Szkatułka i tiara cz.5

Jedna tylko część nieba iskrzyła się gwiazdami, druga- większa, zwisająca nad górami, zasnuta była ogromną chmurą, która zlewając się z górami, powoli płynęła dalej i dalej i ostro oddzielała się swoimi wygiętymi krawędziami od głębokiego, gwiezdnego nieba. Słuch naprężał się, oczy mrużyły się, a ręce ściskały mocnie krzyż. Ojciec Święty ujrzał po raz pierwszy ten szary, stalowy błysk w brązowych oczach Kaspera i wówczas powiedział coś niepowtarzalnego:
– Muszę być z tobą szczery, ponieważ jesteś moim przyjacielem- głos miał aż ciężki ze znużenia- Przed rokiem zegar dziejowy wybił ważną w dziejach Europy chwilę. Naród belgijski i polski porwał za broń i stanął do walki z najeźdźcą. Belgia jest uratowana. Ale teraz z Warszawy donoszą mi, że powstańcy wciąż mają gromadzić się w puszczach, tworzyć partie i nadal bić się z Moskwą, choć nad Polską zawisł ponury cień szubienicy. Myślę, jeszcze nie prędko naród polski strząśnie kajdany więzień. Wiesz – uśmiechnął się do Kaspra- możesz przyjeżdżać co niedzielę na lunch i herbatę do Watykanu, a co!
Wchodzili do środka posesji. Kandelabry oświetlały olbrzymi hall, a otaczające fontannę alabastrowe nimfy oglądały swe zwielokrotnione odbicia w lustrach na ścianach.

W odpowiedzi Święty wyszeptał:
-Niech Wasza Świątobliwość wyobrazi sobie, jak bardzo jestem pełen bólu. Zawsze coś mnie zajmowało. Jeszcze w młodzieństwie zastanawiałem się przez dłuższy czas, czemu poświęcić całą siłę swej młodości, która jest niepowtarzalna i która szybko przemija., która nie jest ani siłą umysłu, ani serca, ani wykształcenia, lecz siłą ogromnego entuzjazmu, siłą danej człowiekowi raz w życiu władzy, za pomocą której może ukształtować siebie i cały świat według własnej woli. Wszyscy twierdzą, że nie kochałem jeszcze żadnej kobiety. Przecież wszystko, cokolwiek spotkałem miało na sobie piętno dzikości i wojowniczości. Być może, że mocarstwa uknuły właśnie coś, co w ciągu tygodnia ma zmienić bilans sił na świecie. I zapewnić bezpieczeństwo zrewoltowanej Francji. I pokój na świecie. Na wieczne czasy…

Święty nie przestawał głosić misji. To było jego życie. W jego pamięci przesuwały się zwłaszcza obrazy świąt Bożego Narodzenia od czasów, gdy był dzieckiem, poprzez czasy wygnania, więzienia, do czasów jego prac apostolskich. Święta 1837 roku kończyły się puszczeniem krwi schorowanemu kaznodziei. Znaleziono go w bardzo ciężkim stanie. Umierający był spokojny, a jego twarz wyrażała radość i pogodę. Pogrzeb Świętego Kaspra odbył się dnia 30 grudnia, w kościele parafialnym Sant’Angelo In Pescheria, następnie trumna została przewieziona do Albano. Uroczystej kanonizacji Świętego dokonał Pius XII 12 czerwca 1954 roku. Więzy miłości, bez ślubów zakonnych, są podstawą życia i działalności Zgromadzenia. Grób świętego Kaspra jest obecnie w kościele Santa Maria In Trivio (od 1891 roku), obok słynnej Fontany Trevi w Rzymie.

Oddział idzie brzegiem zapory ogniowej, wsuwając się w leje po pociskach dawnych i ostatnich, wypełzając znowu z zapadniętego traktu. Dwaj żołnierze na pół ciągną, na pół dźwigają pomiędzy sobą trzeciego, kiedy dwaj inni niosą ich trzy karabiny. Ten trzeci żołnierz ma zamiast beretu zakrwawiony bandaż ze szmaty; nogi mu się plączą, głowa się kiwa, pot powolnymi strużkami żłobi błoto zaschnięte na twarzy. Zapora ogniowa przysłania równinę, daleka i nieprzenikniona. Lekki „dookolny stukot” powodują trafiające kule. To natarcie starej gwardii. Od czasu do czasu słaby wiatr nadlatuje znikąd i na chwilę rozrzedza się ciemnobrunatny dym wokół kępy poszarpanych topoli; oddział dochodzi polem nad kanał, wzdłuż którego sterczą strzaskane kikuty drzew symetrycznie ściętych przez pociski na wysokości pięciu stóp. Kapitan, porucznik i plutonowy, wciąż jeszcze stojąc, dumają nad poplamioną mapą. Echo ognia karabinowego dolatuje poprzez blade wiosenne południe, jak brzęk gradu na jakimś bez końca ciągnącym się dachu z metalu.
-Panie kapitanie, on chce zerwać bandaż- mówi jeden z tych dwóch. Sadzają rannego między sobą; kapitan przy nim klęka, rozluźnia bandaż. Zwilża bandaż wodą z manierki, którą podaje plutonowy i przykłada rannemu dłoń do czoła. Plutonowy daje rozkaz marszu…dochodzą do grzbietu wzniesienia.
-Gdzie my jesteśmy- ktoś krzyknął. Zamiast odpowiedzi plutonowy wodzi latarką; w dole, u stóp zbocza, klęczy czternastu żołnierzy. Żołnierz klęczący w środku grupy trzyma Biblię, z której monotonnie coś intonuje. Nad jego głosem wzbija się bełkot rannego, niedorzeczny, jednostajny. Obok widać innych, starszy mężczyzna miał grube, prostackie rysy i wąsik, w twarzy młodszego zaś była jakaś lubieżność, choć jego głowa miała trumnowaty, kanciasto-spadzisty kształt, a oczy wyglądały jak przestrzeliny.

Światowe życie, którym cieszył się Kasper trudno nazwać „używaniem życia”, a już na pewno nie zasługuje na miano „rozpasania”. Nawet hazard bawił go przede wszystkim jako okazja do przestudiowania spraw ludzkich. Był nieuleczalnym optymistą, umiał tylko albo stać w spoczynku, albo lecieć pełnym szwungiem, bez stanów pośrednich. Kiedy był jeszcze na Korsyce nie raz sobie mówił: będę czytał Rousseau, dam sobie spokój z wielkimi ideami, skupię się na uprawianiu winorośli i pracach domowych. Mozolił się strasznie z refleksją, jaką część sensu świętości bezpośrednio przekazać, a jaką zaś przekazać pośrednio przez muzyczność łaski oddziaływującą na wrażliwość ludzi. Wiedział coś o sprawach z pod powierzchni i zza granic. Gdy sprawę jakąś ukryć chce świat cały, mnie dać muszą; zabawić muszą, choć nikt nas nie usłyszał- to podziękowanie. Życie tak fikcję stokrotnie przewyższa. „Któż słyszy działa, zanim zagrzmią jeszcze? Cóż ponętniejsze niż czub chwili łowić?” Życie jednak tak nim pokierowało, że w stosunku do wszelkich środowisk uzyskał pewien dystans. Zdumiewające wyczucie słowa, olbrzymia ciekawość i zdolność obserwacji życia, chwytania go, zarówno intelektem, jak i wszystkimi zmysłami, maska sztukmistrza, a ponadto przedziwny dar „drugiego wzroku”, dar tak niepokojący, zdolność przekazywania wieści odbieranych „skądsiś”. Życiem swoim stwierdza, że chrześcijaństwo i mianowicie katolicyzm
Najbardziej zadowalająco tłumaczy świat, a zwłaszcza świat wewnętrzny, moralny; i tak drogą tych „potężnych i współdziałających” racji widzi się nieodparcie zmuszonym przyjąć dogmat Wcielenia. Widzi, że po większej części ludzie odznaczają się umysłowym lenistwem, brakiem zainteresowań i letniością uczuć i dlatego nie są zdolni ani do mocnego wątpienia, ani do mocnej wiary. Pelagianie kładli szczególny nacisk na wystarczalność ludzkiego wysiłku i pomniejszali znaczenie łaski nadprzyrodzonej. Zmysł przyrodzonej bystrości doprowadza Świętego do jedynej refleksji: trzeba mieć wzrok bardzo jasny, aby widzieć wszystkie zasady, a następnie umysł dość ścisły, aby nie rozumować fałszywie na podstawie znanych zasad.

Kasper wyszedł na ganek i pchnął drzwi prowadzące do sieni posesji w Albano. Emilia
W różowej koszuli odskoczyła z wyrazem przerażenia na twarzy od drzwi i przytuliwszy się do ściany, zasłoniła twarz szerokim rękawem lnianej jedwabnej koszuli, drgnęła i zatrzymała się. Kasper usiadł na leżance i patrzył na niegdyś kremowy sufit ganku, przemyśliwał swój następny krok. Wzgórza ciemniały, w miarę jak zbliżał się do nich myślami. Drogi wspinały się coraz bardziej stromo, szczyty skał i wzgórz były poczerniałe, jakby je opalano. Właśnie ścieliło się przed nim miasteczko z łupkowymi dachówkami, walącymi się ścianami. Prosiaki i kury przechadzały się spokojnie po drodze, jakaś dociekliwa owca spojrzała mu w oczy, nie było człowieka. Nagle rozwarła się szeroka dolina, przecinana promieniami słońca i strumieniami. Z środka usłyszał Emilię grającą dla niego Chopina. Minął tydzień, a my wymieniliśmy jedynie nieważne gesty i każde z nas żyje w swojej własnej, oddzielnej przestrzeni. Wreszcie nie wytrzymał i wszedł do środka, by ją o coś zagadnąć.
-Bywały noce Emilio, kiedy kościół stał rzęsiście oświetlony. Jeśli nawet gdzieś w głębi duszy wierzę w jakiś centralny, podstawowy sens, jakiś Urgeist, to podążam doń raczej drogą estetyzmu- wolę podziwiać jesienne piękno wzgórz a szczególnie Ciebie grającą Haendla, niż się modlić. Może dlatego, że jestem kosmopolitą. Ale Ty byłaś wszystkimi tymi nadziejami, które z sobą noszę. Jastrząb zaniepokojony nagłym krzykiem z ulicy załopotał skrzydłami.

Mgła częściowo unosiła się nad mokrymi trzcinowymi dachami, częściowo zaś zmieniała się w rosę, okrywającą sobą drogi i trawę pod płotami. Dym buchał ze wszystkich kominów. Myśliwi szli razem szeroką, obrośniętą trawą, drogą. Psy biegały z boków, merdając ogonami i oglądając się na gospodarza, księcia. Chmury komarów unosiły się w powietrzu i prześladowały myśliwych. Dookoła pachniało trawą i leśną wilgocią. Goście weszli w głęboki las. Kasper z wiernym stróżem zatrzymali się na polance. Prawie każde drzewo od góry do dołu było owite dzikimi winogronami; w dole gęsto rozrastał się lasek cierniowy. Kołysał się szary szuwar. Miejscami ślady zwierzęce skręcały z drogi w leśną gęstwinę.
-Bażant siadł na gałęzi- szepnął starzec, oglądając się i nasuwając czapkę na oczy.
-Ukryj twarz, bo spłoszysz go- dodał Kasper i zaczął na czworakach posuwać się dalej. Starzec zaczął oglądać drzewo na polanie, gdy Kasper wystrzelił i bażant upadł na ziemię.
-Zuch!-zawołał starzec.
Podniósłszy zabite bażanty myśliwi poszli dalej. Kasper podniecony ruchem i pochwałą wciąż rozmawiał ze starcem.
-Stój! Teraz pójdziemy tam- przerwał mu starzec- wczoraj widziałem tu ślad jelenia. Nagle w lesie rozległ się okropny trzask. Serce Kaspra na chwilę zamarło.
-Rogacz- rzekł stary i z całej siły rzuciwszy karabin na ziemię, zaczął szarpać swą siwą brodę.-Stałem w tym miejscu, a należało podejść do niego z tamtej strony! Dureń ze mnie! Dureń!- I znów szarpał się za brodę. Tętent spłoszonego jelenia, rozbrzmiewający coraz dalej i szerzej, dawał złudzenie, że nad lasem coś przelata.

Dopiero o zmierzchu Kasper zgłodniały i znużony wszedł ze starcem do domu. Obiecywał sobie udanie się samemu na to miejsce, gdzie wczoraj z słabo widzącym starcem spłoszył jelenia, nazajutrz. Po kolacji starzec znów zaczął mu opowiadać o swej młodości, o polowaniu, o dawnych swych przyzwyczajeniach i o beztroskim, junackim życiu. W pewnej chwili zaczął więc zmawiać pacierz w obawie, że umrze, nie uczyniwszy ludziom nic dobrego.

(Opowiadanie jest oparte na motywach zaczerpniętych z różnych autorów, zwłaszcza z dzieła G. Papasogli’ego, Dla Papieża i Kościoła. Życie i czasy św. Kaspra de Buffalo, Kraków 1987. Jest wyrazem ludzkiego pragnienia życia, licencją poetycką jej autora)

Leave a comment