Lob der jugendliche Inspiration

Stanislaw Barszczak, Die Wahrheit über ein Mädchen namens Lola, 1 

Wenn ich schreibe, ich gehe mich in meinem Kopf nicht nach Warschau, aber immer noch vage Ort, ein wenig östlich der Tarnowskie Góry, an den Ort meiner Geburt. Ich werde auch sagen, dass seit meiner Kindheit ich war von der literarischen Bastelmaterial, die Bleistifte und Papier, und später von der Schreibmaschine und der Druckvorrichtung entzückt. Transformieren einige Erinnerungen und Phantasien und entdecken Sie die kleinen dunklen Flecken auf dem Papier, die schöne viele Male wiederholt werden, scheint mir noch, nach fast 30 Jahren, dass es die Art der Erstellung der Bücher, die magische und charmante Handlung eines technischen Prozesses betrifft. Um auf diese Weise zu verteilen, als eine Art Konfetti fällt auf die Köpfe und Schultern der Menschheit in den Buchhandlungen manifestiert und auf dem Magazin-ist sicherlich ein großes Privileg und Opposition, um die Rechte der Regel banal, aber so dass die Menschen einander kennen. Wie viel muss ich stehlen mich Fragen, wie viel und was der schönsten Zeugnisse Ende Monaten August ich sehe? Aber wir haben keine Alternative. Wir müssen bei der ersten Momente der menschlichen Schöpfung zu sein. Einmal ging Robert in das Kloster und lieh meines Buch über Lola aus… Als ich sah, die Abdeckung weithin bekannt, kam mir nur Erinnerungen, die ich beschloss Ihnen hier zu erzählen. I Müde, keuchend sie erreichten einen Garten des Pfarrhauses, und stiegen mit den Händen und mit Eile auf Wand aus Lehm, beschlagen Stiefel rutschte auf dem glatten Wänden wie in der heißen Hölle. Wenn sie vor der Tür waren, sobald eine Gastgeberin in das erste Wort des Pfarrers befahl ihnen außerhalb des Pfarrhauses des Pfarrers zu erwarten. Obwohl es am frühen Morgen war der Pfarrer Vincent einmal erschien im offenen Hemd, und wollte von uns alle zu wissen. Fast die ganze Nacht schaute er aus dem Fenster und starrte in die Ferne, streichelte er seine Finger starren, dicken Negro ihr Haar, mit Augen erhob, um die Sterne-Festnetze und klar, und das blinkende Licht am Zittern. Diejenigen, die am lebhaftesten funkelten, angeordnete er in seinem Geist in perfekte geometrischer Formen-Dreiecken, Quadraten, hinter dicken Brillengläser die Augen blinkend, durch hellen Wimpern wollte er das Licht einen dieser Sterne zu binden, zusammen packen , als wenn das Auge und die Sterne der Kombination dünne Streifen von Licht war, nach dem seine Seele wie das Wandern Spinne wanderte. Solche Gedanken in der Nacht sind nicht förderlich gesund. Erworben diese Weise geheimes Wissen ist Ursachen Verstopfung. Und Pastor Vincent, wenn er eines neuen Tages begann fühlte er, als etwas Lustiges und grausam zugleich in die Kirche gehen müssen, wo die Verwaltung der Justiz einen kleinen, armen Menschen, in dem Maße, um ihm gehörte. Heute er nach der Frühmesse im Pfarrhaus zurückkehrte, und gab eine Lesung des Breviers. Wenn ein lautes Geräusch oder heftigen Schlag fallenden des Kopfes riß ihm vom Morgen Nickerchen und seinen Blick fiel auf dem Tisch in der Ecke eine Aktentasche war, aber dann auf sichtbar durch den Türrahmen von Pilgern. Er erschien in der Küche, er drehte den Kopf und ballte seine Lippen, durch die Nase Luft in die Lungenviel zog er, viel Luft und saugte sie so tief wie er konnte, wenn er wollte das Innere von geballten Angst zu füllen, dann öffnete er den Mund breit, und er mit dem unangenehmen Gefühl von Übelkeit einen Luft werfte und sobald er erreicht auf seiner langen Nase die Brille zu korrigieren, dass die wegen der verschwitzten Haut der Morgensonne nach unten bewegt. Schließlich schnappte er , wir gehen für eine Weile… Sie machten sich am Ende. Von den Bergen bis weiten offenen Ebene angesichts der San River öffnete, in naher Panorama Hügel und Täler, Felder von Hafer, Oliven, Weißdorn und Flieder es offensichtlich wurden. Die Felder wurden Gold jetzt von den Stoppeln, dunkle Flecken sichtbar waren hier und da an Orten, wo das Unkraut verbrannt wurden. Der starke Blau des Tiefen des Meeres glänzte. Die Maulbeere Flecken auf den verschiedenen Schattierungen von Grün bildeten, die Kirschbäume stark ausgedünnt wurden, beraubt Früchte. Aus der Ferne, wie von den Enden des Horizonts kamen die leichten Windböen. Doch der Hitze war ist überwältigend; die Steine schien von der Hitze platzen. Außerhalb der Hecken des indischen Feigen mit Staub bedeckt kam die Momente des Trel von der Lerche oder kreischende Lachen der Elster, Vater Vincent nicht einmal bemerkt, dass die Sonne direkt scheint ihm in die Augen … nach zwei Stunden Gesprächsthemen waren alle erschöpft. Die Straße führte direkt in eine lange Raum, und jetzt eine dicke Schicht von weißem Staub es hörte nur das Gespräch von einer Hummel und der besetzt Stiefel von der Jungen. Er war mit ihnen einige Lolek, an einem Punkt fing er eine müde Stille eine Melodie an, aber er bald gestoppt. Es war niemand auf den Feldern, weil alle Dorfbewohner mit dem Sonntag ging hinunter in die Stadt, einige von ihnen in die Messe, andere auf Botengänge, und wieder andere einfach nur zum Ausruhen…to be continued

Chwała pierwszej twórczości 70

Stanisław Barszczak, Prawda o Loli,  cz.2

III

Wojna spotkała Lolę przed domem. Lola wspominała: Karmiłam kota, kiedy przy furtce stanął mężczyzna i pokazał ręką, że mam uciekać do domu. Popatrzyłam na niego i udałam, że nie rozumiem. Wtedy on odchylił płaszcz, pod którym miał karabin. Uciekałam tak szybko, że po drodze zadeptałam kota. Któregoś dnia wujka Loli wpakowano do ciężarówki. Ciotka dowiedziała się o tym dwa dni później. Potem nie było już od niego żadnej wiadomości. Po roku uznała, że umarł, i zaczęła ubierać się na czarno. Lola chodziła po ulicach. Patrzyła, czy wojna zmieniła domy. Tak mówiła jej ciotka: “Lolu, teraz wszystko się pozmienia, ludzie, domy, zobaczysz”. Dom przy Tynieckiej 10 był taki jak przedtem. Tylko ogródek przed nim zarósł chwastami. Lola stała przed domem kilka minut. Kiedy odchodziła, z domu wyszedł młody mężczyzna. Przechodził obok niej. Powiedział: “To ja, stary facet, boję się wychodzić na ulicę, a ty się nie boisz? Z takimi włosami?! Na kilometr cię widać, uciekaj do domu”. Lola była zła na niego. Że obcy człowiek, a mi rozkazuje i jeszcze włosów się uczepił. Jak odchodził, to mu język pokazałam. A on, nie odwracając się, powiedział: “Widziałem, widziałem. Strasznie brzydki język”. Pomyślała sobie: “Ale z niego magik”.
Był luty 1940 roku. Lola zabrała ciotce z piwnicy miednicę i oświadczyła, że idzie pozjeżdżać po śniegu. Ciotka prosiła, żeby nie szła nad Wisłę, żeby lepiej poszukała takiej górki, która “ciągnie się w drugą stronę”. Szukała takiej górki, ale wszędzie było płasko. Tylko dom przy Tynieckiej, ten kawałek od ulicy do drzwi wejściowych, miał górkę, lekkie nachylenie. Za piątym razem, kiedy zjeżdżała w dół i szurała miednicą po cienkiej warstwie śniegu, Lolek nie wytrzymał i wyszedł z domu. Krzyczał, że mu przeszkadza. Ona na to: “Ojej, ojej. I co z tego?”. Uśmiechnął się. Przyniósł kromkę chleba z cebulą. Była głodna, połknęła od razu. Powiedziała, że chce siku, i zapytała, czy może wejść do środka. Lolek odpowiedział: “Przecież ty siedzisz na nocniku”. Lola powiedziała mi:
– No to strasznie się zdenerwowałam, bo to nie był nocnik, ale poważna, emaliowana miednica. W końcu pozwolił iść do łazienki. I jestem pewna, że kiedy ja byłam u nich w domu, to on sam zjechał kilka razy, bo gdy już wyszłam, to moja miednica była w zupełnie innym miejscu, a on miał śnieg na kolanach. Dom przy Tynieckiej przyjaciele Lolka nazywali “katakumbami”. Bo było w środku ciemno. Przychodzili tam czytać na głos wiersze. Zasłaniali wtedy okna, żeby było jeszcze ciemniej. Recytowali przy świeczce. Gdy wychodzili, Lolek dalej czytał. Ojciec stał przy drzwiach do pokoju syna i słuchał.

Był 18 lutego 1941 roku. Lolek wracał po południu do domu z pracy w kamieniołomie na Zakrzówku. Po drodze wstąpił do przyjaciół po obiad i lekarstwa dla ojca. Poszedł od razu do pokoju ojca. Karol Wojtyła już nie żył. Lolek pobiegł po księdza. Całą noc siedział przy martwym ojcu. Płakał ze strachu i bezsilności. Lola widziała, jak wynoszono z domu ojca Lolka. Stanęła przy furtce. Po pogrzebie Lolek przeprowadził się do mieszkania przyjaciół. Lola zastanawiała się, czy skoro nie wróci już ojciec “tego pana”, to nie wróci również “ten pan”, i czy odszedł w taki sam sposób – na zawsze. Wrócił we wrześniu 1941 roku. Przybiegła od razu: “Proszę pana, proszę pana, umarła ta pani ze Skwerowej, no wie pan, ta z jednym okiem, no i potem zaraz zdechł jej pies. Dlaczego nie ma pan psa? A ile pan ma lat? Miesiąc temu to pan spod jedynki takiego suma w Wiśle złapał, taaakiego. A czym pan się zajmuje? Moja ciocia mówi, że pan wygląda na strasznie mądrego, więc dlatego ja tu przychodzę, bo ona też mówi, że ja jestem głupiutka”. Raz opowiedział jej o jedynym świętym, ale nie zapamięta jego imienia. Tylko że było “dziwnie niepolskie”. Raz ona zapytała, czy Niemcy też mają swoich świętych. Raz on opowiedział jej o teatrze. Raz ona opowiedziała mu o swojej kotce, która jest jeszcze głupsza od niej, bo zamiast pić mleko, to moczy w nim ogon. Spotykali się przed domem na Tynieckiej. Któregoś dnia zapytał ją, jak ma na imię. Powiedziała: Lola. Któregoś dnia ona zapytała go, jak ma na imię. Powiedział: Lolek. I zaraz dodał: “Wiesz, pasujemy do siebie. Ja jestem Lolek, ty jesteś Lola. Ale włosy masz ładniejsze. Wszystko od nich pomarańczowieje”. Były spotkania nad Wisłą. Krótkie, kilkuminutowe. Lola przynosiła Lolkowi jabłka z ogrodu ciotki, Lolek jadł je i krzywił się, że takie kwaśne. Potem Lolek został księdzem i wyprowadził się z Tynieckiej. Lola skończyła 13 lat, umarła jej ciotka. Zamieszkała w domu dziecka. Dyrekcja domu dziecka długo szukała Alberta Mrozka, ojca Loli, ale nigdy go nie odnaleziono. Lola skończyła szkołę podstawową, kiedy miała 17 lat. Skończyła też kurs krawiecki i poszła do pracy. Do domu Lolka przy Tynieckiej wprowadzili się inni ludzie. W domu Loli przy Szwedzkiej też zamieszkali inni ludzie.

Potem Lolek w dniu 4 lipca 1958 roku dowiedział się, że jest biskupem, zaś w dniu 30 grudnia 1963 roku, że został arcybiskupem krakowskim.  Lola miał już wtedy trójkę dzieci i mieszkała z mężem na Grzegórzkach. Kiedyś zobaczyła gdzieś zdjęcie nowego biskupa i pomyślała, że tę twarz skądś zna, tylko nie wie skąd. Potem Lolek został kardynałem i Lola znowu gdzieś widziała jego zdjęcie, i znowu miała to samo uczucie: że tę twarz skądś zna. Potem Lolek został w Rzymie. Wtedy Lola przypomniała sobie tę twarz. Przeczytała pierwszą biografię. Była w niej Tyniecka 10. Drugą – też była Tyniecka 10. Zastanawiała się, co zrobić z “takim skarbem”. Bo przecież znać Papieża, kiedy był Lolkiem, to wielki skarb. Chciała komuś opowiedzieć, ale powiedziała tylko dzieciom i mężowi. Uwierzyli. Podobno Lolek listy pisze do wszystkich swoich dawnych przyjaciół, niech napisze i do ciebie, albo ty do niego napisz – mówił mąż Loli. Lola mawiała: Co miałam napisać? Że kiedyś znał taką jedną Lolę ze Szwedzkiej, że była ruda i te jej włosy mu się podobały? Przecież setki takich dzieciaków znał. Zapomniał już, zapomniał. Czytała wiele książek o Papieżu. Tysiące ludzi o nim w nich mówiło, wszyscy znali go świetnie. Raz pomyślała, że pójdzie do jakiegoś biografa Ojca Świętego i opowie o swojej dziecięcej przyjaźni z Lolkiem. Ale zaraz mi przeszło. Co mogłam powiedzieć? Jestem starą, niedouczoną kobietą, tylko po podstawówce. Jaki to autorytet? I po co to tak sprzedawać wspomnienia?  Wspomnień ma tysiące. Czasem zastanawia się, które są prawdziwe, a które sobie wymyśliła z dziecięcej tęsknoty za Lolkiem, kiedy wyprowadził się z Tynieckiej. Z tych prawdziwych jedno jest najprawdziwsze, mianowicie ich przywitanie się: “Ja jestem Lolek, ty jesteś Lola”.

W maju 1972 roku Lolek prowadził pogrzeb księdza Świądra. Ktoś stał obok niego, gdy grabarze wkładali trumnę do grobowca, i usłyszał półgłosem wypowiedziane zdanie: – No, teraz prałat czyta już “Osobę i czyn”. W czasach kiedy w kraju było tylko dwóch kardynałów, kardynał Wojtyła lubił mawiać: – W Polsce 50 proc. kardynałów jeździ na nartach! Nie jeździ ks. kardynał Wyszyński. Innym razem Lolek, rozmawiając z zagranicznymi dziennikarzami, zaniżył ten skład procentowy i zażartował: – W moim kraju 40 proc. kardynałów uprawia narciarstwo! Stary góral opowiadał, jak to Lolek  chodzieł w góry. Nikt nawet nie wiedzioł, kto on jest, bo się nie przedstawioł, no ale zawse set rano na Rusinowom Polanę do kaplicy i kie był na Rusinowej, to zachodzieł hań zawse do babki Aniela Kobylarcyk. Aniela Kobylarczyk była ostatnią gaździną Rusinowej Polany. Każdy ją znał i każdy mógł się u niej napić herbaty. Kiedyś kardynał Wojtyła też ją o herbatę poprosił, ale ona go nie poznała. Powiedziała tylko: – Ej, żeście się najedli, aj najedli, kozdy by herbatkę chcioł pić, ale wody to mi ni mo kto przinieść. Na te słowa może poderwał się Lolek, wziął dwa wiadra i poszedł do źródła po wodę. Po 16 października 1978 roku ktoś zagadnął Anielę Kobylarczyk: – No, babko, widzicie. Tego, coście posłała po wodę, obrali na papieża, a wyście mu telo dobrze zrobieła, boście mu herbaty uwarziła! Na to babka Aniela Kobylarczyk rzekła ze smutkiem: – Hej, kieby jo była wiedziała, to jo by mu tej herbaty nie warziła. Miałabyk se teroz dwa wiaderecka wody świenconej.

Lolek poznał później Panią Wandę Rutkiewicz, która zdobyła Mont Everest w tym samym dniu, w którym Lolek został papieżem. Gdy się spotkali w Watykanie Lolek jej powiedział: „jednego dnia pani i ja zaszliśmy tak wysoko.” Plan budowy w Castel Gandolfo basenu kąpielowego wywołał w mediach krytykę Lolka – zaczęto oskarżać go o rozrzutność i… egoizm. A on odpowiadał: – Papież potrzebuje ruchu. A nowe konklawe będzie kosztować dużo więcej. Gdy ksiądz Boniecki złamał nogę na nartach, Lolek stwierdził: – Tak to już jest, jak ktoś najpierw jeździ, a potem dopiero się uczy. Ktoś inny powiedział do Lolka: -no cóż, starzejemy się, Ojcze Święty… Papież spojrzał na niego i odparł: – Tak, ale ja od nóg. Pewnego razu  Lolek modli się i pyta Boga: – Panie, czy Polska odzyska pewnego dnia wolność? – Tak – odpowiada Bóg – lecz nie za twojego życia. Wobec tego Papież pyta dalej: – Panie, a czy po mnie będzie jeszcze polski papież? – Nie za mojego życia – odpowiada Pan Bóg. Ponieważ to jeszcze na tym świecie nie moje życie panuje, Lolek innym razem śpiewał z młodzieżą Matce Bożej Barkę. Na słowa kto śpiewa ten dwa razy się modli Lolek powiedział: Kiedy ja śpiewałem, modliłem się pojedynczo. Lolek występował często publicznie. Gdy już zaniemógł wybrał się raz jeszcze na mównicę. Był już blisko podium, gdy szepnął: ,,A jednak się porusza…” Lolek spotykał się wielokrotnie z Matką Teresą z Kalkuty. Tak było zaraz po konklawe, następnie w 1983 roku, 3 lutego 1986 roku w Kalkucie, 20 maja 1997 roku w Watykanie, także gdy towarzyszyła mu w jego pielgrzymce do jej ojczyzny, Albanii. Wówczas Matka Teresa kochała powtarzać: „Idźcie do domu i kochajcie swoje rodziny”. 

 

 

IV

Mizerny i zakurzony skwerek publiczny koło XVIII wiecznej katedry w Tasco na meksykańskiej ziemi,  na drugiej półkuli Ziemi, zajmujący środek rozległego placu zabudowanego ze wszystkich stron żółtawymi domami, był w to upalne południe styczniowe  prawie zupełnie zapełniony. Katty weszła na skwerek z dzieckiem na ręku. „Na ocienionej ławce siedział chudy staruszek, jakby zagubiony w zbyt obszernym garniturze z szarej alpagi. Na głowie miał rozpostartą chustkę do

nosa, na niej pożółkły słomkowy kapelusz. Starannie odwinął rękawy na przegubach rąk i pogrążył się w czytaniu gazety. Obok niego, na tej samej ławce, ale obrócony twarzą w przeciwną stronę, spał jakiś bezrobotny z głową złożoną na rękach. Od czasu do czasu staruszek przerywał czytanie, obracał głowę w bok i przez chwilę przyglądał się z wyraźnym niepokojem swojemu sąsiadowi, a właściwie jego zatłuszczonemu, powalonemu wapnem kapeluszowi, który tkwił na głowie śpiącego w takiej pozycji, jakby już-już miał z niej spaść.

Sąsiednia ławka w cieniu nie była cała wolna: siedziała na niej jakaś tłusta, obdarta starucha i za każdym razem, ilekroć staruszek z gazetą rzucił na nią okiem, rozwierała bezzębne usta w szerokim ziewnięciu. Katty podeszła powolutku, na palcach, radośnie uśmiechnięta, ostrożnie ujęła kapelusz śpiącego w dwa palce i u mieściła na głowie w sposób właściwy. Staruszek śledził oczyma każde jej poruszenie, z początku zaskoczony, potem zmarszczony gniewnie. Katty, meksykańska Lola, przemówiła uśmiechem i ukłonem, jak gdyby to jemu, nie zaś śpiącemu robotnikowi, oddała tę przysługę.- Proszę dać coś temu biednemu dzieciątku.- Nie!- warknął staruszek ze złością (Bóg wie dlaczego) i opuścił oczy na swoją gazetę. –No cóż, jakoś to będzie!- westchnęła Katty.-Pan Bóg dopomoże. Odeszła i usiadła na tamtej drugiej ławce, obok babiny w łachmanach, z którą też zaraz nawiązała rozmowę. Patrzyła, jak ten siedział w pewnej odległości na tamtej ławce, i wcale nie było mu go żal. Miała zaledwie dwadzieścia lat. Nieduża była, przysadzista, ale ładna, o bielutkiej karnacji: włosy miała czarne, lśniące, rozdzielone pośrodku, ściągnięte z czoła i zaplecione z tyłu w ciasne warkoczyki. Błyszczące oczy spoglądały sprytnie i zaczepnie. Miała zwyczaj przygryzać raz po raz wargi. Przez jej nosek, nieco zadarty i troszkę krzywy, przebiegało drganie.” Opowiadała starej swoje dzieje. Mąż…- Braliśmy ślub w kościele… Od pewnego czasu ten człowiek starał się od niej uwolnić, siłą niemal wypchnął ją do Rzymu, żeby poszukała tam miejsca mamki. Ona nie chciała jechać; rozumiała, że na to już za późno, skoro jej dziecko miało już koło siedmiu miesięcy. Ze złości na żonę pośrednika w Rzymie straciła pokarm. Teraz nie miała go już nawet dla własnego dziecka. Żona pośrednika zabrała jej kolczyki, a w dodatku jeszcze zatrzymała tłumoczek, który Katty przywiozła ze wsi. Tego dnia od razu znalazła się na bruku… Wrócić do swojej wsi nie mogła ani nie chciała: mąż nie przyjąłby jej z powrotem. I co tu robić, mając ręce związane tym dzieciątkiem? Nawet na służącą nikt jej nie weźmie.- „Naprawdę, wiecie…”- uśmiechała się- Skąd jesteś? -zapytała stara.-Z nad Sanu w Polsce. „Chłopiec, mocno pchnięty przez matkę, zbliżył się. Chwilę wpatrywał się w niemowlę szklistymi oczyma dręczonego kota i nagle wyrwał mu z rączki kawałek chleba. Maleństwo rozkrzyczało się.-Nie! Biedny bobuś!- wykrzyknęła Katty.-Zabrałeś mu chleb! Płacze teraz, widzisz? Głodny jest. Dajże mu choć kawałeczek. Podniosła oczy chcąc odwołać się do matki chłopca, ale nie zobaczyła jej już na ławce… Chłopczyk podbiegł do jeziora i cisnął chleb w wodę.-Dla rybek, co? Wykrzyknęła Katty.-A to moje biedactwo pości… nie ma mleczka, nie ma domu, nie ma nic. Pani spieszyła z powrotem, wydobyła z torebki dwa pieniążki i dała Katty.

-Bóg zapłać!- zawołała Katty za odchodzącą.-No cicho, no cicho, malutki. Kupi ci mama ciuciu, wiesz! Dziecko ucichło. Katty przyglądała się ludziom, coraz tłumniej zapełniającym skwerek… Panował nieustanny gwar. Pośród dziewczynek skaczących przez sznur, chłopców urządzających gonitwy, niemowląt wrzeszczących na rękach mamek wiodących między sobą spokojnie pogawędki, studentek i zalecających się do nich żołnierzy kręcili się sprzedawcy pierników i innych łakoci. Oczy Katty rozbłyskiwały, usta rozchylały się głodnym uśmiechem… Weszła do tego ogródka chcąc znaleźć w nim trochę cienia. Siedziała już tam z godzinę, mogła jeszcze posiedzieć do wieczora. Ale potem? Gdzie spędzić noc z tym maleństwem na ręku? A dzień jutrzejszy? I następny. Pomyślała o starej jędzy, która zabrała jej kolczyki i tobołek z rzeczami. Wrócić do niej? Krew uderzyła jej do głowy. Popatrzyła na swoje maleństwo; spało. Stara mruknęła: -Zrobiłaś go? To się o niego martw. Jakaś astmatyczna inna starowina wyłuskała z woreczka kromkę chleba.-Ty, chcesz?- Dajcie. Bóg wam zapłać-śpiesznie odpowiedziała Katty… Stara odeszła powłócząc nogami, razem z tamtą drugą, o lasce…”. W pobliżu Katty usiadła pani lat trzydziestu z skaczącym po trawniku chłopcem i jęła pytać, chyba o to, czy jej niepotrzebna kobieta do prania albo na posługi… Tymczasem skwerek ożywiał się po trochu. Dozorca polewał rośliny… Słońce stało już nisko na niebie i prawie wszystkie ławki były teraz w cieniu. W końcu zaszło, ale upał trwał nadal, duszący… Przed Katty stał staruszek z wachlarzykami wetkniętymi w kapelusz. Katty dała mu dwa pieniążki… rozpięła stanik jeszcze trochę i zaczęła wachlować zupełnie niemal odkryte piersi.-Jakoś to będzie, mówiła. Bóg pomoże. Śmiała się przy tym do przechodzących żołnierzy.

 

Epilog

Pani Leokadia jeszcze choruje, lecz Lola nie jest samotna. Siedzi teraz w czystym, białym pokoju. Jej ręka spoczywa na ręce Patryka.  Jesteśmy skazani na wzajemną miłość, my prawie wcale nie występujemy poza naszą miłością, jesteśmy tylko zwierzętami bez niej, z urodzeniem i śmiercią towarzyszy nam strach stały. Ale nasza miłość podniosła nas wreszcie, z śmiertelnie przepełnionego, zwykłego tylko życia.  „Ja jestem Lolek, ty jesteś Lola.” Drogi Robercie, chciałem ci tu opowiedzieć o tej krakowskiej, przemyskiej, albańskiej, meksykańskiej, włoskiej, góralskiej Loli. Opatrzność sprawiła, że ona jedna przez świadectwo swego życia była w stanie obdarzyć mnie ostatnią miłością chrześcijańską. Chyba właśnie dlatego chcę na zawsze być w końcu pasterzem ludzkiego podwórka… być rezolutną Lolą.

(historia żywa przeniesiona z opowieści o młodym Karolu Wojtyle i opowiadań L. Pirandella, nie należy ją porównywać z żadnymi współczesnymi osobami i wypadkami, autor)

Chwała pierwszej twórczości 71

Copyright Glenn Loney, 2003. No re-publication or broadcast use without proper credit of authorship. Suggested credit line: “Stanislaw Barszczak” Reproduction rights please contact: s.barszczak@wp.pl

 

Stanisław Barszczak, Prawda o Loli

Kiedy piszę, celuję w moim umyśle nie ku Warszawie, ale w niewyraźne wciąż miejsce, trochę na wschód od Tarnowskich Gór, miejsc mojego urodzenia. Powiem też, że od dzieciństwa byłem oczarowany materiałami literackiego rzemiosła, przez ołówki i papier, a później przez maszynę do pisania i cały aparat drukowania. Kondensować pewne wspomnienia i fantazje i małe odkrycia na ciemne znaki na papierze, które stają się ładnie powtarzalne wielu razy, nadal wydaje mi się, po prawie 30 latach, że to dotyczy istoty tworzenia książek, aktu magicznego i uroczego procesu technicznego. Aby rozpowszechniać się w ten sposób, jak swego rodzaju konfetti spadające na głowy i ramiona ludzkości  objawiające się w księgarniach i na stronach czasopism-  to z pewnością wielki przywilej i sprzeciw wobec praw zwykle przyziemnych, dzięki czemu  ludzie poznają się wzajemnie. Ile jeszcze muszę zadać sobie pytań, jakich doskonałych końców lata być świadkiem? Jeszcze nie mamy żadnej alternatywy. Trzeba być przy pierwszych momentach ludzkiego tworzenia. Kiedyś Robert poszedł do klasztoru i pożyczył moją książkę o Loli… Gdy ujrzałem znaną powszechnie okładkę otworzyłem  się mimo woli na przypływ jedynego wspomnienia, które też postanowiłem wam tutaj opowiedzieć.

I

Zmęczeni, zadyszani, dobiegłszy do ogrodu plebańskiego wdrapali się dla pośpiechu po śliskim, gliniastym nasypie, pomagając sobie rękami- bo podkute buciska ślizgały im się jak wszyscy diabli… Gdy znaleźli się na wprost drzwi wejściowych Pani Gospodyni zaraz w pierwszym słowie nakazała im oczekiwać proboszcza na zewnątrz plebanii. Pomimo tego, że to był wczesny ranek, ksiądz proboszcz Wincenty zaraz pojawił się w rozchełstanej koszuli, i chciał wszystkiego od nas się dowiedzieć. Prawie całe noce przepędzał przy oknie, przegarniając palcami swoje sztywne, gęste murzyńskie włosy, z oczyma wzniesionymi ku gwiazdom- tym nieruchomym i jasnym, i tym mrugającym drżącym światełkiem. Te, które najżywiej błyszczały, układał sobie w myśli w idealne figury geometryczne- trójkąty, kwadraty-albo, przymrużając oczy za grubymi szkłami, chwytał poprzez rzęsy światło którejś z tych gwiazd, jakby pomiędzy okiem a gwiazdą nawiązywał więź cieniutkiej świetlnej smużki, po której jego dusza wędrowała niby zbłąkany pajączek. Takie nocne rozmyślania nie sprzyjają zbytnio zdrowiu. Nabyta w ten sposób tajemna wiedza wywołuje pewnego rodzaju obstrukcję. I proboszcz Wincenty, kiedy zaczynał świtać nowy dzień, odczuwał jako coś śmiesznego i okrutnego zarazem- konieczności pójścia, jak co dzień, do kościoła, wymierzania tam sprawiedliwości- w zakresie, jaki do niego należał- małym, biednym, okrutnym ludziom. Obecnie powrócił był po rannej Mszy świętej na plebanię i oddał się lekturze brewiarza. Kiedy jakiś głośniejszy odgłos czy gwałtowniejszy wstrząs opadającej głowy wyrywał go z porannej drzemki i wzrok jego padł na leżącą w rogu stołu teczkę, ale zaraz potem na ledwie co widocznych przez ramę drzwi pielgrzymów. Pojawił się w kuchni jakiś inny, odwracał głowę i zaciskając wargi, ze świstem wciągał przez nozdrza dużo, dużo powietrza, wciągał je najgłębiej jak mógł, jakby chciał napełnić nim ściśnięte udręką wnętrzności; następnie, otwierając szeroko usta, wyrzucał powietrze z przykrym uczuciem mdłości i zaraz sięgał ręką do długiego nosa poprawiając okulary, które obsuwały się po spotniałej na porannym słońcu skórze. W końcu wykrztusił z siebie,- idziemy za chwilę.

Z góry otwierał się rozległy widok na równinę Sanu, wzgórza i dolinki- pola owsa, gaje głogowe i ostrowy bzów. Pola żółciły się teraz ścierniskiem, gdzieniegdzie widniały ciemne plamy w miejscach, gdzie palono chwasty. W głębi połyskiwało ostrym błękitem morze. Morwy tworzyły plamy wiecznej zieleni o rozmaitych odcieniach; korony drzew czereśniowych były już mocno przerzedzone, ogołocone z owoców. Z daleka, jakby z krańców widnokręgu, dolatywały leciutkie podmuchy wiatru. Ale upał był mimo to obezwładniający; kamienie zdawały się pękać od spiekoty. Spoza okrytych kurzem żywopłotów fig indyjskich dolatywał chwilami trel skowronka albo skrzekliwy śmiech sroki, od którego muł doktora strzygł nerwowo uszami… Nie chcąc ani na chwilę spuścić oka z tych uszu, ks. Wincenty nie zauważył nawet, że słońce świeci mu prosto w oczy… po dwóch godzinach wszystkie tematy rozmowy były wyczerpane. Droga biegła prosto na długiej przestrzeni i teraz na grubej warstwie białego pyłu słychać było już tylko rozmowę jakiegoś trzmiela i podkutych butów obu wieśniaków. Był z nimi jakiś Lolek, który znużony milczeniem zaczął w pewnej chwili nucić półgłosem, ale przestał wkrótce. Na polach nie było widać żywego ducha, bo wszyscy okoliczni wieśniacy korzystając z niedzieli powędrowali do miasta, jedni na mszę, inni po sprawunki, jeszcze inni po prostu dla wytchnienia.

Zastali Panią Leokadię rzeczywiście samą, w dusznej letniej kuchni… mieszkała jedną ulicę dalej na przedłużeniu naszej. Przez okratowane okienko nad żłobem słońce boleśnie raziło jej twarz… Koc skrywał brak jednej kończyny. Była zsiniała, rozpuchła, zmieniona nie do poznania. Rzęziła. -Zabierzcie mnie do domu…Na ścianie siedziała wielka mucha. Widać było, jak wysuwa na zewnątrz małą trąbkę i ssie, to znów, jak czyści cieniutkie tylne łapki, pocierając jedną o drugą jak gdyby z zadowolenia.

Ilekroć ktoś żartobliwie robił mu wyrzuty z powodu dziwacznego trybu jego życia, ks. Wincenty pochylał swą chudą postać ku przodowi, przyjmując w ten sposób jakby postawę służby wobec innych… Nie był jeszcze stary; mógł mieć najwyżej czterdzieści lat. Ale patrząc na niego musiało się myśleć o przedziwnych, nieprawdopodobnych, wręcz monstrualnych skrzyżowaniach ras, o tajemnej pracy całych stuleci, jaka doprowadziła w końcu do wyprodukowania osobnika ludzkiego znanego jako sędzia… Zdawało się, że i on sam, wbrew ubogiej, skromnej, najzwyklejszej w świecie historii swojej rodziny, świadom jest tych jakichś niesłychanych powikłań rasowych, które sprawiły, że jego mizerną, pociągłą twarz białego człowieka otaczały kędzierzawe, gęste, murzyńsko-czarne włosy; sędzia zdawał się znać do głębi ową mozolną pracę stuleci, która zdawała się jaśnieć pionową ścianą z granitu na jego rozległym, wysokim czole.

Gęsta sieć zmarszczek niemal zupełnie pozbawiła wzroku małe oczka barwy ołowiu, pokurczyła i poskręcała jej chuderlawą, mizerną figurkę. Koślawa, z jednym ramieniem wyższym od drugiego, jeszcze wczoraj Pani Leokadia dreptała ulicami jakoś na ukos, po psiemu. Za to w sensie moralnym nikt nie umiał kroczyć prościej od niej. A teraz znajdowała się na łożu ostatniego cierpienia, i szeptała:- Przyjmij Panie twą nieznaną wielbicielkę, przywołującą Cię z tego świata nieszczęsnych i krótkich dni. Po nałożeniu olejów i skończonej modlitwie ks. Wincenty odjechał był wypożyczonym trabantem. Na odchodne tylko powiedział: nie mamy żadnej alternatywy, życzę pięknego dnia Wam tutaj i odpowiedniego czasu na modlitwę.

II

Chciałem powiedzieć wam o  Pani Leokadii Mrozek, o jej zamieszkaniu w miasteczku nad Sanem. Nie sposób mówić o niej, nie wspominając młodzieńca, który prawdopodobnie był  w domu Pani Leokadii przed laty z księdzem… Miasteczko Wadowice na Ziemi Krakowskiej, w  II Rzeczypospolitej Polskiej. Lolek wyszedł z domu. Do gimnazjum biegł za trzy minuty ósma rano z pobliskiego rynku, obok którego mieszkał, i wpadał w ostatniej chwili do klasy z wielką, rozwichrzoną gęstwą włosów, które nigdy nie chciały go słuchać. Fryzura Karola była przedmiotem żartów jeszcze na studiach. Wśród wierszyków pisanych przez studentów polonistyki znalazł się i taki: “Młodym rybom brak podniebień Czy Wojtyła ma już grzebień?”. Jego bliscy koledzy z ławy uniwersyteckiej przybili kiedyś na drzwiach jego pokoju w bursie akademickiej, tzw. Pigoniówce, wizytówkę: „początkujący święty”.  Jego matka Emilia powtarzała ponoć sąsiadkom, że Lolek będzie wielkim człowiekiem.. Polak może być drugim Karolem Lindbergiem, ale nie może zostać papieżem.  Kiedy Lolek zamieszkał z ojcem w Krakowie domy stały tam,  tylko po jednej stronie Tynieckiej. Druga strona to rzeka. Domy miały w sobie wilgoć od rzeki, ludzie patrzyli przez okna na Wawel i klasztor Norbertanek. Albo patrzyli przez okna na swoje śliczne ogrody i ogródki.

Były lata 30. i 40. XX wieku. Mieszkał tam Lolek, a ulicę dalej – Lola. Teraz Tyniecka wygląda inaczej – ludzie posprzątali ogrody, poprzycinali żywopłoty, poucinali wystające poza ogrodzenia konary starych drzew, okna ozdobili plakatami, świętymi obrazami. Czekają na Papieża. Wiedzą, że przejedzie Tyniecką, że zatrzyma się przy domu, w którym mieszkał przez sześć lat – przy swoim pierwszym w Krakowie domu. Lolek wróci na chwilę i na chwilę wróci Lola. Chciałem powiedzieć teraz o odchodzącej po nagrodę wieczną Pani Leokadii, o Loli ze Szwedzkiej. Zapakowali wadowickie życie. Umarła Emilia Wojtyła. Jej mąż Karol Wojtyła układał życie sobie i synowi – Lolkowi. Ciężko mu było układać bez żony. Lolek miał plan: ojciec zostaje w Wadowicach, on jedzie do Krakowa studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim polonistykę. Ojciec, podoficer 50. Pułku Piechoty armii austro-węgierskiej, nie zgodził się. Mówił do syna: “Tam gdzie ty, tam i ja. Tylko nas dwóch pozostało na świecie”. Spakowali do walizek swoje wadowickie życie. Zamieszkali w domu przy Tynieckiej 10, był sierpień 1938 roku.

Dom wybudował pod koniec I wojny światowej brat Emilii Wojtyły Robert Kaczorowski. Razem z nim mieszkały jego dwie siostry. Mieszkały na piętrze. Karol Wojtyła i Lolek wprowadzili się do sutereny. Ojciec miał swój pokój, syn swój. Była jeszcze kuchnia i łazienka. I było zimno: stary piec węglowy nie ogrzewał tak, jak powinien. Ojciec i syn rozpakowali wadowickie życie i poustawiali je na meblach, rozwiesili na ścianach. Lolek miał 18 lat. Chciałem następnie wspomnieć hodowlę okruszków. Leokadia Mrozek odziedziczyła po matce gęste, rude włosy. Kiedy matka umierała, dziewczynka miała trzy lata. Mrozkowie mieszkali wtedy w Bytomiu, w ciasnym domu bez wody i światła. Ojciec Loli pracował w kopalni i Lola widywała go tak rzadko, że kiedy wreszcie spotykali się w niedziele przy obiedzie, przypatrywała mu się, jakby już go kiedyś widziała, ale nie mogła przypomnieć sobie gdzie… ja też na plebanii poznałem moich przyjaciół w przyszłości, właśnie na obiedzie lub świątecznym przyjęciu, na które uroczyście byłem zapraszany. Po śmierci żony Albert Mrozek wywiózł córkę do Krakowa, do kuzyna na Szwedzką (przecina Tyniecką). Postawił torbę z rzeczami córki na progu, nacisnął dzwonek, poczekał, aż ktoś otworzy, potem przywitał się z pulchną kobietą, powiedział kilka zdań, pocałował Lolę w oba policzki i poszedł. Lola wspominała: – Patrzyłam, jak odchodzi, i wcale nie było mi żal. I tak ojca nie miałam na co dzień, więc jaka to była różnica? Żadna. Pani, która wtedy po mnie wyszła, długo mnie oglądała, uśmiechała się i głaskała mnie po głowie. Zapytała: “Lolu, jak to możliwe, że dzieciom rosną takie ogniste włosy?”. Lola miała zostać u rodziny ojca rok, najwyżej dwa, dopóki Albert Mrozek nie pozałatwia w Bytomiu ważnych spraw, dopóki nie znajdzie innej pracy. Lola wiedziała, że ojciec po nią nie wróci. Kuzyn Mrozka nie miał dzieci. Lola była pierwszym dzieckiem w dużym, cichym domu. I wszystko zmieniła. Najpierw pokój, w którym mieszkała: na komodzie postawiła szmacianą lalkę, sukienki porozwieszała na krzesłach, żeby było kolorowo, a w duże oczka firanek powplatała paski bibuły. Potem zmieniła ciotkę: każdego dnia chodziła z nią nad Wisłę, prosiła, żeby częściej rozpuszczała włosy i co niedzielę piekła sernik. Najgorzej było z wujkiem. Lola mówiła: – Chciałam, żeby wąsy przyciął, bo mu do buzi wchodziły i to nieładnie wyglądało. Wujek krzyczał, groził, nawet ze dwa razy dostałam po tyłku, ale wąsy w końcu przyciął. Moim zdaniem za mało, bo jak jadł ten ciociny sernik, to okruszki mu na wąsach zostawały. Straszne to było, taka hodowla okruszków pod nosem. Ojciec Lolka opiekował się synem i za siebie, i za żonę. Cerował mu skarpetki, prasował spodnie, naprawiał buty, strzygł włosy.

Jesienią 1938 roku Lolek rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim: zapisał się na wykłady z etymologii, fonetyki, fleksji i interpretacji tekstów literackich, dramatu, powieści. Pod koniec pierwszego roku zdał dwa najważniejsze egzaminy – z gramatyki polskiej i języka starocerkiewnego. Grał w teatrze eksperymentalnym Studio 39, był wolontariuszem w bibliotece, uczył się francuskiego, pisał wiersze, czytał. 1 września 1939 roku Lolek wyszedł rano z domu przy Tynieckiej 10 i poszedł się wyspowiadać do Katedry Wawelskiej. Był pierwszy piątek miesiąca. Ciemno było, kiedy szedł do Rynku Dębnickiego, ciemno, kiedy wchodził do katedry. Podczas porannej mszy świętej inne głosy, o wiele mniej delikatne, dały o sobie znać w wawelskiej katedrze. Najpierw rozległo się przenikliwe zawodzenie syren alarmowych. Po nich nastąpił terkot artylerii przeciwlotniczej i wybuchy bomb zrzuconych przez Luftwaffe. Lolek wybiegł z katedry. Biegł do ojca na Tyniecką. Pakowali się w pośpiechu. Uciekali na Wschód. Podobnie jak tysiące innych – na furmankach, na rowerach, ciągnących na łańcuchach przerażone krowy, pchających wózki z dziećmi…Nie wiedzieli, gdzie uciekają. Czasem kryli się w rowach przed bombami. Dotarli do Tarnowa, potem aż do Sanu. Kiedy dowiedzieli się, że Polskę od wschodu najechali Rosjanie, postanowili wrócić do Krakowa. Miasto powitało ich flagą ze swastyką powiewającą na Baszcie Sandomierskiej na Wawelu.
Rozpoczęło się “krakowskie życie wojenne”, nie wolne od nowych wypadków. “Pomyśl, pomyśl! Składa się ono z ogonka za chlebem, z (rzadkich zresztą) ekspedycji cukrowych. Cha! I jeszcze z czarnej tęsknicy za węglem – ba! I z czytania (…)” – pisał Lolek w liście do przyjaciela Mieczysława Kotlarczyka. Pisał też, że szuka pracy, że już niedługo rozpocznie się rok akademicki, a on nie wie, co dalej. Dalej była wywózka krakowskich profesorów do obozów koncentracyjnych – Sonderaktion Krakau. Lolek studiował konspiracyjnie, jak wszyscy inni. Do domu przy Tynieckiej wracał zawsze z niedobrymi wiadomościami: kogoś złapano na ulicy, ten ktoś, znajomy, który jeszcze wczoraj wychylał się przez okno, już dziś się nie wychyla, ktoś uciekł, ktoś umarł ze strachu…Ojciec Lolka robił się coraz smutniejszy, bledszy, chudł.
cdn

I stood in Lourdes

Stanislaw Barszczak, In the footsteps of Our Lady of Lourdes, part 2

Stained glass above the main entrance to the Basilica is the work of Claudius Lavergne. On the left side of the portal is the chapel of St. Bernadette and her side there are chapels of Pascal Baylon and of Notre Dame de Guadaloupe. In 1941, the white marble engraved side doors of the basilica thanks to Marshal of France, head of the Vichy government, Philippe Pétain, who visited Lourdes in 1941 and helped the church to regain ownership of the domain of:  ‘In Memoriam 1940 to 1941, the day after our misfortunes , France is trying to rediscover its soul under the rule of Marshal Pétain. ” In 2007, the design of the facade added new mosaic depicting the mysteries of light, added in 2002 to the traditional 15 mysteries of the Rosary by Pope John Paul II. Above the basilic’s façade rises a dom , topped with a gilded crown and a cross – the gifts of the Irish people from 1924. A cross was gilded  again in 2000-2002. Crown on the dome of the basilica, it is very meaningful symbol in the house of Our Lady of Lourdes….  Church of St. Bernadette – fifth temple near the place where Bernadette had had the last apparition, on the other side of the river Gave. The modern church of movable walls can be divided into two parts. The building also has eight meeting rooms and the Chapel of the Blessed Sacrament of Reconciliation …       Chapel – chapel, which is celebrated the sacrament of penance and reconciliation in different languages. The chapel is open throughout the day … The Parish Church – church of St. Peter in Lourdes, where on January 9, 1844, the eldest daughter of Francis and Louise Soubirous Bernadette received the name Maria. Today the church is called the Sacred Heart of Jesus …   Boly Mill – place of birth and the first 10 years of Bernardette’s  life …     Bartrès – a town and commune close to Lourdes, where Bernardette lived for a short time. Due to the severe financial situation of parents, 13-year-old girl was then given to her adopted mother. She helped on the farm and grazing sheep …   Presbytery – Parish house,  in which Father Peyramale lived, a staunch defender of Bernadette. Repeatedly summoning and examinated by the local authorities and the police girl, Fr. Peyramale placed in a hospice as a resident …    The procession, which every day circa at 16.30 a’clock departs from the Grotto, follows along Gave and to the bridge over the river, toward the city and turn around a wide avenue parallel to the coast road to reach the square in front of the Basilica of the Rosary. The most numerous in the procession is a crowd dressed in white nurses and volunteers in blue surrounding the love of the sick …   Candles – the tradition of coming to the cave with candles was born during the fourth apparition, 19 February 1858, when Bernadette brought with her a candle. Here I want to mention that I brought to the Poland one such processional candles, which I keep as a relic …  The procession with candles – takes place each evening from April to October with the Rosary prayer on pilgrims lips. The procession sets off from the grotto, a statue of the Immaculate carried by pilgrims, and ends in front of the Basilica of the Rosary. The faithful sing the song “Ave Maria” … near the square in front of basilicas Information Centre is located for the pilgrims and the sick. There I met a Polish priests working for the Mother of God here, Father Casimir and Adalbert. Needless to say that the sick in Lourdes are surrounded by exceptional care. They come here by bus and train in the company of volunteers. At this point I want to tell you about the modest shepherd of Lourdes. Bernadette was born on 7 January 1844 as the first daughter of Francis and Louise Soubirous. For the first 10 years living with her parents in the Boly Mill in Lourdes. After the accident his father’s family moved to the premises of the old prison, so called Cachot. In the age of 13, Bernadette was given to his premium to Bartrès, where she stayed for several months. After returning to Lourdes she began to prepare herself for the holy Communion. She was educated at a school run by the Sisters of Charity. On February 11, 1858 she had a first apparitions of Our Lady in the Grotto of Massabielle. After the apparitions Bernadette took Holy Communion. In 1864 she joined the congregation of the Sisters of Charity and Christian Education. She started to serve in the monastery at the hospice. In 1866 she left to the convent in Nevers, near Paris, where he served as an altar nurse. After a long illness, aged 35, she died. Her last words were: “Mother of God, pray for me, poor sinner.” In 1925, Pope Pius XI proclaimed her blessed, and in 1933 there was a canonization. The body of St. Bernadette rests in a reliquary in a convent in Nevers, is not broken down.     We pray constantly, not to squander of the gift of life …  Therefore I want to recall in detail the story of the apparitions in Lourdes. In 1858, when it appeared in Lourdes,  Bernadette was 14 years old. She was the eldest daughter of the family Soubirous. She lacked everything: money, health, education. She could not read or write, she often sicking and not attending school, she has still not acceded to the First Holy Communion. Parents can only give her faith, simple and lively. It was, this “daughter of the poorest” Mary has chosen for the transmission of her messages to people. It all began on February 11, 1858 with common prayer. Along with her sister and friend, Bernadette went out to gather firewood by the river, near the grotto below the rock Massabielle. She had to go across the river to catch up with mates. So she described what then happened: “When I took off my shoes first I heard the noise, as if a gust of wind, then turned my head toward the meadow. I saw that the tree does not move, so I returned to collect shoes. Again I heard the same noise. When I raised my head toward the grotto, I saw a lady dressed in white. She had a white dress, white veil, a blue sash at the waist and a rose on each shoe – yellow, the same color as her rosary chain. A little frightened. I thought it was an illusion. I rubbed my eyes. I looked again and saw the whole time the same lady. I slipped my hand into my pocket and found in it my rosary. I made the sign of the cross. Fear of what I felt was gone. I knelt down. I prayed the rosary in the presence of this beautiful lady. Lady shifted Rosary beads, but did not move her lips. When I finished the rosary – suddenly lady disappeared. “On February 14, 1858 was an attempt to holy water. This Sunday, Bernadette returned to the grotto with her friends. She wanted to see if the vision was not an illusion. Knelt at the grotto and started the rosary. After praying  one of dozens I saw the same lady. I sprinkled her with holy water, trying to oust her, unless it comes from God. “The more I sprinkled her with holy water, the more she was smiling …” – Bernadette wrote. On February 18, 1858 lady says the first time. Mary spoke only on the third time, on February 18. Bernadette came with adults. Their advice she supplied the paper and ink … “When I arrive there, I began to pray the Rosary – Bernadette writes – I saw the beautiful Lady of the Rosary in the top first ten. I told her that if it was so good and wanted to tell me something, please, that she  enrolled that. Then she smiled and told me that what he has to tell me you do not need to save.” Then the Blessed Mother asked her if she would be willing to come to this place for 15 days. The girl agreed. She heard the answer, that Mary does not promise her happiness in this world, but in the future. Revelations are ongoing …  “I returned there for the next fifteen days. I saw a vision on all days except one Monday and one Friday (between 22 and 26 February). Also received three secrets, which I was not allowed to anyone again. “- Later she wrote about these extraordinary meetings. On February 24, 1858 after four appearances silent, filled with contemplation and prayer of Bernadette, Mary gave her the order, which she repeated for several days: “Pray to God for the conversion of sinners.” Then she asked whether “it would be difficult to kneel and kiss the ground in an act of penance for sinners.” For the first time Lady uttered the word “repentance”. On February 25, 1858 Mary repeated: “Penance! Penance! Penance! “. Then Lady instructed Bernadette to eat a plant that grew there, go to the source, drink and bath in it. “Without seeing the source – says Bernadette – I turned to a river. Lady told me however that it was not there, and gave me a sign with her finger, so I went into the rock. I did so. I found just a little bit of water there, like mud, and I could barely take it. I started digging the ground. After a while I could draw water, but three times I threw it. It was only the fourth time I was able to drink so much water was dirty.”  Thus it was discovered the source of which has never dried up and became a tool of the many healings. On March 2,1858 year Bernadette received a dual mission: to tell the priests to come in procession, and built a chapel. She did not know who she was, showing her Lady. The pastor told to ask about it. When she placed the question, Lady, instead of answering, she smiled in silence. The Feast of the Annunciation, Bernadette forced response: “I asked three times who she is. She smiled all the time. Finally I tried a fourth time. Then she told me, clasping her hands at chest height, she was the Immaculate Conception.”  There have been recent meetings with the beautiful Lady. Two more times Bernadette saw Lady in the grotto of Massabielle silent, as smiling and praying the Most Holy Mother. On April 7,1858 a revelation lasted nearly an hour, several hundred people were present. Touching a candle flame of fingers for several minutes Bernadette, leaving no trace on them, as they witness all present people. Bernadette on July 16, 1858 the last time, she saw Mary more beautiful and radiant than before. Last time here on earth … Apparitions have been approved on 18 January 1862 by the Bishop of the Diocese of Tarbes, J.E. Laurence, as authentic and not questionable. You have to make a personal comment to all the events that take place in Lourdes…  So, we quote them again. Girl grazing pigs on the river Gave near Massabielle grotto – and that’s where she appeared radiant form of person. The people  were witnessed of the apparitions and strange behavior of girl, who gathered in a cave to rest. Bernadette knelt before their eyes, kissed the ground and the knees going down river. “Go to the source, have a drink  and wash” – those very words Bernardette heard from Mary. This command will fill the pilgrims to Lourdes always. In fact inside the grotto is a source of water, which appeared during the apparitions. Since the beginning of this source had been registered 6784 cases of inexplicable recovery of health after washing in this water. 67 of them, the Church officially recognized as miraculous. For the convenience of patients there are the rooms in Lourdes  were built with stone baths, where you can immerse yourself completely, and the taps were placed around the cave for filling the dishwasher. The place next to whom Our Lady appeared, a huge basilica stands today. It consists of three churches, one of which – an underground, is dedicated to Pope Pius X. For Lourdes church stands on a rock, it looks like higher,  and more powerful than it actually is. He is one nave, has 10 chapels, and the slender belfry crowned him. The nave and chapels were illuminated with beautiful stained glass windows, depicting the mystery of the Immaculate Conception of the Virgin Mary and the story of Bernadette and the apparitions.    St. Pius X Basilica- underground basilica in the shape of an inverted boat, he can accommodate 25 thousand of the people. Basilica iIlluminate unique glass paintings. “I am the Immaculate Conception” – thus Lady have presented to Bernardette during her apparitions. In the place where stood the saint lady in 1874 erected a statue of the Madonna. The figure has been faithfully reconstructed on the basis of the description of Bernadette. The truth of the apparitions of Lourdes Church has already formally confirmed 5 years after their occurrence. Daily at 20.45 there is a procession with candles to Mary, in which echoes the song “Ave Maria”, sung in different languages. Then the crowd prays the rosary together. Disabled and sick people have a daily procession of 16.30, of 20.45 also … In Lourdes you can learn about a life of a holly Bernadette, from her birth and baptism unto death: it serves to that the path “Traces of Bernadette.”   The Grevin museum (now the Musee de CIRE), there is an exhibition of wax figures there. Characters intricately made of wax create situational scenes taken from the life of St. Bernadette, first of all of Jesus Christ. Big impressive three-dimensional image display “Last Supper” by Leonardo da Vinci. The newest museum halls are shown figure of Pope John Paul II, in my opinion, very realistically presented. Comes to town every year over 6 million pilgrims. In 2008, during  Pope Benedict XVI pilgrimage to Lourdes came about 8 million people. So we have to follow the mother of God. So, only a nearness of God help us at any time. When we walk with God he teaches us and helps in everything, so that in front of the hardships and adversity of fate, we will remember his help, and we certainly will be healed.(the end)

I stood in Lourdes 72

Stanislaw Barszczak, In the footsteps of Our Lady of Lourdes, part 1

The culmination the world’s roads, of my travels was a pilgrimage to Lourdes, in the period 20-30 June 2011. This time I stayed in the Polish Mission, “Bellevue”, Mission distant 2.5 km from the center of town, in hilly terrain. But it all started six years earlier, when my mother left for an eternal reward. I realized that it she was a man who not walking beaten paths, but will choose those unusual and also more challenging trails that lead directly to God! At the beginning of this one ‘separation’, I experienced an extraordinary kindness and benevolence of a God Mother’s, so it was only a matter of time when I would go to Lourdes. Of course I was aware that this is a very big deal for  “evil never peacefully slept.” There was no shortage, so the difficulties that I had to overcome … In particular, the problem was wounded me if a mother’s memory will provide my all care during this unique journey. I cannot imagine a better support on pilgrimage to Lourdes than provided me one hers! But I knew that Mom is incredibly open and that by this openness she was the closest to me always. It accompanied me the memory of hers 24 hours a day. On the first day of my pilgrimage, at once I was in the grotto of Massabielle. How happy I was after this extreme experience! You might wonder why you should bear the hardships of pilgrimage? I think that Jesus sometimes each of us proposes to “get out of the boat and go to Him on the water in the lake” (Mt14: 29). Of course, not even pushing for this, but he gives us a chance to exit towards him, to strengthen our Faith, Hope and Love … I am glad that I could trust Him finally. Therefore it appears before my eyes a certain analogy  here to everything that I experienced during a pilgrimage to Lourdes. Because really no words, photographs, videos are not able to pass these extraordinary events, feelings, emotions that gave me a sense of extraordinary beauty and joy. Similarly, the friendship with me it cannot describe, or show … Its presence it simply must experience to understand that it is worthwhile to go together even the smallest stage of the pilgrimage that is life. Here I want to mention that, it seems to me, yet I passed Massabielle Way of the Cross too fast… And now yet another scene. In memory I will wear a scene from Charles de Gaulle airport in Paris during the entire life, while the flight of mine was canceled one day and preparing to return the next day to the homeland. Here is the passenger who sometimes helped his wife while eating. On the surface, feeding spoon soup is nothing great, but is it such holiness of Mother Teresa of Calcutta was based not just on the fact that it was such a great person and has done so little gestures …? In Paris, I spent the night at the Polish Seminary, so when I looked out the window I saw at once known over the globe the contours of the Eiffel Tower. Then the view of the town of Lourdes and the people gathered there from around the world acted to me and people encountered close to me very positively. For they have shown us the invaluable assistance and many sings of kindness, caring and heart, which is the most precious gift … What is true is the fact that with the active personal involvement I have not found the time to distribute souvenirs, as well as I did not receive them personally, and yet coming up there to me the persons asking for support. Very valuable and beautiful was a sing also offered to me by woman to help me washing with water of Massabielle source. The pouring, dipping in the pool, wash with this water  from the miraculous source is free. I think the best commandos are not able to match to the Sisters,  and nurses in these acrobatics of any transfers of the sick and the elevation them from the coach, while they are traveling to the Virgin Mary. It is not only the passage and accommodation, but also exploring of the unusual places. Now I know that we simply must be there to understand that only place, because all the stories, photographs, I would compare to dried flowers in front of a thriving and fragrant meadows … Here I am always impressed by a patient dialogue of a ill and a woman: – only from you depends on whether I live or die in the prime of life. -Why this rush? The young man coughed for a break … The biggest impression on me was the goal of our pilgrimage – captivating beauty of Lourdes. This is a big town, surrounded by picturesque mountains and nested among the winding river. The town has more than 50 hotels but only 15,000 permanent residents. As I said on the first day, early in the afternoon I went to the Grotto of the Apparitions. There came over me  an amazing feeling that in this place God had sent the best and most beautiful piece of heaven on earth … Standing at the Massabielle Grotto I felt that the prayer itself comes from my heart to heaven and brings all the intentions which were assigned to me before leaving of my country. I think in Lourdes is essential to trust, so that we are there to be guided by God in everything. Probably it was not a coincidence that, quite unconsciously (though rather of necessity matter …) I went to the building, which later it seemed to be a hotel for people with disabilities (Accueil Notre Dame). Thanks to the extraordinary kindness of a person, I had the opportunity to meet there a religious Sister. She devoted a lot of time, I suppose, I could see this wonderful building customized. A disabled person has there all the luxuries, and can live in rooms of one-person, up to 6 people. In total, in the complex of these objects may hold 900 inmates at one time. I give this as evidence boarder.  I particularly liked the huge terrace, I saw from there what is most important: Massabielle Grotto, Basilica, and in the distance the high elevation of the cross crowning Way of the Cross. Viewed from afar, it was hard to believe that just a few hours and I will stay at the foot of the Cross. In the course of the road to Golgotta I especially wondered an attitude of people who were never not indifferent on a time of a passing beside them of a person of mine. It is this attitude that makes that on this land remain Traces of Love, which show the Way to Heaven to the others… Without a doubt, Mother of God also for me, she has left many such traces of her sensitivity and generosity at last on this only ‘valley of mercy’, even when I hit with the elevator to the observation deck nearby castle, located on the high mountain. There were seen beautiful views of the entire area adjacent Lourdes and the Pyrenees. I want to introduce the places worth seeing in the Lourdes now:  Grotto Massabielle – the place where Bernadette had had the apparitions in 1858 year. Placed on top of Grotto the statue of Our Lady, with the inscription: “I am the Immaculate Conception”, was dedicated in 1864. Inside the cave there is water source, which appeared during the apparitions … The Crypt – The first chapel, carved in the rock rising above the Grotto. The chapel was built in response to the call of Our Lady, after recognition of apparitions by the Church authorities. Bernardette’s Father participated in the construction of a chapel, which one has a gothic arch. The altar is set up a sculpture of Madonna with Child. In the crypt takes place all day adoration of the Blessed Sacrament … St. Pius X Basilica- underground basilica in the shape of an inverted boat, which seats are for 25 thousand people, consecrated the centenary of the apparitions in 1958. There are the lights there as a series of extraordinary images of glass (Gemmail). These paintings and souvenirs glass in the local , beautifully illuminated shops in a particular way they recall the memory of a Mom, which in her time, she worked in the glass factory in Ząbkowice … The Basilica of the Immaculate Conception – known as the upper basilica, built directly above the Grotto, and Vault. It is a neo-Gothic nave church with ten chapels, surmounted by soaring bell tower. The nave and chapels were illuminated stained-glass windows depicting the beautiful mystery of the Immaculate Conception of the Blessed Virgin Mary, the story of Bernadette and the apparitions. Sacred Immaculate Conception means the Mother of the Son of God from the first moment of its existence, she had no original sin. The dogma of the Immaculate Conception of the Blessed Virgin Mary was proclaimed in 1854 by our Catholic Church, therefore, just three years after Bernadette had a vision of Our Lady, who said of herself, that was ‘the Immaculate Conception’ …   Figure – crowned statue of Our Lady placed at the end of the esplanade , the one square of green, while the promenade, opposite the basilica, crowned July 3, 1876 …   The Basilica of the Rosary r is the third church built in the sanctuary of Our Lady of Lourdes (in the crypt and upper church). It was designed in the Byzantine style by the architect Leopold Hardy and built between 1883-1899. Consecrated in 1901. Built on a Greek cross basilica has a size of 52 × 48, and can accommodate 2,500 of the faithful, of which 1500 have seats. The basilica was entered on the list of French historical monument as a memorial of the second class. Over the years, leaking water caused considerable damage to the building architecture and its decorations. In 2006-2007, the entire temple was a major renovation. Restored a damaged mosaic. Restoration was made possible thanks to cooperation with the city of the sanctuary, pilgrims generous donations and assistance from the state (at the regional level, state and the European Union). Basilica of the Rosary has 15 chapels with beautiful mosaics depicting the 15 mysteries of the Rosary. The facade of the basilica is decorated with mosaics depicting the mysteries of light, made to commemorate the 150th anniversary of the apparitions … The half-round, marble facade of the basilica’s main portal. Adorned with bas-relief of Mary with baby Jesus in his hand a rosary of St. Dominic. Was placed over her round, made in the Vatican two mosaics, which left shows Pope Leo XIII and the right-François-Xavier Schoepfer, bishop of the diocese of Tarbes (1899-1912) and the Diocese of Tarbes and Lourdes (1912-1927)  to be continued…

Stanąłem w Lourdes

Stanisław Barszczak, Śladami Matki Boskiej z Lourdes, cz.2

Ukoronowaniem moich wojaży była pielgrzymka do Lourdes, w terminie 20-30 czerwca 2011roku.  Tym razem zatrzymałem się w Polskiej Misji „Bellevue” oddalonej 2, 5 km od centrum miasteczka.  Ale wszystko zaczęło się 6 lat wcześniej, gdy odeszła po nagrodę wieczną moja mama. Okazało się, że jest ona Człowiekiem, który nie chadza utartymi drogami, lecz woli wybierać te niezwykłe a zarazem bardziej ambitne szlaki, które wiodą wprost do Boga! Już na początku tej jedynej ‘rozłąki’, doświadczyłem jego niezwykłej życzliwości i przychylności, więc tylko kwestią czasu było, kiedy pojadę do Lourdes. Oczywiście miałem świadomość, że jest to zbyt wielka sprawa, aby “licho spokojnie spało”. Nie brakowało, więc trudności, które musiałem pokonać… Szczególnie nurtował mnie problem, czy pamięć mamy zapewni mi całą opiekę podczas tej jedynej podróży. Trudno mi sobie wyobrazić lepszą pomoc w pielgrzymce do Lourdes niż tą, jaką zapewniła mi mama! Wiedziałem jednak, że mama jest niesamowicie otwarta i że przez tę otwartość najbliżej jest mnie samego. Towarzyszyła mi  jej pamięć  24 godziny na dobę. Już pierwszego dnia mego pielgrzymowania byłem w grocie Massabielskiej. Jakże szczęśliwy byłem po tym ekstremalnym doświadczeniu!!! Można zastanawiać się, dlaczego warto ponosić trudy pielgrzymek? Myślę, że Jezus czasem każdemu z nas proponuje, aby “wyjść z łodzi i pójść ku Niemu po wodzie w jeziorze” (Mt14,29). Oczywiście, nawet nie nakłania do tego, ale dale nam szansę wyjścia ku Niemu, dla umocnienia naszej Wiary, Nadziei i Miłości… Cieszę, że udało mi się do końca Jemu zaufać. Nasuwa mi się tu pewna analogia do tego wszystkiego, co przeżyłem podczas pielgrzymki do Lourdes. Bo tak naprawdę żadne słowa, fotografie, wideokasety nie są w stanie przekazać tych niezwykłych spotkań, doznań, emocji, jakie dawały mi poczucie niezwykłego piękna i radości. Podobnie przyjaźni ze mną nie można opisać, ani pokazać… Jej trzeba po prostu doświadczyć, aby zrozumieć, że warto razem przejść choćby najmniejszy etap tej pielgrzymki, jaką jest życie. Tu chcę wspomnieć, że jednak za szybko, jak mi się zdaje, jeszcze przechodziłem Massabielską drogę krzyżową… I teraz jeszcze inna scena. W pamięci będę nosił do końca życia tę scenę z lotniska Charles de Gaulle w Paryżu, w czasie gdy miałem anulowany lot jednego dnia i  przygotowywałem się do powrotu dnia następnego do ojczyzny. Oto pasażer, który czasem pomagał swej żonie podczas jedzenia. Na pozór podawanie łyżką zupy, nie jest niczym wielkim, lecz czyż Świętość np. Matki Teresy z Kalkuty nie polegała właśnie na tym, że była ona tak wielką osobą, a czyniła tak małe gesty…? W Paryżu nocowałem w Seminarium Polskim, gdy spojrzałem przez okno od razu ujrzałem znane na całym, naszym globie kontury wieży Eiffla. Z kolei widok miasta Lourdes i ludzi zebranych tam z całego świata podziałał na mnie i napotkanych ludzi bardzo pozytywnie. Okazali bowiem nam oni również nieocenioną pomoc oraz wiele życzliwości, troski i Serca, które jest najcenniejszym Darem…Co prawda jest faktem, że przy czynnym osobistym współudziale jeszcze nie znalazłem czasu na rozdawanie pamiątek, jak też sam ich nie otrzymałem- a przecież podchodziły tam do mnie osoby prosząc o wsparcie. Bardzo cenna i piękna była również zaproponowana mi pomoc niewiasty przy obmyciu się wodą z Massabielskiego źródła. Wodę z cudownego źródła czerpać można bezpłatnie.  Myślę, że najlepsi komandosi nie są w stanie dorównać Siostrom, Pielęgniarkom i Pielęgniarzom w tych wszelkich akrobacjach związanych z wnoszeniem chorych i wynoszeniem z autokaru, podczas ich podróży do Matki. Jest to nie tylko sam przejazd i noclegi, ale również zwiedzanie niezwykłych miejsc. Teraz wiem, że tam po prostu trzeba być, aby zrozumieć to jedyne miejsce, bo wszelkie opowieści, fotografie, porównałbym do zasuszonych kwiatów, wobec kwitnącej i pachnącej łąki… Tutaj ja jestem zawsze pod wrażeniem pewnego dialogu chorego i pewnej niewiasty: Tylko od pani zależy, czy będę żył, czy umrę w kwiecie wieku. –Skąd ten pośpiech? Młody człowiek odchrząknął na przerwę… Największe wrażenie wywarł na mnie cel naszej pielgrzymki – urzekające swym pięknem – Lourdes. Jest to spore miasteczko, otoczone malowniczymi górami i zagnieżdżone wśród wijącej się rzeki. Już pierwszego dnia, wczesnym popołudniem poszedłem pod Grotę Objawień. Tam ogarnęło mnie niesamowite pouczycie, że w tym miejscu Bóg kiedyś zesłał najlepszą i najpiękniejszą cząstkę Nieba na ziemię… Stojąc pod Massabielską Grotą czułem, że modlitwa sama wypływa mi z głębi serca i zanosi do Nieba te wszystkie intencje, jakie powierzono mi przed wyjazdem. Myślę, że w Lourdes najważniejsze jest zawierzenie tak, aby do końca i we wszystkim dać się prowadzić Bogu. Zapewne, nie było też przypadkiem to, że zupełnie nieświadomie (a właściwie z konieczności…) wstąpiłem, do budynku, który później okazał się być hotelem dla osób niepełnosprawnych (Accueil Notre Dame). Dzięki niezwykłej życzliwości mjr SG J. Misiewicza, miałem też okazję poznać tam przesympatyczną polkę – S. Marzenę. Poświęciła nam ona wiele czasu, abym mógł zapoznać się z tym wspaniale dostosowanym budynkiem. Osoba niepełnosprawna ma tam wszelkie luksusy i może mieszkać w pokojach od 1-osobowego, do 6-osobowych. Łącznie mieści się w nim 900 pensjonariuszy! Szczególnie spodobał mi się ogromy taras, z którego widać to, co najważniejsze: Massabielską Grotę, Bazylikę, a w oddali wysokie wzniesienie z Krzyżem wieńczącym Drogę Krzyżową. Patrząc z oddali, trudno mi było uwierzyć, że już za kilka godzin także mi będzie dane zatrzymać się u stóp tego Krzyża. W trakcie tej Drogi szczególnie wyraziła się wspaniała postawa ludzi, którzy nigdy nie przemilczeli przechodzącej obok nich mojej osoby. Właśnie taka postawa sprawia, że na tej ziemi pozostają Ślady Miłości, które innym wskazują Drogę do Nieba… Bez wątpienia Matka Boska także dla mnie pozostawiła wiele takich śladów swej czułości i ostatniej szlachetności na tej jedynej ‘dolinie miłosierdzia’, również gdy wjechałem windą na taras widokowy pobliskiego zamku, znajdujący się na najwyższej w okolicy górze. Rozlegały się tam przepiękne widoki na całą okolice Lourdes i przylegające Pireneje.

Chcę wam przedstawić teraz miejsca godne obejrzenia w Lourdes:  Grota Massabielle – miejsce, w którym Bernadetta doznała objawień Matki Bożej w 1858 r. Umieszczona w górnej części Groty figura Matki Bożej, z napisem: „Jestem Niepokalane Poczęcie”, została poświęcona w 1864 r. W środku Groty znajduje się źródło wody, które pojawiło się podczas objawień…  Krypta – pierwsza kaplica, wykuta w skale wznoszącej się nad Grotą. Kaplica została wybudowana w odpowiedzi na wezwanie Matki Bożej, po uznaniu objawień przez władze kościelne. W budowie uczestniczył ojciec Bernadetty. Kaplica posiada sklepienie w stylu gotyckim. W ołtarzu jest ustawiona rzeźba Madonny z Dzieciątkiem. W Krypcie trwa całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu…   Bazylika św. Piusa X – podziemna bazylika o kształcie odwróconej łodzi, mogąca pomieścić 25 tys. osób, konsekrowana w stulecie objawień w 1958 r. Rozświetlają ją serie niezwykłych obrazów ze szkła (Gemmail). Te obrazy i szklane pamiątki w tutejszych jasnych, pięknie iluminowanych sklepach w szczególny sposób przywołują pamięć mamy, która w swym czasie pracowała w hucie szkła w Ząbkowicach…  Bazylika Niepokalanego Poczęcia – zwana bazyliką górną, wybudowana bezpośrednio nad Grotą i Kryptą. Jest to jednonawowy neogotycki kościół z dziesięcioma kaplicami, zwieńczony strzelistą dzwonnicą. Nawa oraz kaplice zostały rozświetlone pięknymi witrażami przedstawiającymi tajemnicę o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny oraz historię Bernadetty i objawień.  Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oznacza, że Matka Syna Bożego od pierwszej chwili swego istnienia nie miała grzechu pierworodnego. Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny został ogłoszony w 1854 roku przez nasz Kościół Katolicki, zatem zaledwie cztery lata potem Bernardetta miała widzenia Matki Boskiej, która o sobie mówiła, że  ‘jest Niepokalanym Poczęciem’…   Figura – figura Matki Bożej Ukoronowanej umieszczona na końcu Esplanady, jedynego placu zieleni, zarazem promenady, naprzeciwko bazylik, ukoronowana 3 lipca 1876 r…  Bazylika Różańcowa to trzeci z kościołów zbudowanych na terenie sanktuarium Matki Bożej w Lourdes (po krypcie i kościele górnym). Została zaprojektowana w stylu bizantyjskim przez architekta Leopolda Hardy i wzniesiona w latach 1883–1899. Konsekrowana w 1901. Zbudowana na planie krzyża greckiego bazylika ma rozmiary 52 × 48 m i może pomieścić 2500 wiernych, z których 1500 ma miejsca siedzące. Bazylika została wpisana na francuską listę zabytków jako pomnik historyczny drugiej klasy. Na przestrzeni lat przeciekająca woda wyrządziła znaczne szkody architekturze budowli i jej dekoracjom. W latach 2006–2007 całą świątynię poddano gruntownej renowacji. Odrestaurowano też uszkodzone mozaiki. Odnowa była możliwa dzięki współpracy sanktuarium z władzami miasta, hojnym datkom pielgrzymów a także pomocy ze strony państwa (na szczeblu regionalnym, ogólnopaństwowym i Unii Europejskiej). Bazylika Różańcowa posiada 15 kaplic z pięknymi mozaikami przedstawiającymi 15 tajemnic Różańca. Fasadę bazyliki ozdobiono mozaikami przedstawiającymi tajemnice światła, wykonanymi z okazji 150-lecia objawień…  W półokrągłej, marmurowej fasadzie bazyliki znajduje się główny portal. Zdobi płaskorzeźba Najświętszej Maryi Panny z Dzieciątkiem Jezus na ręku ofiarowującym różaniec św. Dominikowi. Nad nią umieszczono dwie okrągłe, wykonane w Watykanie mozaiki, z których lewa przedstawia papieża Leona XIII a prawa François-Xaviera Schoepfera, biskupa diecezji Tarbes (1899–1912) i diecezji Tarbes i Lourdes (1912–1927). Witraż nad głównym wejściem jest dziełem Claudiusa Lavergne. Po lewej stronie portalu znajduje się kaplica św. Bernadetty a obok niej kaplice Pascala Baylon i Notre Dame de Guadaloupe. W 1941 na białych , marmurowych drzwiach bocznych bazyliki wygrawerowano podziękowanie dla marszałka Francji, szefa rządu Vichy, Philippe’a Pétaina, który w 1941 odwiedził Lourdes i pomógł kościołowi odzyskać prawo własności nad Domeną: ’In memoriam 1940–41, następnego dnia po naszych nieszczęściach, Francja próbuje ponownie odnaleźć swą duszę pod rządami Marszałka Pétaina’. W 2007 do wystroju fasady dodano nowe mozaiki przedstawiające tajemnice światła, dodane w 2002 do tradycyjnych 15 tajemnic różańca przez papieża Jana Pawła II. Ponad fasadą wznosi się kopuła, zwieńczona pozłacaną koroną z krzyżem – darami narodu irlandzkiego z 1924. Krzyż ponownie pozłocono w latach 2000–2002. Korona na kopule bazyliki, to jest symbol bardzo wymowny w domu Matki Boskiej z Lourdes…   Kościół św. Bernadetty – piąta świątynia blisko miejsca, gdzie Bernadetta stała podczas ostatniego objawienia, po drugiej stronie rzeki Gavy. Ten nowoczesny kościół można dzielić ruchomymi ściankami na dwie części. W budynku znajduje się również osiem sal zebrań oraz Kaplica Najświętszego Sakramentu…  Kaplica Pojednania – kaplica, w której sprawowany jest sakrament pokuty i pojednania w różnych językach. Kaplica jest otwarta przez cały dzień…  Kościół parafialny – kościół św. Piotra w Lourdes, w którym 9 stycznia 1844 r. najstarsza córka Ludwiki i Franciszka Soubirous otrzymała imię Maria Bernadetta. Obecnie kościół nosi wezwanie Najświętszego Serca Jezusa…   Młyn Boly – miejsce urodzenia i pierwszych 10 lat życia Bernadetty…   Bartrès – miejscowość i gmina we Francji, w której przez krótki czas mieszkała Bernadetta. Ze względu na ciężką sytuację materialną rodziców, 13-letnia wówczas dziewczynka została oddana do swojej przybranej matki. Pomagała w gospodarstwie i pasła owce…   Plebania – dom parafialny, w którym mieszkał ks. Peyramale, zagorzały obrońca Bernadetty. Wielokrotnie wzywaną i przesłuchiwaną przez miejscowe władze i policję dziewczynkę ks. Peyramale umieścił w hospicjum jako pensjonariuszkę…  Procesja, która codziennie o godz. 16.30 wyrusza spod Groty, podąża wzdłuż Gavy ku miastu, by przy moście na rzece zawrócić i szeroką aleją, równoległą do nadbrzeżnej drogi, dotrzeć do placu przed Bazyliką Różańcową. Najbardziej liczna w procesji jest rzesza ubranych na biało pielęgniarek oraz na niebiesko wolontariuszy, otaczających z miłością osoby chore… Świece – tradycja przychodzenia do Groty ze świecami narodziła się podczas czwartego objawienia, 19 lutego 1858 r., kiedy Bernadetta przyniosła z sobą świecę. Tu chcę napomknąć, że przywiozłem do Polski jedną z takich procesyjnych świec, którą przechowuję jako pewną relikwię…  Procesja ze świecami – odbywa się każdego wieczoru od kwietnia do października z modlitwą Różańca na ustach. Procesja wyrusza spod Groty, za figurą Niepokalanej, niesioną przez pielgrzymów, i kończy się przed Bazyliką Różańcową. Wierni śpiewają pieśń „Ave Maria”… W pobliżu placu przed Bazylikami usytuowane jest Centrum Informacji dla pielgrzymów i chorych. Tam to poznałem polskich księży pracujących dla Matki Bożej, Księdza Kazimierza i Wojciecha. Trzeba powiedzieć, że chorzy w Lourdes są otoczeni wyjątkową opieką. Przyjeżdżają tu autobusami i pociągami w towarzystwie wolontariuszy. W tym miejscu chcę opowiedzieć wam o świętej pastereczce z Lourdes. Bernadetta urodziła się 7 stycznia 1844 r. jako pierwsza córka Ludwiki i Franciszka Soubirous. Przez pierwsze 10 lat mieszkała z rodzicami w młynie Boly w Lourdes. Po wypadku ojca rodzina przeniosła się do pomieszczeń po starym więzieniu, tzw. Cachot.  W wieku 13 lat Bernadetta została oddana do swojej mamki do Bartrès, gdzie przebywała przez kilka miesięcy. Po powrocie do Lourdes zaczęła się przygotowywać do I Komunii św. Uczyła się w szkole prowadzonej przez Siostry Miłosierdzia w Nevers. 11 lutego 1858 r. po raz pierwszy doznała objawień Matki Bożej w Grocie w Massabielle.  Po objawieniach Bernadetta przyjęła Komunię św. W 1864 r. wstąpiła do zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia i Wychowania Chrześcijańskiego. Rozpoczęła postulat w klasztorze przy hospicjum. W 1866 r. wyjechała do zakonu w Nevers k. Paryża, gdzie pełniła rolę pielęgniarki, zakrystianki. Po długiej chorobie, w wieku 35 lat, zmarła. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Matko Boża, módl się za mnie, biedną grzesznicą”. W 1925 r. papież Pius XI ogłosił ją błogosławioną, a w 1933 r. odbyła się kanonizacja. Ciało św. Bernadetty, złożone w relikwiarzu w klasztorze w Nevers, nie ulega rozpadowi.

Mamy modlić się nieustannie, aby nie zmarnować podarowanego życia… Przypomnijmy zatem  szczegółowo historię objawień w Lourdes. W roku 1858, kiedy ukazała się jej w Lourdes Matka Boża Bernadeta miała 14 lat. Była najstarszą córką rodziny Soubirous. Brakowało jej wszystkiego: pieniędzy, zdrowia, wykształcenia. Nie umiała ani czytać, ani pisać, często chorowała, nie chodziła do szkoły, nie przystąpiła do Pierwszej Komunii św. Rodzice mogli jej dać jedynie wiarę, prostą i żywą. Ją właśnie, Swoją “najbiedniejszą córkę” wybrała Maryja dla przekazania ludziom orędzia. To wszystko zaczęło się w dniu 11 lutego 1858 wspólną modlitwą.  Wraz z siostrą i przyjaciółką Bernadeta wyszła z domu zebrać drewno na opał nad rzeką, w okolicach groty, poniżej skały Massabielle. Musiała przejść przez rzekę, aby dogonić towarzyszki. Tak opisała to, co się wtedy zdarzyło: «Kiedy zdjęłam pierwszy but usłyszałam hałas, jakby podmuch wiatru, wtedy odwróciłam głowę w kierunku łąki. Widziałam, że drzewa się nie poruszały, więc powróciłam do ściągania butów. Znowu usłyszałam ten sam hałas. Kiedy podniosłam głowę w stronę groty, ujrzałam Panią ubraną na biało. Miała białą suknię, biały welon, w pasie błękitną szarfę i różę na każdym bucie – żółtą, w takim samym kolorze jak łańcuszek jej różańca. Trochę się wystraszyłam. Sądziłam, że to złudzenie. Przecierałam oczy. Jeszcze raz popatrzyłam i widziałam cały czas tę samą Panią. Wsunęłam rękę do kieszeni i znalazłam w niej mój różaniec. Zrobiłam znak krzyża. Lęk, jaki odczuwałam zniknął. Uklękłam. Odmówiłam różaniec w obecności tej pięknej Pani. Zjawa przesuwała różańcowe paciorki, ale nie poruszała wargami. Kiedy skończyłam różaniec – nagle zniknęła.» W dniu 14 lutego 1858 miała miejsce próba święconej wody. W tę niedzielę 14 lutego Bernadeta powróciła do groty z przyjaciółkami. Chciała sprawdzić, czy wizja nie była złudzeniem. Przy grocie uklękła i rozpoczęła różaniec. Po odmówieniu jednej dziesiątki ujrzała tę samą Panią. Kropiła Ją wodą święconą, chcąc Ją przepędzić, o ile nie pochodzi od Boga. «Im bardziej kropiłam Ją wodą święconą, tym bardziej się uśmiechała…» – napisała Bernadeta. W dniu 18 lutego 1858 pani mówi po raz pierwszy. Maryja przemówiła dopiero za trzecim razem, 18 lutego. Z Bernadetą przyszli dorośli. Za ich radą zaopatrzyła się w papier i atrament… «Kiedy po przybyciu tam zaczęłam odmawiać różaniec – napisała Bernadeta – ujrzałam piękną Panią po pierwszej dziesiątce Różańca. Powiedziałam jej, że jeśli byłaby tak dobra i chciała mi coś powiedzieć, to proszę, aby to zapisała. Wtedy Ona uśmiechnęła się i powiedziała mi, że tego, co ma mi do powiedzenia nie trzeba zapisywać.» Następnie Matka Najświętsza zapytała ją, czy zechciałaby przychodzić w to miejsce przez 15 dni. Dziewczynka zgodziła się. Usłyszała w odpowiedzi, że Maryja nie obiecuje jej szczęścia na tym świecie, ale w przyszłym. Objawienia trwają nadal… «Powróciłam tam przez następne piętnaście dni. Ujrzałam wizję we wszystkie dni z wyjątkiem jednego poniedziałku i jednego piątku (od 22 i 26 lutego). Otrzymałam też 3 tajemnice, których nie wolno mi było nikomu powtórzyć.» – napisała później o tych niezwykłych spotkaniach.  W dniu 24 lutego 1858 po 4 objawieniach milczących, wypełnionych kontemplacją i modlitwą – Maryja dała Bernadecie nakaz, który powtarzała przez kilka następnych dni: «Proście Boga o nawrócenie grzeszników.» Potem zapytała, czy «byłoby jej trudno uklęknąć i pocałować ziemię w akcie pokuty za grzeszników.» Po raz pierwszy wypowiedziała słowo: «pokuta». W dniu 25 lutego 1858 Maryja powtórzyła: «Pokuty! Pokuty! Pokuty!». Potem poleciła Bernadecie zjeść roślinę, która tam rosła, iść do źródła, napić się i obmyć się w nim. «Nie widząc źródła – opowiada Bernadeta – skierowałam się ku rzece. Pani jednak powiedziała mi, że to nie tam, i dała mi znak palcem, abym podeszła pod skałę. Zrobiłam tak. Znalazłam tam zaledwie odrobinę wody, jakby błoto, i z ledwością mogłam jej nabrać. Zaczęłam drążyć ziemię. Po chwili mogłam nabrać wody, ale trzy razy ją wyrzuciłam. Dopiero za czwartym razem mogłam się napić, tak bardzo woda była brudna.» W ten sposób zostało odkryte źródło, które nigdy nie wyschło i stało się narzędziem licznych uzdrowień. W dniu 2 marca 1858 roku Bernadeta otrzymała podwójną misję: powiedzieć kapłanom, żeby przyszli w procesji oraz wybudowali kaplicę. Nie wiedziała, kim była ukazująca się jej Pani. Proboszcz polecił, by o to pytała. Kiedy dziewczynka stawiała pytanie, Pani, zamiast odpowiedzieć, uśmiechała się w milczeniu. W święto Zwiastowania, Bernadeta wymusiła odpowiedź: «Zapytałam trzykrotnie, kim jest. Ona cały czas się uśmiechała. Wreszcie spróbowałam czwarty raz. Dopiero wtedy powiedziała mi, składając ręce na wysokości klatki piersiowej, że jest Niepokalanym Poczęciem.» Nastąpiły ostatnie spotkania z Piękną Panią. Jeszcze dwa razy Bernadeta ujrzała w grocie massabielskiej milczącą, uśmiechającą się i modlącą Matkę Najświętszą. 7 kwietnia objawienie trwało blisko godzinę, obecnych było kilkaset osób. Płomień świecy dotykał przez wiele minut palców Bernadety, nie pozostawiając na nich żadnego śladu, o czym zaświadczyli obecni. 16 lipca Bernadeta ujrzała po raz ostatni Maryję bardziej piękną i promienną niż wcześniej. Ostatni raz tu na ziemi… Objawienia zostały zatwierdzone 18 stycznia 1862 przez biskupa diecezji Tarbes, J. E. Laurence’a, jako autentyczne i nie budzące wątpliwości. 

Trzeba naszego osobistego komentarza do wszystkich wydarzeń, które mają miejsce w Lourdes. Przytoczmy je jeszcze raz. Dziewczynka pasła świnie nad rzeką Gave nieopodal groty Massabielle – i tam właśnie ukazywała jej się świetlista postać. Świadkami objawień i dziwnego zachowania dziewczyny byli ludzie gromadzący się w grocie na odpoczynek. Bernadetta na ich oczach klękała, całowała ziemię i na klęczkach schodziła nad rzekę. “Idź do źródła, napij się z niego i obmyj się” – takie właśnie słowa usłyszała Bernadetta od Maryi. To polecenie wypełniają pielgrzymi przybywający do Lourdes. W środku groty znajduje się bowiem źródło wody, które pojawiło się podczas objawień. Od momentu wytryśnięcia źródełka zarejestrowano 6784 przypadki niewytłumaczalnego odzyskania zdrowia po obmyciu się w jego wodzie. 67 z nich Kościół uznał oficjalnie jako cudowne. Dla wygody chorych wybudowano pomieszczenia z kamiennymi wannami, w których można zanurzyć się całkowicie, zaś wokół groty umieszczono krany służące napełnianiu naczyń. W miejscu, obok którego ukazała się Matka Boża, stoi dziś potężna bazylika. Składają się na nią trzy kościoły, z których jeden – podziemny, poświęcony jest papieżowi Piusowi X. Ponieważ kościół w Lourdes stoi na skale, wygląda na wyż- szy i potężniejszy niż jest w rzeczywistości. Jest jednonawowy, ma 10 kaplic, a wieńczy go strzelista dzwonnica. Nawa oraz kaplice zostały rozświetlone pięknymi witrażami, przedstawiającymi tajemnicę Niepokalanego Poczęcia Matki Boskiej oraz historię Bernadetty i objawień. Bazylika św. Piusa X – podziemna bazylika o kształcie odwróconej łodzi, może pomieścić 25 tys. osób. Rozświetlają ją niezwykłe szklane obrazy. “Jestem Niepokalane Poczęcie” – tak przedstawiała się Matka Boska Bernadetcie podczas objawień. W miejscu, w którym stała święta postać, w 1874 roku wzniesiono statuę Madonny. Postać została wiernie odtworzona na podstawie opisu Bernadetty. Panna Soubirous kilka lat po objawieniach wstąpiła do klasztoru w Nevers. Po długiej chorobie, w wieku 35 lat, zmarła. Jej słowa wypowiedziane przed śmiercią brzmiały: “Matko Boża, módl się za mnie, biedną grzesznicę”. W 1933 r. kanonizowano Bernadettę. Jej ciało, złożone w szklanym relikwiarzu w klasztorze w Nevers, nie ulega rozpadowi. Od lat nauka stara się wyjaśnić to zjawisko – bez rezultatu. Prawdziwość objawień z Lourdes Kościół uznał już 5 lat po ich zaistnieniu. Codziennie o godzinie 20.45 odbywa się procesja maryjna ze świecami, w czasie której rozbrzmiewa pieśń “Ave Maria”, śpiewana w różnych językach. Po niej tłum wspólnie odmawia różaniec. Niepełnosprawni i chorzy mają codzienną procesję o godzinie 16.30…W Lourdes można poznać życie świętej Bernadetty począwszy od jej narodzin i chrztu aż po śmierć: służy temu szlak “Śladami Bernadetty”. W muzeum Grevin znajduje się ekspozycja figur woskowych. Postacie misternie wykonane z wosku tworzą scenki sytuacyjne zaczerpnięte z życia Bernadetty oraz Jezusa Chrystusa. Wielkie wrażenie robi trójwymiarowa ekspozycja obrazu “Ostatnia Wieczerza” Leonarda da Vinci. W najnowszych salach muzeum ukazano sylwetkę papieża Jana Pawła II, w moim odczuciu bardzo realnie przedstawioną. Do miasta przybywa co roku ponad 5 milionów pielgrzymów. W roku 2008 , w roku pielgrzymki do Lourdes papieża Benedykta XVI, przez Lourdes ‘przewinęło się’  ok. 8 milionów ludzi. Zatem  mamy iść za matką Boga, i tylko pomagać Bogu w każdym czasie. Kiedy bowiem idziemy z Bogiem on uczy nas i pomaga we wszystkim, tak że w trudach i przeciwnościach losu, będziemy pamiętać o jego pomocy i z pewnością zostaniemy uzdrowieni.

 

Stanąłem w Lourdes 73

Stanisław Barszczak, Śladami Matki Boskiej z Lourdes, cz.1

W dniu 21 czerwca 2011 roku stanąłem w Grocie Massabielskiej w Lourdes we francuskich Pirenejach. Tutaj święta Bernardeta miała od 1858 roku osiemnaście objawień Matki Bożej. Lourdes (oks. Lorda) – miasto i gmina w południowo-zachodniej Francji u podnóża Pirenejów nad rzeką Gave de Pau, w regionie Midi-Pyrénées, w departamencie Pireneje Wysokie. Według danych na rok 1990 gminę zamieszkiwało 16 300 osób, a gęstość zaludnienia wynosiła 441 osób/km² (wśród 3020 gmin regionu Midi-Pyrénées Lourdes plasuje się na 14. miejscu pod względem liczby ludności, natomiast pod względem powierzchni na miejscu 195.). W Lourdes obecnie jest Sanktuarium Maryjne. Największy we Francji i jeden z największych na świecie ośrodków kultu maryjnego i cel pielgrzymek, odwiedzany rocznie przez 6 mln osób z całego świata (w okresie od marca do października). Według nauki Kościoła rzymskokatolickiego 11 lutego 1858 r. przy jaskini Massabielle 14-letniej Bernadecie Soubirous objawiła się Matka Boża, przedstawiając się jej w miejscowym dialekcie: «Que soy era Immaculada councepciou» – «Jestem Niepokalane Poczęcie». W 1874 w tym miejscu ustawiono statuę Matki Bożej z Lourdes, następnie neogotycką bazylikę. Sama Bernadette Soubirous wstąpiła w 1866 roku do klasztoru Nevers, a w 1933 r. została kanonizowana. Lourdes ma bardzo rozwiniętą infrastrukturę pielgrzymkowo-turystyczną (kilkadziesiąt tysięcy miejsc noclegowych). W mieście jest wiele zabytków, m.in. zamek z XIV wieku, dwupoziomowy kościół z drugiej połowy XIX wieku, neobizantyjski kościół Różańcowy z końca XIX wieku, podziemna bazylika Św. Piusa X. Od 1990 r. Lourdes utrzymuje partnerskie stosunki z Częstochową. Zostało opisane w powieści Emila Zoli pod tytułem Lourdes. W miejscowości znajduje się stacja kolejowa Gare de Lourdes. Pewnego dnia udałem się do zamku górującego nad miasteczkiem. Château Fort de Lourdes jest zabytkowym zamkiem, znajduje się w Lourdes w departamencie Hautes-Pyrénées we Francji. Jest dogodnie zlokalizowany przy wjeździe do siedmiu dolin Lavedan. Ta tysiącletnia, nigdy nie zdobyta forteca ma status zabytku. Ze szczytu jej murów można podziwiać przepiękny widok na miasto, sanktuarium i Pireneje. U stóp czternastowiecznego donżonu znajduje się ogród botaniczny i oryginalne miniatury budynków. W muzeum mającym status Musée de France (muzeum narodowego) warto obejrzeć kolekcje pamiątek historii Pirenejów francuskich i hiszpańskich. Bardzo ludzki jest widok z zamku, na fort i ogród botaniczny. Od 1933 r. zamek widnieje jako pomnik historyczny uznany przez francuskie Ministerstwo Kultury. Oblężany w 778 roku przez Karola Wielkiego, stał się rezydencją hrabiów Bigorre w wieku 11 i 12. W 13 wieku, przeszedł w posiadanie hrabiego Szampanii, był częścią królestwa Nawarry przed przejściem pod koronę Francji Filipa Pięknego. Został przekazany na mocy Traktatu z Brétigny w 1360 roku Anglii, by stać się własnością Francji na początku 15 wieku po dwóch oblężeniach. W 17 wieku, zamek stał się królewskim więzieniem, pozostawał w tej roli po Rewolucji Francuskiej aż do początku 20 wieku, kiedy stał się pirenejskim Muzeum w 1921 roku, i takim pozostaje po dziś dzień. Jest to największe muzeum sztuki ludowej i tradycji w Pirenejach. Początki zamku sięgają czasów rzymskich. Różne pozostałości z tego okresu (fragmenty rzeźby, wota, fundamenty ściany) zostały ujawnione przez pracę wojsk inżynieryjnych w 19 wieku. Jednak w wyniku tych prac zniszczono większą część zabytkowych murów. Znaleziska są eksponowane na zamku. Obecnie najstarsze pozostałości sięgają wieku 11 i 12 i stanowią podstawy obecnej fortyfikacji.  Zamek został wzmocniony w wieku 13 i 14 (budowa Baszty-DonJonu), i ponownie w wieku 17 i 18. Kaplica Notre-Dame-du-Château mieści meble z dawnego kościoła parafii Saint-Pierre de Lourdes, który uległ pożarowi w 1904 roku. Obecna kaplica jest wykonana z materiałów pochodzących z recyklingu z tamtego Kościoła Saint-Pierre de Lourdes… W Pau niedaleko Lourdes znajduje się wspaniała rezydencja królewska, która jest przede wszystkim miejscem urodzenia Henryka IV, króla Francji i Nawarry. Budynek utrwala hołd i legendy pierwszego króla z dynastii Burbonów. W wolnej chwili od modlitwy w różnych intencjach w grocie Massabielskiej, zapragnąłem obejrzeć i ten zamek. Architektoniczny kompleks kamienic przeszedł trzy główne restauracje: Pierwsza miała miejsce w średniowieczu, druga w renesansie, a trzecia w połowie 19 wieku. Zamek został sklasyfikowany jako Muzeum Narodowe i oferuje swoim gościom prawie 800 lat historii, pozwalając im cieszyć się opracowanym zestawem dekoracji, w tym jednym z najpiękniejszych zbiorów arrasów w Europie. Ostatnie restauracje-uzupełnienia były prowadzone wewnątrz i na zewnątrz i dały budynkowi wybitny blask. Zamek i jego okolice, parki i ogrody położone są na obrzeżach rynku Starego Miasta, w pobliżu najstarszego pola golfowego na kontynencie europejskim. Kim był Henryk IV? Henryk IV (urodzony 13 grudnia 1553 – ginie w zamachu 14 maja 1610), Henri-Quatre, król Francji 1589/10 i król Nawarry 1572/10. Był pierwszym monarchą gałęzi Bourbonskiej z dynastii Kapetyngów we Francji. Jako Huguenot Henry był zaangażowany w wojny religijne przed wstąpieniem na tron ​​w 1589 roku. Przed jego koronacją na króla Francji w Chartres, zmienił swoją wiarę z kalwinizmu na katolicyzm, w 1598 roku uchwalił edykt nantejski, który gwarantował swobody religijne dla protestantów, a tym samym skutecznie kończył wojnę domową. To jeden z najbardziej popularnych królów francuskich, w trakcie swego panowania i po jego panowania, Henry pokazywał wielką troskę o dobro swoich poddanych i jaśniał niezwykłą tolerancją religijną w swoim czasie. Został zamordowany przez fanatycznego katolickiego, François Ravaillaca. Jakie były osiągnięcia jego panowania? Podczas swego panowania Henryk IV opierał się na ministrze Maximilianie de Bethune, księciu de Sully (1560-1641), który był jego prawą ręką, w celu uregulowania finansów państwa, wspierania rolnictwa, drenażu bagien do tworzenia produktywnych gruntów upraw, wykonywania wielu prac publicznych i zachęcania do edukacji, jak też przy tworzeniu Royal College Henri-le-Grand w La Fleche (dzisiaj Prytanée Militaire de la Flèche). On i Sully starali się chronić lasy przed dalszą dewastacją, zbudowali nowy system autostrad wysadzanych drzewami i zbudowali nowe mosty i kanały. Król posiadł 1200 m kanał, który zbudowano w parku w królewskim zamku w Fontainebleau (tutaj można wędkować także dzisiaj), i nakazał sadzenie sosny, wiązów i drzew owocowych. Król odnowił Paryż jako wielkie miasto, zbudował most Pont Neuf, który stoi do dziś, zbudowany na rzece Sekwanie połączył prawą i lewą część miasta. Henryk IV zbudował również Place Royale (od 1800 znany jako Place des Vosges), i dodał Wielką Galerię dla Luwru. Więcej jak 400 metrów długości i trzydzieści pięć metrów szerokości, ogromną budowlę wybudowano wzdłuż brzegu Sekwany, a w tym czasie był to najdłuższy budynek w swoim rodzaju na świecie. Król Henryk IV, promotor sztuki dla wszystkich klas ludzi, zaprosił setki artystów i rzemieślników do życia i pracy na niższych piętrach budynku. Tę tradycję kontynuowano przez kolejne dwieście lat, w końcu cesarz Napoleona I zakazał tego. Sztuka i architektura jego rządów stały się znane jako “styl Henryka IV”. Wizję króla Henryka przedłużono poza Francję, on też finansował kilka wypraw Pierre Dugua, pana de Monts i Samuela de Champlain do Ameryki Północnej, którzy widzieli Francję jako roszczącą sobie prawa do panowania w Kanadzie… Góry zdominowały życie we francuskich Pirenejach. Region ten pod wieloma względami bliższy jest Hiszpanii niż Francji. To odległe terytorium i zamieszkujący go nieustępliwi ludzie udzielali schronienia heretykom, a uciekinierom wskazywali drogę. Obecnie są to ostatnie dzikie rejony w Europie Południowej, żyje tu wiele rzadkich gatunków zwierząt. Kierując się na wschód od wybrzeża Atlantyku napotykamy krajobraz kontrastujący z równinami Akwitanii. Im dalej wjeżdża się w Pireneje, tym bardziej strome stają się stoki na obrzeżach dolin i tym potężniejsze pokryte śniegiem szczyty. Tę wspaniałą, bezludną i niebezpieczną krainę należy traktować z respektem. W lecie region oferuje 1600 km tras pieszych wędrówek, dobre kempingi oraz wędkowanie i wspinaczkę. W zimie można uprawiać narciarstwo przełajowe i alpejskie. Tutejsze kurorty, rozrzucone wzdłuż granicy, są o wiele liczniej odwiedzane niż te po stronie hiszpańskiej. Wysokie Pireneje rozciągają się wzdłuż południowo-zachodniej granicy Francji od wybrzeża Morza Śródziemnego do Atlantyku. Są tu: niedostępna twierdza Montségur, centrum pielgrzymkowe w Lourdes, Pau w górzystym rejonie Béarn oraz port baskijski w Bayonne. Na koniec mej pielgrzymki do Lourdes wybrałem się w dwie jednodniowe wycieczki autokarowe do Gavarnie i Pont d’Espagne. Gavarnie – miejscowość i gmina we Francji, w regionie Midi-Pyrenees, w departamencie Pireneje Wysokie. Według danych na rok 1990 gminę zamieszkiwało 177 osób, a gęstość zaludnienia wynosiła 2 osoby/km² (wśród 3020 gmin regionu Midi-Pyrénées Gavarnie plasuje się na 886. miejscu pod względem liczby ludności, natomiast pod względem powierzchni na miejscu 26.). W pobliżu Gavarnie znajduje się najwyższy wodospad we Francji mający wysokość 421 metrów. Pireneje ( Pirenees, Pirineos, Pirineus ) to góry “na końcu Europy”.  Położone w południowo – zachodniej części Europy, oddzielają kontynent od Półwyspu Iberyjskiego. W odległej przeszłości oddzielały ziemię Celtów od ziemi Iberów. Pireneje stanowią naturalna granicę pomiędzy Francją a Hiszpanią. Granica obu tych państw przebiega, z niewielkimi wyjątkami, wzdłuż głównego grzbietu. Podobnie zresztą przebiega wododział: po stronie północnej niemal wszystkie rzeki należą do atlantyckich dorzeczy Adour i Garonny, wyjątek stanowią doliny Aude, Têch i Tet, które odprowadzają wody Pirenejów Wschodnich do Morza Śródziemnego. Po stronie południowej niemal wszystkie wody spływają do doliny Ebro i do Morza Śródziemnego. Góry niezwykle piękne, dzikie, inne niż Alpy i odwiedzane o wiele rzadziej. Zachwycają krajobrazem, niezwykłą szatą roślinną, światem zwierząt, bogactwem form skalnych i jezior.Pireneje ciągną się generalnie równoleżnikowo, od Oceanu Atlantyckiego (Zatoka Baskijska) na zachodzie, po Morze Śródziemne na wschodzie. Długość łańcucha wynosi ok. 440 km. Szerokość łańcucha jest różna i waha się od 60 do 140 km. Powierzchnia gór wynosi ok. 55 375 km. Po stronie francuskiej znajduje się ok. 25% powierzchni Pirenejów a po hiszpańskie 75 %. Wynika to z ich ukształtowania: na stronę północną ( francuską) opadają one stromo i są zwarte. Po stronie południowej ( hiszpańskiej) są łagodniejsze i stopniowo przechodzą w niższe pasma i pogórza. Istnieje wiele podziałów tego łańcucha górskiego. Najogólniej Pireneje dzieli się na Pireneje Zachodnie ( Atlantyckie), Pireneje Centralne i Pireneje Wschodnie. Pireneje Zachodnie ciągną się od Zatoki Baskijskiej do przełęczy Somport ( 1632 m n.p.m.). Pireneje Centralne obejmują obszar od przełęczy Somport po przełęcz Portillon ( 1293 m n.p.m.)  oraz górną część doliny Garonny. Pireneje Wschodnie ( Orientalne) obejmują obszar od przełęczy Portillon i górnej Garonny aż do wybrzeży Morza Śródziemnego ( Zatoka Lwia – Côte Vermeille ). W Pirenejach Wschodnich, całkowicie w górach, położona jest Andora. Często wyodrębnia się Pireneje Wysokie, zaliczając do tej grupy Pireneje Centralne oraz część Pirenejów Wschodnich po Andorę i rejon przełęczy Puymorens ( 1915 m n.p.m.). Wyodrębnienie Pirenejów Wysokich wydaję się uzasadnione, gdyż na tym obszarze występują wszystkie szczyty, przekraczające wysokość 3000 m. Odpowiednio, ze względu na przynależność do danego państwa, wyróżniamy Pireneje Francuskie i Pireneje Hiszpańskie. Najwyższym szczytem Pirenejów jest Pico de Aneto ( 3403 m n.p.m.), położony po stronie hiszpańskiej. Również po stronie hiszpańskiej leży Monte Perdido ( 3355 m n.p.m.) – jest to jednocześnie najwyższy w Europie masyw całkowicie wapienny, oraz Pico de Posets ( 3374 m n.p.m.).  Wszystkich trzytysięczników w Pirenejach jest ok.200 ( liczba ta obejmuje szczyty główne oraz występy w grani ). Niezwykłości krajobrazowi Pirenejów dodają liczne jeziora polodowcowe, których jest tutaj ponad 2500 ( ok. 1500 z nich ma średnicę ponad 50 m.). W Pirenejach występuje największe zagęszczenie stawów polodowcowych, wśród masywów górskich całej Europy. Budowa geologiczna Pirenejów jest bardzo zróżnicowana. Poszczególne masywy różnią się między sobą. Występują tu granity, andezyty, wapienie, dolomity, łupki i zlepieńce. Istotną rolę w ukształtowaniu tych gór odegrały ostatnie zlodowacenia czwartorzędowe. Ustępujące lodowce pozostawiły w rzeźbie liczne cyrki, kotły, urwiste strome ściany i stawy polodowcowe. Najpiękniejsze i najczęściej odwiedzane cyrki leżą w Pirenejach Centralnych, w górnych piętrach doliny Gave de Gavarnie.(informacje zaczerpnąłem przez Internet). Nasza grupa skierowała się w kierunku najsłynniejszego cyrku. Jest to Cyrk Gavarnie ( Cirque de Gavarnie ) – olbrzymi skalny kocioł, zamykający Gave de Gavarnie. Jego ściany osiągają wysokość 1700 m. wysokości względnej. Co za widok, majestat gór przed tobą. Skalną granią, otaczającą cyrk, przebiega granica francusko – hiszpańska, a po drugiej stronie grani rozciąga się hiszpański Park Narodowy Ordesa i Monte Perdido. W środkowej części  Cyrku Gavarnie opada olbrzymi wodospad Le Grande Cascade ( tzw. Wielka Kaskada ). Jego wysokość sięga 430 m. i jest uważany za jeden z najwyższych wodospadów w Europie. Szczyty w grani otaczającej cyrk osiągają wysokość powyżej 3000 m. Właśnie w tej grani, w jej zachodniej części, znajduje się najsłynniejsza w Pirenejach przełęcz – Wrota Rolanda ( Brèche de Rolad ). Cyrk Gavarnie był znany i odwiedzany przez turystów od XVIII wieku. Drogę wówczas pokonywano konno. Również dzisiaj, 4-kilometrowy odcinek, od centrum miasteczka Gavarnie do cyrku, można pokonać jadąc na koniu wypożyczonym z miejscowej stajni. Inne, nieco mniejsze, ale również piękne cyrki w dolinie Gave, to Cirque d Estaube i Cirque de Troumouse. Część Pirenejów Centralnych po stronie francuskiej znajduje się w obszarze Parku Narodowego Pirenejów ( Parc National des Pyreeées ). Park ten powstał w 1967 roku. Zajmuje powierzchnię 45 707 ha. Obejmuje m.in. opisany Cyrk Gavarnie i masyw Vignemale z lodowcem. Wapienne masywy Ordesa – Monte Perdido oraz Gavarnie – Vignemale tworzą unikatowy Rezerwat Biosfery o powierzchni 51 396 ha. W 1997 roku rezerwat ten został wpisany na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Ten fakt jest już  utrwalony jest na górskim szlaku. Nazwa “Pireneje” wywodzi się od greckiego słowa oznaczającego ogień i związana jest z gospodarką wypaleniskową, jaką prowadził człowiek w pradawnych czasach na stokach tych gór, pozyskując w ten sposób nowe obszary dla wypasu bydła. Obszar Pirenejów był penetrowany przez człowieka od czasów prehistorycznych. W pirenejskich jaskiniach człowiek pozostawił ślady w postaci malowideł z okresu paleolitu, ery mezozoicznej i neolitu. Ślady jego pobytu sprzed tysięcy lat odnajdujemy w pirenejskich jaskiniach. Początki działalności pasterskiej sięgają 6000 lat p.n.e. Do dzisiaj zachowały się ślady pochówków i kultu sprzed tysięcy lat. Pierwszą historyczną wzmiankę o Pirenejach spotykamy w V w. p.n.e. u greckiego historyka Herodota. W II w. p.n.e. wymienia je grecki historyk Polibiusz a w I w. p.n.e. Diodor Sycylijczyk. W czasach rzymskich w Pirenejach eksploatowano rudy metali kolorowych. Rzymianom znane były uzdrowiska, z których korzystali ( np. dzisiejsze Cauterets czy Bagneres de Bigorre ). Rzymianie zakładali tu również ośrodki administracyjne. Łańcuch tych gór wielokrotnie przemierzały słynne armie, np. w 218 roku p.n.e. Pireneje przekroczył Hannibal idąc na Rzym, a 778 przekraczały je wojska Karola Wielkiego podczas ekspedycji do Hiszpanii.  Przemierzali je również kupcy, a od 813 roku pielgrzymi, podążający śladami św. Jakuba do Santiago de Compostela. Legenda głosi, że jako pierwszy, bezinteresownie i tylko w celu poznania, góry te odwiedził w V wieku św. Walery – biskup Couserans. W 1285 roku góry zwiedzała król Piotr III Aragoński. W 1600 roku ukazało się pierwszy opis, całkowicie poświęcony Pirenejom, a dotyczył poszukiwań złóż  cennych kruszców. Pierwszym odnotowanym wejściem na szczyt jest wejście biskupa Couserans, Bernarda de Marmiesse na Mont Valier ( 2838 m n.p.m.) w 1672 roku.Nieco później zaczęły powstawać pierwsze opisy i mapy, których autorami byli poszukiwacze i podróżnicy. Pierwsza mapa, przedstawiająca cały łańcuch Pirenejów powstała w 1675 roku. W 1785 roku utworzono francusko – hiszpańska komisję geodezyjno – kartograficzną. Na jej czele stanęli Reinhard Junker i Vicente Heredia. Komisja ta wykonała wiele prac z zakresu poznania gór, ich penetracji i dokumentowania. Już w połowie XIX wieku większość szczytów była zdobyta. Najwyższy szczyt Pirenejów Pico de Aneto (3404 m n.p.m.) został zdobyty w 1842 r…U wrót Pirenejskiego Parku Narodowego znajduje się most Pont d’Espagne (1 496 m), położony w strzeżonym przyrodniczym zakątku, pośród najpiękniejszych wodospadów, jakie można zobaczyć w departamencie Hautes-Pyrénées. Otwiera drogę do dwóch ważnych dolin, które warto odkrywać pieszo: vallée du Marcadau, gdzie wysokie pastwiska ustępują miejsca cudownemu krajobrazowi jezior i zaśnieżonych szczytów, oraz vallée de Gaube, z jeziorem, do którego można się dostać także wyciągiem. W górnych partiach doliny rysuje się północny stok Vignemale, szczytu wieńczącego pirenejski łańcuch na granicy z Hiszpanią. Z Cauterets należy się kierować na La Raillère (1 135 m), by zobaczyć wodospady Lutour i Cerisay, a następnie zaparkować autokar na zagospodarowanym parkingu przy Pont d’Espagne. Stąd „zieloną” kolejką kabinową télécabine du Puntas można dojechać do plateau du Clot, skąd odjeźdża wyciąg krzesełkowy do jeziora lac de Gaube. Co za przestrzeń, nasze Morskie Oko jest zbyt ściśniętę między wyłomy skalne rodzimych Tatr, za to jezioro de Gaube, ja myślę, ma czym ‘oddychać’…Przychodzimy tutaj drogą z Pont d’Espagne albo wyciągiem krzesełkowym. Klasyczny cel spacerów wszystkich romantyków przyjeżdżających do wód w Cauterets, lac de Gaube jest w zasięgu możliwości każdego piechura (1 godz. marszu). W wodach jeziora odbija się najwyższy szczyt Pirenejów pic du Vignemale (3 298 m), który szczyci się podwójnym obywatelstwem, bo leży na granicy francusko-hiszpańskiej. Na koniec chcę wspomnieć także Jaskinie Betharram w Saint Pe de Bigorre koło Lourdes, które są najpiękniejszymi i z pewnością najciekawszymi do zwiedzania spośród jaskiń istniejących współcześnie, gdyż w swej różnorodności dostarczają odpowiedzi na temat powstawania prawie wszystkich jaskiń o zakończonej formacji lub w pełnym rozwoju. Składają się one z pięciu pięter rozmieszczonych warstwowo, jak w budynku mieszkalnym, wydrążonych w różnych epokach… Odkryte w 1810 roku… Oddane do zwiedzania w 1903 roku… Po takich wspaniałych wrażeniach i odczuciach w ostatnim dniu czerwca 2011 roku powróciłem samolotem do ojczyzny. Czytelnik wybaczy mi ten wstęp do refleksji i rozważań religijnych, a które zamierzam przedstawić już w następnym odcinku moich wspomnień z podróży do Matki Bożej z Lourdes.  

Wspomnienie jedynej przyjaźni, cz.3

Jakub  w przytułku dla obłąkanych, cz.3

Trzeci saksofonista był wysoki, za sobą osiemnaście lat, kontemplacyjny młody murzyn Joe,  po szkole wyższej,  z szerokim ustami, wyższy niż reszta, poważny. Podniósł róg i zagrał spokojnie, z namysłem, i wzbudził ptasie zwroty oraz architekturalną wysokiej logikę. To były dzieci wielkich naszych rodaków, którzy mogli chodzić teraz po śladach swych ojców i wrócić do swej ojczyzny. Tu przerwę, by wam powiedzieć, że moi przyjaciele z Bielska-Białej byli w negatywnej,  koszmarnej relacji z hasłami obecnego społeczeństwa, którą usprawiedliwiali ich zmęczenie lekturami książkowymi, wysuwali przy tym  polityczne lub psychoanalityczne powody, ale Jakub tym bardzie wdawał się w rozgrywki społeczne, chętny do chleba i miłości, idąc za maksymą starożytnych ‘chleba i igrzysk’.  Jak tylko sięgnąłem wzrokiem, to wszędzie były dziewczyny, wizje, wszystkiego pod dostatkiem, jak tylko sięgnąłem wzrokiem ta perła była przekazywana właśnie mnie. I jak siedziałem i słuchałem tego dźwięku nocy, który unosił się z tą muzyką  dla nas wszystkich, myślałem o moich znajomych od jednego końca kraju po drugi, jak byli naprawdę wszyscy na tym samym próżnym podwórku robiąc coś tak rozległego i coś tak szalonego. Obudziłem się gdy słońce już czerwieniało , i to był jeden i ten sam czas w moim życiu, najdziwniejszy moment z wszystkiego co przeżyłem, kiedy nie wiedziałem kim jestem- byłem daleko od domu, przerażony i zmęczony podróżą, w tanim pokoju w hotelu, który nigdy nie widziałem, słyszałem szelest strumienia na zewnątrz i skrzypienie starego drewna z hotelu, a na górze kroki i wszystkie smutne dźwięki i patrzyłem na wysoki sufit i naprawdę nie wiedziałem, kim jestem przez około piętnaście dziwnych sekund. Powietrze było miękkie, gwiazdy tak piękne, obietnica każdej wybrukowanej alei tak wielka, że ​​myślałem, że jestem we śnie. Zapaliliśmy i pokrzyczeliśmy sobie w skalnej wnęce, szaleni, pijani na potężnym ziemi. Byliśmy na dachu Polski i wszyscy mogliśmy zrobić  coś na kształt krzyku, jak  myślę, podczas tej jedynej nocy… Chłopcy i dziewczęta w Polsce mają taki smutny czas razem, wyższa szkoła tak zwanego zaawansowania żąda, żeby poddali się seksowi natychmiast  bez odpowiedniej wstępnej rozmowy. Bez zabiegania o dyskusję, prostą rozmowę na temat duszy, o tym, że życie jest święte i każda chwila jest cenna. Ból przeszył moje serce, tak jak to było  za każdym razem gdy widziałem dziewczynę, którą kochałem, a która skierowała się w przeciwnym kierunku w tym zbyt wielkim świecie. To jest historia tajemniczej niewiasty, która uważa się za wielką piękność, wierzy, że posiada uprawnienia do czarów i magii, czarodziejskich mocy, że uda się jej rządzić własnym przeznaczeniem w tym męskim świecie. Każda matka jest jak Mojżesz. Ona nie wchodzi do ziemi obiecanej. Przygotowuje ona świat, który nie zobaczy… Teraz młodzi poszli ulicą w dół tańcząc lambadę, uświadomiłem sobie wówczas, że w moim życiu szedłem za takimi ludźmi, którzy mnie interesowali, że tylko tych ludzi cenię, którzy są szaleni. Tak, byli jak człowiek, który przeszedł kamienny loch i mrok, wyszedł z podziemia, brudny ochlaptus, byli nowej generacji uderzeniem, z którą  stopniowo i ja się złączyłem. Tutaj były dwa małe dzieciaki, takie jakim był Jakub, gdyby teraz one zagrały pod niebem wszechświata, ich krew gotowałaby się nazbyt mocno przy ich tworzeniu, nos byłby otwarty, żadna, przyrodzona, dziwna świętość nie uratowałaby ich przed żelaznym przeznaczeniem. Za nami lej całej Polski i wszystko, co Jakub i ja wcześniej wiedzieliśmy o życiu, o życiu na drodze. Znaleźliśmy w końcu magiczną krainę na końcu drogi, nigdy nie wymarzyliśmy sobie zakresu takiej  magii. W niezliczonych obrazach niebiańskiego promieniowania musiałem walczyć, aby widzieć postać Jakuba, a wyglądał jak Bóg.  Stałem na gorącej nawierzchni drogi pod łukiem lampy z letnimi ćmami rozbijającymi się o nią, gdy usłyszałem odgłos kroków od strony ciemności, oto zobaczyłem plecy wysokiego starca z białymi, unoszącymi się włosami, a gdy zobaczył mnie powiedział: “Jęcz dla człowieka”, i wskoczył na powrót w jego ciemności. Czy to oznaczało, że ​​powinienem w końcu podjąć moją pielgrzymkę pieszo na ciemnych drogach wokół Polski? To był początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, i moja pielgrzymka piesza z Warszawy do Częstochowy… Zatem gdy w Polsce słońce zachodzi i siadam na starym, rzecznym molo, oglądam długo, długo niebo nad Bielskiem i mam poczucie, że wszystkie surowce ziemi matki zataczają kręgi w jedną, niewiarygodną wypukłość nad ogromnym lasem, i że cała ta droga porusza się, to wszystko jest ruchome i wszyscy ludzie marzą w bezmiarze tego ogromu. .. i dziś w nocy rozpłyną się gwiazdy,  i nie wiesz o świecie… I na chwilę osiągnąłem szczyt ekstazy, który zawsze chciałem osiągnąć, który był krokiem ostatnim w chronologicznym czasie, wykonanym w ponadczasowe cienie, i zachwytem nad ponurością śmiertelnego realizmu;  uczuciem śmierci kopiącym w  moje obcasy, by iść do przodu, ze zjawą  chodzenia po własnych piętach śmierci, i osobiście pospieszyłem jak hokeiści do bandy, gdzie wszyscy aniołowie kłębią się i odlatują do świętej, a nieważnej, niestworzonej pustki; silne i nie do pomyślenia promieniowanie rozbłysło w jasnym Umyśle-Istotności; niezliczone lotosowe ziemie wchodzą otwarte w magię otwartego nieba. Słyszałem nieopisany ryk, który nie był w mym uchu, ale wszędzie i nie miał nic wspólnego z dźwiękami. Uświadomiłem sobie, że umarłem i odradzałem się niezliczone razy, ale nie zapamiętałem, co się ze mną działo, bo przejścia od życia do śmierci i z powrotem są tak upiornie proste, tu magiczne działanie na marne- jak zaśnięcie i budzenie się ponownie milion razy, podobnie jak wyrażana niedbałość i głęboka niewiedza o tym…cdn

Wspomnienie jedynej przyjaźni, cz.2

Jakub w przytułku dla obłąkanych, cz.2

Przyszłość zbladła i przeszłość rozlała się. Zaświeciłem błyszczącymi kwiatami, odczułem jedyną a rozjaśnioną obecność. Z daleka i bliska, rzeczy wielkie i rzeczy małe pojawiły się jakby błyszczące srebro, w otoczeniu wspaniałych gestów, radości i wzbogacenia, a pośród tego pięknego miejsca zamarzyłem o niczym innym tylko o tym miejscu. Wszystkie inne fantazje zatonęły i zniknęły w otchłani bezsensu. Miałem całą bogatą ziemię bezpośrednio przede mną i patrzyłem bez przerwy tylko na to, co było najmniejsze i najbardziej pokorne. Przy gestach miłości niebiosa wznosiły się i opadały. Stałem się w pełni świadomy i chodziłem jakby w wewnętrznym świecie; wszystko poza mną stało się snem; co zrozumiałem aż po dziś dzień teraz stało się niezrozumiałe. Spadłem z powierzchni w dół, do wspaniałych, bajecznych głębin, które jak zaraz rozpoznałem, wszystkie charakteryzowały się szczególną dobrocią. Co rozumiemy i kochamy, to rozumie i kocha nas także. Nie byłem już sobą, byłem inny, ale na korzyść tej przemiany przemawia fakt, że dopiero teraz stałem się właściwie sobą. W słodkim świetle miłości zdałem sobie sprawę, albo też wierzyłem, skoro sobie tak to jasno uświadomiłem, że być może wewnętrzne ja jest tym ja, które istnieje naprawdę… W młodości dni są krótkie i lata są długie. W starszym wieku lata są krótkie, a dni długie. I myślę, że już wówczas powinien nam ktoś to w końcu powiedzieć, zaraz na samym początku naszego życia, że umieramy. Że żyjemy nie dla potępienia, lecz dla naszego zbawienia. Moglibyśmy następnie żyć po ostatnią granicę, w każdej minucie każdego dnia. Zróbcie to! Mówię wam, powiedziałbym. Cokolwiek chcesz zrobić , zrób to teraz. Istnieje zbyt dużo dni jutrzejszych. Żeby nie być gołosłownym i wyjść naprzeciw temu wyzwaniu, zacząłem wałęsać się i błądzić jak Jakub. On był po prostu zafascynowany życiem, i był urodzonym przywódcą, chciał tak mocno żyć i dzielić los z każdym napotkanym człowiekiem, który przeciwnie do jego pragnień, nie zwracali uwagi na niego. Zdarzyło się, że rozmawialiśmy o dogmacie w kościele Trójcy świętej. Nawet mnie przez chwilę posłuchał. A mówiłem tak: powiadają, że wielki doktor Augustyn z Kartaginy pewnego razu przechadzał się brzegiem morza. Spotkał na plaży chłopca, który bawił się w piasku, do wykopanego dołka w piasku nieustannie dostawała się woda. Chłopczyk wręcz usiłował całą napływającą od spodu wodę przelewać z powrotem do morza, jego pełne wody dłonie wypróżniały się po każdym nowym podpłynięciu morskich fal. Wówczas światły doktor na pytanie zadane chłopcu, co ty tu robisz, dotyczące bezsensowności przelewania wody do morza, otrzymał od chłopca następującą odpowiedzieć: tak jak ja nie przeleję choćby największej wody z mojego dołka do tego oceanu, ba nawet gdybym przelał wszystką wodę z dołka w piasku do pobliskiego morza- tak pan nie wyczerpie do końca tajemnicy Trójcy świętej. Trójca święta jest niezgłębiona. Zawsze jeszcze pozostanie tajemnicą. Chciałem o tym rozpowiadać za życia mamy, chyba powiedziałem, choć nie jestem pewny. Ale chyba teraz już razem zgłębiamy te wielką tajemnicę…Kiedy powiedziałem, że tym chłopczykiem był sam Jezus, nic się odezwał, tylko wstał i udaliśmy się w dalszą drogę. Zdaje mi się, że było to tylko kwestią minut, kiedy zaczęliśmy chodzić u podnóża polskich Beskidów, bardzo szybko osiągnęliśmy jakiś szczyt, i nagle zobaczyłem jak przed nami na wyciągnięcie ręki rozciąga się w dole bajeczne miasto Bielsko-Biała, z jego wzgórzami , z niebieskim niebem, z ścianą ziemniaków w mgiełce , z nielicznym smogiem i złotem późnego popołudniowego czasu. To jedyne miasto, jaki jest Bielsko-Biała świeciło czerwonym blaskiem przed naszymi oczami. Widać istnieje poczucie jakiegoś koleżeństwa, tam w dole krążą piesi po niektórych ulicach. -‘Gdzie idziemy, człowieku?’ – Nie wiem, ale musimy już iść. Zaraz też usłyszałem tylko, ‘spójrz’. Oto gang młodych muzyków wyjmował instrumenty z samochodów. Ułożyli się na prawo w salonie, tam też i my skierowaliśmy nasze kroki i weszliśmy za nimi do środka. Usiedli sobie i zaczęli pobrzękiwać na swych instrumentach. A my tam byliśmy. Liderem był Walter, szczupły, z kędzierzawymi włosami i pękatymi ustami tenor, nie za duży także w ramionach, miał na sobie luźną koszulę sportową, sprawiał wrażenie świetnego chłopaka jak na ciepłą noc, nuta pobłażania dla siebie zapisana była w jego oczach, który podniósł jego róg, zmarszczył brwi, wtem rozległ się przyjemny choć skomplikowany dźwięk, pracował też nogami dla złapania muzycznych pomysłów, po chwili chował je dla pominięcia pomysłów innych – w końcu tak powiedział: “Dmuchamy”, bardzo cicho, wówczas inni chłopcy podjęli jedyne solówki. Pokazał się teraz Kamil, przystojny blondyn, jako piegowaty bokser, w schludnym acz bogatym garniturze, z opadniętym kołnierzem i krawatem, podkreślającym jakąś ostrość i życiową niedbałość , o który ocierał się z potu, a przy wszelkich skręceniach i obrotach zaczepiał swym rogiem.- ‘Widzisz człowieku’, powiedziałem Jakubowi- on jeden ma świadomość, że pracuje tutaj za pieniądze, jeden dobrze ubrany. Ale sam lider mówi mu, nie martw się, muzyka jest teraz najważniejsza. Lider jest artystą, który uczy młodego Kamila boksera, teraz inni przejmują grę…cdn.

Wspomnienie jedynej przyjaźni, cz.1

Stanisław Barszczak—Jakub w przytułku dla obłąkanych — Nie jestem tutaj w sanatorium po to, by pisać, ale aby być szalonym?! Postawiłem niedawno zupełnie na jedną osobę … Ponieważ jedna jest zawsze tylko na pół wściekła, bo jeden jest najbardziej nieśmiały z ludzi. Ale też przynajmniej powinniśmy nauczyć się rozumieć naszych bliźnich, bo jesteśmy bezsilni, aby zatrzymać ich nędzę, ich hańby, ich cierpienia, ich słabości i ich śmierć. To dlatego bardzo cenię ludzi szalonych dla życia. Podobno milczenie jest złotem, więc niech i tak będzie. Wolałbym być popiołem niż pyłem! Wolałbym raczej, żeby mój wybuchający promień buchał błyskotliwie, niż żeby palił się tłumiony przez suchą zgniliznę. Wolałbym być wielkim meteorytem, pojedynczym atomem, który świeciłby wspaniałym blaskiem, niż być stałą tylko i śpiącą planetą. Funkcja człowieka polega na życiu, a nie tyle na istnieniu. I nie należy tracić dni na próbach ich przedłużania. Używam zatem mojego czasu. A jak żyłem przedtem? Szczerze i otwarcie, choć z grubsza. Nie boję się życia. I nie obniżałem jego lotu. Wziąłem go za to, co było na jego wycenę. I nie mam się czego wstydzić. Tak jak to było, wszystko co przeżyłem, to jest moje. Musiałem bawić całe moje dzieciństwo w Ząbkowskim więzieniu, spędzając czas raczej dla nierozumnych racji. Obecnie chcę przedstawić jeszcze jeden dzień rozdarty dla losu, nie, nie, zamierzam tym razem przywołać jedynie pamięć mojego przyjaciela. Oczekiwałem na ciebie, niestety, nie dawałeś znaku życia. Poznałem cię na katechezie, tego uroczego, rozmownego chłopaka. Byłeś geniuszem, uroczy, pełen bólu i śmiechu, ironii, byłeś sam w sobie zaskakujący, przypominałeś mi o chaosie świata, przyprawiającym w niezwykły sposób o chwilowy skurcz duszy. Wszyscy posługujemy się językiem, który nie rozumiemy, który jednak jest rozumiany przez innych. To wystarczy, aby zezwolić jednemu istnieć, a przynajmniej żeby pozostał niezrozumiały. Marzy mi się zarazem napisać coś tak, jakby mogło być na świecie, skreślić niewiele słów o pięknie świata i kosmosu, otworzyć nowe stulecie na wreszcie zrealizowaną sprawiedliwość Boga względem ludzkości. Jesteśmy dzisiaj osobą. Środki masowego przekazu przedstawiają jedyną jedność ludzi w obliczu zagrożeń, katastrof, jubileuszy. Staliśmy się turystami ziemskiego globu, pielgrzymami świata. Ale też modlę się, żeby na przykład celibat księży nie był dogmatem. Jestem po celebracji jubileuszu 25 lat kapłaństwa; już jestem gotowym jubilatem. Skoro tak, musiałem zacząć od Ząbkowic, bo tu naprawdę byłem, tak by osiągnąć to znów, gdzie teraz jestem… Przed rokiem 2000 nigdy nie miałem zwycięstwa, za to po 2000 nigdy nie miałem porażki… Ale oto wkroczyłem w końcu w wiek magiczny, moje lata pięćdziesiąte. A tak na marginesie to wydaje mi się, że z podróżą papieża do Berlina we wrześniu bieżącego roku, nie zawijając do portu w Warszawie, nie przewidując jego pobytu wśród Polan, od Szczecina nad Bałtykiem, po Triest nad Adriatykiem uwolniono żelazną kurtynę, która z zawrotną szybkością spada na granicę na Odrze i Nysie…Zawsze otaczałem się życiem tylko symulującym istnienie, nie było to rzeczywiste istnienie. Gdy kupiłem dom na posesji, najpierw przeraził mnie widok pustych pokoi w tym naszym drugim domu w Ząbkowicach. Puste pokoje sprawiały na mnie zawsze strasznie przygnębiające wrażenie, nawet uznałem, że człowiek, który mieszkał w nich, musiał wypełniać je samotnie i to wyłącznie własnymi wyobrażeniami, w porządku, który nie wychodził poza jego umysł. Na tym nowym miejscu przychodziłeś mi na pamięć. Co jest śmieszne o człowieku, powiedziałeś kiedyś, to jest w istocie jego zupełna niezdolność do tego, by być śmiesznym. I pamiętam, miałem trzydzieści siedem lat, pisałem wiersze, jeszcze ubierałem je w nie bardzo właściwą szatę, wybiegałem nonszalancko w deszcz i śnieg, zawsze budziłem się wcześnie rano. Uważałem, że płaszcz jest zbędnym rekwizytem, dopiero potem, ale bardzo późno otrzymałem wynagrodzenie miesięczne sześćset dwadzieścia pięć złotych, ale nie wiedziałem też, co z tymi pieniążkami zrobić. Podczas jedynych wówczas spotkań z ludźmi odzyskiwałem siebie, moje wewnętrzne, własne, chyba najważniejsze ja. Wówczas raz ujrzałem coś niczym Armagedon: “domy, ogrody, a ludzie przemienili się w muzyczne dźwięki, wszystko to, co wydawało się być przemienione na kształt duszy i w łagodność. Słodkie welony srebra i rąbek duszy popłynął przez wszystkie rzeczy i kładł się nad wszystkim. Dusza świata otworzyła się i wszystek żal, wszystkie ludzkie rozczarowania, wszelkie zło, wszelki ból zdawał się znikać, od teraz by już nigdy nie pojawić się ponownie. Wcześniejsze spacery maszerowały przed mymi oczyma, ale wspaniały obraz pokornej obecności stał się uczuciem, który obezwładnił wszystko inne. Przyszłość zbladła i przeszłość rozlała się. cdn