Stanisław Barszczak—List do Przyjaciela—
Janku Kochany. Pamiętam dobrze rok szkolny 1979-1980 i moje ówczesne podróże koleją w nieznane. Szczecin był potężny. We mnie budziła się już przedwczesna solidarność tej krainy. Dla dziecka jakim byłem, gwałt tutaj był powszechny, nie podlegał dyskusji. W tętniącym życiem mieście, w ludzkiej bieganinie po mieście, spacerach i prywatkach, odnalazłem gwałt splątanej historii ludzko-boskiej. Szczecin dał entuzjazm mej młodości. Trudno jest mówić dziś, po tylu klęskach i opuszczeniach. Niewielu znają już to uczucie, o którym pragnę nieco powiedzieć. Półsieroctwo, mój pobyt w niższym seminarium, eksternistyczne egzaminy przed maturą państwową, wujek i chrzestna matka w Szczecinie, stworzyły wyjątkową sytuację. Odsłuchiwanie legendarnych opowieści o dalekomorskich podróżach wujka, żyjącego na kolejnych statkach między dwoma światami z ust cioci, nasze szczęśliwe popołudniowe zakupy na mieście, z przepięknymi placami i rozchodzącymi się od nich gwieździście ulicami, nie było ich wówczas tylko trzy, widzę ich więcej. Wieczorne spotkania na kawie z przyjaciółmi cioci i moimi. Wspólnie do matury w Szczecinie przystępowało ze mną jeszcze dwóch kolegów z seminarium. Nie sposób w tym miejscu wspomnieć trzech towarzyszy doli i niedoli z Ziemi Obiecanej Reymonta. Dziękuję Bogu, wszystko to było dla mnie zupełnie dziwne, obce w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie mieliśmy żadnych klubów, hal sportowych, reguł. Kiedy patrzę teraz na zdjęcie Wałów Chrobrego, nie mogę uwierzyć, to jest to samo miejsce: duża otwarta przestrzeń, z tak samo skoszonymi trawnikami, monumentalnym frontonem Urzędów Wojewódzkich i Szkoły Morskiej. Zdjęcie przedstawia mimo wszystko obraz czegoś zimnego, niemal surowy, przypominający Imperium Bismarcka, mieszankę obozu wojskowego i angielskiego przepychu. Tutaj, w tym ustawieniu, przeżyłem chwile mojego życia dzikie, wolne, niemal niebezpieczne. Nigdy nie zapomnę swobody przemieszczania się, myśli i emocji, jakie w ogóle znane mi były wówczas. To życie w całkowitej wolności. To była przeciwwaga to ostatniego smutnego końca mojego dzieciństwa w latach siedemdziesiątych ubiegłegoi stulecia. W Szczecinie stał mój tajny skarb światła przeszłości, którego nigdy nie mogę stracić. Gdybym nie miał tego ‘lubieżnego’ miasta, gdybym nie otrzymał dziedzictwa mojego życia przed moim narodzeniem, czym byłbym dzisiaj? Dzisiaj, istnieję, podejmuję kolejne podróże, moi koledzy założyli rodziny, ja jestem zakorzeniony w innych miejscach. Jednak z każdą chwilą, jak substancja eteryczna, która krąży między ścianami rzeczywistości, jestem przenikany przez dawno temu oglądane stoczniowe miasto Szczecin. Jest to nie tylko pamięć dziecka, niezwykle dokładna dla wszystkich wrażeń, zapachów, smaków, uczuć ulgi lub próżni, poczucia czasu, którą zawieram teraz rozumnie w piśmie. Ta pamięć jest nie tylko moja. Jest to również czas pamięci przed moim urodzeniem, kiedy mój ojciec i matka razem chodzili po drogach regionu podkrakowskiego. Pamięć o nadziejach i obawach matki, jej samotność, jej cierpienia. Krótkie chwile szczęścia, kiedy mój ojciec i matka są zjednoczeni w miłości i czują wieczne. Następnie udali się na ścieżkę wolności. Każdy w swoją stronę. Potem tylko wyżyny gór podczas słonecznego dnia i olbrzymi księżyc, który wisiał na wieczornym niebie zaświadczały o tej miłości. Mój stary śnie, nie oszukuj mnie. Jeśli mój ojciec stał się w końcu otrzymanym przeze mnie listem o odwiecznej pieśni o ludzkiej miłości, to mogę wyrazić teraz myśl ostatnią o mojej matce, ponieważ właśnie ona kiedyś objęła mnie i pocałowała; i karmiła w momencie, gdy mnie poczynała, w chwili, gdy zostałem poczęty.
Kiedy miałem osiem lat przyszedł do nas po kolędzie ksiądz Liszka. Spojrzał na mnie i wiedziałem już, że będę ministrantem. To była ostatecznie rola, w której moja matka bardzo lubiła mnie. Z kolei gdy chodziłem do szkół mama często narzekała, że Adama ceniłem bardziej od Niej. W czasach moich szkół wyższych, ponieważ mieliśmy ze sobą naprawdę bardzo bliskie stosunki, mówiła zawsze: Ojciec święty mówi z pamięci, nigdy się nie zająknie. Czy ty byś tak potrafił. Bogu dzięki zmarła w sędziwym wieku. Ty mówisz: mieliście ze sobą bardzo bliskie stosunki, bo matka wychowywała cię w bardzo trudnych warunkach.Tak, to prawda. Zakładam, że twoja matka byla twoim najostrzejszym krytykiem. Tak było rzeczywiście. Była bardzo pracowita, chodź nigdy w życiu nie widziałem jej czarnej, może jedynie raz zabrudzoną sadzą czy węglowym pyłem. Ale nigdy nie było tak, że ona szczególnie chwaliła mnie. Przed innymi była bardzo dumna ze mnie, ale nigdy nie pokazywała tego przede mną. I zawsze wcześniej mnie krytykowała raczej nieco. Czy to jest coś, co z tamtego czasu pozostało we mnie do tej pory? To było raczej ustawicznie konfrotnowanie się z większą krytyką jak pochwałą. I dziś sprawiam wrażenie, jakbym chciał nieco w siebie powątpiewać. Cóż, nigdy nie byłem z siebie zadowolony. I zawsze znajduję coś, co mógłbym zawiesić na mnie, i nigdy nie jestem w pełni zadowolony. Myślę, że co do właściwego obrazu każdego aktora lub artysty, jeśli wolno tak powiedzieć, żeby nigdy nie był zupełnie zadowolony z jego osiągnięć, wówczas rośnie znowu znowu motywacja do lepszej pracy, i pewnego dnia może się trochę poprawić. Więc nadal jestem dynamiczny i ewoluuję. Moment, w którym jeden jest szczęśliwy i mówi, że było naprawdę świetnie, było wspaniale, to jakby czynić krok do tyłu, a następnie do przodu, ale to nie jest już to samo tempo. Za dużo rozmyślać i zbyt wiele powątpiewać, to może być paraliżujące. Czy wystąpiły takie etapy? Nie, nie mam. Mogę spekulować, ale dużo myśleć, ale nie do samozniszczenia. Mam wątpliwości, ale nie są tego rodzaju sztuką, że mógłbym powiedzieć, że “nie mogę tak zrobić, że to nie uchodzi” itp. Istnieje oczywiście zawsze miejsce, w którym zadaję sobie pytanie: “Czy mogę? Czy powinienem zagrać tę rolę? Mówiłem sobie tak już zbyt wiele razy: Nie mogę grać lub grać nie powinien, bo w tym” kącie ” nie znam się zbyt dobrze. Ale jest również miejsce, w którym mogę powiedzieć: “To nie dla mnie.” Takie role właśnie. Ale nawet jeśli staram się przekonywać do czegoś, i kiedy jest to coś zupełnie nowego, to już przede wszystkim nie zgadza się z moim obrazem. Chodzi w tym przypadku na pewno o wiele osób, które pytam o radę. Są to głównie kobiety, są przyjaciółmi, które zawsze miałem w mojej biografii, były dla mnie doradcami – oczywiście poza moją matką. Kobiety są w większym stopniu idą dalej i nastawione są, by słyszeć więcej. Mężczyźni są w większości związani sobą, z własną karierą, z własnymi problemami. Więc kiedy potrzebuję porady, to szukam rady u kobiet … Często jestem pytany o relacje z młodymi małżonkami. Przy tych rozmowach ktoś wspominał pewnego razu: „Po pierwsze, to było tak, i nie mogę nawet polecić tego wszystkim, oto myśmy się pobrali po siedemnastu latach próby.” Właśnie dziś pomyślałem o tym jeszcze raz. Myślę, że wiele małżeństw zbyt szybko biorą ślub. Chcę więc powiedzieć, że dłuższy okres próbny byłby dość dobry. Nie byłoby źle, gdyby wiele par z małżeństwem trochę zaczekali, do czasu, gdy uznaliby, że ono naprawdę już funkcjonuje. Wtedy, kiedy do małżeństwa dochodzi zbyt szybko, często przynosi to łzy i rozwody. Trzeba poprawnie przekroczyć ten długi okres oczekiwania, w którym i nie byliśmy nazbyt pewni i nie chcielibyśmy zła. Po takim czasie dochodzi do wielkiej decyzji, oto teraz ‘to’ może iść w dobrym kierunku. Myślę, że to zawsze szkoda tylko, że istnieją takie złamania, separacje i wiele uwag z tej racji. Rozwód przychodzi, gdy my to, co tutaj powiedziałem, akurat w momencie przeżywamy. Mam chwile w życiu bardzo radosne. To było tak, nigdy nie przeżyłem potem tego, co raz w teatrze-oto jestem w teatrze podczas jednej z ceremonii wręczania mi nagrody, te minutę na stojąco owacje: ludzie byli absolutnie poza sobą. Co się dokonało w nich? Ja to już przeżyłem, nie mogę zaprzeczyć. Ale byłem zaskoczony, bo nie uważałem tego za możliwe, ponieważ autorytetu, jaki ma się wśród publiczności nie można ocenić. Zawsze myślę: “Och, wiesz, ludzie wcale cię nie znają.” Bardzo cieszę się z życia prywatnego, chodź mam stosunkowo bardzo trudne dzieciństwo za sobą. To dzieciństwo zawiązane zwłaszcza poprzez relację między tobą a twoją matkę było bardzo piękne, ale również bardzo twarde, ponieważ musieliście się forsować, wysilać ku ostatniemu szczęściu. Muszę kończyć, ponieważ jest już późno, ściskam cię najserdeczniej.