Stanisław Barszczak, Świadomość się spóźnia, cz.2
3. Świadomość jako inność
Po tych rozjaśnieniach personalistycznych powróćmy do postawionej przeze mnie kwestii roli świadomości u Levinasa, lecz w aspekcie ludzkiej woli. Naukowcy mówią o spóźnionej iskrze świadomości. Piszą więc w konkluzji, że nasze subiektywne (i czasem iluzoryczne) poczucie, że się poruszamy, czy mówimy, nie jest rezultatem samego ruchu ciała. Powstaje w innym obszarze mózgu – korze ciemieniowej, tam, gdzie rodzą się nasze intencje i przewidywane są ich konsekwencje, zanim w ogóle działanie zostanie podjęte. Czy tam tkwi właśnie ośrodek naszej woli? Zapewne nie tylko. W kilku eksperymentach pokazano, że również pobudzanie dodatkowego obszaru ruchowego (SMA – supplementary motor area) w korze czołowej powodowało, że badani odczuwali chęć wykonania ruchu, a przy mocniejszych impulsach wykonywali go, postrzegając to jako akt ich wolnej woli, (tak naprawdę ruch wymuszali neurochirurdzy). Co więcej, choć pewne jest, że chęć podjęcia działania rodzi się w naszym mózgu przed jego wykonaniem, to wcale nie jest jasne, jak i kiedy sobie naszą wolę uświadamiamy. I czy przypadkiem wyboru nie dokonuje wcześniej samodzielnie nasz mózg – bez udziału świadomości. Wskazują na to słynne doświadczenia Benjamina Libeta z 1986 r. Tego badacza zaintrygował wcześniejszy eksperyment niemieckiego neurologa Hansa Kornhubera, który polecił badanym podnosić palec wskazujący, a jednocześnie mierzył elektryczną aktywność ich mózgu. Odkrył, że ruch palca jest poprzedzony mniej więcej o sekundę nagłym skokiem potencjału, jakby “iskrą” woli badanych decydujących się ruszyć palcem. Libet zrobił więcej. Polecił jeszcze badanym zapamiętać, kiedy dokładnie w ich umyśle pojawiła się chęć podniesienia palca. Rezultat był zdumiewający – najpierw wzbudzała się “iskra” (tzw. “potencjał przygotowujący”), a dopiero potem uświadomione pragnienie, czyli akt naszej woli, kilkaset milisekund później – samo działanie. Naukowiec podglądający aktywność naszego mózgu mógłby więc wcześniej od nas wiedzieć o naszych intencjach! Takie doświadczenie zresztą opisano w zeszłym roku – uczeni z Instytutu Maksa Plancka potrafili przewidzieć, którą ręką badany naciśnie guzik, kilka sekund wcześniej, niż ten o tym “dobrowolnie” zdecydował. Czy jesteśmy odpowiedzialni za nasz mózg? W obliczu takich odkryć Eric Kandel, biochemik, noblista, kilka lat temu pisał: “Jeśli nasz wybór jest zdeterminowany w mózgu, zanim jeszcze o nim świadomie zdecydujemy, to w takim razie gdzie jest nasza wolna wola? Czy to tylko iluzja, racjonalizacja naszych działań, po tym jak już zostały podjęte?”. Niektórzy filozofowie – za Zygmuntem Freudem – mówią na to, że jesteśmy wolni w swoich wyborach, ale po prostu dokonuje ich nasza podświadomość. Z kolei Libet sugeruje, że nasze zamiary są inicjowane bez udziału świadomości, ale zanim dojdą do skutku, nasza jaźń ma prawo weta. Byłaby więc cenzorem dla nieświadomych procesów, które – co pewne – stanowią zdecydowaną większość aktywności ludzkiego umysłu. To oczywiście rodzi wiele pytań natury filozoficznej i moralnej. Zabawny przykład: oskarżony zwraca się do sędziego: “Panie sędzio, jestem niewinny z uwagi na determinizm biologiczny”.
Mamy tutaj jeszcze inny przypadek. „Panie doktorze, co ja powiedziałem?” Neurobiolodzy z francuskiego CNRS (odpowiednik polskiego PAN) i szpitala w Lyonie przeprowadzili eksperyment na siedmiu pacjentach czekających na operację guza mózgu. Zwykle w takich wypadkach neurochirurdzy muszą stymulować różne partie kory mózgowej przed operacją, kiedy pacjent jest tylko miejscowo znieczulony i w pełni świadomy tego, co się z nim dzieje. Robią to po to, żeby podczas przyszłego zabiegu nie uszkodzić jakichś ważnych ośrodków. Francuscy badacze poprosili pacjentów, by przy okazji zgodzili się wziąć udział w doświadczeniu. Interesowała ich głównie kora ruchowa w płacie czołowym, która – jak było wiadomo z wcześniejszych badań – jest kluczowa w inicjowaniu i wykonywaniu działań przez człowieka, a także tylna kora ciemieniowa, w której – jak podejrzewano – powstają wyobrażenia podejmowanych ruchów. Do wybranych miejsc przykładali elektrody i przez kilka sekund drażnili je miliamperowymi prądami. Kiedy pobudzali korę ciemieniową, pacjenci czuli wyraźnie wolę działania – dobrowolnego poruszenia kończynami, ustami. Mówili: “poczułem chęć oblizania ust”, “chciałam ruszyć nogą, zacisnąć pięść”. Bez naprowadzania przez eksperymentatorów używali takich słów jak “wola”, “chęć”, “pragnienie”. Co ciekawe, kiedy zwiększano natężenie prądu w elektrodach, badanym wydawało się nie tylko, że pragną się poruszyć, ale też, że ich wola się spełniła. Że chcieli poruszyć nogą, ramionami i to zrobili. “Poruszyłem ustami, coś mówiłem, co powiedziałem?” – pytał jeden z nich. Ale głęboko się mylili. W tym czasie – jak sprawdzili naukowcy – nie drgnął ani jeden mięsień ich ciała! Z kolei drażnienie okolic przedruchowych ich kory czołowej sprawiało, że naprawdę podnosili palce, przekręcali nadgarstki, łokcie, przedramię, ale nie czuli żadnej woli wykonania tych ruchów. Więcej – byli ich kompletnie nieświadomi.
Jeszcze na temat wolnej woli. Wolna wola (łac. voluntas wola, velle chcieć) – hipotetyczna cecha świadomości, z powodu której miałoby się wybór przy podejmowaniu działania. Zagadnienie wolnej woli jest jednym z odwiecznych pytań, będących m.in. częścią etyki oraz teorii bytu. Pogląd, że wolna wola nie istnieje, nazywamy determinizmem, a pogląd, że istnieje to indeterminizm (inaczej woluntaryzm). Według pozytywizmu logicznego istnienie wolnej woli jest względne. Argumenty za istnieniem wolnej woli. Przeciw możliwości przewidzenia przyszłości świadczy zasada nieoznaczoności, zgodnie z którą nie można ustalić dokładnie położenia i pędu cząstek elementarnych, ze względu na ich naturę. Ma to oznaczać, że cząstki elementarne zachowują się “jak chcą”, a ich zachowanie można przewidzieć tylko z pewnym prawdopodobieństwem, a skoro one mają coś w rodzaju “własnej wolnej woli”, to przekłada się to na obiekty makroskopowe, które są z nich zbudowane. Jednak nie świadczy to o autonomii ludzkiego umysłu, a o nieprzewidywalnym zachowaniu się cząstek elementarnych, które wynika z natury Wszechświata. Pojedyncza cząstka jest nieprzewidywalna, ale w dużych skupiskach te “nieprzewidywalności” się statystycznie wyrównują, i dlatego “wolna wola” cząstek nie przekłada się na taką samą “wolność” większych obiektów. Podstawowy argument przeciw istnieniu wolnej woli: Wszystko, co się dzieje jest warunkowane prawami fizyki, więc istnieje tylko jedna opcja potoczenia się przyszłości − taka, że prawa fizyki zostaną spełnione. Także ludzki umysł przy podejmowaniu decyzji podlega tym prawom. Jako, że istnieje tylko jedna opcja potoczenia się przyszłości, a każdy wybór, z definicji, jest z kilku możliwości, to nie istnieje żadna sposobność wyboru przy podejmowaniu decyzji, w tym i wolna wola. Pogląd, że znając prawa fizyki i stan Wszechświata, można poznać całą przyszłość został sformułowany przez francuskiego matematyka Pierre’a Laplace’a, a wcześniej był on podnoszony przez stoików. Laplace nie uwzględnił zasady nieoznaczoności, ale nie dotyczy ona świadomych decyzji ludzkiego umysłu, a niemożliwości poznania cząstek elementarnych. Neurologia także dostarcza argumentów przeciw realności wolnej woli: Jeśli świadomość jest efektem pracy mózgu, to nie może być siłą sprawczą jego decyzji (niektóre decyzje mózg podejmuje kilka sekund przed ich uświadomieniem). W ujęciu memetycznym argument świadczący o braku wolnej woli sformułowane zostały przez Susan Blackmore: Ludzkie działania są tylko ekspresją memów, a wszelkie decyzje zapadają wcześniej, zanim je sobie człowiek uświadomi. Podejmowane działania służą “interesom” memów, a nie jednostek ludzkich, przy czym ja jest tylko mempleksem pozwalającym odczuwać złudnie istnienie wolnej woli. Wszystkie działania ludzi służą replikowaniu się memów należących przede wszystkim do tego mempleksu. Złudzenie istnienia wolnej woli jest tak tłumaczone: Każdy świadoma decyzja człowieka jest efektem jego przekonań (będących efektem istnienia układu połączeń w korze mózgowej, czyli myślenia) oraz procesów emocjonalnych (będących efektem istnienia hormonów i neuroprzekaźników). Jeśli podczas podejmowania decyzji człowiek dysponuje silnymi przekonaniami, które ukształtowały dostateczne mechanizmy obronne, wówczas może postąpić wbrew naturalnym tendencjom, jak gniew czy lenistwo. Jeżeli przekonania są zbyt słabe (tj. nie towarzyszą im alternatywne szlaki nerwowe), człowiek zaczyna własnym umysłem bronić naturalnej reakcji − jeżeli w ogóle jakieś zawahanie się pojawi. Złudzenie posiadania wolnej woli powstaje dzięki korze ciemieniowej[1]. Jak sprawa wolnej woli przedstawiana jest w Chrześcijaństwie? Z zarzutem determinizmu spotkał się Augustyn z Hippony, w swej koncepcji predestynacji oraz roli łaski w przezwyciężaniu dziedzictwa grzechu pierworodnego w kontrowersji pelagianskiej. Na zarzuty te odpowiedział w traktatach O przeznaczeniu świętych (De praedestinatione sanctorum) oraz Dar wytrwania (De dono perseverantiae). Tomasz z Akwinu uważał, że Bóg celowo tak urządził świat, aby dać wolną wolę człowiekowi. Pociąga to za sobą wniosek, że Bóg do końca nie zna przyszłości, a nie jest wszechwiedzący, tylko zna przyszłość świata w ogólnym zarysie – ma “plan Boży”. Co do szczegółowych żywotów poszczególnych ludzi Bóg zostawił celowo pewien margines wolności i przypadkowości. Wolna wola jest w tym systemie darem od Boga, który człowiek może spożytkować dobrze albo źle. Wolna wola spożytkowana w dobrym kierunku, to wybór takiego działania, które jest zgodne z ogólnym “planem Bożym” dla świata. Zły wybór nie zmienia “planu Bożego” na dłuższą metę, ale spowalnia, utrudnia jego wprowadzanie, a osobie dokonującej złego wyboru zagraża jej zbawieniu. Wolna wola jest też w tym systemie możliwością wyboru rozmaitych działań dobrych, gdyż ludzie mają często wybór kilku różnych działań zgodnych z ogólnym “planem Bożym”. Obojętne, co w takiej sytuacji wybiorą, będą uczestniczyć w “dziele Bożym”, ich decyzja więc nie zmienia tego planu, a dopomoże w jego osiągnięciu. Poglądy Tomasza z Akwinu są zgodne z doktryną Kościoła katolickiego w tym względzie. Istnieniem wolnej woli zajmował się także w XVI w. Jan Kalwin. Inną kwestią jest ingerencja Boga w działania człowieka. Według doktryny Kościoła katolickiego działanie Boga nie może być sprzeczne z ludzką naturą, więc Bóg jest wszechmocny z wyjątkiem sytuacji narzucania swojej woli człowiekowi. Natomiast ta relacja między Bogiem i człowiekiem ma charakter relacji między wolnymi osobami, zatem narzucanie przez Boga swojej woli nie może być zgodne z jego naturą. Taką wizję relacji Boga z człowiekiem opisywali, jak powiedziałem, Jan Paweł II i Benedykt XVI (np. w encyklice “Deus caritas est“). Przyjęcie pełnego determinizmu w wielu sytuacjach uniemożliwia stworzenie etyki. Np. jeśli ktokolwiek miałby odpowiadać za swoje czyny, powinna istnieć możliwość, że świadomie mógł postąpić inaczej. Jeśli by nie mógł – czyli nie miał wolnej woli – to nie można go też zasadnie ukarać. Rozumowanie to pochodzi od Williama Jamesa, twórcy pragmatyzmu. Stanowisko pozytywistów logicznych w tej sprawie sprowadza się do tego, że pytanie o to, czy człowiek ma wolną wolę, czy nie, jest błędnie postawionym pytaniem. Wolna wola z punktu widzenia ludzkiej psychiki jest stanem emocjonalnym, odczuciem, że na ogół można podejmować wolne decyzje. Każdy, kto ma takie wrażenie, jest w psychologicznym sensie tego słowa wolny i na tym kończy się dyskusja. Z zewnętrznego punktu widzenia, pojęcie wolnej woli nie ma sensu. Nie można wolnej woli odnosić do przyrody – jedyne, co można powiedzieć o świecie zewnętrznym, to czy ma on charakter probabilistyczny czy ściśle przyczynowy, czyli są wszystkie w ścisłym łańcuchu przyczyn i skutków. Na koniec przytoczmy słowa Dostojewskiego z rozmowy starca Zosimy z Aloszą: jesteśmy więcej, bardziej winni jak inni. (informacje zasięgnąłem z Internetu)
4. Jaka ontologia świadomości?
Jak powiedziałem do pewnego okresu świadomość człowieka była synchronicznością. I tak w pierwszym okresie twórczości Levinasa świadomość zasadniczo utożsamia się z hipostazą, z przejściem anomalii bycia. Podmiot po długiej drodze ‘walki’ osiąga związek już ze swoim istnieniem. Zwróćmy jeszcze raz uwagę na wspomniane powyżej uprzednie działanie mózgu, wcześniej przed świadomością. Levinas przybliża się do tych spraw opisując tematyzujący w teraźniejszości czas świadomości, by je niejako obejść opisując przekraczanie bycia (esencji, istoty) w stronę istniejącego (Boga). Mamy teraz już odmienny obraz podmiotu, podmiotowości. A chodzi zawsze o zaistnienie samodzielnie w sposób jednostkowy i niepowtarzalny, a jednocześnie świadomościowy. Z dziełem Levinasa „Inaczej niż być, lub poza istotą” (1974) podmiot odkrył siebie jako dobroć… „Podmiotowość jest właśnie Innym-w-Toż-Samym (l’Autre-dans-le-Meme).(…) Inny w Toż-Samym podmiotowości jest niepokojem Toż-Samego (wzbudzonym) przez Innego. (…) Jakby powołany do nowego życia już przez innego…Węzeł zawiązany w podmiotowości (…) oznacza zobowiązanie do wierności Toż-Samego wobec Innego, narzucające się przed wszelkim pokazaniem Innego, uprzednie w odniesieniu do wszelkiej świadomości”.(E. Levinas, Autrement qu’etre ou Au-dela de l’essence, Kluwer Academic, 1978, s. 32) Podczas gdy w „Całości i nieskończoności” Levinas obstawał przy poglądzie, że nie może zatem przedłużać etyki w stronę bezpośredniej Bożej obecności, to po 1974 roku, gdy Levinas przedstawił refleksję na temat Nieskończonego, którym jest ‘’On”, „Oność”, „odesłanie upragnionego do nieupragnionego”. Teraz mamy kwestię następującą: bierność wybrania nie ma sensu skutkowego i znajduje się poza wszelką aktywnością i wolnością świadomości… Zatem świadomość zdaje się być czasem przed wybraniem, które dokonuje się w czasie „zawsze przeszłym”, w czasie archaicznym, zawsze przed tematyzującym w teraźniejszości czasem świadomości. Relacja między Bogiem a człowiekiem jest zatem jakby relacją bezpośrednią. Dobro bezpośrednio, tzn. bez obecności Drugiego jako swego rodzaju podmiotu, zobowiązuje podmiot do konieczności świadczenia dobroci. Kiedy z kolei postanawiam iść bardziej ku człowiekowi, to jakbym szedł „poza” Boga. I tak teologowie piszą dzisiaj, że nie należy poprzestawać na Bogu, obecnie ‘ogranicza się’ jakby wolę Boga (por. K.Wojtyła, J.Ratzinger). A właśnie od Boga przechodzi się jeszcze jakby wyżej- ku Drugiemu. Levinas przedstawił refleksję na temat Nieskończonego, którym jest ‘’On”, a raczej „Oność”. Oność (Bóg u Levinasa)- tego, co poza bytem –to fakt, że jego przyjście do mnie jest odejściem, które pozwala uczynić mi ruch w stronę bliźniego. (Autrement qe’etre ou Au-dela de l’essence, La Haye 1974, s.15,) Chwała Nieskończonego- „Nieskończony odbiera chwałę tylko przez podmiotowość, przez ludzką przygodę zbliżenia się do innego, przez zastąpienie innego, przez ekspiację za innego… Podmiot inspirowany przez Nieskończonego… nie jest obecny. On sławi się w chwale, która objawia podmiot, by sławić się już w sławieniu swej chwały przez podmiot- udaremniając w ten sposób wszelkie struktury korelacji. Sławienie, które jest Mówieniem, czyli znakiem danym innemu- pokojem ogłoszonym innemu- które jest odpowiedzialnością za innego aż do zastąpienia” (Tamże, s.188-189). Czy mamy być prorokami? Prorok to jest samo Mówienie (le Dire) o Bogu i o powinności człowieka- ale wtedy człowiek „nabawia się szaleństwa” (M. Jędraszewski, s. Homo: Capax alterius, capa dei. Emmanuela Levinasa myślenie o człowieku i Bogu, Poznań 1999, s.81)
Zauważmy tedy, chodzi o niemożliwość redukcji czasu charakterystycznego dla ‘On’ do teraźniejszości świadomości…(por. artykuły Levinasa La Trace de l’Autre i Enigme et phenomene) Świadomość jest teraźniejszością, która pragnie wszystko zsynchronizować w ramach danego systemu. Natomiast transcendencja wprowadza w te ‘porządkujące’ usiłowania świadomości pewien ‘nieporządek’: między świadomością a Transcendencją zachodzi diachronia. Ks. Tischner nie zdążył w pełni przedstawić i naświetlić filozofii dramatu. A szkoda… Dlatego też problem niewidzialności Boga nie ‘polaryzuje się w korelację podmiot-przedmiot, lecz rozwija się jako wieloosobowy dramat’(E. Levinas, En decouvrant l’existence avec Husserl et Heidegger, s.204)… Levinas pisze tam na temat enigmy. Enigma-sposób objawiania siebie bez objawiania (s.208-209). Pisze o wyjściu poza teraźniejszość… o przeszłości, której nie można odzyskać…. o stworzeniu, które na zawsze należy do przeszłości… Tak więc w „Autrement…” wysiłki Levinasa idą w kierunku wyrażenia tego, co jest ‘poza bytem’, co jest przerwaniem równości z sobą. Tu jest jakaś próba wyrażenia Transcendencji… przejścia w kierunku rdzenia podmiotowości człowieka…, poprzez ukazanie się „inaczej niż być” podmiot niejako odrzuca przyłączenie istoty (bycie) . W tym kontekście przywołakmy inne pojęcie Levinasa „recurrence”- to jest konieczność powrotu do swego wygnania, to znaczy konieczność niepokoju za i o Drugiego. W tym aspekcie „Dusza to inny we mnie. Psychizm, jeden-za-innego, może być opętaniem i psychozą: dusza jest już ziarenkiem szaleństwa”(s. 86, przypis 3.). Dzieło „Autrement…” jest bardzo śmiałą i wielką próbą opisu, jak pisał ks. Bp. M. Jędraszewski, szaleństwa oraz tego ‘skądeś’, z którego ono na człowieka przychodzi. Powiedzmy w końcu to jeszcze: człowiek jako byt osobowy i podmiotowy, zarazem byt duchowy, wolny i rozumny, ze względu na właściwości swej natury, posiada niezbywalną godność. Po drugie godność osoby ludzkiej ma charakter nadprzyrodzony… Koncepcja osoby w antropologii katolickiej w efekcie jest niewątpliwie związana z Osobą Jezusa Chrystusa – Boga i Człowieka zarazem. Podstawę i gwarancję godności osoby ludzkiej papież upatruje w akcie stwórczym Boga oraz w Tajemnicy Chrystusowego Wcielenia i Odkupienia, we współczesnej rzeczywistości uobecniającej się w Sakramencie Eucharystii. Jak powiedziałem osoba jest substancją i zarazem relacją… Osoba jest zatem również substytucją, realizuje się w pełni poprzez otrzymany sens. Jakby czeka na swe narodzenie się poprzez upragniony i spełniający się sens jej życia. Niestety jeszcze nieustannie się odwraca, jak żona Lota i spóźnia z przejściem na wyższy poziom życia. Jezus jej bardzo pomógł, lecz nie umie przejść do następnego etapu życia. Levinas obstawał przy poglądzie, że nie może przedłużać etyki w stronę bezpośredniej Bożej obecności. Bo jesteśmy oddzieleni, ateiści wręcz. Trzeba podjąć kopernikańskie ryzyko skoku w przepaść substytucji, ofiary dla innego. A skoro mam żyć „już Inny”, to muszę nawet własne ciało dać bliźniemu. To jest pokora jutra. Czy sprosta temu wyzwaniu nasza generacja, rzeczywisty układ sił i czasu w trzecim tysiącleciu, nie mnie to osądzać. Ale już modlę się gorąco o mesjańską erę dla naszych następców, minuta po minucie.