Bożymi śladami wędrówka

 

Stanisław Barszczak —Siejba szczęśli­wych żniw–

Dzisiaj ty­leż jest ka­tas­trof co i ludzi, ktoś zauważył smutno. Osobiście pokazuję więc tutaj włas­ny upór w pragnieniu odbijania jak najwięcej kosmosu w sobie. Mając jedną chwilę jeszcze powiem wam, bu­dowałem na piasku i zwa­liło się. Bu­dowałem na skale i zwa­liło się. Te­raz bu­dując zacznę od pięknego komina, który wystawiłem w życiu jeszcze zanim zacząłem wznosić moją budowlę. Zaraz ktoś mi mówi: „przez dro­gi cier­pkie, da­lekie i gorzkie po coś tu do nas przyszedł, boże czy człowieku? Każdy z nas jest Ody­sem, co wra­ca do swej Itaki. Wiecie, że niena­widzę, nie cier­pię, nie znoszę kłam­stwa, nie dla­tego, abym był bar­dziej pra­wy od reszty ludzi, ale po pros­tu dla­tego, że kłam­stwo mnie prze­raża, nasz Joseph Conrad Korzeniowski mocno to pisał. Mama wierzyła we mnie zawsze. „Gdy­by wszys­tko prze­padło, a on je­den po­zos­tał, to i ja is­tniałabym na­dal. Ale gdy­by wszys­tko zos­tało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie ob­cy i straszny, nie miałabym z nim po pros­tu nic wspólnego.” Stąd tak bar­dzo chciałbym zbliżyć się do sa­mego siebie, od­rzu­cić wszys­tko to, co mnie dzieli od sedna! Tutaj nie sen jest naj­gor­szy, naj­gor­sze jest przebudzenie… Ja­kież to męczące ciągle być sobą! Wręcz niedopuszczalne! Ale nie jest obo­wiązkiem otocze­nia po­magać mi tylko, ale ja mam obo­wiązek troszcze­nia się o świat, o człowieka. Przed kilkoma dniami przemierzałem tramwajem i nie tylko most średni na Renie w Bazylei. Przemyśliwałem wówczas: Być jak płynąca rzeka. Ktoś powiedział, że to jest najśmie­szniej­sze w ludziach? Zaw­sze myślą na od­wrót: spie­szy im się do do­rosłości, a po­tem wzdychają za ut­ra­conym dzieciństwem. Tracą zdro­wie by zdo­być pieniądze, po­tem tracą pieniądze by odzys­kać zdro­wie. […] Żyją jak­by nig­dy nie mieli um­rzeć, a umierają, jak­by nig­dy nie żyli.” Piękna historią może poszczycić się Bazylea miasto nad Renem. Ale tam­te cza­sy miały dog­ma­ty, my ma­my tyl­ko mniema­nia… a ni­mi nie można bu­dować katedr. Suk­ces po­lega na tym, by iść od po­rażki do po­rażki nie tracąc entuzjazmu, powiedziałbym. Jest rzeczą niewątpli­wie dobrą, że świat zna tyl­ko piękne dzieło, nie zaś je­go pobudki, to zauważył T.Mann. Właści­wie świat sta­je się obojętny, jeżeli człowiek nie ma dość sił, aby wyb­rać so­bie coś praw­dzi­wego i iść za tym do końca. Ktoś zauważył, je­dynie w snach, w poez­ji, w za­bawie, z rzad­ka pochy­lamy się nad tym, czym by­liśmy, za­nim sta­liśmy się tym, czym ewen­tual­nie te­raz jesteśmy. Nie mogę być sobą, kiedy tkwią we mnie dwie dusze, kontynuuje uparcie Orhan Pamuk. A ja już nie wiem, ale wydaje mi się, że kiedy ktoś umiera, uni­ces­twieniu ule­ga jakaś cząstka kos­mo­su. Więc „trze­ba kochać, to co jest nam naj­bliższe. To, cze­go można dot­knąć ręką. Tak kochają psy,”  stwierdził to J.M.Coetzee. Bez przyszłości te­raźniej­szość sta­je się bez znacze­nia, to tak, jak­by jej nie było. Miłość między ludźmi na­leży siać jak złote zboże. Z dzieciństwem zdradzałem matkę…choć blask jej ob­licza zaw­stydziłby gwiazdy. Ona kochała mnie na­dal, bo chyba po raz pier­wszy w życiu poz­nała, co to wolność. Nikt by nie pa­miętał o dob­rym Sa­mary­tani­nie, gdy­by miał tyl­ko dob­re in­tencje. By przejść do his­to­rii, mu­siał mieć też pieniądze… Cza­sami na­wet ka­mienie płakały w og­ro­dzie naszym wspólnych niespełnionych obietnic. A ja mówiłem jej wówczas prawdę, ale w formie nie do przyjęcia…A ona „do no­wych za­dań w każdej chwi­li gotowa. Jeżeli mu­si pocze­kać, poczeka. Mówią że śle­pa. Ślepa? Ma bys­tre oczy snajpera i śmiało pat­rzy w przyszłość- ona jedna,” skreśliła jakby właśnie o niej to zdanie W. Szymborska. Od dzieciństwa wiedziałem co znajduje się za kurtyną… A teraz trze­ba spłacić dług z te­go ta­jem­ne­go de­pozy­tu cu­dow­nych chwil. -Nie jes­tem w to­bie za­kocha­na, synu, ani ty we mnie. Ale pot­rze­buję ciebie, tak jak ty mnie pot­rze­bujesz. Pot­rze­bujesz mnie te­raz, w tej chwi­li, bo jes­teś zroz­paczo­ny i trze­ba ci pchnięcia, mawiała kiedy poszedłem do szkół. Ale to był taki czas. Wyobraźcie sobie, będąc chłopakiem zapomniałem grzebienia raz, i ktoś to zauważył. Odpowiadam mu teraz: jeśli ludzie będą zwra­cać uwagę tyl­ko na wygląd, nig­dy nie na­biorą sza­cun­ku do umysłu. Chciałbym zatem mówić mamie nieustannie: „Gdy­byś kiedy we śnie poczuła, że oczy mo­je już nie pat­rzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał.” Aby stać się lepszym, nie mu­sisz cze­kać na lep­szy świat. A żyć możesz tyl­ko dzięki te­mu, za co mógłbyś umrzeć. Zważmy zysk i stratę, zakładając, że Bóg jest – jeśli wyg­rasz, zys­ku­jesz wszys­tko; jeśli przeg­rasz, nie tra­cisz nic, mówił jak wiesz B. Pascal. Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego, że własna. Kocham ją. Czynię to dla własnej wolności, dla której należy wycierpieć wszystko. Każdy niesie świętość równą świętości innych. Musimy uprawiać własny ogród. Cnota nie daje szczęścia, ale uczy, jak z niego korzystać, gdy się je ma. Pascal mówił: „Nikt nie jest tak szczęśliwy, jak prawdziwy chrześcijanin. Nie wiem, kto mnie wydał na świat, czym jest świat, czym jestem ja sam, żyję w okropnej niewiedzy wszystkich rzeczy. Widzę przerażające przestrzenie wszechświata, które mnie obejmują, i widzę, że jestem przywiązany do jakiegoś skrawka tej przestrzeni, nie wiedząc dlaczego właśnie do tego, a nie do innego, ani dlaczego ta odrobina czasu, która mi jest dana do życia, jest mi przeznaczona w tym, a nie w innym punkcie wieczności. Nie widzę nic prócz nieskończoności, które mnie zewsząd obejmują, jestem wśród nich jak atom, jak cień trwający tylko bezpowrotną chwilę. Wszystko, co wiem, to tylko, że niebawem muszę umrzeć, a znam najmniej śmierć, której nie zdołam uniknąć.” Bądź przy mnie blisko, bo tyl­ko wtedy nie jest mi zimno- Lu­bisz mnie – ciągnęła mama da­lej – z po­wodu, o którym ci już mówiłam: przełamałam twoją sa­mot­ność, przechwy­ciłam cię tuż przed wro­tami piekła i znów obudziłam. Ale chcę więcej od ciebie, o wiele więcej. Chcę cię w so­bie rozkochać…Wyob­raź mnie so­bie; nie zais­tnieję, jeśli mnie so­bie nie wyobrazisz…Czy masz ali­bi na ok­res, w którym nic nie zrobiłeś? Lecz nikt nie może tra­cić z oczu te­go, cze­go prag­nie. Na­wet kiedy przychodzą chwi­le, gdy zda­je się, że świat i in­ni są sil­niej­si. Sek­ret tkwi w tym, by się nie poddać. ”Chrześci­jaństwo, jak do­tychczas, było naj­większym nie­szczęściem ludzkości. Os­tatni Chrześci­janin umarł na krzyżu.” Ideał sięgnął bruku. Mówili nam nadto, że to jest naj­gor­sze kiedy ta­jem­ni­ca po­zos­ta­je nie wy­jawiona nie z bra­ku słuchacza, lecz z bra­ku zrozumienia…Czy wszys­tko po­zos­ta­nie tak sa­mo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki od­wykną od do­tyku moich rąk, czy suk­nie za­pomną o za­pachu mo­jego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, z Panią H. Poświatowską jakby powtarzała to w kółko. „Szczęście? –to co dzień dos­tać je­den uśmiech i zwrócić je­den wiersz,” synu… Ja nie chcę wiele: ciebie i zieleń…Chodzi­liśmy nie szu­kając się, ale wiedząc, że chodzi­my po to, żeby się znaleźć. Kocham ziemię pod twymi sto­pami i po­wiet­rze nad twoją głową, jakby wciąż ona to powtarzała- i każda rzecz, której do­tykasz, i każde słowo, ja­kie wy­powiadasz, kocham to, jak wygląda, i każdy twój uczy­nek, i ciebie samego. Da­no ci życie, które jest tyl­ko opo­wieścią; ale to już two­ja spra­wa, jak ty ją opo­wiesz i czy um­rzesz pełen dni.” Pielęgnuj swo­je marze­nia. Trzy­maj się swoich ideałów. Masze­ruj śmiało według mu­zyki, którą tyl­ko ty słyszysz – mówiła. A ja kochałem ją tak bar­dzo i od daw­na, że nie mogłem już pojąć żad­ne­go in­ne­go cier­pienia, które nie zaczy­nałoby się od niej.„By­liśmy ta­cy jak Wy – a Wy upo­dab­niacie się do nas-” mówicie- wszys­cy stop­niowo tra­cimy ro­zum, sta­jemy się opęta­ni przez demony. . Ale przecież „żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch po­dob­nych nocy, dwóch tych sa­mych pocałunków, dwóch jed­na­kich spoj­rzeń w oczy.” Człowiek nie żyje wyłącznie swoim życiem oso­bis­tym, ja­ko jed­nos­tka, ale, świado­mie lub nieświado­mie, również życiem swo­jej epo­ki i swo­jego pokolenia. „Żyje­my w cza­sach, w których tyl­ko głupców trak­tu­je się poważnie.” „Jes­teś dla te­go pros­te­go, wy­god­ne­go dzi­siej­sze­go świata, za­dowa­lające­go się by­le czym, za bar­dzo wy­magający i za głod­ny, on cię wyp­lu­wa, masz dla niego o je­den wy­miar za dużo.” Fi­lozo­fia uczy mnie jeszcze dziel­nie zno­sić nie­szczęścia naszych sąsiadów. Widzicie, nie można być przy­jacielem dla ko­gokol­wiek, nie będąc przy­jacielem dla siebie, zauważyła Eleonora Roosevelt. Cier­pi­my na próżno. Przyjąć dob­ro­wol­nie cier­pienie za dru­giego człowieka to coś więcej niż tyl­ko cier­pieć. Na taką de­cyzję mogą się zdo­być tyl­ko ludzie wewnętrznie wolni. Ma­luje się tyl­ko po to, aby oszu­kać oczy. Był czas że malowałem obrazy…oszukiwałem oczy. Żeby odejść od siebie też trze­ba się tez spotkać…Więc spotykaliśmy się z matką. A ona potem jakby mówiła: „trud­no opi­sać zmianę, jaką wniosłeś w me życie. Jeśli te­raz żyję, przed­tem byłam jak mar­twa, choć jak ka­mień nic so­bie z te­go nie ro­biłam, trwając w miej­scu zgod­nie ze zwyczajem…Me ser­ce pod twą stopą, pok­rewne kamieniom.” Wreszcie nadszedł  czas, teraz przyglądam się sobie, z łez ocieram cudze oczy, cho­ciaż moich nie otarto. Jest praw­dzi­wa miłość. Nie uciekaj! Trud­no jest jed­nocześnie do­godzić ludziom i prawdzie. Nadto wol­ność wy­maga, żeby był ura­towa­ny człowiek obok mnie. Kochany Czytelniku. Bądź przy mnie blisko, bo tyl­ko wtedy nie jest mi zimno.

 

Leave a comment