jest już za pięć dwunasta w południe, a my ciągle goście

Stanisław Barszczak, Fragment mojej opowieści o Jemenie…

11 listopada Zenek pobiegł złapać pociąg. Ludzie pojawili się na jego drodze, ale on uważał, żeby ich nie dotknąć. Podbiegł do żółtej, falistej linii platformy, kurczowo trzymając wzrok na przedziale pociągu. Drzwi już się zamknęły, ale otworzyły się, gdy je kopnął. Nie mógł wesprzeć tego, ale wziął to za dobry znak. Wsiadł do pociągu i roześmiał się. Przeróżne znaki i rozmowy miały miejsce wokół niego. Podłoga drżała i dygotała pod jego stopami, szmer tłumu uderzał w miedzianą i aluminiową folię sklepienia pociągu. Na każdym miejscu w pociągu siedziała jakaś osoba. Gdy drzwi zamknęły się za nim, rozległy się dźwięki muzyki: najpierw C #, a potem A, ostre na obu uszach, jak końcówka ołówka. Odwrócił się i przycisnął twarz do szyby. Tymczasem Czaszka i Kościotrup, przez przynależność do tej samej ziemi jego odwieczni wrogowie, forsowali swoją drogę na czele platformy. Czaszka był chudym mężczyzną o mlecznej twarzy, niewiele było do oglądania, ale Kościotrup miał rozmiar stoiska w supermarkecie. Poruszali się jak policjanci w niemym filmie, jakby ich buty były zbyt duże dla ich stóp. Teraz nikt nie zdążył stanąć za nimi. Zenek uśmiechnął się, gdy patrzył, jak potykają się zmierzając w jego stronę: poczuł, jak strach zmniejsza się wraz z każdym ich śmiesznym krokiem. Muszę pomyśleć o czymś jeszcze innym, żeby ich zawołać, pomyślał. O czymś krótko i słodko. Przed i po. A teraz most i tunel. Kościotrup zobaczył go pierwszy i zaczął walić w drzwi. Bezgłośny sprzeciw przedostał się z jego ust na porysowane i tłuste szkło. Pociąg zatoczył się, po czym zatrzymał, po czym znów ruszył do przodu. Zenek uśmiechnął się do Kościotrupa idiotycznie i po wiejsku, wykrzywił usta i zamrugał, i uroczyście uniósł środkowy palec. Czaszka natomiast biegł usiłując utrzymać się przy drzwiach, zataczając ramionami w wolne, stanowcze kręgi. Kościotrup krzyczał coś do konduktora. Zenek zagwizdał na nich przez zamykające się drzwi i wzruszył ramionami. C # do A, C # do A, najprostsza, najsłodsza melodia na świecie nagle znowu było ją słychać. Wszyscy w pociągu zgodzili się później, że chłopiec wydawał się być bardzo dobry. Jakkolwiek wyglądał na kogoś, kto jeszcze czegoś szuka, ale zachowywał się z autorytetem i spokojem. Wyglądał na starszego niż był. Jego ubranie pasowało do niego źle, zwisając -nie wymawiając- z ciała, ale ponieważ był niebieskooki i skromny, nie wzbudzał żadnych obaw. Oni obserwowali go przez chwilę, zerkając na niego, gdy tylko odwracał się do nich plecami, tak jak ludzie patrzą na siebie po prostu w metrze. Co takiego robi tutaj ten chłopiec, zastanawiało się kilku z nich, ubranych w takie obrzydliwe ubranie? Pociąg idealnie wsunął się do tunelu. Wślizgnął się do tunelu jak dłoń do kieszeni, zamykając się nad ciałem Zenka i tak je wciąż trzymał. Zenek trzymał prawy policzek przyciśnięty do szyby, i jakby odczuł napływ powietrza i zostawiane za sobą przez pociąg skały. Jestem w pociągu, pomyślał. Nie ma w nim Czaszki ani Kościotrupa. Przejeżdżam lokalną stację.Temperatura powietrza w pociągu pozostawała jak zwykle umiarkowana, ścieląc się wygodnie między 20 a 22 stopniami. Jego wulkanizowane gumowe futryny drzwi nie pozwalały na wciąganie i wysysanie. Jego system zawieszenia, ich wstrząsy motylkowe produkowane w Poznaniu, sprowadzały nachylenie i wstrząsy do minimum. Zenek słuchał odgłosów kół, piszczących obudów głowic i kolektora pociągu i cząstek stałych funkcjonujących bez wysiłku. Powitalne, znajome, niemal sentymentalne dźwięki. Jego myśli opadały na jego miejsce. Nawet jego ciasny i klaustrofobiczny mózg czuł pewną sympatię do tunelu. W końcu to jego czaszka trzymała go w niewoli, a nie tunel, pasażerowie czy pociąg. Jestem więźniem własnego mózgu, pomyślał. Zakładnikiem mojego układu limbicznego. Nie ma dla mnie wyjścia, jak tylko przez mój nos. Mogę znowu żartować, pomyślał Zenek. Głupie dowcipy, ale nieważne. A do wczoraj jeszcze nigdy nie mogłem żartować.cdn.

Leave a comment