Boże sprawy

Stanisław Barszczak, Piękny człowiek

Patrzę na to, co się dzieje w mojej ojczyźnie z daleka, ponieważ politycy wzięli władzę w swoje ręce, a ja teraz jestem podejrzliwy o dobro ojczyzny. A moc jest w nas. Podróżuję po świecie jeszcze, odwiedzam za granicą moich  ziomków. Mój kolega z ławy szkolnej mi pisze:  (jesteś w Rzymie… )„-Jeśli tylko możesz, zmów modlitwę za moją rodzinę. ks . Stasiu zwolnij… bo Ziemia za Tobą nie nadąża.-  Z Panem Bogiem. JanekZ./…/ Drogi ks. Stanisławie. Wiem, że masz dużo pracy. Jeśli możesz zaplanuj sobie wakacje w Szczecinie. Przekaż pozdrowienia dla Janka B i Zenka P. Zostań z  Panem Bogiem.  Janek z rodziną – z zamglonego Szczecina. Budzę się i patrzę na kogoż kto jest obok mnie, i mówię sobie: ja nie lubię Cie już… Rzeczywiście świat idzie naprzód… Brat Mojżesza Aaron przejął  już władzę w narodzie wybranym. A ja jestem migrant… Ameryka ma teraz wspaniałą literaturę, bo ma wielość migrantów. Chciałbym tworzyć nasza wielką literaturę. Osiągnąłem już w mym pisaniu pewien sens. A w tym roku przerzucili mnie z pustyni, Olsztyńskiej „świętej puszczy”, ryzykownej miary tego świata -do miasta, powiedziałbym, od kapryśnej kobiety do kogoś, kto żyje w czasie. Ponieważ wojna stała się teraz narodowym przemysłem, jak raz były automotywy, motywy własne, stal  i kolej żelazna. Chcemy być jak Bóg. Jeśli nie możemy tworzyć, wtedy niszczymy. A jeśli to raz już zrobiliśmy, to nie jest dosyć dla nas. A przecież Bóg nie stworzył miast, jak nie stworzył seksualizmu. Owszem stworzył pięknego człowieka, którym mogę się stać. Zatem odszedłem z „świętej puszczy”, widać już nie umrę z pragnienia rzeczy wielkich, bo znam ich smak. Towarzyszy mi monotonia, straszna nagroda bezpieczeństwa. Nadto zamierzam pisać o pięknym człowieku nieustannie. Mój człowiek jest jak ostatni obręb wielkiej wyszywanki, której jeszcze nie ukończyłem. Szanowałem życie zawsze… „Jeśli to, co odnalazłeś powstało z materii czystej…nie zmurszeje nigdy…a jeśli nawet zobaczyłeś tylko blask światła, to już bardzo dużo… „ Jakaś tajemnicza siła mi pomaga w tym stróżowaniu. Nie odmawiamy pomocy, Bogu dzięki. Teraz wszystko jest możliwe, ale nie wiem  co. Ale kocham cię, bo cały wszechświat sprzyjał mi w tym, bym mógł cię poznać. Jestem stróżem życia. Chciałbym pokazać obecne gusty,  opinie, emocje, jedyną realną historię. Jak uciec od szarej codzienności. Wydaje się przy tym, że w oczach tkwi siła duszy. Myśli są jak niewypały… Zdaję sobie sprawę, że Ostatnia Prawda nie jest z nami, ale zawsze sprawia, co jest słuszne i piękne…A ty jesteś tak dobry, jakimi są ludzie wokół. Otwieram się na małe rzeczy ważne, tak zdobywamy kontrolę…W zwierciadle historii Kościoła Katolickiego moja wielka nadzieja. Pisała Ilse Aichinger w „Niewiarygodnych podróżach”: „Uważam swoją egzystencję za całkowicie zbędną. Niezależnie od tego, jak ona przebiegała: co dobrego czy złego w tym czasie przeżyłam – już jako dziecko odczuwałam zmuszanie kogoś do zaistnienia jak absurdalne nadużycie. Powinno się każdego pytać, czy nie wolałby, żeby go po prostu nie było. I mnie by właśnie nie było/…/ Dobra literatura jest identyczna ze śmiercią. To jest cel, do którego dążę, bo dobra literatura jest identyczna z pewnego rodzaju szlachectwem. A to szlachectwo polega na dążeniu do niebytu.” „Pamiętaj że wszystko jest jednym, pamiętaj o języku znaków, że musisz iść do kresu własnej legendy,” akcentował tę sprawę w Alchemiku Paulo Coehlo. Marzy mi się pokazać w piśmie wielkie widowisko, piękne doświadczenie życia, podróże wielkiego Humboldta, tym samym udowodnić, że jestem w teraźniejszości. Nasze losy i losy świata spisane zostały tą samą ręką, jakkolwiek ta ręka nie zatrzymuje się piątego dnia… Marzymy o powrotach. W szopie betlejemskiej byli pasterze, marynarze, chyba też kupcy. Kiedyś istniał język zapału, zauważył Paulo Coehlo. W „Terapii” Sebastian Fitzek napisał, że pisanie i czytanie są czynnościami wykonywanymi w samotności i przez to intymnymi. O moich planach napisania scenariusza dla Hollywood powiedziałbym tak: pisałem go nie raz, a teraz poproszę lekarzy, żeby sprzedali moje pigułki, ażebym pozbył się przeklętych halucynacji już na zawsze… Nie piszę, bo chcę być miłym, ale dlatego. że jeszcze mogę uczynić rzeczy lepszymi. Ale dlatego, żeby oduczyć się sentymentalizmu, egotyzmu…pisanie to coś wspierającego  i wyzwalającego. Jakkolwiek ludzka egzystencja jest wciąż  definiowana przez  ból naszego niebycia, niebycia centrum wszechświata… Internet pozostawia nic dla wyobraźni…Natomiast fikcja-stworzenie opowieści- jest najlepszym rozwiązaniem egzystencjalnej samotności….świat się skończył, nadal się kończy. A ja jestem szczęśliwy przynależeć doń jeszcze. Przez Jezusa jesteśmy zbawieni. Choć mówić i pisać lepiej w liczbie mnogiej. Wtedy nie zostajemy sami. Z Jezusem nie jesteśmy sami. A w naszych czasach trzeba nauczyć się być samemu.

Leave a comment