Garibaldi podczas walk o Rzym w 1849 roku nawoływał do wszczęcia w obronie tamtejszej republiki prawdziwej wojny ludowej, w której przeciw regularnym armiom obcym wystąpiłyby masy ludowe wezwane do swego rodzaju pospolitego ruszenia. Idea „narodu zbrojnego” czy też pospolitego ruszenia mas ludowych wywodziła się z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej, tak pamiętnych dla całej Europy. W 1854 Garibaldi wrócił do Piemontu i wziął udział w wojnie toczonej przez Piemont wspólnie z Francją przeciw Austrii (1859), jako dowódca ochotniczego korpusu strzelców alpejskich, odnosząc zwycięstwa pod Varese i Castenedolo. Garibaldi szedł do boju na czele swych „czerwonych koszul”. Po walkach z Austriakami w Alpach, Garibaldi zaokrętował swoich żołnierzy na dwa parowce i skierował się na południ, aby wesprzeć na Sycylii powstanie przeciw królowi Neapolu Franciszkowi II. W maju 1860 roku oddziały Garibaldiego opanowały Sycylię, a następnie przeprawiły się na półwysep. W lutym 1861 roku Garibaldi zajął Neapol i przejął pełną kontrolę nad południem Włoch. Uznany już powszechnie we Włoszech za bohatera narodowego, przekazał swoje zdobycze królowi Sardynii Wiktorowi Emanuelowi II, który ogłosił 18 lutego 1861 roku powstanie zjednoczonego Królestwa Włoch. Historia zatoczyła nowe koło w czasie wojny francusko- pruskiej, w czasie walk Garibaldczyków z oddziałami z Francji i Państwa Kościelnego. Garibaldi wówczas nie znalazł uznania u króla Sardynii Wiktora Emanuela, ten odsunął go od wpływu na rządy. Pobity przez wojska królewskie pod Mentoną(3 listopad 1867) trafił do więzienia. Zwolniony na żądanie społeczeństwa włoskiego. W czasie wojny z Austrią (1866) był dowódcą korpusu ochotniczego w Tyrolu. Apel Garibaldiego, rzucony Włochom jeszcze we wrześniu 1859 roku i powtarzany przez następne dwa miesiące w różnych miastach północnej i środkowej Italii, nawiązywał wprost do idei „narodu zbrojnego”. „Sytuacja nie toleruje żadnych debat,” mówił, „albo Włochy albo śmierć!” Milionowi, czy nawet dwóm milionom Włochów uzbrojonych, choćby w karabiny i zdecydowanym walczyć o wolność i jedność ojczyzny żadna armia nie mogłaby się, teoretycznie, oprzeć. Wizja takiego pospolitego ruszenia całego narodu działała na wyobraźnię, zwłaszcza na wyobraźnię prostych ludzi. Demagogiczny slogan zyskał błyskawicznie niebywałą popularność. Zbierano więc pieniądze na karabiny i liczono ochotników. Do najbardziej znanych oracji Giuseppe Garibaldiego z tego czasu należy przemówienie wygłoszone na farmie braci Guiccioli koło Ravenny, we wrześniu 1859 roku. Garibaldi wracał do już odwiedzonych miejsc po wielekroć, farma braci Guiccioli pozostawała okryta kirem śmierci jego towarzyszki życia, Anity, pierwszej żony i matki jego czwórki dzieci. Ludzie Garibaldiego karmili się wciąż żywymi uczuciami ich bohatera. A ten mówił im odważnie:
-„Odwoływaliście się tu do historii mojego życia, trzeba więc teraz, abym powiedział wam, jak bardzo czuję się dumny i szczęśliwy, że znalazłem się znowu wśród was, dzielnego ludu, który tyle dał mi dowodów swego męstwa i swego do mnie przywiązania. Powtarzam wam, że do ostatnich chwil mego życia pozostanę ciałem i duszą oddany mojej ojczyźnie. Jeżeli przez czternaście lat służyłem bezinteresownie sprawie wolności innych krajów1, czegóż nie uczyniłbym dla kraju, w którym przyszedłem na świat? Obecny bieg wydarzeń sprzyja nam, wiele jednak pozostaje jeszcze do zrobienia. Nadszedł dzień, w którym Italia winna odzyskać zupełną niezawisłość: trzeba, żeby tym razem naprawdę się to dokonało i żeby sztandar wolności załopotał od Alp aż po Sycylię. Opatrzność zesłała nam człowieka, jaki jest nam potrzebny na to, byśmy mogli się zjednoczyć. Musimy wszyscy stanąć twardo wokół Wiktora Emanuela, aby przepędzić z naszej ojczyzny obcych, których jarzma dźwigać dłużej nie chcemy. Z dniem, kiedy obcy władca (Chodzi o cesarza austriackiego, Franciszka Józefa) wycofa się i pozwoli nam korzystać w spokoju z tego, co do nas należy, powitamy w nim przyjaciela. Ale dopóki będzie chciał nas trzymać pod swoim panowaniem, może od nas oczekiwać jedynie ognia naszej artylerii. Tylko jednością i siłą możemy wywalczyć sobie wolność: pewien jestem, że jeśli będziemy silni, nikt nie ośmieli się nas zaatakować. Nasz naród – cały – winien tworzyć wojsko, a ci, których obowiązki przykuwają do rodzinnego ogniska, mogą przy nim pozostać, ale jako żołnierze, z muszkietami w ręku. Dwóch tygodni wystarczy, aby z każdego Włocha uczynić dzielnego żołnierza, którego zasługą nie będzie jedynie haftowany uniform. Spójrzcie na żuawów!(Żuawami nazywano oddziały piechoty francuskiej, utworzone w Algierii w 1831 roku, składające się początkowo z tubylców i Europejczyków, potem wyłącznie z Francuzów, przyp. autora tekstu) W swych prostych, swobodnych ubiorach okazują się oni najlepszymi w świecie żołnierzami. Pamiętam, jak w czasie jednej z moich kampanii w Ameryce Południowej znaleźliśmy się na rozległej równinie, gdzie nie mogliśmy zdobyć niczego do zaspokojenia naszych potrzeb – ani z wnętrza kraju, ani z portów zablokowanych przez nieprzyjaciela. Stada pasące się na prerii były naszym jedynym źródłem pożywienia. Jedliśmy ich mięso, a ich skóry chroniły nas przed skwarem dni i chłodem nocy; i mimo to, zapewniam was, nasi żołnierze, zbrojni jedynie w muszkiety dokonywali cudów męstwa. Byliśmy postrachem cesarskich i tysiące nieprzyjaciół zmuszaliśmy do ucieczki. Ale dziś brak nam broni, przyjaciele – i po to, byśmy dłużej nie odczuwali tego braku, proponuję, aby Italia stworzyła fundusz społeczny, który pozwoliłby nam zaopatrzyć się w milion karabinów. Pomyślcie! Ileż krzywd mamy do pomszczenia! Ile lat przeżyliśmy w niewoli! Pamiętajcie, na jaką hańbiącą śmierć skazani zostali tacy jak Ciceruacchio i jego synowie, jak Ugo Bassi, czy Antonio Elia!” (Źródło: Edizione nazionale degli scritti di Giuseppe Garibaldi, vol. IV „Scritti e discorsi politici e militari” (1838-1861) – wyd. Bolonia 1934. Zob. Magazyn „Razem”, tłum. Barbara Sieroszewska)
Innym razem mówił: „Do tej wspaniałej karty w historii naszego kraju jeszcze inna, bardziej chwalebna będzie dodane, a niewolnik pokarze w końcu jego wolnym braciom zaostrzony miecz wykuty z ogniw jego kajdan. Oprócz tego, niech wszyscy inni pozostają na straży naszych chwalebnych sztandarów. Wypowiadam to słowo z głębokim uczuciem, z głębin mojego serca. Jeśli te ręce, używane do walki, byłyby do przyjęcia przez Jego Świątobliwość, my najbardziej wdzięcznie ofiarujemy je na służbę Temu, który zasługuje na takie dobro Kościoła i ojczyzny.” Przy innej okazji mówił do swoich żołnierzy: „Nie zapewniam(wam) ani wynagrodzenia, ani ćwiartki(wódki), ani żywności; zapewniam tylko głód, pragnienie, marsze przymusowe, bitwy i śmierć. Ten kto kocha swój kraj sercem, a nie tylko ustami, niech idzie za mną.” ”Dajcie mi raczej gotową rękę, jak gotowy język.”
Wobec klęsk armii francuskiej w czasie wojny francusko-pruskiej (po 1866 roku) na własnym terytorium garnizon strzegący Rzymu został odwołany, na co tylko czekał rząd włoski. Armia zjednoczonych Włoch wkroczyła do państwa Papieskiego, które ograniczone zostało do Watykanu i ogrodów Castel Gandolfo, a papieże – aż do II wojny światowej – uważali się za „więźniów Watykanu”. Powróciwszy do zdrowia Garibaldi udał się do Genui, gdzie na wieść o klęsce pod Sedanem wygłosił przemówienie, którego główne przesłanie brzmiało: „Wczoraj mówiłem wam: wojna na śmierć i życie przeciw Bonapartemu. Dzisiaj mówię: za wszelką cenę ratujmy Republikę Francuską!”. Wkrótce też znalazł się we Francji, gdzie dowodził ochotniczą Armią Wogezów, jedyną armią francuską, która ani razu nie doznała porażki ze strony pruskiej. Brał nawet udział w obradach francuskiego Zgromadzenia Narodowego .Po tej ostatniej wojnie, chociaż został ponownie wybrany do parlamentu, większość czasu spędzał w domu, aczkolwiek nie zapominał o wspieraniu ambitnego planu osuszania bagien w południowym Lacjum. W roku 1879 założył Ligę Demokratyczną wspierając projekty powszechności prawa wyborczego, likwidacji kościelnej własności ziemskiej oraz powołania stałej armii. Pomimo oddawanych mu honorów i zaszczytów Garibaldi nie był usatysfakcjonowany rozwojem sytuacji w swojej ojczyźnie. Rzym pozostawał nadal pod władzą papieża. Garibaldi pragnął dokończyć dzieła zjednoczenia Włoch i podjął w 1862 roku, oraz ponownie w roku 1866, próby przyłączenia Rzymu do Włoch. Za każdym razem wobec przewagi wojsk nieprzyjacielskich jego wysiłki kończyły się niepowodzeniem, a on sam dwukrotnie dostawał się do niewoli. Za każdym razem wyjście na wolność zawdzięczał jedynie swej ogromnej popularności i międzynarodowemu uznaniu. W lipcu 1861 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Abraham Lincoln zaproponował mu objęcie dowództwa nad wojskami Unii i poprowadzenie ich do walki ze zbuntowanymi stanami Południa. Garibaldi nie przyjął jednak oferowanego mu stanowiska. Nie wziął też udziału w zajęciu Rzymu przez wojska włoskie w październiku 1871 roku. W 1874 roku został wybrany do parlamentu włoskiego, w którym zasiadał przez 2 lata, zanim 1876 roku wycofał się z życia publicznego. Pod koniec życia zaczął wyrażać poparcie dla idei socjalizmu i występować w obronie praw robotników oraz kobiet. Przeciwstawił się też wszelkim przejawom dyskryminacji rasowej i postulował zniesienie kary śmierci.
Garibaldi był smukłym blondynem o bardzo jasnej cerze i jasnobrązowych oczach, małomówny, oszczędny w gestach. Garibaldi był najzdolniejszym wśród rodzeństwa, więc matka robiła wszystko, aby został duchownym, jednak młody rewolucjonista do kleru odczuwał wielka niechęć, w późniejszym czasie przemienioną w fobię. Po 1831 roku Garibaldi wiąże się z masonami, którzy prowadzili antyjezuicką działalność. Ale dopiero w Brazylii wstąpił do loży masońskiej, w której pozostanie do końca życia. O duchownych mówił wręcz: „Kapłani do łopaty! “Duchowni są badaczami i żołnierzami obcego mocarstwa, władzy zmieszanej i uniwersalnej, autorytetu duchowego i politycznego, który kontroluje, rządzi i nie pozwala, aby dyskutować, siejąc niezgodę i korupcję.””Jeśli powstałby naród Szatana, który walczyłby z dyktatorami i kapłanami, wstąpiłbym w jego szeregi.”Kapłan jest uosobieniem fałszu.” “Kapłan jest mordercą duszy, ponieważ w każdych czasach napędzał ignorancję i dążył do nauki.” „Nie wolno mi akceptować w żadnym czasie służby nienawiści, lekceważę tym samym łotrostwo kapłana, którego służba jest wrogiem rodzaju ludzkiego i Italii w szczególności.” „Papiestwo najbardziej szkodliwe ze wszystkich sekt.” “Papież Pius IX… jest najbardziej szkodliwy spośród stworzeń, bo bardziej niż ktokolwiek inny jest przeszkodą dla ludzkiego postępu i braterstwa między ludźmi i narodami.” W 1867 r Garibaldi próbował po raz kolejny zdobyć państwo kościelne, nie udało mu się i został aresztowany, ale jako bohater narodowy wypuszczony i odesłany na Caprerę. Tutaj pozostając przez 3 lata zajął się pisaniem powieści i wspomnień. W tym czasie Pius IX – 1870 r ogłosił Sobór Watykański I, który ogłosił dogmat o nieomylności papieża. W dniu 20 IX 1870 roku Włosi zajęli Rzym. W tym czasie Garibaldi brał udział w walkach we Francji w obronie republiki, jednak już w lutym 1871 roku znowu stanął na swojej wyspie. Tutaj już został, cierpiał na reumatyzm, nabyty jeszcze w Ameryce Południowej. Dnia 1 VI 1882 roku zachorował na zapalenie płuc, a już 2 VI o 6. 20 rano zmarł w obecności żony. Taką też godzinę wskazuje zegar umieszczony nad wejściem do salonu z łożem śmiertelnym generała. Jego dewizą pozostanie na zawsze hasło: „Zaczynać(pracę) z determinacją, to jest już połowa sukcesu.”
Wróćmy jeszcze na moment do słynnego pisarza z Polski Stefana Żeromskiego, który opiewał polskie krajobrazy, a które przywołują na pamięć ten krajobraz nicejski z dzieciństwa Garibaldiego.
„Między grube pnie kilku świerków, co sterczą samotnie na skraju poręby, plamiącej mnóstwem czarnych pniaków zgniłozielony upłaz wzgórza, zsuwało się słońce pławiąc się w miedzianym blasku, podobnym do przejrzystego kurzu, nieruchomą warstwą nawisłego nad daleką widownią. Odblaski jego lśniły jeszcze na krawędziach chmur, wyzłacając je i zabarwiając szkarłatem, wrzynały się między fałdy szarych kłębów i szkliły na wodach. W bruzdach ściernisk i podorywek jesiennych, na sapowatych niwkach i świeżych karczowiskach, gdzie stały smugi wody po niedawnej nawałnicy, mieniły się rude plamy jak kawałki szyb przepalonych. Na szare, przyklepane skiby padał uciążliwy dla oczu, zwodniczy cień fioletowy, piaszczyste wydmy żółkły zielska na przykopach, krzaki na miedzach miały jakieś nie swoje, chwilowe barwy. W głębokiej kotlinie, otoczonej ze wschodu, północy i południa podkową wzgórz obdartych z lasu, płynęła struga rozlewając się w zatoki, bagna, płanie i szyje, powstająca tam właśnie ze źródlisk zaskórnych. Dokoła wody na torfiastym kożuchu rosły gąszcze trzcin, wysmukłe sity, tataraki i kępy niskiej rokiciny. Nieruchoma czerwona woda świeciła się teraz spod wielkich liści grzybienia i szorstkich wodorostów w postaci bezkształtnych plam biało-zielonych. Nadleciały stadkiem cyranki, krążyły kilkakroć z wyciągniętymi szyjami, przerywając ciszę melodyjnym, dzwoniącym świstem skrzydeł, zataczały w powietrzu elipsy coraz mniejsze -wreszcie zapadły w trzciny, z łoskotem rozbijając wodę piersiami. Ucichł dudniący lot bekasów, głuche wołanie kurki wodnej. Ustało dowcipne pogwizdywanie kulików, poznikały nawet szklarze i modre świtezianki, wiecznie trzepoczące siateczkowatymi skrzydłami dokoła badylów sitowia. Błądziły tylko jeszcze po świetlanej powierzchni głębin niestrudzone muchy wodne na swoich szczudlastych nogach, cienkich jak włosy a zaopatrzonych w kolosalne i nasycone tłuszczem stopy…”
Drożyna zawróciła tam na prawo. Tuż pod stopami mymi, w głębi wąwozu, tuliła się wieś. Białe chatynki stały obok siebie wzdłuż drogi błotnistej, wysadzonej wierzbami o wielkich rosochatych głowach. Od jednej do drugiej szedł, zataczając się, szary, postarzały płotek z wierzbowych palików powiązanych wikliną. W maleńkich ogródkach pod oknami chat kwitły georginie i magnolie. Okna były pootwierane, wieś pusta. Polną ścieżyną idzie ku nam Garibaldi, młodzian w sile wieku. W oddali dostrzega grupkę dzieci.
„— Co to, chłopcy, robicie tutaj?
— A szlam na wodę puszczamy, proszę pana doktora.
— Na wodę…”
Zaraz potem widzimy Garibaldiego w swoim gospodarstwie na Caprerze, który obdziela nas swoimi maksymami:
“Ochrona zwierząt przed okrucieństwem ludzi, nakarmić je, jeśli są głodne, dać im pić, kiedy są spragnione; spieszyć im z pomocą, jeśli są wyczerpane ze zmęczenia, to najpiękniejsza cnota silnego w obliczu słabego.”/…/ Istotnie wolność trzeba oprzeć na mocy, bo ta ostatnia zawsze wspiera.
Jeszcze dnia 8 listopada 1860 roku Garibaldi mówił do zgromadzonych w Neapolu „zapaleńców rewolucji zbrojnej”, do swoich wolontariuszy:
„Mówię moim kompanom wojennym, do widzenia!”. “Musimy wziąć pod uwagę okres, który się kończy, jako ostatni etap naszego zmartwychwstania, i wspaniale przygotować się do ostatecznego zrealizowania niezwykłej koncepcji wybranych z dwudziestu pokoleń, których Opatrzność powołuje do zakończenia tego etapu w tej szczęśliwej generacji. Tak, młodzieńcy, Włochy zawdzięczają wam ‘zakład’, który zasługuje na oklaski wszechświata. Zwyciężyliście i nadal będzie zwyciężać, ponieważ jesteście przygotowani do taktyk, które decydują o losach bitew. Nie należycie absolutnie do zdegenerowanych z tych, którzy przenikali do głębokich szeregów falang macedońskich; którzy przebijali pierś dumnym zdobywcom Azji. Na tej stronie niesamowitej historii naszego kraju to stanie się bardziej chwalebne jeszcze, oto niewolnik pokaże w końcu wolnemu bratu ostry żelazny pierścień, który przynależy do jego łańcuchów. Wy kobiety, także, odrzućcie wszystkich tchórzy od swoich objęć; bo oni dadzą wam tylko tchórzy dla dzieci, a wy, które jesteście córkami pięknej krainy musicie rodzić dzieci, które są szlachetne i odważne. Oby bojaźliwe doktrynerstwa odeszły przynoszące zresztą służalczość i niedole. Ten lud jest panem samego siebie, chce być bratem innych narodów, ale zachować swoją dumę z czołem wysokim, a nie umniejszać ją, prosząc o jego wolność, on nie chce być w tyle za ludźmi o ubłoconym sercu. Nie! nie! nie! Opatrzność uczyniła dar dla Italii Włochy z Wiktora Emanuela. Każdy Włoch włoskie musi odnieść się do niego, być wokół niego. Obok króla pana wszelkie spory powinny zniknąć, rozwiać się wszelkie urazy! Ponownie powtarzam mój krzyk, do broni, wszyscy! wszyscy! Jeżeli w marcu 1861 nie znajdzie się milion uzbrojonych Włochów, biedna wolność i uboga włoska ziemia … O! Nie, daleko ode mnie jest myśl, którą brzydzę się jak trucizną. Marzec 1861, i w razie potrzeby w lutym wszyscy znajdziemy się na naszym posterunku. Niech ci tylko powracają do swoich domów, którzy zostali powołani przez nadrzędne obowiązki, które zawdzięczają ich rodzinom i tym, którzy przez swoje chwalebne rany zasłużyli na zaufanie ich kraju. Będziemy wkrótce iść razem by ratować naszych braci, jeszcze niewolników z zagranicy, i spotkamy się ponownie w obliczu długiego marszu do nowych sukcesów. Włoch z Catalafini, z Palermo, z Volturno, z Ancôny, z Castelfidardo, z Isernii, także my, ludzie z tej ziemi nie tchórze, nie służalczy, skupieni wokół chwalebnego żołnierza z Palestro, zaatakujemy ostatnim porażeniem prądem, ostatnim uderzeniem w tyranię, która się rozpada. Podejmijcie, młodzi wolontariusze, reszto honorowa z dziesięciu bitew, tę mowę pożegnalną. Przekazuję ją wam przejęty uczuciem, z głębi mojej duszy. Dziś muszę przejść na emeryturę, ale na kilka dni. Godzina bitwy znajdzie mnie z wami znowu, obok żołnierzy włoskiej jedności.”(To, co można tutaj wyczytać opiera się na fragmentach biografii Józefa Garibaldiego zaczerpniętych przez Internet i bynajmniej stanowi licentia poetica autora tekstu; tłum. s.Barszczak)
Category: CV
Garibaldi i Kościół
Stanisław Barszczak, cz.III (Biały Dom Garibaldiego)
Józef Garibaldi, Nicejski żeglarz z włoskiej Ligurii, nacjonalistyczny rewolucjonista, w 1836 roku uciekł z Europy i walczył w imieniu separatystycznej republiki w południowej Brazylii (tzw. wojna Ragamuffin). Kiedy pierwszy raz zobaczył osiemnastoletnią Anitę, mógł tylko wyszeptać do niej: “Musisz być moja”. Dom Anity Garibaldi znajduje się w Lagunie, Santa Catarina, Brazylia. Anita przyłączyła się do załogi statku Garibaldiego „Rio Pardo”, w październiku 1839 roku. Miesiąc później miała już za sobą chrzest bojowy w bitwie pod Imbituba i Laguna, walcząc u boku kochanka. Jako wytrawna amazonka, Anita przybliżała Giuseppe kulturę gaucho na równinach południowej Brazylii, Urugwaju i północnej Argentyny. Jeden z towarzyszy Garibaldiego opisywał Anitę, że jest “amalgamatem dwóch żywiołów … siły i odwagi mężczyzny oraz uroku i czułości kobiety, objawiających się w śmiałości i wigorze, z jakimi wywijała mieczem i w pięknym owalu jej twarzy, który objawiał jedyną miękkość jej niezwykłych oczu.” Nie była pięknością, ale miała temperament, była wieśniaczką, nie umiała pisać ani czytać. Była mężatką od 4 lat, ale w późniejszym czasie jej mąż zmarł i mogli się pobrać. W bitwie pod Curirtibanos Garibaldi został oddzielony od Anity, która stała się jeńcem rywalizującej grupy. Ale w końcu udało jej się skontaktować z rebeliantami, tym samym połączyła się znów z Garibaldim w Vacaria. Anita i Giuseppe wzięli ślub w dniu 26 marca 1842 roku w Montevideo. Mieli czwórkę dzieci (Menotti, Rosalinda, Teresita,Ricciotti). Inna kobieta urodziła się w 1842 r. W Europie Garibaldi uznał ojcostwo i dał jej swoje nazwisko. Odnośnie małżeństwa z Anitą, to pomimo pewnych kłótni z tej racji, że Garibaldi był kobieciarzem, ostatecznie zwyciężyła prawda o tym, że ich związek charakteryzował się namiętną miłością. W Europie Anita stanęła przy boku męża, kiedy ten walczył w obronie Rzymu, który upadł z powodu francuskiego oblężenia w dniu 30 czerwca 1849 roku. Przypomnijmy jeszcze tutaj pewne fakty. W listopadzie 1835 roku Garibaldi z Marsylii przez Tunezję popłynął do republiki Rio Grande. Od listopada 1835 do czerwca 1848 Garibaldi przebywał w Ameryce Południowej (Brazylia, Argentyna, Urugwaj) walcząc po stronie sił republikańskich i zdobywając żołnierską sławę. W roku 1842 Garibaldi objął dowodzenie nad niewielką flotą urugwajską i powołał do życia “Legion Włoski”. W czasie walk partyzanckich w Urugwaju Garibaldi odniósł dwa spektakularne zwycięstwa w bitwach pod Cerro i Sant Antonio. Ale Garibaldiego interesował przede wszystkim los własnej ojczyzny. Kiedy wybuchło powstanie w Palermo Garibaldi podjął decyzję, by wrócić zza oceanu. Tak więc w dniu 15 kwietnia 1848 wspólnie z przyjacielem Feliksem Orrigoni, wypłynęli z Montewideo do Włoch. Pewnego dnia przyjaciele podejmują rozmowę na pokładzie statku: – Jesteś marzycielem, zaczął Garibaldi. –”Popatrz, co tam widzisz, zabrał głos Orrigoni. – „Widzę chmury, widzę pałace, widzę katedry: widzę cywilizację… widzę strzeliste iglice sięgające nieba,” nie przestawał mówić Garibaldi. Orrigoni zaripostował: – „To wszystko stworzyli ludzie tacy jak ja. Choćbyś nie wiem jak długo żył Giuseppe, jest coś, co zawsze będzie nas dzielić. Nigdy nie osiągniesz tego, co ja/…/ Życie niesie ze sobą (dużo więcej) , zawiera w sobie wiele piękna, nawet więcej od tego, które pojawi się w naszej wyobraźni, wyobrażeniach czy też w naszych marzeniach”.
Jak już wiemy Anita jest z mężem w czerwcu 1849 roku, kiedy ten walczy w Rzymie przeciw Francuzom. W Rzymie już Czekała na niego, której stosunki z teściowa nie układały się najlepiej. Garibaldi zdecydował się stanąć u boku Karola Alberta. Wojska francuskie wkroczyły do miasta 30 czerwca 1849 roku. Następuje odwrót. Anita też ucieka przed wojskami francuskimi i austriackimi i towarzyszy Legii Garibaldiego. Jest w ciąży i chora na malarię, umiera 04 sierpnia 1849 o godzinie 7:45 po południu, w ramionach męża na farmie braci Guiccioli w Mandriole, w pobliżu Rawenny, podczas tragicznego odwrotu. Jej ciało musiało zostać pochowane w pośpiechu, później-jak podają biografowie- zostało wykopane przez psa. Skądinąd wiemy, że pozostanie ona obecna w pamięci Garibaldiego do końca jego życia. Z jej pamięcią w sercu Garibaldi podróżował do Peru na początku 1850 roku, odszukał tam na wygnaniu i bez środków do życia Manuelę Saenz, legendarną towarzyszkę Simóna Bolivara. Kilka lat później, w 1860 roku, kiedy Garibaldi galopował na koniu pod Teano (Włochy), aby powitać Wiktora Emanuela II, jako króla zjednoczonych Włoch, wówczas założył pasiasty szal Anity na swoje szare południowoamerykańskie poncho. Jak powiedziałem Anita umiera w wiejskim domu niedaleko Rawenny w obecności męża Józefa Garibaldiego, otoczona przez niektórych z jego towarzyszy, i tych, którzy obdarzyli ją azylem, kiedy szukali ich Austriacy. A Garibaldi, ścigany przez Francuzów, Austriaków, Hiszpanów i Neapolitańczyków, skierował się wówczas w stronę Wenecji, która wciąż jeszcze broniła się przed siłami austriackimi. Od strony Wenecji trzynaście statków z ludźmi Garibaldiego w wyniku bombardowania przez austriacką flotę ostatecznie musiało przybić do brzegu w Magnavacca , na wybrzeżu Romanii. A następnie po pełnym trudów marszu, 250 ludzi Garibaldiego znalazło schronienie w republice San Marino. Brzemienna Anita umiera mu na szlaku za Comacchio, kiedy ludzie Garibaldiego musieli przemierzać błota w pobliżu Valle Lido di Magnavacca na drodze ku Ravennie. I oto jest zaledwie kilka dni po jej śmierci w gospodarstwie Guiccioli, a Cugliolo i Garibaldi wciąż są chronieni przez płonący patriotyzm włoskiej krainy Emilia Romagna, wreszcie po 15 dniach przygód dwóch uchodźców, po podróży przez Romagna Toscana wylądowało w Porto Venere w Zatoce La Spezia. Zauważmy tutaj, że Garibaldi jeszcze raz odwiedzi La Spezia w 1862 roku, kiedy ranny w stopę zostanie przetransportowany do twierdzy w La Spezia, będzie tam leczył swą ranę trzymany pod strażą jako “honorowy więzień”. Ale mamy rok 1849, jeszcze w tym roku rząd piemoncki zmusił go do wyjazdu z kraju. Wówczas po raz pierwszy Garibaldi odwiedza wyspę Maddalena na Sardynii, jest wrzesień, październik pamiętnego roku 1849. A następnie przez Tanger udaje się do USA; osiadł w Nowym Jorku, gdzie zyskał nieznaczne wsparcie włoskiej imigracji. Przez jakiś czas pracował w wytwórni świec Antonia Meucciego na Staten Island, następnie wróci na morze i jako kapitan odbył kilka rejsów na Pacyfik. W czasie jednego z nich złożył wizytę peruwiańskiej bojowniczce o wolność, Manueli Sáenz.
Rzym, 1849, sztab generalny Garibaldiego, Anita Garibaldi, Feliks Orrigoni: -(Garibaldi) “Człowiek żyje aby być przydatny dla mas. I wartość osoby jest ustalana przez korzyść jaką przynosi ona bliźniemu. Urodzić się, żyć, jeść, pić i umrzeć, to może jakiś insekt.”
-(Garibaldi zmienionym głosem mówi do swoich żołnierzy) „Europa pozostaje zatrwożona pod Alpami despotyzmu i fałszu, i wam apostołom pokoju i wolności będzie wciąż ciężko to zmienić . Ale im więcej będziecie napotykać na waszej drodze przeszkód, tym chwalebniejsze to się stanie, gdy będziecie dążyć do tego, aby rodzina ludzka uzyskała waszą wolność.” (W rzymskiej winiarni Garibaldi mówił wówczas do swoich kompanów) -„Bakchus utopił więcej ludzi w szklanicach, jak Posejdon w morzu.” W 1854 roku powrócił do Włoch. Zamieszkał na Caprera niedaleko Sardynii i został dowódcą pierwszego włoskiego parowca poruszanego za pomocą śruby napędowej. Garibaldi podczas walk o Rzym w 1849 roku nawoływał do wszczęcia w obronie tamtejszej republiki prawdziwej wojny ludowej, w której przeciw regularnym armiom obcym wystąpiłyby masy ludowe wezwane do swego rodzaju pospolitego ruszenia. Idea „narodu zbrojnego” czy też pospolitego ruszenia mas ludowych wywodziła się z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej, tak pamiętnych dla całej Europy. Garibaldi Wrócił do Piemontu w 1854 i wziął udział w wojnie toczonej przez Piemont wspólnie z Francją przeciw Austrii (1859), jako dowódca ochotniczego korpusu strzelców alpejskich, odnosząc zwycięstwa pod Varese i Castenedolo. Garibaldi szedł do boju na czele swych „czerwonych koszul”. Po walkach z Austriakami w Alpach, Garibaldi zaokrętował swoich żołnierzy na dwa parowce i skierował się na południ, aby wesprzeć na Sycylii powstanie przeciw królowi Neapolu Franciszkowi II. W maju 1860 roku oddziały Garibaldiego opanowały Sycylię, a następnie przeprawiły się na półwysep. W lutym 1861 roku Garibaldi zajął Neapol i przejął pełną kontrolę nad południem Włoch. Uznany już powszechnie we Włoszech za bohatera narodowego, przekazał swoje zdobycze królowi Sardynii Wiktorowi Emanuelowi II, który ogłosił 18 lutego 1861 roku powstanie zjednoczonego Królestwa Włoch. Historia zatoczyła nowe koło w czasie wojny francusko pruskiej, walk Garibaldczyków z oddziałami francusko-pontyfikalnymi. Garibaldi wówczas nie znalazł uznania u króla Sardynii Wiktora Emanuela, ten odsunął go od wpływu na rządy. Pobity przez wojska królewskie pod Mentoną(3 listopad 1867) trafił do więzienia. Zwolniony na żądanie społeczeństwa włoskiego. W czasie wojny z Austrią (1866) był dowódcą korpusu ochotniczego w Tyrolu. Apel Garibaldiego, rzucony Włochom jeszcze we wrześniu 1859 roku i powtarzany przez następne dwa miesiące w różnych miastach północnej i środkowej Italii, nawiązywał wprost do idei „narodu zbrojnego”. „Sytuacja nie toleruje żadnych debat,”mówił, „albo Włochy albo śmierć!” Milionowi, czy nawet dwóm milionom Włochów uzbrojonych, choćby w karabiny i zdecydowanym walczyć o wolność i jedność ojczyzny żadna armia nie mogłaby się, teoretycznie, oprzeć. Wizja takiego pospolitego ruszenia całego narodu działała na wyobraźnię, zwłaszcza na wyobraźnię prostych ludzi. Demagogiczny slogan zyskał błyskawicznie niebywałą popularność. Zbierano więc pieniądze na karabiny i liczono ochotników. Do najbardziej znanych oracji Giuseppe Garibaldiego z tego czasu należy przemówienie wygłoszone na farmie braci Guiccioli koło Ravenny, we wrześniu 1859 roku. Garibaldi wracał do już odwiedzonych miejsc po wielekroć, farma braci Guiccioli pozostawała okryta kirem śmierci jego towarzyszki życia, Anity, pierwszej żony i matki jego czwórki dzieci. Ludzie Garibaldiego karmili się wciąż żywymi uczuciami ich bohatera. A ten mówił im odważnie: -„Odwoływaliście się tu do historii mojego życia, trzeba więc teraz, abym powiedział wam, jak bardzo czuję się dumny i szczęśliwy, że znalazłem się znowu wśród was, dzielnego ludu, który tyle dał mi dowodów swego męstwa i swego do mnie przywiązania. Powtarzam wam, że do ostatnich chwil mego życia pozostanę ciałem i duszą oddany mojej ojczyźnie. Jeżeli przez czternaście lat służyłem bezinteresownie sprawie wolności innych krajów1, czegóż nie uczyniłbym dla kraju, w którym przyszedłem na świat? Obecny bieg wydarzeń sprzyja nam, wiele jednak pozostaje jeszcze do zrobienia. Nadszedł dzień, w którym Italia winna odzyskać zupełną niezawisłość: trzeba, żeby tym razem naprawdę się to dokonało i żeby sztandar wolności załopotał od Alp aż po Sycylię. Opatrzność zesłała nam człowieka, jaki jest nam potrzebny na to, byśmy mogli się zjednoczyć. Musimy wszyscy stanąć twardo wokół Wiktora Emanuela, aby przepędzić z naszej ojczyzny obcych, których jarzma dźwigać dłużej nie chcemy. Z dniem, kiedy obcy władca (Chodzi o cesarza austriackiego, Franciszka Józefa) wycofa się i pozwoli nam korzystać w spokoju z tego, co do nas należy, powitamy w nim przyjaciela. Ale dopóki będzie chciał nas trzymać pod swoim panowaniem, może od nas oczekiwać jedynie ognia naszej artylerii. Tylko jednością i siłą możemy wywalczyć sobie wolność: pewien jestem, że jeśli będziemy silni, nikt nie ośmieli się nas zaatakować. Nasz naród – cały – winien tworzyć wojsko, a ci, których obowiązki przykuwają do rodzinnego ogniska, mogą przy nim pozostać, ale jako żołnierze, z muszkietami w ręku. Dwóch tygodni wystarczy, aby z każdego Włocha uczynić dzielnego żołnierza, którego zasługą nie będzie jedynie haftowany uniform. Spójrzcie na żuawów!(Żuawami nazywano oddziały piechoty francuskiej, utworzone w Algierii w 1831 roku, składające się początkowo z tubylców i Europejczyków, potem wyłącznie z Francuzów, przyp. autora tekstu) W swych prostych, swobodnych ubiorach okazują się oni najlepszymi w świecie żołnierzami. Pamiętam, jak w czasie jednej z moich kampanii w Ameryce Południowej znaleźliśmy się na rozległej równinie, gdzie nie mogliśmy zdobyć niczego do zaspokojenia naszych potrzeb – ani z wnętrza kraju, ani z portów zablokowanych przez nieprzyjaciela. Stada pasące się na prerii były naszym jedynym źródłem pożywienia. Jedliśmy ich mięso, a ich skóry chroniły nas przed skwarem dni i chłodem nocy; i mimo to, zapewniam was, nasi żołnierze, zbrojni jedynie w muszkiety dokonywali cudów męstwa. Byliśmy postrachem cesarskich i tysiące nieprzyjaciół zmuszaliśmy do ucieczki. Ale dziś brak nam broni, przyjaciele – i po to, byśmy dłużej nie odczuwali tego braku, proponuję, aby Italia stworzyła fundusz społeczny, który pozwoliłby nam zaopatrzyć się w milion karabinów. Pomyślcie! Ileż krzywd mamy do pomszczenia! Ile lat przeżyliśmy w niewoli! Pamiętajcie, na jaką hańbiącą śmierć skazani zostali tacy jak Ciceruacchio i jego synowie, jak Ugo Bassi, czy Antonio Elia!” (Źródło: Edizione nazionale degli scritti di Giuseppe Garibaldi, vol. IV „Scritti e discorsi politici e militari” (1838-1861) – wyd. Bolonia 1934. Zob. Magazyn „Razem”, tłum. Barbara Sieroszewska) Wobec klęsk armii francuskiej w czasie wojny francusko-pruskiej (po 1866 roku) na własnym terytorium garnizon strzegący Rzymu został odwołany, na co tylko czekał rząd włoski. Armia zjednoczonych Włoch wkroczyła do państwa Papieskiego, które ograniczone zostało do Watykanu i ogrodów Castel Gandolfo, a papieże – aż do II wojny światowej – uważali się za „więźniów Watykanu”. Powróciwszy do zdrowia Garibaldi udał się do Genui, gdzie na wieść o klęsce pod Sedanem wygłosił przemówienie, którego główne przesłanie brzmiało: „Wczoraj mówiłem wam: wojna na śmierć i życie przeciw Bonapartemu.Dzisiaj mówię: za wszelką cenę ratujmy Republikę Francuską!”. Wkrótce też znalazł się we Francji, gdzie dowodził ochotniczą Armią Wogezów, jedyną armią francuską, która ani razu nie doznała porażki ze strony pruskiej. Brał nawet udział w obradach francuskiego Zgromadzenia Narodowego .Po tej ostatniej wojnie, chociaż został ponownie wybrany do parlamentu, większość czasu spędzał w domu, aczkolwiek nie zapominał o wspieraniu ambitnego planu osuszania bagien w południowym Lacjum. W roku 1879 założył Ligę Demokratyczną wspierając projekty powszechności prawa wyborczego, likwidacji kościelnej własności ziemskiej oraz powołania stałej armii. Pomimo oddawanych mu honorów i zaszczytów Garibaldi nie był usatysfakcjonowany rozwojem sytuacji w swojej ojczyźnie. Rzym pozostawał nadal pod władzą papieża. Garibaldi pragnął dokończyć dzieła zjednoczenia Włoch i podjął w 1862 roku, oraz ponownie w roku 1866, próby przyłączenia Rzymu do Włoch. Za każdym razem wobec przewagi wojsk nieprzyjacielskich jego wysiłki kończyły się niepowodzeniem, a on sam dwukrotnie dostawał się do niewoli. Za każdym razem wyjście na wolność zawdzięczał jedynie swej ogromnej popularności i międzynarodowemu uznaniu. W lipcu 1861 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Abraham Lincoln zaproponował mu objęcie dowództwa nad wojskami Unii i poprowadzenie ich do walki ze zbuntowanymi stanami Południa. Garibaldi nie przyjął jednak oferowanego mu stanowiska. Nie wziął też udziału w zajęciu Rzymu przez wojska włoskie w październiku 1871 roku. W 1874 roku został wybrany do parlamentu włoskiego, w którym zasiadał przez 2 lata, zanim 1876 roku wycofał się z życia publicznego. Pod koniec życia zaczął wyrażać poparcie dla idei socjalizmu i występować w obronie praw robotników oraz kobiet. Przeciwstawił się też wszelkim przejawom dyskryminacji rasowej i postulował zniesienie kary śmierci. Garibaldi był smukłym blondynem o bardzo jasnej cerze i jasnobrązowych oczach, małomówny, oszczędny w gestach. Garibaldi był najzdolniejszym wśród rodzeństwa, więc matka robiła wszystko, aby został duchownym, jednak młody rewolucjonista do kleru odczuwał wielka niechęć, w późniejszym czasie przemienioną w fobię. Po 1831 roku Garibaldi wiąże się z masonami, którzy prowadzili antyjezuicką działalność. Ale dopiero w Brazylii wstąpił do loży masońskiej, w której pozostanie do końca życia. O duchownych mówił wręcz: „Kapłani do łopaty! “Duchowni są badaczami i żołnierzami obcego mocarstwa, władzy zmieszanej i uniwersalnej, autorytetu duchowego i politycznego, który kontroluje, rządzi i nie pozwala, aby dyskutować, siejąc niezgodę i korupcję.””Jeśli powstałby naród Szatana, który walczyłby z dyktatorami i kapłanami, wstąpiłbym w jego szeregi.” “Kapłan jest mordercą duszy, ponieważ w każdych czasach napędzał ignorancję i dążył do nauki.” „Nie wolno mi akceptować w żadnym czasie służby nienawiści, lekceważę tym samym łotrostwo kapłana, którego służba jest wrogiem rodzaju ludzkiego i Italii w szczególności.””Papież Pius IX… jest najbardziej szkodliwy spośród stworzeń, bo bardziej niż ktokolwiek inny jest przeszkodą dla ludzkiego postępu i braterstwa między ludźmi i narodami.” W 1867 r Garibaldi próbował po raz kolejny zdobyć państwo kościelne, nie udało mu się i został aresztowany, ale jako bohater narodowy wypuszczony i odesłany na Caprerę. Tutaj pozostając przez 3 lata zajął się pisaniem powieści i wspomnień.W tym czasie Pius IX – 1870 r ogłosił Sobór Watykański I, który ogłosił dogmat o nieomylności papieża. 20 IX 1870 r Włosi zajęli Rzym. W tym czasie Garibaldi brał udział w walkach we Francji w obronie republiki, jednak już w II 1871 r znowu stanął na swojej wyspie. Tutaj już został, cierpiał na reumatyzm, nabyty jeszcze w Ameryce Południowej. 1 VI 1882 r zachorował na zapalenie płuc, a już 2 VI o 6 rano zmarł w obecności żony. Ciało jego zostało spalone, tak jak prosił, aby zaprzeczyć kolejnemu obyczajowi Kościoła, który tak lekceważył. Jego dewizą pozostanie na zawsze hasło:„Zaczynać z determinacją, to jest już połowa sukcesu.”
Proszę, niech ksiądz wejdzie pierwszy
Stanisław Barszczak, — Biały Dom Garibaldiego- cz.III—
Józef Garibaldi, Nicejski żeglarz z włoskiej Ligurii, nacjonalistyczny rewolucjonista, w 1836 roku uciekł z Europy i walczył w imieniu separatystycznej republiki w południowej Brazylii (tzw. wojna Ragamuffin). Kiedy pierwszy raz zobaczył osiemnastoletnią Anitę, mógł tylko wyszeptać do niej: “Musisz być moja”. Dom Anity Garibaldi znajduje się w Lagunie, Santa Catarina, Brazylia. Anita przyłączyła się do załogi statku Garibaldiego „Rio Pardo”, w październiku 1839 roku. Miesiąc później otrzymała chrzest bojowy w bitwie pod Imbituba i Laguna, walcząc u boku kochanka. Jako wytrawna amazonka, Anita przybliżała Giuseppe kulturę gaucho na równinach południowej Brazylii, Urugwaju i północnej Argentyny. Jeden z towarzyszy Garibaldiego opisywał Anitę, że jest “amalgamatem dwóch żywiołów … siły i odwagi mężczyzny oraz uroku i czułości kobiety, objawiających się w śmiałości i wigorze, z jakimi wywijała mieczem i w pięknym owalu jej twarzy, że zarysowywał jedyną miękkość jej niezwykłych oczu.” W bitwie pod Curirtibanos, Garibaldi został oddzielony od Anity, która została schwytana przez rywalizującą grupę. Ale w końcu udało jej się skontaktować z rebeliantami i połączyła się z Garibaldim w Vacaria. Anita i Giuseppe wzięli ślub w dniu 26 marca 1842 roku w Montevideo. Mieli czwórkę dzieci (Menotti, Rosalinda, Teresita,Ricciotti). Pomimo pewnych kłótni, z tej racji, że Garibaldi był kobieciarzem, ostatecznie zwyciężyła prawda o tym, że ich związek charakteryzował się namiętną miłością. Potem Anita była przy mężu, kiedy ten walczył w obronie Rzymu, który upadł z powodu francuskiego oblężenia w dniu 30 czerwca. Przypomnijmy więc sobie pewne fakty. Od listopada 1835 do czerwca 1848 Garibaldi przebywał w Ameryce Południowej (Brazylia, Argentyna, Urugwaj) walcząc po stronie sił republikańskich i zdobywając żołnierską sławę. Z Marsylii przez Tunezję popłynął do republiki Rio Grande. W roku 1842 Garibaldi objął dowodzenie nad niewielką flotą urugwajską i powołał do życia “Legion Włoski”. W czasie walk partyzanckich w Urugwaju Garibaldi odniósł dwa spektakularne zwycięstwa w bitwach pod Cerro i Sant Antonio. Ale Garibaldiego interesował przede wszystkim los własnej ojczyzny. Kiedy wybuchło powstanie w Palermo Garibaldi podjął decyzję wracać zza morza. Tak więc w dniu 15 kwietnia 1848 wspólnie z Feliksem Orrigoni(zm. 1865), wypłynął z Montewideo do Włoch. Pewnego dnia przyjaciele podejmują rozmowę na pokładzie statku: – Jesteś marzycielem, zaczął Garibaldi. –”Popatrz, co tam widzisz, kontynuuje słowo Orrigoni. – „Widzę chmury… Widzę pałace, widzę katedry: widzę cywilizację… widzę strzeliste iglice sięgające nieba,” nie przestawał mówić Garibaldi. Orrigoni zaripostował: – „To wszystko stworzyli ludzie tacy jak ja. Choćbyś nie wiem jak długo żył Giuseppe, jest coś, co zawsze będzie nas dzielić. Nigdy nie osiągniesz tego, co ja/…/ Życie niesie ze sobą , zawiera w sobie wiele piękna, nawet więcej od tego, które pojawi się w naszej wyobraźni, wyobrażeniach czy też w naszych marzeniach”.
Anita jest z mężem w czerwcu 1849 roku, kiedy ten walczył w Rzymie przeciw Francuzom. Wojska francuskie wkroczyły do miasta 30 czerwca 1849 roku. Następuje odwrót. Anita uciekła przed wojskami francuskimi i austriackimi i towarzyszyła Legii Garibaldiego. Anita w ciąży i chora na malarię zmarła 04 sierpnia 1849 o godzinie 7:45 po południu, w ramionach męża na farmie braci Guiccioli w Mandriole, w pobliżu Rawenny, podczas tragicznego odwrotu. Jej ciało musiało zostać pochowane w pośpiechu, później zostało wykopane przez psa. Anita pozostaje obecna w sercu Garibaldiego do końca jego życia. To chyba z jej pamięcią w sercu, podróżował do Peru na początku 1850 roku, odszukał na wygnaniu i bez środków do życia Manuelę Saenz legendarną towarzyszkę Simóna Bolivara. Kilka lat później, w 1860 roku, kiedy Garibaldi podążył na koniu pod Teano (Włochy), aby powitać Wiktora Emanuela II jako króla zjednoczonych Włoch, założył pasiasty szal Anity na swoje szare południowoamerykańskie poncho. Jak powiedziałem Anita umiera w wiejskim domu niedaleko Rawenny w obecności męża Józefa Garibaldiego, otoczona przez niektórych z jego towarzyszy, i tych, którzy obdarzyli ją azylem, kiedy szukali ich Austriacy. A Garibaldi, ścigany przez Francuzów, Austriaków, Hiszpanów i Neapolitańczyków, uciekał skierował się wówczas w stronę Wenecji, która wciąż jeszcze broniła się przed siłami austriackimi. Od strony Wenecji trzynaście statków z ludźmi Garibaldiego w wyniku bombardowania przez austriacką flotę musiało przybić do brzegu w Magnavacca , na wybrzeżu Romanii. A następnie po pełnym trudów marszu, 250 ludzi Garibaldiego znalazło schronienie w republice San Marino. Wcześniej jak powiedziałem brzemienna Anita umiera na szlaku za Comacchio, kiedy ludzie Garibaldiego musieli przemierzać błota w pobliżu Valle Lido di Magnavacca na drodze ku Ravennie. Jest zaledwie kilka dni po jej śmierci w gospodarstwie Guiccioli, Cugliolo i Garibaldi wciąż są chronieni przez płonący patriotyzm włoskiej krainy Emilia Romagna, po 15 dniach przygód dwóch uchodźców było w stanie podróżować przez Romagna Toscana, by wylądować w Porto Venere w Zatoce La Spezia. Garibaldi potem jeszcze raz odwiedzi La Spezia w 1862 roku, kiedy ranny w stopę zostanie przetransportowany do twierdzy w La Spezia, gdzie leczył swą ranę trzymany pod strażą jako “honorowy więzień”. Jeszcze w 1849 roku rząd piemoncki zmusił go do wyjazdu z kraju. Wówczas po raz pierwszy odwiedził wyspę Maddalena na Sardynii, jest wrzesień, październik pamiętnego roku 1849. Następnie udał się więc najpierw do Tangeru, a następnie do USA; osiadł w Nowym Jorku, gdzie zyskał nieznaczne wsparcie włoskiej imigracji. Przez jakiś czas pracował w wytwórni świec Antonia Meucciego na Staten Island, po czym wrócił na morze i jako kapitan odbył kilka rejsów na Pacyfik. W czasie jednego z nich złożył wizytę, jak już wspomniałem, peruwiańskiej bojowniczce o wolność, Manueli Sáenz.
Rzym, 1849, sztab generalny Garibaldiego, Anita Garibaldi, Feliks Orrigoni:
–
Garibaldi już podczas walk o Rzym w 1849 roku nawoływał do wszczęcia w obronie tamtejszej republiki prawdziwej wojny ludowej, w której przeciw regularnym armiom obcym wystąpiłyby masy ludowe wezwane do swego rodzaju pospolitego ruszenia. Idea „narodu zbrojnego” czy też pospolitego ruszenia mas ludowych wywodziła się z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej, tak pamiętnych dla całej Europy. Apel Garibaldiego, rzucony Włochom we wrześniu 1859 roku i powtarzany przez następne dwa miesiące w różnych miastach północnej i środkowej Italii, nawiązywał wprost do tej idei. Milionowi, czy nawet dwóm milionom Włochów uzbrojonych, choćby, w karabiny i zdecydowanym walczyć o wolność i jedność ojczyzny żadna armia nie mogłaby się, teoretycznie, oprzeć. Wizja takiego pospolitego ruszenia całego narodu działała na wyobraźnię, zwłaszcza na wyobraźnię prostych ludzi. Demagogiczny slogan zyskał błyskawicznie niebywałą popularność. Zbierano więc pieniądze na karabiny i liczono ochotników.
Do najbardziej znanych oracji Giuseppe Garibaldiego z tego czasu należy przemówienie wygłoszone na farmie braci Guiccioli koło Ravenny, we wrześniu 1859 roku. Garibaldi wracał do już odwiedzonych miejsc po wielekroć, farma braci Guiccioli pozostawała okryta kirem śmierci jego towarzyszki życia, Anity, pierwszej żony i matki jego czwórki dzieci. Ludzie Garibaldiego karmili się wciąż żywymi uczuciami ich bohatera. A ten mówił im odważnie:
-„Odwoływaliście się tu do historii mojego życia, trzeba więc teraz, abym powiedział wam, jak bardzo czuję się dumny i szczęśliwy, że znalazłem się znowu wśród was, dzielnego ludu, który tyle dał mi dowodów swego męstwa i swego do mnie przywiązania. Powtarzam wam, że do ostatnich chwil mego życia pozostanę ciałem i duszą oddany mojej ojczyźnie. Jeżeli przez czternaście lat służyłem bezinteresownie sprawie wolności innych krajów1, czegóż nie uczyniłbym dla kraju, w którym przyszedłem na świat? Obecny bieg wydarzeń sprzyja nam, wiele jednak pozostaje jeszcze do zrobienia. Nadszedł dzień, w którym Italia winna odzyskać zupełną niezawisłość: trzeba, żeby tym razem naprawdę się to dokonało i żeby sztandar wolności załopotał od Alp aż po Sycylię. Opatrzność zesłała nam człowieka, jaki jest nam potrzebny na to, byśmy mogli się zjednoczyć. Musimy wszyscy stanąć twardo wokół Wiktora Emanuela, aby przepędzić z naszej ojczyzny obcych, których jarzma dźwigać dłużej nie chcemy. Z dniem, kiedy obcy władca (Chodzi o cesarza austriackiego, Franciszka Józefa) wycofa się i pozwoli nam korzystać w spokoju z tego, co do nas należy, powitamy w nim przyjaciela. Ale dopóki będzie chciał nas trzymać pod swoim panowaniem, może od nas oczekiwać jedynie ognia naszej artylerii. Tylko jednością i siłą możemy wywalczyć sobie wolność: pewien jestem, że jeśli będziemy silni, nikt nie ośmieli się nas zaatakować. Nasz naród – cały – winien tworzyć wojsko, a ci, których obowiązki przykuwają do rodzinnego ogniska, mogą przy nim pozostać, ale jako żołnierze, z muszkietami w ręku. Dwóch tygodni wystarczy, aby z każdego Włocha uczynić dzielnego żołnierza, którego zasługą nie będzie jedynie haftowany uniform. Spójrzcie na żuawów!(Żuawami nazywano oddziały piechoty francuskiej, utworzone w Algierii w 1831 roku, składające się początkowo z tubylców i Europejczyków, potem wyłącznie z Francuzów, przyp. autora tekstu) W swych prostych, swobodnych ubiorach okazują się oni najlepszymi w świecie żołnierzami. Pamiętam, jak w czasie jednej z moich kampanii w Ameryce Południowej znaleźliśmy się na rozległej równinie, gdzie nie mogliśmy zdobyć niczego do zaspokojenia naszych potrzeb – ani z wnętrza kraju, ani z portów zablokowanych przez nieprzyjaciela. Stada pasące się na prerii były naszym jedynym źródłem pożywienia. Jedliśmy ich mięso, a ich skóry chroniły nas przed skwarem dni i chłodem nocy; i mimo to, zapewniam was, nasi żołnierze, zbrojni jedynie w muszkiety dokonywali cudów męstwa. Byliśmy postrachem cesarskich i tysiące nieprzyjaciół zmuszaliśmy do ucieczki. Ale dziś brak nam broni, przyjaciele – i po to, byśmy dłużej nie odczuwali tego braku, proponuję, aby Italia stworzyła fundusz społeczny, który pozwoliłby nam zaopatrzyć się w milion karabinów. Pomyślcie! Ileż krzywd mamy do pomszczenia! Ile lat przeżyliśmy w niewoli! Pamiętajcie, na jaką hańbiącą śmierć skazani zostali tacy jak Ciceruacchio i jego synowie, jak Ugo Bassi, czy Antonio Elia!” (Źródło: Edizione nazionale degli scritti di Giuseppe Garibaldi, vol. IV „Scritti e discorsi politici e militari” (1838-1861) – wyd. Bolonia 1934. Zob. Magazyn „Razem”, tłum. Barbara Sieroszewska)cdn.
Wyprawa Tysiąca Garibaldczyków
Stanisław Barszczak— Biały dom garibaldiego, cz.II—
Giuseppe Garibaldi, ur. 4 lipca 1807 w Nicei, zm. 2 czerwca 1882 na wyspie Caprera. Ten włoski rewolucjonista, żołnierz i polityk, działacz i bojownik o zjednoczenie Włoch, do czego w znacznym stopniu się przyczynił. Postać barwna i kontrowersyjna, tworząca swą własną legendę za życia. Stał się wrogiem papiestwa i Austrii, niechętny legendzie napoleońskiej, choć na tej legendzie wychowany. Zawodowy marynarz, a zarazem żołnierz obeznany z taktyką walk partyzanckich. Bohater narodowy Włoch, twórca ich odrodzenia (właściwie zmartwychwstania), czyli Risorgimento. Szczególnie aktywny podczas walk na Sycylii i w bojach o Rzym. Był masonem, Wielkim Mistrzem loży Grande Oriente d’Italia. W lutym 1834 roku brał udział w nieudanym powstaniu sabaudzkim pod wodzą Mazziniego w Piemoncie, próbując wywołać powstanie we flocie stacjonującej w Genui, za co został zaocznie skazany przez króla Karola Alberta na karę śmierci. By jej uniknąć zbiegł do Marsylii, gdzie pracował pod zmienionym nazwiskiem jako zwykły marynarz i skąd udał się na jakiś czas do Afryki północnej. Z Tunezji wyjechał do Ameryki Południowej, gdzie właśnie wybuchło powstanie Farrapos walczących o niepodległość Republiki Rio Grande w brazylijskim stanie Rio Grande do Sul. W czasie tej wojny poznał kobietę z mieszanej, portugalsko-indiańskiej rodziny, Anę Marię de Jesus Ribeiro da Silvę, która porzuciła męża, by przy boku nowego kochanka walczyć w bitwach pod Imbituba i Laguną. W roku 1841 oboje, na pokładzie barkentyny Rio Pardo, popłynęli do Montevideo w Urugwaju, gdzie Garibaldi wrócił do zawodu marynarza i nauczyciela. W rok później wzięli ślub. Ze związku tego narodziło się czworo dzieci: Menotti (1840), Rosita (1843), Teresita (1845) i Ricciotti (1847). Anita była amazonką, wychowaną wśród gauczów, i zapoznała Giuseppe’a z folklorem południowej Brazylii i Urugwaju. W roku 1842 Garibaldi objął dowodzenie nad niewielką flotą urugwajską i powołał do życia “Legion Włoski”, złożony z licznie zamieszkujących te strony emigrantów z Włoch. Nowa formacja miała czarny sztandar z wulkanem pośrodku, gdzie czerń miała symbolizować smutek Włochów pozbawionych ojczyzny, zaś wulkan siłę drzemiącą w tym narodzie. To właśnie w Urugwaju ludzie Garibaldiego założyli po raz pierwszy czerwone koszule, bowiem takie otrzymali od właściciela fabryki w Montevideo, który uszył je dla pracowników argentyńskich rzeźni. Te koszule wkrótce stały się symbolem Garibaldiego i jego wojska, zaś czerwień kolorem rewolucji. W latach 1842-1848 Garibaldi skutecznie bronił Montevideo przed siłami argentyńskiego dyktatora Juana Manuela de Rosasa i byłego dyktatora Urugwaju Manuela Oribe. Znakomicie opanowawszy taktykę walki partyzanckiej odniósł dwa spektakularne zwycięstwa w bitwach pod Cerro i Sant Antonio. Garibaldiego interesował przede wszystkim los własnej ojczyzny. Gdy więc usłyszał, że w styczniu 1848 roku w Palermo na Sycylii wybuchła rewolucja, postanowił wrócić do kraju.
Kupno odpowiedniego statku i przygotowania zajęły mu cztery miesiące, przez co ominęły go wybuch i kulminacyjne wydarzenia rewolucji europejskich, na bazie których gruntownie zmieniła się też sytuacja we Włoszech. Władający Piemontem król Sardynii Karol Albert postanowił wykorzystać rewolucyjne nastroje (lud Mediolanu właśnie porwał za broń i wypędził z miasta austriacki garnizon) i odbić z rąk Austriaków Lombardię i Veneto. Gdyby mu się to udało, stałby się panem całych północnych Włoch. Szanse były spore, gdyż w początkowej fazie poparły go Toskania, Państwo Kościelne i Królestwo Obojga Sycylii, a w szeregach austriackiej armii feldmarszałka Radetzky’ego szerzyła się masowa dezercja. W tej właśnie sytuacji przybył w połowie czerwca do rodzinnej Nicei Garibaldi na czele 38 „Czerwonych Koszul”. Witany owacyjnie jako bohaterski generał zza Oceanu udał się natychmiast do Mediolanu i zaoferował swe usługi Karolowi Albertowi, ale potraktowany został lekceważąco. Nie uzyskał żadnego stopnia, nie został wysłany na front, a klęska Karola Alberta 27 lipca pod Custozą pokrzyżowała wszystkie wojenne plany.
W tym czasie, jest rok 1848, Garibaldi spotkał się z Mazzinim, ale nie osiągnęli porozumienia. Garibaldiemu chodziło o wyzwolenie i zjednoczenie Włoch w walce z Austriakami, Mazziniemu o obalanie królów. Wkrótce ruszyli – na czele nielicznego oddziału – ku granicy Szwajcarii, ale w Como ich drogi się rozeszły. Mazzini ze swymi zwolennikami przekroczył granicę i udał się do Genewy, a Garibaldi rozpoczął krótką, ale spektakularną wojnę partyzancką w górach. Po dwóch zwycięskich potyczkach, wobec niechętnego nastawienia miejscowej ludności, która nie chciała żywić partyzantów i narażać się tym samym na austriackie represje, musiał wrócić do Piemontu. Stamtąd jesienią udał się do Florencji zamierzając ruszyć poprzez Państwo Papieskie ku walczącej z Austriakami Wenecji. Na przeszkodzie stanęła pogoda (wczesne śniegi i lodowate wichry w Apeninach) oraz papiescySzwajcarzy, którzy zatrzymali niewielki oddział na granicy. I chociaż na interwencję szefa rządu cywilnego Państwa Papieskiego, hr. Rossiego Szwajcarzy pozwolili w końcu kontynuować podróż, Garibaldi nigdy do Wenecji nie dotarł. Na przeszkodzie stanęły wypadki w samym Rzymie, gdzie wybuchła rewolucja. Rossi został zamordowany, papież Pius IX uciekł z miasta, a władzę objął zrewoltowany lud. Z całej Europy ruszyli na pomoc młodej republice rewolucjoniści i liberałowie. Garibaldi przybył – jako jeden z pierwszych – tuż przed Bożym Narodzeniem 1848 roku. Tymczasem z północy w stronę Rzymu maszerowała armia francuska wysłana przez Ludwika Napoleona na pomoc papieżowi. Heroiczna obrona Rzymu (Anita Garibaldi walczyła u boku męża) skończyła się klęską. Wojska francuskie wkroczyły do miasta 30 czerwca 1849 roku, a Garibaldi, ścigany przez Francuzów, Austriaków, Hiszpanów i Neapolitańczyków, uciekał w stronę Wenecji, która wciąż jeszcze broniła się przed siłami austriackimi. Ucieczka z Anitą i Leggero. Brzemienna Anita zmarła na szlaku w miejscowości Comacchio w sierpniu 1849 roku. Po pełnym trudów marszu 250 ludzi Garibaldiego znalazło schronienie w republice San Marino. Stamtąd Garibaldi udał się do La Spezia, ale rząd piemoncki zmusił go do wyjazdu z kraju. Udał się więc najpierw do Tangeru, a następnie do USA; osiadł w Nowym Jorku, gdzie zyskał nieznaczne wsparcie włoskiej imigracji. Przez jakiś czas pracował w wytwórni świec Antonia Meucciego na Staten Island, po czym wrócił na morze i jako kapitan odbył kilka rejsów na Pacyfik. W czasie jednego z nich złożył wizytę peruwiańskiej bojowniczce o wolność, Manueli Sáenz.
W marcu 1854 roku Garibaldi zawinął, na pokładzie amerykańskiego statku „Commonwealth”, do ujścia rzeki Tyne we wschodniej Anglii, entuzjastycznie witany zarówno przez klasę robotniczą widzącą w nim bojownika o prawa ludu, jak i wielbiącą go od lat angielską burżuazję. Na pamiątkę miesięcznego pobytu otrzymał od społeczeństwa bogato zdobioną szablę z dedykacją. Wizyta w Anglii nie była bezowocna, bowiem poznał tam niemal wszystkich liczących się rewolucjonistów z kontynentu i ze wszystkimi – poza Marksem– zdołał się zaprzyjaźnić.
W sierpniu 1854 roku Garibaldi wrócił do Włoch, gdzie zakupił spory szmat wyspy Caprera i zaczął budować dom, chcąc zająć się rzekomo rolnictwem.
Garibaldi wylądował po raz pierwszy na Caprerze 25 września 1849 roku, przybywając z Tunisu. Dzięki testamentu brata, kupił połowę wyspy w 1855 roku. Członkowie rodziny osiedlili się tam w 1856 roku, Garibaldi mieszka w domu, budowanym z pomocą syna Menottiego i przyjaciół. Garibaldi przybył tutaj z ładnym Nicejskim drewnianym barakiem. Ale ma zamiar zebrać na Caprerze także pozostałe dzieci dzieci. Teresita i Riccioti przybyli na Caprerę w lecie 1856 roku. Dlatego rozpoczął budowę nowego domu, który przyjmie nazwę Białego Domu. Dom Garibaldiego przedstawia prosty budynek z granitu, jest pobielony. Elewacja w kierunku zachodnim posiada wejście z portalem. Oryginalny rdzeń domu został przedłużony w latach 1861-1880 na południe i na północ, zajmuje czworobok, który składa się z kolejnych połączonych ze sobą pokoi, rozmieszczonych wokół centralnego miejsca, gdzie jest klatka schodowa, która umożliwia dostęp do tarasu. Po przejściu pod portalem wchodzimy do pierwszego pokoju, skąd można dojść do atrium, w którym znajduje się portret Garibaldiego wykonany za jego życia (1854). W hallu znajduje się również wiele precjozów, w tym broń, flagi, fotografie Garibaldiego i rodziny. Z hallu na lewo idziemy do sypialni, pokoju, w którym najpierw gospodarzyła Teresita Garibaldi; ale po ślubie w 1861 roku pokój stał się sypialnią samego Garibaldiego i Francesci Armosino. W tym pokoju znajduje się łóżko ortopedyczne Garibaldiego, a także portrety jego żony i dzieci. Następny pokój był sypialnią Manliusza Garibaldiego (1873 – 1900). Znajduje się tutaj marmurowe popiersie przedstawiające chłopca, praca wykonana przez Jana Chrzciciela Trabucco w 1880 roku, także portret, obraz olejny z 1882 roku wykonany przez Salvatore Rubino. Nastepnie przechodzimy do sypialni Clelii Garibaldi, tam znajdują się przedmioty i zdjęcia, które należały do niej, także portret jego ojca, malowidło na płótnie wykonane przez żonę Ricciottiego Garibaldiego, Constance Hopcraft, w 1905 roku. Dalej wchodzimy do kuchni, gdzie znajduje się duży kamienny kominek, są ruszta na blasze bardzo współczesne; przechodzimy dalej do pokoju pamiątek, utworzonego przez połączenie dwóch pokoi: jadalni i sypialni. Pokój ten wypełnia kilka obrazów, w tym jeden malowany przez nieznanego artystę, który sięga 1900 roku, a który przedstawia ucieczkę Anity z Mustardo. Pokój zapełniają ubrania i różne przedmioty, które należały do Garibaldiego. Następny pokój jest salonem, to pokój wykorzystywany jako sypialnia przez Garibaldiego do 1861 roku, znajdują się tutaj meble z tamtych czasów. Za salonem można wejść do pokoju, w którym zmarł Garibaldi. Pokój ten został zbudowany na polecenie Francesci Armosino i używany później jako salon. Giuseppe Garibaldi zażądał, żeby położyć tutaj na kilka dni przed swoją śmiercią. W pokoju jest jej łoże na którym zmarł, które jest chronione przez szkło i balustradę z brązu. Zegar wykonany w 1882 roku przez firmę Veterans diLivorno w pokoju, został zatrzymany o godzinie 18:20, jest to czas śmierci generała. Portret Garibaldiego w tym salonie jest dziełem Saverio Altamura.
Garibaldi zamieszkał na Caprerze z dziećmi, tu mieszkał z ostatnią żony Francesca Armosino i z wiernymi przyjaciółmi, poświęcając się hodowli i rolnictwu. I tak jest aż do jego śmierci, która miała miejsce 02 czerwca 1882 roku. Wbrew woli bohatera dwóch światów, które chciał kremacji swych zwłok, ciało Garibaldiego zabalsamowano, bohater został pochowany na cmentarzu rodzinnym, w pobliżu Białego Domu.
Kompendium jak mówią Włosi, albo inaczej Muzeum Garibaldiego jest zbudowane wokół centralnego dziedzińca, tak więc stoją tam Biały Dom i inne budynki, które składały się na farmę, także pomieszczenie, które pierwotnie było najczęściej odwiedzane przez Garibaldiego podczas jego codziennych zajęć, teraz gromadzi liczne przedmioty, także te, którymi generał posługiwał się w pracach polowych. Tutaj znajduje się wanna z miedzi, która została umieszczona tam, aby skorzystać z ciepła oddawanego przez zwierzęta.
Na środku dziedzińca rośnie sosna, ogromne drzewo „Clelia “, tę sosnę Garibaldi posadził tutaj w 1867 roku, z okazji narodzin córki Clelii. Dzisiaj Biały Dom Garibaldiego na Caprerze, bo tak zostało nazwane to jedyne miejsce, obejmuje 13 sal, 4 budynki. A stały tam: drewniana chata Garibaldiego przeniesiona wręcz z Nicei, owczarnia, następnie tak zwany dom żelazny zakupiony w Londynie (“casa di ferro”), w dniu 4 lipca 1861 roku podarowany Garibaldiemu przez jego przyjaciela, kapitana Feliksa Orrigoniego, jest to rodzaj pomieszczenia z drewna, pokrytego blachą, w którym Garibaldi umieścił swoją bibliotekę.
Z okazji stu pięćdziesiątej rocznicy „Wyprawy Tysiąca” i ze względu na rocznicę zjednoczenia Włoch, Komisja Opieki nad Dziedzictwem Kulturowym, krajobrazowym, historycznym, artystycznym i Etno-antropologicznym na prowincję Sassari i Nuoro, oraz Instytut Ministerstwa Sztuki i Kultury, któremu podlega Kompendium Garibaldina na Caprerze, zaplanowało stałą wystawę i otwarcie biblioteki Józefa Garibaldiego wewnątrz “domu żelaznego”. W domu tym nadal przechowuje się około dwie trzecie rzeczy, które należały do biblioteki Giuseppe Garibaldiego i jego bezpośrednich potomków. To jest 2700 sztuk, z których wiele jest z odręcznymi dedykacjami, tym samym zindywidualizowane. Wszystkie książki zostały skatalogowane i poddane delikatnej operacji do zwalczania szkodników. Po konserwacji stworzono możliwość przeniesienia wszystkich tych rzeczy na miejsce pierwotnej ich lokalizacji w “domu żelaznym.” Są tam przechowywane materiały drukowane, książki, dokumenty archiwalne, grafiki i fotografie.
W obszarze za Białym Domu są młyn, teraz pozbawiony skrzydeł i piekarnik (komórka z piecem). W pobliżu Domu znajduje się monumentalne marmurowe popiersie Garibaldiego, wyrzeźbione przez Ludwika Bistolfiego w 1883 roku. Gdy z Panią Przewodniczką z miejsca ,w którym Garibaldi zakończył życie schodziliśmy do ogrodu , akurat mogłem widzieć konserwatorów, którzy „reperowali” wspomniany pomnik. Z centralnego dziedzińca(na cmentarz w ogrodzie można iść także z salonu „śmiertelnego” Generała), droga prowadzi do małego cmentarza rodziny. Oto grób Giuseppe Garibaldi, pod dużym granitowym głazem, gdzie wyryte jego imię. Niedaleko grobu Generalnej znaleźli swoje miejsce pochówku inni członkowie rodziny: Ostatnia żona , Francesca ( 1848/23 ) Armosino . Dzieci : Róża (1869-1871) ; Anita (1859-1875) ; Teresita (1845-1903) ; Manlio (1873-1900) ; Clelia (1867-1959) ,ostatni być pochowany na małym cmentarzu . Przez sto lat , od 1882 (rok śmierci Giuseppe Garibaldi ) w 1982 roku , jego grób był stale przebywa strażnik honoru Marynarki Wojennej . Jesienią 1857 roku odwiedziła go tam baronowa Maria Speranza von Schwartz. Doszło do krótkiej przygody, po zakończeniu której Garibaldi przez 14 miesięcy pisywał do niej listy miłosne. Nic dziwnego, że baronowa bez trudności uzyskała zgodę na opublikowanie pamiętników „generała” w Niemczech. Wydała je w roku 1861, a zaraz po śmierci Garibaldiego ogłosiła drukiem wszystkie jego listy.
W roku 1859 wybuchła druga wojna o niepodległość Włoch, zwana też wojną francusko-austriacką. Jej autorem był szef rządu piemonckiego hr. Cavour, który potrafił zapewnić sobie wsparcie Napoleona III. Nowy król,Wiktor Emanuel II postanowił wykorzystać w tej wojnie Garibaldiego, a raczej jego popularność wśród Włochów. W rezultacie Garibaldi otrzymał rzeczywisty stopień generalski oraz polecenie utworzenia ochotniczego oddziału. Wkrótce powstał legion Myśliwców Alpejskich (wł. Cacciatori delle Alpi), który odniósł zwycięstwa nad Austriakami pod Varese, Como i w kilku innych potyczkach. W styczniu 1860 roku poślubił – i natychmiast porzucił – piękną i młodziutką arystokratkę, Giuseppinę Raimondi: okazało się, że nie była mu wierna i nawet tuż przed ślubem, jak piszą biografowie, zadawała się z dwoma innymi mężczyznami, w tym z młodym oficerem z legionu Garibaldiego. Nie zaprzątał sobie tym głowy, bowiem w tym samym czasie okazało się, że w zamian za pomoc podczas wojny, Królestwo Sardynii odstąpiło Francji jego rodzinną Niceę.
W kwietniu 1860 roku wybuchło krwawo stłumione powstanie w Messynie i Palermo, a całą Sycylię ogarnęło wrzenie. Garibaldiemu tego właśnie było trzeba. W kilka tygodni zorganizował akcję nazywaną “wyprawą tysiąca”(la spedizione del mille), dążąc do obalenia dynastii Burbonów (króla Franciszka II) i włączenia Królestwa Obojga Sycylii do niepodległych Włoch. 10 maja dwa statki wiozące 1087 ochotników wylądowały w Marsali, na zachodnim krańcu wyspy i już następnego dnia Garibaldi, wzmacniany w drodze przez licznych ochotników, ruszył na Palermo. W dniu 15 maja pobił pod Calatafimi 3-tysięczne siły Burbonów i zaraz ogłosił się dyktatorem Sycylii w imieniu Wiktora Emanuela. Idące na odsiecz wojska królewskie wymanewrował pozorując ucieczkę, podczas gdy sam wkroczył do niemal nie bronionego i ogarniętego ponownie powstaniem Palermo. Jego siły wzrosły teraz do około 20 000 ludzi oblegających w pałacu królewskim miejscowy garnizon i odpierających siły Burbonów, które otoczyły miasto i rozpoczęły bombardowanie zarówno od strony lądu, jak i z morza. Po trzech dniach jednak pojawiła się w okolicy przyjazna garibaldczykom flota brytyjska, skutkiem czego oblężenie zostało zdjęte, a wojska, na rozkaz Franciszka II, wycofane do Włoch. Po zajęciu w lipcu Messyny i oczyszczeniu wyspy z królewskich garnizonów Garibaldi przeprawił się do Kalabrii lądując na tyłach wojsk burbońskich strzegących Cieśniny Mesyńskiej. Zaskoczeni i zdemoralizowani żołnierze królewscy jęli masowo poddawać się, a z północy maszerowały już oddziały lombardzkie z królem Wiktorem Emanuelem na czele. Spotkanie króla z Garibaldim miało miejsce pod Teano; zwycięski wódz uścisnął dłoń Wiktora Emanuela i ogłosił go królem całych, zjednoczonych Włoch. W tej sytuacji 7 września 1860 roku obaj triumfalnie wkroczyli do Neapolu. Przeprowadzony w październiku plebiscyt zdecydował o połączeniu południa z sardyńsko-piemoncko-lombardzkim królestwem. Wiktor Emanuel przyjął 17 marca 1861 roku tytuł króla Włoch. Było to najświetniejsze zwycięstwo Garibaldiego, a powstanie państwa włoskiego stało się faktem!!! Do zjednoczenia całych Włoch brakowało już tylko wciąż okupowanej przez Austrię Wenecji oraz Państwa Papieskiego strzeżonego przez silny garnizon francuski. Uderzenie na Rzym spotkałoby się z gwałtowną reakcją Napoleona III i oporem milionów katolików na całym świecie. Z tej przyczyny Wiktor Emanuel zabronił swym podwładnym wszelkich akcji mających na celu opanowanie Wiecznego Miasta. Zabronić można jednak było wszystkim, ale nie Garibaldiemu. W czerwcu 1862 r. pożeglował do Palermo, zebrał około 2000 ochotników i ruszył ku Cieśninie Mesyńskiej, jednak dowódca wojsk włoskich w Kalabrii nie pozwolił na przeprawę. Garibaldi popłynął więc z Katanii do Melito w Kalabrii, gdzie wylądował 14 sierpnia i pod hasłem “Rzym albo śmierć!” (wł. Roma o Morte!) ruszył poprzez góry ku swemu celowi. Rząd włoski potraktował Garibaldiego jako niebezpiecznego awanturnika. 29 sierpnia dywizja wojska zastąpiła mu drogę u stóp dzikiego masywu górskiego Aspromonte. Padło kilkadziesiąt przypadkowych strzałów (Garibaldi zabronił swoim ludziom odpowiadać ogniem, ale nie wszyscy usłuchali, w rezultacie zginęło 7 garibaldczyków i 5 żołnierzy królewskich, po obu stronach było 44 rannych), po czym ochotnicy skapitulowali. Aspromonte było szokiem dla całego kraju. W tradycji narodowej jest postrzegane jako krwawa tragedia. Rząd natychmiast podał się do dymisji. Ranny w stopę Garibaldi został przetransportowany do twierdzy w La Spezia, gdzie leczył swą ranę trzymany pod strażą jako “honorowy więzień”. Po odzyskaniu zdrowia zwolniono go na rozkaz króla i pozwolono wrócić do domu na Caprerze, gdzie przez cały rok 1863 poruszał się o kulach. Jego rzymska wyprawa skończyła się fiaskiem, odebrała mu wiele impetu i pewności siebie, ale nadal pozostał ulubieńcem społeczeństwa, a teraz w dodatku męczennikiem.. 15 lutego 1863 roku, w trakcie powstania styczniowego na terenach polskich, poruszając się o kulach zwrócił się do społeczeństw Europy z głośnym apelem „Nie opuszczajcie Polski”. Na jego wezwanie do Galicji ruszyła grupa ochotników, którzy walczyli pod wodzą pułkownika Francesca Nulla, ale zainteresowanie Garibaldiego sprawą polską było mniejsze niż należałoby się spodziewać. Polskie zrywy widział jako walkę „wyzwoleńczą”, ale prowadzoną przez „katolicką szlachtę”, a oba te terminy były mu obce. Francesco Nullo (ur. 1 marca 1826 w Bergamo, zm. 5 maja 1863 w Krzykawce) – pułkownik włoski. Uczestniczył w wojnie z Austrią w 1848. W kwietniu 1863 przybył z Włoch do Krakowa. Mianowany został przez Rząd Narodowy generałem. 3 maja na czele Legii Włosko-Francuskiej przekroczył granicę Królestwa Polskiego pod Krzeszowicami. Pierwsze starcie było pomyślne dla Nullo, pokonał oddziały rosyjskie pod Podłężem. Zginął w bitwie pod Krzykawką 5 maja 1863. Został pochowany na cmentarzu w Olkuszu… W roku 1866 wybuchła wojna prusko-austriacka, w której Garibaldi wziął udział z pełnym przyzwoleniem władz, prowadząc swych Myśliwców Alpejskich (tym razem w liczbie około 40 000) przeciw Austriakom w nadziei odzyskania Wenecji. Zwyciężył w bitwie pod Bezzeccą i miał właśnie ruszać na Trydent, gdy dotarł doń rozkaz wstrzymania działań (wskutek klęsk na północy Austria zaproponowała rozejm, na mocy którego Wenecja wracała do Włoch). Garibaldi odpowiedział krótkim telegramem do króla: „Jestem posłuszny!” (wł. Obbedisco). Po zakończeniu wojny zasiadł w parlamencie agitując za marszem na Rzym, ale jako polityk się nie sprawdził. Nudziły go zresztą obrady parlamentarne. Dlatego w rok później ponownie wkroczył na czele ochotników do Państwa Papieskiego, ale został pokonany i do Rzymu trafił jako więzień. Zwolniony po kilku miesiącach wrócił na Caprerę. Gdy wybuchła wojna francusko-pruska społeczeństwo Włoch opowiedziało się zdecydowanie po stronie Prus; do pruskiego poselstwa we Florencji zgłaszali się masowo ochotnicy gotowi walczyć przeciwko Francji. Wobec klęsk armii francuskiej na własnym terytorium garnizon strzegący Rzymu został odwołany, na co tylko czekał rząd włoski. Armia zjednoczonych Włoch wkroczyła do państwa Papieskiego, które ograniczone zostało do Watykanu i ogrodów Castel Gandolfo, a papieże – aż do II wojny światowej – uważali się za „więźniów Watykanu”. Powróciwszy do zdrowia Garibaldi udał się do Genui, gdzie na wieść o klęsce pod Sedanem wygłosił przemówienie, którego główne przesłanie brzmiało: „Wczoraj mówiłem wam: wojna na śmierć i życie przeciw Bonapartemu. Dzisiaj mówię: za wszelką cenę ratujmy Republikę Francuską!”. Wkrótce też znalazł się we Francji, gdzie dowodził ochotniczą Armią Wogezów, jedyną armią francuską, która ani razu nie doznała porażki ze strony pruskiej. Brał nawet udział w obradach francuskiego Zgromadzenia Narodowego. Po tej ostatniej wojnie, chociaż został ponownie wybrany do parlamentu, większość czasu spędzał w domu, aczkolwiek nie zapominał o wspieraniu ambitnego planu osuszania bagien w południowym Lacjum. W roku 1879 założył Ligę Demokratyczną wspierając projekty powszechności prawa wyborczego, likwidacji kościelnej własności ziemskiej oraz powołania stałej armii. Chory i przykuty do łóżka, pojął w styczniu roku 1882 za żonę Franceskę Armosino, z którą miał wcześniej troje dzieci. Tuż przed śmiercią poprosił, by ustawić jego łóżko tak, by w ostatnich chwilach życia mógł widzieć morze. Druga jego prośba, o skromny pogrzeb i kremację, nie została spełniona. Świetna ceremonia odbyła się 8 czerwca 1882 roku na Caprerze. Dwór reprezentował jeden z książąt krwi, parlament przewodniczący obu izb, licznie stawiła się generalicja, ministrowie i politycy, a także żyjący weterani „Tysiąca” w czerwonych koszulach. Całe Włochy opłakiwały swego bohatera.
Rzecz o honorze i wierności
Stanisław Barszczak— Biały dom Garibaldiego—
Rozpocznę może jak przesławny pisarz z Polski Stefan Zeromski: Po nieustającym, kilkudniowym deszczu nadszedł dzień niepogodny jeszcze, lecz cichy przecie i ciepły. Łagodny wiatr zachodni darł jednolite sklepienie burych chmur na płyty tytaniczne, kładł jedną na drugiej warstwami, tworząc z ich krawędzi jakby wywrócone schody, od krańca widnokręgu do bezkształtnej głębiny niebieskiej wiodące. Szedłem miedzami i ścieżkami polnymi, których kierunek i kształt pamiętałem, jak przez sen, z czasów dzieciństwa. To ta sama uboga równina podlaska, z lekka powyginana w płaskie zagłębienia łąk, w okrągłe wzgórza, te same zmurszałe ze starości płoty z opadającymi żerdziami, te same rokiciny, wikliny i sitowie nad błotami, dalekie wydmuchy szarego piasku i jasnoniebieski lazur nieba. W ciągu kilku lat nie wyjeżdżałem zupełnie z Nicei i, żyjąc jej życiem, byłem “chory na Napoleona”, na chorobę dziwną, nie dającą się określić, lecz bez wątpienia wyniszczającą organizmy psychiczne tysiąca ludzi. Wytwarza ona w jednostkach pewnego rodzaju melancholię, odrazę do wszystkiego, cokolwiek się wszczyna, a jednocześnie chorobliwą i bezradną nadwrażliwość na ludzką niedolę, która nęka co godzina, codziennie, wszędzie toczy duszę i równa się jakiemuś nieprzerwanemu szarpaniu żył. Choroba ta nie jest ani sentymentalizmem, ani szowinizmem, ani nienawiścią, ani miłością, lecz jest po prostu głuchą i niemą rozpaczą umysłów. Pokazuje nicość systematów myślenia, idei, ukochań, prac w pocie czoła, w zaparciu się siebie, w obeldze i potwarzy, bohaterstw cicho spełnianych, jak zbrodnie, poświęceń tajemniczych – uczy, że jeden jest pewnik nieomylny, jeden cel i wynik wszystkiego: “wszystkich czeka jeden koniec”… Był początek czerwca, żyta szły w słup i czarna fala goniła już po ich powierzchni falę płową, na łąkach trawy po deszczu puściły się bujnie, ostre żółte jaskry pokładły na ich jasnozielonym tle smugi płomieniste, pachniały poziomki, dojrzewające zioła i cały ten dziwnie wonny, nieujęty czad wilgotnej łąki. Na czystych, małych kałużach wody deszczowej wiatr wzdymał drobne, ciemnogranatowe fale, a te kołysały rytmicznie badyle mietlicy z długimi ościami u plewek kwiatowych i grube, pozginane sitowia. Cisza, nareszcie cisza, samotność i pola! Zapuszczona i ledwie widoczna ścieżka szła wzdłuż rzeki, nad którą zwieszały się gęste zarośla, tworząc na dalekiej przestrzeni łąk pas, zataczający półkola. Za rzeką, na nieznacznym wzgórzu piaszczystym, zaczynał się las, sięgający aż owych wydmuchów nad brzegiem rzeki. Maleńkie półwyspy, utworzone przez rzeczne zakręty, podobne były do zacienionych bujną krzewiną samorodnych altanek. W jednej z takich siedział, plecami o krzaki oparty, stary chłop – pastuch. Był chudy, kościsty, zgarbiony, o twarzy ściągłej, czarnej prawie, o ustach wąskich, zaciętych, brwiach zsuniętych. Ubrany był w zgrzebny, na czerwono ufarbowany spancer, w takież spodnie, oberwane i podarte, i słomiany kapelusz, spod którego zwieszały się siwe, długie i rzadkie włosy. Bose nogi z zakrzywionymi i pozbijanymi palcami, z wypchniętymi w tył piętami, wyciągnął przed siebie i tak był zatopiony w pracowite plecenie łapcia lipowego, że mię nie spostrzegł. Obok niego leżał kancerek z kory olszowej, osadzony na długim kiju – do łowienia raków.
– A co to majstrujesz, stary? -zawołałem pochylając się nad nim.
Szybko podniósł głowę i łypiąc zabawnie oczami wpatrywał się we mnie.
– Widzicie przecie, panie, bydło pasę, raki łowię, taj rybki łapię… – odpowiedział po chwili starczym, zdławionym głosem, lecz tą francuszczyzną śpiewną, czystą i piękną, jaką mówi lud tamtych okolic.
– A cóż, raki ci się łowią?
– On by się i łowił, rak bestyja, po deszczu; ta, widzisz, żaby tej paskudnej nagnać nie mogę. Taka mądra i żaba nastała: po tej stronie, gdzie bydło chodzi, po pastwisku nie siedzi, po trawie skacze, a trawy maścić grzech – bogata trawa jaka!
Mówiąc to, wpatrywał się we mnie uparcie, zawzięcie, jakoś chytrze i nieufnie. Gdzieś tę twarz, za lat dziecięcych zapewne, widziałem, lecz gdzie i kiedy, usiłowałem przypomnieć daremnie. Zachowało ją nieświadome jakby myślenie – tę samą, z pałającymi posępnie oczami. Wiedziałem jednak, że oczy te dawniej, wtedy – miały wyraz inny. Dzisiejsza ich nieufność i szydercze wejrzenie przykrość i ból mi sprawiały.
– Gdzieś ja ciebie już widziałem, dziadu… Z boku jakoś spojrzał na mnie i rzekł:
– Dużo ja się po świecie tłukł, może mię gdzie i zaznałeś. A ty, panie, skąd?
Nie odpowiadając zapytałem wymijająco: – Pastuchem jesteś?
– Ni – tylko bydło pasę, jak kto zechce. – Szmaciny na tobie liche…
– Dziadowskie. Dawno ja się z dziewkami kochać przestał prawie takie.
– Zasług u tej familii pobierasz dużo?
– Zasług?… – zaśmiał się. – Przyodziewek mi dają. – I strawę?
– Gdzie zaś? Jagód to mało? Czerwona jagoda w lesie jest, malina się trafi – malina w tutejszych miejscach duża, słodka, czernica będzie, dziad rośnie w jarze. Raków nałowię, w wąglach napiekę… żywcem ich – ta tak się objem! Rybka, płoteczka biała na śpilkę się łapie, śliw się pod kamykami pluskają, tłuste jak wieprzki.
Zapalając się coraz bardziej, prawił:
– Ej – o jednym ja tu kaczym gnieździe wiem -duże kaczki, krzyżówki. Jak klapaki wyrosną, jak w pałach będą, rękami pobiorę, łby poukręcam, w glinę każde z osobna zalepię, w wągle te kule pokładę – pałek skubać nie trzeba, bo do gliny przyschną, a jadło jakie – ha!
Kiedy to mówili i oczy mu się zaśmiały łagodnie, przypomniałem sobie wszystko.
– Toż ty z Elby!
Chłopu dolna warga drgnęła i oczy dziko błysnęły.
– Z Elby? – zapytał przewlekle: – A tobie na co, skąd ja?
– Ja ciebie widziałem dawno, jak zbrodnia była. Patrzył mi teraz w oczy surowo, pokaszlując z cicha.
– Tyś miał dużą kolonię, bogatym byłeś chłopem, pamiętam…
– Coś ja nie przypomnę… dawny to czas – szeptał jakby do siebie szyderczo. – Dawny to czas… ja teraz Domu Sabaudzkiego sługa.
– A cóż, na pastuchy zeszedłeś? Gdzież grunt? Przepiłeś czy jak?
– Grunt? – mówił zamyślony, patykiem uderzając w ziemię. – Ja i żonkę przepiłem, i dwoje dzieci. Chłopiec jeden był u mnie rześki jak ten źrebiec, drugi maleńki, maleńki… Do PanaJezusa ja ich przepił; wziął i nie oddaje – he – he…
– Wywieźli?
– Coś ty na mnie tak z góry, panie – szpieg ty czy jaki- Nie, bracie…
Popatrzył na mnie – i sposępniała nagle ta twarz zimna i skrzepła, milcząca głucho, niby pole nagiego gruntu – jakby na nią cień padł znienacka.
– Pod serce ty mnie gryziesz, pod serce… – mówił kołysząc głową. – Ot ja mądry gospodarz, piśmienny człowiek – familii bydło pasam, w gałganach chodzę, strawy ciepłej nie mam – ot jak… A żonka w stepie po prośbie chodzi, a na synki moje cudzy człowiek pluje – ot jak… U mnie żyto rosło kłosiste, wysokie, u mnie bułanki dwa rżały, u mnie krów pięć, u mnie… hej! – Francuziki, wy Francuziki!… Mówiłem mu o Chrystusie miłosiernym, co łzy nędzarzów w sercu trzyma, co krzywdy wszystkie pamięta, co karał będzie barbarzyńcę…
Słuchali mnie uważnie, ze ściągniętymi brwiami, głową potakiwał – aż nagle przerwał:
– Miód u ciebie w ustach jak u księdza. Młodziuteńki ty… A ja, widzisz, stary, dawno ja to już słyszałem, dawno… Służył ja Jemu wiernie – temu Panu Jezusowi – a na mnie on nie wejrzał, a na cały naród chłopski nie wejrzał, w rękę oprawców nas wydał. A służył ja Jemu wiernie, nie gębą – ot jak!
Gwałtownym ruchem rozerwał tasiemkę koszuli o kolorze amarantowym pod szyją i obnażył ramię i plecy poszarpane w szwach, w bliznach, w śladach ran ohydnych. Z oczu mu strzelił dziki blask, brwi wzniosły się na czoło, zęby wyszczerzyły i buchnęła na twarz namiętność dzika, głucha, chłopska, dawno zduszona. Zaczął mówić szybko, głośno, głosem ochrypłym:
– Ja się Jego nie zapierał, z wojska wyszedłem z krzyżem, i piersi odkrył. Ze mnie ciało kawałkami leciało pod batem – ja imienia Jego wzywał.
Jam w Genui między zbójami i łotrami krzyżem leżał po całych nocach, na mnie żołdactwo pluło, grunt mój sprzedali za nic, dzieci wywieźli – ja tylko imienia Jego wzywał. Aż raz w nocy rozum i statek na mnie przyszedł… Jakby Pan Bóg na niebie byli, jakby był sprawiedliwy, toby na świecie nie było tego katowstwa.
Widziałem ja Rzym, Pizę- tam Francuzów moc. Jeśli w naszej religii prawda – to za cóż tamto wszystko w błędach żyje? Gadki księdzowskie!
Tu nie ma prawdy – to gdzież ona? W niebiesiech? – Hej – pieniędzy to nabiorą za tę gadkę te księdze!
– Dziadu – ej dziadu!
– Tak to… Sam byłem, i bardzom cierpiał, gorzkość tylko miałem w sercu z modlitwy, z postów, umartwień. Teraz swoją rzecz wiem. Gruntu mi Francuz nie oddał, bo żona, powiada, oporna jest. Ano nic – to i dobrze. A grzyby te i jagódki, rybki i raki – to już przecie niczyje, ludzkie, nie jego – pieczątki nie nałoży.
– A któż te grzybki i jagódki stwarza dla ciebie?
– Tego to i ty nie wiesz, panie… Samo ono tak stoi. Słoneczko ono może jasne… Jak ja je zobaczę-oto mi w sercu lubo, a w głowie jasno. Wstaje se ono co dzień, pracuje, traweczki hoduje, zioła przeróżne, a nie ukrzywdzi nikogo, nikt ta za nie w skórę nie dostał – tak to… Idź, panie, a nie gadaj Francuzom nic, bo mię tu znowu targać przyjdą…
Poszedłem… Mroki wieczorne spływały na ziemię.
Tyle z Zeromskiego.
Tak właśnie bywało, ongiś i ja spacerowałem po Nicei jako młodzian. A dzisiaj siedzę za biurkiem, aby wam coś o tamtych dniach opowiedzieć. Przede wszystkim musicie to wiedzieć, ze tym panem był Józef Garibaldi, który urodził się w Nicei, 4 lipca 1807 roku. A to był może rok 1821. Do tego miasta pozostanie przywiązany przez całe życie. Miasto królestwa Sardynii, staje się francuskim miastem na okres 1793-1814, w trakcie okresu napoleońskiego. W 1814 królestwo Sardynii zostało odnowione i znacznie powiększone – przyłączono do niego tereny Republiki Genueńskiej, zamienione w księstwo, jako że legitymistyczne zasady kongresu wiedeńskiego nie dotyczyły republik. Królestwo Sardynii miało być państwem buforowym między Francją a Półwyspem Apenińskim, znajdującym się pod wpływami Austrii. Miasto rodzinne Garibaldiego zostało na stałe wcielone do Francuskiego Cesarstwa w 1861 toku pomimo sprzeciwu publicznego.
Nicea, moje miasto, leży nad Morzem Śródziemnym, na Lazurowym Wybrzeżu. To część Francji, która znajduje się w regionie Prowansja-Alpy i rozciąga się od miejscowości Cassis aż do granicy z Włochami. Na Lazurowym Wybrzeżu znajdujemy wszystko, co potrzebne do wypoczynku: luksusowe, ale też przytulne kąpieliska, lasy i ogrody oliwne, pasma gór, piękne miasteczka i wygodne hotele. Na Lazurowym Wybrzeżu słońce świeci 300 dni w roku, temperatura w zimie nie spada poniżej 12 st. C. Menton, leżące zaledwie kilka kilometrów od włoskiej granicy, to najcieplejsze miejsce na Lazurowym Wybrzeżu. Na początku XIX wieku nie było jeszcze prawdziwych kurortów na Lazurowym Wybrzeżu: Nicea, Cannes i Monte Carlo, St. Tropez, Cassis, Monaco, Grasse, La-seyne-sur-Mer. Lazurowe Wybrzeże to poza luksusowymi kurortami dzikie górskie krajobrazy ze szczytami, głębokimi wąwozami oraz przepaściami, a także największy w Europie kanion Grand Canyon du Verdon. Najpiękniejsza plaża Lazurowego Wybrzeża to 9-kilometrowa Plaża Plage de Tahiti. Od XIX wieku zaczęli tu zimą przyjeżdżać bogaci Francuzi oraz Anglicy. Największą atrakcją turystyczną Nicei we Francji są jej malownicze wybrzeża, po których spacerować można o każdej porze dnia i nocy. Ciągnący się wzdłuż szerokiej plaży bulwar ma 7 km długości. Rosną przy nim palmy, drzewa cytrusowe oraz wszechobecne mimozy.W mieście funkcjonują porty morskie: handlowy, pasażerski i rybacki. Rozwinięte usługi: przemysł głównie maszynowy, elektrotechniczny i spożywczy (olejarski). W okolicy Nicei rozwinięta uprawa drzew cytrusowych, oliwek, winorośli i kwiatów (plantacje goździków,róż, mimozy). Znajdują się tu uniwersytet, liczne instytuty naukowo-badawcze, opera oraz muzea. Kolonia grecka Nikaia została założona ok. 300 p.n.e. przez Fokijczyków z Massalii. W czasach rzymskich Nicea była ważnym portem. Od III w. była siedzibą biskupstwa. Od V w. częste najazdy Germanów i Saracenów. W średniowieczu, zagrożona przez Genuę, broniła swojej niezależności w sojuszu z Pizą. W XIII-XIV w. kilkakrotnie pod władzą hrabiów Prowansji. W 1388 r. poddała się książętom Sabaudii, którzy przyczynili się do rozwoju miasta. Podczas wojen Franciszka I z cesarzem Karolem V w 1543 roku Nicea została złupiona po oblężeniu przez połączone wojska francusko-tureckie. W 1626 r. uzyskała znaczne przywileje; za panowania Ludwika XIV wielokrotnie znajdowała się pod okupacją francuską. Odstąpiona Francji przez Królestwo Sardynii w 1860 r. Port w Nicei jest również znany pod nazwą “Lympia”. Jako najbliższy punkt z kontynentalnej Francji do Korsyki, Mówi się, że “kuchnia Nicei jest córką Rzymu i kuzynką Italii oraz Prowansji”. Każdy, kto spróbuje potraw nicejskiej kuchni uzna, że są one czymś pośrednim pomiędzy tradycjami kulinarnymi sąsiedniej Italii, z której wiele zapożyczono, oraz kuchnią Prowansji, z którą Nicea była związana politycznie aż do epoki nowożytnej. Ponadto stanowi ona również swoiste ogniwo pomiędzy gastronomią wywodzącą się z okolic Morza Śródziemnego i tą pochodzącą z Alp.
Kuchnia nicejska jest szczególnie bliska kuchni prowansalskiej, jak również tej z Ligurii czy Piemontu. Oprócz regionalnych składników takich jak: olej z oliwy, sardele, warzywa i owoce morza, można spotkać również składniki przywiezione z dalszych części świata. Różnorodność ta spowodowana jest obecnością portu który pozwalał na wymianę towarów, w tym też składników kulinarnych. Nicea posiada kilka lokalnych potraw. Do najbardziej znanych potraw należą socca ( przypominająca wyglądem ogromny naleśnik wykonana jest z mąki z ciecierzycy z dodatkiem oliwy z oliwek i soli. Przygotowanie tej potrawy jest bardzo proste. Ciasto wylewa się na blachę do pieczenia i zapieka ok. 15 min. Po wyjęciu upieczoną soccę posypuje się obficie pieprzem), pissaladière (a la pizza z cebula) czy salade niçoise. Podobna nieco do pichade pissaladiera uważana jest za specjalność regionu. Najczęściej na placek kładzie się na niego pomidory, a obecnie również anchois oraz czarne oliwki. Oprócz ciasta ważnym składnikiem tego dania jest gotowana conajmniej dwie godziny cebula, dzięki czemu warzywo traci swą naturalną ostrość, stając się miękkie oraz słodkawe. Ciasto po wyrobieniu i nałożeniu do datków piecze się w piecu chlebowym. Pissaladiera uchodzi czasem za poprzedniczkę słynnej na cały świat pizzy neapolitańskiej. Przed umieszczeniem sałatki wewnątrz bułkę polewa się obficie oliwą, a następnie naciera ząbkiem czosnku. Ratatouille to kolejna potrawa, której powstanie łączy się z Niceą. Znana jest jednak wcałym zachodnim regionie Morza Śródziemnego od Katalonii i Balearów po Italię jako peperonata, bohemienne, samfamina, tumbet- gulaszPastis to popularny w Nicei likier anyżowy zawierający ok. 40% alkoholu. Polecamy wino z winnic Bellet. Produkuje się z nich wyśmienite wina czerwone, różowe i uważane za najlepsze – białe. Swoją oryginalność zawdzięczają one miejscowym szczepom: Folle Noire, Cin sault i Folle Noire (wina czerwone i różowe) oraz Roussan, Spagnol, Majorquin i Rolle (wina białe). Jeśli chodzi o pieczywo, to mamy tutaj pieczywo zwane fougasse (focaccio-placek chlebny, pieczywo zwane fougassette-małe bułeczki), które mogą być sprzedawane z dodatkiem różnych składników: szynki, sera, anchois, tuńczyka, cebuli i oliwek. Innym lokalnym daniem jest pichade przygotowywane podobnie jak pizza, lecz jedynymi dodatkami są tutaj pomidory i cebula, dalej włoskie Risotto. Najbardziej typową zupą nicejską jest soupe au pistou gotowana na bazie kilku rodzajów warzyw z sosem pistoui podawana z makaronem. Zupa rybna bouillabaisse- w jej skład wchodzą trzy gatunki ryb: skrzydlica, czerwony kurek i konger. Nicea słynie ze wspaniałych przystawek, a jedną z najlepszych stanowi brissaouda, warto tutaj wspomnieć o sosie aioli i sałatce mesclun. W Nicei , w dzielnicy Cimiez , znajdują sie zachowane Ruiny rzymskich term z III Wieku , a także Ruiny rzymskiego Amfiteatru. Inne Budowle : ruiny zamku i romańskiej katedry, kościoły (XIV-XVIII wiek), katedra Sainte-Réparate, kościół Saint-François-de-Paule (1736), kościół Saint-Jacques, kościół Saint-Augustin, pałac senacki (Palais du Sénat, XVII wiek), pałac Lascaris. Główną arterią miasta jest Promenade des Anglais (Promenada Anglików) z początku XIX wieku z ogrodem Jardin Albert.
W 1807 roku rejestry cywilne były pisane w języku francuskim, dziecko zostało zarejestrowane pod nazwiskiem: Joseph-Marie Garibaldi. Mały Józef został ochrzczony 19 lipca 1807 w kościele Saint-Martin-Saint-Augustin, który znajduje się w obszarze Vieux Nice: Józef Garibaldi jest jego ojcem chrzestnym i matką chrzestną Julie Marie Garibaldi. W tym czasie bowiem ojciec Józefa, Domenico, który pochodził z Chiavari w okolicy Genui, zamieszkał w Nicei. Był kapitanem marynarki handlowej, matka Józefa Rosa Raimondi pochodziła z Loano, Liguria. Z ich związku urodziło się sześcioro dzieci, najstarszy syn Giuseppe, następnie Michele, Angelo i Felice, a dwie dziewczynki zmarły przedwcześnie. Rodzice chcieli, żeby Giuseppe został prawnikiem, lekarzem lub księdzem, ale dziecko nie lubi szkoły, jest bardziej przyjacielem zabaw jak studium. Pewnego dnia bierze łódź i żagle i płynie do Ligurii z kilkoma towarzyszami, ale został aresztowany i przewieziony z powrotem do domu rodziców.
Nicea wówczas była małym, prowincjonalnym miastem należącym to do Francji, to do Sabaudii, a dla jej mieszkańców największym wydarzeniem w pierwszych latach życia Garibaldiego było lądowanie pod miastem Napoleona po jego ucieczce z Elby. Nauczycielem chłopca był (po dwóch niechętnie wspominanych księżach) niejaki Signor Arena, weteran wojen napoleońskich, który nauczył go włoskiego, wpoił mu miłość do historii kraju i starorzymskich korzeni. Na tym jednak nauka miała się skończyć. Giuseppe przekonuje ojca w piętnastym roku życia, by mógł obrać karierę morską. 12 listopada 1821 roku Garibaldi został zarejestrowany w porcie w Nicei jako marynarz. Przez dwa lata terminował na pokładzie niewielkiego statku “Constanza” dowodzonego przez kapitana Pesante (półroczny rejs do Odessy po zboże) i na ojcowskim szkunerze “Santa Reparata”, aż uzyskał patent zawodowego marynarza. Swoją pierwszą podróż morską na statku handlowym z Konstancji odbywa do Odessy, następnie przez Morze Azowskie do Taganrogu. W marcu 1825 roku popłynął z ojcem do Rzymu i był to pierwszy jego pobyt w tym mieście, gdzie właśnie odbywały się uroczystości rocznicowe Roku Papieskiego. Mając 18 lat Garibaldi odkrył Rzym, tam udał się z ojcem i ładunkiem wina dla pielgrzymów, na jubileusz papieża Leona XII. Ta podróż do Rzymu jest objawieniem, ale także rozczarowaniem papieskim Rzymem, jakże odmiennym od tego, których widział w snach. Przez następne 9 lat Garibaldi pracował jako marynarz na niewielkich, przeważnie 200-tonowych lub mniejszych żaglowcach, co z pewnością ukształtowało go jako człowieka odważnego, zdecydowanego i odpornego na wszelkie trudy. Pływał wyłącznie po Morzu Śródziemnym, tylko raz udając się na Wyspy Kanaryjskie. W roku 1827 na statku “Cortese” udał się na wody ogarniętej wojną wyzwoleńczą Grecji. Statek został napadnięty i obrabowany przez greckich piratów, co Giuseppe odczuł jako wyjątkowe upokorzenie. Jeszcze po czterdziestu latach ubolewał nad tchórzostwem i bezwolnością swych współziomków, a co znalazło odbicie w okresie późniejszym, gdy próbował kariery jako polityk (o polityce Grecji wypowiadał się z wielką niechęcią. W czasie rejsu zachorował i został przez kapitana zostawiony w Stambule, gdzie spędził niemal 4 lata jako nauczyciel dzieci wdowy Timoni (dostępne źródła nie wymieniają jej imienia, wieku, ani pochodzenia). Nigdy o tym nie opowiadał, ale prawdopodobnie był to romans. W tym czasie nauczył się greckiego i zasmakował w greckiej kulturze. Jeszcze w wiele lat później z upodobaniem słuchał greckiej muzyki i z zachwytem wyrażał się o greckiej kulturze. Był miłośnikiem Byrona i – jak on – orędownikiem walki o wyzwolenie Grecji spod panowania Turków. W roku 1831 otrzymał patent kapitana marynarki handlowej. Po rocznej przerwie wiosną 1833 płynie z grupą 13 młodych adeptów Henryka Saint-Simona znowu do Konstantynopola. Ich przywódcą jest Emil Barrault, profesor retoryki. To człowiek o którym Garibaldi mówił, że będąc kosmopolitą, on adoptuje ludzkość jako ojczyznę i oferuje swój miecz i swoją krew wszystkim narodom walczących przeciwko tyranii, on jest więcej jak żołnierzem, jest bohaterem. Ważnym wydarzeniem w życiu Garibaldiego była jego wizyta w Taganrogu, gdzie zawinął na pokładzie szkunera “Clorinda” z transportem pomarańczy w kwietniu roku 1833. W portowej tawernie spotkał rodaka, Giovanniego Battistę Cuneo, politycznego emigranta i członka tajnego stowarzyszenia La Giovine Italia (“Młode Włochy”), założonego przez Giuseppe Mazziniego. Cuneo był zwolennikiem zjednoczenia Włoch jako liberalnej republiki zbudowanej na bazie głębokich reform socjalnych. Garibaldiemu pomysł bardzo się spodobał, natychmiast więc zapisał się do organizacji przysięgając walczyć aż do śmierci o wyzwolenie ojczyzny spod austriackiego panowania. W oberży w Taganrogu „wierzący”(Giambattista Cuneo) wykłada mu idee Józefa Mazziniego odnoszące się do ruchu „Młoda Italia”. W listopadzie 1833 roku, w Genewie, poznał rzekomo Mazziniego osobiście (nie jest to wiadomość potwierdzona; raczej spotkali się dopiero w 1848 roku i dołączył do rewolucyjnego związku Karbonariuszy. W lutym 1834 roku brał udział w nieudanym powstaniu sabaudzkim pod wodzą Mazziniego w Piemoncie, próbując wywołać powstanie we flocie stacjonującej w Genui, za co został zaocznie skazany przez króla Karola Alberta na karę śmierci. By jej uniknąć zbiegł do Marsylii, gdzie pracował pod zmienionym nazwiskiem jako zwykły marynarz i skąd udał się na jakiś czas do Afryki północnej.
Nicea, ta prześliczna kraina jest własnością Królestwa Sardynii. Pierwszym królem Sardynii został w 1164 Barisone II, władca (“sędzia”, wł. giudice) Arborei, jednego z lokalnych państewek istniejących na Sardynii (giudicati). Było to możliwe dzięki poparciu cesarza Fryderyka Barbarossy, który przyznał mu koronę królewską w zamian za obietnicę znacznego corocznego trybutu. Barisone nie wywiązał się jednak z tej obietnicy, Fryderyk Barbarossa już w 1165 przekazał więc formalną zwierzchność nad wyspą arcybiskupom Pizy. Giudicati Sardynii popadły w XIII w. w zależność od Genui i Pizy. Do końca XIII w. Piza opanowała większość terytorium wyspy. W 1297 papież Bonifacy VIII, chcąc dyplomatycznie rozwiązać wywołaną przez nieszpory sycylijskie wojnę Aragonii i Andegawenów, ustanowił Królestwo Sardynii i Korsyki (Regnum Sardiniae et Corsicae), nadając je w lenno władcy Aragonii Jakubowi II i obiecując pomoc przeciw Pizie w uzyskaniu rzeczywistej kontroli nad wyspami w zamian za porzucenie pretensji do Sycylii. Na początku wieku XV Sardynia przeszła razem ze wszystkimi posiadłościami Aragończyków do kastylijskiej dynastii Trastámara, i przez wiele wieków dzieliła losy Aragonii, stając się częścią korony hiszpańskiej. W 1708, w czasie wojny sukcesyjnej hiszpańskiej dostała się pod panowanie austriackie. W 1717 Hiszpania ponownie zajęła Sardynię, a w 1718 należącą do Sabaudii Sycylię – stało się to przyczyną powstania czwórprzymierza Wielkiej Brytanii, Francji, Austrii i Niderlandów przeciw Hiszpanii i wybuchu wojny Hiszpanii z koalicją angielsko-francusko-austriacką. W kończącym tę wojnę traktacie w Hadze król Sabaudii Wiktor Amadeusz II zgodził się oddać Sycylię Austrii w zamian za Sardynię. I tak Królestwo Sardynii, państwo historyczne istniejące już od średniowiecza, od 1720 znalazło się pod rządami dynastii sabaudzkiej, a w 1743 zostało połączone z Księstwem Sabaudii-Piemontu. Na początku XIX wieku Królestwo Sardynii obejmowało Piemont, Ligurię, Sardynię i Sabaudię stanowiąc jedno z najsilniejszych i najzamożniejszych państw na Półwyspie Apenińskim, w latach 60. XIX wieku rozpoczęło proces zjednoczenia Włoch (Risorgimento). Stolicą był piemoncki Turyn. Wielkim osiągnięciem Karola Emanuela III była dokonana w 1770 roku kodyfikacja prawa. Jej autorem był zarówno sam król jak i jego pierwszy minister hrabia Giambattista Lorenzo Bogino (1701-1784). Razem zlikwidowali resztki poddaństwa chłopów i założyli w Turynie Akademię Nauk. Reformy były podejmowane w duchu częściowo Oświecenia a częściowo typowego absolutyzmu klasycznego. Kościół przeciwny był reformom, ponieważ niektóre z nich godziły w jego interesy. Z 309.707 mieszkańców wyspy Sardynia aż 10.108 było duchownymi. Mieli oni liczne przywileje i własne sądownictwo, na co niechętnie patrzyli król Karol i minister Bogino. Gdy w 1796 Napoleon I podbił kontynentalne terytorium Królestwa razem z całymi północno-zachodnimi Włochami, król Karol Emanuel IV schronił się na 15 lat na wyspie Sardynii, nie zajętej przez Napoleona. Siedzibą dworu sabaudzkiego było wtedy Cagliari. W latach 1730-1805 walutą był skud, a potem lir. W 1814 królestwo zostało odnowione i znacznie powiększone, przyłączono do niego tereny Republiki Genueńskiej, zamienione uchwałami Kongresu Wiedeńskiego w księstwo. Królestwo Sardynii miało być państwem buforowym między Francją a Półwyspem Apenińskim, znajdującym się pod wpływami Austrii. W 1831 tron objął bardziej umiarkowanie konserwatywny Karol Albert. Za jego rządów Królestwo Sardynii weszło w okres rewolucji przemysłowej. W czasie Wiosny Ludów (1848) pod wpływem nacisków liberałów, Królestwo Sardynii otrzymało konstytucję. W tym samym roku, również pod wpływem nacisków liberałów, Sardynia wypowiedziała wojnę Austrii, którą pomimo początkowych sukcesów Sardynia przegrała. Jak całe Włochy, Królestwo Sardynii nękane było niestabilnością polityczną i stałymi zmianami rządów. Po krótkiej, ale nieszczęśliwej drugiej wojnie z Austrią, Karol Albert 23 marca 1849 abdykował na rzecz syna, Wiktora Emanuela II. W 1850 powstał liberalny rząd hrabiego Camilla Cavoura, a królestwo Sardynii stało się motorem procesu jednoczenia Włoch. Sardynia wzięła wtedy udział w wojnie krymskiej, w której walczyła razem z Imperium Ottomańskim, Wielką Brytanią i Francją przeciwko Rosji. cdn.
Poznaj świat
Stanisław Barszczak –Pamięci Klelii Garibaldii–
Ostatnio miałem możliwość poznawania dziedzictwa kulturowego Włoch, 15 maja 2014 roku zawitałem na Caprerze, wyspie w pobliżu Sardynii. Tutaj znajduje się muzeum Giuseppe Garibaldiego. Co za wspaniały dzień ! Ten bohater Narodowy Italii pochodził z rodziny blisko związanej z morzem. Wątpliwe są legendy o nordyckim i rycerskim pochodzeniu Giuseppe, był wprawdzie blondynem o bardzo jasnej karnacji, w dodatku oszczędnym w gestach. Giuseppe Garibaldi urodził się 4 lipca 1807 w Nicei, zmarł 2 czerwca 1882 na wyspie Caprera. To włoski rewolucjonista, żołnierz i polityk, działacz i bojownik o zjednoczenie Włoch. Postać barwna i kontrowersyjna, tworząca swą własną legendę za życia. Wróg papiestwa i Austrii, niechętny legendzie napoleońskiej, choć na tej legendzie wychowany. Zawodowy marynarz, a zarazem żołnierz obeznany z taktyką walk partyzanckich. Bohater narodowy Włoch, twórca ich odrodzenia- zmartwychwstania, czyli Risorgimento. Szczególnie aktywny podczas walk na Sycylii i w bojach o Rzym. Był masonem, Wielkim Mistrzem loży Grande Oriente d’Italia. Z Palau statkiem podpływamy na Maddalenę, a stamtąd w oczekiwaniu na umówione spotkanie z Księdzem z Polski, drogą przez nowy most udaję się na sąsiednią Caprerę. Tutaj jest jego Muzeum: 13 pokoi, 4 budynki, w których zostały odtworzone ścieżki i podróże Giuseppe Garibaldiego, władcy „dwóch światów”. Z Panią Przewodniczką wchodzę na Dziedziniec słynnego „Białego Domu” Garibaldiego, a przede mną urokliwy widok Pinii Klelii, zasadzonej przez ojca w 1867 roku . Wycieczka rozpoczyna się od stajni , gdzie trzymane były narzędzia pracy, są nadal tutaj niektóre pamiątki Garibaldiego, testament jego pasji do ziemi . W tle dom pastora , pierwszy dom generała Garibaldiego, podchodzimy pod frontowe drzwi „Białego Domu”, przechodzimy pokoje, tutaj wszystko jak to było kiedyś. W salach ” Białego Domu” można zobaczyć różne bronie i wózek Walnego Zgromadzenia ; w sypialni znajduje się biurko i fortepian, portrety ołówkiem rodziców na ścianach . Następnie odwiedzam pokój Manlio, syna jego pierwszej żony , pokój Klelii , kuchnię. W sali pamiątek są gromadzone przedmioty osobiste na ścianach jadalni można zobaczyć kopie znanych obrazów i innych dzieł, sztandar z 1887 roku. W końcu przechodzę przez drzwi do pokoju, w którym umarł Giuseppe Garibaldi, idę do ówczesnej werandy, już po śmierci męża zabezpieczonej ścianami, potocznie zwanej “pokojem śmierci”. Następnie idziemy przed Pomnik Giuseppe Garibaldiego, popiersie Garibaldiego i stary młyn. Zaraz jednak schodzimy do ogrodu, w którym nasz bohater został pochowany. Jesteśmy blisko przyrody wyspy. Przechodzimy obok łodzi zgromadzonych na Caprerze. W muzeum Giuseppe Garibaldiego można zobaczyć bardzo atrakcyjne i zaawansowane wystawy multimedialne, ilustrujące życie i czyny bohatera. W salonie można zauważyć skórzany fotel i biurko – pulpit podarowany bohaterowi przez królową Margheritę Sabaudzką. W ” pokoju śmierci ” można zauważyć, łóżko z widokiem na okno, stąd Garibaldi mógł widzieć Korsykę. Schodzimy do grobu Garibaldiego na mały cmentarz , gdzie są pochowane córki Rosa i Anita , obok których spoczywają Teresita , Francesca Armosino-osatnia żona Garibaldiego, Klelia i Manlio . To miejsce przynależy do Parku Narodowego Italii, do Archipelagu Maddalena. Jeszcze teraz wspominam bibliotekę Garibaldiego ”z baraku pod blachą”. Następnie wpatruję się w Starą piekarnię, gdzie był przygotowywany chleb. Można zwiedzać muzeum w godzinach od 9.00 do 14.00. W każdą rocznicę zjednoczenia Włoch, dzień 17 marca 1861 , w dzień kiedy ustawa została ogłoszona , Włosi ku pamięci ustanowienia jedności narodowej nadal wyrażają wdzięczność dla swego bohatera. Magiczne emocje chowam jakby na później. Ale wierzyłbym, iż kiedyś będę mógł ponownie obejrzeć Zachód słońca na Caprerze, w czasie kiedy Garibaldi oddawał ostatnie tchnienie na ziemi, to jest o godzinie 18.20 , z obliczem utkwionym w morze. Giuseppe Garibaldi kupił tę ziemię w 1854 roku. Zamieszkał na stałe na Caprerze w 1857 roku , w szczególnie trudnym okresie swego życia po śmierci Anity, pierwszej żony z Urugwaju, po upadku Republiki Rzymskiej, odejściach dzieci , i w tym środowisku znalazł idealną atmosferę , aby odzyskać i odbudować psychicznie ich życie . Kompleks położony jest na szczególnie sugestywnym terenie, blisko morza , z odsłonięciem skał granitowych i śródziemnomorskiej roślinności . W dniu 03 lipca 2012 był tutaj Prezydent Republiki Włoskiej. Muzeum-Kompendium Józefa Garibaldiego na tej małej wyspie Caprera (15 km kw.) pozwala na emocjonującą i niezwykłą wizytę. Już po powrocie do ojczyzny obejrzałem starą fotografię Clelii, która stoi obok śmiertelnego łoża ojca. Klelia, ostatnia z rodu Garibaldi, zmarła w 1959 roku i tutaj też kazała się pochować. Za swego życia zbiegały się koło niej dzieci włoskie, szczególnie podczas obchodów święta ” Trzech Króli” na Caprerze. Donna Klelia Garibaldi przyszedł obdarzała je świątecznymi skarpetami-rajtuzami. Przed chwila obejrzałem również tableau z portretami członków rodziny Garibaldi : Menotti , Ricciotti , Giuseppe Garibaldi , Manlius , Clelia , Francesca Armosino , Teresita , Canzio . Data pierwszego otwarcia muzeum, to był styczeń 02 styczeń 1976, w obecności ministra Giovanni Spadoliniego. 15 lutego 1863 roku, w trakcie powstania styczniowego zwrócił się do społeczeństw Europy z głośnym apelem Nie opuszczajcie Polski. Na jego wezwanie do Galicji ruszyła grupa ochotników, którzy walczyli pod wodzą pułkownika Francesca Nulla, ale zainteresowanie Garibaldiego sprawą polską było mniejsze niż należałoby się spodziewać. Polskie zrywy widział jako walkę wyzwoleńczą, ale prowadzoną przez „katolicką szlachtę”, a oba te terminy były mu obce. Chory i przykuty do łóżka, pojął w styczniu roku 1882 za żonę Franceskę Armosino, z którą miał wcześniej troje dzieci. cdn.
Polaków poważne rozmowy
Stanisław Barszczak, Miałam farmę w Ząbkowicach u stóp lasu—
Napisz trochę każdego dnia, wiesz: bez nadziei, bez rozpaczy. Tak więc chciałbym pisać. Dzisiaj byliśmy w kinie, obejrzeliśmy film dokumentalny pt. ‘Santo subito,’ o już świętym Janie Pawle II, papieżu Słowianinie. Zabrakło mi w nim bezpośrednich spotkań Ojca Świętego z wiernymi. Wydawało mi się, iż żegnaliśmy go na nowo. To jest dziwne uczucie-żegnanie- jest sama zazdrość w nim. Mężczyźni pękają w ogóle, mdleją w trakcie badania na odwagę, i my, jeśli mamy badanie jakieś, znaczy się: na cierpliwość, na nic robienie, i jak dobrze możemy znieść samotność. Przeczytałem o prawdziwej pobożności zdefiniowanej jako: miłość własnego przeznaczenia bezwarunkowo – i jest coś w tym. To znaczy: Myślę, że w pewien sposób ten rodzaj ‘religijności’ jest warunkiem prawdziwego szczęścia. Istnieje szczególna szczęśliwość w dawaniu człowiekowi, którego lubisz bardzo dużo, dobre jedzenie, które zostało ugotowane przez ciebie samego. A ty zawsze pragniesz czegoś więcej. Jest to niemożliwe, żeby miasto nie odegrało roli w twoim życiu; jest to nawet bez większego znaczenia, czy masz więcej dobre lub złe rzeczy do powiedzenia o tym; jest twój umysł pociągany ku niemu, przez prawo psychicznej grawitacji. Cykada śpiewa pieśń bez końca w długiej trawie, zapachy przechodzą ziemię i spadające gwiazdy przepełniają niebo, jak łzy na policzku. Jesteś uprzywilejowaną osobą, (dla) której wszystko jest wzięte. Królowie Tarszisz przyniosą dary. Wielki artysta nigdy nie jest zły. Nasza tęsknota jest naszym zobowiązaniem- rękojmią i jedyną gwarancją; i błogosławieni są stęsknieni domu, albowiem oni będą wracać do domu. Tutaj gość jest przyjacielem, on przynosi wieści, dobre lub złe, które jest chlebem dla głodnych umysłów w samotnych miejscach. Prawdziwy przyjaciel, który przychodzi do domu jest niebieskim posłańcem, który przynosi chleb aniołów. Musimy zostawiać ślad w życiu, gdy to jest jeszcze w interesie naszej mocy. Kiedy w końcu nadszedł dzień, w którym ja wyjeżdżałem, nauczyłam się dziwnej lekcji, mianowicie że mogą się zdarzyć rzeczy, których nie możemy sobie wyobrazić, ani wcześniej, ani w czasie, gdy odbywają się, ani później, kiedy patrzymy na nie, gdy już mamy je za sobą. Przez cały świat przebrzmiewa jeden długi krzyk (wydobywający się) z serca artysty: Daj mi szansę, abym zrobił coś za siebie jak najlepiej. Trudne czasy pomogły mi zrozumieć lepiej niż przed, jak nieskończenie bogate i piękne jest życie pod każdym względem, i że tak wiele rzeczy, o które się martwimy, one w ogóle są bez znaczenia. Ale nawet wszystkie smutki można przeżyć, gdy tylko obdarzymy je historią. Ludzie, którzy marzą, gdy śpią w nocy, oni poznają szczególny rodzaj szczęścia, którego świat dnia nie uznaje, pogodną ekstazę i łatwość serca, które są jak miód na języku. Wiedzą też, że prawdziwa chwała marzeń leży w ich atmosferze nieograniczonej wolności. To nie jest wolność dyktatora, który narzuca swoją wolę w świecie, ale wolność artysty, który nie ma woli, który jest wolny od woli. Przyjemność prawdziwego marzyciela nie leży w treści snu, ale polega na tym: że rzeczy odbywają się bez ingerencji z jego strony, i zupełnie poza jego kontrolą. Wspaniałe krajobrazy tworzą się same; wydłużone, wspaniałe widoki; bogate i delikatne kolory; drogi; domy, których on nie widział ani o których on nigdy nie słyszał … Jeśli ja znam pieśń o Afryce o żyrafie i afrykańskim nowiu, księżycu leżącym na plecach, z pługami w polach i spoconych twarzach zbieraczy kawy, to czy Afryka zna piosenkę o mnie? Czy powietrze nad doliną zadrży kolorem jakim ja tam oddychałem, czy dzieci wymyślą grę w której będzie moje imię, albo czy pełny księżyc rzuci cień na ruchomy piasek podobny do mojego, ‘orły’ z wzgórza Kamionki czy obejrzą się za mną? Bóg stworzył świat okrągły, więc my nigdy nie będziemy w stanie zobaczyć zbyt daleko w dół drogi. Ale nie podróżuje się samolotem. Jest się zwykle wysłanym, jak paczka. Prawdziwa różnica między Bogiem a ludźmi… była ta, że Bóg nie może się zatrzymywać nieprzerwanie. Zaledwie stworzył porę roku, czy czas dnia, on już chce czegoś zupełnie innego, i znowu ogarnia to wszystko. Ledwo wyszedł jeden młody człowiek, i był szczęśliwy w tym, już naturą rzeczy pośpieszy do małżeństwa, do męczeństwa lub starości. I ludzie rozszczepiają się do zaistniałego stanu rzeczy. Przez całe życie starają się oni trzymać mocno ten moment …. Ich sztuką jest nic (innego), jak tylko próba zdobywania wszystkimi środkami jednego szczególnego momentu, jednego światła, (to jest )chwilowego piękna jednej kobiety i jednego kwiatu, i czynią to na wieki. (na podstawie cytatów z opowieści Karen Blixen, Siedem gotyckich opowiadań i Pożegnanie z Afryką, tłum. autor)
Anton Pawłowicz Czechow, opowiadanie pt. Бабы , w moim tłumaczeniu, autor
(Jest to już szósty i ostatni fragment przetłumaczonej przeze mnie opowieści Antoniego Czechowa pt. Sierota, proszę nie brać mi za złą monetę przemienionych imion głównych bohaterów, w oryginale opowiadanie nosi tytuł Бабы)
Dobranoc – powiedziała Zofia, wstając – i to tak, żeby Olbrzym nie chwycił.
Obie cicho weszły na podwórze.
-Ja odeszłam i nie słyszałam tego, co on opowiadał o Maszence – powiedziała Barbara ścieląc sobie pod oknem.
– Ona nie żyje, mówi się w więzieniu. Męża otruła.
Barbara położyła się obok Zofii, pomyślała i powiedział cicho:
– Ja bym swojego Aloszę zamordowała i nie żałowała.
– Bzdury pleciesz, ale niech Bóg cię błogosławi.
Kiedy Zofia już zasypiała, Barbara przytuliła się do niej i szepnęła jej do ucha:
-Dawaj, Olbrzyma i Aloszkę pozbawimy życia.
Zofia zadrżała i nic nie powiedziała, a potem otworzyła oczy i długo, nie mrużąc oczami , wpatrywała się w niebo.
– Ludzie poznają- powiedziała.
– Nie dowiedzą się. Olbrzym już stary , to mu czas, żeby pomarł, a Aloszka, powiemy, od pijaństwa zmarł.
– Straszne… Bóg zabije .
– A niech tam..
Obie nie spały i milcząco nie przestawały myśleć.
– Zimno – powiedziała Zofia, zaczęły drżeć na całym ciele. – Musi ranek już być blisko … Śpisz?
– Nie … Ty mnie nie słuchaj, gołąbku – szepnęła Barbara. – zła wróżba na nich, przeklętych, ale już sama nie wiem, co mówię. Śpij, po prawdzie to już jutrzenka, zorza wschodzi. Śpij.
Obie wyciszyły się, uspokoiły się jakoś i szybko zasnęły.
Najwcześniej od wszystkich obudziła się starucha. Obudziła Zofię, i obie poszły do szopy , aby wydoić krowy. Alosza kompletnie pijany, bez harmonijki; na piersiach i kolanach miał kurz i słomę, oczywiście teraz pozbywał tychże po drodze. Kołysząc się poszedł do szopy i bez rozbierania ułożył się w saniach i natychmiast zaczął chrapać. Gdy od wschodzącego słońca jasnym płomieniem zapaliły się krzyże na kościele, a następnie okna i przez zroszone rosą trawy podwórza przesunęły się cienie drzew a także studziennego żurawia Mateusz Sawicz wyskoczył i zaczął się krzątać.
– Kózka , wstawaj! – Zawołał . – Czas zaprzęgać ! Ale to już (co żywo)!
I zaczął się poranny zgiełk. Młoda Żydówka, w brązowej sukni z falbankami, przyprowadziła konia na podwórze do wodopoju. Skrzypiał żałośnie studzienny żuraw, załomotało wiadro … Kózka senny, ospały, z rosą, siedział na wózku, leniwie ubierał surdak i słuchał, jak ze studni bryzgała woda z wiadra, od zimna wzruszał ramionami.
– Ciotka – krzyknął Mateusz Sawicz do Zofii – zachęć tobołkiem mojego chłopaka, żeby szedł zaprzęgać!
I w tym momencie Olbrzym krzyknął z okna:
– Zofiu, weź od Żydówki za wodopój kopiejkę! Jak mam zwyczaj…
Na ulicy tam i z powrotem biegały owce, i beczały; kobiety krzyczały na pastucha, a on grał na flecie, klaskał batem lub odpowiadał im ciężkim, ochrypłym basem. Na podwórko pobiegły trzy owce, a nie znajdując bramy, szturchały płot. Z powodu hałasu obudziła się Barbara, pościel podniosła do ramion i poszła do domu.
– Ty byś choć owce wygnała! – krzyknęła do niej starucha. – Jaśnie pani (wielka dama)!
-Jeszcze co! Będę ja na was, hrabianki, pracować – szemrała Barbara, wchodząc do domu.
Podsmarowali wóz i zaprzęgli konie. Z domu wyszedł Olbrzym z rachunkami w dłoniach, usiadł na ganku i zaczął liczyć, ile kolejno wychodzi za nocleg, za owies i za wodopój.
– Drogo, dziadku, za owies liczysz sobie – powiedział Mateusz Sawicz.
– Jeśli drogo, nie biorę. My, kupiec, nie przymus.
Kiedy podróżnicy udali się do powozu, aby usiąść i odjechać, na moment spowolniła ich jedna okoliczność.
Kózka nie miał czapki.
– Gdzie ty świniaczku ją podziałeś? – Krzyknął ze złością Mateusz Sawicz. – Gdzie ona jest?
A Kózka aż twarz wykrzywił z przerażenia, pobiegał koło powozu, a nie znalazłszy jej tam, pobiegł do bramy, a następnie pod okap. Pomagali mu ją szukać starucha i Zofia .
-Ja ci uszy oberwię! – krzyknął Mateusz Sawicz. –draniu(poganinie) skończony!
Czapkę znaleziono na dnie powozu. A Kózka rękawem zrzucił z niej siano, i nieśmiało, a wciąż z wyrazem przerażenia na twarzy, jakby w obawie, żeby nie został uderzony od tyłu, (po kole) wsiadł na wóz. Mateusz skrzyżował ręce (do modlitwy za dobrą podróż), stangret ściągnął lejce, i powóz z trudem ale ruszył z miejsca, a następnie szybko wytoczył się z podwórka.(koniec)
“Бабы” Antoniego Czechowa
(jest to już piąty fragment przetłumaczonej przeze mnie opowieści Antoniego Czechowa pt. Sierota, proszę nie brać mi za złą monetę przemienionych imion głównych bohaterów, w oryginale opowiadanie nosi tytuł Бабы )
– Suce i sucza śmierć – powiedział Olbrzym.
– Kózkę zawrócili do domu …Myślałem i myślałem, aż wziąłem go do siebie. Dlaczego nie? Choć skazaniec bachor, ale nadal w nim mieszka żywa dusza, ochrzczona; żal (jej). Zrobię go urzędnikiem, a jeżeli własnych dzieci mieć nie będę, to na kupca go wyciągnę. Teraz , jak gdzie jadę, biorę go ze sobą, niech się uczy. Podczas gdy Mateusz Sawicz opowiadał Kózka siedział na kamieniu w pobliżu bramy, i opierając głowę oburącz patrzył w niebo; to znów z dala w ciemnościach kuśtykał zarazem nieco.
– Kózka, idź spać ! – Krzyknął Mateusz Sawicz.
– Tak , to już czas – Olbrzym, wstając ziewnął głośno i dodał : -chcieć żyć tylko podług swojego rozumu, nie słucha się, to zawsze wychodzi inaczej.
Nad podwórzem na niebie płynął już księżyc; szybko biegł w jedną stronę, a chmury pod nim- w drugą; chmury odchodziły na plan dalszy, a księżyc był nieustannie widziany na podwórku. Mateusz Sawicz pomodlił się skierowany w stronę cerkwi i życząc dobrej nocy , położył się na ziemi obok powozu. Kózka także zmówił pacierz, wszedł na wóz i okrył się swoim surdutem; żeby było wygodniej, zrobił dołek w sianie i wygiął się tak, że łokcie dotykały kolana. Z dziedzińca można było zobaczyć jak Olbrzym u siebie na dole zapalił świecę, włożył okulary i stał w kącie z książką. On rozczytywał (w niej) długo i czynił pokłony.
Przyjezdni zasnęli. Afanasjewna i Zofia zbliżyły się do wozu i zaczęły spoglądać na Kózkę.
– Śpi sierotka – powiedziała staruszka. – Chudziutki, cieniutki jak patyk, same kości. Rodzonej matki nie ma, a nakarmić go porządnie nie ma komu.
– Mój Maruszek winien pewnie, dwa lata starszy – powiedziała Zofia. – W fabryce żyje jak w niewoli, bez matki. Mistrz bije (go), jak przypuszczam. Jak spojrzałam włąśnie teraz na tego małego chłopca, przypomniałam sobie Mariuszka – moje serce zamarło (krwią zakrzepło).
Minęła minuta, w ciszy.
– Herbatę, nie pamięta matki – powiedziała kobieta.
– Gdzie tam, (to niemożliwe) żeby spamiętał!
I Zofii z oczu popłynęły wielkie łzy.
– Szczwanym lisem nie zakręcisz … – powiedziała ona łkając i śmiejąc się z czułością i współczuciem . – Mój biedniutki sierota.
Kózka zadrżał i otworzył oczy. On ujrzał przed sobą brzydką, pomarszczoną, zapłakaną twarz, a obok niej inną, twarz staruszki, bezzębną, z ostrym podbródkiem i haczykowatym nosem, a nad nimi bezgraniczne niebo z biegnącymi chmurami i księżycem- i krzyknął z przerażenia. Zofia także krzyknęła; obojgu odpowiedziało echo, i przez duszne powietrze przetoczył się niepokój; poparł (go) stróż z sąsiedztwa, pies zaszczekał. Mateusz Sawicz mruknął coś przez sen i odwrócił się na drugi bok.
Późno w nocy, kiedy już spali i Olbrzym i stara kobieta, i po sąsiedzku stróż nocny, Zofia (Fiodorowa) wyszła z bramy i usiadła na ławce. Było jej duszno, i od łez rozbolała ją głowa. Ulica była szeroka i długa; dwie mile w prawo, i tak samo na lewo, nie widać końca. Księżyc już zniknął z podwórka i stanął za cerkwią. Jedna strona ulicy była skąpana w świetle księżyca, a druga była czarna, znajdowała się w cieniu; długie cienie topoli czereśni ciągnęły się przez całą ulicę i czerń od kościoła, czarna i straszna, kładła się szeroko i zajęła Olbrzymową bramę i połowę domu. Było jakoś pusto i cicho. Z końca ulicy czasami było słychać muzykę, ale ledwo słyszalną; to Alosza grał na swojej harmonijce.
W cieniu koło cerkiewnego płotu ktoś chodził, i nie można było rozróżnić, czy to człowiek czy krowa, albo i nikogo nie było, a jedynie duży ptak szamotał się (szeleścił)w drzewach. Ale to z cienia wyszła jedna postać, zatrzymała się i powiedziała coś męskim głosem, a następnie zniknęła w zaułku niedaleko cerkwi. Nieco później, w dwóch sążniach od bramy pojawiła się kolejna postać; szła prosto z cerkwi na bramę i, kiedy zobaczyła na ławce Zofię zatrzymała się.
– Barbara, czy to ty? – spytała Zofia.
– A nawet, gdyby to ja.
To była Barbara. Stała przez chwilę, a potem podeszła do ławki i usiadła.
– Gdzie byłaś ? – spytała Zofia.
Barbara nic nie powiedziała.
– Czy ty aby nie trudzisz siebie, młoda kobieto, jakim smutkiem – powiedziała Zofia. – Słyszałaś, i ciebie trzeba by jak Maszenkę i nogami i lejcami? Przydało by się tak i tobie… popatrz, to by tego nie było.
– Co ci do tego.. Barbara zaśmiała się w chusteczkę, i powiedziała szeptem:
– Z klechą teraz chodziłam.
– Szwendasz się.
– Aj prawda.
– Grzech ! – szepnęła Zofia.
– A niech sobie będzie.. Czego żałować? Grzech, tak grzech, czy raczej niech grzmot zabije, czym takie życie. Jestem młoda, zdrowa, a mój mąż jest garbus, uprzykrzony (nudny), tęgi (twardy), gorzej (z nim) jak z Olbrzymem przeklętym.
Wśród dziewek żyłam, kęsa nie dojadałam, chodziłam boso i odeszłam od tych złych dryblasów, pokusiłam się na Aloszy bogactwo i wpadłam w niewolę, jak ryba w pułapkę, i byłoby mi łatwiej zasnąć z żmiją jak z tym parszywym Aloszą. A twoje życie? Nie patrzyli w moje oczy.. Twój Fiodor przegnał ciebie z fabryki do ojca, a sam z inną zaczął; chłopca ci skradli i zabrali do niewoli. Pracujesz, że się wyrażę jak koń , i dobrego słowa nie słyszysz.. Lepiej całe swoje życie w dziewkach trudzić, lepiej z klechą srebrne monety nosić, zbierać jałmużnę, lepiej w studnię głową (do przodu wpaść)…
– Grzech ! – Zofia szepnęła ponownie.
– A Niech sobie będzie..
Gdzieś za cerkwią znowu zaśpiewali smutną piosnkę, te same trzy głosy: dwóch tenorów i bas. I znowu nie można było rozróżnić słów.
– Srebne monety (‘monety półciężarne’) – Barbara roześmiała się.
I zaczęła mówić szeptem, jak ona po nocy z klechą chodzi, i to, co on jej mówi, jakich ma przyjaciół, i jak ona z przyjezdnymi urzędnikami i kupcami chodziła. W ślad za smutną piosnką odczuwało się wolne życie, Zofia zaczęła się śmiać, słodko jej było słuchać tego, bo czuła się grzesznicą i strasznie zarazem, zaraz też odczuła (swojską) zazdrość, i było jej przykro, że ona sama nie grzeszyła, kiedy była młody i piękna …
Na cmentarz w starej cerkwi wybiła północ. cdn.
Błogosławionych Świąt
(…jest to już trzeci fragment przetłumaczonej przeze mnie opowieści Antoniego Czechowa pt. Sierota , oryginał nosił tytuł Бабы , proszę nie brać za złą monetę w tłumaczeniu przyjęcia nieco przemienionych imion głównych bohaterów; w oryginale opowiadanie nosi tytuł Бабы)–
To pismo mi rozwiązało ręce. Przeczytaliśmy je z Maszenką, stała biała jak śnieg, a ja mówię: ” Dzięki Bogu, teraz, ja mówię, znaczy, źe znów będziesz żoną męźa.” A ona odpowiedziała: “Nie zamierzam z nim żyć.” – “Ale on jest twój mąż? ” – mówię – “Czy to takie łatwe … Ja jego nigdy nie kochałam i przymusem wyszłam za niego. Matka chciała.”. – “Tak ty, mówię, nie unikaj, głupiutka, a powiedz: brałaś z nim ślub w cerkwi, czy nie?” – “Brałaś slub, mówi, ale kocham ciebie i będę żyć z tobą, aż do samej śmierci. Niech ludzie się śmieją … ja bez uwagi (na nich) … ” – “Ty, mówię, pątniczka i czytałaś Pismo, co jest tam napisane?”
– Za męża wydana, z mężem i żyć powinnaś- powiedział Olbrzym.
– Żona i mąż jednym ciałem. Pogrzeszyliśmy, mówię, my z tobą i będzie trzeba mieć świadomość i bać się Boga. Przyznamy się przed Wańką, mówię, on jest cichy człowiek, nieśmiały- nie zabije.
Nawet lepiej, mówię, na tym świecie mąki od legalnego męża znosić niż na strasznym sądzie zębami zgrzytać. Nie słucha baba, postawiła na swoim, i choćby ty co! (ona mówi) “Kocham ciebie” – i nic więcej. Przyjechał Wańka w sobotę na samą Trójcę, wcześnie rano. Ja zza ogrodzenia widziałem wszystko: wbiegł do domu, po minucie wyszedł z Kózką na rękach, i śmieje się i płacze, Kózkę obdarza całusami, a osobiscie patrzy na skłąd siana- a to Kózkę rzucać żal, a i gołębi chce się. Łagodnym, wrażliwym człowiekiem był.
Dzień minął spokojnie i skromnie. Zadzwonili na nieszpory, i myślę (sobie): jutro Trójca, dlaczego oni bram i ogrodzenia na zielono nie ubierają? Sprawa, myślę, nieładna. Poszedłem do nich. Patrzę, że on siedzi na podłodze pokoju, przewracając oczami, jakby był pijany, łzy spływały mu po policzkach, a ręce drżały; wyjmuje z węzła bułeczki, naszyjniki, ciasta i różnego rodzaju gadżety i rzuca na prawo i lewo na podłodze. Kózka – miał trzy latka- czołga się i pierniki żuje, a Maszenka stoi w pobliżu pieca, blada, drży cała i mamrocze: “Nie jestem twoją żoną, nie chcę z tobą żyć” – wszelkiego rodzaju bzdury. Pochyliłem się Wańce do stóp i mówię: “Jesteśmy winni przed tobą, Wasilij Maksimicz, wybacz mi dla Chrystusa.”
Potem wstał i mówię Maszence te słowa: “Ty, Mario Sjemionowna, mówię, powinnaś teraz Wasilijemu Maksimiczowi nogi myć nogi i wodę pić. I bądź pokorną żoną dla niego, a za mnie módlcie się do Boga, żeby on, mówię, miłosierny był, wybaczył mi mój grzech.” Jakby to była od anioła niebiańskiego, wnoszę, sugestia. Odczytałем jej obecne emocje, a mówiłем tak wrażliwie, że mnie także łza popłynęła. W ten sposób dwa dni później przychodzi do mnie Wańka. “Ja, mówi, przebaczam Mateusz, i tobie, i żonie, Bóg z wami. Ona żołnierz, taki biznes kobiecy, młoda, trudno jest obserwować siebie. Nie ona pierwsza , i nie ostatnia. I po prostu, mówi, proszę cię, abyś żył tak, jakby między wami nic nie było, i co masz na myśli nie pokazuj, a ja, mówi, postaram się jej we wszystkim podobać, żeby ona mnie znów pokochała.” Podał mi rękę , wypił herbatę i wyszedł wesoły. Cóż, myślę, dzięki Bogu, poczułem się szczęśliwy, że wszystko poszło tak dobrze. Ale skoro tylko Wańka z podwórka (oddalił się), zaraz przyszła Maszenka. (Ujrzałem) Widmo! Wiesza mi się na szyi , płacze i zanosi modły: “Na miłość boską nie rzucaj, żyć bez ciebie nie mogę.” cdn.