczy w słowach, lękam się, czy nie rozrosną się gigantycznie, czy już można je będzie poskromić. Cóż by się z nami stało, gdybyśmy sobie uświadomili, co się dzieje na froncie.
Jedzenie do syta jest równie cenne jak dobry schron; dlatego tak go łakniemy, bo może nam uratować życie.
Jesteśmy opuszczeni, jak dzieci i doświadczeni, jak ludzie starzy, jesteśmy zajadli i brutalni i smutni i powierzchowni – myślę, że jesteśmy zgubieni.
Książka ta nie ma być oskarżeniem ani też wyzwaniem. Ma tylko podjąć próbę udzielenia wieści o pokoleniu, które wojna zniszczyła – nawet gdy uchroniło się przed jej granatami (Opis: na początku książki)—
Nasza wiedza o życiu ogranicza się do śmierci.
Padł w październiku 1918 roku, w dniu, który był tak spokojny i cichy na całej linii, iż biuletyn armii ograniczył się do tego jednego zdania, iż – na Zachodzie bez zmian.
Był nieco przechylony ku przodowi i leżał, niby uśpiony, na ziemi. Kiedy odwrócono go, ujrzano, iż chyba nie mógł długo się męczyć – twarz jego miała wyraz takiego spokoju, jak gdyby był prawie rad, że wszystko to się wydarzyło.
(śmierć Pawła) —
Przy pierwszym rozhuku granatów jednym uderzeniem zapadamy się częścią naszego istnienia o tysiące lat wstecz. To instynkt zwierzęcia, co się w nas budzi, wiedzie nas i ochrania. Nie jest on świadomy, jest o wiele szybszy, znacznie bardziej nieomylny od świadomości. Niepodobna tego wyjaśnić. Idzie się i nie myśli o niczym – nagle leży się w rowie pośród gleby, a ponad tym pryskają w dal ułamki pocisków, ale niepodobna sobie przypomnieć, iżby słyszało się nadlatujący granat lub, aby myślało się o rzuceniu się na ziemię. Gdyby polegać na tym, byłoby się już masą porozrzucanej miazgi. To było to inne, ta jasnowidząca czujność w nas, która rzuciła nas o ziemię i ratowała nie wiedzieć jak. Gdyby nie istniało to, od Flandrii aż po Wogezy, nie byłoby już od dawna ludzi. Odjeżdżamy jako osowiali lub dobrze usposobieni żołnierze, dostajemy się do strefy, gdzie rozpoczyna się front, i – staliśmy się bestiami ludzkimi.
Rozkaz uczynił te ciche stworzenia naszymi wrogami, rozkaz mógłby ich odmienić w przyjaciół. Przy jakimś tam stole jacyś tam ludzie, których nikt z nas nie zna, podpisują papiery i oto na lata całe najwyższym naszym celem staje się to, co w innych warunkach ściąga na siebie pogardę życia i najsurowszą karę. Kto potrafi tu coś zrozumieć, gdy widzi tych cichych ludzi o dziecięcych twarzach, o brodach apostołów! Każdy podoficer jest większym wrogiem rekrutowi, każdy nauczyciel uczniowi, niż my im a, a oni nam. A przecież wypuścić ich na wolność – będziemy się znowu nawzajem tępili. (Opis: o rosyjskich jeńcach)—
– Wojna zepsuła nas do wszystkiego.
Ma słuszność. My nie jesteśmy już młodzieżą. Nie pragniemy już zdobyć świata szturmem. Jesteśmy uciekinierami. Uciekamy sami przed sobą. Przed naszym życiem. Mieliśmy osiemnaście lat i rozpoczęliśmy miłować świat i istnienie; musieliśmy strzelać do tego. Pierwszy granat, który padł, trafił w nasze serce. Jesteśmy odcięci od tego, co czynne, od dążenia, od postępu. Nie wierzymy już w to wszystko; wierzymy w wojnę.(koniec cytatu)
Dziś chętnie podarowałbym tę ksiązkę moim współrówieśnikom i Państwu, jako lekturę, która się sprawdziła. Bohater umiera dalej. Na zachodzie bez zmian.

for the readers of my blog

An Interview with Salman Rushdie

Cousin asks me, how can you tell you’re ready to start a new book?

Usually because an idea is nagging at me. Sometimes you have a person you want to write about, sometimes there’s an event you want to explore, Salman Rushdie, best known author for ‘the Satanic Verses’ says. I think the same thing. Joseph Heller said that all his novels began with a sentence -one would come to him, and he would know that it contained many more. If an idea sticks around, still interests me, crops up every morning when I wake- that tells me I need to pay attention. And sometimes that can take many years. “Before I wrote The Enchantress of Florence, I had been thinking about both the Emperor Akbar and Niccolò Machiavelli for decades,” Salman Rushdie said. I always thought, “I’m going to get around to writing about them one of these days.” It never occurred to me that they would end up in the same novel. But at some point they started talking to each other, and I realized that was the book… Cousin ends my speech by saying, write books for young people.

Someone else another day, maybe a reader asked me, how do you work? And has it changed over the years?

I’ve always told myself to treat it like a 9-to-5 job, Mr Salman said. You just go do it. It doesn’t matter whether you’re feeling good that day. I don’t think writers or artists can afford to have a “creative temperament” or to wait for inspiration to descend. You have to simply sit there and make yourself do it. And over the years that’s a discipline I really developed, Salman Rushdie mentioned. I can sit down at my desk every day and do my work, never give myself permission not to do it. Once your mind understands that it has no excuses, it’s remarkable how it begins to play along. I’m maybe unusual among writers in that I’m not a recluse. A lot of writers, especially when they’re deeply engaged in writing, retreat from the world. I find that I’m greatly nourished by engaging outside work, being with people I care about, doing things I like to do. that revives and energizes me and allows me to go back to work refreshed the next day… I also used to feel the need to have a good sense of the structure of the story before I could begin. As I’ve gotten older -maybe one just gets braver about jumping off a cliff -I find myself more willing to start without planning everything out, the international celebrity author emphasizes. Often the story I finish is quite unlike the story I thought I’d begun to write. The writing becomes a process of discovering.

And what about me as a scribbler. My colleague asked me, is your ability to write better prose the first time now due to practice or discipline?

I do think it’s one of those things that gets better with practice. But there’s something else: There’s a point at which you really start knowing who you are and in what direction you hope your work will go, and that gives you greater confidence and clarity, so you get it right the first time…

After I’d written my books, I felt I had completed that process of self-exploration. I knew myself as a writer, so I could proceed from that point.

I say personally, I’m not done any of my books, what is published is only the beginning of my books. I did not solicit feedback, I can not do this. I don’t share work in progress, because I find it’s too fragile. If I’m writing a funny scene, and I show it to you and you don’t laugh, I feel sad, lose confidence. So I bring it as far as I can before I show it to anyone. But then I become very interested in what publishers and friends have to say. It’s not so much about needing them to like it, although that’s always nice. What I really want is for them to tell me where the problems are.

A friends asked me: you’re close to many other writers. How do you support and inspire one another?

If I said we got together and talked about literature, I would not be telling you the truth. We talk about almost everything else. But we do have a kind of instinctive understanding of one another, because we’re all doing the same thing. What has also been valuable is getting to know writers much younger than myself. There’s a tendency to be very engaged with your own generation and to feel inspired by- or to argue with- the generations that came before. So it’s easy to forget the generation that comes after. But those young writers are as helpful as old friends. They keep you fresh and let you see how people from another point in time, raised in a different world, think and do things.

Understanding the world is a very difficult thing. Bringing human beings to life on the page is a difficult thing. I’ve always felt that a writer should also have some relationship with language that changes all the time- new voices, new styles, new manners -and that’s a constant wrestling match. What’s most difficult is that it should not feel difficult to the reader. But I’m making it sound like it’s only hard work. It’s not. It’s actually the most enjoyable thing I can think of doing. The moments at which I’m happiest are when I’m writing a book and I can feel it’s working. It’s exhilarating- much more so than publishing a book.

I want the readers to bring their imagination to my book and show them the moments at which I’m happiest are when I’m writing a book and I can feel it’s working. Once day I would like to promote my books.

I did not worked at any agency yet. I do not know such things as discipline.
So, if you’ve got to produce work by Thursday at 2:30 because that’s when the client is coming in, you learn how to get it done.

Do you ever feel as though you’re chasing success of my book? A friend told me that my books will be read a hundred years. I wish he had been wrong on this issue. All you do is write the next book. So always I have intended.

I am a Catholic priest. How did the authority of the Catholic Church affect my work?

The world was shouting in my ears always. I’m glad that I belong to the Catholic Church, we have the sequence of the third Pope is not Italian. But they are still my readers I think they would see continuity in the literature. There’s no great disruption. And I’m proud of that, the fact that I was able to go on being myself as an artist.

But I didn’t want to be derailed as an artist. So I told myself quite firmly, “Just go on being the writer you’ve always been.” I am a little lazy, readers will forgive me, I do not use the full benefits of twitter, facebook. But also I do not have with me the staff people who help me. Though I believe that whoever wants to can freely read my text on the Internet. So, I’m very happy, for instance, that ‘Fencer of God’ is now 12 or 13 years old and that people who weren’t born when the book came out can connect to it.

(conf, Life’s Work: An Interview with Salman Rushdie by Alison Beard, Harvard Business Review, From the September 2015 Issue. p.128; given by father Stanislaw Barszczak)

for posterity

Stanislaw Barszczak —solidarity and straightness—

I went out into the world with the Polish solidarity(Poland ’80), rebellion Polish workers in the ports of the Baltic Sea. Then on Polish Silesia against the exploitation of the laborer. This is my year and my generation (1980). I feel very proud to be part of this resistance. Today people are much weaker. I wonder if such an act of collective solidarity would ever happen again. My mother used to say, that I always wanted to be a writer. From an early age I had a love for reading, texts read aloud, in my childhood in a small town my mother told to me instead of reading them out loud. My first attempts at writing I have with the school, as a seventeen forced myself to write stories about visit Polish Pope in his homeland (1979). My first steps oficially was written by me in 1995. I am beginning by reflecting about my autobiographical text ‘Hortensjusz. A Memoir’. But only in 2004 the spring started to make the books financially, starting with commercials. I encourage some people to do my art on the scene or perform music for my lyrics, but still without success. Looking back, I am sure, why I became a writer, having a talent for language: It needs some form of solitude in your nature. That you prefer doing something by yourself. I just thought, I like to do it by myself. But it took me a very long time to do find out how to do it. Sscarred wound, and Fencer God (swordsman God) published in 2004 and dealing with Poland’s transition from Russia colonialism to independence, has changed my life. Moreover, I began to drive, fly around the world. For exemple the book titled ‘World of my dreams'(2015), writing the book took me two years. I am very proud of that young man who struggled to find out how to write without any guarantee, that the book would be published. I was pretty sure it was a good book. But I had no confidence in the fact, that anybody else would agree. ‘Fencer God’ then told me, that I was the writer I could be. As an author of literary fiction I am writing books that I hope will endure. That will sit on the bookshelf and outlast the author. It’s now 12 years since ‘Fencer God’ was published. The fact that people still read it, the fact, that young people and their parents still read it and find, it has something to say to them, that’s very satisfying. However, I’m still missing the money for the completion of my dreams about the publication of new books. So they remain unfulfilled hopes. A tenacity wasn’t only about me. It was a moment, when a line had to be held, when you could not concede the fight. These are the months of hiding, I am talking about, my relationship to the world of today
and how reading and literature helped me through those dark days. But the solidarity I received as well as about the fight to keep writing of scientific work, and printing of books: the reason why we managed to defend the book was that very widespread belief that it had to happen – not so much for the book itself, but for this old reason: the freedom of speech. People, whom I had never met, went to battle for me – ordinary people, who bought the book as an act of support and solidarity. That was their way of saying: I am on your side. Mostly in those years, I was touched and impressed by the degree of solidarity, that there was. Mostly! There are always some people who fall short of what your expectation is. The world-people understood, that something serious was at stake, in which they all were implicated. As I mentioned I feel very proud to be part of this resistance. Today people are much weaker. I wonder if such an act of collective solidarity would ever happen again. We have fallen a long way short of the strength that people collectively showed in the late 80’s and early 90’s. ‘The world of my dreams,’ one of next book, thought expressed by me. I finally reached the point, where I was able to write the book and look back at the things that have happend. It was clear to me, that it was me, who should write this story. The role of literature in a fearful world – a world of darkness is huge. Literature, he says, I’d say, has to challenge the narratives, we surround ourselfes with – the narrative of family, politics, whatever. As a writer, I feel it is my responsibility to speak up and to give back some of the solidarity, I have received myself earlier.

Filipiki, czyli katalog pochwał codzienności

Stanisław Barszczak — Rozumiem większość świata, więc jestem —

“Każde źdźbło trawy ma swe miejsce na ziemi, skąd czerpie swe życie i siłę; tak i człowiek ma swe korzenie w kraju, z którego ciągnie wraz z życiem wiarę swoją!/…/ Podążać za swym marzeniem, podążać wiecznie – zawsze, usque ad finem…,” tego uczył nas Józef Korzeniowski (Conrad). Moim szczęściem jest wspólnota chrześcijańska. Ale szczęście nie jest dla mnie, powie Karl Ove Knausgard, bo on z trwaniem, z niczym jest na przykład najbardziej szczęśliwy. Osobiście momenty triumfu przypominam sobie jedynie z spotkań z ludźmi, wiernymi. Cieszę się, ze jestem tutaj. W jakimś tekście napisałem o tym, ze kiedy miałem siedemnaście lat pan profesor polonista rozdał nam wypracowanie do napisania, którego motywem przewodnim była kultura polska w wieku Oświecenia. Wówczas otrzymałem ocenę piątkę z plusem. To był szczyt moich marzeń. Więc i teraz powtórzę moze zdania z tamtego wypracowania o spotkaniach wybitnych gości na obiadach czwartkowych w Łazienkach u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Obserwuję z niepokojem co się u nas dzieje. W związku z tym mój tekst nie pretenduje do miana religijnego, a tylko poetyckiego. Przeciez przyszłość Boga, a nie nasza jest brana pod uwagę. Mamy wierzyć w przyszłość Bozą bez lęku. Owszem katolicki kult Jezusa niech będzie w centrum katolickiej wiary, wszelkiej inicjatywy. Ale trzeba wciąz odnawiania wiary w Boga, otwierać się przez Jezusa na mozliwości Boga, powstawać z tą myślą. Nawet śmierć chrześcijańską rozumieć jako nowe stworzenie, tworzenie. Kościół zachęca nas, aby trwać przed obliczem Jezusa z Nazaretu. I tak nie mozemy uczestniczyć we Mszy świętej, dopóki nie jesteśmy wspólnotą. Przygotujmy eucharystię. Chleb i wino- to miłosierdzie Boze. Mamy uczestniczyc w pełni w liturgii i sakramentach świętych. Teraz papiez Franciszek otwiera nas na nowe odkrycie Ewangelii. Trwamy bowiem w rozszerzonych wymiarach społeczeństw, ale z lękiem jakby, przeciwko przeznaczeniu. A dobro się pisze, gdy się jest długo skoncentrowany. Zebyśmy nie byli w błędzie. Kiedy będą dobrzy ludzie, to i będą dobre ksiązki. W Polsce jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, dobre pisanie jest wygodnym pisaniem, o tym co wygodne, otwarte na pokaz, z rytmem. Zyjemy jednak w dramacie prawdy i banalności. Stąd musimy będąc w drodze nieustannie powtarzać: jesteśmy wolni i tacy sami w godności i prawach od urodzenia. Nie zamierzam pisać filipik jako katalogu pochwał zycia. Mógłbym pisać o synu wschodzącej gwiazdy na przykład. Ale znowu przezyłem dzień bez imienia. W polityce jednak mamy ciagłą walkę, przeforsowywanie własnego rozumienia sprawiedliwości. Przekonuję się w tym względzie, ze jednym z powodów takiej sytuacji jest to, ze mamy obecnie niespójne fragmenty tradycji moralnych. W sukurs temu zachęcałbym, zebyśmy budowali w sercu stylowego muzeum dla prawdy, abyśmy podjęli z nową dynamiką wszelkie mozliwości digitalizacji świata dla jego dobra. Chyba ze nas nie stać na internet, na telefon. To bieące sprawy zawierzcie setnikowi z Ewangelii. Nie czyńmy zła. Osobiście napisałem pracę naukową o teorii cnót u Alasdaira MacIntyre’a. Tymczasem ten mój dziennik stwierdza fakt, ze europejskie cnoty, to zgoda moralna trudna do wyrazenia. Świat bardzo poszedł do przodu. A ja jestem dobrym czytelnikiem, z kolei pisanie uwazam za wielki zawód. Muszę duzo czytać, zeby obecne teksty, jakie ukazują się w świecie, nie stały się dla mnie obce. Następnie piszę, aby aktualne teksty niejako pogłębić, uczynić je zrozumiałymi w języku polskim i nie tylko. Opisuję samotność, pojedyńczość- aby tym bardziej pokazać to, czego jest więcej. Bóg jest mi pomocą. Poniewaz w przeszłości zostałem obdarzony zyciem, obiecałem sobie i Bogu czynić do końca moich dni miłosierdzie, jedyną wspaniałomyślność etyczną. Estetyczne problemy są dla mnie problemami moralnymi. Jestem z wami.

“Alle Menschen sind frei und gleich an Würde und Rechten geboren”

Stanisław Barszczak, Auf der Suche nach Christen und Menschenrechte
Ich glaube, dass wohl jede Generation für sich aufs Neue bekräftigen muss, dass es eine nationale Menschrechtsinstitution braucht. Die Debatte um das Gesetz für unser Verfassungsgericht hat das nämlich gezeigt…Die Genfer Flüchtlingskonvention und auch die Menschenrechtsverträge besagen, dass jeder Mensch einen Anspruch darauf hat, dass sein Geltendmachen von Asyl in einem wirksamen Verfahren überprüft wird und er dabei auch Rechtsschutz. Jeder internationale Vertrag muss daraufhin überprüft werden, welche menschenrechtlichen Auswirkungen er hat. Man muss sagen, dass hierbei die Europäische Union durchaus noch Luft nach oben hat: Das wird nämlich nicht in der Tiefe gemacht, die notwendig wäre. Man muss aber auch sagen: Wir als nationale Menschenrechtsinstitution sind zurzeit noch zu schwach dafür, die Direktorin des Deutschen Instituts für Menschenrechte, Professor Dr. Beate Rudolf Direktorin Deutsches Institut für Menschenrechte. Für die Menschenrechte die große Schwierigkeit darin besteht, dass sie keine vergleichbare Lobby besitzen.”Der Staat ist für den Menschen da und nicht der Mensch für den Staat.” Das heißt, die Verwirklichung der Menschenrechte ist doch eigentlich der zentrale Staatszweck. Es fiel in einem Interview mit Frau Beata Rudolf bedeutsamen Worte: Der erste Satz der Allgemeinen Erklärung der Menschenrechte ist ebenfalls wirklich sehr schön: “Alle Menschen sind frei und gleich an Würde und Rechten geboren.” Das ist doch wirklich ein schöner Satz. Es ist zentral, dass wir hier in Deutschland dem Hass entgegentreten, dass wir Weltanschauungen und Überzeugungen, die andere Menschen abwerten, ausgrenzen. Das ist etwas, bei dem wir alle zusammenwirken müssen: jeder Einzelne dort, wo er oder sie steht in seinem Alltagsleben. Das heißt, man muss da auch mal dem Arbeitskollegen entgegentreten, der rassistische Überzeugungen verbreitet. Das ist eine Aufgabe für die Kirchen, für die großen Verbände und letztlich auch für die Politik. Ich bin, wie ich sagen muss, froh darüber, dass der Bundespräsident sich so klar geäußert hat, dass jetzt auch der Justizminister die Angriffe auf Flüchtlingsheime und auf Flüchtlinge selbst so klar verurteilt hat. Aber das müssen wir auch alltäglich immer wieder tun, wir müssen deutlich machen, dass diejenigen, die etwas anderes wollen, außerhalb des Grundkonsenses unserer Gesellschaft stehen, die Rechtswissenschaftlerin Frau Professorin Beate Rudolf sagte. Alle Menschen sind frei und gleich an Würde und Rechten geboren. Das heißt, das, was nötig ist, ist die Anerkennung jedes anderen Menschen als eines Gleichen, als eines Menschen, der das gleiche Recht hat wie man selbst, sein Leben zu gestalten. Das ist das, was das Fundament unserer Gesellschaft ausmacht. Wer das infrage stellt, der stellt sich außerhalb des Konsenses unserer Gesellschaft.Es hat ja sehr vielfältige Äußerungen gegen PEGIDA und deren Ableger und gegen die Gewalt gegeben. Gleichzeitig sehe ich mit Besorgnis, dass die Politik im Bereich des Themenfeldes “Flucht” Maßnahmen ergreift, die denen in die Hände spielen, die Flüchtlinge grundsätzlich ablehnen und ihnen letztlich auch alle Rechte absprechen wollen. Ich finde es bedenklich, wenn der Bundestag ein Gesetz verabschiedet, das die Haftgründe für Abschiebehaft verschärft und als Grund für Abschiebehaft z. B. vorsieht, dass man einem Schlepper Geld gezahlt hat oder dass man die eigenen Ausweispapiere vernichtet hat… Solch eine Regelung ist natürlich Futter für diejenigen, die letztlich sagen: “Alle Flüchtlinge sollen aus Deutschland verschwinden.” Das Entscheidende ist, dass man dort, wo man ist, seine Arbeit gut macht. Wir als nationale Menschenrechtsinstitution haben keine konkreten Machtbefugnisse: Wir können keine Gesetze machen, wir können auch nicht wie das Bundesverfassungsgericht Gesetze als verfassungswidrig erklären, aber wir können die menschenrechtlichen Maßstäbe konkretisieren und deutlich machen und wir können die Politik an ihre Verantwortung erinnern. Das ist eine Position, für die es sich zu streiten lohnt, für die ich auch gerne weiter streite und mich einsetze und Erfolge feiere, die wir eben auch haben. Für diese Position bin ich bereit, jederzeit in die nächste Problematik hineinzugehen: zusammen mit einem tollen Team am Institut mit kompetenten und engagierten Mitarbeitenden. Insofern habe ich gar keine Träume darüber hinaus, sagte Professor Dr. Beate Rudolf Direktorin Deutsches Institut für Menschenrechte im Gespräch mit Corinna Spies. Und vergleichen Sie jetzt die rechtlichen Probleme Deutsch und Polnisch. Unter allen Umständen Menschenrechte Christliche, trotz der strukturellen Diskriminierung verteidigen müssen. Ich sehe mit Sorge, was man in unserem Land geschieht. Also, es gibt ein Bedürfnis zu schützen auch unsere priesterliche Kräfte. Als siebzehn schrieb ich einen Aufsatz über Polnische Literatur im Zeitalter der Aufklärung, für die ich eine Bewertung von 5 mit einem Plus erhalte. Kultur der Aufklärung, Mittagessen am Donnerstag in Anwesenheit von großen Gäste von König Stanislaw August Poniatowski, diese Ereignisse den Weg für ein neues Gesetz in der Republik Polen eröffnet, nämlich die Verfassung vom 3. Mai.1791. Sind wir getreu diser Verfassung als Christen? Ich danke Ihnen für Ihre Aufmerksamkeit.(erklärte Vater Stanislaw Barszczak)

 

W mocy Ducha Prawdy

 

Stanisław Barszczak, Na początku był heimat-ojczyzna

Fiodor Dostojewski mawiał: “Być bez heimat- tj. Ojczyzny znaczy cierpieć.” Heimat ist da wo Deutschland sind, ojczyzna jest tam, gdzie są Niemcy, tyle mówi niemieckie przysłowie. Karl Jaspers zauważył: “Całe istnienie to nieustanny koniec. Nie wolno tracić nadziei, dopóki człowiek żyje z człowiekiem. Obojętność jest najłagodniejszą formą nietolerancji/…/ Świat stworzony jako dobry uległ zaciemnieniu na skutek wolnych aktów stworzonych istot. Obecnie jest miejscem próby, którą przechodzą ludzkie dusze. Tylko ten, kto kocha, widzi, co jest prawdziwe w człowieku.” Ktoś powiedział, tam gdzie chcesz odejść, gdy jesteś starszy i gdzie chcesz wrócić jak jesteś starszy, oto heimat. Nie tam jest heimat, gdzie znasz drzewa, ale tam, gdzie drzewa poznają ciebie. Idź tam gdzie drzewa Cię znają. Stefan Zweig w “Niecierpliwości serca” pisał: -“Wszystko jest możliwe, nawet rzeczy niemożliwe.” (dr Condor) -“Jeżeli oszustwo pomaga, to nie jest już ono nędznym oszustwem, lecz pierwszorzędnym medykamentem.” (dr Condor) -“Żadna wina nie jest zapomniana dopóki pamięta ją sumienie.” (porucznik Hofmiller). A w prozie zatytułowanej “Świat wczorajszy” zauważył: “(…) czymże innym jest kultura, jeśli nie umiejętnością dobywania przy pomocy sztuki i miłości najsubtelniejszego smaku z prostackiej materii życia?” “Sztuka osiąga szczyty tam, gdzie staje się sprawą całego narodu.” “Jedynie dzięki przyjaźni z żyjącymi można poznać prawdziwa więź, jaka łączy naród z krajem.”  Innymi słowy, kto raz znalazł sam siebie, nie może już nic stracić na tym świecie. A kto raz zrozumiał człowieka w sobie – zrozumie wszystkich ludzi,” notował Stefan Zweig. Na innym miejscu powiedział: “Młodym mężczyzną jest ten, kogo kobieta może uszczęśliwić lub unieszczęśliwić. Dojrzałym, kogo już nie może uszczęśliwić. Starym, kogo już nie może ani uszczęśliwić, ani unieszczęśliwić/…/  Zamierzam opowiadać nie tyle o swoich własnych losach, ile o losach całego pokolenia współczesnej mi generacji, tak obarczonej brzemieniem historycznych przeznaczeń jak mało która w dziejach świata… O jedno tylko pierwszeństwo mógłbym się ubiegać: jako Austriak, jako Żyd, jako pisarz, jako humanista i pacyfista byłem zawsze tam, gdzie wstrząsy wywoływały najgroźniejsze skutki.” Ale powrócę do pojęcia ojczyzny. Dla Goethego miasto Frankfurt ma najszlachetniejsze i najbardziej znaczący stosunek do historii naszych dni. Powiedziałbym tutaj za Seneką: kto nie wieku jakiemu portowi żegluje, ten nigdy nie żegluje w słusznym kierunku. Kto nie kocha rodzimych gór, nie może kochać tym bardziej obcych przecudnych jarów. Tak więc nie wie się czym jest Heimat, dopóki podąża się w pewnej dali. Heimat jest tam, gdzie jesteśmy blisko.