Stanisław Barszczak, Przez oceany świata (dla młodzieży)
Ileż to razy przejechałem Polskę wzdłuż i wszerz, również kraje bałtyckie i Europejską Rosję. Wszędzie spotkałem wspaniałą młodzież. I nie przestaję podziwiać tej młodzieży, która szuka ideałów wychowawczych na morzu. Uwierzcie mi, pozostaję pod wrażeniem szkolenia młodzieży na Kruzensternie. To czteromasztowy bark, jeden z największych (obok Siedowa i Royal Clippera) żaglowców i ostatnich windjammerów. Żaglowiec został zbudowany w 1926 w stoczni J. C. Tecklenborg w Wesermünde dla Ferdynanda Laeisza. Pływał pod nazwą Padua (Padwa) jako żaglowiec towarowy, przywożąc do Europy saletrę z Chile.
12 stycznia 1946 został przekazany ZSRR jako odszkodowanie po II wojnie światowej. Obecnie pływa jako statek szkolny rybołówstwa. „Padua” była ostatnim zbudowanym w historii wielkim żaglowcem handlowym. Pod banderą radziecką otrzymał imię Iwana Kruzenszterna, dowódcy pierwszej rosyjskiej wyprawy dookoła świata podjętej w latach 1803-1806 na statkach “Nadieżda” i “Newa”. Porty macierzyste:
1926–1946: Hamburg; 1946–1981: Ryga;
1981–1991: Tallinn; 1991- teraz: Kaliningrad. Powierzchnia ożaglowania: 3400 m²; Liczba masztów: 4; Wysokość maks. masztów (H): 51,3 m;
Długość całkowita (L): 114,4 m; Szerokość (B): 14,02 m; Zanurzenie (D): 6,8 m; Pojemność: 3545; Wyporność: 4700 t; Prędkość maks.: 17,3 w; Napęd pomocniczy: 2 × 1,000 hp (diesel); Załoga: 257… Podczas mojej podróży Kruzensternem obserwuję kolegów, którzy czasami zachowują się jak rasowi marynarze. W tym miejscu powiem wam: te 60 dni na pełnym morzu dużo mnie nauczyło. Przede wszystkich życia w grupie. Musimy żyć w dyscyplinie- wspomina- inaczej nie zrealizowalibyśmy planów bosmana. A więc sprzątanie kajut. Zastępca bosmana sprawdza porządek wszędzie. Naraz słychać rozkaz: każdy do swej burty. Dla innych kolegów nadszedł czas pracy na czterech masztach. Wspinali się na wysokość czterdziestu metrów i więcej, by zwijać lub rozwijać maszty. Na Kruzensternie są chłopcy, którzy mają nawet po 17 lat, dzwonią telefonami, kręcą nocą do dziewczyny, do matki, tęsknią za domem. Po solidnej szkole nawigacji, codziennej gimnastykę i przebieganiu pokładu Kruzensterna zawinęliśmy w końcu, to będziecie wiedzieć, do Santa Cruz. Dla wszystkich święto. Okazało się, że niektórzy z chłopaków spóźnili się z “wyjścia na miasto”, zaledwie pięć minut. Ale była wielka “haja”. Podczas apelu na statku ‘do przodu’ wystąpili winowajcy, za karę musieli szorować wszystkie pokłady Kruzensterna. Moi koledzy są bardzo wysportowani. Na plaży wykonują fikołki nawet z przewrotem. Innym razem przeżywamy bardzo spotkanie na morzu konkurencyjnego żaglowca. Ale to tylko STS Pogoria – polski żaglowiec, stalowa, trójmasztowa barkentyna zbudowana w 1980 roku w Stoczni Gdańskiej im. W. Lenina, pierwszy duży żaglowiec, zaprojektowany przez polskiego konstruktora statków, inż. Zygmunta Chorenia. Debiut „Pogorii” w regatach Cutty Sark (późniejsze The Tall Ships’ Races) miał miejsce na trasie wyścigu Mon- Karlskrona. Poza nietypowymi dla „Pogorii” akwenami podbiegunowymi jednostka okazała się szybka, dzielna i bezpieczna, a ocenę tę potwierdziły długie rejsy statku, w tym rejs do Sri Lanki w pełnym okresie roku szkolnego z młodzieżą licealną na pokładzie, znany jako Szkoła pod Żaglami. Sukces Szkoły pod Żaglami odbił się szerokim echem, a specjalnością kpt. Baranowskiego stało się odtąd bądź prowadzenie kolejnych szkół, bądź współpraca przy ich organizowaniu. Międzynarodowa Szkoła pod Żaglami przeniosła się następnie z “Pogorii” na STS „Fryderyk Chopin”. Obecnym armatorem żaglowca jest STA Poland (Sail Training Association Poland) – stowarzyszenie zajmujące się wychowaniem morskim i szkoleniem młodzieży. A oto żaglowiec w liczbach: Długość max.: 46,8m; Długość kadłuba: 40,8m; Wysokość mx.33,5m;
Szerokość: 8,0m; Zanurzenie: 3,8m;
Wyporność: 342 tony; Powierzchnia żagli:1000 m2; Silnik: 310 KM, Diesel; Prędkość maks.: 8 węzłów; Załoga.: 53 osoby…Piękna jest nasza młodzież, słychać rozmowy bosmana i kapitana z kafejkowej ławki na plaży w Santa Cruz: – (na plaży opalają się ludzie “stamtąd”) jakie te panie piękne, a ci chłopcy tam wysoko na maszcie, adepci marynarstwa, jacy piękni. Osobiście powiem wam jednak: nie chcę zostać na morzu, chcę wrócić do matki… Mój starszy kolega opowiadał mi ostatnio o jego pracy zawodowej: Pracuję na statku wiertniczym na stanowisku oficera wachtowego. Oznacza to, że moim stanowiskiem pracy jest mostek nawigacyjny, a ja odpowiadam za prowadzenie wachty nawigacyjnej. Pojęcie to może być nieco mylące, ponieważ sugeruje jakoby statek, na którym pracuję poruszał się po morzach i oceanach, jednakże jego zadaniem jest wykonywanie otworów poszukiwawczych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego. Tak więc więcej stoimy w miejscu, niż się poruszamy, a ja odpowiadam za obsługę systemu dynamicznej stabilizacji pozycji, czyli koputerowo wspomaganego systemu manewrowania statkiem wykorzystującego pędniki do utrzymywania zadanej pozycji, lub poruszania się zgodnie z wytycznymi operatora z decymetrową dokładnością. Wachta nawigacyjna prowadzona jest każdego dnia, przez 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę i dzielona jest pomiędzy oficerów wachtowych. Na większości statków handlowych panuje system trzywachtowy, tj. oficerowie pełnią wachtę nawigacyjną przez 4 godziny, następnie mają 8 godzin przerwy i tak w koło Macieju. Na mniejszych jednostkach (z mniejszą liczbą oficerów) wachta nawigacyjna trwa 6 godzin, po której następuje 6 godzin przerwy. Na statkach wiertniczych wachta nawigacyjna trwa 12 godzin, po której przysługuje 12 godzin przerwy. Piszę o tym, ponieważ ten system pracy ma podstawowe znaczenie dla mojego treningu podczas rejsu. Zanim jednak przejdę do konkretów, to kilka słów o okresie pobytu na statku. Na zdecydowanej większości statków wiertniczych obowiązuje czterotygodniowy system pracy, co oznacza, że po 4 tygodniach spędzonych na statku przysługuje czterotygodniowy okres urlopu. Ma to swoje wady i zalety, ale moim zdaniem jest to system bliski ideału, o czym później… Refleksja kolegi posłużyła mi do skreślenia wam tutaj kilku innych zdań. W istocie morze to wcielenie emocji. Kocha, nienawidzi, płacze, opiera się wszelkim próbom uchwycenia go słowami, odrzuca wszelkie kajdany. Nieważne, co o nim powiesz, zawsze zostaje coś, czego nie zdołasz wyrazić. Jednak w głębi serca wiem, że stać mnie na coś więcej, na coś wielkiego, i nie spocznę, póki nie dowiem się, co to jest. Dzieciństwo już za mną, przeznaczenie na horyzoncie. Czuję się, jakbym żeglował na grzbiecie fali, która wyrzuci mnie na odległy nieznany brzeg. Aby współżyć w owocnej spółce z Kruzensternem, trzeba poznać nie to, czego on dokonać nie może; trzeba raczej posiąść dokładną wiedzę o tym, na co okręt się zdobędzie, jeśli przez życzliwą podnietę wezwiemy go do popisania się wszystkim, na co go stać…Samo morze bywa otwarte dla wszystkich i nie dochowujące wierności nikomu. Ja bynajmniej pamiętam, iż wiernie strzegłem morza w moim dzieciństwie. I zawsze bywałem jakby pośrodku, zanurzony w morzu gwiazd, morzu miliona słońc. W innym wcieleniu z pewnością byłbym piaskiem o poranku, gdy plaża jest sama z morzem. Zajrzałem zaledwie teraz w tę otchłań, w moje morze, gdzie wszystko znajduje swe odbicie – więc niektórzy mówią, że wszystkie nasze najburzliwsze namiętności, jak również sztuka i religia, to odbicia postrzegane w mrocznej jamie na dnie głowy, gdy świat widzialny jest chwilowo przesłonięty w istocie. Ale wiesz mi i nigdy ni bój się morza. Zawsze gdzieś jest jakieś inne morze. Nigdy nie waż się myśleć, że morze jest okrutne albo niesprawiedliwe. Tacy bywają wyłącznie ludzie. Morze nie jest niebezpieczne, jest zaledwie sobą. I piękne jest i niebo i morze, spójrz pewnego dnia w stronę widnokręgu, tam gdzie ich jeszcze nie rozróżniasz. Ta prawda jest jeszcze nie czytelna dla ciebie. To jak przywiązanie, które jest silniejsze od człowieka. Może ujrzałeś już morską fatamorganę, ukazującą nad powierzchnią morza dalekie krajobrazy. A więc przed tobą wielka przyszłość… Jesteś artystą. A artysta nie jest niczym więcej jak człowiekiem porwanym przez wodę: jedno jego wiosło to zdrowy rozsądek, drugie to szaleństwo, ale on nigdy nie zazna odpoczynku od żadnego z nich, będzie płynął pomiędzy nimi dwoma, wleczony przez wodę swej sztuki, daleki od życia toczącego się na lądzie, skąd obserwują go pozostali, nie mogąc mu pomóc, aż umrze w bezkresie morza… Trwa szkoła pod Żaglami. Marynarka to wspaniała organizacja, składająca się z młodych mężczyzn, którzy ćwiczą się w tym, aby się podobać. Pewnego dnia płyniemy blisko brzegu. Tam jest Monastyr, który funkcjonuje i jest zamieszkały przez mnichów. U podnóża skał znajduje się jaskinia, wykorzystywana jako jadalnia. Stąd, idąc czterdziestoma ośmioma schodami w górę, znaleźlibyśmy się we wnęce skalnej, wg legendy, zamieszkiwanej przez świętego. Tuż obok stała cerkiew z rzeźbionym w drewnie ołtarzem i ikoną z wizerunkiem świętego. Idąc dalej kamiennymi schodkami, dotrzemy do jaskini, w której spoczął święty mnich… Jako uczestnik szkoły pod Żaglami powiem wam jeszcze to: Jedliśmy w milczeniu, a morskie powietrze zachęcało do bezczynności, do poddania się spokojnemu rytmowi dnia, którego nie powinien zakłócać nikt, żadna komplikująca życie rozmowa. Odpoczywaliśmy po zajęciach z teorii w kajutach, ktoś przygrywał na gitarze. Przypomnialem sobie piosenkę o morzu, której nauczyłem się na koloniach letnich, że ono będzie nas zawsze wiernie strzec… W rzeczy samej morze zwykle nie robi nikomu nic złego. Trzeba się tylko umieć z nim obchodzić. Poznanie prawd i konieczności rządzących światem i długa litania nieuchwytnych w linii, a przeżytych wypadków zostawiają ślady na wewnętrznej powłoce wrażliwości i jej delikatnej zdolności oddźwięku. Może dlatego coś ciągnie mnie nad morze. Stare powiedzenie mówi: regulamin marynarki pisany jest krwią. Każdy punkt powstał w oparciu o jakiś pamiętny incydent, z którego wnioski zostały wyryte w burtach tonących okrętów lub zapisały się w pamięci tych, którzy grzebali martwych marynarzy. Wczoraj kolega oświadczył nam, że po szkole pod Żaglami, nie wypłynie więcej w morze, bo przyjął pracę dokera w porcie. Były telefony. Nasze dziewczyny ucieszyły się, że ten nieznajomy człowiek, niegdyś odległy i budzący strach, wreszcie stał się ich ojcem… To też wiecie, im dalej od brzegu, tym większe fale (…) Pod Santa Cruz woda była tak przeźroczysta jak górskie powietrze i kiedy opuszczałem się głową w dół, widziałem każdy szczegół dna piętnaście metrów poniżej. To był cudownie kolorowy pejzaż, oświetlony cętkami światła. Pamiętam dzień, rzeźbione formy koralowych skał niknęły i rozmazywały się wśród wodnej roślinności i migocących jak klejnoty ławic tropikalnych ryb. Pomiędzy głębokimi wąwozami i sterczącymi wieżami koralowymi rozpościerały się pola wężowych traw i połacie świecącego koralowego białego piasku. Każdy Środkowoeuropejczyk chce zobaczyć nasze morze, a gdy je zobaczy, jest tym wstrząśnięty. Wystarczy uważnie obejrzeć jedną kroplę, aby dowiedzieć się, jak zatrute jest nasze morze. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że morze mogłoby chcieć mnie skrzywdzić. Traktowałem je przeważnie jak coś żywego, kogoś bliskiego, jak przyjaciela, któremu mogłem z ufnością powierzyć wszystkie troski i smutki, wszystkie radości i tajemnice. Uwielbiałem wsłuchiwać się w jego głos i krzyki mew gniazdujących w skalnych szczelinach. I czasami zdawało mi się, że rozumię o czym szumią fale i co krzyczą ptaki. Szczyty gór giną w obłokach, ale dolne partie zboczy były oświetlone – nie słońcem, lecz światłem ducha, powiedziałbym. Chcę tam być. Jest już prawie północ i oczy mi się same zamykają, ale muszę dokończyć moje wyznanie. Klimat morski posiada cztery podstawowe elementy życia. Jest tam żar słoneczny, powietrze morskich bryz, woda i ziemia. Ciało ludzkie jest w stanie przyswoić te elementy i przekształcić je w energie lecznicze, wzmacniające cały system energetyczny. Kontakt oraz asocjacja z czterema żywiołami odnawiają równowagę wewnętrzną człowieka… Aż teraz wam powiem o naszej załodze. Załogę okrętu dzieli się na dwie burty – prawą i lewą oraz w miarę możliwości na trzy wachty: pierwszą, drugą i trzecią, tak aby zapewnić najlepszą obsługę stanowisk dowodzenia i stanowisk bojowych w rozkładach okrętowych. Dowódca okrętu jest przełożonym załogi i osób czasowo zaokrętowanych, z wyjątkiem swych przełożonych. Postępuje zgodnie z regulaminami i rozkazami przełożonych oraz przepisami prawa międzynarodowego, a w wypadkach nie przewidzianych- według własnego uznania, mając na względzie dobro służby i obronę interesów państwa. Powinien wykazywać samodzielność w podejmowaniu szybkich i zdecydowanych działań niezbędnych dla zapewnienia bezpieczeństwa załodze i okrętowi, a w czasie wojny – dla wykonania zadań. Zastępca dowódcy okrętu podlega bezpośrednio dowódcy okrętu. Z.d.o. jest pierwszym zastępcą dowódcy okrętu i przełożonym całej załogi, z wyjątkiem zastępców dowódcy okrętu. Bezpośrednio podlegają mu dowódcy działów okrętowych, bosman okrętowy. W zależności od rangi okrętu, zastępca dowódcy okrętu może być również dowódcą określonych działów pokładowych. Dowódca działu, następnie Dowódca grupy podlega bezpośrednio dowódcy działu i jest przełożonym całej obsady grupy. Na okrętach drugiej rangi dowódcy niektórych grup podlegają temu dowódcy grupy, który jest zastępcą dowódcy działu. Dowódca grupy kieruje szkoleniem techniczno – specjalistycznym podległej grupy oraz użyciem uzbrojenia i sprzętu technicznego. Kierownik maszyn podlega bezpośrednio dowódcy kutra /p.j.p./, a pod względem specjalistycznym – zastępcy dowódcy zespołu do spraw technicznych. Jest przełożonym osób funkcyjnych o specjalnościach elektromechanicznych. Bosman okrętowy podlega bezpośrednio z.d.o. i jest przełożonym drużyny bosmańskiej. Pod względem porządku i toku życia okrętowego bosmanowi okrętowemu podlega cała załoga z wyjątkiem oficerów, chorążych i kierownika maszyn. Bosman okrętowy jest pomocnikiem z.d.o. w utrzymaniu porządku na okręcie, organizowaniu i prowadzeniu szkolenia morskiego oraz wszelkiego rodzaju prac, jak również w utrzymaniu i wykorzystaniu motorówek i łodzi okrętowych. Bosman okrętowy ma prawo wydawać załodze polecenia związane z przestrzeganiem przepisów okrętowych, utrzymaniem porządku na okręcie oraz wykorzystaniem sprzętu i urządzeń pokładowych.
Szef działu, następnie Dowódca drużyny podlega bezpośrednio dowódcy grupy lub szefowi działu i jest przełożonym obsady drużyny. Marynarz podlega bezpośrednio dowódcy drużyny i jest odpowiedzialny za dokładne i terminowe wykonywanie obowiązków określonych w rozkładach okrętowych, a także za utrzymanie zawiadywanego uzbrojenia i sprzętu technicznego. Z chwilą zaokrętowania każdy etatowy podoficer i marynarz, otrzymują książeczkę numeru okrętowego, zgodnie ze swym przydziałem. Zawiera ona wykaz podstawowych obowiązków i czynności w poszczególnych alarmach i rozkładach okrętowych. W wypadku obsadzenia jednego stanowiska przez dwóch członków załogi, jednemu z nich przydziela się numer dublujący. Osoby czasowo zaokrętowane, nie wchodzące w skład załogi – z wyjątkiem przełożonych dowódcy okrętu oraz oficerów dowództw i sztabów wykonujących czynności związane ze szkoleniem okrętu – określa się jako osoby postronne. Do osób postronnych na okręcie zalicza się kadrę dydaktyczną oraz praktykantów /stażystów/ uczelni wojskowych i ośrodków szkolenia, skład osobowy przewożonych pododdziałów wojskowych, a także pasażerów. Dowódca okrętu może przyjąć na okręt osoby postronne tylko za zgodą dowódcy zespołu. Fakt zaokrętowania osoby postronnej odnotowuje się w dzienniku zdarzeń. A więc już jesteśmy w komplecie na Kruzensternie. Pierwsze szlify otrzymujemy zaraz po rozpoczęciu podróży za Wladywostokiem, następnie na Morzu Ochockim. Następnie płyniemy na Morze Beringa – obszar wodny położony w północnej części Oceanu Spokojnego o powierzchni ok. 2 mln km². Od północy i wschodu graniczy z Alaską, na zachodzie z Syberią, a na południu jego granice wyznacza łuk wyspowy tworzony przez Aleuty. Mijamy Alaskę. Aż żal, iż Alaska już nie nasza…
Wreszcie pokazały się rafy koralowe, zawitaliśmy w Ameryce. Cóż za radość wyjścia na ląd…A odjeżdżaliśmy z Santa Cruz w Kalifornii w dniu osobliwego przypływu. Przez cały ranek wody w zatoce nabrzmiewały pod mlecznym niebem, wznosząc się na niesłychaną wysokość, a małe fale, raczkując, pełzły po spierzchniętym piasku, który od lat, prócz deszczu, nie zaznał wilgoci, i omywały obrzeża wydm… Czy chcę powiedzieć, że wybieram się teraz w nocy na spacer po górnym pokładzie? Nie, młody przyjacielu. Nie jestem świętym Piotrem. Wolę przeprawić się przez morze statkiem. Jakkolwiek chciałbym, żebym mógł spacerować w słońcu, i żeby było cieplej na świecie. Zresztą uważam, że powinno być ciepło czy wręcz gorąco w Polsce. To wina nas samych, że mamy zimno teraz… Trudne warunki pogodowe w Polsce sprawiają, że nawet jesienna wyprawa ku morzu sprawia wiele przyjemności. Płynąć po Bałtyku nie można też nie spojrzeć na skalną płaskorzeźbę sprzed 200 lat, na to co pozostało po kościele w północnej Polsce. Tutaj oczami wyobraźni moglibyśmy zrobić sobie spacer po grzbiecie kolorowego klifu. Przyszliśmy nad morze, bo tu się czas zatrzymuje. Daleko w dole fale hałaśliwie zasysały kamienie. Po to się przecież przychodzi nad morze; pod naporem wielkiej przestrzeni zegarki przestają działać, znikają kwadranse i godziny. Mamy wrażenie, że wyszliśmy ze swojego życia, zachowując jedynie podgląd długofalowych produkcji naszych losów. Miejsce pereł jest na dnie morza. Mam upodobanie do próżności świata, do sobie podobnych, do twarzy, ale poza problemami świata mam swoją własną regułę, którą jest morze i wszystko to w świecie, co je przypomina. O, słodyczy nocy, gdzie wszystkie gwiazdy migoczą i ślizgają się ponad masztami… Jak wiecie, to co dobre szybko się kończy. Nasza szkoła na Kruzensternie zbliżała się ku końcowi… Aż “wbiegliśmy” w zwarte miasto, obce mi, nieznajome. I morze patrząc na mnie z mocą, zawróciło z ukłonem. Kochałem morze, bo to magnes dla wszystkich wrażliwych dusz. (…) Słucha się morza, aby zrozumieć, że śmiech i płacz brzmią tak samo, a dusza musi czasem popłakać, żeby być szczęśliwą. Obok świata, w którym żyjemy, jest inny świat. Do pewnego miejsca możesz do niego wejść. I możesz z niego bezpiecznie wrócić. Jeżeli będziesz uważny. Ale jak miniesz pewien punkt, już stamtąd nie wyjdziesz. To, co jest na zewnątrz ciebie, jest odbiciem tego, co masz w sobie, a to co masz w sobie, odzwierciedleniem tego, co na zewnątrz. Dlatego bardzo często wejście w labirynt na zewnątrz oznacza wkroczenie w labirynt, który masz w sobie. To w wielu wypadkach niebezpieczne… Wśród niezmienności otoczenia obce wybrzeża, obce twarze, zmienny ogrom życia, przesuwają się koło mnie przesłonięte bynajmniej nie poczuciem tajemnicy, lecz nieco pogardliwą niewiedzą; gdyż nie ma dla marynarza nic tajemniczego – chyba samo morze, które jest władcą jego istnienia, władcą równie niezbędnym jak los… Tak więc koniec pięknej, braterskiej przygody. Może kiedyś zostanę bosmanem a nawet kapitanem. Przede mną życie całe. Ale powiem ci młody bracie: nie przyglądaj się morzu na mapie, nie zastanawiaj się nad jego głębią ani kształtem fal. Nie rozmyślaj o rodzicach i dziewczynach. Niech cię nie kusi wyjaśnianie ich historii, bo w końcu zrozumiesz, że odpowiedź nie oznacza rozwiązania, a sama historia bywa czasem jedynie wymówką. Mów sobie, że znajdziesz kiedyś świat, w którym poczujesz się mniej opuszczony i zależny od iluzji. Tutaj przywołam jeszcze słowa naszego kapitana: Nie spotkałem oficera marynarki, który by nie uważał Syrenki w Kopenhadze za swoją narzeczoną. Dlaczego? Przecież jest to tylko w metal zamknięta forma pięknego kobiecego ciała, a jednak podoba się nam zupełnie bezinteresownie. Jest piękna, jak piękne jest to, co każdy nas w swej głębi chowa: miłość i podziw dla morza. Syrenka nie potrafi chodzić po lądzie, marynarz właściwie też nie. Jest dla nas więcej niż bratnią duszą. Dlatego każdy z nas mógłby wyrazić jej uczucie w zdaniu: Ty jesteś duszą mojej duszy. Nie spotkałem w życiu marynarza, który by nie zabrał z Kopenhagi jej fotografii… Morze zabiera tyle samo, ile daje. Wszędzie wody bezmiar wielki, choć do picia ani kropelki… Na Kruzensternie zdałem egzamin z marynarskich obowiązków. Przekazałem dobre wieści mojej dziewczynie. Polubiłem moje obowiązki, zżyłem się z Kruzensternem. Jak wspaniały statek przybiera prędkości z żeglowaniem przy sprzyjających wiatrach, tak nasza stopniowo wzrastająca miłość, zabrała nas cieleśnie na nieprzyjazne morza. Nigdy tego obopólnie wzbierajacego uczucia nie zapomnę. Ale uczucie szybko minęło. Skądinąd wiecie, lokata szkolna tylko w bardzo rzadkich przypadkach pokrywa się z lokatą życiową w przyszłości. Bo morze, tak jak i życie, ma inną kategorię stopni do oceny od tych, które wydaje szkoła. Ocean składa się z kropli, z których mam ułożyć historię mojej “marynarskiej” przyjaźni. Miłość nie umiera, tylko ludzie umierają. Jest jak morze. Jeśli nie jesteś dobry, jeśli je zanieczyszczasz, wyrzuca cię gdzieś, żebyś umarł. Tak czy inaczej, czy chcesz tego czy nie chcesz, musisz umrzeć. Z kursu na kurs przekazywana jest legenda o okrętowym chłopcu, który przepłacił miłość do morza życiem. Jak to
Ramsdell strzelił Owenowi w tył głowy.
Pozostała piątka, łącznie z komandorem Pollardem, wujem chłopca, wypili jego świeżą, ciepłą krew. Choć była słona, w odróżnieniu od otaczającego ich morza nadawała się do picia. Następnie odarli kości nieszczęśnika z mięsa i zjedli je na surowo. W końcu połamali kości Owena Coffina i wyssali z nich szpik. Ciało chłopca wystarczyło im na posiłek. Ale ja wolę utonąć w morzu, niż żeby fala wyrzuciła mnie na jakieś zamarłe wybrzeże, a słońce wysuszyło, zrobiło ze mnie małą, cuchnącą plamę bez imienia z napisem “to kiedyś istniało” jako epitafium.
Nie zamierzam mówić, że nie ufam nikomu poza morzem, mapy nie stanowią dla mnie odpowiednika pamiętników. Jednak szkoła pod Żaglami będzie na zawsze dla mnie jedyną szkoła życia. Żal mi rozstawać się z Kruzensternem. Z pewnością do końca życia zachowam obraz niezwykłego żaglowca na morzu, który oglądam przez okno jak przez różową szybkę. Inne statki przepływały, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu, ale ten piękny żaglowiec będzie stale płynąć oczami mojej wyobraźni dla dobra przyszłych społeczeństw. Jesteśmy jeszcze tysiące oślizgłych rzeczy nierzadko. A morze jest zawsze sobą. Naraz zastępca bosmana krzyknął ku chłopcom: morze przesławne, Bałtyku ty nasz… Łajbo dziurawa, płyń burzy na przekór… Żagle podarte wciągajcie na maszt!… Już niedaleko do brzegu… Instynktownie z kolegami wybiegaliśmy z kajut na rozkaz. Każdy do swojej burty. Ale i wówczas miałem czas na poddanie się fali wspomnień. Całe morze wydawało się pogrzebane w moim wnętrzu – gaje pomarańczowe, cyprysy, skrzydlate rzeźby, drewniane świątynie, błękitne morze, zamarłe w grymasie maski, magiczne liczby, mityczne ptaki, szafirowe niebo, orlęta, słoneczne zatoczki, niewidomi bardowie, herosi. Pogrzebałem, uśmierciłem na zawsze. Pozostało wspomnienie, oszalała nadzieja… Naraz spoglądam na morze i po raz kolejny próbuję uchwycić obraz, którego poszukuję od lat, obraz tych deseni i rysunków, jakie czyni na morzu woda odrzucana przez dziób. Gdy go znajdę, będzie koniec… Wody są ledwie oświetlone na powierzchni, lecz czuje się ich ciemną głębię. Morze takie jest, i właśnie dlatego je kocham. Wezwanie do życia i zaproszenie na śmierć. Natura powtarza wiecznie w szerszych rozmiarach tę samą myśl: dlatego kropla jest obrazem morza. A morze… to jakby sunąć po powierzchni ogromnego klejnotu. Miłość czasami podobna jest do bryzy. We dnie wieje od morza na brzeg, a w nocy – od brzegu na morze. To, czego najbardziej nie cierpię, równocześnie sprawia, że zawsze czuję się jak w domu. I powiem ci, kocham morze nawet bardziej niż ludzi, ale czasami zastanawiam się, czy to faktycznie jest miłość, czy może tylko korzenie. Jakieś fizyczne wspomnienie, które tkwi w ciele, i z każdym kilometrem, o jaki oddalam się od morza, rośnie poczucie, że poruszam się w złym kierunku. Zaczynam się modlić: Panie, udziel mi cichej wytrwałości fali. Jestem po egzaminach. Przynależę do Załogi Kruzensterna. To etatowy zespół osób obsługujących jednostkę pływającą. Wiedzcie, iż skład załogi statku handlowego oraz jego kwalifikacje i funkcje każdego z jej członków określa „lista zaciągu załogi” – inaczej musterrola. Wpisanie (wciągnięcie) marynarza do musterroli jest formalnym aktem zaliczenia go do załogi i określa się terminem zamustrowanie. Dokument ten powinien znajdować się stale na pokładzie statku. Jednocześnie każdy z marynarzy otrzymuje wpis do swojej Książeczki Żeglarskiej potwierdzającej fakt jego zamustrowania. O wszystkich zmianach w liście zaciągu informuje się właściwy Urząd Morski w kraju, w jakim jest zarejestrowany statek handlowy – sporządza się stosowny wyciąg i wysyła się go lub też zatwierdza na miejscu musterrolę we właściwym Urzędzie Morskim. Z chwilą wymustrowania wykreśla się członka załogi z listy zaciągu i dokonuje stosownego wpisu w Książeczce Żeglarskiej. Po 2000 roku posiadanie Książeczki Żeglarskiej nie jest już warunkiem koniecznym do zamustrowania na statku – wystarczy Paszport. Wtedy też dla osób nie posiadających Książeczki Żeglarskiej dowodem odbycia praktyki pływania jest zaświadczenie wydane przez kapitana statku… Nad stalowym i wzburzonym morzem, pełnym oślepiających blasków, wstaje dzień. Niebo jest białe od mgły i gorąca, blaskiem martwym, lecz niemożliwym do wytrzymania, jakby słońce roztopiło się i rozlało pośród gęstych chmur. Przepływając oceany świata powiem wam na koniec, przeżyłem zwrot w moim życiu – a było to przynajmniej raz, to jak odpływ morza. Ale ta cudowna noc na Atlantyku. Ta pora pomiędzy zniknięciem słońca a dopiero co wyłaniającym się księżycem, pomiędzy jeszcze jaśniejącym zachodem a już ciemnym wschodem. Tak, bardzo kocham morze – ten spokojny ogrom – te skrywające się ślady na wodzie – te płynne drogi. I wydaje mi się, iż nigdy nie przestanę wyśpiewywać tej jedynej pieśni o marzeniach marynarza z sprzed lat. Bo moim imieniem jest czerwień, kolor rajskiej wiśni.(licentia poetica by Stanisław Barszczak)