Tytuł 81

tłum. Stanisław Barszczak—-Szczęście w kartach—-

Małą blizna nad twoją, górną wargą
sprawiła, że nogi ugięły się pode mną.
Droga, którą ty rozpocząłeś
w człowieku pokonując osła
(i ty jest jak poślizg dziewczyny)
sprawiła we mnie pragnienie, by cały świat
był jak ty: oni zaś nie.
Oto dlaczego wszystko, co czynię
jest pochodnią świetlną dla ciebie
ogrzewaną przez twoje szczupłe ręce.(Mishari)

—-Loteria—-
Zaledwie funt. Dwadzieścia cztery tygodnie oczekiwania, dwa dni palca w grobli(na tamie), dziesięć minut dramatu, myślnik i wątpliwość, pięć miesięcy tworzyw sztucznych podłączonych do niezliczonych maszyn, jedna garść nadziei, uczczona i wzmocniona przez trzy codzienne wizyty, chory przez siedem nocy piekła i masażu ucha. Tysiąc gramów. Teraz jesteśmy już cztery, czterech. Błogosławieństwa są niezliczone. Zaledwie funt? Teraz jesteśmy milionerami. (HenryLloydMoon)

—-Dar—-

morskie obmycia, codzienne, wszystko o mnie, od kiedy odeszłaś ode mnie, umarło już oczywiście; mam na myśli także i nabrzeża miast z skromnymi domami, osobliwe, komiczne i ich morski zapach; tym samym zostaw mnie tylko z niczym! co też miałbym wziąźć do ciebie, tam do naszego domu, i co czyni życie oczywiście, zupełnie bezsensownym. ( Anytimefrances )

—-Wyjście od liści Grasmere na supermarket—-
O stopy! które często stąpały po Loughrigg Fell w poszukiwaniu jagód, przeczących swą jasnością ziemi, i zagłębiające się w trzcinach Grasmere za uwijającym się szczupakiem, teraz ukryjcie mnie mocno, w mym schodzonym Thirlmere, tę uciążliwą wędrówkę.
O nogi! Teraz weźcie mnie dalej, poniżej Helvellyn cienia, do Keswick, tam gdzie sporządzono właściwe paszteciki. Muszę tutaj oświadczyć, że miałem dużo ołowianych past i puddingów sporządzonych przez siostrę Dot.
O buty! skoro przenosicie mnie nad tymi ścieżkami tak skalistymi, to moje serce skacze na myśli o ręcznie przyrządzonych gnocchi, parmezanie, belgijskich choksach, tiramsu; wiedz, droga siostro, odchodzę i zostaję tam bynajmniej nie dla ciebie.
O skarpetki! które teraz w tych miejscach są wilgotne, gdzie spacerowały palce, podmienię was wkrótce po zewnątrznej stronie drzwi; kupię nowe buty z ciepłym, firmowym paskiem Gore-Tex. Oto już zostawiam z tyłu tę szaloną, schodzoną, mokrą, trepową, kamaszową frajdę.(Freepoland)

tajemnica sukcesu

stanisław Barszczak—-Moja walka—-
Muszę zaraz powiedzieć, że strasznie byłem ambitny jakoś i chciałem iść nieustannie do przodu. Wybrałem naukę, kapłaństwo, pisarstwo, ale nigdy naturalnie nie przestałem sobie marzyć. Wybrałem kapłaństwo wówczas rzeczywiście bardzo świadomie, ponieważ sądziłem, że mogę mieć bez mała dla mojego życia najlepsze możliwości. W szkole żaden przedmiot nie był moją mocną stroną, nie z braku uzdolnień, ale ponieważ ja jako uczeń w Gimnazjum określone przedmioty nie brałem tak szaleńczo, choć lubiałem wracać do nich za każdym razem. Nadto uczyłem się z różnych podręczników, które czytywałem bezmyślnie wówczas. Kiedy poszedłem na teologię moja ciotka zapytała mnie kiedyś: „czy te studia są dla mnie rzeczywiście odpowiednie?” Muszę jasno powiedzieć: byłem zepsutym mamy synkiem. Ciotka powiedziała: „Kochane dziecko, jeśli ty dobrze to rozważyłeś, zatem czyń to! Albowiem musisz z tym żyć, co studiujesz. Ja ci nic tutaj nie przepiszę.” Zatem powstała we mnie ogromna motywacja, żeby to studium z powodzeniem ukończyć. A potem ścieżka zaczęła piąć się w górę. Wzrastałem w jednej rodzinie, jej symbolem zawsze była matka, w rodzinie w której dziecko pozostawało w relacji nad wyraz pełnej miłości. Mój tata, tak straszne to wówczas było, był adiunktem-profesorem na Uczelni, gdy ja się rodziłem. Urodziłem się w roku postawienia muru Berlińskiego, pierwszego lotu człowieka w kosmosie. Trzy pierwsze lata mego życia- to był nieustannie czas rozłąki z matką, gdy bywałem w Domu Dziecka. I tak przede wszystkim w tych niedostatecznych czasach zawsze jednak była obok mnie matka, przyjeżdżała z teczką świeżego prowiantu, wtedy nigdy nie czułem się głodny. Matka była przy mnie zawsze, wspierała mnie potem przez dlugie czterdzieści lat życia. Nawet jeszcze po 1995 roku, w latach trzydziestych mego żywota, jak pisałem o tym nie raz, kiedy zamieszkałem w naszym domu jeszcze raz ‘przy matce’. Wówczas także w domu niczego nie brakowało, matka przynosiła zawsze świeże pieczywo i masło. Także w ogrodzie robiło się wówczas niewiarygodnie dużo, zrzucałem węgiel do komórki, budowałem piętrowy garaż, sadziłem drzewa i krzewy, zrywałem i układałem jabłka. Byliśmy razem, matka była zawsze serdecznie przyjęta, sprawowałem z nią Mszę Świętą w mej kaplicy. Byliśmy blisko siebie. Ta wielka pewność, którą wówczas w tych wczesnych latach jako dziecko, następnie jako ksiądz otrzymałem, ta ufność, to zaufanie w świecie nigdy mnie nie opuściło- do dzisiaj. Następnie pojechałem po raz pierwszy za granicę. Austria była wówczas pierwszym krokiem do obcych krajów. Ale ojczyzna, hm, ojczyznę nosi się w swym sercu: to uczucie nie przechodzi nigdy. Mój rzeczywisty dom jest inaczej mówiąc wciąż na Śląsku i Tarnowskie Góry. Mój drugi dom, to pewnie Francja. Amerykę pokochałem i nauczyłem się oceniać jako kraj wielkich możliwości, nieograniczonych możliwości. To jest już fantastyczny kraj, przy wszystkich jego trudnościach i przeciwnościach. USA miało innymi słowy zawsze bardzo żywotną, witalną demokrację. Jest to naturalnie też kraj zorientowany na chrześcijaństwo. W gruńcie rzeczy jest częścią Zachodu. Mówiłem wcześniej, że podjąłem pracę w kościele, bo jestem przekonany, że żyjemy w świecie zorientowanym spirytystycznie. A jeszcze byłem dobry z języków, filozofii, w naukach humanistycznych. Kluczem do mojego sukcesu, to przedstawiono by jako pewne, były przede wszystkim gafy towarzyskie. Po ośmiu latach pobytu w Olsztynie jestem bardzo zadowolony. Miałem już radość z codziennych kontaktów z grupą przyjaciół. To stawało się piękne. Choć mieliśmy tutaj i wyboistą drogę. Ale człowiek nie przestaje się uczyć. W kapłaństwie musi się jakby zupełną osobowość pokazać. Nie można żadnej roli grą uprzedzić i robić, jakby taką była. Nie, musi się autentycznym być. Gdy nie wchodzi w rachubę ryzyko, żeby je rzeczywiście pokazać, to jeszcze nigdy nie znajduje się kontaktu w ten sposób z kreatywnością jako taką, a którą musi się koniecznie znaleźć, jeśli chce się mieć sukces. Przeszliśmy przez tyle bitew, trudności na tym polu są mniejsze, jesteśmy coraz bardziej operatywni w relacjach z bliźnimi. Nadto nie mniemam, że ten świat sam z siebie przychodzi do jakiegoś konsensusu. Nie, to się dzieje często po zdecydowanie prowadzonych sporach. Moim zdaniem zupełna demokracja powinna opierać się na zdrowym porozumieniu, nierzadko rubasznej debacie. Powinno się zawierać nie przewidywalne kompromisy. W związku z tym osobiście powinienem być bardziej krytyczny, to muszę sobie dzisiaj powiedzieć, odnośnie moich, kolejnych kroków w duchową przestrzeń początku trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Przede mną przecież wszystkie duchowe drogi były zapoczątkowane. Przeszedłem z obecną generacją kilka okresów rozwoju nowoczesnego społeczeństwa chrześcijańskiego. Był dziki czas, w którym liczył się tylko porządek codziennych obowiązków, z którymi się mocno natrudziłem. Uczyłem się wtedy dużo bezsensownych rzeczy. W każdym bądź razie w dyskusjach codziennych wreszcie nauczyłem się szaleńczo dużo. Zacząłem się otwierać na przestrzenie do niedawna mi nieznane. Posiadłem też inny obłędny czas podejrzeń i niedowierzania w kwestii mojej tożsamości kapłańskiej, w którym Centrum Duchowości pozostało niewidzialnie jakoś wstrząśnięte. Ale był urodzony przyjaciel tutaj, to było wielkie szczęście dla mnie, tam być, że go tam znalazłem. Teraz rany wewnętrzne zabliźniają się, już nie raz byliśmy z przyjacielem Domu Rekolekcyjnego na jednej długości fali i mogliśmy rzeczywiście jakąś sprawę wzajemnie przedyskutować. Nie wierzę w kryzys, są oczywiście obowiązki, które władza musi podjąć, także biorąc pod uwagę massmedia. Kulturowe impulsy stają inaczej mówiąc inicjatywami poszczególnych osób. Świat stał się tak skomplikowany, że trzeba nam przejrzystości, wolnych massmediów. Zawsze interesowałem się polityką, inaczej pozostałbym poza domem mego zamieszkania. Ale postawiłem w życiu na osobisty wysiłek, szczęście, pracę. Jesteśmy w okresie nowenny do świętego Frańciszka z Asyżu. On pewnego dnia zsiadł z konia i podzielił się z biednym tym wszystkim, co posiadał. A przed własnym ojcem, majętnym kupcem, obnażył się zupełnie, potwierdzając tym samym, że już należy do innego świata. Można powiedzieć, że Frańciszek obnażył się w pełni przed ludźmi. To jest nowa identyfikacja, teraz jest nagi, wolny. Mamy obnażyć się aż do nagości (spogliarsi sin alla nudita). Cały postęp Frańciszka odnośnie jego relacji z kościołem, polegał na heroicznym posłuszeństwie, totalnym. Kim jestem przed Bogiem, mamy podjąć te nowe kryteria chrześcijańskie z Bogiem. A przed nami wzór biografii św. Frańciszka.Otwórzmy się na braterstwo każdego z nas, żebyśmy wybrali niebo nieodwołalnie, przestrzeń jedynej, ostatniej wolności.

Jeszcze o Meksyku

Stanisław Barszczak—-Radość matczyna—-
W dzienniku z podróży do Meksyku w 2009 roku zapisałem następujące zdanie: ‘W czwartek (22 stycznia) przejazd do Coyuca nad słynną ze scenerii filmowych Lagunę Coyuca. Rejs po lagunie. Wypoczynek na otwartych plażach Oceanu Spokojnego.’ Po rannym wyjeździe tego dnia z Acapulco, perły Pacyfiku, po siedemdziesięciu minutach podróży autobusem, ukazało się Coyuca, małe skupisko tandetnych budynków z pustaków, usytuowanych po obu stronach szerokiej ulicy, zapylonej, zmęczonej, pozbawionej drzew. Przebijające się słońce powlekło wszystko złotą glazurą nadając osadzie przelotną godność, która w moich oczach, kiedy staliśmy jeszcze na skromnym parkingu, zaczęła już tracić blask. Chyba nie skłamię, jeśli powiem, że Coyuca stało się od razu na powrót typową osadą meksykańskiego nadoceanicznego południa, ostatnią placówką jakąś jedyną; to nic, że niedaleko zaczynała się Ziemia Niczyja, pustynny obszar, gdzie nie padały deszcze. Laguna zaczęła ożywiać w mojej pamięci coraz to nowe odważne wspomnienia, stawała się choćby na kilka tych godzin, ostatnią redutą indywidualnej i człowieczej wolności. Na placyku przy ulicy wyprowadzającej z laguny ku dalekiemu światu, stał błyszczący czarny samochód, jednak nikt nie wychodził w naszą stronę, kurz nie wzbijał się i nie kłębił w promieniach podglądanego przeze mnie południowego słońca. Wypoczywaliśmy na plażowych hamakach, w sąsiedztwie drzew kokosowych. Obok nieskrywanej przez nikogo formy relaksacji mnożyła się dokoła cisza wczasowicza, szczęście ludzkiego zdrowia bez końca. Nie było powitania solą i chlebem, wszystkie nasze spotkania z Meksykańczykami spowijała tajemnica szacunku i wyciszenia. Skrywanym uśmiechem duszy wyrażałem szczere zdumienie w obliczu ukrywanego het za morzami ziemskiego brylantu, chyba nikt szybciej niż ja w tym momencie nie potrafiłby rozpoznać tak szlachetnie usytuowanej laguny. Po wstrząsających wrażeniach, jakimi częstowała mnie Europa, Coyuca – z wdzięczną egzotyką tamtejszej roślinności- sprawiła, że poczułem się trochę jak w domu. Gdybym mógł się teraz do mamy odezwać, to spytałbym zaraz: -Tutaj będziemy mieszkać? Trwałem w zamyśleniu: Gdyby możliwe były zakończenia. Gdyby nachodził taki moment, kiedy nie ma już tęsknoty, a historia nieruchomieje poza zasięgiem smutku, rozczarowania, starości i śmierci. Nie, najważniejsze są sploty wydarzeń, nie zakończenie. bo przecież świat, tak naprawdę, jest prosty. Nawet najbardziej zawiła fabuła, najmniej prawdopodobne przypadki, szalone zbiegi okoliczności, pasują jak wymierzone szprychy do ogromnego koła, które ogarnia wszystko. Wszystko ma znaczenie, wszystko ma sens… Nie wiedziałem, dlaczego tak bardzo lubiałem zawsze podobny krajobraz, jak ten w Coyuca. Ale nawet tam w Meksyku, wówczas jeszcze specjalnie się nad tym nie zastanawiałem. Ta kraina moją indywidualną niepewność zabarwiała jedyną pewnością pamięci o matce. Zaczęło się od współczucia dla niej w dniu, gdy wybrała w końcu zamieszkanie pod dachem z innymi ludźmi w podeszłym wieku, następnie w Klasztorze Ojców Kamilianów koło Olkusza. Było we mnie coś takiego, co mroziło tkliwsze uczucia, także tam – mroczny duch pozbawiony wewnętrznego światła. Ale to miejsce w końcu wzruszyło mnie do głębi i już wiedziałem czemu. Wciąż jeszcze pielęgnowałem w sercu szlachetne życie matczyne. Odeszła, ten urzekający kolor jej włosów; barwa i wykrój twarzy, jej charakter, który uważałem zawsze za idealny u kobiety, łączący bierność z ogromną siłą. Natura bez krzty buntowniczości, wręcz przeciwnie. Przewidywać, że przez całe życie mama będzie posłuszna, będzie się poruszać w obrębie kobiecego losu. Jednakże wszystko to razem wzięte nie dawało pełnej odpowiedzi. Może gdybym zajrzał głębiej w siebie, zrozumiałby, że to, co do niej czułem, jest dziwną wypadkową czasu, miejsca i osoby. Cztery lata po jej odejściu nikt nie traktował mamy już jak kogoś ważnego, dzięki czemu mogłem znaleźć dla siebie miejsce w jej życiu i być pewnym jej miłości, teraz bardziej niż kiedykolwiek; pozostała dla mnie dziewczęciem, a zatem nie stanowiła zagrożenia dla mego sposobu życia ani dobrego imienia; była piękna, a piękno sprawiało mi zawsze radość; a także, chociaż najmniej się do tego przyznaję, wypełniała w mym życiu puste miejsce, którego Bóg nie mógł wypełnić, gdyż miała ludzką postać i promieniowała ciepłem. Ponieważ nie mogłem obdarowywać ją prezentami, nie byłem przy pieniądzach, ofiarowywałem jej w zamian nieustannie swoje towarzystwo, jeszcze także za jej ziemskiego życia, poświęciłem też sporo czasu i namysłu w urządzanie domu, który zakupiłem z myślą o naszym zamieszkaniu tam wspólnie, nie tyle po to, żeby sprawić jej przyjemność, ile po to, żeby stworzyć odpowiednią oprawę dla swojego klejnotu. Żadnej tandety dla matusi. I dzisiaj wciąż lubię tracić czas dla niej. Rejs po lagunie, z egzotycznym pobrzeżem, wysepki z chmarą pelikanów, wciąż rażące wysoko słońce, zarazem łodzie dryfujące nisko po tajemniczym akwenie, odtwarzały w mej wyobraźni jedyny obraz, a mianowicie zwycięstwa ludzkiego szczęścia, że nam z mamą się powiodło, być i trwać razem aż do tego stopnia. O zachodzie słońca, w drodze powrotnej do Acapulco, ukazał mi się w całej krasie krzyż mego jutrzejszego, kapłańskiego i chrześcijańskiego życia.

Czas zbawienia

Stanisław Barszczak—-Kochać bliźniego—-Według Emmanuela Levinasa nauka zwana ontologią jest niezdolna do usprawiedliwienia prawa drugiego człowieka do bycia i do bycia różnego od reszty bytów, ponieważ byt sam w sobie jest totalizujący, wszechogarniający, pochłaniającym wszystko potworem. Trzeba, żebyśmy wyszli byli od totalizującej wizji świata, już wszystkiego tego, a uczynili się lepszymi. Mamy zaafirmować naszą różność poprzez przeżycia smakowania istnienia, eksplorację języka, czyny miłosierdzia. Trzeba powiedzieć na początku, że z drugim człowiekiem nie mogę zamienić istnienia! Tak jak nie jestem kotem z jego samotnością. Może jestem sam bez kota. Dzisiaj akcentujemy w naszym życiu nie ‘substantif’- istotę rzeczy, jej „materię i formę” (jakby powiedział Arystoteles), lecz możliwości. Nie jesteśmy rzuceni, ot tak, jakoś w przyrodzie. Co więcej posiadamy już odpoczynek w sobie (un retrait en soi). Ale bliźni nie jest poznawalny i nie może być zredukowany do przedmiotu jako takiego, jak twierdziła metafizyka tradycyjna (nazywana przez Levinasa ontologią). Wartości chrześcijańskie dzisiaj to dialog, w którym rozpoznaje się otwartość, otwarcie idące od podmiotowości indywidualnej do alteryczności (inności)podmiotowej i afirmacji istotnej etyczności każdego. Zatem jesteśmy w relacji z bliźnim przez jego dobro. Nie powinniśmy trwać w nieświadomym obejściu. Mamy od postawy totalnej, totalizującej( d’un tout) przejść do postawy chroniącej, zachowującej swój własny byt. Otóż mamy sytuację gdzie wbrew naszym nadziejom nie jest to już sytuacja człowieka totalnego, ale nie jest to jeszcze sytuacja zupełnie innego. Prośmy najpierw, by żyć z podmiotem swym czynów, przeciw Heideggerowskiemu „nadmiarowi”- gdzie podmiot strasznie się dołuje, znęca nad sobą, jest bytem, który się tłamsi! Od pasywności radykalnej Kierkegaarda schodzimy do bliźniego, który się zjawia (jego aparycja). Otóż gdzieś poza nami poczęła się wolność inna od mojej! To drugi człowiek! Tedy, by żyć moralnie, i niejako nie być z boku, to wychodzimy ku bliźniemu, ku drugiemu (un autre), podobna zresztą sytuacja jest opisywana w przypowieściach Jezusa Chrystusa. Powiedźmy tutaj o naszej epoce, że dzisiaj nasze wyznanie wiary w Chrystusa jest już dla nas wszystkich ‘możliwe’. I chcemy bronić subiektywności ludzkiej, świadomości moralnej, już na poważnie.
Zatem jaką mamy sytuację dzisiaj, ano zwycięża jakiś tam czas, „już czas!” Na przykład się nawrócić itd.! W dzisiejszej przypowieści o bogaczu i łazarzu objawia się sens bycia razem, wspólnoty. Wyjdę od takiego stwierdzenia. Zrozumieć drugiego teraz, to już mówić. Ponieważ mamy gadaninę, potok zdań skierowany od drugiego czy do innego człowieka, pojawia się „wina słów”. I np. jak ja pragnę mówić do was, także by również wesprzeć was ku czynieniu miłosierdzia. Ale słowa rzucamy w próżnię najczęściej. I mamy otworzyć się teraz na mowę (Anrede) Boga. Walczyć o wiarę, żeby otrzymać życie wieczne, szczególne dobro. Żeby być chrześcijaninem, to trzeba wpierw słyszeć autorytety, by być przekonanym do czegoś, do końca. Inaczej będziemy niezdolni, by wejść do braterskiej wspólnoty zbawienia. Chrześcijanin jest we wspólnocie zbawiającej się. W przypowieści o bogaczu i łazarzu Jezus wychodzi od sytuacji zwyczajnie możliwej. Sam jest już autentycznie na drodze ku Jeruzalem… Bogacz z przypowieści nie goni za zaszczytami, nie ubiega się o ordery, nie stara się zrozumieć natury spraw, jest jakby poza nimi. Ma na sobie, jak jest w tekście greckim, zwyczajny ubiór codzienny. Ma brzydkie oblicze i posiada nieznane królestwo. Łazarz, znaczy Bóg pomaga. Wchodzi on do radości życia wesołego, w pełni rozwiniętego. Jest pokryty bardzo ranami, do tego aż stopnia, że moglibyśmy przypisać mu inne schorzenia, trąd czy ‘alzheimer’ itp. Żaden z obydwu nie kontynuuje dotychczasowego życia. Ewangeliczna przepaść zapełnia jakby, symbolizuje gest niemożliwego współczucia innym cierpiącym. Otóż trzeba się nagle nawrócić, jutro będzie futro, jutro będzie za późno. Zauważmy jednak, że jest jakaś przestrzeń do otrzymania tutaj, o której mówi swym życiem łazarz. Czy to raj (poczekalnia, pokój przechodni)? Ale w gruńcie rzeczy opowieść ta nie zna żadnej przestrzeni poza Abrahamową. Tam jest raj. I Jezus czyni jeszcze odskok w bok, kiedy przytacza słowa bogacza, żeby jego pięciu braci ostrzeżono przed przyszłymi mękami, które on już cierpi. Bogaty spotkał za swego życia, powiedźmy, jakichś bohaterów, których jeszcze teraz chce uratować przed cierpieniami.
Ale my tutaj obecni żyjemy już w „teraźniejszości Chrystusowej”. Opowieść nalega na niemożliwość przejścia (przepaści), turnusu tam i z powrotem. Bogaty nie jest egoistą. Choć bogaty może być przez każdego potępiany, za jego wysiłek dorabiania się, otrzymania dóbr; a łazarz może być nazywany przez każdego świętym. Zauważmy, że zawsze jest jednak wciąż drugi człowiek, by wszelka opowieść życia miała sens. Ojciec Pio dał sens naszej codzienności, nauczył nas kochać boga i ludzi… Powiedzmy jeszcze dzisiaj o nowej eschatologii, którą niejako wywołuje ta ewangeliczna przypowieść. Wiemy, że czeka nas sąd, po przebytym życiu. Po naszych ludzkich wyborach dotyka nas czas śmierci, ale też czas zmartwychpowstania. Jak pisze kard. Ratzinger (następnie Benedykt XVI) jest jeszcze czas „pomiędzy”, jakby wypełnienie, perfekcja, przebywanie na łonie Ojców, na kolanach kochającego Ojca. Teraz przepaść, miejsce pokuty bogacza, to żadne miejsce. Bo miejscem jest Bóg wcielony, Chrystus, Ojciec naszego powstania ku zbawieniu. To jest to wypełnienie ostatnie naszego życia. Łazarz miał zdaje się jakąś przestrzeń i imię, bogacz nieznanego herosa jego życia. Zaś my kiedy wreszcie wytrwamy w jedynej wspólnocie zbawiającej się, to przed nami zjawi się możliwość wejścia do raju i to nie tylko raju głównie zbawionych, ale też do raju przebywania na łonie Abrahama. W przypowieści o bogaczu i łazarzu jest więc jakiś raj Abrahamowy czynienia miłosierdzia. Znajdźmy ten raj czynienia dobrze wszystkim osobiście. Chciejcie to przykazanie wypełnić do końca.

Hundertsten Jahrestag der Weihe der Kirche meiner Jugend

Stanislaw Barszczak — Wir rücken näher an die Wege des Herrn von Tischbelag mit dem Wort Gottes — Gelobt sei Jesus Christus. Im Laufe der letzten Monate in der Pfarrei, wo ich aufgewachsen bin, dann habe ich meine erste Messe gefeiert vor vierundzwanzig Jahren, die Priester mit allen Gläubigen bereiten sie zum hundertsten Jahrestag der Einweihung und Einsegnung seiner Kirche gefeiert wurden. Der Tempel von Ząbkowice erscheint uns heute in der Nähe seiner einzigen, riesigen, und wurde er in der dritten Zeile geboren, zunächst in der Pfarrei Chruszczobród (bis zum achtzehnten Jahrhundert), dann in der Gemeinschaft von Gołonóg (über dem neunzehnten Jahrhundert) geboren, wurde er schließlich zum Dritten Person Gottes, den Heiligen Geist gewidmet. Am vergangenen Sonntag sahen wir in unserer Kirche ein sehr junges instrumentalen Orchester der Stadt Kattowitz . Wir haben gehört, dass sie nicht verlassen, alle Noten. Sicherlich war es nicht eine Darstellung des “Murder in the Cathedral”, ein Versdrama von TS Eliot, dass die Ermordung von Erzbischof Thomas Becket in der Kathedrale von Canterbury porträtiert in 1170. Es gäbe keinen Mord im Dom gewesen, aber wir hörten die schöne Musik von Bach. Ähnlicher Wagners Musik ist besser als wie es klingt. Denn es ist die Musik von Bach, die von Jugendlichen aus Katowice durchgeführt worden wäre, haben sollte. Die Kirche von meiner Jugend an Ząbkowice er hat allen Zeiten der Geschichte bestanden, er hatte von den Menschen dieser Erde immer wieder begleitet, she reichte ihr ein langer Weg. Bei dieser Gelegenheit möchte ich sagen, ein paar Worte zu jedem von Ihnen. Frühere der Heiliger Francis, Heiliger Padre Pio und andere auf Erden wandelte. Wo haben sie erfahren, sagen wir, der Heilige Pater Pio nur, haben sie erfahren zu Gott und Menschen lieben lernen? In der Eucharistie, “dort” (italienisch ‘li’), denn wir müssen alle das Gebet vor dem Treffen mit unseren Nachbarn machen. In Brachen das Brot, das Brot teilen, in der Eucharistie (spezzare) … Die Priester im Namen von Christi sagt: “tun dies zur meiner Gedächtnis” … Sie tun möchten, dass auch in jedem Moment Ihres Lebens. Diese Worte der Weihe die gleichen sind, nur eine von denselben Christus, der erste Eucharistie. Und die Antwort in Bezug auf das “Geheimnis der Erlösung der Völker” liegt in der Tatsache, dass Jesus Christus durch seinen Tod, als es wird das Lösegeld bezahlt. Christus nahm auf sich nicht nur wenig Menschlichkeit, dieses oder jenes, aber die ganze Menschheit, alle Menschen, es bedeutet, den ganzen Menschen, nahm er alle Göttlichkeit.
Wir sind heilig, mehr und mehr wie die Steine der Kirche. Wir machen die Erinnerung an unsere Taufe. Durch die Kraft des Heiligen Geistes haben wir uns Heiligen. Diese Zeremonie, hier das Lob, es war wie ein Akt der Dankbarkeit Gottes gemacht worden. Es ist die Wahrheit des Glaubens selbst unzugänglich für die menschliche Vernunft. Es sei wünschenswert, um Regeln oder die Gebote Gottes überschreiten, ist es “der Ort des Bruches zwischen Gott und Mensch sogar”, denn wir sind alle Menschen! Verkündigung des Heils hier, diese einer Plötzlichkeit die sich wurde verringert wird, seit der Christ schickte seine Jünger. Der Christian den Dienst bedeutet es schließlich. Ein Diener ist immer noch der Schutzpatron … Jesus Christus wurde gesandt, um die Jünger von der Ankunft des Reiches zu verkünden, ohne einen Anschlag für nichts, bei jeder Gelegenheit, auch nicht durch den Tod. “Ich sende euch,” sagte er. Er will alle Menschen gerettet werden und die volle Wahrheit wissen. Dies ist kein Credo, zu dem wir klammern, sondern die Offenbarung eine klare Taten “der Waren, die wir erhalten,” und es bedeutet, dass wir die uns innewohnende Fähigkeit haben, in der Lage sein, so etwas zu kommunizieren. Zwar ist es der einzige Mittler zwischen Gott und den Menschen, der Mensch Christus Jesus, der ein Lösegeld für alle Menschen war, doch sind wir der Aushandlung der Mutter Gottes, immer Jungfrau Maria. Es ist nur als die Fürsprache-Interessenvertretung. Aber nur die Vermittlung von Christus ist der “Realisierung” der Heilsgeschichte … Heute unsere Gemeinschaft, “unsere Herde” ist groß, deshalb bete ich mit unserer Gruppe “Dieses Treffen, das heilige Herde” für die notwendige Gnade, die Gaben des Heiligen Geistes, alle Familien der unsrigen, für das nächste Jahrhundert der Umsetzung der Nächstenliebe in die Menschen und die Gesellschaft. Lassen unsere Familie in der Hoffnung des Lebens für andere beharrten. Lassen Sie eine interessante Kultur des Lebens in Gott schaffen. Zusammen mit Ihrem Pfarrer Ich bete darüber, insbesondere mit den neuen Bischof der Diözese von Pfr. Gregory, George Vater der Pfarrer, Pater Peter, seinem Partner. Ihr interessen an den Bau der Tempel Gottes in euren Herzen. Es muss unser aller Gebet sein, dass die Wahrheit im menschlichen Herzen offenbar werden wird, kann er nicht wie ein Gebet zu verlangen. Eine Fürbitte, Zeugnis und Akt der Gnade müssen sie gekreuzt worden sind, das mit das Gebet von Christian gebildet werden soll … bis zum Tag Christi Jesu … Unser Gebet muss für alle Menschen zu verlängern … Mögen Sie diese Gebote bleiben, um endlich zu gehen, um das ewige Leben, heilig, ohne Zorn oder gar schlechte Absichten, in Aufrichtigkeit des Herzens und der Wirklichkeit unseres Handelns … Mögen unsere dankbare Erinnerung decken auch alle unsere Gemeindemitglieder, die schon gestorben sind, und sie gingen für den ewigen Lohn dem Herrn, vor allem Pastoren und Priester, unsere Freunde, die trotz der Strapazen des Alltags, sie wollte jeder von uns helfen können, sie auch einer, sie half mir persönlich, um den Altar des Herrn hierher gekommen sein könnten. Und jetzt ist es mir eine Ehre, so nah an Gott, der Sohn Gottes und seiner Mutter sein . Dieser Moment der Freude nie wiederholt werden kann. Ich wünsche euch hier versammelt, Gesundheit für die längste Jahre deines Lebens und Gottes Segen mehr, Wohlstand und mehr Geduld in der liebe des schwieriger Mensches, des ersten hundertes des dritten Jahrtausends. Heute durch das Bündel der menschlichen Offenbarungen der Gott hat uns wieder bereichert. Möge Gott strahlt das Leben jeden von euch ohne Unterbrechung. Mögen die Nachbarn von uns sie zeigen noch ständig. Wir können uns nicht gegenseitig ersetzen dort, aber wir sind nicht für die Mast geworfen. Wir müssen besser und besser zu machen. Das Verständnis der zweiten is bereits zu sprechen. Wir sind Wesen anders, aber lasst uns glücklich sein, nicht geplagt, quälte sich gegenseitig …Maria, die Mutter Gottes, führ uns! … Frieden und das Gute an allen. Bitte Gott, schließlich mögen wir die Barmherzigkeit des Herrn zu erhalten.

century home parish Jubilee

Stanislaw Barszczak — We move closer to the ways of the Lord by table covering with the word of God— Praised be Jesus Christ. Over the last few months in the parish where I grew up, then I have celebrated my first Mass a twenty-four years ago, the priests with all the faithful they were preparing to celebrate the hundredth anniversary of the dedication and consecration of his church. Church-only proximity, in Dabrowa Górnicza-Zabkowice, as born in the third line, first from the parish Chruszczobród (to the eighteenth century), then from the community at Gołonóg (through the nineteenth century), he was finally dedicated to the Third Person of God, the Holy Spirit. Last Sunday we saw in our church a very young instrumental orchestra of the city of Katowice, it was not a presentation of “murder in the cathedral” surely, a verse drama by T. S. Eliot that portrays the assassination of Archbishop Thomas Becket in Canterbury Cathedral in 1170. There would have been no murder in the cathedral, but we heard the beautiful music of Bach. Similar Wagner’ music is better than how it rings. For it was the music of Bach that would have been performed by youth from Katowice. The church of my youth at Ząbkowice, he passed all periods of history, accompanied by the people of this earth again and again, passed her a long way. On this occasion, let me say a few words to each of you. Earlier Saint Francis, Saint Padre Pio and others walked the earth. Where did they learn , let say, the Holy Father Pio only, did they learn to love God and people? In the Eucharist, ‘there'(italian ‘li’), for we must all prayer before meeting with our neighbors. In breaking the bread of the Eucharist (spezzare) …The priest in the name of Christ says: Do this in remembrance of me … You want to do that well in every moment of your life. These words of consecration are the same, just one of the same Christ, of the first Eucharist. And the answer regarding the “mystery of the salvation of the nations’ resides in the fact that Christ Jesus by his death, he under-paid the ransom; he took upon himself, not only little humanity, of this or of that, but the whole humanity, all men, it means the whole man, he took all the Divinity … We are holy, more and more like those stones church. We make the memory of our baptism. By the power of the Holy Spirit we have become saints. This ceremony, here’s praise, it would had been made like an act of God’s gratitude. There is truth of the faith itself inaccessible to human reason. It was desirable to exceed rules or the commandments of God, it is ‘the place even of rupture between God and man’, for we are all people! Proclamation of salvation here, this is a suddenness that has not been reduced since the Christ sent his disciples. The Christian, finally, it means the service. A servant is still the patron… Jesus Christ sent the disciples to announce of the arrival of the Kingdom, without giving a stop for nothing, at any occasion, not even by death. And I send you-he said. He wants all men to be saved and come to know the full truth. This is not a credo to which you cling, but the revelation of a clear deeds, “of the goods that we received,” and it means that we have the inherent capacity forward, to be able to communicate something like that. Although it is the only mediator between God and men, the man Christ Jesus, who was a ransom for all men, yet we are brokering the Mother of God, ever virgin Mary. It is only through the intercession- advocacy. But only the mediation of Christ is the “realization” of salvation history … Today this community, “our flock,” is great, therefore, I pray with our group “this meeting, the holy flock” for the necessary grace, the gifts of the Holy Spirit to all families of ours. for the next century of the implementation of charity in people and the society. Let your family have persevered in the hope of life for others. May you want an interesting culture of life in God. Along with your pastors I pray about it, especially with the new Bishop of the Diocese of Rev. Gregory, Father George the parish priest, Father Peter, his partner. Be interested in building the temple of God in your hearts. It must be our all prayer, that the truth will be revealed in the human heart, he cannot be a prayer as request. An intercession, testimony and act of grace they must have been crossed to be formed by Christian’ prayer… until the day of Christ Jesus … Our prayer must extend to all people … May you remain these commandments to go finally to eternal life, firmly, without anger, or even bad intentions, in uprightness of heart and the reality of our actions … May our grateful remembrance will also cover all of our parishioners who have died already and they have gone for an eternal reward to the Lord, especially pastors and priests, our Friends, who despite the hardships of everyday life, they would have wanted to help to everyone of us, also they one who might have helped me personally, to come to the altar of the Lord here. And now it is my honor to be so close to God, the Son of God and his Mother. This moment of joy it can never be repeated. I wish you gathered here health for the longest years of your life and God’s greater blessings, prosperity and more patience in a loving of a difficult man, of the first hundred of the third millennium. Today by the bundle of human revelations God has enriched us again. May God irradiates the life of everyone of you without interruption. May the neighbors of ours, they still show up for ever . We cannot replace each other there, but we are not thrown for fattening. We have to do better and better. Understanding the second, it still to speak. We are beings different, but let’s be happy, not afflicted, tormented each other…Mary, the mother of God, lead us!… Peace and the good to all. May we can obtain the mercy of the Lord.

jubileusz

Stanisław Barszczak—Nakryty stół i droga bliskości—
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Przez kilka ostatnich miesięcy w parafii, gdzie się wychowałem, następnie sprawowałem moją pierwszą Mszę świętą-prymicję przed dwudziestu czterema laty, wierni wraz z duszpasterzami przygotowywali się na świętowanie setnej rocznicy dedykacji i konsekracji swej świątyni. Kościół- jedyna bliskość, w Dąbrowie Górniczej-Ząbkowicach, zrodzony w trzeciej linii, z parafii w Chruszczobrodzie (do XVIII wieku), następnie ze wspólnoty w Gołonogu (cały wiek XIX), ostatecznie dedykowany został trzeciej Osobie Boskiej, świętemu Duchowi. On przeszedł pomyślnie wszystkie okresy dziejów ludzi tej ziemi, przechodził swą długą drogę. Z tej okazji pozwólcie, że powiem słów kilka każdemu z was. Przed nami chodzili po ziemi święty Frańciszek, święty Ojciec Pio i inni. Gdzie oni, powiedzmy tylko święty O. Pio, nauczył się kochać Boga i ludzi? W eucharystii, podczas eucharystii, ‘tam’, trzeba bowiem przemodlić wszystko przed spotkaniem z bliźnimi. Na eucharystii łamie się chleb (spezzare)…kapłan zastępując Chrystusa mówi: czyńcie to na moją pamiątkę… Chciejcie to czynić również wy w każdym momeńcie życia. Te słowa konsekracyjne są tymi samymi, właśnie tego samego Chrystusa, od pierwszej Eucharystii. A odpowiedź odnośnie „tajemnicy zbawienia narodów” rezyduje w fakcie, że Chrystus Jezus przez śmierć opłaconą jako okup, wziął na siebie, nie jedyną małą ludzkość, tego lub tamtej, lecz całe Człowieczeństwo; wszystkich ludzi, to znaczy całego Człowieka, podobnie jak przyjął całą Boskość… Jesteśmy święci, więcej jak te kamienie kościelne. Czynimy pamięć naszego chrztu. Przez moc świętego Ducha staliśmy się święci. Ta uroczystość, oto pochwała, czyn wdzięczności uczyniony Bogu. Prawda wiary niedostępna samemu rozumowi ludzkiemu. Pożądane przekroczenie reguły czy nawe przykazania Boskiego-miejsce pęknięcia między Bogiem a człowiekiem- my wszyscy ludzie! Zapowiedź zbawienia, oto nagłość, która nie została pomniejszona od kiedy Chrystus posłał swych uczniów. Chrześcijanin znaczy już służyć. A sługa jest patronem… Jezus posłał uczniów, by zapowiadali przybycie Królestwa, nie dając się zatrzymywać przez nic, nawet przez śmierć. I ja was posyłam. On chce, żeby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania w pełni prawdy. To nie jest credo, do którego trzeba przylgnąć, lecz objawienie jasne „dóbr, które otrzymaliśmy” i że mamy mieć bynajmniej w sobie zdolność przekaziciela. Choć jedyny jest pośrednik między Bogiem i ludźmi, Człowiek, Jezus-Chrystus, który był dany na okup za wszystkich ludzi, to jeszcze mamy pośrednictwo Matki Boga, zawsze dziewicy Marii. Jest ono tylko pośrednictwem-wstawiennictwem, orędownictwem. Jedynie pośrednictwo Chrystusa jest „realizacją” zbawienia… Dzisiaj historia tej wspólnoty, “naszej trzódki”, jest wielka, zatem modlę się z grupą „zebranej, świętej owczarni” o konieczne łaski, dary Ducha świętego na następne stulecie realizacji miłości w życiu nas ludzi i tego społeczeństwa. Niech wasze rodziny wytrwają w nadziei życia dla bliźnich, chciejcie interesującej kultury życia Bożego. Wraz z Waszymi Duszpasterzami modlę się o to, szczególnie z nowym Biskupem Diecezji Księdzem Grzegorzem, księdzem Proboszczem Jurkiem, z księdzem Piotrem, jego współpracownikiem. Bądźcie zainteresowani w budowaniu świątyni Boga w waszych sercach. Modlitwa musi być naszą; żeby prawda objawiła się w sercu ludzi, nie może być modlitwą żądania; wstawiennictwo, świadectwo i czyn łaski muszą być skrzyżowane, żeby uformowały modlitwę chrześcijańską… aż do dnia Chrystusa Jezusa…Nasza modlitwa musi rozszerzyć się na wszystkich ludzi… zachowajmy te przykazania, by w końcu przejść do życia wiecznego, święcie, bez złości, czy nawet złych intencji, w prawości serca i realności naszych czynów… Niech nasza wdzięczna pamięć obejmie także wszystkich, którzy z naszej parafii już odeszli po nagrodę wieczną do Pana, zwłaszcza Księży Proboszczów i Przyjaciół, którzy pomimo trudów codziennego życia, chcieli udzielić pomocy każdemu, również mnie pomagali w dojściu do ołtarza Pana. Jest moim więc zaszczytem być blisko Boga, Syna Bożego i jego Matki. Ten moment radości może się już nigdy nie powtórzyć. I życzę wam tutaj zebranym zdrowia na jak najdłuższe lata waszego życia i większego błogosławieństwa Bożego, pomyślności i więcej cierpliwości w miłowaniu trudnego człowieka pierwszej setki trzeciego tysiąclecia. Mario prowadź… Pokój i dobro wszystkim, byśmy mogli uzyskać miłosierdzie Pana.

tale, part 2

III
(Cardinal de Bricassart of several brothers and priests haunts mission in Africa)
Thomas, Director priest, of the place titled “banda”: I arrived on a mission. That’s “The Thorn Birds.” This is the RPA, an extremely rare virus that usually targets people in world – which makes it racist, by the way… There are often black and white arguments behind our mission.
Christopher: We must work in the world, your eminence. The world is thus.
Eminence: No, Thomas. Thus have we made the world… thus have I made it.
Christopher: If might is right, then love has no place in the world. It may be so, it may be so. But I don’t have the strength to live in a world like that, Thomas.
Christopher: I cannot and will not accept a challenge from a priest. His cloth protects him.
Marius: My cloth protects ‘you’!
So, your Holiness, now your priests are dead, and I am left alive. But in truth it is I who am dead, and they who live. For as always, your Holiness, the spirit of the dead will survive in the memory of the living.
(it’s coming group of young people from boarding of the priest Thomas, a boy touches the button cassock of Cardinal, the questions have no end, like for example why the Cardinal does not have a shirt buttoned to the neck)
Eminence: Tell them they must leave the missions. I move you closer to Mount Kilimanjaro. They must submit to the will of God.
Marius: They say it was the will of God that they came out of the jungle and built the mission. They don’t understand why God has changed his mind.
Thomas: With an orchestra, the missionaries like them we could have subdued the entire continent. Moreover, if I had not had that carnal knowledge of Africa, if I had not received the heritage of my life before my birth, what would I become? In gusts that overwhelm me and through my dizzy I can get to know each other, God’s child. Not only is this child’s memory, extremely accurate for all the sensations, smells, tastes, the feeling of relief or empty, the sense of time … It was by this acting that I understand all human a life now .
Moreover, you know the religious leaders may suggest that God did not need to light a torch to set the universe in motion because he created all the matter in the universe, thus causing gravity to exist…
You imagine…Twenty four years ago, preached a sermon from the pulpit in a church in Konopiska. When I finished the sermon I went back to the altar of the church and Mr Stanisław who stood near the doors of the sacristy gave the utmost fascination with words which I presented during the homily. I will never forget his inner joy there from heard the words of love for God and man… I am looking for a fascination with the latter.
Cracow was unusual. I remember my fascination with another still life from the time of my stay in the most Polish city in the years 1980-1992. I loved especially the Kazimierz district of Krakow space, St. Catherine. It was there at some time Dean moved today’s department of philosophy at the University of John Paul II. Historical krużkanek, closes around the church, the Chapel of Adoration of the Blessed Sacrament, lecture halls of the old purpose done monks, the canonics of Lateran, thick walls, high ceilings, ongoing repairs, alter the previously furnished differently, and work around the interior of the nearby monastery of the Lateran’s Canonics.
At time of the life of mother I would have seem lived to her. But now it seems that it was not love, although I lived for it. So, I live only for the children of generations of our time now…

IV The feast at Goa in India
Dr. Marius, a wealthy, respected doctor, a photographer and tamer of lions and leopards, opens the story when he learns of a friend’s death. At time of the feast of St. Francis Xavier in India, he meets there the haughty and beautiful Fermina. Marius tells her about the trials of growing old, and of Polish Queen, the Lady of Częstochowa. The character of Fermina is also expertly developed. She makes sudden changes in her life, and while they are very surprising, they correspond perfectly with her haughty and indecisive personality. Marius is a passionate man and this passion is felt strongly throughout Love in God. Then Francesca is sitting on her porch minding her own business while her family was out of town, suddenly finds her world turned upside down by a stranger. Marius, a photographer, wandered up to her asking for directions, and things were never the same. The passionate encounter lasted for just a few days, but the love was powerful enough to last a lifetime.
Marius: It was in the beginning, at the very beginning, when there was nobody on the sea, nothing more than birds and sunlight. Since childhood I had dreamed of going there, to this place where all began and all ended. They spoke of it as though of a secret, like a treasure. In Nantucket they all spoke about it, talking as though drunk. They said that over there in California there existed a secret place in the ocean where the whales went to birth their young, and where the old females went to die. There was this reservoir, this immense shallow in the sea, where they gathered by the thousands, the youngest along with the oldest, and the males formed a protective circle around them to prevent orcas and sharks from entering, and the sea roiled under the crash of fins, the sky grew misty with the spray of blowholes, with the cries of the birds sounding like a forge…
Fermina: There many other stories of this place as though they had seen it. And I, on the piers of Nantucket, I listened to them and also remembered as though I had been there…And now it all has disappeared. I remember it, it is as though my life has been this dream alone, in which everything that was beautiful and new in the world was undone, destroyed. I never returned to Nantucket. Does the ripple of this dream still exist? Returning to the country of mine…
Marius: For its part, I want to me alone, but holiness is not by me but by the church, by us!

V Villa on the ranch at the foot of Mount Kilimanjaro
(Marius is good friends with one of the richest woman in all world. Helen falls in love with Marius, who loves her in return without borders now, but doesn’t requite her love as he is pursuing his ambition. A later marriage with an abusive Alexander and an illicit love affair leaves Helen with two children. She returns home now after her Marius’ last meeting by train)
Africa burns like a secret, like a fever. Divers left the water of deep lake… The sign carved into the skin of the Marius’ face, like writing upon stone. It is the sign which entered him, touched his heart, marked him, too, on his too white face, on his skin where from birth there has never been the mark of the burn. But now he feels this burn, this secret. Men and women of the Africa people, in the streets of village; absurd shadows wandering in the alleyways of red dust, among the acacia groves, with their herds of goats and their dogs. Only some of them wear on their faces the sign of their ancestor, the sign of the sun. Marius went to the hotel. It was she who came into the hall. Helen was unusual. If the people we love are stolen from us, If the people we love are stolen from us,
The way to have them live on, is to remember them. Buildings burn, people die, but real love-I was thinking. I knew her. I remember I fell in love with this girl in Prague. My bride and I fell in love at first sight… maybe I should have taken a second look. She was beautiful. So, I gave her my heart and she gave me a pen. I would rather have had one breath of her hair, one kiss from her mouth, one touch of her hand, than eternity without it. She looked like stop the death outside the door , if she wanted to tell me everything, and that there is no strength. Then I saw her once in a dream. She grabbed me in the alley behind my church, she pressed me up against the wall, she kissed me. I was so happy I thought I would die, I felt like Richard Chamberlain in “The Thorn Birds”, you know with Maggie in the attic. How lucky I am to have something that makes saying goodbye so hard. Kiss me. -Kiss me as if it were the last time, she said. -Your eyes are the sweetest stars I’ve ever seen- I added. When I pulled back, I saw the astonished look in his face, a look that turned into a smile and then laughter. After searching for something to say for what seemed to me like hours, he took my hand and said, “Well, I guess we’re lucky tonight. Both our wishes came true.”

tale 82

stanislaw Barszczak— The Letter to my friend—
Beloved John. I remember well the 1979-1980 school year and my travel by train in an unknown land. Szczecin was powerful. In me there was waking up a premature solidarity of this land. As a child as I was, I’ve seen there a violation of law also, not subject to discussion. The bustling town, in the human bustle, walking and private life, I found a violation there tangled by a human-divine history. Szczecin gave an enthusiasm of my youth. It is difficult to say now, after so many disasters and leaves.
Not many are already familiar with this feeling, which I wish to say a bit. Orphan raised by my mother only, my stay at the Minor Seminary, extramural exams before the state secondary school, life of an uncle and a godmother in Szczecin, they created an exceptional situation. Listen to legendary tales of sea voyages my uncle, who lived on the next ship between two worlds, a night-long talks with my aunt, our happy afternoon shopping in town, the city with its beautiful squares, outgoing starlike streets around the square in the example of Paris, they were not the only three I can see more of them constantly. Evening meeting for a coffee with friends and my aunt. Together for the exam in Szczecin joining with me two friends else from the seminary. I would like to mention, there were three companions of joys and miseries like in the Promised Land of S.Reymont. Thank God, all this was for me very strange, strange in a good sense of the word. We did not have any clubs, sports halls, rules. When I look at the picture of “Wały Chrobrego” close to a river’s coastline, I cannot believe this is the same place: a large open space, with the same lawns, monumental facade of Provincial Offices and the Maritime School. The photo shows a picture of something, after all the cold, almost austere, reminiscent of the Empire of Bismarck, a mixture of English military camp and German splendor. Here, in this setting, I experienced moments of my life wild, free, almost dangerous. I will never forget the freedom of movement, thought and emotion that I have ever known at time. This life was in complete freedom. It was a counterbalance to the recent sad end of my childhood in the seventies of last century. In Szczecin arose my secret treasure of the light of the past, which I can never lose. Had I not had this ‘carnal knowledge’ of the city, if I had not received the heritage of my life before I was born, then who I would be today? Today, I exist, undertake further travel, my colleagues have founded a family, I am rooted in other places. But with every moment, as the ethereal substance, which circulates between the walls of reality, is penetrated by long ago viewed the shipbuilding city of Szczecin. It is not only the memory of the child, extremely accurate for all the sensations, smells, tastes, feelings of relief or vacuum, a sense of time, which now includes the clever writing. This memory is not only mine. It is also a time of memory before I was born when my father and mother walked along the roads of the Cracow’s region. The memory of the mother’s hopes and fears, her loneliness, her suffering. There were the brief moments of happiness only when my father and mother are united in love and had felt eternity. Then they went into the path of freedom. Each in his own way. Then, only the heights of the mountains during a sunny day and a huge moon that hung in the evening sky had tested of this love. My old dream, do not deceive me. If my father became at the end a letter I have received from the people, this one of the age-old song about human love, then I can express now the latter idea about my mother, because she was once embraced me and kissed me, and nursed at a time when I would begin and was conceived.
When I was eight years it came to us on Christmas time with the carol the priest, his name was Father E. Liszka. He looked at me and I knew that I would be an altar boy. It was ultimately the role in which my mother was very fond of me. In turn, when I went to school my mother often complained that I liked Adam more than her love of me. During my university, because we had a really close relationship, she always was speaking to me: Holy Father speaks from memory, never hesitance. Are you so you could that. Thank God she died in old age. You mentioned, you had with her a very close relationship, because you raised in a very difficult conditions. Yes, it’s true. I assume that your mother was your sharpest critic. So it was indeed. She was very hardworking, have I seen never her come as the black in my life, perhaps only once while she had been contaminated with soot or coal dust. But it was never, that she especially praised me. Before the others she was very proud of me, but she never showed this to me. I often am being criticizing by me rather a bit. Is it something from that time what it left in me so far? It was rather constantly confrontation with greater criticism as praise. And today, I make an impression I would like a bit of self doubt. Well, I was never pleased with himself. I always find something I could hang on me, and I’m never completely satisfied. I think that the correct picture of any actor or artist, if I may say so, that was never completely happy with its performance, then rising again, the motivation to do better work, and one day may be a little better. So I’m still a dynamic and evolving. The moment in which someone is happy and says it was really great, it was great, it’s like to do a step back, and then forward again, but this is no longer the same pace. Too much to think and too much doubt, it can be paralyzing. Have there been such steps in your life? No, I do not. I can speculate, and I think a lot, but not to self-destruction. I have no doubt, but not this kind of art that I could say that “I cannot do so, that it is too high,” etc. There are of course always be a place where I ask myself: “Can I? Do I need to play this role? Life is a game, is the struggle against evil. I told you already too many times: I cannot play or should play, because in this “corner” I do not know too well. But it is also the place where I can say: “It’s not for me.” Such a role is. But even if I try to persuade them into something, and when this is something new, it’s above all do not agree with my image. Well, there are certainly a lot of people who ask for advice. These are mainly women, are friends that I always had in my biography, counselors were for me – of course, beyond my mother. Women are increasingly going further, and are geared to hear more. Men are mostly associated themselves with their own careers, with their own problems. So when I need advice, then seek advice from women … I am often asked about the relationship with the young spouses. In these discussions someone mentioned once: “First, it was so, and I cannot even recommend this to all, here we were married seventeen years after the trial.” Today I thought about it again. I think that many couples get married too quickly. I want to say that a longer trial period would be quite good. It would not be bad if many couples with marriage a little wait, until they would think that it really is already operational. Then, when it comes to marriage too quickly, it often brings tears and divorce. You have successfully exceed the long waiting period, and in which we were not overly confident, and we did not want evil. After such a time comes to big decisions, now the ‘it’ can go in the right direction. I think it’s always just a pity that there are fractures, separations, and many comments from these rations. Divorce comes when we are, what I said here, we are experiencing something at the very moment only. I have moments in your life very happy. It was so, then never experienced what time in the theater, here I am in the theater during one of my awards ceremony, this minute standing ovation: the people were totally behind us. What made them? I already lived through, I cannot deny. But I was surprised because I thought that this is possible because the authority, which is to be in the audience cannot be assessed. I always think, “Oh, you know, people you do not know.” I am very happy with private life, I have come quite a difficult childhood behind. You say, childhood is tied in particular by the relationship between you and your mother was very beautiful, but also very hard, because you had to push, strain toward the latter happiness … I gotta go, because it is already late. With regards, yours sincerely.

rocznicowa opowieść

Stanisław Barszczak—List do Przyjaciela—
Janku Kochany. Pamiętam dobrze rok szkolny 1979-1980 i moje ówczesne podróże koleją w nieznane. Szczecin był potężny. We mnie budziła się już przedwczesna solidarność tej krainy. Dla dziecka jakim byłem, gwałt tutaj był powszechny, nie podlegał dyskusji. W tętniącym życiem mieście, w ludzkiej bieganinie po mieście, spacerach i prywatkach, odnalazłem gwałt splątanej historii ludzko-boskiej. Szczecin dał entuzjazm mej młodości. Trudno jest mówić dziś, po tylu klęskach i opuszczeniach. Niewielu znają już to uczucie, o którym pragnę nieco powiedzieć. Półsieroctwo, mój pobyt w niższym seminarium, eksternistyczne egzaminy przed maturą państwową, wujek i chrzestna matka w Szczecinie, stworzyły wyjątkową sytuację. Odsłuchiwanie legendarnych opowieści o dalekomorskich podróżach wujka, żyjącego na kolejnych statkach między dwoma światami z ust cioci, nasze szczęśliwe popołudniowe zakupy na mieście, z przepięknymi placami i rozchodzącymi się od nich gwieździście ulicami, nie było ich wówczas tylko trzy, widzę ich więcej. Wieczorne spotkania na kawie z przyjaciółmi cioci i moimi. Wspólnie do matury w Szczecinie przystępowało ze mną jeszcze dwóch kolegów z seminarium. Nie sposób w tym miejscu wspomnieć trzech towarzyszy doli i niedoli z Ziemi Obiecanej Reymonta. Dziękuję Bogu, wszystko to było dla mnie zupełnie dziwne, obce w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie mieliśmy żadnych klubów, hal sportowych, reguł. Kiedy patrzę teraz na zdjęcie Wałów Chrobrego, nie mogę uwierzyć, to jest to samo miejsce: duża otwarta przestrzeń, z tak samo skoszonymi trawnikami, monumentalnym frontonem Urzędów Wojewódzkich i Szkoły Morskiej. Zdjęcie przedstawia mimo wszystko obraz czegoś zimnego, niemal surowy, przypominający Imperium Bismarcka, mieszankę obozu wojskowego i angielskiego przepychu. Tutaj, w tym ustawieniu, przeżyłem chwile mojego życia dzikie, wolne, niemal niebezpieczne. Nigdy nie zapomnę swobody przemieszczania się, myśli i emocji, jakie w ogóle znane mi były wówczas. To życie w całkowitej wolności. To była przeciwwaga to ostatniego smutnego końca mojego dzieciństwa w latach siedemdziesiątych ubiegłegoi stulecia. W Szczecinie stał mój tajny skarb światła przeszłości, którego nigdy nie mogę stracić. Gdybym nie miał tego ‘lubieżnego’ miasta, gdybym nie otrzymał dziedzictwa mojego życia przed moim narodzeniem, czym byłbym dzisiaj? Dzisiaj, istnieję, podejmuję kolejne podróże, moi koledzy założyli rodziny, ja jestem zakorzeniony w innych miejscach. Jednak z każdą chwilą, jak substancja eteryczna, która krąży między ścianami rzeczywistości, jestem przenikany przez dawno temu oglądane stoczniowe miasto Szczecin. Jest to nie tylko pamięć dziecka, niezwykle dokładna dla wszystkich wrażeń, zapachów, smaków, uczuć ulgi lub próżni, poczucia czasu, którą zawieram teraz rozumnie w piśmie. Ta pamięć jest nie tylko moja. Jest to również czas pamięci przed moim urodzeniem, kiedy mój ojciec i matka razem chodzili po drogach regionu podkrakowskiego. Pamięć o nadziejach i obawach matki, jej samotność, jej cierpienia. Krótkie chwile szczęścia, kiedy mój ojciec i matka są zjednoczeni w miłości i czują wieczne. Następnie udali się na ścieżkę wolności. Każdy w swoją stronę. Potem tylko wyżyny gór podczas słonecznego dnia i olbrzymi księżyc, który wisiał na wieczornym niebie zaświadczały o tej miłości. Mój stary śnie, nie oszukuj mnie. Jeśli mój ojciec stał się w końcu otrzymanym przeze mnie listem o odwiecznej pieśni o ludzkiej miłości, to mogę wyrazić teraz myśl ostatnią o mojej matce, ponieważ właśnie ona kiedyś objęła mnie i pocałowała; i karmiła w momencie, gdy mnie poczynała, w chwili, gdy zostałem poczęty.
Kiedy miałem osiem lat przyszedł do nas po kolędzie ksiądz Liszka. Spojrzał na mnie i wiedziałem już, że będę ministrantem. To była ostatecznie rola, w której moja matka bardzo lubiła mnie. Z kolei gdy chodziłem do szkół mama często narzekała, że Adama ceniłem bardziej od Niej. W czasach moich szkół wyższych, ponieważ mieliśmy ze sobą naprawdę bardzo bliskie stosunki, mówiła zawsze: Ojciec święty mówi z pamięci, nigdy się nie zająknie. Czy ty byś tak potrafił. Bogu dzięki zmarła w sędziwym wieku. Ty mówisz: mieliście ze sobą bardzo bliskie stosunki, bo matka wychowywała cię w bardzo trudnych warunkach.Tak, to prawda. Zakładam, że twoja matka byla twoim najostrzejszym krytykiem. Tak było rzeczywiście. Była bardzo pracowita, chodź nigdy w życiu nie widziałem jej czarnej, może jedynie raz zabrudzoną sadzą czy węglowym pyłem. Ale nigdy nie było tak, że ona szczególnie chwaliła mnie. Przed innymi była bardzo dumna ze mnie, ale nigdy nie pokazywała tego przede mną. I zawsze wcześniej mnie krytykowała raczej nieco. Czy to jest coś, co z tamtego czasu pozostało we mnie do tej pory? To było raczej ustawicznie konfrotnowanie się z większą krytyką jak pochwałą. I dziś sprawiam wrażenie, jakbym chciał nieco w siebie powątpiewać. Cóż, nigdy nie byłem z siebie zadowolony. I zawsze znajduję coś, co mógłbym zawiesić na mnie, i nigdy nie jestem w pełni zadowolony. Myślę, że co do właściwego obrazu każdego aktora lub artysty, jeśli wolno tak powiedzieć, żeby nigdy nie był zupełnie zadowolony z jego osiągnięć, wówczas rośnie znowu znowu motywacja do lepszej pracy, i pewnego dnia może się trochę poprawić. Więc nadal jestem dynamiczny i ewoluuję. Moment, w którym jeden jest szczęśliwy i mówi, że było naprawdę świetnie, było wspaniale, to jakby czynić krok do tyłu, a następnie do przodu, ale to nie jest już to samo tempo. Za dużo rozmyślać i zbyt wiele powątpiewać, to może być paraliżujące. Czy wystąpiły takie etapy? Nie, nie mam. Mogę spekulować, ale dużo myśleć, ale nie do samozniszczenia. Mam wątpliwości, ale nie są tego rodzaju sztuką, że mógłbym powiedzieć, że “nie mogę tak zrobić, że to nie uchodzi” itp. Istnieje oczywiście zawsze miejsce, w którym zadaję sobie pytanie: “Czy mogę? Czy powinienem zagrać tę rolę? Mówiłem sobie tak już zbyt wiele razy: Nie mogę grać lub grać nie powinien, bo w tym” kącie ” nie znam się zbyt dobrze. Ale jest również miejsce, w którym mogę powiedzieć: “To nie dla mnie.” Takie role właśnie. Ale nawet jeśli staram się przekonywać do czegoś, i kiedy jest to coś zupełnie nowego, to już przede wszystkim nie zgadza się z moim obrazem. Chodzi w tym przypadku na pewno o wiele osób, które pytam o radę. Są to głównie kobiety, są przyjaciółmi, które zawsze miałem w mojej biografii, były dla mnie doradcami – oczywiście poza moją matką. Kobiety są w większym stopniu idą dalej i nastawione są, by słyszeć więcej. Mężczyźni są w większości związani sobą, z własną karierą, z własnymi problemami. Więc kiedy potrzebuję porady, to szukam rady u kobiet … Często jestem pytany o relacje z młodymi małżonkami. Przy tych rozmowach ktoś wspominał pewnego razu: „Po pierwsze, to było tak, i nie mogę nawet polecić tego wszystkim, oto myśmy się pobrali po siedemnastu latach próby.” Właśnie dziś pomyślałem o tym jeszcze raz. Myślę, że wiele małżeństw zbyt szybko biorą ślub. Chcę więc powiedzieć, że dłuższy okres próbny byłby dość dobry. Nie byłoby źle, gdyby wiele par z małżeństwem trochę zaczekali, do czasu, gdy uznaliby, że ono naprawdę już funkcjonuje. Wtedy, kiedy do małżeństwa dochodzi zbyt szybko, często przynosi to łzy i rozwody. Trzeba poprawnie przekroczyć ten długi okres oczekiwania, w którym i nie byliśmy nazbyt pewni i nie chcielibyśmy zła. Po takim czasie dochodzi do wielkiej decyzji, oto teraz ‘to’ może iść w dobrym kierunku. Myślę, że to zawsze szkoda tylko, że istnieją takie złamania, separacje i wiele uwag z tej racji. Rozwód przychodzi, gdy my to, co tutaj powiedziałem, akurat w momencie przeżywamy. Mam chwile w życiu bardzo radosne. To było tak, nigdy nie przeżyłem potem tego, co raz w teatrze-oto jestem w teatrze podczas jednej z ceremonii wręczania mi nagrody, te minutę na stojąco owacje: ludzie byli absolutnie poza sobą. Co się dokonało w nich? Ja to już przeżyłem, nie mogę zaprzeczyć. Ale byłem zaskoczony, bo nie uważałem tego za możliwe, ponieważ autorytetu, jaki ma się wśród publiczności nie można ocenić. Zawsze myślę: “Och, wiesz, ludzie wcale cię nie znają.” Bardzo cieszę się z życia prywatnego, chodź mam stosunkowo bardzo trudne dzieciństwo za sobą. To dzieciństwo zawiązane zwłaszcza poprzez relację między tobą a twoją matkę było bardzo piękne, ale również bardzo twarde, ponieważ musieliście się forsować, wysilać ku ostatniemu szczęściu. Muszę kończyć, ponieważ jest już późno, ściskam cię najserdeczniej.