Kolejny fragment opowieści Antoniego Czechowa pt. –Sierota–(część druga)
Boża wola, nic na to nie poradzisz. Kiedy z żoną żegnał się w zagrodzie – nic to, kiedy spojrzał po raz ostatni na skład siana z gołębiami, zalał się rumieńcem na twarzy. Przykro było patrzeć. Początkowo, Maszenka, żeby nie było nudno, wzięła do siebie matkę; ta mieszkała z nią do urodzin, kiedy urodził się ten oto Kózka i pojechała ku Obojanom do innej córki, także pożenionej i została Maszenka sama jedna z niemowlęciem. Pięciu mężczyzn przy bryczce, wszyscy ludzie pijani, niegrzeczni; koń, a jakie tam drogi, spójrzcie: a to ogrodzenie się zapadło, a to sadza w kominie się zapaliła – nie na umysł kobiecy, zaczęła tedy przez sąsiedztwo z każdą błahostką kierować się do mnie. Cóż, przyjdziesz, zamówisz, doradzisz… Zwykły przypadek, a bez tego przyjdziesz do domu, wypijesz herbatę i porozmawiasz. Byłem młodym człowiekiem, rozumny, lubiłem porozmawiać o wszelkiego rodzajach rzeczach, ona także była wykształcona i uprzejma. Schludnie się ubierała, a latem chodziła z parasolem.
Czasami, zacznę jej mówić o cudach albo o polityce, jej w to graj, ona częstuje mnie herbatą i dżemem … Jednym słowem, żeby długo nie rozpisywać się, powiem ci, dziadku, nie minął rok, kiedy zawstydzał mnie duch nieczysty, wróg ludzkiego rodu. Zacząłem zauważać, że w jakim tylko dniu nie pójdę do niej, to mnie jakoś mdli, słowo daję mnie jakoś nudno. I tak zacząłem obmyśliwać w szczegółach, jak znów z nią się spotkać. “Mówię do niej, że nadszedł czas, aby wstawiła skrzydła na zimę do okien” i cały dzień marudzę z nią, wkładam ramy i jeszcze wymyślam, jak tu dwie ramki na jutro zostawić. “Powinniśmy policzyć gołębie Wańkowe, czy które nie poginęły” – i wszystko tak jakoś (kręciło się)… Mówię z nią przez sztachety, i wreszcie, żeby nie było daleko chodzić, zrobiłem w płocie dziurę-furteczkę.
Na tym świecie od żeńskiej połowy wiele zła i wszystkiego zgorszenia. Nie tylko my grzeszni, ale i święci mężowie byli uwodzeni. Maszenka mnie od siebie nie odstręczała. Zamiast tego, żeby męża pamiętać, i siebie trzymać w ryzach, ona mnie pokochała. Zacząłem zauważać, że było jej nudno i że umyślnie chodziła koło płotu i przez szczeliny na moje podwórze zagląda. Zawirowały w mojej głowie mózgowia, a to od fantazji. W czwartek w Wielkim Tygodniu idę wcześnie rano, przed świtem , na rynek, przechodzę obok jej bramy, a tam kusi nieczyste; spojrzałem – ona jakby przechodziła furtkę z siatką na górze – i stoi na podwórku, już na jawie, i dogląda kaczek.
Nie mogłem się oprzeć i krzyknąłem. Ona podeszła i spojrzała na mnie przez kratę. Twarz biała, oczy delikatne, senne … Spodobała mi się bardzo, i zacząłem mówić jej komplementy, oto nie jesteśmy przy bramie, a na imieninach, a ona zarumieniła się, śmieje się i całą wpatruje się w moje oczy, nie mrużąc ich. Straciłem rozum i zacząłem wyjaśniać jej swoje względem niej uczucia miłości… Otworzyła bramę, wpuściła, i od tego poranka zaczęliśmy żyć jako mąż i żona .
Z ulicy na podwórze wszedł przygarbiony Aloszka, i sapiąc, i nie patrząc na nikogo, pobiegł do domu; ale po minucie wybiegł z domu z harmonijką i dzwoniąc w kieszeni miedziakami, spoglądając w biegu na słoneczniki, zniknął za bramą .
– A kto jeszcze jest ciebie? – Zapytał Mateusz Sawicz.
– Syn Aleksy – odpowiedział Olbrzym. – Poszedł na spacer, łajdak. Bóg go garbem skrzywdził, tak i my nie bardzo go karzemy.
– I na spacery z dziećmi i wszystkimi chodzi – westchnęła Afanasjewna. . – Przed obrazem olejnym żenili go, i myśleli nieustannie – jak lepiej, a on, dajcie pokój, stał się gorszy .
– Wszystko na nic. Tylko cudzą dziewkę uszczęśliwili za nic – powiedział Olbrzym.
Gdzieś za kościołem zaśpiewali wyborną a smutną piosenkę. Nie można było rozróżnić słów i słychać było tylko głosy: dwa tenory i bas. Ponieważ wszyscy przysłuchiwali się jej, w zagrodzie zapanowała cisza.
Naraz dwa głosy przerwały piosenkę wybuchowym śmiechem, a trzeci, tenor, nadal śpiewał a nawet wziął taką wysoką nutę, że wszyscy odruchowo spojrzeli w górę, jakby jego głos w swojej wysokości sięgał do samego nieba. Barbara wyszła z domu i, zasłaniając oczy dłonią, jakby przed słońcem, spojrzała na kościół.
– To klerycy Popa z ich nauczycielem – powiedziała.
Ponownie wszystkie trzy głosy zaśpiewały razem. Mateusz Sawicz westchnął i kontynuował:
– Ano tak się mają sprawy, dziadku. Dwa lata później dostałem list od Wańki z Warszawy. Pisze, że jego przełożeni wysłali go do domu dla ‘podreperowania się’. Niezdrowy. W tym czasie ja juź wyrzuciłem bzdury z mojej głowy, i mnie z dobrą niewiastą poźenili, z kolei ja nie wiedzałem tylko, jak z kochanką (sprawę) rozwiązać. Każdego dnia wybierałem się, aby porozmawiać z Maszenką, ale nie wiedziałem, z której strony do niej się zbliżyć, żeby babiego pisku nie było. (przeczytali Państwo fragment przetłumaczonej przeze mnie opowieści Antoniego Czechowa pt. Sierota, cdn.)
Category: CV
przeczytali Państwo fragment opowieści Antoniego Czechowa pt. Sierota
–Sierota–
W wiosce Rajbuże, naprzeciwko kościoła, stoi dwupiętrowy dom na kamiennej podmurówce i z blaszanym dachem. Na parterze mieszka z rodziną sam gospodarz, Filip Iwanow Katin, którego nazywają też Olbrzym; a na górze, gdzie latem jest bardzo gorąco, a zimą bardzo zimno przebywają przejezdni urzędnicy, kupcy i właściciele ziemscy. Olbrzym dzierżawi ziemię, prowadzi tawernę na drodze, zajmuje się handlem smołą i miód, i bydłem, i srokami; a przy tym zgromadził już osiem tysięcy, które leżą w banku w mieście.
Jego najstarszy syn Fiodor pracuje w fabryce jako starszy mechanik, i jak mówią o nim ludzie, poszedł w górę , tak że go teraz ręką już nie sięgniesz; żona Fiodora Zofia, brzydka i żałosna kobieta, mieszka w domu z świekrem , tylko narzeka i co niedzielę jedzie do szpitala, aby się leczyć. Olbrzym ma drugiego syna, Aloszkę- garbusa , mieszka w domu z ojcem . Jest świeżo zaślubiony z Barbarą, którą przygarnęli z biednej rodziny; to dziewczę jest młode, piękne, zdrowe i zawsze pięknie ubrane. Podczas przebywania urzędników i kupców w domu, wszyscy sobie życzą, żeby zawsze tylko Barbara podawała im samowar i koniecznie ścieliła im łóżka.
W jeden z czerwcowych wieczorów, kiedy zachodziło słońce, a w powietrzu pachniało sianem, ciepłym obornikiem i świeżym mlekiem, na podwórze Olbrzyma wjechał prosty powóz, na którym siedziały trzy osoby: mężczyzna w szarym garniturze po trzydziestce, obok niego siedmio lub ośmioletni chłopak, w długim czarnym płaszczu i z dużymi zapinkami z kości, i młody człowiek w czerwonej koszuli dla woźnicy.
Człowiek zluzował konie i poprowadził je dla swobodnej przechadzki, a podróżnik umył się, pomodlił się w kościele, a następnie poczynił jak długi i szeroki powóz jamę, i usiadł z chłopcem, by zjeść kolację; jadł powoli, stopniowo, a Olbrzym, który widział w swoim życiu wiele podróżnych, rozpoznał w nim człowieka biznesu, poważnego i znającego swoją wartość.
Olbrzym siedział na ganku w jednej kamizelce, bez czapki i czekał kiedy przemówi podróżny. Był przyzwyczajony do tego, że podróżujący wieczorem w porze snu opowiadali różnego rodzaju opowieści, i bardzo to lubił. Jego żona Zofia Afanasjewna doiła pod dachem krowy; a druga niewiasta, Barbara, siedziała przy otwartym oknie na piętrze i jadła słoneczniki.
– Chłopiec, pewnie będzie to twój syn? – zapytał Olbrzym przechodnia.
– Nie, podrzutek, sierota . Wziął go dla zbawienia duszy .
Rozgadali się. Podróżnik był człowiek rozmownym, chętnym do pięknych opowieści, i Olbrzym z rozmowy dowiedział się, że jest kupcem, właścicielem domu, i miał na imię Mateusz Sawicz , że jedzie teraz doglądać ogrody, które dzierżawi u niemieckich kolonistów , i że imię chłopca jest Kózka. Noc była gorąca i parna , nikt nie chciał spać. Kiedy zrobiło się ciemno, a na niebie tu i tam zabłyszczały blade gwiazdy, Mateusz Sawicz zaczął opowiadać, skąd przy nim pojawił Kuzka. Afanasjewna i Zofia stały na uboczu i słuchały, a Kózka poszedł ku bramie.
-To, dziaduniu, historia osobliwa do skrajności – zaczął Mateusz Sawicz- i jeśli tobie opowiedzieć wszystko, jak to było , to i nocy nie wystarczy. Dziesięć lat temu, na naszej ulicy, tuż obok mnie w domku, gdzie jest teraz fabryka świec i mleczarnia, mieszkała Marta Simonowna Kapluntsewa wdowa – stara kobieta, i miała dwóch synów : jeden służył jako konduktor przy parowozach, a drugi Wańka, człowiek w moim wieku, mieszkał w domu z mamą. Wygodny starzec Kapluntsev trzymał konie, pięć par, i nieraz wysyłał bryką do miasta dorożkarzy; wdowa tego dzieła nie zarzuciła, i zarządzała dorożkarzami nie gorzej od nieboszczyka, tak że w niektóre dni oni czyste pięć rubli wyjeździli. A i człowiek także miał jakieś dochody. Rasowe gołębie hodował i sprzedawał myśliwym; wszystko, bywało, stoi na dachu, więc rzuca w górę miotłę i gwiżdże, i chmara zaraz wysoko na niebie, ale jemu to wszystko mało i chce jeszcze wyżej. Zięby i szpaki łowił, klatki zbudował po mistrzowsku. Ale to pusty biznes, spójrzcie, na nic dziesięć rubli miesięcznie uzbiera się, wydaje się. Cóż, z biegiem czasu, staruszka nogi miała sparaliżowane, i położyła się do łóżka. Ze względu na ten fakt, dom pozostawał bez gospodyni, także człowiek- jak bez oczu. Zakrzątnęła się staruszka i pomyślała, żeby Wańkę ożenić. Wołali tedy swatkę, piąta-dziesiąta rozmowa, babskie gadania, i poszedł nasz Wańka panny oglądać. Zaręczył się z Maszenką, od wdowy Samochwalichy. Nie namyślając się długo otrzymał błogosławieństwo i w jeden tydzień całe dzieło zostało zrealizowane. Młoda dziewczyna, siedemnaście lat, małego wzrostu, krótko obcięta, na twarzy biała i ładna, z wszystkimi cechami, jak dama; i posag niczego sobie: pieniędzy pięćset rubli, krówka, łoże. I staruszka, jej serce przeczuwało to, na trzeci dzień po ślubie, udała się do niebieskiego Jeruzalem, gdzie nie ma choroby, ani jakiegokolwiek wzdychania. Młodzi zbliżyli i założyli rodzinę. Żyli z pół roku wspaniale i nagle nowa góra. Bieda przyszła, otwieraj wrota: domagali się Wańkę z uwagi na los ciągnąć, usunąć. Wzięli go, chmurnego, do wojska, nie bacząc na żaden przywilej, ogolili, zabrali w rekruty i wysłali do Królestwa Polskiego.(przeczytali Państwo w moim tłumaczeniu fragment opowieści Antoniego Czechowa pt. Sierota, cdn.)
Maurice Carême w tłumaczeniu na język polski
Poezje Maurice’a Carême (1899-1978, był belgijskim nauczycielem języka francuskiego. Najbardziej znany jest jako poeta dla dzieci. Dzieci nadal czytają i cieszą się jego poematami i wierszami)
Ptaszek i ja
Tak oto, koniuszkiem swych skrzydeł
Zanurzonych w róży
Ptaszek wysyła pocałunki,
które trwają w jego dziobie.
I ja też, kładąc moje śmieszne ramiona
Na szyi mojej mamy,
Daję jej pocałunki
jakiegoś ptaszka lekkoducha,
Który śpiewa w moim sercu.
—
Ach ! jakie to cudowności błyszczą
kiedy tańczy kropla wody !
Anioł czasem grywa billami,
a gwiazdka spada do strumyka.
Nie wiemy nigdy jaki płaszcz
wróżki skrył się w żonkilach,
możemy go wyszywać igłą
nie przestając marzyć pod jakąś wiatą.
—
Ono niesie pisklę w swym sercu,
Dziecko, które zabawia się godzinami, w pojedynkę,
W grze z koronami kwiatów
Pod rozgwieżdżonym cieniem lipy.
Ono wydaje się zawsze obce
w tym co czyni, w tym co mówi
i nie kocha się naprawdę w spojrzeniach
Ku jabłonkom cicho kołysanym w sadzie.
Wokół niego śmiejące się echa,
A świat jest okrągły jak obręcz beczki.
—
Kot i słońce (z tomiku Harlekin)
Kot otwiera oczy,
Słońce tam wchodzi.
Kot zamyka oczy,
Słońce tam zostaje.
Oto dlaczego, wieczorem,
kiedy kot się budzi,
zauważam czerń
dwóch resztek słońca.
—
Proste życie (z tomiku Flet w sadzie)
Jest jak wieczorne ‘owocobranie’,
z nocą jeszcze większych kęsów,
jak chleb, który jaśnieje
na białym obrusie.
Jest jak dobra lampa,
Która kładzie na frontach,
zamknięte rundy,
swoją grudniową radość.
Jest jak życie bardzo niewinne,
które spożywa się w drewniakach,
Jest jak życie biednych:
Śmiech, a jednocześnie wypoczynek.
—
Modlitwa poety (z tomiku Czas łaski)
Nie potrafię zbierać ziemniaków, bronować, kosić,
i jem chleb który inni zasiali.
Ale wszystko to, co możemy zbierać słodyczą
ja to posiałem, Panie.
Nie potrafię postawić muru z dobrego kamienia,
ani związać kolorowego witrażu, z którego wynurza się światło.
Ale wszystko to, co możemy zbudować na szczęściu,
ja to zbudowałem, Panie.
Nie umiem pracować z jedwabiem i wełną,
Ani uplatać w koszyk szum fontanny.
Ale to, co możemy spleść, aby ubrać serce,
Ja to utkałem, Panie.
Nie potrafię zagrać starych ludowych melodii,
Ani nawet zapamiętać modlitwy.
Ale to, co możemy zaśpiewać, aby poczuć się lepiej,
Ja to wyśpiewałem, Panie.
Moje życie rozłożyło się w akordach u twych stóp.
Pokorne dziecię, jakim byłem pozostało dzieckiem,
Ale tę odrobinę, którą daje dziecko w swej szczerości,
to właśnie podarowuję Tobie, Panie.
(niektóre wiersze znajdują się w tomiku pt. Dans la main de Dieu, który podarowała mi Pani Kustosz Muzeum Maurice’a Carême w Brukseli, Pani Jeanine Burny, przyp. autora przekładów na język polski)
A visit to the Holy Land (in Christ´s footsteps), part 2
Stanislaw Barszczak, Aelia Capitolina by Romans and the rock of faith for Christians,
God is in the midst of chaos
“The future of humanity is uncertain, even in the most prosperous countries, and the quality of life deteriorates; and yet I believe… “/…/ The aims of life are the best defense against death.” Human memory is great, but the wrong tool, memories that lie within us are not carved in stone, not only can be removed from the course of years, but quite often change,” Primo Levi has spoken, who was rescued from Auschwitz. From the middle ages to the partitions of Poland, my native city of Kraków was a European metropolis and the capital of the great Polish-Lithuanian empire. Beginning in about the thirteenth century, Jews were already settling in Cracow. In Poland after the First World War, there was a powerful return to Slavic traditions. This was due to Poland’s newly won independence from the powers that had partitioned her in years gone by. Austria, Russia, and Prussia. That’s why I was named Mieczyslaw. It means “he who won fame with his sword,” although in my whole life I’ve never had a sword in my hand, nor ever wanted to. From the partitions of Poland at the end of the eighteenth century right up to the end of the First World War, the ancient Polish coronation city of Cracow belonged-with occasional interruptions-to the Danube Monarchy of the Habsburgs. Its inhabitants were under the influence of Austro-German culture and liberalism. This venerable old city of Cracow was declared by the Nazis in 1939 to be urdeutsch-originally and essentially German-and as a consequence was hardly bombed at all during the war. In contrast to Cracow, Hitler ordered Warsaw to be leveled. The city was considered a “nest of resistance,” a “symbol of Polishness.” The western part of the country was absorbed into the German Reich.Mr. M. Primo Levi tells us, it can bring a recurring dream that touched their imprisonment during the night: ”As they returned home and with passion and relief, describe their past sufferings, addressing the loved ones, and they do not believe, and indeed do not even listen.” Well, the Nazis failed to destroy all the evidence and erase all the witnesses. As a ”privileged” prisoner (scientist-chemist), Mr Levi, however, strongly felt that the full cruelty of the camps will never be known, especially all the first-hand descriptions of labor camps. We have never been explored their ‘bottom’. Since very few ”ordinary” prisoners survived the camp, and very few of those who survived were “often paralyzed by the suffering and misunderstanding,” they were not able to offer more than a fragmentary witness. Though, we should really believe and become partakers of the whole testimony of our countries, that to you and me I wish.(I wrote in an essay On time of the hour ‘W’: the anniversary of the Warsaw uprising in my country).
In the past few years, with the increase in reality TV series, many intervention programs have gained popularity. These programs focus on individuals who have different addictions or phobias which bind hold them and their families’ hostage. Some of the worse cases are those people who are addicted to drugs and/or alcohol… These people’s lives are often shattered by their addiction. When traveling to the Holy Land, it’s what I think about the junior. They become different people who are enslaved to the desire to escape into another world. Often this is a result of a deeper emotional or psychological wound which has never been dealt with. The object of intervention is to slowly bring the wound into the open so that it may be recognized as a disordered way of perceiving one’s self or others. This is often a painful and long process which takes much patience and love from a support group.
When Christmas comes to town
But I saw again my heart at home now, I remember every window, sidewalk, I saw so close to you, Mom, I might even die already … Believe in what your heart tells you. And she spoke to me: ‘Believe in what your heart tells you.’ Hence, everything that I now wish- it is just that Christmas came again to me. “I don’t think ordinary things are very interesting, so I try to imagine a world that is less ordinary.” “The idea of the extraordinary happening in the context of the ordinary is what’s fascinating to me.” So, I don’t make plans. All my life, one artistic impulse has simply led me to another.” The families around the world have made Chris Van Allsburg’s enchanting story “The Polar Express” part of their own holiday traditions, like stockings by the fireplace, a brightly decorated Christmas tree and the sweet scent of candy canes served in steaming cups of hot chocolate. There is a chance to experience what a midnight trip to The North Pole might look like through the eyes of a young boy. A boy who’s losing his Christmas spirit gets invited on board the Polar Express. “It’s easy to see yourself, your children, or the kids you grew up with in the faces and personalities of these characters, and the landscape that the train passes through is like the dreams we all had about distant places where magical and exciting things could happen.”
“On Christmas Eve, many years ago, I lay quietly in my bed. I did not rustle the sheets. I breathed slowly and silently. I was listening for a sound — a sound a friend had told me I’d never hear — the ringing bells of Santa’s sleigh. ‘There is no Santa,’ my friend had insisted, but I knew he was wrong. Late that night I did hear sounds, though not of ringing bells. From outside came the sounds of hissing steam and squeaking metal. I looked through my window and saw a train standing perfectly still in from of my house,” writes Chris Van Allsburg. A boy opens the door. The conductor asks him “Well? Are you coming?” He asks, “Where?” and the conductor replies “Why, to the North Pole, of course!” The boy then boards the train, which is filled with chocolate and candy, as well as many other children in their pajamas. The train reaches the North Pole happily. When they are home again the boy rings the bell, both he and his sister marvel at the beautiful sound. His parents, however, are unable to hear the bell and remark that it must be broken. The book ends with a famous quote, also promoted to the film based on it: “At one time, most of my friends could hear the bell, but as years passed, it fell silent for all of them. Even Sarah found one Christmas that she could no longer hear its sweet sound. Though I’ve grown old, the bell still rings for me, as it does for all who truly believe.”
“I’m wishing on a star and trying to believe that even though it’s far he’ll find me Christmas Eve. I guess that Santa’s busy cause he’s never come around. I think of him when Christmas comes to town. The best time of the year when everyone comes home. With all this Christmas cheer it’s hard to be alone. Putting up the Christmas tree with friends who come around. It’s so much fun when Christmas comes to town. Presents for the children wrapped in red and green. All the things I’ve heard about but never really seen. No one will be sleeping on the night of Christmas Eve, hoping Santa’s on his way. When Santa’s sleigh bells ring I listen all around. The herald angels sing I never hear a sound and all the dreams of children once lost will now be found. That’s all I want when Christmas comes to town,” writes Chris Van Allsburg. We here would say, let Jerusalem be holy in real terms when Christmas comes to town.
Christmas time can win us back to the delusions of our childish days, that can recall to the man the pleasures of his youth, that can transport people thousands of miles away, back to his own fire-side and his quiet home. Christmas Day in the company of children is one of the few occasions on which men become entirely alive. Christmas is a time in which, of all times in the year, the memory of every remediable sorrow, wrong, and trouble in the world around us, should be active with us, not less than our own experiences, for all good. Christmas is a time of joy, especially for children and sick people who believe in. As one little boy lies in bed on Christmas Eve wondering if the whole pageantry is real at all, he hears the whistle of the Polar Express, a magical train that takes little children to the North Pole. There, he learns that the spirit of Christmas is alive and well. “So many of us, as children or adults, have questioned our belief in something or gone through the process of having our faith tested and restored.” “Chris’s illustrations are honest and familiar and at the same time wonderfully transcendent.” Once in a while it is good to divert your mind from the daily hassle and dissonance of daily working environment and find a cool place where you can relax and enjoy with your family. There is one good place that exceeds nature and its beauty. Spending some time visiting and watching some of the most beautiful wonders of the world, Bethlehem, it will make you forget all your worries and realize how much is given to you by your creator to enjoy. “Good news from heaven the angels bring, glad tidings to the earth they sing: to us this day a child is given, to crown us with the joy of heaven,” Martin Luther has spoken. Love came down at Christmas, love all lovely, love divine. Love was born at Christmas, stars and angels gave the sign. May Peace be your gift at Christmas and your blessing all year through!
The March my pilgrimage takes longer history. I think that the idea of visiting Christ in his house to be proved. So, I was still impressed with the dignity of Jesus’ attitude toward his disciples. Certainly I missed a station here of the Via Dolorosa of Jesus. I but entrusted to Joseph, who wonders about the night in Bethlehem. I just knew that with me constantly Mary, but through her, her son Jesus Christ. Let us now behind him. Everyone wants to feel loved, but when all you feel is alone it’s tough to accomplish anything else. There is a world beyond what we can see where, by grace of God, we can receive, God’s greatest gift: to live eternally, if only we believe. The baby Jesus got gifts on this day, because, like any child, he loved to play. And so God wants to share this special joy with every girl and boy. For God loves all, and turns His back on none Good or twisted, ignorant or wise. Christmas is a time for love and fun, a time to give your heart to everyone. It’s a time of joy and love in our hearts to be filled. On this very special night our love will be sealed. “Our hearts grow tender with childhood memories and love of kindred, and we are better throughout the year for having, in spirit, become a child again at Christmas-time. “And when we give each other Christmas gifts in His name, let us remember that He has given us the sun and the moon and the stars, and the earth with its forests and mountains and oceans–and all that lives and move upon them. He has given us all green things and everything that blossoms and bears fruit and all that we quarrel about and all that we have misused–and to save us from our foolishness, from all our sins, He came down to earth and gave us Himself,” Sigrid Undset has spoken. “Then she saw a star fall, leaving behind it a bright streak of fire. “Someone is dying,” thought the little girl, for her old grandmother, the only one who had ever loved her, and who was now dead, had told her that when a star falls, a soul was going up to God,” H. Ch. Andersen said. We must look to Mary’s example to know how to deal with the glorious impossibilities of God. Look how she turned the world upside down by making one simple statement . “Mankind is a great, an immense family… This is proved by what we feel in our hearts at Christmas,” the pope Jan XXIII has spoken. “God is here. This truth should fill our lives, and every Christmas should be for us a new and special meeting with God, when we allow his light and grace to enter deep into our soul,” Josemaría Escrivá said in Christ Is Passing by. I proclaim to all Christians once again this great Christmas joy, and now I send the best wishes on the occasion of a happy Easter.(fin)
A visit to the Holy Land (in Christ´s footsteps)
Stanislaw Barszczak, Aelia Capitolina by Romans and the rock of faith for Christians
A visit to the Holy Land (in Christ´s footsteps)
A particularly warm I want to talk here about those few days already a third of my pilgrimage to the Holy Land. Although I am after a four-hour, overnight plane journey at an altitude of over eight thousand meters, after a night of rest in “the House of Peace” at Bethlehem, I take the bus to Jerusalem, am I heading towards mesmerizing me the old city walls. I visit the vibrant heart of Jerusalem, The Old City, surrounded by a wall from the sixteenth century, then near the Italian Hospital with a beautiful tower (29 Shivtei Israel Street with Hanevi’im Street), one of the most beautiful buildings in the city, the Sisters of Saint Elisabeth’s new a Polish House, in the street Hahoma Hashelishit (Musrara district). During another jump to Jerusalem wanted I to visit the theater Hahan, Israeli Museum (entrance costs $ 10), Yad Vashem (living monument of the holocoust of the Jews), Botanical Garden, the Hebrew University, the Knesset (Israeli parliament), the Old Town with all the parties, near and far. I could see the residential areas of the eighties and nineties of the last century, with large balconies. This time I walked through the beautiful bridge, suspended on a single mast. Very quickly passed hours exploring the city alone, however, in Ein Kerem I met two of my fellow priests who were there as pilgrims far away from the Poland, my homeland.
Going on a recent pilgrimage with Wizzair in the Holy Land of Israel has increased my understanding of many well-known passages in the Bible-and more. Before, I read the biblical accounts. Now, I am a witness. I was wearing a jacket in green color … I was well maintained, clean and sober, and I did not care what anyone knew. And I was quite well dressed, as befits a private investigator. I have walked on the same stone road where Pontius Pilate ordered Jesus to pick up his cross. I dipped my hands into the same stone, where went Jesus. I soaked in the panoramic view from the Mount of Olives, where Scripture says Jesus ascended to heaven and will return. And, it wasn’t time just for fun, I did not ride a camel across arid land. As the bee’s faith and values reporter, I have wanted to go to the Holy Land to deepen my understanding of biblical accounts and strengthen my Christian faith. About three months ago, I looked on Internet on the flights to Tel Aviv. Our Community Church, where I am a member, started talking about taking a group to Israel-off the beaten path to late. There are cheap flight, avoiding the heavy tourist stops. Better do it now, I thought. So I signed on. This pilgrimage to the Holy Land was arranged personally by me. Though, I met lots of the people there. Mars 22- 29 trip made a small loop: Jerusalem to the Bethlehem and back to Jerusalem. My way to the Basilica of Nativity in Bethlehem was flooded now with asphalt. But she will always be made of stone, you need to overcome greater differences mountain area, to reach the Milk Grotto, but above all, the oldest church in the world with grotto under the chancel, The Grotto of the Nativity of the Child, which is under the care of various religions, including the Franciscan Fathers of Saint Catherine Church.
What is the understanding of the ornament of the city of three thousand years of tradition? I am convinced that thinking about this city should be very much alive! I love now for it my professor in high school, that encouraged us to get to know his place of residence. For every Christian, Jerusalem it is the only place his earthly residence, for our Lord Jesus Christ it wandered the streets of the City. Today, once again I would like to exceed the discrete boundaries of each person, rely on the wisdom of Jesus. I have separate interests, but I have also the heroism to do this work to do good, and that is beautiful, noble … Without Christ, say, we are not the truth, but we want to grow only, we want to be adored, admired. The aristocratic surrounding, it encourages me to send to you, dear reader, an appeal for peace to your heart and spirit. For some time, for the reason outlined here, I’m often wrong, missing the open loyalty to the authorities in the Church. For I would like to do justice now to the history of human. God has made Poland now the only people among the nations, and I’m starting anew my priestly mission from Jerusalem, in order a covenant between God and man to have been fully realized. Before two years I had an invitation to the Rockefeller Museum, where I could see the burials of the dead, say before 20- 300,000 years of mankind. I could see a coin with the image of the emperors, the governors of the province of Rome. Most of the props it had been moved to other museums in Jerusalem. But I watched still the sarcophagi from the Roman and Byzantine period, their age is recognized, beautifully forms carved in stone. Once again, with some regret I looked at one of the eight gates of the old city, Golden Gate, the gate of mercy, it is the gate of eternal life, sealed in 1541 for the second coming of the Messiah. God’s presence here is particularly experienced, divine mercy it will be fully visible until the second coming of the Messiah on earth. Nearly twelve centuries ago, Muslims walled Golden Gate to thereby prevent the Jews still awaited the coming of the Messiah. This is before the gate, in the Valley of Kidron, to be held last Judgment. Now here are three cemeteries religion, as it were, with exclusive seats in the main grandstand. At the foot of the Mount of Olives is the Garden of Gethsemane, Jesus prayed before his Passion there. In the Basilica situated there, and built almost a hundred years ago, I was celebrated Mass in Italian for two years, only in Grotto the Mass to the Polish Christians now. So, thanks to the Christian Information Centre, you can find it at the Jaffa Gate, could I perform Masses in various chapels of Jerusalem. I celebrated Mass at Calvary, the Catholic altars, near the tomb of Jesus.
Then after steep stairs I went to Golgotha, place of crucifixion of Jesus, where erected chapels – a fairly simple Catholic and Orthodox Byzantine style Greek. At Calvary Orthodox Priests are very polite. Since 1853, there is the Basilica of the status quo, for the monks Armenians, Greeks, Catholics, do not do anything for the common space without consensus among the parties, in this way for the tomb of Jesus is the chapel, whose no-one overlooks is going, nobody was interested in. Basilica of the Holy Sepulchre, is the most important Christian church, impressive, it has a somewhat chaotic structure. This only area of the world, at the beginning of its history otherwise be presented, it was established almost two thousand years ago. No great secret that hides in itself, Christianity would not have a deep sense. In the afternoon we visited the “Upper Room” and the Basilica of the Dormition of the Mother of God on Mount Zion. Then with coach we drove up to the valley of Kidron, to see with our own eyes close to the church of St. Peter ‘in gallicantu’, stone staircase after which our Master from the Garden of Gethsemane with the apostles were climbed out, eventually also bound by the city, he was conducted and subjected to the authorities. Two years ago I was lucky to participate in the celebrations of the Armenians in the Cathedral of St. James at three o’clock in the afternoon. I admired the monks robes with black pointy hoods, on the shape of Mount Ararat, and their strong, deep singing, which was different compared to the chaotic hustle and bustle of the street outside. This time during my visit in Jerusalem went I to the Jewish quarter, I prayed close to the Western Wall in the Old City of Jerusalem, the last piece of the great Temple.
Nearly 2000 years ago, the Second Holy Temple in Jerusalem was destroyed, and Jews have been mourning ever since. Israeli Minister calls for third Temple to be built, he has once called for the rebuilding of the Third Temple, on the Temple Mount in Jerusalem. The first Temple was destroyed in 586 BCE, the second Temple in 70 CE, since the Jews have been mourning its loss. Now that Israel has once again become a Jewish sovereign State, there have been occasional calls to rebuild the Temple. There is but not a small problem, is that the site of the Temple is also the third-holiest site in Islam, home to the al-Aqsa mosque, which has stood there since the 8th century CE, and to the Dome of the Rock mosque, it’s probably stood on the former site of the Temple, though that’s debated. In order to keep the peace, the status quo is that there is no Jewish building allowed on the Temple Mount, and Jews are allowed to come up to visit but not to pray. The adjacent the Syrian Church of Saint Mark is believed the probable place of the Last Supper. The Upper Room , Mark mum’s room, believed to be where Jesus celebrated The Last Supper with the disciples. So, the disciples were ‘reclining at the eating table.’ Behind me was a stone tabletop to recline to.. The Last Supper took place there, in a room in that church, in the traditional Upper Room he didn’t. The latter had been built by the Crusaders on the hill of Zion, two years ago a guide woman said. As proof of this is as the legend of special generosity of a mother of St. Mark, she was rich and had possessions. It is only by virtue of this one woman’s memory that the dead continue to exist, someone said. You can see stone ‘seats’ there, also the disciple Philip, eating and standing at a table with legs, because the stones around are wet, I believe in a clever commentary on the events of the history of our salvation. I will never commented about the Upper Room the same way again. On my pilgrimage, I reclined, I think, got it right. Back in Jerusalem, I traveled in the Kidron Valley to a cave, where the guide believes is David’s tomb. Then, the guide led us into another area nearby, above the ruins of a synagogue. I alone walked the Roman Cardo.
Jesus’ ordeal and the history of the world
One afternoon after a rest in the hotel we go the way of the Cross of Jesus. Over the centuries there were various routes of the Stations of the Cross of Jesus, which were held in various places of the old city. The various routes of the ways of the cross over the centuries, first is mentioned the route including the church of Our Lady of Sorrows, then the opposite side of the city, the Kidron Valley. It seems to me, what unites these different pathways, this is a house of the Mother of Jesus birth at the Gate of Lions, then the Church of the Dormition of the Mother of God in Zion. The city is alive with no infrastructure , but from experience … When we go way of the cross of Jesus (street Via Dolorosa is honored by the three monotheistic religions ) from the gate of Herod, and left this time we pass the Lions Gate, right at the beginning we pray in the Church of St. Anne , and in the courtyard to see preserved ruins of several temples. In Jesus’ time it had existed there ” pool of Bethesda ,” in which the Master of Nazareth healed also the paralytic, on the right to see preserved the beautifully walls of the Byzantine temple, and those the stone ruins of the church of the Crusaders.
I find myself here after seven years again, for such a place is overwhelmed the only charm . Our Christian cultural load is therefore enormous, that only space, creating culture, competence, internal growth of the city, this process of integration of people and institutions, peculiar osmosis. I recall the view of this unique exchange of ideas between cultures over the centuries very consciously. On the streets of the old city there is a tumult, Arab children playing football, tempting souvenir sellers, the sacred is mixed with the profane. I surrender to the charms of the old streets of the city, where I can see the Palestinian souk, or market, decorative materials on the market, Arabic beads, middle eastern dishes, and boxes. Goods from all over the Middle East, colorful cloth with oriental patterns, metal utensils, Persian carpets, Arabic jewelry, devotional view of dense tissue overflowing narrow streets. Shopkeepers encourage purchases yet speaking in Polish language hello, goodbye. Just like on the streets of Bethlehem, hear the sounds of parrots, mingle prayers of pilgrims in various languages and as if attempting to drown muezzin calls. On the streets there is a clamor, shout vendors and porter-boy trying to push up with the goods in a distinctive wooden carts. Residential areas in the middle of the old city have no directions to housing. So, also our Stations of the Cross at some point breaks off abruptly, although this is not the month-close of August, it has just locked up at this point Armenian church, we go to the basilica in a circular pattern around. “We all live in and with and by stories, every day, whoever and wherever we are. The freedom to tell each other the stories of ourselves, to retell the stories of our culture and beliefs, is profoundly connected to the larger subject of freedom itself,” Salman Rushdie has once said. The next day I was inconsolable, though I was walking to Golgotha taking stations IX and X of the way of the cross of Jesus, passing Ethiopian hermitage by, through an open transition inside of that mentioned above the church and neighboring chapels.
From Golgotha back to Bethlehem
Another day from Jerusalem I journeyed bus with an escort of Palestinian soldiers to Bethlehem, then with Polish group at the Shepherds Field. The days were clear and bright, but it was a little cold to play outside. “So the shepherds ventured through the white cold, and their eyes beheld the Infant, an hour old. Long they gazed and wondered, awkward in awe, at the paramount perfection within their straw.” I also tip-toed with others into the field, searching for just the right things to bring back to Olsztyn, as remembrance. I mentioned a Sermon on the Mount, Jesus’ sermon that is considered by theologians and scholars as one of the finest sermons ever. Under a gazebo on a mountaintop, members of our group make the passage out loud… As people continued passing to the Shepherds Chapel by, I looked down and pointed out the exact word pictures that Jesus used from his vantage point- ‘birds of the air,’ ‘lilies of the field,’ ‘a stone,’ ‘a fish,’ ‘the streams,’ And I got it. I understood the message in a deeper way-with my own eyes. Only here in Bethlehem I write about myself as best I can, because in my eyes, I saw the holy land, I continually believe.
„Christmas it seems to me is a necessary festival; we require a season when we can regret all the flaws in our human relationships: it is the feast of failure, sad but consoling,” Graham Greene once expressed himself. I’m constantly trying to add to this catalog of the holy places something new, but “there are certain subjects that lie so far outside my creative terrain that I find them almost unreachable. Though, after my pilgrimage my thoughts begin to leap forward of their own accord. What I’m saying, I suppose, is that there are certain things my imagination feels comfortable doing and certain things it doesn’t. I’ve come to believe that if I’m going to write with any fluidity, I have not only to pay attention to what those things are, I have to indulge them,” Kevin Brockmeier said, “I do think the universe we live in is itself a fantastic place, filled with wonders, and that our minds are constructed so as to see within the world around us reflections of our own consciousness,” My stories are constantly about the desire for intimacy and the desire for artistic creation- “attempt to satisfy that urge we all have to feel more deeply alive and also to feel that we are living in companionship with other people, but artistic creation does it by making us turn inward and love does it by making us turn outward. The two urges don’t have to be competitive, but in my own life I’ve often felt that they were, and I wanted, well, not so much to think about why that was the case as to demonstrate it in action,” said the author mentioned. So, I would like to close this pilgrimage a Christian prayer. For the element of faith that runs through my stories is not mainly practical. I worked at a primary school for a few years while I was in parish, like I also talked with parents, adults, parishioners. Every day I would make up stories to tell the children, little participatory tales in which they got into all sorts of unusual adventures. In any case, I wrote my text as a gift to those same children, then teenagers, then the parents, who were all about ten or eleven, also thirty, by that time and had disappeared from my life entirely. I missed them, and still do, and I wanted to find a way to continue communicating with them.
“We must drag the chain and ball of our personality to the end. This is the price one pays for the infernal and divine privilege of thought; so in this life it is only the chosen who are convicts – a glorious band which understands and groans but which treads the earth amidst a multitude of phantoms with maniacal gestures and idiotic grimaces,” Joseph Conrad said. To those who attended Jesus’s City and drove through the crowded streets festooned with flags (feast of entry into adulthood of a Jew teenager), there was something symbolical in the crowd’s ignorance of even the existence of this joyous time, this pilgrimage, also to Joseph and Mary, parents of the Messiah. In my opinion Mary is a kid, the little maiden Mary
wore blue and white, who likes to pull the wings off flies. None of them has been the moral sense, like a cat or a dog. And Joseph in his distrust of all political doctrines and general theories, he resembled Biblical Job…(to be continued)
Kto się w opiekę odda Panu swemu
Stanisław Barszczak, Śladami Jezusa,
Nawiązując do niedawnej pielgrzymki z wizzairem do Ziemi Świętej w Izraelu powiedziałbym, iż wzrosło teraz moje zrozumienie wielu znanych fragmentów Biblii, a nawet coś więcej . Przedtem odczytywałem odnośne fragmenty biblijne zawsze z jakimiś obrachunkami. Teraz jestem świadkiem. Chodziłem po tej samej kamienistej drodze , gdzie Piłat nakazał Jezusowi nieść jego krzyż . Ja również i dotykałem tych świętych kamieni, aby ich stonowane kolory przewieść do Olsztyna , jako pamiątkę. Zanurzyłem ręce w tej samej rzece Jordan , gdzie Jan Chrzciciel ochrzcił Jezusa . Modliłem się przy Ścianie Płaczu w Starym Mieście w Jerozolimie , który jest ostatnim kawałkiem wielkiej świątyni . Zanurzyłem się w panoramiczny widok z Góry Oliwnej , gdzie jak Pismo mówi Jezus wstąpił do nieba, by znów powrócić . Tym razem z Betlejem, gdzie zatrzymałem na siedem nocy w „Domu pokoju” (House of peace), jeździłem miejskimi autobusami linii 21. Jak wierna pszczoła i wartościowy reporter , chciałem jechać do Ziemi Świętej , aby pogłębić moje zrozumienie biblijnych rachunków i wzmocnić moją wiarę chrześcijańską . Około trzy miesiące temu, nasz Kościół Wspólnota , której jestem członkiem , dał mi wolną jakby rękę, pomyślałem pewnego dnia, są tanie loty do Tel Avivu, unikając większych obciążeń turystycznych, wybrałem ten rodzaj zwiedzania Ziemi świętej . Lepiej zrobić to teraz , pomyślałem, i tak rozpoczęła się moja trzecia pielgrzymka do Jerozolimy. I teraz bardzo urosłem w moim zrozumieniu wielu biblijnych scen , szczególnie głośnych fragmentów takich jak Kazanie na Górze, Ostatnia Wieczerza.
Na naszej drodze do Betlejem , kierowca autobusu zjechał z autostrady i na polnej drodze , biorąc kierunek na grunty rolne, wywiózł nas ku polom jęczmienia . To było pole pasterzy, które dzisiaj strzezone jest bramą, a w perspektywie ma krajobraz sporych wzniesień, z białą zabudową około betlejemską. Staramy się wyobrazić sobie to pole, jak one mogło rysować się tysiące lat temu . “To jest pole ich codziennej roboty”, zdaje się mówić nasz przewodnik . Tutaj tez w Betlejem, na tych górach, wyobraziłem sobie Kazanie na Górze Jezusa , które jest uznawane przez teologów i uczonych jako jedno z najwspanialszych kazań w dziejach. Pod altaną na szczycie góry , członkowie wybranej przeze mnie polskiej grupy mogli nieco wypocząć… Przewodnik spojrzał w dół zbocza , przewidując jakby tłumy ludzi , które słuchały Jezusa . ” Patrzcie, tam jest miejsce dla 1000 , 2000 , 3000 osób “, mówi . Spojrzałem w dół i zaraz wywołałem z pamięci dokładne słowa Jezusa słów , takie jak ‘ptactwem powietrzne”, ” lilie na polu “, “kamienie “, “ryba “, ” strumienie , ” i w końcu zrozumiałem, ze to przesłanie ma m.in. głębszy sposób – oto teraz to wszystko widziałem moimi oczyma . Powróciliśmy do Jerozolimy , podróżowaliśmy ku dolinie Cedron do miejsca, gdzie jak nasz przewodnik uważa, jest grób Dawida . Następnie przewodnik prowadził nas ku ruinom synagogi w dzielnicy żydowskiej starego miasta. Poprosił trzech ludzi, by usiedli w miejscu, które wyglądało jak kamienne krzesła, które w czasie zostały ze sobą połączone . To było w pobliżu Domu Matki św. Marka mama , uważa się nie raz, ze tam Jezus obchodził Ostatnią Wieczerzę z uczniami . Tak więc , uczniowie rozlokowali sięga stołem z jadłem , jak pamiętamy z przekazu Biblii. Ale teraz kamienie były mokre! Kiedyś przed laty, chyba na lekcji religii, brałem udział w kilku dramatycznych prezentacjach na Wielkanoc, nawet wypożyczyłem w tym celu stroje dla aktorów z teatru w Częstochowie . Aktorzy mieli zająć miejsca za stołem, jak to jest ukazane na obrazie Leonarda da Vinci z Ostatniej Wieczerzy . Jeden z moich najlepszych aktorów zagrał ucznia Filipa, który jadł stojąc z nogami za Jezusowym stołem. Chłopcze , powiedziałem, to robisz źle . Nigdy jednak nie odczytałem tej sceny w Wieczerniku w ten sam sposób . Na mojej obecnej pielgrzymce pokłoniłem się nisko w Sali na górze, bo uznałem, ze tamta postawa mojego ucznia była cokolwiek słuszna. I tym razem ktoś inny miał rację.
(licentia poetica autora tekstu)
Polaków poważne rozmowy 30
Stanisław Barszczak, Teoria cnót Alisdaire’a MacIntyre’a jako poświadczenie charakteru wspólnego życia(cd.)
5.
Jeszcze o naturze cnót
Alisdair MacIntyre miał dostatecznie dużo wnikliwości, żeby oczyścić przedpole dla jego poglądów moralnych. Powiedzmy jeszcze o roli wspólnego życia w filozofii MacIntyre’a. I tak sama historia nowoczesnego państwa jest oczywiście elementem historii moralnej (obawiam się, iż podobnie jest z samą historią Kościoła, który dzisiaj zabrnął w ślepy zaułek, i nie potrafi poza otwarciem na dary z przeszłości, otworzyć się na nadzieje społecznego jutra). Państwo określa charakter wspólnego życia jego obywateli. Polska, moja ojczyzna, śmiem twierdzić, mogłaby stać się moralnym wychowawcą bieżących wspólnot świata. Także w kościele chrześcijańskim istnieją środki do uświadomienia sobie tych trudności i problemów, oraz sposób ich rozwiązania, z wzorcami i zasobami. Albowiem każdy z nas marzy, by czynić dobrze, kierować się cnotą. Max Scheller w tekście „O rehabilitacji cnoty” (zob. Znak 471(8) 1994) obstawał przy takim określaniu cnoty: „dobroć i piękno cnoty leży nie w działaniu dla innych, lecz przede wszystkim w samym szlachetnym charakterze i istocie duszy”.
Współcześnie Alisdair MacIntyre, szkocki myśliciel, pisze o trzech koncepcjach cnoty(Tamże): 1/ cnota jako cecha umożliwiająca jednostce wypełnienie jej roli społecznej (Homer) 2/ cnota jako cecha umożliwiająca jednostce dążenie do osiągania typowo ludzkiego telos, naturalnego czy nadnaturalnego (Arystoteles, Nowy Testament i św. Tomasz), oraz 3/ cnota jako cecha użyteczna w osiąganiu sukcesu na ziemi i w niebie (Franklin) Czy możemy uznać te trzy różne, rywalizujące teorie cnoty za jedną i tę samą? Czy też może są one trzema różnymi teoriami trzech różnych rzeczy? Każda z tych teorii domaga się dla siebie teoretycznej i instytucjonalnej hegemonii. Alisdair MacIntyre usiłuje wydobyć spośród tych rywalizujących i odmiennych twierdzeń wydobyć wspólne im centralne pojęcie cnót, a to w tym celu, aby zbudować jakąś bardziej przekonującą teorię niż te dotychczasowe. A oto cechy takiego pojęcia cnoty przedstawione przez Alisdaira MacIntyre’a: 1/akceptacja określonych teorii dotyczących pewnych cech życia społecznego 2/ rozjaśnianie trzech stadiów w rozwoju logicznym pojęcia cnoty (Tamże, s.37) -pierwsze stadium wymaga teorii praktyki -drugie- narracyjnego porządku indywidualnego życia ludzkiego -trzecie stadium, zakłada teorię tradycji moralnej.
Ale jaka jest natura cnót? Powiemy tutaj o: -teorii cnót (cnota- jako nabyta cecha historyczna) -co to jest praktyka (praktyki nie mogą przetrwać bez związków, dobra wewnętrzne i zewnętrzne) -o autorytecie dóbr wewnętrznych i zewnętrznych oraz wzorów (Cechą dóbr zewnętrznych jest to, że gdy zostaną uzyskane, zawsze pozostają własnością jakiejś jednostki, przedmioty rywalizacji, zwycięzcy, przegrani) -pokora (czy słucham) -uniwersalność cnót (s.43) -respektowanie cnót(Tamże) -ku prawdziwej wspólnocie (stosunek do cnót obywatelskich; doskonalenie się) Odmawiam jeszcze sobie samemu doświadczenia, tj. osiągania dóbr wewnętrznych…A musimy przypomnieć sobie naszą czystość dziecięcą! Zatem ad rem. Cnota jest nabytą ludzką cechą, której przestrzeganie i posiadanie umożliwia nam osiąganie dóbr wewnętrznych wobec praktyk, cechą, której brak skutecznie uniemożliwia nam osiąganie tych dóbr. (Tamże) Cnoty są przestrzegane i kultywowane także poza określonymi praktykami. A co to jest praktyka? To jest wszelka spójna i złożona forma społecznie ustanowionej, kooperatywnej działalności ludzkiej, poprzez którą dobra wewnętrzne wobec tej działalności są realizowane w procesie dążenia do uzyskania tych standardów doskonałości, które są właściwe i które po części definiują tę formę działalności, i mają taki rezultat, że ludzka zdolność do osiągania doskonałości oraz ludzkie pojęcie celów i dóbr ulegają systematycznemu poszerzeniu.(s.38) Układanie cegieł nie jest praktyką, ale jest nią architektura… Jaki jest zakres praktyk? W grze w szachy umiejętności praktyczne, osiąganie wyobraźni strategicznej i woli walki.
Istnieją dwa rodzaje dóbr możliwych do uzyskania dzięki grze w szachy: dobra ‘zewnętrzne’ takie, jak cukierki, prestiż, status i pieniądze; oraz dobra wewnętrzne wobec praktyki szachów, które nie można uzyskać inaczej jak tylko poprzez grę w szachy- definiowalne przez pojęcia szachowe i przez uczestnictwo (z doświadczeniem). Prawosławna Ikona z czasem przedstawia życie ja malującego. Każda praktyka obejmuje wzorce doskonałości i posłuszeństwa zasadom, jak również wzorce osiągania dóbr. Wkroczyć do danej praktyki oznacza uznać autorytet tych wzorców oraz to, że niedoskonałość moich starań będzie osądzana według tych wzorców. Oznacza to podporządkowanie własnych postaw, wyborów, preferencji i upodobań wzorcom, które tymczasowo i tylko do pewnego stopnia definiują praktykę. Jak wspomniałem, praktyki mają oczywiście historię, wszystkie gry, nauki i sztuki mają historię. Jednak nie możemy być wtajemniczeni w praktykę, nie akceptując autorytetu najlepszych wzorców dotychczas osiągniętych. Jeżeli zaczynając słuchać muzyki nie przyjmuję do wiadomości swojej własnej nieumiejętności wydawania poprawnego osądu, nigdy nie nauczę się słuchać, cóż dopiero mówić o docenieniu ostatnich kwartetów Bartoka.”(Tamże) Dobra wewnętrzne istotnie są wynikiem dążenia do wyróżnienia się, bycia najlepszym, ale charakteryzują się tym, że ich osiągnięcie jest dobrem dla całej wspólnoty biorącej udział w tej praktyce.(por. Alisdair MacIntyre, After Virtue, Notce Dame University Press, Notce Dame, Indiana, Secondo editio, 1984; por. Alisdair MacIntyre, Natura cnoty, w: Znak 471(8) 1994,s. 41).
Własnością pojęcia praktyki w zarysowanym przeze mnie sensie jest to, że dobra z nią związane można zdobyć wyłącznie drogą podporządkowywania siebie samych danej praktyce poprzez określony stosunek do innych uczestników tej praktyki. Najczęściej się oszukujemy! Wierzymy w Boga, a nie wierzymy w siebie samych. A możemy uczyć się rozpoznawać, co się komu należy; ale musimy być stale gotowi na wszelkie niezbędne ryzyko, jakiego praktyka może od nas wymagać, musimy także uważnie słuchać tego, co się do nas mówi o naszych niedoskonałościach i reagować z tą samą uwagą na fakty. Innymi słowy musimy akceptować cnoty sprawiedliwości, męstwa i uczciwości jako konieczne składniki każdej praktyki wraz z dobrami wewnętrznymi i wzorcami doskonałości. Nie akceptując ich, dajemy do zrozumienia, że jesteśmy gotowi posuwać się do oszustwa jak dziecko z mojego przykładu, które było skłonne do oszukiwania w początkach swej gry w szachy. Każda praktyka wymaga pewnego rodzaju związku zachodzącego pomiędzy uczestniczącymi w niej ludźmi. Dla uściślenia tych związków istnieją wzorce prawdomówności, sprawiedliwości i odwagi.
Te wzorce są autentycznymi doskonałościami, są cnotami, w świetle których musimy pojmować siebie i innych, bez względu na nasz prywatny punkt widzenia lub kodeks moralny naszego społeczeństwa. Sprawiedliwość wymaga, abyśmy traktowali innych odpowiednio do ich zasług lub zalet, według jednolitych i bezosobowych wzorców… Męstwo uznajemy za cnotę, ponieważ troska i zainteresowanie dla innych ludzi, wspólnot i racji, tak ważne dla praktyk, wymagają takiej cnoty. Ku tym samym dobrom każe nam się kierować, ale MacIntyre nie mówi o dobru. (to dobrze czy źle- nie jestem w stanie wyrazić logicznego wniosku z jego twierdzeń) Alisdair MacIntyre pisze: „Ale ludzie podli i małoduszni z konieczności polegają na cnotach innych, gdy idzie o praktykę, w którą wkraczają, aby się rozwijać, oraz odmawiają sobie samym doświadczenia, jakim jest osiąganie dóbr wewnętrznych, które mogą przynosić satysfakcję nawet nie bardzo dobrym szachistom i skrzypkom” (Tamże). Praktykę wyróżnia sposób, w jaki koncepcje pewnych dóbr i celów, którym umiejętności techniczne mają służyć, ulegają transformacji i wzbogaceniu za pomocą urządzeń rozszerzających ludzkie władze oraz dzięki trosce o dobra wewnętrzne, które są cechami definicyjnymi każdej poszczególnej praktyki lub rodzajów praktyk. Praktyki nigdy nie mają celów lub celów przyjętych raz na zawsze… każda praktyka ma swoją historię, która jest czymś więcej i czymś innym niż tylko historią doskonalenia określonych umiejętności technicznych. Aby wkroczyć w strukturę praktyki, należy stać się stroną w stosunku wobec obecnych jej uczestników…także poprzednich, zwłaszcza tych, których osiągnięcia rozszerzyły zasięg praktyki do jej obecnego stanu… Zatem staję wobec osiągnięcia, a tym samym a fortiori wobec autorytetu tradycji, i stąd pobieram nauki. Warunkiem koniecznym tego procesu uczenia się z przeszłości i stosunku z przeszłością, którego praktyka jest ucieleśnieniem, są cnoty spraw., męstwa i prawdomówności.
Praktyki nie są umiejętnościami praktycznymi, ani instytucjami, które zajmują się z konieczności tym, co nazwaliśmy dobrami zewnętrznymi (zdobywaniem pieniędzy i innych dóbr materialnych). Instytucje są uhierarchizowane według władzy i statusu i dokonują dystrybucji nagród. Nie mogą postępować inaczej, jeżeli chcą utrzymać swoje istnienie oraz istnienie praktyk, których są nosicielami. Żadna praktyka nie przetrwa zbyt długo bez podtrzymującej ją instytucji… Instytucje i praktyki stanowią jeden porządek przyczynowy, w którym ideały i kreatywność praktyki zawsze są podatne na zaborcze wpływy instytucji, a kooperatywna troska o wspólne dobra jest podatna na rywalizację z ich strony. Oczywista w tym kontekście jest zasadnicza funkcja cnót (cnoty są zasadnicze!). Bez nich, bez sprawiedliwości, męstwa i prawdomówności, praktyki nie oparłyby się korupcyjnemu wpływowi instytucji. Samo przestrzeganie cnót wymaga wysoce określonego stosunku do kwestii społecznych i politycznych; uczymy się bowiem przestrzegać cnót zawsze w określonej wspólnocie wraz z jej określonymi instytucjonalnymi formami. Rządy i prawo są i powinny być neutralne wobec konkurencyjnych pojęć, takich jak dobre życie ludzkie… nie może być funkcją rządu wszczepianie jakiegoś poglądu moralnego.
Czy poczynione tutaj uwagi są prawomocne, nie umiemy na to pytanie odpowiedzieć. Bo zaraz pojawiają się inne dylematy filozofii A. MacIntyre’a! 1/ A to złożone tej filozofii związki pomiędzy cnotami i praktykami, albowiem nie potrafimy napisać prawdziwej historii praktyk i instytucji bez wprowadzania tutaj zarazem historii cnót i występków. 2/ Z kolei przy całej integralności praktyki konieczność przestrzegania cnót przynajmniej przez pewne jednostki… Idąc za Tomaszem Jeffersonem powiedziałbym, iż współczesny kościół sądzi, że cnoty mogą się rozwijać tylko w społeczeństwie drobnych farmerów wiary. MacIntyre nie kieruje się też socjologią A. Fergusona, która dąży do odsłonięcia empirycznych, przyczynowych związków pomiędzy cnotami, praktykami i instytucjami. Twierdzi, że w kontekście praktyk pozbawionych cnót możliwa jest jedynie świadomość dóbr zewnętrznych, ale nie dóbr wewnętrznych wobec określonej praktyki. Cnoty zatem stają w różnych relacjach do dóbr zewnętrznych i wewnętrznych. Posiadanie cnót- a nie tylko ich pozorów czy namiastek- jest konieczne, aby osiągnąć dobra wewnętrzne; ale posiadanie cnót może równie dobrze uniemożliwiać nam osiąganie dóbr zewnętrznych, które są dobrami autentycznymi… Wydaje się, że Cnoty jednak zawsze są potencjalnymi przeszkodami w drodze do realizacji ambicji zdobywania bogactwa, sławy czy władzy- a to z racji na próby jednak kultywowania prawdomówności, sprawiedliwości i odwagi. Piszę na ten temat włączając się w dyskusję na temat obrony cnót wobec współczesnego zagrożenia zacierania pojęcia cnoty, wręcz zupełnego wymazywania go, przy podtrzymywaniu licznych pozorów tylko cnót pośród społeczeństw naszego świata.
Chciałbym teraz przejść do problemu, który już tutaj podejmowaliśmy, mianowicie relatywizmu oraz możliwości jego przezwyciężenia w filozofii współczesnej, który stanowi sedno tego eseju. Najpierw przywołajmy Platońską jaskinię, oto poznanie ludzkie jest procesem przypominania informacji, widzimy odbicia przyrody zewnętrznej na ścianach jaskini, w której się znajdujemy. W tym kontekście powiem, iż p. A. Chmielewski zauważył pewne braki w analizach filozoficznych MacIntyre’a odnośnie tematu iście Platońskiego: że gdybyśmy wszyscy przypomnieli sobie wiedzę o naszym poznaniu w doskonały sposób, to wszyscy mielibyśmy dokładnie takie samo przekonanie na każdy możliwy temat (zob. A. Chmielewski, Wspólnota, narracja i tradycja. Uwagi o filozofii Alisdaira MacIntyre’a, w: Znak 471, 1994, 47-61). Otóż istnieje złudzenie-pisał Alisdair MacIntre- jako jedna z fundamentalnych cech kosmopolitycznej współczesności, zarazem przekonanie, „wszystkie zjawiska kulturowe muszą być potencjalnie przejrzyste dla ludzkiego rozumienia, że wszystkie teksty muszą być przekładalne na język, w którym wielbiciele (adherents) współczesności przemawiają do siebie wzajemnie”(Alisdair MacIntyre, Liberalizm przekształcony w tradycję, w: Whose Justice? Chich Rationality?, University of Notce Dame Press, Notce Dame (Indiana) 1988, s. 327).
Pojawia się zaraz osobliwa refleksja moralna, że w dziedzinie filozofii moralnej i społecznej (a ta nas tutaj najwięcej interesuje), jedynym warunkiem zachowania racjonalności instytucji społecznej jest akceptacja jakiejś formy relatywizmu, która zaoferuje środki podtrzymujące zaistnienie społecznej wielorakości i różnorodności. Postępując za tą myślą Alisdair MacIntyre zwraca w tym kontekście uwagę, że dążenie do zbudowania porządku społecznego, w którym „jednostki mogłyby znaleźć ochronę przed niestałością i partykularyzmem (odmiennych) tradycji za pomocą odwołania się do norm autentycznie powszechnych i niezależnych od jakichkolwiek tradycji,” stało się także projektem współczesnego, liberalnego, indywidualistycznego społeczeństwa- nową cechą tej z kolei tradycji jest niekonkluzywność debat, która przekształciła się z czasem w swego rodzaju cnotę. (Alisdair MacIntyre, Liberalizm…, op.cit., s.335).Tak więc cnota cnocie nierówna.
Główną intencją doktryny komunitaryzmu reprezentowanego przez Alisdaira MacIntyre. Świadomie występującego przeciwko indywidualizmowi, jest zwrócenie uwagi na konieczność badania zasad i prawidłowości kształtowania ludzkiej natury przez wspólnoty, w których ludzkie jednostki uczestniczą i do których każdy z konieczności należy. Albowiem z licznych tekstów liberałów współczesnych wyłania się obraz ludzkiej istoty, jak gdyby była ona wolna w swym wyborze wspólnoty, w której spędza życie, jak gdyby miała całkowitą i nieograniczoną wolność podawania w wątpliwość tego, co wybrała, i dokonywania dowolnego innego racjonalnego wyboru. I tak Richard Roty przedstawiał neutralnie zdefiniowane istoty ludzkie, które mają swobodę samorealizacji, tworzenia samych siebie przez tworzenie swojego języka. Człowiek dla Rorty’ego to owo wyśnione w pismach Nietzschego „wyjątkowe śmiertelne stworzenie, które w procesie mówienia o sobie, własnymi słowami, wykreowało samo siebie. Mówiąc ściślej, stworzyło tę część siebie, która naprawdę się liczy: własny umysł Stworzyć własny umysł to znaczy stworzyć własny język i nie zezwolić na to, aby mój umysł został stworzony przez język, który pozostawiły po sobie inne ludzkie stworzenia.”(Richard Rorty, Contingency, Irony and Solidarity, Cambridge University Press, Cambridge-New York- New Rochelle-Melbourne-Sidney 1989, s. 27). Rorty stwarzając siebie, chyba podobnie jak świadek jego epoki- Jan Paweł II, nie umiał bynajmniej rozwinąć w pełni filozoficznych analiz w kwestii równoczesności ludzkich biografii, ich równouprawnienia do własnego głosu i nowych wyborów. Ten ostatni za to będzie święty, i jak mi się zdaje, jest to także konsekwencja pojawienia się w dziejach ludzkich przypadkowej, acz MacIntyreowskiej cnoty sprawiedliwości, która realizuje się także jako dialektyczne oddziaływanie pomiędzy jednostką i określoną wspólnotą, tutaj wspólnotą Kościoła Katolickiego. Albowiem także moja przeszłość jest dla mnie poznawczo dostępna dzięki temu, że zostaje ujęta w narrację, w której moja jaźń jest fragmentem tej pewnej całości.
Istotę komunitaryzmu stanowi stwierdzenie, że historia tradycji danej wspólnoty jest narracją jej wewnętrznego dialogu i rozgrywającego się w jej ramach, ożywiającego ją konfliktu. Alisdair MacIntyre pisze: „Żywa tradycja jest (…) historycznie istniejącym, społecznie ucieleśnionym sporem, sporem(…) dotyczącym dóbr konstytuujących tę tradycję.”(Alisdair MacIntyre, After Virtue, Notce Dame University Press, Notce Dame, Indiana, Secondo editio, 1984, s.222). Człowiek jest kształtowany przez wspólnotę, do której należy… nie można pomyśleć sobie jednostki ludzkiej poza jakąkolwiek wspólnotą. W innej książce myśliciel pisze: „Nie ma innego sposobu bycia zaangażowanym w formułowanie, rozwijanie, racjonalne uzasadnianie i krytykę opisów praktyki racjonalności i sprawiedliwości poza określoną tradycją, w konwersacji, współpracy oraz konflikcie pomiędzy tymi, którzy zamieszkują tę samą tradycję. Nie ma płaszczyzny, żadnego obszaru badawczego, jakiegoś sposobu uczestnictwa w praktyce rozwijania, oceny i akceptacji czy odrzucania racjonalnych argumentów z wyjątkiem tego, który oferuje pewna określona wspólnota.” (Alisdair MacIntyre, Whose Justice? Which Rationality?, op.cit.,s. 350) Zdaniem MacIntyre’a tym, co żywi i podtrzymuje w istnieniu różnorakie tradycje, ucieleśniające je wspólnoty, oraz tym, co im zagraża i co jest dla nich czynnikiem dezintegrującym, jest stosunek owych wspólnot i składających się na nie jednostek do cnót obywatelskich (virtues).
Kultywowanie uznanych przez wspólnotę cnót, teraz przez jednostki, podtrzymuje istnienie tradycji, która jest konstytuowana i odróżnialna od innych tradycji poprzez określone praktyki społeczne zachęcające do kultywowania tych właśnie cnót. I odwrotnie, jednostka zyskuje3 status obywatela wspólnoty, gdy zostaje zaszczepiona w niej zdolność uczestnictwa w pewien określony, właściwy i akceptowany dla danej tradycji sposób w praktykach uprawnianych przez tę oto wspólnotę. Możemy powiedzieć tutaj o niezbędności praktyk dla istnienia wspólnoty jako takiej, a także o wspólnotowym nakazie kultywacji określonych cnót obywatelskich. Współcześnie podnosi się ideę niewspółmierności wartości. Jeżeli wolność nie ma uprzywilejowanego statusu, jeżeli jest wartością jedną z wielu. Liberalizm pragnie bronić wolności osobistych za pomocą odwołania się do relatywistycznego przekonania, że wszystkie wartości są jedynie relatywne, że nikt nie ma prawa kategorycznie potępiać niczyjego postępowania ani myślenia. To albo zakłada tolerancję, którą uniwersalistyczny przeciwnik kwestionuje albo też zaprzecza sam sobie przyznając, że istnieją ludzie z którymi porozumienie jest niemożliwe. Wobec tej sytuacji liberalizm jest skazany na petitio principi albo na contradictio. Alisdair MacIntyre odpowiada: „Kwestia odkrycia tego, co jest nieprzekładalne, jest w rzeczywistości sprawą dwóch etapów; na pierwszym z nich zyskujemy znajomość drugiego języka jako drugiego pierwszego języka, a dopiero na drugim etapie uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy zdolni przełożyć na pierwszy tego, co teraz potrafimy powiedzieć w naszym nowym drugim pierwszym języku…”(Alisdair MacIntyre, Tradition and Translation, w: Whose Justice? Which Rationality?, op.cit.,s.387) Tak więc ktoś spełniający warunek możliwości pełnego uczestnictwa w praktykach konstytuujących odrębne wspólnoty rozumie i w pełni ocenia faktyczną i konkretną niewspółmierność pomiędzy dwoma opanowanymi przez siebie językami. Tutaj tradycyjna idea racjonalności traci swój urok i sens.
Konsekwencją komunitarystycznego spojrzenia na racjonalność człowieka jest radykalne sformułowanie relatywizmu, że racjonalność jako taka nie jest w ogóle możliwa. „Akceptacja czegokolwiek lub wyprowadzenie jakiegoś wniosku może być racjonalne względem standardów pewnej racjonalności, ale nie może być racjonalne samo w sobie/…/ Każdy zbiór standardów, każda tradycja ucieleśniająca zespół standardów ma równie wiele, i równie mało, praw do tego, aby zabiegać o naszą akceptację, jak każda inna.”( Tamże, s. 352) Akcentując fakt niewspółmierności, relatywistycznego zamknięcia w oddzielnych schematach pojęciowych, więzach tradycji i granicach wspólnot, Alisdair MacIntyre zachęca bynajmniej do przekroczenia tych ograniczeń. Myśliciel podkreśla tutaj słowo: musimy… I tak nowy schemat konceptualny, jeżeli ma położyć kres kryzysowi epistemologicznemu, musi dostarczyć rozwiązań, musi dostarczyć wyjaśnienia tego, co spowodowało, że dana tradycja pozostawała bezpłodna, nieadekwatna; zarazem te pierwsze zadania muszą być wykonane w sposób ujawniający ciągłość nowej pojęciowej i teoretycznej struktury…”(zob. A. Chmielewski, art.cyt.,s.60; Alisdair MacIntyre, Tradition and translation, art.cyt., s.362).
W perspektywie komunitaryzmu zauważamy, że to, co racjonalne, okazuje się historycznym wynikiem procesu rozwoju pewnej konkretnej tradycji i nie może sobie rościć prawa do powszechnej obowiązywalności czy też uniwersalności. Ze stanowiska filozofii analitycznej pojawi się tutaj podstawowa nierozstrzygalność. Natomiast przedstawione komunitarystyczne rozwiązanie problemu relatywizmu otwiera na rozmowę pomiędzy narracjami, która nie kończy się procesem samoświadomości ducha absolutnego Heglowskiego. Jest to rozmowa pomiędzy narracjami zdającymi sobie nawzajem sprawę z toczących się ich własnych dziejów. I w tym wymiarze jakby możliwe okazuje się przekraczanie wzajemnych niezgodności i niewspółmierności.
Konkluzja
Wierzę, że refleksja MacIntyre’a sprawdziła się. Żadna racjonalna i „instrumentalna” polityka nie może postąpić z powodzeniem do przodu bez polityki etycznej. (por. Andy Blunden, MacIntyre on Justice and Tradition, May 2003). Alisdair MacIntyre zachęca więc do zaangażowania się w moralną debatę… Jak wielki pisarz, MacIntyre często stąpa po tej samej ziemi. Ale poprzez rozwój różnych mniejszych wątków(intryg) i wprowadzanie nowych postaci, historia, którą opowiada zagęszcza się i staje się bardziej złożona. Dziedzictwo cnoty(1982) zaczyna się od niepokojącej sugestii, że moralny dyskurs na Zachodzie stracił na znaczeniu. Alisdair MacIntyre pisze jakby o moralności małych wspólnot. Gdzie takie społeczności istnieją- jakkolwiek one nie mogą sobie pomagać, ale istnieją, to może być możliwe dla niektórych, że one żyją życiem, które rozumieją (koniec artykułu, zob. Stanley Hauerwas, The Virtues of Alasdair MacIntyre, w: First Things, October 2007). Rodzaj wspólnoty, jaki poszukuje MacIntyre jest tym, którego nierzadko posiada przeciwne paradygmaty do Kościoła Chrześcijanskiego i Islamu. Gdyby nie nawrócenie na Neo-tomizm MacIntyre mógł by być strasznie krytyczny wobec Chrześcijaństwa, choć docenia jego siły. Pisze o słabości chrześcijaństwa, o jego dogmatyzmie i braku innego świata (mamy przygotowywać się na niebo, podkr. autora eseju), że zapiera się jego własnej rewolucyjnej wizji, dostosowując się do status quo, mówi o jego tyranii nicości, o jego ograniczaniu się do tego, co duchowe. Teoria cnót MacIntyre’a w tym kontekście nie jest świadomością czynów, za to swobodnie może stanowić poświadczenie charakteru wspólnego życia, gdzie cnota może być odbierana niczym głos sumienia, który poświadcza istotną konstytucję mojej cnoty (czytaj dojrzałości społecznej), w odpowiedzi na wezwanie konkretnej wspólnoty.
Akcent Alisdaire’a MacIntyre’a postawiony na znaczeniu historii, spowodował równie gorące dyskusje, w których on był oskarżany o bycie relatywistą. Ale w publicznej spowiedzi, jaką jest dzieło Czyja Sprawiedliwość? Jaka Racjonalność? MacIntyre, jak powiedzieliśmy, odrzucił historyzm i relatywizm. Komunitarystyczne rozwiązanie problemu relatywizmu otwiera na rozmowę pomiędzy narracjami, która nie kończy się procesem samoświadomości ducha absolutnego Heglowskiego. Pojęcie racjonalnego działania jest tutaj bardziej fundamentalnym pojęciem niż działanie jako takie. Wokół tego stwierdzenia kręci się filozofia działania Alisdaira MacIntyre’a: jego rozumienie centralności rozumu praktycznego, znaczenie ciała dla zapośredniczenia działania. Dlaczego celowościowy charakter naszego życia musi być wystawiany na pośrednictwo narracji, charakter racjonalności, natura cnót, dlaczego szkolenie w rzemiośle jest paradygmatem uczenia się myśleć, jak żyć, rozumienie życia , dlaczego projekt Oświecenia musiał upaść, jego szczególny sposób bycia historycystą i dlaczego zwykły człowiek jest koniecznie (ostatecznym) przedmiotem filozofii, te tematy stanowią jądro jego refleksji. MacIntyre odrzucil historycyzm heglowski, własność jako fundamentalną kategorię etycznego życia w ujęciu Hume’owskim, podejmuje świeży start ku prawdom oczywistym w wydaniu Kartezjuszowskim, a nawet zaproponował studiowanie historii racjonalnej debaty, pokazując na samo-oczywistość pierwszych zasad, jako prawd koniecznych. Realność jest nieosiągalna przez ludzki intelekt, ten ostatni jest zawsze związany przesądami i innymi zaszłościami jego historycznej sytuacji. Czyżby powrót do klanu wioski? Bynajmniej nie, natomiast filozof zachęca, byśmy podjęli rodzaj walki rozumiany, jako etyczny dialog, który musi być prowadzony wewnątrz instytucji praktycznego życia.
Polaków poważne rozmowy 31
Stanisław Barszczak, Teoria cnót Alisdaire’a MacIntyre’a jako poświadczenie charakteru wspólnego życia(cd.)
3
Krytyka modernizmu
Dla tego kto zabija, prawo śmierci jest najlepszym prawem (głos hierarchy z Iranu). Kościół wymaga oczyszczenia! Od tego jak chrześcijanie także zinterpretują Biblię, będzie zależeć los całej ludzkości. Kant stwierdził tedy, nie staraj się być szczęśliwy, staraj się raczej zasłużyć na szczęście. Alisdaire MacIntyre kładzie akcent na znaczenie historii! Mamy tutaj pewną konfrontację jego analiz z europejskim modernizmem! Otóż nie istnieje absolutne stanowisko, z którego możemy następnie dochodzić do absolutnych praw moralnych. Nowoczesna filozofia moralna staje się częścią problemu, kładzie nacisk na niezależność, jak i odpowiadającą jej próbę oderwania etyki od historii. Uwalniając się bowiem od historii, stajemy się ludźmi niezdolnymi żyć żywotami, które mają spójność narracji. Alasdair MacIntyre uważa, że historia filozofii jest głęboko znacząca dla współczesnego życia i myśli, i że systemy filozoficzne takich postaci jak Arystoteles i Akwinata mogą i powinny być wykorzystywane jako stanowiska widokowe, z których sama myśl współczesna może być krytykowana. Dla Alisdaira MacIntyre’a historia filozofii nie jest koniecznie historią postępu, w którym nasza znajomość-ujęcie prawdy jest poprawne. Przeciwnie, twierdzi on, że wcześniejsze tradycje w obrębie filozofii są pod wieloma względami daleko bardziej intelektualnie adekwatne, aniżeli współczesne systemy myśli, a ludzie powinni w niektórych szczególnych przypadkach, wrócić do tych wcześniejszych systemów po pierwsze zasady. W tym kontekście, może on być uważany za filozoficznego konserwatystę.
Decydujące rozdziały Dziedzictwa cnoty, takie jak: Fakt, wyjaśnienie i ekspertyza i Charakter uogólnienia w naukach społecznych, odzwierciedlają argumenty MacIntyre’a, jakie zostały przytoczone przeciwko behawioryzmowi i deterministycznym ujęciom działania; jak również postęp myśli MacIntyre’a w sprawie rozróżnienia Wittgensteina pomiędzy opisaniem i wyjaśnieniem- to wszystko jest kluczowe dla konstruktywnego obrachunku Dziedzictwa cnoty (After Virtue) wspierającego praktyczny rozum i cnoty. Najbardziej czytelne oświadczenie MacIntyre’a o jego rozumieniu działania znajduje się w Racjonalność działania, artykule napisanym w 1986 roku. Myśliciel twierdzi, że zasadnicze znaczenie dla naszego uczenia się działania jest to, że uczymy się zachowywać w taki sposób, aby inni mogli interpretować nasze działania jako rozumne. Innymi słowy, zrozumiałość działania zależy od narracyjnych ciągłości w życiu podmiotu. Jednak zdolność do opowiedzenia mojego życia nieustannie zależy od posiadania narracji tylko dostępnych, które bynajmniej czynią moje życie odpowiednio usytuowane wewnątrz społeczności, które z kolei ukierunkowują mnie na koniec(życia), który nie jest „mój” w tym przypadku. Racjonalność w moim życiu, w związku z tym, jest zależna od dokonania opisów w takim a nie innym, zatem określonym czasie, miejscu i kultury. Jestem w najlepszym razie, nie więcej niż tylko współautorem (co-author) mojego życia.
Alisdair MacIntyre zachęca do zaangażowania się w moralną debatę… Jak wielki pisarz, MacIntyre często stąpa po tej samej ziemi. Ale poprzez rozwój różnych mniejszych wątków(intryg) i wprowadzanie nowych postaci, historia, którą opowiada zagęszcza się i staje się bardziej złożona. Niektórzy Oskarżają MacIntyre’a o społeczno-historyczny relatywizm MacIntyre’a (Hansen Oberdiak). MacIntyre jest niekoherentny. A Filozof powinien starać się wyrazić koncepcje osadzone w praktykach naszego życia, aby pomóc nam prowadzić moralnie godne żywoty. Profesjonalizacja filozofii na polu technicznym, co można nazwać filozoficzną niewolą akademicką-odzwierciedla (i służy do uzasadnienia) poszufladkowanie zaawansowanych kapitalistycznych porządków społecznych, które sprawiają bynajmniej teraźniejszą kulturę ekspertów, tych dziwnych stworzeń autorytarnych nowoczesności.
Ale pojęcia sprawiedliwości i praktycznej racjonalności muszą być studiowane w ramach egzaminowania tradycji, w które te pojęcia powstawały. “Tradycja jest argumentem przedłużonym na czas, w którym pewne podstawowe uzgodnienia są definiowane i na nowo zdefiniowane” w kontekście debat zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych.
Gdy MacIntyre porównuje konkurencyjne tradycje liberalne, Marksizm i myśl religijną, pojęcia religijne są zawsze przez Chrześcijan przetasowywane bez alteracji wymarzonego znaczenia (Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, s.11). MacIntyre akceptuje fakt, że nie ma absolutnie żadnego stanowiska, od którego możemy wyjść ku absolutnym moralnym prawdom. Każdy z nas musi zobaczyć świat z jego własnej pozycji w historii i społeczeństwie. W publicznej spowiedzi, jaką jest dzieło Czyja Sprawiedliwość? Jaka Racjonalność? MacIntyre odrzucił relatywizm jako taki, czyni rozróżnienie miedzy relatywistami i perspektywistami. Relatywista twierdzi, że nie może być racjonalność jaka, ale tylko racjonalność w relacji do standardów jakiejś określonej tradycji. Perspektywista twierdzi, że wierzenia tradycji nie mogą być uznawane za prawdziwe lub fałszywe, ale jako dostarczające różnych, uzupełniających się perspektyw w obliczu przewidywanych realiów przez które one mówią do nas. MacIntyre twierdzi, że zarówno relatywizm i perspektywizm są złe. Ponieważ nie uznają bezwzględnego, ponadczasowego charakteru prawdy, a tym samym wymieniają prawdę z czymś, co jest często nazywane uzasadnionym obstawaniem przy jakimś twierdzeniu (warranted assertibility, w: Czyja Sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, s. 169).
Alisdaire MacIntyre nie akceptuje podnoszonego wrzasku w kwestii: ponieważ jesteśmy związani naszymi skończonymi perspektywami uwarunkowanymi przez historię i pozycję społeczną, to jesteśmy w związku z tym oddzieleni od pewności, czy bezwzględnych kwalifikacji-absolutnej prawdy. Odrzucenie relatywizmu zostało tutaj złączone z położeniem akcentu na znaczenie historycznych rozważań dla rozstrzygnięcia sporów roztrząsanych poprzez całe tradycje. Uwaga położona na racjonalność debat i samą historię może objawić wyższość jednej tradycji nad inną z poszanowaniem kwestii istotnej dla wszystkich, np. kontynuację trwania w cnocie, tutaj rozumianej w sensie MacIntyre’owskim. Zresztą, jak twierdzi MacIntyre, człowiek ma zdolność rozumienia przeciwnych perspektyw, nawet kiedy one nie mogą być przetłumaczone ze względu na idiom innej jeszcze perspektywy. Na podstawie tego rozumienia racjonalna ocena i osąd może być wykonany z uwzględnieniem siły i słabości przeciwnych poglądów na świat i ideologii.
Wspólnych standardów należy szukać, nawet jeżeli żadne jeszcze nie istnieją, przez dialektyczną wymianę między rywalizującymi stanowiskami. Jedna tradycja badawcza będzie w stanie podtrzymać prawdę swoich roszczeń wobec przeciwnych tradycji, w których te roszczenia nie zostały jeszcze rozpoznane, ale wówczas tylko, gdy rozwija się aparat intelektualny, by wyjaśnić przeciwne stanowisko, dlaczego powstał właśnie taki spór, i dlaczego przeciwne stanowisko jest nieprawidłowe . Innymi słowy, poprzez konflikt między intelektualnymi tradycjami, jedna tradycja może obronić się tylko wtedy, gdy ona może wzbogacić wystarczająco jej swoje zasoby pojęciowe , by wyjaśnić błędy tradycji przeciwnych. Ten rodzaj konfliktu i postępu jest tylko wtedy możliwy, gdy istnieje zobowiązanie do znalezienia prawdy (por. tamże, ss.363-369). Tym samym wyobraźnia uniwersalnych standardów rozumu, którym wszystkie racjonalne istoty muszą podlegać ze względu na cnotliwość bycia, została porzucona. To oddziela MacIntyre’a od tradycyjnych pisarzy.
4
Krytyka liberalizmu
MacIntyre pisze nie tyle przeciw liberalizmowi co przeciw modernizmowi jako takiemu. W pewnym sensie, odrzucenie przez MacIntyre’a liberalizmu jest podobne do odrzucenia relatywizmu. Podobnie jak relatywista, który zaprzecza samemu sobie, gdy obwieszcza w obliczu zaproponowanej prawdy niestnienie absolutnych prawd, liberał zaprzecza samemu sobie ogłaszając neutralność pomiędzy wszelkimi ideologiami, podczas gdy w rzeczywistości, sam liberalizm jest ideologią. Liberalizm jest tradycją intelektualną, jak każda inna, która zezwala na akademickie badanie przyjętych oszacowań (wartości), tylko po inicjacji do zaakceptowanych rodzajów ocen, które zaprzeczają wartościowości poważnych wyzwań dla samego liberalizmu. Zdaniem MacIntyre’a liberalizm jest z defektem i absolutnie niespójną ideologią. Zachęca, by rządzący unikali dokonywania niesprawiedliwości, abyśmy nie stali się państwem Barbarzyńców (Wywiad z Alasdair MacIntyre w: The American Philosopher, Giovanna Borradori, Chicago: University of Chicago Press, 1994, p. 151). Ale czy mamy oddawać życie w imię biurokratyczności państwa, przecież to ostatnie rodzi niebezpieczeństwa dla tradycyjnych wartości (zob. Peter McMylor, Alasdair MacIntyre: Critic of Modernity , London: Routledge, 1994; After MacIntyre: Critical Perspectives on the Work of Alasdair MacIntyre, wydanie: John Horton and Susan Mendus Notre Dame: University of Notre Dame Press, 1994, s.303)
Wnioskujemy tedy, że w liberalizmie wszystkie wartości są osobowym wyborem wartości respektowania wartości osobowych, ale po prostu to nie jest wystarczający wybór dla orientacji w życiu. Filozof akcentuje potrzebę dla tego rodzaju ideologii, żeby musiała stać się na skalę marksizmu czy Chrześcijaństwa (Whose Justice? Which Rationality?, s. 396-398; zob. Alasdair MacIntyre, Marxism and Christianity, Notre Dame: University of Notre Dame Press, 1984, p. 124). Otóż w liberalizmie to (dokonane) ujęcie opisów („siebie”) stało się nieadekwatne dla naszej zdolności do działania w taki sposób, że mogą one być zrozumiałe dla innych tak samo, jak dla nas samych. Jego krytyka liberalizmu, jak mówi się w After Virtue, “pochodzi z sądu, że najlepszy rodzaj ludzkiego życia jest ten, w którym tradycja cnót jest najbardziej ucieleśniona, które jest przeżywane przez osoby zaangażowane w budowę i utrzymanie form społeczności skierowanych ku wspólnemu osiągnięciu tych wspólnych dóbr, bez których ostatnie ludzkie dobro nie może być osiągnięte. Liberalne społeczeństwa polityczne są charakterystycznie obligowane w negowaniu jakiekolwiek miejsca dla dzisiaj określonej koncepcji ludzkiego dobra w ich dyskursie publicznym; ale niech tam, osobiście pozwólmy, by ich wspólne życie mogło nawet opierać się na takiej koncepcji.”
MacIntyre zauważa, gdy pisał Dziedzictwo cnoty, był jeszcze arystotelesowskim filozofem, ale jeszcze nie tomistą. Jego tomizm nastąpił, gdy przekonał się, “że” w niektórych aspektach z Akwinata był lepszym Arystotelikiem niż Arystoteles. Rzeczywiście, MacIntyre donosi, ze w końcu przekonał się, iż jego próba rozpatrzenia ludzkiego dobra w wymiarach społecznych, była nieadekwatna bez metafizycznego pogłębienia. “To tylko ludzie mają kres, ku któremu są skierowani z uwagi na rozum, ze względu na ich specyficzną naturę”, MacIntyre pisze tedy, że “praktyki, tradycje, i tym podobne, są w stanie funkcjonować tak, jak jest im to dane, jak one mogą”(as they do).
Prawda jest relacją odpowiedniego umysłu do jego przedmiotu, ale MacIntyre twierdzi, że działalność badawcza jest niezbędnym warunkiem do odkrycia pierwszych zasad. To jest metafizyczne wyrażenie jego zrozumienia działania- czy, może lepiej mówiąc, jego obrona pierwszych zasad pomaga nam zobaczyć, jak jego ocena działania była metafizyczna od początku. Tutaj zgadza się z Tomaszem z Akwinu, przeciw Arystotelesowi, że właściwym przedmiotem wiedzy ludzkiej nie jest istota rzeczy, która jest istotą rzeczy. Ponieważ znamy istoty tylko poprzez skutki, dla MacIntyre’a to nie jest miejsce, aby zacząć w ten sposób- ale aby otworzyć się na to, co w środku. “Nie zaczyna się od jakiegoś odpowiedniego ujęcia pojęć wiedzy i prawdy, i w świetle tych przejść do sądu; czy wiemy czy nie o Bogu, i czy wiemy czy nie, iż jest prawdą, że Bóg istnieje, ale raczej od naszych spotkań z Bogiem -ze światem i ludzkimi jestestwami- przekonujemy się, jak posiąść wiedzę o tym, czym jest prawda.”(w: A. MacIntyre, Edith Stein: A Philosophical Prologue, Plymouth 2006).
W Etyce i polityce stanowisko MacIntyre’a staje się jeszcze bardziej jasne, oto naturalna moralność- filozof pisze- jest wykuwana przez ludzi w czasie, metodą prób i błędów. Myśliciel bardzo przywiązuje uwagę do wniosku Tomasza, że zabawa i radość wzięte pod uwagę, podejmowane w grze, są niezbędne do zmian i związań ludzkiego życia, że wspólne dobro domaga się, stąd i prawo naturalne także, byśmy czynili sobie żarty i sceny, wspólne dobro obliguje też do radości z rozrywki. Cnoty MacIntyre’a przedstawiają się jako wywrotowe wręcz w stosunku do socjalnych porządków w kapitalizmie. Dla MacIntyre’a praktyki są niezbędne dla szkolenia w rozumie praktycznym, poprzez który nabywamy zdolność do działania w sposób inteligentny, zrozumiały, co nie znaczy- jak sądzę- zawsze bynajmniej w sposób rozumny; albowiem wspomniana zdolność uzurpuje sobie prawo do systematycznego dojrzewania ludzkiej potencjalności w ramach nabywania doskonałości, której nie można pomóc, ale która czyni wyzwanie dla charakteru nowoczesnej teorii i praktyki moralnej.
Podstawowe dobro jest niezbędne dla naszych działań, aby były inteligentne, zrozumiałe. Ale ten argument nie pociąga za sobą jakichś teologicznych przekonań, które nie są dostępne dla nikogo. W ważnym rozdziale zatytułowanym “Akwinata na temat praktycznej racjonalności i sprawiedliwości” w książce pt. Czyja Sprawiedliwość? Jaka Racjonalność?, MacIntyre nie twierdzi, że obrachunek Tomasza z Akwinu w sprawie praktycznego rozumu ma „wymiar teologiczny,” ponieważ to pociągałoby za sobą znajomość wiedzy o Bogu. Ale on odwołuje się do samego Akwinaty na dowód, że taka wiedza nie wymaga uciekania się do objawienia. Konserwatyści, którzy pomyśleli, że znaleźli sojusznika w Alisdair MacIntyre słuchają uważnie jego ustaleń odnośnie rodzaju polityki niezbędnej do uznawania cnót.
Znajduję domniemane rozróżnienie MacIntyre’a pomiędzy naturą i łaską jako poważny problem, choć nie pojęty, biorąc pod uwagę to zobowiązanie do utrzymania silnej różnicy pomiędzy filozofią i teologią. Że MacIntyre ma zamiar oddzielić filozofię od teologii, zachować rozróżnienie nieznane Tomaszowi, to potwierdza jego obwołanie, że pracuje wewnątrz warunków nowoczesności. Te pytania teologiczne jednak rzadko są podnoszone przez krytyków MacIntyre’a. Jego konserwatywni krytycy są zazwyczaj bardziej związani z problemem, czy jego pozycja pociąga za sobą jakąś formę relatywizmu. Oni uważają, iż jego pogląd, że standardy prawdy i racjonalnego uzasadniania w kontekstach różnych praktyk i badań oznacza, że ma małą obronę przed relatywizmem. Tak samo myślą, że standardy prawdy będą różne w zależności od czasu i miejsca, podobnie jak jego zaprzeczanie, że są dostępne wszelkim racjonalnym podmiotom standardy prawdy wystarczające, aby rozwiązać fundamentalne, moralne, naukowe i metafizyczne dysputy w definitywny sposób.
MacIntyre przyznaje zapewne, uznaje to za kwestię niezaprzeczalną, że jest wiele kulturowo ucieleśnionych systemów myśli i działań mieszka z ich własnymi standardami doskonałości. Zwolennicy tych systemów dochodzą do konkluzji, że są niekompatybilne do innych systemów. Adwokaci tych alternatywnych dróg mogą od czasu do czasu osądzać stanowisko innej strony jako bezdźwięczne, słabe. Jeśli to jest podtrzymywane jako relatywizm, to MacIntyre jest relatywistą. Ale on dystansuje się od tego rodzaju relatywizmu, który prowadzi do błędnego wniosku, że w przypadku braku sposobów rozumowania, które mogą rozwiązać konflikt na początku- walczące strony muszą zmienić ich własne sposoby uzasadnienia i odrzucić wszystkie merytoryczne koncepcje prawdy.
Kluczowy dla MacIntyre’a jest fakt, że jedna tradycja badawcza może doprowadzić inną tradycję historyczną do epistemologicznego kryzysu. (o rachunkach odnośnie takich kryzysów, patrz rozdział w Zadania Filozofii, w dziele zatytułowanym Epistemologiczny kryzys i dramatyczna narracja). W niezwykłym eseju, Kolor, kultura i praktyki, zamieszczonym w dziele Zadania filozofii, MacIntyre rysuje wyraźnie argumenty Wittgensteina przeciwko prywatnemu językowi, aby przekonywać, że nasze sądy na temat barwy są społecznie ustanowionymi standardami. Koniecznym warunkiem dla umiejętnego użycia słownictwa koloru jest opanowanie po mistrzowsku społecznie ustanowionego języka.
Polecam Prawda jako dobro: refleksja nad (encykliką) Wiara i rozum (Fides et ratio)- tekst zamieszczony w dziele Zadania filozofii. Broni stanowiska encykliki Jana Pawła II, że zadanie filozofii jest wyartykułowanie i kontynuowanie odpowiedzi na pytania postawione przez ludzkie istoty, bez względu na ich kulturę. Jest “cechą ludzkiej istoty, MacIntyre pisze, “że z racji na naszą naturę, pragniemy(wszystko) poznać i zrozumieć; choć nie możemy, to wypowiadamy się (odbijamy jak w zwierciadle)- w (sprawie) rozumienia naszych żywotów, cierpienia i śmierci, i w ten sposób usiłujemy realizować nasze dobro, wykonując nasze własne zadania racjonalnego dochodzenia i osiągania prawdy.” Tak więc mamy sobie nawzajem pomagać w dojściu do prawdy.
“Pełna osoba”(persona plena), to jest ten charakter, jaki Alisdair MacIntyre zidentyfikował, aby wyświetlić nieuchronność cnót. Pełne osoby są tymi charakteryzowany przez codzienne praktyki, takie jak wspieranie rodziny, szkoły i lokalnych form politycznych społeczności. Angażują się one w utrzymanie i pełnienie zawodów, co wymaga od nich zdobycia zdolności konstytutywnych dla rzemiosła. Tacy ludzie są czytelnikami naszych książek, mogą je osiągnąć. Wspierani w konkretnych praktykach, oni koniecznie „niosą” wspólne życie, zdobywają cnoty, które sprawiają, że oni są zdolnymi do rozpoznawania zasad prawa naturalnego; a dlaczego podważa się te zasady uprawomocniając drogi nowoczesności.
W przedmowie do polskiego wydania Dziedzictwo cnoty, Alisdair MacIntyre pisze: „Rozkwit cnót wymaga, zarazem podtrzymuje pewien rodzaj wspólnoty , koniecznie, na małą skalę wspólnoty, wewnątrz której dobra różnych praktyk są sortowane; także tak daleko, jak to jest możliwe, w niej znajduje się dla każdego jemu odpowiednie miejsce w relacji do żywotów pojedynczego indywiduum, a także do każdego gospodarstwa domowego, do życia społeczności na szeroką skalę. Ponieważ, pośrednio lub bezpośrednio i wyraźnie, to zawsze w odniesieniu do niektórych koncepcji ogólnego i ostatecznego ludzkiego dobra, inne dobra są nakazane; a życie każdego indywiduum, domowego gospodarstwa i społeczności, przez takie przyporządkowanie wyraża świadomie lub nieświadomie, jakąś koncepcję ludzkiego dobra. I tak, kiedy dobra są realizowane w zakresie odpowiedniej koncepcji dobra, to sprawia, że cnoty naprawdę zakwitają. O ironio losu, “Polityka” jest arystotelesowską nazwą dla zestawu działań, przez które dobra są przyporządkowywane, jako pozytywnie nakazane i rozprowadzane w życiu wspólnoty.
5.
Jeszcze o naturze cnót
MacIntyre miał dostatecznie dużo wnikliwości, żeby oczyścić przedpole dla jego poglądów moralnych.(cdn)
Polaków poważne rozmowy 32
Stanisław Barszczak, Teoria cnót Alisdaire’a MacIntyre’a jako poświadczenie charakteru wspólnego życia(cd.)
2
Teoria cnót
Matka skierowała nas ku Bogu, którego rozumną twarz ujrzeliśmy później, wydaje mi się, po jej śmierci. Coś nas ciągle uprzedza, także w kwestii języka moralności. W przypadkach, gdzie samo znaczenie słów języka moralności jest wątpliwe, odpowiedź na pytanie, w jaki sposób mam posługiwać się językiem moralności, polegałaby na formułowaniu reguł, które ustanawiałyby zarazem granice dla możliwych użyć orzeczników moralnych. Alisdair MacIntyre postawił fundamentalne pytania w etyce: 1/ w jaki sposób rozumieć pojęcia moralne (por. Krótka historia etyki, s. 58); 2/ jakie jest kryterium ich stosowania; 3/ jaka jest spójność pojęć. Niektórzy uważają, że obok teorii cnót o wiele ważniejsza jest praca Alisdaira MacIntyre’a nad filozofią działania, że w centrum jego pracy był jego rozwój kluczowych argumentów z Wittgensteina dotyczących niezbędnych warunków dla naszych działań, żeby były zrozumiałe dla innych i dla nas samych. Do tej sprawy Alisdair MacIntyre nawiązuje w ostatnim rozdziale Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, że ci, którzy przekonują się, że muszą myśleć samodzielnie, będą musieli przejść transformację obejmującą nawrócenie – żeby mogli zrozumieć ostatecznie, “że to tylko przez uczestnictwo w racjonalnej praktyce, jako zasadniczej wspólnocie, ta ostatnia staje się racjonalna.” MacIntyre dostarcza bogatego komentarza dla takiej konwersji w ksiące o Edith Stein przedstawiając konkretne analizy nie tylko konwersję Steina, ale także Rosenzweiga i konwersję Lukacsa.
Alisdair MacIntyre swoje rozumienie filozofii przypisuje wpływowi RG Collingwooda. To było zasługą Collingwooda, jak wskazuje MacIntyre w przedmowie do trzeciego wydania Dziedzictwa cnoty, że on zrozumiał, że “to, co historyczne dochodzenie ujawnia, to jest sytuacyjność wszelkiego badania- w jakim stopniu to, co zostało podjęte uważa się za standardy prawdy i racjonalnego uzasadnienia, w kontekście praktyki różnej w jednej chwili od drugiej.” Uczestnictwo w racjonalnej praktyce stoi u początku tej wielkiej przygody, jaka jest teoria cnót Alisdaire’a MacIntyre’a. Filozof pisze, że cnoty są dyspozycjami nie tylko do działania w określony sposób, lecz również do takiegoż odczuwania. Działać cnotliwie to nie znaczy, jak Kant później myślał, działać przeciw inklinacji-skłonności. Ale właśnie to znaczy, działać z inklinacją spowodowaną kultywowaniem cnót (por. Krótka historia etyki, s.149 ). Tym samym filozof zachęca, myślę, do praktykowania cnót, także, a może przede wszystkim na bazie „budowania słabości”, uczynienia z słabości kotwicy moralnej cnoty. „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia.”
Istnieją różne wzorce, języki i sądy moralne. Każda też forma życia przynosi ze sobą własny obraz natury moralnej. Mamy niepowodzenia jakieś: drogi życiowe zawiodły, nie radzimy sobie z własnymi trudnościami i problemami… Faktycznie nie mamy co wybrać… na to nakłada się „moje ujęcie problemu wyboru”… wybór podstawowych wzorców moralnych poprzedza przyjęcie jakiegokolwiek określonego moralnego punktu widzenia. Podejmujemy nasz, czy też „mój” projekt moralny w świetle moich kategorii. Przekonujemy się, że sądy moralne ulegają zmianie (popadają w sprzeczność), natomiast znaczenie jest rzeczą, która się nie zmienia! Alisdair MacIntyre przedstawia: 1/ teorię ludzkich celów i motywów; 2/ teorię społeczną, w której sprawiedliwość odzwierciedla to, co być powinno. Ale chyba dziś jeszcze mamy pogardę dla tego, co jest jedynie ludzkie –a nie boskie… stąd pochwała filozofii w ujęciu MacIntyre’a (Filozof przeszedł z kościoła anglikańskiego do kościoła katolickiego na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Jest wziętym profesorem w Seminariach Duchownych, choć nie tylko).
Z chrześcijaństwem, MacIntyre pisze, pojawia się nadzieja i zaangażowanie, wartości, które są mu bardzo bliskie. Tak więc przed nami przygoda odkrywania prawdziwej natury przyrodzonych celów, oraz przyrodzonych cnót, które są niezbędne. Aby można było być posłusznym prawu Bożemu chrześcijaństwo mówi właśnie o niezbędności cnót.
Mówimy też, posłuszeństwo konstytuuje wspólnotę (w kościele rozumowo i przez objawienie). Moja uprzednia niezdolność zrozumienia tej sprawy wzięła się stąd, że byłem pod nazbyt silnym wpływem krytyków biblijnych… Uprzednio nie rozumiałem, nie umiałem postawić pytań, nie poddałem systematycznemu badaniu… To, co napisałem było mylące, Alisdair MacIntyre pisze. Wokół filozofa „krążyły” bezosobowe wymogi moralności… I tak wcześniej mówiło się, że życie złoczyńcy jest kłamstwem, filozof nie zatrzymywał się na „potocznej świadomości moralnej” Kantowskiej. Teraz pisze o tym, że rzeczywista świadomość moralna może ulec skażeniu błędem i niezrozumieniem, i musi być oceniana wg kryteriów praktycznego rozumu. Cecha wszelkiej moralności domaga się respektu ze strony istot rozumnych. Następuje akceptacja autorytetu moralnych wzorców, otwarcie na racjonalnie uzasadnione motywy działań, bez nieracjonalnej perswazji i odwoływania się do świadomości kogoś. Wzorce moralne mają nie tyle się podobać, co być racjonalnie uzasadnione… A to prowadzi z czasem do tego, że twierdzenie o uniwersalizacji upada. Nadajemy autorytet fałszywy i szkodliwy. Każdy kto posługuje się językiem moralności, a zwłaszcza słowem „powinność” w jego podstawowym sensie moralnym, jest w swych sądach skrępowany znaczeniem kluczowych terminów moralnych oraz zasadami logiki (Tamże, s.19). Podkreślmy z MacIntyrem, istnieje wiele języków moralnych, podobnie są różne wymogi uniwersalizacji i preskryptywności, tj. opierania się na pojęciach z przeszłości. I tak mamy wybór, nieświadomy zazwyczaj, rozumienia moralności w jakiś określony sposób. Oto wybór arbitralny poprzedza rozumowanie moralne. Ale skąd wyrastamy, jakie istnieją skutki skłonności, MacIntyre przywołuje też przedracjonalny wybór moralności w ujeciu R.M.Hare’a. Mamy także rywalizujące filozofie moralności. Stąd trzeba podjąć sposób w jaki formułują racjonalne twierdzenia na temat różnych rodzajów pojęć moralnych i sądów, przekonywać do tego, jak one są zakorzenione w porządku moralnym.
W starożytności już jakoś rozumieliśmy pojęcia moralne (co bardziej przyjemne i korzystne?). Platon zauważył, iż dobro jest pojęciem jedynym i jednorodnym. Oto więc przed nami idea Dobra. Arystoteles uważał podobnie, iż zdążamy do jakiegoś dobra i dlatego trafnie określano dobro jako cel wszelkiego istnienia. Filozofia Arystotelesa jest opisem możliwego najwyższego dobra. Według Arystotelesa doskonałości charakteru i inteligencji nie można oddzielić … Wedle Arystotelesa głupota pewnego rodzaju sprzeciwia się dobru. (After Virtue,1981; Tamże, s.154). Arystoteles pisał o cnocie, że nie jest wrodzona. Wybór cnotliwy jest wyborem zgodnym z zasadą środka… Znajomość środka nie może być po prostu znajomością pewnej formuły- trzeba oprzeć się też na wiedzy! Dla Arystotelesa dusza znaczyła osobowość człowieka. „Rzadkość-filozof pisał- spotkać człowieka, który niedostatecznie raduje się przyjemnościami.” W przypadku cnót nabywamy nawyków poprzez dokonywanie odpowiednich czynów… I tak stajemy się sprawiedliwi dokonując sprawiedliwych czynów. Doktryna Arystotelesa ujawnia tylko niektóre aspekty pojęcia cnoty, na pewno zaś nie służy uwydatnieniu żadnej logicznie koniecznej cechy jej charakteru.
Zauważmy tutaj jeszcze jedno zagadnienie, mianowicie duch abstrakcji, jednoczący nas w epoce internetu, może okazać się fałszywy: bo nie można wskazać cnotliwego postępku bez odniesienia się do sądu człowieka roztropnego. W dawnych czasach ciekawość nie była cnotą, a dzisiaj z kolei skromność nie jest cnotą. Kiedyś nie było pokory chrześcijańskiej… Etyka starożytna ustanawiała twierdzenie, że istnieje tylko jeden zestaw zasad rządzących ludzkim zachowaniem, czyli zasady różnorodnie pojętego rozumu. Etyka nowożytna pokazuje rozróżnienie zasad racjonalnej miłości własnej, oraz zasad sumienia (od XVIII wieku). Nie posiadamy kontekstu dla obecnej moralności. Ale ponieważ Sokrates twierdził, że wszyscy postępują tak, jak uważają, że będzie najlepiej, kierujemy nasze wspaniałe spojrzenie na naturę cnót.W jaki sposób można zbudować formę życia, w której dobre postępowanie i prowadzenie mogłyby współistnieć? W tym pełniejszym kontekście, jak myślę, chciałbym przywołać po raz ostatni pojęcie cnoty w ujęciu MacIntyre’a, które jest jakąś dzielnością i obejmuje naszą decyzję oraz jej rozważenie wcześniej. Stąd człowiek jest cnotliwy, jeżeli zachowałby się w określony sposób- gdyby zaszła pewna sytuacja… Cnoty są skłonnościami, które ujawniają się w różnych czynach będących przejawem ludzkiej doskonałości. To postępowanie nazywamy zgodne z cnotą (rozumem). I tak nie będą cnotą w ujęciu MacIntyrowskim jakieś “przeżycia bandy zdegenerowanych byłych ludzi na tle mechanizującego się życia”.
Alisdair MacIntyre zarzuca naszej cywilizacji, że niesie z sobą narzucające się myślenie, także myślenie dobra! Powołuje się na Moore, Ross, Prichard, Stevenson,Hare (analityczni moralni filozofowie). Wrażliwość na odmienne okoliczności różnych sytuacji nie przymusza nas do odrzucenia możliwości budowania teorii etycznych. Z pewnością nie ma takiej konieczności, a biorąc pod uwagę ważne funkcje etyki oraz użyteczność reguł, należy uznać, że etyka ogólnych norm dla małych wspólnot jest lepszą opcją niż skrajna etyka sytuacyjna. Znaczenie argumentu MacIntyre’a o powszechnej rozumności działania, zostało zasugerowane problemami, z jakimi on musiał się spotkać, by utrzymać w mocy swoją refleksję. Na przykład miał często i krytycznie do czynienia z zagadnieniami związanymi z rozróżnieniem ciała i umysłu, a także tych, które zakładają, że należy dokonać silne rozróżnienie pomiędzy faktami a wartościami (co zakładało niemożność poruszania logicznie od tego, co jest do powinności ). Jakkolwiek wyraźnie oddzielone te filozoficzne problemy są jednak ze sobą powiązane w takim stopniu, że każdy z osobna służą współczesnej filozofii i etyce na ich błędnej drodze.
W artykule opublikowanym w 1982 roku pięknie zatytułowanym Jak podmioty moralne stały się Duchami, albo dlaczego historia etyki odbiega od filozofii umysłu, MacIntyre pisze o tym, że na początku współczesnej filozofii moralnej- ok. roku 1780 -podmiot moralny tradycyjnie rozumiany, prawie jeśli nie zupełnie zniknął z pola widzenia. I to był błąd epoki. Charakter podmiotu moralnego, struktura jego pragnień i dyspozycji- skłonności, stały się raczej peryferycznym, a nie centralnym tematem dla filozofii moralnej, tracąc w ten sposób miejsce przypisane temu przez większość filozofów moralnych, od Platona do Hume’a. Teraz wybór(ang. choice), rozumiany przez Kanta i Reida tutaj jako decydujący pomiędzy pragnieniem i wymogami moralności, a później przez Sartre’a- jako warunek indywidualnej autentyczności, wybór zastąpił charakter danej osoby, stał się kluczowy dla moralnego działania. A reszta, jak pokazały dzieje, to już historia, która potoczyła się w tym a nie innym kierunku.
Teraz wyobraźnia uniwersalnych standardów rozumu, którym wszystkie racjonalne istoty muszą podlegać ze względu na cnotliwość bycia, została porzucona. To oddziela MacIntyre’a od tradycyjnych myślicieli. MacIntyre zawsze był „napędzany” przez chęć naprawy naszego życia moralnego. Nigdzie nie jest jego projekt moralny bardziej widoczny niż w krótkim eseju Against the Self- Images of the Age (Przeciw Jaźni-obrazy z epok), pierwotnie opublikowanym w 1971 roku. Identyfikuje w nim dwie grupy zagadnień wymagających dalszych badań po jego analizie niedoskonałości marksizmu. Pierwszy rozpatruje charakter osądu moralnego i znaczenie takich słów kluczowych jak dobry, słuszny, cnota, sprawiedliwości, obowiązek i szczęście. MacIntyre zauważa, że marksiści podzielają z konserwatywnymi filozofami pogardę dla obaw o rozumienie języka, ale zauważa też, że to dokładnie na poziomie języka, braki moralne i zepsucie(korupcje) naszych czasów są oczywiste. Kolejna grupa pytań podnoszonych w eseju dotyczy wyjaśnienia działania ludzkiego: czy możemy znaleźć uzasadnienie dla działań w nowoczesnym świecie, które nie tylko pozwalają nam działać skutecznie, ale również przenieść nas ku działaniu w sposób, który nas czyni obecnymi w czynie, i w sposób, w jakim coś, co robimy, jest sensowne. Wobec poszukiwania odpowiedzi na te wzajemnie powiązane pytania-odpowiedzi, jakbyśmy zadłużali się w marksistowskiej analizie zniekształcającego wpływu porządku gospodarczego, społecznego i kulturalnego kapitalizmu-jest to sedno późniejszej pracy MacIntyre’a na temat arystotelesowskiej filozofii: Etyka i polityka od Arystotelesa do MacIntyre.
Alisdair MacIntyre obnaża cały emotywizm naszej epoki. Brak świadomości z naszego dzieciństwa moglibyśmy tutaj nazwać za Kard. K. Wojtyłą mimowolnym dzianiem się, „uczynnieniem” (por. K. Wojtyła, Osoba i czyn oraz inne studia antropologiczne, red. T. Styczeń i in. TN KUL, Lublin 1994(3), s. 73-74); por. J. Krokos, O prawdzie i wolności, Oficyna Wydawniczo-Poligraficzna „Aon”, Warszawa 2000, 62-63). Niektórzy autorzy akcentują w tym miejscu sprawę kształtowania sumienia, które nazywają „świadomością czynów”, tutaj ważny moment przeżywania (por. J. Krokos, Sumienie jako poznanie. Fenomenologiczne dopełnienie Tomaszowej nauki o sumieniu, Wydawnictwo UKSW, Warszawa 2004). „Mój czyn, dlatego że jest koniecznie współkonstytuowany przez intelekt i wolę, w tej jego warstwie posiada wyróżniony status epistemiczny, polegający na tym, że jakby powiedział Husserl- jest dany źródłowo i absolutnie w swym istnieniu i w swej istocie” (Por. E. Husserl, Idee czystej fenomenologii i fenomenologicznej filozofii księga pierwsza, tłum. z niem. D. Gierulanka, PWN, Warszawa 1975, s. 137; także J. Krokos, Obiektywność i prawdziwość sumienia, Studia Filologiae Christianae, Warszawa 2012 Nr 3, s. 43). Teoria cnót MacIntyre’a nie jest świadomością czynów, za to swobodnie może stanowić poświadczenie charakteru wspólnego życia, gdzie cnota może być odbierana niczym głos sumienia, który poświadcza istotną konstytucję mojej cnoty (czytaj dojrzałości społecznej), w odpowiedzi na wezwanie konkretnej wspólnoty. I tak, co ja przyjąłem kiedyś jako inność sumienia w ujęcia Ricoeurowskim, to chciałbym przenieść na grunt bujnego rozkwitu cnoty wspólnoty, uznać teraz jako inność cnoty, czyli szczególną relację cnoty- nie tyle do siebie samej, co do poświadczenia w zalążku istotnej konstytucji ludzkiej osoby dla wspólnego życia.
Wartości i normy obiektywne posiadają swoje przedmiotowe uzasadnienie, nawet jeśli jest ono nieznane sprawcy czynu (Por. STh I, q.79, a 13, c). Nie zatrzymujemy się tutaj na Tomaszowej sprawczości, gdyż temat ten, jak sądzę, wymaga oddzielnego studium. Natomiast zauważamy trend we współczesnej filozofii moralnej: właśnie nasze czyny mogą być poznane najrzetelniej. Jaka jest obiektywność i prawdziwość rozpoznania czynów, nie mnie o tym sądzić. U podstaw wszelkiej oceny moralnej pojawia się prasumienie- czyli współkonstytuowanie przez intelekt i wolę (synereza). Otóż dobro należy czynić a zła unikać… Sumienie jest bowiem aksjologiczną świadomością własnego (lub cudzego) czynu, subtelnym narzędziem poznawczym. Ks. Jan Krokos napisał: „budować rozumnie horyzont rzetelnej wiedzy moralnej i rzeczowo usprawiedliwionych norm moralnych, by pozwolić sumieniu na obiektywne poznanie spełnianych czynów i ich wartości moralnej, a zatem na uchwycenie prawdy o nich.”(zob. J. Krokos, Obiektywność i prawdziwość sumienia, Studia Filologiae Christianae, Warszawa 2012 Nr 3, s. 43n). Najpierw sumienie w swej nieaktowej formie towarzyszy wszelkiemu czynowi. Potem może zostać przekształcone w akt sumienia (por. E. Husserl, dz.cyt., s. 150) refleksyjna postać sumienia, tzn. zawieszona pierwotna solidarność z moim czynem, jakby rozdwojenie teraz (zob. J. Krokos, s. 180). Stąd Ks. J. Krokos zwraca jeszcze uwagę na transcendentny głos, na fakt zaistnienia bez aksjologicznej i normatywnej pustki, także- na świadomościowy horyzont doświadczenia czynu.
Heideggerowska analiza Bytu zapoznaje szanse idei wezwania przychodzącego od Drugiego. Tylko i jedynie przywrócenie znaczenia intersubiektywności długu oraz odpowiedzialności pozwala, zdaniem Ricoeura, zrozumieć poświadczenie jako nakaz, a zatem ująć go w wymiarze moralnym. Głos sumienia jest wezwaniem przychodzącym od Innego. Sumienie poświadcza konstytucję mojej Jaźni w odpowiedzi na owo wezwanie. Stąd uzyskanie statusu moralnego sumienia, określenie pasywności jego głosu jako nakazu, jest wtedy tylko możliwe, gdy Drugi, tak jak to pokazuje Levinas, stoi u źródła jego wezwania. To wobec Drugiego jestem zawsze już zadłużony. To Drugi czyni mnie odpowiedzialnym. Ricoeur mówił o poświadczeniu, które zdobywa tutaj wymiar moralny w postaci głosu przychodzącego od Innego. Sumienie jakby poświadcza tylko taką konstytucję mojej Jaźni w odpowiedzi na nakaz pochodzący od Drugiego, w którym jestem zawsze już zadłużony.
Wraz z wysunięciem przez Levinasa idei intersubiektywności na plan pierwszy, zmienił się przedmiot odpowiedzialności- to za Drugiego, a nie tylko za siebie jestem odpowiedzialny. Drugi mnie ogranicza, czyniąc mnie odpowiedzialnym, dlatego też staje się on dla mnie źródłem moralnego nakazu. Drugi czyni mnie odpowiedzialnym, czyli zdolnym odpowiedzieć na jego wezwanie. Sumienie to nie Inność Drugiego (Levinas), lecz Inność relacji Jaźni do siebie samej, jako poświadczenie samej konstytucji Jaźni (por. P. Ricoeur, Soi-meme comme un autre, Paris 1990, s.409). Z ideą nakazu przychodzącego od Drugiego u Levinasa, z ideą przyznania sumieniu osobnego miejsca wśród kategorii Inności, z poświadczeniem samej konstytucji Jaźni u Ricoeura, a teraz z teorią cnót MacIntyre’a przemieszczamy konstytucję podmiotowości na teren etyki. Idea historyczności cnót pozwala zachować odrębność meta-kategorii cnoty i wyprowadzić jeszcze jedną kategorię Inności, tak niezbędną dla zdrowia społecznego.
3
Krytyka modernizmu
Dla tego kto zabija, prawo śmierci jest najlepszym prawem (głos hierarchy z Iranu). Kościół wymaga oczyszczenia! Od tego jak chrześcijanie także zinterpretują Biblię, będzie zależeć los całej ludzkości.
Polaków poważne rozmowy 33
Stanisław Barszczak, Teoria cnót Alisdaire’a MacIntyre’a jako poświadczenie charakteru wspólnego życia
(Wprowadzenie)
Alasdair MacIntyre jest szkockim filozofem(1929), który po napisaniu książek Krótkiej historii etyki, następnie Dziedzictwa cnoty , wreszcie Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, ukoronował cały cykl zwany “projektem Dziedzictwa cnoty” publikując kolejną książkę pt. Trzy antagonistyczne wersje dociekań moralnych, w której opisuje trzy tradycje, trzy sposoby podejścia do dociekań moralnych. Tradycja pierwsza to, mówiąc w skrócie, tomizm. Jest to tradycja oparta na systemie chrześcijańskim, na prawie naturalnym, na wierze w to, że istnieje niepodważalna prawda. Tradycja druga to tradycja encyklopedii, charakteryzująca się przekonaniem, że istnieje jedna, niepodważalna racjonalność, że ludzie mogą porozumieć się w jednym, naukowym języku. Encyklopedyści utrzymywali, że moralność to dyspozycja do tego, aby postępować zgodnie z zasadami, że w kwestii tego, czego te zasady wymagają, wszyscy ludzie mogą zgodzić się ze sobą, że moralność nie podlega wierze religijnej i wreszcie, że ludzie prości mają właściwy zmysł moralny i nie potrzebują żadnych teoretyków. Tradycja encyklopedii to tradycja Oświecenia. Trzecią tradycją przedstawioną przez Alisdaire’a MacIntyre’a jest tradycja Genealogii Nietzschego, która odrzuca oświeceniowe przekonania, odrzuca wiarę w obiektywną prawdę, pochwala wielość perspektyw oraz typów dyskursu, ściąga z piedestału racjonalność.
Alisdair MacIntyre opowiada się za tomizmem, uważając, że dwie pozostałe tradycje wyczerpały swoje możliwości. Oczywiście propozycja, którą przedstawia MacIntyre jest bardzo kontrowersyjna, dzisiaj bardziej jeszcze niż dwadzieścia lat temu, kiedy “Trzy antagonistyczne wersje…” zostały opublikowane, niemniej jednak z pewnością warta jest tego, aby poświęcić jej należną uwagę. Magdalena Żardecka-Nowak w “Posłowiu” tak oto pisze na ten temat: “MacIntyre, przedstawiając swoją propozycję, zmusza nas do wyboru tradycji, którą chcemy kontynuować; pozwala nam raz jeszcze odnaleźć się w roli bohatera dramatycznej narracji. Propozycja tomistycznego odrodzenia może ożywić i zaostrzyć nasz spór. Czy zechcemy wraz z MacIntyre’em uratować się przed katastrofą, ku której zmierza nowoczesny świat? Czy może raczej uznamy, że tomistyczne dziedzictwo izoluje nas od nowoczesności i permanentnie odsyła, z pewnością nie do średniowiecza, ale np. do czasów sprzed Soboru Watykańskiego II?” (zob. A. MacIntyre, Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, Warszawa 1996, posłowie). Ja tylko dodam, że jeżeli ktoś może i chciałby wziąć udział w tym sporze (moralnym), ale nie bardzo wie jak, to niech rzetelnie przestudiuje “Trzy antagonistyczne wersje…”, a z pewnością jego zapał do spierania się wzrośnie ogromnie.
I
Geneza analiz Alisdaire’a MacIntyre’a
W naszym społeczeństwie kwasy indywidualizmu przez cztery ostatnie wieki zżerały nasze struktury moralne. Indywidualistyczna natura ludzka- niepodatna na zasady moralne. Ale to nie wszystko: żyjemy z dziedzictwem nie jednego tylko, lecz wielu dobrze zintegrowanych systemów moralnych. Nasza przeszłość społeczna determinuje posiadanie przez nas pewnego języka, za pomocą którego formułujemy oceny i dokonujemy naszych wyborów. Nie możemy znaleźć w naszym społeczeństwie, Alisdair MacIntyre pisze, jednego zespołu pojęć moralnych, wspólnej interpretacji tego języka. Konflikt pojęciowy jest w tej sytuacji nieunikniony ze względu na głębię naszych konfliktów moralnych. Każdy z nas zatem musi wybierać zarówno to, z kim chce się moralnie wiązać, jak i to, jakie cele, zasady i cnoty mają nami kierować. Oba te wybory są ze sobą nierozerwalnie związane. Dążąc do tego oto celu, MacIntyre pisze tutaj o kultywowaniu cnoty, oto ustanawiamy pewne stosunki moralne z innymi ludźmi… A jeżeli mamy uczestniczyć w jakichkolwiek stosunkach społecznych, musimy zaakceptować także pewien język moralności. Bez zasad bowiem, bez kultywacji cnót, żaden cel nie może mnie z nikim łączyć. Będziemy wówczas skazani na solipsyzm społeczny. A musimy jednak wybierać samodzielnie, z kim powinniśmy się moralnie związać- musimy wybierać pomiędzy alternatywnymi formami społecznymi i praktykami moralnymi. Nie jesteśmy oczywiście bezbronni moralnie, dopóki nie dokonamy wyboru (por. Alasdair MacIntyre, Krótka historia etyki, Wydawnictwo Naukowe PWN Warszawa 1995, s. 334). Oto nie mogę także uznawać natury ludzkiej za naturalny wzorzec i zapytywać o to, która forma życia społecznego i moralnego umożliwia najbardziej adekwatne jej wyrażenie. Każda forma życia niesie ze sobą własny obraz natury ludzkiej. Wybór formy życia i wybór poglądu na naturę ludzką są ze sobą związane. Każda strona zabierając głos w „dyskusji moralnej” posługuje się własnymi kategoriami.
W tym kontekście spójrzmy przez moment na ustrukturalizowaną etykę M. Lutra. Otóż jedynymi prawdziwymi zasadami moralnymi są przykazania Boże- nakazy Boga. Ludzki rozum i wola nie mogą uczynić tego, co każe Bóg, ponieważ są zniewolone przez grzech. Musimy więc postępować wbrew rozumowi i wbrew naszej naturalnej woli. Ale postępować tak możemy tylko dzięki łasce Bożej. Dla Lutra Arystoteles, to „ten błazen, który wprowadził Kościół w błąd”. W każdym czynie jesteśmy zupełnymi grzesznikami. Z Odrodzeniem człowiek jest związany z państwem nie poprzez sieć stosunków społecznych- ale jako istota podległa państwu. Czyny w etyce Mikołaja Machiavellego są osądzane nie jako czyny, ale wyłącznie w kategoriach ich konsekwencji (por. sofiści). Oto ludzkie zachowanie stanowi dziedzinę rządzoną prawami, tutaj porządek polityczny jest coraz rzadziej uznawany za kontekst dany i niezmienny. Ludzie przekazują swą władzę wspólnej zwierzchności. Podobna umowa społeczna umożliwiłaby stworzenie „tego wielkiego Lewiatana… tego śmiertelnego boga, któremu zawdzięczamy nasz pokój i naszą obronę,” jak pisał T. Hobbes, tylko tego należy pragnąć. Bo ludzie dążą raczej do pokoju niż do trwania w stanie natury. Ale zasady moralne nie są racjonalnymi zdaniami, nie zawierają też żadnych odniesień do pragnień czy skłonności. Bynajmniej natura ludzka i ludzkie motywy nie są i nie mogą być takie, za jakie Hobbes je uważa. Koncepcja powyższa przynosi jednak cenne stwierdzenie, że teoria moralności jest nierozerwalnie złączona z teorią natury ludzkiej.
Z czasem niektórzy autorzy przedstawiają na przykład poprawną teorię motywów. A Biskup Joseph Butler (1692-1752) akcentuje pragnienie czynienia dobra (ang. benevolence).
W historii tematu moralności otwieramy się na nowe wciąż kwestie: ale jakie konsekwencje naszych czynów uznać można za usprawiedliwienie naszych czynów? Czy tym kryterium ma być kryterium największej szczęśliwości? A jaki moralny charakter czynów jest i musi być niezależny od ich konsekwencji? Pojawiają się sądy moralne. D. Hume zauważył, że sądy moralne nie mogą być sądami rozumu, ponieważ rozum nie może nas skłaniać do działania, podczas gdy sensem i celem posługiwania się sądami moralnymi jest to, że kierują one naszymi czynami… Jest rzeczą niemożliwą, aby jakakolwiek autentyczna czy rzekoma prawda faktualna mogła stanowić podstawę moralności. Postępując w ten sposób Hume pragnie równie mocno obalić etykę opartą na teologii, jak i na racjonalizmie.(por. Krótka historia etyki, s. 224-225). Tutaj czyn jest cnotliwy, bo jest użyteczny i wzbudza sympatię, a „namiętność jest stanem pierwotnym”.
A przed nami jawią się czyny, które należy dokonać, oraz inne, które powinny być zakazane niezależnie i bez względu na ich możliwe konsekwencje. Upadek tradycyjnych form życia społecznego, do którego doszło wskutek powstania indywidualizmu, poczętego po części przez protestantyzm i kapitalizm, sprawił jak pisze MacIntyre, że realne życie społeczne uznano za tak dalece odbiegające od norm zawartych w tradycyjnym języku moralności, że wszelkie związki pomiędzy obowiązkiem i szczęściem uległy stopniowemu zerwaniu- teraz szczęście definiuje się w kategoriach psychologii indywidualnej. Bóg w oczywisty sposób zmienił się z przedmiotu bojaźni i uwielbienia w instrument zapełniania luk. I tak Spinozjańskiemu rozumieniu Boga jako tożsamego z Naturą odpowiada rozumienie etyki jako badania nie przykazań Bożych, ale samej naszej natury oraz tego, co w konieczny sposób nami powoduje… Z Baruchem Spinozą przekonujemy się, że w miarę jak ujmujemy adekwatnie pojęcia naszych uczuć, przestajemy być bierni wobec nich- odtąd pragnienia i uczucia nie tylko dane, ale modyfikowalne.
Alisdaire MacIntyre zapytuje w jaki sposób można wesprzeć tradycyjne i teraz nieustannie pojawiające się nowe zasady moralne? Jakiego rodzaju gwarancji one wymagają? Do tej pory w historii etyki napotykaliśmy na co najmniej trzy rodzaje odpowiedzi w tek kwestii: 1/ zasady moralne są częścią pewnej formy życia ludzkiego. w której nasze pragnienia i skłonności są kształtowane i ćwiczone w celu akceptacji i dążenia do pewnych dóbr (Platon i Arystoteles); 2/ zasady te są częścią zespołu przykazań Bożych, wobec których posłuszeństwo będzie nagrodzone, a nieposłuszeństwo karane (chrześcijaństwo); 3/ zasady te są jakby wskazaniami, jakiego rodzaju postępowanie przyniesie nam to, czego obecnie chcemy (sofiści i wzmiankowany T. Hobbes).
Wynikiem przemian społecznych jest najpierw nowe rozumienie etyki, następnie nowa tożsamość człowieka jako sprawcy czynów o charakterze moralnym. A zaczęło się wszystko m.in. doktryną „milczącej zgody” J. Locke’a. Społeczność przytakuje władzy, jeśli dobrze czyni… Zrozumienie pierwotnych zasad w moralności nie jest kwestią rozumowania, ale uchwycenia ich oczywistości, pisał Richard Price, duchowny anglikański (Tamże, s. 229) Inni autorzy zwracali uwagę na jeszcze inne zagadnienia moralne. A.Smith stwierdzał: nie użyteczność, a stosowność albo właściwość istotne w ocenie czynu… Indywidualistyczna natura ludzka- niepodatna na zasady moralne. Mamy tutaj relatywizm społeczny Monteskiusza, pozwólmy każdemu działać z pewną swobodą społeczną. Helwecjusz zauważa przy tym, że każdy dąży do przyjemności (przyczynowy łańcuch doznań), że determinizm jest wpisany w ludzką naturę. Potem mamy jeszcze „osobowość moralną” J.-J. Rousseau, który wyznaje, że natura ludzka znajduje się pod przemożnym i deformującym wpływem istniejących instytucji społecznych i politycznych, jej autentyczne potrzeby i pragnienia leżą u podstaw moralności oraz są zarazem miarą zepsucia instytucji społecznych. Rousseau jest świadom tego, co wydaje się obce Hobbesowi, że mianowicie ludzkie pragnienia rodzą się wówczas, gdy człowiek staje wobec przedmiotów pożądania.
Człowiek w stanie natury, posłuszny swym potrzebom i uczuciom sympatii, jest dobry. Chrześcijańska doktryna o grzechu pierworodnym jest równie fałszywa, jak Hobbesa doktryna o stanie natury. Rousseau interesuje polityka. W ujęciu Rousseau polityka to przejaw rzeczywistej wspólnej woli (zob. Krótka historia etyki, s. 242). Wola powszechna jest zawsze słuszna i zmierza zawsze ku pożytkowi ogółu…Istnieje jedno dobro wspólne, pragnienia i potrzeby wszystkich obywateli SA zgodne z tym dobrem(Umowa społeczna, w przekładzie Anton. Peretiatkowicza, PWN (BKF), 1966 ss.35-36). W Wyznaniu wiary wikarego sabaudzkiego napisał: że czyste sumienie zawsze jest w naszym zasięgu. Jeżeli oprzemy się na nim, możemy zbłądzić pod względem intelektualnym, ale nie pobłądzimy moralnie.(Emil czyli o wychowaniu, t.II, przekładzie Eug. Zielińskeigo, Wrocław 1955, ss.87-1590). Moglibyśmy tutaj powiedzieć, że Rousseau „nie przewidział” jakby analiz filozofów moralności ostatnich stuleci o intersubiektywności i zadłużaniu się wzajemnym(por. Sumienie to nie Inność Drugiego Levinasowska, lecz Inność relacji Jaźni do siebie samej, jako poświadczenie samej konstytucji Jaźni w ujęciu Ricoeura, zob. P. Ricoeur, Soi-meme comme un autre, Paris 1990, Ed. Du Seuil, s.409).
Wiek osiemnasty wydał Immanuela Kanta, który wysunął tezę, że moralność musi być niezależna od konstytucji świata, ponieważ konstytucja świata jest „pozamoralna”. Albowiem tutaj „przyczynowość” realizuje się, ze względu na własności pojęć… Ponieważ nic nie jest bezwarunkowo dobre z wyjątkiem dobrem woli.. imperatyw kategoryczny Kantowski nie jest ograniczony żadnymi warunkami- powinieneś postapić tak-a-tak, jeśli chcesz być szczęśliwy… tutaj własny rozum uznajemy za ostateczny autorytet (nie naukę Jezusa). Powstanie chrześcijaństwa wprowadziło rozziew pomiędzy jednostką i państwem, w rezultacie czego jednostka poszukuje raczej kryteriów transcendentnych- chrześcijaństwo oddziela człowieka od spraw tego świata, bo jego przeznaczeniem jest wieczność, oddziela od obywatela… Jakkolwiek w społeczeństwie rosną możliwości odmiennych sposobów życia.. I tak w obliczu stoicyzmu i sceptycyzmu, chrześcijaństwo przedstawia „świadomość nieszczęśliwą” Heglowską (por. Krótka historia etyki, s. 260). Już u G.W. Hegla życie moralne jest możliwe tylko w określonym rodzaju wspólnoty; mamy też jakąś ewolucję, jako postępowanie myślenia, a państwo stanowi ucieleśnienie określonych wartości społecznych i moralnych. Karol Marks na to wszystko miał powiedzieć: wolność tak dalece stanowi istotę człowieka, że realizują ją nawet jej przeciwnicy. A potem H. Heine stwierdził: „Ale gdy krzyż- ten ostatni talizman, rozpadnie się na kawałki, ponownie zbudzi się waleczność dawnych wojowników” (por. H. Heine- Historia filozofii i religii w Niemczech). Marks sądzi tedy, iż moralność zakłada strukturę wspólnotową, choć uważa zarazem, że ta już nie istnieje… Anthony Ashley, hrabia Shaftesbury argumentował, że pojęcia moralne wywodzą się nie z rozumu, ale ze zmysłu moralnego- harmonia ludzka. „Nie prędzej czyny zostaną dostrzeżone, nie prędzej ludzkie uczucia i żądze wykryte, dopóki nie dostrzeże ich oko wewnętrzne jako piękne i kształtne… Jak więc jest możliwe nie posiadać tego zmysłu, skoro rozróżnienia te mają źródło w naturze, a sama zdolność odróżniania jest naturalna i wywodzi się z samej natury?”(1773). Na przestrzeni kolejnych stuleci pojawiają się nowe własności dobrej woli, kształtuje się nowy język moralności. W końcu J.P. Sartre zauważył, iż życie w ramach gotowego zastanego języka moralności, nieuchronnie oznacza rezygnację z odpowiedzialności, jest aktem złej wiary. Autentyczne istnienie znaleźć można tylko w całkowicie samoświadomym korzystaniu z absolutnej wolności wyboru. Sartre źródła konieczności aktu wyboru szuka w naturze człowieka, a nie w historii moralnej naszego człowieczeństwa. Konieczność zajęcia jakiegoś własnego stanowiska przypisuje naturze samych pojęć moralnych. A pojęcia moralne nie są bezczasowe i niehistoryczne- pojęcia moralne także mają historię. Istnieją, MacIntyre pisze, różne słowniki moralności.
2
Teoria cnót
Matka skierowała nas ku Bogu, którego rozumną twarz ujrzeliśmy później, wydaje mi się, po jej śmierci. (cdn)