Szczęść Boże

Stanisław Barszczak—Zielona dusza—
Odwiedzałem Marcela Reich- Ranickiego, mojego przyjaciela i znanego krytyka literackiego w kręgu niemieckim- wspomina Hellmuth Karasek , dziennikarz niemiecki- i zapytałem go jak się czujesz? Wiesz „nie brakuje mi nic”, odrzekł wybitny krytyk. Komentowaliśmy kiedyś dzieła Szekspira, ktoś z nas zagadnął w szerszym gronie miłośników literatury: Szekspir jest lepszy! Szekspir jest wciąż lepszy(immer besser)- zauważył Reich- Ranicki. Jan Paweł II powiedział w Wiedniu- piękno zbawi świat. Franciszek Papież mówił w maju w Wieczerniku- musimy iść! Czyli idźmy do przodu stale. Bo kościół jest wciąż lepszy! Jezus opowiada się po stronie słabszych i pokornych. Kościół idąc za nim postawił na mistrzów ludzkiego losu. Odsłania nieustannie rewolucyjny potencjał prawa naturalnego. Za Świętym Tomaszem obstaje za tezą, że pierwotne normy prawa naturalnego spełniają wymogi praktycznego rozumu. Kościół kontynuuje jakby Tomaszowe stwierdzenie, gdy mówi iż dążymy do jednego celu ostatecznego, jednego doskonałego dobra. Teraz przedmiotem namysłu , choćby w sprawie moralności, są środki do celu, a nie cele. Kościół podejmuje dylematy ludzkie i badanie ciągłe różnych kwestii społecznych, akcentuje tutaj solidarność sądów, i ustawia się wciąż na pozycji niezezwalającej, by dobro jakieś zostało przeważone przez jakieś inne dobra (por. A. MacIntyre). Wydaje się, że zachowuje się jako wcześnie dojrzały, innym razem przejmuje emocjonalny wrak osoby, najczęściej miał zawsze szczęście przedsiębrać dalekie drogi, jak w renesansie… Mamy być lepsi przekraczając próg trzeciego tysiąclecia. Mamy nieść krzyż naszego życia. Kiedy w marcu ubiegłego roku zebrało się konklawe i wybrało nowego papieża Franciszka, to ja przedsiębrałem w grudniu podróż do jego ojczyzny, w dalekiej Argentynie. Mógłbym powiedzieć zdążyłem tam być, ale gdy przyjdzie nowy papież, chyba nie będzie mi dane zdążyć z niesieniem krzyża mojego życia. Wybieramy drogę taką a nie inną. Tutaj mówię za Was. A mówić (także) za nich, za innych naszych braci, którzy nie są w stanie zabrać głosu! To niech będzie naszym obowiązkiem. Jak to zrobić? Pytanie jest przynajmniej poważne (niem. ernst). Nie żyję na Wenus. Musimy to samo zrobić z nami, co czyniły generacje przed nami. Między innymi być lepsi! Takie mamy warunki obecnego trudnego życia, które bynajmniej nie jest najtrudniejsze dziejach. Współpracować- by zbawić dusze (animae) . Jeśli nie można widzieć damy, to przynajmniej popatrzmy w koło, ile piękna podarował nam Bóg. Agatha Christie, znakomita pisarka i autorka kryminałów mawiała: „No cóż, umiem pisać. Jestem muzykalna, acz nie na poziomie profesjonalnym. Dobrze akompaniuję śpiewakom. Jeżeli trzeba, potrafię improwizować – bardzo przydatny talent: zdziwiłbyś się, czytelniku, jakie cuda umiem zdziałać szpilkami do włosów bądź agrafkami. To ja kiedyś ugniotłam lepką kulkę chleba, wbiłam ją na szpilkę do włosów, szpilkę przytwierdziłam lakiem do kija i tym sposobem zdołałam podnieść sztuczne zęby matki, kiedy wypadły na dach oranżerii! Skutecznie uśpiłam chloroformem jeża, który się zaplątał w siatkę do tenisa i dzięki temu uwolniłam zwierzątko. Nie najgorzej umiem zająć się domem./…/ Przerażające, ale niewinni właściwie nikogo nie obchodzą. Kiedy się czyta o morderstwie, nikogo nie napawa grozą obraz, powiedzmy, wątłej staruszki w sklepiku tytoniowym, która się odwraca po paczkę papierosów dla młodego bandyty, a ten ją napada, bije, dopóki nie zatłucze na śmierć. Nikt się nie przejmuje jej przerażeniem, jej bólem ani tą ostatnią litościwą chwilą utraty świadomości. Nikt nie odczuwa męki ofiary – każdy współczuje jedynie mordercy, bo przecież jest taki młody… Dlaczego miałby uniknąć egzekucji? W tym kraju zabijało się wilki. Nie próbowaliśmy uczyć wilka mieszkać z jagnięciem – skutek, sądzę, byłby wątpliwy.” Agatha Christie zachęca do deportacji przestępców, gdy mówi: ”Jedyną nadzieję upatruję w wyroku skazującym takie indywiduum na przymusową służbę dla dobra całego społeczeństwa. Przestępca mógłby, na przykład, wybierać między kubkiem cykuty a poddaniem się eksperymentom medycznym. Niemniej podkreślam, liczą się tylko niewinni: ci, którzy żyją tutaj i teraz, uczciwie i nieustraszenie stawiając czoło światu, ci, których trzeba chronić przed krzywdą. Jedynie oni są ważni./…/Może kiedyś znajdzie się lek na nikczemność – potrafimy już zoperować serce, zamrozić ciało – może pewnego dnia da się zmienić geny, przeobrazić komórki. Wystarczy pomyśleć, jakim przełomem w leczeniu kretynizmu stało się odkrycie zjawiska niedoczynności i nadczynności tarczycy.”
A ktoś powiedział, chyba T. S. Eliot: Trzeba nam z fali przyjaznej korzystać, inaczej okręt nasz zatonie… Nie było mnie przy tobie wiosną… Chwila róży dopełnia się nie krócej niż chwila cisu.
Jestem przyjacielem Braci Św. Gabriela, w Polsce nazywamy ich Gabrielistami. Stąd byłem w Saint Laurent sur Sevres we Francji, zwiedzaliśmy jakieś miasteczko, zatrzymaliśmy się na moście. A dopiero po jakiś czasie pomyślałem.. Nigdy jeszcze nie obejrzałem filmu pt. Pożegnalny walc (Waterloo bridge) 1940. Ale wątek mojego życia jest podobny do tamtego scenariusza: W przededniu II wojny światowej brytyjski oficer (Robert Taylor), na moście Waterloo, wspomina siebie jako młodego żołnierza w czasie I wojny światowej i miłość do pięknej baletnicy, którą pragnął poślubić. Spotkali się właśnie na moście uciekając przed nalotem. Spędzili razem godzinę policyjną i gorąco się pokochali. Roy wyruszył na front, a Myra (Vivien Leigh) miała na niego zaczekać. Wiadomość o śmierci ukochanego na froncie pogrążyła ją w rozpaczy, upadła moralnie oferując swe wdzięki mężczyznom. Jak ze złego snu, okazało się, że Roy nie zginął, odnalazł Myrę i zabrał do posiadłości za miastem, aby przedstawić rodzinie jako narzeczoną… Kiedy przed laty pracowałem w parafii Konopiska koło Częstochowy wieczorami oglądaliśmy w telewizji serial pt. „Ptaki ciernistych krzewów”. Jeden z najpopularniejszych i najbardziej romantycznych seriali w historii telewizji. Historia miłości księdza katolickiego do dziewczynki oddanej mu na wychowanie wciąż jest powtarzana na nowo i wzrusza kolejne pokolenia. Powieść, na której oparto serial, doczekała się miana “australijskiego ‘Przeminęło z wiatrem'”, serial zaś zrobił z Richarda Chamberlaina światową gwiazdę. Niezwykła opowieść o zakazanej miłości, która podbiła serca milionów widzów. Ksiądz Ralph de Bricassart (Richard Chamberlain) staje przed poważnym wyborem: zrezygnować z kapłaństwa dla Meggie Cleary (Rachel Ward) czy też zdobywać coraz wyższe stanowiska w hierarchii kościoła. Podjęcie decyzji staje się jeszcze trudniejsze, ponieważ dziewczyna odwzajemnia jego uczucie a on tak bardzo chciał poświęcić swoje życie Bogu. Nakręcony został wcześniej inny piękny film pt. „Noce w Rodanthe”. Życie Adrienne sprowadza się do bycia troskliwą matką i zdradzaną żoną. Paul pragnął być najlepszym lekarzem i choć dokonał tego, popadł w rutynę i zatracił zdolność współodczuwania. Kiedy spotkali się po raz pierwszy w niewielki moteliku, od razu rozpoznali w sobie bratnią duszę. Wspólne rozmowy, dzielenie się bólem sprawiło, że zaczęli odkrywać siebie nawzajem, wydobywając na wierzch to, co porzucili na drodze do uporządkowanego życia. Niepostrzeżenie między nimi rodzi się prawdziwa miłość – zapierająca dech w piersiach, nadająca sens i inspirująca do bycia lepszym. Ja myślę, że wreszcie uporamy się z sobą, zaczniemy budować na nowo nasz dom ojczysty… Szczęść Boże.

Leave a comment