Wolność pod pręgieżem

Stanisław Barszczak—Musimy wybrać siebie— Chcę być zawsze z wami i nigdzie więcej, chcę zdrowia psychicznego dla nas i naszych wnucząt. Stąd poruszę tutaj pewien interesujący mnie problem. Kwestie ontologiczne od początku nie wydają się rozwiązywalne. Spójrzmy na problem wolności. Wszyscy z wyjątkiem bytu absolutnego-Boga jesteśmy powiązani z innymi ludźmi przez związki przyczynowo-skutkowe. Jeśli coś podlega związkowi przyczynowemu nie może być wolne. Aby być wolnym znaczy znaleźć się poza przemocą, być samowystarczalny. Człowiek jako istota żyjąca nie może być wolny. Potwierdza to codzienne zapotrzebowanie na sen, jedzenie, odpoczynek, itp. Aby ocalić wolność na poziomie ludzkiej egzystencji, J.-P. Sartre sięga po pojęcie nicości. Za nim nawiążę najpierw do określenia Hegla, że wolność jest „negatywnością i jako taka musi przed nami wystąpić”. Być wolnym, znaczy: móc mówić „nie”. Jakaś „nicość” przenika człowieka, który jako „byt-dla-siebie” jest „samo-świadomością”. Nicość jest tym, dzięki czemu jest możliwa samo-świadomość. Jak pisał ks. J. Tischner właśnie ta nicość jest jakby „szczeliną”, która przenika samo-świadomość i czyni ją przedrefleksyjną obecnością dla samej siebie. Ona sprawia, że możliwa jest negacja i że wolność może mówić „nie”. Ale takie ontologizowanie wolności poprzez pojęcie nicości wydaje się jej pewnym okrojeniem. Otóż do istoty wolności należy mówienie „tak”. Czy negacja zawarta w wolności nie jest odwrotną stroną obecnego w niej „tak”? Ontologiczne ujęcie wolności prowadzi albo do zaprzeczenia wolności (determinizmu), albo do pomylenia wolności z siłą. Wedle determinizmu prawa rządzące zachowaniami człowieka są zasadniczo tej samej natury, co prawa rządzące zachowaniami rzeczy. Człowiek ma jednak ograniczoną świadomość i nie wie, jakie siły nim rządzą. Z tej niewiedzy bierze się złudzenie wolności. Przywołajmy tutaj wolność rozumianą jako ludzkie działanie skuteczne- „wolność jest rozumieniem konieczności” (materializm historyczny). Ale także wolność w wydaniu zdesperowanego Leoncia, który tracąc Izaurę, popełnia samobójstwo. Uczucie wolności rządzi nad tyranią miłości. Dzisiaj nad wolność przedkłada się jednak coś więcej- odpowiedzialność. Przytaczana ontologia w jednym ma rację: doświadczeniem człowieka w sferze wolności jest doświadczenie zniewolenia. Człowiek odnajduje swą wolność jako wolność zniewoloną. Jego życie upływa jako walka o wolność. Walka ta nie oznacza jednak przyswojenia sobie wartości zewnętrznej, lecz „stawanie się” tym, czym człowiek „naprawdę jest”. Osiąganie wolności jest powrotem człowieka do samego siebie. Wskazuje na to formuła Hegla: wolność polega na tym, by być „sobą u siebie”. Aby odpowiedzieć na pytanie co znaczy „być-u-siebie”, trzeba zapytać: co znaczy „nie być u siebie”? Idźmy za św. Pawłem: dobra, którego chcę nie czynię, a czynię zło, którego nie chcę”. Nie jestem „u siebie”, gdy natrafiam na „obce prawo”. Źródło tego prawa jest poza mną- w jakiejś „obcości”. Niemniej obcość ta ma we mnie jakieś odbicie. Szczególnie ciało jest na nią podatne. Obcość zewnętrzna splata się z wewnętrzną. Aby „być sobą u siebie”, muszę „przezwyciężyć siebie” i jednocześnie stawić czoło komuś „zewnętrznemu”. Komu? Jakiejś zasadzie zła. Istotnym ograniczeniem wolności jest więc zło. Człowiek nie toczy walki z prawami przyrody, lecz ze złem, które w sposób istotny ogranicza jego wolność. Złem nie jest to, jak pisał ks. Tischner, że człowiek nie może prześcignąć konia, ale to, że czasem „musi” skłamać i to też jest ograniczeniem jego wolności. Na klasyczny opis zniewolenia natrafiamy u Hegla w słynnym rozdziale „Genomenologii ducha” o panu i niewolniku. Zniewolenie ma wedle Hegla charakter logiczny: jest elementem racjonalnego systemu. Stąd jest tak trudne do przezwyciężenia. Aby wyjść ze zniewolenia, trzeba jakby dokonać destrukcji całego systemu. Hegel uważa-jak wiemy- że stosunek człowieka do człowieka jest pierwotnie stosunkiem walki. „Człowiek człowiekowi wilkiem”. Jest w tym coś prawdy: gdyby było inaczej, to nie trzeba by przykazań- nie trzeba by tego, żeby dopiero niebo skłaniało ludzi do miłości. Walka jest walką na śmierć i życie, choć jej istotnym celem nie jest zabicie przeciwnika, lecz zmuszenie go do uznania. Przegrywa ten, kto pierwszy przerazi się śmierci. Kto się nie przerazi, kto zaryzykuje śmierć, ten osiągnie wolność. Przerażeni śmiercią idą w niewolę, ryzykujący życie stają się panami. Zadaniem niewolnika jest praca dla pana, zadaniem pana- władanie. Mamy dwie złączone ze sobą wolności: samodzielna wolność pana i będąca w cieniu tamtej wolności „wolność” niewolnika. Wolność niewolnika jest otoczona zakazami. To nie przyroda zrodziła te zakazy, lecz wola pana. Wola zniewala wolę, wolność jednego ogranicza wolność drugiego. Utrata wolności nie dokonuje się bez zysków. Niewolnik w zamian za uznanie ocalił życie. Może niewinności; może a nawet powinien „nie chcieć mieć sumienia”. Z drugiej jednak strony niewolnik jest ofiarą złudzenia. Wydaje mu się, że to pan pozbawił go wolności, że pan jest „wszystkiemu winien”. Naprawdę jednak to sam niewolnik jest twórcą pana i swego zniewolenia. Gdyby nie „uznał” cudzego panowania, nie stałby się niewolnikiem. Niewolnik ma jeden „grzech”, i to podstawowy: wyrzeczenie się wolności. Nie będąc w pełni sobą, nie jest też u siebie. Inny obraz zniewolenia wyłania się z analiz psychologicznych, jakie pozostawił nam prof. A. Kępiński, który pisał o „psychopatach”- o ludziach, którzy stali się niewolnikami rozmaitych, mniej lub bardziej irracjonalnych lęków. Lęki te podcięły w nich nadzieję. Lękając się ludzi i świata, ludzie ci schronili się w „kryjówki”. Można ich nazwać „ludźmi z kryjówek”. Ks. Tischner pisał: „Człowiek w kryjówce wierzy, że nosi w sobie jakiś skarb. Skarb ten stara się schować głęboko. Sam staje przy schowku i waruje. Miejsce, na którym stoi, otacza ścianą lęku. Ku wszystkim ludziom zbliżającym się do kryjówki kieruje podejrzenie, że zbliżają się po to, by go okraść I zniszczyć.” Przejście z przestrzeni nadziei w przestrzeń kryjówki jest upadkiem człowieka, podobnie jak upadek w grzech, w świadomą i dobrowolną winę. Człowiek żyje na poziomie nijakości, poza dobrem i złem, jest ani winny, ani niewinny, jego odpowiedzialność znalazła się w stanie uwiądu. I teraz cała godność człowieka sprowadza się do wartości cierpień, którym podlega. Znamiennym rysem ludzi z kryjówek jest to, że sami cierpią i innym przysparzają(dodają) cierpień. I, co najgorsze, ich cierpienia są równie wielkie, jak niepotrzebne” (J. Tischner, Myślenie według wartości, s.415-416) „Ludzie z kryjówek” nie są sobą u siebie. Wysunąłbym tutaj tezę, że nasi politycy, których życie przerwała katastrofa pod Smoleńskiem padli ofiarą również „ludzi z kryjówek”. Ci ludzie są zniewoleni. Gdzie jest ich „pan”? Paradoks polega na tym, że “pana” naprawdę nie ma, że tylko jego nieokreślone wyobrażenie wypełnia ich wyobraźnię. „Panem” jest „ktoś”, kto w każdej chwili może przyjść i zrobić „coś”. I tego się boją. Podsumujmy krótko to, co powiedzieliśmy: zniewolenie pojawia się: na poziomie dialogicznym jako ograniczenie lub pozbawienie wolności jednego przez drugiego; jako zniewolenie z racji na uznawane zło; wiąże się z pojawieniem się strachu. Kościół Katolicki ukazuje świat jako dar miłującego Stwórcy. Ponieważ Bóg jest dla człowieka, to na nim spoczywa wolność człowieka na świecie. Upadek pierwszych ludzi wnosi pęknięcie w świat. Człowiek nie ma już bezpośredniego widzenia daru. Staje przeciwko Bogu, światu i sobie. Stąd bierze się jego niewola. Tylko wiara przywraca widzenie pierworodnego początku. Odbudowa wolności na świecie może się dokonać jedynie poprzez odnowę stosunku do Boga. To dlatego mówił Hegel: „Bóg jest Bogiem ludzi wolnych”. Człowiek może „tworzyć siebie” jako dzieło sztuki, wydobywając z siebie „moce życia” może pokonać swą słabość, może „brać w posiadanie siebie”, może „chcieć chcenia”, tak rodzić siebie. I teraz wolności brakuje jednego: wskazówki na dobro. Wolność jest sposobem istnienia dobra. To ostatnie wykracza poza struktury bytu. Przebudzenie na dobro i naszą łaskawość realizuje w nas „dobra wola”, która jest w człowieku subiektywnym wyrazem wolności. O tyle, o ile towarzyszy ona człowiekowi w jego sposobie bycia, człowiek jako człowiek staje się wyrazem wolności. I właśnie tekst, który przygotowałem dla mojego Czytelnika ma na względzie wszystko to, co już tutaj powiedziałem. Osobiście pragnę włączyć się do współczesnej dyskusji na temat miłości, pamięci, tożsamości, wolności i ludzkiej odpowiedzialności.

Leave a comment