Czasy Średniowiecza

Stanisław Barszczak, Młyn niepamięci (część III)
Część III

Konsystorz Generalny- 18 maja 1347 r., który kończył się
we wtorek 19 maja, procesem kanonizacji św. Iwona

Konsystoszowi towarzyszyło 25 kardynałów Francuzów… Na konsystorzu pojawił się podobno osiołek z zawieszoną na szyi tabliczką głoszącą: „Proszę również i mnie uczynić biskupem”. Zdaniem rozbawionego Klemensa żart ten był bardzo udany. Okazał również swe rozbawienie, gdy otrzymał prezent z notatką: „Od Szatana dla swego brata, Klemensa”. Historycy ujawnili nawet akt sprzedaży, ukazujący papieskich urzędników kupujących od wdowy po doktorze „piękny, nowy szacowny burdel”. A akt notarialny odnotowuje, że zakupu dokonano „w imieniu Naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Napomniany przez swojego spowiednika, że żyje w grzechu, miał papież oświadczyć, że sypia z kobietami za radą medyków, tak dla zdrowia: “Niech wszechmoc boża wrzuci cię w przepaść, niech przeklęty będzie każdy krok twój, niech Bóg ześle na ciebie ślepotę i obłąkanie i niech piorun w ciebie uderzy. Niechaj wszystkie żywioły wystąpią przeciw tobie, niech dom twój ulegnie zniszczeniu, a dzieci twoje niech zginą w oczach twoich.” Takie oto wymyślne życzenia papież Klemens VI złożył cesarzowi Ludwikowi Bawarskiemu (ale to akurat nie były żarty… Franciszek Petrarka opisuje Klemensa VI jako „kościelnego Dionizosa z obscenicznymi i niesławnymi fortelami”. Powiada też, że Awinion w czasach tego papieża „zalewał potop najbardziej występnej przyjemności, nieopisany sztorm rozpusty, najbardziej przykre i bezprzykładne zaprzeczenie czystości”.

Kanonizacja St. Ivo of Tréguier, Brittany (czerwiec 1347) św. Iwo Helory (1253-1303)

Jest piękny słoneczny wtorek końca maja 1347 roku. Przez witraże do świątyni wpadają ostre promienie słońca. A Klemens VI kontynuuje swoje przemówienie: Wszechmogący Boże, Panie nieba i ziemi, Tobie przedstawiamy sprawę naszego świątobliwego brata naszego Iwo, prezbitera, jak również starania władców Francji i Bretanii oraz czynności mnie samego i moich poprzedników…

Bracia i siostry w Panu. Pragniemy dzisiaj spojrzeć jasniej na wielkość św. Iwona z Tréguier, apostoła Burgundii. Iwo przyszedł na świat 17 października 1247 roku w majątku rodzinnym Kermartin w granicach obecnego Minihy-Tréguier niedaleko Tréguier we francuskiej Bretanii. Rodzicami Iwo byli Hélory
(Héloury) oraz Azou (Azo) z domu Kenquis (Kencquis lub Plessix) z parai i Pommerit-Jaudy. Można ich zaliczyć do przedstawicieli ówczesnej drobnej szlachty. Iwo miał czworo rodzeństwa: trzy siostry i jednego brata. Początkowo wiedzę Iwo przekazywała matka i prywatni nauczyciele. Za ich sprawą już jako dziecko opanował umiejętność czytania i pisania. Jednocześnie zaszczepiła w nim wielką pobożność, prawdomówność i umiłowanie sprawiedliwości, czyli
cechy, które będą charakteryzować całe jego dorosłe życie. Z kolei ojciec, oprócz tego, że kładł nacisk na to, by młody Iwo przyswoił jazdę konną, sztukę polowania i władania mieczem, to zarazem chciał, aby dziedzic poprzez wspólną pracę na roli z chłopami poznał trudy życia codziennego. Będąc małym chłopcem, Iwo deklarował, że zostanie świętym. Takiej też proroczej wizji co do przyszłości syna doświadczyła we śnie matka, następnie konsekwentnie zachęcająca go do życia, które zapewni mu świętość. W wieku 14 lat Iwo udał się wraz ze swoim dotychczasowym nauczycielem Jeanem Kerhozem12
do Paryża, gdzie w dzielnicy Łacińskiej przy rue (ulicy) du Fouarre rozpoczął trwający kilkanaście lat okres studiów13. Iwo najpierw na Faculté des Arts Uniwersytetu Paryskiego w latach 1261/1264–1268 studiował sztuki wyzwolone. Następnie w okresie lat 1268–1272 zgłębiał prawo kanoniczne, czyli prawo wewnętrzne Kościoła Katolickiego. Przyswajał wówczas m.in. „Dekretały Grzegorza IX” („Liber Extra”). W Paryżu Hélory zetknął się wówczas ze św. Tomaszem z Akwinu i ze św. Bonawenturą. Naukę Bretończyk łączył z praktykami religijnymi. Uczęszczał na modlitwę do kościołów Saint Julien-le-Pauvre i Saint Séverin. Kolejne trzy lub dwa lata (1272–1274) Iwo spędził wraz z Kerhozem i trzema innymi towarzyszami (Guillaume Pierre z Tréguier, Guillaume Adégan, Yves Trégordel z Pleubian) w Orleanie. W mieście tym pod kierunkiem znanego natenczas jurysty Pierre’a de la Chapelle oraz Guillaume’a de Blaye kształcił się w prawie cywilnym, czyli prawie świeckim bazującym na prawie rzymskim. Studiując „Instytucje Justyniana” z 533 r., poznał m.in. podstawy prawa rodzinnego i opiekuńczego, prawa rzeczowego, prawa zobowiązań, prawa spadkowego. W 1274 r. Iwo wrócił do Paryża i podjął studia teologiczne. Wówczas też rozpoczął praktyki ascetyczne, o czym zaświadcza jego przyjaciel Raoul Portier. Spał nie na łóżku, lecz na rozścielonej na podłodze słomie, a pod głową miał kamień lub książkę. Po trzech kolejnych latach edukacji powrócił do Orleanu, gdzie do 1280 r. kończył studia prawnicze. Po zakończeniu edukacji powrócił do Bretanii jako doktor obojga praw (doctor utriusque iuris), tj. prawa kanonicznego i państwowego (świeckiego). Wcześniej ponoć zaproponowano mu posadę wykładowcy na uniwersytecie, ale z propozycji Sorbony nie skorzystał, by móc skoncentrować się na „sprawach ważniejszych”. W 1280 r. decyzją archidiakona Rennes, Maurycego, mianowano go oficjałem, czyli sędzią sądu kościelnego orzekającym na obszarze diecezji w imieniu biskupa. Przebywając w Rennes, nie zaniedbywał dalszej edukacji. Poznawał wspomniane „Sentencje” Piotra Lombarda, a także przyswajał metody biblijnej interpretacji. Studia nad Pismem Świętym i dziełem Lombarda czynione pod kierunkiem miejscowych franciszkanów wywołały u niego wewnętrzny niepokój, emocjonalne rozdarcie, wzmacniając zarazem inklinację do pogłębiania swej wiary. Wtedy to około 1281 r. podjął regularne ascetyczne praktyki, w których zaczął upatrywać drogi do wiecznego zbawienia. Będąc w Rennes, przygarnął też i zaopiekował się dwojgiem sierot. Zapewnił im wyżywienie, mieszkanie, opłacał ich edukację. Jeden z chłopców, Derrien Guidomar (Darian Guydomar), został później dominikaninem, a drugi, Olivier Floch, kustoszem relikwii i wikarym kościoła w Tréguier. Iwo sprawując urząd oficjała, swój wysiłek skoncentrował na ochronie najbardziej potrzebujących i pokrzywdzonych przez los, tj. sierot, ubogich oraz wdów. Profesjonalizm towarzyszący bezstronnemu wymierzaniu sprawiedliwości, połączony z wrażliwością i życzliwością sprawiał, że uchodził za wzór prawnika. Wśród miejscowej ludności zyskał przydomek „adwokata biedaków” (fr. avocat des pauvres czy avocat des pauvres et des misérables, łac. advocatus pauperum). Nie tylko służył bowiem w sądzie kościelnym, będąc sędzią, ale także reprezentował jako adwokat ludzi ubogich przed sądami szlacheckimi (feudalnymi, dworskimi), książęcymi (np. sądem seneszela w Guingamp procedującym w imieniu księcia Bretanii) oraz sądem kościelnym arcybiskupa w Tours (sąd odwoławczy od sądu biskupiego w Tréguier). Hélory często świadczył pomoc prawną klientom darmo, a niejednokrotnie nawet z własnych środków uiszczał za nich sądowe koszty, jeśli petentem była osoba
biedna. Prosił tylko, aby zainteresowany przysiągł na swoje i jego sumienie, iż
sprawa, którą mu przedkłada, jest słuszna. Wówczas odpowiadał „Ego adjuvabo
te pro Deo” („Przez wzgląd na Boga pomogę Ci”) i podejmował się nieodpłatnie
sprawy. Iwo zwykł odwiedzać oskarżonych oczekujących w więzieniach na wyrok, dodając słowa otuchy. Nie unikał spraw drobnych, a powszechnych. Jego uwagę zwracała ludzka krzywda, a nie ewentualny rozgłos sprawy, jej precedensowość czy wysokość kwoty dochodzonej pozwem. Nie czekał przy tym, aż ktoś zwróci się do niego z prośbą o pomoc, lecz wielokrotnie sam osoby potrzebujące wsparcia wyszukiwał. Uchodził za całkowicie nieprzekupnego. Nigdy nie wymuszał ani nie przyjmował jakichkolwiek „podarunków” w związku z wykonywaniem swych obowiązków. Jego działalność zawodowa Iwo nosiła znamiona cudu. Potrafił reprezentować strony w tym samym dniu w kilku odległych od siebie miejscowościach. Także po śmierci Iwo za jego wstawiennictwem ustawały rodzinne kłótnie, a skonfliktowani przez
długie lata krewni czy sąsiedzi jednali się ze sobą i odtąd żyli w pełnej harmonii.
Hélory postępował w ten sposób zarazem wbrew własnemu partykularnemu
materialnemu interesowi. Z inicjatywy biskupa Tréguier, Alaina le Bruca, Iwo powrócił latem 1284 r. w swoje rodzinne strony i tam kontynuował dotychczasową działalność jako oficjał. Podarowanego mu na zakończenie czteroletniej pracy w Rennes konia sprzedał, pieniądze za to otrzymane rozdał ubogim, a do miasta przybył pieszo wraz ze sługą Hamonem Leber. . Około 1285 r. w wieku trzydziestu kilku lat Iwo otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął 8-letnią posługę w niewielkiej parai i Trédrez. Pomagali mu w niej wikary Joseph Jacob i kleryk Geof roy (Godefroy) Jubiter. Był to moment kończący wieloletnie, zapoczątkowane jeszcze na studiach, rozterki co
do wstąpienia do stanu duchownego, całkowitego oddania się służbie Bogu. Postawa uniżoności oraz pokory powodowała, iż bardziej skłaniał się do pozostania przy niższych święceniach i skoncentrowaniu się na pracy oi cjała. Pod wpływem sugestii, a później wyraźnych nacisków biskupa Tréugier posłusznie, choć z pewnymi obawami i niepokojem, został wyświęcony na księdza. Z Trédrez w 1292 lub 1293 r. decyzją biskupa Geof roya II de Tournemine przeniesiono go do większej parai i Louannec nad zatoką Perros, gdzie pracował niemal do końca swego życia. Świadom trudności w pogodzeniu funkcji oficjała i kapłana postanowił około 1297/1298 r. zrezygnować z pierwszej profesji. Na urzędzie oficjała zastąpił go Yves Le Coniac. Odtąd Iwo w całości poświęcił się apostolstwu i swym parafianom, choć nie zaprzestał praktyki adwokata, gdy była taka potrzeba. Rozdanie majątku ubogim i sposób życia upodabniał Iwo do św. Franciszka z Asyżu. Spornym jest jednak, czy Hélory należał do zakonu braci mniejszych. Jeżeli już udziela się odpowiedzi pozytywnej w tej kwestii, to najczęściej przyjmuje się, iż był członkiem jedynie III zakonu braci mniejszych (tercjarzem). W 1293 r. Iwo w rodzinnej posiadłości wzniósł w kaplicę, która stała się domem modlitwy wszystkich poszukujących Boga, a po jego śmierci miejscem pielgrzymek.
Słynął z niesienia posługi w konfesjonale, tak biednym, jak i bogatym. W trosce o religijność Bretończyków Hélory potrai ł być stanowczy. Elementem życia religijnego Iwo były pielgrzymki do świętych miejsc. Dwukrotnie ponoć odbył pieszą pielgrzymkę do sanktuarium św. Jakuba Apostoła w hiszpańskim Santiago de Compostella, choć historycznie potwierdzone są jego
wizyty tylko do sanktuariów na obszarze Bretanii. Iwo nie zaniedbywał nigdy powinności duszpasterskich i katechetycznych. Miał w zwyczaju iść obok oracza w polu i nauczać go modlitwy. Siadał też na wrzosowisku i tłumaczył młodym chłopcom-pasterzom, jak posługiwać się różańcem.
Był obrońcą węzła małżeńskiego, piętnował nierząd oraz inne nieobyczajne zachowania. Jako kapłan Iwo uchodził za wybitnego kaznodzieję o dużym talencie oratorskim. Kazania wygłaszał nie tylko w kościele, nad którym sprawował jako proboszcz pieczę, ale także w innych świątyniach ku zadowoleniu miejscowych i trochę mniej gorliwych księży. Wymagało to zgody właściwego miejscowo biskupa, tzw. licentia praedicationis. Przemawiał w kościołach, na cmentarzach, drogach, skrzyżowaniach szlaków komunikacyjnych. W kazaniach przypominał o potrzebie modlitwy, zwłaszcza „Ojcze nasz”, wzywał lichwiarzy oraz lubieżnych do pokuty i nawrócenia, zachęcał do życia w czystości. Kaznodziejstwo nasilił zwłaszcza po 1290 r.
Głosząc Ewangelię, potrafił niestrudzenie bez snu przemierzać rozległe obszary Bretanii, docierając ze Słowem Bożym do kolejnych wiosek i gromadząc tłumy znacznie większe od grona słuchaczy innych duchownych. Kierując się dobrem wiernych, przemawiał nie po niezrozumiałej dla ludu łacinie, ale po bretońsku czy w języku francuskim. Pomimo niewątpliwej erudycji, starannego na owe czasy wykształcenia, nie operował językiem uczonym, lecz przystępnym i zrozumiałym dla adresatów. Dbał o duchową formację kleryków i księży z okolic, z którymi spotykał się na częste konsultacje. Od poniedziałku do piątku czynił wykłady z Pisma Świętego proboszczowi La Roche Derrien (Geof roy de Loanno) oraz kapłanowi z Tréguier (Geof roy de l’Abbaye). Wspólnie się modlili, recytowali brewiarz i jedli kolacje z ubogimi.Wybitny prawnik i wzorcowy duchowy pasterz był jednocześnie gorliwym obrońcą praw oraz interesów Kościoła. Iwo przez całe życie odczuwał niepokój, iż niedoskonale, nie nazbyt radykalnie naśladuje Chrystusa w Jego ubóstwie i służbie potrzebującym. Jak sam relacjonował, toczyła się w nim walka pomiędzy rozumem a zmysłowością. Symboliczny wymiar
rezygnacji z dóbr ziemskich i obrania życia w niedostatku miało rozdanie swych szat ubogim w przytułku w Tréguier przy klasztorze augustynian około 1287/1288 r. Wchodząc do niego, był odziany, jak przystało na sędziego, w tunikę, płaszcz wyścielony futerkiem, brokatową pelerynę, chaperon, a na stopach jego spoczywały eleganckie buty. Opuścił zaś przytułek boso i niemal półnagi. Odtąd nosił zgrzebną koszulę i grubą, białą wełnianą sukmanę. Z prywatnych środków Iwo wybudował nieopodal swej posiadłości w Kermartin
szpital, w którym osobiście opiekował się chorymi i im usługiwał. W swym wolontariacie nie unikał obmywania stóp pensjonariuszy czy opatrywania ich ran. Nie stronił nawet od trędowatych. Wspomniany szpital był bardziej rodzajem przytułku niż odpowiednikiem dzisiejszych placówek służby zdrowia. Oprócz chorych także biedni i pielgrzymi mogli w nim liczyć na odzienie, pożywienie, ogrzanie się i nocleg. Będąc właścicielem dóbr ziemskich odziedziczonych po swoich rodzicach (matka zmarła około 1290 r.), zebrany plon lub środki z jego spieniężenia niezwłocznie rozdawał potrzebującym.
W roku 1303 stan zdrowia Iwo znacząco się pogorszył. Pomimo tego wciąż nie
zaniedbywał pracy w Kościele czy działalności charytatywnej. Był gotowy na zakończenie ziemskiego pielgrzymowania. Ostatnie święta wielkanocne przebywał chory w posiadłości Coetredens. Przewidując rychłą śmierć, powiedział pani domu, iż jest szczęśliwy, że może już umrzeć, gdyż ostatecznie ujarzmił swego wroga, tj. zmysłowość. Do końca nie złagodził surowego trybu życia. Odprawiając 15 maja mszę świętą, był fizycznie tak słaby, że wymagał pomocy innych duchownych. Podtrzymywać go musieli archidiakon Alain de Bruc, dwóch mnichów z Bégard, opat Beauport i sługa Yves Avispice. Pomimo złego stanu zdrowia na usilną prośbę wyspowiadał ciężarną kobietę,
Sibille de Gressilh (Sibylle de Grosilly) z La Roche-Derrien. Z kolei jego własną spowiedź generalną wysłuchał proboszcz La Roche-Derrien, Geof roy de Loanno(Leanno). W sobotni wieczór 18 maja kapłan Hamon Gorec udzielił mu ostatniego namaszczenia. Wieści o konaniu Iwo ściągnęły pod dwór w Kermartin wiele osób. W końcowych godzinach życia towarzyszyli mu m.in. ofi cjał Tréguier, Geof roy de l’Abbaye, Alain Salomon, szwagier Conan z synami, sługa Yves Avispice, krawiec Jacquet Rivallon, obsługa dworu. Iwo zmarł w wigilię Wniebowstąpienia, niedzielnym porankiem, 19 maja 1303 r., przeżywszy około 50 lat. W testamencie nakazał by to, co po nim zostało rozdać ubogim oraz przeznaczyć na utrzymywanie ufundowanej w 1293 r. kaplicy pw. Matki Bożej (Notre Dame – dosłownie Nasza Pani) i św. Tugduala w majątku Kermartin.

Zabrali głos prelegenci, którzy przedstawili powody, dla których kanonizacja powinna mieć miejsce. Zwrócili się też do papieża, aby wyniósł Iwo na ołtarze, skoro spełniono wszelkie ku temu formalne warunki: Głos zabierali w kolejności: prokurator procesu (Maurice Héluy), łaciński patriarcha Antiochii i były generał zakonu franciszkanów (Gerardo Odónis), arcybiskup Narbonny (Pierre de la Jugie m.in. opowiedział, jak będąc w ciężkiej chorobie, opuszczony przez lekarzy, za wstawiennictwem Iwo odzyskał pełnię zdrowia, po czym zarządził w swojej diecezji kult jego osoby), arcybiskup Bordeaux (Amanieu de Cazes), biskup Nantes (Olivier Salahadin/Saladin), biskup Mirepoix (Pierre de Piret), biskup Trivento (Giordano Curti) i franciszkański biskup Ferns a zarazem augustiański pustelnik (Geof rey Grosfeld).

Już mój świątobliwy poprzednik Papież Jan XXII wszczął procedurę kanonizacyjną w 1330 r. Bullą z dnia 26 lutego 1330 r. „Bulle Exultant et gaudent in coelis” zarządził podjęcie dochodzenia w sprawie życia i cudów Iwo. Dokumentacja z przesłuchań w Tréguier trafiła następnie do papieża i została przedstawiona Janowi XXII na konsystorzu 4 czerwca 1331 r. Ten poddał ją badaniu komisji złożonej z kardynałów. A dopiero książę Karol de Blois swoim świadectwem przyczynił się do przyspieszenia procesu kanonizacyjnego. Osobiście również ja doznałem we śnie wizji, w której Iwo z berłem w ręku udziela mi reprymendy za opieszałość w sprawie jego wyniesienia na ołtarze. W moich uszach zaczęło rozbrzmiewać znane z Pisma Świętego wołanie „Lamma sabacthani” („Czemuś mnie opuścił”). Miało to miejsce przed rokiem. Natychmiast po tym nawiedzeniu wyznaczyłem trzech nowych kardynałów, powierzając im zadanie końcowego przeanalizowania zebranego materiału. „Nowa gwiazda wschodzi na niebie Bretanii”. Teraz także dzwony Avignonu obwieszczają świętość naszego brata. Zarządzam też liczne odpusty dla czcicieli nowego świętego. Uczestnikom ceremonii kanonizacyjnej oraz tym, którzy pomagali w przygotowywanym pierwszym święcie podniesienia i przeniesienia
ciała św. Iwo w katedrze w Tréguier, przysługuje odpust na 7 lat i 7 razy po 40 dni.

Modlitwa końcowa Klemensa VI po uroczystej kanonizacji św. Iwona w Kościele Dominikanów w Avignonie: „Boże, Najwyższy Sędzio, spraw za wstawiennictwem Świętego Iwo, abyśmy, słudzy doczesnej sprawiedliwości, wiodąc prawe życie oraz wykonując sumiennie naszą pracę, mogli z nadzieją stanąć przed Tobą. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen”

Pielgrzymom odwiedzającym grób bretońskiego świętego w okresie oktawy jednego z dwóch wyznaczonych ku jego osobie świąt (tj. każdego 19 maja – pamiątka śmierci i kanonizacji oraz 27 października – pamiątka dnia, w którym zainicjowano oddawanie czci relikwiom św. Iwo) należał się odtąd odpust w wymiarze 100 dni, czyli więcej od zwyczajowych 40 dni. W kanonizacji nie wzięli udziału dwaj jej aktywni orędownicy: biskup Tréguier i król Francji Filip VI. Do pierwszego z nich papież przesłał bullę „Almus siderum Conditor” ogłaszającą chrześcijańskiemu światu fakt wyniesienia na ołtarze syna ziemi bretońskiej. Z kolei do monarchy francuskiego Klemens VI napisał datowany
na 21 czerwca 1347 r. list „Ad spiritualis grandii”. W odniesieniu do Iwo można także mówić o beatyi kacji uprawniającej do kultu lokalnego. W 1334 r. na synodzie biskupstwa Tréguier biskup Alain III Hélory/Haïloury nakazał na obszarze swojej diecezji oddawać cześć Iwo w każdy poniedziałek poza okresem Adwentu, Wielkiego Postu i Wielkanocy oraz gdyby na ten dzień
wypadało inne ważne święto. Kult Iwo w bretońskich kościołach miał miejsce nawet przed 1334 r., np. w 1327 r. proboszcz z Launay umieścił obraz Iwo w kościele i polecił składać mu w modlitwie cześć. Pierwsze uroczystości przeniesienia (translacji) relikwii świętego odbyły się 27 października 1347 r. Był to zarazem pierwszy jego odpust. Ciało ekshumowano i wystawiono do publicznego kultu. Głowę oddzielono od reszty szkieletu i umieszczono w pozłacanym srebrnym relikwiarzu bogato zdobionym. W święcie uczestniczył wzruszony Karol de Blois, będący wówczas w niewoli angielskiej. Rannemu i pojmanemu 18 czerwca tego roku w bitwie pod La Roche-Derrien Karolowi pozwolono nawiedzić grób św. Iwo, zanim jako więźnia wywieziono go do
Anglii. Bretoński książę boso, z nagimi ramionami pokłonił się przed drzwiami
katedry, na kolanach wszedł do przedsionka kościoła i udał się do grobu świętego, gdzie złożył hołd wielkiemu rodakowi. Po wypuszczeniu z niewoli ponownie nawiedził miejsce pochówku św. Iwo. W środku mroźnej zimy, w sandałach, w śniegu wędrował po bezdrożach z okolic La Roche-Derrien do Tréguier. Okoliczni mieszkańcy pełni współczucia usłali mu drogę słomą, ten jednak z pomocy nie skorzystał. Karol de Blois (beatyfikowany w 1904 r.) osobiście przyczynił się także do rozwoju kultu Iwo. Rozdał kilku kościołom relikwie świętego: w Angers, Lambelle, katedrze w Rennes, opactwu Saint Georges w Saint-Martin-de-Boscherville, Saint-Melaine, Mont-Saint-Michel.
Za każdym razem niezależnie od pory roku i warunków pogodowych szedł boso
w uroczystej procesji przeniesienia relikwii. Relikwie przekazał nawet królowi Cypru a swojemu kuzynowi, Hugues’owi IV de Lusignan (Hugo IV Cypryjski), który skutecznie zwrócił się o pomoc do świętego Iwo podczas grożącego mu niebezpieczeństwa w czasie wojny. Kiedy Karol umierał w bitwie pod Auray w 1364 r., trzymał skrawek ubrania św. Iwo, z którym nigdy się nie rozstawał.
Łącznie św. Iwo wskrzesił 18 osób lub według innych przekazów 14. Chyba najbardziej przejmującym przypadkiem nie tylko wskrzeszeń, ale i wszystkich cudów przez niego dokonanych jest ten z udziałem Savine Cozober. Wdowa po
Rivallonie z Plouguiel udała się z dwójką swych osieroconych dzieci, z których jedno miało 5 lat, żebrać o jałmużnę. Dotarła do Angers, jednak zanim udzielono jej wsparcia w tamtejszym przytułku dla ubogich, jej mały synek o imieniu Yves zmarł z wycieńczenia. Stało się to w Wielki Czwartek około północy. Wczesnym rankiem wzięła martwe ciało dziecka oraz córkę i idąc od drzwi do drzwi domostw mieszkańców Angers, prosiła o skromny datek, aby móc kupić całun, w który owiniętego pochowałaby syna. Zaczęła też poszukiwać kapłana gotowego odprawić pogrzeb. Uroczystości Wielkiego Tygodnia sprawiły jednak, że nie znalazła żadnego księdza chętnego
dokonać pochówku. Jej tułaczka z martwym dzieckiem na ramionach, swoista droga krzyżowa, trwała do Niedzieli Wielkanocnej. W czasie, gdy inni śpiewali radosne „Alleluja”, ona wciąż szła od domu do domu, prosząc zrozpaczona o pomoc. W końcu spotkała swojego rodaka, który zapytał ją, czy zwróciła się do św. Iwo. Ta odpowiedziała, że nie, na co ten polecił jej to uczynić. Gdy tylko to zrobiła, wypowiadając słowa „O sancte Yvo, vobis reddo filium meum qui estis vicinus meus”, dziecko nagle otworzyło oczy i ożyło. Matka zmierzyła wówczas syna i w podzięce ofiarowała Bogu woskową świecę długości chłopca. Za wstawiennictwem św. Iwo dziecko żyło jeszcze niespełna rok, po czym ponownie zmarło, tym razem w święto Bożego Narodzenia (G. Maroń, Święci patroni prawników, Wydawnictwo Oświatowe FOSZE, Rzeszów 2011, s.38). Iwo Hélory jest jedynym księdzem parafialnym formalnie kanonizowanym w okresie średniowiecza. Pomiędzy 1198 a 1431 r. żaden inny duchowny parafialny nie przeszedł przez procedurę kanonizacyjną. Najczęściej świętymi w tym czasie zostawali biskupi, opaci, pustelnicy.

Pewnego czerwcowego dnia 1347 roku, kilkanaście dni po konsystorzu, kilka dni po kanonizacji św. Iwona, Klemens VI po skończonej Mszy świętej sprawowanej w Grand Chapel, nie poszedł prosto do zakrystii, lecz głównym wejściem skierował się w stronę wiernych zgromadzonych na dziedzińcu Pałacu Papieskiego, trzymając w dłoniach niewielką czarną książeczkę. Podano w niej imiona jego poprzedników na papieskim tronie, a także wykazywano, że ci, którzy byli lubieżni i prowadzili nieczyste życie, rządzili Kościołem lepiej niż ci, którzy dochowywali ślubów celibatu. Po skończonej ceremonii Klemens VI podszedł do okna błogosławieństw, na które pomimo tego, że znajduje się w kącie dziedzińca, są skierowane oczy wszystkich zebranych teraz w Pałacu. Klemens VI trzymając za rękę panią Cecylię z Turenne, błogosławi wszystkich, przekazując najlepsze świąteczne pozdrowienia. Z całą pewnością papież nie był obłudny, nadto okazywał się na tyle wspaniałomyślny, że przyjmował swe potomstwo. -Jestem tutaj, zawsze chciałem być jak najbliżej Boga, Klemens zaczął, mówią mi, że jako papież „nie wrócę” do Rzymu, do Wiecznego Miasta, oni mają rację. Jest wiara, jest i bluźnierstwo. Tym samym, stwierdziłbym, że to nie tylko partykularna ideologia polityczna, która się jeszcze nie powiodła, ale właśnie sama idea, w myśl której mężczyźni i kobiety kiedykolwiek mogliby się określać w kategoriach, które wykluczałyby ich duchowe potrzeby. Klemens VI jakby z niechęcią dodaje:

– Zostaję tutaj z wami, a w tych dniach oddam się „plenarnym sesjom zaspokojenia.” Na dziedzińcu rozległ się łagodny śmiech zgromadzonych wiernych.

Wysuwane przez Petrarkę i Matteo Villaniego posądzenia o jego rozwiązłe życie prywatne, należy odrzucić jako nieuzasadnione – papież był uznawany za człowieka pobożnego. Jego domniemana kochanka, która miała go zdominować i decydować o wielu kościelnych nominacjach oraz wydatkowaniu pieniędzy, wicehrabina Cecylia z Turenne, w rzeczywistości nigdy nie mieszkała w Awinionie, a zachowana korespondencja między nią a papieżem nie potwierdza ani romansu między nimi, ani domniemanego jej wpływu na Klemensa VI.

– Nienawidzę przyznawać się do tego, że moi wrogowie mają punkt! Widzicie, co zostało po raz pierwszy wypowiedziane w niemocy przegrzanego mieszkania staje się losem Narodów. Widzicie, te pałace budowano także dla mnie, bo w Rzymie skłócone rody wszczęły kłótnie o pierwszeństwo…
Każdy chciałby być gorliwym tylko, a gdzie wierność matczynej odwadze, wierność Bogu, spójrzmy w górę na Jezusa na krzyżu. On może dać wam moc… Wykonało się… Po dłuższej przerwie Klemens mówił:- W tym świecie bez cichych kornerów, nie może być łatwych ucieczek od historii, od rejwachu, od strasznych, niespokojnych zamieszań. Po długiej beznadziejnej wojnie ludzie będą rozstrzygać za pokojem już niemal za wszelką cenę, spuentował swoją wypowiedź Klemens VI.

-Wprowadzam nakaz śpiewania Baranku Boży… Jeszcze długo Klemens VI unosił ręce swe ku górze, przy prowansalskich śpiewach i wiwatach zgromadzonych na dziedzińcu ludzi, następnie wycofał się ku Wielkiej Kaplicy i powrócił do swoich apartamentów.

(licencja poetica autora)

Leave a comment