The betrayed times, 1

stanislaw Barszczak —The betrayed times—

As from 31 July to 10 August 2010, I went with the Brothers of St. Gabriel from Częstochowa on a journey in the footsteps of St. Louis Marie Grignon de Montfort in

France at the international conference, whose theme could be the motto of the speeches of the givings a lecture in Saint Laurent-sur-Sevre, “I want you to make happy.”

We may be in the aura of beginning of the seventeenth century era, staying under the overwhelming influence of that holy as the patron of our difficult times, so I

would like here to cite a few dates and scenes from his life. He was born January 31, 1673, Montfort-sur-Meu, France and died April 28, 1716, St. Laurent-sur-Sevre.

French priest who promoted the devotion to the Virgin Mary and who founded the religious congregations of the Daughters of Wisdom and the Company of Mary (Montfort

Fathers). Ordained priest in 1700 at Paris, Montfort went to the French town of Nantes as a rural preacher and then to Poitiers, where he reorganized a hospital for

the poor and began the Daughters of Wisdom, a congregation dedicated to the care of needy children and the sick. In 1705 he founded the Montfort Fathers to continue

his mission and retreat work and to spread devotion to Mary. Named apostolic missionary for France (1706) by Pope Clement XI, he spent the rest of his life preaching

parish missions in western France. A fine square tower is the centre and truly the soul of a harmonious set of buildings known as “St. Gabriel’s Boarding School”.

There some 1,500 boys prepare for life, taught and guided by teachers who understand them and whom they love: the Brothers of St. Gabriel.
Those religious are known and loved in many a parish, in Boarding Schools and in Institutes for Deaf and Blind children, some of whom are both deaf and blind at the

same time. On a neighbouring hill, can be seen still another bell tower and a large house belonging to the Fathers of the Company of Mary, also called Montfortian

Fathers. It is all those churches that account for what is so special about St Laurent-sur- Serve. This is where an extraordinary, although very simple man died while

preaching a Mission over 250 years ago, a man who had devoted his whole life to Jesus and Mary, a man who by his words and examples had converted thousands of people,

Saint Louis Marie Grignion de Montfort. It was a matter of time before he acquired that great love for the Blessed Virgin which ranks him among the greatest devotees

of Our Lady. It was from his earliest years that his heart turned towards Mary, as if naturally. Whatever reminded him of her: stories, statues at street corners,

pilgrimages. delighted him. Already, when still quite young, he used to call her “his Mother”. ‘His Good Mother”. And he meant it really. He prayed to Mary not only a

fixed times, but he associated her with his whole life, with whatever he thought and did. He appealed to her with childlike trust and asked her for all his needs both

spiritual and temporal. Still more, he spoke of the constantly to his brothers and sisters and to all his small companions. To all of them he was a leader both by word

and example, bringing them to Jesus through Mary. Louis Marie conquered his father by meekness. He was to be a Priest. A good lady from Paris who had come to Rennes on

legal business boarded in Sir Grignion;s house and promised him a Scholarship at St. Sulpice Seminary in Paris. So he determined to go there.
He was 20 years old. His good mother gave him a bundle containing a new dress and some spare linen. His father gave him ten crowns. Then he set out on foot for Paris,

not knowing that he was starting a series of journeys on foot that would last till the end of his life. It is hard to part from our dear ones for years and Louis Marie

felt the wrench very keenly. It was the end of life at home for him. Wrestling with his grief, he held his Rosary more tightly and began a popular hymn.
Soon after parting from his dear ones who had come to set him on his way. he met a wretch in rags. He gave him his precious bundle and resumed his journey with lighter

steps. A little further, behold another pauper, beggng for alms. He gave him his ten crowns and joy filled his heart. Still further, he met another beggar. Now his

hands were empty… He thought: What about his own good clothes? He swapped them for the tramp’s rags. Now, after giving everything, his heart over flowed with joy. He

fell down on his knees and made to God the vow of never possessing anything of his own. Now, he could follow Jesus. since according to the Gospel, he had given all

that he had. Now it was rain that drenched him, a cold wind that froze him. Still he sang. And while his body toiled and hunt, the Blessed Virgin be came so gentle and

motherly with him that his soul overflowed with joy. All the same, he looked rather pitiful when he approached the capital city. It was ten days since he had left

Rennes. Drenched, covered with mud, grown leaner, shivering in his rags. he sought shelter in a stable. Starvation raged in Paris in 1693. Louis Marie’s small Boarding

fees could not be paid regularly. The seminarians were hungry and the Superior did not know how to feed them. Plate in hand. Louis Marie queued up with other beggars

to whom an allowance of food was doled out at some corners. He even managed to share his meagre fare with those who were still poorer or less successful than he in

getting help. So our Seminarian went out 3 or 4 nignts every week, to watch corpses. The wake lasted 8 hours. He divided his time thus: first four hours on his knees.

prayinq for the departed soul. Next two hours of spiritual reading and lastly two hours to read his study notes Then, just as if he had slept the whole night, he went

back o the Seminary to begin a new day. From those wakes. he learned the shortness and emptiness of human joys and fame the ravages of death and the wisdom of clinging

to God alone and working for eternity. Already at Rennes, he had shown real gifts for drawing. painting and sculpture. With practice, those gifts developed. And at St.

Laurent-sur-Sevre and elsewhere, his Daughters of Wisdom are keeping statues of Our Lady carved by him. Day after day. Mary showed herself his Mother more and more and

the object of his tenderest love. So it was a great joy to him when he was asked to represent his Seminary on a pilgrimage to Our Lady of Chartres…

W przeddzień Wniebowzięcia

Stanisław Barszczak—Homilia na niedzielę 15 sierpnia 2010—

Teolog wschodniego kościoła Włodzimierz Lossky medytuje w ten sposób jeśli chodzi o Zaśnięcie i

Wniebowzięcie Dziewicy Marii, Matki Boga. Chodzi o dwa momenty odrębne ale nierozdzielalne dla wiary

Kościoła: śmierć i pochowanie Matki Boga; i jej rezurekcja i jej wniebowstąpienie. Koniec obecności

widzialnej Chrystusana ziemi. Wyniesienie Świętej Dziewicy do nieba po jej śmierci. Pragniemy zapytać

jaka jest rola Maryi w tajemnicy Rezurekcji. Ortodoksyjny Wschód zechciał uszanować charakter

tajemniczy tego wydarzenia, które odwrotnie do rezurekcji Chrystusa nie stało się przedmiotem

przepowiadania apostolskiego. W istocie rzeczy chodzi o tajemnicę, która nie była przeznaczona dla

uszów ‘tych z zewnątrz’, lecz objawia się w świadomości wewnętrznej Kościoła. Dla tych, którzy są

utwierdzeni w wierze w zmartwychwstanie i wniebowzięcie Pana, jest oczywiste, że jeśli Syn Boga przyjął

na siebie naturę ludzką w łonie Dziewicy, to ta która usłużyła Wcieleniu musiała czy powinna z kolei

być wyznaczona do chwały swojego Syna zmartwychwstałego i podniesiona do nieba. Powstań Panie, w twoim

wypoczynku, ty i Arka twojej świętości (ps. 131 wielokrotnie przywoływany w liturgii o Zaśnięciu).

Trumna i śmierć nie mogły być zachowane. Matka życia, ponieważ jej Syn przeniósł ją do życia przyszłego

wieku.(kondakion liturgii bizantyjskiej). Kres widzialnej obecności Chrystusa na ziemi. Związek natury

ludzkiej boskiej i natury ludzkiej w tej samej osobie Jezusa Chrystusa. Kult publiczny, który obejmuje

całość modlitwy Kościoła i celebracji sakramentalnych. Prawda wiary niedostępnej samemu ludzkiemu

rozumowi. Edukacja zgodnie z doktryną zawartą w objawieniu. Centrum wiary i nadziei chrześcijańskiej.

Stan tych, którzy żyją w przyjaźni z Bogiem. Maria w misterium Wcielenia. Uwielbienie Marii jest

konsekwencją bezpośrednią upokorzenia przyjętego przez Syna: syn Boga przyjmuje ciało z Dziewicy Marii

i staje się “Synem człowieczym”, zdolnym, by umrzeć, podczas gdy Maria, stając się Matką Boga otrzymuje

“chwałę, która przynależy się Bogu” i uczestniczy jako pierwsza pośród bytów ludzkich w ubóstwieniu

finałowym stworzenia. “Bóg staje się człowiekiem, żeby człowiek stał się przebóstwiony”, powtarzają

Ojcowie Kościoła: święty Ireneusz, święty Atanazy, święty Grzegorz z Nazjanzu, Święty Grzegorz z Nyssy.

Znaczenie wcielenia Słowa ukazuje się w ten sposób przy końcu życia ziemskiego Marii. “Mądrość jest

usprawiedliwiona przez swoje dzieci”: chwała wieku, który ma przyjść, koniec ostatni człowieka już się

zrealizował, nie tylko w hipostazie boskiej wcielonej, lecz także w osobie ludzkiej przebóstwionej. To

przejście ze śmierci do życia, z czasu do wieczności, z uwarunkowania ziemskiego do błogości

(błogosławieństwa) niebieskiego ustanawia Matkę Bożą, poza ogólnym zmartwychwstaniem i Sądem

Ostatecznym, ponad i poza Paruzją, która podejmie koniec w historii świata. Święto 15 sierpnia jest

drugą Wielkanocą tajemną, jaką Kościół celebruje przed końcem wieków, niejako początki tajemne jej

eschatologicznego zużycia, spełnienia. Ale co powiedziałaś Mario? W dniu Zwiastowania anielskiego?

Jesteś na dobre z nami. Znasz granice możliwości ludzkich. Bóg prosi Cię o nieprawdopodobne i odkrywa

przed Tobą, że nic dla niego nie jest niemożliwe.”Niech mi się stanie według tego słowa”(Łuk 1.38)

Mario, co powiedziałaś w dzień wizyty u krewnej Elżbiety? Ty jesteś córką Izraela. Z twojego serca

wytrysnął czyn łask, który wyśpiewały już wieki wyśpiewały, o czym czytamy w Piśmie świętym, i który w

każdy szabat przyjmowałaś i medytowałaś w twoim sercu. Mario, co powiedziałaś w dzień Betlejemu? Jesteś

na boku jeśli chodzi o śpiew nieba i jesteś na dobre z nami, szczęśliwa mama, która pokazuje pasterzom

twojego syna w tym żłóbku. Radość z nowego życia! Twój duch jest pełen radości.(Łuk 2.17) Mariom, co

powiedziałaś przez dwanaście lat jego dzieciństwa? Dałaś. Nie jesteś już młodą córką Zwiastowania,

jesteś matką w tej rodzinie. Dlaczego zatem o tym mamy mówić? To jest tajemnica miłości, która

rozkwitła między wami, Jezusem i tobą. To co w ten sposób dzielimy z Bogiem, to jest łaską nieopisaną,

o której można mówić jemu samemu. Mario, co powiedziałaś przez dwadzieścia lat jego młodości? Temu,

Który chodził i przychodził wraz z Józefem w pośrodku wiórów; on przypomniał Ci, że jest u swojego Ojca

z nieba. Lecz ty wiedziałaś, że cały jego jestestwo, wypływające z twojego, żyło w jedności z Bogiem.

Dlaczego masz go zastąpić, zamieniasz się z nim, który jest Słowem, które Bóg nam dał?(Łuk 51 i 52)

Mario, co powiedziałaś w dzień Kany? Kobieta uważna na radości, które mogły stracić blask, ty

zaprowadziłaś go do sług, żeby on uczynił im dar tego cudu. Jak pasterzom przedstawiasz go ludziom.

“Uczyńcie wszystko, co wam powie.” (J 2. 5) Mario, co usłyszałaś dnia w Kafarnaum? Twoja rodzina

doprowadziła Cię do Twojego Syna. Ale wiesz, że on musi być aferami zajęty swojego ojca. Nie

powiedziałaś mu nic i usunęłaś się. On przytaknął na twoją wpłatę, donację. Jesteś na zawsze jego

matką, ponieważ czynisz wolę Bożą, jak on wypełni ją w dzień Golgoty. (Łk 8. 19) Mario, co usłyszałaś w

dzień Kalwarii? Krzyki wrogości, nienawiści i tak mało miłości. Jest to miecz bólu przepowiedziany

trzydzieści lat temu, który boli Cię dzisiaj. Pewnie poza wszelką wątpliwością przypomniałaś sobie:

“Niech mi się stanie według tego słowa.” I usłyszałaś o twojej nowej misji, twojej nowej donacji w

głosie, który słabł w obliczu śmierci: “Niewiasto, oto syn Twój.” (J 19. 26) Mario, co powiedziałaś aż

do twojego Zaśnięcia? Przecież ty nie umarłaś, jak głoszą inni. Jeżeli niektórzy celebrują twoją śmierć

tak głośno, to nie znaczy, że my jesteśmy pośród tej grupy. W końcu wypada tylko powtórzyć synom

naszym, że On powierzył Ci to, co ty przechowywałaś już w twoim sercu, żeby oni z kolei zobowiązali się

strzec tego i to powtórzyć. Ty opowiedziałaś im twoje Magnificat dla Boga, aby oni mogli śpiewać je i

żyć nim z tobą z pokolenia na pokolenie. Mario, możemy i my też wypowiedzieć te same słowa, przeżywać

te same myśli w naszym codziennym życiu, chyba że wyśpiewamy z tobą w pełni to Magnificat w naszej

wieczności.(por. homilie Ojca Jacquesa Fournier)