opowieść

Stanisław Barszczak,  Odyseja Henryka

“Komu ja muszę zadedykować moje cudowne, zaskakujące i ciekawe przygody? Komu odważę się wyjawić moją prywatną opinię o moich najdroższych osobach? moje własne sekretne myśli, lęki,
refleksje i zainteresowania? Nikomu!”

Wprowadzenie

Kochany Czytelniku. Nie byłem w stanie zawrzeć tutaj o człowieku prawdy ostatniej. Bóg to wie. Już tylko dlatego, że nie uczestniczyłem w tej historii osobiście, więc nie pisałem całej prawdy. Ale zamierzyłem osiągnąć pułap prawdy możliwie najczystszej, „pierwszej osobliwości”, pierwszej minuty po stworzeniu świata, i sekund od wielkiego wybuchu oraz powstania kosmicznego cudu, skądinąd dawno już uplecionej historii naszego człowieczeństwa. Osnową utworu jest przekonanie o istnieniu wspólnoty żywych i umarłych oraz chrześcijańska idea wstawiennictwa, zarazem dziejowa poprawa ludzkich losów. Ta opowieść mogła być niczym historia o woli Ojca, o ujarzmieniu chimeryczności potęgi sił natury, o przestrodze przed zdradą. Z swego pałacu w Bolonii Enzo chętnie oglądał niebo, podziwiał piękno natury. Po mojej wizycie w Bolonii zwalczałem w sobie różne myśli, chyba nawet obnosiłem je to tu, to tam, przepraszam. Co należało wyakcentować w tej historii? Czy może historię mężczyzny, który zabił człowieka, ale pojawia się zaraz motyw kary i ‘pomniejsza’ jakby dzieło człowieka. A może postawić na doskonałe zobrazowanie stanu psychicznego ‘zbrodniarza’. Walka między poczuciem winy,
potrzebą ekspiacji, a lękiem przed karą nie zatrzymała mnie w mej refleksji bynajmniej. Winowajca dostaje możliwość nawrócenia. Bratobójcza choć platoniczna walka o rękę bratowej. Nie ma zbrodni bez kary. Cywilizacja niszczy wrażliwość i zdolność odbierania świata. A wydaje mi się, że lud zachował zdolność poznawania tajemnic natury, poza tym że Gwelfowie Bolonii chyba chcieli dobrze… wskazali na pałac jako na miejsce odczuwania dziwności świata.
I teraz bohater coraz jaśniej odczuwa grozę, rozumie duchowość, rozpoznaje dobro. Dlatego też między innymi autor tej opowieści przyjmuje wspólnotowe kategorie moralne, i takie też widzenie świata i poczucie sensu istnienia. Enzo, więzień, ongiś król Enzio z Sardynii, jest nasycony elementami emocjonalnymi, szuka inspiracji w wiekach dawnych, zafascynowany jest pięknem
natury. Aby go zrozumieć nie trzeba mieć wiedzy, lecz rozwiniętą uczuciowość.  Ale prawdziwa sztuka powinna być zawsze swobodną ekspresją ducha – dopiero wtedy osiągnie ona swoją
metafizyczną głębię. Autor interpretuje rozwój ludzkiej jednostki, indywidualnego człowieka, jako erupcję ducha, odkrycie lokalnej tradycji, piękna kultury ludowej, znaczenia wyobraźni. W świetle rozwoju ruchu konspiracyjnego, ostatniego zbawienia człowieka, wydaje się, że spór cesarza i
papieża, Gwelfów i Gibelinów mógł mieć charakter kryptopolityczny. Faktycznie spierali się o to, czy człowiek ma podjąć walkę odkupieńczą czy nie. Zwolennicy papieża zrzucali całą walkę o człowieka na Chrystusa, cesarz i jego dwór widzieli w niej drogę do odzyskania niepodległości ludzkiego ducha. Spójrzmy na Giaura George’a Byrona. Pokochał nałożnicę Hassana, który domniemując zdradę wrzucił ją w worku do wody. Giaur wstąpił do klasztoru. Tam jednak nie
nastąpiło jego nawrócenie, znalazł ciszę i spokój potrzebne do rozważań nad głębią swojego cierpienia. Wstąpienie do klasztoru to wyraz buntu metafizycznego skierowanego przeciwko Bogu, konsekwencjom Jego działania, własnej egzystencji. Nie akceptuje norm etycznych, przeciwstawia się prawdom świata. Giaur snujący się po korytarzach klasztoru jest przyrównany do diabła. Charakteru religijnego nie ma także przedśmiertna rozmowa z mnichem – bohater
nie żałuje żadnego ze swoich występków, chce tylko swą historię przekazać innemu człowiekowi. Nie spowiada się Bogu, bo jedynie człowiek może go zrozumieć. Werter J.W.Goethego wspominając swoje dzieciństwo, mówi, że cechuje go bardzo rozbudowana marzycielskość i wrażliwość. Jego osobowość ukształtowała literatura, wspomina jaką rolę w jego życiu odegrały pieśni Osjana. Literatura preromantyczna trafiając na podatny grunt wyobraźni wykształciła w Werterze głęboką niechęć do podziałów społecznych. Poglądy religijne bohatera są trudne
do sprecyzowania, gdyż jego system religijny nie jest zbyt przejrzysty. Poszukuje on sensu istnienia i nie może go odnaleźć – sensem istnienia dla Wertera staje się miłość. Doświadcza głębokiego niepokoju – los człowieka jest zdeterminowany przez naturę, czego by nie uczynił, to i tak doświadczy tragizmu, bólu. Całokształt doznań niepokoju czy bólu, to ból powszechny (Weltschmerz). Na starzenie się Wertera Goethego składają się następujące czynniki : zawód
miłosny, specyficzne rozumienie natury, zawód towarzyski, doznanie porażki towarzyskiej – traktowany był jako salonowy odmieniec. Bohater werterowski -jednostka doświadczająca bólu istnienia, skłonna do melancholii, poszukująca piękna prawdy, poezji. Zazwyczaj nieszczęśliwie zakochana, jednak na tle tej miłości odchodzi pojednana ze światem. Mickiewiczowski Świteź prosi Boga o odebranie życia, gdyż samobójstwo jest grzechem. Każda przemoc, agresja
są surowo karane, gdyż są poważnym wykroczeniem przeciw prawom tego świata.
Potępienie pustej ciekawości. Przeświadczenie, że każda dzieło powinno być tworzone z Bożym błogosławieństwem. Nie ma w opowieści towarzystwa stolikowego…Pierwszorzędny wątek tej opowieści pochodzi z historii o królu Enzo. Jego pięćdziesięcioletnie życie dopełniło się w pałacu w Bolonii w 1272 roku. Król Enzo był w stanie zainteresować nas swoją osobą przez kolejne stulecia. A i teraz zadziwia nas jeszcze jego tajemnicza przeszłość i pochodzenie, jego życiowy awans na stanowisko króla Sardynii i stosunkowo łatwe jego oddanie się w ręce oszalałych od zwycięstwa Bolończyków. Moich kochanych Czytelników odsyłam do klasycznych już dzieł Ernsta Hartwiga Kantorowicza(1895-1063), historyka niemieckiego pochodzenia żydowskiego, mediewisty; specjalizował się w historii politycznej średniowiecza, opublikował „Kaiser Friedrich der Zweite”, Frankfurt 1927, a także fundamentalne dzieło The King’s Two Bodies (“Dwa ciała króla”, wyd. polskie 2007), poświęcone średniowiecznej teologii politycznej i zmianom w postrzeganiu osoby monarchy, a także kształtowaniu się idei królestwa. Zarazem przypominam, że nie było moim celem pisanie naukowej monografii o końcu rodu Hohenstaufen. W pierwszej wersji miało to być sześćdziesięciostronicowe podanie li tylko o losie króla Enzio, więźnia komuny Bolońskiej. W średniowiecznej komunie miejskiej Bolonii król Enzio stał się żywym symbolem i dumą jej mieszkańców. Jego ojcem był cesarz niemiecki Fryderyk II, o tych dwóch postaciach traktuje ta opowieść. Jest za to indywidualizacja języka postaci. Mieszanie wzniosłości z groteską.  Chciałem, byśmy przeżywali historię w duchu religijnej wolności, byśmy stwarzali
doskonały na nowo wzór zachowań ludowych, dzięki którym naród w trudnych chwilach mógłby zachować nową tożsamość i tajemnicę swego istnienia. Zapragnąłem przedstawić historię życia Enzio w szerokim, rozbudowanym kontekście historycznym. Przypominam o niedawnej świetności walk Fryderyka II, Ojca Enzio, z Gwelfami, o wydarzeniu, które symbolizuje tą świetność –
przemarsz ulicami Cremony w 1237 roku. Obraz niedawnej świetności rodu zestawiam z jego współczesnością. Pokazuję jakiej degradacji duchowej ulega ród żyjący w niewoli- pokazuję to na przykładzie króla Enzo- jednak poszukuję sprawiedliwości ludzkiej cywilizacji nie tyle poprzez długie dzieje, ile już na przestrzeni jednego stulecia. Oszukiwanie siebie, oczekiwanie na sprawiedliwe sądy przyszłych wieków i nie podejmowanie w porę trafnych rozwiązań szczególnie
moralnych, składam do lamusa historii. Bo taka postawa deprawuje, odbiera poczucie człowieczej godności. W takich okolicznościach walka o wolność, o wolę Pana sumienia, staje się świętą, ponadpokoleniową powinnością. Odnośnie tej opowieści nie zamierzam wdawać się w argument czy sztuka powinna być przyjmowana jako rozrywka, czy wyrażać prawdziwe uczucia artysty. Z pewnością ta sprawa jest poza moim celem. Czy mi się to udało, niech ocenią to Czytelnicy. W tej opowieści nieraz zachęcałem, abyśmy pamiętali o ojczyźnie ojczyzn, o małych naszych ojczyznach, miejscach najgłębszych spotkań z bliźnimi, także o piastowaniu tradycji i zrzucali jarzmo wszelkiej niewoli. Ta książeczka nie pretenduje do miana naukowej monografii o ostatnich z rodu Hohenstaufen. Są tutaj świadome odstępstwa od świadectw pisanych, jest też
poszukiwanie dobrego świadectwa o życiu obojga głównych bohaterów. Są powtórzenia; pisarz,  czy to dobry, czy zły, czy ten pierwszy czy następny razem, skrywa się za opowieścią niby zwierz,
którego każdy organ jest uprzywilejowany, żeby zaatakować: ponieważ nie wszyscy są zdolni pisać książki, ale wszyscy otwierają się na zdolność do tego, by je oceniać. Osobiście pozwalam na nowe sądy o średniowiecznej historii. Bądźcie więc w humorze i osądźcie tę historię na nowo.

 

Leave a comment