Stanisław Barszczak, Wpoić prawo Boga moim dzieciom (nowe rozmowy tuskulańskie, część wtóra)
Sienkiewiczowskie ‘Quo vadis’ z osobliwą nieścisłością historyczną, prowadzi mnie ulicami wiecznie żywego miasta za każdym razem nieco inaczej, z powrotem na Forum Romanum. Jak wspomniałem to centralne miejsce Rzymu objawiło się w czasach cesarstwa “pępkiem świata”, miejscem skąd wychodziły wszelkie drogi ówczesnego świata (see, Umbilicus urbis Romae). Otwórzmy się zatem jeszcze raz na tę śliczną a niepowtarzalną rzeczywistość starożytnej Rzeczypospolitej, choć wciąż jednak nie wiemy czy tak było naprawdę: “Lektyka czekała już od dawna, więc Petroniusz i Viniciusz wsiedli i kazali się ponieść na Vicus Patricius, do domu Aulusa. Insula Petroniusza leżała na południowym stoku Palatynu około tak zwanych Carinae, najkrótsza więc droga wypadała im poniżej Forum, lecz ponieważ Petroniusz chciał zarazem wstąpić do złotnika Idomena, wydał przeto polecenie, by niesiono ich przez Vicus Apollinis i Forum w stronę Vicus Sceleratus, na rogu którego pełno było wszelkiego rodzaju tabern. Olbrzymi Murzyni podnieśli lektykę i ruszyli, poprzedzani przez niewolników zwanych pedisequi… rozmowa urwała się, wniesiono ich bowiem na rojne ulice, na których przeszkadzał jej gwar ludzki. Przez Vicus Apollinis skręcili na Forum Romanum, gdzie w dnie pogodne przed zachodem słońca gromadziły się tłumy próżniaczej ludności, by przechadzać się wśród kolumn, opowiadać nowiny i słuchać ich, widzieć przenoszone lektyki ze znakomitymi ludźmi, a wreszcie zaglądać do sklepów złotniczych, do księgarni, do sklepów, w których zmieniano monetę, do bławatnych, brązowniczych i wszelkich innych, których pełno było w domach obejmujących część Rynku położoną naprzeciw Kapitolu. Połowa Forum, leżąca tuż pod wiszarami zamku, pogrążona była już w cieniu, natomiast kolumny położonych wyżej świątyń złociły się w blasku i na błękicie. Leżące niżej rzucały wydłużone cienie na marmurowe płyty, wszędzie zaś było ich tak pełno, że oczy gubiły się wśród nich jak w lesie. Zdawało się, że tym budowlom i kolumnom aż ciasno koło siebie. Piętrzyły się jedne nad drugimi, biegły w prawo i w lewo, wdzierały się na wzgórza, tuliły się do zamkowego muru lub jedne do drugich, na podobieństwo większych i mniejszych, grubszych i cieńszych, złotawych i białych pni, to rozkwitłych pod architrawami kwiatami akantu, to pozawijanych w jońskie rogi, to zakończonych prostym doryckim kwadratem. Nad owym lasem błyszczały barwne tryglify, z tympanów wychylały się rzeźbione postaci bogów, ze szczytów uskrzydlone złote kwadrygi zdawały się chcieć ulecieć w powietrze, w ów błękit, który zwieszał się spokojnie nad owym zbitym miastem świątyń. W środku Rynku i po brzegach płynęła rzeka ludzka: tłumy przechadzały się pod łukami bazyliki Juliusza Cezara, tłumy siedziały na schodach Kastora i Polluksa i kręciły się koło świątyńki Westy, podobne na tym wielkim marmurowym tle do różnokolorowych rojów motyli lub żuków. Z góry, przez ogromne stopnie, od strony świątyni poświęconej „Jovi Optimo Maximo”, napływały nowe fale; przy rostrach słuchano jakichś przygodnych mówców; tu i ówdzie słychać było okrzyki przekupniów sprzedających owoce, wino lub wodę pomieszaną z figowym sokiem, oszustów polecających cudowne lekarstwa, wróżbitów, odgadywaczy ukrytych skarbów, tłumaczów snów. Gdzieniegdzie z gwarem rozmów i nawoływań mieszały się dźwięki sistry, egipskiej sambuki lub greckich fletów. Gdzieniegdzie chorzy, pobożni lub stroskani nieśli do świątyń ofiary. Wśród ludzi, na kamiennych płytach, zbierały się chciwe na ofiarne ziarno, podobne do ruchomych, pstrych i ciemnych plam, stadka gołębi, to wzbijając się chwilowo z rozgłośnym szumem skrzydeł w górę, to znów zapadając na opróżnione przez tłum miejsca. Od czasu do czasu gromady ludzkie rozstępowały się przed lektykami, w których widać było wykwintne twarze kobiece lub głowy senatorów i rycerzy, o rysach jakby zakrzepłych i wyniszczonych życiem. Różnojęzyczna ludność powtarzała w głos ich imiona z dodatkiem przezwisk, szyderstw lub pochwał. Między bezładnymi grupami przeciskały się czasem postępujące miarowym krokiem oddziały żołnierzy lub wigilów czuwających nad ulicznym porządkiem. Język grecki dawał się słyszeć naokół równie często, jak łaciński. Winicjusz, który dawno nie był w mieście, patrzył z pewną ciekawością na owo rojowisko ludzkie i na owo Forum Romanum, zarazem panujące nad falą świata i zarazem tak nią zalane, że Petroniusz, który odgadł myśl towarzysza, nazwał je „gniazdem Kwirytów – bez Kwirytów”. Istotnie, miejscowy żywioł ginął niemal w tym tłumie złożonym ze wszystkich ras i narodów. Widać tu było Etiopów, olbrzymich jasnowłosych ludzi z dalekiej północy, Brytanów, Galów i Germanów, skośnookich mieszkańców Sericum, ludzi znad Eufratu i ludzi znad Indu, o brodach barwionych na kolor cegły, Syryjczyków znad brzegów Orontu, o oczach czarnych i słodkich; wyschniętych jak kość mieszkańców pustyń arabskich, Żydów z zapadłą piersią, Egipcjan z wiecznym, obojętnym uśmiechem w twarzach i Numidów, i Afrów; Greków z Hellady, którzy na równi z Rzymianami władali nad miastem, ale władali wiedzą, sztuką, rozumem i szalbierstwem, Greków z wysp i z Azji Mniejszej, i z Egiptu, i z Italii, i z Narbońskiej Galii. W tłumie niewolników z podziurawionymi uszami nie brakło i wolnej, próżniaczej ludności, którą cezar bawił, żywił, a nawet odziewał, i wolnych przybyszów, których do olbrzymiego miasta zwabiła łatwość życia i widoki fortuny; nie brakło przekupniów i kapłanów Serapisa z palmowymi gałęziami w ręku, i kapłanów Izydy, na której ołtarze znoszono więcej ofiar niż do świątyni Kapitolińskiego Jowisza, i kapłanów Kibeli, noszących w ręku złote kiście ryżu, i kapłanów wędrownych bóstw, i tanecznic wschodnich z jaskrawymi mitrami, i sprzedających amulety, i poskromców wężów, i chaldejskich magów, wreszcie ludzi bez wszelkich zajęć, którzy co tydzień zgłaszali się do spichlerzy nadtybrzańskich po zboże, bili się o loteryjne bilety w cyrkach, spędzali noce w walących się ustawicznie w zatybrzańskiej dzielnicy domach, a dnie słoneczne i ciepłe w kryptoportykach, w brudnych garkuchniach Subury, na moście Milwiusa lub przed insulami możnych, gdzie im od czasu do czasu wyrzucano resztki ze stołu niewolników. Petroniusz dobrze był znany przez te tłumy. O uszy Winicjusza obijało się ustawiczne: „Hic est!” – „To on!” – Lubiono go za hojność, a zwłaszcza popularność jego wzrosła od czasu, gdy dowiedziano się, że przemawiał przed cezarem przeciw wyrokowi śmierci wydanemu na całą familię, to jest na wszystkich bez różnicy płci i wieku niewolników prefekta Pedaniusza Sekunda, za to, iż jeden z nich zabił tego okrutnika w chwili rozpaczy. Petroniusz powtarzał wprawdzie głośno, że mu to było wszystko jedno i że przemawiał do cezara tylko prywatnie, jako arbiter elegantiarum, którego estetyczne uczucia oburzała owa barbarzyńska rzeź, godna jakichś Scytów, nie Rzymian. Niemniej lud, który wzburzył się z powodu tej rzezi, kochał od tej pory Petroniusza. Lecz on o to nie dbał. Pamiętał, że ten lud kochał także i Brytanika, którego Nero otruł, i Agrypinę, którą kazał zamordować, i Oktawię, którą na Pandatarii uduszono po uprzednim otwarciu jej żył w gorącej parze, i Rubeliusza Plauta, który został wygnany, i Trazeasza, któremu każde jutro mogło przynieść wyrok śmierci. Miłość ludu mogła być uważana raczej za złą wróżbę, a sceptyczny Petroniusz był zarazem przesądny. Tłumem gardził podwójnie: i jako arystokrata, i jako esteta. Ludzie pachnący prażonym bobem, który nosili w zanadrzu, a przy tym wiecznie schrypnięci i spotnieli od gry w morę po rogach ulic i perystylach, nie zasługiwali w jego oczach na miano ludzi. Nie odpowiadając też wcale ani na oklaski, ani na posyłane tu i owdzie od ust pocałunki, opowiadał Markowi sprawę Pedaniusza, drwiąc przy tym ze zmienności ulicznej hałastry, która nazajutrz po groźnym wzburzeniu oklaskiwała Nerona przejeżdżającego do świątyni Jowisza Statora. Lecz przed księgarnią Awirunusa kazał się zatrzymać i wysiadłszy zakupił ozdobny rękopis, który oddał Winicjuszowi. -To podarek dla ciebie – rzekł. – Dzięki! – odrzekł Winicjusz. Po czym spojrzawszy na tytuł zapytał: – Satyricon. To coś nowego. Czyje to? – Moje. Ale ja nie chcę iść śladem Rufinusa, którego historię miałem ci opowiedzieć, ani też śladem Fabrycjusza Wejenta, dlatego nikt o tym nie wie, ty zaś nikomu nie mów. – A mówiłeś, że nie piszesz wierszy – rzekł Winicjusz zaglądając do środka – tu zaś widzę prozę gęsto nimi przeplataną. – Jak będziesz czytał, zwróć uwagę na ucztę Trymalchiona. Co do wierszy, zbrzydły mi od czasu, jak Nero pisze epos. Witeliusz, widzisz, chcąc sobie ulżyć, używa pałeczki z kości słoniowej, którą zasuwa sobie w gardło; inni posługują się piórami flamingów maczanymi w oliwie lub w odwarze macierzanki – ja zaś odczytuję poezje Nerona – i skutek jest natychmiastowy. Mogę je potem chwalić, jeśli nie z czystym sumieniem, to z czystym żołądkiem. To rzekłszy zatrzymał znów lektykę przed złotnikiem Idomenem i załatwiwszy sprawę gemm kazał nieść lektykę wprost do domu Aulusa. -Po drodze opowiem ci na dowód, co jest miłość własna autorska, historię Rufinusa – rzekł. Lecz zanim ją rozpoczął, skręcili na Vicus Patricius i niebawem znaleźli się przed mieszkaniem Aulusa. Młody i tęgi ianitor otworzył im drzwi wiodące do ostium, nad którymi sroka, zamknięta w klatce, witała ich wrzaskliwie słowem: „Salve!”
(koniec cytatu, Henryk Sienkiewicz, Quo vadis, 2 rozdział) Viniciusz, w którego głowie -od czasu jak słyszał w Ostrianum naukę i opowiadanie Apostoła Piotra – poczęła się plątać i zacierać różnica między rzeczami możliwemi a niemożliwemi… Bycie obywatelem Rzymu to samotna praca, nie można prowadzić jej wychodząc z tłumu. Przystoi, aby Ojczyzna była nam droższa niż my sami sobie. Tam ojczyzna, gdzie (jest) dobrze, rzymski Cyceron, orator z czasów republiki nam to powiedział w tym samym miejscu. Ale powszechnie rozszerza się zło, i wciąż są wojny, co więcej powstają olbrzymie kataklizmy na naszej planecie, ludzkość dziesiątkują choroby, tsunami, trzęsienia ziemi. Przyprawą (do) potrawy jest głód. Zupełnie niedawno wertując internet natrafiłem na fragment powieści pt. “Głód”. To powieść o horrorach z 1981 r. Napisana przez szkockiego pisarza Grahama Mastertona. Opowieść dotyczy ogólnonarodowego głodu, który ogarnia Amerykę, powodując zanieczyszczenie wszystkich źródeł żywności w ten czy inny sposób. Fabuła toczy się wokół Eda Hardesty, farmera pszenicy, właściciela farmy South Burlington, w hrabstwie Kingman w Kansas i jego próby znalezienia przyczyny zarazy, która dotknęła jego uprawy pszenicy, a także wszystkich innych upraw w Stanach Zjednoczonych. Ed Hardesty jest właścicielem gigantycznej farmy w Kansas. Niezmierzone połacie pszenicy, które zgodnie z przeznaczeniem miały zamienić się w czysty zysk i uczynić farmera bogatym, dotyka tajemnicza zaraza. Desperackie próby jej zwalczenia kończą się fiaskiem. Podobne problemy występują w całych Stanach Zjednoczonych. Zboża, warzywa, owoce zostają skażone. Najpotężniejszy naród na świecie z dnia na dzień staje przed widmem głodu, który sprawia, że ludzie wyzbywają się cech ludzkich, zastępując je pierwotnymi instynktami przeżycia, najmroczniejszymi żądzami i przemocą. Ale oddajmy sprawiedliwość autorowi powieści: “Przemierzał akurat wyłożony czerwonym asfaltem podwórzec przed budynkiem farmy, gdy usłyszał dźwięk samochodowego klaksonu, dobiegający od północno-zachodniej bramy. Końskie siodło, które dźwigał, przełożył do prawej ręki, a lewą uniósł do oczu, aby osłonić je przed drażniącymi, szkarłatnymi promieniami zachodzącego słońca. W jego kierunku zmierzał jeep ciągnąc za sobą tumany kurzu. Ktokolwiek siedział za jego kierownicą, w sposób oczywisty lekceważył ograniczenie prędkości, wynoszące na całym terenie byłej ‘fermy’ 60 km na godzinę. Kiedy jeep zatrzymał się przy nim z piskiem hamulców i opon trących asfalt, odłożył siodło na ziemię. Drzwi samochodu otworzyły się i wyskoczył przez nie Willard Noakes, człowiek, który na farmie odpowiadał za zbiory wszystkich zbóż. Opuścił jeepa tak szybko, jakby samochód zaraz miał eksplodować. Był jednym z tych chudych, gwałtownych, wiecznie niezadowolonych młodych ludzi, którzy – jak się wydaje – nigdy nie śpią, zajęci coraz to nowymi celami i zadaniami. Katarzyna porównała go kiedyś do sztyletu używanego przez armię szwajcarską. „Facet jest tak ruchliwy, jakby miał po kilka par rąk i nóg. Potrafi jednocześnie otwierać drzwi, zapalać papierosa, wywrócić filiżankę z kawą, przy tym wszystkim ani na chwilę nie przerywając drapania się po głowie” – mówiła, śmiejąc się. Ale teraz w zachowaniu Willarda nie było nic zabawnego. Jego koścista, opalona twarz była brudna i zakurzona; kurz wyraźnie pokrywał jego wąsy, przywodzące na myśl morsa. – Ed, wsiadaj do jeepa i jedź ze mną, szybko – powiedział. – Naprawdę, im szybciej, tym lepiej. Sprawa jest cholernie poważna. – Co się stało, Willard? – zapytał Ed. – Pędziłeś tu jak szaleniec. – Przepraszam, Ed. Ale naprawdę muszę ci natychmiast coś pokazać. – Czy coś się stało? Ktoś jest ranny?- Cholera, można to nazwać swojego rodzaju wypadkiem, ale nie ośmielę się go w żaden sposób sklasyfikować. Jeśli chodzi o ofiary, to pierwszą z nich będziesz z pewnością ty. – No dobrze. – Ed uniósł rękę i skinął na jednego z pracowników technicznych, który właśnie czyścił przed garażem pompę olejową. Mężczyzna odłożył narzędzia i ruszył przed dziedziniec, wycierając brudne ręce o nogawki poplamionych drelichowych spodni. – Pan mnie wołał, panie Hardesty? – Tak, Ben. Bardzo cię proszę, zabierz to siodło do domu i przypilnuj, żeby zawiesili je na właściwym miejscu. I powiedz pani Hardesty, że zapewne spóźnię się o pół godziny.- Zrobione, panie Hardesty.
Ed nie zdążył jeszcze wspiąć się na siedzenie dla pasażera, gdy Willard zapalił silnik. Szerokim łukiem objechali dziedziniec i skierowali się do północno-zachodniej bramy, pędząc wzdłuż stajni, garaży i płotu wymalowanego białą farbą. Radio w jeepie grało akurat muzykę… Dźwięki piosenki z trudem przebijały się przez warkot motoru. Ed wyłączył muzykę. – Powiesz mi wreszcie, co się stało? – zapytał Willarda. Willard spojrzał na niego. Jechali szeroką piaszczystą drogą, prowadzącą wzdłuż pięknego zagajnika wysokich hikorii, aż dotarli do liczącego dwadzieścia trzy tysiące akrów obszaru, na którym rozciągały się pola pszenicy, obejmujące północną część South Burlington. Słońce niemalże całe skryło się już za horyzontem i nad dojrzewającą pszenicą skrzył się ostatni karmazynowy promień, nadając jej niesamowitą, nienaturalną barwę. – Nie wiem – odparł Willard niepewnie. – Najlepiej będzie, jak sam to zobaczysz. Myślę, że nie mam wystarczających kompetencji, aby to osądzić. – Ty nie masz kompetencji? To kto je ma mieć, ja? – zdziwił się Ed. – Zajmujesz się zbożami od prawie czterdziestu lat, podczas gdy ja przez niemal cały ten czas siedziałem na dupie w biurze w Nowym Jorku i doradzałem starszym paniom, w jaki sposób najlepiej mogą zabezpieczyć swoje dolary, uciułane na czarną godzinę. Willard przez chwilę zastanawiał się, po czym wzruszył ramionami.- Mogę ci jedynie powiedzieć, że jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego; mało – nie słyszałem o czymś takim. Nie proszę cię, żebyś na to spojrzał, dlatego że mam nadzieję, iż potrafisz ocenić, co to takiego. Jestem pewien, że nie potrafisz. Chcę, żebyś to zobaczył, ponieważ to jest twoja farma. – Chodzi o tegoroczne zbiory? Willard pokiwał głową. – Nawet nie potrafię tego opisać, Ed. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Naprawdę. Od czterdziestu lat, czyli od początku. Jeep pędził wśród płaskiego, powoli szarzejącego krajobrazu. Zbliżała się noc. Niebo przybierało coraz ciemniejszą barwę, począwszy od kwiecistego koloru jasnoczerwonej róży, poprzez zimny błękit, aby wreszcie zatrzymać się na ciemnym, ciężkim granacie. Nad horyzontem pojawił się kremowy księżyc. Ed siedział w milczeniu na swoim siedzeniu, z rękami założonymi za głową, i obserwował przesuwające się powoli przed nim pola. Jego pola. Ciągle jeszcze nie bardzo w to wierzył. Myśl, że rzeczywiście jest właścicielem osiemdziesięciu pięciu tysięcy akrów South Burlington Farm – myśl, że każdy skrawek ziemi, każdy pyłek kurzu w promieniu dziesięciu mil jest jego osobistą własnością – ciągle jeszcze zdawała się niedorzecznym snem” (koniec cytatu, Graham Masterton, Głód). Cóż mam powiedzieć. Praca uodparnia na ból. Ten jest bogaczem, który tyle posiada, że niczego więcej nie pożąda. Natomiast podczas wojny milczą prawa. Bynajmniej strach nie jest długotrwałym nauczycielem obowiązku. Szczęście może przyjść przypadkowo, ale o rozum musimy postarać się sami. Tudzież nie wystarczy zdobywać mądrości, trzeba jeszcze z niej korzystać. Narodziliśmy się dla sprawiedliwości. Dzisiaj przy tym pojawia się nowe rozumienie redystrybucji dóbr, logistyka (see, german Umverteilung).Argumentów za modernizmem nie należy mnożyć, lecz ważyć. Dla cnoty nie ma żadnego większego teatru nad sumienie. W związku z tym pierwszy konsul Rzeczypospolitej Marek Tuliusz Cicero odważył się mówić w Senacie Rzymskim: “Jak długo jeszcze, Katylino, nadużywać będziesz naszej cierpliwości?” (koniec części wtórej)
Category: CV
“Jeśli chcesz oszołomić świat, powiedz mu prawdę.” Quo vadis, Domine!
Stanisław Barszczak, Wpoić prawo Boga moim dzieciom (nowe rozmowy tuskulańskie)
Rok po roku w babie lato lub odrobinę wcześniej odwiedzam Forum Romanum, ale także cmentarz Campo Santo Teutonico w samym Watykanie, gdzie znajdował się cyrk Nerona i ginęli pierwsi chrześcijanie, z świętym Piotrem na czele. Jakkolwiek nie jest to Campo Verano czy też cmentarz bezimiennych w Rzymie idę tam właśnie, następnie na Forum Romanum, i przechadzam się nadzwyczajnie cierpliwy późnym popołudniem, kiedy słońce operuje najmocniej i można nawet błędnymi oczami “chwytać złotawe obrazy” wokół. Pod Rzymskim wzgórze Oppio niedaleko Koloseum i w innych miejscach wiecznego miasta mogą znajdować się “drugie Pompeje ”. Zdaniem specjalistów pozostałości starożytnych budynków znajdują się na znacznej głębokości. Przypuszczam się, że znajdują się tam pozostałości term Tytusa pochodzące z około 80 roku naszej ery. Spójrz tutaj Rostra to była trybuna- mównica starożytnych Rzymian, spoglądam na Kurię Julia – dla 300 senatorów.To Basilica Julia, a po drugiej stronie historycznego placu Forum Basilica Aemilia. Następnie kamiennymi schodami wspinam się w kierunku Kapitolu i po przejściu ruchliwej jezdni idę ku posągom boskiego Cezara, a na zniwelowanym przez dzieje terenie
przyglądam się z bliska Forum Trajana. ‘Chwytam wyobraźnią’ Forum Nerwy i Wespazjana. Akweduktu od strony Koloseum już dawno nie ma. Oczywiście nad Forum Romanum wciąż jeszcze okazale prezentuje się Archiwum Starożytnych, a ha tu nic się nie zmieniło- mówię sobie i siadam na pierwszych napotkanych kamiennych schodach. Po chwili jakbym wszedł do rzymskiej willi- insuli z pierwszych lat Imperium Rzymskiego. Oczami wyobraźni znajduję się najpierw w Atrium, następnie w peristylium, podchodzę do Impluvium, przechodzę do triclinium (rzymskiej jadalni), wchodzę w butach do cubiculum (sypialnia), zauważam
Hypocaustum (układ rur dla podgrzewania wody w starożytnym Rzymie), amfory, grotę dla Nimf, porticum(sklep). Sienkiewicz umieścił dom Petroniusza w środku miasta i uznał, że to ogród ochronił dom Petroniusza od pożaru w 64 roku. Pożodze uległ zarówno Circus Maximus jak i pałace Palatynu oraz zabudowa Welli, zatem Petroniusza nie miał żadnych szans na przetrwanie. Zanim powstało Forum Romanum między sześcioma wzgórzami znajdowała się podmokłych dolina. Pierwsze zniwelowanie i utwardzenie placu dwiema warstwami klepiska oraz likwisacja wcześniejszej zabudowy miały miejsce na przełomie VII i VI w. p.n.e. Zaś osuszenie owego nisko położonego terenu za pomocą ciągle czynnego kanału odwadniajacego- Cloaca Maxima nastąpiło pod koniec VI stulecia. Za czasów Nerona u ujścia doliny znajdował się port rzeczny i budowle służące handlowi (see, magazyny Agryppy) czyli spichlerze na zboże, nadto wiele różnych sklepów. Biegły tędy ulice Vicus lugarius i Vicus Tuliusz (etruska). Na północnym zachodzie z Forum brała początek ulica bankierów i wekslarzy Vicus Argentarius, która jeszcze wtedy musiała piąć się do góry. Na północ do dzielnicy mieszkalnych na Wiminale i Eskwilinie prowadziła szeroka arteria Argiletum. Na wschodzie do Forum Romanum dochodziła z Welli Via Sacra rozwijającą się na północną Drogę Świętą i południową Via Nova. Obie przecinały rynek ze wschodu na zachód, pierwsza dochodziła do Clivus Capitolinius a druga do Clivus Lugarius. Od strony południowej biegła Clivus Palatinus. Sam rynek był mocno zabudowany. Od wschodu Forum było znacznie szczelniej zabudowane. Pierwszym gmachem (a właściwie jego pozostałościami), który oglądam na forum jest Basilica Aemiliana, czyli wzniesiona w roku 179 przed Chrystusem przez cenzorów Marka Emiliusza Lepidusa i Marka Fulwiusza Nobiliora hala dla kupców. Teraz mam Basilica Aemiliana po lewej stronie, a po stronie prawej zauważam zarysy drogi zwanej Argilentum, która łączyła w starożytności Eskwilin i Forum Nerwy. Tuż za nią znajduje się gmach wybudowanej przez Juliusza Cezara Kurii. Sama kuria jest dużym gmachem. Sala obrad ma wymiary 30 na 20 metrów. Poprawna nazwa tego budynku to Curia Iulia. Rzymski budynek powstał w VI w. p.n.e., został wybudowany za czasów króla Tulliusza Hostyliusza (Curia Hostillia). Budynek spłonął i został odbudowany za czasów Juliusza Cezara (Curia Iulia), podczas przebudowy forum, oraz po pożarze 283 roku przez Dioklecjana. Odbudowa po pożarze, została przeprowadzona najprawdopodobniej według planów spalonego budynku. W średniowieczu (w VII wieku) budynek został zamieniony na kościół. Kuria była wybudowana z cegły. Ściany były wyłożone marmurem w części dolnej i ozdobione w części górnej sztukaterią. Posadzka była wyłożona mozaiką z marmuru w czarno-białe romby. W sali posiedzeń, naprzeciwko wejścia znajdowało się podium, przeznaczone dla prezydium senatu. Wzdłuż bocznych ścian wybudowane były stopnie, kamienne ławy, na których siadano. Posadzka była wyłożona marmurem. W sali stał także ołtarz bogini Wiktorii i jej złota statuetka. Tuż przy kurii znajduje się jedna z największych świętości w starożytnym Rzymie: Lapis Niger, czyli „Czarny Kamień”. Jest to najstarszy, i przez długi czas najważniejszy dla Rzymian, monument na Forum Romanum. Odnajdziemy go między kurią a łukiem Septymiusza Sewera, otoczony przez fragmenty muru. Lapis Niger nie jest kamieniem, lecz miejscem przykrytym płytami z czarnego (stąd nazwa) marmuru, gdzie według legendy został zabity lub wzięty do nieba Romulus. Źródła starożytne wspominają też o istniejącym tu sanktuarium ku czci boga Wulkana. Obejrzawszy kamień dochodzimy do jednej z największych atrakcji forum – Łuku Septymiusza Sewera. Potężny monument upamiętnia zwycięstwo Rzymian nad Partami, a wzniesiono go w 203 roku. Konstrukcja łuku to trójprzelotowa brama o szerokości 23,0 m i wysokości 25,0 m. Mur ma grubość 11,85 m. Brama ozdobiona jest ustawionymi na cokołach kolumnami w porządku korynckim. Płaskorzeźby zdobiące łuk przedstawiają sceny historyczne z wypraw wojennych cesarza oraz sceny mitologiczne z wizerunkami bóstw. Dalej Umbilicus Urbis- to po prostu jajowaty kamień, który pochodzi ze znajdującej się tutaj świątyni z III wieku przed Chrystusem. Pierwotnie kamień wyznaczał serce miasta, stąd jego nazwa: Pępek Świata. Kamień był czczony, gdyż wierzono, że jest to miejsce kontaktu pomiędzy światem żywych i światem zmarłych. Jego symbolikę wiązano również z historią założenia miasta, dlatego odgrywał ważną rolę w obrzędach z tym związanych. W czasach Augusta znajdował się tutaj złoty Miliarium Aureum (złoty kamień milowy) i przy nim miałby zbiegać się wszystkie drogi w Imperium. Stąd powiedzenie, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Obok kamienia znajdowała się Rostra, czyli mównica na forum. Pierwotna mównica została przeniesiona w nieco inne miejsce przez Juliusza Cezara podczas przebudowy Forum. Budowla została wzniesiona na planie prostokąta o wymiarach 29,0 × 30,0 m. Wysokość podstawy wynosiła 5,0 m. Wejście znajdowało się po stronie zachodniej. Część wschodnia ozdobiona była początkowo dziobami okrętów zdobytych w 338 p.n.e. w Antium w trakcie wojny latyńskiej. Później dodano dzioby zdobyte w trakcie bitwy pomiędzy Oktawianem Augustem a Markiem Antoniuszem pod Akcjum. Dwie części podstaw łączyła platforma. Z budowli zachowały się tylko fragmenty fundamentów. na tyły Forum Romanum i po prawej stronie (naprzeciwko świątyni Wespacjana i Tytusa – zob. plan wyżej) oglądamy pozostałości Świątyni Zgody (Aedes Concordiae). Świątynia została zbudowana przez Marka Furiusza Kamillusa w 367 przed Chrystusem. Budowla miała upamiętniać porozumienie zawarte pomiędzy rzymskimi patrycjuszami a plebejuszami. Przebudowywana została w latach 121 p.n.e. przez Lucjusza Opimiusa oraz 7 p.n.e.-10 n.e. za rządów Augusta przez Tyberiusza (odtąd jako Aedes Concordiae Augustae).Tu najczęściej zbierał się senat aż do końca republiki rzymskiej. Wejście pierwotnie znajdowało się na krótszym boku, natomiast po przebudowie Tyberiusza – na dłuższym boku. Wewnątrz celli pod ścianami usytuowane były kolumny z białego marmuru oraz nisze na posągi. Kapitele kolumn były zbudowane w porządku jońskim, potem (od czasów Augusta) korynckim. Przechodzę na południe forum. Pierwszym obiektem wartym uwagi jest Basilica Iulia, którą wzniesiono na cześć rodu Juliusza Cezara. On też w roku 54 przed Chrystusem rozpoczął budowę bazyliki – jak wiadomo Idy Marcowe nie pozwoliły mu jej w pełni dokończyć. Stała między świątyniami Saturna i Dioskurów. W roku 46 p.n.e. została poświęcona Juliuszowi Cezarowi. Krótko później spłonęła, jednak w 12 p.n.e. została ponownie odbudowana. Kolejna odbudowa miała miejsce za panowania cesarza Dioklecjana w 283 roku. Do dnia dzisiejszego przetrwały jedynie schody, posadzka i fragmenty kolumn pozwalający na zidentyfikowanie pięcionawowej budowy świątyni. Świątynia pełniła funkcję sądu, tutaj ustalano miary i wagi oraz spotykali się kupcy, którzy pragnęli wymienić walutę. Po prawej stronie od Basilica Iulia oczom moim ukazuje się Świątynia Kastora i Polluksa, z której zostały 3 charakterystyczne kolumny, już z daleka widoczne. Budowlę wzniesiono dla rzymskich bóstw Kastora i Polluksa w podziękowaniu za zwycięstwo w bitwie nad jeziorem Regillus. Ostatni król Rzymu Tarkwiniusz Pyszny wygnany (a konkretnie nie wpuszczony do miasta) sprzymierzył się z Związkiem Latyńskim. Przed planowaną bitwą wybrany przez lud dyktator Aulus Postumius Albinus przyrzekł wybudowanie Świątyni dla Dioskurów. Zgodnie z legendą podczas bitwy Kastor i Polluks pomagali Rzymianom. Po zakończeniu bitwy mieli być oni widywani (czy też ich duchy), gdy poili swoje konie przy źródle Juturny bijącym na Forum Romanum. W miejscu, gdzie źródło biło w roku 484 p.n.e. została zbudowana świątynia. W roku 117 p.n.e. została rozbudowana przez Luciusa Ceciliusa Metellusa Dalmaticusa, który chciał podziękować za sukcesy wojenne zwieńczone przyłączeniem do Rzymu Dalmacji. W 14 roku przed Chrystusem świątynia spłonęła i dopiero w roku 6 po Chrystusie ją odbudowano. Z tego okresu pochodzą oglądane dziś pozostałości. Obejrzawszy pozostałości kieruję się ku miejscu, gdzie miał mieszkać jedyny znany z czasów Rzymskich smok. Jest nim Bazylika S. Maria Antiqua. Smoka miał osobiście zabić papież Sylwester i właśnie na pamiątkę tegoż wydarzenia zbudowano kościół. Jest on maleńki, ale dzięki charakterystycznym brązowym ścianom już z daleka widoczny. Przechodzę do Świątyni Cezara. Budowę rozpoczął w roku 42 przed Chrystusem Oktawian August. Poświęcenie świątyni odbyło się 18 sierpnia 29 r. p.n.e. – po raz pierwszy deifikowano władcę. Budynek mocno ucierpiał przez wieki. Zachowały się tylko podium i fragmenty architektonicznych dekoracji. Przed świątynią w półkolu stał ołtarz, na którym skremowano ciało Cezara.
Kolejne nasze kroki kierujemy na wschód (prawa dolna część naszej mapki). Zwiedzanie tej części forum rozpoczynamy od świątyni Westy. Łatwo ją odnaleźć, gdyż nadal stoi tu sześć kolumn, które ją podpierały. To jedna z najstarszych rzymskich świątyń, gdyż zbudowano ją w VI wieku przed Chrystusem. Obecne ruiny są pozostałością świątyni z roku 191 po Chrystusie (wcześniej co najmniej kilka razy trawiły ją pożary). Zbudowano ją na planie koła o średnicy około 15 metrów. Dach wspierał się na otaczającej budynek kolumnadzie złożonej z 16 kolumn w stylu korynckim. Wnętrze budynku podzielone było na dwie części: w jednej, dostępnej mieszkańcom, płonął wieczny ogień, część druga sanktuarium przeznaczona była na świętości mające zapewnić bezpieczeństwo i pomyślność miasta. Centralnym punktem w świątyni był posąg Westy.
Naprzeciwko świątyni Westy znajduje się Bazylika Konstantyna i Maksencjusza. Jest to największa bazylika (łatwo ją rozpoznać po łukowatym sklepieniu) i zarazem budynek na Forum Romanum w Rzymie. Budowę bazyliki rozpoczął w 308 cesarz Maksencjusz. Budowa została zakończona przez Konstantyna Wielkiego w roku 312 (po zwycięstwie nad Maksencjuszem w bitwie przy moście Mulwijskim).Bazylika ustawiona była na platformie o wymiarach 100 x 65 m. Posiadała 3 krótkie, szerokie nawy. Wysokość budowli wynosiła 35 m. Ściany i posadzki wyłożone kolorowymi marmurami. W zachodniej apsydzie stał kolosalny posąg cesarza Konstantyna, wykonany z brązu i marmuru, który odkryto tutaj w 1487 r. Pozostałości posągu (głowa, ręka i stopa) eksponowane są na dziedzińcu Palazzo dei Conservatori (na Kapitolu). Do VII wieku dach bazyliki zdobiły złocone płytki. Architektura budowli wzorowana na Termach Karakalli i Termach Dioklecjana. Obejrzawszy bazylikę, skręcam nieco i dochodzę do Łuku Tytusa. Jest to najstarszy łuk triumfalny w Rzymie. Został zbudowany przez Domicjana, który pragną uczcić wojenne sukcesy swojego brata – Tytusa i ich ojca Wespazjana, którzy pokonali żydów. Kierujemy się na Koloseum. Po drodze oglądamy jeszcze Świątynię Wenus i Romy. Jest to – największa budowla, poświęcona bogom Rzymu, której ruiny przetrwały do dziś. Znajdowała się ona na wschodnim krańcu Forum Romanum. Budowa została rozpoczęta w 121 i zakończona w 141 przez Antoninusa Piusa. Spłonęła w 307, po czym została odbudowana przez cesarza Maksencjusza (zostały wtedy dodane apsydy dla obu cell). Resztki rozrzuconych kolumn odrestaurowano i umieszczono na dawnym miejscu tak, by odtworzyć portyk otaczający niegdyś świątynię. Zaprojektował ją sam Hadrian, który dla uzyskania większej przestrzeni rozkazał przenieść Kolosa Nerona. W VII w. na ruinach świątyni Wenus i Romy wybudowano kościół pod wezwaniem Santa Maria Nova, poświęcony na pocz. XVIII w. Świętej Franciszce Rzymskiej (Santa Francesca Romana). Macie za sobą opis Forum Romanum, z “sterty gruzów” próbowałem odbudować obraz centralnego miejsca Rzymu.(koniec części pierwszej)
Czuwaj i zacznij raz marzyć i leć do gwiazd!
Stanisław Barszczak, Marek Ułamek (dla młodzieży)
Miłość jest w każdym kącie twojego miasteczka, chodzisz po kocich łbach. W twoich oczach przegląda się dzień. Ale żyjesz w bardzo trudnych czasach, czy o tym wiesz. Odwiedzasz obozy Uchodźców. W Iraku pokazujesz godność ludzką. Ale już nie wracasz, możesz kłamać- mówisz- mi dobrze, znalazłem spokój daleki.Kiedyś stwarzałeś kolegom ‘boksy’ bezpieczeństwa jak w hokeju… Ładnie wyglądasz w kombinezonie kosmonauty, gdy podejmujesz w laboratorium cudowne innowacje systemowe, stosujesz plastyk, zmniejszasz marnotrawstwo materiałów… Czy pamiętasz,
każda miłość jest pierwsza. Powinniśmy rozwiązywać problemy socjalne na nowo. To jest obowiązek cywilizacji. Tu wszędzie jest moja ojczyzna. Nie chodzi o widzenie świata; nawet nie o jego gospodarcze zakłamanie. Nie o bój klas idzie, nie o proletariat i kapitalizm, zbiurokratyzowanie społeczeństwa.Mieszczańska wolność ma granice. Powszechna relatywizacja życia życia ma społeczne konsekwencje. Jesteśmy w ciągłym ruchu. Dynamika życia, historyczny wynik. Wyobraźmy sobie Marku, że mieszkasz w zakazanym mieście,w łatwym kraju bezdrożnych dróg, gdzie ludzki jest nasz dobry Bóg, a człowiek jest i zawsze był,
‘jak śródgwiezdny pył.’ Gdzie bliższy dom, gdzie ludzie wciąż chcą wierzyć łzom, tam każdy spłaca sam swój dług, święta polska bieda wciąż w nas jest.
Nie wyrzucisz jej za próg,
Łatwo gaśnie pamięć, blednie ślad,
Ostatnio chodziłeś po Placu św Piotra w Rzymie, widziałeś miejsca gdzie przeszłość dodaje Ci sił. Z tej historii wielkiej, dumnej, z władzy mocnej i rozumnej czerpiesz dzisiaj wiarę, w kraju dobry los
króla dzwon, co kraj przenika,
mowa Skargi, wzrok Stańczyka
przeszłość wielka wzniosła to Ojczyzna twa. Z tej ziemi twoja
mowa lśni pięknem wierszy Mickiewicza, powieściami Sienkiewicza, z tej mowy jak ze źródła czerpiesz siłę swą
mądre bajki Krasickiego,
poematy Słowackiego przeżyć twych bogactwo to Ojczyzna twa. I ty żyjesz w kraju tak bogatym historią swą, mową, sztuką trzy kwiaty trzymasz w swych rękach jak schedę pokoleń. One muszą wciąż kwitnąć by kraj dalej trwał. Bez historii, mowy, sztuki, bez mądrości tej z nauki, naród się zamieni w bezimienny kraj, sic. Dziś Ojczyzna jest w potrzebie; czeka ciebie, wierzy w ciebie, tysiąc lat historii patrzy w serce twe. Masz obronić co najlepsze, by służyło Polsce jeszcze. Teraz widzisz, jest takie miejsce u zbiegu dróg, gdzie się spotyka z zachodem wschód…Nasz pępek świata. Nad pastwiskami ciągnący dym, wierzby jak mary, w welonach mgły. Tu krzyż przydrożny, tam święty gaj…Jest takie miejsce, taki kraj. Kto tutaj zechce w rozpaczy tkwić, załamać ręce, płakać i pić… ten święte prawo ma, bez dwóch zdań… Marek Ułamek niesie ból swój. Nadziei uczą ci, co na stos potrafią rzucić swój życia los… z pokoleń trudu, z ofiarnej krwi, zwycięskiej chwały nadchodzą dni. Dopomóż Boże! I wytrwać daj… Z ust swoich wziąłeś ten historyczny żal, masz nadzieję na zmianę. Potrzebujesz zmiany, bo w powietrzu odczułeś nowy początek- mówisz- teraz muszę dojść… Poszedłeś za pasją. A przy tym czujesz się nieustannie zaproszony do pisania o tym czego doświadczasz. Pamięć prowadzi Cię wstecz- mówisz- Jeszcze przychodzę codziennie i ojczyźnie daję swoją wierną twarz. Przeżyłem zmianę. Wiem, co robić, wiem, jak żyć, nie jestem karierowicz, próżniak. Znam logarytmy, tożsamość aktywów. Moi przyjaciele z młodych lat, też nad szarość chcą się wzbić, niosą solidarności sztandar przed sobą. Idę w lewo z nimi, aby pomóc ludziom we wszystkich warunkach… To jest dziwne. Mężczyzna poznaje kobietę. Przez długi czas są jednym. Złączyli myśli, ciała, nadzieje, zapachy, życie. Oni są jednym. A chwilę później są obcy. Już nie są nimi. Tak jak gdyby nigdy się nic nie wydarzyło, jakby spojrzeli na siebie w lustrze i zobaczyli nieznajomego, zamiast własnego odbicia. Przekonałeś się:
Kobieta nigdy nie zakochuje się w mężczyźnie, który nie dominuje jej, choćby nieznacznie. Jak też o tym: To zabawne, jak ludzie – miliony ludzi – oglądają telewizję, śpiewają i nucą, mimo że stracili brata, ojca lub kochanka na wojnie; a co jeszcze dziwniejsze, kontemplują ze spokojem, widząc swoich innych braci lub kochanków, jeszcze jedną wojnę. Nie widzą tej tragedii. Od czasu do czasu jeden z milionów czyta książkę lub zaczyna myśleć, albo coś nim wstrząsa, a potem widzi tragedię w każdym miejscu. Gdziekolwiek spojrzy, znajduje tragedię. Uważa to za tragiczne, że inni ludzie nie widzą tej tragedii wokół nich, a potem staje dołącza do jednej czy innej partii lub maszeruje za sztandarami, dopóki jego własne życie, postrzegane w odosobnieniu, nie stanie się tragiczne…Polskie miasta były kosmopolityczne nie tyle ze względu na obcokrajowców, ale dlatego, że urodzony w nich Polak jest obcy dla swojej ziemi.
Ale najpiękniejsza jest moja ojczyzna, kiedy wiosną się budzi ze snu. Śpiewem ptaków jej dzień się zaczyna i zapachem jaśminu i bzu. A przy drogach wysokie topole
latem prawie sięgają do nieba,
smutne wierzby splatają warkocze,
słońce w chmurach jak dynia dojrzewa. Gdzie piękniejsze są lasy i góry, gdzie skowronek na polach tak śpiewa? Gdzie na niebie jaśniejsze są chmury, gdzie pszenica tak złotem dojrzewa, dojrzewa? I choć oczarował cię cały świat pewnego dnia powiedziałeś: Więc rzucę cały świat, powrócę tu gdzie płonie słońcem wrzos i głóg, płoną góry, płoną lasy, gdzie wierzby pośród pól, gdzie nie znałem srogich zim. Powrócę by szukać swoich dróg. By napisać książkę o oczarowaniu Wschodem, by zagrać w snookera w Cairo, aby pospacerować w rajskim ogrodzie… Jeśli chcesz pozwolić sobie wpaść w morze językowych obrazów, wolnych od form życia, które powiedzą nam, że musimy coś zrobić, sięgnij po ten wspaniały obraz rodem ze Wschodu. Sugeruję wam, że szczęście istnieje na kartach książek. To Wielka muzyka słów. Marku Ułamku, mówisz do mnie, już nie wrócę, i Ty to wiesz. Znów minął rok. Nie jest tak jak mówisz. To miłość się spóźniła o kilkanaście lat. Rozkwitła jak jesienny kwiat, jak białe bzy późną jesienią.
Piękna jest miłość w kościele. Tu z nową pieśnią poczyna się nowe marzenie. A mój kraj staje się ucieleśnieniem chrześcijańskiego państwa. Mówiliśmy może: nie potrzebuję Ciebie. Tym więcej teraz powinniśmy oczami serca widzieć rzeczywiście błękitny horyzont, małe cuda. Życie jest krótkie, wziąłem słońce aby się śmiać. Cóż Ci więcej mogę dać.
To jest dobre, gdy dajesz radość. Moje wakacje to nie urlop, te dni sprawiają śmiech, taniec. Czuwaj i zacznij marzyć, leć do gwiazd. Uczcij wiarę, która rodzi rano Wielkiej Nocy, kiedy Jezus jest żywy. Wierzymy w Chrystusa żywego. Chrystus to nie antyczność, która stawiała na przeszłość – ale orientacja na przyszłość, Zaświadczenie o wielkiej Nocy żywego człowieka. Świadectwa żywe o spotkaniu tej nocy, Chrześcijańska nadzieja bez granic. Osterfest- to cały człowiek- Jezus Chrystus , Mówienie o doświadczeniu zmartwychwstania Chrystusa i naszego w czasie Wielkiej Nocy olbrzymiej nadziei Marku Ułamku, życzę ci nawet nowych grzywek na głowie. Ponieważ trzeba nowego nawrócenia każdego dnia. Śmiej się i wracaj zawsze.
I fill something in me
Stanislaw Barszczak, A Poet’s creed
Ladies and gentlemen,
It was last Sunday. As a retired germanist professor, I experience the last stage of life in the Home of the Elders. This Sunday I looked out the window at the woman who enjoyed the warm sunshine, and relaxed at the swimming pool. She had a beautiful eyelash, a wonderful tan. I saw myself hanging in the air, and I felt something like the beginning of my only wedding, but also a repetition of every previous mistake. I felt at once a certain anger to the world for such a beauty is wasted here. So, I believe here that I am expressing the heat of anger and depths of compassion for people like me. You know, every part of me is a part of writing of me. Who are professors, architects now – in my view this is a horrible thing of today. There are no winnings in this situation, I think. But you have to believe in life. Democracy now! Is an independent global news hour. So, you want people to wonder… You wrote a book entitled:
‘A ministry of utmost happiness’.
Not building but being in unacceptable places is important.
Big family of mankind. Strategically even when walking with the phone, I learn to affect a life. I am a part uniwersum in fiction. Then I am Poland’s fighter for the oppressed and so on. My word refers to this, it’s about the air we breathe in Poland (see, moderate air), but the air we breathe has agenda, it’s about a gender and animals also.
Sexual abuse was to commit it.
Who rules the world now? Imperial power or private electricity. We are living in a very, very dangerous time. The pole is saying : I have no home land. At that moment I looked at this modest maiden. I spoke you maybe, I believe in characters. But In short, to enter the lists of literature is ‘wilfully’ to expose yourself to the arrows of neglect, ridicule, envy, and disappointment. Whether you write well or ill, be assured that you will not escape from blame. Then I looked again through the window, but the girl had already gone away. Poor Mom! She sleeps in the grave, and her broken heart throbs no more with passion, I thought. So, I would love to be true for my imagination. I spoke, we are not aware of history. Time destroyed it. Well, see this girl, finally the moment comes. I fill something in me. It’s a certain music, not a meaning. Eternal beauty may be achieve. In India, there is no imaginary character now, only situational, current character.
Benedetto Croce give me no good.
Trump is failure, he is living in a golden tower (golden shower). President of Poland is a culmination of 100 years of its independence. So, I do not believe in expression but in Illusion, allusion, Symbol. I would love tell you a coherent story about this. When I was young I was a reader of many books. And now
I want to make you readers, tiny royalty, forgive me. Planet is in a crisis now. You must read modern society, acclaimed author said.
Refugees camps in Europe. Inertia mass public. Politic emergency became a culture emergency now.
This is like short and sweet speech. So, intolerance is an incorrect.Christians need to use the church platforms on their own. Poverty in Poland? No, it is no true. This is an insurrection in a country. They built a factory on the village. But people do not want aluminum…I do reject rigid recipes, I here do not take ready-made prescriptions. See different imagination. You can see a time and the river again. The river flows. Finally, we do not come to wisdom, but to a certain music of words. I give suggestions. Recently, I was occasionally in Mannheim. I was colorless there, without color. Though I saw the hesitation of the Germans of today So, read books. We know characters better. Economy, politics all in action now. And happiness exists on the pages of books, Jorge Luis Borges had spoken also. Although honor came late in life to Jorge Luis Borges, his unique worldview had begun to emerge even as a child. And even in adult life his works are symbolic, and mythological underpinnings. His fiction demonstrate his virtuosity as a transformer of experiences. Lucid dreaming of one night…It was so scary… still developing fenomena. We live on Internet culture. We crossed the mythology of Poland, I believe.
‘The mountains are burning, the forests are burning,’ but not for me anymore. This story is like flying a plane just after the war over destroyed Poland’s Warsaw.
I am an upset about Polish reality, however we are happy. I wasn’t. I do not agree to lamentation even in the view of Mary Magdalene – I always wanted to paint Magdalene with Jesus as she washes his legs. In my memory, in Poland values a terrible crisis. People are making a whole burn. Is it a symbol of free mind and humanity at the same time? Do not judge me about it. How about whether Silesia is an integral part of Poland. I have known about it from my fresh youth. Outside the window, someone cleared his throat. I reacting, I would love him or her. So, I wrote long prose in my life but what is fundamental point of me? I want to give the illusion of happiness to people, a bit of luck, ‘excessiveness’ as the fullness of Christian earthly life. I’m not aware if I can tell a native story in foreign language. Poland allowed me a writer to become. But now other factors prevail. Dynamic culture in environment of Poland. Metafora comes from China. Every world is dead metaphor. Reading Iliade, we forget that the author was Homer.
‘You threw the whole world for me,
you came every day.’ You gave your faithful face to Poland. You returned here when you lose your happiness; where the heather and hawthorn burn with the sun, where the willows are in the midst of the fields. You came back to look for your ways. ‘Every love is first.’ The world does not believe in tears. What the world has given us… the angel of hope was with us …I did not know the harsh winters around you…So, Polish culture – ‘without conquering anyone, raises everyone.’ Poland is a corporate christian state. As a writer and activist I always feel invited to write in this era about it. My memory carries me back, I was only a reader in my fresh youth, I read ‘Monk’ by Gregory Luis Lewis, Literary journeys (Travel Memoirs) by John Parandowski etc. At the same time I discovered ‘A Nibelung ring’ as too romantic for me. All that impressed me when I was boy… A neighbor knocked on the door. The whole matter was so unimportant: -what ‘beautiful glass’, vases, sugar bowls you have? Crystals from around the world? It was only when I remembered the poem entitled ‘A second childhood’ by Gilbert Keith Chesterton.
This Poem I read to the neighbor and now also to you. Let me quote you here. When all my days are ending and I have no song to sing, I think that I shall not be too old to stare at everything; As I stared once at a nursery door or a tall tree and a swing. Wherein God’s ponderous mercy hangs on all my sins and me, because he does not take away the terror from the tree and stones still shine along the road that are and cannot be. Men grow too old for love, my love, Men grow too old for wine, but I shall not grow too old to see unearthly daylight shine, changing my chamber’s dust to snow till I doubt if it be mine. Behold, the crowning mercies melt, the first surprises stay; and in my dross is dropped a gift for which I dare not pray: that a man grow used to grief and joy but not to night and day. Men grow too old for love, my love, Men grow too old for lies; but I shall not grow too old to see enormous night arise, a cloud that is larger than the world and a monster made of eyes. Nor am I worthy to unloose the latchet of my shoe; or shake the dust from off my feet or the staff that bears me through on ground that is too good to last, too solid to be true. Men grow too old to woo, my love, Men grow too old to wed; but I shall not grow too old to see hung crazily overhead incredible rafters when I wake and I find that I am not dead. A thrill of thunder in my hair: Though blackening clouds be plain, still I am stung and startled by the first drop of the rain: Romance and pride and passion pass and these are what remain. Strange crawling carpets of the grass, wide windows of the sky; So in this perilous grace of God with all my sins go I: and things grow new though I grow old,
Though I grow old and die.(quote end) -Have you understood the symbolism of your second childhood? – Not really, he replied.- Sit down. Listen to me.
May the Lord Jesus be the star who constantly guides our steps in the desert of present life and let us lead us to the gate of salvation without delay! May the Lord Jesus always be the King of Your Heart, let him constantly help you with His grace and make You ever more worthy of His Divine Love… I will not neglect to recommend to the Lord Jesus those who through you have recommended my prayers. May Jesus be Your Companion, Support and Guide all the time and in all matters! On this joyous anniversary of the Infant Jesus’ day, be kind to accept the wishes of endless prosperity and eternal spiritual happiness. In the meantime, do not neglect to recommend me and ask others to instruct me, the Child Jesus, to enable me to fulfill His holy will, and His divine plans are fulfilled in me. At the end, I wish you the stars, I spoke. And for visiting thank you very much.
Testament mój
Mój testament przekazuję MOJEMU PRZEWODNIKOWI DUCHOWEMU w Archidiecezji (Na kanwie listów św. Ojca Pio)
Przewielebny Ojcze
Dziś ostatni raz zaszaleć chcę, bo przez Ciebie przekazuję ten list mojej generacji, ‘generacji Jana Bożego’, pierwszych dziesiątków lat trzeciego tysiąclecia. A piszę tę modlitwę z serca, modlitwę moją wielką na wieczność, która jest wzniesieniem się ku Bogu. My w Polsce zawsze byliśmy mądrzy i za przyzwoleniem Boga przymierzaliśmy się do trwania w łasce zawsze. Jakkolwiek zgubiłem swoje myśli, wydaje się zgubiłem swój cel, za cenę wręcz porzucenia ziemskiej wieczności tylko. Choć słońce wciąż świeci i śle nam obraz ludzki ostatni, obraz pięknego człowieczeństwa, ludzkiego a Bożego zarazem, piękny jak okręt pod pełnymi żaglami, jak konie w galopie, jak niebo nad nami. Ojcze, ale ja wiem, że moje serce bije już cały czas dla Tego, którego obydwaj kochamy; przeszedłbym każdą górę i każdą pustynię w poszukiwaniu Go, aby znów Go zobaczyć, uściskać Go ponownie w tych trudnych chwilach i aby prosić Go, by przerwał natychmiast ten łańcuch, który mię łączy z ciałem… jakkolwiek oddzielony od ciała doznaję więcej smutku niż radości. I wiem, że na razie Anioł Stróż nie może dać mi niczego oprócz promienia gwiazdy, zapachu kwiatu, dźwięku harfy, pieszczot wiatru etc.! A trzeba, jak wierzę Drogi Ojcze, dojść do ostatniego stadium: do ‘Consummatum est’ (Wykonało się) i do ‘In manus tuas’ (W Twoje ręce oddaję ducha mego). Non plus ultra, nie można iść dalej… Żaden lekarz nie był w stanie nigdy wydać satysfakcjonującej i przekonywującej diagnozy odnośnie choroby mojego życia i żadnemu specjaliście nie udało się naukowo wyjaśnić ukrytej obecności przyczyny bardziej niepokojących symptomów i ich nagłego, niespodziewanego, niepokojącego zniknięcia. Moja choroba to Boska interwencja, nie łudziłem się o tym zwłaszcza pod wieczór mojego życia, że zostanę uzdrowiony, nawet jeśli poddam się od czasu do czasu leczeniu, z powodu zwyczajnych ludzkich wymogów i z posłuszeństwa. Myśl o uzdrowieniu po tych wszystkich burzach, które Najwyższy zsyła na mnie wydaje mi się snem; co więcej- słowem bez sensu. (14 III 1910)
Nie znam przyczyny tego i w milczeniu wielbię i całuję rękę Tego, który mnie uderza. (26 V 1910) Ale jestem przekonany, że po Twoich zapewnieniach, moja choroba, będąca specjalnym dopustem Bożym, nie potrzebuje lekarzy. (6 X 1910) Jakkolwiek modlę się żeby Bóg wkroczył bezpośrednio w jej przebieg, to jednak czasem- z motywu miłości – zdaje sobie sprawę, że trzeba być uległym, albo -lepiej się wyrażając – przewyższyć pragnienia innych. (28 VII 1915)
Niejednokrotnie miałem jeden z moich zwykłych nawrotów choroby. Wysoka gorączka i ostre boleści w okolicy płuc… Od wielu dni cierpię na bardzo silne bóle głowy, które powodują, że niemożliwe, bym się na czymkolwiek skoncentrował. (27 XI 1910) Diagnoza postawiona przez autorytety medyczne po badaniach stwierdza: “Nacieki na szczytach płuc” (20 VIII 1917) Całe moje ciało jest ciałem chorym: rozległy bronchitowy nieżyt, wygląd kościotrupa, marne odżywianie i cała reszta. Gorączka trawi mnie od soboty i ani na moment mnie nie opuszcza, zmusza mnie do milczenia. (10 X 1917)
W życiu – na wygnaniu- obawiałem się utracenia Bożej przyjaźni i skutkiem tego nieosiągnięcia celu swojego przeznaczenia, a mianowicie doskonałego zjednoczenia się z Bogiem w uszczęśliwiającym widzeniu. Niestety, Mój Ojcze, dla mnie nie będzie już pociechy, dopóki Boski Mistrz nie wezwie mnie do Siebie. Módl się, ponieważ nie mogę już dłużej wytrzymać. Czuję, że krew ciągle płynie nadmiernie do mózgu i bardzo obawiam się katastrofy, to znaczy tego, że oszaleję. Oby Pan Bóg uratował mnie jakimś cudem od tak strasznej tragedii. Nie potrafię dłużej żyć w tym stanie i tylko cud może utrzymać mnie przy życiu, jak niestety jest cudem to, że dotąd jeszcze żyję. (24 I 1915) Pielgrzymem będąc – odwiedziłem 60 krajów, zrozumiałem raz: nie można całkowicie posiadać Boga… I co mi Panie powiesz, przebacz za olśnienie z daleka: Ty jesteś owym “okrutnikiem,” który mi otwiera w sercu głębokie rany, chociaż ich wcale nie widać; “Ty zabijasz,” nie troszcząc się wcale, by mnie wskrzesić w Twojej ojczyźnie! Ach, jak osamotniony się czuję, mój Boże i mój najmłodszy Zbawicielu, na tej pustyni świata! Wybacz ten czysty głos wołający o sprawiedliwość tej generacji ludzi. Ale ty wiesz, z jakim szczęściem powracałem zawsze zza mórz i oceanów do mojej ziemskiej ojczyzny, w której bynajmniej już mnie nie ma. Bo objęła tę ziemię w posiadanie młoda generacja ludzi, zapewne ładniejsza i szlachetniejsza zarazem. Ale tym więcej powiem, że czułem się w mej ojczyźnie w tych powrotach zawsze więcej szczęśliwy… Choć moje ukrzyżowanie jeszcze trwa, w agonię wszedłem przecież bardzo dawno, szczególnie z ‘ostatnim’ wyborem mojego kapłaństwa. Ale powiedz mi Ojcze, kiedy ona się skończy? Do kiedyż chcesz odraczać moje ‘Consummatum est’ (Wykonało się)? Ach, Ojcze, nie bądź nadal tak twardy wobec Twego dziecka. Zresztą, ja zawsze będę wymawiał ‘Fiat’ (Niech się stanie wola Boga), słowa zupełnego poddania się. (13 XI 1918) Z pewnością nigdy nie będę wysłuchany, ponieważ mam serce pokryte błotem winy, a mój język stał się świętokradzki w najwyższym stopniu. (10 XIII 1914) Czuję, że moje płuca nieco się rozszerzają i oddycham jakby czystym i orzeźwiającym powietrzem; czułem, że to powietrze przenika wszystkie tkanki mojego ciała, biegnie przez moje żyły i dochodzi do każdej cząstki krwi… Czuję wyraźnie śmierć; widzę że łatwo dostosowuje się ona do różnych okoliczności. Poczułem że serce jest wolne i rozległe jak morze; przykre myśli, uciążliwe leczenia; udręki życia, cały ów stóp goryczy, przykrości, oschłości, rozczarowań i mąk, które dręczyły moją duszę, znika jak gdyby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, także nawet ich sobie już nie przypominałem… Ojcze, pisz do mnie częściej, będę o Ciebie spokojniejszy. To wiedz, że przyjaźń z Ojcem zabarwiona jest nie pustym sentymentalizmem, lecz prawdziwym, nadprzyrodzonym, duchowym uczuciem, wynikającym “z serca, które kocha Ciebie żarliwie, całkowicie świętą miłością przed Boskim Oblubieńcem” (23 VIII 1916) Ta serdeczna przyjaźń jawiła się zawsze również w sposobie składania Ojcu życzeń imieninowych i świątecznych. Najczęściej to była jedynie pamięć modlitewna. Ale jestem zobowiązany teraz do uzewnętrznienia uczucia i czułości, które inspirowały mnie zawsze. Nie chodziło o stereotypowe sformułowania, lecz o wyrażenie miłości i wdzięczności (15 III 1913) Jako prawdziwy przyjaciel, radowałem się i cierpiałem z osobami, którem kochał i uczestniczyłem intensywnie zarówno w ich godzinach radości, jak i smutku (23 IV 1920) Kochałem wszystkich serdecznie i pragnąłem odwzajemnienia swej miłości: to bardzo ludzkie uczucie, które zawsze umiałbym jednak wciąż jeszcze bardziej oczyszczać i sublimować.(11 X 1921) Eseje moje ukazują stopniowe działanie łaski, doskonalącej naturę, przebóstwiając ją stopniowo na różnych etapach przebytej drogi. Czytaj je dla dobra następnych pokoleń Polaków, i posyłaj dalej. Nie posyłam pocałunku, ponieważ to jest zbyt mało, za trudy, które ponosisz dla mnie. Posyłam Ci to wszystko, co mam w sercu dla Ciebie, czyli nieskończoną miłość. (styczeń 1912) Jednakże zawsze miałem Cię obecnego przed Jezusem Chrystusem. Niech tymczasem moje serce mówi za mnie. (28 II 1912) Ale powiedz mi Ojcze o tym i nie milcz. Ty jesteś jedyny spośród ludzi, który mi jeszcze- być może – pozostaje. Jezus w dwójnasób powiększy Twoje zasługi dla nieba.(16 II 1915) Chcesz wiedzieć, jak się toczą sprawy w moim życiu duchowym. Lecz jak mam Ci powiedzieć to co czuję? Uwierz mi, że to jest właśnie to, co stanowi najwyższy szczyt mojej wewnętrznej męki. Żyję w wiecznej nocy teraz; ciemności są najgęściejsze. Zatem tęsknię za światłem, a to światło wcale nie przychodzi, a jeśli czasem słaby jego promień jest widoczny, co zdarza się zbyt rzadko, to sam ponownie zapala w mojej duszy najbardziej rozpaczliwe pragnienia, aby widzieć ponownie błyszczące Słońce. Te pragnienia są tak silne i gwałtowne, że bardzo często usycham i bardzo cierpię z miłości do Boga. Nadto wydaje mi się, że umieram w każdym momencie i chciałbym umrzeć, aby nie czuć ciężaru ręki Pana Boga, która przygniata mego ducha. Cóż to znowu jest? Jak mam postępować, aby wydostać się z tak godnego pożałowania stanu? Czy to jest Pan Bóg, który działa we mnie, czy to jest ktoś inny? Mam Twój list, w którym odpowiadasz mi: Pokusy przeciw wierze z późniejszymi odruchem nieufności, rozpaczy i bluźnierstwa, są podstępami szatana lub towarami z jego sklepu, które chciałby sprzedać duszy. Podczas gdy on męczy i dręczy dla przewrotnego celu, dusza dzięki łasce zdobywa wierność w walce i stałą pogardę dla jego ponęt. Jestem skłonny wierzyć, że ponury obraz przeszłego życia i ostre bóle ducha i ciała, które mu towarzyszą nie są Bożym działaniem, lecz raczej męką szatana, zwłaszcza wtedy, kiedy poznanie przeszłości odnosi się do aktualnych grzechów ciężkich albo do śmiertelnych aktów niewdzięczności. Wszystko, co pochodzi od Ciebie w czynię, w słowach i uczuciach jest bardzo miłe Panu Bogu, ponieważ jest wykonywane pod wpływem ogólnego posłuszeństwa. Są pewne chwile, kiedy jestem atakowany przez gwałtowne pokusy przeciw wierze. Jestem pewny, że moja wola nie poddaje się im, ale moja wyobraźnia ożywia się i ukazuje w tak jasnych kolorach pokusę, która błąka się w umyśle, że ta przedstawia grzech nie tylko jako coś obojętnego, ale nawet jako coś zachwycającego. Z tego rodzaju się jeszcze te wszystkie myśli zniechęcenia, nieufności, rozpaczy. Wobec tak wielkiej walki ogarnia mnie paniczny lęk, drżę i ciągle zadaję gwałt samemu sobie i jestem pewny, że dzięki łasce Pana Boga, nie upadam. Ojcze, dodaj do tego wszystkiego Mroczny obraz życia minionego, w którym nie widzi się niczego innego, jak tylko własną marność i niewdzięczność wobec Pana Boga. Czuję, że mój duch pęka ze smutku i jestem przeniknięty bezgranicznym zawstydzeniem. Czuję, jakbym był przygniatany przez wielki ciężar i jakby moje kości trzeszczały i odłączały się jedną od drugiej. Czuję to bolesne działanie nie tylko w najskrytszych zakątkach ducha, lecz także w ciele. Tutaj także jestem napastowany przez ogromną obawę, czy być może Pan Bóg nie jest twórcą tego dziwnego zjawiska. Wątpliwością, która mnie zawsze opanowuje i prześladuje wszędzie, jest to, że nie wiem, czy to co robię, jest miłe Bogu, czy nie. Jakiż chaos jest w głębi mego serca! Jaką tajemnicą jestem dla samego siebie! Powraca pokusa i natrętna myśl, że dusza zawsze upada i to często w grzech ciężki. Dołącza się męka gorszenia bliźniego i obawa że zostanę zasłużenie obarczony jakimiś nadludzkimi obowiązkami. Odczuwam słabą miłość do Boga, rozproszenie umysłu i niezdolność do pilnej medytacji. Choć jestem świadom, że tylko w skupieniu zdolny jestem do wielkich rzeczy. To wiem jednak, że z każdym podarowanym mi przez Słońce Nieskończonej Dobroci dniem, Pan Bóg staje się coraz większy w oczach mojego umysłu, a ja widzę Go na niebie mojej duszy, która spowiadać się gęstą mgłą. Czuję Go blisko siebie, a widzę Go z bardzo, bardzo daleka. Ze wzrostem tych pragnień Bóg staje mi się coraz bliższy i odczuwam Go, ale te pragnienia sprawiają, że widzę Go ciągle bardzo oddalonego. Mój Boże! Jakie to dziwne! Chcę pozostawać obdarowany miłością Boga i bliźniego zawsze. Dlatego jeśli jestem ciężarem dla was, jeśli moja praca was nie zadowala, to powiedz mi jasno, na miłość boską; pójdę gdzie indziej, aby prosić o gościnne przyjęcie w ‘domu matki’. O ilu sprawach chciałbym Ci powiedzieć, Mój Kochany Ojcze! Jak silna i bezradna jest potrzeba serca, aby wyżalić się przed Tobą. (10 X 1917) W porównaniu z tym, co cierpię fizycznie, duchowe walki mojego życia są o wiele większe, chociaż moje fizyczne cierpienia są także ciągle coraz większe. Pragnąłem, Drogi Ojcze, nie mówię, wielu godzin wytchnienia, ale przynajmniej jednej w ciągu dnia. Ale działa się zawsze we mnie, wokół mnie, we wszystkim i dla wszystkiego najświętsza i najmilsza wola Boga, ponieważ ona umożliwia mi wytrwanie do końca. (10 I 1911) Moje serce jest przebite, jest zmienione w strzępy przez to krawcowe i bezlitosne ‘męczeństwo’ (zasłużenia na niebo). Kiedy wiem, że jakaś osoba cierpi na duszy lub ciele, to czegóż bym nie zrobił u Pana, aby ją z tego wyzwolić. Jakże trudno jest żyć sercem! Trzeba mi umierać w każdym momencie śmiercią, która nigdy nie zabija, by żyć – umierając i umierając- żyć. (20 XI 1921) Przed jakąkolwiek ‘stratą’ człowieczą – modlę się, aby ludzie mogli się zawsze pogodzić z wolą Bożą. Otrzymałem Twój list, a w tym samym czasie również Twoją miłość; jest mi przykro, że nie mam odpowiednich słów, aby podziękować Ci za nią w sposób godny tak, jak na to zasługujesz. Lecz to, co mnie najbardziej boli, to bycie niezdolnym do okazania mojej wdzięczności czynami tak, jakbym pragnął.(14 III 1910) Przez Ciebie Drogi Ojcze ślę przesłanie dla ‘towarzyszy broni’,którzy trwają jeszcze w swoich ‘ziemskich’ redutach- placówkach i obejmują nowe wciąż cytadele ich ducha. Kochani Księża maryjnej Archidiecezji, ponieważ nie umiem wyrażać wdzięczności, życzę wam, by Pan Jezus wynagrodził wam stokrotnie za waszą miłość do mnie. Przesyłam wam życzenia wzrastania w łasce nie tylko z poczucia synowskiej miłości do ‘mojej Archidiecezji’, ale dlatego, że jestem do tego zobowiązany za całą troskę, której się podjęliście o moje zdrowie nie tyle fizyczne, ile duchowe. To jest święta powinność, której nie mógłbym zaniechać bez popełnienia wykroczenia. Chciałbym przynajmniej raz, kochani, przynieść wam moim słowem uśmiech i sprawić radość. Największą ofiarę, jaką złożyłem Panu Bogu, była faktycznie moja niemożność życia w parafii. Jest prawdą, że odesłany “do domu”- nadal cierpiałem, lecz zawsze byłem w stanie wykonać swoje obowiązki. A to nigdy nie było możliwe, kiedy żyłem ‘na parafii’. Na litość Boską! Ojcze, nie osądzaj mnie tak surowo! Jezus Chrystus jest tak dobry! On nie jest tak surowy i wymagający, jak ten świat… Najdroższy Ojcze, bądź pobłażliwy wobec wszystkich, a zwłaszcza wobec takiego jednego, który poświęcił się bez zastrzeżeń Jezusowi i duszom. (23 X 1921) Bynajmniej otrzymuję gorycze zamiast pocieszenia wciąż bynajmniej, podobnie jak Hiob. Ale staram się ufać Panu Bogu, ponieważ nic złego nie może spotkać tego, kto szczerze dąży do miłowania Boga i kochania Go tak, jak najlepiej potrafi. Żarliwe tęsknoty, aby widzieć Słońce Nieskończonej Dobroci, po jakimś promieniu, który przenika zwykle trwającą ciemność i które to tęsknoty doprowadzają mnie do omdlenia z miłości Bożej nie są i nie mogą być niczym innym jak tylko działaniami Ducha Świętego. Pozostawiam je w spokoju i nie staram się je tłumić, ponieważ nie można iść dalej siłą woli, bo to bez udziału woli przychodzi od Tego, który może wszystko… Niech przyjaźń, współczucie, wdzięczność, uprzejmość pozostaną cechami charakterystycznymi mojej osobowości na wieczność. Nie byłem obdarzony przez naturę łagodnością i słodyczą. Zaletę uprzejmości zdobyłem mozolnym wysiłkiem woli wspomaganym przez łaskę. Moim jedynym ubolewaniem jest to, że mimo woli i czasami nieświadomie zdarzało mi się trochę podnieść głos, gdy napominałem ludzi. Przepraszam Cię Mamo i do zobaczenia w niebie. Chociaż modlę się, jęczę, uskarżam się na to przed naszym Panem, to On jeszcze nie wysłuchał mnie w pełni. Jestem trawiony miłością Boga i miłością bliźniego… Nie czuję niczego innego, jak tylko to, aby mieć i chcieć to, czego chce Bóg. Tyle jest obietnic, które złożyłem Jezusowi i Maryi. Pomóżcie mi modlitwami waszymi i modlitwami innych ludzi do końca je zrealizować. Najdroższy Ojcze, z wielką serdecznością ściskam Cię i całuję. (6 I 1917) I proszę udziel mi na drogę ostatnią błogosławieństwa. Pan Jezus niech zawsze będzie życiem Twego serca, podtrzymuje je w każdej próbie i przemienia je w Siebie samego.
Twój biedny syn i bardzo Cię kochający w Jezusie Chrystusie ksiądz Stanisław
Modlitwa przed wejściem do kościoła
Stanisław Barszczak, Wspaniała miłość Boga!
Kiedy świat był jeszcze młody, wciąż nosił wyraźne znamię Boga. I co się z nim stało? Roztrwoniliśmy pierwsze błogosławieństwo Pana. Na stopniach Twego upadamy tronu, przepadam za tą frazą po dziś dzień, kiedyś poczynając nabożeństwo ta pieśń wprowadzała niepowtarzalny a wspaniały nastrój do modlitwy. Już minęły lata od pierwszych religijnych wzruszeń. Jednak wciąż wznoszę swe oczy ku górom: skądże mi pomoc? Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię. On nie pozwoli zachwiać się mej nodze,
ani się zdrzemnie Ten, który mię strzeże. Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie, Ten, który czuwa nad Izraelem. Pan mię strzeże, Pan moim cieniem, przy mym boku prawym. Za dnia nie porazi mię słońce ni księżyc wśród nocy. Pan (niem. der Herr) mię uchroni od zła wszelkiego:
czuwa nad moim życiem. Pan będzie strzegł mego wyjścia i przyjścia teraz i po wszystkie czasy. O tych pierwszych wzruszeniach chciałbym tutaj złożyć świadectwo. Teraz radujcie się, drodzy chrześcijanie, i skaczmy szczęśliwie, przepełnieni pewnością i jednością; śpiewaj z przyjemnością i miłością, o tym jak Bóg zwrócił się do nas i ukazał jego słodką cudowność, której był zawsze godny. Diabeł został uwięziony, ale ja w śmierci byłem zagubiony, mój grzech dręczy mnie dniem i nocą, w tym stanie się urodziłem. Upadałem też coraz głębiej, nic dobrego nie było we mnie żywe, grzech mnie opętał. Strach doprowadził mnie do rozpaczy, muszę zatopić się w piekle. Ale Bóg na zawsze płacze, wyolbrzymiając moją nędzę, myśli o swoim miłosierdziu, on chce mi pomóc; odwraca do mnie jego serce ojca, choć nie było żartów z nim. Powiedział do swego drogiego Syna: czas już, litości, idź, moje serce jest godne zbawienia ubogich, i pomóż im uwolnić się od grzeszności.
Syn był ojcem dla ojca, przyszedł do mnie na ziemię, z dziewicy czystej i delikatnej,
aby zostać moim bratem. Potajemnie wykonuje swoją moc, poszedł do mojego biednego domu, i chce złapać diabła za rogi. Powiedział mi: Trzymaj się mnie, powinieneś odnieść sukces teraz, Jestem ci bez reszty oddany; chcę za ciebie walczyć- ponieważ jestem twój, a ty jesteś mój; a gdzie ja zostanę, ty też tam będziesz… Chcę być twoim mistrzem, chcę dać ci ducha. Kto ma pocieszyć cię w mroku i nauczyć rozpoznawać się dobrze i w prawdzie. Co uczyniłem i uczyłem, ty będziesz czynić i nauczać, aby królestwo Boga było powiększone,
chwałą odziane zostały jego honory.
Przeszedłem przez świat, a świat jest piękny i duży, a jednak moje pragnienie wyciąga mnie daleko za ziemię. Widziałem ludzi: oni oglądają świat późno i wcześnie, oni tworzą, przychodzą i odchodzą, a ich życie jest pracą i trudem. Szukają tego, czego nie mogą znaleźć, w miłości, czci i szczęściu, i wracają obarczeni grzechami i niezadowoleni. Odpoczynek dla biednego, zmęczonego serca; mów głośno we wszystkich krajach: oto ból. Jest to odpoczynek dla wszystkich, daleko i blisko, w ranach Baranka Bożego, na krzyżu z Golgoty… Pan prowadzi, niebo, chmury, powietrze ustępują. Musisz zaufać Panu, musisz spojrzeć na jego pracę, jeśli twoja praca ma trwać. Ze smutkiem i żalem, i z bólem właściciela. Bóg niczego nie przyjmuje. Twoja wieczna wiara i łaska, Ojciec wie i widzi, co jest dobre lub złe, śmiertelną krew; co zatem wybierasz? Twoje czyny są niczym innym, jeno błogosławieństwami, twój spacer jest lekki. Twoja praca nie może powstrzymać nikogo, twoja praca nie może odpoczywać. Bóg niczego nie będzie odwracać; co zamierzył zrobić i czego on chce, to musi w końcu nadejść, dla jego celu.
O ty biedna dusza, miej nadzieję i bądź pokorna! Bóg wyprowadzi cię z jaskini, ponieważ smutek cię dręczy, masz odtworzyć się na wielką łaskę,
po prostu zaczekaj na czas. Już to zobaczysz: słońce najpiękniejszej radości. Porzuć swój ból i nie martw się na dobranoc! Puść to, co targa sercem i sprawia, że jesteś smutny; Czy nie jesteś zarządcą, który powinien wszystkim rządzić. Bóg jest w tym regimencie, i prowadzi cię dobrze. Pozwól mu to czynić! On jest mądrym księciem, ze wspaniałą radą praca wykonana. Jeśli pozostajesz mu wierny, on uwolni twoje serce od dużego ciężaru. Zwycięstwo i korona honorowa; Bóg daje ci same dłonie, błogosławieństwa jego w twojej prawej ręce, i śpiewasz radosne psalmy. On przemienił twój smutek. O Panie, uczyń koniec całej naszej nędzy; wzmocnij nasze stopy i dłonie. Niech nasze drogi zmierzają z pewnością do nieba. Śpiewam ci sercem i ustami, Panie, pragnienie mojego serca; Śpiewam i rozpowszechniam to na ziemi, co wiem o tobie. Wiem, że jesteś źródłem miłosierdzia, odwieczne źródło dobrych przepływów. Kto jest tym, który daje nam pole zwilżone rosą i deszczem? Kto ogrzewa nas w zimnie i mrozie? Kto chroni nas przed wiatrem? Kto daje nam życie i krew, kto trzyma za rękę. O Panie, mój Boże, to pochodzi od ciebie,
ty musisz czynić wszystko. Karmisz nas z roku na rok. Zawsze bądźcie religijni i wierni, i stójcie kiedy czyha niebezpieczeństwo. Panie, karz nas grzeszników z cierpliwością, i nie uderzaj zbyt mocno, ostatecznie weź naszą winę i wrzuć ją do morza. Kiedy nasze serce wzdycha i płacze, bywasz łatwo łagodny; wtedy daj nam to, co nam się podoba. Ty wypełniasz pragnienie życia tym, co wieczne, i wprowadzasz nas do domu niebios, kiedy tęsknimy za ziemią. Cóż, moje serce, śpiewaj i skacz! Twój Bóg, źródło wszystkich rzeczy, jest sobą i pozostaje waszym dobrem. On jest twoją ukochaną, twoim spadkobiercą i częścią wszystkiego, Twoje światło, z blasku i radości, twój parasol i tarcza, twoja pomoc i zbawienie, przydaje rady i nie opuszcza cię. Co on robi i co się dzieje, to ma dobry koniec. Teraz, pozwól mu to czynić dalej, a spoczniesz w pokoju i będziesz szczęśliwy na wieki… Kiedy świat był jeszcze młody, wciąż nosił wyraźne ślady Boga, ludzie chcieli czynić tak inteligentnie i być wieczną jak On światłością. Panie mój, zmiłuj się i zmiażdż wszystkie moje winy. Utwierdzasz mnie w lojalności i cierpliwości, Bierzesz mój ciężar, nic nie jest dla ciebie zbyt trudne, wrzucisz wszystkie moje grzechy głęboko w morze.
Kim jest Bóg taki jak ty? On wybacza grzech. Twoja złość nie będzie trwać wiecznie, ponieważ kochasz być miłosierny. Światło świeci w ciemności; bieda przynosi nadzieję, bo tylko ty jesteś mistrzem, ty sam. Boże, jesteś większy, Boże, jesteś silniejszy. Boże, stań wyżej niż cokolwiek innego. Boże, nasz uzdrowicielu, silny dawco wolności, to tylko ty, tylko ty. Jeśli Bóg jest po naszej stronie, co może nam przeszkadzać? Gdy stoimy przy Bogu, co może się nam oprzeć. Jeśli Bóg jest po naszej stronie, co może nam przeszkodzić. Kto może się nam oprzeć? Boże, jesteś większy, Boże, jesteś silniejszy. Boże, stań wyżej niż cokolwiek innego. Boże, nasz uzdrowicielu, mężny dawco wolności, to tylko ty. Boże, jesteś większy, Boże, jesteś silniejszy… Jest bezwarunkowa miłość, która niesie wszystko i nigdy nie odchodzi. I niezachwiana nadzieja, która przechodzi każdy test czasu. Jest światło, które pokazuje nam drogę, nawet jeśli nie widzimy teraz wszystkiego. Istnieje pewność naszej wiary, nawet jeśli nie rozumiemy niektórych rzeczy.
Istnieje pojednanie nawet dla wrogów
i prawdziwy spokój po kłótni, przebaczenie za najgorsze grzechy, nowy początek w każdej chwili. Istnieje wieczne królestwo pokoju.
W naszym środku już żyje kawałek nieba, tutaj na ziemi w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. On jest centrum historii, on jest kotwicą w czasie. On jest źródłem wszelkiego życia i naszym celem na zawsze, i naszym celem na zawsze. Jest cudowne uzdrowienie, niezbędne ostatnie zbawienie. I jest godność w bólu i cierpieniu, życie wieczne po śmierci. Dla wszystkich jest sprawiedliwość, wieczna nagroda za naszą wierność. Na zawsze jest wesele z Jezusem Chrystusem, Synem Boga. On jest centrum historii, on jest kotwicą w czasie. On jest źródłem wszelkiego życia i naszym celem na zawsze, i naszym celem na zawsze. Jezu, dla mnie poszedłeś na Golgotę, dla mnie nosiłeś krzyż, dla mnie cierpiałeś drwiny i kpiny. Dla mnie pozwoliłeś się przybić. Panie, twoja miłość jest tak wielka, że nigdy jej nie zrozumiem, ale chcę ci za to dziękować. Panie, twoja miłość jest tak wielka, że nigdy jej nie zrozumiem.
Uwielbiam cię. Dla mnie nosiłeś koronę z ciernia, dla mnie zostałeś opuszczony przez Boga.Wziąłeś na siebie całą winę świata, także moją winę; Nie mogę w to uwierzyć. Panie, twoja miłość jest taka wspaniała … Panie Jezu Chryste, wszystkie winy wybaczyłeś mi na zawsze.
Uczyniłeś mnie szczęśliwym i wolnym. Dajesz mi nowe, nowe życie… Gdziekolwiek stoję, już tam byłeś. Jeśli ja nawet ucieknę, jesteś blisko mnie. Cokolwiek myślę, już to wiesz.
Cokolwiek czuję, zrozumiesz. I dziękuję ci za poznanie mnie i kochanie. I że nazywasz mnie po imieniu i wybaczasz mi. Panie, podnosisz mnie znowu, i podnosisz mnie do siebie. Tak, dziękuję, że mnie znasz i nadal mnie kochasz. Znasz moje serce, tęsknotę we mnie. Jako prawdziwy Bóg i człowiek, byłeś tutaj. We wszystkim, co jest nam równe, a jednak bez poczucia winy. Jesteś litościwy, pełen cierpliwości. Tak, dziękuję, że mnie znasz i nadal mnie kochasz. Wystarczy tylko twoje miłosierdzie, które daje mi siłę w mojej słabości. Dajesz mi życie i to, co mnie porusza. Wystarczy tylko mi Twoja łaska. Nie muszę już dążyć do miłości. Wierzę w ciebie. Wymazałeś mój grzech przez twoją krew, i łaska jest dla mnie wystarczająca. Krew Jezusa sprawia, że jestem tuż przed tobą, tyś mnie odkupił za wszystkie winy. Łaska zatriumfowała nad sądem. A teraz jestem wolny w tobie… Wielki Boże, wychwalamy Cię, Panie, wychwalamy Twoją siłę. Przed tobą ziemia się pochyla i podziwia twoje dzieła. Jak wyglądałeś przedtem, takim zostajesz na zawsze. Wszystko, co może cię chwalić, cherubini i serafiny, ty masz pieśń uwielbienia, wszystkie anioły ci służą, zawsze idą do ciebie bez odpoczynku: “Święty, święty, święty!” Panie Boże Sabaoth! Święty, Panie Niebios! Silna podporo w potrzebie! Niebo, ziemia, powietrze i morza,
jesteście napełnieni swoją chwałą; wszystko jest twoją własnością. Święty Chór, prorocy czczą Cię, znoszą przed tron nowe pieśni uwielbienia i dziękczynienia; Męczennicy stają tłumem
chwalą Cię i chwalą Cię na zawsze. Ty, Bóg Ojciec na tronie. Chwalcie wielcy, chwalcie go małe dzieci. Twój rodzony syn. Śpiewaj święty kościele, przez Ducha Świętego uwielbiaj go… Przez niego stoi brama nieba otwarta dla wszystkich, którzy wierzą; on przedstawia nas ojcu, i mamy nadzieję, że będziecie dla nas wyrozumiali, kiedy dzień sądu nadejdzie,
gdy minie ostatni dzień. Panie, pomóż swoim sługom, którzy cię proszą w pokorze. Odkupiłeś nas bezcenną swoją krwią, poniośleś dla nas śmierć; zabierz nas po skończonym biegu życia
do ciebie w niebie. Piękne jest słońce, Piękny jest księżyc, Piękne są gwiazdy wszechczasów: Jezus jest lepszy, Jezus jest czystszy. Jako aniołowie w niebiańskiej sali. Piękne są kwiaty, Piękni są ludzie. W świeżej młodości. Ale musi umrzeć to, Musi się zepsuć: Jezus żyje na wieki. Jezu, spójrz na lud Twój w łasce. Pomóż nam, błogosław Panie twoje dziedzictwo; wyprowadzaj go z prawego pasa. Prowadź go przez ten czas,
weź go na zawsze. Każdego dnia chcemy chwalić ciebie i twoje imię, i przez cały czas tobie oddawać honor, pochwałę i podziękowania. Odsuwaj grzechy, a nie śmierć, bądź nam łaskawy, Panie Boże! Panie, zmiłuj się, zmiłuj się. Ukaż twoją dobroć; pokaż swoją lojalność, w jaki sposób mamy ufać Tobie. Mamy nadzieję tylko dla Ciebie: nie pozwól nam się zgubić… Więc weź moje ręce i poprowadź mnie do mojego szczęśliwego końca i na zawsze. Nigdy lubię iść sam: gdzie pójdziesz i staniesz, tam weź mnie z sobą. Okryj swoim płaszczem miłosierdzia moje słabe serce i uczyń mnie zupełnie cichym w radości i bólu. Przydaj mi umiaru biednego dziecka, bo chcę zamknąć oczy i wierzyć ślepo. Niech nigdy nie odczuję w nocy twojej wszechwładnej mocy, ale prowadź mnie do celu nawet poprzez całą noc: więc weź moje ręce i prowadź mnie do mojego leciwego i najlepszego końca, i na zawsze! Bóg jesteś obecny tutaj.
Uwielbiam Cię i podziwiam. Jesteś centrum, środkiem. Niech wszystko w nas będzie ciche, niech pochylam się do wewnątrz przede Tobą. Panie, spuść oczy; Ty sam musisz być, zasługujesz na honor. Chcę być jak aniołowie, którzy zawsze stojąc przed tobą widzą cię teraz. Pozwól mi żyć dla ciebie. Panie mój i Boże, spraw żebym był spokojny, delikatny i cichy w twoim pokoju; uczyń mnie czystym sercem,
żebym miał twoją klarowność, widzenia
w duchu i prawdzie; uczyń moje serce
na kształt orła unoszącego się nad górami,
i żyjącego tylko w tobie. Panie, żyj we mnie, pozostaw mojego ducha na ziemi, gdzie nadal jesteś świątynią; chodź jesteś blisko i przemieniasz się we mnie. Żebym zawsze Cię kochał i szanował. Gdzie pójdę, usiądę i będę stał, tam pozwól mi cię zobaczyć i pochyl się przed tobą. Gwiazda, na którą patrzę, Skała, na której stoję, Przywódca któremu ufam, Personel, który zawierzam, Chleb, którym żyję, gdzie odpoczywam, Cel, do którego dążę, wszystko Panie to ty. Poza Tobą nie ma Mocy i odwagi dla mnie. Bez ciebie, kto by wziął mój ciężar, kto? Bez ciebie zniszczona zaraz Wiara, nadzieja, miłość. A wszystko Panie to ty. Właśnie tak chcę iść, tam moja ścieżka, aż zadzwoni dzwonek w domu, w którym jestem. Nie mam nic do wniesienia od siebie. Wszystkim, proszę Cię Panie jesteś! Boże, nasze najwyższe dobro, wszędzie jego cuda i dzieła wielkich rzeczy. W nas staje się świeży i zdrowy, i tam, gdzie nikt nie może pomóc, zamienia się w pomocnika. On daje nam szczęśliwe serce, odświeża umysł, ten umysł rzuca wszelki strach, zmartwienie i ból w głębokościnmorza. On daje szczęście naszym działaniom i zbawienie we wszystkich okolicznościach. Dopóki to życie trwa, On jest zawsze naszym zbawieniem, a kiedy rozstajemy się z ziemią, pozostaje naszą częścią. Popycha, gdy serce pęka, gdy nasze oczy zamknęły się, pokazuje nam swoją twarz w wiecznym spoczynku. Otoczony dobrymi siłami lojalnie i cicho, chroniony i cudowne pocieszany
chcę żyć z tobą w tych dniach i iść z tobą w nowy rok. Och, Panie, daj nasze zdumione dusze, zbawienie, dla którego nas stworzyłeś. Z wdzięcznością bierzemy ciężki kielich cierpień i bez drżenia z twojej dobrej i ukochanej ręki.
A jeśli chcesz znowu sprawić nam radość,
lśnić na tym świecie, ogrzewać ziemię słońcu, to my chcemy upamiętnić przeszłość, bo nasze życie jest całkowicie twoje. Niech dziś świece są ciepłe i jasne, które wnieśliśmy w naszą ciemność, anie poprowadź nas, jeśli to możliwe, znowu razem. My to wiemy, twoje światło świeci w nocy. Kiedy cisza rozszerza się dookoła nas, i słuchamy tego pełnego dźwięku świata, niewidzialnie rozszerzającego się wokół nas. Ocaleni przez dobre moce, spodziewamy się pewności, która nadchodzi. Albowiem Bóg jest z nami wieczorem i rano, a na pewno w każdy nowy dzień. Amen.
my fellow Poles
Stanisław Barszczak, I felt I had done my best,
I got interested in reading very early, because a story was read to me, by Hans Christian Andersen, which was The Little Mermaid, and I don’t know if you remember The Little Mermaid, but it’s dreadfully sad. The little mermaid falls in love with this prince, but she cannot marry him, because she is a mermaid. And it’s so sad I can’t tell you the details. But anyway, as soon as I had finished this story I got outside and walked around and around the house where we lived, at the brick house, and I made up a story with a happy ending, because I thought that was due to the little mermaid, and it sort of slipped my mind that it was only made up to be a different story for me, it wasn’t going to go all around the world, but I felt I had done my best, and from now on the little mermaid would marry the prince and live happily ever after, which was certainly her desert, because she had done awful things to win the prince’s power, his ease. She had had to change her limbs. She had had to get limbs that ordinary people have and walk, but every step she took, agonizing pain! This is what she was willing to go through, to get the prince. So I thought she deserved more than death on the water. And I didn’t worry about the fact that maybe the rest of the world wouldn’t know the new story, because I felt it had been published once I thought about it. So, there you are. That was an early start, on writing… How I learned to tell a story, and write it? I made stories up all the time, I had a long walk to school, and during that walk I would generally make up stories. As I got older the stories would be more and more about myself, as a heroine in some situation or other, and it didn’t bother me that the stories were not going to be published to the world immediately, and I don’t know if I even thought about other people knowing them or reading them. It was about the story itself, generally a very satisfying story from my point of view, with the general idea of the little mermaid’s bravery, that she was clever, that she was in general able to make a better world, because she would jump in there, and have magic powers and things like that. So I don’t know if you remember The Little Mermaid…. I am continuing this story with more positive overtones, as sad Hans Christian Andersen described her. As you already know, it had been published once I thought about it. An example taken from life. And my life was moving forward. So, the context of the events of my stories are the wild fallows of Poland and the other countries. I had a long walk to school, I had a long way to experience the world. I have to say it. I have had a long way to the priesthood. And to this moment with you two. So, I had to do awful things to be here with you now, and during that walk I would generally make up stories. As I got older the stories would be more and more about myself, as a heroine in some situation or other, and it didn’t bother me that the stories were not going to be published to the world immediately, and I don’t know if I even thought about other people knowing them or reading them. It was about the story itself, generally a very satisfying story from my point of view, with the general idea of the little mermaid’s bravery, that she was clever, that she was in general able to make a better world, because she would jump in there, and have magic powers and things like that… I always wanted to be outside doing important things, at any occasion I would go in for stories. Was it important that the story would be told from a priest’s perspective? I never thought of it being important, but I never thought of myself as being anything but a priest, and there were many good stories about little boys and men-heroes. After you got maybe into your teens it was more about helping the woman to achieve his needs and so on, but when I was a young man I had no feeling of inferiority at all about being a priest. And this may have been because I lived in a part of Poland where the men were outside doing important things, they didn’t go in only for stories. They made money in factories and mines. They did not live from stories written in books, they were practicing everyday life. And yet I always felt at home there. So I felt quite at home always. You probably already know that I’m due to my mother. I have always wanted to tell anybody of their life, about it. Then I was going to the seminary, I had more and more awareness of life in the priesthood with. I became a priest, I was lucky to work for the group. You imagine a life on the parish, creation of a human community. As I got older and older the time has come and I have gained more freedom, I started to play in saving my experiences and passing on to others, and it wasn’t until much later that I realized that it would be interesting if one got them into a larger audience. How did that environment inspire me? You know, I don’t think that I needed any inspiration, I thought that stories were so important in the world, and I wanted to make up some of these stories, I wanted to keep on doing this. The priest can also learn from the gift of real life saved by the inspired authors in the Bible. What is important to me when I tell a story?What is important to me when I tell a story? Obviously, in those early days the important thing was the happy ending, I did not tolerate unhappy endings, for my heroes anyway. And later on I began to read things like Les Miserables (wretches). My country, Poland. You just have to be there. I think any life can be interesting, any surroundings can be interesting, I don’t think I could have been so brave if I had been living in a town, competing with people on what can be called a generally higher cultural level. I didn’t have to cope with that. The Polish epoch of socialism and the pontificate of the Polish Pope. I was the only person I knew who wrote stories… I was the only person who could do this in the world. I have to start out with a fairly clear idea of what the story is about. I think probably that part when you go over the story and realize how bad it is. You know, the first part, excitement, the second, pretty good, but then you pick it up one morning and you think “what nonsense”, and that is when you really have to get to work on it. And for me it always seemed the right thing to do, it was my fault if the story was bad, not the story’s fault. But how I turn it around if I am not satisfied? Hard work. But I try to think of a better way to explain. Was the writing a gift, given to me? I don’t think the people around me would have thought that, but I never thought about it as a gift, I just thought that it was something that I could do, if I just tried hard enough. But I was still learning to write the way I wanted to write. So, no, it wasn’t an easy thing. What did your mother mean to me? Oh, my feelings about my mother were very complicated, because she was a very gregarious person, who wanted very much to be part of a social life, and of course that wasn’t possible for her because of her material problems. So I was embarrassed by her, I loved her but in a way perhaps didn’t want to be identified with her. Did she inspire you in any way? I think she probably did but not in ways I could notice or understand. I can’t remember when I wasn’t writing stories, I mean, I didn’t write them down, but I first told them to her. But the fact that she heard them. My mother, I think, would have been more agreeable to someone who wanted to be a writer. She would have thought that was an admirable thing to be, but the people around me didn’t know that I wanted to be a writer, cause I didn’t let them find out, it would have seemed to most people ridiculous. I wrote whenever I could, and my first priest was very helpful, to him writing was an admirable thing to do. He didn’t think of it as something that a man couldn’t do, as many of the men that I met later did, he took it as something that he wanted me to do and never wavered from that. I want young people to be inspired by my books and feel inspired to write. I think I write naturally in an easy way, without thinking that this was to be made more easy. Juliette, Adriano, Alexandro would always be the heroes of my stories. And this is our Sundays’ meeting after Holy Mass, it is a great joy for me. I want to say that I am so grateful for this great honour, that nothing, nothing in the world could make me so happy as this! Thank you very much!
Hitler wanted to be a priest
Stanisław Barszczak, A letter of brother Jerome to Timothy, still a young man, last part of story…
However, for the young generation of humanity, there are no props, but his voice as the Fuhrer can be interesting. Timothy, sit down more comfortably to hear Hitler’s words about the birth of evil, see in full light his statement: The leader of genius must have the ability to make different opponents appear as if they belonged to one category. How fortunate for governments that the people they administer don’t think. If today I stand here as a revolutionary, it is as a revolutionary against the Revolution.Whoever lights the torch of war in Europe can wish for nothing but chaos. I go the way that Providence dictates with the assurance of a sleepwalker. Mankind has grown strong in eternal struggles and it will only perish through eternal peace. As soon as by one’s own propaganda even a glimpse of right on the other side is admitted, the cause for doubting one’s own right is laid. Germany will either be a world power or will not be at all. The doom of a nation can be averted only by a storm of flowing passion, but only those who are passionate themselves can arouse passion in others. All great movements are popular movements. They are the volcanic eruptions of human passions and emotions, stirred into activity by the ruthless Goddess of Distress or by the torch of the spoken word cast into the midst of the people. Struggle is the father of all things. It is not by the principles of humanity that man lives or is able to preserve himself above the animal world, but solely by means of the most brutal struggle. Strength lies not in defence but in attack. Words build bridges into unexplored regions. Universal education is the most corroding and disintegrating poison that liberalism has ever invented for its own destruction. The broad masses of a population are more amenable to the appeal of rhetoric than to any other force.
Success is the sole earthly judge of right and wrong. The victor will never be asked if he told the truth. Anyone who sees and paints a sky green and fields blue ought to be sterilized. Generals think war should be waged like the tourneys of the Middle Ages. I have no use for knights; I need revolutionaries… Who says I am not under the special protection of God? The day of individual happiness has passed. It is not truth that matters, but victory. Hate is more lasting than dislike. I use emotion for the many and reserve reason for the few. I do not see why man should not be just as cruel as nature. Humanitarianism is the expression of stupidity and cowardice. It is always more difficult to fight against faith than against knowledge. Any alliance whose purpose is not the intention to wage war is senseless and useless. As a Christian I have no duty to allow myself to be cheated, but I have the duty to be a fighter for truth and justice. Those who want to live, let them fight, and those who do not want to fight in this world of eternal struggle do not deserve to live. Make the lie big, make it simple, keep saying it, and eventually they will believe it. I believe today that my conduct is in accordance with the will of the Almighty Creator.Sooner will a camel pass through a needle’s eye than a great man be ‘discovered’ by an election. The very first essential for success is a perpetually constant and regular employment of violence. One must protect the beloved person from the demoralizing opinion (underlining the author). Demoralize the enemy from within by surprise, terror, sabotage, assassination. This is the war of the future. By the skillful and sustained use of propaganda, one can make a people see even heaven as hell or an extremely wretched life as paradise. The art of leadership… consists in consolidating the attention of the people against a single adversary and taking care that nothing will split up that attention. He alone, who owns the youth, gains the future (see, https://www.brainyquote.com/authors/adolf_hitler). The are some information that Hitler was monozygotic, and that before the speeches he was drugged … Hitler said he was not a magician. Hitler wanted to eradicate the Jewish paradise from the earth. He spoke beautifully to the young. He who has youth gains the future. Any alliance whose goal is not the intention of waging war is meaningless and useless. To paraphrase his words, let me say: Get ready for war, boys and girls, wars for the right thing. 42 assassinations were made against Hitler, he had had Jewish partnerships, he could not win in the Second World War. Thanks to the skilful and consistent use of propaganda, you can make people see heaven as a hell, and a very unfortunate life – as a paradise. I wrote these words in mid-April, 2018, at the time of spring life awakening. But also in the eyes of Auschwitz-Birkenau, on the day of the meeting of those who survived the hell of Auschwitz. Do you know Timothy that this is the German Nazi concentration and extermination camp from 1940-1945. Oświęcim with the decree of Hitler from October 8, 1939, he was incorporated into the Third Reich and found himself administrative in Germany, in the Bielski poviat. In 1940, in these areas, the German authorities established a camp originally intended for the deposition of political prisoners and opposition, mainly Poles. At that time, 1.1 million Jews from all over Europe were gradually extended to the main place of mass extermination, as well as 140-150,000 Poles, around 23,000 Roma, around 12,000 Soviet prisoners of war and victims of other nationalities. Only 200,000 registered as prisoners. The others were murdered immediately after arriving in the camp. As part of the KL Auschwitz complex, as it expanded: Auschwitz I (Oświęcim) – the first camp (the so-called “mother camp”), mainly forced labor, also performing the function of a management center for the entire complex; Auschwitz II – Birkenau (Brzezinka) – initially a concentration camp, then also a place of mass extermination, in which were placed gas chambers and crematoria; Auschwitz III Monowitz (Monowice) – forced labor camp in the Buna-Werke plant of IG Farben. Condemned to annihilation, they experienced the last moments of their lives. Jews destined for extermination were led to crematoria – separately men, separately women. In the undressing room, the prisoners employed in the Sonderkommando told Jews in their mother tongue that they only came to bathe and give up. After undressing, the Jews went to a gas chamber, equipped with showers and water pipes, which made the impression of a bathhouse. First, women and children came in, then men. Then the door was quickly screwed, and the disinfectants already waiting threw a cyclone through the holes in the ceiling, which dropped to the floor with special wires. This caused an immediate propagation of gas. Through the sight-glass in the door, you could see how the people standing closest to the ducts immediately fell dead. Almost one third of the victims died immediately. Others began to crowd, scream and grasp the air. Soon the scream turned to rattle, and after a few minutes everyone was lying. The last time after 20 minutes nobody moved. Screaming, elderly, sick, weak and children fell faster than healthy and young people. Half an hour after the gas was thrown, the door was opened and ventilation was turned on. Immediately, the corpses were removed. Then the corpses were transported by special elevators to the crematorium level. There, the Sonderkommando prisoners took the corpses away from the corpses, the women were cut off their hair, and the bodies’ openings were searched for hidden valuables. Then the corpses were burned in fired furnaces. (footnotes of the commandant of the camp). The Resolution of the Sejm of the Republic of Poland of July 2, 1947 defined: The grounds of the former Nazi concentration camp in Oświęcim, together with all the buildings and facilities found there, remain for all times as a Monument to the Martyrdom of the Polish Nation and other nations. On April 5, 1967, victims of Nazi fascism murdered and died in martyrdom in the extermination camp in Oświęcim were collectively awarded the Order of the Grunwald Cross of the First Class. Since 1979, a place on the UNESCO list has been entered. The heads of states are now meeting. Dear Timothy. Auschwitz, this stuff was terrific- people prepared this fate for people. What else could I tell you. During the washing of the prisoners’ feet on the holy Thursday 2018, Pope Francis told that he would go to the hospital next year. In the sixth year of his pontificate, Francis would have surgery, his eyes would have been attacked by a cataract disease. This moment keeps me from saying that. The colleagues from the school bench, they have a bad opinion about me always, I think.Though, from the priesthood’s beginning, we want together less earthly wealth and more joy among us each others (weniger Reichtum). On the unsinkable Titanic ship, a last boat had a chance, after explosion in the machine room. Let me say in German, letzte Boot hatte Glück. On Titanic last boat was lucky. So, You and I can share the silence, finding comfort together, the way old friends do. And after fights and words of violence, we make up with each other, the way old friends do. Times of joy and times of sorrow, we will always see it through. Oh I don’t care what comes tomorrow, we can face it together, the way old friends do. So, do you know what I was going to tell you else? Paraphrasing Hitler’s beautiful words addressed to the youth in Nazi Germany, I want to send them to Polish youth of recent years through you. My Polish friends. We meet again after a year. You stand here in a tight ranks and represent … the whole Polish nation, what is happening in the hearts of the people from the Vistula River Odra and God who works in the sweat of his face every day for bread, for his better tomorrow. And he is a great nation. We want a society without castes and divisions. We want to fill the nation with its high duty. I want to be a teacher of the people first, a guide for the masses, for a people who are very happy now … Young man and girl – you must be strong (see, German: mutig). We want you to have these ideals that will be ‘all’ for the whole nation; we want to be one nation … to see one crowd of Poles. We want you to teach obedience to people, and thus – ideals of peace. You do not go away from these ideals never. Because of obedience, we want people to love peace. You must temper on a young people, on strong men. We do not want the weak, we want obedience among people, so that you too will obey this obedience. To never give in … or succumb to someone or something. We can’t allow these ideals to leave us ..even when we do not have enough strength to maintain the Polish flag, we want to keep it firmly in our fists. And I know that the same spirit is already burning in your young minds. What we create or do will pass away, but in you Poland will continue to live. You are the body of our body and the blood of our blood. It is Poland that will bow down to us, lie in front of us, will be in us and will always be before us, long live Poland. We want to give the Polish nation a new idea that a new man will emerge, a slim and slender man; we want to give a new form to this nation. And we all listen to the ‘guide of the nation’ … I am curious about words from you, Timothy, and your beautiful answer, so that words always coincide with human life. “I have a dream, a song to sing to help me cope with anything. If you see the wonder of a fairy tale you can take the future even if you fail. I believe in angels something good in everything I see. I believe in angels. When I know the time is right for me, I’ll cross the stream, I have a dream. I have a dream, a fantasy, to help me through reality. And my destination makes it worth the while, pushing through the darkness still another mile. I believe in angels, something good in everything, I see. I believe in angels. When I know the time is right for me, I’ll cross the stream, I have a dream. I’ll cross the stream, I have a dream. I have a dream, a song to sing. To help me cope with anything. If you see the wonder of a fairy tale, you can take the future even if you fail. I believe in angels, something good in everything I see. I believe in angels. When I know the time is right for me, I’ll cross the stream, I have a dream. I’ll cross the stream, I have a dream,” the Abba, a vocal ensemble from Sweden’s sang it all over the globe. So, through the young people I met many interesting people, also in Poland, our homeland. And I am honestly ‘humbled’ because of all of you, because you gave me the privilege of recognizing ‘the biggest artists” in our world, joining them. Meanwhile, I embraces and greet you warmly. Your uncle Jerome. (Fin)
A letter to the beloved young men
Stanisław Barszczak, A letter of brother Jerome to Timothy, still a young man, second part…
For young Hitler, German nationalism quickly became an obsession. And to all this came the enchantment of German operas the composer Richard Wagner. Hitler saw the first opera of the German at the age of twelve, and he was immediately attracted to her Germanic music, pagan myths, tales of ancient kings and knights and their glorious battles against the hated enemies. For young Hitler, the fight with her father was about to end. In January 1903, Hitler’s father died suddenly of pulmonary hemorrhage. As I said at the Benedictine school in Lambach, Hitler showed a great interest in religion. He was fascinated by the form of Catholic liturgy: acoustics of temples, strict hierarchy, order, processions with torches, singing and mysticism. But already in Lambach, Hitler learned to bend reality to his own needs.
He learned what he wanted, and what he did not get was sabotaged. He had to make up for lack of learning as an adult. In 1606 Adolf, aged 16, graduated from high school. He was not worried about his poor academic performance. Meanwhile, Hitler’s mother, suffering from breast cancer, was getting closer to death every day. Hitler, very attached to her, could not imagine her leaving. He told the guardian to apply Klara a modern, untested remedy. The drug prolonged the woman’s life, but he filled them with suffering. It has become the worst thing, for a child’s life could be. On December 21, 1906, Klara died (see,http://www.historyplace.com/worldwar2/riseofhitler/boyhood.htm). Immediately after the death of his mother Adolf Hitler went to Vienna to get to the Academy of Fine Arts. However, his watercolor landscapes did not meet with the recognition of a group of professors and he was taken into the care of fate. Arriving in the Habsburg capital, he hoped for a scholarship, a student apartment, and he was waiting for wandering in the streets of Vienna and the occasional activities he was called to survive. The money has ended quickly. Hitler spent the next years in night shelters, sometimes he slept in the open air. As he later wrote: Five years of misery and wandering in Vienna… Five years during which I earned first as a student and later as an unknown painter. Hunger was my faithful companion. He did not leave me a moment. During the greatest poverty, Adolf benefited from charitable foundations. During the First World War Hitler fought as a soldier of the Bavarian regiment belonging to the German army. He took part in battles including at Ypres and Bapaume. In the first of these he won the Iron Cross for courage, in the second he was blinded by gas. After ‘recovering his eyes’ for half a year, he was in the hospital. As a soldier, he was considered a volunteer pattern for unsafe tasks. However, he only professed the rank of corporal, and his superiors, interestingly, argued that he lacked leadership skills. While in the hospital, Hitler learned about the war and ceasefire. He regarded the capitulation of Germany as a betrayal. Adolf Hitler deepened his knowledge of history, began working in the press, graduated from anti-Marxist propaganda and joined the German Workers’ Party. It happened in 1919. Hitler found himself in his element, had a mission and meant something. He quickly gained confidence and took over leadership in the Nazi Party NSDAP, formed from the workers’ party to which he belonged. He met the first among his infamous later helpers: Rudolf Hess, Hermann Göring and Ernst Röhm. From the insignificant party magazine ‘Völkischer Beobachter’ bought in December 1920 by the NSDAP, in February 1923, he made a national daily newspaper. This organ for the next 25 years was a pillar of Nazi propaganda. Adolf Hitler was already the leader of a small party gathering former soldiers and people who could not find themselves in post-war reality. Putsch (see, French coup d’état in the state) on 8-9 November 1923, organized with the help of Marshal Erich Ludendorff, was suppressed by the police and the army. The attempt to take over the rule in Bavaria, and in the long-run Germany ended in failure. Hitler stood before the court. Paradoxically, it became an opportunity for him to emerge in politics – the judges, positively disposed towards him, allowed him to make many hours of tirades, calling for the rebuilding of the power of Germany and the destruction of the Versailles order. The leader of the dissolved NSDAP received a mild sentence and at the beginning of 1925 was already at large, although under German law he was threatened with life imprisonment for attempting to overthrow by the state system. He used his stay in prison to write “Mein Kampf”, in which he included his anti-Semitic and national-radical views. In 1925, 10,000 copies were sold, in 1932 it increased to 90,000, and a year later, when Hitler came to power, he reached a million. At that time, as a copyright holder, he became a millionaire. In autumn 1929, the speculative bubble burst on the New York Stock Exchange. The greatest economic crisis of all times has begun. Millions of people lost their wealth and work, and the standard of living drastically decreased. One of the most affected countries was Germany. The crisis allowed Hitler to spread his wings. The populist slogans quickly took him to the top of politics. His party after the elections in September 1930 received 107 seats to the Reichstag and became the first and then the first most numerous faction in the parliament (after the creation in 1931 of an alliance with the German right-wing group of the so-called Harzburg Front). After the elections favorable for NSDAP, President Paul von Hindenburg, at the end of January 1933, entrusted Hitler with the office of the chancellor. Using the arson of the Reichstag building, Hitler persuaded the deputies to adopt a law granting him special powers of attorney. From then on, he could rule without parliament, and Germany became a state in which the state of emergency was in force – officially remained such a state until the end of Nazi rule. In the summer of 1933, all parties except the NSDAP were banned. After the death of von Hindenburg in August 1934, Hitler did not conduct a new presidential election, considering that the presidential office was suspended. By virtue of the day passed earlier, the Act merged the offices of the president and the chancellor, taking over their competences as the Führer – the commander and chancellor of the Reich. Adolf Hitler became the commander in chief of the Reichswehr and took over the full power in the country. He implemented the “Act to help the nation and the state in need”, called in the German historiography the act on powers of attorney. Under this power, he became the most important person in the state, taking over legislative power, because the government he managed could now approve the laws without the consent of the Reichstag. In September 1935, he officially sanctioned anti-Semitic policies by adopting Nuremberg Laws, which placed Jews outside of society. But he had already started a bloody trial with political opponents, hated social groups or nations, creating the first concentration camp. It was established in March 1933 in Dachau, north of Munich. In March 1938, the Nazi army entered Austria. In April, the Anschluss new territory was officially sanctioned by a referendum. It was supported by more than 99 percent of the inhabitants of Austria voting. Then, in the wake of the Munich Agreement, he occupied the Sudeten Country of Sudety, which he belonged to Czechoslovakia, and in March 1939 he partitioned Czechoslovakia and occupied Klaipeda in Lithuania. On September 1, 1939, he launched an invasion of Poland, which gave rise to the Second World War. He died on April 30, 1945 in a bunker in Berlin due to suicide. The Germans loved their leader so much that the Nazis did not even have to adhere to the falsification of the election. Opponents of the dictatorship were stuck in dull apathy. And hard opposition is hard to even call a couch. Ewa Braun was so devoted to the leader of the Third Reich that she swallowed a capsule with cyanide the day after she married him. But was she always faithful to the Führer? Who was able to make her betray the greatest madman of the twentieth century? Paperwork was avoiding like fire. The contractors and subordinates were tired of long hours of monologues. He was capricious: he handed flowers to one, and arrested others elsewhere. Like many of the worst bosses, he had the feeling that he was allowed everything. Also in the office. For years, in the cold eyes of Adolf, no one could see the prophecy of crematorium furnaces. Could a “peace-house painter” become a mad killer of nations? Many were deluded that it was impossible. But not Poles! We’ve understood the Hitler’s mentality much earlier than the rest of the world, I ponder. A cruel father, overprotective mother and a small sociopath, forcing obedience on colleagues. It could not end well. But probably no one thought that the difficult childhood of little Adolfek from Braunau would have such a tragic consequences for the world … Pictures from Hitler’s participation in the Mass celebrated in Berlin after the death of Marshal Józef Piłsudski were preserved. Polish ambassador in Germany Józef Lipski greets Adolf Hitler on the steps of the Berlin Cathedral of Saint. Jadwiga just before the beginning of the funeral mass for the soul of Józef Piłsudski. The next picture shows Hitler sitting in front of the catafalque in the cathedral. After Marshall Pilsudski’s death, no national mourning was introduced in Germany. The Polish press from that period made it clear that the German chancellor issued an official mourning ordinance in force at the deaths of heads of state. It can not be denied that it was a nod to the Poles, because officially Pilsudski was only the minister of military affairs and general inspector of the armed forces now. The Hitler, however, ordered on 13 and 18 May to lower the banners to the half mast. What props do we keep from those years? Faithful replicas of two cars from the special train of the Reich Chancellor “Amerika” will enjoy the eyes of tourists in Jedlina-Zdrój near Wałbrzych. Like Pope Francis lamborghini car of today (let me say), the cabriolet, Hitler’s private limousine, from which he greeted the crowds cheering in honor of the victories of the Third Reich, was put up for sale… (a second part end)
Beloved young people
Stanisław Barszczak, A letter of brother Jerome to Timothy, still a young man, part first…
I can’t walk under water… So, I still remember a polish poetry: a little John, he did not live to see the resurrection of Poland after its partitions at the end of the 18th century. Though, Timothy’s dream came true. Poland is great. His beautiful homeland is again visible on the map in the heart of Europe. We want to live more in the city than a town now. In his life Thimothy met several great figures. Recently a cardinal from Munich who has a fantastic character. Dear Thimothy, I’m writing off these few words to you about a beautiful youth, because I’m still an uncle of yours. I write to you from my room … I’ve always been looking for interesting people, things. I have read Fyodor Dostoyevsky, William Faulkner, Ernest Hemingway, Anna Seghers and Tomas Mann from my youth. Not everyone one needs reading. But everyone he needs to someone who will lead you forward. Otherwise, we would stay in vast place only. You imagine, there are my parents that gave me love. It’s my mother, she gave me the first happiness, I felt happy; and father – he turned my human brain into human art. They opened me to the culture of human civilization. However, the system means that nothing is at once – you have to go through a certain process. In my youth an education was my obsession, and gradually I recognized the learning process. Finally, people supported, believed me, they trusted me. I became a priest. Many people have prepared me for this role. For my part, I was growing in the belief that I was being reciprocated enough. Though, I put in the bags the crumbs of those days of my youth now; and the colors leaves, the hectic days, the variability of events with, I change my time. There is no democracy plan in Poland, I think. The privileged position of Adolf Hitler ended on April 30, 1945. When the world is sick, the world is threatened by a chemical attack like the one in Syria. Nothing of the United Nations resolutions from Washington. Besides, modern countries are guided more by the rules of law, than the rules of deals. As left without memory and daily gainful work, I am taking my vote, I am sorry to say honestly, I want to work in Timothy, a villa whose walls are in my homeland, and which has spread out over the Vistula with a sunny shadow. Dear Timothy, one day I finally stood on the side of the unity of the world. However much I do little to the common good or very little, I think so. For that I finally understood that the world is a stage: that a mentally ill patient does not even have a telephone; and I do not recognize only the European attitude towards Refugees, and not, for example, one’s Argentinian. I understood that artists need to cooperate, research on the truth, tireless energy in building a better tomorrow of our civilization. I did not write it while being in the cocoon of alternative reality. They were not haedis rallies. I was not based here on the logic of history and nations. Though, I didn’t even intend to make one mistake. Because finally I understood that ‘our’ is power and glory now. And the team of co-workers, I will tell you; it was terrifying. Is there anybody now? Oh, Timothy, here you are! You are young, like your peers from this generation. Though, you still spend most time in family homes; although you are already finishing university. However, if you are even already married or separated, do everything to live well; say: I want to thank you for this and for that …; I want your good (young woman to her husband) As young people in your feelings, talk to yourself constantly, because it is a sin for everyone (since you are separated). Even reading or painting, let alone praying with Christ. However, learn to think constantly. And now, Timothy, sit down calmly, because I want to tell you about the creator of Nazism who wanted to be a priest … Adolf Hitler (1889-1945) – German politician and dictator of Austrian origin, paranoia with complexes, incapable man of any normal interpersonal relationships, in love with his mother. What was it really like? Adolf Hitler loved his mother, but was afraid of his father. In sexual relations he was a masochist. What was it really like? Adolf Hitler loved his mother, he hated him and he was afraid of his father. In sexual relations he took on a masochistic attitude. Adolf Hitler was born on April 20, 1889 in a poor Austrian family. He was the son of Klara nee Pölzl and 52-year-old customs officer Alois. The place of his birth was the town of Braunau on the Inn river, near the border with Germany. Although his father had dreamed of a male descendant for a lifetime, he did not consider the child his own for some time, probably suspecting a much younger wife of treason. His son remembered him coldly. He even once called him a sadist. The reason for mutual reluctance were his father’s plans regarding Adolf’s future, namely, raising him as his successor, customs officer. Young Hitler, however, had other plans. He did not belong to submissive and humble children, which led to frequent brawls and fights. In 1895, at the age of six, two important events took place in the life of young Adolf Hitler. First, the unrestrained, carefree days he had enjoyed up to now came to an end as he entered primary school. Second, his father retired from the Austrian civil service. This meant a double dose of supervision, discipline and regimentation under the watchful eye of teachers at school and his stern father at home. His father, now 58, he spent most of his life breaking through the ranks of the civil service. He was used to giving orders and obeying them, and he was waiting for it from his children. The Hitler family lived on a small farm outside of Linz in the Austro-Hungarian monarchy. The children had work on the farm to perform together with work at school. Hitler’s mother was now absorbed in the care of her son, Edmund. In 1896, she also gave birth to a girl, Paula. The Nazi household now consisted of Adolf, younger brother Edmund, little sister Paula, older half-brother Alois Junior, older half-sister Angela and two parents who were at home all the time. It was a crowded, noisy little farmhouse, which apparently made a sensation on Hitler’s father, who after 40 years of work was retired. The oldest boy, Alois Junior, age 13, was burdened with his father’s dissatisfaction, including sharp words and occasional beatings. A year later, at the age of 14, young Alois had enough of this treatment and ran away from home to never see his father again. This put young Adolf, at the age of 7, in the queue for the same treatment. Also at that time, the family moved from the farm to Lambach in Austria, halfway between Linz and Salzburg. It was the first of many moves the family made during Hitler’s father’s restless retirement. For young Adolf, moving to Lambach meant the end of duties on the farm and more time to play. In the city was an old Catholic Benedictine monastery. The ancient monastery was decorated with carved stones and woodwork, which contained several swastikas. Adolf attended school there and saw them every day. They were placed there in the nineteenth century by the ruling abbot as a word game or play. His name was essentially like the German word for swastika, Hakenkreuz.
Young Hitler did well at the monastery school and also took part in the boys’ choir. It was said that he had a great voice. A few years later, Hitler said that the solemn ceremony of the great masses and other Catholic ceremonies had dazzled and left a very deep impression. As a young boy, he adored priests and for two years seriously considered the possibility of becoming a priest. He particularly admired the abbot, who ruled his monks in black robes with the highest authority. At home, Hitler sometimes played the role of a priest, and even gave long sermons. But still in his village Hitler was humbled by a local priest as a four year old boy when the cleric saved him from a freezing lake. As an adult, being a priest wasn’t enough for Hitler. He wanted to play god. At the age of nine he ‘fell’; in school bully was caught smoking a cigarette by one of the priests, but this offense was forgiven him, he was not punished. Though, his favorite game ‘house outside’ was the cowboys and Indians. Books by James Fenimore Cooper, and especially by German writer Karol May, were readily read and reproduced in the Austro-Hungarian empire. The May, who was never in America, invented a hero named Old Shatterhand, a white man who always won his battles against Native Americans, defeating his enemies through pure willpower and courage. Young Hitler read many May’s books on Old Shatterhand, a total of over 70 novels. He continued to read them even as the Führer. During the German attack on Soviet Russia, he sometimes referred to the Russians as Redskinów and ordered his officers to wear Mayan books on the fight against the Indians. Describing his childhood, Hitler later said about himself that he was the argumentative leader of the ring, who liked to be outside and hang around with “skinny” boys. His half-brother, Alois, later described him as angry and spoiled by his indulgent mother. In 1898, the Hitler Family moved back to the village of Leonding, near Linz. They lived in a small house with a garden next to the cemetery. It meant another change of schools for Adolf. He obtained good grades with little effort. He also discovered that he has a great talent for drawing, especially for sketching buildings. He had the opportunity to look at the building, remember the architectural details and accurately reproduce it on paper, completely from memory. One day, young Hitler began to look through his father’s collection of books and encountered several military men, including a book about the war of 1870-71 between the Germans and the Frenchs. On Hitler’s own account, the book became an obsession. He read it over and over again, convinced it was a wonderful event. “It did not take long, very quickly, the great historic struggle became my greatest spiritual experience, and from then on I became more and more enthusiastic about everything that was related to war or, for that matter, with soldiers,” Hitler said in Mein’s book Kampf. Cowboys and Indians gave way to the reconstruction of battles, especially after the outbreak of the Boer War in Africa. Hitler, now eleven years old, stood on the side of the Boers against the English and was never tired of war. Boys’ wars were continued in the yard. At that time a tragedy erupted in their house. Adolf’s younger brother Edmund, age 6, died of measles. Adolf, a boy who loved the war game and his “pretended” death, now had to face real death for the first time. It looks like it shook him very much. A small boy was buried in the cemetery next to the house. Adolf saw the cemetery from the bedroom window. Many years later, the neighbors remembered that young Adolf was sometimes seen at night on the wall of the cemetery staring at the stars. Now Adolf ‘has arrived’ problems. His school years were coming to an end and he had to choose what type of high school to attend, either classical or technical. Until now, young Hitler dreamed of becoming an artist one day. He wanted to go to the classic school. But his father wanted him to follow in his footsteps and become a civil servant, and in September 1900 he sent him to the technical high school in Linz. Hitler, a country boy, was lost in the city and his big school. Urban children also looked differently at village kids who went to school with them. He was very lonely and very unhappy. He made poor progress in learning in the first year. He later claimed that he wanted to show his father that technical education with mathematics did not suit him; so he should be able to become an artist. “I thought that when my father saw what I was doing in technical school, he would let me dedicate myself to the happiness I had dreamed of,” explained Hitler at Mein Kampf. Between the home of the young Hitler and his father there were often quarrels about career choices. For a traditionally thinking, authoritarian father, the idea that his son would become an artist seemed completely ridiculous. In the grand scheme of things, as Adolf put it, the idea of a career spent all day in the office, doing boring paperwork, was completely terrible. The dream of becoming an artist seemed to be the answer to all his current problems. But his stubborn father would not listen. And so began the bitter battle between father and son. Hitler began his second year in high school as the oldest boy in his class. It gave him an advantage over other boys. Once again he became a small leader of the ring, and even ‘dressed’ boys after school hours in cowboy and Indian, becoming Old Shatterhand. He managed to get better grades in the second year, but he still failed to get maths. At that time, there was one more interest in Adolf’s life, of great importance, it is German nationalism. The area of Austria, in which Hitler grew up, is located near the German border. Many Austrians along the border considered themselves Germans-Austrians. Although they were subjects of the Austrian Habsburg monarchy and its multicultural empire, they expressed their loyalty to the German imperial house of the Hohenzollerns and the German emperor. Contrary to the Austrian monarchy, Adolf Hitler and his young friends liked to use the German greeting “Heil” and sing the German hymn “Deutschland Über Alles” instead of the Austrian imperial anthem. Hitler’s father worked as an Austrian imperial customs agent and constantly expressed loyalty to the Habsburg monarchy, perhaps unwittingly encouraging his rebellious young son to give his loyalty now to the German emperor. In the school was also a history teacher, Dr. Leopold Pötsch, who ‘touched’ Hitler’s imagination with exciting stories of the glory of German figures such as Bismarck and Frederick the Great… (first part end)