Stanisław Barszczak, Powołani do wolności (List otwarty do Kapłanów)
W ewangelii Jezusa, a bardziej jeszcze w listach Pawłowych jest mowa o Galatach: „o nierozumni Galaci, co was urzekło!” Kochani bracia w kapłaństwie. Wybaczcie mi ten ton. Zaraz zapytam was jak rozumiecie pierwszeństwo? Bynajmniej bywa, że jestem przeciw demokracji, bo ona promuje human being, zaniżając wartość malkontentów obecnego świata. Chciałbym wam jednak opowiedzieć kiedyś do końca, historię chrześcijaństwa, i to nie tak ludzi, jak chrześcijańskiego ducha służby osobie. Ponieważ Chrystus jest miłością na zawsze, stąd jest miłosierdziem (misericordia) dla nas na wieki. Więc jaka powinna być w nas radość chrześcijańska! Tedy nie przestaję wędrować po kontynentach świata. Do Valldemossy na Majorce dotarliśmy przed samym południem. Jest tu kilka kawiarenek, galerii i restauracji, po wiosce spacerują przeważnie Niemcy. W całej miejscowości panowała specyficzna, senna atmosfera, tak różna od zamieszania typowego dla El Arenal czy Palmy, leżących nad morzem. Fryderyk Chopin i George Sand poznali się 5 listopada 1836 roku w Paryżu. Wkrótce zaczął się ich romantyczny związek, trwający prawie 10 lat. Francuska powieściopisarka miała dwoje dzieci – trzynastoletniego Maurice’a i dziewięcioletnią Solange. Z Casimirem Dudevantem była rozwiedziona. Pani Bożena Schmid-Adamczyk, kustosz Muzeum F.Chopina i G.Sand w Valldemossie pięknie opisuje południowe przygody tej pary. W roku 1838 pisarka zaprosiła w tę podróż Chopina, mając nadzieję, że południowy klimat polepszy stan zdrowia artysty. Można przypuszczać, że kochankowie szukali również spokojnego miejsca, aby oddalić się od środowiska paryskiego i oddać się spokojnie pracy twórczej. Początek podróży odbyli oddzielnie. Z kompozytorem, który wyjechał z Paryża 27 października spotkali się 31 października 1838 roku w Perpignan, w pobliżu granicy francusko-hiszpańskiej. Następnego dnia po przyjeździe do Perpignan para artystów udała się statkiem „Le Phénicien” z Port-Vendres do Barcelony. W Barcelonie zatrzymali się na pięć dni w hotelu „Cuatro Naciones”. Czas wypełniali zwiedzaniem miasta, min. katedry Santa Maria del Mar, jak również ruin domu Inkwizycji. 7 listopada wyruszyli z Barcelony statkiem „El Mallorquin” w dalszą podróż do Palma de Mallorca, dokąd dopłynęli 8 listopada. Pierwszy pobyt w Palmie miał miejsce w dniach 8-14 listopada 1838. W Palmie podróżni natychmiast natknęli się na problemy związane ze znalezieniem mieszkania: informacje przyjaciół z Paryża, zapewniające o gościnności mieszkańców Majorki, okazały się zupełnie niezgodne z rzeczywistością. Udało im się znaleźć wyłącznie dwa bardzo niewygodne pokoiki w oberży przy Calle de la Marina. „Mieszkanie składało się z czterech kompletnie nagich ścian, bez drzwi i okien – opisywała w „Zimie na Majorce” (Un hiver à Majorque) George Sand. „Większość mieszczańskich domów nie posiada szyb w oknach; i kiedy ktoś zechce sprawić sobie taki luksus, bardzo wskazany zimą, musi zamówić ramy. Każdy lokator podczas przeprowadzki (a prawie nikt się nie przeprowadza) zabiera ze sobą okna, zamki, a nawet zawiasy” (Sand 2006, s. 46). Podczas pobytu w Palmie zwiedzili m.in katedrę. Pomimo niesprzyjających okoliczności Chopin napisał do swojego przyjaciela Juliana Fontany 15 listopada 1838: „Niebo jak turkus, morze jak lazur; góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie. W dzień słońce, wszyscy letnio chodzą, i gorąco; w nocy gitary i śpiewy po całych godzinach” (Sydow 1955, t. 1, s. 327). Trudne warunki mieszkaniowe spotęgowane hałasem pracujących w pobliżu handlarzy zmusiły jednak artystów do szukania innego lokum. Przyjęli więc propozycję wynajęcia umeblowanej willi „Son Vent” (Dom wiatru) w Establiments, oddalonym od Palmy 4 kilometry. 15 listopada 1838 roku George Sand i Fryderyk Chopin wynajęli malowniczo położoną u stóp gór willę „Son Vent” w Establiments, należącą do bogatego mieszczanina o nazwisku Gómez. 21 listopada 1838 roku, Chopin, którego fortepian zaginął podczas podróży na Majorkę, pisał do Camille Pleyela: „Marzę o muzyce, lecz nie gram – bo tu nie ma fortepianów… jest to dziki kraj pod tym względem.” (Sydow 1955, t. 1, s. 329). Spokojne życie w „Son Vent” trwało trzy tygodnie, do pierwszych dni grudnia, kiedy to nagle spadł ulewny deszcz i spowodował, że ściany namokły wodą. W willi zrobiło się zimno i wilgotno. „Z drzew opadły wszystkie kwiaty, a deszcz dostawał się do naszych źle zamkniętych pokoi” – pisała George Sand w „Zimie na Majorce” (Sand 2006, s. 57).
Stan zdrowia Chopina pogarszał się z każdym dniem i trzeba było wzywać lekarzy. Chopin napisał w liście do Juliana Fontany z 3 XII 1838: „Chorowałem przez te ostatnie dwa tygodnie jak pies: zaziębiłem się mimo 18 stopni ciepła, róż, pomarańcz, palm i fig” (Sydow 1955, t. 1, s. 330). Tymczasem Gómez, właściciel „Son Vent”, podburzany przez okolicznych mieszkańców obawiających się choroby zakaźnej, zmusił Chopina i jego towarzyszkę do opuszczenia willi. Tak więc 9 grudnia 1838 roku artyści udali się z powrotem do Palmy. Drugi pobyt w Palmie , to 10 – 14 grudnia 1838. W Palmie Chopin i George Sand skorzystali z zaproszenia Pierre’a-Hippolite’a Flury, konsula francuskiego, niezwykle życzliwego dla swoich ziomków, i zatrzymali się w jego domu Illeta d’en Moragues, który dziś już nie istnieje. Wkrótce dowiedzieli się o innej możliwości zamieszkania: tajemnicza para, pragnąca opuścić wyspę, wynajęła im za niewielką sumę dwie cele w klasztorze kartuzów w Valldemossie. W klasztorze kartuzów w Valldemossie przebywali od 15 grudnia 1838 do 11 lutego 1839. 15 grudnia 1838 roku Chopin, George Sand i jej dzieci wraz z pokojówką Amelią przyjechali do Valldemossy. Zamieszkali w celach opuszczonego klasztoru kartuzów. Na każdą celę składały się trzy pomieszczenia, które – jak pisała George Sand w „Zimie na Majorce” – „były przestronne, elegancko sklepione i dobrze wywietrzone dzięki ażurowym rozetom o różnorodnych, bardzo ładnych wzorach. Oddzielone były od klasztoru mrocznym korytarzem, zamykanym potężnymi dębowymi drzwiami… Od południa wszystkie trzy izby wychodziły na ogródek, którego powierzchnia odpowiadała wielkości całej celi, oddzielony od sąsiednich działek murem na dziesięć stóp i wspierała się na solidnie zbudowanym tarasie nad małym gajem pomarańczy położonym na występie wzniesienia. Niższy taras porastała winorośl, kolejny migdałowce i palmy…” (Sand 2006, s. 147). Prymitywne umeblowanie celi, z którego do dziś zachowało się gotyckie krzesło przyniesione im przez zakrystianina, dopełniało złej jakości pianino majorkańskie. Na instrumencie tym kompozytor, podczas pobytu w klasztorze, skomponował jedno z najsławniejszych swoich dzieł. Zamówiony w Paryżu fortepian firmy Pleyel dotarł do niego dopiero trzy tygodnie przed wyjazdem z Majorki. Sroga zima na przełomie 1838 i 1839 roku z mgłami, burzami i zimnem zmuszała oboje artystów do pozostawania wewnątrz opustoszałego, osobliwego klasztoru, rozbrzmiewającego wyciem lodowatego wiatru w ponurych korytarzach. Stwarzało to niezwykłą i mroczną atmosferę, łagodzoną rzadkimi słonecznymi dniami, które pozwalały artystom na podziwianie niezwykłego pejzażu Valldemossy. Chopin również nie był obojętny na piękny i surowy krajobraz Valldemossy, ani na szczególną atmosferę klasztoru. Jednak do zmęczenia i pogłębiającej się złymi warunkami mieszkaniowymi choroby doszło jeszcze uczucie samotności, związane zarówno z brakiem kontaktu z mieszkańcami Majorki, jak również ze zbyt dużym kontrastem pomiędzy bezpiecznym dotychczasowym światowym życiem, jakie prowadził w Paryżu, a surowymi warunkami bytowymi w Valldemossie. Pisał o tym w liście do Juliana Fontany z 28 XII 1838: „między skałami i morzem opuszczony, ogromny klasztor kartuzów, gdzie w jednej celi […] możesz sobie mnie wystawić nieufryzowanego, bez białych rękawiczek, bladego jak zawsze. Cela ma formę trumny wysokiej, sklepienie ogromne, zakurzone, okno małe, przed oknem pomarańcze, palmy, cyprysy; naprzeciw okna moje łóżko na pasach […] Bach, moje bazgroły i nie moje szpargały… cicho… można krzyczeć … jeszcze cicho. Słowem, piszę Ci z dziwnego miejsca” (Sydow 1955, t. 1, s. 332). Okoliczności towarzyszące pobytowi na Majorce miały z pewnością wielki wpływ na dzieła, które Chopin tam skomponował. Pomimo miłości, jaką go obdarzała George Sand i pomimo egzotycznego piękna Majorki, Chopin przechodził długie okresy zwątpienia i depresji, związane z chorobą i jej nieuleczalnym charakterem, którego był świadomy. Ten stan pogłębiał jeszcze brak wiadomości z Polski, obawa o bliskich i tęsknota za krajem, tym bardziej, że był to okres wigilii. Do tego dochodziła niechęć mieszkańców Majorki do romantycznej, lecz niepraktykującej pary kochanków zamieszkujących klasztor. Ludność Majorki ze szczególną wrogością traktowała Chopina, obawiając się jego choroby jak dżumy. Ponura i sroga atmosfera opuszczonego klasztoru wpłynęła na jego głęboko romantyczną duszę: wszystko to znalazło swój wyraz w jego kompozycjach. Nasilająca się choroba Chopina, a także depresyjny stan ducha kompozytora, zadecydowały o przyspieszeniu wyjazdu z klasztoru. 11 lutego 1839 roku Chopin i George Sand z dziećmi opuścili Valldemossę. 14 lutego 1839 roku, po dwudniowym pobycie w Palmie, para artystów udała się w podróż powrotną do Francji. Wypłynęli statkiem „El Mallorquin” do Barcelony, a stamtąd, 22 lutego, parowcem francuskim „Le Phénicien” do Marsylii. Ich pobyt w tym mieście trwał od 24 lutego do 23 maja (z wyjątkiem okresu od 3 do 18 maja, kiedy odbyli wraz z dziecmi wycieczkę do Genui). Zatrzymali się najpierw przez dwa dni u doktora François Cauvière’a przy rue de Rome 21, potem w hotelu „La Darse” przy rue de la Darse, którego właścicielem był Joseph Marliani, a od 1 kwietnia w hotelu „Beauvau” przy rue Beauvau 4. Chopin nadal czuł się trochę źle, chociaż, według George Sand, podróż zniósł bardzo dobrze. W Marsylii pozostawał pod opieką lekarza, François Cauvière’a. 23 maja opuścili Marsylię udając się statkiem do Arles, a stamtąd powozem przez Pont-Saint-Esprit, Saint-Etienne, Montbrison, Clermont i Aubusson do Nohant, dokąd dotarli 1 czerwca 1839 roku. Trudno ułożyć pełną i ostateczną listę kompozycji, napisanych przez Chopina na Majorce, gdyż wiele z nich rozpoczął jeszcze przed podróżą na wyspę, część skomponował na wyspie, a jeszcze inne rozpoczął na Majorce, lecz dokończył później. W okresie między październikiem 1838 roku a lutym 1839 roku, pomimo problemów ze zdrowiem, Chopin stworzył Preludia op.28, a przynajmniej ich większą część, z pewnością zaś nr 2 a-moll, nr 10 cis-moll, nr 21 B-dur, nr 1 C-dur, nr 4 e-moll i nr 15 Des-dur. Ponadto do utworów powstałych na Majorce należą: Polonez c-moll op. 40, Mazurek e-moll op. 41 nr 2, Scherzo cis-moll op. 39 (szkice), Nokturn g-moll op. 37 nr 1 (rozpoczęty w Paryżu), Tarantella op. 43 (szkic), Sonata b-moll op. 35 (oprócz marsza żałobnego, skomponowanego wcześniej), Ballada F-dur op. 38 (rozpoczęta w 1836), Polonez A-dur op. 40 nr 1 (poprawki). Klasztor w Valldemossie jest miejscem, w którym Chopin żył, chorował, kochał, pracował, upojony piękną naturą, miejscem, w którym został po nim wyjątkowy ślad obecny do dzisiaj. I ja tam byłem, w restauracji pastę jadłem, a wszystko co widziałem wam tu opisałem. (por. Bożena Schmid-Adamczyk, Podróż romantyczna George Sand i Fryderyka Chopina). Palma de Mallorca – stolica i największe miasto Balearów oraz wyspy Majorka. Miasto jest jednym z największych ośrodków turystycznych świata, a jego lotnisko jednym z najruchliwszych w Europie. To zabytkowe miasto ma liczne walory turystyczne, w tym katedrę (budowaną w latach1230 – 1600). Inna zabytkowa budowla Palau de l’Almudaina (Pałac de l’Almudaina) jest mieszanką stylów aragońskich i arabskich. Palma de Mallorca jest również znana z życia nocnego i olbrzymiej ilości klubów, barów, restauracji i dyskotek. Podczas mojego pobytu zwiedzałem Stare Miasto. Przechodziłem na pieszo do parku przed katedrą, by zwiedzić wiele zabytków. Wiele kawiarni zaprasza na posiłek. Znalazłem się przed muzeum sztuk wyzwolonych, a przede mną naprzeciwko jawi się fronton Katedry La Seu. Z zewnątrz wyglądająca jak monumentalny zamek z potężną liczba wież budowla to miejsce wyjątkowe. Ulokowany na wzgórzu tuż za rogatkami hiszpańskiej Palmy (stolicy Majorki) zabytek to słynna katedra La Seu. Wzniesiona w gotyckim stylu świątynia powstała w miejscu, w którym jeszcze w 1229 roku stał meczet. Według lokalnych podań podczas rejsu Jakuba I na Majorkę rozpętała się straszna burza. W lęku przed szalejącym żywiołem poprzysiągł on, że jeżeli przeżyje, zbuduje ogromny kościół na cześć Matki Boskiej. Przeżył i słowa dotrzymał. Budowę rozpoczęto na początku 1230 roku. Proces trwał ponad 400 lat. Katedra jest potężna. Charakteryzuje się powierzchnią 6,6 tysięcy metrów kwadratowych. Świątynia ma 121 metrów długości, 55 metrów wysokości i 44 wysokości. Nawa główna jest ozdobiona przepiękną rozetą nad ołtarzem o powierzchni 90 metrów kwadratowych i średnicy 12 metrów. Składa się z 1236 kawałków kolorowego szkła. To prawdopodobnie największa rozeta na świecie. Nawa ta jest tylko o 1 metr niższa niż w katedrze mediolańskiej. Witrażowych rozet jest w katedrze w sumie aż siedem. Sporo tych liczb, ale tylko w ten sposób można na piśmie za pomocą słowa przekazać przepych, bogactwo i gigantyzm tego obiektu. Okolica katedry przypomina atmosferą i układem uliczek arabską medinę. Labirynt wąskich uliczek na tyłach katedry to centrum tutejszej starówki. Po tych uliczkach można spacerować długimi godzinami, podziwiając renesansowe rezydencje i barokowe czy gotyckie kościoły. Fascynujące miejsce. W 1851 roku Majorkę nawiedziło trzęsienie ziemi w którym ucierpiała także katedra. (podaję za informacjami internetowymi) Szybko naprawiono zniszczenia .Efekt prac jest wspaniały. Wewnątrz świątyni znajduje się wspaniały żyrandol w kształcie korony cierniowej. To pomysł nikogo innego, jak Atonio Gaudiego. Także dziełem tego jest ceramiczna mozaika w prezbiterium, balustrady przed ołtarzem i oplatające kolumny kandelabry z kutego żelaza. Warto zobaczyć to na własne oczy. Jak już wspomniano w zakładce „Charakterystyka ogólna”, u podnóża katedry usytuowany jest park. Pełno w nim palm, kwiatów a także… rzeźb autorstwa współczesnych artystów. Castell de Bellver to jeden z najładniejszych i najciekawszych gotyckich zamków w Europie. Budowla znajduje się w odległości około 3 km na południowy zachód od stolicy wyspy. Sama nazwa bellver oznacza ładny widok i została nadana nie bez przyczyny. Zamek położony jest na zalesionym wzgórzu przy wejściu do portu, skąd roztacza się bardzo ładna panorama Palmy…. W Palma Majorka zwiedziłem także zamek Bellver. Budowla dotrwała do czasów współczesnych w praktycznie nienaruszonym stanie. Została wzniesiona w XIV wieku, w latach 1300-1314 z rozkazu Jakuba II, króla Majorki. Zamek miał strzec dostępu do zatoki i miasta, zwłaszcza strony zachodniej, która była do tej pory słabo zabezpieczona. Służył również jako rezydencja królewska. Za panowania Jakuba II Majorka przeżywała lata świetności. Rozwijał się handel, przemysł i rolnictwo. W Palmie rozpoczęto również budowę, w miejscu gdzie kiedyś wznosił się meczet. W tym czasie co zamek powstał również klasztor Sant Francesco. Od 1717 roku Castell de Bellver pełnił funkcję więzienia wojskowego. W latach 1802 i 1808, w jednym z pierwszych pokoi na parterze był więziony Gaspar Melchor de Jovellanos, hiszpański polityk, ekonomista, przedstawiciel oświecenia. W więzieniu przebywało również wielu francuskich oficerów i żołnierzy, pokonanych w bitwie pod Bailén w 1808 roku. Później zamek pełnił funkcję mennicy. W 1931 roku został przekształcony w Muzeum Historii Miasta. Zamek uważany jest za architektoniczną perłę Majorki. Budowla ma kształt koła, co zadecydowało o jej oryginalności. Całość otoczona jest fosą. Z grubego muru wyrastają trzy półokrągłe wieże, a czwarta, znacznie większa stoi w odległości siedmiu metrów od głównego korpusu zamku. Budynek położony jest wokół centralnego dziedzińca. Dziedziniec wewnętrzny otoczony jest przez krużganki, składające się z dwóch kondygnacji. Na parterze łuki są zaokrąglone, a górna kondygnacja, gdzie łuki są ostre, pokryta jest sklepieniami żebrowymi w stylu gotyckim. W Castell de Bellver znajduje się muzeum, które w niedziele i święta jest nieczynne. Poza tym godziny zwiedzania są takie same jak całego zamku. W muzeum można zobaczyć znaleziska archeologiczne i rzymskie rzeźby, zgromadzone przez kardynała Antonia Despuiga. Wychodząc z zamku można przejść przez park miejski Palmy. Z kolei nieco dalej w stronę Palma Nova znajduje się Castell de Bendinat, wzniesiony w XIII wieku. Obiekt jest niestety niedostępny dla zwiedzających, gdyż znajduje się tam centrum konferencyjne. Warto się za to wybrać do Cala Major, gdzie mieści się Fundació Pilar i Joan Miró. Można tam zobaczyć pracownię i kolekcję dzieł znanego katalońskiego surrealisty Joana Miró. Artysta mieszkał tam od 1956 roku aż do śmierci… Nie tak dawno miałem szczęście być także na Cyprze. Cypr (Republika Cypryjska) – państwo położone na wyspie Cypr leżącej we wschodniej części Morza Śródziemnego u wybrzeży Turcji, Syrii iLibanu. Od 1 maja 2004 roku jest członkiem Unii Europejskiej. Zamieszkałem na krótko w Pafos. Udałem się najpierw na miejsce tzw. „groby królów”. Tutaj do szóstego wieku po Chrystusie nie królowie, ale arystokracja miasta urządziła sobie cmentarz, groby były wykute w tutejszych skałach. Wspaniała przeszłość Cypru związana jest z kultem bogini Afrodyty. Wyłoniła się ona z morskiej piany właśnie tu, w okolicy Pafos, w cudnym miejscu Petra tou Romiou, z którego nazwą wiąże się kolejna legenda. Pewnego pięknego słonecznego dnia pojechaliśmy do Larnaka. To trzecie pod względem wielkości miasto na Cyprze, ważny ośrodek turystyczny i port. I tutaj „wszystko kwitnie” w tym czasie. W sercu nowoczesnej Larnaki znajdują się pochodzące z XII w. p.n.e. pozostałości starożytnego państwa-miasta Kition. Jest tutaj przepiękny kościół świętego Łazarza. Ale jeszcze będąc w Pafos mogłem z balkonu podziwiać w różnych kolorach rozciągający się aż po horyzont czysty błękit Śródziemnego Morza. A nawet sobie coś zanotowałem wówczas, dla Was. Był czas Wielkanocny, powszechnego zakwitnięcia, drzew, krzewów, kwiatów, i to w najróżnorodniejszych kolorach. Jezus wszedł do wieczernika, aby wypełnić apostołów radością. Jezus jest z nami na zawsze. Jezus pokazał rany. Jaka nauka płynie z tej sceny Wieczernika. Nie jesteśmy samotni. Jesteśmy victoriosi, stajemy się własnymi zwycięzcami, to Jezus sam nas zbawia. A to, co tutaj wypisuję, to jest mój list do współczesnych Galatów. Byliśmy raz w Galata, wiosce znajdującej się w centrum Cypru, z cudownie zachowanymi malowidłami w ubożuchnym kościółku. Jezus zmartwychwstały, św. Helena, św. Konstantyn, św. Jerzy na koniu, darczyńca z rodziną. Oryginalne malowidła na ścianach mają już pięćset lat. Świat tych malunków nie docenia, a skierował się w stronę daru oczywistych prawd trzeciego tysiąclecia. Tym samym jakby zostawił niezwykle cenną cząstkę przepowiadania Dobrej Nowiny, mianowicie wierność świadectwu bohaterów epok, który już odeszły, tak sądzę, tak myślę. Chrystus raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych. Poniósł śmierć na ciele, ale został powołany do życia przez Ducha. Mógłbym tutaj powiedzieć, że Jezus zmartwychwstał, bo i myśmy spali, byliśmy żołnierzami tylko, jednego bolało kolano, inny „miał oko na Maroko”, inny uciekał przed światłem Chrystusa, inni byli na skale codzienności, ktoś leciał ze skały, ktoś inny jeszcze wielbił Boga pod tą samą skałą w postawie oranta. Blisko Chrystusa znaleźli się ludzie ubrani w amarantowe mundury. Czy w przeciwnym razie, gdyby nie było tych ludzi, to Chrystus by nie zmartwychwstał? To są dywagacje marudera, a nie człowieka wierzącego. W tych dniach męki i zmartwychwstania Mistrza z Nazaretu, towarzyszy nam również jedyny świadek misji Chrystusa, święty Paweł, który opieczętował to świadectwo Boga przelaniem własnej krwi. Mówił o sobie: jestem ‘więźniem Pana’ (niem. sein Gefangener ich bin) Nawet gdyby anioł z nieba głosił wam ewangelię, że jest inaczej, nie ta jak ja to wam przedstawiam, niech będzie przeklęty (der się verflucht, por. Gal. 1,8). Najpierw prowadził mnie Pan po morzach świata, wreszcie byłem na tak wielu kontynentach, na tak wielu miejscach, przy Piotrze byłem nie 15 dni, lecz lata całe, bo oto bywałem w Bielsku Białej u mojego przyjaciela po wielekroć. Przez pontyfikat naszego rodaka w Rzymie miałem ramię prawe świeżości ewangelii. Zawitałem do Olsztyna w końcu. Bóg wie, że nie kłamię. Bywałem niechcianym przed obliczem chrześcijańskich wspólnot. Po czternastu latach znowu udałem się z Barnabą do Jerozolimy, i wziąłem Tytusa, pisał Paweł. A ja po 21 latach od czasu moich święceń kapłańskich pojechałem do Ziemi Świętej, następnie na Cypr (na który podobnie jak Paweł też nie wziąłem Tytusa). Nikomu nie nakładałem kajdan. Barnaba był słuszną ręką Pawła. „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa. Owocem ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy. Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc.” (por. Gal. 5,22) W Antiochii przeciwstawiłem się Piotrowi, napisał Apostoł Narodów. Przez wiarę w Chrystusa, a nie przez prace Prawa (Werke des Gesetzes) człowiek może być usprawiedliwiony. Umarłem przez prawo, jestem z Chrystusem ukrzyżowany… „O nierozumni Galaci. Poganie was uprzedzili…” Ale Chrystus wybawił nas od ucieczki prawa. Nie ma już Żyda, Greka, niewolnika, mężczyzny, kobiety. Jesteśmy jednym w Chrystusie Jezusie. Niech więc będzie jedna religia. Tak długo jak ziemi dziedzicem jest dziecko, tak długo między dzieckiem i sługą nie ma różnicy. Bo oto Pan jest ponad dzieckiem i sługą. I do czasu Ojciec był n ad nami. Ale teraz wypełnił się czas. Duch Syna przemawia do dziecka, ‘Abba Ojcze’. Nie jesteśmy już sługami, ale dziećmi, dziedzicami Boga. „Powiedzcie mi wy, którzy chcecie żyć pod Prawem, czy Prawa tego nie rozumiecie? Przecież napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej – na skutek obietnicy.” Z dwóch synów Abrahama jesteśmy dziećmi wolnej kobiety (Gal. 4,21). Proszę was, żebyście nie byli ciężarem… W Pafos podchodzę do okna, wychodzę na balkon, by spisywać moje teraźniejsze odczucia i emocje, naprzeciw mam obraz: za hotelami rozciąga się piękny widok Morza Śródziemnego, aż po najdalszy horyzont… Ja „najzaciętszy osioł”- nie tylko surowy, ale i sprawiedliwy, bardziej zmęczony miłością, jak bitwą jakąś, teraźniejszy ‘paragon’. Zawędrowałem na krańce świata, a jeszcze nie koniec drogi. Odwiedzam zagubione w ciągu dnia głębokiego sklepy cynamonowe. Wydaje się, że ludzie w przyszłości będą żyli z Bogiem. Bóg umarł za człowieka- co było nieprawdopodobne! Wybraliśmy Chrystusa w obecności Boga Ojca… Bóg namaścił Boga… A my mamy chlubić się za Chrystusa, nieść wszystkim radość, radość i jeszcze raz radość. ‘Pan mój i Bóg mój’, powie „niewierny” Tomasz w osiem dni po ukazaniu się Apostołom z ranami na całym ciele Zmartwychwstałego Pana. Serce lęka się imienia Boga, jak też ofiary przebłagalnej za grzechy. Przygniotły mnie własne winy, ale Boże mój nie zwlekaj z pomocą. Jeszcze czasem od smutku słabnie moje oko, moje życie upływa wśród jęku. Ale ufam Bogu. Choć już towarzyszy mi olbrzymi posąg błogosławionego Jana Pawła II w ślicznym ołtarzu z kościoła świętego Michała na Majorce, a bardziej jeszcze piękny krzyż kamienny pośród uliczek Valldemossy i Palma Majorka. Jeśli papież Benedykt zrezygnował z przewodzenia Kościołowi pod przymusem, to miłość jest słabsza- a miała być tak mocna, że nic jej nie pokona… Przy krzyżu Chrystusa stała do końca matka Boga, pocieszycielka strapionych. Boże postawiłeś me stopy na miejscu przestronnym i nie oddałeś w ręce nieprzyjaciół… Chciałbym mój lud napełnić chwałą Boga i wielkich artystów teraźniejszego świata, szczególnie moją ojczyznę wysławianiem mocy Boga. Przeze mnie okaż się wielki Boże, czyń znów cuda. Wsław swą rękę i zgromadź wszystkie pokolenia, by zmyć teraźniejsze bajoro błota… Boże, ty mnie posłałeś, nie odbierajcie moim ustom słowa prawdy. Boże o twoich rozkazach chciałbym mówić wobec kultur, nie będę się tego wstydził. Boże, sprawiedliwości Twej nie kryłem w głębi serca, głosiłem Twoją wierność i pomoc, nie taiłem swej łaski przed wielkim zgromadzeniem. Nie odmawiaj mi swego miłosierdzia, niech łaska Twoja i wierność zawsze mnie strzegą (ostatnie zdania zaczerpnąłem z kapłańskiego brewiarza). A teraz jeszcze raz zwracam się do Was, Bracia Kapłani. Pośród nas nie ma już obrzezanych i nieobrzezanych, jesteśmy jednym w Chrystusie. Po co nam podbój teraźniejszego świata, aż po Argentynę w Ameryce Południowej. Trzeba natomiast pokory, pokory, pokory. Popłynęliśmy okrętem nowej nadziei za teraźniejszym światem, przed miesiącem na Majorkę chwilowej uciechy. A wystarczy tylko jedno: wyznać swoje zupełne a partnerskie zawierzenie Chrystusowi. Albowiem Bóg umarł dla człowieka i nie przestaje codziennie każdego z nas zbawiać. Spójrzmy ku Chrystusowi razem, ożywieni jego przykładem zanieśmy jego orędzie o miłości wszędzie, pod strzechy naszych domostw do ludzkich serc. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.