Stanisław Barszczak—Częstochowa to wspaniałe miasto!—
Istnieją dwie Częstochowy w świecie, Amerykańska i Nasza. Marzy mi się trzecia. Widok Częstochowy z Jasną Górą jest znany na całym świecie. Częstochowa to nie tylko dobre miasto, ale to jedyne miasto. Częstochowa – miasto biznesu, nauki, kultury i dobrej zabawy. Znane na całym świecie dzięki staremu obrazowi Matki Bożej w klasztorze OO. Paulinów na Jasnej Górze. Ta Częstochowa powstała prawdopodobnie w XI wieku. Jednak pierwsza wzmianka pochodzi z 1220 roku, z dokumentu biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża, nakładającego na Częstochowę obowiązek płacenia dziesięciny. Częstochowa otrzymała prawa miejskie w 1356 roku. Książę Władysław Opolczyk w 1382 ufundował tutaj klasztor paulinów. Królowie z rodu Wazów (którzy szczególnie umiłowali sobie klasztor częstochowski) zdecydowali się obwarować go nowoczesnymi fortyfikacjami typu holenderskiego z bastionami, które uczyniły z Jasnej Góry jedną z potężniejszych twierdz Rzeczypospolitej. W 1655 roku w czasie szwedzkiego potopu zalewającego cały kraj, po niespełna miesięcznym oblężeniu, mała załoga klasztoru pod dowództwem o. Augustyna Kordeckiego, odparła jako jedna w Rzeczypospolitej ataki przeważających wojsk szwedzkich. Podczas konfederacji barskiej okolice Częstochowy były jednym z głównych miejsc oporu wojsk konfederackich. Francja pomogła militarnie barzanom, wysyłając do nich swoich najlepszych instruktorów wojskowych. Dzięki temu wojska konfederatów zdobyły Częstochowę oraz zamek na Wawelu. Tutaj w Częstochowie Kazimierz Pułaski , który został czołowym dowódcą wojskowym Konfederacji, wsławił się brawurową obroną Jasnej Góry przed wojskami rosyjskimi gen. Iwana Drewicza i królewskimi (od 31 grudnia 1770 do 14 stycznia 1771). Początkowo istniały Stara Częstochowa i Częstochówka (prawa miejskie od 1717 jako Nowa Częstochowa), które zostały połączone w jedno miasto 19 sierpnia 1826 roku. W 1819 roku został wytyczony przez inżyniera wojskowego Jana Bernharda najważniejszy trakt miejski – Aleja Panny Maryi (obecnie Aleja Najświętszej Maryi Panny). W związku z położeniem przy kolei warszawsko-wiedeńskiej (od 17 listopada 1846), obecnością złóż rud żelaza (obecnie wyeksploatowane), pokładów wapienia oraz czystych i obfitych w wodę rzek od 1870 roku zaczął w Częstochowie rozwijać się przemysł metalowy (Huta Częstochowa, której budowę zainicjował Bernard Hantke), włókienniczy i papierniczy. W 1909 roku w mieście odbyła się Wielka Wystawa Rolniczo-Przemysłowa. Częstochowa przeżywała dynamiczny wzrost gospodarczy, powstawało ok. 60 dużych zakładów przemysłowych, 3-krotnie wzrosła liczba mieszkańców. Częstochowa miała monopol w przetwórstwie juty (90% produkcji krajowej), wyrobie galanterii (80% rynku), zabawek (70%). Podczas I wojny światowej Częstochowa została bez walk zajęta 3 sierpnia 1914 roku przez wojska niemieckie. Góra od 26 kwietnia 1915 do 4 listopada 1918 roku stanowiła enklawę pod okupacją katolickich Austro-Węgier. Od 1925 roku w Częstochowie mieści się siedziba biskupstwa (od 1992 arcybiskupstwa). Ze względu na rozwój rzemiosła, zwłaszcza pamiątkarskiego, była nazywana “małą Norymbergą”. Znów Niemcy Niemcy wkroczyli do miasta 3 września 1939 i już następnego dnia dokonali mordów, które do historii przeszły pod nazwą “krwawego poniedziałku”. Po upadku powstania warszawskiego Częstochowa była stolicą Polskiego Państwa Podziemnego. 16 stycznia 1945 roku, po całodziennych walkach, Częstochowę opuścił garnizon niemiecki, a do miasta wkroczyły sowieckie oddziały mjra Siemiona Chochriakowa. W okresie Polski Ludowej szybka rozbudowa huty, która zyskała imię Bolesława Bieruta (po 1989 wróciła do pierwotnej – Huta Częstochowa), spowodowała dynamiczny rozwój miasta. Oprócz klasztoru Jasnogórskiego działalność muzealną i wystawienniczą prowadzą również inne instytucje: Ratusz miejski – zabytkowy zespół budynków byłego ratusza, obecnie główna siedziba Muzeum; Rezerwat archeologiczny kultury łużyckiej w dzielnicy Raków; Muzeum Górnictwa Rud Żelaza; Muzeum Haliny Poświatowskiej; Muzeum Produkcji Zapałek; Muzeum Historii Kolei na dworcu Częstochowa Stradom; Muzeum Archidiecezji Częstochowskiej; Muzeum Zdzisława Beksińskiego; Muzeum Wyobraźni – galeria i pracownia Tomasza Sętowskiego; Galeria Konduktorownia. Do najważniejszych instytucji kulturalnych Częstochowy należy Filharmonia Częstochowska, Teatr im. Adama Mickiewicza i Ośrodek Promocji Kultury “Gaude Mater”. Sport w Częstochowie to przede wszystkim siatkówka, żużel i piłka nożna. Najbardziej znanymi są klub siatkarski AZS Częstochowa i klub żużlowy Włókniarz Częstochowa. Częstochowa: miasto buduje halę sportową na mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn 2014. W Częstochowie działają wyższe uczelnie: Polski Uniwersytet Wirtualny, Politechnika Częstochowska, Akademia Polonijna, Akademia im. Jana Długosza, Wyższa Szkoła Lingwistyczna, Wyższa Szkoła Zarządzania, Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Turystyki, Centralna Szkoła Państwowej Straży Pożarnej, Wyższe Seminarium Duchowne Archidiecezji Częstochowskiej… Częstochowa jest nie tylko wielkim centrum kultury i tradycji i cywilizacji, jest czymś jeszcze bardziej godnym podziwu. To jest kawałek kraju najbliższy Polakowi. Przebywają tutaj ci, którzy tam się urodzili i ludność, która się osiedliła na tym terenie niedawno. Bywają tutaj ludzie pracy, których jak szarańczę każdego dnia i każdej nocy miasto wypluwa. Ale najwięcej jest turystów i pielgrzymów. Dojazdy do pracy przydają miastu zdrowego niepokoju, jego mieszkańcy trwałość i ciągłość, ale pielgrzymi nadają mu pasję. I czy jest to rolnik przybywający z małego miasteczka, czy chłopiec przybywający ze Śląska i z bólem w sercu, to nie ma znaczenia: każdy obejmuje Częstochowę intensywnymi emocjami pierwszej miłości, każdy pochłania Częstochowę świeżą od przygód, każdy wytwarza ciepło i światło lat nowych. Częstochowa jest pełna ludzi, którzy są bardzo zadowoleni z życia w różnych zakątkach miasta. Ludzi wybierają życie w mieszkaniu przy Alejach, choć teraz nie podnosi się już mleka z progu każdego ranka. W genealogii jest tylko wzmianka o kuzynie, który udał się by żyć w Częstochowie w 1991 roku. Słyszy się, że ludzie idą do Częstochowy szukać szczęścia, ale wielu go szuka na opak. W przypadku kuzyna jednak mówi się, że to część wzorca rodziny. Przez lata jego rodzina zmieniła się w ironiczną i straciła dar do działania. Rodzina była honorowa, ale w końcu zwróciła się do wewnątrz. Pradziadek co powiedział, to było święte i działał odpowiednio i nie obchodziło go, co ktoś o nim myśli. W następnej generacji dziadek zdawał się wiedzieć, co było kiedyś, ale nie był aż tak pewny siebie jak pradziadek. Owszem był odważny. Ojciec natomiast był zbyt odważnym człowiekiem i mówił wręcz, że wcale nie obchodzi go, co myślą inni. Chciał działać z honorem. Ale był ironiczny. Dla niego nie była to mała rzecz, chodzić po Alejach zwykłego wrześniowego ranka. W końcu został zabity przez własną ironię i smutek i przez szczyptę życia na rachunek honoru. Jeśli chodzi o obecnego młodego mężczyznę, ostatniego z linii, on zdaje się powtarzać, że nie wie, co myśleć. Więc stał się obserwatorem i słuchaczem i wędrowcem. On nie mógł nasycić się obserwowaniem tylko. Kiedyś, gdy był chłopcem, siedział na swoim podwórku przy ul i wygrażał się wrogim przechodniom donośnym głosem. Dziś to on jest przechodniem, a chłopiec przygląda mu się przez cały dzień, nawet przysiadł się i patrzył na niego, zasłuchany z otwartymi ustami. I jako taki człowiek zdaje się pytać o to, co się dzieje z człowiekiem, który uczy się wielkiej tajemnicy życia… Kiedyś przed czterdziestoma laty pociągiem przyjechaliśmy z Mamą do Częstochowy po raz pierwszy, przeszliśmy plac Dra Władysława Biegańskiego, długie Aleje, w końcu staliśmy pod szczytem. I tak się zaczęło moje poznawanie tego jedynego miasta w świecie. Od Jasnej Góry, przez liceum, księgarnie, kościół św. Barbary, po podróże tutaj papieży. A teraz nagle po wielu latach znalazłem się w Trzeciej Alei niczym Australijczyk z antypodów. Zjechałem pół kuli ziemskiej, by stanąć teraz na powrót w Trzeciej Alei, w samym środku godzin szczytu, przybyłem z moich niewinnych dróg, by wejść w codzienne absolutne szaleństwo i fantastyczny zgiełk tłumu, w jego szalone marzenia, chwytając je, biorąc, podając, wzdychając, umierając. A przede mną wysoka wieża jasnogórska wyrasta z ziemi apelując do skrywanych przez nas najgłębszych uczuć. Stałem w drzwiach autobusu, nie wziąłem pieniążków na bilet. Olsztyn jest kilkanaście kilometrów od Galerii. To był zmierzch. Gdzie Kazimierz? Gdzie Mama, gdzie Proboszcz? Gdzie wszyscy? Miałem iść do mojego pokoju, złożyć głowę i zastanawiać się nad stratami i zyskami życia. Zamiast żebrać grosza na autobus zamierzyłem pójść pieszo. I w końcu trafił się japoński profesor, który stał za rogiem. Dał mi złotówkę. Wróciłem z dalekiej podróży. Przyspieszyłem kroku idąc bezpośrednio do autobusu. Wyobraziłem sobie jeszcze raz, że w ciągu kilku minut zacznę z nimi znowu życie, o czym nikt nie będzie wiedział czy też aprobował. Czasami w mojej głowie spaceruję po Alejach, z nimi niejako, do ich mieszkań na rogach ulic ukrytych, obracam się i uśmiecham się do ludzi, zanim znikną ‘w drzwiach’ ciepłej ciemności. W zaczarowanym zmierzchu miasta odczułem samotność, co prześladuje nas czasami, mój pokój ‘odchodził’ jakoś na spotkanie wieczoru. Wówczas inni biedni, młodzi urzędnicy wałęsali się przed oknami. Nie przestawałem jednak oczekiwać innego czegoś- aż nadszedł czas na samotną kolację w restauracji. Młodzi urzędnicy w mroku, marnowali najbardziej przejmujące chwile nocy i życia, jak twierdzę. Wreszcie o godzinie ósmej, gdy taksówki zawoziły ludzi do teatrów, poczułem jedyną radość tonącą w moim sercu. Ktoś mi śpiewał z samochodu, ale nie było śmiechu, za to niespotykane dowcipy i zapalone papierosy, i niezrozumiałe gesty w środku. Wyobrażałem sobie, że i ja, ku wesołości spieszę i udostępniam ją wszystkim bliski podniecenia, że zawsze chciałem, żeby mieli dobrze… Pamiętam też, było zimno jesienią w mieście i ciemności przyszły bardzo wcześnie. Zapalono światło elektryczne, i było przyjemne chodzić ulicami, patrząc w okna. Różne gry wisiały na zewnątrz sklepów, a śnieg ośnieżył futra lisów i ich ogony. Jelenie wisiały sztywne i ciężkie i puste, a małym ptakom rozmierzwiły się ich pióra. To był zimny wicherek, który przyszedł z góry. Wszyscy byliśmy w klasztorze, codziennie po południu, a tam były różne sposoby spędzania czasu na modlitwie. Dwie drogi były wzdłuż Alej, ale były one długie. Zawsze jednak można było przekroczyć Aleję Sienkiewicza, aby iść w kierunku Jasnej Góry. Tam przed schodami kobieta sprzedawała pieczone kasztany. Było ciepło, przed nią był ogień, a za nią były ciepłe kasztany w kieszeni. Klasztor był bardzo stary i bardzo piękny, i wszedłem przez bramę i przeszedłem przez dziedziniec, i na zewnątrz bramy po drugiej stronie były nowe pawilony z cegły, i tam spotkaliśmy się i wszyscy byli bardzo uprzejmi i bardzo interesowali się tym, co się dzieje wokoło… Pamiętam rozhukaną moją częstochowską młodość. Było to około jedenastej w nocy, w połowie października, słońce nie świeci, za to twardy, mokry deszcz błyszczy jasnością u podnóża góry. Miałam na sobie moją kurtkę w niebieskim kolorze, ciemną, niebieską koszulę, krawat i chusteczkę, półbuty czarne, czarne wełniane skarpety, na ręce zegarek. I byłem zadbany, czysty, ogolony i trzeźwy. Po drugiej strony ulicy szedł inny dobrze ubrany elegant, jak na prywatnego detektywa przystało. Ale nie zobaczył mnie w głównym korytarzu budynku o dwóch piętrach. Za drzwiami wejściowymi, przez które mogło by przejść stado słoni indyjskich, panowała powszechna cisza, nad drzwiami jakiś witraż przedstawiał rycerza w zbroi, jak zamierzył się, by uratować kobietę, która była przywiązana do drzewa i miała zaledwie koszulę nocną, miała bardzo długie włosy. Rycerz zepchnął hełm i ukazała się towarzyska twarz. Ale on był słaby, jakby przeczuwał, że nie dostanie swymi rękami do jej drzewa. Stałem tam i myślałem, że gdybym mieszkał w tym domu, prędzej czy później musiałbym wspinać się tam i jej pomóc. Były francuskie drzwi z tyłu hali, za nimi szeroki klomb szmaragdowej trawy, biały garaż, przed którym stoi Porsche, a młody, szczupły, ciemny szofer spaceruje w błyszczącym garniturze . Oprócz garażu było kilka drzew ozdobnych przyciętych. Za nimi ogromna szklarnia z kopulastym dachem. Dalej więcej drzew przechodzących w półcieniu wieczoru w teren podgórski. Po wschodniej stronie hali były schody z balustradą z kutego żelaza i kolejny kawałek romansowego witrażu. Duże krzesła z zaokrąglonymi czerwonymi, pluszowymi fotelami zapełniały wolne przestrzenie dokoła ścian. Nie wyglądały tak, jakby ktoś miał kiedykolwiek siedzieć w nich. W połowie zachodniej ścianie znajdował się wielki kominek z kratą z mosiądzu na czterech zawiasach, a nad kominkiem ‘tańczyły’ na rogach amorki z marmuru. Nad kominkiem był wielki olejny portret, a nad portretem proporczyki miast i drużyn piłkarskich zniszczone czy też zjedzone przez mole. Portret przedstawiał oficera na koniu w czasie Konfederacji Barskiej. Oficer schludny, z czarnymi oczami i pod wąsami. Myślałem, że może to być dziadek gospodarzy. I wciąż patrzyłem gorąco w te czarne oczy, gdy drzwi otworzyły się daleko z tyłu pod schodami. To nie był lokaj, który wraca z daleka. To była ona w girlandach… A potem ‘podsłuchałem’ rozmowę Pani Tony Morisson, laureatki nagrody Nobla z 1993 roku z młodymi chłopcami, którzy przyszli do niej z problemem: ptak jest naszych rękach, ale powiedz nam czy on jest żywy czy martwy? Ponieważ my jesteśmy młodzi, niedojrzali. Słyszeliśmy już wszystko o naszym krótkim życiu, że musimy być odpowiedzialni. Poeta powiedział: „Ale nic nie potrzeba wyjaśniać od kiedy już (wszystko) jest bezczelne.” Zatem nasze dziedzictwo jest afrontem. Chcecie mieć starą, puste oczy i widzieć tylko okrucieństwo i miernoty. Czy uważasz, że jesteśmy na tyle głupi, aby znowu krzywoprzysięgać na patriotyzm? Jak śmiesz mówić do nas o odpowiedzialności, gdy stoimy głęboko po pas w toksynach twojej przeszłości? Trywializujesz nas i lekceważysz ptaka, który nie jest w naszych rękach. Czy nie ma kontekstu dla naszego życia, nie ma utworu, literatury, wierszy pełnych witamin, bez historii połączonych z doświadczeniem, które można przejść, aby pomóc nam rozpocząć na nowo? Jesteś silna, dorosła i mądra. Przestań jednak myśleć o ratowaniu twojej twarzy. Pomyśl o naszym życiu i podziel się swoim uszczegółowionym światem. Zrób makijaż na historii. Narracja jest radykalna, stwarza nas w chwili, coś jest tworzone. Nie winimy cię, jeśli twój zasięg przekracza zasięgu ręki; jeśli miłość zapala słowa, a one idą w płomieniach i nie pozostają. Jeśli ich oparzenie znajduje się w ręce chirurga, twoje słowa są tylko miejscami po szwach, gdzie mogła przepływać krew. Wiemy, że nigdy nie można zrobić to poprawnie – raz na zawsze. Nawet pasja nigdy nie wystarcza, nawet talent nie jest umiejętnością ostatnią. Ale spróbuj. Dla naszego bezpieczeństwa i twojego zapomnieć twoje imię i nazwisko na ulicy, powiedz nam, czym był świat dla ciebie w ciemnych miejscach i światło. Nie mów nam, w co wierzyć, czego się bać. Pokaż nam szeroką spódnicę wiary i ścieg, który pochłania sadło strachu. Ty, stara kobieto, pobłogosławiona ślepotą, możesz mówić językiem, który mówi nam, co tylko może język: jak zobaczyć bez obrazków czy zdjęć. Język sam chroni nas przed małością rzeczy bez nazwy. Język sam jest medytacją. “Powiedz nam, co to znaczy być kobietą, abyśmy mogli wiedzieć, co to znaczy być mężczyzną, co przenosi się na marginesie, co to znaczy nie mieć w domu w tym miejscu, i dryfować od tego, który ty znałaś, co to znaczy żyć na skraju miast, które nie mogą urodzić twojego przyjacielstwa.”Pani Morrison mówiąc o gorącej przyjaźni interesująco wreszcie zakończyła ich problem: “W końcu”, mówi: “Ufam Ci, ufam Tobie z ptakiem, który nie jest w Twoich rękach, ponieważ ty naprawdę dotarłeś(aś) do niego. Popatrz, jak piękne to jest, tę rzecz zrobiliśmy –razem.”…Ale teraz miasto, po raz pierwszy w swojej długiej historii, jest zniszczalne (destructible), bywa niszczone przez ideologię ziemskiej egzystencji. Jeden lot samolotu nie większy niż klucz gęsi, może szybko zniszczyć tę fantastyczną wyspę w środku Polski, spalić wieże, pokruszyć mosty, wiadukty kolei, podziemnych korytarzy, i zamienić ją w śmiertelną komorę kremacji milionów. Zawiadomienie o śmiertelności jest częścią Częstochowy teraz, w dźwiękach Apelu, w czarnym doniesieniu z najnowszych wydań internetowych gazet, wiadomości telewizyjnych. Wszyscy mieszkańcy miasta muszą żyć z upartym faktem takiej zagłady, w Częstochowie ten fakt jest nieco mniej czytelny z racji na rozczłonkowanie miasta na większej przestrzeni. Miasta z wieżowcami i ‘drapaczami chmur’, jakkolwiek z życiem skoncentrowanym ze względu na stężenie samego miasta, gdzie wszystko odbywa się niejako na rzut kamieniem, mają pewien wyraźny priorytet. Szaleję za takim miastem. Pobudujcie Matce Bożej wieżowiec jedynej przyjaźni w kochanej Częstochowie! Niech to wydarzenie nie będzie oparte na wolnym rynku przedsiębiorstw, lecz tylko na prawdzie o ludzkim przemijaniu. Jasna Góra mówi o wieczności, a piramida przyjaźni ma nareszcie powiedzieć wszystkim o „parostatku umierania.” Mocno wierzę w nieobecny czy skrywany fundusz Częstochowian, Częstochowskich kobiet, w ich wieżę sumienia, które odezwało się także u mnie. Już widzę, ukośne promienie światła, jak brzytwa przecinają budynki na pół. W górnej części wieżowca widzę za oknem roztargnioną twarz, która czegoś chce ode mnie… Ale zaraz poniżej znajduje się cień, gdzie mają miejsce zblazowane rzeczy tego świata: chichoty i kochania, pięści i smutne głosy kobiet. Miasto sprawia sen wysoki i czucie poszczególnych rzeczy. Kiedy obecnie patrzę na pasy zieleni trawy nad Wartą, w wieże majestatycznej naszej Katedry i zaglądam do kremowo-miedzianych sal budynków mieszkalnych, jestem silny. Miasto moje samo, tak- ale na najwyższym poziomie jedyne i niezniszczalne! Ludzie są w cieniu tego motywu zadowoleni. W końcu, w końcu, wszystko jest przed nami. I raz jeszcze powtarza się życie, gdy woła do ciebie: zapomnij o tym… Tam historia się skończyła, wszyscy i wszystko jest przed nami w końcu. W umyśle, jakkolwiek przewrotnego marzyciela, który traci błyskawicę w oku, na progu trzeciego tysiąclecia, Częstochowa musi posiadać stały, nieodparty urok. I właśnie to dobre miasto dzisiaj już nie ma być dobrym miastem, jak głoszą miejskie transparenty, lecz niech będzie miastem jedynym i wspaniałym.