kwadrans na lekturę

Stanisław Barszczak, Posłowie do „Młynu niepamięci”,

Tylko człowiek, który pracuje może cieszyć się z wypoczynku. A ponieważ znamy jeno przejawy rzeczy, rzecz sama w sobie jest niepoznawalna, zawitałem tym razem w Marsylii. Albowiem w naszej epoce znów wprowadzamy wszystko niepojęte w nasze codzienne życie. Bo dzisiaj człowiek potyka się o kretowisko nie o góry. Chyba każdy w głębi duszy jest plotkarzem, pozwólcie, że opowiem wam teraz coś o sobie. Moje życie teraźniejsze jest jak wnętrze sklepu antykwarycznego P. Bruno Vigi, przy ulicy Breteuil w Marsylii, z pięknymi obrazami, tam wszystko ma swoją historię. I ja miałem już w moim życiu cały świat, lekarza. Gdy przechadzałem się po starym porcie w Marsylii, to jednocześnie jakbym słyszał Matkę Boga, która nie przestawała mi szeptać do ucha: -Synu, to wszystko zbudowano dla Ciebie, stary port w Marsylii, pozostawiłam sobie tę cytadelę św. Jana, z wieżą królewską z XV stulecia, a dla Ciebie kazałam zbudować cytadelę św. Mikołaja, masz w pobliżu pałac „Pharo”, z międzynarodowymi konferencjami medycznymi, także dla przedsiębiorczyń. Popatrz na Szpital dla biednych w Marsylii, „vieille chartreuse”. To wszystko zbudowałam dla ciebie. -Matko, zdaję się mówić doń, popatrz nawet przypadkowa przechadzka po szpitalu wariatów pokazuje, że wiara nie dowodzi niczego. Na jawie świat jest dla wszystkich jeden i ten sam, a we śnie każdy ucieka do własnego świata. Choćbyś wszystkie przeszedł drogi, nie dotrzesz do granic duszy, taka w niej głębia. Natura rzeczy lubi się ukrywać. Ale wierzę Ci, bądź szczęśliwa!… I oto mamy dzień 27 kwietnia 2013 roku. Dzień Powołań Kapłańskich, rok w rok spotykają się Korsykanie na celebracji eucharystycznej w intencji powołań kapłańskich, tym razem w Marsylii, w Piątą Niedzielę Wielkanocną, pod przewodnictwem Mgr Georges Pontier, Arcybiskupa Marsylii i Mrs Olivier de Germay, Biskupa Ajaccio, w Katedrze El Major. I ja tam byłem, choć mało korzystałem z każdego dnia. Ale wielkim bogactwem dla człowieka jest życie oszczędne. Pozdrawiam cię Józefie, który zostałeś napełniony łaską Boga… Według legendy w Marsylii działał święty Łazarz… Inteligencja wiary pozwala nam odnaleźć Łazarza na Cyprze, a potem w Marsylii. Za rządów Antoninusa Piusa po raz drugi zasnął w Panu. Rodzina z Betanii przybyła do Prowansji.. Starożytne brewiarze św. Wiktora z Marsylii przekazują informacje: że po kilku latach sprawowania funkcji pasterskich na Cyprze, wszedł na statek i przeznaczony do rzeczy wielkich przebył morze, przybył do Marsylii, gdzie sprawując funkcje kapłańskie, służył w świętości i sprawiedliwości Bogu, któremu oddał się bez reszty. W Klasztorze św. Wiktora (V stulecie), w podziemiach, na ścianie można zobaczyć św. Łazarza jako biskupa w mitrze i z pastorałem. Tam też podziwiałem gobelin w prawej nawie, przedstawiający miasto święte. I widzę miasto święte, Jeruzalem nowe, które zstąpiło z nieba… Tak mi się marzy Polska wielka, święta. Cóż nam po filozofii albo religii, która nie pomaga żyć? Rany się zabliźniają, ale blizny rosną wraz z nami. W poszukiwaniu odpowiedzi na moje teraźniejsze zapytania pojechałem do Kijowa. Przed stu laty prowadziliśmy wojnę z Ukraińcami, wszak Kijów był wcześniej nasz, przynależał do Korony Królestwa Polskiego. Wydaje mi się, w niedobry czas chciałem jechać do Kijowa, kiedy nie mam nic do historii, nic do tego, nadto ksiądz prawosławny bywa mi obojętny. Trzy godzinne przedpołudniowe nabożeństwo w kijowskich cerkwiach, to jeszcze „za wiele”, jak na moje obecne przygotowanie się modlitewne do spotkania z Chrystusem. Ale ponieważ: kiedy milczę, milczy świat. Zamykam oczy, liście więdną. Ale jak odejdę będzie ciężko, cały świat zabiorę wam! Nadto przekonuję się, że rośnie jeszcze jawor zielony w mym ogródeczku, nie za posępnym ludem ja goniłem, i oczy jasne mam jeszcze na przekór historii tej ziemi. Zechciałem być z wami, mieszkańcy Kijowa. O sokoły! Zjadłem u was smaczny obiad, jak choćby w barze « Oliwia », naleśniki z serem. Metro w centrum (Kreszczatyk) znajduje się bardzo głęboko w ziemi, niczym schron dla tutejszych mieszkańców. Pomniki Lenina na bulwarze T. Szewczenki, Bogdana Chmielnickiego na placu przed Soborem św. Zofii, św. Włodzimierza przy nadnieprzańskiej kolejce (funiculaire), w pobliżu Soboru św. Dymitra. Przybywam na lotnisko Żuliany, oczekując na lot powrotny do Katowic otrzymaliśmy skromny posiłek. W terminalu spotykam babcię, która jedzie do córki do Rosji (Perm), mówi o placu Henryka Rzewuskiego w jej rodzinnych Pogrebiszczach. W Kijowie poznałem taksówkarza (do centrum miasta za 50 hrywien), biskupa Piotra Malczyka w kościele ś. Aleksandra, Księdza Józefa, ks. Cypriana, ks. Arkadiusza w kościele św. Mikołaja, pana kościelnego (pan Aleksander). Zaszedłem pod pomnik M. Bułgakowa za Soborem Andriejewskim (czerwony, uważam że najpiękniejszy). Pojechałem pod Sobór Grekokatolicki po lewej stronie Dniepra. Jest w remoncie przybrzeże od strony centrum miasta. Jest piaszczysta plaża po drugiej stronie Dniepru… Dniepr, to rzeka szeroka, z dużymi mostami, nie byłem w kijowskiej Ławrze, za to obejrzałem z zewnątrz Złotą Bramę. I byłem na przedstawieniu w teatrze: „Diaduszkin son”(Sen dziadka), rodem z tekstów F. Dostojewskiego („nu-da, miałem sen”) przy ulicy Chmielnickiego, także w operze opodal na balecie Bizeta pt. Carmen. Zwiedziłem z zewnątrz stadion zbudowany na Euro 2012. Jednocześnie z moją wizytą w Kijowie miały miejsce spotkania : Forum Ukraińskie blisko Filharmonii, byłem w Muzeum Literatury Ukraińskiej. Jednego dnia uderzyły mnie szalone dysproporcje, gdy chodzi o miejskie środki komunikacji,(bo tramwaje które jeździły po mieście mogły mieć 50 lat i więcej), trolejbusy, autobusy, marszrutki, Mieszkałem w bloku przy ulicy Miżigirskaja(centrum). Maj, miesiąc który jest już za nami, przebiegłem dziwnie nienaturalną drogą. Samolotem przez Budapeszt do Tirgu Mures w Rumunii, stamtąd osiem godzin pociągiem do Suceavy. Piękne stacje kolejowe są w Suceawie. A tak między nami powiem, lokomotywy historii, rewolucje, zostały przeniesione teraz na stacje kolejowe, i pozostają wizytówką także naszych rodzimych dworców kolejowych. W Suceawie (północna Rumunia) zatrzymałem się w Hostelu Pana Mieczysława (Lary Hostel). W Suceawie oczekiwała mnie Pani S. Finaru, Wicedziekan Uniwersytetu Stefan cel Mare. W uczelni przedstawiłem w języku angielskim zarys mojego artykułu z filozofii E. Levinasa, pt. Odpowiedzialność i wolność w tekstach E. Levinasa. Zostałem bardzo ciepło przyjęty przez Dziekanat Filozofii, i zaproszony do naukowej współpracy. Pan Prof. Sorin Tudor-Maxim zabrał mnie następnego dnia poza miasto, zwiedzaliśmy Sobór na Górze Humoru, Sobór Voronezs, składający się z trzech „rotund”, piękny wewnątrz i na zewnątrz, z malowidłami ściennymi. Co pomyślałem tutaj: trzeba iść przez życie tak cicho, aby nas los nie zauważył. Ale także trzeba być pełnym wyrozumiałości dla człowieka, jeśli się zważy, jak dawno został stworzony… Pojechałem w nieznane, wyprzeć się tego, co się ma najlepszego, to podłość, uważałem. W maju natura jest kobietą. Jadąc pociągiem do Suceawy podziwiałem urokliwą ziemię rumuńską w połowie maja, kiedy wszystko budzi się do życia, kwitną drzewa… Ktoś powiedział: świat jest namiętnością, jest także wolą, ale nie mądrością. Z mądrością przyglądałem się jednak temu jedynemu a bujnemu porządkowi natury… „miejcie litość nad nami” zdawały się zaświadczać o swej obecności białe od kwiatów tutejsze krzewy i drzewa rozłożone w bajecznych dolinach, na przekór wszędobylskim zdobyczom ludzkiej cywilizacji. Jan Boccaccio pisał: „Jak gwiazdy są ozdobą nieba w pogodne noce, kwiaty na wiosnę- ozdobą zielonych łąk, a liściem odziane drzewa- wzgórza ozdobą, tak dowcipne powiedzenia są chwalebnych i pięknych rozmów okrasą.” Zaraz więc przypomniałem sobie mój kwietniowy pobyt w Avignonie, i przywoływałem w myślach obrazy długich a pięknych rozmów papieża Klemensa VI z Cecylią z Turenne, także w prowadzonej przez nich korespondencji, które były ozdabiane dowcipnymi, nierzadko prześlicznymi powiedzeniami zaczerpniętymi z życia tamtej epoki. Trzeba niekiedy odsłaniać błędy świata, aby się z nich poprawić. „Papież wygnany jest moralnie potężniejszy niż wyklinający.” Jakkolwiek Klemensowi VI nie zazdroszczę rezydowania w Aviniońskim pałacu Papieży, to wyznaję razem z nim zasadę, że lepiej pokutować za to, czego się użyło, aniżeli żałować tego, czego się nie zaznało. Dziennikarstwo to religia nowożytnych społeczeństw. Jest w tym postęp. Kapłani nie są obowiązani wierzyć i lud też nie. Świat nie miał początku i nie będzie miał końca, plakaty w naszych miastach zdają się tylko potwierdzać tę tezę. Toalety są środkiem przekonania świata, że nie schodzimy niżej swego poziomu. A przecież słowo polskie zwiastować ma myśli, do których nikt w świecie się jeszcze nie przysposobił. Świat jest jak muzeum i każdy człowiek może w nim odegrać rolę albo artysty, albo zwiedzającego, albo strażnika. Nie zrywam z marzeniami. Jakkolwiek poznałem zazdrość, to jednak nie byłem „nagi” w młodości. I dziś, nie daję się olśnić stronami internetowymi czy nowoczesną koleją żelazną. Wolę świat, w którym wszystko trzeba budować od nowa. Droga mi jest Polska, lecz droższa prawda. Najgorszym będąc powiedziałbym za Z. Krasińskim: jako księżyc na niebie, tak dzieje narodów na ziemi wzrastają, by maleć. Zdarza się, zdradzam życie, by dotrzymać kroku wydarzeniom z wczoraj. Piszę, żeby to była wasza myśl. Widzicie przecież, z jajek ugotowanych tylko na miękko, zrealizowano na naszych oczach sen o zjednoczonej Europie. Nierzadko w ceremoniach tonie gościnność, a nad uczuciami górują interesy. Poeta mówi, kobiety trzeba kochać w każdym wieku. Zwłaszcza w dwudziestym pierwszym. M. Gorki powiedział: „Chociaż kłamstwo jeszcze istnieje- doskonali się tylko prawda.” Prawda jest zawsze konkretna. Chciałbym jakkolwiek zostawić abecadło tego, co naprawdę polskie, a nauczyć odrzucać polskość fałszowaną. Po moim pobycie na Teneryfie uważam, że mógłbym się jeszcze wznosić ku szczytom człowieczeństwa, choćby na sznurku jak latawiec, mam możliwości. Wskrzeszam stare prawdy, nie wiem czy dobrze robię, bo stare grzechy mają długie cienie. I Bóg zwyciężył, wszak kiedy słyszę oczywistą prawdę, zawsze się mi zdaje, żem ją już kiedyś słyszał. Bynajmniej jak wiecie, byłem już też w Hollywood, a to dlatego, że nie mogę utrzymać głowy nad wodą. Lubię krzyż teraźniejszości. Ale mieć rację to niewiele, bo nawet stary nieczynny zegar dwa razy na dobę ma rację. Wszedłem tedy na ramiona olbrzyma, modlę się o rychłą kanonizację prymasa tysiąclecia, Stefana kard. Wyszyńskiego. I jestem przekonany mocno, że każde ludzkie uczucie jest większe, każdego przerasta. I tak jak rośliny istnieją w sobie, owady dzięki sobie, tak ludzie istnieją dla siebie. Poeta pisał: daj mi właściwe słowo i odpowiedni akcent, a poruszę świat. „Patrzmy na rzeczy nie tyle jak są, lecz jak mogą stać się kiedyś.” Już A. Einstein powiedział: ”nie ma złego tytoniu, tak jak nie ma brzydkich kobiet/…/ Los ludzkości, jako całości, będzie taki, na jaki ona zasługuje.” To dlatego myślę wielki Beethoven na łożu śmierci powiedział: „Bijcie brawo, przyjaciele, komedia skończona!”… Osobiście uważam, że zawsze mam czterdzieści cztery lata życia, a moja miłość do kościoła jest zawsze interesowna. Jak powiedziałem byłem w Avignonie. Kiedy wchodziłem do kościołów ortodoksyjnych, kijowskich cerkwi, i nawiedzałem rumuńską biserika, byłem zawsze pod urokiem rozmodlonych twarzy, i ja jeszcze raz zapragnąłem być samemu szczęśliwym przez szczęście innych. Prawdziwa wolność to ta, dzięki której czyn wyrasta z głębin naszej istoty. Zarazem wpatrując się w ikony Matki Boga kierowałem myśl na nasze nierzadko „potępione „matki, które zostały porzucone przez ich dzieci. Piekło na ziemi. Towarzystwo naszych matek. Humorysta francuski pisał w związku z tym: ”Chciałbym iść do raju ze względu na klimat, lecz piekło musi być o wiele przyjemniejsze ze względu na towarzystwo.” Maria Dąbrowska napisała: „Piekło jest na ziemi, jest w każdym człowieku i każdy z nas może stanąć przed jakimś wewnętrznym sądem ostatecznym. I zmartwychwstać z niego innym, nowym człowiekiem.” Tak więc nie wszyscy ateiści muszą iść do piekła. Następnie wychodząc z soborów przemyśliwałem tedy, jak być człowiekiem czynu, odnawiać nasz świat. Ktoś powiedział, oceanowi nie sposób dolać więcej wody aniżeli posiada, jak też coś odjąć z jego zawartości. Zabić można tylko ciało człowieka. Nie można zabić jego głosu. W dniu, kiedy ludzie przestaną się bać, zaczną pisać arcydzieła, to znaczy dzieła trwałe. Dlatego ludzkie słowo chciałbym zamienić na kruszec ich wspaniałego życia. Wyrywam więc z minut dnia chwile na pisanie. Wciąż tworzę dalsze życie. Piszę po to, by oszukać oczy. Chciałbym wystąpić przeciw czasowi, i ukochać niewolnika początku trzeciego tysiąclecia, jak również cenić matkę ponad wszystko. A trzeba kochać uparcie, kiedy się już przestało kochać. Chciałbym kroczyć ponad wyrzeczeniami, uratować w porę ostatniego człowieka. „Orient wierzy- Europa rozumuje- Ameryka konfrontuje.”Jakkolwiek przechodzę tutaj kolejny czyściec, bo opieram się na rzeczach najtańszych z religii, to wiem, żyje jeszcze serce, dlatego przedkładam wam tę kąpiel w czasie. Albowiem nie urodziliśmy się dla nas, lecz dla naszej ojczyzny. Pamiętam przedwczesną wiosnę. Chciałbym znaczyć dla kogoś wszystko. Stąd wiem też, czego nie chciałbym. Nie jestem pewny swojej sprawy. Ludzie w moim dzieciństwie mieli poglądy, poznałem kilka charakterów. Nie ma większego piękna nad życie. J. Słowacki z pomnika obok kościoła św. Mikołaja w Kijowie zachęcał mnie do natchnienia, przeciw ludzkiemu zapomnieniu. Pragnąłbym pokazywać swą twarz wszędzie, gdzie ją mam, budzić zdrowe uczucia. Nie ma przy nas czasu, stąd moje podróże do świata, chciałbym dodać siebie do tego, co zastaję w odwiedzonych krainach. Zwiedzałem cerkwie, pomyślałem więc. Z jednej strony współczesnemu światu potrzeba mądrości kontemplacji. Zarazem z drugiej strony przecież moc zła, szatańska, została również pokonana. Młyn jakiejś niepamięci raz na zawsze został odsunięty. To dzięki Chrystusowi świat może wreszcie być kochanym.

Leave a comment