Pamięć

Stanisław Barszczak, Na godzinę “W”

(w rocznicę powstania warszawskiego w mojej ojczyźnie)

Do powstania naszej planety przyczynił się także świat pszczeli, wiele milionów lat będzie musiało upłynąć zanim tenże stał się szczególnie umiłowany przez Boga…Aby teraz nowi królowie świata żyli spokojnie przez długi czas, ograniczając się jedynie do pożerania się nawzajem, i teraz jednak są pasożyty zwalczające się między sobą, które działają na skalę chałupniczą. Innymi słowy ktokolwiek był posłuszny naturze przekazuje odrobinę jej plotek, zarazem doświadcza wybuchowej ulgi, która towarzyszy zaspokojeniu pierwszej potrzeby. Motylowa atrakcyjność wynika nie tylko z kolorów i symetrii: głębsze motywy przyczyniają się do jego piękna. Nie byłyby tak piękne, gdyby nie latały, czy też leciał tylko prosto. To co wyjątkowe jest teraz w cenie. Dzisiaj więź między człowiekiem a jego zawodem jest podobna do tej, która wiąże go do swojego kraju, jest tak samo skomplikowana, często dwuznaczna, i w ogóle jest zrozumiała dopiero wtedy, gdy jest nadwyrężona. Trzeba szczególnie umiłowanych lat Bożych… zdrowych płuc Polski. Dla mnie ojczyzna reprezentowana jest przez nieokreśloną chmurę przyszłych możliwości, które ogarnęły moje życie i są czarnymi kłębami(zwojami), rozdartymi przez ogniste błyski, podobnymi do tych, które zakryły górę Synaj kiedy Mojżesz szedł na rozmowę z Bogiem. Przyszłość ludzkości jest unisono niepewna, nawet w krajach najbogatszych, a jakość życia pogarsza się, a jednak będę wierzył dalej, że to, co jest odkrywane jest i nieskończenie wielkie, wciąż nieskończenie…Ja żyję w moim domu, jak żyję w mojej skórze: Wiem o piękniejszych, bardziej obfitych, bardziej wytrzymałych i bardziej malowniczych skórkach: ale wydaje mi się unisono nienaturalne zamieniać skórę, zastępować ją skórą moją! Celem życia jest najlepsza obrona przed śmiercią. Pamięć ludzka jest wspaniałym, ale błędnym narzędziem,  Wspomnienia, które leżą w nas nie są wyryte w kamieniu, nie tylko dają się usunąć z przebiegiem lat, ale często się zmieniają wręcz… Primo Levi nie zalecał czynić rozróżnienia w rodzaju: Oskarżyć innego o posiadanie słabych nerek, płuc lub serca, że to nie jest przestępstwo, i z kolei przeciwnie mówić, że ktoś ma słaby mózg, to jest przestępstwo- należy uznawać tę wypowiedź za głupią, to znaczy mówić, że to jest bardziej bolesne jak bycie…Aby koła się obracały, żeby życie toczyło się dalej, są nawet potrzebne im smary, i zanieczyszczeniami zanieczyszczeń jest gleba, także, jak wiadomo, jeśli ma być płodna. Niezgoda, różnorodność, ziarno … dla rozwoju wielkiego interesu trzeba impregnacji, smaru, spulchniania ziemi, ruchu. Primo Levi napisał: a do lagru „ wchodziłem niewierzący i jako niewierzący byłem uwalniany.” Strażnicy i więźniowie w obozach mieli co najmniej jedną wspólną cechę. Obie grupy wiedziały, że jak na standardy świata zewnętrznego, to oni brali udział w czymś, co było niesamowite(incredible). Nawet jeśli ktoś pragnął opowiedzieć jakąś opowieść, kto mógłby mu uwierzyć? Przyjemne myśli dla oprawców i źródło rozpaczy dla swych ofiar. Większość ocalałych, pan Levi mówi nam, może przywołać powtarzający się sen, który dotknął ich podczas nocy pozbawienia wolności: ”Jak wrócili do domu i z pasją oraz ulgą opisywali ich przeszłe cierpienia, zwracając się do ukochanych osób, a oni nie uwierzyli, i  rzeczywiście nawet nie posłuchali.” Otóż nazistom nie udało się zniszczyć wszystkich dowodów i wymazać wszystkie świadków. Jako ”uprzywilejowany więzień” (naukowiec-chemik), pan Levi jednak mocno wyczuwał, że pełne okrucieństwa lagrów nigdy nie będzie znane, szczególnie wszystkie opisy z pierwszej ręki, z obozów pracy. Nigdy nie zostanie zgłębione ich ‘dno’. Ponieważ bardzo mało ”zwykłych więźniów” przeżyło obóz, i bardzo niewiele z tych co przeżyli, często sparaliżowani ”przez cierpienie i niezrozumienie”, oni nie byli w stanie zaoferować więcej jak fragmentaryczne świadectwo. Zatem żebyśmy byli uwierzyli naprawdę uczestnikami całego świadectwa współczesnej Polski, tego wam i sobie życzę. Jeszcze na koniec nieco poezji:

 

Louise GlücK – Skrzyżowania

Moje ciało, teraz nie będziemy już dłużej podróżowali razem…

Zaczyna ono wyczuwać nową czułość kierując się więcej ku Ty,

Nazbyt kłótliwe i nie familijne, już nie takie

Jakie pamiętam miłościwe z młodości,

Kiedy miłość była, często szaloną w swych obiektywnościach,

A nigdy w pełni w swych wyborach i swych intensywnościach,

Za dużo pożądań naprzód, za dużo, skoro te nie mogły być obiecane,

Moja dusza jest straszna, gwałtowna, wybacz jej brutalność,

A moją rękę wyciągam ku Tobie zbyt przyczynowo,

Jakby nie była stworzona do przestępstw,

Skłonna ostatecznie osiągnąć spełnienie tylko jako substancja…

Tym samym, to nie ziemię zostawię1), ale teraz Ciebie opuszczę.

 

Stefan George- Wojna

Nie jest po to, by ją świętować,

Jeno zachodami słońca bez godności..

Oto stwórczej ręki ucieka arbitralny wyścig

bezkształtny od ołowiu i cyny,  prętów i rur.

Śmiała się wojna ponuro, gdy błędne

a odważne rozmowy przeszłością brzmiały,

Gdy z otwartymi rękami i raz w życiu

brata upadającego na ziemię widziałem,

Który w kleszczach haniebnej i zaskorupiałej ziemi

żył jeszcze, pożerał ją jak robactwo..

Nie istnieje już stary Bóg tej rzezi.

Zły przez światową gorączkę do końca w niej się pienił.

Święci są tylko sokami strumienia, które jako

Jeszcze wolne skazy tryskają –są obrazem całego strumienia.

(tłum. S.Barszczak)

 

 

Osiągnąłem Pireneje: dusza od wewnątrz paliła się

I ta Garvanie, moja kotlina Garvanie, twoim  imieniem:

A kiedy kłoniłem się sercu gór

Ujrzałem kraj za którym  tęskniłem przez moje życie

Uśmiechnąłem się w końcu jak ten,

który zdobył go za jakąś ogromną cenę:

I flirtowałem z cudem twojej sławy..

Widziałem dzień, choć nie po znaki ran ognia na niebie

Turkuski firmament  nie wypalił się jeszcze w złoto

Choć sosny trwały nieustannie  na stanowiskach

Gaje lśniły osobliwym blaskiem promieni,

Pokropiło wreszcie nieco…nasłuchiwałem życia..

Pewnie dużo wcześniej złamał się tutaj kwiat , zakwitnął pączek:

Kiedy uświadomiłem sobie, że jestem tak daleko od Rzymu,

Jakkolwiek skoligacony z balladą o drugim Piotrze-

Bynajmniej towarzyszyło  mi zachwycenie ostatnie

Oglądając kraj tak bardzo piękny.

 

 

Ślepy chłopiec (Rainer Maria Rilke, tłumaczył

S.Barszczak)<br>

 

We wszystkich odrzwiach pozostawał niewidomy chłopiec,

W bladym pięknie matki jaśniał,

I śpiewał piosenkę, która mu jego smutek nagradzała:

„Oh zakochałem się, ponieważ mam Niebo.”

 A wszyscy płakali nad nim.<br>

 

We wszystkich odrzwiach pozostawał niewidomy chłopiec.<br>

 

Matka szła z nim po cichu;

Ponieważ innych wszystkich płaczących oglądała.

On nie wiedział, jak cierpiała,

I tylko jeszcze głębiej jej ciemności ufał,

Śpiewał: „Całe życie jest w mojej Lutni.”<br>

 

Tak roznosił swoje piosenki po kraju.<br>

 

I gdy starzec zapytał go, co one znaczą,

On milczał, bo na jego czole to widniało:

To są iskry, które burze  rozpraszały,

I to ja rozszerzę ich byt, jak ogień.<br>

 

Tak roznosił swoje piosenki po kraju.<br>

 

I na wszystkie dzieci przechodził smutek.

One musiał wciąż myśleć o niewidomych

 i chciały coś ich ubóstwu podarować;

a on brał się za boki i uśmiechał

i śpiewał: “Przyszedłem sam, by was obdarować.” <br>

 

I na wszystkie dzieci przechodził smutek.<br>

 

I wszystkie dziewczyny były blade i przerażone.

I były jak matka tego chłopca,

który wciąż jeszcze po nocach śpiewał.

I przelękły się: przecież będziemy mieć dzieci-

I wszystkie były chore..<br>

 

 Jakie były ich życzenia, takie jak słowo

i leciały jak jaskółki za nimi,

które z niewidomym wędrowały z miejsca na miejsce:

“Maryja, czysta, zobacz jak płaczę,

 I to z jego winy w gajach pędzę z nim naprzód!”<br>

 

Przy wszystkich drzewach pozostawał niewidomy chłopiec,

Zdawał się jaśnieć w bladym pięknie matki,

I śpiewał piosenkę, która mu jego smutek nagradzała:

„Oh zakochałem się, ponieważ mam Niebo-”

A wszystko bieliło się w pączkach nad nim.<br>

 

Karuzela

Przykryta dachem w swoim cieniu krąży
przez małą chwilę gromada radosna
rumaków kolorowych, wszystkich z kraju,
co długo zwleka, nim upadku dozna.
Inne do wozów zaprzężone są,
lecz wszystkie dość wesołe mają miny,
zły lew czerwony kroczy razem z nimi,
a zaraz potem stąpa biały słoń.

Jest nawet jeleń, zupełnie jak w lesie,
tyle że dźwiga siodło, a na górze
niebieskie dziewczę przytroczone jedzie.

Na lwie zaś biały chłopiec mocno ściska
w szalonym pędzie rozpaloną dłoń,
lew pokazuje język i zębiska.

A zaraz potem stąpa biały słoń.

Na szybkich koniach mkną jedna za drugą
dziewczyny jasne, tym końskim wyskokom
poddane całkiem; gdy już są wysoko,
patrzą gdzieś w górę przez chwilę niedługą –

A zaraz potem stąpa biały słoń.

Tak to się toczy i kręci uparcie,
biegnie i spieszy bez żadnego celu.
Czerwień i zieleń, i szarość w tym biegu,
i mały profil ginie, nim się zacznie. –
Radosny śmiech rozlega się niekiedy,
rozbłyska nagle i od razu gaśnie
w nieustającej tej gonitwie ślepej…

 

 

Przedwiośnie

Rycerz wyrusza odziany w stal
na koniu w szumiący świat;
a w świecie jest wszystko: jest dzień i jest dal,
jest wróg i jest druh..

Bogaci się na nim i trwoni świat

Idzie z gestem dobroci w tę dolinę łask..

Twardość prysła. Łąk siwiznę nagą
otoczyła troska i opieka.

Każdy strumyk głosu ton z uwagą
zmienia. Czułość z tak daleka
ziemi się na oślep w pustce chwyta.
Drogi niosą o tym wieść w przestrzenie.
Rycerzu pod wiatrakami, z twarzą bohatera!

Niespodzianie twoje uniesienie
u suchego drzewa gestu pyta..

A w świecie jest wszystko: jest dzień i jest dal,
jest wróg i jest druh
i Boga pełen jest każdy cal
i wszędy Jego jest ślad.

I jest bal wśród sal i jest maj i dziewczyna,
jest las
i kotlina pelargonii i malw.

List do młodych

Stanisław Barszczak—Gra Napoleona, cz.1

Zaczynam moralizować w piśmie, a w mowie jeszcze w ogóle raczkuję odnośnie kwestii wyboru formy życia i ludzkiego porozumienia, , choć wciąż przedstawiam ogromny rytm życia, wręcz chcę pisać „żywoty sławnych mężów”, pomagać ludziom w życiu. W tym celu nieraz już przewertowałem marsz Napoleona na wschód, zdobycie Moskwy, jego klęską w spotkaniu z klimatem Rosji. Podziwiałem jego wybitne zdolności taktyczne, które pozwoliły uratować Wielką Armię Francji w 1812 roku. Jakoś, powiem, świat tak dla mnie zaistniał, że także jestem nieco przeciw każdemu mojemu bohaterowi. Jakkolwiek coraz więcej interesuję się przyszłością mieszkańców ziemi. Chciałem już nieraz opisać straszne momenty bohatera będącego w niebezpieczeństwie śmierci. Nie może być nic bardziej upokarzające niż zobaczyć wał swoich emocji mijających się zarówno z śmiechem jak i łzami. Wiem także, że zbyt mało w moich tekstach bezpośrednich i błyskotliwych dialogów, czytelności i klarowności rozdziałów książki.  Pisać czy żyć. Takim problemem zajął się w swej książce niedawno zmarły Jorge Semprun. Marcel Reich-Ranicki powiedział o literaturze Sempruna, że jest bardzo zła (sehr schlimm) Zawsze byłem przeciw sklerotyczności reżimu życia. Niestety z braku czasu i chwil ostatecznie zająłem się w moich poprzednich tekstach nie tyle dokumentowaniem biografii, ile pisaniem fikcyjnym, w którym nie byłem wolny, przyznaję, od używania przemocy naszego świata. Tak, zmuszony zostałem do użycia pewnej estetyki dla mojej prozy, choć daleko mi jeszcze do sztukaterii w tej dziedzinie, ostatniej elegancji. Jednocześnie zauważyłem już zbyt mało wątpliwą atmosferę wewnątrz moich tekstów. To drogi Czytelnik moich prac z pewnością też już zobaczył. Problem seksualności ludzkiej jest drażliwy, szczególnie w środowisku młodych ludzi. Tym samym podejmując osobliwą perspektywę, zechciałem otworzyć drzwi seksualności na płynność tożsamości młodych. I teraz jedyny problem z jakim miałem do czynienia, który otwierał się przede mną w trakcie pracy i jawił się coraz wyraziściej był taki, mianowicie że wybrane zagadnienie wydawało się „nieco z dnia”. Podążamy za trzema gejowskimi absolwentami jednej ze szkół w dużym mieście, którzy borykają z nowymi warunkami życia, bezpiecznym seksem, homofonią, zakochaniem i wyborami kolegów. Przez  wiele lat nie mogłem tego opisać. Ja myślę, nie były to jedynie dziwactwa, meandry i kaprysy pamięci. W końcu pokusiłem się przedstawić chyba uczciwe spojrzenie na ‘gejowskie’ życie nastolatków dzisiaj. I jeszcze ostatnia rzecz, ze względu na drastyczne sceny opowieść jest przeznaczona do czytania przez zahartowanych życiem i przez młodzież od lat osiemnastu.

Koniec maja 2011 roku był szczególnie ciepły.  Jazon Chwiałkowski obchodził blok po raz trzeci, by zebrać się na odwagę, aby przejść na drugą stronę w kierunku znanego budynku. Kiedy w końcu zszedł z krawężnika, by przejść przez ulicę, samochód przejechał obok niego na sygnale. Jazon skoczył do tyłu, by złapać oddech. Czy potrzebne mu to było dać się trafić i skończyć się w izbie dla zatrzymanych. Jego rodzice odkryją, w czym skłamał w pójściu do parku, by strzelać do koszy. Zasłaniał oczy od ciepłego słońca po południu i obserwował grupę nastolatków, by wejść do budynku. Spojrzał na zegarek. Gdy wejdzie wreszcie, może nikt nie zauważy go. Choć każdy może go zobaczyć. Czytał o grupie dla nastolatków w jego gazetce szkolnej wiosną poprzedniego roku. Miał wyrwany numer telefonu i nosił go w swoim portfelu wiele tygodni. Co jakiś czas rozwijał go, patrzył na liczby, a następnie składał ponownie – aż do pewnego wieczoru, kiedy wyszli jego rodzice i siostra, a on był sam w domu, rozwinął kawałek papieru i wykręcił numer… Mężczyzna odpowiedział: “Tęcza młodzieżowa Hot Line”. Jazon położył słuchawkę z powrotem na podstawce i podskoczył. Nie mógł uwierzyć, że rzeczywiście to tak przeżywa. Po chwili oddech jego stał się spokojniejszy i wtedy zadzwonił ponownie. Tym razem odbierał telefon na stojąco. Głos po drugiej stronie linii był przyjazny i ciepły, właśnie tego oczekiwał. “Czy jesteś gejem?” Jazon zagadnął w pewnym momencie, żeby się upewnić. Mężczyzna roześmiał się. “Oczywiście”. Jazon nigdy nie wyobrażał sobie, że ktoś może być homoseksualistą i jeszcze się śmiać. Odpowiadał na zadawane pytania przez ponad godzinę, a potem dzwonił do gorącej linii trzy razy w okresie letnim, rozmawiając z różnymi mężczyznami i kobietami. Każdy z nich zapraszał go na spotkanie w sobotę. Nie ma mowy, pomyślał. Nie chciał siedzieć w pokoju pełnym pedałów. Wyobrażał ich sobie wszystkich dobrze zbudowanych, a Nelson Głutowski z jego szkoły był niskiego wzrostu. Mimo, że wiele osób go lubi, Jazon nie znosił go – jego kolczyków, poranionych palców, jego dziwnej fryzury. Dlaczego nie podano przez głośniki w szkole po prostu, że jest homo? Nie, Jazon nie był jak Nelson. To było pewne. Miał dziewczynę. Chodzili już razem dwa lata. Kochał Kasię. Przekazał jej pierścionek. Uprawiali seks. Jak on mógł być gejem? Pamiętał pierwszą noc, jak jego najlepszy przyjaciel Rysiek pożyczył mu chryslera,  a on i Kasia pojechali na zaciszną polanę usytuowaną w pobliżu pola golfowego. Trochę nieśmiały na początku, w końcu niezgrabnie przesunął się ku niej, położyli się na wznak obok siebie. Pot spływał mu z ciała, gdy zastanawiał się: czy będę mógł przejść się z nią? I wtedy Kasia wsunęła rękę pod jego elastyczną bieliznę, on wpadł w panikę. “Czy na pewno chcesz to zrobić?”- odezwał się piskliwym głosem. “To znaczy, co zrobisz, jeśli zajdziesz w ciążę?” Z kieszeni dżinsów wyjęła prezerwatywę. Zabiło mocniej jego serce, nie tyle ze strachu, ile od podniecenia. Podniecenie zwyciężyło. Tej nocy zrobił to z nią. Homoseksualista nie mógł tego zrobić. Ergo, nie mógł być homo. Od tego czasu on i Kasia byli nierozłączni. Każdego dnia w szkole jedli razem lunch. Na lekcjach koszykówki patrzyła na niego z trybun, pierścień wymienił na naszyjnik dla niej. Każdego wieczora rozmawiali przez telefon. W weekendy pędzili do kina. Czasami pożyczali od Ryśka chryslera, innym razem kochali się w pokoju rodziców lub w piwnicy. Tak i dlaczego miał nadal te marzenia o nagich mężczyznach – marzenia tak intensywne, że budził się w pocie i stawał przerażony, że jego ojciec mógłby się tego dowiedzieć. Kilka już nocy nie spał, starając się zrozumieć swoje uczucia. Być może i teraz miał do czynienia z tym, co się stało wówczas, gdy jego ojciec przechwycił jego zdjęcia. Ale to było już lata temu, gdy miał dziesięć lat. Obecnie ma już lat osiemnaście i kilka miesięcy. Musiał skupić się na przyszłości – przejść matematykę i zdać do następnej klasy, skończyć ostatni rok, uzyskać stypendium ‘z koszykówki’ i pójść na studia. Nie miał czasu na jakieś głupie spotkanie młodzieżowe Tęcza. Teraz, w tę wrześniową  sobotę, po sześciu miesiącach prowadzenia reklamy dla grupy skrywanej w swoim portfelu, był tutaj. Przeszedł przez ulicę w kierunku budynku z kamienia i zatrzymał się, by spojrzeć na siebie przez okno samochodu. Starał się wygładzić włosy, ale loki nie były mu posłuszne. Co, dlaczego on to obchodzi? Przede wszystkim, była to tylko grupa odmieńców. Dwudziesto -kilkuletni nastolatkowie, zapakowani na upalnym czwartym piętrze w pokoju. Niektórzy siedzieli na metalowych składanych krzesłach, wachlując się, inni usiedli na wytartych dywanach. Kilku siedziało ze skrzyżowanymi nogami. Słychać było narzekania na temat ciepła. Jazon oczami filtrował pokój w poszukiwaniu pustego miejsca. Nie było żadnych. Powinien odejść, pomyślał, gdy nagle jego oczy spotkały się z innym chłopcem. Uśmiecha się przez tłum, to był Nelson Głutowski. Jazon zamarł. Jak mógł być tak głupi? Przyjść tutaj. Nelson pofalował palcami, który jawiły się teraz jako ulepione z najlepszej mąki, potem Nelson pochylił się ku chłopcu w czapce baseballowej i coś szepnął. Chłopiec spojrzał w górę, oczy z zaskoczenia rozszerzyły się. Jazon mrugnął.  Kain Patykiewicz? Co on tu robi? “Zacznijmy, proszę.” Przygarbiony mężczyzna stojący w środku pokoju klasnął w ręce. “Czy wszyscy znaleźli miejsce? Tak, wiem, że jest gorąco. Znajdźcie wszyscy miejsce, proszę.” Jazon siedział rozluźniony, ale w tym momencie Kain przyszedł do niego. Jazon zaoferował mu spocone dłonie. “Jak się masz? Myślę, że jestem w niewłaściwym miejscu”. “Czy chłopcy znaleźli miejsce?”-Nelson krzyknął z racji na hałas grupy. “Tutaj”- Kain szepnął i chwycił składane krzesło umieszczone na stercie innych, tak że ​​oparł się o ścianę. Bez ostrzeżenia cały stos zaczął się zmniejszać. Jazon wyciągał się, by je powstrzymać, ale było już za późno. Krzesła uderzyły o podłogę. Huk. Następnie, cisza. Wszystkie oczy zwróciły się i gapią się na niego, także Kain. Kilka chłopców na dywaniku rzuciło się do oklasków. Reszta grupy poddawała się komentarzom i gwizdom. Jazon chciał przeczołgać się pod dywan i umrzeć. “Dobrze, dobrze.” Prowadzący machał rękami nakazując grupie, żeby się uciszyła. “Chłopcy, proszę usiąść”. Kain zwrócił się do Jazona, jego twarz była czerwoną ze wstydu. “Przykro mi”. Odwrócił się, aby podnieść zrzucone krzesła. “Pozwól mi to zrobić,” powiedział Jazon. Ostatnią rzeczą jakiej pragnął było to, żeby Kain nie zrzucił reszty krzeseł. Nelson przyszedł z pomocą. “Brawo, Kain.” Jazon otworzył krzesła dla Kaina i siebie, a potem usiadł, unikając wzroku Nelsona. Nelson rozwinął jeszcze trzecie krzesło i wcisnął się między nimi. “Witam wszystkich, Jazonie także ciebie. Wyobraź sobie, bardzo się cieszę widząc was tutaj”. Jazon nigdy nie mówił do Nelsona w czasie trzech lat wspólnej szkoły . Także teraz nie chciał mówić.  Ale Nelson był nieustępliwy. “Oczywiście, jesteście podejrzani -” To było zbyt wiele, Jazon już miał powstać, ale prowadzący sobotnie spotkanie klasnął w dłonie ponownie. Nelson przeniósł wzrok na niego , uśmiechając się do woli. “Nazywam się Archimedes. Jestem dziś moderatorem. Teraz każdy przejdzie po pokoju i przedstawi się po imieniu.” Kiedy mówił starsze dziewczyny siedzące obok niego interpretowały jego słowa na język migowy dla dwóch osób niesłyszących facetów siedziących przy kaloryferze. “Jeśli jest to twój pierwszy raz tutaj”, prowadzący mówił dalej: “daj nam znać, abyśmy mogli powitać Cię. Kain, zaczynasz, chodzisz według wskazówek zegara.” Jazon zsunął się w fotelu, wściekły. Zapraszający na spotkanie przez telefon nie wspomniał wprowadzenia. Kain przedstawił się teraz. Jazon wciąż nie mógł uwierzyć widząc go tutaj. Trzymał z Nelsonem w szkole, ale wyglądał tak … normalny – nieśmiały dzieciak, pływak w okularach, który zawsze nosił czapkę z daszkiem. Z tej racji towarzyszył mu w szkole zawsze koleżeński uśmieszek i chichot. Ale on jest w porządku, Jazon myśli, pomimo strącenia kilku krzeseł. Kontynuowano przedstawianie się. To była bardzo zróżnicowana  grupa. Tylko kilku chłopaków wyglądała, jak tłuściutki Nelson. Byli maniacy, z różnych uczelni, przystojniak Blake. Grupa ‘blondasów’, ubranych w khaki i mokasyny, zmonopolizowali chłodniejszą stronę pokoju. Było wiele dziewcząt. Kiedy dziewczyna w okularach przedstawiła się, Jazon mógł powiedzieć pod przysięgą, że widział ją wcześniej. Wtedy przypomniał sobie jej zdjęcie. Była jedną z sześciu uczennic starszych klas, które doskonale zdały egzaminy. Przez pokój przeszły, czarna i biała dziewczyna, Keily i Shanon. Ta ostatnia usiadła na miejscu miłości. Wcześniej wymieniła spojrzenia z Nelsonem. Na początku Jazonowi wydawało się, że jej ruchy były o nim, ale nie był pewien. Teraz obie dziewczyny były sobą. Obie były bardzo grube. Trudno było uwierzyć, że nie mogły znaleźć facetów jak one. Powinien dostać numer Shanon na telefon, pomyślał. Była prawdopodobnie „w jego typie”, jak on. Mogli pomagać sobie nawzajem… Następnie przyszła kolej na Jazona do przedstawienia się. Usiadł prosto w fotelu i poczuł napięcie w ramionach. “Mam na imię Jazon. To mój pierwszy raz tutaj, ale … nie jestem …” -odczuł pieczenie w gardle- “to znaczy, jestem tutaj, aby zobaczyć, jak to jest. Nie jestem … wiecie, że …” Wszyscy patrzyli na niego, gdy próbował zakończyć występ. Archimedes wyratował go z opresji: -“Witaj, Jazonie” , by kontynuować dalej. Jazon zsunął się na fotelu. Teraz Nelson odbił się z fotela. “Nazywam się Nelson, występuję pierwszy raz jako ‘gej’ – mam na myśli tutaj.” Wszyscy się śmiali, a on kontynuował: “W moim przypadku nie ma wątpliwości, że zdecydowanie jestem” – Odwrócił się i uśmiechnął się do Jazona – “wiesz, że …” Jazon chciał dowodu. “Poważnie”, powiedział Nelson, chwytając go za plecak, “Chcę poinformować, że mam przylepy na wierzchu przyszyte, dzięki uprzejmości mojej mamy”. Zwrócił się do Jazona ponownie. “To Rodzice, Rodziny i Przyjaciele lesbijek i gejów. Moja mama jest wiceprezesem.” Wyciągnął przylepy z swego plecaka.” Z różowymi trójkątami Gertrude Stein szpilki, i wielu haseł. Oto jeden: “. Moi rodzice są prości i wszystko co mam to kiepskie przyciski”, grupa roześmiała się. “Et cetera, et cetera. Jeśli chcesz, przerwię. ” -” Dobra, wystarczy “-Archimedes powiedział i dodał:” Dzisiaj będziemy mówić o “wyjściu”? Keily i Shanon przeszły na krzesła w górze.”Mamy nadzieję tutaj, iż przestaniemy ukrywać to, że jesteśmy inni, osoby biseksualne czy… “. Chłopiec podniósł rękę, “Myślałem, że chodzi o to, że ktoś po raz pierwszy… nie to, wiesz – z kimś z twojej płci”. „To jest, gdy przyjdziesz”, powiedział Nelson, “a oni nie wyjdą, bo są zażenowani “. grupa syknęła, a chłopiec rzucił poduszką w Nelsona. Archimedes uśmiechnął się:” trzymajmy… czysto “. Skinął na grupę, by znowu zajęła miejsca.” Niektórzy ludzie nie wychodzą, dopiero po seksie, gdy lata im przychodzą. Inni wychodzą zanim mieli seks z kimkolwiek “.-“Wychodząc znaczy, że już nie wstydzimy się mówić ludziom”, Shanon powiedziała. “To kwestia lubienia siebie i dobrego samopoczucia, że się jest gejem”. Niektórzy z ‘blondasów’ skrzyżowali ręce: “Nie jestem gotowa do wyjścia.” “Nikt nie mówi, że trzeba” uspokoił ją prowadzący spotkanie. “Większość ludzi to robi stopniowo. Trzymaj swój czas, weź go, to do Ciebie”.  Po chwilach ogromnego mocowania się z sobą Kain poważnie zagadnął o religię człowieka. Co z religią„ – A co będzie, jeżeli jeszcze za życia księdza proboszcza naszego pan zachoruje? to niemożliwe! – i twarz Archimedesa wykrzywiła straszna trwoga. – Czemu niemożliwe? – ciągnął Kain z cierpkim uśmiechem. – Jakąż to pan ma asekurację? A wtedy co się z nimi stanie? Całą gromadą wyjdą na ulicę, będą kaszleć, żebrać, tłuc głową gdzieś o mur, jak dziś rano, a goniące po boisku szkolnym dzieci płakać… Później upadną, odwiozą ich do przytułku, tam umrze nasza matka , a dzieci…- Och nie!… Pan Bóg do tego nie dopuści!(…) -(…) Z wami będzie na pewno to samo – rzekł znienacka. – Nie, nie! To nie może być, nie! – jak opętany krzyknął głośno Archimedes, niby nożem żgnięty. – Pan Bóg, Pan Bóg nie pozwoli na takie okropieństwo!…- Już nieraz pozwalał. – Nie, nie! Bóg nas obroni, Bóg!… – powtarzał obłędnie. – A może Boga wcale nie ma – ze złą uciechą odparł Kain, zaśmiał się i spojrzał na niego”. „A Kościół powinien dokładnie wystawać z ludzkich spodni…”, skwitował wypowiedź Kaina Nelson i z przymrużeniem oka zwrócił się do Jazona: “Myślałam o założeniu grupy, jak to jest w szkole, aby pomóc ludziom, którzy nie wyszli jeszcze.” „Nie są otwarci”, Jazon odwrócił wzrok. Myśl o geju grupy w szkole była nie do pomyślenia. Nelson za Heglem dawał prawo wybitnej jednostce do zbrodni dla dobra ludzkości: „(…)bynajmniej nie nastaję, jakoby ludzie niezwykli koniecznie musieli i byli obowiązani wyczyniać wszelkie łotrostwa, jak pan(Chwiałkowski) to nazwał. Sądzę nawet, że takiego artykułu nie ogłoszono by drukiem. Po prostu napomknąłem, że człowiek ‘niezwykły’ ma prawo… właściwie nie prawo urzędowe, tylko sam sobie może w sumieniu pozwolić na przekroczenie… niektórych zapór, i to jedynie w razie, gdy tego wymaga urzeczywistnienie jego idei (niekiedy może zbawiennej dla całej ludzkości). (…) Moim zdaniem, gdyby odkrycia Keplera i Newtona, wskutek jakiś okoliczności, żadną miarą nie mogły stać się wiadome ludziom inaczej niż przez ofiarę życia jednego człowieka, dziesięciu, stu i tak dalej, ludzi, którzy by temu odkryciu przeszkadzali lub stawali mu w poprzek, wówczas Newton miałby prawo, owszem, byłby obowiązany… u s u n ą ć tych dziesięciu czy stu ludzi, ażeby całą ludzkość zapoznać ze swymi odkryciami. Ale bynajmniej nie wynika stąd, by Newton miał prawo zabijać, kogo mu się spodoba, ani dzień w dzień kraść ze straganów. Dalej, o ile pamiętam, snuję w swoim artykule myśl, że wszyscy… na przykład prawodawcy i założyciele fundamentów ludzkości, poczynając od najstarożytniejszych, poprzez Likurgów, Solonów, Mahometów aż do Napoleonów i tak dalej, wszyscy co do jednego byli przestępcami już choćby przez to, że dając nowe prawo, tym samym naruszali dawne, święcie czczone przez społeczeństwo i odziedziczone po ojcach… no i nie wzdragali się przed rozlewem krwi, jeśli tylko ta krew (czasem niewinna całkiem i bohatersko przelana w obronie dawnego prawa) mogła być im pomocna. (…) Słowem, wywodzę, że wszyscy – nie tylko najwięksi, lecz również ludzie choć trochę nietuzinkowi, choć trochę zdolni powiedzieć coś nowszego, muszą na mocy swej natury koniecznie być przestępcami – w stopniu większym lub mniejszym (…)”   ciąg dalszy nastąpi

List do młodych 66

Stanisław Barszczak—Gra Napoleona, cz.2

“Myślę, że ‘wyjście’ jest najtrudniejsze w kontakcie z rodzicami”, ripostował niedawno przybyły na spotkanie młodzieniec, o dźwięcznym imieniu Blake. Kain skinął głową. Jazon zamyślił się o własnej mamie. Miała już wystarczająco dużo  do obsłużenia w najbliższej relacji z tatą. I jego ojciec  z pewnością skończył to, co był kiedyś zaczął – czy wie, gdzie jego syn… Blake kontynuował: “Mój tata nie mógł zrozumieć tego, gdy wyszedłem z dziewczynami, a potem nagle powiedziałem mu, że lubię facetów. Myślę, że to jeszcze trudniejsze, jeśli jesteś Bi..”. Jazon wystawił nogę. Biseksualny? Może to, co on. Może nie miał przestać chodzić z Kasią. Może ona zrozumie. Ale …? Jego umysł był zasypany pytaniami. Zanim ktokolwiek inny miał mówić, dwoje dorosłych weszło do pokoju przedstawiania fanów. Wszyscy wiwatowali i bili brawo. Archimedes krzyknął: “Niech sobie przerwę i skonfiguruję fanów.” Jazon zerwał się na nogi, aż krzesło się przewróciło. “Lepiej pójdę,” powiedział do Kaina. “Ty wychodzisz?” Jazon usłyszał rozczarowanie w głosie Kain i miał już odpowiedzieć mu, kiedy wtrącił się Nelson: “Zostań jeszcze, po spotkaniu idziemy do KFC”- podniosły mu się przy tym rzęsy, mógł uśmiechnąć się. “Po prostu są dziewczyny.” Jazon skrzywił się. Widział Kaina, jak Nelson zaimprowizował mu cios w żebra. Jazon miał już palce zwinięte w pięść. Ale musiał się stamtąd wydostać, zanim uderzy kogoś. ‘Muszę iść.’ Nelson sięgnął do plecaka. “Przynajmniej masz przylepkę, to nie jest jakaś tam ośmiornica”. Uśmiechnął się. “To jest dar.” Jazon pokręcił głową, ale Nelson wcisnął mu przylepkę. Kain zaczął mówić. Jazon odwrócił się i szybko znalazł się przy drzwiach. Jakoś zniewolony pokonał od razu cztery stopnie schodów i wyrwał się z budynku, przeklinając siebie. Jazon otworzył rękę i spojrzał na przylep, jaki Nelson mu podał. Było napisane: ‘nikt nie wie, że jestem gejem.’ W poniedziałek Nelson bez wątpienia obejrzy dokładnie jego usta w szkole.

„Zbliżała się godzina szósta po południu, kiedy mijał Targ na Czerwonym. Wszyscy handlarze przy straganach, w sklepach i sklepikach zamykali swoje lokale lub zdejmowali i chowali towar i podobnie jak klienci rozchodzili się do domów. Jazon był już poza budynkiem. „Na ulicy skwar był okropny, a przy tym zaduch, ścisk, co krok wapno, rusztowania, cegły, kurz, choć nie było tego szczególnego, letniego smrodu.  „Domy publiczne, spelunki, podrzędne hoteliki, urzędy policyjne, mansarda studencka, mieszkanie lichwiarki, ulice, zaułki, podwórze, , wszystko to jakby stwarza przestępczy zamysł  i wykreśla kolejne etapy skomplikowanej walki wewnętrznej bohatera”. „Jest to miasto półwariatów(…) Gdyby u nas istniała nauka, to medycy, prawnicy i filozofowie mogliby czynić nad Częstochową nader wartościowe dociekania, każdy w swojej dziedzinie. Rzadko gdzie spotyka się tyle posępnych, ostrych i cudacznych wpływów na dusze człowieka jak w Częstochowie. Już chociażby same wpływy klimatyczne! A tymczasem jest to przecie ośrodek religijny całej Polski i jego charakter może odbijać się na wszystkim”. Idąc od Placu na Czerwonym, Drugą Aleją, w pobliżu Wałów Dwernickiego, na plac Nowotki, w kierunku Garncarskiej „nagle ujrzał po lewej ręce wyjście na podwórko, zupełnie na głucho zabudowane. Z prawa, tuż od bramy, daleko w głąb podwórka szedł ślepy nietynkowany mur sąsiedniej czteropiętrowej kamienicy. Z lewa, równolegle do ślepego muru i również do samej bramy, biegł drewniany parkan na jakie dwadzieścia kroków w głąb dziedzińca i dopiero dalej skręcał pod kątem w lewo. Było to na głucho odgrodzone miejsce, gdzie leżał zwalony jakiś budulec. Nieco dalej, w zagłębieniu podwórka, zza parkanu wyzierał węgieł niskiej, zasmolonej murowanej szopy, prawdopodobnie część jakiś warsztatów. Zapewne mieścił się tu warsztat ślusarski czy stelmachowski, czy coś w tym rodzaju; wszędzie, prawie tuż od bramy poczynając, gęsto czerniały kupki węglowego miału” Pod garkuchniami, na brudnych i cuchnących podwórkach kamienicy przy Garncarskiej i na jej przedłużeniu w kierunku plebanii, tłoczyło się mnóstwo ‘ludu roboczego i łachmaniarzy’; bo otwarto tutaj lokal niczym szynkownię: „(…) Stały talerzyki z mizerią, miękkimi bananami i pokrajaną rybą; wszystko to pachniało nader niezachęcająco. Nieznośnie duszne powietrze sprawiało, że trudno było wysiedzieć, a wszystko było tak przepojone odorem bimbrowni, że miało się wrażenie, iż od samego tego zaduchu można w ciągu pięciu minut stać się pijanym”.

Kain spojrzał na puste drzwi. “Nie mogę uwierzyć, że byłem taki niezdara przewracając cholerne krzesła”. Zwrócił się do Nelsona. “A ten głupi przylep, dlaczego to robisz?” Nelson przekazał mu przylep wzruszając ramionami. “Myślę, że schrzaniłem, prawda?” Kain spojrzał w kierunku drzwi. “Może uda mi się go dogonić.” W jednej chwili pobiegł Kain do drzwi i w dół cztery schodami. Obejrzał jeden koniec ulicy, potem drugi. Czyżby człowiek z jego snów naprawdę pokazał się na spotkaniu? Szukał każdego budynku w sąsiedztwie. Był całkowicie przekonany, że Jazon niechętnie pojedzie metrem w kierunku przedmieść. Zbity z tropu, przeklinał Nelsona całą drogę do domu.  “Kain? Kochanie, w porządku?” –zamyślonemu K​ainowi nie udało się zobaczyć, jak jego mama klęczy  na trawniku. Złapała garść cebulek tulipanów. “Wyglądasz trochę zaniepokojony,” powiedziała.  Ale po chwilo Kain zobaczył ją, gdy sadziła rośliny w nowo skopanej ziemi, chciał powiedzieć jej o Jazonie. Oczywiście, najpierw będzie musiał jej powiedzieć, że jest gejem. Ona będzie się denerwować, potem musi powiedzieć o tym ojcu. Miał przedstawić ten jedyny przypadek. Gwarantowane. Kain podał jej kilka żarówek. “Czuję się dobrze. Czy jest coś do jedzenia?” “Pierniki, w kuchni. Zachowaj ostrożność, tylko woskowane podłogi. A tak między nami, tata ma dla ciebie niespodziankę.” Zadzwoniła po niego. “Należy pamiętać, aby wytrzeć nogi!” Kain otarł buty o wewnętrzne drzwi i ustawił je na półce na buty. Jego mama przeglądała się w czystym lustrze, ojciec tymczasem siedział w swoim fotelu i oglądał mecz piłki nożnej. Kain chwycił kilka ciasteczek. “Mama powiedziała, masz dla mnie niespodziankę”. Ojciec sięgnął do kieszeni i z rozmachem wyciągnął kopertę. “Zgadnij. Chodź.” Kain nienawidził, kiedy ojciec traktował go jak dziecko. Miał siedemnaście teraz. “Nie chcę zgadywać.” Ugryzł pierniki. Ojcu usta opadły. “Kiedy to miłość do odgadnięcia.” Westchnął i otworzył kopertę, ujawniając jej treść. Mieli zaproszenie na  rozdanie nagród Akademii. “Bilety na niedzielę po Wszystkich Świętych. Tylko ty i ja”. Kain powiedział: “Wspaniale”. Ale jego umysł był wciąż przy Jazonie. Jego ojciec zmarszczył brwi. “Nie patrz tak podekscytowany.” Kain wzruszył ramionami i zbiegł po schodach. Niech jego tata sobie sprawę, że są ważniejsze rzeczy w życiu niż bilety do Akademii? Usiadł na łóżku i zdjął czapkę. Otworzył szufladę szafki nocnej i wyciągnął roczniki. Zwrócił się z oślimi uszami stron do jego ulubionych zdjęć: Jazon numer siedemdziesiąt siedem, szybki w sądzie, intensywność na twarzy, falujące loki, mięśnie napięte, wielka moc w ruchu. Tłum był w tle. Cyfrowy zegar pokazywał sześć sekund przed ostatnim brzęczkiem. Jego strzał doprowadził zespół żużlowy do  mistrzostw. Kain spotkał Jazona w pierwszym dniu szkoły średniej, gdy tłoczyli się przez zatłoczone sale, szukając swych sal. “Hej, jak się masz?” słyszał jego głos. “Wiesz, jak dojść do pokoju dwadzieścia osiem?” Serce Kaina stanęło mu w gardle, ale udało mu się wyksztusić odpowiedź. “Myślę, że w ten sposób.” Poprowadził chłopca przez korytarz i odkryli, że ich szafki znajdują się naprzeciw siebie. Do końca pierwszego roku studiów w szkole Kain przyjeżdżał na tyle wcześnie, aby pozdrowić Jazona. Ręką o oliwkowej skórze Adonisa zawsze machał do niego przyjaźnie “Co słychać? Jak się masz!” ale Kain czuł się zbyt nieśmiały, aby odpowiedzieć coś więcej, było zdawkowe: “Ok, jak u ciebie?” Wkrótce poznał harmonogram zajęć Jazona, znał chwile, gdy skręcali na rogu korytarza, to znów gdy chcieli przejść obojętnie. Zaczęły się wspólne podróże do domu. Kiedy inni chłopcy zaczęli rozmawiać o dziewczynach, nigdy nie czuł się zainteresowany. Ale to inna historia, gdy chwalił się erekcją i wytryskiem w pierwszej kolejności. A gdy Jazon opowiadając kawały śmiał się z kolegami, szczególnie gdy mówili o pedałach i sypali dowcipami o AIDS, w środku czuł wstyd i strach. Jego jedynym źródłem nadziei był obraz w wieczornych wiadomościach, gdzie widział zdjęcia gejów, które różniły się od karykaturalnych dowcipów. Żołnierze-geje walczyli w sądzie o prawo do służby wojskowej. Lesbijki miały walczyć o prawo do ich dzieci. Protestujący pikietowali Wiejską,  finansowali chorych na AIDS. Zobaczył  gdy dorośli mężczyźni na wysokich obcasach i w dziwacznych, różnokolorowych kostiumach śmiali się i paradowali w ich święto. Następnie w ósmej klasie dostał szelki. Poczuł się jeszcze bardziej obcy. Jego mama próbowała pocieszyć go. “Nie martw się, przystojniaczku. Po uzyskaniu szelek, będziesz musiał walczyć o dziewczęta.” Zabawne. Tymczasem jego ojciec pozwalał mu wychodzić ‘na sport’. Kain nie musiał ‘rzucać’ piłki, jak jego ojciec, by zachować swoje życie, ale lubił oglądać pływaków olimpijskich w telewizji. Więc wstąpił do drużyny pływackiej, gdzie ukrywał się wśród wielu okrążeń w basenie i kradł podwodne spojrzenia. Pielęgniarka szkolna powiedziała mu pewnego dnia, że potrzebuje okularów. Przyszedł do domu od optyka,  z drucianymi ramkami, które przesuwały mu się na pół nosa, wycofał się do swojej sypialni i patrzył w lustro. W ramkach okularów poczuł się jak najbrzydszy chłopiec we wszechświecie i najbardziej samotny.

Od chwili, kiedy Kain zobaczył Nelsona minęło już kilka lat. Raz po szkole Nelson namierzył go: “Idźmy razem. Choć wiesz, że jestem dziwny.” „Wiem, że jesteś dziwny. Tak”. Nelson odwrócił się i zaczął odchodzić. Kain poczuł jakieś ciepło, jakby wynurzył się z wody po głębokim nurkowaniu. Nie był już sam. “Hej!” krzyczał. Nelson wrócił do niego. Kain nie był pewien, co powiedzieć. Miał zawołać pod wpływem impulsu, bez zastanowienia. Pchnął okulary na grzbiet nosa i naciągnął czapkę, jakby coś chciał skończyć. “Nagle wpatrując się w niego Nelson zaczął rysować go. “Dzięki. Moja mama jest grafikiem. Nauczyła mnie. To nie jest takie trudne, naprawdę.” Kain podszedł bliżej, mimo że nadal czuł się trochę nerwowy. “Naprawdę?” “Tak”. Nelson uśmiechnął się. “Ja wam pokażę”. Wkrótce Kain spędzał popołudnia dla Nelsona. Oni. Wspólnie walczyli z głupimi przepisami odnośnie błotnych maseczek. Z Nelsonem Kain nie udawał być kimś innym, niż on sam. A Nelson zdawał się wiedzieć wszystko o byciu gejem. Powiedział Kain o Aleksandrze Wielkim, Oscarze Wilde i Michelangelo. Wyjaśnił konkretne słowa, mówił coś o rejsach i przeciągnięciach.  Potem jeszcze bardziej się rozżalił: „Człowiek jest podły, do wszystkiego przywyka! (…) A jeżelim zełgał? – zawołał nagle mimo woli – Jeżeli w rzeczywistości człowiek nie jest podły… w takim razie cała reszta… to zabobony, wymyślone strachy, i nie istnieją żadne nieprzekraczalne granice, nie powinny istnieć!…”  Choć człowiek niezmiernie lubi czuć się pokrzywdzonym, to jednak „ciężko jest za osiem tysięcy złotych rocznie całe życie kołatać jako guwernantka od dworu do dworu, ale ja i tak wiem, że moja mama raczej służyłaby jak Murzynka u plantatora, jak Estonka u bałtyckiego Niemca, niżby upodliła swą duszę i poczucie moralne związkiem z człowiekiem, którego nie szanuje i z którym nic nie ma wspólnego (…) Więc czemuż teraz się zgadza na przegrany proces? (…) Sprawa prosta jak drut: nie sprzedała by siebie dla własnej wygody, nawet dla ocalenia siebie od śmierci, lecz dla kogo innego – gotowa się sprzedać! (…)w razie konieczności gotowiśmy wziąć w łyka nasze poczucie moralne; naszą wolność, spokój, nawet sumienie – wszystko, wszystko poniesiemy na targ. Niechaj przepada życie! (…) Nie dość tego: wynajdziemy własną kazuistykę, sięgniemy po naukę do jezuitów na pewien czas, kto wie, uspokoimy sami siebie, wmówimy sobie, że właśnie tak być powinno, bo cel jest dobry”. Nelson nie zapomniał powiedzieć Kainowi o homoseksualnych witrynach sieci Web młodzieży i przedstawił mu grupy muzyczne, takie jak Queen Size i Indigo Girls. Najbardziej zdumiewające było to, jak Nelson mówił o wszystkich tych rzeczach przed własną matką. Ona nawet zaprowadziła subskrypcję magazynu XY dla niego. “Jak on jej to powiedział?” Kain chciał wiedzieć. Nelson zapalił papierosa. “A twój tata?” Nelsona twarz pociemniała za kłębem dymu. “Nieważne”. Kain przyznał potem, że kiedyś nawet pocałował swoją poduszkę w nocy udając, że to on. Nelson zaciągnął się papierosem. “Jak ma na imię?” “Obiecaj, że nie powiesz?” Kain zawahał się. “Jazon Chwiałkowski .” Nelson wybuchnął kaszlem. “Chwiałkowski? Kain miał wrażenie, jakby Nelson właśnie uderzył go. ” Nelson uśmiechnął się. ” Teraz już wszyscy wiedzieli, Jazon miał dziewczynę. W zeszłym roku zostali wybrani z Kasią najbardziej dobraną parą szkoły. W tym roku Kasia była wybrana na królową. Jazon nie może być gejem. Ale dlaczego miał on pokazać się na posiedzeniu  Tęczy Młodzieży? Być może był bi. Ale nawet gdyby był, Jazon nigdy nie będzie nim zainteresowany. Prawdopodobnie wszedł do pokoju przez pomyłkę, jak powiedział. Ale Kain ma nadzieję, że nie. Jego mama zapukała do drzwi jego sypialni, uśmiechając się. “Kochanie, czy na pewno czujesz się dobrze?” Uniosła brwi. “Wołałam na kolację już trzy razy.” „Jakie masz liche mieszkanie, Kainie, istna trumna (…) Jestem przekonana, że mieszkanie jest w połowie winne temu, że wpadłeś w melancholię”  „– Tak, mieszkanie przyczyniło się niemało. (…) myśl powrotu do niego przejęła go okropnym wstrętem: przecie to tu, w tym kącie (…) wylęgło się tamto i dojrzewało już przeszło miesiąc”. „Zresztą co ty wiesz o ‘gejach’?” Kain nie wytrzymał:  „Na litość boską, co ty sobie o mnie myślisz? Nie chcę twojej ofiary, nie chcę, mamusiu! To się nie stało, póki ja żyłem, nie stało! Nie przyjmuję!” Ocknął się nagle i zatrzymał. -”Nie stało?, szeptała mama: A cóż ty zdziałałeś, żeby się nie stało? Zabroniłeś? A czy masz prawo po temu? Co możesz im przyrzec za swej strony, ażeby posiąść takie prawo? Może obiecasz im poświęcić całą swoją przyszłość, całe życie? Gdy ukończysz nauki stopniem w Uniwersytecie i otrzymasz posadę? Jużeśmy to słyszeli, ale to przecie ‘gołąb na sęku’, a co dziś? Toż tutaj trzeba coś zrobić natychmiast, rozumiesz czy nie rozumiesz? A co ty teraz robisz? Siedzisz klubowi na karku. Skąd oni biorą pieniądze? Pod zastaw skromnej mojej emerytury, pod zastaw znajomości z panami z Tęczowego Klubu! (…) Spróbuj się domyślić, co może się stać z ludźmi, których znałeś za dziesięć lat albo w ciągu tych lat dziesięciu? Domyśliłeś się?”  A na co ci Kasia? Mama zostawiła syna samemu sobie.

Za drzwiami panowała przez jakiś czas cisza. Przyszła pora kolacji. Kulminacyjnym punktem posiłku był telefon od Nelsona. Tata Kaina wziął nóż i pokroił  wołowinę. Nie mówiąc nawet hello Nelson zaczął mówić. “Gdzie idziesz?” Kain odwrócił się od swoich rodziców. “Nie twój interes”. “Przestań być taki dramat diva! Chodź. Co chcesz zrobić dzisiaj?” Kain zastanowił się przez chwilę: “Na koszykówkę.” Nelson westchnął do telefonu. “Tak, i po tym?” “Nie wiem”, powiedział Kain. Rzucił słuchawkę i wrócił do stołu. “Wygląda na to, oboje mieli walczyć”, mówi jego mama. Kain skinął niepewnie i usiadł. Jego ojciec pokroił kawałek mięsa widelcem. “Dlaczego on dzwoni do Ciebie co pięć minut? Czy on nie ma życia?” Ojciec machnął ręką w powietrzu. “Może powinieneś rozwijać znajomości, które są mniej, wiesz, że są …”, nie przestając ruszać przy tym rękami nad stołem. “Sportowe”, dorzuciła mama. Kain odgadł matczyną ironię, że był to sygnał dla jego taty, by zwolnił z docinkami. Zwykle czekał na ojca, aż skończy posiłek. Ale dzisiaj Kain nie miał ochoty czekać. Chwycił czapkę leżącą na krześle. “Czy mogę zostać zwolniony?”  Po powrocie do swojej sypialni Kain rozwiązywał pewne zadanie domowe, a następnie zeskanował zdjęcie Jazona na swoim komputerze. Zgasił światło i położył się w łóżku. Jego umysł dryfował nad obrazami Jazona w szatni z dziesiątej klasy, sali gimnastycznej, jego bicepsami, wybrzuszeniami wobec jego koszulki z rękawami, jego tyłkiem spowitym przez pas elastyczny. „To prawda, jeszcze niedawno chciałem prosić ludzi kompetentnych, żeby mi pomogli dostać pracę, jakie lekcje języka czy coś… – badał siebie Kain – ale teraz w czymże mi oni mogą być pomocni? Dajmy na to, że wystarają mi się o korepetycje, dajmy na to, że się podzielą ostatnim groszem, o ile ten grosz mają, tak, że będę mógł sprawić sobie buty i dać garnitur do reperacji, żeby było w czym chodzić na lekcje… hm… Dobrze, ale co dalej? Co ja zdziałam za parę groszy? Czyż tego mi teraz potrzeba? Doprawdy, to aż śmieszne, że postanowiłem iść do nich”… Mama powiedziała, po co ci w tak młodym wieku Kasia? „Po co na co chodziłem do niej teraz? Powiedziałem jej, że w interesie; jakiż to był interes? Żadnego interesu nie miałem. Czy po to, by jej oświadczyć, że i d ę? No to cóż z tego? To mi dopiero interes! Czyżbym ją pokochał? Przecie nie, nie? Przecie odpędziłem ją tylko co jak psa. Może istotnie trzeba mi było jej łez, chciałem widzieć jej przestrach, patrzeć, jak boli i dręczy się jej serce! Chciałem choć trochę się zaczepić, pomarudzić, popatrzeć na człowieka! A jeszcze miałem czoło liczyć na siebie, Bóg wie, co sobie wyobrażać, ja nędzarz i nędznik, ja szuja, szuja!” Potem jeszcze Kain obejrzał nieco telewizji, by nieco ochłonąć z tych wspomnień. „Pod poduszką Kaina leżała Ewangelia. Wziął ją odruchowo. Książka ta należała do niej, była tą samą, z której kiedyś czytała o wskrzeszeniu Łazarza. Na początku katorgi przewidywał, że Kasia zamęczy go religią, będzie wciąż mówiła o Ewangelii i wmuszała mu różne książki. Ale ku największemu jego zdziwieniu ona nie napomknęła o tym ani razu, ani razu nawet nie zaproponowała mu Ewangelii. Sam ją o nią prosił na krótko przed swoją chorobą i Kasia bez słowa przynosiła mu tę książkę. Dotychczas nie otwierał jej wcale. Nie otworzył jej i teraz także, lecz pewna myśl mignęła mu w głowie: ‘Czyż jej przekonania mogą teraz nie być moimi przekonaniami? A przynajmniej uczucia jej, jej dążności…” A w pokoiku znów paliło się światełko. Kain miał nadal owinięte ręce wokół jego poduszki, uśmiechając się zasnął.

W poniedziałek Kain przyjechał do szkoły zdeterminowany, by znaleźć Jazona i przeprosić go za Nelsona. Ale nigdzie nie można go było znaleźć. Gdy czekał na niego na zewnątrz kawiarni na lunch, nagle usłyszał głos Nelsona się za sobą: “Przyniosłem nagranie „Nieżywych schabów”. Nelson wyciągnął kasetę. “Doprawdy wspaniałe.” “Dzięki”. Kain umieścił kompakt w kieszeni, mając nadzieję, że Nelson odejdzie, a pokaże się Jazon. Twarz Nelsona rozjaśniła się. “Idziesz na obiad?”- “Ruszaj.” Jednak Nelson nie ruszał się. Trzymał porysowany palec na jego blond włosach. “Wciąż zdenerwowany na sobotę?” -“Nie”, Kain kłamał. “Słuchaj, po prostu zostaw mnie w spokoju”. “Przykro mi, po raz tysięczny, kurwa”. Kain odwrócił się. “Fine”, powiedział Nelson. Ruszył się. Kain nie widział Jazona w porze lunchu i przez resztę popołudnia. Kiedy był ostatni dzwonek, on spokojnie jeszcze szedł do swojej szafki. Może Jazon był chory lub, co bardziej prawdopodobne, wstydził się przyjść do szkoły. Kain rzucił książki do swojej szafki, a potem zamknął drzwi. Ale już za nim stał tam Jazon, trzymając czerwony plecak na ramieniu. “Co słychać?” Zaskoczony Kain pchnął okulary na grzbiet nosa. “Uh, cześć.” Jazon kręcąc paskiem plecaka w ręce spojrzał przez swe ramię w ulubione miejsce szatni, z którego roztaczał się wspaniały widok na rzedniejący tłum studentów. Przechylił głowę. “Myślałam, że być może jesteś chory.” Kain zatopił się w brązowych oczach Jazona. “Przykro mi”, powiedział, że nie byłeś pewny. “To, co myślę, to ci powiem, i usiadł, by zacząć mówić coś nowego: „oczekuję na dzień Sądu Ostatecznego, „(…) a pożałuje nas Ten, który ulitował się nad wszystkimi, który wszystkich i wszystko rozumiał, On też jeden jest sędzią (…) I osądzi wszystkich sprawiedliwie i przebaczy dobrym i złym, wyniosłym i pokornym… A gdy już skończy ze wszystkimi, naonczas przemówi i do nas: ‘Chodźcie i wy! – powie. – Chodźcie, pijaniuteńcy! Chodźcie, słabiutcy! Chodźcie zasromani!’ I my wszyscy przyjdziemy nie wstydząc się, i staniemy przed Nim. A On powie: ‘Świnie jesteście! Na obraz i podobieństwo bestii; ale chodźcie i wy też!’ Wówczas rzekną mądrzy, rzekną roztropni: ‘Panie! Przecz dopuszczasz tych oto?’ A On powie: ‘Dlatego ich dopuszczam, o mądrzy, dlatego ich dopuszczam, o roztropni, że z nich żaden nie poczytywał sobie nigdy za godnego tej łaski…’ I wyciągnie ku nam prawicę swoją, a my przepadniemy… i zapłaczemy… wszystko zrozumiemy! Wtedy zrozumiemy wszystko!… I wszyscy zrozumieją… Papież… także zrozumie. Panie, przyjdź królestwo Twoje!” Ale potem już nie wiedział, co mówi, za to wiedział, że robi z siebie głupka. Zamknął usta i zmusił się do uśmiechu. “Słuchaj”. Jabłko Adama poruszało się w gardle Jazona. Spojrzał w lewo, potem w prawo, potem prosto na Kaina. “Właściwie chodzi mi tylko o ostatnią sobotę … nie byłem pewien, jaki rodzaj spotkania to był, czy odpowiadała ci ta forma spotkania?” Kain wiedział, że to kłamstwo, ale skinął grzecznie. Co jeszcze mógłby zrobić? Jazon nadal nadawał, a jego głos był coraz niższy. “Nie powiedziałeś nikomu, prawda? To znaczy, że widziałeś mnie tam?” Kain zobaczył strach i wstyd na twarzy Jazona. “Oczywiście, że nie. I nie mów nikomu.” Jazon westchnął, a potem dodał: “Nie sądzisz, że Nelly – to znaczy, Nelson – powie komuś… ”Nie sądzę,” odrzekł Kain. Nagle Jazon cofnął się, patrząc za Kainem. Kain odwrócił się i zobaczył Kasię, dziewczynę Jazona. “Cześć, Kain.” Dała mu słodki uśmiech, a Kain powiedział ‘hi’. Jazon patrzył przerażony na tę bezsensowną scenę. Swoją drogą, minuta po minucie czuł się coraz szczęśliwszy. Kain uświadomił sobie, że lepiej ich zostawić. “No cóż, zobaczymy się później.” “Później”, Jazon powiedział i uśmiechnął się z pewnym wysiłkiem. Kain ustąpił przyspieszając kroku. Musiał bowiem znaleźć Nelsona i upewnić się, czy nie powiedział nikomu o Jazonie. Miał nadzieję, że nie było za późno.

Pt. Przedstawione rzeczy, zdarzenia, osoby i przypadki oparty zostały na opowiadaniu Alexa Sancheza i wypowiedziach F. Dostojewskiego; ale są czystym wymysłem autora opowieści.

A letter to my young friend

part 2

So, we have a lot of heroes in the book of today, we are reading of the events in it: “He had learned well the law of club and fang, and he never forewent an advantage or drew back from a foe he had started on the way to Death. He had lessoned from Spitz, and from the chief fighting dogs of the police and mail, and knew there was no middle course. He must master or be mastered; while to show mercy was a weakness. mercy did not exist in the primordial life. It was misunderstood for fear, and such misunderstandings made for death. Kill or be killed, eat or be eaten, was the law; and this mandate, down out of the depths of Time, he obeyed.”  “Ever bike? Now that’s something that makes life worth living!…Oh, to just grip your handlebars and lay down to it, and go ripping and tearing through streets and road, over railroad tracks and bridges, threading crowds, avoiding collisions, at twenty miles or more an hour, and wondering all the time when you’re going to smash up. Well, now, that’s something! And then go home again after three hours of it…and then to think that tomorrow I can do it all over again!”  “But it did not all happen in a day, this giving over of himself, body and soul, to the man-animals. He could not immediately forego his wild heritage and his memories of the Wild. There were days when he crept to the edge of the forest and stood and listened to something calling him far and away.” “Love, genuine passionate love, was his for the first time.” “He was justifying his existence, than which life can do no greater; for life achieves its summit when it does to the uttermost that which it was equipped to do.” “But it did not all happen in a day, this giving over of himself, body and soul, to the man-animals. He could not immediately forego his wild heritage and his memories of the Wild. There were days when he crept to the edge of the forest and stood and listened to something calling him far and away.” “White Fang knew the law well: to oppress the weak and obey the strong.” “This expression of abandon and surrender, of absolute trust, he reserved for the master alone.” “Food and fire, protection and companionship, were some of the things he received from the god. In return, he guarded the god’s property, defended his body, worked for him, and obeyed him.””The hand descended. Nearer and nearer it came. It touched the ends of his upstanding hair. He shrank down under it. It followed down after him, pressing more closely against him. Shrinking, almost shivering. He still managed to hold himself together. It was a torment, this hand that touched him and violated his instinct. He could not forget in a day all the evil that had been wrought him at the hands of men.” “He was a killer, a thing that preyed, living on the things that lived, unaided, alone, by virtue of his own strength and prowess, surviving triumphantly in a hostile environment where only the strong survive.”  “But, – and there it is, – we want to live and move, though we have no reason to, because it happens that it is the nature of life to live and move, to want to live and move. If it were not for this, life would be dead. It is because of this life that is in you that you dream of your immortality.” “No; I did not hate him. The word is too weak. There is no word in the language strong enough to describe my feelings. I can say only that I knew the gnawing of a desire for vengeance on him that was a pain in itself and that exceeded all the bounds of language. ”  “Food and fire, protection and companionship, were some of the things he received from the god. In return, he guarded the god’s property, defended his body, worked for him, and obeyed him.”

“You stand on dead men’s legs. You’ve never had any of your own. You couldn’t walk alone between two sunrises and hustle the meat for your belly”  “But under it all they were men, penetrating the land of desolation and mockery and silence, puny adventurers bent on colossal adventure, pitting themselves against the might of a world as remote and alien and pulseless as the abysses of space. ” “The first theft marked Buck as fit to survive in the hostile Northland environment. It marked his adaptability, his capacity to adjust himself to changing conditions, the lack of which would have meant swift and terrible death. It marked, further, the decay or going to pieces of his moral nature, a vain thing and a handicap in the ruthless struggle for existence.”  “You have grudged the very fire in your house because the wood cost overmuch!” he cried. “You have grudged life. To live cost overmuch, and you have refused to pay the price. Your life has been like a cabin where the fire is out and there are no blankets on the floor.” He signaled to a slave to fill his glass, which he held aloft. “But I have lived. And I have been warm with life as you have never been warm. It is true, you shall live long. But the longest nights are the cold nights when a man shivers and lies awake. My nights have been short, but I have slept warm.” “The hand descended. Nearer and nearer it came. It touched the ends of his upstanding hair. He shrank down under it. It followed down after him, pressing more closely against him. Shrinking, almost shivering. He still managed to hold himself together. It was a torment, this hand that touched him and violated his instinct. He could not forget in a day all the evil that had been wrought him at the hands of men.”  “Oh!–and I speak out of later knowledge–Heaven forefend me from the most of the average run of male humans who are not good fellows, the ones cold of heart and cold of head who don’t smoke, drink, or swear, or do much of anything else that is brase, and resentful, and stinging, because in their feeble fibres there has never been the stir and prod of life to well over its boundaries and be devilish and daring. One doesn’t meet these in saloons, nor rallying to lost causes, nor flaming on the adventure-paths, nor loving as God’s own mad lovers. They are too busy keeping their feet dry, conserving their heart-beats, and making unlovely life-successes of their spirit-mediocrity.”  “The surpluses will have to be expended somehow, and trust the oligarchs to find a way. Magnificent roads will be built. There will be great achievements in science, and especially in art. When the oligarchs have completely mastered the people, they will have time to spare for other things. They will become worshippers of beauty. They will become art-lovers. And under their direction and generously rewarded, will toil the artists. The result will be great art; for no longer, as up to yesterday, will the artists pander to the bourgeois taste of the middle class. It will be great art, I tell you, and wonder cities will arise that will make tawdry and cheap the cities of old time. And in these cities will the oligarchs dwell and worship beauty”…”In his gambling, he had one besetting weakness — faith in a system; and this made his damnation certain. ” “To be able to forget means sanity. ” “As one grows weaker one is less susceptible to suffering. There is less hurt because there is less to hurt. ”  “So said Hair-Face, and they killed him, because, they said, he was a wild man and wanted to go back and live in a tree. It was very strange. Whenever a man arose and wanted to go forward all those that stood still said he went backward and should be killed. And the poor people helped stone him, and were fools. We were all fools, except those who were fat and did no work. The fools were called wise, and the wise were stoned. Men who worked did not get enough to eat, and the men who did not work ate too much.” “He was always striving to attain it. The life that was so swiftly expanding within him, urged him continually toward the wall of light. The life that was within him knew that it was the one way out, the way he was predestined to tread.” “Thus it was that in obedience to the law laid down by his mother, and in obedience to the law of that unknown and nameless thing, fear, he kept away from the mouth of the cave.” “The aim of life was meat. Life itself was meat. Life lived on life. There were the eaters and the eaten. The law was: eat or beaten. He did not formulate the law in clear, set terms and moralize about it. He did not even think the law; he merely lived the law without thinking about it at all.” “Out of this pack-persecution he learned two important things: how to take care of himself in a mass-fight against him; and how, on a single dog, to inflict the greatest amount of damage in the briefest space of time.” “He became quicker of movement than the other dogs, swifter of foot, craftier, deadlier, more lithe, more lean with iron like muscle and sinew, more enduring, more cruel more ferocious, and more intelligent. He had to become all these things, else he would not have held his own nor survived the hostile environment in which he found himself.”

 

Joseph Conrad said: You perceive the force of a word. He who wants to persuade should put his trust, not in the right argument, but in the right word. The power of sound has always been greater than the power of sense. I don’t say this by way of disparagement. It is better for mankind to be impressionable than reflective…you cannot fail to see the power of mere words; such words as Glory, for instance, or Pity. I won’t mention any more. Don’t talk to me of your Archimedes’ lever. He was an absent-minded person with a mathematical imagination. Mathematics command all my respect, but I have no use for engines. Give me the right word and the right accent and I will move the world…Most of the working truths on this earth are humble, not heroic: and there have been times in the history of mankind when the accents of heroic truth have moved it to nothing but derision…I can’t imagine either amongst my enemies or my friends a being so hard up for something to do as to quarrel with me…Indeed a man who never wrote a line for print till he was thirty-six cannot bring himself to look upon his existence and his experience, upon the sum of his thoughts, sensations and emotions, upon his memories and his regrets, and the whole possession of his past, as only so much material for his hands…I wanted to pay my tribute to the sea, its ships and its men, to whom I remain indebted for so much which has gone to make me what I am. That seemed to me the only shape in which I could offer it to their shades. There could not be a question in my mind of anything else…I have tried with an almost filial regard to render the vibration of life in the great world of waters, in the hearts of the simple men who have for ages traversed its solitudes, and also that something sentient which seems to dwell in ships the creatures of their hands and the objects of their care…He is argued to respect for criticism, that fine flower of personal expression in the garden of letters…There can be nothing more humiliating than to see the shaft of one’s emotion miss the mark either of laughter or tears…No artist can be reproached for shrinking… Nothing more humiliating! And this for the reason that should the mark be missed, should the open display of emotion fail to move, then it must perish unavoidably in disgust or contempt. No artist can be reproached for shrinking from a risk which only fools run to meet and only genius dare confront with impunity. In a task which mainly consists in laying one’s soul more or less bare to the world, a regard for decency, even at the cost of success, is but the regard for one’s own dignity which is inseparably united with the dignity of one’s work. He is ardued for critics of particular wisdom…I have a positive horror of losing even for one moving moment that full possession of myself which is the first condition of good service. And I have carried my notion of good service from my earlier into my later existence. I, who have never sought in the written word anything else but a form of the Beautiful…proceed in peace to declare that I have always suspected in the effort to bring into play the extremities of emotions the debasing touch of insincerity. In order to move others deeply we must deliberately allow ourselves to be carried away beyond the bounds of our normal sensibility

In that interior world where his thought and his emotions go seeking for the experience of imagined adventures, there are no policemen, no law, no pressure of circumstance or dread of opinion to keep him within bounds. Our awareness. Who then is going to say Nay to his temptations if not his conscience? J. Conrad  has mentioned.

I also wanted of our responsibility the most profoundly. According to the Cardinal Charles Wojtyla “responsible parenthood” is bearing from love up. Parenthood which comes from love between persons is “responsible parenthood”.”. One could say that in the Encyclical “Humanae vitae” by the pope Paul VI, responsible parenthood becomes the proper name for human procreation. According to the words of Genesis 2, 24, we have “a single body” here.”Is necessary to have a correct vision of man as a being, since marriage establishes a communion of beings which is born and brought about through their mutual gift of self. Conjugal love is characterized by the elements of one’s, but also love of neiborgh…It is a matter of total love, or love which involves the whole man,: his sensitivity, his affectivity, and his spirituality, which must be both faithful and exclusive. This love “is not exhausted in the communion between husband and wife but it is destined to continue raising up new lives” (H.v. 9); it is therefore fruitful love…This kind of condition of fecundity, a condition of procreation. This communion being a particular type—since it is corporeal it is in the strict sense “sexual”—of realization of the conjugal communion between beings, must be brought about at the level of the person and must befit his dignity. It is on this basis that one must form an exact judgment of responsible parenthood…If conjugal love is fruitful love, that is, open to parenthood”… the sense of true mutual love…The Poland’s Pope is also aware of the difficulties to which modern man is exposed, as well as the weaknesses to which he is subject… The Church considers herself the custodian and guarantor of these values as we read in the encyclical. It is this mutual giving of self which must not be altered. Since the doctrine of Christian morality was set forth in the encyclical, the doctrine of responsible parenthood understood as the just expression of conjugal love and of the dignity of the human person, constitutes an important component of the Christian witness.  I am not here, I would say, to write, but to be mad. I have one right of love in my life. “One is always half mad when one is shy of people.” They are stragglers and they are down at heel. “With all my ideas and follies I could one day found a corporate company for the propagation of beautiful but unreliable imaginings.” At least we should learn to understand our fellow beings, for we are powerless to stop their misery, their ignominy, their suffering, their weakness, and their death. “The novel I am constantly writing is always the same one, and it might be described as a variously sliced-up or torn-apart book of myself.” What a terrible dream I had a few days ago…I needed banquet music and had it…Before our eyes, at least before mine (not hers, perhaps), everything was veiled in impenetrable darkness. “It’s the inner chambers,” I thought, and I wasn’t wrong, either. That’s how it was, and my dear instructress seemed to be resolved to show me a world that had been hidden until now. But I must pause for breath.

I was, I remember, thirty years old, wrote poems, still wore no proper collar, ran out in the rain and snow, always woke up early in the morning, read Lessing, considered an overcoat a superfluous item, received a monthly salary of my education and didn’t know what to do with all that money. And once Day I read like that: “Armageddon-“Houses, gardens, and people were transfigured into musical sounds, all that was solid seemed to be transfigured into soul and into gentleness. Sweet veils of silver and soul-haze swam through all things and lay over all things. The soul of the world had opened, and all grief, all human disappointment, all evil, all pain seemed to vanish, from now on never to appear again. Earlier walks came before my eyes; but the wonderful image of the humble present became a feeling which overpowered all others. The future paled, and the past dissolved. I glowed and flowered myself in the glowing, flowering present. From near and far, great things and small things emerged bright silver with marvelous gestures, joys, and enrichments, and in the midst of this beautiful place I dreamed of nothing but this place itself. All other fantasies sank and vanished in meaninglessness. I had the whole rich earth immediately before me, and I still looked only at what was most small and most humble. With gestures of love the heavens rose and fell. I had become an inward being, and walked as in an inward world; everything outside me became a dream; what I had understood till now became unintelligible. I fell away from the surface, down into the fabulous depths, which I recognized then to be all that was good. What we understand and love understands and loves us also. I was no longer myself, was another, and yet it was on this account that I became properly myself. In the sweet light of love I realized, or believe I realized, that perhaps the inward self is the only self which really exists.” …”I’ve thought of myself a girl on several occasions because I like to polish shoes and find household tasks amusing. There was once even a time when I insisted on mending a torn suit with my own hands. And in winter I always light the heating stoves myself, as though this were the natural course of things. But of course I’m not a real girl. Please give me a moment to consider all this would entail. The first thing that comes to mind is the question of whether I might possibly be a girl has never, never, not for a single moment, troubled me, rattled my bourgeois composure or made me unhappy. An absolutely by no means unhappy person stands before you, I’d like to put quite special emphasis on this, for I have never experienced sexual torment or distress, for I was never at a loss for quite simple methods of freeing myself from pressures. A rather curious, that is to say, important discovery for me was that it filled me with the most delightful gaiety to imagine myself someone’s servant…. My nature, then, merely inclines me to treat people well, to be helpful and so forth. Not long ago I carried with flabbergasting zeal a shopping bag full of new potatoes for a petit bourgeoise. She’s have been perfectly able to tote it herself. Now my situation is this: my particular nature also sometimes seeks, I’ve discovered, a mother, a teacher, that is, to express myself better, an unapproachable entity, a sort of goddess. At times I find the goddess in an instant, whereas at others it takes time before I’m able to imagine her, that is, find her bright, bountiful figure and sense her power. And to achieve a moment of human happiness, I must always first think up a story containing an encounter between myself and another person, whereby I am always the subordinate, obedient, sacrificing, scrutinized, and chaperoned party. There’s more to it, of course, quite a lot, but this still sheds light on a few things. Many conclude it must be terribly easy to carry out a course of treatment, as it were, upon my person, but they’re all gravely mistaken. For, the moment anyone seems ready to start lording and lecturing it over me, something within me begins to laugh, to jeer, and then, of course, respect is out of the question, and within the apparently worthless individual arises a superior one whom I never expel when he appears in me….” Robert Walser in “The Robber” has said. He is a bewitched genius…. Terse and solid, Walser’s prose is touched always with pain and laughter, peppered with irony and question marks, filled with loving lists of mundane objects, punctuated by startling fits of chaos…. Transfixed by his uncanny way of seeing, we behold, as he puts it, ‘a spasm of the soul.

The Enchantress of Florence of S. Rushdy is the story of a mysterious woman, a great beauty believed to possess the powers of enchantment and sorcery, attempting to command her own destiny in a man’s world. “We kill everybody, my dear. Some with bullets, some with words, and everybody with our deeds. We drive people into their graves, and neither see it nor feel it… In the maxim of the past you cannot go anywhere. When work is a pleasure, life is joy.! When work is a duty, life is slavery… The intelligentsia -was kept busy embroidering white stitches on the philosophical and ecclesiastical vestments of the bourgeoisie – that old and filthy fabric besmeared with the blood of toiling masses… One has to be able to count if only so that at fifty one doesn’t marry a girl of twenty.”

Every new time will give its law… woe unnumbered generations!

A letter to my young friend 67

Stanislaw Barszczak, The View from Castle Rock

A letter to my young friend,

Dear young writer, I would say, when I write, I aim in my mind not toward Warsaw but toward a vague spot a little to the east of Tanowskie Góry. “From earliest childhood I was charmed by the materials of my craft, by pencils and paper and, later, by the typewriter and the entire apparatus of printing. To condense from one’s memories and fantasies and small discoveries dark marks on paper which become handsomely reproducible many times over still seems to me, after nearly 30 years concerned with the making of books, a magical act, and a delightful technical process. To distribute oneself thus, as a kind of confetti shower falling upon the heads and shoulders of mankind out of bookstores and the pages of magazines is surely a great privilege and a defiance of the usual earthbound laws whereby human beings make themselves known to one another.” John Updike was wise. “I would rather be ashes than dust! I would rather that my spark should burn out in a brilliant blaze than it should be stifled by dry rot. I would rather be a superb meteor, every atom of me in magnificent glow, than a sleepy and permanent planet. The proper function of man is to live, not to exist. I shall not waste my days in trying to prolong them. I shall use my time,” J. London mentioned. “Its better to stand by someones side then by yourself”  And how have I lived? Frankly and openly, though crudely. I have not been afraid of life. I have not shrunk from it. I have taken it for what it was at its own valuation. And I have not been ashamed of it. Just as it was, it was mine. “There is an ecstasy that marks the summit of life, and beyond which life cannot rise. And such is the paradox of living, this ecstasy comes when one is most alive, and it comes as a complete forgetfulness that one is alive. This ecstasy, this forgetfulness of living, comes to the artist, caught up and out of himself in a sheet of flame; it comes to the soldier, war-mad in a stricken field and refusing quarter; and it came to Buck, leading the pack, sounding the old wolf-cry, straining after the food that was alive and that fled swiftly before him through the moonlight.” “Why, if there is anything in supply and demand, life is the cheapest thing in the world. There is only so much water, so much earth, so much air; but the life that is demanding to be born is limitless. Nature is a spendthrift. Look at the fish and their millions of eggs. For that matter, look at you and me. In our loins are the possibilities of millions of lives. Could we but find time and opportunity and utilize the last bit and every bit of the unborn life that is in us, we could become the fathers of nations and populate continents. Life? Bah! It has no value. Of cheap things it is the cheapest. Everywhere it goes begging. Nature spills it out with a lavish hand. Where there is room for one life, she sows a thousand lives, and it’s life eats life till the strongest and most piggish life is left.”  “His conclusion was that things were not always what they appeared to be. The cub’s fear of the unknown was an inherited distrust, and it had now been strengthened by experience. Thenceforth, in the nature of things, he would possess an abiding distrust of appearances.” “He felt strangely numb. As though from a great distance, he was aware that he was being beaten. The last sensations of pain left him. He no longer felt anything, though very faintly he could hear the impact of the club upon his body. But it was no longer his body, it seemed so far away.” “A man with a club [bat] is a law-maker, a man to be obeyed, but not necessarily conciliated.” “Intelligent men are cruel. Stupid men are monstrously cruel. ” I would say also like that: The Wild still lingered in me and the wolf in me merely slept.

Somebody said: “This was when she asked him whether it was true that love conquered all, as the songs said. ‘It is true’, he replied, ‘but you would do well not to believe it.” “What is essential, therefore, is not that you no longer believe, but that God continues to believe in you.” I am not what is called a civilized man, Professor yet. I have done with society for reasons that seem good to me. Therefore, I do not obey its laws, it’s still for the reason of my inner self. May be in the next future would be better with that.I would like to thank here the anonymous reviewers, and the editorial team of any publishing houses for helpful comments on earlier drafts of this paper in my future. As I said I was in India. To show the alterity of that other country… In these accounts there is always a danger, to an extent inescapably, of colonizing the alien, the strange country, to read it in terms of your anatomy tables and take heed not of the country as it meets you, but to read it only in terms of difference… With an enormous spiritual appetite, he opens himself up to the sounds of kraina w Indiach…As me a general I belief in the power of the word…

The temporal distance between the journey and the publication of this highly artificial texts, which, as the title also tells us, is an account after a journey. Not of, not during, no, after. As if he needed the time to render the unspoken, unspeakable, into literature… I did want to describe the pride and happiness of India’s people not for being respected and/or equals but for not being persecuted…It was unusually warm for early May. Daytime temperatures were up to thirty-seven degrees, and by night they didn’t fall below fifteen. Which did not keep John from turning his central heating up to maximum – from force of habit and because complaining about the European weather was, in a way, one of his last links with India…“They’d paid him their first visit a week ago: two strikingly well-dressed young men not much older than twenty-five and a note saying: This is a polite request for your monthly donation, payable on the first of each month. Thanking you in advance.”

My visit in Lourrdes. I saw the church of the Holy Mary. But I also have been in the castle and in the mountains there. The way to judge its success is this story also. I reached the Pyrenees: the soul within me burned, Garvanie, my valley Garvanie, at thy name: ‘And when from out the mountain’s heart I came. And saw the land for which my life had yearned, I laughed as one who some great prize had earned: and musing on the marvel of thy fame. I watched the day, till marked with wounds of flame. The turquoise sky to burnished gold was turned.’ It rained on the way back, I had to take off my shirt. The pine trees waved as waves a woman’s hair..
But when I knew that far away at Rome, in evil bonds a second moment of Saint Peter life,
I wept to see the land so very fair…Swift has emphasized the importance of self-understanding. Somebody said: “Your work is first, learning is first, winning is everything because without it there is nothing.” “We are fated to love one another; we hardly exist outside our love, we are just animals without it, with a birth and a death and constant fear between. Our love has lifted us up , out of the dreadfulness of merely living.” On these colonial times “how many more, I must ask myself, such perfect ends of Augusts will I witness?”

Last days I read something like “Of the love and other demonds” by G. Marquez. A stray dog bites

the left ankle of 12-year-old Sierva Maria de Todos los Angeles. She and her peculiar parents live in a country near the Caribbean Sea during colonial times. Her father belongs to the class of decaying nobility. He is a weak man with poor judgment. Her scheming mother is a nymphomaniac who abuses cacao tablets and fermented honey. Sierva Maria is more or less raised by the family’s slaves whose culture she assimilates. The youngster has luxuriant copper-colored hair and a penchant for lying–“she wouldn’t tell the truth even by mistake” according to her mother. (p. 16) Before long, the dog dies of rabies. When Sierva Maria begins exhibiting bizarre behavior, no one is quite sure of the cause even though everyone seems to have his or her own theory. Is the girl displaying signs of rabies? Is she possessed by a demon? The physician Abrenuncio doubts either diagnosis. The powerful Bishop believes the girl may require an exorcism. Perhaps Sierva Maria is simply eccentric or maybe even crazy. Ninety-three days after being bitten by the dog, she is locked in a cell in the Convent of Santa Clara. The Bishop appoints his protégé, 36-year-old Father Cayetano Delaura, to investigate the matter. The priest is immediately infatuated with the girl. When the Bishop learns of Cayetano Delaura’s love for Sierva Maria and his unacceptable actions, the priest is disciplined and then relegated to caring for lepers at the hospital. The Bishop next takes matters into his own hands by performing the rite of exorcism on Sierva Maria. After five sessions, she is found in bed “dead of love.” (p. 147)

Somebody said: ‘Your heart and your stomach and your whole insides felt empty and hollow and aching.  My heart has more rooms in it than a whore house.” All human beings have three lives: public, private, and secret. So, disbelief is more resistant than faith because it is sustained by the senses . Sex is the consolation you have when you can’t have love…He is ugly and sad… but he is all love…Crazy people are not crazy if one accepts their reasoning. For many years I went to Kołobrzeg in north Poland, close to the Baltic see. I liked its beaty. Poet said: “A vast silence reigned over the land. The land itself was a desolation, lifeless, without movement, so lone and cold that the spirit of it was not even that of sadness. There was a hint in it of laughter, but of laughter more terrible than any sadness-a laughter that was mirthless as the smile of the Sphinx, a laughter cold as the frost and partaking of the grimness of infallibility. It was the masterful and incommunicable wisdom of eternity laughing at the futility of life and the effort of life. It was the Wild, the savage, frozen-hearted Northland Wild.” “Deep in the forest a call was sounding, and as often as he heard this call, mysteriously thrilling and luring, he felt compelled to turn his back upon the fire and the beaten earth around it, and to plunge into the forest, and on and on, he knew not where or why; nor did he wonder where or why, the call sounding imperiously, deep in the forest.” “In the height of the gusts, in my high position, where the seas did not break, I found myself compelled to cling tightly to the rail to escape being blown away. My face was stung to severe pain by the high-driving spindrift, and I had a feeling that the wind was blowing the cobwebs out of my sleep-starved brain. ” Captain Nemo said: Think of it. On the surface there is hunger and fear. Men still exercise unjust laws. They fight, tear one another to pieces. A mere few feet beneath the waves their reign ceases, their evil drowns. Here on the ocean floor is the only independence. Here I am free!… We do our hunting and farming here. Professor Pierre Aronnax, narrator: Underwater? Captain Nemo: The sea supplies all my wants. Professor Pierre Aronnax, narrator said: A strange twilight world opened up before me, and I felt as the first man to set foot on another planet, an intruder in this mystic garden of the deep. Captain Nemo: …there is hope for the future. When the world is ready for a new and better life, all this will someday come to pass, in God’s good time…continued

Oase der Kindheit 68

Stanislaw Barszczak, Die Wahrheit über ein Mädchen namens Lola, 6

Unaufhörlichen Trubel herrschte. Unter den Mädchen springen über das Seil, Jungen tutenden Rasse, schreienden Babys der Mutter an seinen Händen führende Premium-Chat leise untereinander, Studentinen und empfehlenden an sie die Soldaten, wanderten rund um die Anbieter von Lebkuchen und andere Süßigkeiten. Katty Augen blitzten, ihre Lippen gespreizt hungrig lächeln … Sie kam zu diesem Garten, weil sie für sich selbst ein wenig Schatten finden wollte. Sie saß schon einer Stunde mehr, sie konnte noch draußen sitzen am Abend. Aber dann? Wo die Nacht zu verbringen mit diesem kleinen Baby in seiner Hand? Und morgen? Und die nächste. Sie dachte an die alten Frau aus Rom, die ihre Ohrringe und ein Bündel von Dingen nahm. Gehen zurück zu ihr ist schon unmöglich? Das Blut schießt in deiner Kopf. Sie schaute auf ihr Baby, schlief. Alte Frau aus der Bank murmelte:- ‘Hast du es machen? Nun du musst sorgen um ihn.’ Eine andere, asthmatische alte Frau gab ein weitere Stück, sie haben etwas Brot. Möge Gott es dir vergelten, antwortete schnell Katty … Die Alte Frau gesprächig,  nun ging sie hinter die ‘Großmutter’ mit dem Rohrstock. Katty saß neben Frau, die war 30 Jahre alt, und hatte springenden auf dem Rasen Junge. Katty begann zu fragen, vielleicht darüber, ob die Frau das Ministerium sucht, oder braucht keine Hilfe in der Küche oder Wäscherei… In der Zwischenzeit einen kleinen Platz hat ein wenig belebt. Hausmeister pour Pflanzen … Die Sonne stand schon tief am Himmel und fast alle Bänke waren jetzt in den Schatten. Am Ende die Sonne, aber die Hitze weiter, Würgen … Bevor Katty der alte Mann mit wachlarzykami stand, die hatte steckende in den Hut. Katty gab ihm zwei Münzen … Stanik ein wenig mehr knöpfte sie und fing an fast vollständige piersi  zu lüftern. -Irgendwie wird es, sagte sie, Gott wird helfen. Sie lachte gleichzeitig um die weitergehenden Soldaten.

Epilogue

Frau Leokadia ist immer noch krank, aber als Lola ist nicht allein. Er sitzt jetzt in einem sauberen, weißen Raum. Ihre Hand ruht in den Händen von Patrick. So, wir gegenseitigen Liebe sind dazu verdammt, wir fast nicht handeln aus Liebe, wir sind nur Tiere ohne sie, mit der Geburt und Tod, Angst steht bei uns. Aber unsere Liebe wird uns endlich zu erhöhen, gefüllt mit dem Tod, nur an ein normales Leben. “Ich bin Lolek, du bist Lola.” Lieber Robert, ich würde hier Ihnen über die Lola von Krakau, von Przemysl, oder das albanische, mexikanische, italienische Freulein zu erzählen. Das Schicksal tat es ,  dass sie durch das Zeugnis seines Lebens konnte mir die letzten christlichen Liebe gegeben haben konnen. Ich denke am Ende, das ist es warum ich möchte immer Hirten des menschlichen Hofes sein … die resolute Lola zu werden.

(Verschoben von der lebendigen Geschichte der jungen Johannes Paul II. und  Geschichten von L. Pirandello, nicht zu vergleichen sie mit jedem modernen Menschen und Ereignisse, der Vergesser)

Excerpted from the book  by Stanislaw Barszczak Excerpted by permission. All rights reserved. No part of this excerpt may be reproduced or reprinted without permission in writing from the publisher.

Cup of gold

Stanislaw Barszczak, Die Wahrheit über ein Mädchen namens Lola, 5

IV

Ausgezehrt und staubigen kleinen Platz in Tasco neben dem  achtzehnten Jahrhundert der Kathedrale von MexikoLand, auf der anderen Erdhalbkugel. Grünes Quadrat ist das Zentrum der großer Platz, der auf allen Seiten von Häusern umgeben ist. Ist ein heißer Mittag Januar. Es gibt eine Menge Leute, weil den Feiertag ist. Freulein Über dankbar Namen Katty ging an den kleinen Platz mit einem Kind in den Armen. Auf die dünne, schattige Bank saß ein alter Mann, in einer zu großen, grau Anzug,  er schien irgendwie verloren. Er trug auf dem Kopf ein Taschentuch aus der gelben Strohhut zu verbreiten. Sorgfältig wickelte er den Ärmel an den Handgelenken und stürzte in die Lesung der Zeitung . Neben ihm auf der gleichen Bank, aber sein Gesicht in die entgegengesetzte Richtung gedreht war, eine arbeitslose Person schläft mit dem Kopf in die Arme erhoben. Von Zeit zu Zeit der alte Mann unterbrach die Lektüre, drehte er den Kopf zur Seite und schaute für einen Moment der klare Anliegen zu seinem Nachbarn, oder besser gesagt seine fettigen Hut, der auf seinem Kopf war, in dieser Position stecken, obwohl bereits schon darauf hereingefallen hätte.  Benachbarte Bank im Schatten war noch nicht alles frei: Es war dort zerlumpte alte, fette Frau und jedes Mal, wenn der alte Mann mit der Zeitung in ihre Richtung sah, öffnete diese alte Frau den zahnlosen Mund zu einem breiten gähnen. Katty kam langsam, auf den Zehenspitzen, glücklich lächelnd, nahm sie den Hut eines Schlaftrunkes sanft mit zwei Fingern und setzte es auf dem Kopf an der richtigen Stelle. Der alte Mann beobachtete jede ihr Bewegung mit den Augen, zunächst überrascht, dann stirnrunzelnd ärgerlich. Katty, höchstwahrscheinlich Verdoppel der polnischen Lola, deutliche Wiederholung des Lebens, dieses Mal auf mexikanischem Boden, als der eigentliche Doppel-ein und dieselbe Person, lächelnd und nickend sprach, als ob sie ihm, aber nicht die schlafenden Arbeiter, gab einen Gefallen.- Bitte geben Sie etwas diesem armen Kind, sagte sie .- Keine! – der alte Mann knurrte wütend (Gott weiß warum) und linkte Augen auf ihren Zeitung. Dann etwas anderes rief er:- In meinem Land ist die Demokratie! -Naja, irgendwie wird es dabei- seufzete Katty.-Gott wird helfen. Sie ging weg und setzte sich auf die Bank auf der anderen Seite, neben der Spulen in Lumpen, mit denen hatte sie eine Verbindung bald hergestellt. Sie beobachtete ihm, wie er in einiger Entfernung auf der Bank saß, und sie war nicht Mitleid mit ihm. Sie war erst 20 Jahre alt. War klein, untersetzt, aber hübsch, mit weisem Teint: ihr Haar war schwarz, glänzend getrennt in der Mitte, zog aus der Stirn und geflochten auf der Rückseite in engen Zöpfen. Die Augen waren klug und aggressiv. Sie hatte die Angewohnheit, immer wieder beißen die Lippen. Durch ihre Nase, leicht nach oben und etwas schief, es war ein Bisschen zuckend. “Sie sagte zu ihrer alten Frau seine Geschichte.- Ehemann. Wir in der Kirche geheiratet haben … Seit einiger Zeit der Mann versuchte sich davon zu befreien, mit Gewalt fast schob er sie nach Rom, dass sie als der Krankenschwester oder Hauspflegerin gearbeitet habe, und dort die Orte der Prämien wusste. Sie wollte nicht gehen, sie verstand, dass es zu spät war, da ihr Kind von etwa sieben Monaten gewesen war. Mit Wut auf seine Frau ihr Agenten in Rom verlor sie Essen. Jetzt müssen Sie nicht bereits haben, auch für ihr eigenes Kind. Dealer Frau in Rom nahm ihre Ohrringe, und zusätzlich hatte Bündel auch, das Katty aus dem Dorf  gebracht habe. An diesem Tag sie fand sich auf dem Bürgersteig … Gehen zurück zu seinem Dorf konnte oder wollte sie nicht: Ihr Mann würde sie wieder nicht akzeptieren. Und was ich hier mache, mit den Händen gebundene durch das dieses Kind? Auch als das Mädchen niemand wird ihr nehmen .- “Wirklich, du weißt …” sie lächelte. –Wo du bist? Stellte eine frage alte Frau – In Wahrheit, wesentlich, in der Nähe von Przemysl, müssen sie nach polnischen Westen gehen, auf dem Fluss San in Polen. Aber dann ich bis zu  einem gewissen Politiker war, in Übersee zu reisen, und jetzt bin ich hier.  Eine Junge stark getrieben von seiner Mutter näherte von sie. Einen Moment starrte er auf das Baby mit Katze gequält glasigen Augen, und plötzlich riss er aus seiner Hand ein Stück Brot. Baby weinte sehr. -No! Schlechte Kind – rief Katty.-Du nahmst ihm Brot ! Weine jetzt siehst du? Ist hungrig. Gib ihm ein Stück, bitte. Sie hob die Augen an die Mutter und wollte etwas zusagen, aber sie Ihnen nicht mehr  auf der Bank sah… Der kleine Junge das Brot lief in dem Wasser.-Für die Fische, huh? Rief Katty.-Aber mein Baby fastet … das arme Kind hat keine Milch, keine Heimat, kein gar nichts. Plötzlich Frau war eilig zurück, zwei Scherflein zog aus der Tasche und gab Katty. -Gott segne euch!- Katty rief so leise aber Frau ging bald in die Ferne. -Gut, gut, ruhig, winzig, Mutter kauft dich etwas für dieses Geschenk, weißt du! Das Kind schwieg. Katty beobachtete Menschen überfülltenden kleinen Platz immer und immer. …continued

Lob der

Stanislaw Barszczak, Die Wahrheit über ein Mädchen namens Lola, 4

Das Haus auf Tyniecka Freunden von Lolek “Katakomben” genannten, weil es in der Mitte der Dunkel war. Sie kamen dort zum Vorlesen der Gedichte.  Sie decken dann das Fenster ab, dass hier noch dunkler wurde. Dort werden sie lesen das Buch und rezitieren bei Kerzenschein die patriotische Lieder auch. Als sie gingen, stand Lolek weiterführende Literatur. Lolek’s Vater durch die Tür zu dem Zimmer stand und hörte zu seinem Sohn. Er war 18 Februar 1941 Jahr. Am Nachmittag Lolek  ging  nach Hause von der Arbeit  in einem Steinbruch in Zakrzówek. Auf dem Weg stieg er zu seinen Freunden nach dem Abendessen und eine Heilung für seinen Vater zu nehmen. Dann ging er direkt in die Zimmer des Vaters. Karol Wojtyla schon tot war. Lolek rannte hinter dem Priester. Die ganze Nacht er habe mit einem toten Vater gessesen.  Er habe aus der Angst und Hilflosigkeit geweint. Lola sah sie unter dem Vaterhaus, wie sie hier führten die Leiche des Lolek Vaters. Sie stand an der Pforte. Nach der Beerdigung Lolek zog in die Wohnung von Freunden. Lola fragte sich, ob nicht zurück, da mein Vater, “der Herr”, ferner wird er nicht zurückkehren “dieser Mann”, und wenn in der gleichen Weise verlassen – für immer. Er kehrte im September 1941 zurick. Sie lief sofort und sagte: “Sir, Sir, starb die Dame von Quadraten, na ja, Sie wissen, das man mit einem Auge, nein und dann ihr Hund gerade gestorben ist. Warum haben Sie nicht einen Hund? Und wie viele Jahre haben Sie? Vor einem Monat der Herr, der in einer Wohnung Nummer 1 lebt, einen Fisch fangen in den Fluss fangte,  einen solchen Summe, die in der Weichsel war. Und was tun Sie nun? Meine Tante sagt, dass sie furchtbar klug erscheinet, so deshalb bin ich hierher gekommen, weil Tante sagt auch, dass ich dumm bin.” Einmal erzählte er ihr von dem heilig, aber er nicht an seinen Namen erinnernte. Es war “merkwürdig nicht polnisch.” Einmal fragte sie, ob die Deutschen auch ihre Heiligen haben. Einmal erzählte er ihr auch von dem Theater. Einmal erzählte sie ihm von seiner Kätzchen, die noch dümmer als sie ist, weil sie anstelle Milch konsummiert, kann ihr Rute ist in ihm getränkt. Sie trafen sich vor dem Haus auf Tyniecka. Eines Tages Fraget er  ihr nach ihrem Namen. Sie sagte mein Name ist Lola.  Eines Tages fragte sie ihn nach seinem Namen. Er sagte: Lolek. Und er fügte hinzu: “Weißt du, nun alles ist geeignet, wiel ich Lolek, du Lola, dass unseren Namen sind. Aber du schöner Haare haben von denen alles orangiert….” Sie waren an der Weichsel miteinander, diese Treffen kurz sind, ein paar Minuten. Lola brachte ihm Äpfel aus dem Garten seiner Tante, er aß sie und runzelte darum, dass solche sauer sind. Dann Lolek war ein Priester und zog aus Tyniecka weg . Lola drehte nach13 Jahre alt, dann ihre Tante starb. Sie lebte in einem Waisenhaus. Eine Direktion von Waisenhaus Albert Mrozek lange suchte von, Vater von Lola, aber es wurde ihm nie gefunden. Lola die Grundschule fertig beendete, als sie 17 Jahre alt war. Über einen Kurs Schneider, er hatte fertig Nähkurs, dann ging sie zur Arbeit. An Lolek Haus am Tyniecka die anderen Leute eingeführte. Im Hause Lola aus der Strasse von Schweden schon die anderen Menschen lebten. Dann am 4. Juli 1958, im Urlaub mit jungen Menschen in der polnischen See Lolek lernte, dass ein Bischof ist. Am 30. Dezember 1963 Jahres wurde er Erzbischof von Krakau. Lola hatte schon drei Kinder und mit ihrer Mann auf Grzegórzki in Krakau lebte. Sie sah einmal ein Foto irgendwo von den neuen Bischof, und dachte, er kannte dieses Gesicht von irgendwo, nur sie nicht wusste warum… Dann Lolek war Kardinal und Lola wieder sah sein Bild irgendwo, und wieder hatte das gleiche Gefühl: dass dieses Gesicht kennt genauso. Dann Lolek war in Rom. Lola erinnerte sie sich sein Gesicht . Sie las die erste Biographie von Lolek. Es war darin die Strasse Tyniecka 10.  Dann -die zweite…Sie fragte sich, was damit zu tun mit “seiner Schatz.” Nachdem alle wissen den Papst, sie schon von den Lolek kennte, dass ist ein großer Schatz. Sie wollte jemand es sagen, aber sie sagte das nur Kinder und Ehemann. Sie hatten geglaubt. Lolek angeblich schrieb Briefe an alle seine früheren Freunde, lasst er zu sie wird schreiben, oder du schreibst zu ihn – Ehemann sagte. Lola pflegte zu sagen: was soll ich schreiben? Früher habe er diese Lola von der Schwedischen gekannt, dass sie war rot und diese ihr Haar, die ist ihm gefielen? Hunderten von dieser Kinder er kannte. Er ist schon vergessen, vergessen. Sie las viele Bücher über den Papst. Tausende von Menschen darüber sagten über den Papst, sie alle kannten ihn sehr gut. Einmal sie hatte ein Gedanke, dass sie geht an einen Biographen des Heiligen Vaters und wird von seiner Kindheit Freundschaft mit Lolek zu erzählen. Aber sobald ich mich bestanden. Was sollte ich sagen? Ich bin alt, unwissende Frau, kurz nach der Grundschule. Was ist diese Autorität? Und warum es ist die Erinnerungen so verkaufen? Sie hat tausende von Erinnerungen. Manchmal sie sich fragte welche von denen die reale sind und die als zu das Kind kam, mit einer Sehnsucht nach Lolek, wenn er hat sich aus der Strasse von Tyniecka irgendwo sich bewegt. Sie denkt, für die wirkliche ist die erste, nämlich ihre Begrüßung: “Ich bin Lolek, du bist Lola.” continued

Chwała pierwszej twórczości

Stanislaw Barszczak, Die Wahrheit über ein Mädchen namens Lola, 3

Es war die 30er und 40er Jahren des zwanzigsten Jahrhunderts. Lolek habe dort gelebt, und lebte eine Straße weiter Lola. Tyniecka anders aussieht jetzt – Menschen aufräumen Gärten, Hecken, den Zaun, Äste der alten Bäume überragten, die Fenster mit Plakaten Heiligenbildern geschmückten wurden. Sie warten auf dem Papst. Die Leute wissen, dass er wird durch Tyniecka gehen, dass er ist in der Nahe des Hauses, wo er sechs Jahren lebte, das war sein ersten Haus in Krakau. Lola und Lolek, sie wünschten sich einen Moment Zeit, um die Zeit ihrer Jugend erinnern. Welche weitere Informationen über Lola von der schwedischen Straßen kann ich Ihnen sagen. Charles wuchs, kam dann mit seinem Vater nach Krakau. Emilia Wojtyla ist gestorben. Ihr Mann kümmerte über das Leben von sich selbst und seinen Sohn. Er war ein harter ohne Frau. Am Anfang Lolek hatte einen Plan: Ihr Vater ist in Wadowice, geht er nach Krakau, um die polnische Literatur an der Jagiellonen-Universität zu studieren. Sein Vater, Unteroffizier der 50. Infanterieregiment der österreichisch-ungarischen Armee, nicht einverstanden war. Er sprach zu seinem Sohn: “Wo bist du, wo ich bin, nur zwei von uns übrig in der Welt..” Verpackt in Koffern seine Wadowice Leben. Sie lebten in einem Haus am Tyniecka 10, war im August 1938. Haus am Ende des Ersten Weltkrieges Bruder Robert Kaczorowski Emilia Wojtyla gebaut. Gemeinsam mit ihm seine beiden Schwestern lebten. Sie lebten auf dem Boden. Karol Wojtyla und Lolek zog in den Keller. Mein Vater hatte sein eigenes Zimmer, und Sohn dasselbe. Es war immer noch eine Küche und ein Badezimmer. Und es war kalt: die alten Kohleofen erwärmt nicht wie es sollte. Vater und Sohn ausgepackt Wadowice Leben und Feinabstimmung auf die Möbel, hingen an den Wänden. Lolek war 18 Jahre alt. Ich konnte hier Zucht Krümel von Lola nennen. Mrozek Leokadia von seiner Mutter geerbte dicke, rote Haare. Als seine Mutter starb, war sie drei Jahre alt. Mrozkowie lebten dann in Bytom, in einem engen Haus ohne Wasser und Licht. Lolas Vater arbeitete in den Minen und Lola sah ihn so selten, dass, wenn ich endlich traf am Sonntag zum Abendessen bei ihm, als ob er je gesehen hat, konnte aber sie nicht erinnern, wo … Die Geschichte wiederholt sich, wissen wir nicht, einander oft. Ich habe in das Pfarrhaus von meinen Freunden in die Zukunft gettrofen, gerade Mittagessen, Weihnachtsfeier, an die ich feierlich eingeladen wurde… Nach dem Tod seiner Frau Albert Mrozek exportierte die Tochter nach Krakau, an den Cousin auf Schwedischen Strasse (sie kreuzt Tyniecka). Er legte die Tasche mit den Sachen ihrer Tochter vor der Tür und drückte auf den Klingelknopf und wartete auf jemanden zu öffnen, dann mit einer rundlichen Frau begrüßte, sprach ein paar Sätze, küsste Lola auf beide Wangen und ging. Lola erinnerte sich: – Ich beobachtete, wie er weg, ich sah ihn nach, und ich war nicht traurig. Und so hatte ich nicht mein Vater jeden Tag, so wie es war der Unterschied? Keine. Die Dame, die dann nach mir kam, sah mich lange an, lächelte und streichelte meinen Kopf. Sie fragte: “Lola, wie möglich werden, dass Kinder eine Ausweitung dieser feurigen Haaren haben?”. Lola sollte mit der Familie seines Vaters im Jahr höchstens zwei sein, bis Albert Mrozek tut nicht in Bytom wichtigen Angelegenheiten, bis er findet einen anderen Job. Lola wusste, dass nach ihrem Vater kommt nicht zurück. Mrozek Cousin hatte keine Kinder. Lola war das erste Kind in einem großen, ruhigen Haus. Und alles verändert. Erstens, der Raum, in dem sie lebte: sie gab auf der Kommode eine Stoffpuppe, Kleider hingen an Stühlen, die bunten waren, und einem großen Netz-Vorhänge sie setzte auf Filterpapier. Dann änderte er seine Tante: jeden Tag ging mit ihr auf der Weichsel, sie fragte ihr um Tante häufiger geschmolzte Haaren und jeden Sonntag wurde Backen Käsekuchen. Das Schlimmste war mit seiner Onkel. Lola sagte: – Ich wollte einen Schnurrbart by ihm getrimmt worden ist, weil er zu seinem Mund ginge und ist enthalten und es sah gut aus. Onkel rief, sogar mit zwei Mal bekam ich den Arsch, aber schließlich Schnurrbart er ist gestutzten. Meiner Meinung nach, zu wenig, weil er aß Tante Käsekuchen die Krümel auf seinem Schnurrbart waren. Es war schrecklich, so Zucht Krümel unter die Nase sehen. Lolek Vater kümmerte sich um seinen Sohn und sich selbst, und seine Frau. Er stopfte seine Socken, gebügelte Hosen , flickte Schuhe, Haare schneidete. Der Herbst 1938 Lolek begann die polnische Philologie an der Jagiellonen-Universität zu studieren: er schrieb in den Vorträgen der Etymologie, Phonetik, Flexion und Interpretation von literarischen Texten, Theater, Romanen ein. Der polnischen Grammatik und Sprache der Alte-Kirche. Am Ende des ersten Jahres er hat zwei wichtige Tests bestanden. Er spielte in einer experimentellen Theatergruppe Studio 39, war ein Freiwilliger in der Bibliothek, lernte er Französisch, schrieb und las Gedichte. Am 1. September 1939 Lolek aus des Hauses auf Tyniecka 10 er ging am Morgen zu dem Wawel-Kathedrale zu bekennen. Er war der erste Freitag des Monats. Es war dunkel, als er sah Markt Dębnicki, es war dunkel, als er den Dom eingetragen ist. Während einer Frühmesse andere Stimmen, viel weniger empfindlich gab sich auch in den Wawel-Kathedrale. Zuerst kam die durchdringenden Ton der Sirenen. Nach ihnen war ein Klappern der Flak-Artillerie und Explosionen von Bomben, die von der Luftwaffe abgeworfen sind. Lolek rannte aus dem Dom. Er lief zu seinem Vater auf Tyniecka. Się verpackten in Eile. Sie flohen in den Osten. Wie Tausende andere – in Waggons, auf Fahrrädern. Sie ashen die Leute ziehenden an Ketten Angst Kühe, schiebenden Karren mit Kindern … Sie weißen nicht, wo die Flucht. Manchmal versteckten in Gräben vor den Bomben. Tarnow erreicht, dann bis zu San. Als sie erfuhren, dass in Polen einmarschierte aus dem Osten die Russen entschlossen, sie gingen nach Krakau zurück. Die Stadt Krakau begrüßte sie mit einer Fahne mit einem Hakenkreuz auf dem Wawel Sandomierz Tower. Es begann mit “Cracker Leben des Krieges”, das ist nicht frei von weiteren Unfällen. “Denken, denken! Es besteht aus einer Warteschlange für Brot, mit (selten sowieso) ExpeditionZucker-Expedition. Cha! Und selbst mit einem Ruß-Schwarz Sehnsucht nach Kohle – bah! Und aus der Lektüre (…)” – Lolek schrieb in einem Brief an einen Freund Mieczyslaw Kotlarczyk. Er schrieb auch, dass der Suche nach einem Job, der in Kürze beginnen das akademische Jahr wird, und er weiß nicht, was es wird sein. Als folgendes war die Krakauer Professoren Deportation in Konzentrationslager.. . – Sonderaktion Krakau . Lolek studierte heimlich, wie jeder andere auch. Ins Haus am Tyniecka kam er immer wieder mit bösen news: jemanden auf der Straße erwischten, diesmal, mein Freund, der erst gestern aus dem Fenster gelehnt ist heute nicht angelehnt, einer entkam, ein starb vor Schreck … Vater Lolek war immer trauriger, leiser. III Der Krieg trafte Lola Vor dem Haus. Lola erinnerte sich: Ich fütterte die Katze, wenn ein Mann stand am Tor und zeigte seine Hand, dass ich in das Haus laufen. Ich schaute ihn an und ich ging, verstehe ich nicht. Dann lehnte er sich Mantel, unter dem er hatte ein Gewehr. Ich entkam so schnell, dass auf dem Weg einer Katze mit Füßen getreten wordenn ist. Eines Tages meines Onkel sie wurden in Lastwagen verpackt. Meine Tante erfuhr zwei Tage später. Dann war da nicht mehr jede Nachricht von ihm. Nach einem Jahr, zum Schluss, sie glaubte, dass er starb, und war sie im schwarzen Kleid. Lola ging durch die Straßen. Sie sah, ob der Krieg hat Häuser verändert. So sagte sie ihrer Tante: “Lola, jetzt ist alles neues, Menschen, Häuser, du wirst sehen.” Haus bei 10 Tyniecka war wie zuvor. Nur einen Garten überwuchert Unkraut vor dem Haus. Lola stand vor ihm ein paar Minuten. Als sie ging weg, ging hier einen jungen Mann. Ging neben ihr. Er sagte: “Es ist mir, alter Kerl, ich fürchte gehen auf die Straße, und sie hat keine Angst. Wie lange und schöne Haaren hast du, kann man sie überall sehen, sofort nach Hause laufen?!.” Lola war wütend auf ihn. Das Fremde, er gibt mir Befehle und der Haaren er hing noch. Als er gegangen war, zeigte ich meine Zunge. Und er, ohne sich umzudrehen, sagte: “Ich sah, ich sah diese hässliche Sprache..” Ich dachte mich: “Aber es Zauberer.” Es war im Februar 1940. Lola nahm seiner Tante aus dem Keller des Beckens und erklärte, dass sie geht auf der Schnee. Seine Tante bat ihr, nicht über die Weichsel gehen, sich besser auf den Hügeln gehen, die in “die andere Richtung ziehen sich.” Sie suchte den Hügeln, aber überall war es flach. Nur Haus auf Tyniecka, dieses Stück von der Straße zur Haustür, hatte ein Hügel, ein leichtes Gefälle. Zum fünften Mal als sie in das Becken von oben nach unten nach einer dünnen Schneeschicht besuchte, Lolek es nicht ertragen und verließ das Haus. Er schrie, stört es ihn. Sie sagte: “Oh, meine Güte. Na und?”. Er lächelte. Er brachte eine Scheibe Brot mit Zwiebeln. Sie war hungrig, schluckte sie sofort. Sie sagte, sie will, um zu pinkeln, und fragte, ob sie innen gehen könnte. Lolek antwortete: “Aber du bist auf dem Töpfchen”… Lola dann mir gesagt: -. Na ja, furchtbar aufgeregt, denn es war nicht das Töpfchen, aber ernste lassen Emailleschüssel. Am Ende gehe ins Bad Ich bin mir sicher, dass wenn ich mit ihnen zu Hause war, er.. Er rutschte ein paar Mal, weil ich einmal, verließ mein Becken ist in einem ganz anderen Ort, und es hatte Schnee auf die Knie. Haus auf Tyniecka Freunden von Lolek genannten “Katakomben.” To be continued

Chwała pierwszej twórczości 69

Stanislaw Barszczak, Die Wahrheit über ein Mädchen namens Lola, 2

Sie fanden Frau Leokadia in der stickigen Sommerküche … Sie lebte in der nächsten Straße. Durch das vergitterte Fenster über der Krippe die Sonne schmerzhaft geblendete ihr Gesicht. Blanket verbergte das Fehlen eines einzigen Gliedes. Sie war geschwollen, es könnte nicht mehr mit ihr sprechen , bis zur Unkenntlichkeit sie verändert war. Sie etwas ragte, wie bringet mich nach Hause. An der Wand saß eine große Fliege. Es gesehen werden konnte, wie sie stellt ein wenig Trompete und saugt, dann wieder, wie saubert die dünnen Hinterbeine, reiben eines der anderen, als ob mit Befriedigung. Wann immer jemand hat scherzhaft ihn wegen seiner seltsamen Art des Lebens, Vater Vincent beugte seinen hageren Gestalt nach vorn, damit akzeptierende Haltung wie Dienst am Nächsten. Er war noch nicht alt, er war mehr als 40 Jahre. Aber ein Blick auf ihn es hatte das Bild, um über die seltsamen, unwahrscheinlich, fast monströse Rassen Kreuzungen , über die geheime Arbeit aller Jahrhunderte, die schließlich die Produktion des menschlichen Individuums, als Richter von der menschlissen Seele bekannt geführt denken … Es schien, dass er sich selbst, trotz eines armen, demütigen, gewöhnlichsten in der Weltgeschichte deiner Familie, er ist bewusst, dass er ist bewust von Komplikationen der Rasse, die haben getan, dass sein elendes, langes Gesicht des weißen Mannes durch lockigen, dicken, schwarzen Haaren umgeben war , es schien Vater Vincent die Tiefe dieser Jahrhunderte mühevolle Arbeit kennte, die als einer senkrechten Wand aus Granit auf seine umfangreichen, hohe Stirn glänzen geblendet wurden. Ein dichtes Netz von Falten fast gänzlich erlaubte ihr nicht die Welt um sie herum zufriedenstellend sehen, sie hatte die kleine Augen der Farbe von Blei, und nun es konnte sehen ihr verschrumpelt, drehte und miserable Figur. Valgus, mit einer Schulter höher als die zweite, Mrs Leokadia ging sogar zu Fuß durch die Stadt gestern, durch die Straßen irgendwie diagonal Weg von einem Hund…Aber im moralischen Sinn, sie pflegte eine aufrechte Körperhaltung. Und jetzt lag sie auf dem Bett wegen letzten Leiden und flüsterte: – Nehmen Sie den Herrn, deinen unbekannten Verehrer, ich schrei dich aus der Welt von der bedauerliche und kurze Tage. Nach dem Auftragen Öle und beendete das Gebet, Vater Vincent fuhr mit mieteten Wagen zum Pfarrhaus. Am Ende sagte er nur, wir haben keine Alternative, ich wünsche Ihnen einen schönen Tag hier, und ausreichend Zeit für das Gebet. II Ich wollte ich Sie über Frau Leocadia Mrozek zu sagen, die lebte in einer kleinen Stadt nahe Przemysl an der San zu erzählen. Ich würde für sie wie für Mrs. Leocadia, etwas mehr zu sagen. Es ist unmöglich, darüber zu reden, nicht auf den jungen Mann, der vermutlich in das Haus von Frau Leocadia war vor Jahren mit Vater Vincent… Die Stadt Wadowice auf der Erde von Krakau, in der Zweiten Polnischen Republik. Lolek verließ das Haus. Aus des Hauses ging er zur Mittelschule aus des Hauses drei Minuten am Morgen, aus einem nahe gelegenen Markt, neben dem er lebte, und fiel in der letzten Minute zu einer Klasse von großen, zerzausten Haaren gleiten, die nie wollte ihn hören. Hairstyle Charles war Gegenstand von Witzen noch in der hochschule. Unter den geschrieben Gedichten von der polnischen Studenten war ein “Es mangelt an jungen Fischen Gaumen Is Wojtyla hat bereits einen Kamm?”. Seine engsten Mitarbeiter von der Universität Bänke einmal um die Tür zu seinem Zimmer im Studentenwohnheim um die Tür genagelt haben, sogenannte Pigon Visitenkarte: “die heilige Anfänger”. Seine Mutter, Emilia im Gespräch mit Nachbarn Berichten zufolge wiederholte, dass Lolek ein großer Mann wird in der Zukunft . Lolek selbst musste dann sagen: Pole kann der zweite Charles Lindberg, kann aber nicht Papst warden. Wenn Lolek lebte mit ihrem Vater in Krakau, standen die Häuser dort nur die eine Seite der Strasse von Tyniecka . Ein Fluss ist die andere Seite. Die Häuser wurden in die Feuchtigkeit aus dem Fluss, sahen die Leute durch die Fenster der Wawel-Burg und das Kloster von Norbert, oder hatten sie einen Blick durch die Fenster auf ihren schönen Gärten und Terrassen. To be continued