szlagier

( list księdza do matki)
Olsztyn, d. 31 grudnia 2010 r. Piątek
Kochana Mamo!
Zacznę od podziękowania za list ostatni… list z podarunkiem… Matko moja! „Wierz wdzięczności syna, bo jakżeby on po tylu łaskach śmiał Ci obłudę za wdzięczność przysyłać? Porównywam los mój z innych losem- i nieraz mówię sobie, że Ty, Matko, jesteś najlepszą z matek. Kiedyż Ciebie, Matko, uścisnę, kiedyż rzucę się przed Tobą na kolana i powiem Ci, żeś była moim Bogiem- aniołem stróżem życia mojego! Miałem w tym miesiącu kilka zdarzeń pochlebiających mojej dumie, więc miałem kilka chwil szczęścia…” Wspomogłem księżowską redutę, to bynajmniej zysk z odpustów, wdzięczności całej dług zapłaci… Ty wiesz, żem jest posąg człowieka na posągu świata. W tym roku fruwając nad Grenlandią, Kanadą, oceanami świata, i tam gdzie dialog rozumu i natury już nie zwycięża, nawet ujrzałem- z bliska Amerykę wielką, córę Rzymu Francję i inne krajów dalekich światła. Ale ta ziemia od innych droższa, kochamy ciebie ziemio Mazowsza. I choćby ta ziemia gnać miała za mną szczękami kajdanów, nawet w żywot najdalszy: muszę trwać przy mojej wierze, bo ona mnie jedna strzeże, słońce nadzieją roznieca, słońcem w męczeństwie oświeca… I to jest moja poetycka droga. Nie jestem błyskotką świata. „O Polsko! Póki ty duszę anielską będziesz więziła w czerepie rubasznym, póty kat będzie rąbał twoje cielsko, póty nie będzie twój miecz zemsty straszny. Biada, kto daje ojczyźnie pół duszy, a drugie pół dla szczęścia zachowa… Żem dla ojczyzny sterał swoje lata młode; A póki okręt walczył – siedziałem na maszcie; A gdy tonął – z okrętem poszedłem pod wodę… Polska Winkelriedem narodów!” Poszli nasi bić się przez dzieje za wolność waszą i naszą. Szli krzycząc: “Polska! Polska …Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka, Spojrzał na te krzyczące i zapytał: Jaka?”
„W ciemnościach stoi postać matczyna, niby idąca ku tęczowej bramie. Jej odwrócona twarz patrzy przez ramię, a w oczach widać, że patrzy na syna.” Zdaje się przemówić: pozwoliłam, abyś mnie miłował. Nie pozwoliłam, abyś mnie znieważał… Najdroższa Mamo! Jesteś tą kobietą, która rodzi się gwiazdom podległa i kwiatom. Miło to słyszeć. Ale proszę dziś z tobą też Boga, „żebym był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu… Ponieważ wszystko przez Ducha i dla Ducha stworzone jest, a nic dla cielesnego celu nie istnieje.” Miałem pisać do Was w przeszłą niedzielę, ale odebrany list z Ząbkowic od Janusza… skłonił mnie, iż zatrzymałem się trzy dni z listem, żeby mu co pewniejszego donieść- ale na próżno… Prześliczne miałem księżycowe noce… Nie spodziewałem się, żeby kto w Warszawie myślał o moich urodzinach-przyjemnie mi więc było, gdy młodzież zebrana przepijała do mnie szampanem… W tych dniach wiele bardzo miałem chwil nadzwyczaj przyjemnych, szczególnie po podróży za ocean. „W dzień imienin Mamy był wielki wieczór, na którym była porządna kolejna rozmowa… Ja nic mówić nie miałem… bo ja stworzony jestem do życia mnisiego -spokojnego-i w najludniejszych miastach tworzę sobie samotność… Teraz, Matko, na pamięć Ojca mego przysięgam Ci, że nigdy tak zdrów nie byłem jak teraz… Adieu! Matko najdroższa- do zobaczenia się. Wszak jeżeli się mamy zobaczyć, to każda chwila przybliża nas do siebie. Jeżeli się nie mamy zobaczyć, to każda chwila oddala nas od siebie. Ale tak nie jest, bo ja z każdym dniem widzę coraz wyraźniej Wasze rysy, więc z każdym dniem muszę być Was bliższy…” Najdroższa moja! Otóż jestem w Olsztynie- dziś rano już kąpałem się z nartami w morzu naszych zasp śnieżnych, już obmyłem się z potu gorzkiego, który mi w udręczeniach moich na twarz występował- jużem znów odhartowany na służbę Bożą… „Nie uwierzysz, droga, ile Ty teraz zajmujesz miejsca w myślach i w uczuciach moich codziennych. Wierzę w słowa Twoje ostatnie-wiem, że mnie czujesz i kochasz mnie takiego, jak jestem, a to mi zdjęło z serca najboleśniejszy kamień…Zawsze się lękałem, aby Ci na oczach stanąwszy nie być boleścią i dni Twoich nie zatruć.-Ale Tyś się zgodziła z wolą Boga-oddałaś mię Jemu. Wszystko największe spełniłaś. Zwycięstwo Twojej miłości nade mną jest zupełne.-Nic nie ma we mnie, co by się nie skruszyło w ostatnich słowach Twoich. Błogosławiona bądź za to, żeś to ze mną uczyniła. Czuję teraz wielką miłość Twoją, a już nie lękam się, aby serce Twoje pękło z jakiejkolwiek ode mnie zadanej mimowolnie boleści- i to mi jest uspokojeniem. Cóż Ty teraz robisz? Na co patrzą oczy Twoje?” Może Ty na wsi pod pięknymi lipami, otoczona dziewczęcą gromadą zdążasz z kolędami do kościoła, a Jaśko leży spocony pod kuchnią, a Lucy poziomki ze śmietanką przyprawia, a „Fortunat jaką książkę czyta? Wszystko to mogło być i mojego życia godziną- ale Ty wiesz, że nie mogło.”
„Kochani moi! Po ostatnim liście, który, jak przypominam sobie, był bez daty, piszę tych słów kilka, abym Was nie zostawił w długiej niespokojności. Słabość moja, skutek wiosny wczesnej i słońca gwałtownego, minęła- i znów jestem w zwyczajnym stanie zdrowia, nieco wszakże osłabiony. Żyję więc jak kawał drewna nie puszczając myśli mojej w żadne obszary, abym ciała mego nie mordował, i wyglądam z niecierpliwością, azali jakie wypadki pomyślne nie pozwolą mi przenieść się znów do Was.” I odetchnąć Waszym rzeźwym podradomskim powietrzem. „Napisz mi, co sądzisz o tym- i jakie są Twoje rady? Spodziewam się, żeście kochanej Steni nie zaniepokoili moją przelotną słabością. „Chociaż mocniejszą jest ona teraz po widzeniu się ze mną i świętszą w duchu- i łatwiej z wolą Bożą zgodzić się umiejącą. Proszę Cię, Jaśko kochany, opisz mi, jakim sposobem uprawiasz teraz rolę Twoją? Wiele gruntu masz? Na jakie zasiewy najwięcej rachujesz? Gdzie przedajesz Twoje zbiory? Bardzo bym był ciekawy wiedzieć sposób Twego gospodarstwa i mieć wyobrażenie doskonałe tego, czym jest teraz wieś w Waszych stronach…” A ja widząc Cię „szczęśliwym lub nieszczęśliwym, rzetelnie wezmę serdeczny udział w Twoim smutku lub weselu- i dopomogę sercu memu w tej miłości, która bez rzetelnej podstawy ludzkiej i bez opromienienia Bożego jest tylko głupstwem i na w półtonem uczuciowym, na nic-aniołom i ludziom… Z domu jeszcze nie wychodzę i bardzo się szanuję- a Bóg mię też leczy przypisując mi różne dowody z daleka miłości, którą mam u braci moich- pracą ducha zarobioną… Nie używałem leków i lekarzy, o! moi bracia, chcąc pozostać z wami, ale się tłukłem z wichrem i z falami pytając czasu: która moc przeważy?” Teraz zwykły mój ubiór. „Ale miejcie nadzieję, bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.” Dóm mój niebieski Wam polecam. Na ten nowy rok bądźcie zdrowi.
Staś

Leave a comment