Polaków poważne rozmowy 33

Stanisław Barszczak, Teoria cnót Alisdaire’a MacIntyre’a jako poświadczenie charakteru wspólnego życia

(Wprowadzenie)

Alasdair MacIntyre jest szkockim filozofem(1929), który po napisaniu książek Krótkiej historii etyki, następnie Dziedzictwa cnoty , wreszcie Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, ukoronował cały cykl zwany “projektem Dziedzictwa cnoty” publikując kolejną książkę pt. Trzy antagonistyczne wersje dociekań moralnych, w której opisuje trzy tradycje, trzy sposoby podejścia do dociekań moralnych. Tradycja pierwsza to, mówiąc w skrócie, tomizm. Jest to tradycja oparta na systemie chrześcijańskim, na prawie naturalnym, na wierze w to, że istnieje niepodważalna prawda. Tradycja druga to tradycja encyklopedii, charakteryzująca się przekonaniem, że istnieje jedna, niepodważalna racjonalność, że ludzie mogą porozumieć się w jednym, naukowym języku. Encyklopedyści utrzymywali, że moralność to dyspozycja do tego, aby postępować zgodnie z zasadami, że w kwestii tego, czego te zasady wymagają, wszyscy ludzie mogą zgodzić się ze sobą, że moralność nie podlega wierze religijnej i wreszcie, że ludzie prości mają właściwy zmysł moralny i nie potrzebują żadnych teoretyków. Tradycja encyklopedii to tradycja Oświecenia. Trzecią tradycją przedstawioną przez Alisdaire’a MacIntyre’a jest tradycja Genealogii Nietzschego, która odrzuca oświeceniowe przekonania, odrzuca wiarę w obiektywną prawdę, pochwala wielość perspektyw oraz typów dyskursu, ściąga z piedestału racjonalność.

Alisdair MacIntyre opowiada się za tomizmem, uważając, że dwie pozostałe tradycje wyczerpały swoje możliwości. Oczywiście propozycja, którą przedstawia MacIntyre jest bardzo kontrowersyjna, dzisiaj bardziej jeszcze niż dwadzieścia lat temu, kiedy “Trzy antagonistyczne wersje…” zostały opublikowane, niemniej jednak z pewnością warta jest tego, aby poświęcić jej należną uwagę. Magdalena Żardecka-Nowak w “Posłowiu” tak oto pisze na ten temat: “MacIntyre, przedstawiając swoją propozycję, zmusza nas do wyboru tradycji, którą chcemy kontynuować; pozwala nam raz jeszcze odnaleźć się w roli bohatera dramatycznej narracji. Propozycja tomistycznego odrodzenia może ożywić i zaostrzyć nasz spór. Czy zechcemy wraz z MacIntyre’em uratować się przed katastrofą, ku której zmierza nowoczesny świat? Czy może raczej uznamy, że tomistyczne dziedzictwo izoluje nas od nowoczesności i permanentnie odsyła, z pewnością nie do średniowiecza, ale np. do czasów sprzed Soboru Watykańskiego II?” (zob. A. MacIntyre, Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, Warszawa 1996, posłowie). Ja tylko dodam, że jeżeli ktoś może i chciałby wziąć udział w tym sporze (moralnym), ale nie bardzo wie jak, to niech rzetelnie przestudiuje “Trzy antagonistyczne wersje…”, a z pewnością jego zapał do spierania się wzrośnie ogromnie.

I
Geneza analiz Alisdaire’a MacIntyre’a

W naszym społeczeństwie kwasy indywidualizmu przez cztery ostatnie wieki zżerały nasze struktury moralne. Indywidualistyczna natura ludzka- niepodatna na zasady moralne. Ale to nie wszystko: żyjemy z dziedzictwem nie jednego tylko, lecz wielu dobrze zintegrowanych systemów moralnych. Nasza przeszłość społeczna determinuje posiadanie przez nas pewnego języka, za pomocą którego formułujemy oceny i dokonujemy naszych wyborów. Nie możemy znaleźć w naszym społeczeństwie, Alisdair MacIntyre pisze, jednego zespołu pojęć moralnych, wspólnej interpretacji tego języka. Konflikt pojęciowy jest w tej sytuacji nieunikniony ze względu na głębię naszych konfliktów moralnych. Każdy z nas zatem musi wybierać zarówno to, z kim chce się moralnie wiązać, jak i to, jakie cele, zasady i cnoty mają nami kierować. Oba te wybory są ze sobą nierozerwalnie związane. Dążąc do tego oto celu, MacIntyre pisze tutaj o kultywowaniu cnoty, oto ustanawiamy pewne stosunki moralne z innymi ludźmi… A jeżeli mamy uczestniczyć w jakichkolwiek stosunkach społecznych, musimy zaakceptować także pewien język moralności. Bez zasad bowiem, bez kultywacji cnót, żaden cel nie może mnie z nikim łączyć. Będziemy wówczas skazani na solipsyzm społeczny. A musimy jednak wybierać samodzielnie, z kim powinniśmy się moralnie związać- musimy wybierać pomiędzy alternatywnymi formami społecznymi i praktykami moralnymi. Nie jesteśmy oczywiście bezbronni moralnie, dopóki nie dokonamy wyboru (por. Alasdair MacIntyre, Krótka historia etyki, Wydawnictwo Naukowe PWN Warszawa 1995, s. 334). Oto nie mogę także uznawać natury ludzkiej za naturalny wzorzec i zapytywać o to, która forma życia społecznego i moralnego umożliwia najbardziej adekwatne jej wyrażenie. Każda forma życia niesie ze sobą własny obraz natury ludzkiej. Wybór formy życia i wybór poglądu na naturę ludzką są ze sobą związane. Każda strona zabierając głos w „dyskusji moralnej” posługuje się własnymi kategoriami.

W tym kontekście spójrzmy przez moment na ustrukturalizowaną etykę M. Lutra. Otóż jedynymi prawdziwymi zasadami moralnymi są przykazania Boże- nakazy Boga. Ludzki rozum i wola nie mogą uczynić tego, co każe Bóg, ponieważ są zniewolone przez grzech. Musimy więc postępować wbrew rozumowi i wbrew naszej naturalnej woli. Ale postępować tak możemy tylko dzięki łasce Bożej. Dla Lutra Arystoteles, to „ten błazen, który wprowadził Kościół w błąd”. W każdym czynie jesteśmy zupełnymi grzesznikami. Z Odrodzeniem człowiek jest związany z państwem nie poprzez sieć stosunków społecznych- ale jako istota podległa państwu. Czyny w etyce Mikołaja Machiavellego są osądzane nie jako czyny, ale wyłącznie w kategoriach ich konsekwencji (por. sofiści). Oto ludzkie zachowanie stanowi dziedzinę rządzoną prawami, tutaj porządek polityczny jest coraz rzadziej uznawany za kontekst dany i niezmienny. Ludzie przekazują swą władzę wspólnej zwierzchności. Podobna umowa społeczna umożliwiłaby stworzenie „tego wielkiego Lewiatana… tego śmiertelnego boga, któremu zawdzięczamy nasz pokój i naszą obronę,” jak pisał T. Hobbes, tylko tego należy pragnąć. Bo ludzie dążą raczej do pokoju niż do trwania w stanie natury. Ale zasady moralne nie są racjonalnymi zdaniami, nie zawierają też żadnych odniesień do pragnień czy skłonności. Bynajmniej natura ludzka i ludzkie motywy nie są i nie mogą być takie, za jakie Hobbes je uważa. Koncepcja powyższa przynosi jednak cenne stwierdzenie, że teoria moralności jest nierozerwalnie złączona z teorią natury ludzkiej.

Z czasem niektórzy autorzy przedstawiają na przykład poprawną teorię motywów. A Biskup Joseph Butler (1692-1752) akcentuje pragnienie czynienia dobra (ang. benevolence).
W historii tematu moralności otwieramy się na nowe wciąż kwestie: ale jakie konsekwencje naszych czynów uznać można za usprawiedliwienie naszych czynów? Czy tym kryterium ma być kryterium największej szczęśliwości? A jaki moralny charakter czynów jest i musi być niezależny od ich konsekwencji? Pojawiają się sądy moralne. D. Hume zauważył, że sądy moralne nie mogą być sądami rozumu, ponieważ rozum nie może nas skłaniać do działania, podczas gdy sensem i celem posługiwania się sądami moralnymi jest to, że kierują one naszymi czynami… Jest rzeczą niemożliwą, aby jakakolwiek autentyczna czy rzekoma prawda faktualna mogła stanowić podstawę moralności. Postępując w ten sposób Hume pragnie równie mocno obalić etykę opartą na teologii, jak i na racjonalizmie.(por. Krótka historia etyki, s. 224-225). Tutaj czyn jest cnotliwy, bo jest użyteczny i wzbudza sympatię, a „namiętność jest stanem pierwotnym”.

A przed nami jawią się czyny, które należy dokonać, oraz inne, które powinny być zakazane niezależnie i bez względu na ich możliwe konsekwencje. Upadek tradycyjnych form życia społecznego, do którego doszło wskutek powstania indywidualizmu, poczętego po części przez protestantyzm i kapitalizm, sprawił jak pisze MacIntyre, że realne życie społeczne uznano za tak dalece odbiegające od norm zawartych w tradycyjnym języku moralności, że wszelkie związki pomiędzy obowiązkiem i szczęściem uległy stopniowemu zerwaniu- teraz szczęście definiuje się w kategoriach psychologii indywidualnej. Bóg w oczywisty sposób zmienił się z przedmiotu bojaźni i uwielbienia w instrument zapełniania luk. I tak Spinozjańskiemu rozumieniu Boga jako tożsamego z Naturą odpowiada rozumienie etyki jako badania nie przykazań Bożych, ale samej naszej natury oraz tego, co w konieczny sposób nami powoduje… Z Baruchem Spinozą przekonujemy się, że w miarę jak ujmujemy adekwatnie pojęcia naszych uczuć, przestajemy być bierni wobec nich- odtąd pragnienia i uczucia nie tylko dane, ale modyfikowalne.

Alisdaire MacIntyre zapytuje w jaki sposób można wesprzeć tradycyjne i teraz nieustannie pojawiające się nowe zasady moralne? Jakiego rodzaju gwarancji one wymagają? Do tej pory w historii etyki napotykaliśmy na co najmniej trzy rodzaje odpowiedzi w tek kwestii: 1/ zasady moralne są częścią pewnej formy życia ludzkiego. w której nasze pragnienia i skłonności są kształtowane i ćwiczone w celu akceptacji i dążenia do pewnych dóbr (Platon i Arystoteles); 2/ zasady te są częścią zespołu przykazań Bożych, wobec których posłuszeństwo będzie nagrodzone, a nieposłuszeństwo karane (chrześcijaństwo); 3/ zasady te są jakby wskazaniami, jakiego rodzaju postępowanie przyniesie nam to, czego obecnie chcemy (sofiści i wzmiankowany T. Hobbes).

Wynikiem przemian społecznych jest najpierw nowe rozumienie etyki, następnie nowa tożsamość człowieka jako sprawcy czynów o charakterze moralnym. A zaczęło się wszystko m.in. doktryną „milczącej zgody” J. Locke’a. Społeczność przytakuje władzy, jeśli dobrze czyni… Zrozumienie pierwotnych zasad w moralności nie jest kwestią rozumowania, ale uchwycenia ich oczywistości, pisał Richard Price, duchowny anglikański (Tamże, s. 229) Inni autorzy zwracali uwagę na jeszcze inne zagadnienia moralne. A.Smith stwierdzał: nie użyteczność, a stosowność albo właściwość istotne w ocenie czynu… Indywidualistyczna natura ludzka- niepodatna na zasady moralne. Mamy tutaj relatywizm społeczny Monteskiusza, pozwólmy każdemu działać z pewną swobodą społeczną. Helwecjusz zauważa przy tym, że każdy dąży do przyjemności (przyczynowy łańcuch doznań), że determinizm jest wpisany w ludzką naturę. Potem mamy jeszcze „osobowość moralną” J.-J. Rousseau, który wyznaje, że natura ludzka znajduje się pod przemożnym i deformującym wpływem istniejących instytucji społecznych i politycznych, jej autentyczne potrzeby i pragnienia leżą u podstaw moralności oraz są zarazem miarą zepsucia instytucji społecznych. Rousseau jest świadom tego, co wydaje się obce Hobbesowi, że mianowicie ludzkie pragnienia rodzą się wówczas, gdy człowiek staje wobec przedmiotów pożądania.

Człowiek w stanie natury, posłuszny swym potrzebom i uczuciom sympatii, jest dobry. Chrześcijańska doktryna o grzechu pierworodnym jest równie fałszywa, jak Hobbesa doktryna o stanie natury. Rousseau interesuje polityka. W ujęciu Rousseau polityka to przejaw rzeczywistej wspólnej woli (zob. Krótka historia etyki, s. 242). Wola powszechna jest zawsze słuszna i zmierza zawsze ku pożytkowi ogółu…Istnieje jedno dobro wspólne, pragnienia i potrzeby wszystkich obywateli SA zgodne z tym dobrem(Umowa społeczna, w przekładzie Anton. Peretiatkowicza, PWN (BKF), 1966 ss.35-36). W Wyznaniu wiary wikarego sabaudzkiego napisał: że czyste sumienie zawsze jest w naszym zasięgu. Jeżeli oprzemy się na nim, możemy zbłądzić pod względem intelektualnym, ale nie pobłądzimy moralnie.(Emil czyli o wychowaniu, t.II, przekładzie Eug. Zielińskeigo, Wrocław 1955, ss.87-1590). Moglibyśmy tutaj powiedzieć, że Rousseau „nie przewidział” jakby analiz filozofów moralności ostatnich stuleci o intersubiektywności i zadłużaniu się wzajemnym(por. Sumienie to nie Inność Drugiego Levinasowska, lecz Inność relacji Jaźni do siebie samej, jako poświadczenie samej konstytucji Jaźni w ujęciu Ricoeura, zob. P. Ricoeur, Soi-meme comme un autre, Paris 1990, Ed. Du Seuil, s.409).

Wiek osiemnasty wydał Immanuela Kanta, który wysunął tezę, że moralność musi być niezależna od konstytucji świata, ponieważ konstytucja świata jest „pozamoralna”. Albowiem tutaj „przyczynowość” realizuje się, ze względu na własności pojęć… Ponieważ nic nie jest bezwarunkowo dobre z wyjątkiem dobrem woli.. imperatyw kategoryczny Kantowski nie jest ograniczony żadnymi warunkami- powinieneś postapić tak-a-tak, jeśli chcesz być szczęśliwy… tutaj własny rozum uznajemy za ostateczny autorytet (nie naukę Jezusa). Powstanie chrześcijaństwa wprowadziło rozziew pomiędzy jednostką i państwem, w rezultacie czego jednostka poszukuje raczej kryteriów transcendentnych- chrześcijaństwo oddziela człowieka od spraw tego świata, bo jego przeznaczeniem jest wieczność, oddziela od obywatela… Jakkolwiek w społeczeństwie rosną możliwości odmiennych sposobów życia.. I tak w obliczu stoicyzmu i sceptycyzmu, chrześcijaństwo przedstawia „świadomość nieszczęśliwą” Heglowską (por. Krótka historia etyki, s. 260). Już u G.W. Hegla życie moralne jest możliwe tylko w określonym rodzaju wspólnoty; mamy też jakąś ewolucję, jako postępowanie myślenia, a państwo stanowi ucieleśnienie określonych wartości społecznych i moralnych. Karol Marks na to wszystko miał powiedzieć: wolność tak dalece stanowi istotę człowieka, że realizują ją nawet jej przeciwnicy. A potem H. Heine stwierdził: „Ale gdy krzyż- ten ostatni talizman, rozpadnie się na kawałki, ponownie zbudzi się waleczność dawnych wojowników” (por. H. Heine- Historia filozofii i religii w Niemczech). Marks sądzi tedy, iż moralność zakłada strukturę wspólnotową, choć uważa zarazem, że ta już nie istnieje… Anthony Ashley, hrabia Shaftesbury argumentował, że pojęcia moralne wywodzą się nie z rozumu, ale ze zmysłu moralnego- harmonia ludzka. „Nie prędzej czyny zostaną dostrzeżone, nie prędzej ludzkie uczucia i żądze wykryte, dopóki nie dostrzeże ich oko wewnętrzne jako piękne i kształtne… Jak więc jest możliwe nie posiadać tego zmysłu, skoro rozróżnienia te mają źródło w naturze, a sama zdolność odróżniania jest naturalna i wywodzi się z samej natury?”(1773). Na przestrzeni kolejnych stuleci pojawiają się nowe własności dobrej woli, kształtuje się nowy język moralności. W końcu J.P. Sartre zauważył, iż życie w ramach gotowego zastanego języka moralności, nieuchronnie oznacza rezygnację z odpowiedzialności, jest aktem złej wiary. Autentyczne istnienie znaleźć można tylko w całkowicie samoświadomym korzystaniu z absolutnej wolności wyboru. Sartre źródła konieczności aktu wyboru szuka w naturze człowieka, a nie w historii moralnej naszego człowieczeństwa. Konieczność zajęcia jakiegoś własnego stanowiska przypisuje naturze samych pojęć moralnych. A pojęcia moralne nie są bezczasowe i niehistoryczne- pojęcia moralne także mają historię. Istnieją, MacIntyre pisze, różne słowniki moralności.

2
Teoria cnót

Matka skierowała nas ku Bogu, którego rozumną twarz ujrzeliśmy później, wydaje mi się, po jej śmierci. (cdn)

Leave a comment