Będziemy w raju

 

Stanisław Barszczak, Kalifornijskie Berkeley

Jestem po pierwszej komunii świętej. Wysiadłem z pociągu na stacji Częstochowa. W pełnym słońcu razem z mamą idziemy Alejami pod górę. Gdy znaleźliśmy się przed szczytem Jasnej Góry, w pewnej chwili mama powiedziała mi, że z góry zobaczy Amerykę. Po modlitwie w cudownej kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej, pamiętam, wyszliśmy poza klasztor, staliśmy długo w miejscu, gdzie obecnie znajduje się pomnik prymasa Polski, kard. Stefana Wyszyńskiego. Przedtem co prawda Robuś na podwórku opowiadał mi niespodziewanie o szczęściu życia w Ameryce, usłyszałem nawet: Achim, masz teraz czas dla siebie. I w jego pokoju w bloku mogłem obejrzeć piękne foldery z pięknymi plażami i błękitnymi akwenami na zachodzie Europy. Ale nigdy nie spodziewałem się, że marzenie o Ameryce spełni się w przyszłości, i to w stu procentach. Nadszedł rok 1977. Wyszedłem z samolotu w San Francisco, mam szesnaście lat, przybyłem z dalekiej Polski, by pozostać w Kaliforni na jakiś czas. Na pięnie rozjaśnionym lotnisku oczekuje mnie Pan Christian, będzie moim nauczycielem języka angielskiego. Nigdy go nie widziałem. Wiem tylko, że jest znacznie starszy i że w młodości uciekł z mojego miasteczka w poszukiwaniu lepszego losu. Jestem  ambitny i oczytany, chcę przemierzyć cały świat, bo jestem człowiekiem sukcesu: czego się w życiu tknę, obraca się w złoto. Choć majątek nie przynosi mi szczęścia, a literatury nie jestem jeszcze w stanie pokochać bez reszty. Jestem w Kalifornii i oglądam na własne oczy raj. Mam wszędzie szczęście, osiadam nie w Berkeley nad zatoką San Francisco, lecz zupełnie niedaleko, w San José, buduję dom, w nim wszystko jest podług mojej myśli, bo kocham porządek i ostatnią harmonię. Ludzie są mi bardzo życzliwi, wręcz zawsze uśmiechnięci i wiecznie szczęśliwi.

Miasto San José obserwuję teraz z najwyższego punktu w mieście, ze Szczytu Kopernika, na górze Mount Hamilton, którego wysokość bezwzględna wynosi 1333 metry n.p.m. Stąd już bardzo blisko do wybrzeża morskiego, ale również niedaleko do gór, jak i do centrum kulturalnego, którym jest San Francisco. System autostrad umożliwia szybkie przemieszczanie się pomiędzy tymi miejscami. Góry otaczające miasto San José mają jak co roku pokrywę śnieżną, zarówno szczyt góry Mount Hamilton, jak i niższe pasmo Gór Santa Cruz.Wiele dzielnic San José było wcześniej samodzielnymi miasteczkami i innymi legalnymi podmiotami ale z biegiem czasu zostały one wchłonięte przez miasto. Niektóre małe wspólnoty, które tworzą część aglomeracji, takie jak Campbell, Cupertino, Los Gatos, czy Milpitas, mimo że posiadają prawa miejskie są powszechnie uważane za część San Jose. Miasto jest zwykle dzielone przez mieszkańców na 5 głównych rejonów: śródmieście, zachodnie San José, północne San José, wschodnie San José i południowe San José. Warto zauważyć ze nie ma ścisle określonych granic tych rejonów ponieważ są to nazwy potoczne nie rejony administracyjne. Ponadto każdy z tych rejonów zawiera wiele mniejszych dzielnic takich jak: Japantown czy Willow Glen w śródmieściu, Cambrian Park i Winchester w zachodnim San José, Evergreen i Alum Rock we wschodnim San José, oraz Almaden Valley czy Santa Teresa w południowym San Jose. San José leży w strefie klimatu śródziemnomorskiego, z łagodnymi i wilgotnymi zimami, oraz gorącymi i suchymi latami. Miasto jest z trzech stron otoczone masywami górskimi, co chroni je przed dużymi opadami deszczu, ale powoduje jednak że klimat jest tam bardzo suchy i można by go nazwać półpustynnym, ze średnimi opadami poniżej 39 cm rocznie. Najwyższą temperaturę odnotowaną w San José zmierzono w lipcu 2006 i było to 44,4 °C. Najniższą temperaturę w mieście zanotowano w grudniu 1990 roku, a wynosiła ona -8,3 °C. Ze względu na niewielkie opady deszczu pogoda w mieście jest słoneczna, a średnio jest w San José 300 słonecznych dni w ciągu roku.

San José założone przez porucznika na służbie hiszpańskiej armii José Gioacchino Moragę jeszcze w osiemnastym stuleciu, w 1825 roku weszło w skład nowego państwa Meksyk. A w 1850 roku San José stało się pierwszym miastem włączonym do USA w stanie Kalifornia i służyło jako pierwsza stolica tego stanu. Z populacją w pobliżu jednego miliona, San José jest najbardziej zaludnionym miastem w północnej Kalifornii, trzeciim w stanie (po Los Angeles i San Diego), i dziesiątym w USA. Miasto San José rozciąga się od San Francisco Bay do Mount Hamilton (4372 stóp). San José zawiera duże parki i tereny wiejskie, które kontrastują z rozwiniętymi obszarami miejskimi. Plaza Cesar Chavez, Winchester Mystery House, Rosicrucian Muzeum, HP Pavilion, San José Teatry, San José parki miejskie, Alviso- dzielnica z ujściem rzeki Guadelupe do Zatoki San Francisco, Mount Hamilton, aby zilustrować najbardziej przekrojowo różnorodność tego, co to wspaniałe miasto ma do zaoferowania. Trzęsienie ziemi Loma Prieta, które miało miejsce w 1989. Oprócz uskoku San Andreas niedaleko miasta znajdują się także uskoki: Monte Vista, South Hayward, Northern Calaveras i Central Calaveras. Przez miasto płynie rzeka Guadalupe, która wypływa z Gór Santa Cruz (które oddzielają Dolinę Krzemową od wybrzeża Pacyfiku) i swoje ujście ma w Zatoce San Francisco w dzielnicy Alviso. Wzdłuż południowej części rzeki znajduje się dzielnica Almaden Valley, która początkowo została wyznaczona jako miejsce kopalni rtęci. Na  szczycie Kopernika znajduje się również Obserwatorium Lick. W związku z zanieczyszczeniem świetlnym stwarzanym przez San José, co utrudniało obserwacje uczonym pracującym w obserwatorium, władze miasta podjęły kroki, aby zredukować poziom światła wytwarzanego nocą, w tym celu wymieniono latarnie uliczne na sodowe. Planetoida 6216 San José została ochrzczona nazwą miasta w dowód uznania dla San José.

San José to trzecie pod względem wielkości miasto w stanie Kalifornia i dziesiąte w całych Stanach Zjednoczonych. Według spisu ludności z roku 2000 jego populacja wynosi 894 943 w czym jest tam 276 598 gospodarstw domowych które zamieszkuje 203 576 rodzin.Populację w roku 2009 szacuje się na 1 006 892 osób. Zgodnie z szacunkami z roku 2007 mediana przychodów gospodarstw domowych w San José była najwyższa ze wszystkich miast USA, które mają powyżej 250 000 mieszkańców, a wynosiła 76 963 dolarów rocznie. Mediana przychodów na rodzinę to 86 822 dolarów. Mężczyźni zarabiali średnio 49 347 dolarów na rok, a kobiety 36 936 dolarów rocznie. Dane Amerykańskiego Biura Spisów Ludności (US Census Bureau) wskazują, że do roku 2007 biali Amerykanie stanowili 49,3% ludności miasta. Ludność pochodzenia azjatyckiego to 30,7% populacji San José, zaś 31,3% stanowią Latynosi. Znaczne skupienie przedsiębiorstw branży „high-tech” oraz branż inżynierii, informatyki, oprogramowania i sprzętu komputerowego oraz firm internetowych spowodowała że rejon jest od lat potocznie nazywany Dolina Krzemowa. Jako największe miasto regionu San Jose często także afiszuje się jako „Stolica Doliny Krzemowej”. Wiele lokalnych szkół wyższych i uniwersytetów kształci tysiące studentów informatyki którzy co rok wzbogacają siłę miasta. Wysoki wskaźnik wzrostu gospodarczego który był odnotowywany do późnych lat 90. spowodował wysoki wzrost zatrudnienia ale również wzrost cen nieruchomości, miasto stało się przez to jednym z najdroższych do zamieszkania w Stanach Zjednoczonych. Na rok 2006 w granicach miasta znajdowało się 405 000 miejsc pracy, a wskaźnik bezrobocia wynosił 4,6%. W San José znajduje się 25 kompanii zatrudniających co najmniej 1000 pracowników, znajdują się tam centralne biura takich korporacji jak: Adobe Systems, BAE Systems, Cisco, SunPower i eBay, tam też są ulokowane ważniejsze oddziały takich firm jak: Flextronics, Hewlett-Packard, IBM, Hitachi i Lockheed Martin. Amerykańska filia giganta komputerowego Acer znajduje się w San Jose. Mająca siedzibę w mieście Food Machinery Corporation zaopatruje rynek amerykański w tysiące gąsienicowych pojazdów amfibijnych typu LVT. Miasto produkuje inny też sprzęt wojskowy. Mimo że koszt zamieszkania w mieście jest niewątpliwie bardzo wysoki, zwłaszcza przez ceny nieruchomości, gospodarstwa domowe w San Jose mogły się pochwalić najwyższym ilorazem dochodu rozporządzalnego z wszystkich miast USA powyżej 500.000 mieszkańców.

Miasto posiada uniwersytet, San José State University(1871). Miasto jest siedzibą katolickiej diecezji San José. Wśród 27 parafii mające miejsce w San José znajduje się m. in. kościół Polskiej Misji Pastoralnej św. Brata Alberta Chmielowskiego. Właśnie Ksiądz George wyszedł z plebanii i patrzy w moją stronę…Jedyny profesjonalny zespół sportowy w San José stanowi drużyna hokeja na lodzieSan José Sharks, grająca w National Hockey League (NHL). Klub założony został w 1991 roku. Dotychczas jednak nie udało się tej organizacji zdobyć najcenniejszego trofeum ligi – Pucharu Stanleya. Najbliżej zdobycia trofeum byli w 2004 i 2010 roku kiedy odpadli w przedostatniej rundzie tych rozgrywek. Drużyna jest jedną z trzech, które mają siedzibę w Kalifornii. W tym stanie swoją siedzibę mają także Anaheim Ducks oraz Los Angeles Kings. San José jest siedzibą piłkarskiej drużyny Earthquakes, San José Giants, Real San José.

Dzisiaj mam dwadzieścia osiem lat. Należę do tych, którzy mają nazwisko i imię wielkiego porucznika Joachima Moragi. Miałem od dzieciństwa osobliwy zwyczaj zawsze uczenia się na pamięć początków książek i tytułów rozdziałów dzieł, pierwszych pięciu ksiąg Mojżeszowych, a następnie wierszy z Eneidy i ‘Metamorfozy’ Owidiusza . . Gdy kiedykolwiek wyobraźnia była zajęta, o czym zaświadczać może  narodzenie się tej opowieści, bowiem prowadziła mnie tu i tam, gdy mieszanka baśni i historii, mitologii i religii, napastowała mnie po dziś dzień  zadziwieniem ostatnim nad życiem, łatwo uciekałem do tych regionów orientalnych, pogrążałem się w pierwszych księgach Mojżesza, i tam, wśród rozproszonych plemion pasterskich, znajdowałem się na raz w największej samotności i największym społeczeństwie. Dopiero wiele lat później powiedziałem sobie, muszę przetłumaczyć biblię na język polski na nowo, w tłumaczeniu z różnych języków, pełnym moich najwspanialszych odczuć, szczególnie co do przesłania tej jedynej księgi! Będzie to nowa Biblia Wujka! Jeszcze w szkole nauczyli mnie tego: Kto nie szanuje i nie ceni przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości; nie chlubimy się dostatecznie zacnością naszych przodków, tym bardziej musimy pamiętać, aby szlachectwo nasze ‘nie złotrzyło się’. Pokora i uległość tylko do wzmocnienia i utrwalenia niewoli prowadzi. Jeśli mogą być jakieś wahania w wyborze środków, kiedy się chce pozostać w ramach legalności, to nie ma ich tam, gdzie celem jest ocalenie krainy młodości. Piękna jest ta nasza ziemia, Kalifornia mojej młodości. I o to mamy rok 1989. Wyśniło mi się ostatnio. Jadę  czerwonym tramwajem wolności aż do przystanku “Niepodległość”, ale tam wysiadłem. Nie posiadałem wpływu na dalsze wypadki. Drodzy Czytelnicy, możecie jechać do stacji końcowej, jeśli potraficie.  Jestem skory do walki. Kocham walkę. I oto znalazłem się byłem w tej sytuacji, któremu los pozwolił widzieć milionów solidarność, czas gdy wielki papież Słowianin w Rzymie bawił, a olbrzymie państwa rzuciły na kartę miliony ludzi, miliardy pieniędzy, cały przepych dworów królewskich, by Europę ratować; jakiś mur w środku tej Europy padł, by frontalnie otworzyć wschód na zachód, ludzie migrowali po całym kontyneńcie; byłem tym, któremu los dał szczęście, a nie cierpienie, żem nie miał w imieniu tych ludzi zginąć w tym tłumie, żem wzniósł ubogi, maleńki domek, kapliczkę św. Józefa i nad nim postawił i wywiesił mój kalifornijski sztandar . Przez te lata byłem nie tylko „rozumny szałem”, lecz znałem drgnienia serc hiszpańskich, na nich się opierałem, serce brałem za instrument i mierzyłem siły na zamiar. I wołam o czyny: Jedynie czyn ma znaczenie. Najlepsze chęci pozostają bez skutku, o ile nie pociągają za sobą następstw praktycznych. Zapragnąłem obrócić tak daleko koło historii, aby Wielka Kalifornia, ta najsłoneczniejsza i najbogatsza kraina pod słońcem, była największa potęgą kulturalną na całym świecie. Tylko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworakach chodzą, a na dwóch nogach, udając człowieka. Niepodległość tej krainy jest dobrem bardzo kosztownym. Obcą jest nam wszelka nienawiść plemienna i narodowościowa. Umiemy hołd oddać wszelkiej wielkiej myśli, w jakimkolwiek języku się zrodziła, umiemy uczcić wszelkiego poetę i myśliciela, jakikolwiek naród go wydał. Ale takiego Moragę, jakiego przedstawiają moi współcześni, ja nie znam. Nieraz ze zdumieniem słucham, to co o mnie różni ludzie mówili. Są to najczęściej fałsze i brednie… A ja chciałbym, aby coś z prawdy o mnie przeniknęło do potomności. Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska. Prawa wielkości są inne, niż prawa małości!  Kochałem moją matkę, życzyłem jej zawsze zdrowia w pacieżu i wartości nowych. Wiele z moich tekstów należą już do udanych, jak perełki. Zawsze chciałem oddać granitowym skałom ciszę i drzewom ich marzenie. Niech nowa Biblia Wujka, niech ona idzie w trzecie tysiąclecie wiary naszych ojców. W tym miejscu chcę powiedzieć mocno, ja przynależę do tej ziemi. Bezsilna wściekłość dusiła mnie nieraz, że w niczym zaszkodzić wrogom nie mogę, że muszę w milczeniu znosić deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardliwych słów o San José, Kalifornijczykach i naszej historii. Trzeba, aby to co było szaleństwem, stało się także rozumem kalifornijskim.  Powoływać się na Kościuszkę Tadeusza z dalekiej Polski, posługiwać się jego imieniem, zachwycać się nim i solidaryzować się z jego ideałami może każdy bezkarnie, bez konsekwencji i kosztów. Bo Kościuszko nie żyje. Kto solidaryzuje się ze mną, musi płacić wysiłkiem, męką, trudem, ofiarą z wolności, z życia. Wszyscy krzyczą dokoła, iż posiadają większość. Ja wam powiem, prośmy o rozumność władzy naszej. Śni mi się Kalifornia z 1777 roku, ta pierwsza i ostatnia, prężna i dynamiczna pracą wszystkich, także Wietnamczyków i Polaków. I jeszcze na koniec słowa Józefa Piłsudskiego, polskiego marszałka:  Myślałem już nieraz, że umierając przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi. Mamy przeżyć nowy czas podarowany ziemi. Jest prawdą, że muszę jeszcze wracać do siebie. Ale radość życia na tej pięknej ziemi pomaga mi bardzo kochać moją krainę nad wszystko na świecie. I jestem bardzo szczęśliwy. Cieszę się też nieustannie każdym czynem i z dobrego słowa o mojej Kalifornii.

(informacje o San Jose zaczerpnąłem z internetu, autor)

Leave a comment