Wstawaj gramy

Staniasław Barszczak, World Trade Center w Krakowie

Bardzo trudny życiorys, właściwie cały czas on się zaczyna. Bardzo niebezpieczna droga. A my jesteśmy za zwyczajnym życiem. Jak je przeżyć? Bardzo dobre pytanie. Jest prawdą- nie umiemy bronić swych zasad, w kościele katolickim, w którym żyjemy, jest z tym jeszcze trudniej. I o to wspomnieliśmy po chwili o naszym przyjacielu. Nazajutrz poszliśmy do niego z wizytą. Był spokojny, ale jak nam mówił przez ostatnie dwie godziny oglądał wszystkie odcienie światła dla skomponowanej przez niego opery, w których każda aria była jego wizją, i w których profilowe
prowadzenie chóru mieszanych głosów chwaliły zarówno jego mądrość, jak i harmonijnie odzwierciedlały echo jego przemyśleń. Przez kilka minut był z nami jakiś nieobecny. Mieliśmy czas, by dać mu prezent i przebiec wzrokiem nieco więcej kolumn w lokalnej gazecie. Jakkolwiek te kolumny są tanie, mimo to każda sprawia jeszcze nowe cienie świateł… Wiesz Erwin, przyjmujemy kogoś z nizin do średniego wywiadu, najlepiej kobietę, żeby napisała dobrze o twojej operze, nic więcej. Erwin wychodził do łazienki. Napił się wody z kranu w łazience i położył się do łóżka i leżał tak, zdawało się godzinę, z otwartymi oczyma n na ciemność, wyczerpany,
wysuszony i uważny, raz jeszcze jakby przymuszany, by uczestniczyć bezwładnie w karuzeli nowego dnia. Jakiś obraz narzucił  mu się, zwrócił nam na to uwagę, w oparciu o zestaw rozmieszczonych schodów, ruchomych i malejących –  z układu składanych drzwi na poddasze, jak też drzwi z płaszczyzną światła. To konfigurowało coś i sugerowało co miało nastąpić potem. On jakby usłyszał to, miał to, ale potem to zniknęło. Był blask pokusy po tym obrazie i znikający głos smutnej, krótkiej melodii. Ale te spostrzeżenia były całkowicie niezależne, niczym mało polerowane zawiasy huśtające melodię poprzez swoje doskonałe zakreślenie łuku. Leżał na łóżku, powiesiliśmy za nim trochę za małą kartkę, która miała go rozweselać w jego depresji, napisaną
przez jego najstarszego przyjaciela, napisaną przez człowieka tak moralnie wybitnego, że on pragnąłby zobaczyć naprzeciw siebie biedną raczej, zgwałconą kobietę, jak przerwę w jego pracy. Kto jest Erwin? Podróżny, który pojawia się  w najbardziej niezwykłych miejscach: w Galerii na dworcu, na wolnym rynku obuwniczym, w Nowej Hucie. Erwin, który jako młodzian był bardzo szczęśliwy, ale z czasem stracił ojczyznę, język i imię, i teraz podróżuje po Europie, aby znaleźć swoje korzenie. W Pradze wreszcie napotyka swoje dzieciństwo i dowiaduje się, że przybył w czasie polskiej „Solidarności” z transportem darów do Wiednia, aby nie być wysłanym z jego matką do obozu dla uchodźców. Czy udało mu się pomyślnie znaleźć jego tożsamość? Erwin Gil jest człowiekiem nieodpowiedzialnym. Urodził się w ostatnich dniach wojny z Solidarnością, z siedemnastolatki, wzrasta w czasie wolności; ale ojciec jest nieobecny, matka czynna zawodowo. Erwin daje się prowadzić nie bez złego sumienia, choć jego złe sumienie nie zwalnia go od
złego działania. Wykorzystuje współziomków, wiąże nieostrożnych, zmaga się z pracą sprzedawcy mebli. Pije albo żyje abstynencko, jak mu akurat pasuje. Pokonuje szczęśliwie los, i tak upływa mu życie. Choć w jego domu było jeszcze dziecko-debil, wydarzyła się też tragedia… Tydzień urlopu otrzymuje porucznik Erwin Gil, który latem 1999 przybywa z poligonu na wschodzie. Gdzieś na antypodach ziemi ludzie są prześladowani przez islamski radykalizm. Na pałacowej prowincji żyje sobie cicho: wojna islamska wydaje się odległa, tu wierzy się mocno w “końcowe
zwycięstwo” rozumu, czas idzie powoli. Szybko Erwin zwrócił uwagę na Jańcię, a Jańcia na niego. Ale idylla doznaje pęknięcia, ponieważ Erwin jest nawiedzany przez pamięć „rosyjskiej” zimy. Jego romanse z piękną Maschenką w miejscowości “Maleńka gdziekolwiek” kończą się brutalnym atakiem, i w desperacji znajduje Erwin tylko jedno wyjście: swoją miłość uratować przez morderstwo, o którym nic nie wiemy. I teraz każde miejsce okazuje się gołe, także jeśli chodzi o dalszy etap jego ucieczki. W końcu oddał się muzyce. Na zewnątrz miły facet, a wewnątrz poczciwa dusza odtąd eksploruje skryte i przytłumiane uczucia w akordach dziewiątej muzy; zaczyna żyć w nowym stuleciu jak ktoś uczestniczący w wojnie wszystkich przeciw wszystkim; stara się pokazać jednocześnie bezdenny niepokój i wewnętrzne konflikty ludzkimi tonami, poprzez które jednak nie udaje mu się wyznaczyć żadnej drogi. Urlop nie zapada w pamięć nikogo, ale opowiada nieustannie o osobistym urazie w kwestii walki o godziwe przetrwanie na fali jutra, które może stać się udziałem każdego z nas. Na obrazach w salonie widać piękny
Kraków, który jest tutaj czymś więcej jak historia. Ostatnio zaczął też pisać z powodzeniem pamiętniki. Na swoje 50 urodziny pisarz Erwin odbiera dziwny list, który czyta na tarasie krakowskiego „Jubilata”. Nadawca: nieznana kobieta. Skądinąd powiem Państwu, że to jest kobieta uzdolniona, ale wcześnie pomijana. Poślubia niekochanego mężczyznę, żyje we freudowskim małżeństwie. Kocha nierozdzielnych przyjaciół, Józka i Joachima, mieszkających po sąsiedzku, to my. Decyduje się na aborcje. Uważa się za winną. Gdy jest chora, zagłusza swój ból i  postrzeganie świata lekami. Bez trwałego sukcesu. Jej podróż-kuracja nie zmienia tutaj nic.
Pomimo wzrastającej tęsknoty za śmiercią i izolacją, utrzymuje kontakt ze swym najstarszym synem. W 1994 roku wreszcie kończy się jej „niechciane nieszczęście” nadużyciem pastylek nasennych i antydepresyjnych. Kobieta opowiada Erwinowi w liście historię swego życia, które jest bardzo podobne do historii jego życia, ale on nie daje wiary. Opowiada w liście jak ona poznała go po raz pierwszy jako dziecko, pokochała, a potem z czasem coraz więcej spadała w rój
innych kobiet. Po wspólnej miłosnej nocy, wiele lat później, przynosi mu syna na świat, którego istnienia Erwin nie pojmuje. Gdy ona ponownie kilka lat później po raz kolejny spotyka go, on nie poznaje jej. Bo dla niego jest ona tą, która żyje tylko dla tej miłości, a nie jako nienazwany przygodny towarzysz. Tylko wczesna śmierć syna uświadomi jej daremność jej pasji. Erwin przeżył ostatnio odejście kogoś bliskiego. Ale teraz Pani Daniela jest po drugiej stronie życia. Następnego dnia po pogrzebie, mówił do nas, pracował przez noc, a potem spał aż do obiadu. Tam nie było naprawdę dużo do roboty. „Uczynić coś i umrzeć”. Erwin dużo rozmyśla. Otwarte
przestrzenie, które oznaczały umniejszenie jego troski, umniejszały wszystko:
przedsięwzięcie skomponowania opery wydawało się najpierw bezprzedmiotowe. Przyszedł
czas na symfonii: słabe wybuchy, kontrapunktowe emfazy, nieszczęśliwe próby budowania góry na dźwięku. Pasjonujące dążenie. Ale po co? Pieniądze. Szacunek. Nieśmiertelność. Sposób zaprzeczania przypadkowi losowemu, który promował i powstrzymywał od strachu przed śmiercią. Czasami Erwin ciężko pracował na fragment, przez który mógł on wyzwolić swoje ostatnie marzenie- cel, by stworzyć tę przyjemność naraz tak zmysłową i abstrakcyjną, i by przetłumaczyć na wibracyjne powietrze „nie-język” wokalnej sztuki, którego znaczenia pozostawały na zawsze poza ich osiągnięciem, zawieszone tam, gdzie emocja i intelekt zespoliły się. To powinien być symfonii moment, jej triumfalnego potwierdzenia, gromadzenia się wszystkiego, co było radośnie ludzkie zanim przyszło zniszczenie. Ale przedstawione tak, jako proste powtórzenie fortissimo, było dosłownie umysłowym wybuchem, bathos; a nawet mniej jak to,  co było nieważne; tym, co jedna  tylko zemsta może wypełnić. Praktycznie każdy instrument odtwarzał ten sam zapis. To był jakby trzmiel. To był olbrzymi odpowiednik lutni, który domagał się korekty. Tak więc Erwin jest wziętym kompozytorem pracującym właśnie nad symfonią, która uświetnić ma nadejście nowego tysiąclecia. Zdaje sobie sprawę, że jego muzyce brakuje „mięsa”, ambicji; zabawnego otwarcia utworu, jakiegoś pomysłowego dialogu, opisu charakterów i zabawnych przyjaźni, śmiertelności i moralności i nagłego, drążonego zakończenia, wielowymiarowości. Może już wspomnieliśmy o tym, że pracujemy w redakcji podpadającego dziennika. A teraz przybici odejściem przyjaciółki Erwina nawiedzamy go w jego domu.
Otrzymaliśmy od męża Pani Danieli zdjęcia kompromitujące radykalnie prawicowego ministra spraw zagranicznych. Jeśli opublikujemy je – uratujemy pismo, ale i zrujnujemy karierę polityczną pewnego kandydata na premiera. Erwin niedawno w poszukiwaniu natchnienia wyruszył w polskie Sudety. W czasie wędrówki po górach obserwuje niepokojącą scenkę napaści na kobietę. Postanawia się jednak nie mieszać. Po co ma narażać się na ewentualne przykrości, tym bardziej, że właśnie spłynęło na niego tak wyczekiwane natchnienie? Ale już mamy się rozstać? Na co możemy mieć nadzieję po naszym spotkaniu? Nic tutaj nie jest jednoznaczne, nie ma właściwych odpowiedzi, a nasza para smutnych i zgorzkniałych gości przyjaciela sprzed lat każdą kolejną decyzją coraz bardziej się pogrąża. Józek i Joachim, to my, chodzimy z pewnym moralnym defektem. Nie dostrzegamy swej niegodziwości, a w trosce o dobre samopoczucie nie chcemy poddawać swojego postępowania żadnym moralnym ocenom. Zło kryje się tu za wygodnym egoizmem i pogardą. Jest wykoncypowaną na chłodno dbałością o własny interes. Jak zgubne i krótkowzroczne jest to postępowanie przekonaliśmy się szybciej niż przypuszczaliśmy. Otóż wiemy tak niewiele o każdym z nas z osobna. Spojrzeliśmy przez okno na leżący w dole Kazimierz. Możemy spoczywać głównie zanurzeni, podobnie jak kawałki lodu, z naszymi widocznymi społecznymi jaźniami, szkicującymi tylko schłodzenie i biel. To był rzadki widok „poniżej fal”, człowieczej prywatności i niepokoju, jego godności, powracający i wyzwany
przez dominującą konieczność czystej fantazji, czystej myśli, przez nieredukowalny czynnik ludzki – umysł. My zbójcy za młodu. A teraz przyjaciele, którzy spotkali się, objęli i odeszli, każdy ku jego własnej pomyłce. A Erwin… Jego sny były po prostu kalejdoskopowym złamaniem jego tygodnia, uczciwym komentarzem odnośnie jego tempa i emocjonalnych potrzeb, ale pomijane, z bezmyślnym, skrywanym rozszczepieniem, polaryzacją podświadomości, grą-planem, uzasadnieniem, którego zmieniająca się logika w rzeczywistości utrzymywała przyjaciela przy zdrowiu. Coś wystarczająco pewnego, coś w chorobliwej i pełnej hałasu postawie Erwina sugerowało zbliżającą się paraplegię przesłonioną snem. A on nie przestawał marzyć, obwieszczać młodzieńczy bunt przeciw nieudanemu tworzeniu, przybliżać pokolenie przejścia ku nowemu
stuleciu; zachęcał nas do podjęcia napisanych przez niego fragmentów pt. „Romeo i Julia po czterdziestce”. Ja mam jedyną słabość do tej pary, powiedział, nie śmiem też pisać muzyki o miejscu ich urodzenia, Weronie. Z drugiej strony, zły to kraj, który przeciwstawia się miłości dwojga ludzi. Zróbmy wszystko razem, żebyśmy byli bardzo szczęśliwi.

.

Vater Stanislaw

Stanislaw Barszczak, Ich bin offen für andere,

Ich präsentiere Ihnen eine Interview mit Professor Hans Küng für heute “Die Welt”. Professor fordert Solidarität der Gewissen der Menschen. Er sagt:”Das Christentum ist keine Marke“, und „Ich bin ein überzeugter Christ und gebe Zeugnis von meinem Glauben,“ dies ist eine falsche Aussage. Hier ist das Interview ab:” Er ist einer der bekanntesten Theologen der Gegenwart: Hans Küng. In dieser Woche wird der Schweizer 80 Jahre alt und zieht auf WELT ONLINE Bilanz. Der Schweizer Theologe Hans Küng wurde am 19. März 1928 im schweizerischen Sursee geboren. Er setzt sich seit seiner Studienzeit in Rom, London, Madrid und Berlin für die Verbreitung des ökumenischen Gedankens ein.  Im Interview spricht er über seine Auffassung
vom Weltethos, Papst Benedikt XVI. und darüber, was das Christentum von Buddhismus und Islam lernen kann. WELT ONLINE: Herr Professor Küng, seit mehr als einem halben Jahrhundert bestimmen Sie den Diskurs der katholischen Theologie in wesentlichen Fragen mit. Ihr Name ist verbunden mit dem Eintreten für eine erneuerte Kirche, für eine weltoffene Sprache des Glaubens und für einen unverstellten Blick auf die Weltreligionen – ein Thema, das gerade im Augenblick, Stichwort: Islam, brandaktuell ist. Was können Christen von anderen Religionen lernen? Hans Küng: Soviel, dass man das gar nicht im Einzelnen aufzählen kann: Zum Beispiel vom Hinduismus und Buddhismus die ganzheitliche Auffassung von Natur, der Tier- und Pflanzenwelt, dazu Meditationspraktiken, die heute auch bei uns eine Rolle spielen; vom Islam sicher auch den konsequenten Monotheismus. Wir sind ja als Christen auch Monotheisten. WELT ONLINE: Der Religionsphilosoph Professor Eugen Biser meinte unlängst in der WELT, eigentlich befinde sich der Islam, da er lebensgeschichtlich 600 Jahre jünger sei als das Christentum, noch im Stadium der Adoleszenz. Ein richtiger Befund? Küng: Die Situation ist viel komplexer. Im frühen Mittelalter
war der Islam wissenschaftlich und kulturell dem Christentum weit voraus. Aber richtig ist, dass er vom 12. Jahrhundert an die Wissenschaft, die Philosophie, das freiere Denken an den Rand gedrängt hat. Durchsetzen konnte sich die islamische Orthodoxie. Insofern gab es in der ersten Hälfte des Mittelalters bedeutende muslimische Philosophen, ohne die zum Beispiel ein Thomas von Aquin nicht denkbar gewesen wäre. Aber auch im römischen Katholizismus ist heute noch
vieles mittelalterlich (richmedia) WELT ONLINE: Für Ihr Ja zum “Weltethos” werden Sie vielfach
gescholten. Es wird Ihnen unterstellt, Sie strebten eine Art Welteinheitsreligion an.

<a href=”http://ww251.smartadserver.com/call/pubjumpi/10034/(politik_story)/6916/1332257086719/”&gt; <img src=”http://ww251.smartadserver.com/call/pubi/10034/(politik_story)/6916/1332257086719/&#8221; border=”0″ alt=””/> </a><o:p></o:p></span></p>

Küng: Das ist ein grober Unsinn von Leuten, die meine Publikationen nicht gelesen haben. WELT ONLINE: Ist “Weltethos” mehr als eine theoretisch entfaltete Ethik? Ein alle und alles verbindendes Humanitätsprinzip? Küng: Wir reden normalerweise nicht von Weltethik, weil es nicht um ein ethisches System, eine ethische Doktrin geht. Wir reden von Ethos, das heißt
von der Gesinnung, Werten und Normen von Einzelnen und Gemeinschaften. Da ist Humanität ein ganz und gar grundlegendes und universales ethisches Prinzip. WELT ONLINE: Ist “Humanität” ein säkularer Begriff – eine “in Frieden versöhnte Menschheit” eine utopische Vorstellung? Küng: Humanität hat einen Zukunftscharakter, eine Zukunftsperspektive. Humanität ist in der Tat ein säkularer Begriff, der allerdings auch in den Religionen seine Quellen hat: vom Alten Testament und von der Geschichte des Christentums her. Begriffe wie Gottesebenbildlichkeit des Menschen im Christentum oder der Mensch als Gottes Stellvertreter wie im Islam sind ebenso von Bedeutung wie bestimmte philosophische Erwägungen des Stoa oder der Aufklärung. Eine “in Frieden versöhnte Menschheit” ist nicht reine “Utopie” oder “Nirgendwo”, sondern eine
realistische “Vision” oder “Leitbild”. WELT ONLINE: Welche Rolle können die Weltreligionen im Daseinskampf der Menschheit übernehmen? Die der wichtigsten Moralagenturen? Gibt es, wie das
Parlament der Weltreligionen in der Erklärung von Chicago 1993 meint, einen gemeinsamen Bestand von Kernwerten, der sich nutzbar machen lässt für unsere von Kriegen und Konflikten geprägten Zeit? Küng: Religionen gehören sicherlich zu den wichtigsten “Moralagenturen”, dürfen aber kein Monopol beanspruchen. Wir vertreten im “Weltethos” von Anfang an eine Koalition von Glaubenden und Nichtglaubenden. Keinesfalls eine Koalition der Glaubenden gegen die Nichtglaubenden. Die Erklärung von 1993 ist inzwischen vielfach bestätigt worden. Die Prinzipien
der Humanität und der “Goldenen Regel” der Gegenseitigkeit finden sich praktisch in allen Kulturen und Religionen. WELT ONLINE: Muss es so etwas geben wie eine Ökumene der
Weltreligionen? Küng: Ich habe immer genau unterschieden zwischen Ökumene der
christlichen Kirchen und Ökumene der Weltreligionen. Erstere verfügt bis jetzt über ein gemeinsames Fundament, den Glauben an Jesus. Ein vergleichbares Fundament existiert nicht mit den anderen Religionen. Folglich soll man hier nicht von einer Einheit reden. Wohl aber vom Frieden zwischen den Religionen, der eine zentrale Voraussetzung ist für den Frieden zwischen den Nationen. WELT ONLINE: Sie haben sich intensiv mit dem Judentum befasst. Das Zweite Vatikanische Konzil hat zum Nachdenken über das sensible Verhältnis Christen-Juden aufgefordert und ist zu neuen, geradezu epochalen Wende-Einsichten gekommen. Hat sich die Kirche in dieser Frage wirklich bewegt oder zeichnet sich auch hier ein Stillstand ab? Küng: Epochale Wende, das ist richtig. Das Christentum wird nicht länger als “Ablösung” des Judentums gesehen. Nach dem Konzil ist immerhin Wirklichkeit geworden, wofür ich gekämpft habe: die Anerkennung des Staates Israel durch den Vatikan. Ansonsten ist meines Erachtens noch zu
wenig geschehen. Das Verhältnis wurde einerseits belastet durch römische Bestrebungen, Pius XII. heilig zu sprechen, was ich für äußerst fragwürdig hielte, nicht nur wegen seiner Einstellung zum Holocaust. Andererseits kann man auch nicht verschweigen, dass die völkerrechtswidrige Besetzung der Palästinensergebiete durch Israel seit 1967 dieses Verhältnis schwer belastet.
Die Zahl der Christen, die das Heilige Land verlassen haben, spricht für sich. Gerade die Freunde Israels sollten deutlich auf diesen Aspekt hinweisen. WELT ONLINE: Auf jüdischer Seite ist man bestürzt über die Neuformulierung der Karfreitagsbitte in der Liturgie des “außerordentlichen” Ritus. Manche sehen darin eine Aufforderung zur Judenmission. Sie auch? Küng: Vom Text her wird das in der Tat bestätigt. Wenn man liest, dass Gott das Herz der Juden so erleuchten soll, dass sie Jesus Christus als den Heiland aller Völker anerkennen, dann wird das von vielen als Aufruf zur Judenmission verstanden. Ich bin solidarisch mit dem bedeutenden Rabbiner
Walter Homolka, der dagegen protestiert hat und deshalb auch nicht zum Katholikentag in Osnabrück kommt. Das ist ein Warnzeichen, dass man nicht in die vorkonziliare Liturgie zurückkehren kann. WELT ONLINE: Man hätte ja auch die weniger verfängliche Formulierung
aus dem ordentlichen Ritus übernehmen können, oder? Küng: Ich kann überhaupt nicht verstehen, warum Benedikt XVI. unbedingt bis in die liturgische Kleidermode hinein wieder in die vorkonziliare Zeit zurückgehen möchte. WELT ONLINE: Ist das Thema Judenmission vom christlichen Standpunkt her erledigt? Konkreter: Muss es nicht erledigt sein? Küng: Die entscheidende Unterscheidung ist die zwischen Mission und Zeugnis. Mission ist ein Wort, das historisch sehr belastet ist. Ein Begriff, der mit Kolonialismus und Imperialismus verbunden ist. Aber niemand kann ernsthaft etwas dagegen haben, wenn man, wie ich es in Jerusalem, in
Teheran oder Kyoto getan habe, sagt: Ich bin ein überzeugter Christ und gebe Zeugnis von meinem Glauben. Ich erwarte ja auch, dass der Jude, der Muslim oder der Buddhist Zeugnis von seinem Glauben ablegt. Das ist etwas anderes als wenn ich versuche, ihm sozusagen zu meinem eigenen Glauben zu “bekehren”. WELT ONLINE: Auf welcher Grundlage ist ein sinnvoller Dialog mit dem Judentum möglich? Wie lässt sich ein Scheindialog mit dem Judentum und dem
Islam ausschließen? Küng: Es ist davon auszugehen, dass Hebräische Bibel, Neues Testament und Koran miteinander zusammenhängen – durch den Glauben an den einen Gott Abrahams. Es ist kein Argument zu sagen, dass wir diesen Gott verschieden verstehen, selbst die Trinitätslehre wird im Christentum verschieden verstanden. Aber der Ein-Gott-Glaube ist jedenfalls ein solides Fundament, ebenso die Bedeutung der Propheten für alle drei Religionen, schließlich auch
gemeinsame ethische Überzeugungen. Dies alles ist so gewichtig, dass daneben die Unterschiede nicht verblassen, aber doch im konkreten Zusammenleben relativiert werden. WELT ONLINE: Bis vor wenigen Jahren hat man unbefangen von den drei abrahamitischen Religionen gesprochen. Neuerdings nehmen Bischöfe beider großen Kirchen diesen Begriff nur ungern in den Mund. Küng: Da kann man nur sagen: Es ist schade, wenn gerade Bischöfe hinter den erreichten Konsens zurückgehen. Das hängt damit zusammen, dass sich heute Bischöfe auf beiden Seiten profilieren möchten mit ihrer eigenen Konfession. Sie sollten sich lieber für das gemeinsame christliche Profil profilieren, das man freilich gar nicht sehen kann ohne die Beziehungen
zu den beiden anderen Religionen, die sich alle auf den einen Gott Abrahams berufen. Es kann kein Bischof leugnen, dass auch die arabischen Christen Gott als “Allah” anrufen. WELT ONLINE: Sie haben also Vorbehalte gegen den Begriff “Ökumene der Profile”, der von evangelischer Seite in die Diskussion eingeführt wurde? Küng: Wenn die evangelische Kirche sich nur noch profilieren
kann, indem sie sich absetzt einerseits von Rom und andererseits vom Islam, dann verleugnet sie im Grunde das, was in der ökumenischen Bewegung längst deutlich wurde: dass wir uns nicht gegenseitig zu profilieren suchen. Begriffe wie Profilierung stammen aus der Geschäftswelt. Man betrachtet da die Kirche als eine Marke. Aber eine christliche Glaubensgemeinschaft ist keine Marke. Der Konkurrenzbegriff, der damit eingeführt wird, ist nicht der richtige Begriff für die Beziehungen der Christen untereinander, die ja Geschwister in Christus sein sollen. WELT ONLINE: Fast alle ihre ehemaligen Mitstreiter während des Konzils sind tot, mit Ausnahme von Joseph Ratzinger, heute Papst Benedikt XVI. Unablässig warnt er vor der “Diktatur des Relativismus”. Gibt es nicht auch eine Diktatur des Absolutismus? Küng: Ich habe gegen den römischen Absolutismus in Lehre und Praxis gekämpft. Rund 1000 Jahre gab es ihn nicht, er ist ein Produkt des 11. Jahrhunderts. Es brachte uns den römischen Zentralismus, einen forcierten
Klerikalismus und das Zölibatsgesetz. Von daher rührt auch der Anspruch des Papstes auf den universalen Jurisdiktionsprimat und seit dem 19. Jahrhundert die Unfehlbarkeit, die auch von Katholiken heute in der Praxis nur noch wenig als Glaubensartikel betrachtet wird. Viele Menschen haben eher Angst vor dieser römischen Diktatur, die ihnen ihr Verhalten von der Pille bis zur Sterbehilfe diktieren möchte. WELT ONLINE: Die Enzyklika “Humanae vitae”, auf die Sie
anspielten, wird im Juli 40 Jahre alt. Damit einher geht die von traditionalistischer Seite erhobene Forderung, die “Königsteiner Erklärung”, in der die deutschen Bischöfe die Gewissensentscheidung der Ehepaare betonten, zurückzunehmen. Küng: Ich würde eher die Zurücknahme von “Humanae vitae” fordern. Nichts hat der Glaubwürdigkeit der katholischen Kirche seit dem Konzil und der Glaubwürdigkeit des Petrusamtes mehr geschadet als diese Enzyklika, an die sich nur noch eine winzige Minorität der Katholiken hält. WELT ONLINE: Die Ökumene ist sicherlich nicht tot, aber es gibt einen Stillstand, der sich an der ungelösten Ämterfrage festmachen lässt. Ist eine gegenseitige Anerkennung der Kirchenämter möglich?Küng: Es sind so viele Memoranden erschienen, teilweise unter Mitwirkung des päpstlichen Einheitsrates, die es Benedikt XVI. leicht machen würden, schon bei seinem nächsten Besuch in Deutschland anzukündigen, dass Rom die Ämter in der evangelischen wie der anglikanischen Kirche als gültig ansieht und folglich das Hindernis für eine Abendmahlsgemeinschaft beseitigt ist. Und ich frage: Können wir glaubwürdig nach einer besseren christlichen Verkündigung und Seelsorge rufen, wenn wir aufgrund unserer eigenen menschlichen Gesetzgebung, und das betrifft das Zölibatsgesetz, immer mehr Gemeinden ihrer Seelsorger und – was nicht weniger schwer wiegt – der regelmäßigen Eucharistiefeier berauben? /…/ Die Anerkennung der Ämter wäre eines. WELT ONLINE: Zum Schluss, Herr Professor Küng: Ist die “Wiederkehr des Religiösen” ein reales Thema oder nur ein Thema für das Feuilleton? Küng: Ich will vorsichtig sagen: Es ist ein ambivalentes Thema. Es bedeutet auf jeden Fall eine Desavouierung all jener, die den Tod Gottes proklamiert und mit der Ersetzung der Religion durch Vernunft operiert haben.
Wir sind in ein Zeitalter eingetreten, in der auch die Religion wieder eine positive Rolle spielen kann, wie es sich von Polen über die DDR bis nach Südafrika und die Philippinen gezeigt hat, wo Religion prophetisch-konstruktiv, befreiend und nicht mehr reaktionär in Erscheinung trat. Aber das ist natürlich nur die eine Seite. Wir haben leider Gottes auch die Religion, die wie alles
Menschliche ambivalent ist, unter sehr hässlichen Vorzeichen wie Aggression, Hass und Feindschaft. Das gilt nicht nur für den Islam, das gilt auch für bestimmte Strömungen im Christentum, im Judentum und im Hinduismus. Deshalb ist es unsere Aufgabe, diejenigen Kräfte in allen Religionen zu stärken, die eine Religion zum Wohl der Menschen wollen.“

Imposed fate of the people

Stanislaw Barszczak, The last 10 months of the second world war by John Kershaw (continued text)

Along the same lines, Kershaw criticized as German apologetics the 1946 statement by the German historian Friedrich Meinecke that National Socialism was just a particularly unfortunate Betriebsunfall (industrial accident) of history. Kershaw was later in a 2003 essay to criticize both Ritter and Meinecke as German apologists who either through the Betriebsunfall theory and by blaming everything upon Hitler were seeking to white-wash the German past. Writing of the work of the German historian Rainer Zitelmann, Kershaw has argued that Zitelmann has elevated what were merely secondary considerations in Hitler’s remarks to the primary level, and that Zitelmann has not offered a clear definition of what he means by “modernization”. In regards to the Nazi foreign policy debate between “globalists” and the “continentalists”, Kershaw agrees with the thesis that Hitler did formulate a programme for foreign policy centring around an alliance with Britain to achieve the destruction of the Soviet Union, but has argued that a British lack in interest doomed the project, thus leading to the situation in 1939, where Hitler went to war with Britain, the country he wanted as an ally, as an enemy, and the country he wanted as an enemy, the Soviet Union, as his ally. At the same time, Kershaw sees considerable merit in the work of such historians as Timothy Mason, Hans Mommsen, Martin Broszat and Wolfgang Schieder, who argue that Hitler had no “programme” in foreign policy, and instead contend that his foreign policy was simply a kneejerk reaction to domestic pressures in the economy and his need to maintain his popularity. In regards to the historical debates about Widerstand (resistance) in German society, Kershaw has argued that there are two approaches to the question, one of which he calls the fundamentalist (dealing with those committed to overthrowing the Nazi regime) and the societal (dealing with forms of dissent in “everyday life”). In Kershaw’s viewpoint, Broszat’s Resistenz (immunity) concept works well in an Alltagsgeschichte approach, but works less well in the field of high politics, and moreover by focusing only on the “effect” of one’s actions, fails to consider the crucial element of the “intention” behind one’s actions. Kershaw has argued that the term Widerstand should be used only for those working for the total overthrow of the Nazi system, and those engaging in behavior which was counter to the regime’s wishes without seeking to overthrow the regime should be included under the terms opposition and dissent, depending upon their motives and actions. In Kershaw’s opinion, there were three bands
ranging from dissent to opposition to resistance. Kershaw has used the Edelweiss Pirates as an example of whose behavior initially fell under dissent, and who advanced from there to opposition and finally to resistance. In Kershaw’s view, there was much dissent and opposition within
German society, but outside of the working-class, very little resistance. Though Kershaw has argued that the Resistenz concept has much merit, he concluded that the Nazi regime had a broad basis of support and it is correct to speak of “resistance without the people”. Regarding the debate in the late 1980s between Martin Broszat and Saul Friedländer over Broszat’s call for the “historicization” of National Socialism, Kershaw wrote that he agreed with Friedländer that the Nazi period could not be treated as a “normal” period of history, but he felt that historians
should approach the Nazi period as they would any other period of history. Like Broszat, Kershaw sees the structures of the Nazi state as far more important than the personality of Hitler (or any other individual for that matter) as explanation for the way Nazi Germany developed. In particular, Kershaw subscribes to the view argued by Broszat and the German historian Hans Mommsen that Nazi Germany was a chaotic collection of rival bureaucracies in perpetual power struggles with each other. In Kershaw’s view, the Nazi dictatorship was not a totalitarian monolith, but rather comprised an unstable coalition of several blocs in a “power cartel”
comprising the NSDAP, big business, the German state bureaucracy, the Army and SS/police
agencies (and moreover, each of the “power blocs” in turn were divided into several factions). In Kershaw’s opinion, the more “radical” blocs such as the SS/police and the Nazi Party gained increasing ascendency over the other blocs after the 1936 economic crisis, and then onwards increased their power at the expense of the other blocs. For Kershaw, the real significance of
Hitler lies not in the dictator himself, but rather in the German people’s perception of him. In his biography of Hitler, Kershaw presented him as the ultimate “unperson”; a boring, pedestrian man devoid of even the “negative greatness” attributed to him by Joachim Fest. Kershaw has no time for the Great Man theory of history and has criticised those who seek to explain everything that happened in the Third Reich as the result of Hitler’s will and intentions. Kershaw has argued that it is absurd to seek to explain German history in the Nazi era solely through Hitler as Germany had sixty-eight million people during the Third Reich, and to seek to explain the fate of sixty-eight million people solely though the prism of one man is in Kershaw’s opinion a flawed position. Kershaw has a low opinion of those who seek to provide “personalized” theories about the
Holocaust and/or World War II as due to some defect, medical or otherwise in Hitler. In his 2000 edition of The Nazi Dictatorship, Kershaw quoted with approval the dismissive remarks
made by the German historian Hans-Ulrich Wehler in 1980 about such theories. Wehler wrote: “Does our understanding of National Socialist policies really depend on whether Hitler had only one testicle?…Perhaps the Führer had three, which made things difficult for him, who knows?…Even if Hitler could be regarded irrefutably as a sado-masochist, which scientific interest does that further?…Does the “Final Solution of the Jewish Question” thus become more easily understandable or the “twisted road to Auschwitz” become the one-way street of a psychopath
in power?”Kershaw shares Wehler’s opinion, that, besides the problem that such theories about Hitler’s medical condition were extremely difficult to prove, they had the effect of personalizing the phenomena of Nazi Germany by more or less attributing everything that happened in the Third Reich to one flawed individual. Kershaw’s biography of Hitler is an examination of
Hitler’s power; how he obtained it and how he maintained it. Following up on ideas that he had first introduced in a 1991 book about Hitler, Kershaw has argued that Hitler’s leadership is a model example of Max Weber‘s theory of Charismatic leadership. Kershaw’s 1991 book “Hitler: A Profile in Power” marked a change for Kershaw from writing about how people viewed Hitler to about Hitler himself. In his two-volume biography of Hitler published in 1998 and 2000, Kershaw stated “What I tried to do was to embed Hitler into the social and political context that I had already studied”. Kershaw finds the picture of Hitler as a “mountebank” (opportunistic adventurer) in Alan Bullock‘s biography unsatisfactory, and Joachim Fest‘s quest to determine how “great” Hitler was senseless. In a wider sense, Kershaw sees the Nazi regime as part of a
broader crisis which afflicted European society from 1914 to 1945. Through in disagreement with many of their claims (especially Nolte’s), Kershaw’s concept of a “Second Thirty Years’ War” reflects many similarities with Ernst Nolte, A. J. P. Taylor and Arno J. Mayer who have also advanced the concept of a “Thirty Years’ Crisis” to explain European history between 1914–1945. So, Kershaw has argued in his two-volume biography of Hitler that Hitler did play a decisive
role in the development of policies of genocide, but also argued that many of the measures that led to the Holocaust were undertaken by many lower-ranking officials without direct orders from Hitler in the expectation that such steps would win them favour. Though Kershaw does not deny the radical anti-Semitism of the Nazis, he favors Mommsen’s view of the Holocaust being
caused by the “culminative radicalization” of the Third Reich caused by the endless bureaucratic power struggles and a turn towards increasingly radical anti-Semitism within the Nazi elite. Kershaw accepts the picture of Hitler drawn by intentionalist historians as a fanatical ideologue who was obsessed with Social Darwinism, völkisch anti-Semitism (in which the Jewish people were viewed as a “race” biologically different from the rest of humanity rather than a
religion), militarism and the perceived need for Lebensraum. However, in a 1992 essay, “‘Improvised genocide?'”, in which Kershaw traces how the ethnic cleansing campaign of Gauleiter Arthur Greiser in the Warthegauregion annexed to Germany from Poland in 1939 led to a campaign of genocide by 1941, Kershaw argued that the process was indeed “improvised genocide” rather the fulfilment of a masterplan. Kershaw’s views the Holocaust not as a
plan as argued by the intentionists, but rather a process caused by the “culminative radicalization” of the Nazi state as articulated by the functionalists. Citing the work of the American historian Christopher Browning in his biography of Hitler, Kershaw argues that in the period 1939–41 the phrase “Final Solution to the Jewish Question” was a “territorial
solution”, that such plans as the Nisko Plan and Madagascar Plan were serious and only in the latter half of 1941 did the phrase “Final Solution” come to refer to genocide. This view of the Holocaust as a process rather than a plan is the antithesis of the extreme intentionist approach, who argue that Hitler had decided upon genocide as early as November 1918, and that everything he did from that time onwards was directed towards that goal. In recent years Kershaw has come to form a thesis based on the ideas of both traditions of Nazi theory. Kershaw disagrees with Mommsen’s “Weak Dictator” thesis: the idea that Hitler was a
relatively unimportant player in the Third Reich. However, he has agreed with his idea that Hitler did not play much of a role in the day-to-day administration of Nazi Germany. Kershaw’s way of explaining this paradox is his theory of “Working Towards the Führer”, the phrase being taken from a 1934 speech by the Prussian civil servant Werner Willikens. Kershaw has argued that in Nazi Germany, officials of both the German state and Party bureaucracy usually took the
initiative in beginning policy to meet Hitler’s perceived wishes, or alternatively attempted to turn into policy Hitler’s often loosely and indistinctly phrased wishes. Though Kershaw does agree that Hitler possessed the powers that the “Master of the Third Reich” thesis championed by
Norman Rich and Karl Dietrich Bracher would suggest, Kershaw has argued that Hitler was a “Lazy Dictator”; an indifferent dictator who really did not have the interest to involve himself
much in the daily running of Nazi Germany. The only exceptions were the areas of foreign policy and military decisions, both areas that Hitler increasingly involved himself in from the late 1930s. In a 1993 essay entitled “‘Working Towards the Führer'”, Kershaw argued that the German and
Soviet dictatorships had more differences than similarities. Kershaw argued that Hitler was a very unbureaucratic leader who was highly averse to paper work in marked contrast to Stalin. Likewise, Kershaw argued that Stalin was highly involved in the running of the Soviet Union in contrast to Hitler whose involvement in the day to day decision making was limited, infrequent and capricious. Kershaw argued that the Soviet regime, despite all of its extreme brutality and utter ruthlessness was basically rational in its goal of seeking to modernize a backward country and had no equivalent of the “cumulative radicalization” towards increasingly irrational goals that Kershaw sees as marking Nazi Germany. In Kershaw’s opinion, Stalin’s power corresponded to
Weber’s category of bureaucratic authority whereas Hitler’s power corresponded to Weber’s category of charismatic authority. In Kershaw’s view, what happened in Germany after 1933 was the imposition of Hitler’s charismatic authority on top of the “legal-rational” authority system that had existed prior to 1933, leading to a gradual breakdown of any system of ordered authority in
Germany. Kershaw argues that by 1938, the German state had been reduced to a hopeless, polycratic shambles of rival agencies all competing with each other to win Hitler’s favor, which by that time had become the only source of political legitimacy. Kershaw sees this rivalry as causing the “cumulative radicalization” of Germany, and argues that though Hitler always favored
the most radical solution to any problem, it was German officials themselves in attempting to win the Führer’s approval who for the most part carried out on their own initiative increasingly “radical” solutions to perceived problems like the “Jewish Question” as opposed to being ordered to do so by Hitler. In this, Kershaw largely agrees with Mommsen’s portrait of Hitler as a distant and remote leader standing in many ways above his own system, whose charisma and ideas served to set the general tone of politics. As an example of how Hitler’s power functioned in practice, Kershaw used Hitler’s directive to the Gauleiters Albert Forster and Arthur Greiser to “Germanize” the part of north-western Poland annexed to Germany in 1939 within the next 10 years with his promise that “no questions would be asked” about how this would be done. As Kershaw notes, the completely different ways Forster and Greiser sought to “Germanize” their Gaue with Forster simply having the local Polish population in his Gau signing forms saying they had “German blood” and Greiser carrying out a program of brutal ethnic cleansing of Poles in his Gau showed both how Hitler set events in motion, and how his Gauleiters could carry out totally different policies in pursuit of what they believed to be Hitler’s wishes. In Kershaw’s opinion, Hitler’s vision of a racially cleansed Volksgemeinschaft provided the impetus for German officials to carry out increasing extreme measures to win his approval, and which ended with the Shoah. The Israeli historian Otto Dov Kulka has praised the concept of “working towards the Führer” as the best way of understanding how the Holocaust occurred, combining the best features, and avoiding the weaknesses of both the “functionalist” and “intentionalist” methods.  Kulka argued that Kershaw demonstrated both Hitler’s central role in the “Final Solution” and why there was no need for any order from Hitler for the Holocaust, as the progress that led to the Shoah were “worked out” toward the Führer by almost everyone in Germany. Thus, for Kershaw Nazi Germany was both a monocracy (rule of one) and polycracy (rule of many). Hitler held absolute power but did not choose to exercise it very much; the rival fiefdoms of the Nazi state fought each other and attempted to carry out Hitler’s vaguely worded wishes and dimly defined orders by “Working Towards the Führer”.On the basis of the presented material regarding attitudes towards the Third Reich, which was removed from the Internet, we get a very interesting lesson
from the history of human civilization, regarding our consent to the wrong individual decision and attitudes with egoism, myopia and social acquiescence to a lack of generational replacement of Justice.

Imposed fate of the people 51

Stanislaw Barszczak, The last 10 months of the second world war by John Kershaw

The Leipzig Book Fair (German: Leipziger Buchmesse) is the second largest book fair in Germany after the Frankfurt Book Fair. The fair takes place annually over four days at the Leipzig Trade Fairground in the northern part of Leipzig, Saxony. It is the first large trade meeting of the year and as such it plays an important role in the market and is often where new publications are first
presented. The Leipzig Book Fair became the largest book fair in Germany in 1632 when it topped the fair in Frankfurt am Main in the number of books presented. It remained on top until 1945 when Frankfurt surpassed it to regain the number one spot. During the GDR era the fair remained an important meeting place for book lovers and sellers from both East and West Germany.
After unification, the fair moved from the Trade Fair House on the main market square to a new location removed from the city center. After the move, the fair experienced a renaissance and continues to grow today. Today, the fair aims to be for the public, above all, and to emphasize the relationship between the authors and the fair’s visitors. The new orientation is necessary to compete with Frankfurt Book Fair, which sees a much larger volume of industry trading. During the four-day fair Leipzig hosts over 1,800 events both in the city and at the fairgrounds, making it one of the largest events of its kind in Europe. The Leipzig Fair was one of the first to recognize the growing market for audiobooks and incorporate this trend into its concept. The fair is the site of the presentation of several important German book prizes. During my stay at international fairs in Leipzig I could see the presentation of the latest book by John Kershaw, titled “The End: Hitler’s Germany 1944-45” (Allen Lane, 2011). Why, he asks, did German politicians, soldiers and civilians continue their dogged, futile resistance in 1944-45? Why was there no internal revolt, like the one that toppled Mussolini? Why did the German people not protest when all was so patently lost? These are very valid questions. The last 10 months of the war saw a vast acceleration of casualty rates in almost every sector. Nearly half of all German combat deaths,
for instance, were registered during that period, while the escalation of the air war gave the world the horror of Dresden. Elsewhere, this was the period of the death marches of concentration camp inmates, the combat debut of the hopeless Volkssturm militia and of the mass rapes and mass suicides of German civilians. Given such tremendous costs, it clearly behoves us all to ask why Germany continued fighting against such murderous odds. Kershaw adopts a largely narrative approach, which – with various digressions – spans the period between
the failed attempt on Hitler’s life of 20 July 1944 and the German capitulation 10 months later. In this period, horrors at the front – such as the first Red Army incursion into German territory at Nemmersdorf in East Prussia – would increasingly be matched by horrors at home, as the murderous SS condemned to death all those who dared to resist or showed insufficient martial spirit. Of course, propaganda and terror are but two of the many factors that contributed
to draw out Germany’s demise. Loyalty to Nazism also played a role, as did other more nebulous factors such as the supposed innate obedience and conformity of the German people, and the Allied doctrine of unconditional surrender, which appeared to rob moderate Germans of a viable alternative to continued defiance. But for all the respective merits of these arguments,
Kershaw is convincing in laying the blame for the disastrous decision to “hold out” primarily at Hitler’s door. Not only was the dictator personally obsessed with the idea that a heroic defeat was preferable to any form of surrender, he had also concentrated such an unchallenged system of
power in his own hands that he was effectively able to drag all of Germany with him into the abyss. It is telling, indeed, that only Hitler’s suicide on 30 April 1945 opened the way to a German capitulation. Who is the author of this book? Sir Ian Kershaw (born 29 April 1943, Oldham, Lancashire, England) is a British historian of 20th-century Germany whose work has chiefly focused on the period of the Third Reich. He is regarded by many as one of the world’s
leading experts on Adolf Hitler and Nazi Germany, and is particularly noted for his monumental biography of Hitler, which has been called “soberly objective.” He was the leading disciple of the late West German historian Martin Broszat, and (until his retirement) professor at the University of Sheffield. Kershaw has called Broszat an “inspirational mentor” who did much to shape his understanding of National Socialist Germany. Kershaw served as historical adviser on numerous BBC documentaries, notably The Nazis: A Warning From History and War of the Century.
He taught a module entitled ‘Germans against Hitler’. His wife Dame Betty Kershaw was a Dean at Sheffield. Kershaw was born into a working-class Catholic family in Oldham to parents Joseph Kershaw and Alice Robinson. He was educated at the local grammar school. During his youth,
he became fascinated with the early modern and medieval periods when England was Catholic. Educated at St Bede’s College, Manchester, the University of Liverpool (BA) and Merton College, Oxford (D.Phil), Kershaw was originally trained as a medievalist but turned to the study of
modern German social history in the 1970s. At first, Kershaw was mainly concerned with the economic history of Bolton Abbey. As a Lecturer in Medieval History at Manchester, Kershaw learned German to study the German peasantry in the Middle Ages. In 1972, Kershaw visited Bavaria and was shocked to hear the views of an old man he met in a Munich cafe who told him: “You English were so foolish. If only you had sided with us. Together we could have defeated Bolshevism and ruled the earth!”, adding in for good measure that “The Jew is a louse!”As a result of this incident, Kershaw became keen to learn how and why ordinary people in Germany could support National Socialism. As a result of his work in the 1970s on Broszat’s “Bavaria Project”, Kershaw wrote his first book on the Third Reich, The ‘Hitler Myth’: Image and Reality in the Third Reich which was first published in German in 1980 as Der Hitler-Mythos: Volksmeinung und Propaganda im Dritten Reich. This book examined the “Hitler cult” in Germany, how it was developed by Joseph Goebbels, what social groups the Hitler Myth appealed to and how it rose and fell. Also arising from the “Bavaria Project” and Kershaw’s work in the field of Alltagsgeschichte was Popular Opinion and Political Dissent in the Third Reich. In this 1983 book, Kershaw examined the experience of the Third Reich at the grass-roots in Bavaria. Kershaw showed how ordinary people reacted to the Nazi dictatorship, looking at how people conformed to the regime and to the extent and limits of dissent. Kershaw described his subject as ordinary Bavarians, or as he referred to: “the muddled majority, neither full-hearted Nazis nor outright opponents, whose attitudes at one and the same time betray signs of Nazi ideological penetration
and yet show the clear limits of propaganda manipulation”. Kershaw went on to write in his preface: “I should like to think that had I been around at the time I would have been a convinced anti-Nazi engaged in the underground resistance fight. However, I know really that I would have been as confused and felt as helpless as most of the people I am writing about”. Kershaw argued
that Goebbels failed to create the Volksgemeinschaft (people’s community) of Nazi propaganda, and that most Bavarians were far more interested in their day today lives than in politics during the Third Reich. Kershaw concluded that the majority of Bavarians were either anti-Semitic or more commonly simply did not care about what was happening to the Jews. Kershaw also concluded that there was a fundamental difference between the anti-Semitism of the majority of ordinary people, who disliked Jews and were much colored by traditional Catholic prejudices, and the ideological and far more radical völkische anti-Semitism of the Nazi Party, who hated Jews. Kershaw found that the majority of Bavarians disapproved of the violence of Kristallnacht pogrom, and that despite the efforts of the Nazis, continued to maintain social relations with the members of the Bavarian Jewish community. Kershaw documented numerous campaigns on the part of the Nazi Party to increase anti-Semitic hatred, and noted that the overwhelming majority of anti-Semitic activities in Bavaria were the work of a small number of committed Nazi Party members. Overall, Kershaw noted that the popular mood towards Jews was indifference to their fate. Kershaw argued that during World War II, most Bavarians were vaguely aware of the Holocaust, but were vastly more concerned about and interested in the war than about the “Final Solution to the Jewish Question”.Kershaw made the notable claim that: “the road to Auschwitz was built by hate, but paved with indifference”.By this, Kershaw meant the progress leading up to Auschwitz was motivated by anti-Semitism of the most vicious kind held by the Nazi elite, but
it took place in a context where the majority of German public opinion was completely indifferent to what was happening. Kershaw’s assessment that most Bavarians, and by implication Germans were “indifferent” to the Shoah faced criticism from the Israeli historian Otto Dov Kulka and the Canadian historian Michael Kater. Kater contended that Kershaw downplayed the extent of popular anti-Semitism, and that though admitting that most of the “spontaneous” anti-Semitic actions of Nazi Germany were staged, argued that because these actions involved substantial
numbers of Germans, it is wrong to see the extreme anti-Semitism of the Nazis as coming solely from above. Kulka argued that most Germans were more anti-Semitic than Kershaw portrayed them in Popular Opinion and Political Dissent in the Third Reich, and that rather than “indifference” argued that “passive complicity” would be a better term to describe the reaction of the German people to the Shoah. In 1985, Kershaw published a book on the historiography of Nazi Germany entitled The Nazi Dictatorship, in which Kershaw reflected on the problems in historiography of the Nazi era. Likewise, if one accepts the Marxist view of National Socialism as the culmination of capitalism, then the Nazi phenomenon is universal, Kershaw said, and fascism can come to power in any society where capitalism is the dominant economic system, whereas the view of National Socialism as the culmination of Deutschtum means that the Nazi
phenomenon is local and particular only to Germany. For Kershaw, any historian
writing about the period had to take account of the “historical-philosophical”, “political-ideological” and moral problems associated with the period, which thus poses special challenges
for the historian. In “The Nazi Dictatorship” Kershaw surveyed the historical literature, and offered his own assessment of the pros and cons of the various approaches. However, despite
his praise and admiration for Mason, in the 2000 edition of The Nazi Dictatorship, Kershaw was highly sceptical of Mason’s “Flight into War” theory of an economic crisis in 1939 forcing the Nazi regime into war. In regard to the debate between those who regard National Socialism as a
type of totalitarianism (and thus having more in common with the Soviet Union) versus those who regard Nazism as a type of fascism (and thus having more in common with Fascist Italy),
Kershaw, though feeling that the totalitarianism approach is not without value, has argued that in essence, Nazism should be viewed as a type of fascism, albeit fascism of a very radical type. In the 2000 edition of The Nazi Dictatorship, Kershaw wrote he considered Gerhard Ritter‘s claim that one “madman” (i.e. Hitler) single-handedy caused World War II to that of a German
apologist, and that he found the historical approach of Ritter’s arch-enemy Fritz Fischer to be a far better way of understanding German history. (continued text occurs for a while)

 

Spojrzenie z za Nysy Łużyckiej na ulicę Wrocławską

Cią dalszy… Na Placu Augusta ma swoją siedzibę również Uniwersytet Lipski. Od czasu założenia w roku 1409 jest miejscem oddziaływania i kształcenia wielu wybitnych znakomitości, takich jak Thomasius, Gottsched, Lessing, Klopstock, Goethe czy Gellert. Ten dość kontrowersyjny nowy budynek, otwarty w roku 1975 jako Wieżowiec Uniwersytecki, stał się chyba najbardziej znanym symbolem  Lipska, zwanym obiegowo „Zębem Mądrości”. Do jubileuszu 600-lecia w roku 2009 siedziba Uniwersytetu zyska nowy kształt. Następnie idę wzdłuż całej Leipziger Strasse w Lipsku aż do słynnej budowli-pomnika bitwy narodów. Wychodząc z centrum miasta, po lewej sronie,
przy Johannisplatz znajduje się kompleks
Muzeum Grassiego. W skrzydłach
otaczających wewnętrzny dziedziniec mają swoją
siedzibę trzy różne muzea: Muzeum
Rzemiosła Artystycznego, Muzeum Etnologiczne
oraz Muzeum Instrumentów
Muzycznych Uniwersytetu Lipskiego. Na dziedzińcu
wewnętrznym odbywają się latem
koncerty i imprezy artystyczne. Obecnie ze
względu na renowację Muzeum
Grassiego poszczególne muzea przeniesione zostały
do tymczasowych kwater w
śródmieściu. Do kompleksu przylega Stary Cmentarz
Świętojański, na którym pochówki
urządzane były od 1278r. i który do 1883r.
stanowił jedyny cmentarz miasta.
Nagrobki z epoki baroku, rokoka i klasycyzmu 
stanowią pamiątkę po znanych
mieszkańcach Lipska. Szedłem przez godzinę tą
słuszną drogą do swoich czterech ścian chrześcijańskiej wolności. Połowa marca, piękny słoneczny dzień 2012 roku.
Pomnik Bitwy Narodów w położonej na południe od centrum miasta dzielnicy
Probstheida jest jednym z najbardziej znanych historycznych monumentów.
Poświęcony został 18 października 1913r. w setną rocznicę Bitwy Narodów.
Przypomina jako memento o bitwie sprzymierzonych z wojskami Napoleona i
obejmuje wraz z przyległymi 
terenami obszar o powierzchni
80.000 m² . Z platformy widokowej na wysokości 90 m można przy dobrej
widoczności zobaczyć centrum Lipska i okolice. Wracając w kierunku centrum
miasta 
obejrzałem z zewnątrz Rosyjską Cerkiew Pamięci Narodowej “Św. Alexija” wybudowaną w roku 1913 w celu uczczenia setnej rocznicy Bitwy Narodów pod Lipskiem, w której to
wojska rosyjskie walczyły wraz ze
sprzymierzonymi przeciwko wojskom Napoleona. Cerkiew
została poświęcona 18
października 1913r. pamięci 22.000 poległych w bitwie żołnierzy rosyjskich. Ta sakralna budowla , wzniesiona w stylu nowogrodzkim z XVI wieku, wzorowana była

na Cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego w Kolomenskoje (Moskwa). Projekt cerkwi pochodzi od petersburskiego architekta Wladimira A. Pokrowskija. Natomiast samo
wykonanie oraz kierownictwo budowy spoczęło w rękach lipskich architektów: Richarda Tschammera i Georga Weidenbacha. Cały koszt budowy w wysokości miliona
marek pokryła strona rosyjska, natomiast Rada Miasta Lipska udostępniła nieodpłatnie teren pod budowę. W tym miejscu stoczono Bitwę Narodów. Cerkiew służy jako dom boży rosyjskiej
gminie prawosławnej oraz jako muzeum. Jeszcze
raz znajduję się przy pomniku
bitwy narodów. Bitwa pod Lipskiem (niem.Völkerschlacht
bei Leipzig), znana też jako „bitwa narodów” – bitwa stoczona pod Lipskiem w dniach 1619 października 1813
roku między wojskami francuskimi pod przywództwem Napoleona, a wojskami koalicji antyfrancuskiej (złożonej z Austrii, Prus, Rosji i Szwecji). Była to największa bitwa w kampaniach Napoleona i jego najcięższa porażka, aczkolwiek bardziej symboliczną stała się bitwa pod Waterloo. Napoleon starał się utrzymać swoje zdobycze w Niemczech, zwyciężając siły rosyjsko-pruskie w dwóch zaciętych bitwach pod Lützen (2 maja), oraz Budziszynem (2021
maja
). Zwycięstwa te doprowadziły do krótkiego zawieszenia broni[1]. Sprzymierzeni podjęli
działania pod wodzą Gebharda von Blüchera, księcia Karola Szwedzkiego (Bernadotte) i Karla Schwarzenberga. ich taktyka polegała na unikaniu samego Napoleona, ale na starciach z jego marszałkami, co dało im zwycięstwa w potyczkach pod Grossbeeren, Kulm, Kaczawą (Katzbach)
i Dennewitz. Napoleon, któremu nie udało się zdobyć Berlina, wycofał się na zachód, przekraczając pod koniec września Łabę i organizując swoje siły wokół Lipska,

aby chronić swoje linie i spotkać się ze sprzymierzonymi. Armia francuska została skoncentrowana na obszarze od Taucha, przez Stötteritz, gdzie ulokowano
dowództwo, aż do Lindenau. Prusacy nadciągnęli z kierunku Wartenburga,

Austriacy i Rosjanie od Drezna, a siły szwedzkie od północy. W sumie
Francuzi mieli 190 tys. żołnierzy, zaś sprzymierzeni 360 tys. – obie strony posiadały potężną artylerię, jednak Napoleon miał 2 razy mniej armat – łącznie
po obu stronach było 2200 dział. Napoleon opracował plan mający na celu zniszczenie armii czeskiej generała Karla Schwarzenberga. Po związaniu
Austriaków i Rosjan przez 40 tys. żołnierzy Murata, na jej prawe skrzydło uderzyć miało ok. 50 tys. Marmonta
i Macdonalda (XI korpus), a centrum miało zaatakować 45 tys. żołnierzy

Oudinota i Bertranda. Cały plan zniszczył pruski gen. Blucher, który już 15
października starł się z Marmontem. Właściwa bitwa rozpoczęła się 16
października atakiem 78 tys. żołnierzy sprzymierzonych od południa (na Wachau,
Markleenberg i Liebertwolkwitz) i 54 tys. od północy, którzy niewiele jednak
osiągnęli i zostali zmuszeni do wycofania. Następnego dnia obie strony toczyły
potyczki w oczekiwaniu na nadejście posiłków. 18 października sprzymierzeni
przypuścili silny atak ze wszystkich stron, po 9 godzinach bitwy wypierając
powoli Francuzów w stronę Lipska. Obie strony poniosły ciężkie straty i tylko
odwaga francuskich żołnierzy zapobiegła przełamaniu frontu. W czasie bitwy ks. Józef Poniatowski został jako jedyny cudzoziemiec mianowany marszałkiem
Francji. Napoleon dostrzegł, że bitwa może się zakończyć jedynie
klęską i w nocy z 18 na 19 października rozpoczął wycofywanie

większości armii przez Elsterę. Przeprawa szła dobrze, dopóki
most nie został zniszczony przez zdenerwowanego francuskiego kanoniera – odciął
on od przejścia na drugi brzeg 15 tys. żołnierzy i 150 armat, w tym
Poniatowskiego otoczonego krakusami, rannego już wcześniej czterokrotnie. Polski marszałek zginął w czasie próby sforsowania rzeki na koniach, otrzymał
tam kolejny postrzał i utonął. Straty francuskie w Bitwie Narodów przekraczały
nawet straty Wielkiej Armii wracającej spod Moskwy. 55 tys. (z Polaków 9 tys.)
zabitych, rannych, wziętych do niewoli, 15 tys. Sasów zmieniło front. Wśród
dowódców straty były równie znaczne: 1 marszałek (Poniatowski), 15 generałów (z
Polaków: Estko i Kwaśniewski) oraz 14 majorów i pułkowników. Francuzi stracili 250
dział, 900 pojazdów i 130 tys. karabinów. Ceną zwycięstwa dla koalicji było 70 tys. zabitych i rannych. A
teraz jeszcze przez kilka minut oglądam polską ziemię od strony niemieckiej

siedząc na murze przy kościele świętych Piotra i Pawła w Görlitz. Widziałem młyn, most na Nysie, część polskiej ulicy Wrocławskiej w polskim Zgorzelcu, który znajduje się po drugiej
stronie rzeki. Zgorzelec, pol. hist. Zgorzelice – miasto powiatowe w Niemczech,
najbardziej wysunięte na wschód. Leży
administracyjnie w kraju związkowym Saksonia, w okręgu administracyjnym Drezno, siedziba powiatu Görlitz. Do 31 lipca 2008 Görlitz było miastem na prawach powiatu. Położone jest nad Nysą Łużycką na granicy z Polską,
w Łużycach Górnych. Szóste co do wielkości
miasto Saksonii – po Lipsku,
Dreźnie,Chemnitz,Zwickau i Plauen. Siedziba biskupów: ewangelickiego i katolickiego. Dawniej tworzyło jedno miasto wraz z Zgorzelcem, dzisiejszym miastem położonym w województwie dolnośląskim. Görlitz jest jednym z niewielu niemieckich miast tej wielkości niezniszczonych podczas II wojny światowej, a co
za tym idzie posiadających niezaburzony układ przestrzenny i zabytki ze wszystkich epok historycznych. Zachodzi słońce, trzeba mi wracać do ojczyzny.

Spojrzenie z zachodu

Stanisław Barszczak, Międzynarodowe
Targi Książki i kasztan czasu,

Lipsk leży we wschodniej części Niemiec, w kotlinie znajdującej się w północno-zachodniej części Saksonii, nad rzekami: Elsterą, Pleisą i Partą. Średnia wysokość nad poziomem morza wynosi 118 m. Lipsk ma obecnie około 500.000 mieszkańców. Obszar miasta obejmuje powierzchnię
297,6 km². Klimat jest tu stosunkowo łagodny. Lipsk jest tradycyjnie już ważnym
węzłem komunikacyjnym. To położone na skrzyżowaniu szlaków handlowych i militarnych
centrum targowo-handlowe łączy dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, drogi komunikacyjne wywodzące się ze wszystkich stron świata.  W X w. Lipsk był małą słowiańską osadą. W XII w. zbudowano tu niemiecką osadę handlową (prawa miejskie w 1165). Do XV w. miasto podlegało władcom Saksonii, następnie uzyskało status wolnego miasta cesarskiego. W 1409
w mieście otwarto uniwersytet, jeden z pierwszych na terenie Niemiec. W XVII w. Lipsk ucierpiał znacznie w wyniku działań wojny trzydziestoletniej, 16-19 października 1813 roku nieopodal miasta rozegrała się “Bitwa Narodów“, zakończona klęską wojsk Napoleona i śmiercią jednego z
wodzów – ks. Józefa Poniatowskiego. “Bitwę Narodów” upamiętnia monumentalny pomnik, wysokości 91 m, wzniesiony w stulecie wydarzeń z 1813. Pod koniec ostatniej wojny miasto
było bombardowane przez wojska alianckie. Szczęśliwie jednak zniszczenia były, w porównaniu z innymi miastami niemieckimi, niewielkie. Straty poniosło głównie Stare Miasto (Altstadt), które niestety zostało tylko częściowo odbudowane. Uratowały się jednak pozostałe dzielnice, dzięki czemu Lipsk ma dziś najlepiej zachowany zespół architektury z wieku XIX i początku XX wieku. Poza obrębem Starego Miasta możemy podziwiać, nie zniszczone wojną, wielkomiejskie XIX-wieczne dzielnice z zabudową reprezentującą przede wszystkim style historyzmu. Na szczególną
uwagę zasługuje położona na zachodzie miasta dzielnica Lindenau, będąca do 1891 r. osobnym miastem. Rynek położony jest w centrum miasta. Na jego środku znajduje się wkomponowana w bruk mozaika, przedstawiająca godło Lipska. Wcześniej był on miejscem ostatnich egzekucji i pierwszych politycznych demonstracji w Lipsku. W roku 1824 zginął tutaj pod toporem kata Woyzeck, ożywiony później w dramacie Büchnera. W roku 1830 mieszkańcy Lipska wymusili na
tym placu konieczne reformy, w następstwie których w nowej ordynacji miejskiej
zapisano na stałe zasadę współdecydowania mieszczaństwa. Obecnie Rynek zaprasza
do świętowania i zabawy. Jest on ulubionym miejscem spotkań szczególnie z
takich okazji, jak Święto Miasta, koncerty plenerowe Classic Open, dni targowe,
Jarmark Bożonarodzeniowy i wiele innych imprez.Obecnie trwa budowa stacji Rynek
w ramach tunelu śródmiejskiego, który ma zostać ukończony do roku 2009.  Stary Ratusz, wybudowany przez burmistrza Lipska Hieronymusa Lottera na przełomie lat 1556/1557 w rekordowym czasie dziewięciu miesięcy, w okresie pomiędzy dwoma targami, należy do najpiękniejszych budowli renesansowych w Niemczech. Jeszcze przed pierwszą gruntowną renowacją w roku 1672 uzupełniony został kilkoma dodatkowymi elementami architektonicznymi.
W roku 1744 podwyższono wieżę, wykańczając ją w stylu barokowym. Dopasowano przy
tym szczyt wieży, sprawiający wcześniej wrażenie nieco ociężałego, do
strzelistych wież kościołów św. Mikołaja i św. Tomasza. Asymetria architektury
pozbawia ten wydłużony budynek banalnego wyglądu. Od roku 1909 Stary Ratusz
jest siedzibą Muzeum Historii Miasta. W historycznej sali ceremonialnej
odbywają się koncerty i uroczystości. Naprzeciwko starego Ratusza znajduje się
Instytut Polski w Lipsku, tutaj byłem na jednym ze spotkań polonii lipskiej. Po
„lipskiej nocy” mogłem podziwiać jedyną budowlą miasta. Budowa Nowego Ratusza,
wzniesionego w oparciu o plany dyrektora ds. zabudowy miejskiej Hugo Lichta na
fundamentach dawnych umocnień obronnych zamku Pleißenburg, ukończona została w
roku 1905. Razem z wybudowanym w roku 1912 Urzędem Miejskim (Stadthaus) budowla
ta obejmuje 870 pomieszczeń. Obecnie jest siedzibą administracji miejskiej. Po
prowadzonych od początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku szerokich
pracach restauratorskich wspaniale prezentują się bogato zdobione fasady i
nadbudówki. Wysoka na 110 m wieża ratusza stoi na fundamentach starej baszty
miejskiej i jest dostępna jako wieża widokowa, którą można zwiedzić z
przewodnikiem. Obszedłem majestatyczny ratusz dookoła, by podejść do wybudowanego
w roku 1212 Kościoła św. Tomasza (Thomaskirche), który w centrum miasta stanowi
dominujący element odrodzonego na nowo w swoim pierwotnym pięknie
przykościelnego dziedzińca (Thomaskirchhof). Założony jako dom boży
augustiańskiego kolegium kanoników, uzyskał w XV wieku formę późnogotyckiego
kościoła halowego. Kościół był wielokrotnie przebudowywany, zarówno wewnątrz,
jak i na zewnątrz. Utrzymana w barokowej formie kopuła wieży odpowiada
oryginałowi z roku 1702. Wspaniały portal główny powstał około roku 1886. Obecnie
Kościół św. Tomasza służy jednocześnie jako sala koncertowa i dom boży. Znany
jest przede wszystkim jako miejsce działalności sławnego na całym świecie chóru
Thomanerchor oraz jego najbardziej znanego kantora, Jana Sebastiana Bacha.
Działał on w Lipsku od roku 1723 do swojej śmierci w roku 1750 i był jako
kantor dyrektorem muzyki kościelnej, ratuszowej i uniwersyteckiej, czyli de
facto dyrektorem muzycznym miasta. Jego grób znajduje się w prezbiterium
kościoła. Przed południowym portalem Kościoła św. Tomasza znajduje się
wzniesiona w roku 1908, wysoka na 2,45 m statua z brązu, przedstawiająca Jana
Sebastiana Bacha. Jego autorem jest Carl Seffner. Latem odbywają się tutaj ”Koncerty
pod pomnikiem Bacha”. Stary pomnik Bacha, ufundowany przez Mendelssohna
Bartholdy’ego, odsłonięty został w roku 1843 i znajduje się na skwerze przy
ulicy Dittrichring, naprzeciwko Kościoła św. Tomasza. Dom Bosehaus znajduje się
naprzeciwko Kościoła św. Tomasza. Ten czteroskrzydłowy dom kupiecki z XVI wieku
został przebudowany i poszerzony w zgodzie z XVIII-wieczną modą przez kupca
Georga Heinricha Bosego. Zachowany został przy tym godny uwagi hol wejściowy z
potężnym sklepieniem, który jest pozostałością po pierwotnej budowli z roku
1586. Częstym gościem w domu kupca Georga Bosego była rodzina Bacha. W sali bankietowej
odbywały się koncerty. Obecnie budynek mieści Archiwum Bacha z Muzeum Bacha. Za
sprawą stałej ekspozycji „Bach w Lipsku” muzeum pozwala na wgląd w życie,
działalność i spuściznę Bacha. W pobliżu tego domu mogłem przenocować za 119
Euro, ale tym razem nie skorzystałem z tej okazji. Za sprawą restauracji-kawiarni ”Zum Arabischen Coffe Baum” (Pod Arabskim Drzewem Kawowym) Lipsk posiada najstarszą, obok paryskiej “Café Procope”, kawiarnię Europy. Adam Heinrich Schütze otworzył barokową kawiarnię “Coffe Baum” w roku 1694 przy ulicy Kleine Fleischergasse 4 i tam po raz pierwszy
zaserwował kawę. Przez następne trzy stulecia spotykało się tutaj wiele
znakomitości miasta i rozkoszowało popularnym napojem. Gottsched, Klinger, E.
T. A. Hoffmann czy też Wagner regularnie wpadali do kawiarni. Także Goethe,
Lessing, Bach i Grieg byli tutaj częstymi gośćmi. W położonym na parterze
pokoju, Robert Schumann spotykał się stale w latach 1828 – 1844 ze swoimi
przyjaciółmi. Także rewolucjoniści, tacy jak Blum, Liebknecht czy Bebel, mieli
tu swój drugi dom. W roku 1990 dyskutowali tutaj Helmut Kohl i Lothar de
Maizière nad szansami zjednoczenia Niemiec. Sławna jest płaskorzeźba z
piaskowca ponad portalem “Coffe Baum”. Turek osmański z wielkim
dzbanem wręcza Amorowi filiżankę kawy. Symbolizuje ona spotkanie
chrześcijańskiego zachodu z islamskim orientem. Nikt inny, jak sam August Mocny
ufundował tę płaskorzeźbę w roku 1720 w podziękowaniu za usługi miłosne
gospodyni. Na trzecim piętrze znajduje się, jedno z najważniejszych na świecie,
Muzeum Kawy. W 15 pomieszczeniach prezentowanych jest ponad 500 wybranych
eksponatów z 300 lat historii saksońskiej kawy i kultury. Dwór Barthela jest
jedynym zachowanym domem przechodnim z XVIII wieku, z okresu targów towarowych.
Dom ten był najstarszą budowlą renesansową w Lipsku. W połowie XVIII wieku
został przebudowany w stylu barokowym na polecenie naczelnika miasta oraz kupca
– Johanna Gottlieba Barthela. Obecna fasada pochodzi jednak z roku 1871, a
wspaniały renesansowy wykusz, widoczny na dziedzińcu, znajduje się tam dopiero
od roku 1872r. Jako świadectwo lipskiej architektury handlowej ten imponujący
dwór ukazuje nam za sprawą swojej kubatury i wysokości, a także spichlerza
strychowego, obraz życia w Lipsku za czasów targów towarowych. Wciąż jeszcze
widoczne są tutaj na potężnych skrzydłach dworu z XVIII wieku wysięgniki
żurawi, którymi wciągano pierwotnie towary do magazynów. Handel już w XVI wieku
chętnie był przenoszony na dziedzińce dworów, gdyż chroniły one przed wiatrem,
upałem i deszczem.  Po roku 1989 kompleks został odrestaurowany i znowu prezentuje się w całej swojej krasie. Obok oryginalnych sklepów na dziedzińcu wewnętrznym znajduje się tutaj również urządzona w roku 1890 gospoda “Barthels Hof” (Dwór Barthela),
oferująca wiele saksońskich specjalności kulinarnych… Ulica Brühl była do
drugiej wojny światowej znanym na całym świecie centrum kuśnierstwa i handlu
futrami. O niegdysiejszej sławie świadczą jeszcze niektóre domy przy
Nikolaistrasse. Ulicę Brühl ze starych czasów można podziwiać już tylko w Muzeum
Historii Miasta. Przy Brühl 52, róg Nikolaistrasse, znajduje się wzniesiony w
latach 1909/10 przez Paula Burkhardta “Dom Gloecka”. Fasadę, całą z
wapienia muszlowego, zdobią płaskorzeźby przedstawiające narody z różnych stron
świata – symbol globalnych powiązań tego niegdysiejszego domu handlowego. Zameczek
w Gohlis, pomnik architektury z okresu schyłkowego baroku, zbudowany w latach
1755/56, położony jest na obrzeżach parku Rosental, zaledwie kilka minut pieszo
od centrum miasta. Stanowi on jedyne w swoim rodzaju świadectwo mieszczańskiego
stylu życia z końca XVIII wieku, ale również, i to nie tylko ze względu na
zachowane malowidła Adama Friedricha Oesera, doskonały przykład sztuki
dekoracyjnej. Od czasu ponownego otwarcia, już po zakończeniu szeroko
zakrojonych prac renowacyjnych w 1998r., do odwiedzenia tego miejsca zachęcają
liczne bankiety i imprezy, koncerty kameralne, odczyty oraz inscenizacje
teatralne i baletowe. Wnętrza Zameczku w Gohlis oferują wymarzone warunki dla
różnych uroczystych okazji. W dzielnicy Gohlis, zaledwie kilka kroków od
Zameczku w Gohlis, znajduje się Dom Schillera, stanowiący jego letnią kwaterę w
roku 1785 i będący zarazem najstarszym literackim miejscem pamięci w Niemczech.
Friedrich Schiller mieszkał od maja do września 1785r. w Gohlis, wówczas
jeszcze wsi, w domu miejscowego chłopa Schneidera, we wzniesionym w 1717r.
budynku mieszkalnym trójstronnej zagrody, w izbie z sypialnią na górnym
piętrze. Wystawa w Domu Schillera pozwala ożywić atmosferę tamtego czasu oraz
osób, z którymi poeta spotykał się wówczas i przyjaźnił. Owa wystawa poświęcona
jest pracy literackiej Schillera oraz inscenizacjom jego dzieł w Lipsku. Jako
przykład służą tutaj m.in. dramaty “Intryga i miłość” oraz “Don Carlos”, a także oda “Do radości “, która za sprawą skomponowanej przez Beethovena oprawy muzycznej stała się znana na całym świecie. Zatrzymałem się przy przepięknym dworcu kolejowym w Lipsku. A nawet usiadłem przy dopiero co przyciętych dwóch lipach w tutejszym parku. Dworzec Główny posiada 26 peronów i jest jedną z największych końcowych stacji kolejowych i jednym z największych dworców pasażerskich Europy. Oddanyzostał do użytku w roku 1915, zastępując kilka mniejszych dworców. Od czasu zakończenia modernizacji w roku 1998 jest jednym z najnowocześniejszych dworców w Niemczech i posiada za sprawą Promenad Dworcowych zintegrowane centrum handlowo-usługowe. Na trzech poziomach o łącznej powierzchni ok. 30.000 m2 znajduje się ok. 140 sklepów. Są tam ponadto dwa parkingi wielopoziomowe, przy czym jeden z nich
jest bezpośrednio zintegrowany z dworcem. W roku 2003 rozpoczęto budowę tunelu
śródmiejskiego, przez który w przyszłości będą przejeżdżać pociągi podmiejskie,
regionalne i dalekobieżne. Podziemne stacje przewidziano na Dworcu Głównym,
Rynku, Wilhelm-Leuschner-Platz oraz na Dworcu Bawarskim (Bayerischer Bahnhof).
Tunel śródmiejski będzie umożliwiał obok lepszego połączenia lotniska i Targów
ze śródmieściem oraz rejonem Chemnitz, Hof, Zwickau i Drezna również szybsze
połączenie z północy na południe Niemiec. Zgodnie z obecnymi planami ukończony
zostanie w roku 2009. Plac przed Dworcem Głównym jest najważniejszym węzłem
komunikacji miejskiej oraz bramą do centrum miasta. Przed imponującą fasadą
Dworca Głównego spotyka się większość linii tramwajowych i wiele linii
autobusowych. Lipsk uzyskał w roku 1497 status miasta targowego. Nadany przez
cesarza Maksymiliana I i potwierdzony w roku 1507 przywilej targowy, czyni z
Lipska najstarsze miasto targowe świata i cieszący się międzynarodowym
rozgłosem ośrodek przyciągający kupców i zwiedzających. Od połowy roku 1996
miasto dysponuje Nowymi Terenami Wystawowymi. Powstały one po pięcioletnim
okresie planowania i budowy za sumę 700 milionów Euro. Dzięki temu Targi
Lipskie dysponują pięcioma połączonymi ze sobą halami wystawowymi o powierzchni
20.500 m² każda oraz Szklaną Halą, jako sercem terenów wystawowych. „I ja tam
byłem, a co widziałem w księgi umieściłem.” Tramwajem linii nr. 16 podjechałem
na Międzynarodowe Targi Książki, miałem skądinąd zaproszenie tutaj, zostawiłem
kilka książek. Lipsk rozwinął się z historycznego w nowoczesne centrum targowe.
Po trzech godzinach zwiedzania Targów wróciłem pod dworzec. Wreszcie podchodzę
pod pobliski Kościół św. Mikołaja, który przeszedł do współczesnej historii za
sprawą modłów o pokój, w wyniku których zainicjowana została pokojowa
rewolucja, a w jej efekcie zjednoczenie Niemiec w roku 1989, jest najstarszym
kościołem miasta. Jako rok założenia przyjmowany jest rok 1150, wzmianka w
dokumentach pojawia się dopiero w roku 1213. Był wielokrotnie przebudowywany i
posiada elementy romańskie, gotyckie, renesansowe, barokowe i klasycystyczne. Organy
koncertowe z czterema manuałami należą do największych w Niemczech. Za
Kościołem z tyłu Starego Ratusza leży Rynek Łakoci. Jego wąską północną stronę
zajmuje wybudowana w roku 1687 Stara Giełda Handlowa, w której we wczesnym
okresie funkcjonowania targów kupcy zawierali umowy. Sala reprezentacyjna na
pierwszym piętrze wykorzystywana jest obecnie do organizowania małych imprez i
koncertów. Stojący przed Starą Giełdą Handlową pomnik przypomina o latach
studenckich Johanna Wolfganga Goethego w Lipsku i jego przyjaciółkach z lat
młodości. Na południowej stronie Rynku wzrok przyciąga Dom Królewski, należący
do najbardziej interesujących pod względem historyczno-kulturalnym zabytków
Lipska. Około roku 1610 profesor medycyny Welsch zlecił wzniesienie w miejsce
wybudowanego w XV wieku domu bardzo okazałej budowli, w której wkrótce Rada
Miejska zaczęła przyjmować swoich gości. W roku 1698 mieszkał tutaj Piotr
Wielki, kiedy to zatrzymał się w Lipsku podczas swojej podróży powrotnej z
Holandii do Rosji. W latach 1706-1707 zamożny właściciel manufaktury Andreas
Dietrich Apel zlecił Gregorowi Fuchsowi przebudowę budynku w stylu barokowym.
Odtąd goście zaczęli rzeczywiście preferować ten dom. August Mocny urządzał
tutaj swoje huczne zabawy, za które rachunek pokrywało miasto. W dniu
19.10.1813 w pokoju wykuszowym na pierwszym piętrze Napoleon pożegnał się z
królem saksońskim. W Domu Królewskim zmarł w roku 1820 wódz naczelny sprzymierzonych,
Karl Filip Schwarzenberg, zwycięski książę z bitwy narodów, kiedy po raz
ostatni odwiedził miejsce Bitwy Narodów. Do roku 1781 dziedziniec służył czasowo
do organizowania koncertów „Muzykującego Towarzystwa ” Johanna Adama
Hillera. W roku 1932 lipski architekt Curt Schiemichen wkomponował pasaż w
budynek, który przekształcony został w owym czasie we wzorcowy dom targowy. Obecnie
jest to dom towarowy. Błądzę przez moment wokół Dworu Specka, który jest
najstarszym zachowanym pasażem w Lipsku i należy do najbardziej wybitnych pod
względem architektonicznym domów towarowych Lipska. Na terenie wzniesionego w
latach 1908-1909 przez Emila Franza Hänsela domu targowego stał wcześniej znany
dom handlowy, którego właściciel nazywał się Speck, a właściwie Baron von
Speck, i mimo nobliwego nazwiska handlował wełną i zajmował się hodowlą owiec.
Szybki rozrost sąsiednich domów handlowych stanowił impuls do budowy
pięciopiętrowego pałacu targowego. Interesy szły tak dobrze, że w roku 1911 i
następnie w roku 1928 konieczne było poszerzenie obiektu. Już w trakcie
pierwszej rozbudowy w roku 1911 Dwór Specka połączony został przejściem z Domem
Hanzeatyckim. Dwór Specka był ponadto pierwszą budowlą targową z wymuszonym
kierunkiem przemieszczania się odwiedzających i służył wielu dalszym obiektom
targowym za wzór. Do roku 1989 ten dom targowy, dysponujący 6.000 m2
powierzchni wystawowej, stanowił miejsce wystawiania wyrobów skórzanych i
jubilerskich.Najnowszą atrakcją są tutaj trzy oszklone dziedzińce,
przyozdobione dziełami sztuki współczesnej. Bruno Giesel z Lipska, Moritz Götze
z Halle oraz Johannes Grützke z Berlina pokryli ściany dziedzińców
fantastycznymi fryzami, malunkami i medalionami z ceramiki. Na dziedzińcu A
Giesel stworzył malowany fryz pt. „Psychologia czasu“. Fryz ścienny na
dziedzińcu B: “Ranek, południe, wieczór” Goetzego składa się z ok.
20.000 ceramicznych płytek. Na dziedzińcu C Grützke wykonał 16 medalionów
dowcipnie obrazujących proste przedmioty użytkowe, przy wykorzystaniu techniki
emaliowania i glazurowania. Godne uwagi są również odrestaurowane Pasaże
Miedziane oraz lampy w stylu art déco, które uprzyjemniają wędrówkę wzdłuż
dwóch tuzinów sklepów. W swoim połączeniu starego i nowego pasaż ten należy do
najbardziej znamienitych w całych Niemczech. Bardzo szybko wychodzę potem na plac
Augusta. Jak żaden inny plac, Plac Augusta odzwierciedla historię architektury
Lipska w XX wieku. Za sprawą otaczających go lub przylegających do niego
budynków udziela on oglądającemu lekcji o przemianach architektonicznych w
minionych dziesięcioleciach. Rewolucyjne wrażenie musiał sprawiać swego czasu
wzniesiony w roku 1929 trzynastopiętrowy wieżowiec „Europa”. Po jego prawej
stronie widać pamiątki z epoki Stalina, okazałe pałace mieszkalne z wczesnych
lat pięćdziesiątych, natomiast po jego lewej stronie szereg budynków powstałych
w czasach Ulbrichta: niegdysiejszy hotel “Niemcy”, obecnie “Mercure”,
oraz szklano-aluminiową konstrukcję Głównego Urzędu Pocztowego. Koniec placu
wyznacza najwyższy budynek mieszkalny miasta. Ten 31-piętrowy wieżowiec z roku
1972 ucieleśnia obok gmachu Nowych Sukiennic (Neues Gewandhaus) czasy panowania
Honeckera. Wzniesiona w roku 1886 neobarokowa fontanna Mende (wysokość 18 m)
jest jedynym zachowanym świadectwem jednej z najbardziej znamienitych aranżacji
placów w Niemczech w schyłkowym okresie XIX wieku. Zrekonstruowana i
uzupełniona nowymi kawałkami porfiru, stanowi obecnie, stojąc naprzeciw Nowych
Sukiennic (Neues Gewandhaus), wyrazisty kontrast z nowoczesą formą Placu
Augusta.

Fragmente von Geschichten über König Enzio

Stanisław Barszczak, Odyssee von Henry, Akt II,

B. Die Szene, in der Provinz von Spoleto, von Cremona oder von Viterbo, in der Nähe von
Rom (Weihnachten-1237)

In dieser Phase verschärfte sich der Konflikt mit dem Papst weiter: Enzio, der älteste, uneheliche Sohn Friedrichs, heiratete im Oktober 1238 die Erbin des größten Teils Sardiniens und nahm den Königstitel über die Insel an. Der Heilige Stuhl, der die Lehnshoheit über Sardinien beanspruchte, erkannte Enzio in dieser Funktion nicht an. Weit schwerer wog aber der Interessenkonflikt in der Byzanz-Politik. Zur Unterstützung des lateinischen Kaisers Balduin II. in seinem Kampf gegen die Griechen warb der Papst ab 1237 für einen Kreuzzug. Friedrich verhandelte gleichzeitig mit dem byzantinischen Kaiser Johannes III., dem Gegner Balduins. Nachdem Friedrich für seine Feldzüge in Italien byzantinische Söldner gestellt bekommen hatte, sperrte er im Gegenzug mehrere Häfen und ließ eine Kreuzzugs-Vorhut gefangensetzen, was den Aufbruch des Heeres deutlich verzögerte. Der Papst ging dagegen vor. Er unterstützte eine Propagandakampagne, die Friedrich als den Antichristen darstellte, vermittelte ein Bündnis zwischen Genua und Venedig, wodurch eine Flotte entstand, die Sizilien hätte bedrohen können, und besiegte die kaisertreue ghibellinische Adelspartei in Rom. In dieser angespannten Situation starben Anfang 1239 kurz hintereinander Hermann von Salza und Kardinal Thomas von Capua, die bis dahin als Vermittler
zwischen Kaiser und Papst gedient hatten. Weiter verschärft wurde die Auseinandersetzung durch einen Brief Friedrichs vom 10. März 1239 an das Kardinalskollegium, in dem er Gregor IX. offen
des Bündnisses mit den aufständischen Lombarden beschuldigte. Der Papst veröffentlichte darauf eine erneute Bannbulle. Diese wurde, wohl um ein gegenteiliges Urteil der Kardinäle zu verhindern, schon kurz nach dem Eintreffen des Briefes des Kaisers bereits am Palmsonntag, dem 20. März 1239, und nicht, wie üblich, erst am Gründonnerstag veröffentlicht. Das Anathema
listet unter vielen Vorwürfen auch den besonders schweren der Ketzerei auf, aber auch die angebliche Zugrunderichtung des päpstlich beanspruchten Sizilien durch Friedrich.

-(Mutter Bianka) Mein Sohn, Sie wissen, wie ein Schmetterling ist das Symbol für neues Leben, ein neuer Anfang. Jetzt Ich versuche nur zu leben, Sohn. Ich will einfach Leben, mein Sohn wachsen zu sehen. Sie können  nicht all immer bekommen, was Sie wollen, aber wenn Sie manchmal versucht, Sie möglicherweise finden können, was Sie brauchen.

-(Enzio) Realen Situationen und realen Probleme können mit realen Gespräch gelöst werden. Mutter, Adelasia, sie im Hause allein für so viele Jahre war. Sie wissen, ein Zelt ist mein zweites Zuhause, aber Capitana ist meine erste.

–(Bianka)Ihre Lieder sind Ihre Planeten. Leben sie auf ihnen, aber keine Heimat dort du machst. Lieber, alles ich will ist schwer und was ich will, dass ist für sich selbst sehr schwierig, und alles da wird schön und frisch für Sie. Wer weiß wie lange ich liebe Sie, Sie wissen, dass ich Sie Liebe. Ich sagte Ihnen, ich immer zu dir kommen würde. Warum hast du nicht gewartet für mich? Nun, Sie waren tot; aber Tod es kann wahren Liebe nicht aufhören.

-(Enzio) Alles, was wir tun können, ist an jeder Haltestelle für die Liebe des Augenblicks verzögern. (Ein Moment danach) Wir entdecken neue Wahrheit und schütteln ein Klischee. Als ich jung war, ging ich bis an die Spitze der Berge…

-(Bianka) Die Wahrheit ist, dass wenn er dies, der Sie töten will mag, es keine andere Wahl gibt. Was tun? Wie zu entkommen, oder wie kämpfen, seit dem Pass, gäbe ich bei der geliebten Person nur Schmerzen? Nun wollte sie von mir nichts anderen als meinem Leben, wie ich es ihr nicht geben könnte? Kennen Sie diese Aussage der Bibel: “Wahrlich, wahrlich ich sage euch: Wenn Sie jünger warst, gürtetest du dich selbst und wandeltest, wo du hin wolltest; wenndu aber alt wirst, wirst du deine Hände ausstrecken, und ein anderer wird dich gürten, und führen, wo du nicht hin willst.”

-(Enzio) Ich habe noch es nicht verstehen.

C. König Enzio, Herzog von Schwaben und Adelazja, Prinzessin von Logudoro in Sardinien, Oktober Nacht, Goceano, Sardinien(1238)

Enzio (italienischer Name für Heinz), König von Sardinien 12391249/1272 (geboren um 1220; starb 14. März 1272 in Bologna), war ein unehelicher Sohn Kaiser Friedrichs II. und der schwäbischen Adligen Adelheid, vermutlich aus dem Hause der Herzöge von Urslingen. Enzio war ein Liebling seines Vaters, dem er einigen Quellen zufolge in Aussehen und Charakter sehr ähnlich gewesen sein soll und mit dem er die Liebe zur Poesie teilte. 1238 von Friedrich II. zum Ritter geschlagen, heiratete er im gleichen Jahr Adelasia de Lacon-Gunale (geboren um 1207; starb 1255), Iudicessa (wörtlich übersetzt: Richterin) von Torres (der Nordwesten Sardiniens),
Tochter des Richters Mariano II. von Torres und der Agnes de (Lacon-)Massa, und Witwe des Richters von Gallura (der Nordosten Sardiniens), Ubaldo Visconti. 1246 wurde diese Ehe auf
Betreiben Adelasias wieder geschieden. Die Insel Sardinien war damals in vier Teilkönigreiche (Judikate) geteilt, deren Herrscher den Titel “iudex”, d.h. Richter, führten. Tatsächlich aber hatten sie eine königgleiche Stellung inne. Adelasia brachte in ihre Ehe mit Enzio zwei der
vier Teilkönigreiche ein. 1239 wurde Enzio von seinem Vater zum König von Sardinien
und Generallegaten in Mittel- und Oberitalien ernannt. In dieser Funktion führte er in der Romagna, in den Marken und in der Toskana militärische Unternehmungen gegen die aufständischen Guelfen. Enzio bereitete die Gefangennahme hoher kirchlicher Würdenträger vor, die von Gregor IX. zu einem Konzil nach Rom gerufen waren, um Friedrich II. zu exkommunizieren. Die eigentliche militärische Operation bei der Seeschlacht von Giglio führte aber nicht er, sondern ein kaiserlicher Admiral, der 1241 jene genuesischen Schiffe bei der Insel Giglio abfing, auf denen sich Bischöfe und Kardinäle aus ganz Europa befanden. Zusammen mit Ezzelino da Romano kämpfte Enzio danach in Oberitalien gegen die guelfischen Kommunen. 1245 von den Mailändern bei Gorgonzola gefangengenommen, wurde er sofort gegen Gefangene ausgetauscht. 1247 nahm er an der glücklosen Belagerung Parmas teil. In dieser Zeit (1247/48) schloss er seine zweite Ehe mit Freiin von Enne (di Egna), einer Tochter des Henricus III., Podestà von Verona und Nichte von Ezzelino da Romano. Wenige Monate nach seiner zweiten Vermählung geriet er am 26. Mai 1249 nach der Schlacht bei Fossalta bei Modena zusammen mit
zahlreichen Deutschen und Cremonesen in bolognische Gefangenschaft. Obwohl Friedrich II. seine sofortige Freilassung forderte, beschloss die Kommune Bologna, Enzio bis zu seinem Tode
gefangenzuhalten, gleichsam als lebendes Symbol des Stolzes der Stadt. Enzio lebte danach mehr als 22 Jahre in ritterlicher Haft in jenem “Palazzo Nuovo” der Kommune, der nach ihm bis
heute “Palazzo di re Enzo” heißt. Hier meditierte er in melancholischen Versen nach Art der Scuola poetica siciliana (Sizilianische Dichterschule) über sein eigenes tragisches Schicksal und den Untergang seines Hauses. Von ihm sind zwei Canzonen, ein bekanntes Sonett (“Tempo
vene che sale chi discende”) und ein Fragment erhalten. Enzios Grabinschrift stammt von dem berühmten Magister der Ars Notaria, Rolandino de’ Passeggeri, dem irrtümlich auch die Verfasserschaft des stolzen Briefes der Bolognesen an Friedrich II. zugeschrieben wurde, in welchem dem Kaiser die Auslösung seines Sohnes verweigert worden ist. Die Gestalt des
unglücklichen jungen Herrschers, dessen Tapferkeit, Bildung und blonde Schönheit von allen gerühmt wurde, inspirierte Giovanni Pascoli zu seinen “Canzoni di re Enzio” (1909). Enzio hinterließ nachweislich seine ehelichen Nachkommen. In seinem Testament erwähnt er eine Tochter namens Elena (als Tochter einer gewissen Frascha), die den Pisaner Guelfo della Gherardesca heiratete und mit diesem mehrere Kinder hatte. Des Weiteren werden in Enzios
Testament die beiden Töchter Magdalena und Costanza genannt, allerdings ohne Nennung der Mutter. Hinweise auf andere Nachkommen, z.B. einen vermeintlichen Sohn mit Namen Heinrich, sind spekulativ. Die Geschichte von einem angeblichen Sohn namens Bentivoglio, auf den sich später das gleichnamige bologneser Geschlecht berief, ist dem Bereich der Legende zuzuordnen.

Adelasia (Adelheid) von Torres, Erbin der Judicate Torres und Gallura (Sardinien), wurde am 1207 Jahr geboren. Tochter des Marianus II. Judex von Torres (aus der Sippschaft des Judex Comita II. Gonnario) und der Agnes von Gallura, Tochter des Guglielmo, Judex von Gallura. 1236 Richterin von Torres. Die letzte Judicissa (1219-1259), Tochter Marianos II., stand nach dem Tod ihres Gatten Ubaldo Visconti (+ 1238) im Zentrum zahlreicher Heiratsprojekte (des Papstes, des Kaisers, Genuas und Pisas), die darauf abzielten, das sardische Königreich dem guelfischen und ghibellinischen Einfluß zu unterstellen. Die Verhandlungen führten schließlich zur Eheschließung der Judicissa mit dem Sohn Friedrichs II., Enzio. Weniger als ein Jahr nach der Heirat verließ Enzio 1239 seine Residenz Sassari, um seinen Vater im Kampf gegen die guelfischen Kommunen zu unterstützen.Vor ihrem Tod (1259) setzte Adelasia den Heiligen Stuhl als Erbe ein. Das Logudoro wurde Schauplatz erbitterter Kämpfe zwischen den Doria, den Judices von Arborea, die sich die meisten Kuratorien des Königreiches teilten, während Sassari sich mit den Kuratorien Romangia und Flumenargia als Kommune konstituierte. Tochter des Marianus, Judex von Torres (aus der Sippschaft des Judex Comita II. Gonnario) und der Agnes von Gallura, Tochter des Guglielmo, Judex von Gallura (so nach Pompejo Conte Litta; urkundlich bisher nicht belegbar). Tochter von Mariano II. iudex von Torres und Agnese de (Lacon-)Massa. 1236 Richterin von Torres; Witwe des Ubaldo Visconti iudex von Mariano. Drei Ehen von Adelasia: erste Ehe um 1222 mit Ubaldo (Ubaldino) Visconti aus Pisa (um 1200- um 1237), durch seine Frau Judex von Torres und Gallura; Adelasia zweite Ehe um 1238 mit König Enzio, von Papst Innozenz IV. getrennt 1248; KÖNIG ENZIO, starb 14.3.1272 in Bologna (in Gefangenschaft); Grabstätte: Bologna, S. Domenico; Adelasia dritte Ehe um 1249 mit Michael Zanche, Seneschall des Königs Enzio.  Kinder: Helena, Heinrich. So, ADELASIA VON TORRES, Erbin des größten Teils von Sardinien , wie ich schon gesagt habe, geborene spätestens um 1207 (Sardinien), starb 1259. Eltern: Marianus, Judex von Torres, und Agnes, Tochter des Guglielmo, Judex von Gallura. Kinder von Adelasia: 2. Ehe:  Helena 1239/47- nach März 1272;  Heinrich 1240/47- nach 10.5.1305; Wohl Sohn der Adelasia. Weiteres Schicksale unbekannt. Ob verheiratet? Auch diesem vom Vater sehr geliebten Sohn wurde die Gattin bestimmt, wobei wiederum politische und territoriale
Interessen ausschlaggebend waren. Enzios erste, mehr als 10 Jahre ältere Frau war Adelasia, die Witwe und Erbin des Herrn von Torre und Gallura, zweier bedeutender Judikate der Insel
Sardinien. Der Kaiser verlieh daraufhin Enzio den Titel eines Königs von Sardinien. Die Ehe wurde im Oktober 1238 geschlossen, nachdem Enzio zum Ritter geschlagen worden war. Der Papst widersprach der Heirat, die dem sizilischen Königreich eine Gebietserweiterung einbrachte, ja er verbot sie. Adelasia mochte mit dem Papst gegen die Staufer in Verbindung gestanden sein. Schließlich wurde die Ehe auf Drängen des Papstes wegen Ehebruch des Gatten geschieden.
Enzios erste Frau Adelasia verheiratete sich nach der Scheidung mit Michele Zanchi,
der zur Zeit Enzios Statthalter in Sardinien gewesen war. Er wurde von seinem Schwiegersohn Branca d’Oria ermordet.

-(Enzio) Ihre Augen sind die Größe des Mondes…

Im Brief Enzios aus Bolonia zu Adelasia:

Ich stand ganz allein gegen die Außenwelt. Sie waren auf der Suche nach einem Ort zu verstecken. Verloren und einsam, jetzt haben Sie mir der Wille zu überleben gegeben. Wenn
wir hungrig sind, Liebe hält uns lebendig. (Es wird eine weitere Geschichte in Kürze)

Fragmente von Geschichten über König Enzio 52

Stanislaw Barszczak, Odyssee von Henry (Akt II)

(Goceano auf der Insel Sardinien; Cremona, eine Stadt in der Lombardei; d ‘ Agliano, in der
Nähe von Asti, Italia)

Immer lang und dunkel waren die Schatten der Nacht, erstellt von den Kämmen der Berge der Goceano. Dieser Spitzen enthalten in leuchtenden Farben, die die jüngsten Ausbrüchen der
Klarheit nach ihrem Leben an diesem Tag geworden wurden, warm und Leben spendende Sonne bereits hinter den riesigen Berg verborgen ist. Der Schatten entwickelt allmählich in einen schwarzen Mantel der Dunkelheit und der große plötzlich, wie wenn Sie nicht, wo Sie wissen, den Turm der Burg von Burgos, bekannt für eine lange Zeit unter dem Namen “Goceano” anzeigen.
Bereits einen großen Teil der Dunkelheit packte sie in seine Klauen diese die einzige Ansicht. Nur eine Leuchten, wie eine schöne Lichter unter die dunkle Nacht, zertifizierte, dass mindestens eine Kammer des Schlosses gelebt wurde. Sie können einen Blick geben gegen ihren festen Mauern zu überwinden, jemandem aussehen, würden Sie jemand in der Mitte sehen, die zur Jungfrau Maria, Gottes Mutter,  zum Gebet inbrünstig gewidmete, Frau unbestimmten Alters, vollständig bekleidete. Sie hatte auf den Kopf einen dicken schwarzen Schleier. Aber wenn der Fall konnten wir etwas in unserem kalten Herzen suchen, dann plötzlich wir finden, dass mit der Kälte immer Frost, da wurde auf der Außenseite war eine Dichte Finsternis. Eine Schlosses Form war allein mit ihr Denken. Die einzige Person, die auf dem Frachter warnen konnte, ein Mädchen war, das das Geld für die Durchführung der Verpflichtung der Mägde hatte. Was andere im Haltung der Frauen in Schwarz war? Sie ließ hier das Fenster gezwungen, aus dem man das ganze Tal sehen können: Tal der Tirso, das oft herzzerreißende Antliz der Landschaft hatte. Sie empfand, dass geht ihr Leben weg, die schrittweise jeden Tag auf der Innenseite des Gebäudes übergeben wurde. Wer war diese Frau ist dünn, wie Medusa? Es wurde einfach ein zeitgenössischer Hoheitsrechte Herrscher der zwei Königreiche: Torres und Gallura. Warum Alter fang sie an, trotz solcher Rechte? Dieses Wissen es muss den großen Sprung in der Zeit für die ersten Jahre des 13. Jahrhunderts geben.

  1. Der Triumph von Kaiser Frederick II in Cremona (November 1237)

Ende April 1220 ließ Friedrich seinen Sohn Heinrich in Frankfurt gegen den Willen einer starken Adelsopposition zum König der Römer wählen. Im Gegenzug musste er den deutschen Bischöfen eine Reihe von Regalien zugestehen; diese wurden in der Confoederatio cum principibus ecclesiasticis festgelegt. Honorius erkannte diese Wahl nicht an und sprach Heinrich auch den sizilianischen Königstitel ab. Friedrich brach im August nach Italien auf. Seine Kaiserkrönung erreichte er gegen das Versprechen, zwar Sizilien und das Reich zu regieren, Sizilien aber
lediglich mit der Legitimation durch das Erbe seiner Mutter und nicht durch den Kaisertitel. Während Friedrich das sizilianische Königreich einer machtvollen Zentralgewalt unterwirft,
kümmert er sich um deutschen Landen nur aus der Ferne. Dort verläuft die Entwicklung denn auch entgegengesetzt: Der lebensfrohe, kunstsinnige und für Neues aufgeschlossene König Heinrich fördert die Patrizier in den deutschen Städten, die gegen den Widerstand der Territorialherren Bürgermeister und Stadträte wählen. Aber die Fürsten wehren sich dagegen und zwingen den zwanzigjährigen König auf zwei Hoftagen im Frühjahr 1231, ihnen dieselben Privilegien einzuräumen, die Friedrich II. vor elf Jahren den Kirchenfürsten zugestand, um
sie für die Wahl seines Sohnes zu gewinnen. Und den Stadtbürgern wird ausdrücklich verboten, eigenmächtig Selbstverwaltungsorgane einzusetzen. Aufs Höchste alarmiert, zieht der Kaiser im September 1231 ohne Heer, aber mit einem ebenso prächtigen wie exotischen Gefolge nach Ravenna, um dort einen Reichstag abzuhalten. Weil sich die lombardischen Stadtstaaten – wie schon vor fünf Jahren – unter der Führung Mailands gegen ihn zusammenschließen, trifft er
König Heinrich erst im Mai 1232 im Friaul – wo ihm nichts anderes übrig bleibt, als die Anordnungen seines Sohnes zu bestätigen. Damit wird die Landesherrschaft der Fürsten zwar nicht erst geschaffen, aber der Kaiser akzeptiert sie notgedrungen, obwohl er damit die Reichsregierung entscheidend schwächt. Uneinsichtig hält König Heinrich an seiner fürstenfeindlichen Politik fest. Dadurch kommt es in in deutschen landen zu immer heftigeren Auseinandersetzungen. Schließlich bringt er auch noch den ohnehin leicht erregbaren Papst gegen sich auf: Gregor IX. organisierte die Inquisition 1231 als Zentralbehörde, führte die bis dahin nur regional geltende Todesstrafe für Ketzerei ein und beauftragte vor allem Dominikaner und Franziskaner mit der Überführung mutmaßlicher Häretiker. Konrad von Marburg, der päpstliche Inquisitor in Deutschland ging dabei so fanatisch vor, dass er nach zwei Jahren im Juli 1233 von aufgebrachten Rittern erschlagen wurde. Als König Heinrich versucht, die Exzesse durch einen im Februar 1234 verkündeten Landfrieden einzudämmen, wird er vom Papst gebannt. Um seinen Vater daran zu hindern, ihn zur Rechenschaft zu ziehen, schreckt Heinrich nicht davor
zurück, sich mit den lombardischen Städten gegen den Kaiser zu verbünden. Diesmal aber hält niemand Friedrich davon ab, im Frühjahr 1235 von Foggia aus im Norden, in Richtung der Parteien Deutsch, seine Familie zu reiten. “Er zog einher in großer Pracht, wie es der kaiserlichen Würde geziemt. Ihm folgten Wagen, beladen mit Gold und Silber, mit Byssusgeweben und Purpur, mit Gemmen und kostbarem Gerät. Er kam mit vielen Kamelen und Dromedaren, mit Affen und Leoparden, er führte zahlreiche, vieler Künste kundige Sarazenen und Äthiopier mit sich, die sein Gold und seine Schätze bewachten.” Als der Kaiser naht, wird König Heinrich von den meisten seiner Anhänger im Stich gelassen. Weinend wirft er sich seinem Vater zu Füßen. Erst als einer der umstehenden Fürsten den Kaiser ersucht, die beschämende Szene zu beenden, darf Heinrich sich erheben. Zornig hält Friedrich ihm den Verrat vor. Dann setzt er ihn ab und verurteilt ihn zu lebenslanger Gefangenschaft.

Isabella von Brienne war kurz vor der Abreise Friedrichs bei der Geburt ihres Sohnes Konrad im Alter von siebzehn Jahren gestorben.(Nachrichten aus dem Internet) Die Krone von Jerusalem gebührt jetzt also Konrad. Aber dessen Vater gibt sich nicht mit der Rolle eines Regenten zufrieden, sondern krönt sich am 18. März 1229 in der Grabeskirche selbst zum König von Jerusalem. Als der Kaiser sechs Wochen später nach Akkon reitet, um sich nach Brindisi einzuschiffen, bewerfen ihn von der Kirche aufgestachelte Christen trotz des erfolgreichen Abschlusses des Kreuzzuges mit Küchenabfällen. Vierzehn Monate lang sträubt sich Papst Gregor IX., den Kaiser vom Bann zu lösen. Er versucht, die mit dem Sultan getroffenen Abmachungen schlechtzureden und unternimmt wohl auch kaum etwas gegen das Gerücht, Friedrich sei mit einem Harem aus dem Orient zurückgekommen. Erst am 28. August 1230 sieht er sich zum Einlenken gezwungen, und vier Tage später empfängt er Friedrich in Anagni. Nach der Beseitigung lokaler Willkürherrschaften formt Friedrich II. aus seinem sizilianischen Königreich einen zentral geführten säkularisierten Beamtenstaat. Um das Recht zu vereinheitlichen, erarbeiten vierzig Juristen unter der Leitung von Petrus de Vinea 1230/31 in Melfi das
erste staatliche Gesetzbuch Europas (Konstitutionen von Melfi). Allerdings käme  Friedrich nicht auf die Idee, seine eigene Herrschaft gesetzlich einzuschränken. Palermo gilt zwar als Hauptstadt des Königreichs, aber Friedrich hält sich nur selten in der sizilianischen Metropole auf. Er ist fast
ständig unterwegs. Am liebsten residiert er in Apulien. Der gesamte Hofstaat begleitet ihn dabei. Dazu gehören nicht nur Berater, Sekretäre, Leibwachen und Bedienstete, sondern auch sarazenische Gaukler, Musikanten und Tänzerinnen. In Foggia hält Friedrich Affen, Leoparden, Löwen, Kamele, Dromedare und Elefanten. Am 15. Juli 1235 feiert der vierzig Jahre alte Kaiser in Mainz Hochzeit mit Isabella, der einundzwanzigjährigen Schwester des englischen Königs Heinrich
III. Wie die beiden vorangegangenen Eheschließungen ist auch diese Verbindung politisch motiviert: Der Staufer söhnt sich mit dem englischen Königshaus Plantagenet und den damit verbündeten Welfen aus. Im Mai 1237 wird Friedrichs neunjähriger Sohn Konrad (IV.) zum neuen König gewählt. Er bleibt in deutschen Landen zurück, als der Kaiser im Sommer gegen die lombardischen Städte in den Krieg zieht.

Cremona ist eine Stadt in der Lombardei, Italien, am linken Flussufer des Po inmitten der Po-Ebene. Cremona wurde 218 v. Chr., also im gleichen Jahr wie Placentia (Piacenza), von den Römern als Vorposten gegen die gallischen Stämme gegründet. Es wurde 190 vor Chr. mit 6000 neuen Siedlern verstärkt und bald eine der blühendsten Städte Norditaliens. Wahrscheinlich bekam die Stadt 90 v. Chr. die Rechte eines Municipiums. Nach der zweiten Schlacht von Bedriacum im Jahr 69 wurde Cremona von den Truppen des zukünftigen Kaisers Vespasian eingenommen und zerstört, wobei nur der Tempel der Mefitis stehenblieb. Vespasian ordnete den sofortigen Wiederaufbau an, aber die Stadt erlangte nicht wieder ihren alten Wohlstand. Von den Langobarden unter Agilulf wurde sie 605 abermals zerstört, 615 wieder aufgebaut und von langobardischen Herzögen regiert. Im 9. Jahrhundert scheinen die Bischöfe von Cremona erhebliche weltliche Macht erlangt zu haben. Die Kommune Cremona wird erstmals in einem Dokument von 1098 erwähnt, mit dem die Stadt ein Territorium mit der Bezeichnung Isola
Fulcheria
von der Markgräfin Mathilde von Tuscien
 als Lehen bekam. Die neuen Besitzungen musste es in mehreren Kriegen gegen die benachbarten Kommunen verteidigen. Im Krieg des Lombardenbundes gegen Friedrich Barbarossa trat Cremona, nachdem es an der Zerstörung Cremas 1160 und Mailands 1162 beteiligt gewesen war, schließlich dem Bund bei, nahm aber nicht an der Schlacht von Legnano teil. In den Auseinandersetzungen zwischen Guelfen und Ghibellinen stellte sich das traditionell kaisertreue Cremona auf die Seite der Ghibellinen und fügte Parma 1250 eine entscheidende Niederlage zu. Die schönsten Gebäude Cremonas stammen
aus dieser Zeit. 1206 den kommunalen Palast an der Kathedrale gebaut kurde. Der Kaiser gewährt viele Privilegien nach Cremona, Zeugen diese unterstützte Politik erst in der ersten Hälfte des 13. Jahrhunderts im Besitz der Gemeinde: die Politik von Frederick Barbarossa
gegen die Creme und Mailand eingehalten, aber immer Teil der Lombard Liga in 1167, eine Rolle des Vermittlers zwischen dem Kaiser und der gemeinsamen und kein Soldat Cremonese kämpfte in der Schlacht von Legnano 1176 übernommen hat. Immer gekennzeichnet durch gegenseitige Unterstützung und Loyalität waren die Beziehungen zwischen Cremona und Friedrich II., Enkel des Barbarossa: die Stadt war das kaiserliche Heer in Kämpfe gegen ich Comuni Lombardi und veranstaltet mehrmals den Kaiser und seinen Hof anlässlich der seine häufigen Aufenthalte.
Nach dem Tod des Kaisers 1250 für die Stadt lange Machtkämpfe zwischen den Fraktionen Guelph und Ghibelline gegen, die bis 1334 andauerte begann. Der Anspruch Friedrichs auf die Lombardei und Mailand läutete die letzte heiße Phase im Konflikt zwischen dem Kaiser und der Kurie ein, die stark eschatologische Züge trug. 1236 erklärte Friedrich II. den Reichskrieg
gegen die Kommunen. Die Lombarden wollten ihren Bund nicht, wie vom Kaiser gefordert, auflösen. Bis in den Herbst 1237 erreichte keine der beiden Kriegsparteien eine militärische Entscheidung.

Die lombardischen Städte stellten ein Heer auf, mit dem sie zunächst defensiv agierten. Sie manövrierten zwischen den Flüssen und Bergen, um das kaiserliche Heer daran zu hindern Städte zu belagern oder sogar einzunehmen und ließen sich jedoch auf keine Schlacht ein. Diese hinhaltende Strategie ging im ersten Kriegsjahr auf. Im Jahr 1237 war die Stadt Mantua auf die Seite des Kaisers übergetreten. Dieser versammelte im September sein Heer bei dieser Stadt. Dazu gehörten Verstärkungen aus dem deutschen Reichsgebiet (2.000 Ritter) sowie angeblich
7.000 sarazenische Bogenschützen aus Apulien. Von dort aus zog er nach Norden, mit dem Ziel Brescia einzunehmen. Demgegenüber bezog das lombardische Bundesheer durch Flussläufe gedeckte Stellung bei Maniero, so dass Friedrich II. nichts anderes übrig blieb, als gegenüber den Lombarden Stellung zu beziehen und fast bis zum Jahresende abzuwarten. Es kam zu ergebnislosen Verhandlungen, in denen auch Papst Gregor IX. auf eine Verständigung drängte. Im November 1237 entließ Friedrich II. die Kontingente der reichstreuen Städte und
zog mit seinem Heer nach Südwesten über den Oglio. Für die Lombarden schien es so, als wäre der Feldzug beendet und der Kaiser würde sich auf dem Weg in seine Winterquartiere bei Cremona befinden. Darum brachen auch sie ihre verschanzte Stellung ab und marschierten nach Westen in Richtung ihrer Heimatstädte. Tatsächlich war Friedrich II. jedoch jenseits des Flusses sofort nach Norden gezogen, um das lombardische Bundesheer abzufangen und endlich zur
Schlacht zu stellen. Am Morgen des 27. November griff das kaiserliche Heer das Lager der Lombarden südlich von Cortenuova (südöstlich von Bergamo) an. Die Vorhut der kaiserlichen Truppen überraschte die Lombarden und band die Bundestruppen, bis das Hauptheer eintraf. Dabei stießen die Ritter die gegnerischen Reiter nur vom Pferde und überließen es den nachfolgenden Fußsoldaten die Gegner zu überwältigen und gefangenzunehmen. Eine solch enge Kooperation von Berittenen und Fußsoldaten war eher unüblich im Mittelalter, erwies sich jedoch als effektiv. Schon in dieser ersten Phase des Kampfes erlitten die lombardischen Truppen größere Verluste und flüchteten panikartig. Die restlichen lombardischen Truppen sammelten sich zunächst um den Fahnenwagen (carroccio) oder verschanzten sich in Cortenuova. Dort leisteten sie den kaiserlichen Truppen erfolgreich Widerstand. Nach einigen Quellen wurden nun die sarazenischen Bogenschützen eingesetzt, ohne jedoch die Lombarden überwinden zu können. Kaiser Friedrich II. befahl seinen Kämpfern in voller Rüstung zu ruhen, um die Schlacht am folgenden Morgen fortzusetzen. Doch bereits in der Nacht setzten sich die Lombarden ab, wobei
noch einmal viele von ihnen auf der Flucht umkamen. Am Morgen besetzen die kaiserlichen Truppen das lombardische Lager. Die Stärke beider Heere lässt sich nur schätzen, da mittelalterliche Chronisten entweder gar keine Angaben machen oder zu starken Übertreibungen neigen (ähnlich wie antike Historiker).Der kaiserliche Vertraute Petrus de Vinea nennt für das kaiserliche Heer bei Beginn der Schlacht 10.000 Kämpfer, was wahrscheinlich alle Kombattanten einschließt und bedeuten würde, dass das kaiserliche Heer zu Beginn des Feldzuges noch stärker gewesen war. Der lombardische Städtebund hatte für das gemeinsame Heer in einem Vertrag aus dem Jahre 1231 einen Gesamtumfang von 10.000 Fußsoldaten, 3.000 Rittern und 1500
Bogenschützen festgelegt. Es ist jedoch fraglich, inwiefern dieser Soll-Bestand am Ende des Feldzuges im November noch gegeben war. Bei ihrer panischen Flucht ließen die mailändischen Truppen sogar ihren Fahnenwagen zurück, der anschließend auf Befehl des Kaisers durch die Straßen Cremonas, der alten Rivalin Mailands (die zudem mit dem Kaiser verbündet war), gezogen wurde. Gewaltigen Eindruck erweckte das Spektakel schon dadurch, dass der Wagen von einem Elefanten gezogen wurde; auf dem Wagen befand sich auch der vornehmste Gefangene Friedrichs, Petrus Tiepolo, Sohn des Dogen von Venedig und gleichzeitig Podestà von Mailand. Friedrich II. sah sich auf dem Höhepunkt seiner Machtstellung, zumal der Bund bald in Verhandlungen mit dem Kaiser eintrat; diese scheiterten aber schließlich, da der Kaiser das
Friedensangebot Mailands ablehnte. Friedrich ließ auch den Fahnenwagen symbolträchtig auf dem römischen Capitol aufstellen und zugleich in einem begleitenden Sendschreiben seinen Sieg verkünden. Ein großer, auf fünf Säulen ruhender Marmorarchitrav trug drei Distichen: Der Kaiser hat über seine Feinde triumphiert, die Würde der ruhmreichen Stadt Rom wurde gepriesen, ebenso wie der Kaiser seiner Liebe zur ewigen Stadt Ausdruck verlieh; selbst Kardinäle nahmen
an der Einweihungszeremonie teil. Dieses Vorgehen muss Papst Gregor IX. zutiefst verärgert haben, da der Kaiser damit den päpstlichen Hoheitsanspruch auf Rom ignorierte (allerdings hatten schon vorher verschiedene Kaiser auf die Zugehörigkeit Roms zum Imperium bestanden). Friedrich hatte außerdem Kontakte zu stadtrömischen Kreisen aufgenommen, womöglich plante er sogar langfristig die Einbindung der Stadt in das Reich und somit eine Anknüpfung an das antike Imperium Romanum.Frederick feierte es mit einem Triumph in Cremona in der Weise eines antiken römischen Kaiser mit den aufgezeichneten Carroccio (später an die Gemeinde von Rom gesendet) und mit einem Elefanten. Des Kaisers gelbe Banner mit den römischen Adler schwebte
empor, während von Holzturm auf der Elefant wieder Trompeter machten den Triumph des neuen Divus Caesar Augustus bekannt. Der Kaiser selbst erklärte den Römern, dass sein Triumph eine Umkehrung zur ursprünglichen römischen Form war. Der Rausch dieser exotischen, Heide- Römisch, sicherlich die meisten unchristlich, Feier des Sieges, markierte einen Wendepunkt in Friedrichs Leben. Alle die herrlichen römischen Titel, die er, wie seine Vorgänger trugen, wurden
gerechtfertigt. Die leere Formel, verwendet Handlungen, “Imperator Invictus,” plötzlich meinte einmal gemeint hatte es der alten. -Die Notwendigkeit der transzendentalen Interpretation war er nun im wörtlichen Sinne nackt: FELIX VICTOR AC TRIUMPHATOR. Die Schattierungen von Rom, die Römer und ihre Caesars Blut gekostet hatte: sie fingen an, wieder umrühren und im
Fleisch einmal mehr; sichtbar ein echter Hauch der Antike, nämlich durch das Leben selbst. Der Kaiser wies jede mögliche Klage für Frieden, sogar von Mailand zurück, das eine große Geldsumme gesendet hatte. Diese Nachfrage des Gesamtauslieferung angetriebenen weiteren Widerstands von Mailand, Brescia, Bologna und Piacenza und im Oktober 1238 er wurde gezwungen, um die Belagerung von Brescia aufzuwerfen, im Verlauf deren seine Feinde erfolglos versucht hatten, ihn gefangenzunehmen.

 

Walizka poezji

Stanisław Barszczak, Miłość

Miłość nie czyni rzeczy nadzwyczajnych czy heroicznych, ale czyni rzeczy zwyczajne z jedyną czułością. Jesteśmy aniołami tylko z jednym skrzydłem, możemy polecieć tylko chwytając się wzajemnie. Miłość nie oznacza spoglądania w oczy, ale spojrzenie razem w tym samy kierunku, do celu. Jeśli patrzysz na niebo i widzisz gwiazdę, jeśli czujesz drżenie za skórą, nie staraj się zrozumieć, nie szukaj ciepła, bo nie jest zimno, a jest właśnie sama miłość. Bogactwo mojego
serca jest nieskończone jak morze, tak głęboka jest moja miłość, więcej nie można dać, więcej nie można mieć, miłość moja i bogactwo serca są nieskończone. Nie powinniśmy być zbyt ambitni. Nie pytajmy o niemożliwe. Powinniśmy być zadowoleni z bycia osobami, jakimi jesteśmy, dwie osoby, które się kochają, trochę tak, trochę nie, za każdym razem szalejemy jedno za drugim, i już jest nas więcej. Miłość nie powinna prosić ani rościć sobie pretensji. Miłość
powinna mieć moc stania się pewnością dla siebie samej. Nie pozwala się przeciągać, choć przyciąga. Widzisz, jestem olbrzymią samotnością kochania ciebie. Kiedy cię kocham, i ty mnie kochasz- jesteśmy jedno, jak lustro-odbicie drugiej osoby, i odbijając się, jeden w lustrze drugiego,  widzimy nieskończoność. Kochajcie się, ale nie czyńcie z miłości przymierza w okowach. Wypełniajcie kielich jeden drugiego, ale nie pijcie samemu z jednego kielicha. Miejcie bliskość obok siebie, ale nie bądźcie zbyt blisko; „ponieważ dąb nie rośnie w cieniu cyprysu”…Na twoim sercu kończy się moja pierś, z twoją wolnością złączone są moje skrzydła; przez moje
usta dotrze aż do nieba to, co zostało uśpione dla twojej duszy. Dla niej też, z mego serca, mieszkanie dla twojej piękności, a z mojej piersi grób dla twoich mąk. Będę kochał cię, jak łąki kochają wiosnę, i będę żył w tobie życiem kwiatu na promieniach słońca. Dźwięk dzwonu przeznaczenia jest pełny i muzyczny! Ja jednak po swojemu będę śpiewał twoje imię jak dolina śpiewa echo dzwonu; będę słuchał języka twojej duszy, jak plaża słucha historii fali. Bo najbardziej jest się samemu z tym wszystkim właśnie, co się kocha! Tutaj być razem w tym samym czasie polega na byciu wolnymi jak w samotności, na byciu zadowolonymi jak w
towarzystwie.  Kocham Cię, nie dla tego czym jesteś, lecz dlatego, przez co jestem, kiedy jestem z tobą. Kocham cię, ponieważ umieściłaś twoją ręką na moim rozkołatanym sercu, nie badając wszystkich głupich i nieużytecznych rzeczy, których nie można nie zauważyć. I ponieważ położyłaś ją zupełnie z boku pięknych i jasnych elementów, które nikt inny nigdy nie szukał ani nie znalazł. Czas nie liczy się sercem. Można również kochać będąc daleko, a jaką miłością! Jeśli miłość jest prawdziwa i czysta, nie  mrze nigdy, ani za dwieście lat. Ty i ja jesteśmy jedną rzeczą. Nie mogę uczynić ci zła jednocześnie nie raniąc cię. Stąd we wszystkim, w dobru i przeciwności, w radościach i trudnościach, tam gdzie ty uważasz, że będziesz, tam będę i ja. Kiedy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę, nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę; jednakże, gdy cię długo nie oglądam, czegoś mi brakuje, kogoś widzieć żądam, i tęskniąc zadaję pytanie: czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie? Świat jest myślą. Prawdziwa droga jest zawsze najtwardsza. Na razie znalazłem czas, właściwie tylko jego odrobinę, aby czytać i pisać. A jeszcze nie znalazłem
czasu pełni miłowania, modlitwy, grania… Człowiek kocha albo nie kocha, i żadna siła na świecie nie ma na to wpływu. Możemy udawać, że kochamy. Możemy przywyknąć do drugiej osoby. Możemy przeżyć cała życie w przyjaźni i wzajemnym zrozumieniu, założyć rodzinę, kochać się każdej nocy, a mimo to czuć wokół żałosną pustkę, wiedzieć, że czegoś ważnego brakuje. Chcesz mi powiedzieć teraz: Prawda jest taka, że kiedy kocha się tego, kto chce cię zabić, brakuje wyboru. Co mogłam zrobić? Jak mogłam uciec, jak mogłam walczyć, skoro zadałabym wtedy ból? Skoro nie chciałeś ode mnie nic innego prócz mojego życia, jak mogłam go nie ofiarować? Powiem Ci: nie przestaję walczyć przeciw głupocie. I tak, wolę, gdy ktoś mówi, że kocha nie to, co robię, lecz to, że ma do mnie szacunek. Czy wiesz jakie pomyłki nieustannie czynimy? Mianowicie, kiedy wierzymy, że życie jest niezmienialne, że kiedy raz podjęliśmy drogę, to musi się nią przejść do końca. Los ma znacznie więcej wyobraźni, jak my! Akurat kiedy wierzysz, że znalazłeś się w sytuacji, z której nie można zdezerterować, oto po osiągnięciu szczytu wyższą rozpacz osiągasz, i wtedy zmienia się wszystko z prędkością uderzenia wichru, staje się odwrotnością wręcz, i nagle żyjesz nieoczekiwanie nowym życiem. Wymyślania innym są argumentami tych, którzy nie mają argumentów. A każdy ma tak dużo racji, jak dużo ma on siły do jej usunięcia. Siła miłości inicjuje włączanie Uniwersum kosmosu wokół nas. Miłość, kiedy się pojawia, z jaką energią ona zawsze spełnia pomyślnie własną pracę. Ani czas ani moc woli nie zmieniają człowieka. To miłość kształtuje go. Jeszcze raz należy znaleźć miłość tam gdzie ona jest, choćby prowadziła do piekła, a czasem tylko do raju. Słowa miłości, które są zawsze te same, przejmują smak ust, z których wychodzą. Oto miłość ma własny głos i mówi za siebie. Jest zawsze nowa; znajdujemy ją w nieznanym miejscu, może być nawet dziesięć razy przeżywana. I wtedy także trzeba ją zaakceptować, bo ona karmi naszą egzystencję, inaczej nie będziemy mieli odwagi trzymania
ręki bliźniego i czułego obejmowania jej. Odkryj dobroć i podaruj ją temu, kto nie umie dawać, odkryj miłość i uczyń ją cudownie znaną światu. Przejmij nadzieję i pokaż innych w jej świetle. Wówczas kiedy rytm serca przewyższy cienie przeszłości, miłość zatriumfuje nad przeznaczeniem.

W dniu waszego Święta

Stanisław Barszczak, Polska jest ojczyzna 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Panie przeproszą za te kilka zdań. Drzewa umierają, stojąc, siadaj, mamo… nie chciałem widzieć, ale wierzyć, ludzie nie mają oczu. Ten pogląd, jak On (Bóg) wie (podnoszę palec w górę), chcę poprzeć mocnymi stanami ducha postaci, która przed wami stoi. Czy ma nudny charakter, to się okaże. Chcę wykorzystać moment antagonizmu między techniką i mitem, powiedzmy mitem Edypa w podwójnych okularach, czytam tę sytuację inaczej, fantastyczna miłość…na końcu prymityw, ma mi w tym pomóc moda lat dwudziestych 21 stulecia, bez kokieterii. Spójrzmy inaczej, szerzej na dwudzieste stulecie. Dzisiaj Niemcy zajmują Studzianki, jak  to widział Pan Janusz Przymanowski, pisząc „Czterech Pancernych i psa”. A przed nami wielkie tragedie pasażerów statku na trasie Warszawa-Kraków-Warszawa, pod Szczekocinami.  Jesteśmy przed inną kradzieżą dzieł ludzkiego ducha, oto manifestacje w Moskwie, utrzymanie swojej polityki przez Pana Putina na długie sześć lat. Nasza sytuacja pozostaje trudną, znajdujemy się między demokracją a wolnym rynkiem. Możliwość demokracji, do dzisiaj nie wiemy jaka ona jest! Chyba nieosiągalna w naszej ojczyźnie- nie jest surogatem kreatywności! Ale nie powinniśmy się przesiadać! Zatem, wypływamy z portu w Kołobrzegu, uwaga próg, lecimy w dół… no dobrze, możecie państwo usiąść! Moi Kochani! Nie posiadamy żadnej legitymacji do oporu, trwa epoka Fidela Castro. Jakie jest oświecenie nas dzisiaj?(Aufklarung). Im.Kant napisał: „Aufklärung ist der Ausgang des Menschen aus seiner selbst verschuldeten Unmündigkeit. Unmündigkeit ist das Unvermögen, sich seines Verstandes ohne Anleitung eines anderen zu bedienen. Selbst verschuldet ist diese Unmündigkeit, wenn die Ursache derselben nicht am Mangel des Verstandes, sondern der Entschließung und des Muthes liegt, sich seiner ohne Leitung eines anderen zu bedienen. Sapere aude (wage es verständig zu sein)! Habe Muth, dich deines eigenen Verstandes zu bedienen! ist also der Wahlspruch der Aufklärung.“ “Oświecenie, to wyjście człowieka z niedojrzałości, której sam był autorem. Niedojrzałość, to jest niemożność, żeby umysł człowieka był bez wytycznych innego. Osobiście natomiast pokazuje się nam taka niedojrzałość, kiedy przyczyna jej nie w braku rozumu, lecz w realizacji i odwadze leży, gdy poza  prowadzeniem” (jasną postawą) innego człowieka realizuje się. Mądremu wystarczy! Mieć odwagę używać własnego rozumu, motto oświecenia!” Otwórzmy się na takie oświecenie! Główny monopol jęku człowieka kierujemy na przetrwanie obecnie człowieka. Więc, nie ma oświecenia! Solidaryzować się z krainą człowieczą, to może czyni turystka moskiewska, której ustawiłem się do zdjęcia na tle Kremla. No właśnie! „Andorra”, w której Max Frisch pokazał kolektywną przemoc (w uniformie), nie jest ojczyzną; co jeszcze przynosi stres i frustrację, jest moim, wielkim tematem niepokoju dzisiaj, i te komponenty potrzeby trwania pomimo wszystko, jednocześnie eksplozja świadomości pokonania tych komponentów przez nasze społeczeństwo, wszystkie te składniki pozwoliły mi ująć moją pracę obecną lepiej. Choć najpiękniejsza nagroda dla mnie była w Saint-Laurent-sur-Sevre- oklaski po krótkim wystąpieniu w języku francuskim. Przynoszę z sobą wam źródłowe impulsy pisania wysyłane z mojego olsztyńskiego atelier. Impulsy literackie- pisanie dla teatru, z racji na subiektywizację życia, skrywany impuls erotyczny także, przede wszystkim zabitą przemoc! Powszechnie obwieszczam technikę optymistyczną mojego „skrobania”. Ale temat, który mi bardzo leży na sercu, to czym jest mi ojczyzna…? Bo po pięciu latach, to może byłoby pytanie niedyskretne. Kochani wielbiciele ojczyzny! Otwarcie się nie do wewnątrz, ale na zewnątrz(nach aussen), jest apelem moim skierowanym do was.  „Heimat als Schweiz oder Schweiz als Heimat”- to jest mój temat, który Paniom naszym w dniu ich Święta przedkładam w sposób następujący: Ojczyzna jako Polska albo Polska jako ojczyzna! Piękna mowa. Nie słychać Żydów w Polsce teraz, Bogu dzięki. 

„Miłość Ojczyzny jest Polakowi bóstwem na ziemi; ona całą duszę jego przenika; po Bogu kocha Ojczyznę najbardziej”(mówił myśliciel…by żyć zgodnie z obyczajami swojego narodu… „We wszystkich jednostkach widzę to, że są one dla siebie samych istotami samodzielnymi tylko
o tyle, o ile ja nią jestem”. (wzajemność) zgodność poznania z rzeczą! Tendencyjna telewizja dzisiaj!” Ks. J. Tischner ‘pytał’ w „Polska jest ojczyzną”, czy na poziomie życia społecznego nie ma „prawd obiektywnych”, a są jedynie roszczenia do prawdy, poparte określonymi konstrukcjami myślowymi”? Mamy oprzeć się na duchach polskich. Przecież wszyscy w tym państwie będą kiedyś chorzy. A państwo, które nie dba o nauczycieli i lekarzy, może już się zlikwidować… ten lekarz, który prowadził terapię bohaterki powieści T. Fontany, nie był głupi… Właśnie w kontekście naszej pojedynczej odpowiedzialności za Innego, który poddaje naszą wolność w wątpliwość, odradza się człowieka jedyna godność. Odkrywam przed bliźnim duszę, jak powiedziałby B.Spinoza, chodzi o przedstawienie cielesne bliźniemu. A  to znaczy, że powinienem zbliżać się do niego także jak do wybranej góry, na którą się wspinam, także z pewnym altruizmem;  mam w różny sposób ratować jego życiową wspinaczkę.

W początkach XXI wieku polityka zagraniczna Polski koncentrowała się na czterech priorytetach: osiągnięciu członkostwa w UE, umacnianiu bezpieczeństwa państwa, poprawie stosunków ekonomicznych z zagranicą oraz umacnianie stabilności regionalnej i pozycji Polski w Europie Środkowo-Wschodniej… Sformułowano kierunki polskiej polityki zagranicznej w pięciu obszarach: „Polska silna mocą solidarnej Unii Europejskiej” (pełniejsze wykorzystywanie możliwości wynikających z uczestnictwa w UE); „rola Polski w światowym systemie bezpieczeństwa” (bezpieczeństwo energetyczne, dywersyfikacja źródeł i szlaków dostaw surowców, zaangażowanie w działania stabilizacyjne NATO, modernizacja NATO, ulokowanie elementów infrastruktury wojskowej Sojuszu w Polsce, rozszerzenie NATO o inne kraje); „wzmocnienie wizerunku Polski na świecie”; „Polonia” (zwiększenie liczby urzędów konsularnych, reforma polskiego systemu edukacyjnego, która pozwoli obywatelom na stałe mieszkającym za granicą na kontynuację nauki w języku polskim oraz reedukację tych, którzy będą chcieli wrócić, głosowanie korespondencyjne bądź przez Internet); „nowoczesna służba dyplomatyczna”. Promuje się obecnie trójszczeblowy samorząd: samorząd gminny; samorząd powiatowy; samorząd województwa. Jednostki samorządu terytorialnego (gminy, powiaty i województwa) mają osobowość prawną i zapewniony udział w dochodach publicznych.  Wybory do organów stanowiących są powszechne,równe, bezpośrednie i przeprowadzane w głosowaniu tajnym.

Ojczyzna-kraj, to nie budowa geologiczna tej ziemi… Budowa geologiczna. Na obszarze Polski stykają się trzy wielkie jednostki tektoniczne: platforma prekambryjska wschodniej Europy (wschodnia i północno-wschodnia Polska); platforma paleozoiczna środkowej i zachodniej Europy (Pozaalpejska Europa Środkowa). Spod pokrywy osadowej tej platformy wyłaniają się części górotworów kaledońskich i hercyńskich (Sudety Zachodnie i Wschodnie, Góry Świętokrzyskie); oddziela ją od platformy prekambryjskiej szeroka strefa szwu transeuropejskiego; alpidy (Karpaty z Podkarpaciem). Ani Fauna Polski, która należy do prowincji europejsko-zachodniosyberyjskiej, wchodzącej w skład Palearktyki. Należy ona do średnio zróżnicowanych pod względem gatunkowym i reprezentowana jest przez ok. 33 tys. gatunków zwierząt. Ojczyzna to nie ochrona przyrody jako taka: W Polsce prowadzi się aktywne działania mające na celu ochronę przyrody. Chociaż pewne działania w zakresie ochrony przyrody można spotkać już w średniowieczu i wiekach późniejszych, to przemyślane i planowe działania oparte na naukowych podstawach podjęto na szerszą skalę dopiero w 2. połowie XX wieku. Najcenniejsze obszary chroni sieć parków narodowych i rezerwatów przyrody. Po akcesji do Unii Europejskiej w Polsce wprowadzono także sieć obszarów Natura 2000, na których chroni się elementy przyrody zagrożone w skali Europy. Poza obszarowymi formami ochrony obowiązuje prawna gatunkowa ochrona zwierząt, grzybów i roślin.

-Nie demografia opisuje ojczyznę: Za czasów Kazimierza Wielkiego obszar państwa (około 270 tys. km²) zamieszkiwało ponad 2,5 miliona osób. Unia z Litwą przyniosła radykalny przyrost demograficzny i terytorialny. Za czasów Batorego obszar państwa zbliżył się do 1 miliona km², zaś ludność w końcu XVI wieku prawdopodobnie osiągnęła 9 milionów. W chwili utraty niepodległości wielonarodowościowe państwo liczyło co najmniej 13–14 milionów mieszkańców, przy czym przez cały okres wspólnej państwowości z Litwą znaczną część ludności stanowiły osoby posługujące się innym językiem niż polski (w końcu XVIII wieku było ich ok. 60%)…. A już 35 mln. w II Rzeczypospolitej… W ostatnich latach ludność Polski ustabilizowała się na poziomie 38,1 mln osób (w okresie od X 2006 do III 2009 liczba ta wahała się w wąskim przedziale 38,11-38,14 mln). Według prognoz GUS z 2010 roku, liczba ludności w Polsce w 2030 ma wynieść ok. 36,8 mln. W 2008 i 2009 roku nastąpił wzrost liczby urodzeń. W 2008 roku w Polsce urodziło się już 414 tys. dzieci. -Nie wyznania religijne: Największą wspólnotę religijną stanowi Kościół katolicki, do którego należy około 34 mln wiernych. W obrządku rzymskokatolickim ochrzczonych jest 33,7 mln mieszkańców Polski, co stanowi około 89% populacji. Do protestantyzmu przyznaje się ponad 150 tysięcy wiernych… Kościół Chrystusowy w Polsce – 2,4 tys. Inne grupy wyznaniowe liczą łącznie ok. 150 tysięcy członków, a największe z nich to Muzułmański Związek Religijny – 5 tys. wiernych…Polacy na świecie: Karol Wojtyla, papież Polak i może Polka- fizyk i chemik Maria Skłodowska-Curie, pracująca nad uzyskaniem i zastosowaniem radioaktywności ze swoim francuskim mężem fizykiem-chemikiem Pierre’em Curie w Paryżu… Henryk Sienkiewicz ze swym piórem. Daleko za nimi my na sezonowych pracach w wielu państwach świata, z pragnieniem powrotu na łono ojczyzny.

„O matko Polko! gdy u syna twego. W źrenicach błyszczy genijuszu świetność, Jeśli mu patrzy z czoła dziecinnego. Dawnych Polaków duma i szlachetność…Nam zwątpienie serc nie krwawi, Nam nie brudzi czoła trwoga (Przedświt, Krasiński Z.). „Ludzi znać nie chcę, lecz niech się obeznam. Z ziemią, piastunką ludzi!… O! ty ziemio!” J. Słowacki często pisał listy do swojej matki, była ona bardzo ważną osobą w jego życiu. Wiersze pokazują postawę kobiety tęskniącej za ukochanym synem. Mam czasami wrażenie, że każda kobieta na świecie przynajmniej raz w życiu usłyszała, że mężczyzna bardzo ją szanuje oraz darzy ciepłymi uczuciami, ale niestety jej nie kocha. Wtedy rzeczywiście z tym światem dzieje się coś dziwnego. Taki świat przewraca się do góry nogami. Drzewa szarzeją. Powietrze robi się nie do zniesienia. Kolory blakną. I nie ma po co żyć. I nie wiadomo, co robić.(Grochola) Całowanie żaby ma nam, kobietom, uświadomić, że warto. Warto szukać żab (czy innych straszydeł), bo jeśli będziemy wytrwałe, w końcu z jakiejś żaby wyskoczy królewicz. Katarzyna Grochola — w książce „A nie mówiłam!Ojciec marzył, żeby matka nareszcie przestała mówić. Matka marzyła, żeby ojciec nareszcie zaczął mówić i mył pędzel po goleniu…Ja mogę spokojnie nabałaganić nawet w ciągu piętnastu minut, jeżeli przypadkiem wpadnie mi do głowy, żeby zacząć coś porządkować. Poland (Polska), officially the Republic of Poland (Rzeczpospolita Polska), is a country in Eastern Europe. Poland is bordered (graniczy) by Germany to the west; the Czech Republic and Slovakia to the south; Ukraine, Belarus and Lithuania to the east; and the Baltic Sea and Kaliningrad Oblast, a Russian exclave, to the north. Pamiętam wielki przebój Edith Piaf -” Non, Je ne regrette rien”. Znalazłam ją także w wykonaniu Waldemara Koconia , który zmierzył się z nią w trzech językach. Trudno mi o ocenę – piosenka jest piękna sama w sobie…. roztańczona ma gitara, a ja dla ciebie śpiewać chcę! „Jest taki sposób stuprocentowy […] żebyś poznał kobietę uczciwą, dobrą, mądrą, dowcipną, i tak dalej. Najpierw sam się musisz taki stać! Bo dobro przyciąga dobro!”(K. Grochola)

Kochani moi! Zatem mamy mieć radość trwania ojczyzny. Ojczyzną nie jest Monte Alban w Meksyku… to nie jest nasze wojsko w Afganistanie, a tym bardziej w Chile… Obok słomianego zapał chcę wyakcentować jeszcze nasz brak cech mocarstwa. Rosjanie wybrali na trzecią kadencję Pana Putina, kochają trwałość tradycji, cieszą się zasłużenie i spektakularnie Ducha Mocarstwem. A u nas, ponieważ jeszcze nie czas na to, pozostawiam jednak drzwi otwarte… Jakiś przykład tutaj: oto jestem na rekolekcjach w chińsko brzmiącej nazwie miasteczka w Chorwacji, w brzmieniu jednak jak Santiago di Chile, piękny hotel,  ale dokoła zastój, nie ma wojny o przetrwanie, są owszem kobiety w czerni, które siedzą przed domem; pisząc teraz coś o ich życiu i zwyczajach, zechciałem jakby iść do tych ludzi… A Ojczyzny zawsze mniej, to coś także z bolesnego odczucia trzęsienia ziemi, które przeżywał mój sąsiad, z olsztyńskiej ‘świętej puszczy’, czyli z sąsiedztwa, raz w Rzymie, następnie w Meksyku… Czuwajcie. Do nas należą tylko godziny. A godzina szczęścia znaczy wiele. Jest i powinność wobec ojczyzny: ojczyzna to zbiorowy obowiązek. Ojczyzna, jak powiedziałem, to nie jest Andorra dla mnie; ani miejsce, gdzie jest „obrzydliwie dobrze”, jak powiedziałaby Katarzyna Grochola… Oni mówi raz: Co innego, kiedy żyjemy tu i teraz. Tutaj jest potrzebna potężna dawka optymizmu, dla zachowania równowagi, zdrowia psychicznego oraz harmonii… Mężczyźni w ogóle mają gorzej, bo trudno im się przyznawać do własnych uczuć takich jak strach, niepewność czy przerażenie… Chciałabym mieć taki charakter, żeby jeśli ktoś mi przyśle kiedyś łajno końskie w paczce, nie krzyknąć z odrazy, tylko się ucieszyć, że konik tu był… świat jest odbiciem stanu naszego umysłu.

Ojczyzna nie jest psem, na łańcuchu, czy tym większym w przejściu… Jeden dzień może być perłą, a wiek cały może nic nie znaczyć… Nie będziemy dobrzy, jeżeli nie będziemy się starali być jeszcze lepsi… Pablo Neruda napisał wiersz pt. Odeszło już miasto! „Nikt nie mógł zatamować uciekającej wody, ani jej miłość, ani myśl nie wstrzymała, biegła, wciąż biegła między słońcem a istotami, aż nas zabiła jej ulotna strofa. I w końcu upadamy w czas, wyprostowani, i porywa nas, i już minęliśmy, umarli, wleczeni bez istnienia, aż nie jesteśmy ni cieniem, ni prochem, ni słowem, i wszystko tam zostaje, a w mieście, w którym żyć już nie będziemy, pozostały po nas puste ubrania i pycha.”

Kończymy podzięką: Dziękuję za zaproszenie z Niedzieli, Ksiądz Biskup Jan jest zawsze z nami, dziękuję mu w waszym imieniu za wyrozumiałość i życzę zdrowia oraz ostatniej cierpliwości dla nas do końca życia; dziękuję nauczycielom i lekarzom: Przecież wszyscy w tym państwie będą kiedyś chorzy. A państwo, które nie dba o nauczycieli i lekarzy, może już się zlikwidować… Dla kobiet tu zebranych, zdrowia i radości, a tym zupełnie młodym: Bo może właśnie o to w życiu chodzi. Żeby ktoś przy tobie był – nawet kiedy szukasz w nocy małego zagubionego kotka. Nawet jak świeczka się nie pali… Może zamiast przygotowywać się do życia, warto troszkę pożyć? Jest tylko jeden sposób, aby czuć się dobrze: należy nauczyć się być zadowolonym z tego, co się otrzymało, a nie zdążać zawsze do tego, czego akurat nie ma. Wszystkim wam moc życzeń: Kobiety, kobiety….któż je zrozumie? Na pewno pojmie tylko ten co kochać je umie. Wiec Tobie kochana „moja kobieto” życzę szczęścia i radości, mało smutku, dużo miłości dla całego świata… Obiecuję, w przyszłości nie będzie już pośpiechu w prowadzeniu myśli… Dziękuję Wam za
uwagę.